Category: Uncategorized

  • Maturzystka – 10.

    Część 10.

    A ja jestem wściekła! Ledwie opieram się chęci, żeby nie podbiec i nie walnąć gnoja w uśmiechnięty pysk. Mam ochotę chwycić matkę za włosy i zrzucić ją z faceta i z naszej kanapy! Ostatecznie to ona pierwsza wykonuje jakiś ruch i słyszę:  

    – Córeczko, zaczekaj! Wyjaśnię ci wszystko! Zaczekaj!

    Ostatnie słowa słyszę za plecami, bo chwytam iPhone’a i idę, biegnę do swojego pokoju! Ręce mi drżą, więc nie jestem w stanie przekręcić klucza w drzwiach. W końcu wypada z zamka, a ja zrezygnowana odwracam się, podchodzę i padam na tapczan. Leżę na boku, tyłem do drzwi i otwieram książkę. Nie płaczę. Wzbiera we mnie wściekłość na matkę. I na tego kutasa, który ją rżnął.

    Po chwili matka wbiega do pokoju. Klęczy przy tapczanie, coś mówi do mnie, tłumaczy drżącym głosem, próbuje mnie głaskać, ale gwałtownym ruchem ramienia strącam jej dłoń. Jest zrozpaczona. Prawie płacze i prosi o rozmowę, obiecuje wspólne, duże zakupy. Ostentacyjnie, możliwie głośno przewracam kartkę w książce. Matce co chwila załamuje się głos. Obiecuje mi większe kieszonkowe i zgodę na późniejsze powroty z imprez. I błaga, żebym nic nie mówiła ojcu, bo to nam wszystkim zniszczy życie!

    – Wiesz, że twój tata choruje na serce? – przypomina mi i nerwowo szarpie za rękę.

    Gwałtownie odwracam się. Wściekła patrzę na nią:

    – Kuźwa, co za zbieg okoliczności! Twój mąż również! – odpowiadam gniewnym tonem, wyszarpując rękę. Z wściekłości aż trzęsę się. Za chwilę, jeżeli nie zdołam się opanować, kolejna przewracana kartka w książce wyleci z niej. I to w strzępach!

    Zaskoczona matka milknie. Za chwilę znowu pochlipuje i mówi, mówi. Nie przestaje mówić! Jej słowotok jest żałosny, a ja czuję, jak rosnę w siłę. Moja wściekłość i żal nadal rosną.

    *

    Matka nadal próbuje mnie przekonać. Moje milczenie tylko ją denerwuje. Głos jej drży, a łzy spływają po policzkach. Do pokoju wchodzi ten fiut. Kochanek matki! Kiedy odwracam się do nich i leżę na drugim boku, mężczyzna uśmiecha się do mnie. Jest nagi. Jego członek nadal sterczy. Ma facet nerwy. Penis lekko drży przy każdym jego ruchu. Nie odwracam wzroku. Wytrzymuję. Jest dumny ze swojej potencji i nie ukrywa tego. Stanął za matką i położył dłonie na jej ramionach. Ze zdenerwowania nawet tego nie zauważyła. Matka klęczy przy tapczanie, a penis drga nad jej głową. Nie ma o tym pojęcia. Mam wrażenie, że specjalnie tak stanął, żeby penis był jak najbliżej mojej twarzy.

    – A może ja ciebie przekonam? – mówi łagodnym tonem.

    – Kuźwa, ksiądz w delegacji! – ironizuję na własny użytek. Wyraz mojej twarzy nie ulega zmianie.

    Pochyla się i kładzie dłoń na moim ramieniu. Chwytam książkę i jej brzegiem strącam rękę faceta. Gest jest czytelny. Tak strąca się zdechłego szczura z ławki. Głośno śmieje się, szczerze rozbawiony moim teatralnym gestem. Pewność siebie wręcz bije od niego. On naprawdę nie jest zdenerwowany!

    – Poczekaj, gnoju! Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni – myślę mściwie. Ponownie otwieram książkę i zagłębiam się w lekturze. Wściekłość jest silniejsza. I żądza zemsty. Tak, to ona mnie napędza i powstrzymuje przed płaczem. Matka tak mnie rozczarowała!

    Kątem oka widzę sterczącego penisa. Kołysze się. Mężczyzna życzliwie uśmiecha się do mnie. Siada przy mnie na brzegu tapczanu. Teraz sterczący penis jest skierowany do mamy. W odróżnieniu od mamy nadal nie wydaje się zdenerwowany zaistniałą sytuacją. Ba! Nie jest nawet zaniepokojony! Żadnych nerwowych ruchów, grymasów. Wręcz bije od niego spokój. Jest w dobrym humorze. Ta sytuacja chyba nawet bawi go! Pachnie jakimiś męskimi perfumami. Mnie się podobają. Wygląda fajnie. Opalony, ogolony, dobrze zbudowany, szczupły. Białe zęby, czyste, zadbane paznokcie, łagodny uśmiech.

    – No, jak będzie? Przekonam ciebie? – pyta łagodnym tonem. Znowu łagodnie głaszcze mnie po ramieniu i po plecach. Prawie wygląda to jak pieszczota. Jest delikatny. Nie reaguję.

    – No co ty?! Radku!

    – Aaa, czyli gnój ma na imię Radziu… – notuję w pamięci

    Matka jest zgorszona albo zaskoczona jego propozycją. A może to tylko zwykła, kobieca zazdrość?! Na jej twarzy maluje się przerażenie. Jest bliska histerii. Właśnie skompromitowała się przed córką. Obraz uczciwej, wzorowej mamy, czułej, dbającej o rodzinę, który tworzyła przez lata, runął z hukiem! Był tylko fasadą! Fałszywą fasadą tworzoną na potrzeby dziecka. Wzorzec moralności poszedł się paść…

    – Czego jeszcze dowiem się o rodzicach?! – ze zdenerwowania prawie trzęsę się. Jestem wściekła na matkę. Chce mi się jednocześnie płakać. Tak mnie rozczarowała! Moja mama? Nie! Ona była jak starsza siostra! Ufałam jej! Bezgranicznie! Miałyśmy takie dobre relacje! Zwierzałam się! A teraz? A teraz już tak nie będzie. Nigdy! To tylko matka. Która oszukała mnie. Nie będę płakać. Mam nadzieję, że nie widać łez w moich oczach. Teraz napędza mnie wyłącznie wściekłość! I żądza zemsty! Jeszcze pożałują! I chyba już wiem, jak ich upokorzyć…

    Gdyby ojciec rozwiódł się, matka znalazłaby się w okropnej sytuacji. I na dodatek winna rozwodu! Nie byłaby w stanie utrzymać nawet tego mieszkania! Ja na pewno nie chciałabym z nią zostać. Teraz pewnie zrobiłaby wszystko, byle bym zapomniała o tym, co widziałam… Zaraz! Wszystko? O…

    Przerywam moje rozważania. Patrzę na nich. Mimo tych kłopotów, matka nadal głaszcze tego nagiego faceta po ręce! Tak spragniona jego czułości? A może seksu?! Jeszcze jej mało?! Facet siedzi obok mnie na tapczanie i ciągle ma wzwód. Matka, też naga, chyba zapomniała o tym, myśli wyłącznie o wygaszeniu ryzyka. 

    *

    Mama coś do mnie mówi, znowu składa jakieś obietnice, kurczowo trzyma mnie za rękę, błagając o dyskrecję. Wcale jej nie słucham. Ostentacyjnie ignoruję. Próbuję uwolnić dłoń z jej uścisku. Rozważam mój pomysł. Biorę głęboki oddech. Przyglądam się temu Radkowi. Mężczyzna jest nieźle wyposażony. I atletycznej budowy! Prezentuje się znacznie lepiej niż moi koledzy z klasy. Tych widziałam na wf-ie, więc wiem.

    Mama pyta mnie o coś. Potrząsa moją ręką. Domaga się odpowiedzi. Pewnie boi się, że przeżywam to, co widziałam, a ja już rozważam mój plan. W końcu wyciągam rękę z jej dłoni.

    – Ile ten Radek płaci ci za seks? – pytam z ciekawością w głosie.

    Walnęłam parkę! Facet wyraźnie poczuł się urażony. Uśmiech znikł na chwilę z zadowolonej, pewnej siebie gęby. Wyraźnie trafiłam w miękkie. Matkę zatkało. Zamilkła. Patrzy na mnie zaskoczona. Nawet nie wie, jak zareagować. Szybko zdaje sobie sprawę, że każda odpowiedź będzie błędna i wyjaśnienia pogrążą ją.

    – Ależ… Grażynko. Jak możesz? – I w tym momencie dociera do niej, że nie powinna nic więcej mówić.

    Już się zdecydowałam. Ostatecznie! Zwyciężyła ciekawość i przekora. I chęć zemsty. Perfidnej zemsty… Będzie żałować! Będzie bardzo, bardzo długo żałować! Podnoszę głowę i patrzę na matkę. Znowu coś mówi, ale i tak nie słucham. Przerywam jej potok słów:

    – Chętnie spróbuję seksu z twoim facetem – mówię odważnie do kochanka matki i prowokacyjnie patrzę w jego oczy.

    *

    – Słucham?! – matka reaguje nerwowo. Gwałtownie prostuje się, zaskoczona moją decyzją. Przerażona patrzy na mnie, niepewnie patrzy na kochanka, ale ja spoglądam wyłącznie na tego faceta.

    – Grażynko! Kochanie! Co ty mówisz?! – znowu chwyta mnie za rękę i potrząsa. Za dużo wrażeń dla niej jak na jedno popołudnie. Kompromituje się przed córką, a chwilę później córka gnoi ją przed kochankiem. A to przecież dopiero początek…

    Matka wpada w nerwowy słowotok. Prawie krzyczy na mnie. Ma łzy w oczach. Grozi mi. Prosi mnie. Tłumaczy. Błaga. Przez chwilę patrzę na nią bez słowa. Radek przygląda się nam znowu z tym swoim reklamowym uśmiechem. Facet wygląda jakby chciał połknąć wieszak i tak mu zostało. Po prostu sielanka!

    – No, akurat ty chyba nie powinnaś mieć nic przeciwko temu, prawda? A może jesteś zazdrosna o tego żigolaka? – pierwszy raz tak jednoznacznie zwracam się do matki per „ty”, kiedy rozmawiamy o poważnych sprawach. Mój głos brzmi stanowczo. Bez uśmiechu patrzę na nią. Żigolak nie wytrzymuje i podnosi się. Staje obok matki.

    Ton mojego głosu w końcu otrzeźwia matkę. Reflektuje się i zamierza znowu coś powiedzieć, ale teraz ja tutaj panuję.

    – Boisz się, że jestem atrakcyjniejsza od ciebie? – wbijam jej jeszcze jedną bolesną szpilę.

    Matka milczy i patrzy na nas bezradnie. Nie wie, co powiedzieć. Znowu ma łzy w oczach. Niech beczy! Solidnie sobie zapracowała.

    Facet w końcu zirytował się tym „żigolakiem”. E, nie było to takie trudne. Szybko dał się sprowokować. Cienias z niego. Z dużym fiutem i atletyczną sylwetką, ale dupek. W obecnej sytuacji jest za chudy w uszach, żeby wygrać ze mną. I za głupi, żeby od razu to zrozumieć. Oj, będzie miał kłopoty. Dupek z dużym fiutem, atletyczną sylwetką i małym móżdżkiem. Po prostu dupek.

    – Jeszcze będziesz chodził, jak ci zagram… – obiecuję sobie i z wściekłości zaciskam zęby, ale nie zmieniam wyrazu twarzy. – A od dzisiaj na drugie daję ci: „Dupek” – mój humor ulega nieznacznej poprawie. Oddycham spokojniej.

    „Dupek” w końcu dopchał się do głosu:  

    – Dziecko, źle nas oceniasz. Ani ja twojej mamie, ani mama mnie nie płaci za… spotkania. Zrozum, dorośli po latach życia w związku czasami zmieniają swoje zapatrywania na partnerstwo. Wypala się uczucie, ludzie są zmęczeni sobą, zmieniają się, mają inne cele w życiu. To naturalne. Wiele związków nie wytrzymuje próby czasu. Kiedyś może sama tego doświadczysz. Bądź dorosła. Postaraj się zrozumieć i uszanuj potrzeby mamy i moje.  

    – Kuźwa! „Uszanuj”! No, chyba w kosmos wyjebało mu mózg! Jeżeli kutas go kiedyś miał! – Jestem poirytowana, ale staram się panować nad sobą. Niewiele brakuje, żebym zaczęła się zachowywać równie histerycznie jak matka. – Jeszcze mi z dzieckiem wyjeżdża! – Od razu rośnie mi ciśnienie.

    Widząc, że nadal milczę, facet błędnie sądzi, że przekonał mnie, więc zadowolony z siebie chce jeszcze coś dodać, ale jestem szybsza:  

    – Ty, Du…, Radzio! A kto ci pozwolił mówić do mnie po imieniu i na dodatek w moim domu? Wszystkie nastolatki tak haczysz? – akcentuję słowo „moim”. Jadę po bandzie, ale cieszy mnie ich reakcja. Świetnie bawię się ich kosztem. Korzystam z okazji i jeszcze dorzucam: – Radek, ruchasz takie stare babki, bo młode uciekają przed tobą?

    Oboje są zaskoczeni moim zdecydowaniem i agresją. Gdyby byli w porządku, dopiero nasłuchałabym się! Ale nie są! Matka wyraźnie czuje się urażona uznaniem ją za starą i gorszego sortu. I nadal nie wie, jak zareagować.  Jej kochanek traci cierpliwość, twarz mu poszarzała. Wzbiera w nim wściekłość i w końcu robi mały krok do przodu. Lekko pochyla się. Chyba chce ostrzej przemówić do mnie. Z przesadną nerwowością odchylam się do tyłu, jakby w obawie przed jego atakiem:   

    – Co jest?! Nie dość, że żigolak, to jeszcze chcesz mnie uderzyć?! – podnoszę głos. Brzmi nieco histerycznie, ale zdezorientowany facet odruchowo wykonuje krok w tył. Błąd. Matka gwałtownie odwraca głowę i patrzy na niego nieprzyjemnie zaskoczona. Brunet zaprzecza ruchem głowy i ramion. Niepewny wyraz twarzy nie dodaje mu wiarygodności. Jego fiut sterczy i kołysze się. Jej piersi też kołyszą się. Ależ chętnie pizdnęłabym czymś ciężkim w te cycki! I w nią! I w jego krocze! Teraz oboje są tacy aseksualni…

    – Zadzwonię na policję i wtedy zobaczymy, jak będziesz się tłumaczył, Radzio! – Przesadzam. Co tam! Za to w moim głosie brzmi mściwa satysfakcja. – Jeszcze dodam, że masz pieprzyk obok fiutka. Hm, może mojego tatę zainteresuje, skąd znam takie szczegóły anatomii żigolaka mojej matki? Jak tata mi nie uwierzy, to matka potwierdzi moje słowa, prawda? – zastanawiam się głośno. Mówię ostrym tonem, ale z ironią. Na ich miejscu bym się bała.  

    Twarz Radka tężeje i wyraża wściekłość. Jest bezradny. Zaciska zęby i ledwo powstrzymuje się, żeby nie powiedzieć albo nie zrobić czegoś, coś zamknie mu drogę do cipy mojej matki. Widzę, jak pracują jego szczęki. Marny z niego zawodnik. Patrzy w milczeniu i czeka na jakąś zdecydowaną reakcję matki. Jakąkolwiek. Fiut nadal mu sterczy. Bierze viagrę?

    A ona boi się o swoją przyszłość. Widzę to. Boi się, czy będę milczała. Chyba powoli dociera do niej, że mam ją w ręku. Zaskoczyłam ją zachowaniem wobec tego Radzia. Nie ma wyjścia, jeżeli chce zagwarantować sobie moje milczenie. Musi mi ulec. To jest szantaż przez duże „S”! Dopiero pozna jak wyrafinowana jest moja zemsta. Dzisiaj to będzie tylko rozgrzewka! Przedbiegi! Gdyby wiedziała, co ją czeka…

    E tam! Gdyby wiedziała, też by nic nie mogła zmienić.

    *

    – A… Rób, co chcesz – matka ciężko wzdycha i zrezygnowana macha ręką. Udaje, że poddaje się i rezygnuje z dalszej dyskusji, ale w duchu na pewno cieszy się z gwarancji mojego milczenia. Naiwna…

    Jej chłodny, rzeczowy ton zaskakuje mnie. Milczę i czekam na dalszy ciąg. Niech próbują. Nie będę im niczego ułatwiać.

    – A może mają ruchać się przy mnie? – wpadam na pomysł. Taki pokaz seksu na żywo dla spragnionej wrażeń licealistki. Po chwili przeważa zdrowy rozsądek. – Nie! Nie, to już byłoby przegięcie. I to jakie! Niee, no skąd! W ogóle, co za pomysł wpadł mi do głowy! Nie, nie! Okropność!

    Wrócę do niego przy kolejnym spotkaniu.  

    Zadowolony z siebie Radek przejmuje inicjatywę. Przestaje mnie głaskać, ale za to sprawnie rozpina bluzkę. Podnoszę ręce, a on zdejmuje ją. Sięga i rozpina stanik na plecach. Patrzę na matkę z prowokacyjnym uśmiechem. W odpowiedzi zagryza wargi. W jej oczach widzę bezradność. Przegrała. Przegrała!

    Tylko jeszcze nie wie, jak kosztowna będzie ta porażka…

    *

    Facet zsuwa stanik z moich piersi i spokojnym ruchem odrzuca w bok. Pożądliwie patrzy na mnie. Widać, że ma ochotę na nastkę. Powoli sięga i zaskakująco czułym gestem dotyka, głaszcze moje piersi. Lekki uśmiech pojawia się na jego twarzy. Jest wyraźnie zadowolony. Dłoń z piersi leniwie zsuwa się na brzuch i udo.

    – Podnieś się – mówi tonem, który nie ma brzmieć jak polecenie.

    Kiedy stoję, szybko rozpina mi spódniczkę i ściąga je razem z majtkami. Siadam, wtedy zdejmuje mi szpilki i ściąga spodnie z majtkami. Odkłada je na bok i kiedy chcę położyć się na tapczanie, powstrzymuje mnie.

    – Nie! – uśmiecha się – Lubię, kiedy kobieta ma szpilki na nogach w trakcie seksu.

    – Proszę, proszę – myślę z ironią – już awansowałam na kobietę! 

    Facet szybko zakłada mi szpilki i delikatnymi, ale stanowczymi ruchami rozsuwa nogi. Przyklęka na jednej nodze i dotyka palcami mojej cipki. Nooo, robi się miło… Podniecony moją cipką i jej wilgocią, klęka i w końcu zanurza głowę między nogi. Teraz intensywnie pracuje językiem. Nadal jest miło. Postękuję cicho. Podnoszę głowę i patrzę na matkę.

    Matka patrzy na mnie. W końcu reflektuje się. Co weźmie górę? Matka czy kochanka? Komu ma pomóc? Sobie czy mnie? Jej problem polega na tym, że każdy wybór oznacza dla niej porażkę. Podnosi się, zakrywa dłonią piersi i kieruje do drzwi.

    – Zostań! Też widziałam wasz seks – zatrzymuję matkę stanowczym głosem. Nie proszę. Wydaję polecenie. Ale sytuacja też nie jest zwyczajna. Testuję jej odporność.

    Patrzy na mnie i zastanawia się chwilę. Waha. W końcu rezygnuje. Z grymasem niezadowolenia chwyta krzesło sprzed biurka, odsuwa zamaszystym ruchem i zatrzymuje na wysokości drzwi. Siada bokiem do nas, zakłada nogę na nogę, splata ręce pod biustem. Niewidzącym wzrokiem patrzy przed siebie.

    A ja patrzę na nią z ironią i pojękuję. Naga matka w pończochach i modnych botkach siedzi i czeka aż córka zacznie spółkować z jej kochankiem. Ze świeżą fryzurą wyglądała tak efektownie na kochanku. To już wspomnienie.

    – To zdrada kochanki, deprawacja nastolatki czy jedynie biznesowy układ z córką? – pytam i w duchu śmieję się z własnych wątpliwości. Gorzki to śmiech.

    Nie chcę rozpłakać się przy matce.

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Niewolnica wikingow cz. 1

    Mam na imię Thyria i jestem niewolnicą na dworze jarla Ottara. Zostałam pojmana całkiem niedawno, a kupiła mnie jego żona. Nie trafiło mi się zatem tak źle. Ciągle sypiam na słomie razem ze zwierzętami, ale przynajmniej nie muszę pracować tak ciężko, jak wymaga się tego od niektórych niewolników. Zajmuję się głównie sprzątaniem, gotowaniem i usługiwaniem przy stole. Jak się szybko okazało, to ostatnie bywa kłopotliwe. Żadnym męskim oczom nie umknął widok nowej służki – młodej, jasnowłosej dziewczyny. Coraz częściej zdarzało się, że któryś z trzech synów jarla posyłał w moją stronę sprośne uwagi, tudzież po prostu chwytał mnie za tyłek. Musiałam to cierpliwie znosić, bo jako niewolnica nie mogłam nic z tym zrobić. Sam jarl tylko przyglądał się temu z uśmieszkiem, a jego żona udawała, że nic nie widzi i nie słyszy. Jedynie ich córka czasami patrzyła na mnie ze współczuciem. Wiecznie chodziłam ze spuszczoną głową, unikając ich wzroku. Nie mogło mi się to jednak wiecznie udawać.

    Było popołudnie, szłam z wiaderkiem do studni, by nabrać wody. Jak zwykle stawiałam szybkie kroki i patrzyłam w dół. Nagle jednak ktoś zaszedł mi drogę. Gdy spojrzałam do góry, ujrzałam najstarszego z synów jarla – Bolvarka. Wysoki i dobrze zbudowany. Miał wygolone boki głowy, a jego długie, brązowe włosy zaplecione były w warkocza. Nosił krótką brodę, więc zdecydowanie nie był już chłopcem. Patrzył na mnie przenikliwie, dostrzegałam chłód jego błękitnych tęczówek. Szybko spuściłam wzrok i spróbowałam go wyminąć. On jednak z powrotem stanął mi na przeszkodzie.

    – Jak masz na imię? – zapytał jakby od niechcenia. Nie odpowiedziałam. Ujął mnie za podbródek i pociągnął ku górze, aby przyjrzeć się mojej twarzy. – Rozmawiasz z synem jarla – dodał z naciskiem.

    – Thyria… – powiedziałam cicho. On tylko skinął głową. Puścił mój podbródek, za to wyjął mi wiadro z dłoni i odrzucił gdzieś na bok. Chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Nie było sensu stawiać oporu. Wiedziałam, że wykorzystywanie niewolnic było tutaj na porządku dziennym. Zaprowadził mnie do niewielkiego domku, położonego nieco na odludziu. Zamknął za sobą drzwi i spojrzał na mnie. Podszedł i chamsko złapał mnie za pierś, przejechał dłonią po talii, dotknął tyłka. W pierwszej chwili chciałam się cofnąć, ale już pogodziłam się ze swoim losem.

    – To jeden z twoich obowiązków – powiedział, stojąc nade mną. – Nie jesteś wolną kobietą, więc mogę cię mieć kiedy tylko chcę, rozumiesz? – zapytał. Ja tylko skinęłam głową, nadal patrząc w dół. On tymczasem zaczął ściągać ze mnie obdartą suknię. Rzucił ją na podłogę i dotknął mojej nagiej, jasnej skóry. Nie patrzyłam na niego, wstydziłam się, a w oczach miałam łzy. On nie zwracał na to uwagi. Chwycił mnie za pierś i zaczął ją miętosić. Ścisnął różowego sutka, który stwardniał pod wpływem pieszczot. Przejechał palcami po wystającym obojczyku, dotknął ramienia. Wsunął dłoń pod włosy, zjechał nią od karku aż do tyłka. Ścisnął jędrny pośladek i sprzedał mi klapsa. Na skórze został czerwony ślad dłoni. Mój oddech przyspieszył. Nie wiem, czy ze strachu, czy przez to, co mi robił. Miałam gęsią skórę, a przez moje ciało przebiegały dreszcze. Może to z zimna, a może pod wpływem dotyku. Jego dłoń przesunęła się po moim biodrze i znalazła się z przodu. Wpełzła pomiędzy moje nogi, chociaż chciałam pozostawić uda ściśnięte. Jego palec wcisnął się między wargi sromowe. Odnalazł łechtaczkę, dotknął jej, przycisnął. Mimowolnie zadrżałam. On wycofał dłoń, zaczął się rozbierać. Zdjął futrzane okrycie i koszulę. Zobaczyłam umięśnione ramiona i brzuch. Gdzieniegdzie miał tatuaże. Chwilę później nie miał też na sobie spodni. Spojrzałam na jego penisa, który już zaczynał rosnąć. Jednak zawstydzona odwróciłam wzrok. Nie udało mi się powstrzymać łez, które spłynęły mi po twarzy. On znowu wsunął mi rękę między nogi i wsadził we mnie dwa palce. A raczej chciał wsadzić, po syknęłam i odskoczyłam. Trochę mnie to zabolało. On popatrzył na mnie wyraźnie zdziwiony.

    – Nigdy wcześniej tego nie robiłaś? – zapytał, a ja tylko potwierdziłam skinieniem głowy. – Nikt przede mną cię nie miał? – zadał drugie pytanie, jakby jedno nie starczyło. W jego głosie było słychać niedowierzanie. Po chwili jednak cicho westchnął i znowu do mnie podszedł. Otarł mi łzy i pogłaskał po policzku. Podniósł i położył na niewielkim łóżku, które znajdowało się w izbie. Zaczął mnie delikatnie całować, a ja nie bardzo wiedziałam, jak reagować. Później całował mnie po szyi i schodził coraz niżej. Obcałował nastoletnie piersi i lekko ssał sutki. Obdarzył kilkoma pocałunkami brzuch, rozchylił mi nogi. Przeszedł do wewnętrznej strony ud. Oddychałam już szybko, byłam podniecona. Zrobiłam się mokra, ale mimo tego on dotknął mojej łechtaczki i zaczął ją delikatnie masować. Spojrzał na mnie, na grymas przyjemności na mojej twarzy, patrzył, jak łapię przez usta pojedyncze oddechy. Wiedział, że warto zagwarantować miły pierwszy raz. Wtedy w przyszłości nie będę sprawiać problemów, a wręcz sama będę im wskakiwać do łóżek. Ujął w dłoń swojego penisa i zaczął go pieścić. W tym samym czasie nadal bawił się moją łechtaczką. W końcu uznał, że jestem już naprawdę mokra, a jego kutas gotowy do boju. Złapał mnie za biodra i przyciągnął bliżej siebie. Dopiero wtedy otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak dużym sprzętem dysponuje Bolvark. Trochę się przestraszyłam. Jak coś tak dużego będzie mogło zmieścić się w moim wnętrzu. On pochylił się nade mną i zaczął cicho mówić, bym była spokojna. Żebym się rozluźniła. Postarałam się to zrobić, podczas gdy czułam główkę jego penisa ocierającą się o moją cipkę. W końcu on pchnął, a ja boleśnie jęknęłam. Zamknął mi usta pocałunkiem i zaczął lekko poruszać biodrami. Wolno i stopniowo wychodził ze mnie, by następnie z powrotem się zagłębić. Moje gorące i mokre wnętrze otaczało jego członka. Ja trochę się krzywiłam, ciągle mnie bolało. Jednak on wytrwale mnie penetrował. Z każdym ruchem docierał coraz dalej, zaczynał przyspieszać. Pojękiwałam, chociaż starałam się nie robić tego za głośno. Na policzkach miałam rumieńce, a on mnie ruchał i od czasu do czasu całował. Zmieniał tempo, raz już poruszał biodrami całkiem szybko, by za chwilę zwolnić. Ból zaczynał ustępować miejsca rozkoszy. Miałam zamknięte oczy, jęczałam i mruczałam. Nadal nie czułam się do końca swobodnie, ale pierwszy strach minął. Jego oddech też przyspieszył, wzdychał mi tuż nad uchem. Po kilku czy nawet kilkunastu minutach znacznie przyspieszył. Zaczął gwałtownie się we mnie wbijać, sapiąc przy tym. Z każdym ruchem jego bioder wydawałam z siebie jęk. Złapał mnie za piersi i mocno ścisnął. Kilka kolejnych pchnięć wykonał wręcz z furią. Zacisnęłam mocno powieki. Wtedy on wyszedł ze mnie, a z jego penisa wystrzeliła salwa białej cieczy. Spuścił się na mój brzuch, dokańczając całe dzieło. Ciężko przy tym dyszał, tak jak i ja. Jego penis zaczął opadać. Myślałam, że po prostu wstanie, ubierze się i bez słowa wyjdzie. On jednak położył się na łóżku obok mnie. Objął mnie silnym ramieniem i przytulił do nagiego torsu. Leżałam, próbując uspokoić oddech. I opanować nowe odczucia pomiędzy nogami. A więc tak będzie wyglądać ten rodzaj usługi, który jako niewolnica byłam zmuszona wykonywać. W sumie… myślałam, że będzie gorzej. Czeka mnie tutaj iście ciekawa przyszłość.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Easnadh

    Co o tym myślicie?

    Warto pisać kolejne części? 😉

  • Lubiezna dyrektorka

    Rzecz działa się jeszcze zanim Cyprian poznał Kasię. Wówczas dyrektorką szkoły była pani Marzena. Zbereźnik Robert jeszcze nie przejął sterów, co nie oznacza, że jego poprzedniczka była cnotliwą ułożoną kobietą. Jednak ta lubieżna strona pani Marzeny do zajścia owego zdarzenia była Cyprianowi nieznana. Za to znał ją, podobnie jak i reszta szkoły, z bezwzględności i surowego traktowania uczniów. Miała opinię sadystki, która potrafiła wymierzyć uczniowi karę nawet za jakąś błahostkę. Można też było u niej zauważyć pewną specyfikę w stosowaniu kar. Mianowicie częściej karała chłopców, a zwłaszcza przystojnych. Jej ulubioną karą było oczywiście lanie na gołe pośladki. Cyprian był w czołówce przystojniaków, lecz udawało mu się tak oczarowywać belfrów, by nie dostać kary… aż do swoich 16 urodzin. Wtedy jego dziewczyną była filigranowa brunetka Klaudia. Zamierzali się właśnie spotkać u niego po szkole. Miała odbyć się mała impreza. Potem planował uprawiać ze swoją sympatią miłość na dziko. W tym celu ogolił pachy, jaja i tyłek. Klaudia zaszła do niego po lekcjach:

    – Hej!

    – Witaj skarbie – przywitał ją czułym pocałunkiem, a przytulając mocno złapał za tyłek.

    – Wyglądasz niesłychanie seksownie w tych leginsach.

    – Proszę… już zaczynasz?

    – Sorry, ale jestem cholernie napalony. Skoczmy do kibla, jak zadzwoni dzwonek.

    – Naprawdę… no nie wiem.

    Po chwili wahania przystała na to i gdy zadzwonił dzwonek, natychmiast zabarykadowali się w kabinie. Biedny Cyprian nie miał świadomości, że jest śledzony. Pani Marzenka od dawna czekała na pretekst, by go ukarać. Gdy za parą napalonych nastolatków zamknęły się drzwi, zaczaiła się pod nimi ze śrubokrętem. Postanowiła przeprowadzić operację w ten sposób, by wyszło na to, że to oni nie zamknęli za sobą drzwi. Cyprian namiętnie całował Klaudię po szyi. Gładził jej piersi. Jednak tylko chwilę, by zaraz zejść niżej i włożyć rękę pod sukienkę. Opuścił jej gwałtownym ruchem majtki. Ona w tym czasie w błyskawicznym tempie rozpięła rozporek, z którego wyskoczył twardy ociekający śluzem penis. Nie pofatygował się nawet, by założyć kondom i od razu w nią wszedł. Posuwał ją szybkimi ruchami lekko przygryzając szyję. W międzyczasie pani Marzenka poczęła majstrować delikatnie przy zamku. Gdy słyszała sapanie nastolatków, jej samej zaczęło się robić mokro. Powoli uchylała drzwi od kabiny, kryjąc się jednocześnie przed wzrokiem pary.

    – Cyprian… drzwi.

    – Oj… tam.

    Wówczas Marzenka cofnęła się do korytarza i udała, że przyszła zwabiona dziwnymi odgłosami, otwierając z impetem drzwi do WC.

    – Co tu się dzieje?!

    Cyprian był już na skraju orgazmu, lecz wyskoczył z cipki swojej dziewczyny i schował fiuta w spodnie, tak jednak, że wciąż namiot był na nich widoczny.

    – O, Boże!!! Przepraszam panią! Co za żenująca sytuacja!

    – Nie tylko żenująca, ale przede wszystkim sprzeczna z regulaminem. Wiesz co to oznacza?

    – Tak, psze pani.

    – Więc nie musisz już zapinać paska od spodni. Proszę za mną.

    – A ty, zmykaj stąd. I żebym cię tu więcej nie widziała!

    Przestraszonej Klaudii aż łzy pociekły po policzkach. Szybko wciągnęła majtki i odwracając wzrok od Cypriana i pani Marzenki, wybiegła z łazienki. Dyrektorka zaś zaprowadziła chłopaka prosto do gabinetu, po czym natychmiast zaryglowała drzwi.

    – Proszę się schylić i oprzeć łokciami o biurko. Następnie opuścić spodnie i bieliznę. Jak dobrze pójdzie, to dostaniesz dwadzieścia razy i cię puszczę, bo dotąd nie odstawiałeś numerów.

    Cyprian wykonał polecenie. Naturalnie czuł się upokorzony, ale i prędko zaczął się podniecać. Podobna sytuacja często stanowiła scenariusz jego fantazji onanistycznych. Nierzadko właśnie pani Marzenka była ich bohaterką. Nadawała się do tego idealnie. Miała surową twarz, jednocześnie będąc atrakcyjną blondynką w wieku trzydziestu paru lat. Miała kuszące kształty, ale nic kurewskiego w wyglądzie. Zanim kara się rozpoczęła, dyrektorka opuściła Cyprianowi jeszcze bardziej spodnie z bokserkami, aż do kolan i podwinęła koszulkę. Nie było to przepisowe, lecz Cyprian wolał nie pogarszać swej sytuacji, zwracając na to uwagę. Zresztą w pewnym sensie spodobało mu się to.

    – Auuu!!! – na wypięte gołe dupsko chłopaka spadł pierwszy pas. Z każdym kolejnym czuł coraz większe pieczenie, ale to było jakieś inne pieczenie… niezwykle rozkoszne, na które pomimo narastającego bólu nabierał coraz większej ochoty. W połowie kary złapał się na tym, że jego penis unosi się coraz bardziej. Gdy dobiegła końca, pani Marzenka kazała mu się nie odwracać i zaczęła czegoś szukać. Zaraz Cyprian usłyszał dźwięk pstrykającego zdjęcie aparatu.

    – Co pani robi?!

    Pani Marzenka pokazała mu zrobione zdjęcie jego czerwonego gołego tyłka. Jednocześnie kątem oka dostrzegła stojącego penisa nastolatka.

    – Nieźle cię urządziłam, co?

    – Yhm.

    – Odpowiedz! Myślisz, że już wystarczy?

    – Co chce pani zrobić z tym zdjęciem?

    – Nie takiej odpowiedzi oczekiwałam.

    – A jakiej? Proszę to usunąć.

    – Ah, tak? Więc dostaniesz następne dwadzieścia i to w wersji hardcore. A już chciałam ci je rozmasować.

    – Rozmasować?! – pomyślał zszokowany chłopak – co ona pierdoli za głupoty?!

    Jednocześnie jeszcze bardziej się podniecił i pożałował, że tak jej odburknął. Taka laska miałaby mu masować tyłek… Jego myśli przerwało uczucie wkłuwania się czegoś w dupę. Najpierw w jeden pośladek, potem w drugi.

    – Wstrzyknęłam ci substancję, która zwiększa wrażliwość skóry na dotyk.

    – Biedne pośladeczki – dyrektorka poklepała go po pupie, co trochę zabolało chłopaka.

    – Skoro tak boli zwykłe poklepanie, to jak będzie, gdy przyłoży mi pasem?! – pomyślał nastolatek. Pani Marzenka, żeby jeszcze bardziej go zawstydzić zdjęła mu buty ze skarpetami, następnie zsunęła całkowicie spodnie i bokserki, kładąc na krześle obok. Zdjęła mu też koszulkę. Gdy był już całkiem nagi, kazała mu wejść na biurko, rozszerzyć nogi i maksymalnie się wypiąć. To było całkowite złamanie przepisów. Chłopak był jednak tak oszołomiony i podniecony, iż wykonał bez sprzeciwu wszystkie rozkazy.

    – Aaaaaaaaah!!!

    Potworny ból sparaliżował jego ciało. Z każdym następnym uderzeniem myślał, że lada moment zemdleje. Penis jednak wciąż był twardy niczym skała i uwalniał coraz więcej śluzu. Po dziesiątym uderzeniu, stawały się one coraz lżejsze. Do tego stopnia, że gdyby nie substancja ze strzykawki, to zapewne prawie w ogóle by nie poczuł ostatniego. Nastała chwila przerwy. Cyprian był gotów przeprosić, by tylko doświadczyć, jak najszybciej tego o czym mówiła dyrektorka. Zanim jednak zdołał z siebie cokolwiek wydusić, znów wrzasnął z bólu. Pani Marzenka wymierzyła mu solidnego klapsa.

    – Co to? Przedszkole?! – pomyślał zażenowany, ale i niebywale podniecony. Kolejne klapsy, podobnie jak wcześniej uderzenia pasem były coraz łagodniejsze. Po piątym dłoń dyrektorki zatrzymała się na jego tyłku. Poczuł, że jeździ mu palcem między pośladkami, co dziwiło go, ale i ekscytowało.

    – Gładki jesteś. Mój facet ma tutaj istną dżunglę.

    Dyrektorka zatopiła mu palec w tyłku. To dla nastolatka było zbyt wiele. Po fali rozkosznych dreszczy wytrysnął na biurko. Zamroczyło go w takim stopniu, że nawet, aż tak bardzo się nie zdziwił, gdy dyrektorka zebrała mu z penisa i moszny lepką spermę i na jego oczach oblizała rękę z lubieżnym wyrazem twarzy. Resztę nasienia leżącego na biurku zebrała chusteczką, którą ku zdziwieniu chłopaka włożyła do szuflady, uprzednio zaciągając się jej zapachem. Udało mu się dostrzec w szufladzie więcej zużytych chusteczek. Widocznie perwersyjna dyrektorka nie pierwszy raz odwalała podobne akcje. Po chwili sięgnęła do szafki w gabinecie, z której wyciągnęła płyn. Cyprian już nie miał oporów i wszystkiemu się przyglądał, choć wciąż nie zdobył się na odwagę, by ruszyć się z miejsca i tkwił nago w upokarzającej pozie. Zawartość chłodnego, jak się okazało, płynu zaraz wylądowała na jego pośladkach. Pani Marzenka z podnieconym wyrazem twarzy rozsmarowywała go po całej ich powierzchni. Masaż tyłka był niezwykle przyjemny, zwłaszcza, że pupa mocno swędziała go od uderzeń pasa. Penis po chwili wyładowania ponownie począł się unosić. Palec serdeczny dyrektorki z ochotą onanizował jego tyłek. Cyprian uważnie się jej przyglądał i przeżył pewien szok, gdy w pewnym momencie pani Marzenka wyjęła palec z odbytu i z wyraźną rozkoszą oblizała. Od tej chwili jej twarz coraz bardziej zbliżała się do jego dupy. W końcu poczuł przyjemny kobiecy języczek na lewym pośladku, potem na prawym, znów na lewym… poczuł wreszcie jak rozwiera jego pośladki i zatapia język w jego dziurce. Zaraz zmieniła pieszczoną sferę erogenną i zassała jego wiszące między nogami jaja. Tak samo dokładnie ogolone, co pupa. Potem przejeżdżała językiem od moszny, przez krocze do wewnętrznej strony tyłka.

    – Jesteś takim ładnym chłopcem…

    – Miałam ochotę cię zerżnąć przystojniaku, odkąd pierwszy raz zobaczyłam cię w naszej szkole. Mogłabym to z tobą zrobić nawet, jak jeszcze nie miałeś 15 lat.

    – Pani też mi się zawsze podobała…

    – Oj, już bez ceregieli. Jestem Marzena.

    – Chcesz mnie przelecieć, Cyprian? Wiem, że tak. Pozwolę ci, ale najpierw ja chcę przelecieć ciebie. Masz zbyt seksowny tyłek, żeby tego nie zrobić. Mogłabym ci go lizać nawet, gdyby nie był całkiem czysty.

    – Też lubię twoją pupcię – Cyprian po usłyszeniu takich deklaracji nabrał już śmiałości.

    – Również chętnie bym cię w nią zerżnął.

    – Ok, ale najpierw moja kolej.

    Seksowna dyrektorka pozbyła się prędko ubrań, ukazując chłopakowi swoje piękne ciało. Średniej wielkości krągły tyłeczek, smukłe dokładnie ogolone nogi, umiarkowanie duże piersi o małych brodawkach, cipkę wydepilowaną na modłę amerykańską.

    – Ale najpierw pozwolisz się pocałować?

    Cyprian delikatnie musnął jej dolną wargę. Ona jednak nie odwzajemniła od razu pocałunku, oświadczając:

    – Poczekaj moment. Zbierz w ustach najwięcej śliny, jak tylko zdołasz. Ja zrobię to samo.

    Cypriana już nie dziwiły seksualne zwyczaje Marzenki. Odczekał chwilę, po czym powoli zaczął zbliżać się w kierunku jej ust. Rozpoczęła się seria bardzo mokrych pocałunków. Przekładali sobie ślinę z ust do ust, miętosili językami, przygryzali je sobie. Nagle Cyprian odskoczył, gdyż Marzenka mocno ugryzła go w język. Korzystając z okazji, wyjęła z szuflady strap-on z dildem umiarkowanej wielkości.

    – Myślisz, że wejdzie?

    – Na pewno. Wsadzałem tam sobie już większe zabawki – zaśmiał się.

    – Ty spedalony zboczku – odpowiedziała również chichocząc i przywdziewając swój sprzęt.

    – Szykuj swój słodki otworek.

    Cyprian oparł się o biurko i wypiął tyłek, na którym zaraz znalazła się spora ilość żelu. Marzenka wsunęła tam palec, prędko dostawiając drugi. Zaraz już jebała go w dupę trzema palcami. Wtedy zaczęła powoli wprowadzać dildosa. Dość szybko się rozkręciła.

    – Nabrałem wątpliwości, czy miałem tam coś większego…

    – Spokojnie, to jeszcze nie największy z mojej kolekcji. Jak już pewnie się zorientowałeś, nie jesteś pierwszym chłopcem, z którym się zabawiałam w tym gabinecie.

    Cyprian odwrócił głowę w jej stronę, rozchylając wargi w oczekiwaniu na pocałunek. Był mocno piepszony w tyłek przez swoją dyrektorkę, w międzyczasie liżąc się z nią na bardzo mokro. Lewą ręką trzymał jej szyję, a prawą jechał na ręcznym.

    – Dobra, teraz go obciągnij.

    Cyprian padł na kolana, a Marzenka chwyciła go za włosy. Szarpiąc je mocno, posuwała go w usta dildem, które uprzednio penetrowało jego otwór między pośladkami.

    – Smakuje ci wnętrze twojej dupy?

    – A tobie? – chłopak odgryzł się, mając w pamięci, jak ona wylizała palec z jego tyłka.

    – No, tak. Już wcześniej go zasmakowałeś. Ja ci przekazałam ten posmak – uśmiechnęła się.

    – Dobra. Zademonstruj mi, jak robisz minetę tej swojej Klaudii. Ale jej dobrze, że może bzykać takiego przystojniaczka.

    Marzenka zrzuciła strap-on i przyciągnęła Cypriana do swojej rozpalonej muszelki. Chłopakowi aż zakręciło się w głowie od jej intensywnego zapachu. Normalnie, by sklasyfikował go jako smród. Lecz teraz, tu w tej konkretnej chwili, nie wyobrażał sobie, że woń owej cipki mogłaby być lepsza. Nigdy też dotąd nie widział, by wydzielała ona tyle soków. Czuł nieodpartą potrzebę, by wylizać ją do ostatniej kropli. Jednocześnie wykonywał takie ruchy językiem, by sprawić swej nowej kochance, jak największą przyjemność. Jednak techniki stosowane swoim dotychczasowym dziewczynom okazały się tutaj zbyt łagodne. Po reakcji ciała zauważył, że Marzenka woli ostrzej. Aby jego język zamienił się w swego rodzaju wiertło, a usta w porządny zasysacz. Wkrótce dały się słyszeć głośne pojękiwania. Miała orgazm i przyciskała jego głowę do cipki tak mocno, że przez krótki czas chłopak nie mógł złapać tchu. Gdy w końcu go puściła, oboje ciężko dyszeli. Marzenka nie okazała się jednak całkiem samolubna. Wiedziała, że Cyprian jeszcze nie skończył. Tak więc po chwili odsapki, z pełnym znawstwem tematu zabrała się za pieszczoty jego przyrodzenia. Wspierana przez doświadczenie i palec w odbycie chłopca, prędko doprowadziła go do drugiego już dzisiaj spełnienia. Nie pozwoliła, by sperma się zmarnowała. Nabrała jej w usta. Wsadziła do buzi Cypriana palec, który przed chwilą penetrował jego kakaowy tunel, a następnie wypluła mu do ust połowę nasienia. Przez chwilę wymieniali się takimi mokrymi pocałunkami na biało, podczas gdy część spermy ściekła im po brodzie. Resztę połknęli.

    – To jeszcze nie koniec. Za pół godziny zerżniesz mnie w pizdę, a potem w dupę. Tymczasem chętnie bym się czegoś napiła. Suszy mnie jak cholera, a ciebie?

    Cyprian skinął głową. Dyrektorka wskazała mu siedzenie. Przez dwadzieścia parę minut nadzy siedzieli naprzeciwko wpatrując się w siebie z niewysłowioną żądzą. Popijali herbatę w ładnych filiżankach. Marzenka wypytywała się nastolatka o jego dotychczasowe seksualne podboje. Chciała usłyszeć wszystko ze szczegółami. Gdy Cyprian opowiadał jedną ze swych historii – taką, która wyjątkowo rozpalała zmysły, jego kutas uległ lekkiej erekcji. Nie uszło to uwadze Marzenki, która zaraz chwyciła go między stopy i brandzlowała go, słuchając opowieści oraz popijając herbatę. Po skończeniu historii wstali, a Marzenka wzięła się za opłukiwanie filiżanek (w gabinecie miała zlew/umywalkę). Chłopak podszedł do niej od tyłu. Jedną ręką chwycił za pośladek, drugą włożył między nogi. Całował ją delikatnie w szyję, ale szybko przeszedł do bardziej zdecydowanych gestów. Strasznie pragnął się w nią wbić, mimo że w krótkim odstępie czasu miał już dwa orgazmy.

    – Wsadź mi go. Zbyt długo już czekałam, aż się we mnie wbijesz.

    – Ooo, tak. Nie obawiaj się. Możesz przyspieszyć tempo.

    Dla Cypriana był to najlepszy seks w życiu, choć jak na swój wiek miał niezwykle sporo doświadczeń w tej materii. Dotychczas jednak żadna kobieta, aż tak na niego nie działała. Pragnął, by jego penis już nigdy nie opuścił tej wspaniałej szparki. A w zasadzie to myślał tak, dopóki nie przypomniał sobie o istnieniu drugiej. Począł napierać na nią palcem, nie wybijając się z rytmu pchnięć.

    – Tak, zacznij od palca. Obliż i mi także daj do oblizania.

    Tak też zrobił. Zmienili pozycję. Teraz byli zwróceni twarzami do siebie. Miał okazję kontemplować, ssać i podgryzać jej cudowne sutki. Poczuł, że zbliża się do finiszu.

    – Za… zaraz chyba dojdę.

    – Nie ma mowy. Miałeś skończyć w drugim tunelu namiętności. Wyjdź ze mnie.

    – Słyszysz?!

    Musiała aż go odepchnąć. Sam nie był wstanie go wyjąć. Było mu zbyt przyjemnie. Podeszła do stołu i podała mu żel.

    – Ale najpierw…

    – …wyliżę cię tam – dokończył za nią i prawie od razu zanurkował językiem pomiędzy jej wspaniale jędrnymi pośladkami. Uprzednio obdarzając je tylko pocałunkami. Wiercił językiem, wąchał ją tam bez opamiętania, a rękoma miętosił jej cudowne pośladki. Wreszcie obficie wysmarował ją żelem i… przełożył przez kolano.

    – A co to?

    – Mały rewanż.

    Przylał tyle razy w jej wspaniałą pupę, by się zaczerwieniła. Musiał przyznać, że twarda była z niej sztuka. Wydała z siebie dźwięk dopiero przy ósmym solidnym klapsie.

    – Dobra, wiem, że już nie możesz się doczekać…

    Ustawił ją wypiętą przy biurku i niemal od razu solidnie wszedł w jej tyłek. Ale trwało to tylko chwilę i drżąc z ekstazy, wystrzelił tym, co jądra zdążyły wyprodukować od niedawnego orgazmu. Jako że Marzenka pieściła sobie dodatkowo drugą strefę rozkoszy, doszła z nim prawie równocześnie. Tkwili tak bez ruchu kilka minut. Gdy Cyprian wreszcie się od niej oderwał, jeszcze raz zatopił się w jej tyłku spijając z niego całą swoją spermę. Ponownie podzielili się nią w serii pocałunków. Ubrali się, a Marzenka odblokowała drzwi.

    – Mogę ci zadać jedno pytanie?

    – O co chodzi? 

    – Co czujesz, gdy jesteś ostro dymany w tyłek?

    Dyrektorka jeszcze raz pokazała mu zrobione dzisiaj zdjęcie jego pośladków. Polizała je.

    – Trochę jakbym miał zaraz popuścić, a ty?

    – Ja mam podobnie. Zastanawiam się, czy masz pewien fetysz…

    – Jesteś posiadaczką nieźle porytego mózgu. Podoba mi się to, pani dyrektor.

    – Zatem przyjdź do mnie do domu – mówiąc to wsunęła mu kartkę z numerem do kieszeni spodni – a może coś razem zdziałamy w tym względzie. Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maurycy Pawliński
  • Sielanka

    Hej, nazywam się Kinga, i chciałabym opowiedzieć wam o moich wakacjach. Gdy chodziłam do szkoły, każdego lata, zwykle w lipcu, jeździłam do mojego wujka pod Toruniem na wieś. To był mój ulubiony czas roku, mieszkałam wtedy w ogromnym domu, który prawie zawsze był pusty, bo wujek cały czas jeździł po Europie w związku z pracą. Moim rodzicom to odpowiadało, mogli się mnie pozbyć na miesiąc, a ja mogłam robić wszystko co chciałam. Obok domu było niewielkie jeziorko, przy którym spędzałam zwykle całe dnie, opalając się, pływając, albo czytając.

     Chcę opowiedzieć wam o wakacjach, gdy miałam 17 lat. Byłam już na miejscu od czterech dni. Spałam do 11, sama ustałam reguły, ogólnie było świetnie. Była 18, i właśnie kończyłam się opalać nad jeziorkiem. Miałam ze sobą tylko ręcznik, byłam na odludziu i korzystałam z możliwości równomiernego opalenia się. Słońce powoli zaczęło zachodzić, więc wskoczyłam do wody, żeby ochłodzić się po całym dniu. Chwilę popływałam, wyszłam znowu na trawnik i obwiązałam się ręcznikiem. Zauważyłam wtedy, że ręcznik był zdecydowanie za mały i ledwo okrywał mi piersi, a co dopiero pupę. Ale wiedziałam, że nikt mnie zobaczy, wujek miał wrócić jak zwykle o 22, więc po prostu zarzuciłam go na ramię i całkiem naga skierowałam się do domu. Gdy tylko wyszłam z lasku oddzielającego dom od jeziorka, zobaczyłam samochód wujka. Zdecydowanie się zdziwiłam, ale akurat wujek wielokrotnie widział mnie w takim w stanie więc nie byłby to zbyt duży problem. Całkiem spokojna weszłam do domu i prawie zemdlałam, na schodach stała jakaś dziewczyna w moim wieku, długowłosa brunetka, z niebieskimi oczami. Po prostu patrzyła się na mnie wyraźnie zadowolona, gdy ja jak sparaliżowana stałam patrząc się na nią. Po chwili zakryłam się rękami, a ona tylko się uśmiechnęła i gdzieś odeszła. Szybko złapałam szlafrok wiszący tuż obok i zdenerwowana, podbiegłam do pokoju wujka.

    -Wujek, co to za dziewczyna?! – krzyknęłam

    -Ania, usiądź, czekałem na ciebie – powiedział całkiem spokojnie

    -Nie, co to za dziewczyna? – spytałam zdenerwowana

    -To jest Alina, usiądź, wszystko ci wyjaśnię – powiedział

    -No dobra – usiadłam lekko uspokojona

     Zrobił tak jak powiedział, okazało się, że bliskimi przyjaciółmi wujka są jacyś dyplomaci z Ukrainy, którzy musieli wyjechać na cały lipiec do Stanów. Potrzebowali zostawić gdzieś swoją córkę, i chcieli żeby odpoczęła na łonie natury, a mój wujek zaoferował, że on może ją przyjąć. Po tych wyjaśnieniach poczułam się dużo lepiej, zrobiło mi się też szkoda Aliny, więc postanowiłam się z nią zapoznać. Weszłam na piętro i najpierw szybko pobiegłam do pokoju i nałożyłam coś na siebie. Potem wyszłam na korytarz i zaczęłam się zastanawiać w którym pokoju urządziła się nowa lokatorka. Domyśliłam się, że w największym, więc lekko zestresowana zapukałam. Po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich prawdziwa piękność, Alina była szczupła, na długich nogach miała na sobie króciutkie szorty, była boso, oprócz tego miała na sobie obcisły top, który doskonale podkreślał jej duże piersi. Na materiale zauważyłam też kształt sutków, więc oprócz tych części garderoby nie miała na sobie nic innego. Spojrzałam na jej twarz, była naprawdę ładna i bardzo pogodna.

    -Kinga, prawda? – spytała z lekkim wschodnim akcentem

    -Tak, a ty Alina?- spytałam, a ona skinęła głową

    -Chodź do środka – powiedziała radośnie, i zaciągnęła mnie za rękę do pokoju

     Gdy tylko przeszłam próg pokoju zauważyłam, że Alina lubi przepych, większość pokoju zajmowało wielkie łóżko, obok którego znajdowała się bogato zdobiona szafa. Żeby nie przedłużać powiem tylko, że widać było, że w życiu niewiele jej brakowało.

    -Alina – zaczęłam bardzo skrępowana – przepraszam, że pierwszy raz widziałaś mnie… no wiesz – skierowałam wzrok na ziemię

    -Hej, przecież to była czysta przyjemność – powiedziała radośnie i nagle położyła mi ręce na biodrach – jesteś bardzo ładna – powiedziała ciszej

    -Ty też – powiedziałam ośmielona i również położyłam jej ręce na biodrach

    Wtedy stało się coś niesamowitego, Alina pochyliła się i pocałowała mnie prosto w usta. Byłam zszokowana, dziewczyna którą ledwo znałam właśnie mnie pocałowała. Co ciekawe ona to zrobiła zupełnie spokojnie, jakby to był uścisk dłoni, czy poranna kawa, coś zupełnie normalnego. Ja cała drgałam z podniecenia, a ona po prostu mnie puściła i położyła się na łóżku.

    -Coś czuję, że się zaprzyjaźnimy – powiedziała i szeroko się uśmiechnęła – chodź i powiedz czym się interesujesz

     Ja, na początku nadal zestresowana usiadłam obok Aliny na łóżku, i zaczęłam opowiadać o sobie, w miarę czasu coraz bardziej się relaksowałam i o 23 już razem tarzałyśmy się w łóżku ze śmiechu. Okazało się, że bardzo dużo nas łączy, obie interesujemy się modą, kochamy pływać i same próbujemy projektować ubrania. Jednak jak już wcześniej wspomniałam, była 23 i obie byłyśmy bardzo zmęczone. Obiecałam Alinie, że pokażę jej jeziorko, a ona uprzedziła mnie, że ma dla mnie niespodziankę. Położyłam się spać bardzo zadowolona, i w głębi duszy miałam nadzieję, że pocałunek to tylko początek mojej relacji z Aliną.

    Ciąg dalszy nastąpi

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Raúl
  • Studentka z blizna: Epizod I – Egzamin

    Po wyjściu z domu nie mógł „odpalić” swojej wysłużonej Toyoty, na domiar złego teraz stał w cholernym korku. Wyglądało na to, że spóźni się na uczelnię, a przecież o dziesiątej miał egzaminować grupę studentów medycyny. Świetnie. Jeśli tak dalej pójdzie, rektor w końcu wyciągnie wobec niego konsekwencje.

    Mikołajowi Rabackiemu, doktorowi medycyny estetycznej, powodziło się ostatnio tylko gorzej. Jego stosunki z żoną były coraz bardziej chłodne, kredyt wydawał się coraz trudniejszy do spłacenia, w dodatku wchodzące w dorosłość dzieciaki z każdym dniem dostarczały świeżej dawki kłopotów. A teraz, gdy miał przed sobą jeden z najważniejszych egzaminów w sesji, stał w pierdolonym korku. Rabacki spojrzał na zegarek: była dziewiąta dwadzieścia sześć. Miał trzydzieści cztery minuty, by dotrzeć na miejsce. Zdąży, jeśli tylko kolumna stojących przed nim rupieci wreszcie się ruszy.           

    ***

    Pojawił się na uczelni trzy minuty po czasie. Przypuszczał, że przed jego gabinetem czeka już rozjuszona grupa studentów, którzy najchętniej by go za to przewinienie ukamieniowali. I za kilka innych, swoją drogą. Rabacki nigdy nie był lubiany wśród swoich podopiecznych, słynął z bycia wykładowcą surowym i wymagającym. Bano się go, ale jednocześnie ze względu na swój niepodważalny warsztat był darzony ogromnym szacunkiem. Pewnie dlatego nikt z grupy nie odważył się rzucić krzywego spojrzenia, gdy spóźniony doktor przemierzał korytarz uczelnianego holu.

    – Przepraszam wszystkich za zwłokę, mamy dziś na mieście okropne korki – rzekł wykładowca, nawet nie spoglądając na wielkość kolejki, która ustawiła się przed drzwiami jego gabinetu.

    Chyba nie chciał na nią patrzeć. Otworzył drzwi i przemierzył próg dobrze znanego sobie miejsca pracy.

    Egzaminy ustne lubił najbardziej. Głównie dlatego, że kończyły się wraz z opuszczeniem sali przez ostatniego studenta. Nie trzeba było spędzać kolejnych godzin na sprawdzaniu arkuszy z odpowiedziami, co było jedną z najbardziej monotonnych rzeczy, jakie znał. Poza tym konfrontacja oko w oko ze studentem, który w danym momencie był mu podległy, sprawiała wielką satysfakcję. Lubił obserwować, jak jego podopieczni głowią się nad odpowiedziami na kolejne pytania, lubił widzieć w ich oczach strach i niepewność. Tu, w tym gabinecie, to on był panem sytuacji. To on decydował, kto będzie świętował zaliczenie egzaminu, a kto, przynajmniej tymczasowo, będzie musiał porzucić marzenia o karierze w branży medycznej. Dziś jednak nawet poczucie władzy nie sprawiało mu radości. Studenci mieli tego dnia pecha – Rabacki był w wyjątkowo ponurym nastroju, a to oznaczało, że pozytywne przejście przez egzamin graniczyło niemal z cudem.

    Większość osób opuszczała gabinet egzaminatora z opuszczoną głową, przeklinając dzień, w którym zdecydowali się związać swoje życie z medycyną. Tym mniejsze szanse na sukces wydawała się mieć Julia Breicht. Ta niewątpliwie piękna, przyciągająca spojrzenia dziewczyna, niezmiernie rzadko pojawiała się na wykładach, ponadto nie zaliczyła kolokwium z ćwiczeń. Koleżanki i koledzy z roku jej szanse na powodzenie w dyskusji z Rabackim zgodnie oceniali na zero procent. Kiedy jednak przemierzyła wrota piekieł, wyglądała na pewną siebie i kompetentną osobę.

    Właśnie te dwie rzeczy najpierw rzuciły się Rabackiemu w oczy – jest pewna siebie i chyba się przygotowała. W końcu ktoś, kto nie będzie opowiadał bzdur, pomyślał sobie. Inna sprawa, że doktor kompletnie nie potrafił rozpoznać ciemnowłosej dziewczyny, która właśnie pojawiła się w gabinecie. Zwykle miał dobrą pamięć do twarzy, po kilku zajęciach kojarzył niemal wszystkich swoich studentów. Dlaczego w tym wypadku miał w głowie pustkę? Przecież to niemożliwe, by jego uwadze umknęła tak urodziwa, osobliwa dziewczyna. Wierzył, że za chwilę znajdzie na to pytanie odpowiedź.

    – Dzień dobry, panie profesorze. Wygląda na to, że teraz moja kolej – oznajmiła owa piękność, uśmiechając się promiennie.

    Rabacki od razu pomyślał, że to jedna z tych lasek, które jednym gestem są w stanie okręcić sobie mężczyznę wokół palca.

    – Dzień dobry, szanownej pani. Proszę podać mi indeks – odparł, mierząc studentkę wzrokiem.

    Była dość wysoka. I gustownie ubrana. Jej kobaltowy płaszcz był rozpięty, dzięki czemu z łatwością można było dostrzec opinającą ciało kremową suknię, która kończyła się tuż za kolanami. Na nogach nieznana studentka miała szare, wysokie kozaki. Rabacki doszedł do wniosku, że można by było za nie wykarmić małą afrykańską wioskę.

    – Z tego co widzę, nie chodziła pani na moje zajęcia, pani Breicht. Poza tym nie zaliczyła pani ćwiczeń. Nie powinienem w ogóle z panią rozmawiać – oznajmił protekcjonalnie, tuż po zapoznaniu się z indeksem delikwentki.  

    Teraz już wszystko było jasne: nie kojarzył tej piękności, bo była u niego rzadszym gościem niż ksiądz chodzący po kolędzie. No prawie. Jej nazwisko odhaczono na liście obecności tylko dwukrotnie, podczas gdy regulamin obowiązkowych wykładów nakazywał uczestnictwo w co najmniej trzynastu z piętnastu zajęć w semestrze. Tego typu studenci byli z góry skazani na klęskę, o czym wszyscy zebrani w gabinecie zdawali się wiedzieć.

    – To prawda, proszę mi jednak pozwolić wytłumaczyć – odrzekła skruszona. A jeśli udawała, była świetną aktorką. – Miałam spore problemy zdrowotne, niemal cały semestr spędziłam w szpitalu. Proszę, oto zaświadczenie od lekarza – zaczęła grzebać w jednej z kieszeni płaszcza, aż w końcu wyciągnęła z niej małą kartkę, którą przysunęła w stronę Rabackiego.

    Doktor zapoznawał się z treścią oświadczenia, tymczasem Julia się rozgościła, najwyraźniej uznając, że nie wszystko jeszcze stracone. Odwiesiła płaszcz przy wejściu, na wieszaku, a następnie zajęła miejsce przy biurku dokładnie naprzeciw swojego wykładowcy. Założyła nogę na nogę, i z uwagą zaczęła przyglądać się, jak jej adwersarz studiuje bazgroły wypisane przez kolegę po fachu.

    – W porządku, pani Julio. To jednak niczego nie zmienia. Nie zaliczyła pani kolokwium z ćwiczeń, a to oznacza, że nie może pani przystąpić do egzaminu. Przykro mi – oznajmił Rabacki, odsuwając od siebie świstek papieru. – Poza tym uzyskała pani naprawdę kiepski wynik. Będę zdziwiony, jeśli poradzi sobie pani na sesji poprawkowej. Może warto pomyśleć o zmianie kierunku? Nie wszyscy nadają się na medycynę – kontynuował, zniżając głos.

    Nie mógł darować sobie tej złośliwości: studenci, którzy przez cały semestr leniuchowali, a na egzamin przychodzili jak gdyby nigdy nic, najbardziej go wkurwiali. Był gotów odesłać tę cholerną czarnulę w diabły.

    Julia przyglądała mu się badawczo, patrzała wprost w jego oczy. Rabacki był zaskoczony; studenci, którzy zostali w podobny sposób zrównani z ziemią, zazwyczaj marzyli tylko o tym, by schować głowę w piasek niczym pierdolony struś, a potem czym prędzej uciec z płaczem do domu. Ta dziewczyna była inna, miała swój charakter. Doktorowi to nawet imponowało.

    – Panie profesorze… – zaczęła Julia, podnosząc się. – Całe swoje życie spędziłam w szpitalach, od zawsze marzyłam, by zostać lekarzem – zaoponowała, przechadzając się po gabinecie. Gracja, z jaką się poruszała, była godna podziwu. – Nie wyobrażam sobie związania się z czymś innym niż medycyna – dodała, lustrując wzrokiem certyfikaty wiszące na ścianie. Mikołaj Rabacki był mistrzem w swoim fachu, a zatem było ich całkiem sporo.

    Doktor przyglądał się jej ze spokojem. Po chwili również wstał, obszedł własne biurko, a potem stanął za Julią, wraz z nią zachwycając się własnymi zdobyczami.

    – Podobają się pani? – Rabacki niemal szeptał. Był swojej studentki na tyle blisko, że głośniejszy ton byłby nienaturalny.

    – Tak, jest pan niewątpliwie świetnym specjalistą. Może zechciałby pan zerknąć na moje blizny? Jedna z nich przebiega od linii żeber, aż do miejsca wkłucia centralnego – rzekła, po czym obróciła się w stronę doktora. Spojrzała mu głęboko w oczy, a następnie zaczęła osuwać z ramion suknię.                                                                                                                                     

    Mężczyzna był zaskoczony. Po raz pierwszy znalazł się w takiej sytuacji, i choć niezmiernie rzadko doświadczał tego uczucia, był skrępowany. Cholera, przecież nawet nie zamknął drzwi! Doszedł do wniosku, że ta gówniara jest szalona, ale było już za późno – suknia właśnie majestatycznie opuszczała ciało Julii, opadając swobodnie u jej stóp. Rabacki znieruchomiał, po czym przełknął ślinę. Chciał coś powiedzieć, zaprotestować, ale nie był w stanie. Tym bardziej, że jego studentka, stojąca właśnie przed nim w samej bieliźnie i szarych kozakach, wyglądała olśniewająco. Jej nienaganna talia z pewnością była efektem wielu godzin spędzonych na siłowni, zaś biegnący wzdłuż brzucha przypuszczalnie aż po wzgórek tatuaż kapitalnie dopełniał całości. Julia Breicht była zdumiewająco piękna. Jej urody nie szpeciła nawet ta wielka blizna, którą zbity z pantałyku doktor dostrzegł dopiero po kilku sekundach bezdechu.

    – Wystarczy, że ją pan widzi, czy musi też dotknąć? – zapytała Julia, zmysłowo prowadząc dłoń wzdłuż blizny. Jej czerwone paznokcie kontrastowały z bladą skórą.

    W tym momencie Rabacki zorientował się, że studentka ma na brzuchu również tatuaż – przedstawiał jakieś nuty, być może nawet klucz wiolinowy. Ciekawe, dlaczego zdecydowała się na taką ozdobę? Chciała zakryć nią pooperacyjne ślady? Nieważne. Doktor położył dłoń na sporej szramie dziewczyny, po czym przejechał po niej opuszkami palców. Czuł, że zrobiło mu się gorąco.

    – Rzeczywiście, to spora blizna – oznajmił, przypatrując się swojej rozmówczyni. Wytrzymała jego wzrok, tak jakby cała ta sytuacja ani trochę jej nie krępowała.

    Wykładowca zdawał sobie sprawę, że jeśli wszystko się wyda, za seks ze studentką wyleci z uczelni. I to na zbity pysk. Prawdopodobnie legnie w gruzach cała jego kariera, nie wspominając już o małżeństwie. Żona po ewentualnym rozwodzie z pewnością położy łapsko na dużej części jego majątku. Pożądanie wzięło jednak górę – jego dłoń sięgnęła w końcu wyżej, ściskając przez materiał czarnego biustonosza niewielkie, ale cholernie jędrne piersi Julii Breicht. Niewielkie, jędrne, a teraz także twarde.

    – Ma pani jeszcze jakieś blizny, panno Briecht? – zapytał doktor, wyczuwając, że krew coraz szybciej odpływa mu z mózgu w kierunku krocza. Jego podniecenie rosło w zatrważającym tempie.

    – Może sam pan to sprawdzi, profesorze Rabacki? – odparła Julia, posyłając w kierunku wykładowcy ten swój zniewalający uśmiech, do którego wzdycha pewnie połowa jej kolegów z roku.

    Mężczyzna zapomniał o żonie, dzieciach, i niezamkniętych drzwiach swojego gabinetu. Pochylił głowę, a potem zaczął obejmować delikatnymi, leniwymi pocałunkami szyję swojej studentki. Wdychał jej zapach, zapoznawał wargi z każdym milimetrem okolic biustu. Tymczasem panna Breicht, szybko i niecierpliwie zaczęła rozpinać guziki jego białej koszuli. Gdy skończyła, odsłoniła przed sobą jego tors, a następnie zaczęła włóczyć po nim swoimi palcami.

    – Mam nadzieję, że odpowiada pani taka forma zaliczenia przedmiotu – wyszeptał Rabacki, znajdując wargami usta czarnowłosej dziewczyny. Całował je bez opamiętania, splatał swój język z językiem dwudziestoletniej studentki, wymieniał z nią ślinę. Stracił nad sobą panowanie, wiedział już, że pragnie swojej uczennicy tak, jak jeszcze żadnej kobiety.

    – Jeśli panu odpowiada, to mnie również – Julia oderwała swoje usta od ust Rabackiego, a potem kokieteryjnie przygryzła wargę. Złapała swojego wykładowcę za krocze, po czym zaczęła mierzwić je w dłoni, badając, jakie jest twarde. Doktor tymczasem zaczął poszukiwać dłońmi zapięcia jej stanika – chciał wreszcie zobaczyć te czerwone, sterczące brodawki, pragnął je ssać.

    Julia szybko zorientowała się, że jej kochanek – podobnie jak większość mężczyzn – musiałby zasięgnąć korepetycji z odpinania stanika. Wzięła więc sprawy w swoje ręce. Dosłownie. Rozpięła biustonosz, a potem zrzuciła go na ziemię – zajął miejsce tuż obok sukienki. Rabacki nie czekał długo – objął jej sutki, po czym zaczął czule pieścić je przy pomocy ust. Oddech jego studentki stał się płytki i szybki, z jej rozchylonych ust zaczęły wydobywać się pojedyncze pojękiwania. Doktora to tylko nakręcało. Teraz masował jej piersi ustami jeszcze namiętniej, starając się przy tym jak najskrzętniej pokryć je swoją śliną.

    – Podoba się pani, Julio? – zapytał wykładowca, tylko na chwilę wypuszczając z ust czerwone sutki. Poczuł, że uczennica mierzwi w dłoniach jego włosy, jednocześnie dociskając go do swojego ciała. Miał wrażenie, że jest tak rozpalona, że za chwilę spłonie. A on razem z nią.

    – Jest cudownie, ale chcę pana więcej. Chcę, żeby pan we mnie wszedł – oznajmiła, po czym przejechała dłonią po swoich czarnych, koronkowych majtkach. A potem je z siebie zsunęła, szczerząc zęby w wyzywającym uśmiechu. – Może to pan dla mnie zrobić? – dopytała, przedrzeźniając się.

    Rabacki zaczął rozpinać rozporek. Cała ta sytuacja, wynikające z niej niebezpieczeństwo, kurewsko go podniecało. Jasne, zdarzało mu się bzykać w miejscach publicznych, ale jeszcze nigdy nie robił tego na uczelni, w swoim gabinecie, a poza tym z własną studentką! Cholernie dużo ryzykował, ale nie miał teraz głowy, by o tym myśleć. Marzył tylko, by wejść w tę seksowną, młodą sukę, a potem zacząć ją posuwać. Tak, jak jeszcze nigdy dotąd.

    – Pragniesz zostać przeze mnie zerżnięta, Julio? – wysyczał Rabacki, przestając silić się na oficjalne zwroty. Rządziły nim dzikie żądze, pierwotne instynkty, dzięki którym człowiek od wieków przedłuża gatunek. Przygniótł studentkę swoim potężnym ciałem, dociskając ją do  ściany. Ocierał się o nią. Wiedział, że jest teraz jego własnością. Jego sztywny członek krążył wokół wilgotnej kobiecości, smakował jej wilgoci. Był gotowy.

    – Proszę to zrobić – odparła Julia, rozsuwając nogi.

    A potem głęboko westchnęła – doktor Rabacki wszedł w nią niezwłocznie. Wypełniał swoim nabrzmiałym penisem jej ciasne wnętrze, robił to szybko i zdecydowanie. Studentka mimowolnie uchyliła usta, i zaczęła artykułować swoje podniecenie za pomocą wymownych, tym razem regularnych jęków. Wykładowca zaś nie przestawał. Oparł swoje czoło o jej czoło, a potem zintensyfikował pchnięcia. Każde było mocniejsze od poprzedniego, każde przeszywało dziewczynę niemal na wskroś, powodując przyjemny ból, prowadząc ją w stronę ekstazy. Nauczyciel oparł ręce o ścianę, a potem pocałował swoją uczennicę. Drżała, mocno wbijając czerwone paznokcie w jego plecy.

    – Jeszcze, mocniej. Proszę nie przestawać… – wydusiła z siebie Julia, mętnym wzrokiem patrząc wprost w oczy kochanka. Jej paznokcie krążyły teraz po jego ramionach, kreśląc dziwne zygzaki. Chciała być pierdolona, chciała być jego własnością, była podniecona jak nigdy. Czyż nie każda dziewczyna fantazjuje o seksie z przystojnym wykładowcą? Ona się na to odważyła, co wprawiało ją niemal w dumę.

    Rabacki był coraz bliżej finału. Upajał się dźwiękami, które wydobywały się z szalenie wilgotnego łona Julii Breicht. Jego penis zaczynał pulsować, a ciało sztywnieć. Mimo to nie zaprzestawał mocnych, niemal brutalnych pchnięć. W przód i w tył, w przód i w tył. I ponownie. Kolejne ruchy wykonywał niemal mechanicznie, ich ciała stanowiły cudowną jedność. Opamiętał się dopiero, gdy zrozumiał, że nie może dojść w swojej uczennicy. Lubił podejmować ryzyko, ale nie mógł być głupi.

    – Wystarczy. Chcę ci się spuścić na twarz – oznajmił, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Wysunął członka z pochwy studentki, a potem zaczął mierzwić go przed nią w dłoni. Julia nie wydawała się zachwycona, chyba miała ochotę na więcej. Ale posłusznie klęknęła przed wykładowcą, wysuwając język.

    – Tylko proszę obficie, panie profesorze – oznajmiła, puszczając do swojego kochanka oko. Rabacki masował członka szybko, zdawał sobie sprawę, że ten „egzamin” trwa już zdecydowanie za długo. Zapewne za chwilę ktoś tu wejdzie, sprawdzić, czy wszystko w porządku. Na szczęście kilka ruchów wystarczyło. Spełnił życzenie Julii – jego spust był obfity, trafił wprost na jej język. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła.

    – No dobra, ubieraj się. Zaraz ktoś tu może wejść – obwieścił Rabacki, pospiesznie zapinając rozporek. – Lepiej, żebyś była gotowa do wyjścia, zanim wpiszę ci się do indeksu – dodał, zbierając z ziemi białą koszulę.

    Studentka wyciągnęła z płaszcza chusteczkę, a potem usunęła z twarzy resztki nasienia. Na szczęście dużą jego część połknęła, więc nie miała z tym wiele zachodu. Zebrała swoje rzeczy, a potem pospiesznie zaczęła się ubierać. Doktor zapiął koszulę i rozsiadł się w fotelu, próbując uregulować oddech.

    – Dziękuję – rzuciła Julia na odchodne, stojąc przy drzwiach.

    – Poproś kolejnego studenta – odparł Rabacki, obserwując, jak dziewczyna opuszcza jego gabinet.

    Czuł, że to będzie jednak dobry dzień, życie bywa przewrotne. Zerknął na znajdujący się na biurku zegar: jedenasta czterdzieści sześć. Do powrotu do domu pozostawało mu jakieś sześć godzin. Doszedł do wniosku, że właśnie tyle ma by wymyślić, co powie żonie, gdy ta zapyta go o czerwone ślady na ramionach.

    ***

    Niedługo później Julia Breicht była już w autobusie, który miał ją odwieźć do domu. Nie spodziewała się, że zaliczenie będzie aż tak przyjemne. Jeszcze raz sprawdziła, czy o niczym nie zapomniała. Chyba nie. Otworzyła indeks, a potem… oniemiała.

    To też trzeba umiećwyczytała w adnotacji. Otrzymała z „Biologii medycznej” u doktora Rabackiego ocenę niedostateczną.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Cal Hockley
  • Biurowiec, cz. 2.

    Część 2.

    – Panie kierowniku, żona dzwoni! – usłyszał za plecami. Jerzy od razu zapomniał o współpracowniczkach. Spojrzał w kierunku głosu. Sekretarka wyszła za nim z jego komórką.

    Zmiął przekleństwo. Na szczęście nikt nie usłyszał. Spoważniał.

    – Znowu coś się szykuje. Czas wracać do obowiązków – westchnął i wyciągnął rękę po telefon. Kiedy mu przekazywała, dotknęła jego dłoni. Trwało to nieco zbyt długo jak na przypadkowy dotyk. Musiała. W takiej sytuacji nie potrafiła powstrzymać się.

    – Dziękuję – powiedział, kiedy podała mu aparat. – Alinko, nie rób tego więcej – rzucił do niej półgłosem. Nie chciał, żeby ktoś go usłyszał, chociaż do wszystkich współpracowniczek zwracał się po imieniu. Alina objęła stanowisko sekretarki po awansie Jerzego. Dawno wiedział, że ją wybierze. Była szczęśliwa i oddana.

    Wiedziała o zakazie zabierania jego rzeczy, a jednak zawsze biegała z telefonem za swoim szefem. Zresztą, wykorzystywała każdą okazję, aby być bliżej niego. Na ogół przypomnienie wystarczało tylko na kilka dni. Jak zwykle. Taka z niej suka.

    *

    Teresa kierowała działem już od kilku lat. Korpulentna blondynka przed pięćdziesiątką, o krótkich włosach, stonowana, pogodna, cicha, dobrze zorganizowana, świetnie zarządzała działem. Nie podnosiła głosu. Na komplikacje i kłopoty reagowała konkretnymi propozycjami. Kiedy problem udało się rozwiązać, dziękowała wszystkim za wsparcie i wracała do swojego gabinetu. Nigdy nie akcentowała sukcesów, których była autorką, tylko podkreślała rolę wspaniałego zespołu. Stanowisko i efekty powodowały, że nikt nie odważył się utrudniać jej pracy. Ubierała się zgodnie z zaleceniami firmy i nie wyróżniała się na tle innych kobiet, a tym bardziej mężczyzn rywalizujących na kolory koszul i krawatów. Miała troje prawie samodzielnych dzieci i przeciągający się rozwód ze złośliwym mężem.

    Dzisiaj był piątek, więc też wybiegała myślami do czekających ją przyjemności. Przyjemności? Zagryzła wargę. Miała wątpliwości, czy to jeszcze przyjemność. Charakter tej znajomości przybierał niepokojący obrót. Krytycznie oceniała sytuację przez pryzmat ostatnich dziesięciu miesięcy. To była jej tajemnica. Nikt nie podejrzewał jej o takie pomysły i temperament. A teraz przyjemność powoli przekształcała się w perwersję. I problem. Duży problem.  

    – To już chyba tylko perwersja. Trzeba będzie podjąć decyzję – stwierdziła i w zamyśleniu pokiwała głową. Szybko wróciła do rzeczywistości. Rozejrzała się. Na szczęście nikt nie zwracał na nią uwagi. Swoje sprawy prywatne rozstrzygała sama. Nie dzieliła się nimi z żadnym z pracowników. Była wzorem dyskrecji. Skręciła w prawo i weszła do swojego gabinetu. Zadzwoniła, wybierając przycisk z numerem 5. Pierwszy wolny po numerze do służb i trojga dzieci. Mąż był pod ‘dziewiątką’. Upewniła się tylko, że nic nie uległo zmianie. Bez uśmiechu odłożyła telefon.

    – Kiedyś, po takiej rozmowie, reagowałam znacznie lepszym humorem. A teraz? – zareagowała kwaśnym uśmiechem. Zniesmaczona pokręciła głową. Właśnie podjęła decyzję.

    *

    Jerzy poprosił Marię na rozmowę. Usiadła przed jego biurkiem. W milczeniu przez chwilę przyglądał się kobiecie. Znał jej dokumenty, ale wiedział nieco więcej niż zostało w nich ujęte. Miała 45 lat, brunetka, z lekko nadwagą, zawsze dobrze ubrana, spory biust, gadatliwa, energiczna. Nadawała się do tej pracy, ale bez przesady. Inne również.

    – Pani Mario – zaczął oficjalnie. 

    Kobieta lekko wyprężyła się. Wiedziała, że taka formułka nie oznacza nic miłego. Grzeczny uśmiech stężał jej na wargach.

    – Zbliża się termin ocen i muszę panią poinformować, że pani ocena będzie neutralna.

    – Ale dlaczego?

    – Cóż, tyle wynika z efektów pani pracy – rozłożył ręce.

    Rozmowa trwała jeszcze dłuższą chwilę, ale Maria niczego więcej nie osiągnęła. Wiedziała, że taka ocena zbliża ją do zwolnienia. Bez problemów funkcjonowali ci, którym przyznano ocenę pozytywną. Osoby z negatywną oceną od razu mogły pakować się. Mogły? Musiały. Wyszła zdenerwowana. Nie wiedziała, co dalej robić. Chwilę narzekała, rozmawiając z koleżankami, potem wyszła na papierosa. Kiedy zapalała papierosa, drżały jej ręce. Miała łzy w oczach.

    – Mam mu dawać dupy za pracę?! – nerwowo zaciągała się papierosem. Łza spłynęła po policzku. Słyszała, że w ten sposób urządziły się niektóre dziewczyny, a w działach kierowanych przez kobiety szybciej awansowali, albo częściej dostawali podwyżki, wybrani mężczyźni. – Muszę się z tym przespać. Jutro. Jutro o tym pomyślę – otarła ślad po łzie, zgasiła papierosa i niewidzącym wzrokiem zapatrzyła się na panoramę miasta.

    Jurek odprężył się i rozparł w fotelu. Władza! To jest to, o czym zawsze marzył. Teraz miał ją i korzystał z niej. Bez ograniczeń. Kto wie, jak długo będzie się nią cieszył? Chciał korzystać jak najdłużej.

    – Niech czas robi swoje – uśmiechnął się obleśnie i podrapał w kroczu. Był podniecony toczonymi rozmowami, bowiem oczyma wyobraźni widział już… Jednak musiał uzbroić się w cierpliwość i czekać na spodziewany rozwój sytuacji.  

    *

    Asia była w dobrym humorze. Szefowa sprawiła jej niespodziankę w postaci wcześniejszego wyjścia z pracy. Pani Lidka* wyraźnie spieszyła się.

    – Trzymaj się! – kiwnęła dłonią do sekretarki. – Do zobaczenia w poniedziałek! – w przypływach dobrego humoru zwracała się do niej per ‘ty’. 

    – Szefowa chyba ma romans albo przynajmniej jedzie na niezły seks – była kobietą, więc z łatwością dostrzegała zmiany w ubiorze i zachowaniu szefowej. A ponadto potrafiła wyciągać właściwe wnioski z obserwacji. Z uznaniem spoglądała na jej sylwetkę i ubiór. – Samotna kobieta z dwojgiem dzieci, ale potrafiła tyle osiągnąć! I nadal jest atrakcyjna.

    Aśka ceniła jej sposób ubierania się, który określała mianem dyskretnej elegancji. Wiedziała też, że ze względu na tempo pracy i prywatne plany, szefowa miała kilka bluzek, dwa kostiumy oraz przynajmniej dwie pary szpilek w szafie stojącej w gabinecie. Plus kilka par nierozpakowanych pończoch i rajstop na półce. Na wszelki wypadek tylko w ‘bezpiecznych’ kolorach. Nie wszystkie należały do kategorii przyzwoitych. Te nieprzyzwoite kupowało się jedynie w sex-shopach.

    *

    Asia bez pośpiechu wkraczała do biurowca. Uprzedziła swojego klienta o wcześniejszym przyjeździe. Zgodził się. Chyba nawet był zadowolony, że spotkają się prawie godzinę wcześniej. Weszła do windy i wcisnęła guzik. Kiedy drzwi zamknęły się, stanęła w szerokim rozkroku i podciągnęła spódniczkę. Z rozcięcia czarnych majteczek wychynęły różowe wargi sromowe. Do spotkania jeszcze pozostało parę minut, a ona już czuła wilgoć w kroczu. Uśmiechnęła się. Tak lubiła minuty poprzedzające spotkanie… Rosnące napięcie, spocone dłonie, wyobrażenie kolejnych scen spotkania, strach w jego oczach i bezradność malująca się na twarzy. I władza nad nim! I ciągłe rozsmakowywanie się w rozważaniach: Co mu zrobi, kiedy będzie przed nią klęczał nagi, z kneblem w ustach i w kajdankach? Zrobiło się jeszcze bardziej mokro.

    Rozmarzona poprawiała czarną kabaretkę. Na nogach miała czarne, lśniące lakierem botki na szpilce. Wyprostowała się, prawie stanęła na baczność, spódniczka opadła. W ręku trzymała sporą reklamówkę wypełnioną gadżetami na czekający ją seans. Gorset miała pod czerwonym kostiumem. Na ramieniu czarną torebkę. Na wszelki wypadek zabrała gaz. Niby wiedziała, co się będzie dziać, ale… z gazem czuła się bezpieczniej. Już nie mogła się doczekać spotkania. Winda zatrzymała się. Wysiadła, poszła w prawo i zapukała do trzecich z kolei drzwi. Nie czekała na zaproszenie. Weszła. Mężczyzna spojrzał wymownie na zegarek.

    – No, nareszcie! Sądziłem, że rozmyśliłaś się, bo…

    Nie skończył. Kiedy zaczął mówić, ruszyła do niego i teraz bez ostrzeżenia uderzyła w twarz ‘z liścia’. Aż odrzuciło mu głowę. Patrzył zaskoczony.

    – A… Ale… Dlaczego? Co ja zrobiłem?

    – Morda, świnio! – syknęła, wskazując go palcem wyciągniętej ręki. Z wrażenia cofnął się. Była zirytowana. Spotykali się tyle razy, a ten ciągle miał problemy z dyscypliną. Inni klienci byli bardziej pojętni. – Do pokoju! Marsz!

    – Juuż, tak. Tylko zamknę drzwi! – nieco przestraszony jej zdecydowanym zachowaniem, ominął kobietę możliwie dużym łukiem, zamknął drzwi wejściowe do sekretariatu i z niepokojem patrząc na nią, pośpiesznie przeszedł do swojego gabinetu.

    Asia ruszyła za nim władczym krokiem. W ręku trzymała bicz wyjęty z reklamówki.

    *

    Jagoda owinęła sobie wokół palca każdego mężczyznę w zasięgu jej wzroku. No, prawie każdego. Dyrektor był odporny na jej wdzięki. Raczej wprost wytykał dziewczynie popełnione błędy i niedociągnięcia. Traktował ją trochę jak kwiatek do kożucha.

    – Ale jeszcze nigdy nie przypaliła wody! – wobec gości też potrafił doceniać jej zalety.

    Generalnie dziewczyna starała się, aby jej nogi jak najrzadziej były razem. Chciała mieć jak najwięcej, jak najszybciej i najwyższej jakości. W osiąganiu korzyści była nienasycona i nie przebierała w środkach. Seks traktowała głównie jako narzędzie do osiągania celu. Na ogół narzędzie okazywało się skutecznym.

    Jagoda nie przepracowywała się, a do domu nigdy nie wracała na własnych nogach. Zawsze „z przyjemnością” przynajmniej jeden z pracowników oferował jej podwiezienie. Ba, niektórzy kierownicy działów, mężczyźni nawet z piątym krzyżykiem na karku, ojcowie dzieciom, czuli się wręcz wyróżnieni, kiedy przeszli z nią na „ty”! Na co dzień zabiegane, zapracowane samce z planem minutowym na cały dzień, pytani o możliwość podwiezienia, dla niej nagle znajdowali czas. I nie chodziło o kwestię minut. Ci najbardziej zafascynowani urodą Jagody w jej obecności mogli czekać nawet kilka godzin. I grzecznie czekali, kiedy dziewczyna bez pośpiechu robiła zakupy w jakimś centrum handlowym. Ewentualnie, z niesłabnącym entuzjazmem towarzyszyli jej w zakupach.  

    *

    Z niewiadomych przyczyn Maciej, ten 35-letni kawaler i kierownik działu kadr, był obiektem westchnień Jagody. Może dlatego, że w ogóle nie interesował się nią? Od czasu do czasu prawił jej komplementy, ale w ten sposób postępował w zasadzie wobec każdej kobiety w biurze, z którą rozmawiał. Szczerze mówiąc, potrafił również zauważyć i skomplementować korzystne zmiany u kolegów. Jego komplementy nie były nachalne, ani podszyte seksem, obce były mu wulgaryzmy, więc panie ceniły sobie rozmowy z nim. W każdej sytuacji lubił i potrafił żartować. Energiczny, szczupły, zadbany brunet, nawet wysportowany, nosił okulary. Zawsze w garniturze, zgodnie z dress code biura. Uroku dodawały mu pojedyncze siwe włosy pojawiające się na skroniach. Jako szef kadr miał sporą nieformalną władzę, ale, ku zaskoczeniu wszystkich, nie korzystał z niej. Nie był konfliktowy. Nie podnosił głosu, kiedy komuś z podwładnych musiał zwrócić uwagę i wytknąć błędy. Nie używał wulgaryzmów. Nawet kiedy szukał argumentów w dyskusji. Nie bratał się z władzami firmy, co szokowało wszystkich dbających o karierę, a mimo to parokrotnie okazał się bardzo skuteczny przy ściąganiu do firmy kilku cennych pracowników. Doceniono jego zdolności, awansując na kierownicze stanowisko. Nie rozpowiadał o swoim życiu prywatnym i kłopotach. Nie roznosił plotek. Zapewne dlatego zyskał tak odpowiedzialne stanowisku w tak młodym wieku.

    Od pierwszego dnia pracy w firmie zachwycał swoją obecnością zdecydowaną większość pań w całym biurowcu. Jedyny, który w deszczowy dzień potrafił każdemu poprawić humor, a przy tym był nad wyraz ostrożny i zdystansowany. A do Jagody tylko uśmiechał się. Najchętniej z bezpiecznego dystansu, czyli z drugiej strony stołu. Przynajmniej.

    Kiedyś na okolicznościowej imprezie firmy przy ich stoliku siedziało osiem osób, w tym siedmiu mężczyzn i tylko jedna kobieta – Jagoda. Wielu im zazdrościło. Wówczas wzniósł toast:

    – Drodzy państwo! Piję za najpiękniejszą kobietę przy naszym stoliku.

    Chociaż alkohol już działał, tylko Jagoda promieniała, bo jako jedyna nie dostrzegła ironii zawartej w toaście. Reszta jeszcze długo w rozmowach z rozbawieniem wspominała złośliwość Maćka.

    Ten facet nigdy nie był uwikłany w romans z koleżanką z pracy, chociaż na biurowych dorocznych imprezach kilka pań wprost zaproponowało mu seks. A nie wszystkie były z ich biura! Zdarzały się bezpośrednie ataki pod wpływem alkoholu. Tylko dzięki uporowi i taktowi Macieja kończyło się na pocałunkach, delikatnych pieszczotach i macaniu biustu.

    Maciej ciągle był na dorobku. Ktoś dowiedział się czegoś o nim, więc rozpowszechnił w całym biurze. To znaczy, wystarczyło podać jednej osobie, i tak właśnie było w tym przypadku, żeby najpóźniej kolejnego dnia wiedzieli wszyscy. Otóż ktoś podał, że Maciej mieszka razem z bratem, bo oszczędza, a część zarobionych pieniędzy wysyła potrzebującym rodzicom. Resztę dopowiedział sobie każdy. Według własnego uznania. Bohater plotki znał ją i był z niej zadowolony. Przynajmniej miał spokój.

    *

    Bywalcy płci męskiej tych szalonych eventów żartowali sobie, że biurowe imprezy mają same zalety: tłum kobiet, dużo alkoholu, imprezy trwają tylko do północy, kobiety wręcz ostentacyjnie namiętne, naród jest tak napity, że potem nikt nic nie pamięta. Zresztą, po alkoholu wszystkim puszczały hamulce na kilka godzin. Jeden powód był oczywisty: ochrona nie wpuszczała nikogo obcego na imprezy, czyli mężatki i żonaci czuli się bezpieczni i spuszczeni ze smyczy. Co bardziej przezorni zamykali komórki w szufladach swoich biurek. A na każdym piętrze jest kilka małych pomieszczeń, bez kamer, więc wygodnych na szybki ‘numerek’. Ponadto wszyscy orientowali się jak na te kilka godzin zablokować kamery. Ochrona wyjątkowo nie interweniowała.

    Czasami seks odbywał się w głównej sali, gdzie boksy najczęściej miały przezroczyste ściany, ale wtedy pracownicy sami blokowali i zasłaniali wyjścia z piętra. Zaczynało się od sprośnej piosenki, jakichś żartów, konsumpcji alkoholu, jednego, dwóch striptizów, również jako efekt zakładu, kilku zabaw z ostrym, erotycznym podtekstem, które zawsze skutecznie ośmielały jeszcze niezdecydowanych. Wybuchy śmiechu, żarty, ostre komentarze, a potem już szło jak górska lawina… Nikt nie byłby w stanie zahamować tego napitego żywiołu. Wówczas wygaszali większość świateł.

    Jeżeli impreza odbyła się 22. grudnia, a następnego dnia pojawiali się w pracy, to głównym tematem były przygotowania do Świąt. Seksualne ekscesy wspominano podczas przerw na papierosa lub lunchu. Mineralna i inne napoje cieszyły się tego dnia znacznie większym powodzeniem niż zwykle. Praca szła jak po grudzie. Rozmowy były prowadzone spokojnie, bez wybuchów śmiechu, z przesadnie kontrolowanym entuzjazmem. Przezornie nikt nie wdawał się w spory i dyskusje. Cierpienie malujące się na wielu twarzach wskazywało, płeć w tym przypadku nie miała znaczenia, że poprzedni wieczór przebiegał nad wyraz burzliwie, a noc była zbyt krótka, żeby wypocząć. Wszyscy odliczali minuty do końca dnia w pracy. Nikt z imprezowiczów nie marzył tego dnia o gwiazdkowych prezentach. Ich oczekiwania były bardziej przyziemne: łóżko, cisza, woda mineralna plus coś z domowej apteczki na kaca i kilka dodatkowych godzin snu.

    Najbliższa impreza planowana była właśnie w grudniu. Liczyli, że centrum rozliczeniowe, które zajmowało trzy piętra albo inne firmy, w tym duży developer, zajmujące kolejne piętra, też zorganizują przynajmniej jedną wspólną imprezę.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    * – szczegółowa charakterystyka drugiej bohaterki w opowiadaniu: „Sesja fotograficzna”.

  • Nastepny poranek

    Obudziła się o poranku. Spojrzała na zegarek a w jej głowie od razu pojawiły się myśli o poprzedniej nocy. Kąciki jej warg zadrgały i wtuliła głowę w poduszkę. Dźwięk zamykanych drzwi sprawił, że przestała marzyć. Marzenie okazało się prawdą. To był on. Kuba wszedł pod kołdrę.

    -robi się trochę gorąco, nie sądzisz?

    Po tych słowach zaczął rozwiązywać sznurek przy spodniach od jej piżamy. Mimo, że nie stało się jeszcze nic szczególnego, ona chciała już wszystkiego. Kuba był taki pewny siebie, to nie było do niego podobne, za to było dość podniecające. Jego bokserki również opinały się już do granic. 

    -jest coś co chciałabym ci powiedzieć, zanim zaczniemy- przyśpieszony oddech oraz liczne pocałunki nie pozwalały jej dokończyć. – chciałam by twój język był dzisiaj tam na dole.

    Bała się to wyznać, ponieważ nie wiedziała co on o tym pomyśli. Jego odpowiedzią były usta. Całował ją po szyi, jego oddech sprawiał, że wszędzie miała gęsią skórkę. Gryzł jej sutki tak, że chciało jej się krzyczeć. Zabronił jej wydawać jakiekolwiek dźwięki, zabronił ruszać biodrami. Jej ręce przytrzymał nad jej głową.

    -teraz jesteś moja- szepnął.

    Swoimi palcami zataczał kółka w okolicach jej łechtaczki celowo nie trafiając tam gdzie chciała jego dotyku. A to sprawiało, że była coraz bardziej mokra. W końcu zaczął ją tam całować. Wszedł w nią językiem najgłębiej jak potrafił, a palcami wciąż zataczał kółka, tyle że w bardziej odpowiednich miejscach. Ssał i Gryzł jej cipkę. Jej biodra zaczęły podnosić się i napierać na jego głowę. Kuba wbijał w Jane paznokcie i drapał jej plecy, wgryzał się w jej szyję. Jego ręce błądziły po jej ciele. Nie mógł złapać rytmu, chciał być wszędzie.

    – Dłużej nie wytrzymam.

    Z wzroku Jane wyczytał zgodę. Wszedł w nią i zaczął się poruszać. Teraz była jej kolej. Całował go i dotykała jego włosów. Cały pokój wypełniły pomruki i stęki. Ich ruchy były coraz szybsze i szybsze. Nie potrafili zwolnić. Nie potrafili przestać. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Malka Jarczińska
  • Biurowiec, cz. 3.

    Część 3.

    Do imprezy pozostało już niewiele czasu, ale na kancelarie prawne nikt nie liczył. Zresztą, jak co roku. Zajmowały całe dwa piętra, jednak prawnicy nie integrowali się z pracownikami biurowymi. Nie ten szczebel zamożności i prestiżu. Dla prawników to byłaby kompromitacja! W najlepszym razie mezalians. Czasami udawało się wyrwać przynajmniej kilka ich sekretarek, które już wiedziały, że imprezy biurowe przeistaczały się w regularne orgie alkoholowo-seksualne albo seksualno-alkoholowe. Zależało to wyłącznie od preferencji uczestników. Zaproszone sekretarki pojawiały się głównie w drugim celu.

    Po imprezie, w wąskim gronie, opowiadano sobie ze szczegółami niektóre zdarzenia. Nigdy głośno. Każdy bowiem liczył, że kobiety pojawią się na kolejnej. Na ogół tak było, ale tylko dzięki dyskrecji uczestników. Tak rosła popularność imprez. Jednak część uczestniczek nie pojawiała się na tych eventach, które dość szybko stawały się orgiami. Niektóre panie po prostu były rozczarowane możliwościami kolegów z biur i więcej nie pojawiały się, mimo ciągłych zaproszeń. Twierdziły, że mają swoje, bardziej wydajne seksualnie grono. Oczywiście, ten argument padał wyłącznie w gronie pań rozważających kolejne zaproszenie.

    *

    Jęczała i jęczała. Bokiem opierała twarz o ścianę i zapierała się rękoma. Kiedy wszedł w nią, przymknęła oczy. Nie miała ani siły, ani ochoty, żeby otworzyć je. Zresztą, w pomieszczeniu było ciemno. Świeciła się lampka na stoliku tuż przy drzwiach, a oni stali za przepierzeniem, w głębi pomieszczenia gospodarczego pozbawionego okien. Każde uderzenie penisem dociskało ją do ściany i mimowolnie wywoływało jęk rozkoszy. Nagimi piersiami szorowała po ścianie. Sutki już bolały ją od takiego ‘masażu’, ale mężczyźnie najwyraźniej podobała się ta forma brutalnej pieszczoty. Podniecała go! Starała się nie dotknąć pończochami do ściany, bo nie potrafiłaby wytłumaczyć koleżankom, gdzie i jak zniszczyła dwie pończochy i to akurat na kolanach.

    – Och, proszę. Już nie… – blondynka próbowała nieśmiało protestować. Seks był wspaniały! Ledwie trzymała się na nogach. Tak ją podniecił. Z nim zawsze tak było. 

    Kochanek był podniecony i agresywny, że wręcz bała się o swój wygląd. Podczas niecierpliwych pieszczot majtki jednym szarpnięciem zjechały do kostek. Ledwie zdążyła z nich wyjść jedną nogą, kiedy mężczyzna odwrócił ją twarzą do ściany. Spódniczkę podniósł i zatknął za ozdobny pasek. Śliną nawilżył wejście do pochwy. Chwilę później dobijał do dna pochwy. Na początku trochę zabolało, ale potem… Pod powiekami miała tylko szaloną feerię barw. Ciało przeszył przepyszny, tak, tak to nazwała, przepyszny, obezwładniający dreszcz i dopiero po chwili usłyszała swój głos. Jęczała. Próbowała coś mówić, ale nawet ona nie potrafiła zrozumieć własnych słów. Dotarło do niej, że właśnie przeżyła pierwszy orgazm.

    Podniecony mężczyzna nerwowymi ruchami rozpiął jej bluzkę i stanik. Chwycił jedną pierś i zachłannie macał, drugą trzymał kobietę za kark. Sznur korali kołysał się na jej szyi w rytmie wolnych, ale bardzo silnych uderzeń penisem. Blondynka była w szpilkach, ale pod naporem członka cały czas stała na palcach. Na gołym brzuchu czuła chłód ściany. Nie zwracała na to uwagi. Podniecenie było znacznie silniejsze. Już dawno nie była nastolatką, ale z tym mężczyzną szalała, jakby to były jej pierwsze randki i doświadczenia seksualne! Sama krytykowała się za swoją głupotę, a potem wręcz biegła na kolejną schadzkę. Gdyby nie mąż, już dawno leżałaby u niego na kanapie. W pracy albo w domu. To nie miało dla niej znaczenia. Głupiała dla niego. Głupiała przez ten szalony seks. Niezwykły. Zniewalający. Nie umiała nad tym zapanować. I nie chciała.

    – Proszę, kochany. To boli – ostrożnie oponowała. Nauczona doświadczeniem obawiała się, że jej protest może nakłonić go do jeszcze większej perwersji.

    – Cicho, dziwko. A też liż! – polecił szeptem. Nawet szept był agresywny.

    Pod naporem dłoni mężczyzny pochyliła głowę i poczuła, jak on ciągnie pierś w górę i przyciska do jej ust. Ostrożnie dotknęła językiem obolały sutek. Uderzył w nią penisem. Jeszcze drugi raz. I trzeci. Chciała zacisnąć usta, ale boleśnie przegryzła brodawkę. Z wysiłkiem otworzyła usta i lizała sutek. Mężczyzna ruchał ją szybciej. Szybciej lizała pierś i stękała. Podniecenie gwałtownie rosło. Ślina z ust ściekała na pierś. Nieudolnie zdusiła krzyk. Znowu doszła! Mężczyzna głębiej wcisnął pierś. Prawie się nią dławiła. Własną piersią! Osłabiona rozkoszą orgazmu wręcz zawisła na jego penisie.

    *

    Już przyzwyczaiła się do obraźliwych określeń i jego agresji. To był nieodłączny element ich seksu. Wiedziała, że stać go na znacznie bardziej perwersyjne pomysły. Bała się ich, ale też zawsze podświadomie ich oczekiwała. Zawsze protestowała, ale zawsze podniecały ją. Przeczuwała, że i dzisiaj tak będzie. Po wszystkim przeżywała je wielokrotnie i długo rozpamiętywała.

    Wyszedł z niej i dalej wciskał pierś w usta. Wilgotny penis ocierał się o jej obnażone udo. Posłusznie i gorliwie pieściła pierś, ściskana za kark. Chyba uśmiechał się.

    – Dobra, posłuszna dziwka – szepnął z zadowoleniem. Wiedział, że lubi pochwały. Niezależnie od tego jak wyrażane. Traktował ją dość brutalnie. Lubił to i widział, że ją podnieca takie przedmiotowe i poniżające traktowanie.

    Przestraszyła się i drgnęła nerwowo. Usłyszała, a raczej wyczuła jakiś ruch za sobą. Nadal silnie trzymał ją za kark i uniemożliwił jej jakikolwiek ruch.

    – Nie! Proszę, nie!! – z ust wypełnionych piersią wydobył się tylko bełkotliwy krzyk. Nikt nie zrozumiałby jej słów.

    Właśnie jakiś anonimowy mężczyzna płynnie wszedł w nią. Naprawdę był podniecony. Jego penis był twardy. Ruchał ją szybko, trzymając za uda. Znowu była przyciskana do ściany. W oczach pojawiły się łzy. Kiedy przestała protestować, mężczyzna chwycił ją za drugą pierś. Szarpał ją, macał. Miała dość duże, pełne piersi, więc zwracała uwagę wielu mężczyzn. Ci dwaj korzystali z nich bez ograniczeń. Podniecenie zaczęło dominować nad oporem. Posłusznie słuchała kochanka, gdy ten lubieżnie do niej szeptał. Trochę złagodził uchwyt na karku. Jej opór znikał. Pogodziła się z niespodzianką zgotowaną przez kochanka. Otworzyła szerzej usta, poruszyła językiem. Znowu delikatnie pieściła pierś. Drugi mężczyzna zadowalał ją. Miękły jej nogi w kolanach, rosło podniecenie. Aż uniosła jedną nogę. Tak ją trafiał! Nie potrafiła zapanować nad swoimi reakcjami. Znowu głośno dyszała z pożądania.

    – Widzisz? Dziwka lubi być solidnie jebana – kochanek z zadowoleniem zwrócił się do kolegi. Puścił pierś. Ślina ściekała na wykładzinę. Sięgnął do jej łechtaczki, a ona głośno stękała w rytm uderzeń biodrami drugiego kochanka. Już nie miało znaczenia, kim był. Chyba zbliżał się kolejny orgazm.

    *

    Kratka szybu wentylacyjnego świetnie przenosiła odgłosy z pomieszczenia gosodarczego. Każdy wiedział, że tam spotykano się na seks, ale kto z kim, to już byo trudniej odgadnąć. W zasadzie nikt się nie chwalił. A teraz… Basia zachowywała się cicho, więc trójka skoncentrowana na seksie nawet nie miała pojęcia o jej obecności w mini-kuchni. Same odgłosy brzmiały tak frapująco, że i ona była podniecona.

    Kobieta przestała oblizywać łyżeczkę i starała się nie oddychać. Kisiel mógł jeszcze stygnąć. Skupiła się na wyłapywaniu wszystkich dźwięków dobiegających zza ściany. Jęki były tak słabo słyszalne, że nie chciała zaburzać napływających odgłosów jakimkolwiek ruchem. Wrażenia były na tyle ekscytujące, że zapomniała o głodzie. Zastanawiała się, gdzie stanąć po wyjściu z ich mini-kuchni i zobaczyć, kim byli aktywni użytkownicy pomieszczenia gospodarczego.

    – Seks grupowy? Kto z kim? Taka wiedza zawsze może być przydatna – brunetka potrząsnęła gęstą fryzurą i szelmowsko uśmiechnęła się do swoich myśli. Przecież wszyscy wiedzieli, że część awansów, premii i podwyżek zdobywa się przez łóżko. Dotyczyło to obydwu płci. – Hm, może i ja będę miała okazję skorzystać z takiej wiedzy?

    *

    Grzegorz i Robert* właśnie wyszli ze swojej kancelarii. Kierowali się do windy, ale wiedzieli o przygotowaniach do imprezy.

    – Co, wstąpimy na zabawę? – zaproponował Robert. – W domu powiemy, że klienci nas zatrzymali – kusił kolegę. Znali się od dawna, w pracy spędzali większość czasu nad wspólnymi projektami i zadaniami. Sporo o sobie wiedzieli. Więcej niż ich żony.

    – Eee, nie – Grzegorz zawahał się, zanim odpowiedział. – Zosia i tak wyczuje, że coś jest nie tak. Ona chyba ma jakieś dodatkowe receptory w mózgu! A jak dowie się, to potem… – nie dokończył zdania. Miał ochotę na taką zabawę, ale żona była zbyt czujna. Teraz wolał nie ryzykować. Chociaż już zdarzały im się spotkania w większym gronie albo zabawy z innymi partnerami po wzajemnej akceptacji.

    – Szkoda – rzucił krótko Robert. Jego żona i tak nie zorientowałaby się, że uczestniczył w jakiejś zabawie. – Ela nie jest aż tak domyślna – uśmiechnął się do swoich myśli. – Nie masz ochoty na jakąś rozrywkę? – głośno zapytał kolegę i mrugnął do niego.

    – Wiesz, czemu nie – Grzesiek uśmiechnął się. – A masz jakieś… kandydatki?

    – To nie problem. Tylko daj znać – właśnie wpadł na pomysł. – Chyba, że zaplanujemy taką rozrywkę, gdy nasze panie znowu wyjadą do spa.

    *

    Zdecydowana większość z sekretarek zatrudnionych u prawników przynajmniej raz skorzystała z takiego zaproszenia. Odmawiały głównie mężatki i kilka dewotek. Wiek uczestniczek nie stanowił żadnego kryterium. Panie po sześćdziesiątce też chętnie uczestniczyły w takich spotkaniach i chętnie korzystały z propozycji znacznie młodszych kolegów. Praktycznie nie odmawiały żadnemu facetowi. Zawsze były zadbane, miały spory ‘apetyt’ i umiejętności. Ci, którzy z nich korzystali, byli mile zaskoczeni i zadowoleni. Generalnie mężczyzn było mniej, więc każdy wychodził z imprezy zaspokojony. Maciej był jednym z niewielu, którzy wymykali się zanim zapasy alkoholu niebezpiecznie wyczerpywały się, a wszyscy uprawiali seks.

    Dyrekcja orientowała się w specyfice tych imprez. “Góra” pojawiała się na nich, solidnie piła i, jeżeli była w stanie, ochoczo korzystała z wdzięków pań, zaciągając wybrane do swoich gabinetów, niekoniecznie po jednej. A po imprezie solidarnie milczała. Nie było tematu. I tak trwano do następnej.

    Jeżeli w ciągu roku odbyły się aż trzy imprezy, to pracownicy zgryźliwie mówili o „kalendarzu wypełnionym po brzegi”. Dwie były zawsze pewne – przed końcem roku, co zrozumiałe, i druga w rocznicę firmy, czyli w maju. Imprezy były „składkowe”, każdy wpłacał podaną, zwykle drobną kwotę, a resztę dorzucała firma. Tuż przed imprezą część pracowniczek angażowała się w dekorowanie piętra, więc sam wystrój i klimat skłaniał do przedwczesnej zabawy i wychylenia kilku drinków. Już wówczas zdarzały się pierwsze ekscesy. Bywało, że dziewczyna schodząca z drabiny nadziewała się na sterczącego penisa i nawet nie krzyczała, bo jej usta już całował kolejny mężczyzna, a kilka innych par rąk cieszyło się dotykaniem jej ciała. Potem tylko zmieniali się przy dziewczynie i zaciągali ją w bardziej ustronne miejsce. Panie znały te świąteczne “obyczaje”, doceniały namacalne wyrazy uznania dla swojej atrakcyjności i potrafiły odwdzięczyć się. Dla nich impreza właśnie rozpoczęła się.

    Tego dnia kobieta przychodząca do pracy w spodniach dawała swoim ubiorem czytelny sygnał: nie bierze udziału w imprezie. Ten wizualny znak ułatwiał selekcję i na ogół uniemożliwiał popełnianie pomyłek. Na ogół, bo mimo to zdarzały się pojedyncze przypadki odpornych na wiedzę.

    Sam moment rozpoczęcia imprezy był dość płynny. Najchętniej wybierano dzień, kiedy pracowano do godziny 18., czyli poniedziałek lub środę. To dawało gwarancję, że dzień pracy będzie krótszy. Dlatego już dwie godziny wcześniej zaczynano rozlewać alkohol i konsumować kanapki. O dwudziestej świeciły się jedynie pojedyncze światła i tylko jakieś wyjątkowo niezdecydowane „zboże” było kompletnie ubrane. Nazwa przyjęła się po radzie jednego z bardziej doświadczonych pracowników, którą dzielił się z młodszym kolegą. Potem rozeszła się po biurowcu. W dużym skrócie brzmiała tak: 

    – Chłopie, dopóki możesz, powinieneś wszystko kosić. Jak zboże. A jeżeli jeszcze zasiejesz, to potem będziesz zbierał plony…  

    Również te wyjątkowo niezdecydowane ostatecznie ulegały. Ochrona, poinformowana przez jednego z prezesów o rozpoczęciu konsumpcji alkoholu, zamykała piętra i tylko wypuszczała pracowników. Kilku ochroniarzy, szczególnie młodych, chętnie brało tego dnia nocną zmianę. Zawsze mile i długo wspominali udział w tej imprezie, jeżeli zostali zaproszeni bądź wyprowadzali pijane uczestniczki. Albo nie miały pojęcia, co się dzieje, albo miały ochotę na jeszcze jedną seksualną przygodę, więc ochroniarze, jeżeli nadarzyła się taka okazja, skwapliwie korzystali z ich walorów…

    W dzień imprezy ostatnich klientów przezornie umawiano najpóźniej na godzinę 14. Najbardziej trzeźwi i świadomi skutków swojej aktywności, próbowali przed wyjściem z imprezy uprzątnąć oznaki swojej aktywności. Sprzątaczki i tak wiedziały, że następnego dnia czeka je akcja w stylu „Sprzątanie świata” i, zgodnie z umową, zjawiały się godzinę wcześniej niż zwykle.

    *

    Jurek stał na korytarzu i rozmawiał z kolegą o jakiejś pracowniczce z jego działu. W zasadzie umawiali się na jedną z nich. Klimat imprezy udzielał się coraz bardziej. Korytarzem przechodziła właśnie jakaś młoda dziewczyna. Chyba jeszcze nawet nastolatka.

    – A na taką nie miałbyś ochoty? – szef działu zapytał Kamila, kolegę i podwładnego, wskazując ją głową. – Ładna, zgrabna, świeża i pewnie niedoświadczona…

    – Myślisz, że dziewica? – kolega wyraźnie zainteresował się.

    – Żartujesz? – Jurek był rozbawiony. – W tym wieku? Niedoświadczona, czyli jeszcze niewiele widziała i przeżyła. Ma okazję wzbogacić swój wiedzę i doświadczenie – mruknął zamyślony.

    – Hej, panienko! – zawołał za nastolatką.

    Dziewczyna obejrzała się. Zobaczyła dwóch dobrze ubranych i zadbanych mężczyzn. Z pogodnym wyrazem twarzy podeszli do niej. Rozmowa trwała krótko, Grażynie** śpieszyło się. Już wiedziała, że pomyliła piętra. Chociaż pewny siebie facet zachowywał się prowokująco, nie dotknął jej, nie był wulgarny ani nachalny, więc wysłuchała jego propozycji. Co tam, w domu tyle się zmieniło, że sama miała ochotę zaszaleć. Wzięła podaną wizytówkę i obiecała zadzwonić.

    – Dałeś jej wizytówkę?! – Kamil był zaskoczony jego odwagą.

    – Spokojnie. To numer prywatnego telefonu, a wizytówki tylko na specjalne okazje. Nie ma na nich mojego nazwiska i adresu – uśmiechnął się porozumiewawczo. Potrafił zadbać o swoje bezpieczeństwo. Przynajmniej tak uważał.

    *

    Krystyna leżała naga na lewym boku i bezgłośnie otwierała usta. Miała zmierzwione włosy. Otwierała i zamykała oczy. Na lewej ręce oparła głowę, a dłoń zacisnęła na pościeli. Prawą trzymała partnera za udo. Leżał za nią i energicznie wbijał w nią grubego penisa. Samo wejście grubym penisem już oszałamiało kobietę. Wcześniej długo pieścili się. Spółkowali od kilkunastu minut. Teraz przyspieszył! Dłużej nie wytrzymała i krzyknęła. Kochanek stęknął i wytrysnął. Znieruchomiał. Głośno zaczerpnął powietrza i oparł głowę o jej kark. Po dłuższej chwili wreszcie puściła pościel. Leżała nieruchomo i rozkoszowała się powoli opadającym napięciem. Fala, która z niej spływała po orgazmie, też niosła rozkosz.

    – Świetna byłaś – wargami musnął jej kark. W odpowiedzi aż drgnęła. Wiedział, jak ją pobudzić.

    Mężczyzna lekko poruszał biodrami. Przyjemne uczucie. Dla obojga. Prawą ręką chwycił pierś i macał ją. Zawsze podniecały go jej pełne piersi z dużymi, ciemnymi sutkami. Kiedy zobaczył je po raz pierwszy od razu miał wzwód. Również nago jego sekretarka była dla niego wymarzoną kobietą.

    Chwycił ją za pierś i mocno masował. Był nienasycony! Ciągle miał na nią apetyt. Właśnie pochłaniał ustami sutek i brodawkę. Czasami bała się, że nie sprosta jego oczekiwaniom albo zwyczajnie zemdleje podczas seksu. Kiedyś zwierzyła się kochankowi ze swoich obaw.

    – To fajnie – odpowiedział poważnie. – Wtedy zrobię z tobą wszystko, czego nie robię, kiedy jesteś świadoma. – Wówczas pomyślała, że to tylko żart z jego strony, ale zapamiętała te słowa.

    Czułym gestem pogłaskała go po udzie. W odpowiedzi silniej uderzył penisem. Trafił tuż obok macicy. Z podniecenia przymknęła oczy i zagryzła wargi.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    * – bohaterowie opowiadania: „Spełnienie”.

    ** – bohaterka opowiadania: „Maturzystka”.

  • Wlascicielka, vol 7: Uwiazanie

    Dziesięć tysięcy metrów nad Atlantykiem wrócił koszmar i uczucie dławienia. Uniosłem palce, sprawdziłem szyje. Stalowa kolczatka, nałożona mi przez ojca, powróciła na swoje miejsce, choć nikt poza mną tak naprawdę nie był w stanie jej dostrzec. Z każdym oddechem jej ostre kolce zanurzały się w skórze. Nawet ta blondynka w uniformie, która podała mi ciężką szklankę z podwójną brandy, nie zobaczyła niczego. Z uśmiechem, po francusku, zapytała czy może mi jeszcze w czymś służyć? Podziękowałem, miałem więcej niż trzeba. Łatwo mi było ją wyobrażać sobie z piętami w pośladkach, gdy łzy moczą te okrągłe policzki, a czerwone wargi tarmoszą czubek fiuta jej właściciela, gdy zaciśnięte w rękawice bez palców dłonie nie są w stanie się ruszyć. Wystarczyłaby do tego obroża, może nawet taka z paska spodni. Przez ostatni rok widziałem takich dość, by cieszyć się, że nikt nie widział w niej takiej szansy.
    Decyzje, że to koniec podjąłem wczoraj, wróciwszy do domu po pracy. Spędziłem tam trzysta sześćdziesiąt sześć dni, o trzysta za dużo. Kilka krótkich rozmów przez telefon, jedna długa za ocean. W wynajmowanym mieszkaniu posiadałem właściwie niewiele. Kurtkę, kilka notesów z zapiskami, trzy koszule i dwie pary spodni. Trochę fałszywych dokumentów, koperta pieniędzy. Na ulicach wzbudzałem mniejsza sensację, więc łatwiej było być niewidzialnym. Goląc się w lustrze, pomyślałem na moment o mojej słodkiej Wisience.
    Pewnie powróciła do swojej matki, do ojczyzny. Zrozumiałbym to, odszedłem bez pożegnania. Chciałem jednak jeszcze raz poczuć jej bliskość. Idąc z nią do łóżka po raz pierwszy, to ona oddała mi całą siebie. Nie uległa, jak kobiety z psiarni, ale krew jej niewinności pobrudziła pościele. Przy niej to ja zawsze leżałem na plecach, ona wchodziła na mnie przodem. Sama ściskając go delikatnie dłonią wprowadzała do swojego wnętrza, a potem sunąc w dół, aż nasze biodra się spotykały. Układałem tylko dłonie na jej tali, czasem unosząc się dość, by pochwycić w usta dużą pierś, falującą przed oczami. Dociągała wtedy moją twarz do siebie, ale nigdy, nawet gdy już razem osiągnęliśmy szczyt, nie przerywała kontaktu wzrokowego. Patrzyliśmy w siebie nawzajem, rozkoszując się sobą i kochając nawzajem. Nienasycona, pragnęła i chciała nawet sześć razy w ciągu nocy, a ja oddawałem jej się w tym. Kiedy już całkiem wyczerpani podaliśmy w swoje ramiona, przytulałem się znów w jej biust, usypiając bez koszmarów i kolczatki.
    Max zapukała jednak do moich drzwi ten ostatni raz. Walcząc ze sobą, otworzyłem jej. Ta sama radosna w pracy, przynosząca kawę dla wszystkich, kręcąc głową na moje odręczne notatki i podsuwając mi laptopa, wpatrywała się jak zawsze w swoje buty. Wstydziła się tu przychodzić. Obawiała się, że ojciec i brat się dowie o naszym romansie, gdy w pracy normalnie rozmawialiśmy nawet nie dając sygnałów o tym sobie. Uzależniłem ją od siebie, na czym mi zależało. Pochylając się i całując jak zawsze, prowadziłem do sypialni. Nigdy nie było w tym głębokich uczuć z mojej strony. Żadne z nas się nie odzywało, gdy rozbierałem ją wolno, składając na jej co raz bardziej obnażonym, ciepłym i ciemnym jak kakao ciele te same całusy. Nagą układałem w swoim łóżku na plecach. Piersi miała drobne, z czarnym sutkiem, delikatne. Układałem dłonie w jej nagim łonie, by pierwsze pieszczoty palcami wprawiły ją we wstępne zadowolenie. Zamykała oczy i pozwalała mi wkroczyć do swojego ciepłego, wilgotnego wnętrza, wbijając palce i drapiąc plecy, a zęby zatapiając w barku bym nie słyszał jej dyszenia i jęków. Tak bardzo wstydziła się tej rozkoszy, że ją otrzymuje, że jej ojciec się dowie o naszej relacji. Zaciskała się co raz mocniej, niemal sztywniejąc by rozluźnić dopiero przy wspólnym orgazmie. Raz jej starczał, zasypiała spokojna i zadowolona. Bezpłodność stanowiła jej wstydliwą obrożę, o której nikomu, prócz mnie nie opowiedziała.

    Majka, gdy przyjechała też już wiedziała. Podając nam herbatę z valium, skwitowała wszystko krótkim „To nadal brat. Mój, nie wasz.” Matkując nijako przez ostatnie dni, znów przeniosła nas do dzieciństwa. Tata z mamą często wyjeżdżali, nie było wtedy mówione, że w ramach interesów, więc opiekowała się wtedy nami wspólnie z Sarą. Teraz ta druga, wraz z Oszką uszczęśliwioną na swoją nową koleżankę, opiekowała się porzuconą Aiszą na telefoniczną prośbę rudej. Brakowało radości z kładzenia się w piątkę w wielkim łóżku, gdy mała ściskając Tapa układała się przy mnie i Ase, a Maja i Sara obok zwinięte w swoich objęciach, co jeszcze nie miało aż tak erotycznego wydźwięku. Siostra próbowała mnie wciąż przytulać we śnie, ale jak czasem Aisza mnie, odpychałam ją. Jadłyśmy w milczeniu obiady, śniadania i kolacje. Będąc w tym samym domu, rodziną jednej krwi, żyłyśmy obok siebie.
    Woda w wannie, jeszcze chwile temu parująca, teraz była lodowata. Szklanka, w której przelewał się ciężki czerwony płyn, pusta. Trzeci odpalony papieros poparzył palec wskazujący. Wychodzę wreszcie stamtąd, otulając się w szlafrok. Rano będzie już z powrotem mama, a Cliford niby zdobył „wszystkie potrzebne informacje w Anglii”. Nawet nie mam ochoty zaglądać do lustra, wiedząc, jaką paskudę tam zastanę.
    Korytarzem odbija się od podłogi i ścian piłka do tenisa. W ślad za nią na czworaka leci Luke, jak zawsze ubrany w damskie ciuchy. Choć daleko mu do przytulanek czy Kiwi, to drobna budowa, ciemne długie włosy i brak owłosienia nadają mu wygląd znacznie bardziej kobiecy niż męski. Dumnie unosi w zębach swoją piłkę, patrzy na mnie ciemnymi oczami i zawraca do salonu trąc kolanami, gdy sukienka ukazuje damskie figi. Podobnie jak wszystkie panienki w burdeliku siostry i Majki, pochodzi z hodowli Dani Keller.
    Trzeba zrozumieć, że mama miała surowe zasady, bo zaczynając nie miała do dyspozycji klonów i elektroniki. Jej psami byli mężczyźni z więzień lub tacy, których kilka godzin temu żona pojechała do schroniska zostać suką. Budując hierarchie, dając do dyspozycji przytulanki i najzwyczajniej, wykorzystując badania Pawłowa tworzyła coś, co nie odbiegało poziomem posłuszeństwa od elektronicznie sterowanych omeg. Pożegnalny prezent, chemiczna kastracja, czynił gwałcicieli, pedofilów i morderców kobiet, w pełni pokornymi. Najbardziej oporni lądowali na stoliku, gdzie byli kastrowani na żywca i pozbawiani stóp. Sami stawali się ofiarami, dla dających upust swojej złości kolejnemu „miotowi”. Najwięksi szczęśliwcy mogli poznać aż trzy takie, nim mieli okazję oglądać dalsze dzielenie swojego ciała na kawałki przed przerobieniem na karmę.
    Daniele „Dani” Keller pozowała na artystkę i od siedmiu lat prowadzi swoją hodowlę. Przez mamę były określane „sukami z kutasami”, „niedorobionymi shemalami”, „śmiesznymi zabaweczkami”. Jej „szczeniaczki” to głównie młodziutkie, ładne pieski po wazektomi i z LoveToy w główkach. Wegańska dieta, brak stadnej hierarchii i para opiekunów obu płci czyniła z nich „psy do miłości”. Gdzie osobniki mamy uczyły się walki, odporności na ból i sztuki rzezi, jej opanowywały grę wstępną, spowalnianie swojego orgazmu przy prowadzeniu penetracji i dbałości o siebie. Nie miały bezmyślnie ssać lub lizać jak suczki na tym samym modelu, miały idealnie odwzorowywać i zapewniać maksymalną rozkosz. Nawet przytulanki, które istniały tylko by być pojemnikami na spermę, nie wyrażały takiej radości z faktu, że wkłada się im w dupę. Cokolwiek nie powiedzieć, jej psy nie były przestraszone, wyzbyte z emocji czy puste. Miały na to za wysoką produkcję endorfiny.
    Dani podarowała mamie jednego ze swoich pupilów na “znak pokoju”. Ta, odpicowała go po swojemu i dzisiaj był znany jako Kiwi, siedzący w jej biurze jako służący do robienia kawy i wbijania obcasów w dłonie, gdy coś ją zdenerwuje.
    W salonie Maja siedzi na kanapie, ma na nosie okulary, a na kolanach ma otwarty laptop, w lewej ręce lusterko i unosi brwi, oglądając w nim coś. Ase, w samych gaciach i tatowej koszulce, potargana i z podobną do mojej, już pustej, szklanki przy nodze kolejny raz unosi rękę i ciska piłką w korytarz, a Luke mknie za nią. Mogłaby mu rzucać wibrator, byłoby zabawniej. Siadam ciężko obok rudej, spoglądając na ekran telewizora, gdzie prezentowane są barwne mgławice w kosmosie. Sięgam po pilota, gotowa przełączyć… „Jak wiele pięknych tajemnic jeszcze istnieje, które już wy będziecie odkrywać”. Piłka kolejny raz uderza o ściany, a Luke za nią leci, aportując by jego pani poczuła się z niego zadowolona. „Jak ta, co będzie, jak Bąbelek wreszcie spoważnieje” i nawet malutka Osia podłapała nasz śmiech.
    – Myślisz… – zaczynam, nie odwracając na nią wzroku – Myślisz, że on wie, jak ty? O tym co zrobiła mu matka? Że jest tylko młodszą wersją taty? – kątem oka widzę, jak przymyka komputer i odkłada go wraz z lusterkiem na stół
    – Hej, Ase. – odzywa się wreszcie – Weź poszukaj gdzieś kulki analne, ja zdejmę gacie i wsadzisz mi je dość głęboko w dupę, by sprawdzić, czy dojdą do tego naukowego stwierdzenia, że jestem tylko – naciska na to słowo – młodszą o dwadzieścia cztery lata siostrą bliźniaczką urodzoną przez starszą. Potem chirurg będzie musiał mi je wyciągać operacyjnie, bo utkną za głęboko. – nie brzmi na urażoną, ale też nie jest zwyczajowo rozbawiona, gdy zwykle opowiada takie rzeczy – Wiecie czemu Bąbelek? W portfelu miał laminowane zdjęcie z USG. Musiałam mu dać palec, bo jego był za duży, by wskazał ledwo widoczną plamkę na nim i powiedział „to byłaś ty, malutki Bąbelek, który urósł wypełniony miłością mojej i swojej mamy”. Nie, nie nazwał mnie eksperymentem, dowodem na to, że potrafi sklonować człowieka, czy zabawką Zuzi, jak mówił o mnie dziadek i wujek Ian. – przykłada dłoń do głowy – Jest cholernie wiele spieprzeń, które źle się zaczęły i wyglądały beznadziejnie, a potem zobaczyło się w nich więcej i zrozumiało dobrze. Sara mogła umrzeć przy spotkaniu cioci i wujka, albo wylądować w schronisku, by zostać kolejnym nic nie wartym odkurzaczem do spermy i dwoma dziurami do wkładania, bo jej spieprzyli życie zakładając obrożę. Jako sześciolatka obudziłam się, gdy mama płacząc wyjęła mnie z klatki dla zwierząt i powiedziała, że mojej kochanej Judycie wyrosły skrzydełka i odleciała do nieba. Po latach dowiedziałam się, że wujek wtedy jej złamał kark, bo jej drugi brat uciął jej nogi i wyrwał język. Mnie chcieli sprzedać gdzieś na dawne tereny ZSRR, grupie pedofilów. W jednej chwili chciałam, by wuj Ian za to też umarł, a tu niespodzianka, wujcio już mu też rozwalił za to łeb. Zamieszkał z nami i cieszyłam się, że teraz już zawsze z nami będzie, on i jego kotki. Ale kotków nie było. Potrafił za to zacząć dzień od wypicia naraz litrowej butelki brandy, nim ja zjadłam płatki oglądając poranne kreskówki, a mama zaparzyła kawę. Jak ciocia urodziła Ase, to jej się bał. Krzyczał na mamę, że ją też uszkodzi. Była za mała, za krucha dla jego wielkich dłoni i na pewno zrobi jej krzywdę. Jakby nie ich upór, to pewnie wychowywałabyś się bez ojca, a Tali na świecie by nie było. W tych lepszych momentach przywiózł Esterę z mleczarni, siadał z nami na dywanie. Brałam Cię wtedy na ręce, a ty wyciągałaś do niego rączki ssąc smoczek, a on bał się palcem dotknąć, bo mówił, że ma za dużo krwi na rękach. W gorszych nikt nie umiał z nim rozmawiać, bo zachowywał się gorzej niż wy. Kiedy jednak urodziła się Talita zaczął próbować być najlepszym ojcem świata. Nie mogąc nawet zabrać was gdziekolwiek gdzie były tłumy, czy nawet iść na głupią wywiadówkę, tak bał się ludzi. Pamiętam, jak się cieszył, gdy mógł nam pomagać w lekcjach, lubił opowieści o naszym codziennym nudnym życiu, a przecież on robił coś czemu zaprzecza cała nauka… – pauzuje na chwile – Tak, Salomon jest jego klonem, jak ja jestem klonem mojej matki. Siedząc z nim w restauracji, znów czułam się jak ta sześciolatka bojąca się jedynie gryzących rajstopek i zmuszana do picia soczku marchwiowego. Wiecie co? Przez dwadzieścia siedem lat jedynie pływałam po powierzchni tego uczucia tęskniąc za nim, a on po prostu je uwolnił, wpychając w nie moją głowę. Nawet kochając się z Mauren, jak w każdy sobotni wieczór, ten jeden raz był wielokrotnie potężniejszy niż każdy poprzedni, taka byłam szczęśliwa i nadal jestem. Nawet ona to czuje. – odsuwa dłoń na laptop – Szukał swojego ojca. Człowieka, którego jego matka kochała najmocniej. Tak bardzo, że była gotowa go odtworzyć. Jednak tak jak mama nie zakłada mi różowej obroży i stroju uczennicy-dziwki, bym obciągała pięciu facetom naraz w kółeczku, nie wiedząc którego kutasa brać teraz do ust, gdy sperma leci mi po brodzie, tak on też ma swoją świadomość i życie. Nie skazało go, jak wujka, na ukrywanie się przed każdym przejawem ludzkiego świata, był wolnym duchem. Spotykając go tylko jeden raz, gdy nawet nie mógł w pełni pokazać kim jest i potem dowiadując się prawdy, można pomyśleć o nim jedno. I byłaby pewnie taka sama myśl, co o wujku, gdyby to on był tam był. To pewnie wielki, czarny głupek, który marzy by zdjąć Ci gacie, może nawet rozerwać, wsadzić swojego przerośniętego kutasa w mały ciasny, różowy otworek rozpychając go na wszystkie strony i przydusić, gdy będziesz stawiać opór, nie zważając na krzyk, płacz i ból. Gdy wreszcie skończy, każe sobie jeszcze wylizać z resztek spermy, aż będziesz miała się zrzygać, bo wsadzi go bardzo głęboko w gardło, bo mu się to podoba. To właśnie robili właściciele, widząc na szyi obrożę. Jeśli jej nie ma, chętnie ją nałożą, jak im się spodobasz. Nasze mamy, wujek, ja czy Sal to jeszcze pamiętamy, wy już żyjecie w wolnym świecie, by móc mieć to. – wskazuje Luca – Oni nie płaczą, gdy się ich krzywdzi i się nie boją. Żądają, by ich tak traktowano, bo do tego ich stworzono. Nie nas. – milczy chwile, dysząc po tym długim monologu  – Ja idę spać.
    Zabiera swoje rzeczy i wychodzi. Dopiero wtedy, zarówno ja i Ase zaczynamy płakać. Oto poważna Maja.
    Blondynka przyniosła mi rybę, z uśmiechem informując o połowie przebytej drogi. Jej sposób podania kojarzył się z rzadkimi przymusowymi posiłkami z rodziną ojca. Tylko ruda iskierka cieszyła się, że jej braciszek je z nią, chociaż nie miałem wtedy jeszcze nawet imienia. Przynosząc dolewkę alkoholu, zapytała, czy jestem jakimś francuskim pisarzem albo koszykarzem. Mało kogo stać na prywatny lot, a językiem Moilera posługuje się nadzwyczaj dobrze i jedynie siedzę pisząc w milczeniu od tyłu. Z uśmiechem odpowiedziałem, że pochodzę z Polski, a jeśli chodzi o profesję to jestem marszandem. To drugie to raczej przekonania.

    Azjaci pod przewodnictwem Kyobashiego, odmiennie od białych Greenów zajmujących się mężczyznami i czarnych Grimery zajmujących się kobietami, byli badaczami. Absurdalne, czy nawet nieludzkie, połączenie mojej choroby i intelektu stanowiło jednak dla nich zagadkę. Testy, które wykonali wskazały IQ na poziomie 237. Max przedstawiając swoje teorie wątpiła w ich skuteczność i słuszność, ale powiedziałem jej coś, co ukształtowała we mnie Zuzia przy nauce pisania i czytania. „Nie da się, znaczy że za mało próbowano. Niemożliwe, że za mało osób próbowało”. To miało podważyć wątpliwość Samuela w słuszność faktu, że nauczę się czytać i pisać, ledwo składając dźwięki w słowa. Idea stworzenia człowieka od nowa, ambitna, mogła być kluczowa w zmianach na świecie i potrzebna.

    Psiarnie przy dworze ojca nie należały do największych. Zwykle trzymano do dwunastu dziewcząt, które ludzie Samuela reedukowali, zabijając w nich coś, co we mnie stworzono. Człowieczeństwo. Mohl takie „posłuszne” przerabiał na zachodnią modłę, o połamanych nogach, a potem jechały na wschód lub południe by być prywatnymi zwierzętami seksualnymi. Im więcej jednak pieniędzy i zainteresowania w tym było, tym więcej „schronisk” powstawało. Connor, brat Max, uwielbiał mnie wyrywać z laboratorium. Był idealną ciemnoskórą wersją Iana, odwrotnie do niego, nienawidzącą białych. Gorzka piguła, że też jestem mulatem, została przez niego przegryziona. Zabierał mnie do hali, gdzie było przeszło pięćset klatek ustawionych w podwójne kolumny. Żywy majątek rodu, pięćset suk kneless gotowych na sprzedaż. Tabliczki oznaczały numer katalogowy, miski do psiego żarcia z puszki i wody wisiały na kratach. Rozrywką pracowników było sikanie do środka i misek na wodę. Za każdym razem jednak prowadził mnie do czterysta czterdzieści trzy. Otwierał, gwizdał i wyłaniała się młoda dziewczyna o włosach koloru brudnego blondu. Sama zdejmowała mu zębami spodnie i wyciągała obrzezanego fiuta, którego bez większego strachu posłusznie ssała, gdy gniótł jej sterczące cycki i nabijał się, że to jego najlepsza wystawowa suka. Zawsze kończył szybko na jej twarzy i biuście, po czym kopniakiem między zniekształcone nogi posyłał ją z powrotem do ciasnej klatki. Proponował, bym też sobie coś wziął. Wciąż świeże i bolesne wspomnienie o Avie i Lil, przyjemne ciało Max i wpojone podejście kazało mi zawsze odmówić.

    Moim wychowawcą był Samuel. Ojciec postawił przed nim trudne zadanie dosłownego udomowienia mnie, bym zrozumiał kim jestem, co zrobiłem i czym nigdy nie będę. Powiem, że wykonał to zadanie znacznie lepiej niż jego ludzie kaleczący kobiety. Nie nosiłem żadnej blizny, ale niewidzialna obroża z drutu kolczastego na szyi i widok zabawnego, dwunożnego zwierzęcia w lustrze prześladuje mnie już ponad dwadzieścia lat. Surowy, nigdy nie pokazujący jakiejkolwiek formy zadowolenia, cytujący Nietzschego. Nawet Ci, którzy świetnie się bawili dostając pieniądze za gwałcenie i bicie, go szanowali. Nieświadomie nauczył mnie doceniać też muzykę i sztukę, które stanowiły jedyną wartość po odejściu żony i syna. Szanować każdą porcję jedzenia, długo się nią rozkoszując, jakby był ostatnim i przygotowywać sobie samodzielnie taki posiłek.

    Na polecenie ojca torturował mnie psychicznie. Nie uczestniczył w samych zabawach w psiarni, ale zabierał mnie i kazał patrzeć, aż będę o tym śnić i pamiętać, że moja matka, kobieta, która powołała mnie do życia była jedną z nich. Tylko litość ojca sprawia, że nie jestem tam z nimi, nie zważając na nic. Moje życie należy do niego, jak każdego zwierzęcia będącego w jego posiadaniu. Oglądaliśmy, jak wkuwają je w dyby, tak, by ich nogi były rozprostowane a biodra uniesione, głowy zaś nisko przy ziemi. Gwałcone i bite, miały w ustach resztki swojej bielizny lub kneble z szmat. Płakały, gdy krew lała się z ran a mocz na włosy. Czasem w tej pozycji pozostawały kilka dni, a my musieliśmy na to patrzeć. Pewnego dnia jednak, gdy był ładny dzień i przyszedł mnie z powrotem stamtąd zabrać, spojrzał w niebo i powiedział jedno. Zwierzę jest po to by służyć swojemu Panu, ale to Pan decyduje jak użyje zwierzęcia.

    To właśnie myśląc, wziąłem sobie z psiarni drobną blondynkę. Chwile wcześniej dławiła się błotem i wodą z kałuży, gdy w pół nagą i wgniecioną w ziemię gwałcił z wpół spuszczonymi spodniami służący. Na zawsze zapamiętam jak śmieszne były jego cudowne odzewy typu „jak wielki jest jego kutas w jej dupie” i „pewnie twój nowy pan też będzie lubił Cię jebać w ten otworek”. Kopniakiem posłałem go na kraty, ją podniosłem, drżącą mi w ramionach jak z zimna. Nie płakała, nie krzyczała. Była nieludzko spokojna, co z perspektywy czasu myślę, oznaczało wiarę, że na śmierci tylko zyska. Sam mówił, że im piękniejsze jest dzieło, tym ostrożniejsza musi być jego renowacja. Delikatnie rozebrałem z resztek ubrań, ciało nosiło ślady kańczuga. Włożyłem do wanny i samą wodą tylko umyłem. Ubrałem jej jedną ze swoich koszul od Sama i ułożyłem do łóżka. Miałem nadzieje, że w ten sposób ją trochę ocalę, bo podobała mi się. Wtedy, gdy niebieskie oczy pełne strachu spojrzały na mnie, ironicznie, czułem się pierwszy raz prawdziwym człowiekiem. Skoro bała się mnie tak jak ich, mogłem nim być. Gorzej, że w tamtej chwili cała nauka Sama nagle nabrała ciężaru, z którym nigdy sobie nie poradziłem i prześladuje mnie już zawsze. To było spojrzenie mamy, jak ułożyła sobie moje dłonie na szyi, tworząc z nich obrożę.

    Miałam sen o ciemnym świecie. Rozlegał się w nim ryk niski i przeciągły, rozchodząc się echem, zupełnie jakby odbijał się od czarnych ścian. Dopiero potem głośno zbliża się, krocząc jak po kamieniach przy użyciu swoich długich nóg. Rozłożyste, podobne do gałęzi starego drzewa poroże z platyny rozświetla blaskiem ciemność. Perłowe futro okrywa jego ciało wydaje się puchate i miękkie. Długi pysk unosi się do kolejnego pomruku. Nawołuje kogoś, stojąc samotnie, ale nikt mu nie odpowiada.  Odwraca ku mnie swoje smutne oczy. Nie w żałosny Aiszowy sposób, nie ofiary błagającej o litość i tylko zachęcającej do dalszej zabawy jej bólem. Patrzy tak, jakby chciał zapytać, gdzie odeszły pozostałe Święte Jelenie. Znów odwraca się i odchodzi, nawołując kolejny raz, a czarne pręty klatki nie pozwalają mi ku niemu sięgnąć, a knebel w ustach przywołać, by został ze mną. Nie posiadał stada. Sam je sobie stworzyć z innych zwierząt, jakie go otaczały.
    Mama jest wyraźnie zmęczona, idąc podtrzymywana przez Cliforda. Ugina się pod ciężarem piersi, włosy ma niemal czarno-białe. Ciężko siada na kanapie. Interesującym jest jednak drugi z jej towarzyszy. Ubrany w workowatą bluzą, w ciasnych spodniach bez kieszeni i ciemnych okularach przyległych mocno do twarzy. Widok ubranego, ostrzyżonego i nie znajdującego się bezpiecznie za szybą Cargo jest dziwny, jak jego sztywna, wyprostowana postawa. W momencie, jak mama unosi dłoń, w mgnieniu oka opada na kolana, by klęczeć przy jej nogach jak ekstremalna, nieco przerażająca męska wersja Sary. Gdy Cliford siada w fotelu, Ase siada bokiem na jego kolanach, przytulając do niego. Zazdroszczę jej, że go ma.
    – Kiedy wasz tata go przyprowadził, powiedział, że będzie moim psem Foo. Podarunkiem godnym cesarzowej. – zsuwa palcami z jego nosa okulary, ukazując przymrużone na pieszczotę żółte, zwierzęce oczy – Zgodziłam się, by go zbadali, ale miały to zrobić kobiety. Przysłali dwóch facetów w kitlach, więc ledwo go dotknęli, musiałam go uspokajać, bo prawie wyrwał rękę jednemu, a drugiemu rozgryzł gardło w obronie. Zawsze mówił, że to jedyny taki na świecie. Zdaje się, że sam to też czuł, spoglądając w lustro. Wiecie, że jest odpowiedzią jak potoczyłoby się jego życie, gdyby nie łańcuch, jakie narzucił mu wasz dziadek? Choć się z niego zerwał, ciągnął go ze sobą, wciąż się na czymś przez niego blokując. Ale ten łańcuch zdawał dobry, sprawiał, że Dawid był bardziej… ludzki. Jak widać, tamten go nie posiada, więc może być bardzo nieprzewidywalny. Gdyby zrobił wam krzywdę, jak synowi Markusa…
    Peter Keller w przeciwieństwie do ojca, prowadzącego legalne biznesy i traktującego human puppy jako dodatkowy zysk i hobby, oraz siostry tworzącej swoją hodowle, wybrał rolę „samotnego szeryfa”. Posiadając połowę stada mamy jako swoje narzędzie pracy, zajmował się polowaniami na ludzi. Dani przesłała nagranie z kamery z akcji „przechwycenia” Salomona. Rzeczywiście, wjechali w jego motocykl samochodem, taranując go z drogi. Pięć psów w trybie „obezwładnij” rzuciło się na niego, ledwo zdążył wyjść spod maszyny i zdjąć kask, wydając się spokojny. Ekspresowo, zgodnie z oczekiwaniem szkolenia, padł na ziemię, pod uderzeniami pięści i kopniakami. Kiedy jeden z psów dźgnął go nożem, rana nie miała być śmiertelna a jedynie unieszkodliwiająca, sytuacja odwróciła się. Mając tytanowe ostrze podobne do maczety w boku, w niespełna półtora minuty zlikwidował trzy z pięciu omeg. Osłaniając się czwartą jak żywą tarczą, gdy Kellar otworzył do niego ogień z automatycznego pistoletu i rozszarpując kulami ciało psa trzymanego za kark, odcinał głowę piątej. Idąc jednak w stronę ich właściciela próbującego w panice przeładować swoją, wyrzucił nóż. Był w tym pewien akt litości dla omeg, które umierały w jednej chwili.
    Stan krytyczny, w którym się znalazł Peter był określany jako „cud, że przeżył”, chociaż sam powiedział, że przecież nie chciał go zabijać, więc to raczej silna kalkulacja. Amputowano mu obie nogi,bo ich kości zostały roztrzaskane jakby spadł na nie głaz lub przejechał walec. Usunięto mu jedną nerkę i jedno płuco, które też zostały zmiażdżone od ciosów. Lekarz stwierdził, że takich obrażeń nie byłaby w stanie zadać nawet ciężarówka, a on zrobił to gołymi rękami w samoobronie, by wydusić informacje z człowieka, który go zaatakował. Potem przyjechał posprzątać mój dom, przywiózł swoje dzieci i jadł z nimi podwieczorek. Co jednak, gdyby nie chciał uważać Ase za siostrę? Gdyby nie było przy nim jego dzieci? Czy też byśmy tak skończyły?
    – Ojciec załatwił mi trochę danych brytyjskiego wywiadu. – mówi Cliford –  Szczęśliwie, nie używał żadnego innego nazwiska w czasie służby w piechocie morskiej. Nawet jako jedynego rodzica wpisał dokładnie Max Grimery, taki był pewny siebie. Zaciągnął się jako osiemnastolatek, ale dzięki służbie w Azji szybko awansował do stopnia sierżanta. Zebrał kilka odznaczeń jak Brązowa i Srebrna Gwiazda, ale jego główną specjalizacją były operacje znajdź i zlikwiduj, bądź odzyskaj cel. Stąd jego wojskowy pseudonim Bloodhound. Uczestniczył też w tajnej operacji Łazarz i jak większość osób, które ją przeżyły, został skazany przez sąd wojskowy na rozstrzelanie. Jedna z wielu ofiar rozejmu wobec Unii Wschodniej. Wszelkie oficjalne akty wskazują, że od sześciu lat pozostaje martwy, bądź uśpiony. Mniej oficjalne dane są jednak znacznie ciekawsze. Zaszedł wiele razy za skórę różnym organizacjom paramilitarnym korzystającym z psów bojowych, likwidując całe tabuny osobników bez użycia broni. Nie ważne, jaką miał wielką obstawę z wyszkolonych osobników jego cel, on zawsze wygrywał. Kilka miesięcy po tym jak zyskał status martwego, wystawiono za nim list gończy, który pozostaje w mocy. Martwy jest wart czterysta pięćdziesiąt milionów, żywy… Miliard. – przypominam sobie, jak jedząc kanapkę zastanawiał się, ile już za niego dają i prycham, na co mama spogląda na mnie – Ma  rangę szkarłatu. Skontaktowałem się z znajomym, który w tym robi w NUSA i się dopytałem. Chociaż doskonale wiedzą gdzie jest, ba nie ukrywa się nawet specjalnie, to ludzie boją się zlecenia na niego, bo nie ważne jak bardzo się uzbroisz, to rzucanie się z plastikową łyżeczką na szarżującego nosorożca. Po pierwsze, ktoś go chroni, renegat, anioł stóż. Próba podłożenia mu bomby gazowej skończyła się tym, że zamachowiec sam został wysadzony. Snajper, który miał zamiar go postrzelić, gdy był na spacerze skończył z poderżniętym gardłem przy karabinie, jakby ktoś go śledził do gniazda. Odważniejszy chciał go zastrzelić w windzie, gdy byli sami, mając nadzieje, że uniknie tak tej tajemniczej postaci, która nie mogła wtedy interweniować. Oddał trzy strzały w klatkę piersiową mając nadzieje, że to go powali. Ten kolos złamał mu rękę i skręcił kark nic sobie nie robiąc z ran postrzałowych, które mu zadano. Miałyście szczęście, że tutaj nie wrócił, wiedząc, że pani Alicja na niego wydała wyrok śmierci. Mógł chcieć zemsty, a najlepszą jest zabicie kogoś bliskiego dla danej osoby.
    Spoglądam głęboko w żółte ślepia Cargo, podobne do sowich. Nie czuje strachu, nie czuje złości, działa tylko na instynktach, które mu wpojono. Bogowie ześlą śmierć na tych, którzy śmią tknąć ich Białego Jelenia. Był nim tata, jest nim i on. Zwierze, którego każdy pragnie, ale nikt nie posiądzie w prawdziwe władanie. Pies, który nie miał łańcucha, nie ugnie swojej szyi by mu go założono. Spoglądam na Ase, a ona na mnie. Wiesz, że musisz to zrobić Zajączku. Bądź dzielny.
    Zaczynam opowiadać, co się stało po tym, jak siostra odebrała mnie od Sary, przywożąc z powrotem do domu. Wychwalając odwagę Ase w próbie zabójstwa, ale daje do zrozumienia, że to nie było w jego intencji. Im jednak bardziej o tym myślę, tym bardziej zarówno ja, jak i ona płaczemy, dochodząc do momentu, jak wziął nas na kolana, a potem, gdy już bez swojego zarostu i włosów, ubrany w wyprasowaną i zapiętą koszulę, wyglądał dokładnie jak tata, gdy byłam ledwo duża jak jego łydki, a Pierożek nie umiał chodzić. Mama cały czas milczy, patrzy na nas tylko z już swoją typową maską sadyzmu, a gdy mówię o tym, że zemdlałam na tą wiadomość, że on i tata to właściwie jedna osoba wstaje. Wychodzi z pokoju kierując się do sypialni. Wierny pies unosi się rosnąc wyprostowany i kieruje się za swoją panią. Gdyby też poznał swojego klona, nie musiałby tylko polegać na niej w swej samotności.

    Rejii zawsze śmiał się, że ja i Max jesteśmy zbyt dużymi idealistami. Kiedy miesiąc później, na nagranym pod mikroskopem w przyspieszonym tempie filmie dało się dostrzec, jak w ciągu godzin zygota dzieli się trzykrotnie na dwoje, czworo i ośmioro przestał się śmiać i patrzał na mnie w osłupieniu. Sam nie chciał mnie „normalnie” uczyć, więc Zuzia specjalnie dla mnie robiła kopie swoich notatek ze szkoły i dawała stare podręczniki do czytania. Kiedy zaczęła studiować medycynę, nadal to robiła. Reszty nauczyłem się tutaj, na miejscu.

    Dziesięć miesięcy temu sprowadziłem teorie Max do praktyki, odtwarzając z nią eksperyment Wilmuta i Campbella. Wybraliśmy hinduskę o czarnych włosach i oliwkowej skórze jako „wzór”. Sonalii przyszła na świat dwa miesiące temu jako zdrowa dziewczynka, której zgodność genetyczna pokrywa się stu procentowo z jej „matką”. Max zgodziła się oddać ją na wychowanie swoim znajomym, którzy mieli dla nas prześledzić jej dojrzewanie w normalnych warunkach. Nie chciałem, by pierwsze takie dziecko żyło w laboratorium jak szczur. Skoro jednak mogliśmy odtworzyć dowolnego człowieka, a potem go uwarunkować choćby lobotomią, by był jak ja zanim Samuel mnie zaczął wychowywać, potrzeba było czegoś jeszcze. Max porównała to do farm sałaty, gdzie ma ona specjalną pożywkę i światło UV, które sprawia, że rośnie szybciej niż normalnie. Tak zaczęła się idea „łona”. Tak jak niemowlę z dwóch komórek dorasta do swojej formy, tak potrzeba było czegoś, co sprawi, że to samo niemowlę będzie w stanie dorastać do swojej dojrzałej formy w szybszym tempie. Nie udało nam się tego skończyć.

    Rano, łamiąc dotychczasowe przyzwyczajenia, kochaliśmy się drugi raz. Ostatni raz. Tyle, że po wszystkim, gdy widziała jak ubieram kurtkę od niej… Leżała w pół okryta białym prześcieradłem, na brzuchu i płakała. Słuchała mnie, a łzy rzeźbiły w ciemnych polikach błyszczące linie. Zuza sama się dowiedziała, gdy kolejny raz jej matka powiedziała, że „to zwierze powinno jeść pod stołem, a nie przy ludziach”. Alicja wysłuchała mnie, przyciskając moją głowę do swoich piersi i nigdy o to więcej nie pytając, ale czułem się przy niej jakby lepiej. A teraz mówię to jej, dodając co nieco. O tym jak obrzydliwi byli jej brat i ojciec, ze swoim paskudnym ranczo, ale tez jak wiele radości dawały noce po seksie, gdy spała i mogłem patrzeć na jej nagie ciało. Wykorzystywanie jej, która brzydziła się podobnymi mi stworzeniami by dostać się do brzucha bestii która stworzyła mamę, i nadzieje, jakie dawała mi Sonalii i „łono”. Byłem psem, dzieckiem czarnej, niemej kneless Heban z psiarni ojca. Chciałem wiedzieć, kim była, nim nią się stała, w zamian za to co mi oddała.

    Bo jak silna musiała być kobieta zdolna utrzymać ciążę bita, gwałcona i głodzona. Nie zabić i nie zjeść własnego dziecka, które powinno ją brzydzić, ale je chronić, by nikt go nie znalazł wśród szczekających psów i krzyczących z bólu i rozpaczy kobiet. Tak robią zwierzęta, nie ludzie. Jej śmierć to moja wina, bo zobaczyłem, jak ojciec ją bije. Po latach powiedziano mi, że jego połamany kręgosłup to moja sprawka. Ja jednak przed oczami mam to, jak znów chce się w nią wtulić, ogrzać, zamknąć oczy. Ale kładzie sobie moje dłonie na szyi i zmusza, bym zacisnął. By mogła odejść. Jej życzeniem było, bym został człowiekiem. Leżąc przy takim samym ciemnym ciele, spokojnym i ciepłym, wracam ku tamtym chwilom. Nie chce, ani nie mogę dłużej w tym tkwić.

    Mama zamknęła się ze swoim ulubieńcem w sypialni. Po południu, Ase dotykając drzwi, pożegnała się jednostronnie, mówiąc kilka słów przeprosin o tym co przeżyłyśmy. Zabrali z Clifordem Luka, wracając do siebie. Wieczorem jednak przyjechała ciocia, której towarzyszyły Oszka i Aisza. O ile ją mama od razu wpuściła, tak nasza trójka usiadła w kuchni, tak jak on wtedy przyłapany na robieniu kanapek.
    Jeśli Aisza jest chociaż trochę podobna do Brownie czy Carmel, będąc równocześnie wielokrotnie nieszczęśliwszą i skupioną na blacie, w swojej obróżce i najzwyklejszych, dopasowanych ubraniach to Pierożkowi bliżej Coli. Powinna się malować, nienawidzić swojej zwierzęcej biżuterii i kłócić z matką, że wybrała dla nich taki los. Nawet nie ma przebitych uszu, pyta o zgodę na wszystko, nawet na przefarbowanie włosów i pewnie nigdy nie widziała nagiego mężczyzny.  Zapomina ubrać rano majtek, ale zna przynajmniej trzy języki, umie świetnie rysować i… Jak Cola, że coś przytula, że dostaje am am, będzie szuru szuru, ma swojego tygryska i starsze siostry. Tylko tamta jest jak niemowle, które wybudziło się dorosłe ze śpiączki, a Oszka zawsze była dzieckiem, które jedynie rosło. Tylko to sprawia, że nigdy nie umiałam jej naprawdę krzywdzić, szukając zaspokojenia, ale wiedziałam o jej obroży by móc kazać jej lizać swoją cipkę za kupionego w sklepie najtańszego lizaka. Teraz traktuje to jako formę zabawy, podobnie jak pocałunki. Ubrana kolejny raz w mniejszą wersję tatusiowej kurtki i swoją pomarańczową obróżkę z plakietką  „Ossane” szczerzy się zadowolona z swojej dziecięcej torebki z ulubionym, żółto-różowym kucykiem.
    – Mamusia zrobiła nam babeczki brzoskwiniowe, a my zbudowałyśmy sobie z koców i poduszek fort w kojcu. – opowiada Oszka szczęśliwa – Wczoraj razem się kąpałyśmy w wannie, więc ją dokładnie wypucowałam gąbką i razem ją ubrałyśmy. Często siedziały same w kuchni i rozmawiały, bo mama nie pozwala mi wtedy wchodzić do środka, gdyż to tajemne rozmowy. – jak zawsze ładnie pachnie – Ostatnio płakała, ale to chyba dlatego, że tęskniła. Maja mówiła, że jesteś chora na smutek. – w jej ustach brzmi to dość dziwnie  – Zapytałam, czemu nie zrobiła tej słonej zupki, którą gotował pan Dawid jak my byłyśmy chore, a potem otulał mocno kocem i czytał albo opowiadał bajki, aż zasnęło się i budziło zdrowym. Powiedziała, że to była jego specjalna magiczna zupa, więc jak zrobi ją ktoś inny to nie zadziała. Wymyśliłam, że ja też nauczę się od mamy gotować i wtedy na pewno staniesz na nogi, gdy ją zrobimy razem z Aiszą. Na razie zrobiłyśmy razem kwadratowe kanapki, tak jak on. – wyciąga z torebki pudełko śniadaniowe i kładzie na stole – Z dżemem porzeczkowym, wiem, że go lubisz bardziej niż brzoskwiniowy. Aisza smarowała masłem orzechowym, ja dżemem, a mamusia obcięła skórki nożem.- przesuwa pudełko w moją stronę
    – Dziękuje, kochanie. – uśmiecham się do niej i otwieram, widząc dwie nakreślone na wierzchu fioletowe buzie uśmiechniętych kotków rodem z bajek – Ciesze się, że ty i Aisza się dogadujecie.
    – Jest trochę dziwaczna, gdy rozmawiamy, ale już pamięta imiona kucyków. – uśmiecha się na nowo – Codziennie ją całowałam na dobranoc i po obudzeniu, czasem przytulałyśmy przy spaniu, ale nic więcej, tak jak kazałaś. – unosi łapki w geście niewinności – No, może przy myciu… Troszku… Ma tam mięciutko i różowo… – Aisza oblewa się rumieńcem – Opowiadałam jej o naszym domu, że właśnie pan Dawid nas wszystkie w nim kochał najbardziej na świecie, ale teraz ty będziesz jak on i nawet nosisz jego kurtkę, chociaż nie jesteś taka duża. Bo on… – smutnieje, pochylając głowę. Myślę, że może wciąż czuje to ten fakt, że widziała jak odchodzi i się o to obwinia – Mamusia powiedziała, że teraz mieszka w naszych serduszkach i dlatego już zawsze jest z nami, chociaż go nie widzimy. Dlatego wierzę, że będę umiała jak on zrobić zupę jako magiczne zaklęcie dla wszystkich. Mamusi, pani Alicji i pani Zuzi, Majki, Ase, Ciebie i nawet Aiszy. A potem znajdę pana Discorda, co będzie trudne, bo nigdy go nie widziałam i też dam mu miseczkę na zgodę. Pewnie ma długie straszne zęby, pazury i jest bardzo duży. Pan Dawid by go pokonał, albo wymyślił z panią Zuzią jak Tapa, który zjada nasze koszmary. Ale pokażemy mu, że nikt nie chce być samotny.  – wyciera z buzi perłowe łezki nadgarstkami, a Aisza przytula twarz do jej pleców – Ale jak wypije ją z nami, to nie będzie dla nas zły.
    Przenoszę się bliżej nich, a dokładnie między nie. To co mówi, nie odnosi się do Salomona. On ma swoje dzieci, Rune, Sonalii, Simona… i chciałby też nas. Pokazał to. To ja odpycham w pewien sposób ich wszystkich. Obraziłam Majkę, okłamywałam mamę i tatę, nie umiem porozmawiać szczerze z siostrą jak otworzyła się przed nim, wmawiam sobie, że troszczę się o Sarę, Aiszę i Oszkę porzucając je. Nie umiem ugotować głupiego makaronu czy zadbać o porządek w domu. To tata zawsze robił pranie, składał je i układał w szufladzie, gdy jeszcze mógł wchodzić do góry. W domu zawsze był pyszny posiłek, gdy w akademiku żywiłyśmy się jak teraz. Sara miała rację. To uczucie uzależniało, ale ja nie umiałam go odtworzyć. Oni robili to jak oddychanie. Nawet mama umiała je w pewien sposób dać Cargo. Osia obraca się, opierając o mnie twarz i cicho łkając, Aisza nieśmiało unosi oczy i spogląda na mnie, jakby się zastanawiając nad czymś, po czym też lekko wtula swoją twarz w w bluzkę. Jedyne, co przysłania jednak tą chwile, to dziwne poczucie pustki, gdy brakuje w tym tego uczucia od Sary czy Salomona, albo też zwykłej rozkoszy, którą dawały te dokonywane przez mnie i siostrę zabawy. To mokre drewno uparcie nie chciało wzniecić ognia, by oddać chociaż trochę ciepła. Przyciskam policzki do czubków ich głów, mocniej dociskając do siebie. Chce, ale chyba nie umiem być waszą prawdziwą Panią.
    Unoszę oczy, by spojrzeć na stojącego w salonie Cargo. Znów sztywny, o pustej i pozbawionej zwykłej, ludzkiej mimiki twarzy. Żółte oczy znów patrzą w głąb mnie, jakby czytał mi myśli. Nawet on był lepszym opiekunem dla swojego stada, nawet nie tykając innych osobników, ale rządzący nimi samą swą osobą. Zahaczający o satyryzm Luke był przy nim zabawnym, chcącymi wrażeń z rozkoszy zwierzątkiemi. Tata dobrze go określił, oddając go mamie. Chiński lew, będący leniwym mruczkiem przy jej dłoniach. Najlepszym atrybut jej potęgi. Znów odwraca nie tyle samą głowę, ale całe ciało z nią sztywno i podchodzi do mamy, przytulając się do jej boku, niższy od niej o głowę.
    Ostatni i pierwszy raz widziałam ją taką, gdy siedziała na łóżku obok taty, pożegnalnie głaszcząc jego twarz. Ciocia pomaga jej się utrzymać prosto. Ma czerwone oczy i lekko rozmazany makijaż. Unosi dłoń i gładzi łeb alfy, spogląda na naszą trójkę, gdy wciąż je tule, po czym kiwa na mnie głową i idzie, już sama. Puszczam je wolno i chce za nią iść, ale ciocia mnie zatrzymuje i kręci głową.
    – Powiedziała mi o tym, co się tutaj stało. – mówi cicho, trzymając mnie za ramię – Musi sama to przemyśleć, bo to dla niej dużo. Ona i wasz tata spędzili razem prawie pięćdziesiąt lat, gdy kupiła go za jeden pocałunek. Nie powie wam tego, ale bardzo was kochali i bali się, że może się stać coś złego, więc myśl, że pod jej nieobecność tutaj był… – wzdycha – Gdy prosiłam, byś przeprowadziła się do ojca i pilnowała go, bo Sara sama nie dawała rady z jego uporem, posłuchałaś, pamiętasz? – kiwam głową w odpowiedzi – Daj więc matce czas. Zwłaszcza po tym. – wręcza mi dysk holograficzny – Maja powiedziała, że wysłała twojej siostrze kopie, ja przeczytałam sama i teraz jeszcze raz z nią. Odwaliła kawał dobrej roboty. Przeczytaj, gdy będziesz gotowa. – obejmuje mnie i przytula do siebie – Miłość boli tym mocniej, im więcej w niej prawdziwości. – puszcza – Mam zabrać małą, czy…?
    – Niech zostanie na noc… – odpowiadam, ściskając w dłoni dysk – Co tam jest?
    – Większość rzeczy, które wiedzieliśmy. – odpowiada i po chwili zawahania – Ale to jakby na chwile wejść do jego głowy, zobaczyć świat jego oczami i posłuchać wewnętrznego głosu, który ukrywał za tym spokojnym uśmiechem. Zrozumieć naprawdę jego uczucia. Nawet ja poczułam się z tym momentami źle, chociaż starałam się zawsze robić dla niego jak najwięcej.  Wiesz, choćby jedna głupota… Tak jak Dawid piekł zawsze komuś tort na urodziny, pamiętał o nich… Nikt nigdy nie wiedział, kiedy są jego. Pewnie by powiedział, że z taką rodziną to każdy dzień jest nimi, ale… – kręci głową – Przyjadę do południa. – po czym całuje mnie w czoło – Dobranoc, Talita. – po czym po polsku mówi coś do Oszki a ta aż wydaje pisk radości, jeszcze chwile temu płacząc i rzucając się na mnie i przytulając w pasie, gdy tamta wychodzi.
    Przez okno widzę, jak mama spogląda jeszcze raz w naszą stronę, gdy Cargo układa się na jego tyle. Hybrydowy wehikuł odjeżdża w noc, na nowo zostawiając nas same.

    Ostatnia szklanka, za nieco pół godziny będziemy lądować. Zapytała, czy lecę bardziej w interesach, czy wracam z nich, chociaż to dziwne, że nie wybrałem wtedy lotu do Gdańska lub Warszawy. Nie miałem właściwie dokąd wrócić. Wydostając się z więzienia zwanego dworem, zobaczyłem, że cały ich świat to w różny sposób ograniczona struktura z krat. Mój wygląd i zachowanie przyciąga uwagę, a tożsamość, czyli przyjęta nazwa białego posągu odwzorowująca doskonale człowieka i nazwisko tego, który mnie stworzył swoimi ledźwiami nie miała żadnego oparcia w faktycznym świecie. Fałszywe dokumenty, które miałem, pomagały po nim się poruszać wspólnie z pożyczanymi pieniędzmi, ale nadal nie potrafiłem dostosować się do tego psychicznie. Nawet będąc tam, jeżdżąc z kierowcą od wynajmowanego domu do pracy i z powrotem, byłem zaledwie więźniem w inny sposób. Ludzie to gatunek, którego cechy jedynie przyjąłem, jak pupile mając kształt kobiet, były dla nich czymś gorszym. Zabawkami do seksu, narzędziem rozkoszy. Ale ja nawet do tego się nie nadawalem.
    Chociaż gdy odchodziłem, i nawet sam Samuel mnie nie zatrzymywał, ojciec przypomniał mi o najważniejszym. Nie będę nigdy w pełni człowiekiem, jako wyszły z jej łona. Słuchanie przez lata z ust jego i jego żony co robiono mojej matce, do czego ją zmuszano, by tylko zaciskać się na tym poczuciu człowieczeństwa, jakie hodował we mnie nauczyciel. Nie byłem jedynym, ale ja mogłem to zmienić. Sporo czytałem tutaj o ruchach tych, którzy są właściwie “moim przodkami”, jak od niewolnictwa doszli do czegoś więcej. Dlatego dzisiaj kolor mojej skóry nie wzbudza sensacji w ich świecie. O niewolnictwie współczesnym głośno jednak nikt nie ma zamiaru mówić, to zbyt lukratywny biznes.
    Wszystko co potrzeba, to znaleźć sposób by to zmienić, jak udało mi się obrócić los blond suni w kotki sypiającej przy mnie, podobnie jak później szatynki. Zrobiłem pierwsze kroki ku temu z Max, ale potrzeba jeszcze wielu. Może badania zainteresują Markusa, co pozwoli mi spłacić u niego długi, zachęcić go do wejścia głębiej. Przeproszę pewnie Zuzię, że zniknąłem bez pożegnania, to jedyna osoba, którą kochałem w swojej rodzinie. Znajdę Alicję i poproszę o jeszcze jedną szansę, wszak, oddałem jej swoje całe życie za jeden pocałunek. Będę potrzebował też domu, własnego schronienia, w którym będę mógł żyć dalej. Kto wie, może znajdę kiedyś nowe stworzenie. Będzie moją “Olimpią” pędzla Maneta, wiszącą w pokoju Sama. Piękny i obraźliwy zarazem, gdy poznaje się jego prawdziwą historię. Takim może być przywilej posiadania pupila, gdy otoczy się go odpowiednią troską. Gdy samolot kołuje, ja na nowo szykuje się, by zniknąć z ich świata. Jestem już człowiekiem, mamo, tak jak chciałaś. Patrzysz na mnie takim zawsze, kiedy zasypiam.

    Pierożek i Aisza zasnęły na kanapie pod kocem, oparte głowami o mój bok w dość miłosnej pozie. Na telewizorze wciąż leciał Stalowy Gigant. Ostatnia cząstka błyszczała, dając nadzieje Hogarthowi, że jego wielki przyjaciel wciąż tam jest. Jeszcze raz spoglądam na ostatnie zdania. Mama mówiła, że tata nie mógł dobrze spać, a płytkość jego snu była legendarna, ale to… Ciocia powiedziała, że tata zabił swoją mamę i posłał ich ojca na wózek. Zdaje się, że Max Grimery wiedziała, co robi, tak jak tata mówiący Majce o tym, jak bardzo ją kochał. Teraz to rozumiem. Salomon jako jego “kopia”, która dysponowała takim intelektem i pełnią sił, miała możliwość wykorzystania pełni potencjału. A jednocześnie wychowała go tak, by był jak najbardziej jak tata bez bólu. Przez to był w stanie opiekował się swoimi dziećmi i bronił się dla nich. Był tym, który zdołał zasmakować wolności od strachu i bólu.
    Dyskretnie wstaje, by ich nie obudzić, idę do wiszącej w korytarzu kurtki, której nie miałam odwagi włożyć przez długi czas. W kieszeni wymacuje sześcienne pudełko z kokardką. Wciąż ta sama karteczka. „Dla smutnej dziewczynki”. Wolno wracam na kanapę i powoli je otwieram. W środku, po wielokrotnym machaniu w mojej kieszeni leży na brzuszku podobna do tygryska Coli maskotka z włóczki, ale długie uszka wiszą niczym szelki przy jej ciele, a biały kolor kojarzy się ze śniegiem. Naszyta mordka wydaje się zdziwiona. Poniżej jest tylko jedna, mała karteczka. Zapisano na niej „Maja powiedziała, że lubisz króliczki.” Uśmiecham się, patrząc na niego i mocniej przytulam do nich, ściskając go przy sercu.
    Tym razem, będąc w ciemności snu, widzę tylko dwoje dużych oczu. Przerośnięty czarny jak smoła pies idzie, stawiając łapy cicho w ciemności, ale im bliżej jest mojego więzienia. Zatrzymuje się przed klatką i otwiera pysk, ukazując kły. Zaczyna z niego lecieć krew, srebrna jak rtęć. Czaszka zaczyna pękać z trzaskiem, gdy wysuwa się z niej poroże. Grube psie łapy przemieniają się w chude nogi. Krew ochlapuje futro, wybielając je. Chociaż jest młodszy niż tamten, zdaje się równie piękny. Układa swoje rogi między pręty i zaczyna je wyłamywać, naciskając na nie z całej siły, by się do mnie dostać. Wyciągam dłoń i głaszcze łysy z wierzchu pysk, a ciepły oddech spływa na moją dłoń. Patrzy na mnie swoimi brązowymi oczami. Święty Jeleń wrócił, chociaż tamten, który go nawoływał, odszedł już daleko.
    Tylko tyle, że Ciebie też nigdy nie da się mieć na własność, prawda?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Nie wiem czemu formatowanie znów wyrąbało tak dziwnie, ale chyba nic już nie poradzę :C

    Inspiracje, czyli odrysowane:
    Max Grimery – Chanell Heart – osobiście nie przepadam za czarnoskórymi kobietami (jak już to jedynie karmelowymi w stylu młodszej Alizee), ale jednak warto było znaleźć jakąś by porządnie opisać jej postać, prawda? 
    Luke – tak, ten śmieszny kastrat w stylu dziewczyny też był kimś inspirowany! A konkretnie Kristine Kahill 

    No hej, dzisiaj trochę krócej (10 stron zamiast 13 stron, które musiałem potem ciachać, bo wchodzi tylko 12 stronę i dowiadywałem się o tym fakcie jak już wisiało) – ale za to trochę wyjaśnienia dlaczego Sara była dla Dawida taką ważną rzeczą, więcej faktów na temat jego relacji z Max Grimery, która urodziła jego klona, Salomona [jakby nadal ktoś miał wątpliwości co do plot twistu vol 6].
    Do końca przygód Właścicielki zostały nam już tylko trzy części (vol 8, 9 i 10). Vol 8 na ten moment (czyli jak pisze te słowa) ma już 4 strony, ale kiedy się pojawi nie wiem.

    Mam nadzieje, że nadal jesteście tutaj ze mną i macie siły czytać tą opowieść dziwnej treści. Dłubie sobie w samej koncepcji Neli oraz w mniejszym projekcie “nastoletnich fantazji”, wyjątkowo w męskiej perspektywie, które lepiej dopasują się do tego co misie lubią najbardziej, a nie fabularyzowane erotyczne-dramaty bardzo dziwnej rodziny ludzi posiadających ludzi. Pozdrawiam w ten tłusty czwartek, Konrad.

  • Wycieczka szkolna cz.2

    Tymi dwiema koleżankami były Ania i Sabina. Podniecało nas to, gdy na nie patrzyliśmy, a szczególnie to co robiły. Ania – szczupła długowłosa brunetka średniego wzrostu o jędrnej pupie i niemałych piersiach i Sabina – też długowłosa, ale blondynka z na prawdę dużym tyłkiem i niemałymi balonami. Sabina siedziała rozkraczona na sedesie nago, a przed nią klęczała Ania w samych stringach i lizała jej muszelkę. Wielkie było ich zdziwienie, kiedy w drzwiach stanęliśmy nago z Olą, ja ze sterczącym chujem a ona mokra miedzy nogami. Nie mniej zaskoczył nas ich widok
    – Co wy tutaj robicie? – zapytała Ola
    – A po co wy tutaj przyszliście? – zapytała Ania ocierając twarz z soczków Sabinki
    – My przyszliśmy wziąć prysznic
    – Razem?
    – Tak bo co nie wolno?
    – No … wolno – powiedziała Sabina
    – A wy co tutaj wyprawiacie?
    – Eee no my ….. – jąkała się Ania
    – Po prostu chciałyśmy się przeruchać jak lesbijki – wreszcie odparła Sabina
    – No a nie chciałybyście we 4? – zapytałem
    – A wy chcecie?
    – My tak.
    – Ja chętnie bym was zasmakowała
    – A ja mógłbym przemierzyć chętnie wasze dziurki – spojrzały się na siebie. Sabina wstała ukazując całą figurę i ruszyły w naszym kierunku. Sabi do mnie, Ania do Oli. Momentalnie zaczęły nas całować.
    – widzę że masz gotową maszynę
    – Nie mylisz się – mówiliśmy przez namiętne pocałunki, gdy siedziała mi na rękach ocierając delikatnie cipką o czubek kutasa
    – chciałbyś się zanurzyć we mnie prawda?
    – jak najbardziej tak samo, jak chciałbym spróbować twoich sutków kochana
    – więc opuść mnie na niego czekam aż mnie rozepcha – Zatem całując się by nie jęczała zacząłem zsuwać ją na sterczącą do góry pałę. Gdy nabiła się cala zacząłem ją delikatnie podrzucać zadając nowych rozkoszy. W tym samym czasie dziewczyny całując się przechodziły w oral. Olcia usiadła na brzegu wanny stojącej w kącie rozszerzając nogi i uwidaczniając mokrą gładziutką i różowiutką szparkę, by Ania mogła zanurzyć w niej swój język. W tym akurat momencie moja blondyneczka zaproponowała przejście na pieska. Zgodziłem się, a ona ustawiona w kierunku Ani wypięła do mnie tyłeczek zachęcając do wejścia. Sabina w tym czasie też zdarła z Ani te stringi i zanurzyła język w cipeczce. Sam w tym momencie ostro ruchałem jej własną. Wreszcie odpłynęła ona i Ola. Poczułem to po tym jak osunęła się bezwładnie, zrobiła się czerwona i czułem na penisie mocne skurcze. Anka wstała i nawet nie wycierając twarzy z soczków powiedziała:
    – teraz chyba pora na nas by finiszować. Mówiła to z rękami zaplecionymi za moimi plecami stojąc blisko i mówiąc uwodzicielsko.
    – może we mnie tez byś zagościł?
    – pierw chyba trzeba się pozbyć tego co masz na twarzy – i całując się powoli zlizywałem z niej soczki Oli. Wreszcie stanęła pod ścianą wypinając swoją pupę, zagłębiłem się w jej dziurce rozkoszy masując od tyłu jej łechtaczkę. Nie trzeba było długo czekać na efekty tych działań bo sama prawie od razu doszła
    – teraz pora na Ciebie – usłyszałem głos Sabiny – chce zasmakować twojej spermy
    – tak samo jak ja – wtrąciła się dysząc Ania – to połóżcie się na sobie to wystrzelę miedzy wami – tak też zrobiły. Ania leżąc na Sabinie stykała się cipkami. Penisem wcisnąłem się między nie i po chwili wkładania i częściowego wyciągania pomiędzy ich stykającymi się łonami była sperma. Bez wahania zaczęły ją sobie wzajemnie wylizywać w 69 w tym czasie dałem kutasa Oli by wyssała resztki z niego. We 4 się wykąpaliśmy i zaproponowaliśmy z Olą by resztę nocy przespały u nas . Zgodziły się, ale postawiliśmy 1 warunek. Śpimy wszyscy nago. Na to też przystały. Czułem jak Ola też chciała zasmakować tej spermy, albo poczuć ją w sobie, wiec gdy już leżeliśmy to ustawiłem się przodem do niej by móc spokojnie w łóżku wejść do niej. Za mną Ania przytulając się cycusiami do pleców, a cipeczką do pośladków. Sabina tak samo robiła Oli. Gdy już wbiłem się w Ole, to gdy lekko ruszaliśmy biodrami podniecony dotykiem jej samej i koleżanki z tyłu doszedłem w niej masywnie. Podziękowała za to wielkim pocałunkiem i odwróciła się w stronę Sabci. Ta wyciągnęła z szafki podwójnego dildosa którego wsadziła sobie w dziurkę tak samo robiąc Sabinie i brudząc sobie rękę spermą która dała koleżance do wylizania.
    – Aniu skoro nawet one mają w cipkach coś to też byś chciała?
    – oczywiście że tak – bez wahania wbiłem się też w nią i spuściłem. Usnęliśmy tak wtuleni w siebie. Obie pary czekając na następny dzień.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wymyślacz