Category: Uncategorized

  • Sklad antykow. Marta i karzel

    Marta postanowiła kupić kilka mebli, ze względu na zamiłowanie do stylu retro szukała przedmiotów z duszą i historią. Gdy dowiedziała się, że w okolicy mieszka człowiek, który ściąga zewsząd interesujące eksponaty, natychmiast postanowiła się do niego wybrać.

    O mężczyźnie krążyło wiele dziwnych plotek, nie ulegało jedynie wątpliwości, że jest karłem. Jedni twierdzili, że zapełnił trzy budynki nikomu niepotrzebnymi gratami; inni, że ma wiele bajecznie drogich antyków. Sympatii raczej nie wzbudzał, bo niby taki kurdupel a bezecnik! Strasznie wyrywny do panien. Tyle, że która chciałaby zostać pośmiewiskiem? Dlatego skazany był na samotność…

    Wieś nigdy nie lubiła odmieńców. Co raz wioskowe chłopaki mocno go pokiereszowały, nie, żeby zasłużył, tylko, ot, dla draki, bo to mikrus, co się nie obroni. Ale gdy drugi raz po tęgich cięgach trafił do szpitala, postanowił się zrewanżować. Jego pomocnicy, którzy wozili z nim meble, chłopy na schwał, spuścili srogie baty prześladowcom karła. Potem wieś znienawidziła go jeszcze bardziej.

    Martę to intrygowało. Wybrała się do kolekcjonera po sumie w niedzielę. Zaskoczyło ją schludne obejście. Wykoszona trawa i brak porozrzucanych w nieładzie sprzętów na podwórku – co u sąsiadów nie było standardem. Z pięknie rzeźbionego, modrzewiowego dworku wyszedł on. Miał mniej niż metr dwadzieścia wzrostu. Zniekształcony nos i zdeformowana warga to efekty wioskowych cięgów – domyśliła się.

    Uśmiechnął się i szarmancko ucałował Martę w rękę. Poczuł intensywną woń dobrych perfum.

    – Bardzo mi miło, Karol. A pani to zapewne Marta? Mając zaszczyt gościć tak piękną i elegancką damę, ośmielę się wprzódy zaproponować drobny poczęstunek.

    Marcie zawsze schlebiały komplementy, zwłaszcza, gdy zawierały słowa: dama, piękna, elegancka. Uśmiechnęła się szeroko, demonstrując rząd śnieżnobiałych zębów. Dotknęła kokieteryjnie swoich złocistych loków, zaczepiając jednocześnie o sporych rozmiarów kolczyk. Tego dnia specjalnie się wystroiła: jasnobeżowa, rozkloszowana spódniczka, kremowa bluzeczka, cieliste pończochy i klasyczne szpilki w odcieniu pudrowego różu. Całość rzeczywiście sprawiała eleganckie wrażenie.

    – Jest pan niesłychanie szarmancki! To niepospolite tutaj… Dziękuję…

    Na werandzie przytulonej do dworku i w całości porośniętej bluszczem znajdował się samowar, ale także beczka z białym winem. Marta, po początkowych protestach, zgodziła się na lampkę wyśmienitego trunku.

    Siedzieli przy dębowym, wiekowym stole. Kobieta, sącząc napitek, uważnie słuchała opowieści Karola. Była wdzięczną rozmówczynią, więc mężczyzna łatwo się przed nią otworzył. A może chciał jej zaimponować?

    Okazało się, że od wczesnej młodości fascynował się starymi meblami. Skończył jedynie zawodówkę stolarską, ale przeczytał mnóstwo książek o historii sztuki, całe zasoby lokalnych bibliotek. Potem zarabiał jako pomocnik wędrownego handlarza, który skupował od chłopów zabytkowe starocie. Zobaczył, jak tanio wieśniacy oddają drogocenne gdańskie szafy, które ich przodkowie zrabowali z dworów czy wyłudzili od Żydów, postawionych pod ścianą w czasie wojny. Bywało, że za paczkę gwoździ albo za jakieś tandetne bibeloty wymieniali piękne, choć nieco zniszczone zegary z kurantami.

    Obserwując to, postanowił handlować samodzielnie. Szybko zgromadził pokaźną kolekcję. Potem sprzedawał swoje łupy Niemcom i Francuzom. W końcu nie wiedział, co robić z kapitałem, a że kochał dzieła sztuki, zaczął je skupować, ale już na zachodnich aukcjach. Wynajdował naprawdę cenne egzemplarze, które później poddawał starannej renowacji. Sprawdzały się tu nie tylko jego wielka miłość do mebli, ale również drobne, sprawne rączki.

    Praca i majątek to jednak nie wszystko. Jak się z nich cieszyć, nie mając z kim dzielić radości? Zawsze odrzucany przez kobiety i dotknięty ostracyzmem, często czuł się bezbrzeżnie samotny.

    Marta szybko polubiła mężczyznę – nie spostrzegła nawet, że na swobodnej rozmowie upłynęło im niemal półtorej godziny – zawsze podziwiała ludzi z pasją. A historia sztuki okazała się wdzięcznym tematem. Na dodatek współczuła temu nieszczęśliwemu mikrusowi. Poczuła potrzebę pocieszania go, zrekompensowania doświadczonej niedoli.

    – Zapraszam zatem do mojej rupieciarni, tylko proszę się nie przestraszyć bałaganu. Może pani przebierać do woli. – Karol poderwał się z miejsca.

    Marta szeroko otworzyła oczy, zadziwiona bogactwem kolekcji. Meble stały jedne na drugich. Piękne, misternie rzeźbione. Oniemiała z zachwytu. Opowieści, z których pośrednio wynikało, że zbiory są warte fortunę, nie wydawały się wcale przesadzone.

    Karol wypił na werandzie trzy kieliszki wina. Śliczna, młoda nauczycielka od razu wpadła mu w oko. Do tego wytwornie ubrana – wydała się wręcz idealna. Duży biust, kształtne pośladki, w które wpatrywał się niczym w obraz. Boże! Mieć taką kobietę! Choćby tylko kilka chwil! Nie zapomniałby tego do końca życia. – Śledził każdy ruch pełnych, starannie pomalowanych ust. Ech! Posiąść je! Wpić się w nie! Cóż… marzenie ściętej głowy.

    Kiedy wstała z werandy i szła z nim do stodoły, wydało mu się, że wprost płynie na swych długich, kształtnych nogach w eleganckich szpileczkach. Poruszała się tak zgrabnie, z taką gracją… A kiedy w przesadnie egzaltowany sposób okazywała zachwyt nad jego kolekcją, czuł się nie tylko dumny i urzeczony, ale również podniecony. Ależ ona musi reagować w łóżku! – pomyślał.

    – Szuka pani biureczka? Proszę, dziewiętnasty wiek, w sam raz dla nauczycielki.

    Marta zasiadła za gustownym, pięknie dekorowanym meblem.

    – Muszę sprawdzić czy wysokość jest odpowiednia. – Karzeł wykorzystał okazję, by zerknąć pod biurko.

    Łydki kobiety prezentowały się doskonale. Aż prosiłoby się zapuścić żurawia jeszcze głębiej, ale Marta nie dała takiej możliwości. Założyła nogę na nogę, poprawiła spódniczkę. Kolana wręcz stworzone do tego, by je schwytać… łydki smukłe… stópki wymarzone do całowania… Karolowi świat nagle zawirował… Może to od wina? O nie!

    – A teraz pokażę pani coś ekstra. Coś, czego pani pewnie nigdy nie widziała.

    Marta podeszła zaintrygowana do sekretarzyka. Karzeł podsunął sobie ciężki, tapicerowany podnóżek, żeby stanąć na nim i pokazać skrytki umieszczone zmyślnie w nadbudówce. Kobieta zachwyciła się kunsztem mistrza, który je wykonał.

    – Specjalnie zamówiony dla markiza de Bade. Chował tam swoje sekretne liściki. To jeden z amatorów ciekawych mebli, którego podziwiam. Kupuję wszystko co należało do niego.

    Marta pochylała się nad sekretarzykiem, a karzeł, który zdążył już zejść na ziemię, wykorzystał to niecnie do zaglądania pod jej spódnicę. Akurat teraz niski wzrost okazał się przydatny. Widział uda w pełnej krasie. Boże! Jakie cudne! Nie za grube, nie za chude! W sam raz! Ech… choćby ich delikatnie dotknąć… pogłaskać…

    Karol pochylił nieco głowę i wówczas dostrzegł koronkowe zwieńczenie pończoch. Co za widok! Nigdy nie widział czegoś podobnego w naturze. Poczuł, że robi mu się ciasno w spodniach.

    Tymczasem Marta wysunęła szufladę. Grymas jej twarzy zdradzał zawstydzenie. We wnętrzu leżały stare ryciny, przedstawiające bezecne treści z udziałem żołnierzy w mundurach napoleońskich. Na jednej z nich dwóch żołdaków pochylało się nad damulką z podciągniętą do góry suknią i halkami, na kolejnej widniała wieśniaczka, również z zadartą kiecką, gwałcona na sianie. Marcie żywiej zabiło serce. Przez chwilę wczuła się w role bohaterek ilustracji.

    Karzeł uśmiechnął się szelmowsko.

    – Oto upodobania markiza… A widzi pani, że ta szuflada ma drugie dno?

    – Ojej! Ależ nigdy bym nie zgadła!

    Mały człowiek odsunął listewkę i wszystko stało się jasne. Marta zaglądała w głąb sekretarzyka pochylając się nad nim nisko, nie miała jednak odwagi sięgnąć po ukryte głębiej rysunki. Karol delektował się natomiast malującym się przed nim krajobrazem. Dwie dorodne półkule tworzyły między sobą kuszący rowek, najpiękniejszą na świecie dolinę, przeciętą gustownym, ciężkim naszyjnikiem.

    Boże! Daj mi siłę wytrzymać! – modlił się w duchu.

    Marta zorientowała się nagle, że mężczyzna gapi się bezczelnie na jej piersi. W pierwszym odruchu zawstydziła się i już chciała wyprostować, ale uświadomiła sobie, że w gruncie rzeczy odczuwa przyjemność, gdy ktoś podziwia jej biust. Poczuła lekki dreszczyk emocji. Nie przeszkadzał jej nawet wygląd Karola. Jakby fakt, że ten mężczyzna ma wzrost dziecka, wzmagał jeszcze podniecenie. Chciała, żeby się przyglądał, łapczywie, zachłannie… Z premedytacją pochyliła się jeszcze bardziej i zajrzała pod sekretarzyk.

    – Tu też musi być jakaś skrytka!

    – Jest pani bardzo domyślna…

    Karzeł aż się skręcał. Mógł podziwiać piersi nauczycielki, dostrzegł nawet skrawek delikatnej koronki stanika. Wystarczyłoby tylko sięgnąć dłonią, żeby schwycić…

    – Kim był ten markiz de Bade? Jestem historyczką, ale nigdy o nim nie słyszałam.

    – Francuskim libertynem. Nie zostawił po sobie znanych światu zapisków, ale ja dotarłem do kilku jego mebli. Większość z nich kupiłem.

    – Doprawdy! Pokaże mi je pan?

    – Oczywiście, z przyjemnością. Na przykład to jego ulubiony szezlong. Niech się pani przekona jaki wygodny!

    Karzeł odkrył kapę i gestem zaprosił kobietę, żeby wypróbowała mebel.

    Marta przysiadła ostrożnie, po czym wyciągnęła nogi, dbając przy tym, żeby spódniczka przypadkiem nie podwinęła się za wysoko.

    Boże! Taka kobieta rozkłada się przede mną! – zaśmiał się w duchu liliput.

    – Jestem zaskoczona… rzeczywiście bardzo wygodnie się tutaj leży…

    – A widzi pani. Markiz też tak uważał, dlatego nie tylko czytał na nim książki…

    – Doprawdy? – Marta domyśliła się erotycznych aluzji i to ją podnieciło, chciała, żeby kontynuował wątek. – Co takiego jeszcze tutaj robił? – zapytała kokieteryjnie, zakładając nogę na nogę.

    – Hmm… no cóż… Nie wiem, czy wypada mówić przy damie…

    – Tak? – Marta dopytywała się z wielkim zaciekawieniem w oczach, wspierając się na szezlongu.

    – To był cały markiz… Cóż… bałamucił arystokratki: stateczne mężatki i nierozsądne panny. A wiele dziewek służebnych nosiło po nim brzuchy.

    – Ach. – Kobieta zatrzepotała rzęsami i niczym oparzona zerwała się z mebla, jakby jej też groziło, że zostanie ofiarą niesławnego libertyna.

    – A poza markizem ma pan jeszcze innych ulubionych posiadaczy nietypowych mebli?

    – Owszem! Generał von Knypehl. Tajemnicza postać hitlerowskiego aparatu bezpieczeństwa. Niezwykle zagadkowa, prawie nic o niej nie wiadomo. Skupuję wszystkie jego meble, do których uda mi się dotrzeć.

    – Pokaże mi pan coś?

    – Małe eksponaty mam na piętrze, trzeba wejść po tych stromych schodach. – Karzeł uśmiechał się w duchu, oczami wyobraźni widział już Martę w tej rozkloszowanej spódnicy, podążającą przodem…

    Kobieta wspinała się, kusząco kołysząc pośladkami, wypinając je bardziej niż było trzeba.

    Ależbym klepnął ten zadek! – Mały mężczyzna szybko podążał za swym gościem. – No, malutka… pokaż co tam masz pod kiecką!

    Nawet gdyby chciał powstrzymać się przed zajrzeniem pod spódnicę, to i tak by nie zdołał… Sprężyste łydki, wyłaniające się spod materiału, uda, wreszcie – koronki! Koronkowe zwieńczenia pończoch. Strasznie go to pobudzało, aż marzył, żeby włożyć całą głowę… A Marta stąpała po schodach powoli, sprawdzając każdy stopień, czy nie jest przypadkiem spróchniały. Między jej udami coś się bieliło… A więc ma bielusieńkie majteczki! Może stringi? Na pewno stringi! Przecież widać jej pośladki! Nie, chyba śnię… Może trzeba się uszczypnąć? O nie… to jej należałoby się solidne szczypnięcie w ten kuszący zadek!

    – Ojej! Ile tu skarbów! – Kobieta dotarła na górę.

    Skarby to ty masz… pod spódnicą! – Myśli mikrusa podążały już tylko jednym torem.

    – Naprawdę podobają się pani moje stare graty?

    – Chyba pan żartuje… O! Nigdy nie widziałam tak wielkiego globusa!

    – Proszę dokładnie się przyjrzeć… Czy dostrzega pani coś szczególnego?

    – Taaak… wszystkie napisy są po niemiecku… O! Granica Rzeszy jest na Uralu!

    – Jest pani bardzo spostrzegawcza. To globus von Knypehla. Można rzec, że bardziej globus Niemiec, niż ziemskiej kuli…

    – W ten sposób odkrył pan tajemnicę planów podbojów niemieckich!

    Wolałbym być odkrywcą zupełnie innej kuli niż ziemska – myślał karzeł, gapiąc się na obfity biust.

    – O taaak… plany podbojów… – Ech maleńka… żebyś ty wiedziała jakie są tajemnice moich planów podbojów… – Mamy tu jeszcze inne sekrety generała. Proszę zwrócić uwagę na Argentynę. Czy nic panią nie intryguje?

    – A tak… – Marta pochyliła się nad dolną częścią globusu, wypinając się przy tej okazji dość mocno. Miała świadomość, że usztywniony materiał rozkloszowanej spódniczki utrzymuje jej krawędź nieco w górze. – Tu… na wysokości Andów… Jest jakaś wypukłość…

    – Ma pani rację… Niech więc ją pani naciśnie.

    Kobieta badała palcami wybrzuszenie na globusie. Sprawdzała je, dając czas karłowi na ponowne zerkanie pod spódnicę. Mężczyzna miał przed sobą jej pośladki wypięte o wiele bardziej niż wtedy, przy sekretarzyku. Mógł wręcz delektować się misternością koronki jej nylonowych pończoch. Dostrzegł nawet, jak są umocowane – wyraźnie było widać, że pod kiecką kryje się również pas. Zgrabne i tak kusząco odziane długie nogi każdego musiały skłaniać do grzechu…

    Są stworzone, żeby je rozkładać… a ja mam tyle dogodnych mebli…

    – Otwiera się! – Marta rozgryzła w końcu zagadkę.

    Globus odsłonił tajny schowek.

    – To taka zabawka… Von Knypehl trzymał tu czerwone wino. Był miłośnikiem argentyńskiego Merlota. Argentyna nie została zresztą wybrana przypadkiem, krążyły legendy, że generał w czasie wojny kupił tam hacjendę i kilka winnic.

    Po odkryciu skrytki kobieta wyprostowała się i Karol stracił oszałamiający widok. Poczuł się niczym dziecko, któremu odebrano zabawkę.

    – A co stało się z generałem po wojnie?

    – Tego nikt nie wie. Podobno kilka dni po kapitulacji widziano go w porcie w Bremie, ale  wywiad aliancki z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu zgubił trop.

    Karzeł chciał zrobić wszystko, żeby zaintrygować kobietę, bardzo mu się podobało, że ekscytują ją tajemnice, zwłaszcza historyczne, ale jeszcze bardziej pragnął zobaczyć więcej. Choćby wykończenie stanika. Skrawek majtek byłby szczytem marzeń…

    – Ale to nie jedyna tajemnica globusa.

    – Naprawdę?! Nie dość, że mapa planów Hitlera, nie dość, że skrytka na wino, nie dość że Argentyna… To coś jeszcze?

    – A owszem. Widzi pani te szkiełka w miejscach wielkich metropolii: Nowy Jork, Tokio, Londyn?

    – Tak. Czyżby to nie były zwykłe świecidełka? – dopytywała nauczycielka, a jej oczy żarzyły się zainteresowaniem.

    – Proszę zgadywać! – Szelmowsko uśmiechał się karzeł.

    – Ojej… Co to może być? Drogie kamienie? Po pańskiej minie widzę, że trafiłam kulą w płot… Ale niechże się pan nade mną nie znęca, bo już się nie mogę doczekać!

    – Odpowiedź na pytanie o sens i znaczenie tych kryształków znajdzie pani w lodach Antarktydy. – Karol mrugnął znacząco.

    Marta natychmiast nachyliła się do podstawy globusa. Ponownie miał przed sobą pośladki tej pięknej kobiety. Teraz zebrał się na więcej odwagi i śmielej zajrzał pod spódnicę. Nauczycielka długo przeszukiwała bezkresy południowego lądu, dając karłowi możliwość delektowania się widokami. Ekscytacja tajemnicą potęgowała jej podniecenie. Domyślała się, co robi karzeł, ale czuła, że to wcale jej nie przeszkadza, a nawet podnieca. Jego wzrost był tak egzotyczny. Ekscytowało ją, że twarz tego mężczyzny znajduje się na wysokości jej tyłka… Jej łona! Przecież to daje takie możliwości!

    Im bardziej przybliżała oko do Antarktydy, tym bardziej wypinała pupę. Karłowaty towarzysz ponownie dostrzegł biel jej majtek, ale teraz mógł obserwować widoki znacznie dłużej i wygodniej, niż wtedy, gdy wchodzili po schodach. Tam nie miał szans przyjrzeć się aż tak dokładnie. Teraz było zupełnie inaczej. Widział doskonale krągły kształt pośladków kobiety oraz kryjące się pomiędzy nimi stringi.

    Marta wyobraziła sobie, że karzeł niemal dotyka twarzą jej skóry, że… wciska nos w łono… Wyobraziła sobie jego jęzor, nienaturalnie wielki…

    Ależ bym cię ucapił za ten zadek! Siłą nikt by mnie nie oderwał! A ten rowek pomiędzy! Ach! Wjechałbym tam i łapą… i nosem też… Ach… to jej łono… opięte tak delikatną koronką… prześwitującą… Ech… polizać… posmakować… To musi być oszałamiająco piękna cipka! – Mężczyzna zbliżył twarz. Zaciągał się wonią kobiecości.

    – O! Coś tu jest! Jakiś przycisk.

    Na wysokości Masywu Vinsona – najwyższego punktu Antarktydy – Marta znalazła ukryty mechanizm. Przykucnęła. Tym samym karzeł stracił absorbujący widok. Aż cisnęło mu się na usta przekleństwo. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W tej pozycji kobieta eksponowała dla odmiany dekolt. Karol nie mógł stracić podobnej okazji, zapuścił żurawia. Widok okazał się zniewalający: dwie piękne, dorodne kule, próbujące wydostać się ze stanika! Zdawało mu się, że dostrzegł ciemne miejsce. Tak! Przez moment mignął sutek.

    Co za donice! Ach, tak przyssać się do nich! Mógłbym ich używać całą noc! Wyssać je! Wydoić!

    – Otwiera się! Co to jest? – Marta uruchomiła tajny zatrzask, który uchylił dolną pokrywę globusa.

    Karzeł był niepocieszony, bo wyprostowała się i znów stracił wspaniały widok.

    – To główna tajemnica globusa. Wejście do niego.

    – O Boże! – Egzaltacja nauczycielki sięgała zenitu. – Naprawdę, tam da się wejść?

    – Von Knypel wchodził. Chce pani spróbować?

    – Jezu! Nic mnie tak nie pociąga, jak tajne skrytki, przejścia… Naprawdę mogę?

    – Ależ proszę!

    Karła aż skręcało. Co za cudowna okazja, żeby podglądać tę boską kobietę, jak gramoli się do środka!

    Marta, podekscytowana, nie czekała ani chwili. Opadła na kolana, włożyła głowę do środka i zaczęła się wsuwać w ślad za nią.

    – O, to nie takie łatwe. Jak tu ciasno! Nie mogę wejść…

    – Pomogę pani…

    Dla karła był to uśmiech losu, okazja do bezkarnego podpatrywania. Głowę miała już w globusie, więc nie widziała co robi mały mężczyzna.

    – Żebym tylko się nie zaklinowała!

    – Wyżej jest naprawdę wygodnie. Popchnę panią.

    Karol nie wierzył własnemu szczęściu. Nie tylko dane mu było do woli gapić się na zgrabny tyłek, ale także, być może, za chwilę złapać go i pchać!

    Nie… to nie dzieje się naprawdę! Śnię!

    Ręce mu drżały, gdy ucapił nauczycielkę za pośladki i próbował przepchnąć przez ciasne wejście.

    – O Boże! Kompletnie się zaklinowałam!

    Kobieta poczuła się niczym w pułapce. Zaczęła wierzgać nogami.

    Kurwa! Przecież teraz mogę z nią zrobić co tylko zechcę! Nie tylko oglądać jej cipę przez majtki, ale też zedrzeć te cholerne stringi! Obmacać… Co tam samo macanie! Wsadzić palce, a nawet… kutasa!

    Karzeł przemożnie walczył ze swoją naturą. W końcu powściągnął żądze. Popchnął kobietę mocniej i ta wreszcie uwolniła się z pułapki. Udało jej się nawet usiąść.

    – Ciasno! Czy to możliwe, żeby zmieścił się tu niemiecki generał?

    – Odkryła pani kolejną tajemnicę. Von Knypehl, podobnie jak ja, był karłem. A szkiełka, już pani wie?

    – O tak! Przez te punkciki widać cały gabinet. Generał podsłuchiwał i podglądał stąd reakcje ludzi, którzy wchodzili do pomieszczenia z globusem?

    – Oczywiście. Nikt nie domyślał się, że von Knypehl jest z nimi, podczas gdy on ukrywał się właśnie tutaj.

    Marta rozejrzała się po gabinecie. Czuła się, jakby patrzyła przez fotoplastykon, ale z drugiej strony.

    Gdy wydostawała się z powrotem, poszło już o wiele łatwiej, ale przy okazji spódnica zadarła się do góry i Karol podziwiał nie tylko nogi w pełnej krasie, ale też bielusieńkie majtki.

    Zawstydzona Marta szybko poprawiła materiał. Wyglądała przecudnie: skonsternowana do granic, w pełni świadoma, co przed chwilą zademonstrowała. Zażenowana, układała spódnicę, wygładzając nieistniejące fałdki.

    Żeby skryć swoje zakłopotanie, postanowiła zapytać o inne meble generała.

    – Jakie jeszcze ma pan eksponaty po tym tajemniczym hitlerowcu?

    – Wspaniałe biurko! Bogato zdobione, ze sporą ilością szuflad.

    – Dostosowane do jego wzrostu?

    – Sama się pani przekona, ale ciężkie meble stoją na parterze.

    Martę znów czekała wędrówka po stromych schodach. Karzeł tym razem ruszył pierwszy, więc znów miał nauczycielkę nad sobą. Kobieta czuła, że coraz mocniej podnieca ją fakt, że Karol widzi prawie wszystko, co ona ma pod spódnicą. Dlatego starała się schodzić jak najwolniej. Gdy dostrzegła wystający gwóźdź, celowo zamiotła go połą materiału, mając nadzieję, że zaczepi o ostry przedmiot i podczas gdy ona zejdzie niżej, spódniczka zawiśnie, dokumentnie odsłaniając pupę. Ależ narobi wtedy krzyku – już wyobrażała sobie tę scenę. Karzeł przekona się, jak potrafi piszczeć zawstydzona kobieta.

    A może gwóźdź rozerwie mi kieckę i przez resztę wizyty będę paradowała w podartej spódnicy? – zastanawiała się jeszcze.

    Gwóźdź okazał się jednak łaskawy dla ubrania Marty, wbrew jej nadziejom materiał prześliznął się gładko. Kobieta, nadal podniecona, wpadła na inny pomysł. Potknie się na jednym z końcowych schodków i wpadnie w ramiona Karola. Ciekawe jak mnie schwyci? Za pupę? Kto wie, może przypadkowo złapać mnie za biust? Samo znalezienie się w jego ramionach będzie niewątpliwie ekscytujące. Ciekawe jak ten lilipucik zareaguje?

    Jednak, koniec końców, Marta nie zdecydowała się na tak spektakularny upadek.

    Na ostatnim stopniu jedynie „ośliznęła” się jej stópka i delikatnie przechyliła się w stronę karła. Ten przytomnie podtrzymał kobietę, jedną dłonią ujmując za pośladek. Było to dla niego kolejne ekscytujące doznanie. Boże! Jaki ona ma jędrny tyłek! – zachwycał się – Mógłbym go trzymać całą noc…

    Dotyk mężczyzny również nauczycielce sprawiał przyjemność.

    – Więc gdzie są pozostałe meble sprytnego generała?

    Karzeł poprowadził swojego gościa w zakątek pomieszczenia umeblowany niczym przedwojenny gabinet.

    – O Boże! W życiu nie widziałam tak niskiego biurka!

    – Pracował przy nim sam von Knypehl. Zostało w pełni dostosowane do jego wzrostu, jak sama pani widzi, a do tego proszę zwrócić uwagę, z jak miękkiego tworzywa wykonano blat.

    – Rzeczywiście. – Marta dotknęła mebla. – Ale po co?

    – Hmmm… Wynikało to ze specyficznych upodobań generała… Nie chciałbym przy damie uchodzić za wulgarnego…

    Kobietę przeszył miły dreszcz. – To na pewno ma jakieś konotacje erotyczne… Boże… dlaczego tak mnie podniecają te jego opowieści… ta tajemnica…

    – Ależ niechże nie trzyma mnie pan w niepewności! – domagała się Marta.

    – No więc… on… lubił na tym biurku… rżnąć swoje sekretarki… Przepraszam za słownictwo. – Słowa, choć rzeczywiście z trudem przeszły mężczyźnie przez gardło, jeszcze silniej rozgrzały ich oboje.

    – Ojej! – Marcie zabłysły oczy. Na chwilę przymknęła powieki. Wyobraziła sobie, że jest sekretarką jednego z najpotężniejszych ludzi wielkiej III Rzeszy. Imaginowała sobie, że niski człowieczek w mundurze wskazuje jej dłonią, żeby położyła się właśnie na tym biurku.

    Podniosła powieki. Karol trzymał rękę skierowaną na mebel.

    – Proszę, niech się pani położy, niech pani sprawdzi jakie wygodne, niech się pani przez chwilę poczuje sekretarką von Knypehla. – Jakby czytał jej w myślach!

    Marcie zadrżały nogi. Tak, czuła, że chce się tu rozłożyć… Miała świadomość, że zaraz zrobi coś niestosownego, ale to było od niej silniejsze. Wiedziała, że sprowokuje karła. Pragnęła tego…

    Kobieta jeszcze raz sprawdziła dłonią miękkość blatu. Chwilę jakby zastanawiała się, po czym najpierw przysiadła na nim, następnie położyła się na plecach. Przesunęła się dalej, żeby móc ułożyć także nogi. Czuła niesamowite podniecenie, perwersyjne myśli świdrowały mózg. Generale… – deklarowała w myślach – jestem twoja… weź mnie… właśnie ci ulegam… Ciekawe jaki jesteś? Zapewne z wielką chucią… Ciekawe, jaki masz oręż? Może nie wszystko masz małe? Niemieckie kliny pancerne wbijały się w pozycje przeciwnika jak w masło… Spotka mnie to samo… poczuję w sobie twardość… krzepką jak stal. Dosiądziesz mnie ostro… będziesz ujeżdżał…

    Karol przyglądał się Marcie z otwartymi ustami. Jej pozycja była wyjątkowo kusząca. Zwłaszcza, gdy spódniczka zsunęła się nieco w dół, odsłaniając uda. Jezu przenajświętszy, nie zdzierżę… zaraz rzucę się na nią… jak zwierz. Zadrę ci tę kieckę mocno do góry. Rozewrę twoje nóżęta. Świątynia twojej kobiecości będzie moja! Wedrę się! Spenetruję! Złupię! Zbezczeszczę!

    – No i? Wygodnie pani? – Karłowi drżały usta od powstrzymywanej żądzy.

    – Owszem. – Marta miała przemożną chęć rozłożyć nogi jeszcze szerzej, powstrzymywała się jednak, trzymała ściśle złączone. Mój ty von Knypehlu – myślała jednak. – Wskakuj na mnie… jak rozbisurmaniony żołdak… Przeleć mnie tak, jak on pieprzył swoje sekretarki!

    – Poczuła się pani jak sekretarka generała? – Znowu czytał jej w myślach.

    – Och, można tak powiedzieć… – Kobietę zawstydziły słowa karła. I jego filuterny błysk w oku. Udając jeszcze większe skrępowanie, zsunęła się z biurka, stanęła na podłodze i poprawiała spódniczkę. Uczyniła z tego swoisty ceremoniał – wygładzała ją, zdając się mówić: Widzisz, jak mocno mi ją pomiął? Jak brutalnie zaliczył mnie pan generał?

    – Stylowy ten wystrój gabinetu. – Zmienia szybko temat. – Ta szafa też należała do hitlerowca?

    – Oczywiście, mało tego, proszę otworzyć.

    Marcie nie trzeba było dwa razy powtarzać, z wielkim zaciekawieniem przekręciła zdobny kluczyk. W środku ujrzała porządnie wyprasowany, szykowny mundur oficerski, o nietypowo małym rozmiarze.

    – Niewiarygodne! To jego autentyczny mundur?

    – Bezsprzecznie! I niech pani sobie wyobrazi, że pasuje na mnie jak ulał!

    – Doprawdy? Ciekawie byłoby pana w nim zobaczyć…

    – Naprawdę? Chciałaby pani? Ja się bardzo chętnie przebiorę…

    Marta w pełni rozumiała, skąd wzięło się przysłowie „Za mundurem, panny sznurem”, sama czuła irracjonalny wręcz pociąg do wojskowych. Teraz widziała mundur, mundur generalski, co więcej – hitlerowski! Trzeba oddać Niemcom, że ubrania żołnierskie zaprojektowali gustownie. Kobieta odczuwała przyjemny rodzaj podniecenia. Nie mogła powstrzymać się od słów zachęty.

    – Niech pan założy. Koniecznie!

    Kiedy Karol wyszedł się przebrać, zajrzała na półkę, tu jej uwagę zwrócił intrygujący przedmiot. Wyglądał na buławę. Frapował zwłaszcza jej uchwyt. Miał kształt… falliczny. Marta ujęła go w rękę. Czuła silną ekscytację. Oczyma wyobraźni widziała, jak podwija sobie spódnicę i kieruje berło w stronę cipki. Ale to drzewce jest duże, o wiele za duże!

    Z zamyślenia wyrwał ją głośny stukot podkutych butów. Karzeł wyglądał imponująco. Mundur hitlerowskiego generała dodawał mu dostojeństwa i budził respekt. Kobieta otworzyła usta ze zdumienia. Od mężczyzny biła wręcz potęga władzy. Czuła, że to ona przy nim tak naprawdę jest malutka, że powinna ulec jego woli.

    – Panie Karolu! Wygląda pan olśniewająco! Powiedziałabym, że wręcz majestatycznie!

    – Komplementy z ust tak fascynującej kobiety to największa przyjemność, jaka może spotkać mężczyznę!

    Karol uśmiechał się. W mundurze wydawał się znacznie pewniejszy siebie.

    W tym uniformie mógłby mnie rzucić na to swoje biurko – myślała. – Nie miałabym innego wyjścia, jak tylko ulec… pozwolić zadrzeć spódniczkę… pozwolić wedrzeć między nogi… a potem… już tylko przyjmować pchnięcia jego… szpady… jego… buławy!

    – Widzę, że znalazła pani buławę von Knypehla. Zwróciła pani uwagę na arcyciekawy kształt rękojeści? Czy z czymś pani się kojarzy?

    Marta udała zmieszanie. No pewnie, że z kutasem. I to znacznie większym od twojego!

    – Cóż… czyżby kształt falliczny? – Jej głos zdradzał zażenowanie. – Ale raczej… nienaturalnie wielki…

    – O, tu się pani myli! Natura nie raz lubi płatać figle. Odnośnie wzrostu, ale również innych przymiotów. – Mężczyzna uśmiechnął się szelmowsko.

    Marta zaczerwieniła się, patrząc pytająco na karła. Czyżbyście obaj mieli dysponować tak znakomitymi orężami? – zastanawiała się.

    Karzeł okazywał wyraźnie większą śmiałość. Ujął kobietę za rękę, na co wcześniej na pewno by się nie odważył i zaprowadził do innego pomieszczenia. Wyglądało niczym sypialnia arystokraty.

    – Dość już klimatów faszystowskich. Oto garsoniera markiza de Bade!

    – Oszałamiający przepych. Jedwabie, baldachim nad łóżkiem! Te fotele to Ludwik XV?

    – W rzeczy samej. Spodziewała się pani, że w starej stodole, położonej na zadupiu, znajdzie pani takie miejsce? Markiz kochał luksus. Doświadczy tego pani, kiedy wypróbuje miękkość łoża – zachęcał.

    Marta pragnęła poczuć się niczym arystokratka. Nigdy wcześniej nie spała w łożu z baldachimem.

    – Naprawdę mogłabym? Nie… nie śmiem…

    Karzeł łaknął widoku eleganckiej damulki rozkładającej się w jego najwytworniejszej sypialni.

    – Nawet niech się pani nie pyta. Nie wypuszczę pani, dopóki nie zasmakuje pani luksusów markiza!

    Marta powoli podeszła do mebla. Zaraz rozłożę się tu przed nim zapraszająco… – Ta myśl podniecała ją do granic wytrzymałości. Kuszenie karła sprawiało sporą frajdę. Przysiadła na skraju łoża, które momentalnie zaskrzypiało.

    – Wręcz puszyście miękkie.

    – Śmiało, dalej… – Głos gospodarza zdradzał drzemiące w nim żądze.

    Kobieta ułożyła się na łożu, znów wywołując głośne skrzypienie.

    – O Boże! Jak tu wygodnie! Tylko dlaczego to łóżko tak straszliwie trzeszczy?!

    – Ha ha – zarechotał karzeł, łypiąc spode łba pod spódnicę Marty. – To jedna z perwersji markiza. Lubował się w podobnych odgłosach, kiedy, przepraszam, że tak się wyrażę, chędożył dziewki!

    Kobieta zaczerwieniła się. Kiedy przesuwała się do brzegu łóżka, znowu dało się słyszeć głośne skrzypienie. Trzeszczy tak pode mną – myślała – jakbym była chędożoną dziewką… Oj… chyba to samo wyobraża sobie ten kurdupel… Miałabym na sobie wytworną suknię z początku dziewiętnastego wieku, taką bardzo szeroką na dole… Pod nią, oczywiście, kilka półkolistych halek, wykończonych falbankami, kokardkami… Markiz z pewnością zachwycałby się nimi, gdy już zadarłby je wysoko. Po długich zalotach byłby niechybnie wielce zniecierpliwiony i nie mógłby się doczekać, kiedy dobierze się do mojej cipki… Majestatycznie zakwaterowałby w niej swój arystokratyczny rynsztunek… A potem… chędożył! Zapewne arystokratki traktował w takich chwilach równie obcesowo jak dziewki…

    – O czym pani myśli? Czyżby o grzesznym usposobieniu markiza de Bade? Polecam uwadze jeszcze ten fotel. – Liliput wskazał mebel stojący tuż obok.

    – Jakiż cudaczny! – Marta nie zastanawiając się, usiadła i rozparła wygodnie.

    – Zapomniałem ostrzec… – W tym momencie dwie obręcze uwięziły ręce kobiety przy podłokietnikach. – W tym fotelu zamontowana jest maszyneria… nieużywana zapewne od ponad stu lat…

    – O Boże! Co to za piekielna machina?! – Także nogi kobiety zostały uwięzione w obręczach, na wysokości kostek.

    – Tego ustrojstwa, według legendy, markiz używał wobec szczególnie opierających się panien, pragnących, mimo braku roztropności, zachować cnotę. Urządzenie pozwalało skłonić je do większej uległości.

    – Boże! Co z niego za potwór! Ale teraz… niech mnie pan uwolni!

    – Ależ oczywiście, natychmiast, mechanizm sterujący jest tuż poniżej… pani… pupy.

    Karzeł zbliżył głowę do wystających guziczków i pokręteł. Pierwszy raz znalazł się równie blisko. Mógł w całej pełni delektować się zapachem Marty. Wytwornym, słodkim… Był wniebowzięty. Rozkoszował się widokiem zgrabnych nóg. Tak bardzo chciałby znów zobaczyć jej majteczki, ale dziewczyna trzymała uda złączone.

    Karol pociągnął za jakąś dźwignię. Dało się słyszeć, jak zaskrzypiały dawno nieoliwione tryby. Fotel poruszył się. Obręcze na kostkach nauczycielki zaczęły rozjeżdżać się na boki. Wkrótce nogi kobiety rozwarły się, tworząc kąt szerszy niż dziewięćdziesiąt stopni. Marta była przerażona. Ależ zapraszająco się przed nim rozkraczyłam! Ma pełen wgląd pod moją kieckę. I w dodatku, nic nie mogę zrobić! – uświadomiła sobie skonsternowana.

    Karzeł tymczasem delektował się obrazem, który miał przed sobą. Ujrzał dokładnie zgrabne nogi kobiety w ślicznych pończochach, zakończonych szeroką koronką. Koronkowe majteczki nieco prześwitywały i mężczyźnie zdawało się, że zobaczył zarys pionowej kreski. Poczuł, jak w spodniach zaczyna go coś uwierać.

    Marta panikowała.

    – Boże! Nigdy w życiu nie znalazłam się w takiej sytuacji! Niech pan na litość Boską coś zrobi! I niech pan nie zagląda mi pod spódnicę!

    – Przepraszam, muszę znaleźć właściwą dźwignię… – Sprawiał wrażenie skruszonego, ale ona wcale nie była pewna, czy nie zrobił tego wszystkiego specjalnie.

    Mechanizm ponownie zgrzytnął. Tym razem oparcie fotela obniżyło się, a wraz z nim obręcze trzymające ręce kobiety. Pociągnęły ją w dół. Marta znalazła się w pozycji leżącej.

    – Jezus Maria! Jeszcze gorzej! – zawołała. Sama jestem sobie winna. Po co tu siadałam! Ależ ze mnie głupia ci… baba! – dodała w myślach.

    Karła cała ta sytuacja zdawała się coraz bardziej podniecać. Oto wytworna damulka, na pozór tak niedostępna, leży przed nim rozłożona… z bezwstydnie rozkraczonymi nogami… W dodatku unieruchomiona – więc nie może nie tylko uciec, ale nawet próbować jakiegokolwiek oporu… W jego stodole… Tu nikt nawet nie usłyszy jej pisków i krzyków. Nic, tylko brać…

    Karol nie potrafił się już dłużej powstrzymywać. Wsunął rękę pod spódnicę Marty i położył dłoń na udzie. Część palców znalazła się na koronce pończoch, a część na odkrytym ciele. Tak bardzo chciał poczuć jej skórę! Wydawała się taka delikatna. Aksamitna.

    – Panie Karolu, co pan robi! – Martę przebiegały dreszcze. Zniewolenie podniecało, a dotyk mężczyzny rozpalał.

    Karzeł masował odsłonięte ciało zdecydowanie, sięgając dłonią coraz wyżej. Pragnął dotrzeć do majtek, ale na to zabrakło mu odwagi. Wystarczyło jej jednak, by spojrzeć Marcie w oczy i powiedzieć:

    – Jest pani piękna! Cudowna! Opatrzność panią tu przywiodła i opatrzność posadziła na ten fotel.

    Te komplementy jeszcze bardziej wzmogły podniecenie Marty. Powinna protestować, ale nie chciała jednak odstraszyć mężczyzny, wprost przeciwnie, pragnęła by osiągnął stan, w którym przestanie nad sobą panować.

    – Panie Karolu… Chyba nie wykorzysta pan tego, że bezbronna dziewczyna nic nie może zrobić? – Ostrożnie podjęła grę.

    Ciężko oddychała. Dwie półkule podnosiły się i opadały. Dla karła to było zbyt wiele. Pogładził ten obiekt pożądania, delikatnie, przez bluzkę.

    – Och… panie Karolu… – Marta próbowała szarpnąć ręką, ale tylko zademonstrowała własną bezsilność.

    – Ma pani boskie piersi.

    Mężczyzna wzmocnił uchwyt. Przez bluzkę wyczuwał koronkę stanika. Obejmował biust kobiety, jakby chciał zmierzyć jego objętość.

    – Panie Karolu… proszę mnie uwolnić…

    – Na razie uwolnię tą wspaniałą część pani ciała… – Karzeł zaczął rozpinać po kolei guziki bluzki, nie zważając na niemrawe protesty nauczycielki. Wkrótce odsłonił dwie spore wypukłości, opięte delikatną koronką.

    – Ależ ma pani wyśmienity gust. Ten biustonosz to prawdziwe arcydzieło.

    Mężczyzna bawił się stanikiem. Na razie nie znalazł dość odwagi, żeby go rozpiąć albo zerwać.

    – Ależ z pani cycatka! – Zachwycał się.

    Pochylił się nad piersiami kobiety i pocałował je obie w miejscach, których nie zakrywała koronka. Marta wzdychała przeciągle. Miała bardzo wrażliwy biust, a ponadto zawsze czuła dumę, gdy faceci gapili się w to miejsce.

    – Zatem biustonosz i majteczki są z tego samego materiału? – Nie czekając na odpowiedź, zadarł spódnicę. Skąpe stringi ukazały się w pełnej krasie. Wystarczyłoby tylko delikatnie przesunąć tę skąpą osłonę, a najbardziej intymna tajemnica ujrzałaby światło dzienne.

    – Proszę mnie zostawić… – Marta celowo demonstrowała zawstydzenie. Doskonale wiedziała, jaki prezentuje sobą widok – rozpięta bluzka i podciągnięta do góry spódnica. Gdyby teraz ktoś tu wszedł… Cała wieś miałaby używanie! Pani nauczycielka rozkraczona, z zadartą kiecką!

    Mężczyzna gładził jej ciało, coraz bardziej podniecony. Palcami muskał zapięcie z przodu stanika.

    – Nie… nie… niech pan tego nie robi…

    – Nie wiem, czy bym potrafił.

    Karzeł uśmiechał się chytrze, dotykając sprzączki. Bawił się nią delikatnie, jakby delektował się chwilą. Zapięcie długo stawiało opór, ale wreszcie ustąpiło.

    – Nie… nie… – szeptała Marta.

    Mężczyzna nie zaprzestawał zabawy. Bardzo powoli zsuwał miseczki stanika. Wreszcie, gdy zdjął je zupełnie, zaczął zachłannie przyglądać się nagim piersiom. Były takie obfite, a jednocześnie takie kształtne. Brodawki i sutki nie za duże, nie za małe. Widok obnażonej kobiety spowodował, że poczuł się jak zwycięzca po pierwszej wygranej bitwie. To go ośmieliło i delikatnie dotknął skóry palcami. Zaczął masować, a po chwili pieścić dłońmi, potem przyssał się ustami do sutków. Marta reagowała westchnieniami i cichym stękaniem, co dodatkowo stymulowało karła. Ssał i masował coraz bardziej zdecydowanie. Rozkoszował się tymi czynnościami.

    Nagle sięgnął po buławę generalską i ułożył ją między wypukłościami piersi. Zaczął nią przesuwać, niczym penisem podczas seksu hiszpańskiego. Kobietę podnieciło to baraszkowanie, zrozumiała, że Karol ma duszę wyrafinowanego kochanka.

    – Proszę… przestań… proszę… uwolnij mnie… – szeptała cicho, jakby pogodzona z losem.

    Mężczyzna zamknął jej usta, wciskając w nie drzewce berła. Wargi kobiety, pomalowane czerwoną szminką, obejmowały podłużny przedmiot o fallicznym kształcie. Penis karła znajdował się już w pełnym wzwodzie, ale ten widok przyprawił dręczyciela o jeszcze większe podniecenie, musiał uwolnić członka. Rozpiął spodnie i wziął go do ręki.

    – Boże! Karolu! Co robisz! – wykrzyknęła kobieta, gdy tylko jej usta zostały oswobodzone od buławy.

    Karzeł bardzo chciał dotknąć penisem ciała kobiety, jednak był na to za niski. Przytaszczył więc podnóżek, ten sam, który wcześniej stał przy sekretarzyku. Ustawił go w odpowiednim miejscu i wskoczył na siedzisko. Nabrzmiały fallus wkrótce znalazł się między piersiami Marty. Liliput był wniebowzięty i rozochocony. Całkowicie stracił nad sobą kontrolę.

    – Zostałaś kiedyś wyruchana w cycki?! – spytał bezczelnie, już bez najmniejszego śladu zażenowania, po czym bez wahania zaczął pieprzyć kobietę, przesuwając własnym penisem, podobnie jak poprzednio buławą hitlerowskiego generała. Marta jęczała. Pierwszy raz spotkało ją coś podobnego.

    Karzeł szybko wyzbył się wcześniejszej delikatności. Jego małe palce zaciskały się brutalnie na sutkach.

    Zaraz potem przestawił podnóżek w pobliże głowy kobiety.

    – Nie! Nie! Co ty zamie… – Nauczycielka nie dokończyła zdania, bo w jej ustach znalazł się penis karła, raz jeszcze podążający śladem buławy.

    Okazało się, że wcześniejsze przechwałki mężczyzny nie były bezpodstawne. Członek imponował rozmiarem, można rzec, że w niczym nie ustępował buławie, ani wielkością, ani twardością.

    Mężczyzna trzymał Martę za głowę i niczym opętany rżnął ją oralnie. Kobieta dławiła się, ale ta sytuacja wzbudzała niesamowite podniecenie. Została zniewolona, a następnie zdobyta. Traktowanie jej ust niczym waginy, wywoływało uczucie upokorzenia, ale jakże ekscytującego upokorzenia! Jednak wkrótce rozochoconemu karłowi przestało to wystarczać.

    Zaszedł Martę od drugiej strony. Teraz już nie wahał się dotknąć jej majtek. Uszyto je z tak delikatnej koronki, której przy tym tak poskąpiono! Wąski pasek delikatnej materii, zakrywający cipkę, bez kłopotów ustąpił i przesunął w bok. Rozkoszny widok stanowił wspaniałą nagrodę. Szparka okazała się wąska i porządnie wydepilowana.

    Karzeł dotknął jej czubkiem buławy von Knypehla. Kobieta zadrżała. Rękojeść okazała się zbyt duża, by zmieścić się w ciasnej dziurce Marty, oboje wiedzieli to doskonale, tym niemniej karzeł udawał, że próbuje wepchnąć ją siłą.

    – Nie… nie… nie rób tego… – błagała płaczliwie kobieta.

    Drżący, zdradzający przerażenie głosik podziałał na Karola pobudzająco. Mocno naparł ciężkim berłem na delikatną szparkę. Słysząc kolejne jęki, rozkoszował się sytuacją.

    – Jesteś aż taka ciasna?

    Złapał dłonią za krocze, delikatnie ścisnął, jakby chcąc zasygnalizować, że sprawuje pełną władzę i kontrolę nad swoją ofiarą, po czym wsunął w pochwę dwa palce.

    – O tak… masz ciasną cipkę, jak uczennica, nie nauczycielka…. Czyż nie najwyższy czas, by to zmienić?

    Marta z przerażeniem pomyślała o generalskiej buławie. Wyobraziła sobie, jak ten przyrząd jest w nią wbijany. Przyszły jej na myśl okrutne sceny z filmów, sceny nadziewania nieszczęsnych skazańców na pal.

    – Nie… nie… błagam… – Zaczęła miotać się histerycznie.

    – Wybierz, co wolisz: buzdygan czy moją męskość! – Karol rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu, nie czekał jednak na odpowiedź. Tak naprawdę nie zamierzał używać buławy. Przystawił sobie podnóżek i ulokował się między szeroko rozwartymi nogami Marty. Kobieta poczuła twardego kutasa, nawet nie zdążyła stęknąć, gdy ten zaczął na nią napierać, najpierw samą żołędzią, ale chwilę później potężny członek gwałtownie wtargnął całą swoją długością. Bez żadnej litości, aż po same jaja.

    Uniesienie karła nie znało granic. Oto ją posiadł! Damę! Nieosiągalną…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marta Kosowska
  • Alicja – pierwsza niespodzianka

    Sukces firmy gwarantował spokojny i dostatni byt przez najbliższe dwa lata. I dawał poważną nadzieję na kontynuację współpracy w kolejnych. Bogdan chciał z kolegami uczcić sukces, ale wszystkim brakowało czasu, a spotkanie u niego, czyli na drugim końcu stolicy, zostałoby potraktowane jak kiepski żart.

    – Panowie, moja przyjaciółka mieszka niedaleko stąd przy Marymonckiej. Może tam spotkamy się? Naprawdę dobrze gotuje, gwarantuję alkohol i spotkanie tylko w naszym, wąskim gronie. – Był zadowolony z siebie, tym bardziej, że obydwaj biznesowi partnerzy (Włodek i Artur) z ochotą wyrazili zgodę. Odwiedziny kolejnej restauracji nie zawsze stanowiły dobre rozwiązanie. – Strój wieczorowy – zaznaczył, znając klasę zapraszanych gości.

    *

    Alicja nie podzielała opinii partnera. Spokojnie wysłuchał jej nerwowego, długiego i głośnego monologu o zaskakiwaniu propozycją, konieczności zrobienia zakupów, braku czasu i kompletnym nierozumieniu warunków, jakie trzeba spełnić, żeby przygotować coś smacznego na ‘taką’ kolację… „Taaak, czyli moje wizyty nie zasługują na coś wyjątkowego” – pomyślał z rozbawieniem.

    Kiedy nieco opanowała emocje i zapytała o godzinę spotkania, złagodził jej niechęć kilkoma komplementami. – Twoja kaczka ze śliwkami zawsze jest bardzo smaczna. Przyjdą tylko oni, a czego nie ubierzesz i tak będziesz świetnie wyglądać – próbował ją udobruchać.

    Alicja skończyła 48 lat, była solidnie zbudowaną blondynką z nadwagą i ze sporym biustem, który mniej lub bardziej świadomie eksponowała. W młodości uprawiała sport i ślady tamtej aktywności, wspierane codzienną aktywnością, pozostały do dzisiaj. Na co dzień bardzo żywotna, zaradna i pracowita, borykała się z samotnością, której nie potrafiła zaakceptować. Po długim i nieprzyjemnym rozwodzie, w pojedynkę wychowała dwoje dzieci, które już dawno usamodzielniły się. „Sama na 50 metrach” – tak najczęściej wieczorami podsumowywała swoje życie. Jednak drobny przypadek sprawił, że niecały rok wcześniej poznała mężczyznę. Kilka lat młodszy od niej, przystojny, dobrze ubrany, dbający o siebie i zamożny. Po jego wytrwałych zabiegach zaczęli spotykać się. Powoli przekonywała się do niego. Czasem on spędzał noce w jej mieszkaniu, czasami ona nocowała w jego willi pod Warszawą. Po upływie prawie roku od pierwszego spotkania, Alicja była nim zauroczona. Wraz z upływem czasu dokładniej poznawała również jego seksualne upodobania. Nie wszystko lubiła, ale swojemu mężczyźnie ulegała…

    *

    Dwaj  mężczyźni stali przed blokiem, po kolacji u Bogdana i jego partnerki. Mimo, że obaj mieli po 41 lata, bardzo różnili się. Włodek, wyższy, szpakowaty, dobrze zbudowany, nadal uprawiał jogging, pływał, czasami grał w tenisa i ćwiczył w siłowni – dbał o siebie bardziej niż jego żona. Artur, z twarzą 30-latka, dobrze ubrany, dbał o swój wygląd, podobał się kobietom i wykorzystywał to. Wysokie dochody gwarantowały spokój jego żonie, która skupiała się na wychowywaniu dzieci i spotkaniach z koleżankami w kolejnych kawiarniach i restauracjach, pozostawiając gosposi prowadzenie domu. On z rodziną widywał się na ogół w weekendy. Na ogół rzadko przed godziną 20. wracał do domu, a i tak wówczas siadał do pracy łączonej z posiłkiem. Jako prawnik obsługiwał również obie firmy i dzisiaj domową kolacją z ich właścicielami wieńczył wspólny interes. Znali się od wielu lat.

    – Co sądzisz? – Artur spojrzał na Włodka.

    – Nasz kolega był jednak zmęczony alkoholem, ale kaczka świetna, naprawdę – trzymając ręce w kieszeniach, Włodek rozglądał się po okolicy jako tako oświetlonej latarniami.

    – Człowieku, nie o to pytam – Artur spojrzał pobłażliwie na kolegę.  

    – A ja pytam, kiedy zadzwonisz po taksówkę – Włodek nadal lustrował okolicę, unikając wzroku kolegi.

    – Daj spokój, żona nas odbierze. Jeszcze przy windzie wysłałem sms-a – machnął ręką Artur. – Ciebie zawieziemy do hotelu, a potem pojedziemy do domu. – Prawnik też wepchnął dłonie do kieszeni spodni. Kiwał głową, patrząc na swoje buty. Myślał o czymś intensywnie. – Włodek, chcesz jakieś ciało na noc? – spojrzał z uwagą na kolegę.

    – Nie, dziękuję za troskę. Nie korzystam z usług prostytutek. Nigdy – powoli powiedział Włodek, akcentując ostatnie słowo i wreszcie patrząc na Artura.

    – Sorki, stary, jedynie chciałem być pomocny – prawnik lekko wzruszył ramionami. Po tych słowach zaległa cisza. Jednak nie na długo.

    – Widziałeś, jaki biust ma ta Ala, co? I te nogi, nie? Ładnie opalone – słychać było, że Artur w ogóle nie zraził się tonem kolegi. Myślami był jeszcze przy niecodziennym zakończeniu kolacji. Z jego eleganckiego języka, ze starannie dobieranymi słowami, nie zostawało wiele, kiedy zaczynał mówić o kobietach.

    – Tak, jest bardzo atrakcyjną i interesującą kobietą – rzekł monotonnym tonem niewzruszony biznesmen, patrząc w niebo. Przynajmniej miał nadzieję, że tak zabrzmiały jego słowa.

    *

    O 20. kolacja była gotowa. Pani domu efektownie prezentowała się w błękitnej bluzce w drobne białe prążki, szarej spódnicy i szarych szpilkach; na nogach miała jasnoszare, delikatne pończochy. Biały uśmiech, efektowna opalenizna i dyskretny makijaż świetnie podkreślały jej urodę. Pan w wieczorowym garniturze, zmienił również koszulę i krawat i nawet dodał kolorową poszetkę. Biznesowi partnerzy pojawili się punktualnie i razem, wręczając Alicji bukiet kwiatów i butelkę koniaku Bogdanowi. Kolacja przebiegała w miłej atmosferze. Wszyscy próbowali potem palić cygara, co stanowiło powód do serii żartów. Taktownie omijano te nieprzyzwoite. Tuż przed 22. panowie wstali i w przedpokoju zaczęli żegnać się. Nieoczekiwanie Bogdan objął partnerkę lewą ręką i ścisnął za pierś, nie zważając na dyskretne protesty kobiety. Z uśmiechem podał kolegom rękę na pożegnanie:

    – Cieszę się, że mogliście poznać moją panią. Jest świetna – chociaż wszyscy wypili po kilka kieliszków, Bogdan wiedział, co i jak mówi. Pocałował Alę w policzek i znowu ścisnął jej pierś.

    – Przestań – zniesmaczona kobieta delikatnie próbowała wyswobodzić się z jego uścisku. Czuła się niezręcznie i unikała wzroku gości. – Później porozmawiamy – dodała ostrzegawczym tonem.

    Panowie, bywali w świecie, widzieli niejedno, mimo to wydawali się zaskoczeni zaistniałą  sytuacją. Przelotnie spojrzeli na siebie i zgodnie uznali, że taksówkę zamówią już na dole („Jeszcze trochę przejdziemy się, jest taki pogodny wieczór”, „Po tak smacznej i obfitej kolacji grzechem byłoby siedzieć w samochodzie”). Było widać, że sytuacja jest dla nich niezręczna, chociaż można było też zauważyć, że uroda gospodyni wywarła na nich wrażenie.

    – Koledzy, mam nadzieję, że jeszcze spotkamy się w równie miłych okolicznościach i będziemy podziwiać fajne widoki – po tych słowach, kiedy Ala odwracała się, Bogdan chwycił rąbek spódnicy i energicznym ruchem podniósł ją. Gościom ukazał się fragment opalonej pupy oraz nóg nad zakończeniem pończoch i białe stringi. Zaskoczona kobieta szybko odwróciła się, nieporadnie opuszczała spódnicę i mierzyła partnera surowym spojrzeniem.

    – Uspokój się – ton Alicji sygnalizował nadchodzącą nieuchronnie burzę. On, jakby nie słysząc, cofnął się za jej plecy i nagle obiema dłońmi podniósł jej piersi:  

    – A to największy walor mojej pani – rzekł z triumfem w głosie. – Żałujcie, że nie możecie ich zobaczyć! Ala, a może pokażesz naszym gościom? Co? – gospodarz stawał się coraz bardziej natarczywy. – Będziecie mile zaskoczeni – szepnął do nich, mrużąc oko i z uśmiechem przesadnie kiwając głową.

    – Uspokój się – spokojnie powtórzyła Alicja, ale ton wskazywał na ledwie hamowaną wściekłość. – Panowie, było mi bardzo miło gościć was. Do zobaczenia w równie ważnych i miłych okolicznościach – Ala uśmiechała się, podając im dłoń.

    – Dziękujemy za zaproszenie. To nam było bardzo miło poznać panią – żegnał się Włodek ze sztucznym uśmiechem. – Wspaniała pieczeń – dodał, wycofując się. Był wyraźnie skrępowany.  

    – Mamy nadzieję na kolejne równie udane spotkanie; być może nawet szybko – skłonił głowę Artur i ściskając dłoń Alicji, patrzył na jej biust. Tak przynajmniej wydawało się poddenerwowanej kobiecie.

    *

    Kobieta odczekała aż ruszy winda. Potem zamknęła drzwi mieszkania, przekręciła zamek i gwałtownie odwróciła się do partnera.

    – Oszalałeś?! Co ty wyprawiasz?! Alkohol zmiękcza resztki mózgu?! – mierzyła go wściekłym wzrokiem. – Tak się spiłeś, że nie masz pojęcia, co robisz? – dodała już nieco spokojniej, uważnie przyglądając się Bogdanowi. Opierał się lewą ręką o ścianę, rozluźniał krawat drugą i niewidzącym wzrokiem rozglądał się po przedpokoju. Chwiał się.

    – Chcesz się położyć – bardziej stwierdziła niż zapytała Ala. Z uśmiechem kiwał głową, jakby nie rozumiał słów i błądził w swoim świecie. Przytrzymała go, powoli odwróciła i odprowadziła do pokoju, a on chwycił ją za pośladek. I trzymał. Mocno. Zignorowała gest.

    Zanim położyła go na tapczanie, przywarł do niej. Po alkoholu był stanowczy, gwałtowny, szczególnie kiedy ją chciał. Stała z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, przymknęła oczy, a on pieścił językiem jej ucho, macał piersi, twardym penisem nacierał na krocze. Nie cofnęła się. Gryzł koniuszek ucha, całował, dmuchnął delikatnie w nozdrza i kiedy gwałtownie otworzyła usta, głęboko wepchnął język, wręcz dławił ją. Odchyliła się i próbując utrzymać równowagę, wsparła się na stopie, którą cofnęła i jednocześnie objęła go. Bogdan jedną ręką trzymał ją za włosy, drugą – za pośladek. Całował agresywnie, kąsał wargi, brodę, szyję, kark. Oddychała szybko. Wyprostowała się, wypięła biust. Czuła rosnące podniecenie. Wilgotniała. Napięła wszystkie mięśnie i nerwowo potrząsała głową. Już nie myślała o zdarzeniu w przedpokoju.

    – Rozepnij bluzkę – szepnął podniecony partner. Posłusznie zaczęła wykonywać polecenie. Lizał kark, szyję, delikatnie kąsał ucho, obydwoma rękoma podciągnął spódnicę. Prawa dłoń wsunął pod stringi i zaczął pocierać łechtaczkę, lewą trzymał ją za głowę. – Zdejmij ją – całując go, zdjęła z jednego ramienia, potem drugiego. Nie patrzyła, gdzie spadła bluzka. – Rozepnij stanik – padło kolejne polecenie. Alicja sięgnęła dłońmi do zapięcia na plecach. Ledwo zdołała zsunąć z ramion, a kochanek gwałtownym ruchem zdarł z niej stanik. Przywarł do jej ciała, mocno i długo całował w usta. Nagle odsunął się, uwolnił kark z uścisku, sięgnął po dół spódnicy i założył go za jej górną krawędź. Zaczął bawić się piersiami. Ala stałą z lekko otwartymi ustami i czekała na ból. Bogdan lubił drapać, kąsać i szczypać sutki, brodawki, nawet wykręcać je. Naraz usłyszała:

    – Zdejmij stringi. – Pochyliła się, pospiesznie zdjęła je i rzuciła obok bluzki. Wyprostowała się i wtedy usłyszała kolejne polecenie:

    – Na czterech – posłusznie uklękła na czworakach na tapczanie. Włosy opadły na twarz, piersi zakołysały się, przymknęła oczy. Prowokacyjnie pokręciła pupą. Chciała go. Nie odrywając wzroku od jej opalonego ciała, szybko zdjął buty i odrzucił marynarkę gdzieś w bok. Z pożądaniem patrzył na jej pupę, którą przecinała blada kreska nieopalonego ciała w miejscu przeznaczonym dla majteczek. Przeniósł wzrok na wilgotną cipkę. Rozpiął spodnie…

    Poczuła jak nachalnie pcha ślinę do pochwy i po chwili mokry, naprężony penis wypełniał ją. Rytmicznie i głęboko zaczął rżnąć ją, trzymając za biodro prawą ręką. Robił to powoli, nie spieszył się. Teraz zwiększył tempo. Drugą ręką złapał kochankę za włosy i pociągnął do siebie. Wygięła się, pojękiwała. To za mało! Chwycił za szyję i pociągnął do siebie. Kopulował jeszcze bardziej energicznie. Wygięła się jeszcze bardziej, duże piersi kołysały się gwałtownie, w rytm jego pchnięć. Trzymana za szyję, zaczęła dusić się. Jęki podniecenia mieszały się z charczeniem, kiedy próbowała łapać powietrze.

    – Ściskaj go pizdą, kurwo – warknął do partnerki przez zaciśnięte zęby, mocno uderzając w pośladek. Wulgaryzmy pojawiały się, kiedy był podniecony. Puścił szyję oszołomionej kobiety i brutalnie pchnął ją głębiej na tapczan. Przesunęła się, położyła głowę na pościeli i czekała. Była już bliska orgazmu, kiedy on…

    – Wyżej dupę! – rozkazał. Klęknął za nią i wcisnął penisa do pochwy. Potem lewą nogą wyprostował do przodu i położył na jej głowie. – Uważaj, kurwo – trzymał jej tułów i zaczął znowu brutalnie rżnąć partnerkę. Dłonie miętoszące pościel i tłumione jęki wskazywały na stopień jej podniecenia. Nic nie słyszała. Dochodziła. Rosło ciśnienie w uszach, na przemian zaciskała szczęki i otwierała usta jakby brakowało jej powietrza, zamknięte oczy rozświetlały błyski, pulsowało w głowie, zaczęła krzyczeć… Już!

    Tuż po tym jak szczytowała, wyszedł z niej, gwałtownie przetoczył podnieconą partnerkę i wsadził penisa w jej usta. Nie zdążył. Wytrysk rozlał się na twarzy kobiety. Resztę łapczywie połknęła. – Wyliż do czysta – polecił trzeźwo i stanowczo. Trzymał za włosy tak długo aż uznał, że wystarczy. Potem poklepał ją po pupie, pobawił się piersiami, głaskał i drapał po plecach. Kochanka rozkosznie mruczała i przeciągała się. – Ty idź spać do salonu – zdecydował.

    *

    Później słyszał jak Ala, ubrana jedynie w pogniecioną spódnicę, zbiera naczynia, zanosi do kuchni i puszcza wodę. Uśmiechnął się. Kobieta stawała się coraz bardziej posłuszna, uległa i na ogół spełniała jego polecenia bez protestów. Scena w przedpokoju dowodziła tego. “Zalotów wobec kilku mężczyzn doświadczyła po raz pierwszy. Z takim ciałem…” – podsumował udany wieczór. – „Gdyby suka wiedziała, ile początków ją jeszcze czeka” – uśmiechnął się do swoich myśli. – „No, pozna jeszcze inne początki, może ze dwa. Tak, a potem zmieni się model na młodszy” – ziewnął bezgłośnie i po chwili zasnął. Szczęk mytych naczyń nie obudził go.

    *

    Następnego dnia, po przebudzeniu, zawołał partnerkę. Miała ubrać żółte szpilki, a potem zrobić mu loda. Naubliżał jej, gdy był już podniecony. Kiedy leżał, opierając głowę na zgiętym ramieniu, obserwował jak rozbierała się według jego poleceń. Naga, kiedy nawilżyła się jego śliną, najpierw usiadła i pojeździła na sterczącym członku, patrząc mu w oczy. Jej piersi kusząco podskakiwały, zmuszając go do skupienia się na ich pląsach. Złapał je, ścisnął mocno, zagryzając wargi, usłyszał jej jęk („Boli!!”) i wtedy puścił piersi. Potem wstała z tapczanu, odwróciła się i stanęła w szerokim rozkroku. Podszedł i jednym pchnięciem wziął ją na stojąco od tyłu, opierając o ścianę.

    Kiedy uznał, że wystarczy, położył kochankę na tapczanie na boku, pospiesznie nawilżył, niecierpliwie wtargnął do odbytu. Głuchy na jej błagania i protesty z uśmiechem satysfakcji wpychał penisa coraz głębiej. Kiedy jądra otarły się o pupę, powoli wycofał się i zaczął ponownie wpychać penisa. Za trzecim razem poszło jeszcze łatwiej. Za czwartym miarowo rżnął kobietę w odbyt. Kwiliła, jęczała, czasami krzyczała, szarpała się, ściskała jego udo, odpychała („Przestań, dość! Przestań!”), ale wiedział, że jest zadowolona. Trzymał ją za włosy, szarpał, bił po sutkach, ciągnął brodawki. Znowu ją podduszał. Kiedy poczuł, że dochodzi, wyszedł z niej, podniósł się, a ona sprawnie uklękła przed nim. Skończył w ustach, a po wylizaniu, pochylił ją i jeszcze raz wepchnął penisa do odbytu. Równocześnie bawił się łechtaczką. Wreszcie, nie wychodząc z odbytu, ponownie przewrócił kobietę na lewy bok. Lubił obserwować podniecenie na jej twarzy i jednocześnie wykonywane polecenia: „Trzymaj podniesioną nogę”, „Liż cyca”, „Włóż palce do cipki”. Na przemian szczypał i łaskotał ją. Podniecenie malało, a pojawiał się miły nastrój obiecujący kolejną zabawę.

    *

    Jednak nie. Tym razem miał inny plan. Ponownie kazał wylizać penisa i jeszcze zmusił ją do wylizania odbytu. Po wszystkim po kolei wzięli prysznic. Dochodziło południe. Przyszła do niego naga i bosa, rozpromieniona. Przytuliła się. Czuł krople wody na jej ciele. Objął ją i przykrył prześcieradłem. Sięgnęła po penisa i włożyła go sobie między nogi. Usnęli.

    Po drzemce zaprosił kochankę na obiad do restauracji i do kina. Ucieszona, dała mu buziaka i pobiegła ubierać się. Wczorajszy incydent przeszedł do historii. „Będzie z niej świetna kurwa” – uśmiechnął się do swoich myśli.

    – Kochanie, idziemy – zawołał, stojąc przy drzwiach i zakładając sportową marynarkę. Wyszła z drugiego pokoju, zakładała czerwone szpilki. Miała na sobie szary kostium i czarną bluzeczkę nieregularnie i rzadko przetykaną czerwoną nitką. Spojrzał na dekolt, poklepał po pupie. – Chodźmy, suczko – uszczypnął brodawkę. Zagryzła wargi czerwone od szminki, spojrzała na niego jakby oczekiwała więcej, ale tylko uśmiechnął się. – Później, słodka dupcio – obiecał i sięgnął po klucze.

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Artur

    Artur był wyjątkowym facetem. Spotkałem go na weselu pod białostocką wsią, w tańcu obracał kobietę za kobietą, co jakiś czas wkładając rękę pod spódnicę. Panny piszczały, jakby anioł zstąpił z niebios i właśnie teraz nadszedł czas zbawienia, bo żadna nawet nie próbowała się opierać tylko coraz mocniej przyciskała mężczyznę do siebie. Sama Panna Młoda zerkała na niego, jakby za chwilę miała zaciągnąć go do pokoju i oddać się rytuałowi, w którym Artur wchodził w nią niczym nowo narodzony bóg i pieprzył, aż orgazm bryzgał go tajemniczymi sokami, a ona wrzeszczy wbijając swoje paznokcie w jego ciało. 

    Do dziś zaprzątam głowę myślami, cóż miał w sobie, że kobiety tak lgnęły do niego, niczym zbłąkane owieczki w szpony demona. Z wyglądu przeciętny, był facetem po trzydziestce, średniego wzrostu, sympatycznej twarzy i stylu bycia, który odpowiadał za jego łóżkowy sukces. Opinie kobiet głosiły, że gdy patrzyło się w jego oczy, ciało delikatnie napawało się podnieceniem przyczyniając się do natychmiastowego orgazmu. Coś niesamowitego przeszywało wnętrze od samego patrzenia, że zaczynały drżeć, jakby niewidzialny członek wchodził do pochwy i wibrował niczym świder w ziemi. Gdy zamykały oczy, czuły oddech Artura ssącego piersi niczym opętany wąż, a dłońmi przechodzi po brzuchu ku dołowi, masując tajemną krainę i uda, które przeszywały dreszcze jakby to nie mężczyzna ich dotykał, tylko tajemnicze bóstwo zesłane na ziemię. Czuły się jakby zapadły w narkotyczny sen, który zabiera je na d**gą stronę ludzkiej wyobraźni. Odlatywały z tego świata marząc, aby nigdy do rzeczywistości nie powrócić. 
    Artur swój pierwszy raz przeżył z żoną prezesa firmy, w której jako młody chłopak zaczął pracować. Nadszedł dzień, gdy w natłoku pracy musiał zostać kilka godzin dłużej, co spowodowało zakończenie obowiązków o 22.30, a tak późna pora przyczyniła się do problemu z powrotem do domu. Młody mężczyzna był lekko zdezorientowany, gdyż do odpoczynku we własnym pokoju dzieliło go około 25 km, a przechadzka pieszo była zbyt ryzykowana ze względu na dzielnicę kryjącą w bramach zakapturzonych małolatów z piwem w reku i kończącą się paczką papierosów. 
    Artur skierował prośbę o podwiezienie do prezesa, a że ten, jak zawsze, był zajęty, poprosił żonę, Joannę, aby chłopaka odwiozła pod wyznaczony adres. Obrót sprawy bardzo mu odpowiadał, gdyż w takiej sytuacji już nie ma znaczenia z kim się wraca. 
    Prezesowa, o czarnych włosach i długich nogach, z twarzą lekko okrytą pudrem, zaprosiła go na zewnątrz do Mercedesa klasy S i bez zastanowienia pomknęli w stronę bloku młodego pracownika. Rozmowa przez drogę kleiła się. Dotyczyła funkcjonowania firmy, dalszych metod rozwoju, jakie chcą wprowadzić we współpracy z krajami wschodnimi, oraz wzrostu sprzedaży, która była w tym roku najwyższa od czterech lat. 
    Po 20 minutach byli już na wyznaczonym miejscu. Artur chciał jej podziękować i spokojnie znaleźć się w mieszkaniu. Sięgnął do kieszeni po 20 złotych, gdyż doskonale rozumiał, że paliwo kosztuje, kładąc banknot na pulpicie samochodu. Prezesowa się uśmiechnęła i rzekła. 
    – Chyba żartujesz Arturze, że wzięłabym od ciebie jakieś pieniądze. 
    – Ale ja nic nie chcę za darmo – odpowiedział. 
    Kobieta musnęła chłopaka po nodze, wpatrując się w niego z lekkim uśmiechem. 
    – A kto powiedział, że przywiozłam ciebie za darmo? 
    Jej ręce zaczęły rozsuwać rozporek Artura. Włożyła mu rękę w oryginalną bieliznę, wyciągając członka, pchającego się niczym dziecko do porodu. Delikatnie zniżyła głowę i jego “zgrywus”, jak nazywał go Artur, został pochłonięty przez usta kobiety. Robiła to coraz szybciej, góra, dół, zamierzając chyba duszę młodego chłopaka wyciągnąć przez członka. Artur krzyczał przeszywany dreszczami podniecenia, jakich nigdy nie doznał. Czuł się jak Bóg poznający zakazane krainy, aż sam się dziwił, że wcześniej nie spróbował takiej przyjemności z koleżankami z liceum; czyżby w okresie szkolnym wyłączył się z zapotrzebowania na seks, a może tamtejsze dziewczęta nie były odpowiednie do takich zabaw, skupione bardziej na nauce? Wyła z rozkoszy, a on myślał, iż na całej ulicy ich słychać i ludzie zapalali światła w oknach, rozglądając się kto wydaje takie głośne jęki. Artur nic nie musiał robić, tylko leżał wbity w siedzenie, a ona ujeżdżała go jak młodego rumaka, co prawda nie widział jej piersi, ani reszty ciała, gdyż odchylała wyłącznie fragment “tajemnej krainy”. Po kilku minutach szaleństwa, chłopak wytrysnął niczym korek od szampana, rozbryzgując nasienie na ubranie dojrzałej kobiety, po której poty ściekał małymi stróżkami. Oboje sapali, łapiąc resztki wolnego powietrza w pojeździe. 
    – Dziękuję, skarbie – wyszeptała prezesowa zasapanym głosem. To było coś wspaniałego. 
    Artur nic nie odpowiedział, dyszał jak po długim maratonie, co chwilę przeszywany energetycznymi dreszczami. Kobieta ucałowała go w usta i zaczęła doprowadzać się do normalnego wyglądu, ścierając resztkę nasienia ze swojego żakietu. Chłopak schował penisa do spodni, zasunął rozporek i otworzył drzwi mercedesa szykując się do wyjścia. 
    – Dobranoc, Pani Asiu – wydusił Artur i wysiadł, kierując się do mieszkania. Kobieta odpowiedziała identycznym zwrotem i zniknęła za zakrętem, pozostawiając zapach spalin. 
    Właśnie wtedy został obdarowany przyjemnością, jakiej dotąd nigdy nie zaznał. Czuł się jak zbawiony człowiek. Dostąpił objawienia jakby spotkał Boga, i wreszcie może powiedzieć, że stał się prawdziwym samcem. Został oświecony i jego stan umysłu otworzył się na nowe doznania; nie miał już słów, aby opisać, co czuł wewnątrz organizmu – dostał ponowne życie, ale w lepszej oprawie. Wreszcie zrozumiał jak czerpać radość z własnej egzystencji. Całą noc nie spał, tylko delektował się zaistniałą sytuacją. Chciał od tej pory zmienić życie i już na d**gi dzień zwolnił się z firmy. Zrobił to bardziej z bezpieczeństwa, bowiem domyślał się, że szefowa będzie dobierać się do niego każdego dnia, a on nie chciał się wiązać z kobietą w takim wieku, bo czułby się jak orzeł w klatce. On chce być sobą i robić wszystko, co jest zgodne z jego naturą. Pozostawi styl dzieciaka i zamierza żyć pełnią życia podążając nową drogą 
    Opuścił rodzinny Płock i wyjechał do Koszalina. Nocne kluby stały dla niego otworem, jak rodzinny dom, gdzie w toalecie mógł uprawiać seks z wieloma kobietami naraz, a one jęczały mówiąc, że jeszcze nie miały takiego faceta. On wiedział o tym. Był Bogiem, który wędrował alejami rozpusty i nie chciał się męczyć wychowywaniem gromadki dzieciaków, harowaniem całymi dniami w pracy za tysiąc trzysta złotych na miesiąc. Zaczął uprawiać seks z coraz większą ilością niewiast, przyjmując za usługę drogie prezenty czy pieniądze. Najbardziej hojne były bogate panie po czterdziestce, które, znudzone rodzinnym życiem, wieczorami chcą być zaspokojone przez wypachnionego ogiera. Na początku troszkę się wstrzymywał przed darami od nieznajomych, gdyż najważniejszy był dla niego seks , ale wiadomo pieniądze też były potrzebne na codzienne życie, a takie sytuacje dawały mu dwie przyjemności naraz, bowiem wśród młodziutkich panienek raczej banknoty nie wchodziły w grę. 
    Z biegiem czasu już było mu obojętne czy kobieta miała dwadzieścia lat, czy sześćdziesiąt, wtedy liczyła się tylko czystość takiej osoby, a i dojrzałe babeczki potrafiły niejednego go nauczyć w tej dziedzinie. Miał okazję wśród nich poznać byłe gwiazdy porno, które na seksie znały się jak nikt dotąd i dzięki nim zdobył niemałą renomę wśród kobiet bardzo wymagających w sprawach łóżkowych. 
    To dzięki takiemu trybowi życia stał się bogatym mężczyzną mogącym sobie na wiele pozwolić: zakupił nowego Mercedesa klasy S, zaś stare mieszkanie zamienił na luksusowe z widokiem na park. Nie chciał kupować domu czy mieszkania, gdyż wtedy czułby się uwiązany w jednym miejscu, a sprzedawanie w koło nieruchomości stałoby się dodatkowym ciężarem niczemu nie służącym. 
    Zaczął podróżować po całym kraju, bo zaspokojone kobiety zaczęły polecać go innym koleżankom. Już z góry pytały ile bierze, choć Artur nigdy nie miał żadnej stawki i liczył się dla niego tylko seks. Dlatego jak płacono mu za pieszczoty, to zwyczajnie brał kwotę do portfela. To było jego życie. To było jego powołanie, jakie miewa lekarz, prawnik, żołnierz. 

    * * * 
    Od mojego ostatniego spotkania z Arturem minęło kilka lat. W pewnym momencie zacząłem się obawiać, co się z nim dzieje, bo jednak nocne kluby nie zawsze były bezpieczne, ale po kilku dniach odpisywał, że czuje się świetnie i układa mu się fantastycznie. Tłumaczył się natłokiem pracy, ale jak tylko znalazł chwilę, to z miejsca do mnie pisał. Więc przestałem zawracać mu głowę. Bardziej chodziło mi o to, czy jest cały, bo bezpieczeństwo Artura było dla mnie ważne. Chciałem się z nim spotkać na żywo i wypić butelkę koniaku, on jednak czasu na kontakt z przyjacielem nie znalazł. Ostatnio otrzymałem informację od jego brata, że mieszka w Islandii. Nawet nie pytałem, czym się tam zajmuje.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sebastian Post

    Opowiadanie “Artur” zostało opublikowane w 1/2014 numerze magazynu prozy nieobyczajnej “Andar”.

       

  • Pierwszy, choc własciwie drugi raz.

    Miałem wtedy coś koło jedenastu lat. Z klasą wybraliśmy się do kina. Jedno jest pewnie, „Quo Vadis” to nie był film dla dzieciaków w naszym wieku. Jedyne to pamiętam, to scena w której chrześcijanie są pożerani przez lwy na stadionie. Może to jednak nie jest kwestia traumy, której doznałem, a tego, co podczas seansu się wydarzyło.

    Nauczycielka się ostro wściekła na mnie i Tomka. Nie pamiętam co przeskrobaliśmy, ale w ramach kary w prawie pustym kinie kazała nam siedzieć w pierwszym rzędzie. Cała klasa siedziała daleko z tyłu, a ja dostawałem zeza rozbieżnego, żeby ogarnąć co się dzieje na całym ekranie. Byłem obrażony i wkurzony do czasu, gdy nie zauważyłem kątem oka, że Tomek na gdzieś to wiekopomne dzieło, a najzwyczajniej w świecie robi sobie dobrze! Jego dłoń miarowo i nieśpiesznie poruszała się, obejmując młodzieńczego członka. Zagapiłem się na niego i jak zaczarowany patrzyłem to na jego pieszczone przyrodzenie, to na twarz z przymkniętymi oczami i malującą się na niej rosnącą rozkoszą. W pewnym momencie, popchnięty instynktem którego nie rozumiałem, wyciągnąłem rękę i chwyciłem jego peniska. Tomek natychmiast otworzył oczy, spojrzał na mnie z przestrachem, ale zaraz uśmiechnął się i pokiwał głową. Wziąłem w dłoń jego sztywną męskość i niepewnie zacząłem ją pieścić. Po chwili Tomek nachylił się do mnie i szepnął:

    – Rozpinaj spodnie!

     Z lekkim zdenerwowaniem zrobiłem to i wyciągnąłem moją twardniejącą pałeczkę. On wziął mojego malucha w swoją ciepłą dłoń i zaczął nią delikatnie poruszać. Myślałem, że nic przyjemniejszego mnie nigdy wcześniej nie spotkało! Zacząłem posapywać, targany zbliżającym się pierwszym w życiu orgazmem. Nawzajem waliliśmy sobie, patrząc przed siebie i udając, że oglądamy film. Jego ruchy przyspieszały, a ja podążałem za nim. Mój mały zaczął pulsować, nie wiedziałem co się dzieje. Prawdę mówiąc byłem trochę przestraszony, ale Tomek był pewny tego co robi, więc i ja nie przestawałem. W pewnym momencie poczułem targającą mnie falę przyjemności. Mój przyjaciel wypluł z siebie pierwszą odrobinę spermy, a ja starałem nie rzucać się na fotelu. Tomek doszedł sam chwilę później – oszołomiony orgazmem zapomniałem o nim. On wyprodukował więcej spermy i był dużo bardziej opanowany. Z fascynacją patrzyłem jak wycierał się powoli chusteczką, a potem przeszedł mnie dreszcz jak obtarł i mojego pysiorka.

    – Ubierz się – szepnął z uśmiechem, więc zapiąłem spodnie i gapiłem się przed siebie myśląc, co to było, jak to się stało i najważniejsze – czy można to kiedyś powtórzyć??

    W sumie nie wiem z jakiej przyczyny z Tomkiem nie wracaliśmy do tematu. Lata mijały, on grał w lokalnej drużynie piłki nożnej pnąc się po szczeblach kariery młodego piłkarza. Ja trochę grałem w siatkę, więc nie spędzaliśmy razem czasu poza szkołą. Do liceum poszedłem do innego miasta, wiedziałem że on dalej gra i całkiem nieźle sobie radzi. Ja złamałem nogę na nartach i potem już nie wróciłem do treningów siatkówki. Nasze kontakty ograniczyły się do życzeń na facebooku. Na studia poszedłem w Warszawy. Z nowymi znajomymi balowałem po klubach, poznawałem kolejne dziewczyny, w końcu wylądowałem z którąś w łóżku. Jednak już od liceum w związkach mi nie szło. Kilka randek i koniec. Seks w sumie chyba jeszcze skrócił te relacje. Niby miałem ochotę, ale jak przychodziło co do czego, to w zasadzie lepiej bawiłem się sam ze sobą. Zacząłem się nawet zastanawiać czy nie powinienem iść z tym do lekarza. Ale wiadomo, trochę obciach. Myślałem, że nic tego nie zmieni, aż do pierwszych studenckich wakacji.

     Po zakończeniu sesji kumpel z roku urządził gigantyczną imprezę. Wiadomo było, że już nie ma się czym stresować, więc zaprosił stado ludzi do domu pod miastem. W sumie nie domu. Raczej pałacu. Rodzice dali mu zielone światło i wynieśli się na weekend, a my wykorzystaliśmy to na maksa. Ludzi był jakiś chory tłum. Byli znajomi z roku, ich znajomi i znajomi znajomych. Wśród tych ostatnich, odnalazł się… Tomek. Ucieszyłem się jak nie wiem na widok gęby starego przyjaciela. Noc zeszła nam na piciu, rozmowach i wspominaniu „starych, dobrych czasów”.  Z kolejnymi szotami przyszedł czas i na dawne wspomnienie z kina. Potoczyliśmy się razem do kibla i okazało się, że w łazience jest i wc i pisuar, więc postanowiliśmy lać razem.

    – Urósł ci, odkąd go ostatni raz widziałem! – z rozbawieniem powiedział Tomek.

    Zmieszałem się i odruchowo spojrzałem na jego sprzęt. Dorodny, gruby kutas strzelał prostą złotą strugą.

    – Twój też jest jakby troszkę większy – odpowiedziałem, siląc się na dowcip.

    – Tak mi przyszło do głowy, że powinienem Ci podziękować. Wiesz, za tę akcję w kinie. Pomogła mi odnaleźć samego siebie.

    – W sensie? – trochę się pogubiłem.

    – W sensie, że jestem gejem. Dzięki Tobie szybko to zrozumiałem.

    Moja mina musiała być niewyraźna i nie wiedziałem co odpowiedzieć. Tomek zaśmiał się, zapiął rozporek i klepiąc mnie w tyłek rzucił

    – no przecież Cię teraz nie zgwałcę! – po czym wyszedł z kibla.

    Ja zostałem tam chwilę sam gapiąc się w ścianę. Jak w końcu się ogarnąłem, to jego już nie było w pobliżu. W głowie kłębiły mi się tabuny myśli i chciałem z nim pogadać. Albo i nie, sam nie wiedziałem. Siadłem z butelką wódki i zacząłem przypominać sobie tą kinową przygodę i w miarę jak przywoływałem to wydarzenie, stawałem się coraz bardziej pobudzony. W końcu otumaniony alkoholem oraz wizjami kinowej masturbacji, Tomka pod prysznicem po treningu i jego  już wyrośniętego kutasa, poszedłem go szukać. W końcu wpadłem na niego w ogrodzie, gadał z jakimiś ludźmi. Stał śmiejąc się, z drinkiem w dłoni,  a drugą przeczesywał swoje ciemne włosy. Chyba po raz pierwszy zwróciłem uwagę na jego wygląd. Był wysoki, wyższy ode mnie. Miał szerokie ramiona i dobrze zbudowaną klatę, którą podkreślała dopasowana, ciemna koszula. Tyłek miał zgrabny, a nogi umięśnione, co nie dziwi u piłkarza. Na jeansowych spodenkach wyraźnie odciskał się zarys jego penisa.

    Podszedłem do niego chwiejnym krokiem i klepnąłem go w ramię.

    – Tomek, Tooomek wiesz czo….? – nachyliłem się do jego ucha – nie chciał bysz mi obciągnąć?

    Tomek stanął jak wryty, ale zaraz się roześmiał

    – Ale tutaj? No nie wiem czy to najlepszy pomysł!

    – No weźźź…

    – Wiesz co, wydaje mi się, że dość dziś wypiłeś. Chodź, wezmę cię do domu…

    – Ale ja nie chce, ja się tu bawię – protestowałem.

    – Starczy, starczy. Z resztą – nachylił się do mnie – wezmę cię do siebie i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

    Jeszcze coś tam mruczałem pod nosem, ale dałem się zaciągnąć do taksówki i pojechaliśmy do Tomka. Jeszcze po drodze urwał mi się film. Tomek jakoś dotargał mnie do swojego mieszkania na Mokotowie, rozebrał i położył do łóżka.

    Poranek nie był przyjemny. Ból głowy, nudności i totalna dezorientacja. Gdy zobaczyłem uśmiechniętego Tomka, który wyszedł spod prysznica owinięty jedynie w ręcznik, przestraszyłem się. On jednak od razu mnie uspokoił:

    – Mocnej głowy to ty nie masz. Dobrze, że taryfy nie zarzygałeś. I dobrze, że w bloku jest winda, bo bym Cię chyba nie wniósł na czwarte piętro. Położyłem Cię do łóżka i nie martw się, nic nie było.

    Na mojej twarzy wymalowała się chyba ulga, bo dorzucił.

    – Nie mniej jednak, to Ty chciałeś żebym ci obciągnął, więc w sumie powinienem potraktować to jako zaproszenie.

    Spaliłem buraka i zacząłem się tłumaczyć

    – Tomek wybacz, nie wiem co mi odbiło. Byłem już nawalony, ty przypomniałem mi tą akcję z kina i jakoś tak się tym podjarałem i…

    – Daj spokój. Jakoś nie było okazji, żeby wrócić do tej historii. Tak dla żartu rzuciłem o Twoim kutasie, bo w sumie, to całkiem jest zgrabny. Ale nie chciałem, żebyś czuł się skrępowany.

    – Nie, to nie o to chodzi… W sensie, zaskoczyło mnie to, ale w zasadzie jak wspominam lata w szkole, to nie powinienem być w sumie zdziwiony. A co do obciągania, to… Głupio to zabrzmi, ale po pijaku byłem szczery. Nie chcę żebyś myślał, że powiedziałem to tylko dlatego, że dowiedziałem się, że jesteś gejem. Po prostu… po prostu mi się podobasz.

    – Mówisz serio?

    -No….

    – Ale to zajebiście. No już się nie czerwień – potarmosił mnie po głowie – idź się umyć, ja ogarnę śniadanie. Masz na coś ochotę?

    – Nie wiem…

    – Dobra, to dla ciebie na razie herbata, potem zrobię jajecznicę. Zaraz dam Ci jakieś ciuchy na przebranie.

    – Tomek… dzięki. I…

    – No już spieprzaj do łazienki.

    Wstałem i popełzłem pod prysznic. Łazienka była chyba niedawno remontowane. Całkiem spora jak na mieszkanie w bloku. Duża kabina, pralka, kibel  i umywalka. Nad nią półka zastawiona męskimi kosmetykami i perfumami.

    Zdążyłem się rozebrać i odkręcić wodę, gdy Tomek zapukał do drzwi.

    – Mogę wejść? Mam ręcznik i ubrania dla ciebie.

    – Jasne wchodź.

    Tomek otworzył drzwi, odłożył rzeczy na pralkę i spojrzał na mnie.

    – Dalej trenujesz? Bo widzę, że jesteś w formie

    Znowu się zawstydziłem.

    – Siatkówki już nie. Ale biegam trochę i wpadam na siłownie.

    – Widać. I naprawdę ci urósł. Chyba bardziej, niż mi się wydawało…

    Po czym rechocząc wyszedł z łazienki.

    Spojrzałem w dół i ujrzałem mojego małego we wzwodzie. Chyba stanął mi, od samego faktu, że Tomek wszedł do mnie do łazienki! Puściłem sobie zimną wodę na łeb, żeby ostudzić emocje i postawić na nogi po wczorajszej popijawie.

    Gdy wyszedłem, śniadanie już na mnie czekało. Nie byłem zbyt optymistycznie nastawiony do jedzenia, ale jajecznica była rewelacyjna. Gdy zjedliśmy, Tomek zaprosił mnie do  salonu i zaproponował, żebyśmy pograli na konsoli. Na uczelnię iść  nie musiałem, w sumie nie miałem żadnych planów, więc się zgodziłem. Po dwóch godzinach grania, rozmów, wspomnień i śmiechów wróciliśmy znów do tematu, który przywiódł mnie do jego mieszkania.

    – Wiesz co Damian, cały czas mam przed oczami tego twojego kutasa – nie owijał w bawełnę – Naprawdę chętnie bym się z nim zabawił. W ogóle bardzo się cieszę, że się spotkaliśmy i mogliśmy pogadać. Zmieniłeś się, nie ma co, ale do jednego muszę Ci się przyznać. Zawsze mi się podobałeś.

    – Mówisz serio? To miłe… I wiesz co? – odłożyłem pada i położyłem mu rękę na udzie – twój mały też mi się podobał…

    Tomek zbliżył się do mnie, położył dłoń na moim policzku,  spojrzał mi w oczy, po czym przymknął swoje i i delikatnie mnie pocałował. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Odwzajemniłem jego pocałunek i po chwili nasze języki splotły się w namiętnym tańcu. Gładziłem go ręką po udzie, zbliżając się do krocza, on zatopił palce w moich włosach, a drugą ręką mnie objął. Po chwili odessaliśmy się od siebie i Tomek mruknął:

    -Wow, zajebiście mnie kręcisz. Rozbieraj się! – po czym ściągnął mi koszulkę i zaczął całować po szyi, barkach, piersi i brzuchu, schodząc coraz niżej. W spodniach prężył się mój kutas, chcąc jak najszybciej wyrwać się na wolność. Tomek zaczął go ugniatać przez materiał, a potem całował go, pieszcząc dłońmi moją klatę. Ja coraz głośniej dyszałem i przełykałem ślinę, nie mogąc się doczekać, by poczuć jego usta.

    Tomek rozpiął mój rozporek i ściągnął spodnie. Od jego warg dzieliły mnie już tylko obcisłe bokserki. Znów zaczął drażnić mnie przez materiał. Palce miałem zaciśnięte na poduszkach kanapy, drżałem z podniecenia. W końcu powoli odchylił majtki, a mój kutas wyskoczył z nich prężąc się radośnie. Był nawet długi, choć niezbyt gruby. Jasny i prosty z delikatnie zaznaczonymi żyłkami. Z napletka wychylała się jasna żołądź. Natura poskąpiła mi owłosienia na nogach i klacie, ale dzięki temu miałem prawie gładkie jajka i tylko niewielką jasną kępkę na podbrzuszu.

    Tomek klęknął między moimi nogami. Delikatnie skubnął czubek wargami i oblizał dookoła żołędzi, poczym wziął ją w usta, a dłonią zaczął masować trzon.

    – O kurwa… – wyrwało mi pod wpływem tego cudownego doznania.

    Chyba poczuł się doceniony, bo z ochotą ssał  i lizał mojego fiuta, błądząc dłońmi po klacie, udach, jądrach i wracając do masażu kutasa. Brał do ust coraz więcej, aż w końcu położył sobie moją rękę na głowie i wepchnął mojego penisa w gardło po same jaja.  Wciągnąłem gwałtownie powietrze, a ten widok podniecił mnie jeszcze bardziej. Czułem, ze zaraz wystrzelę. Odczytując jego wskazówkę chwyciłem go za głowę i zacząłem dociskać do siebie. Biodra same wprawiły mi się w ruch. Dymałem go w usta, tylko od czasu do czasu pozwalając mu brać oddech. Mój kutas zaczął pulsować i eksplodowałem prosto w jego usta.  Sperma pociekła mu po brodzie, jednak dalej ssał, chcą wyssać wszystkie moje soki. A ja strzelałam jęcząc i wijąc się w ekstazie. Wstrząsały mną dreszcze niesamowitego orgazmu, który ofiarował mi Tomek. Gdy już doszedłem do siebie,  spojrzałem na niego i i wychrypiałem:

    – chce spróbować Ci się odwdzięczyć.

    Nie trzeba go było namawiać dwa razy. Wstał i zdjął koszulkę, ja dalej siedząc na kanapie rozpiąłem i ściągnąłem mu spodnie. Nabrzmiały kutas unosił luźne bokserki. Z pewnym wahaniem ściągnąłem je także, a moim oczom ukazał się jego sprzęt. Był potężny. Okolony czarnym meszkiem, ciemny, gruby, poznaczony żyłami i zawadiacko sterczący w górę. Wielka żołądź była wyraźnie zarysowana. Powoli go posmakowałem. Był słonawy i pachniał żelem pod prysznic . Wziąłem go do ust i poczułem kolejną falę podniecenia. Nie dałem rady wepchnąć go całego, ale robiłem co mogłem. Na przemian ssałem i masowałem. Waliłem mu konia liżąc wygolone jądra i wracałem do ssania. Od czasu do czasu masowałem swojego sterczącego znów kutasa.

    – Chciałbym cię zarżnąć. Pozwolisz mi? – Tomek mnie zaskoczył tym pytaniem. Ale w sumie…. Byłem tak podniecony, że postanowiłem spróbować. Pokiwałem głową i przenieśliśmy się do sypialni. Tomek położył mnie na plecach, po czym znów znalazł się między moimi nogami i zaczął ssać kutasa. Po chwili jednak włożył mi pod biodra poduszkę i zaczął lizać moją dziurkę. To było nieziemskie! Okrążał ją powoli językiem, potem świdrował delikatnie sam środek.

    – Rozluźnij się, nie ma się czego obawiać – szepnął i delikatnie włożył mi palec wskazujący. Masował mnie nim chwilę, po czym wstał i sięgnął do szafki obok po olejek.

    – Tak będzie trochę łatwiej – uśmiechną się do mnie i wrócił do mojego tyłka. Nasmarował odbyt olejkiem i zaczął znów go penetrować. Jeden palec, po chwili dołożył drugi. Było dziwnie. Trochę bolało, ale nie chciałem by przestawał. Mój tyłek się powoli rozciągał i rozluźniał. Tomek zaczął drugą ręką masować mi fiuta i intensywniej posuwał mnie palcami w dupę. Dołożył trzeci. Znów ból i zaraz rozkosz, gdy drażnił prostatę.

    – Jesteś gotowy  – założył gumkę, uniósł moje nogi na swoje ramiona  i delikatnie wsunął czubek swojego potwora w moją dziewiczą dziurkę. Delikatnie zaczął go wsuwać, ja stęknąłem.

    – Nie spinaj się, będę delikatny – pochylił się by mnie pocałować. Objąłem go i w tym momencie wszedł we mnie. Krzyknąłem!

    – Już, już powoli. Zobaczysz, będzie dobrze – zaczął powoli poruszać biodrami.

    Jęczałem z bólu, chowając twarz w jego szyję i przyciskając go mocno do siebie.  Przez chwilę zastana nawiałem się, czy tego nie przerwać, ale z każdą sekundą moja ciasna dupcia się rozluźniała, a ja zaczynałem rozsmakowywać się w tej nowej przyjemności. Tomek oswobodził się z mojego uścisku, wyprostował się i klęcząc z moimi nogami na ramionach zaczął przyśpieszać. Wykonywał płytkie pchnięcia, a jego sterczący w górę penis mocno uderzał w magiczny punkt. Mój przyjaciel sterczał, od czasu do czasu go masowałem, ale przyjemność płynąca z dupy totalnie mnie obezwładniała. Skupiłem się na tym doznaniu, a Tomek posuwał mnie jak maszyna. Pot spływał mu po ciele, zaczynał sapać i wydawać warknięcia. To był cholernie podniecający widok! Jego mięśnie prężyły się i lśniły od potu, czułem jego samczy zapach a w kroczu poczułem obezwładniającą przyjemność. Zacząłem prawie krzyczeć. Wiłem się i drżałem a mój fiut zaczął strzelać strugami spermy. Wtedy Tomek wbił się głęboko we mnie. Znów ból, choć nie tak wielki, który dodatkowo mnie podniecił. Tomek zwolnił, ale wchodził we mnie do końca. Czułem jak jego wielkie jaja obijają się o mój tyłek. W końcu cały się napiął, stęknął i poczułem jak strzela spermą w moim wnętrzu. Z każdym gwałtownym pchnięciem wypluwał kolejną porcję spermy, która zaczęła wylewać mi się z tyłka, po czym padł na mnie i przygniótł mnie całym swoim ciężarem.

    -Kurwa Tomek… to było niesamowite. Nie, nie wstawaj! – złapałem go mocno i przytuliłem, kiedy próbował się podnieść. Cudownie było czuć jego gorącego fiuta w swoim wnętrzu i tulić jego boskie, spocone ciało. – Poleżmy tak jeszcze chwilę…

    Tomek zaśmiał się i mnie pocałował.

    – Ok – powiedział – ale zaraz idziemy pod prysznic.

    – W porządku, niech będzie. Z resztą pod prysznicem też może być przyjemnie – odparłem z radością.

    Pocałował mnie jeszcze raz i mocno przytulił. A pod prysznicem rzeczywiście było przyjemnie.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Shooy

    To moje pierwsze opowiadanie. Mam nadzieję, że sprawi Wam przyjemność 🙂

  • Wakacje z zona. Drinka?

    Cały dzień zwiedzaliśmy okolicę i już od ładnych kilku godzin marzyłem o porządnym drinku, jednym z tych, które serwują w hotelowym barze. Oczywiście na bazie whisky. Karolina też złożyła zamówienie na jednego, więc pośpiesznie założyłem klapki i zjechałem windą na dół zostawiając żonę wyraźnie zmęczoną, zmierzającą do łazienki, pewnie w celu szybkiego prysznica. Nigdy nie lubiła siedzieć w wodzie dłużej niż było to potrzebne. W przeciwieństwie do mnie.

    Pierwszy łyk pociągnąłem już przy barze, hmmmm, o to właśnie chodziło. W lobby nie było nic, co mogłoby mnie tam zatrzymać, więc bez specjalnego rozglądania się na boki wróciłem dobrze znaną trasą, windą na 5. piętro. Kilka metrów od pokoju zorientowałem się, że w szklance widać było dno. Naprawdę niezłe te drinki. Nie ma wyjścia – muszę uzupełnić szkło, choć już poczułem, że jest miło.

    Zielone światełko, które zapaliło się po wsunięciu karty sygnalizowało, że delikatne pchnięcie drzwi dzieli mnie od pokoju. To co zobaczyłem stojąc w przedpokoju z dwoma drinkami w dłoniach, wprawiło mnie w totalne osłupienie.

    Karolina klęczała na środku łóżka z tyłkiem mocno wypiętym ku górze i mocno opuszczonymi ramionami. Jej spojrzenie tylko jakimś cudem nie sprawiło, że upuściłem szklanki. Jedną z dłoni masowała sobie cipkę przez różowe majteczki, które idealnie pasowały do kusej, białej podkoszulki, którą – widziałem to dokładnie – założyła bezpośrednio na piersi.

    Nie musiała nic mówić. Pociągnąłem solidny łyk i odłożyłem szklanki na stolik. Fakt, że zbliżyłem się do brzegu łóżka nie wprawił Karoliny w najmniejsze zakłopotania. Z bliska jej spojrzenie było jeszcze bardziej podniecające, a palce dłoni bez ustanku przesuwały się wzdłuż wciskającego się pomiędzy pośladki paska jedwabnego materiału.

    Na chwilę przestała, uśmiechnęła się i zatrzęsła pupą, wyginając ciało jeszcze mocniej.

    – Co wziąłeś? – zapytała, wcale nie oczekując, że zacytuję jej jakąś ekskluzywną nazwę z karty hotelowego baru.

    Zdecydowanym ruchem rozchyliłem pośladki dłońmi i musnąłem językiem po różowym skrawku bielizny. Powtórzyłem to kilkukrotnie, za każdym razem mocniej akcentując siłę mojego języka. Karolina wiedziała, że jest to mój ulubiony widok. Ostatnio rzadko miałem go w rzeczywistości. Takie czasy, zabiegani, dzieci. Zdecydowanie częściej widziałem go oczyma wyobraźni podczas samotnej masturbacji. Kiedyś powiedziałem żonie, że pomimo miliona wypiętych tyłków zobaczonych na tube8, porhub’ie czy na siłowni, wspomnienie o jej wypiętej pupie i gotowych do akcji dziurkach, doprowadzało mnie do finału bezbłędnie i zawsze. Tylko się z tego śmiała, nawet nie wiem czy doceniała moje wyznanie i erotyczną wierność.

    Do języka dołożyłem dłoń. Najpierw w postaci niewyraźnego klapsa, następnie mocno masując cipkę. Znów zanurkowałem nosem pomiędzy pośladkami. Końcówką języka – ciągle przez materiał – drażniłem jej najwęższą z dziurek. Poczułem jak jej ciało się spina, jednakże pozycji nie zmienia.

    Bardzo powolnym ruchem pozbawiłem Karolinę bielizny. Właściwie trudno było to zrobić wolniej. Odkrywałem jej pupę centymetr po centymetrze, napawając się widokiem. Tak, jestem wielkim miłośnikiem sztuki, szczególnie takiej. Najpierw wyłoniła się dziurka analna, którą szybko oblepiłem językiem. Powoli zrobiłem językiem ruch wokół niej, zwieńczając muśniecie środka. Jeszcze pachniała kąpielą. Poczułem, że Karolinę to załaskotało. Zsunąłem majtki niżej, a kolejne fragmenty ciała naznaczałem językiem. Cipka była już wilgotna. Wyczułem to palcami. Zacząłem ją masować, z każdą chwilą wsuwając palce coraz głębiej pomiędzy ciepłe wargi. Palec wsunąłem do środka w tym samym momencie gdy język ponownie wylądował na drugiej dziurce. Już nie tak płytko, o nie, jego końcówka mocno domagała się głębszej penetracji. Język i palce pracowały niczym dobrze zsynchronizowana maszyna. Ruchy nie były wulgarne, ale z pewnością nie były to niewinne pieszczoty. Rozpocząłem doprowadzanie Karoliny do orgazmu równocześnie sprawiając sobie dużą przyjemność, na razie tylko emocjonalną.

    Od nocnej szafki dzieliła mnie długość dłoni, więc nie tracąc kontaktu z coraz bardziej napiętym ciałem żony, otworzyłem szufladę i wyciągnąłem z niej żel i …ulubione dildo Karoliny. Sam jej je kupiłem kilka lat temu, wiem, że zabawiała się nim od czasu do czasu, ale jego widok w moich rękach z pewnością wprawił ją w zdziwienie. Nie wiedziała, że je zabrałem z Polski. Z pewnością w tej chwili pomyślała o kontrolerach na lotnisku, którzy nie mogli nie dostrzec kilkunastocentymetrowego, silikonowego, różowego kutasa na jednym z ich szpiegowskich monitorów. Ja miałem to głęboko gdzieś. Wszystko jest dla ludzi. A teraz dokładnie rzecz ujmując dla Karoliny.

    Spuściłem na pośladki sporą dawkę olejku i rozsmarowałem. Majtki już dawno odsłoniły całą wypiętą pupę, ale nie chcąc ich naoliwić zsunąłem je jeszcze niżej. Wziąłem dildo w dłoń i przesunąłem jego główką po cipce. W górę, w dół i tak trzy razy, zbierając z warg możliwie najwięcej żelu. Gdy silikonowy twardziel lśnił już wystarczająco, energicznym ruchem wbiłem go w cipkę. Jakby na niego czekała.

    Palec w drugiej, mieniącej się olejkiem dziurce, był kwestią czasu. Zacząłem posuwać tyłek Karoliny w rytm dłoni, w której dzierżyłem dildo. Usłyszałem pierwszy wyraźni jęk zadowolenia. Zarówno palec jak i dildo wsuwały się z każdą chwilą coraz głębiej. Dildo było spore i nie sposób było wcisnąć je całe, ale moje ruchy stały się coraz mocniejsze i szybsze. Mocno zdziwiłem się gdy dłoń Karoliny powędrował w poszukiwaniu łechtaczki. Można by rzec, że zespół prawie w komplecie.

    Czułem, że mój własny penis rozrywa mi spodenki. Tylko ambicja pomogła mi go utrzymać na uwięzi. W tym momencie liczyło się zadowolenie żony, wszystkim poza tym co buzowało i rwało się na wolność pomiędzy nogami. Zgrana praca palca, języka, sztucznego kutasa i dłoni Karoliny zaskakująco szybko przyniosły oczekiwany rezultat. Wygięcie ciała i zwolnienie ruchu dłoni żony oznajmiły wszem i wobec, że zadowolenie zostało osiągnięte. Kilkanaście dobrych minut w pozycji na pieska dało się Karolinie we znaki więc opadła na bok z uśmiechem na twarzy, który nieudolnie próbowała zakryć jedną z poduszek.

    Wstałem i stanąłem za nią. Leżała na plecach z głową na krawędzi łóżka. Dłonie trzymała na poduszce, którą ułożyła sobie na brzuchu. Rozpiąłem rozporek, zsunąłem spodnie i majtki i wziąłem w dłoń nabrzmiałego penisa. Stałem tuż za nią, zabawiając się nim patrząc jej prosto w oczy. No właściwie nie prosto, bo wciąż leżała na plecach ze lekko zwisającą głową. Zawsze chciałem to zrobić. Lekko przyklęknąłem i skierowałem główkę w kierunku jej ust. Rozchyliły się jakby ktoś wcisnął właściwy przycisk na pilocie. Wsunąłem penisa do połowy i zacząłem nim poruszać bez opuszczania ust. A więc to takie uczucie. Nie, to nie żaden fuck face z przyduszaniem i litrami śliny, ot zwykłe posuwanie buzi.

    Dłonie Karoliny szybko trafiły na jądra, ale nie zatrzymały się na nich zbyt długo przesuwając się w kierunku prostaty. Masaż i penis w ustach sprawił, że wyprostowałem się i westchnąłem. Na chwilę wyszedłem, co umożliwiło Karolinie muśnięcie językiem jąder. Po chwili muśnięcie zamieniła w aktywne lizanie, cały czas masując palcem to co lubię.

    Pozbyłem się spodni i bielizny i usadowiłem się pomiędzy jej nogami. Chyba czytając w moich myślach Karolina rozchyliła je szeroko, abym mógł wsunąć penisa do jej dziurki. Kilka minut przerwy nie sprawiło, że ostygła. Wszedłem bez problemu, od razu nadając ciału energiczny rytm. To w końcu była okazja, żeby choć na chwilę skupić się również na piersiach. Rozmazany olejek trafił również na białą, jedwabną koszulkę, co sprawiło, że nabrzmiałe sutki widać było wyraźnie. Zacząłem pieścić je przez materiał, nie przestając posuwać cipki.

    Ten fragment zabawy zwieńczyły pieszczoty szyi oraz opuszków uszu. Wyszedłem i zdecydowanym ruchem przekręciłem Karolinę na brzuch. Nie pozostawiłem jej wątpliwości, że znów musi się wypiąć. Praktyka czyni mistrza. Zrobiła to książkowo. Nie potrzebowałem dodatkowo wyciskać olejku z tubki. Było go wszędzie pełno. Zebrałem go palcem i końcówką penisa. Naprowadziłem go na anusa i powoli zacząłem wsuwać go do środka. Tym razem nie zdziwiła mnie dłoń żony, która znów powędrowała na cipkę w poszukiwaniu autoprzyjemności.

    Zwalniałem i przyśpieszałem. Wychodziłem zupełnie i wsuwałem się powoli. Po kilku minutach nie czułem żadnych oporów w tyłku żony, dlatego palcami postanowiłem jej pomóc. Ciągle bawiła się swoją muszelką. Zgrany zespół znów w akcji. Nie! Chwila! Przypomniałem sobie o leżącym obok dildo. Żal nie zaprosić go do zabawy. A więc posuwałem Karolinę w tyłek, masturbując ją sztucznym kutasem, a ona zabawiała się łechtaczką sycząc cichutko, w stylu dokładnie innym niż najbardziej wyuzdane gwiazdy porno.

    Karolina znów leżała na plecach. Chwyciłem ją za biodra i przesunąłem na krawędź łóżka. Chyba pierwszy raz nie wiedziała co ją czeka. A ja najzwyczajniej w świecie chciałem w dalszym ciągu penetrować jej tyłek, ale tym razem patrząc jej prosto w oczy. Szybko zrozumiała mój zamiar i jeszcze wyżej uniosła nogi.

    Posuwając jej ciasną dziurkę, masując dłonią cipkę, spoglądając w jej rozpalone oczy wiedziałem, że finał jest blisko. Przyśpieszyłem pracę bioder, aby po chwili klęknąć nad twarzą żony i wystrzeliwując solidną porcję spermy na jej buźkę. Ryknąłem tak, że niemożliwym było nie zdradzić sąsiadom, co tu się wyprawia. Kilka strzałów zupełnie pozbawiło mnie sił, ale Karolina zdobyła się jeszcze na delikatne muśnięcie końcówki mojego penisa językiem. Opadłem na plecy, a ona wtuliła się we mnie.

    – To jakiego drinka mi wziąłeś Rzuls – zapytała.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kuba Nowak

    Pierwsze w życiu i pewnie ostatnie, a może…

  • Stopki Oli(vii) 3: Wpadka

    Polanka. Ola i ja, kleczący pod bosymi stópkami Olivii, która owinęła sobie nas wokół stópek. Akcja naszej opowieści zaczyna się od zlizywania brudu z podeszw stópek Królowej. Właśnie wylizywałem brud między paluszkami, gdy nasza Królowa powiedziała:

     – Suczki, koniec dobroci! Załóżcie mi moje superstary na moje śliczne stópki
     
    Założyliśmy, pamiętając na koniec o “pocałunku” z czubkiem buta.
     – Teraz coś, co lubię! – powiedziała z rozkoszą Olivia, po czym zaczęła nas kopać wszędzie, kilka razy oberwałem w jądra. Ja jakoś to zniosłem, bo trenuję MMA, ale Ola jest bardzo wrażliwa, więc rozpłakała się. Olivia zostawiła mnie i zaczęła się zabawiać z Olą, zaczęła od facesittingu, potem zaczęła ją podduszać. Już wiedziałem, że Olivia to urodzona sadystka.
     
     – Rozbierać się! – padła komenda wiadomo od kogo.
     
    Rozebraliśmy się, po czym położyliśmy się u stóp Królowej i czekaliśmy na dalsze polecenia. Olivia podeszła do nas, popatrzyła na nas chwilę, kazała nam całować całe swoje ciało, wykonaliśmy polecenie, właśnie całowaliśmy jej pośladki, gdy ta kopnęła nas i powaliła na ziemię. Podeszła do Oli i bezpardonowo wsadziła jej dwa paluszki w cipkę, rozdziewiczając ją. Ola z bólu rozpłakała się.
     – No, to teraz wiesz, do kogo należysz, suko! – powiedziała Olivia do Oli, po czym kopnęła ją w szczękę, powodując tym głośniejszy płacz. Olivia roześmiała się, a Ola zaczęła błagać o litość.
     
     – Królowo, błagam, niech Pani przestanie – wyszlochała Ola i pocałowała jej buciki
     
     – Zamknij się dziwko! – wrzasnęła Olivia – Powinnaś mi dziękować za każde kopnięcie! – Olivia zaczęła kopać ją w piersi, a Ola zaczęła głośniej płakać.
     
     – Na co czekasz dziwko?! – spytała Olivia – Dziękuj mi za kopnięcia, Ty głupia kurwo! – krzyknęła Olivia i zasadziła jej kopa w cipkę.
     
     – Ałaaaaa – krzyknęła Ola – Dziękuję Królowooo! Ałaaaa! Dziękuję! Błagam, niech Królowa przestanie!
     
    Kopnęła ją jeszcze parę razy, po czym dała jej spokój i podeszła do mnie.
     – No cześć piesku – powiedziała do mnie Olivia z sadystycznym uśmiechem. (w tle Ola płakała) – Ty akurat dobrym psem jesteś, nie to, co tamta suka – powiedziała Olivia (tego nie napisałem, ale Ola, gdy Olivia nas nakryła, zwyzywała Olivię, za co ta ją spoliczkowała)
     
     
     – Dziękuję Królowo, to dla mnie zaszczyt, że udziela mi Pani pochwały – odparłem z dumą mojej Pani
     
     – Jak dobrze będziesz służył, to będziesz nagradzany – powiedziała Olivia z uśmiechem, po czym poklepała mnie po głowie, jak psa
     
    Olivia zaczęła się rozbierać, pierw zdjęła z siebie swoją skórzaną kurtkę, potem czarny podkoszulek na ramiączkach i w końcu czarny staniczek
     – Piesku, zrób dla mnie stolik – rozkazała Olivia
     
    Uklękłem na “4 łapy” a Olivia usiadła na moich plecach. Nie była ciężka, mniej więcej 40kg ważyła. Figurę miała jak młoda modelka była drugą po Nikoli i Emilce pożądaną dziewczyną;nikt nie mógł zdecydować, która z dziewczyn (Nikola i Emilka) są lepsze, więc obie mają to samo miejsce <3). Olivia zdjęła z siebie czarną skórzaną kurtkę i podkoszulek na ramiączkach (też czarny) i rzuciła gdzieś obok. Został jeszcze czarny, seksowny (z koronką) staniczek; Olivia zdjęła go, odsłaniając swoje duże piersi że sterczącymi sutkami i rzuciła do Oli.
     – Wąchaj, suko! – warkneła Olivia.
     
    Zostały jej dżinsy, które zdjęta i rzuciła obok kurtki i podkoszulka. I stringi, też seksowne z koronką. Zdjęła je, a moje oczy ujrzały… Ogromne dildo! Na oko 40cm długości… Nie wiem jak ona mogła to schować w takich majteczkach. Ola, która nadal płakała, po ujrzeniu dilda, zaczęła jeszcze bardziej płakać.
     – Zabawimy się tej nocy, pieski – powiedziała do nas rozradowana Olivia – I zamknij się wreszcie, Ty głupia dziwko! – wrzasnęła Królowa, po czym wepchnęła jej CAŁE dildo do gardła. Ola zaczęła się dławić i miotać. Zazdrościłem jej, też tak chciałem. Na szczęście i na mnie czas przyszedł 🙂
     – Dla Ciebie piesku mam coś specjalnego – powiedziała Olivia i kazała mi się rozebrać – Połóż się na brzuchu i rozluźnij – poleciła mi Królowa. Zobaczyłem kątem oka, że z kieszeni kurtki wyciąga paczkę prezerwatyw i lubrykant.
    Olivia zaczęła mi smarować okolice odbytu lubrykantem, po nasmarowaniu odbytu nałożyła gigantycznego kondoma na swoje dildo i również nasmarowała je. Spojrzałem na Olę – już nie płakała, za to zobaczyłem, że jej cipka jest cała mokra. Poczułem, że coś wsuwa mi się w odbyt. To było dildo Olivii. Wtedy wiedziałem, że Olivia jest profesjonalistką w tych sprawach – kutas stał mi cały czas. Zacząłem pojękiwać z rozkoszy, Olivia z tego, co widziałem, to wkładała paluszki pod dildo i palcując się, też pojękiwała. Nagle czuję, że Olivia wysunęła dildo z mojego odbytu i nie wsunęła się spowrotem. Odwracam się w idealnym momencie, aby zobaczyć, jak Olivia zdejmuje prezerwatywę z dildosa i rzuca ją na mnie. Podchodzi do Oli i coś jej szepcze do ucha. Ola wstała, założyła glany, poczekała chwilę, aż Olivia się . Czekając na nie, zacząłem sobie walić konia wachając niedawno skradzioną z namiotu dziewczyn dość przepoconą skarpetkę Magdy, jednej z obozowiczek (niezła dupa, nawiasem mówiąc). Szybko trysnąłem, posprzatałem wszystko tak, aby nie było śladów po mojej masturbacji. Odwróciłem się w idealnym momencie, aby zobaczyć, jak Królowa szła z Olą. Dziewczyny po drodze palcowały się, pojękując przy tym. Olivia była ubrana tak jak wcześniej, ale z twarzy – widać, że makijaż. Miała pomalowane usta na krwistą czerwień, rzęsy pomalowane czarnym tuszem (widać, że jednym z wyższej półki, podobnie jak szminka), a twarz ogólnie miała wypudrowaną. Ola tak samo, jeżeli chodzi o makijaż. Jeżeli chodzi o ubrania – czarne pończochy, prześwitujący stanik w komplecie ze stringami, do tego tylko i wyłącznie skórzana kurtka w czarnym kolorze i superstary na stópkach, takie same, jakie ma Olivia.
     – Piesku, jak widzisz, role się zmieniły. Co innego ruchać, a co innego być ruchaną. Zdejmij mi superstara i zacznij lizać stópkę.
    Byłem zaskoczony obrotem spraw, ale wykonałem polecenie. Z tyłu wjechała we mnie Olivia – byłem tak zaskoczony, że niestety ugryzłem Królową Olę w stópkę, sprawiając jej tym ból i rozerwanie pończochy.
     – Ty psie! – wrzasnęła Ola po czym drugą stópką, która była wciąż w superstarze, zaczęła mnie kopać. Olivia również dołączyła do “zabawy”, kończąc ją solidnym kopem w jądra, który spowodował, że nie mogłem się ruszyć przez 15 minut. Dziewczyny postawiły mi swoje stópki i kazały lizać je i ssać paluszki. Z ukrycia zrobiły parę zdjęć i potem Olivia powiedziała:
     – Piesku, zdenerwowałeś nas. Musisz się u nas zrehabilitować, abyśmy Ci wybaczyły, bo inaczej te zdjęcia – w tym momencie pokazała mi swój telefon, na którego wyświetlaczu było widać jak ssałem paluszki Oli – zobaczy cały obóz. Łącznie z kadrą!
     – Co mam zrobić? – Spytałem
     – Kilka zadań, które Ci przydzielimy – odpowiedziała mi Ola
     – Okej. Poproszę pierwsze zadanie.
     – Pierwsze? Hmm… Pomyślmy… O, już mam. Wiesz, która to Magda z mojego namiotu, nie?
     – Wiem.
     – Wobec tego, zrób tak: ona teraz śpi. Rozepnij jej śpiwór od dołu i zacznij lizać jej stópki, a potem idź wyżej, zacznij się dobierać do cipki, potem pocałuj ją krótko z języczkiem i wróć do nas, to pomyślimy do dalej.
    Bałem się trochę, ale podjąłem wyzwanie. Wszedłem do namiotu Oli. Magda miała ostatnie łóżko. Skarpetek nie miała, bo nieco wcześniej je zabrałem. Uklęknąłem przed jej łóżkiem, odchyliłem kawałek śpiworu. Wysunąłem język i zacząłem jeździć po gładziutkich stópkach Madzi. Teoretycznie miała je gładkie, ale liżąc jej stópki potrafiłem wyczuć znajdujące się na piętach i paluszkach linie papilarne. Po 15 minutach adoracji stópek harcerki tak się wczułem w rolę, że odważyłem się wyjąć kutasa i stópkami Magdy objąłem go i zacząłem robić sobie footjoba – nie potrzebowałem wiele czasu – szybko się spuściłem. Zacząłem ssać jej paluszki spowrotem, bo spermę chciałem zostawić na stópkach “na pamiątkę” dla Madzi. Kiedy ssałem jeden z jej paluszków, wyciągałem właśnie rękę, aby zacząć drażnić cipeczkę Magdy, gdy nagle usłyszałem:
    – Co Ty robisz? – spytała Magda zaspanym głosem. Szybko się rozbudziła i zobaczyła co jest grane. – No no… Nasz Kacperek lubi stópki, jak widzę. Nie można tego zmarnować. Chodź tu. Chodź piesku do nowej Pani, Pani się Tobą zaopiekuje. Leżeć piesku! – wydała pierwszy rozkaz.
    Położyłem się, tak jak mi kazała, a ona zsunęła spodnie od piżamy i majteczki, ukazując swoją cipkę w całej okazałości.
     – Zacznij ją lizać!
    Zataczałem więc kółka dookoła niej, penetrowałem ją językiem, wiedząc, że Magdzie jest dobrze – bo jęczała. Nagle Magda złapała mnie za włosy i przycisnęła do swojego łona. Nie wiedziałem o co chodzi. Nagle poczułem, jak strużki moczu Madzi wpływają mi prosto do ust. Dziewczyna zatkała mi nos, więc byłem zmuszony połknąć “poczęstunek”!. Obrociłem się, aby zobaczyć, czy Olivia i Ola jeszcze są. Nie widziałem ich.
    Nagle Magda złapała mnie za kutasa i powiedziała:
     – Pomogę Ci z tym – po czym wzięła go u usta i zaczęła ssać. Obrabiała go jak rasowa dziwka. Wiele mi nie potrzeba było – spuściłem się w usta mojej Królowej.
     – No, to teraz przejdziemy na coś lepszego – powiedziała Magda z tym swoim pięknym, a jednocześnie diabelskim uśmiechem i wyjęła tajemniczą walizeczkę spod łóżka. Otworzyła ją – o kurwa! Co to jest? – pomyślałem. Magda zaczęła szukać czegoś w walizce…
    Podobało się? Zostaw komentarz!
    Wpadł mi do głowy pomysł na nową serię ze zamyślonymi opowiadaniami z celebrytkami w roli głównej. Jak myślicie, to dobry pomysł? Jaką byście chcieli celebrytkę? Być może się dostosuję do Was, a może zrobię Wam niespodziankę…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Fetyszysta

    O kim chcecie kolejne opowiadanie: Emilka i Nikola, Karolina czy Ola, Olivia i(?) Magda? Zaznaczam, że drugie opowiadanie będzie wraz z opowiadaniem z celebrytką, jeżeli chcecie.

  • Zdrada, cz. 1 – Krystyna

    Przyspieszyła kroku. Opuściła głowę, mijając kolejną grupkę hałaśliwych mężczyzn. Było ciemno i późno, żadnego ‘normalnego’ przechodnia w zasięgu wzroku, część latarni nie paliła się, a ta dzielnica nie należała do bezpiecznych. Wściekała się na samą siebie. Krystyna zagadała się z koleżanką.

    Dwie 30-letnie kobiety, koleżanki podczas studiów, przed rokiem przypadkowo odkryły, że mieszkają w tym samym mieście i prawie po sąsiedzku! Odnowiły znajomość. Spotykały się nieregularnie. Wszystko zależało w zasadzie od przypadku. Czasami wystarczała rozmowa przez telefon i po pracy jechały do kawiarni lub restauracji. Partnerzy byli uprzedzeni. Dzieci nie miały i nie planowały. Nie spotykały się częściej niż raz w miesiącu.

    Kolejny wypad do kawiarni na bezalkoholowe drinki okazał się tak udany, że wracając, zdecydowały się jeszcze na herbatę u Patrycji w domu. Była tutaj po raz pierwszy. Skończyło się na skromnej kolacji i dwóch lampkach wina. Samo mieszkanie wywarło ogromne wrażenie na Krystynie. Tworzyły je dwa połączone mieszkania, w sumie ponad 150 m kwadratowych. Mieszkanie urządzono kosztownie i ze smakiem. Pati nawet wymieniła nazwisko znanego projektanta wnętrz. Krystyna pokiwała głową nad trafnym wyborem, ale nigdy nie słyszała o nim. Zresztą, o innych też nie. Patrycja, pokazując mieszkanie, robiła to z nieukrywaną przyjemnością, wręcz z dumą. Ale w przyszłości i tak zamierzali wyprowadzić się pod miasto. „Z dala od wielkomiejskiego gwaru” – jak parokrotnie podkreślała Pati, dając do zrozumienia, że dacza latem to za mało dla systematycznego i efektywnego wypoczynku. Stopień zamożności koleżanki był dla Krystyny i jej męża nieosiągalny. „W końcu nie wszystkie wychodzą za prawników i mają zamożnych rodziców” – myślała w drodze powrotnej. Stąd Krystyna nie miała już daleko do ‘swojego’ bloku, więc tych kilka ulic pokona pieszo, zdecydowała, wychodząc od Patrycji. Mąż w delegacji, dziecko nie płacze, zatem nie musiała spieszyć się. Jednak, kiedy spojrzała na zegarek, okazało się, że jest już bardzo późno.

    *

    Kiedy mijała kolejną zaniedbaną kamienicę, wyrosło przed nią trzech mężczyzn. Próbowała ich wyminąć, ale to okazało się niemożliwe. Kiedy zeszła na jezdnię, jeden z nich zablokował jej drogę, a drugi szarpnięciem za ramię wciągnął na chodnik. Kiedy drżącym głosem zaczęła prosić o przepuszczenie, jeden z mężczyzn szybkim ruchem wepchnął do ust jej własny szalik. Nawet nie zdążyła zareagować, a dwóch chwyciło ją pod ramiona i ruszyło w głąb cuchnącego korytarza kamienicy. Czwarty, którego jeszcze nie widziała, podniósł torebkę, uważnie rozejrzał się dookoła i ruszył za nimi, zamykając skrzypiące ciężkie drzwi. W korytarzu czuć było odór moczu i taniego wina.

    Dotychczas słabo protestująca dziewczyna, sparaliżowana przemocą, nagle zaczęła głośno wzywać pomocy, gwałtownie szarpała się, próbowała kopnąć jednego z mężczyzn. Głos rozniósł się echem po kamienicy. Zaskoczeni napastnicy prawie pozwolili dziewczynie uwolnić się. I nagle osunęła się w ich ręce. Cios pięścią zadany w tył głowy oszołomił ją. To zaatakował ten, który podniósł torebkę. Bliska omdlenia, bez wysiłku podtrzymywana przez dwóch mężczyzn i trzeciego, który chwycił jej nogi, została przeniesiona przez puste podwórko i kolejny korytarz. Mężczyźni weszli do następnej piętrowej kamienicy, w której czuło się stęchliznę, typową dla wielu starych i zapuszczonych budynków. Po ciemku zeszli po betonowych schodach, skręcili, pokonali kilka metrów, otworzyli drzwi, weszli i zatrzymali się. Powoli i delikatnie postawili ją, puścili ramiona i zablokowali wyjście. Była roztrzęsiona. I tak przerażona, że nie potrafiła krzyczeć.

    *

    Ktoś włączył światło. Dochodząca do siebie kobieta zobaczyła przestronne, niskie pomieszczenie o różnokolorowych ścianach, jeszcze podkreślających tymczasowość miejsca. Czuła zapach wody kolońskiej. Jej torebka wylądowała na szerokim, nowym tapczanie, który stał po prawej, przy różowej ścianie. Naprzeciwko, pod beżową ścianą, na starym biurku stał telewizor i magnetowid. Obok piętrzył się stos kaset video. Przy ścianie jasnoszarej z oknem pod sufitem, na którą patrzyła, na stoliku stały słodkie napoje, alkohole, aparat fotograficzny, talia kart, popielniczka i kamery. Obok mruczała mała lodówka, a kabel od niej ciągnął się i znikał gdzieś w ścianie. Na podłodze leżały statywy. Przy wejściu, przy białej ścianie za jej plecami, stała wysoka, brązowa szafka. Ścianę uzupełniały drewniane drzwi, w tej chwili zamknięte i zasłonięte grubą zasłoną, która zapewne miała tłumić hałas. Umeblowania dopełniał klubowy fotel i kilka składanych krzesełek. Podłogę pokrywał gruby wielokolorowy dywan pamiętający lepsze czasy. Jednak pokój wręcz lśnił czystością. Jego czystość kontrastowała ze stanem korytarzy, przez które była niesiona.

    Bała się. Bała się coraz bardziej, drżały jej ręce. Ogarniała ją panika. Szarpnięciem wyciągnęła szalik z ust i wrzasnęła. Bez reakcji. Nawet nikt nie ruszył się! Spojrzała na mężczyzn. Wszyscy patrzyli na nią natarczywie. Żaden nie odezwał się. Dwóch z nich ostentacyjnie masowało krocze. Była przerażona. 

    *

    Do pomieszczenia wszedł szczupły, wysoki mężczyzna, w ciemnych okularach, szpakowaty. Przerzedzone włosy zaczesywał do tyłu. Był ubrany w jasnoszarą, sportową marynarkę, grafitowy golf, ciemne spodnie i czarne mokasyny. Spojrzał na kobietę, lekko skłonił głowę, podszedł i usiadł w fotelu. Założył nogę na nogę. Splótł ręce. Czterej mężczyźni stali, opierając się o ściany. Wyczuwało się respekt, jakim go darzyli. – „Szef” – przemknęło jej przez myśl.

    *

    – Możesz krzyczeć – obojętnie kiwnął głową. – Nie takie hałasy stąd dochodziły – cień uśmiechu przemknął przez jego twarz na wspomnienie ledwie kilku zdarzeń. Kliku mężczyzn pokiwało głowami. “Szef” ręką wykonał obszerny gest. – To pomieszczenie to są cztery dawne piwnice. Trochę to zmieniliśmy, zadbaliśmy o wygodną kanapę, ale projektant nie musiał trudzić się – uznał, że warto przynajmniej uśmiechnąć się z własnego żartu. – Wcześniej odbywały się tutaj głośne imprezy alkoholowe, teraz my zabawiamy naszych miłych i długo oczekiwanych gości – rozbawiony spojrzał na kolegów. Któryś parsknął śmiechem, inny zarechotał.

    – Policja tutaj nie zagląda, a sąsiedzi są przyzwyczajeni do głośniejszych zabaw. Młodzież już nie odważy się nas niepokoić, ale mimo to szukamy innego lokalu, spełniającego nasze wymagania. – Rozejrzał się. Potem ponownie utkwił wzrok w kobiecie.

    – Dzisiaj ty jesteś naszym gościem. Musisz wybaczyć moim kolegom nieco, hm, ‘dynamiczne’ powitanie, ale sprawiłaś znacznie więcej kłopotów niż zakładaliśmy. – Sprawdził godzinę na zegarku, rozsiadł się wygodniej w fotelu, strząsnął niewidoczny pyłek ze swoich wyprasowanych, ciemnych spodni i przyjrzał się kobiecie.

    – Chodź do mnie, nie mamy zbyt wiele czasu. – Przywołał ją gestem. Miał długie palce, szczupłe, zadbane dłonie.

    Wszyscy mężczyźni oderwali się od ściany. Spojrzała na szefa, na nich, zrobiła krok w ich stronę. Powoli pochyliła się, podniosła swoją torebkę z kanapy, jakby chciała mieć ją przy sobie, wykonała krok w kierunku szefa i nagle gwałtownym ruchem rzuciła torebką w najbliższego z mężczyzn, wykonała półobrót i jednym susem dopadła do wyjścia. Zasłonę szarpnęła w bok, otworzyła drzwi i… stanęła przed drugimi drzwiami. Chwyciła za klamkę. Na próżno. Za plecami usłyszała wybuch śmiechu.

    – Panowie – jowialnie strofował podwładnych rozbawiony szef, przyglądając się ich ofierze.

    *

    Zrezygnowana odwróciła się. Na jej twarzy malowała się rozpacz. Spojrzała na mężczyzn. Krzyknęła. Była bezradna, zaczęła cicho szlochać.

    – Panowie – tym razem szpakowaty mężczyzna poważnym tonem wydał polecenie. Jeden z mężczyzn, którzy ją porwali, podszedł, minął kobietę bez słowa, zamknął drugie drzwi, zasłonił je. Klucz powiesił obok drzwi i stanął przy kobiecie. Inny włączył telewizor, magnetowid i na ekranie telewizora pojawił się pornos. Kilku mężczyzn spółkowało z kobietą. Kolejny mężczyzna rozstawiał szklanki, nalewał napoje, po kolei patrząc na każdego z obecnych.

    Szef dostrzegł jej wzrok utkwiony w ekran. – Będziesz lepsza – stwierdził z przekonaniem, jednocześnie obdarzając ją pogodnym uśmiechem, jakby chciał dodać je otuchy. Ponownie gestem przywołał kobietę do siebie.

    Dwaj mężczyźni siłą doprowadzili ją przed oblicze szefa. Przerażenie zamknęło jej usta. Łzy spływały po policzkach. Bała się gwałtu, przemocy, bicia, poniżania. Zatkanie ust szalikiem sparaliżowało ją. Widocznie wystarczył tak prosty gest, żeby niepodzielne zawładnął nią strach.

    – Zrobisz striptiz dla nas? – zapytał szef. Przecząco pokręciła głową. Objęła się rękoma, jakby ten gest miał zapewnić jej nietykalność. Miała 168 cm wzrostu. Zielonooka szatynka o prostych, długich włosach związanych gumką nie była otyła, ale anoreksja też jej nie groziła. Spory biust zawsze zwracał uwagę mężczyzn. Ładny makijaż, stonowany strój, krótka spódniczka, szpilki, elegancki chód. Musiała podobać się mężczyznom. Szef patrzył na nią i bawił się biczem, który jeden z mężczyzn wyjął z szafki stojącej nieopodal drzwi. – Tak byłoby lepiej dla ciebie – jeszcze próbował ją przekonywać. W końcu obserwowali ją od kilku dni. Dzisiaj dostali wiadomość i byli przygotowani. Patrzyła z nienawiścią w jego kierunku. Westchnął z nieukrywanym rozczarowaniem, kręcąc głową.

    – Panowie, jest wasza – podniósł wzrok i uśmiechnął się w jej kierunku. Rozłożył ręce w geście bezradności, rozsiadając się wygodnie w fotelu. I patrzył. Delikatny uśmiech nie schodził z jego ust. Mężczyźni powoli zaczęli zbliżać się do niej. Wszyscy byli od niej wyżsi, silniejsi i ciężsi. Jednak postanowiła walczyć. Nagle rzuciła się z pazurami w kierunku twarzy mężczyzny zbliżającego się od przodu. Mężczyzna odchylił się, uskoczył, a dwaj inni chwycili ją żelaznym chwytem za ręce. Zaczęła krzyczeć. Trzeci, od tyłu zablokował jej nogi, a atakowany przed chwilą ramieniem objął jej głowę, zacisnął klamrę na nosie i odchylił jej głowę. Kobieta wrzeszczała i szamotała się. Szybko wetknął lejek głęboko w usta i zaczął wlewać napój do lejka.

    Kiedy trochę wypiła, puścili ją i spokojnie obserwowali. W tej chwili czuła się jak zwierzę w klatce, na którym prowadzi się eksperymenty. Była skromną dziewczyną. Nie lubiła być w centrum uwagi. Na studiach krępowało ją nawet zabieranie głosu bądź występowanie z prezentacją przed niewielkim gremium, na ogół niezainteresowanej tematem, grupy studenckiej. Łzy napłynęły jej do oczu. Rozglądała się trwożliwie, nie miała pojęcia, kiedy i z której strony nastąpi kolejny atak. Na znak szefa ponownie ruszyli do niej, złapali i zaczęli rozbierać. Szef odwrócił się, sięgnął po kamerę, włączył ją, ustawił na stoliku, chwilę obserwował podgląd, w końcu nieco zmienił kąt ustawienia i zadowolony usiadł w fotelu.  

    Szamotała się, traciła siły, krzyczała, ubliżała im, próbowała gryźć, uderzać głową, kopać, a i tak traciła kolejne części garderoby. Kurtka, szalik, pierwszy guzik bluzki, drugi, trzeci, czwarty, prawy rękaw, lewy, bluzka w dół, zapięcie stanika, ramiączka stanika, stanik, zamek spódniczki rozpinany w dół, guzik, spódniczka… Wreszcie położyli ją na kanapie. Dopiero wówczas zdjęli szpilki, rajstopy i stringi. Każdy mężczyzna żelaznym uściskiem trzymał za jedną kończynę; miała szeroko rozstawione nogi i ręce. Była zupełnie bezbronna. I naga. Ciężko dyszała. Piersi unosiły się rytmicznie, brodawki sterczały. Pełna wstydu i strachu starała się nie patrzeć na mężczyzn.

    *

    Uspokajała się. Mężczyźni nie puszczali ramion i nóg kobiety. Wypity napój zaczął działać. Jej głowa bezwładnie opadła na bok. Przymknęła powieki.

    – No, nareszcie! – usłyszała czyjś głos wypełniony ulgą. Zmęczona zanotowała jeszcze w pamięci, że coś dosypano do płynu, który w nią wlano. Nie widziała ostrych obrazów. Głosy słyszała jak przez ścianę. Były wytłumione, niezbyt wyraźne, ale nie zasnęła.

    Właśnie szef wydał jakieś polecenie. Nic nie zrozumiała. Mężczyźni nachylili się nad nią i jednocześnie zaczęli zachłannie pieścić kobietę. Cztery dłonie, dwadzieścia palców, cztery pary ust, cztery języki; rzęsy, wąsy, zęby. Każda dłoń poruszała się w innym tempie, w innym miejscu. Każde usta zachowywały się inaczej i dotykały innej części jej ciała. Była naga. Odprężona. Delikatne dotknięcia wrażliwych części ciała zaczynały ją podniecać. Obawy, strach, zdenerwowanie ulatywały. Podniecenie rosło. Czuła się cudownie, wspaniale! Takie pieszczoty! Podniecenie dało wyraz w jękach i sapaniu, jakie wydobywało się z jej ust. Nigdy nie było jej dane przeżyć czegoś takiego!

    Była w euforii, jęczała cicho, kiedy anonimowi, milczący mężczyźni nadal pieścili ją. Nie patrzyła na nich. Miała zamknięte oczy, ale słyszała jak zamieniają się miejscami. Czuła wilgoć w pochwie. I delikatną penetrację językiem. Już drugim… A może trzecim? Mimo ogromnego podniecenia, różnorakich pieszczot, nie zmieniła pozycji. Nie była w stanie nawet spróbować ruszyć się. Napawała się własną przyjemnością. „Róbcie, róbcie ze mną wszystko, co chcecie!” – chciała krzyczeć i żądać więcej. I dalej mruczała z błogim uśmiechem na ustach. Zaczęła odczuwać dreszcze, które coraz częściej przeszywały jej ciało. Stawały się coraz mocniejsze. Poczuła jak burzy się jej ciało. Robiło się coraz bardziej ciepło, gorąco. Napięła wszystkie mięśnie. Ciało wygięła w łuk. Z jej ust wyrwał się przeciągły, namiętny krzyk. Wreszcie nadszedł orgazm! Rozluźniła mięśnie, opadła na kanapę, westchnęła głośno. Ciężko oddychając, leżała z rozrzuconymi rękoma i nogami. Uśmiechała się. Nie otwierała oczu. Nie miała siły ruszyć się. Nie chciała. Była szczęśliwa.

    *

    Powoli dochodziła do siebie. Siła ‘magicznego’ napoju dobiegała końca. Zaczynało do niej docierać, gdzie jest, co się wydarzyło i jak wygląda. Strach i wstyd ponownie zajęły miejsce radości i chwilowej euforii. Zalękniona obserwowała milczących mężczyzn. Nikt nie komentował jej zachowania. 

    Tymczasem oni założyli szerokie, czarne taśmy na jej ręce. Taśmy oplatające nadgarstki schodziły do ud i ciasno oplatały je. Mężczyźni przypadkowo dotknęli krocza przy oplataniu ud. Zadrżała. Spojrzała na taśmy. Uciskały twardymi krawędziami w kroczu, ale nie bolało. Pokręciła przecząco głową, odpowiadając właśnie na pytanie w tej sprawie. Zapięcia na szerokie rzepy utrudniały wszelkie manipulacje. Nie mogła unieść ręki bez uniesienia nogi. Jeżeli położy się na lewym boku, przygniecie lewą rękę. O spleceniu albo nawet dotknięciu dłoni nie mogło być mowy. Kolejne dwie taśmy obejmowały kostki u nogi, a drugie końce znikały przy nogach kanapy. Była zdana na ich łaskę. Nieoczekiwanie dodatkowo założyli jej duży knebel, który uniemożliwiał zatykanie ust językiem. Zaczynała wracać do brutalnej rzeczywistości. Bawili się nią. Miała ochotę krzyczeć i walić pięściami i nogami w tapczan. Ale nie mogła. Wiązania były solidne. Leżała i bezradnie gapiła się w sufit.

    *

    Mężczyźni, patrząc na skrępowaną zdobycz, w milczeniu rozbierali się do naga. Każdy nagi mężczyzn już miał wzwód. Zerkała na nich przerażona. Łzy ciekły z kącików jej oczu, a ona wyła i rzucała ciałem w nadziei uwolnienia się z taśm krępujących ciało. Próbowała im grozić, przeklinała ich, błagała o litość, oferowała pieniądze. Z jej ust wydobywał się niezrozumiały bełkot, więc nikt nie zareagował na jej dźwięki. Wszyscy wydawali się coraz bardziej podnieceni. Zbliżyli się do kanapy.  

    *

    Podszedł nagi szef. Jego penis sterczał. Nachylił się nad dziewczyną. Kciukiem, potem palcem wskazującym pogłaskał brodawkę prawej piersi. Najpierw delikatnie, a po dłuższej chwili, kiedy ciało oswoiło się z pieszczotą, coraz mocniej zaciskał na niej dwa palce i ciągnął w górę, patrząc jak kobieta wygina się w naiwnej nadziei złagodzenia bólu. Z ust wydobywał się przeciągły skowyt. Przerwał, ciało opadło na kanapę. Westchnęła przeciągle, ale nie dane było jej odpocząć. Znowu ścisnął. Ciało momentalnie napięło się. Stopy ocierała o siebie, w ten sposób próbując stłumić ból i jęk. Znowu pociągnął za brodawkę w górę. Kobieta ponownie wygięła się. Po chwili zaczął skręcać brodawkę, mocniej niż poprzednio, aż z jej ust wyrwał głośne nieludzkie wycie. Odczekał jeszcze moment i uwolnił brodawkę. Opadła bezwładnie. Głośno łkała, z ust przez knebel sączyła się ślina, gwałtownie oddychała. Sięgnął do drugiej piersi. Zrobił to samo, ale znacznie szybciej. Podziwiał szczupłe, wygięte ciało. Jednak tym razem brodawkę wykręcał znacznie dłużej, wsłuchując się w jej wycie. Ciało pokryło się potem. Po chwili powtórzył zabawę.

    Kiedy skończył, płakała cicho, a łzy powoli spływały dalej rozmazując tusz. Poczuła wilgoć w kroczu. Uświadomiła sobie, że z bólu popuściła mocz. Kiedy zrozumiała, jak zareagowała na tę bolesną pieszczotę, zaczęła głośniej płakać.

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    Opowiadanie składa się z dwóch części. Tytuł jest nieco przewrotny, ale to wyjaśni się po lekturze drugiej części. Wówczas będę miał również propozycję dla zainteresowanych Czytelników. Życzę miłej lektury.

    Zarazem zachęcam do lektury innych moich “literackich” próbek.

    Bez wahania przeczytam każdą pozytywną opinię :))

  • Niewolny: 6. Kara chlosty

    Przesłałem film i … zapadło milczenie. Nie podobało Ci się mój Panie? Podniecenie, które towarzyszyło mi w chwili przesyłania filmu, zamieniło się w smutek. Później w nadzieję, że to była kara.

    Oglądałem swój film wielokrotnie i świadomość, że dla Ciebie bardzo mnie podniecała. Kutas mi stawał.. Napisałem Ci o tym. Wciąż milczenie…

    Stało się. Któregoś ranka obudziłem się ze  stojącym penisem. Ręka chwyciła jego główkę, obciągnąłem napletek .. Po kilku ruchach zalałem swoje podbrzusze… Niestety, zrobiłem to.. Tak szybko, zwyczajnie, bez oddania tego aktu Tobie..

    Wiem, że tym samym złamałem naszą umowę o zupełnym oddaniu i z całą świadomością wiedziałem, że mnie ukarzesz.

    Napisałem Ci o tym.

    Po dwóch dniach otrzymałem sms: – Wpierdol.

    Tak, to słowo, które już stanowi standard. W wyniku mojego nieposłuszeństwa znów przez trzy dni nie odzywałeś się do mnie, ale w końcu przyszedł sms od Ciebie:

    – O 20:00 na Shellu.

    Znane nam miejsce. To tu spotkaliśmy się pierwszy raz  i poszliśmy do Ciebie, do jakiegoś bloku. Tak mi się wydawało, że jest to Twoje mieszkanie. Co ciekawe, wówczas nie doszło do niczego…

     

     Zastanawiałem się, co oznacza to spotkanie? Czy  masz wolne mieszkanie? Nie pisałeś jak mam się przygotować. Może tylko obciąganie?

    Kiedy podjechałeś pod stację, tylko zatrzymałeś się bym wskoczył do auta. Nie mówiłeś nic. Ja też przestraszony i zaintrygowany nie śmiałem Cię o nic pytać. Zresztą nie wolno mi było – tak ustaliliśmy już dawno. Ten zakaz wprowadziłeś jako kolejny sposób „ćwiczenia” mnie.

    Jechaliśmy gdzieś poza miasto, a więc nie do tamtego mieszkania. Wjechaliśmy w jakieś osiedle nowo wybudowanych dwupiętrowych budynków i zatrzymaliśmy się przy jednym z nich, chyba jeszcze nie ukończonym, gdyż w oknach była folia.

    Wiedziałem, ze coś robisz w budowlance i z racji Twojego fachu zastanawiałem się, czy tu cos kupiłeś, czy to wybudowałeś. Ochrona przepuściła nas bez przeszkód. Znali Cie, tak jak w biurowcu.

    – Zostań.

    Podszedłeś pod oszklone drzwi, otworzyłeś je kluczem, na klatce zabłysło światło. Skinąłeś na mnie. Szybko wyszedłem z auta. Usłyszałem dźwięk centralnego zamka.

    – Pod drzwi – wskazałeś jedyne drzwi na parterze. Zauważyłem, że schody prowadzą jeszcze na górę, ale zostaliśmy tutaj. Zamknąłeś kluczem drzwi do budynku i po chwili kluczem otworzyłeś do mieszkania.

    No właśnie, trudno było mi zgadnąć, czy tu miało być mieszkanie

     Jeden duży pokój, wejście do mniejszego oraz trzecie, do którego drzwi były zamknięte. Łazienka? W pokoju nie było nic oprócz wykładziny dywanowej i zasuniętych żaluzji. Z sufitu zwisała żarówka.

    Zamknąłeś drzwi na klucz.

    – Idź do kąta i rozbieraj się do naga.

    Jej! Znów skurcz na podbrzuszu. Tu będziesz miał do mnie całkowity dostęp. Potulnie spełniłem rozkaz odwrócony do ściany, rzucając ciuchy w nieładzie w kąt.

    – Teraz na środek, weź majtki.

    Nie miałem na sobie nic, nawet skarpetek. Po co majtki?

    – Na czworaka! – rozkazał.

    Klęknąłem i jak pies podszedłem do Pana.  Wyjąłeś z mojej ręki slipy i podsunąłeś mi pod usta.

    – Otwórz ryj!

    Wcisnąłeś mi całe. Poliki zapiekły rozszerzone, a moja szczęka rozszerzała się mocno. Język się cofnął w tył i nie mogłem nim ruszać. Byłem dobrze zakneblowany.

    Stanąłeś za mną. Usłyszałem odgłos rozporka, ale zaraz wysuwania paska ze spodni. Dostanę lanie! Mój penis drgnął. Nie myliłem się. Świst i nagle piekący ból  nad lewym pośladkiem. Przymknąłem oczy z bólu. Znów uderzyłeś. Tym razem poczułem na obu pośladkach pośrodku. Cichy tłumiony jęk. Świst i teraz pręga tuż poniżej pośladków. O, tak! Chyba byłeś rozczarowany, ponieważ czwarte uderzenie było bardzo mocne. Trafiłeś w miejsce, które już piekło, więc krzyknąłem, ale dźwięk stłumiły majtki. Panie! Uwielbiam takie bicie!

    Kolejne ciosy dawałeś w regularnych odstępach. Po pięciu lub sześciu cała dupa piekła od pasów. Pas był wąski, więc ból był płytki, tak piekący. Gdzieś przy dziesiątym ból zaczynał juz być nie do zniesienia. Powoli odsuwałem biodra. Zauważyłeś to i dlatego stanąłeś nade mną okrakiem, tak by ścisnąć mnie w talii.

    Teraz miałeś mnie od góry! I to było najgorsze. Długość pasa sięgała do ud, a jak uderzyłeś po środku, to jego rozpędzona końcówka smagała me jadra! Dokładnie sterowałeś, gdzie uderzasz. Trafienia w jądra to był ból, który powodował mimowolną próbę ucieczki. Ale ściskałeś mnie mocno. Podrywałem się do góry, już nie opierałem się spokojnie o podłogę. Jęczałem, ale majtki w mych ustach tłumiły dźwięk. Biłeś regularnie. Opadłem głową na podłogę. Skowyczałem, a nawet płakałem, ale Ty biłeś, miarowo, bez ustanku!

    To było cudowne.

    W pewnym momencie ten ból skojarzyłem z oddaniem Tobie i … pojawiła się rozkosz! Tak, więcej, tak, dla Ciebie, ja Twój niewolnik! Bij mnie proszę.

     

    Biłeś mnie może z dziesięć minut. Już nie czułem pośladków, a piekące jaja..

    Kiedy przestałeś padłem zmęczony na podłogę. Złapałem się na pośladki. Były gorące. Drugą ręką objąłem jądra. Płakałem.

    Wyszedłeś, chyba do łazienki.

     

    Kiedy po powrocie zapytałeś mnie:

    – Wiesz za co?

    mogłem tylko skinąć głową.

    – Kładź się na plecy – spełniłem Twój rozkaz, trzymając się za pośladki. Teraz uświadomiłem sobie ze jesteś ubrany. Ni trwało to jednak długo. Szybko zrzuciłeś koszulę oraz spodnie i slipy. Penis Ci stał! Klęknąłeś obok mojej głowy, podniosłeś ją i wysunąłeś majtki z mych ust. Miałem suche gardło..

    – Otwórz gębę – dwa splunięcia prosto do mych ust i po chwili wepchnąłeś kutasa w moje gardło. O, jak cudownie! Był już wilgotny. Rozkosz! Miałem Twoją męskość w ustach!

    Zacząłeś jebać moje usta, tak że policzek wypychany był główką Twojego kutasa. Poruszałeś moją głową, by było Ci wygodnie..

    Wciąż trzymałem się za dupę, domyślając się, że mam Ci nie przeszkadzać.

    Przed wytryskiem wysunąłeś penisa z moich ust i wylałeś spermę na moją szyję. Nie byłem godny połknąć?

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    niewolny
  • Tchorz

    Nie przysiadłem nawet na brzegu łóżka. Wolałem stać z boku i rzucić mu ostatnie smętne spojrzenie.
    Nie zasługiwałem na niego, tego nie można było poddawać w wątpliwość.

    Mimo, że w pokoju było ciepło, miałem wrażenie, że po plecach przebiegają mi dreszcze. Trochę jak prąd, a trochę jak lodowata woda – poczucie winy i nic więcej.
    W cale nie chciałem się z nim rozstawać. Nie chciałem już nigdy więcej nie zobaczyć jego twarzy, ale nie mogłem dłużej żyć w kłamstwie. Nie zasługiwałem na niego, z resztą… On na mnie też nie. Powinien być z kimś innym od samego początku.

    Dlaczego wybrał mnie? Hah… Temu nigdy nie zdołam się nadziwić.
    Nie ważne już czy sam się sobie podobałem czy nie. Nie o to przecież w życiu chodzi, żeby tylko stać przed lustrem albo srać toną bezsensownych selfie na Instagramie, byleby ktoś tylko śwignął ci lajka.
    Myślę, że bardziej uzależniające od rozpieszczania własnego ego było to, że to on to ego mile łechtał. To dla niego zacząłem wreszcie o siebie dbać, dla niego wybierałem inne ubrania i nawet zacząłem chodzić do fryzjera. Nie żebym był zupełnie niezadbany, ale dzięki Erykowi bardzo poprawiłem swoją kondycję i styl.
    Najsłodsze było to, że spodobałem mu się w najgorszym okresie swojego życia – niedomyty, pochlastany ze źle dobraną fryzurą i rozklejającymi się trampkami.
    Zachwycił się moją grą na gitarze, podszedł do mnie… Najbardziej randomowa znajomość we wszechświecie.

    Byliśmy kumplami w liceum, całowaliśmy się pierwszy raz na studniówce. I tak przez pewien czas zostało… Mieliśmy farta, chodziliśmy do dobrych uczelni, a potem i ja i on znaleźliśmy w miarę znośną pracę. Wreszcie nadszedł ten czas i wprowadziliśmy się do wspólnego mieszkania. Nie mieliśmy aż tyle funduszy, ale udało nam się całkiem nieźle odpicować je sami. Stare meble po cioci Eryk obił własnoręcznie w materiał, który ja gdzieś kiedyś wybrałem. Fototapeta z lasem i górami była naszym zdaniem najlepszą inwestycją by optycznie powiększyć czterdzieści metrów kwadratowych. W lokalnym sklepie żelazno-budowlanym dobrałem się do pięknych, zdobnych cyferek i wreszcie na drzwiach wejściowych zwisła ornamentowa, srebrzysta dwunastka.

    Ostatnia rzecz, jaką pamiętam to pierwsze święta, których nie spędziliśmy razem. Pierwsze i ostatnie.

    Szef wysłał mnie z grupą innych osób z redakcji na pięciodniowe szkolenia. W międzyczasie trzech naszych kolegów miało relacjonować jeden z noworocznych koncertów w większym mieście nieopodal.
    Rzecz jasna po szkoleniach pojawiał się alkohol, nie brakowało nam muzyki i innych uciech.

    Tylko ja się w miarę trzymałem.
    Przez trzy dni grzecznie dzwoniłem do swojego ukochanego, relacjonowałem mu mój pobyt w górach w krótkich humorystycznych filmikach. Zawsze odpowiadał tak samo – selfie z wyjątkowo pięknym uśmiechem i kilkoma ciepłymi słowami, albo częściowo nagim zdjęciem z czymś bardziej tęsknym i pikantnym.

    Złamałem się w nocy z dnia czwartego na piąty. Piliśmy jak pokręceni z Szymonem i Filipem. Nie dotrwałem do dwunastej i kolega musiał odprowadzić mnie do pokoju.
    On singiel, ja zajęty, wyoutowany pedał. Nie było mocy, która mogłaby sprawić, żebym się uwolnił z jego objęć.

    Szatyn całował bosko i jeszcze lepiej się pieprzył.

    Po powrocie nie powiedziałem Erykowi ani słowa i z trudem spoglądałem mu w oczy. Wiedział, że coś jest nie tak. Nie był głupi, ale ja nie miałem tyle jaj, żeby się przyznać do świństwa, jakie mu zrobiłem.
    „Byłem pijany, byłeś daleko…” – to najgorsze wymówki, jakich można użyć. „To tylko przygoda, on nic dla mnie nie znaczy” – jest dla mnie równoznaczne z przyznaniem, że jest się nic nie wartym ścierwem, ewentualnie zwierzęciem. Kompletny brak samokontroli…

    Na moje ‘nieszczęście’ zadziałała choroba. Nie minął tydzień od wyjazdu, a musiałem załatwić sobie L4 i przeleżeć prawie dwa tygodnie w łóżku. Eryk nigdy nie wracał do mojego dziwnego zachowania, zakładając, że po prostu zaczynałem się już gorzej czuć.
    Och, ile bym nie dał, żeby się wtedy nie rozchorować i spróbować go przeprosić. Teraz, gdy jestem już sam jak palec, skazany na siebie i nieustanne przypominanie sobie swoich grzechów, po stokroć wolałbym się przed nim korzyć… Poszedł bym na terapię, do psychologa, księdza… Dokądkolwiek by mnie nie posłał, byle by tylko dał mi jeszcze jedną szansę.

    Następnych wyjazdów służbowych unikałem jak ognia. Eryk zauważył to od razu, a ja mimowolnie wymówiłem się cholernym pijaństwem, jakie tam królowało po nocach. Nie powiedział ani słowa, prócz „dobrze”, bo był zapartym abstynentem. Przez moment miałem nawet wrażenie, że był ze mnie dumny i to jeszcze bardziej mnie dobijało.

    Moje ukochane zielone oczy nigdy nie zasłużyły sobie na coś takiego…

    Kiedy byliśmy w liceum zmagałem się z okropną depresją. To Eryk był przy mnie, gdy było naprawdę źle. To Eryk wciąż do mnie dzwonił, wysyłał listy i przychodził pytać co u mnie, nawet gdy go odpychałem i mu urągałem.
    Gdyby nie on, już dawno bym nie żył. Gdyby nie on, nie miał bym dla kogo żyć.

    W święta wielkanocne została zorganizowana dość spora impreza. Z racji, że w redakcji byliśmy ze sobą dość blisko, zostaliśmy zaproszeni wspólnie.
    Robiło mi się gorąco, gdy widziałem Eryka w dopasowanej ciemnoniebieskiej marynarce. Kusił połyskujący na srebrzysto krawat. Nie chciałem go rozwiązywać, chciałem go rozerwać. Chciałem zedrzeć z niego te wszystkie fatałaszki i pieprzyć się z nim na biurku, zdemolować pół biura… Niesforny, niby nieśmiały uśmiech i zapach jego perfum wprawiły mnie w tak świetny nastrój, że nie byłem w stanie myśleć o niczym innym. Z dumą chwyciłem go za rękę i pociągnąłem w kierunku windy. Całowaliśmy się aż zabrakło nam tchu, jak szalone nastolatki… Dobrze, że chociaż się od siebie oderwaliśmy, nim dojechaliśmy na właściwe piętro.

    Zabawa, jak zabawa. Nudna i bezsensowna. Jedyne, co mnie obchodziło to fakt, że byliśmy tam razem. Przez chwilę zupełnie zapomniałem o tym, co stało się na służbowym wyjeździe. Na całym świecie nie istniało nic, tylko on. I wtedy zobaczyłem Szymona… Uśmiechał się niewyraźnie i podchodził w naszą stronę.
    Serce stanęło mi w gardle i nagle zrobiło mi się zimno. Zupełnie zapomniałem o istnieniu tego człowieka, a teraz gdy nasze oczy się spotkały, przypomniałem sobie krzywdę, jaką wyrządziłem Erykowi w górach…

    „Czołem panowie”, przywitał się nonszalancko i usiadł wraz z nami.

    Przez cały ten czas tak źle się czułem, że myślałem, że padnę nieprzytomny na stół.

    Szymon rozmawiał z nami jakby nic się nie stało. Gratulował mi pięknego mężczyzny, udanego związku… Przed Erykiem chwalił moją pracę i elokwencję. Chwalił jakiego to ja nie mam ludzkiego podejścia i że ludzie nigdy nie uciekali, gdy widzieli mnie z mikrofonem… Nie miałem ochoty na nic innego, jak żeby tylko zapaść się pod ziemię, momentalnie spłonąć. Wszystko byłoby lepsze od spotkania tego typa, tym bardziej, że był przy mnie Eryk.

    „Jestem zmęczony”, stwierdził wreszcie mój ukochany i pociągnął mnie w stronę wyjścia. „Chcę iść do domu”, oświadczył, a ja grzecznie podążyłem za nim.

    Zatrzymał nas mój szef. Stwierdził, że musi ze mną zamienić jeszcze kilka słów na temat pracy, zanim impreza rozkręci się na dobre. Zamówiłem swojemu słońcu taksówkę do domu i z ogromnym niesmakiem i strachem zostałem.

    W następnym tygodniu musiałem zostać po godzinach w pracy. Serwery padły i zaraz po tym, jak grupa chłopców z IT uporała się ze sprawą, mieliśmy masę zaległości. Szymon zaproponował, że odwiezie mnie do domu. Byłem tak zmęczony, że przysypiałem w aucie. Dobrze, że wcześniej zadzwoniłem do mojego ukochanego, że wrócę bardzo późno, żeby chociaż się o mnie nie martwił…

    Obudził mnie w parku na skraju miasta. Dosłownie rzucił się na mnie, ocucił mnie gorącymi pocałunkami. Te perfumy czułem tylko raz, ale nie byłem w stanie zwalczyć pokusy. Zwłaszcza wtedy, kiedy jego ręka zawędrowała w okolice mojego krocza. Sprawnie poradził sobie z paskiem i rozporkiem, wyjął go. Nie miałem czasu protestować, bo pochylił się i złapał go w usta.
    Wydałem z siebie głuchy jęk i odruchowo zacisnąłem powieki. Ostatni raz kochałem się dość dawno temu, byliśmy zbyt zajęci i rosnące fizyczne napięcie nie pozwoliło mi zwalczyć tej pokusy.

    Zmusił mnie do ściągnięcia spodni i władował sobie mnie na kolana. Zamknął mi usta pocałunkiem, jednocześnie wiercąc palcami w okolicach mojego tyłka. Prawie pisnąłem, gdy poczułem silny ucisk w tamtej okolicy. Objąłem go kurczowo i westchnąłem głośno w ucho Szymona. Odpowiedział seksownym, głębokim pomrukiem. Wiedział, że miałem faceta, ale nie przeszkadzało mu to. Ale… czy mogłem go za to winić? Mogłem winić go za to, że sam nie umiałem mu odmówić? Powinienem mu przyłożyć, przynajmniej zwiać i chodzić przed Erykiem po kolanach. Zamiast tego pozwoliłem sobie wysmarować tyłek lubrykantem i niemożliwie zerżnąć.

    Takie rzeczy widywałem tylko na filmach… Takiego czegoś nie zdarzało mi się nawet za często widzieć w pornosach. Szyby były całe zaparowane. Sam już nie wiedziałem czy było tak duszno czy po prostu dusiłem się tą przyjemnością, brutalnością, z jaką mnie rżnął. W ostatniej chwili docisnął mnie do siebie. Trafił w czuły punkt. Doszliśmy razem, a mi nawet nie przeszkadzało to, że wlał we mnie całą swoją frustrację i tęsknotę po naszym pierwszym razie.

    Potem jak gdyby nigdy nic odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę milczałem i nie byłem w stanie spojrzeć mu w oczy. Za wszelką cenę unikałem także swojego odbicia w szybie. Nie byłem w stanie… Nie byłem dużo lepszy od napalonego psa, którego rajcuje pierwsza lepsza suka.

    Eryk… Chciałem z nim być do końca swoich dni. Eryk zawsze był przy mnie, ocierał mi łzy, radził, strzelił mi w pysk jeśli było trzeba… Kochał mnie. Ja kochałem jego, ale nie zasługiwałem na kogoś takiego.

    Gdy otworzyłem drzwi do mieszkania, wszędzie było już ciemno. Drzwi od sypialni były lekko uchylone i z niewielkiego korytarza słyszałem niewyraźne głębokie oddechy Eryka. Już słodko spał.

    Nie umiałem tak żyć. Byłem pieprzonym tchórzem.
    Poszedłem do dużego pokoju i wyciągnąłem walizę z szafy. Wrzuciłem do niej wszystkie swoje najpotrzebniejsze rzeczy, zabrałem dokumenty… Zasiadłem na chwilę przy stole i wziąłem długopis.

     

    Najdroższy Eryku,

    Nie wiem czy kiedykolwiek będziesz w stanie mi wybaczyć. Zrozumiem, jeśli będziesz mną gardził, bo ja sam sobą gardzę.
    Skrzywdziłem Cię. Zdradziłem.
    Ty byłeś przy mnie zawsze, kiedy Ciebie potrzebowałem.
    Pamiętam, jak dziś, kiedy podszedłeś do mnie w liceum, jako jeden z nielicznych nie miałeś mnie za dziwadło i wierzyłeś we mnie. Dzięki Tobie żyję i jestem kim jestem. Dzięki Tobie znalazłem w sobie tyle siły, by wydostać się ze szpon ciemności, jaka mnie ogarnęła. Tylko dzięki Tobie byłem w stanie normalnie żyć, chodzić do szkoły, a potem do pracy.

    Uwierz mi, proszę, że na tym świecie nie liczy się dla mnie nic więcej, jak Ty i Twoje szczęście. Ale ja to szczęście Ci zniszczyłem i nawet nie miałem na tyle odwagi, żeby powiedzieć Ci o tym wprost…

    Na pewno pamiętasz mój wyjazd służbowy w góry, ten zeszłoroczny, po którym się tak rozchorowałem. Wiedziałeś, że coś jest nie tak, a ja nie umiałem się przyznać.
    Szymon i ja, spaliśmy ze sobą. Nie raz…

    Nie umiem spojrzeć Ci w twarz, nienawidzę go, nienawidzę siebie.

    Zasługujesz na kogoś lepszego.

    Kocham Cię. Na zawsze.

    Jeśli nie wybaczysz, to chociaż zapomnij.

    Nie liczy się dla mnie nic, prócz tego, żebyś był szczęśliwy.
    To trwało zbyt długo, abym umiał o tym nie myśleć.
    Żadne „przepraszam” i żadne błagania nie zawrócą czasu i nie sprawią, żebym Szymonowi odmówił.

    Jeśli to czytasz, jestem już daleko od Ciebie. Robię miejsce wyłącznie dla Ciebie w tym miejscu. Dla Ciebie i Twojego szczęścia, bo nie zasługuję na Ciebie.

    Tak mi przykro…

    Dawid

     

    Nie przysiadłem nawet na brzegu łóżka. Nie chciałem go budzić.

    Nie widziałem żadnego sensu tego związku po tym, jak tak bardzo go oszukałem i jak dałem się złamać swojej własnej dupie, jak pieprzone zwierzę. Nie zasługiwałem na niego, a on nie zasługiwał na mnie. Zasługiwał na kogoś lepszego. Na kogoś, kto nie będzie go zdradzał, unikał tematu i krył się po kątach jak nic nie znaczący kłębek kurzu. Zrobił dla mnie niepoliczenie dużo dobrego, a ja nie potrafiłem nawet zachować samego siebie tylko dla niego. Niewiele więcej miałem, a nawet to zaprzepaściłem.

    Bilety kupiłem na lotnisku. Nie musiałem za długo czekać, bo najbliższy lot miałem po niecałych trzech godzinach i nawet nie były zajęte wszystkie miejsca.

    Teraz, po pięciu latach znowu pracuję. Nauczyłem się dobrze mówić po szwedzku, dostałem pracę w sieci salonów meblowych i siedzę w kawalerce przed komputerem. Sprawdzam Social Media. Nie potrafię nie ‘stalkować’ Eryka na Facebooku. Po prostu nie jestem w stanie odmówić sobie sprawdzenia co u niego słychać.
    Po tamtych wydarzeniach nie pisał, nie dzwonił… Nie winię nikogo innego, jak siebie.

    Dziś, po tych pięciu latach, zauważyłem na jego profilu coś nowego. Dodał zdjęcie z nowym chłopakiem. Dziś wprowadzili się do innego mieszkania i są szczęśliwi. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Danny Crowe

    “It’s ALIVE!” 

    Patrzyłem na statystki w koncie i wiecie co… Milczałem przez ponad rok. 

    No, ale jest dowód na to ,że jeszcze oddycham. Przynajmniej dla kogoś, kto mógłby się tu stęsknić, albo coś…?

    No, nic. Co mam się uczyć na sesję, jak wreszcie mnie naszło, co nie? 

    Nieprzyjemny temat zdrady i lęku w surowej wersji. 

  • Patryk

    Zaczęłam rozpakowywać część bagaży, żeby jutro z rana mieć już wszystko pod ręką. W między czasie mój mąż rozmawiał z Patrykiem na temat samochodu. Pod koniec naszej podróży na Śląsk coś zaczęło niemiłosiernie stukać i chciał podjechać do mechanika. Patryk polecił mu jakiś zaufany warsztat kawałek drogi od ich mieszkania i po chwili kierując się GPSem wyruszył w drogę. Patryk spojrzał na mój kuferek z kosmetykami i zaczął się śmiać.
    – Tyle szpachli to na 5 passatów wystarczy. – wyszydził.
    – Nie każdy rodzi się tak piękny jak Ty. – prychnęłam i wróciłam do swojego zajęcia.

    Po chwili skończyłam i usiadłam przy stole w kuchni by poplotkować z Anną przy kawie. Niestety nie miała zbyt wiele czasu, gdyż musiała wyjść do pracy skończyć jakieś rozliczenie aby móc w spokoju spędzić z nami weekend. Z braku ciekawszych zajęć i korzystając z okazji że nie będę aż tak bardzo przeszkadzać postanowiłam wziąć prysznic. Upewniłam się że Patrykowi to nie przeszkadza i udałam się do łazienki.

    Właśnie skończyłam myć włosy i upięłam je do góry żeby nie przeszkadzały w myciu reszty ciała gdy poczułam powiew chłodu na plecach. Odwróciłam się i zobaczyłam jego. Patryk stał w samych bokserkach i drwiąco uśmiechał się pod nosem.

    – Co Ty wyprawiasz? – zapytałam zszokowana.
    – Marcin właśnie dzwonił że trochę mu się zejdzie w warsztacie, mówił żebyśmy zajęli się sobą i nie czekali na niego więc przyszedłem. – powiedział po czym zbliżył się do kabiny i otworzył od niej drzwi. – Nie udawaj że tego nie chcesz.
    – Nic nie udaję. Nawet jakbym chciała to nie zrobię tego Ani.
    – O to się nie musisz martwić, Ania nie ma nic przeciwko. Ba, nawet wspominała że chętnie by spróbowała trójkąta z Tobą.
    – Wybacz, ale jakoś w to nie wierzę.
    – Poczekaj chwilę. – podał mi mój telefon. – Zadzwoń do niej i się zapytaj skoro nie wierzysz.
    – A żebyś wiedział że zadzwonię. – wykręciłam numer i po chwili usłyszałam znajomy głos. – Kochana, Twój małżonek właśnie wparował mi pod prysznic i twierdzi że nie masz nic przeciwko.
    – Szybki jest. – odpowiedziała. – Jasne, bawcie się dobrze, później dołączę do Was. Pa. – rozłączyła się.

    Chwilę stałam oniemiała. No tego się nie spodziewałam.

    – Mówiłem. Mamy nawet plan jak później wywabić Marcina żebyśmy pobawili się w trójkę, ale póki co stwierdziłem że skorzystam z okazji na małą jazdę próbną. – ponownie uśmiechnął się drwiąco, odłożył mój telefon i bez pardonu wszedł do kabiny jednocześnie pozbywając się bielizny. – Tak łatwo Ci nie odpuszczę, kusicielko.

    Skłamała bym mówiąc że tego nie chciałam. Na jego widok krew zaczęła mi się gotować, czułam ciepło między udami i zaczęłam zagryzać wargę. Czułam się sparaliżowana, absurdalność tej sytuacji mnie przygniatała. Mężczyzna który był świadkiem na moim ślubie stał przede mną nagi i chciał uprawiać ze mną seks, to jakieś szaleństwo. Moje rozmyślania przerwał dotyk jego dłoni na moim policzku. Podniosłam wzrok i już wiedziałam że nie ma odwrotu…

    Zaczął mnie namiętnie całować jedną dłonią trzymając tył mojej głowy bym nie mogła uciec, druga dłonią delikatnie przesuwał po mojej talii. Z talii zaczęła przesuwać się wyżej ku moim piersiom. Najpierw delikatnie je masował, następnie coraz mocniej je ugniatał aż w końcu zaczął podszczypywać moje sutki. Czułam jego podniecenie, jego nabrzmiały członek  prężył się w okolicy moich bioder. Oderwał swoje wargi od moich, zsuwał się niżej po czym zaczął ssać i podgryzać moje brodawki. Rękę z głowy zsunął na plecy błądząc po nich chaotycznie, po chwili znajdując drogę do moich pośladków. Ściskał mój tyłek i pierś w jednym rytmie wyznaczanym przez ruchy jego języka.

    Nagle przestał, wyprostował się i jednym stanowczym ruchem obrócił mnie tyłem do siebie.

    – Koniec tych gierek, bawić będziemy się później. – wymamrotał przysuwając się do mnie.

    Szybkim ruchem kolana rozsunął mi nogi i wyszeptał wprost do ucha: – W końcu będziesz moją, cała moja.

    W tej chwili poczułam go w sobie, całe moje wnętrze pulsowało z przyjemności. Jemu najwyraźniej też się to spodobało gdyż usłyszałam ciche ” ooo taaak”. Zaczął rytmicznie poruszać biodrami, coraz bardziej się w nim zatracałam. Jego palce zaczęły pieścić moją łechtaczkę. Było mi cudownie, z każdym jego ruchem coraz bardziej się rozpływałam. Wiedziałam że nie potrwa to długo, przez drżenie mojego ciała on również to zauważył.
    – Dawaj maleńka, dojdź dla mnie. – wysapał mi do ucha i już nie było odwrotu. Zaczęłam głośno jęczeć i wić się z przyjemności aby po kilku ruchach jego magicznej różdżki szczytować wydając z siebie krzyk rozkoszy. Od razu złapał mnie mocniej i zaczął posuwać mnie z całej siły, ledwo mogłam utrzymać równowagę. Gdy myślałam że lepiej już być nie może, Patryk zesztywniał a ja poczułam rozlewające się ciepło wewnątrz mnie. Lekko opadł na mnie dysząc i muskając ustami moją szyję. Wyszedł ze mnie, klepnął mnie w tyłek i opuszczając łazienkę rzucił:
    – Kończ już, ileż można siedzieć pod prysznicem. Jest jeszcze tyle fajnych miejsc do zaliczenia.- ponownie uśmiechnął się drwiąco i zamknął za sobą drzwi.

    Niewiele myśląc dokończyłam mycie się w ekspresowym tempie, zniecierpliwiona na myśl o dalszym rozwoju sytuacji. Ale o tym opowiem przy kolejnej okazji…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karyna Kuc