Category: Uncategorized

  • Licealne przygody, cz. 4: spotkanie

    Cz. 4 – Spotkanie

    Pan doktor, mąż Haliny, nigdy nie chciał przenieść się do stolicy, chociaż proponowano mu znakomite warunki. Tutaj, w miasteczku niezbyt odległym od stolicy, był kimś, a jego stopień naukowy i specjalizacja z ginekologii pomagały w różnych sprawach i gwarantowały stabilne, wysokie zarobki. Nienaganne maniery, życzliwość i operatywność budziły szacunek, a szukających pomocy skłaniały do odwiedzania właśnie jego prywatnego gabinetu. Nie mógł narzekać na brak pacjentek. Wraz z wiekiem jego aktywność zawodowa świadomie malała, ale nie znajomości i układy. Dzięki temu zawsze doskonale zarabiał. Przyjmował żony, matki i przyjaciółki polityków, ale też ‘biznesmenów’ i ‘mecenasów’, również z innych województw. Potrafił załatwić to, co inni chętnie zlecali kolegom bądź zasłaniali się przepisami. W jego szpitalu zawsze były wolne łóżka dla znajomych. Lokalni politycy wszelkich opcji, przedstawiciele władz różnych szczebli, dyrektorzy lokalnych oddziałów dwóch banków zawsze znaleźli czas, żeby uczestniczyć w jego urodzinach. Po co miałby przeprowadzać się?

    Przynajmniej raz w roku wypoczywał z żoną za granicą, a zimą zaliczali intensywne dziesięć dni na nartach w Austrii lub we Włoszech. Kiedy pan doktor przekroczył „pięćdziesiątkę” już dwa razy w roku wylatywali na narty. Mąż chciał w ten sposób odciążyć kochającą żonę od domowych obowiązków. Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra zaczęli spędzać w zagranicznych luksusowych hotelach. Dzięki temu mieli blisko do przygotowanych górskich stoków i systematycznie korzystali z hotelowej strefy spa: pływalnia, masaże, jacuzzi, sauna. Doktor cenił sobie taki wypoczynek i szczerze cieszył się, widząc zadowolenie na twarzy znacznie młodszej żony.

    Swoją pozycję w tym mieście budował przez kilka dekad i od lat czerpał korzyści z uzyskanego statusu. Niedawno zaryzykował i otworzył zespół prywatnych gabinetów. Powoli zaczynał cieszyć się frekwencyjnym i finansowym sukcesem trafionej inwestycji. Ze wspólnikami rozważał otworzenie kolejnego. Tym bardziej, że opinia doradcy finansowego potwierdzała zasadność takiej decyzji. Koszty inwestycji miałyby zwrócić się nawet w ciągu kilku lat. Wszystko po to, żeby m.in. zaspokoić rosnące oczekiwania ukochanej żony. Dla niej zrobiłby wszystko.

    Nie był jednak człowiekiem bez skazy. Artur wiedział, że szef chce pozbyć się go ze szpitala, co przy ogólnym braku specjalistów wręcz zakrawało na marny żart, ale od dawna wiedział, że szef nie znosi konkurencji zdolnych, młodych lekarzy. W szpitalu lubił i tolerował solidnych i posłusznych, więc… jego dni w szpitalu były policzone.  

    *

    Żona pana doktora wróciła z zakupów. Nowa sukienka, bluzka, kilka dodatków. Była zmęczona, ale gosposia przyrządziła koktajl i obiecała, że obiad poda w ciągu kilkunastu minut. Zakupy dla Haliny stanowiły największą atrakcję. I poza spotkaniami, w których towarzyszyła mężowi, jedyne obowiązki. Oprócz prowadzenia domu. Nie pracowała, sprzątaniem, gotowaniem i innymi przyziemnymi sprawami zajmowała się gosposia, a pielęgnowanie sporego ogrodu mąż zlecał jakieś firmie.  

    Dla Haliny mąż nie był wzorem mężczyzny. Pomijając wiek i przeciętny wygląd, nie spełniał jej różnych oczekiwań, zarówno seksualnych, jak i dotyczących życia towarzyskiego, więc starała się na różne sposoby ubarwiać, według niej, dość ciężkie i monotonne życie. Nudziła się! Z uwagi na pozycję męża uznała, że nie ma zbyt wielu znajomych, z którymi mogłaby utrzymywać kontakty na jej poziomie. I nie szukała ich w mieście. Mąż, ze względu na pracę w szpitalu i prywatną praktykę, a teraz jeszcze zarządzanie kompleksem gabinetów, w ciągu tygodnia nie mógł poświęcić żonie zbyt wiele czasu. Część niedzieli też potrafił spędzić, ślęcząc nad rachunkami, fakturami i stosem dokumentów, które, tak przynajmniej twierdził, musiał przejrzeć. Prezentami starał się kochanej kobiecie wynagradzać nieobecność i łagodzić jej humory. Zimowe i letnie wypady za granicę i związane z nimi zakupy uważała więc za normalne składowe ich życia, podobnie jak luksusowy samochód, którym dysponowała i willę, w której mieszkała.  

    Po obiedzie przymierzyła zakupione ciuchy, umówiła się z koleżankami na lunch za kilka dni, zaplanowała wypad w poszukiwaniu urodzinowego prezentu dla koleżanki, potwierdziła termin u kosmetyczki i spakowała rzeczy na wieczorny wyjazd do klubu fitness.

    – Tyle obowiązków – westchnęła głośno. Pozostała kwestia abonamentu na pływalnię i terminu u fryzjerki. Czuła się zmęczona zakupami i zdecydowała, że załatwienie tych spraw odłoży do jutra.

    Starała się jakoś ubarwiać monotonne życie, które przyszło jej wieść. Mąż gwarantował określony standard życia, ale wiążąc się z nim, jednak liczyła na jeszcze więcej. Szczerze? Gdyby nie jego pieniądze, nie byłaby zainteresowana takim człowiekiem. Nie myślała o rozwodzie, przynajmniej na razie, bo nie chciała rezygnować z komfortu, który gwarantował starszy o kilkanaście lat mąż.

    *

    W domu panoszył się jeszcze jeden kłopot – córka męża. Dziewczyn jej nie znosiła. Halina doskonale o tym wiedziała i traktowała ją w podobny sposób – z uprzejmą obojętnością i na dystans. Duży dystans. Sama nie miała dziecka i nie widziała się w roli matki. Zresztą, nie chciała tracić ładnej figury i walczyć o nią po porodzie. Świadomość potencjalnych trudności związanych z przebiegiem ciąży, porodem i opieką nad dzieckiem: wahania nastroju, przybieranie na wadze, wizyty u lekarza, mdłości, ból, nieprzespane noce, regularne karmienie skutecznie zniechęciły ją do starania się o potomka. Mąż też nie nalegał, jej pozostawiając decyzję. W końcu miał już swoje lata.

    Nie lubiła córki męża, w skrytości ducha wręcz nienawidziła, a dziewczyna rewanżowała się chyba tak samo ‘gorącym’ uczuciem. W obecności męża kobieta starała się wywierać lepsze wrażenie. Pasierbica ignorowała ją, więc w oczach męża przekonywująco wypadała w roli zatroskanej macochy, budując swój wizerunek wyłącznie na rozmowach z mężem o jego córce. Jednak miała nadzieję, że wyjazd pasierbicy na studia wreszcie uprości wiele spraw. Definitywnie. ‘Zatroskana’ o jej przyszłość, już dawno zaproponowała mężowi sfinansowanie studiów w Anglii albo we Francji, co początkowo spotkało się z jego rezerwą, ale po jakimś czasie przyznał, że to świetny pomysł.

    – O tak, na pewno świetny pomysł. Szczególnie dla mnie – myślała Halina, mając nadzieję na dłuższe, a przy pewnej dozie szczęścia, stałe odseparowanie pasierbicy od ich domu. Wielokrotnie omawiali pomysł, aby przedstawić go dziewczynie opracowany w drobnych szczegółach. Kiedy pan doktor poznał koszt takich studiów, od razu uznał, że nie będą stanowiły problemu. Sprawa wyjazdu wydawała się przesądzona, zwłaszcza, że i córka uznała pomysł ojca za świetny. Pomysł ojca, bowiem Halina tak pokierowała rozmową i dobrała argumenty, że mąż zgodził się przedstawić córce pomysł zagranicznych studiów jako własny.

    *

    Seks z panem ordynatorem pozostawiał bardzo wiele do życzenia. Potrzebowała zaspokojenia, którego nie był w stanie zapewnić mąż. Świetny lekarz z biznesowym zacięciem, miły w obejściu, zadbany, dusza towarzystwa rozczarowywał ją monotonnym i delikatnym seksem. Jednak z jakiegoś powodu nie chciała rozmawiać z nim na ten temat. Po satysfakcji z początków znajomości nic nie zostało i teraz na ogół udawała zaspokojenie, cierpliwie czekając aż mąż osiągnie orgazm. Za to potrafiła nawiązywać dyskretne znajomości, które gwarantowały godziwą rozrywkę za plecami nieświadomego męża. Deklarowała mu wierność. I na deklaracji w USC poprzestała.

    Z niechęcią myślała o seksie z nim i wręcz niecierpliwie czekała na kolejne spotkania z mężczyznami, które umawiała przez Internet. A miała w czym wybierać, bo była atrakcyjną kobietą. Wiedziała o tym i świadomie korzystała ze swoich atrybutów. Na ogół na seks umawiała się w Warszawie w najlepszych hotelach, co gwarantowało dyskrecję i pewność, że nie spotka znajomych ze swojego miasta. Stanęła przed lustrem w swojej sypialni i zdjęła sukienkę. Stała w szpilkach, pończochach, stringach i staniku. Biała bielizna podkreślała jej opaleniznę z Dominikany utrwalaną w solarium. Odchyliła stringi i patrząc w lustro zaczęła onanizować się. Już po chwili czuła wilgoć na swoich wypielęgnowanych palcach. Odpowiednio ustawiła fotel, usiadła w nim, szeroko rozstawiła nogi i dokończyła pieszczotę, patrząc w lustro. Jeszcze odpoczywała po orgazmie, gdy dźwięk komórki zmusił ją do nagłego powrotu do rzeczywistości. Nie sprawdzając, kto dzwoni, odebrała telefon.  

    *

    Poznała głos. Rozmowa nie trwała długo. Większość najistotniejszych kwestii omówili wcześniej. Teraz tylko podtrzymywali kontakt do pierwszego spotkania. Snuli niezobowiązujące wspólne plany. Ze szczerym uśmiechem zakończyła rozmowę. Chociaż była wybredna, mężczyzna wywarł na niej bardzo korzystne wrażenie. Nie wiedziała jak będzie tym razem, ale już miała wielką ochotę na tego, którego na razie znała tylko z telefonicznych rozmów. Wymienili się zdjęciami, ale żadne jeszcze nie zdecydowało się ujawnić twarzy. Jego aksamitnych głos i sposób prowadzenia rozmowy: lekki, błyskotliwy, z wieloma podtekstami i aluzjami, nieco sarkastyczny tylko wzmagały jej wyobraźnię i prowokowały do samotnych zabaw w domu.

    Zależało jej na solidnym, mocnym seksie z nutą brutalności. Czasami do spełnienia swoich potrzeb potrzebowała jednocześnie dwóch mężczyzn. Tylko sporadycznie godziła się na seks z mężczyzną, który nie odpowiadał jej wyglądem i zachowaniem, ale gwarantował solidny, nawet brutalny seks. Generalnie ceniła zadbanych, czystych, dobrze ubranych mężczyzn. I o dużej potencji, oczywiście. Wiedziała, że rozmiar penisa nie odgrywa większej roli, ale czasami szukała takiego samca, który miał naprawdę długiego penisa. Dotychczas kończyło się na przechwałkach i rozczarowaniu.

    Jutro miała spotkać się z nowym mężczyzną w centrum handlowym, a potem… Znowu poczuła wilgoć na palcach. W końcu przestała bawić się łechtaczką. Potarła i po raz ostatni pociągnęła wargi. W końcu podniosła się, umyła i ubrała sukienkę. Przesunęła fotel na pierwotne miejsce. Była podekscytowana. To już jutro! Kiedy zeszła na obiad, poinformowała gosposię, że jutro po południu wyjeżdża do koleżanki w Warszawie. Tam zje kolację i wróci bardzo późno.

    *

    Założył marynarkę. Zależało mu na dobrym wrażeniu, ale uznał, że krawat to przesada. Zapracowany facet w wolnym zawodzie nie biega po mieście w krawacie. Perfumy owszem, świeża koszula również. I czyste buty! Tygodniowy zarost? Nie, zgolił i zostawił tylko wąsy. A raczej ich namiastkę. Spojrzał w lustro. Może być. I tak nie będzie ich zbyt długo nosił. Po wszystkim kobieta nie powinna zbyt wiele pamiętać z samej rozmowy.

    Uśmiechnął się. Tyle zachodu, żeby jedną laskę… No, w końcu nie jest to jego pomysł, ale za taką kasę zgodził się od razu. W miesiąc nigdzie by tyle nie zarobił. Czyli sprawa musiała być bardzo ważna dla opłacającego jego pomoc; dla kolegi ze studiów.

    – On skończył studia – zadumał się na chwilę, stając przed lustrem – natomiast ja… – Nie chciał rozważać tego tematu. Rozejrzał się po jednopokojowym mieszkaniu i wrócił do kompletowania ubioru. Szkła ‘zerówki’, w imitacji rogowej oprawki, znacząco zmieniały jego wygląd, więc uznał, że przydadzą się. Założył, ponownie obejrzał się w lustrze i ocenił, że dodają mu trochę lat. I dobrze. Nie chciałby kiedyś przeżyć przypadkowego spotkania, chociaż wiedział, że kobieta nie jest z Warszawy. Wypalił ostatniego papierosa.

    – Niech sądzi, że ma do czynienia z wrogiem palenia – pomyślał. – To też zmienia mój wizerunek. No, chyba, że wzbudzę zainteresowanie, mimo nieciekawego początku, i kontakt będzie przynajmniej wielomiesięczny – uśmiechnął się. Był niepoprawnym kobieciarzem.

    Ponieważ był otwarty na naprawdę różne propozycje, dlatego nie grymasił, kiedy zadzwonił kolega w sprawie „polowania”, jak to sam określił. Nie narzekał na nadmiar gotówki, więc zgodził się, choć propozycja wysokości premii za udane „polowanie” mile go zaskoczyła.

    – Widać, koledze bardzo zależy na sukcesie – uśmiechnął się. Podświadomie liczył też na inne korzyści. Na potrzeby realizacji planu kolegi przybrał imię Mateusz. Jeszcze nie zdecydował, czy przedstawi się jako Kowalski czy Malinowski.

    *

    – Co za gnój, oszukał mnie! – wściekła Halina samotnie spacerowała po centrum handlowym, co jakiś czas wracając w umówione miejsce. Termin spotkania minął pół godziny temu, ale naiwnie liczyła, że spóźniony partner jednak pojawi się. Próby nawiązania kontaktu przez komórkę nie odniosły żadnego skutku. Mężczyzna nie odbierał jej telefonów.

    Do wściekłej, oszukanej kobiety lepiej nie zbliżać się, a najrozsądniej znajdować się nawet poza zasięgiem jej wzroku. Artur już skończył zakupy, akurat zobaczył żonę szefa i uśmiechnął się, skinął głową, zakończył rozmowę przez komórkę i ruszył w jej kierunku. Z jego zachowania, mowy ciała łatwo można było wywnioskować, że kobieta jest żoną jego przełożonego. I należało z nią utrzymywać co najmniej poprawne kontakty. Artur docenił jej ubiór i ładną fryzurę. Twarz pani doktorowej nieco rozjaśniła się. Halina zawsze chętnie wysłuchiwała komplementów pracowników męża.

    – Ot, miłe zakończenie zmarnowanego dnia – westchnęła w duchu. Dała się zaprosić na kawę.

    *

    Miał okazję zarobić sporą kasę. Chłopak, który jeszcze nie pracuje i ma marnie zarabiających rodziców, nie mógł spodziewać się lepszej okazji. Zgodził się od razu. Facet sporo o nim wiedział, więc w zasadzie nie miał wyjścia. Podobny numer zrobili przed rokiem koleżance z innej szkoły, więc propozycja była realna w realizacji. Na wspomnienie tamtej dziewczyny miał erekcję. Uśmiechnął się. Dzięki nagraniom długo wykorzystywali dziewczynę, która normalnie nie miała ochoty na spotkanie z żadnym z nich. Wyniosła, pewna siebie, wygadana, atrakcyjna i efektowna, bogata z domu, przy każdej próbie kontaktu odpychała ich spojrzeniem. Po zwabieniu jej do mieszkania i kompromitujących nagraniach, zerżnęli ją kolejno, a potem jeszcze wzywali na kolejne spotkania. Zawsze mieli ją za darmo! Obsługiwała chłopaków według ich pomysłów. Była potulna, na spotkaniach chodziła na kolanach i błagała o zwrot filmów i zdjęć.

    – Głupia cipa – Wojtek nie mógł nadziwić się naiwności dziewczyny, która była zależna od nich. Czasami jeszcze z niej korzystali. Skoro Marek nadal miał na nią ochotę. – No, ale Marek nie jest zbyt wybredny – Wojtek pokiwał głową. – Grubasek zawsze będzie miał kłopoty z dziewczynami.

    Wojtka zdziwił jedynie wiek osób, których dotyczyło zlecenie. A teraz ekscytował się przede wszystkim pieniędzmi, które były do zarobienia i realizacją pomysłu. Zadzwonił więc do kolegów i umówił się, aby przedstawić szczegóły pomysłu. Przez telefon podał jedynie kilka ogólników. Żaden nie odmówił. Wojtek jeszcze raz przeanalizował wszystkie warunki i wskazówki, które otrzymał od zleceniodawcy. Pomijając zarobek, sprawa była zbyt poważna, żeby można było zawalić chociaż jeden szczegół planu. Wiedział wszystko, należało omówić zadania każdego z nich. Marek znowu okazał się niezbędny.

    *

    Halina spotkała Artura w centrum handlowym. Przywitali się, zamienili zdawkowe grzeczności, lekarz komplementował jej urodę i ubiór, a w końcu zaprosił na kawę do kawiarni w centrum. Normalnie nie zrobiłby tego, normalnie kobieta odmówiłaby mu, ale ona – tak twierdziła – była niezadowolona ze zmiany urlopowych planów męża i pojechała na zakupy. Stąd jej gorszy humor, tłumaczyła. Artur tylko w duchu śmiał się, że na zakupy założyła ażurową bluzkę, elegancki kostium z dużym dekoltem, wysokie szpilki. Obserwował ją chwilę wcześnie, więc wiedział, że nie weszła do żadnego sklepu, rozglądała się, ale nie interesowały jej nawet sklepowe wystawy, a w ręku trzymała jedynie torebkę. W ogóle wyglądała i zachowywała się, poruszała, jakby czekała na kogoś. W kawiarni starał się nie patrzeć w odważny dekolt kostiumu, z którego wystawały praktycznie całe piersi osłonięte jedynie ażurem bluzki. Przez to jeszcze bardziej zwracała na siebie uwagę mężczyzn, którzy akurat spojrzeli w jej kierunku.

    – Świetny strój na zakupy – w myślach głośno rechotał, kiedy słuchał jej wyjaśnień.

    Kobieta paplała coś o trudnościach z wyborem miejsca urlopu. Rzucała nazwami kurortów, które dla wielu były cenowo nieosiągalne. No, ale dzięki jej hałaśliwej narracji przynajmniej część siedzących w kawiarni zorientowała się, że nie ma do czynienia z przeciętną kobietą. Artur był zażenowany jej zachowaniem, ale świetnie bawił się kosztem ludzi, którzy na wszelkie sposoby potrafili pokazać jedynie swoje finanse. I w zasadzie był to ich jedyny albo główny temat rozmów. Gówno obchodziły go jej urojone kłopoty z wyborem kurortu! Cierpliwie czekał na chwilę, kiedy przekaże jej „tę” informację.  

    Po kawie i rozmowie, którą nieco poprawił kobiecie humor, odprowadził ją do samochodu i przypomniał o telefonie. Nie mogła odmówić wywiadu i kilku zdjęć do miesięcznika dla pań. Znała ten tytuł. W sumie nie była zdziwiona i poczuła się mile dowartościowana. Jej mąż był bardzo znanym lekarzem, potrafił dbać o swoją popularność i kontakty, więc taki wywiad to jedynie kwestia czasu. Miał być pierwszym z dłuższej serii o żonach znanych postaci ze świata medycyny, biznesu, ekonomii i sztuki. Wybór redakcji padł na nią. Lekarz tylko uprzedził o decyzji redakcji, w której pracował jego kolega i spodziewanym telefonie. Obiecała zachować dyskrecję do chwili opublikowania wywiadu.

    *

    Joanna w pospiechu wracała do domu. Kupiła bieliznę na spotkanie i chciała jeszcze raz przymierzyć. Ładny kolor i fason, dość drogie, ale była pewna, że tata jej nie odmówi. Kupiła ze swojego, dość wysokiego kieszonkowego – inni tyle nie zarabiali nawet w ciągu miesiąca – ale liczyła, że ojciec zwróci jej pieniądze za dzisiejsze zakupy.

    – Od czego ma się kochanego tatusia? W końcu mógłby więcej inwestować w jedynaczkę – uśmiechnęła się do swoich myśli. Szczerze kochała ojca, niezależnie od stanu jego zamożności, a on odwzajemniał się jak potrafił, chociaż nie był nadmiernie wylewny w okazywaniu uczuć wobec prawie dorosłej córki. Posiadania dowodu nie uznawał za jednoznaczny wyraz dorosłości.

    Umówiona koleżanka, Beata, już niedługo miała być u niej. Fajna dziewczyna, może niezbyt atrakcyjna, kilka lat starsza od niej, ale o specyficznych potrzebach, które powodowały, że nie odczuwała różnicy wieku. Ba, dominowała nad nią, co Beata przyjmowała z wdzięcznością. Kierowanie koleżanką przychodziło Joasi z łatwością. Może dlatego łatwo dogadywały się i utrzymywały dość bliski kontakt. O potrzebach Beaty nie mówiły głośno, bo rozumiały się bez słów. Nie dzieliły się tą wiedzą z innymi. Kto miał wiedzieć, był już od dawna wtajemniczony.

    Joanna była w niedoczasie. Nie miała zwyczaju spóźniać się. Lubiła panować nad sytuacją i mieć komfort decydowania o tym, w jaki sposób przebiega zaplanowany dzień. A tymczasem spieszyła się. Czekał ją wyjazd za miasto, więc wyprosiła od ojca samochód. W rezultacie on pojechał do pracy taksówką. Już dawno zdecydowała, że namówi ojca na zakup auta. Czekała na sprzyjającą sytuację, aby podjąć decydującą rozmowę. Nagminne pożyczanie samochodu, tak jak dzisiaj, również miało stworzyć odpowiedni klimat dla takiej rozmowy i skłonić ojca do kupna fajnego auta. Najchętniej mercedesa A 140. Bardzo jej się podobał i już wiedziała, że nie jest drogi. Ostatecznie jest pełnoletnia i nie ma ochoty tracić czasu na długie spacery z zakupami albo jazdę autobusem. Nie zależało jej na wysłuchiwaniu prymitywnych zaczepek niedomytych matołów zachwyconych jej urodą.

    *

    Początkowo pani Halina była zdziwiona, że wywiad ma odbyć się w kawiarni, a dziennikarz chce go nagrywać tylko na komórkę, ale uspokoiła się, kiedy usłyszała, że otrzyma „szczotkę” tekstu do akceptacji. Jej wątpliwości przygasły, kiedy dziennikarz poprosił o wystawienie rachunku na adres redakcji. Na kartce podał NIP i adres. Jednak Artur szybko zdecydował, że on zapłaci rachunek i zamówił dla obojga alkohol. Nie chciała pić, miała słabą głowę, ale nie wypadało odmówić. Lekarz obiecał odwieźć ją i dziennikarza po wywiadzie. Zdjęcia mieli zrobić u niej w domu i w ogrodzie. Atmosfera przy kawiarnianym stoliku była bardzo miła. Świetnie im się rozmawiało. Dawno nie brała udziału w tak miłym spotkaniu. Pan Artur był taki sympatyczny, a dziennikarz dostosował się do ich wesołego nastroju. Nawet miała ochotę ponownie spotkać się z nimi. Nakłaniana, z pewnymi oporami, wypiła drugi kieliszek koniaku. Później jeszcze dała się namówić na trzeci. A może i czwarty? W zasadzie nie była już tego pewna. Pamięta, że zjedli lody, a potem poszli do samochodu i razem jechali. Dziennikarz coś do niej mówił, ale nie była w stanie zapanować nad ogarniającą ją sennością.

    *

    W mieszkaniu wszystko już było przygotowane. Marek wcześniej wypróbował sprzęt, teraz tylko sprawdzał podłączenia i obraz na ekranie laptopa. Wojtek właśnie wynosił drabinę. Zbyszek schował śrubokręty, zadarł głowę i patrzył na sprzęt zainstalowany przy wiszącej lampie.

    – A to skąd masz? – koniecznie chciał wiedzieć.

    – Ojciec mi kupił – Marek tylko rzucił okiem na sufit. Zbyszek w milczeniu pokiwał głową.

    Obiecano im, że też będą mogli uczestniczyć w części zabawy. Takie warunki bardzo im odpowiadały. Już wiedzieli, na co sobie mogą pozwolić. W końcu mieli pewne doświadczenie. O tym mężczyzna, który ich zatrudnił, też wiedział.

    *

    Kiedy Halina obudziła się, leżała na jakimś szerokim łożu, słyszała muzykę i widziała światła wirujące na suficie. Podniosła się i stwierdziła, że jest w samej bieliźnie. Dotarła do włącznika światła, przycisnęła go i obejrzała pokój. Nie był zbyt duży, jak na jej standardy, liczył ok. 30 m2. Za balkonowym oknem rozpościerał się widok na las. Drzwi były zamknięte i nigdzie nie było jej ubrania.

    Usiadła na łożu, wzruszyła ramionami, wyprostowała nogę i poprawiła pończochę. W tym momencie usłyszała odgłos klucza przekręcanego w drzwiach. Drzwi otworzyły się i zobaczyła dwóch mężczyzn w maskach. Przygasili światło. Pojawił się trzeci. Coś trzymał w ręku, ale nie dostrzegała szczegółów. W milczeniu podeszli do niej. Maski potęgowały wrażenie zagrożenia. Była przestraszona i zdezorientowana, ale domyślała się, kto chce zabawić się jej kosztem albo z nią. Szczerze mówiąc, nie miała nic przeciwko temu. Jednak, ku jej zdumieniu, w sylwetkach trzech mężczyzn nie rozpoznała ani Artura, ani Mateusza. I to ją bardzo zaniepokoiło. Nie była już przestraszona tylko przerażona, ale jeszcze panowała nad emocjami. Mimo tego założyła nogę na nogę, spojrzała hardo w oczy mężczyzny, który zbliżył się:

    – Czy wy zdajecie sobie sprawę, kim ja jestem? Kim jest mój mąż? – zapytała ostrym tonem.

    Mężczyzna zamiast odpowiedzi poniósł rękę. Zaintrygowana, spojrzała w jej kierunku i dostrzegła jeszcze obłok gazu rozpylanego w kierunku jej twarzy. Próbowała coś powiedzieć, zaprotestować, ale chwilę potem zrobiło się czarno przed oczyma, wszystko zaczęło wirować, poczuła senność. Powieki stały się bardzo ciężkie i zamknęła oczy. Miała uczucie jakby nie panowała nad swoimi mięśniami, a mgła, która wdarła się pod przymknięte powieki, ogarnęła również jej myśli. Czuła jak leci w ciemną przepaść. Chwilę później bezwładnie upadła na łoże, na którym siedziała.

    *

    Najpierw usłyszała muzykę; dość głośną, rytmiczną, która ją rozbudziła. Nadal znajdowała się w tym samym pokoju. Panował w nim mrok. Kilka świeczek budowało nastrój. Straciła poczucie czasu. Czuła, że coś jest nie tak jak powinno. Próbowała wstać i wtedy od razu zrozumiała. Leżała na plecach, a szeroko rozrzucone ręce i nogi miała solidnie skrępowane taśmą z miękkiego materiału. Poczuła coś jeszcze. Ktoś lizał jej łechtaczkę! spojrzała w dół i zobaczyła zarys nagiego ciała. Szarpnęła więzami i wtedy dostrzegła, że nie ma na sobie ani stanika, ani stringów! Już zapomniała o przymusowej drzemce. Szybko przytomniała. Była rozbudzona i intensywnie myślała. Resztki zamroczenia ulotniły się. Ich miejsce zajął strach, który szybko wzmagał się. Było go widać w oczach, kiedy nerwowo rozglądała się po pomieszczeniu. Pieszczoty nie działały na nią. Anonimowy mężczyzna był innego zdania. Łoże z jej lewej strony ugięło się i ktoś przysuwał się do niej.

    – Co się dzieje? Kim jesteś?! O co chodzi!?! – pytania wykrzykiwała coraz głośniej, zaniepokojona sytuacją, w której się znalazła. Głośna muzyka nie ułatwiała kontaktu. Naga postać przy jej ciele znieruchomiała i zaczęła językiem delikatnie pieścić jej sutek, pierś, pachę, szyję… Kobieta mimo to szarpała się. Krzyczała w proteście. Ten mężczyzna położył się z drugiej strony i długim pocałunkiem zamknął jej usta. Była tak zaskoczona, że przestała krzyczeć. Nawet nieśmiało oddała pocałunek. Nagi mężczyzna odsunął się, ułożył na boku i językiem delikatnie pieścił pierś. Jego sterczącego penisa poczuła na udzie. Wzdrygnęła się. Po chwili ponownie usłyszeli jej krzyk. Wrzask niknął jednak w głośnych dźwiękach rytmicznej, szybkiej muzyki instrumentalnej. Wytłumione ściany i wyposażenie pokoju skutecznie tonowały jej protest. Mężczyzna przesunął się wyżej, chwycił ją za głowę, unieruchomił, przywarł do ucha i wyszeptał:  

    – Halinko, krzyk nic nie da. Jesteśmy na odludziu. Nikt ciebie nie usłyszy. Lepiej zrobisz, bawiąc się z nami. Przecież to lubisz. – Ostatnie zdanie zabrzmiało lubieżnie. Językiem polizał koniuszek jej ucha. – Bywalcy warszawskich hoteli wiedzą o tym. My również. I dlatego chcemy skorzystać z twoich uroków. Ciesz się razem z nami.   

    Ta informacja wręcz zmroziła ją. Niczego tak nie bała się jak zdemaskowania przed mężem. To byłby koniec małżeństwa, koniec dostatniego, komfortowego życia na jego koszt i początek problemów z poszukiwaniem mieszkania i jakiejkolwiek pracy. O dotychczasowym statusie mogłaby zapomnieć raz na zawsze. Byłby dla niej nieosiągalny. A jednak ktoś ją musiał zauważyć i skojarzyć fakty! Bądź któryś z kochanków okazał się zbyt gadatliwy.

    – W takiej sprawie zawsze można liczyć na kogoś ‘życzliwego’. Albo przypadek – skonstatowała z irytacją, która przeradzała się we wściekłość. I teraz jacyś faceci chcą ją jeszcze wykorzystać!

    – Mężczyźni tutaj mają różne potrzeby, kobiety również – do jej ucha docierały wyjaśnienia wypowiadane namiętnym szeptem. – Słuchaj mężczyzn, spełniaj ich życzenia, baw się kobietami, a na pewno wyjdziesz stąd zadowolona. I zapewne zechcesz wrócić… A my chętnie znowu będziemy ciebie gościć.  

    Mężczyzna ponownie bawił się jej piersią, kiedy poczuła, że zbliża się ktoś z jej prawej strony. Ktoś ustami i czymś jeszcze dotykał jej brzucha, kierując się ku piersiom. To ‘coś’, to były wąsy! Drażniły, ale było to nawet ekscytujące. Było coś jeszcze znajomego… Tak! Zapach męskich perfum! Znała ten zapach, lubiła go, ale nie potrafiła ich nikomu przypisać. Była zaintrygowana. A pieszczoty taakie intensywne i miłe…

    – Bądź spokojna. Nam również zależy na dyskrecji. Mamy wspólnych znajomych – dodał uspokajająco. – A to niby porwanie tylko dodało smaczku twojej przygodzie. Korzystaj z tych chwil – usłyszała w drugim uchu.

    Po tych słowach odprężyła się nieco. Poczuła trochę pewniej. Chyba ktoś ze znajomych zabawił się jej kosztem, zdenerwował, a teraz w tak oryginalny sposób chce zachęcić do seksu? Ktoś ze znajomych, który (którzy?) orientuje się w jej życiu prywatnym. Bardzo prywatnym. I zamierza pozostać dyskretnym. Oby…

    – Skoro dotychczas ten „ktoś” nie przekazał niczego mężowi i nie próbuje mnie szantażować, więc może warto skorzystać z takiej okazji? – starała się racjonalnie wytłumaczyć zajście, którego była, chyba, główną postacią.

    Intensywnie analizowała sytuację. I tak była bezbronna, a mężczyźni wydawali się zachowywać normalnie. Traktowali ją łagodnie, nie grozili, nie szarpali jej, nie próbowali zastraszać, poniżyć ani ośmieszyć. Nadzy, podnieceni byli już gotowi do rozpoczęcia seks-zabawy. Nie zamierzali wypuścić jej bez seksu. Wzięła głęboki oddech i po cichu wypuściła powietrze. Nadal odprężała się. Trudno, ot tak, w jednej chwili pozbyć się wątpliwości i strachu. Ciągle była zaskoczona dzisiejszymi wydarzeniami i całą otoczką, która zakończyła się jej przymusowym striptizem i przywiązaniem do łoża. Sądząc z konstrukcji, jego przeznaczenie było jednoznaczne.

    – I to potężne lustro na suficie – spojrzała do góry. – Można mieć jeszcze jakieś wątpliwości?

    Chyba była gotowa na seks z nieznajomymi. Zresztą, ci z portali randkowych też tacy byli. Właściwie i tak nie miała wyboru. Starała się postrzegać takie spotkanie jak seks w klubie swingersów. Co więcej mogła zrobić?

    *

    – Nooo, trzech facetów. Tak jeszcze nie miałam – myślała podekscytowana. Z dwoma bywała już parokrotnie. Podniecała ją aura tajemniczości. Skoro ktoś mówił do niej po imieniu, nie był brutalny, zachęcał do seksu… Powoli utwierdzała się w przekonaniu, że nie może stać się nic złego. Czwarty mężczyzna przerwał jej rozmyślania. Pochylił się, nie dotykając łoża, i całował ją; czynił to dość zaborczo i nieporadnie, ale zaskoczenie było tak duże, że nie zwracała uwagi na szczegóły. Podnieciły ją i dodały pewności siebie słowa mężczyzny, który podkreślał jej urodę. Jak prawie każda kobieta chętnie słuchała komplementów.

    Teraz, odbierając ich delikatne pieszczoty, upewniała się, że jest pożądana. Już ich pieszczoty odbierała lepiej niż oferowane przez męża. Pod wpływem głaskania, lizania, dotyku, muskania, pocałunków, drapania odprężała się szybciej i niepostrzeżenie zaczynała podniecać się. Twardy penis, który dotknął jej uda potwierdzał ich słowa o jej atrakcyjności.

    Tajemniczy kochankowie byli młodsi od męża i swoją potencją gwarantowali prawdziwy seks, którego jej ciągle brakowało w związku. Przymknęła oczy i skupiła się na pieszczotach. Więzy już nie przeszkadzały. Co prawda, wydatnie ograniczały jej swobodę, ale zaczęła odbierać to z jakąś perwersyjną satysfakcją. Była pożądana, czekał ją wyuzdany seks z młodymi mężczyznami, którzy traktowali ją z szacunkiem. Nieustające pieszczoty napędzały jej myśli i pożądanie. Czekała na więcej. Była pewna, że po wszystkim dowie się czegoś o „podchodach”, które zakończyły się na tym łożu.

    – Jeżeli wszystko zakończy się w cywilizowany sposób, to będę miała nowych kandydatów do spotkań – myślała z nadzieją.

    Cicho mruczała podniecona drapaniem szczeciny wokół łechtaczki. Właśnie któryś z mężczyzn uniósł jej lewe udo, wczołgał się pod nie i zaczął językiem pieścić jej odbyt. Opuszkami palców muskał wgłębienie pod kolanem. Zagryzła wargi. Jeszcze nie chciała krzyczeć.

    – Niech się jeszcze postarają – uśmiechnęła się do swoich myśli.

    Napięła mięśnie, a chwilę później wygięła naprężone ciało. Drugi język lizał obfite wargi i łechtaczkę. Zęby trzeciego z mężczyzn kąsały brodawkę lewej piersi. Jego ciepły oddech głaskał sutek. Dłonie zacisnęła w pięści.

    – Jeszcze chwila i zacznę jęczeć jak suka w rui! – uradowana pomyślała o zaletach swoich kochanków. Było jej tak dobrze… Czekała aż pieszczotami doprowadzą ją do orgazmu.

    *

    Mężczyźni równocześnie odsunęli się od Haliny. Opadła na plecy i spojrzała w ich stronę, nic nie rozumiejąc. Patrzyli w głąb pokoju.

    Nagi, szczupły, nieźle zbudowany mężczyzna wprowadził do pokoju nagą brunetkę. Włosy sięgały jej do ramion. Dziewczyna była pulchna, ubrana jedynie w czarne pończochy. Spory, lekko obwisły biust zwracał uwagę innych. imponował rozmiarami. Na szyi brunetka nosiła szeroką obrożę. Koniec smyczy trzymał mężczyzna. Mężczyzna pociągnął za smycz i ustawił dziewczynę na środku pokoju. On chyba kierował całą imprezą.

    – Ta suka jest do naszej dyspozycji. Reaguje na imię Beata. Dość młoda, 22 lata, studiuje. Lubi dyscyplinę. dzisiaj wy możecie ją egzaminować w dowolny sposób – uśmiechnął się lekko. Spojrzał na dziewczynę, która z nieśmiałym wyrazem twarzy stała obok mężczyzny. Wydał je polecenie i posłusznie okręciła się. Potem wydał kolejne polecenie i brunetka stanęła w rozkroku, pochyliła się i palcami rozchyliła pochwę. Powtórzyła tę czynność parokrotnie, obracając się i prezentując swe wdzięki wszystkim widzom.

    – W zasadzie można zrobić z nią wszystko – powiedział mężczyzna i wydał jej polecenie. Suka uklękła przed nim, szeroko rozstawiając kolana. On odwrócił się i wypiął tyłek. Wówczas suka wychyliła się, sięgnęła do jąder i zaczęła lizać je. Schylił się głębiej, napierając tyłkiem na jej twarz, sięgnął po pierś i zaczął ją ściskać. Wtedy Beata położyła dłonie na jego pośladkach, lekko rozchyliła je i językiem zaczęła pieścić odbyt swojego pana. Zgromadzeni docenili jej starania i po chwili nagrodzili ją oklaskami.

    *

    Patrzyła na tę zabawę z dziewczyną i nic nie rozumiała. Darmowy pokaz dla skrępowanej pani doktorowej? Nawet spodobał się. Ale po co pokaz, skoro jest przywiązana? Zawoalowana sugestia? Tymczasem jeden z mężczyzn przechylił kieliszek wina nad jej ustami i zdołała wypić kilka łyczków ze strumienia, który opadał na jej twarz. Później kontynuowali pocałunek i pieszczoty. Mimo niezrozumiałej sytuacji zapomniała się w nich. Zresztą miała pragnienie.

    – Niespodzianka – usłyszała rozbawiony głos. Pocałunek dobiegł końca i ktoś zaczął manipulować przy jej głowie. Zanim zdążyła zapytać, coś wepchnięto w jej usta. Poczuła ucisk. Już wiedziała. Zakładali knebel.

    Muzyka stała się głośniejsza. Przy tak nikłym świetle nie widziała rysów twarzy. Jakaś postać zbliżyła się do niej, pochyliła i nagle uderzyła ją w twarz. Zabolało! Długie włosy rzucały cień na twarz, ale… Nie było czasu na domysły. Kolejne uderzenie w twarz było równie bolesne. Zaczęła głośno protestować, ale z knebla wydobył się jedynie niewyraźny bełkot. Wszyscy byli rozbawieni i podnieceni. Po chwili postać ponownie uderzyła. Mocno! Potem postać pochyliła się, brutalnie oparła dłoń na twarzy Haliny, traktując ją jak podpórkę i siadła na niej. To była kobieta. Z dumą wyprostowała się, prezentując swoje ciało i odchyliła głowę. Włosy opadły na plecy. Jej twarz znalazła się w zasięgu światła. Uśmiechała się.

    – Nie! Cholera! Nie!! To niemożliwe! Nie!! NIE!! – Halina była przerażona dokonanym odkryciem. Napięła wszystkie mięśnie, wręcz skamieniała, zapomniała o bólu i zatrwożonym wzrokiem patrzyła na postać dziewczyny.

    Joanna! To była Joanna! Pasierbica! Naga! I wcale nie wstydziła się swojej nagości! Zachowywała się bardzo swobodnie. Znieruchomiała i z mściwym wyrazem twarzy wpatrywała się w oczy macochy. Napawała się swoją dominacją.

    Halina szamotała się, próbując zrzucić znienawidzoną pasierbicę. Bezskutecznie. Znowu została uderzona w twarz. Siła uderzenia oszołomiła ją. Docierało do niej, że nie ma szansy. Kolejne uderzenie w twarz, na odlew. Poddała się. Znieruchomiała. Wiedziała, że przegrała.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Autostop do piwnicy

    Był listopad. Ściemniało się już. Jechałem drogą w kierunku mojego domu. Mieszkałem na uboczu. Około 15 kilometrów przed domem dostrzegłem na poboczu dziewczynę. Ubrana była w czarną kurtkę i moro spodnie. Wyciągała rękę w nadziei, że się zatrzymam. Zatrzymałem się. Uchyliłem szybę.

    -Dzień dobry, mogę się z panem zabrać? Stoję od 3 godzin i jestem przemarznięta. Proszę, niech mnie pan zabierze. – uśmiechnęła się słodko dziewczyna

    -Wsiadaj, czemu nie.

    Wsiadła do samochodu na przednie siedzenie. Podałem jej rękę na przywitanie.

    -Cześć, jestem Patryk.

    -Hej, Gabrysia. Miło mi.

    Rozsiadła się wygodnie ukazując przy tym swoje ładne nogi. Rozpięła kurtkę, dzięki czemu dostrzegłem jej spore piersi. Z późniejszej rozmowy wyniknęło, że ma 17 lat. Podobała mi się. Zmieniłem nieco plany. Gdy skręciłem w uliczkę do prowadzącą do mojego mieszkania moja towarzyszka się zdziwiła. Wytłumaczyłem, że to skrót do jej domu. Wjechałem na podjazd przy garażu. Wysiadłem, otworzyłem jej drzwi i zaprosiłem do środka. Zgodziła się, ale niechętnie.

    *

    Nie wiem czemu zgodziłam się na wejście do jego domu. Był miły dla mnie. Podejrzanie miły. Rozebrałam się, usiadłam na sofie. Przyniósł mi sok pomarańczowy. Rozmawialiśmy przez chwilę aż w końcu usnęłam. Obudziłam się w dziwnym pomieszczeniu. Poczułam, że nie mogę ruszać rękami oraz głową. Byłam zakuta w… dyby? Leżałam na jakiejś dziwnej ławeczce z materacem pełniącą rolę „przedłużenia” dyb, by można było leżeć. Byłam naga. Moje nogi również były skrępowane. Chyba jakąś liną. W pokoju świeciło światło. Po kilku minutach wszedł Patryk.

    -No, no moja śpiąca księżniczka się obudziła, hehe.

    -Co ty ze mną zrobiłeś psycholu?! – zapytałam ze wściekłością w głosie

    -Coś, co ci się spodoba.

    Nie widziałam dotąd go. Podszedł do mojej twarzy. Zobaczyłam ze jest kompletnie nagi. Jego penis zwisał bezładnie. Kazał mi otworzyć usta. Broniłam się przed tym. Nie chciałam by ruchał moje gardło w tej pozycji. Ale on nie ustępował. Spoliczkował mnie. Zabolało mnie mocno. Wsunął penisa do moich ust. Nie robiłam nic. Po prostu leżałam. Zaczął poruszać biodrami. Jego jądra często dotykały mojej twarzy. Po kilku pchnięciach penis zaczął rosnąć. Rósł do dużej wielkości. Z czasem miałam odruch wymiotny, który z całych sił powstrzymywałam. On natomiast przyspieszył ruchy. Chwytając moje piersi dobijał biodrami do mojej twarzy. Dyszał coraz mocniej. Z oczu pociekły mi łzy. Brakowało mi tchu. Myślałam, że się uduszę. W końcu wyszedł z moich ust. Głęboko odetchnęłam. Schylił się, pocałował mnie. Mimowolnie odwzajemniłam pocałunek. Czułam, że cała ta sytuacja coraz bardziej mnie podnieca, i że robię coraz bardziej mokra. Znów wszedł w moje usta. Gwałtownie. Posuwał je z dziką wściekłością. Poczułam, że zaczyna pulsować. Salwy spermy strzeliły do moich ust i gardła. Pchnął mocno dobijając biodrami do mojej twarzy. Wyszedł z moich ust ponownie. Znów odetchnęłam. Przełknęłam spermę, a on mnie pocałował.

    *

    Przeszedłem pomiędzy jej związane nogi. Musnąłem palcami mokrą już cipkę. Wsadziłem dwa palce do środka i zacząłem nimi poruszać. Była cudownie ciepła i wilgotna. Poruszałem palcami coraz szybciej sprawiając jej coraz większą przyjemność. Jęczała coraz głośniej. Z jej wnętrza wyciekało coraz więcej soków. Wyciągnąłem z niej palce. Podszedłem do jej twarzy i dałem do wylizania. Wylizała je z chęcią.

    *

    Po wylizaniu swoich soczków znów poszedł pomiędzy moje nogi. Poczułam jak wchodzi we mnie bardzo gwałtownie. Poczułam ból. Poruszył biodrami w tył i znów w przód. Z początku powoli delektując się przyjemnym wnętrzem mojej pochwy, a potem coraz szybciej, dziko mnie posuwając. Rękoma pieścił piersi oraz sutki. Jęczałam. Sprawiał mi ogromną przyjemność. Wykonywał tak mocne ruchy, że czasami całe dyby się przesuwały nieco do przodu skrzypiąc nieco. Po kilku minutach wbił się we mnie po same jądra i spuścił w środku. Ciepła sperma wypełniała moje wnętrze. Wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą. Wrócił trzymając w ręce jakieś opakowanie. Położył je na podłodze. Wepchnął jeden palec do mojego odbytu. Wiercił nim przez chwilę. Potem wepchnął drugiego, a potem trzeciego. Rozepchał mój odbyt dosyć mocno. Wziął na palce trochę specyfiku z opakowania i nasmarował nim mój odbyt. Wprowadził powoli penisa do odbytu. Bolało mnie mocno, jednak on wpychał go coraz głębiej i głębiej. Jęknęłam z bólu, a z oczu znów pociekły mi łzy. Gdy wbił się na ¾ długości wycofał biodra, po czym znów naparł na odbyt. Ból nadal był, ale już nie tak silny jak wcześniej. Palcami masował łechtaczkę niwelując ból z ruchania odbytu. Posuwał mnie tak przez kilkanaście minut. Z czasem zaczęłam nawet jęczeć. W pewnym momencie wbił się niemal na całą długość i spuścił wewnątrz. Wyszedł ze mnie, a ja poczułam spermę wypływającą z odbytu. Palcami doprowadził mnie do orgazmu, po czym wyszedł z pokoju.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Morvran
  • Wlascicielka, vol 2: Pupilki

    Przez grubą, pancerną szybę wyglądają spokojnie, nawet łagodnie. Jak zakochana para, śpiąca na łyżeczkę na cienkiej warstwie siana jaką wysypana jest czarna podłoga. Podobny do ogolonego, różowego goryla macho ściska go do siebie jak pluszowego misia. Nienaturalne ułożenie ramion i nóg świadczy, że były łamane. W dekolcie starej, poplamionej koszuli nocnej pojawił się pierwszy zarys piersi, a głowę obrosła już ciemnym puszkiem. Na twarzy z zachodzącymi zmianami w rysach wciąż ma szwy na ustach. Patrzy prosto na mnie. Czuć w tym wzroku ból i strach. Tak Rufo, ja Ci to zrobiłam.
    Uśmiecham się zaciągając kolejny raz papierosem. To najlepszy widok ostatnich kilku miesięcy.Uspokajający, pocieszający i przyjemny. Nawet jeśli wnętrzności i głowa boli, po tym jak Ase rano wlała we mnie dzbanek kawy i zmusiła do zjedzenia jajecznicy zanim przyjechałyśmy do mamy. Czuć ją, zanim się pojawi w zasięgu wzroku.
    – Urocze, prawda? – staje obok, też patrząc na szybę – Romeo szybko go zaakceptował, a to najsilniejsza beta stada. Co prawda jak mu się na początku opierał, to połamał mu nogi i ręce, ale nawet parę razy zszywaliśmy mu odbyt po tym jak go sponiewierał, to teraz widać, że już umie dbać o swoją Julie. Niedługo otworzymy jej usteczka, więc pewnie będzie musiał się nauczyć połykać spermę. – stuka palcami o szybę, a olbrzym otwiera swoje oczy, mocniej przyciskając do siebie eunucha, niemal miażdżąc mu brzuch, a oczy Rufo-Juli wychodzą z orbit z bólu – Zabawni są. – odwraca się do mnie przodem – Lepiej to zgaś, zanim do niej pójdziesz. I tak śmierdzisz gorzej niż bimbrownia. – chwyta za rękaw kurtki – Gdzie ją wygrzebałaś? Mama za każdym razem jak przyjeżdżała do taty, to jej szukała by ją wreszcie spalić. Gdziekolwiek szedł, zawsze ją zakładał. No, jedynie jak Sara ją miała na wolności to chodził bez niej.
    Odwracam twarz do niej bokiem, patrząc przez ciemne okulary. Nienawidzę Cię, jędzo. „Mama chce z tobą porozmawiać”. A ja nie chce rozmawiać z mamą. Ani z tobą. Ani z nikim. W domu było mi dobrze. Leżałam sobie w łóżku przytulona do poduszki. Od kiedy ciocia uzgodniła z Sarą, że razem z Oszką zamieszkają u niej w domu panowała cisza. Idealna w swej postaci. Odwracam się i idę dalej, między innymi zagrodami z śpiącymi lub zajętymi sobą psami mamy. To trochę jak bardzo dziwne więzienie. Przed porą karmienia, wszystkie są zamknięte oddzielnie.
    Wchodzę do pokoju bez pukania. Mama z siwiejącymi włosami upiętymi jak zawsze w elegancki kok i lekko pomarszczoną twarzą siedzi czytając coś na tablecie. Nie unosi wzroku, gdy siadam naprzeciwko. Dopiero gdy wypuszczam chmurkę dymu w lewą stronę, przesuwa palcami w moją stronę popielniczkę, nawet nie patrząc. Anorektycznie wyglądający kastrat w skórzanym gorsecie i kozakach siedzi na niskim stołku w kącie. Pozbawiono go uszu, nosa i warg. Na ciele ma ślady poparzeń elektrycznych i zwykłego bicza. Ciało jest idealnie łyse. Mama bywa okrutna. Wreszcie odkłada swoje urządzenie, składa dłonie na stole i patrzy na mnie czarnymi oczami. Jej spojrzenie parzy. Gaszę resztkę papierosa w popielniczce.
    – Nie wiedziałam, że po siedmiu godzinach rodzenia wyszła ze mnie smoczyca. – mówi wreszcie – A może to nie moja córka? Przytyłaś, ale wyglądasz wreszcie jak kobieta a nie dziewczynka. Ale przefarbowałaś włosy i zmieniłaś makijaż, a w dodatku palisz. – milczy na chwile – I Dawid popijał brandy, nie norweską wódkę. Kiwi, zrób Smoczycy mocną kawę.
    Służący podrywa się i wychodzi z pokoju. Nie odpowiadam jej, masując skroń. Kolejny atak migreny wywołanej nowym stylem życia ciężko odbija się na ciele. Tak mamo, ścięłam włosy, źle się odżywiam, pije i palę. Jestem zakałą rodziny. Czego jeszcze chcesz? A teraz trzeba to powiedzieć na głos.
    – Byłam trzynastolatką z nadwagą, jak pierwszy raz trafiliśmy do dworu Blackoak. – zaczyna znów mówić – Ja, rozpieszczona córka handlarza ludzi z Kantonu trafiłam do egzotycznego świata. Przyjechałam wtedy z ojcem i starszym bratem, bo chińskim bogaczom zamarzyły się egzotyczne suki. I nie, nie Amerykanki, te już mieli. Chcieli czegoś nowego, lepszego. – milczy moment – Obok wielkiego biurka z dębu, za którym siedział stary Polak stał wysoki chłopak o ciemnej skórze. Obok niego, sięgając mu ledwo bioder stała dziewczynka z rudymi loczkami. Podniósł ją i posadził sobie na barkach. Miał już wtedy z dobry metr osiemdziesiąt. Imponujące. Chciałam go mieć. Kazałam tacie zapytać, ile za niego chcą. Ojciec przełożył moją prośbę na ich język, ale mężczyzna spojrzał na chłopaka i odpowiedział, że to jego syn. Krnąbrny, okrutny i silny. Nie jest na sprzedaż. Byłam zła. Oprowadzono nas po psiarni, pokazano kilka suk na sprzedaż, spisano umowę. My dostarczamy im azjatyckie suki, oni te z Europy. Pod koniec spotkania, gdy nasi ojcowie ściskali sobie dłonie, podeszłam do tego olbrzyma i kopnęłam go z całej siły w łydkę, by się przed mną pokłonił. Nawet się nie skrzywił. Popatrzał na mnie z góry, uniósł mnie za boczki bez słowa na wysokość swojej twarzy. Patrzał mi prosto w oczy, gdy płakałam bojąc się, co może zrobić. Mój brat ruszył w jego stronę, gotów zaatakować, powalić go. Ale mnie odstawił z powrotem na ziemię, ukucnął na kolanie, tak, ze byliśmy równego wzrostu. Powiedział coś. Mój brat uniósł brew i przetłumaczył. „Jeśli chcesz go mieć naprawdę, musisz go pocałować, a będzie twój na zawsze”. Pięć lat później, gdy był już tak duży jak go zapamiętałaś, poszłam z nim do łóżka. Był mój, ale w inny sposób. Na zawsze.
    Nigdy tego nie opowiadała. A przynajmniej mi. Jakby musiał umrzeć, by mogła to powiedzieć. Uśmiecham się słabo, wyobrażając sobie młodego tatę i mamę w tej sytuacji. Anorektyk wraca z dymiącym kubkiem pełnym czegoś podobnego do smoły.
    – Miał wtedy swoje dwa pierwsze koty. To nie były suki, on zawsze miał kocice. Suka ma być posłuszna swojemu właścicielowi, kot ma wolną wole, tłumaczył. Ava i Lil. Mógł być moim kochankiem, ale dla nich tyko opiekunem. To zabawne. Większość suk tamtego okresu po roku, dwóch po prostu stawało się bezwartościowe i zdychały w męczarniach, więc kupowali następne. One były zadbane, przypominały pod tym względem Sarę. Dawid im na dużo pozwalał, czasem nawet zdaje się na za dużo. Wiesz, czemu jego ojciec uważał go za krnąbrnego i okrutnego? Ja się dowiedziałam, po tym, jak jego przyrodni brat po prostu je zmodyfikował zgodnie z naturą human puppy. Weszliśmy wtedy do naszej sypialni, gdzie miały leżeć sobie w łóżeczku jak zawsze, może się łasić koło drzwi. A one leżały krwawiąc na podłodze, obok stał Ian. Myślałam, że Dawid się ucieszy, byłam przyzwyczajona do tego widoku od dziecka. Zwierzęta mają być pokorne, a to najszybsza lekcja. Podszedł do nich. Wyły z bólu, krztusiły się krwią, krzyczały coś niezrozumiałego. Usiadł na podłodze obok nich. Przytulił je do siebie. Słyszałam, jak płacze. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Szarpały się jeszcze. A on je przytulał co raz mocniej. W końcu przestały się ruszać. – znów na chwile milknie – Zmiażdżył im kręgi szyjne gołymi rękami. – dopiero po chwili dochodzi do mnie co powiedziała – Potem się rzucił na niego. Tłukł go. Z całej siły. Wybiegłam z pokoju i krzyczałam. Przybyło sześciu służących i ich ojciec. Musieli go wszyscy trzymać, bo nikt mu nie dawał rady. Nawet ja nie mogłam go uspokoić. Wyrwał Ianowi oko, zmiażdżył jądro i doprowadził do otwartego złamania w sześciu miejscach. Wszystko w zamian za to, że zrobił coś, co było normalne. Umiał stłuc tak własnego brata, ale nigdy nie potrafił podnieść ręki na kogoś, kto był do tego stworzony.
    Jasna cholera. To naprawdę był mój tata? Ten sam dobrotliwy olbrzym, który zawsze się uśmiechał i opowiadał nam bajki? Piekł ciastka i mówił, że mamy zjeść warzywka to urośniemy duże jak on? Kwaśny smak kawy jest lekko trzeźwiący.
    – Zniknął na rok. Po prostu, rozpłynął się w powietrzu. Kiedy wrócił, miał ubraną już tą kurtkę, a ja miałam już zaczątki tego. – pokazuje w powietrzu otoczenie – Nie przywitał się, po prostu mnie objął i pocałował. Poszliśmy się kochać, żadne z nas nie chciało mówić. Jakby tamtego dnia nie było. Jakby nie chciał pamiętać. Znów był moim Dawidem. Na końcu głowy miałam wspomnienie tego co zrobił, ale nie pytałam zbyt zajęta rozkoszą. Zatrudnił się w mleczarni, pomagał zresztą tamto zbudować od podstaw. Nie miał żadnych zwierząt, nawiązał kontakt z Zuzią i pomógł jej z Majką, usprawniając co raz bardziej swoje badania. Zostaliśmy sędziami na wystawach, żył spokojnie na uboczu. – znów milczy chwile – Wiesz, czemu jednak pojawiła się Sara? Z mojej winy. Miałam kontrakt na jednego chłopaka, coś u kogoś przeskrobał, komuś się zamarzyło zobaczyć jak cierpi. Pojechaliśmy razem. Dziewczyna znalazła się w złym miejscu w złym czasie. Mogła zgarnąć kule w łeb i o niej byśmy zapomnieli. Powiedział, że ją zabierze. Bałam się, że znów źle się to skończy. I tak w pewnym sensie było. – znów milczy – Pojechaliśmy z Sarą i Amirą, jego drugą kotką na wieczór w jego rodzinnym domu na zaproszenie Zuzi. Skończyło się to na tym, że sytuacja wyglądała niemal identycznie. Pierw dokończył dzieła, które kiedyś stworzył. Zmienił Iana w bezgłowego trupa. Rozpaćkał jego głowę o posadzkę z marmuru. Ludzie krzyczeli, uciekali, panikowali. Ja stałam tam i patrzałam na to w przerażeniu i podnieceniu jednocześnie, Zuzia krzyczała i próbowała go zatrzymać. A on nawet na chwile nie przestawał. Jakby był w jakimś transie. Potem złamał kark Amiry i Judyty, suczki, którą Zuzia chciała podarować Mai. Tylko Sara przetrwała ten wieczór. Wrócił bez niej do swojego domu, powiedział, że teraz jest znów wolna. I pił. Dużo pił. Jakby miał nadzieje, że to zagłuszy ból. Okazało się, że jestem w ciąży. Zabawne, prawda? On przechodzi załamanie, a mi rośnie w brzuchu twoja siostra. Zuzia wzięła go do siebie, bliżej mnie. Próbowała go przekonać, że dziecko musi mieć ojca. Po tym jak urodziłam, przywoziła go przynajmniej raz w miesiącu i sadzała tutaj. Ja mu goliłam twarz, poiłam kawą i brałam do twojej siostry. Nie chciałam, by widziała go w takim stanie. I tak przez kilka lat. Był z Ase, był trzeźwy. Nie było przy nim Ase, pił. Dopiero po tym jak Sara wróciła, zmienił się z powrotem w Dawida. Urodziłaś się ty, kupił wasz aktualny dom i skrywał swoje blizny pod uśmiechem dla swoich małych Zajączków, skaczących dookoła niego by je wziął na ramiona. Oto, cały twój tata. Nadal myślisz, że chcesz być jak on?
    Zdejmuje i składam okulary do kieszeni. Mama kiwa głową jakby w zrozumieniu. Długo milczymy, patrząc na siebie. Żadna z nas nie chce teraz przerywać tej ciszy.
    – Kazałam Ase by Cię przywiozła z innego powodu. – mówi wreszcie – A właściwie problemu. Jestem już stara, to prawda. Od kiedy pierwszy raz go pocałowałam minęło wiele lat. Niedługo pewnie przeniosę się gdzieś indziej i miała nadzieje, że dzieci będą mnie odwiedzały. Wciąż radzę sobie jednak dostatecznie z liczeniem, by pamiętać ile mam psów w stadzie. Jedna alfa, dwie bety, dziesięć kundlów i pięć przytulanek. Dziwne, że od paru miesięcy tych ostatnich mam sześć. – krew mi odpływa z twarzy – Julia. Tak nazywają przytulankę Romeo, tą ponadprogramową. Z tego co widziałam, nawet nie jest w pełni wykastrowana. Zapytałam swojej córki, której ufam czy coś wie na ten temat. „A, bo Taly nam dostarczyła nowego pieska, to dla niej”. To farma spermy, nie przechowalnia kastratów. A potem dostaje telefon od swojego dobrego znajomego. Myślałam, że żartuje, ale nie. Dzisiaj nikt już nie bawi się w łapanie ludzi, prościej jest użyć opracowanej przez twojego tatusia technologii i sobie go wyhodować. Mniej problemów, większa precyzja a glizda w wieku niemowlęcym umożliwia wykreowanie całej osobowości w późniejszym wieku. To już nie są zwykli ludzie, tylko podobne do nich stworzenia. Wszystko działa klarownie i bezpiecznie. – podnosi się od stołu – Idziemy.
    Też wstaje, gdy obchodzi stół. Kończę kawę z kubka, czując się już nieco lepiej, kac nawet lekko zelżał. Prowadzi mnie znów tym samym korytarzem, zagrody są już puste. Idziemy jednak gdzieś w bok. Wreszcie staje przed drzwiami i wyciąga kartę magnetyczną, otwierając je. W środku jest ciemno.
    – Nie obchodzi mnie skąd i dlaczego Julia się pojawiła. Ale kiedy ja wybierałam psy do łapania w waszym wieku, to sprawdzałam wszystko, a nie tylko miałam nadzieje, że się uda. Dawałam pieniądze w odpowiednie miejsca, pilnowałam wszystkiego i układałam długie plany. A wy? – krzywi się – Przywieziemy, wykastrujemy i mama nie zauważy? Myślałam, by po prostu zmielić i podać swoim psom jak każde inne mięsko, ale pomyślałam, że to okazja, byście czegoś się nauczyły. – jasne światło zalewa biały, kwadratowy pokój wypełniony kafelkami – Skoro chcesz być jak tata, to proszę.
    Klęczy na łydkach pod ścianą naprzeciwko drzwi. Cały jej strój składa się z szerokiego, białego kaftana bezpieczeństwa rodem z kreskówek, idealnie kontrastującego z perfekcyjnie opaloną na brąz skórą. Podwójny koński ogon z ciemnych włosów i drobna postura dają wrażenie dziecka. Knebel z gumowej kulki w ustach nie pozwala jej mówić. Na polikach widać rozmazany łzami tusz, drży, ale nie rzuca się na boki. Po prostu truchleje z strachu. Wygląda naraz żałośnie, słodko i ciekawie. Patrzy tym przerażająco smutnym wzrokiem to na mamę, to na mnie jakby chcąc o coś zapytać.
    – Kto to? – pytam wreszcie zachrypniętym głosem
    – Twój nowy zwierzak. – macha dłonią – Albo psia karma. Sama wybierz jedno z dwojga. Rozumie po angielsku, nie norwesku. – przechodzi na ten język płynnie – Podobała się izolatka? To jest twoja nowa Pani. Widziałaś co zrobiłam tamtemu pieskowi, prawda? – dziewczyna kiwa głową przerażona w odpowiedzi – A ja nie lubię tu głupich suk, więc to ona Cię weźmie. Albo będziesz robić co Ci karze, albo zrobię Ci klasyczną torturę tysiąca cięć. Będziesz bardzo długo przytomna i żywa, patrząc jak kawałki twojego ciała lądują w mikserze z warzywami, a potem pieką się i moje pieski to jedzą. I wiesz, że nie kłamię o tym. – łzy ciekną dziewczynie z oczu, a mama z powrotem wraca na drugi język – Nie obchodzi mnie czy zrobisz z niej psa wystawowego czy sługę liżącego stopy na zawołanie. Należy do Ciebie. Wytresuj ją, sprzątaj jak nasra i karm. Nie myśl nawet o glizdowaniu. Zrobisz z niej teraz warzywko. Ty i twoja siostra nabroiłyście, więc wy to posprzątacie.
    – Ale… – zaczynam patrząc na płaczącą, nieruchomą w strachu dziewczynę – Nie chce jej. Nie umiem się nimi opiekować. Nawet Oszka miała przecież jeszcze opiekę ze strony taty i Sarę, chociaż ją trudno uznać za puppy. Nigdy nie daliście mi zwierzaka z hodowli, a teraz dostaje to… Nawet Maja jako jedenastolatka miała przecież swoją Tule. A poza tym nawet nie jestem bi.
    – Mówiłam mu to samo. Ase od początku uczyliśmy odpowiedzialności. – patrzy na dziewczynę – „Nie, jest za mała, zresztą ma Osanne” I teraz wychodzą te wszystkie błędy. – zakłada ręce na piersi – A twoje preferencje mnie nie obchodzą. Też jakoś nigdy nie podniecał mnie seks z kobietą, ale nie przeszkadzało mi to w rozkoszowaniu się językiem Sary i zabawianiem jej palcami czy wibratorem. Twój ojciec nigdy nie tknął żadnego ze swoich zwierząt w tym sensie. Zapytaj Sary zresztą, jak nie wierzysz. Mógł jej każdego dnia przez trzy lata wpychać do zadka puchatą kitę, szorować tą małą różową muszelkę i głaskać po biuście, ale zawsze były to tylko pieszczoty. Seks uprawiał tylko ze mną. – znów wraca na angielski, zwracając się prosto do dziewczyny – Miejmy nadzieje, że będzie miała z Ciebie jakiś pożytek, bo powiedziała, że Cię zwróci jak będziesz nieposłuszna. Ja suk tutaj nie potrzebuje, zwłaszcza takich jak ty. – kiwa ręką, bym wyszła – Zaraz przyjdzie ktoś Ci zrobić zastrzyk, żebyś była grzeczna przy przewozie. – po czym sama też wychodzi, zamykając drzwi i znów zmieniając język – Daje Ci trzy miesiące. Albo będzie z niej coś pożytecznego i wrócisz do normalnego życia, albo wyślę Cię do Chin do swojej rodziny. – łapie jedną z Azjatek za ramię i coś jej mówi, a ona kiwa głową w odpowiedzi i wraca do mówienia do mnie – I skończ palić, Smoczyco.

    – Cześć ciociu, mogę pogadać z Sarą? – mówię do słuchawki obserwując żar na końcu papierosa, po przywitaniu w słuchawce
    – Dzień Dobry Pani Talito. – rozlega się dość pogodnie po drugiej stronie – Jak się pani czuje?
    – Oszczędź sobie już tą Panią, jesteś starsza niż ja i w dodatku wolna. To ty się upierasz przy obroży. – staram się brzmieć spokojnie – Nieco lepiej. Chciałam zapytać… No bo ty i tata tyle lat… Dlaczego? Przecież Cię uwolnił, mogłaś odejść i zrobić cokolwiek. A ty jednak jakbyś lubiła bycie kotem i to wszystko?
    – Lubię. – poprawia mnie i milczy chwile – Pani Alicja i Pan się kochali, to jasne. Mieli też was. Ciebie i Ase kochali, bo byliście ich córkami, a nie ma nic silniejszego niż miłość rodziców. Tymczasem ja byłam jego kotkiem. Dawał mi jakieś inne uczucie. Przyjemne, nie ukrywajmy, ale inne. Coś z pogranicza troski, bezpieczeństwa i spokoju. Jakbyś nagle nie musiała się przejmować czymkolwiek, bo zawsze jest ktoś, kto o to zadba. Kiedy przez pięć lat nie było go w moim życiu, uświadomiłam sobie, jak bardzo to uczucie uzależnia. Leżenie wieczorami przy nim i słuchanie jak czyta, wspólne posiłki, sen w miękkim łóżku przy nim, kąpiele i delikatne pieszczoty. Możesz sobie to zapewnić niby jako człowiek, ale jako jego kot po prostu to miałam. Owszem, jak podupadł na zdrowiu, to powoli to słabło, ale nadal znajdował sposoby by jakoś to okazywać. To nie była niewola czy złota klatka. To była śmierć z trafieniem do raju.
    – Aham… – strzepuje popiół do popielniczki – No ale… Jak Cię porwał, zabrał czy coś, to co? Trafiłaś do jego domu i nagle „ej, fajnie być kotem wielkiego ciemnoskórego faceta na dobre i złe?”
    – Nie. – chichocze – Co czuje człowiek, gdy jest zagrożenie? Strach, złość i tym podobne. Przecież okaleczyli chłopaka i mnie wywieźli gdzieś. Myślałam, że mnie zgwałci lub zabije. A on mnie rozebrał z brudnych ubrań, pogłaskał, nakarmił mlekiem i położył spać. Następnego dnia wykąpał, ubrał i znów dał jeść, zostawiał samej sobie. I robił to już zawsze. Budził, mył, ubierał, karmił, dawał czas wolny „rób co chcesz, Sara”. Ale na początku nie było tak kolorowo. Kiedy strach minął, zaczęłam być agresywna. Gryzłam, szarpałam, krzyczałam, obrażałam. Wiesz, ma mnie uwolnić, bo nie ma prawa mnie trzymać i inne takie. Całe tygodnie chodziłam w kneblu, bo krzyczałam. Wyjmował go bym zjadła, ale jeśli chociaż coś powiedziałam przy misce, wkładał go od razu z powrotem, nie ważne czy skończyłam jeść czy nawet nie ruszyłam. W końcu głód wygrywał. Jeśli drapałam, to zaklejał mi dłonie taśmą. Jeśli chodziłam na stopach, zakładał skórzane paski. Pokazywał mi skrajne przypadki bezkolanowców i pytał, czy też tak chce wyglądać. Dzisiaj wiem, że nigdy by mi tego nie zrobił, ale wtedy? Za każdym razem jak łapał mnie za łydkę, bałam się, że ją połamie, obejmował ją z łatwością i ściskał mocno. Z czasem jednak nauczyłam się, że jak nie mówię, to nie używa knebla. Jeśli chodzie na kolanach, to nie zaciska mi pasków na nogach. Jeśli nie drapie, to mam wolne palce. To było coś w rodzaju skorupy ochronne, pasywne obrony. Widziałam przecież Noemi, której wyrwano język i wysterylizowano, jak obrywa kopa za kopem nie mogąc ustać na uszkodzonych nogach, gdy ja nosiłam bawełniane majteczki i siedziałam na jego kolanach drapana po plecach i dostawał lekkie buziaki, bo byłam grzeczna. Zupełnie, jakbym naprawdę była przerośniętym kociakiem. Przy niej to ja miałam normalne życie pełne gorących kąpieli, ubrań i dobrego jedzonka. Skorupa zmieniła się w ubranie, a potem stała się skórą. Okazało się nagle, że jest cudowne. Obróżka nie była cisnącym gardło symbolem niewoli, ale gwarancją tego uczucia. Potrzebowałam jej.
    Wbijam niedopałek w kupkę podobnych, zastanawiając się nad tym co teraz powiedziała.
    – Czyli lubiłaś tatę, bo w przeciwieństwie do innych właścicieli, traktował Cię dobrze? Nie gwałcił, karmił, ubierał i mył? Cholera, nawet nie umiem gotować.
    – Prawie że. – znów chichota – Ty, Ase czy Oszka przecież znacie ten świat od urodzenia. Jasne, nie opowiesz o tym koleżankom na uczelni, że twój tata stworzył technologie klonowania ludzi czy mama zapewnia dna połowie żołnierzy do organizacji paramilitarnych, bo nikt nie uwierzy. Ale gdybyś o tym nie wiedziała i też tu trafiła, co byś czuła? Jak w koszmarze, prawda? – milczy znów przez moment – Choćby mleko. Coś tak prostackiego i głupiego, dostępnego w każdym sklepie. Ludzie kupują je, bo wiedzą, że są hodowle krów, gdzie te są również zabijane na mięso i skóry. Nikt nie zwraca uwagi na karton, nie przejmuje się losem tej krowy. Ty też tak robisz, ale mleko wyciągasz z lodówki w butelce. Też wiesz, że gdzieś tam jest mleczarnia zajęta pobieraniem mleka z krów i dostarczaniem go w butelkach na zamówienie. I normalny człowiek poczuje pewną różnicę w smaku, ale nie będzie pewny czemu. Jak mu wyjaśnisz, zwymiotuje, będzie wyglądał na zaskoczonego lub nie uwierzy, że to możliwe by coś takiego się działo. Tak jest z tym wszystkim. Dla human puppy to norma, dla mnie to brzmiało jak „niemożliwe, by nikt o tym nie wiedział”. – wzdycha lekko – Nawet Amira w końcu musiała to uznać, po tym co jej zrobiła twoja mama. Było brutalne, ale pozwoliło jej uświadomić sobie, że nie da się zrobić kroku wstecz, już tu jesteśmy. Możemy albo przyjąć jego dobroć i to uczucie, albo ulegać cierpieniu.
    – Cholernie skomplikowane czasy wtedy były. – krzywię się, kręcąc niedopałkiem w popielniczce – Pewnie dlatego ludzie wolą teraz puppy z glizdami.
    – Pewnie tak, ale one nie czują prawdziwie. Dam Ci na chwilę Oszkę, bo ciągle chodzi naburmuszona i za tobą strasznie tęskni. Powiedz jej coś miłego, dobrze? – następuje chwila ciszy – Taly? – głos Oszki nigdy nie był tak smutny – Mama kupiła mi nową sukienkę, wiesz? Miękką i lekką. Mówi, że jak będę jadła wszystkie, bleeeeee, warzywka z talerza i myła ząbki, to pojedziemy do Ciebie i będę mogła ją ubrać. Majka czasem nas odwiedza ze swoją dziewczyną. Jest gruba i ma dużo obrazków na ciele, tak jak mama swojego kotka na plecach. Pani Zuzia mówi na nią „kolorowanka Mai”, ale ja ją lubię, bo przytula mnie do swoich cycków i mówi na mnie „ładne oczka”. Mama i pani Zuzia śpią razem, a ja mam tutaj swój kojec, więc śpię tylko z Tapem. Wymyśliłam, że jak już przyjedziemy, to schowam się pod łóżko z nim i nie znajdą nas, więc pojadą same, a ja zostanę z tobą, będziemy znów spały razem i się przytulały.
    – Oj Pierożku, ja też za tobą tęsknie. – trudno mi ukryć dziwne wzruszenie – Ale w domku mam teraz problem, wiesz? Musisz nieco pobyć z mamą. Przyjadę do was niedługo sama, ale upiekę Ci twoje ulubione brzoskwiniowe babeczki jak znajdę przepis taty. Bądź grzeczna, dobrze? Warzywka nie są blee, są zdrowe. Jak Pierożek nie będzie jadł, to zachoruje i wtedy ciocia Zuzia będzie musiała się nim ciągle zajmować, bo ona jest pani doktor.
    – No dobrze. – rozlega się jeszcze smutniej – Ale przyjedziesz z babeczkami zobaczyć „kolorowankę”?
    – Mhm. Ucałuj mamusie, Tapa i ciocię od mnie. Pa pa!
    – Paaaa Taly. – rozłączam się
    Wciąż ubraną w kaftan i nieco zaspaną po zastrzyku usadziłam z odrobiną trudu na kanapie w salonie. Od razu przewaliła się na bok, nadal leżąc. Świetnie, mamo. Dziękuje. Na pewno mi to pomoże w radzeniu sobie z stratą. A to co powiedziała Sara pomogło jeszcze bardziej. „Dziwne uczucie” jasne. Przeczesuje jej włosy, zgarniając je z twarzy. Wyciągam knebel i przygotowuje butelkę z świeżym mlekiem. Odchylam jedną z powiek. Ma ładne, piwne oczy. Puszczona, od razu się zamyka. Ciekawe, kiedy to przestanie działać. I co powinnam z tobą zrobić. Trzy miesiące albo Chiny. Ha. Może jakieś imię Ci znajdę chociaż w tym czasie, bo…
    Porusza się w śpiku jęcząc. Otwiera oczy i patrzy na mnie. Od razu sztywnieje ze strachu. Pokazuje jej butelkę z mlekiem i podsuwam rękę pod głowę. Patrząc na mnie wzrokiem pełnym niepokoju przyjmuje smoczek do ust i miarowo rusza wargami. Chyba jest głodna.
    – Boisz się, co? – pytam starając uśmiechnąć w miarę łagodnie – Są dwa sposoby na uniknięcie kar. Nie robić tego co zakazane i nie nadużywać tego, co dozwolone. Rozumiesz? – patrzy na mnie wielkimi oczami – Ułatwię Ci to. Widziałaś psy mojej mamy. Myślisz „czemu ktoś trzyma facetów w ten sposób”, ale podkreślam, to psy. Mogą wyglądać jak ludzie, zachowywać się podobnie, ale nimi nie są i w żaden sposób nie będą. Dlaczego? Tym sobie nie zaprzątaj swojej ślicznej główki. Ty też jesteś teraz jak zwierzak domowy. Kotka, suczka, kawia domowa co tam zechcesz. Wymyślę Ci jakieś imię i na nie będziesz reagowała. To twoje pierwsze zadanie. Łatwe prawda? – obcieram kropelkę mleka cieknącą po wardze kciukiem – Po drugie milczenie. Nigdy, przenigdy nie chce usłyszeć jak mówisz do mnie. Jeśli zrobisz to raz, wrócimy do knebla. Jeśli knebel będzie musiał być używany zbyt często, są fajne zabiegi, które Ci ułatwią nauczenie się siedzenia cicho. Usunięcie języka, przecięcie strun głosowych… – znów jej oczy łzawią nieco – Ale jeśli ograniczysz swoją buzię do jedzenia, pieszczot przy zabawie i wydawania odgłosów jak jakieś miauczenie, piszczenie i mruczenie, będzie dobrze. Ostatnie, ale chyba najważniejsze to posłuszeństwo. Bezwzględnie musisz słuchać co Ci karze. Nie słuchasz, ja się gniewam, ty cierpisz. I nie chodzi o odrobinkę bólu, która czasem może się pojawić, ale wielkie cierpienie. Takie jakie mają tamci. Nie wiem co Ci pokazała mama, ale więc, że jak się dowiem, to odtworzę to z twoim ciałem w pełni. – odstawiam opróżnioną butelkę na stolik – Aisza. Tak masz od teraz na imię. To ironiczne, bo oznacza żyjąca. Jak przestaniesz być Aiszą, sama się skarzesz na śmierć. – wciąż ma oczy wielkie jak spodki, więc głaszcze ją po głowie, machając końskim ogonem – Spokojnie, słodziutka. Z czasem pewnie będzie łatwiej. Zdejmiemy ten śmieszny kubraczek, pójdziemy do łazienki i poszukamy Ci coś do ubrania. – unoszę palec jak rodzic, który poucza dziecko – Jeśli spróbujesz mnie uderzyć, oddam dwa razy mocniej, chociaż nie chce mi się patrzeć na siniaki. – sadzam ją z powrotem, odruchowo wsuwa łydki pod pośladki przy tym – Jak na razie jest dobrze, prawda? Możesz kiwnąć głową.
    Ostrożnie, wciąż z obawą kiwa głową. Pierwszy pasek jest najbezpieczniejszy. Znajduje się między nogami, osłaniając jej krocze. Wyciągnięty odsłania pokryty ostrą szczeciną wzgórek i kwiatek jej kobiecości. Różowy, lekko przerosły. Pozwalam jej zsunąć uda, by się przysłonić. Potem ten pod szyją. Cały czas patrzy na mnie swoimi dużymi oczami, gdy manewruje przy klamrach. Odchylam ją opierając sobie o kolano. Rozpinam wiązanie na plecach, uwalniając długie rękawy. Ręce luźno wiszą koło boków, gdy wraca do prostego. Uśmiecham się i głaszcze ją jeszcze raz w nagrodę. Dwie ostatnie klamry, które rozwierają szorstki materiał niczym opakowanie prezentu. Ma niemal takie same cycki jak ja, ale w pępku błyszczy kolczyk. Co za przeoczenie. Zsuwam go z jej ramion, zrzucając na podłogę. Opuszcza twarz, nadal milcząc.
    – Ładna jesteś, wiesz? – przesuwam palcami po linii lewego boku – I póki co posłuszna. To dobrze – unoszę jej podbródek, by popatrzeć w jej oczy – Aisza. Moja śliczna kotka. – znów się uśmiecham i puszczam jej twarz – Chodź, pójdziemy do łazienki. Mój tata pewnie by Cię wziął na ramiona, ale jeszcze nie mam na to tyle siły. Kto wie, może kiedyś?
    Pozwalam jej zejść z kanapy i prowadzę ją obok siebie, trzymając za ramię. Robi małe kroczki, patrząc pod nogi. Otwieram drzwi do dolnej łazienki i sadzam ją na kibelku. Od razu kuli się osłaniając ciało, jakby w wstydzie. Odkręcam wodę w wannie. Po chwili nieśmiało się rozgląda, więc podaje jej papier. Kiwa główką.
    – Jak skończysz, usiądź w wodzie. Obejrzę Cię dokładnie i wyszoruje. – odpowiada znów kiwnięciem głową a ja otwieram szafkę z masą butelek, biorąc jedną z niepodpisanych flamastrem – Mój tata też miał swoją kotkę. Nazywa się Sara, Tak po części chciałabym, żebyś była do niej podobna. Ładna, zawsze zadbana i wierna. Jak taki prawdziwy, rasowy kot. – dobieram drugi, płaski pojemnik, zaglądając na zawartość – Dobierzemy Ci potem jakoś lepiej wszystko, na teraz musi nam wystarczyć uniwersalne.
    Odwracam się by zobaczyć jak stoi przy drzwiach trzymając ręce na klamce. Patrzy na mnie z paniką w oczach i po chwili, szarpiąc drzwiami i zatrzaskując je za sobą ucieka. Zmyliła mnie. Cholera. Podnoszę się spokojnie z podłogi i otwieram szufladę, gdzie tata trzymał różne środki. Wybieram niewielką, wąską strzykawkę automatyczną z środkiem uspokajającym. Ile może ważyć? Pięćdziesiąt kilo? Jedna wystarczy. Wychodzę na korytarz i idę w stronę drzwi. Szarpie za nie, płacząc i panikując. Cholera, jestem za niska i za chuda. Staje za nią i wbijam igłę prosto w pośladek, nim zdąży się zacząć bronić. Płasko opada na podłogę, ciągnąc dłoniami po drzwiach nieprzytomna. A miało być tak pięknie.
    – Źle zaczęłyśmy. – mówię, gdy leży na brzuchu na stole, znów w kaftanie wiercąc się – Zapomniałam Ci powiedzieć, że nie masz wyboru. I zobacz, jakie są skutki? A wiesz co jest gorsze, ale w sumie tylko dla Ciebie? Że teraz będę musiała Cię ukarać. Smutne, prawda? Na pocieszenie Ci powiem, że przygotowałam sobie kilka płyt do odsłuchania by Cię zagłuszyć, chociaż knebel pewnie skutecznie zredukuje większość dźwięku. Będziesz więc sobie leżała i cierpiała, a ja zrelaksuje w wannie bo szkoda mi ciepłej wody. Będziesz miała długi czas na przemyślenie „czy powinnam słuchać Pani Tality i dlaczego odpowiedź brzmi tak”.
    Wyciągam z szafki butelkę z gęstą zawartością koloru głębokiej czerwieni. Tata zawsze jak robił coś ostrego, dodawał jego kilka kropelek do smaku, ale i tak nikt prócz mnie i jego nie był w stanie tego zjeść. Dwieście dwadzieścia dziewięć shu. Nie jest to może szczyt skali, ale raz przez przypadek podrapałam się po sutce po krojeniu habanero, na którym sos bazuje i… Przyjemne to nie było. Ale to ma być przecież kara? Uśmiecham się do niej wciąż, stawiając butelkę na stole.
    – Wiesz, że cayenne potrafi nie palić tylko w buzi? Zaraz się o tym przekonasz zresztą. – napełniam dwie pięciu mililitrowe strzykawki sosem, gdy patrzy – Dobrze, że masz tam dwa otworki jako kotka, a nie jeden jako piesek. Dzięki temu kara będzie dwa razy większa. – przesuwam pasek do góry, gdy wciąż się rzuca i próbuje krzyczeć – Oj spokojnie, Aiszko, spokojnie. Mogłaś mieć teraz masowane plecki kremem, potem byśmy Ci wybrali ubranko i zjadły kanapki. – wsuwam strzykawkę do środka mięsistych warg sromowych, tak by zniknęła do połowy – Widać, nadal jestem zbyt głupia. – rozchylam pośladki patrząc na różowiutki otwór dupki i wkładam tam drugą strzykawkę, również do połowy – Ale bardzo nie lubię, jak nie słucha się co mówię. – wciskam oba tłoczki naraz i w jednej chwili nieruchomieje, a po chwili rzuca się jak ryba wyjęta z wody i wydając takie odgłosy, że nawet knebel ledwo pomaga, gdy wyciągam już puste – Pamiętaj. Twoja pani nie lubi, jak ją się denerwuje, ale za to bardzo lubi karać.
    Wychodzę. W łazience rozbieram się i zanurzam w wodzie, włączając na odtwarzaczu starą płytę, jeden z pierwszych albumów Lany Del Rey. Zabawnie ją słyszeć, śpiewającą Born to Die, gdy rozumiesz tekst. Odpalam papierosa i układam sobie ręcznik na oczach. Pierwszy raz od śmierci taty czuje się tak jakoś lekko.
    Płyta kończy się Burning Desire. Ciekawe, jak się czuje moja biedna Aiszka. Może już zemdlała z bólu? To by było przykre. Wysuwam się z wanny ociekając wciąż wodą. Rozczesuje i susze włosy. Otulam się szlafrokiem. Spoglądam jeszcze w swoje odbicie. Mama ma rację. Nie ma tam już dawnej Tality. Jestem teraz kimś innym. Wreszcie idę do kuchni. Wciąż leży na stole, ale nieruchomo. Nawet kiedy ją mijam, otwierając lodówkę i wyciągając mleko. Przysuwam sobie krzesło i siadam, by widzieć jej twarz. Ma czerwone od płaczu oczy, cały stół jest mokry od śliny i łez. Patrzy na mnie z przerażeniem, które towarzyszyło jej w izolatce, gdy patrzała na mamę. Tak samo patrzał na mnie rano Rufo.
    – Źle? – pije odrobinę prosto z butelki – Mleko świetnie łagodzi ból. – pokazuje jej ją przed nosem – Wystarczyło grzecznie wejść do wanny jak mówiłam zamiast walczyć z zamkniętymi drzwiami. – wstaje i pierw wlewam między rozchylone pośladki do środka, potem przelewam po lekko rozszerzonej palcami cipce – Wybieraj cierpienie, a będzie Ci dane. Bądź grzeczna, a będziesz pieszczochem. Łatwe, prawda? – odstawiam butelkę, z powrotem siadając na swoim miejscu – Nie wiem jak ty, ale jestem głodna. Zjemy coś i pójdziesz spać. Mogę Ci dać coś na sen, jeśli trzeba. W kaftanie zostaniesz kilka dni za karę, by Cię nie kusiło więcej. Knebel, póki co też zostanie na miejscu, będę go tylko zdejmowała do posiłków. – głaszcze ją po buzi, drapiąc po podbródku i za uchem – Będzie nam dobrze, prawda?
    Nie reaguje, chyba, że cieknącymi po bokach twarzy łzami. Tata miał swój wieczorny rytuał robienia kanapek. Zawsze przygotowywał dwie z dżemem i masłem orzechowym, odcinał skórki i dzielił pierwszą na cztery mniejsze. Szedł wtedy do pokoju, wszystkie cztery rozsuwałyśmy swoje dupska na kanapie, siadał między nami. „Kawałek dla kotka, kawałek dla większego Zajączka, kawałeczek dla mniejszego Zajączka, kawalątek dla kociątka i cała dla dużego.” rozdawał, a któraś próbowała mu podkraść drugą kanapkę z talerza. Sama robię też dwie, ale dziele je na trójkąty. Stawiam talerz na kolanach i zdejmuje jej knebel. Wargi jej się drżą z cieknącą śliną. Wsuwam kawałek kanapki między nie, by mogła ugryźć. Sama biorę drugą do ust, odgryzając kawałek. Reszta wieczoru przebiega bez zakłóceń.
    Aisza siedzi na kanapie w swojej ulubionej pozycji. To znaczy, z pośladkami na łydkach. Chociaż w ustach wciąż tkwi knebel, to kaftan zastąpiła już miękka biała koszulka z krótkim rękawem z wizerunkiem jednorożca, oraz czarne spodenki, imienna obróżka i skórzane kajdanki łączone dość ciasnym oczkiem. Ciężko stwierdzić, czy jej wzrok jest bardziej zaciekawiony czy przestraszony, niemniej co jakiś czas jej wzrok wędruje w stronę siedzącej na fotelu Sary, to na przyklejoną do mnie Oszke, która rzeczywiście ma nową sukienkę i opiera swoje łapki na morelowym pluszowym kucyku z nadwagą.
    – Oszka wierciła mi dziurę w brzuchu, by Cię zobaczyć. – mówi Sara uśmiechając się przyjaźnie to do mnie, to do Aiszy – Zuzia pożyczyła nam samochód, bo miała zamiar dzisiaj nie ruszać się z łóżka.
    – W sumie i tak nie miałam żadnych planów. – odpowiadam jej z uśmiechem, głaszcząc po plecach blondynkę, która wyciera we mnie swój czerep – Głównie siedzę z Aiszą i próbuje rozgryźć pismo taty. Znalazłam kilkanaście notatników. Wzory, liczby i inne rzeczy. Nigdy nie rozumiem jego technofobii. Nawet komórki nie miał, tylko pager. O i samochód. – spoglądam na Aiszę, po czym po angielsku jej mówię – To jest Sara. Była kotem, jak ty teraz. A to jej córka, Oszka. – wskazuje głowę wysuwającą się przy moich żebrach – Widzisz, jakie są grzeczne i zadowolone? A kto mnie wczoraj ugryzł jak karmiłam mlekiem? – podnoszę dłoń z plastrem na palcu – Mam kombinerki, więc mogę Ci te zębiska wyrwać i Oszka będzie Ci przeżuwać i karmić wszystkim innym niż mleko. – drapie Oszkę po głowie, która chichocze
    – Dziwnie teraz wyglądasz, Taly. – kładzie się bokiem na moich kolanach – Ale i tak Cię lubię. – szczerzy ząbki, po czym unosi kucyka i podaje do Aiszy – Ona zostanie z nami? Będziemy spały w trójkę. Będziemy przytulały we dwie Tapa, by nie chrapał, a ty nas.
    – O nie, skarbie. – mówi szybko Sara do niej – Wracasz ze mną do Zuzi. – młoda otwiera buzię by zacząć strajk – Bo powiem Taly co powiedziałaś o Mauren. – Oszka chowa głowę w mój brzuch, czerwieniąc się po czubki uszu
    – Co powiedziałeś Pierożku? – łaskocze ją po dupce – Mam być zazdrosna?
    – Mlmfm.. – rozlega się, gdy wciera głowę w bluzkę – Mlfffm.
    – Teraz to się wstydzi. – chichocze Sara – Mam powiedzieć?
    – Nie. – wyciąga głowę i odwraca twarzą do swojej matki – Powiedziałam, że ma ładne obrazki i też bym takie chciała, bo mama ma kotka na plecach, więc ja bym chciała kucyka jako niespodziankę dla Taly.
    Ja i Sara zaczynamy się śmiać. Aisza, biedactwo, nie rozumiejąc przygląda się nam jakbyśmy omawiały plan jej tortur. Wyciągam rękę i głaszcze ją po tych końskich ogonach, w których zawsze wygląda ślicznie. Unosi ręce w proszącym geście i porusza nosem.
    – Siku? – wciąż rozbawiona pytam po angielsku, a ona kiwa głową – Oszka z tobą pójdzie. Zdejmiesz jej majtki i usiądzie, dobrze Pierożek? Potem możecie się pobawić u góry, tylko grzecznie. Aisza jeszcze nie jest przyzwyczajona do czułości. – mała kiwa główką i wstaje, zostawiając kucyka na kanapie, chwytając Aisze poniżej łokcia – Idź, idź podgryzacz.
    Kiedy znikają w wnętrzu korytarza, wyciągam i odpalam papierosa. Sara opiera twarz na dłoni, przyglądając mi się.
    – Aisza ciągle nie chce słuchać. – mówię wreszcie – A mi się nieco udziela w głowie mała mama, która mruczy o tym, że albo ją nauczę posłuszeństwa albo wyląduje w Chinach, jednocześnie nie chce jej zrobić krzywdy.
    – Zawsze miała dar przekonywania, że warto słuchać. – chichocze Sara – Ale jak już się jej słuchało, to stawała się mniej groźna, a nawet miła.
    – Chyba, że jesteś jej dzieckiem. – krzywię się gdy odrobina dymu wpada do oka – Wtedy wypomina Ci ile godzin Cię rodziła, za każdym razem jak robisz coś nie tak. Ciekawe, czy Ase też tak cierpi. – znów zaciągam się papierosem i wypuszczam dym – Sypiasz teraz z ciocią?
    – Oh.. Można tak ująć. – uśmiecha się – Mieliśmy układ, że mogę to robić, gdy mieszkaliśmy jeszcze razem z nią i Majką. Później się przeprowadziliśmy, ale teraz uczucie jakby na nowo odżyło. Tylko, że…
    – Brakuje go? – przesiadam się na podłokietnik i otulam ją ramieniem – Jak nam wszystkim, Sara. Wstaje rano, myślę, że na telewizorze już będą włączone kreskówki, Oszka siedzi na Tapie na podłodze, ty leżysz obok niego niczym prawdziwy kot, przytulona. Uniesie głowę, uśmiechnie się i powie „O, zajączek wstał”. Wyciągnie te swoje łapy i mnie złapie, by usadzić sobie na kolanach i drapać nieogoloną twarzą. – spoglądam na kanapę – Tymczasem siadam tam, budzę Aiszę, która zaczyna od nowa płakać, wiercić się i robię byle jakie śniadanie, włączam losowe kanały, sięgam po kolejny notatnik i jakoś dzień leci. – głaszcze ją po plecach, gdy opiera się o moje piersi jak własna córka, chyba instynktownie, tak jak wobec taty – Ciesze się, że przyjechałyście.
    – On chciał dla Ciebie normalnego życia. – mówi cicho – Miał nadzieje, że znajdziesz odpowiedniego chłopaka, skończysz studia i będziesz szczęśliwa jak sobie wymarzysz. Dlatego się cieszył, gdy powiedziałaś o przyjaciółkach…
    – Kłamałam. – zaciągam się papierosem, nie przerywając głaskania – Poszłam się pieprzyć z facetem, który teraz robi za kurwę największej bety w stadzie mamy. Bo nie umiał mi patrzeć w oczy w czasie seksu. Mogłam być przy nim i sprawdzić, że wyłączył pompę by się zabić. – wycieram łzę z policzka – Nigdy nie umiałam dobrze gadać z ludźmi. Myślałam, że to przez to, i chyba tak jest. Cliford też nie jest kimś z zewnątrz tego świata, jego ojciec załatwiał suki dla brytyjskiego rządu. A ja? Dostaje od mamy dziewczynę, gdy nawet nie interesują mnie tak jak Majkę czy Ciebie. Ona miała to normalne życie, a teraz jest w jak to ujęłaś, koszmarze. Nie umiem jak tata sprawić, że nagle się to okaże dobre i takie fajne by była moją niemą przyjaciółką, a na końcu przyjeżdżała do moich dzieci by je pocieszać. Cholera, przecież ludzie je porywali bo mieli ochotę na własnego seks niewolnika, a potem wymyśli, by sprowadzić je do rangi zwierząt, towaru by nie mieć z tego tytułu wyrzutów sumienia.
    Otula mnie rękami, mocniej do mnie przyciskając swoją głowę. To dziwnie przyjemne, powiedzieć to i czuć jej uścisk. Inne od tej lekkości, po karaniu Aiszy. Odmienne od wszystkiego, co wydawało się mi już znane. Jakieś takie specjalne, miłe i pełne poczucie dziwnego szalonego spokoju. To o tym mówiła? To jej dawał tata? A może ona dawała to jemu? Odruchowo całuje ją w czubek głowy, nadal głaszcząc po plecach. Cholera, nawet Oszka z całymi tymi swoimi zabawami i szukaniem pieszczot nigdy nie była taka jak ta chwila. Jakby nagle dowiedzieć się o istnieniu dziury w sercu, bo ktoś zaczął Ci ją wypełniać. Czy o to chodzi? Siedzimy tak chwile, słuchając tylko kroków Oszki, gdy pewnie pokazuje Aiszy swój kojec. Przeniosę ją tam z spaniem, przynajmniej póki nie będzie chciała sama podchodzić do ręki.
    Błogość przerywa dźwięk samochodu na podjeździe. Wstaje z spalonym samoczynnie papierosem, który wrzucam do popielniczki i wyglądam na podwórze.
    – Kawaleria. – mruczę patrząc – Ase. Z mamą. U, wzięła Cliforda nawet. Zobacz, co za dżentelmen i lizus. Pomaga mamie ramieniem. – otwieram okno by dym wywietrzał – Nastawisz wody? W szafce są jeszcze ciastka. Zobaczę co majstrują te dwie u góry.
    – Mhm. – Sara podnosi się z fotela – Oszka raczej jest grzeczna ostatnio, więc o nią bym się nie martwiła. – też spogląda w stronę okna – Czasem wciąż mam ciarki z jej powodu. – chichota – Chociaż ostatnie kilkadziesiąt lat mi odpuściła nieco swoje zabawy, gdy mnie z nią zostawiał. – znika w kuchni.
    W korytarzyku jest dość cicho, podobnie pod uchylonymi drzwiami do sypialni Oszki. Kiedy jednak lekko je pcham, Oszka siedzi na łóżku z skuloną obok Aiszą, trzymającą ręce między nogami. Ma zamknięte oczy, jakby spała. Oszka głaszcze ją od ramienia do biodra, drugą rękę trzymając na swoim udzie. Unosi swoje niebieskie oczy i pokazuje palec na usta. Uśmiecham się do niej i cicho podkradam obok, siadając przy niej. Opiera się od razu o mnie i kładzie moją dłoń na głowie Aiszy, zachęcając do głaskania.
    – Co jej zrobiłaś? – szepcze jej do uszka – Normalnie zasypia tylko jak jej dam specjalne mleko.
    – Zrobiła siusiu, poprawiłam ją i przyprowadziłam tutaj. – odpowiada równie cicho – Usiadła na łóżku, a ja wymasowałam jej stópki, potem nogi i na końcu plecy tak jak ty lubisz. – całuje mnie delikatnie w policzek – Potem usiadłam i się tak położyła. Lubi jak się ją drapie nad dupką. – pokazuje na wysokości nerek i przesuwa tam palcami, a Aisza porusza twarzą przez sen mrucząc przez knebel – Musisz to robić delikatnie, wtedy się nie budzi. – czule drapie ją po karku, a ona znów mruczy – Widzisz?
    – W jedno popołudnie rozwiązałaś coś, co ja nie umiem od tygodni. – odpowiadam jej, całując w uszko – To ty powinnaś być jej opiekunką, nie ja.
    – Oj po prostu patrzałam co robi Pan mamie. – odpowiada z uśmiechem – Pani Zuzia robi jej to co ja tobie, ale powiedziałaś, że jeszcze nie można i….
    Prycham zbyt głośno, a Aisza otwiera oczy, patrzy na mnie i znów wydaje się przestraszona, opuszczając go na siebie. Drapie ją po podbródku.
    – Podoba Ci się Oszka? – pytam ją po angielsku – To straszna gwałciciela. Dziwne, że nie trzyma teraz łapki w twoich majtkach. – unosi wzrok z powrotem na mnie, patrząc żałośnie – Przyjechała ta pani, która mi Cię dała. Przywitasz się z nią ładnie, co? I jak grzecznie bez jęczenia, krzyczenia i płakania zjesz obiadek to pomyślimy o tym, czy możesz chodzić już bez knebla. – nie przerywam pieszczoty – Jutro dostarczą twój ogon. Będziesz musiała się z nim szybko oswoić, bo jeśli będziesz go wyciągać to Pani będzie zła. A co robi zła Pani Talita?
    – Mfffm… – rozlega się w odpowiedzi z jej ust, ale Oszka pochyla się i całuje ją w czółko, przeciągając dłonią po brzuchu, na co wydaje się nieco bardziej zadowolona
    – Posiedź z nią jeszcze chwilkę, ale potem przyprowadź, dobrze? Moja mama pewnie będzie chciała ją zobaczyć. – drapie tym razem Oszkę po boczku wkładając rękę za jej plecami – Kto wie, może tu jej urządzimy pokoik, skoro i tak mieszkasz ze mną Pierożku? – chichocze w odpowiedzi i nadal głaszcze Aiszę jakby ona była małą dziewczynką, a Aisza prawdziwym kociakiem.
    Schodzę z powrotem na dół, gdzie jest przeciwnie, dość głośno. Ase siedzi na kolanach średniego wzrostu hindusa z zadbanym, krótkim zarostem. Mama siedzi obok, trzymając kubek kawy i prowadząc dość jednostronną rozmowę do Sary, która kiwa tylko głową. Nabyte odruchy są okrutne, ale cóż.
    – Cześć mamo. – wieszam jej się na szyi od tyłu i całuje w policzek – Cześć siostra, hi Cliford. – ściskam dłoń ostatniego – Zostaniecie na obiad? Planowałam jechać po chińszczyznę, skoro mama chce mnie wysłać do jakiegoś wujka Tonga czy innego Kima.
    – Śmierdząca Smoczyca mnie tuli. – prostuje się – I mój brat nazywa się Lung. Ożenił się modo i ma trzech synów. – odwraca głowę do mnie – Nadal nie nauczyłaś się gotować?
    – Pracuje nad tym. – krzywo się uśmiecham prezentując szczęki – Od kiedy mama dała mi kota, więc muszę go dokarmiać by nie zdechł, a nie lubi żarcia z puszki. – spoglądam na Ase – A jak wasz Luke? Lubi jedzonko z puszki czy trzeba mu polewać specjalnym sosem?
    – Cliford robi świetne cury. – odpowiada pokazując język – Zresztą zwykle jadamy na mieście i bierzemy resztki dla niego.
    – Ja coś przygotuje, Smoczyco. – mruczy mama – Może coś się nauczysz przydatnego. – kręci głową odstawiając kubek – Żeby nawet kot umiał sobie radzić z garnkami, a taki smok nie. A właśnie, gdzie twój kotek?
    – Bawi się. Grzecznie. Ładnie. – znów prezentuje jej kły – Jeszcze brakuje mi sześćdziesiąt centymetrów wzrostu i około sześćdziesiąt kilogramów by móc ją nosić na rękach.
    – Trochę więcej. – koryguje Sara, zasłaniając usta dłonią – Zuzia i ja raz go mierzyłyśmy, ale regularnie go ważyła. Miał dwa metry dwadzieścia cztery centymetry wzrostu i jak zaczynał insulinoterapie miał sto sześćdziesiąt dwa kilo. Potem zjechał do stu dwudziestu.
    – Gdyby nie usunął tego guza, pewnie rósłby dalej. – mówi mama jeszcze, wzdychając – Był szczęśliwy, że jesteście normalne. Jego dwa małe Zajączki, co podskakują tacie obok kolan. – znów sięga po kawę, patrząc smętnie w kubek – Pamiętam, jak raz zasnął na fotelu, wy malutkie w zgięciu ramion i Sara na wyciągniętych kolanach zwinięta w kłębek. Jak otworzył oczy i tak na was popatrzał to stwierdził, że mogłam mu usiąść na brzuchu do kompletu. – przekręca kubek w dłoni – Nie kłamał. Był mój na zawsze. – opróżnia większość kubka naraz – Chodź, zobaczymy czy masz coś w lodówce. Sara i Ase nam pomogą co? Zrobimy sobie mały rodzinny obiad.
    – Ja… – Ase odwraca twarz na Cliforda, ale ten kiwa głową i całuje ją w usta – No dobrze. Ale wiesz, że nie lubię gotować i…
    – Ho! – mruczy mama – Znalazła się kolejna nie lubiąca garów. – przekręca wzrok w stronę fotela – Sara, co ja rodziłam drąc się kilka godzin? Twoje jest ładne i urocze, a ja mam dwie paskudy marudne, co nawet nie lubią tego co rodzice. Może je Zuzia mi podmieniła?
    Sara chichocze cicho, podnosząc z fotela, gdy mama wstaje z kanapy. Instynktownie jednak słysząc silnik podchodzę do okna. Może to Majka z ciocią jednak postanowiły wpaść? Nie, za głośne jak na jej auto. Czarny motocykl wygląda na dość ciężki. Kto to? Większa jest szansa, że kosmici wylądują i poproszą o narzędzia do naprawy statku, niż trafi tu postronna osoba. A z powodu obranego przez tatę stylu życia, gdzie większość jego znajomych z branży spotyka się z nim na wystawach, a nie tutaj. Rozgląda się nie zdejmując kasku.
    – Kto tam? – pyta Ase stając obok – Jakiś twój znajomy? – postać zaczyna iść w stronę wejścia rosnąc – Wątpię, by ktoś obcy. – idzie wolno, dochodząc do drzwi wejściowych – Gdzie strzelba taty? Jak to włamywacz to sobie poradzimy. Cliford ma swój pistolet.
    – Nie wiem. – odpowiadam wreszcie – Idź do góry i powiedz Oszce, by posiedziała jeszcze z Aiszą w kojcu. Tak na wszelki wypadek. – dopowiadam
    Idę do drzwi, czekając na dzwonek, kątem oka widząc Cliforda z glockiem w lewej ręce, skrytego przy wejściu do sypialni i Ase wchodzącą po schodach. Poprawiam jeszcze raz bluzkę pod kurtką taty i ułożenie dżinsów na dupie. Czekam. Strzeli dopiero jak wyda się podejrzane. Otwieram, starając się wyglądać w miarę spokojnie.
    Pod pachą ma czarny kask motocyklowy, a skórzana kurtka opinająca szerokie barki i grube ramiona jest rozpięta odsłaniając oliwkową koszulę na umieśnionym ciele. Muszę podnieść głowę by zobaczyć jego twarz. Ma pewnie z metr dziewięćdziesiąt. Brązowa skóra jest pokryta czarnym, rzadkim zarostem, a głowa jeszcze krótszą, ale gęstą czarną szczeciną. Pewnie jest w wieku Majki albo coś. Regularne, ostre rysy i idealnie kwadratowa szczęka nadaje mu wyraz dostojnego mężczyzny. Duże, orzechowe oczy wydają się wypełnione spokojem.
    – Dzień dobry. – mówi po angielsku z wyraźnie amerykańskim akcentem – Przypuszczam, że dobrze trafiłem? – wolno, po każdym zdaniu stawia długą pauzę – Nazywam się Salomon Juniper. Szukam swojego ojca. Miał nazywać się Dawid Czarnodębski…

    Cdn. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Wyraź się w komentarzach, nie wstydź się.

    Inspiracje:
    Aisza – w pierwszej wersji opowiadania (ta zawiera wiele znacznych różnic względem tej) o wizerunek biły się Mila Azul i Jeff Miltoon (obie są Ukrainkami) i skłonny byłem uznać tą drugą, pierwszą zostawiając sobie w zapasie na inny materiał. Potem jednak natrafiłem na “Anal Beer Bitch” z Gia Paige. Opalona brązowo, z końskimi ogonami jak mała dziewczynka, siedząca niczym ta Aiszka w kaftanie bezpieczeństwa z takim niepewnym, przestraszonym wzrokiem. I wiedziałem “to musi być ona”. Fragmenty filmu zwłaszcza z tym początkiem znajdziecie w internecie. W każdym razie panie od naszego południowo-wschodniego sąsiada z pewnością się jeszcze pojawią.

    W serii ukazały się:

    Cykl Kota: (zakończony)

    Wspomnienia kota [czyli nieoficjalny Vol 1, kiedy nie wiedziałem, że będę pisał dalej]
    Kocie Wspomnienia Vol 2: Ja i inne zwierzaki
    Kocie Wspomnienia Vol 3: Zwierzęcia i Ludzie – opowiadanie z powodu długości jest jako część I/II i II/II
    Kocie Wspomnienia, vol 4: W ludzkiej skórze

    Cykl Właścicielki:

    Właścicielka, vol 1 Zmiany

    Właścicielka, vol 2: Pupilki

     

    ^_^

    Jak łatwo zapomnieć, czemu to opowiadanie wchodzi w pornografię, gdy pisze się to tak przyjemnie i nagle zapominasz, że tutaj ludzie traktują innych jako swoje zwierzątka domowe do zaspokojania potrzeb (aż trudno mi to czasem wymyślać). 

    Wspomnienia kota [czyli nieoficjalny Vol 1, kiedy nie wiedziałem, że będę pisał dalej]
    Kocie Wspomnienia Vol 2: Ja i inne zwierzaki
    Kocie Wspomnienia Vol 3: Zwierzęcia i Ludzie – opowiadanie z powodu długości jest jako część I/II i II/II
    Kocie Wspomnienia, vol 4: W ludzkiej skórze

  • Nowe umiejetnosci cz.2

     Ala przechodziła się korytarzem. Popołudniowe zajęcia jej grupy właśnie się skończyły. – Matematyka jest okropna. – Chwaliła się w duchu, że ostatnio przysiadła więcej nad jej nauką, bo mogłoby być trochę ciężko. Usłyszała z oddali trzask drzwi. Była na korytarzu sama. Wrzesień był jeszcze na tyle ciepły, że większość osób była na zewnątrz. Nagle zza rogu wyskoczył jakiś chłopak. Kiedy ją zobaczył, przestraszył się i upadł na ziemie. Ala stała jak wmurowana. Był to Ciechowski, uczeń innej klasy z jej i Olka roku. Nie interesowała się nim za bardzo ale zaskoczyło ją jego nagłe wypadnięcie. I mina z jaką na nią patrzył. – Jaaak… too…? – Oniemiały patrzył to na nią to w stronę z której przybiegł. – Co? – Ala zgłupiała totalnie. W tem chłopak się podniósł i uciekł w dół korytarza. Dziewczyna usłyszała jak mruczał do siebie – Niemożliwe…

     

    – Niemożliwe? – Nastolatka od razu poczuła że dziwne zachowanie kolegi pachniało uczniami dodatkowych zajęć magicznych. Nie wielu uczniów o tym wiedziało, i starano się nie ukazywać z swoimi zdolnościami w pobliżu nie wtajemniczonych Mugoli. Ala poszła wzdłuż korytarza, z którego wypadł Ciechowski. W końcu zobaczyła uchylone drzwi z męskiej toalety. Weszła do środka. Skrzywiła się z powodu zapachu. Zajrzała do wszystkich kabin, prócz jednej, która była zamknięta. Ktoś tam siedział i próbował wstrzymywać oddech. Głupio było pytać w męskiej, kto tam siedzi, więc weszła do tej obok. Opuściła klapę i staneła na niej. Przez chwilę czekała, aż w końcu wyjrzała do drugiej. Zobaczyła blondynkę, która patrzyła się na ścianę jej kabiny. Dziwnie znajomą. W pierwszym momencie zdziwiła się czemu jakaś laska zamknęła się w męskiej toalecie. Wtedy ta druga spojrzała na nią. – AAAAAAAAAAA…….. – obydwie naraz zaczęły krzyczeć. Ala spadła z deski na ziemię obijając sobie tyłek i uderzając w nogę. – Co kurwa? – Wstała natychmiast, wypadła z swojej kabiny i zaczeła szarpać drzwi drugiej kabiny. – Otwieraj zboku. Co ty robisz? – Ala czekaj… Wszystko wyjaśnię. – Nic kurwa nie wyjaśniaj. Wiem co chciałeś zrobić. Ty… Otwieraj. – Nie… chwila… – Ala przestała się szarpać z drzwiami. W szale wróciła do swojej kabiny, wdrapała się znowu na kibel i przeskoczyła do kabiny Olka. Ten skulił się w koncie. – Czemu w MNIIE? Coś ty narobił? Co widział Ciechowski???? – Chwyciła go za bluzę, Olek w jej oczach ujrzał demony. – Ja chciałem poćwiczyć… i no… że znam twoje ciało najlepiej z kobiecych to chciałem… – Ala zobaczyła jak jej własna twarz ukazuje rozpacz kolegi. Mogła nawet powiedzieć, że wygląda całkiem słodko. Ale teraz było coś ważniejszego do zrobienia. – Znasz moje najlepiej? Miałeś próbować tylko przy mnie. I chciałeś się zamienić w jakąś laskę z pornola. – Ale twoje mi się bardzo podoba…

     

    Ala zaczęła się uspokajać. Lubił komplementy. Oddychała głęboko. Gdy w końcu jej gniew zelżał, oparła się o ścianę. Nikt na razie chyba nie wszedł do środka. Miała przynajmniej taką nadzieję. A wrzaski dziewczyn w męskiej kabinie na pewno przyciągną czyjąś uwagę.

    – Dobra, o tym pogadamy później. Teraz pytanie, co widział Ciechowski?

    – Wszedł tu, miał słuchawki i nie słyszał że jestem tutaj a ja zapomniałem zamknąć drzwi na zasuwkę. Otworzył je i zobaczył mnie.

    – To nie tłumaczy czemu był tak przestraszony jak mnie zobaczył. Nie jest raczej z tych co na widok laski w kiblu spierniczają gdzie pieprz rośnie.

    – Widział mnie nago. – Ciśnienie znów zaczęło jej się podnosić. – I przez to uciekł?

    – Nie… – To przez co? – Bo widzisz… – Nie widzę… – Coś mi nie wyszło.

     

    Alicja zamknęła pokój dodatkowym kluczem. Mieli, jakieś półtora godziny zanim Agnieszka i Adrianna wrócą z basenu. Mieli szczęście, że przed chwilą wyszły, ale mogło się zdarzyć, że po coś wrócą. – Rozbieraj się, NA-TYCH-MIAST. – Chłopak, a właściwie ONA sama zaczęła z siebie ściągać za dużą koszulkę, spod której wyskoczyły JEJ małe baloniki. – Kurde, czy ja tak serio słodko wyglądam jak jestem podenerwowana? – pomyślała – Kurde, to chyba narcyzm. – Po rozpięciu i poluzowania paska, spodnie same zjechały, pociągając za sobą bokserki. Ala wybałuszyła oczy. W miejscu gdzie powinna być cipka, wisiał penis. Pasek włosków został, jednak pod spodem zamiast jej ślicznej dziurki, był mały penisek. Może nie mikro, ale mniejszy niż normalnie.

    – Widział to?

    – Tak.

     

    Wyobrażała sobie właśnie co się teraz może stać. Ciechowski poleciała na dół, spotkał swoich kumpli i opowiedział że widział ją z penisem. Wzdrygnęła się. – Chyba mam szczęście że mnie spotkał po drodze. Może nie będzie taki pewny tego co zobaczył i nic nikomu nie opowie. – Chyba nie, on nie wie o magii. Stwierdzi że mu się coś przywidziało. – Jeśli coś się mu jednak wymknie, naprawisz to, jasne. – Tak, tak. Wybacz.

     

    Padli oboje na kanapę wzdychając.

    – Kiedy to przejdzie?

    – Myślę że do godziny odzyskam postać.

    – Powinien ci zostać taki mały, za to co zrobiłeś. Ja wolę większe, więc nigdy go nie włożysz w mnie. – Wyniośle odwróciła głowę.

    – Nie, przepraszam. Wróci do zwykłych rozmiarów. – Znów spojrzała na niego srogo. Chłopak w jej ciele skulił się. Nie mogła się na niego gniewać gdy wyglądał tak uroczo.

    – Żartuje – uśmiechnęła się – to nie wielkość a technika jest ważna. Poza tym… – odwróciła się do niego – wygląda słodziutko. Czekaj chwilę. – Kazała mu usiąść podkulając nogi. – Zegnij rękę, ooo tak. – Wyjęła telefon i zrobiła mu zdjęcie. – Zachowam sobie. I tak mam kilka swoich nudesów więc jeden dodatkowy mi nie zaszkodzi. – Z penisem też? – Powiem że fotoszop. Poza tym, na pozostałych mam cipkę. W realu też mam. – Będziesz się do niej masturbować. – Może… Ale to chyba będzie straszne samolubstwo. – Roześmiali się.

     

    – Staje ci w takim stanie?

    – Chyba tak. Sprawdź. – Ala kucnęła przy przy jego nodze. Delikatnie ujęła mosznę i prącie. Były takie delikatne w dotyku. Natychmiast powstał. Nie był duży ale Ali bardzo się podobał. Złapała go ustami i ssała go od góry do dołu. Olek jęknął, jej głosikiem. Nie sądziła że będzie ją podniecał własny głos. Spojrzała na jego twarz. Na swoją twarz, okoloną blond włosami. Otwarte usta i zmrużone oczy bardzo ją podniecały. – Ja serio tak wyglądam jak się podniecam?

    – Nie, prawdopodobnie nie. Nie jestem jeszcze tak dobry by całą mimikę i zachowania skopiować. – Spojrzał między swoje nogi – Oto dowód. – rzekł z zażenowaniem. Ala jeszcze raz wyjęła telefon. – Chce zrobić zdjęcia i porównam kiedyś. Zrób ją jeszcze raz. – Chłopak przymrużył oczy i wykrzywił usta. – Nie, spróbuj jeszcze raz. – Po kilku próbach, Ala w końcu postanowiła, że zdejmie skarpetki i nóżkami zaczęła masować małego.

     

    Delikatnie ocierając go między palcami przymierzała się do robienia fotek. Teraz to pomogło i uchwyciła kilka świetnych momentów. – Boże, ależ się sobie podobam. – Samolubna. Ale ty mi się zawsze podobasz. – Ala bardzo ucieszyła się z komplementu – Dziękuję. Powiedz, sex z samą sobą to masturbacja? – Prawda. – Czyli teraz się masturbuję. – Oboje wybuchnęli śmiechem.

     

    Ala oparła się plecami o Olka. Czuła jak opiera się na swoich piersiach. Sciągnęła spodnie i została w samych majtkach i koszulce. Olek położył jedną rękę na koszulce w miejscu jej piersi, drugą masował jej majtki. Pozwoliła się masować i dotykać. Jednocześnie poruszała biodrami by pobudzić małego ptaszka kolegi. Kolegi w jej ciele. Czuła się bardzo dobrze w własnych objęciach. Na szyi poczuła pocałunek, miękki, a potem delikatny jęk jej głosu. Po chwili oboje piskali z podniecenia, tym samym głosem. Jej majtki były już bardzo wilgotne. Podciągnęła koszulkę by wydostać obie piersi. W tym samym czasie, na jej plecach zaczęło się robić lepko. Chwyciła za telefon leżący obok. Szybko przełączyła na przednią kamerkę i zrobiła zdjęcie. Akurat w momencie gdy oboje szczytowali. Po jej plecach przeleciała ciepła i gorąca ciecz. Majtki miała na wymianę.

     

    Leżeli tak dłuższą chwilę. Ciałem chłopaka zaczęły wstrząsać dreszcze. Poczuła jak wraca do swojej postaci. Jak jej piersi, o które opierała się, kurczą się jak baloniki z których ucieka powietrze, ciało pod nią rośnie a mały członek, choć już miękki, lekko grubieje i wydłuża się.

     

    Odwróciła się i zobaczyła już normalną twarz kolegi. Pocałowała go w ustach. – Było super. Ale nie przemieniaj już się w mnie bez mojej zgody. Obiecujesz.

    – Obiecuje.

    – I będziesz to robił przy mnie. Ktoś musi pilnować czy nie narobisz kłopotów.

    – Dobrze, dobrze…

     

    Po dłuższej chwili w końcu wstali i zaczęli się ubierać. Współlokatorki dziewczyny mogły w każdej chwili wejść. Rozmawiali jeszcze, chwilę. W końcu ktoś zaczął dobijać się do pokoju. To była Agnieszka. Mokra, w stroju kąpielowym. Mówiła że musi się przebrać tutaj więc Ala wykopała przyjaciela za drzwi.

     

    Na wieczór gdy kładły się spać, koleżanki chciały bardzo się dowiedzieć co porabiali? Alicja, odburknęła że to tajemnica na co Aga i Ada, rzuciły się na nią by w torturach łaskotek wydobyć z niej prawdę. Ala była jednak twarda. – Kiedyś wam opowiem. Ba, może nawet pokażę. 🙂

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Hentai Power

    Hej, nowe opowiadanie. Mam nadzieję, że sie podoba. Czekam na komentarze i  pomysły co może ich jeszcze spotkać. 😀

  • Lekcja historii

    Daniel tracił cierpliwość. Miał już dość ciągłego upominania niesfornej klasy. Od kilku lekcji najczęściej musiał upominać Izę. Szesnastoletnia dziewczyna ciągle robiła jakieś zamieszanie. Jak nie gadała, to rzuciła jakimś żartem, który rozbawił klasę. Młody nauczyciel sam miał parę razy ochotę wybuchnąć śmiechem ale powstrzymywał się nie chcąc tracić reputacji.

    – Nie zapomnijcie o piątkowym sprawdzianie, szczególnie zwróćcie uwagę na rewolucję francuską – mrugnął porozumiewawczo. Od klasy biologiczno-chemicznej nie wymagał wiele. W końcu nikt z tej klasy nie pisał się na zdawanie matury z tego przedmiotu.

    – Będzie pan wymagał od nas znajomości techniki francuskiej? – rzuciła Iza z aluzją, którą wyłapali tylko niektórzy uczniowie. Koleżanki zachichotały.

    „Prowokuje mnie”. Pomyślał Daniel – Dość tego. Iza, zostaniesz na następnej lekcji posprzątać kantorek z mapami

    – Ale teraz mamy wuef – zaprotestowała. Miał wrażenie, że bez przekonania.

    – Tym lepiej, nie stracisz nic wartościowego.

    Dzwonek wprawił klasę w ruch. Wszyscy zaczęli raptownie pakować swoje rzeczy i tłoczyć się do wyjścia. Po chwili w klasie została tylko Iza. Daniel gestem pokazał jej, żeby szła za nim.

     

                Kantorek był dość ciasny i zagracony. Przylegał do pomieszczenia w którym prowadzono lekcje historii. Pod ścianami ustawione było stojaki na mapy. Daniel poinstruował uczennicę, żeby ułożyła mapy chronologicznie, zgodnie z epokami. Dziewczyna mruknęła z dezaprobatą i zabrała się do pracy. Wzięła pierwszą z brzegu mapę i stojąc na palcach, zawiesiła ją na wbitym w ścianę haku, aby rozwinąć górną część i sprawdzić jej nazwę. W tej pozycji Daniel doskonale mógł podziwiać jej kształty. Jej młode ale niezwykle atrakcyjne ciało. Dżinsy opięte na kształtnym, pełnym tyłeczku, rdzawe, rozpuszczone włosy sięgające do łopatek. Gdy pochyliła się przodem do niego by podnieść kolejną mapę, zobaczył jak odchylający się stanik odsłonił przez chwilę sterczący sutek z kształtnej piersi. Poczuł jak oblewa go fala gorąca.

    – Może otworzyć okno? – jej figlarny głos wyrwał go z transu. Na piegowatej buzi dostrzegł szelmowski uśmiech.

    „Ona wie. Doskonale wie jak na mnie działa”

    – Strasznie dzisiaj gorąco, panie profesorze – mruknęła wibrująco, niedbale wachlując piersi zeszytem.

    – Nie jestem profesorem. Mam tytuł magistra. – przełknął ślinę gdy wypięła się w jego stronę, pod pretekstem podniesienia kolejnej mapy, niecałe pół metra od rosnącego z każdą chwilą wybrzuszenia w jego spodniach. Ręka sama powędrowała na jej pośladek. Przyciągnął ją do siebie, podniosła się zaskoczona.

    – Panie profesorze, co pan… – nie pozwolił jej dokończyć, blokując kolejne słowa pełnym żądzy pocałunkiem. Odwzajemniła, z niemal takim samym głodem.

     

                Wyrwała się z jego objęć i oparła plecami o drzwi, łapiąc powietrze i sięgając za klamkę. Obydwoje stanęli przez chwilę w bezruchu. Uchwycił spojrzenie jej szmaragdowych oczu.

    „Ucieknie i powie wszystkim. Będzie skandal. Zwolnią mnie i odbiorą uprawnienia” – pomyślał z przerażeniem. Iza powoli, nie odrywając wzroku od Daniela, przejechała dłonią po klamce, potem sięgnęła do zamka w którym był klucz i przekręciła go w prawo.

    – Teraz nikt nam nie przeszkodzi w sprzątaniu – w mgnieniu oka znalazła się ponownie w jego ramionach. Jego dłoń powędrowała pod bluzkę, prosto na nagą pierś, gdy wsunął szorstki język do jej pełnych ust. Przygniótł ją swoim ciężarem i położył na stojącej pośrodku ławce. Jęknęła gdy delikatnie ścisnął jej sutek pomiędzy palcami.

    – Och… Zerżnij mnie, panie profesorze – rozpiął guzik od jej dżinsów i rozsunął powoli metalowy suwak. Tą dłonią, którą dotychczas pieścił jej piersi, powoli przesuwał przez mostek, pępek, wsuwając palce pod wilgotne od jej soczków majtki. Przejechał kciukiem po drobnym, kłującym zaroście łonowym i wzdłuż śliskich i gorących płatków warg sromowych. Czuł na swoim karku jej gorący oddech, upajał się jej podniecającymi jękami. Wszedł w nią dwoma palcami. Nastolatka wyprężyła się. Kaskada rudych włosów wyścieliła gładką powierzchnię ławki. Palcami lewej dłoni posuwał rytmicznie jej cipkę, kolistymi ruchami kciuka masując jej nabrzmiały guziczek. Prawą ręką znalazł jej dłonie i docisnął do ławki nad jej głową. Nie było potrzeby jej przytrzymywać, nie wyrywała się, ale jęknęła z zaskoczeniem reagując na ten pokaz dominacji.

    – Nie przestawaj –mruknęła podniecająco. Nie zamierzał. Ustami całował jej szyję, usta i język, dostała gęsiej skórki gdy chwycił zębami jej prawe ucho.

    – Och…. AAAAHHHH – jej ciałem targnął wstrząs. Próbowała szarpnąć rękami, ale bezskutecznie. Docisnął się do niej jeszcze mocniej ciągle rżnąc ją palcami. Przyssał się do jej szyi gdy szczytowała. Całe jej rozgrzane i wilgotne od potu ciało drżało. Nie zdążyła jeszcze po orgazmie w pełni odzyskać kontroli nad swoim ciałem gdy Daniel zwolnił na chwilę uścisk i wyjął palce z jej ociekającej sokami cipki. Szarpnął ją ponownie, odwrócił tyłem do siebie i opuścił jej majtki i spodnie do kostek. Przed oczami miała ścianę z zawieszoną na niej mapą zatytułowaną „Europa napoleońska”. Usłyszała dzwonienie jego klamry od paska. Poczuła przyjemne mrowienie w kroczu na myśl o tym co za chwilę ją czeka. Zamiast jednak poczuć w sobie jego sztywnego fiuta, poczuła jak podnosi się i obchodzi ławkę, podchodząc do niej od przodu. W ręku trzymał skórzany pas.

    – Daj ręce – usłyszała głos, który zdawał się dla niej teraz zupełnie obcy. Nie słyszała tego tonu nigdy wcześniej. Nie mogła nie być mu posłuszna. Wciągnęła gwałtownie powietrze gdy poczuła jak skórzany pas owija jej blade nadgarstki. Zacisnął węzeł i przymocował pas do stelarza pod blatem ławki. Leżała teraz przodem do blatu, opierając się biodrami i przedramionami na krótszych krawędziach ławki. Z ubrań na sobie miała już tylko stanik. Daniel ponownie znalazł się za nią. Poczuła jak podnosi jej nogi i niedbałym ruchem strząsa z jej kostek zwinięte majtki i opuszczone dżinsy. Rozchylił jej nogi i stanął pomiędzy nimi. Przesunął dłońmi wzdłuż jej kostek, podchodził coraz bliżej niej, gładząc łydki, drapiąc miękką skórę z tyłu na zgięciach kolan, błądząc po wewnętrznej stronie ud.

    – Auć! – syknęła gdy szorstka dłoń z impetem klasnęła w jej nagi pośladek

    – Teraz – nachylił się do jej ucha i szepnął powoli – spełnię twoją prośbę. I cię zerżnę.

    Próbowała się odwrócić, ale nie mogła. Nie widziała jego twardego kutasa. Poczuła go dopiero gdy położył go pomiędzy jej pośladkami i przesuwał powoli. Czuła jak palce u jej rąk wygięte pod nienaturalnym kątem zaczynają drętwieć. Dłonie nauczyciela ściskały i ugniatały jej pośladki, odsłaniając raz za razem jej ociekającą wilgocią szparkę i ciasny otwór zaraz nad nią. Podroczył się z nią chwilę naciskając główką penisa to na odbyt, to przesuwając nim wzdłuż jej cipki.

    – Chyba nie zamierzasz… – nie dokończyła. Penis gwałtownie wsunął się w jej szparkę. Jęknęła głośno. Chwycił ją obiema dłońmi za wąską talię i zaczął rytmicznie pieprzyć. Ławka zaklekotała pod ich ciężarem. Daniel rytmicznie i konsekwentnie posuwał swoją rudą uczennicę.  Słychać było tylko charakterystyczne mlaskanie mokrych płatków cipki przyjmujących twardego członka młodego historyka. Mężczyzna rżnął ją tak, jakby zupełnie było mu obojętne czy jego kochanka czerpie przyjemność z tego zbliżenia. Ona tymczasem jęczała z rozkoszy. Nie miała zupełnie kontroli nad sytuacją. I podobało jej się to. Daniel zmienił pozycję. Nie wychodząc z jej wnętrza, wspiął się na nią, płynnym ruchem rozpiął stanik, który odrzucił niedbale na bok. Ścisnął jej dziewczęce piersi i zaczął je uciskać. Poczuła na swojej szyi powolny i płynny ruch szorstkiego języka. Dziewczyna z trudem łapała oddech. Przygniecione ciężarem swojego nauczyciela, penetrowana zdecydowanymi ruchami przez jego fiuta, dyszała głośno. Nie potrafiła stwierdzić jak długo to trwało. Oszołomiona rozkoszą, kompletnie straciła poczucie czasu. W pewnym momencie mężczyzna oparł się silniej na jej talii, podniósł się i wbijając się głęboko w nią, jęknął donośnie. Fala gorącej spermy zalała jej wnętrze. Nigdy wcześniej tego nie czuła, zawsze polecała swoim kochankom nałożenie prezerwatywy. Uczucie było niezwykle przyjemne. Gdy już ją wypełnił, opadł na nią, muskał palcami jej skórę i całował w usta i szyję. Po chwili, Daniel podniósł się i ubrał spodnie. Podszedł powoli do ciągle dyszącej dziewczyny. Lepkie od potu rude włosy zakrywały jej piegowaty policzek i oko. Odgarnął je czułym gestem dłoni. Mruknęła z zadowoleniem. Sięgnął pod spód ławki i rozwiązał pas. Iza westchnęła z ulgą rozprostowując blade dłonie. Poczuła jak krew zaczyna wracać do jej palców. Wstała i trochę niezdarnymi ruchami zaczęła się ubierać. Daniel otworzył okno, usiadł przy nim i zapalił papierosa.

    – To było… niezwykłe.

    – Mhm… – zgodziła się naciągając na siebie bluzkę. Usiadła obok niego, po czym bez pytania sięgnęła po jego zapalonego papierosa. Zaciągnęła się… i zakaszlała. Oddała go, odwracając wzrok od dymu.

    Daniel zaśmiał się łagodnie. Przyjął papierosa i zaciągnął się jeszcze raz. Milczeli przez chwilę.

    – Cóż, chyba nie udało nam się tu posprzątać – zagaiła figlarnie Iza

    – Będę musiał znaleźć kogoś do pomocy w przyszłym tygodniu – uśmiechnął się porozumiewawczo

    – Zgłaszam się na ochotniczkę – zmrużyła oczy kładąc dłoń na jego udzie.

     

    Zadzwonił dzwonek.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Daniel P.
  • Star Wars – Pragnienie Padme

       Dawno temu w odległej galaktyce grupka uciekinierów z Naboo przemierzała piaszczyste wydmy Tatooine w poszukiwaniu cywilizacji. Zostali zmuszeni do wylądowania na tym odludziu ze względu na problemy z hipernapędem. Królowa Amidala, której planeta została przejęta przez Federację Handlową musiała jak najszybciej dostać się do centrum republiki – Coruscant,  a więc statek musiał być jak najszybciej naprawiony.

       Z misją zakupu nowych części do najbliższego miasta wyruszył Mistrz Jedi Qui Gon Jinn, pochodzący z Naboo przedstawiciel gungańskiej rasy Jar Jar Binks oraz astromech R2D2. W ostatniej chwili do drużyny dołaczyła z rozkazu królowej jej służka, która służącą była tylko z pozoru, bo tak naprawdę była nią sama Królowa Padme Amidala.

       Przemierzając dzielnice pustynnego miasta królowa myślała tylko o jednym – O potrzebie zaspokojenia się.  Po długim czasie podróży statkiem nie miała ani jednej okazji by oddać się przyjemności, gdyż statek wypełniony był pasażerami aż po brzegi i znalezienie prywatnego kącika, pozostając jednocześnie incognito graniczyło z cudem. Dodatkowo od czasu ucieczki nie miała pod ręką żadnego z Królewskich Zaspokajaczy, którzy na Naboo byli zawsze pod ręką, szkoleni do jednego zadania – sprawić królowej jak największą przyjemność.

       Przekraczając próg sklepu, który wypatrzył Qui Gon, Padme zaczęła zastanawiać się jak by tu się wyrwać do jakiegokolwiek prywatnego kącika i pozwolić sobie na chwilę ulgi. W dywagacjach przeszkodził jej głos chłopaka, który chwilę temu wszedł do sklepu
     – Jesteś aniołem?
     – Co? – Zapytała młoda Królowa szczerze zakłopotana.
     – Aniołem. Piloci z kosmosu twierdzą, że anioły to najpiękniejsze istoty na świecie.

       Słowa małego Anakina, jak się po chwili przedstawił, zbiły Padme z tropu. Mimowolnie się uśmiechnęła i zarumieniła słysząc takie słowa od tak młodego chłopca. Rozmowa się rozciągnęła, a Królowa chwilowo zapomniała o problemie, z zainteresowaniem wysłuchując o przelatujących tędy pilotach oraz o niewolniczym życiu tutejszych mieszkańców. Z ciekawej dyskusji wyrwał ją głos Qui Gona, któremu nie udało się wytargować ceny za nowy hipernapęd i w pośpiechu opuścił sklep.

       Królowa oddalając się z powrotem w stronę statku ponownie zaczęła myśleć o swoich potrzebach ale także o miłym chłopcu, z którym spędzanie czasu wydawało się niezwykle przyjemne. Po chwili plany powrotu na statek zostały całkowicie przekreślone z powodu nadchodzącej burzy piaskowej, która uniemożliwi im dotarcie do lądowiska, jeśli teraz opuszczą miasto. Właśnie wtedy młody Anakin, który chwilę wcześniej uratował Jar Jara od kłopotów, zaprosił  całą czwórkę do siebie na czas burzy piaskowej. Padme pomysł się niezwykle spodobał, ciesząc się z następnej okazji na rozmowę z młodym chłopcem.

       Po dotarciu do chatki Anakin przedstawił swoją matkę i zaprosił Padme do siebie. Tam podchwalił się swoim najnowszym tworem – własnoręcznie skonstruowanym droidem prokotolarnym z numerem C-3PO. Królowa Amidala była pod głębokim wrażeniem jakim cudem tak młody umysł był zdolny do stworzenia takiego droida.

       Chcica przejmowała nad nią kontrolę coraz mocniej, a Anakin wywoływał na niej niesamowite wrażenie. Choć wydawało jej się to bardzo niepoprawne, w tej chwili bardzo tego chciała. Z dumą w oczach stanęła za nim, obejmując go w pasie i szeptając mu do ucha „Jesteś bardzo zdolny Anakinie… Nie sądzisz, że takie wyczyny zasługują na nagrodę?”

       Cały czas trzymając go za biodra obróciła go w swoją stronę, klękając przed nim. Zdjęła jego luźne, przystosowane do pustynnego klimatu spodnie i chwyciła za penisa. Początkowo wydawał jej się niewielki, lecz po chwili dotykania go urósł do przyzwoitych jak na jego wiek rozmiarów. Trzepała nim patrząc na minę Anakina. Podobało mu się to. Liczył na to od pierwszej chwili gdy zobaczył Padme. Jej także się to podobało. Jej napięcie ulżyło, bedąc całkowicie pochłoniętym przez pożądanie. Sporych już rozmiarów penisa zdecydowała się włożyć do ust językiem drażniąc żołądź. Anakin chwycił ją za głowę, wkładając palce między jej jedwabiście gładkie włosy. Padme ssała go, czasem puszczając by złapać chwilę na oddech. Po jakieimś czasie oddaliła się na moment, by rozsunąć  swoje ubranie, odsłaniając niewielkie ale wyraźne piersi. W tym czasie przyspieszyła ruchy ręki, w której znajdowało się twarde jak kamień przyrodzenie Anakina, by po chwili ujrzeć tego efekty. Penis wystrzelił, pokrywając piersi Padme gorącą spermą.

       Jak na wznak oboje zaczeli rozbierać się do naga. Padme roztarła nasienie na swoich piersiach, a Anakin, powoli się do niej zbliżając, wepchnął ją na stół, na którym chwilę wcześniej leżał 3PO, obecnie gdzieś szlajając z R2. Sam położył się na niej zaczynając całować jej całe ciało poczynając od szyi, schodząc coraz niżej i niżej aż do nagiej już muszelki. Ta była już cała mokra i gotowa na wszelką pomoc. Anakin bez wachania zagłębił sie w niej, dokładnie całując całą jej długość, by dotrzeć do sterczącej łechtaczki, którą zaczął ssać. Padme mimowolnie wiła się z rozskoszy, krzywiąc się i powstrzymując jęki. Anakin przerywając oparł podbródek o jej łono i uśmiechając się powiedział, że bez obaw, tutejsze grube ściany i stalowe drzwi nie przepuszczają praktycznie żadnych dźwięków. Padme uśmiechnęła się i gdy Anakin oprócz ssania łechtaczki, włożył także dwa palce do jej waginy, eksplodowała z rozkoszy, mrucząc na całe pomieszczenie. Po chwili penetracji obrócił i zgiął palcę, zaczynając bawić się puntem G. Padme jęczała coraz głośniej, gdy za moment szarpnęła ciałem, przerywając zajęcie chłopcowi i spojrzała na niego, opierajac się na łokciach.
     – Wejdź we mnie… – Wydyszała, zmęczona o niewyraźnej już twarzy
     – Nie wiem czy powinienem.
     – Wejdź i skończ we mnie… Błagam…

       Anakin bez chwili dłuższego namysłu podciągnął się, i chwilę później jego twarz była na poziomie jej twarzy. Nacelował penisem w jej dziurkę pomagając sobie ręką i zaczął powoli sie ruszać. Jego penis zrobił się twardy już wcześniej, gdy sprawiał jej dobrze, ale teraz, gdy był w jej rozgrzanym i mokrym wnętrzu, jego podniecenie wzrosło kilkukrotnie. Poruszał się coraz szybciej, a pchnięcia były coraz mocniejsze. Padme owinęła go rękami i nogami, a Anakin odpowiedział na to pocałunkiem. Po chwili oderwała się od jego ust, jej pomruki zamieniły się w jęki, a jej wnętrze się skurczyło, doprowadzając Anakina do kolejnego orgazmu. Ścisneli siebie jeszcze mocniej, by chwilę później rozluźnić wszystkie mięśnie. Potem leżeli chwilę nadzy, spoceni i uśmiechnięci, wiedząc że przydałoby się ubrać, bo zbliża się pora obiadu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Auri Ell

    To moje pierwsze opowiadanie. Planuję pisać opowiadania tego pokroju, tzn. erotyczne fanfici ciekawszych uniwersów z filmów i książek. Więc liczę na to, że to opowidanie przyjmie się ciekawie. Jeśli tak, powstanie na pewno więcej.

  • Ostatnia taka impreza – cz. 6.

     Cz. 6

    – Obciągnij, ale porządnie – Adam był już bardzo podniecony. Teresa pochyliła się i delikatnie chwyciła czubek penisa. Stanowczym ruchem wepchnął go w jej usta. Chwycił sukienkę, przerzucił na plecy kobiety i narzucił na jej głowę jak kaptur. Stała w szerokim rozkroku. Poczynał sobie coraz śmielej.

    – Spuszczę się w usta – chłopak poinformował kochankę. Ta oparła się rękoma o brzeg umywalki. Między jej rękoma stał Adam teraz oparty plecami o umywalkę. Potem przez sukienkę ścisnął jej głowę, jednocześnie dłońmi i materiałem szczelnie zatykając uszy kobiety. Zaczął rżnąć Teresę w usta. Mogła tylko ruszać ustami i językiem. Postękiwała głucho, ślina wyciekała z ust na kafle.

    Nagle bezgłośnie uchyliły się drzwi łazienki. Adam spojrzał w tamtym kierunku i kiwnął głową. Po chwili drzwi bezszelestnie zamknęły się.  

    Teresa czuła jak penis wypełnia jej usta. Rosło jej podniecenie i upajała się tymi chwilami mocnego seksu. Nie lubiła przemocy, ale uległa stanowczości swojego ucznia. Nie lubiła i nie uprawiała seksu w takich warunkach, ale tym razem uległa poleceniom młodego kochanka. Dodatkowo podniecała ją taka zależność. Godziła się na stosunek w usta dla niego, ale jej też spodobała się taka forma zaspokojenia. Unikała wytrysku do ust, ale dzisiaj chciała. Nawet połknie, jeżeli Adam zmusi ją do tego. Była bardzo podniecona. Sprawił to wypity alkohol, którym napoił ją kochanek i seks w tak niecodziennym miejscu. Tylko przed sobą przyznawała, że bardzo podniecają ją takie pomysły. Dodawały smaczku ich spotkaniom.

    Drgnęła zaskoczona, kiedy poczuła coś na pośladku. Adam trzymał dłonie na jej głowie, więc… Z przerażeniem poczuła, że ktoś brutalnie wciska penisa do jej pochwy! Gwałtownie wzdrygnęła się, szarpnęła biodrami. Na próżno! Czuła obce dłonie na biodrach! Chciała ugiąć nogi w kolanach i uciec przed napierającym penisem, ale już było za późno! Już w niej był!! Głęboko!! Machała ręką, próbowała podnieść głowę, ale Adam ani drgnął. Nie mogła ruszyć głową. Próbowała więc krzyczeć, ale wetknięty penis uwolnił tylko niezrozumiały bulgot. Ktoś z nią kopulował w szybkim rytmie! Nie!! NIEEE!! NIE chcę! W myślach bezradnie protestowała przeciwko wymuszonemu seksowi. Lekko zwarła szczęki i po chwili rozluźniła. Adam szybko wycofał penisa z jej ust. Zacisnęła dłonie na umywalce. Napięła mięśnie i w momencie, kiedy chciała się odepchnąć, ręce zostały podbite. Ciężarem ciała spadła na brzuch Adama, który ręką przytrzymał jej głowę. Sterczący penis ocierał się o jej szyję i ramię. Z drugiej strony dobił ją członek w pochwie. Adam chwycił penisa, wykonał dwa-trzy szybkie ruchy i wytrysnął w jej otwarte w niemym proteście usta i na twarz. Zaskoczona, dławiła się. Musiała połknąć spermę. Penis gwałtownie wsunął się w jej usta i oparł o policzek. Chłopak z tyłu zdołał chwycić kobietę za jedną rękę i mocno wykręcił.

    – Bądź grzeczna, bo naprawdę może zaboleć – usłyszała kategoryczny szept Adama. Jego twardy członek znowu ocierał się o szyję. Próbowała wyszarpnąć rękę, ale ból tak urósł, że na moment wręcz zapomniała o gwałcie. Silny ból zmusił ją do uległości. Czuła się poniżona i bezradna. Adam, po dłuższej chwili puścił głowę, odpiął zapięcie na szyi, złapał sukienkę i rzucił na parapet. Kobieta stała naga! Co gorsza, stała naga między dwoma ubranymi uczniami! Było jej wstyd, że widzą ją nagą, oceniają i traktują jak swoją zdobycz, jak swoją własność. Teraz, skoro zrozumiała prawdziwe intencje Adama i jego słowa, czuła się skrępowana sytuacją, w jakiej znalazła się. Poniżenie nabrało bardziej upodlającego charakteru.

    – Możesz zlać się do pizdy – Adam poinformował tajemniczego kolegę. Ten bez słowa kiwnął głową. Kobieta stała pochylona i łkała. Chłopak ponownie zaczął ostro jebać nauczycielkę, a wolną ręką pomacał pizdę, potem ciągnął brodawkę piersi. Już nie próbowała protestować, ale nie poddała się. Ugięła nogi, penis wypadł z pochwy. Stopą uzbrojoną w szpilkę jeszcze próbowała uderzyć stojącego za nią chłopaka. Na próżno.

    *

    Pojawił się Krzysiek, zaintrygowany informacjami Michała i z niepokojem przyglądał się zabawom dziewczyn z Damianem. Julka dzisiaj miała drugą parę oczu na plecach. Chyba. Odwróciła się i zobaczyła kolegę. Zmrużyła oczy i wskazała go palcem:

    – A ciebie jeszcze dopadnę, mały fiucie! Pożałujesz! Dłuuugo popamiętasz nasze spotkanie! A teraz wypierdalaj! Wtedy ciebie też nie zapraszałam!!

    Chłopak znał temperament Julki, więc przezornie wycofał się. Niepewnie uśmiechał się, ale wcale nie bagatelizował gróźb koleżanki. Jakoś stracił ochotę na dalszy udział w imprezie.

    – Chłoptasiu – odwróciła się i słodkim tonem odezwała do Damiana – zapamiętaj sobie: też mam znajomych. Również tutaj, w technikum. Tylko spróbuj mnie tknąć albo moje koleżanki… Ty albo twoi koledzy. Niech tylko jedna szyba pęknie w moim mieszkaniu albo ich rodziców. Wtedy twoi rodzice, kurwa, pożałują, że mają willę i samochody. O tobie nawet nie wspominam. Poznasz urok chodzenia o kulach. Wiesz, że dotrzymuję słowa. Kurwa! Zacznij modlić się, żeby nikt nas nie tknął, bo twoja morda za to zapłaci!!

    Sylwia nie odezwała się ani słowem. Nawet na niej wywarły wrażenie ostrzeżenia Julki. Szczególnie emocje, którym dała upust. Julka wściekłym wzrokiem patrzyła na Damiana. Chłopak w zasadzie tylko mrugał, akceptując pomysł dziewczyny.

    – O, już wysłałam! – wtrąciła się uradowana Majka. Swoim głosem wyrwała ich z niepokojącej ciszy. Majka z podniecenia prawie skakała. Julka spojrzała na nią zirytowana. 

    – Majeczko, przerwałaś koleżance – skarciła ją Sylwia, dając symbolicznego klapsa w pupę.

    – Przepraszam, Julcia, ale wysłałam fotki Damiana do kolegi – wyjaśniła. – Poprosiłam, żeby mi przechował i wpuścił do Internetu, gdyby coś nam się stało. Ustaliłam termin kontaktu,…

    – Majeczko, zadziwiasz mnie! – Sylwia była autentycznie dumna z kochanki. Nieco skruszona przedwczesnymi pretensjami, ucałowała ją w policzek.

    – … więc zgodził się i jeszcze napisał, że mu się podobasz – kontynuowała z zaangażowaniem. – Chętnie się spotka z tobą. Ma też kilku kolegów gejów. Również takich, którzy szukają mocno uległego. Wiesz: BDSM i takie tam. No to jak? – Majka podniosła głowę po odczytaniu smsa i pytająco spojrzała na Damiana.

    – Masz ochotę, słodki dziubasku? – z życzliwym uśmiechem Julka nachyliła się nad cierpiącym chłopakiem. Aż kipiało od niej życzliwością.     

    *

    – Ostrzegaliśmy cię! – głośno szepnął chłopak z tyłu. Po chwili Adam kładł kosz na śmieci na środku łazienki. Na leżący kosz spadła jej sukienka. Ręce wykręcili jeszcze mocniej i poczuła ogromny ból! Nie mogła powstrzymać głośnego łkania. Cierpiała z fizycznego bólu, ale była posłuszna.

    – Uklęknij – usłyszała donośny szept. Wykręcane ręce zmusiły ją do klęknięcia i oparcia się brzuchem o kosz. Teraz miała wypięta pupę i nie mogła nic zrobić. Adam pociągnął ją za włosy. Puszczonym przedramieniem oparła się o podłoże. Chłopak z tyłu na zmianę klepał i pocierał jej pochwę, potem poślinił. Po tych zabiegach wszedł i głośno stęknął: 

    – Zaczynam! – oznajmił. Jebał nauczycielkę długo i mocno, a ona tylko biernie czekała. Czasami piersiami dotykała zimnej posadzki i wtedy szybko unosiła się. Wówczas Adam przyciskał jej głowę, a tkwiący w niej chłopak rżnął mocniej.

    – Dobra dupa! Dość ciasna! – usłyszała szeptany komentarz chłopaka, który ją rżnął. Przez ten szept nie była w stanie rozpoznać głosu.

    Chłopak jeszcze zdołał w niej przyspieszyć i wreszcie stęknął głośno. Poczuła spermę rozlewającą się w pochwie. Uwolnił jej rękę i brutalnie wepchną palce do odbytu. 

    – Nie! – głośno zapłakała. Palce leniwie wycofały się z odbytu. Penis wysunął się z pochwy. Adam trzymał ją za włosy i wykręcał rękę.

    – Nie! – krzyknęła, kiedy znowu poczuła palce wpychane do odbytu. Adam puścił włosy i szybko zasłonił jej usta, a chłopak penetrował odbyt. Ruchanie stało się silniejsze, palce weszły znacznie głębiej do odbytu. Drugą dłonią ściskał łechtaczkę, szarpał pierś. Bawił się. Nie był delikatny i cieszył się swoją brutalnością, bo ból wykręconej ręki uniemożliwiał kobiecie jakikolwiek protest. W pewnym momencie przerwał pieszczoty, wyjął palce z odbytu, podniósł się, wykopał kosz spod jej brzucha i butem brutalnie przycisnął jej tułów do posadzki. Gwałtowna fala zimna przeszyła jej ciało. Krzyknęła, szarpnęła się, reagując na zimno płytek i więcej nie ruszyła się. Chłopak zaśmiał się, bijąc ją sukienką po tyłku, po plecach i po udach.

    Podszedł Adam i podał koledze świeczkę z parapetu. Teresa nie wiedziała, o co chodzi, ale… Poczuła piekący ból! Wrzasnęła! Szarpnęła tułowiem. Machała nogami. Płakała…

    Chłopak po kropelce lał wosk na jej pośladki. Raz na jeden, potem na drugi.

    – Krzycz, suko! Krzycz! – głośno szeptał.

    Wyczuwała podniecenie w jego głosie. Przecież miał ją nagą! Ale jemu chodziło o coś więcej. Podobało mu się oglądanie jej cierpienia. Podniecało go zadawanie bólu. I nadal nie potrafiła rozpoznać jego głosu. Przystępowali do kolejnej zabawy.

    – Stary! No, ruszaj! – teraz chłopak zachęcał Adama.

    Adam stanął między jej nogami, chwycił ją za kostki, rozsunął, oparł dłoń na jej plecach i zanim zorientowała się, zaczął wsuwać palce do pochwy.

    – Nieeee!! – zaprotestowała wrzaskiem, na jaki tylko było ją stać. Próbowała szarpać tułowiem. Na próżno. Rosła liczba palców wpychanych do pochwy.

    – Cicho, bo inni zobaczą ciebie nagą! – ostrzegł Adam. Tajemniczy kolega zamierzył się pięścią, żeby solidnym ciosem ukarać nieposłuszną sukę. Adam potrząsnął energicznie głową i ręka kolegi opadła. Wyprostował się i butem docisnął jej ramiona do posadzki. Gwałtownie drgnęła. Piersi przeszyło zimno. Mogła tylko głośniej szlochać.

    – Głupia, chcesz stracić pracę? – chłopak wyszeptał pytanie nieco drżącym głosem, bo Adam ruchał kobietę już czterema palcami! Coraz mocniej, coraz głębiej! Bezradna próbowała jednak odsunąć się na kolanach, ale prowokowała brutalniejszą penetrację. Poddała się po kilku nieudanych próbach. Szlochała. Obaj podnieceni patrzyli na siebie z zadowoleniem. Czerpali perwersyjną, sadystyczną przyjemność ze znęcania się nad uległą i przestraszoną starszą kobietą. Zapomnieli, że to ich nauczycielka. Teraz była tylko niedouczoną suką, którą należało nadal tresować, tresować i cierpliwie uczyć odpowiedniego zachowania. Sporo pracy przed nimi.

    – Jeszcze się nauczy – uspokajająco stwierdził Adam.

    *

    Półnaga Milena z przymkniętymi oczyma podskakiwała na penisie kolegi, z którym wcześniej całowała się. Ten leżał na kocu, którym jeszcze niedawno był przykryty fotel, „madejowe łoże” Damiana. Teraz fotel tkwił pod przeciwległą ścianą zaplecza i dziewczyny trzymały na nim Damiana. Chłopak trzymał Lenę za biodra i pilnował, żeby nie spadła z członka. Kochanka odrzuciła głowę do tyłu, otworzyła usta i unosiła się rytmicznie na członku. Podniecony chłopak trzeźwym spojrzeniem przyglądał się jej ciału i skupił na ładnych, unoszących się w rytmie kopulacji, piersiach, które co jakiś czas chwytał raz jedną, raz drugą dłonią. Czasami mocno łapał za sterczącą brodawkę i z perwersyjnym uśmiechem ciągnął pierś w bok. Lena w zasadzie nie reagowała. Była zbyt podniecona, żeby odczuwać taki ból. W końcu, przez głowę, zdjął z niej spódniczkę. W milczeniu podziwiał jej nagie ciało. Dziewczyna nadal unosiła się na jego członku.

    Gośka właśnie rekompensowała sobie opiekę nad Andżeliką. Stała przy oknie na zapleczu pracowni i dociskała głowę do szyby. Witek, chłopak z technikum trzymał ją za biodra i mocno walił w pochwę. Było słychać uderzenia jego bioder o pośladki dziewczyny. Jego kolega, Mateusz stał obok i masował penisa, niecierpliwie czekając na swoją kolej i przyglądał się Milenie, która spółkowała z jego kolegą. Podszedł bliżej i chwycił Gośkę za pierś.

    – Mmm, miłe uczucie – pomyślała Gosia. Stała z lekko otwartymi ustami, jej pochwę co chwila wypełniał spory penis i doznawane wrażenia uniemożliwiały jej wypowiedzenie nawet słowa. Nie wszystko do niej docierało.

    Podniecony i zniecierpliwiony Mateusz tymczasem podszedł do Gośki. Chwycił ją za ramię i odkleił od szyby. Stała teraz bokiem do okna i próbowała utrzymać równowagę. Jej kochanek wciąż rżnął ją, nie zwracając uwagi na zabiegi kolegi.

    Gośka nie pierwszy raz spółkowała, nie pierwszy raz podczas zabawy, ale dzisiaj było inaczej. Ostatnia impreza w szkole, alkohol, za dużo alkoholu, chyba jednak jakiś drobny smutek, że to koniec szkoły i pewnie koniec wielu znajomości, więc poszła na całość. I czuła się wspaniale! Dopasowała się z kolegą z innej klasy. Już wcześniej patrzyła na niego z zainteresowaniem. Dzisiaj porozmawiali, on w końcu zaproponował seks, był miły, zgodziła się. A teraz przyplątał się jeszcze Mateusz. Też ze sterczącym penisem. Jedną dłonią złapała go za biodro, żeby utrzymać równowagę, drugą złapała jego członek.

    – A co tam, niech ma chłopak trochę przyjemności – pomyślała. Wetknęła penisa w usta i przytrzymała zębami.

    – O ty! Pomasuj go trochę! Pobaw go językiem, bo zaraz trysnę – roześmiał się Mateusz, podniecony inicjatywą koleżanki. Ugiął nogi i nadal macał jej pierś. Teraz pochylił się nieco i macał obie piersi. Penisa wepchnął dziewczynie prawie po nasadę.

    Nie protestowała. Starała się zadowolić kochanka. W końcu, jak szaleć to szaleć! Gdzieś w głębi czuła, że to ostatnia taka zabawa w gronie szkolnych znajomych. Chciała ją dobrze przeżyć i długo wspominać!

    – Chcę jeszcze skorzystać po Witku. W dupcię też można? – Szedł na całość. W końcu to ostatnia taka impreza w szkole.

    – Jasne, spróbuj. Zapraszam! A może z wdzięczności od razu odgryzę ci fiuta? – Gosia przesadnie głośno wypluła penisa i mocno ściskała go. Za mocno. Oooo, zdecydowanie zbyt mocno! Energicznie uniosła głowę, potem penisa i popatrzyła w oczy Mateusza.

    Jego twarz wyrażała walkę z rosnącym bólem. Przegrywał ją! Puścił piersi i uniósł dłonie w obronnym geście.

    – OK! Gonia, nie było pytania. Sorki! – Widząc reakcję dziewczyny, ponownie ostrożnie sięgnął do piersi. Teraz był delikatniejszy. Gosia poluźniła chwyt, włożyła penisa w usta i językiem zaczęła otaczać napletek. Mateusz przymknął oczy i zamruczał z podniecenia. Cieszył się pieszczotami. Po chwili otworzył je i rozejrzał się.

    – Kurde! Tej też mógłbym dosiąść – pomyślał, patrząc z zazdrością na parkę spółkującą na kocu. W końcu nie wytrzymał: – Milena, nie chcesz spróbować ze mną?

    – Dobra, ale później – odkrzyknął chłopak, który z nią spółkował. Podniecona dziewczyna najprawdopodobniej wcale nie usłyszała pytania. Jej głowa opadła, nieco przygarbiła się, ciężko oddychała, a ciało lśniło, pokryte potem, ale nadal ujeżdżała kolegę.

    – Dobra – wysapał Witek i zarządził: – Zmiana! Dwa razy bardzo energicznie uderzył biodrami i kiedy Gosia jęknęła głośno, wyciągnął z niej penisa. Jego klatka piersiowa unosiła się podczas głębokich oddechów. W milczeniu patrzył jak Mateusz odwraca dziewczynę i pcha w nią penisa. Od razu spróbował szybkiego tempa. Gosia zaczęła pojękiwać. Inne tempo i członek potęgowały bodźce. Nie była przygotowana na taką rozkosz. Nogi się pod nią ugięły. Witek wepchnął penisa w usta Gosi. Próbowała go pieścić, ale doznania w pochwie były silniejsze. Trzymała penisa, ale na więcej nie miała siły.

    – Zaczekaj chwilę! – Witek wpadł na pomysł.

    Mateusz gwałtownie zwolnił i spojrzał na kolegę. Chłopak chwycił Gosię za głowę. Ta spojrzała na niego niepewnie, a z kolei Witek zaczął intensywnie rżnąć dziewczynę w usta. Gosia zacisnęła usta, przytrzymała penisa. Witek szalał w niej.

    – Ale ruchanie w pysk – szepnął podniecony. Nie musiał długo czekać. Jeszcze kilka uderzeń biodrami i wytrysnął w usta. Zaskoczona Gosia zachłysnęła się spermą i otworzyła usta. Obfita strużka spermy i śluzu zaczęła wyciekać po brodzie.

    – Łyyykaj! – Witek prawie prosił, kiedy poruszał penisem w jej ustach. Dziewczyna robiła, co mogła. Chłopak w końcu wyszedł z niej. Usta głośno cmoknęły, kiedy wyszedł. – Mam nadzieję, że smakowało – rzekł z uśmiechem.

    – Nooo! – Gosia odwzajemniła się słabym uśmiechem, ale naprawdę była zadowolona. Jej samopoczucie poprawiał energiczny Mateusz.

    – To teraz na kolana! – polecił, gdy miał dziewczynę tylko do swojej dyspozycji. Kiedy ustawiła się zgodnie z jego życzeniem, zaczął ruchać ją powoli, ale głęboko, cały czas stojąc. Wchodził tak, że uderzał o ścianki pochwy. Gosia szybko podnieciła się i już niewiele słyszała. Zamknęła oczy i skupiła się na odczuwaniu przyjemności. Mateusz coś mówił, ale do niej nie docierało. W końcu nadszedł wyczekiwany orgazm. Uderzył z taką siłą, że nie zdołała powstrzymać głośnego krzyku. Było jej to obojętne. I tak nic nie słyszała. Mateusz dalej mocno rżnął ją. Widząc, że dziewczyna za chwile upadnie, chłopak zwolnił i zatrzymał się. Wyszedł z niej i patrzył jak dziewczyna stęka, drży, uginają się jej ręce i po chwili upada na bok. Leżała, szybko oddychała i stękała. Mięśnie nóg i rąk, co jakiś czas, napinały się i rozluźniały gwałtownym drgnięciem. Jeszcze przeżywała orgazm.

    – Idę dalej! – poinformował Mateusz, pogłaskał ją po ramieniu i piersi. Potem musnął ustami czoło dziewczyny i ruszył do drugiej pary. Ciężko oddychał, był spocony i zadowolony. Lekko uśmiechał się.

    Gośka nic nie słyszała. Miała zamknięte oczy, spłynęła z nich łza i w błogim nastroju czekała aż miną skurcze mięśni. Bezgłośnie poruszała ustami. Od kilku lat współżyła, ale dopiero trzeci raz tak przeżywała orgazm. Dwa razy zdarzyło się to z trzydziestoparoletnim facetem, z którym spotykała się od czasu do czasu. Sąsiad z bloku. Facet świetnie się z nią bawił, rewanżując się doprowadzeniem do wielu orgazmów za seks z młodym, niedoświadczonym ciałkiem. Dwukrotnie doprowadził ją do takiego stanu i trochę przestraszył się, że nastolatka dostała jakiegoś ataku. Po drugim „takim” razie, chociaż znał przyczyny jej reakcji, już nie kwapił się do zbyt częstych spotkań. A jej po prostu brakowało i seksu, i tak mocnych doznań.  

    *

    Do Bożeny podszedł kolejny chłopak z technikum, ale w samych slipkach. Popatrzył na nią beznamiętnie i rzucił do kolegów:

    – Postawcie ją na czterech i zdejmijcie szpilki – wydając polecenie, zaczął zdejmować slipki. Koledzy chętnie zaczęli ustawiać nauczycielkę. Jakąś niewypowiedzianą satysfakcję sprawiało jej to obłapywanie przez liczne anonimowe i niecierpliwe dłonie, które traktowały ją jak przedmiot, jak zabawkę. Po chwili czekała na kolejnego penisa. Przed sobą miała ścianę. Nagle ktoś ukląkł przed nią, wypiął blokady z ust i w ich miejsce wsadził twardego penisa. Naprawdę był duży. Zaczęła go lizać. Potem delikatnie ścisnęła zębami i przesunęła nimi wzdłuż penisa. To samo parokrotnie powtórzyła z zaciśniętymi wargami. Chłopak głośno syknął i przeciągle westchnął. Był bardzo zadowolony. Wiedziała jak potęgować wrażenia.

    Chłopak za nauczycielką stał już nagi. Rozsmarował ślinę na członku i zaczął wsuwać go do pochwy.

    – O, ale jazda! Ślisko jak na lodzie! – stwierdził głośno. Ruchał ją w równym, szybkim rytmie. Inni też czekali. Czuł, że kobieta jest podniecona. Nie miał ochoty szybko kończyć. – Miałaś jebaną dupę? – spytał, nachylając się. Nie odpowiedziała, więc uderzył w kołyszącą się pierś i powtórzył pytanie. Domyślny kolega zlitował się i wycofał penisa z ust.

    – Tak – odwróciła głowę i potwierdziła słabym głosem. Jej intymne doświadczenie zostało upowszechnione. I to wśród uczniów…

    W tym czasie kolejne zachłanne dłonie niecierpliwie sięgały do kołyszących się piersi. Inne dotykały łechtaczki i warg sromowych. Kolejne głaskały wewnętrzną stronę ud. Penis ponownie wypełnił usta. Chociaż już przyzwyczaiła się do macania przez natarczywe, anonimowe dłonie, to jednak ich dotyk nadal sprawiał przyjemność. Poznawali kobietę, bezceremonialnie obmacując ją, a ona czerpała z tego przyjemność. I tak nie byłaby w stanie zabronić im czegokolwiek. 

    – Chłopaki, walimy na trzy baty! – krzyknął uradowany uzyskaną odpowiedzią. Czuło się poruszenie wśród oczekujących. Taka atrakcja! Fajna nauczycielka i jeszcze będą jebać ją we trzech! Chłopak napluł między pośladki i zaczął wciskać ślinę w odbyt, nie przerywając rżnięcia kobiety. Jej podniecenie też rosło. Wszyscy usłyszeli jej głośne:

    – Ooooch… – kobieta czuła satysfakcję, nie protestowała. Czego więcej miała oczekiwać? Gdy odbyt był gotowy do spółkowania, chłopak płynnym ruchem wyjął penisa z pochwy, wstał, znieruchomiał na moment i powoli zaczął wciskać go do węższego otworu.

    – Jestem! – z satysfakcją głośno poinformował kolegów. Bożena poczuła jak penis w odbycie wszedł do końca. Za chwilę kolejny oczekujący ukląkł i drugi członek szybko wypełnił pochwę. Rosło jej podniecenie i ciśnienie. Nie słyszała rozmów. Przed oczyma miała mgłę. Teraz mogli robić wszystko. Skoro już zdecydowała się na seks z uczniami, chciała czuć w sobie penisy, wytryski! Chciała mieć orgazmy! Wygodniej oparła się na łokciach. Dłonie mimowolnie zacisnęła na kocu aż pobielały kostki. Jej podniecenie rosło. Czekała na upragnione wrażenia…

    – Jazda! – rzucił ktoś z oczekujących. Dwaj uczniowie zaskakująco dobrze ruszyli i rżnęli nauczycielkę w równym rytmie. Z trudem obciągała trzeciemu. Ci dwaj dawali jej tyle rozkoszy… Wszyscy zgromadzeni dookoła chyba po raz pierwszy widzieli kobietę posuwaną przez trzech chłopaków. I to jeszcze nauczycielkę! Zeszli się wszyscy, którzy nie byli zajęci dziewczynami i w milczeniu oglądali nagą nauczycielkę między ich trzema nagimi kolegami! Nikt nie odezwał się. Trzech chłopaków sapało, kobieta pojękiwała, jej piersi kołysały się w rytm uderzeń penisów. Wzrok wielu był skupiony na poruszających się piersiach. Odcinające się bielą, robiły wrażenie na tle opalenizny reszty ciała. W tej chwili każdy chciał być na miejscu trzech kolegów.

    Na taki widok ich kolega przyspieszył w ustach kobiety. Był tak podniecony widokiem dwóch chłopaków pokrywających nauczycielkę, że doszedł szybciej od nich. Z radością połknęła kolejny strumień spermy. Uwolniona od penisa, z ulgą oparła skroń o materac. Pozwoliła wypłynąć z ust resztce mieszanki spermy, śluzu i śliny. Na granicy spełnienia, jęcząc, czekała na rozkosz płynącą z dwóch członków wypełniających jej otwory. Nagle zadrżała, uniosła głowę, zacisnęła oczy, wyprostowała ręce, napięła mięśnie, lekko wyginając się i poczuła falę rozkoszy ogarniającą jej ciało. Jęknęła przeciągle i głośno, odchyliła głowę do tyłu, zamarła w tej pozycji, krzyknęła i po dłuższej chwili, poruszana dwoma ostro pracującymi penisami, opadła na głowę i przedramiona.

    – Wasza dupa doszła! – krzyknął chłopak ostro rżnący Bożenę w odbyt. I w tym momencie też doszedł. Otworzyła oczy i chwilę później poczuła wytrysk w pochwie. Kiedy wysunęli się z jej otworów, sperma pociekła po udach, a przeżywająca orgazm kobieta osunęła się na bok. W głowie jej pulsowało, niewiele słyszała i ciężko oddychała. Przymknęła oczy, rozkoszowała się chwilą. Któryś z oczekujących nie wytrzymał, ukląkł przy jej twarzy i po krótkim onanizowaniu się wytrysnął na jej twarz. Sterczącym penisem zgarniał spermę do jej ust. Nie uchyliła się. Nie zaprotestowała. Była zadowolona. Odruchowo zaczęła zlizywać ją z warg. Jej ciało przeszył kolejny przyjemny dreszcz. Właśnie przeżyła orgazm! Pogłaskała chłopaka po brzuchu i przez chwilę masowała jego członek. Była taka szczęśliwa…

    – Ale kurwa – westchnął zachwycony chłopak, patrząc jak nauczycielka zlizuje z dłoni resztę spermy, która wyciekła w trakcie masażu.

    Towarzystwo ożywiło się, zaczęli komentować pokaz, padały kolejne propozycje.

    – Fajnie było? – usłyszała pytanie chłopaka, który wyszedł z jej odbytu. Nie miała siły odpowiedzieć.

    – Fajnie było? – ponownie padło pytanie, poparte klapsem i ściskaniem pośladka. Nieznacznie pokiwała głową. Była coraz bardziej zmęczona, szczęśliwa, wypełniona spermą i chętna na dalsze spółkowanie. Taki wieczór może być tylko jeden! Niepowtarzalny!

    – Panowie, ona jest zadowolona!

    *

    – Dziękuję, dziewczyny. Kochane jesteście. – Julka z uśmiechem dziękowała koleżankom za pomoc. – Poprosiłaś, więc pomogłyśmy – zadowolona Sylwia wzruszyła ramionami. Lekki ruch ramion sugerował, jakby codziennie wyświadczały takie usługi koleżankom. – Taka pomoc to przyjemność i spełnienie naszych skrytych marzeń o rewanżu za doznane krzywdy – pomyślała i spojrzała na partnerkę, ale głośno nic nie powiedziała.

    – Obawiałam się, że możecie odmówić. Wiecie, jak to jest. Od zgody do działania droga daleka.

    – Daj spokój! Dla nas to była przyjemność. Prawda, Majeczko? – Sylwia spojrzała na partnerkę.

    – O, tak. Jeżeli chodzi o tego gnoja, to była dla nas przyjemność – z całą szczerością potwierdziła Majka. Obie z radością skorzystały z nadarzającej się okazji.

    – Ale dotrzymasz słowa i spotkamy się? – Sylwia badawczo spojrzała na Julkę. Musiała upewnić się. Już podniecała ją perspektywa spotkania we troje. Seks z nową dziewczyną to niezapomniane przeżycie, ale seks i bawienie się Majką z pomocą “nowej” już wywoływał jej ekscytację. Sama myśl o tym podniecała, więc przeżywała ją, celebrowała możliwie długo. Była pewna, że robi się mokra, ale przy dziewczynach nie chciała tego sprawdzać. Dominowała, więc musiała być bardziej odporna od nich. Chciała, aby ich “trójkąt” zaczął się już, w tej chwili. Jak naprędzej! Z podniecenia przestępowała z nogi na nogę.

    – Jasne! Chętnie zabawię się z wami. Przecież obiecałam – potwierdziła Julka. Naprawdę miała na to ochotę.

    – Kochana jesteś – Sylwia podeszła do Julki i namiętnie pocałowała ją. Majka zazdrośnie patrzyła na kochankę.

    – Moja Majeczka też chce ciebie pocałować – Sylwia dała znak partnerce.

    Julka milczała mile oszołomiona niespodziewaną pieszczotą. Majka podeszła, liznęła sutek Julki. Ta zareagowała nerwowym chichotem. Wtedy dziewczyna zaczęła ją delikatnie całować. Dłonią pocierała łechtaczkę i wilgotne wargi sromowe nowej kochanki. Julka już po chwili ciężko oddychała, więc pieszczoty nowej kochanki stały się bardziej natarczywe. Podniecona Sylwia z przyjemnością przyglądała się scenie.

    – Gdybym miała obroże dla suczek i pejcz – westchnęła namiętnie. Oczyma wyobraźni widziała Julkę przywiązaną do łóżka i pieszczoną przez Majkę, którą sama kierowała, trzymając na smyczy. – Potem obie klęczą i liżą moją cipkę, a potem… – rozmarzyła się. Potrząsnęła głową i starała się bez emocji patrzeć na pieszczoty kochanki.

    Majka wypuściła z ust drugi sutek Julki i cofnęła się. Julka stała z zamkniętymi oczyma i lekko rozrzuconymi rękoma. Wszystkie mięśnie były napięte. Otworzyła usta i ciężko oddychała jak ryba wyciągnięta z wody. Zachwiała się.

    – Dziewczyny, ale odjechałam. Ooooch! Miałam orgazm! – radośnie stwierdziła po dłuższej chwili, kiedy wreszcie zaczęła dochodzić do siebie. Patrzyła na obie ze szczerym, szerokim uśmiechem na rozradowanej twarzy. – Było super! – przyznała i pokiwała głową. – Jestem wasza – dodała ciszej.

    Sylwia podziękowała partnerce buziakiem. Dotknęła jej włosów, musnęła łechtaczkę i czule pogłaskała po pupie. Lubiła jej dotykać. Przytuliły się. Julka w milczeniu, i chyba z zazdrością, przyglądała się dwóm nagim dziewczynom w szpilkach. Teraz spojrzała na Majkę.

    – Świetna jesteś. Musimy to powtórzyć! – uśmiechnęła się. Była nieco zawstydzona swoim wyznaniem.

    Sylwia stanęła za Majką. Całowała ją w kark i pieściła pierś. Majka głaskała kochankę po udzie.

    – Zabawa z nami dwiema będzie jeszcze atrakcyjniejsza – obiecała Sylwia.

    – Już nie mogę się doczekać, dziewczyny. – Chwilę po tym wyznaniu Julka dostrzegła pełne wątpliwości spojrzenie Sylwii. – Naprawdę – potwierdziła z pogodnym uśmiechem.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wyspa szczescia – 1.

    Część 1.

    – Obóz sportowy? To ma być, kurwa, obóz sportowy?! Chyba koncentracyjny! – mruczała wściekła Majka, stojąc u szczytu schodów, a długie ciemnoblond kręcone włosy podskakiwały co chwila, kiedy gwałtownie odreagowywała właśnie przekazaną decyzję trenera o braku zgody na opuszczanie terenu Ośrodka Wypoczynkowego. – Co za jebany janusz się z niego zrobił – dodała mściwie.

    Milcząca Natalia polizała odpakowanego lizaka i bezradnie rozłożyła ręce. Tylko powtórzyła decyzję trenera. Też nie była entuzjastką takiego rygoru.

    – I co? – Dorota z Roksaną wybierały się do centrum miasteczka, więc profilaktycznie wolały poznać decyzję trenera.

    – I nic, …jego mać! – warknęła zdegustowana Majka. – Tylko trener wydaje zgody, więc na razie wszystkie wstrzymał! Zaplanował po trzy treningi dziennie i, jak to ujął: Nie należy marnować czasu i sił na spacery! Przynajmniej przez pierwszy tydzień. Możesz powtórzyć dziewczynom – wszystkie informacje przekazywała podniesionym głosem. Wściekła z bezsilności dreptała w miejscu. – Siedzimy jak w obozie koncentracyjnym! Ty! – odezwała się zaczepnym tonem do koleżanek. – A może jeszcze apele będzie nam robił?! Listy do rodziców o naszym zachowaniu też wyśle?! – Gorzki uśmiech zatuszował przekleństwa wymamrotane pod nosem.

    – Ciągle mamy siebie oglądać?! – Dorota już była naburmuszona. Świadomość, że większość lipca i sierpnia spędzą tylko w swoim towarzystwie nie nastrajała zbyt optymistycznie. Przynajmniej w sierpniu trenują w domu i jadą na sparingi, bo we wrześniu rusza liga. Super!

    Podeszły do nich Alki. Tak nazywali w sekcji dwie Alicje. Rzadziej: „siostry”, częściej „Numer jeden” i „Numer dwa”. Drobne, szczupłe, pogodne blondynki. Jedna energiczna, druga z pokładami empatii wystarczającymi dla obydwu. Zawsze o czymś rozmawiały. Jedna przegadywała drugą. I nigdy nie gubiły wątku! Strzygły się podobnie, „na chłopaka”, ale z dłuższą grzywką. Liczyły po 17 wiosen, ale fryzury jeszcze odejmowały im lat. Nie przejmowały się docinkami. To samo imię, ten sam pokój na zgrupowaniach, te same zainteresowania. Zaczynały podobnie ubierać się. W klubie, na zawodach i zgrupowaniach nierozłączne. Spotykały się także po treningach. Nikt nigdy nie widział, żeby kłóciły się. Teraz z uwagą słuchały koleżanek.

    – No… A w tym ośrodku atrakcji w bród! – ironizowała Roksana. – Aż szkoda marnować czas na treningi. Kurde, robi się drugi “Big Brother”! Tylko kamer brakuje…

    Wściekła Majka popatrzyła na koleżanki, a potem w głąb korytarza. Właśnie energicznym krokiem nadchodziła jej ‘współspaczka’ na obozie – Celina, brunetka, 21 lat, posiadaczka wielu adoratorów. Uroda w typie młodej Demi Moore, więc koleżanki na co dzień nazywały ją imieniem aktorki. Dziewczyna nie protestowała. Charakter jak u bohaterki sztuki “Poskromienie złośnicy”.

    – No! Istna wyspa szczęścia! Pieprzyć takie pomysły! Coś trzeba będzie wymyślić… – zirytowana Dorota stukała szpilką. – Nic tylko zakochać się w koleżankach – westchnęła z rezygnacją. Jeszcze nie wpadła na pomysł, jak ominąć trenerskie zakazy. Oczywiście, pamiętała, że klub pomógł przy maturze, zagwarantował klubowe stypendium od początku ligi, więc teraz oczekiwał rewanżu.

    – Spoko! Obok jest boisko i tam jest zgrupowanie piłkarzy czy jakichś innych lekkoatletów – Natalia próbowała łagodzić emocje i wiedziała, co zainteresuje dziewczyny. Ona wzięła tablet, parę książek i miała dostęp do Internetu. Uważała, że koleżanki trochę przesadzają.

    Spojrzały na nią z nagłym zainteresowaniem i nadzieją.

    – Chłopaki są głównie w naszym wieku. Będzie z kim pogadać i wyskoczyć do miasteczka – dodała z łagodnym uśmiechem, widząc ożywienie w spojrzeniach koleżanek.

    – Dziewczyny, coś musimy wykombinować, bo w przeciwnym razie więcej atrakcji spotka nas na bezludnej wyspie – stwierdziła wzburzona Dorota. Obok stanęła ruda Jolka.

    – Jasne, kombinuj. Kombinuj! – Potrząsnęła głową, zaciskając dłonie w pięści i tupiąc. – Trener i lista kar tylko na to czekają – Jolce też udzieliła się irytacja koleżanek, ale nie miała złudzeń. Trener zawsze był konsekwentny.

    – Trzeba będzie pomyśleć. Coś załatwimy. Trenera też można nakłonić do zmiany decyzji – Celina była pewna swego. Jak zwykle.

    – Pierdolić trenera – wzruszyła ramionami Majka. – Wieczorem urwę się, choćby na krótko. Na pewno są tutaj jakieś knajpy, nie? Która wyskoczy ze mną na piwo? O nie, lepiej na wino! 

    – Piwo? Majka, ocipiałaś?! Na razie jest  Z A K A Z  picia napojów alkoholowych! Mam przeliterować to słowo czy wyjaśnić jego znaczenie? Przecież podpisywałaś zobowiązanie! – przypomniała poirytowana Weronika, podchodząc do nich.

    Obok niej bez słowa szła Edyta. Wyniosła. Jak zwykle. Jej twarz wyrażała lekkie zirytowanie koniecznością rozmowy z młodszymi szczypiornistkami. Zawodniczka była już po 30. Atrakcyjna, zadbana blondynka z długimi prostymi włosami. Na ulicy robiła wrażenie na każdym mężczyźnie, niezależnie od wieku. Chociaż nie na każdym pozytywne. Wiedziała o tym, ale dbała o swój wygląd, który traktowała jak inwestycję, która zwróci się.

    – I to z odsetkami. To inwestycja na długie lata spokojnego życia bez trosk o pieniądze – mawiała do koleżanki spoza drużyny, która starała się korzystać z jej rad. Może ze względu na swoją atrakcyjność była taka wyniosła, nieprzystępna, pewna siebie? Może. W każdym razie zawsze zachowywała się tak, jakby młodsze koleżanki stanowiły równie interesujące elementy otoczenia jak kamienie czy drzewa. W rewanżu ‘młode’ chętnie ją omijały. Na szczęście na parkiecie ta reguła ulegała zatarciu.

    – To nie jest bajzel jak u piłkarzy! Jak oni mają problemy z alkoholem, a mają, to ich kłopot i ich lekarza. Chcesz, żeby reszta cierpiała przez twoje pomysły?! Przecież nie pierwszy raz wyjeżdżasz na zgrupowanie! – Weronika podniesionym głosem tłumaczyła dziewczynie oczywiste sprawy. Zamilkła, popatrzyła wymownie i… nie doczekała się żadnej reakcji. Jeszcze raz powiodła wzrokiem po wszystkich dziewczynach, machnęła lekceważąco ręką i zirytowana ruszyła do wyjścia. Obok szła milcząca i niewzruszona Edyta. Efektownie wyglądała w różowych sandałkach na szpilce, krótkich białych szortach i białej bluzce na ramiączkach. Nie założyła stanika. Kolor ubrania podkreślał jej opaleniznę. Usta pomalowała różową szminką. Myślami była gdzieś daleko.

    Dwóch głośno rozmawiających mężczyzn, wychodząc z ośrodka, szybko minęło kobiety, ale zamilkli na widok Edyty. Po chwili podjęli przerwaną rozmowę. Kiedy wyszli za bramę ośrodka, zwolnili i ponownie spojrzeli na nią. Właśnie siadała na ławeczce obok Weroniki.

    Inne dziewczyny uważnie popatrzyły na Majkę. Żadna nie odezwała się.

    – Będą kłopoty! – wyraz twarzy Doroty jednoznacznie wyrażał jej niewypowiedzianą opinię. Twarze pozostałych dziewczyn przybrały podobny wyraz.

    Majka też przybrała surową minę, pozę kapitan ich drużyny i machnęła ręką, przedrzeźniając Weronikę. Jednak żadna nie zaśmiała się.  

    *

    – Tylko pamiętaj, że jak zostaniesz złapana, to pokrywasz część kosztów obozu – skwapliwie i bez sensu przypomniała przejęta Natka. Wszystkie znały wachlarz kar na pamięć.

    Majka lekceważąco wzruszyła ramionami. Mama, a tym bardziej ona sama, nie byłaby w stanie opłacić nawet jednej kary! Co innego taka Natalia. Dla jej rodziców to żaden problem. Nawet nie zauważyliby opłaty za kilka kar. Ba! Na upartego mogliby sfinansować im cały obóz.

    – Po co ona w ogóle trenuje, skoro rodzice są tacy zamożni? – dziewczyna z niechęcią myślała o koleżance.

    Majka nie pałała już taką miłością do sportu jak przed kilkoma laty, ale… Ale życie zmusiło ją do kontynuowania treningów. Dzięki klubowemu stypendium i ona nieco wspierała bardzo ubogi, domowy budżet. Miała jeszcze dwoje młodszego rodzeństwa w wieku szkolnym i starszą siostrę, która studiowała, a popołudniami, wieczorami i, naturalnie, w weekendy pracowała. Mama, po wypadku, otrzymywała jedynie rentę, a trzeba było jeść i płacić czynsz. I kupować leki. Drogie leki. Ponieważ ojciec rzadko pracował, przynajmniej oficjalnie, więc nie przysyłał alimentów, a pieniądze z Funduszu nie wystarczały na wiele. Już przed wypadkiem mamy było krucho z pieniędzmi, więc teraz rezygnacja z treningów nie wchodziła w rachubę. Akcja „500+” w ich przypadku nie była, jak w piosence, „lekiem na całe zło”. Liczyła się naprawdę każda złotówka, więc trenowała. Gdyby, w ramach kary, przeniesioną ją do drugiej drużyny, to automatycznie straciłaby stypendium. Nawet nie brała pod uwagę takiej możliwości.  

    – Jebany faszysta – pomyślała z należną czułością o trenerze. Nie zamierzała słuchać jego zakazów. Ma ochotę, więc pójdzie wieczorem na piwo.

    *

    Weronika, obok Edyty, należała do najstarszych w grupie i pozostałe liczyły się z jej opinią. Musiały liczyć się z jej opinią. Przecież była kapitanem drużyny. Poza parkietem również. Kruczoczarne włosy do ramion, śniada, opalona cera, okrągła twarz o delikatnych i łagodnych rysach. Duże, zielone oczy, białe zęby i dołeczki w policzkach, kiedy śmiała się. Nieco wystające kości policzkowe podkreślały jej urodę i seksapil. Dość spory, kształtny biust i długie nogi dopełniały figurę brunetki. Może nie miss drużyny, ale na pewno jej sympatyczny „duch”, potrafiąca poderwać dziewczyny do walki, występująca w ich imieniu wobec trenera czy kierownika sekcji. Do niej przychodziły inne zawodniczki, jeżeli potrzebowały pomocy. Dlatego przylgnęła do niej nieco ironiczna ksywka „Matka”, ale Weronika w ogóle jej nie akceptowała. Podkreślała bowiem jej wiek i zbliżający się koniec kariery, a o tym nie lubiła myśleć. Zawsze spokojna, lekko uśmiechnięta, pogodna, umiała rozmawiać z każdym. I uzyskać to, na czym jej zależało. Pochodziła z biednej rodziny, więc na co dzień twardo stąpała po ziemi.

    Trener, pełen dobrej woli, zażartował kiedyś, że gdyby grała w męskim zespole, to bramkarz przeciwników puszczałby strzały za sam jej uśmiech, a w żeńskim, bramkarka broniłby jeszcze bardziej zażarcie – tylko z zazdrości o urodę. Jednak tym nieprzemyślanym komentarzem trener nie zyskał ani zrozumienia, ani popularności u pozostałych dziewczyn w drużynie.

    Również Edyta należała do najstarszych zawodniczek. Przed kilkoma miesiącami skończyła 31 lat. Była atrakcyjną, zadbaną, szczupłą, ładnie zbudowaną blondynką z długimi prostymi włosami, które na mecze i treningi wiązała w koński ogon. Jej uroda była nieco wyzywająca, co jeszcze podkreślała odpowiednim, delikatnym makijażem. I może dlatego cieszyła się tak dużym powodzeniem wśród mężczyzn. Bardzo dbała o swój wygląd. Trener nigdy tego nie powiedział głośno, ale uważał, że bardziej troszczyła się o wygląd niż o formę i wynik na boisku. Na razie na swój użytek zachowywał opinię o jej przydatności dla drużyny, ale uważał, że jest przeceniana i przepłacana. Jednak miała jakieś wsparcie we władzach sekcji albo klubu i musiał ją trzymać w wyjściowym składzie. Nie miał pojęcia, o co chodzi. Zżymał się, ale dla własnego spokoju nie pytał nikogo. A plotek nie chciał wysłuchiwać. Z racji wieku, Edyta chętnie utrzymywała kontakt z Weroniką i ignorowała najmłodsze zawodniczki. Na co dzień dość chimeryczna, prawie zawsze z czegoś niezadowolona. Patrząc tylko na nią po meczu trudno byłoby odpowiedzieć na pytanie: Jej drużyna wygrała czy przegrała?  

    Jej nieco wyniosłe zachowanie wobec młodszych koleżanek miało też swoje uzasadnienie. One były traktowane jako grupa zawodniczek, a Edyta zawsze była dostrzegana przez każdego mężczyznę pracującego w klubie i witana jak przystało na atrakcyjną kobietę. Niejeden z pracowników, po dłuższym czasie obcowania z nią na co dzień w klubie, mijania się na klubowych korytarzach, decydował się na „przypadkową” pogawędkę albo nawet dłuższą rozmowę, w końcu zapraszając do klubowej kawiarni na kawę albo na kolację w restauracji. Na ogół nie odmawiała. Mężczyźni zadowoleni z małego „sukcesu” liczyli na więcej i… rozczarowywali się.

    Nieoficjalnie mówiło się, że prezes klubu i kierownik sekcji są z nią w najlepszych relacjach, a reszta facetów może ją tylko pooglądać.

    *

    – Wychodzi na to, że dzisiejsze opalanie się przed obiadem to ostatnia atrakcja w tym tygodniu – podsumowała rozmowę Natalia. – Po południu mamy „techniczny” i jakieś „plenery”.

    – Co?! „Techniczny” to rozumiem, ale “plenery”?!

    – Może w wolnych chwilach będziemy startować w przełajach? – padł ironiczny komentarz. Żadna nie zaśmiała się.

    – To niech jeszcze dołoży nam triathlon!

    – Przestań, bo usłyszy i uzna pomysł za świetny!

    – Niech ta cholera od razu kupi czołg, to jeszcze postrzelamy! Do niego!

    – Co jest grane? Będziemy biegać jak konie w zaprzęgu? W takiej temperaturze?! – podeszła do nich Aldona, znana z niewyparzonego języka i swobodnego zachowania. Wysoka, z lekką nadwagą, w zasadzie nie przejmowała się figurą. Na boisku wyróżniała się solidnym rzutem, a w obronie, ze względu na parametry i charakter, trudna do sforsowania. Nie byłoby więc rozsądne, rezygnować z niej. I tak od lat stanowiła pewny punkt drużyny. Teraz była ubrana w skąpy strój kąpielowym w lamparcie cętki. Na nogach miała czerwone klapki na szpilce. No, jakżeby inaczej… Paznokcie miała pomalowane zielonym i fioletowym lakierem. Jej ulubione kolory. Ręcznik niosła na ramieniu. Różowego iPhone’a i paczkę chipsów trzymała w ręku. W staniku tkwił, oprócz jędrnego i dość obfitego biustu, olejek do opalania. Nad skąpymi majteczkami widniał wałeczek tłuszczu. Bujny biust ledwie mieścił się w staniku, chyba o jeden numer za małym. Właściwie biust bardziej wylewał się ze stanika niż mieścił w nim. Dziewczyny nawet nie zwróciły na to uwagi. Już przyzwyczaiły się do stylu koleżanki, która kiedyś po treningu krótko opisała swój wzór mężczyzny: „Może być bez ręki, bez nogi, ale nie może być inwalidą”.

    – Jebać trenera! Mam już plany na wieczór – dodała hardym tonem.

    – A, właśnie! Zapomniałabym. I do tego biegamy w pasach z ołowiem – kontynuując wiadomości, Natalia uniosła brwi, pokiwała głową, nagle skupiona na uważnym oglądaniu swoich sandałków. Skarpetki w biało-różowe prążki i lizak w ręku potęgowały wrażenie konwersacji z dziewczynką “z dobrego domu”.

    Grupa na chwilę zamilkła zaskoczona skalą rosnących obostrzeń i obciążeń.

    – Po ile kilogramów? – niezależnie od sytuacji, Roksana była konkretna.

    – Czy jest tu lekarz? – Alicja nr 1 próbowała złagodzić zły humor koleżanek.

    – Co ty mówisz?! – Dorota odzyskała głos. – Może jeszcze cegły w plecakach?! Kurde, dziewczyny, to naprawdę robi się obóz koncentracyjny!

    – Kuźwa, ale facet ma chyba pistolet albo chociaż pejcz, żeby nas zachęcić?! – Ala nr 2 nie wytrzymała. Ala nr 1 pokręciła głową z dezaprobatą.

    Kiedy Natalia podniosła głowę, wszystkie patrzyły na nią z nieukrywaną wściekłością.  

    – Czego chcecie ode mnie?! Nie zabija się posłańca, który przynosi złe wieści – bezradnie wzruszyła ramionami, rozglądając się po koleżankach. – Też nie lubię biegać…

    – Kurwa, a może jeszcze trenera weźmiemy za fiuta i na plecy?! – Aldona zawsze była szczera. – Wiecie, kiedyś miałam takiego jednego…

    – Chuj nie trener – Majka skojarzyła sugestię i dorównała koleżance w szczerości.

    – Chuja to ma kierownik – spokojnie stwierdziła Natalia.

    – Co?!! – Zaskoczone komentarzem Natki, nagle wszystkie wybuchły głośnym śmiechem.

    – Nacia, tak się nie wyrażają panienki z dobrego domu!

    – Natka! Ty cipko! Do sedna!

    – Nasza mała Natalii! No kto by pomyślał, no, no…

    – Nacia! To klasztor już nieaktualny?

    – Przeleciał ciebie?!

    – Nacia, ty suczko jebana! – Aldona w swoim „soczystym” stylu wyraziła słowa uznania dla młodszej koleżanki.

    – Natka, kwadrans szczerości! Ale w pięć minut!

    – I ze szczegółami!

    – No, niczego nie pomijaj! Ty mała diablico!

    – Tylko nie „jebana”! Spokojnie! – Natka mężnie przetrzymała huraganowy napór ciekawości i wulgaryzmów koleżanek. – Byłam u masażysty i ze stołu zlazł kierownik drużyny. Zobaczył mnie, jemu spadł ręcznik i zobaczyłam jego fiuta. Noo, ma. Sporego. I to w zwisie! I tyle – lekceważąco wydęła wargi, popatrzyła na koleżanki i wzruszyła ramionami.

    – Jasne, sam ręcznik mu spadł przed tobą. Chyba z wrażenia fiut mu go zrzucił, kiedy ciebie zobaczył w ręczniku. A może bez? To pies na baby. I tyle! – Aldona wiedziała swoje.

    – Aldi, a ty skąd tyle o nim wiesz?

    – Ech, dziewczyny, długo opowiadać – westchnęła. – Może kiedyś. Idę poopalać cycki. Idziecie?

    Ruszyły wszystkie. Wyznanie Natalii rozczarowało dziewczyny. Rozmawiając, zeszły po schodach i wyszły przed budynek, żeby opalać się i wspólnie kontynuować narzekanie na trenera i jego pomysły.

    – Kurde, skąd biorą się tacy ludzie jak ten nasz trener? – mruczała pod nosem Roksana, podążając za grupką niezadowolonych koleżanek. Nikt jej nie słyszał. – Kaczki nimi srają czy jak?

    Rozgorączkowane zakazami, już nie słyszały, jak chwilę później trener zamknął drzwi, pod którymi nieopatrznie komentowały decyzję o zakazie opuszczania ośrodka. Zmartwiona Natalia, pospiesznie wychodząc od trenera ze złą wiadomością, nie zauważyła, że nie zamknęła drzwi. Drugi trener i kierownik drużyny mieszkali w sąsiednich pokojach. Drzwi do nich nie były wygłuszone, więc też słyszeli całą rozmowę zawodniczek.

    *

    – Dorota, pozwól do mnie! – trener zawołał zawodniczkę, kiedy po obiedzie grupa wracała do swoich pokoi.

    – Podpadłaś – szepnęła jedna z grupki. Dziewczyna odłączyła się od koleżanek, podeszła do uchylonych drzwi pokoju trenera i zapukała.

    – Proszę! – kiedy usłyszała zaproszenie, weszła, zamknęła drzwi za sobą i przez króciutki korytarzyk dostała się do pokoju. Spojrzała i zamurowało ją. Trener stał odwrócony do niej plecami, ale bez koszulki i przyrządzał sobie jakiś napój. W końcu odwrócił się. Czuła się nieswojo. Był naprawdę barczysty, wysoki, dobrze zbudowany, jeszcze bez brzuszka, ale po ich treningach uprawiał jogging i dość regularnie chodził do klubowej siłowni, więc na razie wygrywał z alkoholem.

    – Co? Nie widziałaś mężczyzny bez koszuli? – Dorota nie zaprzeczyła. Czuła się niepewnie.

    – Mogę? – wskazała na tapczan.

    – Proszę, siadaj – polecił. Usiadła. Wiedziała, po co ją wezwał. Rozejrzała się. Jednak jego pokój był znacznie bardziej przytulny niż te, w których mieszkały dziewczyny. Dywan, narzuta na wersalce, roślinki na parapecie.

    – No, mów – ponaglił dziewczynę.

    – Więc… – znowu patrzyła na jego nagi tors i nie mogła skupić się. – Dziewczynom nie podoba się ograniczenie wyjść. Wieczorami mogą próbować uciekać na spacery, do miasteczka.

    – Dobrze, jak tylko dojdzie do takiej sytuacji, dasz mi znać – pokiwał głową.

    – Jolka zerwała z chłopakiem. Aldi też chce urwać się wieczorem. No i, ci lekkoatleci, piłkarze umawiają się z nami na jakiś wieczór – wyliczała Dorota.

    Trener uważnie słuchał. Zaczął coś notować.

    – Możemy dzisiaj kupić jakąś wodę, owoce, ciastka? 

    – OK. Jasne, ale przed kolacją. Jakiś kwadrans wcześniej wyjdziemy na zakupy. Kiedy ograniczymy treningi do dwóch, dostaniecie wolne. Pewnie macie ochotę? – spytał.

    – Jasne, trenerze – rozpromieniła się dziewczyna.

    – Tylko pamiętajcie: zabierać ze sobą kondomy, bo nie zamierzam tłumaczyć się przed rodzicami. Bronić też was nie będę. Najmłodsza ma 16 lat, a najstarsza już yyy… A najstarsze przekroczyły 30., więc ja nie zamierzam, i nie będę, waszą niańką. Przyjechałyście na ciężkie treningi, naprawdę ciężkie. Warunki dostałyście na piśmie, więc zabawa będzie dopiero po turniejach – zamilkł na chwilę i uważnie patrzył na dziewczynę.

    Dorota siedziała, słuchając trenera i milczała. Jej to dotyczyło w niewielkim stopniu. Będzie odprawa, trener powtórzy wszystko jeszcze raz.

    – Chciałbym jeszcze z tobą porozmawiać. Mam pewną propozycję. Jutro wieczorem, po kolacji? Powiedzmy o 21. Tutaj. Pasuje ci?

    – Oczywiście – potaknęła skwapliwie. Z trenerem lepiej być w dobrych układach. Wtedy nawet na treningu będzie mniej wymagający. Albo przynajmniej nie zruga przy grupie.

    – Tylko nie przychodź do mniej w dresach. Ubierz się normalnie – przerwał jej rozmyślania.

    Przed godziną 20. trener wyszedł wspólnie z kierownikiem drużyny. W ośrodku został drugi trener i masażysta. Mieli o czym porozmawiać, ale nie mieli ochoty na omawianie ważnego tematu tuż przy zawodniczkach. Wiadomo: „ściany mają uszy”. Siedzieli więc w jakiejś knajpie, popijali piwo i uzgadniali szczegóły. Potem kupili spory zapas alkoholu w sklepie, jakieś słodycze, soki i tak obładowani wrócili do ośrodka.

    *

    Majka nie poszła na piwo. To znaczy poszła, ale jej wyprawa zakończyła się znacznie szybciej, niż by sobie życzyła. Już przy ogrodzeniu. Wydelegowane dziewczyny solidarnie i dosłownie ściągnęły ją z płotu, który desperacko i przewidująco próbowała sforsować za głównym budynkiem Ośrodka, z dala od wścibskich oczu. Potem zaprowadziły Majkę do pokoju. Następnego dnia czekała ją rozmowa z kapitan i Radą Drużyny. Zdegustowana koleżanka przez cały wieczór nie odzywała się do niej. Wydelegowane regularnie zmieniały się na dyżurze na korytarzu. Też były przewidujące.

    *

    Dorota przyszła punktualnie o 21., ubrana w bluzkę, spódniczkę i klapki na szpilce. Machnęła ręką na stanik. Było zbyt ciepło. Nawet zrobiła lekki makijaż, kiedy koleżanki nie było w pokoju. Wszystkie paznokcie pomalowała przed wyjazdem na obóz. Trener lubił kobiety i jeszcze był w miarę młody. Żony nie miał, jakiejś dochodzącej też chyba nie. Przynajmniej dziewczyny nic o tym nie wiedziały, więc jak ją pomaca, to żaden kłopot. Nikt nie będzie widział, a może coś ugra dla siebie.

    Trener, znowu bez koszulki, tylko w dżinsowych spodenkach, leżał na tapczanie ze szklanką w dłoni i wpatrywał się w ekran telewizora.

    – Było, nie było, to jest super facet przy tych oblechach… – popatrzyła na mężczyznę i z odrazą pomyślała o nachalnych działaczach klubowych z nadmiarem tłuszczu na brzuchach, ale za to z ubytkami w kulturze. Inni faceci, którzy zaczepiali dziewczyny, kiedy na przykład razem siedziały w kawiarni albo w pubie, też nie stanowili wystarczającej przeciwwagi dla trenera. – Przynajmniej na razie – z niechęcią bowiem wspominała sytuacje, gdy intensywne próby znalezienia prywatnego sponsora kończyły się rozczarowaniem, a czasami wręcz ucieczką ze spotkania.

    Usiadła we wskazanym fotelu. Ku jej zaskoczeniu, na stoliku i pod nim stało sporo butelek różnych alkoholi. Część była już wyraźnie naruszona.

    – Łoł, niezły zapas, panie Włodku! – szczerze wyznała, oglądając baterię butelek. – To wszystko tylko na dzisiaj, co? – Poczuła sie swobodniej. Kątem oka podziwiała jego szeroki tors. Facet nadal miał sportową sylwetkę.

    – Chcesz czegoś napić się? – spytał bez skrępowania. Zatkało ją! Ale tylko w pierwszej chwili.

    – Taak – potwierdziła niepewnie. Nie wiadomo, z czym trener wyskoczy za chwilę. Zaryzykowała: – Mam ochotę na żubrówkę. Chyba, że trener ma piwo?

    – Wyszło – leniwie machnął dłonią. – Marny zapas mieli w sklepie. Nalej sobie, śmiało – zachęcił zawodniczkę. Dorota chętnie sięgnęła po szklankę.

    *

    Pół godziny później i po kolejnych drinkach, siedzieli na wersalce jak stara, zużyta para. Dorocie zaczynało się kręcić w głowie. Zmęczenie po intensywnym dniu też zrobiło swoje. Od alkoholu miała zaróżowione policzki. Było jej gorąco, więc rozpięła kolejny guziczek bluzki. Nieświadomie, bardzo odważnie prezentowała biust. Szklankę trzymała na szerokim podłokietniku, bose stopy położyła na siedzisku, a głowę oparła na ramieniu trenera. Włodzimierz obejmował ją ramieniem i czasami zerkał w dekolt zawodniczki. Naprawdę prezentowała się efektownie. Nie wszystko, o czym mówił trener, docierało do dziewczyny.

    – …zatem chyba rozumiesz, że teraz nadarza się okazja do ciekawszego układu między nami. W końcu znamy się już parę lat. – Mężczyzna wolną dłonią bawił się jej włosami. Jeszcze coś tłumaczył, a dłoń łagodnie spłynęła na pierś. Dziewczyna usztywniła się nieco, zadrżała, ale trener nadal głaskał pierś, którą okrywał tylko cienki materiał bluzeczki. Nie dostrzegł albo nie chciał dostrzec jej reakcji.

    – A co ja będę miała z tego układu? – spytała całkiem trzeźwo.

    – Na przykład większe stypendium – tłumaczył trener.

    – Panie Włodku! W jaki sposób? – Dorota aż wyprostowała się i spojrzała na trenera. Była szczerze rozbawiona. Niewiele brakowało, a wybuchłaby śmiechem. Mimo wypitego alkoholu, od razu potrafiła dostrzec abstrakcyjność argumentu. – Jaja sobie ze mnie robi, bo nie potrafi przejść do konkretów? – pomyślała.

    – Zwyczajnie. Ty będziesz dla mnie miła, – przyciągnął ją i znowu głaskał po piersi. Pod palcami czuł twardniejącą brodawkę. – …a ja złożę wniosek do kierownika sekcji o przyznanie tobie stałego dodatku na 6 miesięcy za wkład w rozwój drużyny. Rozumiesz? Pozytywna motywacja, dobry ‘duch’ drużyny, integracja zespołu, karność, wzór dla koleżanek. Takie tam – machnął dłonią, na chwilę uwalniając jej pierś. – Mam taką pulę dla drużyny. Kierownik tylko zatwierdza. Mogę przyznać, ale nie muszę. Niewiele tego, fakt, ledwie parę setek miesięcznie, ale zawsze dodatkowe pieniądze. I to w ramach stypendium. Jeżeli dalej będziemy współpracować, to złożę kolejny wniosek po pół roku. No więc?

    Dorota słuchając, znowu oparła głowę o ramię trenera. Propozycja brzmiała realnie. Oczyma wyobraźni już widziała wyższe stypendium. Fajny widok…

    – A co w zamian miałabym robić? – chyba wiedziała, co usłyszy, ale chciała to usłyszeć od niego, a potem porozmawiać o szczegółach. 

    – Byłabyś dla mnie miła. I bardzo dyskretna. – Czuła jak dłoń na piersi zaciska się i otwiera. Teraz dłoń robiła kółka na sutku albo palec muskał brodawkę. Bardzo miłe uczucie. Momentami mimowolnie napinała całe ciało. Brodawka sterczała, uciskając materiał bluzki.

    – Dobrze, zgadzam się – szepnęła podniecona po dłuższej chwili milczenia.

    – Świetnie. Byłem przekonany, że postąpisz rozsądnie – trener przyjął jej deklarację ze spokojem. Nigdy nie podnosił głosu. Tylko na treningu. – To może zaczniemy się integrować? – pytaniu towarzyszyło nachalne macanie piersi. Sygnał był jednoznaczny.

    – Chętnie – szepnęła. Była podniecona tym, co może wydarzyć się. Jak skok w nieznane. I trener, znacznie od niej starszy, decydujących o ich treningach, surowy, wymagający. Nie potrafiłaby odmówić. – Co mam robić? – spytała posłusznie. Trener zabrał szklankę z jej dłoni i obie odstawił na stolik.

    – Ubierz szpilki – polecił. Zaskoczona, opuściła nogi na podłogę i założyła szpilki. Pytająco spojrzała na trenera.

    – Stań tam – wskazał środek pokoju i zaczął majstrować przy laptopie stojącym na stoliku obok wersalki. Bez słowa wstała, zrobiła dwa kroki, odwróciła się. 

    – Dobrze? – patrzyła wyczekująco na trenera. Za chwilę z laptopa popłynęła wolna, zmysłowa muzyka. Mężczyzna kiwnął głową.

    – Pewnie wiesz, na czym polega striptiz?  

    – Coo? – Oczy i usta szeroko otworzyła ze zdziwienia.

    – Rozbierz się. Ładnie, powoli, zmysłowo – polecił z uśmiechem, sadowiąc się wygodnie. Ramiona szeroko rozłożył na oparciu wersalki. Komórka stała na stoliku.

    Kiwnęła głową. Polecenie jednak przestraszyło ją.

    – Rozebrać się przed obcym facetem?! – Dopiero teraz do niej dotarło. – A co potem? – Alkohol i emocje “kłębiły się” w młodym organizmie, ale zamiar wypełnienia umowy i realna możliwość podwyższenia klubowego wsparcia, czyli głównie chęć zysku, wzięła górę.

    – No, śmiało…

    – Mam się rozebrać? – upewniła się szeptem, który wyrażał jej obawę o “potem”, kiedy patrzyła na trenera. Ten starał się dodać jej otuchy:

    – Myśl o podwyżce stypendium – uśmiechnął się ciepło.

    Powoli zaczęła kołysać biodrami. Odchyliła głowę. Słuchała muzyki. Zmysłowym ruchem uniosła ręce. Czuła wilgoć w kroczu. Wyobrażała sobie mężczyznę, dla którego tak tańczy. I myślała o podwyżce stypendium…

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Karioka poczatek

    Wychodziłam z domu, kiedy zadzwonił telefon, spojrzałam na ekran telefonu, cholera z pracy???
    Mam urlop, odebrać. Odruchowo odebrałam telefon.
    -Tak słucham.
    -Wiem, że Pani ma urlop ale jest pilna sprawa. Adam złamał nogę, miał jechać jako tłumacz z zagranicznymi myśliwymi. Jeżeli była by pani taka łaskawa, płacę potrójną stawkę.
    Bez zastanowienia odpowiedziałam.
    -Dobrze. Zgadzam się.
    -Dziękuję Pani za kilka minut podjedzie po panię kierowca. Przywiezie Panią do firmy i uzgodnicie szczegóły wyjazdu.
    -Dobrze, niech nie podjeżdża pod dom. Będę czekała na przystanku przy pętli autobusowej.
    Cholera jasna po co się zgodziłam, kurcze miałam inne plany. Jasna cholera chciałam poderwać faceta. Marzyłam o tym, chciałam poczuć się znowu jak nastolatka poczuć smak nasienia. Idąc na przystanek oddałam się wspomnieniom.
    Przypomniało mi się jak kilkanaście lat temu……
    -Cześć kochanie usłyszałam kiedy otworzyłam Pawłowi drzwi, sama nie wiem dlaczego się z nim spotykałam, był czuły kochający ale taki nijaki. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz się całowaliśmy to spuścił się w spodnie. Było mu strasznie głupio a mi się zrobiło go żal. Poznałam ich Pawła i jego brata bliźniaka Piotra, gdy zgłosili się do mnie na lekcję niemieckiego.
    Dorabiałam jako korepetytorka, czasami jeździłam jako tłumaczka lokalnych biznesmenów. Same lamusy, pijaki zerwane ze smyczy. Podczas takiego wyjazdu poznałam jego Tomasz.
    Pan Tomasz 40 latek i ja 19 letnia tłumaczka. Podczas tych wyjazdów zachowywał się w miarę normalnie, nie próbował zaciągnąć mnie na siłę do łóżka. Zaopiekował się mną i to w taki sposób, że wylądowałam u niego w sypialni, nauczył mnie wszystkiego. To jemu po raz pierwszy obciągnęłam. On nauczył mnie używać języka. On zalał mi twarz nasieniem. Zrobił to w taki sposób, że późniejsi faceci odlatywali jak im obciągałam. Byłam jego kochankę przez kilka lat.
    Przed przyjściem do mnie do domu Pawła obciągnęłam Tomaszowi. Przychodził do mnie na lekcje niemieckiego, które zawsze kończyły się tym samym obciągałam mu i czekałam jak skończy w moich ustach. Ledwie zdążyłam przez przyjściem Pawła umyć zęby. Byłam taka podniecona, że prawie w drzwiach obciągnęłam Pawłowi. On po spuszczeniu mi się w usta, zapiął rozporek i rozpoczął nudny monolog. Dobrze, że podjechał jego brat Piotr i razem udaliśmy się na zabawę do sąsiedniej miejscowości.
    Piotr był przeciwieństwem swojego brata. Już po kilku lekcjach wyrwał mnie. Pamiętam jak zerżnął mnie w kuchni, jego brat czekał wtedy w pokoju, powtarzał słówka. Wszedł we mnie od tyłu. Ściągnął mi spodnie jak robiłam jemu i bratu kawę. Wyszedł za mną z pokoju poszedł do kuchni i bez żadnego słowa wszedł we mnie od tyłu i po kilku ruchach spuścił mi się w cipce, sperma ściekała mi z uda. Na moje pytanie czy nie boi się że zajdę w ciąże zaczął się śmiać i odrzekła
    -Maleńka a tabletki, które leżą u Ciebie w pokoju to mama bierze.
    Spotykałam się z nim na osobności. Kochaliśmy się. Był brutalny ale potrafił o mnie zadbać jego ręce robiły ze mną cuda. Wiedział, że jak będę miała orgazm to zrobię wszystko.
    Po przyjedzie na zabawę Piotr wyciągnął mnie na dwór. Beż żadnego słowa zaczął mnie całować. Jego ręce pieściły moją muszelkę przez materiał spodni, rozpiął mi zamek spodni i swoimi palcami doprowadził do orgazmu.
    -Kochanie szepnął mi do ucha mam dla Ciebie pewną propozycję?
    Pod wpływem jego pieszczot odpływałam,
    -Wiesz, że zrobię dla Ciebie wszystko. Rozejrzałam się i uklepując przed nim rozpięłam mu rozporek. Ssałam namiętnie lizałam jego jajeczka. Byłam tak rozpalona i zadowolona, że????
    -Wiem, maleńka, że zrobisz wszystko.
    W tym momencie spuścił mi się w ustach zlizałam jego nasienie.
    -Dlatego obciągniesz szefowi lokalu
    -Co słucham.
    -Maleńka mylisz, że nie wiem, że obciągasz……..
    W tym momencie na przystanek podjechał firmowy samochód.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Wolski
  • Spelnienie – cz. VI.

     

    Część 6 / 8    

    Niczego nie słyszę. Mogę kierować się tylko swoim wyczuciem i reagować na dotyk. Najgorsza jest niepewność wynikająca z niewiadomej: Co chcą ze mną zrobić? Sądząc po ich wyglądzie, zanim zasłonili mi oczy, oboje byli już bardzo podnieceni, więc musieli mieć jakiś plan.

    – Niech robią, co chcą. Wtedy będzie krótko trwało – miałam cichą nadzieję.

    Najbardziej boję się, że wyciągną mnie nagą z willi i zablokują drzwi. Doskonale wiedzą, że ze względu na męża i film nikomu się nie poskarżę; że zrobię wszystko, aby tylko nie ujawnili nagrania i nie skompromitowali mnie. Przed pensjonatem będę błagała, żebyśmy jak najszybciej wrócili do pokoju.

    Zmusili mnie do wypicia dużego kieliszka alkoholu. Potem kolejnego. Kręci mi się w głowie. A kiedy minęła dłuższa chwila… Zdrzemnęłam się? Może. Znowu musiałam pić alkohol. Uświadamiam sobie, że są koło mnie… Jestem głaskana jakimś materiałem, piórkiem, włączonym wibratorem, macana, całowana, lizana. Najpierw uda, brzuch, twarz, kark, potem plecy i wreszcie stopy. Potem bardziej wrażliwe części ciała: wewnętrzna część ud, pachy, podeszwy stóp i na koniec te najbardziej kojarzące się z seksem i najbardziej wrażliwe: piersi, łechtaczka, pochwa, odbyt. Szczęście, że systematycznie golę się. Leżę na boku, ktoś unosi moją nogę, a dwa języki równocześnie wwiercają się w moją pochwę i odbyt. Co za wrażenie! Wręcz nie do opisania…! Zaciskam zasłonięte oczy i chyba mruczę z rozkoszy. Nie potrafię zapanować nad głosem. Pod wpływem pieszczot coraz bardziej naprężam mięśnie. To silniejsze ode mnie.

    Ale… Dotyka mnie więcej dłoni! Pięć! Sześć!! Tutaj jest jeszcze ktoś! Uświadomienie sobie obecności kolejnej osoby, na dodatek nieznajomej, przeraża mnie. Jednak muszę być posłuszną, więc powstrzymuję się od protestu, ale mimo woli gwałtownie drgnęłam z wrażenia. Jednak trochę słyszę ich głosy. Słów nie jestem w stanie rozróżnić. Łagodne głosy i delikatne gesty próbują uspokoić mnie. Chyba domyślili się przyczyny mojej reakcji. Ale dłonie stają się coraz bardziej natarczywe. O moje ciało ocierają się… Dwa twarde penisy! Dwa!! Czyli drugi mężczyzna! Całuję się z kimś! Uff, to Basia. Poznaję jej zapach, czuję jej pierś na mojej piersi. Trochę uspokajam się.

    I nagle zmiana! Namiętnie całuje mnie ktoś, kogo nie znam. Broda i wąsy trochę drapią przy pocałunku. Drapią?! Drugi mężczyzna!! Tadeusz?! Od razu mam takie skojarzenie.

    Co mam zrobić?! Doskonale pamiętam, że muszę być posłuszna. To jedyne sensowne zachowanie w mojej sytuacji.

    Wyczuwam zapach męskich perfum. Podoba mi się. Zapamiętam go. Nieznajomy delikatnie drażni moje wargi. Najpierw wąsami, potem językiem, wargami i na koniec zębami. Wpycha język w usta i mocno całuje. I wreszcie… Namiętnie oddaję pocałunek! Nie wiem, dlaczego. Może wyobrażam sobie, że jest po prostu miły i czuły, inaczej niż moi fałszywi sąsiedzi? Tak jest mi łatwiej. Basia kąsa mnie po udzie i głaska po stopie. Już jestem bez szpilek. Jestem zupełnie naga! Uprawiam seks z trzema osobami, a mój mąż śpi za ścianą! Obcy mężczyźni biorą mnie, kiedy mąż leży w łóżku za ścianą! Tak niewiele nas dzieli, a nie mogę prosić go o pomoc! Edek znowu od tyłu wpycha mi penisa do pochwy. Może raczej: jakiś mężczyzna wchodzi we mnie. Znowu motylki. Ależ mam odjazd! Odpływam na chwilę.

    *

    Kiedy wracam do rzeczywistości, czuję jak delikatne palce znowu pchają się do odbytu. Są wilgotne od jakiegoś żelu. Dwaj mężczyźni stają się bardziej natarczywi. Ten nowy kończy pieszczoty, kładzie mnie na plecy i wchodzi do pochwy. Powoli, rytmicznie wpycha i wysuwa penisa z mojej pochwy. Małżonkowie czasami coś komentują. Staram się nie zwracać na to uwagi.

    Koncentruję się na stosunku z nieznajomym brodaczem. Jest czuły i nieźle zbudowany. Kiedy dotykam jego ramion czuję twarde bicepsy i wyrzeźbione tricepsy. Kiedy kładzie się na mnie, czuję napięte mięśnie, a nie wałek tłuszczu. Nie sapie z wysiłku, więc ma kondycję. Bez słowa wychodzi z pochwy, przetacza mnie na bok i spółkuje od tyłu. Dotykam jego uda. Twarde mięśnie. Zaciekawiona, szukam dłonią brzucha i wyczuwam tylko mięśnie. Bardzo szczupły, świetnie umięśniony mężczyzna. Chyba też młody. To na pewno nie jest Tadeusz! Obcy podnosi moją nogę i jednocześnie czyjeś palce dotykają mojej łechtaczki. To Edek. Basi pierś obija się o moją głowę, a drugą ustami pochłania brodacz. Ślina kapie na moje ramię. Czasami, kiedy bodźce nie są tak silne, intryguje mnie, dlaczego nie rozmawiają? Nieznajomy odsuwa się, ale Basia gestami każe mi usiąść na mężczyźnie.

    Ostrożnie i dość nieporadnie siadam, twarzą do niego. Spory, mokry penis powoli znika w mojej pochwie. Czuję każdy jego centymetr, kiedy wsuwa się we mnie. Pochylam się nad kochankiem, opieram na jednej ręce, a kiedy członek wysuwa się, wtedy muskam go opuszkami palców drugiej dłoni. Delikatnie dotykam napiętego ciała gąbczastego, czule ‘gram’ na nim palcami jak na pianinie, przesuwając palce w dół, potem w górę. Znowu w dół i w górę. I znowu. Wiem, że to lubi. Mężczyzna drży. Nie widzę go, ale odczuwam jego rosnące podniecenie. W końcu nie wytrzymuje i gwałtownym ruchem wbija we mnie penisa! Kilka razy energicznie podrzuca mnie biodrami. Jest silny. Nie mogę dłużej wytrzymać. Prostuję się, odchylam głowę, otwieram usta i głęboko oddycham. Motylki… Właśnie przeżyłam mały orgazm. Siedzę na nieznajomym, podtrzymywana przez niego. Spełniona opuszczam głowę. Edek nieco rozluźnia łańcuch łączący kajdanki. Nagroda? Teraz dłonie mam na wysokości ud. Mogę je nawet nieco wysunąć do przodu. Jaka ulga i wygoda!

    Biodrami i uciskiem dłoni brodacz zachęca mnie do ujeżdżania go. Czasami, kiedy robię to zbyt intensywnie, wzdycha albo pojękuje. Głośne „Oooo” to jedyne, co udaje się wydobyć z jego ust. Podoba mi się taki seks. Opieram się o jego ciało. Nic nie widzę, więc wyobrażam sobie, jak wygląda ten ‘kulturysta’. Dotykanie tak umięśnionego, zadbanego ciała, bardzo mnie podnieca. Nie spodziewałam się po sobie takiej reakcji. To dla mnie coś zupełnie nowego. Poznając ciało nieznajomego wyłącznie dotykiem, w końcu nieco odwracam się i sięgam do mokrego penisa. Moje ciało przeszywa dreszcz podniecenia. Małżonkowie śmieją się. Ich reakcja jest mi obojętna. Robert, choć szczupły, nigdy nie dbał o swoją muskulaturę. Nigdy nie chodził na siłownię.

    Uświadamiam sobie, że umięśnione ciało działa na mnie tak stymulująco! Intensywniej ujeżdżam kochanka, ale teraz chwytam jądra. Małżonkowie znowu wybuchają cichym śmiechem. Cichym? Nie, to jest chamski rechot. Zatyczki jedynie go tłumią. Chyba komentują moje coraz bardziej śmiałe zachowanie.

    – Okrutna, stara baba i napalony grubas! – W myślach rewanżuję się moim prześladowcom. – No, na epitety i przekleństwa wygrałabym każdą rywalizację z tą tłustą pizdą!

    Trzymam w dłoni mosznę. Jest wilgotna od potu i śluzu. Tutaj nie czuję żadnych włosów, ale na klatce piersiowej nieznajomy ma ich sporo. Takie to podniecające… Delikatnie trzymam worek w dłoni, wyczuwam jądra i wtedy palcem zjeżdżam w kierunku odbytu. Kochanek wygina biodra, penis wbija się głębiej w pochwę, oczyma wyobraźni widzę jego satysfakcję na twarzy.

    Powoli, lecz nieodwracalnie rośnie ciśnienie, prawie nie słyszę, motylki szaleją w moim brzuchu, dreszcz przeszywa mnie. I następny dreszcz… Zaciskam szczęki i wówczas delikatnie wpycham palec do odbytu kochanka. Chcę tego. Chyba nawet słyszę jego jęk zadowolenia. Zaczynam mocniej pracować biodrami. Mężczyzna głośno stęka. Domyślam się, że stara się powstrzymać wytrysk. Już nie zwracam na to uwagi. Płynnie wysuwam palec z odbytu i zachłannie oblizuję go. Smakuję jego śluz, pot. Słyszę głośny, rozbawiony komentarz małżonków. W tej chwili dla mnie i nieznajomego liczy się tylko ostry seks. Wiem to.

    – Teraz mogłabym to robić nawet na środku ulicy! – uświadamiam to sobie, ale milczę. Jestem w euforii. Reakcja małżonków jest mi zupełnie obojętna.

    W głowie szum. Jego natężenie faluje. Znowu rośnie ciśnienie i już nic nie słyszę. Tylko czuję. Nie dociera żaden dźwięk! Jakbym była z moim brodaczem w pustej przestrzeni. Członek wypełnia mnie. Dłonie mężczyzny pochłaniają piersi. Nadwrażliwe brodawki i sutki przeszywa ukłucie. Ale jakie miłe! Chwilę później z siłą tsunami pochłania mnie fala ciepła. Nie potrafię jej opóźnić, osłabić. Chyba krzyczę w chwili orgazmu i padam na mężczyznę. Czuję pot na jego napiętym, umięśnionym torsie. Tulę się do gorącego ciała i poruszam w rytmie bioder mojego kochanka. Odpływam…

    *

    Kiedy dochodzę do siebie, dociera do mnie, że nadal jestem ujeżdżana. Spada ciśnienie, przełykam ślinę, znowu słyszę. Chciałabym teraz odpocząć, zrelaksować się po tak silnym przeżyciu rozkoszy. Nic z tego. Jednak jest inaczej… Już wiem! Znowu została poluźniona linka łącząca kajdanki i teraz swobodnie opieram dłonie o materac. Tak jest znacznie wygodniej. Kochanek dalej mnie ściska i nie przerywa spółkowania. Nie tylko! Jestem już w pełni świadoma, rejestruję wszystkie bodźce. Drugi mężczyzna wchodzi w odbyt! Edek też spółkuje ze mną! Kiedy to sobie uświadamiam, resztki orgazmu momentalnie ulatują. Leżę na nieznajomym mężczyźnie, a Edek dociska mnie swoim ciałem. Obydwaj spoceni, intensywnie kopulują. Jestem bezradna. Nie mogę zmienić pozycji. Czuję jak wypełniają mnie dużymi penisami. I wchodzą do końca! Tak głęboko, jak tylko potrafią. Nie jestem w stanie oprzeć się doznawanym rozkoszom. Ależ to jest… Uderzenia penisów oszałamiają. Chyba jęczę. Ich dominacja też sprawia mi przyjemność. Panowie podzielili się moimi piersiami. Ciągną je, ściskają. Nieznajomy robi to dość subtelnie, więc jego zabiegi, i płynącą z nich przyjemność, odczuwam w dwójnasób.

    – Bądź grzeczna – to Edek mówi podniesionym głosem do mojego ucha.

    – A co innego robię?! – chciałam mu wykrzyczeć w twarz, ale milczę i kiwam głową. A pokusa jest spora, bo mogłabym mu napluć w twarz z tej odległości. I bym nie chybiła!

    Zachowuje się jak władca, a moje ciało traktuje jak swoją własność! Jak zabawkę, z którą może robić wszystko, na co przyjdzie mu ochota. I tak właśnie robi! W końcu zaczyna szarpać pierś. Pojękuję z bólu. Nie zrobiło to na nim wrażenia. W końcu puszcza pierś, ale chwyta mnie za włosy i przechyla głowę, odsłaniając kark. Zaczyna lizać go, a po chwili kąsać. Edek nie jest wobec mnie tak srogi jak jego żona. A może to była Basia? Ze zmęczenia i oszołomienia tracę rozeznanie.

    My, kobiety skutecznie zaspokajane przez mężczyzn, wiemy że taki stan niweluje szczegóły. Prawda? Koncentrujemy się wtedy na doznaniach, a Basia jest mocno przytulona do męża, kiedy ten tkwi w mojej pupie. Może więc to ona obmacywała mnie? Zresztą, jest mi obojętne, które z nich maca moją pierś i kąsa kark. To było taaakie przyjemne i wręcz obezwładniające, kiedy rozkosz pojawiała się z kilku źródeł…

    Nadal obydwaj solidnie, głęboko wbijają we mnie penisy. Podniecenie znowu wzmaga się. Członki ocierają się o ścianki pochwy, odbytu. Prawie równo wchodzą we mnie i wysuwają penisy. Czasami robią to na przemian. Przyspieszają i spowalniają penetrację. Doskonale czuję obydwa. Po raz pierwszy jestem w takiej sytuacji i po raz pierwszy odbieram tak zwielokrotnione bodźce. Czasami jeden wchodzi we mnie bardzo wolno, a drugi czyni to wręcz gwałtownie. Oczyma wyobraźni widzę jak poruszają się we mnie. Teraz stoję z boku i przyglądam się naszej trójce… Powoli zatracam się w seksie z dwoma mężczyznami. Momentami jestem wręcz bliska utraty świadomości. Przygryzam wargi. Ich dłonie stale obmacują mnie. Zachłanne, chwilami niecierpliwe, ale nie są brutalne. Oddaję im każdy zakątek mojego ciała, każde wgłębienie, załamanie, każdą wypukłość. Nie mają dość! Chociaż kochankowie dociskali mnie swoimi ciałami, nie czułam ich ciężaru. Zatraciły się granice między nami. Tworzymy jedność.

    …A gdzieś tam, głęboko, już od dawna kołacze się radosne uczucie, dodające mi skrzydeł, które zamykam w jednym zdaniu:  Ależ Basia musi nam zazdrościć!  

    Jestem zmęczona i spocona. Straciłam poczucie czasu. Ale teraz cieszę się, że mam opaskę na oczach, bowiem zmusza moją wyobraźnię do intensywnej pracy i ułatwia skupienie na doznaniach. Wręcz podkreśla je, skoro pozbawiono mnie możliwości korzystania ze wzroku i słuchu. Doznaję i doceniam każde muśnięcie warg, każdy dotyk opuszkami palców, językiem, zębami, nosem, każdą kroplę potu i śluzu spadającą na moją twarz. Jak to działa! Jestem taka podniecona. Moje mięśnie drżą z wyczerpania, ale za nic nie chcę, żeby skończyli. Nie teraz! Jeszcze chcę uprawiać z nimi seks! Teraz tego potrzebuję!

    W pewnym momencie pojawia się jakiś nowy, delikatny bodziec. Basia! Klęczała albo leżała za naszą trójką. Chyba próbowała mężowi lizać jądra albo penisa, kiedy wysuwał go ze mnie i wtedy, nachylając się, muskała włosami moją pupę. Pewnie głaskała też mojego drugiego kochanka, więc dotykała również mnie. Miłe uczucie, które wzbogacało i tak już liczne przyjemne wrażenia. Mogłabym tak trwać w nieskończoność…

    *

    I wtedy robią coś, czego długo nie rozumiem. Schodzą ze mnie i pomagają usiąść na łóżku. Jestem zaskoczona i rozczarowana. Później podnoszą mnie i nagą prowadzą… Do drzwi wyjściowych z pokoju! Otwierają je! Owiewa nas powietrze z korytarza. Nieznacznie cofnęłam się, ale ktoś ręką od razu blokuje mój ruch. Mimo mojego stanowczego oporu, wypychają mnie na korytarz! Nieporadnie, ale walczę. Zapieram się nogami, odpycham. Z marnym skutkiem. Energicznie drobię stopami, ale powoli przesuwają mnie w kierunku korytarza. Jestem bliska paniki! Szybko odwracam się bokiem i napierając ramieniem, próbuję wrócić do pokoju. Trafiam na tors Edka. Powoli przesuwa się i stopniowo ulegam pod naporem jego ciała. Wymieniają się uwagami. Słyszę ciche śmiechy. Oni są rozbawieni! Świetnie bawią się moim przerażeniem! Cały czas energicznie kręcę głową. Na pewno domyślili się, o co mi chodzi. W trakcie tej przepychanki odwracam się plecami do drzwi i cofając się, wypycham biodra do tyłu. Skuliłam się, w końcu przysiadłam, ale mężczyźni ciągną mnie za ręce. Upadam na kolana. Wykładzina tłumi dźwięki. Edek chwyta mnie w pasie i po chwili klęczę jeszcze dalej od wejścia do pokoju. Pewnie na środku korytarza. Naciskiem dłońmi i klapsami zmuszają mnie do posłuszeństwa. Mam oprzeć się na przedramionach.

    Już jestem posłuszna. Przegrałam. Nie protestuję, nie opieram się. Nie mam za bardzo wyboru, bo smycz została przypięta do obroży i Basia trzyma mnie, czasami mocno szarpiąc. Ten gest mniej boli, bardziej straszy. Jest jak ostre nieme ostrzeżenie i skutecznie potęguje strach. Nie mam siły płakać. Nie krzyczę, bo boję się, że z pokojów wyjdą inni, sprowokowani krzykiem i zobaczą mnie nagą, związaną, w kajdankach, z kneblem. A mój mąż? Przeraża mnie myśl o jego reakcji na taki widok.

    Basia dłonią przyciska moją głowę do wykładziny i przekręca na bok. Puszcza ją i za chwilę czuję jak kładzie stopę na mojej skroni. Stopą mocno dociska moją głowę do podłoża. Boję się poruszyć, żeby nie sprowokować jej gniewu. Tylko na to czeka. Ktoś podchodzi do mnie od tyłu i zmusza do rozsunięcia nóg. Posłusznie wykonuję nieme polecenie. Basia nie zmniejsza nacisku na głowę.

    Klęczę naga na oświetlonym korytarzu. Opieram się na przedramionach, szeroko rozstawiłam nogi. Obcy mężczyzna i wyuzdane małżeństwo zamierzają… No właśnie. Co dalej? Czekają na kogoś?! Jestem bliska histerii. I zupełnie bezradna. I zdezorientowana, bo nie potrafię przewidzieć, co będzie dalej? Boję się kompromitacji. 

    Opaska na oczach jest skuteczna. Nawet nie wiem, czy pali się światło, chociaż mam pewność, że czujniki ruchu działają, więc korytarz jest oświetlony. Paradoksalnie ucisk stopy Basi na moją głowę dodaje mi otuchy. Nie jestem sama. Nic nie słyszę, nie wyczuwam żadnego ruchu, ale jestem pewna, że obydwaj mężczyźni też są obok mnie.

    *

    Ciepłe dłonie oparły się o moje pośladki i rozsunęły je. Czekałam. Twardy penis powoli wsuwał się do pochwy. Westchnęłam. Obyło się bez bólu, szarpania i klapsów. To musiał być ten nieznajomy. Wszedł we mnie głęboko, do końca. Potem spółkował zawzięcie, jakby miał to być ostatni raz. Kiedy wyszedł, westchnęłam ze zmęczenia, ale nie dane było mi odpocząć.

    Zaraz płynnie wszedł Edek i zaczął mocno uderzać biodrami. Nacisnął na pośladki i wychyliłam się na kolanach do przodu. Obydwaj spółkowali ze mną na stojąco. Może dlatego ich uderzenia były tak silne? Basia nadal uciskała stopą moją głowę. Kiedy skończył naprawdę byłam zmęczona i spocona. Chciałam odpocząć.

    Wtedy ponownie podszedł nieznajomy i członkiem rozpycha mi odbyt. Na szczęście robi to z wyczuciem. Jednak kiedy poczuł lekki opór, a ja ból, nie zatrzymał się, tylko mocniej napiera. Wszedł głęboko, do końca. Po chwili zaczął wolno wycofywać się. Odprężam się. Wtedy powtarza manewr z wpychaniem członka. Zrobił to jeszcze raz i zaczął płynnie spółkować w odbyt. Jego ruchy stają się coraz szybsze, a ja wiję się pod stopą Basi. Mężczyzna stoi za mną i teraz z łatwością wnika aż po nasadę penisa. Pojękuję. I wtedy czuję uderzenia pejcza na plecach! Gwałtownie drgnęłam pod wpływem bólu, ale zdusiłam krzyk. ‘W nagrodę’ Basia uderza pejczem moje piersi. W obronnym odruchu wypinam pupę i przyciskam piersi do wykładziny. Ruchy pupą nie przeszkadzają mężczyźnie. Dalej kopuluje, aż nieoczekiwanie zwalnia i nieruchomieje. Czekam na wytrysk. Nie nastąpił. Mężczyzna wychodzi ze mnie.

    Zastępuje go Edek. Po poprzedniku wchodzi do pupy jednym ruchem. Nie zdołałam powstrzymać jęku. Edek jest zbyt brutalny. Ucisk na twarzy staje się mocniejszy. Bicz spada na plecy! Zaciskam dłonie, żeby nie krzyczeć. Wykorzystują moją bezbronność i bawią się moim bólem. Edek rżnie mnie bardzo gwałtownie, szarpiąc za biodra. Próbuję jakoś inaczej ustawić biodra, ale jemu odpowiada taka pozycja. Nie zważa na moje reakcje. Basia nachyla się i chwyta linkę łączącą kajdanki. Powoli ciągnie ją do góry i nacisk na ramiona staje się tak duży, że zaczynam jęczeć z bólu. Nadal depcze moją głowę. Żeby ich powstrzymać, w proteście uderzam stopami w wykładzinę. Nacisk maleje.

    I wtedy nieznajomy wspiera Edka. Poczułam jak wchodzi do pochwy. Stało się to tak szybko, że nie zdążyłam się zaprzeć rękoma, ale Basia nadal blokowała moją głowę. Nagle zrozumiałam, że oni mnie nie wykorzystują. Nie jestem ich jednorazową „okazją”. Nie! Oni traktują mnie jak niewolnicę – bez praw, do użytku swoich właścicieli. Strach, jaki mnie ogarnia, nie pozwala na dostrzeżenie innych zmian. Mężczyźni rytmicznie spółkują ze mną od tyłu. Teraz znieruchomieli i dosłownie chwilę później szybko wyszli ze mnie. We dwóch podnoszą mnie i pospiesznie wpychają do pokoju. Domyślam się, że ktoś wchodzi po schodach.

    *

    Ucieszona upadam na tapczan, ale nie pozwalają mi na odpoczynek. Kolejna niespodzianka! Uwolnili moje uszy od zatyczek i słyszę. Jak ulga… Ku mojemu zdziwieniu za chwile przychodzi rozczarowanie. Zasłonięte uszy eksponowały inne odczucia, wrażenia. A teraz…

    – Pewnie chcą mi wydawać polecenia. Stąd taki akt ‘litości’ – domyślam się przyczyn ich decyzji.

    Za mną kładzie się Edek i ciągnąc, bądź naciskając moje ciało, obraca się i sadza mnie na swoich kolanach. Potem przesuwa się wyżej.

    – Siadaj, suczko!

    Zrozumiałam. Znowu mam wpuścić go do pupy. Siadam dość ostrożnie, przytrzymując się jego nóg, a on podpiera moje plecy. Czyjeś dłonie dociskają mnie. Jasne, stara pizda go wspiera.

    – Gdyby wiedziała jaką ma ksywkę! – Powstrzymuję uśmiech, żeby opacznie nie zrozumieli mojej reakcji.

    Jej piersi uciskają mój kark, ale teraz dłonie i piersi zjeżdżają, a po chwili zsuwają się do krocza i chwytają moje wargi sromowe, rozciągając je na boki.

    – Ech, tymi wargami mogłabym bawić się! – Basia wzdycha namiętnie i boleśnie miętosi wargi. Napinam mięśnie i powstrzymuję się od jakiejkolwiek formy okazania bólu. Domyślam się, że Basi sprawiłoby to przyjemność.

    Brodacz przysuwa się z przodu. Siedzę z szeroko rozrzuconymi nogami, lekko odchylona i opieram się dłońmi o tapczan. członek wchodzi i wysuwa się z mojego odbytu. Brodacz napawa się tą chwilą obserwacji, przedłuża ją. Na pewno z uśmiechem ogląda mnie taką rozkraczoną z zapraszającym różowym wejściem do pochwy przed jego twarzą. Jestem przecież dla jego przyjemności. Jeszcze rozchyla mi nogi, podnosi się, mocno, wręcz brutalnie chwyta mnie za pierś, i po chwili czuję jak wchodzi do pochwy. Powoli. Jakby świadomie przedłużał tę chwilę. Penis jest twardy. Czuję ten powolny ruch. Centymetr po centymetrze. Aaach… W końcu wpycha członek jednym energicznym ruchem i wyrywa głośne stęknięcie z moich ust. Jestem pewna, że uśmiechnął się!

    Och! Taaak! Znowu czuję penisy ocierające się o siebie. We mnie! Obydwaj mężczyźni kopulują w spokojnym rytmie. Basia klęczy z boku i dociska mnie dłonią, pilnując, żebym nie zsunęła się z Edka. Drugą dłonią masuje moją pierś, szarpie brodawkę. Nawet boleśnie wykręca ją. Szarpię się.

    – Staraj się, lalka, bo dłużej ciebie pomęczymy! – warknęła i ręka z ramienia powędrowała na kark.

    Ignoruję jej groźby. Przesuwam dłoń i z ciekawości dotykam pochwy grubej pizdy. Jest wilgotna.

    – Jasne, lubi znęcać się nade mną. I to ją nakręca do dalszych perwersji – tylko utwierdzam się w swoich wcześniejszych spostrzeżeniach.

    Basia szybciutko przysuwa się, zapewne w nadziei na dalsze, bardziej obfite pieszczoty.

    – Wal się sama, wredna suko! – Bawię się jej rozczarowaniem i powoli cofam dłoń. – Sadystka! – jeszcze dorzucam. Też tylko w myślach. To jest moja drobna zemsta. Ale ileż daje mi satysfakcji!

    Basia jeszcze nie daje za wygraną. Namiętnie całuje mnie w usta. Wypełnia językiem, nawet kąsa mój język! Maca pierś, ale po chwili odsuwa się od ust. Nie rozumiem… Wszystko jasne! Brodacz kopuluje, ściska moją pierś, a teraz całuje mnie. Też staje się coraz bardziej ostry. Zębami gryzie moje wargi. Czyżby zbliżał się orgazm? Basia głośno stęka z podniecenia. Brodacz traci rytm, cofa usta i wpycha swoje palce do moich ust. Są wilgotne. Liżę je. Czuję znajomy smak. Palce znikają z ust, a on rytmicznie szarpie ręką i po chwili znowu wkłada w moje usta. Już wiem! Rżnie Baśkę palcami, a potem ja wylizuję jej śluz. Widać nieznajomego podnieca taka penetracja i pieszczota. Mnie też.

    *

    Kiedy zmęczeni wreszcie wyszli ze mnie, leżę bez ruchu i ciężko oddycham. Nie mam siły podnieść się. Zresztą, nikt tego nie oczekuje. Wiedziałam, że żaden z nich jeszcze nie zamierza kończyć zabawy, bo nie spuścili się.

    Znowu ułożyli mnie na prawym boku. Ktoś chwycił mnie za lewą nogę i uniósł ją. Tapczan ugiął się pod czyimś ciężarem. Leżałam wyczerpana seksem i czekałam. Czyjaś dłoń delikatnie dotknęła wewnętrznej strony mojego prawego uda. Przyjemne uczucie… Miły dotyk trwał, niespiesznie wędrując wzdłuż ciała. Coraz bliżej pochwy. Coraz bliżej.

    To była Basia. Rozkraczona. Prawie usiadła na moim udzie i przesuwając się po nim, zbliżyła krocze do mojego. Kiedy dotknęła wilgotną pochwą do mojej, zadrżałam. Powoli zaczęła poruszać biodrami w górę i w dół. Naprawdę byłam zmęczona, ale dotyk jej ciała jest tak ekscytujący, że moje wargi i łechtaczka zareagowały. Po dłuższej chwili takiej zabawy nie potrafię zdusić jęku.

    – Nasza dupa nie ma dość! – Basia i Edek wybuchają cichym śmiechem, a ona zaczyna intensywniej poruszać biodrami. Tyle potrafię rozróżnić i wyczuć. Nieznajomy głaska mnie po udzie, a tymczasem Basia jeszcze mocniej dociska krocze do mojej pochwy.

    – No, lalka, staraj się. Przecież wiem, że lubisz takie zabawy! – Basia jest podniecona i rozbawiona zarazem. Jest też agresywna.

    Mimo to ponownie odczuwam silne podniecenie. I bezradność. Skute ręce przypominają o mojej sytuacji i uniemożliwiają obronne gesty. Edek kładzie się za mną i maca moje piersi. Do jego rąk też nie mogłam sięgnąć! Basia zatrzymuje się i rezygnuje z dalszych pieszczot. Coś się działo, ale czułam tylko ręce mężczyzn na moim ciele. Nieznajomy przesuwa dłonie po moim ciele i zatrzymuje się na głowie. Wprowadza penisa do moich ust. Otwieram je szerzej, wchodzi dość głęboko. Otaczam go językiem, delikatnie kąsam zębami. W końcu język zamarł i teraz zębami poruszam wzdłuż penisa. Chyba jest zadowolony z takiej pieszczoty, bo mocniej chwyta moją głowę i zaczyna energicznie poruszać biodrami. Tylko ściskam twardego penisa ząbkami. Wchodzi w usta coraz głębiej i szybciej. Prawie uderza mnie podbrzuszem w twarz. Zmieniam siłę nacisku moich ząbków, więc uderza członkiem w gardło, podniebienie, w policzek. Nagle zwalnia i niesamowicie mocno uciska policzek twardym penisem. Strasznie go wypycha, aż mnie boli! W niemym proteście szarpię się. Wydaję jakiś gardłowy krzyk, ale Edek ściska mnie za pierś, a Basia uderza w pośladek i łapie za kark. Nie mogę cofnąć głowy!

    – Cicho, lalka, bo oberwiesz po pysku! – Grozi surowym głosem. I ponownie uderza w pośladek. I jeszcze raz!

    Ależ to ból! Mam łzy w oczach, a nieznajomy nadal wypycha penisem mój policzek! Rozerwie go! Edek trzyma mnie za ręce, a tamten pcha członek i trzyma moją głowę! Wierzgam, wyję i szarpię się po kolejnych razach Basi. Nagle mężczyzna cofa członek i spuszcza się! Krztuszę się, łykając spermę. Ma łagodny smak. Nieznajomy powoli wysuwa członek z ust. Opiera go na mojej twarzy. Przez dłuższą chwilę głaszcze mnie po głowie. Przeprasza tym gestem? Sperma osiadła na moim policzku. Ucichłam, ale jeszcze ciężko oddycham. Basia przysuwa się, nachyla nade mną i bierze w usta członek nieznajomego. Pewnie wylizuje mu do końca. Teraz Edek trzyma mnie za kark. Męski, brutalny chwyt. Znowu tkwię unieruchomiona. Boli! Basia, mrucząc, zlizuje resztę spermy z mojego policzka.  

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick