Category: Uncategorized

  • MW-Ibiza Rozdzial 46 Kolumna Zygmunta

    – Toż to pierdolona kolumna Zygmunta! – Natka nadciągnęła przyciągnięta wieściami o nowym chłopaku z imponującym przyrodzeniem. Trwa teraz w niemym zachwycie. Tylko przez moment: pokusa jest nieodparta. Dziewczyna zaciska dłoń na tym twardym, mocno żyłkowanym trzonie. Tak mocno, że chłopak reaguje sapnięciem. Natka przenosi dłoń na bazę, czyli w tym przypadku na jądra. Z dwóch powodów: przypomina sobie o dobrym wychowaniu, a tak właśnie się witamy, no i znów może teraz podziwiać kolumnę w całej okazałości. Kolejne sapnięcie, bo z jajkami też obchodzi się raczej bezceremonialnie.

    – Jak ci na imię, królu? (Bo ja właśnie zostałem zdetronizowany).

    – Zygmunt.

    Natka bierze to za żart.

    – A ja jestem Barbara – przedstawia się, myląc królów. To Zygmunt II August czynił barabara z Barbarą, nie ten z kolumny.

    Natka odciąga tę kolumnę chwytając za kapitel (czyli czubek) i gwałtowne puszcza. Naprężony kutas uderza chłopaka w podbrzusze.

    – Gdyby tu był, to pewnie  by odpadł…

    – Możesz jaśniej?

    – No, Zygmunt… król znaczy. Gdyby stał na tej kolumnie, jak w Warszawie. Byłby odpadł – wyjaśnia Lola. Mamy polew.

    *

    Okazały (jak dla mnie nawet zbyt okazały) chuj Zygmunta wzbudza podziw dziewcząt. Natka jest tylko pierwsza. Dzisiaj. Bowiem Monika i Tola dobrały się do Muńka jeszcze wczorajszego wieczora. Dobrały w profesjonalnym sensie:

    – Imponujący! (to o jego członku). Ale dlaczego skrywasz go w takim gąszczu?

    – Eee…- odpowiada średnio inteligentnie chłopak potraktowany tak obcesowo. Ale na tym nie koniec.

    Dziewczyny ciągną go przed wielkie lustro w holu.

    -No sam popatrz – Monika przyciska jednym palcem czubek penisa do podbrzusza chłopaka, a objąwszy kciukiem i palcem wskazującym drugiej dłoni nabrzmiały trzon zsuwa dłoń niżej odgarniając bujny zarost u podstawy.

    – Czy tak nie lepiej?

    – No… lepiej – odpowiada, mając na myśli zwłaszcza te dłonie na swoim członku. Oraz ciało Toli wtulone w jego plecy. Tola wychyla się z zza tych pleców, przeciągając po nich cyckami. Miłe uczucie.

    – Pewnie, że lepiej! Trzeba ciąć!

    – Bez obaw, strzyżemy profesjonalnie. Wszystko to – muska dłonią włosy na nabrzmiałych jądrach – przystrzyżemy a potem dokładnie ogolimy.

    – Może jednak ja sam… – protestuje nieśmiało chłopak.

    – Bez obaw – popiera koleżankę Monika – fryzjerzymy w kroczach od dawna, spuść się na nas.

    A on czuje, że jak tak dalej pójdzie , to spuści się na nie niechybnie.

    – Tylko się czasem nie spuść, w tym dosłownym sensie – dodaje Tola ze śmiechem, jakby czytając mu w myślach. – Najlepiej się strzyże i goli „na stojąco”.

    I tak też go strzygą, a później golą na zmianę. Jedna dzierży w dłoni jego berło i klejnoty, druga wprawnie operuje nożyczkami. A później maszynką do golenia. Muniek prawie tryska, gdy Monika namydla mu jądra, jednak dziewczyna widzi, co się dzieje i cofa rękę.

    – Odetchnij trochę, mamy czas.

    I ziewa rozdzierająco. Jest już naprawdę późno, obie dziewczyny miały dziś dużo pracy przy cipach koleżanek. Również tych nowych. Kolejny raz zajmowały się Febe, Zuzią i Dorką oraz nowo przybyłą Alice. Tu roboty nie było dużo – wystarczyło całkowicie zgolić irokezy i dokonać małych poprawek w pachwinach. Dobre pół dnia natomiast spędziły między udami pozostałych dziewcząt dopieszczając im fryzurki.

    – Ochłonąłeś? To teraz na czworaka i wypinaj tyłek!

    Teraz Muniek dla odmiany jest zażenowany i nie w głowie mu orgazmy, gdy Tola rozchyla mu pośladki, a Monika operuje między nimi maszynką.

    – Tu powinno już być gładziutko, sprawdzę, jak cię opłuczemy – nożyk z okolic odbytu przemieszcza się na mosznę chłopaka.

    – Rozkracz się bardziej! A ty odciągnij mu jaja na bok.

    Poniewierany w ten sposób Muniek posłusznie obraca się, wypina i nadstawia aż do skutku.

    Soczysty klaps w wypięty pośladek jest mimo wszystko zaskoczeniem.

    – No, marsz pod prysznic!

    Mycie jeszcze jakoś wytrzymuje, ale gdy dziewczyny sprawdzają jakość swojej roboty, liżąc mu… Na szczęście zauważają w porę, że niewiele mu brakuje. Kolejny klaps.

    – No, zmykaj już. My jeszcze musimy się zająć sobą nawzajem.

    – A… mógłbym popatrzeć?

    Pod warunkiem, że będziesz trzymał ręce z dala od penisa! Masz być jutro w formie.

    I tak mu stoi. Od samego patrzenia, jak fryzjerki gmerają sobie nawzajem w kroczach. A Tola i Monika nie mogą się skupić, wciąż zerkają na tę wielką pałę, taka łysa, ze świecącymi się jajami u spodu wygląda obłędnie. Wreszcie koniec.

    – Jak obiecasz, że się nie spuścisz, możesz nam je opłukać.

    Jak można obiecać coś takiego?

    Jednakże… Jak można zrezygnować z czegoś takiego?

    Na szczęście się udaje i Muniek udaje się na spoczynek obiecawszy sobie i im solennie, że „rączki na kołdrze”.

    * * *

    To było wczoraj. Monika z Tolą nie dość, że odkrzaczyły mu kolumnę i zadbały, by była dziś w formie kolumny właśnie, a nie parówki, to jeszcze zdążyły ukryć nowy nabytek przed większością dziewcząt. Zygmunt wstydził się na początku straszliwie. Co innego spędzać czas nago na plaży, co innego być ośrodkiem zainteresowania i stać tak przed innymi nagusami płci obojga, z dokładnie wygolonym przyrodzeniem. I z potężnym wzwodem. W rękach Natki szybko mu to zawstydzenie przeszło. Teraz pozuje do śmiałych zdjęć z kolejnymi dziewczynami, jego kutas przechodzi z rączki do rączki i z buzi do buzi i nie ma siły, żeby mu opadł.

    Nadchodzi kolej Jo. Staś uprzedzony, komu dziewczyna ma zamiar wysłać zdjęcia, stara się wyjątkowo. Jowita zresztą też. Klęczy właśnie przed Zygmuntem i jego kolumną, czubkiem języka dotyka gładko ogolonych jąder.

    – Wypnij się trochę, bo udo zasłania – komenderuje Staś. Chłopak wypycha biodra w przód, Jo traci na chwilę kontakt, ale już znowu podpiera językiem te imponujące jaja. I uśmiecha się do obiektywu.

    – Teraz przyłóż cały język.

    Jowicie trudniej się uśmiechać, gdy twarzą prawie dotyka moszny, a czołem podpiera

    kolumnę Zygmunta. Ale robi, co może. Wszystko dla byłego.

    – I do góry. Powoli.

    Język Jo zostawia mokry ślad na jądrach i trzonie, gdy tak sunie w górę. A Staś cyka fotkę za fotką. Język dociera do wędzidełka i chuj zaczyna żyć własnym życiem.

    – Nie tak! Nie liż go, bo zdjęcia będą poruszone, po prostu trzymaj tam język!

    – Kiedy to takie trudne – żali się dziewczyna, ale bierze na wstrzymanie. Jeszcze zdąży się pobawić tym wielkim kutasem… jeśli się później do niego dopcha. Na znak Stasia podejmuje wędrówkę w górę. Liże sam czubek, właściwie to przykłada język, potem nasuwa nań wargi, coraz dalej i dalej. Aż się krztusi.

    – Dalej nie dam rady – mówi, wyjąwszy go z buzi.

    –  To jeszcze go poprzytulaj.

    – Jego, czyli kutasa oczywiście. Jo uśmiecha się naprawdę uroczo, na zmianę całując i tuląc do twarzy imponującego chuja.

    – Myślę, że wystarczy – stwierdza Staś. – Kto następny?

    Do Zygmuntowej kolumny dobiera się kolejna dziewczyna. Staś niestrudzenie fotografuje udzielając światłych wskazówek, co do pozowania.

    – A tobie zrobimy jeszcze parę ujęć, jak on się spuści, takich ze spermą na buzi.

    Jo aż popuszcza, na myśl, że jej były będzie dokładał swojej spermy do tej na zdjęciach. Bo, że będzie, tego jest pewna.

    Nadchodzi nieuniknione. I tak długo się powstrzymywał. Te wszystkie śliczne dziewczęta robiące sobie zdjęcia z jego kutasem, masujące go, liżące mu pałę, ssące jądra… Nie, gdyby naprawdę to robiły, już dawno by się spuścił. One tylko pozują do zdjęć. Z czubkiem jego pały w buzi, z językiem przytkniętym w różnych miejscach do penisa i moszny, z jego chujem przytulonym do policzka. Roześmiane, swobodne, bezwstydne… Tryska niespodziewanie, gdy któraś z nich wsuwa mu śliski palec do dziury w dupie.

    – Wow! Ile tego!

    Część ląduje mu na brzuchu, reszta spływa powoli po wciąż sterczącym chuju.

    Muniek się nie pierdoli, już wie, że nie musi.

    – Częstujecie się, moje panie. Wystarczy dla wszystkich.

    Ze śmiechem wyciągają języki…

    – Stop! Stop! Najpierw Jo!

    Wiec odsuwają się niechętnie, zostaje tylko Jowita. Staś przygląda się jej profesjonalnie.

    – Wiesz, mam ochotę na małe oszustwo. W końcu nie pracuję dla National Geografic.

    – Oszustwo?

    – Specjalnie dla twojego  byłego. Mogę?

    – I nim lekko zszokowana Jo zdąży się zorientować, Staś spuszcza się jej na twarz.

    – To było nieprofesjonalne, wiem. Ale już nie mogłem wytrzymać!

    Oświadczeniu Stasia towarzyszy wybuch ogólnej wesołości. Ale Staś nie zwraca na to uwagi, sperma na buzi Jo nie będzie czekać. Puszcza kutasa, chwyta aparat, każe podejść Zygmuntowi. Robi zdjęcia, szybko, nim sperma spłynie.

    – Teraz zliż trochę z pałki!

    – Tylko zostaw coś dla nas!

    Jo łaskawie zostawia.

    Staś uwija się, jak w ukropie fotografując dziewczęta zlizujące małymi porcjami spermę z Zygmunta i jego kolumny. A ta wciąż dumnie sterczy. Zlizawszy ostatnie krople spermy z jąder, bo aż tam spłynęła, dziewczyny wpadają na nowy pomysł.

    I jak ma mu opaść, gdy kazawszy mu się położyć na piasku, po kolei nasuwają się na tę jego kolumnę. Nie pozwalają się rżnąć, nie pieprzą jego. Tylko nasuwają się na jego maszt najgłębiej jak potrafią i nieruchomieją, póki Staś nie zrobi zdjęcia. I robią miejsce kolejnej dziewczynie. W krótkim czasie Zygmunt ma przyjemność zamoczyć w naprawdę wielu pochwach. Ostatnia jest Jo. Lecz i jej dziewczęta nie pozwalają pocwałować. Mają inny pomysł.

    Zygmunt wymięka dopiero, gdy Smoczki zlizują soczki pozostawione na jego członku przez te wszystkie dziewczęta. Nie jest przyzwyczajony, by jacyś chłopcy wylizywali mu pałę.

    – Trzymaj fason, królu! Bierz przykład z Jacka i Wacka.

    Rzeczywiście, chujki obu chłopców sterczą zawadiacko. Zdążyli już polubić takie sprzątanie i wiedzą, że nie zostaną bez nagrody.

    – W szkole dałabym wam po szóstce, tutaj… – Joanna bierze sprawy w swoje ręce, a potem usta i udziela nagrody swoim uczniom.  Najpierw indywidualnie, a potem obu na raz. Są tak mili, że tryskają w buzi swojej pani prawie równocześnie.

    *

    Napatrzywszy się na sesję zdjęciową z kolumną Zygmunta w roli głównej, Jarek proponuje nieśmiało, że on też by chciał.

    – Która z dziewcząt ci się spodobała? Myślę, że żadna nie odmówi.

    – Kiedy ja  bym chciał z kuzynką – czerwieni się chłopak. – Tylko parę fotek na pamiątkę.

    – Bo inaczej nikt ci nie uwierzy?

    – Jezu! Chyba bym się spalił ze wstydu. Nikomu ich nie pokażę. Tylko tak dla siebie.

    Doskonale wiem, jakie kudłate myśli chodzą mu po głowie. Sam waliłbym zawzięcie konia przeglądając swoje fotki z dziewczętami, tyle że to żadna atrakcja w sytuacji, gdy wokół tyle pomocnych dłoni. I nie tylko dłoni.

    – To idź, spytaj Magdę, a ja spytam Stasia.

    * * *

    Magda w pierwszym odruchu chce odmówić. Chodzi o zdjęcia, sam pomysł pomacania się z Jarkiem nawet ją podnieca. Ale świadomość , że kuzynek będzie sobie trzepał kapucyna nad zdjęciami ich wspólnych figli… Bo przecież po cóż innego mu takie fotki? Niedoczekanie! Ale… Przecież mam po coś tę łechtaczkę!

    – Zgoda. Pod warunkiem, że też dostanę te zdjęcia – odpowiada, z trudem się powstrzymując przed sięgnięciem palcem ku nagle rozpalonej cipce.

    Żadne nie odmówiło, wszyscy są nadzy, więc gotowi. Co więcej Jarek ma potężny wzwód, pewnie po rozmowie z kuzynką. Pozostaje tylko kwestia scenerii.

    – Znudziło mi się na plaży, może pod natryskami?

    Propozycja Stasia wzbudza entuzjazm Jarka.

    – Co ty na to? – Pyta jeszcze kuzynkę. Ta jest za.

    – I tak miałam się odświeżyć. Umyjesz mi to i owo, a pan Staś cyknie nam parę fotek. Okay?

    „Pan Staś” się śmieje.

    – Co mam zrobić, żebyś wreszcie przestała mi „panować”?

    – Może przelecieć?

    – Hahaha… Pierwszy raz ktoś uzależnia przejście na ty od odbycia ze mną stosunku.

    – Ktoś?

    – Eee… no, jakaś dziewczyna.

    – Czyli od facetów miewałeś już takie propozycje?

    Stasiowi nagle brak słów, a my mamy polew. Ze śmiechem przekraczamy bramę ośrodka.

    – Pani Magdo, zapraszam – Jarek okrągłym gestem wskazuje natryski przy basenie.

    – Co tak oficjalnie? – Dziwi się dziewczyna, po czym nagle do niej dociera.

    – Chcesz mnie przelecieć! Własną kuzynkę!

    – Raczej odległą.

    – Będziesz musiał uzbroić się w cierpliwość.

    – Ale przynajmniej się nad tym zastanowisz?

    – Nie ma nad czym… – Magda zawiesza głos. – Tyle, że mam ostatnio dużo podobnych propozycji. Ale wpiszę cię do karneciku.

    *

    Wiśka podziwia odwagę kuzynki. Będzie się pieprzyć z moim braciszkiem! A ja to zobaczę, bo przecież tu wszystko odbywa się publicznie. A gdybym ja też się odważyła? Wiśka czuje, że nagle ma majtki pełne kisielu. To znaczy miałaby, gdyby miała na sobie majtki. Brak majtek ułatwia sprawę, Dziewczyna wsuwa sobie palec między wargi i takim dobrze zwilżonym sunie w górę. Do łechtaczki zabiera się delikatnie – nabrzmiała już i jest wrażliwa na najlżejszy dotyk. Nic dziwnego, Wiśka pierwszy raz w życiu masturbuje się publicznie. Uszy jej płoną, ale nie przestaje, nie jest w stanie.  Zamyka oczy, fantazjuje na temat swój i brata, wreszcie skupia się na rozkoszy płynącej z cipki. Odpływa.

    – Nieźle odpłynęłaś!

    Wiśka otwiera oczy. Wszyscy już poszli, nikogo nie ma. No, prawie nikogo. Jest ten stojący przed nią facet zabawiający się leniwie własnym członkiem.

    – Wszyscy przenieśli się pod natryski – informuje ją  z uśmiechem. – Podziwiać twojego brata i kuzynkę w akcji.

    – A ty?

    – A ja podziwiam ciebie… Nie przestawaj, ja też nie zamierzam.

    Facet opuszcza wzrok, trzepie sobie miarowo gapiąc się na jej cipę. Niedoczekanie!

    Wiśka zmusza się, by oderwać palec od łechtaczki, jest już tak blisko!  Kładzie dłoń na dłoni chłopaka, tej na członku. Palcami drugiej odgina po kolei zaciśnięte na nim palce i bierze uwolnionego w ten sposób chuja do własnej ręki. Tej śliskiej od kisielku.

    – Tylko delikatnie mnie pieść – mówi, naprowadzając dłoń chłopak na cel.

    Nieartykułowane dźwięki, westchnienia i popiskiwania nie trwają długo, zbyt sa boje podnieceni.

    – Cel, pal! – mówi Wiśka widząc, że chłopak zaraz wytryśnie. Celuje dobrze, gorąca sperma zalewa jej rozwarty srom i buszujące w nim męskie palce. Dłużej  nie zdzierży!

    Wciąż twardy kutas wbija się w brzuszek Wiśki, gdy ta mocno obejmuje chłopaka. Trwa tak chwilę musi ochłonąć. A potem równie gwałtownie się od niego odsuwa.

    – Szybko, może jeszcze zdążymy!

    I łapie go za członka. Chłopak nie ma wyjścia, musi biec równo z dziewczyną, za mocno go trzyma.

    *

    – Pierwszy raz tak się bawię, ale już mi się podoba.

    Spłukawszy z siebie piasek – pamiątkę z plaży, Jarek i Magda dzielą się butelką z żelem. Namydlają się nawzajem obficie.

    – Nie byłeś nigdy z dziewczyną pod prysznicem?!

    Chłopak aż się rumieni, taki wstyd.

    – No… nie zdarzyło się…

    – A co ci się tak podoba pod tym prysznicem.

    Znów się rumieni, ale brnie śmiało

    – Te śliskie cycki i pośladki. I jak dłoń tak łatwo się wślizguje między te pośladki – chłopak pokazuje jak – choćby dziewczyna zaciskała uda.

    – Przecież wcale nie zaciskam – dziwi się Magda.

    – No, ale gdybyś… gdybyś była niechętna.

    – Skoro stoję tu goła i namydlona i z twoim kutasem w ręce, to chyba jestem chętna, co nie?

    Oboje zamierają na moment w bezruchu – Staś cyka kolejną fotkę i Magda ucieka z tyłkiem.

    – Tobie łatwo się wślizgnąć, a mnie ześlizgnąć.

    – Spróbuj teraz – Jarek splata palce obu dłoni między udami kuzynki i unosi te dłonie, póki nie oprą się o cipę. Magda próbuje, porusza biodrami w tył i w przód, ale jedyne, co osiąga, to palce kuzyna zagłębiające się między śliskie fałdki jej pizdy. Och, jak dobrze! Lekko ugina kolana i zapamiętale jeździ łechtaczką po tych splecionych palcach kuzyna. Jeszcze lepiej!

    Chyba aż za dobrze, kuzynka popiskuje i zgniata mu palce, zaciskając uda.

    Staś robi kolejne zdjęcia, uwiecznia na nich orgazm Magdy.

    Jarek wyjmuje dłonie z krocza kuzynki dopiero, gdy ta przestaje się szarpać i wyrywać. Z miejsca łapie się za niemal odgryzione ucho, patrzy na Magdę z wyrzutem.

    – Jest wojna są straty – stwierdza filozoficznie dziewczyna i cofa gwałtownie głowę, gdy on zbliża usta do jej ucha. Lecz nie…

    – Będziemy musieli to powtórzyć, jak już wrócimy do Warszawy– szepce jej do tego uszka.

    – Uszu ci nie szkoda?

    – Korzyści przeważają.

    – U mnie, czy u ciebie? – Magda, gdy już się na coś zdecyduje, jest konkretna.

    – Tam, gdzie akurat będzie wolna chata.

    – Czyli liczysz na stałą współpracę?

    – A ty nie?

    – Za dobrze mi było, żebym nie chciała więcej… Tylko… będzie mi brakowało publiczności. To takie podniecające, gdy ktoś patrzy…

    – Siostra może popatrzeć – Jarek puszcza oko do Wiśki. Ta nie odrywa od nich oczu, odpowiada tym samym. Ma dziwny wyraz twarzy… Chłopak opuszcza wzrok niżej i dopiero teraz zauważa rękę jakiegoś faceta pracowicie spoczywającą w jej kroczu.

    – Coś mi się zdaje, że na samym patrzeniu się nie skończy – stwierdza Magda. Jarek jest chyba tego samego zdania, bo mimo że kuzynka nie przyspiesza, z czubka leniwie przez nią masowanego członka tryska prawdziwa fontanna.

    – Mam to! – Cieszy się Staś.

    *

    – Naprawdę nie wiem…

    Jo chodzi w tę i nazad wzdłuż długiego stołu, na którym Staś porozkładał jeszcze wilgotne odbitki.

    – Musisz coś wybrać.

    – Kiedy wszystkie są takie…

    – Nieprzyzwoite?

    – To raczej łagodne określenie.

    – Starałem się.

    Jowita odruchowo dotyka policzka. Nie ma tam już śladu po spermie Stasia, ale…

    – Nawet bardzo się starałeś! To było… miłe. Zaskakujące, ale miłe.

    – To raczej łagodne określenie…

    – Hihihi… – Jo zatrzymuje się przed zdjęciem własnej buzi ociekającej spermą i sterczącego tuż przed nią członka, też ociekającego spermą. Ze zdjęcia nie wynika, ze to sperma od dwóch dawców, wręcz przeciwnie.

    – To na pewno!

    Na tym i na paru innych zdjęciach Jowita jest raczej dobrze rozpoznawalna. Ale tą kwestię omówili już wcześniej. – Jebać to – stwierdziła. Skoro i tak mam zostać twoją modelką…

    – To jeszcze dziewięć.

    – To trudne…

    – To… mam pomysł! – Cieszy się Staś. – Raczej nieprzyzwoity.

    – To raczej łagodne określenie – stwierdza Jowita, gdy Staś wyłuszcza, co mu wpadło do głowy.

    – I nie będzie z tym kłopotu, wyjątkowo właśnie dzisiaj. Wszystkie dziewczyny były zajęte kolumną Zygmunta. Z raczej nielicznymi wyjątkami – kończy Staś.

    – Czyli pytamy o zdanie publiczność? Jak w milionerach?

    – Jak najbardziej. Choć zagłosują w trochę inny sposób.

    – To raczej łagodne określenie – szczerzy się Jo. A Staś wyjaśnia nam wszystkim, jakiż to ma pomysł.

    – Jesteś zboczony! – I jest to raczej łagodne określenie.

    *

    Pozostaje jeszcze zdecydować, na których zdjęciach jest najwięcej spermy. Tym już zajmą się dziewczęta. Chłopcy spełnili swoje zadanie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Wlascicielka, vol 4: “On”

    Aisza zachowywała się, jakby ją urażono i ochoczo to manifestowała, co rusz zatrzymując się i zmuszając do szarpnięcia smyczy z „Aisza, idziemy”. A potem stało się to, o czym mówiła mi Sara. Noemi pokazała jej, jak ma dobrze przy boku taty. Banda sukcesorów, japiszonów w garniturkach ochoczo odnosiła się swoimi sukami przy kolanach. Mama powiedziała, że po latach egzotyki, Skandynawowie wrócili do klasycznych dla siebie ideałów. Blondynki, niebieskookie z średnimi piersiami i szerokimi dupskami. Wysterylizowane kneless napędzane chipem „lovetoy”, który czyni ich egzystencje wymarzoną dla właścicieli. Nimfomanki, które stawiają seks nad inne potrzeby fizjologiczne. Ubrane w lateks, bardzo skąpą bieliznę lub całkowicie nagie i obojętne na to. Przywożone w transporterach na trybie coma. Po prostu… zabawki bogatych dzieci.

    Puszek magicznie wtedy potrafi iść przy moim boku z luzem na smyczy. Są wciąż problemy z panowaniem nad nią, ale też postępy. Jasne, patrzy na to nie z radością, pożądaniem czy czymś co dałoby się zaliczyć do szczęścia. To raczej puste, zobojętniałe spojrzenie. Wie, że wieczorem jest kąpiel, potem piżama i jeśli chce, może dostać jeszcze butelkę mleka. Nie drażni ją już fakt, że to ja ją ubieram, jak choćby dzisiaj rano, gdy dostała ładną sukienkę z wełny i rajstopy, bo chociaż koniec lata ciepły, to wieje. Przypomina to zabawę lalką. Dostaje coś do jedzenia, patrzy na to długo, a dopiero potem zaczyna jeść. Nie przyłazi sama z siebie na pieszczoty. Śpi w tym samym łóżku, ale daleko jej do Oszki bawiącej się w małą lesbijkę, ale też nie chce jak Sara się po prostu przytulić.

    Kusi czasem by pogadać z ciocią, czy nie da się coś zrobić z jej nogami. Może nie od razu łamanie kolan, czy metodą mamy ucinanie całych stóp nad kostką, ale te staroświeckie buty z kolcami? Fakt, że jest zaledwie pół głowy niższa irytuje, bo nie mogę popatrzeć na nią z góry. Gdyby sięgała do paska, może czułaby dość respektu i zaczęła bardziej słuchać? To przecież nic złego ani nie nieodwracalnego, jak się nauczy to je usuniemy….

    Jędza obudziła mnie rano telefonem. Mama kazała przekazać, że prosi, bym w ich imieniu wybrała się na wystawę. Sama z tym nie zadzwoniła. ”Wystawa” obecnie to tylko ładne określenie, bo to tylko okazja do spotkania z innymi hodowcami, rozmów, prezentacji katalogów produktów, zawiązania interesów i paru innych kwestii związanych z biznesem. Nikt już nie robi konkursów piękności, bo wszyscy mają identyczne suki, a zmiany są raczej kosmetyczne więc nawet nie ma sensu brać ich pod uwagę. Czemu Jędza nie jedzie? Bo musi pomóc mamie przy psiarni. Aha, jeszcze ciocia prosiła, by wszyscy przyjechali do niej później. Dasz radę, Talita?

    Obudzenie, uczesanie i ubranie Aiszy było zaledwie trudne, to ogarnięcie samej siebie podejrzanie trudniejsze. Zaczynając od stanika, który był za ciasny. Mama ma rację, że zbytnio się roztyłam po śmierci taty. Udało mi się znaleźć jakąś jego rozciągniętą xxxlkę nadającą się na sukienkę, która ukryła wyhodowany brzuszek i prześwit piersi. Potem walka z ochotą na zapalenie papierosa przed śniadaniem zabita wyszorowaniem kłów Aiszy i własnych, dwie miski musli z jogurtem. Spojrzenie Puszka, gdy lałam go ze słoika „Pani musi się odchudzić, kochanie. Jak tak dalej pójdzie, będzie jak własna mama i co wtedy? Jedz, bo dzisiaj obiadu nie będzie”. Wylizała miskę do czysta. Jeszcze podróż samochodem, który powinien znaleźć się w muzeum, wypatroszonym z podstawowych ułatwień jak wspomaganie kierownicy, czujniki parkowania czy choćby automatyczna skrzynia biegów. Przypomina to, czemu z Asenata śmiałyśmy się jako maluchy, że tatuś jeździ czołgiem, bo siedząc za kierownicą czuje się znów jak dziecko.

    Początkowo Aisza nie miała jechać ze mną. No ale, zostawić ją w domu to znaczyło zamknąć gdzieś. W kojcu Oszki nie, bo tam mogłaby kombinować za dużo. W pudle, które mama dała mi do przewożenia też nie, bo wrócimy na początek relacji „zła pani Talita męczy biednego kotka”, co było ostatnią rzeczą jaką potrzebuje. Gdzie ją więc przechować, by nie męczyć jej czymś takim? Mama i siostra z miejsca odpadały, skoro „są zajęte”. Ciocia już ma na głowie Sarę, a ona w lepszych dniach jest rozmowna, w gorszych trzyma się na rzepy. Podrzucenie jej drugiego kota, nawet jeśli tylko na pół dnia, byłoby nadużywaniem  dobroci. Potem pomyślałam nawet o Majce…

    … która ochoczo by wzięła Puszka do łóżka. O tak, moje biedactwo skończyłoby rozbierane jej rękami, całowane, by nie panikowało i obmacywane. Robiłaby to powoli, celowo dawkując jej przyjemność, aż biedactwo by uwierzyło, że tego chce. Pozwoliłaby sobie zdjąć majteczki, by wargi rudej dokleiły się do różowej szparki, którą wczoraj delikatnie myłam, czując na sobie jej wzrok. Pewnie jej język by łaskotał okolice, usta i zęby zaznaczały swoje ślady na skórze, aż by jej uległa. Dopiero wtedy powietrze przecięły by jęki orgazmu, do którego by ją doprowadziła. W gorszej perspektywie, do zabawy zaprosi również blond Pierożka, który ochoczo pomoże temu maleństwu zasmakować w kobiecej miłości. Aż dreszcze mi przez plecy przeszły, gdy zatrzasnęłam tylne drzwi na myśl, że mogłabym jej zrobić coś tak okrutnego. Przecież one by jej zrobiły między nogami rozgotowany makaron, a cycki przyozdobiły malinkami. Chociaż to rozkosz, szybko zmienia się w torturę doznań, których pragnie się więcej, ale nigdy nie dostaje.

    Sala przeznaczona do prezentacji nowych osiągnięć livE fundation przypomina stare kina. Zajmuje jedno z podwójnych miejsc z tyłu, skąd rozciąga się dobry widok na scenę. Aisza siada obok, wywijając łapki pod siebie. Nadal rozgląda się z mieszanką strachu i zaciekawienia, ale jakoś nie mam ochoty mówić jej, że te na smyczach tak jak ona nie powinny być rozpatrywane w kategoriach człowieka. Ostatecznie, wsuwa się pod poły kurtki, przytulając do mojego boku. Zaskakujące w pewnym sensie, ale miłe z jej strony. Przytula skroń do cycka, gdy głaszcze ją tak, jak mówiła o tym Oszka.

    Od lewej podchodzi kobieta. Ciągnie coś za sobą, wyraźnie podirytowana. Chociaż ubrana dość elegancko, jej sztucznie poprawiana uroda wydaje się komiczna. Od razu da się wskazać powiększone usta i piersi, blond włosy noszą znamiona odrostów, nos i kości policzkowe też były poprawiane. Zatrzymuje się wreszcie przy jednym z foteli kawałek od nas.

    – Siadaj! – krzyczy na coś, mocniej szarpiąc smycz – Nie mam dla was czasu, muszę zadzwonić do waszego pana, czy tym razem łaskawie się pojawi.

    Fotel, siadając bokiem z wyciągniętymi łapkami, zajmuje suka. Nie, to bardziej urocza sunia, dosłownie szczeniaczek. Ma podobną do Oszki dziecięcą urodę, nawet czuć to wyraźniej za sprawą delikatnej buzi. Rudobrązowa sierść jest długa i jaśniejąca ku końcówkom do nawet lekkiego blondu. Skóra, opalona, ma odcień karmelu. Drobna jak Aiszka, ale o wiele słodsza. Jasne oczy i uśmiechnięte różowe wargi tylko potęgują ostateczny efekt. Radość to oczywiście efekt stymulacji endorfiny przez glizdę, ale… Wyobrazić sobie ją ze spermą na twarzy lub gwałconą przez swojego pana w tą ledwo zaokrągloną dupę… Tort może zachwycać, ale koniec końców i tak go się zje, choćby był przepiękny.

    Dopiero po chwili dochodzi do mnie drugi zgrzyt jej postaci. Ta mała ma na sobie śliczną, ciemnogranatową sukienkę w białe motylki i rajstopki w zwierzątka. Po prostu ktoś jej to ubrał. Nie wyłącznie lateksowe majtki mające uchronić jej cipkę przed palcami innych ale wyraźnie rysujący jej kształt, a normalne, ładne ludzkie ubranie. Dopasowane do niej. I naszyjnik z muszelek, wiszący na szyi, tak po prostu, prócz standardowej obróżki.

    – Jakby wasz właściciel był normalny, to by całą trójkę zachipował i trzymał w klatkach. – baba nie musi nawet krzyczeć, by ją słyszeć – Ale nie! Córeczki tatusia! Tatuś karmi, tatuś ubiera, myje. Spermę i psią karmę żreć jak wszystkie! – mała unosi dłoń, ale od razu obrywa z liścia w twarz – Nie dotykaj mnie, głupia! – odsuwa się od niej, a mała kuli się na fotelu – Ktoś powinien was zabrać i pokazać prawdziwe życie odpowiednie dla takich zwierząt. Siedź tu i czekaj, może te dwie kretynki Cię znajdą, albo idź z kimś obcym jak będzie chciał. Powiem, że nie wiem co się z tobą stało. Może przy odrobinie szczęścia je też zabierze. Macie tak durne imiona, jakby kupił was w sklepie z słodyczami. – jeszcze raz unosi dłoń, a mała mocniej się kuli – Głupia. Są kamienie mądrzejsze od Ciebie. – odchodzi

    Mała ostrożnie zdejmuje patchworkową torbę z naszytym uśmiechniętym kocim łbem w kolorze balonówki, stawia obok siebie i przytula. Jakby w środku miała coś cennego. Czuje, że Aisza drży jeszcze bardziej przy moim ciele. Unosi głowę i patrzy na mnie, po czym kieruje wzrok na skuloną sunie. Jeśli jednak ta raszpla powiedziała chociaż trochę prawdy, to…

    Zwierze ma się słuchać, tego nauczyła mnie mama. Wszystkie psy w jej psiarni chodziły jak w zegarku, reagowały na każde polecenie. To ona nam tłumaczyła wszelkie niuanse na temat tego „biznesu”. Okazuje się, że kilka rzeczy przemilczała, ale nie można jej odmówić stanowczego charakteru. Jej psy były doskonale wytresowane. Bez zawahania na jedno polecenie wyliżą stopę, zrobią minetę, pobiją się nawzajem a zwycięzca zdominuje słabszego przez gwałt. Możesz wbić obcas w jego twarz i uciąć mu kolejne palce, nawet nie spróbuje drgnąć. I to nie zasługa glizdy z programem, ale wyłącznie tresury. A jak trafiają się oporne osobniki? Jeśli jest zbyt dobry, by robić z niego kastrata, po prostu go ukarz. Ugryzł? Złam szczękę, jeść będzie przez drugą dziurę, przywiązany do eleganckiego X-sa. Od podawanego sztucznie testosteronu narasta im kłaków na ciele, zwykle się je goli, ale skoro nabroił, to nikt nie będzie się przejmował paroma bliznami od poparzeń, gdy je spalisz. Możesz sobie pozwolić na tak dużo, póki nie wprowadzisz ciężkich uszkodzeń lub go nie zabijesz. Naśladowałyśmy ją pod tym względem z Jędzą.

    Tata zaś… Zanim się dowiedziałyśmy o psiarni i całej tej zabawie, Sara zdawała się być tylko tą, która z nim mieszka razem z swoją córeczką. Nie zastanawiało, czemu Oszka zawsze do nas przytula, tak chętnie kładzie się obok na kolanach, kładzie sobie dłonie na głowie. Ale ona przecież chciała być jak swoja mamusia. Wiedząc potem jednak, na jak wiele mogę sobie pozwolić z świadomością, że ona też jest tylko zwierzątkiem, wykorzystywałam to, aż mi zbrzydło. I wracam więc do początku, gdzie Sara, a teraz Aisza nie przypominały human puppy. Widząc obce zwierze, siedzące obok, które tak bardzo przywodzi na myśl te dwie…

    Tata by tak zrobił, Zajączku. Przecież to wiesz.

    – Hej… – wyciągam do niej dłoń, a mała podrywa głowę i patrzy na mnie, z plakietki da się odczytać jej imię, Cola – Cola, tak? – nie odpowiada, patrzy wciąż na mnie, jakby zamyślona – Twój pan musi Cię bardzo lubić, że Cię wystroił. Zobacz, moja Aisza też jest ładnie ubrana. – unoszę kurtkę, by pokazać kotkę, ale ta nadal patrzy mi w oczy i przesuwając się na kolanach bliżej, pokazuje torbę – Mam ją Ci otworzyć? – kiwa głową jakby zrozumiała

    W zamykanej na zatrzaski torbie jest więcej niż można się spodziewać. Trzy ładne, kolorowe kubeczki-niekapki dla małych dzieci, podpisane eleganckim pismem. „Brownie” ma przezroczyście czerwony płyn, „Carmel” jest zielonkawy, „Cola” czarny i pieniący się. Obok pudełko z pociętymi w kwadraty kanapkami bez skórek. Drugi z owocami. Dwie książki, okładka jednej wskazuje jakąś fantastykę. Stara japońska konsolka, którą miała kiedyś Majka do grania w te swoje śmieszne stworki. Sunia unosi łapki, pokazując gest „picia”. Podaje jej napój, który sprawnie już otwiera ząbkami. Zadowolona pije z niego, przytulając się do mojego ramienia przez podłokietnik. Niczym dziecko, a nie człekokształtne zwierzątko.

    Nazwała je „córeczkami tatusia”. Ciocia była nieco prekursorką w tym kierunku. Obecnie co raz większa popularnością cieszy się zamawianie dzieci. Chodzi o to, że przygotowuje się specjalną sukę, pozbawiona kończyn w zamkniętym środowisku w stanie permanentnej śpiączki. Zostaje zapłodniona wcześniej przygotowanym zarodkiem, może być mieszanka mamusi i tatusia, może być czysta kopia rodzica. Taki dziedzic, prowadzony przez starszego siebie z dostępem do jego środków i możliwości, kontynuuje dzieło oryginału. Jedynym celem zwierzęcia jest „donosić” to dziecko. Dla kobiet to ulga od ciąży i samego porodu, co mama czasem rysuje jako jej najgorszy koszmar przeżyty dwa razy. Usługa była znana już wcześniej w podobnych formach. Sprzedaż dzieci za granice, suki rodzące dzieci właścicieli czy też podstawowy zabieg in vitro. Dzisiaj? Można zdefiniować płeć, zabezpieczyć przed potencjalnymi przyszłymi chorobami i przygotować wszelkie sprawy. A tata… On się na tym cholernie dobrze znał…

    Sunia odciąga butelkę od buzi i znów obraca do mnie twarz. Ten jej malinowy, zadowolony dzióbek. Skoro nie ma glizdy, czemu jest szczęśliwa? Powinna tkwić w stanie obłędnej katatonii, jako pozbawiona choćby namiastki pierwiastka ludzkiego. Klony przechodzą po narodzinach obowiązkową lobotomie przy zakładaniu chipa, który przez program będzie odtwarzał „wzorce zachowań”. Może więc ona coś pokręciła? Unosi łapkę i dotyka mojego nosa. Nie jakoś chamsko, jakby z ciekawości. Cofa jednak równie szybko łapkę, nadal przykładając potylice do mojego barku. Nie, zdecydowanie nie córka. Nawet Oszka jest inteligentniejsza z wychowaniem przez tatę i Sarę. O i pachnie jak Coca-cola….

    Zaraz, papierosy pewnie mi przytępiły węch. Nie, jej słodkie kudełki naprawdę pachną cukrem w płynie. Albo się oblała, chociaż to równie prawdopodobne co fakt, że Oszka kiedyś dostałaby okresu i zaczęła wyć, że krwawi „tam, gdzie fajnie się dotyka”. A jednak, to ten charakterystyczny zapach, który mógł jej nawet nadać imię. Nim uda się w to zagłębić, odkleja się od mojego ramienia i znów na kolanach przesuwa się na drugą stronę fotela, unosząc na kolanach jakby surykatki na filmie taty. Ciekawsko kieruje wzrok w tym samym kierunku.

    Idą razem, chociaż wydaje się to bardziej przyjacielska przechadzka niż miałoby być tam coś więcej. Wyprostowane, trzymają się za dłonie i rozglądają. Dziewczyna z lewej ma podobną do Majki budowę, ale wielokroć drobniejszą. Pewnie jest wyższa nawet niż ja. Długie smukłe ramiona, idealnie czekoladowa sierść spleciona w dziewczęce warkoczyki, lekka opalenizna podkreślona komplecikiem z białego sweterka i spódniczki, uzupełniona cienkimi rajstopami. Widząc Cole, uśmiecha się zadowolona, może nawet się śmieje. Gdy jest blisko, widać jej równie brązowe oczy i obróżkę, plakietka każe ją nazywać „Brownie”. „Jak ze sklepu ze słodyczami”.

    Kiedy jednak widzi się tą po prawej, ciężko już powiedzieć, która z nich jest tą ulubioną, najsłodszą. Ba, tą najciężej nazwać choćby suką. Nawet, jeśli nie są kneless i je ubrano. Popielaty brąz jej włosów skręcających się w falki, jeszcze dyskretniejsza opalenizna i najbardziej z nich dojrzała buzia. Wyraźniej już kobiece kształty skryte pod bladoróżową sukienką z jasnymi rajstopkami. Albo właściciel ma fetysz na ich punkcie, albo zmartwił się, że odmarzną im pośladki. Widać jej jasne oczy, podobny do Coli naszyjnik z błękitnych jak jej oczy kamieni, a na obróżce ma plakietkę „Carmel”.

    Gdybyś tu był, tato, poszedłbyś sobie wstrzyknąć insulinę śmiejąc się z swojego poziomu cukru. Obie sunie siadają spokojnie przy swojej przyjaciółce, która tuli je na coś na wzór powitania. Brownie dotyka jej wciąż czerwonego policzka, chyba mówi coś swojej koleżance, która kiwa głową, całuje miejsce, gdzie padł cios i pozwala małej położyć się na sobie i głaszcze ją delikatnie, jak nie tak dawno Oszka robiła to Aiszy. Najwyższa wyciąga z torby kanapki, podaje jedną koleżance. Tamta nadgryza ją lekko i podsuwa przytulonej do siebie postaci, która przewróciła się na plecki, rozwalając całkowicie na swoim miejscu. Nie patrząc nawet, gryzie, trzymając kolanka i stópki w górze, popisując się. Macha do mnie paluszkami, mała kokietka, chcąc pokazać, że to ona jest tutaj najważniejsza. Carmel jednak szybko to dostrzega, sama też na mnie spogląda, potem na moją szyję, po czym szybko opuszcza wzrok i zmusza Cole do patrzenia też przed siebie i opuszczenia nóg. Te dwie są… dziwne. Ale skoro to „córeczki tatusia”, to co by było, jakby mój przyszedł tutaj z Sarą i Oszką?

    Kiedy światła gasną, Aisza przytula się do mnie mocniej. Zaczyna się to, po co właściwie przyjechałyśmy.

    Na scenę przed wielkim wyświetlaczem pojawia się znajoma już kobieta, która próbuje „zachować urodę”. Na głowie ma bezprzewodowy zestaw słuchawkowy wzmacniający dźwięk. Ekran, biały, wypełnia czarny napis livE Fundation, NUSA. Mama kiedyś nam tłumaczyła, że to oni zmienili pojęcie „żywy towar”, czyli niewolnictwa, zarówno w sensie taniej siły roboczej, jak i kobiety do burdelów w „human puppy”. Pierwsi popularyzowali „kneless” jako pokaz uległości, zwierze nie ma chodzić na dwóch nogach. Oni przedstawili światu human cow, wyjaśniając, że nie jest problemem picie mleka swojego gatunku, skoro jest ono lepsze i zdrowsze. Stworzyli swego rodzaju gigantyczny organizm, który dorósł, wyprowadził się z dawnego USA i zaczął żyć samodzielnie, rodząc owoce znane dzisiaj. Cóż więc jeszcze ciekawego mogą pokazać, gdy w obiegu istnieje człowiek dziewięć dziewięć koma dziewięć, jak potocznie określa się klona?

    – Mój nieb… – zaczyna, a elektroniczny trzask głośników wyraźnie ją irytuje – Mój nieobecny parter z pewnością chętnie przedstawiłby szerokie zagadnienie niewolnictwa. Od starożytnych rzymian, kolonizacji Ameryki, chińskich fabryk i jego ewolucji w formę, jaką znamy dzisiaj. Niestety, znów go nie ma, więc nie będą państwo się nudzić. – widownia reaguje na dowcip śmiechem, jakby to był kabaret – Nazywam się Wiktoria Green, reprezentuje fundacje live.

    Przechodzi przez scenę, a slajd się zmienia. Teraz to zagroda. Sztuczne gryzaki, podpisane miski, ciasne budy. Grupa suk w lateksowym obuwiu i rękawicach. Luksus w porównaniu do tego, co ma mama dla swoich psów. Spoglądają w obiektyw przerażonym wzrokiem, niektóre mają kagańce podobne do psich pysków.

    – Zaczynaliśmy od tego, ale państwo to wiedzą. Porwania, tresura indoktrynacyjna, fizyczne modyfikacje. Kolekcjonerskie suki, których licytacje osiągały gigantyczne sumy. Często jednak towar wadliwy, niezadowalający. Niewart swojej ceny i uwagi. – skok do kolejnego obrazka, tym razem ukazana od boku humancow z cycami do ziemi i uciętymi pod kolanami nogami – Obroże hormonalne pozwoliły nam na nową gałąź przemysłu, a tuby inkubacyjne tylko powiększyły z niej zyski. Dojrzałość płciowa i gotowość do pracy osobnika nie w jedenaście, a zaledwie pięć lat. Ale to zaowocowało kolejnym genialnym pomysłem. – cyk, trzeci slajd, pięć bliźniaczo identycznych suk leży nago – Klon. Stuprocentowe podobieństwo do kopiowanego obiektu, koniec walki o porwane aktorki. Dla każdego coś miłego. Dostosowane elektronicznym implantem są w pełni kontrolowane i posłuszne, całkowicie wyzbyte czegoś co można określić „człowieczeństwo”. Dzisiaj jednak, chcemy iść dalej. – cyk, kolejny slajd przedstawia znów human cow, ale uwagę zwracają dwie dodatkowe pary piersi położone na linii brzucha – Wspomniany na początku człowiek jest jednym z głównych inżynierów genetycznych, którym udało się zacząć tworzenie chimer. – zatrzymuje się, zakładając ręce za plecami – Proszę sobie wyobrazić krowy posiadające kilka piersi, co daje trzykrotnie zwiększy zysk mleka. Nie będzie potrzebowała zastrzyków hormonalnych, bo jej laktacja będzie wynikała z zmodyfikowanych genów po pierwszym porodzie. – slajd przeskakuje, prezentując nagiego kundla, ale ma dziwnie zaburzone proporcje, za duże ramiona i klatę, długie nogi – Żołnierza dostosowanego do każdej sytuacji. – milknie na chwilę, jakby pozwalając sobie takiego wyobrazić dowódcą – Siła i wytrzymałość goryla, powiększone płuca, zmodyfikowane stawy nóg pozwalające skakać wyżej i poruszać szybciej. Może skrzela, jeśli sobie tego zażyczy właściciel, czemu nie. – kolejny slajd przedstawia kudłate kule zebrane – To już ciekawostka, a właściwie propozycja nowej linii biznesowej. Human sheep. Ich sierść rośnie dziesięć razy szybciej, do metra w przeciągu trzech miesięcy, a dzięki znanej już wytrzymałości włosa materiał ma wiele zastosowań przemysłowych. – znów robi krok w prawo, jakby czekając aż sobie ludzie to wszystko wizualizują – To może stać się przyszłość human puppy, proszę państwa. Jesteśmy w stanie stabilnie mieszać DNA różnych osobników, w celu maksymalnego ich wykorzystania…

    I tak przez kolejną godzinę, prezentując różne wariacje. Człowiek. Łyse, bezbronne zwierze, które zdominowało inne i poczyniło w nim zmiany. Udomowił wilka, zrobił mopsa. Udomowił kurę i zamknął ją w klatce by dawała mu jajka. Z groźnego karakala domowego mruczka. Z własnej samicy dojną krowę. Nie, tata nie interesował się chimerami. Czasem, gdy rozmawialiśmy już o biznesie i jego “naukowym” aspekcie, to wypowiadał się o tym pobłażliwie. Ciekawiły go, ale traktował to jako „coś pobocznego”. Czy gdyby Sara miała puchatą kitę z tyłu, kochałby ją bardziej?

    A potem zaczyna się popis głupoty. Czyli ujawnienie, czemu naprawdę przyjechali. „Wstępne rokowania projektu…”, „rozwój i wprowadzenie do masowego użytku”, „przyszłościowe rozwiązania”. Dałoby się to zamknąć w zdaniu „potrzebujemy kasy i ludzi, którzy by umieli to zrobić, jak nam to dacie, to za kilka lat dostaniecie słabe prototypy, bo mamy ambitnego faceta”. Mimo to, sala ją oklaskuje, gdy zapalają się światła.

    Puszek nerwowo wciska się w moje ciało. To właśnie powód, czemu miała siedzieć gdzieś, a nie jechać. Głaskam ją i całuje w czubek głowy. Niemal czuje, choć obcięte, pazury wbijają się w skórę przez materiał koszulki. Kić jesteś, za płaski na krówkę, nie tej płci na psa wojennego. Jedynie da się z Ciebie zrobić, to pasztet dla nich u mamy. Mocniej wciska się na moje kolana, przytulając do cycków i dmuchając ciepłym oddechem.

    Po lewej Cola usnęła na siedzącej bokiem Carmel. Brownie gra na konsolce, wyraźnie nie zainteresowana prezentacją. Po chwili jednak chowa ją do torby, podobnie jak pusty pojemnik, butelki z piciem i łaskocze małą po brzuchu. Ta otwiera oczy, ziewa przeciągle siadając. Szepczą coś między sobą, po czym wstają, zabierają ją za łapki i idą w stronę przejścia. Cola odwraca się jeszcze i macha znów do mnie paluszkami, ale Carmel opuszcza jej łapkę i znikają w tłumie, jakby same były jego częścią.

    Wiele osób widząc mnie, a właściwie rozpoznając kurtkę taty, podchodzi i ściska mi rękę. Na spaleniu ciała była tylko najbliższa rodzina, ale najwyraźniej jego śmierć mocno się odcisnęła w świadomości starej śmietanki. Zawsze pada jakaś wersja formułki „przykro mi z powodu ojca”, „był niezastąpiony w swoim fachu”, „drugiego takiego nie będzie, jakby to zobaczył, pewnie już by na kartce rozpisywał wszystko i za tydzień miałby tak zapłodnioną sukę”. Wskazywanie na wciąż kryjącą się w moim cieniu Aiszę „widać, idziesz w jego ślady, pamiętam ta jego małą blondynkę, co wyglądała przy nim jak dziecko, gdy ją nosił na rękach, ustrojoną jak królewnę, ale też co zrobił Ianowi jak spróbował ją tknąć”. Kilka starszych kobiet, którym zawsze towarzyszy jurny latynoski kundel o rozbudowanej muskulaturze gładkiego ciała, pyta o mamę, czemu nie przyjechała, ale zgodnie z prawda odpowiadam, że „ma zamiar przejść na coś w stylu emerytury i odpocząć, moja siostra będzie się zajmowała hodowlą”, na co kiwają głowami. Kiedy jednak już mam się zbierać, zaczepia mnie od tyłu znajomy głos.

    – Pani Blackoak? – pyta dziwka Green – Dowiedziałam się niedawno. Przykro mi z powodu tej straty. Pan Dawid miał wielkie zasługi w naszej firmie, chociaż jego pochodzenie…

    – Panna. – poprawiam ją – Nie był moim mężem, tylko ojcem. – wygrzebuje z kieszeni gumę antynikotynową i wsuwam do ust – Chimery tak? Mozaika czy przeszczep? Podejrzewam to drugie, chociaż pewnie też nie jest najbardziej skuteczne. Już samo poprawienie kilku genów, które mają sprawić, że dziecko nie będzie leworęczne czasem stwarza problemem.

    – Cóż, to ósma prezentacja na starym kontynencie i jest duże zainteresowanie. – sztucznych uśmiech raszpli wydaje się być efektem botoksu – Nasz specjalista spotyka się z różnymi wybitnymi umysłami różnych regionów, ale to tutaj mieliśmy nadzieje na tego najlepszego. Zwłaszcza, że są…

    – Tata wycofał się z branży jeszcze przed moimi narodzinami. – jeszcze jedna, bo to cholerstwo nie pomaga – Jedynie dłubał coś tam w domu, ale głównie podsyłał rozwiązania dla pana Kellera. Sądzę, że nie przyłożyłby do tego ręki. Uważał, że biznes powinien co raz bardziej starać się rozdzielać pojęcia human i puppy, a następnie próbować oswoić społeczeństwo z tym jako wybieraniem mniejszego zła. Dzisiaj nie handluje się już towarem, ale usługą wykonywaną przez niego. Surogacja, seks, praca, mleko i jego produkty, pracownicy zdolni pracować siedemnaście godzin w ciągu doby w miejscach, gdzie robot zawiedzie… Twierdził też, że społeczeństwo po Incydencie Azjatyckim nie będzie miało bardzo długo chęci na nową wojnę, więc inwestowanie w produkty militarne to głupota. Jego technologia klonowania byłaby wybawieniem rynków medycznych. Natychmiastowe przeszczepy nowiutkich organów, chodzące ubezpieczenie zdrowotne. – trzecia, dopiero teraz czuć coś na wzór smaku papierosa w ustach – Jeśli szukają państwo jakiś wyników badań, dysków twardy czy coś, to nie ma niczego takiego, ale jeśli by było, raczej tego bym nie przekazała.

    – Cóż, doceniam pani uwagi. – prawie słychać skrzypienie, gdy próbuje przestać się uśmiechać, ale nie może – Liczy się dla nas każda opinia. Bardzo żałuje, że pan Blackoak nie wyraził jej osobiście, bo rzeczywiście, przyczynił się bardzo do rozwoju techniki klonowania, ale nie on był jej autorem. Nasz inżynier był bardzo zawiedziony faktem, że nie udało się mu z nim skontaktować. – odwraca wzrok – Niemniej, dziękuje pani za poświęcony czas, panno Blackoak, ale muszę odbyć jeszcze kilka rozmów, bo dzisiaj odlatujemy. – po czym odchodzi.

    Przemądrzała kretynka. Nie wiem jak bardzo musiałby być cudownym człowiekiem, by znaleźć tatę. Chociaż wciąż też nie wiadomo, jak dokonał tego nasz rzekomy „brat”. Dbaliśmy przecież, by nie pozostawić jakichkolwiek śladów, nawet nasze akty urodzenia są równie fałszywe, co narysowany kredkami świecowymi przez Oszkę banknot. Ale człowiek musi gdzieś mieszkać, chociaż daleko od cywilizacji, która pozostawia co raz mniej białych plam. Mama pewnie każe mi się stamtąd wyprowadzić, chociaż lubię ten dom. Czuje, jakby wciąż w nim był.

    Ciocia, według własnych słów, mieszka w starym domu taty. Mama dodała, że to tutaj życie zaczęła Sara. Samochód Asenaty stoi już na niewielkim podwórzu, obok tego Majki. Kiedy dojeżdżam obok nich, mam wrażenie, że robię coś złego. Przecież to tylko cholerny samochód, nic więcej. Tak samo jak ta kurtka i ten dom…

    Czemu to zrobiłeś, co? Czemu nas zostawiłeś? Tyle razy mogłeś powiedzieć, jak Ci ciężko, opiękowałybyśmy się tobą, zawsze to robiłyśmy wszystkie. Ale ukrywałeś to za uśmiechem kochanego taty, dobrego Pana Dawida, geniusza z branży. Mówią o tobie teraz takie rzeczy, które bolą, tato. Okazuje się, że teraz masz troje dzieci, twój kot cierpi, a ukochana robi to samo co ty. Ukrywa wszystko, co czuje i każe nam też to robić. Dlaczego więc, tato? Co byś powiedział, widząc te trzy tam, tak podobne do tego co kochasz?

    Aisza przeciska się między siedzeniami na fotel pasażera i otula mnie łapkami, widząc, że płacze. Wkłada mi twarz w ramię i głaska czubkiem głowy. Przyciskam do niego policzek, oddychając przez usta i pociągając nosem. Mam Ciebie. Prezent, który ma mnie powstrzymać przed głupotą. Prawda, Puszek? Całuje ją lekko, unosi znów łepek i patrzy na mnie swoimi piwnymi oczkami. Robisz to, bo musisz czy bo chcesz? Nie dowiem się pewnie nigdy.

    Staram się w miarę ogarnąć, by nie widać było, że znów płakałam. Wysiadamy razem, drzwi do domu są otwarte. Kiedy wchodzimy do salonu, wita nas okrzyk.

    – Wszystkiego najlepszego, siostra! – wita mnie Asenata, ściskając z całej siły w swoje ramiona – Tylko nie mów, że zapomniałaś o własnych urodzinach?

    Szczerze? Zapomniałam. Ale skoro się postarali? Ciocia ma biały, migdałowy tort z dwudziestoma trzema świeczkami i marcepanowymi figurkami zajączków na wierzchu. Sara, ubrana w białą koronkową sukienkę podobną do koszuli nocnej, uśmiechając się słabo, też mnie przytula delikatnie.

    – W sumie ciężko mi życzyć czegoś dziewczynie, która ma wszystko. – składa mi życzenia – Więc chyba tylko więcej tego co dobre, a mniej co bolesne, prawda?

    Potem Majka, która wieszała balony.

    – Żebyś w końcu się nawróciła na właściwą drogę miłości lesbijskiej, nie była aż tak głupia i w końcu polubiła lepsza muzykę. – buziak, buziak – Poczekaj na to, co Mauren i Oszka wymyśliły.

    Cliford, ściska po prostu mi dłoń, uśmiechając się na swojej zarośniętej twarzy.

    – Sukcesów godnych nazwiska. – mówi swoim barytonem – Jak mój ojciec dowiedział się, że zaręczyłem się z twoją siostrą, piał z zachwytu. – szczerzy kły – Ale wierzę, że tobie też się uda wiele osiągnąć.

    Ciocia, przytulając mnie do siebie.

    – Jak twój tata przecinał twoją pępowinę, to powiedział, że to „najpiękniejsza dziewczynka, jaka mogła się narodzić”. – uśmiecha – I tak zostało. Dziewczynka. Wciąż śliczna, chociaż ja już mam więcej siwych włosów, a moja córka mnie zbytnio naśladuje, więc pewnie nie będę miała swoich wnucząt. Ciesze się, że wy wyrosłyście takie. Mam tylko nadzieje, że będziesz jak najbardziej jak on, gdy był najlepszy.

    Mama, ubrana w ładną sukienkę, staje przede mną, przygląda się długo. Niemal słychać, jak wszyscy nabrali powietrza, jakby czekali na to co ona powie.

    – To zabawne, jak bardzo go przypominasz. – mówi wreszcie – Chociaż Twoja siostra była naszą pierworodną, to ty wdałaś się w niego bardziej. – poprawia kołnierzyk kurtki, ale potem łapie i przytula mnie za szyje do swoich dużych piersi – Miał wpływ na wszystkich, którzy należeli do jego rodziny. Tej prawdziwej. Susan ma rację. Bądź jak on, ale wtedy, gdy był tym najlepszym. To za to zawsze go kochałam i podziwiałam. Dlatego urodziłam jego dzieci.

    Odsuwa się i siada obok Sary, która kładzie głowę na jej boku, jak Aisza mi w czasie prezentacji. Mama uśmiecha się do niej i głaska ją po plecach. Dwie kobiety, które straciły jedynego mężczyznę swojego życia.

    Do pokoju wkracza Pierożek w towarzystwie pewnie osławionej Mauren. Pulchna blondyna ma koszulkę prezentującą wytatuowany dekolti krótkie spodnie pokazujące dziary na nogach. Jest pewnie rówieśniczką Majki. Oszka od razu podbiega do mnie, prawie mnie przewracając. Ma ubraną taką samą, ale dopasowaną rozmiarowo kurtkę i elegancki blond warkocz z wplecionymi, nowymi różowymi pasemkami. Wargi aż świecą od mocnej czerwonej szminki.

    – Wszystkiego najlepszego Taly! – przytula mnie z całej siły – Mauren powiedziała, że możemy później spróbować przerobić Majkę na Pinki Pie, to impreza będzie lepsza, skoro ja już jestem Fluttershy. – całuje mnie zostawiając szminkę na całej twarzy, ale jakoś nie mam ochoty jej tego zabraniać dzisiaj – Mam dla Ciebie prezenty! – przypomina sobie, odrywa się i biegnie znów z pokoju, jej miejsce zajmuje Mauren, podobnie jak Cliford ściskając jedynie dłoń

    – Ta mała bardzo Cię kocha. – mówi z francuskim akcentem – Jak zobaczyła tą kurtkę, płakała długo, że ty też masz taką. Gdy ma się takie skarby przy sobie… – wskazuje Aiszę i za Oszką – Niewiele trzeba więcej od życia, prócz dobrego drinka i miłego rozmówcy w łóżku. Pierwsze mogę Ci zapewnić zawsze, o drugie May będzie zazdrosna.

    Śmiejąc się, wraca do swojej dziewczyny, akurat gdy Oszka wraca z zapakowanym, dość nie dużym prezentem i drugim, małym prostokątnym puzderkiem otulonym papierem i kokardką. Patrzę na to wszystko, na nich. Myślę o tym co mówią. Wiem, czyjego głosu brakuje, ale przełykam tą gorzką pigułę w sobie. Postarali się, nie rób im tego, Zajączku. Uśmiecham się do małej, gdy wręcza mi pakunki.

    – Ten jest mój! – wskazuje na większy – Otwórz, otwórz!

    – A mogę chociaż usiąść, Pierożku? – uśmiecham się – I zaopiekujesz się Aiszką? – wskazuje kotkę, która wciąż nieśmiało kryje się za moimi plecami – Weź ją na dywan czy coś. – odpinam jedną ręką smycz od obróżki, a Oszka bez dalszych próśb porywa moją kicie i siadają na dywanie obok siebie, gdy udaje mi się usiąść obok Sary, otwierając delikatnie papier, zastanawiając się co mogła wymyślić blondynka – Raczej to nie kucyk, co? – szepcze do niej, a ta w odpowiedzi chichocze cicho, kręcąc głową, gdy z opakowania wyciągam oprawiony w ładną ramkę obrazek, wykonany już nie pokracznie i dziecinnie, ale jakby narysował go rysownik amator przedstawiający mnie przytulającą się z Aiszą i Oszką w fotelu, chociaż nadal widać niewielkie problemy z cieniowaniem, proporcjami, to względem robienia kanciastych kółek i kolorowania obrazków to jak skok o całe poziomy zdolności, tym bardziej jeśli rysowała to z głowy – O jeju… – wygląda naprawdę zachwycająco – Ona to narysowała?

    – Tak. – mówi cicho Sara – Nawet nie wiedziałam, że tak potrafi… – spogląda na swoją córeczkę, która teraz bawi się z Aiszą w łapki – Zapytałam go, czy może. Drugi raz w życiu zebrałam się na odwagę, by z nim naprawdę porozmawiać, jak po tym, gdy chciałam by zabrał mnie z powrotem do domu. Mógł. Podarował mi ją, jej życie, bym mogła otrzeć łzy po tych, które odeszły. Miała ich wszystkich cząstkę połączoną ze mną. – czuć w jej głosie smutek – Dlatego nigdy więc nie chciałam, by zaznała bólu jako człowiek, zawsze mogła być tym niewinnym dzieckiem. Sama jednak znalazła drogę, ale też z niej wraca do domu, do swojej mamy, nie idąc nią zbyt daleko…

    – Sara… – zaczynam cicho, a ona znów kręci głową i nadal patrzy na swoją małą córeczkę, która wygrała i całuje Aiszkę w usta, więc po prostu unoszę sześcian – A drugi prezent? – pytam głośniej

    – Majka go przywiozła z kolacji, na której była z Mauren. – mówi głośno Pierożek – Nie miałam o niej mówić, bo spotkały się z… – nim Majka zdąży do niej doskoczyć zsuwając się z kolan swojej dziewczyny i zatkać jej usta, mała zdążyła dokończyć – … tym złym jak Discord panem. Wzięła od pani Zuzi numer do niego i się spotykali i mfmfmfmf… – tym razem już ma dłoń na ustach

    – Złym panem Discordem? – zastanawiam się skąd znam to stwierdzenie – Majka, spotykałaś się za plecami wszystkich z tym Salomonem?!

    – Nie, Oszka ma bujną wyobraźnie. – mówi ruda, wciąż trzymając rękę na jej ustach i drapiąc po łokciu wolną ręką – Spotykałyśmy się z bratem Mauren, który ma pseudonim Discord i…

    – Kochanie, tylko mój brat wiedział, że zawsze drapie się po lewym łokciu jak kłamię. – mówi ciocia, odpalając świeczki na torcie – Widać, coś jest w nas takiego, że lubimy łamać zakazy rodziców.

    – Oj mamooo… – mruczy ruda – Pomyślałam, że czuje się obcy na nieznanej ziemi, więc po prostu z Mauren zaprosiłyśmy go do restauracji. Ot po prostu przyjacielska rozmowa. Prawda, kochanie? – spogląda na Mauren

    – Przywiózł prezent dla Tality, bo mu wygadałaś, że ma urodziny jak ciągle ze sobą pisaliście przed tym spotkaniem. – wywraca oczami – Cały wieczór gadaliście jak starzy znajomi. Te same filmy, książki, muzyka… Podejrzewam, że jakby to była Salomena, to byś się na nią rzuciła, zerwała z niej ubrania i gwałciła na tym stole przy wszystkich.

    – Mhmhm. – pokazuje jej język i wypuszcza Oszkę, która wraca do swojej zabawy z Aiszą – Po prostu pomyślałam, że skoro może być częścią rodziny to…

    – Później o tym porozmawiamy, dzisiaj mamy inny ważny dzień. – mówi ciocia i przesuwa ciasto bliżej mnie – Pewnie nie jest taki, jakby go zrobił Dawid, ale musiałam go zrobić z pamięci. – uśmiecha się – Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki, pewnie się spełni.

    Spoglądam jeszcze raz na karteczkę doklejoną do prezentu. „Dla smutnej Dziewczynki, od głupiego Człowieka, który przybył w Pokoju” zapisane odręcznym pismem. Znów mam sześć lat. Mama trzyma mnie na rękach, gdy tata podaje tort do zdmuchnięcia. Asenata stoi przy jego boku. Sara trzymająca malutką Pierożke na rękach też stoją obok niego Jest też ciocia i Majka ze swoją pierwszą dziewczyną, całują się za jej plecami. Pomyśl życzenie i dmuchaj mocno, Zajączku, ile siły w buzi. Jak nie zgasną wszystkie, to się nie spełni. Chcę więc, żeby… Dmucham, a płomyki wszystkich świeczek gasną.

    W pewnym sensie, nawet Aisza wydaje się teraz dobrze bawić. Oszka ochoczo karmi ją łyżeczką z ciastem, gdy siedzą naprzeciwko siebie, na dywanie. Usta ma czerwone od szminki po całej masie pocałunków. Miękkie, puszyste ciasto przekładane kremem migdałowym. Sara siedzi przy cioci, Asenata na kolanach Cliforda, Mauren przytula Majkę w romantycznej pozie. Tylko ja i mama zdajemy się teraz samotne. Nie można powiedzieć o niej wdowa, bo nigdy formalnie się nie pobrali, nie mieszkali nawet razem. Ale byli blisko. Odstawiam talerzyk i znów oglądam zapakowaną ładnie kostkę.

    – Więc… – zaczynam wolno – Czy on…

    – Rano zrobiłam ostatnie testy. – mówi ciocia, też odkładając swój – Wyniki ciągle były nieoczywiste, dając dziwne rezultaty. Zostałam lekarzem, bo chciałam pomagać dziewczynom, które trafiały na ostrzejszych właścicieli. Brat mnie do tego przekonał. – uśmiecha się pod nosem – A potem zabrał mi zajęcie, tworząc łudzące repliki człowieka. Ich kod genetyczny też jest podobny do głównego wzorca, ale gdy porównujesz go z oryginałem, widzisz pojedyncze zmiany, niby nie dostrzegalne bez tego. To nie kserokopia, młodsza wersja tego samego obiektu, która zachowuje wszystkie dane oryginału na zasadzie podmienienia kodu w jądrze komórkowym. – spogląda w stronę Majki – Przecież studiowałaś podstawy inżynierii genetycznej i chyba się uczyłaś w szkole na biologi, prawda?

    – Jesteśmy sumą mieszaniny danych naszych przodków. – odpowiadam – Są podobieństwa, ale łatwiej wskazywać różnice. Można mieć więcej z taty – teraz to ja patrzę na Ase, która ma swoją lekko ściemniałą skórę, jak latynoska – Albo z mamy. Ale oni są sumą dziadków, więc rodzice mogą mieć ciemne oczy, ale jeśli oni oboje mieli jednego rodzica o niebieskich oczach, jest szansa, że dziecko też je będzie miało. – przytulam głowę do mamy – Chyba, że ktoś coś w tym przekształci lub pomiesza, co jest obecnie normą w hodowlach. Skoro mamy to za sobą, to…

    – Tak. – mówi wreszcie ciocia i wzdycha – Dawid zawsze tym bardzo się przejmował. Trwale wypalił sobie linie papilarne, zawsze usuwał z ciała włosy, jeśli jadł poza domem dokładnie wycierał naczynia z resztek śliny, sam zmywał lub odmawiał posiłku. Nigdy też nie pokazywał się bezpośrednio w miejscach publicznych, które nie były związane z branżą. Wiedział, że ze swoją chorobą się nie ukryje, będzie zwracał uwagę. Dzisiaj ten pojedynczy gen, który dla niego był błędem, dla wielu byłby spełnieniem marzeń wielu hodowli samców. – przytula do siebie lekko Sarę, która ulega jej rękom i kryje się w ramionach – Ja i Alice wiedziałyśmy, że byłby temu przeciwny, ale to było jedyne rozwiązanie. Jeśli chłopak naprawdę był jego synem, jako normalna osoba, nie miał prawa żyć. W momencie, gdy pojawił się w domu, podpisał swój wyrok śmierci. Cała ta rozmowa, badania to tylko przykrywka, albo raczej samo zaspokojenie ciekawości. Kiedy tylko wróci na teren Nowych Stanów Zjednoczonych, zostanie wymazany. – znów wzdycha – Tak, Salomon był jego synem z przypadkowego związku, nosicielem jego DNA.

    – Szkoda… – mruczy Majka, przytulona do cycków swojej dziewczyny – Szkoda, że nie poznaliście go wszyscy lepiej. Lubił jeździć motorem po pustyni, oglądać niebo. Wieczory spędzał oglądając stare filmy. Widać było, że wojsko odcisnęło na nim swój ślad. Zachowywał się momentami jak tresowany pies, ale to raczej samodyscyplina, którą sobie zafundował. Mieszkał sam w towarzystwie trzech kotów, lubił też pomagać innym. Zamówił dobrze wysmażony stek i…

    – Powiedziałaś po kolacji, gdy już leżałyśmy w łóżku, że jakby ubrać mu buty na dużym obcasie, rozjaśnić skórę o odcień i ogolić to wpisz wymaluj jadłabym z wujkiem Dawidem. – mówi Mauren z uśmiechem – Ale pozbawionym tych wszystkich blizn na sercu, które do końca mu ciążyły. – w zamian dostaje od swojej rudej dziewczyny buziaka

    – No cóż, szkoda więc dla niego, że się urodził. – mówi mama, bez większych uczuć w głosie – Salomon Juniper….

    – Grimery. – poprawia ją Asenata, chociaż przecież to mama podała prawidłową informację – Jego matka miała na nazwisko Grimery, więc…

    – Co powiedziałaś?! – ciocia poodskakuje z miejsca – Przecież przedstawił się…

    – Tak, ale potem przeglądałyśmy zdjęcia w zeszytach taty… – zaczynam – Było tam to samo, które pokazywał jako tatę z swoją matką, Max i z tyłu było napisane Max Grimery, co dziwne bo przedstawił się…

    Ciocia unosi rękę, uciszając mnie i patrzy na mamę dysząc. Mama też ma szeroko otwarte oczy, jakby nagle zrozumiała coś dziwnego. Obie patrzą na siebie. Cliford robi się blady, Majka i Mauren podobnie otwierają usta. Tylko ja, siostra, Sara, Aisza i Oszka nie rozumiemy o co chodzi…

    – Jeśli to prawda… – zaczyna mama – Nie, Dawid nie mógł przecież…

    – Nikt nie wiedział, co się działo w czasie tamtego roku, a jak wrócił to zaczął swoją pracę… – kontynuuje ciocia – Niedługo potem dzięki temu urodziłam Majkę… Mógł chcieć zrobić na złość ojcu, którego tak bardzo nienawidził…

    – Cholera, oszukał mnie! – krzyczy kuzynka – Wiedziałam, że jest za miły! – podkula się, płacząc – Wszystkie te cudowne opowieści, które rysowały go jako zwykłego, sympatycznego faceta, który chciał tylko odnaleźć swojego tatę, którego nie poznał i…

    Widząc ich reakcje, wciąż zastanawiam się nad tym prezentem i kartką, którą przykleił. „głupi Człowiek, który przybył w Pokoju”. To nie pasuje do ich reakcji. Juniper, czy Grimery. Brat, to już na pewno. Taki, który nie poznał taty.

    – O co chodzi? – mówi wreszcie Asenata – Też mi coś świtało to nazwisko, ale nie mogłam skojarzyć i…

    – To nazwisko rodowe, nie przypadkowe. – mówi jej Cliford – Jedna z trzech rodzin, założycieli i właścicieli amerykańskiej fundacji livE. – upuszczam pudełko – Tej, która stworzyła całą podstawę biznesu, który wszyscy znamy…

    – To też… – mówi ciocia, a z jej oczu idą wolno łzy – Ale to oni… To oni podarowali naszemu ojcu Heban, matkę Dawida…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Inspiracje, czyli jakie dziewczęta “pomogły” tworzyć postacie:

    – Victoria Green – w sumie nie ma swojego fizycznego odpowiednika bezpośrednio, ale łatwo da się wskazać “gwiazdy” dążące do utrzymania wyglądu uzyskując efekt odwrotny – czyli silikon, botoks i inne cudowne zabiegi

    – Cola – Colleen A (Ahe)
    – Brownie – Iva (Iva Rogned)
    – Carmel – Nikia A (Ahe) 
    Hm, ciekawe do kogo mogą należeć… Hmmmm, może wy wiecie? 

    Mauren – Farrah Paws

    W między czasie w oczekiwaniu na vol 5 zapraszam was do komentowania i czytania pobocznych tekstów (jest już pierwsza część “Mam na imię Matylda” utrzymanej w duchu dwóch ostatnich voli Kota). Sposorem volu 4 była wódka palona z suszem owocowym, która wyczarowała 10 stron w 4 godziny i wściekły korektor, który pomaga wyłapywać błędy w tekstach, zabraniający pisać po pijaku.

    PS: W tekście poza jak zawsze, nawiązaniami do poprzednich części oraz pozwalających zobrazować całość, ukryłem kilka informacji co do kolejnych. Jeśli więc się zastanawiacie nad pewnymi rzeczami, odpowiedź może brzmieć “tak” lub “możliwe”.

    Pozdrawiam też Weronike, L.S., Salamandre i AnonimowegoAnonimowego oraz wiele innych osób skrytych pod różnymi pseudonimami, na których zawsze mogę liczyć, że przeczytają i nawet się wypowiedzą, a wierni czytelnicy zawsze cieszą pisarza 🙂

  • Wspomnienia z dziecinstwa – Nowe otoczenie cz.2

     Oczywiście, że się zgodziłem.

     Możliwość gry na nowym sprzęcie i obietnica Emilki zrobiła swoje. Po pierwszej próbie okazało się, że nie tylko jestem najmłodszym członkiem zespołu, ale jako jedyny znam wszystkie znaki na pięciolinii. Jak zwróciłem uwagę, dlaczego grają o pół tonu za nisko i czy nie widzą krzyżyka, patrzyli na mnie jakbym uciekł z wariatkowa. Odliczyłem tempo do czterech i zagrałem poprawnie cały utwór. Kiedy skończyłem nastąpiła grobowa cisza. Spojrzałem na chór. Teraz nie tylko Emilka patrzyła “maślanymi oczami”, ale większość dziewczyn. A było ich sześć.

     – No i tak panowie ma to brzmieć – usłyszałem za plecami głos. Ksiądz był bardzo zadowolony.

     – Ty, skąd go wytrzasnęłaś? – usłyszałem szept jednej z dziewcząt. – Jest z twojego osiedla? – wyszeptała druga.

     W czasie, gdy ksiądz tłumaczył jak zespół ma się zgrać, dziewczyny zbiły się w ciasną grupkę wokół koleżanki i szeptały gorączkowo spoglądając co chwila na mnie. Po próbie przyszły z Emilką jej trzy koleżanki.

     – Cześć, jestem Kaśka! – przedstawiła się pierwsza.

     – A ja Agnieszka!

      – Ania! – ściskałem delikatnie po kolei każdą wyciągniętą dłoń. Kiedy puściłem ostatnią, ta przytrzymała mnie chwilę dłużej. Kiedy spojrzałem na nią, patrzyła mi głęboko w oczy bez zażenowania.

     – Widziałam cię wcześniej na próbach, ale nie wiedziałam, że jesteś znajomym Emi.

     – Mówiła, że nie dawno się przeprowadziłeś – wtrąciła Kaśka.

     – Świetnie grasz, chodzisz do szkoły muzycznej? – zapytała Agnieszka.

     Szczebiotały jedna przez drugą, zadając pytania i nie czekały na odpowiedź. Przyglądałem się, lekko speszony, gdyż pierwszy raz ktoś zachwycał się moją osobą.

       Muszę nadmienić, że nie byłem brzydki. “Elvisem” też nie, raczej przeciętnym chłopakiem jakich wielu. Później dowiedziałem się, że dziewczyny nie patrzyły tylko czy chłopak jest przystojny, ale na jego umiejętności. W szkole zawsze powodzenie mieli świetni sportowcy, wokaliści, w sumie każdy, kto wyróżniał się z tłumu. Bardziej były zachwycone moją grą niż mną.

     Patrzyłem na Emilkę, która w tym czasie była “w siódmym niebie”. Ale głupiutka nie zauważyła, że wszystkie ze mną flirtowały.

     – Jeśli nie znasz miasta, chętnie ci pokażę fajne miejsca – powiedziała Kaśka.

     – Emi mówiła, że lubisz rock, mam kilka fajnych płyt, wpadnij do mnie to posłuchamy – Agnieszka uśmiechała się zachęcająco.

     – Chciałabym grać na gitarze, dałbyś mi kilka lekcji? – Anka nadal wpatrywała się we mnie uporczywie.

     – Ty na gitarze?? Chyba na flecie! – walnęła Kaśka i wszystkie trzy zachichotały, oprócz Emilki. Nie zrozumiała żartu.

     – Żeby znaleźć na wszystko czas musiałbym się roztroić, ale nie mówię nie.

     – Ekstra, musimy spadać, ale pogadamy na następnej próbie, cześć.

     Odeszły rozmawiając i gestykulując między sobą.

     – Fajne są co? – spytała Emilka – teraz w chórze jest tylko jeden temat.

     – Jaki?

     – Ty! Chcą wiedzieć wszystko o tobie! A ja tak naprawdę to niewiele wiem. Nigdy nie opowiadałeś mi o sobie.

     – Bo nie ma o czym – odpowiedziałem, ale zdałem sobie wtedy sprawę, że nigdy nie byłem zbyt wylewny, jeśli chodzi o zwierzenia. Idąc do domu opowiadała mi o koleżankach. Zrozumiałem, że są całkiem inne niż ona. Obyte w miastowych imprezach, w towarzystwie, nie są ukierunkowane tylko na religię i kościół.  Podejrzewałem, że Emilka też byłaby inna, gdyby nie jej matka.  Jak zwykle zarzucała mnie informacjami bez przerwy. Ale ja myślami byłem już gdzie indziej.

     – Wejdziesz do mnie? – przerwałem jej trajkotanie – rodzice wrócą późno, będziemy sami.

     Milczała przez chwilę, wiedziała co chcę dzisiaj robić.

     – Nie chcesz? – spytałem, bo miała trochę strapioną minę.

     – Chcę..tylko..to nie może się wydać..to co robimy..nie możesz powiedzieć nikomu, rozumiesz?

     – Jasne.

     – A jak się wygadasz niechcący? Znasz teraz moje koleżanki, a one są bardzo ciekawskie.

     – Nie ma mowy.

     – Przysięgnij!

     – Co?

     – Przysięgnij, że nikomu nie powiesz!

     – Przysięgam.

     Odetchnęła z ulgą i na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.  Po wejściu do pokoju Emilka od razu rozebrała się do naga, bez jakiegokolwiek wstydu. Wstyd – dziwne uczucie. Kiedy pierwszy raz rozbieramy się przed kimś obcym, bardzo się wstydzimy. Za drugim razem, wstydu jest połowę mniej. Za trzecim, czy czwartym razem, po wstydzie nie ma śladu. Emi zachowywała się, jakby była sama. Usiadła na materacu rozkładając nogi i wygładzała włoski na łonie. Powiedziała mi kiedyś, że trzeba wyglądać porządnie w każdym miejscu i nie będę oglądał jej “tam” rozczochranej :). Po chwili, również goły usiadłem obok niej. Wzięła członka do ręki i zsuwając napletek przyglądała mu się intensywnie. Wreszcie pochyliła głowę i zaczęła pieszczoty ustami. Niestety nie wiedziała nic o seksie oralnym. Obejmowała główkę palcami i całowała trzon. Zjeżdżała wargami aż na jądra, jednak takie muskanie bardziej mnie łaskotało niż podniecało. Cmokała przy tym jak dziecko całujące ciocię na pożegnanie.

      – Emilka..musisz pieścić trochę inaczej..

     – Przecież chciałeś żebym całowała – uniosła głowę zdziwiona.

     – No..ale to nazwa umowna.

     – To jak??

     – Musisz lizać główkę.. 

    – Tak jak ty mi cipkę?

     – Właśnie i ssać.

     Spoglądała zdezorientowana na członka, którego ciągle trzymała w rączce, i na mnie.

     – Ssać???

     – Musisz go włożyć do buzi i ssać – powiedziałem zniecierpliwionym tonem. Masa pytań na które musiałem odpowiadać, męczyła mnie. Usłyszała irytację w moim głosie, bo przestała pytać, tylko wpatrywała się w penisa i przetwarzała informacje. Przeszła do poprzedniej pozycji i trzymając głowę nad członkiem zsuwała powolutku skórkę. Wreszcie ściągnęła ją, zamknęła oczy, otworzyła usta i objęła prącie wargami. Przez kilka sekund nie działo się nic. Otworzyła tylko oczy rozglądając się na boki. Po chwili uniosła głowę i zaczęła głośno oddychać. Okazało się, że wstrzymywała przez cały czas powietrze. Zrobiła parę wdechów i znów się pochyliła.

     – Dobrze? – zapytała za kolejnym razem.

     – Nie do końca – odpowiedziałem, gdyż nie chciałem jej ganić. Naprawdę się starała, tylko jej nie wychodziło. Zrobiła smutną minę spuszczając głowę.

        Wtedy wpadłem na pomysł, jak ją przeszkolić.

     – Daj rękę – powiedziałem unosząc jej dłoń. Zacisnąłem jej pięść, pozostawiając wyprostowany tylko palec wskazujący. Następnie włożyłem go w usta i zacząłem ssać, lizać, ciągnąć wargami, wszystko to, co chciałem żeby robiła z moim penisem. Przyglądała się uważnie z szeroko otwartymi oczami.

     – Tak trzeba pieścić.

     – To jest..przyjemne.

     – Mnie będzie sto razy przyjemniej jak zrobisz to na nim – kiwnąłem głową w dół.

     – I nie musisz wstrzymywać powietrza, oddychaj nosem – dodałem.

     Ułożyła się między moimi nogami kładąc się na brzuchu i od razu przeszła do rzeczy. Zmiana była ogromna. Ssała cudownie, z dużą siłą zaciskając wargi.  Wyjmowała go z buzi tylko po to, żeby lizać go całą powierzchnią języka. Miała tylko kwaśną minę – widziałem, że trochę się brzydzi.

     – Tylko nie tryskaj mi w buzi, proszę cię – wtrąciła między pieszczotami.

     – Obiecuję – westchnąłem, gdyż moje podniecenie było już bardzo duże. Po kilku minutach wiedziałem, że eksploduję.

     – Zaraz..dojdę – ledwo wyjęczałem. Uniosła głowę w ostatniej chwili – potężna salwa wytrysła do góry ochlapując jej policzek. Odchyliła twarz nie przestając ruszać rączką. Takiej fontanny nie miałem od dawna. Emilka przyglądała się zaskoczona, pierwszy raz widziała taki wytrysk. Strzelałem regularnie mocząc sobie brzuch, a jej dłoń. Kiedy źródełko przestało bić, leżałem jak nieżywy. Puściła członka i suchą ręką zaczęła grzebać za materacem. Znalazła ręcznik i wycierając się patrzyła na pobojowisko.

     – Chyba było ci dobrze. Takie to fajne?

     – Cudowne. Dawno tak się nie czułem.

    Położyła się obok, rzucając na mnie ręcznik. Gdy doprowadzałem się do porządku, patrzyła na mnie podniecona.

     – Możesz.. mnie też possać?

     – Spróbuję – odpowiedziałem.

     Rozłożyła szeroko nogi, a ja kładąc się pośrodku, przyglądałem się cipce. Nie wyróżniała się niczym szczególnym. Włosy łonowe rzadkie na podbrzuszu, gęstniały i schodziły się do środka, by przerodzić się w gąszcz tuż nad łechtaczką. Wargi sromowe okalające cudowne, kobiece wejście, nie miały już tak bujnego zarostu jak wzgórek. Łechtaczka, wyłaniająca się leciutko spod napletka, aż prosiła się, by przyłożyć do niej usta. Wilgoć w dolnej części informowała o gotowości do pieszczot. No i zapach. Oszałamiający, nęcący, odurzający, z lekką domieszką potu, przyprawiał mnie o zawrót głowy. Poruszałem nią w różne strony wchłaniając wszystko jak drapieżnik, który węszy za swoją ofiarą. Namierzyłem ośrodek przyjemności, rozszerzyłem wargi palcami i złożyłem pierwszy pocałunek. Zadrżała wciągając głośno powietrze. Muskałem delikatnie językiem wargi mniejsze, wjeżdżając nim aż na szczyt. Po kilku minutach takiej zabawy nabrzmiały srom był w pełnej gotowości. Wtedy wciągnąłem w usta wszystko co wystawało i zacząłem delikatnie ssać. Dół wyślizgnął mi się, więc otworzyłem usta szerzej i znów wciągnąłem wszystko do środka. Jak zaczynało się wyślizgiwać, powtarzałem czynność ciągnąc coraz mocniej. Oparłem ręce o materac, wciskając głowę jak najgłębiej. Ciało Emilki nie zostawało bez odzewu. Czułem, jak jej mięśnie napinają się, słyszałem jej szybki oddech, biodra zaczynały wykonywać okrężne ruchy. Jedną reką szukała po omacku poduszki, wiedziałem co za chwilę nastąpi. Przystąpiłem do szturmu. Ssałem, lizałem, żułem jej cipkę bez opamiętania. Widziałem jak przyciska sobie poduszkę do twarzy.

     Ale zapomniałem o jednym.

      Wraz z pierwszym jękiem jej uda zatrzasnęły się na mojej głowie jak pułapka na łbie niedźwiedzia. Oplotła mnie nogami, przyciągając do siebie, a biodra wysuwała co chwila w szalonych drgawkach. Ogłuszyła mnie, bo zaczęło dzwonić mi w uszach. Całą twarz miałem przyciśniętą do jej krocza. Uniosłem się na rękach, ale niewiele to dało. Biodra Emilki uniesione w górze drgały wraz z moją głową. Musiało to dziwnie wyglądać. Szamoczący się chłopak i dziewczyna gwałcąca go w usta.

     – YmMmyemm – tylko tyle wybulgotałem z ustami przyklejonymi do jej cipki, jak glonojad do ścianki akwarium. Złapałem za kolana i rozchyliłem na tyle jej uda, aby opuścić głowę i zaczerpnąć powietrza. Natychmiast przylgnęła do mnie z powrotem i teraz mój nos zanurzył się w jej.. szparce. Na szczęście miałem wolne usta i mogłem oddychać.

     – Emilka! Dusisz mnie! – krzyknąłem.

     Natychmiast zwolniła uścisk. Leżała, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Dyszeliśmy głośno obydwoje – ona, bo miała pierwszy raz taki orgazm – a ja pierwszy raz tak zmęczyłem się pieszczotami oralnymi. Twarz miałem mokrą, czułem, że jej śluz mam nawet w nosie, uszy mnie piekły, język jakby trochę spuchł, a usta robiły się spierzchnięte. Opadłem na materac obok Emi. Odpoczywając pomyślałem, że gdybym miał długi nos, mógłbym ją dzisiaj rozdziewiczyć. Zaśmiałem się w duchu, że chyba byłbym pierwszym chłopakiem, który zrobił to nosem.

      Leżałem zupełnie bez sił. Nie chciało mi się nawet ruszyć palcem, więc leżałem jak kłoda.

     – Chcę jeszcze raz!

     – Co?? – myślałem, że się przesłyszałem.

     – Jeszcze raz! Proszę! – błagała.

     Prawie zemdlałem.

       Po tym spotkaniu Emilka stała się fanką seksu oralnego. Swoje umiejętności szlifowała na moim członku, i – muszę ją tu pochwalić – była coraz lepsza. Zauważyłem, że zaczęła się w niej budzić kobiecość uśpiona tyle lat przez matkę. Zaczęła się gustowniej ubierać, ładniej czesać, a nawet zmieniła okulary. Jej potrzeby też były większe niż na początku znajomości. Chciała się częściej pieścić, niestety, nie było gdzie.

       Pewnego razu po próbie powiedziała żebym zaczekał, bo musi coś załatwić. Porozmawiałem chwilę z koleżankami, które chciały się ze mną umówić na różne sposoby. Oczywiście obiecałem “złote góry” jak będę miał wolny czas, po czym zostałem w kościele sam. Zacząłem się już niecierpliwić, ale wtedy usłyszałem szept.

     – Pssst! Tutaj! – odwróciłem się i zobaczyłem Emilkę, która stała w małych bocznych drzwiach. Wpuściła mnie do środka zamykając je cicho.

     – Gdzie jesteśmy? – zapytałem rozglądając się.

     – To magazynek na stare graty. Przychodziłam tu czasami, jak chciałam być sama. Nikt tu nie zagląda.

    Stały tu ogromne, zakurzone świeczniki, jakieś ławki, krzesła. Na stole stojącym pod maleńkim okienkiem leżały chyba zasłony albo dywany. Pod ścianą stał oparty wielki, prawie dwumetrowy obraz.

     – Siadaj tu – powiedziała wskazując na duże krzesło. Przypominało mi tron. Kiedy usiadłem, uklękła przy mnie, rozpinając mi rozporek.

     – Tutaj?? – byłem trochę w szoku.

     – Cicho! Nie mów głośno, bo ktoś nas usłyszy.

    Nie wiem czemu, ale groźba przyłapania podziałała na mnie mocno. Członek w sekundę zesztywniał, zanim zdążyła dobrać się do niego Emilka. Nie musiała długo pieścić. Podniecenie powiązane z lekkim strachem dało bardzo dobry efekt. Nie wiedziałem tylko gdzie tryskać, ale Emi była przygotowana. Wyciągnęła husteczki higieniczne i jak zacząłem szczytować przycisnęła je do główki. Po krótkim odpoczynku chciałem się zamienić miejscami, ale ona miała inny plan. Rozłożyła zasłonę na stole, ściągnęła majtki i siadając na nim podciagnęła kolana do góry odchylając je jednocześnie na boki. Pochyliła się do tyłu opierając plecy o ścianę, co jeszcze bardziej ułatwiło mi dostęp do cipki. Była mocno podniecona. Byłem ciekaw, jak poradzi sobie z orgazmem, żeby być cicho. Kiedy mój język rozkręcił się na dobre, jej ciało zaczęło falować. Trzymałem kolana zabezpieczając się przed “uściskiem śmierci”, a wtedy Emilka uniosła rękę i zagryzła zęby na rękawie koszuli. Oczywiście pisku nie dało się całkiem wyeliminować, ale był cichutki. Po zabawie siedziała jeszcze chwilę na stole machając nogami i uśmiechając się.

     – Pierwszy raz widzę, żebyś się bał.

     – Bo nie chcę, żeby ksiądz nas przyłapał. Lepiej chodźmy, bo jak mu wytłumaczymy co tu robiliśmy?

     – Tu wchodzi tylko pan, który pomaga w pracach porządkowych, ale go teraz nie ma.

     – W porządku, ale chodźmy.

     Zeskoczyła ze stołu, założyła majtki, po czym cichutko otworzyła drzwi robiąc szparkę i po upewnieniu się, że nikogo nie ma, wyszliśmy z kościoła.

       Po tym wydarzeniu mieliśmy już dwa miejsca na naszą zabawę – mój pokój i magazynek w kościele. Jeśli nie miałem wolnej chaty, szliśmy się “pomodlić” nawet w środku tygodnia. Rodzice mi pozwalali, bo mówiłem że mam próby w zespole. Pamiętam, że w jakąś niedzielę przyszli nawet nas posłuchać i ojcu się spodobało. Dlatego nie mieli nic przeciwko, abym częściej chodził ćwiczyć grę. Wiernym też podobała się zmiana, jaka zaszła po moim dołączeniu do zespołu. Na mszy, gdzie dawaliśmy popis naszych umiejętności, były największe tłumy. Ludzie stali aż na zewnątrz i słuchali nas z głośników. Ksiądz był bardzo zadowolony. Chwalił nie tylko mnie, ale i Emilkę, że przyprowadziła mnie do niego.

    W ogóle zauważyłem wcześniej, że ją faworyzował. Dostawała zawsze partie solowe, chociaż inne dziewczyny też śpiewały dobrze. Częściej się do niej zwracał, częściej pomagał, zachęcał, głaskał po plecach i głowie. W głowie zaświtała mi pewna myśl i postanowiłem się przyjrzeć temu uważniej.

       Pewnego razu zabawiając się w najlepsze w magazynku usłyszeliśmy kroki. Odbijały się szerokim echem w pustym kościele, więc było je słychać z daleka. Emilka, która siedziała rozkraczona na stole, uniosła głowę i otworzyła oczy. Znieruchomiałem z językiem na jej cipce. Dźwięk kroków stawał się coraz głośniejszy – ktoś szedł prosto w naszą stronę. Uniosłem się i zbliżyłem powoli do drzwi. Kroki były już bardzo blisko i słychać było nawet głosy.

     – Na pewno tam są, sam je tam stawiałem – usłyszałem męski głos.

     W odruchu paniki przycisnąłem ręce do drzwi i zaparłem się całym ciałem. W ostatnim momencie, gdyż klamka opadła w dół i ktoś próbował je otworzyć. Trzymałem tak mocno, że aż zatrzeszczały. Klamka poruszyła się kilka razy.

     – Dziwne – usłyszałem – zamykał ksiądz na klucz?

     – Nie przypominam sobie, ale mam klucze w zakrystii, proszę chwilę poczekać.

     Usłyszałem oddalające się kroki, ale pojedyncze. Ktoś stał za drzwiami i czekał. Zdjąłem delikatnie ręce i odwróciłem się do Emilki. Siedziała nadal na stole z szeroko otwartymi oczami. Uniosła dłonie w geście przerażenia. Rozejrzałem się po pomieszczeniu.

     – “Co powiedzieć jak wejdą? Co tu robiliśmy? Jak się dostaliśmy skoro drzwi są zamkniete? – myśli przelatywały mi z prędkością światła.

     – “Nie wymigamy się” – myślałem rozpaczliwie. Słyszałem kroki powrotne księdza, widziałem już oczami wyobraźni aferę w kościele, w szkole, w domu, na mieście.

     – “Myśl do cholery” – zganiłem się w duchu.

     Pomysł jak piorun przemknął przez moją głowę. Podszedłem cicho do stołu, złapałem Emilkę i delikatnie postawiłem ją na podłodze. Następnie przyłożyłem palec pionowo do ust nakazując milczenie, wziąłem ją za rękę i przyciągnąłem do ściany. Złapałem za obraz oparty po tej stronie próbując go odchylić. Ależ był ciężki. Gruba, drewniana rama ważyła chyba ze sto kilo. Udało mi się go przesunąć, ale za mało. Dziewczyna przyszła mi z pomocą i obydwoje zrobiliśmy szczelinę na tyle dużą, by się tam wcisnąć. Słyszałem jak klucz zgrzyta w zamku.

     – Nie w tą stronę, bo teraz ksiądz zamyka – usłyszałem.

    Wcisnąłem się za Emilką i przylgnąłem do ściany. Usłyszałem otwierające się drzwi.

     – O, puściły! Chyba były otwarte, tylko się zacięły – powiedział ksiądz.

     – No proszę, tu są!

    Wstrzymałem powietrze spoglądając na Emi. Zakrywała ręką usta, żeby się nie zdradzić.

     – Dobrze, że się znalazły! Przyjdzie pan po nie pojutrze i wyczyści. Mają być gotowe na sobotę.

    Powolutku wychyliłem głowę, patrząc co się dzieje. Na środku, bokiem do nas stał ksiądz z jakimś facetem. Przyglądali się dużym metalowym stojakom.

     – Panna młoda prosiła, żeby było dużo świec, więc się przydadzą.

     – Cóż, ślub ma się tylko raz w życiu, to czego będziemy młodym żałować – powiedział facet.

    Ja spojrzałem w tym czasie za obie postacie i zimny pot oblał moje czoło. Na stole leżały majtki Emilki. W pośpiechu zapomniała o nich. Były częściowo widoczne, bo dziewczyna w chwilach uniesienia ruszała mocno pupcią i pościągała zasłonę rozłożoną na blacie, ale dla mnie wyglądały jak flaga powiewająca triumfalnie na środku pobojowiska. Panowie rozprawiali jeszcze chwilę nad odrestaurowaniem świeczników, a ja w tym czasie wzywałem wszystkie moce, żeby nie zobaczyli majtek. Wreszcie obydwoje odwrócili się i wyszli z pomieszczenia. Usłyszałem zamykające się drzwi i wypuściłem głośno powietrze.

      Wtedy usłyszałem chrobotanie klucza w zamku.

     – “O nie! Tylko nie to! Chyba nas tu nie zamknie!” – myślałem, że ten koszmar nigdy się nie skończy. – “Przecież nie będziemy tu siedzieć dwa dni, aż gość przyjdzie po stojaki”.

     – Niech ksiądz nie zamyka, bo znowu się zatną – usłyszałem głos faceta.

     – No racja, ale jak będzie pan miał czas, proszę przesmarować zamek.

    Słyszałem oddalajace się echo rozmów, poczym nastała cisza. Nie ruszaliśmy się z naszej kryjówki jeszcze z pięć minut. Po wyjściu z kościoła dopadła mnie złość.

     – “Nikt tu przychodzi” – naśladowałem jej głos – “tylko jeden pan, ale teraz go nie ma”. – Wiesz jakie bym miał kłopoty, gdyby nas przyłapali?? Zdajesz sobie w ogóle sprawę?? Czy w tym maleńkim móżdżku włącza się myślenie??

     – A wiesz co by stało się ze mną? Pomyślałeś o mnie? – nerwy dopadły też Emilkę. Zaczęła trząść się na całym ciele. Miała rację. Chłopak to chłopak, ale dziewczyna to ma dopiero przechlapane. W dodatku z taką matką. Nie wybaczyłaby jej do końca życia.

      – Przepraszam – powiedziałem już spokojnie.

      – Nie gniewam się – odpowiedziała. – A wiesz, że za tym obrazem o mało się nie posikałam?

     – Nie.

     – Naprawdę. Ale kucałam bez majtek i bałam się, że będzie słychać jak spada na podłogę.

     Zaczęła się śmiać, a ja jej zawtórowałem. Zeszły z nas całkowicie nerwy i śmialiśmy się jak szaleni.

     – Przestań już, bo teraz się zesikam.

     – Wal śmiało! Teraz masz już majtki, nie będzie słychać!

     – Hi,hi,hi – piszczała Emilka łapiąc sie obiema rękami za cipkę, żeby naprawdę nie popuścić.

    Zatrzymaliśmy się dopiero pod jej blokiem.

     – Wiesz? Ja już tam więcej nie wejdę – powiedziałem – musimy znaleźć inne miejsce.

     – Wiem co zrobimy! – powiedziała po chwili – przedstawię cię mamie.

     – Po co?

     – Żebyś mógł przychodzić do mnie.

     – A pozwoli?

      – No pewnie, przecież widziała cię tyle razy w kościele. Pytała nawet co to za miły chłopiec gra na gitarze.

     – I myślisz, że u ciebie będziemy mogli się bawić?

     – Tak. Mamy nie ma często do późna, więc mam wolną chatę.

     – To dlaczego nie zaprosiłaś mnie wcześniej? Twoja mama by nic nie wiedziała.

     – Coo? Ona ma wszędzie szpiegów. Wypytuje sąsiadki kto wchodzi, o której, czy tylko koleżanki, czy może koledzy, czy ja wychodzę, jeśli tak to ile mnie nie ma i tak dalej. Muszę się potem spowiadać matce z każdej minuty.

     – Hm. A nic nie powie, jak będę u ciebie podczas jej nieobecności?

     – Na początku nie pozwoli, ale jak cię prześwietli to pozwoli. Powiem, że uczysz mnie nut i dlatego będę lepiej śpiewać. Ona ma fijoła na punkcie mojego śpiewu, więc pozwoli na wszystko, żebym była najlepsza.

     – To może się udać – powiedziałem w zamyśleniu.

      – Uda się. Przyjdziesz jutro?

     – No dobra. Mam się jakoś ubrać odświętnie?

     – Długie spodnie, długie rękawy, zero golizny.

     – Rozumiem. Mogę być o piętnastej?

     – Tak, powiem mamie, cześć.

        Następnego dnia zjawiłem się o umówionej porze przed drzwiami jej mieszkania. Sprawdziłem jeszcze raz numer i nacisnąłem dzwonek. Ku mojemu zdziwieniu drzwi otworzyły się natychmiast. Stała w nich na oko czterdziestoletnia kobieta, lekko przy tuszy z miłym, trochę sztucznym uśmiechem. Ale jej wzrok był bardzo przenikliwy.

     – Jesteś bardzo punktualny! Proszę, wejdź!

    Przez ułamek sekundy zawahałem się. Czułem jakbym wchodził do legowiska lwa. To zaproszenie brzmiało tak, jakbym nigdy miał już stąd nie wyjść. Gdy przekroczyłem próg poczułem dziwny zapach. Na ścianach w przedpokoju były obrazy świętych i…

     – Droga krzyżowa – powiedziałem ze zdumieniem na głos.

     – Oo, widzę, że znasz religię – powiedziała dumnie prezentując swoje dewocjonalia. Zaczęła opowiadać skąd który obraz przyjechał, kogo przedstawia, kto go święcił, lub kto go miał w rękach. Rozglądałem się z prawdziwą ciekawością, gdyż tyle obrazów w jednym miejscu widziałem tylko w muzeum. Moją uwagę przykuła postać anioła trzymająca w ręku miecz. Jedną nogą deptał leżącego szatana.

      – A to..

     – Archanioł Michał – dokończyłem za nią. – Strąca Lucyfera do piekła.

     – Taak! – zawołała z radością. – Widzę, że Emilia miała rację co do ciebie. Myślę, że będziesz dla niej odpowiednim kolegą – Emilio!

     Emilka wyszła z pokoju z uśmiechem.

     – Cześć!

     – No, nie stój tak, zaproś kolegę do salonu!

     Weszliśmy do dużego pokoju i moim oczom ukazał się..ołtarz. No, nie dosłownie. Przy ścianie stało coś w rodzaju komody, na niej świeczniki z palącymi się świecami, figurki świętych i kwiaty. Nad nią wisiał olbrzymi obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, a po bokach krzyże. Podszedłem z Emilką do obrazu, wtedy ona uklękła pokazując mi oczami,że mam zrobić to samo. Przeżegnaliśmy się i wstaliśmy z powrotem. Matka przyglądała się wszystkiemu.

     – Siadajcie do stołu, zaraz podam herbatę!

     Kiedy dołączyła do nas pytaniom nie było końca. Już wiedziałem po kim Emilka miała to trajkotanie. Oprócz tego zauważyłem, że ciągle strofowała córkę.

    “Łokcie ze stołu, nie garb się, nie śmiej się głupio, nie odzywaj się nie pytana” – i tak w kółko. Dziwiłem się, że dziewczyna to wytrzymuje. Patrzyłem z coraz większą złością na dewotkę, jeszcze chwila i zaraz jej coś powiem. Emilka widziała co się dzieje i ze strachem w oczach pokręciła głową na “nie”. Dzielnie znosiłem to “prześwietlenie”. Na pytania odpowiadałem rzeczowo, krótko i to co chciała usłyszeć, a nie to, co myślałem naprawdę. Religię znałem dlatego, że uwielbiałem czytać. Czytałem wszystko, nawet biblię. Znałem opowieści o świętych, apostołach, aniołach i diabłach, ale traktowałem ich na równi z Herkulesem, Prometeuszem czy Odynem. Były dla mnie postaciami mitycznymi.

      – Teraz już wiem, dlaczego Emilia cię tak chwaliła – mówiła rozpromieniona matka.

    Nigdy nie używała zdrobnienia wobec córki. Nie czułem w ogóle żadnego ciepła w relacji matka – córka. O Emilce mówiła jak o przedmiocie.

     – No dobrze, możecie iść do pokoju! – stwierdziła.

    Pokój dziewczyny był urządzony bardzo surowo. Oprócz łóżka, szafy, krzesła i stolika nie było nic. Na ścianie tylko krzyż, zero obrazów, figurek. Przypominało to bardziej celę klasztorną, a nie pokój nastolatki.

      – Zamkniesz drzwi? – wyszeptałem.

     – Nie mogę – odpowiedziała tak samo cicho – nigdy nie zamykam.

     Czułem współczucie dla tej dziewczyny.

     – Emilka..tak nie można żyć. Musisz powiedzieć matce, że też jesteś człowiekiem, kobietą, że też masz uczucia.

     – Nie ma sensu. Raz powiedziałam mamie, że chcę iść na tańce do szkoły, że wszystkie koleżanki z klasy idą. Powiedziała, że wszystkie koleżanki to dziwki i nigdzie nie pójdę. Postawiłam się i powiedziałam że pójdę, wtedy zamknęła drzwi na klucz i zaczęła mnie bić rzemieniem. Przez tydzień miałam pręgi na plecach.

      – Nie wytrzymam! – powiedziałem na głos.

     – Ćśśś! Uspokój się. Jeśli jej się nie spodobasz, to zrobi wszystko, żebyśmy się nie spotkali. A nasze pieszczoty to jedyne co mogę robić miłego. Kiedy mam orgazm to czuję się..jak nigdy dotąd. I chcę… – spojrzała za mnie i umilkła.

    W drzwiach stał Cerber i przyglądał się podejrzliwie.

     – Co tu tak cicho, nie uczysz jej muzyki?

     – Tak, oczywiście, tylko.. muszę mieć zeszyt do nut, wie pani, żeby zapisywać poszczególne dźwięki i.. – wymyślałem na poczekaniu.

     – Nie przyniosłeś? Co za bezmyślność! Następnym razem przynieś, żegnam!

     Po wyjściu z mieszkania złapałem głęboki wdech. Kręciło mi się w głowie.

     – “Czy to możliwe, żeby w tych czasach byli jeszcze tacy ludzie?”. Przypominały mi się książki o średniowieczu, inkwizycji, paleniu ludzi na stosach. Zacofanie i ciemnogród. Mroczne dzieje kościoła. Pomyślałem żeby porozmawiać ze swoją mamą na ten temat, ale odłożyłem to na później.

       Emilka poinformowała mnie kiedy jej matki nie ma w domu i przy następnym spotkaniu powiedziałem, że tylko wtedy mam czas na korepetycje. Kręciła nosem niezadowolona, ale zgodziła się na moje wizyty.

     – Wierzę, że tak uroczy chłopiec będzie pilnował, żeby Emilii nic złego się nie stało – powiedziała protekcjonalnie, kładąc nacisk na “złego”.

     – Oczywiście, proszę pani.

     Kiedy wyszła obydwoje wypuściliśmy głośno powietrze.

      – Teraz siadaj i mnie ucz!

     – Poważnie?

     – Tak, bo ona zaraz wróci!

     Nie minęło nawet pięć minut, jak usłyszałem delikatnie otwierany zamek. Po chwili stała już w drzwiach od pokoju wodząc wzrokiem jak skanerem. Ja siedziałem na krześle przy stoliku i wypełniałem pięciolinię, a Emilka na łóżku nuciła coś pod nosem. Udałem, że dopiero ją zauważyłem i odkręciłem głowę w stronę wejścia.

     – Zapomniałam..kluczy – powiedziała trzymając je w ręku. Kiwnąłem głową i wróciłem do pisania. Popatrzyła jeszcze sekundę i zadowolona wyszła.

       Śmiać mi się chciało z tych podchodów. Sądziła, że takim zachowaniem upilnuje córkę. Cóż za głupota. Nastolatkom nie można nic zakazywać, jedynie tłumaczyć i przestrzegać. Zakazy w tym wieku są po to, żeby je łamać. To co nieznane i zakazane smakuje najlepiej. Mam koleżankę, która wygadała się na imprezie, że dziewictwo straciła w szkolnej łazience. Mówiła, że nie była pierwsza, ani ostatnia. To co mają robić rodzice? Nie puszczać dzieci do szkoły, nie pracować tylko siedzieć z potomkami? A może zamurować wejście do pokoju i podawać jedzenie oknem :)? Nie tędy droga. Nie upilnujecie ich. Możecie tylko szczerze rozmawiać. U nastolatek występuje często pierwsza miłość. Są gotowe oddać wszystko dla miłości. Nie wiedzą, że najczęściej pierwsza miłość szybko przemija, szczególnie u chłopców, więc jeśli uzmysłowicie to córkom, to nie zrobią nic, czego później by żałowały.

      A Emilka nie żałowała ani chwili spędzonej ze mną. Spotykaliśmy się raz u niej, raz u mnie. Oczywiście u niej musieliśmy się pilnować, gdyż jej matka nie zrezygnowała z inwigilacji. Pewnego razu wpadła jak wicher sąsiadka otwierając drzwi “swoim kluczem” z zadaniem podlania kwiatów – jak stwierdziła – bo młodzież zapomina o takich rzeczach. Emilka znała wszystkie zagrywki swojej rodzicielki, więc byliśmy przygotowani na takie okoliczności. Nie rozbieraliśmy się do naga. Ja wyjmowałem członka przez rozporek, a ona była zawsze w sukience, tyle że bez majtek. Kiedy słyszeliśmy zgrzyt zamka, chowałem penisa i siadałem tyłem do wejścia przy stoliku. Emi przykrywała nogi sukienką i tak przyjmowaliśmy naszych “strażników”. Nieraz naprawdę się uczyliśmy, gdyż lubiliśmy muzykę i pociągała nas bardziej niż pieszczoty. “Nieraz” to znaczy bardzo rzadko :).

       Matka była jednak podejrzliwa, bo Emilka zaczęła rozkwitać. Częściej się uśmiechała, rozmawiała z matką bez strachu w głosie, ubierała się bardziej kolorowo, a na próbach nie stała już z boku z opuszczoną głową, tylko wypowiadała swoje zdanie na dany temat. Jej matce nie przyszło oczywiście na myśl, że moglibyśmy uprawiać seks, myślała, że Emilka się zakochała. Zresztą, nie tylko ona. Koleżanki też przyglądały nam się z ciekawością, nawet ksiądz wiedział, że coś jest na rzeczy, ale jemu oczywiście ze wszystkiego spowiadała się matka. Najbardziej wścibska i prostolinijna była Anka.

     – Chodzicie ze sobą? – zapytała pewnego razu.

     – Nie! – odpowiedziała natychmiast Emilka lekko się czerwieniąc – uczy mnie muzyki, to wszystko.

     – Spoko – powiedziała drwiąco Ania – twoja mama mówiła, że robisz duże postępy i powiedziała, że też mogłybyśmy pobierać lekcje.

     – Nie mam czasu – wypowiedziałem standardowy tekst.

     – Nie musisz, będę przychodzić do Emilki i będziesz uczył dwie naraz.

     Natychmiast się domyśliłem, że to pomysł matki. Jednak nie mogła przeżyć, że zostawia córkę samą z chłopcem. Trudno mi było znaleźć powód, żeby nie przychodziła. Spojrzałem na Emilkę, która stała się markotna.

     – Jeśli chcesz – powiedziała cicho.

      Znów straciliśmy miejsce do pieszczot. Anka nie była zainterewowana nauką. Jak zobaczyła, że naprawdę ćwiczymy, zrobiła kwaśną minę i poszła zwiedzać mieszkanie. Nie wiem na co się nastawiła, ale na pewno nie na muzykę.

     – Boże, jak można tak mieszkać! – stwierdziła rzucając się na łóżko, obok Emilki. Włożyła ręce pod głowę i przyglądała nam się, jak ćwiczymy gamę.

     – Wy naprawdę się uczycie?? – nie mogła uwierzyć.

     – Yhmm.

     Nie mając wyjścia, poszła w ślady koleżanki, ale widać było że jest zawiedziona. Po kilku spotkaniach chciała chyba zrezygnować, ale obiecała coś matce Emilki i przychodziła nadal.

       Pewnego dnia będąc w domu usłyszałem dzwonek. Otworzyła mama, a następnie zapukała do mojego pokoju.

     – Do ciebie! – krzyknęła przez drzwi.

     Kiedy wyszedłem zobaczyłem Ankę.

     – Cześć, masz chwilę?

     – Tak – powiedziałem zdezorientowany, bo nie spodziewałem się takiej wizyty. Pierszy raz widziałem ją poza kościołem i mieszkaniem Emi. Ubrana była w cieniutką koszulkę, przez którą prześwitywał staniczek i spódniczkę mini. Wspaniale wyeksponowane nogi kusiły swoją gładkością.

     – Mogę wejść? – wytrąciła mnie z zamyślenia.

     – Tak, pewnie – powiedziałem szybko.

    Przepuściłem ją i pokazałem kierunek dłonią. Kiedy weszła rozejrzała się z ciekawością. Zamknąłem drzwi, a ona obróciła się dookoła.

     – Fajnie tutaj. Widzę, że interesujesz się sportem. Uprawiasz coś?

     – Uwielbiam pływanie i jestem fanem piłki nożnej.

     – No tak, piłka – powiedziała ironicznie, uśmiechając się drwiąco.

     – Po co przyszłaś? – rzuciłem trochę za ostro. Wchodzenie do kogoś i wyśmiewanie jego pasji trochę mnie wkurzyło. – I skąd znasz mój adres?

     – Wyciągnęłam od Emilki. Mówiłeś, że nauczysz mnie grać na gitarze, więc jestem.

     – Mówiłem, że jak będę miał czas.

      – Tylko parę minut, proszę.

     – No dobra – powiedziałem po chwili – mogę ci pokazać parę akordów.

     Usiadła na materacu rozchylając lekko nogi, wtedy zauważyłem błękitne majteczki, mocno dopasowane, gdyż na nich rysował się rowek między wargami. Spuściłem wzrok i przełknąłem ślinę. Kurde, była bardzo atrakcyjna. Mój członek potwierdzał to, robiąc się coraz większy. Wyobraźnia jak zwykle podpowiadała, co znajduje się pod bielizną i ciało zaczęło reagować w znany dla mnie sposób. Szybko usiadłem koło niej i zakryłem krocze gitarą. Chyba widziała mój wzwód, bo jej kąciki ust lekko drgały, ale zachowała powagę. Kiedy zacząłem tłumaczyć jej podstawy, podniecenie obniżyło się i mogłem oddać jej gitarę. Szło jej bardzo słabo. W sumie to nie przykładała sie w ogóle. Przysunąłem się do niej, złapałem za prawą rękę, by pokazać jej bicie. Gdy nasze dłonie się zetknęły, poczułem, że jest gorąca. Spojrzałem jej w twarz i zobaczyłem jej lśniące oczy, lekko spocone czoło i zaczerwienione policzki. Oddychała głęboko, ale niespokojnie. Wiedziałem już po co przyszła. Zanim zdążyłem zareagować, odłożyła gitarę za siebie, złapała mnie za szyję i zaczęła całować. Zaskoczony, poczułem jak jej język wślizguje się w moje usta. Po chwili bezczynności oddałem pocałunek. Natychmiast przylgnęła do mnie. Całowaliśmy się mocno, gorąco, jakby długo skrywane podniecenie znalazło teraz ujście. Odepchnęła mnie lekko i opadła na materac. Kładąc się walnęła głową w gitarę, która wydała głuchy dźwięk. Zachichotała i zaczęła rozcierać bolące miejsce. Następnie podciągnęła spódniczkę na brzuch i patrząc mi w oczy uniosła pupcię ściągając majteczki. Odrzuciła je na bok, po czym powoli rozłożyła nogi. Moim oczom ukazał się cudowny widok. Jej cipka była częściowo wygolona, to znaczy na wargach nie było ani jednego włoska, a na wzgórku zobaczyłem mały trójkąt wycięty w ten sposób, że jeden z wierzchołków dotykał początku rowka, tuż nad łechtaczką. Wargi mniejsze błyszczały już od śluzu, a między nimi ukazała się cieniutka szparka rozciągnięta ku górze. Byłem tak podniecony, że aż się trząsłem. Jednak rozsądek podpowiadał mi o niebezpieczeństwie. Od rodzica dzielą nas tylko cienkie drzwi, co będzie jak wejdzie? Spoglądałem na drzwi i na tą cudowną, gorącą i wilgotną cipkę. Anka pokazała mi że mam być cicho i przyciągnęła mnie do siebie. Położyłem się na niej, a ona zaczęła dobierać się do moich spodenek. Uwolniłem się z nich i przytknąłem gołego, nabrzmiałego członka do jej łechtaczki. Bałem się też z innego powodu, mianowicie nigdy nie miałem stosunku z dziewczyną bez zabezpieczenia. Aneta zawsze miała prezerwatywy w pogotowiu. Ja nie załatwiałem, bo z Emilką nie były mi potrzebne. W tamtych czasach kondomy można było kupić w kiosku “Ruchu”, ale jak byłeś pełnoletni. Nastolatków pani przeganiała i kazała brać się za naukę. Najczęsciej wtedy takie rzeczy załatwiał starszy brat, lub starszy kolega, niestety nie miałem ani jednego, ani drugiego. Teraz zastanawiałem się co robić. Jeździłem członkiem po rozgrzanej cipce w górę i w dół, myśląc czy na tym nie zakończyć pieszczot. Ania nie miała takich dylematów. Złapała za penisa i przystawiła go do otworu. Zastanawiałem się ułamek sekundy, po czym przycisnąłem do niej biodra. Podniecenie zawładnęło mną całkowicie. Nie mogłem opanować drżenia. Wszedłem w nią bez żadnego problemu. Doznania były niesamowite. Członek reagował na każdy ruch wysyłając impulsy do reszty ciała. Czułem jej pochwę całą powierzchnią. Wbijałem sie w nią coraz mocniej i głębiej. Obejmowała mnie nogami, próbując dopasować ruchy bioder do moich. Gdy pchałem już rytmicznie, głowa Anki zaczęła stukać w gitarę. Jej dźwięki nie przeszkadzały nam, byliśmy zbyt zajęci sobą. Pierwszy raz wbijałem się tak szybko i mocno, prawie brutalnie. Opanowała mnie dzika żądza, która chciała więcej i więcej. Nie zważałem nawet na ciche jęki dziewczyny, które przecież mogła usłyszeć mama. Czułem już, że zbliża się wytrysk. Wiedziałem, co to stosunek przerywany i że powinienem go wyciągnąć, ale jakaś siła kazała mi wbijać się mocniej i mocniej. W ostatniej chwili wyskoczyłem i przycisnąłem członka do jej brzucha. Strużki nasienia co chwila odbijały się od naszych ciał, mocząc nas obficie. Pociemniało mi w oczach. Takiej rozkoszy nie czułem od bardzo dawna. Leżałem na Ani całym ciężarem. Zaczęła się wiercić i zrozumiałem, że nie czuje się zbyt komfortowo. Uniosłem się, siadając na materacu. Spojrzałem na jej brzuch, gdzie jej spódniczka i część koszulki była cała w spermie. Wyjąłem ręcznik i bez słowa wyciągnąłem w jej kierunku. Wycierając się, spoglądała na mnie z ironicznym uśmieszkiem.

     – Trochę za szybko skończyłeś.. lekcję, ale było super.

     Dopiero teraz zauważyłem, że nie miała orgazmu. Pomyślałem, czy nie popieścić jej łechtaczki, ale ona założyła majtki i szykowała się do wyjścia.

     – To kiedy mogę przyjść na następną? – spytała zalotnie.

     – Aniu.. nie wiem.. czy chcę cię uczyć. Nie zrozum mnie źle, było cudownie, ale wiesz.. spotykam się z Emilką i..

     – Przecież nie jesteście parą, sama mi powiedziała.

     – No tak.. ale może by było jej przykro, jakby się dowiedziała.

    – Nie bój się, nikt się nie dowie.

     – Nie boję się.. tylko.. nie wiem co mnie naszło, to był impuls..lubię cię..ale nic więcej.

      Nie chciałem jej sprawiać przykrości, ale chciałem wyjaśnić sprawę, w dodatku czułem się trochę nie fair w stosunku do Emilki. Była już przy drzwiach, odwróciła się i spojrzała z uśmieszkiem.

     – Nie szkodzi, ja też cię lubię. A ten twój impuls to było to.

     Uniosła spódniczkę i odchyliła majtki pokazując gołą cipkę. Zachichotała, poprawiła ciuchy i wyszła do przedpokoju. Kiedy zamykałem drzwi wejściowe, zdążyła jeszcze przesłać mi buziaka. Trochę czułem się nie swojo, ale seks z Anką był wyśmienity. Widać było, że to jej nie pierwszy raz i zna się na rzeczy. W dodatku chciała więcej. Musiałem to przemyśleć.

    Po pewnym czasie poszedłem do kuchni, zajrzeć do lodówki, bo zgłodniałem. Mama kręciła się po kuchni, coś tam gotując.

     – Widzę, że odwiedza cię coraz więcej koleżanek.

     – To Anka, przyjaciółka Emilki z chóru.

     – Aha.

     – Chce się nauczyć grać na gitarze, dlatego przyszła.

     – Bardzo ładna.

     – Noo..nie wiem. Chyba tak.

    Zacząłem czuć, że ta rozmowa schodzi na inne tory.

     – Nie podoba ci się?

     – Podoba..jest fajna.

     – Więc będziesz ją uczył?

     – Jeszcze nie wiem.. pewnie tak.

     – Hmm – chrząknęła mama – aa.. podczas nauki.. zabezpieczacie się?

     – Coo???

     – Pytam, czy zabezpieczasz się podczas kontaktów z dziewczynami? – spytała już bez ogródek.

     – Ja..nie..my..co ty, mama! – zaskoczony zrobiłem się czerwony jak burak.

     – Zapytam wprost. Masz prezerwatywy?

     – My nigdy..nie..

     – Dobrze, wy nigdy, masz czy nie??

     – Nie..

    Podeszła do swojej torebki, pogrzebała chwilę i wyciągając rekę zwróciła się do mnie:

     – Masz.

     Na jej dłoni leżało kilka torebeczek. Wstydziłem się okropnie.

     – Trzymaj, kupiłam specjalnie dla ciebie, będę spała spokojniej.

     Wziąłem gumki nie patrząc na mamę. Odwróciłem się z opuszczoną głową, kierując się do swojego pokoju. Po chwili zatrzymałem się.

     – Dzięki mamo.

     Spojrzała na mnie i pokiwała głową.

     – A twoja koleżanka, to nie ma talentu do gry. Rytm nawet trzyma, ale strasznie brzdąka.

     Uśmiechnęła się i puściła do mnie oko. Uciekłem do pokoju.

     – “Boże, słyszała jak Anka waliła głową, pewnie jej jęki też” – pomyślałem. Jak ja teraz będę patrzył jej w twarz. Zapadnę się pod ziemię. Ale mama jakby zapomniała o sprawie. Wieczorem nic nie powiedziała ojcu, w ogóle nie poruszała tematu dziewczyn ani seksu. Zacząłem wtedy rozumieć, że traktowała mnie jak dojrzałą osobę. Wiedziała, że się wstydzę, bo w późniejszym okresie nie dawała mi otwarcie gumek, tylko znajdowałem je w swoim pokoju w szufladzie z upraną bielizną.

       A więc musiałem zdecydować, czy utrzymywać kontakty z dwoma dziewczynami, czy może zrezygnować z jednej. Może więcej nie spotykać się z Anką? Emilkę znałem dłużej i bardzo ją lubiłem. Ale Emi nie da mi tego co Ania. Jak przypomniałem sobie nasze zbliżenie, zadrżałem. Może powiedzieć jej o mnie i Ance? Niee. Pogniewa się i będzie jej przykro. Więc może spotykać się po cichu raz z jedną, raz z drugą? Kurczę, co robić?

       Jeśli chcecie wiedzieć, jak rozwinęły się moje kontakty z koleżankami – piszcie w komentarzach :).

      Ps. Drodzy Czytelnicy! Wiele osób pisze, żebym częściej wstawiał swoje opowiadania. Wcześniej pisałem, że ze względu na mój zawód, często wyjeżdżam. Obiecałem sobie na początku, że nie będę podawał faktów z mojego życia codziennego, gdyż wszystko co tu opisuję jest prawdą. Dlatego nie chcę, żeby ktoś przez przypadek powiązał mnie na przykład ze swoją obecną żoną. Ale wytłumaczę dlaczego tak rzadko wstawiam odcinki. Jestem kierowcą ciężarówki, pospolicie nazywaną “tirem”. Jestem praktycznie cały czas w trasie. Spanie w samochodzie, w motelach, aby tylko zdążyć na czas. Na spisywanie wspomnień nie mam wtedy absolutnie czasu. Potrafię po trzech tygodniach pojawić się w domu na jeden, dwa dni, żeby znów wyruszyć w trasę. Taki zawód. Nie narzekam. Ale musicie uzbroić się w cierpliwość, gdyż mam jeszcze kilka ciekawych wspomnień :).

      Ps2. Czytelnik “Ktoś” napisał, żebym ograniczył wzywanie świętych podczas szczytowania Emilki. Zapewniam cię, że ograniczyłem do minimum :P. Było tego, jak dobrze pamiętam o wiele, wiele więcej. Połowy świętych nawet nie znałem :). 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Pornofil

    Chciałem to zobaczyć. To była moja chora fantazja, którą chciałem przeżyć i prawdę mówiąc nie wiem, co mam teraz o tym myśleć. Próbowałem jakoś to sobie poukładać w głowie i dojść przyczyny. Podejrzewam, że to moja fascynacja porno z czasów dorastania w latach 90’tych. Radziłem sobie z dziewczynami, zwłaszcza na studiach nie mogłem narzekać na powodzenie, ale nie zawsze znajomość kończyła się seksem. Te podchody, zaloty, to wszystko zawsze trwało zbyt długo. Miałem kolegę, który zawsze potrafił szybko zaciągnąć dziewczynę do łóżka, a potem te jego opowieści, co to z nimi nie wyprawiał. W moim przypadku seks był zupełnie normalny. Jedne były zadowolone inne mniej, ale nie miałem żadnych brawurowych akcji łóżkowych. Często podsłuchiwałem sąsiadów, którzy uprawiali seks niemal każdego wieczoru. Jęki sąsiadki i wulgaryzmy, które rzucała do męża w trakcie seksu niesamowicie mnie podniecały. Małżeństwo kojarzyło mi się z takim właśnie nieskrępowanym seksem w każdej chwili. Gdy poznałem moją żonę – Edytę, wszystko na to wskazywało. Była luźna, miała doświadczenie z facetami, w łóżku była namiętna i dzika. Prawdę mówiąc, od niej nauczyłem się więcej niż od wszystkich moich dotychczasowych sympatii. Po ślubie kochaliśmy się jak szaleni, a porno całkiem zniknęło z mojego życia – całkowicie mi wystarczał seks małżeński. Jednak gdy urodziła się Ania wszystko ustało. Byłem oczywiście bardzo cierpliwy i wyrozumiały. Pomagałem żonie, nie naciskałem i nie wymuszałem niczego, w pełni zaangażowałem się w życie tatusia. Wiadomo jednak, że z czasem zaczęło mi brakować bliskości. Żona jednak przeważnie poprzestawała na seksie oralnym lub masturbowaniu mnie. Do mojego życia wróciło porno. Zaczęło się od porządkowania zdjęć na komputerze – znalazłem kilka fotek, które zrobiliśmy z Edytą w trakcie naszych igraszek kilka lat temu. Bardzo mnie podnieciły, co zresztą wykorzystałem kilka minut później. To była czysta pornografia z moją żoną i moim penisem w roli głównej…z tym tylko, że nie byłem obdarzony tak hojnie jak aktorzy z filmów. Pocieszałem się, że do filmów oczywiście są wybierani faceci powyżej średniej, ale jakiś czas później odkryłem polski, amatorski portal erotyczny. Okazało się, że “amatorzy” są wyposażeni czasami lepiej niż światowe gwiazdy porno. Często wyobrażałem sobie, jak wyglądałaby Edyta w takiej akcji z ogierem. Na pewnym forum znalazłem człowieka, który robił zawodowe fotomontaże. Napisałem do niego prośbę, czy nie zrobiłby kilku “fake’ów” mojej żony. Odpisał, że ok, tylko muszę mu dostarczyć zdjęcia twarzy w dobrej jakości i żebym napisał jaki temat mnie interesuje. Gorączkowo przejrzałem fotki Edyty i wybrałem kilka odpowiednich. Załączyłem też jedno zdjęcie w bikini, żeby wiedział jakie ma ciało, jednak wahałem się czy wysłać. Odłożyłem temat na później. Tego wieczoru próbowałem namówić Edytę na seks, jednak powiedziała, że jest zmęczona i nie ma ochoty. Rozmowa na ten temat zakończyła się kłótnią. Gdy zasnęła poszedłem do drugiego pokoju i wysłałem przygotowany folder. Nie miałem wątpliwości, że facet się przyłoży. Edyta jest śliczna – niewysoka blondynka z włosami do ramion, jest szczuplutka, ma nieziemski uśmiech, ma nieduże ale śliczne i kształtne piersi i od niedawna nosi okulary, co jest bardzo sexy, bo podkreśla jej duże, niebieskie oczy. Jak tylko mail poszedł, poczułem ucisk w żołądku, coś jakby sygnał od sumienia, że możliwe, że posunąłem się zbyt daleko. Następnego dnia Edyta obiecała, że jak tylko Ania uśnie, to pobaraszkujemy. Ucieszyłem się, ale ciągle myślałem o tych zdjęciach. Wieczorem dostałem powiadomienie o mailu od mojego człowieka z photoshopem i treść maila: “Masz piękną żonę. Dobrej zabawy” i załącznik. Serce zabiło mi mocniej i udałem się do toalety. Rozpakowałem załącznik i zamurowało mnie – facet przesłał 17 przerobionych fotek. Był mistrzem – użył amatorskich zdjęć jako bazy, żeby nie kojarzyły się z profesjonalną robotą. Zrobione były na poziomie światowym – kompletnie nie do poznania, że to fake. Cała seria to była jedna porno historyjka – Edyta siedzi na kanapie z przystojnym, choć nieco leciwym facetem. Dalej po kolei – on całuje ją w ucho i wkłada rękę między nogi, ona ściąga mu majtki i patrzy na imponującego penisa, waży go w dłoni z uśmiechem. Następnie penis przy jej twarzy, potem w ustach. Ociera się o piersi, potem o cipkę. Następnie sceny seksu – pozycja klasyczna, jeździec, piesek, na boku i na koniec arcydzieło fotomontażu – zbliżenie na masywny wytrysk na uśmiechniętą twarz Edyty, a potem sama postać klęczącej żony upapranej spermą. Trzęsącymi rękami wyjąłem sztywnego penisa i w ciągu niespełna minuty spuściłem się do umywalki. Szybko spłukałem ślady i wyszedłem. Do nocy patrząc na Edytę wyobrażałem sobie tę scenkę. Podniecał mnie fakt, że o niczym nie wiedziała i zachowywała się normalnie. A moja wyobraźnia szalała. W nocy ponowiłem zabawę w ubikacji, bo oczywiście z baraszkowania nic nie wyszło. Nie mogłem zasnąć, ale miałem też wyrzuty sumienia, którym towarzyszył znany już ucisk żołądka. Kilka dni później wyszedłem do sklepu i będąc już na hali handlowej zorientowałem się, że nie zabrałem telefonu. Gdy wróciłem do domu, Edyta siedziała przy komputerze i kompletnie nie zareagowała na moją obecność. Zachowywała grobową ciszę i kompletnie nie chciała ze mną rozmawiać. Pokojarzyłem fakty z telefonem i przeraziło mnie to, ale próbowałem sobie wmówić, że może ma pretensje o coś innego, przecież nie znała hasła blokady. Gdy położyła Anię spać przyszła do sypialni z laptopem. – Jak byłeś w sklepie, ja porządkowałam zdjęcia z wakacji na fotoksiążkę. Zobaczyłam, że leży Twój telefon i chciałam zrzucić też z niego. Podłączyłam kablem do komputera i przejrzałam galerię. Możesz mi, kurwa mać powiedzieć, co to za zabawy z photoshopem tam znalazłam?! Co Ty wyrabiasz z moimi zdjęciami? Zaatakowałem, wypominając jej, że jestem zdrowym i młodym facetem, a ona mnie odrzuca i brakuje mi jej. “I dlatego wklejasz moją twarz w jakiegoś ślizgacza z tym dziadem z wielkim kutasem? Podoba Ci się to? Chciałbyś żebym coś takiego zrobiła w rzeczywistości?”

    – Nie! Wolałbym, żebyś to robiła ze mną.

    – To przyłóż się trochę bardziej! Łazisz spać o 1 w nocy. Ja nie mam siły o tej porze, a jak nieraz proponuję, żebyśmy się wcześniej położyli, to wolisz oglądać film. A poza tym, jak masz taką potrzebę, to ulżyj sobie przy naszych prawdziwych zdjęciach, a nie przy czymś takim! Czy to Cię kręci? Podoba Ci się to?

    – Edyta…ja… – zaczerwieniłem się. Spojrzała mi prosto w oczy. Pokiwała głową…
    – Kurwa…tobie się to podoba…nie wierzę. – łzy spłynęły po policzkach. Próbowałem ją przytulić, ale wyrwała się z płaczem i pobiegła do łazienki. Byłem wściekły na siebie. Miała rację – mogłem się z nią w tych sprawach dogadać, a nie tylko wymagać. Czekałem aż przyjdzie z powrotem do sypialni. Chciałem przeprosić, ale po wyjściu z łazienki poszła do pokoju Ani i zamknęła drzwi. Gdy poprosiłem, żeby wyszła, odpowiedziała mi cisza.Nad ranem gdy szedłem do pracy, Edyta starała się mnie unikać. Minęliśmy się w drzwiach łazienki, ale odsunęła mnie od siebie i poszła do pokoju córki. Wkurzony do granic na samego siebie usunąłem wszystkie zdjęcia i spróbowałem ją przeprosić. Nic nie odpowiedziała. W pracy próbowałem wszystko sobie poukładać w głowie. Analizowałem różne reakcje żony i kompletnie nie miałem argumentów, żeby się wybronić, poza tym, że bardzo ją kocham i ciągle pragnę. Po powrocie do domu przywitała mnie cisza. Nie było ani żony, ani córki. Napisałem smsa, żeby wracała i przestała przesadzać oraz, że musimy w końcu porozmawiać. Odpisała, że Ania jest u dziadków, a ona wróci za 40 minut i żebym ogarnął sypialnię. Ucieszyłem się, bo w końcu doczekałem się jakiejś komunikatywnej reakcji. Żeby nie podpadać sprzątnąłem sypialnię i czekałem. Dokładnie po 40 minutach Edyta weszła do domu…w towarzystwie jakegoś faceta. Kompletnie nie znana mi postać – żaden przystojniak, przeciętny Kowalski, ubrany nijak, jakieś 165 wzrostu, twarz nie wskazująca na żaden wiek…mógłby mieć 30 jak i 50 lat. – To Mariusz. Mój kolega informatyk z pracy. Twierdzi, że pomoże nam rozwiązać problem. Poleciła mi go Agnieszka z kadr. “Agnieszka!” – pomyślałem – “To ta suka, co się puszcza na lewo i prawo! Ale o czym ona gada? Chyba nie powiedziała o tym fotomontażu tym kretynkom z pracy?”

    – Przepraszam, ale wydaje mi się, że Pan Mariusz nie jest tu niezbędny.  Nasz problem to nie jego sprawa – próbowałem być stanowczy. Pan Mariusz spojrzał pytająco na Edytę, ale ona wieszając płaszcz i nawet na mnie nie patrząc odrzekła:- Przykro mi, ale musimy działać szybko, skoro takie masz wyobrażenie i fantazje o mnie. Nie miałam czasu szukać w necie innego kandydata. Rozbieraj się Mariusz. A Ty trzymaj – coś dla Ciebie – podała mi niewielkie pudełko. Otworzyłem i wyjąłem z niego kamerę video. – A teraz ja z Mariuszkiem się przygotujemy. Ty idź do sypialni i ustaw sobie dobry kadr. Możesz też robić przebitki z aparatu w telefonie. To będzie co najmniej przyzwoita produkcja. I pociągnęła kolegę do pustego pokoju Ani. Przez chwilę stałem jak wryty, ale postanowiłem przełamać się i grać bezpruderyjnego twardziela. Powlokłem się do sypialni i wyjąłem z szafy statyw do aparatu, na którym zamocowałem kamerę i ustawiłem ją na łóżko. Po chwili do pokoju weszła Edyta – ubrana w czarną bieliznę i tiulową haleczkę. Na nogach miała eleganckie czarne szpilki. Na jej widok moja krew zawrzała. Próbowałem ją dotknąć ale sprawnie się wywinęła. – Czy taki strój Ci się podoba? Czy widzisz to inaczej? Może bardziej na sportowo? Jeśli wolisz, to drugą scenkę nakręcimy na sportowo – zwiążę włosy, założę top, legginsy, getry i Air Maxy. Ten strój kupiłam specjalnie na początek filmu i chcę go wykorzystać. Mam zdjąć okulary czy zostawić? Byłem w ciężkim szoku i otworzyłem tylko usta. Wydukałem tylko – Jak chcesz…- Ok, to zostawię, najwyżej później zdejmę…albo nie. Będę w nich do końca. Przygotowałeś sprzęt?- Tak, tylko nie wiem co chcesz robić? Chcesz się z nim pieprzyć? – Na te słowa do sypialni wszedł Mariusz. Miał na sobie majtki, ale widać było wyraźną kluchę w między nogami. “Gotowi?” zapytał. Edyta poszedła do niego lekkim krokiem i przytuliła się do niego romantycznie. – Będę się z nim pieprzyć. A Ty będziesz autorem filmu, reżyserem. Zrobię to tak, jak Ty sobie zażyczysz.- Ale ja nie chcę, żebyś to robiła! Niech on stąd spierdala, jesteś moją żoną…- …Jestem! A Ty wolisz mnie oglądać w akcji z innymi i nie rozumiesz znaków jakie Ci daję, to przynajmniej nie będziesz musiał dłubać przy fotkach. Tak więc czy inaczej – będę się z nim pieprzyć. Ty masz za to wpływ na to, JAK to zrobię. Radzę Ci skorzystać, bo jak nie, to zrobię to z nim za Twoimi plecami. Usiadłem na krześle. Edyta pociągnęła kolegę w stronę łóżka. Usiedli obok siebie.- No to słucham. Co mam robić?- Niech on cię poliże…tam- Tam? Czyli po cipce, tak? Ma mi wylizać cipkę? – spokojny ton jakim to mówiła wstrząsał mną jeszcze bardziej. Skinąłem głową. Edyta rozsunęła nogi, a Mariusz przykląkł między nimi i odsunął cienki pasek majteczek, po czym zbliżył głowę do jej krocza. Cicho westchnęła i odchyliła ciało do tyłu a jedną ręką przycisnęła jego głowę.- Oooch…taaaak….dobrze. Kochanie…przy okazji – chyba nie włączyłeś kamery? Mamy to powtórzyć, czy później dogramy? – Później…- szepnąłem i podbiegłem do kamery. Włączyłem przycisk nagrywania i obserwowałem akcję na małym ekraniku. Mój penis był twardy jak skała, ale wciąż byłem w stanie szoku i wkurzenia. Edyta wierciła się pod naporem pieszczot kolegi i jęczała coraz głośniej. Oderwałem wzrok od kamerki i dostrzegłem, jak język Mariusza wywija kółka na łechtaczce mojej żony. W pewnym momencie położyła się na plecach i obiema rękami docisnęła go mocniej do siebie. Zaczęła ciężko dyszeć. Znałem dobrze tę reakcję. Edyta była bardzo wrażliwa i szybko dochodziła w ten sposób. W pewnym momencie dyszenie przeszło w pisk. Uniosła nogi do góry i szeroko je rozsunęła. Osiągnęła orgazm i rozluźniła się, a Mariusz wstał z wyraźnym wzwodem w majtkach. – Niech Cię teraz rżnie – powiedziałem mechanicznym tonem, ale Edyta spojrzała na mnie z udawaną dezaprobatą i pokręciła głową.- No wiesz…kolega się tak pięknie przyłożył, a ja mam mu się nie odwdzięczyć? Nie wypada…nie sądzisz? Może zrobię mu loda? Co Ty na to? Nie za długo, tak ze dwie minutki?- No…dobrze, ale spokojnie…- nie wiem co miało znaczyć to “spokojnie” ale pewnie miał to być jakiś znak, żeby się za bardzo nie przykładała. Tak czy owak, Edyta szybkim ruchem ściągnęła majtki Mariusza i jak sprężyna wyskoczył z nich naprawdę wielki drąg naszego gościa. Na ten widok mina mi zrzedła. Facet mógł spokojnie być polskim Johnem Holmesem. Nie miałem szans w tym starciu. Edyta wytrzeszczyła oczy w szoku i objęła dłonią pokaźne jądra kolegi, po czym przesunęła ją po całej długości kilka razy, czego efektem była pełna erekcja tej armaty. Omiotła językiem dużą żołądź i bezczelnie patrząc mi w oczy otuliła go różowymi ustami. Wybałuszyłem oczy a żołądek podszedł mi do gardła. Nigdy w życiu nie widziałem żadnego seksu na żywo z innym penisem, a teraz moja własna żona ssała innego gościa dwa metry ode mnie. Edyta to zauważyła, z głośnym cmoknięciem wyciągnęła jego członka z buzi.- Jeśli chcesz, możesz podejść bliżej. Mariusz, chyba nie masz nic przeciwko, żeby mój mąż popatrzył z bliska?- Jak Tobie to nie przeszkadza, to mnie też. To Wasza impreza.Słysząc to podszedłem do łóżka i wbiłem wzrok w Edytę. Uśmiechnęła się i wróciła do przerwanej zabawy. Jednak teraz zachowywała się bardziej lubieżnie. Mrużyła oczy, dotykała fiutem kolegi całej twarzy, wysuwała język i kręciła kółka wokół nabrzmiałej żołędzi, masowała duże i naprężone jądra. Czułem wyraźnie zapach śliny zmieszany z sokami ich obojga. Edyta wzdychała i mruczała. – Zobacz, jakiego wielkiego on ma tego kutasa. Ja pierdzielę, od lat takiego nie miałam!- Jak to “od lat”? – zapytałem lekko zaskoczony. Edyta przerwała ssanie i chwyciła fiuta w dłoń, żeby móc mi odpowiedzieć.- No jak to? Przecież jesteśmy ze sobą od 5 lat. Wiesz, że nie byłeś moim pierwszym. Zanim Cię poznałam, byłam z Darkiem. To z nim nauczyłam się większości sztuczek, które przerobiłam z Tobą. Jego poprzednicy nie mieli szczególnej fantazji, ale on nawet nie musiał szczególnie się wysilać, bo miał pałę jak ten kaktus, co stoi w sypialni. Ale jednak się wysilał. Cipka mi drżała jak tylko wchodziłam do jego mieszkania. Pamiętam jak kiedyś dawno się nie widzieliśmy i był mocno wyposzczony i…hej! Kochanie – może jednak nie chcesz tego słuchać? Wiesz…nigdy nie chciałeś żebym Ci coś wspominała o byłych facetach. – widziałem, że ta troska jest udawana. Ona natomiast widziała, że tak naprawdę chcę to usłyszeć, zwłaszcza w obecnej sytuacji. – …nie…to znaczy, śmiało, dokończ – powiedziałem drżącym głosem. Edyta przez chwilę zassała główkę penisa Mariusza, przeciągnęła językiem od jąder po czubek i wróciła do ręcznej roboty.- W każdym razie, nie było mnie prawie dwa tygodnie, bo były ferie zimowe. Przyszłam do niego zaraz po powrocie, prosto z dworca. Byłam ubrana w pałszczyk i te zamszowe kozaczki, które tak lubisz. On też je lubił. Rzucił się na mnie już w wejściu, nawet nie zdążyłam się rozebrać. Pieprzyliśmy się chyba z godzinę…za pierwszym razem, ale jak się spuścił, to nie zdążyłam przełykać. Potem brał mnie dokładnie cztery razy i nad ranem jak już byłam prawie nieprzytomna to jeszcze zrobił mi minetę stulecia. Cipka mnie tak bolała, że następnego dnia…oj! – przerwała, bo w tym momencie Mariusz zaczął drżeć i niecierpliwie przysuwać kutasa do jej twarzy. – Przepraszam Kochanie, dokończę kiedy indziej, obowiązki wzywają. – to mówiąc puściła pulsującego fiuta i wstała. – Wybacz kolego, ale na pewno nie skończysz w ten sposób i na pewno nie teraz – po czym obdarzyła go głębokim pocałunkiem. Widziałem ich języki. Mariusz chwycił ją za pośladki i przyciągnął do siebie. Jej piersi przywarły do jego klatki piersiowej. Jego fiut oparł się o jej brzuch i sięgał niemal piersi. Poruszała ciałem drażniąc go przez kilka sekund. – Dobra. Starczy tych czułości. Kochanie – zwróciła się do mnie – tę scenkę z naszą gadką potem się wytnie. Albo inaczej – jak będziesz chciał pooglądać z bliska i pogadać, to zatrzymaj nagrywanie.- A jak w czasie, gdy będzie zatrzymane Mariusz się spuści?- Spokojna głowa…sprawię, że do ujęcia spuści się jeszcze raz. Zresztą pamiętaj, że jeszcze przed nami wersja sportowa – puściła mi oko. Nie muszę chyba pisać, że od kilkunastu minut moja erekcja była tak mocna, że mógłbym przenieść na fiucie wiadro z wodą. Ale postanowiłem jeszcze nie robić sobie dobrze. Najbardziej podrażniał mnie ten jej totalny spokój i właściwie zero emocji u tego gościa. Z drugiej strony ułatwiało mi to akceptację sytuacji. Widziałem, że ten facet jest przez nią tylko “używany”. Traktowany jak narzędzie. Poza tym gadała ze mną…no dobra – tego loda wymusiła, ale jednak pyta co ma robić.- Kochanie! – wyrwała mnie z zamyślenia – Coś się stało? Zawiesiłeś się? Praca czeka, Mariusz stygnie. Co teraz mamy zrobić?- Może…może 69?- Super pomysł…tylko, że dopiero mu robiłam laskę, mnie już chce się bzykać. Może na razie niech przez chwilkę on mnie posunie, żeby troszkę się uspokoić, a potem zrobimy 69? Najwyżej przemontujesz kolejność? Może tak być?- No…Ok, ale…no…no dobra. – język mi się plątał, czułem, że ta reżyseria jest lekko naciągana.- Dzięki Słońce. Mariuszku, jeśli możesz, to chciałabym klasycznie. – Edyta ułożyła się na plecach przy krawędzi łóżka. Mariusz przyklęknął na podłodze przed nią i powoli zaczął wpychać swoją pałę w jej rozgrzaną szparkę. Spięła się:-  Poczekaj, poczekaj…chwilkę…odwykłam od takiego kalibru…Rany boskie, ale grubas…
    Wkurzało mnie to podwójnie…po pierwsze, bo czułem przytyk do mojego fiuta, na którego nigdy nie narzekała, a po drugie – po wspomnieniach o poprzednim gościu wyraźnie widziałem, że woli takie wielkie armaty, czyli…prawdopodobnie nigdy nie miała przyjemności ze mną. W tym czasie Edyta zaczęła powoli, okrężnymi ruchami nasuwać się na pałę Mariusza, własnym, miarowym tempem. – Uff…Kuurdę…jeszcze momencik…spokojnie…ja pier…ooo…dooobra…chyba już. – spojrzałem z drugiej strony – fiut był zainstalowany w cipce mojej żony, ale jeszcze dobre osiem centymetrów było na zewnątrz. Mariusz zaczął powoli ją posuwać, jej twarz nie wyrażała zachwytu, widać było, że boli. Zmartwiłem się. – Kochanie, wszystko ok? – spytałem. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.- Ok, ok…zaraz się dopasuję, to nie tak, że od razu wsadza i wszystko leży jak ulał. Dajcie mi minutkę…ooo rany…- zamknęła oczy. Postanowiłem nie przeszkadzać i odsunąłem się, żeby nie włazić w kadr. Edyta pośliniła palce i zaczęła dość agresywnie pocierać łechtaczkę, a penis Mariusza z sekundy na sekundę zaczynał się swobodniej ślizgać w jej wnętrzu. W momencie gdy wreszcie jego pokaźne jądra dotknęły jej pośladków facet położył się na niej, a ona oplotła go nogami w szpilkach i głośno jęknęła, po czym przyciągnęła jego głowę i obdarzyła kolejnym głębokim pocałunkiem. Oboje wysunęli języki, które z zawrotną prędkością wirowały wokół siebie. Mariusz dobijał penisem już do samego końca, swobodnie i miarowo. Po chwili wyprostował się, chwycił za obcasy jej butów i rozsunął szeroko jej nogi. Zwiększył tempo, Edyta zrobiła się czerwona na twarzy i jęczała coraz głośniej. W pewnym momencie otworzyła oczy i spojrzała mi prosto w twarz.- Na..na…nagrywasz wszystko? Wszystko dobrze widać? – wysapała. Podszedłem do kamerki i spojrzałem w monitorek. Niestety nie było za dobrze widać szczegółów, więc przestawiłem statyw z drugiej strony.

    – Może dokręć coś telefonem z ręki? Chcę żebyś mi zrobił jakieś zbliżenia.

    – Nie mogę, bo będzie mnie wtedy widać.
    – O Boże…o kurdę…nie…nieważne…chcę mieć zbliżenia…najwyżej potem się wytnie.
    Podszedłem do nich i nakręciłem cały długi shot, od jego dłoni zaciśniętej na obcasie, poprzez nogi i kutasa rozpychającego cipkę aż po podskakujące piersi i zaczerwienioną twarz. Edyta patrzyła prosto w obiektyw i oblizywała lubieżnie wargi. Mariusz w końcu wyjął pienisa z mojej żony i zasugerował zmianę pozycji. – Darek prosił o 69. Pamiętasz? – zaskakująco przytomnie przypomniała Edyta. Wstała i zapytała mnie czy zdjąć haleczkę. Skinąłem głową. Zrobiła to, a Mariusz położył się na wznak na łóżku. Następnie Edyta, przełożyła nogę nad nim i położyła się w pozycji, którą ustaliliśmy. Chwyciła jego pałę w dłoń i zaczęła oblizywać go po całej długości. Z tej perspektywy dopiero było wyraźnie widać jego rozmiar. Był niemal jak jej cała twarz. Po zabawie językiem, Edyta włożyła go do ust, a ręką wykonywała okrężne ruchy na jego trzonie. Jego jądra podkurczyły się a biodra mimowolnie wykonały ruch frykcyjny. Wchodził w jej usta do połowy. Edyta zabrała dłoń, a facet zaczął sam kopulować z jej głową. Ślina wyciekła na jego jaja i zamoczyła prześcieradło. Jego język też nie próżnował. Moja żona zaczęła się krztusić i dyszeć. Wypuściła fiuta z ust i masturbowała go ręką. Ponownie zarejestrowałem kilka zbliżeń telefonem. – Chyba już…dosyć…aaach…nie sądzisz? – zwróciła się do mnie.- Ok. Też tak sądzę. Może odsapnijcie na chwilę? – zasugerowałem- Nic z tego. Chcę się pieprzyć…teraz i jak najszybciej. – widziałem, że jest bardzo rozbudzona i napawdę tego chce. Szybko zadecydowałem:- Stań na czworaka i wypnij tyłek jak suka. A Ty ładuj od tyłu, tylko mocno i szybko – ona to lubi. Dostrzegłem błysk wdzięczności w oczach Edyty. Szybko przyjęła pozycję na pieska, a Mariusz stanął za nią. Przyłożył pałę do wypiętej cipki, chwycił ją za włosy i mocno pociągnął. Syknęła z bólu i krzyknęła:- Nie ciągnij kurwa. To boli! – odczułem jednak sporą satysfakcję po tych słowach. Spojrzałem na Mariusza.- Trzymaj mocno. Jak chce się pieprzyć, to ostro. No pierdol ją! Na co się gapisz? Facet uśmiechnął się i zaczął błyskawicznie rżnąć moją żonę. Edyta zaczęła się wiercić i narzekać:- Puść kurwa! …ooo…nie chcę ta..taaa…aaak…O Jezzuuuu…szybciej. Ciało Mariusza pokryło się potem, a protesty Edyty zamieniły się w mieszaninę niezrozumiałych słów i wulgaryzmów przerywanych przeciągłym krzykiem i jękiem. Do tego pokój wypełnił się rytmicznym klaskaniem dwóch pieprzących się ciał i mokrym chlupotem. Wokół było czuć zapach potu, oddechów i cipki. Mój telefon rejestrował kolejne zbliżenia. Edyta zaś odpływała coraz szybciej. Gdy przyszedł kolejny orgazm, akurat miałem jej twarz w kadrze. Wyglądała zabójczo. Obłęd w oczach, okulary zsunięte na czubek nosa i czerwone policzki oraz potargane włosy wypełniły ekran. Mariusz wyszedł z niej i położył się na łóżku. Ona zastygła w pozycji, ale jej głowa opadła bezwładnie. Odłożyłem telefon i szybko zdjąłem spodnie. Uklękłem przy niej i zacząłem wodzić wzwiedzionym członkiem po jej ramionach i głowie. Była nieruchoma i obojętna. Pchnąłem ją lekko i nakłoniłem aby położyła się na wznak. Uległa i popatrzła na mnie z uśmiechem. Dotknąłem nabrzmiałym penisem jej policzka i noska. Wysunęła język i delikatnie zaczęła trącać moją żołądź. Byłem strasznie podniecony i czułem że za moment odpłynę, więc wstałem i powiedziałem:- Odpocznijcie parę minut. Dam wam coś do picia. – Zatrzymałem nagrywanie i udałem się do kuchni. Napełniłem dwie szklanki Pepsi i skropiłem sztywnego fiuta zimną wodą. Gdy wróciłem do pokoju Edyta leżąc na brzuchu ssała już pałę Mariusza, a ona głaskał ją po głowie. Przerwali żeby się napić, a ja podstawiłem kamerkę nieco bliżej i niżej. – Ok. Możemy kontynuować? – zapytałem- Jasne kochanie. Co teraz mamy zrobić? – Possij go jeszcze z minutkę, a potem jak ci dam znać, to wskakuj na niego jak już leży. – włączyłem nagrywanie, a Edyta zaczęła znów namiętnie lizać i ssać faję Mariusza. Zasysała jego nabrzmiałe jądra i przebiegała językiem aż do odbytu. Facet był wniebowzięty, a ona miętosiła dłonią jego trzon, następnie dołożyła drugą rączkę i okazało się, że jeszcze kawałek penisa wystaje. Zaczęła go masturbować okrężnymi ruchami, a potem dodatkowo włożyła samą główkę do ust i rytmicznie ssała. Jak tylko zaczął drżeć, natychmiast przerwała i zgodnie z moim poleceniem dosiadła go na jeźdźca. Jego ręce natychmiast powędrowały do jej piersi i patrzył na nią z pożądaniem. Widziała to i seksownym ruchem uniosła ręce i założyła je z tyłu głowy, wdzięcząc się do niego i kołysząc powoli i kusząco ciałem, nabita na jego drąg. Dotykał ją całą, drażnił palcami sutki, wsuwał kciuk do jej ust, obiegał dłońmi cały obrys jej ciała. Ostatecznie położył dłonie na jej pośladkach i nakłonił do szybszych ruchów. Zaparła się rękoma o jego tors i przyśpieszyła. Podszedłem z drugiej strony i na telefonie nagrałem ujęcie jak jego wielka fujara posuwistymi ruchami wnika w jej cipkę….do samego końca. Edyta zaczęła słodko dyszeć i popiskiwać, co jakiś czas przerywając ruch posuwisty na okrężny, podobało mu się to i sapał wtedy jak lokomotywa. Chwyciłem za swojego penisa i zacząłem się masturbować nieśpiesznie, ale czułem że muszę się kontrolować, bo szczerze mówiąc – to była najbardziej podniecająca sytuacja w moim życiu. Po kilku minutach Edyta zeszła z Mariusza i usiadła naprzeciwko niego, odchyliła ciało do tyłu i zaczęła wodzić obcasem buta po jego lśniącym kutasie. Lekko nacisnęła jądra, a potem ulokowała jego faję pomiędzy obcasem a podeszwą. Drugą stopę docisnęła do fiuta od góry. Gość cicho jęknął i zaczął poruszać się onanizując w ten sposób. Edyta przez cały czas patrzyła mu prosto w oczy i oblizywała usta, a jedną dłonią masowała swoją cipkę na przemian z wkładaniem palców do środka. Mój telefon zarejestrował wszystkie zbliżenia. Z armaty Mariusza wyciekło kilka strużek przejrzystej cieczy, która upaprała szpileczki Edyty. Spojrzała na mnie:- Podoba Ci się to?- Bardzo… – moje serce łomotało jak szalone, czułem gorąco w skroni i ucisk w żołądku. Mój głos drżał.- Tak myślałam. Widzę jak na mnie patrzysz, gdy mam na nogach szpilki, kozaki albo buty sportowe. Których moich butków nie lubisz?- Nie lubię tych botków za kostkę i balerinek.- Ok. Nie będę już w nich chodzić…Hej, przyjacielu! Spokojnie! – zwróciła się do Mariusza, który znów zaczynał głośno sapać i wierzgać. Podkurczyła nogi. Jego fiut drgał, a żołądź była ciemnoczerwona. Z czubka sączyła się lepka strużka. – Jak widzisz Kochanie, nasz gość długo nie wytrzyma, a ja nie wiem jaki chcesz nagrać finał…gdzie ma dojść?- Na piersi…chciałbym, żeby skończył na piersiach.- Dobra…co prawda myślałam, żeby mu pozwolić w środku, ale to trochę mało widowiskowe jak na film. Masz jeszcze jakiś pomysł? Pomysłów miałem pełną głowę. Chciałem przerobić cały przekrój pozycji, ale może zostawię je na kolejną scenkę. Teraz Edyta sprawiła, że czułem się jak interaktywnym porno 5D. Zakomenderowałem:- Stań przy krześle. Ustaw na nim nogę i niech Cię bierze od tyłu.Edyta uniosła się z łóżka, żeby zająć pozycję, ale Mariusz był tak napalony, że zerwał się za nią i chwycił w pasie, zanim zdążyła się ruszyć z miejsca. Chwycił od tyłu za włosy i wbił język w jej usta. Jego pała zniknęła między pośladkami a biodra zaczęły szaleńcze ruchy. Zdumiony zobaczyłem czubek kutasa z drugiej strony ud. Ślizgał się od tyłu po cipce. Dłońmi miętosił piersi Edyty, a ich języki znów splotły się. Żadne nie zamknęło oczu. To było cholernie sexy. Moja ręka znów zaczęła męczyć sztywnego penisa. Nagle Edyta stanęła w rozkroku i facet niespodziewanie wszedł w nią cały. Pisnęła i zaparła się rękami o łóżko. Przestawiłem kamerę z boku.- Kochanie. Unieś głowę, chcę widzieć Twoją twarz, gdy on Cię rżnie…- wyszeptałem. W tej pozycji nie było to łatwe, więc uklękła na podłodze przed łóżkiem, a Mariusz ukląkł za nią, nie wyjmując z niej fiuta. Patrzyła w obiektyw z otwartymi ustami jęcząc głośno i przeciągle. Trwało to kilka minut. Z podniecenia wyrwał mnie dźwięk mojej komórki. Dzwoniła moja teściowa (na którą miałem ustawiony dość ponury dźwięk dzwonka). Pobiegłem do salonu, żeby odebrać. Teściowa wyraziła pretensje, że Edyta nie odbiera i że Ania chce powiedzieć nam dobranoc. Córeczka porozmawiała ze mną chwilę, ale uparła się, że chce też pogadać z mamusią. Nie pomagało tłumaczenie, że mama jest w łazience. Wszedłem do sypialni i syknąłem:- Ania chce koniecznie z Tobą rozmawiać. Płacze, jak jej mówię, że nie możesz podejść. Mariusz był wyraźnie wkurzony. Zatrzymał ruchy, ale nie wyszedł z Edyty. Moja żona wzięła słuchawkę:- Hej Królewno. Już po bajce?…nie po…oo…winnaś być już w łóż…ku…?? – zauważyłem, że gość lekko porusza się w cipce Edyty. Skarciłem go spojrzeniem. Edyta kończyła rozmowę:- Doo…branoc Słonko…aach…co? Nic, jestem w łazience i uderzyła..aaa..m się. Nie..ee..nie boli. Dobrze. Tata pocałuje i przee…eee…jdzie…Paa..aaa. – oddała mi telefon i od razu wstała. Mariusz również. – Może zrobimy w końcu to ujęcie z krzesłem? – podeszła do krzesełka ciągnąc naszego gościa za fujarę. Zgodnie z moim poleceniem ustawiła nogę na siedzeniu, a Mariusz płynnym ruchem ponownie wszedł w nią od tyłu i szybko narzucił mocne tempo. Przestawiłem kamerę i masturbując się patrzyłem, jak Edyta rżnięta od tyłu mozolnie wdrapuje się na kolejny szczyt, który sygnalizowała głośnymi jękami i przekleństwami. Facet wyglądał jak maszyna, w tym momencie całe jego ciało mechanicznie i ostro poruszało się za moją żoną, którą mocno trzymał za biodra. Po kilku minutach chwycił ją od tyłu za uda i uniósł do góry. Przez chwilę posuwał ją w ten sposób po czym rzucił na łóżko. Jej okulary spadły obok, a on rozrzucił jej nogi i wszedł w nią ponownie od przodu. Widziałem, że traci kontrolę i długo nie wytrzyma. Póki co jednak pieprzył ją ostro i głęboko. Jego pała zagłębiała się w jej gorącej piczce aż po jądra. Zapomniałem, że kamera stoi w innym miejscu i z telefonem w ręce zbliżyłem się do nich. Było potwornie gorąco. Edyta podskakiwała po łóżku. W pewnym momencie krzyknęła:- Dojdź ze mną! Już zaraaaaz będzieee…o kuuuurwaaaa…na cycki, na cycki…W tym momencie ja krzyknąłem:- Nie kurwa! Na twarz, spuść się na jej twarz! – chwyciłem jej okulary i założyłem z powrotem na nos. Edyta zaczęła piszczeć i jęczeć przeciągłym, wibrującym głosem i jeszcze szerzej rozłożyła nogi, jakby chcąc przebić się jego kutasem na wylot. Mariusz jednak też dochodził. Szybko wyjął z niej nabrzmiałą i rozedrganą fujarę i zaczął bić konia przed jej twarzą. Trwało to ledwie kilka sekund – w ostatniej chwili mocno ścisnął koniec kutasa, jego żołądź zmieniła kolor na fioletowy…Edyta uśmiechnęła się szeroko, wpatrzona z podziwem i namiętnością w pulsującego kutasa i po sekundzie, wstrzymywana kilkakrotnie i zebrana pod mocnym ciśnieniem sperma eksplodowała prosto na jej twarz. Kolejne skurcze wypluwały biały, gęsty płyn kolejno na jej czoło, okulary, nos i policzek, a ciągnąca się substancja ściekała po policzku w kierunku ucha. Na ekranie komórki zobaczyłem pełne zbliżenie, po chwili w kadrze pojawił się pokaźny i ociekający spermą chuj, znikający w ustach Edyty. To sprawiło, że nie wytrzymałem. Szybko uklękłem obok głowy mojej żony i po kilku ruchach dłoni moja sperma wylądowała na jej twarzy, włosach i szyi. Pociemniało mi w oczach i poczułem niesamowitą ulgę…Edyta zdjęła zachlapane okulary i lubieżnie zlizała ze szkieł naszą spermę, po czym patrząc mi w oczy stwierdziła:- No cóż…widzę, że Ci się podobało. Ale niestety trzeba będzie to wyciąć, bo zmontujemy to tak, że tylko z nim tu jestem. Sfilmuj mnie jeszcze jak leżę zalana i zaspokojna, a potem plan jest taki – scenka druga to sportowa suczka i nagram ją z Tobą, Mariusz pomoże. Scenka trzecia – nie wiem – uczennica, albo laska w kozaczkach z Wami obydwoma naraz. Jest godzina 18:20. Ania wraca jutro, bo jutro sobota, więc będzie dość czasu, żeby coś jeszcze zaimprowizować. Ale na scenkę trzecią już Ty zdecydujesz, na co masz chęć. Dobra. Ogarnijcie troszkę ten bałagan, a ja idę pod prysznic. – Powiem Wam tylko, że rzeczywiście udało się stworzyć aż cztery scenki. Kilka dni później kopię całego filmu podarowaliśmy naszemu koledze. Szkoda tylko, że kilka dni później na wspomnianym już na początku przeze mnie polskim portalu amatorskim znalazłem scenkę pierwszą z komentarzem: “Gorąca żonka ze mną w akcji. Mąż filmuje”. A może…nie szkoda? 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Gdziebądź
  • Maturzystka – 4.

    Część 4.

    Przebierałyśmy się w szatni po lekcji wf. Jak zwykle zabrałam ręcznik i mydło, więc jako tako umyłam się, wiedząc, że prysznic wezmę w domu. Opuściłam ręcznik. stojąc półnaga, sięgnęłam do moich rzeczy, żeby założyć stanik. Kiedy w końcu nie znalazłam go w ani torbie, ani na wieszaku, od razu domyśliłam: dziewczyny schowały mój stanik. Sprawdziłam jeszcze raz – majteczki też zniknęły.

    – Pół biedy. Mogę iść do domu w tych do ćwiczeń – pomyślałam.

    Podeszła Wanda i zanim zareagowałam, wyszarpnęła spódniczkę z moich rąk i rzuciła w kierunku grupy. Spódniczka natychmiast gdzieś zniknęła.

    – No, teraz jesteś gotowa do wyjścia do domu! – zarządziła Ewa i klasnęła w dłonie.

    Cała paczka Ewy oraz inne dziewczyny z naszej klasy i z „B” przyglądały się. Wszystkie dobrze bawiły się moim zdenerwowaniem i upokorzeniem.

    Dziewczyny podbiegły do mnie i mimo moich głośnych sprzeciwów przytrzymały za ręce i ściągnęły ze mnie spodenki i majtki. Było ich zbyt wiele. Domyślałam się, co jeszcze zamierzają zrobić.

    – Dziewczyny! Nie! Proszę was! Nie róbcie tego! Proszę! Nie!! N I E!! 

    Mimo mojego gwałtownego sprzeciwu wypchnęły mnie nagą na hol przed szatniami. Ponieważ było już po przerwie, na szczęście nikogo już na nim nie było. W sali sportowej również nie było już lekcji. Stałam przy drzwiach do szatni i szarpałam za klamkę. Cicho płakałam i błagałam, żeby mnie wpuściły. Słyszałam jak głośno śmieją się, rozbawione moją sytuacją. Zaczęły stukać, kopać w drzwi! Rozejrzałam się przestraszona, czy zjawi się ktoś zwabiony hałasem.

    *

    Stałam tak dwie, może trzy minuty. Wtedy była to dla mnie wieczność! Byłam przerażona i bezradna. I ciągle słyszałam głośny, złośliwy śmiech dziewczyn dobiegający z szatni. Stukałam do drzwi i błagałam, żeby mnie wpuściły. Reagowały wybuchem śmiechu albo kolejnymi kopnięciami w drzwi. Ten hałas naprawdę robił wrażenie. Z obawą i łzami w oczach rozglądałam się, czy ktoś nie nadchodzi? Pół biedy, gdyby to była sprzątaczka. Nawet chciałabym, żeby to była jedna z tych pań! Tężałam ze strachu na myśl, że mógłby tutaj pojawić się któryś z chłopaków. Nawet nie musiałby mnie dotykać. Wystarczyłoby zrobić kilka zdjęć i… od razu miałby kilka możliwości: szantaż, Internet. Tak czy inaczej, kompromitacja gotowa.

    Stałam naga pod drzwiami i przestępowałam z nogi na nogę. Było mi zimno w stopy. Kamienna posadzka może ułatwia utrzymanie czystości, ale ja od kilku minut gołymi stopami stałam na niej. Drżałam z zimna i ze zdenerwowania. Tak bardzo bałam się, że ktoś mnie zobaczy!

    Ponownie zapukałam i nagle drzwi otworzyły się z impetem. Czyjaś ręka silnie odepchnęła mnie, a ja, zaskoczona takim atakiem, zatrzymałam się dopiero po kilku krokach, z dala od drzwi. Wszystkie dziewczyny opuszczały szatnię. Były przesadnie głośne, wręcz nienaturalnie hałaśliwe. Z ciekawością spoglądały na mnie, albo unikały mojego wzroku, śmiały się, głośno rozmawiały, przekrzykiwały i kierowały do wyjścia ze szkoły. Kilka z nich robiło mi zdjęcia. W porę zakryłam twarz, odepchnęłam dziewczyny stojące najbliżej drzwi i blokujące mi wejście do szatni. Wpadłam do pomieszczenia, zamknęłam drzwi i przekręciłam zamek.

    *

    Siadłam na ławce i głośno westchnęłam. Nieco uspokoiłam się. Klucz od szatni wisiał na wieszaku, moje rzeczy były porozrzucane w całej szatni, torba wybebeszona, komórka leżała na ławce. Przejrzały wszystkie moje rzeczy!

    Mimo to odetchnęłam z ulgą. Byłam sama w szatni i teraz ja ignorowałam kopnięcia w drzwi. Ot, takie małe zwycięstwo. Prawie uśmiechałam się. Nikt poza dziewczynami nie widział mnie nagiej! Ależ miałam szczęście! To nie był czas na takie rozważania, ale jednak zastanawiałam się: Jak ukarać je za to, co mi dzisiaj zrobiły? Ubrałam stanik, koszulkę i majteczki. Potem spódniczkę, skarpety i sneakersy. Poczułam się bardziej komfortowo. Rozejrzałam się i uśmiechnęłam. Któraś zapomniała kurtki, inna zostawiła strój do wf. Na ławce leżała jakaś książka.

    Jakaś dziewczyna nadal waliła w drzwi i coś krzyczała. Druga pomagała kopniakami. Dziwne, ale nie słyszałam żadnej innej, tylko te dwie. Czyżby już skończyła się solidarność grupowa? Bo nadjeżdżał tramwaj? A może autobus? Paczka Ewy załatwiła swoją zemstę i olała pomoc koleżankom? Jedna nadal szarpała klamkę, a druga kopała w drzwi. Paradoksalnie te odgłosy, zwykle bardzo uciążliwe, teraz działały na mnie wręcz kojąco. Im bardziej były agresywne, tym bardziej bawiła mnie ich rozpacz.

    – Dziewczyny, trochę empatii. Postawcie się w mojej sytuacji, a zaraz wam przejdzie – mruknęłam w kierunku drzwi. Na pewno nie mogły mnie usłyszeć.

    *

    Weszłam na ławeczkę i otworzyłam okno. Wpuściłam świeże powietrze. W szatni panował zaduch. Spakowałam adidasy, powoli zbierałam i wkładałam moje rzeczy do torby. Sprawdziłam komórkę. Nie skasowały mi numerów, ale przejrzały smsy i zdjęcia.

    – Pewnie rozczarowały się – uśmiechnęłam się.

    Sięgnęłam po książkę i położyłam się na ławeczce. Nie spieszyłam się do domu. Odkryłam inną trasę, która omijała pustawy park. Wysłałam do mamy smsa, że będę znacznie później. Nawet nie zauważyłam, że stukanie w drzwi ustało. Widocznie dziewczyny pobiegły do domów bez swoich rzeczy.

    – Zemsta najlepiej smakuje na zimno – pomyślałam z uśmiechem.

    Odwiedziłam „moje” strony w Internecie. Odłożyłam komórkę, zaczęłam czytać pozostawioną książkę. Kryminał. W zasadzie nie czytałam takich, ale ta nie była zbyt gruba i wciągnęła mnie. Minęło może ze dwadzieścia minut. Spojrzałam na wewnętrzną stronę i znalazłam pieczątkę biblioteki. Niedaleko szkoły. Zapakowałam książkę do torby. Wzruszyłam ramionami:

    – Jak skończę, to odniosę. Na pewno ucieszą się – zdecydowałam. – Książkę znalazłam porzuconą na szkolnym korytarzu na parapecie okna – takie wyjaśnienie uznałam za wystarczające. Bawiła mnie tylko sytuacja dziewczyny, która w bibliotece dowie się, że już oddała książkę. 

    *

    W naszej klasie była tak wyniosła snobka, Jessica. Ładna, szczupła, zadbana blondynka, uczyła się tak sobie. Na pewno zdolna, ale nie interesowały ją oceny. Chodziła do szkoły, bo musiała. Czyli jak większość. Tylko, że ona dawała jasno do zrozumienia, że wykształcenie nie jest jej do niczego potrzebne, a wygodny byt zapewnią jej rodzice. Po ciuchach widziałam, że pochodziła z bogatej rodziny. Nie myliłam się. Czasami jedno z rodziców, na ogół mama, mercedesem przyjeżdżała po nią do szkoły. Ot, taka księżniczka wśród ludu. Mieszkali gdzieś na obrzeżach Warszawy.

    Próbowałam zagadać do niej, ale zbywała mnie monosylabami albo jakimiś zdawkowymi odpowiedziami, dając do zrozumienia, że nie ma ochoty na rozmowę ze mną. Raz coś czytała, więc nawet nie raczyła podnieść głowy. Po dwóch nieudanych próbach dałam sobie spokój.

    Kiedyś mieliśmy lekcję dotyczącą preorientacji zawodowej. Przyszedł młody facet z jakiejś prywatnej uczelni. Mówił ciekawie, więc słuchaliśmy. Wszyscy w miarę składnie odpowiadali na jego pytania dotyczące planów po maturze: studia, studia, nie wiem, praca, studia, wyjazd za granicę, nie wiem, jeszcze zobaczę, praca w firmie ojca. Tylko Jessica walnęła:

    – Będę mieszkała głównie za granicą. Zamierzam zwiedzać świat, poznawać inne kraje, kultury. Może będę udzielać się w fundacji pomagającej biednym. Nie będę miała czasu na zwykłą pracę – powiedziała to tak wyniosłym tonem, że paru chłopakom kopara opadła. Ja ze zdziwienia nawet nie otworzyłam ust. Dziewczyny nie reagowały, bo jednak znały ją lepiej niż chłopacy. Facet spojrzał na nią jakoś dziwnie, uśmiechnął się i po chwili kontynuował swój wywód.

    Miała chłopaka. Był od niej starszy, student. Czasami odbierał ją ze szkoły. Mimo to chłopacy w szkole starali się nawiązać z nią bliższy kontakt. Tolerowała ich towarzystwo, ale większość tych nadskakujących jej traktowała jak muchy na jedzeniu. Część podobnie rewanżowała się, traktując ją złośliwościami. Była ponad to. Ignorowała ich, ale lubiła być w centrum zainteresowania. Pozostali, pewnie z podobnymi doświadczeniami jak ja, zwyczajnie mijali ją. Wyższość, którą okazywała odrzuconym, pomagała jej strawić ich niechęć.

    Chyba wszyscy zastanawiali się: Dlaczego nie uczyła się w prywatnym liceum? Przecież jej rodziców było na to stać. Ona też czułaby się tam znacznie lepiej niż z takim „motłochem” jak my. Byłaby bliżej tak nadzianych i snobistycznych osobników z jej sfery zamożności. Czyli w swoim środowisku naturalnym. Jedno było pewne. Tam jej życiowe plany i zamożność rodziców nie wywierałyby na nikim takiego wrażenia jak na nas.

    *

    Na przerwie zobaczyłam jak rozmawia z Ewą. „Rozmawia” to za duże słowo. Ewa podeszła do niej, kiedy tamta podczas przerwy siedziała na parapecie okna, wpatrzona w iPhone’a. Oczywiście, sprzęt jakim dysponowała, nie był w zasięgu naszych możliwości finansowych. Ku mojemu zaskoczeniu, na widok zbliżającej się dziewczyny, Jessica zeskoczyła z parapetu i wyprostowała się! No, szok! Chyba nawet otworzyłam usta z zaskoczenia! „Szefowa” coś do niej powiedziała, a Jessica pokiwała głową, nieśmiało uśmiechnęła się. Ewa odwróciła się i dołączyła z Moniką do swoich koleżanek. Zaskoczyła mnie postawa Jessiki. Zaskoczyła? Nie! To złe słowo. Zaszokowała? O, tak! Kiedy słuchała „Szefowej”, gdzieś zniknęła jej wyniosłość, niechęć do koleżanek z klasy i wydawała się… Czy ja wiem… Przestraszona? Uległa? Gdyby miała, to merdałaby ogonkiem!  

    *

    Ten dzień obfitował w znamienne wydarzenia, które wpłynęły na mój dalszy pobyt w tej szkole.

    Na następnej przerwie podszedł do mnie chłopak z innej klasy maturalnej. Już go zapamiętałam.

    – Cześć, Waldek jestem.  

    – Cześć… Grażyna.

    – Słuchaj, masz wolne w weekend?

    – Bo?

    – Jest propozycja. Dlatego pytam – uśmiechnął się.

    – Pewnie będę miała. Zależy, o co chodzi.

    – Zapraszamy ciebie na imprezę.

    – Mnie?

    – A co? Jednak jakiś problem?

    – Nie, ale nie znamy się.

    – No, to poznamy się. U jednego z naszej klasy. Mnie już znasz.

    – Sporo dziewczyn będzie ze szkoły?

    – No, kilka. I liczymy na ciebie – dodał chłopak w modnych i drogich okularach, który akurat podszedł. – Cześć, Jarek – podniósł dwa palce.

    Tego też zapamiętałam, bo chodził w marynarkach. Raczej rzadkość wśród uczniów.

    – Cześć. Grażyna – popatrzyłam na niego uważnie. Jakoś nie wzbudzał mojej sympatii. Intuicja?

    – Lubisz takie ostre imprezy?

    – Jak „ostre”?

    – No, wiesz… – spojrzał stropiony na Waldka. On patrzył na Jarka bez słowa. – Alkohol, seks. Może coś więcej… Pełny luz.

    – Aaa, to nie, dziękuję – odwróciłam się do nich plecami i na parapecie okna otwierałam książkę, dając do zrozumienia, że to koniec rozmowy.  

    – Nie bądź taka harda – dobiegł mnie głos Waldka.

    Milczałam. Przewracałam kartki książki, ignorując ich.  

    – Zobaczysz, spodoba się tobie…

    Zaczęłam odwracać się, żeby odejść i wtedy poczułam, jak jedną ręką obejmuje mnie w pasie, a drugą przykrywa pierś. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Jeżeli byłam podniecona, to tylko ze wściekłości. Chwyciłam książkę i chciałam zrobić obrót, żeby przyłożyć gnojkowi w łeb, ale ścisnął mnie rękoma i przycisnął do siebie. Nie mogłam się odwrócić. I czułam twardniejącego penisa na moich pośladkach!  

    – Puść! – syknęłam. – Bo zaboli!

    – Spokojnie! Mamy ochotę zabawić się z tobą. Chyba teraz nie odmówisz zaproszenia na imprezę? – zapytał Jarek rozbawionym głosem. – Lubisz się ruchać, co? – W tym samym momencie zaczął brutalnie ściskać mi pierś, a drugą ręką macać pośladek.

    *

    Teraz wydarzenia potoczyły się szybko. Podniosłam rękę z książką i po gwałtownym skręcie w prawo łokciem uderzyłam Waldka w skroń. Nie zamierzałam, ale dobrze wyszło! Dobrze? Idealnie! Normalnie byłabym przestraszona tym, co zrobiłam i przejęta przepraszała, ale teraz byłam wściekła. Chyba nadarzyła się okazja odreagowania stresów, gromadzących się całymi dniami w tej szkole.

    Głowa Waldka, odskakująca po ciosie, trafiła w głowę jego kolegi. Jarek jęknął i usłyszałam odgłos okularów uderzających o posadzkę. Jego chwyty wyraźnie straciły na sile, więc skręciłam tułów jeszcze bardziej w prawo. Wolną lewą ręką przesunęłam po udzie Jarka i już trzymałam genitalia w dłoni. Nie patrząc, wychyliłam się, barkiem odpychając Waldka. Oszołomiony uderzeniem i moim zachowaniem, pozwolił odsunąć się. Odwróciłam się do nich, książkę położyłam za sobą na parapecie i zobaczyłam Jarka z buzią w ciup. Bez okularów i z tym wyrazem twarzy wyglądał tak żałośnie…

    – Puść, kurwo! – wystękał błagalnym tonem i obiema dłońmi mocno chwycił mnie za rękę. Zdezorientowany Waldek stał obok. Był gotów zaatakować mnie.

    – Och, przepraszam! Zabolało? – zapytałam z lekkim uśmiechem. Maskowałam nim gwałtownie rosnącą wściekłość i żądzę zemsty. Ich problem, że nie potrafili tego dostrzec. Jarek energicznie pokiwał głową, a ja uwolniłam genitalia.

    Szarpnął moją dłoń w bok. Spojrzał na mnie, ledwie hamując swoją wściekłość. Dłonie zacisnął w pięści.

    – Ty, kurwo! Ja cieb…

    – Błąd!

    Nie zdążył dokończyć. Prawą dłoń miałam wolną i teraz szybkim ruchem ponownie zgarnęłam genitalia Jarka. Zaskoczony chłopak, walcząc z narastającym bólem, gwałtownie łapał powietrze. Jak świąteczny karp wyjęty z wody. Nie chciał wyć. Wiedział, że świadkami jego upokorzenia będą wszyscy stojący na korytarzu. Gwałtownym ruchem wyciągnął rozcapierzone palce, żeby chwycić mnie za szyję, ale powstrzymałam go przeczącym ruchem głowy.

    – Bądź grzeczny, bo dopiero zgniotę. Prawą dłoń mam silniejszą! – ostrzegłam i na dowód, że mówię prawdę, na chwilę nieco mocniej ścisnęłam zawartość dłoni.

    Oczy wyszły mu z orbit. Wzniósł się na palce. Dłonie znowu zacisnął w pięści. Tym razem z bólu. Wysunął je w moim kierunku, ale tym razem mój żelazny chwyt powstrzymał go. Bał się. Bał się mojej zemsty! Brzmi to nieco przesadnie, ale miałam go w garści! Nawet dosłownie…

    – Łapki wzdłuż ciała. Jakbyś stał na baczność! – poleciłam cichym, zdecydowanym tonem.  

    Jarek momentalnie wykonał polecenie. Wyprostowane i napięte palce u dłoni świadczyły o nierównej walce z bólem. Powoli, ale nieodwracalnie przegrywał ją. Miał łzy w oczach.

    Ech, długo mogłabym cieszyć moje piękne oczy jego cierpieniem. Jeszcze wsadziłabym mu w odbyt…

    – To kara za ubliżanie mi – usłyszałam swój głos. Wracałam do rzeczywistości. – Waldek! – zawołałam niezbyt głośno, pamiętając o jego koledze, a wywołany spojrzał na mnie.

    Nie odezwał się. Robił wrażenie zszokowanego moim zachowaniem, ale chyba szykował się na odpowiedni moment, żeby zaatakować mnie pięścią od tyłu.

    – Waldek, spierdalaj pod drugą ścianę! Przyklej do niej plecy i grzbiet dłoni albo zaraz zmiażdżę jaja twojej panienki! 

    Chłopak patrzył na nas zdezorientowany.

    Jarek spróbował mu pomóc:

    – Wypierd… Ooochhh!… – westchnął, bo mój ucisk wzmógł się. – PRO-szę… – prośbę skierował do mnie.

    – No! Nie wyrażaj się przy mnie.

    Kiwnął głową. Stał nienaturalnie pochylony. Machnął dłonią do kolegi. Waldek, zaskoczony obrotem sprawy, szybko wycofał się pod ścianę i położył na niej dłonie.

    – Grzbiet dłoni na ścianie, palancie! – warknęłam ze złowrogim uśmiechem do Waldka. Chłopak spojrzał na mnie i po chwili szybko zareagował. Chyba był zbyt oszołomiony moim agresywnym zachowaniem, żeby odezwać się.

    – Posłuchaj uważnie! – ponownie spojrzałam na Jarka. – Czuję się tutaj bezpieczna, bo mam jeszcze inne możliwości, żeby na takich jak ty nasłać znajomych, raz wam wpierdolić i mieć spokój do matury – zamilkłam, żeby dotarło.

    Jarek na wszelki wypadek pokiwał głową. Łza spłynęła mu po policzku. Chyba cierpiał. Ta łza była jak balsam na moją zranioną dumę. Skoncentrowałam się na moim przesłaniu:

    – Zapamiętasz, co powiedziałam, czy wolisz wstrząs mózgu albo złamaną rękę, żeby uwiarygodnić moje ostrzeżenie? A może załatwić ci przyspieszoną wizytę u protetyka? Będzie drożej, ale lepiej zapamiętasz.

    Pokiwał głową na znak, że rozumie. Czekał aż go puszczę. Na mojej twarzy nie znalazł nawet śladu uśmiechu.  

    – Zapamiętam… – wyszeptał potulnie. W głosie wyczuwało się ogromną walkę z cierpieniem. Jego drżący głos działał na mnie jak śpiew słowika. No, moja wersja muzykoterapii!

    – Uwolnię ciebie i grzecznie obydwaj wrócicie do swojej klasy. Ale jeżeli jakakolwiek, pamiętaj: jakakolwiek menda dotknie mnie, znajomi zaproszą was na impre do Lasku Bielańskiego. Reasumując: powinieneś martwić się o moje zdrowie i samopoczucie. Zrozumiałeś? – mój głos brzmiał teraz twardo i nieprzyjemnie.

    Ponownie pokiwał głową. Łzy ciekły mu z oczu. Wysunął ramiona w przód, jeszcze bardziej pochylił się, opuścił głowę. Unikał mojego wzroku. Puściłam go.

    – Mam nadzieję, że kiedyś zostaniemy przyjaciółmi – mój uśmiech nie wróżył nic dobrego. – A teraz… Spierdalajcie! – szepnęłam i z wyrazem obrzydzenia na twarzy ostentacyjnie wytarłam dłonie o spódniczkę.

    Jarek barkiem oparł się o ścianę i stał. Waldek podszedł do niego. Mściwym wzrokiem spojrzał na mnie, ale nie odezwał się.

    Odwzajemniłam spojrzenie i wyciągnęłam w jego kierunku palec wskazujący:

    – Z tobą jeszcze się nie rozliczyłam, gnoju! Nie zapominaj o tym.

    Waldek chciał coś odszczeknąć, ale byłam szybsza: 

    – Ty! Jeżeli ktoś w tym tygodniu albo później da ci na mieście w mordę, to będzie z mojego polecenia! Jedynie prewencyjnie! Gdybyś nie wiedział…

    Chłopak bez słowa odwrócił głowę. Chyba przestraszył się. Dotarło, że najgorsze dopiero przed nim. Nie miał jak tego zweryfikować. I nie wiedział, kiedy. Pewnie przez kilka najbliższych dni będzie oglądał się za siebie. Tyle dobrego. Podniósł i podał koledze okulary. Podtrzymując go, powoli oddalili się. Nie zaszli za daleko. Po 10 metrach Jarek znowu opierał się o ścianę. Jakoś nie miałam wyrzutów sumienia.

    – Ech, żebym tak potrafiła postępować z dziewczynami – westchnęłam zła na siebie. Nie potrafiłam. A może.. A może nie chciałam? Sięgnęłam po książkę. Udawałam, że czytam. Gdyby ktoś zapytał o numer strony, nie byłabym w stanie odpowiedzieć. Litery skakały mi przed oczyma. Pomyślałam o groźbach wobec Waldka: 

    – Kurde, ale ja mam fantazję! Nic, tylko bajki dla dzieci pisać… – udawałam odprężoną.

    *

    Popatrzyłam za nim przez dłuższą chwilę. Moja zła sława roznosiła się po szkole. To Ewa i jej dziewczyny rozpowiadały o mnie niestworzone historie! A paru chłopaków miało ochotę to przynajmniej zweryfikować. Albo nawet skorzystać.

    – Chyba trzeba będzie zmienić szkołę – westchnęłam. Jakoś nie żałowałam takiej decyzji.

    Odwróciłam się w kierunku naszej klasy. Drzwi były otwarte, ale wszyscy jeszcze stali na korytarzu. Do dzwonka brakowało kilku minut. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu niewiele osób zwróciło uwagę na zajście. Jasne! Raczej tylko udawali, że są pochłonięci czymś innym. Cóż, widocznie nie tylko ja nie przepadałam za tymi gnojami. Nie miałam wątpliwości, że najpóźniej za dwa dni wszyscy będą poinformowani o zajściu. Oprócz nauczycieli. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Wyszło na to, że zrobiłam dobry uczynek.

    Ktoś jednak obserwował całe zajście. Akurat stała u szczytu schodów i teraz wręcz frunęła po nich w moim kierunku.

    – Super! – Ola uśmiechnęła się, soczyście ucałowała mnie w policzek i wyściskała. Ściskając, dotknęła piersi. Chyba przypadkowo. – Takim gnojom należało się! Przesiedzieli klasę maturalną i myślą, że teraz panują w szkole! – zaraz jednak spoważniała. – Nie boisz się tych ‘spadochroniarzy’? – Z troską patrzyła mi w oczy.

    – To znaczy?

    – No, wiesz… Że zemszczą się.

    – Nie – pokręciłam głową. I powtórzyłam informację o moich kontaktach i możliwościach odwetu w stolicy.

    – O! – spojrzała na mnie z uwagą i trochę jakby zesztywniała z wrażenia. – Później pogadamy. U mnie! – chyba była nieco speszona moimi znajomościami. – Lecę, pa!

    Spojrzałam za nią. Chłopacy od razu zrobili jej przejście. Nikt jej nie zaczepił.

    Schodząc do łazienki, usłyszałam dzwonek. Łazienka była pusta. Dokładnie umyłam dłonie, bez pośpiechu osuszyłam. Poprawiłam włosy i bluzkę. Wykonywałem czynności bez znaczenia, bo musiałam jakoś opanować drżenie rąk. Ależ byłam zdenerwowana! Dopiero teraz spływało ze mnie całe napięcie związane z akcją tych ludzkich mend. Chyba specjalnie sprowokowali mnie. Chcieli mieć ubaw, może kolejną dziewczynę na imprezę, a wyszła z tego dość bolesna i spektakularna porażka. Głęboko oddychałam. Trzymałam się, ale niewiele brakowało, żebym zaczęła płakać. Jakoś odechciało mi się chodzenia do tej szkoły, nauki angielskiego, matury, studiów. Wszystkiego! Nagle zapragnęłam powrotu do mojego miasteczka. Spojrzałam w lustro.

    – Dziewczyno! Ty i twoje „znajomości” w stolicy! – prychnęłam i pokręciłam głową. – Nawet nie wiesz, jak dojechać do centrum! – zachichotałam nerwowo. Spojrzałam na drzwi. Na szczęście nikt nie wchodził.

    Kiedyś przypadkowo usłyszałam, jak mama skarżyła się ojcu, że potrafię kłamać wyjątkowo przekonywująco. Byłam z tego taka dumna! Ale wtedy miałam 8 lat.

    Do klasy weszłam ostatnia, więc zamykałam drzwi. Nauczycielka nieco spóźniła się. Siedziałam w ławce nad książką. Monika z uwagą przyglądała się mojemu profilowi.

    – Co jest? Jakiś syf mi wyskoczył? A może chcesz dać mi buzi? – spróbowałam ją sprowokować. Już wiedziałam, że wredna pizda ma ochotę na takie zabawy.

    Bez słowa pochyliła się nad swoimi notatkami.

    *

    Po ostatniej lekcji powoli schodziłam do szatni. Jeszcze miałam w pamięci scysję z chłopakami. Ba! Długo, długo nie będę mogła o niej zapomnieć!

    Obok przemknęła Ola:  

    – Słuchaj, a może dzisiaj wpadłabyś do mnie? Mamy co świętować, chi, chi. Moi rodzice wrócą dość późno.

    – Dzięki. Nooo, dobrze – myślami nadal byłam przy spotkaniu ze ‘spadochroniarzami’. – O której mam wpaść?

    – Bądź o osiemnastej. Obowiązują stroje wieczorowe.

    Moje spojrzenie chyba było uosobieniem zdziwienia, bo Ola roześmiała się.

    – Niee, żartowałam! Jak dla mnie, możesz być nawet nago – machnęła ręką. – No, nieźle byś wyglądała… – obejrzała mnie od góry do dołu. – Trzymaj się! Pogadamy sobie! – ucałowała mnie i pobiegła po schodach. Było już po dzwonku.

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Garsoniera – Alina, cz. 2.

    Część 2.    

    Bogatszy o doświadczenia z ostatnich dni, profilaktycznie trzymałem się na dystans wobec naszej atrakcyjnej koleżanki. Po przejściach z Aliną, zżymałem się, że muszę (!) zostać sam na sam z jedną z najatrakcyjniejszych kobiet z pracy. To jak lizanie cukierka przez szybę. Paranoja… Nawet byłem trochę przestraszony. Kiedy ponownie weszliśmy do parku, po kilkunastu metrach Pati zbliżyła się do mnie.

    – Przytul mnie – powiedziała spokojnym tonem. Nawet nie patrzyła na mnie.

    – Słucham? – kompletnie zaskoczyła mnie.

    – Na migi mam pokazać? – była trochę zniecierpliwiona. A potem… Potem objęła mnie wpół!

    Wzruszyłem lekko ramionami, nic nie rozumiejąc i też ją objąłem. Fajne uczucie. W końcu Pati była bardzo atrakcyjną dziewczyną. W pracy wielu, ba, bardzo wielu podrywało ją, adorowało, narzucało się, wręcz mobbingowało. Bezskutecznie. Potrafiła trzymać mężczyzn na dystans. Sam nigdy nawet nie próbowałem. Zdawałem sobie sprawę, że Pati była poza moim zasięgiem. Odpadałem w każdej dyscyplinie: prezencja, humor, perspektywa awansu, samochód, mieszkanie i dyscyplina dodatkowa: zarobki. W tej to nawet nie łapałem się do szerokiej kadry rezerwowych. A tutaj taki tekst…

    – Możesz mocniej mnie przytulić? – zapytała rzeczowo, patrząc mi w oczy.

    – Jasne, bardzo chętnie – odpowiedziałem nieco sztywno.

    Myślami błądziłem gdzie indziej. W końcu sygnał od Aliny nieodwracalnie poprawił mi humor. Paradoksalnie byłem w sytuacji wymarzonej przez innych, ale gdybym nawet miał fotki z naszych uścisków, to i tak w pracy pewnie wszyscy jedynie gratulowaliby mi perfekcyjnego opanowania obsługi Photoshop’a.

    *

    Nie wiem, jak to się stało. Czy ona przyspieszyła, czy ja nieco odwróciłem się, słysząc jakiś hałas za nami? Może ona chciała coś powiedzieć i odwróciła się? W każdym razie nagle moja dłoń nie obejmowała jej ramienia, tylko dotykała piersi schowanej pod białą koszulką i lekkim żakietem. Nosiła stanik z delikatnego materiału. Czyli jej piersi były jędrne i nieźle sterczały! Momentalnie zesztywniałem ze strachu. Oczyma wyobraźni widziałem jak wrzeszczy na mnie za ten seksualny atak.

    – No, nareszcie – westchnęła wyraźnie zadowolona. Nieco wolniej odczuwałem przyjemność płynącą z macania atrakcyjnej koleżanki. Spojrzałem na nią: 

    – Masz ochotę na więcej? Ze mną? – wolałem upewnić się.

    – Tak. Widziałam ciebie w naszej siłowni i na korcie. Kawał byczka z ciebie. Taka klata! – sapnęła.  Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Po doświadczeniach z Aliną stałem się ostrożny. Lekceważąco wzruszyłem wolnym ramieniem: 

    – Jasne, jest co podziwiać, bo chyba tylko ja korzystam z tej siłowni – podniosłem palec. – Uwzględnij w moim CV, że uprawiam też, dość regularnie, jogging. – Ale już nie słuchała mnie: 

    – Mamy tutaj dość miejsca – rozejrzała się po parku. Bez słowa ściągnęła mnie ze ścieżki. Pod potężnym dębem, skutecznie osłaniającym od światła latarń przycisnąłem ją do pnia. Upuściła torebkę. Zaczęliśmy całować się. Rozpiąłem jej kostium, podniosłem bluzeczkę i rozpiąłem stanik. Naprawdę miała świetny biust.

    – No, świetny masz biust – westchnąłem podniecony.

    – Nie pieprz. Zerżnij mnie – stęknęła podniecona, sięgając do mojego krocza. Masowała mojego twardniejącego penisa, patrząc mi w oczy. Jej dłoń stawała się coraz bardziej natarczywa.

    – Uspokój się, bo wytrysnę w spodnie – chłodny, rzeczowy ton przywołał ją do porządku. Jej dłoń znieruchomiała. Spojrzała w dół, podniosła głowę i patrząc mi w oczy, rozpięła rozporek spodni, a potem ze slipów wręcz wyszarpnęła twardego penisa. Znowu zaczęła go masować. Śluz wyciekł na jej dłoń. Podniosła zwilżoną dłoń do ust i cały czas patrząc mi w oczy, wylizała. Puściłem piersi, przycisnąłem ją do siebie i rozpiąłem guzik, a potem zamek spódniczki. Lekko pociągnąłem i spódniczka opadła na trawę. Wyszła z niej. Bez słowa puściła penisa, odwróciła się tyłem, stanęła w lekkim rozkroku i oparła dłońmi o drzewo. Powoli ściągnąłem stringi. Podniosła jedną nogę, zostały na drugiej. Wyczuwałem jej zniecierpliwienie. Dotknąłem warg sromowych, potarłem palcami łechtaczkę. Syknęła. Już była mokra! Śluz z cipki wtarłem w penisa i żołędziem powoli dotknąłem warg, przesuwałem między nimi, napierałem na pochwę. Głęboko westchnęła. Wypiąłem biodra, przyciskając ją penisem. Palcami dotknęła łechtaczki.

    – Fajną masz dupkę – poklepałem ją po pośladkach.

    – Rżnij! – rozkazała natarczywym tonem. Była gotowa. Podniecona i niecierpliwa. Jakby spieszyła się. Uśmiechnąłem się nieznacznie. Miętosiłem pośladek. Trzymanym członkiem znowu przesuwałem po wargach i między nimi. Jej soczkami nawilżałem członek.

    – Spokój – zarządziłem.

    – Proszę… – jęknęła znacznie ciszej i namiętnie. Palcami cały czas pocierała łechtaczkę. Nagle, bez ostrzeżenia, jednym gwałtownym, wręcz brutalnym ruchem wszedłem do pochwy. Głęboko. Uderzyłem o macicę. Zadarła głowę, krzyknęła namiętnie i oparła się głową o pień. Nogi ugięły się pod nią. Czekałem dłuższą chwilę aż dojdzie do siebie. Potem ruchałem ją w stałym rytmie. Wiedziałem, że na początku zaliczyła niespodziewany orgazm. Zacząłem wpychać palec do odbytu. Nie protestowała. Rozpędziła się i mocno trzymając pnia, zrzuciła szpilki. Stała boso i natarczywie domagała się, żebym ją wyjebał. Lubiła wulgarne słownictwo. W końcu wsadziłem palec do pupy i ruchałem w drugą dziurkę. Wyjąłem go, nachyliłem się, przytknąłem do jej twarzy i poleciłem:

    – Liż!

    – Nie! – odwróciła głowę w lewo. Puściłem biodro, ruchałem ją nadal i bez ostrzeżenia uderzyłem w policzek.

    – Liż, kurwo! Tak długo będę bił, aż wyliżesz! – sapałem nad jej głową.

    *

    Rewanżowałem się za Alinę… I to jak! Puściły hamulce. Odreagowywałem cały stres tamtego nieporozumienia. Patrycja odwróciła głowę w prawo i otworzyła usta. Z uśmiechem satysfakcji wepchnąłem palec. Poczułem ciepło jej ust, usta zaciskające się na moim palcu, język powoli, niechętnie, a potem coraz szybciej oblizujący mój palec. Wyjąłem go i ponownie zanurzyłem w odbycie. Poruszałem nim teraz bardziej energicznie. Pati też odczuwała satysfakcję z takiej penetracji. Wyjąłem go i ponownie wsadziłem w jej usta. Już nie musiałem nic mówić. Chciała tego. Powtórzyłem tę zabawę raz jeszcze i wepchnąłem dwa palce do odbytu.

    – Och, nie! Proszę! – ton był błagalny i namiętny. Wyjąłem palce z odbytu i wetknąłem w usta.

    – Ej, jesteś tutaj do wyjebania! Zamknij się i liż! – wyjąłem lizane palce z jej ust. – Zrozumiałaś?

    – Tak, ale chcę… – szepnęła namiętnie.

    – Jesteś kurwą? – przerwałem jej.

    – Tak – jęknęła. Drżały jej nogi.

    – Całym zdaniem.

    – Jestem kurwą – szepnęła zadowolonym tonem. Zacząłem mocniej uderzać członkiem. Chwyciłem lewą dłonią za włosy i pociągnąłem głowę do góry aż stęknęła, dwa palce prawej dłoni znowu wetknąłem do odbytu.

    – To kurwo, otwórz obie dziury! Gdzie mam się zlać? Do pyska kurwy?

    – Nie! Chcę do pizdy! Kurwa chce do pizdy. Proszę… – Po raz ostatni wepchnąłem dwa palce do ust. Trzymając dłonie przy jej głowie nie wytrzymałem długo tego tempa i wytrysnąłem. Reakcja jej ciała, napięcie mięśni, spazmatyczny jęk wskazywały, że doszła tuż po moim wytrysku. Szarpnąłem ją za włosy i posadziłem dziewczynę na trawie. 

    – Obciągnij jeszcze – poleciłem. W końcu uznałem, że wystarczy i kazałem schować penisa do spodni. Była zadowolona. Sprawnie spakowała mnie. Pomogłem jej pozbierać rzeczy i zanim się zorientowała, szarpnąłem ją za włosy i po chwili pochylona biegła przy mnie ze szpilkami, spódniczką i torebką w dłoniach. Specjalnie szedłem długimi krokami. Dreptała na palcach po trawie, bojąc się nadepnąć na jakąś gałąź. Nagie piersi podskakiwały przy każdym kroku. W innej sytuacji nie potrafiłbym oderwać od nich wzroku. Goła pupa zaczęła połyskiwać im bardziej zbliżaliśmy się do ścieżki.

    *

    – Stefan, zaczekaj – nieśmiało protestowała.

    Nie zareagowałem. Kiedy zatrzymaliśmy się na ścieżce pod latarnią, wolną ręką wyjąłem komórkę.

    – Odłóż rzeczy na bok. Szybko – poleciłem.

    – Stefan, co ty robisz? – była zdezorientowana i przestraszona. W odpowiedzi wyszarpnąłem spódniczkę z jej dłoni i rzuciłem w krzaki. Przerażona moją gwałtownością, krzyknęła cicho.

    – Słuchaj mnie, bo zostaniesz tutaj naga. Więcej nie będę powtarzał – ostrzegłem ją.

    – Stefan, proszę – błagalny ton, ściśnięte nogi, szpilki i torebka kurczowo przyciskane do nagich piersi. Tak wyglądała teraz wreszcie zdobyta, wyniosła, atrakcyjna Pati. Podniosłem komórkę: 

    – Rzuć wszystko na ziemię – poleciłem.

    – Stefan, błagam cię! Co ty robisz? – kurczyła się, rozglądała przerażona i znowu wpatrywała we mnie.

    – Ostrzegałem – powiedziałem cicho i podszedłem do niej szybko. Zanim zareagowała, torebka i buty właśnie lądowały w trawie.

    – Nie! Proszę, nie! – błagała, szukając wzrokiem swoich rzeczy.

    – Chodź do mnie! – poleciłem. – Chodź do mnie! – powtórzyłem, kiedy wpatrywała się we mnie, nie mogąc zrobić kroku. Bała się. I podeszła. Odsunąłem się i zrobiłem pierwsze zdjęcie.

    – Stefan, błagam cię, chodźmy stąd. Chcę do hotelu! – załkała, obejmując się rękoma.

    – Podnieś głowę, zrób, co każą, a za kilka minut będziesz ubierać się. Więc jak? 

    Milczała. Rozglądała się nerwowo. Spojrzała na mnie.

    – Więc jak? – głośniej powtórzyłem pytanie.

    Dotarło do niej. Pokiwała głową. Wyprostowała się, znowu spojrzała w moim kierunku. Zrobiłem zdjęcie i jeszcze jedno.

    – Zdejmij żakiet – poleciłem.

    – Przecież… – spojrzała na mnie błagalnie. Patrzyłem surowo. Zamilkła zrezygnowana. Zdjęła żakiet i położyła na brzegu alejki. Pstryknąłem zdjęcie. Stała przodem w rozkroku, bokiem, potem z koszulką i stanikiem na plecach, eksponując piersi. Potem z rozciągniętą pochwą przodem i tyłem, wypinając się do mnie. Zawsze z widoczną twarzą. Przyniosłem szpilki, a ona ubrała je. Jakimś cudem pończochy nadal były całe. Powtórzyliśmy kilka ujęć.

    – Daj mi szpilki – wyciągnąłem rękę.

    Podała milcząc, ale uległym, gorliwym gestem. Złamałem ją.

    – Teraz ubieraj się – powiedziałem łagodniejszym, prawie obojętnym tonem, sięgając po buty. – Cholera, ale potrafię być brutalny – zadumałem się na chwilę. – I są takie, które to lubią. Na moje szczęście.

    *

    Pokój oświetlały dwie lampki stojące na stolikach za tapczanami ustawionymi pod ścianami. Okna na wąskiej ścianie nie zdołały już zasłonić. Kiedy Elżbieta dotarła do łóżka, włączyła światło, a potem telewizor. Był ustawiony na kanał z muzyką. Nikt nie protestował. I nikt się tym nie zainteresował.

    Odwróciła się i zobaczyła Sebastiana namiętnie całującego się z Małgosią. I to jak! Zachowanie Sebastiana nie zaskoczyło jej. W końcu facet, czemu tu się dziwić… Taki trzydziestolatek, jeżeli z tydzień pości, to rzuci się na wszystko, co nie ucieknie na drzewo. Ale Małgosia? Ma 40 lat, dość krótki staż małżeński, więc na razie nie powinna szukać nowych partnerów do seksu. A jednak!

    Ela w zasadzie bez wahania zgodziła się na propozycję Zosi, przeniesienia spotkania do hotelowego pokoju. Rozmawiały o tym wcześniej. Chciały zaszaleć. Siedziała z nim Małgosia, ale i ona aprobowała pomysł wypicia alkoholu w pokoju. Sześć osób w windzie stanowiło niezły pretekst, żeby zacząć ściskać się. Skwapliwie skorzystali z nadarzającej się okazji. Sebastian mocno i niedwuznacznie obejmował ją, kiedy zbliżali się do drzwi pokoju. Wychodząc z windy byli już po imieniu. W ogóle od samego wejścia, a nawet wcześniej, panowie okazali się bardzo natarczywi. Ich gesty, słowa nie pozostawiały wątpliwości. W zasadzie żadna nie zdołała nic powiedzieć, kiedy każdy z nich od razu zajął się jedną kobietą. Żadna głośno nie zaprotestowała.

    *

    Elżbieta leżała na plecach, na swoim tapczanie, i ciężko oddychała. Mężczyzna klęczał obok tapczanu, trzymał głowę między jej nogami, odsunął majtki i agresywnie pieścił łechtaczkę. Blondyna trzymała go za głowę i coraz głośniej stękała. Szeroko rozrzuciła nogi w grafitowych pończochach i czarnych, delikatnych szpilkach. Fryzura wzmocniona lakierem już dawno straciła swój kształt. Zaczerwieniona z podniecenia kobieta nie myślała o tym. Z ażurowego czarnego stanika wystawała jedna pierś macana przez kochanka. Zanim położyła się na tapczanie szybko zdjęła garsonkę z małym dekoltem, pod którą był tylko stanik. Mężczyzna przez głowę ściągnął koszulę, a potem resztę swoich rzeczy. Wtedy zobaczyła grubego penisa. Od razu była mokra! Nie kryła swoich potrzeb. Patrzyła pożądliwie na jego penisa. Facet pchnął ją na tapczan. Chciała podnieść się, ale przytrzymał ją ręką, a drugą od razu sięgnął do jej krocza. Jeszcze popatrzyła na grubego penisa. Chętnie poddała się.

    *

    Na drugim tapczanie na boku leżała Zofia, koleżanka Eli z pracy, również 46-latka. W centrali firmy pracowały w tym samym pokoju. Patrzyła na Elżbietę i cicho stękała. Z kolei jej kochanek był znacznie szybszy. Gdy obmacywali się stojąc, nakłonił kobietę do zdjęcia garsonki. Potem prawie zdarł z niej elegancki top. Kobieta nie zdążyła nawet zareagować. Od razu przytulił ją i całował, a drugą ręką macał jej biodro i ściągał majtki. Nie zdołała skutecznie zaprotestować. I nie chciała. Im mężczyzna był bardziej natarczywy, tym bardziej słabł jej opór. Dobrze czuła się w jego ramionach. Wypity alkohol dodał jej pewności siebie, więc chciała zaspokoić swoje potrzeby. Tutaj były praktycznie anonimowe. to dodawało im

    Dwie koleżanki, znane w zasadzie tylko z pracy, również obściskiwały się z facetami, więc Zofia dała się ponieść pożądaniu. Mąż od dawna nie przejawiał nią takiego zainteresowania jakie pamiętała po  upływie kilku lat od ślubu, więc teraz, po tylu toastach i jeszcze drinkach w hotelowym barze, chętnie zabrały facetów do siebie. Miała ochotę na seks i zdecydowała się zaszaleć! Ela i Małgosia nie protestowały. Mogła biec do windy.

    Kiedy rozpinał jej stanik, niecierpliwie rozpinała jego spodnie. Delikatnie głaskała sterczące slipy. Była zafascynowana tym widokiem. Kładła się na tapczan w szpilkach i pończochach. Nie wstydziła się swojej sylwetki. Dzięki aktywności zachowała szczupłą sylwetkę, a farbowane blond włosy też odejmowały jej lat. Mężczyzna płynnym ruchem zsunął spodnie i slipy. Usiadł na tapczanie i szybko zdjął skarpety z butami. Leżał za nią w samej koszuli i całował po karku. Była nieco zdeprymowana, ale przede wszystkim podniecona. Była żądna wrażeń! Sięgnęła i znalazła sterczącego, twardego penisa. Poczuła wilgoć w pochwie. Już doszła?!

    Czekała aż mężczyzna zajmie się nią. Nie pamiętała jego imienia. Ważne, że był zadbany, miał czyste paznokcie, świeżą koszulę i wiedział, do czego służy mydło. Mężczyzna podniósł jej nogę i przysunął się do niej. Facet też był podniecony. Masując penisa, rozcierała wyciekający śluz. Powoli zaczęła wpychać penisa do pochwy. Poczuła go! Penis od razu mocno uderzył w ściankę. Przymknęła oczy. Wysunął się i uderzył ponownie. Aż przesunął ją na tapczanie. Na ustach pojawił się uśmiech. Facet powoli, dla niej wręcz za wolno, wysuwał penisa, ale jak już uderzył… Na to czekała! w pewnym momencie ona podtrzymywała swoją nogę, a mężczyzna zdejmował koszulę. już nagi, chwycił jej nogę i ruchał ją w jednym rytmie. Co za uczucie… Cicho kwiliła i patrzyła na lizaną Elkę.

    W końcu facet przestał ją lizać i szarpnięciami ściągnął z niej majtki i gdzieś odrzucił. Przy okazji spadły jej szpilki. Facet miał grubego kutasa. Zosia jeszcze takiego nie widziała. Mimo tego facet bez problemu wszedł w Elę, wyrywając z niej głośny, gardłowy krzyk. Musiała być nieźle nawilżona. Facet oparł się na przedramionach, przytrzymał ją za ręce i zaczął ruchać. Ela rzucała głową na boki i stękała. Była zadowolona. Bardzo zadowolona! Zosia głaskała swoją cipkę i dotykała penisa, który się w nią wciskał. Sam dotyk bardzo ją podniecał.

    – Też go chcę! – pomyślała, kiedy widziała jak z cipki Eli wysuwał się ten gruby kutas. Z pożądania aż oblizała wargi. Chciała dzisiaj więcej. Jak najwięcej! Za każdym razem najlepszy seks miała po alkoholu.  

    *

    Facet, który ruchał Elę, spojrzał na nich i puścił oko do kolegi.  

    – Dobre jebanie, co, Jurek? – zaśmiał się facet, rżnący Zosię.

    – No – pokiwał głową Jurek. – Jeszcze trochę wrażeń nas czeka – mówiąc to, kiwnął głową do tyłu. Zosia też tam spojrzała.

    Małgosia stała w pończochach tyłem do nich. Oświetlało ich światło z przedpokoju. Jej spódniczka i żakiet leżały na podłodze, obok ciuchów nagiego Sebastiana. Para całowała się i wzajemnie pocierali swoje narządy. Chłopak robił to dość łagodnie. Dłoń i ramię Gosi poruszały się w szybkim rytmie. Chłopak nagle wycofał biodra i powstrzymał dłoń masującą penisa. Spojrzał w oczy kobiety, a potem z pomocą jej ręki, wszedł do pochwy. Małgosia głośno westchnęła, oparła głowę na jego ramieniu, a ręce położyła na karku. Pojękiwała, gdy w rytmie wbijał w nią twardego penisa. Słyszało się radość w tych jękach. Przy silniejszych uderzeniach wznosiła się na palce. Widział czerwone paznokcie u stóp. Widział napinane mięśnie, kiedy uderzał penisem. Słyszał jej namiętne pojękiwania. Czuł jej gorący oddech. Chciała tego.

    *

    Jurek zatrzymał się i wyszedł z Eli. Kobieta spojrzała na niego zdziwiona.

    – Tadek, zmiana! – rzucił do kolegi i zsunął się z tapczanu.

    Ela zaskoczona patrzyła na kochanka. Nie wierzyła w to, co się dzieje!

    Tadek kiwnął głową, opuścił nogę Zosi i wysunął się z niej.

    – Ale o co chodzi? – Zosia był zaskoczona i zaniepokojona. Widziała nad sobą kołyszącego się, sterczącego penisa. Na twarz spadło kilka kropli śluzu, kiedy Tadek, schodząc z tapczanu, stanął nad nią w rozkroku.

    – Spokojnie, jeszcze wrócę – Tadek poklepał ją uspokajająco po pupie i ścisnął pierś. Zosia patrzyła na niego zaskoczona, chciała coś jeszcze powiedzieć, ale Jurek już kładł się za nią.

    – No, podnieś nogę, piękna. Zaczniemy tak, jak skończyłaś z kolegą.

    Zaskoczona kobieta posłusznie podniosła nogę i poczuła grubego penisa, który jeszcze przed chwilą był w Eli, a teraz właśnie ją wypełniał. Westchnęła. Nie potrafiła zdusić w sobie tego wrażenia.

    – I jak? Spory jest, nie? Kobiety lubią, kiedy im dogadzam. Jeszcze ci dupę przeoram, suczko.

    – O, nie! Proszę! Nie w odbyt!

    – Dobra, dobra! Wyruchamy ciebie i koleżankę. Będziecie zadowolone. Ta trzecia też jeszcze skorzysta – obiecał Jurek i zaczął mocniej uderzać.

    Zosia próbowała walczyć z sobą, ale szybko poddała się i wbiła twarz w poduszkę, żeby móc wrzeszczeć. Ależ on trafiał!

    Ela patrzyła zdziwiona na mężczyznę, który podszedł do tapczanu.

    – Ale przecież… – zaczęła nieśmiało protestować.

    Tadek bez słowa splunął na jej twarz. Z wrażenia zapowietrzyła się. Splunął po raz drugi. Na twarz kobiety położył twardego penisa, z którego wyciekał śluz. Zaczął pocierać nim po całej twarzy, rozsmarowując ślinę i mieszając ze śluzem. Zebrał tę mieszankę na penisa i przycisnął do jej ust:

    – Obciągaj – polecił stanowczo.

    Po chwili wahaniach pozwoliła wepchnąć penisa w usta. Wszedł głęboko i gwałtownie. Z wrażenia aż uniosła stopy. Dławiła się. Obciągała i przytrzymywała członek dłonią, broniąc się przed nadmierną penetracją. Facet sprawnie ukląkł nad jej twarzą. Chwycił głowę z tyłu i unosząc ją, ruchał w usta. Czasami szarpnął biodrami, wchodząc aż po jądra. Wtedy wierzgała nogami. Nagle wyszedł, położył się za nią, wszedł do pochwy i zaczął ruchać od tyłu. Przetoczona na bok patrzyła na koleżankę.

    Zosia właśnie puściła poduszkę, mimowolnie odsłoniła twarz i uśmiechała się szeroko. Nie otwierała oczu. Przeżywała orgazm. Jurek dalej rżnął ją. Tyle zapamiętała, bo nadpływająca rozkosz zmusiła Elę do przymknięcia oczu.

    Sebastian siadł w fotelu. Małgosia przytrzymała penisa i wepchnęła go do pochwy, siadając twarzą do kochanka. Wtedy rozsunął nogi. Uśmiechali się do siebie. Gosia na zmianę, energicznie i powoli ujeżdżała chłopaka. Czasami potrząsała głową. Jej czarne włosy lśniły w świetle z przedpokoju, a opalone ciało świetnie prezentowało się na tle białych pończoch i połyskującego, złotego łańcuszka, zdobiącego szyję. Sięgnął do jej pełnych piersi. Czuł zapach jej perfum. Zawsze miał ochotę na seks z nią, a teraz jeszcze te dwie babki… Zapowiadało się ostre ruchanie trzech starszych koleżanek z firmy.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zdobycz

     

    Siedziałem przy barze i piłem drinka. To już drugi, ale barman zerknął na mnie wymownie i zrozumiałem, że siedzę zbyt długo albo piję zbyt mało. Już wiedział, że na mnie nie zarobi.

    – Spadaj, chłopie. I tak walisz wszystkich na porcjach – powiedziałem w myślach, obserwując go ledwie kątem oka. Młody chłop, ale swoim wyglądem nie zachęcał do picia. Wręcz odwrotnie.

    Nie zamierzałem dużo pić. Lubiłem alkohol, chyba jak każdy, ale musiałem dbać o sylwetkę. Kobiety nie lubią biednych. Nie lubią też otyłych, a ja broniłem się przed nadwagą. Ćwiczyłem regularnie: jogging, siłownia, pływanie. Z rzadka tenis. Na wyjazdy na narty za granicę nie było mnie stać. Zarabiałem tyle, że mogłem spokojnie żyć, coś odłożyć. Co roku zaliczałem wypady za naszą zachodnią granicę, kiedy zaczynały się sezonowe wyprzedaże. Mieszkanie odziedziczyłem po babci i od ośmiu lat wiodłem bogate w wydarzenia życie singla. Nie mogłem narzekać. Według moich kryteriów:  było świetnie.

    *

    Mam 33 lata i ciągle ochotę na nowe znajomości. Dla mnie nowa znajomość oznacza też seks z nową dziewczyną. Nigdy nie nalegam, ale nie lubię jednorazówek. Na ogół po kilku spotkaniach dziewczyny widziały, że formuła naszej znajomości wyczerpuje się. Ale z seksu były zadowolone! Rozstawaliśmy się bez żalu i pretensji. Nie miałem stałej dziewczyny. Czasami pomieszkiwała u mnie jakaś osiemnastka albo studentka, ale z założeniem, że dajemy upust naszej rozrywkowej naturze, a nie tworzymy podwalin dla poważnego związku.

    Raz zdarzył mi się układ ze znacznie starszą kobietą. Na imię miała Alicja, w trakcie rozwodu, naprawdę zamożna babka, blondynka po 50., zadbana, o świetnym wyglądzie, sporym biuście i otwarta na różne pomysły. A tych, wierzcie mi, miałem sporo. Nie wszystkie spodobały się kobiecie, ale realizacji żadnego nie chciała sobie odmówić. Chciała spróbować wszystkiego. No, ideał kobiety! Według mnie nie była nimfomanką, ale chyba intensywnie nadrabiała zaległości z iluś lat. Jednak po paru tygodniach przekazałem ją koledze z pracy. Na gwałt szukał czegoś egzotycznego na męską imprezę, a ja byłem nią już trochę znużony. Nawet był zadowolony po imprezie. Ponoć ona również. Nawet z gwałtu była zadowolona. W końcu zerżnęło ją co najmniej sześciu chłopaków! Nigdy więcej nie odezwała się do mnie. Wiedziałem, że moja wada w dłuższej perspektywie skreśla mnie z listy jej potencjalnych znajomych: miałem tylko jednego penisa. A poza tym działałem w pojedynkę, chociaż zdarzyły się i dwie dziewczyny…

    Najfajniejsze były spotkania w piątkowy i sobotni wieczór. Dwa wieczory, dwie różne dziewczyny, więc świetnie odpoczywałem po monotonnym i męczącym tygodniu pracy. Zwłaszcza, jeżeli różniły się temperamentem, wyglądem i wiekiem. Oczywiście, taki weekend to był ideał, ale bywały.

    *

    Właśnie czekałem na kolejną dziewczynę. To będzie nasza pierwsza randka. Poprzednie spotkanie miało charakter informacyjny, więc było bardzo krótkie. Kamila spóźniła się, a na mnie czekały inne zobowiązania, więc najwyżej po dziesięciu minutach pożegnaliśmy się. Dzisiaj spóźniała się dwadzieścia minut, czyli jak zwykle, ale nauczony doświadczeniem, cierpliwie czekałem. Wysłała smsa, że spóźni się, więc siedziałem nad drinkiem. Takie roztrzepane, spóźnialskie z reguły są łatwiejsze, bo mniej skomplikowane. Jeżeli nie przyjdzie, trudno, znajdę inną. Nie wyrzucałem telefonów byłych dziewczyn. Czasami, chociaż rzadko, okazywały się przydatne.

    *

    – Cześć, strasznie cię przepraszam. Miałam spotkanie z klientem i nieoczekiwanie przedłużyło się.

    – Cześć, nie ma sprawy. Dzisiaj mam czas – uśmiechnąłem się łagodnie. Nie załapała sarkazmu.

    – Tak? To fajnie – rozejrzała się. – Zostajemy tutaj?

    – Znasz lepsze miejsce?

    – Nie, chyba nie, ale chciałam usiąść przy stoliku.

    Rozejrzałem się. Uniosłem brodę i wskazałem kierunek.

    – Tam jest wolny stolik. Masz ochotę na coś?

    – Yhm – kiwnęła głową. – Może kieliszek wytrawnego wina?

    Zamówiłem wino, jakieś ciastka i dla siebie herbatę. Poszliśmy do stolika. Kiedy już rozmawialiśmy, kelnerka przyniosła zamówienie. Kamila rozgadała się. Kiwałem głową, słuchając jej i przyglądałem się. Blondynka, dzisiaj włosy spięła w koński ogon, 30 lat, opalona, delikatny makijaż, perłowa szminka, jeszcze szczupła, ale znad spodni wystawał drobny wałeczek tłuszczu. Ubrała dopasowane, jasne dżinsy i żółte, pastelowe sandałki na szpilce. Całości dopełniała zgrabna, mała żółta torebka na długim, wąskim pasku. Miała błękitne oczy, więc paznokcie u dłoni pomalowała białym i niebieskim lakierem. U stóp tylko białym. Dzięki temu opalone, zadbane stopy wyglądały… erotycznie. Trudno mi znaleźć trafniejsze określenie. Ładna, seksowna dziewczyna w białym T-shircie, który podkreślał jej opaleniznę. Mężczyźni, również ci, którzy byli w towarzystwie kobiet, oglądali się za nią, kiedy weszła do kawiarni. Zjedliśmy ciastka, skończyliśmy wino. W końcu znudziłem się jej monologiem.  

    – To co? Idziemy na spacer?

    – Chętnie – uśmiechnęła się.

    Zapłaciłem i wyszliśmy. Niezbyt dyskretnie spojrzała na zegarek. Zirytowałem się, ale nie dałem nic po sobie poznać.

    Spacerowaliśmy około pół godziny. Fajnie nam się rozmawiało. Był w niej coś takiego. Trudno był mi to określić, ale… Jakaś rutyna w rozmowie. Wystudiowane gesty, udające zainteresowanie. Miałem ochotę na seks i czułem, że ona również. Wybrałem taki kierunek, żeby znaleźć się w pobliżu mojego mieszkania. Odniosłem wrażenie, że trochę niecierpliwi się.

    – Mieszkam o tu, niedaleko. Zapraszam na kawę albo coś mocniejszego.

    Uśmiechnęła się rozbawiona i kiwnęła głową. Chwyciła mnie pod ramię i szybkim krokiem skierowaliśmy się do bramy kamienicy. 

    *

    W końcu wróciła z łazienki. Stanęła w drzwiach i jej widok na chwilę zaskoczył mnie. Była naga. Stała w samych sandałkach na szpilce. Dłonie opierała o futrynę. Prawą nogę ugięła w kolanie i skierowała nieco do środka. Rozpuściła włosy, które teraz swobodnie spadały na ramiona. Światło rozświetlało jej włosy. Uśmiechała się zalotnie. Szczupła i takie duże, prawie sterczące piersi! Stała w drzwiach i bez skrępowania prezentowała swoje walory! A miała co! Wyglądała naprawdę efektownie. Cierpliwie pozwalała mi obejrzeć się i docenić jej urodę. Imponowała i podniecała mnie jej bezpruderyjność.

    – No, odezwiesz się? – usta ozdobił szeroki uśmiech. Jej nie speszyło moje milczenie.  

    – Nie spodziewałem się… – zacząłem i wstałem. Nie dokończyłem zdania. Zaskoczyła mnie swoim wejściem. Powoli podszedłem do niej. Penis zaczynał sterczeć. Objąłem ją i zacząłem całować. Oddała pocałunek. Puściła futrynę, objęła mnie i przywarła całym ciałem. Członek był już twardy.

    – O, tiger! Już masz ochotę – stwierdziła szeptem, kiedy odsunęła się od moich ust. Delikatnie dotykała krocza. Skoro jesteś gotowy… – Nie dokończyła.

    Wziąłem ją na ręce i zaniosłem na kanapę. Głośno zaśmiała się. Kołysała nogami. Położyłem ją na kanapie, szybko rozpiąłem i zdjąłem koszulę, spodnie zsunąłem razem ze slipkami. Buty i skarpety. Nareszcie! Nachyliłem się nad nią. Prowokacyjnie poruszyła biodrami i piersi zakołysały się. Były pełne, jędrne, a brodawki już sterczały. Potrafiła zachęcić… Chociaż wcale nie musiała!

    – Czekaj! Teraz ja – wtrąciła się. Przekręciła się na bok, oparła głowę na prawej dłoni, a lewą zaczęła masować penisa.

    Wyprostowałem się. Jej ruchy były bardzo delikatne, a moje podniecenie mimo tego jeszcze rosło! W końcu cofnąłem biodra. Penis wypadł z jej ręki. Spojrzała na mnie zdziwiona.

    – Nie chcę od razu się spuścić– wyjaśniłem.

    *

    Ależ ją wyobracałem! Wszedłem od przodu, kiedy leżała na plecach. Jaki poślizg! Żadnego oporu. No, super! Albo była tak podniecona, albo nawilżyła się. Przed wejściem szybko naśliniłem penisa. Spieszyłem się. Miałem na nią ochotę, a i ona, swoją prowokacyjną postawą, wyglądała na głodną seksu. Kiedy ruchałem ją, włosy leżały rozrzucone wokół jej głowy. Patrząc na mnie z uśmiechem, oparła dłonie na ramionach. W końcu nie wytrzymała i zaczęła pojękiwać.

    – Nie skrzywdzisz mnie? – zapytała z wysiłkiem. Uważnie patrzyła mi w oczy.

    – Nie! Tylko solidnie wyrucham! – obiecałem, stękając. Uspokojona przymknęła oczy i znowu cicho jęczała. Mniej więcej ustaliliśmy, co zrobimy.

    Uzgodniliśmy w mailach, że ja dominuję, a ona jest uległa. Nie chodziło nam o typowy układ sado-maso. No, przynajmniej dzisiaj. Nie wychodząc z niej, ułożyłem ją na boku, przemknąłem pod nogą i przylgnąłem od tyłu. Powoli poruszałem w niej penisem, a dłonią pocierałem sutek i brodawkę. Stękała. Chwyciłem brodawkę i zacząłem ją skręcać. Głośniej stękała i machała dłonią aż w końcu naprężyła całe ciało i położyła dłoń na mosznie. Jeszcze mocniej ścisnąłem brodawkę. Głośno jęczała. Drugą dłonią odgarnąłem włosy i delikatnie przejechałem zębami po karku. Zaniepokojona poruszyła głową. Dłoń przesunęła na moje udo. Domyślała się, co ją czeka. Poruszałem udami, wiercąc penisem w tej głodnej cipie. Podniecenie Kamy rosło, więc zacząłem kąsać kark. Znowu regularnie ruchałem ją i już gryzłem kark. Dziewczyna wbiła paznokcie w moje udo i zawyła! Doszła! W końcu umilkła, rozluźniła mięśnie i ciężko sapała. Powoli ruchałem, czekając aż odpocznie.

    Głośne westchnienie sygnalizowało, że doszła do siebie. Znalazłem i mocno ścisnąłem drugą brodawkę. Też była twarda. Pisnęła z bólu i zadrżała.

    – Zejdź i zacznij obciągać – poleciłem.

    Bez słowa sprzeciwu sprawnie zsunęła się, nawet nie muskając mnie szpilką po okostnej. Przysiadła na wysokości penisa. Chwyciła go w dłoń, włożyła do ust i zaczęła oplatać językiem. Wsuwała i wysuwała członek z ust. Co jakiś czas, unosząc głowę, pogodnie patrzyła na mnie. Jakby czekała na kolejne polecenie.

    – Klęknij na czterech łapkach – poleciłem i podniosłem się. Penis z głośnym cmoknięciem wysunął się z jej ust.

    Kiwnęła głową. Ustawiła się i od razu wszedłem na stojąco. Jęknęła. Mocno uderzałem członkiem. Patrzyłem jak kołyszą się jej piersi. Ustawiłem się nieco bokiem do jej pupy. Penis wsuwał się do pochwy, a ja trzymałem jej włosy. Drugą ręką trzaskałem dziewczynę po pupie. Kiedy pośladek zaczerwienił się, splunąłem na pupę i palcami wepchnąłem ją do odbytu. Od razu posuwałem ją dwoma palcami. Nerwowo zareagowała, ale wcisnąłem członek i palce aż po nasadę. Musiała wytrzymać taką penetrację. Dała radę. Kiedy wsuwałem trzeci palec, poruszała pupą i jęknęła na znak protestu. Nie reagowałam, dalej pchałem trzy palce. Przesunęła tułów do przodu, ale pociągnąłem za włosy.

    – Proszę! Nie wkładaj więcej. To już za dużo! Proszę! – wyszeptała dość trzeźwym głosem.

    Wycofałem więc palce i członek, ale od razu wcisnąłem penisa do odbytu. Powoli, ale stanowczo pchałem się w jej dupcię. Fajna była. W końcu podbrzuszem dotknąłem jej pupy. Powoli wysuwałem członek. Stękała, jęczała, ale nie puszczałem jej włosów. Ciągle klęczała z zadartą głową.

    *

    Powoli dochodziłem. Kilka szybkich uderzeń w pochwie, potem wchodziłem do odbytu i uderzałem równie mocno jak w pochwie. Już jęczała z głową wciśniętą w poduszkę. Znowu zmieniłem dziurkę. Ona klęczała na czterech łapkach na kanapie, a ja stałem za nią. Kiedy zmieniałem dziurkę, podnosiła głowę i głośno wciągała powietrze. Raz spojrzała na mnie z uśmiechem na ustach. Kiedy wbiłem penisa do jej dupska, od razu z głośnym jękiem schowała twarz w poduszce. Słyszałem jak zawyła, gdy aż po nasadę wbijałem się mocnymi uderzeniami bioder. Żeby spotęgować efekt, szarpnięciami przyciągałem jej biodra.

    Po kolejnej zmianie otworu i kilku szarpnięciach, szybko wyszedłem i stanąłem przy jej głowie. Chwyciłem za włosy i pociągnąłem do góry. Spojrzała i w lot zrozumiała. Szeroko otworzyła usta, nadal patrząc na mnie. Ledwie zdążyłem wepchnąć żołądź i wytrysnąłem. Zachłysnęła się. Przeciągle stęknąłem i szarpiąc penisa czekałem, aż wytryśnie ostatnia porcja. Potem jeszcze chwilę stałem w bezruchu. Intensywne pieszczoty językiem, ustami obudziły mnie. Spojrzałem w dół. Powoli obciągała nadal sterczącego penisa. Strużka spermy zmieszanej ze śliną wyciekała kącikiem ust. Wyjęła penisa z ust, ale nie puściła go.

    – Spory wytrysk miałeś – uśmiechnęła się. – Nie sądziłam, że będzie tego aż tyle.

    Jeszcze przez chwilę obciągała, co jakiś czas spoglądając na mnie. W końcu położyłem się obok niej. Mocno przytuliła się do mnie. Lizała palce wilgotnej dłoni.

    – Fajnie smakujesz. Mniam! – perlisty śmiech. – To co, pójdę pod prysznic?

    Teraz ja uśmiechnąłem się:  

    – Szczerze odradzam. To jeszcze nie wszystko.

    Spojrzała na mnie zdziwiona. Nic nie rozumiała.

    – Trochę cierpliwości. Zaczekaj… – leniwie przeciągnąłem się.

    *

    – Muszę przyznać, że masz pomysły – Kamila pokręciła głową i uśmiechnęła się. Była zmęczona. Przysiadła w wannie i wypierała resztki moczu z pochwy. – Cholera! Jakbyś wysikał się do pupy, to chyba bym zwariowała! – spojrzała na mnie i zaśmiała się głośno.

    Patrzyłem zdziwiony. Nawet nie odezwałem się.

    – Poważnie! Mam tak wrażliwy odbyt – pokiwała głową, patrząc na mnie. – Szczególnie na delikatne bodźce.

    – Przecież chciałaś niespodziankę, trochę niecodzienności w sado-maso – zacytowałem fragmenty jej maili. – No, to dostałaś.

    – Nie: chciałam, tylko: godzę się – skorygowała moją wypowiedź. – A to różnica.

    – Nie podobało się? – musiałem upewnić się.

    – Nie! To było fajne! Ale zaskoczyłeś mnie – kolejny uśmiech.

    Umyłem penisa i wróciłem do pokoju. Toaleta zajmie dziewczynie trochę czasu. Położyłem się na kanapie i czekałem na jej powrót.

    *

    Kiedy wyszła z łazienki, była już ubrana. Nawet spostrzegłem, że założyła pończochy. Z grymasem na twarzy masowała kark.

    – Ej, przez ciebie będę miała ślady na karku – jej słowa nie brzmiały jednak jak pretensja.

    Zaskoczony jej widokiem, momentalnie usiadłem na kanapie.

    – Co się stało? Nie zostaniesz na noc?

    – Och, tygrysku. Chyba nie stać ciebie na noc ze mną. Na razie zapłać za ten numerek.

    – Słucham?!

    – Zapłać za seks – podała kwotę. Teraz jej uśmiech był już tylko „urzędowy”. Byłem wręcz pewien, że ćwiczyła go przed lustrem.

    Musiałem wyglądać na bardzo zdziwionego. Moją skromną mimikę zinterpretowała po swojemu. 

    – To również ekstra opłata za seks bez gumki – wyjaśniła z uroczym uśmiechem. – Poświęciłam ci sporo czasu, bo wydałeś mi się całkiem sympatyczny. Zdarzają mi się takie napady romantyzmu, ale za to już nie liczyłam! – z uśmiechem puściła do mnie oko. Zakładała i zapinała sandałki. Chwaliła mnie i nasz świetny seks. Uroczo przechyliła głowę.

    – Gdyby wyłączyć dźwięk, byłaby taka urocza… – nadal z przyjemnością patrzyłem na nią. – Jak mogłeś przeoczyć informację o opłatach za seks, kretynie?! Jak?! No, jak?! Kuźwa!! Naucz się czytać cały tekst, a nie same nagłówki!

    Zaskoczony jej słowotokiem, nie potrafiłem odezwać się. Znieruchomiały patrzyłem na nią. W lusterku poprawiała makijaż. Myśli jak pioruny latały w mojej pustej głowie. Spoglądałem na nią coraz bardziej rozczarowanym wzrokiem. Ona z kolei wyglądała na kwitnące uosobienie kobiecości. Pospiesznie chowała kosmetyki.

    – Ej, słodziaku! Już muszę lecieć. Noc jeszcze młoda, więc chcę sobie znaleźć kolejnego klienta. No, pospiesz się. Mój drajwer czeka.

    Zrozumiałem aluzję zawartą w ostatnim zdaniu. Zapłaciłem.

    Na pożegnanie obdarzyła mnie uśmiechem:

    – Daj znać, kiedy uzbierasz na kolejne spotkanie. Chętnie ciebie odwiedzę. Pamiętaj, że oferuję również całe weekendy. Pa, tygrysku! Naprawdę byłeś świetny!

     

    K O N I E C


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Szkola dla suk, Anglia odcinek 1

     

    Rozległ się dzwonek do drzwi. Domina dobrze wiedziała, kto właśnie stanął na jej wycieraczce. Nieśpiesznym krokiem ruszyła otworzyć gościowi. Miała na sobie czarne, lśniące kozaki z laku sięgające aż do połowy uda podtrzymywane przez pas do pończoch. Jej cycki opinał ciasny gorset, a obie dziurki były nagie i dumnie prezentowały się w całej krasie. Dotarła do drzwi i nacisnęła klamkę. Na wycieraczce stała jedna z jej wirtualnych suk, która postanowiła przylecieć aż do Anglii, by spędzić u swojej Pani wymarzony tydzień służby w realu. Ciemna blondynka z silikonowymi cyckami pokornie czekała na zaproszenie do środka. Domina zrobiła krok do tyłu i skinęła głową, dając swojej dziwce znak, by weszła. 
    – W końcu jesteś, cycata kurwo – powiedziała Pani Monika, lustrując uległą szmatę od stóp do głów. Ta nie zwlekała ani chwili dłużej i od razu w geście uległości klęknęła, splatając ręce za plecami i otwierając pysk. 
    – Grzeczna kurewka – pochwaliła ją Domina, po czym złapała ją za włosy i przycisnęła rozwarte usta suki do swojej cipki. – Tylko nie waż się lizać, szmato, bez mojej zgody – dodała. Cycatą kurwę przeszył dreszcz podniecenia. Długo marzyła o tej chwili i od kilkunastu dni chodziła mokra na samą myśl, że będzie służyć swojej Pani w realu. Bardzo chciała poczuć smak jej cipki, ale nie zamierzała się sprzeciwiać. Obejmowała wargami całe łono Dominy. Czuła słodki zapach jej dziurki i robiła się coraz bardziej wilgotna. 
    – Pewnie jesteś spragniona po podróży, kurwo – powiedziała, patrząc na nią z góry Domina i dodała – Połykaj wszystko. Smacznego – cycata kurwa poczuła nagle w pysku strumień gorącego moczu. Tego się nie spodziewała. Wiedziała, że jej Pani uwielbia sikać swoim sukom do ust i traktować je jak toalety, ale bardziej spodziewała się policzkowania na powitanie, które pokaże jej, gdzie jej miejsce. Jak tylko mocz Pani wypełnił jej pysk, szybko przełknęła wszystko, żeby zrobić miejsce na kolejną porcję, która wypływała z dziurki Dominy silnym strumieniem. Cały czas patrzyła swojej treserce w oczy, okazując uległość i wdzięczność za takie powitanie. Na twarzy Dominy malowało się zadowolenie i satysfakcja…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pani Monika

    Witajcie, moje uległe kurewki. Postanowiłam wrócić z nową porcją zwierzeń i fantazji. Rozpoczynam nowe opowiadanie w odcinkach. Mokrej lektury. 

  • Szkola dla suk, Anglia odcinek 2

     

    Cycata kurwa łapczywie połykała złoty nektar swojej Pani, pojękując cicho, prężąc ciało, wypinając cycki i przywierając z całej siły pyskiem do jej cipki, by nie uronić ani kropli. Pani Monika wysikała resztki moczu wprost do jej ust i ciągnąc za włosy oderwała zaszczany pysk suki od swojego łona. Odchyliła jej głowę do tyłu i pochyliła się nad nią, zbliżając się tuż do jej ust. Z rozchylonych warg szmaty wydobywał się przesiąknięty zapachem moczu, gorący oddech.  
    – O taaak, kurewko. Piękny zapach suczego pyska. Najlepszy płyn do płukania ust dla takich uległych, głupich dziwek – wyszeptała Domina – A teraz wstawaj – i pociągnęła cycatą kurwę za włosy, stawiając ją na równe nogi. Dziwka wciąż miała ręce posłusznie splecione na plecach i prężyła się przed swoją Panią.  
    – Rozbieraj się, kurwo. Do naga – rozkazała treserka. Dziwka nie czekała. Natychmiast zrzuciła płaszczyk i zsunęła buty z nóg. Rozpięła spodnie i jednym ruchem opuściła je do kostek razem ze stringami i zgrabnie się z nich uwolniła. Potem rozpięła sweterek, pod którym prężyły się jej nagie, wielkie, sztuczne cycki. W ciągu kilkunastu sekund dziwka pozbyła się ubrania, jak rozkazała jej Pani Monika. Ponownie splotła ręce na plecach, czekając na dalsze polecenia. Domina z zadowoleniem obeszła kurewkę dookoła, dokładnie ją oglądając.  
    – Zgrabna z ciebie suka – powiedziała, zrobiwszy kółko wokół niej. Wsunęła rękę między jej nogi i przesunęła dłonią po jej cipce. Wyciągnęła ją spomiędzy ud kurwy i uniosła do góry. Jej palce zakończone długimi, seksownymi paznokciami delikatnie się świeciły od soków uległej szmaty. To jednak nie usatysfakcjonowało Dominy. 
    – Jesteś za sucha, głupia kurwo – powiedziała niezadowolona. Oblizała środkowy palec, dokładnie oczyszczając go z nikłych soków dziwki. – Spróbuj sama. Przecież ledwo cię czuć – i wsunęła pozostałe delikatnie wilgotne palce do pyska dziwki, która grzecznie je ssała i zlizywała z nich swoje ledwo wyczuwalne soki. 
    – Masz rację, Pani. Przepraszam. Daj mi w pysk, proszę. 
    – To ja decyduję, jak cię karać, kurwo. Jasne? 
    – Tak – odparła suka. 
    Domina znów odchyliła jej głowę do tyłu – Wystaw język – rozkazała. Dziwka od razu wysunęła wciąż pachnący złotym nektarem język. Monika zebrała ślinę w ustach i wypluła ją prostu do pyska szmaty. Po chwili zrobiła to znowu i jeszcze raz. Kurwa grzecznie stała z otwartym pyskiem i czekającym językiem, przyjmując z rozkoszą ślinę swojej Pani porcja za porcją.
    – Potrzymaj ją chwilę w pysku – rozkazała Monika i dziwka zamknęła posłusznie usta. Tymczasem Domina znów wsunęła dłoń między jej uda i przeciągnęła nią po prawie całkiem już suchej cipce. Uniosła rękę i wtarła resztki soków w zaciśnięte usta kurwy. Przychyliła się do jej pyska i nosem przywarła do jej warg w milczeniu rozkoszując się ich zapachem. Westchnęła głośno z zadowolenia i uległa suka poczuła, jak robi się jej gorąco z podniecenia. 
    – Dobrze, a teraz wypluj wszystko na moją dłoń – rozkazała jej Pani. Wymieszana ślina treserki i kurwy wypłynęła obficie na jej rękę. Domina jeszcze raz wsunęła ją między nogi suki, nawilżając całą cipkę. Dziwka jęknęła z rozkoszy, czując palce Pani na swojej łechtaczce. Teraz jej dziurka ociekała śliną i była obłędnie mokra. Nagle poczuła jak Monika gwałtownie wciska trzy palce do jej ciasnej cipki. Głośno westchnęła, otwierając usta pod wpływem tego zaskakującego bodźca. Domina poczuła gorące i bardzo wilgotne wnętrze cipki. 
    – O tak, tu w środku jesteś mokra jak trzeba – potrzymała w niej palce jeszcze przez chwilę, po czym wyjęła je i roztarła odrobinę soków na obu sutkach dziwki. Jej całe trzy palce pięknie lśniły suczą wilgocią. Wetknęła je suce do pyska i zaczęła nimi gwałcić jej oralną dziurkę, jednocześnie schylając się nieco i zlizując soki z jej sutków. Cycata kurwa poczuła jak cały śluz, który miała w środku, zaczyna z niej wypływać między wargi sromowe. Łakomie zlizywała swój smak z palców Pani Moniki, czując jej język na swoich piersiach. Po chwili Domina wyciągnęła jej palce z pyska i roztarła ślinę i resztki soków po jej ustach i policzkach tak, że całe się świeciły.
    – Teraz jesteś mokra jak trzeba, głupia kurwo – rzuciła i sięgnęła ręką do poręczy schodów, na której dopiero teraz suka zauważyła obrożę i smycz. Zapięła swoją kurwę w niewolę i pociągnęła za sobą, idąc korytarzem – Teraz weźmiesz prysznic i ubierzesz się w strój godny dziwki – powiedziała – A potem ustalimy szczegóły służby. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pani Monika

    Która chciałaby się znaleźć na miejscu cycatej kurwy?

  • Przypadek Michala cz.XII

    ****

    Nie wpuszczono nas do sali, gdzie leżała Zuzka. Koło czternastej przyjechałem razem z Wiktorią do szpitala, żeby ją zobaczyć. Pozwolono nam tylko popatrzeć na nią przez okno sali w której leżała. Dziewczyna wciąż była nieprzytomna. Otaczały ją zwoje rurek. Spod okrycia wystawały jedynie głowa i ręce, na których widać było kilka siniaków. Można by odnieść wrażenie, że nic wielkiego się nie stało. Zuza miała jednak kupę szczęścia, ponieważ obeszło się bez wewnętrznych urazów głowy, co prawdopodobnie skończyłoby sie tragicznie. Zwłaszcza, że poniżej linii szyi nie było już tak różowo. Liczne obrażenia, mocno poobijane organy wewnętrzne, pęknięta śledziona, złamane żebra i lewa noga. Lekarze długo walczyli z krwotokiem, ale udało sie go zahamować. Ostatnia informacja była optymistyczna. Życie dziewczyny nie było zagrożone. Całe szczęście.  

    Męczyło mnie poczucie winy. Gdzieś w głębi czułem, że ten wypadek bardziej lub mniej wiąże się z tym, co zadziało się między mną a Zuzką.  

    – Jezu, Michał to przegięcie! – Cicho stwierdziła Wiktoria. W jej głosie słychać było ustępującą infekcję. – Mam nadzieję, że nasze zainteresowanie sprawą Grześkowiak i dziewczyn nie przyczyniło się do tego gówna.

    – Daj spokój! Jeszcze ktoś usłyszy! – mruknąłem, strofując blogerkę. Obawiałem się jednak, że głośno wyartykułowała, to co chodziło mi po łbie.

    Okoliczności wypadku były mocno tajemnicze. Samochód potrącił dziewczynę w miejscu, gdzie praktycznie nie mają prawa zdarzać się takie sytuacje. Nie ma powodu i warunków do tego, żeby na wylatującej z osiedla uliczki szaleć autem. Jeśli coś dzieje się tam złego, to prędzej jakieś rozróby pijaków i ćpunów w godzinach późno nocnych. Z tego powodu jeden z nadgorliwych mieszkańców pobliskiego bloku, zapalony technik amator, umieścił na swoim balkonie kamerę. Przedwczoraj była uruchomiona i facet zgłosił się na policję. Na nagraniu widać wyraźnie, że samochód, który potrącił Zuzę jechał szybko i nie hamował, a po zdarzeniu odjechał natychmiast. Funkcjonariusze nie byli tak odważni w tezach, ale w dzisiejszej gazecie lokalnej właściciel kamerki wypowiedział się, że dla niego wyglądało to tak, jakby celowo potrącono dziewczynę.  
    Niestety nie dało się ustalić czyj był ten samochód i kto go prowadził. Tablice rejestracyjne były zamazane, a szyby przyciemnione. Sama marka – Opel Vectra – oraz ciemny kolor karoserii nie ułatwiały ustalenia tożsamości sprawców. Całe zdarzenie było niepokojąco tajemnicze. Sprawiało, że na karku jeżyły mi się włoski. To był zupełnie inny strach niż oglądanie nawet najlepszego horroru czy thrillera. To co przydarzyło się Zuzce było kurewsko realne.  

    – Michał spadamy stąd! Nie uleczymy jej gapieniem się przez szybę. – Słusznie zarządziła Wika.  

    Po wyjściu ze szpitala podjąłem temat, rozpoczęty wcześniej.

    – Słuchaj Wika, jeśli nasze obawy są słuszne, to może powinniśmy odpuścić? – Pytanie, które zadałem towarzyszce wydawało się oczywiste. Jak dla mojej niewyżytej blogerki zbyt oczywiste.  

    – Po pierwsze, nie wiemy, czy mamy rację. Po drugie, też mam pietra. – W odpowiedzi Wika rozpoczęła wyliczankę. – Po trzecie, nie ma mowy, Grześkowiak ma coś na sumieniu i czuję, że nasza sprawa jest słuszna.

    – A ty co, na zjeździe partii jesteś?

    – Uważaj z kim zadzierasz, Michałku – Wika zrobiła groźną minę, jednocześnie puszczając mi oczko. – Obsmaruję cię na swoim blogu, że taki z ciebie Don Juan jak ze mnie zakonnica i żadna dziewczyna na ciebie spojrzy.  

    – O to się moja droga nie martw – stwierdziłem równie żartobliwie, ale z przekonaniem, że póki mam dar poradzę sobie świetnie w damsko – męskich tematach.  

    – O to się nie martwię, ale przez tego pieprzonego wirusa wypadłam z obiegu i aż rwę się do wspólnego bara-bara. – Język Wiktorii niedwuznacznie przesunął się po górnej wardze. – Wymyślisz coś Casanovo?

    – Jasne, wejdźmy niepostrzeżenie do którejś z karetek i zróbmy to w środku. – Zaproponowałem w ramach żartu. – Niezła perwersja, prawda? Jak chcesz, pozwolę ci osłuchać stetoskopem swojego członka.  

    – Jesteś zboczony, ale gdyby to nie było naigrywanie się ze mnie, to byłabym gotowa spełnić twoją prośbę. – Wika błysnęła ciemnymi oczami. – Od początku mnie zastanawia, co ty ze mną zrobiłeś?

    – Nic, taki zwierzęcy urok posiadam – Zbyłem kłopotliwe pytanie żartem. – Zresztą, dajmy temu spokój, nie będziemy się gzić pod szpitalem. Nie mam nastroju po tym co widziałem. Coś wymyślę, bo ja też mam ochotę na małe randez vous, ale teraz skupmy się na naszym problemie.  

    – Co masz dokładnie na myśli?

    – Posłuchaj Wika, jeśli dobrze podejrzewamy, to za tym kryje się jakaś grubsza afera – Odłożyłem żarty na bok. – Może powinniśmy pójść na policję?

    – Ocipiałeś?! Z czym?! – Blogerka popatrzyła na mnie z politowaniem. – Nie mamy nic. Zupełne zero. Nul. To, że Grześkowiak jeździ sobie gdzieś z uczennicami wystrojonymi jak nimfetki po zajęciach szkolnych nic nie znaczy. Mają prawo imprezować i bawić się, a tak pewnie by stwierdziły, gdyby ich zapytano.  

    – No tak, niby…

    – Nie wiemy co robią i z kim. – Wika nie dopuszczała mnie do słowa. – Też czuję, że to coś niedobrego, ale dokąd to przeczucie, a nie potwierdzone fakty, możemy się w dupę pocałować. Co zresztą ci proponuję, a ty mnie zbywasz.

    – Myślisz tylko o jednym. Jesteś niemożliwa – oświadczyłem z uśmiechem. – Masz jakieś lokum lub wolną chatę?

    – No widzisz, właśnie, że mam i dlatego drążę ci dziurę w samczym libido – Ciszej oznajmiła Wika, bo dotarliśmy do przystanku. – Jutro rodzice jadą do Wrocławia, wpadnij do mnie po lekcjach, to się… pouczymy.  

    – Masz to jak w banku. – “Pouczymy się” w ustach mojej towarzyszki zabrzmiało tak dwuznacznie. że nie mogłem się nie uśmiechnąć. – A co z naszą aferą Anitagate?

    – Dalej kombinujemy jak sie dowiedzieć czegoś więcej.

    Po tym stwierdzeniu zamilkliśmy, bo podjechał autobus. Resztę drogi nawijaliśmy o bzdurach. Po rozstaniu z Wiką, skupiłem swój dar na jej osobie. Chciałem, żeby była odpowiednio nakręcona na jutrzejszą rozbieraną randkę.  Chociaż wnosząc po zachowaniu blogerki pod szpitalem i bez tego zapowiadało się ciekawie.  

    ****

    Zanim jednak nadeszła ta wiekopomna chwila stało się coś ważnego. Wyszedłem ze szkoły, myślami błądząc wokół Wiki i naszej schadzki. Ustaliliśmy, że przyjdę do niej za dwie godziny i nie mogłem się tej chwili doczekać. Idąc zamyślony ulicą w ostatniej chwili zorientowałem się, że ktoś stoi mi na drodze. Podniosłem wzrok i zaskoczony ujrzałem Kamilę Jarosz, koleżankę Zuzy, jedną z tercetu, który łączyły wspólne tajemnice z panią Grześkowiak.  

    – Cześć Michał – Powitanie dziewczyny zabrzmiało niepokojąco.

    – Cześć.  

    – Możemy chwilę pogadać? – zapytała Kamila.  

    – Jasne. – Zgodziłem się, po cichu licząc, że ma do przekazania dobre wiadomości o przyjaciółce. Od wczorajszej wizyty w szpitalu nie minęło wprawdzie dużo czasu, ale może Zuzka odzyskała przytomność.  

    – Chodźmy na bok! – Usłyszałem propozycję panny Jarosz.  

    – Po co?

    – To co chcę ci powiedzieć, nie nadaję się na środek chodnika i uszy przypadkowych przechodniów – Zaintrygowała mnie całkowicie. W jednej chwili zmieniłem zdanie. Czułem, że dowiem się czegoś na temat ich tajemniczych powiązań z anglistką.  

    – Ok.. jak chcesz.  

    Gdy znaleźliśmy w końcu miejsce, za załomem starego, częściowo zburzonego muru ukrytego w kępie krzaków i brzóz, Kamila przemówiła.  

    – Nie obracaliśmy się nigdy w swoim towarzystwie, ale zawsze uważałam cię za porządnego chłopaka – Wstęp był poważny. Zbyt, jak na przypadkową rozmowę. – Niestety teraz zmieniłam zdanie, jesteś egoistą, który chcąc wykorzystać dziewczynę udawał przejętego jej losem…

    – Ale…

    – Żadne kurwa “ale”! – Wzburzona Kamila nie dała mi dokończyć. – Za kogo ty się masz?! Jesteś tak pokręcony, że udajesz wybawcę z kłopotów, aby zaliczyć kolejną laskę?! Czy naprawdę chcesz być bohaterem?

    – Słuchaj…

    – Gówno, nie słuchaj! – Przyjaciółka Zuzy była ewidentnie wściekła. – Trzeba było zapisać sie na wolontariat! Ratować prawdziwie pokrzywdzonych, pieski czy jebane kotki! Po co przypieprzyłeś się do Zuzki, palancie?!

    – Nie rozumiem. o co ci chodzi. – Udało mi się wejść rozmówczyni w słowo.

    – Nie wiesz?! Czy nie chcesz wiedzieć i dlatego “rżniesz głupa”?! – Kamila syknęła jadowicie. – To, że teraz Zuza leży w szpitalu to twoja sprawka, durny fiucie!  

    – Jak to?

    – No patrzcie go, pyta się kurwa, jak to! – Stan dziewczyny groził rękoczynami. Jej ręce przelatywały niebezpiecznie blisko mojej twarzy. – Tak to, że przez twoje pierdolone podrywanie i miłosne czary-mary Zuza doszła do wniosku, że ma dość dawania dupy starszym facetom za kasę i postanowiła z tym zerwać!

    – Poważnie?

    – Nie kurwa, na niby! Ci faceci nie znają się na żartach i mają zbyt wiele do stracenia. – wyznała przyjaciółka mojej kochanki. – Nie chcieli słyszeć o jej odejściu, a ona się uparła. Bali się, że będąc poza układem nie dochowa tajemnicy. Zagroziła im tym zresztą. Ten wypadek miał ją przekonać i być nauczką dla nas wszystkich, żebyśmy siedziały cicho na dupach. Na twoje szczęście nawet słowem się o tobie nie zająknęła.  

    Tadam! Tym sposobem dowiedziałem się, na czym polegają wypady z Anitą Grześkowiak. Najwyraźniej Kamila była przekonana, że wiem więcej niż to było w rzeczywistości. Przezornie milczałem, licząc, że w nerwach Kamila ujawni więcej.  

    – Nic nie powiesz, prawda?! Jopisz się tylko jak przymuł! – Dziewczyna kontynuowała swój wybuchowy koncert. – Co ty sobie kurwa myślałeś, jak mieszałeś jej w głowie?! Uważasz, że bawi nas bycie dziwkami? Nie, wyobraź sobie, że nie! Niestety, life is brutal, a takie dziewczyny jak my mają mało szans na lepszy start. Do tego przyjebałeś się do Grześkowiak! Po jaką cholerę?!

    – Wykorzystała was. – To mogłem bezpiecznie powiedzieć, by nie zdradzić się z niewiedzą na temat ich sytuacji.  

    – Jesteś naiwny czy tylko takiego udajesz?! – Pytanie retoryczne zawisło w próżni. – Do niczego nas nie zmuszała. Wskazała możliwości, ale to my się zgodziłyśmy na ten zasrany deal.  

    – Jest nauczycielką, a wy jej uczennicami. – Skorzystałem z tego, że zamilkała na chwilę. – Nie widzisz w tym nic złego?

    – A ty co?! Święty Michał! – warknęła Kamila. – Jeśli taki jesteś grzeczny, to czemu nie dochowasz czystości, aniołku?!  

    – Obydwoje z Zuzą jesteśmy dorośli – stwierdziłem spokojnie.

    – My też jesteśmy dorosłe, Grześkowiak i faceci, którzy nam płacą też, więc bądź tak łaskaw i odpierdol się od nas!  

    – Sama się oszukujesz. – Oświadczyłem dobitnie. – Uczennice, niby dorosłe, ale jednak uczennice korzystają z porady nauczycielki, a dojrzali i trochę podstarzali panowie zabawiają się całkiem przyjemnie z owymi świadomymi swoich wyborów pannami. Wszystko normalnie, legalnie i cacy. Tyle, że, gdy jedna chce się z tego zdrowego ponoć układu wypisać kończy pod kołami samochodu. Kogo chcesz oszukać dziewczyno?

    – Nikogo, kurwa! I posłuchaj mnie! Robię to tylko ze względu na Zuzkę, która wiele dla mnie znaczy – oświadczyła nieco spokojniej Kamila. – Nie wiem czemu, ale była tobą zachwycona, dlatego cię ostrzegam. Skończ z interesowaniem się nami, zapomnij najlepiej o naszym istnieniu. W innym przypadku opowiem im o twoim udziale w buncie Zuzki. Ucieszą się na pewno. Resztę sobie dośpiewaj, geniuszu!

    – Kamila, nie wiedziałem, że to się może tak skończyć. Gdybym…

    – No ja myślę, bo inaczej to by znaczyło, że jesteś skończonym draniem. – Emocje wyraźnie stygły w pannie Jarosz. – Odwal się od nas Michał, bo stanie się coś bardziej złego.  

    Kamila nie czekała na moją odpowiedź. Ruszyła przez kępę zielska w stronę chodnika. Stałem zaskoczony nowymi faktami. Trochę mnie przerosły. Mleko się rozlało. Mało powiedziane, wykipiało w trzy dupy! Jednak Zuzce krzywda większa się już nie stanie. Byłoby podejrzane, gdyby znów chcieli jej coś zrobić. O Wice nikt nic nie wiedział, a ja byłem gotów ponieść konsekwencje, jeśli miałbym coś zaradzić w tej sprawie. Bez względu na okoliczności Kamila się myliła. To było złe. I choć sam miałem sporo za uszami, ale daleko mi było do takich klimatów. Postanowiłem niczego nie zdradzać Wiktorii. Sam coś wymyślę, żeby dokopać komu trzeba.

    ****

    Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Ledwie przekroczyłem próg domu Wiktorii, a już musiałem się tłumaczyć ze swojego zachowania. Dziewczyna doskonale wyczuwała zmiany mojego nastroju. Zrzuciłem winę na nerwy związane z wypadkiem Zuzy, ale czułem, że na dłuższą metę będzie mi ciężko utrzymać nowe rewelacje w tajemnicy.  

    – Daj spokój z tą miną i wyluzuj trochę – poradziła mi Wika.  

    – Łatwo powiedzieć. – Podsumowałem jej słowa.

    – Niełatwo, dlatego zastosujemy dziś radykalną terapię – Dłonie blogerki zaatakowały guziki mojej koszuli.  

    – Cierpliwość jest cnotą. – Zażartowałem, widząc jej niecierpliwość.  

    – W tej chwili to słowo jest niestosowne – stwierdziła Wika zadowolona. Rozpięta koszula odsłoniła mój brzuch i tors.  

    – Cierpliwość? – Udałem nieświadomego.  

    – Nie to drugie – uśmiechnęła sie łobuzersko panna Jóźwik.  

    Moja riposta utknęła w ustach zamkniętych przez pocałunek dziewczyny. Całowała mnie jak opętana, dłonią szukając sprzączki paska. Czułem, że wzbiera we mnie pożądanie, ale właściwie nawet dobrze nie wszedłem do domu. Wciąż tkwiliśmy w przedpokoju.
    Odpowiedziałem na zmasowany atak na moje wargi równie łapczywie. Równocześnie  wsunąłem rękę pod bluzkę Wiktorii. Była bez stanika, od razu zacisnąłem dłoń na jednym cycku. Nie przestając całować dziewczyny, pchałem ją w głąb mieszkania.  

    Nie do końca byłem w stanie kontrolować kierunek wspólnego przemieszczania się, ale szło nam całkiem znośnie. W końcu moja partnerka stanęła, opierając się o przeszkodę w postaci dużej komody. Obróciłem Wikę tyłem i zsunąłem z niej dresy, które miała na sobie. Naprawdę była gotowa na randkę ze mną. Pod spodniami nie miała bielizny. Przyparłem mocniej kochankę do meble i sprawiłem, że wypięła się mocniej. Dłonią sięgnąłem ku zwieńczeniu ud, odnajdując rozpalone wrota rozkoszy.  

    Pomijając etap wstępnej delikatności, wsunąłem głęboko palce w cipkę Wiktorii, gorliwie ją penetrując. Smukłe ciało blogerki wyprężyło się gwałtownie, reagując na moje zabiegi.  

    – O rzesz w mordę – jęknęła Wika i poddała się mojej woli.  

    Tyłek dziewczyny wpadł w taneczny trans, gdy bezlitośnie pocierałem jej wargi sromowe i drażniłem łechtaczkę. Stojące na komodzie zdjęcia w gustownych ramkach podrygiwały coraz bardziej, zdradzając chęć do wywrotki. Wika przytomnie zgarnęła je i wsunęła do pierwszej z brzegu szuflady.  
    Bardziej natarczywe pieszczoty sprawiały, że moja kochanka niemal wpiła cię ciałem w mebel, wijąc się jak podrażniona żmija. Ogarniało mnie coraz większe podniecenie, gdy patrzyłem na podrygujące, jędrne pośladki i moją dłoń poniżej nich, pracującą z mozołem. Lśniące i lepkie od soków płatki szparki świadczyły, że rezultat tych zabiegów był wyśmienity.  

    Wiktoria nie pozwoliła mi na całkowite przejęcie inicjatywy. Odwróciła się zwinnie w pewnym momencie i odparła kolejne natarcie mojej dłoni. Z płomieniem w oczach, odepchnęła mnie i przyparła do wolnego fragment ściany.  

    – Moja kolej – wymruczała.

    Ściągnęła za mnie rozpiętą koszulę, a potem zaczęła opuszczać się niżej, całując przy okazji mój tors, sutki i brzuch. Zaraz potem zostałem pozbawiony spodni i bielizny. Nastroszony kutas znalazł przytulne gniazdo w dłoniach Wiktorii. Pieszczony skrupulatnie i cierpliwie prężył się niczym drapieżnik przed decydującym atakiem. W tej grze nie był jednak stroną dominującą. Po chwili pochłonęły go czeluście ust mojej kochanki.  
    Zaparłem się mocniej nogami i pozwoliłem porwać się temu oralnemu szaleństwu. Głowa partnerki przesuwała się rytmiczne. Usta dziewczyny wspomagane przez dłonie stopniowały mi rozkosz. Przy takim zestawie pieszczot byłem całkiem bezbronny. Czułem, że nogi uginają się pode mną, ale zanim ostatecznie się poddały, moje trzewia wywróciły się na lewą stronę z przyjemności. Zamarłem stopiony ze ścianą, dociskając głowę kochanki do krocza. Nawet zbytnio się nie broniła przed nadciągającą burzą. Szczytowałem w ustach Wiktorii. Poluźniłem uchwyt dopiero, gdy zaczęła się krztusić. Nasienie ulało się z jej przepełnionych ust, chociaż większość soku miłości spłynęła kochance do gardła.

    Opanowało mnie błogie rozleniwienie. Spełnienie dało mnóstwo rozkoszy. Pomimo tego uczucia zadowolenia, nie poczułem nawet przez chwilę, że to mi wystarczy. Wika z premedytacją doprowadziła mnie do szczytu, licząc zapewne na to, że kolejna runda dzięki temu wstępowi będzie trwać dłużej.  
    Ocierając wierzchem dłoni twarz wokół ust z satysfakcją obserwowała mój odlot. Wiedziałem, że za jej miną kryje się również niecierpliwe wyczekiwanie.  
    Przełamując upojną niemoc, związaną z oralną zabawą, zarządziłem rozpoczęcie następnej rundy igraszek.  

    – Dość tej gimnastyki! Chodźmy tam, gdzie miękko i dokończmy zabawę w cywilizowany sposób.

    Napalona blogerka nie miała nic przeciwko. Poprowadziła mnie do swojego pokoju, po drodze pozbywając się górnej części ubioru. Nadzy dopadliśmy łóżka, szybko przechodząc do rzeczy. Wiktoria poddała się moim pocałunkom i pieszczotom, a ja starałem się nie omijać żadnego fragmentu ciała partnerki. Drżała, głośnym westchnięciem kwitując wędrówkę mojego języka wokół ciemnych brodawek i małych, nabrzmiałych sutków, a także w ozdobionym kolczykiem pępku. Cierpliwie i wytrwale urabiałem jej szczupłe ciało, chłonąc kształt piersi, bioder i płaskiego brzucha. Gdy uznałem, że dość poświęciłem im uwagi skupiłem się na pokrytym mchem łonowych włosków łonie. W nozdrzach poczułem intymny zapach kochanki. Pocierając wargami po szorstkim zaroście, odnalazłem palcem mokre gniazdo. Z początku bardziej drażniłem się z Wiką, dawkując intensywność jego pieszczoty.  

    – Nie bądź taki – jęknęła z wyrzutem.  

    Postanowiłem być jednak przekorny. Obróciłem kochankę na brzuch i skupiłem się na jej pośladkach. Językiem przesuwałem po bladej skórze, ochoczo schodząc w ukrytą między nimi dolinę. Wprawdzie kochanka poddała się nowym doznaniom, ale pragnęła bym wreszcie bardziej skupił się na jej wilgotnym skarbie. Rozchylając szeroko nogi  i eksponując mocniej cipkę zachęcała do szybszej ingerencji w gościnne wnętrze.  

    Poddałem się tym sugestywnym namowom. Wsunąłem palce w aksamitną szparkę, pocierając przy tym wargi sromowe. Skupiwszy się na łechtaczce kochanki szybkimi ruchami sprawiłem, że poddała się sile rozkoszy.  
    Na krótką chwilę pozwoliłem wyrwać się kochance spod władzy moich palców. Obróciła sie ponownie na plecy i rozłożyła szeroko zgięte w kolanach nogi.  
    Ległem między udami dziewczyny, z twarzą na jej kroczu. Rozchyliłem płatki cipki i wsunąłem między nie język. Liżąc i ssąc różowe wnętrze. doprowadziłem kochankę do staniu wrzenia.  

    Dopiero wtedy uniosłem się i podciągnąłem wyżej. Długie minuty oralnych pieszczot Wiki sprawiły, że mój kutas był znów gotów do konkretnych działań. Wszedłem lekko w partnerkę, czując jak szparka zaciska się na fiucie. Przez moment dopasowywaliśmy się do siebie, łapiąc wspólny rytm. Gdy się to udało, pozostało mi tylko zerżnąć Wiktorię, by poczuła siłę mojej żądzy.  
    Przepełniło mnie cudowne uczucie. Upojenie magią chwili. Pośród odgłosów miłości, których nie szczędziła sobie partnerka, pieprzyłem ją jak natchniony. Pchnięcia przybierały na sile, lędźwie wyprowadzały je coraz gwałtowniej. Zarzuciłem nogi kochanki na swoje barki, przytrzymując je rękami. Zamglone spojrzenie Wiki świadczyło, że zatraciła się w szalonej grze miłosnej. Jej świadomość krążyła wokół jądra rozkoszy. Nic innego w tej chwili się nie liczyło. Sam też doganiałem blogerkę w uniesieniu.  

    Szalone tempo sprawiło, że potrzebowałem chwili wytchnienia. Zdobyłem ją zmieniając pozycję. Położyliśmy się na bokach, twarzami zwróceni do siebie. Wiktoria uniosła lekko jedną nogę, robiąc mi miejsce, bym ponownie mógł w nią wejść. Następnie oplotła moje biodro, wtulając się we mnie bardziej. Taki układ nie pozwalał może na tak zawrotne tempo bzykania, ale nie było na co narzekać. Nadrabialiśmy to pieszcząc się i całując.  
    Moja partnerka była zresztą tak podniecona, że niezbyt długo trwała jej droga do orgazmu. Czując ból, gdy palcami wpijała się w moje ciało zrozumiałem, że jeszcze chwila i będzie szczytować. Nie myliłem się. Uścisk nóg kochanki nabrał mocy. Targnęła biodrami i zatrzepotała na kutasie kolejnymi spazmami. Zaskamlała głośno zamierając w ekstazie.  

    Chłonęła ten moment, nie zapominając o mnie. Leżałem na plecach, a ona rozdygotaną dłonią pieściła twardego fiuta, aż największe emocje opadły. Resztki energii zużyła na doprowadzenie mi do szczytu drżącymi wargami. Gdy nadszedł ten moment, eksplodowałem rozkoszą, po raz drugi dzieląc się spermą z ustami partnerki. Po takiej dawce pieprzenia oboje byliśmy zadowoleni, ale zmęczeni.  

    Byłem w siódmym, co tam, w ósmym niebie, gdy leżąc u boku szczęśliwej Wiktorii czułem, że znikają wszelkie troski i problemy.  

    Złudne wrażenie, ale kto by się tym przejmował w takiej chwili.  

    c.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks