Category: Uncategorized

  • Niewolnica – cz. 4.

    Część 4.

    Było już po godzinie 23. Cisza, wyjątkowo żadnych ryków. Nikt nie urządzał imprezy, więc za oknami piękny widok, rozświetlone alejki, podświetlone drzewa. Stefek wziął aparat i wyszliśmy na korytarz. Drzwi do mieszkań są obu stron, a naprzeciwko windy umieszczono duże lustro z prawie metrowej wysokości numerem piętra. I tam zatrzymaliśmy się. Sunia zdjęła płaszczyk. Teraz stała w samych pończochach i sandałkach na szpilce. Bielizna i obuwie w czerwonym kolorze. Stała przodem, bokiem, z wysuniętą stopą, tyłem z wypiętą pupą. Stojąc przodem w szerokim rozkroku rozciągała pochwę, wkłada w nią palce, onanizowała się. Stefan cały czas robił zdjęcia.

    Potem ja podeszłam. Miałam czarne pończochy „kabaretki” i czarne botki. Z przodu były rozcięte i wiązane kilkoma paskami. Wyraźnie widoczna pończocha nadawała stopom jeszcze bardziej seksowny wygląd.

    Pierwsze wspólne zdjęcia były na nasz profil. Niewidoczne twarze, wypięte piersi, wyeksponowanie cipki, języczki na sutkach, na mojej łechtaczce. Potem suka obsłużyła językiem moje dziurki, a ja władowałam grube wibratory w jej otwory. Nie byłam delikatna.

    – To rewanż za mecz – uśmiechałam się tylko na swój użytek. Nie dałam po sobie poznać, jaką mi to sprawia satysfakcję.

    Jęczała podczas ich wciskania i podczas zdjęć. Miało boleć. Jeszcze Panu i suce zrobiłam całą serię zdjęć. On ubrany, nawet w garnitur!, ona praktycznie naga. Ładny kontrast, fajne ujęcia. Oliwka potrafiła pozować, a obiektyw lubił ją.

    *

    W nagrodę za udane pozowanie sunia dostała porcję galaretki. Znała jej skład i zjadła z uśmiechem. Jeszcze wylizała mi stopy. Jeżeli macie sukę, powinniście korzystać z takiej przyjemności codziennie! Skutecznie poprawia samopoczucie.

    – No i co teraz? – Pan zapytał suczkę.

    Ona, po sesji zdjęciowej nadal była ubrana w szpileczki, pończochy i obrożę, oznakę jej uległości i zależności. Za naszą zgodą założyła obszerny, różowy tiszert. Teraz więc pośpiesznie podeszła do niego, uklękła plecami w jego kierunku, potem na czworakach i wypięła goły tyłek. Jeszcze podciągnęła tiszert. Obnażyła piersi i sporą część pleców.

    – O co chodzi? – Stefan patrzył zaskoczony to na nią, to na mnie. Ale jemu oferowany widok się spodobał.

    – Sądziłam, że Pan ma ochotę na seks – wyjaśniła, odwracając głowę w bok.

    – Niee, ale kto wie? Może później.

    W końcu położyliśmy się spać. Przytuliłam się do Pana. Suka położyła się na materacu obok naszej kanapy. Została w obroży na szyi.

    – Niech pamięta, gdzie jest i na jakich zasadach – zdecydował Pan.

    Uznaliśmy, że takie miejsce jej noclegu będzie dla nas najwygodniejsze. Jeżeli któreś z nas będzie chciało skorzystać z jej usług, sunia będzie pod ręką. Przecież do tego służyła.

    Pan w nocy wstał i wziął sukę. Udałam, że śpię. W kilku pozycjach ruchał ją na materacu. Potem zaciągnął ją do łazienki i tam ruchał aż doszedł. Trochę słyszałam. Musiało być ostro, bo on wrócił, a sunia znowu brała prysznic.

    *

    Śniadanie zjadła, na zmianę klęcząc i leżąc obok naszego stołu. Na podłodze miała swoją psią miskę i jadła z niej bez sztućców. Trochę ulitowaliśmy się, więc kawę dostała w kubku. Picie z miski trwałoby zbyt długo. Miała tylko obrożę i, na życzenie Pana, założyła zwykłe kabaretki. Jedliśmy i rozmawialiśmy we dwoje, a Stefek czasami palcami stopy drażnił cipkę suczki. Kiedy tylko czuła dotyk stopy, od razu układała się w możliwie najkorzystniejszej pozycji. W pewnym momencie też nabrałam ochoty do zabawy.

    – Sunia, do mnie! – przywołałam sunię, przesunęłam nieco krzesło, wysunęłam nogę i już po chwili grzecznie lizała palce mojej stopy. Zadowolona wepchnęłam stopę w jej usta. Dalej lizała. Stefek próbował wepchnąć palce do jej pochwy. Uradowana sunia starała się zaspokoić nas oboje. Kiedy skończyliśmy zabawę, suczka wstała założyła szpilki, pozmywała i posprzątała.

    *

    Po obiedzie siadła na dywanie przy kanapie obok Pana. Uśmiechnęliśmy się. Mieliśmy dla niej przygotowaną atrakcję. Czekaliśmy, starając się trochę uśpić jej czujność. Pan nieoczekiwanie założył dziewczynie maskę. Nie uprzedziliśmy jej o niczym. Maska skutecznie zasłaniała oczy. W zasadzie zakrywała całą głowę. Były tylko otwory na nos i usta, żeby mogła oddychać i na uszy, żeby mogła słyszeć zbliżające się niebezpieczeństwo albo polecenia. I żeby mogła bać się. Maska miała jedną, szczególną zaletę. Gołymi rękoma nie można jej zdjąć, nawet próbując ją uszkodzić. Zapięcie z tyłu było zabezpieczone małą, zgrabną kłódką. Kluczyki mieliśmy my.

    Dodatkowo kajdankami Stefan skuł dziewczynie ręce na plecach. O nic nie pytała, dobra suczka, jednak stała zdezorientowana i coraz bardziej zaniepokojona, zagubiona podczas tych przygotowań. Intensywnie nasłuchiwała. Staraliśmy się, żeby docierało do niej jak najmniej dźwięków. Stała naga, nie licząc pończoch i klapek na szpilce. Chwilami drżała.

    W mieszkaniu mamy małe pomieszczenie używane jako garderoba. Wąskie, bo liczy 1,5 metra szerokości i długie na 3 metry. Dużo półek i dwie obszerne szafy. Tam wpuściliśmy Oliwię, ale najpierw wniosłam klatkę. Nie wiedziała o tym. O niczym nie wiedziała. W masce nie była w stanie nawet stwierdzić, czy w pomieszczeniu świeci się światło, czy też nie. Bez słowa zamknęliśmy za nią drzwi. Na klucz. Już po minucie krzyknęła pierwszy raz. Po kilku kolejnych waliła w drzwi. Jeszcze czekaliśmy.

    *

    Bez słowa poprowadzili mnie dokądś. Ręce skuli mi kajdankami. Na dodatek na plecach. Byłam całkowicie bezbronna. Najgorsza była ta maska. Nic nie widziałam! Coś się szykowało. Oni w ogóle byli przygotowani do spotkania. Ale teraz nic nie mówili i to mnie coraz bardziej niepokoiło. Kiedy ich widziałam, jeszcze mogłam domyślać się czegoś. Teraz nic nie widziałam. Pozostał mi jedynie słuch, ale oni milczeli i jeszcze włączyli muzykę!

    Najbardziej bałam się, że dopuszczą do mnie jednocześnie kilku mężczyzn. Kiedyś byłam zależna od pewnego małżeństwa i oni robili ze mną takie rzeczy. Wtedy też starałam się być jak najbardziej użyteczna i skorzystać z takiej okazji, więc kilku mężczyzn sprawiło mi sporą przyjemność, miałam kilka szczytowań. Było świetnie, dopóki nie stali się brutalni… Chyba wściekli się, że i ja czerpałam radość z tych stosunków. Raczej oczekiwali, że będę szarpać się, płakać, błagać o litość. A zerżnęli mnie tak, że nadrobiłam dłuższy post!

    Dopiero, gdy we dwóch próbowali wejść mi do pupy, błagałam ich o litość. Do cipki sama bym ich chętnie wpuściła, ale nie do odbytu! Wyżywali się na mnie, jakbym im coś zrobiła. Za dużo wypili i byli tacy agresywni. Na szczęście, mężczyźni tak się wówczas podniecili swoją brutalnością, że spuścili się, zanim wepchnęli się do mojej pupy. A było ich czterech. Dlatego teraz nie obawiałam się takiego pomysłu.

    Przypuszczam, że tamta pani zachęcała ich do okrutnego, bezlitosnego zachowania wobec mnie. Ona lubiła sprawiać mi ból i bawiła się moim cierpieniem. Pluła mi w twarz. Odnosiła się do mnie ordynarnie, bo ja byłam znacznie atrakcyjniejsza od niej i zadbana. No, i znacznie młodsza. Jej mąż podniecał się na sam mój widok. A tego nie była w stanie zaakceptować.

    *

    Jednak z tą parą byłam cały czas i nie dzwonili, więc na pewno nikt się nie pojawi. Kobieta obmacywała mnie, podniecało ją kobiece ciało. Bawiła się moim ciałem i moim strachem. Dzisiaj mężczyzna był bardziej ostry, stanowczy. Bałam się tej zmiany ról.

    Służyłam najlepiej, jak potrafiłam. Chciałabym mieć z nimi jak najdłuższy kontakt, podobało mi się ich zachowanie. Czerpałam z niego tyle satysfakcji, rozkoszy… Ból był czasami tak dojmujący, a jednak czułam, że leci ze mnie śluz. Poniżali mnie w sposób, który zachęcał, żeby im wiernie służyć. Obawiałam się, że w szczerej rozmowie, kiedy przyznam, że mam tyle przyjemności z ich zachowania, to zechcą zostawić mnie. To kolejny etap takich zabaw. „Niech suka cierpi jeszcze bardziej”. Wolałam poniżanie i cierpienie fizyczne. Chciałam być im wierna, chciałam być ich suką. Ale im chyba aż tak nie zależało na znajomości i systematycznych kontaktach. Kiedy kazali mi zrobić tatuaż z inicjałami ich imion, to prawie szczytowałam. Było mi głupio, że zobaczą, jak cieknie ze mnie. Bardzo mi się spodobał pomysł trwałego oznaczenia ich własności.

    *

    A teraz weszliśmy gdzieś. Nadal jesteśmy w mieszkaniu. Oj! Niedobrze… Wepchnęli mnie… i zamknęli drzwi na klucz. Mam skute ręce, więc nie mogę…

    – Oła! Och! Przepraszam!  

    A nie, to tylko jakaś rolka materiału… Gdzie ja jestem?!

    Jakieś półki, regały. Teraz ściana? Nie. Duża płyta. Uchwyt… Aaa, to chyba drzwi szafy! Jestem w jakimś składziku. Ale dlaczego zamknęli mnie? Nie weszli ze mną, bo… Co tu się dzieje? Stoję i boję się ruszyć. Cisza. Dość ciepło, podłoże równe. Mam iść czy stać? A może usiąść? A jak potem wstanę, skoro ręce mam skute? Czego miałabym się trzymać? Akurat teraz szpilki są tylko przeszkodą. Stoję i rozmyślam o niczym. Coś słyszę… Czekam aż przyzwyczaję się do tej ciszy. Łatwiej będzie mi rozpoznawać inne odgłosy. Tylko co to mi da, skoro mam skrępowane ręce?

    Wiem już, że nie jestem tutaj sama. Słyszę jakieś szmery, piski. Czyżby myszy? A może szczur?! Może zrobili to specjalnie?

    – Och!!  

    Aż wzdrygnęłam się z obrzydzenia. Wyraźnie… Wyraźnie słyszę, jak coś biegnie po jednej z półek! Po jakichś gazetach… Ten szmer… Wpuściliby tutaj szczura?! Na taką myśl aż usta mi się wykrzywiają z obrzydzenia. Mdli mnie. Jest mi niedobrze. Chcę stąd wyjść. Natychmiast!

    Usłyszałam jakiś ruch. Zamarłam. Co to było? Nagle wrzasnęłam! Nad głową usłyszałam szelest. „To” przeleciało… Fuj!! Nie wiem, co! Aż wzdrygnęłam się! Zaraz zsikam się ze strachu! Piszczałam głośno, bo „to” właśnie dotknęło moich włosów! Gwałtownie szarpałam głową. Bałam się, że „to” zaplącze się w moje włosy albo dotknie moich ust. Odrzuciłam głowę do tyłu i wtedy… Dotknęło mojej twarzy!! To jest obrzydliwe!

    – Nie! Nie chcę! Ratunku! Wypuśćcie mnie!

    Przerażona okrążaniem mnie przez jakieś obrzydlistwa, krzyczałam i biegałam w miejscu. Potknęłam się o własne nogi, uderzyłam o półki. Starałam się złapać równowagę, boleśnie uderzyłam ramieniem o szafę.

    Coś otarło się o moją nogę. Pisnęłam przerażona. Znowu otarło się. Teraz to już był krzyk rozpaczy.

    – Nie!! Błagam! Wypuśćcie mnie!! Proszę!!

    Coś otarło się o moją nogę! Wrzasnęłam przeraźliwie. Coś drasnęło moją pierś! Krzyknęłam jeszcze głośniej. Już nie wytrzymuję. Wariuję. Chyba wpadam w panikę! Stukam, walę w drzwi.

    – Zrobię wszystko! Wszystko! Ale wypuśćcie mnie! Błagam!!

    Klęczę pod drzwiami i płaczę ze strachu.

    *

    Stefan otworzył drzwi. Zapłakana sunia upadła na bok, swoim ciężarem szerzej otwierając drzwi.

    – Mięsko gotowe do spożycia – uśmiechnął się, widząc jak tresowane dziewczę drży z przerażenia. – Ludzka wyobraźnia to potężna broń – mrugnął do mnie i pomógł wstać dziewczynie.

    Szybko zamilkła. Ciężko oddychała, chlipała. Spod maski spływały łzy na szyję. 

    – Proszę! Nie róbcie mi tego nigdy więcej! Błagam!!

    – Dała się nabrać na takie proste triki… – uśmiechnęłam się do siebie. – Stefek ma rację: Ludzka wyobraźnia zdziała wszystko.

    Miałam ochotę biczować sukę, ale Pan miał inne plany. Westchnęłam, przypięłam smycz do obroży i pociągnęłam zapłakaną dziewczynę do salonu. Zdecydowaliśmy, że jeszcze posiedzi w masce. Rozkuliśmy jej ręce. Siedziała u nóg Pana i odpoczywała. Stefan uznał, że można ją trochę odprężyć, więc wcisnęłam dziewczynie wibrator, mniejszych rozmiarów, do pochwy i zakleiłam ją taśmą. Cicho brzęczał na małych obrotach, a ona poruszała się ożywiona, podekscytowana. Próbowała panować nad pobudzającymi bodźcami. Z uśmiechami obserwowaliśmy jej reakcje.

    Potem Stefek przyniósł miskę z ciepłą herbatą i uczył sunię picia z miski. Starała się! Szturchał stopą jej cipkę, kiedy klęcząc z głową przy misce, próbowała pić. W końcu pozwolił jej użyć dłoni.

    – Dziękuję! – z wyraźną ulgą w głosie podziękowała i chwyciła miskę. Wtedy niespodziewanie wepchnął, raczej przystawił, wibrator do odbytu. Sunia piła łapczywie, ale nie rozlała napoju. Miała pragnienie po tych przeżyciach. I broniła się przed penetracją odbytu. Chyba bała się, że sprowokujemy nadmierny ból. Stefek był jednak dość delikatny i zanim skończyła pić, zdołał zanurzyć kawałek wibratora do pupy.

    Śmiesznie wyglądała z wypiętą pupą, wbitym wibratorem, oparta na łokciach i pijąca herbatę z miski, co chwila rzucając niespokojne spojrzenia do tyłu. Trochę bawiliśmy się jej kosztem, ale dzięki tresurze chcieliśmy zrobić z niej posłuszny kawałek mięska, ładnego mięska, do naszego użytku, więc korzystaliśmy z każdej nadarzającej się okazji.

    *

    Popołudnie spędziliśmy na długim i ekscytującym spacerze. Pokazaliśmy Oliwce kawałek miasta. Potem jeszcze zaliczyliśmy sopockie molo. Wróciliśmy zmęczeni, ale usatysfakcjonowani. Ona z zadowoleniem nosiła na szyi delikatną obrożę. Elegancka, jubilerska robota i czytelny znak uległości, zależności. Do tego beżowy tiszert ze sporym wycięciem w serek, tworzącym duży dekolt i spódniczce w takim samym kolorze. Na nogach miała efektowne różowe klapki na szpilce. I małą torebkę, taką na portfel, szminkę i smartfona, na długim pasku w tym samym kolorze co szpilki.

    Żałowaliśmy, że nie zaplanowaliśmy inaczej dnia. Wieczorny wypad byłby znacznie bardziej ekscytujący. Znajomi, zabawą z inną, uległą suką, demonstracja suki naszym gościom, zabawa w plenerze, wypad na plażę, do lasu. To wszystko jeszcze ją czekało.

    – Jeżeli kiedyś wróci do nas – westchnęłam w myślach.

    Szliśmy wąską boczną uliczką Starego Miasta i akurat nikogo nie było, wtedy Stefek objął Oliwkę i mocnym chwytem złapał jej pierś. Stęknęła z bólu, ale nie próbowała wyszarpnąć się.

    – Chcielibyśmy pokazać suczkę naszym znajomym – zaczął. – Pochwalić się.

    Lekko drgnęła, widziałam to. Spłoszyła się. Spojrzała na Stefana.

    – Kiedy? Zrobię wszystko, co sprawi przyjemność mojemu Panu i Pani. Naprawdę chcę dobrze służyć.

    – Eee tam, deklamujesz takie formułki, a jak przyjdzie co do czego, to odmówisz i taka z ciebie będzie uległa suka – prychnął niezadowolony.

    – Proszę mną rozporządzać – zadeklarowała.

    *

    – Chętnie – kiwnął głową. – Ściągnij stanik.

    Zaskoczona spojrzała na Stefana. Ten patrzył na nią wyczekująco. Jego uniesione brwi wystarczały za odpowiedź. Nie pozostawił jej wyjścia.

    – Tak, proszę Pana – odpowiedziała. Szybko spojrzała ku wylotom uliczki i zdejmowała stanik. Po chwili podała mi. Nie wzięłam.

    – Stań w tamtej bramie i trzymaj go w zębach – polecił Stefek.

    Miał gust. Uliczka  tonęła w słońcu, ale za bramą panowała ciemność i chłód. Kilka metrów od bramy znajdowały się schody prowadzące na piętra kamienicy. Jeszcze dalej widniała jasna plama wewnętrznego podwórka. Nie dobiegał stamtąd żaden głos. Dziewczyna wykonała polecenie. Stefan zrobił jej zdjęcie. Przed kolejnym kazał unieść tiszert pod brodę. A przed następnym… Przed następnym trzymała go w ręku.

    – Zdejmij… – Stefan wydał kolejne polecenie i czekał na jego wykonanie. Uśmiechnęłam się pod nosem, z trudem powstrzymałam przed parsknięciem. Widziałam jej reakcję, więc nie chciałam jej jeszcze bardziej peszyć.

    – Czeka ją jeszcze sporo tresury… – westchnęłam cicho. W bramie dźwięki rozchodziły się nadspodziewanie dobrze. Potem podeszłam do niej i wzięłam jej spódniczkę i majtki. Bieliznę schowałam do mojej torebki. Oliwka w samych szpilkach pozowała na tle bramy, w bramie. Później wystraszona weszła na wewnętrzne podwórko i pozowała nago. Kilka fajnych ujęć i kilka mocniejszych, takich jak przy bramie: z rozchyloną pochwą, z wypiętą pupą i rozciąganą pochwą, z palcem w cipce, z palcem w pupie.

    Gestem przywołał ją i sunia pośpiesznie podeszła do niego. Piersi skakały jej przy każdym kroku. Opalona, szczupła, w szpilkach.

    – Wygląda bardzo efektownie – przyznałam niechętnie na własny użytek. – Gdyby Stefek kazał jakiemuś przypadkowemu przechodniowi zerżnąć ją, facet pewnie bez wahania skorzystałby z takiej okazji. Albo uciekł – zachichotałam cicho.

    *

    Nadal staliśmy za bramą kamienicy, na wysokość schodów. Przyjemny chłód nie zachęcał do wyjścia na uliczki Starego Miasta. Oliwka szybko założyła podany tiszert i wyciągnęła rękę po spódniczkę. Stefek uśmiechnął się pobłażliwie, odsunął i oparł o mur: 

    – Aga, siądź na schodach, podwiń spódniczkę.

    Zrobiłam, o co poprosił. Domyślałam się reszty. Stefek pstryknął mi kilka zdjęć.

    – Na nasz profil – dodał z uśmiechem. – No, Oliwka. Uklęknij i wyliż swoją Panią.

    Spojrzała zdziwiona, ale nie oponowała. Kiwnęła głową. Po chwili dziewczyna klęczała na jednym kolanie, wypinała pupę i gorliwie lizała moją cipkę. Bawiłam się jej włosami. Podciągnęłam tiszert i uwolnione piersi Oliwki znowu kołysały się w rytm ruchów jej głowy.

    – Och! – krótki cichy jęk i dalej mnie pokornie liże.

    Stefek już wcześniej przestał robić zdjęcia. Trzymał aparat w jednym ręku i filmował nas, a drugą rozpiął rozporek. Oliwka, pochłonięta wykonywaniem polecenia, jęknęła dopiero, gdy on wszedł w nią. Zrobił to prawie brutalnie. Jednak pozowanie do zdjęć spodobało się Oliwce, podnieciło ją obnażanie się w publicznym miejscu i była mokra. Dlatego nie odczuła bólu, a satysfakcję, kiedy Stefek wziął ją w taki ostry sposób.

    Teraz trzymał sunię za biodro i ruchał, a ona nadal próbowała mnie lizać. W końcu ulitowałam się. Wstałam, poprawiłam spódniczkę, wzięłam aparat od niego i kontynuowałam nagrywanie. Uwolniony od aparatu, zrolował tiszert i zepchnął na kark dziewczyny, dzięki temu obiema rękoma trzymał ją za biodra i uderzał z całej siły. Strużka potu spływała mu po twarzy. Był bardzo podniecony. Rzadko miał okazję spółkować z młodszą i ładną dziewczyną. Wiedziałam, że będzie ją męczył. Taka okazja!

    *

    Sunia stała w rozkroku, jedną ręką trzymała się poręczy, a drugą dziwacznie machała w powietrzu, jakby łapała równowagę albo próbowała pływać. Pewnie nawet nie była tego świadoma. Piersi kołysały się jak szalone, rzucała głową na wszystkie strony i walczyła z własną słabością: starała się nie jęczeć. Uderzenia bioder były tak silne, że jedną szpilkę oparła o krawędź stopnia. Dzięki temu łatwiej było jej utrzymać stabilną pozycję.

    Oboje robili sporo hałasu, a Stefek musiał być bardzo podniecony, bo po dwóch-trzech minutach, które w tej bramie trwały wieczność, naprężył się i z sykiem wytrysnął w Oliwkę. Ona intensywnie łapała powietrze, jak ryba wyciągnięta z wody. Jeszcze odwrócił ją i zmusił do wylizania penisa. W uroczym przysiadzie obsługiwała go z tiszertem zrolowanym pod brodą. Trzymał piersi, miętosił je i z satysfakcją patrzył, jak dziewczyna oblizuje penisa. Jeszcze próbował posuwać ją w usta!

    Kiedy wreszcie skończyli, dałam jej chusteczki do wytarcia i wyszłam przed bramę. Widziałam, że śluz pociekł na jej ozdobną obrożę. Powiedziałam jej, podziękowała. Nadal podniecona, rozdygotana, rozgrzana nie odczuwała tak delikatnych bodźców, jak krople śluzu na obroży. Po chwili pojawił się Stefek.

    – Teraz bym ciebie wyruchał – szepnął, siadając na murku obok mnie. Jeszcze było widać erekcję.

    – Nie przesadzaj – uśmiechnęłam się, rozbawiona jego deklaracją.

    Zaczekaliśmy na Oliwkę. Wyszła, wyrzuciła chusteczki i podeszła do mnie.

    – Nie dostaniesz bielizny – wyjaśniłam jej.

    Decyzję przyjęła bez słowa protestu. Karnie kiwnęła głową. Chyba nawet odpowiadała jej taka sytuacja. Wyjęła szminkę i poprawiła usta.

    – Ale miałam orgazm… – uśmiechnęła się, zatrzepotała rzęsami i kilka chwil poruszała biodrami, jakby tańczyła.

    Też uśmiechnięci patrzyliśmy na nią. Nam również spodobała się ta ekscytująca i niecodzienna zabawa. Sunia założyła torebkę na ramię i ruszyła między nami. Stefek obiecał nam lody.

    *

    – Szkoda, że mieszka tak daleko – kilka godzin wcześniej wyznałam po cichu Stefkowi, gdy Oliwka, po krótkiej sesji zdjęciowej zakończonej seksem, była zajęta oglądaniem jakiejś wystawy obrazów na Długiej. Z kolei paru mężczyzn z zainteresowaniem obserwowało efektowną blondynkę, która założyła beżowy tiszert z odważnym, szerokim wycięciem. Podkreślał jej opaleniznę, ładnie eksponował biust, a gdy nachyliła się…

    – Korzystaj póki możesz – westchnął sentencjonalnie. Miał podobne odczucia.

    Dlatego nie zaskoczył mnie wieczorem, kiedy siedzieliśmy na kanapie przed telewizorem. on czytał swój tygodnik, ja – książkę, a sunia oglądała tv. W pewnym momencie odłożył tygodnik, przysunął się do mnie i bez słowa odchylił spódniczkę. Sprawdził, czy mam majtki. Suczka siedziała na dywanie przy jego nogach i patrzyła w ekran. Pan ruchem brwi polecił mi zdjąć majtki. Zdjęłam. Położyłam na kanapie i rozchyliłam nogi. Pan uśmiechnął się. Na tyle się znaliśmy, że byłam domyślna. Suczka uważnie nam się przyglądała.

    Chwilę później sytuacja bardzo się zmieniła. Wystarczyło jedno polecenie Pana. Klęczałam na czworakach na tapczanie. Już bez spódniczki i bez bluzki. Suczka zdjęła mi stanik. Pan usiadł na kanapie i masował moją łechtaczkę. W drugiej ręce trzymał pierś. Miętosił, masował ją, drapał sutek paznokciem, więc brodawka stwardniała.

    – Sunia, moje spodnie! – polecił krótko.

    Suczka sprawnie rozpięła mu spodnie, wyjęła penisa i klęcząc na dywanie, zaczęła go lizać.

    – Od razu zapamiętała, że bez naszej zgody nie było jej wolno siedzieć na kanapie – pomyślałam z satysfakcją.

    Ani razu nie dostała od nas takiej zgody. Chyba, że chodziło o seks…

    *

    Dn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Nowy uczen

    Dreszcze owładnęły całym ciałem Franka. Przeżywał ekstazę estetyczną, tak jak zawsze, słysząc kulminacyjny moment jednego ze swoich ukochanych utworów. Po zakończeniu, natychmiast włączył następny ze swojej top listy. Uwielbiał takie chwile z samym sobą. Ponownie zaczął się nakręcać narastającym uczuciem – porównywalnym w swojej intensywności tylko z przyjemnością seksualną. Znów zbliżał się kolejny odlot, aż tu nagle… nastąpiło brutalne zetknięcie z glebą. Do pokoju ktoś wszedł. Chłopak nienawidził, gdy ktoś zakłócał mu takie chwile. Miał ochotę zadać mu w zemście najgorsze tortury świata. Tym kimś okazał się ojciec.

    – Co ty tu robisz?! Dlaczego nie ma cię w szkole?!

    – …yyy… bo… odwołano zajęcia. Był alarm, bo ktoś dla żartu zadzwonił, że na terenie szkoły jest bomba – chłopak zaraz poczuł zażenowanie swoim niedorzecznym wytłumaczeniem.

    – Alarm bombowy? Co za bzdury! – ojciec zaśmiał się szyderczo. 

    – Zaraz zweryfikujemy, ile w tym prawdy!

    Ojciec udał się do sąsiedniego pokoju i począł wykręcać numer do sekretariatu szkoły. W międzyczasie Franek cały dygotał na myśl o konsekwencjach kłamstwa. Nie zamierzał iść do nowej szkoły, o której nasłuchał się tylu niepochlebnych opinii. Był tam tylko na rozpoczęciu roku, zarazem nie mając wystarczająco dużo odwagi, by powiedzieć rodzicom, że nie zamierza do niej uczęszczać. 

    – Ha! Mam cię!!! Nie byłeś w szkole od prawie dwóch tygodni! – ojciec wrócił do pokoju.

    – Nie będziemy teraz roztrząsać szczegółów twojego szczeniackiego zachowania. Ubierz się jak człowiek, to odwiozę cię na lekcje.

    Roztrzęsiony chłopak posłusznie wykonał polecenie ojca. Przebrał się w bardziej wyjściowe ubranie i udał się za ojcem do samochodu. W trakcie drogi do szkoły oczywiście non stop rozmyślał o konsekwencjach swojego postępowania. Zapewne po prostu dostanie szlaban na komputer, co było w zasadzie jedyną karą zadawaną przez  rodziców. Kary cielesne nie były w jego domu stosowane, za wyjątkiem odległego dzieciństwa. Pamiętał, że wtedy zdarzyło mu się razem z siostrą oberwać parę razy przez spodnie. Chociaż pogróżki związane z laniem ze strony rodziców nierzadko się zdarzały, to od lat nie były urzeczywistniane. Poza tym, nawet te lania, które miały miejsce, nie były na goło. Jednocześnie myśl o nim tj. o laniu na gołe pośladki, prześladowała go od dawna, wywołując w chłopcu mocno ambiwalentne odczucia. Z jednej strony strach, z drugiej niesamowitą i perwersyjną żądzę seksualną. Myśl, że ktoś mógłby brutalnie stymulować jego gołą pupę stanowiła jedną z jego głównych fantazji erotycznych. Po pierwsze sama perspektywa bycie karanym, traktowanym jak gówniarz go podniecała, a po drugie sposób, który wydawał mu się stanowić niemal maksimum możliwego upokorzenia. Świadomość, że ktoś bije i ogląda jego obnażoną tylną część ciała. A to dlatego, że tyłek zawsze stanowił dla niego część najdziwniejszą, nie mniej intymną co genitalia, bo z jednej strony erogenną, a z drugiej związaną z wypróżnianiem i puszczaniem gazów. Innymi słowy – podwójnie wstydliwą. Zawsze go dziwiło, że ludzie postrzegając pupę jako obiekt seksualny, zdają się ignorować jej podstawową funkcję biologiczną. Nie trafiał do niego argument, że to odbyt ją spełnia, nie pośladki. Bo po pierwsze, sam odbyt też jest przez wielu postrzegany jako strefa seksualna, a po drugie pośladki przecież stanowią w oczywisty sposób do niego “bramę”. Ów kontrast w postrzeganiu tyłka, ta “zmowa milczenia” na jego temat, tylko podsycały jego chuć. Nigdy jednak nie dzielił się z nikim swoją filozofią seksu, ani erotycznymi skrzywieniami, bo był dopiero nastolatkiem, który właśnie zaczynał szkołę średnią. Ponadto nikt by go nie zrozumiał i tylko naraziłby się na ostracyzm ze strony otoczenia. Tymczasem utrzymując w tajemnicy swoje zboczone fantazje, zachowywał się jak normalny chłopak w swoim wieku. Był wygadany, podobał  się dziewczynom, a nawet miał już za sobą inicjację seksualną. Dziewczyna z którą stracił cnotę parę tygodni wcześniej, nawet nie przypuszczała, jakie Franek miał myśli pieszcząc ochoczo jej pośladki w trakcie seksu. W obecnej chwili jednak miał na głowie inne sprawy, niż fantazje seksualne. Ale od perspektywy kary znacznie bardziej przerażało go, że teraz już niemal na pewno nie wykręci się od szkoły, która jawiła mu się jako źródło, mającego niebawem nadejść koszmaru. Czytając wypowiedzi na forach, trafił nawet na takie, które sugerowały, że w owej szkole nadal czasem są stosowane kary cielesne. Jednak niewiele osób tak twierdziło, w dodatku były to głównie osoby, które już dawno szkołę skończyły, poza tym każdy taki komentarz zaraz były dementowany innym, który wyśmiewał takie opowieści jako wyssane z palca. Warto też nadmienić, że żadna z osób to piszących nie doświadczyła tego na własnej skórze, ani nie była tego świadkiem, tylko powtarzała rzekome informacje z drugiej ręki. Zatem poza małą iskierką niepokoju, akurat to nie stanowiło źródła niepokojów Franka.

    – Teraz słuchaj uważnie – ojciec zatrzymał się przed szkołą – wręczysz tę karteczkę pani dyrektor, do której gabinetu w tym momencie się udasz.

    Chłopaka totalnie zmroziło, lecz nie ośmielił się zaprotestować. Drżącą dłonią wziął kartkę od ojca i udał się na chwiejnych nogach w stronę złowieszczego budynku. Starał się iść jak najwolniej, by maksymalnie opóźnić wszystko, co miało za chwilę nadejść. Po przekroczeniu progu szkoły, serce mu przyspieszyło.

    – Przepraszam, którędy do gabinetu dyrekcji? – spytał się w portierni.

    – Schodzami w górę i w prawo.

    – Dziękuję.

    W końcu znalazł się pod upiornymi drzwiami, był bliski omdlenia. Głęboko oddychając i zamknąwszy oczy, zapukał.

    – Proszę – odpowiedział mu zimny głos o niezwykle nieprzyjemnej barwie. Franek wszedł do środka mając nadzieję, że przynajmniej częściowo mu ulży. Nic takiego się jednak nie stało. Jego przerażenie tylko wzrosło, gdy ujrzał twarz dyrektorki mocno przypominającą Bonnie Aarons (grała demoniczną zakonnicę w dość znanym horrorze).

    – Mój tata prosił, by to pani wręczyć – dyrektorka przejęła od chłopca karteczkę i wyraźnie się rozpromieniła.

    – Ufff! Pewnie ojciec coś tam napisał na moje usprawiedliwienie – pomyślał chłopak. Dyrektorka lustrowała go wzrokiem, a było co lustrować. Franek był wprawdzie jeszcze nastolatkiem, ale miał zadatki na naprawdę przystojnego faceta. Brunet, szczupły, dość dobrze zbudowany, a nade wszystko przystojny. Miał jeszcze jedną cechę fizyczną, która mocno przykuwała uwagę. Jędrny niezwykle apetyczny tyłek. Jego pupa była lekko umięśniona, a zarazem nadal dość miękka i przyjemna w dotyku. Jego aktualna dziewczyna uwielbiała ją klepać i ugniatać. Jednocześnie zawsze był tam ogolony, tak samo na mosznie i kroczu. Golił sobie też pachy i usuwał włosy z palców u stóp. Na klacie i brzuchu nie miał dużego owłosienia, więc nie widział konieczności, by je golić. Z kolei włosy na nogach i rękach oraz nad przyrodzeniem (te ostatnie odpowiednio przystrzyżone) uważał za przejaw męskości. Jego dziewczyna podzielała jego preferencje.

    – To jak? Już nabrałeś ochoty do nauki? – zapytała życzliwie. Zmieszany chłopak nic nie odpowiedział.

    – Postaram się, żebyś jej niebawem nabrał. Tymczasem chciałabym ci pokazać twój nowy drugi dom. Nie byłoby to konieczne, gdybyś chodził od początku, ale trudno. Skoro jest jak jest, to sama cię oprowadzę.

    Chłopakowi emocje w dużej mierze opadły. Dyrektorka wprawdzie miała trochę straszny wygląd i głos, jednak zrobiła się teraz na tyle miła, że poczuł znaczną ulgę. Dalsze ich konwersacje przebiegały już w wyraźnie serdecznym tonie, podczas gdy przechadzali się skomplikowanym labiryntem korytarzy, nasuwającym skojarzenia z filmem “Lśnienie”. Dyrektorka była bardzo wysoką kobietą. Miała blisko 1,8 m, a przez szpilki była jeszcze wyższa. Czuł się z tym nieco nieswojo, bo miał 1,75 m.

    – To z czego byłeś prymusem?

    – Z matmy, angielskiego, geografii, historii… no w zasadzie, to ze wszystkiego.

    – Czyli taki zdolniacha z ciebie? 

    Franek i dyrektorka razem się zaśmiali, atmosfera wydawała się już całkowicie luźna.

    – To mam nadzieję, że naszą szkołę też będziesz godnie reprezentował. Będzie ku temu wiele okazji. Są też rozgrywki sportowe, co ty na to?

    – Z tym już trochę gorzej. W zasadzie tylko unihokej. W nogę, kosza czy ręczną też mi nieźle idzie, ale generalnie gry zespołowe to nie moja bajka.

    – Indywidualista, co? 

    – Czemu właściwie rodzice postanowili zapisać cię do nas? Na pewno nie z powodu kłopotów w nauce. Jesteś trochę niesubordynowany, nie mylę się?

    – No, trochę tak. Ale mam wrażenie, że rodzice, mimo wszystko z tym przesadzają.

    – Tak? Nie wydaje mi się – powiedziała już mniej przyjaznym tonem, niż dotychczas. Franek trochę się zestresował, ale starał się nie tracić pewności siebie.

    – Chodzi o to, że rodzice trochę za bardzo chcieliby mnie kontrolować. Nie uważa pani, że w moim wieku trzeba by już jednak zostawić ludziom większą przestrzeń swobody?

    – To zależy – ku lekkiemu przerażeniu chłopca powiedziała to już zupełnie surowym tonem. 

    – Na niektórych potrzeba sterowania silnej ręki. Prawdę mówiąc, ty właśnie mi na takiego wyglądasz.

    Korytarze jakby stawały się coraz mroczniejcze. Ich podobieństwo do tych z “Lśnienia” teraz już było mniej interesujące, a raczej coraz bardziej napawające grozą.

    – Jakie kary rodzice zwykle stosują wobec ciebie?

    Chłopak znowu poczuł, że robi mu się słabo.

    – Różne. A czemu pani pyta?

    – Zawsze udzielasz takich niekonkretnych odpowiedzi? W tej szkole prędko nauczysz się czego innego. Ponadto przestaniesz zadawać dodatkowe zbędne pytania. A więc, to bez znaczenia czemu pytam, istotne, że masz odpowiedzieć i to precyzyjnie.

    Franek czuł, że chce natychmiast się stąd wynieść. Nie miał jednak zielonego pojęcia jak. W tej części szkoły, chyba podziemnej, już nie było okien, tylko gdzieniegdzie paliło się blade światło. Zaraz przeszli przez drzwi do kolejnego korytarza na którym był starty napis, coś jakby: “ekto ar”.

    – No, więc? – dyrektorka odezwała się po chwili ciszy jeszcze badziej nieprzyjemnym głosem i już lekko podniesionym.

    – Szsz…labany na komputer – odpowiedział chłopiec jąkając się. I wtedy jak grom z jasnego nieba poraziła go świadomość tego, co było napisane na drzwiach do korytarza: “SEKTOR KAR”. I jakby w odpowiedzi na jego myśl dyrektorka zadała pytanie:

    – A lanie dostajesz? Takie porządne oczywiście, na gołą pupę odpowiednim narzędziem.

    – Nie!!! I ni…nikt nie będzie mnie bił! – w przypływie odwagi wykrzyczał to prawie w twarz dyrektorki. O dziwo, ona jednak nie straciła panowania nad sobą i stoickim głosem powiedziała:

    – Na jutro zapiszę cię na wizytę do szkolnej higienistki. Jest czymś niedopuszczalnym, by uczniowie naszej szacownej szkoły mieli nieświeży oddech.

    Franka totalnie zamurowało i spiekł raka. Rzeczywiście w pośpiechu nie zdążył umyć zębów przed wyjściem, a przez stres przykry zapach jeszcze się pewnie nasilił. Był zażenowany, bo nigdy nikt mu nie powiedział czegoś podobnego i zawsze bardzo dbał o higienę. Ze wściekłości aż zaszkliły mu się oczy.

    – I co, wielki prymusie? Teraz rozmażesz się jak małe dziecko? Wściekanie się naprawdę nic nie da, a te nerwy zaraz i tak wyrzucę ci przez tyłek.

    – Alee… przecież list od taty…

    – W którym prosi bym użyła wszystkich środków niezbędnych, by ustawić cię do pionu. Nie wyłączając oczywiście najbardziej radykalnych – na jej twarzy pojawił się perwersyjny uśmiech – których skuteczność została wielokrotnie potwierdzona na dupskach takich bezczelnych gówniarzy jak ty.

    Dyrektorka chwyciła go mocno za rękę.

    – No, gnojku. Idziemy tutaj.

    Franek próbował się wyrywać i stawiać opór. Na próżno, bo wykręciła mu ręce do tyłu. Z zażenowaniem musiał przyznać, że jest nie tylko od niego wyższa, ale i silniejsza. Wepchnęła go do sali. Tak mocno, że upadając na podłogę, zdarł sobie łokieć.

    – Nie sądziłam, że z ciebie takie chuchro. Nie umiesz w ogóle utrzymać sztywnej postawy. Może nie należało opuszczać zajęć sportowych? Żadnych innych zresztą też nie warto.

    Dyrektorka podniosła go za włosy, sprawiając chłopakowi spory ból i gwałtownie zdjęła mu koszulę. Następnie ciągnąc za ucho, doprowadziła go pod biurko i na nie popchnęła. Skrępowała mu ręce, a także nogi specjalnymi pasami i wymierzyła wypiętemu i unieruchomionemu kilka solidnych klapsów w tyłek przez jeansy.

    – To na rozgrzewkę, a teraz część właściwa.

    Rozpięła mu pasek od spodni, opuszczając je poniżej kolan i podwinęła bluzkę. Teraz jego seksowną pupę okrywały tylko obcisłe bokserki. Zaraz posypała się na nią seria siarczystych klapsów. Franek był tak zszokowany, że nie był w stanie wydusić z siebie choćby słowa. Cała sytuacja przypominała najgorszy koszmar senny, ale i najbardziej rozkoszną fantazję seksualną. Jego twarz była zalana łzami i czerwona ze wstydu i złości. W tym samym czasie jego penis wyraźnie zaczynał dawać o sobie znać, przejawiając pierwsze fizjologiczne symptomy sadomasochistycznego napięcia, jakie od pewnego czasu już wisiało w powietrzu pomiędzy katem a ofiarą. W trakcie pierwszego etapu lania chłopak zdążył zauważyć też lustro naprzeciwko biurka, zawieszone na drzwiach, na którym obracając głowę mógł śledzić przebieg żenującej sytuacji z innej perspektywy.

    – No, co się mówi? – lanie na chwilę ustało.

    – Słyszę ciszę. 

    – Słyszę ciszę!!! – dyrektorka niemal się wydarła. 

    – Wiesz, kto był moim poprzednikiem na tym stanowisku? – opowiadając odsłoniła mu tyłek, wsadzając materiał bokserek między obnażone pośladki chłopca.

    – Pan Robert. Został on zawieszony, gdyż postawiono mu zarzuty o napaść seksualną na jedną z uczennic.

    – Ale moim zdaniem to po prostu zwykłe kalumnie opowiadane przez uczniów, którzy nie mogli znieść tu rządów tak twardej ręki. Jednak postaram się go zastąpić, do oczyszczenia z zarzutów, na tyle, na ile tylko będę w stanie.

    Pierwszy klaps spadł na jego nagą pupę. I musiał przyznać, że dyrektorka miała naprawdę mocne uderzenie. Syczał z bólu, zaciskając zęby i co jakiś czas zerkał na lustro, obserwując swoje prędko zmieniające kolor pośladki. Penis Franka był już twardy jak stal i ociekający śluzem. Świadomość, że teraz dyrektorka ma już bezpośredni kontakt z nagą skórą jego wstydliwej części ciała, była niesamowicie stymulująca. Po dziesięciu klapsach wyjęła mu zwężony materiał spomiędzy pośladków i odchyliła na bok odsłaniając rozkoszny tyłek chłopaka prawie w pełnej okazałości. Po chwili przerwy, znienacka wymierzyła mu kilka szybkich, nieregularnych i niezwykle mocnych klapsów. Franek aż stęknął. Zaraz odchyliła bokserki w drugą stronę i powtórzyła operację. Tym razem stęknął jeszcze głośniej, a w wyniku zaskoczenia nagłymi i ostrymi uderzeniami, aż puścił cichego krótkiego zefira. Teraz był już czerwony jak burak i chciał jak najszybciej zakończyć całą tę sytuację, ale jednocześnie jego podniecenie z tą chwilą wskoczyło na wyższy poziom. Przecież spełniały się jego mokre sny! Z drugiej strony poczucie okropnego zbrukania, poniżenia. Targająca nim ambiwalencja uczuć była ciężka do zniesienia. Tymczasem niemal od razu po ledwo słyszalnym pierdnięciu, lanie ustało.

    – Przepraszam! – korzystając z chwili ciszy zakrzyknął Franek, gdy na moment pragnienie zachowania resztek godności zwyciężyło nad jego perwersyjną chucią.

    – Przepraszasz za…

    I niestety (albo stety) teraz znów złość i podniecenie zdominowały jego poczucie rozsądku, a więc milczał.

    – Dobrze, powiedzmy, że przyjmuję przeprosiny za to, że puściłeś bąka, ale nadal oczekuję na te drugie.

    – Niech to szlag! Jednak usłyszała! Nie dość, że wyszło na to, że nie myję zębów i śmierdzi mi z japy, to jeszcze wyszło na to, że pierdzę przy ludziach. Trzeba, kurwa, było pójść do kibla przed wyjściem z domu – w głowie Franka kotłowały się takie właśnie myśli, jednak, co się stało, pozostanie zapisane w kartach wszechświata na zawsze. Chorując na zespół drażliwego jelita zawsze chodził się wypróżnić i wypuścić gazy z rana przed szkołą, w przeciwnym razie “przelewało” mu się w brzuchu i dostawał koszmarnych wzdęć. Pierdzenie przed ludźmi albo zianie na nich nieświeżym oddechem było zawsze tym, co go najbardziej obrzydzało i żenowało, a teraz on zaliczył obie te wpadki. Jednak, w tym kontekście nakręcało to jeszcze dodatkowo jego chuć. On – przystojniak imponujący osobom obu płci – teraz jest śmierdzielem, który dostaje lanie na wypiętą gołą dupę i to w dodatku od silniejszej i wyższej od siebie kobiety. Wprost idealny scenariusz, zarówno największego możliwego poniżenia, jak i perfekcyjnej gry erotycznej.

    – ha ha, zbiłam cię z pantałyku, co? – dyrektorka pogardliwie się zaśmiała, po czym opuściła tylną część jego bokserek poniżej tyłka i przystąpiła do dalszej części kary. Teraz już na rozgrzanych i rozpalonych do czerwoności pośladkach chłopca. 

    – Im bardziej to pupsko czerwone, tym mniej bezczelne. Nie sądzisz?

    – Nie pamiętasz, co mówiłam? Na zadane pytanie mam uzyskać odpowiedź, a to nie było pytanie retoryczne.

    Po krótkiej przerwie, w której nie usłyszała odpowiedzi, kontynuowała karę paddlem. Bolało niemiłosiernie i w końcu chłopak się złamał. Salę wypełniał, obok odgłosu “klaśnięć” w pośladki, jego coraz bardziej rozpaczliwy krzyk, aż do ponownego nastania ciszy.

    – No, to masz zamiar w końcu przeprosić za swoje szczeniackie zachowanie czy będziemy tak do jutra? Bo zapewniam cię, że ja mam czas, w przeciwieństwie do ciebie. Przez te dwa tygodnie uzbierało ci się trochę zaległości. Jeżeli nie nadrobisz ich w najbliższy tydzień, to oprócz kar za zachowanie, będziesz otrzymywał również lania za brak postępów w nauce. Co ty na to? 

    – Gówno.

    Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Dyrektorka zerwała mu bokserki i odrzuciła na bok. W konsekwencji wzwiedziony penis wyskoczył, uderzając o biurko. Na szczęście dyrektorce nie udało się tego dostrzec. W czymś, co można by określić “kontrolowaną furią”, dyrektorka okładała Franka pupę ostrymi uderzeniami paddla, od czasu do czasu trafiając w nogi, a nawet w plecy. Chłopak wrzeszczał już chyba na najwyższych możliwych rejestrach. Przy okazji kilka razy wypuścił wiatry, z których każdy następny był głośniejszy od poprzedniego, a ostatni w dodatku… z kleksem.

    – Właściwie to miałeś rację z tym słowem na “g”. To było wulgarne, ale profetyczne – dyrektorka parsknęła śmiechem lekko dysząc.

    – Mam też dla ciebie niespodziankę. Wszystko, co miało i ma miejsce w tej sali jest nagrywane, i to nie tylko obraz, ale i… dźwięk – ponownie się zaśmiała. Rada pedagogiczna będzie miała niezły ubaw, choć niektórych też może nieco zemdlić. Ewentualna kara może też obejmować wyświetlenie tego przed całą szkołą.

    – Przydałoby się trochę przewietrzyć. Szkoda, że brak tu okien, bo trochę mi niedobrze od fetoru tych gazów. Mam przeczucie, że będą na ciebie wołali “pierduś” albo “sraluś”. Nie sądzisz?

    – Ty wstrętna i podła suko!!! Masz ryj jak monstrum z horroru! Jak śmiesz tak poniżać ludzi?!

    Franek już odchodził od zmysłów, więc zdobył się na ten ostatni desperacki krok, nie bardzo zdając sobie sprawę z jego wysoce nieprzyjemnych konsekwencji. Był bardzo bliski omdlenia, ale i orgazmu. Czuł, że jądra ma już przepełnione nasieniem. Ku swemu zdziwieniu, nie wprawił dyrektorki w kolejny atak szału, tylko słyszał, jak szuka czegoś w szufladzie biurka. Za jakiś czas poczuł papier toaletowy między pośladkami. Dyrektorka wytarła mu kleks i wrzuciła brudny papier do kosza.

    – U pani higienistki rozbierzesz się całkiem i pokażesz jej KAŻDY zakamarek swojego ciała brudasku.

    Potem przetarła mu między pośladkami także chusteczką higieniczną. Na dłoniach miała gumowe rękawice. Lekko odchyliła mu najpierw jeden pośladek, potem drugi, każdy otrzymał po jednym ukłuciu. Położyła strzykawkę na biurku i wymierzyła mocnego klapsa w pupę. Franek zawył z bólu. Wyglądało na to, że zwiększyła się wrażliwość jego skóry na ból. Za chwilę nastąpiło uderzenie paddlem, wywołując o wiele większy dyskomfort. Następnie zamachnąwszy się, uderzyła nim kilka razy z całej siły. Chłopakowi pociemniało przed oczami i na chwilę stracił przytomność, by za moment ją odzyskać wraz z kolejnym i kolejnym uderzeniem. Kolorystyka jego pośladków była wprost nie do opisania, a już lekkie klepnięcie wywoływało ogromny ból. Zaś silne uderzenia paddlem mogłyby zostać zakwalifikowane do tortur i to bynajmniej nie najniższego rzędu.

    – To twoja ostatnia szansa. Przeprosisz albo zastosuję środek ostateczny.

    Franek nic jednak nie odpowiedział. Chyba nawet bardziej dlatego, że wydawanie z siebie jakichkolwiek artykułowanych dźwięków było ponad jego siły, niż z powodu uporu. Minęła nieco dłuższa chwila i przed jego oczami ukazało się coś przypominającego kawałek białej kredy, tylko mniejszego i węższego.

    – To jest czop. Wyjątkowo rzadko używany w murach tej szkoły. Wygląda na to, że zapiszesz się na stałe w kartach jej historii. Nic, tylko gratulować – rzekła ironicznie, po czym wpakowała mu czop w tyłek. Zaraz jednak mięśnie odbytu chłopaka wypchnęły przykre ciało obce na zewnątrz. Dyrektorka więc ponownie go wsadziła, by znowu stało się to samo, tylko tym razem z lekkim pierdnięciem. Wreszcie cicho śmiejąc się i szepcząc coś pod nosem, włożyła mu palec obudowany gumową rękawicą głęboko w kakaowe oczko, dopychając czop najgłębiej jak się da. Tak więc jeden czop znalazł się w odbycie chłopca, a drugi włożyła mu między pośladki. Efekt był natychmiastowy. Potworne pieczenie jakby rozrywające pośladki od środka. Przed twarzą Franka znalazła się miednica, podobnie jak z tyłu. Na ostro pokiereszowany tyłek i inne części ciała ponownie zwaliły się zmasowane uderzenia paddla. W dodatku podrażniony układ pokarmowy chłopaka zareagował bardzo negatywnie na ciało obce. Drżał, rozpaczliwie jęczał i wyrzucał z siebie coraz to kolejne i większe porcje wymiocin. Co chwilę mdlał i znowu odzyskiwał przytomność. Bolało go gardło od wrzasków i nieustannego wypluwania treści żołądkowej, dupa od czopa, paddla i zastrzyków, nogi i plecy, bo ich też dyrektorka całkiem nie oszczędziła, brzuch od wzdęć i niewypróżnionej kupy, wreszcie jądra od już dość długiej niemożności zaspokojenia seksualnego. Był skrajnie wyczerpany, ale przynajmniej brzuch robił się coraz lżejszy od wyrzucania niechcianej treści. Przydała się też miednica z tyłu, bo w pewnym momencie obok ciągłego rzygania, spomiędzy jego (niegdyś) ponętnych pośladków, trysnął gejzer biegunki. Wyrzucił z siebie serię głośnych i  przykro pachnących mokrych bąków oraz beknięć, by zaraz znowu eksplodować gównem z jednej, a rzygami z drugiej strony. W pewnym momencie ta nieprawdopodobna męka została wreszcie przerwana. Dreszcze skrajnie dewianckiej rozkoszy wstrząsnęły całym jego ciałem. Przeżywał największy orgazm swojego życia i jęczał wniebogłosy. Jego ptak tryskał białym płynem pod takim ciśnieniem, że sperma znalazła się po drugiej stronie miednicy. W końcu mrok go ogarnął na dłuższy czas.

    ==

    Gdy się ocknął, poczuł na swoim ciele lodowatą wodę puszczaną pod sporym ciśnieniem. W dodatku uświadomił sobie, że jest teraz całkowicie nagi. Gdy w pełni doszedł do siebie, dotarło do niego, że jest pod prysznicem, prawdopodobnie na szkolnym basenie. Stała nad nim dyrektorka i co jakiś czas puszczała strumień wody, gdy ta przestawała lecieć.

    – Wstań! – zakomenderowała. Franek stanął zasłaniając przyrodzenie. 

    – Nie rozśmieszaj mnie! – dyrektorka była wyraźnie rozbawiona – od pół godziny oglądam cię na golasa, więc trzymaj ręce wzdłuż ciała.

    Chłopak wykonał polecenie i odsłonił lekko stwardniałego fiuta.

    – Właśnie temu teraz zaradzimy. Nie może ci twardnieć siusiak podczas kary, a ty jeszcze się zsikałeś na biało. Więc zapewniam cię mały zboczku, że to się więcej nie powtórzy – mówiąc to, zsunęła mu napletek i wkłuła się strzykawką w odsłoniętą główkę penisa. Franek wrzasnął z bólu. Aż musiał się oprzeć o ścianę, bo w przeciwnym razie, by znów zemdlał. W wyniku wstrzykniętej substancji ptak chłopcu zupełnie opadł, jednak nie podniecenie. Ku swojemu przerażeniu nie mógł przekuć seksualnej ekscytacji w erekcję, co było niesamowicie frustrujące.

    – I co? Niezbyt to miłe gnojku, prawda?

    – Nie, proszę pani – odrzekł z rezygnacją chłopak, którego duch uporu został całkowicie złamany.

    – Bardzo ładnie. Posłuszeństwo w naszej placówce to podstawa. A wszelkie przejawy niesubordynacji są tu bezwzględnie zwalczane, jak już chyba zdążyłeś zauważyć – zaśmiała się pogardliwie, po czym zaczęła mu smarować przyrodzenie mydłem, najpierw penisa z zewnątrz, potem pod napletkiem, mosznę. Następnie nasmarowała mu pośladki, wymierzając przy okazji kilka klapsów w śliską pupę. Wyczyściła mu również tyłek w środku, nurkując dwoma palcami w jego czekoladowej dziurce. Namydliła mu też resztę ciała, wszystko robiąc w swoich gumowych rękawiczkach. W końcu spłukała mu z ciała mydło już nieco cieplejszą wodą i wyszła, a Franek zrezygnowany czekał. Strach błysnął mu w oczach, gdy ponownie wróciła z paddlem i jakimiś spodniami.

    – Wypnij pośladki! – otrzymał dziesięć solidnych uderzeń na swój mocno przebarwiony już zadek.

    – Nałóż to! – Franek włożył spodnie, prędko się orientując, że coś jest nie tak. Okazało się, że mają z tyłu wycięcie przez co widać mu całą gołą pupę. 

    – Od przyszyłego tygodnia będziesz za karę się w to ubierał do odwołania. 

    Wymownie spojrzała na chłopca i ciągnęła dalej:

    – Twoje zachowanie było tak skandaliczne, że w poniedziałek, środę i piątek w przyszłym tygodniu dostaniesz lanie na dziedzińcu na oczach całej szkoły. W pierwszy dzień w tych spodniach, w środę nago od pasa w dół, a w piątek całkiem nago. W ramach konsekwencji film z dzisiejszej kary w gabinecie w odpowiednim czasie również zostanie wyświetlony w naszej szkole. A teraz jeszcze raz się wypnij.

    I tak ostatnie tego dnia uderzenia paddla spadły na biedny zmasakrowany tyłek Franka. Miało ich być trzydzieści: piętnaście razy paddlem i potem jeszcze drugie tyle klapsów. Chłopak wytrzymał sześć uderzeń, ale potem rozpłakał się jak małe dziecko. W dodatku dwa klapsy przed końcem kary znów popuścił rzadki stolec przy akompaniamencie kilku wiatrów.

    – Nie byłbyś sobą, gdyby się to nie stało, ale ufajdałeś spodnie, więc upierzesz je zaraz ręcznie – dyrektorka zachichotała i zrobiła zdjęcie jego uwalonej nagiej pupy i ubrudzonych na brązowo ekscentrycznych spodni. Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maurycy Pawliński
  • “Nawrocona” – czyli przyrodnia siostra musi stac się hetero

    „Nawrócenie”

    Julia stała przed szkołą nerwowo paląc mentolowego Marlboro. Razem z nią była jej starsza przyjaciółka- Zosia.

    -Jeśli tego nie zdam to mnie rodzice wyrzucą z domu. Mówię Ci!- powiedziała zdenerwowanym głosem.

    -Daj spokój, Julka. Mówiłam Ci, że jeśli nie zdasz to…

    Dziewczyna przerwała jej w środku zdania.

    -Zamknij się, nawet mi o tym nie mów. Nie ma takiej możliwości. Popatrzyła na Zosię wzrokiem pełnym złości.

    -Zdam tą maturę, wyjadę stąd i uwolnię się z tej średniowiecznej wioski.

    Nagle ktoś wybiegł z budynku szkoły.-

    -Julka, chodź, czytają Twoje wyniki.

    Zosia została na zewnątrz i odpaliła drugiego papierosa. Nie zdążyła jeszcze go dopalić, a z budynku wybiegła roześmiana Julka z dokumentem w dłoni.

    -Zdałam! – Wykrzyknęła i rzuciła się na Zośkę.

    -Wiedziałam.

    Obie przytuliły się mocno do siebie.

    -Muszę już iść, mój ojczym dzwoni- powiedziała Julka.

    -Ok, pa kochana.

    Julia właśnie skończyła liceum i koniecznie chciała dostać się na studia by wyprowadzić się z domu. Mieszkała z mamą oraz Arturem- jej ojczymem. Mieszkał z nią też jej przyrodni brat- Czarek, ale miała z nim bardzo kiepski kontakt. Czarek był od niej 6 lat starszy, studiował i właściwie bardzo niewiele czasu spędzał w domu, raczej tylko tam nocował. Jeśli już się widzieli to albo robił docinki na temat wyglądu jej lub jej koleżanek. Jej rodzina była bardzo religijna. Jej mama i Artur często udzielali się w kościele, a Artur nawet grywał w kościelnym chórze. Z pozoru całkiem udana rodzina, ale Julka miała pewien sekret, który mógłby zburzyć całą tą sielankę.

                -Mamo, mamo!- Julka wbiegła do domu z wypiekami na twarzy, ciężko dysząc, ale uśmiechając się jednocześnie – Zdałam!

    -Ach, wierzyłam w Ciebie.

    -Teraz będę mogła wyjechać do Warszawy?- Zapytała Julka.

    -Posłuchaj, kochanie- rozmawiałem na ten temat z Arturem. Zgodziliśmy się byś wyjechała, ale chcę byś coś dla mnie zrobiła przed wyjazdem. Chcę byś pojechała do Watykany, do papieża by pobłogosławił Cię na te najbliższe 5 lat.

    -Pojedziesz ze mną, mamo?

    -Niestety ja nie mogę. Pojedziesz z Arturem i Czarkiem.

    -Co? Jak to? Dlaczego z nimi?

    -Jesteśmy rodziną i musimy się wspierać. Czarek musi odpokutować, a Artur zaopiekuje się Wami.

    -Ale, mamo…

    -To jest mój warunek. Zgadzasz się albo zostajesz w domu.- stanowczo zażądała matka.

    -Dobrze, zgadzam się…

                Po wylądowaniu, cała trójka udała się do jednego z małych hoteli na przedmieściach Rzymu. Odkąd Julia była w Rzymie cały czas nie mogła pozbyć się wrażenia, że ktoś na nią zerka. Na lotnisku, na ulicy, w taksówce czuła na sobie wzrok pożądania. Elegancko ubrani włosi nawet idąc ze swoimi żonami nie mogli się oprzeć wgapianiu się w nią. Julia była niezwykle urodziwą niewiastą, a będąc na południu Europy jej uroda stawała się jeszcze bardziej egzotyczna. Miała krótkie, kręcone, blond włosy, bladą cerę i ogromne błękitne oczy. Mały nos po środku twarzy sprawiał, że jej buzia wyglądała jeszcze na niezwykle niewinną. Kiedy się uśmiechała w policzkach miała urocze dołeczki, a z prawej strony ust pieprzyk. Jej usta wyglądały jakby były zrobione ze słodkiej pianki- pełne, delikatne i naturalnie zmysłowe. Miała filigranową figurę o idealnych proporcjach. Nosiła zazwyczaj zwiewne sukienki oraz trampki. Na co dzień była raczej uroczą, skromną dziewczyną.

                „Chciałabym teraz być z Tobą i wylizywać Twoją słodką cipkę”- to był sms od Zosi. To była ich największa tajemnica. Zosia i Julia były parą, ale nikt o tym nie wiedział. Chciała wyjechać razem z nią do Warszawy i móc żyć normalnie. Julia wiedziała, że gdyby jej rodzice się dowiedzieli o tym to wyrzucili by ją z domu. Julia kiedyś pytała się matki co sądzi o homoseksualistach. Ona wtedy odpowiedziała, że jeśli jej dziecko byłoby homo to ona by tego nie przeżyła. Julka wiedziała, że matka mówiła śmiertelnie poważnie. „Będę grzeczną suczką, proszę Pani. Moja cipka jest w całości Twoja”- odpisała. Julia czuła jak jej majtki stają się wilgotne. Marzyła by jak najszybciej wrócić do Polski i wyjechać z Zosią.

                -To jest Wasz pokój.- powiedział Artur

    -Nasz?- Czarek i Julia zapytali jednocześnie.

    -Tak, wasz. Nie sądzicie chyba, że będę rezerwował 3 pokój?

    -No, nie, ale… Mamy tu spać razem?- zapytała Julka

    -A co? Wstydzisz się brata?

    -Yyyy…

    -No właśnie, to już wskakujcie bo zaraz idziemy na kolacje.

    Oboje nieśmiało weszli do pokoju i położyli swoje walizki.

    Czarek zdjął koszulkę i zaczął się przebierać. Julia jest 100% lesbijką, ale jednak swojemu przyrodniemu bratu nie potrafiła odmówić urody. Czarek miał dłuższe brązowe włosy i piwne oczy. Nosił zazwyczaj białe zwiewne koszule i ciemne jeansy. Jej brat lubił dobrze wyglądać i podobał się kobietą. Był pewny siebie, zabawny, potrafił być szarmancki, aczkolwiek bywał też arogancki i złośliwy. Julka zwróciła uwagę na jego szeroki tors, umięśnione barki i brzuch- był naprawdę bardzo dobrze zbudowany.

    -Co, owieczko? (Czarek mówił tak do niej ze względu na burzę loków). Czemu masz taką minę? Wstydzisz się swojego braciszka?- Czarek mówił szyderczo

    -A może chciałaś sobie sprowadzić jakiegoś Włocha, co? Widziałem jak kokietowałaś ich na lotnisku. Jeden tak się w Ciebie wgapiał, że żona mu przywaliła.

    -Zamknij się, nikogo nie kokietowałam!- powiedziała Julka.

    -Jaaasne, kręciłaś tak tym tyłkiem, że sam się oglądałem- zaśmiał się Czarek.

    -Ty jesteś pojebany, zboczeńcu!- krzyknęła i wyszła z pokoju.

                Kiedy wróciła do pokoju jej brata jeszcze nie było. Była lekko pijana i cały czas pisała smsy z Zosią. Postanowiła wziąć jeszcze jedną butelkę wina do pokoju. Z wypiekami na policzkach położyła się na łóżku i pisała nadal z Zosią. „A teraz niech moja mała, prywatna dziwka pokaże swojej Pani jej własności”- brzmiał sms. Julka nigdy nie zabawiała się na odległość w taki sposób, ale bardzo ją to podniecało. Ściągnęła sukienkę i położyła się w samej bieliźnie. Nalała sobie kieliszek wina, który szybkim ruchem wypiła, a następnie zsunęła do kostek swoje białe figi. Jej cipka była wilgotna. Pomasowała ją przez chwile, patrząc na zdjęcie Zosi. Rozchyliła nogi, ustawiła aparat i zrobiła zdjęcie swojej różowej brzoskwince. W odpowiedzi dostała zdjęcie Zosi, która trzymała w ustach stringi Julki zostawione jeszcze przed wyjazdem z podpisem „Jeszcze są słodkie”. Julka dotknęła delikatnie swojej muszelki i w tym momencie nie wytrzymała. Małe dotknięcie wystarczyło by doznała orgazmu. Było jej cudownie. Leżała rozpalona na białej pościeli, w samym staniku, a z jej cipki wypływał soczek. Nalała jeszcze kieliszek wina i…. Zasnęła.

                Kiedy Julia się obudziła leżała wciąż na łóżku, ale jej ręce i nogi były przywiązane prześcieradłem do ramy i nie mogła się ruszyć. Usta miała zaklejone taśmą i była kompletnie naga. Przerażenie powodowało, że chciała krzyczeć, ale jej głos był stłumiony. Dookoła było ciemno. Zaczęła się szarpać, próbować się uwolnić, ale bezskutecznie. Nagle do pokoju wszedł Artur i Czarek. Artur usiadł przy jej łóżku, a Czarek trochę dalej chowając twarz w dłoniach. To przeraziło ją jeszcze bardziej. Ojczym trzymał jej telefon w ręku. Spojrzał na nią wzrokiem pełnym pogardy:

    -To co zrobiłaś jest potworne. Nigdy nie spotkałem nic tak obrzydliwego. Jesteś grzeszna i splugawiona.

    Julia spojrzała na Czarka, ale ten uciekał wzrokiem.

    -Długo rozmawiałem ze swoim przyjacielem z Watykaniu co z Toba zrobić. Przyniosłaś naszej rodzinie wstyd. Jest tylko jedno wyjście. Musisz mi powiedzieć- jesteś dziewicą?

    Julia przytaknęła machając głową.

    -W takim razie jest jeszcze nadzieja. Za godzinę przyjedzie tutaj mój przyjaciel. Jeśli oddasz swoją cnotę mężczyźnie możesz być jeszcze zbawiona.

    Julia gdy to usłyszała zaczęła miotać się na łóżku ze wszystkich sił, próbowała krzyczeć. Jej całe ciało napinało się próbując się uwolnić w rozpaczliwej walce. Czarek widząc to próbował odwrócić wzrok, nie widzieć tego…

    -Tak musi być- zwrócił się do niego ojciec.

    Julia nadal wierzgała się zwierzyna złapana w sidła. Próbowała krzyczeć. Wtedy Artur zamachnął się uderzył ją mocno w twarz.

    -Zamknij się, mała dziwko. Demon miota twoim ciałem, ale zaraz go z Ciebie wykurzymy.

    Julia opadła z sił, po jej policzkach zaczęły płynąć łzy.

    -Tato, zostaw ją.- krzyknął Czarek.

    -Ktoś musi to zrobić, synu. Ona zgrzeszyła.

    Czarek podszedł do łózka i ściągnął knebel z ust siostry.

    -Błagam, proszę, nie ściągajcie tu tego faceta. Zrobię wszystko, błagam.

    -Nie, ktoś musi Cię wybawić- powiedział Artur.

    Julia spojrzała na Czarka błagalnym wzrokiem.

    -Proszę…- wyszeptała.

    -Dobrze, ja to zrobię, tato.

    -Ale jak to? Ty?

    -Przecież nie jesteśmy spokrewnieni. Tato…

    Artur westchnął, spojrzał na Czarka i kiwnął głową.

    -Wrócę rano, a potem pojedziemy do lekarza sprawdzić czy wszystko się udało.

    Artur wyszedł z pokoju, a Czarek zaczął uwalniać Julkę.

    -Przepraszam, wiem, to nienormalne… Zaraz Cię uwolnię i odwiozę w bezpieczne miejsce.

    -Czarek, nie możesz. On tu wróci. On wróci i… Moja mam nie może się dowiedzieć. Naprawdę zrobię wszystko by się nie dowiedziała.

    -Chcesz…?- Zapytał Czarek

    -Tak, musimy. Tylko wiesz, ja już próbowałam kiedyś to robić z chłopcami, ale nie potrafię. Po prostu nie mogę się podniecić.

    Julia ubrała się i usiadła na łózko.

    -Słuchaj, jeśli tego chcesz to mogę Ci pomóc. Mam spore doświadczenie z kobietami- będę delikatny i nie zrobię nic czego nie będziesz chciała.

    -Dobrze, braciszku.- Julia uśmiechnęła się – Musze tylko napić się czegoś, zaraz wrócę.

                Kiedy Julia wróciła pokój wydawał się pusty. Niepewnie zamknęła za sobą drzwi. Nagle poczuła czyjąś obecność za sobą.

    -Nie bój się- wyszeptał głos.

    Poczuła jak ciepłe dłonie lądują na jej ramionach, a następnie przesuwają się po karku i spowrotem. Jego usta musnęły ją lekko w kark, a na jej oczach zawiązał przepaskę.

    Wplótł swoją rękę w jej blond loki i odchylił jej głowę na bok. Poczuła jego miękkie usta, które oplotły jej uchy, musnął je delikatnie i wyszeptał:

    -Pragnąłem tego odkąd Cię poznałem. Podniecasz mnie, siostrzyczko…

    Po jego słowach, przez jej ciało przeszedł dreszcz rozkoszy. Dziwiła ją jej reakcja, ale z drugiej strony jeszcze nigdy żaden facet nie wywołał u niej takiego stanu. Poczuła jak jej majtki stają się wilgotne, a usta mimowolnie rozwierają się prosząc o pocałunek. Na początku starała się wyobrazić Zosie, ale kiedy poczuła jego męską rękę na swojej szyi chciała się oddać mu bez opamiętania. On stał za nią, a jego usta zaczęły błądzić po jej ramionach. Przy każdym muśnięciu czuła rozchodzące się ciepło po swoim ciele. Wsunął rękę pod jej sukienkę przesuwając ją wzdłuż obojczyka i powoli zsunął sukienkę z jej ramion. Czuła jakby zatrzymał się czas. Była rozpalona, a jednocześnie jej ciało drżało. Była kompletnie bezbronną, mała dziewczynką, oddana bez reszty i podobało jej się to. Cały czas czuła zapach jego piżmowych perfum. Dłonie czarka zaczęły błądzić po jej ciele. Powoli przesuwał je wzdłuż jej ramion, obojczyka, snując delikatne ruchy po jej aksamitnej skórze. Poczuła jak jej sutki twardnieją, gdy on zaczął rozpinać jej stanik. Chciała go przytrzymać, ale gdy położył swoje ogromne dłonie na jej dłoniach jej ciało zupełnie zwiotczało. Miała na oczach opaskę, wiec chłopak złapał ją za rękę i położył na łózku. Oddychała coraz szybciej i poczuła jego ciepły oddech przy swoich ustach. Rozchyliła wargi w oczekiwaniu na pocałunek. Kiedy ich usta zetknęły się, ona poczuła jak krew uderza jej do głowy, jakby miała za chwile stracić przytomność.

    -Czarek, to jest złe- wyszeptała Jula.

    -Wiem, dlatego nas to cholernie kręci.- powiedział Czarek i w tym samym momencie jego dłoń wsunęła się pod jej sukienkę. Julia poczuła jak jego palce wsuwają się pod jej majteczki i zanurzają się w mokrej cipce.

    -Nie, nie możemy- wyjęknęła.

    Czarek uśmiechnął się i wyjął rękę z jej majtek. Usłyszała jak oblizuje swój palec.

    -Jesteś pyszna. Spróbuj.- i w tym momencie wsunął palec do jej ust. Pierwszy raz poczuła smak swojej cipki. Ku jej zaskoczeniu była naprawdę słodka. Uśmiechnęła się i zaczęła ssać jego palec.

    -Twoje piersi… są idealne- powiedział.

    -Wiem- zaśmiała się Julka.

    Jego dłonie znalazły się na jej wspaniałych jędrnych piersiach. Zaczął je masować, a jego ustami przyssał się do jednego sutka. Ssał go powoli, potem drażnił go językiem. Julia syczała z rozkoszy. Oblizywał jej piersi w całości, obsypywał pocałunkami i ssał. Następnie powoli torując sobie drogę z całusów schodził niżej. Zatrzymał się na chwile na jej płaski i twardym brzuchu by wypieścić go swoimi ustami i językiem. Nagle Czarek chwycił ją za szyję i zaczął namiętnie całować. Ich języki tańczyły w zapomnieniu. Czuła jego pożądanie. Złapał ją za rękę i poderwał z łózka. Przyparł ją do ściany całym swoim ciałem i jednym ruchem zdarł z niej sukienkę. Dziewczyna została jedynie w swoich białych, wilgotnych figach. On przyparł ją mocniej do ściany, a ona poczuła na swoich pośladkach jego nabrzmiałego penisa. Czuła, że on chce wydostać się ze spodni i nic nie jest w stanie go powstrzymać. Poczuła jak jego ręka wsuwa się pod jej majtki i ściąga je w dół. Samoistnie zsunęły się na jej kostki. W tym samym momencie na jej pośladki spadł mocny klaps. Poczuła piekący ból, ale bardzo przyjemny,

    -Braciszku…- jęknęła.

    -W swoim życiu widziałem mnóstwo tyłków, ale powiem szczerze, że Twój to jest jakiś odlot.

    I chwycił ją mocno za pośladki, tak aż stanęła na palcach.

    -Ał..-syknęła Julka.

    -Chcę Cię wylizać całą- wycedził przez zęby.-Chodź tu.

    Szarpnął ją za ramię i zaciągnął do łazienki. Odkręcił wodę pod prysznicem, a sam zaczął się rozbierać. Julia cały czas stała posłusznie, drżąc w niepewności. Ściągnął jej opaskę z oczu. Julia zobaczyły pierwszy raz jego doskonale wyrzeźbione, młode ciało. Jego penis był nabrzmiały i sterczał gotowy by ją zerżnąć. Właściwie to był pierwszy raz kiedy widziała nagiego, dojrzałego mężczyznę. Wcześniej widziała tylko penisa swojego chłopaka, 18 letniego Grześka, który raczej miał „siusiaka”, niż tak dostojnego Kutasa. Z jednej strony bała się, ale z drugiej pragnęła by wepchnął go w jej cipkę.

    -Wejdź pod prysznic.-stanowczo powiedział brat Julki.

    Posłusznie wykonała jego polecenie. A w niego jakby wstąpił jakiś dziki instynkt. Przyparł jej drobne ciało do ściany i zaczął całować po szyi. Woda spływała po ich nagich ciałach. Był bardzo zmysłowy. Położył dłonie na jej pośladkach i zaczął je masować. Jego dłonie zaczęły błądzić po jej ciele. Czarek złapał rękę Juli i zaczął nią masować jej cipki- to jej się podobało. Nagle przykucnął za nią, złapał ją za pośladki i rozchylając je delikatnie wsunął swój giętki język w jej muszelkę.

    -Aaaaa- jęknęła Julka.

    Oparła się jedną ręką o ścianę prysznica, a drugą masowała łechtaczkę. Jej cipka była wyborna. Jego język zaczął wwiercać się w nią. Lizał ją dookoła, milimetr po milimetrze. Jego paluszek wsunął się w jej niewinną cipkę i zaczął posuwać nim powoli, a jego język teraz penetrował jej druga dziurkę. Julia ledwo utrzymywała się na nogach z rozkoszy. W tej chwili każdy fragment jej tyłeczka był intensywnie pieszczony.

    -Kurwaaaa, zaraz dojdę- wykrzyknęła.

    Czarek przestał i wyprostował się. Złapał Julię za rękę i położył ja na swoim penisie masując go nią. Złapał ją za buzię, wbijając jej palce w policzki.

    -A teraz klęknij siostrzyczko. Pokaże Ci jak to robić z mężczyznami.

    Julia pokiwała głową i klęknęła przed nim. Z tej perspektywy jego Kutas wyglądał na jeszcze większego. Złapał go w rękę, a drugą ręką złapał ją za podbródek i wsunął do jej ciepłych i wilgotnych warg.

    -A teraz go ssij.

    Julia zaczęła ssać go powoli, patrząc się na Czarka co jakiś czas. Jego penis mieścił się tylko do połowy w jej ustach, ale starała się zadowolić go. Zaczęła pieścić go języczkiem, potem pieściła jego jajeczka tak jak jej kazał. Najbardziej podobało jej się wtedy, gdy oparł jej głowę o ścianę i zaczął wpychać fiuta w jej gardło, niczym w zabawkową lalkę. Julia lubiła być czyjąś poddaną. Nagle do drzwi pokoju zaczął ktoś przeraźliwie walić. Julka z Czarkiem spojrzeli na siebie z przerażeniem. Oboje domyślali się co to może znaczyć…

    Jeśli chcecie poznać dalszą cześć- piszcie w komentarzach.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Odwrócony
  • Niewolnica – cz. 5.

    Część 5. 

    Pieszczoty Pana były na tyle miłe, że zaczęłam pojękiwać.

    – Sunia, ustaw się przy kanapie na czworakach – polecił Stefan. – Ale odwrotnie niż twoja Pani! – zaraz dodał, widząc, że zamierza wypiąć pupę w jego stronę.

    Tuż obok głowy miałam jej jędrne pośladki. Dziewczyna trochę uniosła głowę, wychyliła się i obsługiwała penisa. Obserwowałam ich przez chwilę. Ona była taka zaabsorbowana w ten oral… Bardziej odwróciłam głowę i spojrzałam na Stefana:

    – Bardzo się stara – stwierdziłam z przekąsem, bo liczyłam na podobne zaangażowanie wobec mojej osoby.

    Zadowolony kiwnął głową. Najwyraźniej nie dostrzegł sarkazmu w mojej opinii, ale był tego samego zdania. Głaskał sunię po głowie, karku, bawił się jej włosami, pocierał ucho. Satysfakcjonowało go zaangażowanie suczki w realizację polecenia. Ją cieszyły pieszczoty Pana. Na pewno były miłe, wiedziałam coś o tym, ale odbierała je jako nagrodę za swoje starania.

    – Cóż, kochanie. Takiej szukaliśmy – szepnął. Pieszczoty podniecały go coraz bardziej. – Prawdziwa, solidna dziwka! – mocno poklepał ją po policzku.

    Gdy sunia usłyszała ten epitet, podniosła głowę i posłała Panu uradowane spojrzenie. Nie wypuściła członka, dalej lizała go.

    Dłonią, ramionami i głową opierałam się o kanapę. Wolną dłonią sięgnęłam do jej cipki. Od razu poczułam wilgoć. Dziewczyna drgnęła, gdy dotknęłam łechtaczki i prowokacyjnie poruszyła pośladkami, jakby zachęcała mnie, ba, wręcz prosiła o penetrację pochwy!

    – Ona naprawdę rozumie, do czego ma służyć! – mile zaskoczyła mnie. – I nie kryje się ze swoimi potrzebami – to mi się również podobało. Doceniałam jej szczerość.

    *

    Najpierw delikatnie i powoli głaskałam wargi sromowe, jedynie muskałam łechtaczkę, a mimo tego sunia zaczęła stękać. Potem mocniej uciskałam opuszkami palców, zahaczałam i drapałam paznokciem. Nawet chuchałam, a kiedy ciepłe powietrze rozeszło się po kroczu, wepchnęłam palce do pochwy. Jęknęła, a na palce rozlała się wilgoć. Zwolniła na chwilę. Moje pieszczoty działały, więc miała mały orgazm… Na mnie też działały jej postękiwania.

    Panu znudziły się pieszczoty, więc ukląkł za mną i wszedł. Zaczął spokojnie. Kiedy już był dobrze nawilżony, przyśpieszył. Stękałam, jęczałam. I reagowałam, szarpiąc cipkę blondynki. Ona również jęczała pobudzona moimi paluszkami. Pan nagle zwolnił, znieruchomiał i wyszedł ze mnie. Usiadł na kanapie.

    – No, sunia, weź go! – polecił nieco zniecierpliwiony.

    Podniecona moimi pieszczotami, półprzytomnie spojrzała na Pana i z trudem sięgnęła do sterczącego penisa. Wzięła go w usta i powoli, ale zachłannie obciągała go. Moje pieszczoty przybrały na intensywności.

    – Ej! Nie tak ostro, dziwko! – zaprotestował Pan.

    Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że pod wpływem pieszczot dziewczyna nie będzie w stanie od razu zapanować nad emocjami. Ciężko oddychała.

    – Prawie doszła – uśmiechnęłam się do siebie.

    Pan poklepał suczkę po pysku i wrócił do spółkowania ze mną. Jeszcze dwa razy wychodził ze mnie i Oliwka, teraz poprawnie, obciągała członek. Nie byłam w stanie bawić się nią, kiedy Stefek mnie rżnął tak intensywnie. I to jeszcze w jej obecności. W końcu zostawił mnie umęczoną, zasapaną i spełnioną.

    Głęboko i głośno oddychając, z ulgą padłam na kanapę i patrzyłam. Nadal poruszałam palcami w cipce Oliwki. Stefek cofnął się i stanął w rozkroku na dywanie. Jego klatka piersiowa też szybko unosiła się. Wyrównywał oddech. Lśnił od potu.

    – Sunia, do mnie!  

    Moje palce wypadły z pochwy dziewczyny, kiedy ona gwałtownie przesunęła się i zatrzymała przed Panem. Wyczekująco patrzyła na niego.

    *

    Uśmiechnął się do niej i podrapał pod brodą jak prawdziwą sukę. Poklepał po policzku.

    – Jestem bardzo spocony. Wyliż mi dokładnie rowek, nie będę chodził do łazienki.  

    Bez słowa Oliwka okrążyła go na czterech łapach, za nim usiadła na piętach, wsunęła palce między jego pośladki i rozsunęła je. Możliwie  głęboko wcisnęła sztywny język i zaczęła wylizywać swojego spoconego Pana. Robiła to powoli, dokładnie. I cichutko mruczała! Ta czynność wyraźnie sprawiała jej przyjemność. Pamiętaliśmy, że prosiła o takie zadanie. Stefek stał w rozkroku z rękoma założonymi na piersiach, penis mu sterczał i z uśmiechem zadowolenia spoglądał na mnie.

    – No, już dość! ustaw na czterech łapach! Wypnij pupę!

    Dziewczyna posłusznie wróciła przed Pana i szybko wykonała polecenie. Było widać, że cieszy się z poleceń Pana i wykonywanych zadań. Czekała z wypiętą pupą. Ciężko oddychała. Jeszcze była podniecona moimi pieszczotami.

    Stefek wszedł w nią w zasadzie jednym płynnym ruchem. Już podczas moich zabaw była mokra. Ruchał ją jak zwykłą sukę. Nie pytał o nic, nie reagował na jęki Oliwki, uderzył solidnie w pupę, kiedy poruszyła się i pod wpływem podniecenia nieświadomie chciała się położyć, ulegając swoim potrzebom. Kilka razy wystękała „przepraszam” i znowu jęczała z podniecenia.

    – Niezła suka! Stara się zachowywać jak rasowa dziwka! – mimo, że wypadała czasami z roli, Stefek naprawdę był zadowolony z jej zachowania.

    W końcu doszła, ale Pan ruchał ją jeszcze przez dłuższą chwilę. Nagle zatrzymał się, chwycił ją za obrożę i przyciągnął do siebie. Miała nieprzytomne spojrzenie.

    – Otwórz pysk, dziwko! – warknął podniecony.

    Powoli, nadal rzężąc z podniecenia, wykonała polecenie. Chyba nie do końca świadomie.

    – Oj, Stefek ograniczył jej przeżywanie szczytowania – domyśliłam się. Bez trudu zauważyłam, że oboje bardzo mocno przeżywają spółkowanie. – Nieładnie… Dziewczyna jeszcze będzie domagać się satysfakcji.

    – Agnieszka! – podniecony Pan ostrym tonem przerwał moje rozważania. 

    Szybko podniosłam się i szybko podeszłam. Wiedziałam, o co chodzi, więc chwyciłam sukę za włosy, pociągnęłam do tyłu i wyprostowałam ją. Piersi Oliwki gwałtownie zakołysały się. Nam obojgu spodobał się ten widok. Nerwowo oblizała wargi, przymknęła oczy, zacisnęła usta. Jeszcze przeżywała orgazm! Puściłam włosy, ale zaraz chwyciłam i przytrzymałam głowę.

    – Otwórz usta! – przypomniałam jej.

    Pan wsadził kciuk w otwarte usta suki. Drugą dłonią masował penisa i wsadził go w jej usta. Przyjęła gorliwie. Wytrysnął. Stęknął przeciągle i na moment znieruchomiał. Głęboko westchnął. Zlał się do końca.

    Dziewczyna drgnęła, krztusiła się.

    *

    Chwilę odczekał i rytmicznie zaczął uginać nogi w kolanach.

    – Rucha sukę w usta! – dotarło do mnie. Z uznaniem patrzyłam, jak posłusznie obsługuje Pana. – Trafiła się dobra dziwka – mruknęłam do niego. Do niej chyba nie dotarło.

    Odprężony i zadowolony w końcu przestał. Zatrzymał się. Spojrzał na mnie z uśmiechem i kiwnął głową. W pełni podzielał moją opinię.

    – Połknij wszystko i wyliż go! Dokładnie!

    Pan jeszcze wyciskał resztę spermy, uciskając penisa palcami, kiedy suczka lizała go.

    – Aga, ona już skończyła. Zaprowadź ją do łazienki, ale tak „na ostro” – mrugnął do mnie. – Suka musi znać swoje miejsce.

    Suka słuchała, ale nic nie mówiła. Uważnie przyglądała się nam, bo nie rozumiała, o co chodzi. Była posłuszna, reagowała na polecenia, jednak co jakiś czas należy każdą sukę potraktować bardziej surowo, żeby zdawała sobie sprawę, że relacje mogą ulec zmianie, ponieważ cały czas jest obserwowana.

    *

    Zresztą, zdecydowana większość uległych lubi pewną dozę przemocy. Wzmocnione bodźce sprawiają przyjemność, jeżeli zaskakują i nie pojawiają się zbyt często. Niektóre suki podświadomie, inne świadomie oczekują takich zmian. Te najodważniejsze lub o największych potrzebach, potrafią o to nawet otwarcie poprosić. Ta na pewno nie należała do odważnych. Ani do zdeklarowanych masochistek o dużych potrzebach.

    Kiedyś, jednak krótko, mieliśmy taką sukę, zdeklarowaną masochistkę – Jagodę. Młoda, 30 lat, szatynka, pogodna, uśmiechnięta, o prostych włosach do połowy pleców, śniada cera, więc ładnie i równomiernie opalona, piękne białe zęby, oczy szaro-zielone, ze sterczącymi, pełnymi piersiami, biseksualna, bez zahamowań. Ufna, szczera, otwarta i zawsze głodna nowych wrażeń.

    I ze sporym doświadczeniem seksualnym. Jakiś czas nawet żyła w trójkątach! Najpierw z zamożnym małżeństwem, które zajmowało się jej tresowaniem i płaciło jej stałą pensję. Taki układ trwał ponad dwa lata. A potem z dwoma mężczyznami. Z nimi prawie rok, ale oni uprzedzili, że potem wyjeżdżają z kraju. Używali jej bardzo intensywnie. Pod koniec nawet przy udziale kolegów.

    Masywna, krępa, silna, witalna. Aż tryskało od niej tą witalnością. Może dlatego tak dobrze znosiła tyle bólu? Ciągle można było bić ją. Była po dłuższej sesji S-M, bo miała sporo siniaków na nogach i pręgi na brzuchu, na plecach. Bawiło się nią kilka osób, w tym kobiety. Zrobili to naprawdę brutalnie, ale mieli też spore doświadczenie. W pewnym momencie nawet nie chciałam jej słuchać. my lubiliśmy bardziej wyrafinowane zabawy S-M.

    Samo wspominanie było dla niej ogromnie podniecające. Bez skrępowania onanizowała się, kiedy opowiadała o tamtej sesji. Uśmiechała się lubieżnie. Dosłownie smakowała tamte przeżycia. „Było fajnie, cudowne spotkanie. Jeszcze będę im służyć”, zakończyła swoją opowieść. Na moje zdziwione spojrzenie odpowiedziała: „Byli ze mnie zadowoleni. To jeszcze bardziej kręci”.

    *

    – Jasne! – kiwnęłam głową. Wiedziałam, o co chodzi. Stałam za suką, więc cofnęłam się krok. Zanim się poruszyła, chociaż nie było żadnej komendy, kopnęłam ją w żebra.

    – Och… – stęknęła i zaskoczona upadła na bok.

    – Wstawaj suko! – polecił Pan, kopiąc ją w plecy.

    Oszołomiona kolejnym silnym uderzeniem, zbierała się nieporadnie. Ponownie upadła po moim kolejnym kopnięciu w żebra.

    – Proszę… państwa…. – zaczęła skamleć. – Dość…

    Wtedy przypięłam smycz i zaciągnęłam ją do łazienki. Trochę niezdarnie poruszała się na czworakach, ale za to mieliśmy więcej czasu na obijanie suki. Na zmianę obrywała smyczą i pejczem. Jej pupa zaczerwieniła się. Na plecach miała kilka pręg.

    *

    Pod prysznicem uklękła, z szeroko rozstawionymi nogami, oparła pośladki na piętach. Dłonie oparła o kolana. Pozycja wyczekiwania na polecenie. Posłusznie czekała. Nie jęczała, przestała skamleć, czekała.

    Nachyliłam się i pstryknęłam paznokciem w brodawkę prawej piersi, potem lewej.

    – Oła! – jęknęła i poruszyła się gwałtownie, bardziej zaskoczona moim pomysłem niż natężeniem bólu. Po chwili powtórzyłam uderzenia, ale tym razem zdzieliłam ją uchwytem smyczy. Dwa głośne, celne plaśnięcia w sutki i w brodawki.

    – Oooch… – stęknęła z bólu, spojrzała na mnie, lekko uśmiechnęła się i oblizała wargi. Czekała na więcej. Brodawki ciągle były grube i twarde. Sunia ciągle była podniecona.

    – Stań w rozkroku – poleciłam.

    Kiedy była gotowa, Stefek na plecach skuł jej dłonie metalowymi kajdankami.

    – A teraz niewielki gadżet… – zapowiedziałam.

    Do jej warg sromowych przykręciłam dwa mini-imadełka. Potem zawiesiłam na nich, umocowane na łańcuszkach, ołowiane ciężarki. Suka pojękiwała, bo imadełka mocno wcisnęły się w wargi, a ciężarki ciągnęły wargi sromowe w dół. Kiedy przyzwyczaiła się do obciążenia i bólu, nieco odprężyła, wówczas dołączyłam kolejne ciężarki. Jęki wzmogły się, przyśpieszył oddech i sapanie, wargi sromowe rozciągnęły się jeszcze bardziej.  

    – Och, jak boli… – narzekała i na przemian zaciskała dłonie w pięści, otwierała je, w ten sposób walcząc z bólem.

    – Zatkać dziwce pysk? – patrzyłam na Pana.

    – Nie! Proszę! Będę grzeczna! – sunia błagalnie spojrzała na Pana. – Obiecuję! – rozciągnięte wargi sromowe wyglądały brzydko, karykaturalnie, a ona jęczała, drobiła w miejscu i spoglądała na nie.

    Bez ostrzeżenia oberwała ode mnie „z liścia” w twarz. Uderzyła plecami o ścianę, odbiła się i wyprostowała.

    – Cicho, suko. Nikt ciebie nie pytał – Pan skarcił ją beznamiętnym tonem.

    – Przepraszam! Zasłużyłam na karę – prawie płakała z bólu.  

    – Zgadza się… – przytaknęłam, po czym przykręciłam dwa mini-imadełka do sutków. Dziewczyna jęczała cały czas. Rzucała głową na boki, jednak piersi pozostawały w miarę nieruchome. W oczach miała łzy i zaciskała wargi. Kiedy zawiesiłam dwa lekkie ciężarki, z oczu popłynęły pierwsze łzy.  

    – No, słucham! – niecierpliwiłam się.

    – Dziękuję, że Pani ukarała mnie.

    *

    Bez słowa zawiesiłam kolejne ciężarki na piersiach. Te wydłużyły się, a dziewczyna jęczała z głową odrzuconą do tyłu. Pan uśmiechał się. Też był zadowolony z tej lekcji. Wtedy przypięłam ciężarki do warg sromowych. Trzecia, ostatnia para. Płaty skóry jeszcze rozciągnęły się. Suka stała w rozkroku, patrzyła na swoje zdeformowane wargi i płakała. Bała się nawet drgnąć.

    Rozpięłam suce kajdanki. Kiedy masowała przeguby, Pan ustawił sprzęt, sprawdził ustawienie na ekranie, nieznacznie przesunął statyw i włączył filmowanie.

    – Baw się cipką, sunia – chłodnym tonem polecił Pan.

    – Tak, proszę Pana – pokiwała głową i zaczęła delikatnie onanizować się.

    Po chwili płacz prawie ustał. Pojękiwała, szlochała i momentami sapała z podniecenia. Unosiła się na palce, kiedy podniecenie wygrywało z bólem, a ona nierozważnie wykonała gwałtowniejszy ruch. Odpięłam jej jedną parę ciężarków z warg sromowych i z sutków. Spojrzała na mnie z wdzięcznością, ale nie odezwała się. Piersi i wargi dalej były obrzydliwie rozciągnięte, deformując jej ciało.

    – Ruchaj obie dziurki – tym samym tonem polecił Pan. Nie odpowiedziała na polecenie, ale Stefek spojrzeniem sygnalizował, że rezygnujemy z kary.

    Suczka lekko wygięła się, od tyłu wsadziła palec do odbytu, z przodu dwa palce do pochwy, zadowolona uśmiechnęła się do Pana i już rżnęła się. Z zainteresowaniem przyglądaliśmy się temu przedstawieniu. Najpierw powoli, z obawą poruszała palcami w otworach. Kiedy upewniła się, że jest wystarczająco wilgotna, przyśpieszyła. Głośno westchnęła. Czerpała przyjemność z tego pokazu. Obciążone piersi i wargi kołysały się miarowo. Jej palce poruszały się znacznie szybciej.

    – Tak mam robić? – zapytała niepewnie Pana. Była tak podniecona, że z trudem zdołała sformułować pytanie. Zamykała i otwierała usta. Co kilka ruchów palcami szarpała głową w lewo. Na ustach pojawiał się, i natychmiast znikał, nerwowy uśmiech.

    W odpowiedzi otrzymała kiwnięcie głową.

    – Ma naturę ekshibicjonistki – stwierdziłam na swój użytek. – I dawno przez nikogo nie była używana. Pewnie dlatego zdecydowała się na tak długą podróż do nas.  

    Oboje uśmiechaliśmy się, obserwując jej występ.

    *

    Obsługiwała się bez cienia żenady, czy nawet zawstydzenia, patrzyła na nas i czekała na słowo lub gest uznania, aprobaty. Nie doczekała się.

    – Robiłaś już taki pokaz dla jakiejś pary?

    – Niee, dla żadnej – z trudem wystękała w rytmie penetracji. – W… w ogóle nie robiłam takiego pokazu… – podniecenie wyciszyło jej ostatnie słowa. A może wstyd?

    Spojrzeliśmy na siebie i… równocześnie uśmiechnęliśmy się. Chyba oboje wpadliśmy na ten sam pomysł. Już wiedzieliśmy, jak zapewnić suczce kolejne wrażenia. Bardzo mocne wrażenia. I samemu czerpać przyjemność z takiej niecodziennej formy tresury.

    Tymczasem jej podniecenie powoli wzmagało się. Przymknęła oczy, zagryzła wargi, odchyliła głowę, oparła ją o ścianę i rytmicznie, głęboko, energicznymi ruchami wbijała palce w otwory. Nie wytrzymała i znowu jęczała. Teraz był to jęk kobiety rozkoszującej się swoim podnieceniem. Co jakiś czas wspinała się na palce i głośniej jęczała.

    – Nie przerywaj! – ostrzegł ją Pan, widząc że traci rytm, ulegając własnej przyjemności. Pan chciał, żeby jak najdłużej penetrowała dziurki.

    Właśnie tkwiła w takiej pozycji, gdy napłynęła fala rozkoszy. Jęk zaspokajającej się zabrzmiał jak ból cierpiącej kobiety, ale drżące dłonie, nogi i uśmiech błąkający się po ustach wskazywały na przeżywanie ekstazy. Niezbornymi ruchami jeszcze wbijała palce w pochwę, palec w odbycie wcisnęła możliwie głęboko i tkwiła w nim nieruchomo. Przestała wyginać się, stanęła na stopach, przygarbiła się i smakowała ostatnie ulotne chwile orgazmu.

    Kiedy on był już wspomnieniem, stała bokiem do nas, oparta o ścianę. Oddychała ciężko, jakby skurczyła się, ale starała się utrzymać palce w otworach.

    – Wyjmij paluszki, uklęknij i wyliż – tym samym tonem polecił Pan.

    Odwróciła się do nas, wyjmując palce, rzuciła nam półprzytomne spojrzenie. Uklękła, szeroko rozstawiając kolana, oparła pośladki o pięty i zaczęła oblizywać palce.

    *

    Jej pokaz dobiegł końca. Cieszyła ją zadana pozycja, bo ciężarki wiszące na wargach, opierały się o posadzkę.

    – Otwórz usta – polecił Pan.

    Chwilę później, mrużąc oczy, łykała strugę moczu.

    – Połóż się na plecach i nałóż nogami.

    Z wysiłkiem, ale wykonała polecenie. Drgnęła, kiedy plecami dotknęła kafli.

    – Zimne! – zapiszczała.

    – Stul pysk!

    Pomogłam jej, trzymając nogi na wysokości głowy. Stopy prawie dotykały posadzki. Ciężarki gwałtownie przetoczyły się i zatrzymały, szarpiąc wargi i piersi. Aż krzyknęła z bólu. Pan zignorował jej ból, nachylił się nad pochwą i zaczął sikać. Suka pojękiwała z rozkoszy. Czasami mocz pryskał na brzuch i piersi. Pojedyncze krople spadały na twarz.

    – Dziękuję! Lubię, kiedy Pan szcza na mnie – leżała uśmiechnięta.

    – Szybko się regeneruje – pomyślałam o jej reakcji. Zaimponowała mi.

    Pan wykonał gest dłonią i suka ‘przykleiła się’ do penisa. Znowu go oblizywała. Teraz przyszła kolej na mnie. Suka cierpliwie klęczała na czterech, kiedy ja oddawałam mocz do lejka. Z niego przez gumowy wężyk płynął do pupy suczki. Pan wysunął stopę i suczka w tym czasie lizała jego palce. Kiedy skończyłam, ostatnią strużką moczu trysnęłam na jej plecy.

    – Taki zwyczaj. Znak firmowy – uśmiechnęłam się do Stefana.

    Suka wstała, wyciągnęliśmy wężyk z odbytu, ustawiliśmy ją tyłem do ściany. Pochylona, naprężając się, wytrysnęła moczem na ścianę. Potem jeszcze drugą i trzecią strugą. Zabrudziła ścianę kałem.

    – Och! Przepraszam! – była wyraźnie zażenowana. – Już sprzątam!

    – Może powinna zlizać? – Stefan, mrużąc oczy, patrzył na mnie.

    – Może innym razem? – uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Chciałam zostawić nieco silnych wrażeń na kolejne spotkania.

    Po umyciu się, poszliśmy do pokoju, a sunia zabrała się za sprzątanie. Żaden ciężarek nie spadł. Kiedy przyszła do pokoju, oczyma prosiła o odpięcie ciężarków. Pan potraktował ją jak podnóżek. Potem ustami masowała nam stopy. Dopiero przed snem zdjęliśmy ciężarki. Odwdzięczyła się wylizaniem moich dwóch dziurek, miałam nawet lekki orgazm…, i wylizaniem krocza Pana.

    *

    Przed wyjazdem otrzymała od nas, w prezencie, korek analny. Dość duży rozmiar, ale po zabawach u nas nie miała większych problemów z jego wpakowaniem do pupy. Wyjeżdżała z pełną pupą. Czy go wyjmie w pociągu? To zależało już tylko od niej. Czy nas jeszcze odwiedzi? Nie mieliśmy większego wpływu na nią, kiedy była poza zasięgiem naszych rąk, ale miała zrobić tatuaż. I odezwać się po jego wykonaniu. Brak tatuażu oznaczał niepodporządkowanie się naszemu poleceniu i karę po jego wykonaniu, więc…

    W trakcie pożegnania na dworcu po kolei dyskretnie ściskaliśmy jej piersi. Mocno ściskaliśmy. Zacisnęła usta, drobiła w miejscu, walcząc ze sobą, żeby nie pisnąć z bólu.

    Z przedziału pomachała jeszcze na pożegnanie, uśmiechając się.

    Dobry znak.

    K O N I E C

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Co za VIP…, cz. 1.

    Część 1.

    – Słuchaj, jest okazja… – dyskretnie poinformowałem niepewnym tonem i wyciągając dłoń z kieszeni, dyskretnie pokazałem klucz od schowka.

    Od dawna prowadziliśmy tzw. podchody. Głównie ja zabiegałem o jej uwagę. Dwuznaczności w rozmowie, przypadkowa wspólna kawa podczas przerwy, żart z podtekstem, kiedy mijaliśmy się. Raz komplement, innym razem erotyczna aluzja. Eskalacja takich zachowań doprowadziła do sytuacji bez wyjścia. To znaczy, kto pierwszy zaproponuje warunki do seksu. Bo etap żartobliwego przechwalania się swoimi możliwościami, dawno mieliśmy za sobą. Moja upatrzona brunetka, Eliza, była sympatyczną 26-letnią dziewczyną. Czarne, proste włosy ściągnięte z tyłu. Zawsze pogodna, prawie zawsze uśmiechnięta, łagodny owal twarzy, spore policzki, dobrze zbudowana. Ten ostatni aspekt szczególnie mnie interesował. Ładnie wypięty, sterczący biust… Naturalnie, ubierała się zgodnie z zaleceniami firmy. Dziwnym trafem w pracy nie stroniła od kontaktów ze mną. Ale po pracy nigdy nie chciała się umówić. Przynajmniej ze mną.

    @

    Kiwnęła głową. Wskazała kierunek i energicznie ruszyła za mną. Pchnęła mnie w plecy, więc pospiesznie pomaszerowałem. Nawet na grubej wykładzinie słyszałem głuche uderzenia jej szpilek. Wyszedłem zza rogu. Nikogo akurat nie było. Rozejrzałem się, podchodząc do drzwi. Szybko otworzyłem je i wszedłem. Czekałem aż usłyszę stukot szpilek. Naście sekund później dziewczyna zamykała drzwi od wewnątrz. Poddenerwowana sapała. Zapaliłem światło.

    – No dobra, tylko szybko. Wiesz, jak jest… – sapnęła zniecierpliwiona Eliza.

    Odwróciła się do mnie i gorączkowymi gestami rozpinała bluzkę. Zdegustowana patrzyła jak marnie idzie mi z moją koszulą. Chociaż była podniecona i miała ochotę na szybki seks, to jednak nie kosztem jakiejś kary finansowej albo wyrzucenia z pracy.

    Adonisem to ja przecież nie byłem. Miałem świadomość własnych ograniczeń.

    – Wiem, wiem. Odliczą nam przerwę z czasu pracy… – wysapałem.

    – To też – zachichotała – ale nie chcę, żeby widziano nas razem. Wiesz… – zawahała się i spojrzała na mnie zakłopotana.

    – Wiem – warknąłem. Właśnie straciłem ochotę na seks. W tej chwili świadomość własnych ograniczeń została uzupełniona o kolejne: usytuowanie na nizinach w hierarchii firmy zniechęca innych do zawiera znajomości z takimi jak ja. Wściekły złapałem ją za kark, wsadziłem język w usta i bardzo mocno całowałem. Wolną dłonią spod rozpiętego stanika wyszarpnąłem pełną, jędrną pierś i miętosiłem ją. Łał! Dziewczyna była szczupła, ale w stosunku do swojej sylwetki miała duży biust! A podejrzewałem, że kupuje za duże staniki i wypycha gąbką… Dotknąłem brodawki. Była gruba i twarda. Wpiłem się zębami w kark. Eliza była bardzo podniecona, ciężko oddychała. Jeszcze sprawdziłem krocze. Wsunąłem dłoń pod spódniczkę, niecierpliwym gestem szarpnąłem majtki na bok. Otwartą dłonią przykryłem łechtaczkę i wejście do pochwy. Jeden palec błądził przy odbycie.

    @

    – Ej! Ależ ty szybki jesteś… – Elizka była zadowolona z narzuconego tempa. – No, przestań! – chichotała i próbowała odsunąć pupę, kiedy wyczuła palec konsekwentnie szukający odbytu.

    Zignorowałem jej protesty. Mocniej przycisnąłem ją do siebie i w końcu wepchnąłem palec w „kakaowe oczko”.

    – Och, prosiłam… – jęknęła miękko, patrząc mi w oczy. Wyglądała, jakby prosiła o litość. Ugięła nogi w kolanach, wyprostowała się. Znowu ugięła nogi.

    – Ona dupskiem ujeżdża mój palec! – dotarło do mnie. Nie zamierzałem przepuścić takiej okazji. Mocniej penetrowałem odbyt. Lizka coraz głośniej pojękiwała. To oznaczało szybki koniec naszej zabawy. Wbiłem palec aż do nasady, uniosłem ją, aż z głośnym westchnieniem stanęła na palcach i zażądałem: – Ściągaj majtki!

    Polecenie wykonała bez sprzeciwu, ale nie rozumiała, nie domyślała się jego sensu. Ponieważ nie wycofałem palca z odbytu, zdejmując majteczki, rozkosznie pojękiwała przy kolejnych ruchach. Dłonią jednocześnie starałem się pocierać wejście do pochwy. Wydawała się zadowolona z moich zabiegów.

    Patrzyła mi w oczy. Wiedziałem, że jest podniecona. Z kieszeni wyjąłem prezerwatywę.

    – Daj spokój! – żachnęła się.

    – Jesteś pewna? – nie cofnąłem ręki.

    – Tak, zabezpieczam się.

    Rozpiąłem spodnie, rozporek i za chwilę zsuwałem majtki. Eliza wyręczyła mnie.

    – E, fajny jest! – wydawała się zadowolona z szybkich oględzin. Chwyciła go w dłonie i masowała. Już sterczał, ale po takim masażu mógł wytrysnąć zbyt wcześnie.

    – Starczy! – powstrzymałem ją. Przystawiłem jej wnętrze dłoni do twarzy, a ona obficie polizała je. Wilgotną dłonią potarłem członek. Patrzyliśmy na siebie. Kolanem rozsunąłem jej nogi.

    – Od tyłu będzie łatwiej – szepnęła  zmienionym głosem.

    – Odwróć się!

    Stanęła tyłem, dłonie oparła na stoliku. Czekała z wypiętą pupą.

    Wziąłem jej majtki, zmiąłem i wcisnąłem dziewczynie do ust.

    – Teraz możesz jęczeć – wysapałem do ucha. – A potem posiedzisz bez nich do końca dnia. Przecież nikt nie zauważy.

    @

    Pierwszym pchnięciem wszedłem na jakieś 5-7 centymetrów. Stęknęła i uniosła się na palce. Wolniej, ale stanowczym ruchem wepchnąłem pozostałe kilkanaście centymetrów. Coś bełkotała przez majtki jednak nie zwracałem uwagi. Cierpliwie czekała aż wejdę do końca. Kiedy moje 19 centymetrów dobiło do dna pochwy, opadła na stopy i dotknęła uda. Poklepała mnie i dociskając dłoń ponagliła do spółkowania. Zacząłem rżnąć dziewczynę. Ponieważ opierała się stabilnie, palec prawej dłoni znowu wcisnąłem do odbytu, a lewą złapałem pierś. Ruchałem w równym tempie. Czasami zmieniałem rytm i tempo, żeby uniknąć monotonii i opóźnić wytrysk.

    Eliza szarpała się pode mną, rzucała głową na boki, ale nie uciekała pupą, nie odpychała mnie. Była zadowolona. Do pupy wepchnąłem drugi palec. Aż zawyła! Opadła na przedramiona. Zwolniłem tempo. Nie odwracając się, poklepała mnie po udzie, znowu oparła dłonie o blat stolik i jeszcze bardziej wypięła pupę. Ruchałem w szybkim tempie. Rzęziła zgodnie z rytmem uderzeń penisem.

    Puściłem pierś i wyrwałem wilgotne majtki z ust.

    – Spuszczam się! Gdzie chcesz?

    – Gdzie ty chcesz…

    – To zleję się w usta!

    – Nie! W pochwę albo do pupy!

    – Chcę w usta! Klękaj! – przytrzymałem kark i zmusiłem do odwrócenia się. Uklękła bez zmuszania. – Tylko uważaj! – ostrzegła szeptem. – Mam make-up, więc spuść się tylko w usta – dodała proszącym tonem.

    Po jej prośbie wepchnąłem masowanego penisa w usta. Prawie zdążyłem przed wytryskiem! Część strugi poleciała na twarz. Osiadła na czole, powiece i włosach. Obficie spuszczałem się w usta. Rozkosz i ulga… 

    Dziewczyna zakrztusiła się.

    – Połknij wszystko! – poleciłem podniecony. Nie miałem ochoty potem sprzątać składziku.

    Potwierdziła mruknięciem. Przymknęła oczy i wylizywała penisa. Kilkoma ruchami zdjąłem z niej bluzkę i stanik. W końcu językiem wypchnęła członka. Jeszcze stał i drgał, czysty, lśniący od jej śliny. Dziwnie patrzyła na mnie.

    @

    – Co jest? – zmrużyłem oczy.

    – A co ma być? Wejdź jeszcze raz!

    – Yyy, Lizka, ten… Jasne! Nie ma sprawy! – byłem nieco zdezorientowany. – Tylko na wytrysk nie czekaj! Jest za wcześnie.

    – Wiem! – prychnęła zirytowana. – Tym razem wejdź w pupę.

    – Co? Dobra! – pomysł mi się spodobał.

    Eliza położyła głowę na stoliku, wypięła się bardziej niż przy pierwszym stosunku, unosząc pupę. Ku mojemu zaskoczeniu wszedłem dość łatwo. Zaskoczony posapywałem, ale poruszałem się płynnie. Eliza wbiła zęby w przedramię i jęczała. Nie musiałem jej trzymać. Wchodziłem głęboko i w wolniejszym tempie niż za pierwszym razem, ale ona zachowywała się, jakby siedziała w ognisku! Parokrotnie musiałem ją powstrzymywać, bo szarpała się tak gwałtownie. W końcu ponownie wcisnąłem jej majtki do ust. I tak był zbyt głośna. Ku mojemu zaskoczeniu jednak wytrysnąłem. Spojrzała na mnie zaskoczona.

    – To głównie twoja zasługa – tłumaczyłem z uśmiechem, kiedy jeszcze chwilę ruchałem ją. – Tak ruszałaś nogami i pupą, że czułem ciebie podwójnie. Było super! I masz efekt!

    Nic nie powiedziała. Wypchnęła penisa z pupy, wyrwała majtki z ust, a ja schowałem je do kieszeni. Zawahała się przez moment, ale nie zaprotestowała. Odwróciła się, klękając, złapała penisa i zaczęła obciągać. Patrzyłem zaskoczony.

    – Łał! Fajnie! Skosztuj pupcię… – głaskałem ją po włosach. Nie ukrywałem zadowolenia.

    Na chwilę wyjęła gasnącego penisa z ust i podniosła głowę.

    – Mam swoje potrzeby – wyjaśniła poważnym tonem i znowu lizała go.

    @

    Robiła to tak energicznie, łapczywie, jakby nadrabiała jakieś wielomiesięczne zaległości. Ale w to nie wierzyłem. Była zbyt atrakcyjną dziewczyną, nie narzekała na brak wielbicieli, żeby musiała „pościć” miesiącami.

    – Może podnieca ją seks z facetem z piwnicy? – naiwnie liczyłem, że niską pozycją w hierarchii firmy zyskam w jej oczach. Sposób „na litość” czasami bywa skuteczny.

    Spotykaliśmy się jeszcze parokrotnie. To ja zabiegałem o spotkania. Zawsze seks był świetny. Przynajmniej ja tak uważałem. Ona szalała, a ja starałem się nadążyć za nią. Nigdy nie upomniała się o majteczki. Z czasem coraz bardziej oddalała termin kolejnego spotkania. Zawsze tłumaczyła się nawałem pracy.

    Nieoczekiwanie wydarzyło się coś, co moje nieudane próby nawiązania kontaktu z Elizą chwilowo zepchnęło na dalszy plan.

    @

    Po pracy, w drodze do domu, kupiłem kwiaty i bombonierkę. W domu już od kilku dni czekała ładnie zapakowana apaszka. Zostałem zaproszony do szefowej, pani Joanny, na jej 40. urodziny! Mam kilkoro przełożonych. Ta stoi najwyżej wśród nich. To znaczące wyróżnienie, bo byłem od niej dziesięć lat młodszy, a w pracy w hierarchii firmy funkcjonowałem kilka szczebli niżej. No, w zasadzie u samego dołu. Dlatego nie zwracaliśmy się do siebie po imieniu. Prosiła, żeby nie przynosić prezentów, ale ten nie był zbyt drogi, a ja uznałem, że w złym tonie byłoby przyjść z pustymi rękoma.

    Coś zjadłem na szybko. Jakaś potrawa do odgrzania, do tego sałatka i cola. Potem wyprasowałem koszulę, wypastowałem buty, dobrałem sportową marynarkę do granatowych spodni. Uznałem, że nie muszę ich prasować. Z telefonem położyłem się na godzinę. Na wszelki wypadek nastawiłem budzenie. Przeglądałem wiadomości z kraju, potem z zagranicy. Jeszcze sport i moje hobby…

    @

    Gwałtownie usiadłem. Budzik postawił mnie „na nogi” w kilka sekund. Nie wiedziałem, o co chodzi… Jeszcze siedzę w pracy? Rozglądałem się zdezorientowany.

    – Aaaa, wszystko jasne – stęknąłem rozczarowany, kiedy dotarło do mnie, gdzie jestem. Udział w imprezie to dla mnie spore wyróżnienie, ale teraz miałem ochotę wyłącznie przewrócić się na drugi bok. Nawet sam. Wreszcie wstałem. Głośno ziewnąłem, przeciągnąłem się.

    Nie wiem, kiedy zasnąłem. Może przespałem prawie godzinę, a może tylko kwadrans? Kiedy oszołomienie minęło, wypiłem trochę mineralnej i przez dwadzieścia minut machałem hantlami, robiłem „brzuszki” przy włączonym telewizorze. Wreszcie odłożyłem hantle i spocony, ale zadowolony poszedłem do łazienki.

    – Poziom endorfin po ćwiczeniach podskoczył, więc poprawił się humor – tłumaczyłem sobie, żeby w przyszłości pamiętać o tej motywacji.

    W łazience krytycznie patrzyłem w lustro, wahałem się, jednak w końcu ogoliłem się. Ponownie. Potem wziąłem prysznic i odświeżony, pachnący, ubierając się, zamówiłem taksówkę. Przed wyjściem spojrzałem w lustro. Wyglądałem elegancko. Lśniące, czarne buty, granatowe spodnie, sportowa marynarka, sportowa sylwetka, szerokie ramiona, zero brzuszka.

    – Niejednej mógłbym się spodobać – obiektywnie oceniłem swój wygląd. – Gdyby nie miała za wysokich wymagań i nie zaglądała do mojego portfela – dodałem ciszej. – Gdzie indziej mogłaby zaglądać. Regularnie…

    Pośpiesznie schodziłem z reklamówką, do której włożyłem kwiaty i prezenty.

    @

    – Cholera! – westchnąłem z wrażenia, kiedy wysiadłem z taksówki i zobaczyłem jej willę. – Ich willę – poprawiłem się w myślach. – Kurde, nie sądziłem, że u nas aż tak dobrze płacą tym na górze.

    Później gospodarze poprawili mi humor, bo okazało się, że jej mąż, prawnik, starszy od niej, od lat pracuje w jakiejś międzynarodowej firmie. Odetchnąłem z ulgą. Przyjemniej żyje się, wiedząc że przełożeni też nie tapetują ścian banknotami.

    Podszedłem, nacisnąłem przycisk, otworzyła się furtka. Naście kroków wybetonowaną ścieżką, wszedłem po schodach i nacisnąłem dzwonek przy drzwiach. Otworzyła solenizantka. Pośpiesznie zbliżała się do niej dziewczyna w czarnej sukience i białym fartuszku.

    – Łał! – chwilę stałem w milczeniu. Zatkało mnie. Tak zaskoczyła mnie solenizantka. Świetnie wyglądała! Zielona sukienka z dużym dekoltem świetnie pasowała do jej rudawych włosów. Aż miałem ochotę zajrzeć w ten dekolt! A ten kończył się na wysokości pasa. Sukienka przylegała do ciała, ale jej śmiały krój dodawał uroku właścicielce. No, i nie zasłaniał zbyt wiele. Nawet powiedziałbym, że odsłaniał urodę solenizantki. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Świeża fryzura. Krótko przycięty bok i imponująca grzywka fantazyjnie zaczesana. Patrzyłem zafascynowany. To nie była kobieta, którą znałem z pracy.

    – Dzień dobry – łagodny głos i uśmiech przerwał moją kontemplację. Chyba dostrzegła fascynację w  moich oczach.

    – Dzieńbry – odmruknąłem nieco speszony jej wyglądem.

    Dalej ją oglądałem. Sandałki na szpilce w kolorze soczystej zieleni idealnie uzupełniały strój. Zadbane stopy, czerwony lakier na paznokciach, złoty łańcuszek nad kostką. Krótki sznur pereł na szyi tylko dodawał blasku solenizantce i podkreślał opaleniznę. I ta czerwona szminka…

    – Cholera, ona wygląda na młodszą ode mnie! – złapałem się na tym, że podnieca mnie jako kobieta. A jest ode mnie starsza o dekadę! Do dzisiaj, pod eleganckimi żakietami i kostiumami, nie dostrzegałem jej urody.

    W pracy nie wzbudzała mojego pożądania. Zgodnie z wymogami dużej międzynarodowej firmy, której byliśmy filią, jej stroje, głównie garsonki i kostiumy, były bardzo stonowane kolorystycznie. Szpilki, owszem, ale tylko pełne, natomiast żadnych ‘ekstrawagancji’ w rodzaju: mini, głębokich dekoltów, ażurowych bluzek, a teraz…

    – Ty jesteś… – zaczęła i zawahała się. Patrząc mi oczy, uśmiechnęła się przepraszająco.

    Jej słowa wyrwały mnie z odrętwienia. Spoglądaliśmy na siebie pytająco. Z opóźnieniem, ale jednak zaskoczyłem.

    – Szymon! – pomogłem jej, uśmiechając się życzliwie. Było nie było, kto spamięta kilkudziesięciu podległych sobie pracowników, skoro na co dzień kontaktuje się z dziesięcioma? Do niektórych pomieszczeń nie zaglądała tygodniami. Do nas nikt nie schodził.

    – Ach, tak! – uśmiechnęła się z ulgą. – Oczywiście! Ten od komputerów…  

    @

    – Pracuję w pani pionie, w dziale D – pośpieszyłem z wyjaśnieniami. – Jestem informatykiem, ale z tej drugiej, niższej grupy… – ucichłem, słysząc siebie. W żadnym pionie, a w firmie były cztery, dział D nie zajmował się czymkolwiek, co bezpośrednio wiązało się z projektami firmy. Pracowników tego działu nie dopuszczano nawet do niszczarek. Dokumenty mogliśmy niszczyć wyłącznie w obecności pracowników biur.

    Nie było czym się chwalić, a jednak już gorzej nie mogłem przedstawić swojej osoby. Zwykły wyrobnik. Archiwizacja, kontrolowanie, a raczej segregowanie drugich kopii dokumentów, digitalizacja papierowej dokumentacji naszej i klientów – a tego było naprawdę sporo!, serwisowanie sprzętu, realizacja zamówień biurowych i inne bzdety. Takich jak ja nie zauważa się w firmie. Jesteśmy, ale nikt nas nie personalizuje. „Nie masz tonera? Dzwoń do tych spod 405”. „Ostatnia ryza? Brakuje kopert? Dzwoń pod 405”. „Masz dużo do skopiowania? Wezwij kogoś spod 405”. Do tego służyliśmy…

    O, przypomniałem sobie jeszcze taki zwrot: „Co? Nie ma kawy? Wyślij kogoś z 405. Potrafią robić proste zakupy”. My, ludzie po studiach, potrafimy robić proste zakupy… Jednak nikt z nas nie odważył się głośno zaprotestować przed obliczem zleceniodawcy zakupów.

    Od „czwórki” zaczynały się numery osób z najniższego szczebla firmy. Dla nas sekretarki były jak wyrocznie. A ich numery telefonów zaczynały się od „trójki”. „Jedynki” i „dwójki” nigdy do nas nie dzwoniły. My do nich też nie, ale oni wysyłali nas po prywatne zakupy. Nasza firma zajmowała kilka pięter w wieżowcu. Jedynie dział D mieścił się w piwnicach budynku. My wyróżnialiśmy się: tylko pracowników naszego działu, w każdym z czterech pionów, nie obowiązywał firmowy dress code.

    @

    – Pamiętam! Szymon… No, oczywiście! – udała, że przypomina sobie. – Cieszę się, że przyszedłeś. Och! Dziękuję! – zaskoczona przyjęła prezenty i kwiaty, na które ledwie rzuciła okiem, płynnym ruchem odkładając całość na stolik w holu. Patrzyła na mnie i bawiła się perełkami. Czerwone usta lśniły. Dziewczyna w czarnej sukience i białym fartuszku zgarnęła wszystko ze stolika.

    Poczułem się nieswojo pod tym uważnym spojrzeniem. Jakbym był w pracy. Niepewnie poruszyłem się, speszony jej spojrzeniem. I odetchnąłem z ulgą, bo jednego byłem pewien: nie zaprasza się pracownika pośledniego szczebla na uroczystość do domu, żeby poinformować go o zwolnieniu z pracy.

    – Cała przyjemność po mojej stronie. To zaszczyt gościć u pani. U państwa… – poprawiłem się szybko. Domyślałem się, że zaproszenie dla mnie jest jednorazowe.

    – Mów mi: Joanna. Miło widzieć ciebie w ten dzień – uśmiechnęła się w sposób, którego w pracy nie oglądałem.

    – Och, dziękuję. Miło mi – nogi ugięły się pode mną. Ależ zaskoczyła mnie tą propozycją! – Kobieta z kierownictwa firmy po imieniu z chłopakiem z działu D. Cóż za mezalians! – kpiłem z siebie.

    – Dzisiaj jesteś VIP-em, moim gościem specjalnym – wychyliła się nieco i z uprzejmym uśmiechem szepnęła w moim kierunku. Zaraz wyprostowała się. Mrugnęła do mnie!

    Stałem zaskoczony. Nie spodziewałem się takiej deklaracji i zapomniałem języka w gębie. W tej sytuacji przezornie milczałem, bo nie bardzo rozumiałem, jak traktować jej słowa. Zwróciłem uwagę na zapach jej perfum.

    – To był żart? Liczyła na moje poczucie humoru? – zastanawiałem się przez chwilę. – A może ironia i sarkazm w jednym?

    Weszliśmy do salonu. Eee, taki sobie. Naprawdę! Kort by się w nim nie zmieścił. Ale za to wysoki i te żyrandole… Przez dłuższy moment gapiłem się, jakbym chodził w muzeum za przewodnikiem.

    Nasza rozmowa trwała jeszcze chwilę, a ja ciągle zerkałem w jej dekolt. O, chyba widziałem część sutka… Dekolt? To były dwa, spięte na karku, szerokie pasy materiału ozdobnie udrapowane i prawie schodzące się w pasie. Sukienka bez pleców, więc i z boków widziałem część piersi. Stanika nie założyła. Kontrast z jej wyglądem z pracy był tak duży, że nie potrafiłem przestać jej oglądać i podglądać. 

    Joanna była świadoma mojej szczeniackiej ciekawości, ale nie peszyła się. Raczej czerpała przyjemność z rozbierania wzrokiem. Nawet raz czy dwa przesunęła palcami po udrapowanym materiale, nieco wyraźniej odsłaniając biust.

    Jej mąż, po uściśnięciu mi dłoni i wydeklamowaniu zdawkowej formułki „Żona dużo o panu mówiła”, zostawił nas. Z ulgą stwierdziłem, że również ubrał marynarkę w sportowym stylu, ozdabiając koszulę elegancką apaszką. Dostałem drinka i wtedy solenizantka, życząc udanej zabawy, opuściła mnie.

    – Bądź cierpliwy. Później zajmę się tobą… – obietnicę wyszeptała, patrząc mi w oczy. Poparła ją uśmiechem i dyskretnym ściśnięciem łokcia. Odchodząc, minęła mnie w taki sposób, że otarła się piersią o moje ramię i plecy. A tłoku nie było…

    Stanął mi! Sam tkwiłem pod ścianą, jak sierota, i kolejny raz upewniałem się, że nie jestem we właściwym miejscu. I niecierpliwie czekałem na jej powrót.

    – Nie mój świat, nie moje małpy – westchnąłem. – Ale popatrzeć można. I nażrę się. Jak Dyzma…

    @

    Z drinkami, kiedy już zeszli się wszyscy goście, odsłuchaliśmy w ogrodzie mini-koncertu kwartetu smyczkowego. Nie znam się i nie lubię muzyki poważnej, ale tkwiłem tam jak wszyscy. Po tej „uczcie dla uszu”, jak stwierdził pan domu, trwającej ze dwadzieścia minut, wróciliśmy do salonu i skorzystaliśmy ze szwedzkiego stołu. Sądząc po reakcji części gości, a może nawet większości, też gówno znali się na muzyce poważnej.

    W salonie zrobiło się gwarno. Niektórzy rzucali się na jedzenie, jak wypuszczeni z turnusu dla grubasów. Z kolei inni ignorowali wszelkie potrawy i tłoczyli się przy alkoholach w ogrodzie i w salonie. Obydwaj barmani nie mieli chwili przerwy. Szczęście, że część alkoholu kelnerzy roznosili na tacach. Kiedy w salonie objadano się frykasami, w ogrodzie rozstawiono stoliki, które obsiadła większość gości po zakończeniu posiłku. Kwartet usytuowany w głębi ogrodu teraz grał znacznie lżejszą muzykę. Kolorowe lampiony rozjaśniały ogród pogrążony w mroku, reflektorki oświetlały wybrane drzewa. No, nastrój do rozmów i zabawy, jak znalazł.

    Gospodarze głośno dyskutowali ze znajomymi na temat usytuowania basenu w ogrodzie. Zamierzali wybudować go w przyszłym roku. Wszyscy stali z kieliszkami w dłoni.

    – Głupi pomysł – smutno uśmiechnąłem się, kiedy pomyślałem o moim prezencie. – Może jakaś moja rówieśniczka doceniłaby taki gest, ale Joanna da sprzątaczce apaszkę. Na ścierkę do kurzu! – zdegustowany pokręciłem głową. Pieniędzy też było mi szkoda.

    Starałem się jakoś odpędzić zły humor, a przy okazji rozglądałem się za możliwością opuszczenia imprezy „po angielsku”. Przy drzwiach stał spory „Klocek” w garniturze.

    – Tego to i we trzech bym nie przesunął – oceniłem potencjał „Klocka”. Byłem syty, doceniałem smaczne jedzenie. Piłem już tylko soki, bo jutro znowu o ósmej muszę być w pracy. – Dlaczego zostałem zaproszony? – ciągle zadawałem sobie to pytanie i nie znajdowałem sensownej odpowiedzi.

    @

    Widziałem kilka osób w moim wieku. Część z naszej firmy, z działów B i C, więc znałem ich tylko z widzenia, część zupełnie mi obca.

    – Pewnie spoza firmy, ale facet ma gust – pomyślałem z uznaniem.

    Dziewczyny były wystrzałowe! Wyglądały olśniewająco. Fryzury, makijaże, stroje, szczupłe sylwetki. Zależało im, żeby efektownie wyglądać. I żeby inni to dostrzegli. Dlatego zachowywały się tak hałaśliwie. Przesadnie głośny śmiech, przesadne gesty, przybierane pozy, marne aktorstwo, zbyt głośne komentarze. Kiedy mijałem ich grupkę, żadna nawet nie zatrzymała na mnie wzroku.

    Za to mąż szefowej niezmiennie cieszył się ich wyjątkowymi względami, chociaż stało tam jeszcze kilku mężczyzn. Tylko wobec niego zachowywały się żenująco spolegliwie. Gdyby kazał im szczekać, zapytałyby: Jak długo? Właśnie opowiadał coś i jedną dziewczynę objął ramieniem, a ona, atrakcyjna blondynka o delikatnej urodzie, prawie położyła się na nim. Przyjrzałem się. Facet, obejmując dziewczynę, naciskał dłonią jej pierś. On ją publicznie macał! Blondynka, miała ze 20 lat, w ogóle nie zaprotestowała, nawet się nie odsunęła! Odwróciłem się z niesmakiem.

    – Całe szczęście! – westchnąłem z ulgą. Byłem zadowolony, że te dziewczyny nie zauważały mnie. Zdawałem sobie sprawę, że mógłbym być dla nich jednie wygodnym tłem. To nie były moje sfery towarzyskie.

    Dziewczyny stawały się coraz bardziej hałaśliwe, blondynka zdążyła położyć głowę na ramieniu gospodarza, a jego dłoń nadal ściskała pierś. On nie robił tego nachalnie, ale trudno takie zachowanie nazwać przypadkiem. Inne chyba jej zazdrościły! Blondynka zachowywała się, jakby została wyróżniona. W ogóle atmosfera imprezy stawała się coraz bardziej swobodna.

    – Co za hipokryzja! – westchnąłem z rozgoryczeniem. – W pracy mężczyźni pilnują, żeby ich nie oskarżono o molestowanie, ustanawiają zakazy, przepisy, regulaminy, a kobiety cieszą się z tych ograniczeń – pokręciłem głową. – Z kolei podczas imprezy kobiety i mężczyźni robią prawie wszystko, żeby nadrobić czas zmarnowany na przestrzeganiu przepisów w firmie!

    @

    Zdegustowany wycofałem się do salonu. Na czysty talerzyk znowu nałożyłem sałatek i mięsa, wziąłem widelec, dużą szklankę coli i zniknąłem w głębi ogrodu. Jeszcze widziałem gospodarza wchodzącego z blondynką i jej koleżanką, brunetką, do salonu. Teraz obejmował brunetkę. To była efektowna dziewczyna.

    – Chyba znam ją… – zmrużyłem oczy, uważniej przyglądając się dziewczynie.

    Kiedy dłoń zsunął na jej pośladek, spojrzała na niego i uśmiechnęła się, pokazując piękne, białe zęby. Zrewanżował się bardziej stonowanym uśmiechem. Tak, dobrze znałem tę brunetkę. Gdy spojrzała w moim kierunku, udała, że mnie nie dostrzega, a przecież nie mogła mnie przeoczyć. Znaliśmy się od dawna.

    – W ogrodzie za chłodno czy za dużo świadków? – byłem zgryźliwy wobec niej i swawolnego gospodarza. – A może facet lubi brać od razu po dwie suczki w zaciszu prywatnego gabinetu? Cóż, baw się dobrze, Eliza… – mruknąłem pod nosem.

    @

    DN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Kasia i Rex

    Kasia

     

    Jej twarz to bladła to czerwieniała na przemian z wstydu, wściekłości i bezsilności. Żołądek falował gwałtownie a gardło miała ściśnięte że trudno było oddychać. Co się stało że była w takim stanie? Na komputerze syna chciała sprawdzić najnowsze oferty Rossmanna. Z ciekawości zajrzała do historii przeglądarki i zobaczyła to czego się spodziewała. Kilka stron z lekką pornografia poświęconą stosunkom starszej kobiety z młodym mężczyzną. Na pulpicie był jeszcze folder nazwany Mama. Zdziwiła się ale go otworzyła. Było kilka plików video i otworzyła jeden z nich. Zobaczyła siebie jak klęczy z gołym tyłkiem, majtki zsunięte do kolan a z tyłu rucha ją ich domowy pies Reks. Była to tajemnica którą skrzętnie skrywała a teraz uświadomiła sobie że jest KTOŚ kto wie i stała się tajemnicą już nie tylko jej. Gdyby jej mąż Jurek o tym się dowiedział rozwiódł by się natychmiast.

    Teraz, w panice chciała błagać syna żeby zachował to w tajemnicy a ona zgodzi się na wszystko czego zażąda. Kliknęła w drugi filmik i zawierał podobną tematykę tylko zaczynała się na łóżku gdzie najpierw masturbowała się a potem zawołała Rexa i uprawiała seks z nim na łóżku na którym robiła to z mężem.

    Kolejny filmik również pokazywał ją w roli głównej jak leży na plecach a Reks rucha ją z przodu a ona jęczy z rozkoszy. Uświadomiła sobie że te nagrania zostały zrobione kilka miesięcy wcześniej i jeśli tak jest i to jeszcze się nie wydało to najwyraźniej syn chce by tak się stało. Była jeszcze jakaś ikonka na pulpicie i kliknęła w nią. Pokazywała ich sypialnię i nagle zobaczyła jak na łóżku leży Reks i się liże. Uświadomiła sobie że obraz jest na żywo. Wstała i poszła do sypialni sprawdzić czy tak jest w istocie. Reks kiedy ją zobaczył zeskoczył z łóżka podbiegł do niej i od razu włożył łeb pod jej spódnicę i zaczął ją lizać po cipce a ponieważ nie miała na sobie majtek to dostęp miał ułatwiony. Nie to jednak Kasia miała teraz w głowie. Wróciła do pokoju syna, wylogowała się i wyłączyła komputer. Nie jest tak źle pomyślała. Może być jeszcze z tego dobra zabawa. Syn miał wrócić za 15 minut i pomyślała że może mu zrobić pokaz na żywo. Na samą myśl zrobiło jej się wilgotno w kroczu. Wkrótce usłyszała jak trzaskają zamykane drzwi. Zeszła na dół i przywitała się z synem a następnie podgrzała mu obiad. Powiedziała że jak zje to naczynia niech wstawi do zmywarki bo ma teraz coś do zrobienia na górze. W sypialni rozebrała się do naga i zawołała Reksa.

    Drzwi do sypialni nie zamykała bo nie było potrzeby gdyż syn wiedział co się tam może zdarzyć. Wcześniej zlokalizowała miejsce montażu kamery i specjalnie tak się ustawiała żeby kamera a przez nią syn miał dobry widok. Słyszała jak syn wchodzi do swojego pokoju i uruchamia komputer. Już wiedziała że ma widownię co dodatkowo ją podniecało. Miała nadzieję że syn będzie miał odwagę spojrzeć na nią w chwili kiedy uprawia seks z Reksem. Tak o się jednak nie stało. Było jak zwykle, szybciutko doszła i jak zwykle musieli chwilkę pozostawać bo podobnie jak psia suka została zespolona z jego członkiem. Uwolniona, po samym zbliżeniu nawet się nie myła tylko ubrała spódnicę, bluzkę i boso zeszła na dół. Czuła jak po udach spływa jej sperma Reksa i właśnie to chciała synowi pokazać. Paweł zszedł z góry i wszedł do kuchni udając że chce mu się pić. Nalewał sobie soku pomarańczowego uważnie spoglądając na matkę i jej nogi po których spływała sperma Reksa. Nic nie mówił ale wiedział że zrobiła TO bez wątpliwości. Spódnicę miała dość krótką więc jak pochylała się by z szafki coś wyciągnąć Paweł mógł dostrzec brak majtek u swojej rodzicielki. Mimo 40 lat ciągle uważała się za atrakcyjną kobietę. Miała wspaniałe długie, jasne włosy, często upięte w koński ogon, piersi nie za duże ale ciągle jędrne, nogi długie i zgrabne. Niestety mąż często był zmęczony i coraz rzadziej uprawiała z nim seks. Zupełny przypadek sprawił że Reks stał się dla niej formą uzupełniającą jej seksualne potrzeby. Kiedyś po alkoholu kiedy przysnęła, została wybudzona językiem Reksa który ochoczo lizał jej cipkę co doprowadziło ją do orgazmu. Z ogromnymi wyrzutami sumienia ale jednak zaspokojona chciała się jakoś odwdzięczyć Reksowi. Przełamując się najpierw pobudzała go ręką a potem po dłuższym wahaniu zrobiła mu loda.

    Nazajutrz, poszła dalej, najpierw kiedy językiem doprowadził ją do orgazmu to tym razem zamiast robić mu loda uklękła i ciekawa co może się zdarzyć zachęciła go by spróbował ją pokryć jak sukę. Najpierw nie mógł się wpasować, potem jak już udało mu się wejść to łatwo wypadał ale po kilku próbach, udało się. Jak już ją dosiadł to zaczął ją ruchać jak szalony. Jego kutas może nie był duży ale braki rozmiaru nadrabiał intensywnością ruchu. To było niesamowite kiedy jego sierść ocierała ją po plecach. Sama świadomość z kim to robi i to zupełnie na trzeźwo wyzwalała dodatkowe dreszcze podniecenia. Kiedy poczuła jego trykanie do środka jego członek zaklinował się w jej cipce i połączyli się jak pies z suką. Chwilę stał nie ruszając a następnie obrócił się do niej tyłem. Po 10 minutach uwolnił ją i mogła się wykąpać. Tak to się zaczęło i trwa od pół roku do dzisiaj. To że jej syn dowiedział o tym nawet ją dodatkowo podniecał. Na co dzień starała się ubierać nieco frywolniej. Nie ubierała majtek i stanika. Kiedyś po prysznicu wyszła z łazienki okryta tak ręcznikiem że piersi miała zakryte ale cipka zupełnie na wierzchu. Udawała że nic nie zauważyła. Paweł miał idealny widok na jej cipkę a ona rozmawiając z nim prezentowała swoją wygoloną cipkę. Innym razem wyszła zupełnie nago z łazienki bo jak tłumaczyła zapomniała ubrania. Paweł przyglądał się jej z zaciekawieniem ale też aprobatą. Widziała jak w jego szortach pęcznieje członek i robi się całkiem niezły namiot. Któregoś dnia kiedy wrócił ze szkoły, jak zwykle podała mu obiad. Chwilę z nim porozmawiała i poszła do siebie. Nawet nie zamykała drzwi pozostawiając je szeroko otwarte. Rozebrała się do naga i zawołała Reksa. Szybciutko bez specjalnych wstępów przeszli do znanych sobie czynności. Słyszała jak Paweł wchodził do swojego pokoju i specjalnie głośniej wzdychała w nadziei że przyjdzie i ją zastanie w trakcie ale tak się nie stało. Usłyszała uruchamiany komputer i wiedziała że za chwilę będzie oglądana okiem kamery. Dzisiaj Reks ruchał ją w dupcie i zakleszczył się na dobre 10 minut. Kiedy już się uwolnił poszedł do konta, położył i zaczął jak zwykle wylizywać swojego kutasa. Kasia nawet się nie ubierając jak stała, nago poszła do łazienki wziąć prysznic. Umyta odświeżona ubrała tylko topik który ledwo przykrywał jej cipkę i weszła do pokoju syna. Siedział z wypiekami na twarzy przy komputerze i udawał że przegląda wiadomości. Kasia podeszła do niego i otwarcie spytała syna jak mu się podobał jej seks z Reksem. Zaskoczony pytaniem, bliskością mamy z widoczną golutka cipką obok oraz potężnym wzwodem nie wiedział co powiedzieć. Wiesz, mamo jesteś niesamowita i bardzo seksi. Miałeś kiedyś dziewczynę, znaczy czy się z nią kochałeś? Spytała. Nnnie przyznał. A chciałbyś spróbować ze mną?

    Mamo to moje największe marzenie. Ujęła jego dłoń i powiedziała chodź ze mną. Wstał i trochę niepewnie poszedł do sypialni rodziców.

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tiba 40
  • Jestem wykladowca. Odcinek I

    Jestem wykładowcą. Odcinek I 

    Sesja egzaminacyjna, która zmieniła wszystko.

     

    To mój pierwszy wpis z dłuższej serii, jaką chciałbym wam opowiedzieć. Nazywam się Jan Wysocki, mam 41 lat i jestem wykładowcą na jednej z większych uczelni w naszym kraju. Wykładam historię idei. Czy to jest istotne? Odrobinę, ponieważ chcę opowiedzieć Wam o moim życiu od kulis, w którym główną rolę grają właśnie moje studentki. Ale po kolei.

     Muszę zacząć od tego, że przez pewien czas przechodziłem coś w rodzaju kryzysu. Rozstałem się z narzeczoną po kilku latach poważnego związku, a moja habilitacja utknęła w martwym punkcie. Gierki uczelniane i karierowiczostwo moich kolegów wykładowców skutecznie sprowadziło mnie na ziemie, przez co nieco przygasł mój zapał do nauczania. A musicie wiedzieć, że do swojej pracy zawsze podchodziłem z pewnego rodzaju misją. Zwłaszcza że uwielbiam pracować z młodymi, pełnymi zapału ludźmi, a tych nie brakuje na naszej uczelni. Zwłaszcza studentek, które zdecydowanie przeważają, jeśli chodzi o nauki humanistyczne.

    Cóż, z marazmu wyrwała mnie ostatnia sesja egzaminacyjna.

    Nie spodziewałem się po niej niczego odkrywczego. Na początku mojej pracy uwielbiałem okres egzaminacyjny – specjalnie organizowałem egzamin ustny z mojego przedmiotu. Lubiłem rozmowy ze studentami, ich kombinatorstwo, pomysłowość, a czasem autentyczną inteligencję. Ta zresztą najbardziej interesowała mnie u studentek, które swoim flirtującym tonem głosu próbowały przekonać mnie, że wiedzą ciut więcej niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zwykle bywałem odporny na ich względy, nawet jeśli pozwoliłem sobie na nieco frywolniejszą uwagę lub sprośny żart. Zawsze jednak w ramach pewnej przyzwoitości, którą nieco sztucznie sobie narzuciłem. Nawet nie wiecie, jak dobrze było w końcu się przełamać i zacząć żyć pełnią życia.

    To był ostatni egzamin pierwszego roku. Podałem studentom zakres materiału, który mnie interesował, więc spodziewałem się, że wszyscy będą przygotowani przynajmniej na 3. I większość była. Wpuszczałem wszystkich pojedynczo, bo tak najlepiej jest mi się skupić na rozmowie. Kolejne dziewczęta ubrane w ciasne, opinające tyłki spodnie wchodziły do sali. Kilka z nich miało na sobie również spódniczki – w końcu mieliśmy wyjątkowo upalny maj. Nie ukrywam, że mój wzrok wędrował z oczu dziewcząt na ich piersi, nogi i uda. Część nawet nie zorientowała się, że ich spódniczki zadarły się na tyle wysoko, że mogłem dostrzec miejsce, w którym kończyły się pończochy. Nieziemsko kręcił mnie ten widok. Upalny dzień połączony z moim nieco melancholijnym nastrojem sprawił, że zamiast słuchać, co mają mi do powiedzenia, fantazjowałem, mierząc kolejne dziewczęta z góry do dołu. Stukanie ich obcasów tylko jeszcze mocniej mnie nakręcało.

    Egzamin zbliżał się do końca. Na korytarzu została ostatnia osoba, reszta mogła się rozejść, ponieważ oceny wpisywałem od razu do indeksu. Nikogo tego dnia nie oblałem, choć pewnie mógłbym to zrobić. Niejedna osoba na to zasługiwała.

    – Co, pewnie najadłaś się niezłych nerwów, siedząc tu od rana? – zagaiłem.

    Na korytarzu, z notatkami na kolanach siedziała Ada – jedna z najbardziej intrygujących studentek pierwszego roku. Drobna dziewczyna z długimi, kręconymi blond włosami. Uroczą buzię zdobiły wielkie, intensywnie niebieskie oczy. Domyśliłem się, że potrafi samym tylko błagalnym wzrokiem wyprosić u facetów wszystko, czego chce.

    – Odrobinę – odpowiedziała niewinnie.

    – Wejdź, proszę – zaprosiłem ją do sali.

    Puściłem ją przodem, zamykając za nią drzwi. Trochę z grzeczności, a trochę po to, żeby móc jej się przyjrzeć. Ot, niewinne patrzenie, prawda? A było na co. Czarne szpilki i długie nogi. Nieco nad kolanami zaczynała się czarna spódniczka, w którą włożyła bialutką, pofalowaną koszulę z rozpiętym ostatnim guzikiem. Pod cienkim materiałem widać było elegancki, koronkowy stanik. Na ten widok w moich bokserkach zaczął momentalnie rozpychać się rosnący penis. Ale nawet w tym momencie nie spodziewałem się, że coś z tego będzie. A jednak.

    – Usiądź – wskazałem jej krzesełko przed moim biurkiem. Sam usiadłem wygodnie, opierając ręką brodę. Pod palcami czułem swój dwudniowy zarost.

    Ada usiadła bardzo zestresowana.

    – Nie denerwuj się, przecież nie gryzę.

    Nieco się uśmiechnęła, ale raczej z grzeczności. Nadal była mocno spięta. Wziąłem do ręki jej indeks, przekartkowałem go i powiedziałem:

    – Nie powinnaś się denerwować. Widzę, że z wszystkich przedmiotów masz dobre oceny. Nawet etykę u Walczaka zdałaś na 5, a to nie lada sztuka.

    – Tak wyszło… – odpowiedziała nieśmiało. W odróżnieniu od innych dziewcząt nie założyła nogi na nogę. Trzymała je złączone blisko siebie. Rękami trzymała się oparcia. Dawno nie widziałem tak spiętej studentki.

    – Dobrze, miejmy to już za sobą. Kilka pytań, wpiszę dobrą ocenę i wtedy porozmawiamy, gdy nieco się rozluźnisz. Możemy się tak umówić? – kiwnęła głową. – Dobrze. Powiedz mi w takim razie coś na temat trzyczęściowej teorii prawdy Platona. Możesz oprzeć się na dowolnym tekście.

    Czekając na odpowiedź, dalej kartkowałem jej indeks. Nie chciałem jej peszyć. Jednak cisza stała się na tyle długa, że zrobiło się nieco niezręcznie. Postanowiłem jej trochę podpowiedzieć:

    – W dialogu „Teajtet” Platon analizuje pojęcie prawdy, uznając ją za…

    Nadal nic. Tylko nerwowe wpatrywanie się w podłogę. Wstydziła się nawet spojrzeć mi w oczy. Trudno, pomyślałem. Postanowiłem ugryźć temat z nieco innej strony.

    – W takim razie sama mi coś opowiedz. Wybierz interesujący Cię temat i mów, nie krępuj się. Najlepiej temat, który przewinął się na naszych zajęciach – zażartowałem, żeby nieco rozładować sytuację. Niewiele to jednak pomogło.

    – Ja chyba nie jestem za dobrze przygotowana na dzisiaj. Mam za sobą kiepski tydzień…

    – Coś się stało? – zapytałem autentycznie zainteresowany.

    – Chyba nie powinnam o tym mówić. To raczej osobiste sprawy…

    – Cóż, nie będę naciskał. Ale nie mogę Ci wpisać zaliczenia. To byłoby nie fair w stosunku do reszty osób, sama rozumiesz.

    – Ale to ostatni termin…

    Wreszcie podniosła na mnie wzrok. Jej błagalny ton, w połączeniu z wielkimi oczami wprowadził mnie w niemałe zakłopotanie. Jednak nie to było moim największym problemem. Tym okazał się mój rosnący członek, który natychmiast zareagował na tę sytuację.

    – Słuchaj Ada, nie wiem, jak ci pomóc. Możesz zawsze napisać podanie do rektora… – wydukałem. Ta dziewczyna zupełnie zbiła mnie z tropu.

    – To rzadko kiedy pomaga. Nie mogę powtarzać semestru. Już teraz biegam z uczelni prosto do pracy – powiedziała łamiącym się głosem. Miałem wrażenie, że zaraz pociekną jej łzy.

    Zrobiło mi się jej autentycznie żal, jednak wiedziałem, że takie folgowanie studentom mi nie przystoi. Nie przystoi mi też ukrywać potężną erekcję w spodniach. Ale co zrobić, gdy przed tobą siedzi seksowna, młoda dziewczyna, przy której nawet umarlakowi by stanął?

    – Ja… Ja mogę coś dla pana zrobić. Obiecuję, że to się nie wyda. Błagam pana…

    Poczułem ogromne zakłopotanie. Z nerwów oparłem się o fotel. Ada natychmiast wstała i okrążyła moje biurko.

    – Proszę…

    Stała teraz przede mną w pełnej okazałości. Nie mogłem przestać patrzeć na jej długie, szczupłe nogi. Szpilki tylko jeszcze bardziej je wydłużały.

    Delikatnie podwinęła spódniczkę. Mój wzrok momentalnie powędrował w to miejsce. Zatrzymał się w połowie uda. Tam, gdzie kończy się ciemny materiał pończoch, a zaczyna delikatna skóra. Jedyne, o czym myślałem to, żeby podwinąć spódniczkę jeszcze wyżej. Od zerwania z narzeczoną minęło 6 miesięcy. Dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę, że byłem idiotą, czekając na kolejną wielką miłość. Mój penis nabrzmiał tak mocno, że trudno było mi wytrzymać z zapiętymi spodniami.

    – To będzie nasza tajemnica – szepnęła błagalnym tonem.

    Wtedy powiedziałem sobie: pieprzyć to. Ile można rozpaczać nad starą miłością? Trzeba zacząć żyć i z życia czerpać, ile można. To przecież najlepszy sposób na zagłuszenie bólu istnienia, jakkolwiek pretensjonalnie to nie brzmi. Postanowiłem, że od tego dnia będę, jak Hank Moody, bohater serialu „Californication”. Jak na ironię oglądałem go razem z narzeczoną i nawet nie marzyłem o tym, żeby być jak ten gość: bezkompromisowy, brutalnie pewny siebie i cholernie przyciągający seksowne kobiety intelektualista.

    Wstałem od biurka i zrobiłem krok w jej kierunku. Stałem teraz tuż przed nią. Wydawała mi się jeszcze drobniejsza, a jej twarz jeszcze słodsza. Nie ma chyba lepszego połączenia niż urocza i zarazem seksowna nastolatka.

    Walczyło w niej jednocześnie zdenerwowanie i podniecenie. Wiedziałem, że jej się podobam. Wiedziałem też, jak często szepczą o mnie na korytarzach inne studentki. Nawet nie wiecie, jak tych szeptów zazdrościła mi reszta pierdołowatych , podstarzałych wykładowców. Pieprzyć ich.

    Ada przygryzła nieco wargę. Sam nie wiem, czy celowo, czy instynktownie. Położyła mi dłonie na piersi, stanęła na palcach i pocałowała mnie w usta. Od razu objąłem ją w pasie i przejąłem inicjatywę. Z delikatnego pocałunku płynnie przeszliśmy od przygryzania warg i jeszcze mocniejszego uścisku. Czułem gotującą się we mnie krew. Nie przypuszczałbym, że jeszcze kiedykolwiek w życiu będę tak podniecony.

    Wreszcie moje ręce zjechały niżej. Chwyciłem ją za pośladki, które idealnie mieściły mi się w dłoniach. Ścisnąłem je przez materiał spódniczki. Teraz całowałem ją po szyi, a ona szybko dyszała. W pewnym momencie zdecydowanym ruchem podniosłem ją, nie odrywając rąk od jędrnych pośladków. Szybko posadziłem ją na swoim biurku. Rozpiąłem kilka górnych guzików bluzki. Teraz widziałem jej koronkowy stanik w pełnej okazałości. Jego materiał był tak cienki i delikatny, że wyraźnie przebijały się spod niego nabrzmiałe sutki. Piersi nie były duże, ale za to krągłe i cholernie podniecające. Wróciłem do całowania szyi. Jej ręce najpierw rozpięły moją dżinsową koszulę, a później pasek i rozporek. Swoimi drobnymi dłońmi masowała mojego penisa, który był naprawdę duży, to mogę przyznać bez skrępowania.

    Wreszcie szepnęła mi do ucha:

    – Zrobię wszystko…

    Przestałem ją całować, odsunąłem się nieco i spojrzałem na nią, dysząc jeszcze. Nigdy nie widziałem w czyiś oczach tak zwierzęcego pożądania. A przy tym wciąż była tak uroczo niewinna…

    Zrobiłem krok w tył. Wiedziała, co ma zrobić. Zsunęła się z biurka, a później powolnym ruchem uklęknęła przede mną na kolanach, wciąż patrząc mi głęboko w oczy. Zsunęła mi spodnie i bokserki. Mój kutas wyprężył się przed jej twarzą w pełnej okazałości. Widziałem po jej minie, że rozmiar jest naprawdę zadowalający. Delikatnie chwyciła go w prawą dłoń, powolnym ruchem przesuwając go w górę i w dół. Nie próbowała przejmować kontroli. Czułem, że mi się oddaje w całości, jak grzeczna, urocza studentka, na którą w istocie wyglądała.

    Po chwili zadarła spódniczkę tak, żebym mógł oglądać jej wypięty tyłek w ciemnych, koronkowych stringach. Przy jej delikatnej, malutkiej rączce mój kutas wyglądał na jeszcze większego. Bardzo powoli zbliżyła do niego swoje usta, sunąc językiem od góry do dołu i z powrotem, aż wzięła go w usta. Czułem się cudownie. Penis aż pulsował z podniecenia. Co jakiś czas zalotnie spoglądała mi w oczy, jakby chciała zapytać: „tak jest dobrze, panie profesorze?”. Nie chciałem jednak przerywać tej przygody. Poderwałem ją do góry, popchnąłem na biurko i kazałem się odwrócić. Posłusznie zrobiła, co mówię. Zadarła nawet spódniczkę do góry, pewnie po to, żeby jej nie zabrudził. Musiała przecież jakoś wrócić do domu.

    – Może pan we mnie wejść, profesorze. Zabezpieczam się… – szepnęła nieśmiało.

    Ale na ten moment miałem inny plan. Lekko rozchyliłem jej nogi, które w pończochach wyglądały obłędnie, uklęknąłem na kolanach i zacząłem pieścić ją językiem. Ewidentnie się tego nie spodziewała. Była tak rozpalona, że musiała sobie zatkać usta dłonią. Dopiero gdy poczułem, że to ten moment, wstałem, rozsunąłem jej stringi i wszedłem w nią od tyłu. Była bardzo ciasna, a jednocześnie tak mokra, że bez problemu mogłem od razu zacząć ją mocno pieprzyć. Jedną dłonią zatkałem jej usta tak, żeby włożyć do nich palec. Od razu zaczęła jeździć po nim językiem, jakby nadal chciała mi obciągać. Drugą dłonią chwyciłem ją za szyję i przycisnąłem do siebie.

    Pieprząc ją, patrzyłem z góry, jak mój twardy penis wchodzi w nią szybkimi ruchami. Z tej perspektywy jej tyłek wyglądał obłędnie. Zwłaszcza że wciąż miała na nim swoje stringi – widać było, że lubi droższą i efektowną bieliznę.

    Czułem, że jest jej cholernie dobrze. Jej sapanie przeszło szybko w niemal zwierzęce dźwięki. Przy tym, seks z moją byłą był niczym.

    W pewnym momencie poczułem jej skurcze na moim penisie. Od razu zwolniłem, żeby mogła rozkoszować się własnym orgazmem. W pewnym momencie całkowicie się zatrzymałem, żeby złapać nieco oddechu.

    – Chcę panu zrobić dobrze, profesorze – pewnie nawet sama nie wiedziała, że jeszcze mocniej podnieci mnie tymi słowami.

    Uklęknęła przede mną, ale tym razem nie na kolanach, raczej tak, jak przyklęka się do przysiadu. Rozszerzyła nogi i poczekała chwilę, aby mógł napawać się widokiem jej pięknych nóg. Po chwili wzięła mnie w usta. Tym razem wsuwała go sobie naprawdę głęboko, jednak ani na moment się nie krztusiła. Zachowała klasę.

    W pewnym momencie zupełnie odpłynąłem. Sam nie wiem, kiedy nagle eksplodowałem. Ada nie spodziewała się, że będzie tego aż tyle. Nieco zadrżała, ale momentalnie wszystko połknęła. Pieściła mnie jeszcze chwilę językiem, aż w końcu wstała. Ani na moment nie straciła swojego uroku i delikatności.

     

    Doprowadziliśmy się do porządku. Gdy ja poprawiałem pasek od spodni, ona zapinała koszulę i sprawdzała, czy nie ubrudziłem jej spódniczki. Na szczęście była naturalnie śliczna, dlatego nie musiała nakładać sobie nowego makijażu – ten, który zrobiła przed wyjściem z domu, był na tyle delikatny, że w ogóle się nie rozmazał.

    Dopiero gdy się ubraliśmy i emocje opadły zobaczyłem, że Ada nieco spochmurniała. Ewidentnie nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Czuła, że musi się jakoś usprawiedliwić.

    – Przepraszam, nie jestem…

    – Spokojnie, to miała być nasza tajemnica – przerwałem jej. – Oboje daliśmy się ponieść emocjom. Nie mam zamiaru żałować, ty też nie powinnaś. Chyba nie było tak źle, co?

    Uśmiechnęła się delikatnie na ten mało wyszukany dowcip. Dodałem jeszcze:

    – A co do oceny, nie musisz się martwić. Na ten moment wpisuję ci pięć, bo nie chcę zaniżać twojej średniej, a wiem, że stać cię właśnie na tyle. Ale pamiętaj, żeby po wakacjach przyjść do mnie na konsultacje. Wiesz, gdzie jest mój gabinet. Musisz być wtedy wykuta na blachę – Teatralnie pogroziłem jej palcem. – To, co zaszło, nie zwalnia cię z nauki. Tak, jak mówiłem, daliśmy się ponieść emocjom. A teraz uciekaj już, masz wakacje.

    Nie spodziewałem się, że przed wyjściem pocałuje mnie w policzek. I nie był to pocałunek kochanki, raczej grzecznej dziewczynki. Gdy wyszła, usiadłem jeszcze na chwilę. Zdecydowałem, że zaraz pojadę do domu, wezmę prysznic, a w przyszłym semestrze wrócę na uczelnie, jako zupełnie nowy facet. Przede wszystkim wiedziałem jednak, że będę czerpał z życia garściami. Czasem to łatwiejsze niż nam się wydaje.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Prof. Jan Wysocki

    To pierwszy odcinek dłuższej serii o życiu jednego z wykładoców. Coś dla fanów serialu “Californication”. Polecam i zachęcam do komentarzy – odpowiem na wszystkie.

  • Przypadek Michala cz.XVII

    ****
    Śnieg, który spadł pierwszy raz w tym sezonie zaskoczył wszystkich. Nie tylko drogowców. I chociaż ostatnimi latami biały puch nie rozpieszcza swoich amatorów, to niespodzianką nie było samo jego pojawienie, ale ilość. Dowaliło go na grubo.  
    Chcąc nie chcąc, sobotnie przedpołudnie spędziłem na odśnieżaniu podjazdu. Z dumą stwierdzam, że szło mi całkiem dobrze. Kończyłem właśnie zadowolony, że będę miał to za sobą, gdy za placami usłyszałem pytanie.  

    – Dzień dobry. Szukam domu państwa Wierciołów. Nie wiesz może gdzie ich znajdę?

    Wierciołów?! Za cholerę tu tacy nie mieszkają, pomyślałem zaskoczony i odwróciłem w stronę pytającej osoby. Od razu na gębie pojawił mi się uśmiech niczym dorodny banan. Koło furtki stała opatulona grubą kurtką dziewczyna. Pomimo, że jedynie fragment twarzy widać było zza szalika i kaptura rozpoznałem w pytającej Spację. Podszedłem szybko bliżej.  

    – Chodzi pani o tych co nie potrafią usiedzieć na tyłku? – spytałem rozbawiony.  

    – Dokładnie. O tych samych. – Drżenie czerwonych policzków dziewczyny zdradziło, że uśmiecha się pod szalikiem.  

    – To przykro mi, ale oni wyjechali, bo… – Zawiesiłem teatralnie głos. -… nie potrafili usiedzieć na tyłku  

    – Naprawdę? Jaka szkoda – Spacja śmiała się w najlepsze.  

    – Coś się stało? – spytałem, gdy nieco ochłonęliśmy z głupawki.  

    – Nic wielkiego, ale jak się z tym ogarniesz przyjdź na adres, który wysłałam ci sms-em – oznajmiła techno-czarodziejka.  

    – Przecież ja ci nie dawałem swojego numeru telefonu. – Zauważyłem i szybko zreflektowałem, że moja uwaga jest co najmniej słabiutka.  

    – Poważnie? No patrz no ty, to chyba wysłałam info do kogoś innego. – Spacja rozbroiła mnie swoim sarkazmem. – Postaraj się wpaść tam jak najprędzej, żebym nie czekała w nieskończoność. Wesoło mi tu z tobą, ale nie cierpię zimna, więc oddalę się czym prędzej. Na razie.  

    Ostatni zaśnieżony fragment podjazdu zrobiłem w mistrzowskim tempie. Byłem ciekaw, po co chce się ze mną widzieć Spacja. Nawet jeśli mówiła prawdę i nie stało się nic znaczącego to sama możliwość zobaczenia dziewczyny była świetnym powodem, by się pospieszyć.  

    ****

    Miejscem, w którym spotkałem się ze Spacją było mieszkanie tym samym dużym osiedlu, na którym mieszkała Zuza i Kama. Na przywitanie spacja wyjaśniła, że dostała klucze do niego od Chrobrego i uznała, że tyle informacji w temacie mi wystarczy. Ja też nie byłem skłonny drążyć sprawy. Mniej wiesz, krócej cię przesłuchują., jak to mówią.  

    Meta była świeżutka. W całym mieszkaniu pachniało farbą i środkami czystości. Wszystkie pokoje były niemal puste. W jednym który udawał kuchnię stał samotna szafka z elektrycznym czajnikiem, ekspresem do kawy i mikrofalą. Natomiast w drugim znajdowało się biurko z komputerem i mnóstwem różnego techno ustrojstwa. Dopełnieniem wystroju były dwie wielkie i miękkie pufy oraz materac na podłodze.  

    – Baza numer dwa – skwitowała moją lustrację lokalu Spacja.

    – Ok.  

    – Rozgość się. – Specjalistka od technologii wskazała ręką pufy. – Chcesz herbaty, kawy czy wolisz coś zimnego do picia?

    – Zimno jak cholera, więc może poproszę o herbatę.

    – Jasne. – Zgodziła się Spacja i ruszyła w stronę prowizorycznej kuchni.  

    Obserwowałem ją dyskretnie. Poruszała się lekko, z gracją jakby ledwie dotykała stopami ziemi, kręcąc przy tym delikatnie szczupłym, zgrabnym tyłkiem. Było w niej coś świeżego, co zupełnie nie pasowało mi do świata łobuzów i przestępców, w którym mniej czy więcej, ale się obracała. Podobała mi się coraz bardziej i nie byłem pewny co z tym mogę zrobić. Była ważnym elementem planu Chrobrego i przede wszystkim jego znajomą. To studziło moje fantazje. Nie wiedziałem na jak wiele mogę sobie pozwolić. Zadzieranie z Marcinem, a tym bardziej z jego koleżkami i szefem, to było ostatnie czego bym pragnął.  

    – Stolików chwilowo nie posiadam, więc będziemy się gościć na podłodze – oznajmiła techno-czarodziejka z dwiema herbatami w ręku.  

    – Możesz mi coś zdradzić? – Zebrałem się na odwagę. – Niezbyt lubię posługiwać się ksywkami, więc może wyjawisz mi swoje imię?

    – Nie jestem tutaj dla twojego samopoczucia, tylko dla konkretnej roboty – Ostudziła moją fascynację dziewczyna. – Jeśli koniecznie potrzebujesz imienia, żeby się do mnie zwracać to może być… na przykład Cecylia.

    – Nie przesadzasz z tą tajemniczością? – Prychnąłem rozczarowany. – Chciałem być tylko miły.

    – I jesteś wystarczająco. Więcej mogło by być przesadą – Spacja poklepała mnie po ramieniu. – Szok mógłby mnie obezwładnić, a wtedy słabo się pracuje.  

    – Uhmm… – mruknąłem naburmuszony.  

    – Daj spokój z fochami! – Dziewczyna od komputerowej magii trąciła mnie łokciem w bok. – Chrobry chciał, żebyś był na bieżąco i prosił, żebym ci powiedziała co robimy.  

    – Ok., to miejmy to za sobą – Zgodziłem się, ale wciąż byłem rozczarowany  

    – No to tak. Kierowniczka w biurze deweloperskim Banasia to pani Renata Nowaczek. Lat trzydzieści siedem, rozwódka, dziecko jedno, córka. Miłośniczka łzawych romansów i deserów z owocami. – Informacje popłynęły z ust Spacji. – Od wczoraj mam ją na podsłuchu, więc liczę, że niedługo coś z tego wyniknie.  

    – No, no, szybko działasz – Gwizdnąłem zaskoczony.  

    – Nie mam czasu na zbytnie przeciąganie sprawy. – Oznajmiła dziewczyna. – Inne wyzwania czekają, a za nimi kryje się kolejny przypływ gotówki.  

    – Kasa jest dla ciebie taka ważna? – Spytałem nieopatrznie. Nie pasowało mi to do niej.

    – Umówmy się Enterku, daj sobie spokój z takimi tekstami. – Spacja zmarszczyła nerwowo brwi. – Nie potrzebujemy zacieśniać relacji między sobą, to raz. Jeśli będę potrzebowała życiowych porad i wskazówek to ściągną sobie aplikację “Życiowy guru. Jak żyć w zgodzie ze sobą.”, to dwa. Ok.?

    – To tylko niewinne pytanie, które wyrwało się mi mimochodem. – Wzruszyłem ramionami, zdziwiony jej gwałtowną reakcją. Czyżby coś jednak się za tym kryło?

    – To niech ci się nie wyrywa! Kurde, skończmy to raz, dwa i rozejdźmy w pokoju! – Techno-czarodziejka pospiesznie usiadła przy biurku. Kliknięciem myszki włączyła ekran komputera. – Chodź tu, coś ci pokażę!

    Na monitorze pojawił się obraz. Na kanapie w biurze siedziała atrakcyjna kobieta i popijała kawę z kubka. Wyglądała na rozleniwioną i zadowoloną. Jeśli tak ma wyglądać praca to się nie dziwiłem. Domyśliłem się, że Spacja pokazuje mi wspomnianą wcześniej Renatę Nowaczek. Zaufana pracownica Banasia w biurowym kompleciku prezentowała się kusząco. Krótka spódniczka i wydekoltowany żakiet oraz koszula eksponowały niewątpliwe walory tej pani. Zgrabne, choć nieco masywne nogi i obfity biust.  

    – Napatrzyłeś się na panią Renatkę? – Uśmiechnęła się pod nosem Spacja. – To teraz popatrz na to!

    Obraz na monitorze zmienił się w jednej chwili. Przed oczami mignęły mi przeróżne publiczne miejsca, ale nie zauważyłem tam nikogo znajomego.  

    – Podsłuchów naszym trzem podstarzałym muszkieterom nie mogliśmy założyć – oznajmiła dziewczyna od technologii. – Nie dlatego, że nie umiem, ale to politycy, więc mogą mieć jakieś zabezpieczenia, a gdyby to wyszło byłaby mega afera i do tego prawdopodobnie przepadłoby nasze zadanie.  
    Zamontowaliśmy jednak kamery w kilku często przez nich uczęszczanych miejscach, gdzie próbujemy ich też podsłuchiwać w inny sposób. W sumie to nie jest zbytnio potrzebne, bo sama pani Renatka by nam starczyła, ale Chrobry się uparł. Cięty strasznie jest na tego Banasia.

    – No, trochę.

    – Trochę to ja jestem spóźniona, a on jest maksymalnie wnerwiony na tego człowieka – stwierdziła Spacja wyłączając komputer. Nie uszło jej uwagi, że ponad jej ramieniem zerkam za dekolt jej bluzki. Oglądając obrazy na ekranie starałem się być jak najbliżej niej, ocierając się niby niechcący.  

    – Komu w drogę temu trampki, Michałku – dodała po chwili z niepewną miną. – Mam sporo do nadrobienia, a poza tym… zresztą to nieważne.

    – Coś cię gryzie? – spytałem.  

    – Tak, wszy. – Ponownie ukryła się za sarkazmem. – Nic się nie dzieje, po prostu dziwnie się przy tobie czuję. Nie podoba mi się to, więc… żegnam pana.  

    – Może chociaż jeszcze jedną herbatę wypijemy? – Zaproponowałem nieśmiało. Nie bez powodu stawiała mur między nami. Czyżby mój dar błądzący wokół jej osoby zrobił swoje?

    – Absolutnie nie! – Spacja otworzyła drzwi wyjściowe. – Cześć. Miłego weekendu życzę.  

    Odpuściłem, bo w sumie miły ze mnie gość. Poza tym miałem wątpliwości co do jej relacji z Chrobrym i Carem. Postanowiłem jednak, że rozeznam się w sytuacji, a gdyby się okazało, że mogę sobie pozwolić na pofolgowanie fantazjom, to…. Cóż, będę musiał wcisnąć Spację.  

    – Nawzajem – rzuciłem w progu, zerkając na uroczą techno-czarodziejkę.  

    Idąc korytarzem myślałem jak bardzo mnie intryguje jej osoba. Jeśli jednak do czegoś między nami miało dojść, będzie mi lepiej smakować, gdy trochę poczekam i pocierpię. Tym bardziej, że dzisiejszy wieczór i tak zapowiadał mi się zajebiście. Byłem umówiony z Marcelą i Nastką w klubie. Samo to nie było niczym niezwykłym, ale od dwóch dni byłem szczęśliwym posiadaczem klucza do wolnego mieszkania na całkiem fajnym osiedlu. W ramach współpracy odpalił mi go Chrobry. Ucieszyło mnie to ogromnie, ale zmartwiłem się, że mogą podglądać lub nagrywać moje ekscesy. Marcin zarzekał się jednak na wszystko, że nic mi nie grozi. Szczery w tym był, wierzyłem, że wciąż pamięta co dla niego zrobiłem.  
    Tak więc klucz wziąłem. Otwierały się przed mną nowe możliwości.  

    ****

    Zanim nastał wieczór wydarzyły się inne ciekawe rzeczy.  

    Wracając ze spotkania ze Spacją zajrzałem do Wiktorii. Obiecywałem sobie od kilku dni, że powiem jej o współpracy z Chrobrym. Zwlekałem z tym obawiając się czy powinna wiedzieć o takich ludziach, czy raczej żyć w błogiej nieświadomości. Ostatecznie przeważyło to, że była naprawdę twardą dziewczyną z charakterem. Do tego od samego początku wspierała mnie w wyjaśnieniu afery z Anitą Grześkowiak.
    Miałem szczęście, gdy zajrzałem do niej, bo była właśnie sama. Przywitała mnie z ponurą miną, wyjaśniając, że jestem pierwszą dobrą rzeczą w jej życiu od dwóch dni. Cóż. miło ale skąd ten pesymizm, skarbie, pomyślałem.  

    Postanowiłem dać się jej wygadać, zanim przejdę do swoich rewelacji. Okazało się, że od wczoraj miała na głowie cioteczną siostrę spod Wrocławia, która przyprawiała ją o zły humor. Starsza o rok od Wiki dziewczyna była na pierwszym roku studiów. Według mojej blogerki była nazbyt ułożona, przemądrzała i wyniosła. Nuda. Flaki z olejem.  
    Wiktoria była zła, bo niespodziewany gość miał być u nich do czwartku. Paulina, bo tak zwała się owa kuzynka przyjechała bowiem do Warszawy w konkretnym celu. Była aktywną członkinią wspólnoty parafialnej w swoim rodzinnym mieście. W czwartek razem z innymi członkami swojej grupy miała spotkanie w jednym ze stołecznych kościołów. Mając rodzinę w podwarszawskiej miejscowości połączyła wyjazd z odwiedzinami. Niestety, ku utrapieniu Wiktorii.  

    Miałem ochotę pocieszyć Wikę w konkretny sposób, ale dziewczyna obawiała się, że w każdej chwili mogą wrócić rodzice, którzy zabrali Paulinę do Warszawy. Skończyło się więc na drobnych pieszczotach i pocałunkach, które i tak dużo pomogły. Na twarz młodej blogerki wrócił tak lubiany przeze mnie uśmiech.  
    Korzystając z okazji opowiedziałem Wice o tym co udało mi się załatwić z Chrobrym. Dziewczyna miała mnóstwo wątpliwości, ale zgodziła się ze mną, że innej alternatywy raczej nie mamy. Więcej pogadać się nie dało, bo pojawili się starzy Wiktorii z Pauliną. Gospodarze szybko zniknęli nam z oczu, chcąc zostawić naszą trójką samą.  

    Być może Wiktoria miała rację, co do charakteru i zachowania kuzynki, ale zapomniała wspomnieć, że to całkiem ładna dziewczyna. Wysoka, niemal mojego wzrostu szatynka była całkiem zgrabna i przyjemnie kształtna. Wprawdzie retro bluzka w duże grochy dodawała jej lat, a zacięty, poważny wyraz twarzy nie skłaniał do żywiołowego zawierania znajomości, ale i tak poczułem zainteresowanie tą osóbką.  

    Ona najwyraźniej jednak nie. Błękitne oczy kuzynki z Dolnego Śląska pociemniały, gdy mierzyła mnie wzrokiem gargulca, podczas, gdy Wika mnie przedstawiała.

    – Kolega ze szkoły, no proszę – mruknęła. – A nie mógł przyjść, gdy ciotka i wujek byli w domu?  

    Niemal wyrwało mi trzewia z wewnętrznego śmiechu. Ja pierdzielę, to jakaś zakonnica, pomyślałem rozbawiony. Gdzieś ty się dziewczyno uchowała?

    – Uwierz proszę, nie jestem groźny. – Poderwałem się, całując ją szarmancko w dłoń, której o dziwo nie cofnęła. – Rodzice Wiki znają mnie i bywam tu od czasu do czasu.  

    – Wszyscy tak mówią – oświadczyła Paulina, z lekko uniesionymi kącikami ust. Domyśliłem się, że była to namiastka uśmiechu. Chociaż była szansa, że to dziki rechot w pełnej krasie. – Pójdę na chwilę na górę i wrócę do was jeśli pozwolicie.  

    – Jasne – zgodziła się Wika, wywalając język za placami kuzynki. Z trudem zachowałem powagę.  

    Paulina znikając w pokoju na górze pozwoliła nam uwolnić trochę nasze emocje. Śmiałem się, starając się nie być zbyt głośno.  

    – No sam widzisz. Kosmitka – podsumowała krótko moja kochliwa blogerka. – Chociaż przy tobie można by uznać, że się jej poprawia.  

    – Dobrze działam na ludzi – stwierdziłem wesoło.  

    – Na ludzi, jak na ludzi, ale na pewno na płeć przeciwną – mrugnęła do mnie Wiktoria. – Słuchaj! Wiem, że to głupie i niespodziewane, ale przyszło mi do głowy, że może byś poćwiczył na tej wariatce swój wdzięk i urok.  

    – Coo?! Wika, nie szalej!

    – Marne szanse wprawdzie na to, że tą “sztywniarę” coś ruszy, ale, gdyby jednak…

    – Wika, przeginasz! Po pierwsze nie jestem zabawką, a po drugie, nie będziesz zazdrosna i zła? – Zdziwiłem się szczerze. – Przecież jej nie lubisz.  

    – Nie przepadam za nią, ale w końcu to jakaś rodzina – przyznała blogerka. – Gdybyś zrobił jej dobrze, może by zeszła z drogi cnoty i drętwoty. I tak masz mały haremik, więc jedna konkurentka więcej czy mniej różnicy nie robi, a zasługa dla świata wielka.  

    – Jaka zasługa? Co ty bredzisz?

    – Przywrócenie Pauliny do normalności – prychnęła Wika.  

    – Wybij to sobie z głowy! – mruknąłem niezadowolony.  

    – Eee tam, tak tylko gadam. I tak by nic z tego nie było. – Ramiona Wiktorii uniosły się w geście rezygnacji. – Za twardy orzech do zgryzienia dla ciebie.  

    Moja kochliwa blogerka była inteligentną dziewczyną. Być może sprytnie mnie podeszła albo wyszło jej tak przypadkiem, ale zraniła moją ambicję. Ja kurwa, nie dam rady! No to się przekonasz, pomyślałem.  

    – Idę dziś z Marcelą i Nastką do klubu. Przyłączcie się do nas we dwie, a przekonasz się, jak sobie radzę z orzechami – powiedziałem, odstawiając skromność na bok. – Wiewiórki przy mnie to cieniasy.  

    – Ona do klubu?! Chyba śnisz – Wika nie miała wątpliwości, że jestem na straconej pozycji albo doskonale udawała.  

    – Spokojnie. Zaraz tu zejdzie – odparłem. – Pogadamy sobie, poznamy się, zostawisz nas potem niby przypadkiem we dwoje, a wieczorem się przekonasz czy zechce z tobą wyjść.  

    – Jak ją przekabacisz spełnię twoje każdą erotyczną zachciankę – szepnęła mi do ucha Wika.  

    – Ciężko będzie, bo “mój haremik” jak go uroczo określiłaś, daje w tym względzie doskonale radę – odpowiedziałem równie cicho.  

    – Coś wymyślisz – podsumowała naszą wymianę zdań młoda blogerka, zerkając w górę. Właśnie wracała Paulina.  

    Trzeba przyznać, że Wiktoria nie koloryzowała. Kuzynka była drętwa w rozmowie niczym manekin. Do tego stawała od początku konwersacji z pozycji jedynej porządnej z lubością piętnując każdą rzecz, która się jej nie spodobała. Udało nam się jednak przegadać ponad godzinę i pod koniec zauważyłem, że Paulina ukradkiem zerka na mnie z zainteresowaniem. Cóż, sześćdziesiąt minut w niektórych przypadkach to bardzo wiele dla mojego daru.

    Gdy na dłuższą chwilę zaległa cisza Wika wyczuła, że to odpowiedni moment, by zostawić mnie sam na sam z ofiarą. Gdy zniknęła nam z oczu, kuzynka napoczęła nowy temat.  

    – Wiem, że przyjaźnisz się z Wiktorią, ale muszę ci wyznać, że ona za mną nie przepada – oświadczyła z przekonaniem.  

    – Przesadzasz. Jesteście po prostu inne. – Wzruszyłem ramionami.  

    – Chcesz być miły, ale to nie tylko to. – Paulina nie dawała za wygraną. – Owszem, nie jestem taka trendy, nowoczesna i wyzwolona jak większość moich rówieśniczek, ale czy to coś złego?

    – Absolutnie! Powiem ci nawet, że faceci coraz częściej szukają dziewczyn z zasadami – Z lubością kreowałem nową rzeczywistość. Z premedytacją, bo chciałem osiągnąć swój cel. – Młode kobiety są teraz inne niż dawniej. Wielu mężczyzn tęskni za tradycją i klasyką.

    – Podoba mi się to co mówisz. Nawet bardzo. – Byłem niemal pewien, że moja rozmówczyni lekko się zarumieniła. – Szkoda, że mało jest tak myślących chłopaków.  

    – Mówię co myślę. – Nie do końca tak było. Jednak, w każdym kłamstwie tkwi przecież ziarenko prawdy, a cel uświęca środki.  

    – Przypięto mi łatkę świętej i nawet w rodzinnych stronach mam niewielu znajomych. Właściwie to tylko tych ze wspólnoty – wyznała smutno dziewczyna. – Owszem, wiara jest dla mnie ważna, ale czy to powód, żeby mnie wyśmiewać i omijać z daleka.  

    – No cóż, żyjemy w takim świecie, a nie innym – stwierdziłem filozoficznie. – Mnie jednak nie przeszkadza twoja wiara. Mało tego, od początku mi się spodobałaś…

    – Teraz trochę się zapędzasz!

    – Paulinko, ale nie w tym złym sensie! – Sprostowałem, choć miałem coraz większą chęć dobrać się do Jej Świętoszkowatości. – Na dowód zapraszam cię dziś wieczór do klubu.

    – Do jakiego?

    – Takiego z tańcem, drinkami i wesołym towarzystwem – Śmiałem się w duchu widząc jej przerażoną minę.  

    – Żartujesz?! To pewnie złe miejsce! – ofuknęła się nagle, tracąc humor. – Zupełnie nie dla mnie.  

    – Masz trochę czasu do namysłu – oświadczyłem. – Uważam, że powinnaś dać szansę sobie jak i innym, by mogli cię lepiej poznać. Niech Wika zobaczy, że się myliła. A poza tym jeśli ty nie pójdziesz, to i ona chcąc być lojalną zostanie w domu. Nie bądź taka i zgódź się, proszę.

    – To… to nie jest dobry pomysł – niepewnie stwierdziła Paulina. Nie powiem, że byłem pewny swego, ale miała coś takiego w oczach, że wieczorem spodziewałem się ją zobaczyć w klubowych okolicznościach.  

    Wiktoria najwyraźniej stwierdziła, że dała nam wystarczająco dużo czasu i wynurzyła się zza ściany. Poderwałem się z kanapy.  

    – To już ta godzina! Ale mi było z wami miło – mrugnąłem znacząco do Wiki, gdy kuzynka odwróciła się na chwilę. – Zastanów się nad propozycją Paulinko.  

    – O czym mówicie? – zainteresowała się młoda blogerka.  

    – Paulina ci wszystko opowie. – Machnąłem ręką na pożegnanie. – Liczę na was dziewczyny. Na razie pa, pa i… do zobaczenia, mam nadzieję.  

    ****

    Od godziny świetnie się bawiłem w towarzystwie Marceliny i Anastazji. Z początku byłem zawiedziony, że Paulina i Wiktoria nie pojawiły się, ale smutek w takich okolicznościach byłby nie na miejscu. Pogodziłem się z porażką, choć cały czas mój dar lawirował wokół świętoszkowatej kuzynki blogerki.  

    Większość bawiących się w tym momencie szalała na parkiecie lub wyszła na zewnątrz zaczerpnąć powietrza. Korzystając z chwilowego odosobnienia wsunąłem ręce pod sukienki dziewczyn. Były nieźle napalone i zapowiadała się niezła jazda, gdy dotrzemy do mieszkania, które udostępnił mi Chrobry.  

    – Nie chcę już tu być – jęknęła głucho Nastka. – Możemy jechać do tego gniazdka rozkoszy?

    Marcelina chętnie przychyliła się do prośby towarzyszki. Podnieśliśmy się wszyscy troje i… stanąłem oko w oko z Pauliną. Jej oczy przypominały złowrogie spojrzenie pantery tuż przed śmiertelnym skokiem na intruza.  

    – Wiedziałam, że tak będzie! Jesteś taki jak wszyscy! – syknęła rozzłoszczona. Nie potrafiła jednak ukryć, przebijającego się przez gniew zawodu. – Kłamca i rozpustnik!

    – Paulina, no coś ty…? – spróbowałem do niej przemówić, ale wybiegła z lokalu.  

    – To ta świętoszka, która miała wpaść z Wiką czy może nowa fanka? – uśmiechnęła się łobuzersko Marcela.  

    – Dajcie mi chwilę. Muszę z nią pogadać.

    – Dla ciebie wszystko, panie i władco. – Małpowała Marcela.  

    To nie był dobry moment na utarczki słowne. Machnąłem zrezygnowany ręką i wybiegłem za Pauliną. Chyba nie chciała tak do końca uciec, bo natknąłem się na kilkanaście kroków od wejścia. Stała pod drzewem i rozpaczała. Dar darem, ale nie rozumiem czasem dziewczyn. Kurde, przecież znała mnie od paru godzin. Sam chyba nie wiem, co potrafię. Powinienem zanucić pod nosem niczym Elza z “Krainy Lodu”. Mam tę moc, mam tę moc…. Pieprzyć to, może innym razem. Teraz muszę ogarnąć kuzynkę świętoszkę, która dostała hyzia!  

    – Paulina, proszę wejdź do środka i spróbuj się dobrze bawić z nami – zaproponowałem nieśmiało.  

    – Odczep się! Co masz na myśli mówiąc o zabawie?! – Spojrzała mu w oczy wyzywająco. – Mam pozwolić ci włożyć łapy pod kieckę, jak te tam?! Wszystko widziałam! Po co mnie tu zaprosiłeś?!

    – Chciałem żebyś trochę się wyluzowała – wyznałem. – Pozwoliła nieco zburzyć ten mur, który wokół siebie zbudowałaś.  

    – Czyli myślisz jak Wika? Jestem sztywna i nadęta, co?

    – Nie myślę, że jesteś bardzo ładna – Zacząłem szarżować. Wóz albo przewóz. – I zbyt młoda na zupełne ignorowanie przyjemności i zabawy. Wierz sobie w co chcesz i jak tylko chcesz mocno, ale to nie znaczy, że raz na jakiś czas…

    – Naprawdę ci się podobam? – Nie dała mi dokończyć.  

    – Całkiem serio. I…

    Znów mi przerwała. Tym razem napierając na mnie ustami. Przyciągnąłem ją więc i odpowiedziałem namiętnym pocałunkiem. Bez zahamowań wsunąłem język do ust Pauliny, penetrując nim wnętrze. Nie przesadzała ze swoim wyobcowaniem. Próbowała odpowiedzieć mi tym samym, ale szło jej to nieporadnie. Nie byłem jednak członkiem jury by ją oceniać. Przyjemnie mi było, gdy czułem jak bardziej napiera na mnie ciałem. Jędrne piersi pod niemodną kurtką ocierały się o mój tors, budząc demona między moimi nogami.  

    – Chyba nie kłamałeś – stwierdziła, łapiąc oddech i rumieniąc się gwałtownie.  

    – W tej sytuacji trudno zaprzeczyć – Łypnąłem okiem na ewidentny wzwód. – I tak, przyznaję się bez bicia. Chcę wpakować łapy w twoje krocze.

    Tym razem ja wykonałem pierwszy ruch. Przylgnąłem do dziewczyny, aż oparła się o drzewo. Obawiałem się czy nie przesadzę, ale ponownie całując ją mocno, rozsunąłem suwak kurtki i włożyłem pod nią rękę. Paulina zupełnie się nie broniła, więc odnalazłem wzgórek piersi i zacisnąłem na nim dłoń. Świętoszka jęknęła przeciągle. Przez chwilę poczułem się grzeszny i zły. Szybko jednak odpędziłem te myśli. Bardziej wolałem się skupić na elastyczności cycków.  
    Gdy ochłonęliśmy i złapaliśmy oddech, zapytałem.

    – Wolisz tu zostać trochę czy jechać jak najszybciej do siedliska rozpusty?  

    – Michał, jesteś okropny – oświadczyła, ale nie było w tym cienia gniewu.  

    – Gdy się pojawiłaś miałem jechać z dziewczynami na namiętną, rozbieraną randkę – wyznałem z rozbrajającym uśmiechem. – Mam zamawiać taksówkę na już czy chcesz się nastroić?

    – Jestem nastrojona tak bardzo, że za chwilę eksploduję – oznajmiła, a ja wiedziałem już na sto procent, że wygrałem zakład z Wiką. A właśnie, a propos…

    – Paulina, a czemu nie ma Wiktorii?

    – Tak marudziłam po drodze, nie będąc pewną, czy chce tu być czy nie, że wróciła się do domu niemal spod klubu. – Odmieniona kuzynka zrobiła niewinną minę.

    – Trudno. Wejdźmy jednak na trochę do środka, bo zmarzniemy zanim przyjedzie taksówka – zarządziłem, wyciągając telefon.  

    Marcela z Nastką stanęły na wysokości zadania. Pomimo złego pierwszego wrażenia, przygarnęły Paulinę i szybko złapały z nią kontakt. Bliższy niż bym się spodziewał. Namówiona na lekkiego drinka świętoszka pozwoliła im na wiele. Z wypiekami obserwowałem jak dziewczyny ocierają się o nią coraz odważniej, by ostatecznie pójść na całość. Sprawne dłonie moich kochanek pieściły z wyczuciem zarówno piersi Pauliny, a także krocze i tyłek. Przy stoliku nagle zrobiło się podniecająco duszno. Rozważałem w myślach pomysł, żeby zabawić się z nimi trzema naraz, ale zrezygnowałem z tego pomysłu. Dla takiej pionierki jak Paulina mogłoby to być zbyt dużym szokiem. Gdy zupełnie już nie święta kuzynka poszła na chwilę do toalety, zakomunikowałem Marceli i Nastce co wymyśliłem. Były oczywiście totalnie zawiedzione, ale udobruchałem ich obietnicą, że nadrobimy to jutro. Mając do dyspozycji wolny lokal, mogłem sobie na to pozwolić.  
    Ledwie Paulina wróciła, dostałem wiadomość, że kierowca czeka przed lokalem. Marcelina i Anastazja poderwały się, mrugając do mnie porozumiewawczo.  

    – Co za dużo, to niezdrowo – stwierdziła starsza z nich. – Dziś Michał ewidentnie ma chęć na ciebie, więc zmykamy.

    Całując kuzynkę Wiktorii na pożegnanie, usłyszałem jak Marcela cicho mówi do niej na ucho.

    – Pozwól mu na wszystko, a będzie cudownie.

    Kwadrans później byliśmy z Pauliną w mieszkaniu od Chrobrego. Nie znajdowało się na najbardziej wypasionych osiedlach, ale tych z górnych poziomów średnich. Wnętrze było jednak urządzone z gustem i bardzo przyjemnie. Byłem tu po raz pierwszy, więc nie znałem rozkładu pokoi, ale zwiedzanie odłożyłem na kiedy indziej, gdy tylko zlokalizowałem wyrko.  

    Dopadałem nową kochankę i niemal zdarłem z niej ubranie. W słabym świetle prezentowała się świetnie. Naprawdę szkoda by było, żeby takie ciało się marnowało. Zaskoczył mnie wprawdzie bujny łonowy bluszcz, ale wszystkiego w życiu warto popróbować. Zresztą nie był to całkiem dziewiczy gąszcz. Co nieco jednak właścicielka poprzycinała.  

    Dość jednak ogrodnictwa! Zrzuciłem z siebie ciuchy, dumny z prężącego się kutasa i zlegliśmy na łoże. Mogłem teraz namacalnie przekonać się o zaletach ciała Pauliny. Całowałem ją i pieściłem delektując się świeżością kochanki. Usta, szyję, włosy i ramiona zalałem deszczem pocałunków. Oczy nakręconej moim darem świętoszki lśniły zachwytem i namiętnością. Wreszcie skupiłem się dłużej na piersiach. Średniej wielkości, rozchodziły się lekko na boki i miały stożkowaty kształt. Sterczały przez to zachęcająco. Zagarnąłem je i uciskając pieściłem zapamiętale. Paulina wiła się pojękując z cicha. Gdy stwardniałe z podniecenia sutki znalazły się między moimi palcami, jęki wzmogły się jeszcze bardziej. Przez głowę przeleciała mi myśl, że to będzie chyba najgłośniejsza z moich kochanek. Na potwierdzenie tych złotych, głębokich przemyśleń Paulina dała kolejny popis rozkosznych dźwięków. Sprawiły to moje wargi, oplatające małe guziki cycków.  

    Chwilę jeszcze bawiłem się cudnymi gronami, by zaraz potem zaatakować dolne partie ciała partnerki. Gdy zbliżyłem twarz do łona, Paulina zadrżała. Na chwilę odezwały się przyzwoitość i pruderia. W konfrontacji z moim darem były jednak skazane na porażkę. Potarłem jedną ręką ciemne runo na wzgórku łonowym, a palce drugiej dłoni zacząłem pocierać wargi sromowe. Głos kuzynka Wiki przybrał na sile. Jęczała dużo głośniej.  
    Ta rozkoszna kakofonia działała na moje zmysły. Pulsowałem erotyczną energią, która rozsadzała mnie od środka. Nakręcony tymi dźwiękami szybko wniknąłem palcami we wnętrze kochanki. Po chwili osunąłem się niżej i zaangażowałem w pieszczoty język. Gdy jego koniec obrał sobie za cel guziczek łechtaczki, Paulina całkiem odleciała. Zerkając w górę ujrzałem zupełnie inną dziewczynę od tej, którą poznałem w domu Wiktorii. Zwichrzone włosy, błędny wzrok, rozchylone usta i wypieki niczym z najlepszej piekarni. Czułem się jak bożek, który potrafi zawładnąć pragnieniami nawet tak nieskorych do namiętności kobiet.  

    Bezlitośnie ssałem cipkę kochanki, doprowadzając ją do szaleństwa. Nie mogło to trwać jednak bez końca. Chwyciłem trzon fiuta i naprowadziłem go na wilgotną norkę. To otrzeźwiło lekko Paulinę.  

    – Michał, bądź delikatny – zaskomlała.  

    Muszę przyznać, że myśl o jej dziewictwie błąkała się gdzieś w głębi mojej świadomości, ale nie zaprzątała tak bardzo. Teraz jednak prośba partnerki wyzwoliła burzę emocji. Poczułem przypływ podniecenia i rozkoszy. Zapragnąłem natychmiast zdobyć jej niewinność.  
    Wsunąłem czubek penisa między wargi sromowe i naparłem lekko. Poczułem opór, więc poprawiłem mocniejszym pchnięciem. Wszedłem głębiej, ale wciąż nie sforsowałem dziewiczej bramy. Doznawałem siły własnej żądzy.  
    W trzecie pchnięcie włożyłem dużo więcej energii. Paulina syknęła z bólu, ale już nie odpuściłem. Bariera została pokonana, zapadłem się mocniej w partnerkę. Teraz pozostało tylko ją pieprzyć.  

    – Opleć mnie nogami! – Wydyszałem wskazówkę.  

    Świętoszka posłuchała grzecznie. Na moich placach zacisnęła się klamra zgrabnych łydek i ud. Chwyciłem biodra Pauliny i naparłem, starając się pamiętać, że to pierwszy raz kochanki. Nakręcony żądzą, coraz mniej jednak zwracałem uwagi na siłę kolejnych sztychów.  
    Najwyraźniej pierwszy szok kuzynki Wiktorii minął szybko i bezpowrotnie, bo dziewczyna mimowolnie zaczęła mnie wspomagać ruchami tyłka. Gdy znudziła mnie ta pozycja, poczułem przemożną chęć, by posiąść tą świętoszkę od tyłu.  

    Potężnie podniecona, nie skojarzyła chyba, że zmieniam naszą pozycję, a potem unoszę w górę jej tyłek. Dopiero, gdy między pośladkami odnalazłem drogę do cipki zorientowała się co jest grane. Uniosła się lekko na łokciach, zapierając mocniej. Tym razem nie siliłem się na delikatność. Bez przesadnej gwałtowności, ale zdecydowanie wbiłem się w partnerkę. Znów stworzyliśmy szalony, erotyczny układ. Posuwałem Paulinę licząc, że pierwsza osiągnie szczyt. Tak też się stało. Po którymś z kolei sztychu, zawyła niemal szaleńczo i zastygła, wyginając plecy w łuk. Czułem jak drży, poddając się mocy orgazmu.

    Była ledwie żywa, a ja chciałem odebrać swoją część ekstazy. Byłem tego tak bliski, że nie zamierzałem odpuścić. Pozwoliłem partnerce przez chwilę jeszcze kontemplować rozkosz, by zaraz potem zadbać o swoją przyjemność. Podsunąłem członka pod twarz Pauliny oczekując od niej ustnej aktywności.  

    – Michał, nie wiem czy chcę w ten sposób – westchnęła cicho moja partnerka. – To kojarzy mi się z prostytutkami.

    No masz ci los! Teraz ją wzięło na skrupuły i przyzwoitość!

    – Co będziesz o tym wiedziała, jeśli nie spróbujesz? – stwierdziłem. – Ja oporów nie miałem, by wylizać cię dokładnie.

    – Ale…

    – A weź przestań! Sama nie wiesz co dobre! – westchnąłem i chwyciłem głowę Pauliny. Mogła nie otwierać ust, ale chyba jej opór nie miał tak silnych podstaw, bo rozchyliła wargi.  

    Wsunąłem się cały na dwa razy i zacząłem pieprzyć kochankę w usta. Rozeźliła mnie trochę tymi wątpliwościami co do oralu, więc powziąłem postanowienie, że skończę inaczej niż planowałem wcześniej. Miał być spust na biust i ciało, a tak będzie niechcący do buzi. Z tego powodu nie puszczałem głowy partnerki. Po kilku pchnięciach nadszedł czas finału. Wyprowadziłem ostatni silny sztych, czując brodę Pauliny na jądrach. Docisnąłem z tyłu głowę świętoszki i przytrzymałem mocno. Rozszalałe we mnie demony uwolniły falę spełnienia. Nasienie wylało się ze mnie, wypełniając usta kochanki. Nie było tam miejsca dla takiej ilości spermy i kutasa jednocześnie. Jednak nie uwolniłem dziewczyny od niego. Krztusząc się, ostatecznie się poddała, połykając sporą dawkę perlistego nektaru.  
    Pomimo tego i tak część soku miłości wyciekła kącikami ust dziewczyny.  

    Dopiero wtedy wyciągnąłem z ust Pauliny fiuta. Serce kołatało we mnie z straszliwie. Świadomość niewinności i przyzwoitości mojej ofiary wywołała dodatkowe emocje. Ta dziewczyna ze swoimi sztywnymi, radykalnymi i pruderyjnymi poglądami klęczała teraz przede mną całkiem naga. Blada skóra lśniła jej od potu i pachniała seksem. Usta, a także policzki upstrzone były śladami spermy. Oczy tej świętoszki lśniły blaskiem, który tak znałem ze spotkań z innymi kochankami. Być może powinienem refleksyjnie zastanowić się nad tym, że zepsułem porządną młoda kobietę, ale to nie był moment na przemyślenia. Zresztą, w wersji świętoszkowatej Paulina była nie do zaakceptowania. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam zrobiłem kuzynce Wiktorii sporą przysługę.

    – Boże, Michał! Nie wierzę, że to się stało! – wydusiła z siebie moja partnerka.  

    – Jak chcesz to uszczypnę cię dla pewności. – Zażartowałem. – Gdzie wolisz w tyłek czy w cycuszki?

    – Ja… ja nie wiem, co ze mną zrobiłeś – przyznała ocierając twarz z resztek nasienia. – Jestem rozdarta, bo powinnam czuć się potwornie, a… tak nie jest.  

    – Dlaczego miałabyś czuć się niedobrze?  

    – To co zrobiłam, to grzech.

    – Nie psuj chwili, bardzo cię proszę. – Zaoponowałem. – Ty jesteś wolna, ja też. Nikomu nie stała się krzywda, a nie wiem jak ty, ale mi było cudownie. Gdzie tu grzech, skarbie?

    – Mam mętlik w głowie. To co mi zrobiłeś…, twoje słowa…, ta euforia którą wciąż czuję… to wspaniałe, ale…

    – Żadnych “ale”! Wyłącz myślenie! Zdaj się na emocje, których doświadczasz. – Tłamsiłem wątpliwości kochanki.

    – One krzyczą we mnie, że chcę więcej – rumieniąc się wyznała Paulina.  

    – I tak jest super. – Podsumowałem. – Zobaczmy czy mamy w tym przybytku coś do jedzenia, ochłońmy trochę, a potem wrócimy do tematu. Zgadzasz się?

    – Niech tak będzie – Zgodziła się ze śmiechem kuzynka Wiktorii. – Ale nie każ mi czekać długo.

    – Stworzyłem potwora – jęknąłem aktorsko.

    – Chyba tak. Gdzie ja teraz znajdę u siebie kogoś takiego jak ty? -przyznała mi rację Paulina, jednocześnie martwiąc się o przyszłość.  

    – Na to zawsze są chętni – odparłem mało odkrywczo.

    – Ale nie chcę pierwszego lepszego.  

    – To spróbuj zbałamucić któregoś ze swoich braci ze wspólnoty – Dzisiaj rzeczywiście chyba diabeł podszeptywał mi na ucho. – Być może mają ukryte talenty, które musisz wyzwolić, jak ja w tobie dzisiaj.  

    Paulina nic nie odpowiedziała. Po minie rozpoznałem jednak, że myśli intensywnie. Czyżby niewinność któregoś z członków parafialnej wspólnoty była zagrożona? Nie był to mój problem. Natomiast tej nocy niewinność i cnotliwość pewnej świętoszki przepadły z kretesem, gdy po raz drugi ostro się za nią zabrałem. Przy powtórce Paulina dała się zerżnąć jeszcze bardziej ochoczo.

    Koło kwadrans przed dwunastą następnego dnia, gdy odsypiałem miłosne harce w swoim łóżku, rozszalał się telefon na szafce nocnej, wibrując wściekle. To był sms od Wiki.

    “Żadnych wątpliwości, że wygrałeś. Coś ty jej zrobił? To zupełnie inna dziewczyna.”

    Uśmiechnąłem się tryumfalnie. Jestem bożkiem seksu.
    Po chwili nadszedł kolejny krótki komunikat od blogerki.

    “Chyba jestem trochę zazdrosna.”

    Uruchomiłem palce, klikając odpowiedź.

    “Niepotrzebnie. W najbliższych dniach zrobię ci lepiej i więcej.”  

    Zakończeniem tej uroczej elektronicznej konwersacji była szczęśliwa emotka jaką przesłała mi Wiktoria.

    Veni, vidi, vici czyli w wolnym przekładzie Michała Wanata. Przybyłem, zerżnąłem, zwyciężyłem.

    ****

    Najwyraźniej profesor Otis był na tyle ważny, że trzeba było włazić mu w dupę. Do takiego wniosku doszedłem, gdy pojawiłem się pod adresem, który podała mi Sandra Novak, na warszawskiej Białołęce. Elegancki, nowoczesny blok z wypasionymi apartamentami zrobił na mnie wrażenie. Dwa razy sprawdzałem, czy przypadkiem nie pomyliłem numeru domu. Wszystko się zgadzało, więc z podziwem zagwizdałem pod nosem.  

    Przyjechałem kilkanaście minut wcześniej niż byliśmy umówieni, dlatego chwilę zastanawiałem się czy powinienem próbować dostać się do mieszkania numer dwanaście od razu czy odczekać. Zdecydowała aura. Na dworze było zimno i mokro, wcisnąłem więc odpowiedni przycisk w domofonie.
    Po chwili usłyszałem lekko zaskoczony, dźwięczny głos asystentki Otisa.  

    – Jesteś za wcześnie. – Odkrywczo stwierdziła z wyrzutem.  

    – Wiem, ale na dworze jest nieciekawie, a ja nie chciałem się spóźnić – wytłumaczyłem się do domofonu.  

    – Ok., wchodź, ale musisz poczekać, aż się ogarnę – Sandra nie dała się długo prosić. Domofon zabrzęczał i mogłem wejść do środka.

    Pod drzwiami z numerem dwanaście odczekałem kilka minut zanim zapukałem, chcąc dać czas polskiej Amerykance na wyszykowanie swojej osoby. Oczami wyobraźni widziałem ją, pospiesznie wciągającą na zgrabne ciało majtki i biustonosz. Ewidentnie coś było ze mną nie tak. Przyjechałem tutaj po to, aby dać się przyszpilić. Zamiast myśleć o tym co chcą mi zrobić, bo przecież tak naprawdę niewiele mi zdradzili i niewiadomych było całe mnóstwo, to we łbie miałem urocze krągłości panny Novak. Nawet profesor Jaroszyński, u którego byłem wczoraj nie potrafił mi wyjaśnić wszystkiego. Potwierdził jedynie, że Otis to światowy autorytet i powinienem zdać się na niego. Cóż zdałem się bez oporu, ale nie bez znaczenia było, że miał naprawdę seksowną asystentkę.  
    Zgodnie z tym, o czym rozmawiałem z nią ostatni raz w kawiarni starałem się powściągać fantazje, ale wszyscy święci mi świadkiem, że było to trudne. Kilkakrotnie mój dar mocno poszybował w stronę Sandry. Nawet teraz, stojąc pod jej drzwiami moje kosmate myśli błądziły wokół Amerykanki.  

    – No jestem gotowa – Drzwi otwarły się, zanim zdążyłem zapukać. – Miło z twojej strony, że poczekałeś.  

    – Zawsze do usług – skłoniłem się teatralnie, wdychając zmieszane zapachy szamponu i perfum. Nie do końca wysuszone włosy zdradzały, że wcześniej brała prysznic.  

    Wszedłem do środka i rozejrzałem się z podziwem.

    – No, no, no! Niezłe lokum ci znaleźli – zawyrokowałem.  

    – Aż za bardzo. Przyznam szczerze, że chwilami ciężko mi się skupić na zadaniach, które mi wyznaczono. – Z uśmiechem przyznała Sandra. – Czuję się jak na ekskluzywnych wczasach.  

    – Bez przesady! Warszawska Białołęka to nie Mauritius czy inne Seszele. – Prychnąłem rozbawiony. Z salonu doleciał mnie głos Davida Gahana z Depeche Mode. “Freelove”. Fajny kawałek, też go lubiłem.  

    – W Waszyngtonie mam dużo pracy, wierz mi – stwierdziła, poważniejąc gospodyni. Gestem zaprosiła do wejścia głębiej. – Nie byłam na urlopie od trzech lat, a to sprawia, że w Warszawie czuję się lepiej niż w egzotycznych kurortach.  

    – Ok., rozumiem.

    W salonie było nieprzyzwoicie elegancko. W powietrzu unosił się klimatyczny zapach. Wystrój był zapewne nabyty przez Sandrę, ale zapachowe świece dodała od siebie. Na niewielkim szklanym stoliku stała napoczęta butelka wina i napełniony w dwóch trzecich kieliszek białego wina. Na kanapie obok leżała niedomknięta książka. Olivia Cunning. “Za sceną”. Nie kojarzyłem, ale to bez znaczenia.  

    – Ugościć cię czymś czy przechodzimy do konkretów? – zapytała Sandra. Odniosłem wrażenie, że była lekko spięta. – Wina ci nie proponuję, bo to niezbyt dobry pomysł przed zabiegiem.  

    Przyznam, że “przechodzimy do konkretów” w jej ustach skojarzyło mi się jednoznacznie. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby legnąć na kanapie, która kosztowała pewnie więcej niż połowa mebli w mojej chacie i dobrać się do apetycznego ciała panny Novak. Z bólem odpędziłem od siebie rozkoszne myśli.  

    – Dajmy spokój konwenansom. Przejdźmy do powodu mojej wizyty – oznajmiłem, ulegając przyzwoitości.  

    – To przejdźmy do tamtego pokoju – zarządziła Sandra, wskazując najodleglejsze pomieszczenie.

    Za drzwiami spotkał mnie kolejny szok. W przeciwieństwie do komfortowej i ekskluzywnej większości mieszkania ten pokój prezentował się ubogo i inaczej. Przypominał gabinet lekarski. W rogu stały dwie wąskie szafki, a na środku fotel przypominający trochę stomatologiczne narzędzie tortur.  

    – Nie wiem czy Otis objaśniał ci wszystko ze szczegółami – zaczęła Sandra narzucając na siebie nieskazitelnie biały kitel. – Zastrzyk jest nieco dłuższy niż standardowy i w mniej typowym miejscu.  

    – To znaczy? – zainteresowałem się bardziej.  

    – W tył głowy, lekko pod czaszką – Sandra obserwowała z uwagą moją reakcję. – Dlatego proponuje znieczulić cię tam, by ograniczyć do minimum dyskomfort i ból.  

    – Chciałem być bohaterski, ale skoro to tak nietypowo się przedstawia, to znieczulajmy – zgodziłem się, czując, że dopada mnie lekkie zdenerwowanie.

    – Spokojnie! Nie masz się czego obawiać. Robiłam to wiele razy.

    – Wierzę ci, ale obraz igły wbijającej się w moją głowę działa mi na wyobraźnię – wyznałem szczerze.  

    – Wiem, ale wyluzuj się. Wszystko będzie ok.. – Sandra uśmiechnęła się promiennie. – Siadaj wygodnie i pozwól mi działać!

    Rozsiadłem się wygodnie na kosmicznym fotelu i oddałem w ręce asystentki Otisa. Panna Novak najpierw znieczuliła newralgiczne miejsce. Następnie przytwierdziła moje ręce do podłokietników, żebym podczas zastrzyku nie zerwał się niespodziewanie, robiąc nam obydwojgu niemiłą niespodziankę. Specjalnym uchwytem unieruchomiła mi też głowę. Po chwili kątem oka ujrzałem nietypową strzykawkę w dłoni Sandry zakończoną groźnie wyglądającą igłą. Nie boję się takich zabiegów, ale w tym momencie poczułem lekki niepokój. Było już jednak za późno na odwrót. Musiałem wierzyć, że jestem w dobrych rękach. Myśląc intensywnie o szczęśliwych zakończeniach poczułem ukłucie z tyłu głowy. Nie było zbyt przyjemnie, ale dało się wytrzymać. Małe ostrze zagłębiło się głębiej, a zaraz potem poczułem, że Sandra uruchomiła tłok. Antidotum wniknęło w moje ciało. Po chwili było po wszystkim.  

    Nagle poczułem, że moją głowę ogarnia potworny żar. Towarzyszył temu rosnący ból. Skrępowany, zacząłem się trząść niczym w ataku febry. Strach zacisnął moje serce. Puste wnętrze pokoju wirowało mi nad głową.  
    Przed oczami mignęła mi twarz asystenki Otisa. Jej widok nie nastrajał mnie optymistycznie. Młoda kobieta ewidentnie była zaskoczona i przerażona.  

    – Co się dzieje? – wybełkotałem.

    – Cicho, bądź cicho! Boże, nie mam pojęcia! – Sandra rzuciła się w stronę jednej z szafek.  

    Widok buszującej w szafce asystentki Otisa rozmazywał się coraz bardziej. Ból tężał. Jeszcze chwila, a moja głowa pęknie jak rozbijany melon. Ciemne plamy wirujące przed oczami były coraz większe. Niczym czarne, smoliste ćmy. W klatce piersiowej ktoś zacisnął mi imadło na mięśniu sercowym. Kurwa, chyba mam zawał, przeleciało mi przez głowę. Zaraz potem nastąpił niemożliwie silny atak bólu. Zacisnąłem mimowolnie powieki. Nie przyniosło to ulgi, wręcz przeciwnie. Powoli spowijała mnie ciemność. Nie miałem siły dłużej znosić tej tortury. Pragnąłem ulec i przerwać cierpienie. Wreszcie opuściła mnie świadomość.

    C.d.n….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Poczatek. Cz.3

    Cz.3

    Dobrze więc – będę kontynuował relację – tak jak poprzednio proszę po przeczytaniu o opinię, komentarz, czy interesuje was co się działo dalej.. Planowałem pisać wieczorem, na spokojnie, przy normalnym komputerze… ale sam nie mogę się powstrzymać i by chcę wyrzucić to  z siebie. Co było dalej?. No cóż… Otrząsnąłem się po chwili uświadamiając sobie iż stoję na balkonie z kutasem w dłoni. Gdyby któryś z sąsiadów wyjrzał miałby niezły widok. Rzuciłem okiem na auto. Leżała ciągle naga, wtulona w niego. Powolutku jednak zaczęła się rozglądać, Czyli czas wracać. Szybko wsunąłem penisa w spodenki, zabrałem telefon i po ciemku wsunąłem się pod kołdrę przeżywając to wszystko jeszcze raz. Jak kurde mam teraz zareagować?. Co zrobić?. Nawymyślać jej od suk, kurw?. Zrobić awanturę?. No ale przecież sam do tego doprowadziłem swoja obojętnością, brakiem zainteresowania, tym iż nie dostrzegałem już jej kobiecości. Ktoś inny ponownie ją w niej odkrył i wykorzystał. Gdy wiec usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi ,nie zareagowałem. Czekałem skulony w lóżku. Szybko zamknęła za sobą drzwi. Podeszła do  sypialni.

    -Spisz?

    Cisza, wole nie odpowiadać… No bo co mógłbym powiedzieć?. Ze jest dziwka?, …ale że mnie nakręciła obciągając mu kutasa?. Gdybym był tylko zły, wściekły, potrafiłbym sobie z tym poradzić. Było jednak inaczej. Czułem bowiem też podniecenie… Znów….. Podniecenie tym ze stoi tam kilka chwil po tym jak dotykał ja inny. Podchodzi o lóżka. Słyszę szelest ubrania odkładanego na fotel. Podnosi kołdrę i  wślizguje się pod nią. Tak po prostu. Bez prysznica czy choćby krótkiej wizyty w łazience. Leżę na prawym boku. Ona zaś przysuwa sie do mnie. Obejmuje. Czuje jej oddech na karku. Przysuwa jeszcze bliżej aż czuje iż jest naga. Całuje moje ucho i szepcze

    – Kocham Cię.

    Kurczę, nie mówiliśmy sobie tego długie lata. A teraz ona wypowiada te słowa ustami które trzymały przed chwila obcego kutasa. Obejmuje mnie ramionami, dotyka udami i cipka która kilka jeszcze chwil temu była maltretowania jego palcami. Odkręcam się do niej. Udaje zaspanego. Wole udawać iż nic się nie stało. Nic nie było. To tylko sen, mrzonka. Ona pewnie jest pijana, nic nie będzie pamiętać, a i ja to wyprę z pamięci i wszystko wróci do normy. Całuje ja, delikatnie, po chwili  mocniej , zastanawiając się czy czuje jego spermę, czy jeszcze tam jest. Nie czuje obrzydzenia, nawet delikatną ciekawość…Wszystko jest wszak w porządku, wróciła do mnie, to ja ją tule, to mnie nazywa „kochanie”, to ja ją całuje, a on jest tylko mglistą mrzonką,  najwyżej letnią przygodą…Szybko wyprowadza mnie jednak z błędu.

    -Kochanie, na kolacje przyjdzie dzisiaj Andrzej. Wiesz…ma bardzo fajnego kutasa.,,

    Odwraca się i zasypia.

             Noc nie przyniosła ukojenia. Sen, jeśli nawet się pojawił, to był pełen myśli, emocji, rozterek. Nie przyniósł rozwiązania. Pewnie troszkę w tym przeszkadzało cichutki pochrapywanie Moniki. Nagiej, ciepłej i zapewne jeszcze oblepionej jego spermą. Z uwagi na to wszystko wstałem niewyspany około 7 rano. Żona tylko przekręciła się na drugi bok. Robiąc sobie kawę rozmyślałem…Jak to? Ma przyjść do nas? Na kolacje? Jako kto? Po co ? Przecież ją pieprzy w robocie, po co mu poznawanie rogacza. To że mu się oddała wcześniej nie miałem wątpliwości. Wczoraj nie zachowywała się jakby pierwszy raz ściągała przed nim majtki. On też znał jej reakcje, był świadom jak ją najlepiej zadowolić. Zapewne wiec już od wielu miesięcy mam rogi. Tylko dlaczego chcą to zmienić? Po co to przedstawienie, a teraz ta wizyta ? Niewiele wiedziałem o Andrzeju. Facet po 40- stce, wysportowany właściciel firmy . Chyba żonaty, ale tego nie byłem pewny. Dosyć lubiany ,traktujący pracowników po przyjacielsku. Wychodzi jednak iż nie tylko.

         Monika wstała około 10 . Szybko poszła pod prysznic. Dopiero teraz zmywała z siebie jego nasienie. Gdy wyszła nie wyglądała najlepiej. Chyba nie do końca przemyślała ten „występ”,a teraz po wytrzeźwieniu i ochłonięciu nie miała pojęcia co dalej. Jej mina wyrażała skruchę, chyba liczyła iż nic nie widziałam, nic się nie zorientowałem.

    -Dobrze się bawiłaś?

    Proste pytanie, ale tylko pozornie. Widzę, iż ją nim zestresowałem. Pytam jednak o imprezę, a nie to co później. Opowiada wiec krótkimi zdaniami, bez emocji, o alkoholu, jedzeniu, tym iż jeden z chłopaków się poparzył, inny wymiotował .

    -Kto Cię odwiózł?

    Kurczę, po co o to pytam? . Przecież wiem doskonale, widziałem wszystko, czułem jej podniecenie, widziałem wilgotna ciapkę penetrowaną brutalnie paluchami. No tak…mimowolnie zadałem to pytanie dając jej do zrozumienia, sugerując iż nic nie wiem na temat zdarzenia na parkingu. Że może swobodnie wymyślić jakąś bajeczkę, że wróci wszystko do normy, że będzie tak jak przed grillem. W domu będzie grzeczną żoną i mamą, a w pracy wyuzdaną suką, uległą i gotową zaspokajać swojego faceta. Chciałem by tak było. Nie wyobrażałem sobie tego, że może odejść, że mnie zostawi dla innego. Lepiej już niech on bawi się jej cipką, może nawet tyłkiem, niech mu obciąga, liże i ssie jądra, kutasa….,ale niech po tym wraca do mnie, niech udaje, niech zostaną zachowane pozory. Wszak kilkanaście lat małżeństwa trudno przekreślić.

    Milczenie. Odstawiła kubek., długie milczenie. Zaczynam się niepokoić.

    -Skarbie przecież wiesz…..Widziałeś. Jestem z nim od kilku miesięcy. Przyjdzie dzisiaj wieczorem. Musimy porozmawiać.

    -Porozmawiać, o czym? – dziwne iż jakoś głoś przeszedł mi przez gardło. Zaczynam nerwowo się bawić łyżeczką. Spinam mięśnie oczekując tego jednego zdania, tego wyroku – słów „odchodzę –  wyprowadzam się do niego”. Nie następują….ale nie oznacza to, iż nie nastąpią. Nie dopytuje, chce to przedłużyć, powstrzymać jakoś, może zamrozić?. Długo się jednak nie da.

              Godziny mijają błyskawicznie a dźwięk dzwonka brzmi jak wyrok. Monika biegnie uśmiechnięta do drzwi, otwiera błyskawicznie i daje gościowi buziaka na przywitanie. Zwykła kurtuazyjna wizyta. Przynosi wino, siadamy w salonie. Monika przynosi przekąski. O czymś  rozmawiamy, czy raczej on mówi, a ja przytakuje. Trudno bym był naturalny. Kilkanaście godzin temu widziałem jego kutasa w ustach żony. Gdy Monika wraca z kolejnymi talerzykami prosi ją by usiadła z nami i przestała się przejmować przygotowaniami. Siada miedzy nami na kanapie. Jest rozszczebiotana, gadatliwa, pełna energio. A ja się zastanawiam jak on mógł tu przyjść. Przecież mogłem mu obić gębę, lub przynajmniej próbować. Nie przejmuje się tym. Dlaczego? Az tak mnie zna? Wie iż nie zareaguje? Wczoraj to był test na co może sobie pozwolić? Chyba tak bo po chwili kładzie rękę na udzie Moniki. Ona delikatnie sztywnieje ale tylko na chwilkę. Rozluźnia się wraz z jego ruchami, a ja patrzę zafascynowany. Zbliża usta do jej ust i delikatnie całuje. Wczoraj też to widziałem, ale teraz siedzą obok mnie. W zasadzie Monika dotyka mimowolnie mojego kolana dłonią. A on bezceremonialnie ładuje swój jęzor w jej delikatne usta, dłoń znajdującą się na udzie podsuwa wyżej, odsłaniając opaleniznę oraz…,ujawniając brak majtek. Gdy to dostrzega delikatnie się śmieje komentując

    -No widzę iż odrobiłaś lekcje

    Kurczę to brzmi jak z kiczowatego pornosa, ale ją ewidentnie to podnieca. Świadomość iż realizuje jego jakiś scenariusz, że jest mu uległa w każdym elemencie. Rozchyla posłusznie uda by miał swobodniejszy dostęp. Jego  palce wykorzystują to momentalnie. Delikatnie je ślini a następnie rozmazuje po płatkach jej różyczki. Patrzę na to jak sparaliżowany a oni zachowują się tak jakbym nie istniał, jak by mnie tu nie było. Chyba nawet gdybym protestował to by tego  nie dostrzegli. Ale przecież robią to specjalnie na moich oczach, przewidują jakąś dla mnie role. Nie pomyliłem się. Monika rozpina mu spodnie i uwalnia kutasa. Jest już twardy, nabrzmiały. Po krótkiej zabawie ręką nachyla się i delikatnie nawilża jego czubeczek, samym koniuszkiem języka. Rozchyla swe słodkie wargi i go delikatnie pieści, co chwila wysuwając języczek i omiatając sam wierzchołek. To nie jest jeszcze ostre wulgarne obciąganie, to tylko delikatne preludium, jakby poznawanie, smakowanie jego członka. Odwraca się na chwile do mnie i mrużąc ocz szepce

    – Cudny prawda? , fantastycznie smakuje kochanie.

    Cos mruczę bo `już nawet nie potrafię artykułować słów, kiwam głowa, jeśli cokolwiek to znaczy. Gdybym miał siłe wyciągnąć rękę, to nie tylko dotknąłbym żonę, ale i jego ramienia, twarzy, włosów. Nie robię tego jednak bo czuje jak to ciepło w moim podbrzuszu rośnie i rośnie, promieniuje na całe ciało a ja….,liczę iż zacznie go mocniej pieścić, że ostrzej będzie połykać jego kutasa, że wreszcie połknie też i jego spermę. Tak jakby słyszała moje myśli, bo po chwili jej usta i cała głowa mocniej nabijają się na jego kutasa, powolutku, milimetr po milimetrze. Czasem się wycofuje ale konsekwentnie wprowadza sobie jego kutasa głębiej i głębiej. Dłonią pieści jego jadra, czasem też wyciągając kutasa z ust, delikatnie je liże,  ssie. Trwa to już kilka minut.. widać jak mu się podoba. Komentuje jej wyczyny krótkimi mocnymi słowami…Czuje iż w jego jadrach gotuje się sperma , bo w pewnym momencie lapie ja za włosy i odciąga.

    -Nie, nie moja droga. Dzisiaj chce cię zarżnąć. Pragnę twojej cipki.

     Odwracając zaś głowę w moim kierunku i dodaje mocno.

    – A ty możesz sobie patrzeć. Od dzisiaj jej cipka jest moja. Przynieś gumki, bo zapomniałem.

    To było na ten moment za dużo jak dla mnie. Może na pornosach facet za pierwszym razem w zachwytach patrzy jak inny pieprzy jego zonę. Ja nie potrafiłem. Wstałem i bez słowa wyszedłem z mieszkania. c.d.n

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Krak

    Tradycyjnie poprosze o opinie.

  • Pozegnanie jesieni

    Przed paroma tygodniami uczestniczyłam w weekendowej wycieczce. Kolega z biura podróży organizował taki wypad na pożegnanie jesieni. Pretekst dobry jak każdy inny. Mężowie zgodzili się, wcześnie wpłaciłyśmy zaliczkę, więc uzyskałyśmy zniżkę. Pokoje dwuosobowe, dwa posiłki dziennie, nawet bogaty program zwiedzania. Zapowiadał się fajny weekend. Pojechałam z Darią, moją przyjaciółką.

    – Bogusia, pojedziesz? Bo sama nie mam ochoty – zachęcała mnie Daria.

    No i pojechałam…

    Między nami istnieje spora różnica wieku (30 l. – 44 l.), ale mieszkamy w bloku, w tej samej klatce, więc kilka razy pomogłam jej przy dziecku, kiedy wychodziła z mężem albo szła na większe zakupy. Nie musiała się rewanżować, ale upiekła mi kiedyś świetny tort i w kilka godzin wyratowała nas z opresji przed wyjściem na imprezę, bo moja gorsza połowa zapomniała zamówić! Chyba każda ma w pamięci takie, ‘cementujące’ związek, doświadczenia… Daria nie chciała pieniędzy, więc w rewanżu przynajmniej zaprosiłam ją do kawiarni, potem ona mnie do siebie i tak zaczęła się nasza znajomość. Kiedy nasi mężowie są zbyt zajęci, jej jeździ TIR-em po Europie, mój w dziale handlowym dużej firmy, więc też nie ma tygodnia, żeby nie wyjeżdżał w sprawach realizacji umów, kontroli sprzedaży, bądź do potencjalnych kontrahentów, to spotykamy się na plotki, kawę.

    Dariajest naturalną blondynką o gęstych włosach uczesanych w klasycznego boba. Włosy nie sięgały do brody, co przy jej sylwetce nie było korzystnym rozwiązaniem, ale nadawało jej twarzy łagodny wyraz. Wyglądała atrakcyjnie, trochę przy kości, przytyła po dziecku. Słodycze też lubiła, ale jeszcze tłuszcz się nie wylewał znad spódniczki. Miała duży, jędrny biust, który chętnie eksponowała. Natomiast ja jestem szatynką o lekko kręconych włosach, w miarę szczupła, bez tłuszczu w biodrach i na brzuchu, ale i biust mam mały, proporcjonalny do sylwetki.

    Daria już w trakcie jazdy autobusem była dziwnie podekscytowana. Na co dzień spokojna, pogodna, wyluzowana, a teraz…

    – Bo zje dwa razy dziennie czy nadrobi zwiedzanie za cały rok? – uśmiechałam się w duchu. 

    W piątek, kilka minut po godzinie 16. autobus ruszył. Był prawie pełny. Każdy wydawał się zadowolony. Panowało naturalne ożywienie. Alkohol zaczął krążyć po autobusie. Wszyscy integrowali się, ale w granicach rozsądku. Daria nadal podekscytowana, plotkowała jak wszystkie i co jakiś czas ukradkiem rozglądała się. Po trzech godzinach jazdy wysiadłyśmy z autobusu. Potem standard: bagaż, recepcja, winda, szybka toaleta i kolacja. Była smaczna i szybko minęła, bo przesiedziałyśmy ją w towarzystwie dwóch kolegów z naszego miasteczka. W autobusie jeszcze siedzieli z żonami, ale podczas kolacji już z nami. Ich żony to aprobowały, bo z kolei one kolację spędziły ze swoimi koleżankami. Nawet nie spojrzały na mężów. Nadrabiały zaległości w plotkach.

    – Dzięki, dziewczyny, że mogliśmy do was dołączyć. Naprawdę, miło nam – mąż jednej z nich spojrzał na kolegę, który potakiwał w milczeniu. – Z wami chociaż można normalnie zjeść i wypić, bo z nimi… – z grymasem pokręcił głową, ruchem brwi wskazując stolik, przy którym siedziała żona.

    Zaraz wsparł go milczący kolega: 

    – Kurde, sorki, dziewczyny, ale jednego nie rozumiem. Może mi wytłumaczycie? One ciągle siedzą we czwórkę: trzy godziny w autobusie i teraz jeszcze przy kolacji. Jeszcze we cztery czekały na autobus… No, maraton – z niedowierzaniem pokręcił głową. – Ciągle rozmawiają! Ciągle jedna przez drugą! Zawsze mówią przynajmniej dwie jednocześnie. I rozumieją się! – zamilkł i nabrał powietrza. – Dziewczyny! O czym?! O czym można tyle ględzić?! – zacisnął pięści i oparł o blat stolika. Nachylony nad stolikiem patrzył na nas z rozpaczą w oczach. Na jego twarzy malowało się cierpienie. Aż było mi go szkoda.

    Daria popatrzyła na nich, na mnie i rozsądnie zaproponowała:

    – Panowie, napijmy się!

    – Ooo! Dziewczyny, coraz bardziej podoba mi się wasze towarzystwo!

    – No, mnie też! Dziewczyny, wracamy tylko z wami! Żony niech siedzą ze swoimi koleżankami.

    – Wiecie, gdybyście kiedyś miały ochotę wyskoczyć na kielicha, dzwońcie do mnie!

    – Do mnie też!

    Z uśmiechem im się przyglądałam i przysłuchiwałam. Znaliśmy się co najmniej od kilkunastu lat:  

    – Będę pamiętała. I trzymam za słowo.

    – Jasne, Bogusia! Naturalnie. Tylko zabieraj za sobą Darię! Zawsze chętnie popatrzymy na taki super biust. Cha, ha, cha!

    Daria uśmiechnęła się i pogroziła im palcem. Jednak było widać, że uwaga dotycząca biustu sprawiła jej przyjemność. Nawet poprawiła się na krześle, nieco wypinając obiekt ich szczególnego zainteresowania.

    Przewróciłam oczyma.

    – Ona jest taka głodna komplementów… – wykrzywiłam usta. – I niezbyt wymagająca. Nie rażą jej takie niewybredne żarty.

    W sobotę, po zwiedzaniu, wyszłyśmy jeszcze na długi spacer. Nie chciałyśmy siedzieć w pokoju. Reszta szykowała się na zapowiadany wieczorek. Kiedy wróciłyśmy, w hotelowej restauracji trwała jakaś impreza, było sporo par na parkiecie. I to w różnym wieku! Nie tylko z naszej wycieczki. Poszłyśmy do pokoju, przebrałyśmy się i wróciłyśmy do restauracji. Nikt nas nie szukał. Ponieważ brakowało wolnych stolików, rozczarowane usiadłyśmy przy barze. W zasadzie przyszłyśmy tylko coś zjeść, ale skoro brakowało wolnych miejsc, zdecydowałyśmy się na bar. Miejsce nie najlepsze, ale co zrobić? Zamówiłyśmy i, w drodze wyjątku, dostałyśmy posiłek przy barze, chociaż kelnerka miała niewyraźną minę. Po posiłku odwróciłyśmy się na barowych stołkach i patrzyłyśmy na tańczących.

    – Kieliszek wina? – Daria podrygiwała, obserwując pląsy. Wiedziałam, że lubi tańczyć. Skończyła jakieś kursy, na pewno miała ochotę trochę poszaleć i przy okazji popisać się umiejętnościami.  

    – Czemu nie? – kiwnęłam głową.

    Daria złożyła zamówienie. Przyjaciółka ubrała się elegancko: częściowo ażurowa, biała bluzka z niebieskimi wykończeniami i krótka niebieska spódniczka, czarne sandałki na szpilce, czarne pończochy. Świetnie pasowały do blond włosów. Całość uzupełniła złotym łańcuszkiem na szyi i złotą bransoletką z kompletu. Ja też nie siedziałam w kaloszach i ogrodniczkach, chociaż na pewno nie wyglądałam tak wystrzałowo. I byłam od niej znacznie starsza. Jestem realistką.

    Siedziałam z kieliszkiem i obserwowałam przyjaciółkę. Wokół nas krążyło takich trzech. Chłopak w jej wieku, może nieco starszy, Bartek, tańczył z nią już trzeci kawałek. Łyknęłam wina, rozpoczął się kolejny utwór, wolniejszy od poprzedniego. Mirosław, szczupły brunet, liczący ze czterdzieści wiosen, zmienił kolegę. Daria cały czas uśmiechnięta i rozgadana. Nawet się nie rozglądała po parkiecie. Trzeci, łysawy, najstarszy i tęższy od nich, Stanisław stał obok mnie, oparty o blat baru, pił swojego drinka i próbował zabawiać mnie rozmową. W końcu odstawiłam kieliszek i poszłam z nim na parkiet. Osamotniony Bartek pił tonic.

    – Och, ciepło tutaj. Za ciepło! I duszno – Daria wachlowała się odważnie rozpiętą bluzką.

    – No tak, ale na dwór lepiej nie wychodzić po tak intensywnych tańcach – ostrzegł Stanisław.

    – Fakt, zaduch staje się nie do wytrzymania. Jeżeli panie zaproszą nas, to może weźmiemy szampana i wypijemy u was na pożegnanie? – zaproponował Bartek. – Tam na pewno jest chłodniej niż tutaj.  

    Daria ochoczo zgodziła się w naszym imieniu:

    – Przynajmniej nie będzie takiego tłoku ani hałasu!

    Co mi pozostało? Ze sztucznym uśmiechem przytaknęłam. Potem tańczyłyśmy jeszcze z kwadrans. Panowie kupili zapowiedzianego szampana i uciekliśmy do pokoju z butelką i kieliszkami.

    Rzeczywiście, w naszym pokoju było znacznie przyjemniej. Chłodniej, bez zaduchu, miły zapach, bo po naszym wyjściu w powietrzu unosił się bukiet naszych perfum, dezodorantów i mojego lakieru. Uchylone okno gwarantowało dopływ świeżego powietrza.

    Facet odpowiednio wycelował butelkę przy otwieraniu, bo strumień szampana prysnął w kierunku Darii. Strzał był celny. Płyn osiadł na jej bluzce.

    – Och! Przepraszam! To był przypadek! – mężczyzna, Mirosław, wydawał się szczerze przejęty, ale i tak uśmiechał się.

    – Nic się nie stało. Poradzę sobie – przyjaciółka uśmiechnęła się pobłażliwie. Zareagowała tak, jakby codziennie spryskiwano ją szampanem. Poszła do łazienki zetrzeć plamę wodą i po chwili wróciła w całkowicie rozpiętej i jeszcze bardziej mokrej bluzce. Biały stanik podnosił i tak spory biust, niewiele zakrywając i efektownie eksponował go. Panowie gapili się na nią tak intensywnie…

    – Co oni? Wierzą, że stanik sam się rozepnie? – przez chwilę bawiło mnie ich podniecenie. Każdy trzymał kieliszek napełniony szampanem, ale widok nieco roznegliżowanej młodej kobiety zdominował ich percepcję. Inne bodźce już nie miały do nich dostępu. Poczułam się trochę nieswojo, poruszyłam się niespokojnie. Obawiałam się dalszego ciągu.

    – Zaraz się przebiorę – Daria uśmiechnęła się przepraszająco. Nie sprawiała wrażenia skrępowanej swym swobodnym ubiorem.  

    – Ależ nie ma takiej potrzeby! – zaprotestował  i poderwał się z fotela ich najbardziej wygadany kolega, Mirek. Podszedł i zaczął wygładzać jej bluzkę. Krople wody ścierał również z dekoltu. Chwilę później robił to językiem. Daria nie protestowała. Szeroko uśmiechnęła się i odchyliła głowę.

    Dwaj pozostali, wpatrzeni w nią, w milczeniu siedzieli w fotelu i na jej tapczanie. Niewiele brakowało, a mieliby pootwierane usta. Już spore wrażenie wywarła, wychodząc do nas z biustem ubranym w biały, ‘kusy’ stanik. Była opalona, więc kontrast jeszcze bardziej podkreślał jej walory.

    – Wiedziała o tym od początku… – uśmiechnęłam się w duchu i momentalnie przygasłam. – Jej właśnie o to chodziło! – dotarło do mnie. Poczułam uderzenie gorąca. To reakcja na nieprzyjemną wiadomość. Starałam się nie okazywać zdenerwowania, ale z rosnącym niepokojem przyglądałam się rozwojowi sytuacji.

    Tymczasem Mirek objął Darię i zaczął z nią tańczyć do muzyki z radia. Teraz lizał, całował jej szyję i kark. Coś szeptał do ucha. Poruszali się powoli, zmysłowo, muzyka w zasadzie była tylko tłem dla ich zachowania. Na pewno nie wsłuchiwali się w nią. Daria objęła go, znieruchomieli i całowali się. Kiedy się uwolnił od jej ust, pociągnął dziewczynę na tapczan. Kolega, Stanisław, szybko odsunął się na jego koniec. Przyjaciółka z gracją ułożyła się na wznak na swoim tapczanie. Mirek usiadł tuż przy niej, pochylił i znowu się całowali. Jednocześnie majstrował przy staniku i już po chwili wyciągnął go spod pleców dziewczyny. Wtedy wyprostował się i zsunął stanik z ramion i piersi.

    Jego koledzy, wychyleni ze swoich miejsc, w milczeniu wpatrywali się w obnażony biust, a Daria z uśmiechem szeroko rozłożyła ramiona.

    – Śmiała dziewczyna – zdumiona patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczyma. – W ogóle nie czuje się skrępowana!

    Panowie byli zachwyceni nagim biustem. Szczególnie robił wrażenie na tle czterech ubranych osób.

    – Łał! Każdy chętnie pobawi się takim wspaniałym biustem! – komplementował ją podekscytowany Mirek. Chyba nie sądził, że dziewczyna tak łatwo da się nakłonić do rozebrania. – Niejedna kobieta może ci zazdrościć!

    – Ech! No, jest co podziwiać!

    – Świetne cycki! I jakie duże!

    – Mam nadzieję, że nie skończymy na podziwianiu, cha, cha!

    – Żal, że tyle dobra się marnuje, he, he!

    Też miałam okazję po raz pierwszy obejrzeć nagie piersi przyjaciółki. Faktycznie, były duże i mimo wykarmienia dziecka nadal dobrze się prezentowały. Zachowały jędrność, więc sterczały. Mirek ściskał je, prezentując kolegom.

    – Może ćwiczy? – zastanawiałam się. Wiadomo, że żadna nigdy wszystkiego nie powie innym. Z kolei moje piersi były znacznie mniej okazałe i nie tak jędrne jak jej. – No, wiek też robi swoje – usprawiedliwiałam się przed sobą.

    Mirek nie wytrzymał. Dwoma gwałtownymi ruchami ściągnął buty i położył się na Darię. Ona śmiała się głośno. Kiedy poczuła jego ciężar na sobie, najpierw szeroko rozsunęła nogi, a potem objęła go ramionami. Jej śmiech stopniowo cichł. Mężczyzna szarpnięciem podciągnął spódniczkę. Widziałam całe pończochy i kawałek ciała ponad ich zakończeniem. Jeszcze dojrzałam czarne, koronkowe stringi.  

    – Czyli jest kompletnie ubrana… – wyłącznie na swój użytek skomentowałam zjadliwie. Ot, taka mała przyjemność.

    Kochanek, opierając się na lewym przedramieniu, prawą dłonią rozpiął rozporek, wyjął sztywnego penisa ze slipek i odsuwając stringi, wsunął go do pochwy. Po uderzeniu bioder penis wbił się aż po nasadę.

    – Oooch! – krzyknęła. – Tyyy… – dodała znacznie ciszej rozmarzonym, niskim tonem.

    On nie zwracał uwagi na jej reakcję. Rytmicznie poruszał biodrami. Oboje byli tak podnieceni, że nie musiał nawilżać cipki ani penisa.

    – A może w łazience wysmarowała się lubrykantem? – przemknęła mi taka myśl.

    Daria obejmowała go rękoma, postękiwała coraz głośniej i właśnie objęła go lewą nogą. Prawa wbijała się w materac tapczanu. Mirek jeszcze mocniej uderzał biodrami. Daria jeszcze głośniej stękała. Pocałunkiem zatkał jej usta. Kiedy przestał ją całować, podniosła tułów, mocno obejmując kochanka, jęknęła przenikliwie i puściła go. Doszła. Padła na tapczan, rozrzucając ramiona. Głęboko i intensywnie oddychała. Piersi falowały. Powoli zmniejszało się napięcie mięśni. Rozluźniała się. W końcu oprzytomniała, otworzyła oczy i pogodnie uśmiechnęła się do Mirka. On cały czas rżnął ją.

    Jeszcze chwilę pracował biodrami. Zatrzymał się i wyszedł z mojej przyjaciółki. Stanął przy tapczanie, jednym kolanem oparł się o tapczan i rozpinał spodnie. Zsunął je wraz ze slipami aż do kostek. Teraz widziałam jego goły tyłek. Zdeprymowana odwróciłam głowę. Tylko ja tak zareagowałam.

    – To co? Będziemy się zmieniać? – rzucił w kierunku najstarszego z nich, Stanisława. W odpowiedzi mężczyzna kiwnął głową.

    W tym czasie Daria położyła się na boku i niecierpliwym ruchem sięgnęła po penisa.

    – Zachowuje się, jakby w domu pościła miesiącami! – ciągle byłam zaskoczona jej zachowaniem.

    Obciągała mu, kiedy do jej pupy przysunął się drugi z mężczyzn, ten najstarszy z nich, łysawy i z brzuszkiem. Stanisław. Już zdążył zdjąć buty, spodnie i slipy. Penis mu sterczał i wydostawał się z niego śluz. Zebrał wydzielinę i wtarł w cipkę.

    – Ale zabezpieczasz się? – zapytał niespokojnie.

    – Jasne – odpowiedziała wyluzowanym głosem.

    – No, myślę! – uśmiechnęłam się. – Tyle narzekała na temat pierwszej, niechcianej ciąży, że teraz jest ekspertką od zabezpieczeń. Wiedziałam, że kocha dzieciaka, ale ciąża ‘przytrafiła’ się w trudnym dla nich, finansowo, czasie. Zawsze się odgrażała, że drugie to „ona sama zaplanuje, bo na męża nie ma co liczyć”. Nie wnikałam w szczegóły tej opinii.

    Stanisław poklepał ją po pupie, lewą nogę w czarnej pończoszce położył sobie na ramieniu, prawą, ugiętą w kolanie, przesunął nieco wyżej w kierunku jej brzucha. I klęcząc, wepchnął członek do pochwy.

    – Mmm… – tylko w ten sposób zdołała okazać, obciągając Mirkowi, że odpowiada jej drugi penis w pochwie.

    Nie chciałam wierzyć w to, co widzę:

     – Mężatka, matka dzieciom, stabilna emocjonalnie, pracująca, rozsądna… Stuka się z trzema obcymi facetami! – analizowałam gorączkowo. Nadal nie byłam w stanie odezwać się. Nie wiedziałam, gdzie podziać oczy!

    Stanisław majstrował palcem przy jej odbycie. Chyba kręciła pupą, protestując przeciw takim praktykom, ale drugi kochanek też jej nie słuchał. Brał ją z równie dużym pożądaniem co pierwszy. Daria poruszała się na tapczanie w rytmie uderzeń jego bioder. Tak samo przesuwała się lewa pierś, aż złapał ją Mirek. Trzymał tylko brodawkę i ciągnął ją, wykręcał. Musiała czuć ból, ale nie protestowała.

    – Widocznie taka ‘wysublimowana’ pieszczota sprawia jej przyjemność – uznałam, obserwując reakcje przyjaciółki.

    Facet z uśmiechem bawił się brodawką i obserwował dziewczynę. Wyraźnie podniecony chciał usłyszeć jej jęki albo prośbę o przerwanie pieszczot. 

    Daria znowu głośno jęczała. Tym razem był to efekt spółkowania ze Stanisławem. Mężczyzna jeszcze pocierał jej łechtaczkę, głaskał pupę, wtykał palec do odbytu, muskał dół pleców, głaskał nogę. Dawał jej tyle satysfakcji! Spojrzała na niego z wdzięcznością. Mirek nie pozwolił jej przerwać obciągania.

    – Może też spróbujemy? – spytał mnie Bartek. Siedziałam na swoim tapczanie, więc usiadł obok mnie, objął ramieniem, a wolną dłonią złapał za pierś. Z uśmiechem patrzył mi w oczy. Po uścisku czułam, że nie chce słyszeć odmowy. Jego dłoń nie próżnowała. Właśnie wsunęła się pod bluzkę, za stanik i złapała drugą pierś. Dłonie miał spore, silne, ale delikatne w dotyku. Czułam jak brodawka reaguje na obcy dotyk. – Najpierw we dwoje, jeżeli tak wolisz. O! Fajne masz cycki. Jeszcze jędrne. Będzie się czym pobawić.

    – Eee, nie. Dzięki, raczej nie. Daria musi wam wystarczyć – starałam się zabrzmieć wesoło. – Ale chętnie popatrzę – uśmiechnęłam się pogodnie i próbowałam odsunąć. Bezskutecznie.

    – Ej! Dokąd? Nie uciekaj! – roześmiał się. – Nie musisz się krępować przy młodszej koleżance. Nam się podobasz – uścisk dłoni Bartka na piersi nie zmienił się. Bawił się brodawką. Z kolei drugą ręką objął mnie mocniej i z powrotem przyciągnął.

    Daria jęczała coraz głośniej. Stanisław też coraz głośniej sapał, silnie uderzając biodrami. Pocił się. Dziewczyna szamotała się, wyginała, napinała mięśnie, ale nie uciekała spod penisów. Po prostu zbliżało się drugie szczytowanie.

    – Widzisz? Koleżanka jest zadowolona z naszych starań – dłoń Bartka zdążyła opuścić moją pierś i wsunęła się pod spódniczkę.

    Z wrażenia zesztywniałam i zacisnęłam nogi. Patrzyłam na drugi tapczan i nic nie widziałam.

    – Spoko, tylko trochę ciebie rozgrzeję – Bartek nadal był stanowczy w uchwytach i nadal zwracał się pogodnym tonem. Jeszcze nie irytował go mój upór.

    – Co jest? Problemy z naszą damą? – Stanisław zatrzymał się, patrząc na nas.

    Daria cicho rzęziła. Chyba doszła. Nie pytałam. Mężczyzna wyciągnął palce z jej pupy, drugą dłonią macał jej pierś. Cofnął biodra i sterczący penis wypadł z Darii. Głośno westchnęła.

    – Zmiana – rzucił do Mirka.

    Ten po chwili wysunął się z jej ust, wrócił na poprzednie miejsce i ukląkł na tapczanie. Też założył sobie lewą nogę Darii na ramię i wszedł w nią. Cicho westchnęła i zacisnęła wargi. Mężczyzna zaczął powoli, ale rytmicznie poruszać biodrami. Palce prawej dłoni znalazły drugi otwór i dwa wsunęły się. Cofnął dłoń i wsunął trzy. Nie protestowała.

    – Posmakuj swojej pupci – Stanisław rzucił do Darii i wsunął w jej usta palce. Dziewczyna zaczęła je oblizywać. Tuż przed jej twarzą kołysał się sterczący, wilgotny penis. Złapała go i powoli masowała.

    – Bartek, zastąp mnie – rzucił Stanisław i wycofał się.

    Niewidzącym wzrokiem Daria spojrzała w naszym kierunku. Wciąż leżała na boku i cieszyła się z doznań, jakie zapewniał jej Mirek. Przymknęła oczy, zagryzła wargi, odrzuciła głowę do tyłu.

    Po chwili stanął przy niej nagi Bartek. Potrzebował zaledwie nastu sekund, żeby zdjąć buty, spodnie, koszulę i slipy.

    – No, obciągaj – zachęcił ją miękkim głosem i chwycił za włosy. Dziewczyn otworzyła oczy, spojrzała na niego, zadowolona z oględzin, uśmiechnęła się  i wzięła penisa w usta. Na pewno miał większego niż dwaj pozostali.

    Stanisław stanął przede mną. Przez moment stał i patrzył na mnie. Podniosłam wzrok, spojrzałam na niego i ponownie utkwiłam spojrzenie w drugim tapczanie.

    – Ciągnij, tylko solidnie – zażyczył sobie Stanisław. Złapał mnie za głowę i stanowczym ruchem wcisnął mi penisa do ust.

    Zaskoczył mnie swoim zachowaniem, więc dławiłam się i szarpałam. Chciałam cofnąć głowę. Próbowałam językiem wypchnąć penisa, który, rzeczywiście, był sztywny. Nic z tego, nie udało się.   

    – Spokojnie! Obciągaj! – rzucił groźniejszym tonem. W odruchu protestu chwyciłam go za ręce i chciałam odciągnąć, ale on był naprawdę silny. I jeszcze energiczniej poruszał biodrami.

    – Rucha mnie w usta! – zdumiałam się. Mocny uchwyt nie pozostawiał złudzeń. Uszczypnęłam go w rękę.

    Nie drgnął, ale jedną dłonią mocno przycisnął mnie do siebie. Członek w całości znalazł się w moich ustach. Drugą dłonią chwycił mnie za ucho i mocno pociągnął. Potem wykręcił mi ucho. Kiedy już bardzo bolało, puścił i uderzył mnie w twarz!

    Bartek od tyłu dosiadał Darii. Ona klęczała na tapczanie na czworakach, a on stał za nią i trzymał w pasie. Uginając nogi w kolanach potęgował ruchy bioder. Za każdym razem mocno wbijał w nią członek. Nadal obciągała Mirkowi. Z jej ust wyciekała ślina zmieszana ze śluzem. Krople spadały na pościel albo na dywanik. Piersi kołysały się zamaszyście. Dziewczyna pojękiwała głośno. Chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, co się dzieje. Ale nie miała zamiaru protestować.

    – Więcej nie próbuj takich sztuczek, bo będę bardziej stanowczy! – ostrzegł mnie Stanisław i pchnął na tapczan.

    Zmęczona i przestraszona leżałam na tapczanie. Ciężko oddychałam. Nie tak wyobrażałam sobie przebieg tego spotkania. Za chwilę znowu był przy mnie.

    – Proszę, napij się! – po tych słowach przytknął butelkę do moich ust.

    Nie chciałam pić, ale nie o to byłam ‘proszona’. Mimo to próbowałam różnych sztuczek: zatkać wylot butelki językiem, odsunąć głowę, zacisnąć zęby. Zatkał mi nos i trzymał tak długo aż szyjka butelki wpadła w usta. Parę razy prychnęłam alkoholem, ale zatkał mi usta i musiałam kilka razy łyknąć płyn. Ponieważ drażnił mi gardło, więc po konwulsyjnych ruchach ciała, Stanisław zlitował się i odstawił butelkę. 

    Leżałam na wznak z rozrzuconymi rękoma, oddychałam jak po długim biegu pod górkę. Łapczywie łapałam powietrze i czułam, że coś jest nie tak. Nie miałam siły podnieść się. W końcu spojrzałam. Stanisław unosił moją nogę i ściągał mi majtki!

    – Nie! Proszę! Nie! – oponowałam słabo. Alkohol i mocowanie z nim wyczerpało mnie. – Zostaw mnie… – nie miałam dość siły, żeby podnieść się. Po kilku szarpnięciach majtki zawisły na jednej z moich szpileczek, a Stanisław przydusił mnie swoim ciałem. Nadal szamotałam się z nim, ale szybko słabłam. Byłam zmęczona, chciałam spać. Alkohol osłabił mnie. Kiedy leżałam na lewym boku, przytrzymał moją nogą i sprawnie wszedł we mnie!

    – W końcu skorzystasz z nas… – stęknął. – Niepotrzebnie się tak szarpałaś. Każda to lubi, tylko udaje nieprzystępną.

    Mówił i powoli poruszał się we mnie. Wygiął się i głębiej wbił penisa. Stęknęłam. Rytmicznie rżnął mnie. Macał piersi i bawił się włosami. Pieścił łechtaczkę. Leżałam bezwładna i stękałam. Nawet nie miałam siły otworzyć oczu.

    – Skorzystaj z okazji! Zobacz, jak bawi się twoja koleżanka – rzucił wesołym tonem. Przytrzymał mnie i ciągle tkwiąc w pochwie, położył się za mną. Teraz miał mnie w bocznej od tyłu. – Nieźle jest, co? – zaczął stękać, kiedy nie doczekał się odpowiedzi. Ruchał mnie w swoim tempie, raczej monotonnie, ale czasami unosił mi nogę i wtedy jeszcze przyśpieszał na kilka ruchów. Nie chciałam, ale jęczałam. Organizm doceniał jego starania.

    Daria siedziała odbytem na członku Bartka, a Mirek ruchał pochwę i jeszcze trzymał jej nogę. Dziewczyna rzucała głową na boki, stękała, pojękiwała. Jeżeli miała dość siły, obejmowała kochanka. Piersi i tłuszczyk drżały przy uderzeniach bioder Mirka. Dziewczyna fryzurę miała w nieładzie, na ustach ślady śluzu, a skóra ładnie połyskiwała od potu. Jej stopy unosiły się i opadały w rytm uderzeń penisa w pochwie.

    – Jeszcze! Jeszcze… Mocniej! – tyle potrafiła wystękać. Dłonią dociskała jego pośladki. Wydawała się nienasycona.

    Kiedy zmęczyli się, zmienili pozycję. Teraz Bartek ruchał ją na boku od tyłu, a Mirek klęczał i ruchał w pochwę. Daria kwiliła z rozkoszy i na wszelki wypadek wbiła twarz w pościel. Dochodził tylko stłumiony jęk.

    Kiedy znowu spojrzałam, Daria ujeżdżała i całowała Bartka, a Mirek ruchał odbyt. Bartek również zajął się „tańczącymi” piersiami. A mnie było tak lekko…

    – Nie ma Stanisława? – zdziwiłam się.

    A on właśnie podszedł do nich, stanął przy głowie Darii i pociągnął ją za włosy. Trochę skręcił jej głowę do siebie i od razu zrozumiała. Uśmiechnęła się, otworzyła szerzej usta i pochłonęła jego penisa. Energicznie poruszała głową.

    – Zrobiła to bez przymusu! – dziwiłam się. Patrzyłam przez chwilę. Daria była ruchana przez trzech mężczyzn jednocześnie. Pierwszy raz widziałam taką scenę. Cała czwórka była zadowolona z przebiegu zabawy. Daria znowu jęczała, liżąc członek. Mężczyźni podzielili się piersiami.

    Kiedy znowu otworzyłam oczy, Daria siedziała odbytem na innym penisie. Teraz ustawili się w poprzek tapczanu. Kto był w jej pochwie, a kto w ustach… Taka informacja już zdecydowanie przekraczała granice mojej percepcji.

    Kolejne przebudzenie i widzę Darię leżącą na wznak ze śladami spermy na twarzy. Jeden z mężczyzn masuje penisa i właśnie się spuszcza na twarz stękającej blondynki. Trzeci rucha jej odbyt, a szyjką butelki po szampanie rucha pochwę. Chyba tak było… Zasnęłam. Niczego więcej nie zapamiętałam.

    Obudziłam się około 9. Nie czułam się najlepiej, ale po którejś próbie zwlekłam się z łóżka, rozebrałam, robiąc „gniazdo” i poszłam pod prysznic. Nie miałam majtek, ale jeszcze pamiętałam, dlaczego. Zaschnięty śluz na ustach też kojarzyłam.

    – Stanisław – warknęłam tonem, który każdego zniechęciłby do amorów. Bluzkę i stanik też miała rozpięte i pogniecione, ale tego już pamiętałam. – Jeszcze któryś dobierał się do mnie? – Zanim weszłam pod prysznic, siadłam na klozecie i wydaliłam resztę spermę. Później sprawdziłam. W pościeli też jej trochę zostało. I na twarz. I we włosach też.

    – Czyli przynajmniej jeszcze jeden z nich mnie wyruchał – skonstatowałam zdegustowana. Wiedziałam, że za dużo wypiłam i wykorzystali to. Odbyt też mnie bolał.

    Daria jeszcze spała. Zupełnie naga. Między nogami tkwiła butelka po szampanie. Coś mnie tknęło. Wzięłam iPada i zrobiłam jej kilka zdjęć. Odwróciła się. Widziałam nagą Darię. Pokazywała gołe piersi i butelkę wetkniętą w odbyt. Teraz dotykała jej dłonią.

    – Czyli coś jeszcze pamiętam – mruknęłam i pstryknęłam kilka zdjęć.

    Daria zaczynała budzić się, więc szybko schowałam tablet do torebki. Ciężko szła nam rozmowa. Biedna dziewczyna musiała wypić parę łyków wody, zanim zaczęła mówić. Rozkręcała się powoli. Ożywiła się dopiero, kiedy spojrzała na zegarek i przypomniała sobie, gdzie jesteśmy.

    – Cholera! A wiesz, wczoraj miałam ochotę polizać się z tobą!

    – Co?! Jak?! Gdzie?!

    – Wszędzie! – roześmiała się głośno i klęcząc, lubieżnie przeciągnęła. Poruszyła piersiami, przeciągając się. Ponieważ nie zareagowałam, sięgnęła po butelkę i szyjką masowała łechtaczkę. Wyzywająco patrzyła na mnie.

    Podejrzewam, że gdybym wtedy do niej podeszła, a jeszcze nie byłam kompletnie ubrana, to w ogóle nie poszłybyśmy na śniadanie.

    – No, nieźle się potem rozkręciłaś! – śmiała się Daria, poprawiając włosy. – Ależ z ciebie była diablica! Nic, tylko brać, jak daje! Nawet proponowali ci weekend we czworo! – chichotała. – Chociaż jeszcze sugerowali posiłki w postaci dwóch kolegów, chi, chi…

    – Daj spokój! Nigdy nie chcę do tego wracać – definitywnie ucięłam temat.

    W niedzielę ostatnie przyszłyśmy na śniadanie. Ledwie zdążyłyśmy. Seks i alkohol wyczerpały nas, więc obie byłyśmy zmęczone i chyba na kacu. Chociaż tylko we mnie wmuszono sporo alkoholu. Z kolei Daria była bardzo zadowolona i w dobrym humorze. Czasami wspominała, jak świetnie się bawiła. Nie podejmowałam tematu. Po facetach nie było śladu. Daria twierdziła, że pożegnali się i wyszli „nieco później”.

    – Ty już spałaś – machnęła na mnie ręką.

    Fakt, niewiele pamiętam po tym, jak dosiadł mnie Stanisław. Przy pakowaniu stwierdziłam, że zabrał mi również majteczki.

    – Pewnie zbiera takie trofea zaliczonych kobiet – mruknęłam do siebie.

    Od Darii nie dowiedziałam się zbyt wiele o przebiegu nocy, bo nigdy jej o to nie zapytałam. Dlatego nie dowiedziałam się, czy jeszcze któryś skorzystał ze mnie. I nie chciałam wiedzieć. Ona jakoś nie kwapiła się do opowiadania swoich przeżyć, a ja jej nie zachęcałam. Podejrzewałam, że dla niej najważniejsze było moje milczenie w obecności męża. Ale wiem również, że spotykała się z tymi trzema facetami, bo pilnowałam jej dziecka, kiedy ona znikała na noc. Bodajże po roku, albo po prawie dwóch latach, ich znajomość umarła śmiercią naturalną, jednak Daria nadal spotykała się z innymi mężczyznami. Oczywiście, wyłącznie pod nieobecność męża.

    K O N I E C

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick