Category: Uncategorized

  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dorastanie cz.2

     Chodziliśmy po domu całkiem nago. Najpierw na dół do kuchni, gdzie zostałem poczęstowany sokiem, potem na górę do pokoju. Skończyła się kaseta, więc Sylwia przełożyła ją na drugą stronę i włączyła ponownie. Znów opowiadała o Michaelu, jak świetnie nie tylko śpiewa, ale i tańczy. Przyzwyczajałem się do jej nagiego ciała. Coraz rzadziej wzrok leciał mi na jej pupę i powoli zaczynałem rozumieć naturystów. Ale krew nie odpłynęła całkowicie z członka i nadal czułem mrowienie. Zauważyła to także Sylwia.

     – Połóż się.

     – Po co?

     – Przecież muszę wykonywać polecenia ciotki, nie? – powiedziała z uśmiechem pokazując penisa.

     Usiadła mi na wyprostowanych nogach i wzięła go do ręki. Wystarczyło parę ruchów, by znów stanął na baczność. Ruszała dłonią przez chwilę, po czym zacisnęła mocniej.

     – Tak lepiej?

     – Hm.

    Znów ścisnęła.

     – Nie za mocno?

     – Nie.

     – Wolisz tylko po główce, czy po całym trzonie?

     Zrozumiałem do czego dążyła.

    Chciała wiedzieć, co mnie najbardziej podnieca. Zamiast pieścić na oślep, metodą prób i błędów, po prostu mnie pytała. Kiedy już wiedziała, co robić z rączką, ściągnęła skórkę i pochylając się, wzięła go do buzi. Teraz stosowała różne techniki patrząc mi w oczy. Jak dawała mi dużą przyjemność, kiwałem głową. Nie zdążyła potrenować wszystkiego, bo dałem jej znak, że nastąpi eksplozja.

     Wyjęła go z ust i zaczęła energicznie ruszać rączką. Była wspaniała. Mimo naszego dopiero drugiego kontaktu, wiedziała czego potrzebuję. Zatraciłem się w tej rozkoszy zupełnie.

     Sylwia wzięła chusteczki i wycierając ręce, patrzyła zadowolonym wzrokiem, jak po dobrze zrobionej robocie. Potem zaczęła mnie osuszać.

    – Chcesz, żebym  ci pocałował cipkę?

     – Nie, dzięki, wystarczy mi na dziś. Kurcze, ale jesteś mokry, nie wiem czy starczy mi chusteczek.

     – Ja mam w pokoju ręcznik, którym wycieram się po masturbacji.

     Zaskoczyłem sam siebie. Była pierwszą osobą, której to powiedziałem.

     – Dobry pomysł, ja zawsze używałam jednorazówek. No, ale ja nie puszczam tyle soków co ty. Często się masturbujesz?

     – To zależy. Jak miałem dziewczynę to raz, dwa razy w tygodniu.

     – A jak zaczęliśmy się spotykać na basenie?

     – To nawet raz dziennie. Marzyłem o Tobie wiele razy.

     – A wiesz, że ja też?

     – Też raz dziennie???

     – Niee, mówię, że też marzyłam jak się kochamy.

     – Aha.

     Rozmawialiśmy jeszcze długo, mówiliśmy sobie wszystko, bez zażenowania, uczyliśmy się, jak widzi świat nasz partner, co go absorbuje, czego nie lubi, co go podnieca, czego nienawidzi. Zacząłem postrzegać naszą nagość jak coś naturalnego. Nie znaczy to oczywiście, że zaraz po tym, wyjdę na ulicę na golasa krzycząc: “Patrzcie ludziska, jestem naturalny, jestem wolny!”. To subtelna zmiana zachodząca w mojej dotychczasowej normie. W mojej sypialni.

     – Zrobiło się późno, muszę się zwijać.

     – Jak będzie pogoda, to jutro jedziemy się opalać, chcesz jechać z nami?

     – Tak, a może być po południu?

     – Yhm.

     – To jesteśmy umówieni, ale zadzwonię jeszcze.

     Doprowadziłem się do porządku, otrzymałem dużego buziaka na drogę i pojechałem do domu.

        Następnego dnia podjechaliśmy na polankę około drugiej. Nie było nikogo, widocznie mało ludzi znało to miejsce. Po rozpakowaniu wszystkiego Marzena bez ceregieli rozebrała się do naga i ułożyła na kocu. Sylwia poszła w jej ślady i za chwilę golutka leżała obok ciotki. Nie pozostawało mi nic innego, jak zdjąć ubranie i dołączyć do dziewczyn. Czułem się wyśmienicie. Nie byłem podniecony, penis mi nie stał, mogłem swobodnie się opalać i rozmawiać. Nie czułem już różnicy między nagą kobietą i tą w stroju kąpielowym.

     – Nasmaruj mnie olejkiem – poprosiła w pewnym momencie Sylwia, podając mi buteleczkę.

     To był dla mnie kolejny wielki test. Co innego patrzeć na nagą kobietę, a co innego dotykać jej ciała. I powiem Wam, że nie wypadłem źle. Tylko jak jeździłem rękami po cudownych pośladkach, mój członek drgał, delikatnie się unosząc, ale jak skończyłem, uspokoił się. Kiedy się kładłem usłyszałem głos:

     – A mnie?

    Zobaczyłem wyciągniętą rękę Marzeny z olejkiem w moim kierunku.

     Zawahałem się. Przy swojej dziewczynie dotykać drugą? I w dodatku jej ciotkę? Niezbyt mi to pasowało i chociaż na Sylwii nie robiło to wrażenia, to była to ściana w mojej sypialni, której nie chciałem burzyć. Sylwia spostrzegła moje niezdecydowanie i sama złapała za buteleczkę.

     – Daj, ja Cię nasmaruję.

     I zabrała się do pracy. Ciotka tylko się uśmiechnęła i położyła głowę na kocu.

     Było wspaniale. Pływaliśmy, ganialiśmy się, siłowaliśmy, wszystko na golasa i bez skrępowania.

     Później mieliśmy śmieszne zdarzenie.

      Gdy leżeliśmy we troje na kocu, usłyszeliśmy kroki. Leżałem na brzuchu i nie podnosząc głowy spojrzałem w tamtym kierunku. Koło samochodu przechodził facet w gumowcach i dziwnej czapeczce. W ręku trzymał wędkę. Zwolnił krok i uśmiechał się głupio. Myślał, że opalają się same dziewczyny. Kiedy był blisko nas, usiadłem na kolanach i uśmiechnąłem się do niego. Jak zobaczył fiuta między nogami, uśmiech mu zgasł momentalnie. Uniósł brwi do góry i poszedł w krzaki jak przecinak. Więcej go nie widzieliśmy. Dziewczyny nie widziały tego, bo nie patrzyły, więc jak im opowiedziałem, Marzena doszła do wniosku, że facet myślał, że chcę go poderwać. Śmialiśmy się długo, aż Marzena przerwała nasze swawole.

     – No, dziewczyny i chłopaki, czas na nas, bo zaczną się wycieczki.

     – Jakie wycieczki? – spytałem.

     – Aa, ty jesteś nowy w opalaniu nago, to nie wiesz. No więc, jak opalasz się nago na zwykłej plaży i ktoś niechcący będzie taką plażą przechodził, to dziwnym trafem, za chwilę ktoś przechodzi znowu, potem ten sam osobnik wraca, ale z kimś nowym, potem następni i jeśli się nie zwiniesz, to będą tędy przechodzić “niby przypadkiem” całe wycieczki.

     – Teraz kapuję.

     Ubraliśmy się i zanieśliśmy rzeczy do samochodu.

     I rzeczywiście. Kiedy byliśmy już w samochodzie, z krzaków gdzie zniknął facet, pojawiło się dwóch innych, też wędkarzy. Udawali, że szukają łowiska, a tak naprawdę to zapuszczali żurawia w stronę polanki. Kiedy zorientowali się, że nikogo tam nie ma, ich zapał przygasł i zniknęli w lesie.

     – Mówiłam? – rzuciła z zadowoleniem Marzena i ruszyliśmy w stronę miasta.

    Kiedy wyjechała na szosę i przestało trząść, Sylwia przytuliła się do mnie i cmoknęła w usta. Potem drugi raz i trzeci, aż wreszcie cmokanie przerodziło się w bardzo gorące pocałunki. W pewnym momencie, kątem oka zerknąłem, że Marzena przygląda nam się we wstecznym lusterku. Musiała przestawić je dyskretnie, bo wcześniej ustawione było wyżej. Ale nic nie mówiła. Zastanawiałem się, jaki ma w tym cel?

     Kiedy podjechaliśmy pod mój blok, pożegnałem się z Marzeną i wysiedliśmy z Sylwią na zewnątrz. Teraz całowaliśmy się na pożegnanie i trochę się to przeciągało.

     – Jeszcze wam mało? Przecież będziecie się widzieć jutro. Halo!

     “Do jutra jeszcze tyle godzin, a mi już jest smutno, że musze się rozstać” – pomyślałem.

     – Chyba, że jak chcesz, to możesz przenocować u nas – powiedziała ciotka – żaden problem.

     – Tak, tak, proszę, jedź do nas – zapaliła się Sylwia.

     – Przecież wiesz, jakbym chciał, ale nie mogę, obiecałem mamie.

     – A nie możesz powiedzieć teraz?

     – Mama nie lubi niespodzianek. Takie rzeczy ustalamy wcześniej.

     Dziewczyna smutna wsiadła do auta.

     – Trzymasz się swoich zasad. Szanuję to. Pa! – powiedziała Marzena wrzucając bieg.

     Sylwia wyjrzała przez otwarte okno.

     – Ale jutro się widzimy, nie?

     – Na mur, beton.

    Przesłała mi jeszcze buziaka i odjechali. Patrzyłem chwilę za oddalającym się samochodem i wiedziałem już skąd ten smutek. Zalążek tego uczucia czułem, gdy spotykałem się z Anetą. Teraz to uczucie było dużo mocniejsze i rosło z każdym dniem. Zauważyłem, że gdy nie ma przy mnie Sylwii, strasznie mi jej brakuje. I nie chodziło o seks. Po prostu wystarczyło, że była koło mnie, nie musiała się nawet odzywać. Łapałem się na tym, że nieraz “odpływałem” myśląc o niej w domu albo na lekcjach. Spotykaliśmy się już prawie codziennie, na basenie czy na mieście. Nie odwiedzałem jej tylko w domu, gdyż Marzena jeździła w interesach, a nie zgadzała się na samotne schadzki. Chyba się bała, że będziemy  pić alkohol, albo palić trawkę. Bardzo brakowało nam naszych pieszczot.

        Powiedziałem pewnego dnia mamie, że chcę w weekend przenocować u dziewczyny. To był pierwszy raz. Oczywiście nocowałem wcześniej poza domem, wyjeżdżałem na biwaki, tygodniowe rajdy piesze, czy dwutygodniowe obozy harcerskie. O, na obozie to miałem niezłą przygodę z dziewczynami. Ale to jest materiał na cały osobny odcinek :P. O czym to ja.. a, noclegi poza domem, jeździłem na festiwale muzyczne i tak dalej, ale u dziewczyny nie nocowałem nigdy. Mama była ostrożna. Znała życie. Ale ufała mi. Po prostu się martwiła, jak każda matka.

     – A poznam ją kiedyś? Przyprowadź ją, chciałabym porozmawiać.

     – Dobrze.

     – A jej ciocia będzie z wami?

     – Tak.

     – Dobrze. A będziecie spać w jednym pokoju?

     – Tak.

     Nie oszukiwałem mamy. Nie było potrzeby, nie byłem dzieckiem. Wiedziała co robiłem wcześniej z koleżankami.

     – Uhm. A pamiętasz nasze rozmowy o kontaktach damsko-męskich?

     – Oczywiście.

     – No dobrze. I tak bym ci nie zabroniła.

    Wiedziałem o tym. Jakbym chciał, to bym powiedział, że jadę z chłopakami pod namiot. Ale nie chciałem kłamać.

       Później przez dwa dni nie spotykałem się z Sylwią. Pomagałem ojcu przy drobnym remoncie. Tęskniłem za nią. Ona też nie mogła doczekać się piątku kiedy poinformowałem ją, że będę u niej cały weekend.

     Wreszcie przyszedł upragniony dzień. Nie zdążyłem zadzwonić do drzwi, bo kiedy wszedłem na ganek, drzwi się otworzyły i wyskoczyła Sylwia. Rzuciła mi się na szyję i zaczęła całować. Następnie złapała mój plecak i wciągnęła mnie do środka.

     – Cześć! – przywitałem się z Marzeną. Swoim zwyczajem siedziała na sofie i oglądała telewizję.

     – Witam! – kiwnęła głową patrząc w telewizor.

     – Ciociu! Przez godzinę nas nie ma, pa!

     – Pa! – kiwnęła znowu ciotka.

    Poszliśmy na górę, a gdy tylko weszliśmy do pokoju zaczęliśmy się całować. Długo, namiętnie, jak byśmy nie widzieli się rok. Rozebrała mnie, po czym zaczęła całować po całym ciele. Na koniec zatrzymała się na członku. Całowała go, głaskała, jakby był jej ulubioną zabawką. Tryskałem mocno i wysoko, standardowo ochlapując wszystko wokół.

     Teraz przyszedł czas na Sylwię. Położyłem ją pośrodku łóżka, a następnie usadowiłem się nad nią. Nie leżałem na niej, tylko utrzymywałem się na łokciach i kolanach. Całowałem jej policzki, nosek, usta, zszedłem na szyję i ramiona. Ominąłem sutki, bo wiedziałem już, że nie lubi ich pieszczot i jeździłem językiem po brzuchu. Unosił się i opadał rytmicznie, co świadczyło o głębokim oddechu. Była bardzo podniecona, jej ciało zaczęło reagować drganiem na każdy mój dotyk. I o to mi chodziło. Nie chciałem, żeby tłumiła w sobie emocje, żeby  leżała jak kłoda na bezdechu, jak ostatnio, tylko żeby wykrzyczała światu swoją rozkosz. W tym czasie Sylwia rozchyliła szeroko nogi, chwyciła moją głowę i delikatnie nakierowała na słodki ogród przyjemności. Ale ja musnąłem tylko guziczek i zacząłem całować jej uda. Wysuwała biodra do przodu i próbowała trafić na mój język, ale specjalnie omijałem łechtaczkę. Wyczuła to, bo zaczęła prosić.

     – No weź, noo!

     Przejechałem językiem po najwrażliwszym miejscu, ale nie zatrzymałem się tam, tylko wjechałem na wzgórek. Zadrżała i czekała na więcej.

     – No weź mnie tam całuj!

     Znów polizałem łechtaczkę przez chwilę. Drażniłem się z nią. Chciała teraz i szybko, a ja postanowiłem rozpalać ją dłużej. Masowałem jej łydki i uda, lizałem brzuch i wzgórek. Zjeżdżałem co chwila na wargi mniejsze i szparkę, by musnąć guziczek i znów być na wypukłym łonie. Trzęsła się już, nie tylko drgała, a zamiast oddechu słyszałem cichutki jęk.

     – Całuj tam, proszę cię! – prawie szlochała. Nie chciałem jej więcej torturować. Zacząłem powoli i dokładnie lizać całą cipkę. Rozpędzałem język do szalonego tańca, a gdy wszedł na obroty, zbombardowałem łechtaczkę dziesiątkami muśnięć. Na to właśnie czekała.

     Rzuciło jej ciałem jak żaglówką podczas sztormu. Z jej ust wydobył się głośny jęk.

     – Oooch! Tak! Tam! Jak Dobrze! – skurcze mięśni co chwila rzucały jej biodrami do góry. Kiedy ustały, dotykałem językiem muszelki, co powodowało szereg drgawek i kolejne westchnienia. Wreszcie opuściła pupę na łóżko, rozrzucając nogi na boki.

     – Oooo! No nie wierzę! To najlepszy orgazm jaki miałam w życiu!

     – Ha! Naprawdę? – byłem z siebie bardzo zadowolony.

     – To było..kosmiczne! Widziałam gwiazdy, całe galaktyki! – była bardzo szczęśliwa – lecę do ciotki!

     Usłyszałem tupot bosych stóp i już jej nie było. Po jakimś czasie zdecydowałem się zejść na dół. Założyłem szorty, bo nie wiedziałem, czy mam chodzić nago po całym domu przy Marzenie. Kiedy zszedłem na pierwszy schodek pochyliłem się, żeby zobaczyć co dzieje się w salonie. Dziewczyny siedziały na sofie. Pierwsza w swoim ulubionym szlafroku, druga w podkoszulce. Były ubrane, więc chyba dobrze zrobiłem. Dziewczyna tłumaczyła coś ciotce z zapałem gestykulując rękami. Zszedłem do nich i usiadłem w fotelu. Wtedy zauważyłem, że Sylwia jest goła od pasa w dół, a starszej wystawała pierś spod szlafroka.

     – No, no, nie sądziłam, że młodzież potrafi dawać taką rozkosz, brawo.

     – Dzięki – odpowiedziałem skromnie. Czułem się, jakby gratulowała mi wygrania zawodów sportowych.

     – Zagrajmy w kalambury! – krzyknęła Sylwia.

     – Kala co? – zapytałem.

     – No nie żartuj, że nie wiesz co to kalambury!

     Nie wiedziałem. W tamtym okresie grało się w “głuchy telefon”, w “pomidora” albo w “butelkę”. O kalamburach nie słyszałem.

     Dziewczyny wyjaśniły mi na czym polega i zademonstrowały. Jeszcze nigdy tak się nie uśmiałem. Jak Marzena naśladowała postacie z filmów, żeby odgadnąć tytuł, tarzaliśmy się po sofie ze śmiechu. Naśladowaliśmy ludzi, maszyny, zwierzęta, co było przezabawne. Jak odgadywałem hasło wymyślone przez Sylwię, skakała na mnie i całowała, a jak ja pokazywałem na przykład konia, wskakiwała mi na barana i kazała się wozić kłusem po salonie. Jeśli miałbym dać jakiś przykład szczęścia, byłaby to właśnie ta chwila.

     Wreszcie zmęczenie dało o sobie znać, a że zrobiło się późno, poszliśmy się wykąpać. Gdy wylądowaliśmy w pokoju Sylwia rzuciła się na łóżko.

     – Zróbmy to dzisiaj. Jestem gotowa.

     Od razu zrobiło mi się gorąco. Była to osoba przeze mnie uwielbiana i bardzo pragnąłem się z nią kochać. Sylwia wstała jeszcze, pogrzebała w kasetach i włączyła magnetofon. Usiadła na łóżku i zaczęliśmy się całować. Z głośników popłynęły dźwięki utworu “Imagine” Lennona.

      Boże, jeśli ktoś słuchał rockowych ballad z tamtych lat, wie jak idealnie dopasowują się do takich sytuacji. Słuchając piosenki, całując i trzymając w objęciach tą najdroższą dla mnie istotkę na świecie…nie mogę opisać szczęścia które czułem. Każdy musi przeżyć je sam.

     Delikatnie ją położyłem i wyjąłem gumkę. Rozłożyła nogi i zauważyłem, że jest bardzo wilgotna. Cała cipka lśniła od wydobywających się ze szparki soczków. Była gotowa.

     Wycelowałem członka ręką w otwór, a kiedy główka rozszerzyła wargi sromowe, puściłem go i objąłem Sylwię. Nie chciałem, żeby ją bolało, dlatego naciskałem bardzo powoli. Ale gdy nawet zwiększyłem nacisk nic się nie działo. Kiedy nacisnąłem mocniej, jęknęła z bólu. Tylko że członek, nie ruszył się nawet o milimetr. Kiedy popchnąłem mocniej zajęczała głośno.

     – Au! Boli!

    Wiedziałem już, że sprawie jej ból.

     – Przestać?

     – Nie, chcę to zrobić. Au! Poczekaj!

     Było mi jej żal. Uniosła się na rękach.

     – Może pozycja jest zła – powiedziała.

    Podciągnęła kolana pod piersi i rozszerzyła je na boki.

     – Oj! Ojej! Nie pchaj! Strasznie mnie boli!

     Uniosłem się na kolanach, nie wiedząc  co dalej.

     – Połóż się – rozkazała.

     Usiadła na mnie okrakiem i stawiając członka na sztorc, zaczęła obniżać biodra.

     – Auć! Ffff! Ojej! No nie, nie mogę! – położyła się na mnie ze łzami w oczach.

     – To nic, spróbujemy innym razem – wyszeptałem jej do ucha.

     – Ale dlaczego? – uniosła się, siadając mi na udach. – Ty już miałeś dziewczyny, zawsze tak było za pierwszym razem?

     – Z jedną tak, ale to stare dzieje – przypomniałem sobie Monikę.

     – I jak sobie poradziliście?

     – Nijak, nie robiliśmy tego. Zresztą niedługo po tym się rozstaliśmy.

     Sylwia analizowała jeszcze sytuację, aż wreszcie zmęczeni poszliśmy spać.

     Następnego dnia pojechaliśmy rano na naszą miejscówkę. Ale Sylwia nie miała dobrego humoru. Długo musiałem ją rozśmieszać, żeby się uśmiechnęła. Kiedy poprawiło jej się samopoczucie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do wody. Chlapałem na nią wodą, aż zaczęła mi oddawać i wreszcie roześmiana zaczęła się ze mną siłować. Po pojedynku rzuciliśmy się na koc. Kiedy jedliśmy suchy prowiant, Marzena usiadła po turecku ukazując całą cipkę. Nie wiem, czy nie zrobiła tego specjalnie, ale ja nie byłem już uczulony na takie widoki. Spojrzałem na to tak, jakbym spojrzał na jej rękę i z powrotem wróciłem do jedzenia.

     – Dzisiaj wieczorem nie schodźcie na dół – odezwała się nagle.

     Spojrzałem na nią pytająco.

     – Będę dziś miała gościa. No co? Nie tylko wy chcecie mieć przyjemności.

     – Ja nic nie mówię – rozłożyła dłonie Sylwia.

        Późnym popołudniem przygotowaliśmy rzeczy z dołu, które potrzebowaliśmy i poszliśmy na górę. Po jakimś czasie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, więc wyłączyliśmy muzykę. Rozmawiali, śmiali się, zwykła randka, ale później zaczęło się ostro. Teraz wiedziałem o czym mówiła Marzena. Czerpać z życia ile się tylko da. No, ona czerpała nad wyraz dużo.

     Jęczała, śmiała się, wydawała komendy bardzo głośno. Nie dziwiłem się, że Sylwia ją podglądała.

     – Chcesz ich zobaczyć? – spytała nagle. I zanim odpowiedziałem, złapała mnie za rękę.

     – Chodź – otworzyła delikatnie drzwi i zeszliśmy na palcach po kilku schodkach. Sylwia usiadła, a ja zszedłem stopień niżej, sadowiąc się koło niej.

        Ta kobieta wiedziała, czego chce.

     Pozycje które przerabiali musieli znaleźć chyba w Kamasutrze. Facet był jak marionetka w rękach sztukmistrza. Był rozciągany, zginany, zawijany, przekładany – powiem Wam, że byłem pod dużym wrażeniem. Trzeba mieć niezłe umiejętności i kondycję. Mało ludzi może w ten sposób czerpać rozkosz.

      Jedno co mnie uderzyło w tym wszystkim to brak czułości. Czysta, pierwotna chuć, nic więcej. Nie powiem, było to podniecające, ale na dłuższą metę myślę, że było nudne.

     Kiedy tak analizowałem ten niecodzienny widok, Sylwia przyglądała mi się. Jak poczułem jej wzrok i spojrzałem na nią, dała znak, żebyśmy wracali. Kiedy wstałem, zobaczyłem, że patrzy na nas Marzena. Uśmiech nie schodził jej z ust.

     – Podobało Ci się? – spytała gdy znaleźliśmy się w pokoju.

     Wzruszyłem ramionami.

     – Nie wypieraj się, widziałam – zachichotała.

     – No, może – przyznałem.

    – Pewnie byś chciał być na jego miejscu, co?

    Znów wzruszyłem ramionami.

     – Ej! – uderzyła mnie pięścią w ramię.

     – Nie no, coś ty.

     – Pamiętaj, jesteśmy tylko my dwoje, nikt więcej.

     – Pamiętam.

     – No.

    Znowu była podniecona.

     – Dobra, dzisiaj to zrobimy – powiedziała z zapałem.

     – Dobrze.

     – Damy radę – zacierała ręce, dodając sobie otuchy.

     – Damy radę – powtórzyłem.

     – Wygramy tą bitwę.

     – Pewnie.

     – Nie bierzemy jeńców.

     – Nigdy.

     Rzuciła się na mnie i zaczęliśmy się całować.

     Niestety doświadczyliśmy kolejnego rozczarowania. Mimo prób i różnych pozycji nie udało się. Było to dla mnie niepojęte. W dodatku Sylwia rozbeczała się i to tak, że aż się zanosiła.

     – Nie płacz, poradzimy coś – powiedziałem obejmując ją.

     – Ale Ty mnie zostawiiiiisz – zawodziła.

     – Co??? O czym Ty mówisz?

     – Bo rzuciłeś tamtą dziewczyneee, sam mówiłeś.

     – To nie tak. Ona musiała wyjechać. Dlatego się rozstaliśmy.

     – Ale – przełykała łzy – ciotka..mi..mówiła..

     – Nie płacz, proszę cię.

     Próbowała się uspokoić, ale ciężko jej szło. Spazmy płaczu wstrząsały jej ciałem.

     – Powiedziała mi, że facet, jeśli nie może się kochać, to znajduje inną.

     – Nie słuchaj wszystkiego, co mówi ciotka.

     – Ale ona ma doświadczenie i lepiej wieeeee – znowu się rozpłakała.

     Jezu, ależ mi było żal tej dziewczyny. Nigdy nie lubiłem jak dziewczyna płacze.

     – Sylwia, nie płacz, błagam Cię! Popatrz na mnie, nie płacz! Posłuchaj mnie Sylwuś! Nigdy Cię nie zostawię!! Nigdy, przenigdy!! Słyszysz?? Nie zostawię Cię.. Bo Cię Kocham!!

      Ucichła spoglądając, czarnymi, lśniącymi od łez, cudownymi oczami.

    – Kocham Cię całym sercem!! Kocham Cię nad życie!! Nic się nie liczy oprócz Ciebie!!

     W tym momencie dotarło do mnie, że uczucie, które odczuwałem, które rosło we mnie, które nie pozwalało mi myśleć to…miłość. Pierwszy raz czułem tak silne emocje, ale wiedziałem całym sobą, że to miłość. Uczucie, które zapiera dech w piersiach, uskrzydla cię, powoduje, że cały świat stoi dla ciebie otworem. Tak, tak właśnie się czułem. Radość z tego odkrycia była ogromna.

     Drżała na całym ciele. Objęła mnie za szyję i patrzyła mi prosto w oczy.

     – Ja też Cię kocham! Zakochałam się już dawno, przy naszej pierwszej rozmowie. Czułam, że ty też, ale nigdy mi tego nie powiedziałeś. Bałam się, że może jednak sobie to wymyśliłam. A może ja śnię? Powiedz mi to jeszcze raz.

     – Kocham Cię.

     – Jeszcze raz.

     – Kocham Cię.

     Ustała na łóżku, podniosła triumfalnie ręce do góry i wyszeptała:

     – Koochaaaa mnieeeee.

     Po czym rzuciła się na mnie, całując po całej twarzy.

     Jak mydlana bańka, pękły w moim sercu bariery, za którymi chowały się jeszcze jakieś uczucia, objęły moje ciało i umysł, zatopiłem się w nich bezpowrotnie. Czułem euforię i wzruszenie, chciało mi się śmiać i płakać. Chciałem ogłosić całemu światu, że ją kocham. Długo się jeszcze całowaliśmy, aż usnęliśmy w objęciach.

      Następnego dnia obudziłem się pierwszy. Sylwia nadal mnie trzymała, jakby się bała, że zniknę. Odgarnąłem jej włosy z twarzy i pocałowałem. Otworzyła oczy, a gdy tylko mnie zobaczyła przytuliła się i uśmiechnęła.

     – Myślałam że mi się tylko śniłeś.

     – Nie moja perełko, to nie sen.

     Leżeliśmy jeszcze chwilę.

     – Która godzina? – spytała.

     – Około dziewiątej.

     – To już nie ma kolegi ciotki, chodź.

     Zarzuciła koszulkę, ja slipki i zeszliśmy na dół.

     Ciotka była w znakomitym humorze. Chodziła po kuchni robiąc śniadanie i nuciła coś pod nosem.

     – Świetnie, że jesteście, właśnie miałam iść Was budzić, siadajcie do stołu.

     – Nie jestem głodna, napiję się tylko.

     – Oo, zawsze jesz śniadanie.

    Spojrzała z uśmiechem na siostrzenicę.

     – Czy stało się coś, o czym nie wiem?

     – Wczoraj wyznaliśmy sobie miłość – dziewczyna aż przysiadła z uciechy.

     Uśmiech ciotki zgasł.

     – Doprawdy? – spojrzała na mnie.

     – Tak – odpowiedziałem – kocham Sylwię.

     Marzena myślała przez chwilę.

     – Czy ty wczoraj nie straciłaś dziewictwa, co?

     – Nie.

     – Wiecie, po pierwszym razie zawsze jest euforia, ale z czasem mija.

     – Nie ciociu, naprawdę się kochamy.

     – I jesteście pewni, że to nie zauroczenie? No cóż, gratulacje – powiedziała z przekąsem – chociaż wiesz, jakie mam na ten temat zdanie. Facet nie wytrzyma przy jednej dziurze, zawsze się znajdzie inna co go zauroczy.

     Trochę mnie wkurzyła. Drwiła z naszego uczucia i jeszcze mnie obrażała.

     – Sylwia jest dla mnie jedyną kobietą, która ma znaczenie. Żadna inna się nie liczy.

     – Jeśli tak mówisz.

     – Wiesz ciociu? Mamy tylko problem.

     Jeśli miałem się z kimś podzielić moim intymnym problemem, to była to właśnie Marzena. Dobrze, że Sylwia wpadła na ten pomysł.

     – Zamieniam się w słuch.

     – Nie możemy się kochać.

     – Jak nie możecie się kochać. Wszyscy mogą się kochać. Ludzie mogą się kochać, zwierzątka mogą się kochać, nawet biedronki mogą się kochać.

     – Ale nie my.

     Dokładnie opisała jej problem, nawet z opisem pozycji.

     – Na pewno wiecie gdzie się wkłada?

     – Ciociu!! Nie rób z nas półgłówków. Wiemy jak wygląda stosunek seksualny.

     – Przepraszam… A to ci zagadka.

     Bębniła palcami o brzeg stołu.

     – Nie pozostaje nic innego, jak wizyta u ginekologa. On rozwiąże Wasz problem.

     – Dobrze, ale zapisz mnie jak najszybciej.

    Zjadłem śniadanie i poszedłem się pakować, musiałem być około południa w domu.

     – Nieee, zostań jeszcze, proszę!

     – Sylwuś, ukochana moja, wiesz że nie mogę, nie proś mnie. W następnym tygodniu mam ważne egzaminy. Od nich zależy, na którą uczelnię mnie przyjmą. Chcesz żebym nie zdał i żebyś miała chłopaka debila?

     – No ja wiem, ale ja już tęsknię.

     Roześmiałem się.

     – Przecież nie zniknę. Będę kilka kilometrów od Ciebie. I pamiętaj! Choćbym był na końcu świata, TO serce będzie bić zawsze Tylko dla Ciebie.

    Podniosłem jej rękę i oparłem o swoją klatę.

    Gdy się pożegnaliśmy, odprowadziła mnie do ulicy.

     – Kocham Cię mój podwodny kochanku!

     Zaśmiałem się i dałem buziaka.

    Radość jaka mnie przepełniała jest nie do opisania. Wracając do domu autobusem, śmiałem się do siebie, aż się ludzie odwracali.

     W domu rzuciłem plecak i pobiegłem do dużego pokoju.

     – Mamo, muszę Ci coś powiedzieć!

     – O Jezu, dziewczyna zaszła w ciążę, tak? – spytała przestraszona.

     – O, zaraz w ciążę! Ty to musisz zawsze przewidywać najgorsze!

     – Uff, całe szczęście, no to co się stało?

     – Zakochałem się.

     – Naprawdę??? – mama rozpromieniła się w sekundę.

     – Hm. – kiwałem głową i śmiałem się.

     – No cudownie, w Sylwii tak???

     – Tak.

     – A ja jej nawet nie widziałam. Masz ją przyprowadzić, muszę ją poznać, słyszysz?

     – Dobrze mamuś.

     – No strasznie się cieszę. A teraz idź się umyć, zaraz podam obiad.

     Nasze dni zaczęły wyglądać bardzo podobnie. Po załatwieniu wszystkich naszych niezbędnych spraw, pędziliśmy na spotkanie i cieszyliśmy się sobą. Chodziliśmy za rękę, przytulaliśmy się, całowaliśmy, wszystko to, co robią w filmach miłosnych, a których nie lubiłem, bo wiały nudą. A teraz sam dawałem materiał na trzy takie filmy.

     Gdzieś po tygodniu spotkaliśmy się na basenie. Jak tylko podszedłem do dziewczyn i się przywitałem, Sylwia nie wytrzymała:

     – Muszę mieć zabieg hymenotomii.

     – Co takiego? – lekko mnie wystraszyła.

     – Byłam u ginekologa i wiem, dlaczego nie możemy się kochać.

    Prawie zapomniałem o sprawie, gdyż od tamtej pory nie próbowaliśmy.

     – To jakaś operacja? – zacząłem się martwić.

     – Nie, leciutki zabieg, mam przerost błony dziewiczej. Jest taka gruba, że rozdarłbyś mi pochwę.

     – Dobrze, że poszłaś do lekarza – wtrąciła Marzena – mogliście zrobić sobie krzywdę.

     – No, zrobiłam cytologię i jak będą dobre wyniki, to zabieg mam za trzy tygodnie. Lekarz musi tylko naciąć błonę. Piętnaście minut i po sprawie.  Później trzeba odczekać miesiąc, iść na wizytę kontrolną i jeśli będzie wszystko w porządku, to nie wypuszczę cię z łóżka przez tydzień.

    Roześmialiśmy się.

    Żyliśmy jak w raju. Wszystko układało się perfekcyjnie. Egzaminy zdałem śpiewająco. Z tymi wynikami każda uczelnia była moja. Zaprosiłem  Sylwię do domu, o dziwo Ciotka puściła ją samą, chociaż mówiłem, że może jechać z nami. Nie chciała.

    Mama bardzo polubiła Sylwię, nawet ojciec kiwał głową z aprobatą.

    Jeździliśmy nad jezioro, chodziliśmy do kina, wszystko robiliśmy razem, nie mieliśmy siebie dość.

    Umówiłem się znów na nocleg u Sylwii. Tego dnia miałem być u niej  w południe, ale że nie mogłem się doczekać, pojechałem godzinę wcześniej. Otworzyła mi Marzena i przeszliśmy do salonu. Miała na sobie niezwiązany szlafrok.

     – Sylwia jest na górze?

     – Nie, ma badania kontrolne przed zabiegiem, nie mówiła ci?

    – Nie.

    -Widocznie zapomniała. Będzie dopiero za dwie godziny.

    -Aha – posmutniałem na tą wiadomość.

    – Nie możesz doczekać się, aż dobierzesz się do jej szparki co?

     – E, wytrzymam.

    Podeszła do mnie.

     – Bo wiesz, Sylwia mi mówiła, że jakbyś był spięty, to mogę pomóc ci się rozluźnić .

    Złapała mnie za krocze.

     – Ona się martwi, że się męczysz.

     – Nie trzeba, poradzę sobie.

    Odsunąłem się lekko, ale przytrzymała mnie.

    – Ja mam wszystkie szparki w porządku, które aż proszą się o pieszczoty.

    Jej duże piersi ocierały się o mój tors. Dawno takich nie dotykałem. Niewiele mniejsze miała Marta kumpela Anety. Widziała, że na nie patrzę, więc złapała za moją dłoń i położyła na jednej z nich. Cały czas pocierała przez spodenki mojego członka. Kiedy poczuła, że stwardniał, ukucnęła i ściągnęła mi szorty do kolan. Następnie uniosła piersi i włożyła między nie członka. Zaczęła go nimi masować , co chwila wkładając do ust dla lepszego poślizgu. Robiła to po mistrzowsku. Coś mi jednak nie pasowało. Gdzieś z tyłu głowy słyszałem cichutki, ostrzegawczy brzęczyk.

    Jednak chuć, te pierwotne pożądanie zagłuszyło ten sygnał.

    Wstała i oparła się o oparcie sofy wypinając jędrne pośladki.

    – Włóż mi w pupcię, teraz – powiedziała.

    Zrobiłem co kazała. Miała tak wyćwiczony odbyt, że prawie wciągnęła go jak ustami.

    Zaczęła poruszać się w przód i w tył.

    Ruszaj się! Ujeżdżaj mnie, mój ułanie!

    Poruszałem się rytmicznie, wbijając się po same jądra. Krew we mnie wrzała.  Zachowywałem się jak dzikie zwierzę dopuszczone do samicy w rui.

     – Kończ już! Spuść się we mnie! Chcę poczuć strzały w mojej pupci! – wołała Marzena.

     I wtedy usłyszałem szmer.

    Odwróciłem głowę i zobaczyłem stojącą  w drzwiach Sylwię. Reklamówka wypadła jej z ręki , to ona zrobiła ten hałas.  Patrzyła, ale nie mogła uwierzyć. Co chwila potrząsała głową.

    Otrząsnąłem się  i szybko wciągnąłem spodenki. Oczy Sylwii się zaszkliły.

     – Jak mogliście?

    Marzena usiadła jak gdyby nigdy nic na sofie, w ogóle nie przejęta.

     – No jak to jak? Mówiłam Ci, każdy facet jest taki sam. Właśnie Ci to udowodniłam.

     – A ty się zgodziłeś?

     – Sylwia, to nie tak. Marzena mówiła , że..

     – Kłamałam. Jakbyś był wierny, nigdy byś się nie zgodził.

    Wrobiła mnie. Nie mogłem w to uwierzyć.

    Podszedłem do Sylwii .

    – Nie zbliżaj się do mnie!

    – Sylwia to nieporozumienie!

    – Mówiłeś, że liczę się tylko ja.

    Łzy leciały jej po policzkach.

     – A ja Ci mówiłam, że mogę być tylko ja, pamiętasz?!

     – Dlaczego??? Dlaczego mi to zrobiłeś? Naprawdę nie mogłeś wytrzymać?

     – A ja Cię tak kochałam!  Ciotka miała rację! Jesteś taki sam jak wszyscy!

     – Sylwia błagam Cię, wysłuchaj mnie , nie wiem jak to się stało…

     – Nie chcę Cię widzieć! Nie chcę Cię znać! Wynoś się!

    Odwróciła się i pobiegła na górę.

    Pobiegłem za nią, ale zamknęła mi drzwi przed nosem.

     – Sylwia, błagam Cię porozmawiajmy.

    Słyszałem jej cichy płacz.

     – Kocham tylko Ciebie! Nie rób mi tego błagam! Sylwia! Marzena zaczęła się do mnie dobierać, mówiła że jej kazałaś. Oszukała mnie! Błagam Cię! Wybacz mi!

    Odpowiedziała mi cisza.

    Poczułem jak zaczyna rozpadać się mój świat.

    Marzena weszła na górę patrząc na mnie z zaciekawieniem.

     – Chyba najlepiej będzie jak już pójdziesz.

    Wyszedłem z ich domu, nie wiedząc w którą stronę iść. Szedłem prosto, później zawróciłem. Kilka razy wracałem pod jej dom krzycząc jej imię. W głowie miałem mętlik.

     – „To nie może być prawda. Boże spraw, żeby to był sen”.

    „Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę” – powtarzałem bez opamiętania.

    Do domu trafiłem wieczorem. Mama pytała co się stało, dlaczego nie śpię u Sylwii, ale zamknąłem drzwi bez słowa i rzuciłem się na łóżko. Nie spałem całą noc. Nad ranem przysnąłem, ale miałem jakieś koszmary.  Śnili mi się obcy ludzie, którzy pochylali się nade mną i wyśmiewali mnie.

     – Jesteś tacy jak inni! Nie jesteś nic wart! Zawiodłeś Ją!  Zdradziłeś! Jesteś Nikim! Nikim!

    Obudziłem się z krzykiem. Za oknem świeciło już słońce.

    Wstałem i pomaszerowałem na pieszo do dzielnicy willowej.  Gdy byłem pod jej domem,  miałem nadzieję, że mi wybaczyła. Że znów będzie cudownie.

    Zadzwoniłem, ale nikt mi nie otworzył. Wiedziałem że są w domu, auto Marzeny stało na podjeździe.

    Dzwoniłem, pukałem, wołałem, powiedziałem, że będę stał dotąd, aż mi otworzą.

     I czekałem.

    Po jakiejś godzinie drzwi się otworzyły i zobaczyłem Marzenę.

    – Ale ty jesteś namolny, wejdź.

    Zamknęła za mną drzwi i weszliśmy do salonu. Spojrzałem na sofę i zrobiło mi się niedobrze. Brzydziła mnie.

     – Czeka na górze.

    Popędziłem przeskakując po dwa stopnie naraz. Drzwi od pokoju miała otwarte. Widziałem, ze siedzi na łóżku.

     – Stój! Nie wchodź do pokoju!

    Miała czerwone oczy od niewyspania i ślady łez na policzkach.

     – Mów co masz do powiedzenia – powiedziała bezbarwnym tonem.

     – Błagam Cię, wybacz mi, to nie moja wina, kocham Cię tak bardzo, jesteś dla mnie najdroższą istotą na świecie, nie mogę bez Ciebie żyć, błagam Cię, nie odrzucaj mnie – słowa wylewały się ze mnie, zamieniając się w płaczliwy bełkot.

    Uniosła rękę,  dając znak żebym przestał. Stałem w drzwiach z opuszczoną głową.

    Wstała i podeszła wolno do mnie.

     – Powiedz mi – tylko szczerze i nieważna jest ciotka – znam ją, wiem jaka jest, nie mam do niej pretensji – powiedz mi, czy mogłeś odmówić, czy mogłeś powiedzieć ”przestań” ,czy mogłeś – nie wiem – wyjść? Tylko mów prawdę.

    Odezwałem się dopiero po chwili.

     – Mogłem – powiedziałem cicho.

     – Więc dlaczego? Dlaczego tego nie zrobiłeś?? Dlaczego???

    Staliśmy w ciszy jakiś czas.

     Sylwia złapała za klamkę i zamknęła między nami drzwi.

    Wiedziałem że to koniec.

     Mój świat zaczął się walić nie jak domek z kart. Jak ogromna budowla z kostek domina. Każda część waliła o podłoże rozsypując się na jeszcze mniejsze kawałki. Mózg zaczął dziwnie pracować. Pokazywał mi obrazy z przeszłości bez ładu i składu. Widziałem śmiejącą się Sylwię, za chwilę Marzenę jak obserwowała nas w lusterku, znowu Sylwię opalającą się nago, nagle znalazłem się pod wodą na basenie i całowałem się z nią, a w głowie kołatało mi się jej ostatnie pytanie.

    DLACZEGO?

    Usłyszałem w głowie jakieś trąbienie, coraz głośniejsze i głośniejsze.

     Dlaczego? Znowu trąbienie.

    Znowu uśmiechnięta Sylwia. Dlaczego?

    Potrzęsłem głową. Nic nie rozumiałem. Ktoś mnie popchnął.

    Stałem na środku ulicy. Przede mną stała ciężarówka i trąbiła co chwila.

     – Dlaczego stoisz na ulicy? Chcesz żebym Cię zabił??

     – Wariat – dodał kierowca, ominął mnie i pojechał.

    Jacyś ludzie zebrali się i patrzyli na mnie.

     – No właśnie Dlaczego?? – zapytałem ich.

     Nie wiedziałem, czy to sen czy jawa.

    Świat zawirował.

     – Halo! Słyszysz mnie? Dobrze się czujesz?

    Zobaczyłem drabinkę od basenu i zgrabne nogi.

    „Boże, przecież tak poznałem Sylwię, cofnąłem się w czasie? Czy to możliwe?

    – Spoko, nic mi nie jest, zawsze tak skaczę – odpowiedziałem dokładnie jak wtedy.

     – O czym on mówi? – pytały obce twarze.

    Ktoś pociągnął mnie za ręce. Sylwia?

    Uśmiechała się do mnie w wodzie i zanurkowała. Zrobiłem to samo. Usiedliśmy na dnie i całowaliśmy się długo i namiętnie. Nie chciałem wypływać. Chciałem tam zostać z nią na zawsze.

    Czyjeś ręce mnie złapały.  Poczułem ukłucie. Miałem igłę ze strzykawką wbitą w ramię. Paranoja. Znowu jakieś twarze pochylone nade mną, jak w tym koszmarnym śnie.

    – Zostawcie mnie! Was nie ma!

     – Kim jesteś? – zapytała obca twarz.

     – Jestem Nikim!

    Zacząłem się śmiać jak wariat.

     – Nie jestem nic wart. Zawiodłem  Ją.

    – Dlaczego? – znowu ta potworna obca twarz.

    Zachichotałem.

    No? Dlaczego? – zapytałem.

    Znowu ukłucie.

    Jestem na basenie. Płyniemy z Sylwią pod wodą. Ależ szybko płynie. Jest coraz dalej i dalej, nigdy jej nie dogonię. Im mocniej machałem rękami, tym wolniej płynąłem.

    – Sylwia! Zaczekaj!

    Jesteśmy u niej w łazience. Stoimy nadzy przed lustrem. Pokazuje na coś za mną. Odwracam się, a tam jej odbicie pokazuje na coś za mną, znowu się odwracam i znowu, i znowu i tak bez końca.

     – Kim jesteś? Jak się Pan nazywa?

     – Jestem Nikim. Zostawcie mnie. Was nie ma.

    Znowu ukłucie.

    Wpadłem do wody. Powoli opadałem na dno. Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, aż zabrała mnie czarna otchłań.

    Obudziłem się.

    Nie miałem pojęcia gdzie jestem. Koło mnie siedziała mama. Była zapłakana.

     – Mamo?

     – Synku poznajesz mnie? Co ci się stało?

     – Sylwia mnie rzuciła.

     – Dlaczego?

    Zacząłem się śmiać. Głośno i długo. Dlaczego. To słowo klucz do mojego umysłu. Znów tysiące obrazów, zero spójności.

    Sylwia patrząca na mnie ze smutkiem.

     – Tak bardzo Cię kochałam. Dlaczego?

    I znów otchłań.

    Obudziłem się w swoim pokoju. Byłem ubrany, leżałem na materacu. Kolejny omam? Bolała mnie ręka, spojrzałem na dłoń. Miałem wbity wenflon.  Mózg miałem taki otępiały, że nie mogłem myśleć.

    Jak się tu znalazłem? Wstałem, ale nie mogłem utrzymać się na nogach i usiadłem z powrotem waląc plecami w ścianę. Przybiegła mama z tatą.

    – Leż synku, odpoczywaj.

     – Co się stało?

     – Nic takiego. Miałeś załamanie nerwowe.

    Próbowałem zebrać myśli, ale na próżno.  Gardło miałem wysuszone na wiór.

    – Zaraz Ci przyniosę coś do picia.

    Mówiłem to , czy tylko myślałem, sam nie wiem.

    Czy wiesz jak do tego doszło? – zapytała mama.

    – Sylwia mnie zostawiła – odpowiedziałem po dłuższej chwili.

    Dochodziłem do siebie parę dni.

    Bardzo za nią tęskniłem. Chodząc po mieście wszędzie ją widziałem. Nie mogłem się skupić na prostych czynnościach. Czas wcale nie leczył ran.

    Dni mijały jeden po drugim, a ja nie wiedziałem co ze sobą robić . Chodziłem na basen w nadziei, że ją spotkam, żeby tylko na nią popatrzeć z daleka. Niestety nie przychodziła.

      Kiedy pewnego dnia wróciłem ze sklepu, mama otwierając mi drzwi powiedziała:

     – Mam dla Ciebie niespodziankę.

    Wszedłem do dużego pokoju i o mało nie zemdlałem. W fotelu siedziała ONA. Moja najukochańsza istotka. Mój skarb. Mój sens życia. Sylwia. Nie mogłem uwierzyć, że to prawda. Może to halucynacja?

     Podeszła do mnie. Patrząc na mnie w jej oczach pojawiły się łzy. Padliśmy sobie w ramiona bez słowa. Ręce mi się trzęsły, dotykając ją.

    – Nie mogę żyć bez Ciebie. Chciałam zapomnieć, ale nie mogłam. Zbyt mocno Cię kocham.

        To było jak sen.

     Niedawno utracone uczucia powróciły. Szczęście i euforia uderzyły ze zdwojoną siłą.

    Płakałem jak dziecko. Straciłem już nadzieję, ze kiedykolwiek ją ujrzę, a teraz trzymałem ją w ramionach. Otoczenie znów nabrało kolorów. Zaczęliśmy się całować tak namiętnie, że mama dyskretnie wyszła z pokoju.

    Ze szczęścia uniosłem ją do góry i zakręciłem wokół siebie. Kiedy ją puściłem odsunęła się , wysunęła palec w moją stronę i powiedziała:

     – Wygramy tą bitwę?

     – Wygramy!

     – Damy radę?

     – Damy radę! – krzyknąłem śmiejąc się.

     – Nie bierzemy jeńców?

     – Nigdy!

    Uniosła ręce do góry i krzyknęła:

    – Wygraaamyyy!

    I rzuciła mi się w ramiona.

     – A tak na marginesie – wyszeptała mi do ucha – to jestem już po zabiegu. Obiecałeś mi tydzień w łóżku, pamiętasz?  I od teraz będziesz się kochał Tylko ze mną.

    Ps. Jak zwykle chętnie poznam opinię. Piszcie w komentarzach czy mają być dalsze części :).

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Zakochana szwagierka

    Nigdy niczego nie brakowało w moim małżeńskim pożyciu, a i wcześniej nieźle sobie z obecną żoną radziliśmy. Wiele jednak zmieniło się, gdy po dwóch lata żona zaszła w ciążę. Wyczekaną oczywiście i planowaną, a syna bardzo kocham i uwielbiam. Niemniej jakość i częstotliwość współżycia między mną a żoną spadła niemal do zera. Starałem się nadrabiać w samotności przy różnego rodzaju filmach, ale przesiąść się z motoru na rower owszem można, ale tylko raz na jakiś czas.

    Moja żona jest najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Same dziewczyny. Łączyły nas relacje przyjacielskie. Tak się składało, że jej siostra, ta starsza ode mnie o rok, zawsze najbardziej mi się podobała z nich wszystkich, ale to moja żona wcześniej skradła mi serce – tak zawsze bardzo ją kochałem i kocham nadal. Pamiętam jak kiedyś, gdy byliśmy zaręczeni moja żona – Weronika, spytała swoją siostrę Agę czy uważa mnie za przystojnego. Było to przy okazji jakichś wygłupów wspólnych.

    – Tak – odpowiedziała Aga trochę się czerwieniąc. – Na początku miałam nawet nadzieję, że się rozstaniecie i ja będę mogła się z nim spotykać.

    Uznaliśmy to za żart, ale przypatrując się jej dyskretnie przy różnych okazjach zauważyłem, że i ona mnie obserwuje. Fascynowało mnie to, schlebiało, a nawet podniecało.

    Raz, tuż przed ślubem zdarzyło nam się w trójkę spać w jednym namiocie. Kiedy obudziłem się w nocy, Aga z całej siły przytulała się mnie przez sen. Myślałem, że na takich ukradkowych spojrzeniach i pojedynczych, nic nieznaczących wydarzeniach się skończy. Aga była śliczną dziewczyną, wysportowaną, po AWFie. Byłem przekonany, że znalezienie przez nią kogoś to tylko kwestia czasu. Na razie jednak, od czasu kiedy ja zacząłem spotykać się z Weroniką, była samotna. Nawet na nasz ślub przyszła bez osoby towarzyszącej i chociaż pełniła rolę świadka, zdawała się być ciągle smutna i nieobecna. Ożywiła się tylko raz, tańcząc ze mną.

    Tamtego dnia moja żona była chora. Wziąłem wolne z pracy by zaopiekować się naszym pięciomiesięcznym szkrabem i zrobić jakieś zakupy. W tym drugim wyręczyła mnie jednak teściowa. Miałem jedynie odebrać je z ich mieszkania – mieszkali dość blisko. Teściowa poinformowała mnie również, że zakupy wyda mi Agnieszka, bo ona wychodzi. Położyłem więc malucha spać, otuliłem żonę kocem i wyszedłem. Miałem do załatwienia też jakąś sprawę na mieście. Zadzwoniłem więc do Agi, że wpadnę po zakupy w drodze powrotnej. Ucieszyła się bardzo i powiedziała, że zaczeka na mnie. Szybko uwinąłem się ze sprawami i w niedługim czasie stanąłem przed drzwiami domu teściów. Zadzwoniłem i nie czekałem długo aż się otwarły. Otworzyłem usta, żeby się przywitać i zamarłem.

    Aga stała przede mną mają na sobie jedynie seksowne koronkowe body w czarnym kolorze, spod którego przebijała jej jasna skóra. Widziałem jak doskonale jest zbudowana. Jej piersi jak dwa dorodne jabłka, nie za duże, ale też nie małe. Płaski brzuch, zgrabne ramiona i długie nogi. Lekko zarysowane obojczyki i kształtna szyja. Uśmiechała się lekko, bardzo nieśmiało, delikatnie się czerwieniąc. Długie, jasnobrązowe włosy miała rozpuszczone, podczas gdy zwykle nosiła jej związane w koński ogon.

    Zaschło mi w ustach, nie wiedziałem, co powiedzieć. Poczułem, jak w spodniach robi mi się ciasno. Wpatrywałem się w to idealne ciało, nie wiedząc, co powinienem zrobić. Jasnym było, że Agnieszka zaplanowała to sobie i pewnie liczyła, że uda się namówić mnie na coś… Nie spodziewałbym się tego po niej – była dobrą siostrą, a do tego zawsze zdawała się nieśmiała. No, ale teraz stała przede mną ociekając własną seksualnością, a ja nic nie mogłem poradzić na rosnące podniecenie. Chciałem rzucić się na nią. Zerwać z niej to ubranko, tą cienką granicę między tajemnicą a całkowitą nagością. Chciałem ją pieścić, ale przede wszystkim chciałem poczuć spełnienie. Chciałem wejść w nią. Kochać się jak szalony – choć pewnie wystarczyłaby mi krótka chwila, by osiągnąć szczyt.

    Musiała być świadoma efektu, jaki wywołała. To ona odezwała się pierwsza.

    – Wejdziesz dalej? – zapytała odrzucając na bok kosmyk włosów.

    Tytanicznym wysiłkiem woli zmusiłem się, żeby otworzyć usta i odpowiedzieć:

    – Wiesz… ja tylko po zakupy…

    Zmartwiła się, a ja nieco odzyskałem równowagę.

    – Mama mówiła, że są w kuchni – ciągnąłem. Wyminąłem ją nie zdejmując butów. Wziąłem zakupy i uciekłem. Bez słowa i starając się na nią nie patrzeć. Zresztą jej ciało miałem przed oczami cały czas.

                W domu na krótką chwilę zamknąłem się w łazience…

     

    ***

     

                Od tamtego wydarzenia minęły dwa miesiące. Jakość mojego życia seksualnego z żoną wcale się nie poprawiła. Początkowo starałem się nie myśleć o Agnieszce, ale jej obraz, takiej pięknej i seksownej, w samej bieliźnie, często sam wypływał z mojej podświadomości. Coraz też częściej przywoływałem go intencjonalnie.

                Aga ewidentnie mnie unikała. Nigdy nie było jej w domu, kiedy odwiedzaliśmy rodziców żony, do nas też nie przychodziła. Brała nadgodziny w pracy, spotykała się ze znajomymi. Wszystko właśnie wtedy, kiedy zachodziła szansa, że się zobaczymy. Było mi to na rękę, choć podświadomie chciałem ją zobaczyć.

                Przyszła zima, święta i impreza u teściów, z której ani ona, ani ja nie mogliśmy się wykręcić. Początkowo chowała się w kuchni, ale w końcu usiadła ze wszystkimi w salonie. Starałem się nie gapić, zwłaszcza, że i tym razem wyglądała obłędnie. Miała na sobie szarą obcisłą sukienkę tuż przed kolano, podkreślającą jej idealną figurę. Lekko się umalowała. Zazwyczaj siadała blisko nas, tym razem jednak zaszyła się w drugim kącie pokoju. Sam jej widok sprawiał, że krew odpływała mi z całego ciała do krocza, a w spodniach robiło się ciasno. Zamierzałem z nią pogadać, ale nie było okazji. Kiedy wreszcie wstała i wyszła z pokoju kierując się do łazienki, dyskretnie ruszyłem za nią.

                Była taka seksowna, choć tylko szła. Sukienka podkreślała wcięcie w talii. Kształtne pośladki delikatnie rysowały się pod materiałem. Nagie łydki były gładkie i smukłe.

    Wszedłem za nią do łazienki. Odwróciła się do mnie wyraźnie zaskoczona. Zrozumiałem, że nie wiem, co chcę jej powiedzieć. Gdy ona otwierała usta żeby coś odezwać, nagle złapałem ją za ramiona, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem. Na początku zesztywniała, ale zaraz sama mnie objęła. Odpowiadała na pocałunki nieporadnie, jak ktoś, kto nigdy tego nie robił, ale nadrabiała to zapałem. Reagowała na każdą zmianę w pocałunku. Kiedy wsunąłem język w jej usta, sama tego spróbowała. To był długi, namiętny pocałunek. Nie przerywając go zjechałem wargami z jej ust całując namiętnie jej szyję. Dyszała mocno z całej siły przytulając się do mnie. Nie wiem o czym myślałem. Zatraciłem się w tej chwili. Językiem dotknąłem płatka jej ucha, potem małżowiny. Jęknęła cicho. Moje dłonie przez materiał sukienki pieściły jej piersi i pośladki. Były jędrne i twarde. Całkowicie mi się oddała. W przebłysku przytomności przerwałem na chwilę pieszczoty by przekręcić zamek w drzwiach łazienki. Tylko tego jeszcze brakowało, żeby ktoś nas przyłapał. Teraz zaś byłem tak podniecony, że nie mogłem przestać. Nie zamierzałem przestać. Delikatnie pchnąłem ją na ścianę. Oparła się plecami. Dłonie wsunąłem pod ciasną sukienkę. Masowałem jej pośladki całując jej dekolt, a w końcu podciągnąłem skraj materiału powyżej pępka. Lizałem jej płaski brzuch ciesząc się lekko zarysowanymi mięśniami.

    – Wyglądasz cudownie – wysapałem z językiem na jej pępku. – Uwielbiam twoje ciało.

    – To dla ciebie. To zawsze było dla ciebie – wyjęczała cicho. Miała zamknięte oczy, a wyraz ekstazy gościł na jej twarzy.

    Przesunąłem usta niżej jednocześnie zsuwając jej majtki. Białe, z głową Hello Kitty z jednej strony. Nie wiem, jak zapamiętałem ten szczegół, bo nie to mnie w tamtej chwili interesowało. Jej włosy łonowe były ciemne. Bujne, ale przystrzyżone. Ich kępka zdobiła wzgórek łonowy. Z ochotą zanurzyłem w nich nos. Poczułem jak się spina, jak głośno i mocno wciąga powietrza. Usłyszałem stłumiony jęk i zrozumiałem, że mocno zagryza zęby, aby nikt niepowołany jej nie usłyszał. Lekko ugięła nogi i rozszerzyła uda, zachęcając mnie do zatopienia się jej skarbie. Językiem dotknąłem warg sromowych. Zassałem maleńką kuleczkę łechtaczki. Pracowałem dzielnie językiem i ustami, a ona niemal wiła się nade mną. Soki wypływały ciurkiem z jej szparki, a ja lizałem i całowałem jak szalony. Pierwszy raz od dawna czułem niebiański zapach kobiecego łona i woń ta upajała mnie. Poczułem jej dłonie na głowie. Mocno docisnęła moją twarz do swojej szparki i zrozumiałem, że szczytuje. Przez chwilę nie mogłem złapać oddechu. Zaraz jednak jej ręce przesunęły się na moje barki i pociągnęły w górę.

    – Wejdź we mnie – wyszeptała drżącym głosem, gdy nasze twarze znów znalazły się na tej samej wysokości. – Proszę.

    Jej palce powędrowały do mojego paska, ale nie była w stanie sobie z tym poradzić. Za bardzo drżała. Pomogłem jej. Zsunąłem spodnie razem z bokserkami. Moja męskość sterczała dumnie lekko połyskując od śluzu. Oczy rozszerzyły się jej w podnieceniu. Chciała go dotknąć, ale jej nie pozwoliłem. Łapiąc za biodra przekręciłem ją tyłem do mnie. Dłońmi oparła się o ścianę i pochyliła lekko rozstawiając nogi. Widok odezwał się dreszczem gdzieś w dole moich pleców. Jej błyszczące od soków łono przyciągało. Złapałem moją męskość w dłoń i zbliżyłem się powoli. Czułem jak pulsuje, gdy ustawiałem go naprzeciwko wejścia do jej groty.

    – Wejdź, szybko. Proszę… – jęczała urywająco.

    Oparłem prącie o jej srom – westchnęła głęboko – i pchnąłem delikatnie. Wszedł gładko, ale tylko do połowy. Poczułem się niebiańsko. Aga syknęła, wiedziałem, że ją zabolało, ale nie przestałem. Czułem lekki opór. Powoli ruszałem biodrami zagłębiając się co raz głębiej. Widziałem, że mój penis zaróżowił się od jej dziewiczej krwi. Nie jęczała. Oddychała głęboko i poruszała się wraz ze mną. Od początku czułem, że nie wytrzymam długo. W ostatniej chwili wyszarpnąłem z niej penisa wiedząc, że zaraz eksploduję na posadzkę. Agnieszka okazała się szybsza. Opadła przede mną na kolana i błyskawicznie wzięła moją męskość w usta. W tej samej chwili doszedłem z cichym jękiem. Raz po raz wydostawały się ze mnie porcje nasienia, a ona wszystko to spijała jak najprzedniejszy nektar. Zamglonym z przyjemności wzrokiem nie wyraźnie dostrzegałem jej twarz. Moja żona nie raz pieściła mnie ustami, ale nigdy nie pozwoliła mi w nich dojść. Było mi cudownie, a orgazm, którego doświadczyłem był chyba najpotężniejszym z moich dotychczasowych. Czułem, że świat wokół wiruje. Miałem wrażenie, że wszechświat się wali i powstaje na nowo.

                Gdy wreszcie mój członek przestał pulsować nasieniem, Agnieszka po raz ostatni przejechała językiem po jego główce wywołując u mnie dreszcz. Po czym podniosła się, obciągnęła sukienkę w dół i z uśmiechem ruszyła w stronę drzwi. Po drodze cmoknęła mnie w policzek. I wyszła.

                Wiedziałem, że to nie był na ostatni raz.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Hredhel

    Jest to moje pierwsze opowiadanie, które napisałem po dłużej przerwie. Poprzednie, pod tytułem “Cicha woda” zaginęło gdzieś w odmętach internetu. Być może kiedyś je odnajdę lub odtworzę. Dziś przedstawiam wam “Zakochaną szwagierkę”. Liczę na na wasze komentarze.

  • NimfoMaria

    31.12.1989

    Maria była seksowną szesnastolatką o długich zgrabnych nogach, szczupłej talii, potężnym biuście oraz kruczoczarnych włosach opadających jej do ramion. Każdej nocy z wielkim zapałem relaksowała się przy filmach dla dorosłych puszczanych z kaset ojca. Regularnie uczęszczała do kościoła i rozumiała, że jej zachowanie jest niestosowne, mimo to nigdy nie mogła powstrzymać się od wykorzystania okazji. Robiła to zawsze późną porą, kiedy rodzice już spali, ostrożnie zakradała się do ich sypialni, sięgała do szuflady ojca, zawsze czuła wtedy lekki niepokój, jednak treść kaset była dla niej najważniejsza. Następnie udawała się z seks-taśmami do salonu, żeby odpalić upragniony film i gładzić dłonią gołą cipkę. Zawsze gdy sięgała ręką pomiędzy swoje zgrabne uda wszystko inne traciło dla niej znaczenie, musiała jedynie uważać żeby być cicho i uniknąć nakrycia. Każdej nocy kończyła ostrym orgazmem, odłożeniem kaset i spokojnym snem. Pewnej nocy Maria została sama, ponieważ jej rodzice wyjechali na sylwestra. Gdy tylko usłyszała o całonocnym wyjeździe rodziców, od razu wiedziała jak spędzi ten czas. Po pożegnaniu się z rodzicami i upewnieniu się, że odjechali, Maria bez zastanowienia ruszyła w stronę szuflady rozkoszy, aby chwilę później móc rozkoszować się ostrym palcowaniem w akompaniamencie dzikiego seksu na ekranie telewizora. Z chwili na chwilę jej ruchy były coraz szybsze, a uciecha coraz większa, jej głośny oddech przerodził się w cichy jęk. W końcu nie musiała się ograniczać, była sama i mogła się zabawiać jak tylko chciała, przyjemność była ogromna, chciałaby aby ten moment trwał wiecznie. Po kilkudziesięciu minutach erotycznych rozkoszy, zmęczyła się już od ciągłym penetrowaniem szparki. Postanowiła zrobić sobie przerwę, pod wpływem emocji oraz czystej ciekawości zdecydowała się zerknąć do barku, nigdy wcześniej nie próbowała alkoholu, bo uważała go za rzecz zbędną i zwyczajnie nie miała okazji. Tym razem jednak, w sylwestra, uznała że to najwyższy czas, wyciągnęła pierwszą lepszą flaszkę, otworzyła i zaczerpnęła sporego łyka. Trochę ją skręciło, ale przeszyło ją przyjemne ciepło, nie myśląc wiele wypiła drugiego łyka. Nim się obejrzała, była już pijana, wtedy zrozumiała, czuła się przyjemnie będąc w takim stanie. Ostatkami świadomości pozbyła się dowodów na intymne igraszki, położyła się do łóżka i zasnęła niemalże natychmiast.

     Nazajutrz obudziły odgłosy rodziców którzy właśnie wrócili do domu, wstała z łóżka z silnym bólem głowy spotęgowanym wyrzutami sumienia, dotarła wtedy do niej powaga wczorajszego występku. Tamta noc była cudowna, korzystanie z naturalnych przyjemności jest niesamowite, ale też jest ciężkim grzechem i właśnie dlatego Marię tłamsiło poczucie winy. Gdy tylko weszła do kuchni, aby zrobić sobie jakieś kanapki, na widok rodziców zaczęła się zastanawiać jakby zareagowali gdyby się dowiedzieli, oraz jak niemądrze robiła tak często ryzykując przyłapania. Maria miała bowiem bardzo surowych rodziców. Wiedziała jednak, że nie może trzymać tego w sekrecie, nie wytrzymałaby takiego stresu, wiedziała także, że jedyna osoba której może zaufać i która na pewno nikomu się nie wygada to ksiądz Maciej.
     Jeszcze tego samego dnia poszła do kościoła, a tan niepewnie w stronę konfesjonału, aby wyznać starszemu przyjacielowi swoje grzeszki. Znała ona bowiem Macieja od bardzo dawna, utrzymywała z nim dobry kontakt od kiedy ten zaczął służyć w parafii, Maria miała wtedy 9 lat. Gdy tylko uklękła na przeciw Macieja serce zaczęło bić jej szybciej, bała się że jeśli ksiądz dowie się jaka jest naprawdę to zwyczajnie się od niej odwróci.

    .-Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – przywitała się nerwowo

    -Na wieki wieków amen – odrzekł zaciekawiony przewinieniem Marii ksiądz

    -Proszę księdza, ciężko zgrzeszyłam – powiedziała speszona, Maria szeptem – wczorajszej nocy – ciągnęła zastanawiając się jak ubrać w słowa swój występek – złamałam ślubowanie trzeźwości.

    Na twarzy Macieja pojawiło się niemałe zdumienie, Maria przecież zawsze była taką pilną uczennicą, zawsze unikała złego towarzystwa, nigdy by się tego po niej spodziewał, nie wiedział wtedy, że nie powiedziała jeszcze wszystkiego.

    -Pan odpuścił tobie grze…

    -Proszę księdza, chciałabym wyznać coś jeszcze – przerwała nagle Maria – Kiedy byłam pijana coś mnie skusiło do złej rzeczy. Kiedyś w szufladzie mojego ojca znalazłam kasety z filmami dla dorosłych – Macieja wprawiło to w niemałe zakłopotanie – Byłam sama w domu, nie miałam co robić. Zabawiałam się ze sobą przez dość długi czas – po tych słowach Maciej aż poczerwieniał, nie był w stanie wyzbyć się wizji masturbującej się Marii z głowy.

    -Nie miałam wtedy wrażenia, że robię coś złego. Sprawiło mi to niemałą przyjemność – zapomniała się Maria – szczerze mówiąc powtórzyłabym to gdyby nie fakt, że to ciężki grzech.

    Maciejowi serce waliło jak młotem, oddychał ciężko, gdyby tylko mógł sam wziąłby się za uroczą Marię, sprawiłby jej przyjemność, która w gruncie rzeczy nie jest taka zła.

    -Pan odpuścił tobie grzechy idź w pokoju Chrystusa. – powiedział tak przeciętnie jak tylko mógł

     -Bóg zapłać – rzekła Maria po czym śpiesznie udała się, aby zasiąść w ławie i czekać na rozwój wydarzeń, którego nie mogła przewidzieć.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jolanta Rabczak

    Natępne części wkrótce, albo nie, nie wiem

  • Sedzia, cz. 2.

    Część 2.

    – Męcz się, suko, męcz. Będziesz łatwiejsza. A my jeszcze dołożymy coś gratis – obiecał „Mały”, kiwając głową.

    Damian spojrzał na niego z uśmiechem. Miał dość wycia Krystyny i puścił ciągniętą w górę pierś. Wycie urwało się, ale załkała z bólu. Spojrzeli na siebie i wzruszyli ramionami.

    – Sama się dopraszała – westchnął mężczyzna.

    W jego spojrzeniu rozbawienie mieszało się z niedowierzaniem. Pochylili się, zaczęli macać jej piersi, grzebać przy łechtaczce, wkładać palce do pochwy i odbytu. Ciągnęli za ucho, szarpali za włosy, zatykali nos, obserwując, jak czerwieni się, walcząc o dostęp do powietrza. Strzelali palcami w brodawki i śmiechem kwitowali mimikę, wskazującą na ból spowodowany trafieniem. Robili to, na co mieli ochotę. Ich pobudzenie rosło, bo i sytuacja była szczególna. Trzech ubranych mężczyzn panowało nad nagą, bezwolną i kiedyś arogancką kobietą. Ten kontrast jeszcze dodatkowo ich podniecał.

    – A może zrobić z niej gwiazdę filmową? Rynek filmów dla dorosłych przyjąłby taką babkę – głośno zastanawiał się Jerzyk.

    Kiedy usłyszała tę propozycję, wpadła w panikę i natychmiast całą sobą starała się dać do zrozumienia, że absolutnie nie zgadza się z takim pomysłem! Pobłażliwie i w milczeniu przyglądali się jej protestom. Kogo obchodziło jej zdanie?

    #

    Na coraz bardziej brutalny dotyk związana kobieta reagowała zduszonym krzykiem. Była przestraszona. Na przemian to jeden, to drugi lub trzeci uderzał ją w twarz, uszczypnął w pośladek, ścisnął sutek albo brodawkę, pomacał pierś, uderzył w piętę. Na tyle sposobów i tak często ją obmacywali, że w końcu przestała reagować krzykami na kolejne, bolesne bodźce. Uderzenia w twarz też zrobiły swoje. Jak na jej wiek, biust prezentował się efektownie. Szarpali go w różnych kierunkach. Teraz podrygiwała od uszczypnięć w pośladki i drgań wibratora wetkniętego do odbytu przez Jerzyka. Nadal trzymali ją, szeroko rozwartą, za nogi nad kostkami.

    – Jeszcze trochę podkręcisz obroty, a odtańczy nam całe „Jezioro łabędzie” – rozochocony Damian przyglądał się, jak kobieta daremnie próbuje walczyć z narastającym podnieceniem i pozbyć się wibratora.

    Kiedy ich już nic nie ograniczało, skoncentrowali się na ulubionych częściach jej ciała i gadżetach. Szybko podniecali się. W ogóle nie przejmowali się jej protestami, które jedynie podniecały i bawiły. Ich rówieśniczki były znacznie bardziej żwawe, o atrakcyjniejszych ciałach, a też ulegały brutalnej presji podczas seksu.

    – Suczko, odpręż się. Zabawa dopiero rozkręca się – uśmiechnął się Damian.

    Lubił ją ostro traktować. Ekscytował się jej strachem. Z dobrze ubranej, wyniosłej, zamożnej, pewnej siebie dojrzałej kobiety zostawała przestraszona, potargana, posłuszna i z rozmazanym makijażem naga suka, która czekała na kolejne polecenia i ostre rżnięcie.

    Po wszystkim zawsze leżała ospermiona, opluta, z rozrzuconymi rękoma i nogami, długo odpoczywała, zanim z wysiłkiem podniosła się i poczłapała do łazienki. Wtedy lubił zmuszać ją do kolejnych pieszczot. Śliną rozmazywał jej makijaż, kiedy obciągała mu, a on, szarpiąc jej włosy regulował tempo ruchania w usta i moment wytrysku. Zawsze starała się połknąć. Któryś z kolegów podchodził od tyłu i ruchał ją albo wciskał w nią sztucznego penisa. Takie zabawki przywiozła sobie z Zachodu i czasami zabierała na spotkania z nimi. Wypełniali każdy jej otwór, a wówczas była ich posłuszną zabawką. W pracy rządziła i dominowała, tutaj służyła uległa i posłuszna, gotowa na każde ich polecenie. Ale dzisiaj…

    #

    Dzisiaj było nieco inaczej. Jej humory prowokowały do brutalności. Nie lubili, kiedy zachowywała się arogancko, bo skończyli swoją „pracę” i mieli wyjść. Dzisiaj spróbowała ich wyrzucić i nieświadomie przekroczyła cienką linię, która doprowadziła do buntu. Szarpali kobietę, podduszali, kolejne niezbyt mocne razy spadały na jej ciało.

    Kiedy uspokoiła się, wyczerpana brutalną lekcją uległości, jaką odebrała, wyjęli wibrator z odbytu i slipy z ust.

    – Zaczniesz wrzeszczeć, to uśpimy ciebie. Jasne? – Damian uprzedził kobietę.

    Kiwnęła potakująco głową i głośno przeklęła, kiedy pozbyła się knebla, a potem ubliżyła im kilkoma wulgarnymi epitetami i ponownie zaczęła wyrzucać z apartamentu. Po chwili niemego zaskoczenia mężczyźni zaczęli ją szczypać, oklepywać, szarpać. Za późno zrozumiała, że popełniła błąd i musi wycofać się. To nie był najlepszy moment na stawianie warunków w tak agresywnej formie. Przegrała.

    – Proszę, dość! Panowie, proszę – szybko zrozumiała, że pogorszyła swoją sytuację i może zapłacić wysoką cenę. W jej przypadku zbyt wysoką. Nie myślała o pieniądzach. Mogła oddać im wszystkie pieniądze, które miała przy sobie. Coś bełkotała, ale żaden nie słuchał.

    – Coś ty powiedziała, suko? – Damian nagle wstrzymał rękę, którą chciał wymierzyć siarczystego klapsa. Szarpnął ją i posadził obok siebie.

    – Proszę, weźcie wszystkie pieniądze, które mam przy sobie.

    – Ooo, to prezent?

    – Tak, proszę – drżała z nerwów, ze strachu przed nieznanym dalszym ciągiem spotkania.

    Damian otworzył torebkę, którą podał Jerzyk i przeciągle gwizdnął, wyciągając zwitek banknotów. Żaden z nich nie zarobiłby tyle w ciągu roku!

    – Patrz, ile ta suka wozi na drobne wydatki – pokazał „Małemu”. Jerzyk tylko otworzył usta z wrażenia.

    – No, za tyle jeszcze długo możemy ciebie jebać – „Mały” czuł się w obowiązku zarobić na taką kasę. Damian właśnie wpadł na pomysł i sięgnął do swoich spodni.

    – Nie, już dość! Proszę! Zapłaciłam wam tyle! Błagam was! – stęknęła płaczliwie, kiedy Damian wykręcił jej rękę i odwrócił, kładąc na brzuch na łożu. Milczący Jerzyk powoli zaczął wchodzić do odbytu. Bała się tak dużego penisa w odbycie.

    – Przecież powiedziałaś, że możemy wziąć pieniądze. Powiedziałaś, że to był prezent – Damian delektował się jej strachem i zaciskał na szyi pętlę z paska od swoich spodni.

    – Proszę, na dzisiaj starczy. Proszę, kochani – wystękała, z trudem łapiąc oddech. Próbowała chwytać ich i potrząsać ramionami, błagając, ale Jerzyk właśnie wszedł do połowy i przekręcił ją na bok, złapał za rękę. Leżała bezbronna. Powoli ruchał, zagłębiając się. Krystyna jęczała, przeżywając ból rozpychanego odbytu.

    #

    Damian odchylił jej tułów, położył się na twarzy kobiety, przycisnął całym ciałem i wepchnął penisa do ust. Szarpnął paskiem i ruchał ją w usta:  

    – Obciągaj! Tylko delikatnie – zaznaczył z uśmiechem, doskonale wiedząc, że kobieta walczy o każdy oddech.

    „Mały” przyglądał się z rozbawieniem trójce. Kobieta bezradnie szarpała nogami. Powoli traciła siły. Jeszcze trochę i znowu będzie bezwolną zabawką w ich rękach. Zrobią z nią wszystko, co zechcą, bo ona zgodzi się na wszystko. Dał znak Jerzykowi. Chłopak cofnął swoją nogę, podniósł górną nogę kobiety i umożliwił koledze wejście do pochwy. „Mały” klęczał na prawej nodze za nimi, lewą opierał o podłogę i wchodził do pochwy. Powoli ruchał kobietę, a obok ręki Damiana sięgnął po drugą pierś. Macali je i co chwila mocno ściskali brodawki. Drgnięcia ciała sygnalizowały, że sprawiali ból. Przyjemnie było trzymać kobietę za piersi i wiedzieć, że niczego im nie odmówi. Była od nich w jakimś stopniu zależna i nigdy podczas seksu nie odważyła się ostro zaprotestować.

    Wbrew głośnym protestom Krystyna czerpała satysfakcję z takiego seksu. Jednak dzisiaj przyjemność odbierało jej brutalne zachowanie mężczyzn i kłótnia, w której im uległa. Nie wiązała tego ze swoją arogancką reakcją.

    Dzisiaj po raz pierwszy zareagowała ostro po seksie i nagle potraktowali ją jak zwierzątko doświadczalne. Nie zmienili ułożenia kobiety, ale właśnie powoli zmieniali się w jej otworach. Ciężko oddychała, ale nie odważyła się oponować. Otwierała i zamykała usta, patrzyła na nich ze strachem, ale nic nie mówiła. Zaczęła głośno jęczeć, kiedy „Mały” wszedł do odbytu. Damian wbił się w pochwę, a Jerzyk wypełnił jej usta:

    – Posmakuj swojej dupy, dupo – stęknął. Parsknęli śmiechem. Penisem systematycznie rozpychał policzek. – Łykaj wszystko! – rozkazał, kiedy otworzyła usta. Splunął kobiecie na twarz, na chwilę wyjął penisa i zgarnął ciecz do ust. Chłopak ponownie wepchnął członek, a Krystyna energicznie lizała. Jerzyk uśmiechnął się triumfalnie.

    – Taka uparta kurwa, ale da się wychować – Damian był pełen optymizmu.

    Jako jedyny nie wytrzymał i spuścił się. Wybrał usta.

    #

    Kiedy wreszcie zeszli z niej, spoceni, zdyszani, ale zadowoleni i z uśmiechami na twarzach, „Mały” wpadł jeszcze na jeden pomysł:  

    – Ej, suczko, siadaj na mnie, ale tyłem! – zarządził.

    Drgające ze zmęczenia ciało, zgarbionej i  rozczochranej kobiety, nagle wyprostowało się.

    – Jak? Jeszcze raz?! – przestraszona patrzyła na nich. Grzywka prawie zakryła jej oczy.  

    – Suko, siadaj, a nie pytaj! – Damian pchnął ją do kolegi, leżącego na plecach. Potem chwycił pasek jak smycz i strzałem w tyłek zmusił Krystynę do pośpiechu. Przestraszona siadała na nim. Rzucała wzrokiem, obserwując pozostałych. Ostrożnie zaczęła jeździć na penisie.

    – Damian, wejdź w nią obok mnie – „Mały” zaprosił kolegę.

    – Och, nie! Panowie, kochani, proszę was! – prawie płakała, kiedy dotarło do niej, co chcą zrobić. Nie miała związanych rąk, ale rozpaczliwa gestykulacja nie pomogła.

    – Zamknij się – warknął Jerzyk. Nawet jego zaczęła irytować. Damian pakował się w kobietę. Mimo wszystko zdołali wejść w nią. Ona najpierw jęczała, szarpała się, błagała ich, potem wyła i miotała się, ale i tak nie puścili jej. Obiecywała im różne rzeczy, ale tylko rechotali rozbawieni jej strachem i uległością. Damian ruchał ją i szarpał pierś. Jerzyk sięgnął po wibrator i wepchnął go w usta Krystyny. Najpierw krzyczała z bólu, kiedy dwa twarde penisy nadmiernie rozciągały pochwę, teraz kwiliła z bólu. Wzmogła się aktywność obydwu chłopaków. Obydwaj stękali z podniecenia, ruchając ją. Wypluła wibrator.

    – Och… Już dość, proszę! Och! – stękała, chociaż nie liczyła na ich reakcję.

    – Dobra, zmiana! – Damian wysunął się i puścił Jerzyka. „Mały” znowu bawił się jej piersią.

    – Nie! Błagam, nie! – była przerażona. Widziała jego penisa i bała się, że rozerwie ją. Jego członek był grubszy niż kolegów.

    Jerzyk podszedł do niej: 

    – Najpierw nawilż go – polecił stanowczym głosem. Szybko złapała ustami i gorliwie lizała penisa. Kiedy lśnił od śliny, Jerzyk bez słowa wycofał się z jej ust i w nagrodę poklepał po policzku. Potem wszedł w pochwę. Kobieta wyła, kiedy wchodził w nią. Cały czas patrzył z uśmiechem w jej oczy. Damian złapał ją za głowę i jedną dłonią zakrył usta. Mimo szamotaniny, nie zdołała zsunąć się z penisów. Jerzyk założył jedną nogę na ramię i teraz kobieca stopa podrygiwała w powietrzu w rytm uderzeń jego penisa.

    #

    Mężczyzna chyba lubił gadżety. Kiedy skończył spółkować, a koledzy wciąż obmacywali sędzię, polecił, żeby ją postawili na podłodze. Stała w lekkim rozkroku, rozglądała się niespokojnie, nie wiedząc, co ją czeka. Jerzy podał mały przedmiot „Małemu” i kazał go włożyć do odbytu. Rozbawiony mężczyzna spojrzał. To był dezodorant, ale mniejszych niż zwykle rozmiarów. Wzruszył ramionami i wepchnął go w kobietę. Jęknęła. Jerzyk włączył i wepchnął wibrator do pochwy. Wyjął z kosmetyczki kobiety rolkę plastra i solidnie zakleił gadżety w jej otworach. Na polecenie ubrała szpilki, wyprostowała się. Jerzyk ustawił nagą Krystynę w rozkroku i trzymał koniec paska, który pełnił rolę smyczy z obrożą. W takiej pozycji pokazał kolegom kobietę. Posłusznie wykonywała polecenia, chociaż nie rozumiała ich celu. Na komendę ręce trzymała za głową, pod piersiami, na biodrach, za plecami… Była zadowolona, że oglądają ją zamiast znęcać się nad nią. Zapomniała o zmęczeniu.

    On w tym czasie siedział w fotelu i wyciągniętą stopą pocierał łechtaczkę. W pewnym momencie, kiedy uspokoiła się, oswoiła z poleceniami i sądziła, że przyzwyczaiła się do wibratora, jego działanie stało się bardziej odczuwalne. Kobieta podniecała się, jej twarz i ciało zaczęły reagować na stałe, silne bodźce płynące z pochwy. Nieregularne i o zróżnicowanej sile bodźce płynące z masowanej łechtaczki potęgowały podniecenie.

    #

    – Stój nieruchomo! – polecił rozbawiony Jerzyk.

    Miała trudności z utrzymaniem równowagi. Podniecenie rosło. Chciała ugiąć nogi, złagodzić działanie wibratora. Dezodorant w odbycie uciskał ścianki i wzmacniał działanie wibratora.

    – Pomasuj piersi, pobaw się nimi! – Jerzyk rzucił kolejne polecenie.

    Dla niej było to jak wybawienie. Z ulgą dotknęła piersi i macała je. Podniecenie płynące z pochwy trochę zelżało, ale piersi okazały się bardzo wrażliwe. Miętosiła je z przyjemnością i czułością, na jaką rzadko potrafią zdobyć się mężczyźni.

    – Możesz lizać cycki! – pozwolił Jerzyk. Przyzwolenie brzmiało jak nakaz i tak je potraktowała.

    Koledzy z rozbawieniem przyglądali się podnieconej kobiecie, która tańcząc, powoli zapominała się. Ciągnęła piersi, żeby dotknąć ich językiem. W końcu jej się udało. Podkręcili muzykę.

    – Możesz poruszać się w rytm muzyki, ale tylko w miejscu! I dalej baw się cyckami! – pozwolił Jerzyk.

    Z politowaniem patrzyli jak podstarzała, uroczo rozczochrana sędzia kręci tyłkiem, liżąc cycki. Wobec nich potrafiła być wyzywająca. I chciała! Czasami gwałtownie drgała, na chwilę przerywając pląsy. Wibrator działał i nie potrafiła opanować podniecenia. W końcu nie wytrzymała. Dotknęła łechtaczki i zaczęła onanizować się przy nich.  Z zainteresowaniem przyglądali się pokazowi.

    Przymknęła oczy, ugięła nogi w kolanach, poruszała pupą i głośno stękała. Cały czas miała otwarte usta. Jęki stawały się coraz głośniejsze. Przyśpieszyła pocieranie łechtaczki i… wreszcie doszła! Przeciągły jęk sygnalizował koniec pieszczot. Znieruchomiała w takiej pozycji.

    Wstali jak na komendę. Kilkoma szarpnięciami odkleili plaster, wyjęli wibrator i dezodorant, położyli kobietę na łożu. Półprzytomna po zaspokojeniu, jeszcze leżała na boku z otwartymi ustami i cicho pojękiwała, kiedy wypełniali trzy otwory.

    – Och, wy… – nie potrafiła powiedzieć nic więcej. Przeżyła kolejny orgazm, teraz oni zaspokajali ją, więc cieszyła się. Przycisnęła pośladek mężczyzny, który wszedł do pochwy i gorliwie zaczęła lizać penisa, wepchniętego w usta.

    #

    Kiedy skończyli zmiany, spuścili się na nią. Ślady spermy były widoczne na jej twarzy, piersiach, brzuchu i rękach. Wyczerpana kobieta leżała nieruchomo, ale nie było jej dane odpocząć.

    Jerzyk wrócił z łazienki ze zwiniętym, mokrym ręcznikiem i stanął z boku łoża, Damian ze swoim paskiem stanął z drugiej strony. „Mały” przykrył jej głowę poduszką, usiadł na niej i chwycił kobietę za nadgarstki. Krystyna leżała na brzuchu i kiedy zaczęło jej brakować powietrza, zrozumiała, że dzieje się coś niepokojącego. W proteście wierzgała nogami. Za późno. Szybko słabła.

    Zaczęła szarpać tułowiem, kiedy na jej plecy i pośladki spadły pierwsze razy. Nie były zbyt mocne, ale była bita! Nie wiedziała, jak długo potrwa ta kara, jednak bała się tych chłopaków. Była od nich zależna. Mimo jej uległości w łóżku, ukarali ją za pyskówkę i agresję. Zawyła w pościel. Kolejne razy były bardziej dotkliwe. Oberwała w podeszwy stóp i po nogach. Teraz bili, gdzie tylko chcieli. Szamotała się, kręciła, żeby uniknąć kolejnych razów. Bezskutecznie. Nagle gwałtownie szarpnęła ciałem. Trafienie ręcznikiem w krocze było wyjątkowo nieprzyjemne, bo dosięgło również łechtaczki.

    Nagle uderzenia skończyły się. Mężczyzna zsunął się z niej, zniknęła poduszka. Wzięła głęboki oddech, potem kolejne. Spocona twarz, rozmazany makijaż, nerwowe spojrzenie. Rozdygotana oddychała ciężko, plecy zdobiły pręgi, a pośladki były zaczerwienione. Piekły ją podeszwy stóp, bolały nadgarstki. Instynkt podpowiadał jej, że mężczyźni czekają na jej reakcję. Podniosła się i klęcząc na łożu, patrzyła na nich. W jej postawie nie można było znaleźć nawet śladu dominacji.

    – Panowie, przepraszam. Byłam bardzo zmęczona i stąd moja przesadna, nerwowa reakcja. Mam nadzieję, że zrozumiecie, a ja postaram się, żeby więcej nie doszło do takiej sytuacji. Zgoda?

    Pokiwali głowami, poklepali ją po pupie. Jeden z nich niespodziewanie wsadził palce do pochwy i rżnął kobietę. Mocno. Wypięła pupę, nie miała już sił, ale to było tak przyjemne, że… Padła na łoże, przymknęła oczy i z ledwo dostrzegalnym uśmiechem pojękiwała w rytm pchnięć palcami. Wysunęła rękę w bok, znalazła krocze jednego z mężczyzn. Po chwili delikatnie głaskała penisa.

     Koniec


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przygody w wiekszym gronie – termy

    Wybrałem się z żoną na termy . Postanowiliśmy się trochę zrelaksować. Miałem ochotę trochę również zobaczyć reakcję innych na cudowne ciało mojej żony. Moja żona pięknie ogoliła swoją słodką cipkę w trójkącik u góry a na dziurce ładnie wygolone wszystko. W sutki wkręciła sobie sztangę z niebieskimi gwiazdkami na bokach. Wyglądała obłędnie. Na początek udaliśmy się do sauny. W środku siedziało kilka osób w oczekiwaniu na seans z zapachem eukaliptusa i dźwiękami mis tybetańskich. Weszliśmy do środka i ściągnęliśmy ręczniki z siebie i usiedliśmy na nich. Widok mojej żony obok, nagiej powodował u mnie podniecenie. Wszedł do środka sauna master i rozpoczął sesję wachlowania i uderzania w misy tybetańskie. Zauważyłem że mojej żonie spodobał się prowadzący. Szepnąłem jej na ucho żeby trochę go pokokietowała i prowokowała i zobaczymy jak zareaguje. Moja żona wyprostowała się i uniosła klatkę piersiową ku górze eksponując swój fantastyczny biust. Kiedy prowadzący ręcznikiem wachlował przed nią , Gosia jeszcze bardziej prężyła piersi i ręką niby ścierała pot z siebie, ale przy okazji dotykała swoich piersi i Sutków , które sterczały i kusiły, do tego też rozchylała nogi tak żeby prowadzący mógł dojrzeć jej soczystą cipkę, która coraz bardziej robiła się mokra z podniecenia. Prowadzący ewidentnie zareagował, bo jego ręcznik okalający biodra ewidentnie stał się ciaśniejszy i  większy w jednym miejscu. Po zakończeniu jak gdyby nigdy nic, moja Gosia zabrała ręcznik i wyszliśmy się trochę schłodzić. Weszliśmy do basenu ze stolikami w środku i zamówiliśmy sok . obok przysiadły się dwie dziewczyny, które pamiętałem z sauny. Miały rumieńce na buzi i co chwilę spoglądały na moją Gosię. Wypiliśmy sok i usiedliśmy pod ścianą gdzie było płytko. Można się było położyć i woda zasłaniała tylko głowę, ale gdy się trochę podnieść to wtedy piersi były już widoczne. Widząc że dwie dziewczyny zerkają na nas, poprosiłem Gosię żeby usiadła wyżej i ręce oparła o brzeg za nami tak żeby jej krągłe i cudne piersi z kolczykami w sutkach były na wierzchu i kusiły. Po chwili dziewczyny usiadły obok nas z boku. Jedna z nich zapytała o kolczyki w sutkach bo też chciała sobie zrobić. Chwilę wyjaśniania i zaciekawione dziewczyny usiadły bliżej, jedna z jedne strony Gosi a druga poprosiła mnie żebym się trochę przesunął i usiadła z drugiej strony. Po chwili rozmowy jedna z nich dotknęła piersi mojej żony i zaczęła się bawić sutkiem, druga zrobiła to samo. Miałem piękny widok na moją żonę którą po piersiach pieściły dwie inne kobiety. Po chwili zaczęły ją całować i pieścić językiem po sutkach . mojej żonie to się spodobało bo zaczęła cicho pojękiwać z wyraźnej rozkoszy .całując namiętnie jej cycuszki zaczęły rękami głaskać jej cipkę. Gosia rozchyliła nogi żeby łatwiej im było i uniosła lekko nogę .moja pała stała na baczność gotowa do działania. Bardzo podniecał mnie ten widok prężącej się z rozkoszy mojej żony. Dziewczyny nie przestawały lizać jej cycuszków i jedna pieściła jej cipkę skupiając się na jej guziczku, a druga zaczęła wkładać jej palec w tyłek i pieprzyć ją tak. Długo nie trzeba było czekać. Moja Gosia doszła w momencie. Orgazm przeszywał jej ciało. Gdy doszła do siebie. Dziewczyny zaczęły się zbierać, więc zapytałem a co ze mną . ale mi odpowiedziały że mam sobie sam poradzić i każda z nich na pożegnanie dała namiętnego całusa mojej żonie i wyszły. Postanowiliśmy złapać trochę oddechu w jackuzzi. Wymyśliłem mały fortel żeby zobaczyć reakcję innych… najpierw do środka wszedłem ja  i usiadłem  w rogu. W środku relaksowało się dwóch facetów w tym jeden z nich to sauna master który ledwo wytrzymał gdy moja Gosia go zaczepiała. Przed wejściem powiedziałem jej co ma zrobić. Weszła moja Gosia. Jej cudowne cycuszki  i kolczyki w sutkach  falowały gdy wchodziła do basenu. Usiadł  naprzeciwko mnie że niby się nie znamy. Tamci dwaj pożerali ją wzrokiem gdy wchodziła do basenu. Szepnęli sobie coś na ucho. Ja mrugnąłem do żonki i ona już wiedziała co robić. Wyszła z jackuzzi i usiadła na brzegu z nogami w wodzie. Odchyliła się lekko do tyłu i rozszerzyła nogi tak żeby tamci dwaj mogli zobaczyć jej wygoloną cipkę , a sama zaczęła się po niej pieścić. To wystarczyło aby po chwili oni podeszli do niej i zaczęli ją pieścić rękami i całować po cipce. Ich kutasy już sterczały na baczność. Po chwili powiedziała żeby usiedli na brzegu i żebym ja też dołączył do nich. We trójkę siedzieliśmy na brzegu ze stojącymi pałami a Gosia z wody zaczęła po kolei brać fiuty do buzi i pieścić je językiem. Strasznie byłem podniecony tą sytuacją. Moja Gosia ostro obciągała nasze fiuty. Po chwili podszedłem do niej od tyłu i włożyłem swojego chuja do jej rozpalonej cipki, a ona Dalej pięcia tych dwóch ustami. Znowu nastąpiła zmiana i jeden z nich się położył a Gosia siadła na nim tyłem tak że nabiła się swoim cudnym tyłeczkiem na jego twardego kutasa, a ja podszedłem od przodu i wszedłem jej w cipkę. Patrzyliśmy sobie w oczy co chwilę się całując i pieszcząc jej cycuszki . trzeci gość podszedł i włożył swojego fiuta w jej usta i zaczął ją posuwać w nie. Niedługo później wszyscy zaczęliśmy dochodzić …najpierw doszła Gosia, której spazmy orgazmu przechodziły po całym ciele, następnie na raz doszli faceci w dupie i w buzi, a na koniec ja zalałem jej cipkę w środku. Po wszystkim Gosia wyczyściła nasze kutasy tak żeby żadna kropelka się nie zmarnowała…..

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    michal kowal

    michal

  • Zabawka cz. 1

    – Zamówienie, kurwa! – wydziera się mój szef.

    – Panie Robercie, wysłałem to 15 minut temu. – spokojnie odpowiadam, ignorując zaczepkę.

    – Spadki? – pyta, podejrzliwie na mnie patrząc.

    – Wymierzone, chłopaki wiedzą co robić jeszcze na dzień naprzód.

    – Cholera, to wychodzi, że nie mam na kogo powrzeszczeć. – mrugnięcie okiem i nikły uśmiech sugerują, że w istocie, nie było żadnego zagrożenia z jego strony.

    – Ja się już na kierownika uodporniłem. Ale pewnie ta praktykanta od podwykonawców niekoniecznie. – odpowiadam śmiejąc się i chowając laptopa.

    – A, tamta. Niee, zbyt długi nos. – odpowiada zachmurzony Robert.

    – Pewnie już myśli o weekendzie. Cóż, jest 16 w piątek, o czym niby ma śnić na jawie – uśmiecham się do swoich myśli, zakładając marynarkę.

    Chowam klucze do biura, chowam do wewnętrznej kieszeni marynarki telefon i zarzucam torbę z laptopem na ramię. – To do poniedziałku – rzucam na odchodnym.

    – Czekaj, jutro masz ważny dzień tak? – Robert zatrzymuje mnie w pół kroku – Powodzenia. Pokaż im, Janek.

    Na moją twarz wypływa ironiczny uśmieszek, nie mogę go powstrzymać. Ktoś mi kiedyś mówił, że nie można ze mnie wiele wyczytać, chyba nie mówił całej prawdy. Obracam się do mojego rozmówcy profilem, tak, żeby widział. I tylko kiwam głową. Potem bez słowa otwieram drzwi i wychodzę na lekko wilgotne powietrze. Tylko słabo przesiąknięte zapachem tynku i ledwo wyczuwalnym, hmm, odorem serwisu Toi Toi.

    Już niedługo – myślę do siebie.

    Zerkam na zegarek: 16:03. Dobra, jest czas. Idę do auta, po drodze pozdrawiając hydraulików spieszących do domu. Bo jutro przecież też pracują. Po drodze do auta mijam długonosą praktykantkę. Uśmiecham się do niej i macham, odpowiada tym samym. Przez chwilę mam ochotę podejść do niej i pogadać, ale szybko mi mija. Mam jeszcze dzisiaj parę rzeczy do załatwienia. Odprawa, spotkanie z ekipą, przydałoby się jakąś kolację też zrobić; odliczam w myślach idąc do mojego auta. Wzruszam ramionami.

    Wsiadam do auta i przez chwilę myślę, jak pojechać patrząc na startujące samoloty. Chłopaki zwykle się obijają przez startujące Antonovy i awionetki, niestety biuro z drugiej strony jest. Chyba przez autostradę będzie najszybciej. Odpalam, wrzucam pierwszy bieg i jazda. Trochę zwiększony ruch, na szczęście zjeżdżam przy stadionie. Lubię ten dreszczyk przy wyższej prędkości niż miastowa. 90 przechodzi w 120, 120 w 140. Lekkim autem zaczyna nosić przy wietrze, ale widzę już mój zjazd.

    15 minut później parkuję przy Parku Zachodnim. Wychodzę i idę na spotkanie z Genem, Karą i Tamką. Skąd, do cholery wzięły się te pseudonimy? Całkiem proste. Przydomek Gena, jako dowódcy całej grupy około 35-osobowej, wziął się od generała. Przy swoich 190 cm wzrostu i czarującym uśmiechu robi wrażenie na kobietach. Może szerokie bary też tu mają znaczenie, nigdy się w sumie nad tym nie zastanawiałem. Kara, liderka grupy Czerwonki, najliczniejszej bo ponad 15-osobowej drużyny, wybucha nagle śmiechem. Oczywiście na płomiennorudej piękności nic chyba nie robi wrażenia, no może poza napieprzaniem worka treningowego. Fakt, dziewczyna robi wrażenie, ale po jednym razie z obitą gębą przechodzi Ci ochota na amory. Instynktownie pocieram szczękę. Zauważa ten gest i mruga wesoło. Na co oczywiście nasza gaduła zaczął rechotać. Tamce, jako najmłodszemu i najnowszemu członkowi wydaje się, że musi wiecznie coś udowadniać. Też swojego czasu do niej startował. Jest liderem naszej grupy wsparcia, pod sobą blisko 10 osób. „Mniejsza z tym” – myślę i zaczynam się śmiać razem z innymi. Opieramy się o mostek z widokiem na fontannę i mam wrażenie, że jesteśmy na planie filmowym do Ocean`s Eleven. Chwilę trwa gadka-szmatka, ale zdenerwowanie jutrem w końcu zwycięża.

    – Gen, powiedzieli Ci, na czym stoimy? – pytam po momencie ciszy. Reszta momentalnie poważnieje.

    – Niestety. Wygląda na to, że mamy przesrane. – odpowiada – Mają przewagę. Ponad trzykrotną.

    – Nasze atuty? – pyta po długiej chwili milczenia Kara.

    – Znaczne. – parsknięcie Tamki mu przerywa – Każda nasza kamza ma wytrzymałość zależnie od zabudowania. Od jednego na najlżejszych do trzech na najcięższych. Ponadto możemy wejść na teren na 4h przed resztą. Z czego Ty skorzystasz, Janek. Chcę, żebyś wszedł o 7, i zaminował im dojście. Spowolnij ich trochę. I najważniejsze – po jednym bandażu dla każdego na wejściu, z możliwością zamiany.

    – Musimy się wszystkiego chwytać. – wzruszam ramionami. – Zasady wyznaczyli?

    – Tak, mamy utrzymać wzgórze przez 5 godzin od rozpoczęcia, około 12. Ważna informacja: zasady mogą ulec zmianie, więc pilnujcie siebie i swoich drużyn. Wiecie, że cały teren będzie okamerowany. Na ten Finalny Mecz Ligi ASG organizatorzy nie szczędzili pieniędzy.

    – Co znaczy „zmiana zasad”? – Tamka zadał pytanie, nad którym każdy z nas się zastanawiał.

    – Tego nie wiem, ale pewnie coś ciekawego. Kara, wiesz, gdzie się ze swoimi Czerwonkami ustawisz?

    – Zajmiemy pozycje zgodnie z zeszłotygodniowym ustaleniem. Nie chcę nic zmieniać, zwłaszcza, że dodatkowe punkty na kamizelkach mogą się przydać w odwrocie.

    – Tamka?

    – Co ja? Moi żółciutcy ułożą się w okolicy centrali, z moździerzem. A, właśnie, z tego co mi powiedzieli, mam do dyspozycji tylko 3 strzały z niego, więc bądźcie tak mili, i nie dajcie się wiązać w ogień zmasowany, dobra? Nie chcę was potem ratować cudaki. – pada z jego ust odpowiedź – A Ty Janek?

    No właśnie. Przystąpiliśmy do Ligi ASG, jako jedyna drużyna z Wrocławia dobrnęliśmy do Finału. Mecz Finalny polega na tym, że wszystkie inne drużyny wystawiają swoich najlepszych zawodników, formując z tego grupę uderzeniową o paskudnej sile. Z kolei moja drużyna to snajperzy, najlepsi i najbardziej zaufani ludzie, ba przyjaciele. Sam ich szkoliłem, więc wiem, co potrafią. Owies, Lewy i Domi. Mam jedną zasadę dla nich. Poza dowodzeniem, nikt inny z grupy nie ma wiedzieć, kim są. W  teren wchodzimy wszyscy w maskach, kominiarkach, ciemnych okularach albo umalowani farbami. Prowadzi to czasem do napięć, głównie przez zdejmowane po strzelankach opaski (niebieskie dla snajperów, czerwone dla szturmu i żółte dla oddziałów wsparcia). Całkowita anonimowość, i dzięki temu kontrola. Jeden się wykruszył, stwierdził że ludzie mają wiedzieć, komu dziękować za dobre rozpoznanie, czy ratujący dupę strzał. Mój dawny, serdeczny przyjaciel, który nie szanował kobiet. To, że się nie zgadzał ze mną, dobra, ale wyzywania kobiet w towarzystwie od kurew nie zdzierżę. Jedyne, czego żałuję, to tego, że go nie pobiłem na miejscu. Rozglądam się, wszyscy się na mnie patrzą.

    Taa, znowu odleciałeś myślami – Potrząsam głową, żeby pozbyć się nieprzyjemnego wspomnienia. Nie czas na to. – Niebiescy będą gotowi. Zaraz się z nimi spotykam. Ustawiamy się na wcześniej ustalonej lokalizacji – mówiąc to wyciągam telefon i pokazuję im zdjęcia – Na wprost miejsca startu reszty jest przesieka. Czyste zbocze, z widokiem na całą równinę, mamy płaski teren, przez co z dołu górki, skąd idą nie będą nas widzieć. Spadek zbocza nas osłoni, do tego domowej roboty siatki maskujące. Ustawimy się w dwóch zespołach, po każdej stronie przesieki, żeby zminimalizować widoczność. To będzie jakieś 20/30 metrów. Blisko i w razie wypadku łatwo się przegrupować. Chcesz, żebym ich spowolnił, tak? Tamka – podnosi na mnie wzrok – będę potrzebował ewentualnie jednego zrzutu na dół zbocza. Jak przejdą przez miny, będziemy ich eliminować od końca. Proste i efektywne. Potem wycofujemy się do pozycji Kary, jak nas zepchną, lecimy na zbicie karku do centrali i tam się utrzymujemy do końca. Może się udać.

    – No, to mamy wszystko ustalone. Ktoś chce coś dodać? – milczymy – Jeśli nie, to widzimy się jutro rano. Janek, o 7 wchodzisz i minujesz, Kara i Tamka widzimy się o 10 na końcowej odprawie.

    No i to by było na tyle. Rozchodzimy się każdy w swoją stronę. Muszę zajechać jeszcze do rynku, przekazać informacje Niebieskim. Wiem, że reszta ma zrobić to samo. Zerkam na zegarek, dochodzi 17. Wsiadam znowu w auto i wrzucam bieg.

    W tawernie było niewiele osób. Wygodnie, że siedzieli w jedynej loży, popijając piwo. Przekazałem im dane, rozdysponowałem, po kogo o której przyjadę i wyszedłem. Zaraz po mnie reszta. Moje Duszki. Owies, jak zwykle w czapce rasta z uszami i mierną brodą, Lewy w kapeluszu kowbojskim przywodzi na myśl jakiegoś Australijczyka, a Domi z tym razem fioletowymi włosami i czarną soczewką w oku robi upiorne wrażenie. Uśmiecham się. Bez słowa odwracam się i znikam za rogiem, po czym prawie niezauważalnie wychylam głowę z powrotem. Nie ma już Domi. Dobrze, myślę. Mrugnięcie oka później w tłumie znika Lewy.  Z kolei Owies, patrzy w moją stronę i się szczerzy. No tak, mogłem się domyślać, że moją prawa ręka będzie wiedziała, że chcę ich sprawdzić. Mrugam do niego i znikam mu z oczu. Tym razem definitywnie.

    W drodze na parking wyłapuję kątem oka ruch. Nie napinam się, idę dalej tym w tym samym rytmie. Podnoszę rękę do karku, udając że chcę go rozmasować. To pozwala mi się dyskretnie obejrzeć. Jest! Lekko z tyłu, po prawej, przy wejściu do budynku, udaje że chce wybrać numer domofonem. Czegoś moja była się jednak ode mnie nauczyła. Rzut oka trwa niewiele więcej niż wzięcie płytkiego wdechu. Zegarek pokazuje lekko po 18. Czas wracać do domu i przygotować się na jutro. Wyciągam tylko telefon i piszę SMS`a „Widziałem Cię”. Cóż, zerwanie zerwaniem, ale kontakt pozostał. Mówiłem jej, że jutro mam strzelankę. Ale, zgodnie z narzuconą przeze mnie zasadą, nie wie, jako kto. Zaczyna się ściemniać, gdy wchodzę w pierwszą uliczkę, potem następną i jeszcze kilka dla pewności. Przechodzę przez sklep z elektroniką i cukiernię jednocześnie. Nie mam pewności, dlaczego tak kluczę. Żeby się upewnić, że nikt mnie nie śledzi, z przyzwyczajenia, czy po prostu z tego, że chcę zgubić Ankę. Nieważne. Po 10 minutach kluczenia, docieram do auta. Nikogo za mną, przede mną, ani po bokach. Strzelam knykciami, po czym odpalam silnik.

    Siechnice, mała miejscowość pod Wrocławiem, na szczęście niedaleko. Wjeżdżam do garażu podziemnego i parkuję na swoim miejscu. Po wyciągnięciu zakupów z bagażnika udaję się do windy. Po drodze mijam sąsiadkę, ideał MILFa. Ubrana w lekko prześwitujące spodnie do jogi podkreślające jej idealne, wytrenowane setkami przysiadów pośladki i szerokie biodra, nachyla się nad bagażnikiem. Czterdziestolatka, którą Bóg jeden wie czemu mąż opuścił. Jej ciało można opisać jedynie jako idealne. Duże, ciężkie i jędrne piersi, lekko poddanymi działaniami grawitacji, zawsze eksponuje głębokimi dekoltami, czy to w koszulkach, czy to w sukniach. Do tego długie, umięśnione nogi z małymi stopami okrytymi sandałami.  Szczupła sylwetka, 175 cm wzrostu, cycki i dupa wyglądają niczym wyjęte spod dłuta starożytnego rzeźbiarza. Cóż, jego strata a mój zysk. Tak, od dwóch lat się spotykamy w celu wzajemnej konsumpcji swych ciał. Przy każdym ruchu emanuje wdziękiem, czy to zabierając coś z auta, czy to skacząc po moim kutasie. W ciągu sekundy jestem twardy, chcę wielbić jej ciało całym sobą.

    – Pani Karolinko, z siłowni Pani wraca? – odciągam jej uwagę od auta. Najpierw widzę jej długie blond włosy i opadającą na oczy grzywkę, potem jej urzekające oczy w kolorze zieleni, a na sam koniec jej usta. TE usta. Pełne i wydatne, stworzone do pocałunków lub ciągnięcia fiuta. Sam nie wiem, co jej lepiej wychodzi.

    – Janek, ile razy Ci mówiłam, żebyś nie tytułował mnie Panią. – odpowiada figlarnie się uśmiechając, ukazując przy tym śnieżnobiałe ząbki – Zdradziły mnie spodnie, czy kropelki potu na czole?

    – Wiem, wybacz, szacunek do Ciebie ciągle mi narzuca tę formę.– widzę ogniki w jej oczach. Ach, te jej kurwiki. Zastanawiam się chwilę i podejmuję jedyną rozsądną decyzję – Wyglądasz obłędnie w tych spodniach do jogi. Twój tyłek ma chyba ochotę wyskoczyć z nich na masaż, prawda? – przekładam zakupy do jednej ręki, żeby drugą przejechać po jej biodrze, patrząc jej jednocześnie głęboko w oczy.

    – Mmm, czaruś z ciebie, wiesz? – mówi przygryzając seksownie wargę. Czuję drgnięcie w spodniach.

    Żeby nakręcić ją jeszcze bardziej zbliżam się do jej łabędziej szyi i szepczę:

    – Ten pot dodaje Ci jedynie seksapilu – wystawiam język i lekko przesuwam po jej szyi zlizując zabłąkaną kropelkę potu. Docieram do ucha i lekko podgryzam płatek, co skutkuje głuchym stęknięciem.

    – Masz ochotę na kawę u mnie, moja droga? – pytam łapiąc ją za rękę. Jej palce zaciskają się kurczowo na moich.

    – Tylko kawę? – pyta z udawanym smutkiem – Mam nadzieję, że masz śmietankę do niej?

    Szybko rozglądam się po parkingu, sprawdzając, czy nie ma kogoś postronnego, i dociskam ją do ściany.

    – Co ty ro.. – nie daję jej dokończyć zdania. Zaczynam ją szaleńczo całować, po chwili zaskoczenia oddaje pocałunek z taką samą namiętnością. Moja ręka z jej biodra prześlizguje się na cudownie jędrny pośladek. Zaczynam go najpierw głaskać, by zaraz go mocno ugniatać. Jednocześnie czuję, że sąsiadka zaczyna mi wpychać język do gardła. „Dobrze, wiem że lubisz na ostro” myślę. Ślina zaczyna ściekać na nasze brody i dalej na ubranie. Jedną ręką łapie mnie za kark i dociska do swych spragnionych ust, druga zaczyna błądzić pod moją marynarką i rozpinać kamizelkę. Dociskam do niej swojego kutasa, czuję jej żar. Odrywam od niej twarz, patrzę na nią, na moją zdobycz. Jej gorący oddech sprawia mi przyjemność, ma zaróżowione policzki i oczy półprzymknięte z rozkoszy, jej piersi unoszą się i opadają szybko.

    – Jeszcze.. – dyszy mi w usta.

    Ponownie zatapiamy się w pocałunku, nie bacząc na nic. Przenoszę dłoń z jej tyłka na jej brzuch. Czuję drżenie, a jej usta zamierają na ułamek sekundy w niemym krzyku. Korzystając z okazji biorę jej język w usta i zasysam, w tym samym czasie wsuwam dłoń pod cienki materiał spodni. Czuję, że nie ma nic pod nimi. Schodzę niżej, celowo omijając jej skarb i dotykam jej pachwin, mokrych od potu jej soczków. Słyszę jej stękanie, w końcu uwalniam jej język spomiędzy moich warg. Karolina zaczyna głośno jęczeć z wystawionym językiem. Powolnym ruchem, tak żeby poczuła każde muśnięcie, wyciągam z jej spodni moją dłoń. Po drodze lekko drażnię paznokciem łechtaczkę, co skutkuje krzykiem. Całe szczęście, że nikogo nie ma. Podsuwam jej dłoń pod nos, tak aby się poczuła.

    – Możesz powąchać, ale nie waż się lizać – mówię tonem nieznoszącym sprzeciwu.

    Patrzy na mnie błagalnie, ale tylko przeczę głową. Zrezygnowana wdycha woń potu i jej cipki. Natychmiast na jej twarzy pojawia się błogi uśmiech. Sam ledwo przytomny z podniecenia targającego moim ciałem, zabieram dłoń spod jej nosa i kładę na jej biodrze. W drodze do windy, mówię jej, jak bardzo mi się podoba, jak bardzo jest mokra, co z nią zrobię. Po dotarciu na miejsce i wezwaniu windy widzę kątem oka, że dalej jest rozpalona. Zanim zdążę cokolwiek zrobić, winda przyjeżdża z innym sąsiadem. Skinęliśmy mu głową na powitanie i stanęliśmy za nim. Zanim drzwi się zamknęły, włożyłem znowu rękę pod jej leginsy. Tym razem od tyłu, by poczuć jej gładką skórę. Zesztywniała, ale nic nie powiedziała. Ugniatam jej dupę jak w amoku, ona co chwilę lekko się wypina do tyłu. W pewnym momencie poczułem jej dłoń na moim rozporku.  Zaczęła mnie leciutko gładzić. Mój penis, już wcześniej naprężony do granic możliwości, urósł jeszcze bardziej. Uchyliłem usta i spojrzałem na nią, wzrok miała nieprzytomny. Powolnym, pełnym napięcia seksualnego ruchem, oblizała się. Po czym wystawiła dla mnie język ze zbierającą się śliną. Bardziej oczywistego sygnału nie mogła zrobić. Powoli, cały czas niezauważenie delikatnie się pieszcząc, zbliżyliśmy się do siebie. Oblizałem jej usta, spiłem jej ślinę. W idealnym momencie, bo słyszeliśmy *ding* i winda stanęła. W jednej chwili oderwaliśmy się od siebie, zdążyłem jeszcze zacisnąć palce na jej pośladku aż syknęła z bólu. Sąsiad pożegnał się zdawkowym „do widzenia”, my ograniczyliśmy się do odburknięcia. W chwili, gdy drzwi windy się zamknęły przystąpiliśmy z powrotem do pieszczot. Teraz się nie kryliśmy, mieliśmy jedno piętro tylko do przejechania. Kiedy drzwi ponownie się rozsunęły, trzymałem w ręce uniesioną nogę napalonej sąsiadki, ustami śliniłem jej szyję, i słyszę wdzięczne jęki. Puściłem ją i pokazałem, że ma iść przodem. Na lekko chwiejących się nogach , zaczęła kręcić swymi kuszącymi biodrami. Musiałem ją mieć. Stanęła wyczekująco przy drzwiach. Wyciągam klucze, otwieram zamek i powstrzymuję ją, gdy chce wejść. Ustawiam torby za progiem, po czym jednym szybkim ruchem biorę ją na ręce i przekroczam próg. Drzwi zamknąłem nogą. Karolina przyssała się do mojej szyi, znacząc ją obficie śliną. Przeszedłem do salonu i postawiłem ją na blacie stołu. Miałem jej krocze na wysokości swojego. Instynktownie rozchyla dla mnie nogi. Zrzucam marynarkę, drżącymi palcami rozpinam kamizelkę. Bogini w moich rękach teraz mnie delikatnie kąsa i pomaga śpiesznymi ruchami zdjąć koszulę. Jęcząc z rozkoszy stoję przed nią z obnażonym torsem. Odrywa się na chwilę ode mnie, żeby popodziwiać moje ciało. Szcześciopak w zalążku, co nie przeszkadza jej wzdychać w zachwycie. W pośpiechu rozpinam sprzączkę od paska i zsuwam spodnie. Teraz z jej ust padł jęk. Prężący się kutas dla czternaście lat starszej kobiety to nie lada komplement dla mojej sąsiadki. Zwłaszcza 18- centymetrowy, gruby komplement wypychający materiał bokserek. Ale zanim jej usta powędrują sobie dół mojego ciała, musiałem jeszcze raz skosztować jej warg. Gwałtownym ruchem chwyciłem ją za włosy i przystawiłem jej twarz do mojej. To, co działo się na parkingu, to przy tym lizaniu delikatne pieszczoty. Lizaliśmy się tak zawzięcie, że skapująca ślina utworzyła u moich stóp małą kałużę. Nie ograniczaliśmy się do swoich języków. Lizaliśmy swoje wargi, policzki, brody, oczy i uszy. Moje ręce wylądowały na jej piersiach. Nawet przez bluzkę i sportowy stanik wyczuwałem jej sterczące sutki. Zdjąłem z niej bluzę i oczom ukazał mi się najpiękniejszy rowek między piersiami, jaki w życiu widziałem. Natychmiast zapragnąłem go pieścić. Odsunąłem się od jej twarzy i wychrypiałem do ucha:

    – Teraz już możesz – i podsunąłem jej pod usta dłoń, którą pieściłem ją w windzie i na parkingu.

    Ochoczo zabrała się do wylizywania. Nie zapominała nawilżyć w swoich ustach żadnego milimetra. Kiedy sąsiadka tak pięknie zajmowała się moją dłonią, ja zajmowałem się jej piersiami. Jedną rękę miałem zajętą, toteż drugą masowałem jedną pierś, a drugą całowałem i muskałem wargami. Naszedł mnie pewien pomysł. Liżąc jej prawy dorodny cyc, zacząłem go delikatnie kąsać. Mruczała, więc posunąłem się o krok dalej i ugryzłem ją. Z jej gardła dał się słyszeć krzyk ekstazy. Zaczęła się wić po stole, wyginając plecy w łuk i podsuwając mi pod nos swoje skarby. Nie siląc się na delikatność, chwyciłem obydwiema rękami za stanik, i jednym mocnym szarpnięciem rozerwałem go na dwie części. Przez moment podziwiałem jej cycki, były piękne. Idealne w kształcie, leciutko opadnięte i niemieszczące się w dłoni. Złapałem je po bokach i ścisnąłem. Poczułem dłonie na głowie przyciągające mnie do nich. Stawiłem przez chwilę opór i splunąłem na nie gęstą śliną. Potem poddałem się i zanurzyłem się w cudownych bimbałach mojej sąsiadki. Oblizuję przestrzeń między nimi, dociskając z mocą do swoich uszu. Ugniatając jedną, drugą zabawiam ustami. Celowo omijam sutki, wiem że ma je bardzo wrażliwe. W uszach słyszę anielskie jęknięcia i stękania, gdy próbuje nakierować moją głowę właśnie na nie. Lituję się nad jej ciałem. Sunę paznokciami po jej prawym cycku nie siląc się na delikatność. Moją drogę znaczą małe czerwone kreski. Podsuwam się do jej lewego sutka , droczę się z nią i z sobą. Chucham na jej wycelowane we mnie sutek, słyszę przeciągły jęk. Naraz chwytam zębami brodawkę i wykręcam drugą. Jęk przechodzi w donośny krzyk. Bawię się nią. Dawkuję jej przyjemność. Zaciskam na jej sutku zęby, by po sekundzie zmienić metodę na delikatne oblizywanie kolistym ruchem całej piersi. Zmiana. Teraz zajmuję się w ten sposób drugą. Zabieram jej obślinioną dłoń spod ust. Teraz z pasją oblizuje moją lewą dłoń, a ślina zaczyna kapać na moje włosy. Całuję jej sutek, w ruchy wkrada się odrobina delikatności. Zasysam, trącam go językiem. Nagle sztywnieje, wypuszcza dłoń spomiędzy warg.

    – TAAAK – wydziera się.

    Jej ciałem zaczynają wstrząsać dreszcze, otwiera szeroko oczy, walczy o oddech. By spotęgować jej doznania wykręcam oba suty w przeciwne strony. To dla niej za dużo. W amoku podniecenia nie przestaje wyć, mięśnie odmawiają jej posłuszeństwa i pada na stół. W rozpaczliwej próbie złapania oddechu szepcze moje imię. Nie robię nic. Stoję przed stołem, z penisem prawie rozrywającym bokserki i obnażonym torsem. Podziwiam widok. Dojrzała czterdziestoletnia kobieta, szczytująca od pieszczot jej cycków, które nie opadły rozjechały się, jedynie nieznacznie opadły na boki. Jej klatka podnosi się i opada nieregularnie. Płaski brzuch bez grama  zbędnego tłuszczyku, przechodzi we wcięcie w talii. Niżej krągłe biodra, zakryte jeszcze spodniami. Na których, teraz to dostrzegam, widnieje duża plama. Mokry materiał przykleił się do jej cipki ukazując jej wargi. Jej nogi zaciskają się, strzegąc na razie przede mną dostępu. Gdy po kilku minutach jej oddech się normuje, przyklękam przed nią i zdejmuję jej buty i potem stopki. Moim oczom ukazały się urocze paluszki, pomalowane na różowy kolor. Nie mogę się oprzeć i przesuwam językiem po podeszwie stopy, zaczynając od pięty i kończąc na dużym palcu. Karolina zaczyna mruczeć z zadowolenia. Wkłada mi do ust swój duży palec. Przez chwilę go smakuję, potem go wyjmuje. Wstaję z klęczek. Patrzę na nią, mój wzrok robi powoli zachodzi mgłą. Póki jeszcze nad sobą panuję, podciągam ją do pozycji siedzącej i chwytam w pasie. Przy oplataniu mnie nogami, przyciska się do mojego kutasa. Czuję jej przemoczone spodnie. Podnoszę ją i niosę na rękach do sypialni. W międzyczasie wierci dupką po moim fiucie. Łeb lekko wychynął spod bielizny. Wyczuła to i zintensyfikowała podskakiwanie. Wszedłem do pokoju zajmowanego przez wielkie łóżko i szafę, i rzuciłem ją na łóżko i sam na niej wylądowałem. Spojrzeliśmy sobie w oczy, mieliśmy ochotę na jedno. W pomieszczeniu atmosfera gęstniała z sekundy na sekundę. Zaczęliśmy się znowu lizać. Tym razem to ona pierwsza się ode mnie oderwała z wilgotnym cmoknięciem. Złapała mnie za ramiona i przewróciła tak, że teraz ja leżałem pod nią. Przesuwa całym ciałem nade mną. Robi to kilkukrotnie, za każdym razem rozpłaszczając swoje piersi na mojej klacie. Następnie wstaje, rozkosznie wypinając swoją dupcię do ściany. Kiedy też chcę się podnieść, przytrzymuje mnie. Więc opieram się na łokciach i podziwiam jej ciało. Odsuwa się odrobinę od łóżka i odwraca się swoim tyłkiem do mnie. Po czym niezwykle powoli, tak bym rozkoszował się każdym milimetrem odsłanianego ciała, zaczyna zsuwać spodnie. Gdy opadły do połowy jej biodra, zaczyna kręcić swoją dużą dupą. Patrzę zahipnotyzowany na ten spektakl, nawet nie wiem, kiedy moja ręka zaczęła gładzić penisa przez materiał bokserek. Przed oczami mam tańczącą do sobie znanego rytmu sąsiadkę. Raz ustawia się bokiem, bym mógł zaobserwować krzywiznę jej pośladka, innym razem pokazuje mi się od przodu. Spodnie zrolowała na tyle, abym dojrzał jej pachwiny, ale nie jej cipkę. Mruga do mnie i odwraca się znowu. Tym razem zdejmuje całkiem zbędne odzienie, rozkosznie się do mnie wypinając. Gładkie, jędrne półdupki znajdują się tuż pod moim nosem. Fikuśnie wierci bioderkami i opada na kolana twarzą do mnie. Podnoszę się z łóżka, wyciągam rękę do jej policzka. Głaszczę ją, kiedy się wtula we wnętrze mojej dłoni. Widzę w jej wzroku obietnicę przeżycia czegoś niesamowitego. Przesuwam kciuk w kierunku jej ust. Rozchyla wargi i próbuje złapać między nie palca. Przerywam tę delikatną pieszczotę, nachylam się w jej stronę.

    – Dam Ci coś lepszego – kończąc zdanie wyciskam na jej ustach pocałunek.

    W jej oczach zapaliły się płomienie. Ułożyłem rękę na jej blond włosach i przycisnąłem. Jej długie palce zacisnęły się na krawędzi bielizny i zaczęły zsuwać ze mnie resztkę ubrania. Jednocześnie całowała mój brzuch, w pępek wciskając język i lekko nim ruszając. Westchnąłem z rozkoszy. Jej palce zacisnęły się na moim członku. Poruszała swoją drobną dłonią w górę i w dół posuwistymi ruchami. Prawie odleciałem. Po kilku momentach takiej pieszczoty poczułem na żołędziu gorący oddech mojej wyuzdanej czterdziestolatki. Wstrzymałem oddech, czas stanął w miejscu. Wreszcie drżącymi ustami cmoknęła mnie w główkę. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. W jednej dłoni trzymając kutasa u nasady, a w drugiej leniwie masując jajka, wygięła go do góry. Nachyliła się nad nim i wypuściła gęstą strugę śliny, która spłynęła po fiucie na jej rękę. Potem przejechała po całej jego długości paznokciem, a następnie języczkiem. Wzdychałem coraz bardziej. W końcu wzięła go do ust. Nie cackała się, tylko od razu połknęła całego. Jej wargi dotknęły brzucha. Przytrzymała mnie chwilę w ustach, po czym wyjęła, cały czas mocno ssąc. Wypadł z jej ust z głośnym mlaśnięciem, przy akompaniamencie naszych jęków.

    – Uwielbiasz ssać kutasa, prawda? – pytam lekko zachrypniętym głosem.

    – Nie – jęczy – Uwielbiam ssać twojego kutasa.

    Uśmiecha się drapieżnie i wkłada go z powrotem między wargi. Widzę tylko jej głowę suwającą się w przód i w tył. Jej język pracuje nieprzerwanie, owijając się na moim penisie. Naciskam na nią, chcę spenetrować jej głębokie gardło. Przy ¾ długości zaczyna się krztusić, ale nie muszę jej dodatkowo zachęcać. Wpija paznokcie w moje pośladki, bierze głęboki wdech przez nos i dotyka nim znowu mojego brzucha. Szkoda, że nie ma nałożonej szminki – przemyka mi myśl. Jednocześnie czubeczkiem języka stymuluje moje jądra. Podnosi na mnie zamglony wzrok. Czuję się jak pijany, wycofuję biodra i wbijam się ponownie w jej gardło. Rucham jej twarz, w przerwach na oddech widzę, jak mój chuj lśni od jej śliny. Jestem na skraju, nie wytrzymam dużo dłużej. Musi to czuć, bo ssie jak odkurzacz, szczelnie obejmując mojego fiuta. Żeby zwiększyć moje doznania, przytrzymuje go w gardle dłużej niż zwykle, a potem cofa głowę. Wyjmując go z ust, natychmiast go opluwa. Nie wytrzymuję. Chwytam w garści jej włosy i nabijam jej mokrą twarz na mego drąga. Kilka pchnięć wystarcza. Wyszarpuję go i z rykiem strzelam na jej twarz. Orgazm prawie ścina mnie z nóg, robi mi się ciemno przed oczami. Salwa za salwą, sperma ląduje na jej włosach, policzkach, zamkniętych oczach i wydętych wargach. Zalewam całą jej twarz, nasienie skapuje na zaczerwieniony biust. Jak przez mgłę widzę jak zaciska nogi na bardzo szybko pracującej ręce i skamle w danym samej sobie spełnieniu. Wygląda oszałamiająco ze spermą na twarzy. Dalej ciężko dysząc, obejmuję ją i przewracamy się na łóżko. Leżąc pod sąsiadką, całuję ją z języczkiem. Gdzieś mam to, że czuję swoją spermę. Za takiego loda po prostu muszę jej podziękować. Nasze języki splatają się ze sobą i rozpoczynają ów namiętny taniec przyjemności i siorbania. W końcu przerywa ciszę:

    – Dwa moje i jeden twój, mój ogierze. A wydaje mi się, że mówiłeś coś o jakimś masażu? – pyta przyglądając mi się.

    – Życzenie mej bogini jest dla mnie rozkazem – odpowiadam gładząc jej placy.

    – Dobra odpowiedź.- śmieje się i turla się na bok.

    Leżąc obok niej, przez chwilę smyram ją po boku. Dopiero gdy odwraca się w moją stronę i znacząco unosi brew, siadam okrakiem na jej udach.

    – Zero myśli o wilgotnych miejscach, mój drogi. – mówi, choć wypinanie pupy przeczy temu żądaniu.

    Teatralnie wzdycham i zabieram się do masażu jej tyłeczka. Zaczynam od dołu, przechodzę mocno uciskając otwartą dłonią po bokach, żeby od góry przejechać po jej pośladkach. Zabieg powtarzam kilkukrotnie, słyszę pełne zadowolenia mruczenie. Zatracam się w masażu, ugniatam i masuję na zmianę, potrząsam i szczypię. Mruczenie przechodzi w głębokie wdechy.

    – Nie spinaj się skarbie – mówię nachylając się nad nią i przygryzając kark. Przy okazji pilnuję, by mój na nowo sztywny członek ułożył się w rowku między półdupkami. Chyba bezwiednie zaczyna kręcić powoli biodrami, ale szybko wracam do pierwszej pozycji. Najpierw ty, uznaję. Prowadzę masaż jeszcze przez kilka minut. Gdy przerywam, jest wręcz czerwony i rozpalony. Przesuwam się nieco w dół je nóg, tak, abym był w stanie dojrzeć jej czerwoną z podniecenia myszkę. Lśniące od wilgoci rozchylone wargi chyba nie mają jeszcze dość. Bardzo dobrze, bo chcę jej jeszcze zasmakować. Zbliżam twarz do jej pupy, i przejeżdżam po nim językiem. Po kilkunastu minutach mocnego masażu musi to być jak łyk wody na pustyni. Czynię to jeszcze kilkukrotnie, za każdym razem wypina się coraz bardziej, cały czas mrucząc. Kiedy leży z wypiętą do mnie dupką, wczepiam palce w rozpalone pośladki, rozchylam je i spluwam na jej cipkę. Słyszę stęknięcie. Plwocina spływa po jej różowiutkiej dziurce do koralika łechtaczki, ale nie zwracam na to uwagi. Nawilżam w ten sam sposób jej drugi otworek. Woń jej soczków uderza we mnie z pełną mocą. Upajam się tym i gwałtownie wylizuję swoją ślinę pomieszaną z jej nektarem. Rozwieram palce jednej ręki i dotykam palcami wejścia do jaskini rozkoszy. Jest na tyle mokra, że bez problemu wsuwam w nią dwa palce. Wita mnie cudowny gorąc jej cipki i aksamitne wnętrze. Najpierw powoli, później zwiększam tempo palcówki. Językiem liżę jej pachwiny. Oddech mojej kochanki staje się urywany. Dokładam jeszcze jeden palec, robi się ciasno. Kciukiem lewej lewej ręki wmasowuję ślinę w jej odbyt, a język przesuwam na łechtaczkę. Drażnię ją, trącam, zasysam i podgryzam. Stęknięcia przechodzą w głośne jęki. Wyjmuję z niej palce, by zaraz potem uderzyć w jej łechtaczkę otwartą dłonią. Krzyczy, gdy pakuję w nią z powrotem trzy palce. Niedługo potem czuję zaciskające się ścianki jej pochwy. Dochodzi dokładnie wtedy, gdy mój kciuk zagłębił się w jej dupie. Drąc się wniebogłosy, tryska na moją twarz swoimi soczkami. Staram się spijać tą ambrozję, jednak jestem skazany na porażkę. Jej wytrysk jest zbyt obfity.

    Lśniąc od jej soków bynajmniej nie mam zamiaru dać jej odpocząć. Przeżywając dalej swój orgazm, nie wie, że klękam za nią podtrzymując jedną ręką jej biodra w górze, a drugą masuję swojego fiuta. Jednym mocnym pchnięciem wbijam się w nią aż po nasadę. Krzyk na chwilę zamiera jej na ustach, by zaraz przybrać jeszcze bardziej na sile. Nie jestem delikatny. Gwałtownymi sztychami wbijam się w nią szybko, moje ciało rosi pot.  Co chwilę na jej pupę spadają mocne klapsy. Zaciska zęby na poduszce, lecz po chili znowu słyszę jej opętańcze wycie. Palce kurczowo zaciskają się i rozwierają.. Kciuk w dalszym ciągu tkwi jej pupie rozluźniając mięśnie okrężnymi ruchami. Patrzę w bok, na lustro. Widok dodatkowo mnie podnieca. Jej spojrzenie wędruje tam, gdzie moje. Momentalnie czuję, jak wilgotnieje jeszcze bardziej. Sama zaczyna się na mnie nabijać. Wolną ręką chwytam jej włosy, nawijając je na pięść i szarpię do tyłu. Klęcząca przede mną piękność wypycha podskakujące piersi do przodu. Kciuk, który był w jej pupie podsuwam jej do oblizania. Robi to ochoczo. Chce poczuć smak swojego tyłeczka. Zjeżdżam dłonią d jej pełnego cycka i ściskam z całej siły.

    – TAAAAK!! Ruchaj mnie, błagam! Jestem twoja, zrób ze mną co zechcesz, tylko mnie ruchaaaaj!! AAAACCCHHHH – jęczy pomiędzy kolejnymi pchnięciami.

    Czuję jak jej mięśnie się napinają. Wydaje z siebie przeciągły jęk i opada na skotłowaną pościel. Kutas wyskakuje z niej z cichym plaśnięciem. Pochylam się nad nią i mówię do niej:

    – Kocico, teraz zerżnę twój drugi otwór. – i przewracam ją na plecy.

    Nieprzytomna z przeżywanej rozkoszy przygląda się moim zabiegom. Podnoszę jej nogi do góry dla lepszego dostępu. Spluwam kilka razy na jej kakaowe oczko, potem podsuwam penisa do jej ust. Nawilża go najlepiej jak umie. Zbliżam się do jej bioder i przytykam ociekającego śliną członka do jej różyczki. Rozchyla swoje nogi szeroko. Powoli przepycham żołądź do jej wnętrza. Zaciska oczy, próbując się rozluźnić. Masuję jej cipkę, dając jej dodatkowe doznania. Po nieznośnie długiej chwili nareszcie się przepycham. Uczucie zaciskających się na trzonie mięśni przyprawia mnie o zawrót głowy. Ciasnota jej pupy działa na mnie niczym płachta na byka. Zaczynam się miarowo wsuwać i wysuwać. Przy każdym ruchu słyszę jej jęki przechodzące w krzyk przy dobiciu pełnej długości mojego chuja. Zaczynam przyspieszać. Moje biodra wychodzą naprzeciw jej, poruszamy się jak jedna idealnie zgrana ze sobą maszyna do dawania sobie przyjemności. Mierzymy się wzrokiem. Jej twarz w spermie, moja w jej soczkach. Gromadzę ślinę w ustach i wypuszczam strużkę do jej otwartych ust. Spija ją niczym najlepszy napój na świecie, patrząc mi w oczy. Przegrywam ten pojedynek spojrzeń i całuję jej kształtną szyję. Obejmuje mnie w pasie nogami i dociska do siebie. Jej zęby trafiają na mój bark, zaczyna go gryźć. Nie pozostając dłużnym przysysam się do niej, robiąc jej malinkę. Potem jeszcze jedną. W międzyczasie zwierzęco pocieram jej łechtaczkę i wpycham w nią palec. Jest mokra, gorąca i chętnie mnie przyjmuje. Naraz odrywa ode mnie zęby, patrzy na mnie rozmytym wzrokiem. Jej ciałem wstrząsają dreszcze, nogi latają na wszystkie strony obijając moje pośladki. Rzuca się pode mną, ale nie ma jak uciec, bo dalej rżnę jej dupę. Nabiera w powietrza, by po chwili oznajmić całemu osiedlu swoje spełnienie. Oczy uciekają jej w tył głowy. Przeżywa orgazm totalny.

    Kurczowe zaciskanie jej odbytu doprowadza mnie do wytrysku. Pompuję w nią spermę, ale nie przestaję się ruszać. Z jej ciasnego otworka wypływa nasienie. Dopiero gdy otwiera oczy nieco przytomniej pozwalam sobie upaść na łóżko obok niej. Oboje dyszymy ciężko. Nieco chwiejnie podnosi się na czworaki i podsuwa się pod moje krocze.

    – Musi być czysty – mamrocze pod nosem.

    Nie oponuję, bo nie mam na to siły. Delikatnie zlizuje z niego resztki naszych soków, po czym z powrotem układa się u mojego boku. Kładzie głowę na moim ramieniu i delikatnie mruczy. Obejmuję ją ręką, głaszcząc jej bark. Jej ugięta noga ląduje na tuż przy moim zmęczonym penisie, a ręka na mojej klatce. Czuję na udzie jej wilgotną cipeczkę.

    – To było niesamowite – mówi rozdygotanym głosem Karolina. Odwraca ku mnie swoją piękną twarz. Nie można dać jej więcej, niż 30 lat. Teraz ze schnącą spermą i sklejonymi włosami wygląda niczym zadowolony sukkub.

    Uśmiecham się i całuję ją. – Ty jesteś niesamowita.

    – Jest cztery do dwóch. Następnym razem ja odwrócę ten stosunek – mówi rozmarzona.

    – Trzymam cię za słowo, o bogini.

    – Póki co trzymaj co innego, a teraz – przejeżdża językiem po moim sutku – śpimy. Jutro masz ważny dzień.

    – Czy jest ktoś, kto o tym nie wie? – pytam retorycznie.

    Nie doczekując się odpowiedzi, stosuję się do jej wcześniejszej sugestii i łapię ją za gorący pośladek

    – Tak lepiej – mruczy i zamyka oczy.

    Resztką sił nastawiam budzik w telefonie i natychmiast zasypiam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ian Doe

    Witam, jest to moje pierwsze opowiadanie z serii “Zabawka”, jak też pierwsze opowiadanie w ogóle. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i przebrniecie przez długi wstęp. Z góry dzięki za wszelkie komentarze, dzięki którym będę mógł lepiej pisać 🙂

  • Blanka, cz. 6.

    Część 6.

    Wracałam ostatnim niedzielnym ekspresem. Byłam zadowolona! I to jak!! Zarobiłam więcej niż uzgodniliśmy. Był ze mnie zadowolony, więc w przypływie radości jeszcze zaoferował mi ‘premię’ na dworcu. Wolałabym pieniądze, ale niech tam… „Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”, jak mówi stare porzekadło. Może cieszył się dlatego, że wyjeżdżałam? W każdym razie pamiętałam o szpileczkach i długu za spódniczkę. Było sporo czasu do odjazdu, więc w sklepach na dworcu bez pośpiechu zrobiliśmy zakupy.

    Kupiłam żele pod prysznic, pasty do zębów, masę słodyczy i ładny, ale tani T-Shirt. To znaczy, ja wkładałam do koszyka, a on zapłacił i pomógł zapakować. Druga gwiazdka w roku! Hm, to jednak nie był taki zły pomysł. Przecież czekolady z orzechami przydawały się przy załatwianiu różnych spraw w kraju, a kupić takie było coraz trudniej. Jeszcze kupił mi wędlinę, ser i pieczywo, bo gdzie zrobiłabym zakupy w niedzielę wieczorem? Pierwszy raz widziałam tak zgrabnie pocięty razowy chleb z ziarnami i zapakowany w ładną folię. W życiu nie targałam takiej ciężkiej torby! Ani wcześniej, ani później! No, może później targałam cięższe, ale to z ciuchami i płytami na handel, a to się nie liczy. Nie potrafiłam oprzeć się zakupom!

    Trochę przekroczyłam ‘premię’, ale dostał buziaka za hojność. Zresztą, chciałam zwrócić mu pieniądze, ale z uśmiechem odmówił. Miałam wrażenie, że cieszył się z naszego pożegnania i te trzydzieści kilka marek więcej w tej sytuacji nie stanowiło dla niego problemu. A może był mną zauroczony? Wtedy chciałam w to wierzyć.

    W oczekiwaniu na pociąg w jednym z dworcowych barów usiedliśmy na kawę i kanapkę. Byłam zaskoczona ich wyglądem. To znaczy i barów, i kanapek. Ale najbardziej zaskoczyła mnie czystość na dworcu. Ruch tutaj znacznie większy niż na polskich dworcach, a jednak było czysto. A wybór kanapek i dań na ciepło w dworcowych barach! Od razu miałam ochotę kilku spróbować, chociaż nie byłam aż tak głodna. Sprzedawczynie też takie dyspozycyjne, cierpliwe i życzliwe. Na podróż kupił mi dwa kawałki pizzy w jednym ze stoisk dworcowych i zimną colę. Wszystko dość szybko zjadłam w przedziale, bo wspaniale pachniało.

    W akademiku z koleżanką od razu zweryfikowałyśmy smak chleba razowego z ziarnami. Pycha! Taki razowy mogłabym jadać codziennie! A oni mają około ośmiuset rodzajów chleba…

    Rozsądnie uznałam, że po powrocie nie będę opowiadać o moich wrażeniach ze sklepów, bo i tak mało kto mi uwierzy. Albo usłyszy ktoś, komu nie spodobają się moje zachwyty nad dostatnim życiem na Zachodzie. Zacznie się dopytywanie, po co pojechałam? Skąd miałam pieniądze na tyle rzeczy? Milczenie i ostrożność w wypowiadaniu opinii uznałam za obowiązkowe oraz gwarantujące, bez przeszkód, kolejne wyjazdy.

    *

    Na peronie berlińskiego dworca czekaliśmy na pociąg. Spojrzałam na mojego klienta:

    – Stephan, nie będę ciebie zatrzymywać. Możesz już iść. Poradzę sobie z bagażem.

    – Na pewno? Nie żartujesz? – upewnił się.

    – Na pewno.

    Ucieszył się z mojej odpowiedzi, z uśmiechem pożegnał, obiecując, że zadzwoni i ruszył w kierunku schodów. Nie obejrzał się. Zastanawiałam się, oglądając jego malejącą sylwetkę, czy jeszcze się spotkamy? Deklaracje to jedno, a fakty to już zupełnie inny świat. Miałam się o tym jeszcze dotkliwie przekonać.

    Kiedy siedziałam w pociągu, rozpierała mnie radość! Mogłam tańczyć i śpiewać! Wreszcie schodził ze mnie cały ‘wyjazdowy’ stres. Nic mi się nie stało. Strach odpłynął… Byłam bogata! Bogata!! No, w każdym razie jeszcze nigdy nie posiadałam takiej kwoty! Odetchnęłam z ulgą:

    – Zwrócę rodzicom pieniądze za telefon. I ostatecznie oddam dług koleżankom! I jeszcze mam TYLE pieniędzy dla siebie! A wakacje zapowiadały się obiecująco… Czyli bardzo opłacalnie – analizowałam na gorąco.

    Kiedy nieco uspokoiłam się, minęło sprawdzanie biletów, przygnębiający przejazd przez wschodnią część Berlina, wówczas moja ekscytacja i radość z udanego wyjazdu i szczęśliwego powrotu przybrały bardziej racjonalne rozmiary. Jeszcze z uśmiechem patrzyłam w okno. Widoki w NRD bardzo przypominały nasze. Westchnęłam, wyjęłam książkę i zaczęłam powtarzać materiał obowiązujący na poniedziałkowych zajęciach. Przede mną było kilka godzin intensywnej nauki.

    *

    Aby atrakcyjnie wyglądać dla klientów, bardziej dbałam o siebie. U fryzjerki zamówiłam balejaż. Koszt naprawdę duży, ale mnie spodobała się ta zmiana. Mężczyźni byli zachwyceni moim wyglądem. Już dzięki temu zyskiwałam spore zainteresowanie. Widziałam to po kolejnych przesyłkach z listami. Zrobiłam i wysyłałam nowe zdjęcia. Stałam się bardziej wymagająca i ostrożna. W ogłoszeniu podałam wiek mężczyzny. Od razu odrzucałam wszelkich Turków i mężczyzn o śniadej karnacji. Tyle się o nich nasłuchałam, a w Berlinie widziałam, jak się zachowują.

    *

    Duży, elegancko urządzony pokój w zadbanym pałacyku pod lasem. Białe meble, fotele wyściełane czerwonym suknem. Podobne w kolorze ciężkie zasłony. Tkanina w czerwono-czarne prążki na ścianach sprawia wrażenie dyskretnej elegancji i luksusu. Gruby, gęsty dywan tłumi kroki. Można chodzić boso. Te lampy, kinkiety, abażury, kominek i łazienka! Aż trudno uwierzyć, że pokój, jak i pozostałe, były wykorzystywane tylko okazjonalnie.

    Leżałam na szerokim łożu, wpatrzona w sufit, kiedy rżnął mnie starszy mężczyzna. Szeroko rozłożonymi nogami objęłam go i złapałam za pośladek. Stękał z wysiłku, jego biodra pracowały rytmicznie, ale wolno, a dość twardy penis poruszał się we mnie. Trudno podniecić się z takim partnerem. Cichutko stękałam. Chwycił mnie za pierś i mocno ścisnął. Zaskakująco mocno! Jęknęłam z bólu. Jednak starałam się, żeby jęk zabrzmiał, jakbym przeżywała rozkosz. Sporo kosztowało go nasze spotkanie, sporo miałam zarobić, więc zależało mi, żeby był zadowolony i nie zerwał znajomości.

    Wreszcie wyszedł i w szerokim rozkroku stanął nad moim brzuchem. Gwałtownie szarpał penisa aż z głośnym stęknięciem spuścił się. Wiotczejącym penisem zgarnął krople spermy, które spadły na mój brzuch i piersi, a potem wepchnął mi go w usta. W ogóle podczas seksu był całkiem innym mężczyzną. Twardy, stanowczy, chwilami brutalny, wręcz groźny. Nie poznawałam go. Obciągałam posłusznie, wiedząc, że odmowa może spotkać się z agresją. Kto mi tutaj pomoże? Sama zgodziłam się na wspólny wyjazd. Wreszcie wysunął penisa z moich ust. Zszedł z naszego łoża i grzebał w eleganckiej torbie podróżnej. Ucieszyłam się, że to już koniec. Podniosłam się. 

    – A ty dokąd? – chłodnym tonem zatrzymał mnie w pół kroku.

    – Noo, do łazienki. Chciałam wziąć prysznic – stałam i wyglądałam jak przestraszona pensjonarka. Naga pensjonarka. Zawstydzona zatrzymałam się za krzesłem, chcąc zasłonić krocze, a kolanem prawej nogi przykryłam lewe. Piersi objęłam ręką.

    – Wracaj. Jeszcze nie skończyłem – stwierdził sucho. – Teraz zacznie się fajniejsza część zabawy – tajemniczy uśmiech wykrzywił jego twarz.

    Nie wiem dlaczego, ale wystraszyłam się. Cofnęłam się i położyłam w wyzywającej pozie. Tak, jak lubił. Tak lubił każdy mężczyzna. I każdy mój klient.

    Chrząknął, a kiedy spojrzałam na niego, przywołał mnie niecierpliwym gestem dłoni.

    *

    Z szeroko rozstawionym nogami klęczałam ubrana w dziwaczny ‘strój’. Złote kółka, połączone paskami w tym samym kolorze, tworzyły łańcuch, który otaczał moje piersi i opierał się na karku jak stanik, a inna część na wysokości piersi otaczała plecy. Z piersi ‘strój’ rozchodził się dwoma łańcuchami na brzuchu, znikał w kroczu i na pośladkach rozchodził się na boki, żeby nad biodrami przyłączyć się do pasa-łańcucha otaczającego mnie na wysokości pępka. Później na zdjęciach zobaczyłam, że na opalonym ciele taki łańcuch daje niezły efekt. Założyłam duże okulary przeciwsłoneczne. Upięłam włosy w kok. Bardzo mocno, przesadnie umalowałam usta. Jerzy robił mi zdjęcia w różnych pozach. Pokazałam rozchyloną pochwę, odbyt. Leżałam na tapczanie, rozwalona siedziałam w fotelu, leżałam w nim, stałam przy oknie. Potem zupełnie naga w samych szpilkach ubrana w kilka szali boa pozowałam na tle okna, ściany. Przy niektórych ujęciach ustawiał aparat na statywie i podchodził do mnie. Wkładał penisa w usta i robił taką fotkę. Albo grzebał w moich dziurkach. Był bardzo podniecony, nie znosił sprzeciwu, a ja posłusznie wykonywałam jego polecenia.

    Po dwóch godzinach pozowania siedziałam zmęczona na tapczanie i popijałam sok, herbatę, colę. Wszystko, co oferowali. Czekałam na koniec albo dalszy ciąg.

    – Podejdź do mnie – polecił, kiedy przewinął filmy i odłożył aparaty.

    – Czyli jednak dalszy ciąg – westchnęłam w myślach i ze śladami sztucznego uśmiechu na zmęczonej twarzy podeszłam do niego. Nauczyłam się tak uśmiechać, a mężczyźni na ogół nie dostrzegali różnicy. Coś zabrzęczało, zadzwoniło i zanim zorientowałam się, założył mi kajdanki! Spojrzałam na niego zaskoczona. Nic nie rozumiałam. Był podniecony i zadowolony. Nawet penis mu sterczał! W kajdankach trzymał mnie do rana. Nie pozwolił mi wyjść na kolację. Dostałam ją do pokoju. Bałam się. I to jak! A on, zadowolony z wrażenia jakie wywarł, bawił się moim strachem: 

    – Wyobraź sobie, że tutaj obsługa jest naprawdę bardzo dobrze wyszkolona, dyspozycyjna i dyskretna. Może chciałabyś, żeby jeden z tych postawnych młodzieńców wyruchał ciebie? – uśmiechając się, patrzył na mnie i czekał na odpowiedź. – Nasi gospodarze zapewniają, że obsługa potrafi wywiązać się z każdego zadania. To jak, masz ochotę?

    – Nie, nie chcę – odpowiedziałam cicho. Byłam ogłuszona jego zachowaniem. Paraliżował mnie strach. Jerzy rozczarował mnie. Sądziłam, że jednak nawiązała się między nami drobna nić sympatii, więc przynajmniej nie będzie mnie traktował tak przedmiotowo.

    – Słucham?

    – Nie chcę!

    – Rozumiem, wolisz bawić się ze mną – jednak wyczułam nutę rozczarowania w jego głosie. Chyba liczył na bardziej zróżnicowaną rozrywkę moim kosztem. – Świetnie, skoro odpowiada ci taka formuła, to podejdź do mnie i uklęknij – poprawił się w fotelu.

    Posłusznie spełniłam jego oczekiwanie.

    *

    Wtedy przechylił się, wyjął z torby jakiś przedmiot i usiadł wygodnie. To był sztuczny penis. Ale jakich rozmiarów!

    – Poćwiczysz z nim. No, pokaż, jak obciągasz! – powiedział i wepchnął go w moje usta.

    Nie chciałam. Odsunęłam się. Uderzył mnie w twarz. Zaniemówiłam! Szarpnął mnie za włosy i przyciągnął do siebie. Poruszałam się niezgrabnie. Nie co dzień jestem bita. Byłam zaszokowana jego zachowaniem. Nawet nie byłam w stanie zaprotestować!

    – Uderzył mnie w twarz! On! – oddychałam nerwowo.

    Chwycił pierś i szarpnął ponownie. Ależ zabolało! Przysunęłam się bliżej. Znowu uderzył mnie w twarz. Z obawy o kolejne razy już nie drgnęłam.

    – Słuchaj poleceń! Chyba nie chcesz, żebym skatował ciebie za nieposłuszeństwo? – w pytaniu zabrzmiała nadzieja, że usłyszy odpowiedź „chcę”. Facet lubił bić kochanki. Albo tylko takie jak ja.

    Nie odpowiedziałam na prowokacyjne pytanie. Nie miałam wyjścia. Pochłonęłam podstawionego sztucznego penisa i intensywnie pracowałam. On uśmiechał się, czasami śmiał, robił zdjęcia, obmacywał mnie. Bałam się. I to jak! W końcu z tym penisem w ustach pchnął mnie na fotel. Zaparłam się rękoma, a on na stojąco wszedł we mnie.

    – O! Tak można ruchać! – był szczerze zadowolony. Od pieszczot, wyginania się, dotyku, pozowania w wyuzdanych pozach zrobiłam się wilgotna, więc korzystał…

    Kiedy znieruchomiał, wyszedł ze mnie i spuścił się na twarz. Ledwie kilka kropel. Zaskakiwałam mnie tym, że tak długo mógł. Nie pytałam, co brał. Potem wepchnął mi w usta penisa. Ten sztuczny wypadł w trakcie seksu. Jemu jeszcze sterczał. Dokładnie wylizałam go, chociaż po plastikowym członku mój język tracił czucie. Nadrabiałam ruchami głowy. Zanim zaczęłam oral, sięgnął po aparat i teraz też robił zdjęcia. Nie miałam okularów, ale nie odważyłam się o nie poprosić. Bałam się.

    – Chyba zaproszę kolegę, skoro tak dobrze bawimy się. A może wolisz parę albo małżeństwo? – ożywił się, zadając pytanie. Wyraźnie miał ochotę na dalszą perwersyjną zabawę.

    Drgnęłam przestraszona jego propozycją. Nie chciałam myśleć o tym, czym zabawa może skończyć się i czy jeszcze zobaczę moje pieniądze. A tak mu ufałam, naiwna… Językiem wypchnęłam penisa. Zebrałam się w sobie i:

    – Nie tak się umawialiśmy – powiedziałam twardym tonem, chociaż wewnątrz dygotałam ze strachu.

    *

    Moja spokojna i stanowcza reakcja wywarła na nim wrażenie. Zniknął uśmiech i więcej nie ponowił propozycji. W milczeniu wykonał kilka zdjęć. Kiedy chciałam odwrócić głowę, złapał i przytrzymał mnie za włosy. Jego twarz wykrzywiał grymas złości. Jeszcze takim nie widziałam go.

    – Teraz spróbujemy czegoś nowego – zapowiedział i na jego twarzy ponownie pojawił się uśmiech. Ale tak złowrogi, że bałam się zapytać o zapowiadaną nowość.

    Uśmiech uzupełnił sztucznym penisem, który trzymał w ręku. Poruszał nim jako zapowiedź nowych wrażeń. Czekałam na wyjaśnienia.

    – Siądź w fotelu i rozłóż nogi – polecenie wydał zaskakująco łagodnym tonem.

    Usiadłam i rozstawiłam nogi. Głową wskazał na poręcze. Założyłam nogi na poręcze, dostęp do pochwy stał się jeszcze wygodniejszy. Ręce skute kajdankami trzymałam na brzuchu. Czekałam. Rozkuł ręce. Westchnęłam z ulgą. Szarpnął rękę do tyłu, potem drugą i skuł je za plecami.

    – I po wolności! – pomyślałam smutno.

    Stanął przede mną. Potem nad kostkami nóg założył mi szerokie pętle z czarnego, grubego materiału i przymocowany do nich sznurek przywiązał do nóg fotela. Już nie mogłam złączyć nóg. Miał swobodny dostęp do moich dziurek! Szarpanina była bezskuteczna. W ogóle nie reagował na prośby i krzyki.

    – Teraz sprawdzimy, jak głęboko wejdzie w ciebie – sapnął, zaintrygowany wsuwaniem sztucznego penisa do pochwy. Jego penis też sterczał. Faceta ekscytował mój strach!

    – On podnieca się przemocą! – przestraszyłam się. To zapowiadało cierpienie i ból. Jęknęłam ostrzegawczo. Penis był gruby i długi. Bałam się, że w ogóle nie wejdzie do pochwy!

    – Dasz radę! – sapnął Jerzy, jakby czytał w moich myślach. Wpychał penisa krótkimi, energicznymi pchnięciami. Każdemu pchnięciu towarzyszył ból. Pojękiwałam, z obawą patrząc, jak rozpycha mi pochwę:

    – Nie! Proszę, to zaczyna boleć! Przestań! Jerzy, słyszysz?! – protestowałam coraz głośniej.

    – Za dużo gadasz. Nie za to zapłaciłem – stęknął zirytowany i podniósł się.

    Penis tkwił może czwartą częścią we mnie, a ja czułam jedynie ból i skurcz napiętych mięśni. Byłam bliska histerii. Obserwowałam go.

    Właśnie zapiął torbę i przyniósł jakiś przedmiot. Zanim zdążyłam zapytać, stanął przy mnie i coś owinął mi wokół głowy. Mimo mojego oporu wcisnął twardą część w usta.

    – To knebel – wyjaśnił, kiedy zapinał go z tyłu głowy. – Teraz możesz jęczeć bez ograniczeń – powiedział usatysfakcjonowany i zapiął otwór usytuowany na ustach. Chwilę później znowu wbijał potężnego penisa do pochwy.

    Już nie jęczałam. Teraz wyłam! Ślina ciekła mi z ust, po brodzie i kapała na dywan. Tak samo łzy. Nogi poruszały się jak w konwulsjach.

    Jerzy był bardzo podniecony. Czasami wstawał i uderzał mnie członkiem po twarzy, wycierał mokrego penisa o piersi, szarpał i wykręcał sutki albo ściskał szczypcami brodawki aż z bólu podrygiwałam w fotelu. Jemu bardzo podobał się mój rozpaczliwy ‘taniec’. Zrobił kilka zdjęć. Znowu wykorzystywał dwa aparaty.

    Znacznie później dowiedziałam się, dlaczego.

    *

    Niedzielne przedpołudnie spędziłam sama w lesie. Nie potrafiłam iść zbyt daleko. Ból podbrzusza był niesamowity, a nie chciałam przebywać w pokoju z Jerzym. Od obsługi dostałam tabletkę przeciwbólową, która trochę stępiła ból. Nie miałam ochoty na herbatę i pogawędki z paniami. Część plotkowała o erotycznych pokazach minionego wieczoru i seksie w większym gronie.

    – Czyli jednak seks grupowy… – pomyślałam, dyskretnie odsuwając się od grupy. Podeszłam do drugiej grupki. Kobiety również rozmawiały o pikantnych szczegółach wieczoru. W ich przypadku zabawy miały inny charakter, ale były równie wyuzdane. Chichotały, opisując rozmiary penisów i zwyczaje mężczyzn. Potem wymieniały nazwy zabaw, ich reguły i zwycięzców rywalizacji. Zniknęłam, kiedy zaczęły opisywać drugą z nich. Nikt nie zwracał na mnie uwagi.

    Przesiedziałam w lesie trzy godziny. Ładna pogoda, cisza i wszechobecna zieleń działały na mnie kojąco. Nie byłam głodna i najchętniej zostałabym jeszcze dłużej w lesie, ale punktualnie wróciłam na obiad. Zdążyłam przebrać się. Po wystawnym obiedzie i krótkim odpoczynku, spakowałam się. Sama. Jerzy, zaabsorbowany jakimiś sprawami, całe przedpołudnie spędził w towarzystwie kolegów. Po obiedzie wpadał dwa razy po jakieś dokumenty. Był bardzo zmęczony, zaintrygowany jakąś sprawą, ale w dobrym humorze. Przeprosił mnie, że miał dzisiaj tak mało czasu dla mnie.

    – Akurat nie żałuję – odpowiedziałam uszczypliwie.

    Spojrzał zdziwiony. Jakby zapomniał, co zrobił wczoraj! Wyjaśniłam prędko, jak pięknie było na spacerze w lesie. Nie chciałam tracić tak zamożnego klienta. Rysy jego twarzy złagodniały. Przed wyjazdem wzięłam jeszcze jedną tabletkę i poprosiłam o kolejne na następny dzień. Dopiero wieczorem wróciliśmy do miasta. Pożegnałam go dość chłodno. Jerzy zdawał się nie zwracać uwagi na mój stan. Był bardzo zadowolony.  

    Prywatnie poszłam do ginekologa. Widok moich piersi zrobił na nim wrażenie. Wyjaśniłam, że mój partner lubi takie zabawy. Potem obejrzał pochwę. Nie był zadowolony. Zalecił kompresy i przepisał mi maść do wcierania w obolałe i posiniaczone piersi, polecił też inne, mocniejsze tabletki przeciwbólowe. I kazał pojawić się za dziesięć dni, jeżeli dolegliwość nie zmniejszy się wyraźnie. Na szczęście maść okazała się skuteczna.

    *

    Robiłam zakupy w domu towarowym w Poznaniu. Bardziej oglądałam niż kupowałam. W kraju nie mogłam dostać wielu rzeczy, więc wolałam oszczędzać pieniądze i coś z ciuchów kupić sobie na wyprzedażach w Berlinie. Tak cenione przez mężczyzn oryginalne “Adidasy” i odzież tej firmy w Polsce były nie do kupienia w państwowyc sklepach, ale bardzo poszukiwane. Czasami można było kupić w komisach.

    Kiedy wyjeżdżałam do klientów, to jednocześnie tak umawiałam terminy, żeby trafić na wyprzedaże: letnią lub zimową. Dzięki temu zawsze udawało mi się kupić trochę markowych rzeczy za niższe ceny. Zresztą, zawsze było do kupienia coś przecenionego i markowego. W kraju przywiezioną odzież, firmowe dresy i sportowe buty sprzedawałam ze sporym zyskiem i to wręcz „od ręki”. Nawet nie musiałam chodzić na rynek. Zdarzały się sytuacje, chociaż brzmi to anegdotycznie, że niecierpliwy klient czekał na dworcu, żeby zapłacić i odebrać zamówione adidasy.

    W trakcie oglądania odzieży w domu towarowym potrącił mnie jakiś szpakowaty mężczyzna. Wypadła mi torebka, byłam w szpilkach, więc prawie upadłam. Podtrzymał mnie w ostatniej chwili.

    – Najmocniej panią przepraszam – wyglądał na zdeprymowanego sytuacją, jaką wywołał. – To moja wina. Proszę pozwolić sobie pomóc.

    – Dałam się potrącić starszemu facetowi. Emeryt mnie „znokautował” – tak myślałam o zdarzeniu. Byłam wściekła, bo zrobiłam z siebie widowisko i jeszcze lekko skręciłam nogę. Na szczęście nie puchła, ale bolała. Sporo osób przyglądało się scence z moim udziałem.

    Mężczyzna nie przestawał mnie przepraszać. Pomógł pozbierać torebkę i reklamówkę z drobnymi  zakupami ze sklepu spożywczego. Nie podniosłam głowy, nie rozglądałam się, bo czułam wzrok ludzie na plecach:

    – I to przy takiej widowni – jęknęłam w duchu. – Do pełni ‘szczęścia’ brakuje, żeby koleżanki mnie zobaczyły. 

    Wyszliśmy z domu towarowego i mężczyzna, speszony zdarzeniem, podprowadził mnie do kawiarni:

    – Pani wybaczy, ale zwykle w sposób mniej gwałtowny udaje mi się zwrócić uwagę atrakcyjnej kobiety. Może chociaż zrewanżuję się zaproszeniem do kawiarni, a pani ochłonie przy kawie?

    *

    Usiedliśmy, bo musiałam usiąść. Noga za bardzo bolała. Wysłuchał mojego zamówienia. W końcu podeszła kelnerka. Głośno rozważaliśmy zamówienie. Była lekko odpychająca, spieszyła się.

    – Inni klienci czekają – burknęła.

    Z uśmiechem złożył zamówienie. Zignorowała jego uprzejmość i kiedy odchodziła, z pogodnym uśmiechem, przepraszając za nachalność, zatrzymał ją i jeszcze uzupełnił zamówienie. Nadal była odporna na jego uprzejmość. On udawał, że nie widzi jej irytacji.

    – Urocza ta kelnerka, prawda? – zapytał mnie z tym samym pogodnym uśmiechem, kiedy już odeszła, a on przestał oglądać się za nią. Nie byłam zazdrosna.   

    Ochłonęłam i dopiero przyjrzałam się uważnie mężczyźnie. Na pewno miał więcej niż czterdzieści lat. Może nawet pięćdziesiąt. Szpakowaty, szczupły, zadbany. Nie był typem sportowca, raczej większą uwagę zwracał na swój wygląd niż muskulaturę. Od razu zauważyłam, że marynarka była szyta na miarę. Sweterek, koszula i spodnie były zagraniczne. Rzeczy dobrane kolorystycznie, stonowane, dobrej jakości. Ich właściciel miał dobry gust.  

    Zaczęliśmy rozmawiać. W trakcie rozmowy przedstawił się imieniem:

    – Jerzy.

    – Zofia – z miłym uśmiechem zrewanżowałam się kłamstwem.

    Jerzy trochę mówił o sobie. Pytał mnie o studia, kiedy dowiedział się, że jestem na stomatologii. I tak od słowa o słowa, zaczęliśmy spotykać się na kawę. Podczas drugiego spotkania zaproponował mówienie po imieniu. Spotkania zawsze trwały godzinę albo nawet nieco dłużej. Było miło, nie nudziłam się. Spotykaliśmy się mniej więcej co trzy tygodnie.

    Co ciekawe, nigdy nie przedstawił się nazwiskiem. O moje też nie pytał. Dobrze czułam się w jego towarzystwie, chociaż wolałam, żeby nikt z roku nie zobaczył nas razem. Przy czwartym spotkaniu zapytał, czy nie chciałabym towarzyszyć mu podczas prywatnego wyjazdu. Odpłatnie, oczywiście. Podał kwotę. Zaniemówiłam, a potem popełniłam prozaiczny błąd. Źle oceniłam go. Po chwili namysłu wyraziłam zgodę i poprosiłam o szczegóły.

    Zależało mu, aby wypaść efektownie i uznał, że młoda, atrakcyjna kobieta będzie świetnym ‘uzupełnieniem’, jak sam określił, podczas takiego niezobowiązującego, ale jednak dla niego istotnego spotkania. Nocleg we wspólnym pokoju. Seks za dopłatą, jeżeli wyrażę zgodę. 

    – No, tak… – westchnęłam w myślach, kiedy to usłyszałam. Złudzenia rozwiały się. Zrobiło mi się gorąco, ale nie zareagowałam zbyt żywiołowo. Jednak zauważył, że na propozycję seksu i dopłaty za tę ‘usługę’ zareagowałam, ale nic nie powiedział.

    – Wyjazd w piątek, a powrót w niedzielę po obiedzie lub wieczorem, jeżeli będziemy mieli ochotę nacieszyć się urokami okolicy – kontynuował, cały czas obserwując mnie. – Tym razem spotyka się kilkanaście par. Panowie w sobotę ruszają na polowanie, a po obiedzie mamy ważne zebranie. Panie, cóż…, zależy od zainteresowań: jogging, spacery, gra w tenisa, brydż, sauna, pływanie, w ostateczności zakupy w pobliskim miasteczku. Obsługa zadba o wszystko, a wieczór należy już do nas – niby uśmiechał się beztrosko, ale jednocześnie bacznie przyglądał się mojej reakcji.

    A ja siedziałam wpatrzona w niego i udawałam, że pochłaniam każde słowo. Dla mnie liczyła się głównie odpowiedź na jedno pytanie: za ile?

    – Nie obawiaj się, nie spotykamy się dla grupowego seksu, chociaż są tam zwolennicy i takich zabaw. To spotkanie biznesowe, ale w wybranym gronie – kontynuował. – Tam będziesz wyłącznie moją partnerką. Nikt nie będzie ciebie wypytywał o charakter naszych kontaktów. Zresztą, to nieważne – zapewnił Jerzy z jowialnym uśmiechem. – Możesz odmówić. Naturalnie, bez żadnych konsekwencji dla naszej znajomości.

    Propozycja zrobiła na mnie spore wrażenie. Widział to. Nie mogłam odmówić. Oferował zbyt wiele. I dobrze płacił. Za wyrażenie zgody w prezencie otrzymałam elegancką sukienkę. Domyśliłam się, że traktuje ten wydatek jako inwestycję wielokrotnego użytku. Zakupy robiliśmy razem, więc uwzględniłam jego sugestie dotyczące dodatków.

    A potem ten niezapomniany, chociaż świetnie płatny weekend ze starszym panem w pałacyku… Tam poznałam jego drugą twarz.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Pociagiem do Raju

    Part I

    Na zewnątrz był już mrok, gdy wsiadał do pociągu relacji Warszawa – Poznań. Całodzienne szkolenie lektorskie rozsadzało mu mózg, marzył tylko o tym, by wreszcie wrócić do domu, wziąć prysznic, położyć się spać. Gdyby było jeszcze z kim …. pomyślał mimowolnie zdając sobie sprawę, że mija pół roku, odkąd rozstał się z dziewczyną. Na chwilę odżyły dawne wspomnienia, spacery, wyjazdy, upojne noce.

    Rozsiadając się wygodnie w zamykanym przedziale zupełnie sam zajrzał do smartfona włączając film erotyczny. Wtedy, nieoczekiwanie otworzyły się drzwi przedziału, do którego weszła ponętna brunetka z długimi, prostymi włosami, zwiewną letnią sukienką, cielistych rajstopach i dziewczęcych balerinkach, siadając na przeciwko niego. Zmieszany na chwilę tym, czy nie zorientowała się na tym, co ogląda, profilaktycznie położył marynarkę od garnituru ns swoim kroczu. Czuł bowiem, jak męskość lekko pulsuje wybrzuszając delikatnie cienkie spodnie od materiału. Od razu też zwróciły jego uwagę jej nogi. Siadając subtelnie położyła nogę na nogę poprawiając sukienkę i odgarniając włosy jej oczy zatopiły się w lekturze jakiegoś romansidła.

    Próbując również ignorować jej obecność, kontynuował oglądanie filmu, jednak jego oczy coraz częściej zwracały się ku jej nodze kołyszącej się na drugiej nodze i subtelnego bucika, który zsunął się z jej pięty, a ona umiejętnie i z wyrachowaniem kołysała go na palcach stopy ledwo balansując przed jego upadkiem. Czuł na ten widok jak krew buzuje mu w żyłach, a męskość, z początku lekko rozbudzona oglądaniem filmu, teraz zaczyna bezceremonialnie sztywnieć i rosnąć. Upewniając się, że jej wzrok dalej wpatrzony jest w książkę, wsunął dyskretnie dłoń pod swoją marynarkę czując puls i twardość swej męskości, którą mimowolnie, bardzo ostrożnie pocierał w dłoni….. zahipnotyzowany jej smukłą stopą kołyszącą bucik na nodze…..

    “Przepraszam, pomogłaby Pani?” spytał nie wytrzymując tego napięcia i ryzykując tym, że za chwilę dostanie w twarz.

    “W czym ?” zapytała lekko zaskoczona i nieświadoma tego, co dzieje się w jego wnętrzu.

    “To bardzo wrażliwa sprawa, usiadłaby Pani obok?”

    “hmm..no dobrze…uśmiechnęła się …proszę powiedzieć w czym rzecz”

    Jeśli podoba Wam się część pierwsza i chcielibyście wiedzieć co było dalej … napiszcie proszę w komentarzu 🙂

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nicholas Sparks
  • Upojny wieczor nad rzeka

    Był to niezwykle gorący, lipcowy dzień. Upał skłonił mnie, Tomka i Sylwię do pójścia nad rzekę, żeby się ochłodzić. Jechaliśmy rowerami. Tomek razem z Sylwią z przodu, ja za nimi. To usytuowanie dawało mi dobry widok na tyłek Sylwii. Muszę przyznać, że ma niezłe ciałko. Średniej wielkości, jędrne piersi oraz tak samo jędrna dupa sprawiały, że zapewne była ona mokrym snem niejednego faceta. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Nasza koleżanka poszła się przebrać w gdzieś indziej niż my. Po upływie kilku minut wróciła. Zrobiła na nas jeszcze większe wrażenie. Strój kąpielowy bardzo dobrze podkreślał jej atuty. Do tego ta twarz okrążona przez ciemnobrązowe włosy. Wyglądała oszałamiająco. Musiałem uważać, by nie zjadać jej wzrokiem zbyt długo by nie zwrócić na siebie uwagi. Weszliśmy do wody, była przyjemnie ciepła oraz orzeźwiająca. Pływaliśmy spokojnie przez jakiś czas od chlapiąc co chwilę wodą na towarzyszy. Nasze ciała przyzwyczaiły się już do temperatury wody, więc mogliśmy zacząć skakać za pomocą liny zawieszonej na drzewie. Bawiliśmy się w ten sposób podziwiając przy okazji kształty Sylwii przez około dwie i pół godziny, gdy w końcu Tomek oznajmił, że musi wracać do domu z jakiegoś powodu. On poszedł, ale my z Sylwią nie chcieliśmy zmarnować dalszej części dnia, a w zasadzie wieczoru, bo była już dziewiętnasta. Siedzieliśmy chwilę na ławce i rozmawialiśmy odpoczywając od skoków do wody. Po jakimś czasie Sylwia wstała, aby pójść po coś do swojej torby, ale poślizgnęła się. Zwinnym ruchem złapałem ją, dzięki czemu nie upadła. Niechcący moje dłonie ułożyły się tak, że dotykałem boku jej piersi oraz jej tyłka. Przyznaję, jej kształty były całkiem przyjemne w dotyku, ale niestety nie trwało to zbyt długo. Odłożyłem ją z powrotem na ławkę i przeprosiłem. Poszedłem po jej torbę, by wzięła, co chciała wziąć. Gdy usiadłem na ławce wypaliła z pytaniem o to czy podobało mi się dotykanie jej kształtów. Zamurowało mnie to pytanie. Chyba się zarumieniłem na twarzy. Odpowiedziałem, że jasne, podobało mi się, ale trochę za krótko. W tym momencie wzięła moją dłoń i położyła sobie na piersi patrząc mi w oczy. Nie protestowałem. Sam zacząłem ugniatać jej cudne piersi. Na moment przestałem ją macać, żeby rozpiąć jej stanik. Nie oponowała. Już po chwili mogłem ujrzeć jej kule w całej okazałości, a było na co popatrzeć. Szybko powróciłem do pieszczenia jej piersi, tym razem do zwinnej rączki dołączyły także usta. Po jakimś czasie odezwał się także mój penis, który pod wpływem pieszczot zaczął się podnosić. Dostrzegła to Sylwia, która także chciała się dobrać to mojego sprzętu, więc kazała mi wstać. Zsunęła mi bokserki a jej oczom ukazał się mój penis w pół wzwodzie. Objęła go dłonią i poruszała nią w górę i w dół, gdy ja cały czas ssałem i dotykałem jej piersi. Gdy mój kutas stwardniał ciemnowłosa zdjęła swoje majtki. Przeszliśmy do pozycji 69. Usiadła mi na twarzy, dzięki czemu miałem jej młodą szparkę tuż przed twarzą. Zacząłem ją lizać, z początku powoli, żeby po chwili przyspieszyć tempo. Wierciłem językiem w jej wnętrzu. Dłońmi jeździłem i ugniatałem jej pośladki. Z jej wnętrza wydzielało się sporo soków, które z chęcią zlizywałem. Gdy ja robiłem jej minetkę ona ssała mojego penisa. Na zmianę poruszała głową w górę i w dół oraz pieściła językiem główkę. Po czasie z jej ust wydobywały się jęki i westchnięcia rozkoszy. Kazałem jej zwolnić tempo, a sam je przyspieszyłem. Z jej ust wydobywały się coraz głośniejsze jęki. Po kilku chwilach doszła, czuć było jak orgazm szarpie jej ciałem, czułem skurcze mięśni na moim języku. Przewróciłem ją na plecy, a sam wszedłem pomiędzy jej uda. Nakierowałem penisa na jej szparkę i popchnąłem. Wszedł bez problemu, ale i tak była przyjemnie ciasna. Nachyliłem się nad nią by całować jej usta i jej piersi. W tym samym czasie przyspieszałem ruchy biodrami. Było mi bardzo przyjemnie. Po jej twarzy było widać to samo. Masowała sobie łechtaczkę swoimi zgrabnymi paluszkami. Powiedziałem jej, że zaraz dojdę, a ona wyszeptała mi na ucho żebym skończył w niej. Kilka szybkich ruchów i poczułem, że to już teraz, dobiłem biodrami do jej podbrzusza. Salwy spermy znalazły się w jej cipce. Pocałowałem ją w usta, po czym wyjąłem penisa z jej wnętrza. Klęknąłem nad jej twarzą, by go wylizała i wyssała do końca. Gdy to zrobiła zlizałem resztki spermy wypływające z jej wnętrza razem z soczkami. Położyłem się obok niej i ją objąłem. Oglądaliśmy piękny zachód słońca.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Morvran
  • Zabawka cz. 2.1

    Otwieram zaspane oczy. Patrzę na zegar: 5:28. Znowu na chwilę przed budzikiem. Wyciągam lewą rękę w kierunku telefonu i wyłączam alarm. Odwracam wzrok w przeciwną stronę i dostrzegam burzę włosów rozsypanych na moim ramieniu. Delikatnie wyplątuję się z ciasnego uścisku mojej sąsiadki. Coś mruknęła przez sen i obraca się na drugi bok, wypinając do mnie elegancki tyłeczek. Zastanawiam się nad szybkim numerkiem, ale nie. Zamiast tego całuję jej pośladek. Czas mnie goni, a jeszcze trochę mam do zrobienia. Ale po kolei, najpierw szybki prysznic. Wychodzę z pokoju i kieruję się do łazienki. Pstrykam zmyślnie ukrytym między gipsowymi cegiełkami włącznikiem światła i otwieram drzwi. Mijam wannę, otwieram kabinę prysznicową i odkręcam wodę. Nie przejmując się zimną wodą lecącą z natrysku, zmywam z siebie ślady wieczornych ekscesów. Wychodzę już całkowicie rozbudzony. Rozciągam mięśnie szyi. Auć, krzywię się przy donośnym strzyknięciu. Teraz zęby i lekkie śniadanie. Przyglądam się sobie przez chwilę w lustrze. Wyglądam starzej, niż na swoje 26 lat. Czarne oczy odwzajemniają lustrujące spojrzenie. Mokre czarne włosy prawie sięgają brwi. Szerokie barki, umięśnione ramiona zahartowane przez pomaganie moim ludziom na budowie, lekko wyrzeźbiony brzuch. Cóż, za siłowniami nie przepadam, za to uwielbiam ćwiczyć na powietrzu. Zwisający między udami członek lekko obija się o jądra. Chwytam ręcznik i po chwili jestem już suchy. Wciąż nagi z szafy na korytarzu wyciągam przygotowane zawczasu ubranie. Polowy mundur, spodnia i kurtka, pod nim lekka bluza z koszulką, a na tym wszystkim leży bielizna. Szybko się ubieram. Leży na mnie jak druga skóra i nie ogranicza ruchów. Na wszelki wypadek opadam na ręce i robię pompkę. Nic nie trzeszczy, wszystko gra. “Dobra, śniadanie” – myślę. Celowo zostawiam buty i podłużną torbę w szafie. Przez moment zastanawiam się, co przygotować, wreszcie wzruszam ramionami i wyciągam mleko i płatki. Po zaspokojeniu głodu, nastawiam czajnik elektryczny i przygotowuję śniadanie dla śpiącej Karoliny. Kromki kroję w zgrabną kostkę, nakładam skrojonego naprędce pomidora, szynkę, ser i trochę sałaty. Akurat gdy kończę, gotuje się woda. Parzę od razu w trzech kubkach, żeby przelać gotową do termosu. Zapisuję jeszcze karteczkę. Po zabiegu wyjmuję z szafki tacę, układam na niej wszystko i niosę do sypialni. Kładę obok niej na łóżku i przejeżdżam dłonią po krzywiźnie jej boku. Drgnęła przez sen i na powrót znieruchomiała. Mały gest, śniadanie do łóżka, ale wiem z doświadczenia, że wiele znaczy dla budzonego. Wychodząc zamykam za sobą cicho drzwi. Nie zerkam już na nią, wystarczą mi wspomnienia jej falujących pode mną piersi. Póki co.

    Zerkam na zegarek i klnę siarczyście pod nosem. 6:04. Cholera, planowałem wyjść o 6. No cóż. W przedpokoju zakładam na nogi buty. Potem, powolnym, pełnym szacunku ruchem wyciągam wspomnianą wcześniej torbę. Z tyłu głowy głos szepcze mi, że pośpiech jest zaprzeczeniem prędkości. Uśmiecham się półgębkiem, uniwersalna zasada. Sprawdzam jeszcze na dotyk, czy wszystko na pewno się wszystko mam wyliczając w myślach:

    – “Snajperka – jest. Trzy magazynki do niej – są. Ulubiony pistolet na gaz znajduje się w bocznej kieszeni – jest. Trzy podłużne magazynki do tejże broni – też. Okulary – w kieszeni kurtki. Kamizelka” – zdejmuję z wieszaka lekką kamizelkę z doczepioną do niej siatką maskującą i zakładam na ramiona, zapinając każdą klamrę. – “Jest. Siatka doczepiona, granat dymny w torbie. I gwóźdź programu – kominiarka z wymalowaną na niej zatartą czaszką – w wewnętrznej kieszeni kurtki. Rękawiczki podbite kevlarem – zewnętrzna kieszeń.”

    Otwieram szufladę i wyjmuję z niej kaburę biodrową i mocuję ją do paska na prawym biodrze. W szufladce zostaje tylko podwójna ładownica na magazynki pistoletowe. Przypinam ją po drugiej stronie. Siadam na próbę, sprawdzając ułożenie akcesoriów. Idealnie – uśmiecham się z zadowoleniem. Wstaję i szybkim krokiem zmierzam do wyjścia. Klepię się po wielu kieszeniach, sprawdzając, czy na pewno mam dokumenty i klucze do auta. Wszystko jest. Biorę wdech i wychodzę na korytarz zatopiony w mroku. Zamykam za sobą drzwi. Nie przejmuję się, jak poradzi sobie sąsiadka, swój komplet dorobiła dawno temu.

    6:20. Przyjeżdżam pod dom Owsa. Czeka przed blokiem. Nic nie mówiąc jedziemy po Domi. Lewego, z racji tego, że mieszka najbliżej miejsca eventu, zbieram na samym końcu. W niewielkim aucie robi się ciasno ze wszystkimi torbami.

    6:50. Wyłączam silnik na parkingu niedaleko wejścia na teren imprezy. Z oddali widzę, że Gen już jest. Kiwam głową i sygnał wszyscy zakładamy kominiarki na twarz i niebieskie banderole na ramiona. Oznaczenia drużyny. Wysiadamy z samochodu i w ciszy kroczymy w kierunku lidera całej grupy.

    – Myślałem, że się nie wyrobisz – mówi.

    Nie odpowiadam, stoję w bezruchu. Nie lubię gadać na strzelance.

    – Chodźcie, mamy niewiele czasu.

    Idziemy w kierunku otwartej bramy. Na wejściu każą nam zdać broń w celu sprawdzenia parametrów. Przy okazji darmowy serwis, jeśli by ktoś takowego potrzebował. Odbieramy i idziemy w kierunku następnego stanowiska, gdzie dostajemy naklejki na kamizelki. Dostaję numerek jeden. Do przewidzenia, zwiad musi być szybki, a więc lekki. Berta z kolei otrzymuje pełną trójkę. Najbardziej obudowana, służy nam do chronienia VIP-ów, głównie jako zapas. Trzecie stanowisko to wydawanie kulek, i doładowanie gazu/elektryki. Czymś repliki muszą strzelać. Po serii prób, dostajemy cały osprzęt z powrotem.

    – Dobra, teraz spacerek. Pokażę Wam, który odcinek macie zaminować.

    Kiwam głową na znak, że przyjąłem do wiadomości. Jakieś 2 kilometry dalej, Gen wskazuje nam miejsce. Bez słowa zabieramy się do roboty, dwójkami. Jeden ustawia pułapkę, drugi ubezpiecza. Zajmuje nam to około 2 godzin, obszar jest naprawdę spory. Nie ma to ich przeciwników zatrzymać, tylko spowolnić.

    Godzina 9:30. Skończyliśmy. Jesteśmy teraz w drodze do centrali, oddalonej o trzy kilometry. Po drodze mijamy nasze miejsce do rozstawienia. Żadne z nas nie patrzy w tamtą stronę. Dobrze. Musimy pamiętać, że mecz zaczyna się od momentu wejścia. Nasze ruchy śledzą niewidoczne kamery.

    9:57. Centrala nie prezentuje się jakoś specjalnie. Stary, walący się budynek szkoleniowy na niedawno udostępnionym placu treningowym wojska. Owszem, duży, bez szyb, z wieloma pomieszczeniami. Dostajemy niecałą godzinę odpoczynku. Rozsiadamy się wygodnie w niewielkim pokoiku. Lewy czyta książkę, Owies i ja bawimy się telefonami, a Domi chyba przysnęła.

    – Nie lubię czekać. – mówi Lewy znad książki.

    – Nikt nie lubi. – Domi jednak nie śpi.

    – Wiecie, że żydowski rząd po odcięciu napletków swoich dzieci wrzuca je do wszystkiego? Do lodów, zupek, kontrolują przecież wszystko, więc chuj wie, gdzie jeszcze.

    Zerkam na Lewego. Nie mogę nic z jego ruchów ani twarzy wyczytać przez tą maskę. Rzut oka na pozostałych, też się zastanawiają nad tym, czy żartuje. W końcu nie wytrzymuje Owies i wybucha głośnym rechotem. Po chwili wszyscy zaczynamy się śmiać. Całe napięcie opada.

    11:00. Po krótkiej odprawie z całą grupą 36 osób, Gen pozwala nam się rozejść. Lecimy szybko na wyznaczone pozycje i czekamy. Ja z Domi, po drugiej stronie przesieki Owies z Lewym.

    12:00. Wszyscy uczestnicy słyszą metaliczny brzdęk gongu oznaczający rozpoczęcie imprezy. Dobra, do 17 mamy utrzymać centralę. Przez lunetę karabinu snajperskiego widzę, jak wrogowie nadchodzą. Mają do przejścia jakiś kilometr, zanim znajdą się pod górą. To, że zwalniają, odnotowuję przypadkiem, w słuchawce słyszę komunikaty moich Duszków.

    12:10. Słyszymy potrójny gong. “Ki czort?” – myślę. Potrójny oznacza zawieszenie broni i ogłaszanie wiadomości na ogólnej częstotliwości.

    – “Następuje zmiana zasad. Na teren wszedł VIP. Pierwsza drużyna, która doprowadzi go do swojej centrali i utrzyma przez godzinę wygrywa.” – koniec komunikatu sygnalizuje kolejny gong.

    – No to przeje.. – słyszę jeszcze w słuchawce Lewego, zanim nastąpi jazgot rozgorączkowanych głosów.

    – Co robimy? – pyta Owies.

    Sam chciałbym to wiedzieć, ale z moich ust pada seria rozkazów:

    – Domi, kontakt z centralą; Lewy, lustruj po skosie na dole; Owies, kontroluj przeciwników, czy nie zmienili tempa.

    Wydaje się to ich uspokajać, więc zanurzam się w myślach. Kto mógłby być na tyle głupi, żeby wejść na teren, i co ważniejsze – jak? Wpuścić ją organizatorzy musieli, bez dwóch zdań. Którą stroną idzie. I kto to, kurwa, jest?! Cały nasz plan poszedł się w tym momencie paść na łonie Abrahama.

    – Szefie, centrala melduje, że VIP idzie od północy, czyli od naszej prawej strony. Powinniśmy go zobaczyć za jakieś 10 minut.

    – Chyba mają te same dane, bo zdają się co chwilę przyspieszać, ale pułapki ich z powrotem spowalniają.

    – Chuj – wymyka mi się – Lewy, kontaktuj się z Czerwonką, dowiedz się, jak szybko mogą tu dotrzeć.

    Przestawia radio i szybko mamrocze.

    – Źle, mają dobrze okopane pozycje, ale będą tu najszybciej za jakieś 25.

    Myślę gorączkowo, ale nic nie przychodzi mi do głowy.

    – Dobra, póki co zaczekamy tutaj na naszą pierdołę. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie.

    Tak więc czekamy. Mimo niecierpliwości, żadne z nas nie przyspiesza oddechu. Minuta po minucie, wreszcie widzimy, jak w oddali wynurza się jakaś postać. Domi i ja równocześnie zerkamy przez lunety. Mimo znacznej odległości, na chwilę zatrzymuje mi się serce, a w ustach czuję suchość. Nie, to niemożliwe, kurwa, nie! Na szczęście szybko się opanowuję drżenie. W krzyżu lunety widzę Karolinę. Ubrana w pseudo maskujące leginsy i opinającą się na jej pełnym biuście czarnej, idzie spokojnie, nieświadoma dwóch dużych grup, które zaraz się ze sobą zetrą. Włosy związała w koński ogon. Kątem oka widzę, że Domi mi się przygląda z zaskoczeniem.

    – No, niezła jest, ale żebyś od razu zdębiał? – cicho parska śmiechem.

    Gdyby tylko wiedziała..

    – Johnny, widziałeś tą figurę? Brałbym Kurde, studentka AWFu, jak nic. A wiecie, co o takowych mówią – w słuchawce słyszę denerwujące komentarze Owsa i Lewego.

    Chwila, czemu mnie to denerwuje? Dlaczego dosłownie przed chwilą poczułem ukłucie ‘zazdrości’? Zdziwiony nawet nie słyszę dalszych komentarzy.

    – Raport – rzucam, przerywając te śmieszki.

    – Paczka schowa się za jakieś 5 minut za drzewami. Póki co jest pewnie świetnie widoczna też dla nich – mówi Lewy.

    Z kolei Owies rzuca mi bombę na głowę:

    – Przednia straż przejmie ją za 6/7. Niezły pierdolnik.

    Mało powiedziane. W myślach układam soczystą wiązankę na tę sytuację. Nagle zapala mi się lampka w głowie. Szanse na powodzenie koło 0, duża szansa na przechwycenie paczki przez przeciwników. Chyba że…

    – Domi, wstrzymaj Czerwonkę. Niech wracają do swoich pozycji i przygotują się do odparcia paskudnej fali. Potem odliczaj czas awangardy do przejęcia VIPa. Lewy, skontaktuj się z Tamką, niech walnie jednym pociskiem w środek terenu przed nami. Owies, podczołgaj się do mnie z Bertą. – wydaję rozkazy, samemu odczołgując się od krawędzi zbocza.

    Gdy mam pewność, że nie zostanę zauważony, wstaję, rozpinam kamizelkę i zdejmuję kurtkę. Z powrotem nakładam kamizelkę na bluzę. Przejeżdżam po niej dłonią, by upewnić się, że siatka maskująca i granat dymny są na miejscu. Dwa magazynki tkwią pewnie w podwójnej ładownicy. Trzeci dociąża pistolet. W tej sekundzie pojawia się Owies i wręcza mi ciężką kamizelkę. Z niemałym trudem ją zakładam i zapinam. Krzywię się pod ciężarem.

    – Powiesz nam, o czym myślisz? – pyta Owies.

    – Przejmujesz dowodzenie na chwilę. Robimy “kryształek”.

    – Czekaj – łapie mnie za ramię – ćwiczyliśmy to tylko dwa razy – mówi nieco przerażony.

    – Tak, dlatego wiem, że się uda. Bierzesz na oczy paczuszkę, Lewy lustruje teren z przodu, Domi ubezpiecza mi tyły. Ja idę. Zgłoś to.

    – Nie wiesz nawet, czy się uda! – mówi podniesionym szeptem

    – Musi, bo jak nie, to przegramy.

    – Za 5 minut zamknie Ci się okienko- naszą sprzeczkę przerywa Domi.

    – Zostawiam Ci moją snajpę, zaopiekuj się nią- rzucam na odchodnym i biegiem ruszam przez las w dół zbocza. Pobiec przez otwartą przestrzeń ani mi się śni. Za duże ryzyko wydania miejsca pobytu mojej drużyny. Dlatego biegnę przeskakując powalone drzewa i roztrącając chaszcze. Widzę już w oddali drogę. Zwalniam i siadam na piętach przy drzewie, czekając na idącą sąsiadkę. Nagle wpada mi do głowy złośliwy pomysł. Niech nie wie, że to ja. Uśmiecham się do siebie. Oczywiście, maska nic nie ukazuje.

    Słyszę trzaśnięcie gałęzi. Idzie. Naprzeciwko mnie jest niewysoki murek, tam ją schowam. Spinam ciało do skoku. Widząc wychodzącą zza drzewa kobietę doskakuję do niej, zakrywając jej jedną dłonią usta, by nie zaczęła krzyczeć i dociskam do murku.

    – Kim jesteś, i co tu robisz? – mówię cicho. Usiłuję nadać głosowi stanowczy ton, jednocześnie próbując nie brzmieć jak ja.

    Odpowiedzią jest przerażony wzrok. No tak, maska, uzbrojenie i przede wszystkim rękawica na twarzy mogą przestraszyć. Gestem nakazuję jej milczenie.

    – Weszłaś na teren finału Ligi ASG, w czasie trwania meczu. Ostatni raz pytam, kim jesteś, i czego chcesz. – popuszczam rękę na jej twarzy. Umalowane oczy dalej patrzą na mnie nieufnie, ale nie krzyczy. Dobrze.

    – Jestem Karolina, szukam Janka. Mówił mi, że dzisiaj tu będzie.

    A to ci heca. Czego może ode mnie chcieć? Zachęcam ją na migi, by mówiła dalej. Przy okazji zdejmuję Bertę i odpinam przytroczone do niej okulary.

    – Chciałam mu życzyć powodzenia. Znasz go? – Czyli jednak mnie nie poznała.

    Zakładam jej kamizelkę, poprawiam klamry i podaję jej okulary.

    – Po co to? – pyta patrząc niezrozumiale na ściskaną w garści parę.

    – Dla bezpieczeństwa. Nasuwam je jej na oczy – Teren jest okamerowany. Jaki Janek?

    – No, Janek – wysila pamięć – Wołają na niego Johnny. Kojarzysz go? – Kiwnięciem głowy potwierdzam. – Zaprowadzisz mnie do niego?

    Przeczę ruchem głowy.

    – Zaraz będzie tu masa ludzi chcących Cię zabrać, pewnie mało łagodnie, do swojej bazy. Zabiorę Cię w bezpieczne miejsce, potem go znajdę. – zerkam na nią wyczekująco.

    – To tu nie jest bezpiecznie? – pyta podniesionym głosem.

    Zanim odpowiem, słuchawka w uchu przemawia głosem Domi:

    – Okienko zamknięte. Sześciu typa, 3 z prawej i 3 z lewej strony przeszkody. Jedna minuta.

    Cholera. Za szybko.

    – Klękaj, głowa do ziemi. – warczę na sąsiadkę, samemu kucając.

    – Co..

    – Już!

    Nie protestuje dłużej, pada na ziemię i chowa głowę w ramiona. W kuckach wyciągam replikę z kabury i odbezpieczam. Zerkam na krótką lufę z wygrawerowaną inskrypcją. “Per aspera ad astra” – “Przez cierpienie do gwiazd”.

    – 20 sekund, pierwszy z twojej lewej- słyszę meldunek.

    – Co się dzieje? – pyta skulona kobieta po podniesieniu na mnie wzroku.

    Zamiast odpowiedzi przytykam do maski pistolet. Ma być cicho. Kiwa głową i na powrót się kuli. Przymykam oczy. Wyciągam broń przed siebie i zamieram w bezruchu.

    Trzaśnięcie gałązki. Ciche, wilgotne klapnięcie buta o ziemię. Jeszcze chwila. Nieznacznie się unoszę. Otwieram oczy i ustawiam się w stronę odgłosów. Ukazuje się lufa karabinka, potem ręka. Wyskakuję jak ze sprężyny. Podbijam karabinek do góry uzbrojoną ręką, drugą okręcam zdezorientowanego delikwenta plecami do siebie. Płynnym ruchem opuszczam w dół broń i pociągam dwukrotnie za spust w kierunku idącego frajera zaraz za pierwszym. Głupi, przechodzi mi przez głowę gdy pada na ziemię. Trzeci wyraźnie nie chce strzelać do swojego. Popycham szarpiącego się w uścisku gościa na niego. Zderzają się i na sekundę tracą równowagę. Tyle mi wystarcza. Strzelam cztery razy w plecy pierwszemu, po czym chowam podbiegam i z zamachu zdzielam trzeciego pięścią w twarz. Znowu pociągam za spust. Najpierw w nogi, potem w tułów. Pierwsza trójka z głowy.

    – Jeden jest przy paczce – melduje Owies.

    Czyli jednak nie śpią. Wiem, czemu nie strzelą. Za blisko paczki. Rzucam się szczupakiem za murek, lecąc unoszę broń, przy zetknięciu z ziemią pyknięcie gazu ogłasza wystrzał. Dostał w głowę. Nie muszę patrzeć, żeby wiedzieć. Turlam się do najbliższego drzewa, wokół mnie śmigają białe kulki.

    – Sory! – krzyczę ochryple zza drzewa. Nikt nie lubi oberwać od karku wzwyż. Sam nie lubię tak załatwiać spraw, ale czasem zejdzie.

    – Luz – słyszę słaby głos.

    Kultura przede wszystkim. Z uśmiechem wychylam się na prawo. Są, blisko siebie. Głąby, besztam ich w myślach. Powinni iść na mnie z obu stron. Strzelam na oślep. Wdech, i wychylam się do przeturlania. Strzelam w ich stronę, jeden dał radę się uchylić. Drugi dostał w ramię, ale jeszcze się trzyma. Turlam się z powrotem za mur i przylegam do niego plecami.

    – Okrążają Cię. – słyszę spokojny głos Owsa.

    Ech, zamiast zabrać paczkę, zaczynają się bawić w kotka i myszkę. Nawet ich rozumiem. Cicho podskakuję i łapię się krawędzi muru. Podciągam i przerzucam się na dugą stronę. Ląduję na ugiętych nogach niemożliwie nisko. Coś musiało mnie zdradzić, bo ten, który dostał w bark odwraca się ku mnie. Za późno. Prask, prask i plask. Podbiegam do ostatniego, ale zdążył już podnieść broń i kolbą uderzyć mnie po ręce. Zdążam tylko strzelić w nogę. *Klank* – metaliczny odgłos informuje mnie o pustym magazynku. Siła uderzenia mnie obraca. Wykorzystuję to obracając się płynnie i uderzając łokciem w skroń. Zamroczyło go, ale nie upadł. Puszczam boczniaka lewą ręką, która wędruje do biodra. Ruchem prawej wyrzucam opróżniony magazynek daleko w bok. Widzę, że powoli zaczyna odzyskiwać równowagę. Nie patrząc na ręce, wyciągam magazynek i jednym płynnym ruchem wkładam go do pistoletu. Kciukiem prawej trącam dźwignię zamka, sunie do tyłu ładując pocisk. Kopniakiem posyłam swojego przeciwnika na ziemię i klękam nad nim, z lufą tuż przy jego skroni.

    – Zgłoś to – mówię cicho.

    – Kwatera, to Du.. – ręką zasłaniam mu usta i przytykam lufę do czoła. Znak, że dostał w głowę z bliskiej odległości.

    Wstaję znad próbującego wstrzymać oddech pechowca. Chowam broń do kabury.

    – Kim ty jesteś? – słyszę pełen strachu głosik.

    Odwracam się w stronę kobiety i podaję jej dłoń pomagając wstać.

    – Jestem Duch. A teraz ty masz być moim cieniem. Robisz to, co mówię, kiedy to mówię. Tylko tak doprowadzę cię do Johnnego.

    Pseudonim Duch. W ramach zakładu raz się zakradłem do policjanta i wyjąłem mu pałkę z kabury. Zorientował się dopiero, kiedy przeszedłem na wprost niego, bezczelnie machając wspomnianą pałką. Wylądowałem za to na dołku, ale śmiechu było co nie miara. Ten sam policjant przyszedł do mnie wieczorem kiedy siedziałem w celi z rękami pod głową i powiedział, że nigdy nie widział człowieka, który porusza się jak duch. No i się przykleiło.

    – Możesz biec?

    – Tak – odpowiada drżącym tonem.

    – Masz jakieś 6 minut oddechu – słyszę w radiu.

    – Lewy, zgraj zrzut – rzucam w słuchawkę.

    Mamy niezły kawałek. Ale pierwsza przeszkoda pokonana. Po jakimś półkilometrowym biegu z przerwami na wybadanie obszaru przed nami przez Lewego, gdy słyszymy huk moździerza. Mam nadzieję, że trochę ich przerzedziliśmy. Biegniemy dalej.

    – Stop! – oznajmia Lewy – dwa cele, 200 metrów z przodu. Chowajcie się.

    Po lewej las, po prawej las. Decyduję się na prawo, więcej liści. Odpinam ciasno zwiniętą siatkę maskującą od swojej kamizelki.

    – Chodź – syczę do Karoliny.

    10 metrów od drogi widzę sporą hałdę liści. Rozkładam obok siatkę.

    – Wchodź – mówię do czterdziestolatki.

    Bez słowa opada na kolana i wpełza między brezentową płachtę a nawleczone na cieniutkie linki uschnięte listki i gałązki. Mimochodem zauważam jej wypiętą przez sekundę pupę. Przełykam ślinę. Dla pewności jeszcze zrzucam szybko na nią hałdę liści. Po czym pakuję się za nią do środka. Jest ciemno i duszno. Projektując ten kamuflaż nie brałem pod uwagę przebywania w nim dwóch osób jednocześnie. Brak miejsca powoduje, że muszę się ułożyć na niej. Głowa przy głowie, pęczniejący szybko kutas na jej tyłku. Musi to czuć. Lekko odwraca głowę patrząc na mnie. Kładę palec na ustach. Lekko kiwa głową. Na zewnątrz słyszę szelest. Zerkam przez szparę w liściach i dostrzegam pół metra od nas dwie pary butów.

    – Widzisz coś?

    – Nic, pusto. Nieźle nas urządził, co? Podobno utłukł cały zwiad strzegąc VIPa.

    – Gadanie. Musiał mieć wsparcie. Żaden facio nie rozwali całego zwiadu. Poza tym mamy przecież asa w rękawie. Jak coś, to oni go rozwalą. – rechot jest nieprzyjemny. -Chodź, nic tu po nas.

    Buty odwracają się i odchodzą. Ale nie ruszam się. Skłamałbym, jeśli bym powiedział, że przyciskanie penisa do ponętnego ciała nie ma na to jakiegoś wpływu.

    – Czysto – Głos Owsa.

    – Czysto- potwierdza Domi.

    – I czysto – mówi Lewy.

    Wycofuję się i rutynowo szukam zagrożenia. Nic. Klepię w łydkę Karolinę i pomagam jej wstać.

    – Idziemy.

    Trzymając broń w pogotowiu, biegniemy dalej. Połowa dystansu za nami. Biegnę za nią nieco po boku, starając się nie gapić na jej podskakujące pośladki. Nagle słyszę ostry głos w słuchawce:

    – Z tyłu!

    Popycham swoją sąsiadkę na bok, do drzew i zaczynam się obracać. W tej samej chwili czuję ból w udzie i przewracam się na ziemię. Turlając się dalej od kobiety ostrzeliwuję teren za nami.

    – Jeden zdjęty – słyszę głos Domi.

    – Drugi zdjęty. Czysto. – odzywa się Owies.

    Cholera, czy ta dwójka z wcześniej coś usłyszała, czy to zwykły przypadek? Wzruszam ramionami. Nie czas na dywagacje. Z kieszeni spodni wyciągam bandaż i przewiązuję nim udo, dbając, by czerwona plama ulokowała się z tyłu. No i po bandażu. Zostaje mi jedno trafienie na kamizelkę i będę bez niczego. Znowu dywagacje, stwierdzam podnosząc się z trudem z ziemi. Muszę udawać, że mnie to boli. Utykać przez jakiś czas. Podchodzę do mojego VIPa, w międzyczasie zmieniając magazynek po raz kolejny.

    – Cała?

    – T.. T.. Tak – odpowiada w szoku.

    Biedactwo, nie jest przyzwyczajona do strzelania. Zabiorę ją na strzelnicę, postanawiam. Delikatnie pomagam jej wstać. Ocieram jej twarz z kurzu i wyciągam do niej rękę. Chwyta ją i kuśtykając udajemy się w dalszą trasę. Mam nadzieję, że to już koniec niespodzianek.

    Pół godziny później zatrzymujemy się na odpoczynek. Widzę, że już ledwo dyszy. Nie winię jej, noszenie Grubej Berty tak długo wbija człowieka w ziemię. Szturcham ją i pokazuję, jak ma oddychać. Nie chcę, żeby padła przez przewentylowanie się. Głęboki wdech, głębszy wydech. Po chwili jej oddech się normuje. Uśmiecha się do mnie z wdzięcznością.

    – Nie jesteś rozmowny, co? – śmieje się.

    “Nie mniej niż ty wczoraj” myślę z rozbawieniem. Żeby podtrzymać złudzenie i po prawdzie mój styl na strzelankach, wzruszam tylko ramionami. Pospieszam ją gestem.

    – Jeszcze chwilę, proszę – przeczę tylko głową.

    – Niedaleko – pada z moich ust burknięcie.

    Ciężko wzdycha, ale posłusznie zaczyna truchtać. Jest wytrwała. Podziwiam ją. Znam ją i wiem, że jak się uprze, nie da się jej od danego postanowienia odciągnąć. Poza tym, że jest diabelnie seksowna, ma też czym myśleć. Czasem dla sportu rozmawiamy samymi powiedzonkami. A rozmawiamy dużo, o wszystkim, a tematów nigdy dość. Otrząsam się i ruszam za nią. Standardowo, za plecami teoretycznie jest zagrożenie. Nagle coś mi się nie zgadza. Zatrzymuję ją szarpnięciem, kieruję za mnie i celuję przed siebie. Słyszę jej przestraszony oddech.

    – Przód czysto. Co jest? – Lewy pierwszy się orientuje.

    Prawie niezauważalnie kręcę głową. Coś jest nie tak jak powinno. Nie wiem, co mnie zaalarmowało.

    – Tył czysto – słyszę Domi.

    Więc o co chodzi?

    – Nic nie ma.. – zdezorientowany Owies pewnie złapałby się za głowę.

    Coś jest. A właściwie: ktoś. Spięty, dalej lustruję okolicę. Nagle sztywnieję. Opuszczam głowę. Widnieją na niej trzy czerwone plamki. Kto dał radę prześlizgnąć się niezauważony przeze mnie? To ten as w rękawie, o którym słyszałem wcześniej?

    – Nie strzelać – mówię półgębkiem. Dalej staram się, by mój głos brzmiał inaczej.

    Powoli podnoszę łapy do góry. No dobrze, zagram. Nagle spomiędzy krzaków po lewej wychodzą dwie postacie. Jeszcze jedna zza drzewa w pięknym maskującym komplecie. Wszystkie lufy wycelowane we mnie.

    – Duchu, jak to wspaniale cię widzieć. Starzejesz się, brachu. – słyszę rozbawiony głos.

    Ha, ze wszystkich dzisiejszych niespodzianek ta jest najmniej przyjemna. Mam jakieś 600 metrów do pozycji Kary, kilometr do centrali. Oczywiście, że tutaj akurat zastawił pułapkę. Na środek drogi gnida.

    – Igor – mówię martwym głosem.

    – Pamiętasz mnie? Czuję się zaszczycony.

    Idzie w moim kierunku. Swoich trzech przybocznych ma za sobą.

    – Ile to już czasu minęło? Za dużo, nie dzwonisz, nie piszesz. A-a-a, broń do kabury, mój drogi. Powolutku. – zauważa mój ruch. Kurwa. Mogę wyłącznie siebie winić. Przecież sam go szkoliłem. Robię co każe.

    – Pico belo, mi amore, pico belo. Więc to jest ta paczuszka? Już wiem, dlaczego od razu do niej poleciałeś. Pewnie masz ochotę zaruchać? Kochany, nie twoja liga. Może i cicho się poruszasz, ale przy tej tutaj potrzeba czegoś więcej.

    Twarz pod kominiarką wykrzywia mi wściekły grymas. Pięści bezwolnie się zaciskają.

    – Och, no nie denerwuj się. Po prostu przyznaj, że jestem od ciebie lepszy i przyłożę ci lufę do główki, co ty na to?

    Oburzone fuknięcie za moimi plecami wskazuje, że Karolina wyrobiła sobie już o nim opinię. Z tą myślą wraca mi nagle trzeźwość myślenia i oceny sytuacji. Musimy się zgrać wszyscy, inaczej nici wyjścia z tego cało. Rozluźniam palce.

    – Oślizgły z ciebie gad, wiesz? – mówię. Zbliża się o następny krok.

    – Wiem, dlatego mogłem cię złapać. Obróć się.

    Wykonuję to powoli. Jak tylko ustawiam się plecami do Igora, szepczę:

    – Jak się zacznie, schowaj się za drzewem po prawej.

    Ledwo skinęła głową. Dobrze. Kończę ruch.

    – Zadowolony?

    – Bardzo. Ile wyciskasz? – pyta ze śmiechem.

    – Jedynka oznaczona. – słyszę w uchu Lewego.

    – Dwójka oznaczona – teraz Domi się odzywa. Wraca mi pewność siebie.

    – Czekaj na trójkę – Owies, kurwa, pospiesz się.

    – 80 kilo. – mówię.

    – No proszę. No cóż. Dużo Ci to teraz nie da. Klęknij sobie.

    Powoli klękam na jedno kolano.

    – Trójka gotowa. Zostaje ci Igor. Na twój znak.

    – To kończymy, prawda? Ostatnie słowo? – staje praktycznie 3 kroki przede mną.

    – Zapomniałeś o czymś – mówię rozbawiony zatrzymując ruch w połowie.

    – Niby o czym?

    – O tym, że nigdy nie pracuję sam – mówiąc to zaciskam pięść prawej dłoni.

    Jeden po drugim, wszyscy padają. Zaskoczony odrywa ode mnie wzrok na moment. Zrywam się do Igora, odbijam mu broń w lewo i chwytam jego rękę. Uderzeniem łokcia go rozbrajam. Moje kolano ląduje w jego brzuchu. Podcinam go jeszcze i moja dłoń ląduje na pistolecie w kaburze.

    *Bang*. *Bang*. *Bang*. Trzykrotny gong. Dalej go trzymam, ale rozluźniam prawą dłoń spoczywającą na rękojeści. Zauważam, że sąsiadka jest przy drzewie.

    – “Ogłoszenie. Brawl: Igor kontra Duch.” – Ponowne uderzenie w gong kończy komunikat.

    To się porobiło, ha. Brawl. Jeden na jednego. Jeśli ktoś się wtrąci, jego drużyna z miejsca jest dysklasyfikowana. Momentalnie od niego odskakuję. Jeszcze ma czelność się śmiać. Podchodzę spokojnie do Karoliny.

    – Nie wtrącaj się, choćby nie wiem co się działo. Zrozumiano?

    Kiwa głową. Dobra, to to mamy z głowy. Widzę, że Igor zaczął się już przygotowywać. Zdejmuję kamizelkę z grzbietu i układam ją przy drzewie. Następnie wyciągam broń. Kładę ją na kamizelce. Ostatnią rzeczą są okulary. Układam je na wierzchu, po czym odwracam się do mojego przeciwnika. Stajemy naprzeciw siebie.

    *Bang*. Gong daje sygnał do startu. Okrążam go. Po chwili rusza na mnie. Blok, unik i kontra. Niestety, przy okazji zarabiam sierpowym. Chcę to szybko skończyć. Okładam go po klatce, on mnie po głowie. Nie przed każdym ciosem daję radę umknąć. Chwieję się pod wyjątkowo mocnym ciosem na brzuch. Jednocześnie sprzedaję mu kopa w odsłonięty bok. Obaj się chwiejemy. Przy następnym zamachu łapię moją rękę. Widzę na jego ustach tryumfalny uśmieszek. Inkasuję kopnięcie w kolano. Staw trzeszczy, zwijam się z bólu. Ciągnie mnie do drzewa i praktycznie o nie rzuca. Au. Podnoszę oczy na przerażoną twarz Karoliny. Nie dostrzegam ciosu w szczękę. Jego pięść jest młotem, pień kowadłem. Zakręciło mi się w głowie. Pęka mi warga, pewnie z lewej strony też coś sobie rozciąłem pniem, bo czuję lepkość we włosach. Drugiego ciosu nawet nie zauważam. Widzę moją boginię, jej rozwarte w krzyku usta.

    – DUCH, WSTAWAJ!! – krzyczy. Jakbym nie próbował.

    – Weź się w garść i dojeb idiocie.. – słyszę jeszcze w słuchawce głos Lewego.

    Ej, to ja tu obrywam. Igor nachyla się do mnie.

    – Widzisz, już kończymy. A potem zajmę się tą twoją kurwą.

    O, nie. Nikt tak nie zwraca się do kobiety w mojej obecności. A już zwłaszcza do mojej kobiety. Przy spadającym ciosie szarpię głową w tył, jego ręka uderza w pień drzewa. Słyszę chrzęst. Prawą dłonią zbijam jego rękę, a lewą uderzam otwartą dłonią w jaja. Zgina się wpół. Z rykiem wściekłości podnoszę się na nogi. Moje kolano, jego twarz. Raz, drugi i trzeci. Puszczam go i ląduje na ziemi. Odwracam się i upadam na kolano. Podwijam nieco kominiarkę, żeby splunąć krwią i z powrotem ją nakładam. Dobrze, że blondynkę mam za plecami.

    – Skończmy to. – słyszę.

    Odwracam się i widzę podnoszącego się Igora. Wstaję i zbieram siły. Nic innego mi nie pozostało, nie mam już sił. Przyjmuję pozycję do wing-tsun. Zobaczymy, ile faktycznie jest to warte. Otwarte dłonie trzymam rozluźnione. Biegnie do mnie. Tuż przede mną chce mnie uderzyć. Zbijam jego ruch dłonią, drugą trafiając go w twarz. Zachwiał się.

    – Kończmy – mówię.

    Podnosi prawą rękę. Wykorzystuję okazję. Przypadam do niego, okręcam wokół jego ramienia swoje, blokując mu je pod pachą. Próbuje coś zrobić lewą, ale odtrącam ją niedbale. Podstawiam mu stopę pod nogę i z całej siły uderzam otwartą prawą dłonią w jego mostek. Upada na plecy. Próbuje wstać, ale ręce odmawiają mu posłuszeństwa.

    *Bang*. *Bang*. *Bang*.

    – Brawl wygrywa Duch.

    W uszach mi dzwoni, ale mimo to słyszę wiwaty. Podchodzę do swojej kupki, pakuję wszystko na siebie i idę do VIPa.

    – Teraz zabiorę Cię do Johnnego – mówię zmęczonym głosem.

    Rzuca mi się w ramiona. Odwzajemniam uścisk. Szybko jednak się wyślizguję.

    Po dotarciu do Kary witają mnie jak bohatera. Klepanie po ramionach nie ma końca. Kara siedzi pod drzewem i macha do mnie ręką. Daję radę tylko podnieść swoją. Idziemy dalej do centrali.

    Przy centrali już z daleka krzyczą do mnie o hasło. Podaję odzew i wszystkie karabiny się rozluźniają.

    – Ładny wycisk mu dałeś – mówi Gen.

    – Skąd..

    – Skąd wiem? Bo mam obraz na żywo z tego co się dzieje, jako że sam nie biorę udziału w walce. Leć do medycznych, potem masz 40 minut wolnego. A ja pogadam sobie z naszą koleżanką. – i uśmiecha się do niej.

    Jeszcze chwyta mnie za rękę.

    – Obiecałeś – mówi z wyrzutem.

    Gdyby była w stanie dostrzec, ujrzałaby moje mrugnięcie. Kiwam głową na znak, że pamiętam. Idę do saloniku medycznego, gdzie obmywają mi wargi z krwi. Skaleczenie z boku głowy okazuje się niegroźne, więc szybko od nich wychodzę. Pytam tylko, czy z Igorem w porządku. Dostaję potwierdzenie, że już się nim zajęli. Zamroczony, ale przeżyje. Z ulgą przyjmuję nowinę. Nie chciałbym, żeby był trwale uszkodzony. Zakładam znowu maskę i wychodzę. W głównym pomieszczeniu uderza mnie światło monitorów i panujący nad nimi Gen.

    – Jakim cudem wynajdujesz sobie zawsze najładniejsze laski, nigdy chyba nie zrozumiem tego fenomenu. Ale szuka Ciebie, więc startował nie będę. Przy okazji: czemu nie powiedziałeś jej, że ty to ty?

    – Szczerze? Dla zabawy. Nie uważasz, że wyszło całkiem znośnie? – pytam śmiejąc się.

    – Z Igorem przez chwilę się martwiłem. Ale nieważne. Póki co idź do niej. Macie 40 minut. – na odchodnym widzę jego wyszczerzone zęby i mrugnięcie.

    – Zbyt obolały jestem – twierdzę, ale nie przekonuję nawet sam siebie.

    Po krótkich poszukiwaniach natykam się na otwarte drzwi. W środku stoi przy oknie ona. Dalej w kamizelce i okularach. Dobrze, nawet tutaj mogą w każdej chwili wpaść. Wchodzę i zamykam za sobą drzwi z rozmachem. Podskakuje w miejscu i obraca się do mnie. Siadam bez słowa na pryczy w rogu pokoiku.

    – W porządku? – pyta z niepokojem.

    Dawno nie czułem się tak dobrze. Podnoszę wzroki cieszę się widokiem. Dopasowane leginsy podkreślają jej kształty, wyżej kończy się zabudowana kamizelka. Choć skrywa jej walory pod ciężkim materiałem, nietrudno domyśleć się potęgi jej sporego biustu. Opina się na jej klatce, zwężając w talii. Nie spodziewałem się takiego widowiskowego efektu ubierając ją w nią. Jej cycki pewnie są bardzo rozpłaszczone i podrażnione w tej chwili. Na samą myśl o jej zaróżowionych z udręki sutkach krew napływa mi do fiuta. Potwierdzam skinięciem.

    – To dobrze. Czy teraz mógłbyś poszukać Janka? – nadzieja w jej głosie jest bardzo łatwa do wychwycenia.

    Udaję się w stronę drzwi. Jednak zamiast wyjść, zasuwam skobelek. Odwracam się i powoli do niej podchodzę. Zaczyna się cofać do ściany. Zdejmuję kamizelkę i rzucam w kąt. Napieram na nią bardziej, od jej biustu dzieli mnie jedynie Berta.

    – Co robisz? Zostaw mnie! – prawie krzyczy.

    Podnoszę ręce do kominiarki powoli ją zdejmuję. Zatrzymuję się nad ustami i wyciskam na jej wargach mocny pocałunek. *Plask*, dostałem mocnego liścia. Obolała jeszcze twarz płonie na nowo. Nic nie mówię tylko dalej zdejmuję maskę. Niedowierza. Widzę jak przez jej twarz przelatują skrajne emocje. Od początkowego przestrachu poprzez niedowierzanie, na radości kończąc. Rzuca mi się na szyję i ściska z całych sił.

    – Ty debilu, jak ja ci… – nie daję jej skończyć, zamykam jej usta pocałunkiem.

    Dociskam ją bardziej do ściany próbując na ślepo zdjąć jej kamizelkę. W końcu się udaje. Berta spada na ziemię z cichym łupnięciem, odtrącam ją byle dalej od nas. Wreszcie czuję jej wielkie cycki rozpłaszczające się na mojej klacie. Moje ręce układam na ścianie, po bokach jej głowy. Nie ma gdzie uciec. Jakby na potwierdzenie, dociska się przyciska się jeszcze bardziej do mojego ciała. Nasze języki walczą ze sobą o dominację nad jamą ustną drugiej osoby. Jej dłonie spadają na mój tyłek. Dociska mnie do siebie, tak jakby chciała mnie wchłonąć w siebie. Zaczyna mi brakować tchu. Łapię ją jedną ręką za kark i zagryzam jej wydętą wargę. Próbuje się ode nie oderwać, ale trzymam mocno zębami jej wargę. Odchyla nieco głowę . Jej dolna warga dalej w moich ustach napina się lekko. Z jej ust pada jęk. Rozluźniam szczęki i przypadam z powrotem do niej, całując i liżąc jej obolała wargę. Gdy ja zajmuję się jej wargą, ona ślini moją górną. Zasysamy nawzajem swoje wargi. Wnętrze jej ust jest ciepłe i mokre. Kładę dłoń pod jej dupą i potrząsam jej jędrnym pośladkiem. Jej zadowolone pomruki są stłumione. Nagle podskakuje na i oplata mnie w pasie nogami. Dalej ssąc jej wargę, trzymam ją za twarde uda. Podchodzę do pryczy i siadam. Na moim kolanach wierci się piękna czterdziestolatka. Puszczam jej wargę i wpycham jej język do gardła. Ślina miesza się w naszych ustach, zaczyna nam brakować tchu, ale żadne z nas nie chce przerwać pieszczot. Liżemy zachłannie swoje usta, by po chwili niechętnie się oderwać.

    – Mamy mało czasu, złotko.

    – Weź mnie na szybko. – mówi mi namiętnym głosem i oblizuje usta.

    Nie tracąc ani chwili, ściskam jej dupkę. Mocuje się z rozporkiem, ja zwijam jej leginsy poniżej dupci. Potem rozpinam jej kurteczkę. Ukazuje mi się biała koszulka przez które wyraźnie przebijają jej sutki. Lewą ręką dalej trzymam ją za tyłek, prawa ląduje na jej cycku. Ugniatam obie krągłości cały czas wymieniając się z nią kapiącą na wszystkie strony śliną. Zerkam w dół na uwolnionego penisa. Oddzielają mnie od jej gorącej cipeczki jedynie wilgotne stringi. Odchylam pasek i dotykam wygolonej pizdy. Obydwoje wydajemy z siebie jęknięcie. Ruchy jej tańczących bioder zostawiają na fiucie ślady jej śluzu. Chwile tak po mnie jeździ, w końcu odrywa ode mnie usta.

    – Chcę go. Już! – prawie krzyczy.

    Dłonią nakierowuje mnie na wejście do dziurki. Patrząc sobie w oczy wstrzymujemy oddech. Powoli się opuszcza i centymetr po centymetrze zatapia mojego kutasa w swoim wnętrzu. Gdy dosiada mnie do końca otwiera szeroko usta w niemym krzyku, przymyka oczy ciesząc się twardością w jej wnętrzu. Powoli cofa biodra, by po chwili znów powolnym ruchem się nadziać. Z podniecenia przymyka oczy. Ujeżdża mnie tak przez moment. Nie wytrzymuję, i gdy cofa się tak, że główka prawie całkiem z niej wychodzi, szybkim ruchem nabijam ją z powrotem. Wydaje z siebie cichy okrzyk. I jeszcze raz. Zostawiam e spokoju jej sutek – zjeżdżam dłonią na jej biodro. Nadaję jej szybkie tempo. Jeżdżę językiem po jej szyi. Ciągle jęczy. Nie wiem, czy ktoś nas słyszy, ale mam to gdzieś. Jęczenie doprowadza do tego, że zatrzymuję jej biodra. Patrzy na mnie nieprzytomnie, wierci pupą.

     

    – Chcę jeszcze – mówi niskim głosem.

    – Dam ci więcej, suczko, już teraz. – mówiąc to przekładam sobie jej nogi przez barki i podnoszę się.

    Z chujem wciąż w jej gorącej cipce, uginam kolana i zaczynam ją ruchać na stojąco. Rękami trzymam ją za tyłek, ściskając do bólu. Z otrzymywanych doznań, otwiera oczu i usta szeroko. Zanim zacznie jęczeć, rozkazuję jej:

    – Gryź.

    Z pasją rzuca się na moją szyję. Chwyta zębami skórę na szyi i zaczyna ciągnąć. Sprawia mi tym przyjemny ból. By nie pozostać wobec niej dłużnym, moje biodra pracują jak szalone. Pozycja, choć bardzo podniecająca, szybko mnie męczy. Podchodząc do ściany, ciągnę ją mocno za włosy odrywając od pokąsanej szyi. Zdąża jeszcze polizać maltretowane miejsce zanim zrzucam ją na podłogę. Momentalni zaczyna bawić się moim chujem, ale mam inne plany. Brutalnie odciągam jej głowę i odwracam tyłem do siebie. W mig pojmuje, co chcę zrobić. Wypina do mnie swoją krągłą dupę i staje w rozkroku. Ręce lądują na ścianie. Chce zsunąć swoje stringi, ale uderzam ją po rękach. Posłusznie opiera dłonie znowu na chłodnym betonie. Przejeżdżam dłonią po jej rowku, lekko zahaczając o jej odbyt. Kończę ruch na jej łechtaczce, którą delikatnie masuję. Nabiera głęboko powietrza. Jej biodra same zaczynają jeździć po moim kutasie. Chcę ją jeszcze trochę potrzymać w niepewności, więc jadę dłonią z biodra po jej boku. Prześlizguję się po jej piersi, docieram do szyi. Zaciskam palce, jej tyłeczek jeszcze bardziej na mnie napiera. Jednym ruchem wchodzę w nią cały. Jest strasznie wilgotna. Jej twarz robi się czerwona. Lekko rozluźniam palce, by mogła wziąć oddech, potem znowu przyduszam. Robię to kilkukrotnie. W jej cipce jest tak mokro, że słyszę chlupotanie. Uderzam ją w tyłek, zostaje ognisty ślad. Wreszcie czuję, jak zaciska się na mnie mięśnie. Lekko ja przyduszając, nie daję jej krzyczeć. Słyszę tylko głuche stęknięcia. Nogi drżą, zamyka oczy w przeżywanej ekstazie. Jej orgazm wyrzuca mnie z niej i wytryskuje mi na kutasa i spodnie swoje soki. Podtrzymuję ją, żeby nie upadła w niewielką kałużę miłosnego nektaru. Kiedy wraca do rzeczywistości, odwraca się do mnie. Jej pocałunek jest głęboki i namiętny. Odwzajemniam go z niemałą przyjemnością. Wciąż na wpół ubrana opada przede mną na kolana. Przez sekundę przypatruje się mojemu purpurowemu prąciu, po czym oblizuje po całej długości. Wydałem z siebie pomruk zadowolenia. Ręce splata za plecami. Jej pełne wargi obejmują mnie szczelnie, gdy rozpoczyna wędrówkę ustami w dół męskości. Gdy dojeżdża do końca, stara się ruszać językiem. Głaszczę jej włosy, gdy wycofuje głowę. Gdy chciałem wypchnąć biodra ku spotkaniu z jej ponętnymi wargami, zerka w górę i marszczy brwi z oburzenia. Przestaję. Jej wzrok w jednej chwili zmienia się z oburzonego na wyuzdany. Wyciąga prawie całego z ust, zostawia jedynie główkę. Zaczyna kręcić na nim kółeczka językiem, ręką brandzlując kutasa po całej długości. Ssie mnie mocno, zaciskam oczy i pięści. Zaraz dojdę. Z głośnym cmoknięciem wypuszcza kutasa z ust. Wali go obiema rękami, ściskając ramionami piersi tak, bym zobaczył między nimi rowek. Przygryza wargę, cicho jęcząc.

    – Błagam, daj mi swoją spermę. Jestem od niej uzależniona, tak jak od twojego kutasa. – mówi namiętnym głosem.

    Gdy przez moje ciało przechodzą dreszcze, pakuje go całego do swojego gardła. Pompuję swoje nasienie bezpośrednio do jej przełyku. Krztusi się, z oczu lecą jej łzy, ale nie puszcza, przełyka każdą salwę. Nachylam się nad nią i z fiutem w ustach, trzepnąłem ją w pośladek. W końcu wysuwam z jej ust oklapłego penisa. Po brodzie ściekła jej strużka spermy, ale szybko ją oblizała. Otwiera usta, pokazując mi, że wszystko przełknęła. Uśmiecham się i pomagam jej wstać. Muskam wargami jej usta i przytulam do siebie. Trwamy tak, dopóki nie rozlega się pukanie.

    – Duch, koniec spania, za minutę Gen chce cię widzieć.

    Wzdycham ciężko. Mrugając do niej, zakładam rzuconą w kąt kamizelkę. Kątem oka obserwuję, jak podciąga spodnie i zapina kurtkę. Zanim nałożę rękawiczki i kominiarkę, pomagam uporać jej się z założeniem swojej. Poprawiam nieco jej włosy, ona mi rozporek. Korzystając z bliskości całuje mnie w poranioną szyję. Stękam głucho. Nakładam rękawiczki i wciąż się do niej uśmiechając zmieniam się w Ducha. Podczas zakładania okularów, zbliża się do mnie. Ujmuje w dłonie moją twarz i składa na masce pocałunek.

    – Jestem tylko twoja. – i rumieni się uroczo.

    – A ja twój – odpowiadam nieco zaskoczony. Nie wiem, skąd u niej taki romantyzm.

    Otrząsa się i macha do mnie, jak wychodzę z pokoju. Na korytarzu panuje ruch. Podchodzę do stojącego nieopodal mojego zespołu. Wyciągam rękę i Owies rzuca mi moją snajperkę. Dźwignia przeładowania znajduje się w nieco innej pozycji.

    – Strzelałem z niej 5 razy. – mówi nieco zakłopotany.

    – Grunt, że celnie. – odrzekam i przekładam pas nośny przez ramię.

    – Zostały niedobitki, które próbują zdobyć centralę. W 10 minut – parska Lewy zerkając na zegarek.

    – Dach? – pyta Domi.

    – Dach – potwierdzam z uznaniem.

    Idziemy szybko w stronę klatki schodowej. Ludzie schodzą nam z drogi. Wychodzimy na dach i układamy się w rządku.

    – Jaka ona jest? – chce wiedzieć Domi.

    – Miła. Sympatyczna. Polubiłybyście się. – zbywam pytanie.

    – Nie o to pytała – Lewy odzywa się patrząc przez lunetę.

    – Ech.. Dycha, że nie trafisz gościa przy pieńku. – przerywam, próbując wybrnąć od tych pytań.

    – Tego? – pyta pociągając za spust. Biała kulka kreśli płaski łuk i trafia we wspomnianego wroga.

    Bez słowa wyciągam portfel i wyciągam dychę. Chichot Owsa burzy krępujące milczenie. Wszyscy chichotamy jak nastolatki.

     

    *Bang*. *Bang*. *Bang*. *Bang*.

    Oto sygnał końca walk. Zmęczeni, stajemy nad krawędzią budynku, poklepując się po ramionach.

     

    30 minut później odbywa się ceremonia wręczenia trofeum i pamiątkowe zdjęcia zespołów. Wszyscy bez masek, jedynie nasza czwórka się ich nie pozbyła. Następnie ogłoszenie indywidualnych nagród, jak w każdym sporcie. Najlepsza taktyka, najlepsza akcja, itp. Dostaję jedno – za najwięcej zestrzeleń. Potem przychodzi czas na MVP. Otrzymuję ten tytuł przez wzgląd na brawurowo wykonane przechwycenie VIPa, jak i za wygrany Brawl. Skromny medalik wręcza mi Karolina, całując w oba policzki. Robimy sobie zdjęcie. Jedną ręką obejmując jej bok, drugą trzymam medalik.

     

    O 17 następuje wielkie ognisko. Wcześniej zarządziłem zdjęcie dystynkcji. Idę wziąć prysznic, który jest na terenie. Cicha nadzieja na odwiedziny szybko mija, gdy obmywam potłuczone ciało. Wychodzę i idę w kierunku ognisk. Siedzimy w kółku, opowiadając sobie żarty i piekąc kiełbaski. Zerkam co chwilę w stronę siedzącej z organizatorami blond sąsiadki. Jej wzrok też spotyka się z moim. Leciutko przygryza wargę. To nie koniec igraszek na dzisiaj, myślę. Zerkając po raz kolejny nie zauważam jej. Moi znajomi milkną i odwracam się. Stoi nade mną, już bez kamizelki ani okularów. Przysiada się do nas i zaczyna z nami rozmawiać i żartować.

     

    Blisko 20 decyduję się wracać. Jestem obity i zmęczony. Zbieram ludzi i idziemy do auta. Po chwili dogania nas Karolina. Domi z Lewym wymieniają znaczące uśmiechy. Otwieram auto i usłużnie przytrzymuję drzwi kobiecie. Reszta z jękiem pakuje się na tył. Rozwożę wszystkich sprawnie do domów. Żegnamy się wylewnie. Zostajemy z moją pięknością sami w aucie. Prowadząc auto, całuję jej palce.

     

    – Kolacja? – pytam z uśmiechem.

     

    – Z przyjemnością. – odpowiada zadowolona.

    W drodze rozmawiamy o moim zespole. Polubili ją, ona ich też.

    Parkuję na parkingu. Wyciągam torbę i kroczymy do mojego mieszkania. Nieco zaskoczony widzę, że wysprzątała dowody naszych igraszek.

     

    – Moja kochana, weź długą gorącą kąpiel, ja w tym czasie przygotuję jedzenie. – mówiąc to otwieram lodówkę i lustruję zawartość. Wystarczy na moje popisowe danie.

     

    – Wezmę od siebie ubranie na zmianę i przyjdę się tu wykąpać, chyba nie będzie ci to przeszkadzać? – uśmiecha się zagadkowo i wychodzi. Zabieram się szybko do gotowania. Mimochodem tylko rejestruję odgłos otwieranych drzwi i szybkie kroki do łazienki. Kroję kurczaka w kawałki i wkładam go do naprędce stworzonej marynaty. Wrzucając kurczaka na patelnię przygotowuję oprawę. Siekany szczypiorek, cebulka, skórka pomarańczy i chili. Zdejmuję kurczaka i wrzucam na patelnię dodatki, pokrapiając olejem z orzecha i ostrym sosem. Potem wrzucam znowu kurczaka na patelnię. Ma się chwilę podusić, akurat, żebym się przebrał. Nagle wpada mi do głowy diabelny pomysł. Rozciągam wargi w uśmiechu. Szybki skok do szafy i wyciągam z niej małe pudełeczko. Rzut oka upewnia mnie, że niczego nie ubyło. Wyciągam mały pilocik i chowam go do kieszeni.

     

    – “Skoro sama stwierdziła..” – nie kończę myśli.

     

    Zanoszę pudełeczko do łazienki, pukam i nieznacznie uchylam drzwi. Wsuwam tylko rękę, mówiąc “Przymierz, proszę” i szybko się cofam. Zmieniam bieliznę, na to czarną koszulę wpuszczoną w jeansy. Akurat, kiedy zapinam pasek, przestaję słyszeć pluski wody. Wyciągam kurczaka w omaście na dwa przygotowane zawczasu talerze i kładę na stole. Z lodówki na wino wyciągam butelkę i otwieram. Miło pachnie. Rozlewam do kieliszków. Szukam przez chwilę jakiejś świeczki. W momencie jej zapalania gaszę światło tworząc przyjemny półmrok.

    Wychodzi po 3 minutach. Afrodyta. Rozpuszczone włosy opadają jej na jedno ramię. Krwistoczerwona szminka uwypukla kształt jej seksownych warg. W długiej, śnieżnobiałej sukni, odsłaniającej jej talię i plecy wygląda zjawiskowo, biorąc pod uwagę jej opaleniznę. Biust wypycha materiał sukni, i mimo że nie widać jego skrawka, dopasowany krój pozostawia wyobraźni jedynie co do koloru jej brodawek. Bo stanika nie założyła. Widzę, jak sutki lekko przebijają suknię. Opinająca się suknia na jej biodrach wcina się lekko między jej nogi. Rozcięcie od biodra w dół ukazuje kształtne udo i łydkę. Zmysłowo wyciąga przed siebie stopę w białym sandałku i przejeżdża po niej dłonią. Zarówno paznokcie stóp jak i dłoni ma pomalowane na wściekłoczerwony kolor. Wypycha biodro w bok i opiera na nim dłoń.

     

    – Jak wyglądam? – pyta podchodząc do mnie kołysząc zmysłowo biodrami.

     

    – Jesteś boginią.. – udaje mi się skleić zdanie.

     

    – Dziękuję za prezent. Jest baardzo przyjemny – dotyka lekko krocza. Dałem jej jajko dopochwowe, sterowane z pilota.

    Odsuwam jej szarmancko krzesło. Siada z wdziękiem, nieznacznie się wypinając. Również siadam i zaczynamy jedzenie. Rozmawiamy o przeżyciach dzisiejszego dnia. O tym, jak się bała, o moich znajomych, o moim hobby. Czuję jej stopę muskającą mnie po wewnętrznej stronie uda.

     

    – Jestem z ciebie dumny. Dziękuję, że przyszłaś, aczkolwiek na początku miałem pewne wątpliwości – mrugam znad kieliszka.

     

    – A ja lubię cię zaskakiwać.

     

    – A propos wcześniejszego.. – próbuję nawiązać do sytuacji z pokoju.

     

    Podstawia mi kieliszek do nalania. Już druga butelka poszła.

     

    – Musisz się bardziej postarać, jeśli chcesz poznać odpowiedź – mówi zmysłowo.

     

    Sięgam do kieszeni i naciskam guzik. Sztywnieje z kieliszkiem w połowie drogi do uchylonych ust. Wibracje nastawiłem na pierwszy poziom. Tak by przyjemność nie odebrała jej rozumu.

     

    – Coś nie tak? – pytam z udawaną powagą.

     

    Jej ręka wznawia przerwany ruch. Patrząc mi w oczy sączy wino, po czym oblizuje się. Jej stopa ląduje na moim kroczu. Atmosfera gęstnieje. Rozmawiamy dalej. Widzę, że jeszcze panuje nad sobą. Więc podkręcam obroty na drugi bieg. Razem z nim jajko powinno się nagrzać. Wypuszcza z ręki pusty kieliszek, który z brzękiem opada na stół i toczy się

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ian Doe

    Drugie opowiadanie z serii zabawka, podzielone na dwie części, przez zbyt długi tekst xD Zamierzam teraz skupić się na pisaniu tych opowiadań, więc może do piątku/soboty uda mi się dodać kolejne 🙂