Category: Uncategorized

  • Hedonistyczna parka cz. 4

    Drzwi za żoną zamknęły się. Miałem zostać z młodą sam na sam przez ponad godzinę. Zrobiło mi się ciepło i przyjemnie, poczułem jakąś dziwną ekscytację.

    — Co ci tam wyszeptała, że się tak szczerzysz? — Eliza patrzyła na mnie z szerokim uśmiechem, jakby przyłapała mnie na czymś.

    — Małżeńskie sprawy, nie interesuj się — walnąłem ją lekko w ramię. — Gramy dalej?

    — Gramy! Prawda czy wyzwanie?

    — Niech będzie prawda — oznajmiłem.

    — Zdradziłeś kiedyś Martynę?

    — Nie, nigdy — odpowiedziałem szczerze. — Twoja kolej, prawda czy wyzwanie?

    — Prawda — pochyliła się lekko w moją stronę.

    — Wczoraj jak byłaś u nas na korepetycjach, wskazałaś żebym patrzył pod stół. Odsunęłaś szorty żebym zobaczył twoje majtki. Dlaczego to zrobiłaś?

    Dziewczyna wycofała się, chwilę milczała, po czym stwierdziła:

    — Dla zabicia nudy. Chciałam zobaczyć, jak zareagujesz, czy się zawstydzisz. Poza tym, wydało mi się to trochę ekscytujące, pokazać trochę żonatemu przy żonie. Mam nadzieję, że się nie gniewasz — dodała robiąc niewinną minę.

    — Nie gniewam ani trochę.

    — To dobrze. A podobało ci się? — dopytywała, ponownie się zbliżając.

    — Nie przypominam sobie bym wybrał prawdę — zażartowałem.

    Eliza przewróciła oczami, oparła się na krześle.

    — Dobrze, więc – prawda czy wyzwanie?

    — A niech będzie wyzwanie — pokrzyżowałem jej plany dalszego przepytywania.

    Nastolatka spuściła wzrok, jakby zbierała w sobie odwagę. Spodziewałem się czegoś ciężkiego. Myliłem się.

    — Przytulisz mnie?

    W tamtej chwili wyglądała jakby chciała być blisko. Nie potrafiłem tylko odczytać, czy chce bliskości, czy intymności. Na szczęście wzwód po tańcu żony opadł, mogłem spokojnie wstać i wyciągnąć ręce w stronę dziewczyny. Zerwała się z krzesła i wtuliła się we mnie. Była znacznie niższa, ciepła. Objęła mnie mocno, odwzajemniłem uścisk. Czekałem aż puści, ale nie puszczała. Staliśmy wtuleni. Nie chciałem być pierwszym, który puści. Czułem jej drobne piersi schowane za miękkim stanikiem wgniatające się w mój brzuch. Włosy pachniały jej ziołami. Używała raczej taniego szamponu.

    — Bardzo miło. Ciepło — szepnęła, ale nie puszczała.

    Ciepło jej ciała, ręce oplecione za moimi plecami oraz jej zapach sprawiły, że natura zaczęła dawać się we znaki. Musiałem ją puścić.

    — To co, gramy dalej? — zapytałem stopniowo wypuszczając ją z objęcia.

    Skinęła, bez odpowiedzi.

    — Prawda czy wyzwanie? — wyrecytowałem standardową regułkę.

    — Prawda — powiedziała siadając, jednak nie przy stole na twardym krześle, a na sofie tuż obok.

    Przekręciłem jednoosobowy, skórzany fotel, który stał obok sofy, tak by usiąść na wprost Elizy.

    — Mówiłaś, że spałaś z dwoma facetami. Kim byli?

    Eliza poprawiła się na sofie, podwinęła nogi pod pupę, mocniej eksponując uda. Wzięła głęboki wdech.

    — Pierwszy to był kolega ze szkoły, dwa lata starszy, nie będę mówiła imion, bo to bez sensu. To było jakieś dwa lata temu na wycieczce szkolnej. Ja poszłam do toalety, on też, spotkaliśmy się tam i jakoś od słowa do słowa doszło do tego. Nie było finału, no ale był pierwszym we mnie — rozkręcała się, zdradzając więcej szczegółów niż prosiłem. — Drugi był starszy. Stało się to niedawno. Nie myśl o mnie źle proszę, wiesz, że nie mamy lekko z matką. Matka czasami jak nie przepijała kasy to dawała mi na dentystę. No i dentysta docenił moje wdzięki najwyraźniej — uśmiechnęła się szeroko, palcem wskazując na aparat na zębach — w nagrodę dostałam to. Nigdy więcej tam nie poszłam, nigdy więcej z nim nic nie robiłam. Źle się po tym czułam, jak dziwka. No, ale zęby mam zrobione. Będę musiała jedynie za jakiś czas iść na zdjęcie tego, ale mniejsza z tym.

    Trochę mnie zamurowało, ale nie oceniałem. Kiwałem głową ze zrozumieniem.

    — Jakbyś kiedyś coś potrzebowała, nie tylko korepetycje, możesz do nas przyjść — zapewniłem.

    — Dzięki — powiedziała jakby do końca nie wierzyła. — Prawda czy wyzwanie?

    — Prawda.

    — Czy masz o mnie gorsze zdanie przez to usłyszałeś? Masz mnie za dziwkę? — zapytała poważnie.

    — Oszalałaś. To tylko seks. Jesteś dla mnie tak samo wspaniała jak dziesięć minut temu — uspokoiłem ją. — Poza tym, jakbyś wiedziała co my z Martyną wyczyniamy…, ale o tym, kiedy indziej. Prawda czy wyzwanie?

    — No to może jakieś wyzwanie, trochę się rozruszam — przeciągnęła się ostentacyjnie.

    — Elizka, jakbym z czymś przesadzał, od razu mnie stopuj, ok?  — ostrzegłem.

    — Nie jestem dzieckiem. Jak coś mi nie pasuje to mówię — oburzyła się.

    — Dobrze. Wczoraj widziałem twoje majtki. Dziś właściwie też — zacząłem. — Nie widziałem twojego stanika. Chciałbym go zobaczyć.

     — A skąd pomysł, że w ogóle go mam? — próbowała kokietować.

    — No gdzieś tam mi mrugnął, jak się schyliłaś — stwierdziłem.

    — Mhm — mruknęła podchodząc bliżej mnie. Wciąż siedziałem na fotelu. Dziewczyna stanęła między moimi kolanami, patrząc na mnie z góry, zaczęła powoli rozpinać guziki koszuli, jeden po drugim, jakby delektowała się tą czynnością. Po chwili wszystkie guziki były rozpięte. Przez chwilę stała luźno, następnie wycofując ramiona, zsunęła koszulę na podłogę. Anioł. Wyglądała jak anioł. Światło żarówki padało na jej związane włosy, promienie akcentowały każdy zakamarek jej odsłoniętego ciała. Biały, koronkowy stanik bez problemu ukrywał małe piersi. Była bardzo szczupła, miejscami dało się zauważyć linię żeber. Brzuch miała idealnie płaski, z lekkim zarysem mięśni. Była idealna. Nie mogłem oderwać wzroku. Skanowałem ją wzrokiem od bosych stóp, po czubek głowy, jakby była pierwszą dziewczyną, którą widzę.

    — Prawda czy wyzwanie? — zapytała, wciąż stojąc nade mną, nie odrywając spojrzenia.

    Przełknąłem ślinę.  Krew znów napłynęła do krocza. Chciałem wziąć wyzwanie, ale na pewno musiałbym wstać. Nie chciałem tego.

    — Prawda.

    Odsunęła się ode mnie, opadła na sofę, jej piersi podskoczyły rytmicznie, jednak nie ubrała koszuli. Nie przeszkadzało mi to ani trochę.

    — Powiesz o tym wszystkim Martynie jak wróci?

    — Tak, nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. A co, nie chcesz bym mówił? — dopytywałem, próbując utrzymać wzrok na wysokości jej oczu.

    — Nie wiem. Nie chcę, żeby było jej przykro, albo była na mnie zła. Lubię ją bardzo, ale czasami takie po prostu mnie myśli nachodzą, że robię głupie rzeczy — tłumaczyła, wiercąc się na sofie. — Będzie zła?

    — Nie będzie, nie martw się. Chcesz grać dalej, czy robimy przerwę? A może coś innego?

    — Grajmy dalej, podoba mi się! Teraz chyba będzie moja kolej, nie? — dopytywała — Poproszę pytanie.

    Coraz swobodniej czułem się w obecności ślicznej nastolatki, niemal nagiej od pasa w górę. Zaczynałem znieczulać się na ten widok. Całe szczęście.

    — Mówiłaś, że bzykałaś się z dwoma facetami. Jak wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o dziewczęta?

    — Całowałam się z kilkoma koleżankami, ale to bardziej wydurnianie takie. Nic erotycznego — odpowiedziała bez namysłu. — Moja kolej. Prawda czy wyzywanie?

    — Daj no jakieś wyzwanie — odparłem, rozkładając się wygodnie na fotelu.

    — Jestem bez bluzki. Też byś mógł zdjąć — zaproponowała lekko gryząc wargę.

    Jednym ruchem zdjąłem koszulkę, wstałem, naprężyłem trochę mięśnie na klacie oraz bicepsy, zaprezentowałem się młodej i usiadłem. Koszulka wylądowała na podłodze, obok koszuli Elizy.

    — Mniam — zażartowała. — Dużo ćwiczysz?

    — Rzadziej niż powinienem. Dwa razy w tygodniu robię lekki trening w domu. Możesz kiedyś wpaść — zaproponowałem.

    — Chętnie — dziewczyna nawet nie kryła się ze swoim spojrzeniem, oglądała mnie jakbym był eksponatem w muzeum.

    Zauważyłem, że minęła już prawie godzina, od kiedy Martyna pojechała zawieźć mamę.

    — Czekaj chwilę, zadzwonię do żony, zapytać jak sytuacja — poinformowałem towarzyszkę, chwytając za telefon.

    Wstałem z fotela i zadzwoniłem do Martyny.

    — Hej skarbie, kiedy będziesz?

    — Jeszcze z pół godziny, jak się trzymacie? Ciągle gracie? — rozbrzmiał lekko zniekształcony dźwięk.

    — Tak, tak… Co do zielonego światła. Aktualne?

    Po krótkiej pauzie: — Tak, kochany, aktualne.

    — A jest szansa, że będziesz nieco później? — dopytywałem.

    — O północy będzie dobrze? — zaproponowała.

    — Super. Kocham cię! — cmoknąłem w mikrofon telefonu

    — I wzajemnie, baw się dobrze — odpowiedziała pogodnym głosem Martyna.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nuclear Banana
  • Hedonistyczna parka cz. 5

    Wróciłem do Elizy, stała przy szafce z aparatem fotograficznym i różnymi akcesoriami. Lubiliśmy czasami z Martyną iść na sesję zdjęciową, fotografować naturę i zwierzęta. Nie byliśmy profesjonalistami. Nawet nie znaliśmy wszystkich opcji naszego aparatu.

    — Martyna będzie późnym wieczorem, coś im się przeciągnęło — skłamałem.

    Eliza jakby zignorowała co powiedziałem, odwróciła się do mnie, wskazała na aparat.

    — Któreś z was jest fotografem?

    — Nie, czasami lubimy postrzelać fotki. Gramy dalej? Czy chcesz coś innego robić? Twoje urodziny, decydujesz! — oznajmiłem.

    Jeszcze przez chwilę patrzyła na półkę ze sprzętem, po czym stwierdziła: — Gramy dalej. Czyja kolej?

    — Teraz ty wykonujesz. Prawda czy wyzwanie?

    — Wyzwanie — powiedziała, zbliżając się do mnie. Zatrzymała się pół metra ode mnie i czekała na polecenie.

    — Rozpuść włosy.

    — Co? Serio? Tylko tyle? No dobra — zdziwiona zdjęła gumkę, pozwalając bujnym włosom opaść na plecy i ramiona. Wyglądała obłędnie. Włosy zasłoniły jednak jej piersi. Niepewnym ruchem, przesunąłem część włosów z prawej strony za ramię, odsłaniając jedną stronę jej klatki piersiowej. Na chwilkę spuściła wzrok, po czym spojrzała na mnie z dołu.

    — Prawda czy wyzwanie? — zapytała akcentując słowo „wyzwanie” jakby chciała wskazać, że warto wybrać tę opcję.

    — Wyzwanie.

    Eliza spojrzała przez ramię za siebie, wskazała na regał z aparatem.

    — Zrób mi zdjęcie. Ładne zdjęcie — zażądała.

    — Dobrze, ale załóż koszulę — poprosiłem, nie chcąc mieć na karcie pamięci roznegliżowanej małolaty.

    — Nie, zrób tak jak jestem — sprzeciwiła się. — Takie masz wyzwanie!

    Nie chciałem się kłócić, uległem. Chwyciłem aparat zacząłem coś mieszać w ustawieniach.

    — Mam tak stać, czy jakoś mnie ustawisz? — niecierpliwiła się.

    — Możesz stać. Popraw tylko włosy — poleciłem. W trakcie, gdy przeczesywała włosy ręką, strzelałem fotografie próbując uchwycić jej piękno. Miałem ochotę prosić o więcej, o to by pozowała, ustawiała się w różne sposoby, ale wstrzymałem się. Jeszcze przyjdzie na to czas. Teraz zadaniem było zrobienie zdjęcia, które wykonałem.

    — Pokaż! — zbliżyła się próbując zobaczyć ekran aparatu.

    Pokazałem jej kilka zdjęć, ładnie wycięte tło, oświetlenie, mimo że sztuczne, dobrze podkreślało jej atuty. Zdjęcia wyszły poprawnie. Dodatkowo, Eliza nie była specjalnie wymagającą klientką.

    — Fajnie wyszło, dzięki! — klepnęła mnie w ramię. — Co z nimi zrobisz?

    — Nie wiem, pewnie usunę.

    Aktorsko zrobiła smutną minę, pokazując swoje niezadowolenie.

    — No może sobie zostawię, zobaczymy — poprawiłem się.

    Eliza równie aktorsko rozpromieniała.

    — Tylko ty masz takie zdjęcia, czuj się wyróżniony! — oznajmiła dumnie, po chwili dodając: — Teraz moja kolej, daj jakieś wyzwanie!

    — Umiesz tańczyć? — zapytałem.

    — Coś tam umiem, a co?

    — Zatańcz dla mnie — powiedziałem szczerząc zęby.

    Nic nie powiedziała. Pchnęła mnie na twarde krzesło od stołu i zaczęła powtarzać choreografię Martyny. Najpierw kręciła pupą przed twarzą, usiadła mi na kolanach, chwile ruszała biodrami, następnie okraczyła mnie, usiadła przodem do mnie. Bardzo blisko. Położyła ręce na ramionach, zbliżała się, nasze głowy były obok siebie, stykaliśmy się uszami, jej małe piersi przyciskały się do mojej nagiej klaty. Nie ma możliwości, że nie wyczuła mojego wzwodu. Dociskała się do niego, nasze intymne miejsca dzieliły tylko moje spodnie, bokserki i jej koronkowa bielizna. Czułem, że wycofała jedną rękę. Nie wiedziałem co się dzieje. Nagle poczułem. Dwa gorące punkty na mojej klatce. Zdjęła stanik, nie przestając kręcić biodrami. Cofnęła się odrobinę, wypuszczając stanik, przycisnęła moją twarz do piersi. Instynktownie je pocałowałem. Zauważyłem, że uśmiechnęła się. Znowu się we mnie wtuliła, ruszała biodrami, na boki, w przód i tył. Czułem, jak dyszy, słyszałem, jak mruczy mi do ucha. Masturbowała się o mojego penisa pod pretekstem tańca. Myślałem, że oszaleję. Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Było mi nieziemsko przyjemnie. Ciepło jej ciała, jej zapach, gładka tekstura jej skóry.
    Nagle przerwała, wycofała się, rozczochrana stała nade mną, ramieniem zasłaniając obie piersi.

    — Może być? — zapytała prawie szeptem.

    — Może być — odrzekłem krótko, próbując złapać oddech.

    Eliza odwróciła się, postawiła krzesło naprzeciw mnie, tyłem oparcia w moją stronę, następnie usiadła na nim, kilkadziesiąt centymetrów ode mnie. Tapicerowane oparcie osłaniało jej nagie ciało, uniesione po obu stronach krzesła nogi postawiła na moich kolanach. Miałem ochotę dotknąć jej gładkich łydek, stóp i ud. Z amoku wyrwało mnie jej pytanie:

    — Prawda czy wyzwanie?

    — Wyzwanie — odpowiedziałem bez namysłu. Nawet jeżeli kazałaby mi wstawać, nie mam już nic do ukrycia. Musiała wiedzieć jak podniecony byłem. Wiedziała co ze mną robi.

    Nastolatka przybliżyła twarz w moją stronę i szepnęła:

    — Pocałuj mnie.

    Nic nie powiedziałem, pochyliłem się w jej kierunku i pocałowałem ją w usta, delikatnie, bez użycia języka. Muskałem lekko jej wargi. Po kilku sekundach wycofałem się, a Eliza lekko wciągnęła dolną wargę jakby starała się wessać ślinę, którą na niej zostawiłem. Smakowała głównie kawą i ciastkami, ale było w niej coś jeszcze. Świeżość. Od długiego czasu nie całowałem innej kobiety niż Martyna.

    — Trochę się nie postarałeś, ale zaliczone — przerwała narastającą ciszę. Ułożyła ręce na oparciu, położyła na nich głowę. — Co teraz? Gramy dalej?

    — Chcesz grać dalej? Jeszcze przez kilka godzin są twoje urodziny — stwierdziłem.

    — Chcę grać. I chcę żebyś dał mi jakieś wyzwanie.

    Wstałem z krzesła poprawiając uwierającą erekcję. Podszedłem regału, wziąłem wodoodpornego markera. Wręczyłem dziewczynie mówiąc:

    — Proszę. Twoje zadanie to napisać na ciele coś sprośnego, może być wulgarne. Przemyśl tylko gdzie to zrobisz, łatwo nie zejdzie — ostrzegłem.

    Podniosła się i bez słowa poszła z markerem do łazienki. Po kilku minutach wróciła. Stanęła w drzwiach, topless, tylko w spódniczce i majtkach. Wcześniej, mimo, że była znacznie bliżej, nie dostrzegłem wszystkich szczegółów. Jej drobne piersi zwieńczone były małymi sutkami, otoczonymi różową aureolką. Znacznie drobniejsze niż Martyny.  Nie zauważyłem jednak napisu. Czyżby nie wykonała zadania?

    — I co? — zapytałem, czekając na prezentację.

    — Nic. Wykonałam zadanie.

    — Jak to? Gdzie? Nie widzę — odpowiedziałem zdziwiony, próbując dostrzec napis.

    — Tu — wskazała pod spódniczkę. — Miałam napisać, nie było mowy o pokazywaniu.

    Była z siebie dumna, jakby oszukała system. Rozbawiło mnie jej zachowanie, ale postanowiłem grać dalej.

    — No niech ci będzie.

    — To co dla ciebie? Prawda czy wyzwanie? — zapytała krzyżując dłonie za plecami, radośnie kręcąc tułowiem, jak dziecko, które coś zbroiło.

    — Prawda.

    — Mówiłeś, że nigdy nie zdradziłeś Martyny. Myślisz, że nigdy tego nie zrobisz? — zapytała.

    — Nigdy jej nie zdradzę — oznajmiłem.

    — A to co robimy nie jest formą zdrady? — dopytywała, wyglądając na odrobinę rozczarowaną.

    — To zależy. Czym twoim zdaniem jest zdrada?

    Myślała przez chwilę, po czym stwierdziła: — Zdrada jest jak na przykład robisz coś z kimś, będąc w związku z kimś innym. I nie musi to być seks. Myślę, że całowanie, bycie nago w intymny sposób też jest zdradą — wyliczała. — Jakbym miała chłopaka i robiłby z kimś innym to, co robimy, to uznałabym, że mnie zdradza.

    — A jeżeli partner lub partnerka wiedzą i akceptują to, co robisz z kimś innym? — dopytałem.

    — No to wtedy chyba nie jest zdrada. Nie wiem — zamyśliła się. — Martyna naprawdę wie? Nie jest jej przykro?

    — Naprawdę wie. Jestem pewien, że nie jest jej przykro. Jak chcesz, możemy zadzwonić i zapytać — zaproponowałem.

    — Nie! Wstydzę się — zarumieniła się. — Wierzę ci.

    Ta dziewczyna była jak burza. Nieokiełznana, nieprzewidywalna. W jednej chwili zachowywała się jak napalona nimfetka, w drugiej jak nieśmiała uczennica. Ociekała jednocześnie seksem, jak i niewinnością. Fascynowała mnie.

    — Twoja kolej, młoda — zacząłem radośnie. — Prawda czy wyzywanie?

    — Wyzwanie — szepnęła.

    — Zrób to, na co masz teraz najbardziej ochotę. Cokolwiek — oznajmiłem.

    — Cokolwiek? — dopytała nieśmiało.

    — Tak. Chcesz rozbić telewizor, rozbij telewizor. Chcesz mnie walnąć, walnij. Chcesz nasikać na środku pokoju, nasikaj. Nie ma limitów. Tylko mnie nie ukatrup — zaśmiałem się.

    Bez słowa podeszła do mnie, zawiesiła dłonie na moim karku i jednym ruchem wskoczyła na mnie, obejmując mnie ramionami i nogami. Dociskała się do mnie z całych sił. Instynktownie złapałem ją za pupę, aby łatwiej było jej się utrzymać. Stałem tak na środku pokoju, z półnagą Elizą owiniętą na moim ciele. Pocałowała mnie. Głęboko, namiętnie, język wciskała do gardła, wiła się biodrami, czułem jej ciepło. Brakowało mi tchu, jej również, oderwała się na chwilę, po czym znów połączyła nasze usta. Odwzajemniłem pocałunek. Całowaliśmy się przez kilka minut. Powoli starałem się przerwać. Muskałem jej policzek, ucho. Nastawiała szyję bym ją całował. Całowałem szyję, lizałem, nadgryzałem płatek ucha. Szepnąłem:

    — Moja kolej. Chcę wyzwanie — nie przerywałem pieszczot, całowałem raz jedną stronę, raz drugą.

    — Zrób to, na co masz teraz najbardziej ochotę. Cokolwiek — powtórzyła moje wyzwanie drżącym głosem. Nie zamierzałem się wstrzymywać, dostałem przyzwolenie, chciała tego. Przeszliśmy na środek salonu, położyłem ją na dywanie, jednak nie zwolniła objęcia. Cały czas była opleciona rękoma i nogami na moim ciele. Całowałem ją, rękoma wędrowałem po jej drobnym ciele, chwyciłem za biodro, ścisnąłem pośladek, mruczała, cicho jęczała. Poluzowała objęcia, ręce opuściła na dywan, skierowane do nad głowę, znak oddania. Nogi za plecami również rozplotła, stawiając je na ciepłym dywanie. Leżałem między jej nogami. Odchylała głowę, pokazując szyję, domagając się pocałunków. Muskałem ustami jej gładką, pachnącą skórę. Podparty rękoma, kierowałem się w dół. Językiem przejechałem po obojczykach, całowałem jej piersi. Dokładnie, nie omijając nawet kawałka skóry. Delikatne sutki stały się twarde, gotowe na odbiór pieszczot. Delikatnie ssałem najpierw jednego, później drugiego. Językiem zataczałem okręgi po delikatnych aureolach jej młodych piersi. Czułem, że zaraz eksploduję. Eliza wiła się, pod naciskiem moich ust.
    Kierowałem się niżej. Pieściłem jej brzuch ustami, rękoma wędrowałem od bioder do piersi, drażniłem sutki. Zbliżyłem się do materiału spódniczki. Bez słowa uniosła pupę, wydając nieme polecenie. Wsunąłem palce wskazujące pod materiał po obu stronach bioder. Zsunąłem jednocześnie spódniczkę i koronkowe majtki unosząc jej nogi do góry. Będąc już całkowicie naga, puściła nogi i rozłożyła je na boki obok mnie. Twarz miała skierowaną w bok, jakby wstydziła się spojrzeć na mnie. Wędrowałem wzrokiem po jej ciele. Jej rozpuszczone włosy były rozłożone niczym wachlarz, rumieńce zdobiły poliki. Klatka piersiowa unosiła się rytmicznie, intensywnie. Piersi drobne, jędrne, sutki sterczące jakby domagały się pieszczot. Spoglądałem niżej i niżej. Wzgórek łonowy ozdobiony był schludnie przyciętym, wąskim paskiem miękkich włosów łonowych, po lewej stronie paska napis markerem – „Suczka”, po prawej „Kamila”. Dowód, że jednak wykonała wcześniejsze wyzwanie. Uśmiechnąłem się, spojrzałem na nią, patrzyła na mnie, niemal czerwona na twarzy.

    — Jesteś moją suczką? — zapytałem z uśmiechem.

    — Jak widać — szepnęła.

    — Jesteś dobrą suczką. Zasłużyłaś na nagrodę — oznajmiłem schylając się do jej krocza. Całowałem jej delikatne łono, kierując się między uda. Na początku muskałem ustami wewnętrzną stronę ud, przechodziłem od jednego, do drugiego. Za każdym razem zbliżając się do krocza. Jej cipka była piękna. Czysta, zadbana. Bez śladów zużycia. Gładka, jasna skóra. Ssałem jej wargi sromowe, raz lewą, raz prawą. Jeździłem językiem między nimi. Jej soki przyklejały się do moich ust i języka, za każdym razem, gdy odrywałem się od cipki, między naszymi ciałami tworzyły się sznurki jej soków. Nastolatka wiła się, cicho pojękiwała. Wepchnąłem język najgłębiej jak mogłem do wnętrza Elizy, po czym skierowałem pocałunki odrobinę wyżej, do łechtaczki. Całowałem ją, ssałem, kręciłem kółka językiem, próbując wyczuć, co sprawia jej największą przyjemność. Delikatnie rozsmarowałem jej soki na palcu wskazującym. Nie przerywając stymulacji jej guziczka, wepchnąłem palec do środka. Westchnęła głęboko. Przyśpieszałem ruchy języka, coraz intensywniej pieściłem ją. Czułem, że była blisko. Jeszcze kilka ruchów.

    — Tak…tak… nie przestawaj… błagam — wydukała drżącym głosem.

    Ale nie posłuchałem. Sekundy przed finałem oderwałem usta od jej szparki. Pocałowałem ją w usta, przenosząc jej własne soki na jej usta. Była niespełniona, unosiła biodra, szukała kontaktu, chciała ocierać się o mnie, by skończyć to co zacząłem, ale przytrzymałem ręką jej biodra odbierając jej przyjemność.

    — Prawda czy wyzwanie, suczko? — zapytałem sprośnie, całując ją w ucho.

    — Wy… Wyzwanie — wyszeptała łamiącym głosem. Drżała z podniecenia.

    Podniosłem się z niej, usiadłem na skórzanym fotelu. Oparłem się wygodnie i zacząłem: — Napisałaś mi, że jesteś moją suczką. Udawaj suczkę.

    Eliza wstała, jej kolana drżały. Stała nago przede mną, z cipki wręcz kapały jej soki, pasek włosów łonowych poklejony był śluzem i moją śliną. Zamyśliła się chwilę, po czym padła na kolana i na czworaka chodziła po pokoju, kręcąc zalotnie pupą, wypinając się do mnie. Język miała wystawiony jak dyszący pies, oddychała głośno. Co jakiś czas trykała mnie rękę, imitując suczkę, łaknącą pieszczot. Ciągle na czworaka podeszła do mnie. Usiadła na dywanie między moimi kolanami, sadzając pupę na piętach, ciągle podparta rękoma. Trąciła mnie ręką, pokazując na brzuch. Udawała głodną. Patrzyła na moje krocze. Podniosła dupkę z pięt i powolnym ruchem odpięła mi spodnie. Podniosłem się ułatwiając ich zdjęcie. Siedziałem w samych bokserkach.

    — Jestem dobrą suczką? — zapytała z maślanymi oczami.

    — Najlepszą — pogłaskałem ją za uchem. W tym momencie bez słowa zsunęła bokserki wypuszczając nabrzmiałego członka. Ostentacyjnie obwąchała go, uśmiechnęła się i zaczęła go lizać od nasady. Powoli, kierując się ku czubkowi. Brak doświadczenia nadrabiała zaangażowaniem. Krztusiła się, oczy jej łzawiły, jednak nie przestawała. Jakby w danej chwili sensem jej istnienia było doprowadzenie mnie do finiszu. Byłem blisko. Bardzo blisko. Nie chciałem tak kończyć. Chciałem byśmy skończyli razem.

    — Dobra dziewczynka — poklepałem ją po ramieniu. — Wystarczy.

    Przyciągnąłem ją do siebie, całując w usta. Podparła się kolanami na fotelu, okraczając mnie, wiła się biodrami, ręką złapała penisa, chciała, bym w nią wszedł. Nie pozwoliłem na to. Podniosłem nas, po czym posadziłem ją na fotelu, a sam klęknąłem przed nią.

    — Moja kolej. Poproszę wyzwanie — powiedziałem pewnym głosem.

    — Już nie mogę. Nie wytrzymam dłużej… — odpowiedziała drżącym głosem. — Weź mnie, chcę cię poczuć w środku. Proszę.

    — Jesteś pewna?

    Eliza wiła się, kręciła biodrami, starała się mnie przyciągnąć rękoma.

    — Tak. Chcę być twoja.

    Na chwilę wstałem, z regału sięgnąłem prezerwatywę i sprawnie ją założyłem. Ponownie klęknąłem przed Elizą, przyciągnąłem ją za biodra. Nakierowałem penisa na jej szparkę, zebrałem odrobinę soków i delikatnie pchnąłem. Wzięła głęboki oddech, zamknęła oczy. Delikatnie pchałem i cofałem, z każdym ruchem pogłębiając ruch. Nigdy nie czułem czegoś takiego. Była taka ciasna. Mięśnie jej cipki zaciskały się, czułem, że niedługo wystrzelę. Przyśpieszałem. Jęczała, sapała, ruszała biodrami, by łechtaczką ocierać się o mnie. Była blisko. Założyła nogi na moje plecy, przeciągała mnie do siebie. Przyśpieszałem jeszcze bardziej, nasze ciała obijały się, kleiły, kapał na nią mój pot. Przyciągnęła jeszcze mocniej. Jej cipka zaciskała się rytmicznie, Eliza jęczała głośniej i głośniej, przygryzała wargę. Napięła się cała i puściła. Doszła, oddychała głęboko, rozluźniło się całe jej ciało. Pchnąłem jeszcze kilka razy i doszedłem. Czułem potężny wytrysk. Całodniowa gra wstępna, cały dzień w podnieceniu sprawiły, że zalałem prezerwatywę ogromną ilością nasienia. Opadłem na nią.

    — Dziękuję — wyszeptała. — Najlepszy prezent urodzinowy.

    — Wszystkiego najlepszego — pocałowałem ją.

    Leżeliśmy wtuleni przez chwilę. Było chwilę po dziesiątej wieczorem. Martyny nie będzie jeszcze przez dwie godziny. Po kilku minutach wstałem.

    — Odświeżę się, daj minutkę — ogłosiłem.

    — Mhm — mruknęła.

    Obmyłem się szybko i wróciłem do salonu, Elizy jednak nie było. Znalazłem ją w sypialni, leżała na pościeli, naga, oglądając zdjęcie przedstawiające mnie i Martynę na kajaku.

    — Tu jest wygodniej — rzuciła, gdy zobaczyła mnie stojącego w drzwiach.

    — Zgadza się — skoczyłem na łóżko obok niej. Położyłem się na plecach, przytuliła się mej piersi.

    — Wyglądacie na szczęśliwych — stwierdziła oglądając zdjęcie.

    — Jesteśmy.

    — A to co się stało na pewno tego nie zepsuje? — dociekała.

    — Nie. Nic się nie martw.

    Zamknęła odłożyła zdjęcie na bok, zamknęła oczy i szepnęła:

    — Prawda czy wyzywanie?

    — Prawda — odpowiedziałem powoli zasypiając.

    — Powtórzymy to jeszcze kiedyś?

    — Jeżeli tylko będziesz chciała — zapewniłem.

    Nic nie odpowiedziała albo po prostu nie słyszałem. Zasnąłem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nuclear Banana
  • Szlafrok rozneglizowania

    Czy lubicie rozstawać się ze swoimi majtkami? A może tylko ja tak mam, że poczucie poniżenia bardzo mnie kręci? Bycie nago przy innych wyzwala mnóstwo różnych emocji, od zawstydzenia po ekstazę. Wyzbywasz się jakiegokolwiek poczucia przyzwoitości i intymności, szokując innych swoją swobodą. Przez chwilę czujesz wstyd, później lekkie zażenowanie z różnych powodów, a potem już tylko przyjemność. Trzeba jednak uważać, żeby nie było, jak w niniejszej opowieści:

    Jak zwykle zaczyna się od imprezy z piwem. Ja wraz z czterema kumplami i dwiema kumpelami witaliśmy właśnie weekend. Wiadomo, piątkowy wieczór trzeba uczcić zwłaszcza, gdy ma się tak wielki i
    wygodny ku temu pokój. Walnąłem dwa lub trzy piwa. Chciałem się wykąpać nim zupełnie mnie zamuli. Schowałem się więc za drzwi szafy i przebrałem w szlafrok, a następnie udałem się do łazienki. Po powrocie zauważyłem, że impreza nieco przygasła. Ubyły nam laski, ale to nic. Chciałem się przebrać, ale na chwilę przysiadłem w fotelu, bo kolega rzucił mi puszkę. Później następną, następną, jeszcze jedną… W końcu się spiłem. Było mi gorąco, więc maksymalnie poluzowałem szlafrok. No cóż, kimnę w fotelu.

    Gdy obudziłem się następnego dnia o nieokreślonej porze, ze zdziwieniem zobaczyłem swoje nagie ciało. Szlafrok był zupełnie rozpięty, odsłaniając wszystko bezwstydnie. W pokoju było trzech kolesi. Na szczęście nikogo więcej. Szłapek na szczęście nie stał, choć kto wie, co działo się wcześniej. Pierwszą reakcją było oczywiście zawstydzenie. Z nieśmiałością zapytałem – hej chłopaki, co tam? A oni na to, żebym już się nie wietrzył. Poczułem utratę intymności, przyzwoitości, oddania się w objęcia ich spojrzeń, a następnie ekstazę. Zaczął mi stawać. Przykryłem, więc go ręką, a żeby odwrócić ich uwagę, powiedziałem że mam kaca i chcę się czegoś napić. Jeden z kolegów przyniósł mi wodę. Następnie poprosiłem, żeby pomogli mi przejść na łóżko abym się jeszcze położył. Wtedy dwaj z nich wzięli mnie pod ręce i bardzo powoli przeszliśmy na drugą stronę pokoju. Ponieważ trzymali mnie pod ręce, niestety nie miałem czym zakryć Szłapa, więc szliśmy ze stojącą pałką. Cały czas udawałem, że nie dam rady iść. Płonąłem z emocji. To było takie zawstydzające, a jednocześnie podniecające, że leciutko popuściłem. Patrzyłem na ich twarze. Byli uroczo zarumienieni. Położyli mnie na łóżku i dopiero wtedy przykryłem krocze szlafrokiem. Leżałem tak jeszcze przez godzinę.

    Morał jest taki, że jeśli nie chcesz, aby twoi koledzy oglądali ci krocze i nie chcesz chodzić z nimi pod pachę ze stojącą pałką, nie używaj nigdy szlafroka po pijaku, albo dobrze go zaciśnij. Chyba, że masz ładnych kolegów.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Ruda Nimfetka – Okienko w Liceum (II)

    Drzwi zaskrzypiały, a w progu stanął Kamil. Skarbnik samorządu, całkiem przystojny, ale nie tak, jak Bartek. Jego blond grzywka opadała mu na czoło, niebieskie oczy błyszczały z zaskoczenia, ale usta wygięły się w szerokim, koleżeńskim uśmiechu „ziomka-poziomka”. Zamknął od razu za sobą drzwi i dopiero po chwili uniósł spojrzenie na nas.

    Trudno powiedzieć, kto był bardziej zaskoczony z naszej trójki. Bartek pode mną zamarł, ja w odruchu tylko zasłoniłam piersi, a Kamil po prostu stanął i pozwolił, żeby plecak zsunął mu się z ramienia. Nie wiem, ile to trwało, nim w końcu mój chłopak chrząknął lekko i rzucił nerwowo:

    – Ech, no, głupia sprawa trochę.

    – Nooo, trochę – odpowiedział Kamil, stojąc dalej w miejscu i patrząc na mnie.

    Westchnęłam tylko i po opuściłam dłonie wzdłuż ciała. Zeszłam z Bartka i usiadłam obok niego, patrząc na kumpla z samorządu. Już się nie przejmowałam tym, że widzi moje piersi. W takiej sytuacji był to najmniejszy problem.

    – Znaczy, wiecie, nikomu nie wygadam ani nic! – rzucił Kamil po kolejnej niezręcznej chwili przerwy. – Często się tak zabawiacie tutaj?

    – Hmmm, w sumie to nie wiem. – Bartek spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko. Wciąż widziałam po nim stres, który próbował zbić uśmiechem. – Który to nasz raz tutaj?

    – Czwarty albo piąty – odpowiedziałam, wciąż zszokowana abstrakcyjną sytuacją.

    – I nikt was nie przyłapał?

    – Zawsze zamykaliśmy drzwi. Tym razem zapomniałem… jak widać.

    Kamil coś tylko mruknął w odpowiedzi, obrócił się przez ramię i zamknął drzwi na zamek. Przez chwilę jeszcze tak stał, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Atmosfera cały czas była maksymalnie niezręczna, ale w końcu Kamil odwrócił się z powrotem, przeczesując grzywkę palcami, jakby to miało mu dodać pewności

     – Słuchajcie – zaczął, opierając się biodrem o biurko. – Nie będę udawał, że nie widziałem. Ale serio, nikomu nie pisnę.

    Bartek uniósł brew w rozbawionym geście, a potem parsknął cicho.

    – Jasne, bo jesteś taki dyskretny – rzucił żartobliwie, a napięcie w jego głosie trochę zelżało. Spojrzałam na niego z ulgą. Zawsze się uspokajałam, kiedy on też był spokojny.

    – Oj zaufajcie mi, tym razem nikomu nie powiem. Ale… – Kamil zrobił pauzę i spojrzał na mnie (a raczej moje piersi) z błyskiem w oku. – Chciałbym coś w zamian.

    – Co takiego? – zapytałam, krzywiąc się lekko. Miałam już w głowie najczarniejsze scenariusze, kiedy Kamil patrzył na mnie z pożądaniem w spojrzeniu.

    – Chcę popatrzeć na was.

    Spojrzeliśmy z Bartkiem po sobie zszokowani. Popatrzeć? Nigdy się tak nie bawiliśmy. Jasne, zdarzały się ryzykowne numerki, typu seks na domówce, kiedy ktoś śpi obok, ale tak przed kimś uprawiać seks? Z początku sobie tego nie wyobrażałam, ale szybko przemyślałam sprawę. To w sumie nie brzmiało tak źle…

    – Popatrzeć? – zapytał Bartek, patrząc ponownie na Kamila. – Na co dokładnie?

    Kamil wzruszył ramionami, ale jego policzki lekko się zarumieniły.

    – Na was. Na to, co robicie, jak się pieprzycie. Nie będę dotykał, tylko… popatrzę.

    Przez chwilę ponownie milczeliśmy. Patrzyłam na Bartka uważnie i, wnioskując po jego minie, stwierdziłam, że nie był przeciwko. A ja, ku swojemu zdumieniu, zaczęłam się na nowo podniecać. To mogło być naprawdę seksowne!

    – Tylko oglądasz, tak? – zapytał Bartek w końcu, uśmiechając się lekko.

    – Tylko oglądam. Ewentualnie mogę sobie zwalić na boku, jeśli wam to nie przeszkadza.

    – Hmmmm, w sumie to nie brzmi jak taki zły układ – powiedział mój chłopak i spojrzał na mnie z uśmiechem. – Prawda, Nadia?

    Zawahałam się przez sekundę. Zaraz jednak uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:

    – Dobra, niech będzie. Ale siadasz tam – wskazałam na krzesło przy biurku – i nie ruszasz się, jasne?

    – Ale… to już tak? – zapytał zszokowany Kamil. Tym razem to on był najbardziej zawstydzony.

    – Sam tego chciałeś – rzucił krótko Bartek i pokazał mu krzesło. – Siadaj tam i nie marudź. Albo koniec umowy.

    Kamil wahał się przez chwilę, ale w końcu posłusznie usiadł we wskazanym miejscu. Mój facet z kolei objął mnie dłonią, po czym złapał z tyłu za szyję. Szybko nachyliliśmy się ku sobie i zaczęliśmy całować namiętnie. Moja dłoń znalazła się zaraz na jego kutasie, który jak zawsze podniósł się po kilku sekundach.

    Bartek zamruczał zadowolony, po czym przyciągnął mnie bliżej. Złapał mnie jedną dłonią za pierś, po czym zacisnął ją lekko. Westchnęłam cicho pomiędzy pocałunkami. Ścisnął mi sutka pomiędzy palcami, co wywołało we mnie falę przyjemności, powodując, że opadłam na jego ramię.

    – Damy mu show, skarbie? – szepnął mi do ucha Bartek.

    – Jasne, że tak – zamruczałam w odpowiedzi i z uśmiechem spojrzałam na swojego faceta. Ależ on był seksowny!

    Bartek oparł mnie o plecami o oparcie kanapy, po czym przyklęknął jedną nogą na sofie, drugą opierając o podłogę. Pocałowa mnie w szyję, łapiąc przy tym obiema dłońmi za piersi. Westchnęłam zadowolona, czując kolejne przyjemne dreszczyki i zamknęłam oczy. Wędrowałam dłońmi po ciele mojego chłopaka, raz po raz drapiąc go mocniej.

    Nie musiałam czekać długo na intensyfikację pieszczot. Bartek był niesamowicie napalony. Ja zresztą też. Złapał mnie za biodra i przysunął na skraj kanapy. Pozwoliłam mu na to i spojrzałam na niego z uśmieszkiem. Złapałam go za kutasa i przesunęłam powoli po nim parę razy dłonią.

    – Ale twardy. Podoba ci się widownia? – zapytałam z ironicznym uśmieszkiem.

    – Nie tylko mi. Jesteś mokra jak nigdy – stwierdził Bartek, przesuwając dłonią powoli po cipce.

    Jęknęłam, po czym westchnęłam, nie mając zamiaru zaprzeczać. Przez kilka sekund pieściłam mojego chłopaka okrężnymi ruchami, po czym powiedziałam cicho:

    – Nie musimy się bawić w grę wstępną.

    – To dobrze. – Bartek pochylił się do mnie i pocałował. Krótko, namiętnie, wywołując we mnie kolejne dreszcze. – Bo mam ochotę cię już przelecieć.

    Wsunął się we mnie szybciej, niż poprzednim razem. Zmrużyłam oczy i pozwoliłam mu chwilowo na przejęcie pałeczki. Drapałam go lekko po klatce piersiowej, aż w końcu spojrzałam na Kamila. Niewiele mogłam dostrzec z tej perspektywy, bo większość widoku zasłaniał mi Bartek, ale widziałam, jak kolega z samorządu patrzy na nas podjarany. W sumie nie dziwiłam się mu. Miał porno na żywo ze swoją koleżanką i kumplem w roli głównej.

    Bartek zaczął mnie pieprzyć powolnymi, głębokimi pchnięciami, a ja jęknęłam cicho, wbijając paznokcie w jego barki. Każdy ruch sprawiał, że czułam go całego – twardego, grubego, idealnie wypełniającego cipkę. Adrenalina od widowni tylko dodawała ognia. Wiedziałam, że Kamil patrzy, i to mnie nakręcało jeszcze bardziej.

    – Kurwa, Nadia… – wyszeptał Bartek, przyspieszając lekko. Jego dłonie ścisnęły moje biodra, a ja oplotłam go nogami, ciągnąc bliżej.

    Spojrzałam znów na Kamila. Siedział na krześle, z rozpiętymi spodniami, a ruchy ręki sugerowały, że się masturbował. Czyli nie wytrzymał samego oglądania. Z tej perspektywy niewiele więcej widziałam, ale i tak rzuciłam do niego zadziornie między jękami:

    – Podoba ci się?

    – Zajebiście mi się podoba – mruknął, po czym dodał: – Wyglądasz zajebiście. Oboje wyglądacie.

    Ten komentarz mnie nakręcił i sprawił, że ciarki przeszły mi po ciele. I nie tylko mnie to podnieciło, bo Bartek warknął mi cicho do ucha, po czym przyspieszył ruchy. Jęknęłam głośniej, kiedy wszedł we mnie cały, po czym wbiłam paznokcie w jego plecy.

    Pieprzył mnie tak przez chwilę, ale pozycja nie była dla niego zbyt wygodna. Zwolnił i pochylił się, aby mnie pocałować. Ugryzł mnie lekko, na co ja zamruczałam, uśmiechając się do niego.

    – Chodź – szepnął, chwytając mnie za biodra. – Na czworaka.

    Przesunęłam się posłusznie, klękając na kanapie. Bartek ustawił mnie bokiem do Kamila – idealnie, żebym widziała jego reakcję. Plecy wygięłam w łuk, tyłek uniosłam, a on wszedł we mnie od tyłu jednym płynnym ruchem. Jęknęłam głośno. W tej pozycji trafiał jeszcze głębiej, główka ocierała się o ten punkt, który sprawiał, że odlatywałam.

    – O tak… – wyszeptałam, zaciskając dłonie na oparciu.

    Każdy pchnięcie było mocniejsze, głębsze, a ja czułam, jak cipka zaciska się wokół kutasa, mokra i gorąca. W miarę możliwości sama poruszałam biodrami, lecz Bartek był na tyle podjarany, że to on dyktował warunki.

    – Zajebiści jesteście – powtórzył Kamil, słyszalnie podjarany.

    – Dzięki, stary. To dziwnie podniecające, co, skarbie? – zapytał mnie Bartek, łapiąc mnie mocno za jeden pośladek.

    – Mhm – wymruczałam i jęknęłam, po czym spojrzałam na swojego chłopaka. – To prawda, zdecydowanie. Dzięki, Kamil.

    Z ostatnimi słowami obróciłam twarz w stronę kumpla. I zamarłam. Kamil siedział w fotelu, waląc sobie powoli kutasa. Był duży. Naprawdę duży. Zdecydowanie dłuższy niż Bartka i na tyle gruby, że sam Kamil ledwo co zaciskał na nim dłoń. Prosty, z grubą żyłą na spodzie, a główka lśniła od preejakulatu.

    – O wow, masz się czym pochwalić! – rzuciłam podniecona.

    – Hah, dzięki. Szkoda, że nie mam z kim się tak bawić, jak wy ze sobą.

    Bartek parsknął śmiechem, ale nie przestał mnie pieprzyć. Wręcz przeciwnie, przyspieszył, jakby chciał pokazać, kto tu rządzi.

    – Słyszałeś, Kamil? Moja dziewczyna podziwia twój sprzęt – rzucił żartobliwie, jedną ręką łapiąc mnie za warkocz i odchylając głowę do tyłu.

    Jęknęłam głośno, czując, jak jego pchnięcia stają się mocniejsze, głębsze, a główka ociera się o ten czuły punkt w środku, wysyłając iskry rozkoszy po całym ciele, od brzucha po koniuszki palców. Ale oczy miałam wbite w Kamila.

    Jego kutas wyglądał obłędnie: długi, gruby, z pulsującą żyłką, mokry od preejakulatu. Dłoń Kamila poruszała się wolno, palce ślizgały się po skórze z cichym, mokrym dźwiękiem, a każdy ruch wydawał lekki plaśnięcie.

    – Kurwa, Kamil… – wysapałam, nie odrywając wzroku. – To jest… zajebiste.

    Kamil wyszczerzył zęby, policzki mu płonęły, a pot spływał po jego skroni, zostawiając wilgotne ślady. Był chyba bardziej zestresowany niż ja czy Bartek.

    – Dzięki, Nadia. Ale ty… ty jesteś nie do opisania – mruknął drżącym głosem.

    Bartek warknął cicho, ale w jego głosie było więcej podniecenia niż złości.

    – Lubisz jego kutasa, co? – szepnął mi do ucha, pochylając się w moją stronę.

    Gorący oddech musnął moją skórę, a pchnięcie Bartka było tak mocne, że kanapa zaskrzypiała głośno. Na chwilę opadłam na kanapę górną częścią ciała. Moje sutki ocierały się o szorstki materiał, wysyłając dreszcze po plecach.

    – Jesteś zły? – zapytałam, obracając w miarę możliwości twarz w jego stronę.

    – Nie, to seksowne. Chcesz, żeby podszedł bliżej?

    – Oszalałeś? Miał tylko patrzeć przecież.

    – Oj tam, nie przesadzajmy. – Bartek wyprostował się, a ja podniosłam się lekko na rękach wraz z nim. – Masz farta, stary. Nadia chce, żebyś podszedł bliżej.

    – Serio? – zapytał zszokowany Kamil, patrząc to na mnie, to na mojego chłopaka.

    – Serio serio. Nie wstydź się, śmiało.

    Kamil jeszcze przez chwilę się wahał, ale w końcu podszedł do nas bliżej. Jego ciężki kutas kołysał się przy każdym kroku, niemal mnie hipnotyzując. Chłopak stanął tuż przy kanapie, waląc sobie powoli kutasa, ledwie kilka centymetrów od mojej twarzy.

    Nie mogłam oderwać wzroku. Jego kutas był tak blisko, że czułam ciepło bijące od skóry, a zapach drażnił mi nos. Bartek pieprzył mnie wolno, głęboko, z mokrym “plaśnięciem” przy każdym ruchu. Gruby kutas wypełniał mnie całą, główka ocierała się o ten punkt, który sprawiał, że brzuch mi się zaciskał.

    Ale to, co miałam przed sobą, przyciągało mnie bardziej.

    Wyciągnęłam rękę. Palcami musnęłam rozgrzanego, twardego kutasa. Kamil drgnął na całym ciele, jakby go prąd kopnął.

    – Nadia… – wyszeptał zaskoczony, patrząc na mnie z niedowierzaniem.

    – Ej, serio? – rzucił Bartek, nieco zwalniając ruchy, ale w głosie miał więcej zaskoczenia niż złości. – Myślałem, że tylko popatrzy…

    Zacisnęłam dłoń na trzonie Kamila – ciężkim, ciepłym, tak grubym, że ledwo obejmowałam go palcami, grubszym niż Bartek, z pulsującą żyłą. Przesunęłam powoli w górę, czując, jak ta gruba żyła drży pod palcami, a wilgotna główka smaruje mi kciuk ciepłym, lepkim preejakulatem. Kurwa, był ogromny.

    – Sam zgodziłeś się na publikę – mruknęłam, nie odrywając wzroku. – To teraz daj mi się też zabawić.

    Bartek parsknął, ale zaraz wznowił ruchy bioder. Mocniej, jakby chciał pokazać, kto tu rządzi. Kanapa zaskrzypiała, a ja jęknęłam, gdy wszedł głęboko. Kamil dalej stał jak wryty i szeroko otwartymi oczami patrzył na mnie z góry. W tym czasie ja się świetnie bawiłam.

    Sunęłam dłonią po całym jego trzonie, nie mogąc się nadziwić rozmiarem i tym, jak twardy był. Był taki gruby, że moja dłoń ledwo co go obejmowała, skóra napięta i gorąca, a do tego jeszcze ta pulsująca żyła. Miałam tysiące myśli na sekundę w głowie, ale sytuacja podnieciła mnie na tyle, że aż zaczęłam mimowolnie drżeć na całym ciele, a moja cipka zacisnęła się mocniej parę razy.

    Bartek musiał to poczuć, bo warknął cicho i pchnął mocniej, jego gruby kutas rozciągał mnie całą, z mokrym, głośnym plaśnięciem przy każdym ruchu. Jęknęłam, nie odrywając wzroku od Kamila

    – Podoba ci się? – wyszeptałam, przesuwając dłonią szybciej, czując, jak jego kutas drga w mojej ręce, ciężki i gorący

    – Jak cholera – mruknął i zadrżał na całym ciele, a jego kutas zakołysał się na boki.

    Spojrzałam jeszcze raz na grubego penisa i przełknęłam ślinę. Nie wytrzymałam, ale czy ktoś mógł mnie winić? Pochyliłam się, wciąż na czworakach, z Bartkiem w środku, i musnęłam językiem czubek jego kutasa. Słony smak preejakulatu rozlał się po języku, gorący, lepki, inny, niż Bartka. Kamil westchnął głośno, jego dłoń powędrowała do mojego warkocza.

    – Nadia… – ni to szepnął, ni to jęknął drżącym głosem.

    Bartek parsknął śmiechem, widząc to i zacisnął dłonie na moich biodrach. Jego pchnięcia stały się jeszcze szybsze, jeszcze głębsze, dostarczając nam obojgu coraz więcej przyjemności. Dreszczyki rozkoszy rozchodziły się po całym moim ciele, a ja czułam, że drugi orgazm jest tylko kwestią czasu.

    – Jesteśmy pojebani – stwierdził tylko Bartek, pieprząc mnie dalej.

    Nie odpowiedziałam, tylko mruknęłam “mhm” i objęłam ustami kutasa Kamila. Nie było to proste. Sama twarda główka była szeroka, więc wsunięcie jej całej do ust bez “ozdobienia” jej zębami było wyzwaniem. Byłam jednak zdeterminowana i podniecona – najlepsza mieszanka do robienia loda.

    Centymetr po centymetrze, kutas mojego kolegi z samorządu wypełniał moje usta coraz bardziej. Rozchyliłam wargi do granic, czując, jak naciska mi na podniebienie. Starałam się pracować językiem najlepiej, jak potrafię, ale skończyło się tylko na drażnieniu wędzidełka. Sądząc jednak po tym, jak Kamil drżał na całym ciele i pojękiwał, było to wystarczająco. Jedną ręką starałam się go pieścić, ale ruchy Bartka sprawiały, że niezbyt potrafiłam skoordynować moją dłoń z ustami.

    Jęczałam w jednego kutasa, gdy drugi wbijał się w moją cipkę. Ruchy mojego chłopaka stawały się coraz mocniejsze, głębsze, wręcz brutalne. Każde pchnięcie wbijało mnie w kanapę, cipka zaciskała się wokół grubego kutasa, mokra, gorąca, pulsująca.

    – Jeszcze… – wyszeptałam, odrywając się na moment od Kamila. Musiałam wyglądać jak ostatnia sucz, z potarganymi włosami, rozmazaną szminką i kutasem tuż przy ustach.

    Na szczęście nie trzeba mi było wiele. Bartek złapał mnie mocno i nieco zwolnił ruchy, ale wbijał się przy tym za każdym razem do końca. Dokładnie tak, jak lubię. Zassałam się ponownie na kutasie Kamila i zamknęłam oczy. Świat zdawał się wirować dookoła mnie i tak, kiedy kolejne dreszcze rozkoszy rozchodziły się po moim ciele.

    Ten orgazm był silny. Zacisnęłam obie dłonie na kanapie, wbijając w nią paznokcie. Nagła fala przyjemności rozlała się po moim ciele, od cipki, po brzuchu, a stamtąd… cóż, wszędzie. Przechodziły mnie dreszcze, a ja nie byłam w stanie kontrolować swojego ciała. Tylko resztkami woli kontrolowałam, żeby przez przypadek nie zacisnąć szczęki.

    Odpłynęłam na dłuższą chwilę całkowicie. Kiedy wróciłam zmysłami do świata dookoła, poczułam, jak Bartek wpycha się we mnie mocno, brutalnie. Zacisnął dłoń na moim pośladku, wykonał jeszcze parę ruchów, po czym jęknął głośno.

    – O kurwa, tak… – uciekło mu z ust, po czym nagle doszedł we mnie.

    Rozkoszne ciepło rozlało się po moim ciele, dostarczając jeszcze iskierek przyjemności. Wysunęłam na chwilę Kamila z ust, spoglądając z satysfakcją na Bartka przez ramię. Widać było, że jest mu dziko dobrze. Przez chwilę jeszcze poruszał się we mnie, aż w końcu usiadł na kanapie zadowolony.

    – Jesteś boska – mruknął zadowolony i dał mi lekkiego klapsa.

    Uśmiechnęłam się do niego, po czym spojrzałam w przód. Kamil wciąż stał tuż przede mną, jego kutas drżał ciężki, mięsisty, lśniący od śliny. Wzięłam go z powrotem do ust, ssąc mocniej. Rozchyliłam szerzej usta i “tańczyłam” językiem dookoła główki, ręką waląc pozostałą część. Nie trwało to długo, aż poczułam, jak zaczyna pulsować.

    – Fuck, dochodzę… – wysapał Kamil.

    Kutas zapulsował jeszcze parę razy, coraz mocniej z każdym ruchem. Po chwili Kamil zamarł, a gorąca, gęsta sperma trysnęła mi do ust – strumień za strumieniem, słona, lepka, obfita, wypełniała mi gardło i usta. Nie byłam w stanie tego wszystkie połknąć. Wyjęłam go z ust, a parę kolejnych strzałów trafiło na moje usta, piersi, a także na kanapę i podłogę. Było tego nieprzyzwoicie dużo, ale w orgazmicznym podnieceniu było wprost idealnie.

    Oparłam się o kanapę, dysząc. Sperma spływała mi po udach, po brodzie, po piersiach, zapach seksu, potu i nasienia wisiał w powietrzu. Musiałam wyglądać absolutnie jak wyuzdana suka w tej chwili.

    – Kurwa… – wysapał Kamil, opadając na kanapę z westchnieniem.

    Oparłam czoło o kanapę, dysząc. W środku czułam ciepło Bartka, które powoli spływało po udach, mieszając się z moją wilgocią. Włosy przykleiły mi się do twarzy, warkocze rozplątane, pot spływał po plecach.

    – To co, nikomu nie wygadasz? – zapytałam z uśmieszkiem, patrząc na Kamila.

    – Co? – odpowiedział ten pytaniem na pytanie, ale zaraz się zaśmiał. – Hahaha, nigdy! Ale teraz na pewno będę tu częściej wpadać.

    – Jesteś pojebana, skarbie – stwierdził Bartek, przygarniając mnie do siebie. – I zajebiście seksowna.

    W ten oto sposób przeżyliśmy wszyscy swój pierwszy trójkąt. Pierwszy, ale na pewno nie ostatni…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nadia

    Część druga, ale na pewno nie ostatnia! Dawajcie znać w komentarzach, co sądzicie <3

  • Edukacja z ciocia 31.

    Edukacja z ciocią 31.

    Dziewczyny przygotowały szybko śniadanie. Pogoda była prześliczna, więc oczywistym było skonsumować posiłek na tarasie. Odświeżeni, w szlafrokach, siedliśmy przy stole tak, jak poprzedniego dnia. Materiał lekko odsłaniał Bogusi cudowne, kształtne, naprężone udo. Spostrzegła, że patrzę, a Krystyna roześmiała się.

    -”Jeszcze się młody nie napatrzył mojej ślicznej Boguni!” żartowała.

    Bogusia rozszerzyła delikatnie uda, przyglądając mi się rozbawiona.

    -”Już chyba wszystko widziałeś…mało ci jeszcze?”

    -”Nooo” odparłem czując już wzwód ”trochę mało…jesteś taka zgrabna…mógłbym patrzeć godzinami jak na Krysię” odparłem ciszej.

    Obie przyglądały mi się intensywnie.

    -”Jejku synek?! Naprawdę tak ci się podobają takie starsze dupcie?”

    -”Noooo…” zebrałem się na odwagę.

    -”Wy chyba naprawdę nie łapiecie, jakie jesteście seksowne!” powiedziałem ciszej.

    -”Jesteś bardzo miły Mareczku!” szepnęła Bogusia.

    -”No jedzcie, jedzcie…bo młodzież chyba nadal niezaspokojona!”

    Musiałem się chyba naprawdę natarczywie przyglądać, bo Bogusia w końcu powiedziała nieco ciszej.

    -”Marek, znowu mnie peszysz…jesteś niemożliwy…” ale śmiało już patrzyła mi w oczy, uśmiechając się ślicznie.

    Zaczęliśmy rozmawiać w trochę lżejszym tonie i bardziej frywolnie. Bogusia spytała jak tam ogólnie z dziewczynami, czy coś mam na oku mimo zainteresowania MILF-ami. Wyjaśniłem moje preferencje i spostrzeżenia o młodych laskach, wtedy rzekła.

    -”No tak. Nie zawsze jest tak w życiu jakbyśmy chcieli…” zamyśliła się.

    Potem właściwie znikąd wyznała.

    -”Krysia bardzo mi pomogła…wiesz…” wpatrywała się we mnie…”i cieszę się, że cię poznałam…małolacie. Bo widzę, że chyba mnie jeszcze nie puścicie do domu…”

    Teraz już śmiały się obie.

    -”Mowy nie ma!” Krysia rechotała już, obserwując mnie.

    -”Prawda Mareczku?!”

    -”Oczywiście!” odparłem, zwracając się do Bogusi.

    -”Bo Krysia mówi, że muszę dużo ćwiczyć.”

    -”Matko, ty niewyżytku!” wybuchnęła chichotem Bogusia.

    -“Ale spodobały – widzę – ci się te ćwiczenia…” potem ciszej już…”dobre dupy jesteśmy i dobrze dajemy cipki co?”

    -“Ranyyyy! Wszystkie jesteście fantastyczne!” niemal wykrzyknąłem.

    Tak gawędząc, dokończyliśmy raczej późne śniadanie.

    -“Ja tu ogarnę” Krysia zaczęła “a wy…” spojrzała porozumiewawczo na Bogusię…”macie jeszcze chyba coś do przećwiczenia!” uśmiechnęła się.

    -“Krysiu, kochana jesteś!” wyszeptała przyjaciółka i pocałowała ciotkę.

    -“Chcesz jeszcze cipki?” już chyba raczej stwierdziła, niż spytała Bogusia, rozchylając usta w uśmiechu. A ciotka tylko przytaknęła.

    -”Dzień jest jeszcze młody…bardzo młody…ty narwańcu.”

    Złapaliśmy z Bogusią kilka naczyń po drodze do kuchni. Tam odwróciła się do mnie i przyciągnąwszy mnie za kark, wpiła się ustami w moje usta.

    -”Chodź!” szepnęła.

    -”Chcę, żebyś mnie zerżnął…tak mi już mokro.”

    -”Zostaniesz jeszcze troszkę?” wydusiłem.

    Wpatrywała się głęboko i intensywnie, z poważnym teraz wyrazem twarzy.

    -”Ile zechcesz, głuptasie…ile tylko zechcesz! No chodź, bo nie wytrzymam już!”

    Prawie biegiem po schodach, wpadliśmy do sypialni, po drodze zrzucając szlafroki. Bogusia popchnęła mnie szybko na łóżko.

    -”Najpierw lodzik, a potem zrobisz co zechcesz, dobrze kochany?”

    -”Och Boguniu! Już nie mogę doczekać się tego twojego języczka!”

    Uśmiechnęła się figlarnie.

    -”Nooo, domyślam się!” chichotała.

    Ułożyła się przy mnie, zakładając udo wysoko na moją klatkę, objęła mnie ręką za szyję, przyciągnęła do swych ust, szepcząc z uśmiechem:

    -”To co chcesz? ten mój języczek?”

    -“O taaak! Tak cudownie nim pracujesz!”

    -“Cicho bądź…” śmiała się “popieść moje piersi…proszę” szepnęła w końcu i weszła nim głęboko w moje usta.

    I zaczęła się jazda! Jak ona cudownie całowała, lizała i pieściła się tym cieplutkim jęzorkiem. Przerywała na chwilę, by obcałować moją całą twarz, by po chwili znowu wejść języczkiem w moje usta. Znowu wyskoczyła i całowała, i lizała całą moją klatkę, ssała moje sutki, przygryzając lekko ząbkami, bym po chwili znowu poczuł jej bliskość, gdy mlaskaliśmy się językami ponownie. Miałem już niesamowity wzwód…wiedziała i czuła, jak mi członek potężnie stoi. W końcu wzięła go w rękę i zaczęła mnie delikatnie i czule onanizować. Przyglądała mi się, ciągle pracując języczkiem.

    -“Boguniu…już nie wytrzymam!”

    Roześmiała się cicho, przerywając ssanie moich warg na parę sekund.

    -“O nie kochanie…jeszcze nie…poczekasz trochę na cipkę. Zrobię ci rączką…potem obciągnę, a potem…zobaczymy szaleńcu.”

    Miziając się tak językami, po chwili doszedłem. Bogusia była niesamowicie delikatna. Patrzyła jak spuszcza nasienie z nabrzmiałego kutasa.

    -“Tak dobrze?” szeptała, poruszając powoli skórką, by wydostać ostatnie krople spermy.

    -“Cudownie!” wyjąkałem.

    Cały ładunek białej mazi, przeciskając się przez jej palce, wylądował na moim brzuchu. Spokojnie pocałowała mnie jeszcze raz głęboko w usta, by potem powoli, nadal pieszcząc i całując me ciało, zsuwać się w dół. Gdy osiągnęła okolice brzucha, zaczęła kolistymi, zwinnymi ruchami języka zlizywać gorącą spermę, chichocząc cichutko. Potem oblizała wargi i ześliznęła się do mojego napiętego cały czas penisa. Zaczęła go spokojnie lizać po długości, dół-góra-dół i po obwodzie, nie odwracając wzroku od mojej twarzy. Wzięła delikatnie główkę do ust, liżąc i ssąc tym swoim gorącym jęzorkiem. Znowu przerwała, przyglądając mi się z uwagą.

    -“Przyjemnie?”

    -“Fantastycznie!”

    -“Młodzi chłopcy zwykle chcą się szybko rozładować, a Krysia mówiła, że wasze stosunki są coraz dłuższe…raczej niespotykane u takiego młodziaka. Rozwijasz się emocjonalnie.” stwierdziła cicho.

    -“No to chyba raczej zasługa Krystyny…chyba nie mogłem wymarzyć sobie lepszej nauczycielki.”

    -“Nooo…Krysia jest świetna…i bardzo mądra i dobra jako człowiek.”

    Tak sobie gawędząc, Bogusia spokojnie robiła mi laskę, przykładając dużą wagę do moich odczuć.

    -“Teraz tak…dobrze?”

    -“Jezuuuuu…ten twój języczek!” wymamrotałem.

    W drzwiach nagle pojawiła się Krystyna, uśmiechnęła i cicho, podeszła do łóżka, by nie przerywać napięcia zbliżającego się orgazmu.

    -“Przepraszam was…rozmawiałam z Dorotą…ale widzę, że się kochaniutka dobrze Mareczkiem zajęłaś.”

    -“Staram się…” wysapała Bogunia w przerwie obciągania, łapiąc oddech.

    Pała była już gotowa do wystrzału. Bogusia szybko spojrzała na mnie i westchnęła.

    -“Tylko nie tak mocno kochanie…proszę!”

    -“Wiem” sapnąłem “przepraszam. Postaram się być delikatny.”

    -“Nooo, pieprzony gówniarzu!” Krystyna upomniała mnie.

    -“Tylko mi jej nie uduś, narwańcu!”

    Bogusia ciągnęła teraz troszkę szybciej, chcąc mnie rozładować. Tym razem położyłem rękę delikatnie na jej głowie, zbierając jej włosy garścią i delikatnie docisnąłem do swego łona. Dochodziłem.

    -“Teraz…już…kochanie!” wyszeptałem.

    -“Yhhmmm!” przytaknęła Bogusia, gdy pierwsza salwa nasienia zalała jej gardło.

    Łykała szybko, nauczona ostatnim doświadczeniem, by uniknąć zakrztuszenia się. Po piątym strzale nie zdążyła zareagować jeszcze połykiem, gdy Krystyna złapała ją za głowę jęcząc:

    -“Daj trochę!” i wpiła się ustami w jej usta.

    Słyszałem tylko mlaskanie języczków i głośne przełykanie. Całowały się jeszcze przez chwilę, oblizały wzajemnie swoje usta i uśmiechnęły się do mnie, przyglądającemu się z zainteresowaniem i napięciem temu widowisku.

    -“O kurcze…jesteście niesamowite!”

    -“Noooo!” potaknęły dwugłosem.

    -“Ale o tym cisza! Podobało ci się?”

    -“Jejuuuu! jeszcze jak!”

    Śmiały się zadowolone.

    -“Jeszcze może niejedno zobaczysz i zdziwisz się. Poza tym mamy różne zabawki, ale…bezużyteczne, mając takiego ogiera jak ty” śmiała się ciotka.

    Krystyna szybko ułożyła się po jednej, a Bogusia podciągnęła i ułożyła po drugiej mojej stronie. Zaczęły mnie pieścić i już całowaliśmy się razem. Ich języczki dokonywały cudów. Bogusia szepnęła cicho.

    -“Nooo, już gotowy na nasze cipunie?”

    Roześmiałem się tylko, czując naprężającego się penisa.

    -“Zawsze, moje cioteczki!”

    -“O matko…Marek! Spuściłam ci już dwa razy!” Bogusia westchnęła, ale z uśmiechem.

    -“Moja gorąca i mokra cipka ma zamiar cię teraz zerżnąć!”

    Roześmiała się. Krysia zawtórowała.

    -“Przygotuj się kochany na ostrą jazdę!”

    Szybko wsiadła na mnie i okroczywszy ścisło udami, wbiła się jednym ruchem bioder – mocno – na moją sterczącą, gotową do ujeżdżania pałę.

    -“Jezuuuu jaki duży!” jęknęła głośno.

    Poruszyła się delikatnie dwa-trzy razy i dobiła do dna cipki.

    -“Bożeeee…kochanie…” i spojrzawszy na mnie rubasznie, śmiejąc się oczami: “Gotowy na rżnięcie?!” zaczęła mnie jechać, przyspieszając takt posunięć.

    Krystyna przykleiła się ustami do jej ust, szepcząc:

    -“Pokaż mu teraz! Zerżnij pieprzonego małolata! Niech poczuje dobrą cipunię!”

    -“O taaaak! Krysiu!” i przyglądając mi się, zdecydowanie przyspieszyła tempo jazdy.

    -“Chcesz mnie prawda?” szeptała.

    -“Chcesz mojego języczka i mojej cipki?”

    -“Jejku Boguniu!” wyskomlałem.

    -“Też tego chcę!” wpatrywała się intensywnie, niemal już wulgarnie, mając w oczach żarliwe ogniki podniecenia, pożądania, pragnienia i determinacji osiągnięcia rozkoszy.

    -“Zarucham cię…małolacie!” prawie krzyknęła.

    -“Chcę cię zerżnąć, żebyś mnie zapamiętał na zawsze! Ty narwańcu…niewyżytku…ty pieprzony gówniarzu!”

    Jechała szybko i niesamowicie efektywnie, bo czułem już nadchodzący orgazm. Krystyna śmiała się.

    -“Ruchaj go! Mocniej mała! Zaraz go spuścisz!”

    -“Noooo?! “ Bogusia syknęła “Dawaj! Czekam!”

    Też jej było dobrze, bo nagle odchyliła się lekko do tyłu, przymknęła oczy i wbiła paznocie mocno w moje piersi. Przyciągnąłem rękami jej biodra i przytrzymałem. Zaczęła głośniej jęczeć, gdy pierwsza świeża fala spermy wstrzeliła się w jej wnętrze. Westchnęła głośno.

    -“O taaaak! Kochany mój! We mnie…proszę…o taaaak! jezuuuuu Mareczkuuuuu!”

    Szczytowała teraz, rysując głębokie bruzdy szczęścia na moim ciele.

    -“O matkooooo!”

    Nie zwolniła…nie przestała. Jechała mnie mocno, szybko i energicznie, mimo że przecież czuła, jak ją właśnie napełniłem życiodajnym nasieniem. Nie zważała na nic. Rżnęła się, rżnęła mnie, rżnęła swoją nieużywaną, zaniedbaną seksualnie, spragnioną cipkę, napalona i spragniona rozkoszy cudowna, dojrzała kobieta. Krysia przyglądała się w ciszy, uśmiechając się do mnie.

    Szepnęła:

    -“Cudowny jesteś…daj jej się zaspokoić…jeszcze kochany…jeszcze…daj jej się nasycić.”

    Bogusia szczytowała niesamowicie, nie zwalniając tempa.

    -“Jeszcze…kochany…błagam!” wychrypiała.

    -“Bożeeee…jeszczeeeee…matkooooo synek!”

    Jęczała i wzdychała wstrząsana spazmami jeszcze dobrą chwilę, po potężnym wytrysku soczków na mój brzuch kilkoma skurczami swej zaspokajanej szparki, gdy ponownie poczułem nabrzmiewającego i sztywniejącego kutasa. Spojrzała szybko na mnie.

    -“Marek?!”

    -“Taaaaak Boguniu! Ujeździj mnie…proszę…ile chcesz!”

    -“Kochany jesteś!” pisnęła.

    -“Jest mi tak dobrze…niesamowicie…chcę jeszcze…bożeeeee synek! Jest niesamowicie…nigdy nie miałam…jezuuuuuu…Mareeeeek…kochanie…” jęczała cały czas szczytując.

    Rżnęła mnie już bez kompleksów, bez zażenowania, bezwstydnie, wulgarnie, tą rozgrzaną i rozochoconą szparką. Jęczała i jechała.

    -“Zarucham cię…kochany…cudowny…przepraszam…jest mi tak dobrze…w cipce…Marek…bożeeee!”

    Tak szepcząc, ujeżdżała się cipką na moim napiętym członku. Krysia pieściła jej piersi, dziewczyny lizały się po twarzach i całowały.

    -“Dobrze ci kochaniutka?” szeptały.

    -“Matko Krysiu! Chcę jeszcze…jeszcze…błagam…Ciiiiii malutka…dogódź sobie…zaspokój cipcię…”

    Nagle Bogusia wtuliła się we mnie.

    -“Marek…znowu dochodzę…o matkoooo….kochanieeeee…” i wbiła się tym rozkosznym języczkiem w moje usta.

    Poczułem znowu mokry strumień na moim ciele.

    -“Och ty jęzorku!” jęknąłem szeptem.

    -“Przestań…proszę…” dalej tocząc batalię z moim językiem, uśmiechając się w orgazmie, całowała i ujeżdżała mnie teraz nieco wolniej.

    -“Jezuuuuu” westchnąłem “ależ ty całujesz.”

    -“Przestań…proszę…”

    -“Dobra ta moja pieszczocha” Krystyna roześmiała się, złapała Bogusię za głowę.

    -“Daj tego jęzorka!” i zaczęły się niesamowicie całować i pieścić języczkami.

    W tym momencie doszedłem ponownie, ale chyba żadna nie zauważyła, zajęte sobą i Bogusi szczytowaniem. Po prostu wlałem strumień spermy w cipkę Boguni kilkoma strzałami. Dopiero trochę zwolniła tempo…całkiem na mnie opadła. Ześliznęła się na bok, więc szybko wzięliśmy ją z ciotką w środek. Teraz dopiero zaspokojona, zorgazmowana i rozluźniona, pokazała do czego ma język. Całowaliśmy się we troje, ale to co Bogusia teraz robiła to było mistrzostwo świata.

    Tak całować?! Retyyyy! Co ona wyprawiała! Jej języczek pracował nieprzerwanie na najwyższych obrotach.

    -“Cudowna…prawda?” szeptała Krysia do mnie.

    -“Przestań…proszę…Krysiu…zawstydzacie mnie…jejku…kochani!”

    -“Ciiiii malutka…moja Bogunia” szeptała Krystyna.

    Zwolniliśmy trochę, by złapać oddech. Pieściliśmy się teraz powoli, wyrafinowanie, dotykając i eksplorując już po raz kolejny nasze ciała. Krystyna złapała poduszkę i lekkim ruchem przeciągnęła po moim brzuchu, osuszając przynajmniej częściowo Bogusi mokry orgazm.

    -“Ale mu siknęłaś mała!” zaśmiała się.

    -“Przepraszam kochany…” pisnęła Bogunia…”nie mogę się już powstrzymać, gdy mi tak dobrze…”

    -“Świetnie kochaniutka! Wiemy, że przeżywasz rozkosz!” szepnęła ciotka.

    -“O tak Krysiu! Pojechałam chyba trochę z fantazją…nie spodziewałam się” jęknęła.

    Krysia pocałowała ją.

    -“Cieszę się, że jest wam tak dobrze!”

    Po może 20 minutach miziania, rozmowy, pieszczot i znowu miziania, Krystyna bez ostrzeżenia, wzięła mój członek w rękę.

    -“Noooo…jak tam? Coś nam się jeszcze chyba należy!” zagaiła z uśmiechem.

    Bogusia spojrzała na przyjaciółkę.

    -“Może dajmy mu chwilę odpocząć?” usłyszałem lekką troskę w jej głosie.

    Krystyna tylko roześmiała się głośniej.

    -“Chyba żartujesz złociutka! Patrz!” i skierowawszy swój wzrok na moje łono, dość szybko uświadomiła Bogusi kontynuację zabawy.

    Pod jej sprawną dłonią kutas już był nabrzmiały i gotowy dla moich dziewczyn.

    -“Teraz ja kochany!” i szybkim, zgrabnym, wielokrotnie wytrenowanym już na mnie ruchem, wsiadła okrakiem i wbiła na mój sterczący organ.

    -“O taaaak!” jęknęła tylko.

    Potem spojrzała na przyjaciółkę, roześmiała się tym swoim figlarnym, głębokim głosem spragnionej, dojrzałej, niezaspokojonej wciąż i niedoruchanej samicy.

    -“Teraz mała damy mu czadu! Teraz zajeździmy naszego młodzieńca!”

    Jezuuuuu! jak zaczęła jechać! w jakim tempie! Bogusia początkowo pieściła nas, ale jej oczy robiły się większe i większe. Aż w końcu siedziała już tylko przy mnie, lekko masując Krystyny biust i przyglądała się zafascynowana.

    -“Matkoooo!” szeptała “ale go jedziesz!” obserwując swoją szefową rżnącą młodego kutasa.

    -“Krysiu!…” szeptała tylko…”jesteś niesamowita…” poprawiła się szybko. “Jesteście niesamowici!”

    Dochodziłem już, ale ciocia nie zważała na moją reakcję. Rżnęła i rżnęła w niesamowitym tempie. Wytrysnąlem swój orgazm głęboko w jej macicę…nawet nie zwolniła.

    -“Zarucham cię…zarucham!” jęczała tylko…była spragniona, wiedziałem, że potrzebuje mocnego i gwałtownego orgazmu.

    Zaspokajała się jeszcze dobrą chwilę, gdy konwulsje nieprzerwanie targały jej pięknie wyrzeźbionym i utrzymanym ciałem.

    -“Juuuż… kochanyyyyy…juuuż…” zwalniała.

    Zaczęła wreszcie powoli dobijać szparką do mojego łona…

    -“Kochany mój chłopiec…” szeptała…”tak bardzo tego potrzebowałam!”

    -“Taaaak Krysiu! wiem!” wyszeptałem.

    Spojrzała na Bogusię trochę zamglonym, rozmarzonym wzrokiem.

    -“Przepraszam malutka…tak mnie nagle wzięło…”

    -“Wiem” odparła Bogunia.

    -“Chyba wszystkie przy Marku głupiejemy, wpadamy w jakiś amok” uśmiechała się.

    -“Teraz ty kochanie…wsiadaj!” rozkazała.

    -“Już mu stoi! Masz go!”

    Przyjaciółka już bez dociekania, zastanowienia, czy skrępowania, po prostu zamieniła się sprawnym ruchem i dosiadła mojego znów już sztywnego penisa, nabijając się po same jaja, do samego dna swojej gorącej cipuni. Jęknęła tylko, ale nie od rozmiaru członka, ale z nadciągającej w perspektywie przyjemności. Zaczęła mnie, idąc za ciotki przykładem, rżnąć mocno, szybko i intensywnie.

    -“O taaaak kochanie! Przetrenuj moją cipunię…o taaak…proszę…daj mi pojeździć…”

    Zaczęła naprawdę orać się…bezpruderyjnie…już bez zażenowania…bez wstydu…bez litości…na moim kutasie. Doszła momentalnie, znowu na mokro.

    -“Aaaaaahhhhhhh!” wykrzyczała, dalej się rżnąc.

    -“O matkoooo!”

    Zaczęła głośno krzyczeć, gdy gwałtowne skurcze jej muszelki i drżenie całego ciała dały znać o kontynuacji szczytowania. Przyspieszyła jeszcze bardziej, nie nadążałem niemal wzrokiem za prędkością ruchów jej bioder. Rżnęła się niesamowicie…dojrzała, cudowna kobieta na 17-letnim młodziutkim kutasie, częściowo zaspokajana wielkością członka, jak i wysokim libido chłopca. Czerpała nieopisaną przyjemność z tego aktu, przymykając chwilami oczy, by za chwilę znowu natarczywie, wyrachowanie, niemal wulgarnie zatopić wzrok we mnie, sprawdzając jakby efekty swojej pracy. Krystyna wskoczyła za nią od tyłu…siedząc teraz i obejmując jej ogromne, podniecone i nabrzmiałe piersi, przytuliła się całym ciałem i tym jej ogromnym biustem do Bogusi, całując ją po szyi i twarzy, gdy ta w ekstazie odchylała głowę ku tyłowi.

    Doszedłem bez ostrzeżenia, samemu zatracając się w tym uniesieniu. Nawet nie zwróciły uwagi na mój orgazm. Bogusia po prostu nadal mnie ujeżdżała jęcząc i chwilami piszcząc z rozkoszy.

    -“Jezuuuuuu Mareeeeek! Ty gówniarzu! Bożeeeeee! Kochanyyyy! Ty pieprzony małolacie! Kochaaaam cię! Mareeek! Kocham cięęęęęę!” zaczęła głośno płakać, by po chwili przejść w jęk.

    Krystyna pieściła ją na ile jej uniesienie, płacz i konwulsje pozwalały jej trzymać Bogusię w uścisku. Jechała jeszcze chwilkę, powoli zwalniając, aż wreszcie wciąż orgazmując, opadła wykończona fizycznie i emocjonalnie. Wpiła się tylko tym ruchliwym języczkiem w moje usta i patrząc mi chwilami w oczy, sapała między oddechami.

    -“Kocham cię! Boże Marek! Kocham cię!” szeptała i dalej całowała.

    Krysia szybko przytuliła się do nas z boku i razem już pieściliśmy się i całowaliśmy w ciszy. Żadne z nas nie odzywało się już, nie chcąc przerwać tego emocjonalnego momentu. Wszystko to trwało dobrą chwilę…leżałem już teraz między cioteczkami, przyglądając się ich pięknym, zgrabnym kształtom. One nie pozostawały mi dłużne, dotykając i masując z kolei moje ciało, napawając się swym młodziakiem, swym kochankiem. Czas mijał za szybko, jak zwykle, gdy doświadczamy czegoś przyjemnego. Krystyna jako pierwsza sprowadziła naszą trójkę na twardy grunt.

    -“Kochani…prysznic i czas powoli na jakiś obiad.”

    Spojrzałem na zegarek…fakt…była prawie 14-sta. Ależ zleciało nam na tych zabawach!

    -“No jak było kochani?” uśmiechnęła się, patrząc na nas na zmianę.

    -“Ciociu…fantastycznie!”

    Bogusia leżała z zamkniętymi oczami, wtulona we mnie. Na jej policzkach widać było zaschnięte ślady po łzach.

    -“Jesteście cudowni… niesamowici…miałam niewyobrażalny seks” szeptała cicho, mocniej tylko wtulając się we mnie i obejmując za szyję.

    Krysia uśmiechnęła się przyjaźnie.

    -“Po obiedzie jeszcze coś niecoś chyba da się zrobić…dajmy Mareczkowi trochę zregenerować się” śmiała się.

    Bogusia spojrzała na mnie wzdychając cicho.

    -“Jeśli jeszcze chcesz…” i języczek znowu poszedł w ruch.

    -“No chodźcie już!” przerwała delikatnie Krystyna.

    Skierowaliśmy się pod prysznic. Staliśmy razem, myjąc się w strumieniach ciepłej wody. Chodź raz nie miałem wzwodu. Dziewczyny miały rację. Czasem i najlepszy ruchacz potrzebuje chwili wytchnienia. Umyci i odświeżeni, w szlafrokach porzuconych wcześniej gdzie popadło, gdzieś na schodach, zeszliśmy do kuchni. Siedziałem przy szklance soku z jabłek i przyglądałem sę zafascynowany ich zgrabnym ruchom. Wyobraźnia rysowała mi obrazy ich nagich ciał, których co chwila fragment tu i tam wyłaniał sę spod materiału. Cioteczki świetnie się uzupełniały przygotowując jedzenie i po pół godzinie obiad był gotowy, trochę na szybko, lekko improwizowany z pół produktów.

    -“Jak widzisz, kochaniutka” odezwała się Krystyna gwoli wyjaśnienia “nie zawsze mam czas ugotować pełny obiad. Odkąd Marek tu jest, to jakoś nie nadążam z czasem.”

    -“No jasne, jasne, rozumiem Krysiu!”

    Bogusia wybuchnęła śmiechem, a ciotka jej zawtórowała. Jedliśmy na tarasie, przyglądając się sobie z uśmiechami. Bogusia szybko – jako że siedzieliśmy znowu tak samo przy stole –  zauważyła, gdzie kieruję mój wzrok.

    -“O nie kochany!” i naciągając ten skromny skrawek materiału próbowała zakryć nim swoją cudownie wyeksponowaną nogę…raczej bezskutecznie, co mi sprawiło ogromną przyjemność nadal móc ją obserwować.

    -“Marek! proszę…” jęknęła.

    -“Uspokój się…choć na chwilę! Zjedzmy coś wreszcie! Przecież dostaniesz…wiesz…jeszcze.”

    Uśmiechnęła się i wypięła mi języczek, robiąc nim kilka szybkich figlarnych ruchów. Krystyna wystrzeliła salwą rubasznego śmiechu i powiedziała trochę z dumą, a może bardziej i z satysfakcją.

    -“Marek tak jak i ja wie co jest w życiu dobre.”

    -”O matko…przestań…proszę…bo już mi mokro” powiedziała Bogusia…”bożeeee oboje napaleni jacyś jesteście…” przekomarzała się.

    -”Przecież dobrze ci ze mną i w pracy, i prywatnie” Krystyna naciskała na Bogusię.

    -”No tak Krysiu…jest to dla mnie trochę tylko nowa sytuacja…jesteście cudowni” szepnęła.

    Tak sobie żartując i śmiejąc, w wesołym nastroju skończyliśmy obiad. Szybko uprzątnęliśmy stół i już w kuchni poczułem nowe odrodzenie, nowy impuls do kontynuacji tego tak pięknie rozpoczętego dnia. Objąłem obie moje mamuśki, dając do zrozumienia mym wybrzuszającym już szlafrok narządem, czego młodzież jeszcze oczekuje, całując jedną, potem drugą, aż nasze trzy języki spotkały się we wspólnym lizanku.

    -”Jesteś niemożliwy” szepnęła Bogusia.

    -”Nooo, chodź już…wariacie” zawtórowała jej Krysia.

    Pociągnęły mnie…właściwie nie wiem, kto kogo…do sypialni, pchnęły czy też zwyczajnie rzuciły mnie na łóżko, w biegu zrywając okrycia. Wylądowałem z premedytacją cioteczek zwyczajowo w środku, tak aby obie miały wolny dostęp do całego mojego ciała. Kutas jak poprzednio podziwiał już kolor sufitu, znikając nagle głęboko w gardle którejś z moich dziewczyn. Po chwili obie na zmianę obciągały mi, głęboko, mocno, intensywnie i żarliwie, mojego wyprężonego członka. Coś tam sobie szeptały, miziając się, całując i pieszcząc.

    -”Rozładujemy cię kochanie” odezwała się Krysia ”a potem jeszcze troszkę cię wykorzystamy dobrze?” śmiały się obie, nie oczekując nawet odpowiedzi.

    Zaczęło mi być po chwili przyjemnie. Czułem już zbliżające się spełnienie, a cioteczki ssały niesamowicie ostro, chichocząc i wciąż coś tam szepcząc niezrozumiale. Doszedłem mocnym strumienień spermy we wspólnych objęciach ich dłoni.

    -”O taaaaak! Kochany!”

    Poruszały teraz wolniej i delikatniej skórą napletka, spokojnie opróżniając moje nabrzmiałe już jądra. Trochę nasienia strzelając w górę, wylądowało na ich głowach. Śmiejąc się, zaczęły mi oblizywać kutasa z resztek spermy. Potem oblizały wzajemnie swoje ręce z resztek, aby wreszcie oddać się pocałunkom i lizaniem swych twarzy, gdzie okazało się, też biała maź znalazła swoje lądowisko.

    -”Dobre były twoje dziewczynki?” cicho spytała Bogusia.

    -”Jesteście cudownie boskie!” wyjąkałem.

    Roześmiały się, a widząc naprężonego kutasa, szybko przyjęły nową strategię.

    -”Siadaj tyłem!” zadecydowała Krystyna ”a ja was wyliżę…oboje na raz.”

    Bogusia momentalnie okroczyła mnie i dosiadem nabiła się na moją gotową do jazdy pałę, ale plecami do mojej twarzy…na cowboy-kę, jak to się popularnie nazywa. Ręcę wyrzuciła na boki, do tyłu, opierając się dłońmi na łóżku. Prawie nie myśląc, jakoś intuicyjnie złapałem ją rękami za te rozszerzone biodra. Ona zaparła się stopami o łóżko w pozycji raka, nabita na mój sztywny pal rozkoszy. Krystyna tymczasem szybko zajęła pozycję między moimi udami, schodząc nieco jeszcze niżej i jej głowa znalazła się na wysokości Bogusi łona.

    Szepnęła cicho:

    -”Teraz was mam! Razem! Jedziesz go mała!” rozkazała ostrym i zdecydowanym tonem.

    Bogusia zaczęła mnie powoli ujeżdżać, a ciotka zaczęła ssać i lizać jej szeroko rozłożoną muszelkę, nabijającą się rytmicznie na mojego kutasa. Jedząc jej szparkę, robiła i mnie niesamowitą przyjemność, długimi pociągnięciami języka liżąc także mój penis, gdy wychodził z Boguni cipki. Było tak rozkosznie, że nie wytrzymałem zbyt długo i strzałem nasienia oznajmiłem orgazm. Bogusia jęknęła tylko.

    -”Och kochany…juuuuż?!” a Krysia zastygła w bezruchu, patrząc jak pompuję świeżą spermę głęboko w Boguni cipkę.

    Roześmiała się cicho.

    -”Nooo kochana! Aleś mu zasmakowała…nawet nie zdążył dobrze pocipciać!”

    Bogusia już bez skrępowania, spojrzała na mnie wykręcając do tyłu głowę i uśmiechając się, westchnęła głęboko.

    -”Nadrobimy jeszcze prawda? Chcesz jeszcze cipki?” śmiała się.

    -”Nawet nie wiesz jak bardzo…” wydusiłem.

    -”Wiem, wiem wariacie…ja też chcę jeszcze” jęknęła.

    I ponownie zaczęła mnie ujeżdżać, powoli, leniwym tempem. Dochodziła po chwili, gdy Krystyna ponownie kontynuowała obróbkę jej dziurki i mojego prężącego się członka.

    Spytała tylko szeptem.

    -”Dobrze ci maleńka?”

    -”Och Krysiu…niebooooo!” jęknęła tylko, dostając spazmów rozkoszy.

    -”O jezuuuuuu! Mamoooooo!”

    Doszła na mokro, strzelając falą soczków wysoko ponad głową Krystyny. Ta pieściła ją delikatnie palcami, masując jej wargi sromowe i lekko wkładając dwa palce do jej wnętrza, drażniąc i pieszcząc od środka. Potem znów przyssała się do jej cipci, pieszcząc delikatnie łechtaczkę i jednocześnie liżąc mojego kutasa. Bogusia nadal była w fazie szczytowania, ale jechała mnie nieprzerwanie. Podziwiałem od tyłu jej piękne, zadbane, wciąż młodzieńcze ciało. Ruchem rąk dociskałem jej dupcię do mojego brzucha. Była taka cieplutka, rozgrzana i spragniona seksu. Mruczała cichutko, gdy Krysia jadła jej szparkę.

    -”Jezuuuuu…jak cudownie…jeszcze troszkę…proszę…błagam was…jeszcze…”

    Znowu jej ciało dostało dreszczy. Odchyliła się mocniej do tyłu, niemal kładąc się na mnie. Teraz miałem jej nabrzmiale, podniecone, ogromne piersi w zasięgu rąk. Zacząłem je pieścić kolistymi ruchami, jednocześnie chwilami uciskając te kobiece atrybuty seksownego wyglądu.

    -”O taaaaak! Właśnie taaaaak, kochanie…” jęczała cicho…”juuuuż…zaraaaaz…o matkooooo…znowu maaaaaam….” zaczęła mocniej poruszać biodrami, szczytując ponownie na mokro.

    Krysia odczekała moment, aż wszystkie soczki sprawdziły ponownie gęstość powietrza w sypialni i znowu zaczęła ją lizać i onanizować już nas wspólnie języczkiem, drażniąc i ssąc, dając nam obojgu niewyobrażalną przyjemność. Rozkosz dosięgła w końcu i mnie. Złapałem Bogusię szybko za biodra i przytrzymałem nieruchomo. Zrozumiała wzdychając cicho.

    -”Taaaak! Napełnij mnie…kochany!”

    Krysia spokojnie masowała mi dłonią penisa, przyglądając się, jak pompuję ładunek spermy w rozgrzaną i rozwartą dziurkę jej pieszczochy – przyjaciółki. Szepnęła tylko:

    -”Jezuuuu mała…ale ci wlał…kurcze…jeszcze leje…” obserwując, jak drgającymi strzyknięciami kutas wpompował resztę nasienia.

    Bogusia już lekko ochłonęła i zsunęła się ze mnie na bok. Teraz leżeliśmy przytuleni, a Bogusia wprowadziła swój rozkoszny i pracowity języczek w moje usta. Krystyna bardziej tylko rozchyliła jej uda.

    -”Nooo, chyba tak tego nie zostawimy…” i zaczęła wylizywać świeżą spermę, dokładnie myjąc języczkiem całą jej cipkę, wewnątrz i na zewnątrz.

    Bogusia całując mnie, już tylko mruczała, zaspokojona, zrelaksowana, szczęśliwa. Potem ciotka podciągnęła się do nas, obejmując i wtulając się.

    -”Nooo jak? Dobrze było?” spytała cicho.

    -”O bożeeeee!” szepnęła tylko Bogusia.

    Leżeliśny tak dłuższą chwilę w ciszy, dotykając, pieszcząc i całując się…kontemplując po prostu ten moment. Krystyna zauważyła po dłuszej chwili, że znowu coś mi się dzieje w dolnych partiach i z uśmiechem, spokojnie, wprawnym już ruchem dłoni objęła mój budzący się narząd. Zaczęła mi delikatnie poruszać skórką, jakby sprawdzając, czy potrzebuję jeszcze wytchnienia, czy kontynuacja będzie naturalnym impulsem mojego wysokiego libido. Uspokojona moją reakcją, chichocząc, szepnęła raczej stwierdzeniem do Bogusi:

    -”Jeszcze małe rypanko? Dasz mu jeszcze cipki prawda?”

    Bogusia z przymkniętymi oczami zajęta moimi ustami teraz dopiero zauważyła, że jej cipcia jeszcze będzie używana. Aż jęknęła z przejęcia.

    -”Ranyyyyy Marek!” potem już ciszej z uśmiechem:

    -”Chcesz jeszcze?…” wpatrywała się to we mnie, to w mojego nabrzmiałego kutasa w ręku Krystyny…

    -”Bo ja też…”jęknęła…”jeszcze troszkę…proszę…Krysiu…błagam was…jeszcze troszkę.”

    Była cudownie piękna…taka bezbronna…rozgrzana i spragniona, gdy prosiła o więcej.

    -”Ciiiiiii…ty moja mała szparko…ty pieszczochu…widzisz, że Mareczek już gotowy…dla ciebie…dla ciebie skarbie…no już mała…zaraz będziesz go miała…już…zaraz…” szeptała cały czas.

    Bogusi łzy pojawiły się w kącikach oczu.

    -”Tacy kochani jesteście…” zaczęła cicho pochlipywać.

    Krysia spojrzała na mnie porozumiewawczo i Bogusia już nie miała czasu rozczulać się nad sobą, gdy szybko wślizgnąłem się między jej uda i niemal jednym mocnym pchnięciem, wszedłem w jej dziurkę. Jęknęła, gdy poprawiłem drugim mocniejszym ruchem bioder, zagłębiając się całym kutasem w jej wnętrze.

    -”Mareeeeek!” szepnęła tylko i wpiła swój języczek ponownie w moje usta.

    Krysia będąc z boku, dotykając i pieszcząc nas, kiwnęła mi tylko głową.

    -”Wiesz…” szepnęła…a do Bogusi:

    -“Teraz cię gówniarz dobrze wyrucha…zerżnie ci tę spragnioną cipunię…teraz ci dogodzi…”

    Zacząłem Bogusię powoli ujeżdżać.

    -“Teraz dostaniesz kutasa…porządnie…mocno…głęboko.”

    -“O taaaaak! Chcę tegooooo!” westchnęła.

    -“Tak bardzo…chcę tego…gówniarza…w sobie…tak bardzooo.”

    Jęczała już teraz głośno, cały czas przyjmując kolejne moje pchnięcia. Wyposzczona, spragniona i napalona dojrzała kobieta, akceptowała z ochotą i rozkoszą swego młodego kochanka, głęboko w swym łonie. Szybko zaczęła szczytować, mocniej tylko wbijając paznokcie w mój tyłek.

    -“O taaaak kochanie!” Spojrzała mi w oczy, szukając potwierdzenia.

    -“Taaaak? Dobrze mnie masz?! Tak chcesz?!”

    -“Fantastycznie…ty mój jęzorku!” wymruczałem.

    Zachichotała nerwowo, bo orgazm nie pozwolił już na myślenie i reakcję. Poddała się po prostu fali uniesienia. Rżnąłem ją powoli. by nasyciła się rozkoszą. Znów poczułem ekwilibrystykę językową w ustach.

    Jezuuuuuu! Była niesamowita! Jak można wogóle tak szybko poruszać języczkiem?! Niepojęte! Te szybkie rozważania techniki nad formą pocałunku przerwał mi eksplodujący orgazm. Ostatnim mocnym rzutem bioder dobiłem do samego dna macicy, aż prawie zachłystnęła się w moich ustach. Złapała oddech.

    -”Jezuuuuuuu!” westchnęła tylko, prawie piszcząc.

    -”Matkooooo Mareeeeek!” gdy strumienie spermy osiągały dno, napełniając jej cipcię po same brzegi.

    Krysia zafascynowana klepała mnie po tyłku, dociskając jeszcze do Bogusi cipki. Spojrzałem na ciocię z uśmiechem.

    -”Dobrze mały!” szepnęła.

    -”Daj jej jeszcze tego ognia! Zruchaj jej tę pizdunię! Jeszcze kochany! Jeszcze!”

    Bogusia ucichła trochę, lecz nadal trzymała mnie mocno udami i rękami, wtulając się jakby cała we mnie.

    -”Kochanyyyyy!” westchnęła znowu głębokim oddechem, ponownie wjeżdżając jęzorkiem w me usta.

    Nie wyszedłem. Po chwili zacząłem ją dymać…delikatnie…powoli…wyrafinowanie…orając cipkę po ściankach, rozpychając ją z boku na bok, żeby jak najdłużej przeciągnąć to ostatnie pewnie ruchanko jej pobytu u nas. Zaczęła znowu dochodzić, bo poczułem jej pazurki rysujące głębokie linie na moich plecach. Zaczęła cichutko jęczeć…Nie! Właściwie mruczała już tylko, czasem westchnieniem łapiąc głębszy oddech. Przyglądałem się jej twarzy, tym pięknym rysom, przymkniętym oczom z kroplami łez w kącikach, rozwartym lekko ustom i języczkowi oblizującemu co chwila jej wilgotne wargi.

    Bożeeee jaka ona jest piękna! zdążyłem pomyśleć, gdy poczułem nadchodzący orgazm. Krystyna obserwująca i pieszcząca nas szepnęła tylko:

    -”Dawaj!…Do pełna!”

    Jęknąłem tylko i uczucie ogromnej ulgi rozeszło się po całym moim ciele, gdy kilkoma salwami nasienia satysfakcjonowałem akt pożądania i spełnienia w tej cudownej cipuni. Poczuła i szybko spojrzała na mnie, po czym języczek znów wszedł na wysokie obroty. Poruszałem kutasem jeszcze chwilkę, by w końcu ześlizgnąć się z cioteczki. Leżeliśmy teraz wszyscy razem przytuleni, mizialiśmy i pieściliśmy się nawzajem. Bogusia miała przymknięte oczy. Krysia delikatnie gładziła ją ręką po twarzy.

    -”Moje kochanie…”szepnęła…”no jak malutka?”

    Bogusia wtuliła się w jej szyję bez słowa. Zapanowała cisza…po kilku minutach Bogusia otworzyła oczy i patrząc na zmianę na nas powiedziała cicho:

    -”Będę już lecieć, bo jutro normalny dzień pracy…muszę chyba odespać, żeby nie wyglądać taka zruchana…bo nikt chyba by nie uwierzył” roześmiała się.

    -”Noooo, jak chcesz” odparła Krystyna.

    -”Wiesz, że możesz zostać ile zechcesz!”

    -”Wiem Krysiu…dziękuję…kochana jesteś…ale czas na mnie. Marek wiecznie tu nie będzie…” powiedziała trzeźwo i z głębokim sensem…”życie będzie płynęło i czas się ogarnąć.”

    -”Tak skarbie…wiem…” szepnęła Krystyna.

    Poszliśmy pod prysznic. Bogusia bez wahania przytuliła się do mnie i weszła języczkiem głęboko w moje usta.

    -”Jeszcze trochę dostaniesz jęzorka” śmiała się ”żebyś mnie zapamiętał…” zamilkła nagle, spoważniała i z żalem w oczach dokończyła:

    -”Ty pieprzony małolacie…ty niewyżyty gówniarzu!…Było niesamowicie!” i nagle rozpłakała się…tym samym dając mi po weekendzie piękny komplement mojego zaanagażowania i wartości jako kochanka.

    Dokończyliśmy mycie, pieszcząc się jeszcze i całując. Potem Bogusia ubrała się w świeże ciuchy…luźna biała lniana bluzka w kwiaty, tak że zakrywała ten jej ogromny biust i świetnie dopasowane, czarne jeansy, które tylko podkreślały jej kształtne ciało, dopełniając garderoby sportowym, lekkim obuwiem.

    -”O jejuuuu!” jęknąłem.

    -”Noooo…niezła laska jeszcze co?” uśmiechnęła się.

    -”I ty ją rżnąłeś kochany! Nikt inny…tylko ty!”

    -”Jezuuuu Boguniu!” zdążyłem wydusić.

    W holu już stojąc chwilę, Krystyna jakby olśniona inną myślą rzekła do Bogusi:

    -”A wiesz co, kochanie…odpocznij…odeśpij…Ja i tak muszę jutro podjechać do firmy. To masz wolne rano, przyjedź po obiedzie, kiedy ci pasuje i się zamienimy.”

    A do mnie:

    -“Plan na jutro, Mareczku…jeśli chcesz. Dzisiaj mało ruchanka…odpoczynek. Jutro podwiozę cię do Doroty rano…to wiesz…noooo…” uśmiechnęła się…”narwańcu…noooo…i na obiad. Bo ona potem na popołudnie, zaczyna o 15-ej, więc podjedziecie do centrum, a z restauracji już masz do mnie niedaleko. Dorota ci pokaże, którą ulicą dojdziesz, to wpadnij i jak Bogunia dojedzie, to już razem wrócimy do domu. Pasuje?”

    -“Noooo! Przecież wiesz! Ty planujesz, a ja się staram!”

    Wszyscy troje wybuchnęliśmy śmiechem.

    -“No widzisz kochana, co ja z nim mam!”

    Krysia była w dość dobrym humorze.

    -“A jeszcze musisz mi kochany trawę skosić, bo już wysoka, a jakoś ostatnio czasu nie miałeś!” śmieliśmy się.

    -“Nic za darmo…cipka kosztuje!” roześmiała się.

    Bogusia przyglądała mi się w napięciu…dokładnie tak samo intensywnie, jak w tych pierwszych chwilach naszego spotkania. Podeszła i przyciągnęła mnie jeszcze raz mocno za kark i wślizgnęła jeszcze raz ten swój cieplutki języczek w moje usta. Objąłem ją mocno za tę fantastyczną dupcię.

    Szepnęła cicho:

    -“Kocham cię…Ty pieprzony małolacie!…Kocham cię!…Ty gówniarzu!…Byłeś cudowny dla mnie!”

    -“Dobrze ci dupci dałam? Zadowolony?”

    -“Byłaś cudowna, śliczna pieszczocha!” wyjąkałem.

    -“Przestań…znowu mnie zawstydzasz!”

    Potem już normalnym tonem do Krystyny:

    -“Mesnę ci jutro przed przyjazdem.”

    -“No tak…tak się umawiamy.”

    Bogusia jeszcze raz spojrzała na mnie, chyba nawet zauważyłem łezkę w jej oku.

    -“Pieprzony gówniarz!” jęknęła.

    -“Tylko nie zaruchaj Doroty wariacie!”

    Pocałowały się z ciotką i ta śliczna pieszczocha zniknęła za zamkniętymi drzwiami.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mi Riam

    Proszę o sensowne komentarze i konstruktywną krytykę… a nie trollowanie.

    Nie podoba się – nie czytaj!

    Jest tyle innych kategorii, że każdy znajdzie coś dla siebie. 

    Pozdrawiam tych, którym się podoba.

  • Przed obiektywem – Tentacle – w kosmosie.

    „Ach, jeszcze, proszę…” Mój własny głos, ledwo rozpoznawalny, przypominający westchnienie jęk, został pochłonięty przez wilgotne, naładowane powietrze komory artefaktów.

    Wszystko zaczęło się od relikwii. Pulsującego, obsydianowego obelisku, który znaleźliśmy dryfującego w pasie Kuipera. Była to druga misja ESA skierowania w kierunku pasa asteroid, równolegle ESA prowadziła działania na Marsie. Naszym celem było zbadanie pasa asteroid, a wszystkie nasze działania były transmitowane na żywo na ziemie, wkrótce jak zobaczycie, oglądalność kanału ESA na you tube zwiększyła się i to gwałtownie.

    Nasze skany wykazały niemożliwe odczyty energii, piękną, przerażającą tajemnicę. Kapitan Elara Voss, zawsze pragmatyczna Niemka, nakazała go zabezpieczyć.

    Ja, dr Konstantyn Polak, ksenobiolog, byłem zafascynowany.
    Pierwszy impuls był cichy, fala energii, która przeszła przez kadłub statku, jakby go nie było. Potem pojawiło się swędzenie, głęboko pod skórą. Uczucie pełzania w kościach. Pobiegliśmy do ambulatorium, ale było już za późno. Skóra Elary zaczęła mienić się, a jej idealnie opanowana fasada stopniała, gdy z jej pleców i bioder wyrosły gładkie, granatowe macki, mieniące się bioluminescencyjnymi plamkami. Moja własna przemiana była oszałamiającym dreszczem całego ciała; poczułem nowe kończyny, silne i niemożliwie wrażliwe, wyrastające z mojego kręgosłupa.

    Panika była ulotną myślą, spaloną przez nagły, przytłaczający głód. Nie głód jedzenia. Głód dotyku. Głód połączenia. Środowisko zerowej grawitacji w komorze zamieniło nasze gorączkowe szamotanie się w powolny, zmysłowy dryf. Elara i ja przewróciliśmy się w kierunku siebie, a między nami zapanowało ciche, wzajemne zrozumienie.

    Nasze nowe kończyny wiedziały, co robić. Jedno z jej gładkich, ciepłych macek znalazło moje łydki i owinęło się wokół nich delikatnym, posiadającym uciskiem, który przeszył mnie do głębi. Takie wrażliwe. Sapnęłam, gdy kolejna macka przesunęła się po wewnętrznej stronie mojego uda, a jej czubek badał z ciekawością i delikatnym naciskiem materiał mojego kostiumu. Odwzajemniłam ten gest, przesuwając własnymi kończynami po gładkich mięśniach jej brzucha i czując, jak drży.

    Zrzuciliśmy ubrania bez użycia rąk, macki szybko i chętnie rozprawiły się z zapięciami. Skóra zetknęła się ze skórą. Moje nowe kończyny były wszędzie naraz, pieszcząc krzywiznę jej biodra, śledząc linię jej szczęki, podczas gdy jedna, grubsza macka znalazła jej śliskie, gorące serce. Krzyknęła, wydając surowy, piękny dźwięk, odchylając głowę do tyłu. Tak mokra, tak gotowa na mnie.

    Wprowadziłem się w nią, powolnym, torturującym pchnięciem, które sprawiło, że oboje jęknęliśmy. Nieważkość wprawiła nas w powolny obrót, nasze ciała falowały razem. Jej macki trzymały mnie mocno, wciągając mnie głębiej z każdym ruchem. Jedna owinęła się wokół mojej długości, głaszcząc w rytmie naszych ruchów, tworząc oszałamiające podwójne doznania. Nie mogę… To zbyt wiele… Przyjemność była jak supernowa, każde zakończenie nerwowe krzyczało. Jej orgazm był cichym, potężnym skurczem wokół mnie, a jej bioluminescencyjne znaki rozbłysły jak światło gwiazd. Widok tego, uczucie, doprowadziły mnie do krawędzi. Moje uwolnienie było gorącym przypływem, moje ciało drżało przy jej ciele, gdy dryfowaliśmy, splątani i bez tchu, w cichej, wypełnionej gwiazdami pustce.

    Usta Elary znalazły moje, głodne i uśmiechnięte. Jej głos był ochrypłą obietnicą na moich ustach. „Inni wkrótce to poczują. Powinniśmy… powitać ich”.

    Krzyk z innej części statku.

    – Widzisz to? Zapytał Vitaly, pochodził z Ukrainy, ale miał obywatelstwo Francji.

    – Potwory, trochę przypominają takie macki z anime” – odpowiedział John, technik misji, rudowłosy Irlandczyk.

    – Są w sekcji artefaktu. Możemy ich odłączyć. Kto teraz dowodzi?

    – Mao!!!

    Pojawił się niski człowiek o skośnych oczach.

    – Hola! – Mao był chińczykiem, a w zasadzie jego rodzice, natomiast on spędził całe życie w Hiszpanii, gdzie pracował nad budową rakiet, a na statku pełnił funkcję Zastępcy Kapitana i Dowódcy Techników.

    – Widzę, odcinamy moduł. Spróbujemy ich wystrzelić w kierunku… hmm Jowisza? Co z transmisją?

    – Jest nadawana z każdego pomieszczenia, zabranie ich na ziemie to zbyt duże ryzyko.

    – Wystrzelenie też, ale nie ma tam modułu tlenowego?

    – Nie, powietrza ludziom wystarczy na parę dni.

    – Tym potworom, może na dłużej. W każdym razie musimy oznaczyć ich lokalizatorem i pewnie ESA wyśle za jakiś czas misję w celu zbadania.

    – Lokalizator jest w module.

    – Okey, oznaczmy ich “Tentacle” i niech lecą.

    – Kapitanie Mao, proszę wcisnąć ten zielony guzik.

    – Dzięki John, w ten sposób ocaliliśmy ziemie.

    Parę dni po tym, jak nagrania dotarły na ziemie, w Japonii rozpoczęły się protesty fanów hentai, którzy sprzeciwiali się decyzji ESA, a na czele ruchu stanęło kilku zagorzałych fanów, którzy zaczęli robić zbiórkę na zakup rakiety i statku, aby odnaleźć artefakt.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andy Whore
  • Biwak III: Jezioro

           Kolejny dzień minął wszystkim na wspólnej zabawie i relaksie.  Mimo, że humor przez pierwsze dni mi się znacząco poprawił dalej unikałem większości rozrywek. Upatrzyłem sobie miejsce nad jeziorem, trochę z boku pod drzewem. Idealne miejsce by spokojnie usiąść w cieniu i czytając książkę spoglądać na wodę i ludzi tam bawiących się. Nikt mnie tutaj nie dostrzegał, bo, po co ktoś miałby tak na uboczy siedzieć i do tego samotnie.

    Było już po południu. Słońce zmierzało powoli ku zachodowi a większość urlopowiczów opuściła pomost i plażę w celu wrzucenia czegoś na ząb. W powietrzu zaczyna unosić się aromat różnych mięs, palonego węgla i drewna. Siedząc pod moją wierzbą wertowałem książkę zapominając o czasie i o troskach.

    – Szukałam cię – zaskoczył mnie dźwięk jej głosu.
    – Przecież się nie chowałem – odwracając się w jej stronę dostałem nie, spodziewającego całusa w policzek.
    – Skoro i tak nie idziesz nic jeść to może pójdziesz z nami wypożyczyć jakiś jachcik i będziesz naszym sternikiem? – powiedziawszy pokazała w stronę hangaru, przy którym zebrały się jej koleżanki.

    Po dłuższym rzucie okiem doliczyłem się trzech dziewczyn machających w naszą stronę i ponaglających nas. Wszystkie w zwiewnych sukienkach z ręcznikami przerzuconymi przez kark. Pod ich nogami znajdowały się dwa duże kosze piknikowe.

    – I tak nie mam nic do roboty to z chęcią z wami wypłynę dla zabicia czasu – odpowiedziałem wstając i zbierając swoje rzeczy i koc, na którym siedziałem.

    Widok uradowanej twarzy i ten jej piękny uśmiech sprawił mi wielką radość. Złapała mnie za rękę i w podskokach zaczęła prowadzić w stronę jeziora. Wypożyczenie jachtu zajęło nam chwilę i już płynęliśmy na środek jeziora. Zająłem miejsce przy sterach, podczas, gdy dziewczyny z ciekawością rozglądały się po całym pokładzie. Wiatr był słaby, więc wolnym tempem przecinaliśmy taflę wody. Moje towarzyszki już plotkowały o tym, co się dzieję na naszym obozowisku, gdy Ania – jeszcze jej nie przedstawiłem – przyniosła mi kanapkę z jednego z koszy.

    – Zjedz coś, bo nie będziesz miał siły wieczorem – z figlarnym uśmiechem powiedziała odchodząc już do koleżanek.

    Spojrzeniem odprowadzałem ją jak wracała i wydawało mi się jak specjalnie kręci biodrami czując mój zwrok na sobie. Odwróciła się nagle i zauważywszy moje zdziwienie po swojej uwadze powiedziała:

    – No chyba nie myślisz, że one nie wiedzą o tym, co się dzieje między nami.

    Moje zdziwienie było jeszcze większe. Chichot trzech dziewczyn tylko podniósł moje zawstydzenie. Nic nie mówiąc już siedziałem odwrócony w ich stronę i kończyłem kanapkę. Nagle Ania wstała, odwiązała sznurek, który na karku trzymał jej sukienkę i ta upadł na jej stopy. Stała kompletnie naga nic sobie z tego nie robiąc. Jeszcze bardziej poczerwieniałem na twarzy, ale towarzyszki jak gdyby nic sobie z tego nie robiły. Wiedziałem, że są skąpo ubrane ale liczyłem, że mają pod spodem od razu założony strój kąpielowy. Kokieterię odwróciła się do mnie tyłem i rozstawiając lekko nogi powoli schyliła się do kosza piknikowego, z którego wyjęła swoje bikini. Widok jej cipeczki od razu spowodował u mnie erekcję, której i tak nie miałem jak ukryć.  Dziewczyny to zauważywszy już chichotały i mówiły sobie coś na ucho. Wypadało, by się odwrócić, ale nie miałem na to ochoty.

    – Chyba jednak nie przyda się cały – powiedziała Anna chowając górę od stroju i wsuwając tylko majtki.

    Wyprostowała się. Przeciągnęła. Jej piękne piersi podniosły się razem z oddechem. Jej sutki już sterczały.

    – To, która mnie wysmaruje kremem do opalania? – i puściła oczko do koleżanek.

    Wstała Ola, wysoka brunatka o długich nogach. Wzięła krem do ręki i zaczęła wsmarowywać go w nagie plecy rozebranej dziewczyny. Dwie pozostałe dziewczyny, Magda i Daria podniosły kosz i położyły go na stole. Wyciągnęły z niego szampana i pięć kieliszków. Napełniły do pełna każdy i jeden z nich mi podały. Obie opróżniły swoje od razu do dna.
    Spojrzałem na Olę i zauważyłem, że nasmarowuje Ani piersi kremem. Biust mokry i świecący pod promieniami słońca był ugniatany i masowany. Penis już stał na baczność aż czułem pulsującą w nim krew. Ania widząc moje zaciekawienie rzekła:

    – Dziewczyny, zaraz kolega nam eksploduje a wy dalej w tych sukienkach?

    Wszystkie trzy wstały i szybko ściągnęły swoje odzienie.
    Wszystkie trzy miały uwolnione piersi i stały tylko w samych majteczkach.
    Wszystkie trzy spoglądając na mnie z uśmiechami zaczęły się wzajemnie obmacywać.

    Ania wstała, złapała szampana i wzburzając go polewała wszystkich gazowanym płynem. Jak już wszyscy byli mokrzy podeszła do mnie i podając rękę kazała mi wstać. Zapatrzony w jej świecące piersi jak zahipnotyzowany wstałem i wyciągnąłem rękę by złapać za jeden z tych twardych sutków, lecz dostałem ostrzegawcze uderzenie.

    – A ty niby, co chcesz? Dzisiaj masz tylko patrzeć. Mnie miałeś wczoraj a dzisiaj masz nas tu aż cztery, więc zaraz usiądziesz i będziesz bez słowa tylko oglądał!

    Jej słowa zwróciły uwagę pozostałych dziewczyn, które przestały się dotykać i całować. Podeszły wszystkie do mnie i jednocześnie klęknęły. Ania złapała za moje spodenki i zsunęła je do kostek. Mój penis wystrzelił w górę. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy i zaczęły się uśmiechać. Ania złapała go sprawnie w jedną rękę i zaczęła poruszać w górę i w dół. Było bardzo przyjemnie, ale trema, że to się dzieje na oczach trzech innych osób mnie trochę rozkojarzyła i penis zaczął powoli opadać.

    – Dziewczyny musimy z tym coś zrobić, bo zaraz kolega nam pójdzie spać. – Ania puściła mojego przyjaciela i wstała pomóc unieść się koleżankom.

    a Ola wstała pierwsza. Jej ciemne włosy opadały na piersi, więc je odgarnęła i przygryzając wargę spojrzała mi w oczy. Pochyliła się lekko i zsunęłam majteczki z bioder. Włożyła palec do ust a po chwili przejechał nim po całym ciele. Od obojczyków, przez piersi i sutki, dalej przez brzuch i skończyła na łechtaczce. Jej ogolona całkowicie cipka lśniła już od soków. Usiadła naprzeciw mnie na ławce i pochyliwszy szeroko nogi zaczęła się pieścić. Smyrała się delikatnie po łechtaczce odchylając głowę do tyłu oddając się całkowicie rozkoszy. Jej palce co jakiś czas chowały się w głębi jej skarbu. Zaczęło szybciej oddychać i czerpać z tego pełną przyjemność.

    Magda podniosła się z kolan i odwróciła się do mnie tyłem. Złączyła nogi i wypieła się w moją stronę. Jej majtki smyrały mnie po penisie. Daria razem z Anią zaczęły powoli zsuwać z niej bieliznę. Stojąc już nago swoimi dłońmi rozsunęła lekko pośladki ukazując mi swoje obie dziurki. Jak Ola była również wydepilowana do zera a na jej muszelce już pojawiały się kropeli soków. Zauważyłem jak między nogami pojawia się jej ręka i dwa palce wchodzą głęboko do pochwy. Cofając wolno wilgotną rękę przesunęła ją dalej i złapała mnie mocno za jędra. Przeszedł mnie dreszcz. Puściwszy włożyła paluszek sobie do tyłka. Jęknęła. Mój fiut zaczął się podnosić. Odeszła ode mnie i klękneła koło Aleksandry przejmując jej rolę. Włożyła jej swoje dwa palce w cipeczkę a językiem zaczęła lizać jej guziczek. Widok dwóch nagich dziewczyn, z których jedna mocno masuje sobie piersi a druga zajmuje się jej cipką bardzo mnie podniecał. Żeby tego było mało klęcząc wypięta w moją stronie cały czas drugą ręką penetrowała swój odbyt.

    Daria została już tylko z jakimś odzieniu, ale nie spieszyła się z jego pozbyciem. Wstały razem z Anią i zaczęły się namiętnie całować.  Ich ręce nie mogły znaleźć stałego celu. Ania już zniecierpliwiona zdarła na siłę jej majtki i wyrzuciła za burtę. Nie przestając się całować Ania wzięła Darii rękę i położyła na moim kutasie. Już był twardy i gotowy. Daria zaskoczona odskoczyła na bok zakrywając swoje ciało. Anna klęknęła przy mnie i gestem zaprosiła Darię do współpracy. Daria odważnie opuściła ręce ukazując swe młode ciało. Jej małe piersi sterczały na wietrze. Jej sutki z kolczykami bujały się w rym oddechu. Przez jej cały bok od samej piersi po biodro zajmował tatuaż z motywem kwiatów. A jej cipkę też zdobiły kolczyki. Podeszła do nas i klęknęła koło koleżanki. Niepewnie złapała penisa i powoli zaczęła go obciągać. Ania się przyłączyła i tak dwa języki oplatały mój żołądź. Kolczyki w języku Darii jeszcze potęgowały doznania.

    Ola widząc to przerwała Magdzie i one też dołączyły się do naszej zabawy. Na zmianę wkładały go sobie do ust albo lizały jądra. Już byłem bardzo blisko orgazmu. Ania to zauważyła ostrzegła koleżanki by nie były zaskoczone. Nagle wszystkie przerwały i wstały. Wszystkie usiadły na ławce przede mną oprócz Magdy. Podeszła do mnie i kazał się położyć na ziemi. Zrobiwszy to wzięła go jeszcze na chwilę do buzi ale od razu stanęła nade mną w rozkroku. Widać było jak z jej cipeczki sączą się soki.

    Spojrzałem w bok i zauważyłem trzy dziewczyny masturbujące się energicznie. Ich jęki i rumieńce bardzo mnie podniecały. Trzy cipki zwrócone w moją stronę i w każdej kilka paluszków.

    Nagle poczułem jak mój penis z czymś się zanuża. Spojrzałem i ujrzałem Magdę jak nabija się na mojego kutasa. Jej cipeczka, mokra i czerwona, się do mnie uśmiechała a penis znikał w jej anusie.
    Było bardzo ciasno, ale wszedł cały. Kobieta odchyliła się do tyłu i zaczęła szybko podnosić się i opadać na mnie. Nie trwało to długo, kiedy wiedziałem, że dłużej nie wytrzymam.

    – Zaraz eksploduje! – zawołałem, lecz naga miłośniczka seksu analnego nie przejęła się tym tylko jeszcze przyspieszyła.

    Wystrzeliłem w jej odbyt. Jeszcze przez kilka chwil mnie ujeżdżała, po czym wstała zadowolona z siebie. Sperma zaczęła wypływać z niej. Wzięła trochę na palec i włożyła sobie do ust uśmiechając się do mnie.

    Dziewczyny też powoli kończyły swoje zabawy, więc wstając z podłogi jeszcze oglądałem jak wiją się i jęczą.

    Po wszystkim w drodze do domu nie za bardzo się odzywałem za to dziewczyny nie mogły przestać gadać i plotkować.

    – Dziękujemy bardzo nasz sterniku – powiedziały na lądzie rozchodząc się do polu namiotowym.

    – Dzisiaj w nocy masz jeszcze mną się zająć – powiedziała stanowczo Anna – Jestem zazdrosna, że nie miałem cię tylko dla siebie.

    Dała buziaka w policzek i uciekła do znajomych…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dnss

    Część III: Jezioro

  • HCK – Agata – Cz. 4 ostatnia

    Minęło kilka miesięcy od powrotu z jeziora. Zbliżenie z kuzynem było dla Agaty jak stare, wyblakłe wspomnienie, zmyte przez intensywność zdarzeń, które miały miejsce później. Przez ostatnie miesiące dziewczyna realizowała różne zadania od hakera, dostarczała przesyłki, wysyłała różne zdjęcia. Dwa razy zadowoliła jakichś facetów, których nawet nie znała, nie widziała ich twarzy. Nie chciała wiedzieć. Od dłuższego czasu nie miała żadnych wiadomości od prześladowcy. Nie cieszyło jej to, wiedziała, że to cisza przed burzą.

    ***

    „Szanowni koledzy, niedługo kończymy przygodę z Agatką. Jednak na otarcie łez, pragnę poinformować, że szykuję wielki finał. Wielki finał, w którym wy, moi drodzy koledzy możecie wziąć udział. Każdy, kto przeleje 0,001 BTC, otrzyma informację ze szczegółami. Już za tydzień Agatka może być wasza”.

     

    ***

    Agata pakowała plecak, co chwilę zerkając na kalendarz.

    —Jeszcze tylko kilka dni. Kilka dni i będę wolna — pomyślała wkładając zeszyt od matematyki do tornistra. Rozejrzała się dookoła pokoju, czy czegoś nie przegapiła, zarzuciła plecak przez ramię i  ruszyła do wyjścia. Było zimno, bardzo zimno. Ostre płatki śniegu kłuły dziewczynę w twarz jak małe igiełki, poprawiła szalik, zasłaniając odsłoniętą skórę. Poczuła wibracje telefonu w kieszeni, jednak było zbyt zimno, by od razu sprawdzać.
    Po kilkunastu minutach dotarła do szkoły, rozebrała się z kurtki i sprawdziła telefon. To był on.

    „Jutro o 18 staw się w starym magazynie, przed wejściem będzie czekała mała paczka. Załóż zawartość, a następnie czekaj. Ktoś po ciebie wyjdzie. Adres wyślę w kolejnej wiadomości. To będzie twoje ostatnie zadanie.”

    Dziewczyna poczuła gorąco rozpływające się po ciele. Z jednej strony czuła ulgę, że być może wszystko się skończy, z drugiej jednak bała się, co haker przygotował.

    ***

    Tego dnia Agata niemal nie zmrużyła oczu. Postanowiła jednak, że da radę. Nieważne, jakie zadanie dostanie, zrealizuje je i w końcu będzie wolna.
    Aby dostać się do magazynu musiała przejechać kilka przystanków autobusem, przesiąść się w kolejny, a następnie dojść koło dwóch kilometrów. Dotarła dwadzieścia minut przed czasem.
    Magazyn był duży, zaniedbany, na uboczu stało kilka samochodów. Okna magazynu były w większości powybijane. Dziewczyna rozejrzała się w poszukiwaniu paczki, której zawartość miała założyć. Zlokalizowała ją, otworzyła i wyciągnęła zawartość. Była to opaska na oczy. Rozejrzała się, spojrzała na zegarek. Jeszcze pięć minut. Założyła opaskę i czekała. Opaska była dobrze dopasowana i całkowicie blokowała wizję Agaty. Po chwili usłyszała metaliczny dźwięk uchylanych drzwi. Poczuła uchwyt na ramieniu, lekko wzdrygnęła się.

    —Za mną —ochrypły głos wybrzmiał z magazynu.

    Szli kilka minut, schodząc do piwnicy magazynu. Agata nie widziała, co ją otacza. Słyszała jednak stłumione szepty, liczne stłumione szepty. Bała się. Była prowadzona przez nieznajomego, w nieznane miejsce. Jedyne, do czego miała pewność, to fakt, że nie czeka ją nic dobrego.
    Zatrzymali się na środku dużego pomieszczenia. Na środku był drewniany stół, na podłodze brudny materac. Na stole leżały stosy paczek prezerwatyw, liczne butelki żeli nawilżających, kilka seks zabawek. Dookoła pokoju, w drobnych grupkach, stało około dwudziestu mężczyzn. Wszyscy byli zamaskowani i nadzy od pasa w dół. Mężczyzna prowadzący Agatę, doprowadził ją do materaca.

    — Siadaj — rozkazał oschle.

    Nagle z głośnika zaczął rozbrzmiewać zniekształcony, męski głos:

    —Witaj Agatko, twoim zadaniem jest zadowolić moich przyjaciół. Oni wiedzą, co robić. Oddaj się w ich ręce, a wszystko będzie dobrze, będziesz wolna —zapewnił.

    Agata nic nie odpowiedziała. Skinęła jedynie nieśmiało, jej dłonie drżały. Czekała.

    —Panowie. Agatka jest wasza.

    Po sygnale od hakera, pierwsi ruszyli w kierunku Agaty. Starszy mężczyzna z widoczną nadwaga usiadł za Agatą, złapał ją za ramiona. Dziewczyna instynktownie próbowała się wyrwać, ale opamiętała się. Mężczyzna pomógł jej ściągnąć płaszcz, następnie rzucił go do tyłu. Rękoma badał jej dojrzewające ciało, błądził dłońmi po brzuchu. Dziewczyna była przerażona, drżała, ale zacisnęła zęby. Musiała wytrzymać.
    Czuła brzuch mężczyzny przyciskający się do jej pleców. Kolejni mężczyźni podeszli od przodu, ściągnęli jej buty, rękoma gładzili drobne łydki i uda dziewczyny. Poczuła, że ktoś próbuje rozpiąć jej spodnie, złapała te dłonie, duże silne, męskie, po chwili wycofała się, pozwoliła im robić swoje.

    Po krótkiej chwili leżała już całkiem naga na śmierdzącym materacu, obmacywana przez niezliczone ręce obcych jej mężczyzn. Nigdy nie czuła takiego obrzydzenia. Nagle ktoś złapał ją za kolana, podniósł je do góry. Po chwili poczuła ciepło między wargami sromowymi. Jeden z mężczyzn zatopił w niej język. Była lizana, macana, szczypana w sutki. Chciała zapaść się pod ziemię. Nie czuć obrzydzenia i wstydu, które ją zalewały.

    Ukłucie. Poczuła, że ktoś wpycha w nią palec. W jej pochwę, miejsce gdzie poza nią samą, jedynie jeden chłopak wszedł. Jej kuzyn. Teraz obcy facet stymulował jej wnętrze. Facet, którego nie zna, którego nawet nie widzi. Teraz druga dziurka. Bez nawilżenia, bez czułości. Wepchnął palec i starał się rozciągnąć zwieracz. Bez jakiegokolwiek poszanowania godności. Jakby była seks lalką.

    Z drugiej strony, obrzydliwi, śmierdzący faceci wymuszają pocałunki, wpychają jej język do ust, na zmianę. Wszystkich ich łączy nieświeży oddech i samolubna chęć przyjemności, bez poszanowania dla dziewczyny. Nie odwzajemniła żadnego pocałunku. Poczuła nacisk na klatce piersiowej. Jej drobne piersi rozpłaszczyły się pod ciężarem ciężkich, owłosionych pośladków. Ciężko było jej złapać oddech. Kilka uderzeń w usta gorącym, jak domyśliła się, penisem. Jeden z mężczyzn złapał ją za brodę i otworzył jej usta, następnie włożył palec, naciskał język. Miała odruch wymiotny, jednak wytrzymała. Teraz coś większego. Wilgotny, lekko słony członek trafił do jej ust.

    — Ssij go, pokaż co potrafisz — rozbrzmiał anonimowy rozkaz.

    Niechętnie, ale zrobiła to. Pod opaską, łzy zaczęły zbierać jaj się do oczu. Młoda dziewczyna leżała na brudnym materacu, ssąc penisa obcego człowieka. Do jej krocza dobierał się inny. Ustawił się między jej udami, przyłożył wilgotny czubek członka do zaczerwienionej od wcześniejszego dotyku pochwy i parł. Agata jęknęła, nie była gotowa. Była sucha, czuła obrzydzenie i ani krzty podniecenia. Jednak mężczyzny to nie zniechęcało. Wbił się w dziewczynę siłą. Po kilku ruchach wyszedł, ściągnął zaczerwienioną od przetarć prezerwatywę i skończył na brzuchu dziewczyny. Agata wzdrygnęła się od ciepłej mazi zalewającej jej brzuch. Po kilku sekundach kolejny mężczyzna ustawił się między nogami dziewczyny. Ten jednak był łagodniejszy, nałożył dużo lubrykantu na kroczę dziewczyny. Rozsmarował między wargami, na łechtaczce oraz odbycie Agaty. Chwilę przesuwał czubek penisa między wargami sromowymi dziewczyny, co chwilę zagłębiając się w niej. Delektował się tym. Zakręcił kilka kółek na łechtaczce dziewczynki, następnie pstryknął palcem prosto w łechtaczkę, co spowodowało krzyk Agaty i spazm bólu. Przeszedł do odbytu. Włożył palce, lekko nim pokręcił, roznosząc żel nawilżający, jeszcze raz nałożył na penisa odrobinę żelu i powoli zaczął wpychać członka w odbyt dziewczynki. Agata już nie próbowała się wstrzymywać. Szlochała, płakała. Gdy bolało, krzyczała. Widoczne cierpienie dziewczyny w ogóle nie zniechęcały mężczyzn. Wręcz przeciwnie.
    Facet, którego penisa miała w ustach, złapał ją za włosy i nadawał ruchu jej głowie. Gwałcił przez chwilę jej usta, po czym spuścił się. Obrzydliwy smak zalał jej usta. Nie pozwolił jej wypluć. Przycisnął dłoń do jej ust aż połknęła nasienie. Była u kresu wytrzymałości. Chciała by to się skończyło, ale mężczyźni chcieli inaczej. Odwrócili ją. Położyli na jednym mężczyźnie, ten bez słowa wbił się w jej młodą cipkę. Leżała na nim, mimowolnie otaczając go nogami. Inny facet podszedł od tyłu i próbował wejść w Agatę. Jej ciało opierało się, nie chciała go wpuścić, bolało ją. On jednak siłowo wbił się do środka. Agata zaczęła krzyczeć, motać się

    — Przestańcie! Boli! Nie chcę już! Mam to w dupie, pokazuj te nagrania, mam dosyć! — wykrzyczała Agata próbując się wyrwać, chcąc uciec. Mężczyźni jednak byli głusi na jej żądania. Zapłacili. Agata była ich.

    Zdjęła opaskę. Zobaczyła ponad dwudziestu mężczyzn. Krzyczała, dusiła się. Dostała ataku paniki. Zrobiło jej się ciemno przed oczami. Zasłabła. Mężczyźni nie przestawali. Gwałcili ją jeden za drugim, we wszystkie otwory ciała. Leżała nieprzytomna, jej świadomość odpłynęła. Wymieniali się nią jak dmuchaną lalką, która już nie walczyła. Po kilku godzinach obudziła się. Brudna od wyschniętego nasienia, plamy zaschniętej krwi na udach, siniaki i otarcia na całym ciele. Po mężczyznach nie było śladu.

    Została tylko ona, brudny materac i odebrana niewinność.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nuclear Banana
  • Edukacja z ciocia 28.

    Edukacja z ciocią 28.

    Krystyna poszła wziąć prysznic, ja tradycyjnie założyłem jeansy i przewiewną letnią koszulę. Przed 13-tą byliśmy już gotowi, oczekując przyjazdu Bogusi. Pogoda była piękna, więc ciocia zdecydowała, że zjemy na tarasie.

    -”Pomożesz mi zastawić do obiadu?”

    Patrzyłem jej w oczy.

    -”Przecież wiesz…nie musisz pytać…” odparłem.

    -”Też chcę coś dać od siebie i pomóc.”

    -“Pomagasz przecież.”

    Objąłem ją od tyłu za te jej ogromne piersi i pocałowałem w szyję.

    -”Jezuuuuu przestań…już nie zdążymy głuptasie…”

    Potem szepnęła całując mnie:

    -”Jesteś tutaj do innej roboty…” przyglądała mi się “przecież wiesz!”  

    Krystyna założyła przewiewną, wiśniową letnią sukienkę, spod której zauważyłem chyba ten czerwony negliż, który ostatnio kupiła.

    -”No jak?” uśmiechnęła się.

    -”No…niezła dupa jesteś!” zaśmiałem się.

    -”Przestań głuptasie!” parsknęła, ale spodobało jej się.

    Punktualnie o 1-ej usłyszeliśmy samochód na podjeździe. Krystyna poszła otworzyć drzwi wejściowe. Chwilę rozmawiały…po czym wyszły na taras.

    -”Cześć Mareczku!”

    Bogusia podeszła do stołu, postawiła butelkę czerwonego wina, podeszła do mnie i bez skrępowania objęła mnie ręką za kark, przyciągnęła i pocałowała delikatnie, prosto w usta.

    -”Dzień dobry Bogusiu!”

    -”Witaj kochanie!” powtórzyła, i już prosto i odważnie powtórzyła pocałunek, wkładając mi język głęboko w usta.

    Krystyna uśmiechnęła się, widząc moje zaskoczenie i lekkie zakłopotanie.

    -”No co? Wiemy po co tu jesteśmy prawda?”

    Roześmiały się. Bogusia szybko ogarnęła sytuację.

    -”No, ja to na obiad do szefowej!” śmiała się, puszczając mi oczko.

    -”Siadajmy!” rzuciła ciotka.

    -”Czy chcesz jeszcze raz dokładnie obejrzeć…?” zawiesiła głos…zwróciła się do mnie i spojrzała na przyjaciółkę.

    -”Jasne!” Bogusia patrząc mi spokojnie w oczy, uśmiechnęła się.

    -”Już nie musisz obcinać z ukrycia!”

    Zakręciła się powoli, kładąc dłonie na swych szerokich biodrach. Nareszcie miałem chwilę radości dla oczu. Ubrana w czarną, skórzaną miniówę, krwisto-czerwoną bluzę z ogromnym dekoltem, czerwony koronkowy stanik, wyzierający spod dekoltu i scisło trzymający jej kształtne, nabrzmiałe piersi…no i oczywiście szpilki w kolorze bluzki, włosy ładnie, starannie, zaczesane do tyłu i spięte czerwoną spinką w koński kucyk…no i świetny, delikatny make-up na twarzy…jednym słowem, klasyk, gracja i elegancja.

    Potem przy drugim obrocie objęła rękami swój napięty biust, lekko unosząc duże, sprężyste piersi w górę, aby potem rękami klepnąć się po napiętych jędrnych pośladkach.

    Seks petarda!

    -”No i jak?” roześmiała się.

    -“Podoba ci się ta, jak to wy młodzież mówicie…rycząca 40-ka?”

    Przyglądałem się pewnie tak samo jak Monice…szczena opadła na taras!

    -“Ślicznie wyglądasz!” wreszcie wystękałem, czując już potężny wzwód.

    Podeszła do mnie i uśmiechając się ślicznie, szepnęła:

    -“Nooo…możesz dotknąć…obejmij mnie kochanie.”

    Delikatnie objąłem ją w talii, zsuwając potem ręce na jej dupcię. Cudownie miękka i naprężona. Patrzyliśmy sobie w oczy.

    -”Ujdzie w tłoku?!”

    -”O taaak!” uśmiechnąłem się.

    Przeciągnęła delikatnie dłonią po mym policzku.

    -”Dla ciebie tu przecież jestem” szepnęła ciszej.

    -”No dobra!” Krystyna przerwała ten pokaz.

    -”Siadajmy, bo młodemu spodnie rozerwie!”

    Bogusia roześmiała się.

    -”Wytrzymasz jeszcze trochę?”

    -”No, szczerze…będzie ciężko!”

    -”Marek! Cholera jasna! Obiad teraz!”

    -”Tak ciociu!”

    Roześmieliśmy się wszyscy. Usiedliśmy. Bogusia usiadła po bocznej stonie stołu tak, bym mógł widzieć jej nogi, rozchylając lekko uda…czerwone stringi były napięte i nabrzmiałe od kryjących się pod nimi warg jej cipki. Ciotka rozlała po lampce wina. Bogusia przyglądała mi się z uśmiechem.

    -”Dobrze wszystko widzisz, jak tak siedzę?”

    -”O tak, mam świetną miejscówkę!” roześmiałem się.

    -”Dasz radę skupić się na jedzeniu?” flirtowała niesamowicie.

    -”Bo ja też już jestem lekko wilgotna” śmiała się.

    Jedliśmy, prowadząc cichą rozmowę. Jak zwykle po drugiej lampce wina atmosfera szybko rozluźniła się i tematy seksu i tabu wskoczyły automatycznie.

    -”Słyszałam,” odezwała się Bogusia ”że przyjaciółki wystawiły ci bardzo dobrą opinię…” uśmiechała się…”Ja nigdy bym się kiedyś nie zgodziła dejtować małolata…” zawiesiła głos…”ale znam Krysię od ponad 20-stu lat, ufam jej i jej ocenie…poza tym widzę, że twój pobyt jej służy…świetnie wygląda…świat się zmienił…no i… spodobałeś mi się…” patrzyła mi w oczy.

    -”Mam skromną nadzieję, że się nie zawiedziesz…i przepraszam od razu, bo trochę wypadłam z wprawy…” przyglądała mi się bardzo intensywnie z napięciem na twarzy…

    -”Jeśli ci się podobam i chcesz mnie przelecieć” dodała ciszej.

    -”Jesteś mega super laseczka Bogusiu!” wypaliłem szybko.

    Krystyna uśmiechnęła się.

    -”Kochanie” pogładziła i poklepała ją po ręku…”Mareczek się postara, prawda kochany?”

    -”Oczywiście ciociu!” wystrzeliłem szybko.

    Bogusia – zrozumiałem już – była zaznajomiona z tym określeniem, bo wybuchnęła chichotem.

    -”Tak tak, słyszałam!”

    Dokończyliśmy obiad i razem szybko posprzątaliśmy ze stołu. Nie było sensu robić przedbiegów.

    Krystyna szybko rzuciła:

    -”Czekasz na nas w sypialni! Zaraz jesteśmy!” i pociągnęła Bogusię do łazienki.

    Poszedłem do łazienki na górze, opłukałem się szybko pod prysznicem, obejrzałem małego, już w stanie wzwodu i już na nago, z ręcznikiem tylko owiniętym wokół bioder, skierowałem się do łóżka, ułożyłem wygodnie, gdy usłyszałem kroki dziewczyn po schodach.

    Weszły…dwa cuda!…ubrane obie w dokładnie takie same, czerwone negliże! Stanęły chwilę, przyglądając mi się.

    -”Nooo jak?”

    -”O ranyyyyy! Ale dupcie jesteście!” wymamrotałem.

    Ciotki ciało już znałem dobrze, ale Bogusia dopiero teraz wywarła na mnie wrażenie.

    -”Nooo Mareczku? Jest na czym oko zawiesić?” roześmiała się Krystyna.

    -”Jezuuuuu ciociuuuuu!”

    -”No widzisz! Ciocia wie, co ci się podoba” patrzyła na Bogusię.

    Ta odezwała się cicho:

    -”Kochanie?” Szybko pochyliła, a właściwie na wpół położyła się na mnie…

    -“Jeszcze się chyba dobrze nie przywitaliśmy?” i wpiła się ustami w moje usta, delikatnie pracując językiem.

    Całowaliśmy się przez dobrą chwilę. Pachniała cudownie!

    -”Chodź, usiądź kochany!” zaczęła Krystyna słowem wyjaśnienia do Bogusi:

    -”Musimy gówniarza szybko rozładować, bo nie dostał tej dawki seksu dzisiaj, co zwykle…oszczędzałam go dla ciebie…chcę żeby i tobie było przyjemnie dzisiaj, kochanie!”

    Bogusia pocałowała ją głęboko.

    -”Kochana jesteś…dziękuję!”

    Roześmiałem się z ciotką.

    -”Podziękujesz później!” uśmiechnęła się Krysia.

    -”Marek, usiądź tu!”

    Przyciągnęła mnie na kant łóżka. Ściągnęła mi szybko ręcznik, którym się owinąłem. Pociągnęła Bogusię na kolana między moje uda.

    -”No zobacz mała!” pokazała dumnie mojego stojącego już w całej swej okazałości penisa.

    Zobaczyłem jej szeroko otwarte ze zdumienia oczy.

    -”O jejku! Kurcze…myślałam, że wy wszystkie żartujecie!” wykrzyknęła niemal Bogusia.

    -”Jezuuuuuu! Ale dużyyyyy! Nie wiem czy…”

    Krystyna przerwała jej.

    -”Nie bój się…Marek będzie delikatny. Ja mu zrobię szybko, a potem ty, dobrze?”

    -”Tak Krysiu.”

    Ciotka jednym bezpardonowym pchnięciem połknęła cały mój penis w ustach. Zaczęła szybko i intensywnie obciągać i po chwili wystrzeliłem głęboko w jej gardło. Połknęła cały spust kilkoma przełknięciami. Bogusia zafascynowana przyglądała  się obróbce kutasa przez swoją szefową.

    -”Jezuuuuu Krysia!”

    Ciotka skończyła przełykać resztki nasienia, oblizała wargi i popatrzyła na nią.

    -”Nooooo mała…twoja kolej!”

    Bogusia spojrzała na nią, potem na mnie, znowu na nią…

    -”Ale on dopiero co…” zawiesiła głos…

    Ciotka przerwała jej.

    -“Dawaj mała!” złapała ją za ten koński kucyk ręką i delikatnie popchnęła jej głowę w kierunku mojego łona.

    -“Noooo kochanie…spróbuj…powoli…noooo…weź go rączką…poczuj go!”

    Bogusia posłusznie złapała kutasa ręką.

    -“Bożeeeee jaki duży…nie mogę go nawet objąć!”

    -“Marek pomóż!” Krystyna szeptała.

    Złapałem jej głowę rękami.

    -”Delikatnie!”

    -”Wiem ciociu!”

    Bogusia patrzyła mi w oczy.

    -“Weź do buzi…proszę” powiedziałem cicho.

    -“Yhhmmm” przytaknęła.

    Liznęła główkę kilka razy.

    -”Masz bardzo dużego” jęknęła.

    -”No mała!” Krystyna szepnęła i delikatnie pchnęła jej głowę.

    Odebrałem od ciotki jej pchnięcie i rękami pchnąłem jej głowę dalej. Pół penisa weszło w jej usta.

    -”Jezuuuu!” wymamrotała.

    -”Dobrze kochanie” ciotka dopingowała Bogusię ”ciągnij mu teraz…nooo mała…dobrze!”

    Bogusia brała coraz głębiej, nawet lekko przyspieszyła. Cały czas patrzyła mi w oczy, jakby szukając potwierdzenia. Nie miała gag reflexu, więc śmielej zacząłem dopychać jej głowę głębiej. Wreszcie brała już całego kutasa, głęboko w gardło…wchodził jej do buzi po same jaja. Czułem, że dochodzę. Ciotka obserwowała moje napięcie na twarzy.

    Przytuliła swoją twarz do twarzy Bogusi, szepcząc jej do ucha:

    -”A teraz skończysz go głęboko w gardle i połkniesz całą jego spermę…tak kochanie?”

    Bogusia jęknęła, ale nie przestała głęboko obciągać.

    -”Yyhhhmmm!” potwierdziła po sekundzie.

    Złapałem ją mocno za głowę i docisnąłem głęboko do samego końca. Patrzyliśmy sobie w oczy.

    -”Teraaaaaz kochanie!” wyszeptałem szybko.

    Mrugnęła oczami i przytaknęła kiwnięciem głowy. Wystrzeliłem falę spermy głęboko w gardło, nie zaprotestowała, nie wyrwała się, nie zachłysnęła…łykała każdy wytrysk. Gdy skończyła, poruszałem jej głową jeszcze chwilkę, po czym wysunąlem penisa z jej ust.

    Oblizała usta językiem. Wpatrywała się we mnie z napięciem, gdy krople łez pojawiły się w kącikach jej oczu.

    -”Mareczku, przepraszam…ja dawno nie robiłam…” nie dałem jej skończyć.

    -”Byłaś cudowna!” szepnąłem i przyciągnąłem do siebie, całując głęboko w usta.

    Oddała mi pocałunek z ulgą. Jej ciało dotąd spięte, odprężyło się. Spojrzała na ciotkę.

    -”Dobrze Krysiu? Matkooooo! Nigdy nie robiłam tak głębokiego gardła!” szepnęła.

    -”Tak kochanie! po tylu latach…świetnie nawet!  złociutka!” uśmiechała się.

    -”Chodź mała teraz na środek.”

    Bogusia ułożyła się. Krystyna szepnęła:

    -”Nooo, pokaż teraz młodemu, jaka jesteś piękna.”

    Rozpięła jej szybko ten koronkowy stanik. Ogromny sprężysty biust poczuł wolność.

    -”Marek!” pokazała mi wzrokiem jej stringi.

    -”Mogę?” patrzyłem jej w oczy.

    Przytaknęła.

    -”Tak!” spojrzała szybko na Krystynę.

    Ta kiwnęła głową…potem znowu na mnie.

    -”Krysia mówiła, że lubisz…” urwała…potem dodała:

    -”Możesz zrobić ze mną wszystko, co zechcesz” wyszeptała.

    Spojrzałem na Krystynę.

    -”Wszystko kochanie…” mrugnęła z uśmiechem…”tak jak lubisz…rozumiesz? Wszystko! Tak jak lubisz!”

    Zrozumiałem uszczęśliwiony. Delikatnie zsunąłem jej stringi…ukazało mi się pięknie wytrymowane w trójkącik czarne futerko. Przyglądałem się jej pięknemu ciału…Bogusia nie wytrzymała napięcia i w końcu szepnęła pytająco:

    -”No co? Podobno lubisz takie dojrzałe i pełne kobiety i… ”

    Przerwałem jej:

    -”Masz idealne ciało!”

    -”Jezuuuu Marek! Przestań bo…mnie peszysz!” szeptała dalej…”już się czerwienię!”

    Zacząłem dotykać, całować i pieścić jej piersi z jednej strony, a Krystyna z drugiej zaczęła ją całować.

    -”Noooo malutka?” szeptała ”gotowa na małe lizanko?”

    Bogusia spojrzała na mnie…już zsuwałem się między jej uda. Kiwnęła potakująco głową. Miała śliczną cipkę, niezbyt duże wargi, ale już podniecone i napuchnięte. Zbliżyłem szybko twarz do jej muszelki i delikatnie przejechałem językiem z dołu do góry…i jeszcze raz…i jeszcze…pachniała fantastycznie i była już wilgotna. Zacząłem jej spokojnie jeść cipkę. Krystyna całując ją i pieszcząc szepnęła:

    -”Weź go za głowę, żeby wiedział, jak chcesz i jak lubisz.”

    Bogusia szybko objęła moją głowę rękami i bez namysłu docisnęła mocno do swojego krocza. Podłożyłem ręce pod jej kształtną dupcię. Uniosła nogi lekko w górę. Lizałem wargi, przechodząc do łechtaczki i znowu wargi, dół-góra-dół i wokół długimi, powolnymi pociągnięciami języka. Zaczęło jej być dobrze, bo nagle jej szerokie, rozwarte biodra zaczęły swój taniec. Rozkoszowałem się zapachem i wilgocią jej dziurki. Nie trwało to zbyt długo. Poczułem jak jej ciało wypręża się i sztywnieje.

    Usłyszałem głos ciotki szepczący:

    -”Tak kochanie! Dojdź malutka! Teraz? Już?”

    Bogusia nagle wyprężyła się, osiągając orgazm. Jęknęła głośno.

    -”O jezuuuuuuuu!…” i jeszcze raz…i jeszcze…zacisnęła uda na mojej głowie.

    -”Matkoooooo! Mareeeeek!…” nie przerwałem…lizałem dalej, tylko delikatniej…znowu jej ciałem wstrząsnęły dreszcze. Zatrzymałem się na chwilę…gdy już doszła, znowu zacząłem ją ssać i lizać.

    -”Matkoooooo! Jak dobrzeeeeeee! Jezuuuuuu!”

    Zaczęła znowu pracować biodrami. Krystyna szepnęła do jej ucha:

    -”No jak? Dobrze liże gówniarz?”

    -”Bożeeeeeee! Krysiuuuuuuu!”

    -”Mówiłam ci, że będzie fajnie!”

    -”O matkooooooooo!” krzyczała prawie.

    Lizałem teraz spokojniej, ale zmieniałem rytm, raz szybciej, potem wolniej. Szczytowała znowu…

    -”Jezuuuuuuu! Chłopczeeeeee! O matkoooooo!”

    Przyspieszyłem. Jej cialo wyprężyło się tym razem w potężnym skurczu i orgazmowała na mokro.

    -”O matkooooooo! Mareeeeek!”

    Krzyczała. Wystrzeliła potężną dawkę soczków, troszkę na moją twarz, a reszta poleciała chyba z dobry metr ponad moją głową…i znowu…i jeszcze raz.

    Jęczała i krzyczała, teraz już nieprzerwanie.

    -“Bożeeeeee! Jak dobrzeeee! Mareeeeeek! Matkoooooo!”

    Zatrzymałem się na chwilę…Dochodziła do siebie, nadal orgazmując nieco spokojniej. Spazmy targały jej ciałem. Krystyna spojrzała na mnie i dała mi ruchem warg znak, abym kontynuowal jeszcze. Mój język ponownie poszedł w ruch. Znowu moje powolne ruchy zaczęły sprawiać jej przyjemność. Lizałem cipkę, wchodząc głęboko do jej środka…by po chwili ssać już jej nabrzmiałą łechtaczkę…by znów zagłębić język w jej szparce. Zauważyłem, że te zmiany tempa i miejsca wstrząsały jej ciałem, dając jej większą rozkosz. Znowu lizałem nieco szybciej, gdy Bogusia ponownie wyprężyła się.

    Krysia pieściła i całowała ją.

    -“Nooo jeszcze mała…dojdź kochanie…”

    -“Krysiuuuu! Jezuuuuuu! Jak mi dobrzeeeee!”

    -“Tak kochanie! Wiem! Dojdź…dla mnie!” szeptała… ”dla Marka!”

    -”O matkooooooo! Znowuuuuuu!”

    Szczytowała ponownie na mokro.

    -”Jezuuuuuuu!”

    Fontanna soków przecięła powietrze potężnym strumieniem, raz…drugi…trzeci…czwarty…nie mogłem uwierzyć!…piąty i szósty raz!

    Krzyczała cała w spazmach.

    -”Aaaggghhhh! Jak dobrzeeeee! Mareeeeek! Bożeeeeee! Krysiuuuuuuu! Jest cudownieeeeee! Co za rozkoooooosz!” piszczała.

    Trzymała moją głowę niesamowicie mocno, rękami dociskając z nieprawdopodobną siłą do swego łona. Zacisnęła też uda, aby ten dający jej tyle rozkoszy język nie odpłynął czasem od jej rozwartej, mokrej od soczków, zaspokajanej szparki. Nie dość, że była smaczna i cudownie pachniała, to chciałem dać jej też niezapomniane przeżycie.

    Wytrzymałem tę chwilę jej orgazmu…spojrzeliśmy po sobie z Krystyną. Ta pieściła jej twarz, całowała jej usta.

    Szepnęła cichutko:

    -“Dobrze kochanie?”

    Dopiero teraz zauważyłem, że Bogusia płakała.

    -“Krysiu” szepnęła “jest cudownie.”

    -“Chcesz jeszcze?” przyglądała się w napięciu jej pięknej twarzy, masując jej ogromne już teraz, wydatnie nabrzmiałe piersi.

    -“Nie wiem…jest tak rozkosznie” jęknęła Bogusia.

    Ciotka jednym spojrzeniem dała mi do zrozumienia, czego oczekuje…o czym rozmawialiśmy. Zacząłem ponownie lizać Bogusi cipkę. Jęknęła…po chwili westchnęła głęboko.

    -“O jezuuuuuuu! Jak dobrzeeeee! Znowuuuu!” teraz już jęczała cichutko, poddając się powolnym i pociągłym ruchom mojego języka.

    Zaczęła dochodzić…Nie! Miała orgazm falowy…który przybierał i odpuszczał co chwilę. Szczytowała nieprzerwanie z różną frekwencją kulminacji. Lizałem i ssałem powoli jej pachnącą muszelkę. Byłem bardzo podniecony, penis był napięty i gotowy, ale powstrzymywało mnie zaspokajanie tej pięknej kobiety. Zacząłem jeść jej cipcię ze wzmożoną energią.

    Jęczała cichutko…szeptały z ciotką, ale nie słyszałem kompletnie ani słowa, całkowicie zajęty zaspokajaniem jej.

    -“Mareczkuuuuuu!” usłyszałem “Jesteś kochanyyyy! cudownyyyyy! Jest mi tak dobrzeeeee!” szeptała Bogusia.

    -“Jezuuuuuuuu! Matkooooo!”

    Dochodziła znowu silniejszym orgazmem.

    -“Aaaaaaaaaaaaaa!” w końcu rozdarła się przecinając ciszę panującą w sypialni.

    -“Aaaaagggghhhhh!”

    Wystrzeliła na mokro potężnym strumieniem soków.

    -“Bożeeeeeeee! Aaaaaaaaaaaaaa!”

    Sikała niesamowicie strumień za strumieniem. Jej ciało wpadło w taniec spazmów, rzucała się na łóżku trzymając udami moją głowę, zaciśniętą z niesamowitą siłą. Szczytowała nieprzerwanie, raz za razem…jej ciałem nadal wtrząsały dreszcze, mimo że już zaczęła uspokajać się i zwalniać.

    Płakała już głośno, tuląc się twarzą do twarzy Krystyny.

    -“Jezuuuuuu! Krysiuuuuu!” szeptała.

    -“Juuuuuż malutka…” ciotka tuliła ją i całowała…”już dobrze kochanie…no już malutka…dobrze ci już prawda?…no juuuuż…ciiiiiii…moja mała…moje kochanie…już dobrzeeee.”

    Krystyna kiwnęła na mnie…Wyśliznąłem się powoli z jej rozluźniających się ud i położyłem obok Bogusi. Pocałowałem ją, przyglądałem się jej pięknej twarzy. Leżała z zamkniętymi oczami, ogromne łzy spływały po jej policzkach. Otworzyła oczy, spojrzała na mnie…na Krystynę…znowu na mnie.

    -“Marek…” szepnęła cicho…przyglądała mi się wielkimi oczami.

    -“Jezuuuuuu? Ty g?wniarzu!”

    -“Dobrze cię jadłem?” spytałem cicho.

    -“Yyyhhhmmmm” szepnęła cicho szlochając.

    Krystyna szeptała.

    -“Teraz da ci więcej przyjemności…chcesz mała? Teraz dasz mu się posiąść, prawda kochanie? Teraz da ci prawdziwą rozkosz…”

    Bogusia przyglądała nam się na zmianę. Pieściliśmy ją razem, jej ogromne, sprężyste piersi, całując jej twarz.

    Wreszcie szepnęła cichutko.

    -“Tak…weź mnie teraz…chcę tego…”

    Krystyna kiwnęła na mnie. Rozłożyła jej delikatnie nogi. Szybko znalazłem się ponownie między udami Bogusi z moją do niemożliwości naprężoną i spragnioną cipki dyndającą pałą. Marek…szepnęła ciocia…delikatnie!

    Zbliżyłem mój sterczący penis do jej łona. Cipka była cudownie rózowiutka, wargi nabrzmiałe i mokre od lizania. Patrzyłem jej w oczy, gdy powoli zrobiłem pierwsze pchnięcie kutasem. Jęknęła i zadrżała całym ciałem.

    -“Marek…?”

    -“Wiem” szybko odpowiedzialem.

    -“Tak dawno się nie kochałam…”

    -“Wiem” powtórzyłem cicho.

    Ponownie pchnąłem nieco mocniej. Znowu jęknęła.

    Krystyna delikatnie palcami rozchylała jej płatki cipki.

    -“Teraz kochanie…powoli.”

    Pchnąłem znowu. Jęknęła głośniej, gdy cały łebek wszedł w jej dziurkę.

    -“Ohhh jaki duży jesteś…” sapnęła głośniej.

    Ponowiłem pchnięcie, wszedłem głębiej.

    -“Aaaaaajjjjjj!”

    Chciała uciec, ale przytrzymałem ją. Krystyna szeptała jej do ucha, pieszcząc i całując ją.

    -“Już kochanie, już prawie wszedł, malutka.”

    Spojrzała na mnie i kiwnęła głową. Pchnąłem mocniej. Bogusia cofnęła ciało, ale przytrzymałem ją za biodra i wbiłem się w nią mocnym pchnięciem. Krzyknęła.

    -“Jezuuuuu! Mareeeek!”

    Młody samiec już był w jej dojrzałej cipce. Już nie było mowy, bym się mógł powstrzymać. Chciałem tę piękną kobietę, chciałem wejść do jej wnętrza. Zacząłem powoli ruchać. Jęczała, była bardzo ścisła…tak jak Monika. Ciotka patrzyła uważnie…

    -“Wiesz jak!” szepnęła.

    Zacząłem ją rozpychać na boki delikatnymi i powolnymi pchnięciami kutasa. Zacząłem wchodzić coraz głębiej. Krystyna szeptała z Bogusią.

    -“Już? Dobrze?”

    -“Tak, już tak…już zapomniałam jak to jest…a on jest naprawdę wielki…przyjmujesz już całego?…tak…chyba tak…jest ogromny.”

    Ale już przyzwyczajała się…cichutko tylko jęczała i stękała chwilami.

    -“Dobrze kochanie?” szepnąłem.

    -“Tak…już się przyzwyczajam.”

    Pchnąłem głębiej i zacząłem ją dymać troszkę szybciej. Krystyna szepnęła:

    -“Daj mu się rozładować, a potem ci dogodzi i zaspokoi, tak kochanie?”

    -“Tak” kiwnęła głową.

    Zacząłem mocno ją jechać. Teraz poczuła chyba wielkość kutasa, bo zaczęła głośno jęczeć.

    -“Jezuuuu Marek! Jaki duży jesteś!”

    Ruchałem szybko i mocno jeszcze chwilę. Krysia i Bogusia spojrzały po sobie, wiedziały że zaraz dojdę. Bogusia patrzyła mi w oczy…pocałowała mnie.

    -“Możesz do końca…wiesz…to dla ciebie kochanie…chcę byś doszedł we mnie…wiem, że tak lubisz…proszę kochany…skończ we mnie…w mojej cipce!”

    -“Kochana jesteś!” zdążyłem wymamrotać, gdy potężny wytrysk przerwał to miłe cipcianko.

    -“Aaaaaahhhhh!”

    Wystrzeliłem w Bogusię salwę nasienia…druga…trzecia…czwarta…piąta…fala wylądowała głęboko w jej macicy. Ruchałem dalej. Bogusia miała lekko uniesione nogi. Teraz złapałem ją mocno pod ten fantastyczny, zgrabny, naprężony tyłeczek. Krystyna szybko zareagowała.

    -“Obejmij go nogami i zamknij stopami na plecach!” szepnęła.

    Bogusia szybko okroczyła mnie nogami, chyba automatycznie wbiła paznokcie w moje półdupki.

    -“Tak? Dobrze? Tak chcesz mnie?”

    -“O tak kochanie! Tak właśnie chcę cię kochać!”

    Szepnęła cicho:

    -“Tak dawno się nie kochałam z mężczyzną! Zerżnij mnie…jak chcesz…ile chcesz…jezuuuu…tak dawnooooo…”

    Zacząłem znowu ruchać, już bez litości, mocno i głęboko…nie protestowała, chwilami tyłko szeptała:

    -“Bożeeee jaki ogromny jesteś! Mareeeek! Kochanieeeee!”

    Przyspieszyłem, zacząłem wbijać się w nią mocniej i głębiej. Ależ cudowna cipka…ależ kobieta…serwowała mi swoją szparkę jak na złotej tacy.

    -“Tak kochanie! Mocno, głęboko, wyruchaj mnie, proszę!” jęczała wzdychając, gdy poczułem drżenie jej ciała.

    Dochodziła. Przyspieszyłem. Zaczęła głośniej jęczeć.

    -“O taaaaaak! Tak właśnieeeee! Dobrzeee kochanyyyy! Weź mnieeeeeee!”

    Rżnąłem szybko, gdy szczytowała.

    -“Matkoooooo! Mareeeek! Dochodzęęęęęę!” krzyczała.

    Krystyna intensywnie i mocno całowała jej piersi.

    -“Tak mała! Dobrze! Dojdź skarbie!”

    -“Aaaaaaaahhhhhh! Matkooooooo!” jęczała cichutko, nieprzerwanie szczytując.

    Całowała mnie po całej twarzy, szyi, barkach, wbijając mocno i głęboko paznokcie w moje półdupki i rysując krwawe koleiny na moich plecah. Nie zważałem, poddany ogromnej ekscytacji. Znowu dochodziłem. Bogusia poczuła naprężające się moje ciało i gotowego do wytrysku członka głęboko w niej. Patrzyła mi w oczy całując i pieszcząc moją twarz. Skinęła tylko głową, gdy zacząłem pompować kolejny ładunek nasienia w jej gorącą, spragnioną cipcię. Wtuliła się bardzo mocno we mnie, pozwalając swemu kochankowi zaspokoić się wewnątrz. Zlałem cały spust do środka, spojrzałem na Krystynę.

    .”Jeszcze…” szepnęła cichutko.

    -”Krysiu?!” Bogusia spojrzała na nią.

    Ciotka spojrzała na nią, ciepło pocałowała ją głęboko w usta.

    -”Ufasz mi kochanie?” szeptały…

    -“Tak! Krysiu!”

    -“To potrzebujesz jeszcze…wierz mi!”

    Patrząc na mnie:

    -“Była mało ruchana w swoim życiu…Marek zrobi ci naprawdę dobrze…poczujesz się dużo lepiej maleńka…”

    -“Jest mi tak rozkosznie cały czas…”

    -“Wiem kochanie…” spojrzała na mnie…”dogódź jej Mareczku, teraz powoli i spokojnie, daj jej rozkosz, zaspokój jej nieużywaną cipkę…”

    Bogusia przyglądała nam się na zmianę…

    -“Jezuuuu Krysiu, nie spodziewałam się, że…ciiiiiii…malutka…tobie też coś się od życia należy…” kiwnęła głową.

    Zacząłem jechać jej rozkoszną, gorącą, mokrą i rozwartą cipkę…

    -“Jezuuuu Krysiu…kocham cięęęęę…kocham was obojeeeee…ciiiiiiii…malutka…daj mu cipki…daj mu się zaspokoić…miejcie rozkosz razem…Krysiu! Juuuuż…ciiiii…kochanie.”

    Zacząłem powolnymi ruchami dobijać do dna jej macicy. Bogusia cichutko pojękiwała…zaczęła płakać…

    -”Tak mi dobrze z wami.”

    -“Wiem kochanie…”Krystyna całowała i pieściła jej piękną twarz.

    Znowu poczułem dreszcze.

    -”Bogusiu?…cioteczko?…mogę?…” wpatrywała się we mnie.

    -”Tak kochanie…skończ we mnie…proszę…o tak…błagam…w cipkę…”

    Eksplodowałem wewnątrz tej ślicznej, delikatnej, cudownej kobiety…w jej niedopieszczoną cipcię, której nie dane było cieszyć się młodością…wpompowałem kilka wytrysków…Bogusia znowu szczytowała, teraz już cichutko i tylko drgania jej pięknego ciała oznajmiały, że cały czas jest w fazie orgazmu. Pieszczona przez Krystynę, lekko pojękiwała i szlochała. Ciocia była bardzo opiekuńcza i delikatna…

    -”Chcesz jeszcze troszkę?” szeptała…”jeszcze troszkę co?…dobrze ci w cipce prawda?…chcesz tego malutka…”

    -”Krysiu…nie wiem…”

    -”Ja wiem…potrzebujesz tego kochanie. Marek dobrze rucha prawda?”

    -”Matko Krysiu…jest niesamowity! Bożeeeee!”

    Krystyna spojrzała na mnie, ale i tak już zacząłem ujeżdżać Bogusię…Wtuliła się mocno we mnie…

    -”Marek?! Ty jeszcze możesz?!”

    Uśmiechnęliśmy się razem z Krystyną…

    -”Może może, mała! Jedziesz Mareczku! Wyruchaj porządnie moją Bogusię…” szepnęła.

    Bogusia już całkowicie poddała się naszym zabiegom. Sama też była teraz niesamowicie aktywna, jakby całkowite rozluźnienie, przebyte orgazmy i wytryski przypomniały, co straciła i czego nie doświadczyła w swoim życiu. Całowała i pieściła się z nami z nieopanowanym żarem, chęcią i potrzebą bliskości.

    -”Jezuuuuu jesteście cudowni” płakała cichutko.

    Znowu szczytowała, a ja powoli, z premedytacją dawałem jej spełnienie. Krystyna patrzyła na mnie z dumą i satysfakcją.

    -”Tak Mareczku, właśnie tak.”

    Powoli dochodziłem. Nie chciałem przerywać jej orgazmu. Po prostu doszedłem w jej spragnionej cipce fontanną spermy, którą tłoczyłem do jej gorącego wnętrza spokojnymi pchnięciami członka…zwalniałem już, ale Bogusia nadal szczytowała, wstrząsana dreszczami całego ciała.

    Krystyna skinęła…”juuuż Marek…daj jej odpocząć…” szeptała.

    Zszedłem z niej, kładąc się obok, mieliśmy ją teraz w środku z Krystyną, całowaliśmy i pieściliśmy jej zorgazmowane ciało. Bogusia leżała z zamkniętymi oczami, wtulona w nas w idealnym trójkącie. Dochodziła powoli do świadomości. Powoli otworzyła oczy.

    -”Krysiuuuuu?” szepnęła.

    -”Wiem kochanie, wiem…”

    -”Powiedziałaś Markowi…?” patrzyła mi w oczy…

    -”Tak kochanie…dużo rozmawiamy…Marek to mądry chłopak.”

    Pocałowała mnie szepcząc:

    -“Bo wiesz…ja…” urwała i zalała się ponownie łzami…

    -“Wiem Bogusiu…wiem…” wyszeptałem…”wiem wszystko.”

    -“Dobrze ci było kochanie?” Krystyna gładziła ją delikatnie po buzi.

    Bogusia przyglądała nam się na zmianę.

    -“Przepraszam was…tak mnie trochę…”

    -“Ciiiiii mała…no już…już dobrze?”

    -“O matko Krysiu…brak mi słów! Jesteście oboje fantastyczni! Jezuuuuu, co za przeżycie…” szlochała cicho.

    -”Postarałem się cioteczko?” spytałem cicho, całując ją.

    Bożena ledwie dosłyszalnie odszepnęła…

    -”Było nieziemsko…” wreszcie uśmiechnęła się lekko.

    -”Nooo, postarałeś się małolacie. Jest mi tak dobrze!”

    Leżeliśmy przez kilkanaście może minut,  pieszcząc i całując swe ciała. Zasnęliśmy wtuleni w siebie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mi Riam

    Proszę o sensowne komentarze i konstruktywną krytykę… a nie trollowanie.

    Nie podoba się – nie czytaj!

    Jest tyle innych kategorii, że każdy znajdzie coś dla siebie. 

    Pozdrawiam tych, którym się podoba.

  • Nie-zwykla Rodzina cz 143. – Planowanie z synem

    Siedziałam przy kuchennym stole, popijając już wystygłą kawę i przeglądając stare zdjęcia z wakacji. Znalazłam je dziś rano na strychu, gdy szukałam walizek. Słońce wpadało przez okno, rozświetlając kolorowe fotografie rozłożone przede mną. Na jednym ze zdjęć mały Alan, może pięcioletni, budował zamek z piasku. Miał ten niewinny, beztroski uśmiech. Na kolejnym Cassie z Alanem pluskający się w morzu. Na następnym Dave trzymał Cassie na rękach. Uśmiechnęłam się na te wspomnienia. Wtedy do kuchni wszedł Alan.

    – Cześć, mamo. – powiedział Alan, zaglądając mi przez ramię.

    Uśmiechnęłam się szeroko, odruchowo przesuwając zdjęcia, żeby zrobić mu miejsce.

    – O, Alan! Witaj, kochanie. Patrz, co znalazłam na strychu. Nasze stare albumy z wakacji.

    Usiadł obok mnie i wziął do ręki to zdjęcie z zamkiem z piasku.

    – To byłem ja? Wyglądałem jak bobas.

    – Miałeś pięć lat. Te są bardziej aktualne. – wtedy pokazałam mu zdjęcia gdy byliśmy na plaży dla nudystów. Wszyscy razem staliśmy, w pełni nadzy, przytuleni do siebie.

    – Taa…pamiętam. Uwielbiałem tą plażę.

    – Chyba rozumiem dlaczego. To były wakacje.

    Uśmiechnął się i wciąż przeglądał zdjęcia z zainteresowaniem.

    – A to gdzie jest? – spytał, pokazując fotografię z górskiego szlaku.

    – To wtedy kiedy byliśmy w górach. Narzekałeś przez pół drogi, że jesteś zmęczony. A potem na szczycie powiedziałeś, że to było warte każdego kroku.

    Alan uśmiechnął się lekko, jakby gdzieś w głębi pamięci odżywały te chwile. Siedziałam i patrzyłam, jak przegląda kolejne zdjęcia. Patrząc na Alana na zdjęciach i na tego teraz byłam zdumiona tym jak bardzo zmężniał przez ten czas. Już nie był małym chłopcem, tylko mężczyzną. Już odczułam jak zmężniał.

    – Wiesz co, mamo? Może moglibyśmy gdzieś pojechać? Tak jak kiedyś?

    – Naprawdę chciałbyś? – spytałam, starając się ukryć podekscytowanie.

    – Jasne. Moglibyśmy coś zaplanować. Może znowu góry? Albo nad morze? Na pewno Cassie i tata też by chcieli.

    Przysunął się do mnie bliżej. Stał tuż za mną, a ja opierałam o niego głowę.

    – To byłby świetny pomysł. Wakacje by były świetne.

    – Szczególnie teraz. Sporo się zmieniło od tych jak byliśmy dziećmi. – powiedział pokazując mi zdjęcie z plaży dla nudystów. Zarumieniłam się na te wspomnienia.

    – Mhm…te będą niezwykłe.

    Odchyliłam szyję do tyłu, a Alan zaczął mnie całować. Był taki czuły i delikatny. Rękami objął moje piersi. Zaczął mi je ściskać i masować. W końcu włożył ręce pod sukienkę. Odczuwałam samą przyjemność. Przyznam ostatnio brakowało mi kutasa mojego syna. Zapragnęłam go poczuć. Na samą myśl robiłam się mokra. Szybko wstałam z krzesła. Alan podniósł mnie i posadził na stole. Odsunęliśmy rozłożone zdjęcia. Podwinął mi zwiewną sukienkę. Nie miałam pod spodem majtek, więc rozkładając nogi zobaczył moją cipkę z małym trójkącikiem na górze. Nie przestawał mnie całować. z ust schodził przez szyję, obojczyk, aż dotarł do piersi. Zsunął ramiączka sukienki, a ona opadła odsłaniając moje jędrne cycki. Zaczął ssać moje sutki, lekko je podgryzając. Doznawałam rozkoszy. Oblizywał je dookoła, a ja objęłam jego głowę. Alan pieścił moje piersi, a potem zszedł na dół. Uklęknął przede mną i wpił się ustami w moją cipkę. Zaczął ją mocniej lizać i ssać. Zaczęłam cicho pojękiwać. Położyłam rękę na głowie syna, by przycisnąć go jeszcze mocniej. Moje soczki zaczęły spływać. Alan dobrze mnie pieścił. Czułam jego język w mojej cipce.

    – Oh Alan…wiesz jak sprawić mi przyjemność. Ale ja też chcę…

    Alan odsunął się, a ja zeskoczyłam ze stołu. Kucnęłam przed nim i zdjęłam jego spodnie i bokserki. Pieściłam ręką jego penisa. On już był bardzo twardy i stał na baczność. Wciąż byłam zdumiona jego wielkością. Chwilę potem wzięłam go do ust i zaczęłam go mocno ssać. Był bardzo duży. Ledwo cały mi się mieścił w ustach. Ale był taki dobry. Przyspieszyłam  moje ruchy. Lizałam go po całej długości. Wzdłuż członu, aż do główki. Pieściłam ją bardziej na końcu. Widziałam że Alan już nie może wytrzymać i w końcu wystrzelił prosto do mojego gardła. Było tego tak dużo. Szybko ją połknęłam, oblizując po tym usta. Po chwili jego penis znów zrobił się twardy i gotowy. Miałam nadzieję że to jeszcze nie koniec. Gdy był gotowy, oparłam się o stół. Zdjęłam moją sukienkę, przez co teraz byłam już całkowicie goła. Alanowi się to bardzo spodobało. Uśmiechnęłam się, wypinając do niego tyłek.

    – Dalej synku…zerżnij mnie…

    Alan szybko podszedł i włożył kutasa do mojej mokrej cipki. Złapał za biodra i zaczął ostro posuwać. Moje pośladki odbijały się od mojego syna. Jego kutas penetrował moją pochwę. Ciągle mnie szybko ruchał. Jego kutas był taki mocny.

    – Oooooooogggggghh…oooo tak…

    – Uwielbiam te nasze zabawy. Obiecuje ci mamo, że sporo tego będzie na wakacjach.

    – Oooogghhh…mam nadzieję… – wtedy odsunęłam go i położyłam się na stole, rozchylając nogi.

    – Dalej synku…zerżnij mamusię. – powiedziałam.

    Ponownie włożył go do środka i zaczął mnie mocno posuwać. Czułem, że za chwilę dojdę. Wtedy Alan jakby się domyślał i przyśpieszył. Naprawdę mocno mnie pieprzył. Było słychać głośne klaśnięcia powodowane uderzaniem się naszych ciał. Nie przestawiając, coraz mocniej mnie pierdolił. Jego fiut zaczął pulsować. Odczuwałam że byłem już blisko. W końcu osiągnęłam swój orgazm, a Alan wykonał ostatnie pchnięcia aż wystrzelił do środka mojej pochwy. Czułam, jak jego sperma mnie wypełnia. Po chwili wyszedł ze mnie. Ledwo zeszłam ze stołu i wylizałam całkiem jego fiuta, po czym wyjęłam go z ust.
    Gdy ubraliśmy się, pocałowałam Alana i przytuliła się do niego.

    – Jesteś boska, mamo.

    – Ty także jesteś świetny, synku. Mam nadzieję że nie odmówimy sobie tego na wakacjach.

    – Nie będziemy sobie niczego odmawiać. – wtedy pocałował mnie w usta.

    – Świetnie. No to jak przyjdzie tata i Cassie to zaplanujemy gdzie jedziemy. – powiedziałam z uśmiechem.

    Stare zdjęcia wciąż leżały na stole, przypominając o dawnych podróżach i obiecując nowe wspomnienia, które niedługo stworzymy. Nie mogę się doczekać wspólnych wakacji.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris