Category: Uncategorized

  • Wiejskie wesele cz.2

    Po tej tragicznej wiadomości, że jej sąsiadka spodziewa się dziecka z Piotrem, chłopakiem z którym od opisywanej przygody w lesie chodziła a nawet wszyscy myśleli, że nieuniknionym jest żeby nie zostali ze sobą na zawsze, Paulina zaszyła się w domu i z nikim nie chciała rozmawiać. Jedynymi jej przyjaciółmi okazali się pies Azor, duży ośmioletni wilczur i rosły ogier, którego z racji potężnego kutasa nazywała “Maczugą”. Od wielu lat byli to jej najlepsi i najwierniejsi przyjaciele. Z Azorem lubiła biegać i nie tylko, po polnych drogach i łąkach.
    Pewnego razu a było to jakieś dwa lata po jej przygodzie w lesie wybrała się z wilczurem na zwykłą przebieżkę po polach. Postanowiła odpocząć i na to wybrała duży stóg siana stojący na łące. Położyła się na grubej warstwie wysuszonej trawy i patrzyła na przepływające obłoki. Była tylko w koszulce-bokserce i krótkich, jeansowych spodenkach, pod którymi miała białe trykotowe majteczki.
    Miała wtedy szesnaście lat i już dosyć duże doświadczenie w uprawianiu seksu i goszczeniu w swojej nastoletniej piździe większych i mniejszych kutasów. Zawsze jednak najważniejszy był ten pierwszy.
    W pewnym momencie poczuła jak coś szturcha jej wzgórek łonowy. Podniosła do góry głowę i zobaczyła tuż przy swoim kroczu duży psi łeb Azora. Usiadła po turecku i zaczęła drapać wilczura za uchem, jednocześnie ciągnąc jego łeb w kierunku swojego rozwartego krocza. Przypomniała sobie jak czytała kiedyś w jakimś piśmie porno o tym, że można odbyć stosunek z psem. Pomyślała: “A czemu nie?”. Przytrzymała Azora za obrożę a drugą ręką pozbyła się swoich spodenek i majtek. Teraz przyciągnęła łeb przyjaciela do swojego krocza. Czuła jak zimny nos psa trąca jej szparkę i nagle po jej dziurce przejechał szeroki, mokry i szorstki psi jęzor. W oka mgnieniu stała się bardzo mokra, tak ją to podnieciło. Widocznie jej pizda zaczęła wydzielać woń lubianą przez psa, bo zaczął lizać jej kuciapkę jak szalony. Znowu położyła się na plecach i oddawała rozkoszy pieszczot psiego języka. Nagle Azor jakby wyczuwając jej potrzebę przesunął się przednimi łapami do przodu. Podniosła do góry swoje biodra i jej ciało oparte na karku i stopach wygięło się w pałąk. Poczuła jak pomału w jej wnętrze wdziera się innego kształtu niż męski, niewielki psi dydek. Aż głośno jęknęła, taką jej to sprawiło przyjemność. Wilczur jakby rozumiejąc jej emocje, zaczął szybko wyciągać i wpychać swojego kutasa w jej pizdę. Robił to z tak zawrotną szybkością, że Paulina po kilku minutach tej ostrej jazdy była już po kilku orgazmach. Wreszcie poczuła jak zalał jej pochwę swoją psią spermą. Aż się dziwiła jak dużo było tego nasienia.
    Od tego momentu często ustawiała się jak suka i Azor gościł w jej piździe swoim niewielkim kutasem. Próbowała też z innymi psami ale ten jej przyjaciel zawsze najlepiej dogodził jej piździe.
    Mniej więcej w tym samym czasie poznała też wielkość i niewątpliwie śliczny kształt końskiego chuja.
    Któregoś dnia weszła do stajni i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła jak spod końskiego brzucha zwisa ogromna niemal siedemdziesięcio- centymetrowa pała. Podeszła bliżej i postanowiła dotknąć do tego olbrzymiego narządu. Okazała się bardzo miła i delikatna w dotyku. Objęła ją rączką, którą zaczęła delikatnie wodzić wzdłuż trzonu tego ogromnego chuja.
    – Nazwę cię Maczugą, bo masz rzeczywiście pięknego kutasa – szepnęła i znacznie przyspieszyła ruchy swojej dłoni. Odchyliła kutasa w swoim kierunku i polizała płaską końcówkę. 
    Koń obrócił swój łeb w jej kierunku i popatrzył swoimi dużymi oczami jakby z lubością w jej kierunku. Objęła usteczkami twardsze obramowania tej głowicy i zaczęła harcować języczkiem po dużym otworze w środku tego płaskiego czubka. Och jak bardzo ją to podniecało. Dreszcz rozkoszy przeszywał jej nastoletnie ciało i wnikał w jej bardzo mokrą szparkę. Zaczęła sobie wyobrażać jak prawie cały koński kutas wchodzi w jej pizdę i ostro ją rucha. Już nawet miała zamiar spróbować to zrobić, kiedy usłyszała kroki zbliżające się do stajni. Szybko schowała się za dużą belę słomy, leżąco w rogu pomieszczenia. W poświacie księżyca wpadającego przez uchylone drzwi zobaczyła postacie ojca i sąsiada wchodzących do stajni.
    – Och nieźle coś cię podrajcowało – zagadnął ojciec do konia.
    – Przyda się ten ogromny kutas do pokrycia mojej klaczki. Oj jutro będzie się działo – poklepali konia po zadzie i wyszli na podwórze. 
    Rzeczywiście następnego dnia Maczuga ostro pokrył klacz sąsiada i po niemal roku na świat przyszedł piękny źrebaczek.
    Później, chyba przez dwa lata nie zabawiała się kutasem Maczugi. Dopiero w maju podczas matury, niesiona znudzeniem nauką, Paulina poszła w kierunku stajni.
    O dziwo rumak przywitał ją jakby z radością w swoich dużych ślepiach.
    Podeszła blisko a koń obracając łeb w jej stronę pochylił go i zaczął chrapami stukać w jej brzuch i cycki. Spojrzała w kierunku końskiego podbrzusza i zobaczyła, że jego kutas znowu przyjął swoje ogromne rozmiary. Znowu chwyciła w dłoń tą ogromną pałę i zaczęła branzlować a potem kucnęła i zaczęła harcować po płaskim jego zakończeniu swoim języczkiem. 
    Jej mocno już doświadczona pizda zaczęła ją teraz tak swędzieć z podniecenia, że zdawało się jej to nie do wytrzymania. Rozpięła swój fartuszek i ściągnęła majtki. Obróciła się tyłem do Maczugi i mocno pochyliła do przodu. Namacała ręką ogromnego chuja i zaczęła go zbliżać do swojej norki. Musiała mocno wpychać, żeby jej szparka otuliła szczelnie trzon tego ogromnego kutasa. Wepchnęła chyba z dziesięć centymetrów i czuła jak ta pała ją wypełnia. Zaczęła ją wyciągać i wpychać głośno przy tym postękując i pojękując, taką jej to sprawiało frajdę. Wpychała tego końskiego chuja coraz głębiej, ciągle czując coraz większą rozkosz. Ledwo zaczęła szczytować, jak z wbitego w nią końskiego chuja rzygnęła salwa spermy, która wypełniła natychmiast każdy zakamarek jej pochwy. nasienia było tak dużo, że po chwili zaczęło spływać obfitymi stróżkami po jej zgrabnych nogach i wsiąkać w słomę rozesłaną na całej powierzchni stajennej podłogi.
    Sprawiło jej to tak ogromną przyjemność, że głośno piszczała i jęczała z zadowolenia. Wykonała jeszcze kilka ruchów tym ogromnym fallusem i wyciągnęła go z siebie. Szybko zaczął się kurczyć i niknąć w końskim podbrzuszu. Jej tak zaspokojona pizda bolała ją mocno od wielkości tego chuja. Jednak wracała do stajni przynajmniej raz w miesiącu i za każdym razem doprowadzała końskim chujem do stanu orgastycznej euforii.
    Tego poranka też swoje kroki skierowała do stajni. maczuga czekał jakby tylko na nią. Pod jego brzuchem dyndała ogromna pała. Szybko obróciła się tyłem, pochyliła i wepchnęła najgłębiej jak mogła tą ogromną pałę w swoją ochotną pizdę. Znowu przeżyła potężny orgazm. Jednak tym razem zdawało jej się jakby ktoś ją obserwował.
    Ze stajni poszła do stodoły. Przechodząc obok budy Azora, uwolniła go i obydwoje zniknęli w mroku wypełnionego do połowy sąsieka.
    – Chodź i ty przyjacielu pożegnać się z moją pizdą – szepnęła i wypięła w jego kierunku swoją ociekającą spermą końską pizdę. Wiedział co robić i po kilku minutach ostrego jebania znowu przeżywała orgazm. 
    Drzwi od stodoły leciutko się uchyliły i jakiś cień wśliznął się do środka. Paula nawet tego nie zauważyła tak była zajęta sobą i ostrym psim ruchaniem. Kiedy i wilczur wlał w nią swoją spermę, wytarła w poły fartucha swoje uda i czerwoną od zaspokajania pizdę, i poszła do domu.
    Szybko weszła do łazienki i wzięła chłodny prysznic. Potem poszła w samym fartuszku budzić swojego narzeczonego, który dla tradycji spał tej nocy oddzielnie. Tomek ledwo ją zobaczył odchylił kołdrę i zaprosił pod nią narzeczoną. Szybko jej rączki zawędrowały do jego niemal dwudziestocentymetrowego, bardzo grubego kutasa To miedzy innymi jego chuj sprawił, że tak szybko zdecydowała się na to zamążpójście. Szybko okraczyła go tyłem do niego i niemal cały czas cwałując dosiadła do samego wytrysku teraz tego trzeciego kutasa. Ponownie przeżyła ogromny orgazm i znów musiała iść do łazienki wypłukać swoją ochotną pizdę. Tym razem zdawało się jej jakby znów ktoś ich podglądał ale bardzo szybko o tym zapomniała.
    Zaczynali się zjeżdżać pierwsi goście weselni. Prosto z łazienki poszła przywitać się ze swoim chrzestnym, który kiedyś jako drugi odwiedził jej świeżo rozdziewiczoną pizdę ale to już inna historia i może ją kiedyś opowiem.

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor
  • Wiejskie wesele cz.1

    Patrycja skończyła tydzień temu 23 lata. Wstała tej soboty wcześnie rano. Było chyba parę minut po siódmej. To jeden z ważniejszych dni w jej życiu. O 14.00 miała poślubić Tomka i wyprowadzić się do niego na Mazury.
    Ledwo poznali się na portalu randkowym a już ślub i weselisko. 
    Pati była jedną z ładniejszych i zgrabniejszych dziewczyn w całej okolicy. Chodziła siedem lat z chłopakiem, który okazał się straszliwym łajdakiem. Już planowali wspólne życie, kiedy okazało się, że wpadł z jej sąsiadka Marleną. Jej nie winiła za to, bo chłopak był niezwykle przystojny ale sama przeżywała to rozstanie niesamowicie. 
    Znali się jeszcze wcześniej a chodzili od momentu jak kiedyś w pobliskim lesie, rozdziewiczając ją niemal zgwałcił. 
    Miała wtedy czternaście lat i wybrała się na grzyby. Przywiązała rower do drzewa i weszła do zagajnika, w którym zawsze znajdowała dużo grzybów. Przeszła na drugą stronę i nagle zobaczyła jego. Po prostu siedział na pieńku i walił sobie konia. Chciała się schować w zaroślach ale on też ją zauważył. Poderwał się na równe nogi, podciągnął spodnie i ruszył w jej kierunku. Kątem oka zauważyła tylko jego dużego, sterczącego, sztywnego kutasa. zaczęła uciekać ale był znacznie szybszy. Dopadł ją po kilkuset metrach.
    – Poczekaj nic ci nie zrobię, przynajmniej nic czego byś nie chciała albo nie sprawiłoby ci to przyjemności – krzyczał ciągle się zbliżając.
    Nie miała już sił dalej uciekać.
    – Czego chcesz ode mnie, zboczeńcu. Przecież mam dopiero czternaście lat – krzyczała.
    – To doskonały wiek żebym cię wyruchał – dopadł do niej i przewrócił na ziemię.
    Był od niej o pięć lat starszy i znacznie silniejszy. Wyciągnął pasek ze spodni i skrępował jej ręce. Próbowała bronić się nogami ale to nic nie dawało. Zdarł z niej jesienną kurteczkę i rzucił rozpostartą na miękki mech.
    – Jak będziesz grzeczna to postaram się być delikatny – obiecała i zaczął ściągać brutalnie z niej majtki, które po chwili zawisły na pobliskim krzaku.
    – Ssij suko – powiedział ściągając swoje spodnie razem z majtkami i ciągnąc jej głowę w kierunku swojego krocza.
    Pati jeszcze nigdy tak z bliska nie widziała męskiego kutasa. owszem na filmikach w internecie ale to zawsze było bezpieczne. objęła swoimi nastoletnimi usteczkami dużą głowicę w oczach twardniejącego i rosnącego kutasa i zaczęła wędrować po niej swoim języczkiem. Myślała, że może to wystarczy temu dryblasowi. Bała się straszliwie ale już nie miała siły z nim walczyć. Objęła usteczkami trzon tego chuja dalej i wtedy zaczął ją jebać w usta i to tak głęboko, ze niemal się nie porzygała. Przewrócił ją tak, że jej goła pupa znalazła się na rozłożonej kurtce. Kolanem rozpychał jej ściśnięte nóżki i jednocześnie coś majstrował przy swoim dużym kutasie. Wszedł w nią bardzo ostro. Niemal wyła z bólu. Wcale nie miał zamiaru spełniać obietnicy o ostrożności. Ruchał ją tak zapamiętale jakby nie robił tego od dłuższego czasu. o dziwo początkowy straszliwy ból zaczął przeradzać sie w coś zupełnie innego i dziewczynka szeroko rozłożyła swoje nóżki a nawet dźwignęła je do góry. Potraktował to jako zachętę i teraz ruchał ją jak wariat. Nagle czuła jak pała w jej pochwie zaczęła pulsować i nagle jej wnętrze wypełniło się potężną salwą jego spermy. czuła jak strzeliła ona w jej tylną ściankę pochwy, co o dziwo sprawiło jej jeszcze większą przyjemność. Wbił się w nią kilkanaście razy i wyciągnął swoją okrwawioną pałę z jej wnętrza.
    Jej młodziutka pizdeczka bolała ją chyba przez tydzień. Ale jak ten minął znowu zaczęła chodzić w to samo miejsce. Spotkała go dopiero czwartego dnia. Teraz już nie uciekała i nie broniła się. Kiedy wbił się w nią ponownie, znowu mocno bolało ale trwało to krótko. Po kilku minutach ostrej jazdy przeżyła swój pierwszy orgazm. Potem spotykali się coraz częściej aż w końcu pragnęli jebania codziennie. Nieraz w drodze do szkoły skręcała za stodołę gospodarstwa, w którym mieszkał i ostro wyruchana szła dalej. Potem spotykali się wieczorem i znowu kochali się do upadłego.
    Tak trwało to prawie siedem lat. Wreszcie dowiedziała się, że nie tylko ona była obiektem jego zainteresowań seksualnych. Wtedy zerwała z nim i zaczęła szukać chłopaka na portalach randkowych ale to już w następnym opowiadaniu, jeśli oczywiście tego zechcecie.
    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor
  • Mowa-trawa

    Gosia i ja byliśmy małżeństwem od 11 lat. Mamy 8 letniego synka i kochamy się, choć ostatnio nasze życie seksualne wyraźnie ostygło. Żona nie miała ochoty na zbliżenia i miałem wrażenie, że jeśli do czegoś już między nami dochodziło to robi to bez przekonania i dla świętego spokoju. Jest szatynką o niezbyt długich włosach i z lekką nadwagą. Jest też dość poważna i bawi ją dość specyficzne poczucie humoru. Jest również bardzo ułożona i pochodzi z rodziny z mocnymi zasadami. Zawsze byłem pewien jej wierności i ta właśnie pewność i zaufanie hamowały mnie przed pokusami skakania w bok. Nie mam łatwości w nawiązywaniu kontaktów i też jestem uważany za upartego cynika, ale w głębi serca zawsze chciałem mieć żonę i rodzinę. Mam co prawda kilku dobrych kolegów i koleżanek z pracy…ale…Pewnego lata zaplanowaliśmy wyjazd nad morze. Wybraliśmy się całą rodziną. Zamieszkaliśmy w ładnym apartamencie z widokiem. Gosia lubi tańczyć, a ja nie za bardzo. Poza tym, jak wspomniałem, nie jestem zbyt towarzyski i nie mam ochoty poznawać nowych ludzi, kiedy jestem na urlopie. Szczęściem okazało się, że dwóch moich kolegów z pracy będzie przejeżdżać przez naszą wypoczynkową miejscowość i zaproponowali nam spotkanie przy piwku. Zgodziłem się, bo troszkę w naszym własnym towarzystwie i w dodatku z dzieckiem zwyczajnie brakowało nam towarzystwa dorosłych, chociaż przez kilka godzin. Pub był dosłownie kilka metrów od naszego lokum, a syn nie miał problemu z zasypianiem samemu, więc postanowiłem przyjąć zaproszenie kolegów – Adama i Tomka. Chłopaki zapowiedzieli, że możemy pójść potańczyć trochę. Nie spodobało mi się to, ponieważ nie umiem i nie lubię tańczyć, ale Gosia była tym zachwycona. Zdenerwowała się, gdy chciałem się wykręcić i upierałem się przy piwie. Gdy użyłem argumentu synka, już wyraźnie poirytowana stwierdziła, że chce tańczyć i że nie muszę iść. Poczułem się urażony i wyszedłem na werandę. Zobaczyłem wówczas, że mój kolega Adam już czeka. Nie widział mnie, bo był odwrócony plecami, ale ja zauważyłem, że wyciąga szklaną lufkę i zapala. Po chwili poczułem zapach trawki. Jestem przeciwnikiem jakichkolwiek narkotyków i nie spodobało mi się to, ale Adam już mnie zauważył i odwrócił się do mnie z uśmiechem, witając się serdecznie. Nie chciałem się awanturować, bo to jego sprawa. Zaprosiłem go do domku, ale Gośce szepnąłem do ucha, że jak będzie palić razem z nimi, to będzie bardzo źle. Ona już była w bojowym nastroju i stwierdziła, że będzie robić co jej się podoba. Adam zaproponował jej buszka. Spojrzała na mnie i odpowiedziała coś wymijająco. Wkurzyłem się, bo Adam znał mój stosunek do tego typu używek i miałem wrażenie, że powiedział to złośliwie, choć na pozór niewinnie. Powiedziałem więc głośno, że nie życzę sobie, żeby paliła to gówno. Ona zaś mnie zaskoczyła – wskazała na mnie palcem i powiedziała: “A tego dupka dzisiaj nie lubimy!” i zaczęła się śmiać. Odpowiedziałem, że poniesie konsekwencje tego zachowania i że jak chce, to może iść, ale jak wróci, to z pewnością nie czeka jej miła atmosfera. Powiedziała, żebym dał jej spokój i śmiejąc się wyszła z Adamem pod rękę. Mały już spał, a ja powstrzymałem się od wyjścia za nimi. Miotałem się po pokoju i byłem wściekły. Chciałem ją postraszyć, że odejdę od niej, jeśli będzie upalona. Nigdy nie przekonywały mnie te wszystkie gadki, jaka to trawa jest zdrowa i wspaniała. Zacząłem pakować swoje rzeczy, żeby nadać wiarygodności swoim już przygotowywanym tekstom…a czas mijał. Po około 4 godzinach, gdy siedziałem z łóżku w sypialni i układałem sobie w głowie cały wykład, zgrzytnął w drzwiach klucz i usłyszałem jak Gośka od razu wchodzi do łazienki. Pobiegłem za nią i od razu ją zaatakowałem. Zacząłem prawić morały, a ona kompletnie obojętna zaczęła się rozbierać i weszła pod prysznic. Zdziwiło mnie to, bo w domu zawsze się zakrywała, zamykała drzwi lub owijała ręcznikiem, a teraz stała naga, jak gdyby nigdy nic. Zawsze tłumaczyła się swoją nadwagą, a teraz po prostu zrzuciła ciuchy, związała włosy i weszła pod prysznic. Każde moje zdanie trywializowała i spłycała robiąc ze mnie głupka. Wściekało mnie to, ale brnąłem dalej. Nagle w drzwiach stanął przebudzony synek i spytał czemu tak krzyczę. Odesłałem go do sypialni w ostrych słowach. Gośka przeważnie zwracała mi uwagę, żebym nie krzyczał na niego, ale tym razem się śmiała. Nagle spojrzała na mnie i zobaczyłem szerokie źrenice i dość mętny wzrok. Nie byłem pewien czy piła czy paliła, ale z głupia frant zapytałem czy paliła. Przybrała niewinny wyraz twarzy i figlarnie pokazała mi język, chichocząc przy tym. Wkurzony oznajmiłem jej, że skoro ja palę coś tak ohydnego jak papierosy, to trawa, która ponoć jest taka super również może w jakiś sposób uzależnić. Ona odpowiedziała, że palę papierosy, bo jako gówniarz chciałem zaszpanować i poczuć się bardziej męski. Odparłem, że na pewno Adam i Tomek są dzięki temu bardzo męscy. Ona odpowiedziała, że są wspaniali. To mocno zabolało. Spytałem “A tak w ogóle, to co Ty tak od razu pod prysznic?”, a ona zupełnie niedbale i od niechcenia “Muszę się umyć, bo chłopaki spuścili mi się na twarz i Adam trafił mnie w oko”. Poczułem jak kręci mi się w głowie i że zaraz zwymiotuję. Moja żona! Moja Gosia z dobrego domu! Miałem ochotę ją uderzyć, ale oznajmiłem jej, że wobec tego zabieram młodego i może czekać na pozew rozwodowy. Spojrzała na mnie zupełnie bez emocji i skruchy. Najbardziej bolało mnie to, że cały czas była niewinnie uśmiechnięta i chichotała…potem zaczęła gadać coś, że lubi zapach swojego płynu do kąpieli, bo kojarzy jej się z perfumami jej taty z lat 90. Szok! Jak gdyby nigdy nic! Wybiegłem z łazienki na chwiejących się nogach. W przedpokoju usłyszałem dźwięk sms’a z jej telefonu. Bez skrupułów chwyciłem telefon i odczytałem wiadomość od Adama: “Było super! Jakby co, to z Tomkiem zostajemy jeszcze dwa dni ;)”. Odruchowo po odczytaniu wcisnąłem przycisk do zamykania wszystkich aplikacji, bo zawsze mnie wkurzało, że ma mnóstwo ikonek w tle i zauważyłem, że uruchomiona jest galeria i jakiś rozmyty kształt na miniaturce. Kliknąłem i okazało się, że jest kilka fotek z imprezy, z której wróciła i jeden film. Zdjęcia były raczej zabawne i niewinne – zwykłe selfie z kolegami, ale film ważył prawie 2GB. W tym momencie Gośka wyszła z łazienki w samym ręczniku i legła na łóżku. Po chwili chrapała w najlepsze. Odczekałem kilka minut, żeby się upewnić, że się nie obudzi, po czym usiadłem w saloniku na fotelu i uruchomiłem filmik. Licznik na osi czasu wskazywał ponad półtorej godziny do końca pliku. Na początku było nagranie jak Gośka śpiewa na karaoke piosenkę z dedykacją dla mnie…”Nie płacz kotku”…czyli złośliwie. Następnie cięcie i kolejna scena. Gosia siedzi przy stoliku obok Tomka (czyli Adam filmował), który co jakiś czas przypala fifkę. Gadka szmatka, niby śmieszna, ale zaczepna. Gośka odcina się od komentarzy chłopaków, którzy zachęcają ją do zrobienia głupiej miny. Pije drinka. Następnie scena gdy Gosia siedzi Adamowi na kolanach, nabijają się z dziewczyny, która śpiewa jakiś popowy przebój…no i oczywiście przejmuje lufkę z rąk Adama. Nie wie, że Tomek filmuje. Po następnym cięciu siedzą na jakiejś ławce i Gośka “przechwytuje” dymek z ust Adama…oboje się śmieją. Po chwili mówi, że idzie tańczyć. Kolejne ujęcie to taniec Gosi z Adamem. Adam przy każdym obrocie spogląda w kamerę szczerząc się głupio i pokazuje kciuk w górę. Po chwili wsuwa rękę pod spódniczkę Gosi. Do końca filmu jeszcze godzina i 15 minut…po chwili jednak cięcie…i w tym momencie aparat jest ustawiony nieruchomo na jakimś stoliku (chyba) a kadr wypełnia wnętrze niedużego pokoju z dwoma łóżkami. Na jednym siedzi Gosia z Tomkiem i zaśmiewają się z czegoś. Po kilku sekundach zza kadru wychodzi Adam. Dźwięk jest zaszumiony i słychać muzykę z radia. O czymś jednak gadają i co chwila ten irytujący już śmiech. Nagle Adam wstaje i ściąga koszulkę i spodnie. Ciągle się śmieją. Tomek zaczyna gładzić Gośkę po ramieniu i plecach. Ona nie protestuje…przeciwnie – kładzie dłoń na jego udzie i masuje w okolicach krocza. Adam siada na łóżku naprzeciwko i przygląda się. Tomek zaczyna całować ramię Gosi, ale ona odsuwa się, tylko po to, żeby po chwili chwycić go za włosy i wbić się ustami w jego usta. Adam wstaje i podchodzi do telefonu. Teraz filmuje z ręki i widać wszystko z bliska. Widzę jak Gośka wysuwa język, a Tomek trąca go swoim językiem i masuje jej pierś przez materiał sukienki. Opada ramiączko, on zsuwa drugie i opuszcza sukienkę do pasa mojej żony. Ciągle trwają w pocałunku. Czuć wielkie gorąco jakie narasta między nimi. Gosia cicho mruczy i ciężko oddycha. Tomek uwalnia z miseczki stanika pierś Gosi i zaczyna lizać brodawkę, ona głaszcze go po głowie i ma rozchylone usta. Po chwili jego dłoń wsuwa się między nogi mojej żony, które delikatnie się rozchylają. Zaczyna nią poruszać, a Gosia sama ściąga biustonosz i kładzie się w poprzek łóżka, rozchylając mocniej nogi. Moje serce łomoce jak oszalałe, a krew rozsadza skronie. Nie czuję podniecenia tylko wściekłość, ale coś każe mi patrzeć dalej…Na ekraniku widać jak Tomek klęka między udami Gosi. Nie widać szczegółów bo Adam ciągle filmuje z tego samego miejsca, ale Gosia przyciąga głowę Tomka do swojego krocza i dyszy ciężko i coraz szybciej. Po chwili próbuje wciągnąć mojego kolegę na siebie. Spogląda w kamerkę ale wzrok ma kompletnie nieobecny…samo pożądanie. Tomek jednak wstaje i od razu ściąga spodnie wraz z bielizną. Jego penis jest w stanie częściowej erekcji. Nie jest zbyt wielki…raczej średnia europejska. Gośka bez wahania zaczyna go miętosić w dłoni. Drugą dłonią obejmuje nabrzmiałe jądra. Po kilkunastu sekundach łapczywie zasysa już gotową do natarcia pałę Tomka. Rusza głową jak maszyna, w szybkim tempie. Przekręca go językiem na wszystkie strony, oblizuje po całej długości. Tomek jest wniebowzięty i przyciąga jej głowę jeszcze mocniej do siebie. Teraz cały penis znika w jej ustach. Byłem zszokowany – tak zabawialiśmy się w początkowych latach. Teraz trudno ją namówić na loda, a tutaj – walczy jakby nic innego w życiu nie robiła. Nagle następuje cięcie. Kolejne ujęcie jest z bliska – widzę twarz Gosi kilka centymetrów przed obiektywem. Jest rozpalona, kołysze się w przód i w tył. Jest poważna i skupiona. Włosy falują wokół jej twarzy. Co chwila z jej ust wydobwa się “O Kurwa!”, “Ja pierdolę…”, “Mocniej!”, “Zajebiście!” …na ten widok czuję, że rośnie we mnie podniecenie. Zaczynam masować swojego fiuta przez spodenki, ale nie wytrzymuję i wyciągam go. Powoli i spokojnie zaczynam się masturbować. Kamera unosi się i widzę cały obraz od góry. Kutas Tomka miarowymi ruchami zanurza się między pośladkami mojej żony…w której dziurce nie widać, ale jestem pewien, że penetruje jej cipkę. Gośka nie chciała nigdy analu. Brzydziło ją to i bała się bólu. Kamera okrąża ich i okazuje się, że miałem rację…teraz widzę akcję z boku. Piersi Gosi kołyszą się w rytm pchnięć Tomka a ona jęczy i przeklina coraz częściej i głośniej. Nagle poruszenie obrazu. Kamera jest unieruchomiona naprzeciw łóżka, gdzie moja żona właśnie przyprawia mi rogi. Adam pojawia się w kadrze z lewej strony. Jest nagi, jego fiut sterczy do góry i tu muszę przyznać, że to kawał sprzętu – długi i gruby z niewielką żołędzią. Gosia unosi głowę i jęcząc głośno, łapczywie chwyta tą adamową kutangę do buzi. Adam nie rusza się. Gośka obciąga mu w rytm sztychów Tomka z tyłu. Po chwili jednak Tomek wychodzi z niej i znika z pola widzenia. Słychać jak pyta Adama o zapalniczkę a po chwili dźwięk pstrykania. Tomek pojawia się i siada w drugim końcu łóżka. Po raz kolejny odpala lufkę i głęboko się zaciąga, a następnie wkłada palce do wypiętej cipki Gosi, która ciągle ssie Adama fujarę. Gośka odwraca głowę. Prosi Tomka o buszka, siada na łóżku, prawą ręką wali Adamowi konia i zaciaga się. Najpierw wypuszcza dymek, a po drugim buchu wstrzymuje go dłużej, pochyla się do fiuta Tomka i wkłada go do buzi. Dym wydobywa się kącikami ust i nosem. Zaczyna chichotać i coś mówi Tomkowi na ucho. Adam korzysta z okazji, że jest odwrócona do niego tyłem i bez uprzedzenia, gwałtownym ruchem wbija swoją grubą pytę w cipkę mojej żony. Gośka jest zszokowana i krzyczy boleśnie, ale Tomek chwyta ją za kark i przyciąga do swojego kutasa. Adam natychmiast zaczyna rżąć Gosię na pieska. Żona po chwili się rozluźnia i zaczyna z nimi współpracować, jęcząc wniebogłosy i zaklinając Adama, żeby nie przestawał, bo “zaraz ma”. Po kilku sekundach zaczyna krzyczeć “O kurwa…o kurwa…mam…mam Adaś…pierdol…pierdooool kurrrrwa!!!”, po czym opada na brzuch. Adam wychodzi z niej i bezwładną przewraca na plecy. Wchodzi w nią w pozycji klasycznej. Tomek wstaje i bierze telefon do ręki. Filmuje z góry. Gośka gorączkowo szuka ręką jego chuja. On podsuwa jej go do ust, a ona ponownie z pasją w oczach zaczyna go ssać. Nasadę kutasa chwyta w dłoń i obraca nią, potęgując doznania Tomka. Nagle Adam ustawia się nieco inaczej a Gośka unosi się, wypuszczając fiuta Tomka z ust: “O nie, nie!”, “Nie bój się, rozluźnij mięśnie”, “Nie ma mowy. Ruchaj mnie w cipkę, w tyłek nie pozwalam”. Adam rezygnuje, ale ta krótka sytuacja powoduje, że na chwilę mięknie. Tomek oddaje mu aparat, a sam układa się za Gosią, unosząc jej nogę, widzę jednak, że puszcza oczko do Adama i daje mu znak, żeby kręcił zbliżenie. Przez chwilę posuwa ją w cipkę, ale po kilkunastu sekundach zaczyna masować palcem jej kakaowe oczko. Rżnie ją szybko i ostro, przez co słychać, jak Gosia znów dochodzi…i nagle wkłada czubek kutasa w dupkę mojej żony. Ona się spina, ale Tomek stanowczo napiera – jego fiut jest mniejszy niż Adama, więc ostatecznie Gośka ulega. Widzę jak pulsujący kutas zagłębia się coraz bardziej…Gośka jęczy ale Adam zatyka jej buzię swoim zaganiaczem. Syczy, gdy Gosia kurczowo zaciska na nim wargi. Po chwili jednak cała sytuacja robi się bardziej płynna i Gosia uśmiecha się do kamery posuwana w dupę przez Tomka, raz po raz zasysając pałę Adama. Ten widok doprowadza mnie do gigantycznego wytrysku…i nie tylko mnie, gdy otwieram po chwili oczy widzę twarz mojej żony w spermie…gorączkowo cofam o kilkanaście sekund. Jeszcze raz. Uśmiecha się, wsysa czubek fujary Adama, ssie kilka sekund, po czym nagle Adam wyciąga kutasa z jej ust i niemal w tej samej sekundzie kaskada białej spermy trafia na jej włosy i w oko, Gośka zaczyna się śmiać i w tym momencie kolejny strzał tryska na jej wargi, zęby i policzek, z którego szybko zaczyna ściekać na prześcieradło. Adam przez chwilę jeszcze trzepie konia wyrzucając ostatnie kropelki na twarz Gosi i widać jak ona bezwładnie opada na plecy. Tomek ciągle ją pierdoli, a ona podskakuje posuwana na wznak z obspermioną twarzą. Po chwili Tomek krzyczy “O kurwa…ja pierdoolę”, wyskakuje z tyłka Gosi i okrakiem próbuje dostać się do jej twarzy, jednak orgazm już jest w drodze i pierwszy strzał spermy trafia na cycki mojej żony, następny, równie mocny na brodę i nos, Tomek dociera kutasem do twarzy Małgosi i rozmazuje wyciekające nasienie na jej policzku, po czym Gosia wkłada jego pałę do buzi i wysysa resztki spermy. Tu film się kończy…ja zabieram kartę z telefonu i …jutro się zbieram…albo…może to jeszcze przemyślę?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Gdziebądź
  • MW-Ibiza Rozdzial 44 Chichotki

    Spoglądam na te kilka spiętych, patrzących na nas jednocześnie bykiem i z nadzieją postaci i serce mi się kraje. Kontrast pomiędzy naszymi wystrojonymi, zadowolonymi z życia a tymi wystraszonymi, rozczochranymi i brudnymi dziewczętami powala. Mobilizuję w sobie całą, nieco przykurzoną znajomość ukraińskiego.

    – Dobryj Den! Jestem Maciek a to moi przyjaciele. Jestem Polakiem, część tu obecnych też jest z Polski.

    – My polski rozumiemy, i powiedzieć też potrafimy! Na to po cichu liczyłem, teraz przydadzą się moje dziewczęta.

    – Chcemy wam pomóc, mamy możliwości, problem w tym, że możecie nie chcieć naszej pomocy.

    – Jak to? Dlaczego? Pomóżcie nam, prosimy!

    – Wszystko wam wytłumaczę, skoro rozumiecie po polsku, to dziewczęta też odpowiedzą na wszystkie pytania ale na początek przenieśmy się w wygodniejsze miejsce. Staś – zwracam się do niego po polsku – załatw z ochroniarzami, niech nas wprowadzą dyskretnie od tyłu i odetną salę od reszty dyskoteki.

    Staś biegnie, za chwilę wraca.

    – Załatwione!

    Jesteśmy już wszyscy w środku, w dobrym oświetleniu widać, jakie wymęczone są te dziewczęta. I pewnie głodne. Zwracam się do Tidżejów:

    – Zorganizujcie jakieś żarcie i napoje.

    I do moich dziewcząt:

    – Zaprowadźcie je do łazienki, na pewno chcą się odświeżyć.

    Tymczasem rozmawiam z ich, tak jakby, przywódczynią, Tatianą.

    – Taniu, będę z tobą szczery do bólu.

    – Chodzi o ten problem, że możecie pomóc, ale my możemy nie chcieć tej pomocy od was?

    – Tak!

    – Dawaj w pieriod!

    Cały plan mam już w głowie.

    – Możemy was za chwilę zabrać autobusem na przystań, stamtąd wodą na S’Espardell, to taka mała wyspa o pół godziny drogi stąd. Nasz przyjaciel Antonio – Antonio macha do Tani – ma tam hotel, w tej chwili jesteśmy jego jedynymi gośćmi.  Wynajęliśmy hotel na tydzień, cały teren jest zamknięty będziecie tam bezpieczne przez ten tydzień. W następną niedzielę rano wracamy do Polski, mamy wyczarterowany samolot, jeszcze zahaczamy po drodze o Kopenhagę ale to dla was nieistotne. Tu obecni bliźniacy, moi kuzyni z Nowego Yorku, wynajmą w międzyczasie duży samochód kempingowy i przewiozą was do mnie, do Warszawy. Problem dokumentów odpada, to wszystko Eurokołchoz, tylko z samolotem byłby kłopot. W Warszawie będziemy się zastanawiać, co dalej z paszportami, w tym czasie możecie zamieszkać u mnie albo zgłosić się do odpowiednich władz, one zapewnią wam lokum. Aha, to w tej chwili pewnie dla was najważniejsze, jeśli pamiętacie numery telefonów, możecie w każdej chwili zadzwonić do domu.

    I podaję Tani telefon. Robi to na niej piorunujące wrażenie. Wręcz wyrywa mi go z ręki, ucieka w najdalszy kąt sali i gorączkowo wybiera numer. Po chwili zaczyna równie gorączkowo rozmawiać z kimś z rodziny. Dobiegają mnie jedynie urywki słów, zresztą staram się nie podsłuchiwać. Po długiej chwili Tania wraca do mnie, jeszcze ocierając oczy. Oddaje mi telefon.

    – Jutro sprawimy wam własny. Będziecie mogły dzwonić, ile i kiedy chcecie.

    – Nie rozumiem.

    – Czego, przecież ludzie muszą sobie pomagać, a już my, Słowianie…

    – Nie tego. Nie rozumiem, dlaczego miałybyśmy nie przyjąć waszej pomocy. Wyście już nawet wszystko zaplanowali, za tydzień w Warszawie, nie do wiary. I nie chcecie za to żadnych pieniędzy?

    – Mamy dość swoich. A teraz ci wytłumaczę, krótko i dosadnie a dziewczęta potwierdzą.

    – Dawaj w pieriod! – powtarza Tania.

    – Bo my wszyscy, jak nas tu widzisz, uwielbiamy się pieprzyć. Zebrała nas się spora grupa, właśnie urządziliśmy sobie krótkie wakacje, na których nic, tylko…

    – Się pieprzycie! – Dopowiada Tania.

    – Każdy z każdym i na wszelkie sposoby. No i w zasadzie chodzimy nago, ubrania zrzucimy, jak tylko wsiądziemy do łodzi, Wyspa to w zasadzie ogromna naga plaża, a terem hotelu jest odcięty od reszty wyspy, więc…

    – Pieprzycie się bez ograniczeń! – Znów dopowiada Tania.

    – Dokładnie. Podobnie przedstawia się sprawa z moim domem w Warszawie, stoi w dużym ogrodzie z basenem za wysokim płotem, więc tam też przebywamy nago i… Dokończ.

    – Pieprzycie się bez przeszkód!

    – W tej chwili mieszka ze mną Ala i te dwie Japonki, reszta dziewcząt często mnie odwiedza i wtedy… już nawet nie musisz kończyć!

    A jutro planujemy niemałą orgietkę w hotelu, taką na kilkadziesiąt par.

    – Rozumiem. A w czym leży problem?

    Zatyka mnie

    – No… Po waszych przeżyciach, w końcu uciekłyście z burdelu, czy z transportu do burdelu, nie wydaje ci się, że wpadacie z deszczu pod rynnę?

    – Tym się przejmujesz? Popatrz na to z innej strony. My jesteśmy dziewczyny nowoczesne. To, że nie chcemy pracować w burdelu, bo która dziewczyna tak naprawdę by chciała, nie oznacza, że nie lubimy się pieprzyć! Byle na własnych warunkach. Zatkało cię? Cóż, szczerość za szczerość. Naprawdę nie musisz do nas podchodzić jak pies do jeża, myśmy wyszły z tego tanim kosztem, mówię ”wyszły”, bo wierzę już, że dzięki wam mamy to za sobą. A tanim kosztem, bo w zasadzie jeszcze nie zaczęli nas urabiać, owszem, trochę bili, ale żadnej z nas jeszcze nie zgwałcili. Tania unosi bluzkę i pokazuje siniaki na żebrach, ładne ma piersi, wysoko unosi tę bluzkę.

    – Ładne mam cycki? – Zauważa moje spojrzenie, uśmiecha się.

    – Zobaczysz i resztę, nie będziemy was krępować chodząc ubrane. Nie patrz tak, jestem pewna, że dziewczęta się rozbiorą zaraz po was, młode i zgrabne jesteśmy, nie mamy się czego wstydzić!

    Przysłuchująca się rozmowie Dorka wybuchła niepowstrzymanym śmiechem.

    – Dokładnie to samo powiedziały mi jego dziewczyny, gdy wpadłam po piłkę!

    Tania patrzy na nią wygłupionym wzrokiem. Dorka bierze ją pod ramię i prowadzi do łazienki.

    – Weźmiesz prysznic, a ja opowiem ci w tym czasie, jak to było.

    * * *

    Robimy szybką naradę, postanawiamy urwać się z dyskoteki i kontynuować zabawę we własnym, nieco poszerzonym gronie. Okazuje się, że Antonio i jego kumple znaleźli sobie po panience, przecież są miejscowi, wszystkie znali wcześniej, częste bywalczynie Ibizy, tak, że mamy komplet. A nawet nadreprezentację płci pięknej wliczając Ukrainki, lecz zakładam, ze one będą co najwyżej biernymi obserwatorkami. Błędnie, jak się wkrótce okaże.

    Wręczamy jeszcze ostatnie zaproszenia i kierujemy wybrańców i wybranki do autobusu.

    Tania, już czyściutka, przekazuje moje informacje towarzyszkom niedawnej niedoli. Świeżo wykąpane i uczesane prezentują się nad wyraz atrakcyjnie. Facet rekrutujący je do, jak się okazało, burdelu miał oko…

    Rozgrywa się zacięta acz bezkrwawa wojna o telefon. Zaradzają temu Tidżeje i Brodacze użyczając swoich komórek. Drugim efektem przekazania przez Tanię moich informacji koleżankom, jest wyraz ulgi i nieśmiałe uśmiechy, które zagościły na ich buziach. Oraz, sporadycznie, rumieńce tudzież cichy chichot. Trzeci efekt dotyczy głównie mnie, dziewczęta wlepiają we mnie wzrok pełen, czy ja wiem, na pewno nie potępienia, już raczej podziwu a nawet zazdrości. I znów chichoczą. Później traktują tym wzrokiem moje dziewczęta. Dziewczęta odpowiadają uśmiechem. Ukrainki poszeptują, chichoczą, co one z tymi chichotkami, i zgodnie kiwają głowami. Podchodzą wszystkie do mnie. Tania zabiera głos w ich imieniu:

    – Tak, jak mówiłam, dla dziewcząt to nie problem. Ani wasze zabawy, ani rozebranie się. Założę się, że niektóre już kombinują, jakby tu się wkręcić na waszą imprezę!

    – Sama kombinujesz, przyznaj się!

    – Jak się pieprzyć to dla przyjemności, nie dla pieniędzy, czy alfonsa!

    – Tylko do tego hotelu to chcemy z tobą płynąć, nie zostawiaj nas teraz!

    Jestem lekko zszokowany taka szybką zmianą nastroju tych dziewczyn. Przed chwilą zastraszone, teraz wciąż chichoczą. Lubię takie chichotki. Cóż, przywilej młodości. No właśnie, ile mają lat?

    – Mamy wszystkie między siedemnaście a dziewiętnaście, taki  był wymóg w ogłoszeniu o pracy za granicą. Że podobno, im młodsza, tym szybciej nauczy się języka.

    – Język, ważna rzecz.

    Wyobrażam obie ten akurat język na moich jajach. Tania z lekka się rumieni, czyżby mnie zdemaskowała? Chrząkam, zmieniam temat.

    – Dobrze, dziewczęta, ruszamy!

    Impreza trwa w najlepsze, jest dopiero pierwsza po północy. Nikt jednak nie żałuje, przed nami ciąg dalszy w bardziej kameralnym gronie.

    Na nabrzeżu dzielimy się na dwie grupy, ze mną płyną oczywiście Francuzki, dalej gołe ale zupełnie się tym nie przejmują. Zresztą o tej porze jest tu raczej pusto. Nicole znów się do mnie tuli, drugim ramieniem obejmuję Tanię, Ala zajęta swoim niedźwiedziem, Antonio w roli sternika wraz z dziewczyną w roli majtka bez majtek oraz Tidżeje ze swoimi Czeszkami i Hiszpankami. Są także Kaśka, Majka i Dorka ze swoimi pewniakami. Rzucamy cumy i zrzucamy ubrania. Mnie rozbiera Nicole. Ukrainki oczywiście się chchrają. Pozostałe Francuzki nagle rzucają się do pudła z rzeczami wciągają ciuszki i ustawiają się w kolejce, chyba tak lubią. Ściągam więc z nich po kolei te skromne ciuszki, majteczek już nie mają. Pewną nowością jest dla mnie zdejmowanie szortów. Właśnie mam je na wysokości oczu, to raczej majteczki, tyle, że dżinsowe, z przodu wycięte po same pachwiny, z zalotnie wystającymi kieszeniami  Z tyłu sięgają ledwie do połowy pośladków. Chyba zaczynam zmieniać zdanie na temat szortów. Rozpinam powoli zamek – łyso, łyso, zero zarostu, zaczyna się kreska sromu, jadę niżej, pulchne wargi zazdrośnie kryją różowe wnętrze. Zsuwam te szorty niżej – klasyczna muszelka. Teraz obracam dziewczynę tyłem do mnie, wypina tyłeczek, szorty zatrzymują się w połowie dupy. Zahaczam o nie palcem i ściągam przesuwając opuszkiem wzdłuż rozkosznego rowka dzielącego pośladki, naciskam lekko słoneczko a ono napiera na mój palec. Podoba jej się!

    Zabieram palec, jest kolejka, następna panna czeka niecierpliwie, żebym ją obnażył. Kładę ręce na udach dziewczyny i przesuwam powoli w górę zgarniając wszystko, czyli sukienkę, po drodze. Ukazują się kształtne biodra, cipka, znów gładko wygolona, podobnie potraktowane łono, płaski brzuszek. Moje dłonie dojeżdżają już pod pachy dziewczyny, podnosi teraz ręce nad głowę, przesuwam więc dłonie wyżej. Wyskakują pełne piersi. Dziewczyna jest wysoka, by podołać zadaniu muszę przysunąć się bliżej, gdy spod sukienki ukazuje się jej twarz, przylega już do mnie całym ciałem. Napiera brzuszkiem na mojego wzwiedzionego penisa, całujemy się.

    – Zoé, nie przedłużaj, my też czekamy!

    Kuszące mnie ciało nabiera imienia, ale zarazem odrywa się ode mnie. Teraz mam do zdjęcia spódniczkę i zapinaną na mnóstwo drobnych guziczków bluzeczkę po pępek. Zaczynam oczywiście od spódniczki, ciekaw czy natrafię wreszcie na jakieś majteczki.  Cóż… Ona też ich nie założyła. Gdy panienka, która przedstawia się jako Véronique zostaje w samej bluzeczce, popycham ją lekko do tyłu, opieram  tyłeczkiem o krawędź niskiej nadbudówki i rozchylam szeroko uda. wchodzę między nie, muszę przecież sięgnąć do bluzeczki. Nachylam się nad nią, mój kutas układa się wzdłuż jej kusząco rozchylonej szparki, sięgam wyżej, kutas ślizga się wzdłuż pizdy. Długo to trwa, guziczków jest wiele, zaczynam, nie spiesząc się, od dołu, stopniowo odsłaniam stożki jędrnych piersi. Wkładam dłonie między te stożki i powolnym ruchem rozsuwam poły bluzeczki, przesuwając ręce po tych cyckach, zahaczam przy tym o sterczące już sutki. Teraz podnoszę dziewczynę, by móc zsunąć jej bluzeczkę z ramion, mój kutas mało przy tym nie wskakuje do jej cipki. Czyżby była już taka wilgotna? Postanawiam sprawdzić, pomagam panience wstać z tego stołu, podparłszy ją ręką w kroczu. Rzeczywiście jest wilgotna. I jak tu taką zostawić? A tu już następna panienka czeka w kolejce, bym ja rozebrał. Całuję jeszcze rozgrzaną właścicielkę wilgotnej piczy, trzymając ją za tę picz.

    – Dokończymy nasze sprawy na lądzie – szepcę jej do ucha. I oblizuję palce. Ukrainki przyglądają się temu bez ustanku chichocząc i  z rumieńcami na buziach. Jeszcze się nie rozbierają, właściwie zaczęły, ale jakoś przestały. Sprawę wyjaśnia Tania.

    – Wiesz, one się przyglądały, jak rozbierasz te Francuzki i pytają, czy mógłbyś je też… Bardzo im się podobało, mnie zresztą również. Zaczniesz ode mnie?

    I chichra się radośnie.

    Co za diabeł wstąpił w te dziewczyny? Jeszcze niedawno strach i niepewność, a teraz te kurwiki w oczach.i.. Spytam je o to. Ale dopiero wtedy, jak je wszystkie wyrucham. Bo co do tego, że będą się z nami wszystkimi pieprzyć, nie mam już wątpliwości.

    Tak więc z nagą Nicole wręcz przyklejoną do moich pleców, z łapkami coraz bliżej mojego kutasa, rozbieram kolejne Ukrainki. Pała sterczy mi do nieba, gdy klękam przed kolejną parą majteczek.  Właścicielka majteczek chichocze, chichoczą te jeszcze w majtkach i chichoczą te już bez majtek, otwarcie komentując rozgrywającą się na ich oczach scenę.

    – Zajrzymy w te majteczki? – pytam nie odrywając wzroku od tych majteczek. Za całą odpowiedź dostaję wzmożony chichot. I to mi się podoba. Sięgam ku tym majtkom.

    Co w nich znajdę? Gołą cipkę, czy boberka? Majteczki nieźle wypchane, stawiam na futerko.  Wpatruję się w nie, przedłużam tę chwilę niepewności, gdy niespodziewanie przeszywa mnie dreszcz  rozkoszy – to dloń Nicole dociera wreszcie do mojego penisa i zsuwa napletek. A ja zsuwam te majteczki… Cholera, jednak gładko wygolona cipka. Ale jaka wielka! Wołam Kaśkę.

    – Stań obok, muszę porównać. Zostałaś pobita, sama popatrz!

    Nicole niespiesznie zsuwa i nasuwa mi ten napletek, co niezmiernie bawi Ukrainki.  Kaśka zagląda w to krocze, Nadia z kolei, zupełnie nieskrępowana i również rozchichotana, zagląda to w krocze Kaśki, to w moje.

    – Trudno powiedzieć, jej też jest okazała. Podobnie, jak twoja pała! – mówi Kaśka.

    – Też mogę ci walić konia na oczach wszystkich, nie myśl sobie – mówi Nadia.

    – A ja ci wtedy będę lizać cipkę – proponuje Kaśka.

    Uwielbiam takie sprośne gadki! I wiem już, na ile mogę sobie pozwolić. Okazuje się, że na wszystko.

     Wstaje i łapię obie dziewczęta za pierożki, macam i ugniatam.  Wesołość Tani udziela się Kaśce, obie cipki drżą w mych dłoniach. Podobnie dwie pary kształtnych cycuszków przed mymi oczyma. Skoro mogę sobie pozwolić na wszystko, pozwalam sobie klęknąć i wziąć te cipy po kolei do ust. Całe! Ledwo się mieszczą.

    Porównawszy, oblizuję się i  orzekam:

    – Nadiu, masz większą, mało sobie szczęki nie zwichnąłem, biorąc ją do buzi. Kasiu, masz dłuższe wargi sromowe, łaskotały mnie w migdałki, gdy je zassałem.

    Salomonowy wyrok. W sumie z siedmiu cipek, ta była największa i jeśli dobrze policzyłem były trzy ogolone i cztery boberki.

    Natomiast wszystkie Francuzki miały wygolone pizdeczki, z różnymi wariantami czuprynek, od przystrzyżonych na zapałkę po długie wypielęgnowane loczki.

    W słabym świetle panującym na łodzi, właściwie tramwaju wodnym, wszystkie dziewczęta prezentują się jednakowo wyśmienicie. Przyglądam się jeszcze Czeszkom i Hiszpankom, wszystkie mają bujne bobry. Cipy przyjaciółki Antonia nie widzę, przytulona do pleców sternika wydaje się sterować łodzią za pomocą jego dżojstika. Cóż, jeśli Antonio się teraz spuści, ominie go sporo zabawy. No i będzie musiał umyć koło sterowe, albo namówić winowajczynię, żeby je wylizała. Nie mój kutas, nie moja broszka.

    Zabawiają się delikatnie także Tidżeje. Czeszki i Hiszpanki wciąż krążą między nimi a Bliźniacy to gładzą gładkie bułeczki, to przeczesują palcami gęste bobry, Fajna taka odmiana, obiecuję sobie też spróbować.  Kaśka i Majka oraz DajDaj uczą swoich pewniaków ceremoniału powitania. Pewnie, żeby nie wyszli na chamów niemytych, jak przyjdzie im poznać resztę naszych dziewcząt.

    – Co oni robią? Pytają prawie równocześnie Nicole i Tania, obie znów u mojego boku.

    – Uwielbiam chwytać dziewczyny za cipki i stąd poszła nasza ceremonia powitalna, zawsze tak się witamy, ona ściska mu jajeczka, on jej cipę.

    – Skoro to uwielbiasz, to dlaczego sobie odmawiasz?

    Bez zbędnych słów zaciskam dłonie na piczach Nicole i Tani. Za te picze sprowadzam je na pomost, gdy już dopływamy.

    * * *

    Dogania nas Antonio, już zacumował. Zwraca się do mnie z prośbą o tłumaczenie.

    – Antonio mówi, że przygotuje dla was pokoje na piętrze, jeśli chcecie, to z widokiem na drugą stronę wyspy, wtedy nie będziecie zmuszone patrzeć na nasze figle – mówię z uśmiechem, bo mniej więcej wiem, jakiej spodziewać się odpowiedzi.

    – Antonio, posłuchaj wiernego tłumaczenia:

    – Antonio, czy naprawdę nie zauważyłeś, gdzie on trzyma rękę. Obudź się! Sprawy poszły już bardzo daleko. Śpimy tam, gdzie wy i nie zamierzamy opuścić waszej imprezy!

    Antonio wybałusza na mnie oczy.

    – Ona naprawdę to powiedziała?

    Spogląda jeszcze na Nicole, na moje ręce zacumowane między udami dziewcząt.

    – Jak ty tak szybko urabiasz te dziewczyny?

    Wzruszam ramionami.

    – Nie wiem, może one ci powiedzą.

    Nicole zabiera głos w tej kwestii.

    – On, pomijając jego szczerą słowiańską twarz hydraulika, jest po prostu uprzejmy z natury i wyznaje zasadę – nic na siłę. To – patrzy na swoje krocze – sama mu zaproponowałam. Jakoś tak jest, że robi z nami to, na co ma ochotę niby tylko wtedy, gdy my mamy na to ochotę, ale zarazem sprawia, że nabieramy tej ochoty. Prawda Taniu?

    Tania nie jest w stanie dużo po angielsku powiedzieć, ale wiele rozumie, znów wybucha perlistym śmiechem i przytakuje głową. Również Antonio ma polew z tego hydraulika.

    – Widziałem te plakaty w Paryżu, nawet podobny jesteś! Bo to przecież nie ty pozowałeś?!

    – Nie! 

    Tymczasem dochodzimy wszyscy do hotelowego patio.

    – Oprowadzę was, dziewczęta po naszym gospodarstwie. Właściwie to dużo wyjaśniać nie trzeba było, nasze dziewczęta dają gościom niezłą lekcję poglądową.

    Maleńka pierwsza przysiada na „relingu” nad brodzikiem i zaczyna spokojnie sikać. Niedźwiedź przytrzymuje ją ostrożnie, żeby, boże broń, nie spadła. Wkrótce już kilka dziewcząt obsiada barierkę i strugi moczu spadają do brodzika Inne odświeżają się pod otwartymi natryskami przy basenach. Do mycia „pleców” zaganiają swoich pewniaków. Ukrainki i Francuzki przyglądają się temu chichocząc. Chichotki są zaraźliwe. Popatrują przy tym na mnie, nie wiem czemu.

    – A gdzie śpicie?

    Prowadzę je do restauracji przerobionej na dormitorium

    – Aha, Ok. – Skwitowały tylko – To teraz chodź nas umyć. Już wiem, czemu tak na mnie popatrywały. Ale wpadłem, mam do umycia czternaście dziewczyn! Idziemy pod te natryski. Dziewczyny się dziwią:

    – Żadnych gąbek, w ogóle niczego do mycia, tylko żel.

    – Nasze dziewczęta wyznają zasadę, że najlepiej myją je męskie dłonie Przesuwam te dłonie po cipkach Tani i Nicole. Patrzą na siebie. Tania i Nicole patrzą, nie ich cipki, cipkom dalej zasłaniam oczy.

    – Właściwie to możesz nas myć dwie naraz, masz dwie ręce!

    Odchylam dłonie, tylko odchylam, jeszcze nie mogę odkleić się od tych cip, a któraś z dziewcząt leje obficie między te dłonie a te cipy żel do kąpieli. Nie, żeby wcześniej nie było poślizgu…

    * * *

    Ostatecznie mycie przebiega sprawnie, w sukurs idą mi Duńczycy, Jacek, Niko i na końcu Staś, który oderwał się wreszcie od swoich statystyk. Nie musimy się z Tanią i Nicole spieszyć, biorą mnie między siebie i myją całym ciałem. Sterczący członek ślizga się na zmianę po obu brzuszkach, dłonie dziewcząt majstrują przy moich jądrach i tyłku. Nie pozostaję dłużny, obie na zmianę spinają i rozluźniają pośladki sprawiając niekłamaną przyjemność mym dłoniom.

    – Już bardziej umyte nie będą!

    To Maleńka nakrywa mnie na obmacywaniu tych tyłeczków.

    – Trzeba przyznać, że niezłe z nich dupy i obie mają boskie dupy.

    To z kolei niewyparzony język Loli.

    Tania zanosi się śmiechem – wy zawsze tak? – I nieporadnie tłumaczy ten komplement nic nie rozumiejącej Nicole.

    – Pieprzenie bez świntuszenia, to połowa przyjemności – dodaje Lola.

    * * *

    Antonio włącza muzykę, zaprasza na parkiet przed restauracją. Wkrótce kłębi się tam niezły tłumek nagich ciał. Zgodnie z moją sugestią udajemy się tam z butelkami żelu pod prysznic, polewamy się obficie, tulimy, do kogo popadnie, to znaczy one do chłopaków, ja do dziewcząt. Zaraza rozprzestrzenia się błyskawicznie, wkrótce wszyscy jesteśmy śliscy i błyszczący w światłach latarni i dyskotekowych reflektorów. Antonio, widząc, co się dzieje, przytomnie rozściela na trawie obok wielką foliową płachtę, wylewa na nią parę butelek żelu, wkrótce wszyscy tarzamy się w parterze w orgii zapasów. Ukrainki świetnie się bawią, przeszły zaiste błyskawiczną metamorfozę. Nicole i Tania znów biorą mnie między siebie, fundują mi tajski masaż. Po chwili trafiam między śliskie uda dwóch Ukrainek, później dwóch Francuzek, niespodziewanie prześlizguje się po mnie Maleńka, nawet nie zdążyłem spytać, jak się bawi. Pipki dobrze się pieści palcami takie śliskie, do lizania się nie nadają. A polizałbym… Rzucam więc hasło do kąpieli na plaży. Spłukuję, z  wzajemnością, żel z Tani i Nicoli. Teraz ciągnę je na plażę, rzucam na rozłożone wcześniej materace, zanurzam język na zmianę w dwóch cipach. Nareszcie! Nagle po bokach pokazują się dwie kolejne cipki, jedna jest wielka, to Nadia, z drugiej strony Véronique z wilgotną piczą, której obiecałem dokończenia sprawy na lądzie. Obietnic trzeba dotrzymywać, zanurzam w niej język.

    Uczciwie wylizuję wszystkie cztery pizdy, wszystkie pełne lepkiej wilgoci, twarz mam błyszczącą, umazaną śluzem. Dziewczęta dzielą się moim masztem, jak już go trochę poliżą nadziewają się na niego po kolei, następny tyłeczek przyciągam do twarzy. Wypina się nade mną, l

    Na zmianę liżę i próbuję połknąć  rozwarty szeroko srom. Dwie pozostałe dziewczyny klękają po bokach. Nie widzę ich, widok zasłania mi wiszący nade mną ttyłe, więc biorą me dłonie w dłonie i przyciągają do swych cip. Wzrok odzyskuję, na krótko, gdy się przy mnie zmieniają. Właśnie ląduje mi na twarzy dorodna cipa Nadii i zaczyna się przesuwać w tę i z powrotem. Nadia oczywiście chichocze, jej cipka drży. Mam nadzieję, że również w reakcji na moje działania. Widocznie dorodne cipy tak mają, Kaśka robi tak samo. Wysuwam więc tylko język na całą długość, żeby Nadia wiedziała, gdzie zawracać cipą. Okazuje się, że Nadia lubi, jak jej lizać rowek, cipa zatrzymuje się dopiero, gdy zahaczam językiem o rozkoszną dziurkę w dupie,  nawet robi dłuższy postój za każdym razem. Wwiercam się w nią posłusznie jęzorem, by nie sprawić dziewczynie zawodu. A potem znów surfuję przez całą długość szpary. Następnie przystanek „łechtaczka”, czemu towarzyszy urywane oj…oj… przerwane urywanym chichotem. I tak, aż do skutku. No, prawie, bo tymczasem Tania zgania Nadię z mojej twarzy, sama przegoniona z mojego masztu przez Nicole. Znów zmiana. Teraz wykańczam robotę przy Nadii ręką, cała się mieści w jej piździe, zostawiam na wierzchu tylko kciuk, jej druga dziurka też wymaga dopieszczenia. Kciuk cały ląduje w dziurce, pieszczę jej odbyt.

    Nadia dochodzi, chce uciekać z dupą ale trzymam ją w kleszczach za te dwie dziury, dalej daję rozkosz. Moją uwagę przyciąga teraz Nicole, przestaje suwać cipą po moim drągu, nabija się głęboko i nieruchomieje, czuję jej pulsującą pochwę, teraz zaczyna się zaciskać rytmicznie ma mojej pale, coraz mocniej. Nicole ani drgnie, tylko patrzy mi w oczy a jej różowa pompka wykonuje całą pracę. Dosłownie zgniata mi penisa, by za moment stać się całkiem luźna i obszerna, i tak w coraz szybszym rytmie. Nicole to prawdziwa artystka! Z tą myślą dochodzę, spuszczam się obficie w głębinach jej pizdy, Nicole tylko się tajemniczo uśmiecha i ściska mnie nadal, póki całkowicie nie opróżni mojego zbiorniczka. Jestem tak podniecony, że moja pała dalej jest sztywna, wysuwam się z Nicole i  dogadzam teraz Véronique. Właśnie zeszła z mojej ręki, rzuca teraz biodrami, kutas pracuje pod rozkosznym kątem. Ludivine powoli dochodzi, ja chyba też. Znowu?

    Tymczasem Nicole podsuwa cipkę pod moje usta, domaga się spełnienia. Z cipki na twarz wylewa się moja sperma. Korzystają z tego Tania z Nadią. Teraz przysysam się do cipki Nicole, musze się okazać godnym jej talentu. Nadia i Tania najadłszy się mojej spermy przytulają się do moich boków, jedna obserwuje taniec na rurze Ludivine, druga zagląda Nicole w krocze, patrzy z odległości kilkunastu centymetrów, jak ją liżę. Teraz to już muszę się wznieść na wyżyny artyzmu. Wkładam Nicole palec w cipę, zgarniam, ile się da lepkiej wilgoci i zaczynam pieścić słoneczko, jeszcze parę razy dobieram tej rozkosznej wydzieliny, w końcu mój palec wchodzi gładko w dupkę, masuję jej teraz dziurkę od środka. Językiem dokonuję cudów w cipie. To liżę szeroko, to pieprzę głęboko, to pieszczę łechtaczkę delikatnie jak motylek swoim skrzydełkiem. Na efekty nie trzeba długo czekać, pipka Nicole zrywa się do lotu. Mam ją jednak na uwięzi, więc tylko bezradnie wiję się nade mną. Nicole piszczy jak myszka, poczym bezwładnie na mnie opada.

    – A niech cię, wykończyłeś mnie!

    – Po tym, czego dokonywała twoja norka, musiałem się jakoś zrewanżować!

    – I teraz będziemy mogli sobie tylko popatrzeć. Rozglądamy się, wokół orgia trwa w najlepsze.

    – Wygodnie wam, dziewczęta? Cztery wyruchane przeze mnie panienki układają się wygodnie, trochę mnie przygniatają, dwie mam po bokach, obejmują udami moje nogi, dwie właściwie leżą na mnie. Ale co tam, może mi niewygodnie, ale na pewno przyjemnie. A rozchichotane panienki tak się do mnie tulą….

    – Wy zawsze takie wesołe jesteście? – pytam Tanię. – Bo przyznaję, lubię takie wesołe dziewczęta. Chichoczące między sobą, chichoczące na widok mojego sterczącego kutasa i chichoczące, gdy je pierdolę.

    – Ostatnio raczej nie było nam do śmiechu…

    – No tak, przepraszam, to było głupie pytanie.

    – I teraz odreagowujemy, dopadła na taka głupawka – dopowiada Tania. – I nie przepraszaj, jest cudownie. I już nic nie mów.

    I odnajduje w ciemności me usta. I liże się ze mną i chichocze na zmianę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Wycieczka Szkolna czesc 1

    Hej nazywam się Julia. Jestem świeżo upieczoną nauczycielką angielskiego. Dostałam pracę w szkole pod koniec roku szkolnego. Nauczycielka miała jakiś wypadek i zatrudnili mnie miesiąc przed końcem roku. Jakieś dwa tygodnie przed zakończeniem roku prawie całe gimnazjum miało jechać na wycieczkę szkolną.
    Każdy nauczyciel dostał inną grupę do pilnowania. Ja dostałam 2C. Było tam mało osób, czterech chłopaków i parę dziewczyn. Z powodu, że było naprawdę gorąco, nałożyłam sukienkę z dużym dekoltem. Na co dzień nie miałam lekcji z tą grupą, więc w drodze do hotelu postanowiłam ich poznać. Siedzieli na końcu autobusu i
    grali w karty. Patrzyłam na chwilę, jak grają. Zobaczył to jeden z nich.
    -Chce pani zagrać?-Zapytał Marek
    -Mogę.
    Podeszłam i usiadłam. Zaczęliśmy grać. Po paru rozdaniach zobaczyłam ze chłopcy dziwnie się na mnie patrzą jak kładę karty. Autobus zatrzymał się, wiec pomyślałam, że pójdę do ubikacji. Kiedy chciałam umyć ręce, zrozumiałam, dlaczego chłopcy tak dziwnie się patrzyli. Kiedy się schylałam, było widać cały mój biust. Dobrze, że miałam stanik.
    Resztę drogi przespałam. Obudziłam się, kiedy byliśmy już na miejscu. Rozpakowałam się i że było już po 22, postanowiłam, że położę się spać. Sypiam nago, więc rozebrałam się
    i położyłam. Z pokoju obok dobiegały głośne śmiechy i hałasy. Nałożyłam koszulę nocną. Sięgała do połowy uda i miała duży dekolt. Nałożyłam na nią szlafrok i poszłam
    do chłopców. Zapukałam i otworzyłam drzwi. Grali w karty.
    -Co wy robicie?
    -Gramy proszę pani
    -O tej godzinie?
    -Nie chce nam się spać to, co mamy robić? Może chce pani zagrać z nami?
    W sumie to i tak nie chciało mi się spać, a ktoś musiał ich popilnować.
    -Mogę z wami pograć, ale musicie być ciszej.
    Po paru rozdaniach poczułam, że mi gorąco więc zdjęłam szlafrok i usiadłam po turecku. W tym momencie chłopcy dziwnie się zachowywali. Ten, co siedział naprzeciw mnie,
    wychodził do łazienki, a na jego miejsce wskakiwał następny. Kiedy tamten wracał, następny szedł i tak w kółko. Dopiero kiedy szedł Rafał, zrozumiałam, o co chodzi.
    Kiedy zobaczyłam jego spodnie z ogromnym wybrzuszeniem. Siedząc po turecku, pokazywałam im całą swoją cipkę, a kiedy schylałam się, żeby położyć karty, pokazywałam cycuszki. Postanowiłam, że już pójdę.
    -Chłopcy ja już pójdę
    -Niech pani jeszcze zostanie jeszcze jedno rozdanie.
    -Dobrze, ale tylko jedno
    -Chce pani może soku?-Zapytał Marcin
    -Chętnie
    Napiłam się. Było dobre, ale na pewno miało alkohol. Wypiłam pół szklanki i znowu miałam pełną. Chłopcy dolewali mi, kiedy nie patrzyłam. Paweł już spał od godziny, kiedy postanowiłam, że już muszę iść. Było już po pierwszej. Kiedy wstałam, nogi mi się zachwiały i upadłam. Chłopcy pomogli mi wstać.
    -Może niech się pani położy u nasz.
    -I tak nie dam rady iść do siebie- powiedziałam -Ale wy macie tylko cztery śpiwory.
    -Niech się pani położy u Pawła. On już śpi, a ma bardzo twardy sen. Wypity alkohol wziął górę i się zgodziłam. Chłopcy zgasili światło i zasłonili okna. Było naprawdę ciemno. Wczołgałam się do śpiworku Pawła. Kiedy wchodziłam, poczułam, że koszula nocna mi się podwinęła. Chciałam ją poprawić. Przez przypadek przejechałam po pośladku Pawła. Poczułam, że jest całkiem nagi. Przestraszyłam się i chciałam iść do siebie, ale on się wtedy obrócił i ręką złapał mnie za pierś. Dalej spał i macał moją pierś. Kawałek pod tyłkiem poczułam jego penisa. Zaczął nacierać na moje uda.
    Żeby się nie obudził, rozchyliłam trochę uda, a jego penis, wślizgną się między nie. Był naprawdę wielki. Czubek wystawał za moje uda. Wtedy poczułam, że zaczyna ruszać biodrami. Ugniatał moją pierś i ruchał mnie w uda. Było to bardzo podniecające. Sprawiało mi t taką rokosz, że postanowiłam, że poczekam, aż skończy.
    Po pięciu minutach wystrzelił, zalewając śpiwór moją koszulę i uda. Trochę już mi przeszło więc wyszłam i pocichł, poszłam do siebie. Rozebrałam się, położyłam się spać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    szasa nowak
  • Biale tango – cz. 2.

    Część 2/3.  

    Coś poszło nie tak. Niby wcześniej Jacek wszystko ustalał i weryfikował, a jednak teraz czuła się oszukana. I jednak bała się.

    Leżała na boku i pojękiwała podniecona. Delikatnie dotykała łechtaczki. Drugą ręką trzymała się tapczanu. Od tyłu ruchał ją młody facet, pod 30. i naprawdę dobrze to robił! Trochę zwolnił, ale uderzał mocniej i głębiej. Teraz jęczała znacznie głośniej. Naprawdę potrafił mocno uderzać. Trafiał w macicę i każdorazowo wywoływał silne podniecenie. Dłonią dotykał jej brzucha i chociaż robił to, żeby nie odsuwała się, to z niezrozumiałych powodów odbierała ten gest jako czuły i dodający „smaczku” ich stosunkowi. Brakowało jej takiego silnego i czułego, starszego od niej, mężczyzny. Wtuliła twarz w drugą dłoń mężczyzny, która leżała pod jej głową. Ponadto był dość muskularny, szczupły, opalony i miał owłosioną klatę. Ucieleśniał jej wyobrażenie prawdziwego mężczyzny, który chroni i opiekuje się swoją kobietą.

    – Skoro jebie mnie, to mogę mieć marzenia za odtrutkę – twierdziła, na swój użytek, Asia. Rżnął ją bardzo mocno. Coraz mocniej. 

    – To jeszcze nie eksplozja, ale jak przywali jeszcze kilka razy z taką siłą to odjadę – myślała podniecona i słabnąca Asia.

    Jego kolega czekał aż tamten skończy zmianę. Posuwało ją dwóch facetów! Z Jackiem podobno wszystko ustaliła, a teraz taka zmiana! Spojrzała na Jacka, kiedy tamci weszli do pokoju, ale zrobił tylko grymas bezradnego dziecka i wzruszył ramionami.

    – Na szczęście nie kantują – pomyślała, widząc liczbę banknotów wyciąganych z portfela przez każdego z nich. Obawiała się, że zerżną ją i zapłacą jak za jednego albo zastraszą i zerżną za darmo. Chyba jednak nie wszystko było w porządku, bo Jacek zabrał pieniądze i wycofał się do kuchni.

    – Nie będę wam przeszkadzał – rzucił, zamykając drzwi. Mężczyźni przypuszczalnie wcale nie zwrócili uwagi ani na znikające pieniądze, ani na słowa Jacka. Byli pochłonięci oglądaniem suczki. Kiedy jeden z nich podszedł bliżej, sprawa była jasna. Przed przyjściem wypili. Może dlatego palant zabrał kolegę ze sobą? Bo już poczuł się panem sytuacji?

    – Dobrze, że więcej nie wypił, bo mógł poczuć taką moc, że wyruchałby kolegę – próbowała ironią odreagować stres i złagodzić rosnący strach, jakie zafundował jej Jacek, przyprowadzając takich klientów.

    Kiedy kolega zrobił sobie przerwę, drugi dosiadł jej nawilżonym penisem i zaczął ostro ruchać. Uderzał bardzo mocno. Na początek zbyt mocno. Chwycił ją za włosy, szarpnął, zaśmiał się nieprzyjemnie, gdy jęknęła z bólu i zapytał: 

    – Lubisz być ostro ruchana, co? Ja ciebie tak wyjebię, że nie będziesz stać o własnych siłach! I naszczam ci na łeb, suko, żebyś zapamiętała, kto daje ci zarobić! Pracuj pizdą, suko! Chcę czuć, że ściskasz go!  

    Trzymał dziewczynę za pośladki i uderzał tak mocno, że nie potrafiła opierać się na przedramionach. Upadła głową na tapczan i próbowała zapierać się rękoma. Podszedł kolega, ukląkł przed nią i głęboko w usta wcisnął sterczącego penisa. Prawie wywołał odruch wymiotny. Widząc agresję kolegi, chciał być równie brutalny. I taki był. Dłonią chwycił jej pierś i ścisnął. Wywołał jęk bólu.

    – O, suka lubi takie zabawy! – był zadowolony ze swojego pomysłu. Ścisnął drugą pierś. Zawyła głośno. Nie pozwolił jej wypuścić penisa. Klęczał zbyt blisko jej twarzy i blokował ją. Ruchali ją na zmianę albo razem. W końcu wzięli ją we dwóch. Kiedy starała się zadowolić jednego, ujeżdżając go, drugi zaszedł ją od tyłu i przycisnął do kolegi. Potem dość szybko wszedł w odbyt. Ale bolało! Mimo jej protestów zmienili się miejscami i dalej jebali. Klapsy też były bolesne i uniemożliwiały podniecenie. Na dodatek ściskali sutki albo całe piersi. Jęki wywołane bólem kwitowali śmiechem, ale podniecały ich. Stawali się bardziej brutalni. W rezultacie uderzyli ją kilka razy w twarz. Bili też po piersiach. Pod koniec spółkowania każde ich dotknięcie odczuwała jak ból. Kiedy już opadła z sił, odwrócili dziewczynę i posadzili odbytem na sterczącym członku. Drugi wszedł do pochwy. Znowu rżnęli ją bardzo mocno. Zbyt mocno, żeby odczuła podniecenie. Między ciałami tych dwóch brutali czuła się jak kawałek mięsa rzucony psom do zabawy. Lubili wyżywać się fizycznie na kupionej nastolatce. Traktowali ja jak anonimową dziwkę, za którą zapłacili i o której zapomną, kiedy skorzystają z następnej. Albo jeszcze wcześniej… Była tak przestraszona ich przemocą, że mogli zrobić z nią wszystko. Ze strachu nawet nie mogła płakać. Żeby tylko już skończyli! Najbardziej bała się, że obydwaj zechcą wejść do odbytu. Takiego bólu już by nie zniosła. Wtedy półprzytomna poczuła jak spuszczają się w nią. Na koniec musiała wylizać obydwa członki. Obolała, zmęczona i przerażona, gorliwie spełniła ich życzenie. Kiedy wychodzili z niej, z zamkniętymi oczyma osunęła się na tapczan. Leżała nieruchomo i odpoczywała. Jacek ustalał z nimi kolejny termin spotkania. Włosy, mokre od potu i spermy, przykleiły się do twarzy. Łza spłynęła po wilgotnym policzku. 

    *

    Karolinka bardzo tęskniła za ojcem, za brak taty obwiniała mamę. W rezultacie mama nakłoniła ojca do kilku spotkań z córką. Ojciec zawsze odprowadzał Karolinkę przed ustaloną godziną. Spieszył się. Spotkania odbywały się raz w miesiącu albo rzadziej. Na ogół rzadziej. Nigdy w okresie: czerwiec-sierpień. Mimo to Karolinka była zachwycona. Wybaczała tacie długą nieobecność, brak telefonów i buzia jej się nie zamykała jeszcze następnego dnia po spotkaniu. Tak długo potrafiła zdawać relację ze spotkania z tatą. wówczas była nadmiernie ożywiona, w radosnym nastroju. jeszcze nie potrafiła dostrzec nastroju mamy i siostry. Zazdrościła warunków mieszkaniowych tacie i tamtej „cioci”, która ma fajnego synka.

    – I mogę się z nim bawić! – wykrzykiwała, nieświadomie dając do zrozumienia, że w domu brakuje jej odpowiednich partnerów i pokoju do zabawy jak u taty.

    – Nigdy nie mów o tej kobiecie „ciocia”! Zapamiętaj! – warknęła raz Asia. Aż mama ją uspokajała, tłumacząc, że Karolcia jeszcze niewiele rozumie i nie należy jej uprzedzać do innych. Mama nie chciała potęgować nastroju przygnębienia i prowokować kolejnych kłótni. Czuła się chyba coraz gorzej, ale starała się ukrywać swój stan przed dziećmi.

    *

    „Młoda” mniej więcej dopiero po dwóch latach zrozumiała, że tata nigdy nie wróci i nie ma co liczyć na jego częstsze wizyty. Raczej będą coraz rzadsze albo niedługo w ogóle ich nie będzie. Zresztą w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy widzieli się zaledwie trzy razy. Nadal bardzo brakowało jej taty. Jaki by on dla niej nie był. Tylko ona nie pogodziła się z odejściem i obojętnością taty. Wciąż bardzo to przeżywała. Rodzice i rodzeństwo to były „trwałe składowe” jej rzeczywistości i dziewczynka nigdy nie dopuszczała myśli, że kiedykolwiek może być inaczej. Jednak jej rozterki i wewnętrzny bunt niczego nie zmieniły. Była bezsilna wobec obojętności i nieobecności taty. Niczego nie mogła cofnąć, poprawić. Jej rozpacz potęgowana ową bezsilnością sromotnie przegrywała z konsekwentną obojętnością ojca.

    *

    Karolinka nadal mocno przeżywała tę brutalną zmianę w życiu rodziny. Czyniła to raczej dyskretnie, na ogół nie uzewnętrzniała swoich rozterek, jakby nie chciała przysparzać kłopotów schorowanej mamie i starszemu rodzeństwu. Stała się rozdrażniona, agresywna, kłótliwa, jej nastrój ulegał gwałtownym zmianom. Potrafiła pokłócić się o drobnostki. Po jakimś czasie zaczęła unikać koleżanek. Zawsze uśmiechnięta, gadatliwa, zawsze rozkoszna „przytulanka” dla mamy, niekiedy nawet dla starszej siostry, z czasem stała się małomówna, przygaszona, poważna, smutna, a jeszcze później wręcz milcząca. Uczyła się gorzej. Pedagog szkolna i wychowawczyni zwróciły uwagę na rosnącą konfliktowość dziewczynki i zmienność nastrojów, ale miały poważniejsze problemy, a nikt w szkole jeszcze nie wiedział o rozpadzie związku jej rodziców. Zabiegana, chorująca mama, pochłonięta domowymi obowiązkami i poszukiwaniem pracy, zagubiona Aśka, ulegająca natrętnym żądaniom chłopaka, tym bardziej nieobecny w kraju brat nie zauważyli zawczasu tych zmian. Z czasem „Młoda” zamknęła się w sobie na dobre. Przestała odpowiadać na pytania, rozmawiać, unikać domowników i rówieśniczek, nastrój przygnębienia stał się u niej normą, aż niemal oszalała ze strachu mama zaczęła biegać z dziewczynką po lekarzach. Kiedy wszyscy znajomi odmówili pożyczki, w odruchu rozpaczy, bo prywatne wizyty rzeczywiście sporo kosztowały i burzyły ich skromny budżet, zdecydowała się zwrócić o pomoc finansową do ojca dziecka.

    Aśkę od dawna niepokoiło zdrowie mamy. Pewnego wieczoru, po przypadkowym podsłuchaniu rozmowy telefonicznej, początkowo nawet sądząc, że mama umawia się z lekarzem, zrozumiała, że mama nalega na spotkanie z jej ojcem! Poszła za nią i stała się świadkiem rozmowy rodziców przed blokiem, w którym mieszkał ten człowiek. Mama błagała. Nie, mama żebrała o pomoc finansową dla Karolinki! Ojciec w końcu nie wytrzymał i wrzaskliwym potokiem słów definitywnie zamknął temat:

    – Odpierdol się wreszcie ode mnie ze swoimi problemami! Mam swoją rodzinę! Rozumiesz?! Płacę alimenty i niczego więcej ode mnie nie żądaj! Nie chcę was znać! Dotarło?! Nie potrafisz zająć się dzieckiem?! To nie nadajesz się na matkę! Spierdalaj stąd raz na zawsze!! 

    Asia nigdy nie widziała tak wzburzonego i agresywnego ojca. Nawet, jeżeli po wizycie w szkole miał słuszne pretensje do niej albo do brata.

    *

    Znacznie, znacznie później Asia parokrotnie próbowała, ale nigdy nie zdołała odtworzyć tego, co wówczas się stało. Pamięta tylko, że z dzikim krzykiem wybiegła zza drzewa i dopadła ojca. Ile razy uderzyła go? Jak długo biła? Dłonią? Pięściami? To niemożliwe. Przecież nigdy nie biła się. Krzyczała na niego? Nie pamięta. Biała plama. Mama próbowała ją odciągnąć? Niemożliwe. Nic nie czuła. Ktoś pomagał mamie? Nie wie. Nie zauważyła nikogo. A widziała plamę krwi na chodniku i słyszała sygnał karetki? Chyba. A może migające niebieskie światło? Może. Pamięta tylko, że w pewnym momencie zrobiło się jej słabo i klapnęła na chodnik. Według przypadkowych przechodniów, którymi byli dwaj mężczyźni, wtedy przyjęła cios od ojca.

    Według mamy, ojciec nigdy nie został tak pobity jak wówczas przez córkę. A trochę grał w piłkę nożną i różne rzeczy działy się w trakcie meczów, po meczach, a nawet po treningach w szatni. Bywały bijatyki na podwórku, po szkole. Mama pamięta, bo wychowywali się na tej samej ulicy.

    – Taak, ojciec miał bardzo poobijaną twarz. Biłaś go pięściami, córeczko – uśmiechnęła się do niej, bo doszło do sytuacji, kiedy musiały porozmawiać o tym zdarzeniu. Mama jednak od razu spoważniała, zdając sobie sprawę z niestosowności reakcji. Joasia milczała.  

    – Jeszcze chyba przez tydzień nie wychodził z mieszkania. Czekał aż zejdzie opuchlizna i znikną siniaki. Zresztą wcześniej przeleżał kilka dni w szpitalu. Uderzył wtedy głową o chodnik, stąd ta krew. A skończyło się jedynie na lekkim wstrząśnieniu mózgu.

    Aśka nie była pewna i nie zapytała, ale odniosła wrażenie, że owe „jedynie” i całe ostatnie zdanie mama wypowiedziała jakby z lekkim niedosytem.

    – Nie byłam w stanie ciebie uspokoić! Biłaś pięściami jak cepem! Podbiegło dwóch panów i myślało, że bronisz się, bo ojciec krzyczał i klął! I uderzył ciebie pięścią! Też machał rękoma, ale próbował raczej zasłaniać się. Był za wolny. Niewiele brakowało, a sami by mu dołożyli, ale uprosiłam… – uśmiechnęła się smutno i pokręciła głową na wspomnienie tej sytuacji.

    – I nie trzeba było przeszkadzać tym panom – Joanna smętnie pokręciła głową. Była wyraźnie niezadowolona. 

    – Stałam między wami, więc wyglądało jakbym ciebie broniła przed ojcem. W końcu wyjaśniłam im, że chodzi o kłótnię, że twój ojciec naubliżał mi i pomogli was rozdzielić.

    Asia słuchała w milczeniu. Odtwarzała, a raczej uzupełniała ubogie wspomnienia tamtego zdarzenia. Przed oczyma przesuwały się jakieś pojedyncze obrazy. Skoncentrowała się na słowach matki. 

    – …a twój ojciec stał, coś mówił o policji, o sądzie. Wrzeszczałaś na niego. On, wściekły, też wrzeszczał i chyba jeszcze chciał ci przyłożyć. Wtedy wyrwałaś się do przodu, on zaskoczony cofnął się, zahaczył o ławkę, o własną nogę, próbował odwrócić się i jakoś tak nerwowo upadał, że odbił się od tej ławki i uderzył tyłem czy bokiem głowy o chodnik. Już nie pamiętam. Wszystko działo się tak szybko… Kiedy zahaczył nogą o ławkę, rozerwał nogawkę spodni – westchnęła mama. – Potem wezwałam pogotowie. Kiedy upadał, jeszcze wybił ramię ze stawu. I miał jakieś problemy z łokciem.  

    – Naprawdę?! – szczerze ucieszyła się Aśka.

    – Aniu, proszę! – mama aż wyprostowała się, kładąc dłonie na stole. Była zdegustowana jej reakcją.

    – O co chodzi?! Wroga należy niszczyć wszystkimi dostępnymi środkami! A każdy mały sukces trzeba świętować! – Zobaczyła niezadowolenie malujące się na twarzy mamy. – To podnosi morale żołnierzy. Tak gdzieś czytałam – wyjaśniła spokojnie.

    – W szpitalu twój ojciec powiedział policjantowi, że ty go pchnęłaś i dlatego uderzył głową o chodnik.

    – A to menda!

    – Joanna!

    – No co?! Kłamał! Mam przepraszać mendy? Jeżeli chcesz, to…

    – Dobrze wiesz, o co mi chodzi.

    – Przepraszam, byłam szczera.

    – Taaak. Właśnie zauważyłam. Ale ile w szpitalu się nasłuchałam…

    – Co?! Jeszcze podskakiwał?! Czyli jednak wredna menda!

    – Nie! – mama pokręciła głową, zniesmaczona. – Joasiu, uspokój się!

    Niełatwo przychodziło jej odtwarzanie tamtego zdarzenia. Najchętniej zapomniałaby o wszystkim, ale przecież musiała porozmawiać z córką i wyjaśnić kwestie, których dotychczas nie poruszyły.

    – Nastawiali mu to ramię. Dostał jeszcze jakieś inne środki i nie mogli od razu dać mu kolejnej dawki środków przeciwbólowych. Czekali na wyniki prześwietlenia czy rezonansu. A może tomografii? Sama już nie wiem. Na SOR-ze był naprawdę spory ruch. Lekarze stale zajęci. Jeden, po telefonie, biegł do strefy czerwonej. A twój ojciec żądał nastawienia. Aha. I żądał hospitalizacji! Rozumiesz? Żądał! Teraz wiem, że dokument o hospitalizacji był mu potrzebny w sądzie. – Mama wyraźnie zdenerwowała się wspomnieniami. Mówiąc, zaczęła wymachiwać ręką. – Na Oddziale ciągły ruch, pośpiech, brak wolnych rąk, lekarz ponagla pielęgniarza, przywieźli kogoś z wypadku, jakiś pijak awanturuje się, płacze jakiś chory maluch, a ten żąda! Natychmiast! Ile on wył! Mieli jakieś problemy z nastawianiem. Okropność! – westchnęła ciężko, opuściła głowę, wspominając tamten wieczór. – Inna sprawa, że kiedy lekarze dowiedzieli się o pobiciu córki, to przestali się przejmować jego wrzaskami. Szkoda gadać…

    – Nie, dlaczego? Mnie się bardzo dobrze słucha – Aśka była szczera. – I co? Bardzo cierpiał? Opisz ze szczegółami! – wręcz zacierała ręce.

    – Joasiu… – mama spojrzała na nią zdegustowana. Chwilę milczała. Pokiwała głową i z troską spojrzała na córkę. – Ojciec jednak uderzył cię pięścią i wyrwał kolczyk z ucha, więc miałaś trochę krwi na ubraniu.

    – Tylko bronił się – ironicznie zaznaczyła nagle przygaszona dziewczyna.  

    – Hm, być może… – zasępiona mama nadal patrzyła na córkę. – W rezultacie miałaś podpuchnięte oko, sporego siniaka, otarty naskórek i rozciętą wargę. Lekarz sugerował, że to efekt pobicia. Rozumiesz? Napisał w obdukcji, że nie był to efekt jednego uderzenia, tylko pobicia. Z kolei w przypadku twojego ojca stwierdził, że wszystkie ślady mogą być następstwem upadku. Ani słowa o pobiciu! – zamilkła na chwilę, spojrzała w okno i bezgłośnie stukała palcami w stół.

    – A skąd o tym wiesz? – Asia spojrzała podejrzliwie na mamę.

    – Lekarz „zapomniał”, że siedzę w jego gabinecie i na głos przeczytał swoją opinię. Bardzo zdenerwował się, kiedy usłyszał, że ojciec uderzył ciebie pięścią. Chciał nawet skierować ciebie do szpitala. I od razu wypisał zwolnienie.

    – A w ogóle czemu tam tak długo siedziałaś?

    – Policjanci chcieli zapisać moje zeznanie, więc czekałam i słuchałam jak ojciec podniesionym głosem twierdził, że odda sprawę do sądu. Oskarżał ciebie o pobicie i upadek na chodnik. Tak wrzeszczał, że na korytarzu był słychać. Wtedy zaprotestowałam. Uparł się postawić na swoim. Oskarżył również mnie i groził policjantom.

    – Hojny był! Facet z gestem! – smutno uśmiechnęła się Asia.

    – Policjanci w końcu nie wytrzymali, powiedzieli mu kilka zdań, opisali jego sytuację i trochę uspokoił się. Jednak groźby pod swoim adresem zapisali. Obiecałam potwierdzić i następnego dnia byłam w komisariacie. Złożyłam obszerne zeznania.

    – I co? Nie zabrali mnie?  

    – Dziecko, pomyśl – mimo zmęczenia i złego samopoczucia mama zdobyła się na słaby uśmiech. – Zgodne zeznania złożyłyśmy my dwie i ci dwaj panowie, przypadkowi przechodnie. Oni ruszyli TOBIE na pomoc, bo usłyszeli jak ubliżał nastolatce i widzieli jak znokautował nastolatkę. Czworo przeciwko jednemu! A policjanci mieli uwierzyć dorosłemu mężczyźnie, że powaliła go dziewczyna, nieletnia córka? Ile masz wzrostu i jakiej jesteś budowy? A twój ojciec? Jak ty przy nim wyglądasz, no? Napisali więc notatkę o kłótni rodzinnej i obie podpisałyśmy.

    – Tak? Nie pamiętam tego. I sprawa trafi do sądu? – dziewczyna chciała mieć pewność.

    – Nie. Właśnie dlatego z tobą rozmawiam. Pani Elwira, wiesz, ta z trzeciego piętra, pracuje w sądzie. Dostała do przepisania jakieś dokumenty i skojarzyła nazwisko. No i potem sprawdziła adres. Wniosek zdaje się o umorzenie czy odstąpienie od oskarżenia. Jestem zbyt zdenerwowana. Może nie wszystko zrozumiałam albo coś pokręciłam. Widocznie poza obdukcją ojca do sądu trafiły jednak zeznania policjantów, dwóch świadków i nasze. Pani Elwira coś mówiła o wniosku jego adwokata. Pamiętasz? Najpierw prokurator odmówił wniesienia oskarżenia, teraz jego adwokat go namówił…

    – Możesz przy mnie nie mówić o tym człowieku „ojciec”?

    – Dziecko… – matka ciężko westchnęła, znużona jej uporem i zadziornością.

    Asia kiwała głową. Pamiętała jakieś obelgi ojca. A dokładniej: „tego człowieka” jak od tamtego zdarzenia zaczęła nazywać ojca.

    – A, jeszcze coś. To pogotowie wezwało policję, bo oboje nadal zachowywaliście się agresywnie. Twoje szczęście, że patrol był dwie przecznice od nas. Inaczej nawet ci daj panowie mieliby kłopoty z powstrzymaniem… ojca. – Wyraz twarzy mamy spowodował, że Asia spuściła wzrok. – Jednak zeznania policjantów również świadczą przeciwko twojemu ojcu – dodała po chwili, kiwając głową.

    – O! A to czemu?

    – Naubliżał ratownikowi z karetki czy lekarzowi już na SOR-ze. Nie pamiętam. Tyle się działo! I właśnie ten, któremu naubliżał też złożył skargę, a policjanci byli świadkami. – Mama niespodziewanie uderzyła dłonią w stół. I uśmiechnęła się!

    Asia patrzyła zaskoczona. Nic nie rozumiała.

    – No przecież! Zapomniałabym! Najciekawsze zostawiłam na koniec, zamiast od tego zacząć! Naprawdę, jak w ogóle mogłam o tym zapomnieć?

    – Najcie… Co niby?!

    – No, źle wyraziłam się. Najważniejsze! Ale to jest ciekawe! Pobrali wam krew. Twój ojciec był pod wpływem alkoholu! Miał prawie promil alkoholu we krwi! Na rozmowę przed blokiem wyszedł już z imprezy! Chyba imieniny jego partnerki! Byłam tak zdenerwowana, że nawet tego nie zauważyłam.

    – I…?

    – Przypominam ci: dwaj mężczyźni zeznali, że ratowali ciebie przed agresją ojca! – Mama zamilkła na chwilę. Opuściła głowę i głaszcząc obrus, patrzyła w stół. Westchnęła głęboko. – Policji, a wcześniej tym panom powiedziałam, że podeszłaś i broniłaś mnie przed atakiem i obelgami twojego ojca. – Opuściła głowę, pokręciła nią. – Wstyd mi teraz, że tak postąpiłam, ale wasz ojciec odmówił pomocy swojemu dziecku i zachowywał się…

    – Mamo! Jesteś super!

    *

    Dn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Ciri i jej Konik

    Ciri obudziła się. Powodem tej nagłej pobudki okazał się być Konik, który szarpał zębami jej spodnie. Po chwili zauważyła, że nagle w jednorożcu obudził się popęd seksualny, bo jego penis stał już na baczność. Ciri podniosła się z ziemi i uklęknęła, a zwierzę cały czas patrzyło na nią błagalnym wzrokiem. Jako, że Konik pomógł dziewczynie w trudnych sytuacjach, popielatowłosa wiedźminka postanowiła się mu odwdzięczyć. Na początku z widocznym obrzydzeniem ssała jego sterczącą pałę. Szybko się okazało, że przypuszczenia Ciri co do zapachu i smaku penisa jednorożca okazały się mylne, bo woń nie była nieprzyjemna. Podobnie było ze smakiem – po chwili stwierdziła, że nie smakuje aż tak źle, jak się spodziewała. Ciri z racji młodego wieku nie była zbyt doświadczona w “tych” sprawach, ale starała się wykonywać posuwiste ruchy głową oraz ssać i pieścić językiem główkę penisa.

    Po Koniku było widać, że mu się to podoba, bo zaczął rżeć i lekko przebierać nogami. Ciri widząc reakcję jednorożca, przyspieszyła ruchy głową oraz z większą werwą pieściła penisa językiem. Po kilku minutach pieszczot Konik próbował ostrzec Ciri o nadchodzącym wytrysku, ale dziewczyna nie zrozumiała przekazu i pierwsze salwy lepkiej, słonej cieczy wylądowały w jej ustach. Gdy zorientowała się, co się dzieje, natychmiast wyjęła penisa z ust i następne salwy spermy wylądowały już na jej twarzy. Wiedźminka poczuła smak nektaru jednorożca i połknęła zawartość ust. Wstała, otarła twarz z nasienia i pogłaskała Konika po chrapach. Zwierzę natomiast jeszcze nie miało dość i znów zaczęło ściągać Ciri spodnie zębami. Dziewczyna szybko zorientowała się, co Konik ma na myśli i sama mu pomogła zdjąć spodnie, a następnie bluzkę razem ze stanikiem. Ciri miała duże obawy przed byciem spenetrowaną potężnym penisem jednorożca, ale stwierdziła, że szanse przeżycia na pustyni ma niewielkie i postanowiła zaryzykować. Konik chciał się najpierw odwdzięczyć i tym samym rozpalić nastolatkę, więc zaczął lizać jej cipkę. Wiedźminka chcąc ułatwić zadanie swojemu przyjacielowi, ułożyła swoje ubranie na ziemi, położyła się na nim oraz szeroko rozchyliła nogi.

    Konik swoim długim i szerokim językiem dawał dziewczynie ogromną przyjemność, liżąc na początku jej dosyć małe, nastoletnie piersi, następnie wewnętrzne strony jej ud. Potem powoli zbliżał się do samej cipki, którą lizał bardzo dokładnie, jak miskę po pysznym posiłku. Z czasem Konik przyspieszał ruchy językiem dając Jaskółce jeszcze większą rozkosz. Dziewczyna jęczała bez opamiętania, była to jej pierwsza mineta w życiu. Poza tym nigdy wcześniej się nie masturbowała, gdyż ciągle była pod czujnym okiem Yennefer, co dodatkowo potęgowało rozkosz, którą dawał jej jednorożec swoim językiem. Po kilkunastu minutach intensywnych pieszczot Cirilla wręcz pragnęła poczuć Konika w sobie.

    Jednorożec już był gotowy, jego penis po raz kolejny osiągnął wzwód. Wiedźminka wstała i pochyliła się do przodu, wypinając swoją niewielką, lecz jędrną dupkę. Konik zrozumiał przekaz i zbliżył penisa do szparki nastolatki. Ciri chcąc ułatwić zadanie przyjacielowi, naprowadziła ręką członka na cipkę. Zwierzę – jak to zwierzę – wyczucia nie ma i od razu z dużą siłą wbiło się po kraniec pochwy Ciri. Dziewczyna zajęczała przeraźliwie, bo gwałtowne wepchnięcie penisa do jej cipki sprawiło jej ogromny ból. Po jej udzie zaczęła płynąć cienka strużka krwi. Konik ciągle poruszał się w jej pochwie, co sprawiało, że z minuty na minutę Jaskółka odczuwała coraz mniej bólu, a coraz więcej przyjemności. Po kilku chwilach dziewczyna doznawała już prawie samej rozkoszy, z niewielką dawką bólu. Zaczęła pojękiwać. Konik coraz szybciej poruszał się w jej cipce, dając dziewczynie tylko więcej przyjemności. Po kilku minutach posuwania jednorożec znów ostrzegł Ciri przed wytryskiem, ale jego chęć spuszczenia się w środku zwyciężyła i wypełnił wiedźminkę swoim nasieniem.

    Ciri doszła prawie w tym samym momencie, wydając z siebie donośne okrzyki rozkoszy. Konik wysunął penisa z młodej cipki, a z niej zaczęła wyciekać sperma. Wyczerpana dziewczyna oraz jednorożec położyli się obok siebie i odpoczywali. Po chwili wiedźminka zasnęła. Po upływie około dwóch godzin, gdy słońce jeszcze nie zaszło do końca, znów obudził ją Konik. Tym razem bardziej przyjemnie, bo zaczął lizać jej odbyt. Jaskółka nie spodziewała się takiego obrotu wydarzeń, wyglądało na to, że jednorożec ma ochotę spenetrować jej drugą dziurkę. Jego penis już stał, więc Ciri pomyślała: “Dlaczego nie?” i znów, po chwili pieszczot odbytu wstała i wypięła swoją rozkoszną dupke w stronę Konika. Po raz kolejny pomogła mu naprowadzić penisa, tym razem na jej kakaowy otwór i po raz kolejny zwierzę spróbowało gwałtownie wejść w dziewczynę, ale tym razem jego kutas napotkał dużo większy opór, więc Konik musiał stonować ruchy. Zaczął powoli wsuwać penisa do jej drugiej dziurki, sprawiając przy tym dziewczynie ból. Gdy w końcu wszedł prawie po nasadę penisa, rozpoczął rytmiczne wsuwanie i wysuwanie fiuta z jej dupki, z każdą chwilą sprawiając Jaskółce coraz większą przyjemność. Ciri jęczała, ale tym razem słabiej niż wcześniej, gdyż posuwanie odbytu sprawiało jej mniej rozkoszy niż penetrowanie jej cipki. Ponadto penis w odbycie przysparzał jej bólu. Przyspieszenie ruchów sprawiało obojgu dużą przyjemność, z czasem nawet Ciri przejęła inicjatywę, bo zaczęła się kiwać do przodu i do tyłu, nadziewając się na penisa Konika, który nie wykonywał już żadnych ruchów. Po kilkunastu minutach jednorożec znów wypełnił wnętrze wiedźminki swoja spermą. Ciri tym razem jednak doszła trochę szybciej od niego. Wysunął z niej swoją męskość i znów oboje wykończeni padli na ziemię. Z mocno rozepchanego odbytu młodej dziewczyny wyciekała sperma, zasychając po czasie na jej pośladku.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Morvran
  • Geralt i siostry var Attre

    Strażnik przy wejściu do posiadłości var Attre wpuścił Geralta do środka. Zaprowadził go do sali ćwiczeń, gdzie czekała na niego Rosa var Attre – jedna z kochanek Jaskra. Włosy miała w kolorze ciemnego blondu, z warkoczykiem ułożonym od ucha do ucha górą głowy. Ubrana była w strój ćwiczebny, który – jak się domyślał wiedźmin – mógł ochronić przed niektórymi ciosami drewnianego miecza. Była raczej drobnej budowy. Rosa odezwała się pierwsza: – Witaj. Ty jesteś tym instruktorem szermierki, którego zamówił mój ojciec? – Można tak powiedzieć. – Zatem na co czekasz? Zrzuć z siebie pancerz i te dwie brzytwy z pleców. Teraz będzie ci potrzebny tylko jeden miecz. I to drewniany. Geralt zdjął z siebie ekwipunek, po czym rozpoczęła się walka na drewniane miecze. Po kilku minutach pojedynku Rosa odsłoniła się za bardzo i nie zdążyła sparować uderzenia, którym wiedźmin wytrącił ją z równowagi. – To była dobra walka, Roso. – Dla kogo dobra, dla tego dobra – żachnęła się. – Ja chcę rewanżu! – Spokojnie, spokojnie. Odpocznij najpierw po poprzedniej walce, bo teraz jesteś słaba. Usłuchała. Po kilku chwilach ćwiczebne miecze znów zetknęły się w pojedynku, który tym razem wygrała Rosa – co prawda z lekką pomocą Geralta, ale nie zauważyła tego. – Ha! Tym razem cię pokonałam, teraz to była dobra walka! – Szczęście ci tylko sprzyjało.

    Usiedli razem na ławce przy ścianie sali, odpoczywając. Z czasem Rosa coraz bardziej przysuwała się do Geralta, aż w końcu szepnęła mu do ucha: „Geralt, mam ochotę na coś więcej niż walkę, siostry nie ma w domu” i zaczęła rozpinać swój strój. Biały Wilk nie protestował, dawno nie był z kobietą, brakowało mu tego. Rosa była już tylko w czarnych, koronkowych majtkach i staniku, również czarnym – i również koronkowym. Mimo małych piersi wyglądała pięknie. Jej figura była cudowna, z dobrze zarysowanym wcięciem w talii i szerokimi biodrami. Geralt zrzucił z siebie koszulę, spodnie oraz majtki i zdjął z niej stanik oraz koronkową zasłonkę jej kobiecości. Zbliżyli się do siebie i pogrążyli w namiętnym pocałunku. Po chwili Rosa odepchnęła go i poszła do kantorka, skąd wyciągnęła duży i miękki materac. Wiedźmin podniósł ją i położył na materacu, po czym ochoczo zabrał się za lizanie jej już sterczących sutków. Gdy pieścił jeden sutek zębami, na drugiej piersi położył swoją dużą dłoń i ściskał jej jędrną pierś. Rosa zaczęła pojękiwać. Po chwili pieszczenia cycków zszedł nieco niżej. Omijając cipkę, zaczął od całowania wewnętrznej strony ud, doprowadzając ją do szaleństwa poprzez omijanie jej najbardziej wrażliwego punktu. W końcu ku radości Rosy Geralt zaczął namiętnie lizać jej cipkę. Czubek języka wsuwał głęboko wewnątrz pochwy, wylizując ją od środka. Następnie przeszedł do ssania i pieszczenia jej łechtaczki. Rosa pojękiwała coraz głośniej, z czasem jęcząc tak, że słychać ją było pewnie na górze. Z wnętrza dziewczyny wypływało coraz więcej śluzu, który Geralt ochoczo zlizywał. Po minetce przyszedł czas na pobawienie się paluszkami. Wiedźmin wsunął na dobry początek dwa palce do jej wnętrza, w ten sposób dając jej już dużą rozkosz. Po chwili jednak Geralt dołączył trzeci palec, poruszając rytmicznie nimi wszystkimi.

    Biały Wilk przyspieszał ruchy, z pochwy dziewczyny wydzielało się coraz więcej soczków, a ona sama jęczała głośno. Po kilku minutach palcówki Rosa osiągnęła punkt szczytowy, przed którym próbowała tylko ostrzec Geralta krzycząc: „Wytrysk!”, jednak było już za późno. Salwy lepkiego śluzu z wnętrza dziewczyny strzelały wysoko w górę, pokrywając nim kawałek twarzy Geralta oraz jego klatkę piersiową. Rosa oddychała głęboko, odpoczywając po bardzo silnym orgazmie. Wiedźmin wytarł się z jej soczków, a następnie położył się obok. Jego penis już stał, dzięki widokowi tak ponętnej, młodej dziewczyny, leżącej obok niego. Rosa nie zwlekając ani chwili, uklęknęła przed nim, zbliżając usta do główki penisa. Z trudem wzięła sporą pałę wiedźmina do buzi. Gdy jednak jej się to udało, zaczęła pieścić językiem główkę penisa oraz ssać go intensywnie i wykonywać posuwiste ruchy głową. Sprawiało to wiedźminowi dużo przyjemności, na dodatek Rosa ciągle patrzyła mu w oczy oraz mruczała jak kotka. Po kilku minutach żywiołowego ssania i lizania penisa, Geralt ostrzegł dziewczynę o wytrysku. Rosa wyciągnęła penisa z ust i zaczęła walić potężną pałę swoją niewielką rączką. Salwy ciepłej spermy zaczęły trafiać na jej twarz, włosy i piersi. Gdy Geralt skończył strzelać, Rosa znów wzięła penisa do ust i wyssała resztę nasienia, rozkoszując się smakiem i połykając je. Rosa położyła się obok wiedźmina, kładąc prawą rękę na klatce piersiowej i prawe kolano na jego kroczu. Po kilku minutach dziewczyna przejęła inicjatywę, znów doprowadziła penisa do wzwodu, a następnie zaczęła wprowadzać kutasa do swojej pochwy w pozycji „na jeźdźca”. Penis wszedł dosyć lekko, ale Geralt mimo tego czuł przyjemny ucisk cipki na penisie. Rosa zaczęła poruszać się w górę i w dół, a w tym samym rytmie podskakiwały jej niewielkie piersi.

    Edna, wchodząc do pokoju, zasunęła zasłony na oknach i rozebrała się do końca, odsłaniając trochę większe cycki od piersi Rosy. Kazała siostrze uklęknąć przed wiotkim penisem wiedźmina. Podczas gdy Edna ssała fiuta tym samym sposobem co jej siostra, Rosa zabrała się za lizanie jąder. Gdy obie dziewczyny doprowadziły penisa do wzwodu, Edna kazała siostrze położyć się na łóżku tyłem do ściany, a sama usiadła na jej twarzy i pochyliła się nad jej cipką. Widać było, że siostry nie robią tego pierwszy raz. Dziewczyny zaczęły lizać sobie nawzajem cipki, a Geralt podszedł do wypiętego, jędrnego tyłka Edny i zaczął powoli wsadzać penisa do jej pochwy. Uczucie wewnątrz Edny było podobne do uczucia w środku Rosy. Wiedźmin zaczął od powolnych ruchów wewnątrz pochwy, z czasem jednak przyspieszał tempo. Dzięki temu, że miał już dwa wytryski, mógł ruchać Ednę długo i intensywnie. Obie bliźniaczki pojękiwały, Edna wylizywała cipkę siostry ze spermy wiedźmina, a Rosa dodatkowo lizała i penisa, i pochwę siostry podczas seksu.

    Po kilkunastu minutach wzajemnych pieszczot Geralt ruchał Ednę bardzo szybko i intensywnie, a ta sprawiała wiele przyjemności siostrze. Po następnych kilku chwilach Geralt wystrzelił wewnątrz Edny, a obie siostry zaraz po nim dostały orgazmu wydając z siebie stłumione jęki. Rosa znów dostała wytrysku, który z dziką rozkoszą połknęła jej siostra. Następnie położyli się obok siebie i odpoczywali. Rosa, która po kilkunastu minutach odpoczynku nadal nie miała dość, znowu doprowadziła penisa Geralta do wzwodu, po czym wypięła swoją rozkoszną dupkę do wiedźmina i powiedziała:
    – Geralt, weź mnie w dupę. Na ostro. Proszę
    Wiedźminowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Przed penetracją wziął z szafki nocnej jakiś krem i natarł nim odbyt dziewczyny oraz swojego penisa, po czym wszedł w nią powoli, z czasem dobijając do nasady kutasa. Rozpoczął poruszanie się w niej. Na początku trochę ją to bolało, ale z czasem ból minął i odczuwała już samą rozkosz. Edna, która domagała się wylizania cipki, położyła się przed Rosą, rozchylając nogi i przyciskając jej głowę do swojego łona. Rosa zaczęła wylizywać spermę Geralta z cipki siostry, co sprawiało jej przyjemność. Wiedźmin mocno przyspieszył ruchy biodrami, co spodobało się Rosie, która zaczęła wydawać stłumione jęki. Ruchał ją bardzo szybko i bardzo mocno, od czasu do czasu sprzedając jej mocniejszego klapsa, po którym zostawał czerwony ślad na pośladku. Edna ciągnęła ją za włosy, przyciskając do swojego krocza. Wydawała głośne jęki i paluszkiem prawej ręki dawała sobie rozkosz pieszcząc sobie łechtaczkę. Po kilkunastu minutach ostrego seksu analnego Geralt w końcu wpompował spermę do odbytu Rosy, która doszła chwilę po nim. Wysunął penisa z jej dupy i obserwował, jak Rosa sprawia Ednie rozkosz, oraz jak jego sperma wycieka z odbytu ruchanej przed chwilą siostry i kapie na pościel. Po kolejnym orgazmie Edny wszyscy położyli się na łóżku, a dziewczyny wtuliły się w Geralta. Zasnęli spełnieni i zmęczeni.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Morvran
  • Schwytana przez elfa… cz. 1

    Ten dzień nie zapowiadał się na inny niż zwykle. Co prawda nad królestwem wisiało widmo wojny, jednak w naszej osadzie było względnie spokojnie. Jadłam obiad razem z rodziną, kiedy usłyszałam tętent wielu końskich kopyt. Chwilę później rozległy się krzyki, urywane tak nagle, jakby były ucinane nożem. Zastygłam w bezruchu z łyżką w połowie odległości między miską, a ustami. Ktoś otworzył drzwi do chaty potężnym kopniakiem. Zobaczyłam strzałę ze świstem przecinającą powietrze. Otworzyłam usta w niemym okrzyku, gdy pocisk trafił w głowę mojego ojca. Wypuściłam łyżkę z drżącej dłoni, kiedy kolejna strzała przeszyła pierś matki. Ze łzami w oczach spojrzałam w stronę okrutnego oprawcy, który porzucił łuk na cześć sztyletu. Nie do końca mogłam go ujrzeć, łzy sprawiały, że widziałam jak przez mgłę. Dopadł mojego starszego brata, poszarpał się z nim przez chwilę, jednak bez problemu poderżnął mu gardło. Młodszy brat nawet nie stawiał oporu. Zacisnęłam mocno powieki. Wiedziałam, że przyszła moja kolej. Zdawało mi się, że nawet przez zamknięte oczy widzę złowieszczy błysk klingi, gotowej do zadania śmiertelnego cięcia. Jednak nic takiego nie nastąpiło.

    – Schowaj się – usłyszałam dźwięczny, ale stanowczy głos. Niepewnie otworzyłam oczy. Mężczyzna już był przy drzwiach chaty, które chwilę później się za nim zamknęły. Niewiele myśląc zerwałam się z krzesła i poszłam do sąsiedniej izby, gdzie ukryłam się za szafą. Zakryłam usta dłonią, by nie zacząć głośno szlochać. Cały czas słyszałam krzyki i piski mordowanych z zimną krwią. Już miałam jakąś nadzieję, że wyjdę z tej rzezi cało. Zwłaszcza, gdy ponownie usłyszałam tętent kopyt. Odjechali. Zabrałam dłoń z ust i od razu głośno zaszlochałam. Nie usłyszałam nawet, że ktoś znowu wszedł do chaty. Byłam po prostu w szoku. Chyba jeszcze do końca nie dotarło do mnie to, co się stało. Zabił moją rodzinę. Wymordowali całą wioskę…

    – Chodź – ktoś wydał krótkie polecenie. Ten sam głos, co wcześniej. Podniosłam wzrok, ale i tym razem przez łzy niewiele widziałam. Jakaś rozmazana sylwetka stała nade mną. Poczułam, że złapał mnie za bluzkę i mocno pociągnął. Ja jednak nie bardzo miałam ochotę, by gdziekolwiek iść. Pamiętając, co zrobił mojej rodzinie. Jednocześnie nie miałam siły, by się stawiać. Jednak zirytowany oprawca wyciągnął sztylet. Kątem oka zauważyłam szybki ruch. Po czym osunęłam się w objęcia ciemności.

    Nie wiem, przez jaki czas byłam nieprzytomna. Ocknęłam się i jęknęłam cicho, czując pulsujący ból w skroni. Otworzyłam powoli oczy, próbując przypomnieć sobie, co się stało. Odnotowałam, że leżę na łóżku. W jakimś obcym miejscu. Jego zobaczyłam dopiero po chwili, chociaż siedział tuż obok mnie. I dopiero teraz miałam okazję się mu przyjrzeć. Pociągła twarz, dosyć ostre rysy. Czujne spojrzenie dużych, szmaragdowych oczu, które patrzyły wręcz na wskroś mnie. Gęste, ciemne brwi. Proste, srebrzyste włosy opadające na ramiona. I chyba najważniejszy szczegół: spiczaste uszy.

    – Napatrzyłaś się? – zapytał szorstko, ale na jego twarzy pojawił się dziwny uśmieszek. Zestraszona od razu odwróciłam wzrok. Łzy napłynęły mi do oczu. Elf. Gorzej chyba nie mogłam trafić. Wiele słyszałam o ich okrucieństwie i pogardliwości wobec ludzi. Czego więc ode mnie chciał? Z zamyślenia wyrwał mnie delikatny dotyk, który poczułam na swoim policzku.

    – Nie myśl sobie, że coś dla mnie znaczysz… – powiedział cicho. Przejechał palcami po moich ustach. – Jesteś tylko zwykłą, ludzką suką… – jego dotyk zszedł niżej. Poczułam go na szyi. Spanikowanym wzrokiem podążałam za jego dłonią. Kiedy dotknął moich piersi, na szczęście ukrytych pod ubraniem, poczułam ogarniający mnie lęk. On chyba to wyczuł, bo uśmiechnął się z zimną satysfakcją, pokazując rząd białych, równych zębów. – Ale może będziesz w stanie sprawić mi trochę przyjemności… – powiedział jeszcze, zjeżdżając dłonią coraz niżej. Łzy spłynęły mi po twarzy. Bo już doskonale wiedziałam, czego chciał. Jego dłoń zatrzymała się tuż przed moim kroczem. – Ale teraz… odpocznij – rzucił oschle, po czym zabrał rękę. Uśmiechnął się do mnie dwuznacznie, wstał z łóżka i odszedł.

    Przez długo jeszcze płakałam, starając się przy tym nie szlochać. W końcu jednak znużył mnie płacz i ból głowy po uderzeniu rękojeścią sztyletu. Nie zważając już na grożące mi niebezpieczeństwo, zasnęłam.


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Easnadh
  • Biale tango – cz. 3.

    Część 3/3.

    Jacek przyprowadził kolejnego mężczyznę na spotkanie. Dość młody, 30-33 lata, wygolony na łyso, dobrze zbudowany, pachniał dobrymi perfumami. Nosił gładką, błękitną koszulę, dżinsy, eleganckie brązowe półbuty i sportową, ciemnoniebieską marynarkę. Całości dopełniał złoty łańcuszek na szyi i bransoletka na przegubie ręki. Na pewno miał pieniądze. Starał się to pokazać. Zaproponował wyższą stawkę, żeby mógł z nią zrobić wszystko, na co będzie miał ochotę. Od razu wyłożył całą kwotę na stół.

    – I jak, Aśka? – zapytał dziewczynę. Siedział na krześle, odchylony z rękoma założonymi na piersiach. Szeroko rozstawił nogi.  

    – Ale nie muszę skakać przez okno? – spytała z cieniem ironii w głosie.

    – Nie! – zaśmiał się swobodnie. Rozbawiła go tym pytaniem. Dla niego zabrzmiało naiwnie, ale on nie wyczuł ironii. Nawet nie znał takiego słowa. Już czuł się panem sytuacji. – Lubię ruchać we wszystkie dziurki, mieć pełną swobodę. Zakazy irytują mnie. I sam decyduję, gdzie spuszczam się. Pasuje ci?

    Asia spojrzała na Jacka. Chłopak kiwał głową, żeby ją zachęcić. Tyle kasy! Spojrzała na faceta. Na Mike’a. Tak kazał zwracać się do siebie.

    – Jasne, Mike. Zgoda, jeżeli nie będziesz brutalny.

    – No, skąd! Jestem silny, ale nie brutalny. Staram się zadowolić kobietę. Moje partnerki nie narzekają na mnie. Przekonasz się! – Zdjął kurtkę i zaprezentował szeroką klatę. – Jeżeli będę z ciebie zadowolony, może wejdziemy w jakiś stały albo dłuższy układ. Lubisz wielokąty? – nieświadomie ignorował Jacka.

    – Nie próbowałam – przyznała.

    – Ej, to musisz! W przyszłym tygodniu organizuję luźne spotkanie ze znajomymi. Same pary. W moim wieku i kilka starszych. W sumie, tak z dziesięć osób. Młode dziewczyny zawsze są mile widziane. Może zechcesz spróbować? Zarobisz więcej niż tutaj. Przywieziemy i odwieziemy ciebie. Tylko zabezpiecz się.

    – Jeszcze zastanowię się – wzrokiem pokazała na Jacka. Mimiką facet sygnalizował, że ma go olać. To nie spodobało się Asi.

    – To może być początek twojego lepszego życia. Mówię szczerze, bo widzę jak wyglądasz. – Podniósł jej spódniczkę i obejrzał nogi. Poklepał po pupie i zanim coś powiedziała, pomacał pierś. – Fajne. Spore i jędrne. Jest co macać. Są panowie, naprawdę dobrze sytuowani, który szukają młodych, atrakcyjnych dziewczyn do spotkań i towarzystwa. Wiesz: wspólne wyjścia na kolacje, urlop za granicą, weekend w spa, seks, oczywiście, ale to przecież wiesz i nadajesz się. Co jeszcze? Wypad za granicę na zakupy w weekend, może jakieś wspólne mieszkanko? Wszystko zależy od tego jak się dogadacie. Możesz znaleźć takiego dyskretnego sponsora. Wierz mi, to nie problem. Dla ciebie też mogę znaleźć jakiegoś faceta – ostatnie zdanie-propozycję Mike skierował do Jacka, patrząc na niego z góry.

    – Nooo, zobaczymy – wydukał chłopak przytłoczony potokiem słów i atrakcyjnymi propozycjami. Nieoczekiwanie źródło jego dochodów mogło nagle wyczerpać się. I to szybko. Zbyt szybko.

    – Jacek, idź do kuchni. Damy sobie radę – Aśka uśmiechnęła się do partnera. Ze zdziwioną miną Jacek powoli wstał, zaskoczony jej sugestią. Zawsze chciała, żeby był obecny. Czuła się pewniej, bezpieczniej. Tak twierdziła.

    – Naprawdę? Jesteś pewna? – wyglądał jak znak zapytania. Asia pokiwała głową.

    – Nie słyszałeś? Zaczekaj w kuchni – Mike wypiął klatę do chłopaka. Jacek próbował spojrzeć nad jego ramieniem na Aśkę, ale ta patrzyła na pośladki mężczyzny.

    – Jasne. Zawołaj, gdyby coś – powiedział do dziewczyny, wyszedł potulny i zamknął drzwi.

    – No, ściągaj ciuchy. Chcę zobaczyć, za co dzisiaj płacę.

    Rozbierała się bez pośpiechu. Lubiła te chwile. Klienci patrzyli na nią z uwagą, w skupieniu. Wiedziała, co będzie dalej, ale przedłużane rozbieraniem chwile oglądania „towaru”, na ogół w milczeniu, czasami przy muzyce, sprawiały jej przyjemność. Oglądali ją, oceniali, doceniali. Podobała się. Każdemu. A potem brali ją. Zawsze byli bardzo podnieceni. Chcieli mieć dupę, bo zapłacili. To nie było zwykłe pożądanie. Nigdy nie dowiedziała się, co Jacek mówił im, kiedy oferował ją tym facetom. Oni zawsze traktowali ją źle, z wyższością, brutalnie, bo uważali, że kurwa musi być ostro traktowana. Za to, że jest kurwą. I na pewno tak lubi. Za to ich nienawidziła. Tak samo jak tego, co robi. Za każdym razem miała nadzieję, że będzie to w miarę normalny stosunek. Może z wytryskiem w usta, na twarz, może ktoś będzie chciał solidnie poklepać ją po pupie, pociągnąć za pierś, odbyć stosunek analny. Z tym liczyła się i tyle wytrzymałaby. Nawet zalanie moczem. A jednak zawsze byli brutalni. I wulgarni. Kiedy spółkowali, była dziwką i kurwą. Po seksie im przechodziło. Łagodnieli.

    – Co za element… – wzdychała w duchu. – Skąd Jacek bierze taki element?

    Pieniądze nie potrafiły złagodzić jej rozczarowania, bólu i strachu. Niewiarygodność Jacka pogłębiała jej rozgoryczenie. Od początku żałowała tego, co robi. Czuła coraz większą niechęć do samej siebie. Wreszcie podjęła decyzję, którą powinna podjąć już dawno. Zachowanie chłopaka tylko przyspieszyło ten krok.

    *

    Była naga. Stała przed mężczyzną w swobodnej, trochę prowokującej pozie. Prawą nogę wysunęła nieco do przodu. Dłonie oparła na biodrach. Na takie spotkania zawsze ubierała szpilki. Wiedziała, że wygląda w nich na pewno atrakcyjniej niż boso. Kupiła kilka par samonośnych pończoch w różnych kolorach i na tym inwestowanie w wygląd na seks-spotkania uznała za zakończone. Pieniądze bardziej potrzebne były w domu.

    Mike siedział rozparty na tapczanie, ręce rozłożył na oparciu, nogę założył na nogę i w milczeniu przyglądał się dziewczynie.

    – Ładnie jesteś wygolona. W dupkę wchodzę od razu czy trzeba rozepchnąć?

    – Musisz nawilżyć i rozepchnąć.

    – Wiesz, podobasz mi się – dalej ją lustrował. – Jeżeli dobrze ruchasz się, to chętnie będę korzystał z twoich usług. Przynajmniej przez najbliższe miesiące. Finansowo nie będziesz narzekać. Odpowiada ci taki układ? 

    Z wdziękiem podeszła do niego, lekko uśmiechnęła się i położyła mu dłonie na ramionach.

    – Jeszcze porozmawiamy. Masz ochotę na seks?

    – Jasne, ale lubię wszystko najpierw ustalić. Po seksie nie mam ochoty na takie sprawy.

    – Wstań, kocie! – rozkazała mu namiętnym tonem. Podniósł się, rozpiął i zdjął koszulę.

    – Ale masz tors! – wysapała głosem pełnym podziwu.

    – Zobacz, suko, co mam w slipach! – stał w rozkroku, dłonie oparł na biodrach i czekał aż rozepnie spodnie.

    – No tak, dziwka, kurwa i jeszcze suka. Podstawowy zestaw określeń niby-samca wobec kobiety – pomyślała zirytowana epitetem.

    Mężczyzna stał w rozkroku, dłonie oparł na biodrach i czekał aż suka wyjmie penisa ze slipek. Rozbierała go niespiesznie, potęgując jego podniecenie. Doceniał to. Był przekonany, że znajdzie jej faceta. Albo sam jej najpierw poużywa. Aż się znudzi.  

    Spojrzała mu w oczy, językiem zwilżała wargi. Rozpięła pasek, spodnie, zamek błyskawiczny. Chwyciła spodnie i slipy, a potem powoli zsunęła, aż sterczący penis wyskoczył z nich i zaczął kołysać się przed jej twarzą.

    – Już! – szepnęła miękkim głosem. – Piękny! Taki duży i twardy… – masowała go delikatnie. Wstała.

    – No, jeszcze zadławisz się. Każda tak ma ze mną! – chełpił się. Pewnym gestem chwycił ją w kroczu i poczuła jak wpycha palce do pochwy.

    Całym ciałem przytuliła się do niego i długo szeptała do ucha. Subtelnie ocierała się nagim ciałem o jego tors i nogi. Dłonią łagodnie głaskała jądra. Czasami lizała brzeg ucha. Coś jeszcze dodała. I lekko ukąsiła koniuszek ucha. Potem zamruczała. Twarz Mike’a już dawno zmieniła wyraz. Wreszcie odezwał się.

    – Pierdolisz!? – Mike wyglądał na wstrząśniętego.

    – Ciii, przecież… – wykonała ruch oczyma.

    – Jasne. Sorry! O kurwa! Nie pierdolisz?!

    – No skąd! Ale nadal mam na ciebie ochotę, jeżeli nie boisz się. Uważałam, że powinieneś wiedzieć. Dla mnie to bez znaczenia. Założysz gumkę i…

    – Kurwa… Zbieram się… – wyszeptał. Rozglądał się uważnie po ścianach i pośpiesznie ubierał. Z kurtką w ręku rzucił się na pieniądze. – Dwie stówy dla ciebie. Wiesz… Współczuję ci. I dzięki za szczerość. Trzymaj się! – wyszeptał. Ostrożnie, przez marynarkę otworzył drzwi od pokoju i zniknął. Trzasnęły zamykane drzwi od mieszkania.

    *

    – Co się stało? – chwilę później Jacek wpadł do pokoju. Chyba był przestraszony. – Straciliśmy takiego bogatego klienta?! Dlaczego?! Tyle go namawiałem!

    – A nic. Po prostu powiedziałam mu prawdę. – Teraz z kolei Joanna szybko ubierała się. Nie chciała stać nago w obecności Jacka. Musiała wyjść stąd jak najszybciej.

    – Jaką prawdę?! Aśka, co się stało?!

    – Powiedziałam mu, że mam HIV, ale chcę uprawiać seks. Wystraszył się – wzruszyła ramionami. Była bardzo spokojna. I zadowolona z podjętej decyzji. Czuła jakby pozbyła się uwierającego ciężaru. Zapinała bluzkę.

    – Co ty?! Naprawdę?! – chłopak był zaskoczony, ale szybko zaczynała narastać w nim wściekłość. Ta dziewczyna chyba oszalała!

    – Jacek! – już stała w drzwiach pokoju. Położyła dłoń na klamce. – Nie będę więcej zarabiać moim ciałem na twoje zachcianki. Uważam to za obrzydliwe. Ja bez wielu zbędnych rzeczy mogę się obejść. A czasami muszę żyć nawet bez tych niezbędnych. Tak bywa, niestety. Bez ciebie też potrafię żyć. Nie dzwoń więcej do mnie. Zresztą, zablokuję twój numer. Nawet w szkole nie musisz mówić mi „cześć”.  

    Już wychodziła, ale jeszcze przypomniała sobie o czymś. Podniosła palec wskazujący i odwróciła się do byłego chłopaka. Zrobiła dwa kroki w jego kierunku.

    – Ach, prawie bym zapomniała… – Pokręciła głową z irytacją. – Jeszcze zasugerowałam klientowi, że właściciel mieszkania chyba nagrywa te spotkania ukrytą kamerą i wrzuca do netu. A ty jesteś zboczony, te filmy ciebie jarają i masz HIV. A potem mnie zaraziłeś. A w ogóle zmuszasz mnie do seksu. Poradziłam mu, żeby nie dotykał dłonią klamki, bo lubisz je lizać. Ot, taka słodka zemsta na tobie. Nie odprowadzaj mnie, żegnam. 

    – COOO?!! Coś ty zrobiła, głupia kurwo?!! Coś ty najlepszego zrobiła!! – chłopak kipiał gniewem.

    Asia przestraszyła się, ale nic nie dała poznać po sobie. Drżącą dłonią poprawiała spódniczkę.

    – Odjebało ci, kretynko?!! Mogliśmy mieć tyle kasy!! Wystraszyłaś go! Jesteś pojebana, kretynko! Rozumiesz?! Po-je-ba-na!! – rozszalały Jacek wrzeszczał jak opętany.

    – Pomyśl, co mówisz. To pleonazm. – Chłopak na chwilę zaniemówił. Patrzył na nią zaskoczony i wściekły.

    – Było uważać na lekcjach. – Dziewczyna spokojnym krokiem skierowała się do drzwi.

    – Aśka, zaczekaj! Jakoś dogadamy się!

    – Jacek! – westchnęła ciężko tonem nie znoszącym sprzeciwu. Zatrzymała się w drzwiach i powoli odwróciła. Była nad wyraz opanowana. – Primo: otrzyj pianę z ust. Secundo: skoro już tak szczerze i otwarcie mówisz o moich zaletach, mam prośbę do ciebie.  

    – Tak? – chłopak momentalnie uspokoił się. Ton jej głosu brzmiał irytująco spokojnie. Nadal był wściekły po tym, co zrobiła jego dziewczyna, ale posłucha jej. Może zechce negocjować, zostawi jakąś furtkę do dalszej rozmowy. Czekał na tę prośbę.

    – Raz na zawsze odpierdol się ode mnie. Zapamiętasz?

    *

    Szybko szła ulicą. Stukała szpilkami o chodnik i uśmiechała się do swoich myśli. Jakiś facet w średnim wieku obejrzał się za nią. Dwaj mijający ją nastolatkowie też przyglądali się nachalnie.

    – To pewnie przez ten mocny makijaż – pomyślała rozbawiona.

    Zwolniła. Dokąd miałaby spieszyć się? W zasadzie nie widziała nikogo. Nie rozglądała się. Wystawy sklepowe nie istniały. Była radosna. Cieszyła się chwilą. Jakby spadł jej jakiś ciężar z serca. Gdyby nie wyglądało to dziwnie, to zaczęłaby śpiewać na ulicy. Od dawna instynktownie czuła, że źle postępuje. Zachowywała się wbrew regułom, które wpoiła jej mama. Jednak widziała radość Jacka, kiedy razem kupowali bilety na koncert. Cieszyła się, kiedy czule dziękował jej za wspólny wieczór. Kiedy całował ją po wyjściu klienta. Właśnie, klienta…

    Kilka razy próbowała z nim porozmawiać o tym sposobie zarabiania pieniędzy, ale on nawet nie chciał o tym słyszeć! Była zszokowana. Frymarczył nią, bo tak jemu było wygodnie! Dotarło do niego, że dla niego stała się głównym źródłem pieniędzy na przyjemności. Dawno zapomniał, że jest jego dziewczyną, partnerką. Uznała więc, że zdecydowane rozwiązanie będzie najlepsze. I dzisiaj zrobiła to, co zaplanowała! A Jacek będzie musiał poszukać innej dziewczyny, która zacznie go utrzymywać.

    Znowu będzie mogła patrzeć w lustro. Latem znajdzie pracę w jakiejś kawiarni za oszałamiające kilka złotych na godzinę. Zrobi wszystko, żeby tylko odciążyć mamę. A może Romek znajdzie jej pracę? W imię wyższych celów braciszek mógłby trochę wytrzymać z siostrą.

    *

    – Niedługo miną trzy lata – zamyślona Aśka patrzyła niewidzącym wzrokiem w okno.

    – O! Tutaj jesteś! – przygaszony głos mamy wyrwał dziewczynę ze smutnych rozważań. Mama w płaszczu i butach weszła do kuchni.

    – W butach do kuchni? Jeszcze nigdy tak nie zrobiła. Coś się stało… – zaniepokojona Aśka z uwagą przyglądała się zachowaniu mamy. Nawet bała się zapytać.

    Niedawno spotkał ich kolejny cios. Już wychodzili finansowo na prostą, kiedy lekarz wysłał mamę na rentę. Serce już nie wytrzymywało obciążenia pracą zawodową i dodatkowo kilkuletnim stresem, będącym następstwem rozwodu i poważnych kłopotów finansowych, w jakie popadli po odejściu ojca. A przecież mama jeszcze „na czarno” dorabiała, do marnej renty, sprzątaniem albo pilnowaniem dzieci.

    Kobieta ciężko usiadła przy stole. Spojrzała na córkę, odruchowo wygładziła obrus, zamyślona popatrzyła w okno.

    – Mamo, stało się coś? – dziewczyna uważnie przyglądała się mamie.

    – Asieńko, cóż… – zamilkła na chwilę. Niektóre wiadomości trudno jest przekazywać bliskim, wiedząc jaka będzie ich reakcja. Starała się zyskać na czasie. Spojrzała na córkę, westchnęła. – Rozmawiałam z waszym ojcem.

    Mimo wszystko Asia poczuła ulgę, ale zaraz zdenerwowała się. Raptownie podniosła głos.  

    – Powiedz mi! Coś o alimentach?! Znowu zamierza wnioskować o ich obniżenie?! Załatwił jeszcze lepsze papiery?! Tyle nas kantuje „biedny” pan architekt i może jeszcze ciebie próbuje teraz urabiać?!

    – Pozwól mi skończyć. Nie, wręcz przeciwnie. Powiedział, że może więcej płacić na dzieci bez chodzenia do sądu, że zobaczę to już na następnym przelewie. I proponował stałe kieszonkowe dla ciebie i Romka. Nawet mu o tym nie wspomniałam.

    Asia, słysząc to, zmrużyła oczy i przechyliła głowę jakby mimiką dawała znać, że nie dowierza mamie. Ona w odpowiedzi położyła dłoń na sercu. Z powagą spojrzała na córkę.

    – Przysięgam! – słowo wypowiedziała ze szczególną mocą.

    – Czyli jednak kasa! Spóźnione prezenty gwiazdkowe! I to hurtem za ostatnie lata… – Po chwili, ale znacznie ciszej i stanowczym, spokojnym tonem kontynuowała. – Mamo, nie chcę jego kieszonkowego. Nie chcę go znać. A co chce w zamian za swoją nagłą szczodrość?

    – Zaproponował również, że sfinansuje wam tegoroczne wakacje. O wycieczce twojej klasy do Hiszpanii też wspomniałam. Zgodził się. Ale daj mi skończyć. To wasz ojciec poprosił o rozmowę.

    – Ja dziękuję za jego pomoc! Hiszpania musi zaczekać. Jak zdołam, to kiedyś sama zarobię na taką wycieczkę, ale pojedziemy razem. Romek też się dołoży. Mamo, tak w ogóle to nie łudź się. Jeżeli ten człowiek nie dostanie tego, co chce, to wycofa się ze swoich obietnic. Tylko tyle mamy pieniędzy, ile sami zarobimy.

    Mama tylko kiwała głową w milczeniu. Zbierała siły na najgorsze. Spodziewała się takiej reakcji córki, a jeszcze nie powiedziała najważniejszego. Asia kontynuowała.

    – Dwa razy jeździłam latem na wieś i mam dość. Więcej już nie pojadę. Teraz znajdę jakąś pracę. A poza tym, jak długo można siedzieć wujkowi na garbie? Ciotka od początku miała nas dość. Od razu to zauważyłam! Myślałaś, że nie? A ten człowiek ma prawny obowiązek utrzymywać swoje dzieci! O-bo-wią-zek! Możesz mu powiedzieć, że jak tylko zacznę zarabiać, to swoje pieniądze będzie mógł włożyć sobie głęboko w…

    – To już nie zamierzasz studiować? – Mama z niepokojem spojrzała na córkę.

    – Studia nie zając – Asia, przezornie unikając wzroku mamy, patrzyła w okno. – Jeżeli Romek załatwi mi jakąś pracę, to po maturze pojadę przynajmniej na wakacje, a może na rok do Anglii. Studia kosztują, więc jeżeli coś zaoszczędzę, to nam będzie finansowo lżej i wtedy będzie mnie stać na studia.

    – Aśka, to jeszcze nie wszystko. Rozmawiałam z waszym ojcem w szpitalu.

    – W szpitalu?

    – Niestety, tak. Miał stan przedzawałowy. Poprosił o rozmowę, więc tym razem poszłam. Uznałam, że w takiej sytuacji powinnam.

    – Ojej! To on ma serce?! Akurat teraz pamiętał o tobie? I czego ten człowiek chce? A w ogóle nie mogłaś rozmawiać z nim przez telefon? Chyba ma komórkę? Wpuścili cię? Przecież teraz nie jesteś jego rodziną i nie chce ciebie znać. Wykrzyczał to kiedyś. Pamiętasz? Bo ja tak. Do sądu nie wnioskował o kontakt z dziećmi.

    – Asiuniu, kochanie! Brakuje mi sił, źle się czuję, ale ciebie jeszcze uduszę. – Kobietę sporo kosztowała ta rozmowa, a najtrudniejsze było dopiero przed nią.

    – Sorki! Wkurza mnie ten… – wściekła spacerowała po kuchni z zaciśniętymi pięściami. Zatrzymała się i odwróciła do mamy. – No, słucham, chociaż z trudem.

    – Wasz ojciec leży w szpitalu. Jego partnerka wyprowadziła się od niego kilka miesięcy temu. Teraz został sam. Rozumiesz, Asiu? Sam. Został sam jak palec. Nie ma nikogo! Tamta kobieta wróciła do swojego mieszkania, które komuś wynajmowała. Rozstali się, a ona związała się z kimś innym. Od kilku miesięcy ojciec nie utrzymuje z nią kontaktu, a do szpitala trafił tydzień temu. Nie prosił jej o pomoc. Nie odwiedza go nikt bliski. Jest sam. W szpitalu podał więc nasz adres i mój telefon jako najbliższej osoby. Dlatego poszłam.

    – Ależ ma tupet! A może coś wciąga? Wiesz, w szpitalu nie takie numery…

    – Asiu, naprawdę… Nie ułatwiasz mi rozmowy.

    – …  

    – Asiulka…, mam jeszcze coś do zakomunikowania. Wasz ojciec miał sporo czasu, więc przemyślał wszystko, co wydarzyło się od naszego rozstania. Problemy zdrowotne chyba zmieniły go. Przeprosił mnie i przeprasza was za swoje zachowanie, wybryki i jak to on określił: błędne decyzje. Wie, że źle postępował wobec nas. Czuje się winny, ale ma nadzieję, że wybaczycie mu. Obiecał zwrócić wszystkie koszty, które pochłonęło leczenie Karolinki!

    – W zamian za co?

    Zapadła cisza. Dziewczyna patrzyła wyczekująco na mamę. Mama milczała i patrzyła w okno. W końcu odpowiedziała.  

    – Wasz ojciec już nie chce żadnych zmian. Docenia rodzinę jaką tworzyliśmy. Teraz… Hmm, no, taak…

    Mama umilkła. Spojrzała w okno, potem na stół, wygładziła niewidoczne zagięcie na obrusie i ponownie podniosła wzrok na córkę. Uśmiechnęła się niepewnie, nerwowo. Dziewczyna ledwie powstrzymywała się, żeby nie popędzać mamy. Czekała. Mama umknęła ze wzrokiem. W końcu nabrała powietrza, spojrzała na córkę i jednym tchem wyrzuciła z siebie:

    – Asiu, kochanie, wasz ojciec prosi, żebyśmy znowu zamieszkali wspólnie. Jak rodzina. Jak kiedyś. Chce wrócić do nas.

    – O kur…

    – Joanna!

    – Mamo! No, przepraszam! Chyba mu do reszty odjebało!! Teraz to ja odjadę na zawał! 

    – Joasiu, źle się czuję…  

    – Cholera, ja też! Już przez tydzień nie muszę pić kawy. Takim newsem wystarczająco podniosłaś mi ciśnienie!

    – Asia, naprawdę źle się czuję. Muszę się położyć.

    – Przepraszam, mamo. Nie, to, to… To przekracza ludzkie pojęcie!! – Aśka wzięła głęboki oddech. Niespokojnie chodziła po kuchni. Kilka razy zacisnęła i rozwarła pięści. Otwartymi dłońmi z rozmachem uderzyła o uda. Zatrzymała się przy drzwiach. Westchnęła, odwróciła się i spojrzała na rodzicielkę. – Dobra! Jestem spokojna.

    – Anusia, usiądź. Przekazałam tobie jego prośbę. Teraz trzeba jakoś przygotować Karolinkę…

    – Mamo, o tej sprawie porozmawiamy innym razem, ale ja i tak nie mam na to ochoty. Wcześniej bardzo chętnie poznam opinię Romka. Koniecznie! Przecież tyle „zawdzięcza” temu człowiekowi! A ty jutro jedziesz do sanatorium i teraz to jest najważniejsze. Masz odpoczywać, a nie martwić się. Musisz dbać o swoje zdrowie.   

    – Tylko zastanawiam się, czy na pewno sobie poradzisz? – Mama spojrzała na nią z troską i smutno uśmiechnęła się, tak jak uśmiecha się kobieta zmęczona, schorowana, nadmiernie przytłoczona problemami, z którymi sobie nie radzi i jeszcze, mimo woli, obarcza nimi dzieci. W odpowiedzi Aśka również uśmiechnęła się, przyklęknęła obok mamy i pogłaskała ją po dłoni.

    – Dzięki, że tak wierzysz we mnie. To bardzo budujące. Potrafisz wesprzeć człowieka – skomentowała z ironią. Mama uśmiechnęła się lekko, słysząc jej reakcję.

    – Mamusiu, przecież od dawna to ja więcej niż ty zajmuję się dzieciakiem. Ty wracasz późnym wieczorem po tych sprzątaniach i opiekowaniu się. Zresztą, „Karolek” też staje się coraz bardziej samodzielna, więc wyjazd mamy traktuje jak wyzwanie w rodzaju „biwak w domu”. W końcu zrozumiała, kim jest tamten człowiek. Odchorowała to. I to solidnie!  

    Mama powoli kiwała głową. Doskonale pamięta, ile ich to kosztowało, a raczej: ile ich to nadal kosztuje, bo ciągle nie oddali wszystkich pieniędzy pożyczonych na terapię Karolinki. Robiła, co mogła, żeby materialnie zminimalizować konsekwencje odejścia ich ojca. I to, szczerze mówiąc, jej się nie udało. Jednak nie sądziła, że dzieci będą potrafiły zachować się tak dojrzale, kiedy ojciec zostawił ich. Podjęcie pracy i stała finansowa pomoc Romka były nieocenione! Mimo tylu wyrzeczeń, przykrości, poważnych problemów bytowych i zdrowotnych, nadal pozostali rodziną.

    Przez twarz dziewczyny przemknął cień.

    – Mamo, zbyt dużo kosztowała nas terapia Karolinki, żeby teraz ponownie wchodzić w takie bagno! Finansowo nie stać nas na kolejne leczenie! Zresztą… Pamiętasz, co mówił terapeuta o następnych gwałtownych zmianach? Sami poradzimy sobie. Musimy! Dzisiaj przyszedł przelew od Romka, więc nareszcie kończymy spłacać zadłużenie! I jemu, i nam będzie lżej! A teraz połóż się. Zrobię ci herbaty, a potem spakujemy twoje rzeczy. Wiesz, latem na pewno znajdę jakąś pracę. A może Romek coś mi znajdzie? Zawsze to będzie trochę więcej pieniędzy. – Poklepała mamę po dłoni, podniosła się, odwróciła i sięgnęła po czajnik.

    – Joasiu…

    – Tak, mamo?

    – Córciu…, ja już podjęłam decyzję. Ostateczną.

    – Taak? – dziewczyna odwróciła się gwałtownie. – No więc słucham.

    – Wiesz, co to jest białe tango?

    – …? Mamusiu! Tak cię kocham! 

    K O N I E C

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick