Category: Uncategorized

  • Przypadek Michała cz.III

    ***

    Wrzesień pomału zbliżał się do końca. Za oknami coraz więcej było jesieni i zrobiło się znacznie chłodniej, choć słońce wciąż nie odpuszczało. Olena od dwóch tygodni była na Ukrainie.  
    Na wspomnienie chwil z koleżanką siostry, robiło mi się przyjemnie ciepło miedzy nogami. Jednak nic poza tym. Żadnym niepotrzebnych sentymentów. Jeszcze łatwiej przyszło mi odstawić do archiwum pamięci siostrę Martę. Zauważyłem, że gdy zmieniam nastawienie, nie napalam się, uwalniam głowę od erotycznych fantazji, kobiety, będące ich częścią zaczynają zachowywać się normalnie. Znika ich szaleństwo, opętanie moją osobą i seksem. Owszem, pewne emocje i sentyment pozostają, ale bardziej przypomina to normalność. Olena podczas pożegnania nie omieszkała szepnąć mi czegoś sprośnego do ucha, obiecując, że przy kolejnej wizycie w Polsce koniecznie mnie odwiedzi. Wziąłem jej słowa za dobrą monetę. Myślami byłem jednak już przy innej.

    Anita Grześkowiak uczyła od dwóch lat angielskiego w naszej szkole. Szczerze powiem był to dla mnie głupi pomysł, żeby tak młodą nauczycielkę pakować do gniazda niedojrzałych i tryskających hormonami nastolatków. Mało tego, że młodą, to jeszcze niebywale atrakcyjną. Pani Anita miała dwadzieścia dziewięć lat, ale zdarzało się, że nieznający ją ludzie brali ją za koleżankę uczennic, z którymi przebywała. Po prostu modelka. Tyle, że nie taka typu “wieszak” czyli skóra i kości, ale jak te, które reklamują bieliznę czy bikini. Chodzący ideał. Kwintesencja seksapilu. Dowodów było aż nadto. Zgrabne i wysportowane nogi, kształtna pupa oraz piękna linia bioder, które łagodnym łukiem przechodziły w wąską talię. Wszystko u ponętnej nauczycielki zdawało się być odpowiednich proporcji. Widok dekoltu anglistki, zawsze przyprawiał mnie o zawrót głowy. Twarzy pani Anicie mogła pozazdrościć niejedna aktorka czy modelka. Okalały ją długie, opadające na kark cudowne, lekko falujące kasztanowe włosy. Nie znałem się na tym, ale fantastycznie je układała i czesała. Niesfornie napuszone, tak w duchu je określałem. Natura naprawdę hojnie potraktowała młodą belferkę.
    Adoratorów nigdy przy niej nie brakowało, ale wszystkich skutecznie odprawiała. Ponoć winne była jakieś dawne uczucie, które zraziło ją na dłużej do amorów. Wśród męskiej części uczniów liceum tylko nieliczni, nie fantazjowali na temat pani Anity. Według mnie byli to potencjalni lub prawdziwi geje, ostatecznie erotyczne ciapy.  
    To o niej nieustannie myślałem, zastanawiając się, czy po wypadku posiadłem nadprzyrodzony dar.

    Stała się moją obsesją. Przy siostrze Marcie nie było mowy o czymś głębszym, bo zaskoczyło mnie to niemniej niż ją samą. Z Oleną natomiast miałem podejście naukowe. Choć była wspaniała, zaspokoiłem przy niej przede wszystkim ciekawość. Ukrainka była eksperymentem. Teraz – według mnie – przyszła pora na stuprocentową erotyczną obsesję. Od kiedy zacząłem myśleć o nauczycielce angielskiego jako następnej swojej zdobyczy wszystko nabrało innych barw. Byłem pewien, że jeśli Anita Grześkowiak ulegnie mi, nie będzie to jednorazowy czy krótkotrwały wybryk. Miałem wobec swojego największego erotycznego marzenia szerokie plany.  

    Jednak pomimo dwutygodniowego fantazjowania na temat pięknej belferki, nic nie działo się takiego, co wskazywałoby na jej zainteresowanie moją osobą. Zaczęło mnie to drażnić, bo odporna na mnie okazała się ta kobieta, na myśl o której dostawałem białej gorączki.  

    Był czwartek, dzień w którym pani Anita miała nam oddać pisemne prace, zadane w zeszłym tygodniu. Ja wykorzystałem to do napisania co czuję względem niej, a że angielskim posługiwałem się więcej niż dobrze wyszło mi super. Choć przyznaję, że musiałem bardzo hamować emocje, bo pisząc. przychodziły mi do głowy różne świństwa nie nadające się do druku.

    Lekcja angielskiego przebiegła spokojnie i dobiegała końca. Pozostało rozdanie pisemnych prac i ich ocena. Pani Grześkowiak jak zwykle wyglądała zjawiskowo. Kolejna rzecz, która bardzo mi się w niej podobała, że często chodziła w sukienkach czy spódniczkach. Gdy było ciepło, nawet dosyć krótkich, biorąc pod uwagę, że pracowała w szkole. Teraz tez miała na sobie spódniczkę sięgającą kolan i jasną bluzkę z szerokimi ramiączkami. Bluzę stanowiącą komplet ze spódniczką odwiesiła na oparcie krzesła.  
    Podziwiając ją w zamyśleniu nie zauważyłem, że zbliża się kolej na moją pracę.  

    – Rajczyk, słabo, dużo błędów, ale doceniam, że nie zerżnięte z netu, trzy plus. – Gdy wypowiedziała słowo “zerżnięte” wyobraźnia zaczęła mi świrować. – Strzelecka, u ciebie wręcz wzorowo, ale niestety znam ten tekst z internetu, więc… czwórka. No i pan Wanat… hmm, jest to najbardziej indywidualna praca ze wszystkich.  

    Nie jestem pewien czy to nie złudzenie, ale, gdy patrzyła mi w oczy, zmrużyła na chwilę, w taki niesamowity sposób. Kuszący, taki… ehh, jeśli chcesz coś bardzo zobaczyć, to wyobraźnia płata figle. Otrząsnąłem się z oparów erotycznych i wsłuchałem w jej słowa.  

    -… błędów nie ma, ale już przyzwyczaiłeś mnie do tego. Piątka, choć mogłaby być nawet szóstka, ale jak wiecie na to musi być coś ekstra. Gdyby był czas na to z chęcią bym wam przeczytała pracę Michała, ale niestety za chwilę dzwonek, a zostały jeszcze dwie oceny…

    Przeczytać moją pracę! Oszalała?! Życia bym nie miał w szkole. I nie byłby to mój największy problem, bo to co napisałem, w stu procentach nie powinien pisać uczeń do nauczycielki. Jeśli to miała być forma żartu, to nie czułem się rozbawiony. Z rozmyślań wyrwał mnie wrzask dzwonka na przerwę. Zanim jednak wyszedłem na korytarz, usłyszałem aksamitny głos pani Anity.  

    – Michał, jeśli mógłbyś poświęcić mi jeszcze chwilkę, Chciałam dowiedzieć się coś na temat twojej pracy.  

    – Oczywiście. – Zgodziłem. Adam sprzedał mi szybkiego kuksańca, wywracając przy tym oczami. Taka forma gratulacji i zazdrości w jednym. Serce zabiło mi szybciej. Czyżby, kurwa, czyżby?!  

    Anglistka sprawdziła, czy drzwi są dobrze domknięte i usiadła na swoim miejscu. Te kilka kroków w jedną i drugą stronę sprawiło, że dostałem wzwodu. Rany, ona nawet chodzi seksownie!  

    – Usiądź bliżej. Nie chcę, by ktoś niepotrzebnie usłyszał co chcę ci powiedzieć.  

    – Jasne. – Zaschło mi w gardle. Oczami wyobraźni widziałem belferkę rozciągniętą na biurku. Nagą i chętną.  

    – Domyślam się, że wolałbyś abym nie odczytywała twojej pracy w klasie. prawda? – spytała cicho, unosząc znacząco brwi.  

    – No raczej – odpowiedziałem. Ciśnienie uszło. To będzie jednak moralizatorski wykład.

    – Wiesz, że gdybym poszła z tym do dyrekcji miałbyś sporo kłopotów?

    -…

    – Mógłbyś nawet wylecieć ze szkoły. W ostatnim roku liceum, przed maturą. Możesz mi powiedzieć co ci strzeliło do głowy?

    – Przepraszam, ale opisałem po prostu co czuję i co by z tego ewentualnie mogło wyniknąć.

    – Ewentualnie, mówisz? – Głos pani Anity stał się niebezpiecznie głośny. Wyraźnie miała ochotę mnie opieprzyć, a ja myślałem tylko o jej zgrabnych nogach, które założyła jedną na drugą. – Posłuchaj chłopaku! Wiem, że szepczecie po kątach różne świństewka na mój temat. Pogodziłam się z tym, że banda pryszczatych gówniarzy musi dać upust buzującym hormonom, ale to… to jest coś zupełnie innego. Umówmy się, to jest twój ostatni taki wybryk.  

    – Dobrze, ok..  

    – Do końca roku szkolnego nie masz prawa nawet zerkać na mnie nieodpowiednio, bo pójdę z tym do dyrektorki i masz, mówiąc między nami… przesrane. Zrozumiałeś? – Nie widziałem jej nigdy tak zdenerwowanej.

    – Doskonale.

    – To wyjdź i nie pokazuj mi się na oczy. Najlepiej idź na zwolnienie na tydzień, a może dwa.  

    – Proszę pa…

    – Ani słowa. Sio.  

    Niemal wybiegłem z klasy. Byłem zawiedziony i zły. Strasznie dałem ciała! Byłem durniem wierząc w te bzdurne urojenia! Zrobiłem z siebie kretyna, a do tego mam przesrane u najfajniejszej nauczycielki! Ochłonąwszy z pierwszych emocji, zaskoczyłem, że nie przeprosiłem jej wcale. Musiałem to zrobić koniecznie. To może być okazja, by coś jeszcze wyjaśnić i odkręcić. Czasu miałem jeszcze trochę, przerwa miała trwać piętnaście minut. Dlaczego jednak nie wychodziła z klasy? Podszedłem bliżej drzwi i oparłem się o nie głową i tułowiem, udając, że przeglądam cos w telefonie. Miałem wrażenie, że coś słyszę, ale nie byłem pewien, bo odgłos był… sam nie wiem. Nagle olśniło mnie. Biegiem puściłem się korytarzem, by po chwili znaleźć się na zewnątrz szkoły. Okno klasy w której siedziała Grześkowiak znajdowało się w takim miejscu, że można było do niej zajrzeć. Do tego, całkiem bez konsekwencji, bo stojący w pobliżu kasztanowiec, bryła budynku i forma dachu tworzyły bezpieczne miejsce do obserwacji. Bez strachu, że ktoś cię nakryje.  

    Musiałem działać szybko. Sprzyjające okoliczność pojawiły się niemal natychmiast. niezauważony wdrapałem się na dach i zająłem stanowisko. Jeśli będę ostrożny ponętna belferka nawet się nie zorientuje, że ją podglądałem. Patrząc na nią nieco od tyłu, widziałem jednak fragment ślicznego profilu jej twarzy. Tym razem to nie on przykuł moją uwagę, ale ręce nauczycielki. W lewej trzymała jedną z prac uczniowskich. moment wystarczył bym zorientował się, że to moja. Podpisywałem swoje pisaniny w charakterystyczny sposób i widziałem go dokładnie. Dopiero rzut oka na prawą dłoń, sprawił, że omal nie zwaliłem się z dachu. Anglistka trzymała ją pod mocno podciągniętą spódniczką i charakterystycznie nią poruszała. Nie miałem wątpliwości, że sobie dogadza. Zresztą, gdybym nawet je miał, to odchylona lekko do tyłu głowa, mocno zaróżowione policzki i płytki oddech rozwiały by je kompletnie. Patrzyłem zafascynowany na ten spektakl. w jednej chwili dostałem potężnego wzwodu. Ręka pani Anity poruszała się coraz szybciej, po czym nagle zamarła pod spódniczką. Nauczycielka przygryzła dolną wargę, zamknęła oczy i westchnęła z ulgą. Kurwa, chyba miała orgazm, krzyczało wszystko we mnie.  

    Zanim udało mi się zejść z dachu, minęło spora chwila. Spóźniłem się na następną lekcję, ale nie żałowałem. Co więcej, byłem zadowolony. Wrócił mi dobry humor. Mój nieoczekiwany talent działał. Również na panią Anitę. Inaczej, ale działał. Być może była bardziej odporna na niego, może bardziej przyzwoita niż Olena i Marta? Nie wiedziałem tego, ale nabrałem pewności, że jeśli będę cierpliwy, ostatecznie spotka mnie słodka nagroda. Mój święty Gral.  

    Wracając do domu myślałem o tym, że czekanie na nią, będzie bardzo ekscytujące. Jak w tym powiedzeniu, cała zabawa jest w gonieniu królika. Oczywiście, miałem nadzieję na to, że ostatecznie króliczek zostanie złapany i skonsumowany.  
    Przez resztę dnia obmyślałem plan, jak się zabrać za panią Anitę. Zwiodła mnie, choć mur, który postawiła między nami nie był nie do zdobycia. Przekonała mnie o tym wizyta na szkolnym dachu. Im dłużej o tym myślałem zmieniał się mój stosunek do uwielbianej nauczycielki. Owszem, wciąż była dla mnie ideałem, ale moja fascynacja jej osobą zrobiła się mniej romantyczna. Nabrała ciemnych, groźnych barw. Zdawałem sobie sprawę, że to co zaszło między nami było poza jej kontrolą, ale w tej chwili chciałem utrzeć jej ślicznego nosa.  

    Po wieczór wiedziałem już od czego zacznę. Skoro nie mogę pochędożyć belferki, to może zrobię to z uczennicą. Jakoś przecież muszę zaspokajać rosnący seksualny apetyt. Ta o której myślałem miała pecha, być siostrzenicą pani Anity. Córką jej starszej siostry. Dlatego mój wybór padł na nią.  

    ***

    Przez kilka następnych dni spróbowałem zbliżyć się do siostrzenicy pani Grześkowiak. Trochę gry aktorskiej plus mój dar i pod tygodniu dziewczyna uznała, że mam poważne zamiary. Nie należała do rozchwytywanych, więc moje amory przyjęła jak mannę z nieba. Anastazja, a właściwie Nastka, jak na nią wszyscy mówili była rok ode mnie młodsza. Uchodziła za kujonkę, zresztą od niedawna ciotka pilotowała jej naukę na bieżąco. Była sympatyczną okularnicą, która na pierwszy rzut oka kojarzyła się z szarą myszką. Niepozorną i cichą. Odniosłem jednak wrażenie, że to pozory. Podobnie jak jej uroda. Gdyby ten koński ogon zamienić na odpowiednią fryzurę i ubrać ją bardziej wystrzałowo, dziewczyna stałaby się fajną laską. Zresztą ciotka była zjawiskowa, a matka też niczego sobie. Geny robią swoje.  

    W pierwszy weekend października zainaugurowano sezon domówek. Szczęśliwie ta impreza miała się odbyć u Marceliny, mojej seks przyjaciółki. Rówieśniczki z równoległej klasy. Dziewczyny, z którą utraciłem swoją niewinność. Jednej z dwóch panien, które miałem przed Martą i Oleną. No cóż, bożkiem seksu dopiero się przecież staje. Poza tym, jakkolwiek zabrzmi to banalnie, czasem ważniejsza jest jakość niż ilość. Z Marcelą jakość zawsze była wysoka. To ona nauczyła mnie wszystkiego. Rok temu nasza przyjaźń, na pół roku nabrała pikanterii. Ona potrzebowała pocieszenia po toksycznym związku, ja byłem otwarty na pierwsze doświadczenia. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, skąd siedemnastolatka posiadła takie umiejętności, ale te pół roku było wspaniałe. Marcelina to mądra dziewczyna. Gdy pozbyła się swojej traumy, przerwała to w taki sposób, że nic nawet nie poczułem. I nadal pozostaliśmy przyjaciółmi.  

    Teraz pierwsza domówka wypadła u niej. Nie dziwiło mnie to wcale, bo jej rodzice często bywali poza domem. Liczyłem na to, że i tym razem okaże się pomocna. Byłem gotów na wyzwanie pod tytułem – Anastazja.

    ***

    Trzy czwarte drogi na imprezę wysłuchiwałem paplaniny Nastki. Widać było, że jest podekscytowana. To była jej pierwsza taka przygoda. Te nieliczne spotkania z przyjaciółmi w których brała udział trudno było nawet nazwać imprezami. Od paru chwil milczała jednak, ściskając mi tylko rękę jakby chciała ją zmiażdżyć. Pomimo, że nieco zaszalała z ubiorem, wciąż miałem wrażenie, że prowadzę pensjonarkę na zjazd niegrzecznych panien. Grafitowa sukienka pomimo odsłoniętych ramion bardziej pasowała do biura niż na balangę. Ciemno blond włosy Anastazji wciąż upięte były w kucyk, odrobinę może tylko bardziej niesforny, pokręcony.  

    – Michał, ale obiecaj, że nie zdarzy się nic głupiego, dobrze? – Przerwała ciszę, gdy zbliżaliśmy się do ulicy Gwiaździstej, na której mieszkała Marcelina.

    – To znaczy…?

    – No wiesz, nie mieszkam na Marsie. – Uśmiechnęła się do mnie. – Wiem co dzieje się na takich imprezach, alkohol, prochy i… no sam wiesz dobrze.  

    Była tak słodka i niewinna, że zatrzymałem się na chwilę i ją pocałowałem. Szczerze, mocno wpijając się w chłodne usta. O dziwo, do tej pory wstrzemięźliwa raczej w czułościach dziewczyna, odpowiedziała z łapczywą pasją, angażując mocno język.  

    – Po pierwsze Marcelina nie lubi przeginania na jej imprezach. Wszystko w granicach rozsądku. Mocno tego pilnuje. – Wytłumaczyłem Anastazji, gdy skręciliśmy wreszcie w Gwiaździstą. – Po drugie, obiecuję ci, że będę pilnował zarówno siebie, jak i innych, żeby nie stała ci się krzywda.  

    – Kochany jesteś.- Podziękowała pocałunkiem w policzek.  

    – Staram się

    Dotarliśmy przed furtkę posesji państwa Mielcarz. Zadzwoniłem i zaraz w domofonie zadźwięczał znajomy głos Marceli oraz bzyczenie. Sezam otwierał się przed nami. W roziskrzonych oczach Nastki widziałem zapowiedź niezłej zabawy. Jakby na potwierdzenie moich nadziei, usłyszałem jak lekko zawstydzonym głosem szepcze mi do ucha.

    – Siebie pilnować nie musisz. – Aniołeczek zaczął pokazywać rogi.  

    Impreza trwała w najlepsze od dwóch godzin. Dom zdawał się pulsować od muzyki i nadmiaru decybeli. Alkohol był wszechobecny, choć przeważało głównie piwo. Gdzieniegdzie wyczuwałem słodką woń Marysi. Wielu gości miało już dość. Melanż zaskoczył ich przed czasem. Cóż, życie.  

    Ja czułem się jak ryba w wodzie. Lubiłem powyginać się przy muzyce, podobno byłem w tym niezły. Poza tym przez czas spędzony w szpitalu sporo mnie ominęło. Jak zawsze byłem daleko w tyle za innymi w ilości wypitego alkoholu. Byłem wręcz nieprzyzwoicie trzeźwy, wydoiłem ledwie szklaneczkę piwa. Nie lubiłem tracić kontroli, a dziś dodatkowo była przy mnie Anastazja.  
    Ona ledwie spróbowała chmielowego trunku, ale pasowało mi to bardzo. Nigdy nie rozumiałem, co fajnego jest w obracaniu pijanej panny. Mało stabilnej, średnio pachnącej i świadomej. Nie bez przyczyny wspominam o migdaleniu, bo Nastka z każdą minutą lepiła się do mnie coraz bardziej. Wyglądało na to, że doskonale się bawiła. Odkryła dziś w sobie tancerkę, piosenkarkę, ale przede wszystkim ogromne pokłady luzu.  
    Właśnie skończyliśmy tańczyć przy trzeciej z kolei wolnej, nastrojowej piosence. Wcześniej zaliczyliśmy sporą dawkę przytulania i obmacywania. Okazało się, że pod tymi niezbyt wystrzałowymi ciuszkami kryło się wiele przyjemnych niespodzianek, co udało mi wybadać, bez śladowego chociażby oporu za strony dziewczyny.  
    Piersi Anastazji były krągłe i jędrne, wielkości średniej pomarańczy. Mleczna skóra wysypana była bladymi pieprzykami, zadziwiała miękkością i przyjemnie pachniała. Pod fatałaszkami, która skrzętnie to ukrywały, udało mi się wymacać drobną pupę, talię i nieco szersze biodra. Figurą nie mogła Nastka dorównać ciotce Anicie, ale nie osłabiło to mojego apetytu.  

    – Pójdę na chwilę do toalety. – Moja nowa dziewczyna błysnęła uśmiechem. – Oko mi się rozmazało.  

    – Ok., ale szybko wracaj – Mrugnąłem do niej znacząco.  

    Gdy znikła za drzwiami łazienki, obok mnie pojawiła się Marcelina. Niewiele mieliśmy dzisiaj okazji do pogadania, więc chciała to chyba nadrobić.

    – Miśku, zdradzisz mi co robi ta panna z tobą? – Wyraźnie zainteresowała ją moja towarzyszka.  

    – Zasadniczo.. bawi się. – Wyjaśniłem lakonicznie.

    – Świetnie. A na poważnie, przecież ty nie jesteś typem imprezowicza, ale przy niej wypadasz na balangowicza do potęgi. – Marcelina była bystra. Niestety też dociekliwa. – Co się dzieje, Michał?

    – Gust może mi się zmienił. – Znaliśmy się. Jeszcze na kilka takich odpowiedzi mogłem sobie pozwolić. Bez przesady jednak.  

    – Misiek, lubię cię, może nawet kocham. Jak brata, dla jasności – stwierdziła organizatorka imprezy. – Wiem kiedy coś kombinujesz, a ta dziewczyna choć nie powinna mnie obchodzić wygląda na miłą…

    – I taka jest. Martwisz się o nią?

    – Trochę. Masz coś takiego w oczach, co mnie niepokoi i…

    – Daj spokój. Nic złego się nie dzieje – wyznałem. – Powiedz lepiej co u ciebie. Jak sprawy z Irkiem?

    – Nie ma spraw z Irkiem. Od dwóch miesięcy znów jestem wolna i świetnie się z tym czuję – Zaskoczyła mnie, ale wyglądało na to, że była rzeczywiście w świetnej formie. W skórze i czerni jej wysportowane, szczupłe ciało prezentowało się rewelacyjnie.  

    Kątem oka dostrzegłem wychodzącą z łazienki Anastazję. Chwyciłem w objęcia Marcelinę i zaczęliśmy podrygiwać.  

    – Jednak coś kombinujesz – mruknęła Marcela.  

    – Jasne. – Przyszedł mi do głowy szalony pomysł. – Słuchaj pomóż mi. Gdybyś była z facetem nie prosiłbym, ale skoro mam przed sobą wolną dziewczynę…

    – Chodzi o tą pannę, tak?

    – Muszę ją dziś zaliczyć, więc ją urabiam od kilku dni, pomyślałem, że wspomożesz kumpla. – szepnąłem przyjaciółce do ucha.  

    – Musisz?! Misiek, ty się bawisz w takie rzeczy!  

    – To jednorazowy wybryk i…

    – I co? Nagrodę dostaniesz?  

    – Marcela, to nie tak, ale…

    Urwałem w pół zdania, bo dołączyła do nas Anastazja.  

    – Hej, co za nagroda? – spytała od razu.

    – O tym później. Poznajcie się lepiej. – Szybko zmieniłem temat. – Nastka to Marcela, Marcela to Nastka.  

    – Trochę mi Michał o tobie opowiadał – przyznała się Anastazja. – Jest tobą zachwycony.  

    – W nim łatwo wzbudzić zachwyt, ale miło mi.- Marcelina uśmiechnęła się do mojej towarzyszki. Nad jej ramieniem skinęła na mnie, bym je zostawił.

    – Ok., to jak już mam w jednym miejscu dwie najfajniejsze dziewczyny, to zorganizuję jakiś piknik. Piwko, przekąski, te sprawy – Nagle stałem się nadaktywny.  

    Nastka spojrzała na mnie trochę niepewnie, ale rozwiałem jej obawy.  

    – Zostawiam cię w najlepszych rękach.

    Znalezienie czegoś do picia i przegryzienia to nie była misja niewykonalna. W istocie zajęła by mi parę chwil. Marcelina potrzebowała jednak trochę czasu, jeśli dobrze zrozumiałem jej znaki. Szybko zdobyłem prowiant i zaszyłem się w kącie, by móc obserwować dziewczyny. Patrzenie jak Marcelina radzi sobie z Anastazją to była sama przyjemność. Wystarczyła chwila, a Nastka patrzyła w nią jak w obrazek. Śmiały sie, żartowały, ale co pewien czas Marcelina zdobywała się na jakiś odważniejszy ruch. Tu jakiś dotyk, tam muśnięcie, pogładzenie i niewinny całus w policzek. Jeszcze chwila i powinienem do nich dołączyć. Tymczasem moja towarzyszka topiła się niczym masło w słowach i gestach Marceli.  

    – No jestem – zakomunikowałem z dumą trzymając to co udało mi się zdobyć.  

    – Długo ci się zeszło. – Zauważyła Nastka. Jednak nie była zawiedziona. Minuty spędzone z Marceliną nie pozwoliły jej na zastanawianie się nad moim zniknięciem.  

    – Musiałem o to walczyć – Roześmiałem się.  

    – Chodźcie pogadać w spokojniejsze miejsce. – Zaproponowała Marcelina.

    Poszliśmy za nią na górę. Jednym z zajęć ojca Marceliny było pisanie dla kilku gazet. W domu miał mały gabinet, świątynię, w której pracował. Znajdował się na poddaszu i prowadziły do niego osobne schody. Do nich dziś nikt nie miał dostępu, ale Marceli to nie dotyczyła. Była domowniczką. Dwa obroty kluczem i byliśmy poza imprezą.  

    – Łał, nawet ja tu nigdy nie byłem – stwierdziłem rozglądając się w półmroku, który rozświetliło światło małej lampki. Odrzuciłem na bok butelki z piwem i żarełko.  

    – Jak to? – zaciekawiła się Nastka.  

    Marcelina spojrzała na mnie z wyrzutem. Oj, dostanie mi się od niej po wszystkim.  

    – Był czas, kiedy ja i Michał… hm, spotykaliśmy się – zaczęła tłumaczyć dziewczynie.

    – Spotykać, to znaczy…

    – Tak, robiliśmy to o czym myślisz, ale to nie była miłość, to… była… – Marcelinie zabrakło słów. Niecodzienny widok.  

    – To skomplikowane. Pomagałem jej w trudnym momencie życia i tyle, ale okazało się, że obydwoje mieliśmy z tego wiele radochy – Dokończyłem wyjaśnienia.  

    Anastazja patrzyła na nas jak na kosmitów. Nie rozumiała o co tu chodzi.  

    – Nie przejmuj się, z mojej strony nic ci nie grozi. To przeszłość, jesteśmy przyjaciółmi, a Michał myśli teraz tylko o tobie. – Głos Marceliny stał się lepki i słodki jak miód.  

    – Jest wspaniały, inny niż wszyscy. Dla chłopaków byłam nudziarą, a on dał mi szansę.  

    – Nie dziwię mu się wcale, bo milutka jesteś – Marcela spojrzała na mnie. Wyrzut w jej oczach nieco zabolał.  

    Dziewczyny stały teraz krok od siebie. Piersi Nastki unosiły się miarowo. Oddychała głęboko. Magia mojej dawnej kochanki działała. Czy moja też będzie skuteczna? Byłem tego prawie pewien. Prawie robi jednak różnicę, jak mówi pewna reklama.  

    Marcelina położyła dłoń na ramieniu naszej zdobyczy. Powoli, jakby chciała nauczyć palce faktury skóry przesunęła nią na szyję Nastki. Owinęła ją i przesunęła pod brodę, zadzierając twarz dziewczyny do góry. Drugą ręką rozpięła spinkę na kucyku Anastazji i pozwoliła blond firance opaść na odsłonięty kark.  

    – Spróbuj nosić je tak. W kucyku wyglądasz zbyt grzecznie. – Usłyszałem jak podszeptuje młodszej koleżance Marcelina.  

    Dłoń mojej pierwszej kochanki powróciła na kark Nastki. Równie wolno i zmysłowo. Usłyszałem charakterystyczny dźwięk rozsuwanego suwaka, a zaraz potem grafitowa sukienka zsunęła się po szczupłym ciele na podłogę. tworząc ciemną plamę u stóp Anastazji.  
    Młodsza z dziewczyn lekko się wzdrygnęła. Pomimo, że była w samej bieliźnie dzielnie czekała na kolejny ruch Marceliny. Ta nie spieszyła się wcale. Palcem kreśliła linię wzdłuż kręgosłupa Nastki, w dół i z powrotem w górę. Siostrzenica pani Grześkowiak drżała z podniecenia i emocji. Marcela doskonale rozgrywała swoją partię. Odpięła koronkowy biustonosz, lecz nie dała mu od razy powędrować w ślady sukienki. Przytrzymała go przez chwilę, stopniowo odsłaniając piersi Anastazji.  
    Wszytko co czyniła było zmysłowe. Nie mogłem się nadziwić, skąd u mojej rówieśniczki takie magiczne zdolności. Byłem ogromnie nakręcony. Podniecenie i żądza paliły mnie niczym rozżarzone węgle. Twardy kutas sterczał tak mocno, że niemal rozrywał materiał dżinsów.  

    Mlecznobiałe pomarańczki Nastki w końcu zostały całkiem odsłonięte. Zachęcająco migotały małymi, bladymi brodawkami. Podszedłem w końcu do Anastazji i sięgnąłem po nie. Zamknęła oczy, ale na jej twarzy oprócz wypieków dostrzegałem zadowolenie i determinację.  
    Zagarnąłem dorodne dwa owoce, pieszcząc je delikatnie. Sutki natychmiast stały się twardsze i gotowe na moje palce. Pocierałem je, ssałem i kąsałem na przemian. W tym czasie Marcelina kucnęła za plecami naszej głównej atrakcji i wsunęła palce pod brzeg majtek Nastki. Niczym na zwolnionym filmie, pociągnęła je w dół, odsłaniając ostatni fragment ciała Anastazji.  
    Sądziłem, że taka grzeczna panna będzie miała wzorem starszego pokolenia mocno zarośnięte łono. Tymczasem była wygolona na zero. Golutka niczym trzylatka z przedszkola. Bawiąc się wciąż cyckami Nastki, wymruczałem pytanie.

    – Nie przeszkadza ci obecność Marceli?

    Anastazja uśmiechnęła się do mnie. Otworzyła oczy, w których migotał jedyny w swoim rodzaju blask.  

    – Tak bardzo chce to z tobą zrobić, że nie przeszkadzałaby mi obecność mamy. Mówiąc to, rozpięła mi koszulę. Wsunęła pod nią dłoń i gładziła mój tors.  

    – A co takiego chcesz ze mną robić? – Byłem ciekaw jej odpowiedzi.  

    – Pieprzyć się. – Mlasnęła językiem.  

    Pospiesznie rozpiąłem pasek i rozporek, by jak najprędzej uwolnić się od zbędnego nadmiaru odzienia. Wzwód sprawił, że slipy z przodu przypominały indiański wigwam. Nastka opuściła ciekawie wzrok i mimowolnie oblizała wargi. Pozbywając się gaci, usłyszałem jej westchnienie zachwytu.  
    Niecierpliwie sięgnęła po sterczącego twardziela.  

    – Pomału – szepnęła jej z tyłu Marcelina. Wzrokiem wskazała mi skórzany fotel i poprowadziła do niego Anastazję. Usiadłem wygodnie, dumnie prężąc fiuta. Dziewczyny klęknęły przede mną. Starsza ujęła dłoń młodszej i naprowadziła na członka. Świadomość, że dotyka mnie taka chodząca niewinność szybko podniosła stopień mojego podniecenia.  

    – A teraz powoli, góra, dół i kręć nadgarstkiem.  

    Przez chwilę Marcelina pracowała wspólnie z Nastką, potem subtelnie się odsunęła. Zobaczyłem, że sięga ręką do krocza mojej zdobyczy. Anastazja drgnęła, zastygła na chwilę, zaciskając mocniej dłoń na trzonie kutasa. Chwilowa niepewność ustąpiła, gdy zobaczyłem poruszającą się dłoń Marceliny.  
    Młodsza z panien nie była taka zupełnie oderwana od rzeczywistości. Bez pomocy Marceliny, uwolniła żołądź i wzięła kutasa do buzi. Nie miała wprawy, więc jaj oral był prosty jak budowa cepa. Trochę ruszania rączką i wpychanie do ust. Nie zamierzałem narzekać. Między ciepłymi wargami dziewczyny czułem się doskonale. Cały byłem żądzą i rozkoszą. Mocno odleciałem.

    Na szczęście była z nami Marcelina. W porę dostrzegła, że zbyt długo zabawiamy się w ten sposób. Pokój jej ojca był typowym gabinetem, nie było tam niczego wygodnego do pieprzenia. Najlepszą opcją wydawał się gruby dywan i tam też się przenieśliśmy. Ułożyłem się na nim brzuchem do góry. Marcelina podeszła do Nastki i podsunęła jej palce pod nos.  

    – Nic nie pachnie tak jak rozkosz. Ta akurat jest twoja.  

    Była równie podniecona jak my. Znałem ten wyraz jej twarzy. Należała się jej nagroda.  

    – Nastka, nasza gospodyni była wyjątkowo gościnna. Dołączy do nas, dobrze?

    Młodsza panna była w takim stanie, że zgodziła by się na wszystko. Efekt pierwszego razu spotęgował jej doznania. Była rozpromieniona, rozpalona i ciekawa dalszego ciągu.  
    Marcelina po moich słowach szybko wyskoczyła ze skórzanych spodni, a potem majtek. Naprowadziła Anastazję na właściwe miejsce i przytrzymała mojego fiuta, by sterczał pionowo.  

    – To twój pierwszy raz, tak?

    – Mhm – Nastka potwierdziła zawstydzona.  

    – To zrób to powoli. Gdy poczujesz fiuta Michała wbijającego się w ciebie, odpuść lekko, a potem znów naprzyj. Nic złego się nie stanie, uwierz mi. – Marcelina pocałowała młodszą uczestniczkę miłosnej gry. – Potem sama dobierz tempo.  

    Nastka była pojętną uczennicą, do tego mocno podnieconą. Rozdziewiczenie poszło jak z płatka. Ruchanie dziewicy nieźle mnie nakręciło. Szybko dochodziłem do stanu wrzenia, gdy Anastazja tańczyła na moim kutasie. Była przy tym całkiem głośna, jęczała, gdy tylko Marcelina pozwalała oderwać się jej od swojej norki. Stała nad nami i przytrzymując Nastkę za włosy, przyciskała ją do krocza.  
    Pierwsza doszła młodsza panna. Niemal krzycząc wyciągnęła się jak struna i opadła na mnie, z kutasem w środku. Cała drżała, jakby wyszła z zimnej kąpieli. Marcelina ściągnęła ją ze mnie i położyła na plecach obok mnie. Pod tyłek podłożyła jej poduszki, a sama kucnęła nad twarzą dziewczyny. Ocierając się o nią, zachęcała Anastazję do pieszczot.  
    Oderwałem wzrok od nich i ulokowałem między nogami młodszej partnerki. Była tak mokra, że wszedłem w nią aż po jaja. Gabinet wirował niczym w surrealistycznym obrazie. Rżnąłem Nastkę, dopiero teraz uświadamiając sobie dlaczego ją tu zabrałem. Ciekaw byłem co powiedziała by ciocia Anita widząc siostrzenicę w takiej akcji. Przez następne parę chwil pieprzyłem Anastazję, mając przed oczami jej cioteczkę. Gdy nadszedł moment kulminacyjny, ogarnęła mnie ogromna rozkosz. To był mega orgazm. Fontanny nasienia strzelały na krocze, brzuch i uda Nastki. Było to tak potężne doznanie, że nie miałem siły się podnieść. Na kolanach doczłapałem się na fotel. Siedząc tam kontemplowałem spełnienie i obserwowałem jak młodsza panna doprowadza starszą do orgazmu. Marcelina nigdy nie odpuszczała.  

    Gdy ochłonęliśmy po minie i zachowaniu Anastazji zorientowałem się, że tej nocy narodziła się nowa dziewczyna. Cóż, ciocia nie będzie zadowolona.

    c.d.n….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Upojna noc

    Delikatny powiew wiatru, zastukał gałęzią w nocne okno, w akompaniamencie kropel deszczu. Gwiaździsta noc, owiana grubymi falami chmur, okazywała jedynie mrok, ni pozwalając cieszyć się światłem gwiazd i Księżyca.
      Ciemny pokój, owiewany szumem dźwięków z zewnątrz, zimny i obojętny światu, oczekiwał swoich właścicieli. Niewielki zegar wybijał rytm, miarowo zapowiadając przyjście słońca, jednak dopiero za kilkanaście godzin. Cichutko skrzyp otwieranych drzwi, oznaczał powrót właścicielek. Radosny śmiech w połączeniu z włączonym światłem, szybko zabił ponurą atmosferę i wprowadził ciepło do pokoiku. Zajmujące połowę pomieszczenia łóżko, zasłane idealnie białą pościelą, zachęcało aż do spoczynku. Dwie dziewczyny odłożyły swoje rzeczy, szybko rzucając się na miękką kołdrę, odpoczywając po męczącym dniu. Objęły się nawzajem, splatając swoje palce w dłoni drugiej. Musnęły swoje usta i ułożyły wygodniej, zamykając oczy. W przeciągu kilku minut obie zasnęły, z uśmiechami na ustach i w sercach. Słodki widok, niezmącony żadnym hałasem.
      W połowie nocy, wybudziły się obie, nagle, w tym samym momencie. Spojrzały na siebie przerażonym wzrokiem. Ciemnowłosa dziewczyna przytuliła się do drugiej, szukając ukojenia. Łomotanie serc, wywołane przez nagle uderzenie pioruna, uspokoiło się. Kosmyki czerwonych włosów przykrywały twarz wtulonej w nią osóbki, delikatnie opadały na skórę pierwszej, łaskocząc ją i wywołując nieśmiały uśmiech. Podniosła wzrok ku brązowo zielonym oczom. U niej też wykwitł uśmiech, z domieszką jakże dobrze jej znanych iskierek tańczących na powierzchni tęczówek. Zbliżyły się do siebie, łącząc wargi. Delikatne przygryzanie ze strony czerwonowłosej, było rozkoszą dla jej partnerki, oczywiście obustronną. Rozłączyły swoje usta i przestawiły się nieco, kładąc w inny sposób. Ciemnowłosa dziewczyna znalazła się na dole, zaś mniej więcej nad jej biodrami siedziała druga, odgarniając w tym momencie kosmyki z twarzy. Spojrzała w niebieskie oczy, szukając przyzwolenia. Nie musiała długo czekać. Szybko pochyliła się nad nią, zatapiając się w jej wargach. Prawą ręką podparła się o łóżko, lewą sięgnęła do zamka szarej bluzy. Nie przerywając pocałunków, zaczęła rozpinać ubranie, ukazując biała koszulkę, z krótkim rękawem. Rozbierana dziewczyna, zaczęła szybko ściągać bluzę, nie chcąc ani na chwilę przerwać swojej namiętności. Po krótkiej chwili obydwie zaczerpnęły normalnych oddechów, patrząc na siebie czule.
      Nagle czerwonowłosa porwała drugą w ramiona, kilka razy przetaczając się na łóżku. Wesoły śmiech odbił się echem od pomieszczenia. Została szybko zrzucona na ziemię, gdzie zalegał gruby dywan, odzwierciedlający futro. Puściła przy tym uchwyt, sprawiając, że połowa ciała partnerki została na kołdrze – druga dotykała ziemi.
    — Ktoś tu nie może się zdecydować czy zostać na górze, czy na dole… — Powiedziała, pochylając się w stronę ciemnowłosej. Chwyciła ręką za jej czarne jeansy, tuż przy pasku. Tak się wspierając, odwróciła ją na drugą stronę. Zaciekawiona poczynaniami dziewczyny niebieskooka, uniosła się na łokciach. Brązowe oczy wraz z rękoma majstrowały przy pasku spodni sprawnie go rozpinając. W kilkanaście sekund później, czarne spodnie leżały obok, a pobrzękujący wciąż pasek, łączył się z dźwiękiem drugiego – czerwonowłosa sama teraz siłowała się z własnym ubiorem. W końcu odrzuciła niebieskie jeansy, siadając okrakiem na partnerce, która przez cały ten czas czekała na nią, uroczo przygrywając palec w ustach. Szeroki uśmiech szybko znikł pod wpływem ust, które teraz delikatnie ciągnęły dolną wargę, wywołując coraz szerszy rumieniec na twarzy niebieskookiej. Po kilku chwilach, usta odeszły od warg, kierując się niżej na szyję. Ciemnowłosa z cichym mrukiem zadowolenia, zaczęła wyciągać głowę w tył, robiąc miejsce dla pieszczot. W tym czasie ręce czerwonowłosej znalazły krawędzie koszulki i w krótkiej przerwie od pocałunków na szyi, szybko pozbyły się jej, odsłaniając prawie całkowicie ciało kochanki. Płaski, ale nie przesadnie umięśniony brzuch, był delikatnie gładzony od boku jedną ręką, zaś druga schowała się za uchem, przytrzymując głowę ciemnowłosej. Ta nie została dłużna. Dosyć długie i gładkie nogi, z idealnymi wręcz, jędrnymi pośladkami, splotły się za plecami czerwonowłosej, zaś ręce bawiły się włosami i sprzączką ukrytą pod materiałem. Po niemałym wysiłku, stanik zaczął ciążyć na przodzie koszulki, stając się odrobine irytującym. Właścicielka przestała na moment badać szyję i spojrzała na niebieskooką. W odpowiedzi otrzymała niewinny, zadziorny uśmiech. Ściągnęła więc niepotrzebny ubiór, odsłaniając całość górnej partii ciała. Na dole zostało już tylko lekko wilgotne odzienie, wiązane sznureczkami, dla wygody ściągania. Czerwonowłosa także szybko pozbywała się niepotrzebnego stanika drugiej, odrzucając go na bok. Delikatnie ścisnęła jej piersi, bawiąc się wrażliwymi punktami odsłoniętej teraz części ciała. W tym czasie, dwa pociągnięcia za sznurki, całkowicie obnażyły ciało brązowookiej, zaś dwa następne – niebieskookiej. Wtuliły się w siebie, przewracając na bok, splatając nogi i łącząc usta. Piękne udo czerwonowłosej znalazło się na szczycie. W pewnym momencie niebieskie tęczówki spojrzały na zamknięte powieki i ogół twarzy, wodząc wzrokiem po piegach.
    Po kilku minutach pocałunków i przerw, rozłączyły się na odległość kilkudziesięciu centymetrów. Dokładniej mówiąc, ciemnowłosa odsunęła się w tył, w głąb łóżka, sadowiąc się wygodnie i zapraszającym gestem dłonie oczekiwała drugiej, nieznacznie rozsuwając nogi. Ta, nie pozostała w tyle, szybko przysuwając się, muskając usta i szyję kochanki, zaczęła iść niżej, przez klatkę piersiową, aż do podbrzusza, wodząc ustami po wewnętrznej stronie ud, niecierpliwiąc niebieskooką. W końcu zniżyła się już całkowicie, wywołując cichy jęk. Kilka początkowych ruchów języka w połączeniu z delikatnymi ssaniem i ciągnięciem, wywołało uśmiech czystej przyjemności na twarzy ciemnowłosej. Położyła dłoń na głowie partnerki, przeczesując jej włosy. Ta zaś bez przerwy ją zadowalała, z miłością przyjmując każdy jęk i mruczenie z jej strony, jako nagrodę. Po kilku minutach, nieco zmęczona niebieskooką, dostała chwilę przerwy, mogąc przytulić się do swojej kochanki. Zaraz po tym, na powrót wróciły do intymnych uczuć. Język znowu powędrował po miejscu uniesień, tym razem z pomocą kciuka, pieszczącego inny element. Po dosyć krótkiej chwili, język został zamieniony już całkowicie dłonią, wnikającą we wnętrze ciała niebieskiookiej. Ta, z dużym rumieńcem na policzkach, wtulała się w leżąca nieco niżej czerwonowłosą, cichutko pojękując, z każdym jej ruchem palców. Czasem dźwięki stawały się szybsze, innymi razy dłuższe i przechodziły w rozkoszne mruczenie. Druga ręka brązowookiej, wykorzystując fakt znajdowania się pomiędzy jej nogami, w mniej więcej połowie ciała, gładziła delikatnie policzek. W końcu nastąpiła chwila odetchnienia dla serc, już dosyć zmęczonych całą atmosferą. Ciepło rozgrzanych ciał, mocno nagrzało powietrze.
    Tym razem wycofała się czerwonowłosa, odwracając się biodrami w stronę bioder niebieskookiej. Wsunęła się pomiędzy jej uda, łącząc swoje miejsce rozkosz z jej. Zaczęła delikatnie poruszać biodrami, sprawiając sobie i jej przyjemność z każdego drgnięcia. Splotły palce jednych rąk, tych, które miały bliżej do siebie. Drugimi podpierały się na łokciach. Czerwone rumieńce szybko pojawiły się na twarzach, przymknięte powieki wyrażały rozkosz płynącą z każdego poruszenia. Stopniowo narastające pojękiwanie wzrastało, od czasu do czasu zamieniając się w jeden przeciągły pomruk. Brązowooka próbowała różnego rytmu, raz przesuwając się powoli, innym razem dosyć szybko, a wszystko to z jak najbliższym przybliżeniem jakim się dało. Po kilku minutach ciało ciemnowłosej delikatnie się napięło, jednak obydwie nie zaprzestawały. Przygryzła dolną wargę, wykrzywiając lekko brwi w grymasie by w kolejnej chwili zacząć szczytować. Głośny jęk wydobył się z jej gardła, wprawiając w zachwyt jej partnerkę, która kilkanaście sekund później także doświadczyła szczęścia, zaciskając uda mocniej. Ciemne plamki, od utraty świadomości zaistniały na  ich polu widzenia, sprawiając że wszystko wydawało się snem. Jakże cudownym snem. Zacieśniły splot dłoni, przestając poruszać biodrami, z miłością wypisaną na twarzy. Po uspokojeniu się, rozłączyły się, mokre od potu, przesiąknięte od swojego zapachu. Schowały się pod leciutką i cienką kołdrę. Niebieskooka wtuliła się do ukochanej, otrzymując delikatnie głaskanie. Wyciągając rękę, przygryzła palec, czując się spełniona. Podobnie zresztą jak czerwonowłosa.
    — Kocham cię. — Padło ciche, pełne uczucia. Brązowooka szybko odparła, nie mniej pełna emocji niż ona.
    — Ja ciebie też. — Pocałowała ją w czoło i przytuliła mocniej, po czym obydwie zasnęły, ukojone. Przespały już tym razem całą noc, nic nie zmąciło tej miłości.
    Delikatny powiew wiatru, zastukał gałęzią w nocne okno, w akompaniamencie kropel deszczu. Gwiaździsta noc, owiana grubymi falami chmur, okazywała jedynie mrok, ni pozwalając cieszyć się światłem gwiazd i Księżyca. Ciemny pokój, owiewany szumem dźwięków z zewnątrz, zimny i obojętny światu, oczekiwał swoich właścicieli. Niewielki zegar wybijał rytm, miarowo zapowiadając przyjście słońca, jednak dopiero za kilkanaście godzin. Cichutko skrzyp otwieranych drzwi, oznaczał powrót właścicielek. Radosny śmiech w połączeniu z włączonym światłem, szybko zabił ponurą atmosferę i wprowadził ciepło do pokoiku. Zajmujące połowę pomieszczenia łóżko, zasłane idealnie białą pościelą, zachęcało aż do spoczynku. Dwie dziewczyny odłożyły swoje rzeczy, szybko rzucając się na miękką kołdrę, odpoczywając po męczącym dniu. Objęły się nawzajem, splatając swoje palce w dłoni drugiej. Musnęły swoje usta i ułożyły wygodniej, zamykając oczy. W przeciągu kilku minut obie zasnęły, z uśmiechami na ustach i w sercach. Słodki widok, niezmącony żadnym hałasem. W połowie nocy, wybudziły się obie, nagle, w tym samym momencie. Spojrzały na siebie przerażonym wzrokiem. Ciemnowłosa dziewczyna przytuliła się do drugiej, szukając ukojenia. Łomotanie serc, wywołane przez nagle uderzenie pioruna, uspokoiło się. Kosmyki czerwonych włosów przykrywały twarz wtulonej w nią osóbki, delikatnie opadały na skórę pierwszej, łaskocząc ją i wywołując nieśmiały uśmiech. Podniosła wzrok ku brązowo zielonym oczom. U niej też wykwitł uśmiech, z domieszką jakże dobrze jej znanych iskierek tańczących na powierzchni tęczówek. Zbliżyły się do siebie, łącząc wargi. Delikatne przygryzanie ze strony czerwonowłosej, było rozkoszą dla jej partnerki, oczywiście obustronną. Rozłączyły swoje usta i przestawiły się nieco, kładąc w inny sposób. Ciemnowłosa dziewczyna znalazła się na dole, zaś mniej więcej nad jej biodrami siedziała druga, odgarniając w tym momencie kosmyki z twarzy. Spojrzała w niebieskie oczy, szukając przyzwolenia. Nie musiała długo czekać. Szybko pochyliła się nad nią, zatapiajać się w jej wargach. Prawą ręką podparła się o łóżko, lewą sięgnęła do zamka szarej bluzy. Nie przerywając pocałunków, zaczęła rozpinać ubranie, ukazując biała koszulkę, z krótkim rękawem. Rozbierana dziewczyna, zaczęła szybko ściągać bluzę, nie chcąc ani na chwilę przerwać swojej namiętności. Po krótkiej chwili obydwie zaczerpnęły normalnych oddechów, patrząc na siebie czule. Naglw czerwonowłosa porwała drugą w ramiona, kilka razy przetaczając się na łóżku. Wesoły śmiech odbił się echem od pomieszczenia. Została szybko zrzucona na ziemię, gdzie zalegał gruby dywan, odzwierciedlający futro. Puściła przy tym uchwyt, sprawiając, że połowa ciała partnerki została na kołdrze – druga dotykała ziemi. — Ktoś tu nie może się zdecydować czy zostać na górze, czy na dole… — Powiedziała, pochylając się w strone ciemnowłosej. Chwyciła ręką za jej czarne jeansy, tuż przy pasku. Tak się wspierając, odwróciła ją na drugą stronę. Zaciekawiona poczynaniami dziewczyny niebieskooka, uniosła się na łokciach. Brązowe oczy wraz z rękoma majstrowały przy pasku spodni sprawnie go rozpinając. W kilkanaście sekund później, czarne spodnie leżały obok, a pobrzękujący wciąż pasek, łączył się z dźwiękiem drugiego – czerwonowłosa sama teraz siłowała się z własnym ubiorem. W końcu odrzuciła niebieskie jeansy, siadając okrakiem na partnerce, która przez cały ten czas czekała na nią, uroczo przygrywając palec w ustach. Szeroki uśmiech szybko znikł pod wpływem ust, które teraz delikatnie ciągnęły dolną wargę, wywołując coraz szerszy rumieniec na twarzy niebieskookiej. Po kilku chwilach, usta odeszły od warg, kierując się niżej na szyję. Ciemnowłosa z cichym mrukiem zadowolenia, zaczęła wyciągać głowę w tył, robiąc miejsce dla pieszczot. W tym czasie ręce czerwonowłosej znalazły krawędzie koszulki i w krótkiej przerwie od pocałunków na szyi, szybko pozbyły się jej, odsłaniając prawie całkowicie ciało kochanki. Płaski, ale nie przesadnie umięśniony brzuch, był delikatnie gładzony od boku jedną ręką, zaś druga schowała się za uchem, przytrzymując głowę ciemnowłosej. Ta nie została dłużna. Dosyć długie i gładkie nogi, z idealnymi wręcz, jędrynymi pośladkami, splotły się za plecami czerwonowłosej, zaś ręce bawiły się włosami i sprzączką ukrytą pod materiałem. Po niemałym wysiłku, stanik zaczął ciążyć na przodzie koszulki, stając się odrobine irytującym. Właścicielka przestała na moment badać szyję i spojrzała na niebieskooką. W odpowiedzi otrzymała niewinny, zadziorny uśmiech. Ściągnąła więc niepotrzebny ubiór, odsłaniając całość górnej partii ciała. Na dole zostało już tylko lekko wilgotne odzienie, wiązane sznureczkami, dla wygody ściągania. Czerwonowłosa także szybko pozbywała się niepotrzebnego stanika drugiej, odrzucając go na bok. Delikatnie ścisnęła jej piersi, bawiąc się wrażliwymi punktami odsłoniętej teraz części ciała. W tym czasie, dwa pociagniecia za sznurki, całkowicie obnażyły ciało brązowookiej, zaś dwa
     
    następne – niebieskookiej. Wtuliły się w siebie, przewracając na bok, splatając nogi i łącząc usta. Piękne udo czerwonowłosej znalazło się na szczycie. W pewnym momencie niebieskie tęczówki spojrzały na zamknięte powieki i ogół twarzy, wodząc wzrokiem po piegach. Po kilku minutach pocałunków i przerw, rozłączyły się na odległość kilkudziesięciu centymetrów. Dokładniej mówiąc, ciemnowłosa odsunęła się w tył, w głąb łóżka, sadowiąc się wygodnie i zapraszającym gestem dłonie oczekiwała drugiej, nieznacznie rozsuwając nogi. Ta, nie pozostała w tyle, szybko przysuwając się, muskając usts i szyję kochanki, zaczęła iść niżej, przez klatkę piersiową, aż do podbrzusza, wodząc ustami po wewnętrznej stronie ud, niecierpliwiąc niebieskooką. W końcu zniżyła się już całkowicie, wywołując cichy jęk. Kilka początkowych ruchów języka w połączeniu z delikatnymi ssaniem i ciągnięciem, wywołało uśmiech czystej przyjemności na twarzy ciemnowłosej. Położyła dłoń na głowie partnerki, przeczesując jej włosy. Ta zaś bez przerwy ją zadowalała, z miłością przyjmując każdy jęk i mruczenie z jej strony, jako nagrodę. Po kilku minutach, nieco zmęczona niebieskooką, dostała chwilę przerwy, mogąc przytulić się do swojej kochanki. Zaraz po tym, na powrót wróciły do intymnych uczuć. Język znowu powędrował po miejscu uniesień, tym razem z pomocą kciuka, pieszczącego inny element. Po dosyć krótkiej chwili, język został zamieniony już całkowicie dłonią, wnikającą we wnętrze ciała niebieskiookiej. Ta, z dużym rumieńcem na policzkach, wtulała się w leżąca nieco niżej czerwonowłosą, cichutko pojękując, z każdym jej ruchem palców. Czasem dźwięki stawały się szybsze, innymi razy dłuższe i przechodziły w rozkoszne mruczenie. Druga ręka brązowookiej, wykorzystując fakt znajdowania się pomiędzy jej nogami, w mniej więcej połowie ciała, gładziła delikatnie policzek. W końcu nastąpiła chwila odetchnienia dla serc, już dosyć zmęczonych całą atmosferą. Ciepło rozgrzanych ciał, mocno nagrzało powietrze. Tym razem wycofała się czerwonowłosa, odwracając się biodrami w strone bioder niebieskookiej. Wsuneła się pomiędzy jej uda, łącząc swoje miejsce rozkosz z jej. Zaczęła delikatnie poruszać biodrami, sprawiając sobie i jej przyjemność z każdego drgnięcia. Splotły palce jednych rąk, tych, które miały bliżej do siebie. Drugimi podpierały się na łokciach. Czerwone rumieńce szybko pojawiły się na twarzach, przymknięte powieki wyrażały rozkosz płynącą z każdego poruszenia. Stopniowo narastające pojękiwanie wzrastało, od czasu do czasu zamieniając się w jeden przeciągły pomruk. Brązowooka próbowała różnego rytmu, raz przesuwając się powoli, innym razem dosyć szybko, a wszystko to z jak najbliższym przybliżeniem jakim się dało. Po kilku minutach ciało ciemnowłosej delikatnie się napięło, jednak obydwie nie zaprzestawały. Przygryzła dolną wargę, wykrzywiając lekko brwi w grymasie by w kolejnej chwili zacząć szczytować. Głośny jęk wydobył się z jej gardła, wprawiając w zachwyt jej partnerkę, która kilkanaście sekund później także doświadczyła szczęścia, zaciskając uda mocniej. Ciemne plamki, od utraty świadomości zaistniały na ich polu widzenia, sprawiając że wszystko wydawało się snem. Jakże cudownym snem. Zacieśniły splot dłoni, przestając poruszać biodrami, z miłością wypisaną na twarzy. Po uspokojeniu się, rozłączyły się, mokre od potu, przesiąknięte od swojego zapachu. Schowały się pod leciutką i cienką kołdrę. Niebieskooka wtuliła się do ukochanej, otrzymując delikatnie głaskanie. Wyciągając rękę, przygryzła palec, czując się spełniona. Podobnie zresztą jak czerwonowłosa. — Kocham cię. — Padło ciche, pełne uczucia. Brązowooka szybko odparła, nie mniej pełna emocji niż ona. — Ja ciebie też. — Pocałowała ją w czoło i przytuliła mocniej, po czym obydwie zasnęły, ukojone. Przespały już tym razem całą noc, nic nie zmąciło tej miłości.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Antoni Macierewicz
  • Zdrada zony Sylwi

    Mam na imię  Pioterk, mam 27 lat, 177cm wzrostu oraz jestem szczupłej budowy ciała. Z moją żoną Sylwią jesteśmy od 5 lat. Jest niską “czarnulką” z długimi do piersi włosami, w miarę dobrej budowie ciała i jest dwa lata starsza ode mnie. Sylwia jak każda normalna kobieta ma pewien defekt o którym nie lubi rozmawiać. Są to jej piersi. Mimo, że duże to każde innej wielkości a sutki patrzą w inną stronę dlatego w większości czasu kochaliśmy się przy zgaszonym świetle. Nie pamiętam jak się poznaliśmy ale pochodzi ze wsi i ciężko było jej się zaaklimatyzować nawet w kilkudziesięciu tysięcznym miasteczku, była mało komunikatywna i nie miała kolegów mimo to mieszkamy razem w kupionym na kredyt mieszkaniu. Ja pracuje i zarabiam na tyle dużo więc postanowiliśmy, że Sylwia nie będzie pracować – zajmie się domem co mi bardzo pasowało.

    Wszystko między nami układa się dobrze, dogadujemy się, nie kłócimy zbyt często aczkolwiek seks od razu był rzeczą drugorzędną – może dlatego, że ani ja, ani ona nie mieliśmy wcześniej dużego doświadczenia a dodatkowo ja mam bardzo małego penisa – jakieś 12-14cm więc nie raz miałem wrażenie, że jest niezadowolona i pozostaje z jej strony niedosyt. Po czasie stał się monotonny, klasyczny aż w końcu rzadko dochodziło do zbliżeń w łóżku. Ufaliśmy bezgranicznie więc nigdy nie było sprawdzania telefonów, kontrolowania – po prostu wszystko sobie mówiliśmy i nie było zazdrości – tak mi się wydawało aż do pewnego wieczoru. Sylwia brała kąpiel, taką jaką lubi – długą i gorącą – ja mam wtedy czas posiedzieć na komputerze i nikt mi nie marudzi. Nagle dzwonek wiadomości na smart-fonie i poruszenie w łazience oraz za sekundę Sylwia przyszła po telefon – mokra, tylko w ręczniku z kapiąca z pod ręcznika wodą oraz gęsią skórką z zimna. Zabrała telefon i wróciła do kąpieli po czym nic więcej nie było słychać. Zapaliła mi się kontrolka i zapytałem później od kogo ta wiadomość – od nikogo, jakaś z radia wykrzyczała i temat się zakończył. Pomyślałem, że tylko sobie wyolbrzymiam ale coś nie dało mi spokoju – byłem trochę zazdrosny. Przy najbliższej możliwej okazji wszedłem w jej telefon i zobaczyłem, że są wiadomości tylko ode mnie więc postanowiłem się upewnić i przy następnej fakturze zamówiłem biling rozmów z jej numerów. Do końca miesiąca nie było daleko więc jakieś dwa tygodnie później na bilingu zobaczyłem, że rozmowy z jednym numerem trwały po kilka godzin jak byłem w pracy nie mówiąc o setkach smsów. Pomyślałem, że jest to pewnie jakaś koleżanka (w końcu prawie nie mamy znajomych) i byłem nawet zadowolony, że układa się jej życie towarzyskie. Pewnego wieczora, postanowiłem zapytać Sylwie czy ma jakąś znajomą z którą dużo pisze, bo czasami jak dzwonie to numer jest zajęty ale zrobiła mi niezłą awanturę, że jestem zazdrosny, że próbuje ją kontrolować i chciała, żebym dał jej trochę prywatności – temat się zakończył i poszliśmy spać. Całą noc o tym myślałem i następny dzień w pracy. Postanowiłem, że założę jej oprogramowanie szpiegowskie do telefonu. Wykorzystałem okazję i tak się stało. Od tamtej pory widziałem całe zapisy rozmów sms-owych na mailu. Czytałem w pracy i nie dowierzałem otóż…

    Moja żona poznała podczas zakupów w supermarkecie mężczyznę a raczej chłopaka – 20lat i chyba zawrócił jej w głowie bo ich konwersacje były niemal nonstop o seksie. On opisywał co jej zrobi jak się zobaczą (zapomniałem dodać, że on chyba był w jakieś delegacji gdy się spotkali) i jaki to nie jest zauroczony jej ciałem i wyglądem. Pytał czy ma wygoloną szczelinkę, czy dba o siebie i w ogóle zasypywał ją komplementami jaki byłby szczęśliwy gdyby mógł ją chociaż dotknąć. To wszystko trwało jakieś półtora miesiąca. Pomyślałem, że na razie będę tylko czytał – w końcu nic złego nie robią… Do czasu gdy nie umówili się na spotkanie. On miał do niej przyjechać kilkaset kilometrów. Ten program to był mój as w rękawie. No co, spotkają się i tyle – w końcu trochę nakłamała w tych sms-ach więc pomyślałem, że jak zobaczy jaka jest naprawdę to pogadają i się zakończy. Tego dnia wyszedłem do pracy normalnie i obserwowałem skrzynkę meilową. Było kilka smsów o 8 rano po czym do 15 cisza (o 17 wracam z pracy) i kilka smsów po 15.30 o tym jak doskonale się całuje i fajnie byłoby się zobaczyć jutro na coś więcej. Okazało się, że zostaje do Piątku u nas w mieście. Wróciłem z pracy lekko zirytowany ale obiad był, w domu wszystko ogarnięte i brakowało mi pomysłu na rozmowę. Wieczorem Sylwia szybko położyła się spać więc nie mieliśmy czasu porozmawiać. W nocy wsunąłem rękę pod jej bieliznę i wydawało mi się, że się wygoliła – ale bardzo szybko wyciągnęła moją rękę i powiedziała, że jest zmęczona i nie ma ochoty. Nie wiedziałem co robić, poszedłem do pracy ale to nie dawało mi spokoju. Urwałem się więc wcześniej i postanowiłem podglądać moją żonę żeby niczego nie przeoczyć. Po balkonach wszedłem na pierwsze piętro – nie było to szczególnie trudne gdyż za naszym blokiem nic szczególnego nie ma i nikt nie mógł mnie złapać. Znałem godzinę o której przyjdzie więc nie musiałem długo czekać. Przez okno doskonale widziałem naszą sypialnię a przez kwiatki chyba nie było mnie widać.

    Przyszedł punktualnie o 9. Dobrze zbudowany, wysoki blondyn (z smsów wynikało, że dużo czasu poświęca na ćwiczenia i imprezy). Jakoś nie było między nimi gdy wstępnej – od drzwi do sypialni prowadziła całując jego usta i zaraz stanęli obok łóżka. On trzymał ręce na jej piersiach i pośladku na zmianę gniotąc. Serce waliło mi jak oszalałe ale obiecałem sobie, że nie będę podejmował żadnych pochopnych kroków. Po dłużej chwili zaczął ją rozbierać ale Sylwia raczej nie radziła sobie z tym wiec chciała jak najdłużej się całować – bała się chyba i mimo wszystko nie była taka śmiała. On napierał co chwile ściągając z niej jakiś ciuch aż w końcu została nawet bez stanika. Miała na sobie najlepszy komplet czarnej koronkowej bielizny, pas i pończochy. Jej sutki stały stwardniałe każdy w inną stronę ale chłopak chyba się pośpieszył zabierając sie za bieliznę bo go zatrzymała i powiedziała, że źle się czuje, że to jej pierwszy raz z innym mężczyzną i chyba nic z tego nie będzie. Powiedział, że rozumie i zwolnią tempo. Położył ją na łóżku rozchylił nogi i uklęknął na podłodze zabierając się za lizanie jej szczelinki przez rozchyloną bieliznę. Widać od tego momentu to on prowadził i dominował. Nie wiedziałem co z sobą zrobić. Sylwia wzdychała, jęczała, trzymała do za blond włosy z nogami zadartymi na jego plecach a ja przez uchylone okno wszystko dokładnie słyszałem. Trwało to w nieskończoność mimo, że mi pozwalała robić to tylko przez chwile. Po chwili zaczął ją bardzo komplementować a ona chyba chciała mu sie odwdzięczyć bo wciągnęła do na łóżko i zaczęła wolno rozbierać aż w końcu leżał na łóżku nogami w kierunku balkonu – widziałem więc jego wielkiego penisa. Może nie był tak gruby jak mój ale był długi, sterczący na baczność z wystającymi żyłami – miał chyba z 20cm. Sylwia uklęknęła na nim tak, że mógł miętosić i lizać jej piersi. Chyba jej się podobało bo kazała mu gryźć mocno, ssać i szczypać. Nie trwało do długo, bo jedną ręką złapała go za penisa i celowała w mokrą i wylizaną szczelinkę, druga rękę trzymała na klatce piersiowej nie dając sobie pomóc ani jemu wstać. Wsadziła sobie obcego penisa w szczelinkę – myślałem że oszaleję. Cały nie wchodził, widziałem jak się gnie jak na nim szybciej siadała, dochodził do końca ale jej się chyba to podobało bo robiła coraz szybsze ruchy, jęczała dosyć głośno aż w końcu bardzo szybko się na niego nabijała a penis wchodził prawie do końca. Trwało to wieczność… Moja żona skakała po innym mężczyźnie. W pewnej chwili bardzo spocona upadła obok niego, wtedy bardzo szybko się zerwał, ustawił na pieska z podkulonymi nogami, wszedł bez pardonu aż jękła i posuwał bardzo energicznie trzymając rękoma sutki falujących piersi. Widziałem ich wtedy od boku i te ich szybkie tempo ale pewnym momencie zwolnił i zapytał czy może kończyć w środku. Sylwia nie była niczym zabezpieczona, my zawsze kochaliśmy się w gumce wiec powiedziała że niema mowy i że może kończyć wszędzie tylko nie w środku. Złapał ją za włosy a raczej za głowę (był dużo wyższy) i rżnął bardzo bardzo energicznie wsuwając i wyjmując całego penisa po same jajka ale ona tylko jęczała. W pewnej chwili szybko się wycofał, podszedł szybko od przodu, złapał za głowę i wystrzelił prosto w czoło tak, że jego sperma spływała po nosie, ustach, budzi i kapała na pościel. Sylwia podeszła do szafki, wyciągnęła moją czystą bieliznę i wytarła sobie twarz. Leżeli na łóżku przez jakieś kilkanaście minut po czym zapytał się jej czy nie zrobi mu loda. Powiedziała, że może spróbować ale nie robiła tego często (mi chyba nigdy) więc powiedział że wszystkiego ją nauczy i później mąż będzie zadowolony – zaśmiał się. Kazał jej uklęknąć na podłodze i stanął tak, że jego penis był przed jej twarzą (mimo, że był w spoczynku to i tak dłuższy od mojego). Wsadził jej w usta miękkiego penisa a ona go lizała wsadzając sobie do buzi dość głęboko, robiła takie ruchy przez kilka minut i pewnie mu się podobało bo bardzo się pobudził i wydłużył więc już nie mogła go trzymać całego w ustach. Robiła mu niezdarnie loda aż w końcu złapał ją za ręce i kazał trzymać z tyłu. Teraz to on wkładał i wyciągał penisa z jej ust – po prostu pieprzył moją żonę w buzię i widać że dosyć mocno bo jej głowa co któreś pchnięcie odskakiwała jakby uderzał w jej gardło. Dziwne, że nie protestowała bo on pozwalał sobie na coraz więcej mówiąc, że ma doskonałe gardło, bardzo głębokie, że go bardzo podnieca. Widocznie chciała mu się odwdzięczyć za długi seks więc tylko wysuwała język chcąc wziąć go do samego gardła. Wykorzystał to i był bardziej śmiały aczkolwiek tempo spadło. Teraz wsuwał głęboko jakby chciał wybadać granice na jaką może sobie pozwolić. Widać, że nie brakowało dużo do orgazmu bo miał co chwile zamknięte oczy, jego ciało się wiło a żyły na penisie były coraz bardziej widocznie. Złapał ją za głowie obiema rękoma i powoli wsuwał penisa – wsunął chyba całego bo Sylwia kaszlnęła jakby chciała wymiotować ale od razu się wycofał za chwile próbując znowu. Brakowało jej tchu ale nie protestowała nawet przez chwile. Jej ślina kapała tylko z jego jajek. Zapytał czy może kończyć w jej gardle a Sylwia kiwnęła tylko głową z penisem w ustach. Znowu wsunął jej całego penisa aż po same jajka, docisnął jej głowę i skończył. Po wszystkim pocałował ją w policzek i położyli się na łóżku. Powiedział jej, że jest dobrą suczką, że dużo dałby żeby się ze mną zamienić ale moja żona nic nie mówiła i widać było po niej wyrzuty sumienia. Napisałem w tym czasie smsa “kochanie co u Ciebie” i w tym momencie postanowiła odpisać, że wszystko w porządku i sprząta w sypialni. Około godziny 15 się rozeszli i postanowiłem wrócić do domu. Wszedłem chwile po jego wyjściu mówiąc że jestem wcześniej i żeby nie dać jej czasu na ogarnięcie się. Z ust Sylwii było czuć męską spermę i co chwile kaszlała i mlaskała chyba przez ból gardła. W sypialni pod łóżkiem leżała moja bielizna oblepiona jego nasieniem. Umówi się na jutro na jakieś nowe doświadczenie z seksem analnym.

    Nie wiedziałem co zrobić nie robiąc nic. W nocy jak położyliśmy się spać czułem, że pościel pachnie spermą. Zapytałem się prosto z mostu czy zrobi mi loda ale Sylwia zrobiła mi awanturę, że nie jesteśmy gówniarzami i jestem chamski i poszła spać.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jon Bovi
  • MW-Interwal Rozdzial 38 Boski punkt podparcia

    Przepycham się w zatłoczonym tramwaju, wpycham bezceremonialnie  między dziewczynę z naręczem kwiatów, a jakąś babę, wsuwam dłoń pomiędzy jakieś bardzo długie nogi.

    – Witaj Joanno!

    Zaskoczona jest podwójnie, bo już zdążyłem sięgnąć jej pod spódniczkę.

    – Cześć. Co tu robisz?

    – Chciałem się z tobą pilnie zobaczyć.

    Wsuwam jej dłoń w majtki. To znaczy chciałbym, lecz okazuje się, że Joanna nie ma majtek. Nie ma jak się bronić – jedna ręką trzyma się poręczy, w drugiej dzierży te kwiaty. Mogłaby co najwyżej zacisnąć uda. Ale nie zaciska.

    – Moi uczniowie dotykają mnie w szkole, majtki tylko by przeszkadzały – mówi mi prosto do ucha. Staje mi od tego.

    – Mów tak dalej, a zaraz cię przelecę w tym tramwaju, już mi stanął.

    – To jest ta pilna sprawa?

    – To przy okazji. Przecież tego pragniesz, nie zaprzeczaj.

    Tramwajem rzuca na rozjazdach, Joanna nie może ustać w miejscu, skutkiem czego jej pizda przemieszcza się w mej dłoni. Wkładam w nią dwa palce, przytrzymuję.

    – Szkoda, że nie można tutaj!

    – Twoja cipa mówi mi to samo.

    – Moja cipa z tobą rozmawia?

    – Zrobiła się śliska. Puszczasz soczki, Joanno, o to mi chodzi.

    W odpowiedzi Joanna wzdycha, a cipa zaciska się na moich palcach.

    – Co my wyprawiamy! Tramwaj pełen ludzi.

    – Właśnie dlatego. W prawie pustym by się nie dało.

    – A w pustym?

    – Miałabyś w piździe coś więcej, niż te dwa palce.

    – Na przykład trzy palce?

    – Na przykład mojego kutasa.

    Na takich rozmowach, szeptankach właściwie bo sączymy sobie te sprośności do ucha, mija nam podróż. Całe trzy przystanki stania na palcach, pamiętajcie o wzroście Joanny.

    * * *

    Gdy tylko zatrzaskują się za nami drzwi mieszkania, Joanna opiera się rękoma o te drzwi. Kwiaty lądują na podłodze. Zadziera spódniczkę, odsłaniając wypięty, naszykowany na przyjęcie mojego kutasa tyłek. Lubię, jak dziewczyna jest całkiem naga, ale w tym wypadku…

    – Pierdol mnie!

    Więc pierdolę, a ona jeszcze mnie nakręca opowiadając, jak to napaliła się w tym tramwaju. Orgazm nadchodzi szybko. Gwałtowne skurcze pochwy wyciskają z mięknącego penisa resztki nasienia; kolejne pozbywają się go z cipy. Dopiero wtedy Joanna się rozbiera. Już naga, układa schludnie ubranie. Potem schyla się, zbiera rozrzucone kwiaty, umieszcza w wazonie i jakichś słoikach, tyle ich jest. Na koniec, z chusteczką w dłoni przemierza jeszcze raz mieszkanie swym śladem; znaczą go krople mojej spermy. Ściera je z podłogi. Przy tej czynności zaskakuje ją dzwonek domofonu.

    – To moi uczniowie. Otworzysz?

    – Jasne.

    Odrywam wzrok od jej wypiętych pośladków i tego, co tak uroczo okalają. Przyszli w samą porę, by ją tam wylizać – myślę sobie, uchylając drzwi.

    – O kurwa!

    – Wypraszam sobie! – mówi młoda dziewczyna, wsuwając się bokiem do środka, bokiem, bo zamarłem z dłonią zaciśniętą  na klamce. Mówi tak, ale w jej oczach widać figlarne iskierki.

    Odwracam się, by ostrzec Joannę, ale mleko już się rozlało. Dziewczę wbija wzrok, w to, w co ja przed chwilą kutasa.

    – Och!

    Dopiero teraz Joanna odwraca głowę, wcześniej specjalnie wypinała się w stronę drzwi, by zrobić wrażenie na Smoczkach. I zrobiła, jeszcze jakie! Tylko, że na kimś innym. Zrywa się teraz na równe nogi, chowa za stołem. Rozstawione tam kwiaty od biedy ją zasłaniają.

    – Zuzanna! Co ty tu robisz?!

    Wspomniana Zuzanna odrywa dłoń od ust.

    – Hihihi, wiedziałam!

    Najwyraźniej odzyskuje rezon.

    – Co niby wiedziałaś?

    – Nie wiedziałam – przyznaje. To znaczy o pani i tym panu nie wiedziałam.

    – Możesz wyrażać się jaśniej? – Nauczycielka odzyskuje inicjatywę. Jak to nauczycielka.

    – O pani i chłopcach wiedziałam. O Wacku i Jacku. Podsłuchałam ich kiedyś, siedzę w następnej ławce. I od tego czasu uważnie obserwuję. A propos, zaraz tu będą.

    I rzeczywiście – domofon dzwoni dwa razy.

    – Mógłbyś? – naga Joanna wciąż czai się za stołem, rzucając tęskne spojrzenia w kierunku komody. Tam złożyła ciuszki.

    – Tym razem najpierw sprawdzam, kto jest za drzwiami. Niepotrzebnie.

    Chłopcy najpierw szczerzą się na mój widok, potem zamierają kompletnie zaskoczeni widokiem koleżanki z klasy.

    – Może się mylę, ale zdaje się Zuzannie jakiś szantaż w głowie.

    Joanna myli się kompletnie. Rzeczona Zuzanna milczy jeszcze przez chwilę, by wzmóc napięcie. A może by zdobyć się na odwagę, bo w końcu, dalej bez słowa, zaczyna się rozbierać. Zaczyna od zrzucenia bucików. Oszołomieni przyglądamy się, jak na podłodze lądują kolejno biała bluzeczka, czarna spódniczka, białe skarpetki – słowem strój galowy na rozpoczęcie/zakończenie roku szkolnego. Pod spodem też jest na galowo, czy raczej – na wyjściowo. Białe majteczki z cienkiej koronki ładnie opinają się na wydatnej cipce, podobny stanik… Stanik właśnie frunie w kąt pokoju a ja cieszę oczy ślicznymi małymi piersiątkami. Na koniec, po chwili wahania, Zuzanna zahacza kciukami o majtki. Zsunięte do połowy ud odsłaniają bujne blond loczki. Z miejsca zakochuję się w tych loczkach.

    Majteczki ostatecznie opadają na podłogę, dziewczyna  z nich wychodzi i pyta:

    – To kto pierwszy?

    Szok! Jednak w moim przypadku mniejszy, niż u Smoczków; różne historie już przeżyłem.

    – Ja! – podnoszę rękę, wyrywam się do odpowiedzi, jako pierwszy. Joanna parska śmiechem, czuć w nim ulgę.

    Zuzanna natomiast otwiera szeroko oczy na widok mojej pały. Nie do końca wzwiedziona, dopiero co się spuściłem, ale i tak robi wrażenie.

    Joannę brałem kompletnie ubrany, teraz tylko wyjąłem penisa. Zuzanna gapi się na niego, a ja rozbieram się szybko do naga. Pała dalej mi zwisa. Podchodzę do dziewczęcia i szybkim ruchem wkładam jej rękę między nogi; sunę w górę aż do oporu.

    Zuzanna wrzeszczy i podskakuje na milę, ale jeszcze i tak za nisko, bo nadal wierci się, podskakuje i podryguje na swoim boskim punkcie podparcia przez całych piętnaście sekund, zanim wreszcie udaje jej się uwolnić.*

    – No wie pan!

    – Reaguje jak dziewica – zwracam się do Joanny i Smoczków, ignorując pretensje dziewczęcia – pewnie jeszcze nikt nie trzymał jej za cipkę, nie mówiąc już o wkładaniu…

    – Bo mnie pan zaskoczył!

    – A jaka pachnąca! – wącham swoje palce.

    – Świntuch!

    Ale oczy jej się śmieją. I nie protestuje, gdy moja dłoń powraca.

    – Pewien pisarz nazwał to boskim punktem podparcia.

    – Cipkę? – upewnia się Zuzanna.

    – A czyż nim nie jest w tej chwili? – I naciskam mocniej. Lepki srom rozpłaszcza się w mojej dłoni. Dziewczyna staje na palcach, znów się wierci. Ale teraz wyłącznie z przyjemnością.

    – Twoja kolej, Zuzanno. Weź go do ręki, najlepiej do obu. Przywitaj się z nim.

    – Mów mi Zuzia – mówi dziewczyna do mojego chuja, wdzięcznie dygając. Chuj w odpowiedzi staje się większy – dotyk chłodnych, dziewczęcych dłoni robi swoje.

    – To we mnie wejdzie?!

    – W twoje rówieśniczki wchodziło…

    – Ale… ja rzeczywiście jestem dziewicą! Myślałam, że ten pierwszy raz, to będzie z którymś z nich – zerka na Jacka i Wacka. Obaj już rozebrani, dziarsko prężą prącia.

    Dziewica! Na myśl o rozdziewiczeniu tej małej w lędźwiach mi buzuje, a kutas pulsuje. Nie tym razem, chłopcy, macie dziś pecha.

    – Uwielbiam rozdziewiczać. I mam w tym wprawę, dobrze trafiłaś. – Biorę Zuzię za rękę, wyłuskując z niej moje jądra; prowadzę w stronę łóżka.

    – Możemy skorzystać? – pytam Joanny.

    – Ależ proszę bardzo! Możemy popatrzeć?

    – Ależ proszę bardzo!

    Rozprawiczam Zuzię w asyście Joanny masturbującej  leniwie (by się za szybko nie spuścili) obu chłopców. Nakręcamy się nawzajem; defloracja z reguły nie kończy się orgazmem, lecz z powodu takiej asysty Zuzia zupełnie odlatuje.  Ale po kolei:

    Dziewczyna kładzie się na wznak na łóżku, zamyka oczy i rozkłada szeroko uda.

    – Wstawaj!

    Otwiera oczy.

    – No wstawaj, mówię! Zrobimy to po mojemu. – i sam zajmuje jej miejsce. Tyle, że nie zmykam oczu i nie rozkładam ud.

    – Teraz ty.

    Zuzia siada, okraczając mnie udami, dociska gorącą cipkę do mojego członka.

    – Musisz być odpowiednio wilgotna…

    – Już dawno jestem.

    – Pozwól, że sprawdzę – przyciągam ją wyżej za pośladki, jej cipka zostawia śliski ślad na kutasie. Ale i tak pragnę nad nią popracować, najlepiej językiem.

    – Nie odmówię sobie wylizania cipki dziewicy!

    Jeszcze przez moment, nim nasunę sobie to krocze na twarz, widzę jej spłonioną buzię, tak słodko się rumieni! I taka słodycz z niej spływa… Nie mogę  oderwać języka od tej dziewiczej szparki. Ale w końcu muszę. Zsuwam ten tyłeczek niżej. Zuzka siedzi mi teraz na torsie.

    -Lizaliście kiedyś dziewicę, chłopaki? – Wiem, że nie lizali. – To poliżcie, póki macie okazję.

    Trzymając Zuzię za ramiona, odchylam w tył, póki jej głowa nie zlegnie między moimi nogami.

    – Rozłóż nóżki, nie żałuj kolegom tego miodziku!

    – A panu widoku?

    Ale chętnie rozkłada te nóżki i widok mam rzeczywiście przedni. Jej dziewiczy kwiatuszek rozkwitł i taki już pozostaje. Rozchylone skutkiem lizania bladoróżowe płatki waginy nie mogą się zamknąć – tak szeroko rozwiera uda nadstawiając cipy kolegom. Ci niestety szybko zasłaniają mi ten widok, pochylają się kolejno, smakują, mlaskają…

    – Ależ proszę pani! – mówi Zuzia, gdy jej pani idzie w ślady chłopców.

    – Przyzwyczajaj się, kochanie. Nawet nie wiesz, w jakie towarzystwo wpadłaś.

    – Jest pani Bi? Domyśla się Zuzia. I wzdycha z lubością.

    – Żeby chodziło tylko o mnie… – wzdycha Joanna.

    Przerywam te dywagacje wysuwając się spod Zuzi. Wsparty na rękach i palcach stóp wiszę nad nią, z biodrami między jej rozwartymi udami, z czubkiem penisa wycelowanym mniej więcej w cipkę.

    – Jak chcecie, chłopcy, też możecie mieć w tym udział. Naprowadźcie mnie.

    Jacuś jest szybszy, chwyta mnie w połowie dyszla i rozgarnia  nim różowe firanki. Gdy schodzi niżej napieram na wejście do pochwy.

    – Maciek jestem. – Wypada, żeby dziewczyna wiedziała komu oddała dziewictwo.

    I opadam. Jacuś zabiera rękę, Zuzia traci błonkę.

    – Och! To już?

    – I tak i nie…

    – No chyba już nie jestem dziewicą – Zuzia wzroku oderwać nie może od nasady mojego penisa (reszta jest w niej).

    – Oczywiście, że nie jesteś. Ale jeszcze nikt się w tobie nie spuścił.

    – Och!

    – Boli?

    – Nie bardzo… Wcale – poprawia się zaraz. Czyli boli, ale i tak chce. Więc posuwam tę jużniedziewicę, wstrzymując się na ile mogę. Niewielka jest szansa na jej orgazm przy pierwszym razie, ale przynamniej próbuję. I zdaje się skutecznie. Zuzia zaciska rozwiedzione wcześniej uda, popiskuje coraz głośniej. Nie wytrzymuję, gdy i tak ciasna pochwa robi się jeszcze ciaśniejsza, spuszczam się głęboko w Zuzi. A umiejętnie pokierowani przez Joannę chłopcy – na Zuzię. Dopiero ta kumulacja wytrysków, z których dwa na oczach dziewczęcia, sprawiają, że Zuzia odlatuje. Ma orgazm.

    – Szczęściara – komentuje Joanna, po czym klęka i wysysa  resztki z obu smoczków. Zuzia nie może oderwać wzroku.

    – Już widzisz, w jakie towarzystwo wpadłaś?

    – Akurat tego mniej więcej się spodziewałam. Że im pani obciąga i w ogóle…

    – A tego?

    Bowiem igraszki Joanny z chłopcami stają się naprawdę wyuzdane. Nauczycielka przysiada na krześle, wprowadza sobie do pizdy jeden z wciąż sztywnych kołków, po czym każe go oblizać drugiemu z chłopców.

    Liże bez szemrania, stwierdza tylko, że najpewniej wyruchałem jego panią, zanim przyszli.

    – Ja cię! Czegoś takiego jeszcze nie widziałam! – mówi, nie odrywając wzroku od Joanny, która właśnie wprowadza sobie do pochwy drugiego penisa.

    – Niby gdzie nie widziałaś?

    Znów się płoni.

    – No… w tych…

    – Masturbujesz się, oglądając pornole!

    – Ale chyba przestanę.

    – Ale nie przestań się masturbować, chłopcy to lubią.

    – Ależ… No dobrze, przyznaję – odpuszcza. – Rozumiem, że mam to robić przy nich?

    – Przy nas wszystkich, od czasu do czasu. Chyba się nie wstydzisz?

    – Nie bardziej, niż oni!

    Wacuś właśnie wylizuje koledze prącie świeżo wyjęte z cipki ich pani. I rzeczywiście, zero wstydu.

    – Widzę, że będzie nam się dobrze… współpracować!

    Wysuwam się z Zuzi, co kwituje cichym jękiem. Jednak bolało.

    – Chyba zabrudziliśmy ci pościel.

    – Zaraz zapiorę. A ty pod prysznic! – komenderuje Joanna zerknąwszy na moją zaczerwienioną od krwi dziewiczej pałę.

    – A ja? – dopytuje się Zuzia.

    – Najpierw niech chłopcy skończą sprzątać – Joanna patrzy wymownie na spryskane spermą brzuszek i cycuszki dziewczyny. A ja w tym czasie umyję Maćka.

    I ciągnie mnie do łazienki, wiadomo za co. Oglądam się jeszcze – chłopcy zlizują spermę z ciała Zuzi, nie kłopocząc się, która jest czyja. Podparta na łokciach przygląda się temu z mieszaniną zadowolenia i zdumnienia w oczach. Gdy po chwili do nas dołączają, a właściwie z braku miejsca, zastępują pod prysznicem, widzę w tych oczach już samo zadowolenie.

    – Fantazjowałam o czymś takim, proszę pana – przyznaje otwarcie, gdy natarczywe dłonie chłopców prześlizgują się po jej ciele, walczą o cycki, tłoczą w kroczu, suną namydlonym rowkiem pieszcząc pośladki. Chce jeszcze coś powiedzieć, ale jeden z chłopców zamyka jej usta pocałunkiem. Po chwili zastępuje go drugi.

    – Lizać też się lubię – mówi w przerwie Zuzia i wywija języczkiem w moją stronę.

    – To widać!

    – Ale, tak w ogóle, to ja jestem strasznie nieśmiała…

    – Tego akurat nie widać…

    – …i wstydliwa – mówi dalej – ale zmusiłam się i przyszłam. Romans nauczycielki z uczniami, to nie byle co; zależy wam na dyskrecji. Jak i mnie.

    – Romansem bym tego nie nazwał…

    * * *

    – Jakie masz plany wakacyjne – pytam, przypomniawszy sobie, po co właściwie przyszedłem. Może upiekę dwie pieczenie przy jednym ogniu.

    – Właściwie, to żadnych – odpowiada Zuzia nie przestając się masturbować. Na ogólne życzenie weszła na stół i rozgarnąwszy jedną ręką kłaczki na cipce, dogadza sobie paluszkiem drugiej.

    – Oprócz tego, by jak najczęściej odwiedzać panią Joannę – dodaje.

    – Bo widzisz Zuziu…

    * * *

    – Zawsze tak wszystko załatwiasz na ostatnią chwilę?

    Nie powiem Joannie, że sam zostałem zaskoczony pomysłem Stasia,** bo zdradziłbym, co ją czeka na Ibizie.

    – A zawsze w ostatniej chwili pojawia się taka atrakcyjna dziewica? Albo na przykład nauczycielka – nimfomanka?

    – Mnie mogłeś powiedzieć wcześniej. A o tej nimfomance, to jeszcze sobie porozmawiamy!

    – Właśnie po to wtedy przyszedłem, żeby ci zaproponować ten wyjazd.

    – I przy okazji przelecieć?

    – No, ba!

    – Teraz mnie przeleć!

    – Przecież widzisz, że jestem zajęty! Ale możesz lizać mi jądra.

    – Chciałbyś!

    Ale kładzie się między nogami Zuzi i wkrótce czuję jej język na mosznie.

    – A biednemu tylko jaja! – mówi jeszcze.

    Leżąca pode mną „atrakcyjna dziewica” nie wytrzymuje i parska śmiechem.

    – Wy zawsze tak?

    – Jak się dziewczynę rozbawi, to tak fajnie porusza biodrami…

    Zgodnie z moimi oczekiwaniami, ta odpowiedź rozbawia ją bardziej. Albo inspiruje. Wychodzi na jedno – to, co jej pochwa wyrabia z moim penisem, sprawia, że jestem w siódmym niebie. Zuzia jest jeszcze taka niedoświadczona, ale nadrabia entuzjazmem. Tak wielkim, że Joanna ucieka z głową.

    – Za bardzo się szamoczecie – mówi, przyglądając się finiszowi z bezpiecznej odległości, podobnie, jak Smoczki.

    – A kto jeszcze z nami leci? – Pyta nagle.

    – Wszyscy, jak tu stoimy.

    – Ale wy leżycie…

    – I, jak tu leżymy – dodaję.

    – A jemu stoi, czuję to – dodaje Zuzia.

    – A Tidżeje z nami nie lecą? – drąży temat Joanna.

    – Nie lecą. Mają inne plany.

    Technicznie rzecz biorąc nie kłamię, lecą innym samolotem. I z pewnością przelecą Joannę nie jeden raz na Ibizie. Na razie jednak dziewczyna jest rozczarowana.

    – Tidżeje?

    – Moi kuzyni, Joanna miała okazję ich poznać.

    Na szczęście Zuzia dochodzi i nie w głowie jej dalsze pytania. Mocne skurcze pochwy towarzyszące jej głośnym jękom są takie stymulujące… Nie powstrzymam się dłużej, choćbym chciał. A nie chcę – jednoczesny orgazm, to najlepszy orgazm.

    * * *

    Zuzia nie słyszy przeprosin Joanny. Joanna przeprasza, bo miała nie wspominać o Tidżejach; Zuzia nie słyszy, bo jest zajęta. Tworzy wraz ze Smoczkami malowniczy trójkącik. Przysiadłszy na Wacusiu, rozmazuje mu na twarzy moją spermę. Równocześnie obciąga Jacusiowi, a ten ostatni ręcznie stymuluje penisa kolegi. Pomysł jest mój, ich trojga zaś wykonanie, ale muszę przyznać, że jak na świeżo zdeflorowaną, Zuzia ma niezłe tempo. Muszę ją przepytać na okoliczność erotycznych doświadczeń, to, że zachowała błonkę, nie świadczy, że również niewinność. W każdym razie są tacy zajęci sobą, że możemy z Joanną spokojnie porozmawiać. A muszę uważać na to, co mówię: chłopcy poznali już kilka „moich” dziewcząt; Joanna zna tylko Tidżejów i Alę, a Zuzia jest święcie przekonana, że na Ibizie będziemy się pieprzyć w aktualnie obecnym składzie. Słowem każdego czeka niespodzianka, ale każdego inna.

    * * *

    Trzeba działać szybko. Rodzicom Zuzi sprzedajemy tę samą historię, co starym obu Smoczków: Joanna jest jedną z opiekunek grupy młodzieży lecącej na wycieczkę do Hiszpanii. W ostatniej chwili zwolniło się jedno miejsce i…

    – A dodatkowo, stracimy zniżki na bilety – tłumaczy Joanna. Rodzice jeszcze się wahają.

    – Mamo, prooooszę! To tylko tydzień!

    Właściwie to osiem i pół dnia, ale tydzień brzmi lepiej.

    – Ech… Tylko dzwoń codziennie!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

    *  To oczywiście cytat z książki Paragraf 22 Josefa Hellera

    ** Pomysł Stasia objawi się  następnym rozdziale. Sam Staś objawił się w rozdziale 17 (Piraci).

  • Jack i polykaczka

    Dzisiaj pierwszy dzień misji na marsa, nie ukrywam, że jestem bardzo podekscytowany, nie tyle samą podróżą, co naszą Połykaczką. Czas na ekscytacje podróżą jeszcze przyjdzie, bo zanim dolecimy minie jeszcze bardzo dużo czasu. A co lepsze, w tym czasie czeka mnie jeszcze bardzo dużo spustów w usta naszej seksbomby. A jeśli już o niej mowa, to muszę jakoś wymyślić, by dopaść ją sam na sam. Jestem osobą wstydliwą i nie mam w zwyczaju pokazywać facetom mojego sprzętu. Niby była integracja, ale nic nie wspominali o integracji seksualnej. Jeśli by to ode mnie zależało to kazałbym w naszym statku zrobić jakieś pomieszczenie do spuszczania się, ale wiadomo, tutaj każdy centymetr ma znaczenie. Myśląc o tym poczułem, że coś w moich spodniach zaczęło przybierać na centymetrach. Nie ma się co temu dziwić, gdyż właśnie doleciałem w okolice Połykaczki i zobaczyłem jak zakłada stanik. W pierwszej chwili chciałem się wycofać, by uniknąć niezręczności, ale gdy mnie zauważyła było już za późno. W sumie to może jest już mój czas, spotkałem kapitana wychodzącego z tego pomieszczenia, więc raczej tu szybko nie wróci, reszta załogi tez ma teraz dużo roboty. Raz kozie śmierć.
    -Chciałbyś się też zabawić kotku? Jestem głodna jak wilk, mam niedobór spermy – mówiąc to uklękła na kolana i zrobiła wielkie oczy. Nie potrafię się oprzeć się takiemu widokowi.
    -Nie sądziłem, że.. Nie chce Cię.. – wyjąkałem. Jednak nie potrafię opanować takich emocji. Mam nadzieję, że kutas mi stanie.
    Połykaczka jednak potrafi sobie radzić z takimi jak ja. Nic nie mówiąc ściągnęła z powrotem swój stanik, złapała mnie za tyłek, przekładając ręce pomiędzy moimi nogami i zaczęła całować mojego kutasa przez spodnie skafandra. Zadziałało to na mnie jak zastrzyk adrenaliny, wszystko przestało się liczyć, miałem już w dupie strach, że ktoś mnie zobaczy, przełamałem się.
    -Jesteś cudowna, rób tak dalej – wyszeptałem.
    -Nie zamierzam przestawać, lubię takich wstydliwych chłopców, lubię patrzeć im w oczy jak się spuszczają mi do gardła, podnieca mnie to – w tym momencie rozpięła spodnie i zsunęła mi do kostek.
    -Marzyłem o tej chwili od kiedy Cię zobaczyłem pierwszy raz, muszę zdjąć spodnie – odsunąłem się o krok w tył, zdjąłem buty i spodnie.
    Nie musiałem się dosuwać, Połykaczka przyszła na kolanach do mnie i bez dotyku rąk wzięła moje jądra w całości do ust.
    – Kurwa, żadna z moich dziewczyn tego nie potrafiła – zakląłem.
    Ona nie kończyła, po chwili miętoszenia moich jaj w ustach jej ręka powędrowała w bardzo czułe miejsce, pomiędzy jądrami, a odbytem.
    -Lubisz tak? – zapytała nie wyciągając jaj z ust.
    -Czuję, że to będzie dłuuuga podróż – uśmiechając się chwyciłem ją za włosy i popchałem twarz tak że moje jądra zakryły jej oczy. Cudowny widok -A więc taki jesteś? – mówiąc to wyciągnęła język, tak że teraz dotykał miejsca w którym przed chwilą była jej ręka. Chyba długo tak nie wytrzymam, od paru dni się nie spuszczałem, teraz widzę, że to był błąd.
    -Robisz to tak zajebiście, że chyba niedługo dojdę.
    Odrywając na chwile język wyszeptała seksownym głosem – mam nadzieję, że masz dużo spermy, nie chcesz chyba, żebym chodziła głodna?
    -Nie chce tego, postaram się Cię nie zawieźć.
    Połykaczka złapała teraz mojego kutasa i zaczęła uderzać nim sobie po twarzy.
    Chyba jednaj ją zawiodłem, pieprzony orgazm przyszedł w chwili w której się nie spodziewałem. Nie spodziewałem się, że uderzanie kutasem w twarz może spowodować wytrysk, chyba tylko Połykaczka tak potrafi.
    Strzeliłem 4 razy w powietrze, zanim ona zdążyła wziąć fiuta w usta. O, jakie przyjemne uczucie, uczucie jej ust na moim fiucie jeszcze spotęgowało mój wytrysk i trochę znowu przybrał na sile. Uwielbiam kobiety które połykają spermę, choć moją dziewczynę ciężko do tego przekonać.
    Gdy już było po wszystkim złapałem ją za głowę i docisnąłem na chwile do końca, tak że czułem na końcu kutasa opór jej gardła, po czym odpuściłem i zacząłem przepraszać.
    -Nie chciałem żeby tak to wyglądało, jesteś za dobra.
    -Jeszcze nie wszystko stracone – pokazała palcem na spermę unoszącą się nad nami.
    Nieważkość, zapomniałem.
    -To jest sperma z czterech wystrzałów, zawsze coś – mówiąc to zauważyłem kątem oka jakiś ruch przy w korytarzu.
    Połykaczka odbiła się nogami od podłoża i zaczęła gonić latającą spermę, trzeba przyznać ma dobrą orientację w kosmosie.
    Nie mogłem przepuścić tego widoku, gdy zobaczyłem, że połknęła wszystko, usłyszałem dźwięk chrząknięcia przy wejściu. Nie wiem czemu, ale nagle mój strach przed pokazaniem penisa facetowi powrócił. Niezdarnie zakryłem go ręką i szybko schyliłem się do spodni…

    CDN.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janek Kowol

    Bardzo prosze o sugestię, bym wiedział nad czym pracować.

  • Patriarchalne panstwo, czesc 1 – Rozdzial 1

    Rodzinne długi

     

    Dla rodziny Małeckich patriarchalne miasteczko, położone u podnóża gór, było rajem niedoścignionym. Nie każdy mógł tam zamieszkać, było niewielu, którzy mogli tam wejść. Tamtejsi mieszkańcy nie lubili obcych. Uważali, że chcą od nich zawsze jednego z dwóch – albo coś im zabrać, albo coś im narzucić.

    Patriarchalne miasteczko, które wielkością przypominało średniej wielkości, polskie miasto, nosiło dźwięczną nazwę – Sewella. Funkcjonowało jak odrębne państwo, miało swoje prawa, sądy, politykę. Miało też swoją historię. Powstało w wyniku trzeciej wojny światowej. Z początku było schronieniem dla rodzin wojskowych. Potem miało na celu wychować nowe, silne oddziały gotowe do walki, mające szansę na zwycięstwo. Wojna się skończyła, świat powstawał ze zgliszczy, wiele narodów płaciło długi, które po sobie pozostawiła, a Sewella przetrwała. Jej mieszkańcy, tamtejsze wojenne dzieci, stworzyły na niej nowy ład i porządek naznaczony dyscypliną, do której od małego byli przyzwyczajeni.

    Mijały lata, zawierane były związki, rodziły się dzieci. Sewella jednak ciągle pozostawała zamknięta. Dzięki temu uniknęła globalizacji, zadłużeń jednych państw, na rzecz bogacenia się innych. Sami produkowali to z czego korzystali, sami budowali domy z wytworzonych przez siebie materiałów. Mieli do dyspozycji uprawne pola, lasy, kamienie. Jak na takie warunki życia kulturą byli nader rozwiniętą. Stawiali duży nacisk na szkolnictwo i oczytanie. Mieli świadomość tego co znajduje się za murami i fosą jaka ich oddzielała. Niektórzy z nich nawet mieli dostęp do świata zewnętrznego. Ludzie wysokiej rangi mogli podróżować i zwiedzać. Koniecznym też było występowanie na arenie międzynarodowej polityki.

    Sewella oferowała więc swoim mieszkańcom dach nad głową, zatrudnienie, dzieciom darmową edukacje. Nie było tam biedy, głodu, zimna. Nic dziwnego, że zwykli, szarzy obywatele biedniejszych państw za wszelką cenę chcieli się tam dostać. Tam mieli szansę normalnie żyć, a tu gdzie żyli obecnie, mogli tylko klepać biedę aż po samą śmierć.

    Problemem Sewelli był jednak przyrost naturalny. We wcześniejszych latach rodziło się bardzo dużo chłopców, za to niewiele dziewczynek. Na dodatek patriarchalne miasteczko zezwalało na związki poligamiczne, ale tylko jednostronne. Mężczyzna, jako głowa rodziny, jeśli tylko miał odpowiednie środki i możliwości, to mógł posiadać więcej niż jedną żonę, mniej niż cztery. To wszystko sprawiało, że młodzi kawalerowie często nie mieli szans na małżeństwo, a i mężczyźni w sile wieku, którzy mogliby mieć więcej niż jedną żonę, byli skazani tylko na tę jedną, bo żadnej innej, niezamężnej i w odpowiednim wieku nie było na horyzoncie.

    Brak żon nie pomagał odpowiedniemu przyrostowi naturalnemu, więc zamknięte państwo zezwoliło na przywożenie kobiet z innych zakątków świata. Co rok odwiedzane było inne państwo, organizowane były konkursy, przeglądane szkoły. Szukano kobiet ładnych, smukłych, wysportowanych. Takich, które byłyby zdolne zarówno odpowiednio zaspokoić mężczyznę, jak i poradzić sobie z opieką nad domem, ogrodem i innymi pracami, które zmuszone byłyby wykonywać. Najważniejszy jednak był pogląd, że tylko zdrowa, silna i ładna kobieta urodzi zdrowe, silne i ładne dziecko.

    W ten sposób Piotr, jeden z architektów patriarchalnego miasteczka, trafił na Anię. To spotkanie było zupełnym przypadkiem. Mężczyzna zmierzał właśnie do pewnej szkoły, by poznać wyniki konkursu. Chciał zobaczyć nagrania, które udowodniłyby mu bystrość, inteligencję i zwinność wybranych dziewczynek, ale także ich posłuszeństwo, odpowiednie maniery, grzeczność, pokorę. Zanim jednak dotarł do szkoły, to odwiedził mały sklepik samoobsługowy, poszukując w nim jakiś gotowych kanapek i czegoś do picia. Tam właśnie była Ania. Kupowała chleb, smarowidło i pomidory, jednocześnie chowając pod kurtkę dwa pączki, kilka batonów i małą paczkę chipsów. Nie wydał jej, ale też nic nie kupił. Nie chciał stracić jej z oczu. Dotarł za nią aż pod kolorowy blok. Na ławce zobaczył drugą dziewczynę, niemal identyczną jak ta pierwsza.

    Cześć, złodziejko – przywitał się, stając dokładnie naprzeciw obydwóch.

    Nie pierwszy raz widział w swoim życiu bliźniaczki, ale te były aż do złudzenia podobne, niemal identyczne. Jednak kiedy patrzył na tę drugą, to nie czuł nic. Gdy patrzył na Anię czuł dokładnie to co siedem lat temu, gdy zobaczył Sylwię, swoją pierwszą żonę. Postanowił, że bez niej nie odjedzie, że dogada się w rządzącymi Sewellą i nawet jeśli dziewczyna nie wygrała konkursu i nie została wybrana przez specjalną radę, to on i tak zabierze ją z sobą. Jednak jeśli taki przypadek miałby mieć miejsce, to musiał najpierw porozmawiać z jej rodzicami, gdyś Sewella nie porywała kobiet. Potrzebna była zgoda rodziców lub opiekunów prawnych.

    Chciałbym pomówić z twoim ojcem – zwrócił się do dziewczyny ponownie, pomimo że ta nieprzerwanie go ignorowała.

    Ja pana zaprowadzę – zgodziła się na ochotniczkę jej bliźniaczka. – Chce pan ją wydać? – dopytywała, gdy weszli już na wąską klatkę schodową.

    Nie nawykłem do skarżenia. Wolę sam wymierzać sprawiedliwość. Jak ci na imię?

    Alicja, jej Ania.

    Ania, ładnie – stwierdził, a Alicja poczuła ukłucie zazdrości. Zawsze to ona była ta grzeczna, ułożona, starająca się, a pomimo tego cała uwaga i tak była skupiona wokół Ani, która, jej zdaniem, wcale na nią nie zasługiwała.

    Widzisz Alu, chciałbym zabrać was dwie do mojego domu. Pochodzę z Sewilli. Tam żyje się lepiej, spokojniej, bez takiego stresu i pośpiechu. Nie to co tutaj. Tam też Ania nie musiałaby kraść słodyczy. – Uśmiechnął się i zatrzymał przed drzwiami, przy których dziewczyna przystanęła.

    Alicja jednak zamiast od razu zastukać czy zadzwonić dzwonkiem, to najpierw zmierzyła rozmówcę od stóp po czubek głowy. Wydawał jej się ledwie przekroczyć trzydziestkę. Jego zarost uważała za seksowny, a budowę za taką w sam raz. Wiele nasłuchała się o tym jacy mężczyźni z Sewelli są zbudowani, umięśnieni, wysportowani. W obliczu tych wszystkich plotek, on wydawał jej się być bardzo zwyczajny. Nawet ubiorem się nieszczególnie wyróżniał – bordowa bluza na zamek i dresowe, popielate spodnie.

    Piotrek nie czuł się dziwnie z tym, że go tak zlustrowała. Jednak mocno się zniecierpliwił, postanowił sam zwinąć dłoń w pięść i zastukać.

    Otworzył mu mężczyzna, który choć wyglądał na zmęczonego i nieco zaniedbanego, to jednak w jego oczach nie przekraczał czterdziestu lat. Za jego plecami dojrzał dwie dziewczynki, które prowadziły niemowlę, trzymając je za obydwie rączki. Nie umknęło mu różowe ubranko najmłodszego dziecka.

    Piotr zaczął od przedstawienia się, a potem pochwalił:

    Ma pan pięć córek. Błogosławieństwo.

    Albo przekleństwo, zależy jak na to spojrzeć. Tutaj praca tylko do kopalni, na produkcję i budowę. Trzeba siły. Dziewczynki nie mają tu przyszłości.

    U nas wręcz przeciwnie – zauważył na głos. – U nas są bardzo pożądane. Jak już mówiłem, pochodzę z Sewelli i chciałbym się z panem dogadać.

    W pierwszej chwili ojciec dziewczynek – Zbigniew – się ucieszył. Sądził, że zdjęcia jego prac dotarły do Sewelli i będzie miał możliwość przeprowadzić się tam wraz z całą rodziną. Kiedy usłyszał od Piotrka, że ten jest architektem, był już niemal pewny, że został doceniony i los jego rodziny się odmieni. Szmit jednak szybko dodał, że zauważył Anię i że zamarzyło mu się, by została jego żoną. To panu Zbyszkowi nieszczególnie się spodobało. Bliźniaczki miały ledwie szesnaście lat. Sądził, że miały jeszcze czas na zamążpójście. W Sewelli jednak zdarzały się przypadki, gdy wydawano za mąż nawet młodsze, bo ledwie czternastoletnie dziewczyny.

    Pan Zbyszek miał już odmówić, bo choć Sewella była niedoścignionym marzeniem jego i jego żony, szansą na przyszłość dla jego dzieci, to słyszał jak traktuje się tam kobiety. Oboje z małżonką łudzili się, że będą tam pracować tyle ile potrzeba, by móc zamieszkać w innym kraju, mieć na edukacje młodszych dziewczynek i wystarczającą ilość pieniędzy, by starsze wydać za dobre partie. Nie chcieli tam zostawać na zawsze, bo nie chcieli z córek zrobić niewolnic na skinienie panów.

    Jednak szansa jaką otrzymali państwo Małeccy mogła się już nigdy więcej nie powtórzyć i choć pan Zbyszek miał odmówić, to jego żona nie miała zamiaru przepuszczać takiej okazji. Irena zaprosiła Piotra do środka, do kuchni, do stołu w celu dogadania szczegółów.

    Szmit od razu powiedział kobiecie, że to jeszcze nic pewnego, że Sewella wcześniej nie zezwalała na takie postępowanie, by mężczyźni wybierali sobie kobiety na ulicy. Wytłumaczył, że wcześniej zwykle odbywało się to tak, że przywożonych było od kilku do nawet kilkudziesięciu kobiet rocznie, one zostawały umieszczane w przypadkowych rodzinach, jako córki przyszywane, a potem, gdy już nauczyły się funkcjonować w nowym społeczeństwie i zaakceptowały jego kulturę, zwyczaje i zasady, to naturalną koleją rzeczy zostawały wydawane za mąż.

    Sewella dopuści wyjątek? – zainteresowała się pani Irena, widząc już jak życiowa szansa jej i jej rodziny odpływa.

    To bardzo możliwe. Wcześniej nikt o tym nie pomyślał, ale ja sądzę, że to nawet lepiej, gdy sprowadzi się do nas młodsze dziewczynki. Dzieci szybciej wszystko przyswajają, a niezabierane z domów rodzinnych, tylko wychowujące się przy biologicznych rodzicach nie tracą tej więzi. Nie ma też co nawet wspominać o tym, że dziewczynce lepiej zebrać lanie od ojca, niżeli od obcego mężczyzny, w którego domu ją umieszczono. – Podrapał się w okolicy kącika oka i zamyślił. – Jestem pełen nadziei, że psycholodzy mnie poprą. Na dodatek pani mąż jest dobrym glazurnikiem. Byłaby dla niego praca, a wy nie bylibyście dla państwa żadnym ciężarem, zwłaszcza, gdy z początku to ja mogę zapewnić wam dach nad głową, dopóki nie dorobicie się własnego.

    Irena zachwycona mową Piotra się zgodziła. Zbyszek ciągle był sceptycznie nastawiony, ale nie zamierzał protestować, zwłaszcza, że tonęli w długach i niedługo mieli zacząć ścigać ich komornicy. Oboje zgodnie postanowili poczekać na list z Sewelli, który Piotr obiecał do nich zaadresować, gdy tylko się czegoś dowie.

    Pożegnał się i wyszedł. Udał do pobliskiej szkoły, gdzie obejrzał nagrania i choć żadna dziewczyna nie przypominała mu Ani i na żadną z nich nie miał ochoty, to musiał przyznać, że na żony się nadawały. Umiały gotować, sprawnie sprzątać, wykonać sto poprawnych przysiadów i żadna z nich nie odzywała się dopóki nie została o coś zapytana. Nie był aż za taką dyscypliną, jeśli chodziło o mowę to jego żona miała swobodę, dopóki nie podnosiła głosu i nikogo tym nie obrażała. No chyba, że mu z czymś podpadła, to wtedy nakazywał jej milczeć. Wiedział jednak, że ludzie są różni i to na całym świecie. Podobnie było w Sewelli. Wszyscy przyjmowali podobne zasady, ale jednocześnie różnili się charakterem, wymaganiami, stopniem surowości.

    Proszę nakazać rodzicom przygotować dziewczyny na jutrzejszy wyjazd. Niech nie biorą dużo rzeczy, bo nie mam aż tyle miejsca w samochodzie.

    Pan sam po nie przyjedzie? – zdziwiła się starsza, siwiejąca pani w okularach.

    Właściwie to już przyjechałem. Prześpię się w pobliskim hotelu i jutro możemy wyjechać. To niedaleka podróż. W dalszą lub gdy jedzie się po więcej kobiet, wysyła się też większą ekipę. Jednak bez obaw, poradzę sobie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Szmit
  • Urodziny i butelka

    To był początek wakacji. Mieliśmy wtedy już 18 lat i razem z moimi najlepszymi kolegami Rafałem i Łukaszem szliśmy na osiemnastkę koleżanki – Kasi. Rafał, oczywiście, ze swoją dziewczyną, a my, żeby nie czuć się gorsi, dla żartów z Łukaszem ustaliliśmy, że na czas imprezy on jest moją dziewczyną (chyba, że podczas imprezy wpadnie nam jakaś fajna dziewczyna).

    Impreza rozpoczęła się sztywno, aż wleciał alkohol. Potem pamiętam momenty kiedy siedzieliśmy na rozłożonej kanapie i próbowaliśmy śpiewać kolędy (tak, podczas wakacji). Zagrałem moment zrywania z Łukaszem, bo kleił się do jakiejś dziewczyny. Wszyscy zaczęli naciskać na Łukasza, że jak on mógł mnie tak potraktować (oczywiście wszystko było żartem, bo byliśmy hetero i ludzie to wiedzieli). Wtedy jedna z koleżanek powiedziała, że Łukasz powinien mnie pocałować na zgodę. Pomysł wydał się ludziom tak zabawny i uroczy, że zaczęli na niego przytakiwać. Żeby odsunąć się od tego pomysłu i zrobić przysługę Łukaszowi, powiedziałem, że nie będę go odciągał od całowania tak pięknych dziewczyn i że jak to zrobią to im wybaczę. Kiedy to zrobili, Klaudia – najlepsza (i dosyć puszczalska) przyjaciółka Kasi, powiedziała, że skoro impreza weszła już na ten tor, to warto trochę to pociągnąć i gra w butelkę będzie teraz na miejscu. To chyba wina alkoholu, ale wszyscy się zgodzili i usiedliśmy w kole, położywszy butlekę po wódce na środku.

    Gra była dość sprawiedliwa, bo chętnych były równe ilości dziewczyn i chłopaków. Rafał chciał zagrać z nami, a jego dziewczyna była zbyt pijana, żeby go zatrzymywać. Najpierw kręciła Klaudia, jako że to ona zaproponowała grę. Po paru pocałunkach Rafał wylosował mnie. Zmieszany chciałem wymiksować się z tego, ale on chwycił mnie za ramiona i zaczął całować bardzo powoli. Czułem zapach jego perfum i jego lekko szorstki zarost,  kiedy z każdym następnym poruszeniem ust robiło się coraz bardziej namiętnie. Kiedy się odsunął słyszałem tylko “Ooooooooo” od ludzi dookoła. Siedziałem cały w emocjach, ale bawiłem się dalej. Mój obrót wypadł na Łukasza, ale on widząc co właśnie zrobiłem postanowił sam regulować tempo i trwało to bardzo krótko. Gra trwała dalej bez specjalnych uniesień, aż znowu wylosowałem Rafała. Znowu (z winy Rafała) przeszliśmy do namiętnego głębokiego pocałunku, tym razem z językiem. Gra zakończyła się krótko po tym.

    Kasia przydzieliła nam pokoje do spania w jej mieszkaniu. Ja i Łukasz dostaliśmy dwa materace w jej pokoju, podczas gdy Rafał miał spać ze swoją dziewczyną na tamtejszym łóżku. Ona jednak już nieco trzeźwiejsza i uświadomiona co się działo zrobiła awanturę Rafałowi i koniec końców spała w innym pokoju. Po kłótni Rafał wyszedł na taras żeby zapalić. Poszedłem za nim, żeby zadać mu parę pytań skoro alkohol już trochę odpuścił. Pocieszyłem go żeby nie martwił się dziewczyną, a po jakimś czasie przeszedłem do sedna:

    “Co właściwie się stało podczas gry?”

    “Co? Noo chciałem wiedzieć jakie to uczucie całować chłopaka”

    “Ale dlaczego tylko ze mną robiłeś to w taki sposób, no wiesz?”

    “Nie podobało ci się?”

    Problem był w tym, że bardzo mi się podobało i chciałem to powtórzyć, ale nie przyznawać przed sobą, że mogą podobać mi się chłopaki. Powiedziałem:

    “Byłem zbyt najebany, wszystko mi się podobało, ale nie odpowiedziałeś mi”

    “Noo szczerze to tylko ty wydajesz mi się ładny”

    “Ooo okej, ale jesteś hetero”

    “Ty też. I?”

    Wtedy chyba uderzyła we mnie reszta alkoholu, bo podszedłem bliżej i pocałowałem go namiętnie. Chciałem coś sobie udowodnić. Dotknąłem jego klatki piersiowej, a on złapał mnie za tyłek. Wtedy mi stanął (nie mam pojęcia czemu). Rafał to wyczuł i uśmiechnął się lekko:

    “Chcę jednocześnie”

    Na początku nie wiedziałem o co mu chodzi, ale on zaprowadził mnie do pokoju Kasi i tam ponownie zaczął całować. Łukasza nie było, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu. Zdjąłem Rafałowi koszulkę i wtedy poczułem ten silny zapach, który czułem też podczas gry. Rafał był dobrze zbudowany i miał lekko owłosioną klatkę piersiową, a także te linie włosów prowadzącą do jego penisa. Zdjął moją koszulkę i rzucił na łóżko. Kiedy on zdejmował swoje skarpety i spodnie ja zrobiłem to samo. Przez jego bokserki zobaczyłem, że mu również stoi. Prześwitywał mu spory penis. Nigdy wcześniej tak bardzo nie podobał mi się widok półnagiego mężczyzny ze wzwodem. Rafał położył się na mnie i zaczął pieścić, nadal całując. Celował w moją szyję i obojczyki, a ja stawiałem opór jękom z przyjemności. Potem Rafał położył się obok i obrócił tak, że miałem jego bokserki przy swojej twarzy, a on moje przy swojej. Wtedy zrozumiałem co miał wcześniej na myśli.

    Zdjął moje bokserki, co było dziwnym uczuciem, ale potem zrobił coś co było jeszcze dziwniejsze i przyjemne. Włożył mojego chuja sobie do ust. Było znacznie przyjemniej niż lód od dziewczyny. Zdjąłem jego bokserki i moim oczom ukazał się jego kutas – pięknie owłosiony i zdecydowanie dłuższy od mojego. Jego widok i zapach podnieciły mnie do tego stopnia, że poczułem dreszcz i przedwcześnie doszedłem, spuszczając się Rafałowi w usta. Rafał lekko kaszlnął i dokończył ręką. Odwrócił się do mnie twarzą i zaczął ostro całować wpuszczając mi moją spermę w usta. W tym momencie byłem już po orgazmie i uznawałem to za dziwne, ale on robił to z taką siłą, że się nie opierałem. Potem położył się na plecach trochę dalej ode mnie i przycisnął moją twarz do swojego chuja. Zrozumiałem, że muszę to zrobić, więc zacząłem najpierw powoli, potem coraz śmielej robić mu loda. Smak penisa to dość mi się podobał. Było w nim coś co smakowało jak czysty seks. Kiedy zaczął cicho jęczeć poczułem, że znowu się podniecam i po raz kolejny mi stanął. Waliłem sobie ręką i brałem kutasa Rafała coraz głębiej i głębiej, aż on przycisnął moją głowę do swojego krocza i wyginając się w łuk, spuścił się mi w usta. Wtedy utrzymując wzwód, chciałem zrewanżować się Rafałowi i zacząłem się całować z jego spermą między naszymi ustami. Doszedłem drugi raz na jego brzuch i położyłem się obok. Leżeliśmy tak jakiś czas, aż przyszedł Łukasz, więc przykryliśmy się pościelą i udawaliśmy, że śpimy.

    Następnego dnia ubraliśmy się wcześnie i pojechaliśmy każdy do siebie nie zamieniając słowa. Od tamtego czasu sytuacja między Rafałem i jego dziewczyną się poprawiła, natomiast ja zacząłem oglądać porno z gejami w roli głównej i walić sobie myśląc o seksie z Rafałem. Nie rozmawialiśmy o tym incydencie, ale mam nadzieję, że go kiedyś powtórzymy.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jakub Bruk

    Rafał – 18 lat, wyższy ode mnie, dobrze zbudowany i gra w kosza, ma czarne włosy

    Łukasz – 18 lat, tego samego wzorstu, sylwetka typowa, ma ciemne włosy, ale nie czarne

  • Krolewicz

    Stając się niewolnikiem Królewicza, nie wiedziałem, co mnie spotka. Przez ponad rok uczyłem się właściwego zachowania względem mojego nowego Pana. Wiedziałem, że za każdy, nawet najmniejszy błąd, będę surowo karany. Nadchodził długo oczekiwany dzień, w którym miałem rozpocząć służbę u stóp mojego Pana. Królewicz był dwudziestokilkuletnim Panem, znanym ze swojej pewności siebie, arogancji wobec służby, a przy tym niewiarygodnie inteligentnym. Był szczupły, lecz wysportowany dzięki codziennym ćwiczeniom. 
    Służbę rozpocząłem już o 4 rano, czekając ze śniadaniem pod drzwiami królewskiej sypialni. Gdy tylko usłyszałem dźwięk dzwonka, otworzyłem drzwi i na kolanach doczołgałem się do wielkiego łoża, w której leżał mój Pan. Delikatnie ucałowałem jego boskie stopy, po czym podałem śniadanie. Królewicz wydawał krótkie komendy, wobec czego czułem się bardziej jak pies niż człowiek. Gdy mój Pan się posilił, usłyszałem komendę łazienka, po czym nałożyłem skórzane klapki na delikatne stopy mojego Pana i pomogłem mu się umyć. Po wszystkim pomogłem się ubrać mojemu Królewiczowi, który postanowił ubrać spodnie i marynarkę z delikatnej skóry, a na stopy jedwabne skarpetki i skórzane, wysokie buty z kilkucentymetrowym obcasem. Ucałowawszy buty Pana, udałem się po królewską biżuterię – wspaniałe męskie pierścienie z czystego złota i drogocennych kamieni. 
    Po wszystkim Królewicz postanowił przywitać nowoprzybyłych niewolników. Naturalnie nie poruszał się pieszo, przed pałacem czekała na niego wielka lektyka, niesiona przez ośmiu rosłych niewolników. Pomogłem swojego Panu zasiąść na wielkim skórzanym tronie. Królewicz pod swoimi wspaniałymi butami miał wygodne, jedwabne poduszki, które sprawiały, że podróż była dla niego wyjątkowo komfortowa. Wystarczył jeden krótki rozkaz i lektyka ruszyła. 
    Gdy Królewicz siedział wygodnie w przepięknym tronie, tragarze z wielkim trudem dźwigali potężną lektykę. Jednak Pan miał za nic ich cierpienie, wybrał dłuższą drogę, podczas której poddani mogli zobaczyć swojego Pana i oddać mu hołd padając przed nim na twarz. Nie zmienia to faktu, że wyglądał majestatycznie, skórzane ubranie sprawiało, że można było podziwiać jego muskulaturę, a pierścienie nadały mu wykwintnego, wielkopańskiego charakteru. Mnie jednak najbardziej podobały się jego skórzane buty, które mógłbym całować godzinami czołgając się u jego stóp. 
    Nowoprzybyli niewolnicy zostali już ubiegłego dnia zakuci w łańcuchy, które uniemożliwiły im wstanie z pozycji klęczącej. Przez całą noc, mimo padającego deszczu, czekali na swojego nowego Pana. Od Królewicza dostałem rozkaz, zgodnie z którym miałem pobiec do nowoprzybyłych niewolników i przygotować ich na spotkanie z Panem. Gdy przybyłem, wytłumaczyłem im, że czeka ich najwspanialsza chwila w ich dotychczasowym życiu. 
    Minęło kilka minut gdy oczom klęczących ukazał się niesamowity widok. Ośmiu niewolników niosło ogromną lektykę w której siedział Królewicz. Gdy orszak doszedł do klęczącej grupy ścierwa Pan krzyknął stop. I cała ośmioosobowa grupa stanęła w miejscu. Królewicz powiódł wzrokiem po grupie klęczących i skonsternowanych niewolników i rzekł leniwie Witajcie niewolnicy. Pozwólcie że wyjaśnię wam kilka zasad. Popatrzcie na Mnie: jestem waszym Panem, Bogiem, siedzę wygodnie w wielkim tronie, moje dłonie zdobią pierścienie, wy ścierwa klęczycie i klęczeć będziecie, w błocie nadzy, poniżeni, bez szans na inne życie, wiedząc, że Wasz Pan opływa w luksusy dzięki waszej katorżniczej i nieustannej pracy. Wielokrotnie spotkacie się ze sceną, iż arogancki i wymagający Pan będzie na was patrzeć z góry lektyki w wy klęcząc w błocie skuci łańcuchami, będziecie w duchu dziękować, iż jestem szczęśliwy i mogę wygodnie wylegiwać się na złotym łożu pod baldachimem podczas gdy wy klęczycie w poniżeniu.

    Po wszystkim Królewicz podzielił nowoprzybyłych niewolników na trzy grupy: ścierwa do pracy w polu, do pracy w kamieniołomach oraz służbę domową. Po tak wyczerpującym dniu Pan kazał zanieść się do pałacu. Tragarze byli wykończeni, ponieważ gdy ich Pan siedział wygodnie w lektyce, oni musieli walczyć o każdy oddech. Gdy dotarliśmy do pałacu, osobiście pomagałem zejść Królewiczowi z lektyki. Ukląkłem i ucałowałem but mojego Pana, który jednak nie zwrócił na mnie uwagi, a następnie obcasem nadepnął na moją rękę, łamiąc mi palec. Nie mogłem jednak wydać żadnego odgłosu, mimo ogromnego bólu. Gdy dotarliśmy do komnaty, w której sypiał mój Pan, dwóch młodszych niewolników otworzyło przed nami ciężkie drzwi. Królewicz położył się na swoi łożu, po czym kazał zdjąć sobie buty. Zrobiłem to z wielką ochotą, mimo wciąż bolącego palca. Doczołgałem się do stóp Pana, po czym ucałowałem pierwszy but, który prezentował się idealnie na boskiej stopie Królewicza: delikatna skóra, dodatki ze stali szlachetnej i wysoki obcas, na który mogła pozwolić sobie tylko osoba, która nie musiała się męczyć chodząc piechotą. Ściągając but poczułem boską woń jedwabnej skarpetki. Nagle poczułem mocne uderzenie, Pan uderzył mnie drugą nogą krzycząc, żebym się pośpieszył. Przeprosiłem, ucałowałem i ściągnąłem drugi but. Pomyślałem wtedy, jak żałośnie muszę wyglądać. Klęczę przed łożem innego mężczyzny, który ma mnie za absolutne zero i jedyne, o czym marzę, to zająć się jego stopami. Po chwili Pan powiedział: A co ze skarpetkami? Zdejmując je, poczułem jeszcze silniejszą woń spoconych, delikatnych stóp o idealnych kształtach. Moja ekstaza nie trwała jednak długo, ponieważ Królewicz postanowił zostać sam.

    Jednym z ulubionych zajęć Królewicza były polowania. Przynajmniej raz w tygodniu wybierał się na specjalnie ogrodzony terenu o powierzchni około 10 km2, otoczony wysokim na ponad pięć metrów płotek pod wysokim napięciem. Do środka wprowadzano dziesięciu niewolników, nieprzydatnych do prac lub skazanych przez Królewicza. 
    Tego dnia Królewicz wstał dość wcześnie, około dziewiątej. Po szybkim śniadaniu i kąpieli, udaliśmy się razem do garderoby. Mój Pan zdecydował się ubrać w skórzany, brązowy uniform, wysokie kozaki z ostrym obcasem oraz złotą biżuterię, co oznaczało, że dzień spędzi aktywnie. Szczególną radość sprawiło mi ubranie kozaków na delikatne stopy Królewicza. Najpierw na stopy obrałem jedwabne skarpetki, a następnie kozaki, które idealnie pasowały do boskich stóp mojego Pana. Królewicz po chwili położył nogi na moich plecach, wykorzystując mnie jako podnóżek. Byłem w wyjątkowo niewygodnej pozycji, jednak nie mogłem się ruszyć. Do pomieszczenia garderoby został wezwany strażnik, który usłyszał krótki rozkaz „lektyka do garderoby”. Wszystko przez wysokie na ponad dziesięć centymetrów obcasy, z powodu których także po pałacu, Królewicz kazał się nosił w lektyce. Po minucie do garderoby przybyło czterech rosłych murzynów, którzy na plecach nieśli wspaniały, skórzany fotel, na którym usiadł Królewicz. Od razy zrobiło mi się przyjemniej, nie musiałem już utrzymywać pleców w niewygodnej pozycji. Lektyka była niewielka, więc idealnie nadawała się do przenoszenia Pana w pałacu. Gdy murzyni zanieśli Królewicza przed pałac, czekała już na niego duża lektyka, a na kolanach leżało ośmiu kolejnych tragarzy. Mój Pan leniwie podniósł się z tronu i podszedł do dużej lektyki. Musiałem posłużyć jako dodatkowy stopień, żeby mój Pan nie musiał zbytnio się wysilić. Niestety wsiadał dość wolno, a jego obcas mocno wciskał się w moje plecy. Gdy już wygodnie położył się na wielkich, jedwabnych poduszkach, klasnął i ośmiu tragarzy z wielkim trudem podniosło ciężką, dębową lektykę. Już po pięciuset metrach można było usłyszeć głośne sapanie tragarzy, którzy walczyli o każdy oddech. W tym samym czasie Królewicz leżał rozparty na poduszkach, trzymając w delikatnej dłoni szklankę whisky. 
    Gdy dotarliśmy na miejsce, dziesięciu niewolników stanowiących zwierzynę czekało już na swojego Pana. Widziałem strach w ich oczach, ponieważ po raz pierwszy w życiu zobaczyli swojego Pana, pięknego, młodego, pachnącego drogimi perfumami i ubranego w skórzane, idealnie dopasowane odzienie. Szczególnie jednak zwrócili uwagę na jego dłonie, męskie i ozdobione pięknymi pierścieniami oraz buty – kozaki na wysokim obcasie. Królewicz spojrzał na nich leniwie, po czym krzyknął: Spuścić zwierzynę. Wówczas służba wpuściła niewolników do ogrodzonego terenu i mieli dziesięć minut, żeby się schować. 
    Po chwili pojawił się wielki murzyn, miał około 2,2 metra wzrostu. Wszyscy nie wiedzieli jak się zachować, jednak on zbliżył się do lektyki i klęknął przed Panem. Polowania były bardzo wyczerpującym sportem, dlatego Królewicz nie chodził na własnych nogach, ponadto niewygodnie byłoby polować w wysokich obcasach. Murzyn miał na karku założony skórzany fotel, na którym usiadł Pan. Jeden ze starszych niewolników podszedł i wręczył Panu niewielką włócznię, która zamiast strzałami, strzelała igłami. Po chwili Królewicz krzyknął „Zaczynamy” i wielki murzyn powstał. Już po chwili było słychać okropny krzyk pierwszego niewolnika. Okazało się, że strzały są zatrute i trafiony nimi niewolnik umiera w męczarniach. Królewicz kierował murzynem za pomocą butów, wżynając się obcasami w jego mięśnie. Murzyn cierpiał, jednak od dziecka był przyzwyczajony do bólu, poprzez wiele ćwiczeń przygotowujących go do roli ponyboya. Zabicie wszystkich niewolników zajęło Królewiczowi zaledwie pięćdziesiąt osiem minut, nowy rekord. Po wszystkim kazał spalić martwe ciała, a sam położył się wygodnie w lektyce i kazał się zanieść do pałacu na zasłużony odpoczynek.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mateusz R
  • Przygoda na dzialce

    Opowiadanie zawiera treści femdom, humiliation oraz pissing. Nie wszystkie wydarzenia są fikcyjne, ale opowiadania należy traktować jako wymysł mojej trochę pokręconej wyobraźni. Postacie i miejsca celowo nie posiadają szczegółowego opisu wyglądu, aby indywidualnie interpretować  poniższe wydarzenia. 
    Ja i moja dziewczyna jesteśmy studentami. Oboje nie boimy się eksperymentów i mamy do siebie dużo zaufania. Najbliższy weekend miał być najcieplejszym tego lata, więc uzgodniliśmy, że spędzimy go razem na mojej działce. Działka ma około 1000m2, znajduję się pośrodku pól, oddalona od zabudowań, nie licząc jednego sąsiada. Działka posiada ogrodzenie w postaci płotu i wysokich gęstych krzaków ograniczających widoczność z zewnątrz oraz małą zamykaną altankę, gdzie znajduje się całkiem wygodna kanapa. Po zakupach potrzebnego prowiantu w postaci wszelkiego rodzaju mięsa na grilla, pieczywa, niezdrowych przekąsek oraz dużej ilości wina udaliśmy się na działkę. Koc rozłożyliśmy tak, aby zażyć trochę kąpieli słonecznych, ale również tak, aby od strony sąsiada oraz uliczki pozostać niewidocznym. Zjedliśmy coś z grilla i zabraliśmy za tzw. leżing popijając wino. Tak minęło leniwe popołudnie w towarzystwie mojej dziewczyny. Wieczorem, gdy powoli następował zmierzch pod wpływem wypitego alkoholu, wpadliśmy na pomysł zagrać w rozbieranego pokera. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Szło mi całkiem nieźle pozbywałem się kolejnych ubrań, lecz nie byłem dłużny swojej dziewczynie, która na sobie miała już tylko stanik oraz koronkowe majteczki. Kiedy pozbyłem się majtek zostając całkiem nagi, Ania zaczęła się ze mnie śmiać, zabrała moje ubrania, mówiąc, że teraz to jej własność i będę chodzić nago do końca weekendu. Zasady tej gry na to pozwalają, jednak chciałem się odegrać i zaproponowałem ostatnią rundę o swój honor. Ania z uśmiechem się zgodziła stwierdzając, iż spodziewała tego. Jako, że nie miałem czym wejść w partie, dałem Ani możliwość wyboru nagrody jaką dostanie za wygraną. Wzięła kawałek kartki i coś na niej napisała, po czym złożyła ja w pół i rzuciła na koc. Zabraniając mi zajrzeć co jest na niej napisane powiedziała, że jeżeli chce grać dalej i przegram to będę musiał zrobić to co zastało utajnione przede mną na kartce. Ciekawość i chęć odegrania się zwyciężyła. Zgodziłem się. Rozdanie nie poszło po mojej myśli. Pod koniec rozdania miałem tylko parę dziesiątek, a moja dziewczyna parę króli. Widząc to uśmiechnęła się szyderczo i podała mi kieliszek wina, abym porządnie się napił przed odczytaniem treści mojej przegranej. Wziąłem kartkę w dłoń i zacząłem głośno czytać jej treść. Było na niej napisane „Od teraz będziesz udawał mojego pieska i spełniał wszystkie moje zachcianki :* ”. Uznałem to za żart i zaśmiałem się głośno. Nie spodobało się to mojej dziewczynie i spojrzała na mnie groźnym wzrokiem.

    – Podejdź tu piesku na czworaka – powiedziała stanowczo jakbym był jej prawdziwym psem. Wiedziałem, że to jednak nie żart napisany na kartce, ale prawdziwa kara za przegraną. Chcąc pozostać uczciwym wobec mojej dziewczyny, spełniłem pierwszy rozkaz i powoli na czterech nogach podszedłem do Ani.

    – Grzeczny piesek – mówiąc to głaskała mnie po włosach – od teraz jestem twoją Panią i będziesz wykonywać moje polecenia – kończąc te zdanie ciarki przeszły mnie po plecach.

    – Trzeba Ci nadać jakieś imię. Od teraz będziesz się wabił Max – po tych słowach wyciągnęła ze swoich spodni pasek i owinęła mi go wokół szyi tak, że wyglądał jak obroża. Z mojego paska powstała smycz, którą moja Pani zaczepiła o obroże.- To twój pierwszy prezent Maxiu, a teraz chodź muszę się przygotować na naszą wspólną zabawę – pociągnęła za smycz i przeprowadziła mnie kilka kroków w kierunku pobliskiego drzewa, do którego zostałem przywiązany.

    – Siad Max! –  Pani wykrzyczała komendę, a ja jako grzeczny piesek szybko siadłem na brudnej ziemi. Nie było to przyjemne, ponieważ nie byłem już na kocu, a leżące na ziemi gałązki i twarde źdźbła trawy zaczęły wbijać się w mój odsłonięty nagi tyłek oraz jądra.- Teraz grzecznie czekaj, aż wrócę i nie zmieniaj swojej pozycji – mówiąc to pogłaskała mnie po głowie i chwiejnym krokiem udała w kierunku altanki. Nie było jej chwile, a mnie coraz bardziej uwierały, wbijające elementy ściółki oraz drobne kamyczki. Zacząłem się wiercić tyłkiem na ziemi szukając lepszej pozycji. W końcu nie wytrzymałem i podniosłem go starając się usunąć kłujące mnie gałązki. Pech chciał, że akurat wtedy moja Pani wyjrzała z altanki. Widząc, że nie czekam na nią w ustalonej pozycji bardzo się zezłościła. Podeszła do mnie mówiąc:

    – Widzę nie potrafisz wykonać nawet najprostszego polecenia psie! – krzyknęła.

    – Potrzebna Ci będzie odpowiednia tresura – kończąc zdanie pchnęła stopą moją głowę w kierunku ziemi i przytrzymała tak, abym nie mógł jej unieść. Tym sposobem zostałem w pozycji odwrotnej do psiego siadu, gdzie tym razem moja twarz była odpowiednikiem tyłka. Sam tyłek pozostał wysoko uniesiony i wypięty. Pani zerwała świeża gałązkę z drzewa, do którego byłem przywiązany i zaczęła używać jej jako bat na moich bezbronnych pośladkach. Biła mocno, uderzając raz w prawy, raz w lewy pośladek. Czasami jednak zdarzało się, że Pani nie trafiała w pośladki i uderzając mnie prosto w luźno zwisające jądra. Ból był naprawdę silny, czułem jak na mojej skórze zaczynają powstawać czerwone pręgi. Pani coraz częściej trafiała mnie w krocze, co powodowało niewyobrażalne pieczenie. Po chwili baty ustały, a Pani wzięła swoją stopę z mojej głowy.

    – Odwróć się, chce zobaczyć twój zlany tyłek! – po tych słowach szybko podniosłem się i odwróciłem tyłem do swojej Pani.

    – Nie zasłużyłeś na taka karę, ale bardzo spodobało mi się bicie Ciebie. Będę to teraz robić częściej bez większego powodu – mówiąc to usłyszałem podniecenie w jej głosie.

    – Ustaw się ładnie zrobię Ci kilka pamiątkowych zdjęć .Wypiąłem wysoko tyłek i zobaczyłem odbicie lampy błyskowej na liściach będących przede mną. Pani odłożyła telefon i zaczęła poklepywać mnie po obolałych pośladkach. Zauważyła wtedy, że nie tylko one są czerwone i ze śmiechem w głosie powiedziała drwiącym głosem:

    – O biedny piesek, dostało się też po jajeczkach – po tym słowach zaczęła po nich poklepywać. Ból rósł z każdym uderzeniem.  Po chwili zacząłem się wiercić i cicho pojękiwać. Pani nie przerywała zabawy. Po chwili chwyciła moje jądra jak kiść winogron, ścisnęła mocno i zaczęła je wykręcać na boki. Krzyknąłem z bólu.

    – Już, już Maxiu. Musisz wytrzymać jeszcze chwilkę, to bardzo zabawne patrzeć jak cierpisz – kończąc zdanie napluła na rękę, którą aktualnie nie sprawiała mi cierpienia i rozpoczęła wcieranie śliny w opuchnięte jajka, mocno pocierając o mocno czerwoną skórę na mosznie. W ten sposób świeże otarcia zaczęły intensywnie szczypać, a wraz z dalszym pocieraniem ręką, jądra zaczęły mnie niemiłosiernie piec.

    – Widziałam to na jednym filmie, bardzo chciałam sprawdzić czy to naprawdę boli – powiedziała, przerywając wykonywaną czynność. Przez chwilę byłem nieco oszołomiony i nie mogłem się ruszyć. Sekundę później zobaczyłem odbicie lampy błyskowej, a z ust mojej Pani wydobył się dźwięk zachwytu. Pomimo bólu jakiego doświadczałem i poniżenia, poczułem ciepło w okolicy krocza, a mój penis zaczynał sztywnieć. Nie wiem czym było to spowodowane, być może podniecała mnie dominacja mojej dziewczyny i kreatywność wymierzaniu mi kary. Pani również zauważyła powoli kształtujący się wzwód.

    – Widzę, że podobają Ci się moje metody wychowawcze Maxiu – po tym słowach chwyciła mojego penisa jeszcze wilgotną dłonią i zaczęła nią szybko poruszać w górę i dół. Po chwili mój penis osiągnął maksymalne podniecenie. Pani widząc to przerwała zabawę, odsuwając ode mnie rękę mocno uderzyła mnie w jądra.

    – Pięknie się spisałeś Maxiu, teraz chodź do altanki napijemy się wina – zostałem odwiązany od drzewa i ciągnięty za smycz powoli na czworaka poszedłem w kierunku altanki.W altance Pani usiadła na kanapie i zaczęła zapalać świece. Ja rozejrzałem się po altance. W rogu niedużego pomieszczenia zauważyłem metalową miskę. Pani zapaliwszy wszystkie świece wstała i nalała do niej sporą ilość wina.

    – Pewnie chce Ci się pić – powiedziała – Idź i wypij wszystko do dna ja popatrzę na Ciebie – po czym usiadła znowu na kanapie. Nieśmiało podszedłem do miski i schyliłem głowę w kierunku czerwonego trunku. Zacząłem ruszać językiem próbując wypić wszystko. Po chwili zorientowałem się, że miska została ustawiona tak, abym podczas picia był wypięty w kierunku swojej Pani. Schylając się niżej wraz z ubywającym w misce winem, moje pośladki coraz bardziej się rozwierały. Gdy wylizywałem reszki wina niemal czułem wzrok mojej Pani na moim odbycie, który teraz na pewno prezentuję się w pełnej okazałości.

    – Masz bardzo owłosiony rowek piesku – powiedziała w końcu, po czym wstała i przykucnęła przy mnie. Po chwili poczułem wilgotne palce mojej Pani wokół mojej dziurki.

    – Dziś Cię jeszcze wykorzystamy dziureczko, ale na razie o Ciebie zadbać – Pani pośliniła palec i delikatnie zaczęła ją masować. Byłem całkowicie bezbronny, odurzony winem oraz bólem poddałem się pieszczotom. Mój penis znów zaczął sztywnieć. Palec wędrował wokół mojej dziurki ruchami okrężnymi, co powodowało u mnie dziwne skurcze w okolicy pachwin. Pani widząc rosnącego penisa, nie chcąc dawać mi przyjemności, na którą nie zasłużyłem przerwała zabawę. Zaciągnęła mnie za smycz w kierunku kanapy. Dostałem komendę stania na tylnych łapach z rękami blisko klatki piersiowej. Wykonałem rozkaz i nie poruszałem się. Moja dziewczyna od zawsze uwielbiała drażnić moje sutki, jednak teraz jako moja Pani mogła zrobić z nimi wszystko. Patrząc mi w oczy powoli skierowała dłonie ku moim sutkom chwytając za brodawki. Zacisnęła uścisk, a na mojej twarzy pojawił się grymas bólu. Uśmiech nie znikał z twarzy mojej Pani, zaczęła wykręcać moje sutki z duża siłą, nieustannie patrząc w moje oczy, na których już wypisane były słowa błagania o litość. Moje sutki szczypały straszliwie, czułem, że skóra na nich zaczyna powoli pękać. Wtedy Pani wyciągnęła z szafki kolejny przedmiot. Była to reklamówka z klamerkami do wieszania prania. Powoli naciągnęła mojego lewego sutka i dziką satysfakcją przypięła do niego 3 klamerki. Jęknąłem z bólu, jednak to nie uchroniło mojego prawego sutka przypięcia do niego klamerek. Klamerki zwisały z mojej klatki piersiowej, a Pani zaczęła nimi poruszać na różne strony. 

    – Każda klamerka, która spadnie z Twoich sutków zostanie powieszona na twoich jajka – mówiąc to uderzyła z płaskiej dłoni raz w lewa, raz w prawą pierś. Na moje nieszczęście spadły 3 z 6 klamerek. Pani ochoczo przystąpiła do przyczepienia ich do moich jąder, rozsiadła się wygodnie na kanapie i stopami zaczęła kopać mnie w krocze zabraniając mi się ruszać.

    – Teraz idziemy siku – powiedziała ciągnąc mnie za pasek przyczepiony do mojej szyi. Pani wyciągnęła z szafki sznurek. Myślałem, że to moja nowa smycz, lecz pomyliłem się. Zacząłem być związywany. Lewa ręka została przywiązana do prawego uda, a prawa ręka do lewego uda. W ten sposób Pani skutecznie ograniczyła moje ruchy. Nie mogłem się swobodnie poruszać ani samodzielnie wstać. Musiałem teraz przejść się po altance. Zacząłem pokracznie chodzić po altance. Pani śmiejąc się ze mnie, zaczęła wyzywać mnie od pokraki, zadowolona ze swojego pomysłu wydawała komendę za komendą.

    – Siad Max! Teraz leżeć! Wstać i podaj łapę swojej Pani! – nowe ograniczenia często wytrącały mnie z równowagi, Pani w ramach tresury karciła mnie uderzając mnie wtedy w przypadkowo trafioną część ciała swoim butem.Wyszliśmy z altanki na dwór, gdzie panował już półmrok. Jednak nie poszliśmy siku. Pani znalazła średniej grubości patyk i rzuciła go przed siebie.

    – Aport Maxiu! – zawołała, a ja zawahałem się, ponieważ patyk wylądował przy płocie dzielącym moją działkę z działką jedynego w okolicy sąsiada.

    – Ale Pani jeśli sąsiad będzie na dworze i mnie zobaczy? – zapytałem.

    – Nic mnie to nie obchodzi psie! Masz wykonywać moje polecenia, jeżeli nie przyniesiesz tego patyka wyprowadzę Cię na długi spacer w kierunku przystanku autobusowego i każe przy ludziach wykonywać psie sztuczki! – powiedziała rozwścieczona. Ten argument do mnie przemówił i pobiegłem jak najszybciej po patyk, chwyciłem go w usta i przyniosłem swojej Pani rzucając go pod jej nogi. Pani wzięła patyk i rzuciła go ponownie. Tym razem wylądował w miejscu, gdzie nikt nie mógł mnie zobaczyć więc ochoczo pobiegłem po niego. Wracając z patykiem jedna z linek ograniczających moje ruchy okazała się zbyt słaba i najzwyczajniej w świecie pękła. Pani widząc to rozgniewała się ponownie. Kazała podejść do siebie jak najszybciej i ustawić się w pozycji do lania. Schyliłem głowę ku ziemi jednocześnie wypinając tyłek. Pani chwytając swój prowizoryczny bat, zaczęła bić mnie po moim nagim tyłku. Tym razem wiedziała jak trafić nie tylko w pośladki, więc moje jądra obrywały równie mocno. Ciosy padały nieregularnie na moje ciało, jakby były zadawane w szale. Po chwili, gdy znów najbardziej bolącą mnie częścią ciała, był obszar od pasa w dół, Pani przerwała biczowanie soczyście plując na mnie.

    – Nie myśl, że to koniec twojej kary. Teraz pójdziemy się wysikać, ale skoro tak się boisz zauważenia, zrobimy to poza działką – moja smycz została szarpnięta i w tej samej chwili kierowaliśmy się ku bramie wejściowej mojej działki. Nie stawiałem oporu. Pani przeprowadziła mnie przez furtkę. Przed działką na ziemi leżało dużo szyszek z pobliskiej sosny. Pani pozbierała kilka i ułożyła z nich stos. Przyciągnęła mnie i kazała na nich usiąść sama siadając mi na barana na plecach. Szyszki były ostre i szybko zaczęły wbijać się w mój obolały tyłek. Jedna z nich ułożyła się bardzo niefortunnie pionowo do góry i pod naciskiem mojej Pani zaczęła wsuwać się w mój odbyt.

    – Pokaż swój tyłek – powiedziała Pani schodząc ze mnie. Niestety feralna szyszka nadal tkwiła w moich tyłku.

    – Widzę, że zamiast kary zabawiasz się! – wykrzyczała wyszarpując szyszkę i wkładając mi do ust, co prawie spowodowało u mnie odruch wymiotny.

    – To na chwile sprawi, że nie będziesz marudzić.Byłem przerażony. Co prawda w okolicy nie mieszkał nikt z naszych znajomych, ale konfrontacja z obcym człowiekiem nie była dla mnie komfortowa. Pani wyszła ze mną na uliczkę i zaczęła iść w kierunku latarni pobliskiej drogi. Szedłem na czworaka po wpół ubitej drodze raniąc sobie skórę w okolicy dłoni i kolan o kamyczki leżące na niej. Zatrzymaliśmy się przy drzewie znajdującym się w połowie drogi pomiędzy działką, a latarnią.- Jako, że jesteś psem powinieneś sikać na drzewka. Teraz masz swój czas im szybciej to zrobisz tym mniejsza szansa, że ktoś Cię zauważy. Nie miałem wyboru. W każdej chwili ktoś mógłby pojawić się na dróżce. Stanąłem koło drzewa i uniosłem prawą nogę. Stres zadziałał. Nie mogłem tego zrobić w warunkach takiej presji. Pani usiadła obok mnie wyciągając telefon.

    – Nie mogę sobie pozwolić, aby taka chwila nie została uwieczniona – Pani włączyła nagrywanie.

    – Będziesz tu sterczeć aż się nie wysikasz.Wtedy stało się na horyzoncie pojawił się mężczyzna w wieku około trzydziestki idący w naszą stronę. Początkowo nas nie zauważył jednak mijając drzewo przy którym stałem odwrócił głowę i patrzył zdumiony. Nie codziennie widzie się nagiego faceta udającego psa z przyczepiony klamerkami do jąder i sutków, próbującego obsikać drzewo. Moja Pani uśmiechnęła się niego i przywołała go. Opowiedziała w skrócie co tutaj robimy, na co mężczyzna zareagował głośnym śmiechem. Pani zasugerowała mu, aby został jeżeli ma ochotę. Mężczyzna stwierdził, że to może być jedyna okazja na zobaczenie takiego pokazu i przysiadł się do mojej Pani. Czułem największe poniżenie w moim życiu. Stałem na czworakach nagi i wypięty z nogą uniesioną w górze w celu oddania moczu na drzewo obserwowany przez moją dziewczynę i ciągle śmiejącego się obcego mężczyznę. Aby nie przedłużać tego poniżenia, zamknąłem oczy i maksymalnie skupiłem się na celu. W  końcu z mojego penisa popłynął złoty strumień. Nie przewidziałem jednak toru jego lotu i tego, że ludzkie penisy są inaczej ułożone niż psie, więc mocz zaczął spływać po moim brzuch. Widownia za mną ożywiła się i zaczęła głośno rechotać. Pani szybko wstała podnosząc telefon z ziemi i dokładnie filmowała moje poniżenie. Mężczyzna coraz głośniej się śmiejąc, chwytając pobliską gałązkę z bezpiecznej odległości zaczął szturchać moje jądra jeszcze większego rozproszenia strumienia moczu. Duża ilość wypitego wina spowodowała, że oddawanie moczu bardzo się wydłużyło, a dla mnie trwało już całą wieczność. Pani poruszała moim ciałem, abym mógł bardziej oblewać swoje ciało zamiast drzewa, a mężczyzna znudzony poprzednia czynnością, wycelował w moją dziurkę między pośladkami i wpakował mi patyk na głębokość pozwalającą mu w niej pozostać. Mocz w końcu przestał lecieć i odłożyłem nogę ku ziemi. Moja Pani nie przerwała nagrywania i każąc mi się nie ruszać, głośno komentowała co właśnie się wydarzyło. Nie omieszkała również przedstawić naszego gościa, który teraz patykiem drążył w moim odbycie jakby to była dziura w ziemi. Pani skończyła nagrywanie, kończąc tą poniżające scenę. Mężczyzna wstał w jednej chwili i z impetem wyszarpnął patyk z mojego tyłka, grzecznie podziękował za przedstawienie i poszedł w swoją stronę.

    – Widzisz Maxiu nie było tak źle – powiedziała Pani – teraz jednak moja kolej na sikanie. W tej chwili Pani zaciągnęła mnie za pobliski krzak i w pośpiechu ściągnęła spodnie.

    – Zawsze kręciło mnie sikanie z odrobiną adrenaliny, przybliż się i nie odrywaj oczu od mojej cipki – przykucnęła przy mojej głowie i odsłoniła swoją cipkę opuszczając majtki. Po chwili usłyszałem spływający na ziemie silny strumień. Pani oddawała mocz bezpośrednio przy mojej twarzy, przez całą czynność bacznie obserwowałem z odległości długości mojego penisa. Po chwili Pani wstała w szerokim rozkroku. Krzak, za którym się schowaliśmy był na tyle duży, że nadal czynił nas niewidocznym. Na cipce i lewym udzie mojej Pani pozostały kropelki moczu.

    – Cholera trochę się obsikałam, a nie wzięłam papieru z altanki, bądź dobrym pieskiem i wyczyść mnie. Nie chcąc dostać kolejnej poniżającej kary podjąłem wykonania rozkazu. Skierowałem twarz w kierunku uda i wyciągnąłem język. Pierwszy jego ruch wzbudził we mnie obrzydzenie. Mocz był bardzo intensywny, wzmocniony wypitym alkoholem. Po oczyszczeniu uda mojej Pani, skierowałem język ku cipce. Poczułem zapach moczu i skutków braku kąpieli. Nie miałem większego wyboru zlizywałem złoty nektar z warg swojej Pani.

    – Czuję, że kilka kropel spłynęło do tyłu – tej chwili Pani odwróciła się do mnie tyłem i wypięła w moim kierunku.

    – Nic tutaj nie jest mokre Pani – powiedziałem.

    – Nie gadaj tylko liż, tam gdzie wskaże palcem i nie przerywaj aż nie pozwolę – Pani skierowała palec w miejsce pomiędzy jej pochwą, a odbytem. Wyciągnąłem język i zacząłem lizać. Wkrótce palec mojej Pani zaczął zmierzać w górę. Podążałem za nim językiem. W ułamku sekundy spostrzegłem, że dojechaliśmy do jej odbytu, a palec zatrzymał się. Zacząłem językiem wylizywać dziurkę mojej Pani.

    – Robisz to dobrze, wyobraź sobie, że to moja cipka – powiedziała cicho pojękując. Na języku zaczęło brakować mi śliny, ale nie przerywałem pieszczoty. Nagle Pani odwróciła się, nadal trzymając rękę z tyłu.

    – Dobrze się spisałeś Maxiu – w tym momencie Pani włożyła sobie jeden palec w pochwę, drugi palec w odbyt. Pobrudzoną rękę wystawiła mi przed twarz. Czuć było od niej dziwny zapach

    – Czemu się krzywisz piesku, przecież ładnie wyczyściłeś swoja Panią, udowodnij to ssąc moje palce – wkładając palce do moich ust zaczęła nimi poruszać, jakby penisem podczas robienia loda. Najpierw ocierała je o mój język, później próbując sprawdzić moje możliwości co do głębokości jamy ustnej, kończąc wkładając je między zęby, a policzki udając, że używa szczoteczki.

    – Mam nadzieje, że zapamiętasz tą kare i fakt, że każda następna będzie bardziej upokarzająca. Teraz możemy wrócić na działkę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ander

    Opowiadanie pisane dla samego siebie z prywatnej kolekcji, jednak chęć sprawdzenia czy jest dobre czy nie wygrała. Piszcie jakie macie odczucia pomimo pokręconej fabuły, jestem ciekaw Waszym opinii.

  • Licealne przygody, cz. 1

    Spóźnili się na lekcję prawie kwadrans i pokornie wysłuchali cierpkich uwag zirytowanej nauczycielki historii.

    – Przepraszamy – odpowiedzieli zgodnie i usiedli w swoich ławkach. Coś w ich zachowaniu zastanowiło nauczycielkę, ale nie miała ani czasu, ani ochoty zastanawiać się nad tym. Był, jak zwykle, obszerny temat do zrealizowania.

    Wojtek, siadając, odwrócił się do kolegi w rzędzie ławek pod oknem i nieznacznie skinął głową. A niech to – udało im się… – zazdrość i uznanie mieszały się w myślach Krzyśka.

    Pozostali spóźnialscy, Zbyszek, Marek i Jacek, też wydawali się czymś poruszeni, ale zadowoleni. Wojtek, nadal podniecony, nie mógł skupić się na temacie lekcji. Historia nie interesowała go (inne przedmioty również), powtarzał klasę, miał bezpieczną ‘trójkę’ na półrocze, a teraz najchętniej już siedziałby w domu, w swoim pokoju i przeglądał film nagrany podczas przerwy. Internet już czekał…

    *

    Obserwowali ją od zawsze; miała ładne długie nogi, szczupła, z wydatnym biustem i długimi ciemnoblond włosami, starała się ubiorem i dyskretnym makijażem podkreślać swoją urodę. Śniada karnacja, wsparta wizytami w solarium, gwarantowała odcień skóry, który zwracał uwagę również męskiej części grona pedagogicznego. Odcień rajstop bądź pończoch jeszcze podkreślał opaleniznę. Uśmiechnięta, nieco wyniosła zarówno wobec obcych, jak i znajomych, nawiązywała bliższy kontakt z koleżankami, na których tle wyglądała korzystniej i unikała rówieśników, którzy widząc ją myśleli tylko o jednym… Za Joanną wzrokiem wodziła spora część chłopaków w liceum. I ona była tego świadoma. Ale nigdy żadnego nie prowokowała, najczęściej ignorowała, a to z kolei czyniło ją w oczach wielu jeszcze bardziej pożądaną.

    *

    Joanna też spóźniła się na historię. W jej wyglądzie coś zastanawiało, ale w tej chwili ważniejsze były wyniki kartkówki niż spóźnienie klasowej piękności. Wzrokiem przeprosiła nauczycielkę, ta znad okularów spojrzała na nią, gestem wskazała na salę i wróciła do przerwanego tematu.

    *

    – Świnia! – krzyknęła Joanna i prawie jednocześnie usłyszeli hałas, jaki wydaje otwarta dłoń w zderzeniu z policzkiem. Wybuch śmiechu obserwatorów tej sceny podsumował marne zaloty Wojtka. Joanna gwałtownie odwróciła się i odeszła do koleżanek. Zbyszek i Jacek rozbawieni finałem zalotów, klepali Wojtka po plecach, który oszołomiony takim zakończeniem rozmowy, pokornie szedł z kolegami na drugi koniec pokoju.

    – Tylko dla orłów – tytułem filmu Jacek smętnie skwitował nieudane zaloty kolegi, podając mu piwo.

    – Jeszcze zobaczysz – bardziej do siebie niż kolegi warknął blondyn. Publiczne upokorzenie podczas ‘osiemnastki’ Marka tylko potęgowało jego zamiar poniżenia szkolnej piękności.

    *

    Wraz z upływem lat nauki jej wyniosłość rosła. Koleżankami odgrodziła się od nachalnych chłopaków; złośliwymi komentarzami pod ich adresem potęgowała ich niechęć, a pożądanie – zadbanym wyglądem, ciuchami oraz pomijaniem przy zapraszaniu na prywatki do willi rodziców. O tych prywatkach, zresztą bardzo rzadkich i elitarnych, krążyły legendy. Być może upowszechniane głównie przez ich organizatorkę, ale paru gadatliwych uczestników i kilka nielojalnych, zawiedzionych uczestniczek miało o czym opowiadać… Joanna pytana o potwierdzenie pogłosek, wyniośle milczała albo kwitowała jednym, zawsze tym samym słowem: bzdury. Jednak te wydarzenia to temat na odrębne opowiadanie.

    *

    – Spadaj, ryży warchlaku – Joanna odwróciła się, obdarowała pogardliwym spojrzeniem Zbyszka, obciągnęła poderwaną sukienkę i z uśmiechem na twarzy podeszła do grupy koleżanek z klasy.

    – Słyszałeś? – chłopak dopiero po chwili odzyskał mowę, zaskoczony epitetem. Już miał ruszyć w kierunku dziewczyny, ale koledzy powstrzymali go. Z trudem.

    – Czyli dzisiaj ma białe stringi… – skomentował widok Jacek. Stał w lekkim rozkroku, podpierając brodę prawą dłonią, głowę przechylił na bok i nadal patrzył na pupę oddalającej się Joasi.

    – Zbyniu, nie dzisiaj i nie tak – Wojtek spod przymrużonych oczu też przyglądał się pupie koleżanki.

    – A jak? – Jacek był gotowy do natychmiastowego rewanżu.

    – Zapraszam dzisiaj wieczorem do mnie, to dowiecie się, w jaki sposób przygaśnie blask naszej ‘gwiazdy’ – z tajemniczym uśmiechem odpowiedział chłopak, ironicznie akcentując ostatnie słowo.

    Na spotkaniu pojawił się jeszcze Marek. Spore zaskoczenie dla kolegów, bo chłopak ze względu na swoją otyłość i seplenienie, był izolowany, a w najlepszym razie ignorowany przez innych, głównie dziewczyny. W ogóle ich kierunku starał się nie spoglądać. Na ogół spławiały go ostrymi komentarzami; po pewnym czasie wystarczały pogardliwe spojrzenia. Był dobrym uczniem, a komputery i wszelkie elektroniczne gadżety były jego namiętnością i w ten sposób zdobył uznanie innych oraz podtrzymywał, jak sądził, wątłe więzi koleżeńskie. Zainteresowanie koleżanek Markiem odradzało się, kiedy padał im jakiś sprzęt albo należało znaleźć i wgrać poszukiwany program. Po udzieleniu darmowej pomocy, dziewczyny zwykle szybko zapominały o otyłym i nieśmiałym koledze.

    Gospodarz spotkania pokrótce omówił swój pomysł, koledzy mieli jednak wątpliwości, rozpoczęła się dyskusja, Wojtek wysłuchał uwag, skorygował nieco pomysł, podzielił role i wówczas siedli do analizy planu ich lekcji. W końcu przeszli do części praktycznej. Wszystko musiało przebiegać płynnie przy realizacji pomysłu.

    *

    Jedno z newralgicznych miejsc w szkole stanowiły łazienki. Męskie łazienki. Miejsce spotkań palaczy – palarnią była tylko męska łazienka na trzecim piętrze, a także miejsce żartów – niejeden (i niejedna, płeć stanowiła drugorzędny aspekt) został opryskany wodą, trafiony mokrą rolką papieru toaletowego, albo trafiony ‘z liścia’, bądź z buta w pupę, nieopatrznie mijając uchylone drzwi w zbyt małej odległości. Nauczyciele niezwykle rzadko pojawiali się w niej w trakcie dyżurów.

    *

    Stary budynek wymagał remontu, więc w tej chwili na trzecim piętrze była czynna tylko jedna sala lekcyjna i łazienki. Drzwi dwóch remontowanych sal przykryte były czarną folią, co miało ograniczyć zapylenie korytarza. Na całym piętrze dominowały odgłosy kucia ściany, w jednej z nich, co które skutecznie tłumiły inne hałasy.

    Joanna, po rozmowie z wychowawczynią, powoli wchodziła na 3. piętro. Historyczka była uprzedzona o jej nieobecności, a przerwa dopiero przed chwilą dobiegła końca, więc po co spieszyć się?

    – Może jeszcze przeczeszę włosy w łazience? – pomyślała. Obejrzała się, za nią, z pochyloną głową, wspinał się ten tłuścioch Marek, jednocześnie rozciągając czarną folię. Joasia pokonała ostatnie schody, i właśnie chciała minąć męską łazienkę, a potem jeszcze dwie sale, żeby dotrzeć do damskiej toalety, ale nie zdążyła. Silne dłonie chwyciły ją za ramię i mocnym szarpnięciem wciągnęły do łazienki. Zanim coś powiedziała, do pomieszczenia wpadł zasapany i czerwony na twarzy Marek. Pokonać dwa piętra bez windy i w starym budynku to nie są żarty… Właśnie przykleił czarną folię na zewnątrz drzwi łazienki, zamknął drzwi i przekręcił zamek. Przed Joanną stał Wojtek, obok niego Jacek i Zbyszek.

    – Zwariowaliście?! Czego chcecie?! – dziewczyna była wściekła, prawie skręciła nogę w szpilce. – Otwierajcie drzwi, głupie fiuty!! – rozkazała, poirytowana sytuacją, poprawiając torbę na ramieniu.

    – Ona nic nie rozumie… – lekko uśmiechnął się Wojtek. Stał w rozkroku, dłonie trzymał w kieszeniach spodni. – Bierzcie ją – polecił. Tylko na to czekali. Zanim zdążyła wykonać jakikolwiek ruch, obydwaj chwycili ją za ramiona, odwrócili się razem z nią i oparli dziewczynę plecami o ścianę: dalej od drzwi, bliżej okien, naprzeciwko pisuarów. Joanna chciała coś powiedzieć, wzywać pomocy, ale byli szybsi i przygotowani. Wojtek podszedł do niej i materiałem wyjętym z kieszeni zapchał jej usta i zakleił przygotowanym kawałkiem taśmy.

    Następnie Marek zdjął torbę z ręki dziewczyny, a Zbyszek i Wojtek sprawnie blokowali ramię, żeby go nie uwolniła. Chwilę później Zbyszek i Jacek swoimi nogami pociągnęli na boki jej nogi i tak trzymali zablokowane.

    – Teraz możesz wrzeszczeć – uśmiech nie schodził z ust Wojtka. Chłopak przechylił głowę i podziwiał ich dzieło.

    – Ładnie rozkraczona – po raz pierwszy odezwał się Marek. Wyczuwało się podniecenie w jego głosie. Joannę ogarniało przerażenie.

    – To moje slipy. Po wszystkim zwrócisz je – Wojtek wskazał palcem na jej usta. – Chciałem, żebyś mnie poczuła, więc nie są świeże. Rozpiął spodnie i udowodnił, że zdjął je wcześniej. – Mamy mało czasu, a tyle chcielibyśmy wspólnie dokonać – rozmarzył się Wojtek. Pozostali parsknęli śmiechem. Wojtek mrugnął do Marka, a potem podszedł do dziewczyny.

    Patrzył w jej oczy i powoli podnosił spódniczkę…. Chwycił jej dół i zatknął za górną krawędzią.

    – O, koleżanka dzisiaj w pończoszkach… – skonstatował z uznaniem. Spódniczka odsłoniła grafitowe stringi. Chłopak ponownie spojrzał w jej oczy, i jednocześnie palcami najpierw delikatnie, po chwili coraz agresywniej drapał łechtaczkę przez materiał. Drugą rękę oparł przy jej głowy – już nie mogła jej odwrócić w prawą stronę. Pochylił się nad nią i nosem dotknął jej policzka, szarpnęła się, jęknęła. Próbowała wyrwać nogę, potem drugą. Bezskutecznie. Trzymali ją mocno. Była bez szans. Wojtek nosem dotknął jej ucha, wodził po nim. Czuła jego gorący oddech. Był podniecony. Joanna próbowała odsunąć głowę w lewo, wtedy do jej twarzy przysunął się Jacek.

    Tym razem Wojtek sięgnął pod stringi i znowu drapał łechtaczkę, głaskał ją, ugniatał palcami. – O, nasza suczka jest wilgotna – głośno zdziwił się chłopak. W jego głosie było słychać tylko rozbawienie. Wyprostował się, teraz też drugą ręka zniknęła w kroczu dziewczyny i za chwilę usłyszeli trzask rozdzieranego materiału. – Nie będą ci potrzebne, Aśka – wyjaśnił tonem eksperta.

    Za chwilę poczuła palce zagłębiające się w jej pochwę. Jeden, dwa, trzy… Trochę ją bolało, ale on był natarczywy. Szarpała się, więc lewą ręką chwycił ją za szyję, przycisnął do ściany i zaczął lekko dusić. – Spokój, suko, bo będzie bardziej boleć, a to dopiero początek naszej znajomości – tłumaczył cierpliwie. – Operator, jak idzie? – rzucił w przestrzeń.

    – OK, szefie – odrzekł rozbawiony Marek.

    Dopiero teraz dziewczyna zorientowała się, że zdarzenie jest nagrywane przez Marka.

    – Zniszczę tego grubasa – obiecała sobie Joanna. Zobaczyła, że aparat fotograficzny stojący na oknie też jest skierowany w ich stronę.

    – Koledzy, wasza chwila – uroczyście rzekł Wojtek. Oparł swoje ręce na ramionach zdezorientowanej dziewczyny i z rozbawieniem spojrzał w jej twarz. Po chwili poczuła jak dwie ręce penetrują jej krocze. Jacek i Zbyszek jedną ręką przytrzymywali jej rękę dociśniętą do ściany, a drugą obmacywali ją i na przemian dobierali się do drugiej dziurki. Przy okazji komentowali jej budowę i zachowanie. Joanna jęczała, próbowała krzyczeć, ruszała biodrami, żeby uniemożliwić penetrację, ale na próżno. Jedynie rosło podniecenie i rozbawienie chłopaków, którzy mokre od jej soków palce zaczęli wycierać w twarz dziewczyny.

    – Koledzy, a może zrobimy suczce mały prysznic? Jest dzisiaj dość ciepło – chłopak ruchem głowy wskazał na pisuary i utkwił pytające spojrzenie w oczach Joanny. Koledzy skwapliwie przytaknęli, rozbawieni pomysłem. Z ust Joanny wydobyło się wycie.

    Marek roześmiał się głośno. – Może innym razem? Jej chyba nie zależy. Jeszcze będzie kilka okazji – zaproponował.

    – Och, zapomniałbym, suczko – rzekł przepraszającym tonem Wojtek. Dobiegł ich chichot Marka. Wojtek rozpinał bluzkę Joanny i rozsuwał ją na boki. Ignorując szamotaninę bezradnej koleżanki, rozpiął grafitowy, koronkowy stanik i przełożył go nad jej głową.

    – No, komplet – stwierdził Wojtek, ale nikt nie zastanawiał się, czy chodzi o zdjętą bieliznę czy odsłonięte wdzięki ich koleżanki. – Pięknie – westchnął rozmarzonym głosem. Odsunął się na moment i patrzył na spore, jędrne piersi Joanny. Złożył dłonie jak kamerzysta, próbujący najlepiej uchwycić ciało w kadrze, kiedy przygotowuje się do filmowania. Bawił się bezradnością dziewczyny. Podszedł, zaczął delikatnie bawić się sutkami, potem miętosił całe piersi, znowu drapał sutki, ciągnął je, lekko przygryzał i znowu nawilżał językiem. Dziewczyna osłabła, ale jeszcze prężyła się, odrzucała głowę na boki, napinała mięśnie ramion, nóg. Wszystko bez rezultatu. Teraz dwaj koledzy Wojtka na zmianę palcami posuwali Joannę w obie dziurki, kiedy on pieścił jej sutki. Miała przymknięte oczy, jej podniecenie rosło, ale starała się z tym walczyć. Chociaż wcześniej widzieli nienawiść w jej oczach… dalej posuwali ją w obie dziurki, a Wojtek bawił się piersiami.

    – Zmienić któregoś z was? – zapytał z ironią w głosie, patrząc na sterczące sutki i śluz rozmazany na policzkach blondynki. Po tych słowach rzuciła mu pogardliwe spojrzenie, a on, patrząc w jej oczy, powoli rozpinał rozporek dżinsów. Ze spodni wyłaniał się sporych rozmiarów penis. – Ustalimy kolejność, koledzy? – zapytał rzeczowym tonem. Koledzy przyspieszyli ruchy w jej dziurkach. Podniecenie Joanny mieszało się z rosnącym strachem. Nie chciała tutaj; w ogóle nie chciała z nimi! I poczuła jak cztery palce znikają w jej pochwie. Nie, NIE!! Nie oni!! N I G D Y!!

    – Panowie, zróbmy przerwę – usłyszała i po chwili wszystkie palce wysunęły się z jej dziurek. A rozbawiony Wojtek zapinał spodnie.

    *

    Chwilę później, mimo oporu dziewczyny, we czterech założyli jej slipki Wojtka, wyjęte z ust, ale nadal trzymali ją za ręce.

    – Aśka, potraktowaliśmy cię łagodnie. Uwierz mi na słowo – spokojnie wyjaśniał pomysłodawca wydarzenia. – W slipkach pójdziesz do domu, wypierzesz je i jutro o 18. przyniesiesz mi, znasz adres. Nasze mieszkanie nie jest tak piękne jak wasza willa, ale do rozmowy na temat twojej przyszłości wystarczy. Za chwilę Marek cały materiał wysyła do znajomego. Jeżeli kogokolwiek zawiadomisz, natychmiast będzie w necie. Jeżeli posłuchasz mnie, wracaj spokojnie na lekcję. Sprawa zostanie tylko między nami. W końcu jesteśmy w jednej klasie. Będziesz teraz grzeczna?

    Joanna już podjęła decyzję. Skinęła głową, chłopcy puścili jej ręce, zdjęli taśmę z ust, ale stali obok gotowi do jej ponownego naklejenia, gdyby próbowała krzyczeć. Jednak wydawała się spokojna; nawet bardzo spokojna. Już planowała zemstę. Jedną ręką zakrywała obnażony biust, drugą próbowała przełożyć stanik przez głowę. Obiecała przyjść na spotkanie następnego dnia.

    Chłopcy umyli i wysuszyli ręce, teraz powoli opuszczali pomieszczenie. Marek chował do torby aparat i komórkę. Joanna chciała powiedzieć coś dosadnego, postraszyć ich, dać upust swojej wściekłości, ale ubiegł ją Wojtek:

    – Kto to widział, żeby dziewczyna przesiadywała w męskiej łazience… I to taka dobra uczennica! Mam nadzieję, że ta sytuacja już więcej nie będzie miała miejsca w naszej szkole. Do jutra, „Lady”… – głowa chłopaka z ironicznym uśmiechem na twarzy właśnie znikała za drzwiami. Ostatnie zdanie wypowiedziane przez wychodzącego z łazienki Wojtka zmroziło ją. 

    – Czyżby…? On? Ale skąd taki gnój może cokolwiek wiedzieć? – przerażenie i wściekłość nie pozwoliły Joannie na werbalną reakcję. W ręku trzymała chusteczkę, która ścierała śluz policzków.

    *

    – Czemu ją puściłeś?! Teraz! Przecież mieliśmy ją! – wybuchnął wściekły rudzielec, kiedy wyszli z łazienki, zostawiając kompletującą strój Joannę. Inaczej wyobrażał sobie zemstę.

    – Spokojnie, nie powinniśmy zbyt często spóźniać się na lekcje. A suczka musi się oswoić z własnymi myślami – uśmiechnął się. – To dopiero początek zabawy. A ona sporo już potrafi – zatrzymał się i spojrzał na Zbyszka. – Nie zrywa się niedojrzałych owoców – i uśmiechnął się tym razem do swoich myśli.

    Wiedział o czymś, o czym oni nie mieli nawet pojęcia, a co dawało mu przewagę w jutrzejszych negocjacjach. Cóż, ich przyszłość zapowiadała się bardzo ekscytująco. Naprawdę…

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick