Category: Uncategorized

  • Trzech na jedna

    Weekend jak weekend. Wolny, więc jasne było, że wychodzę na imprezę. Jak zwykle umówiłam się z przyjacielem i poszliśmy szaleć. Zaczęliśmy w jednym klubie, potem w drugim, na koniec wylądowaliśmy w naprawdę fajnym miejscu, sporo ludzi, świetna muza. Byłam już nieźle wstawiona po tych wszystkich kolejkach jakie wypiliśmy, więc lekko chwiejnym krokiem poszłam do toalety. Po drodze wpadłam na kogoś. Podniosłam wzrok i zobaczyłam mega przystojnego kolesia. Uśmiechnęliśmy się do siebie w taki sposób, że od razu zrobiło mi się cieplej między nogami. Gdy wróciłam do baru, zobaczyłam tego samego chłopaka stojącego naprzeciw, razem z dwoma kolegami. Patrzył prosto na mnie i znowu się uśmiechał. Odwzajemniłam uśmiech i to wystarczyło, by zjawił się obok. Zaczęliśmy rozmowę, postawił mi drinka. Koniec końców pocałowaliśmy się – był w tym świetny. Jego język był delikatny ale pewny i miał takie miękkie usta. Nogi się pode mną ugięły. Po całusie złapał mnie za rękę i zapytał czy chciałabym już iść. Jasne, że chciałam. Wtedy spojrzał na kolegów, na mnie i zapytał z błyskiem w oku czy miałabym ochotę, żeby jego kumple dołączyli. Nigdy nie próbowałam tego z więcej niż jednym facetem, ale muszę przyznać, że zawsze była to jedna z moich fantazji. Na myśl o tym, że mogłaby się urzeczywistnić poczułam mrowienie w dolnej części ciała. Przygryzłam wargę i kiwnęłam głową. Po chwili całą czwórką siedzieliśmy w taksówce. Siedziałam przy drzwiach, obok “mojego” chłopaka – miał na imię Aleks. Trzymał rękę na moim udzie i głaskał mnie coraz to wyżej a ja czułam, że jestem coraz bardziej napalona.

    W końcu dojechaliśmy, znalazłam się w przestronnym 3 pokojowym mieszkaniu z 3 obcymi facetami. Sytuacja była mega podniecająca. Aleks zaproponował coś do picia i poszedł do kuchni. W tym czasie stanęłam przy oknie opierając się pupą o parapet. Wtedy jeden z chłopaków podszedł do mnie i cmoknął mnie w szyję, odgarniając włosy. Jakby nigdy nic, naturalnie. Spojrzałam na niego i zaczęliśmy się całować. Jego dłonie podciągnęły mi do góry bluzkę i zdjęły ją przez głowę. Oderwał mnie od parapetu i wtedy drugi z nich podszedł do mnie z tyłu i położył mi dłonie na biodrach całując kark. Odchyliłam głowę do tyłu pozwalając pierwszemu chłopakowi (Markowi) całować moją szyję i zobaczyłam Aleksa stojącego w drzwiach z 3 butelkami piwa. Nie miał koszulki i uśmiechał się tym uśmiechem od którego robiło mi się gorąco. Spojrzałam na niego spod grzywki i przygryzłam wargę. Podszedł do nas powoli, rozpiął mi spodnie i zsunął je. Zostałam w samej bieliźnie. Wtedy chłopak stojący za mną (Dominik) rozpiął mi stanik i zdjął go, uwalniając moje spore piersi. Marek skorzystał z okazji i złapał je w dłonie, dotykając lekko już sztywnych sutków. Aleks przejechał dłonią od mojego karku do pupy i zdjął mi majtki jednocześnie muskając ręką pupę i lekko już wilgotną cipkę. Westchnęłam.

    Wtedy chłopcy oderwali się ode mnie zrobili krok w tył i zaczęli ściągać z siebie ciuchy. Po chwili stało naokoło mnie 3 facetów z członkami, w niepełnym jeszcze, ale już wzwodzie. Patrzyli na mnie i pożerali moje ciało wzrokiem. Poczułam że robię się coraz bardziej mokra. Moje piersi uniosły się lekko, a sutki były już całkiem sztywne. Klękłam przed Aleksem i wzięłam jego członka w dłoń. Patrząc mu w oczy zbliżyłam go do ust i oblizałam główkę. W tym czasie Marek i Dominik zbliżyli się i drażnili moje sutki. Wsadziłam sobie fiuta Aleksa do buzi, najpierw tylko delikatnie, by za chwilę niemal go połknąć do samego końca. Zwiększałam i zmniejszałam tempo ssania, pracując też językiem. Cały czas patrzyłam mu w oczy i widziałam, że jest mu mega dobrze. Czułam jak rośnie i sztywnieje. W tym czasie Dominik klęknął za mną i zaczął głaskać moje pośladki, rozszerzając je i oglądając moją totalnie już mokrą cipkę. Marek skupiał się na moich piersiach, masując je i drażniąc sutki. Dominik przejechał palcami po mojej cipce westchnął i wsadził w nią palec. Wypięłam się lekko w jego stronę, wtedy poczułam drugi palec w środku. Marek też klęknął i odnalazł palcem moją łechataczkę i dotknął jej leciutko. Aż przymknęłam oczy. Aleks widząc to wyciągnął mi członka z ust, wziął mnie za rękę i zaprowadził do dużego stołu w jadalni. Położyłam się na nim. Głowa zwisała mi z jednej strony pupą sięgałam drugiego końca. Dominik stanął przed moją twarzą prezentując mi sporych rozmiarów kutasa, którego wsunął w moje, gotowe już usta. Aleks z Markiem tymczasem zajęli się moją mokrą cipeczką. Czułam jak moja łechtaczka i wargi sromowe nabrzmiewają z podniecenia. Teraz Aleks wsunął we mnie 2 palce a kciukiem pocierał łechtaczkę. Marek znów zajął się piersiami. Ssąc członek Dominika, który całkowicie wypełniał mi usta wyginałam plecy z rozkoszy, szczególnie gdy na swojej cipce poczułam usta Aleksa. Jego język był naprawdę niesamowity. Lizał moją łechtaczkę jednocześnie wsuwając i wysuwając 2 palce z mojej cipki. To było rozkoszne. Do tego cały czas czułam mrowienie z sutków wciąż drażnionych przez Marka – teraz kostkami lodu. Dominik pchnął mnie w usta jeszcze kilka raz i zamienił się miejscami z Markiem. No tak, to była jego kolej na loda. Wsunął mi swój członek do połowy w usta i zaczął nim delikatnie ruszać. Ja robiłam tylko swoje językiem i widziałam jak mu się to podoba. Aleks czując moje podniecenie wziął butelkę z oliwką i zaczął ją rozsmarowywać wokół mojej drugiej dziurki, po czym próbował włożyć tam palec, ale natychmiast mega się spięłam. Wtedy padły pierwsze słowa odkąd weszliśmy : “Bez stresu, śliczna. Chłopaki, musimy ją rozluźnić.”

    Marek natychmiast wyszedł z moich ust i ruszyliśmy do sypialni. Dominik położył się na łóżku i pociągnął mnie na siebie. Zanim na nim usiadłam podrażnił jeszcze cipkę i łechtaczkę palcami a potem nabił mnie na siebie. Był duży więc westchnęłam i powoli opadłam na niego. Poczułam jego dłonie na piersiach, ściskał sutki, i zaczęłam go powoli ujeżdżać. Wtedy Aleks znów dotknął mojej pupy.

    “Zwolnij skarbie”- powiedział, “chcemy żeby było Ci naprawdę dobrze.” Pchnął mnie lekko na brzuch Dominika i raz jeszcze spróbował wsadzić mi palec w pupę. Teraz poszło lepiej. Byłam bardziej wypięta i bardziej rozluźniona. Wsadzał go powól i i delikatnie. Dominik bawił się w tym czasie moimi piersiami i lekko ruszał biodrami. Marek stanął na wprost moich ust więc zaczęłam dokańczać jego loda. Wtedy Aleks wyciągnął palec i poczułam że próbuje wejść tam swoim fiutem.

    “Spokojnie- usłyszałam tuż nad uchem, nie zrobię Ci krzywdy”

    Postarałam się rozluźnić jak mogłam najbardziej i poczułam jak powoli, milimetr po milimetrze, wchodzi w moją pupę. Nawet nie bolało. Na moment i Marek i Dominik zastygli w bezruchu. Gdy poczułam że Aleks jest już cały w mnie poruszyłam lekko pupą i wtedy wszyscy troje zaczęli dopasowywać ruchy do siebie. Po chwili zsynchornizowaliśmy się i poczułam naprawdę mega przyjemność. Rżnęło mnie 3 facetów, każdy w inną dziurkę. Moja fantazja się spełniała i przekraczała wszelkie marzenia. Przyspieszyli i wtedy Dominik zaczął znów ściskać mi sutki a Aleks jedną ręka złapał mnie za włosy a drugą odnalazł moją łechtaczkę i zaczął ją pieścić.

    Nie mogłam już powstrzymać rozkoszy, zaczęłam oddychać coraz ciężej i jęczeć. Czułam jak nadchodzi orgazm. W najśmielszych snach nie przypuszczałam że to może być aż tak niesamowite. Wstrząsnął moim całym ciałem od koniuszków stóp aż po korzonki włosów. To było niesamowite. Kobieta może przeżyć orgazm pochwowy, sutkowy i łechtaczkowy. A ja doświadczyłam wszystkich trzech naraz. Mój krzyk słychać było chyba na drugim końcu miasta. Odgięłam ciało opierając się o tors posuwającego mnie od tyłu Aleksa a dłonie oparłam na brzuchu Dominika. Trzęsłam się jak osika. Chłopcy posuwali mnie jeszcze chwilę i poczułam jak zaczynają się spuszczać. Zlizałam spermę z fiuta Marka i położyłam się na Dominiku. On i Aleks jeszcze przez moment byli we mnie, w końcu powoli wyciągnęli ze mnie swoje kutasy i patrzyli jak sperma ze mnie wypływa. Marek zaczął masować lekko moją pupę i cipkę wcierając ich nasienie we mnie, również w uda i pośladki. Potem odwrócili mnie na plecy i głaskali całe moje ciało. Nie miałam siły na nic, poza uśmiechem. Gdy próbowałam się podnieść Marek powiedział

    ” Mamy nadzieje, że zostaniesz do rana i będziemy to mogli powtórzyć”. Spojrzałam pytająco na Aleksa i Dominika. Uśmiechnęli się i skinęli głowami. Położyliśmy się we czwórkę na tym ogromnym łóżku i chwilę potem zasnęłam z ręką Aleksa między nogami i dłońmi Marka na swoich piersiach.

    CDN…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna d
  • SZKOLA DLA ULEGLYCH Czesc pierwsza Nowa szkola

    Trzydziestego sierpnia Natalia była spakowana i pogodzona z losem, walczyła z ojcem przez ostatni miesiąc, niestety bezskutecznie.  Ojciec zawsze był bardzo stanowczy, wręcz apodyktyczny ale po śmierci matki stał się nie do zniesienia.  Pod koniec lipca poinformował córkę, że zapisał ją do szkoły na drugim końcu świata.  Szkoły dla uległych kobiet.  Opowiadał, że tam nauczy się jak być posłuszną i oddaną swojemu mężowi.  W pierwszej chwili potraktowała te gadki jak jakiś mało śmieszny żart.  Przecież dostała się do dobrego LO tutaj na miejscu w Warszawie.  Miała tam chodzić z kumpelami z gimnazjum.  A tu takie coś??
    -Natalio, musimy porozmawiać-wspominała teraz tę bezsensowną rozmowę.
    -O co chodzi tato? Umówiłam się z dziewczynami, zaraz wychodzę
    -Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie porozmawiamy-powiedział ojciec, poklepując miejsce na kanapie obok siebie.
    Dziewczyna podeszła i usiadła bez słowa.
    -Córeczko, zapisałem cię do bardzo elitarnej szkoły…
    -Do jakiej szkoły? Przecież mam swoje LO.  Za miesiąc zaczynają się zajęcia
    -Nie przerywaj mi dziecko, proszę!-Jednak nie brzmiało to wcale jak prośba a raczej jak rozkaz. -To szkoła dla dziewcząt, młodych kobiet akurat w Twoim wieku.  Twoja mama też ją kończyła i pamiętasz chyba jak do końca byliśmy szczęśliwi?
    Co ma wspólnego jakaś szkoła ze szczęściem rodzinnym? Zastanawiała się w duchu Natalia.
    -W szkole tej nauczą cię jak być w przyszłości dobrą, kochającą, posłuszną żoną dla odpowiedniego mężczyzny.
    -Tato, błagam co ty mówisz? Jaka szkoła, jaki mąż? Ja mam 16 lat.
    -Prosiłem cię o coś.  Już mówiłem, że to odpowiedni czas na rozpoczęcie nauki.  Mama była dokładnie w twoim wieku. Kiedy zaczęła tam edukację.  Wiesz jak jesteś do niej podobna, niestety tylko z wyglądu.  Te same duże piwne oczy, śniada cera, burza długich, czarnych, kręconych włosów.  Bardzo mi ją przypominasz skarbie.  -Mężczyzna pogładził córkę po policzku ścierając płynącą łzę.  -Niestety twoje zachowanie pozostawia wiele do życzenia… Wiem, sporo w tym mojej winy, nie potrafiłem wprowadzić konkretnej dyscypliny, systemu kar i nagród.  Myślałem, że dobrze robię, miłość do ciebie mnie zaślepiła, kotku.
    -Tato ale przecież zawsze byłeś dla mnie bardzo surowy, połowy rzeczy nie mogłam co moje koleżanki.
    -I tu mamy przykład.  Ile razy prosiłem żebyś mi nie przerywała? Po tej szkole nie odważysz się na to na pewno.   Nigdy nie przerwiesz swojemu mężczyźnie.  Nie sprzeciwisz się, nie zasmucisz i nie odmówisz niczego.
    Dziewczyna zaczęła myśleć o czymś z czego wcześniej nie zdawała sobie sprawy.  Faktycznie jej rodzice nigdy się nie kłócili, nigdy nie mieli cichych dni, żadnych fochów.  Matka była całkowicie podporządkowana i uległa ojcu.  Dlaczego wcześniej tego nie zauważyła?
    -Słonko słuchasz mnie?
    -Co tato? Zamyśliłam się. 
    -Mówiłem, że mam już wykupione bilety lotnicze na trzydziestego sierpnia.  Polecimy na piękną, malowniczą wysepkę w okolicy Nowej Zelandii Jest to bardzo mała…
    -Gdzie??? Zwariowałeś? Przecież to koniec świata, milion km.  -Zerwała się z miejsca i zaczęła chodzić nerwowo po salonie.
    -Znowu mi przerwałaś! Twoje zachowanie jest skandaliczne! – powiedział ojciec podniesionym tonem. -Natychmiast siadaj.  Sama mnie utwierdzasz w tym, że podjąłem słuszną decyzję.
    Dziewczyna zaczęła szlochać ale usiadła ponownie na kanapie.  Ojciec podjął przerwany wątek.
    -To bardzo maleńka wyspa, praktycznie mieści się na niej tylko szkoła wraz z internatem.  Szkoła okolona jest murem i oblana dookoła wodą.  Przez cały rok jest tam bardzo ciepło.  Zobaczysz spodoba ci się.
    Przygarnął do siebie ciągle szlochającą córeczkę.  Ona wtuliła się w jego bezpieczne ramiona.
    -Tatuś ale ja naprawdę nie chcę tam jechać-powiedziała przez łzy-Nikogo tam nie znam, i to tak strasznie daleko od ciebie i od domu. I jak tam będę się dogadywać, nie znam żadnych języków a mój angielski kuleje.
    -Też będę za tobą tęsknić ale to już postanowione.  Mama też chciała żebyś skończyła szkołę dla uległych w Ferrero, uwierz mi.  Tak mi przykro, że nie dożyła tej chwili i sam muszę ciebie tam odwieźć.  Co do języka to nie martw się.  To nasza, polska szkoła.  Pracują tam naprawdę najlepsi fachowcy w dziedzinie uległości I to właśnie z Polski
    -Nie zgadzam się, nigdzie nie wyjadę, nie chcę i już.  Pójdę na policję, powiem co chcesz mi zrobić, ucieknę z domu albo się zabiję.  Nigdzie nie pojadę, rozumiesz nigdzie!! Wcale nie chcę być uległa, rozumiesz nie chcę!!
    -Przesadzasz moja panno.  Właśnie dlatego, że nie chcesz być uległa musisz skończyć tę szkołę.  Żebyś zrozumiała, że to głównie dla twojego dobra.
    -Nie, nie, nieeee!!
    -Skończyłem, proszę teraz oddalić się do swojego pokoju.  W tej chwili. – Mężczyzna stracił cierpliwość i nerwowym ruchem pokazał córce drzwi.
    -A dziewczyny? Jestem umówiona
    -Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej.  Marsz na górę zanim zabronię ci wychodzić do końca wakacji.
    Zrezygnowana Natalia wybiegła z pokoju trzaskając drzwiami.  Nastolatka nie mogła otrząsnąć się z szoku.  Rzuciła się na łóżko i nie potrafiła przestać płakać.  Kiedy się ocknęła okazało się, że za oknem jest ciemno.  Musiała z nadmiaru emocji usnąć.  W pierwszej chwili pomyślała, że był to tylko koszmarny sen.  Niestety po rozbudzeniu uświadomiła sobie, że kilka godzin temu ojciec przeprowadził z nią najdziwniejszą rozmowę w jej życiu. Usiadła do biurka odpaliła laptopa i postanowiła poszukać coś o tej szkole.
    Jak to ojciec mówił szkoła dla uległych? Paranoja.  Gdzie to było.  Jakoś na F. . Ferrarii, Fer. . , Fer…  A no tak Ferrero jak te cukierki. Uruchomiła przeglądarkę i wpisała “szkoła uległych” żadnych wyników, “szkoła Ferrero” same reklamy czekoladek.  Próbowała jeszcze kilku haseł, związanych z tą całą uległością bez rezultatów. Dziwne, może ojciec mnie w to wszystko tylko wkręcił.  Tylko po co?Natalia wyłączyła komputer, przebrała się w swoją ulubioną piżamkę z Myszką Miki i wskoczyła pod kołdrę.  Nie chciała już dziś wychodzić ze swojego pokoju żeby nie spotkać ojca.
     ***
    Kolejny miesiąc minął Natalii błyskawicznie głównie na proszeniu ojca o zmianę decyzji.  Niestety ten był nieprzejednany.  Przy każdej próbie rozmowy powtarzał to samo. 
    -Jedziesz do szkoły i koniec. 
    Na pytania o tę dziwną szkołę też odpowiadał zdawkowo. ]
    Jakoś w połowie sierpnia Natalia podjęła temat przy śniadaniu.
    -Tato a kto będzie się tobą zajmował, szykował śniadania i obiady kiedy ja wyjadę?
    -Skarbie, nie martw się.  Dam sobie radę.  Już rozmawiałem z ciocią Anią, będę chodził do niej na obiady.  Najważniejsza jest twoja przyszłość, przecież wiesz.
    -Tato a dlaczego o tej szkole nic nie ma w necie?
    -Mówiłem ci to elitarna szkoła, nie afiszują się ze swoją działalnością.  Dziewczynki dostają się tam głównie z polecenia.  Są trzy klasy po 10 dziewcząt.  Nie potrzebują reklamy żeby zawsze mieć chętne.
    -Ja wcale nie jestem chętna – mruknęła Natalia pod nosem
    -Słyszałem to. Przez chwilę jedli jajecznicę w milczeniu
    -Tatoo?
    -Tak?
    -Bo ja poczytałam w necie i… -głos jej się załamał-
    Co takiego poczytałaś?-Andrzej podniósł głowę znad gazety
    -Bo te uległe są bite, poniewierane, poniżane i maltretowane – dziewczyna rozpłakała się na dobre. –
    -A prosiłem żebyś zostawiła ten temat.  Prosiłem? Nastolatka pokiwała tylko głową -W Internecie wypisują różne bzdury naprawdę.  Dlatego zabroniłem ci wchodzić na te strony.  Ale kto by tam słuchał starego ojca prawda? Zrozum słonko, nie twierdzę, że tam będzie różowo przynajmniej na początku.  Nie raz zasłużysz na karę.  Dostaniesz lanie czy spotkają cię inne konsekwencje złego zachowania.  A znając twój rogaty charakter wiem że lekko nie będzie.  Wiedz jedno, kary są zawsze zasłużone, tak jest w regulaminie szkoły.  Wszystko będzie zależało jak będziesz się uczyć, jak zachowywać, jak szybkie robić postępy.  Nagrody też są przewidziane.  Mają tam super basen, salę kinową, organizowane są dyskoteki.  Jak będziesz grzeczna będziemy mogli porozmawiać przez telefon czy skype.  Nie martw się tak tym.  Przecież nie dałbym cię skrzywdzić  prawda?
    -Mhm-westchnęła zrezygnowana
    -No, uszy do góry.  Jakie plany na dziś?
    -Idziemy z dziewczynami nad Wisłę, muszę się nimi nacieszyć.  One nadal nie wierzą, że mnie od września nie będzie
    -Dobrze skarbie tylko pamiętaj nie opowiadaj za dużo koleżankom ok?
    Natalia wyszła z kuchni nic nie odpowiadając. Andrzej długo jeszcze siedział bez ruchu czując nieduże ale jednak, wyrzuty sumienia.  Nie miał odwagi powiedzieć córce całej prawdy.  O tym, że przejdzie całą edukację seksualną, o tym, że będzie musiała pozbyć się wstydu, godności i niezależności. O tym, że będzie chodziła głównie nago a o majtkach musi zapomnieć zupełnie.  No cóż przywyknie jak Marta.  Jego tragicznie zmarła żona.  Przecież pokochał ją właśnie za to oddanie, spolegliwość i gotowość na wszystko dla swojego Pana.  Ile razy uśmiechał się pod nosem jak kumple opowiadali jak to żona tego nie zrobi, tamtego nie zrobi.  A bo to głowa boli, a to okres.  On nie miał takich problemów nigdy.  Czasami ją karał, wiadomo ale w ostatnim czasie przed śmiercią już tylko dla podtrzymania klimatu.
    Strasznie za nią tęsknił, wiedział, że już takiej kobiety nie pozna.  Teraz liczyło się tylko to żeby nie zmarnować Natalki, ich oczka w głowie.  Trzeba jej zapewnić dobrą przyszłość i bezpieczny związek z mężczyzną który doceni jej oddanie i uległość.
     ***
    Wreszcie nadszedł dzień wylotu.  Natalia była smutna i nieszczęśliwa.  Andrzejowi było przykro ale wiedział że dobrze robi, że to dla dobra jego małej dziewczynki. Wszedł do pokoju córki spojrzał na dwie ogromne walizki położone przy drzwiach. Dziewczyna stała przy oknie tyłem do niego.  Ubrana w niebieską sukienkę w malutkie różyczki sięgającą do połowy uda.  Na stopach miała czarne sandałki
    -Kochanie, jesteś gotowa? Musimy jechać na lotnisko.
    -Nie, nie jestem gotowa, przecież wiesz.  Ale to nie ma żadnego znaczenia prawda?-odpowiedziała nie ruszając się z miejsca.
    -Wiesz co? Te walizki nie będą ci potrzebne, nie zabieramy ich.  Weź tylko torebkę z dokumentami. 
    -Co??-krzyknęła z niedowierzaniem odwracając się gwałtownie od okna.
    -W szkole dostaniesz wszystko czego będziesz potrzebowała.  Naprawdę
    -O tym nie było mowy. Przecież tutaj mam wszystkie swoje rzeczy, pamiątki, zdjęcia.  Zdjęcia mamy! Tato, nie możesz mi tego odebrać!
    -Skarbie nie utrudniaj, mi też nie jest lekko…
    -Przecież wcale nie musimy tam jechać-powiedziała z nadzieją w głosie
    -Wiesz, że musimy.  Szkoła już przysłała po nas samolot.  Taksówka czeka.  Chodź.
    Zrezygnowana dziewczyna spojrzała ostatni raz na swój pokój.
    -Kiedy tu wrócę?
    -Niedługo słonko, niedługo.  Przecież za pasem święta.
    -Tato to całe cztery miesiące.  Ja tam umrę-oczy zaszkliły się dziewczynie
    Ojciec objął Natalię wziął z biurka jej torebkę i zaprowadził do taksówki
    Po kilkudziesięciu minutach byli na lotnisku, na którym czekał już bardzo mały samolot, chyba taki z możliwością lądowania na wodzie.  Tak przynajmniej wyglądał kiedy Natalia go zobaczyła.  Śmigła strasznie hałasowały i robiły sporo wiatru.  Wiało na tyle silnie że kiedy Andrzej wprowadzał córkę do kabiny sukienkę podwiewało tak że zobaczył białe majteczki. No tak już niedługo pośladki te pokryją się śladami po uderzeniach paska-pomyślał jednocześnie ze smutkiem ale i nadzieją Kiedy zajęli miejsce tuż za pilotem ten się odezwał-
    Dzień dobry.  Gotowa panienka na nową przygodę? Słyszałem, że to pierwszy rok w naszej szkole.  Prawda?
    Natalia nie odezwała się
     -Tak, córka dostała się na pierwszy rok-powiedział Andrzej

    -Super, spodoba ci się, nauczysz się sporo nowych rzeczy.  Z tego co wiem kilka dziewcząt już jest w szkole od wczoraj.  Poznasz nowe koleżanki, nowe doświadczenia. – Dziewczyna uparcie milczała.  skuliła się objęła nogi ramionami Pilot wyrównał  lot i odwrócił się do tyłu. -Ale widzę sporo pracy przed masterami.  Nie jesteś zbyt grzeczna
    Natalia spojrzała pytająco na ojca.  Jednak on tylko poklepał ją uspokajająco po kolanie. Lot minął w dość ciężkiej atmosferze.  Natalia praktycznie się nie odzywała.  Andrzej tylko tulił córkę i czekał na lądowanie.  Pilot kiedy stwierdził, że jego pasażerowie są mało rozmowni też zamilkł. Po kilkunastu godzinach samolot wylądował i to tak jak Natalia przypuszczała na wodzie.  Zakołysało, zabujało i maszyna stanęła w miejscu. Drzwi otworzyły się i oczom dziewczyny ukazał się jakiś mostek, na którym stał obcy starszy mężczyzna ubrany tylko w szorty i klapki.  Było bardzo słonecznie i ciepło, wręcz upalnie.
    -Witam Pana – mężczyzna wyciągnął rękę do ojca. -To ja mam was zabrać do Ferrero.  Płynie pan z nami czy tylko córka?
    Po tych słowach obcy zmierzył Natalię wzrokiem jakoś tak lubieżnie.
    -Płynę, płynę.  Chcę odprowadzić córkę na miejsce.
    -Ok, nie ma sprawy. Poprowadził ich mostem kilka metrów, nieopodal była zacumowana mała łódka.
    -Tatuś proszę, ja nie chcę tu zostać.  Proszę, będę bardzo grzeczna.  Tylko wracajmy do domu-szeptała Natalia.
    -Córeczko… Mężczyzna wskoczył do łódki i podał rękę dziewczynie. -Wskakuj mała i uśmiechnij się.  Będzie dobrze.  Wiesz ile dziewczyn już przywoziłem do szkoły? Sporo było takich smutnych jak ty.  A po skończonym roku szkolnym wracały do domów szczęśliwe bo wiedziały, że są w dobrym miejscu, że takie jest ich przeznaczenie, że chcą żyć właśnie w ten sposób. Płynęli około 20 minut kiedy na horyzoncie pokazał im się bardzo wysoki mur okalający wyspę a przy nim niewielki mostek sięgający dość daleko w głąb morza. Mężczyzna przycumował łódkę z lewego brzegu mostka.  Wskoczył na niego i pomógł wysiąść Andrzejowi i jego córce.
    -Powodzenia mała, zaczynasz zupełne nowe życie.  Na pewno jeszcze się spotkamy.  Powodzenia. -i z powrotem wskoczył do łódki. Andrzej złapał córeczkę za rękę i poprowadził pomostem w stronę wielkiej, żelaznej bramy. Natalia mimo wszystkich obaw i strachu rozglądała się ciekawie dookoła. Było tu naprawdę bardzo ładnie, błękitna woda, w oddali majaczyły jakieś drzewa, zarośla czy coś takiego.  Może to  inna wyspa? Andrzej nacisnął dzwonek przy bramie a po chwili wrota otworzyły się i przywitał ich mężczyzna w średnim wieku i o mrocznym obliczu.  wpuścił ich do środka bez słowa.  Jedyne co Natalia zapamiętała to to, że był ubrany tylko w długie białe płócienne spodnie a przy boku miał przymocowany pasek.  Taki jak do spodni ale nie miał go założonego wokół bioder a właśnie z boku złożony na pół i zwisający u lewej nogi.  Dziewczynie wydawało się to bardzo dziwne. Mężczyzna poprowadził ich do pierwszego z brzegu niskiego budynku.  Otworzył drzwi, zaprosił do środka i wyszedł. Rozejrzeli się po pomieszczeniu w którym się znajdowali.  Było tu tylko biurko i dwa fotele obite czerwoną skórą.  Po krótkiej chwili pojawił się inny mężczyzna ubrany tak samo jak ten przy drzwiach.
    -Dzień dobry.  Widzę nowa uczennica.  Jak miło. -przywitał się kładąc na stole jakąś teczkę.  Mężczyzna zaproponował Andrzejowi żeby usiadł a sam zajął drugi fotel. Natalia stała bez ruchu nie bardzo wiedząc co zrobić.
    -Pan zna zasady panujące w szkole? Zgadza się pan z regulaminem tutaj obowiązującym?
    -Tak, oczywiście.  Podpisałem już wszystkie potrzebne zgody.
    -Dobrze, popatrzmy kogo my tu mamy?-powiedział otwierając teczkę-Hmm Natalia Nowicka lat 16 córka Andrzeja.  Skąd pochodzisz dziecko?-zwrócił się niespodziewanie do Natalii.  Dziewczyna spojrzała niepewnie najpierw na ojca potem na nieznajomego
    -Odpowiadaj jak się pytam-zniecierpliwił się facet.
    -Z Warszawy…
    -Z Warszawy co?
    -Pochodzę z Warszawy…
    -Proszę pana czy córka jest świadoma po co tu jest, dlaczego została przyjęta do naszej szkoły i jak powinna się zachowywać?-zwrócił się facet do Andrzeja
    -Nie całkiem, nie potrafiłem jej wszystkiego opowiedzieć.  Wiem, że to błąd z mojej strony ale stwierdziłem, że lepiej ją wszystkiego nauczycie tutaj na miejscu…
    -Ach tak pan stwierdził.  No cóż trudno.  Widzę czeka nas sporo pracy skoro uczennica nie ma o niczym pojęcia.  Ale stało się, postaramy się przekazać dziewczynce jak najwięcej z wiedzy którą posiadamy.
    -Natalio, teraz się rozbierz-usłyszała niedorzeczne polecenie.
    -Tatoo jak on może tak mówić, dlaczego na to pozwalasz? Tatooo?
    -Córeczko, bądź posłuszna
    Obcy westchnął i przewrócił oczami po czym wyjął telefon i po chwili powiedział-Przyślijcie mi tu dyżurne, jestem w izbie przyjęć… -i rozłączył się-To jak oddasz tę śliczną sukienkę ojcu żeby ją zachować na wakacje czy nie? Musisz wiedzieć jedno na początek.  Nie znosimy tu sprzeciwów i potrafimy przełamać każdy niepokorny charakter.  Niestety czasami bywa to bardzo bolesne.  Więc jak?
    W tej chwili do pokoju weszły dwie dziewczyny w wieku podobnym do Natalii Ubrane były w mundurki, białe koszule zapinane na guziki z krótkimi rękawami, krótkie granatowe plisowane spódniczki, białe skarpetki i pantofle zapinane na spinki.  Każda miała uczesane bardzo ciasne dwa warkocze z niesamowicie równym przedziałkiem.
    -Dzień dobry pan nas wzywał?
    -O jesteście dziewczynki, dobrze.  To wasza nowa koleżanka, jeszcze trochę niepokorna i zdezorientowana.  Potrzebuje waszej pomocy.  Pomóżcie jej się rozebrać.
    -Tatoo nie, proszę, zabierz mnie stąd. 
    Andrzej nie reagował. Dziewczyny podeszły do Natalii i spróbowały podnieść do góry jej sukienkę. -Pozwól się rozebrać bo będziemy miały kłopoty wszystkie trzy. -syknęła jedna z uczennic prosto do ucha Natalii
    -Nie chcę, nie chcę, proszę..! Dziewczyny przez chwilę szarpały się aż facet przy biurku nie wytrzymał, wyjął z szuflady nożyczki i podszedł do szamoczącej się nastolatki. 
    -Dość tego! Rozumiem, że jesteś tu pierwszy raz ale przesadzasz moja panno! Chwycił Natalie w mocnym uścisku za oba nadgarstki, odwrócił ją plecami do siebie i mocno przycisnął.  Podał nożyczki niższej z dziewcząt i warknął-Tnij od góry do dołu
    -Tatoo proszę, nieee!
    -Dziewiątka powiedziałem tnij!
    Dziewczyna wzdrygnęła się, chwyciła dół sukienki i jednym posunięciem rozcięła materiał na pół.
    -Nieee!
    Mężczyzna jednym ruchem pozbawił Natalie sukienki nie zwalniając uścisku. Teraz druga z dziewcząt, szatynka odpięła wierzgającej się Natalii stanik i zsunęła go z ramion.  Następnie bezceremonialnie zdjęła bielusieńkie figi.  W tym momencie wszystkim ukazał się widok golusieńkiej trzęsącej się w szlochu młodej dziewczyny.
    -Nie zasłużyłaś na pożegnanie z ojcem.  Wyprowadźcie ją w tej chwili!
    -Tatuś, niee, proszę, nie zostawiaj mnie tuu, proszę. 
    Andrzej patrzył jak dziewczyny wypychają jego córkę przez drzwi prowadzące na dziedziniec szkoły.  Długo jeszcze słyszał jej przerażające krzyki. –
    Tak, to będzie wszystko, może pan wracać spokojnie do domu.  Będziemy pana informować na bieżąco o postępach córki.  Będziemy przestrzegać wszystkiego co zawarł pan w ankiecie. Przykro mi że pożegnanie przebiegło w takiej atmosferze.  Ale sam pan wie że czasami tak bywa.  Rogatą duszę pan wychował nie ma co.  Dziękuję i do zobaczenia-Mężczyzna podał Andrzejowi rękę i wyszedł drzwiami za którymi przed kilkoma minutami zniknęła jego córka.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    olka fasolka

    Opowiadanie to jest wyłącznie fikcją literacką. 

  • Pawel i jego kolezanka

    Paweł był zwykłym studentem, który wynajmował mieszkanie w centrum wspólnie z Agnieszką jego koleżanką od czasów gimnazjum. Paweł był wysokim wysportowanym szatynem o piwnych oczach, a Agnieszka niską brunetką o niebieskich oczach. Nie odzywali się do siebie za dużo gdyż byli pochłonięci nauką. Pewnego wieczoru Paweł wracając z kuchni i idąc do swojego pokoju zauważył, że jego koleżanka, na którą nie zwracał większej uwagi nie do końca zamknęła drzwi do toalety i kątem oka zauważył ją jak się masturbowała pod prysznicem, bardzo podnieciła go ta sytuacja, nie mógł odciągnąć wzroku od jej piersi falujących w rytmie jej przyśpieszonego oddechu, poczuł jak jego penis twardnieje w spodniach szybko jednak uciekł do swojego pokoju i zaczął się masturbować mając wciąż przed oczami widok masturbującej się Agnieszki. Tej nocy nie mógł zasnąć, ponieważ cały czas myślał o tym, co zobaczył. Rano obudził go budzik wstał i poszedł się szykować do szkoły zakładał już buty, gdy nagle usłyszał słowa Agnieszki

    -gdzie idziesz z tym plecakiem

    -jak to gdzie do szkoły, a ty nie idziesz ? Zapytał

    -przecież dziś sobota odpowiedziała mu Aga

    Paweł zdjął buty odłożył plecak i poszedł zrobić sobie kawę . Poszedł do swojego pokoju włączył laptopa i przeglądał Facebooka , nagle przyszła mu myśl żeby iść zapytać Agnieszki czy chce coś zjeść zapukał do jej pokoju i wszedł pytając

     

    -chcesz coś może zjeść

     

    -nie dziękuje jadłam już , ale musimy porozmawiać oznajmiła

     

    -o czym chcesz porozmawiać zapytał

     

    -widziałam jak mnie wczoraj podglądałeś. Dlaczego tak szybko uciekłeś

     

    -wcale nie podglądałem

     

    -Paweł widziałam nie masz się czego wstydzić dobrze wiem że masturbowałeś się wczoraj po tym jak mnie zobaczyłeś

     

    -przepraszam nie chciałem nie mogłem się powstrzymać bardzo mnie ta sytuacja podnieciła

     

    -szczerze mówiąc ty też bardzo mi się podobasz często podczas mojej masturbacji wyobrażam sobie jak mnie bierzesz w różnych pozycjach

     

    Po tych słowach Pawła zatkało nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa, lecz kiedy mu się to udało to Agnieszka zamknęła jego usta namiętnym pocałunkiem i zaczęła zdejmować jego koszule Paweł po chwili też ją zaczął rozbierać nie przerywając całowania po chwili zostali w samych majtkach. Paweł zaczął zjeżdżać powoli językiem od ust na szyję aż doszedł do jej piersi zaczął ssać i przygryzać jej sutki a ona jęczała z podniecenia i rozkoszy w tym czasie on zaczął zsuwać z nie jej koronkowe stringi i lizać jej już bardzo mokrą szparkę ona wtedy go odepchnęła mówiąc że teraz jej kolej i zaczęła ssać jego kutasa i masować jego mosznę ręką . Pawłowi nie wiele brakowało, aby szczytować lecz ona nagle przestała i popchnęła go na łóżko mówiąc

     

    -poczekaj chwilkę zaraz wrócę

     

    Paweł nadal nie mógł uwierzyć myślał że to jakiś sen nagle Agnieszka wróciła z paczką prezerwatyw odpakowała jedną i założyła ją na jego rumaka po czym go dosiadła i zaczęła szybko ujeżdżać przy tym głośno jęcząc . Pawłowi nigdy nie było tak dobrze osiągnęli szczyt w tym samym czasie i aga upadła zdyszana na niego .Paweł teraz przejął inicjatywę położył ją na łóżko i przystawił jej penisa do ust aga zaczęła go ssać aż znów stwardniał Paweł zauważył żel nawilżający na jej stole kazał jej się położyć na brzuchu ona posłusznie wykonała rozkaz on dokładnie nasmarował jej odbyt i swojego kutasa po czym przysunął go do jej kakaowego oczka wjechał nim i powoli zaczął ją ruchać w odbyt kiedy nie czuł żadnych oporów zaczął ją szybko rżnąć a ona coraz to głośniej jęczała po paru minutach takiego rypania oboje opadli z sił chwilę tak leżąc oboje poszli pod prysznic. Namydlając jej plecy Paweł zaczął masować jej cipkę kiedy mu stanął kazał jej się wypiąć ona się wypięła wjechał w jej jaskinie rozkoszy aga znów robiła się bardzo mokra Paweł ruchał ją coraz szybciej głośno było słychać dźwięk uderzających pośladków agi o skórę Pawła szczytowali w tym samym czasie kiedy Paweł wyjął penisa z jej cipki posadził ją na pralce i zaczął lizać jej cipkę spijał jej soki przygryzał wargi sromowe i wsuwał język do środka aż po chwili poczuł mocne skurcze które zaciskały się na jego języku po wszystkim opłukali się i położyli się do łóżka i usnęli oboje dobrze zaspokojeni.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wojciech Sobierajski

    To moje pierwsze opowiadanie, więc proszę o wyrozumiałość

  • Pamietniki poslusznej dziewczynki – wstep

    Dziś jechałam odebrać paczkę od mojego Pana. Nie znam go, ale ufam mu i wierzę, że czego by nie wymyślił, będzie to wspaniałe. W końcu – tym razem potwierdziło się to. Z domu wyszłam – jak kazał – z samego rana, jeszcze przed ósmą. Po odebraniu paczki z całodobowego punktu na drugim końcu miasta, zgodnie z poleceniem zamknęłam się w łazience, by otworzyć ją. Pękałam z ciekawości, co ten niewielki pakunek może w sobie kryć (był niewiele większy od mojej dłoni).

    Usiadłam na toalecie i rozcięłam papier. Kopertę odłożyłam na bok i wydobyłam z opakowania resztę prezentu – dwie mniejsze paczki o podłużnych kształtach. Przedmioty wewnątrz zabezpieczone zostały tylko papierem i folią, byłam więc w stanie zauważyć już, że oba prezenty są dość elastyczne. Drżącą dłonią sięgnęłam po kopertę i wydobyłam z niej – z niemałym trudem – krótki list. Polecenia były proste. „Włóż i nie wyjmuj.” Żadna filozofia.

    Odpakowałam najpierw mniejszą paczuszkę i przełknęłam głośno ślinę. W środku znajdował się czarny korek analny w najmniejszym (dostosowanym do mojego) z załączonym bilecikiem. „Czas zabrać się za tą dziurkę, suniu” – głosił wyjątkowo wredny i wyjątkowo podniecający skrawek papieru. Z drugiego zawiniątka wyjęłam zabawkę do kompletu – „żeby ta dziurka nie czuła się pominięta” – jak głosił liścik. Przynajmniej kolorem pasują do siebie…

    Ledwo zdążyłam nawilżyć je wystarczająco, by zaaplikować w odpowiednie miejsce, kiedy zadzwonił telefon. Włączyłam słuchawkę bezprzewodową, którą zwykłam nosić i odebrałam telefon, poprawiając na sobie bieliznę. To stanowczo nie było wygodne. Było mi ciasno – tam w środku. Ciasno i niekomfortowo. Czułam, jak cała moja miednica pulsuje. To naprawdę dziwne uczucie. Niestety nie było mi dane oswoić się z nim. W słuchawce rozbrzmiał głos mojego Pana.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anonymous

    Zapowiada się ciekawie? Chcecie kontynuacji? Czy dać sobie spokój z serią, którą planuję zacząć? Dajcie znać w komentarzach. Jeśli będą pozytywne, w miejsce tego opowiadania pojawi się pełna wersja dnia, którego początek zamieściłam powyżej.

  • Moje 18 urodziny

    Od mojej osiemnastki minęło już parę lat, ale wciąż kiedy o niej myślę, to żałuję, że nie mogę się cofnąć w czasie do tego jednego dnia. Zgodnie z tradycją osiemnaste urodziny nie mogły obyć się bez hucznej imprezy. W mojej głowie wystarczyła muzyka, wolny dom, kumple, litry wódki i masa ładnych dziewczyn. Ponieważ miałem bogatych, liberalnych rodziców i duży dom to pierwsze dwie potrzeby nie stanowiły problemu. Znajomi nie mieli nic przeciwko imprezie, a wśród nich było wiele pięknych dziewczyn, a ponieważ pozwoliłem kilku poprzyprowadzać koleżanki, to ostatni warunek udanego przyjęcia również został spełniony. 

     Impreza rozpoczęła się w piątek wieczorem zgodnie z planem. O 20 zaczęli pojawiać się pierwsi gości, o 22 byli wszyscy, o 23 większość już podpita lub pijana. Ogólnie pojawiło się 50-60 osób. Zabawa była świetna. Piłem, śmiałem się, tańczyłem z najseksowniejszymi dziewczynami jakie znałem od których, dostawałem również życzenia i buziaki. Ale to były moje osiemnaste urodziny. Miałem w planach coś większego.

     W pewnym momencie musiałem pójść do swojego pokoju po ładowarkę dla kolegi. Kiedy przeszukiwałem szuflady do pomieszczenia wpadły dwie dziewczyny. Odwróciłem wzrok i zobaczyłem, że to Ania i Karolina, obie z mojej klasy. Były dobrymi przyjaciółkami i miały wiele wspólnych cech. Średniego wzrostu, szczupłe, wysportowane, z ładnymi jędrnymi biustami. Ania miała blond włosy związane w kucyk i obcisłą czerwoną sukienkę, Karolina swoje czarne długie włosy pozostawiła rozpuszczone i ubrała się w białą bluzkę i czarną mini spódniczkę, a w ręku ściskała otwartą butelkę szampana. Obie miały buty na obcasach przez co ich nogi i pupy wyglądały nieziemsko.

    – Tu jest nasz solenizant! – wykrzyknęła Ania. – Wszystkiego najlepszego! – powiedziała i wepchnęła mi język w gardło. Nie musiałem czuć smaku jej ust, żeby stwierdzić, że jest bardzo pijana.

    – Wooooo! – krzyknęła Karolina i też mnie pocałowała. Też była pijana.

    Dziewczyny oderwawszy się ode mnie złapały atak śmiechu, spojrzały po sobie, pocałowały się i padły na łóżko.

    – Przelizałam się z najlepszą dupą na imprezie! – darła się Karolina.

    – Czyli dobrze się bawicie – powiedziałem z uśmiechem.

    – Zajebiście. Zajebista impreza. Zajebista muza. Zajebista… – przerwała Ania i spojrzała na koleżankę. – Stara! My nie dałyśmy Grześkowi żadnego prezentu!

    – O kurwa! Rzeczywiście! – odparła druga piękność.

    – Nie ma potrzeby. Cieszę się, że przyszłyście. Z resztą buziaki od was były aż nadto miłe – odpowiedziałem.

    – O nie, nie, nie. To nie wystarczy. To twój wielki dzień. Musisz dostać coś, coś takiego zajebistego, żebyś pamiętał. Żebyś… O kurwa! Wiem! – przerwała Ania, wybuchła śmiechem i wyszeptała coś do ucha przyjaciółce, której pomysł się chyba spodobał, sądząc po reakcji.

    – Usiądź, Gresiu – poprosiła blondynka, a druga dziewczyna wstała i zamknęła drzwi.

    – Wszystkiego najlepszego – wyszeptała mi do ucha Karolina i rozpięła z tyłu sukienkę Ani, która nie miała nic pod spodem. Następnie podniosła ręce i została rozebrana przez koleżankę. Blondynka wypięła w moją stronę pupę i dostała siarczystego klapsa od drugiej dziewczyny na co zareagowała seksownym “AŁA”. Dziewczyny zaczęły się całować i wodzić rękami po gładkich ciałach. 

    – I jak? – Spytała Ania odwracając się od koleżanki.

    – To najseksowniejsze co w życiu widziałem.

    – Kurde, Grzesiek wiesz, że jesteś przystojny? – spytała Karolina.

    – Tak? – Nie usłyszałem odpowiedzi, bo Brunetka już była na kolanach i rozpinała mi spodnie. Wyciągnęła mojego już twardego penisa, wyszeptała ciche “wow” i włożyła go sobie do ust. Odchyliłem głowę do tyłu z rozkoszy, a gdy po chwili znów skierowałem wzrok na Karolinę, klęczała obok niej Ania. Jedną ręką przytrzymywała włosy koleżanki, a drugą masowała jej cipkę, na co Karolina reagowała delikatnym pojękiwaniem, co brzmiała bardzo seksownie zważając na to od czego miała pełne usta. W końcu zniecierpliwiona Ania powiedziała.

    – Co ty jesteś dziewicą? – i przycisnęła głowę brunetki tak, że ta połknęła mojego całego penisa! Wytrzymała tak parę sekund, a kiedy zaczęła się ślinić i dławić, Ania uwolniła ją i sama łapczywie rzuciła się na moją pałę. Karolina zaczęła mnie całować, a Anka robiła mi głębokie gardło bez żadnego wysiłku poruszając głową od końcówki penisa, aż po same jądra. Karolina oderwała się od moich i ust i zaczęła ssać moje jajka. Dziewczyny wyczyniały cud przy moim penisie. Chyba najbardziej podobało mi się, kiedy samymi językami lizały mi żołędzia. Uważam, że każdy facet powinien raz w życiu tego doświadczyć. 

    – Ale jestem napalona – powiedziała Ania i usiadła na mnie okrakiem. Nabiła się na mojego penisa i zaczęła mnie ujeżdżać. Karolina położyła mnie i usiadła mi na twarzy. Poczułem smak jej słonej cipki. Była baaardzo mokra. Kiedy Ania zaczęła się głośno drzeć uznałem, że doszła i że należy zmienić dziewczyny. Położyłem Karolinę na plecach, na krawędzi łóżka i wepchnąłem w nią penisa. Tymczasem Ania usiadła jej na twarzy i zaczęła mnie całować. Brałem tak moją seksowną brunetkę, dotykając piersi i cipek moich partnerek. W pewnym momencie zauważyłem szampana, którego przyniosły dziewczynę i oblałem je zawartością butelki. Wyglądały jeszcze seksowniej. Wziąłem Karolinę i kochaliśmy się w pozycji na pieska. Ania położyła się przed przyjaciółką, która ochoczo zlizywała soczki z jej cipki.

    – Anka, chodź tu- powiedziałem i dziewczyna ochoczo do mnie podeszła. Kazałem jej uklęknąć i wkładałem penisa raz w pochwę Karoliny, raz  w usta Ani, aż po same jajka. Potem zacząłem rżnąć Karolinę z całych sił. Postanowiłem, że spełnię swoją fantazję. Chwyciłem Anię za włosy przyłożyłem jej głowę do pośladków przyjaciółki i kazałem lizać po odbycie. Dziewczyna miała początkowo opory, ale alkohol przekonał ją do eksperymentu. Lizała najpierw dookoła, a potem wsadziła język w otwór koleżanki co w połączeniu z penetrowaniem przeze mnie doprowadziło Karolinę do orgazmu życia.

    Następnie kazałem dziewczynom położyć się w 69 i zacząłem brać od tyłu Anię. Słyszałem, jak dziewczyny jęczą, Ania przeze mnie, Karolina przez pieszczoty koleżanki.  Obie doszły chyba w tym samym momencie, a zaraz potem sam zalałem cipkę Ani gorącą spermą. Ku mojej radości, kiedy wyjąłem penisa, Karolina najpierw go oblizała, a potem zlizała cały płyn wyciekający z Ani.

    – To był najlepszy prezent ever – powiedziałem.

    – Wszystkiego najlepszego – powiedziały naraz i poszły się umyć w łazience mojego pokoju. Ubrałem się, dopiłem resztkę szampana i zobaczyłem, że dziewczyny zostawiły ubrania. Postanowiłem zrobić im dowcip i wyrzuciłem je przez okna, a sam zszedłem na dół, gdzie czekało na mnie pasowanie.

    Po osiemnastu pasach na dupę wypiłem parę toastów na swoją cześć w czasie, których zauważyłem, że dziewczyny znalazły swoje ciuchy. No prawie, bo nawalona Karolina dumnie świeciła gołym biustem ku uciesze męskiej części gości.

    – Grzesiek – usłyszałem i zobaczyłem, że mówi do mnie moja koleżanka Ola, chyba najładniejsza dziewczyna jaką znam. Jej rodzice pochodzili z RPA i była typem czarnej księżniczki z ładnym biustem, wąską talią i wielkim jędrnym tyłkiem – chodź, zaraz wychodzę, a chciałam ci jeszcze coś dać.

    – Ok – odpowiedziałem. Ola zaciągnęła mnie do łazienki, zamknęła drzwi i uklęknęła. Wyjęła mojego penisa i zaczęła ssać. Byłam na tyle upojony zabawą, że mnie to nie zdziwiło. Kiedy mój penis był wystarczająco twardy, Ola wstała, podwinęła spódniczkę i zdjęła majtki.

    – Tylko szybko, bo mój brat już czeka- powiedziała i wypięła się odchylając pośladek. Nakierowała mojego penisa prosto w swoją pupę. Widziałem jej odbicie w lustrze i patrzyłem, jak grymas bólu zmienia się w wyraz rozkoszy.

    – Grzesiek, ja naprawdę nie mam czasu – krzyknęła, pomiędzy jękami zachęcając mnie do szybszych ruchów, co z radością uczyniłem. Ola pieściła swoją łechtaczkę, a ja rżnąłem jej pupę jak szalony doprowadzając trzecią już dziś dziewczynę do orgazmu. W końcu sam poczułem, że dochodzę i skończyłem w środku mojej murzynki. Ola cała czerwona na twarzy odsapnęła chwilę, wstała i wytarła spermę wyciekającą z jej odbytu. Dała mi buziaka w policzek, majtki w prezencie i wyszła. 

    Po czymś takim po prostu musiałem się napić. Coraz więcej ludzi wychodziło, a ja byłem coraz bardziej pijany. Widziałem, że część znajomych znika w parach i zamyka się w pokojach. 

    Ktoś oblał mi koszulę piwem, więc potoczyłem się do pokoju po inną. Zostało w tedy około 8 osób. Wszedłem do mojej sypialni i zobaczyłem, że Ania robi loda dwóm kolesiom. Powodowany alkoholem uznałem, to za zniewagę. Przegnałem jej partnerów i sam kazałem jej sobie obciągać. Chłopaki co prawda zostawili ją, ale zostali i patrzyli jak robi mi loda. Położyłem dziewczynę na plecach i zacząłem ruchać w gardło. Nie trwało to długa, aż poczułem, ze nadchodzi wytrysk. Ania uklęknęła, a ja oblałem jej twarz spermą. To mnie wykończyło. Położyłem się spać, Ania jak się później dowiedziałem, dokończyła robotę z kolegami.

    Rano zostałem obudzony oralnymi pieszczotami. Spojrzałem i zobaczyłem, że nieznana mi ruda dziewczyna ssie mojego penisa. Musiała z kimś przyjść. Nie trwało długo , aż doszedłem jej prosto w usta, a ta wszystko połknęła. 

    – Dzięki za imprezę – powiedziała, posłała mi całusa i poszła, a ja zostałem z kacem i najlepszymi wspomnieniami w życiu

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    kd
  • Ogien w jego oczach

    Sky nie mógł powstrzymać napływającego na usta uśmiechu. Jonah zmieszał się mocno. O co mu znowu chodziło? Czyżby szatyn powiedział coś nie tak?

    A czarnooki za chwilę mógłby wybuchnąć gromkim śmiechem, udusić się normalnie. Czy dwudziestotrzylatek naprawdę myślał, że…

     – Nie ma mowy! – stęknął brunet. Ledwo co był w stanie wypowiedzieć te trzy słowa, bo za chwilę mógłby po prostu zacząć płakać i pluć z rozbawienia. No, ale co jak co, tak niedorzecznej propozycji nawet się po „przyjacielu” nie spodziewał. Żeby go okiełznać? Usidlić Sky’a? O nie, nie, nie! Czarnooki zawsze robił to, na co miał ochotę! Nie będzie grał w żadne gierki-przebieranki, a już na pewno nie stanie się grzeczną suczką u nogi brązowowłosego mężczyzny!

    Jonah spróbował objąć dwa lata młodszego chłopaka tak, aby nie był w stanie się ruszyć. Złożył kilka krótkich, ale namiętnych pocałunków na jego delikatnej szyi, po czym szepnął.

    – Czasami absolutny brak władzy i kontroli też może być bardzo sexy… – potem zamruczał mu do ucha i przygryzł je nieco.

    Sky już płakał, był cały czerwony i osłabiony tą nieludzką dawką rozrywki. Wypadł z objęć dwa lata starszego mężczyzny, a jak tylko grzmotnął na kolana, wybuchł tym swoim dziwnym, nieco histerycznym śmiechem. +
    Brązowowłosy mógł teraz tylko stać jak słup soli. W ogóle nie wiedział co ma ze sobą zrobić. No, co co? Miał się obrazić? A może, dla frajdy, wypadałoby się pokłócić i poobrażać siebie nawzajem? Pobić się? Popłakać?

     

    Jonah znał Sky’a już od trzech lat. No, może tylko od trzech, ale zakochał się w nim bez pamięci. Nawet nie miał pojęcia co go tak ciągnęło do tego chłopaka.

    Prawie dwudziestojednoletni brunet (bo jeszcze mu brakowało miesiąca do urodzin) był zdecydowanie uosobieniem większości tego, przed czym swoje dzieci ostrzegali rodzice. Sky Whitton był po prostu narwańcem. Denerwował się i obrażał zdecydowanie za szybko, z dziką wręcz rozkoszą kpił sobie z ludzi i bywał tak szczery, że aż bezczelny. Pasowały do niego czarne, porozdzierane punkowe ciuchy, ciężkie obuwie, ciężki makijaż. Pasowały kilkukrotnie poprzekłuwane uszy i dwa kruki wydziarane na rękach. Jedyne, co było w nim dość dziwne, bo niepasujące, to jego drobna postura. Whitton miał okrągłe, ogromne oczy i długie rzęsy, delikatne usta, malutkie delikatne dłonie. Urodą nie odbiegał od stereotypu zniewieściałego szesnastolatka w obcisłych spodniach. Głos też miał raczej wysoki… Jedyna zapowiedź burzy tkwiła w jego niemal zupełnie czarnych oczach. Ciemne tęczówki miały w sobie coś drapieżnego, zresztą… Nie były zupełnie czarne tylko przez delikatny przebłysk soczystej czerwieni ( tzw. russet brown eyes ).

     

    Jonah Arrow dopatrywał w nich dwóch tylko kilku podobieństw – sam chciał wreszcie potrzymać chłopaka w garści, zasmakować tej zupełnej samowoli, jaką reprezentował sobą brunet, a jakiej on sam za bardzo nie znał. Poza tym, też należał do szczerych ludzi. Może z tą różnicą, że jego akurat nie oskarżono by o chamstwo, a Sky potrafił, a nawet uwielbiał z tą szczerością przesadzać i bardzo często w większym towarzystwie brano go za zwykłego buca. Oprócz tego, że czasami zdarzało im się dzielić łóżko, łączyła ich już chyba tylko Alma Mater. No… I koniec listy.

     

    Kiedy prawie-dwudziestojednolatek skończył już rżeć, brązowowłosy pochwycił go wpół i podniósł do pionu. Twarz Sky’a nadal wykrzywiał grymaśny półuśmiech, a policzki cały czas miał mocno zarumienione i wilgotne. Arrow pchnął go na łóżko. Brunet stęknął, gdy zbyt gwałtownie „spotkał się” z rozłożonym tapczanem. Zaraz potem został przyciśnięty do pościeli, szarooki unieruchomił mu ręce. Brunet jęknął starszemu w usta, gdy ten zaczął go zaborczo całować. Gdy tylko ciało młodszego straciło trochę na oporze, ręka szatyna zacisnęła się na jego kroczu. Kolejne jęknięcie.

    No i może nawet zrobiłoby się romantycznie, erotycznie, ale Jonah przestał go całować. W tej samej chwili znowu rozbrzmiał niby złośliwy, niby histeryczny chichot tego małego gada.
    Brązowowłosy zmarszczył brwi.

     – Wypierdalaj pod prysznic.

    Sky zdębiał momentalnie, słysząc „przyjaciela” tak zdecydowanego. Zaraz został złapany za biodra i zepchnięty z łóżka. What the hell?

     – Idź się kąpać. – nakazał mu Jonah.

    – Ej, o co ci chodzi? – spytał zmieszany, podnosząc się z podłogi. Szarooki nakazał mu gestem ręki, aby wyszedł z pokoju.

    – Zawsze się kąpiesz przed spaniem. – oznajmił starszy. – Lepiej zrób to teraz, bo jak cię tu zacznę obracać, nigdzie cię już nie wypuszczę…

     

    Po ciele Sky’a rozszedł się przyjemny, gorący dreszcz. Kurde, seksowna ta groźba… Zaraz, zaraz. Groźba?

     Jonah wstał i wbił w dwudziestolatka mordercze spojrzenie.

     – No dobra, dobra… – i wyszedł.

     Arrow był z siebie dumny. Po raz pierwszy w życiu udało mu się Sky’a do czegoś zmusić. Do czegokolwiek.

     

     

    *                             *                         *

     

    Brunet wszedł z powrotem do sypialnie i westchnął ciężko. Chciałby teraz zapewne (tradycyjnie) usiąść przed komputerem i oglądać jakieś głupoty z Sieci do pierwszej w nocy, ale Jonah mu na to nie pozwolił.

     – Nie będę patrzył – zaczął, podchodząc w stronę drzwi. – a ty przebierzesz się w to, co ci przygotowałem pod poduszką.

     Sky uniósł nieco jedną brew? Co?

     – Co? – powtórzył w głos za swoimi myślami.

    – Masz pod poduszką, no dalej. Nie chce mi się czekać dłużej, niż to konieczne.

    I gdyby Whittona po prostu nie zżerała ciekawość, pewnie nigdy pod tę poduszkę by nie zajrzał. Drobne rączki zaczęły miętolić jakiś czarny zwitek materiału, miejscami dość szorstki. Dopiero gdy rozwinął materiałową kulkę, dotarło do niego co właśnie trzymał w rękach.

     – To damskie! – warknął z nieukrywaną złością.

    Serio? Kurwa, serio? Czy Jonah poważnie chciał go w damskiej bieliźnie? W koronkowych majtkach, w pasie i cienkich pończoszkach? Co to, kurwa jest? Czerwone… Podwiązka? Pożyczył od siostry po studniówce czy kompletnie oszalał?!

     – Żeś Amerykę odkrył… – mruknął starszy, ale zupełnie bez emocji. – Zakładaj.

     Prawie-dwudziestolejdnolatek wypuścił szybko powietrze z ust. Bardzo dziwny i budzący dość niesmaczne skojarzenia dźwięk…

     – Chyba se żartujesz! Może być mi jeszcze stringi kupił, co? – dodał pretensjonalnie.

     Jonah uśmiechnął się nieco rozbawiony. Dobrze, że stał do młodszego plecami, bo ten jeszcze wpadłby w jakiś szał.

     – Jeśli mnie ładnie poprosisz… – odpowiedział mu przymilnie, ale i trochę przekornie.

     Ty chory skurwysynu! – Tak mu Sky chciał powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał i wydał z siebie tylko pełen złości syk. Szatyn rzeczywiście miał ciemnookiego w garści. Trafił w jego czuły punkt – ciekawość.

     – Zakładasz to czy nie? – popędził bruneta starszy.

    – Zaraz, kurwa, zaraz! Nigdy tego w rękach nie miałem. Daj mi w ogóle ogarnąć jak się to obsługuje, okej?

    – Żadnych wulgaryzmów w sypialni. – upomniał go jeszcze.

     

     Że co?

     

     – Tak jest, kurwa!

     Arrow zakaszlał ostentacyjnie.

     – Ukarzę cię, jak będziesz klął. – poinformował go. – I jak będziesz nieposłuszny, przestanie ci się to podobać…

     Sky’a zalała fala gorąca. Cholera, może jednak to całkowite ulegnięcie nie było takim złym pomysłem?

     – Tak jest, szefie! – mruknął, dla odmiany, ochoczo i zaczął męczyć się z założeniem tych dziwnych szmatek.

     

    W sumie nie szło mu tak źle. Majtki jak majtki z tym, że damskie, inaczej wyprofilowane – choć na jego, nieco zaokrąglonych biodrach leżały dobrze – niemożebnie uwierały w męskość. Koronka tylko ładnie wyglądała i w pewnym sensie zaczynał rozumieć dlaczego jego koleżanki z uczelni tak wyklinały tego typu bieliznę. To, co właśnie miało być delikatną i seksowną ozdobą było sztywne, szorstkie i gryzło jak cholera.

    Potem pas do pończoch. Wiedział gdzie i mniej więcej jak to założyć. Dosyć się już naoglądał reklam jakiś sklepów z francuską i włoską bielizną… Z resztą, w galerii w sąsiednim mieście plakaty z półnagimi, cycatymi modelkami znajdowały się co kawałek od siebie i w zdecydowanie zbyt dużej ilości.
    Pończochy – okej. Zwykłe skarpety, tyle, że długie. Kurwa, dlaczego ten szajs się zawija? Raczej powinien leżeć gładko, ale kurwa nie leży. Co jest?!
    Chwilę mu jeszcze zajęło zanim przypiął je do pasa. Trudność w skali od jeden do pięć – no, może dwa. Dwa i pół, bo te majtki były (dosłownie) w chuj niewygodne.

     – Zostawię włączoną tę małą lampkę na stoliczku nocnym, okej?

     Sky mruknął na potwierdzenie.

     – Zgaś duże światło i chodź do mnie. Chce cię obejrzeć…

     

    Brunet natychmiast zalał się mocnym rumieńcem. Cholera. Było mu… Było mu jakoś głupio. Damska bielizna, hah… Nie był już taki pewny siebie. Nie umiał nawet powiedzieć, określić jak się czuje. Znaczy, czuł się nagi i skrępowany, choć nagi stricte nie był, a wstydzić się też nie miał czego, ale…

    Dłonie szatyna przesuwały się powoli i pożądliwie po ciele młodszego, szare oczy dosłownie pożerały Sky’a. Po plecach Whittona przebiegł przyjemny dreszcz. Westchnął bezgłośnie, gdy starszy ścisnął jego pośladek. Myślał, że oszaleje, kiedy Arrow zaczął bezceremonialnie i dość intensywnie pieścić mu tyłek. Spodziewał się, że te dziwne szmatki, w jakie został wcześniej wciśnięty, zaraz zostaną gwałtownie zeń zerwane, ale niestety…

    Został pociągnięty w stronę łóżka. Jonah pozbył się za razem spodni i szaro-niebieskawych slipów, po czym rozsiadł się w pościeli jak król.

     – Na kolana. – nakazał.

    Sky już był gotowy. Już był rozpalony, wilgotny i twardy jak skała. Patrząc na sterczącego grubego kutasa „przyjaciela”, zaczynał ślinić się jak niewyżyty. Wykonał to, czego starszy żądał natychmiast. Chciał pomóc sobie dłonią, wziąć go od razu, całego, ale ledwo dotknął językiem końcówki główki jego męskości, został podtrzymany. Arrow złapał jego głowę w dłonie i zabraniał mu spełnić to narastające pragnienie.

     – E! – upomniał go, kurczowo trzymając mu głowę. – Powoli, kochanie. Samym języczkiem.

    Sky wykonał następne żądanie. Może jeszcze nie mniej ochoczo, ale na pewno bardzo nerwowo. Brunet nie należał do osób cierpliwych, a już na pewno nie w sypialni.

    Zaskamlał żałośnie, nie mogąc pokonać oporu Arrowa i drżąc z podniecenia i złości usiłował spełnić jego prośbę/rozkaz (?). Najpierw oblizał go ostrożnie, ale nie był w stanie się powstrzymać i co czas chwytał jego penisa łapczywie w wargi. Dopiero, gdy brunet zaczął mocno dygotać z nieopanowanego podniecenia, szarooki pozwolił mu się wziąć całego. Brał go łapczywie, ssał, lizał i pieścił. A w swoich pieszczotach był tak zachłanny, że parę razy sam się zakrztusił. Kilka drobnych łez ściekło mu po policzkach, ale to wcale mu nie przeszkadzało w kontynuowaniu zabawy. Miał nadzieję jak najprędzej przejść do „gwoździa programu”, no ale…
    Nagle został lekko odepchnięty.

     – Wstawaj. – usłyszał.

    Od razu się poznał, ale jeszcze było zbyt wcześnie, żeby mógł się cieszyć. Zamiast zostać gwałtownie rozebranym i porządnie zerżniętym, dostał dość mocnego klapsa w tyłek. Westchnął z zaskoczenia, pół-boleśnie. Z jednej strony bardzo mu się podobała taka ostrzejsza zabawa, ale z drugiej, zdał sobie wreszcie sprawę, że czym bardziej będzie się starał to wszystko przyspieszyć, tym większa jest szansa, że może się wcale niczego więcej nie doczekać. Jęknął po raz drugi i zadygotał z nieopanowanego podniecenia. Mięśnie w jego ciele same gwałtownie kurczyły się i rozkurczały także i z nerwów. Sky nienawidził czekać. Nienawidził aż tak się z „tym” ceregielić, ociągać. Po co to całe przedstawienie? No, po co?

     – Jeszcze raz, to nie będzie już leciutki klapsik. – oznajmił szarooki, przytrzymując mocno drobniejszego chłopaka. Nawet jego silne ręce nie były w stanie opanować drżenia ciała młodszego.

    – Jezu, weź! – zaskamlał brunet. – Cały czas tak się ociągasz! Zaraz tu oszaleję!

    – E! – kolejne ciche upomnienie. – Jeszcze raz, a uderzę cię mocniej.

     Ciemnooki syknął cicho i spróbował się rozluźnić. Pozwolił się rzucić na łóżko, rozłożyć na czworaka, tyłem do kochanka. Jonah jeszcze go nawet nie rozebrał z tej przedziwnej bielizny, a on już cały się trząsł i ledwo był w stanie utrzymać się na nogach.

    Szatyn pochylił się nad plecami prawie-dwudziestojednolatka i przesunął lubieżnie dłonią po jego talii. Zahaczył, niby przypadkiem, paznokciami o jego skórę, przesuwając się powoli, ale jakoś głodno w stronę jego ud. Wreszcie złapał Whittona za krocze. Młodszy aż pisnął. Mimowolnie pochylił się nieco i wypiął mocno biodra w jego stronę. Ta reakcja ucieszyła brązowowłosego. Jedną ręką nieustannie, ostrożnie ugniatał jego jądra i okolice męskości, w drugą złapał włosy chłopaka. Przyciągnął go trochę do siebie, zmusił, aby ten podniósł głowę wyżej.

    Miał mocno zaciśnięte powieki i na moment przygryzł wargę. Twarz miał zaróżowioną, usta wilgotne i nieco spuchnięte. Cały czas drżały mu uda. Jonah wreszcie czuł się zaspokojony. Bardzo długo czekał aby zobaczyć go właśnie w takim stanie, wystarczająco rozpalonego, żeby błagał o jego kutasa. No, ale cholera coś tych błagań jeszcze nie było słychać…

     – Wstań. – polecił znowu, zaprzestając pieszczot. Sky powoli dostawał już szału od naprzemiennego niewystarczającego mu macania i nagłego nakazywania odsunięcia się. Niewiele już brakowało, żeby po prostu zdzielił go w pysk i wyszedł z pokoju. Chuj. Z erekcją umiał sobie sam poradzić.

    – Zdejmij to dziadostwo z siebie i chodź do mnie. – na te słowa, Sky prawie podskoczył z radości. Czyżby… – Powoli. – usłyszał jeszcze. – Chcę się jeszcze na ciebie napatrzeć, ale zdejmij już to.

     Whitton skinął głową i nieporadnie, trochę agresywnie ściągnął pończochy.

     –  Nie rozedrzyj tego… – warknął zniecierpliwiony Jonah.

    – Staram się! – parsknął w odpowiedzi młodszy, wkładając maksimum wysiłku w to, żeby nie dorzucić gdzieś zgrabnej kurwy. Jeszcze tego mu brakowało, żeby zamiast być pieprzonym, dostać wpieprz.

    Odrzucił rzeczy gdzieś w bok i prawie że rzucił się w stronę kochanka. Ten jednak, po raz kolejny, próbował go ostudzić i sobie podporządkować.

    Ułożył tego małego diabła w pościeli i przez chwilę przytrzymał, żeby ten przestał się wreszcie na siłę do niego dobierać.

     – Cierpliwość…! – syknął w jego stronę, patrząc mu z udawaną złością w oczy. – …to cnota. – dokończył, gdy wreszcie udało mu się go unieruchomić.

    – Sky był doprowadzony do granic wytrzymałości.

    – Nie jestem cnotliwy… – oznajmił, oblizując lubieżnie wargi. Spodziewał się, że w tej chwili zostanie przełożony przez kolano i dostanie prawdziwego klapsa, a nie miźnięcie ręką na zachętę, ale nic się takiego nie stało.

    Szarooki rozrzucił mu nogi na bok. Sky ledwo łapał oddech. Niekontrolowanie wyrzucił biodra w górę, niemo błagając Arrowa, żeby ten wreszcie go zerżnął. Starszy z kolei nadal się z nim tylko bawił. Brunet zaczął skamleć jak dziwka, kiedy poczuł gorące usta na swoim przyrodzeniu. Chciał złapać go za włosy i wyruchać go w usta, ale silniejsze ręce starszego w porę złapały go za nadgarstki i przygwoździły drobne ręce do materaca. Ciemnooki prawie zawył.

    – Jezu! Przestań mnie wreszcie męczyć! Weź mnie wreszcie! No, cholera, ile się będziesz ze mną tak cackał?!

    Brązowowłosy uśmiechnął się lekko. Członek kochanka wysunął mu się z ust. Szkoda, że Sky nie miał bladego pojęcia jak bardzo taka postawa jarała Jonah’a. Tylko tego pragnął przez ostatni czas: żeby chłopak po prostu go błagał, by zrobił z nim co zechce. No, ale „co zechce” też jeszcze nie nastąpiło, więc zabawiał się z nim dalej. Chciałby chociaż mniej więcej powiedzieć, jak długo już się tak nad nim pastwił, ale tak go to rajcowało, że kompletnie stracił poczucie czasu. No, ale skoro Sky już nie wytrzymywał… Nie, to była zła miara – Sky potrafił dostać wariacji po niecałym kwadransie.

    – Co już prawie doszedłeś, a ja ci nie pozwoliłem? – zgadywał Arrow.

    Na dźwięk żałosnego skamlenia młodszego zrozumiał, że trafił. Uniósł wysoko brwi, ale widząc tę niecierpliwą buzię, tę swoją ukochaną buzię, na której malowało się coś pomiędzy furią, a bliskością orgazmu, zaniechał już znęcania się nad nim w takim stopniu. Złapał go za biodra i uniósł je lekko. Brunet chciałby wreszcie odetchnąć, ale Jonah jeszcze nie wbił się w niego. Zaczął natomiast delikatnie i powoli ocierać się o jego wejście sztywnym, grubym członkiem.
    Brunet zasłonił sobie twarz rękoma i jęknął głośno. Przesunął sobie rękoma po ciele, po czym uniósł się i chwycił się bioder starszego.

     – Przestań już! – jęczał do niego rozpaczliwie i ze złością. – Weź mnie wreszcie! Kurwa, Jonah, zerżnij mnie, bo zaraz zwariuję!

    Skoro tak ładnie mnie prosi – pomyślał starszy i ostrożnie, także niespiesznie, zaczął wrzynać się główką w ciasne, wilgotne wejście czarnowłosego.
    Dwudziestolatek opadł z powrotem na łóżko, jęcząc głośno. Złapał pościel w palce i zacisnął pięści. Przymknął oczy i chciałby już odpłynąć, ale nadal czegoś mu brakowało. Było przyjemnie, bardzo przyjemnie, ale nadal miał wrażenie, że mu mało. Mało?

    Stęknął głucho, uchylając powieki. Spoglądał tęsknie w stronę Arrowa, niemo błagał go o przyspieszenie ruchów, pogłębienie pchnięć. Nie doczekał się. Chciał wierzgnąć biodrami, ale został po raz kolejny przytrzymany, przybity do łóżka. Jonah chciałby się już na nim nieco oprzeć, przygnieść tego łobuza swoim ciałem, wymusić to jednorazowe bezwzględne posłuszeństwo, ale nie udało mu się. Drobne ręce bruneta zaczęły go odpychać.

     – Złaź! – mruknął młodszy, usiłując się uwolnić od rąk szatyna.

    Szarooki mocno się zdziwił. Za moment jego członek wysunął się ze Sky’a, sam został dość brutalnie przewrócony na plecy. Ciemne oczy po prostu płonęły. Znał to spojrzenie, zapowiedź burzy.

    Stęknął ze zdziwienia, ale i z rozkoszy, gdy znów poczuł jak niekontrolowanie wbija się w ciasne wejście kochanka. Brunet dosiadł go gwałtownie i zaczął szybko się poruszać. Zacisnął się na nim jeszcze bardziej i prawie krzyknął, gdy gruby penis Arrowa uderzył w jego prostatę. Odrzucił głowę do góry, ale zaraz potem zgarbił się nieco, pochylił się nisko nad twarzą szarookiego. Patrząc mu wyzywająco w oczy, musnął koniuszkiem języka jego wargi. Nie zaprzestając dziko go ujeżdżać, westchnął.

     – Ty sobie możesz mi wkładać w dupę, ale to ja tutaj rządzę! – oznajmił stanowczo Sky.

    Dygocące drobne ciało, mocno zaciśnięte na członku Jonah mięśnie chłopaka jeszcze bardziej go podniecały. I ten ogień w jego oczach… Brunet oblizał lubieżnie usta, po czym znowu niekontrolowanie krzyknął, gdy poczuł silne uderzenie w prostatę. Wygiął się w łuk, po czym znów opadł bliżej twarzy kochanka. Oparł dłonie na jego klatce piersiowej i warknął.

    – Jeżeli cię chcę, chcę cię natychmiast. Chcę cię zaraz! Teraz! Rozumiesz?!

    Jonah jęknął głośno. Był już blisko.

    Ciało młodszego zaczęło drżeć coraz bardziej. Jemu też nie potrzeba było już dużo czasu.

    Kiedy Sky zaczął głośno jęczeć jak dziwka, pozwolił się zupełnie obezwładnić. Jonah przewrócił go na plecy i wbił się w niego gwałtownie. W cale nie przeszkadzało mu, że „przyjaciel” stękał i wrzeszczał pod nim jak suka, błagał o mocniejsze uderzenia. Za chwilę dochodził. Chciał się wycofać z wejścia bruneta, ale ten złapał go za biodra i mocno przy sobie przytrzymał.

     – Zostań.. Ah! – krzyknął, odrzucając głowę w bok. Zaraz jednak znów przylgnął do niego policzkiem, jakby się bojąc, że może nie starczyć mu siły, aby przytrzymać biodra starszego mężczyzny przy sobie.

     – Zostań! – rozkazał i zaraz potem już tylko niekontrolowanie krzyczał od obezwładniającej go rozkoszy.

    Później opadł na pościel, dysząc ciężko. Jonah ułożył się obok niego i zagarnął drobne ciało do siebie ręką. Przytulił go mocno do siebie i ucałował jego czoło.

    Przez chwilę jeszcze nie byli nawet w stanie nic powiedzieć. Sky zakaszlał kilka razy, cały czas cicho pojękiwał, jakby samo wspomnienie tego, co działo się dosłownie przed chwilą było wystarczającym stymulantem. Arrow zaśmiał się do siebie w duchu, wyobrażając sobie, co by było gdyby ten narwaniec nagle znów był w stanie się kochać. Tego by chyba nie wytrzymał…

     – Jak ciebie chcę… – powtórzył ciemnooki, tuląc się do rozgrzanego torsu szatyna. – …to natychmiast. Nie mogę… – znów urwał, potrzebując oddechu. – …sobie ciebie odpuścić, czekać… czekać na ciebie jak dziecko na deser.

    Złapał go mocno za biodra i przylgnął do niego kurczowo całym ciałem. Nadal był spragniony. Może już kutas mu na zbyt wiele nie pozwalał, ale Sky’owi cały czas było mało obecności i bliskości kochanka.

     – Cały czas jestem jakiś głodny ciebie… – wyznał, tuląc się do niego. Jonah milczał, przeczesując ostrożnie czarne włosy palcami. – Co ja poradzę, że jestem taki chciwy? Powinieneś się cieszyć!

     Jonah zaśmiał się głucho. Zapewne Sky już zdążyłby się za to na niego obrazić i zacząć go wyzywać, ale starszy w porę zamknął mu usta namiętnym pocałunkiem. Brunet jęknął mu w usta.

     – Kocham cię, mój mały diable… – wyznał.

    Sky tylko parsknął niby to złośliwie w odpowiedzi, ale Arrow wiedział aż za dobrze, że znaczyło to tyle, co „ja ciebie też”.  

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Danny Crowe

    Po prawie trzymiesięcznej przerwie  –  jeszcze nie zdechłem. 

    Byłem zbyt zajęty, ale chyba nie muszę mówić czym…?  ԅ[ •́ ﹏ •̀ ]و

  • Nauczyciel i uczen

    Brązowowłosy mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i oplótł młodszego od siebie chłopaka rękoma. Przysunął twarz nieco bliżej jego szyi, a opierając się o drobne ramię farbowanego osiemnastolatka, zaciągnął się dyskretnie i bezdźwięcznie jego zapachem. Skóra zielonookiego zdawała się mieć dość „gęsty” zapach, jeśli tak w ogóle to można było określić. Zdawało mu się, że lekko spocony młodzieniec pachniał piżmem, paczuli i jeszcze czymś. Czymś przez niego nieznanym i bardzo słodkim. To było aż dziwne, zwłaszcza, że facetów raczej nie kojarzono sobie z niczym, co mogłoby być słodkie, a jednak nie wydawało mu się to odpychające. Tak samo, jak różowe włosy.
    Przesunął rękoma po jego szczupłej talii.
    Różowe włosy… Kolejna niezbyt codzienna rzecz. Nie dość, że nienaturalny kolor dla włosów to jeszcze jakiś taki… kobiecy? No, może to złe określenie. Szatyn miał to szczęście, że nauczono go jednej rzeczy – kolory nie mają do płci absolutnie nic. ale mimo wszystko pudrowy odcień zdarzało mu się raczej widzieć na płci pięknej.

    Nie przestawał go dotykać, posłyszawszy głuche westchnienie, jak sądził – niemy, niewyraźny wyraz aprobaty. Chłopak był chyba zbyt nieśmiały, żeby od razu przylgnąć do jego ciała i prosić go o jeszcze. W porządku – stwierdził w myślach Pełeszuk – mamy bardzo dużo czasu.
    Zwilżył nieco spierzchnięte usta koniuszkiem języka i zacisnął kurczowo palce na ciele młodszego. Na ten, trochę gwałtowniejszy gest z jego strony, jasnowłosy odpowiedział kolejnym westchnieniem. Troszkę głośniejszym od poprzedniego.

    – Pięknie pachniesz… – zamruczał mu do ucha złotooki i przesunął kolejny raz rękoma po bokach jego ciała. Niby przypadkiem zahaczył koniuszkami palców o materiał jego szarej koszulki i podsunął ją nieco w górę.

    Policzki chłopaka zarumieniły się delikatnie. Zacisnął powieki i przygryzł dolną wargę onieśmielony. Czuł, jak rosło w nim jakieś dziwne napięcie. Milczał, nie wiedząc co mógłby w ogóle na taki komplement odpowiedzieć.
    Owszem, miał już te swoje osiemnaście lat, ale w taki sposób jeszcze nikt go nie dotykał. Macanki z toalecie? Random. Obłapywanie się po szkole, kiedy rodziców nie było w domu? Też standard. Zdarzyło mu się może ze dwa razy przemacać jakąś pannę, ale… No, właśnie. Po pierwsze – tylko pannę, po drugie – aż takiego doświadczenia to już nie miał. Czuł się nieco dziwnie. Z jednej strony, było to dla niego coś zupełnie nowego.
    Był na tyle wystraszony, że najchętniej uciekłby gdzieś w popłochu, nawet się nie tłumacząc, ale… Coś ciągnęło go do starszego faceta. Nie był do końca pewien czy to też kwestia pewnej fizycznej nowości, czy może choćby sposób, w jaki ten się z nim obchodził. Pan Adam Pełeszuk obchodził się z nim, w mniemaniu nastolatka, dość lubieżnie, ale czuł z jego strony poważanie do własnej osoby. Czuł, że mógłby po prostu cichutko westchnąć „nie, nie chcę”, a on natychmiast wypuściłby go z objęć, przeprosił i żadna podobna sytuacja już nigdy nie miałaby miejsca. A przynajmniej za takiego miał go człowieka po spędzeniu z nim większości godzin zajęć szkolnych. Byłby zapomniał o kółku teatralnym, które też prowadził Pełeszuk.

    Boże, jak Karol chciał teraz zapaść się ze wstydu pod ziemię! Wstyd no bo, dwudziesty pierwszy wiek, on dziewiczy prawie jak Matka Boska, a jeszcze się zaczyna miziać z własnym nauczycielem. O, boże – westchnął w myślach Olszewski. Coś było poważnie nie tak.

    Jęknął z zaskoczenia, kiedy na ziemię sprowadziły go chłodne dłonie nauczyciela błąkające się w okolicach jego sutków. Zacisnął mocno powieki i mimowolnie odchylił nieco głowę w tył. Raczej z samego onieśmielenia nie był w stanie się ruszyć, z samego przestrachu, bo przecież… Przecież romans z nauczycielem jest karygodny, nieprawdaż?
    Jego ruch, Adam odczytał jako następną zachętę. Zbliżył twarz ku jego szyi i przesunął wilgnymi wargami po szyi chłopaka. Będąc tak blisko, mógł przyuważyć nieduże, prawie śnieżnobiałe odrosty chłopaka.
    Zacisnął usta na jego szyi, przytrzymał skórę zębami w raczej mało delikatny sposób i przyssał się do niego. Karol jęknął zdecydowanie głośniej i dreszcze przebiegły mu po całym ciele. Najchętniej to przestałby teraz myśleć o wszelakich konwenansach, zasadach i po prostu pozwoliłby temu mężczyźnie zrobić ze sobą, co tamten tylko zapragnął, ale… W pewnej chwili zadzwonił dzwonek kończący przerwę. Magister Pałaszuk oderwał się od osiemnastolatka jak oparzony. Dopiero teraz, gdy słyszał dzwonek i wchodzących do szkoły z boiska rozklekotanych uczniów, uświadomił sobie co w ogóle wyprawiał. Serio? Serio? Żeby molestować ucznia w jego własnej klasie? Pełeszuk, wstydź się za siebie, ty stary pierdolony zboczeńcu! Skończysz, jak nie w kryminale, to bez pracy! Hańba ci!

    Kiedy oderwali się od siebie Adam spojrzał na chłopaka nieco wystraszony. Poczuł przedziwny, niefizyczny ból, kiedy zobaczył w jakim stanie jest Olszewski. Żal mu się zrobiło chłopaka, poczuł się jak ostatnia świnia.

    – K-Karol…? – wymruczał. – P-przepraszam cię. Naprawdę cię przepraszam! Nie wiem co we mnie wstąpiło! Proszę…!

    Farbowany na różowo chłopak tylko kiwał energicznie głową. Trochę tak, jakby nie chciał słuchać, a trochę tak, jakby puszczał przeprosiny mimo uszu, bo zbyt dobrze wiedział, że polonista najchętniej wziąłby go teraz na biurku jak swoją własność.

    Ciężko było być kawalerem. Trzydzieści dwa lata, wykształcony, kulturalny. Zazwyczaj to do niego ludzie lubili przychodzić z problemami, bo nawet gdy nie potrafił komuś pomóc, robił wszystko, aby delikwenta pocieszyć. Nie było bardziej przyjaznego człowieka w całej szkole, niż on. Nie było innego nauczyciela, do którego aż tak lgnęła cała młodzież. To Pełeszuk był najbardziej pobłażliwy, to Pełeszuk załatwiał dzieciarni dyskoteki i imprezy, to Pełeszuk na dyżurze ukradkiem wypuszczał kilku sympatycznych „rzezimieszków” na papierosa. No, co? Jak mieli dobre oceny i z nikim się nie awanturowali, dlaczego miałby im zabraniać? Przecież większość z tego towarzystwa nie była już małymi dziećmi, ba. Niektórzy zaczynali już pracować, a znalazłoby się kilku takich, co żyli już na własny rachunek. Adam Pełeszuk był po prostu dobry, może za dobry. A może jednak nie, skoro obłapywał maturzystę w jego własnej sali na długiej przerwie.
    Co przychodziło mu po pracy? Nie miał nawet psa czy kota, który by za nim wiernie i z tęsknotą czekał. Zjadał sam każdą kolację, każde śniadanie, zawsze przypalał cholerne tosty. Czasami było mu aż tak żal, że sam zaczynał się opierdzielać za przypalenie tostów, udając, że niby robi to ktoś inny, kto ewentualnie mógłby jeść z nim posiłek. Czasami też pukał się po głowie i mówił sobie – przecież jak tak dalej będziesz żył, zamkną cię w wariatkowie. Tak nie może być!
    Z kobietami rozmawiało mu się łatwo. Za łatwo. No i być może właśnie dlatego nie potrafił znaleźć sobie „tej jedynej”, z którą rozmowa jednocześnie zaspokoiłaby jego ciekawość, ale zostawiła też tę nieokreśloną nutkę tajemnicy, czegoś przyciągającego. Poza tym pożądanie… Pożądanie, uważał, może zrodzić się z czasem i, może nie tylko kobiety, człowiek, jako człowiek – mężczyzna, kobieta – każdy miał coś do zaoferowania. Każdy coś innego. Siedem miliardów ludzi, a on kurwa nadal był sam. Jeszcze z dziesięć, piętnaście lat i zamieni się w starego, zgrzybiałego kawalera. Będą o nim gadać sąsiedzi, będą wyśmiewać dzieci siostry… Boże najmilszy!

    Ten chłopak bardzo mu się podobał od samego początku. Zawsze był cichy i grzeczny, zawsze przygotowany. No, może nie zawsze uważał na lekcjach, ale Pełeszuk był w stanie mu wybaczyć chwilę nieuwagi w zamian za otrzymanie kolejnych kilku karteczek z wierszami Karola. Ten chłopak miał talent, naprawdę. Jak Adam nie przepadał za poezją, a wolał klasyczną literaturę, twórczość Olszewskiego wyduszała z niego niekontrolowane napady śmiechu albo płaczu, czasami na zmianę. Wiedział, że ze względu na swoją odmienność – sam fakt, że ubierał się dziwnie i raczej był trochę zamknięty w sobie – nie czyniło go kogoś, do kogo można się zbliżyć. Dlatego też maturzysta miał mało kolegów. Może dwóch – Mikołaja i Dantego, a poza tym czasami plotkował o książkach z koleżanką z ławki – Yvette (imigrantki z Francji).

    Z początku magister Pełeszuk nie zwracał specjalnie uwagi na fizyczny wygląd chłopaka. Na pewno wyróżniał się na tle klasy przez swoje prawie śnieżnobiałe włosy i soczyście zielone oczy, ale to nie wygląd powinien liczyć się dla nauczyciela, ale to, co chłopak miał w głowie – a zdaniem Adamia, miał dużo i to dobrze poukładane. Z tym, że był w nim ten przedziwny lęk. Tego właśnie lęku polonista nie był w stanie sobie do niczego dopasować.
    Pod koniec drugiej liceum Karol przyszedł do szkoły w różowych włosach. Ludzie obśmiali go niemożebnie. Pan od polskiego i zajęć teatralnych znalazł go chowającego się za szafkami i mażącego się jak dziecko.

    „ – M-miały być czerwone… – chlipał ledwo dosłyszalnie. – W-wszyscy s-się ze mnie ś-śmieją. „
    Miał po prostu zbyt jasne włosy, żeby za pierwszym razem zafarbować je na ognistoczerwony kolor. Jak widać, poddał się. Został przy pudrowym różu, ale w sumie… W sumie, Adamowi aż wstyd było do przyznać, wyglądał uroczo.

    – Karol? – zaczął jeszcze raz, niepewnie i trochę trzęsącym się głosem. Widząc w jakim stanie jest chłopak, powątpiewał czy aby na pewno nie zaczął go po prostu molestować, czy aby na pewno te jego ciche westchnienia to prawie niema próba oporu.

    – Wybacz mi… Proszę, nie mów nikomu! Przysięgam, że to się więcej nie powtórzy!

     

    Farbowany nastolatek skinął tylko głową, cały czas usiłując uspokoić oddech.

    – J-jest okej. – westchnął półgłosem. Potem, nadal jakoś nieśmiało i przykro, spojrzał w górę na nauczyciela. – Jest okej. – zapewnił go. – Nikomu nie powiem i nie gniewam się.

     

    * * * * *

     

    Od feralnego dnia mijały już dwa tygodnie. Rzeczywiście żadna taka, ani podobna sytuacja nie miały już miejsca. Karol zostawał czasami po lekcjach na zajęciach teatralnych, albo żeby chociaż skonsultować co dokładnie spierdolił na kartkówce ze „Zbrodni i Kary”.W kilku słowach – miał już wiele okazji, aby zostać z panem od polskiego sam na sam, ale nic się nie stało.
    Po konsultacjach przedmiotowych i zakończeniu pierwszego semestru przyszedł czas na próbne egzaminy i choć większość ludzi, którzy znali Karola mogliby się zaklinać na wszystkich bogów, że osiemnastolatek mógł sobie poradzić ze wszystkim (nawet z cholerną matematyką) ostentacyjnie spierdolił egzamin z rozszerzonego języka polskiego. Kiedy Olszewski odbierał arkusz, zbladł jak kreda. Cała klasa IIIA po prostu zdębiała, kiedy Karol, z nieukrywaną złością, wypowiedział dość niepodobne do siebie słowa.

    – No żeż, kurwa mać!

    Kilka osób zaczęło mrukliwie chichotać pod ławkami. Pełeszuk prawie podskoczył wraz ze swoim krzesłem. Spojrzał w stronę odchodzącego od jego biurka ucznia i nie wierzył.

    – Olszewski! – zawołał za nim. – Coś się stało?

    A Karol, zupełnie jakby nie był sobą i najbezczelniej jak potrafił…

    – Chuj, nie zdałem.

    Cała klasa humanistyczna siedziała albo z rozdziawionymi szeroko ustami, ale rechotała po bokach sali. Żeby Olszewski przeklinał? Żeby w taki sposób do najukochańszego nauczyciela? Coś musiało mu odpierdolić! Nie zdał polskiego? Piątkowy uczeń nie zdał? No, takich jaj to jeszcze nie było!
    Jeszcze może nie byłoby najgorzej, gdyby kilka osób umiało powstrzymać swój cięty język i nie wypowiedzieć paru przykrych słów na głos. Karol pierwszy raz, nawet się nie zdenerwował, ale po prostu porządnie się wkurwił.

    – Jak tak, to ja, kurwa wychodzę! Na razie! – po czym złapał swój plecak i skierował się do wyjścia z sali. Trzasnął głośno drzwiami i tyle było go widać.

    Jeszcze przez dłuższą chwilę Pełeszuk siedział kompletnie zdębiały. Jedyne co przeszkadzało mu się skupić i zastanowić co w ogóle mogło być przyczyną tego niecodziennego zachowania najgrzeczniejszego (do tej pory) ucznia to nieustanny, wręcz chory rechot pozostałych maturzystów z IIIA.

    – Szanowni państwo…! – zaczął głośno nauczyciel, po czym odkrzyknął ostentacyjnie i bardzo głośno. Wreszcie zrobiło się ciszej. – My dalej mamy lekcję, proszę wyciągnąć zeszyty i podręczniki.

    – Nie mam podręcznika! – odezwał się jeden z klasowych „śmieszków”, Górecki.

    – Siadaj, pała. – oznajmił bez emocji.

    – Ale jak, pała?

    – No, pała, bo jesteś nieprzygotowany.

     – No, ale to tylko podręcznik, i…

     – Zakłócasz mi lekcje, jesteś bezczelny i jeszcze nie masz podręcznika. – policzył na palcach Adam, po czym uniósł jedną brew lekko. – A może chciałbyś w gratisie uwagę za chamstwo?

    Tu Górecki nie miał już nic do gadania. Rudzielec usiadł na powrót na krześle i wreszcie nie odzywał się ani głupio nie śmiał do końca dwugodzinnej lekcji.

     

    * * * * *

     

     

    Minęły następne dwa tygodnie. Przez ten czas Karol w ogóle nie pojawiał się w szkole. Z tego, co Adam Pełeszuk zdążył się dowiedzieć od wychowawcy chłopaka, to ten leżał z ciężką grypą w domu. Trudno było mężczyźnie zapanować nad swoimi własnymi emocjami. Po takim „wystrzale” na lekcji wydawało mu się, że różowowłosy raczej nie był chory, ale po prostu zaczął, z jakiegoś powodu, wagarować. Jeszcze „na chwilę” przed maturą. Na samą myśl, że to, co na próbnych egzaminach mogłoby się powtórzyć na tych ostatecznych, nauczycielowi aż ciarki biegały po plecach. Naprawdę nie chciał oglądać osiemnastolatka w takim stanie, a już na pewno w ogóle nie chciałby aby chłopak się tak źle czuł. Cały czas jednak nie był w stanie dojść co w ogóle się dzieje z jego ulubionym uczniem. No, choć może słowo „ulubiony” nie za bardzo tu pasowało, ale Adam bał się przyznać do tego przed samym sobą.

    W piątek po lekcjach wrócił do domu. Znowu sam w ciasnym, zimnym mieszkaniu. Znowu sam musiał przygotować sobie kolację, sam ją zjeść. Jedyne, co do tej pory pomagało mu znieść to całe „sam”, były jego ukochane książki. Ale nawet nie mógł na nie patrzeć. Z przedziwną, niezrozumiałą dla niego tęsknotą, przesunął palcami po niedużej teczce, w której trzymał wiersze od Olszewskiego. Chciałby przeczytać je wszystkie jeszcze raz, ale bał się jak mogłoby się to skończyć. Podświadomie bał się, że zakochał się w chłopaku, o którym przecież tak mało widział i który przecież był od niego o czternaście lat młodszy… Ale nic nie mógł na to poradzić. Myśli o Karolu nie opuszczały go przez cały wieczór i męczyły go jeszcze do późnej nocy, zanim w ogóle był w stanie usnąć. Ostatecznie wycieńczyły go wspomnienie, kiedy całował i dotykał ucznia w sali, a także jego własna ręka bezwstydnie zaciśnięta na własnej męskości. W nocy bezwiednie wołał jego imię.

     

    Do pracy wrócił ochoczo tylko ze względu na tę jedną nadzieję – że być może, ale tylko być może, znowu zobaczy Karola siedzącego w ławce, pochylającego się nad kartką papieru. Znowu będzie niemo podziwiał jego jasne włosy i drobne usta, jego delikatnie drżące dłonie przy odpytywaniu. Z przyjemnością za te myśli trzasnąłby się w twarz, ale nie mógł. Jeszcze tego brakowało, żeby stuknął komuś auto na parkingu przed szkołą.
    Jego pragnienie się spełniło. Olszewski, jaśnie pan, zjawił się dzisiaj na zajęciach i tradycyjnie, wisiał nisko pochylony nad zeszytem, bazgrząc coś zupełnie niezwiązanego z lekcją. O to akurat Pełeszuk się nie martwił. Wierzył, że tak zdolny i inteligentny chłopak poradzi sobie mimo wszystko. Może wystarczyłoby mu zadać kilka dodatkowych lektur do domu? Przecież miał jeszcze dwa miesiące, dwa miesiące, w których zdążyłby te książki zjeść i znać je „od dechy do dechy”.
    Dopiero, gdy przeprowadzał kartkówkę klasie IIIA, zorientował się, że jednak z Olszewskim nie wszystko było tak bardzo w porządku. Adam miał wrażenie, że jego uczeń się stresuje. Bez przerwy obgryzał długopis, ledwo cokolwiek napisał, zaraz to skreślał. Domyślał się, że coś rzeczywiście musi się z nim dziać i może niekoniecznie jest to kwestia niedawno przebytej choroby.

    Po zebraniu kartkówek, rzucił okiem po kryjomu na kartkówkę Karola. Zero punktów. Niemożliwe- pomyślał z przerażeniem.

    – Karol Olszewski – zawołał ucznia.

    Chłopak podniósł smutne zielone oczy nieco wyżej.

    – Zostań, proszę po lekcjach, dobrze? Omówimy parę spraw związanych z lekturami, coś ci tam podrzucę potrzebnego do matury, co?

    Różowowłosy skinął tylko głową.
    Magister przy wyjściu ucznia z klasy nie dostał dziś żadnego wiersza. Zaniepokoiło go to.

     

    * * * * * *

     

    Drzwi od sali otworzyły się cicho. Przez niewielką szparę zajrzały do wnętrza wystraszone zielone oczy. „Pobiegały” trochę po pomieszczeniu, a kiedy wypatrzyły znajomą sylwetkę w nauczycielskim krześle, ich właściciel ośmielił się wejść do środka. Zamknął za sobą drzwi tak samo, prawie bezgłośnie, jak je otworzył i podszedł nieco bliżej szatyna.

    – Panie Pełeszuk. – odezwał się po dłuższej chwili. – Ch-chciał mnie pan widzieć. – przypomniał się. – Ale nauczyciel nie odpowiedział.- Panie Pełeszuk? – sapnął nieco głośniej.

    Dopiero, gdy ośmielił się podejść jeszcze bliżej zauważył, że Adam po prostu przysnął. Różowowłosy przełknął cichutko ślinę i wyciągnął niepewnie rękę w jego stronę. W tej samej chwili brązowowłosy mruknął coś niewyraźnie pod nosem i przekręcił nieco głowę w bok. Był teraz ustawiony twarzą w stronę ucznia. Ten zarumienił się mocno, zacisnął mocno wargi. Odczuwał jakieś dziwne napięcie i jakąś dziwną potrzebę… Zapatrzył się na wargi starszego mężczyzny i z lękiem stwierdził, że chciałby je pocałować. Gorące dreszcze przeszyły jego ciało, zadygotał bezwiednie.
    Chyba rzeczywiście mu coś odbiło, bo… Pochylił się w stronę śpiącego. Jeszcze niżej, niżej nad nim i szepnął mu do ucha.

     – A-Adam…

    Taka zuchwałość była do niego wręcz niepodobna. Ale ostatnio miał dość problemów ze samym sobą, a żeby jeszcze tak pastwić się nad swoim ulubionym nauczycielem? To już był skandal.
    Karol, prawdę powiedziawszy, był na tyle nerwowy, że się rozchorował. Żadnej grypy nie było. Dostał wysokiej gorączki wyłącznie z nerwów, bo nieustannie prześladowały go grzeszne myśli o swoim nauczycielu języka polskiego. Nawet pożałował, choć bał się bólu, że za pierwszym razem nie oddał mu się na tym stole jak szmata, nie bacząc nawet, czy ktokolwiek wejdzie do sali czy nie.

    Śpiący nauczyciel tylko coś westchnął. Do zielonookiego dotarło, że magister przez sen niewyraźnie szepcze jego imię. Zalał się ognistą czerwienią i zrobiło mu się słabo. A więc…

    Chłopak ośmielił się wreszcie. Ryzykował dość dużo, bo nie zdziwiłby się, gdyby ktoś, przyłapawszy ich razem, wyrzuciłby go ze szkoły. Zmieniać liceum przed samą maturą – to byłaby istna katastrofa. Zwłaszcza, że Karol miał tu już swoich dwóch przyjaciół, jedną przyjaciółkę i jednego człowieka, o którym, jak w filmach, śnił szalonymi snami po nocach.

    Ułożył bladą dłoń na jego policzku. Nie zdawał sobie sprawy, że chłód jego palców właśnie obudził magistra Pełeszuka. Przylgnął do niego delikatnie i złożył ledwo wyczuwalny pocałunek na jego wargach. Wreszcie zrobił to, czego się tak obawiał, a czego tak bardzo pragnął.
    Przestraszył się, gdy poczuł ciasno oplatające go ręce mężczyzny. Chciał krzyknąć, ale pocałunek zrobił się bardziej namiętny, zrobił się gorętszy i zdecydowanie bardziej głęboki – zdusił jakikolwiek dźwięk, który Karol z siebie wydał. Nauczyciel zerwał się na równe nogi i pchnął osiemnastolatka w stronę biurka. Chłopak uderzył o malowane drewno. Za moment Adam oplótł rękoma jego biodra i posadził go na blacie, nieustannie całując jego usta.
    Różowowłosy zarzucił mu ręce na szyję i przymknął kurczowo oczy, cały dygocąc ze strachu i podniecenia. Mężczyzna przytrzymał jedną ręką jego głowę, zmuszając go jednocześnie do odsłonięcia szyi, po której zaczął go namiętnie obcałowywać. Drugą dłonią zajął się rozpinaniem czarnych, dopasowanych spodni chłopaka, przez które wyraźnie zarysowywała się pobudzona męskość młodzieńca. Wolne usta osiemnastolatka wydały z siebie przeciągły, rozkoszny jęk.
    Myślał, że zaraz oszaleje, kiedy ręka nauczyciela zaczęła coraz intensywniej pieścić jego męskość przez bieliznę.

     – A-Adam! – jęknął, usiłując go odepchnąć, kiedy w końcu nieco oprzytomniał.

    W pierwszej chwili mężczyzna nie zareagował ciche zawołanie. Karol odepchnął go od siebie. Był cały rumiany na twarzy i chociaż jeszcze nie działo się nic, co by wykraczało poza jego małe doświadczenie, już dyszał ciężko.

     – Jesteśmy w szkole, cholera no! – stęknął rozpaczliwie i natychmiast zaczął drżącymi rękoma zapinać sobie rozporek. Było dość ciężko. Przeszkadzało mu twarde i opuchnięte przyrodzenie. Cholera, jaśnista! Nigdy w życiu nie był tak sztywny i podniecony jak teraz…

    Żeby się nieco otrzeźwić, złotooki potarł mocno twarz rękoma. Wziął kilka głębokich wdechów, po czym sięgnął po torbę leżącą za biurkiem. Dopakował do niej teczkę z kartkówkami i sprawdzianami kilku innych klas. Potem wyciągnął do niego dłoń.

     – Chodź.

    Karol zsunął się powoli z biurka, ale zamiast chwycić mężczyznę za dłoń, tylko lekko ją pogładził.

     – Jesteśmy w szkole… – przypomniał mu, spuszczając wzrok jak wstydliwa dziewica.

    Pełeszuk puknął się w czoło i stęknął ze złością. Gdy całował i dotykał tego chłopaka, zapominał o całym bożym świecie.

     – Chodź, idziemy gdzie indziej. – oznajmił.

    Wypuścił ucznia przodem, po czym pospiesznie przekluczył drzwi sali numer trzydzieści trzy. Była dopiero godzina piętnasta trzydzieści, ale szkoła już opustoszała. Piętnaście minut temu skończyły się lekcje i tyle też wystarczyło, aby z budynku liceum pouciekała zdecydowana większość grona pedagogicznego i uczniów. Wystarczy też, że nagle zrobił się luty, a o tej godzinie na dworze robiło się ciemno, co było tylko kolejnym powodem, dla którego ludzie z tak dziką radością spieszyli się do domu po szkole i po pracy.

     – Nie musisz chyba od razu wracać do domu, prawda? – dopytał się jeszcze Pełeszuk po drodze na parking szkolny.

    Jasnowłosy lekko wzruszył ramionami, cały czas wlepiając wzrok w chodnik.

     – Rodzice i tak są w pracy.

     – Tak długo? – dopytał się z czystej ciekawości nauczyciel.

     – Ojciec jest na delegacji, wróci za tydzień – oznajmił najspokojniej. – a mama ma dziś nockę w szpitalu.

    O! Przynajmniej tej rzeczy się o nim dowiedział. Jego matka musiała być albo lekarzem albo pielęgniarką, a ojciec… Ojciec? Może później o niego dopyta. Na razie jedyne, co zaprzątało Adamowi głowę to to, żeby zawieźć osiemnastolatka do siebie i jak najprędzej znów przycisnąć swoje usta do jego.

     – Jesteś pewien, że możesz spokojnie do mnie wpaść? – zapytał jeszcze dla bezpieczeństwa. – W razie czego, mogę cię odwieźć, nie ma problemu.

     – Ze spokojem. – odparł tylko Karol, po czym wsiadł do auta polonisty.

     

    Jechali może z piętnaście minut. Dotarli do starego osiedla na obrzeżach miasta. Adam zaparkował samochód w jednym z wolnych miejsc, po czym narzucił sobie torbę na ramię. Chciał obejść samochód i otworzyć chłopakowi drzwi, jak gentelmen przed damą, ale osiemnastolatek go uprzedził. Zamknął drzwi za sobą i podniósł wzrok, wodząc półprzytomnie oczyma za jakiś niewiadomym punktem. Chyba po prostu się przyglądał światłom w oknach, może nawet wyobrażał sobie jakieś niestworzone wzory, w które układały się na zmianę zacienione i rozświetlone szyby.
    Adam dotknął ostrożnie jego ramienia. Zielonooki odwrócił się w stronę wyższego mężczyzny i nieco uniósł brwi, jakby zdziwiony, że tak nagle się tutaj pojawił. Dziwny, ciepły uśmiech napłynął na twarz Pełeszuka. Jego oczy aż połyskiwały i wydawały się bardziej złotawe, niż zazwyczaj.

     – Idziesz?

    Chłopak skinął głową.

    Trzydziestodwuletni zaprowadził go w stronę bloku numer dwanaście i, tak samo, jak wcześniej w szkole, wpuścił go pierwszego, gdy tylko otworzył drzwi. Zapalił światło na klatce, po czym ruszył za swoim uczniem.

     – Trzecie. – poinformował go krótko. – Piątka.

     

    Gdy weszli na górę, znowu puścił go przodem.

     – Zostaw tu kurtkę i buty, okej? – poprosił go. – Przyznam się, że nie chce mi się za bardzo latać z mopem po mieszkaniu, hm?

     – Okej.

    Karol odwiesił ciemnoniebieską zimówkę na wieszaku nad komódką, a gdy już umęczył się z rozsznurowywaniem ocieplanych trampek za kostkę, postawił je gdzieś przy wycieraczce. Zaraz potem podążył za Pełeszukim, starając się niezbyt nachalnie, obejrzeć jego mieszkanie.
    W sumie było tu całkiem przytulnie. Na „oko” trzydzieści parę metrów kwadratowych, ale w całkiem dobrym stanie. Poza tym Adam miał tutaj nawet czysto. Jedyną nieuporządkowaną rzeczą, jaką zdążył zauważyć, były trzy zostawione na blacie nieumyte kubki po kawie. Ale czy to ważne?
    Kiedy magister szperał, chyba w swojej sypialni, Karol zapatrzył się gdzieś w dal przez szklane balkonowe drzwi. W sumie podobał mu się ten widok. Ani to metropolia, ani wieś, no… Zwykłe, średnie miasteczko, ale te bloki otoczone ciemną nocą i tylko kilka okien, w których widać było światło – to mu się nawet podobało. Chciałby sobie wyobrazić, że jest już po wszystkich szkołach, że jest dorosły, mieszka sobie gdzieś sam, albo z nim i cieszy się życiem. Z tych dziwnych zamyśleń wyrwało go nagle pojawiające się w szybie odbicie Adama. Stał tuż za różowowłosym.
    Maturzysta prawie podskoczył. Adam uśmiechnął się przepraszająco.

     – Herbata na stole. – oznajmił. – Znalazłem te papiery, które chciałem ci dać do egzaminu.

    Karol poszedł za nim. Usiał przy stole, naprzeciw swojego nauczyciela i podczas gdy ten usiłował mu coś tłumaczyć i wpatrywał się w papiery, zielone oczy cały czas, jak zahipnotyzowane, wpatrywały się w niego. W pewnym momencie Adam przestał mówić. Zmieszał się nieco, przyłapując ucznia na tak intensywnym wpatrywaniu się w jego osobę.

     – Chyba pan o czymś zapomniał… – upomniał go nieśmiało Karol, kiedy jego oczy spotkały się ze złotymi tęczówkami Pełeszuka. Cholera, wystarczyło jedno spojrzenie, a zaczynał znów czuć się nerwowy i jakiś podniecony.

     – Tak? – odparł zdziwiony. No, ale cóż… Rzeczywiście musiał zapomnieć. Tylko ciekawe, jak skoro sam go tutaj przyciągnął.

    Karol zebrał się drugi raz na odwagę. Podniósł się z krzesła i podszedł do Adama. Usiadł na nim okrakiem, a zarzuciwszy mu ręce na szyję, zaczął go czule całować. Aha… Teraz mu się, kurwa przypomniało, teraz, kiedy do nozdrzy po raz kolejny uderzył mu słodki zapach skóry zielonookiego.

    Oplótł go rękoma i nie zamierzał tym razem przerywać. No, dobrze… Musiał. Musiał złapać chłopaka, wziąć go na ręce i zanieść do sypialni. Tu nie musieli się już martwić czy ktokolwiek wejdzie i ich na czymkolwiek przyłapie. Adam zatrzasnął drzwi nogą i zrzucił z siebie marynarkę. Szybko poluzował krawat, ściągnął przez głowę i rzucił go gdzieś w bok. Kiedy tylko na powrót przylgnął do ciała Olszewskiego, jego drobne ręce sprawnie zajęły się rozpinaniem drobnych guzików sinoniebieskiej koszuli. Złotooki zaraz potem zrzucił z siebie niepotrzebny fragment odzienia i zdarł z Karola przydużą czarną bluzę. W ślad za bluzą natychmiast poszła szara koszulka z logo jakiegoś nieznanego mu zespołu muzycznego.
    Nachylił się nad nim zaraz i zaczął kontynuować to, co wcześniej musieli przerwać w szkole. Przyssał się do szyi osiemnastolatka, a dłonią zaczął pieścić jego męskość przez dopasowane jeansy. Zielonooki westchnął głośno i bezwstydnie i posłusznie przekręcił głowę w bok, aby ułatwić mężczyźnie dostęp do swojej szyi. Zacisnął mocno powieki, pojękując głucho. Czuł jak zalewa go fala gorąca.

    Szatyn rozpiął chłopakowi spodnie i podniósł się na chwilę. Zsunął je z niego i odrzucił gdzieś na podłogę, a zaraz potem sam pozbył się swoich. Podszedł do niego w samej bieliźnie. Cholernie jarał go widok czerwonego jak dojrzała truskawka chłopaka, który nie był w stanie oderwać wzroku od jego spuchniętej męskości, której czubek zaczął lekko wystawać spod spranych slipów.
    Niewiele brakowało, aby mu powiedział „Spokojnie, słoneczko. Zaraz go dostaniesz.”, ale w porę się opanował, nie chcąc niepotrzebnie wystraszyć chłopaka. Zaszli zdecydowanie zbyt daleko, by teraz Adam miał przestać. Karolowi, najwidoczniej, też nawet nie przeszło to przez myśl, bo gdy tylko nauczyciel zbliżył się do niego, osiemnastolatek bezceremonialnie schwycił materiał jego majtek w ręce i zsunął je do połowy ud mężczyzny. Nie musiał nic mówić, zielone oczy same za niego przemawiały. Po prostu błagały polonistę, kiedy przysunął twarz bliżej jego rozpalonego penisa „Naucz mnie jak to się robi”. Adam z niewypowiedzianą rozkoszą zamierzał spełnić jego niemą prośbę.

    Uchwycił delikatnie jego twarz w dłonie, kciukiem ostrożnie pogładził jego wargi, zachęcając różowowłosego, aby je rozchylił. Uczeń był naprawdę bardzo pojętny i natychmiast otworzył usta, lekko wysuwając z nich język. Zupełnie jakby mówił „Połóż, spróbuję czy jest dobry. Powiesz czy robię to dobrze”. Pełeszuk prawie zaskamlał, kiedy wilgotne gorące usta chłopaka oplotły ciastno jego przyrodzenie. Niekontrolowanie złapał go mocniej za włosy i poruszył biodrami. Osiemnastolatek zacisnął kurczowo powieki, ale pozwolił mu na to, starając się tylko nie zakrztusić jego kutasem.
    Pozwolił, aby Adam wchodził w jego usta i wychodził jak tylko szybko chciał, ale bronił się przed popędem mężczyzny, gdy tylko czubkiem penisa prawie sięgał końca jego ciasnego, nieprzyzwyczajonego gardła.

    Adam nie chciał być samolubny. Był już blisko, ale w porę zdążył się odsunąć i musiał na chwilę przerwać, żeby za chwilę nie dojść biednemu maturzyście na twarz. Chciał się z nim zabawić o wiele dłużej, ale ta ekscytacja i fakt, że dość długo ostatnio pościł, nie sprawiały, że jego życzenie było łatwiejsze do spełnienia.

    Przykucnął, wszedłszy na łóżko i uchwycił delikatnie ramiona różowowłosego. Jedną ręką pogładził go po twarzy. Chłopak przymknął oczy i bezwstydnie zamruczał.

     – Połóż się, mój ty poeto. – poprosił go, szepcząc mu cicho do ucha, po czym delikatnie przygryzł jego płatek. Karol zareagował kolejnym niezbyt skromnym dźwiękiem wydanym z ust.

    Ułożył się grzecznie, tak jak nakazał mu pan magister i czekał. Czekał, bo najzwyczajniej w świecie nie miał pojęcia co w ogóle dalej robić. Czy wspominałem już, że Karol był prawie tak święty i nieskalany jak Matka Boska? Tak, gdzieś na początku. Dziwne chłopię. I właśnie takie dziwne Adama bardzo pociągało. Dostawał fiksacji na samą myśl o jego zapachu, o jego słodkich reakcjach na każdy jego najdelikatniejszy dotyk. Olszewski był tak wrażliwy na jego ręce, że Adam był bliski szału. Nie chciał mu jednak zrobić krzywdy. Domyślał się, że różowowłosy może być nietknięty, ale nie przeszkadzało mu to. Ba, jarało go to jeszcze bardziej. A fakt, że mógł być jego pierwszym (i oby ostatnim) doprowadzał go wręcz do jakiejś seksualnej gorączki.

    Różowowłosy zacisnął nieco powieki, kiedy mężczyzna zdjął z niego bokserki. No, cóż… Nie umiał ocenić czy jest jakiś krzywy czy atrakcyjny… Jasne, zdarzyło mu się pomacać parę panien ze wzajemnością, ale nie doszło nigdy do zdejmowania z siebie odzienia, które nie było bluzą czy swetrem. Cholera… Jego natrętne myśli i obawy czy na pewno podobał się Adamowi odeszły w niepamięć. Prawie krzyknął, kiedy poczuł na swoim penisie gorąco i wilgoć. Spojrzał w dół i spotkał się ze złotymi oczyma pana od polskiego. Zrobiło mu się słabo. Pierwszy raz ktoś tak intensywnie go pieścił, pierwszy raz ktoś patrzył na niego w aż tak głodny sposób. Ten facet, gdyby tylko chciał, samym takim patrzeniem i delikatnym gładzeniem go po ciele, nawet nie dotykając przyrodzenia Karola, mógłby go doprowadzić do orgazmu.

     – A-Adam…! – jęknął żałośnie uczeń, nie zważając już na żadne „co mu wypada”. Wystarczyło, że właśnie poszedł z nauczycielem do łóżka. Na cholerę miałby mu jeszcze mówić per pan, albo „profesor”?! To już graniczyłoby ze śmiesznością.

    Członek Pełeszuka zapulsował boleśnie. Jego imię wymówione w taki sposób, jego ukochanym głosem – to był dopiero bodziec do startu!

    Trzydziestodwulatek natychmiast wypuścił męskość maturzysty z ust. Uchwycił jego nogi pod kolanami i uniósł je wyżej.

     – Proszę, wytrzymaj tak, dobrze? – poprosił go, ledwo panując nad własnym oddechem.

    Ciche westchnienie Olszewskiego było najwidoczniej wyrazem zgody.

    Gorący język mężczyzny przesunął się w okolicy wejścia nastolatka. Ten krzyknął w odpowiedzi na jego pieszczotę. Czuł się jakiś taki… brudny, skalany, ale kurewsko mu się to podobało. Miał wrażenie, że coś wwierca mu się w tyłek, że coś rozpycha go od środka. Czuł palący go wewnątrz ogień. Jak dobrze, że nie zrobili tego w szkole tamtego dnia! Nie mieliby nawet czasu na takie ceregiele. Karol był już bardzo blisko, Adam musiał na dłuższą chwilę zaprzestać pieszczot, by w ogóle móc pójść z nim o krok dalej.

    Przysunął się bliżej jego prawego boku i przyciągnął drobne ciało ucznia do siebie. Przytulił go mocno, jedną ręką intensywnie masując jego pośladki, dbając o to by jeszcze nie doszedł, ale by cały czas pozostał tak samo podniecony. Sam ledwo mógł się opanować przed bezceremonialnym i brutalnym wyruchaniem chłopaka, do takiego stanu doprowadzały go wydawane przez zielonookiego dźwięki.

     – Rozluźnij się… – wyszeptał do niego.

    Chłopak otworzył na chwilę oczy i spojrzał na magistra ufnie. Nawet delikatnie się uśmiechnął.
    I w tym momencie Adam nie wytrzymał. Przewrócił chłopaka na brzuch, po czym usiłował ustawić go na czworakach, tyłem do siebie. Przez krótką chwilę, złote oczy podziwiały jego cudowny, drobny krągły tyłeczek. Męskość trzydziestodwulatka aż skakała.

    Przez chwilę jeszcze obcałowywał jego wejście, nawilżał go coraz bardziej, aż wreszcie wyprostował się, ukląkł i przymierzył. Najpierw powoli wsunął główkę penisa. Ledwo był w stanie się opamiętać, słysząc pełne rozkoszy krzyki i westchnienia. Karol spodziewał się, że będzie bardzo bolało, tymczasem jedyne, co czuł to przejmująca i trzęsąca całym jego ciałem gorąca rozkosz. W życiu nie spodziewał się, że jeżeli ktoś wziąłby go od tyłu, mogłoby mu się to aż tak podobać. No, ale to był Adam, prawda? Adam był teraz jego, nieprawdaż? Chyba o tym właśnie marzył od samego początku liceum i jego nerwowe, dziwne marzenie wreszcie się spełniło. Nie dość, że szybko złapał z nim bardzo dobry kontakt, stał się jego „pupilkiem” na lekcjach, to teraz jeszcze kochał się z nim w jego domu. Przez długi czas wstydził się tego przed samym sobą, nie mógł spać w nocy. Wreszcie musiał zacząć zawalać kartkówki ,sprawdziany, wreszcie próbną maturę… Wszystko tylko i wyłącznie ze stresu, nieuświadomionego lęku, że pan ukochany mógłby go odrzucić. A cała ta gratka rozpoczęła się dopiero w trzeciej klasie. Dopiero wtedy, gdy zawalił pierwszy w ciągu licealnej kariery sprawdzian. Miał iść tylko po kilka rad do ulubionego nauczyciela, w których cicho się podkochiwał. Nachylił się nad jego zeszytem, nikogo nie było w sali… Bum. Chwila, a teraz? Teraz Adam zabierał mu dziewictwo i robił to tak dobrze, że chłopakowi chciało się krzyczeć z rozkoszy.

    Adam pochylił się nad drżącym ciałem osiemnastolatka i przylgnął do jego pleców. Jedną ręką oparł się na łóżku, nad jego ramieniem, drugą uchwycił członka chłopaka i zaczął mocno go pieścić. To już dla Karola było za wiele. Doszedł natychmiast, zalewając palce Pełeszuka i jego ulubioną pościel, gorącym półprzeźroczystym płynem. Zgarbił nieco plecy i z obezwładniającej, nieznanej wcześniej przyjemności opadł na łokcie i zacisnął mocno powieki, cały czas krzycząc. Krzyczał jego imię i to wystarczyło, aby Adam zaraz też skończył. Nie był w stanie się odsunąć. Chciałby, być może, oszczędzić kochankowi nieprzyjemnych konsekwencji, ale nie dał rady i spuścił się w jego ciasne, rozpalone wnętrze. Stęknął głucho tuż nad uchem zafarbowanego na różowo blondyna, po czym opadł prawie zupełnie bezwładnie, przygważdżając jego ciało do łóżka.

    Jego marzenie też się w tej chwili spełniło. Ukochany uczeń wreszcie należał do niego. Nie musieli się nawet wymieniać ani jednym słowem, by zrozumieć, że oboje siebie pragną w takim samym stopniu. A skoro tak, dlaczego mieliby się przed sobą tego pożądania wstydzić? Przecież, gdyby ktokolwiek inny się dowiedział, byłoby źle z każdym z nich. A więc po co ktokolwiek inny miałby się dowiedzieć?

     

    * * * *

     

    W życiu Karola czasami lubiło się dziać zdecydowanie za wiele. Dla odmiany, żeby nie było za przyjemnie, przy podtrzymaniu swojego wymarzonego, zakazanego romansu, zaczęło mu się sypać w rodzinie. Parę dni po zdaniu egzaminu maturalnego, jego ojciec zginął w wypadku. Matka, dowiedziawszy się, że syn jest gejem, wyrzuciła go z domu.

    Olszewski, poszedłszy na studia, nie zwracał już uwagi na jakiekolwiek nieodebrane połączenia od niej. Chciał zacząć wszystko od nowa tak, jak wymarzył to sobie tamtego dnia. Pani Olszewska na pewno sobie poradzi – zawsze była zaradną kobietą, była inteligentna, a z doktoratem z medycyny trudno byłoby, żeby nie znalazła sobie pracy w jakimkolwiek szpitalu.

    Już na początku drugiego semestru na uczelni, Karol przytachał kilka toreb ze swoimi rzeczami do mieszkania Pełeszuka.

     – Cholera, jakie ciężkie! – jęknął boleśnie Adam, ledwo wstawiając walizkę do mieszkania. – Chłopaku, co ty tutaj masz?

    Karol uśmiechnął się niby nieśmiało, a niby trochę zaczepnie.

     – Tylko parę rzeczy, które najbardziej potrzebuję.

     – Zabrałeś ze sobą całą bibliotekę, czy co?

     – Nie. – zaśmiał się, czerwieniejąc lekko na twarzy. – To tylko moje rzeczy, komputer… Właśnie, dziękuję, że wtachałeś na górę moją maszynę do pisania.

     – Masz maszynę do pisania? – zdziwił się magister języka polskiego.

     – No, pewnie. – odpowiedział Karol. Bogom dziękować, że udało mu się wreszcie ściągnąć ten cholerny róż z włosów i znów mógł paradować z śnieżnobiałymi puklami. – Po babci. – dodał pokrótce. – Będziesz mógł na niej napisać swoją powieść, chcesz?

    Adam zaśmiał się cicho i pokręcił głową.

     – Wiesz już jaki nadasz jej tytuł? – dopytał się Olszewski.

     – Ty lepiej się zastanów jaki nadasz tytuł temu zbiorowi wierszy, który podesłałeś do wydawnictwa. – opomniał go były nauczyciel. Karol uniósł brwi nieco zaskoczony.

     – A co?

     – Dzwonili dzisiaj do mnie. Powiedzieli, że wydrukują twój tomik poezji.

     – YES! – Karol rzucił się szatynowi na szyję i zaczął go całować z radości. Gdzie potem wylądowali to chyba już nie trzeba tłumaczyć. W końcu mogli to wreszcie robić bezkarnie i bez wstydu.   

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Danny Crowe

    Szczerze? 
    Czasami jestem okropnym świntuchem. Tego typu opowiadanie/fantazja chodziło mi po głowie już nie wiem… Z cztery lata. Prawie pięć.

    No, ale to tylko fantazja. 🙂   

  • Umówieni…

    Krótko po rozstaniu z moją dziewczyną z którą byłem około 4 lata dostałem numer telefonu od mojego kolegi z pracy do nie jakiej Mileny.

    Milena była samotną dziewczyną która bezskutecznie szukała chłopaka. Tyle o niej wiedziałem, więc postanowiłem się do niej odezwać choć nie pragnąłem stałego związku po rozstaniu z Anką ale dlaczego by nie wykorzystać okazji do drobnego flirtu przez telefon…

    Tak więc odezwałem się do niej krótkim cześć.

    -cześć kim jesteś?

    -mam na imię Damian i dostałem Twój numer od Piotrka chłopaka Grażynki.

    I tak między nami wywiązała się rozmowa, nie spławiła mnie bo jak już wcześniej pisałem szukała chłopaka.

    Po kilku dniach rozmowy doszło do tego że jej napisałem że nie szukam stałego związku, trochę się oburzyła ale po chwili namysłu ni stąd ni z owąd  napisała mi:

    -a co mi szkodzi się trochę popuszczać…

    -poważnie ? masz ochotę na sex bez zobowiązań?

    -a dlaczego nie skoro i tak między nami do niczego innego nie dojdzie…

    -może wpadnę dzisiaj do ciebie wieczorem napisałem.

    Zgodziła się i podała mi dokładny adres. Długo się nie namyślając wziąłem prysznic spakowałem do torby laptopa bo wcześniej jeszcze napisałem że mam fajny film który możemy razem obejrzeć i ruszyłem samochodem w podanym wcześniej kierunku. Po drodze wstąpiłem na stacje benzynową po prezerwatywy. Znalezienie domu nie sprawiło mi większego problemu, była to całkiem zadbana piętrówka jakich wiele w Polsce na wsi. Zaparkowałem przed bramą torba z laptopem w dłoń i idę do drzwi. Zadzwoniłem i długo nie czekając otwarły się drzwi a w nich Milena, zrobiła na mnie całkiem dobre wrażenie biorąc pod uwagę że jej nigdy wcześniej nie widziałem. Była bardzo szczupłą dziewczyną niezbyt wysoką jakieś 163cm wzrostu ubrana była w spodnie dżinsowe i czarną ściśle przylegającą bluzeczkę na której wyraźnie zarysowywały się okrągłe piersi.

    Przywitała mnie słowami:

    -cześć choć na górę do mojego pokoju

    -cześć to prowadź pójdę za Tobą

    Idąc po schodach wpatrywałem się w jej pięknie krągły tyłeczek myśląc jednocześnie po co tu tak naprawdę jestem, od razu poczułem jak mi kutas sztywnieje.

    W drodze do pokoju oznajmiła mi że jest sama w domu bo jej rodzina pojechała jakieś 10 kilometrów od domu na zjazd rodzinny a jej się nie chciało poza tym umówiła się ze mną…

    Będąc już w pokoju zabrałem się za włączenie lapka a ona zaproponowała mi coś do picia.

    Zachowywaliśmy się zupełnie normalnie jak byśmy się spotkali na herbatkę  a nie na wcześniej umówione ruchanko.

    Gdy już włączyłem film rozsiedliśmy się na wersalce i zaczęliśmy oglądać. Nie bardzo mnie interesował film, moje myśli krążyły w okuł tego jędrnego tyłeczka obok mnie. Po krótkiej chwili zacząłem się do niej dobierać. Ku mojemu zdziwieniu stawiała opór ale nic przy tym nie mówiąc, także uśmiechnąłem się i zacząłem intensywniej próby rozpięcia jej spodni. Gdy już mi się to udało energicznym ruchem położyłem ją na boku tak że znajdowałem się za nią, od razu wsadziłem moją rękę w jej majtki dotykając jej już mokrej muszelki. Milena wciąż stawiała nie zrozumiany dla mnie opór, zaczęło mnie to jeszcze bardziej podniecać, zerwałem jej spodnie z jej okrągłego tyłeczka razem z majtkami także miała je na wysokości kolan a ja miałem już dostęp do jej nieziemskiego tyłeczka.

    Podkurczyłem jej nogi tak że jej szparka była wypięta wprost na mojego już nabrzmiałego do granic możliwości drągala, jedną ręką rozpiąłem sobie spodnie i wyjąłem kutasa trzymając go w ręku a drugą ręką smyrałem jej cipkę, nakierowałem czubek kutasa na szparkę i zacząłem ją drażnić po cipce czubkiem kutasa po całej jej długości. Gdy to poczuła próbowała odskoczyć mówiąc:

    – tak nie bez prezerwatywy nie!!!

    -spokojnie maleńka już zakładam odrzekłem

    Z racji że leżała na boku z podkurczonymi nogami tuż przy ścianie nie miała zbyt dużo miejsca na ucieczkę, widząc to zacząłem napierać na jej soczystą dziurkę, ona próbowała mnie odpychać jedną ręką ale wobec mojego zwierzęcego instynktu była bezsilna, wszedłem w nią do połowy długości mojego członka, była nieziemsko ciasna, gdy już byłem w środku przestała stawiać jakikolwiek opór a ja zacząłem się poruszać w niej zagłębiając coraz bardziej, słyszałem tylko ja delikatnie pojękuje oparta obiema rękami o ścianę z podkulonymi nogami.

    Prawą ręka trzymałem ją za udo a lewą za ramie rżnąłem ją jak oszalały dając upust moim zwierzęcym instynktom.

    Ale w pewnej chwili zdrowy rozsądek wziął górę i z niej wyszedłem żeby założyć gumkę, nie chciałem zostać ojcem.

    Gdy to zrobiłem Milena położyła się na plecach i nazwała mnie dupkiem za to ruchałem ją bez prezerwatywy, ja się tylko uśmiechnąłem pod nosem zakładając gumkę na prężącego się fiuta zdjąłem jej spodnie także była tylko w bluzeczce i w staniku beż dolnej części garderoby, rozłożyłem jej zgrabne nóżki na boki i wszedłem w nią po same jaja.

    Trzymałem jej ręce nad głową ona owinęła się nogami w okuł mnie a rżnąłem ją jak zwykłą dziwkę tak że było słychać charakterystyczne uderzenia moich jaj o jej tyłek, robiłem to bardzo szybko aż w końcu zwalniałem i wychodziłem z niej tak że w środku był tylko czubek penisa po to żeby nagle znów wbić się w nią po same jaja, sprawiało jej to ogromną przyjemność aż po kilku minutach poczułem delikatne skurcze jej cipki na moim kutasie wiła się pode mną aż w końcu przestała i opadła bezwładnie na łóżko.

    Byłem już u szczytu swoich możliwości wyjąłem szybko kutasa z ciasnej szparki Milenki zdjąłem prezerwatywę i kolana położyłem na wysokości jej ramion tak że ręce miała zablokowane przez moje piszczele, lewą ręką złapałem ją za czoło a prawą zacząłem wpychać jej mojego kutasa do ust widząc to i nie mając możliwości ucieczki otworzyła usta a wszedłem tak że moje jądra znalazły się na jej podbródku, zacisnęła usta na moim grubym żylastym wacku dając mi niesamowitą przyjemność, potrzebowałem może kilku pchnięć w jej ustach i strzeliłem całą zawartością spermy w środku, kutas pulsował wyrzucając zmagazynowaną spermę z jąder w jej gardło.

    Nie wiem jak to zrobiła ale nawet się nie zakrztusiła dając mi do myślenia że to pewnie nie ja pierwszy spuszczam się jej w ustach.

    Gdy już ostatnia kropla uleciała z mojego członka Milena nie wypuszczając go z ust wylizała mi całego żołędzia do czysta.

    Usiadłem obok niej z oklapniętym już członkiem złapałem ją za udo i powiedziałem:

    -niezła jesteś w te klocki

    Ona uśmiechnęła się pod nosem mówiąc że całkiem dobrze smakuje i że nikt się jej do tej pory nie spuszczał w ustach bo tak naprawdę jestem jej dopiero drugim partnerem seksualnym co nie powiem wprawiło mnie w osłupienie po tym jak sprawnie szło jej przełykanie mojego gęstego nasienia.

    Po całej tej zabawie posiedziałem jeszcze chwile u nie i się pozbierałem do domu.

    Milena odprowadziła mnie do drzwi dała buziaka w policzek i powiedziała do następnego razu czym wywołała u mnie radość i przyjemne uczucie w spodniach.

    KONIEC

    Zaznaczam że jest to moje pierwsze opowiadanie i liczę na obiektywną ocenę

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    dami banani
  • MW-Prolog

    MW – Świat idealny, pełen pozbawionych wszelkich zahamowań nastoletnich cipek, z którymi można zrobić wszystko, pełen młodych dziewcząt pragnących, byś je rozdziewiczył. A potem ruchał i ruchał…

    Tego się spodziewajcie, fantazji nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością. Bajka będzie długa…

    Choć na początek – skromny początek J

    MW- Preludium

    Prolog

    Wypływam z kąpielówkami na wysokości łydek. Czasem tak się dzieje po skoku z trampoliny. Nie zdążyłem ich podciągnąć, gdy nagle słyszę:

     – Godny przeciwnik. – Podnoszę wzrok. Tuż przede mną unosi się w wodzie młoda dziewczyna w skąpym bikini. I ze wzrokiem wbitym w moje przyrodzenie. Opuszczam wzrok – przyrodzenie gwałtownie pęcznieje, chyba pod wpływem tego jej wzroku. Podnoszę wzrok oceniając laskę: zgrabna, chyba wysoka jak na swój wiek, kurczę, ile ona może mieć lat? Kształtne biodra, kusząco wypełnione w kroczu majtki – to już kobietka….Góra kostiumu ma niewiele do ukrycia – nie, jeszcze dziewczynka. Ale nad wyraz pociągająca. Wyobrażam ją sobie przez moment pociągającą wiecie co i się decyduję.

     – Chcesz powalczyć?  Patrzy mi w oczy, ponownie opuszcza wzrok na mojego drąga

    – A może być jeszcze większy?

     – Jak znajdzie godnego przeciwnika! Może ciebie? – Odpowiadam, dążąc do wytyczonego celu. Rumieni się, milczenie się przeciąga, chyba tylko na tyle starczyło jej odwagi. Wóz albo przewóz. Czas wziąć sprawy w swoje ręce, dosłownie. Błyskawicznie przyciągam ją do siebie, drugą ręką łapię za krocze.

    – Niechże ja też ocenię przeciwnika – szepcę jej do ucha. Sztywnieje, zaciska uda – niedobrze – myślę. Jeszcze nie krzyczy – nie jest źle. Ucisk ud słabnie – nie najgorzej.

     – Nie powinieneś poznać go bliżej? – Słyszę wyszeptane do ucha. Jest dobrze – myślę. Niezwłocznie wsuwam jej rękę w majtki i ściskam zawartość. Nie ma to jak młoda zdrowa cipa. Dziewczyna tymczasem dotyka mojego drąga – jest w pełni rozkwitu.  Jest wspaniale – kwituję. Trwamy tak chwilę. W końcu się reflektuję – zaczynamy budzić zainteresowanie, powinniśmy to kontynuować w bardziej kameralnych warunkach.

    Odrywa się ode mnie, poprawia majtki. Ja swoje również, choć oczywiście tak z pół drąga dalej sterczy mi z kąpielówek.

    – Jakbym teraz uciekła nigdy byś mnie nie dogonił – mówi, patrząc na te pół drąga – nie możesz wyjść z wody z czymś takim.

     – Ale nie masz zamiaru uciekać?

    – Nnnie…, chyba nie.

    – To za kwadrans przy barze, teraz muszę popływać – nie chcę sprawiać wrażenia, że jak już mi wpadła w ręce to się nie wyrwie. Podaję jej rękę, przedstawiam się.

    – Jestem Kaśka – mówi – przyjdę na pewno.

    I rzeczywiście, spotykamy się przy barze, daję jej numer swojego telefonu.

    – Bardzo bym chciał z tobą …powalczyć, ale to musi być twoja decyzja. Wtedy zadzwoń, będę czekał. Spogląda zdziwiona.

    – Trochę się bałam, że od razu będziesz mnie gdzieś ciągnął, choćby do kibelka.

    – Biedactwo – wzruszam się – nie miałaś ty szczęścia do facetów, co? 

    – Przejrzałeś mnie – mówi żartobliwie, ale w oczach pojawia się smutek. Przyciągam ją lekko do siebie, całuję w policzek. – Zadzwoń – szepcę do uszka. Oddaje buziaka i odchodzi.

     ciąg dalszy czai się za rogiem…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

     

    To, co wysylam, jak przystało na zaledwie prolog preludium, jest grzeczne i krótkie. Dalej robi się ostro a i wulgaryzmów nie unikam. No i oczywiście wszystko to jest najczystszą pornograficzną fantazją. I nie chodzi tu o realia współczesnego świata, tylko o postaci tej opowieści – takich w prawdziwym życiu po prostu nie ma. Wolę to napisać od razu, by uniknąć nieporozumień.  Co do tematyki – wybrałem “nastolatki”, ale tylko dlatego, że brak kategorii “wszystkie”.

    Nic z tego, co będę wysyłał,  nie było nigdzie publikowane, natomiast wplatam tu niekiedy rozwinięte i zmienione wątki z opowiadań  znalezionych w necie, lub fragmentów książek.

     

    Pozdrawiam – MW                          

  • Zaspokojony przez siostre

    Wychodząc ze szkoły, przeciągnąłem się i odetchnąłem głęboko, nie mogąc powstrzymać uśmiechu zadowolenia pchającego się na moją twarz. Dzień był słoneczny i ciepły, a przede mną obiecująco rysowały się ponad dwa miesiące wakacji.

    – No dobra, panowie – rzekł tonem organizatora niski chłopak, podchodząc do mnie i reszty kolegów, gromadzących się przy wyjściu z budynku, i częstując każdego papierosem. – Teraz trzeba jakoś uczcić początek wakacji.

    – Idziemy się najebać do lasku – zaproponowałem.

    – Mam lepszy pomysł – odparł niski chłopak, uśmiechając się. – Możemy zabalować u mnie. Mam wolną chałupę, skręci się jakąś bibkę, zaprosi więcej ludzi i jakieś laski…

    Spotkało się to z ogólną aprobatą wszystkich zainteresowanych świętowaniem, a wokół zaczęły się sypać pełne zadowolenia komentarze:

    – Zajebiście, Kipek, ja wpadam!

    – No i gitara, to dzisiaj u Kipka!

    I tym podobne.

    – To o której zaczynamy? – spytałem.

    – Im wcześniej, tym lepiej. Wpadajcie nawet zaraz – powiedział Kipek. – I pozapraszajcie trochę osób, bo trzeba wykorzystać, że nie ma moich starych. Jak co, to można siedzieć u mnie do rana… Jest parę wolnych pokoi do kimania.

    – Ja idę na razie na chatę – oznajmiłem po chwili, pstrykając niedopałkiem papierosa. – Coś zjem, ogarnę się i wpadnę później.

    Wszyscy zaczęli się rozchodzić, potwierdzając na odchodne swoją obecność na imprezie.

     

    Moi rodzice byli jeszcze w pracy, a siora jak zwykle siedziała w salonie przed telewizorem, patrząc ze znudzeniem na lecący film. Odkąd zdała maturę i cieszyła się wcześniejszymi wakacjami, spędzała w taki sposób całe dnie. Przebrałem się i zagrzałem sobie obiad, z którym udałem się do salonu, by podczas posiłku wraz z Karoliną pogapić się w telewizor.

    – Siema – przywitałem się, rozsiadając się koło niej i kładąc sobie talerz z obiadem na kolanach.

    – Hej.

    – Fajny film?

    – Nuuudny – ziewnęła, a po chwili dodała, przecierając zaczerwienione oczy. – Daj spokój… Już trzeci film dzisiaj oglądam, dość już mam telewizji.

    – To porób coś innego – rzuciłem obojętnie.

    – Taa, ciekawe co – mruknęła. – Nie ma nic do roboty…

    Wzruszyłem ramionami. Dokończyłem posiłek, poszedłem do swojego pokoju i walnąłem się na łóżko w celu odbycia krótkiej sjesty.

     

    Niebawem wstałem i z zadowoleniem przypomniałem sobie, że zaraz idę na imprezę. Zaszedłem jeszcze do Karoliny, która drzemała teraz w swoim pokoju z głową na otwartej książce. Podniosła leniwie powieki.

    – Idę na imprezę – oznajmiłem. – Opijamy z kolesiami początek wakacji.

    Karolinie zaświeciły się oczy.

    – Jak starsi wrócą, to weź im powiedz, że poszedłem do kolegi. – ciągnąłem. – Tylko nie mów, że na imprezę i że chlać. Jakby co to poszedłem do niego tylko pograć na kompie. Na nockę, wrócę rano, niech się nie martwią.

    – Na imprezę idziesz… – powiedziała przeciągle siostra, ze smętnym uśmiechem na ustach. – A może poszłabym z tobą? Mogę? – spytała niby żartem, ale ze słyszalną nadzieją w głosie.

    – No nie wiem… – zawahałem się. – Musiałbym spytać Kipka…

    Wiedziałem, że Kipek nie miałby nic przeciwko obecności tak ładnej dziewczyny, a wręcz cieszyłby się z niej. Jednakże mi samemu – co tu dużo mówić, zazdrosnemu o swoją atrakcyjną starszą siostrę – w pierwszej chwili nie spodobała się idea ciągnięcia takiej ślicznej owieczki prosto w paszcze wygłodniałych wilków, ale fakt, że mógłbym przecież cały czas jej tam pilnować, w połączeniu ze słodyczą jej dużych, zielonych oczu, patrzących teraz na mnie prosząco, spowodował, że się zgodziłem.

    – W sumie, to Kipek na pewno nie miałby nic przeciwko. Mogę cię wziąć.

    – Na pewno? – ucieszyła się. – Nie będzie nikt zły, jak mnie przyprowadzisz? – dopytywała nieśmiało.

    – Nie, spoko. I tak ma być sporo osób.

    – A będą tam w ogóle jakieś dziewczyny? Bo głupio by mi było być jedyną… – pytała podekscytowana.

    – Mają być.

    Wstała bezzwłocznie, podeszła do szafy i zaczęła szukać odpowiedniego stroju.

    – Dzięki, brat, że mogę z tobą iść. Potrzebuję już jakiejś rozrywki – trajkotała. – Bo wiesz, kolejny wieczór w domu przed telewizorem… Chyba bym się zanudziła na śmierć.

    – No spoko, tylko się pośpiesz – rzuciłem, niechętnie opuszczając pokój, w którym właśnie zaczynała się przebierać moja seksowna siostra.

     

    Napisałem rodzicom na kartce krótką wiadomość, żeby się o nas nie martwili. Następnie – z doświadczenia wiedząc, że proces strojenia się Karoliny trochę potrwa – otworzyłem sobie piwo i włączyłem telewizor. Niedługo siostra zmieniła siedzibę ze swego pokoju na łazienkę, w której zaraz rozebrzmiało przyjemne brzęczenie jej elektryczne golarki, oznaczające, że depiluje sobie nogi. Właściwie to przyjemne było nie samo brzęczenie, lecz wyobrażanie sobie jej podczas tej intrygującej czynności.

     

    Miło mnie zaskoczyło, że tak szybko się wyszykowała. Nie dopiłem jeszcze browara, kiedy stanęła w drzwiach salonu, oparła się ręką o framugę, spojrzała na mnie z żartobliwą zalotnością i powabnym ruchem wysunęła nogę do przodu.

    – I jak wyglądam? – spytała. – Może być?

    – Może – rzuciłem obojętnie, jakby jej wygląd nie wywarł na mnie żadnego wrażenia i jakbym potwierdzał tylko po to, żeby zapobiec jej dalszemu strojeniu się.

    W rzeczywistości mój kutas momentalnie zasalutował dla jej ubioru. Odwaliła się jak na jakiś bal, a nie na zwykłą imprezkę licealistów. Ale cóż, dziewczyny takie już są – nie przepuszczają okazji do pochwalenia się ciuchami i swoimi powabami. Ubrana była w szykowną, beżową sukienkę z cienkimi ramiączkami, odsłaniającą dekolt i ramiona, a widok dolnej części jej ciała po prostu wywołał u mnie zawrót głowy. Uda nie były zakryte nawet do połowy, a dzięki wcięciu na boku sukienki, tę nogę którą tak malowniczo wysunęła do przodu, można było z mojego miejsca zobaczyć dosłownie w całości. Odsłonięta do samego tyłka… Widoczne było nawet zaczynające się tuż przy pupie, tajemnicze przyciemnienie części majteczkowej rajstop. Całe nogi świeciły się zmysłowo, pokryte cienkim, cielistym nylonem.

    – No to super – uśmiechnęła się. – To idę jeszcze siknąć, zakładam buty i możemy iść.

    Odeszła boso w stronę toalety, a ja z trudem przełknąłem ślinę i odruchowo pomasowałem się po kroczu. Wprawdzie domyślałem się już kiedy goliła nogi, że nie robi tego po to, by później zakryć je jakimiś spodniami, ale krótkość tej sukienki trochę mnie zaniepokoiła – trudno może być upilnować tak odzianą panienkę…

     

    Uroda Karoliny już od wejścia została doceniona.

    – Siema, Jano! – Organizator imprezy przywitał mnie wylewnie, jakbyśmy nie widzieli się kilka godzin wcześniej. – Ooo, widzę, że ty to odpowiednio przygotowany – uśmiechnął się, wskazując na trzymaną przeze mnie reklamówkę pełną piw.

    – Siema – burknąłem, widząc, jak jego wzrok przenosi się na moją siostrę.

    – Ale żeś piękność przyprowadził, no no… – mówił z uznaniem i zaskoczeniem, mierząc Karolinę od stóp do głów (dokładnie w takiej kolejności), trochę zbyt dużo uwagi poświęcając jej nogom. – Nie wiedziałem, że masz dziewczynę, musicie mi opowiedzieć, jak się poznaliście. Kipek jestem – wyciągnął rękę do mojej siostry, zatrzymując w końcu wzrok na jej twarzy.

    Musiał patrzeć do góry, bo Karolina była dosyć wysoką dziewczyną. Już z samej natury wyższa od Kipka, a dzięki obcasikom przerastała go całkiem sporo. Swoje blond włosy miała upięte w elegancki kok, który sterczał jej nad głową, dodając jeszcze wzrostu.

    – Karolina – odparła wstydliwie, czerwieniąc się słodko i również podając mu swoją delikatną rączkę. – Jestem siostrą Janka – sprostowała.

    – Aaa, no tak, mogłem się domyślić! – Kipek palnął się w czoło. – Widać podobieństwo! Fajnie, że przyszłaś.

    – Ja też się cieszę.

    – Chodźcie, siądziemy sobie.

     

    Wypiliśmy po jednym z piwek, które przyniosłem. Siedzieliśmy we trójkę na kanapie, Karolina pomiędzy mną a Kipkiem, co rusz ukradkowo spoglądającym na jej uda. Jakiś czas próbował ją zagadywać, ale ona była raczej nieśmiała i ciężko podtrzymywało mu się rozmowę z nią. Uśmiechała się tylko wstydliwie, popijając powoli piwo. Niedługo jednak Kipek poszedł wpuszczać nowoprzybyłych i zostaliśmy z siostrą sami, wtedy jej skrępowanie minęło i zrobiła się całkiem gadatliwa. Piwo ją rozluźniło i zaczęła sypać swoimi głupawymi żarcikami i sama się z nich śmiać, a ja poczułem znudzenie. Zaraz na szczęście podszedł Kipek wraz z kilkoma kumplami, którzy właśnie dotarli. Po szybkim przywitaniu, jeden z kolegów pokazał mi powściągliwym gestem, że idą zapalić.

    – Posiedzisz trochę sama? – spytałem siostrę, która nie zauważyła tego szybkiego ruchu. – Idę pogadać z kolegami.

    Karolina kiwnęła głową, a ja wstałem i ruszyłem za resztą grupki. Przecież nie mogłem tracić całej imprezy na siedzenie z siostrą. Wystarczy, że co jakiś czas rzucę okiem, czy nikt nie próbuje się do niej przystawiać.

     

    – Nie za dużo jak na nas pięciu, ale na więcej nie miałem hajsu – powiedział ten kolega, który nas zwołał, kiedy rozsiadaliśmy się przy niedużym stoliku, stojącym w ciemnym rogu pokoju.

    Wyjął ukrytego za pazuchą skręta i pogładził go z namaszczeniem, uśmiechając się.

    – Mogliśmy się złożyć na więcej – rzekł ze smutkiem Kipek.

    – No widzisz? Tak się kończą takie imprezki na spontanie – odparł koleś od blanta. – Nie ma czasu się przygotować… Trzeba było wcześniej mówić, że będziesz miał wolną chatę, to byśmy…

    – Nie pierdolcie, starczy – uciąłem. – Wódą się doprawimy.

     

    Skręt został odpalony i poszedł w ruch, przechodząc w kółko z rąk do rąk i skracając się z każdą chwilą. Niebawem ktoś poszedł zutylizować jego pozostałość w toalecie, a wspomnienie po nim zostało tylko w naszych płucach. Czas zaczął płynąć wolniej, a my siedzieliśmy otępiali, obserwując kręcących się po pokoju ludzi i śmiejąc się głupio z każdego po kolei. Najgłośniejszy rechot rozebrzmiał od naszego stolika, kiedy na horyzoncie pojawił się pewien typek z naszej szkoły. Przystojny brunet imieniem Radosław, wysoki i dobrze zbudowany, z nieodłącznym uśmiechem samozadowolenia na twarzy. Natura obdarzyła go urodą prawdopodobnie w celu wynagrodzenia mu poważnych niedociągnięć w intelekcie. Dzięki swej posturze i wypielęgnowanej twarzyczce miał spore powodzenie u dziewczyn, czym zresztą bardzo się chełpił, mimo że wszystkie zrywały z nim po tygodniu, góra dwóch, kiedy lepiej go poznawały i nie mogły z nim już wytrzymać. Zawsze gadał jedynie o swojej tężyźnie fizycznej –  ile jest w stanie wycisnąć na klatę, jak często chodzi na siłownie itp. Codziennie pokazywał wszystkim swoje bicepsy i informował, jaki jest ich obwód, pragnąc pochwał. Od zawsze stanowił obiekt naszych drwin i dostarczał nam w szkole rozrywki, kiedy opowiadał z przejęciem o swoich atletycznych osiągnięciach.

     

    Marek – jeden z siedzących teraz ze mną przy stoliku kolegów – przez dłuższy czas rozśmieszał nas przedrzeźniając Radosława, naśladując jego głos i przechwałki. Sam był zbudowany jeszcze lepiej niż Radosław, więc Radosławowe napinanie bicepsów po prostu go śmieszyło. W końcu obiekt naszych drwin gdzieś zniknął, co mój brzuch przyjął z ulgą, bo miałem wrażenie, że od śmiechu zaraz dostanę przepukliny.

    – Skąd on się tu w ogóle wziął? – spytałem, próbując ujarzmić rozbawienie.

    – Skąd mam kurwa wiedzieć? – odparł Kipek, przecierając załzawione od śmiechu oczy. – Ja go przecież nie zapraszałem. Ktoś musiał mu powiedzieć, że jest impreza, i przylazł.

    – Przynajmniej jest z kogo pobrechtać – zahuczał Marek.

    Kipek wpadł na dobry pomysł, by puścić muzykę, bo ludzie zaczynali wyglądać na znużonych. Odszedł od stolika i po chwili rozebrzmiało jakieś skoczne disco polo.

     

    Obserwowaliśmy z rozbawieniem tańczących współtowarzyszy imprezy i gadaliśmy o różnych głupotach. Co jakiś czas opróżnialiśmy kieliszki, które Kipek niezmordowanie napełniał. Nie mam pojęcia, ile czasu mogło minąć, nim znów pojawił się Radosław. Poruszał się skocznie po pokoju, lawirując w rytm muzyki pomiędzy samotnymi dziewczynami. Jednakże wszystkie obecne chodziły do tej samej szkoły i dobrze już wiedziały, co to za baran, przez co biedak nie mógł znaleźć sobie partnerki na dzisiejszy wieczór. Zająłem się rozmową z siedzącym obok mnie kolegą, ale niedługo oderwał mnie głos Kipka:

    – Jano, chyba twoja siostra będzie miała nowego chłopaka… – Ruchem głowy wskazał przeciwległy kąt pomieszczenia.

    Wtedy dopiero przypomniałem sobie o Karolinie. Kanapa, na której ją zostawiłem, stała w odległym rogu pokoju, dość daleko od naszego stolika. Sylwetki imprezowiczów zasłaniały tamten kąt i nie był stąd dobrze widoczny. Kiedy się jednak przyjrzałem, dostrzegłem siostrę, która siedziała niepozornie wciąż w tym samym miejscu, z puszką piwa w ręku. Przed nią natomiast stał teraz uśmiechnięty i dumnie wyprostowany Radosław – jakby chciał zrobić na dziewczynie wrażenie swoim wzrostem. Coś do niej gadał, znając go pewnie czymś się chwalił, chcąc wzbudzić jej zainteresowanie. A jednak udało mu się znaleźć dziewczynę, która go jeszcze nie znała…

    – Jebany pierdolec – wycedziłem. – Karolina jest za mądra, żeby się nabrać na tą jego mordę i bica – dodałem, chcąc uspokoić tym samego siebie.

    Zdawałem sobie jednak sprawę, że moja siostra w swej niewinnej naiwności może być łatwą ofiarą dla takiego muła, który mimo wszystko wizualnie sprawiał wrażenie grzecznego, atrakcyjnego młodzieńca.

    – To twoja siora? – spytał mnie jeden z kolegów, wytężając wzrok skierowany w to samo miejsce, co mój. – Fajna całkiem…

    Jeszcze bardziej mnie to wkurzyło, ale nic nie odpowiedziałem. Przyglądałem się, jak Radosław rozsiada się koło Karoliny, która wyglądała na całkiem z tego zadowoloną. Zostawiłem ją samą, to miałem za swoje. Znalazła sobie inne towarzystwo. Piłem dalej z kolegami, co rusz jednak zerkając w stronę siostry, by się upewnić, czy nie muszę zareagować. Po niedługiej rozmowie Radosławowi udało się namówić Karolinę na taniec. Dzięki skocznej muzyczce nie tańczyli jednak razem, tylko koło siebie, każde własnym rytmem, toteż póki co nie musiałem im przerywać. Karolina szybko się rozkręciła i szalała, skacząc tanecznie bez wytchnienia po pokoju. Najwyraźniej zdążyła już sporo wypić, bo na trzeźwo była zazwyczaj bardziej powściągliwa i nie dałaby się tak ponieść muzyce.

     

    Przez długi czas nic się nie zmieniało – oprócz tego, że Kipek co chwilę wyruszał na parkiet, by także pogibać się z jakimiś dziewczynami, po czym wracał, pił, i znowu szedł tańczyć. W końcu pokój się trochę przerzedził, bo niektórzy musieli już wracać do domu, inni czuli się zmęczeni. Przy naszym stoliku atmosfera także zrobiła się senna – przez większość czasu nikt nic nie mówił, wszyscy tylko patrzyli tępo przed siebie, rozbudzając się na chwilę w czasie picia kolejek. Ja też czułem się znużony, w związku z czym już jakiś czas temu przystopowałem z piciem, żeby nie paść za szybko, bo przecież ktoś musiał pilnować Karoliny – tym bardziej, że Radosław poczynał sobie z nią coraz śmielej. Znowu usiedli razem na kanapie, on gładził ją po udach, a ona mu na to pozwalała. Złościło mnie, że taki cep może sobie obłapiać moją siostrę, a ja nie. Miałem coraz większą ochotę w końcu coś z tym zrobić. Kiedy Radosław przybliżył twarz do jej twarzy jakby chciał ją pocałować, aż mną wzdrygnęło. Zerwałem się z miejsca, zatoczyłem się i popatrzyłem na kolegów. Wszyscy przyglądali się romantycznej scence odgrywającej się na kanapie, choć większość – z powodu silnej nietrzeźwości – bez większego zainteresowania. Pociągnąłem Marka za ramię i powiedziałem twardo:

    – Chodź, Maru, polejemy trochę z Radomira.

    Marek – dzięki swej masywnej posturze najtrzeźwiejszy z całej ferajny – bez słowa wstał i ruszył za mną, wyraźnie zadowolony, że zaczyna się coś dziać. Z nami poszedł także Kipek, który z trudem utrzymywał równowagę i chichotał pod nosem tak, jakby już wydarzyło się coś śmiesznego. Pozostali obserwowali nas sennie. Idąc rozejrzałem się i zdałem sobie sprawę, że oprócz moich kolegów, Karoliny, Radosława i jakiegoś zaprutego w trzy dupy typka śpiącego pod ścianą, w pokoju nie ma już nikogo.

     

    – Co jest, Radomir? – spytałem, stając koło kanapy i przerywając romantyczną chwilę. – Łapa cię świerzbi?

    Jego sunąca po udzie Karoliny ręka zatrzymała się, a on spojrzał na mnie, uśmiechnął się dumnie i mrugnął okiem, jakby chciał przekazać wiadomość typu „Zobaczcie, chłopaki, jaką fajną laskę sobie poderwałem”. Karolina jednak także to zauważyła, cofnęła głowę i przyjrzała mu się dość pogardliwie, niedowierzając, że naprawdę zrobił taki głupawy gest, w dodatku w ogóle tego przed nią nie ukrywając. Następnie popatrzyła w naszą stronę, trochę zawiedziona, że ktoś im przeszkadza.

    – Nie Radomir, tylko Radek. To dwa różne imiona – odparł przemądrzałym głosem Radosław, chyba myśląc, że zabłysnął udzielając mi tej informacji.

    – Pokaż, Radomir, o ile ci buła urosła – powiedział lekceważąco Marek, nie zwracając uwagi na jego pouczenie.

    Wyraz twarzy Radosława stał się rozanielony. Z dumą zabrał rękę z uda Karoliny, uniósł ją i napiął mięsień, wyraźnie szczęśliwy, że ma pretekst, by przy dziewczynie pochwalić się swą muskulaturą. Roześmialiśmy się gromko, bo malujące się na jego twarzy zadowolenie z własnego umięśnienia było po prostu zabawne. To jego samouwielbienie i ciągła chęć chwalenia się za wszelką cenę były tak żałosne, że aż śmieszne. Przez jakiś czas więc dawaliśmy mu możliwość popisania się, prosząc go o demonstrowanie swej tężyzny i wypytując go o osiągnięcia na siłowni. Opowiadał dumnie i z zaangażowaniem, jakich to on ciężarów nie jest w stanie udźwignąć i jak wiele razy, zerkając przy tym ukradkowo na Karolinę. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że jest pośmiewiskiem, a my aż zwijaliśmy się z rozbawienia. Karolina zaś siedziała bez słowa, coraz bardziej zażenowana pychą swojego nowego przyjaciela oraz naszą głupawą wesołością. Udało nam się nawet namówić Radosława, by pokazał, jak robi pompki.

    – Umiem pompki nawet na pięściach – rzekł takim tonem, jakby myślał, że wszyscy zaraz padniemy z wrażenia, i zabrał się do demonstracji.

    Kipek nie wytrzymał i rzeczywiście padł obok pompującego Radosława.

    – Posikam się, posikam się przez niego – płakał ze śmiechu, tarzając się na podłodze. – Co za pajac… Ja pierdolę, co za idiota…

    Wtedy Radosław poczuł się urażony. Zaprzestał robienia pompek i stanął nad Kipkiem.

    – Wpierdol?! Wpierdol?! – krzyczał ze złością. – Sam jesteś idiota! Zważaj sobie!

    Kipek zaczął zaśmiewać się jeszcze bardziej.

    – Wstawaj, to ci wyjebię! – zachęcił go zabawnie Radosław, tupiąc nogą.

    – Spokój, Radomir, bo sobie krzywdę zrobisz – powiedział Marek, chwytając Radosława za ramię i patrząc na niego groźnie z góry.

    Radosław od razu się skulił i spotulniał. Nie poważyłby się na bójkę z Markiem, bo jego zadbana twarz najprawdopodobniej zostałaby wtedy poważnie oszpecona. Swoją muskulaturę wykorzystywał tylko do podnoszenia ciężarów na siłowni i do popisywania się nią, ale w żadnej bijatyce chyba nigdy nie brał udziału, a już na pewno nie z kimś ewidentnie silniejszym od siebie.

    – Słyszałem, Radomir, że musisz już iść – rzekł rozkazująco Marek.

    Radosław patrzył na niego tępo, nie rozumiejąc, o co mu chodzi.

    – Właśnie, wypierdalaj stąd, baranie! – przetłumaczył mu Kipek, podnosząc się z podłogi i przecierając łzy rozbawienia.. – Nikt cię tu przecież nie zapraszał!

    Radosław nie wiedział, jak się zachować i zrobił się czerwony ze wstydu. Został niekulturalnie wyproszony i nie mógł się przeciwstawić. Jego duma poważnie ucierpiała. Marek świdrował go nieznoszącym sprzeciwu wzrokiem. Radosław wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać, aż w końcu się poddał.

    – Muszę już iść – bąknął do Karoliny, spuszczając głowę i odwracając się.

    Ruszył czym prędzej w stronę wyjścia, z zawstydzenia chcąc chyba jak najszybciej zniknąć wszystkim z oczu.

    – Czekaj! – krzyknęła Karolina, wstając.

    Nie czekał, przyśpieszył jeszcze kroku.

    – Jak tak, to ja też idę! – parsknęła moja siostra, ruszając za nim.

    – Nie, ty zostajesz! – rozkazałem, chwytając ją w pasie i przyciskając do siebie.

    Zaczęła się szarpać, ocierając się pupą o mojego fiuta, który w mig przez to zesztywniał. Zaraz ją wypuściłem, bo Radosław i tak już zniknął za drzwiami. Po chwili niezdecydowania, mając do wyboru albo iść za nim w mrok nocy, albo zostać na miejscu, Karolina wybrała wygodniejszą z tych opcji i bez słowa siadła z powrotem na kanapie. Nie omieszkała jednak okazać swego niezadowolenia poprzez naburmuszenie twarzyczki i ostentacyjne skrzyżowanie ramion.

    – Głupki! – burknęła.

    – No dobra, mordki, ja już też będę zawijał – oświadczył Marek. – Już chyba po imprezie…

    – Zostań jeszcze – prosił Kipek. – Przecież mamy jeszcze wódkę.

    Marek poklepał go tylko po ramieniu, pożegnał się i opuścił dom. Ja natomiast siadłem koło obrażonej Karoliny i ukłułem ją palcem w żebro.

    – Ojejku, jaka zła – zażartowałem.

    – Daj mi spokój!

    – Ojojoj, ale jestem zła… Trzeba cię rozweselić – zacząłem łaskotać Karolinę po bokach, co od razu wymusiło u niej chichot.

    – Ale wkurzona na nas, trzeba ją rozruszać, dawaj Jano! – Kipek dołączył do mnie, siadając po drugiej stronie Karoliny i pomagając mi w łaskotaniu jej.

    – Ej no, przestańcie! – krzyczała, śmiejąc się i wierzgając nogami, aż podwinęła się jej spódniczka.

    – Wiem! Tu potrzeba wódki! – zauważył z euforią Kipek, po czym wstał i ruszył do stolika.

    Kiedy się jednak dorwał do flaszki, zapomniał z nią do nas wrócić, tylko rozsiadł się przy stole z resztą przysypiającej ekipy, nalał sobie kieliszek, wypił, znowu nalał i wypił, a po chwili położył głowę na własnym łokciu i także zasnął. Zostawszy więc sam na sam z siostrą, zanurkowałem w moją reklamówkę i wyjąłem z niej ostatnie dwa piwka. Resztę Karolina musiała wypić, kiedy siedziała tu sama. Widać nie próżnowała. Podałem jej jedno, sobie otworzyłem drugie.

    – Jesteś na mnie zła? – spytałem przepraszająco.

    Chwilę się zastanowiła i rzekła z wyrzutem:

    – Poznałam fajnego chłopaka, a wy go tak potraktowaliście…

    – Fajnego? – uniosłem brew.

    – No dobra, może i był trochę… dziwny – poddała się. – Ale przystojny… – dodała z łobuzerskim uśmieszkiem.

    – Chyba ci po prostu chłopa brakuje – zaśmiałem się, klepiąc ją przyjaźnie w udo.

    Jej uśmieszek stał się wstydliwy.

    – No co? – bąknęła, spuszczając wzrok. – Nie może?

    – Może, może – pogłaskałem ją po nodze, ciesząc się, że jakoś ją udobruchałem. – Ale nie mogłem przecież pozwolić, żeby moja siostra zadawała się akurat z takim zjebem – dodałem.

    – W sumie to masz rację – westchnęła. – Durny był, że masakra.

     

    Siedzieliśmy tak, już pogodzeni, i przez jakiś czas sobie żartowaliśmy, śmiejąc się z różnych głupot. Było nam całkiem wesoło, ale jak to zazwyczaj bywa, procenty – po przeminięciu radosnej ekstazy – zaczęły wywoływać senność. Oczy coraz bardziej kleiły się Karolinie, a jej głos stawał się niewyraźny. Ja także już od jakiegoś czasu czułem rosnącą ochotę, by wskoczyć do łóżka.

    – Dobra, ja idę w kimę – oznajmiłem w końcu, wstając. – Ty już też widzę zmęczona…

    – Taaak – ziewnęła, przeciągając się. – Też idę spaaać… – podkuliła nogi i zaczęła mościć się na kanapie.

    – To dobranoc.

    – Dobranoc.

    Podszedłem do stołu i klepnąłem w ramię śpiącego na blacie Kipka:

    – Zostawiłeś mi pokój? – spytałem. – Ja już idę kimać.

    – Taaa – odparł po chwili, podnosząc powoli głowę, ziewając i trzęsąc się z zimna. – O kurwa, zasnąłem – zorientował się – Już po imprezie… Ja też idę do siebie do wyra, nie będę przecież spał na stole… – zatarł ręce, podniósł się i ruszył lunatycznym krokiem w stronę schodów, rzucając jeszcze przez ramię: – Klucze w łazience, jak zwykle.

     

    Zaletą imprez u Kipka było to, że dla najlepszych kumpli zostawiał zawsze pozamykane pokoje na piętrze, żebyśmy nie musieli martwić się miejscówką do spania ani kimać na podłodze jak niektórzy. Pokój z wygodnym wyrem to było to, czego teraz najbardziej potrzebowałem.

     

    Kipek zaraz zniknął na schodach, a ja spojrzałem jeszcze w stronę kanapy, na której spała Karolina. Postanowiłem ją przykryć, żeby nikt nie miał możliwości podziwiania dziewczęcych wdzięków wyłaniających się spod króciutkiej sukieneczki. Znalazłem jakiś koc i narzuciłem na jej ciało. Podniosła wtedy nagle głowę i przyjrzała mi się szeroko otwartymi oczyma.

    – Myślałem, że już zasnęłaś. Nie chciałem, żebyś zmarzła w nocy – usprawiedliwiłem się.

    – Nie zasnęłam – westchnęła. – I chyba nie zasnę. Za malutka jest ta kanapa… Jeju, jak tu niewygodnie – zajęczała, wiercąc nogami pod kocem.

    – No dobra, to na razie – Już chciałem sobie iść, ale świdrowała mnie przenikliwym spojrzeniem.

    – A ty gdzie będziesz spał? – spytała oskarżycielsko.

    – Ja mam tu swoją miejscówkę – przyznałem się. – Kipek zajął mi pokój na górze.

    Oczy rozszerzyły się jej radośnie, a na twarz wypełzł uśmiech.

    – I dopiero teraz mi mówisz? – ucieszyła się, zrzucając koc i wstając bezzwłocznie. – Proszę bardzo, możesz się tu kłaść – wskazała na kanapę. – A ja zajmuję tą twoją miejscówkę na górze.

    – Pfff… – parsknąłem. – Chyba cię pogięło. Ja tam śpię.

    – No dobra, niech będzie… Chyba się zmieścimy razem? Na pewno będzie lepiej, niż tutaj.

    – Ze mną chcesz spać? – spytałem, patrząc głupio na jej zadartą sukienkę.

    Chyba dziwnie to zabrzmiało. Karolina roześmiała się.

    – Haha, tak, chcę się z tobą przespać – zażartowała, szturchając mnie porozumiewawczo łokciem.

    Nic nie odpowiedziałem. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę drzwi.

    – No chodź brat, pokaż gdzie ten pokój, prześpimy się razem, hahaha – dowcipkowała.

    Kiedy stanęliśmy przy schodach, w odpowiedzi na głupie żarty Karoliny, klepnąłem ją w tyłek i powiedziałem:

    – No dobra, siostra, prześpię się z tobą.

    Wciąż się śmiejąc, pobiegła na górę, a ja wolno ruszyłem za nią. Na górze wszedłem do łazienki, a ona za mną. Otworzyłem szafkę i zacząłem w niej szukać kluczyka od naszego pokoju.

    – No idź sobie, bo muszę siknąć – ponagliła mnie Karolina.

    Znalazłem klucz i wyszedłem.

     

    Otworzyłem pokój, wszedłem i pościeliłem na szybko łóżko. Po chwili, załatwiwszy swoje sprawy w toalecie, przyszła Karolina.

    – Ooo, to rozumiem! – ucieszyła się, rzucając się na tapczan i podskakując na nim kilka razy.

    Nasze łóżko było nawet spore i rzeczywiście zachęcające.

    – Ta… – westchnąłem. – Ale mamy tylko jedną kołdrę… – udawałem, że wcale się z tego nie cieszę, chociaż podniecała mnie ta myśl.

    Karolina, nie przejmując się przymusem dzielenia ze mną pierzyny, rozsiadła się na brzegu i zaczęła zdejmować buty, a ja udałem się za potrzebą do toalety.

     

    Jak wróciłem siedziała już boso i wygiętymi do tyłu rękami majstrowała coś przy zameczku od sukienki, który znajdował się na plecach. Ramiączka jej kiecki były już zsunięte z ramion i wisiały luźno.

    – Nie mogę rozpiąć tego cholernego zamka! – powiedziała ze złością. – No pomóż mi no, bo zaraz mnie szlag z tym trafi!

    Wgramoliłem się na łóżko i siadłem za nią, biorąc ją między swoje nogi i bezceremonialnie przylegając kroczem do jej tyłka.

    – No tak – westchnąłem. – Skoro mamy się razem „przespać”, to muszę cię najpierw rozebrać…

    – Haha, no właśnie! – roześmiała się, a po chwili dodała rzeczowo: – Nie no, nie będę przecież spała w tej sukience, bo się pogniecie, a poza tym jest taka sztywna i niewygodna…

    Upięte w kok włosy odsłaniały całą szyję Karoliny, która emanowała bardzo przyjemną mieszanką zapachu młodej, dziewczęcej skóry oraz perfum. Wcale więc nie śpieszyło mi się z wykonaniem mego zadania – tym bardziej, że jej dupcia wprawiała mojego chuja w bardzo przyjemne mrowienie.

    – Och, jejku… – westchnęła Karolina, czekając, aż uporam się z jej zamkiem. – Ależ mnie nogi bolą od tego tańcowania… – zaczęła nacierać rozczapierzonymi dłońmi swe zmęczone uda.

    – No widzisz? To przez tego debila Radosława!

     

    Niedługo rozpiąłem zamek.

    – Już – oznajmiłem.

    – Dzięki – odparła Karolina i wstała, odrywając pupę od mojego fiuta, który i tak zdążył już od tego zetknięcia zesztywnieć.

    Stojąc tyłem do mnie, złapała za zwisające ramiączka sukienki i zaczęła ciągnąć je do góry, unosząc całą kieckę. Gapiłem się jak urzeczony, siedząc z rozdziawioną gębą, kiedy spod podnoszącej się spódniczki wyłaniało się coraz więcej ud, po czym na wierzch wyszły kuse, różowe majtki, wrzynające się między pośladki. Tyłek świecił jej się dzięki pokrywającym go rajstopom, które odbijały światło lampy. Plecki, pasek stanika, szyja – i sukienka została całkiem sprawnie zdjęta przez głowę. Karolina złożyła ją i ułożyła starannie na fotelu, po czym wróciła w samej bieliźnie do łóżka i zwinnie wskoczyła pod kołdrę, podciągając ją pod samą szyję.

    – Mmm… – przeciągnęła się jak kotek. – Spaaa–aaać… – ziewnęła.

    – A rajstop nie ściągasz? – spytałem ze zdziwieniem.

    – Coś ty, żeby mi nogi zmarzły? – odparła. – Jak będzie za gorąco w nocy to je zrzucę, ale na razie wydaje się być chłodno…

    – Aha – kiwnąłem głupio głową, zgadzając się z tą logiką.

    Zamknęła oczy i obróciła się na bok, tyłem do mnie. Wstałem wtedy i również się rozebrałem, sycąc się myślą, że zaraz oboje z siostrą znajdziemy się na wpół nadzy pod jedną kołdrą.

     

    Po chwili leżałem koło niej w samych bokserkach – zazwyczaj luźnych, ale teraz opinających mnie tak ciasno, że było to aż niewygodne. Zapomniałem wyłączyć światło, ale nie wstawałem już, żeby to zrobić. Pomyślałem sobie, że nawet lepiej jak zostanie włączone – może jak Karolina zaśnie, to uda mi się ją jakoś niby przypadkowo rozkryć i będę mógł wtedy sobie pooglądać jej ciałko. Mi samemu w ogóle już odechciało się spać. Włożyłem rękę w bokserki i zacząłem masować się po ubolewającym nad moją bezczynnością przyrodzeniu. Po chwili Karolina westchnęła sennie i poruszyła się pod kołdrą, zmieniając odrobinę pozycję. Widziałem na pościeli zarys jej ciała – leżała lekko wypięta do mnie dupką. Co chwilę poruszała nogami, jakby nie mogła znaleźć dla nich dogodnej pozycji. Przybliżyłem się do niej i obróciłem w jej stronę.

    – To mówisz, że przez tego głupiego Radomira bolą cię nogi? – zagadnąłem.

    – Daj spokój – westchnęła. – Chyba jutro będę miała zakwasy…

    – To tępy chuj… – wycedziłem z oburzeniem.

    – Przestań, to nie jego wina. Chciałam sobie potańczyć i cieszę się, że miałam okazję. Po prostu ostatnio całe dnie przesiadywałam na kanapie i nic nie robiłam, aż mi się mięśnie zastały… – rozgadała się, a ja podczas jej wywodu położyłem niepewnie dłoń na jej udzie, które drgnęło lekko pod moim dotykiem. – Dobrze, że trochę poskakałam, przynajmniej się rozruszałam – kontynuowała. – Przyda mi się odrobina ruchu – zaśmiała się. – Bo inaczej zrobię się tłusta.

    – To ci nie grozi – wyszeptałem czule, nieco mocniej przyciskając dłoń do jej uda i głaszcząc je delikatnie. – Jesteś taka szczuplutka…

    – Ehe, do czasu – odparła. – Chyba, że zmienię tryb życia.

    – Sylwetka modelki… – mówiłem z rozmarzeniem. – Masz takie chudziutkie nóżki, że modelki to by ci mogły tylko pozazdrościć – dodałem, pieszcząc jej udo coraz namiętniej i tym stwierdzeniem jakby usprawiedliwiając swój dotyk.

    – Przestań – odparła sceptycznie. – Bo jeszcze uwierzę…

    Drugą ręką zsunąłem sobie bokserki i pod kołdrą ściskałem penisa. Czułem, że zaraz wypluję z niego całe podniecenie. Dotyk tych jej gładkich rajstop, na ciepłym, miękkim udzie, z każdą chwilą przybliżał mnie do szczytu. Nie chcąc jednak zachlapać siostrze pupy, wypuściłem fiuta i przeniosłem tą rękę także na Karolinę. Złapałem ją obiema dłońmi w górnej części uda, pod samym krokiem, oplatając palcami szczupłą nogę w niemal całym obwodzie.

    – Popatrz, obejmę twoją nogę oburącz – powiedziałem.

    Jej udo nie było jednak aż tak chude, żeby udało mi się złączyć oplatające je palce, choć próbując to zrobić, ścisnąłem je naprawdę mocno.

    – Aha, widzisz? – spytała kpiąco. – Wcale nie taka chuda. Dobra, weź mnie tak nie ściskaj, bo jeszcze gorsze zakwasy będę miała…

    – To co, może chcesz masaż? – spytałem niby zrezygnowany, udając, że wymasowanie jej nóg miałoby być dla mnie tylko przykrym, braterskim obowiązkiem.

    – E tam. Co to da?

    – No nie wiem, może mniej cię będą boleć? Jak chcesz, to mogę ci zrobić… – suwałem mocno dłonią po jej nodze, jakbym chciał jej w ten sposób pomóc.

    – Nieee – ziewnęła. – spać mi się chce.

    – Jak chcesz – zabrałem rękę – Ale możesz iść spać, a ja cię wymasuję jak będziesz usypiać… – zaproponowałem i od razu zawstydziłem się swego uporu. – Oczywiście jeśli chcesz, bo jak nie to nie – dorzuciłem zatem. – Ale pamiętaj, że o takie ładne nogi trzeba dbać… – nie mogłem się powstrzymać.

    – Ale ty dzisiaj dla mnie miły – skomentowała. – Żebyś ty taki uczynny na co dzień był, a nie tylko po pijaku… No dobra, jak byłbyś taki dobry… – szybkim ruchem odrzuciła kołdrę na bok i ułożyła się tyłkiem do góry. – To tutaj mnie najbardziej boli – wskazała na część swoich ud znajdującą się bezpośrednio pod pośladkami. – Może rzeczywiście to coś pomoże.

    – Zobaczysz, jutro mi będziesz dziękować.

    – Tylko żebyś mi potem nie wypominał, że nadużywam twojej uprzejmości – zastrzegła. – Od święta zgrywa takiego troskliwego braciszka, a potem będzie się wymądrzał jaki to on dla mnie dobry, hehe – zażartowała.

    Rozsiadłem się okrakiem na jej łydkach, zatarłem ręce i położyłem je w połowie ud siostry. Przygniotłem je mocno i zacząłem powoli sunąć dłońmi w stronę pupy, całą powierzchnię rąk przyciskając do jej nóg, żeby masaż był jak najskuteczniejszy. „I niech ktoś mi teraz powie, że nie jest fajnie mieć siostrę” – pomyślałem. Dotarłem w mięciutkie miejsce pod pośladkami i tam zacząłem intensywnie pieścić Karolinę, suwając palcami, ugniatając i delikatnie podszczypując.

    – Tutaj? – spytałem troskliwie.

    – Mhmmm… – zamruczała sennie, układając głowę na splecionych pod nią dłoniach.

     

    – I co, fajnie? – zapytałem po chwili masażu.

    – Mmm, taaak… Weź jeszcze tutaj – rozchyliła trochę nogi, wyciągnęła rękę spod głowy i pogładziła się nią po wewnętrznej stronie uda, napinając w tym miejscu swój przeciążony mięsień.

    Przesunąłem tam dłoń i czule pieściłem palcami.

    – Ooochhh… – westchnęła. – Chyba naprawdę to coś da…

    Moje ręce co rusz znajdowały się na tyle blisko pachwin siostry, że czułem gorąco bijące od jej krocza. Masowałem i ściskałem jej nogę, a przy każdym uszczypnięciu w moich palcach zostawał materiał rajstop, które z racji szczupłości Karoliny, opinały jej nogę w tamtym miejscu dość luźno. Odciągałem wtedy nylon od jej ciała, po czym wypuszczałem go i patrzyłem, jak strzela w udo. Ona prawdopodobnie myślała, że jest to spowodowane moją nieporadnością i brakiem odpowiednich kwalifikacji w sztuce masażu, a dla mnie było to po prostu w jakiś dziwny sposób cholernie podniecające.

     

    Spojrzałem na swoje bokserki i zauważyłem, że główka mojego wyprężonego kutasa wysunęła się spod ich gumki i łypie na mnie groźnie swym jednym okiem. Gdyby Karolina odwróciła się teraz nagle, zobaczyłaby moje przyrodzenie… O dziwo, zamiast zaniepokoić się tą myślą, podnieciłem się nią jeszcze bardziej. Wypuściłem nogę siostry i przeniosłem ręce na drugą.

    – O tak, jeszcze tu jakbyś mógł… – zamruczała. – O właśnie, dobrze, właśnie tu… Ale masz wyczucie…

     

    Długo się zastanawiałem, czy takie zakończenie masażu nie będzie zbyt śmiałe, ale w końcu nie wytrzymałem – pochyliłem się i pocałowałem ją w udo.

    – No dobrze, dobrze, aż tak nie musisz… – wybąkała wtedy zawstydzona.

    Mimo tego ucałowałem także drugą nogę, jakbym chciał tym pocałunkiem w pełni ją zregenerować.

    – Aha, no, buziaczek na pewno mi pomoże, hihi – udawała rozbawienie, nieudolnie próbując ukryć pod nim zmieszanie.

    – Koniec – rzekłem uroczyście, klaszcząc w dłonie jak człowiek zadowolony z faktu, że wykonał kawał dobrej roboty.

    – Dzięki – mruknęła, przekręciła głowę i powoli odpływała w sen.

     

    Siedziałem koło niej i przyglądałem się głupio jej dupce, kiedy usypiała. Masaż wprawdzie już się skończył, ale ja ciągle byłem napalony i zaraz zechciało mi się dalej dotykać Karoliny. Moje ręce znowu powędrowały na jej nogi. Delikatnie głaskałem uda opuszkami palców, łudząc się, że zasnęła już tak mocno, iż tego nie poczuje. Niedługo jednak się wybudziła i wyszeptała sennie: „No nie gilgaj mnie…”, po czym zachichrała się cicho, nie otwierając oczu. Wobec tego zwolniłem ruch palca i powoli gładziłem nim wewnętrzną stronę uda. Drugą rękę natomiast ułożyłem na jej plecach i masowałem je lekko.

     

    Kiedy palec głaszczący nogę siostry znalazł się jakiś centymetr od jej krocza, na twarzy dziewczyny pojawił się dziwny, niekontrolowany uśmieszek.

    – Dobrze ci? – spytałem.

    – Mhmmm… – westchnęła, jakby zatopiona w początkowej fazie snu.

    Również się uśmiechnąłem i przejechałem leciutko palcem wzdłuż pachwinki Karoliny, ledwie muskając jej rajstopy. Biodra dziewczyny drgnęły, a uśmieszek na twarzy poszerzył się, po czym Karolina otworzyła sennie oczy. Mój palec zdążył już zawrócić i wędrował teraz powoli w dół uda.

    – No przestań mnie gilgać – zaśmiała się. – Nie dajesz mi spać…

    Zjechałem na łydkę, a palca drugiej ręki wsunąłem niewinnie pod pasek stanika i przesunąłem dłoń w bok, gładząc jej plecy pod materiałem.

    – Co ty mnie tak masujesz ciągle? – spytała nieco zdziwiona.

    – Masz miłą w dotyku skórę…

    Zrobiła zdezorientowaną minę, a ja wysunąłem rękę spod stanika i zjechałem nią do pupy, zanurzając kciuka pod gumką rajstop.

    – No przestań… – zaprotestowała niepewnie, chichocząc nerwowo.

    Kciuk wsunął się odrobinę dalej i jego czubek wśliznął się pod gumkę majtek. Poczułem kość ogonową Karoliny. Palcem drugiej ręki dobrnąłem w tym czasie do stopy i zacząłem ją łaskotać, co skutecznie odwróciło uwagę dziewczyny od jej majtek. Powściągliwy, sztuczny chichot mojej siostry, przeszedł płynnie w szczery i radosny śmiech, kiedy zaczęła wierzgać nogami, próbując uwolnić się od mojego łaskotania. W wyniku jej poruszania się, mój kciuk znalazł się jeszcze głębiej w majtkach i poczułem otulające go pośladki. Wiercąca się pupa Karoliny wyglądała tak nęcąco, że po prostu straciłem nad sobą panowanie. Nie mogłem się powstrzymać – władowałem się na siostrę i położyłem się na niej, tak, że moje przyrodzenie znalazło się centralnie na odstającym tyłeczku.

    – Co ty robisz? – spytała, wciąż się chichrając.

    Dotarło do mnie, że zrobiłem coś niestosownego, i poczułem się głupio. W celu usprawiedliwienia się, postanowiłem wykorzystać dobry humor swojej siostry i obrócić to w żart.

    – Mieliśmy się razem „przespać”, hehe… Zapomniałaś? – próbowałem udawać rozbawionego.

    – Hahaha, no tak! To dawaj – Niespodziewanie zaniosła się jeszcze donośniejszym śmiechem, nieco unosząc dupkę i tym samym napierając nią mocniej na moją męskość.

    Zakręciło mi się w głowie z przyjemności. Złapałem siostrę za biodra i leżąc wciąż na niej, silnie przycisnąłem do siebie nadstawiony mi tyłeczek. Poruszyłem miednicą w górę i w dół, rozkoszne mrowienie rozeszło się od kutasa po moich udach i brzuchu. Jęknąłem mimowolnie. Karolina pomyślała chyba, że zajęczałem jedynie dla żartu, żeby lepiej się wczuć w odgrywaną rolę kochanka, i sama również jęknęła, całkiem sprawnie naśladując sztuczne dźwięki wydawane przez dziwki z pornosów. Uniosłem tułów, podparłem się na łokciach i zacząłem rytmicznie ocierać się gaciami o jej tyłek, sapiąc przy tym ciężko.

    – Ummm – mruknęła nagle Karolina, a jej głos przywrócił mnie do rzeczywistości. – To co, może bzykniesz mnie na pieska? Hihi.

    Uniosła wysoko tyłeczek, wypychając nim w górę moją miednicę. Ustawiła się pode mną na czworakach, przybierając pozycję rzeczywiście przypominającą psa. Uklęknąłem za nią i złapałem ją za boki. Moje krocze na chwilę oderwało się od siostrzanej dupci, w związku z czym zakręciła nią zalotnie, jak gdyby chcąc mnie tym do niej zwabić. Bezzwłocznie znowu przywarłem do tego zachęcającego tyłeczka i zacząłem się o niego namiętnie ocierać.

    – Tak – chrząknąłem w amoku. – Zróbmy to na pieska…

    Pojękiwaliśmy oboje co chwilę, tylko że ja cicho i mimowolnie, w wyniku przeszywających moje przyrodzenie skurczów rozkoszy, a ona wesoło i ze zbytnim zaangażowaniem, próbując mnie rozśmieszyć swym wczuwaniem się w rolę. Widać było, że dobrze się bawi tą sytuacją, podobnie zresztą jak ja, tylko że w inny sposób. Zsunąłem dłonie z jej bioder i jeździłem nimi po przedniej części siostrzanych ud. Przyglądałem się od góry jej majteczkom, zmysłowo przyciemnionym przez pokrywające je rajstopy. Uwypuklenie moich własnych gaci wciskało się pomiędzy pośladki Karoliny. Dobrnąłem ręką po udzie do jej łona i złapałem je. Potarłem siostrę namiętnie między nogami, środkowym palcem wyczułem pod materiałem jej szparkę. Znowu wtedy zamruczała.

    – Ooo… Ooo… – stękałem, udając uniesienie. – Dochodzę, zaraz dojdę…

    Musiałem utrzymywać pozory, że także jestem rozbawiony tą sytuacją i że dla mnie też są to tylko głupie wybryki między rodzeństwem. Karolina znowu się roześmiała, podniosła się szybko i naparła na mnie plecami oraz tyłkiem, tak mocno, że aż się przewróciłem.

     

    Leżałem na wznak, zdezorientowany jej nagłym atakiem, a ona momentalnie obróciła się i siadła okrakiem na moich majtkach, kładąc mi władczo dłoń na klacie. Poczułem fiutem ciepło bijące od jej krocza.

    – Teraz cię ujadę! – oznajmiła z wesołą władczością.

    – Przerwałaś mi orgazm… – postanowiłem także rzucić jakimś głupim żartem.

    – Bo to był stosunek przerywany… – odparowała i poruszyła kroczem, drażniąc cipką mego fiuta.

    Zacisnąłem powieki i jęknąłem przeciągle. Zaraz się opanowałem i zamknąłem drżące usta. Powoli otworzyłem oczy i zobaczyłem spuszczoną głowę siostry oraz malujące się na jej twarzy zakłopotanie. Pobiegłem za jej spojrzeniem i zrozumiałem, czemu zrobiło jej się głupio. Zerkała właśnie na nagą żołądź mojego fiuta, która znów wylazła niestosownie spod gumki bokserek i czerwieniła się, jakby ze wstydu, podeszła krwią od nacisku siostrzanej cipki. Momentalnie chwyciłem brzeg swoich gaci i pociągnąłem je w górę, żeby zakryć tego niesfornego ptaka. Karolina podniosła tyłek, aby umożliwić mi podciągnięcie majtek. Po mojej twarzy rozlała się fala gorąca, chyba ze wstydu zrobiłem się czerwony. Ona także się zarumieniła, a jej usta wykrzywiły się we wstydliwym uśmieszku. Zerkała ukradkowo na uwypuklenie moich gaci. Znowu opuściła tyłek, tym razem siadając troszkę niżej, na moich udach, i żeby rozluźnić atmosferę, zażartowała nieśmiało:

    – Widzę, że wczułeś się w tą zabawę całym sobą…

    Nie mając pojęcia, jak się zachować, roześmiałem się tylko sztucznie. Karolina nie mogła się powstrzymać od rzucania co chwilę krótkich spojrzeń na moje majtki i nie umiała ukryć zaciekawienia, jakie zaczęły w niej one nagle wzbudzać. Sytuacja była – co tu dużo mówić – po prostu żenująca. Żeby więc czym prędzej ją zakończyć, postanowiłem kontynuować naszą dotychczasową „zabawę”, z zamiarem odciągnięcia myśli Karoliny od tego, co widziała. Złapałem ją więc za ramiona i pchnąłem dość silnie, jednocześnie unosząc swoje biodra, a następnie cały tułów. Straciła równowagę i przewróciła się na plecy, ja zaś bezzwłocznie znalazłem się na niej. Nim zdążyła złączyć nogi, byłem już pomiędzy nimi. Nasze genitalia znów się złączyły.

    – A teraz ja na górze! – zarządziłem i zacząłem rytmicznie poruszać biodrami. – Ochhh… Ochhh… – wzdychałem, ponownie udając kochanka w stanie uniesienia.

    Karolinie nie było już jednak do śmiechu. Odkąd zdała sobie sprawę, jak naprawdę na mnie działa ta cała „zabawa”, jej wesoły nastrój ulotnił się.

    – Chodźmy już spać – wyszeptała niepewnie, kładąc dłonie na mojej klacie i odpychając mnie.

    Mnie także to nie bawiło, toteż przestałem udawać wesołość. Leżeliśmy tak więc i patrzyliśmy sobie poważnie w oczy, lecz moje biodra nie przestały się poruszać. Po Karolinie widać było, że nie wie za bardzo, co ma zrobić, a ja korzystałem z każdej chwili jej niezdecydowania. Czerpałem rozkosz z tarcia swoim członkiem o jej łono, robiłem to coraz intensywniej, aż w końcu zaśmiała się nerwowo:

    – Heh, no weź przestań, bo mi się naprawdę dobrze zrobi…

    Jej rączki jednak już mnie nie odpychały, lecz gładziły delikatnie po bokach.

    – Ciii – wyszeptałem, przybliżając twarz do jej twarzy.

    Przyglądała mi się z niepokojem, lecz trochę jakby oczekując na to, co zrobię. Bardzo powoli obniżyłem głowę, aż moje usta zetknęły się z jej wargami, które bezwiednie się rozchyliły. Już zacząłem przysysać się do siostry, kiedy nagle zamknęła buzię. Przyjrzałem się jej. Pokręciła głową, szepcząc: „Nie…”, lecz spojrzeniem jakby dawała mi do zrozumienia, żebym jej nie słuchał. Poczułem, że jej biodra także zaczęły nieznacznie falować w górę i w dół, a ręce zacisnęły się na moich pośladkach. Przyciągnęła mnie nimi do siebie. Obydwoje drżeliśmy i dyszeliśmy ciężko. Podpierałem się na łokciach, a moje dłonie znajdowały się koło jej twarzy. Zacząłem głaskać ją po policzku i gadać jakieś głupoty.

    – Przepraszam, że zepsułem ci randkę z Radosławem – mówiłem. – Ale masz teraz mnie zamiast niego…

    Przesunąłem ręce z jej twarzy na włosy i zacząłem majstrować przy upięciu koku.

    – Ty jesteś moim bratem… – rzekła słabym głosem, jakby podejmowała ostatnią, nikłą próbę niedopuszczenia do tego, co w głębi duszy i tak już postanowiła zrobić.

    To powiedziawszy, oplotła mnie w biodrach swoimi długimi nogami, zaciskając je na mnie z siłą pożądania dziewczyny od bardzo dawna samotnej. Zadrżałem z rozkoszy, która rozeszła się od fiuta po prawie całym moim ciele, niemalże z miejsca doprowadzając mnie do orgazmu, kiedy moje przyrodzenie zostało zduszone kroczem Karoliny. W tym momencie uporałem się z rozpięciem jej koku i złociste włosy rozsypały się po pościeli. Zaczęliśmy wymieniać się delikatnymi, nieśmiałymi pocałunkami. Wtedy miałem już pewność, że tej nocy, na tym łóżku, odbędzie się akt kazirodztwa…

     

    – Naprawdę chcesz to zrobić? – spytała Karolina poważnym i trochę strachliwym tonem, kiedy oderwałem się w końcu od jej ust.

    – Bardzo chcę – odparłem z równą powagą.

    Nasze biodra wciąż poruszały się rytmicznie, w coraz szybszym tempie.

    – Jeju, co my robimy… – wydyszała rozdygotana.

    Wcisnąłem rękę pomiędzy nasze narządy i zacząłem majstrować przy kroczu siostry. Jej rajstopy zdążyły już zwilgotnieć w tym miejscu. Ich część majteczkowa była wzmocniona, rozdarcie jej nie było łatwe, w związku z czym musiałem drugą dłonią pomóc sobie w sforsowaniu tej przeszkody. Niebawem w powietrzu rozniósł się charkot rozpruwanego materiału i moje palce wśliznęły się przez powstałą dziurkę pod nylon, by zetknąć się z jeszcze wilgotniejszymi i cieplejszymi majteczkami. Patrzyliśmy na siebie pożądliwie, pogrążając się w tajemnicy, która oplatała nas właśnie i łączyła ze sobą coraz mocniej. Poczułem, jak ręce siostry zsuwają bokserki z moich bioder. Nagi kutas wyskoczył i zetknął się z jej podbrzuszem. Jedną rękę wyjąłem spomiędzy naszych ciał, by podeprzeć się na łokciu. Siostra chwyciła mnie za dłoń. Nasze palce splotły się. Gładziłem czule kciukiem jej rączkę, a ona w ledwie wyczuwalny sposób odwzajemniała tą pieszczotę. Drugą dłoń oparła na mojej klacie i głaskała mnie lekko. Całkiem szybko pogodziła się z faktem, iż nieuchronnie wydarzy się między nami coś zakazanego, i jej mina straciła nieco na powadze, kiedy uśmiechnęła się do mnie nieznacznie. Odwzajemniłem uśmiech, ucałowałem ją w czoło i przesunąłem na bok jej majtki. Wierzchem dłoni poczułem miękkość łona. Jego gładkość uzmysłowiła mi, że wtedy w łazience u nas w domu, Karolina depilowała sobie chyba nie tylko nogi. Z pewnością jednak nie spodziewała się, że goli się w tym miejscu właśnie dla mnie… Za chwilę zetknąłem się z nią penisem, jego głowicą poczułem tą samą miękkość i ciepło. Serce łomotało mi jak szalone, a ja dyszałem obłąkańczo. Sama myśl, że stykam się właśnie chujem z obnażonym, najskrytszym punktem mojej siostry, po prostu mnie rozwalała. Kiedy pomyślałem sobie, że zaraz się w nią wsunę, aż zakręciło mi się w głowie. Żeby nie odlecieć za wcześnie, musiałem przestać o tym wszystkim myśleć i po prostu działać… Szybko uniosłem

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    JANO