Category: Uncategorized

  • Rafal

    Rafał siedział w swoim pokoju przed komputerem ze słuchawkami na uszach. Grał. Na ekranie walczył z potworami swoim ulubionym bohaterem, Geraltem. Zatracał się całkowicie w tym wymyślonym świecie, który poznał dużo wcześniej, czytając książki Andrzeja Sapkowskiego. Nawet nie zauważył, kiedy stanęła za nim jego przybrana mama, ciocia Teresa. Chwilę przyglądała się zmaganiom syna, potem delikatnie dotknęła jego ramienia. Zapauzował grę, zdjął słuchawki i spojrzał na mamę. Obleczona w szlafrok odsłaniający, co nieco, ale według niego, zbyt mało, powiedziała:

    – Idę położyć się trochę wcześniej.

    – Źle się czujesz? – zapytał.

    – Nie skądże. Po prostu potrzebuję trochę odpocząć – powiedziała. – Nie siedź za długo. – dodała.

    – Oczywiście. Jakbym był ci potrzebny, to zawołaj – odpowiedział.

    – Wiem, że mogę na ciebie liczyć – odparła, całując go w czoło. – Dobranoc.

    Kiedy Teresa wyszła z pokoju, powrócił do grania. Pograł jeszcze chwilę, ale nie szło mu za dobrze, gra nie przebiegała już tak płynnie jak dotychczas. Nie mógł się skoncentrować, jego myśli odpływały w zupełnie innym kierunku. Rafał zatrzymał grę. Był zbyt zajęty myśleniem o mamie, jego myśli krążyły coraz bardziej wokół od dawna absorbującej go sprawy. Zauważył już dawno, że zaczął spoglądać na nią w zupełnie inny sposób. Była w typie innej bohaterki „Wiedźmina”, czarodziejki Yennefer. Przynajmniej w jego głowie tak wyglądała. I tak często sobie ją wyobrażał. Coraz częściej łapał się na tym, że stawała się obiektem jego westchnień, jego erotycznych wyobrażeń, jego erotycznych pragnień. Właśnie mama, a nie koleżanki z klasy czy szkoły. Nie interesowały go pod względem erotycznym jego rówieśniczki. Dla niego atrakcyjniejsze były starsze kobiety. Fantazjował niekiedy na temat swoich nauczycielek, ale najczęściej w jego umyśle pojawiała się mama. Zawsze spoglądał na nią inaczej, mieli ze sobą fantastyczną relację.

    Zamieszkał z nią i jej mężem krótko po niespodziewanej śmierci swoich rodziców. Wypadek samochodowy zakończył ich wspólne życie. Kilkuletnim wtedy chłopcem zaopiekowała się siostra jego zmarłej mamy, Teresa właśnie.

    Wujostwo, Teresa i jej mąż, starali się jak najlepiej zastąpić mu zmarłych rodziców. Otaczali go opieką, rodzicielską opieką, jednocześnie pielęgnując w nim pamięć o swoich zmarłych rodzicach. Wujek był kierowcą ciężarówki, dużo czasu spędzał poza domem, w ciągłych rozjazdach, w życiu Rafała był raczej chwilowym opiekunem. Niemniej w tych momentach jego obecności w domu, mógł na niego zawsze liczyć. Im Rafał był starszy tym coraz częściej doceniał ich starania. Wraz z upływem lat zaczął traktować ich jak swoich przybranych wprawdzie, ale jednak rodziców.

    Dzięki ich otwartości wychowywał się w spokojnej, rodzinnej atmosferze, w której nie było niewygodnych pytań, niedopowiedzeń czy uprzedzeń. Nagość nie była dla niego czymś niespotykanym czy wstydliwym, była normalną rzeczą. Zdarzyło się, że widział wujka i ciocię nago, bądź w samej bieliźnie, częściej Teresę z oczywistych powodów. Oni widywali jego. W tym domu było to normalne. Ale skoro z Teresą spędzał zdecydowanie więcej czasu, to z nią miał lepszą, bliższą relację. Bardziej przyjacielską niż w konwencji macocha-syn. Odkąd sięgał pamięcią, mógł polegać na swojej drugiej rodzicielce. Odpowiadała na każde, nawet najgłupsze, pytanie. I nieważna była treść pytania. Nauka czy film, sport czy książka, przyjaźń czy miłość. Żaden temat nie był zakazany, żaden nie pozostawał bez odpowiedzi. Nawet jeżeli pytał o sprawy dotyczące ludzkiego ciała, dorastania, zmian w nim zachodzących. Teresa odpowiedzi dostosowywała do wieku, w którym zadawał pytania i otrzymywał właściwe odpowiedzi bez względu na to, jak szczegółowe były to pytania. Odpowiedzi zawsze były szczere i prawdziwe. Mama cieszyła się z tego, że syn tak bardzo jej ufa, że przychodzi do niej z każdym nurtującym go pytaniem. I z każdym kolejnym rokiem jego rozwoju widziała, jak rośnie, jak dojrzewa, jak się rozwija.

    Na pewnym etapie już nastoletniego życia oboje powiedzieli mu, że kiedy będzie chciał być sam, nie będzie chciał, aby ktokolwiek mu przeszkadzał, to wystarczy zamknąć drzwi pokoju, i tyle. Teresa powiedziała wtedy:

    – Nie interesuje nas, co będziesz wtedy robić. Czytać, grać, robić lekcje, uczyć się czy też może zgłębiać tajniki swojego ciała np. poprzez masturbację.

    – Przestańcie tak mówić – zaprzeczał niezbyt udanie.

    – No nie patrz tak na nas – dodawał niezrażony jego słowami wujek. – Wiemy doskonale, że dojrzewasz, sam zdajesz sobie z tego sprawę. Sam obserwujesz jak zmienia się twoje ciało. Rozmawialiśmy przecież wielokrotnie na ten temat, i doskonale zdajemy sobie z mamą sprawę, że masz chęć na poznawanie swojego ciała. Dorastające dzieci tak mają, a zwłaszcza dorastający chłopcy. Masturbacja jest jednym ze sposobów na takie poznawanie. Nie mamy nic przeciwko, nie zabraniamy. Cieszy nas, że rozwijasz się, dojrzewasz. I przecież naturalnym jest też chęć bliższego poznania własnego ciała. I bardzo dobrze. Nikt w domu nie będzie ci przeszkadzać. A jeśli będziemy w domu, to pamiętaj tylko o zamknięciu drzwi, powieś ręcznik na klamce czy cokolwiek innego. Będzie to widomy dla nas znak, że nie chcesz, abyśmy ci przeszkadzali.

    Oczywiście sam Rafał, jako młody chłopak, odkrył już uroki masturbacji i wielokrotnie doświadczył onanizmu. Zaczęło się zgoła niewinnie. Kiedy wkroczył w okres dojrzewania, organizm sam poinformował go o tak ważnej części ciała mężczyzny, jaką posiada, jak penis. Budził się z naprężonym prąciem, ale dzięki wcześniejszym rozmowom z przybranymi rodzicami, wiedział doskonale, że jego ciało zaczyna się zmieniać, przeistaczać. Przypominał sobie, że obserwował już wcześniej u siebie bezprzyczynowe wzwody, ale wtedy jeszcze nie kojarzył tego stanu z przyjemnością seksualną. Będąc dojrzewającym chłopakiem, coraz więcej interesował się zarówno swoim ciałem, jak i ciałami innych osób. Z wujkiem, kiedy tylko miał okazję, zawsze porównywał się i zazdrościł mu wielkości penisa. Jak był sam w domu, to oglądał się, stojąc nago przed lustrem, cieszył erekcją, dotykał, onanizował. Wieczorami, w zaciszu swojego pokoju zazwyczaj kończył dzień masturbacją, czasami słysząc wujostwo uprawiające seks, kiedy akurat wujek był w domu. Podniecał się, słuchając ich, trzepał kutasa wsłuchany w odgłosy dochodzące z ich sypialni. I coraz częściej chciał być na miejscu wujka.

    Rafał im był starszy, tym coraz częściej zaczynał traktować Teresę nie tylko, jako ciocię, opiekunkę, mamę, ale także, jako kobietę, obiekt jego westchnień i seksualnych pragnień. Pojawiała się często w jego erotycznych marzeniach, jako jego kochanka. Podczas masturbacji wyobrażał sobie jej nagość, jej piersi czy tyłek.

    Doskonale pamiętał, jak będąc jeszcze dzieckiem, kąpali się razem. Nie pamiętał tylko, dlaczego te kąpiele się skończyły. Kiedy o to zapytał, Teresa mu powiedziała, że ich wspólne kąpiele zakończyła z chwilą, kiedy pochwalił się jej swoją pierwszą erekcją. Stwierdziła wówczas, że czas zakończyć ten etap w jego życiu, skoro syn zaczyna dojrzewać. Nie chciała prowokować go swoją nagością, tak to tłumaczyła wtedy. A on im był starszy, tym bardziej interesował się sprawami intymnymi. Mama podsuwała mu do czytania odpowiednie książki, dowiadywał się z nich o zmianach zachodzących w jego ciele. Przeglądał zamieszczone w nich ilustracje, porównywał, weryfikował. Sam przeszedł etap codziennego mierzenia linijka penisa, odkrycia masturbacji i poddawaniu się jej z coraz większą wprawą. Nie przestał tego robić aż do tej pory z większą lub mniejszą częstotliwością. Bo i dlaczego miałby tego nie robić. Mama powiedziała mu przecież, że to normalne, że każdy lub większość przechodzi taki, masturbacyjny, etap w swoim życiu. I przecież miał z tego dużo przyjemności.

    Wracał do chwil, kiedy zdarzało się widzieć ją w negliżu, myślał o dotykaniu i pieszczeniu jej ciała. Ciała, które go fascynowało, które oczywiście próbował również podglądać. Starał się wykorzystać każdą nadarzającą się do tego okazję. Zerkał w dekolt, kiedy się pochylała, łypał na jej pośladki, kiedy stała odwrócona. Wyobrażał sobie, jak wygląda nago, kiedy miał okazję obserwować ją w samej bieliźnie, kiedy się przebierała przy nim. Podczas nieobecności Teresy w domu, nie raz i nie dwa, przeglądał szufladę z jej bielizną. Oglądał jej majtki, dotykał staników, 85B, te liczby miał już wdrukowane w głowie, taki był ich rozmiar. Z kosza na bieliznę wyciągał jej majtki, zabierał do swojego pokoju i owijając wokół kutasa, w nie się czasami spuszczał.

    Starał się jak najczęściej ją podglądać. Nie jedną chwilę przeleżał pod drzwiami łazienki, kiedy brała kąpiel. Zerkając przez kratkę u dołu drzwi, mógł czasami dostrzec jej piersi lub tyłek. Potem leżąc w łóżku, wracał myślami do tych momentów, oczywiście masturbując się. Ale najchętniej wspominał chwilę, kiedy zobaczył przez kratkę jej łono. Okazało się wtedy, dla niego odkrywcze, że jego mama ma wygolone włosy, dzięki czemu mógł zobaczyć początek jej szparki. Pamiętał, że mało się wtedy nie spuścił, leżąc na podłodze.

    Tylko z drugiej strony to przecież jego macocha, jego opiekunka. Tak przecież nie można, bił się wielokrotnie z takimi myślami. Matka nie może być obiektem seksualnych fantazji syna. Ale popęd był jednak silniejszy, ulegał mu i swoje myśli kierował nieustannie w jej stronę.

    I jeszcze dzisiaj nakryła go masturbującego się na łóżku. Nie zauważył od razu, że stoi w drzwiach. Niezgrabnie próbował się zakryć. A ona po prostu powiedziała: „przepraszam” i wyszła. Potem na spokojnie porozmawiali o tej sytuacji. Wszystko wróciło do normy.

    ***

    Rafał siedział w swoim pokoju przed komputerem ze słuchawkami na uszach. Grał. Na ekranie walczył z potworami swoim ulubionym bohaterem, Geraltem. Zatracał się całkowicie w tym wymyślonym świecie, który poznał dużo wcześniej, czytając książki Andrzeja Sapkowskiego. Nawet nie zauważył, kiedy stanęła za nim jego przybrana mama, ciocia Teresa. Chwilę przyglądała się zmaganiom syna, potem delikatnie dotknęła ramienia Rafała. Zapauzował grę, zdjął słuchawki i spojrzał na mamę. Obleczona w szlafrok odsłaniający, co nieco, ale według niego, zbyt mało, powiedziała:

    – Idę położyć się trochę wcześniej.

    – Źle się czujesz? – zapytał.

    – Nie skądże. Po prostu potrzebuję trochę odpocząć – powiedziała. – Nie siedź za długo – dodała.

    – Oczywiście. Jakbym był ci potrzebny, to zawołaj – odpowiedział.

    – Wiem, że mogę na ciebie liczyć – odparła, całując go w czoło. – Dobranoc.

    Wychodząc z pokoju chłopaka, jeszcze raz spojrzała na niego. Wyrósł na przystojniaka, pomyślała. A pamiętała, jak jeszcze nie tak dawno temu siedzieli razem w wannie, kąpiąc się, ochlapując pianą i myjąc swoje ciała. Był wtedy taki malutki, a tu proszę, już prawie dorosły mężczyzna. Wyraźnie widziała jak przeistacza się, jak zmienia się, przechodząc z chłopięcości w męskość. Wróciła do swojego pokoju, zdjęła szlafrok i położyła się do łóżka. Wróciła myślami do Rafała. Kiedy on zdążył dorosnąć? Dobrze, że nie mam i nigdy nie miałam, z nim żadnych kłopotów. Dobrze się uczy, uprawia sport. Przystojny, młody chłopak. Dziewczyny pewnie za nim się uganiają lub wkrótce będą to robić.

    Przypomniała sobie, jak będąc młodym chłopcem, wszedł do jej pokoju, kiedy się ubierała. Zdążyła już wtedy założyć majtki i odwróciła się w jego kierunku, stojąc z obnażonymi piersiami. Zobaczyła wpatrzone w nią szeroko otwarte oczy młodego chłopca i natychmiastową reakcję w jego spodenkach. Ile mógł mieć wtedy lat, jedenaście-dwanaście? Trochę speszony zapytał, o co chciał, a ona nie przestając się ubierać, odpowiadała na jego pytanie. Im był starszy, tym częściej zauważała jego coraz większe zainteresowanie seksem, przejawiające się, chociażby w zadawanych pytaniach i miała wrażenie, że zaczyna inaczej ją postrzegać. Widziała i czuła jak ją obserwuje, jak próbuje zaglądać w jej dekolt. Miała świadomość, że kiedy bierze kąpiel, Rafał podgląda ją, leżąc pod drzwiami. Robił przy tym zbyt dużo hałasu, aby się nie domyśliła. Nie robiła z tego afery. Nie miała mu tego za złe, normalne, że interesował się płcią przeciwną. Tylko, że była przecież jego opiekunką, druga mamą. Czyżbym stała się obiektem jego seksualnych fantazji, myślała. Pewnie tak. Przecież na jakimś etapie życia, każda matka dla syna jest tą jedyną, tą ukochaną. Ilu synów mówiło swoim mamom, że zostaną ich żonami, pewnie setki tysięcy. Nie tak dawno chwalił mi się pierwszym wzwodem, a teraz pewnie masturbuje się, jak większość chłopców w jego wieku. Skąd o tym wiedziała? Kilkakrotnie zdarzyło się, że jej brudna bielizna nosiła ślady używania, nie tylko przez nią. Gdy wrzucała ubrania do pralki, znajdowała swoją bieliznę w koszu poplamioną jego nasieniem. Początkowo nie wiedziała, co tak ją brudzi, była zdziwiona lekka sztywnością brudnej bielizny, ale z czasem odkryła jego sekret.

    A dzisiaj, trochę wcześniej, zaskoczyła go podczas masturbacji. Teresa weszła do pokoju syna.

    – Zapomniałam ci powiedzieć… – zaczęła i zatrzymała się w pół słowa.

    Rafał leżał na swoim łóżku, masturbował się. Widziała, jak szybko przesuwa dłonią wzdłuż wzwiedzionego penisa. Wydawało jej się, że słyszy, jak szepcze: „Teresa, Teresa”. Kiedy ją zauważył, przestał, niezgrabnie zarzucił na siebie prześcieradło, okrywając się i spojrzał w jej kierunku. Czerwony na twarzy, mocno zaskoczony obecnością kobiety, głęboko oddychający. Przed chwilą widziała syna trzymającego odsłoniętego, nabrzmiałego penisa w dłoni. Teraz leżał, starając się zasłaniać przyrodzenie. I, szczerze mówiąc, nie bardzo mu się to udawało, wzwiedziony penis w charakterystyczny sposób wybrzuszał okrywający go materiał. W takim stanie i w takim wieku przecież nie sposób skutecznie ukryć erekcji.

    – Przepraszam. Nie wiedziałam, co robisz –  szybko powiedziała.

    – Sorry – zażenowany odpowiedział.

    – Dokończ, co zacząłeś – powiedziała Teresa, zamykając drzwi. – Nie można przecież przestać w takim momencie.

    Wyszła i usiadła w pokoju. To ci niespodzianka. Domyślała się, że to robi, ale wiedzieć i zobaczyć to naocznie, to zupełnie dwie różne sprawy. Co najdziwniejsze, stojąc tą chwilę w drzwiach i patrząc na syna, poczuła lekkie wibracje w brzuchu. Co się z nią dzieje? Nie zobaczyła teraz swojego Rafałka, tylko młodego mężczyznę mocno ściskającego członek podczas masturbacji. I szczerze mówiąc, był to nie byle, jaki członek. Gruby i dość duży. Spora jego część wystawała ponad zamknięte i przesuwające się na trzonie palce. Wróciła myślami do tego widoku, mrowienie nie ustawało w podbrzuszu. Podnieciła się tym widokiem?

    Niemniej, teraz musi się uspokoić. Uspokój się kobieto, pomyślała, to przecież twój wychowanek. Pomyśl lepiej, co zrobić z tą sytuacją? Jak z tego wybrnąć? Trzeba znaleźć dobre rozwiązanie. Po czasie otworzyły się drzwi pokoju Rafała. Wszedł do łazienki, potem do kuchni. Na końcu przyszedł do niej. Usiadł obok, przytulił. Siedzieli chwilę w ciszy.

    – Jeszcze raz przepraszam. Zapomniałem się i cię zaskoczyłem.

    – Nic się nie stało. Po prostu nie spodziewałam się, że zastanę cię w takiej sytuacji. Drzwi były uchylone, więc śmiało weszłam. Normalne przecież jest, że dojrzewasz, rozwijasz się i czasami musisz sobie ulżyć – mówiła w miarę spokojnie. – Po prostu nie zapominaj o zamknięciu drzwi, to nie będę cię zaskakiwać. Wiesz, że nie wejdę, kiedy są zamknięte.

    – Mam nadzieję, że za dużo nie zobaczyłaś – uśmiechnął się, lekko uspokojony słowami mamy.

    – Coś tam zobaczyłam. Nie powiem, że nie – odpowiedziała Teresa.

    – Sorry, to było silniejsze ode mnie.

    – Z drugiej strony dobrze, że nie weszłam trochę później.

    – To znaczy?

    – No, kiedy już byłoby za późno, abyś przerwał – powiedziała z uśmiechem.

    – No weź, to byłby dopiero obciach.

    Zadowolony z rozluźnienia atmosfery, z tak korzystnego obrotu sprawy, przytulił się do Teresy.

    – Jeszcze raz przepraszam – powiedział, wstając.

    Wrócił do swojego pokoju. Teresa posiedziała jeszcze chwilę. Myślała o mężu będącym daleko od niej, o masturbującym się chłopaku. Mogła teraz na spokojnie pomyśleć, przetrawić ostatnie dni, sytuacje, które wydarzały się wcześniej, i tą ostatnią, która wydarzyła się dosłownie przed chwilą. Szczerze przyznała przed samą sobą, że podniecił ją widok masturbującego się Rafała. Czy on faktycznie szeptał w trakcie moje imię? Raczej dobrze słyszałam. Czyli onanizując się myśli o mnie? Co on, nie ma innych, młodszych kobiet?

                    Sama Teresa była coraz bardziej niezadowolona, sfrustrowana i drażliwa. Doskonale wiedziała, jaka jest tego przyczyna. Już jakiś czas mąż był poza domem. Od ostatniego odbytego stosunku z mężem minęło już sporo czasu, była niespokojna i czuła narastające w niej pragnienie wynikające z braku jego bliskości, braku seksu. Niezaspokojone podniecenie dawało o sobie coraz bardziej znać. I znała tylko jeden sposób na rozładowanie tego napięcia. Miała ochotę na masturbację. Chciała masturbacji, chciała namiastkę rozładowania, chciała orgazmu. Od samego rana czuła, że dzisiejszego wieczoru na pewno będzie się masturbować. Z tą myślą przetrwała cały dzień. A wieczorem trafił się jeszcze taki widok. Bonus w postaci onanizującego się syna.

    Poszła do łazienki. Zanurzyła w gorącej kąpieli. Leżała w wodzie delikatnie się pieszcząc. Ciekawe czy Rafał leży już pod drzwiami? Pewnie tak. Wróciła myślami do widoku masturbującego się syna, coraz bardziej podniecona, a pod koniec kąpieli już trochę zaspokojona. Niemniej jednak nie była do końca usatysfakcjonowana. Wycierając się powoli dawała Rafałowi czas na ewakuację spod drzwi. Założyła przygotowaną wcześnie piżamę i przeszła do sypialni. Położyła się, narzuciła kołdrę i sięgnęła po ostatnio czytaną książkę. Leżała tak, czytając i wczytując się w treść, myślała, że nawet bohaterka książki, którą czyta, właśnie jest w trakcie tego, czego aktualnie jej brakuje, seksu. Zaczytując się w erotyczny fragment książki, intuicyjnie sięgnęła dłonią do swojej piersi. Fragment był na wskroś podniecający, autorka umiejętnie opisywała erotyczne fragmenty, wprawił Teresę ponownie w odpowiedni nastrój. A właściwie otworzył na nowo. Nastrój, który zmierzał tylko w jednym, wytyczonym już wcześniej w jej głowie kierunku. Odłożyła książkę na bok, wstała i podchodząc do drzwi sypialni zgasiła jeszcze tylko duże światło, zostawiwszy zapaloną małą lampkę na szafce. Ale byłaby afera gdyby Rafał stał pod drzwiami. Wróciła do łóżka, położyła i zaczęła się dotykać. Obie dłonie zanurzyła pod górę od piżamy, dotykała i pieściła swoje piersi, tak jak lubi, muskała palcami po brodawkach, ściskała je, kiedy się już napięły. Zdjęła górną część piżamy. Usiadła, opierała się plecami o wezgłowie łóżka. Oswobodzone piersi lekko zafalowały. Siedziała teraz naga od pasa w górę. Wróciła do swoich cycuszków, dotykała, pieściła, nakręcała się. Szkoda, że nikt nie poliże moich sutków – pomyślała. Trudno, jak mąż wróci to się nadrobi. Nie ustawała w pieszczocie. Czuła, jak jej pochwę zaczyna znowu zraszać wilgoć, jak powoli narasta w niej napięcie, jak powoli wkracza w dobrze znane sobie rejony podniecenia. Sięgnęła w dół. Wsunęła dłoń pod gumkę spodni, dotknęła wilgotnej już szparki. Westchnęła. Odrzuciła całkowicie kołdrę na bok, zdjęła szybko spodnie i wróciła do przerwanej pieszczoty. Szybko odnalazła właściwy dla siebie rytm. Co kilkadziesiąt ruchów wsuwała palce w cipkę, po czym wracała na nabrzmiałą łechtaczkę i pieściła się coraz głośniejszymi jękami akcentując kolejne fazy narastającego podniecenia. W pewnym momencie do jej uszu dobiegł jakiś dźwięk. Dźwięk, który zakłócał w jakiś sposób ciszę panującą w mieszkaniu. Przerwała na chwilę, uniosła głowę, spojrzała w kierunku niedomkniętych drzwi. Cholera, zapomniałam zamknąć drzwi. Wydawało jej się czy faktycznie zobaczyła jakiś ruch. Czyżby Rafał mnie usłyszał i teraz stoi pod drzwiami, podgląda mnie? – pomyślała. Wstanę i zamknę? Ale wtedy, jeżeli faktycznie stoi pod drzwiami, nakryję go i będzie afera. Z drugiej strony? Podniecenie zwyciężyło. A co mi tam, jeśli stoi pod drzwiami to niech ma, niech ogląda, widziałam ja jego, niech on zobaczy mnie.

    Aniołek w głowie odezwał się: O czy ty kobieto myślisz? Przecież to twój syn!!! A diabełek szybko odpowiedział: jaki syn, to młody jurny chłopak. Z pięknym kutasem. Na dodatek na wyciągnięcie ręki. Rewanż mu się należy. Urządź mu mały pokaz.

    Walczyła z myślami, ale podniecenie było większe, narastające dodatkowo zaistniałą sytuacją. Wróciła do przerwanej masturbacji. Czuła, że ta hipotetyczna, a może i realna, sytuacja jeszcze bardziej ją podnieca. Świadomość, że za drzwiami może stać jej syn i podglądać ją, wzmogło poziom jej podniecenia. Zaprzestała myślenia o tym. Musiała tylko pamiętać, aby za często nie zerkać w stronę drzwi.

    Mokra mocno pochwa pozwalała na swobodną penetrację, wsuwała i wysuwała z niej palce, jeden, dwa, trzy. Czuła jak podniecenie osiąga moment, w którym nie będzie już miała możliwości przerwania. Będzie, niejako zmuszona przez swoje ciało, dążyć do orgazmu. Znała swoje ciało bardzo dobrze, wiedziała, kiedy nastąpi ten moment i miała świadomość, że to już niedługo. A potrzebowała jeszcze tylko zwiększenia, zwielokrotnienia dostarczanych sobie bodźców. Przerwała, sięgnęła do szuflady stolika przy łóżku. Wyciągnęła sztucznego fallusa, prezent od męża.

    – „Jak będę daleko, to używaj zamiast mnie” – powiedział, wręczając kiedyś ten prezent.

    Dostała wtedy zarówno sztucznego członka, jak i wibrator. I zdarzało się, że używała prezentów, nawet obu naraz. Oba od tamtej pory leżały na dnie szuflady. Korzystała z nich wiele razy. Dzisiaj miała ochotę użyć sztucznego członka. Nie miała ochoty włączać wibratora. Plan nie przewidywał używania go skoro Rafał był w domu. Jednak wyglądało na to, że akurat stoi pod drzwiami i przypatruje się z ukrycia swojej mamie. Ze sztucznym członkiem w dłoni zmieniła swoją pozycję, odwróciła się tyłem do drzwi. Aby mu ułatwić obserwowanie, a sobie nie zaprzątać głowy niekontrolowanym do końca zerkaniem w tamta stronę, uklęknęła, pochyliła się do przodu, opierając na łokciach. Kiedy odwracała się, szybko, aczkolwiek bardzo dyskretnie, rzuciła okiem w ich kierunku. Były otwarte, wydawało jej się, że szerzej niż wcześniej, czyli na 100% Rafał stał pod drzwiami. Miała świadomość widoku, na jaki wystawia się chłopakowi, podniecało ją to jeszcze bardziej. Mocno wypięta pupa, ukazywała jego oczom wilgotną szparkę, na dodatek świeciła w jego stronę także wyżej umiejscowiona druga dziurka. Dłoń z fallusem sięgnęła pomiędzy szeroko rozstawione nogi. Dotknęła czubkiem łechtaczki, przesunęła całą długością po szparce zwilżając go swoimi sokami. Teresa oparła głowę na poduszce, drugą dłonią mocno rozchyliła płatki wejścia i wsunęła dildo w siebie. Mocno, do samego końca, aż dotknęła palcami trzymającymi go cipki. Zaczęła się ponownie masturbować, tym razem głęboko wsuwając i wysuwając członka. Z jedną ręką zaciśniętą na fallusie i rytmicznie się nim penetrującą, a drugą na łechtaczce coraz szybciej zbliżała się do finału. Nie interesowało jej w tej chwili czy syn ją obserwuje, potem będzie się tym martwić. Najważniejsza w tej chwili była jej rozkosz. W momencie orgazmu wsunęła głęboko w siebie członek, nie przestając drażnić łechtaczki. Mocno zacisnęła na nim mięśnie pochwy. Zbyt mocno, ponieważ nie utrzymała go do końca w sobie. Rytmiczne, orgazmiczne skurcze pochwy wypchnęły dildo z niej. Wysunął się, a właściwie został wypchnięty siłą mięśni i wylądował na łóżku. Z dłonią cały czas pieszczącą „guziczek rozkoszy” opadła na łóżko. Skurcze stawały się coraz słabsze, orgazm powoli ustępował zmęczeniu, uspokojeniu ulegał też oddech. Czuła jak bardzo jest spocona, mokra od podniecenia, z mokrymi włosami przyklejonymi do twarzy. Odwróciła się na plecy, dłonie przesunęła wzdłuż wewnętrznych części ud, wracając, delikatnie dotknęła źródła swojej rozkoszy. Mokra cipka powoli zamykała się. Zlizała z palców swoją wilgoć. Usiadła na łóżku. Wstała, przeciągnęła się rozkosznie. Spojrzała w kierunku pokoju syna, drzwi były zamknięte, poświata monitora oświetlała szybę w drzwiach. Zauważyła na podłodze kilka świeżych, białych kropli. Pochyliła się, dotknęła palcem. Nasienie. Czyli faktycznie, nie myliła się, Rafał ją podglądał. Na dodatek podniecił się tak mocno, że nie opanował swojego ciała i wytrysnął. W sumie nie zdziwiła się, przy takim widoku. No cóż, mnie też było miło. Po chwili przeszła do łazienki. Szybkim prysznicem doprowadziła się do porządku, wróciła do łóżka. Nie ubierała się, położyła do łóżka, przykryła się tylko, leżała, zastanawiając się nad zaistniałą sytuacją.

    A może faktycznie dopuścić Rafała do siebie. Ciekawe, jakie to uczucie, gdy wypełnia cię penis syna. Albo, kiedy jego język penetruje twoje ciało, będzie lepszy niż ojciec? Można ich porównywać? Z tym pytaniem w głowie zasnęła.

                    ***

    Rafał siedział w swoim pokoju. Intensywnie myślał. Minął już dłuższy czas, odkąd wujek wyjechał, ciocia wydawała mu się czasami niespokojna, rozdrażniona. Składał to oczywiście na karb ich rozłąki. Ale z drugiej strony, wiedział także z przeprowadzanych wcześniej rozmów, że oboje tworzą bardzo namiętny związek i okresy rozłąki są dla nich męczące i frustrujące. Na dodatek jeszcze dzisiejsza sytuacja. Sytuacja, kiedy go przyłapała z ręką na kutasie. Ciekawe jak  długo spoglądała w moją stronę? Podobało jej się? A może to tylko moje życzeniowe myślenie?

    Postanowił, że musi spróbować znowu podejrzeć Teresę, tym razem spróbuje, kiedy będzie spała, może coś zobaczę. Słyszał, jak się kąpie, oczywiście spróbował podejrzeć ją przez kratkę, a potem weszła do sypialni. Odczekał dłuższą chwilę. Rafał powoli, starając się zachować ciszę, podszedł do sypialni wujostwa. Drzwi były lekko uchylone, światło sączyło się przez szparę. Zerknął bojaźliwie, nie wiedział, czy jest widoczny od strony pokoju. Zaryzykował jednak spojrzenie, ciotka leżała na łóżku i czytała książkę. Stał tak jakiś czas i obserwował. Nic się nie działo, leżała i czytała. Już miał się znudzony wycofać do swojego pokoju, kiedy zauważył, jak podczas czytania, ręka Teresy układa się na górnej części piżamy, a właściwie na cyckach. Dotyka je, przesuwa dłonią dookoła. Widząc to, natychmiast się zatrzymał. Skupił wzrok z powrotem na kobiecie. Kobieta odłożyła książkę, wstała i zbliżając się do drzwi zgasiła światło. Uff, było blisko. Ale by była afera jakby mnie teraz zobaczyła. Wróciła do łóżka, leżała wsunąwszy dłonie pod piżamę, zaczęła się ponownie dotykać. Stanął tak, aby mieć lepszy, szerszy widok na leżącą kobietę. Ona w tym czasie zdążyła zdjąć górną część piżamy. Widział teraz wyraźnie, dzięki pozostawionej zapalonej lampce, jak pieści swoje piękne piersi. Widział, jak ściska brodawki, widział, jak bardzo zrobiły się twarde i wystające. Pod wpływem tego widoku jego ciało oczywiście zareagowało. Nie musiał nawet spoglądać w dół. Czuł, jak jego nabrzmiały penis wypełniał spodnie piżamy, mocno naciągając materiał. Czubek kutasa wychylał się z rozporka. Patrzył szeroko otwartymi oczami przed siebie, w głąb pokoju. Nie chciał nic stracić z okazji, która mu się trafiła. A kobieta właśnie odrzucała kołdrę. Doskonale widział, jak zdejmuje i odrzuca spodnie, jak kładzie się na łóżko i ponownie wraca do pieszczot. Widział jej rozsunięte nogi, połyskującą wilgoć podniecenia i palce poruszające się rytmicznie na cipce. Sięgnął ręką do spodni, rozpiął do końca guziki rozporka uwalniając kutasa. Ujął go w dłoń i powolnymi ruchami zaczął się masturbować. Drugą ręką chwycił drzwi, jeszcze bardziej je uchylając. Skrzypnęły lekko, na co ciocia zareagowała, przerywając masturbację. Uniosła głowę i spojrzała w ich kierunku. Szybko odskoczył do tyłu. Jeśli mnie zobaczyła to mam przechlapane, a jak wstanie, aby je zamknąć to już po mnie – zdążył tylko pomyśleć. Na jego szczęście nic się nie stało. Teresa wróciła do przerwanej czynności, do pieszczot. Zadowolony z takiego obrotu sprawy, odważniej zaczął spoglądać, obserwując z uwagą rozwijającą się sytuację. Stał w niewielkim oddaleniu od uchylonych drzwi, oparty o ścianę. Obserwował, jak się pieści, jak znikają w jej pochwie palce. Najpierw jeden, potem dwa, a nawet trzy. A kiedy zobaczył, że odchyliła się, sięgając do szuflady i chwytając w rękę sztucznego członka, wiedział, że będzie świadkiem sceny, której nigdy nie zapomni do końca życia. Na dodatek jeszcze odwróciła się do niego tyłem, wypinając pośladki. Widział wyraźnie mocno zaczerwieniony rowek z dwoma dziurkami. I palce od spodu dotykające łechtaczki, oraz zbliżający się do nich trzymany w drugiej ręce plastikowy penis. Zsunął uwierające i przeszkadzające mu spodnie. Majtały się teraz w okolicy jego stóp. Stał przed drzwiami sypialni, opierał się o ścianę, trzymając w dłoni sterczącego członka, masturbował się, cały czas obserwując Teresę. A ona zaczęła właśnie wsuwać w siebie tego sztucznego wacka. Rafał nie wytrzymał już dłużej, silnymi pociągnięciami dłoni dokończył masturbację. Nasienie wytryskiwało z jego członka, zdobiąc na wpół otwarte drzwi, podłogę i jego dłoń. Zerknął czy swoim zachowaniem nie pozwolił Teresie na dostrzeżenie go, na szczęście była pochłonięta całkowicie sobą, kontynuowała pieszczoty. Po swoim orgazmie mógł skupić się tylko na tym, co widzi. I patrzył, i obserwował, i zapamiętywał każdy szczegół. Nic nie mogło mu umknąć. Słyszał, jak jęczy. I widział, jak przeżywa orgazm, przestraszył się nawet trochę, kiedy ujrzał wyskakujące z niej dildo. Jakże chciałby być na jego miejscu, jak bardzo chciałby, aby to jego kutas wsuwał się teraz w jej pipkę, pragnął tego z całego serca, odkąd tylko miał świadomość tej myśli.

    Patrzył na spocone, pełne erotyzmu, zaspokojone ciało dojrzałej kobiety. W międzyczasie zdążył podciągnąć swoje spodnie i trochę wytrzeć nimi pozostawione przez siebie mokre ślady. Szybko wycofał się do swojego pokoju. Usiadł na łóżko, sięgnął po chusteczki, doprowadził się do jako takiej czystości. Słyszał, jak ciocia wraca z łazienki, słyszał, jak kładzie się do łóżka. Wiedział na pewno, że pragnie jej. Bardzo chciał o tym jej powiedzieć tylko, że… jak to zrobić? Pomimo otwartości i szczerości w ich relacjach jakoś nie potrafił się przemóc. Muszę coś z tym zrobić. Z tą myślą zasnął.

    Przez cały następny dzień głowił się, co musiałby zrobić, aby kochać się z ciocią. Bardzo tego pragnął, chciał wsunąć w nią swojego kutasa, spuścić się na jej cycki albo poczuć jej język na penisie. Musi coś z tym zrobić, powie jej.

    – Teraz albo nigdy – Rafał głośno wyraził swoją myśl i poszedł do leżącej w pokoju Teresy.

    Stanął w drzwiach i spojrzał na Teresę.

    ***

    Następny dzień Teresa myślała o sytuacji, która miała miejsce poprzedniego wieczoru. Wieczorem leżąc w łóżku ponownie zaczęła analizować zaistniałą sytuację. I właśnie wtedy w drzwiach sypialni stanął Rafał. Kiedy odwróciła w jego kierunku wzrok, odniosła wrażenie, że stoi zdeterminowany, ale jednocześnie przestraszony. Jakby czegoś bardzo pragnął, ale bał się wyrazić to na głos. Nie wiedziała do końca czy chce wejść głębiej, czy tylko stać w drzwiach, a może bał się czegoś.

    – Nie stój tak w drzwiach. Chodź do mnie – zachęciła. – Nie śpisz jeszcze, coś się stało? – spytała.

    Rafał podszedł do niej, usiadł.

    – Bo wiesz, mamo… – zaczął nieśmiało.

    – Mów synku śmiało, co się stało?

    – Bo ja cię podglądałem i wiem, co wczoraj robiłaś – wypalił, szybko odwracając wzrok.

    Teresa doskonale wiedziała, o czym mówi, przecież sama o tym myślała. Widziała na jego twarzy wyraz konsternacji, jakby wstydził się tego, co przed chwilą powiedział, przyznając się, że ją podglądał. A na dodatek czuła i słyszała, jak ciężko przyszło mu wypowiedzieć te słowa, bał się zapewne jej reakcji.

    – Rozumiem, że widziałeś mnie, jak się masturbuję, tak?

    – Tak, i jak używasz sztucznego penisa. I jak miałaś orgazm.

    – I masz z tym problem? Dlaczego? Przecież wiesz, że dorośli też się masturbują, zwłaszcza wtedy, kiedy są w takiej sytuacji jak wujek i ja.

    – Wiem, rozmawialiśmy o tym. Wujek też sam mi powiedział, że się masturbuje, i ty też. To akurat nie jest problem. Chodzi mi tylko o to, że widziałem, jak to robisz.

    – Przepraszam, że zobaczyłeś mnie w takiej sytuacji. Następnym razem bardziej będę bardziej uważać. Skoro chcę, abyś zamykał się w pokoju, to i ja powinnam zamknąć drzwi. Z drugiej strony, cieszę się, że mi o tym powiedziałeś. Nie mamy przed sobą tajemnic. Jakbyś mnie spytał o to wcześniej, to uzyskałbyś taką samą odpowiedź. No, może bez prezentacji. Tak, masturbuję się. Tak jak tata, tak jak ty. Tylko, że ty robisz to, poznając swoje ciała, ucząc się jego reakcji, a ja bardziej z tęsknoty, z potrzeby rozładowania napięcia spowodowanego rozłąką. I z miłości do sobie nawzajem, bo lepsza jest masturbacja niż zdrada. I oczywiście dla przyjemności, bo jak doskonale wiesz, masturbacja to także przyjemność.

    – Pamiętasz, jak wujek wyjeżdżając, powiedział, że mam ci pomagać i we wszystkim go zastępować? – zapytał Rafał.

    – Pamiętam – odpowiedziała Teresa.

    – Chcę… chcę się z tobą kochać.

    Po tych słowach wstał i szybko wyszedł z pokoju, zostawiając Teresę z tymi rezonującymi w głowie słowami.

    – Rafał… – jej słowa zostały niedopowiedziane.

    Teresa miała w głowie różne myśli i obrazy, które pojawiały się po tych słowach. Przecież sama o tym pomyślała. Ręka Rafała zaciśnięta na penisie, jego ręka na jej piersiach, ściskająca pośladki. Jego penis wsuwający się w jej cipkę. Jej dłonie, jej usta zamykające się na członku Rafała. Nie mogła się skupić.

    Co my z tym zrobimy?

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ewa mężatka

    Zapraszam do lektury. Czytajcie, podniecajcie się, komentujcie.

  • Spowiedz Uleglej – prolog

    Gdy klęczę przed lustrem w półmroku, widzę odbicie, które wydaje mi się zarówno znajome, jak i obce. To ja – naga, obnażona nie tylko ciałem, ale i duszą. Na szyi wisi obroża, cienka linia wyznaczająca granicę między mną a światem zewnętrznym. To nie tylko symbol mojego poddania, ale dowód na to, że przeszłam drogę, której kiedyś nie byłam w stanie sobie wyobrazić.

    Piszę to, bo On mnie o to poprosił. Ale wiem, że nie jest to tylko obowiązek – to również szansa, by spojrzeć w głąb siebie, zrozumieć, kim jestem i jak daleko zaszłam. Każde słowo, które pojawia się na tej kartce, jest częścią mnie – każda litera niesie w sobie ślad bólu, pokory, strachu, ale i niesamowitej satysfakcji.

    Nie zawsze byłam taka. Kiedyś byłam pełna niepewności, strachu przed bólem, przed oceną, przed oddaniem się komuś całkowicie. Wydawało mi się, że bycie uległą oznacza słabość, ale teraz wiem, że jest dokładnie odwrotnie. Uległość wymaga siły, jakiej większość ludzi nigdy nie odnajdzie w sobie. Oddać kontrolę to największa forma odwagi – zaufać komuś na tyle, by pozwolić, by prowadził Cię tam, gdzie sam nie miałabyś odwagi pójść.

    Każde doświadczenie, o którym tu napiszę, to fragment układanki, która stworzyła mnie taką, jaką jestem dziś. Pierwsze policzkowanie, które wprawiło mnie w oszołomienie. Pierwszy raz, gdy gumki zaciskały się na moich piersiach, a ból stawał się bardziej realny niż cokolwiek, co czułam wcześniej. Trening głębokiego gardła, który zmusił mnie do pokonania własnych barier. Każda z tych chwil była wyzwaniem, próbą mojej siły i zaufania.

    On zawsze tam był – cierpliwy, wymagający, uważny. Jego dłoń na moim karku, Jego głos szepczący „dasz radę” w chwilach, gdy chciałam się poddać. To On nauczył mnie, że granice istnieją tylko po to, by je przekraczać.

    Piszę, by pamiętać. By zrozumieć, jak wiele we mnie zmienił. Każdy ból, każdy upokarzający moment miał swój cel – formować mnie, kształtować, nauczyć, jak być nie tylko Jego uległą, ale i lepszą wersją siebie.

    To nie jest historia o bólu. To jest historia o sile, zaufaniu i podróży, która mnie odmieniła. Piszę ją dla Niego – mojego Pana, mojego przewodnika, mojego wyzwania. Ale piszę ją także dla siebie, by nigdy nie zapomnieć, jak wiele jestem w stanie znieść. Jak wiele mogę osiągnąć.

    To jest moja spowiedź. Moje wyznanie. Moje życie w Jego rękach.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Madame Inferna

    Z pozdrowieniami,
    Madame Inferna

  • Poprawka z matematyki na kolanach (Part 1)

    Rozdawał sprawdziany spokojnym krokiem, stukot jego butów odbijał się od podłogi, a ja siedziałam coraz bardziej skulona, jakby to mogło mnie uratować przed tym, co wiedziałam, że nadejdzie. Jedynka. Kolejna. Słyszałam szelest kartek, szepty i śmiechy, a z każdym nazwiskiem wypowiedzianym przez niego coraz mocniej ściskał mnie w żołądku strach. Kiedy zatrzymał się przy mojej ławce, poczułam jak serce wali mi w uszach. Położył arkusz przede mną, nie spiesząc się, i przez sekundę miałam wrażenie, że specjalnie czeka, aż uniosę wzrok. Cyfra, którą zobaczyłam w rogu, paliła mnie jak żelazo. Jedynka. Nie potrafiłam na nią patrzeć.

    Nachylił się wtedy, niby tylko do mnie, a jednak wystarczająco głośno, żebym wiedziała, że inni też to słyszą.
    — Zostań po lekcjach — powiedział cicho, prawie jak rozkaz, którego nie da się zignorować.

    Nie odpowiedziałam, tylko przełknęłam ślinę, czując, jak rumieniec rozlewa się po mojej twarzy. W klasie ktoś zachichotał, ktoś inny rzucił krótkie: „Ooo…”. Nie śmiałam się odwrócić. Udawałam, że skupiam się na kartce, ale litery i cyfry mieszały mi się przed oczami, a świadomość, że on to powiedział przy wszystkich, wbijała mnie coraz głębiej w krzesło.

    Przez resztę lekcji nie pamiętałam ani jednego słowa z tablicy. Patrzyłam w zeszyt, a każda minuta dłużyła się jak godzina, rosnący ciężar w brzuchu nie pozwalał mi oddychać swobodnie. Czekałam tylko na ten dzwonek, na moment, w którym wszyscy wstaną, wyjdą, a ja zostanę. Sama z nim.

    Kiedy ostatni uczeń zamknął za sobą drzwi, klasa nagle zrobiła się zbyt wielka i zbyt cicha. Siedziałam w ławce tak, jak kazał, czując jak pot spływa mi po dłoniach, zostawiając wilgotne ślady na zeszycie. Nie miałam odwagi się ruszyć, spojrzeć na niego, ani tym bardziej odezwać się pierwsza.

    On tymczasem zachowywał się, jakby to był zwyczajny dzień. Oparł się o biurko, luźno skrzyżował ręce, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech — nie taki, który koiłby nerwy, tylko taki, który sprawiał, że serce biło mi jeszcze szybciej. Był spokojny, zrelaksowany, a jednak w jego głosie, gdy się odezwał, było coś, co nie pozwalało mi odetchnąć.

    — Powiedz mi… jesteś w ogóle świadoma, jak to wygląda? — zapytał, a każde słowo wypowiadał powoli, jakby smakował ciszę pomiędzy nimi. — Przy takich ocenach… nie ma mowy, żebyś coś podciągnęła. To jest murowana jedynka na koniec roku.

    Zacisnęłam palce na krawędzi zeszytu, próbując powstrzymać drżenie. Głos utknął mi w gardle, więc tylko kiwnęłam głową, nie patrząc na niego, jakby to miało wystarczyć. W głowie miałam tylko jeden obraz — siebie, z tym czerwonym numerem w dzienniku, z twarzą rodziców, kiedy się dowiedzą. Żołądek zacisnął mi się boleśnie.

    On uśmiechnął się jeszcze szerzej, spokojny, pewny, jakby dokładnie wiedział, jak bardzo siedzę w potrzasku.

    Zacisnęłam dłonie tak mocno, że aż zbielały mi knykcie, i z trudem zebrałam odwagę, żeby coś powiedzieć.
    — Ja… ja się postaram… naprawdę, proszę pana… mogę się nauczyć, poprawić… jeszcze jest trochę czasu… — głos mi drżał, a każde słowo brzmiało coraz bardziej żałośnie.

    On tylko pokręcił głową z tym swoim spokojnym, lekko drwiącym uśmiechem. Nie podnosił głosu, nie musiał. Wystarczyło, jak patrzył. I właśnie to jego spojrzenie, chłodne i pewne, sprawiało, że coś we mnie miękło, że czułam w brzuchu dziwny ucisk, którego nie potrafiłam nazwać.
    — Czasu nie ma. Oceny same się nie zmienią. — Ton miał miękki, niemal uprzejmy, ale w tym spokoju było coś, co sprawiało, że miałam ochotę bez protestu robić to, czego zażąda. — Chyba że…

    Zamilkł na chwilę, jakby bawiło go moje napięcie. Potem ruchem dłoni wskazał miejsce przed sobą.
    — Podejdź tutaj, na czworaka.

    Serce mi stanęło. Byłam pewna, że źle usłyszałam, ale jego uśmiech tylko się pogłębił, spokojny, wyczekujący. Zamiast wstać i wyjść, zamiast cokolwiek powiedzieć, poczułam jak nogi same mnie niosą. Zsunęłam się z krzesła, kolana zatrzeszczały o podłogę i powoli podpełzłam w jego stronę. Każdy krok był upokorzeniem, ale gdzieś pod wstydem tliło się coś jeszcze — dziwne ciepło, które nie chciało zgasnąć.

    Zatrzymałam się przy jego nogach, serce waliło mi jak młot.
    — Bliżej — powiedział spokojnie. — Uklęknij dokładnie przede mną – przybliżyłam się teraz miałam oczy na wysokości jego krocza. – Spójrz na mnie, patrzy mi w oczy i rozchyl usta.

    Policzki miałam rozpalone do czerwoności, ale zrobiłam to, czego chciał. Otworzyłam usta, unosząc głowę i patrząc na niego. Był absolutnie zrelaksowany, a ja czułam, że miękną mi kolana, gdybym nie klęczała, nie utrzymałabym się na nogach.

    Nachylił się lekko i splunął mi wprost do ust. Byłam zszokowana, a jednocześnie coś we mnie zadrżało, jakby ten gest był czymś, czego od niego pragnęłam, choć nigdy nie miałam odwagi o tym pomyśleć. On patrzył spokojnie, jakby czytał w mojej twarzy wszystko, co próbowałam ukryć.

    — Widzisz… może jeszcze coś się da zrobić z twoimi ocenami. Mogę poprawić ci parę jedynek, ale pod jednym warunkiem. — Głos miał niski, miękki, a jednak wbijał się we mnie jak rozkaz. — W piątek po lekcjach, spotkamy się w starej fabryce za miastem.

    Patrzył wprost w moje oczy, jakby chciał zajrzeć do środka i wydobyć na głos to, czego bałam się nazwać. Uśmiech nadal miał spokojny, pewny siebie, a jednak czułam, że jego cierpliwość nie będzie trwać długo.

    — Rozumiesz, że inaczej nie masz żadnych szans? — odezwał się spokojnie, niemal szeptem, a jednak każde jego słowo odbijało się we mnie z siłą krzyku. — W dzienniku już mam komplet ocen. Rodzice dostaną świadectwo. I co im powiesz? Że jesteś leniwa? Że jesteś głupia? — uśmiechnął się delikatnie, a w tym uśmiechu było coś, co wbijało mnie w podłogę jeszcze mocniej.

    Poczułam, jak gardło ściska mi się jeszcze mocniej. — Ja… ja nie chcę… ja się poprawię… naprawdę… — wyszeptałam, chociaż sama wiedziałam, że to brzmi żałośnie.

    On pokręcił głową, jakby rozczarowany.
    — Nie, nie poprawisz. Nie ma już nic do poprawienia. Jedyne, co możesz zrobić, to posłuchać mnie. Albo… — zawiesił głos, prostując się i patrząc na mnie w dół, — możesz odmówić. I wtedy zostaje ci jedynka na koniec roku, powtarzanie klasy, rozmowa z rodzicami, którzy już zawsze będą wiedzieli, że zawiodłaś.

    Moje dłonie były całe mokre od potu, nie wiedziałam, gdzie je schować, więc przycisnęłam je do kolan. Czułam, że łzy napływają mi do oczu.

    — Więc… co wybierasz? — spytał łagodnie, jakby to było coś zupełnie naturalnego. — Świadectwo z czerwoną jedynką i wstyd, którego nie zmyjesz latami… czy piątek, stara fabryka, i szansa, żeby ocalić wszystko?

    Cisza w klasie była tak gęsta, że słyszałam tylko swój przyspieszony oddech. Wiedziałam, że nie mam dokąd uciec. On czekał, cierpliwy, uśmiechnięty, jakby był absolutnie pewien, że odpowiedź i tak padnie.

    Zamknęłam oczy, przełknęłam ślinę, a potem cicho, prawie bezgłośnie wyszeptałam:
    — Zgadzam się.

    Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam jego uśmiech. Był spokojny, jakby właśnie wszystko poszło dokładnie po jego myśli.

    — Grzeczna dziewczynka. — Skinął głową powoli, jakby właśnie podpisał ze mną umowę. — Sama podjęłaś decyzję.

    Jeszcze zanim zebrałam się na odwagę, by wstać z kolan, on sięgnął do szuflady biurka. Otworzył ją bez pośpiechu, jakby szukał czegoś oczywistego. Kiedy wyciągnął niewielkie pudełeczko, poczułam, jak moje serce wali tak mocno, że aż mi się zakręciło w głowie.

    Podał mi je, patrząc mi prosto w oczy.
    — Otwórz.

    Drżącymi palcami podniosłam wieczko. W środku leżały dwie gładkie, połyskujące kulki, połączone cienkim sznureczkiem. Nie rozumiałam od razu, ale w jego uśmiechu było wszystko.

    — Zdejmij majtki. Teraz. — Powiedział to spokojnie, bez cienia wahania, tak jakby kazał komuś otworzyć zeszyt.

    Serce podskoczyło mi do gardła, kolana zrobiły się jak z waty.
    — T-tutaj? — wyszeptałam, prawie błagalnie.

    — Tutaj. — Kiwnął głową, nie odrywając ode mnie wzroku. — Nikt nie wejdzie, drzwi są zamknięte.

    Każdy ruch był dla mnie torturą. Palce zaplątały się w gumkę, a ja cała płonęłam ze wstydu, zsuwając powoli bieliznę w dół, aż opadła wokół moich kostek. On w tym czasie podszedł bliżej i wyciągnął kulki z pudełka, trzymając je w dłoni tak naturalnie, jakby robił to od zawsze.

    Jeszcze zanim nachylił się, by wsunąć je we mnie, zatrzymał rękę i spojrzał na mnie uważnie. Kulki połyskiwały w jego dłoni, chłodne, ciężkie.

    — Najpierw weź je do ust. — Powiedział to z takim spokojem, że aż zabrzmiało groźniej.

    Zamrugałam, nie wierząc, że dobrze usłyszałam, ale jego spojrzenie nie pozostawiało miejsca na wątpliwości. Ręka z kulkami przesunęła się bliżej mojej twarzy.
    — Otwórz buzię.

    Rumieniec zalał mi twarz do samego karku. Dłonie miałam zaciśnięte w pięści na kolanach, czułam jak drżą mi ramiona, ale powoli rozchyliłam usta. On wsunął pierwszą kulkę na mój język, chłód metalu wypełnił mi usta, a zaraz za nią druga, aż poczułam, że muszę szerzej otworzyć wargi, żeby się zmieściły.

    — Ssij. — polecił cicho, a jego uśmiech był spokojny, jakby dawał mi zupełnie zwyczajne zadanie.

    Zawstydzona, cała rozpalona od środka, zaczęłam poruszać językiem, obejmując kulki, czując ich ciężar, ich obcy smak, ślinę zbierającą się w ustach. On obserwował każdy mój ruch, ręce miał skrzyżowane na piersi, a w jego oczach było coś, co sprawiało, że jeszcze bardziej się spociłam.

    Dopiero po chwili wyciągnął je z moich ust, mokre, lśniące, pokryte moją śliną.
    — Teraz są gotowe. — powiedział spokojnie, kucając przede mną — Nogi szerzej. — Głos miał spokojny, miękki, ale był to rozkaz, któremu nie potrafiłam się sprzeciwić.

    Zawstydzona, roztrzęsiona, rozchyliłam kolana, a on kucnął przede mną. Jego palce były chłodne, pewne, kiedy wsunął pierwszą kulkę, a potem drugą, aż cienki sznureczek został między moimi udami. Zadrżałam cała, ledwo powstrzymując cichy jęk.

    Podniósł się powoli, poprawił marynarkę, jakby cała ta scena była czymś zupełnie zwyczajnym. Spojrzał na mnie z góry i lekko skinął dłonią.
    — Majtki są ci już niepotrzebne. Podaj mi je.

    Zawahałam się na moment, ale rozkaz nie pozostawiał przestrzeni na sprzeciw. Sięgnęłam w dół, zdjęłam je z kostek i ostrożnie podałam mu w obie dłonie, spuszczając wzrok. W tej samej chwili poczułam, jak kulki we mnie przesunęły się głębiej, ciężko i obco, jakby moje ciało nagle nie należało już do mnie. Ścisnęło mnie w brzuchu, a cichy dreszcz przeszedł po plecach.

    On przyjął bieliznę spokojnie, złożył ją jednym ruchem i wsunął do wewnętrznej kieszeni marynarki, jakby chował coś najzupełniej naturalnego. Uśmiechnął się lekko, patrząc mi prosto w oczy.
    — Od teraz będziesz je nosić, cały czas aż do piątku. — Mówił powoli, wyraźnie. —Przychodzisz do szkoły bez majtek. Lepiej, żebyś nie wypuściła kulek w klasie… byłoby szkoda. — Zrobił krótką pauzę, jakby delektował się moim przerażeniem. — I zawsze w spódnicy.

    Stałam przed nim, wyprostowana, ręce opuszczone wzdłuż ciała, jak sparaliżowana. Patrzyłam mu w oczy, czując, jak serce tłucze się w piersi, a kulki przy każdym oddechu poruszają się we mnie, przypominając o swoim ciężarze i o tym, że już nie mam kontroli. On tymczasem uśmiechnął się spokojnie, poprawił mankiet koszuli i powiedział takim tonem, jakby podawał zwykły fakt:
    — Właśnie poprawiłaś ostatni sprawdzian na trójkę.

    Zamilkł na moment, czekając, aż znaczenie tych słów do mnie dotrze. Poczułam, jak drżenie przechodzi mi przez całe ciało, a kulki w środku przesunęły się znowu, wywołując we mnie falę cichego, wstydliwego napięcia.

    — A teraz wyjdź. — dodał spokojnie, z tą samą lekkością, która nie pozostawiała wątpliwości, że zrobię dokładnie to, co kazał.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Madame Inferna
  • Losy nauczycielki i ucznia

    Jest grudzień 2024 i w jednej z trójmiejskich szkół średnich  powoli zbliża się koniec pierwszego semestru. Jak to bywa w szkołach wtedy wystawiane są oceny na półrocze, którymi uczniowie zbytnio się nie przejmują.
    Jedną z nauczycielek angielskiego w szkole  jest Pani Iwona piękna zadbana dojrzała kobieta w wieku 45 lat. Jest nie za wysoką brunetką o niebieskich oczach i normalnej zdrowej budowie ciała z większym biustem. Zawsze lekki makijaż, pomalowane paznokcie i elegancki ubiór, nie jeden uczeń wzdychał na jej widok.

    Godzina 14:30 swoją ostatnią lekcje zaczyna klasa 2B i jest to właśnie angielski z Panią Iwoną. Lekcja przebiega sprawnie piętnaście minut przed końcem nauczycielka czyta prognozowane oceny na semestr. Jedynym uczniem, który otrzymał ocenę niedostateczną jest Kamil. Jest on 18 letnim uczniem dość skromnym i cichym, który nie sprawia problemów a jedyny problem, jaki ma to właśnie z angielskim. Kamil jest szczupłej budowy ciała około 175 cm wzrostu o blond włosach i niebieskich oczach, pasuje do niego określenie kobieca budowa ciała.

    Dzwoni dzwonek uczniowie pakują swoje plecki i kierują się do wyjścia również Kamil, który już zakładał swój plecak na plecy i wtedy usłyszał głos za biurka:

    – Kamil, poczekaj proszę 5 minut porozmawiamy
    Młody chłopak jak usłyszał tak zrobił i podszedł do biurka nauczycielki.
    – Tak Proszę Pani?
    – Kamilu powiedz mi, co teraz zamierzasz zrobić, wiem, że to dopiero pierwszy semestr ale rok temu była identyczna sytuacja i na koniec roku ledwo co Ciebie przepuściłam słucham Cię.
    – Proszę Obiecuję, że się poprawię wezmę się za siebie z resztą przedmiotów nie mam problemu.

    Podczas tej rozmowy Kamil nie mógł oderwać wzroku od Pani Iwony, bo wyglądała tego dnia naprawdę pięknie. Eleganckie spodnie lekko obcisłe na nodzę szpilki a stopy otulały rajstopy cieliste oraz biała koszula i stojąc pod odpowiednim kątem można było dostrzec delikatnie biust nauczycielki. Dlatego Kamil stał przy Pani Iwonie lekko zaczerwieniony, ale nauczycielka nie komentowała tego.

    – Rok temu Kamilu też obiecałeś, ale mam rozwiązanie i jest to moja dobra wola dlatego słuchaj, udzielę ci bezpłatnie korepetycji po godzinach pracy u mnie w domu przyjdziesz przećwiczymy materiał i zobaczymy co dalej czy zgadzasz się?
    – Tak Proszę Pani jest to bardzo miłe z Pani strony bardzo dziękuje.
    – Zależy mi na uczniach a ty w klasie jedyny masz problem, dlatego mogę pozwolić sobie na takie rozwiązanie. Czy za dwa dni w piątek możemy się umówić na godzinę 18?
    – Tak jak najbardziej
    – Super, to tutaj na karteczce masz mój adres i wtedy o godzinie 18 przyjdziesz na korepetycje, z mojej strony to wszystko.
    – Dobrze dziękuje Proszę Pani  w takim razie do widzenia
    – Do Widzenia Kamilu

    Kamil wyszedł z klasy i skierował się do domu. Wieczorem myślał, dlaczego ona jest taka miła, może rzeczywiście teraz ogarnę ten angielski. Jeszcze będę z nią sam na sam to jak nagroda myślał sobie w głowie uczeń, w końcu nie raz fantazjował o nauczycielce podczas masturbacji.

    Piątek godzina 16 Iwona wróciła po pracy do domu, jest rozwódką a jej córka wiedzie już swoje życie także w mieszkaniu było pusto. Do przyjścia Kamila były jeszcze dwie godziny, nauczycielka od razu po przyjściu od razu zaczęła się ogarniać, bo jak się później okaże to nie będą zwykłe korepetycje…

    W pierwszej kolejności Iwona wzięła prysznic oraz ogoliła miejsca intymne, później usiadła przy toaletce i wykonała lekki makijaż. Na koniec przyszedł czas na ubiór, ubrała cieliste pończochy, czarną spódniczkę trochę dłuższą, że na pierwszy rzut oka nie było widać ubranych pończoch, czarne stringi, ciemną bluzkę a pod nią czarny biustonosz a na stopach czarne szpilki z czerwoną podeszwą i tak ubrana czekała na swojego ucznia.

    Natomiast Kamil przed korepetycjami był bardzo zestresowany była dla niego to nowa sytuacja, o której myślał cały dzień. Po szkole wrócił do domu i o godzinie 17 zaczął się przygotowywać, wziął prysznic, przebrał się oraz spakował swój podręcznik i zeszyt do angielskiego. 17:30 wsiadł do autobusu i pojechał na osiedle gdzie mieszka nauczycielka. Chwile po godznie o 18 zadzwonił domofem do mieszkania Iwony i wjechał windą na 3 piętro bloku. Zadzwonił dzwonkiem i jego oczom ukazała się nauczycielka, Kamila zamurowało, gdy zobaczył tak ubraną nauczycielkę momentalnie zrobił się czerwony.

    – Dobry wieczór Proszę Pani
    – Dobry wieczór Kamilu, wejdź proszę, buty możesz zostawić tutaj obok lustra

    Kamil wszedł do mieszkania, ściągnął buty.
    – Chodź usiądziemy w salonie, może się czegoś napijesz sok woda herbata?
    – Poproszę herbatę Proszę Pani
    – To usiądź sobie na sofie a ja zaparzę herbatę.

    Kamil usiadł na sofie jak wryty nie mógł się napatrzeć na Iwonę, nie rozumiał, czemu tak wygląda, pewnie po korepetycjach idzie na miasto powiedział sobie w głowie.
    Iwona przyniosła herbatę i na małym stoliku tuż obok sofy i usiadła obok Kamila zakładając nogę na nogę.

    – A więc Kamilu oboje wiemy, że twoja sytuacja z ocenami jest tragiczna i jest jedyna opcja na poprawę twojej sytuacji, o której nie mówiłam w klasie.
    – Jaka opcja proszę Pani?
    – W pierwszej kolejności odpowiesz mi na parę pytań i musisz odpowiadać szczerze, bo będę wiedzieć kiedy kłamiesz zrozumiano?
    – Dobrze Proszę Pani

    Kamil siedział coraz bardziej zmieszany i zestresowany szczególnie siedząc obok tak seksownej nauczycielki walczył z samym sobą, aby nie patrzeć na jej nogi, stopy, czy biust.

    – Pierwsze pytanie czy ja się tobie podobam?
    Kamila zamurowało… zestresowany łamiącym się głosem odpowiedział  

    –  Jest Pani piękną kobietą
    – Nie odpowiedziałeś na pytanie, ale twoją odpowiedź uznam za potwierdzenie mojego pytania, pytam ponieważ widzę na lekcjach jak patrzysz na mnie Kamilu, szczególnie jak ostatnio robiłeś mi  zdjęcia z ukrycia szczególnie moim nogą myślałeś, że tego nie zauważę?
    – Pani Iwono nie robiłem zdjęć …
    – Pokaż mi swoją galerie w telefonie no raz dwa

    Kamil otworzył galerie w telefonie a tam kilka zdjęć Iwony w czasie lekcji, również zbliżenia na jej szpilki.

    -Kamilu miałeś nie kłamać tych zdjęć masz mnóstwo. Ale spokojnie nie jestem zła, to teraz jeszcze raz odpowiedz szczerze na moje pytanie, podam ci się? masturbujesz się do moich zdjęć?  
    – Pani Iwono bardzo mi się Pani podoba i tak zgadza się masturbowałem się Pani zdjęć, bardzo mi się podobają starsze kobiety szczególnie w rajstopach itp.
    – To nie jest nic złego, w twoim wieku jest to norma, gdy hormony buzują, taka odpowiedź mi się podoba

    Kamil cały czerwony siedzi obok Iwony nie wie, co się zaraz może wydarzyć.

    – Kamilu ja mogę zapomnieć o tych zdjęciach, i poprawić tobie oceny i to jest właśnie ta jedyna opcja, nie będziemy się bawić w koreptycje, bo to nic nie da, będziesz od dzisiaj moim grzecznym chłopcem i zrobisz wszystko co będę kazała ci zrobić. Od zawsze podobali mi się młodzi niewinni chłopcy a ty właśnie taki jesteś. Powiedz mi jeszcze, czy jesteś prawiczkiem oraz kiedy ostatni raz się masturbowałeś?
    – Tak proszę Pani jestem prawiczkiem a masturbowałem się w środę ostatni raz.
    – No proszę od razu po naszej rozmowie pewnie się masturbowałeś tak?
    – Tak Pani Iwono
    – Wstań proszę i klęknij przede mną

    Kamil ukląkł przed Iwoną cały czerwony nie wiedział, co się dzieje.

    – Ściągnij mi szpileczkę Kamilku, powąchaj bucik i połóż obok, a potem zacznij mi całować stopę.

    I tak się stało Kamil ściągnął szpilkę i powąchał ją, po czym zaczął całować stopę Iwony, na początku od góry potem palce i podeszwy stopy. Iwona zadowolona siedziała, gdy uczeń wielbił  jej stopę, wkładając palce od stóp do ust Kamila karząc mu ssać palce. Taka zabawa trwała około 8 minut, po czym Iwona powiedziała

    – Grzeczny chłopiec wstań proszę, widzę, że ci się podoba ale to dopiero mały początek tego co Ciebie czeka. Przede wszystkim wszystko musi zostać między nami pamiętaj o tym dobrze?
    – Tak Proszę Pani
    – Teraz kochany rozbierz się do naga przed Panią no raz, raz.
    Kamil zaczął się rozbierać na początku ściągnął koszulkę, potem spodnie, skarpetki a na koniec bokserki i w ten oto sposób stał nagi przed nauczycielką cały czerwony. Jego penis nie był w stanie wzwodu ze względu na stres. Penis nie był duży w zwisie wręcz mały lekko zarośnięty.

    – Pięknie Kamilku, widzę że nie masz dużo włosów na ciele ciało jak u kobiety, ale włosy na jądra musisz ogolić. Dlatego pójdziesz zaraz do łazienki i weźmiesz prysznic dokładnie się umyj również między pośladkami oraz się ogolisz, na umywalce masz przygotowaną maszynkę piankę oraz ręcznik ale najpierw podejdź bliżej do mnie.

    Kamil podszedł do Iwony a ona chwyciła jego jądra oraz małego penisa ściągając z niego skórkę parę razy lekko jęcząc przy tym było widać, że sprawia jej to przyjemność.

    – Bardzo mi się podoba taki mały penis jak stoi to myślę ma max 13 cm, teraz leć do łazienki i zapraszam ciebie tutaj potem z powrotem.

    Uczeń w toalecie wykonał wszystko to o co prosiła go Pani Iwona, po około 20 minutach wrócił do nauczycielki która na widok Kamila wstała z sofy i stanęła obok niego znowu bawiąc się jego penisem przy okazji dając w tyłek 4 klapsy.

    – Teraz pójdziemy do mojej sypialni tam będziesz spełniał moje wszystkie zachcianki.
    – Dobrze Proszę Pani

    Oboje weszli do sypialni i na pościelonym leżały już przygotowane lubrykant, wibrator, korek analny, dildo oraz prezerwatywy. Iwona usiadła na skraju łóżka.

    – Dobrze Kamilku uklęknij znowu i zajmij się moimi stopami

    Kamil ukląkł i ściągnął szpilki Iwony i zaczął pieścić jej stopy. Iwona co jakiś czas wpychała  palce u stóp w usta ucznia. Potem gdy całował jedną stopę drugą Iwona dotykała jego penisa, który lekko stał. W międzyczasie jedną dłonią Iwona masowła sobie pierś przez bluzkę. W trakcie Iwona się spytała

    – A widziałeś Kamilu kiedyś kobietę nago czy tylko na filmach porno ?
    – Tylko na filmach Proszę Pani
    –  Dobrze to wstań proszę teraz

    Kamil stał nago przed nauczycielką, która wstała i zaczęła się rozbierać po chwili stała przed Kamilem tylko w pończochach i stringach oczom Kamila ukazały się piękne dojrzałe naturalne piersi Iwony.

    – Podejdź bliżej i całuj moje piersi

    Uczeń zaczął całować sutki Iwony, która lekko stękać dłonią zaczęła  masować penisa, który już był w stanie wzwodu.

    CDN

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Losy nauczycielki i ucznia czesc druga

    – Widzę kochany, że jesteś już twardy i tak jak myślałam penisa masz małego, ale nie martw się tym jestem ciekawa ile z niego dziś wypłynie spermy. Połóż się na plecach teraz na łóżku i pamiętaj nie możesz się spuścić bez mojej zgody jak będziesz blisko masz mi to powiedzieć.

    Kamil się położył a jego mały penis stał na baczność. Iwona usiadła przed nim i zaczęła stopami  robić footjoba masując przez majtki sobie cipkę, po chwili ściągnęła swoje stringi i Kamilowi ukazała piękna ogolona cipka Iwony, która była cała mokra od soków. Po chwili Iwona się przybliżyła i zaczęła masować penisa dłonią a stopy wylądowały na twarzy Kamila.
    Uczeń coraz głośniej oddychał tak samo jak Iwona. Po chwili Iwona przestała robić dobrze i powiedziała

    – Teraz Kamilku to, na co Pani czekała najbardziej zajmę się twoim tyłkiem tak dobrze słyszysz twoim odbytem.

    Kamil lekko zbladł jego penis lekko opadł ze stresu

    – Oj widzę, że się stresujesz twój maluszek lekko opadł nie podoba mi się to, wypnij się do mnie tyłem raz dwa kundlu!

    Kamil się wypiął do Iwony w rozkroku jego penis zwisał w dół i kapały z niego soki. Iwona zaczęła znowu robić mu dobrze dłonią dając w pośladki, co jakiś czas klapsy. Potem wzięła lubrykant i nałożyła na palec i zaczęła palcem smarować odbyt Kamila, po chwili do środka zaczął się wsuwać palec wskazujący Iwony aż po chwili był już tam cały. Penis Kamila znowu stał na baczność.

    – Widzisz widzę, że Ci się to podoba!

    Iwona wkładała i wyciągała palec z odbytu Kamila dodając, co chwile więcej żelu. Potem wzięła z łóżka korek analny i dała na niego dużo żelu zaczęła wsuwać go do odbytu ucznia po kilku próbach tyłek był już zakorkowany nie był to duży korek.

    – Dobrze piesku twoja pupa jest już gotowa, teraz ja się położę a ty dasz mi przyjemność

    Iwona się położyła i rozłożyła nogi na początku kazała uczniowi po raz kolejny pieścić stopy w tym czasie Iwona wzięła wibrator i przyłożyła sobie do łechtaczki, aby spotęgować przyjemność.

    – Teraz Kamilku zrobisz swoją pierwszą w życiu minetkę zacznij mi całować i lizać moją cipkę.

    Nauczycielka nałożyła jeszcze na swoją cipkę dość sporo śliny i Kamil zaczął minetkę Iwona coraz głośniej jęczała  po chwili kazała Kamilowi włożyć do środka dwa palce i lekko nimi ruszać, Iwona była w siódmym niebie bardzo dużo z nie soczków leciało. Po takiej przyjemności Iwona się wypięła tyłem i kazała wylizać sobie odbyt, który był cały mokry od soków z cipki.

    – Dobrze kochany teraz założę tobie prezerwatywę i wejdziesz we mnie pamiętaj nie możesz się spuści

    Iwona założyła gumkę na całego czerwonego penisa Kamila i dała na niego lubrykant, rozłożyła nogi i kazała włożyć penisa do środka. Uczeń wszedł w Iwonę dość gładko ze względu na małego kutasa jęki Iwony były bardzo intensywne, stosunek był dość krótki, bo Kamil powiedział, że zaraz dojdzie.

    – Kładź się na plecy kundlu zobaczymy ile spermy masz w sobie, ale dojdziesz na moich zasadach!
    – Dobrze Proszę Pani

    Kamil się położył pod jego tyłek Iwona położyła poduszkę i rozchyliła nogi Kamila, ściągneła  prezerwatywę i wyjęła korek analny nagle jeszcze na moment wzięła penisa do ust i zrobiła krótkiego loda liżąc przy tym jądra. Potem wzięła dildo nieduże 11 cm i cale pokryłam żelem.

    – Teraz to małe dildo wyląduje w twojej pupie jest tak małe jak twój penis, dlatego nie będzie boleć a da ci duża przyjemność i moja suczka zobaczy, do czego służy jej odbyt.

    Jak powiedziała tak zrobiła z dużym oporem i bólem dildo było już w odbycie Kamila i posuwistymi ruchami ruchała dupę ucznia, penis znowu opadł ale dla Iwony to nie była przeszkoda, co raz szybciej odbyt Kamila był rozciągany a jego penis był bardzo mocno walony przez Iwonę. Nauczycielka czuła, że wytrysk jest blisko i od razu wzięła penisa do ust i po chwili ciepła sperma zalała usta Iwony było jej dość sporo biała i gęsta, wyjęła dildo z pupy, nachyliła się nad twarz Kamila i kazała otworzyć buzię i cała sperma z jej ust wylądowała w ustach ucznia, a Iwona cały czas ręką robiła dobrze Kamilowi, który wykręcał się z bólu.

    – Połknij to kurwa!

    Kamil posłusznie połknął swoją spermę, na koniec penis i jądra kamila dostały porządne klapsy.

    – To jeszcze nie koniec kochany ja też muszę być w pełni zadowolona, usiądź przede mną i zajmij się moimi stopami całuj liż każdy centymetr i patrz jak dochodzę za pomocą wibratora

    Iwona przyłożyła wibrator do cipki a Kamil wielbił jej stopy, dosłownie po 4 minutach Iwona doszła krzycząc w niebogłosy.

    – Wyliż wszystkie soczki z mojej cipki i odbytu psie!

    Kamil wykonał rozkaz Iwony i wszystko do czysta wylizał.

    – Teraz Kamil idziesz do łazienki i bierzesz dokładny prysznic i ubierasz się i idziesz na sofę czekać na mnie zrozumiano? Potem ja się umyje i pogadamy.
    – Dobrze proszę Pani

    Kamil poszedł do ubikacji i dokładnie się umył był zmieszany, ale też szczęśliwy, bo poniekąd jego fantazja się spełniła. Potem prysznic wzięła Iwona i ubrana w szlafrok przyszła do Kamila, który czekał na sofie i mówi

    – I jak wrażenia chłopcu mój?
    – Trochę się bałem, ale bardzo fajnie, nie wiem, co jeszcze powiedzieć
    – Chyba się dalej boisz, bo cały się trzęsiesz, ale do rzeczy, mi też się podobało i zdałeś egzamin na mojego pieska i wiedz kochany, że to dopiero początek.
    – To znaczy Proszę Pani?
    – Takim jednym spotkaniem ocen nie poprawisz dziś miałeś test, który zdałeś od dzisiaj jesteś na każde moje zawołanie nawet w szkole jak się znowu spotkamy to będzie tylko ostrzej a kolejne bariery będziemy pokonywać, jeśli przez najbliższe dwa miesiące będziesz posłusznym chłopcem do końca szkoły zdasz angielski, ale musisz robić wszystko!  
    – Dobrze Proszę Pani zrobię wszystko, co Pani będzie chciała
    – Teraz Piesku bierz swoje rzeczy i wracaj do domu i po raz kolejny mówię to wszystko musi być między nami teraz marsz do drzwi.

    Kamil wyszedł z mieszkania.

    cdn

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Nie-zwykla Rodzina cz 134. – Dawna nauczycielka

    Deszcz zaskoczył mnie w połowie drogi do domu. Schroniłem się pod daszkiem przystanku autobusowego, gdy zauważyłem znajomą sylwetkę pod parasolem po drugiej stronie ulicy.

    – Pani Irene? – zawołałem przez szum deszczu.

    Odwróciła się i przez chwilę wyglądała na zaskoczoną, potem uśmiechnęła się szeroko.

    – Alan! – odkrzyknęła, przechodząc przez ulicę. – Jak miło cię zobaczyć.

    Wyglądała świetnie. Nic się nie zmieniła przez ten czas. Zrabna brunetką w włosami do ramion. Brązowe oczy i okulary z czerwonymi oprawkami. Ubrana w białą koszulę z podwiniętymi rękawami, która to dobrze pokazywała jej dekolt, a także w czarną spódnicę, która to idealnie podkreślała jej tyłek i czarne szpilki. Chcesz trochę zmokła można było zobaczyć, że nie miała pod spodem stanika. Na ten widok od razu poczułem mrowienie w gaciach.

    – Co u pani słychać? – zapytałem, gdy stanęła obok mnie pod daszkiem.

    – A wszystko po staremu, a co u ciebie? Co teraz robisz?

    – Studiuje, ale teraz mam wakacje. – powiedziałem

    – No brawo. Zawsze wiedziałam, że zdolny jesteś. – powiedziała uśmiechając się.

    Rozmawialiśmy przez kilka minut, gdy nagle deszcz się wzmógł. Pani Irenę spojrzała na niebo z niepokojem.

    – Słuchaj Alan, Mieszkam niedaleko, w zasadzie mógłbyś przyjść. Przeczekał najgorsze. Prognoza mówi, że za godzinę się uspokoi.

    Zawahałem się przez moment. Deszcz naprawdę się nasilał. Ale podobała mi się myśl przyjścia do domu mojej dawnej nauczycielki.

    – Jeśli to nie kłopot… – odparłem w końcu.

    – Ależ skąd. Chodźmy…

    Udaliśmy się do jej domu. W zasadzie trochę biegliśmy, ponieważ żadne z nas nie miało parasola. Oboje zmokliśmy. Pani Irenę poprowadziła mnie do salonu z dużym oknem wychodzącym na park.

    – Usiądź, zrobię herbatę. – powiedziała, znikając w kuchni.

    Pamiętałem dobrze te mieszkanie. Często to przychodziłem do niej na prywatne lekcje.
    Po chwili Irenę wróciła z herbatą dla mnie i dla siebie i postawiła ją na stolik. Usiadła naprzeciwko mnie wcześniej zdejmując szpilki.

    – No to opowiadaj Alan. Co tam u ciebie? Jak na tych studiach?

    Rozmawialiśmy przez następną godzinę. Pani Irenę opowiedziała mi, co u niej. Dowiedziałem się że rozstała się ze swoim mężem no i że teraz mieszka sama. Trochę było mi jej szkoda.

    – Czyli pani tu teraz sama mieszka.

    – No niestety chłopcze. Czasami mnie odwiedzą moje dzieci, ale to raz na jakiś czas.

    – Przykro mi.

    – Ech tam. Jakoś przeżyję, to nic takiego. Za to u ciebie ciekawie jest. Czyli studiujesz na tej samej uczelni, co twoja siostra. Pamiętam ją.

    – Tak. Razem na tej samej uczelni.

    – Fajnie, cieszę się. Zawsze wiedziałam, że z ciebie będzie ktoś wyjątkowy.

    Usiadła tak, że podwinęła jej się spódnica. Zobaczyłem, że nie miała pod spodem bielizny. Mogłem zobaczyć jej cipkę, lekko porośniętą włosami. Kutas zaczął mi twardnieć.

    – Muszę przyznać Irene, że dużo mi pomogły prywatne lekcje z tobą.

    – Ach…pamiętam. Cieszę się, że mogłam ci pomóc. – popatrzyła na mnie z tymi iskrami w oczach.

    Zagryzła lekko wargę. Po chwili otrząsnęła się i wstała nagle.

    – Matko zapomniałam. Mamy mokre ciuchy, może osuszymy je, co? – powiedziała.

    – Oczywiście, jeśli to nie problem.

    – No pewnie. Nie będziesz siedział tutaj w mokrych rzeczach.

    Po chwili zdjąłem moją koszulę oraz spodnie. Będąc w samej bieliźnie Irene zobaczyła kutasa w moich gaciach. Ona też zaczęła ściągać koszulę.

    – Nie przeszkadza ci to, że nie mam stanika? – spytała, uśmiechając się.

    – Nie, ależ skąd. – odpowiedziałem.

    Wtedy zdjęła swoją koszulę, a moim oczom ukazały się jej jędrne piersi. Widziała, że im się łapczywie przyglądam.

    – Podobają ci się, co?

    – Bardzo.

    – Spódnice też mam mokrą.

    Zdjęła swoją spódnicę i teraz zobaczyłem jak jest przede mną w pełni naga. Kutas całkowicie już mi stał.

    – Widzę, że nadal ci się podobam.

    – Bardzo, proszę pani.

    – Mmmm…w takim razie…

    Nagle kucnęła przed moim kroczem.
    Ściągnęła mi majtki, a mój kutas wyskoczył naprzeciwko jej twarzy. Uśmiechnęła się, widząc go.

    – Och Alan…zapomniałam, jaki on duży.

    Zaczęła mi obciągać. Zaczęła połykać fiuta w całości. Przyśpieszyła swoje ruchy tak, że ja odczuwałem rozkosz.
    Lekko trzymałem jej głowę i zacząłem nią poruszać.
    Poruszała swoimi cudownymi ustami jeszcze chwilę, po czym wyciągnęła go z chlustem. Ślina skapywała jej po brodzie.

    – Mmmm…tęskniłam za tym kutasem.

    Wstała a ja zacząłem lizać piersi mojej nauczycielki. Były wspaniałe. Takie miękkie i jędrne.
    Zacząłem ssać jej sutki, podgryzając jeden. Ta jęczała z rozkoszy. Pieściłem ją też rękami. Irenę odchyliła głowę do tyłu czując dużą przyjemność, jaką jej dawałem.

    Podeszła do kanapy i położyła się na niej, rozchylając nogi, bardziej prezentując swoją cipkę.

    – Chodź tu…

    Uklęknąłem, aby mieć przed twarzą jej pochwę. Zacząłem lizać jej wargi sromowe. Jeździłem językiem dookoła chcąc dać Irene jak największą przyjemność, którą to widziałem, że odczuwa. Wsadziłem jeden palec, a Irene jęknęła przeciągle. Zacząłem szybko poruszać i dołożyłem lizanie językiem jej łechtaczki.

    – Oooghhh…Alan…chcę go poczuć… – mówiła jęcząc.

    Złapałem ją za nogę, którą położyłem sobie na ramieniu.
    Nie czekając wszedłem w nią. Ta głośno jęknęła. Zacząłem ją szybko ruchać. Posuwałem coraz szybciej. Ruszałem się do przodu i do tyłu ruchami posuwistymi. Irene jęczała z rozkoszy. Ledwo, co to znosiła. Pochyliłem się ile mogłem na nią i bawiłem się jej piersiami, całując je i liżąc. W końcu też pocałowałam ją namiętnie z języczkiem. Po jakimś czasie poczułem jak jej ciało zaczyna drżeć. W tym momencie osiągnęła swój upragniony orgazm. Wreszcie jęknęła przeciągle i pozostała w bezruchu. Wtedy wysunęła mojego wciąż twardego penisa ze swojej szparki. Cały ociekał jej soczkami.

    – Och tak bardzo mi tego brakowało…

    Wtedy odwróciła się i wypięła swoją dupę w moją stronę. Znowu wsadziłem kutasa do jej cipy. Ponownie zacząłem się ostro w niej poruszać. Irene nie przestawała jęczeć. Czuła jak mój kutas wypełniał ją do końca.

    Wtedy jednak Irene zeszła z kutasa i odwróciła się tyłem będąc na czworakach. Ja zbliżyłem się do niej i po zastanowieniu się wszedłem do środka jej odbytu. Poczułem, jaka jest ciasna. Irene też, ponieważ jęknęła głośniej i dłużej niż do tej pory.

    – Oooooooghhhh…Alan…ooohhh…

    Zacząłem posuwać ją w dupę. Było mi bardzo przyjemnie. W końcu zacząłem przyśpieszać.

    – Dalej…Alan…zerżnij mnie…ooohhh…

    Irene ledwo już to znosiła. Czułem, że jestem blisko. Mój kutas pulsował w jej pochwie. Ona też widziałem, że drżała osiągając swój drugi orgazm. Chyba od dawna się tak nie ruchała.

    – Spuść się na moje piersi…

    Szybko wyjąłem fiuta i zacząłem trzepać. Irene szybko przekręciła się na plecy. Ściskała swoje piersi. Zacząłem strzelać falą spermy, która spadła na piersi Irene i trochę do jej ust. Gdy skończyłem ona zaczęła zlizywać to ze swoich piersi. Czułem lekkie zmęczenie i ogromną satysfakcję z udanego spełnienia.

    – Och Alan, jak dobrze było cię zobaczyć, mój zdolny uczniu.

    – Ja też się cieszę, Irene.

    Gdy deszcz w końcu ustał, niechętnie zbierałem się do wyjścia.

    – Było bardzo miło. Fajnie, że wpadłeś Alan. Jeśli będziesz chciał możesz jeszcze odwiedzić starą nauczycielkę.

    – Oczywiście. Dziękuję za zaproszenie. Do widzenia. – powiedziałem i wyszedłem z jej domu.

    Byłem zadowolony z wizyty u byłej nauczycielki. Miło było ją spotkać.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Edukacja z ciocia 19.

    Edukacja z ciocią 19.  

    Po odjeździe Doroty zaczęliśmy przygotowywać kolację. Krystyna zgrabnie się krzątała w kuchni. Pomogłem jej i już siedzieliśmy i jedliśmy. Przyglądała mi się uśmiechając.

    -”Noooo? Zmęczony?”

    -”Trochę ciociu.”

    -”Noooo, ale się obruchałeś! Nie ma co! Warto było?”

    O taaak! Dorota jest świetna!”

    -”Noooo” zaśmiała się ciotka ”wszystkie moje siostry to świetne dupy!” śmiała się.

    -”Zobaczysz jeszcze! Możemy się oczywiście kochać później jeśli chcesz, ale może powinieneś naprawdę trochę odpocząć i wyspać się, bo mi tu dziewczyny zaruchają cię.”

    Posprzątaliśmy szybko po kolacji. Mimo, że była dopiero 7.30 i jasno na dworzu to poszliśmy do łóżka.

    -”Teraz musisz się troszkę zająć mną” powiedziała Krystyna ”bo twoja dziewczyna trochę się stęskniła.”

    Zaczęliśmy się całować…ciocia już miała mój penis w ręku.

    -”A nie miałem czasem trochę odpocząć?” spytałem z uśmiechem.

    -”Tak, tak kochanie! Oczywiście!… później…dużo później…dużo…dużo później” szepnęła.

    -“Najpierw obowiązek!” ścisnęła mi mocniej kutasa…”i przyjemność…a później odpoczynek…” szeptała śmiejąc się.

    Zaczęliśmy się pieścić rozmawiając.

    -“Cały czas mnie zaskakujesz. Rozwijasz się i jesteś coraz lepszym kochankiem. Szczerze…nie myślałam, że Dorota pójdzie na całość po tylu latach abstynencji. To naprawdę piękna i fantastyczna kobieta! Szkoda, że jej się tak ułożyło życie… jak zresztą wielu z nas…ale co zrobić. Dałeś jej ogrom przyjemności i za to ci dziękuję kochanie! Czasem w życiu takie drobne chwile pozwalają nam iść z podniesioną głową. W życiu nie zawsze czas i miejsce jest odpowiednie…niestety.”

    -“No to…” spojrzała na mnie…”opowiem ci trochę o innych moich koleżankach. Takie zdrowe 40-55 dupy…głównie rozwódki, wdowy, w separacji. No, może Bożeny Monika 30-stka bez faceta. Wszystkie mają ładne domy…po mężach czy partnerach…tylko co z tego, jak same…” zawiesiła głos.

    -“Wiem Krysiu…nawet ten twój sąsiad powiedział o tobie, że taka piękna kobieta, a zawsze sama…”

    -“No widzisz! Tak to jest! Poznam cię jeszcze z kilkoma dziewczynami…” zawiesiła głos…”to sobie jeszcze dobrze pocipciasz!”

    -“Marek! Zrozum mnie dobrze. Ja jestem cholernie o ciebie zazdrosna! Ty jesteś moim facetem…tak pozostanie i tak zawsze będzie. Ale tu jest moje życie, mój świat, moje koleżanki i razem sobie pomagamy w życiu i dajemy sobie dużo przyjemności…z braku mężczyzn. To nie, że ja cię sprzedaję, czy robisz za męską kurwę czy coś! Nie kochany! Ale każda z nas też chce coś od życia, a ja dzielę się tak jak one, tym co mam najlepszego. A mam raczej nieoczekiwanie… ciebie. Przypadek…zrządzenie losu? Nie wiem…ale my naprawdę przy tobie żyjemy pełnią życia. Widziałeś reakcję Bożeny i Doroty. Rozumiesz mnie? To nie tylko seks, ale twoja obecność tutaj…twoja młodość…twoja energia życia…twój żar i pasja.”

    Nabrała powietrza chcąc kontynuować, ale mój członek zesztywniał już w jej ręku. Miałem już potężny wzwód, więc Krystyna szybko weszła na mnie i nabiła się na mój trzon…

    -“Pogadamy później…” szepnęła…”teraz chcę się kochać skarbie!”

    -“Delikatnie i powoli, proszę.”

    -“Tak Krysiu.”

    Zaczęła spokojnie i głęboko nabijać się. Patrzyliśmy sobie w oczy.

    -“Dobrze?”

    -“O taaaak! Misia stęskniła się…” szeptała…”chcę cię w sobie długo…bardzo długo. Nie spiesz się kochanie…potrzebuję długiego rozkosznego spełnienia.”

    -“Tak kochana!”

    Cudownie poruszała biodrami. Ujeżdżała mnie…spragniona mamuśka…tą mokrą szparką…żądna dobrego seksu. Trzymałem ją za biodra..ona kontrolowała ruchanko…spokojnie w jakby zwolnionym tempie. Pieściłem ssąc i całując jej nabrzmiały ogromny biust.

    -“Taaaak kochanie! Taaak właśnieeeee!”

    Zacząłem powoli dochodzić. Spojrzała mi w twarz uważnie.

    -“Dojdź kochanie! Wiem, że musisz! Noooo we mnie! Do środka!”

    Wystrzeliłem. Nie przestała się ruszać.

    -“Nooooo juuuuż! Dobrzeeee!” szeptała, gdy strzelałem strumieniami nasienia w jej cipkę.

    -“Noooo juuuuż! Teraz wytrzymasz dłużej! Pozwól mnie się zaspokoić.”

    -“Tak Krysiu! Cudownie mnie ujeżdżasz!”

    -“Cieszę się skarbie!”

    Jechała spokojnie dalej, aż jej ciałem wstrząsnął potężny orgazm.

    -“O taaaaaaak! Teraaaaaz kochanyyyyyy! Przytul mnie!”

    Jedną ręką docisnąłem jej dupcię, a drugą objąłem ją za plecy całując głęboko.

    -“Taaaak! Taaak mi dobrzeeeee!” jęczała cichutko.

    -2Bożeeeee jak mi dobrzeeeee! Jeszcze kochanyyyyy!”

    Szczytowała wtulona we mnie, jęcząc i wzdychając.

    -“Tak mi dobrzeeeeee!”

    Ponownie usiadła i jechała dalej.

    -“Przyjemnie?”

    -“Tak! Cudownie!”

    -“ Daj mi jeszcze chwilkę…Potem sobie mocno poruchasz dobrze?”

    -“Tak…jesteś fantastyczna…dupcia” dodałem.

    -“Dla ciebie kochany! Tylko dla ciebie!”

    -“Tak! Wiem! Dziękuję ci ciociu!”

    -“Przestań głuptasie! Jestem cała twoja!”

    Dalej ujeżdżała mnie z gracją i wyrafinowaniem. Potrzebowała tego powolnego spokojnego spełnienia. Nabijała się naprawdę głęboko, do samego dna macicy.

    -“Nie za duża? Dobrze ci?”

    -“O tak Krysiu!”

    -“Trochę już poruchałeś i wyćwiczyłeś kutasa” szeptała.

    -“Jest teraz dużo większy i nabrzmiewa bardziej, niż gdy byłeś jeszcze prawiczkiem i tylko waliłeś ręką. W cipce są zupełnie inne doznania prawda?”

    -“Tak…czuję, że już inaczej się podniecam” przyznałem.

    -“No widzisz! Ciało przyzwyczaja się i akceptuje nowe doznania i reakcje. Cieszę się, że czegoś cię nauczyłam. Sama też się czegoś nauczyłam przy tobie! Noooo jeszcze kochany…jeszcze troszkę…już dochodzę.”

    Orgazmowała powoli i cichutko. Przytuliła się do mnie.

    -“O taaak skarbie! Taaaaaak! Tak mi dobrzeee na tobie! Kochanyyyy!”

    Leżeliśmy wtuleni przez chwilę. Krysia delikatnie poruszała się na moim członku. Czułem niemożliwe naprężenie.

    -“Krysiu, tak bardzo mi się chce…no wiesz…tak mocno…tak ostro.”

    -“Wiem kochanie” uśmiechnęła się.

    -“No chodź już…chodź…zaruchaj we mnie, porządnie…tak jak lubisz.”

    Szybko zsunęła się ze mnie i przekręciła wciągając mnie na dupę.

    -“Wejdź kochanie…proszę…oto twoja cipka…”

    Uniosła nogi w górę i szybko przyjęła pozycję do rżnięcia. Pchnąłem mocno…wszedłem brutalnie! Jęknęła.

    -“Spokojnie! Proszę! Marek! Nawet dla mnie jesteś bardzo duży!”

    Objęła mnie rękami za głowę, całując.

    -“Noooo juuuuż! Mój chłopczyk teraz wyrucha swoją dziewczynkę?! Prawda?! Mocno i głęboko?!”

    -“Tak kochanie! Teraz ujeżdżę twoją pizdunię!”

    -“Taaaaak! Proszęęęęęę!”

    Zacząłem mocno ładować! Jęczała bardzo głośno.

    -“Jezuuuuuu! Rzeczywiście! Ale ci się chce!”

    -“Przepraszam Krysiu!” wymamrotałem.

    -“No juuuuuż! Ciiiiiii! Ruchaj kochanie! Jesteś ogromny! Zacipciaj! Tak jak lubisz!”

    Rozłożyła uda szerzej. Jejuniu! Co za cudowny rozstaw krocza. Marzenie! Zacząłem rżnąć, mocno, głęboko, brutalnie. Chciałem jej cipki, chciałem szybkiego zadowolenia. Dochodziłem…docisnąłem ją mocno do łóżka…wiedziała…kiwnęła tylko głową. Zlałem się w ciocię potężną salwą nasienia. Jęczała cichutko trzymając mnie mocno nogami i drapiąc lekko paznokciami po plecach. Pompowałem w nią spermę wytracając impet. Uśmiechnęła się…

    -“Już? Lepiej?”

    -“Tak! Czasem nie mogę się powstrzymać” szepnąłem.

    -“Wiem kochany…w porządku! Wiemy oboje czego potrzebujemy. Odpocznij mój mały.”

    Leżeliśmy wtuleni. O dziwo…zasnąlem. Musiałem być faktycznie przemęczony. Ocknąłem się jakoś koło północy. Krystyna wtulona we mnie spokojnie spała. Przyczyną przebudzenia był oczywiście ogromny wzwód. Pchnąłem ją delikatnie na plecy i wszedłem między jej uda…rozchyliłem bardziej na boki. Jej Misia była lekko rozchylona. Jednym mocnym pchnięciem byłem w niej. Pchnąłem ponownie i już byłem prawie cały w niej. Zacząlem od razu energicznie ruchać. Potrzebowałem szybkiego spełnienia. Po chwili już prawie dochodziłem, gdy ciotka obudziła się. Patrzyła na mnie bez słowa, gdy ją jechałem. Złapała mnie ręką za głowę, przyciągnęła do siebie i mocno przytuliła. Pierwsza fontanna spermy zalała jej wnętrze…potem druga…i trzecia…i czwarta…jęknęła i westchnęła cichutko. Chwilę jeszcze poruszałem się w niej, by zaraz opaść na łóżko. Leżeliśmy chwilę patrząc sobie w oczy. Krystyna uśmiechnęła się…poklepała mnie ręką po tyłku. Położyła swoje udo wysoko na moim brzuchu, ręką objęła mnie przez piersi.

    -“Nooooo…śpijmy już.”

    Zasnęliśmy.

    Kolejna runda cipcianka przypadła na 3-ą w nocy. Mój nabrzmiały penis znowu obudził mnie. Krysia spała prawie leżąc na mnie, mocno wtulona. Bez litości przekręciłem ją na wznak. Potrzebowałem spełnienia.w cipce mojej cioci, mojej kobiety. Szybko zająłem pozycję między udami. Wyprężony kutas od razu wszedł w jej cieknącą spermą dziurkę. Była gorąca i rozpalona. Zacząłem ruchać mocno, bardzo mocno. Momentalnie Krystyna obudziła się pod wpływem moich potężnych pchnięć biodrami. Patrzyła mi w oczy.

    -“Pragnę cię Krysiu! Zarucham cię!”

    -“Yyyhhhmmm!” szepnęła z uśmiechem.

    Rżnąłem mocno i głęboko tę jej dojrzałą szparę.

    -“Przeoraj tę bruzdę!” szeptała “Mocno i głęboko! Do samego dna!”

    -“Taaaaak! kochana! Jesteś cudowna!”

    -“Ciiiiiiii! Cipciaj, cipciaj kochany!”

    Dochodziłem…sprężone ciało dało sygnał do wytrysku. Szybko zlapałem ją rękami pod dupcię, ona błyskawicznie okroczyła mnie nogami. Teraz dobijałem do dna jej macicy. Zaczęła jęczeć. Docisnąlem ją mocniej, gdy pierwsza salwa nasienia wylądowała głęboko w jej wnętrzu. Dobijałem raz za razem! Jęczała cały czas!

    -“Mareczku! Jesteś ogromny dla swojej dziewczynki! Bożeeeee jaki ogromnyyyy! Jest mi tak dobrzeeeee! Kochany mój! Jezuuuuu Mareeeek!”

    Mimo orgazmu rżnąlem ją dalej. Wyczuła moje podniecenie.

    -“Chcesz jeszcze cipki?!” stwierdziła racze,j gdyż jechałem nadal bez zatrzymania. Trzymała mnie mocno zakleszczonego nogami drapiąc paznokciami głęboko po plecach.

    -“Taaaaak kochanie! Mocno w cipkę! Głęboko! Do końca! Zaruchaj tę dziurę! Jest twoja!” spojrzała mi w oczy…płakała.

    -“Zawsze będzie tylko twoja!”

    Pocałowała mnie głęboko.

    -“Zawsze tylko twoja!” szlochała “Pamiętaj! Na zawsze twoja!”

    -“Kocham cię Krysiu!”

    -“Kocham cię mój mały!” płakała cichutko, gdy doszedłem ponownie strzelając spermą głęboko do dna macicy.

    -“Taaaak kochanie! Taaaaaaak! Napompuj mnie! Wszystko! Zalej Misię do pełna! Kochany mój!”

    Wstrzyknąłem ostatni spust. Nie zszedłem z jej dupci. Wciąż pożądałem ją. Poruszałem się delikatnie, aż pczułem następny przypływ energii. Znowu zacząłem jechać Krystynę mocno i energicznie, gwałtownymi pchnięciami bioder. Nie protestowała, nie narzekała. Dojrzała mamuśka przyjmowała swojego ruchacza, swojego mężczyznę z ochotą, z przyjemnością i zadowoleniem.

    -“Taaaaak kochany! Weź mnie! Zrób ze mną, co zechcesz! Zruchaj tę moją starą pizdę!” szeptała.

    -“Nie jesteś stara!” szybko wyszeptałem “Jesteś najcudowniejszą kobietą na świecie!”

    -“Ciiiiii! Dziękuję ci! Kochany jesteś! Wyruchaj mnie kochanie! Tak mocno! Do końca!”

    Wszedłem na obroty. Wpadłem w amok ruchania. Rżnąłem ją jak szalony. Jęczała i piszczała. Wiła się pode mną. Zaczęła głośno krzyczeć, by po chwili przejść w płacz.

    -“Jezuuuuu! Mareczkuuuuuuu! Zaruchaj tę cipcięęęęę!”

    Ujeżdżałem jej bruzdę niesamowicie. Płakała już bardzo głośno, gdy rżnąłem cipkę do samego dna!

    -“Matkoooooo! Synek! Rozerwiesz mnie! Jezuuuuuu! Jesteś przeogromnyyyyyy! Mareeeeerk! Proszęęęęę! Bożeeeeee!”

    -“Kto jest twoim mężczyzną?!”

    -“Tyyyy kochanyyyyy! Tylko tyyyyyy!”

    Byłem bezlitosny.Już nie czułem kutasa. Nagle niespodziewanie wystrzeliłem w nią. Pompowałem nasienie, a mimo to ruchałem dalej. Straciłem czucie. Tak mocno ładowałem, że łóżko zaczęło trzeszczeć i przesuwać się. Krystyna poluzowała swój uścisk nogami i jej ciało zrobiło się prawie bezwładne, gdy rżnąłem już do bólu kutasa jej dojrzałą cipę. Było kosmicznie niesamowicie. Ciotka cały czas płakała, teraz już cichutko, a ja ruchałem jak maszyna.

    -“Już Krysiu juuuuuż!”

    Dochodziłem. Poczułem niesamowite ciepło i skurcz przeszywający całe moje ciało. Jeszcze kilka pchnięć . Bożeeee co za rozkosz! Wreszcie zlałem potężny spust w moją mamuśkę, w moją kobietę. Dobijałem w jej macicę ostatnimi uderzeniami bioder. Wreszcie zwolniłem. Krystyna przyglądała mi się ogromnymi oczami.

    -“Jezuuuuu Mareeeeek!”

    Leżeliśmy obok siebie pieszcząc i całując się.

    -“Bożeeeee co to byłooooo?! Ruchasz coraz mocniej i dłużej! Zaruchasz mnie w końcu! Poważnie! Ciągle ci się chce?!”

    -“Tak! Nie mogę wytrzymać! Przepraszam cię Krysiu! Nie mogę się opanować przy tobie!”

    -“Matkoooo Mareeeek! A Bożena?! A Dorota?! Jezuuuuu! przecież mało jej nie zaruchałeś!”

    Milczała chwilę…w końcu szepnęła cicho.

    -“Jesteś wspaniałym kochankiem! Tyle razy zerżnąć dojrzałą dupę?! Jezuuuuuuu! Kocham cię gówniarzu!”

    -“Ty jesteś cudowna Krysiu!”

    -“Ciiiiiiii! śpijmy już” szepnęła cichutko lekko jeszcze pochlipując od płaczu.

    Po chwili wtuleni zasnęliśmy.

    Słońce już było dość wysoko i zrobiło się całkowicie jasno w sypialni. Dochodziła 6-ta, słychać było nawet śpiew ptaków. Spojrzałem na Krystynę. O dziwo, spała na brzuchu z głową wtuloną w poduszkę. Nogi lekko rozłożone nie pozostawiały mi zbyt wiele pola do wyobraźni. Wszedłem szybko między jej uda i delikatnie podciągnąłem jej dużą pupcię w górę, tak że prawie oparta była na kolanach. Złapałem ją za biodra podciągając ją jeszcze wyżej, tak że już miałem ją w pozycji na pieska. Przyglądałem się chwilę. Duża dupcia, szerokie biodra, szeroki rozstaw dobrze uformowanych ud z dużym szerokim rozstawem cipki, co pewnie było konsekwencją urodzenia dwójki dzieci. Ogromne zwisające wargi sromowe. Widok nie do opisania, jeśli ktoś naprawdę lubi kobiece kształty.

    Zbliżyłem mojego wyprężonego członka do jej pochwy…lekkie pchnięcie i wszedłem dość głęboko. Wycofałem i poprawiłem mocniej. Kutas cały cudownie schował się w jej dziurce. Złapałem mocno za biodra i zacząłem spokojnie dymać ciocię. Jęknęła po chwili i obudziła się.

    -“O matko Marek!” odwróciła szybko głowę przez ramię.

    Spojrzała na mnie z uśmiechem.

    -“Jesteś niemożliwy!” śmiała się.

    -“Tak dobrze czy szerzej?” spytała “Tak żebyś lepiej mógł wejść?!”

    -“Szerzej Krysiu!”

    Rozszerzyła bardziej kolana dotykając brzuchem łóżka.

    -“Tak lepiej?”

    -“Tak! Jesteś fantastycznie rozwarta!”

    -“Wiem kochanie! Dla ciebie! Dla mojego mężczyzny! Teraz wejdziesz naprawdę bardzo głęboko! Tylko proszę skarbie! Delikatnie! Jesteś ogromny!”

    -“Chcę cię jeszcze bardziej otworzyć!” powiedziałem i zacząlem ruchać jej cipkę z boku na bok, ocierając się o ścianki macicy,rozpychając ją i rozszerzając wejście pochwy.

    -“O tak kochanie! Rozruchaj szparę! Rozepchaj tym swoim ogromnym kutasem! Chcę tego! Ja też chcę być duża…ogromna i rozwarta cipa dla ciebie! Chcę ci dać masę przyjemności.”

    Ujeżdżałem ją powoli. Było niesamowicie w jej gorącym wnętrzu. Nie trwało to zbyt długo. Orgazm wstrząsnął moim ciałem na tyle, że popchnąłem Krystynę bliżej podgłówka łóżka. Wstrzykiwałem nasienie salwami. Znowu zacząłem ją posuwać. Mocno, głęboko…podniecony samiec pieprzył swoją samicę! Jęczała.

    -“Chcę jeszcze kochana!” krzyknąłem wbijając się w jej grotę.

    -“Wiem kochany!”

    Zaczęła płakać. Rżnąłem teraz potężnymi pchnięciami bioder. Dopchnąłem ją do oparcia łóżka, do samej ściany. Uderzałem z całej siły. Jęczała i płakała.

    -“Bożeeeeee Mareeeeek!”

    Nie miała już gdzie uciec! Doszła głową do oparcia łóżka!

    -“O matkooooooo! Mareeeeek! Proszęęęęęęę! Jesteś ogroooooooomny! Nie rozerwij mnieeeeeee!”

    -“Leeeeeeeeż! Nie uciekaj! Teraz dostaniesz!”

    Ruchałem bardzo mocno! Cipa była ogromna, rozwarta. Wyjmowałem cały trzon całkowicie z jej dziury i wbijałem potężnym uderzeniem…cały…mocno i do końca jednym rzutem bioder. Piszczała, stękała, wyła i wiła się pod kutasem, chcąc się wyswobodzić.

    -“Mowy nie ma Krysiu! Jesteś moja! Rozumiesz! Tylko moja!”

    -“Taaak kochanieeeeee!” zanosiła się płaczem.

    Rżnąłem tę fantastyczną kobietę, moją kochającą ciocię, bez opamiętania, bez litości, bez oddechu. Jeszcze nigdy tak głośno nie płakała pod moim kutasem. Szalałem ze szczęścia i rozkoszy. Co za kobieta! Wreszcie trysnąłem w jej spragnioną spermy dziurkę. Raz…dwa…trzy strzały…nie przestałem. Ruchałem dalej, a ona już darła się na cały głos. Poczułem znowu przypływ energii. Nie czułem już kutasa. Rżnąlem jej szparę jak szalony.

    Po chwili Krystyna całkowicie właściwie umilkła. Płakała cichutko pod swoim mężczyzną, a ja dalej rżnąlem tę fantastyczną kobietę. Pogodziła już się, że nic nie może zrobić, tylko czekać na moje spełnienie. Wreszcie dochodziłem…

    -“Juuuż Krysiu! Juuuż kochanie!”

    Nadszedł potężny orgazm. Pompowałem strumienie spermy w tę dojrzałą, rozwartą, rozruchaną, ogromną cipę. Gdy spuściłem resztę nasienia, padłem obok niej na łóżko. Przekręciłem się i przytuliłem ją do siebie. Płakała…patrzyła mi w oczy.

    -“Mareeeeeek! Matkoooooo!”

    Teraz ja byłem pocieszycielem.

    -“Nooooo juuuuż! Przepraszam, że tak mocno! Przepraszam kochanie! Jesteś taka cudowna!”

    Uśmiechnęła się w końcu przez łzy…

    -“Ale dobrze ci było co? Dobrze dałam cipki?”

    -“Jezuuuuu Krysiu! Fantastycznie!” Wtuliła się we mnie!

    -“Jest mi tak dobrze z tobą…tak dobrze…”

    Zasnęliśmy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mi Riam
  • Edukacja z ciocia 21.

    Edukacja z ciocią 21.

    Spaliśmy smacznie i bardzo długo. Przebudziłem się chyba około 2-ej w nocy. Było mi ciepło i przyjemnie. Krystyna obciągała mi spokojnie kutasa…delikatnie, powoli. Spojrzałem na nią…

    -”Tak ci stał…szkoda marnować takiego wzwodu!” szepnęła z uśmiechem.

    -”Dobrze twoja dziewczynka ciągnie?”

    -”Och Krysiu! Cudownie!”

    -”Staram się!” zażartowała.

    Roześmiałem się. Po chwili doszedłem…kiwnęła tylko głową. Zlałem się potężnym wystrzałem w jej usta. Łykała spokojnie patrząc mi w oczy. Ssała cały czas, gdy wlewałem kolejne porcje spermy w jej gardło. Potem oblizała się i spokojnie dosiadła mnie nabijając się cipką na mój penis.

    -”Jeszcze nie skończyłam!” szepnęła.

    -”Nooo widzę!” roześmiałem się.

    -”Chcę ci zrobić dobrze…już troszkę odpocząłeś…długo spałeś kochanie. Ujeżdżę cię delikatnie, powoli, dobrze?”

    -”Tak Krysiu! Jak zechcesz!”

    Zaczęła powoli poruszać biodrami.

    -”Znowu jesteś bardzo duży, ale ja też jestem duża i rozwarta. Dobrze się nabijam?”

    -”Tak! Bardzo głęboko! Bardzo duża jesteś!”

    Wiem kochanie! Dla ciebie! Tylko dla ciebie! Tak bardzo cię pragnę!” jęknęła.

    Jechała powoli, aż w końcu doszedłem. Wstrzykiwałem życiodajne nasienie w jej spragnioną dziurkę. Jęczała cicho…nie przestała. Ruchała mnie powolnymi dosiadami.

    -”Obejmij mnie, całuj i ssij moje ogromne cyce! Weź mnie za biodra i dupcię. Nabijaj mnie powoli na swój pal. Marek! Ogromny jesteś! Fantastyczny!”

    -”Dobrze ci? O taaaaak kochany! Jeszcze troszkę. Zaraz dojdę! Och skarbieeeeee!”

    Szczytowała…spokojnie i powoli…jak zawsze.

    -” Aaaaagggggghhhhh! Matkooooo! kochanieeeeee!”

    Przytuliła się do mnie.

    -”O taaaaak! O taaaaak!”

    Poczułem zbliżający się orgazm.

    -”Teraz napełnię cię kochanie!” jęknąłem.

    -”Taaaaak skarbieeeee! Lej w cipkęęęęęę! Cały spust! Wszystkooooo! Do pełnaaaa!”

    Leżeliśmy wtuleni w siebie.

    -”Mareczku! Jak mi dobrze z tobą!” szeptała ciotka.

    -”Krysiu! Kocham cię! Moja cudowna ciociu!”

    -”Ciiiiiiii głuptasie! prześpijmy się trochę…”

    Zasnęliśmy po chwili. Spałem jak zabity. Obudziłem się, gdy była już prawie 8-ma. Krystyna też właśnie budziła się.

    -”Marek! Ale zaspałam! Muszę do firmy…mówiłam, że będę koło 8-ej. Cholera jasna!”

    Poszła szybko pod prysznic. Wróciła po paru minutach na wpół ubrana. Podeszła i pocałowała mnie.

    -”Nooooo jak? Dobrze dostałeś cipki?”

    -”O tak! Jak zawsze! Przecież wiesz!”

    -”Noooo wiem!” roześmiała się.

    -”Kochany jesteś! Odpocząłeś trochę, wreszcie pospałeś kilka godzin. To dobrze! Kochanie. Mesnij Bożenę…przyjedzie po ciebie i dzisiaj u niej masz obiad i resztę dnia.”

    Ubierała się szybko. Wieczorem cię odbiorę i wynagrodzę ci ten dzień!”

    Mrugnęła.

    -”Przepraszam cię, ale muszę lecieć. Zjedz coś na śniadanie.”

    Już była przy drzwiach…

    -“Marek!” spojrzała śmiejąc się “Tylko się kurwa nie zaruchajcie!” i już jej nie było.

    Poszedłem pod prysznic. Ubrałem się standartowo w jeansy i letnią koszulę. Zrobiłem śniadanie na szybko. Krysia miała rację. Faktycznie…nie było ruchanka całą noc…czułem się świeży, wypoczęty i wyspany. Była już prawie 9-ta. Mesnąłem do Bożeny, że jestem po śniadaniu i możesz ciociu podjechać, kiedy ci pasuje. Odpowiedź zadźwięczała w telefonie po kilku sekundach.

    -”Zaraz jestem!” ze śmieszkiem.

    Pomyślałem z uśmiechem, że musiała się stęsknić. Po paru minutach zajechał samochód na podjazd. Bożena w zwiewnej letniej sukience szybkim krokiem wparowała przez drzwi. Uśmiechnięta, cudowna mamuśka.

    -”Witaj kochanie!”

    Wpiła się wargami głęboko w moje usta.

    -”Zamknij drzwi i chodź!” rozkazała ”Bo nie wytrzymam i cię zerżnę tu w progu! Jestem cała mokra!”

    Już wiedziałem, że czeka mnie intensywny dzień. W samochodzie bez ceregieli złapała ręką moje krocze. Nie pozostałem dłużny i zacząłem ręką pieścić jej ogromną pierś.

    -”Już! Zaraz!”

    Okazało się, że mieszka po drugiej stronie, też na granicy miasta, kilkaset zaledwie metrów od stacji kolejowej. Podjazd był szeroki. Dom mniej więcej też taki duży jak Krystyny…no i spory ogród i wszędzie kwiaty.

    -”Ładnie mieszkasz!” zwróciłem uwagę.

    -”Dobra, dobra, nie pieprz mi tu! Później sobie obejrzysz! Bo już mi z cipki cieknie!”

    Wpadliśmy, a właściwie wepchnęła mnie przez drzwi.

    -”Chodź! Szybko!”

    Zaciągnęła mnie do sypialni i zaczęła ściągać mi ubranie. Jej powiewna sukienka momentalnie znalazła się na podłodze. Pociągnęła mnie na siebie na łóżko.

    -”Noooo! Na co czekasz?!”

    Rozłożyła nogi.

    -”Tak się stęskniłam! Wejdź we mnie! Teraz! Już!”

    Kutas po manewrach w samochodzie już był w gotowości. Szybko rozsunąłem jej uda…spojrzała.

    -”Jezuuuu! Ale pała!” jęknęła.

    Zbliżyłem penisa do jej mokrej i już rozwartej dziurki…spojrzałem jej w  oczy. Kiwnęła głową przyzwalająco.

    -”Tak kochanie!”

    Pchnąłem najpierw lekko…potem trochę mocniej. Ledwie łeb wszedł.

    -”Aaajjjjj! Marek!”

    Zaparłem się stopami i potężnym pchnięciem bioder wbiłem się w jej rozwartą szparkę.

    -”Aaaaaaaaaajjjjjjjjjjjjjjjjj! Mareeeeeeeeeeeeek! O jezuuuuuuuuuuuu!”

    Zawyła, krzycząc przeraźliwie. Wycofałem i dobiłem jeszcze mocniej.

    -”Mareeeeeeeeek! Proszęęęęęęęęęę! Matkooooooooooo!”

    Cofnąłem i znowu wbiłem się w jej spragnioną cipę.

    -”Jezuuuuuuuuuuu! Kochanieeeee! Błagaaaaaaaaam! Jesteś przeogromnyyyyyyyyyy!”

    Zacząłem mocno ruchać, nie zważając na jej krzyki.

    -”Mareeeeeeek!”

    Wciąż krzyczała i wiła się pode mną.

    -”Nie tak mocnoooooooo! Błagaaaaaaam!”

    Jęczała…zaczęła płakać.

    -”Bożeeeeeeee! Mareczkuuuuuuu! Proszęęęęęęęę!”

    -”Leeeeeeeeeż cioteczko! Chciałaś tego prawda?! Noooo chciałaś mojego wielkiego kutasa?!”

    -”O jezuuuuuuuuu! Taaaak! Skarbie! Ale jesteś taki ogromny! Bożeeeeeee!”

    Chciała mi się wyśliznąć i uciec spod kutasa. Docisnąłem ją mocniej.

    -”Mowy nie ma!” szeptałem ”Nie uciekniesz mi! Nogi w górę cioteczko! I tak jak lubię!”

    -”Jezuuuuuu! Mareeeek!”

    Uspokajała się.

    -”Nooooo?! już dobrze wchodzę? Teraz już dobrze?”

    -”Tak kochanie! Tak! Teraz tak! Matko! Jaki duży jesteś!”

    Ruchałem szybko i mocno.

    -”Stęskniłaś się?”

    -”Tak kochanie! O tak!”

    Teraz już wchodziłem głęboko. Przestała krzyczeć, tylko stękała przy każdym pchnięciu moim członkiem.

    -”Już Bożenko! Teraz cię rozrucham i bardziej otworzę.”

    Zacząłem rozruchiwać jej dziurkę na boki.

    -”No widzisz! Już dobrze wchodzę!”

    -”Tak kochanie!” przytaknęła ”teraz już jest dobrze!”

    -”Obejmij mnie mocno nogami! Chcę cię jeszcze bardziej, mocniej i głębiej rozbić!”

    -”Mareeeek! Kochanieee! Proszęęęęę!”

    -”Nie narzekaj! Weź całego!”

    Rżnąłem mocno i głęboko.

    -”Och Bożenko! Zaraz dojdę!”

    Spojrzałem jej w oczy pytająco. Kiwnęła głową.

    -”Taaaaaaaak! Możesz we mnie! Do środka kochany!”

    -”Aaaagggghhhhh! Bożenkooooo!”

    Wystrzeliłem fontannę spermy w jej wnętrze. Jęczała i wiła się biodrami.

    -”Jeszcze! Więcej w cipunię!”

    -”Przyjmij cały ładunek! Tak cioteczko! Mareczek cię napełni świeżą spermą! ”

    -”Och kochany! Już?! Wlałeś wszystko?!”

    -”Jeszcze nie skończyłem!”

    Nadal ją jechałem…nieco wolnie,j ale mocnymi, głębokimi pchnięciami. Poczułem jak mój członek znowu rośnie. Zacząłem ją jechać znowu, mocno i intensywnie. Przyglądała mi się.

    -”Marek! Jezuuuu! Nie tak mocno! Proszęęęę!”

    Nie zwracałem uwagi…musiałem się wyżyć i rozładować. Zrozumiała, że nic nie może zrobić…ani mnie zwolnić, ani powstrzymać. Rżnąłem i rżnąłem. Jęczała…zaczęła płakać.

    -”Proszęęęęę” szeptała cichutko szlochając.

    Znowu doszedłem w niej. Trysnąłem w jej dziurę kilkoma strzałami. Doskonale czuła jak zalewałem ją falami spermy. Przyciągnęła mnie mocniej za tyłek rękami do swojego łona. Ruszałem się jeszcze chwilę wytracając pęd. Leżałem na niej…zacząłem całować jej ogromne łzy z policzków.

    -”Noooo już Bożenko! Tak mi dobrze było w tobie!”

    -”Wiem kochanie!” szepnęła cichutko ”Jesteś niesamowity!”

    Poczułem znowu wzwód. Chciałem jeszcze tej dojrzałej cipy. Zacząłem ją znowu ruchać. Mocno i głęboko dobijałem do dna macicy. Teraz już tylko cicho jęczała.

    -”Mareeeek! O bożeeeee!”

    -”Chcę jeszcze Bożenko!”

    -”Jezuuuuu kochanieee!”

    Znowu chciałem mocno i głęboko poruchać. Jęczała cały czas, gdy wystrzeliłem w nią kolejny mój orgazm nasienia.

    -”Aaaaaaahhhhhh! Mareeeeek! O matkoooooo!”

     Poruszyłem jeszcze kilka razy, by spuścić w jej cipkę resztę spermy i opadłem na nią.

    -”Juuuuż?! Dobrze mały? Zaspokoiłeś się?”

    -”Tak ciociu! Cudowna cipcia jesteś!”

    -”Noooo głupasie! Ale ruchałeś jezuuuuu! Mareczku! Jesteś naprawdę bardzo duży kochanie!”

    Leżeliśmy chwilę… Całowaliśmy się…wzięła mnie ręką za penisa i zaczęła delikatnie poruszać skórką…

    -”Teraz ja chcę troszkę kochany…dobrze?”

    -”Tak ciociu!”

    Poczuła wzwód…zwinnie weszła na mnie okrakiem i nabiła na mój stojący już pal.

    -”Ooooohhhh!” stęknęła ”Ogromny jesteś! Chcę go głęboko w sobie.”

    Delikatnymi ruchami dociskała swym łonem coraz głębiej.

    -”O taaaaak kochany! O taaaaak! Bożeeeeee! Stęskniłam się kochanie!”

    Zaczęła mnie powoli ujeżdżać. Spojrzała na mnie i powiedziała:

    -”Monisia jest u koleżanki, będzie o 2-ej na obiad, to mamy kilka godzin kochanie. Dasz radę zerżnąć mnie kilka razy?!”

    -”Jasne cioteczko! Będę się starał!” roześmiała się.

    -”Tak, tak wiem! Ty i te twoje staranie się.”

    Oboje śmialiśmy się. Jechała mnie powoli, ale dość mocno nabijając się do samego dna macicy.

    -”Mareeek! Jesteś taki ogromnyyyyy!”

    -”Dobrze ci jak taki duży?”

    -”O tak kochanie! Fantastycznie! Ooohhhhh! Zaraz będ miałaaaaa! Zaraz dojdęęęęę! Jezuuuuuuu! Kochanieeeeee! Aaaaaaaaaaaaaaaa!”

    Wystrzeliła na mokro na mój brzuch.

    -”Mareeeeeeek! Jak dobrzeeeeeee! O jak mi dobrzeeeeeee!”

    Orgazmowała dluższą chwilę.

    -”O taaaaaaaak! Jeszcze troszkę skarbie! Jeszcze!” jęczała.

    Nie zeszła. Nadal ujeżdżała mnie w zwolnionym tempie. Wtedy ja doszedłem i spuściłem kolejny ładunek do środka.

    -”Aaahhhh! Jesteś cudowny! Chcę jeszcze! Jeszcze raz!”

    Położyła się na mnie…pieściliśmy się całując głęboko. Po chwili poczułem drażnienie i ponowny wzwód członka. Ona chyba też, bo spojrzała mi w oczy. Szepnąłem tylko:

    -”Tak! Gotowy! Jedź mnie ciociu!”

    Bożena momentalnie wyprostowała się na mnie, by dosiąść mnie lepiej i głębiej.

    -”O taaaaak!” westchnęła.

    -”Dobrze ci? Głęboko ciociu?”

    -”Cudownie! Dokładnie tak kochany! Pragnę cię tak głęboko! Jak najgłębiej!”

    Ruchała się niesamowicie…dojrzała spragniona mamuśka…podniecona samica ujeżdżała swojego samca.

    -”O taaaak! Jeszcze! Tak mi dobrze!”

    Teraz już dobijała biodrami mocno do samego dna macicy. Orała tę spragnioną bruzdę potężnymi dosiadami. Wreszcie całe jej ciało naprężyło się i szczytowała.

    -”Aaaaaaaaaaaaahhhhhhh!”

    Doszła znowu na mokro, strzelając kilkoma salwami soczków na mój brzuch. Byłem cały mokry, ale nie zważała na to. Jechała dalej rozkoszując się swym orgazmem. Wreszcie i ja poczułem dreszcze…spojrzałem jej w oczy.

    -”Taaaaaak kochanie!” szepnęła tylko i ponownie potężny strumień spermy napełnił jej dziurę.

    -”Taaaak skarbie! Wlej wszystko! Głęboko! Napełnij Pusię!”

    Spuściłem resztki nasienia do jej wnętrza. Opadła na mnie i przez chwilę całowaliśmy i pieściliśmy się. Nie mogła się nacieszyć moim ciałem. Bożena dotykała i całowała mnie wszędzie.

    -”Tak czekałam!” wyszeptała.

    Spojrzała na mnie.

    -”Kocham cię gówniarzu!”

    -”Kocham cię ciotuniu.”

    Pieściliśmy się dość długo…oboje już zrelaksowani.

    -”Teraz powoli kochanie dobrze?”

    -”Tak Bożenko! Jesteś dokładnie taka jak Krysia! Wszędzie!”

    -”Oj Mareczku! Cieszę się, że ci pasuję!”

    -”O tak! Takie mamuśki bliźniaczki!”

    Roześmiała się.

    -”I pomyśl, że możesz nas rżnąć bez ograniczeń.”

    -”Nooooo! Dziękuję!”

    -”Przestań głuptasie! Nie pieprzymy się na prawo i lewo. Inaczej…nie pieprzymy się wgóle…chyba, że same ze sobą… Ty jesteś wyjątkiem! A szczerze, to nigdy nie pomyślałam, że taki gówniarz może dać tyle przyjemności dorosłej kobiecie.”

    Gładziła mnie po brzuchu, gdy jej ręka dotarła do mojego penisa. Delikatnie objęła go palcami z tymi dlugimi paznokciami, co spowodowało natychmiastowy wzwód.

    -”Noooo?” szepnęła ”chcesz jeszcze cipki?”

    -”Jezuuuuu Bożena, co za pytanie?!”

    -“Noooo wiem, wiem kochanie…jeszcze mamy czas…potem zacznę robić dla nas obiad.”

    Czułem już mocno naprężonego członka.

    -“Mogę cię wziąć od tyłu?”

    -“Kochanie…możesz wszystko, co zechcesz…wiesz przecież.”

    Szybko przekręciła się na brzuch, uniosła dupcię na kolanach i wystawiła mi się do rżnięcia. Zbliżyłem się do niej podziwiając rozstaw jej krocza. Zupełnie jak Krystyna, niesamowite podobieństwo. Mój ogromny i nabrzmiały penis dyndał swobodnie.

    -”Szerzej Bożenko!”

    Rozciągnęła bardziej na boki kolana.

    -”Tak dobrze?”

    -”O tak! Gotowa?!”

    -”Tak kochanie! Delikatnie tylko proszę!” szepnęła.

    Samiec był gotowy do wyruchania swojej samicy. Delikatnie trzymając kutasa w ręku rozłożyłem jej wargi, pocierałem żołędziem drażniąc jej wejście. Wreszcie pchnąłem lekko. Łeb wszedł w jej szparkę. Poczuła…

    -”Marek! Ostrożnie proszę! Jesteś bardzo duży!”

    -”Lubisz jak jest duży!” szepnąłem.

    Nie zdążyła odpowiedzieć, bo pchnąłem mocno biodrami.

    -”Aaaaaaaaaaaaaaa!” krzyknęła głośno ”Mareeeeeeek!”

    Wycofałem i już z całej siły wbiłem się w jej dziurę.

    -”Aaaaaaaaa!” jęknęła.

    Pchnąłem jeszcze raz…i jeszcze…

    -”Bożeeeeeee! Jaki duży!”

    -”Juuuż ciociu! Juuuuuuż wszedłem całym!” wyszeptałem.

    -”Jezuuuuuu! Mareeeeek!”

    Zacząłem spokojnie ruchać. Miałem tę dojrzałą mamuśkę…spragnioną mojego młodego kutasa…mogłem z nią zrobić, co chciałem. Zacząłem się wbijać w jej szparę coraz mocniej i głębiej. Zaczęła bardzo głośno jęczeć.

    -”Kochanie! Wchodzisz bardzo głęboko! Delikatnie proszę! Nie tak mocno!”

    -”Leeeeeeż! Nie rusz się i nie uciekaj z kutasa! Chcę cię dobrze wyruchać!”

    -”Tak kochanie! Rób co chcesz!”

    Zaczęła głośno płakać!

    -”Wiesz, że możesz cokolwiek zechcesz!”

    Rżnąłem już bardzo intensywnie, gdy Bożena doszła.

    -”Mareeeeek! Oooohhhhh! Teraaaaaz! Mocnieeeeeeej!”

    Ładowałem już tak mocno, że zaczęła mi uciekać i wyślizgiwać spod kutasa.

    -”Nie… powiedziałem!” krzyknąłem niemal  ”Leeeeeeż jak cię rucham!”

    -”Ooohhhh jak dobrzeeeeee!”

    Orgazmowała nadal, starając się uciec spode mnie. Aż dopchnąłem ją do oparcia łóżka. Jęczała. Wiedziała, że już nie ma drogi ucieczki i będę ruchał, aż się zaspokoję.

    -”Matko! Jesteś niesamowity! Mareczku! Proszęęęęę! Nie tak mocno!”

    -”Zarucham cię cioteczko!”

    Już tylko jęczała i cichutko płakała, całkowicie poddając się moim potężnym pchnięciom bioder.

    -”Juuuuuuż Bożenko! Juuuuż kochana! Gotowa?!”

    -”Taaaaaaaak skarbie! Ładuuuuuuuuj!”

    Eksplodowałem w jej wielką, nabrzmiałą od ruchania, cipę.

    -”Zalej tę bruzdę kochany! Do samego dna! Do pełna! Proszęęęę! Błagaaaaam! Napełnij tę wielką pizdę! Jest twojaaaaa!”

    Pchnąłem ją na łóżko i opadłem na nią…Spuszczałem resztki spermy głęboko w jej macicę. Wreszcie upadłem obok tuląc i całując ją. Wciąż płakała…

    -“Przepraszam ciociu, że tak mocno. Nie mogłem się opanować.”

    -“Wiem kochanie, wiem…” spojrzała mi w oczy…

    -“Dorotę też tak zerżnąłeś, że się biedulka następnego dnia spóźniła do pracy.”

    -“Poważnie?”

    -“Noooo rozmawiałam z nią. Jeszcze nigdy nie była tak zjebana…” roześmieliśmy się w końcu.

    -“Marek ja pierdolę…zaczynasz być sławny!”

    -“Eeee tam!”

    -“Poważnie! Dziewczyny stoją już w kolejce! Poruchasz sobie gówniarzu!” śmiała się.

    -“Chodźmy pod prysznic. Pokażę ci potem, jak mieszkam, a na obiad Monika dojedzie…to tak, żebyśmy zdążyli. Pomożesz mi z obiadem kochanie?”

    -“Jasne ciociu!”

    -“Kochany jesteś! Dobrze, żebyś jeszcze trochę odpoczął.”

    Spojrzałem na nią pytająco.

    -“Bo nie wiadomo, co się zdarzy” szepnęła tajemniczo…”Sam zobaczysz…”

    Pocałowała mnie głęboko.

    -“Było fantastycznie! Ależ mi dupę zerżnąłeś wariacie! “

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mi Riam
  • Przyjemnosci Ani

    Był poniedziałkowy poranek. Ania, obudzona przez promienie słońca wdzierające się do pokoju, przeciągnęła się leniwie i powoli otworzyła oczy. Jak co dzień w pierwszej kolejności wstała i poszła wziąć prysznic do łazienki. Musiała się przygotować, ponieważ tego dnia miała zawieźć swojego syna na rozpoczęcie roku szkolnego.

    Miała trzydzieści osiem lat i życie, które z pozoru wydawało się poukładane. Była żoną starszego o kilka lat mężczyzny oraz matką dwójki dzieci – dwudziestoletniej córki i siedemnastoletniego syna. Jej codzienność wypełniały troski domowe, wspólne chwile z rodziną oraz własne pasje. Na pierwszy rzut oka można by powiedzieć, że była kobietą spełnioną.

    Jej sylwetka wciąż przyciągała spojrzenia – szczupła, ale z wyraźnie zarysowanymi biodrami, średniej wielkości piersiami i kształtnymi, wysportowanymi pośladkami. Rude włosy, które teraz związane były niedbale, po prysznicu opadły miękkimi falami na ramiona, a niezwykłe oczy – raz błękitne, raz zielone – wydawały się zmieniać odcień w zależności od nastroju.

    Choć nie musiała pracować, bo mąż zarabiał wystarczająco, by zapewnić rodzinie stabilne życie, Ania miała w sobie artystyczną duszę. Malowała obrazy i robiła zdjęcia, które prezentowała w mediach społecznościowych. Tam dzieliła się swoją pasją, przyjmowała zamówienia na obrazy i umawiała się na sesje fotograficzne. To było jej małe okno na świat – przestrzeń niezależności, w której mogła być sobą, nie tylko żoną i matką.

    Po kąpieli, owinięta w ręcznik, przeszła przez sypialnię do garderoby, by wybrać strój na ten dzień. Jej styl był skromny – najczęściej sięgała po proste sukienki lub jeansy i koszule, które nie eksponowały na siłę jej sylwetki, choć nie potrafiły ukryć naturalnej kobiecości. Szybko się uczesała, związała rude włosy w luźny kok i zeszła do kuchni. Tam, jak co rano, czekały na nią codzienne obowiązki. Włączyła ekspres do kawy, a potem zaczęła przygotowywać śniadanie dla całej rodziny. Na stole pojawiły się świeże bułki, jajka na miękko i talerzyk z pokrojonymi warzywami.

    Była 6:50, kiedy jej mąż jako pierwszy do niej dołączył. Andrzej – czterdziestotrzylatek o krótkich, ciemnych włosach, w których pojawiały się już pasma siwizny – miał szczupłą sylwetkę, choć zaczynał mu się zarysowywać brzuch. Ubrany w elegancki garnitur i trzymający w dłoni neseser wszedł do kuchni połączonej z jadalnią. Podszedł do żony i pocałował ją namiętnie w usta, a jego lewa dłoń powędrowała na jej pośladki.

    – Od rana zapracowana – rzucił, zerkając na stół pełen jedzenia.

    – Moich chłopców czeka dzień pełen wrażeń. Musiałam mieć pewność, że zjedzą dobre śniadanie i będą mieć siły na cały dzień – odpowiedziała, uśmiechając się do niego ciepło.

    Mężczyzna usiadł do stołu i zaczął jeść, a Ania zajęła miejsce obok, biorąc łyk swojej ulubionej herbaty.

    – Pamiętasz, że mieliśmy iść dzisiaj do naszej ulubionej restauracji? – zapytała, chcąc mu przypomnieć o obiecanej randce.

    Andrzej niemal się zakrztusił. Zupełnie zapomniał o tej obietnicy.

    – Skarbie, przepraszam, ale musimy to odwołać. Z Markiem dopinamy nową kampanię marketingową dla czołowej firmy z branży beauty i muszę zostać dłużej w pracy – wyjaśnił, chowając wzrok w talerzu.

    Ania poczuła ukłucie rozczarowania, ale przywykła już do takich sytuacji. Ostatnio zdarzało się to zbyt często. Uśmiechnęła się blado, kiwnęła głową i nie drążyła tematu, choć w środku czuła rosnącą pustkę.

    Po chwili do stołu dołączył ich syn – siedemnastoletni Kuba. Blond włosy, ten sam kolor, który Ania miała naturalnie, teraz odziedziczył on. Chłopak, mimo młodego wieku, wyróżniał się wysportowaną sylwetką – nic dziwnego, od lat trenował lekkoatletykę.

    – Dzień dobry – rzucił zaspany, siadając naprzeciwko rodziców. Nałożył sobie jedzenie i od razu wyciągnął telefon, zanurzając się w ekran.

    – Rozmawiałam wczoraj z Darią – zaczęła Ania, chcąc nawiązać rozmowę. – Dojechała już na miejsce i zaczęła się rozpakowywać. Mówi, że podoba jej się mieszkanie.

    Daria, ich dwudziestoletnia córka, niedawno wyjechała na studia do Wrocławia. Do tej pory mieszkała w akademiku, ale Ania i Andrzej kupili dla niej mieszkanie – inwestycję na przyszłość i jednocześnie bezpieczną przystań dla córki. Jednak próba rozpoczęcia rozmowy spełzła na niczym. Kuba pochłonięty był telefonem, a Andrzej – przeglądaniem dokumentów, które wyjął z nesesera.

    I tak właśnie minęło ich wspólne śniadanie. Andrzej, kończąc pospiesznie, dał żonie buziaka w policzek i wyszedł do pracy. Kuba wstał, by wziąć prysznic i przygotować się na rozpoczęcie roku szkolnego. Ania została przy stole, dopijając swoją herbatę, a potem zajęła się sprzątaniem.

    Była już 7:30. Najwyższy czas, by Kuba się zbierał – rozpoczęcie roku zaczynało się o ósmej. Ania poszła na górę zobaczyć, jak mu idzie. Zastała go, jak chodził po pokoju w samych eleganckich spodniach, ewidentnie czegoś szukając.

    – Co już zgubiłeś? – zapytała z lekkim politowaniem.

    – Widziałaś może moją koszulę? – odparł, spoglądając na nią. Wiedział, że czas nagli.

    – Przecież naszykowałam ci wszystko. Powinna być na wieszaku w pralni. Miałeś wczoraj zabrać do pokoju, jak wynosiłam pranie – odpowiedziała z westchnieniem.

    Kilka minut później byli już gotowi. Ruszyli wspólnie do samochodu. Kuba wsiadł z torbą, Ania za kierownicą. Droga minęła szybko – ulice były puste, jakby całe miasto dopiero budziło się do życia. Pod szkołą zebrało się już kilkoro uczniów, słychać było gwar rozmów i śmiechy. Ania zatrzymała auto, a syn wysiadł, rzucając krótkie: „Do zobaczenia, mamo”.

    Patrzyła za nim chwilę, aż zniknął w tłumie. Wiedziała, że teraz będzie miała sporo czasu dla siebie – po rozpoczęciu Kuba pewnie spotka się z kolegami i wróci dopiero po południu. Ruszyła w drogę powrotną, włączając radio. Śpiewała pod nosem, pozwalając sobie na odrobinę relaksu.

    I wtedy przyszła jej do głowy myśl. Skoro mąż odwołał randkę, musi sama sprawić sobie przyjemność. Od zawsze uwielbiała chodzić na basen, a potem do sauny. Dlatego postanowiła – po powrocie do domu spakuje strój i pojedzie do lokalnego aquaparku.

    Kiedy weszła do domu, poszła prosto do garderoby. Spakowała ręcznik, klapki, bikini w kolorze butelkowej zieleni i kilka drobiazgów. Kilka minut później była już w samochodzie, kierując się w stronę aquaparku.

    Budynek nie był ogromny – raczej kameralny kompleks, nowoczesny, ale przyjazny. Jasne ściany z wielkimi oknami, przez które wpadało światło, i przestronny parking, na którym stało zaledwie kilka samochodów – zapewne pracowników. O tej godzinie obiekt świecił pustkami.

    Weszła do środka, oddała kurtkę w recepcji i podeszła do kasy. Uśmiechnięta kasjerka skinęła głową.

    – Na basen? – zapytała.

    – Tak, na dwie godziny – odpowiedziała Ania.

    Odebrała bilet i ruszyła do przebieralni. Była pusta i cicha, zupełnie jakby cały aquapark czekał wyłącznie na nią. Przechodząc wzdłuż rzędu szafek, wybrała jedną z kabin, zamknęła się w środku i postawiła torbę na ławce.

    Wyjęła z niej ręcznik i strój kąpielowy. Najpierw zdjęła bluzkę i odwiesiła ją na haczyk wraz ze stanikiem, który zdjęła zaraz po bluzce. Potem powoli rozpięła dżinsy, zsuwając je z bioder jednym ruchem razem z majtkami i odkładając starannie obok. Stojąc tak nago spojrzała w lustro na drzwiach kabiny – nie z próżności, ale z przyzwyczajenia. Chciała sprawdzić, czy wciąż wygląda tak, jak się czuje – kobieco i pewnie.

    Sięgnęła po górę od bikini, zawiązała ramiączka na karku, poprawiając je przed lustrem. Kilka kosmyków rudych włosów wysunęło się z koka, miękko opadając na twarz. Uśmiechnęła się lekko do swojego odbicia – była w tym naturalność, której nie pokazywała na, co dzień. Postanowiła, więc całkiem rozpuścić włosy.

    Wsuwając dolną część stroju, wygładziła dłonią materiał na biodrach i odsunęła się o krok, by spojrzeć całościowo. W lustrze zobaczyła kobietę, która nadal miała w sobie to coś – dojrzałą, świadomą swojej urody, choć nie, epatującą nią na siłę. Dostrzegła również, że jej strój kąpielowy jest o wiele bardziej skąpy niż to zapamiętała. Jej piersi delikatnie wylewały się z górnej części stroju jakby chcąc z niej uciec natomiast dolna część zdawała się odsłaniać nieco więcej pośladków niż powinna. Przez chwilę Ania myślała czy nie wrócić do domu po nowy strój jednak po namyśle stwierdziła, że o tej godzinie i tak nie ma za wiele osób, więc nie ma też, przed kim się wstydzić.

    Na koniec założyła klapki, przewiesiła ręcznik przez ramię. Jeszcze jedno spojrzenie w lustro – jakby chciała dodać sobie odwagi – i otworzyła drzwi kabiny, gotowa wejść do strefy basenowej.

    Po drodze zostawiła swoją torbę w jednej z metalowych szafek a następnie ruszyła w stronę natrysków. Było pusto i cicho, słychać było jedynie echo kapiącej wody.

    Odkręciła kurek i pod zimnym strumieniem poczuła, jak skóra momentalnie pokrywa się delikatną gęsią skórką. Krople spływały powoli po jej ramionach, plecach, piersiach, brzuchu i pośladkach lśniąc w świetle jarzeniówek. To nie było dla niej nic nowego – od lat regularnie praktykowała zimne prysznice w domu, więc ten chłód działał bardziej orzeźwiająco niż zniechęcająco. Rozluźniła ramiona, odgarnęła włosy do tyłu i pozwoliła, by ciężkie, mokre pasma przylgnęły jej do pleców.

    Kiedy była już cała zmoczona, wyłączyła wodę i przez chwilę wsłuchiwała się w dźwięk, jak krople spadają z jej włosów na kafelki. Z lekkim uśmiechem zabrała swoje rzeczy i przeszła na halę basenową.

    Tu od razu uderzył ją charakterystyczny zapach chloru zmieszany z wilgotnym powietrzem. Rozległa przestrzeń była niemal pusta – tylko dwóch ratowników stało po drugiej stronie basenu, zatraciwszy się w rozmowie, której treści nie mogła dosłyszeć przez jednostajny szum wody przelewającej się z krawędzi basenu do kanałów odpływowych.

    Ania od razu wybrała jeden z leżaków, blisko brzegu. Rozłożyła na nim ręcznik a potem skierowała się ku drabince. Złapała chłodne metalowe poręcze i stopniowo zaczęła zanurzać ciało w wodzie.

    Pierwszy kontakt wydał jej się lodowaty – fale chłodu oblepiły skórę. Zacisnęła lekko zęby, ale nie pozwoliła, by to uczucie ją zniechęciło. Stopień po stopniu schodziła coraz głębiej, aż woda sięgnęła jej ramion. Chwilę potem nabrała powietrza i całkowicie się zanurzyła, wynurzając się z mokrymi, ciężkimi włosami przyklejonymi do twarzy. Powtórzyła ten gest kilka razy, aż ciało przyzwyczaiło się do temperatury.

    Dopiero wtedy, rozgrzana lekkim wysiłkiem, poczuła w sobie tę znaną lekkość i postanowiła zacząć pływać. Woda objęła ją przyjemnym chłodem, a ruchy ramion i nóg uspokajały i porządkowały myśli.

    Pływała tak dłuższą chwilę, robiąc kolejne długości basenu niemal bez wysiłku. Rytm oddechu, chlupot wody i monotonia ruchów sprawiały, że czuła, jak ciało staje się coraz lżejsze, a myśli spokojniejsze. Każdy kolejny ruch ramion i nóg zdejmował z niej napięcie całego poranka. W końcu zatrzymała się przy jednym z brzegów, oparła dłonie na krawędzi i przez chwilę ciężej oddychając, pozwoliła sobie na krótką przerwę.

    – Dzień dobry, Pani Aniu – usłyszała nagle znajomy głos.

    Podniosła wzrok. Tuż nad nią, na brzegu, stał młody chłopak w czerwonym stroju ratownika, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię. Momentalnie go rozpoznała – Michał, dwudziestoletni (prawie dwudziestojednoletni) syn ich sąsiadów, który jeszcze niedawno spotykał się z jej córką Darią. Teraz patrzył na nią z szerokim, trochę zawadiackim uśmiechem, jakby zupełnie nie przejmował się dawnymi okolicznościami.

    – O, cześć, Michaś – odpowiedziała życzliwie, odwzajemniając uśmiech. Ich relacje pozostały serdeczne mimo zakończonego związku z Darią, więc Ania nie widziała powodu, by traktować go inaczej niż wcześniej.

    – Ale ma Pani kondycję – rzucił z podziwem, zdejmując klapki i siadając na brzegu. Zanurzył nogi w wodzie, rozchlapując ją lekko na boki, jakby chciał dołączyć do jej wysiłku choćby symbolicznie.

    – Dziękuję, ale to już nie to, co kiedyś. Jeszcze kilka lat temu mogłabym zrobić dwa razy tyle długości – zaśmiała się cicho, wciąż opierając się o krawędź basenu.

    Michał patrzył na nią uważnie, z błyskiem w oku, a Ania poczuła lekkie, nie do końca zdefiniowane ukłucie – coś między zakłopotaniem a przyjemnością.

    – Musi Pani częściej przychodzić, wtedy szybko odzyska Pani dawną kondycję. Chociaż… patrząc na to, ile Pani potrafi teraz, to aż boję się pomyśleć, jak było kiedyś – zaśmiał się Michał, próbując utrzymać z nią kontakt wzrokowy. Widać jednak było, że przychodziło mu to z trudem, bo jego spojrzenie raz po raz uciekało niżej, na jej biust unoszący się i opadający w rytmie oddechu.

    Ania zauważyła to bez trudu i poczuła lekkie ukłucie zakłopotania, ale nie chciała robić z tego problemu. Miała wrażenie, że chłopak po prostu nie radził sobie jeszcze najlepiej z panowaniem nad własnymi reakcjami. Postanowiła zignorować ten fakt i poprowadzić rozmowę dalej, tak jakby niczego nie zauważyła.

    – Co u ciebie, Michaś? Opowiadaj – zapytała, starając się nadać tonowi lekkość. W końcu dzisiaj miała okazję z kimś porozmawiać, a po rozczarowującym poranku każde towarzystwo było dla niej miłą odskocznią.

    – Praktycznie wszystko po staremu – wzruszył ramionami chłopak. – Jak Pani widzi, pracuję tam, gdzie pracowałem, wyglądam tak samo, nic nowego… Ale miło, że Pani pyta – dodał z szerokim, szczerym uśmiechem.

    Ania odwzajemniła ten uśmiech, czując, że rozmowa mimo drobnego dyskomfortu zaczyna ją odprężać.

    – A co u Pani? – zagadał Michał. – Kuba w szkole, Daria na studiach… – urwał na moment, jakby dopiero wtedy uświadomił sobie, że wspominanie o jego byłej dziewczynie może nie być najlepszym pomysłem. Szybko, więc zmienił temat. – A mąż pewnie w pracy. Nie nudzi się Pani tak sama w domu?

    – Jakoś daję sobie radę – odpowiedziała spokojnie, jej aksamitny głos odbijał się miękko w pustej hali basenowej. – Zawsze znajdę sobie coś do roboty, czy to obraz do namalowania, czy jakieś zdjęcie do zrobienia. Zwykle nie mam czasu się nudzić, choć z boku mogłoby wydawać się inaczej.

    – No rzeczywiście, z takim zajęciem nie da się nudzić – odparł, a w jego głosie słychać było szczere uznanie. – A obrazy, które Pani maluje, są świetne.

    Ania uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona.

    – Widziałeś moje obrazy?

    – No tak, obserwuję Panią na Instagramie – przyznał z uśmiechem, a potem dodał szybko – Jestem Pani wielkim fanem… To znaczy, Pani sztuki.

    Przy ostatnich słowach znów zerknął w dół, tym razem nawet nie próbując powstrzymać spojrzenia. Jego wzrok zatrzymał się na pełnym, lekko wilgotnym dekolcie Anny, a ona, choć starała się zachować spokój, poczuła, jak jej ciało przechodzi nieznaczny dreszcz – mieszanka skrępowania i czegoś, czego nie chciała jeszcze nazywać.

    – Michał, chodź na chwilę, musisz mi pomóc – rozbrzmiał nagle głos jego kolegi ratownika, który podszedł, by go zawołać.

    – Już idę – odpowiedział, zerkając w jego stronę, a potem ponownie skierował wzrok na Anię. – Obowiązki wzywają, muszę Panią na chwilę zostawić. Mam nadzieję, że jeszcze uda nam się złapać – dodał z uśmiechem.

    – Do zobaczenia – odparła Ania, odwzajemniając uśmiech.

    Michał podniósł się z brzegu, włożył klapki i odszedł razem z kolegą w stronę zjeżdżalni, rzucając jej jeszcze krótkie spojrzenie przez ramię.

    Ania została sama. Chwilę siedziała oparta o krawędź, wsłuchując się w szum wody, po czym zdecydowała, że nie będzie przerywać swojego rytuału. Zanurzyła się ponownie i wróciła do pływania. Jej ciało pracowało rytmicznie, ręce pewnie rozcinały wodę, a każdy kolejny ruch ramion i nóg dodawał jej przyjemnego poczucia wolności.

    Pływała tak przez ponad godzinę, aż poczuła, że powoli opada z sił. Mięśnie ramion i nóg zaczęły delikatnie drżeć, a oddech stawał się coraz cięższy. W końcu wynurzyła się, podciągnęła na ramionach i usiadła na brzegu basenu, pozwalając wodzie swobodnie spływać po ciele. Zanurzyła w wodzie tylko nogi, chłodząc nimi zmęczone mięśnie, i przez chwilę po prostu siedziała w ciszy, oddychając głęboko i ciesząc się zasłużonym odpoczynkiem.

    Rozejrzała się po pustej hali basenowej, gdzie jedynym dźwiękiem był jednostajny szum wody przelewającej się przez krawędzie basenu. Poprawiła mokre włosy, przesuwając je na lewe ramię tak, by nieco odsłonić szyję i ramiona. Spojrzała na wielki cyfrowy zegar wiszący wysoko nad taflą – wskazywał, że pora idealnie nadawała się na zmianę rytuału. Sauna zaczynała kusić.

    Powoli wstała, wynurzając się z wody cała. Krople spływały po jej ciele, podkreślając każdy kształt. Wsuwając stopy w klapki, dostrzegła kątem oka Michała siedzącego razem z kolegą ratownikiem. Obaj coś do siebie mówili, ale gdy tylko ruszyła w ich stronę, od razu skupili wzrok na niej.

    Ich spojrzenia przesuwały się po niej leniwie, jakby delektowali się każdym szczegółem. Czuła ich wzrok na sobie – najpierw na stopach, potem na mokrych udach, na kształtnych biodrach i płaskim brzuchu, aż zatrzymali się na dłużej na jej piersiach. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że jej sutki mocno odznaczają się pod zielonym bikini, twarde jak nigdy. Nie była pewna – to zimno, czy może coś zupełnie innego?

    Pojawiło się w niej dziwne uczucie. Z jednej strony zawstydzenie, a z drugiej… przyjemność. Podobało jej się, że męskie spojrzenia znowu zatrzymują się na niej tak, jakby była czymś niezwykłym. Jej własny mąż dawno patrzył na nią inaczej – bez tego błysku, bez tej miękkości w oczach.

    Zorientowała się, że zatrzymała się przed nimi i trwała chwilę w ciszy, pogrążona w swoich myślach.

    – Chciałam się pożegnać, Michaś, bo będę się już zbierać – powiedziała w końcu spokojnie, choć w środku czuła lekkie przyspieszenie tętna.

    – Tak szybko? Szkoda – odpowiedział chłopak, a w jego głosie pobrzmiewało lekkie rozczarowanie. Ania nie była pewna, czy chodziło mu o rozmowę, czy o to, że przestanie patrzeć na jej ciało. – Musi Pani koniecznie częściej wpadać.

    – Myślę, że znajdę trochę więcej czasu, żeby częściej się tu pojawiać – odparła, obdarzając go lekkim, spokojnym uśmiechem. – To do zobaczenia.

    – Do zobaczenia – odpowiedział Michał.

    Ania odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę swojego leżaka, gdzie zostawiła ręcznik. Każdy jej krok był świadomy – miękkie stopy w klapkach stukały lekko o posadzkę, a z bioder wciąż spływały krople wody. Nie musiała oglądać się za siebie, by wiedzieć, że wzrok obu mężczyzn wwierca się w jej plecy, a zwłaszcza w pełne, kształtne, dojrzałe pośladki, które ledwie mieściły się w dolnej części zielonego bikini. Czuła ich spojrzenia niemal fizycznie, jakby dotykały jej skóry.

    – Ooo stary, miałeś rację… świetny z niej MILF – usłyszała nagle przytłumiony głos drugiego ratownika.

    Chłopak pewnie myślał, że szum przelewającej się wody skutecznie zagłuszy jego słowa, ale Ania, mimo oddalania się, wychwyciła je bez większego trudu. Zatrzymała się tylko na moment, udając, że poprawia materiał majtek od bikini, który lekko przesunął się podczas wychodzenia z basenu. Jej serce zabiło szybciej. Wiedziała, że patrzą, wiedziała, że komentują jej ciało – ale usłyszenie tego na własne uszy było czymś zupełnie innym. Nigdy dotąd nie przyszło jej do głowy, że ktoś mógłby mówić tak o niej w rozmowie z kolegą.

    Przez całe ciało przeszedł ją dreszcz – intensywny, elektryzujący, ale jednocześnie przyjemny. Zaskoczyło ją to, jak bardzo spodobały jej się te słowa, choć wcale nie chciała się przed sobą do tego przyznać. Na ustach pojawił się nieśmiały, niekontrolowany uśmiech, który szybko starała się zgasić, by nikt go nie zauważył.

    W końcu podeszła do leżaka, sięgnęła po ręcznik i skierowała się pod prysznice, aby zmyć z siebie zapach chloru. Odkręciła kurek, a zimne strumienie uderzyły w jej rozgrzane ciało. Sięgnęła po żel, powoli rozprowadzając go po ramionach, brzuchu i udach. Myła się starannie, jakby chciała zmyć nie tylko basenowy zapach, ale i dziwne, nowe uczucie, które wciąż pulsowało gdzieś w jej wnętrzu. Krople spływały po jej skórze, łącząc się z pianą i znikając w odpływie.

    Kiedy była już gotowa, spłukała pianę i wciąż z lekko rozkołatanym sercem skierowała się do przebieralni.

    W przebieralni powycierała się dokładnie, a mokry już ręcznik odłożyła do swojej metalowej szafki. Z torby wyciągnęła świeży, śnieżnobiały ręcznik, którego miękki materiał od razu przyjemnie otulił jej dłonie. Udała się do jednej z kabin, gdzie zaczęła zdejmować z siebie przemoczone bikini. Tkanina, nasiąknięta wodą, z lekkim oporem odklejała się od jej ciała.

    Tak jak wcześniej, na chwilę zatrzymała się przed lustrem umieszczonym na drzwiach kabiny. Spojrzała na swoje nagie ciało – kropelki wody wciąż spływały leniwie po jej krągłościach, a wilgotne włosy kleiły się do szyi i ramion. Tym razem jednak patrzyła na siebie inaczej. W uszach wciąż brzmiały jej słowa dwóch młodych ratowników. Po raz pierwszy od dawna poczuła szczerą dumę i satysfakcję z tego, jak wygląda. Widziała nie tylko matkę czy żonę – dostrzegała w sobie atrakcyjną, dojrzałą kobietę, na którą inni patrzą z pożądaniem.

    Owinęła się ręcznikiem pod pachami tak, by zasłonił miejsca intymne, choć jej smukłe ramiona i uda wciąż pozostawały odkryte. Zebrała mokry strój do ręki i wyszła z kabiny w samym ręczniku, czując miękki materiał przylegający do jeszcze rozgrzanego od wysiłku ciała. Bikini odłożyła do szafki i ruszyła spokojnym krokiem w stronę sauny.

    Im bliżej była, tym intensywniej czuła aromatyczne zapachy olejków eterycznych unoszące się w powietrzu – nuty sosny, eukaliptusa i cedru. Otworzyła drewniane drzwi, a fala gorącego, wilgotnego powietrza natychmiast otuliła jej skórę.

    Weszła do środka i rozejrzała się – była całkiem sama. Drewniane ławy, rozgrzane od ciepła, cicho trzeszczały. Ania usiadła na jednej z wyższych i zamknęła oczy. Gorąco przenikało jej ciało, rozluźniając każdy mięsień, a aromatyczny zapach lasu wypełniał jej płuca. Po raz pierwszy tego dnia poczuła pełen spokój.

    Siedziała w ciszy, otulona gorącym powietrzem, które stopniowo rozluźniało jej ciało i uspokajało oddech. Każdy mięsień stawał się coraz bardziej miękki, a napięcie znikało, ustępując miejsca błogiemu odprężeniu. Z początku sądziła, że to tylko działanie sauny – ciepło, aromaty olejków, poczucie samotności i spokoju. Jednak im dłużej siedziała, tym mocniej zaczynała dostrzegać, że przyjemność, którą czuła, miała także inne źródło.

    Myśli nie chciały jej opuścić. Wracała do tego, jak chwilę wcześniej obaj ratownicy patrzyli na nią – tak intensywnie, jakby każdy fragment jej ciała był dla nich czymś niezwykłym. Wciąż miała przed oczami ich spojrzenia, zatrzymujące się na jej piersiach, przesuwające po udach i biodrach. I wciąż słyszała tamto jedno zdanie, wypowiedziane półgłosem, które jednak dotarło do jej uszu. „Świetny MILF.” Nigdy wcześniej nikt w ten sposób o niej nie mówił. A przynajmniej nikt, kogo by o to podejrzewała.

    Serce zabiło jej szybciej, kiedy uświadomiła sobie, jak bardzo spodobała się ta uwaga. A jednocześnie gdzieś w głębi rodził się opór – przecież to nie wypadało. Michał był o kilka lat starszy od jej syna, a kiedyś nawet spotykał się z jej córką. Sama świadomość tej sytuacji powinna działać jak zimny prysznic. A jednak… nie działała. Zamiast tego jej wyobraźnia zaczęła podsuwać obrazy, które wprawiały ją w coraz większe zakłopotanie.

    Czuła ciepło na policzkach, ale nie miało ono nic wspólnego z gorącem sauny. To był wstyd pomieszany z dziwnym, niespodziewanym podnieceniem. Nie chciała tego przyznać nawet sama przed sobą, ale ta mieszanka emocji i myśli sprawiała, że czuła się… żywa. Jakby nagle odkryła w sobie stronę, o której dawno zapomniała.

    Zatracała się coraz mocniej w coraz odważniejszych fantazjach. Myśli krążyły swobodnie, podsuwały obrazy, których dawno nie dopuszczała do swojej świadomości. Czuła w sobie coś, o czym już prawie zapomniała – dreszcz podniecenia, ten szczególny rodzaj wewnętrznego ciepła, który nie miał nic wspólnego z temperaturą panującą w saunie.

    Była całkowicie pogrążona w tym stanie, gdy nagle ciszę przerwał skrzyp otwieranych drzwi. Dźwięk, który w tym miejscu wydawał się wręcz natarczywy, wyrwał ją brutalnie z błogiego transu. Otworzyła niechętnie oczy, z lekkim niezadowoleniem, że ktoś śmiał przerwać jej intymną chwilę. W tej porze sauna zwykle była pusta – kto więc mógł ją zakłócić?

    Jej spojrzenie skierowało się ku wejściu i w tym momencie wciągnęła szybciej powietrze. Do środka wszedł Michał. Miał na sobie tylko czarny ręcznik zawiązany nisko na biodrach, przez co jego nagi tors był całkowicie odsłonięty. Krople wody połyskiwały jeszcze na skórze, jakby dopiero, co wyszedł spod prysznica.

    Ania nie mogła nie zauważyć, jak prezentował się jego młody, zdrowy organizm. Widać było, że dba o siebie – barki szerokie, klatka piersiowa wyraźnie zarysowana, ramiona jędrne, ale bez przesadnej przesady kulturysty. Całość układała się w idealne proporcje, tworząc sylwetkę przypominającą odwrócony trójkąt. Był wysportowany w naturalny sposób, bez sztucznego przerysowania.

    – Ooo, witam ponownie. Nie sądziłem, że tak szybko ponownie się spotkamy – powiedział Michał z szerokim, serdecznym uśmiechem. Jego głos brzmiał lekko, niemal żartobliwie, ale w spojrzeniu kryło się szczere zadowolenie. Wyglądał, jakby los zrobił mu ogromną przysługę, sprowadzając go właśnie tutaj, właśnie teraz.

    – Już po pracy? – zapytała Ania, starając się zabrzmieć swobodnie. Skrzyżowała nogi i ułożyła dłonie na kolanach w pozornie spokojnym geście, choć czuła, że jej serce bije odrobinę szybciej. Jeszcze przed chwilą miała nadzieję na samotną chwilę w saunie, ale widząc, kto właśnie wszedł, nie potrafiła utrzymać w sobie żalu. Zamiast tego odczuła coś zupełnie innego – nagłą chęć, by móc spokojnie mu się przyjrzeć. Skoro wcześniej to ona była obiektem uważnych spojrzeń, teraz role mogły się odwrócić.

    – Tak, właśnie skończyłem zmianę – odpowiedział, siadając naprzeciwko niej. Rozłożył się wygodnie na ławce, oparł ręce z tyłu i przez chwilę patrzył na nią w ciszy. W gorącym, parnym powietrzu jego sylwetka wyglądała jeszcze wyraźniej, jak wyrzeźbiona miękkością światła.

    Ania uniosła lekko podbródek, jakby chciała ukryć, że jej wzrok, co jakiś czas wędruje po jego torsie. To ona teraz miała okazję ocenić, jak wygląda młode, silne ciało – i uświadomiła sobie, że dawno nie patrzyła w ten sposób na żadnego mężczyznę.

    – Sauna po takim treningu na basenie to idealna sprawa, prawda? – zagaił Michał, obserwując Anię z wyraźnym zainteresowaniem. – Człowiek dopiero tutaj czuje, jak bardzo potrafi się rozluźnić.

    – Oj tak… sauny są niezwykle przyjemne – odparła Ania, a w jej głosie zabrzmiała lekka miękkość, niemal nuta namiętności. Jej spojrzenie mimowolnie przesuwało się po nagim torsie chłopaka, śledząc linię jego barków i klatki piersiowej. – A jakie masz plany po powrocie z pracy? – dodała, jakby chcąc nie dopuścić, by rozmowa ugrzęzła w ciszy, która mogła zdradzić jej myśli.

    – Wrócę, zrobię sobie krótką drzemkę, potem coś ugotuję… – zaczął spokojnie, po czym uśmiechnął się szerzej. – A wieczorem wybieram się na randkę.

    Słowo to zawisło w powietrzu, a Ania od razu uniosła brwi.

    – Randkę? – powtórzyła, szczerze zaskoczona. Jeszcze dwa miesiące temu Michał spotykał się przecież z jej córką. – Już sobie kogoś znalazłeś?

    – Tak… – odparł, a na jego twarzy pojawiło się lekkie zakłopotanie. – Ale nie wiem, czy to coś poważnego. Na razie tylko… badam grunt, że tak powiem. – Uśmiechnął się, jakby chcąc zbagatelizować sprawę.

    Zawiesił spojrzenie na chwilę, a potem dodał: – Jedno wiem na pewno… ta dziewczyna nie ma tak fajnych rodziców. – Wyszczerzył się szelmowsko, zerkając przy tym w stronę nóg Ani, które spoczywały skrzyżowane w jej swobodnym, a jednak wyjątkowo kuszącym ułożeniu.

    Ania zauważyła, jak jego spojrzenie błądzi po jej nogach. Początkowo próbowała zachować powagę i nie dać się ponieść chwili, ale w końcu uległa pokusie. Powoli zabrała dłonie z kolan i wyprostowała nogi, jakby zupełnie od niechcenia, choć w rzeczywistości doskonale wiedziała, że w ten sposób jeszcze mocniej przyciągnie jego uwagę. Jej długie, gładkie uda błyszczały w świetle sauny, lekko wilgotne od gorącej pary.

    – No widzisz… – zaczęła tonem, który brzmiał prawie żartobliwie, choć w jej głosie dało się wyczuć ukryty podtekst. – A mogliście się z Darią razem przeprowadzić. Wtedy miałbyś takich fajnych teściów… – Uśmiechnęła się delikatnie, a zaraz potem poczuła ukłucie żalu, że te słowa w ogóle padły. Wiedziała, że zaczyna igrać z czymś, w co nigdy nie powinna się bawić.

    Zapadła cisza. Tylko szum gorącego powietrza wypełniał przestrzeń. Ich spojrzenia spotkały się – intensywne, zbyt długie, by można było uznać je za przypadkowe. To już nie była zwykła rozmowa. To była gra, z której każde z nich czerpało dziwną, niebezpieczną satysfakcję.

    – Pani ostatni obraz… – odezwał się w końcu Michał, jakby szukając pretekstu, by nie urwać kontaktu wzrokowego. – Ten z łabędziami. Był naprawdę piękny. A filmik z malowania… – zawahał się na moment, szukając odpowiedniego słowa. – Oglądanie Pani przy pracy potrafi być… satysfakcjonujące.

    Na te słowa jego dłonie powędrowały w okolice krocza, jakby odruchowo chciał coś ukryć. Ania dostrzegła ten gest i poczuła, jak serce bije jej mocniej. Była rozdarta – między rozsądkiem a falą rosnącego podniecenia, które w gorącej saunie zdawało się narastać z każdą sekundą.

    Ania była coraz bardziej zmieszana. W jej głowie wciąż rozbrzmiewał głos rozsądku – przypomnienie, że jest żoną i matką, że to wszystko jest niewłaściwe. Ale ciało zdawało się nie słuchać. Ciepło sauny mieszało się z gorącym pulsowaniem gdzieś głęboko w niej, a podniecenie coraz bardziej przejmowało nad nią kontrolę.

    – Czyli mówisz, że czerpiesz satysfakcję… patrząc na mnie? – zapytała powoli, celowo robiąc krótką pauzę, by jej słowa mocniej wybrzmiały. Spojrzała mu prosto w oczy. Michał natychmiast zrobił się czerwony – i Ania nie miała wątpliwości, że nie była to tylko zasługa wysokiej temperatury. Chłopak najwyraźniej zdał sobie sprawę, że posunął się o krok za daleko.

    – Jak pracuję? – dodała po chwili, tonem jeszcze bardziej miękkim, niemal namiętnym. Sama z zaskoczeniem odkryła, że coraz trudniej było jej utrzymać granice – i że zaczyna o nich zapominać.

    – Tak, dokładnie… – odpowiedział Michał, próbując się bronić. – Lubię patrzeć, jak inni wykonują świetną pracę. To… sprawia mi dużą satysfakcję. – Mówił niepewnie, jakby balansował na cienkiej linie, starając się nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałował.

    – Miło mi to słyszeć – Ania uśmiechnęła się lekko, już całkowicie świadoma, że to, co się między nimi dzieje, nie jest zwykłą wymianą zdań. – Może następnym razem namaluję obraz z dedykacją dla mojego oddanego fana. – Jej śmiech był miękki, dziewczęcy, a zarazem podszyty czymś więcej.

    Flirtowała z nim. Coraz odważniej, coraz bardziej wyraźnie. Czuła się nagle, jakby znów miała dwadzieścia kilka lat, jakby siedziała nie w saunie, ale na randce ze swoim przyszłym mężem – wtedy, gdy wszystko było jeszcze nowe, świeże i ekscytujące.

    Zapomniała, że rozmowy z mężczyznami mogą sprawiać tyle przyjemności. A może po prostu nie chciała o tym pamiętać. Wiedziała, że nie powinna przekraczać pewnej granicy… a jednocześnie czuła, że nie chce zatrzymywać się tylko na tym etapie.

    Michał spuścił na chwilę wzrok, jakby próbował ukryć lekkie zakłopotanie. Jego dłonie niepewnie przesunęły się po kolanach, a potem odłożył je na ławkę, jakby nie wiedział, co zrobić ze sobą.

    – Dedykacja? – powtórzył, uśmiechając się nieco nerwowo. – To by było… trochę zawstydzające. – Zerknął na nią przelotnie, ale od razu uciekł spojrzeniem w bok, jakby bał się, że Ania odczyta zbyt wiele z jego oczu.

    – Czemu zawstydzające? – dopytała łagodnie, bawiąc się jego reakcją. Jej głos brzmiał lekko, ale miała pełną świadomość, że popycha tę rozmowę w coraz bardziej dwuznacznym kierunku.

    Michał odchrząknął, jakby próbował zyskać na czasie. – Bo… nie wiem. – Uśmiechnął się szerzej, tym razem bardziej szczerze. – Bo to tak, jakby… no, jakbym był kimś wyjątkowym. A przecież… jestem tylko sąsiadem. – Powiedział to z lekkim żartem, ale w jego oczach dało się wyczuć coś więcej – jakby naprawdę nie wiedział, czy wolno mu w ogóle zajść dalej w tej rozmowie.

    Ania odchyliła się wygodniej, obserwując go uważnie. Jego niepewność, to nieśmiałe balansowanie między fascynacją a wstydem, działały na nią jeszcze mocniej.

    Ania już podjęła decyzję, że chce w to iść dalej. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała wyznaczyć pewną granicę, jednak teraz chciała zrobić jeszcze jeden krok. Krok, który w jej oczach wydawał się wciąż w miarę niewinny. A może po prostu szukała pretekstu, by dać sobie odrobinę tej satysfakcji, której tak bardzo jej brakowało? Chciała, by ten młody chłopak myślał tylko o niej, by zapamiętał ten dzień i nie mógł go wymazać z pamięci. W końcu – chciała znów być obiektem westchnień.

    Zerknęła na drzwi sauny, upewniając się, że są dobrze zamknięte i nikt nie ma prawa ich zobaczyć.

    – Michaś, dobrze wiesz, że jesteś dla mnie kimś więcej niż tylko sąsiadem – odezwała się spokojnym, ale miękkim tonem. – Przez ponad dwa lata, kiedy byłeś razem z Darią, byłeś jak członek naszej rodziny. Spałeś z nami, jadłeś z nami, jeździłeś z nami na wakacje… – uśmiechnęła się, wstając powoli z ławki. – Mamy przecież tyle wspólnych, dobrych wspomnień.

    Odwróciła się do niego plecami. Michał patrzył na nią w milczeniu, jakby nagle zabrakło mu słów. Był ciekaw, co zamierza, ale nie mógł przewidzieć kolejnego kroku.

    Ania tymczasem, jak gdyby nigdy nic, rozwiązała ręcznik i pozwoliła mu opaść na ławkę. Teraz chłopak mógł podziwiać jej nagie plecy, długie nogi i krągłe, dojrzałe pośladki, lekko wilgotne od gorącego, parnego powietrza.

    Zerknęła przez ramię i zobaczyła jego reakcję. Dokładnie taką, jakiej się spodziewała – a nawet mocniejszą. Michał nie potrafił oderwać od niej wzroku, jego oczy niemal pożerały każdy szczegół jej nagiego ciała. Ten błysk w jego spojrzeniu zdradzał, że właśnie w tej chwili widział w niej coś więcej niż tylko mamę swojej byłej dziewczyny.

    Michał siedział jak zaczarowany, nie mogąc oderwać wzroku od Ani. Każdy jej ruch działał na niego coraz mocniej, a napięcie rosło z każdą sekundą. Pod jego ręcznikiem panował już dawno chaos – czuł, jak jego członek wręcz domaga się uwolnienia, napierając na cienki materiał ręcznika.

    – Pani Aniu… – wydusił wreszcie, jakby sam dźwięk jej imienia miał dla niego coś zakazanego.

    Ania uśmiechnęła się pod nosem, delikatnie, jakby zupełnie nie przejmowała się jego zawstydzeniem. Powoli wyprostowała sylwetkę i odwróciła się przodem do niego. Michał nie był w stanie spojrzeć jej w oczy – jego wzrok natychmiast zatrzymał się na jej piersiach, które drgały lekko przy każdym oddechu. Potem zsunął spojrzenie w dół – na jej płaski brzuch, aż wreszcie utknął na miejscu, które kusiło najbardziej. Cienki pasek jasnych włosków łonowych tylko podkreślał jej dojrzałą kobiecość.

    – Tak, Michaś? – zapytała miękko, prawie namiętnie, chcąc ukryć satysfakcję, jaką miała z tego jak zachowuje się względem niej ten chłopak. Ale było jej bardzo dobrze z tym co się działo. Już kompletnie zapomniała a swoich zobowiązaniach względem swojej rodziny.

    Serce chłopaka waliło mocno a on sam nie mógł się na nią napatrzeć. Chciał, aby ten widok trwał wiecznie. Nie był świadomy tego, że siedzi w ciszy już dłuższą chwilę jedynie wpatrując się w Anię.

    -Czy taką reakcję miałeś, gdy zobaczyłeś pierwszy raz nago moją córkę czy to tylko na mnie tak reagujesz? – dopytała Ania starając się czerpać maksimum przyjemności z całej tej sytuacji. Chłopak nie wiedział, co miał odpowiedzieć. Ania w międzyczasie położyła się na rozłożonym przez siebie ręczniku. Położyła się na plecach wyprostowując swoje nogi. Chłopak błądził wzrokiem raz to na jej twarz raz na jej unoszące się w rytm jej oddechu piersiach.

    -Pani ma lepsze ciało niż jakakolwiek kobieta, którą widziałem w tym Pani córka – odpowiedział w końcu zbierając w sobie siły, aby cokolwiek wykrztusić. Na jej twarzy pojawiła się delikatna nuta satysfakcji, gdy usłyszała, co powiedział do niej chłopak. Dłoń Michała zaczęła ściskać jego penisa przez materiał jego ręcznika. Ania akurat spojrzała w jego stronę, gdy zaczynał to robić.

    -To ci nie przeszkadza? Nie krępuj się w końcu znamy się tak dobrze, że nie mamy się czego wstydzić – powiedziała do Michała po czym odwróciła swój wzrok w stronę sufitu sauny i zamknęła powieki czekając co zrobi młody ratownik.

    Michał zaczął czuć się coraz bardziej swobodnie. Posłuchał się Ani i jednym zdecydowanym ruchem rozluźnił ręcznik, który do tej pory trzymał mocno zawiązany na biodrach. Materiał zsunął się lekko, ukazując jego napiętego, młodego, stojącego na baczność penisa.

    Jego dłoń powędrowała do jego członka jakby chciał się upewnić, że nadal ma nad nim kontrolę. Ale nie była to kontrola pewna — było w tym coś nieśmiałego, coś, co zdradzało, że wewnętrznie waha się między chęcią zaspokojenia swoich potrzeb a zachowaniem resztki rozsądku.

    Ania otworzyła oczy i zerknęła w jego stronę. Patrzyła na niego uważnie, a jej spojrzenie mówiło więcej niż słowa. Widziała jego zakłopotanie, ale też pożądanie, które zdradzały napięte mięśnie, szybki oddech i drżenie dłoni błądzącej po jego męskości.

    Ich spojrzenia spotkały się, gdy Ania leżała naga na ławce, a Michał siedział naprzeciwko niej po drugiej stronie sauny, zabawiając się samemu z sobą. Atmosfera była gęsta od gorąca i niewypowiedzianych pragnień.

    – Zdradzę Pani pewien sekret – odezwał się nagle, głosem lekko drżącym, jakby ważył każde słowo. – Była Pani jednym z moich pierwszych zauroczeń… jeszcze od dziecka. Nie potrafię policzyć, ile razy wyobrażałem sobie, że znajdę się kiedyś z Panią tak blisko.

    Ania poczuła, jak jej serce przyspiesza. Jej uśmiech był jednocześnie ciepły i zmysłowy. Nie mogła udawać, że jego wyznanie nie zrobiło na niej wrażenia – bo zrobiło, i to ogromne.

    – Nie chcesz podejść bliżej? – zapytała półszeptem, przesuwając prawą dłoń wzdłuż swojego ciała zatrzymując ją na piersi, która zaczęła ściska, jakby zapraszała go samym gestem. Natomiast druga jej dłoń już od dłuższej chwili znajdowała się między jej nogami zajmując się masowaniem jej dojrzałej szparki.

    W końcu młody ratownik zebrał się w sobie, wstając z miejsca, na którym siedział, i ruszył w stronę Ani nie przestając bawić się swoim penisem. Jego serce waliło jak szalone, a każdy krok zdawał się potwierdzać, że to, co się dzieje, wcale nie jest snem.

    Serce Ani również przyspieszyło. Już całkowicie odsunęła na bok wszystkie myśli o tym, że jest żoną i matką. Teraz liczyła się tylko ta chwila, ta niecodzienna bliskość i to, jak mocno działał na nią Michał.

    Kiedy chłopak stanął tuż przy niej, spojrzenia ich zderzyły się ponownie. Było w nim coś pomiędzy nieśmiałością a ogromnym pragnieniem — czekał na jej ruch, jakby nie wiedział, czy wolno mu zrobić krok dalej.

    – Chyba podoba ci się ten widok, co? – zapytała Ania z uśmiechem, w którym było więcej niż samo kokietowanie.

    Nie czekając na jego odpowiedź, uniosła dłoń i ujęła jego rękę, prowadząc ją powoli ku swojej piersi. Gdy poczuł pod palcami ciepło jej skóry, jego oddech przyspieszył jeszcze bardziej, a na twarzy pojawiło się zakłopotanie wymieszane z zachwytem.

    Michał zawahał się na chwilę. Jego twarz zdradzała, że walczył sam ze sobą – pomiędzy odwagą a niepewnością. Jednak jego spojrzenie, pełne żaru i młodzieńczego pragnienia, zdradzało, że chciał znaleźć się przy niej bardziej niż czegokolwiek innego.

    Jej piersi okazały się dla niego czymś zupełnie nowym i niezwykle ekscytującym. Czuł ich ciepło i miękkość pod swoimi palcami, a każdy coraz śmielszy dotyk sprawiał, że oddech Michała przyspieszał. Był rozdarty między zakłopotaniem a pragnieniem, które narastało z każdą chwilą, jednocześnie nie potrafił przestać zabawiać się ze swoim przyrodzeniem.

    Ania obserwowała go uważnie, czując, jak bardzo cała ta sytuacja działa na młodego chłopaka. Sama również pozwalała sobie coraz więcej gdyż jej palce zaczęły wchodzić w głąb jej cipki. Już od dawna nie była tak podniecona.

    Michał stawał się coraz odważniejszy – jego dłonie badały jej ciało coraz pewniej, a on sam z trudem ukrywał, jak bardzo ta chwila go pochłonęła. Ania uśmiechnęła się lekko pod nosem, bo w tym, jak niezdarnie, a jednocześnie z ogromnym zaangażowaniem starał się sprawić jej przyjemność, było coś rozczulającego i pociągającego zarazem.

    W pewnym momencie widziała po nim, że jest już bliski finału. Chłopak zamarł na chwilę, spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami, jakby nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się dzieje. Z jego penisa wprost na jej brzuch i piersi wystrzelił ładunek ciepłej spermy.

    – Michaś… – szepnęła cicho, z satysfakcją dostrzegając, jak wielkie wrażenie robi na nim ta chwila. Chłopak natomiast kompletnie opadł z sił dalej nie wierząc że to co przed chwilą się wydarzyło nie było zwykłym snem. Ania w tym momencie przestała robić sobie palcówkę. Palcami lewej dłoni zgarnęła trochę spermy która wylądowała na jej piersiach, a następnie te palce wsadziła do buzi oblizując je dokładnie jednocześnie patrząc wprost w oczy Michała.

    Gdy wszystko dobiegło końca, Ania powoli wstała, nie odrywając wzroku od Michała. W jego oczach widziała coś, co od razu rozpoznała – pragnienie i nadzieję, że ta chwila jeszcze kiedyś się powtórzy.

    Podchodząc bliżej, nachyliła się do niego i szeptem powiedziała:

    – Było bardzo miło, Michałku.

    Uśmiechnęła się delikatnie, a jej gesty były spokojne i pełne kobiecej pewności siebie. Zabrała ręcznik z ławki, poprawiając go na swoim ciele z powolną gracją. Zanim wyszła, rzuciła mu jeszcze jedno wymowne spojrzenie – takie, które zostawiało ślad w pamięci na długo.

    Kiedy dotarła do przebieralni, oparła się plecami o chłodną metalową szafkę. Dopiero teraz uderzyła ją świadomość tego, co się wydarzyło. Czuła wstyd, bo przecież to było tak bardzo wbrew jej dotychczasowemu życiu i zasadom. A jednak… obok wstydu było coś jeszcze – błogie poczucie, że znów odnalazła w sobie kobietę pełną namiętności. To uczucie, którego brakowało jej od lat.

    Zamknęła oczy i westchnęła cicho. Wiedziała, że coś w niej się obudziło. I równie dobrze wiedziała, że nie będzie łatwo to znowu uciszyć.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisareczka
  • Edukacja z ciocia 22.

    Edukacja z ciocią 22.

    Po szybkim prysznicu Bożena oprowadziła mnie po całym domu. Podobnie jak u Krystyny…sypialnia na dole i na piętrze. Duża przestrzeń kilkupokojowa. Potem pochwaliła się ogrodem.

    -”Lubię mieć dużo kwiatów.”

    -”No widzę! Cały podjazd!”

    -”Noooo fajnie to wygląda” ucieszyła się.

    Z kuchni jak u Krystyny wyjście na dużą werandę z ładnymi meblami.

    -“Noooo i tak tu sobie żyję i mieszkam kochanie.”

    -”Zupełnie jak Krysia!” zauważyłem.

    -”No tak Mareczku…jak Krysia…samotnie…” zamyśliła się chyba…”nie wszystko można w życiu mieć…trzeba się cieszyć tym, co się ma…” uśmiechnęła się patrząc na mnie…”i czasem kogo się ma.”

    Uśmiechnąłem się.

    -”Dziękuję ciociu, miła jesteś.”

    -”Tak skarbie! Bo cudownie umilasz nam czas! I to nie chodzi tylko o seks, a o twoją młodość i wszystko, co się z tym wiąże. A to, że jesteś ogier w łóżku to tylko dodatkowy plus. No chodź, pomożesz mi z obiadem. Córunia niedługo do nas dołączy.”

    Ogarnęliśmy kuchnię dość szybko i teraz już się obiadek sam gotował.

    -“Chodź siądźmy na tarasie. Chcesz jakieś piwo czy wino małolacie?” roześmiała się.

    -“Żebyś potem tylko nie wygadał się starym w domu, że mamuśki cię rozpijały i rżnęły!” zaśmiała się.

    -“Jasne Bożenko!”

    Ciotka poszła do kuchni, wróciła z butelką wina, piwem i szkłem.

    -“Nooo to mamy chwilkę dla siebie…” zaczęła.

    Przyglądała mi się.

    -“Noooo spodziewałeś się takich wakacji?”

    -“Nooo absolutnie nie! Jakoś tak samo wyszło…” zająknąłem się…”

    -“Taaaa samo!” przedrzeźniała mnie Bożena.

    -“Konsekwencja ciągu zdarzeń. Jakbyście z Krystyną nie poszli do łóżka to i mnie, i Doroty…i może też innych…” mrugnęła…”nigdy byś nie spotkał i nie przeleciał. A tak to masz przyjemne z pożytecznym.”

    -“Noooo w sumie tak.”

    -“Żałujesz, że tak się stało i że cię tak w to dorosłe życie znienacka wciągnęłyśmy?”

    -“Nie! Też teraz myślę, że nie każdy taki gówniarz ma taką okazję.”

    -“Nooo widzisz. Może to teraz dziwnie wygląda…ktoś może by ocenił, że nienormalne…ale wierz mi…to doświadczenie zaowocuje ci później w życiu. Sprawdzę jak tam nam się obiad gotuje.”

    Siedziałem i popijałem piwo.

    -“No już kochanie, niedługo będzie i Monisia powinna zaraz być tym pociągiem o 13.50.”

    Poszła znowu do kuchni…po jakimś czasie wróciła z talerzami na trzy osoby. Jako, że taras był z tyłu domu w ogrodzie, to nie słychać drzwi wejściowych. Za Bożeną weszła…jezuuuuuu! oczy odbiły mi się od stołu i szczena chyba opadła na ziemię…jej córka Monika!

    -“Poznajcie się!” uśmiechnęła się Bożena “A ja już podaję obiadzik.”

    -“Cześć!” podeszła do mnie z uśmiechem:

    -“Monika!”

    Zerwałem się jak poparzony.

    -“D-d-dzień dobry!” zająknąłem się….

    -“Marek!”

    -“Jak tam wakacje u nas młody?” wypaliła na luzie Monika.

    -“Dziękuję, spoko, spytaj mamy…” już bez krępacji odparłem zwracając się na ty.

    Widać Monika nie dbała zbytnio o formę.

    -“Spoko!” odparła “Coś tam słyszałam!” zaśmiała się.

    -“Widzę też, że cioteczki rozpijają małolata! Pomóc ci mamo?” krzyknęła w kierunku kuchni.

    -“Nieeee, pogadajcie sobie.”

    Monika usiadła i zaczęliśmy rozmawiać, obcinając się nawzajem. Dopiero zaczęło do mnie docierać, kogo mam przed oczami. Ciało idealne…może o jeden rozmiar mniejsze jak Bożena, ale kopia mamusi. Cudowne opalone kształtne nogi…ramiona także ciemne od słońca…jeansowa miniówa spod której widać było, gdy usiadła, białe stringi…biała letnia przewiewna bluzka przez którą prześwitywał biały stanik…duże nabrzmiałe foremne piersi…włosy czarne zaplecione w duży kok na głowie. Całość zamykały sportowe trampki. No i ta prześliczna twarz. Sex bomba i grecka bogini w jednym ciele!  

    Bardzo szybko złapaliśmy dobry kontakt, zaczęliśmy żartować i śmiać się. Monika była wesoła, roześmiana, oczy figlarne i błyszczące, chętna do rozmowy.

    -”Byłam u koleżanki ze studiów…wiesz…rodzina, dzieci. Zalatana, nie ma czasu na życie towarzyskie.”

    Opowiedziałem trochę o szkole…co bym chciał robić. Tak też się zgadało, że pociąg tyle jedzie.

    -”Nooo ja też pociągiem…tu rzut beretem od stacji.”

    W końcu Bożena zaserwowała obiad. Jedliśmy trochę rozmawiając.

    -”Mama świetnie gotuje.”

    -”Nooo widzę!” odparłem.

    -”Krystyna też robi świetne jedzenie.”

    -”Noooo” śmiała się Monika ”Dobre są we wszystkim co robią!”

    Bożena parsknęła śmiechem.

    -”Córcia?…”

    -”No co mamo? Przecież prawda!” przyglądała mi się intensywnie.

    Zjedliśmy obiad, przyglądając się sobie ukradkiem. Bożena czasem wybuchała śmiechem.

    -”Miło jest co Mareczku?”

    -”Tak ciociu bardzo!”

    Atmosfera zrobiła się bardzo luźna. Po jedzeniu Monika rzuciła tylko:

    -”Muszę szybki prysznic po całym dniu, tak duszno dziś było…” i zniknęła.

    Szybko zaoferowałem Bożenie pomoc.

    -”Pomogę ci posprzątać!”

    -”Kochany jesteś!”

    W kuchni Bożena złapała mnie za ramię i patrząc mi w oczy spytała cicho uśmiechając się.

    -”Nooo jak? Podoba ci się Monisia?”

    -”Jezuuuuuuu ciociu! Jest przepiękna!” wypaliłem.

    -”Wiem kochanie! Złapaliście bardzo dobry kontakt. Znam córkę…spodobałeś jej się! Zwykle nie jest taka rozmowna i bezpośrednia! Masz szczęście gówniarzu!” mrugnęła całując mnie głęboko.

    -”Dobrze, że odpocząłeś trochę…” uśmiechnęła się.

    Posprzątaliśmy szybko w kuchni. Bożena wzięła czyste szkło.

    -”Mareczku przynieś tę butelkę wina z tarasu i chodź do salonu.”

    Po sekundzie byłem z powrotem z winem. Bożena postawiła czyste szkła na stole.

    -”Siadaj kochanie, gdzie chcesz.”

    -”Mogę tu na fotelu ciociu?”

    -”Jasne!”

    Sama usiadła na sofie. Rozlała po lampce. Moniki dość długo nie było. Już zdążyłem z Bożeną wypić co nie co wina, gdy Monika pojawiła się w drzwiach.

    -”Nooo człowieka nie ma parę minut, a tu kurczę już bibka się rozkręciła!” rzuciła ze śmiechem, zalotnie patrząc na mnie.

    Spojrzałem i…zamurowało mnie ponownie tego popołudnia. Luźna biała bluzka w kolorowe kwiaty z dużym dekoltem, zero stanika i niebieskie króciutkie szorty wpijające się w jej krocze, idealny cameł-toe, była na boso. Ale prawdziwego szoku doznałem, gdy Monika prześliznęła się koło mnie i siadła na drugim fotelu. Włosy! Jej włosy! Wcześniej miała ogromny kok na głowie. Teraz mijając mnie zarzuciła głową. Miała zaczesane do tyłu i spięte w koński ogon…opadający aż do samego tyłka!..nie oszukam, jeśli powiem, że chyba z 70-80 cm długości…intensywnie czarne! Wyglądała po prostu bosko!

    Bożena przyglądała mi się…uśmiechnęła się. Widziała, jakie wrażenie jej córka wywarła na mnie.

    -”No to wypijmy za miły wieczór! Krysia mesowała, że będzie koło 6-ej” rzekła Bożena.

    Nastawiła spokojną cichą muzykę. Trochę żartowaliśmy. Przy drugiej lampce wina matka i córka spojrzały na siebie. Znalem już te dwuznaczne, znaczące spojrzenia. Monika odstawiła szkło.

    -”Mama mówiła, że miło spędzacie czas” zaczęła ”i wolisz starsze laski?”

    -”Noooo tak! Zapomniałem” roześmiałem się wyluzowany ”że wszystko sobie mówicie!”

    -”Przykro mi, że nie jestem w twojej kategorii wiekowej…” zawiesiła głos…”bo mi się bardzo podobasz Mareczku…” wypaliła wprost.

    Wstała…podeszła do mnie i po prostu okrakiem usiadła na mnie, dociskając swe łono mocno do mojego krocza. Poczułem od razu wzwód. Spojrzała mi głęboko w oczy.

    -”Co mam zrobić, abyś zrobił wyjątek?”

    Objęła mnie za głowę i weszła momentalnie bardzo głęboko językiem w moje usta. Pachniała fantastycznie. Bożena obserwowała i uśmiechała się.

    -”Może loda?” wybuchnęła ze śmiechem.

    Monika oderwała się od moich ust i spytała szybko patrząc mi w oczy…

    -”Chcesz?” uśmiechała się.

    Bożena już była przy nas, rozpinała mi spodnie.

    -”Nooo ściągaj!”

    Monika już była na podłodze na kolanach między moimi udami. Wyprężony już kutas wyskoczył na wolność. Monika zgrabnie złapała go ręką.

    -”O kurcze!” jęknęła.

    -”Nooo mówiłam ci!” śmiała się Bożena.

    -”Tym cię rżnie?”

    -”Nooo i to jak!”

    -”Jezuuuuu! Ja nawet nie wiem, czy dam radę do buzi wziąć!” westchnęla.

    Zaczęła mi delikatnie lizać główkę, potem językiem wodziła w górę i w dół całego członka, ssała i lizała jaja. W końcu delikatnie wzięła w usta.

    -”Ranyyyy, ale duży jesteś!” wyksztusiła.

    Złapałem ją rękami za głowę.

    -”Weź głębiej…proszę” jęknąlem lekko popychając jej głowę.

    -”O jezuuuuu Marek!”

    Bożena przyszła z pomocą.

    -”Zobacz!” szybko pochyliła się i wzięła najpierw pół, potem po chwili całego głęboko w gardło.

    -”Widzisz?! Teraz ty…powoli curuś…dasz radę.”

    -”Mareczku! delikatnie!”

    -”Tak ciociu!”

    -”Nie gniewaj się! Dawno tego nie robiłam kochany!”

    -”Noooo powoli malutka!”

    Bożena zachęcała ją. Wreszcie wzięła pół penisa w usta. Złapałem ją za ten ogromny kucyk jedną ręką, drugą podłożyłem pod jej brodę i tak powoli, powoli wprowadzałem kutasa do jej buzi. Bożena była zafascynowana.

    -”Dobrze kochanie!”

    -”Powoli…nie wpychaj jej na siłę…sama musi poczuć jak ma wziąć.”

    Poruszałem delikatnie. Zaczęła mi wreszcie obciągać.

    -”Nie spiesz sę malutka. Ciągnij…zaraz weźmiesz głębiej i głębiej…” spokojnie uczyła ją.

    -”Mamo…nigdy takiego nie miałam.”

    -“To nic kochanie, to nic…próbuj…”

    W miarę obciągania kutas wchodził coraz głębiej Monice w usta. Zarztusiła się nagle, gdy Bożena spojrzawszy na mnie skinęła głową szepcząc:

    -“Teraz!”

    Pchnąłem mocniej jej głowę. Jęknęła i cały mój członek wszedł w jej gardło.

    -“Trzymaj malutka!” szeptała Bożena.

    -“Jeszcze raz! Dobrze mała!”

    Zacząłem szybciej poruszać jej głową. Było tak rozkosznie, chciałem spełnienia. Popychałem mocniej szybciej i intensywniej. Bożena wiedziała.

    -”A teraz córeczko spuści ci się do buzi i połkniesz wszystko! Tak malutka?!”

    Monika kiwnęła tylko głową.

    -”Yyyhhmmm!” gdy docisnąlem bardzo mocno jej głowę do mojego krocza.

    Wystrzeliłem głęboko w jej usta, aż zachłysnęła się spermą, ale nie wyrwała się, nie wyjęła kutasa z buzi. Lałem salwami, a ona łykała krztusząc się chwilami. Połknęła wszystko, oblizała się i patrzyła mi w oczy.

    -”Przepraszam kochany! Tyle lat tego nie robiłam!” prawie płakała.

    -“Ciiiiiii! córeczko!” pocieszała ją Bożena.

    -“Nooo juuuż! Ja ci pokażę i nauczę” całowala ją “Spokojnie malutka!”

    Pociągnąłem ją z kolan ku sobie…znowu usiadła na mnie okrakiem, zacząłem ją całować.

    -“Było cudownie!”

    -”Tak?” ucieszyła się.

    -”Jasne! Miałem wspaniały orgazm w twojej buzi Monisiu.”

    -”Kochany jesteś!”

    -”Chodźcie na górę” rzuciła Bożena.

    W sypialni już bez zbędnych gierek dziewczyny rzuciły mnie na łóżko i zerwały ze mnie resztę ciuchów…spodnie zostały już na dole. Same się szybko rozebrały i położyły po obu stronach.

    -”Noooo” szepnęła Bożena ”to jak chcesz kochanie mieć mamę i córkę razem? rzadka okazja…decyduj!”

    Zaczęła mnie całować. Monika szybko dołączyła się i teraz całowaliśmy się wszyscy razem.

    -”To może tak już tradycyjnie” zaśmiałem się i patrząc na Bożenę.

    -”Mogę wylizać twoją córkę ciociu?”

    Bożena zaśmiała się.

    -”Noooo chłopcze, nie wiem, nie wiem” przekomarzała się ”czy Monisia chce.”

    -”Chcesz?” Patrzyłem Monice w oczy.

    -”Obiecuję, że postaram się!”

    Oboje z Bożeną wybuchnęliśmy śmiechem. Monika oczywiście nie wiedziała o co chodzi pytając.

    -”No co? Z czego się kurcze śmiejecie?”

    Bożena pocałowała ją.

    -”Zaraz zobaczysz kochanie!”

    Szybko przeskoczyłem przez Monikę tak, że znalazła się na środku łóżka.

    -”Rozłóżmy ją!” szepnęła do mnie Bożena.

    Rozchyliła jej cudowne sprężyste, opalone nogi. Ujrzałem pięknie wytrymowaną w trójkąt cipkę. Ogarnąłem ją całą wzrokiem. Miała fantastyczne ciało. Szybko zająłem pozycję między jej udami. Bożena zbliżyła twarz bliżej mnie szepcząc cichutko:

    -”Marek, wiesz…delikatnie i długo. Dawno nie miała.”

    Kiwnąłem głową, a Bożena przemieściła się szybko w górę i najspokojniej w świecie zaczęła całować i pieścić swą córkę. Nie mogłem uwierzyć. Zbliżyłem usta do jej cudownie pachnącej muszelki. Delikatnie językiem przejechałem po jej wargach góra i dół. Drgnęła całym ciałem. Zacząłem spokojnie ssać i lizać wokół jej warg, dochodząc do łechtaczki i znowu wokół. Wkładałem język do środka cipki…jej płatki rozchyliły się troszeczkę. Mając już porównanie z cipkami moich mamusiek wiedziałem, że jest na pewno dużo mniejsza i bardziej ciasna i muszę być naprawdę delikatny.

    Bożena szybko zauważyła drgania jej ciała.

    -”Weź go rękami za głowę malutka!” szepnęła.

    Monika szybko złapała mnie za głowę i zaczęła poruszać nią w takt mojego lizania. Zaczęło jej być dobrze.

    -”Mamo…zaczyna mi być dobrze.”

    -”Noooo! Dobry jest gówniarz?”

    -”O jejku! Marek…liż proszęęęęę! Jest mi tak dobrze!”

    Lizałem i ssałem…trwało to chwilę…Monika zaczęła powoli dochodzić. Lizałem szybciej i intensywniej.

    -”O kurcze! Jeszcze kochany! Jezuuuuu Marek!” zaczęła jęczeć i postękiwać.

    -”O matkooooo! Nie przerywaaaaaaaaj! Bożeeeeeeee! Aaaaagggghhhhhh! Jezuuuuuuu! Mareeeeeeek! Mamoooooooo!”

    Szczytowała, a ja lizałem szybko i mocno.

    -”O bożeeeeeee!”

    Wchodziłem językiem w jej dziurkę…lizałem bardzo intensywnie. Jej wyprężone ciało przeżywało orgazm.

    -”Mareeeeeek! Jezuuuuuuu! Jeszczeeeeeee! Proszęęęęęę!”

    Ssałem całą cipkę. Objąlem całą ustami i delikatnie poruszałem językiem. Cały czas orgazmowała. Zaczęła wić się całym ciałem…powoli wytracała swą kulminację. Bożena spojrzała na mnie.

    -”Nie przerywaj” wyczytałem z ruchu warg.

    Kontynuowałem. Monika miała zamknięte oczy, nadal mocno trzymała mnie za głowę. Lizałem, teraz już powoli długimi pociągnięciami języka, na przemian ssąc jej łechtaczkę. Stękała z rozkoszy. Teraz dopiero było jej naprawdę dobrze. Włóżyłem dłonie pod jej dużą sprężystą pupę, barkami popchnąłem jej uda tak, że nogi uniosła wysoko w górę. Bożena lizała i całowała jej duże piersi. A ja teraz spokojnie, powoli z wyrafinowaniem lizałem jej piękną szparkę. Znowu zaczęła dochodzić.

    -”O taaaaaak! Taaaaaak! Jak mi dobrzeeeee! Mareczkuuuuu! Kochanieeeee! Cudownie liżeeeeeesz! Jezuuuuuuu! Mareeeeeek! Nie przerywaaaaaaaj! O mamuniuuuuuuuu! Bożeeeeeeee! Juuuuuuuuż! Juuuuuuuuż! Jezuuuuuuu! Mareeeeeeeek!”

    Doszła na mokro potężnym strumieniem soczków…drugi…trzeci…czwarty…i piąty raz wystrzeliła.

    -”Aaaaaaaaaaaaa!” krzyczała ”Matkooooooooooo! Kochanyyyyyyyyyyy! Jak dobrzeeeeeeeeee!”

    Lizałem i ssałem, zatraciłem się…ona wyła i jęczała pod moim językiem.

    -”Co za rozkoooooooosz!” krzyczała niesamowicie, dociskając moją głowę do swej cipki, aż chwilami traciłem oddech.

    Nie przestawałem. Lizałem jak szalony. Chciałem jej dać tyle przyjemności, tej przepięknej dziewczynie, córce, kochance. Wiła się niesamowicie biodrami. Bożena z uśmiechem przyglądała się i potakiwała moim poczynaniom.

    -”Dobrze Mareczku! Dobrze kochanie! Zaspokój ją! Daj jej rozkosz kochanie! Tak dawno nie miała! Proszę!”

    Monika powoli ochłonęła, otworzyła oczy i spojrzała na mnie.

    -”Marek?!”

    -”Jeszcze nie skończyłem Monisiu!”

    I ponownie rzuciłem się w wir lizania i ssania jej cudownej dziurki. Cipka była już bardzo napięta i mokra, ślina zmieszana z jej sokami lała się strumieniami na łóżko. Bożena kiwnęła mi głową.

    -”Jeszcze!” szeptała ”Jeszcze! Daj jej rozkosz! Liż kochany mój! Błagam! Liż ją jeszcze!”

    Podniecał mnie głos Bożeny, bo spężyłem się bardziej i lizałem jak szalony. Monika już nawet nie jęczała, tylko z jej gardła wydobywał się jeden wielki ciągły krzyk. Znowu szczytowała.

    -”O jezuuuuuuuu! Mareeeeeek! Znowu dochodzęęęęęęęę! O matkoooooooooo! Retyyyyyyyyy! Co ty robiiiiiiiiiisz?! Bożeeeeeeeeeee!”

    Wystrzeliła znowu fontannę soków.

    -”Mamuniuuuuuuuuu! Jezuuuuuuuuuu! Kochanyyyyyyyyy jesteeeeeeś! Mareczkuuuuuuuu!”

    Nie popuściłem jej, lizałem znowu jak w amoku, jak w transie tę przepiękną dziewczynę, tę jej cudowną cipkę. Dochodziła znowu…ssałem jak wariat tę pachnącą szparkę. Jęczała, wiła się i znowu niesamowicie głośno krzyczala. Orgazmowała znowu na mokro 2-3 wystrzałami. Zaspokajałem ją chyba cały czas, bo opadła w końcu cicho na łóżko i tylko stękała.

    -”Może już starczy kochanie?” szepnęła Bożena, ale byłem zbyt pochłonięty lizaniem jej cudownej córki, by zrozumieć, co mówiła.

    Z nową energią rzuciłem się do ssania tej ślicznej dziewczyny i jej smacznej cipki. Ostatni raz i teraz, Monika dochodziła wlaściwie cały czas. Już nie umiałem rozróżnić, kiedy miała orgazm. To był jeden ciągły, niekończący się orgazm. Już tylko jęczała cichutko, gdy znowu jej ciałem wstrząsnęły spazmy i dreszcze. Nie czułem już języka, ale wytrwałe i z premedytacją na granicy z wyrafinowaniem lizałem i ssałem cipkę Moniki. Szczytowała ponownie na mokro, ale już nie taką ilością soków. Chyba miała dość.

    Zacząłem zwalniać, nadal liżąc jej szparkę. W końcu wyśliznąlem się z pomiędzy jej ud i mając ją w środku delikatnie z Bożeną pieściliśmy jej biust. Monika leżała cicho z zamkniętymi oczami…nie odzywała się. Jej ciałem nadal wstrząsały drgawki. W końcu po dłuższej chwili otworzyła oczy. Spojrzała na mnie, potem na Bożenę, znowu na mnie wielkimi oczami.

    -”Marek!” szepnęła cicho.

    -”Ja pierdolę! Ty normalny jesteś?!”

    Bożena roześmiała się.

    -”Ostrzegałam cię córcia! Marek to szczyt szczytów!”

    Objąłem ją delikatnie i pocałowałem z uśmiechem szybko w usta.

    -”Ale dobrze ci było? Postarałem się co, Monisiu?” spytałem cicho.

    Wreszcie uśmiechnęła się.

    -“W życiu nie przeżyłam czegoś takiego” i zaczęła mnie głęboko całować.

    -“Było fenomenalnie! Jesteś niesamowity!”

    -“Nooo staram się!” Bożena eksplodowała śmiechem.

    -“No to teraz już wiesz córcia o co chodzi,  jak Marek mówi, że się stara.”

    Zaczęliśmy się śmiać.

    -“A jeszcze cię nawet nie dotknął!”

    Bożena wzięła mojego sztywnego penisa w rękę…

    -“No córeczko! Chcesz spróbować?”

    Monika spojrzała na moją stojącą pałę.

    -“Jezuuu mamo! Ale duży!”

    Delikatnie wszedłem na nią i rozłożyłem jej uda.

    -“Marek! Tylko delikatnie i powoli!” przestrzegła mnie Bożena “Proszę!”

    -“Tak ciociu!”

    -“Unieś nogi córeczko i rozłóż biodra.”

    Monika posłusznie uniosła nogi i zająłem miejsce między jej udami. Kutas dyndał w całej swojej okazałości. Zbliżyłem go do jej szparki, była bardzo mokra po moim lizanku. Trzymając członek w ręku powoli naprowadziłem żołądź i zacząłem wodzić nim po jej wargach, rozsuwając je delikatnie.

    -“Ostrożnie!” szepnęła Bożena.

    Pchnąłem leciutko. Jęknęła. Pchnąłem jeszcze raz, troszkę głębiej. Łepek wszedł prawie cały. Monika drgnęła i cofnęła biodra.

    -“Aaaajjjj!”

    Cofnąłem i znowu pchnąłem troszkę mocniej.

    -“Aaaajjjj Marek! Jesteś bardzo duży!”

    Spróbowałem jeszcze raz pchnąć mocniej. Jęknęła głośno, ale wszedłem łbem.

    -“Mareeeek!  Za dużyyyyy!”

    Spojrzałem na Bożenę. Skinęła głową.

    -“Delikatnie kochanie.”

    Zacząłem się poruszać powoli w jej cipce. Monika zaczęła uciekać biodrami. Szybko podłożyłem dłonie pod jej dupcię mocniej jednocześnie naparłem łonem na jej łono. Znowu jęknęła. Patrzyła mi w oczy.

    -“Proszęęęę! Jesteś taki duży! Delikatnie kochanie!”

    Wycofałem i pchnąłem…i znowu…i znowu. Ruchałem delikatnie wchodząc kutasem ledwie do połowy.

    -“Rozruchaj ją!” szepnęła Bożena.

    Zacząlem poruszać na boki przy każdym pchnięciu…po ściankach jej ścisłej cipki. Jęczała cały czas wpatrując się we mnie. Zaczęła powoli rozszerzać się.

    -“Rozłóż bardziej biodra kochanie!” szepnąlem.

    Kiwnęła głową…

    -“Tak?”

    -“Jeszcze troszkę!” szepnęła teraz Bożena obserwując, jak wchodzę w jej córkę.

    -“Zaraz go będziesz miała.”

    Posuwałem Monikę delikatnymi ruchami wchodząc coraz głębiej.

    -“O jezuuuuu Mareeeek! Proszęęęęę kochanyyyyy!”

    Czułem ją już dużo bardziej rozwartą. Zacząlem mocniej ruchać, pchając głębiej i głębiej. Krzyknęła, gdy wszedłem mocniej, ale już była wystarczająco rozepchana. Cofnąłem lekko, zaparłem się mocno stopami i dość mocnym ruchem bioder wszedłem mocnym pchnięciem dużo głębiej jak wcześniej. Krzyknęła głośno.

    -“Mareeeeek!”

    Zamknąłem jej usta pocałunkiem. Cofnąłem biodra i z całej siły już wbiłem się w jej cipkę. Rozdarła się przeraźliwie. Uderzyłem biodrami znowu…jęknęła strasznie głośno…i jeszcze raz…i jeszcze raz. Krzyczała cały czas.

    -“Jezuuuuuuu! Ogromny jesteeeeeś! Mareeeeek! Proszęęęęęę!”

    Byłem już tak podniecony. Zacząłem ją jechać bardzo mocno z boku na bok, nadal rozpychając jej dziurkę. Monika zaczęła płakać, a ja już rżnąłem mocno i głęboko. Prawie cały mój członek wchodził w jej szparkę.

    -“Juuuuuż kochanie!” Uspokajała ją Bożena “już cały wszedł.”

    -“Ale jest taki ogromny mamo!” płakała.

    -“Wiem córuniu…juuuuż dobrze…już go masz…no juuuuż malutka.”

    Rżnąłem bardzo mocno tę cudowną dziewczynę. W końcu zaakceptowała rozmiar członka. Wchodziłem już płynnie i głęboko, zacząłem ją ujeżdżać naprawdę intensywnie, dymałem szybko i głęboko. Monika jęczała, ale już ciszej. Przyciągnęła mnie rękami za tyłek bliżej swego łona.

    -“O taaak kochany!”

    Zaczęło jej być przyjemnie.

    -“Taaaaak kochanie!” jęczała.

    -“Jesteś ogromny! Nigdy takiego nie miałam!”

    Zacząlem dochodzić, poczułem dreszcze w całym ciele. Bożena uważnie mnie obserwowała, Monika też. Patrzyłem jej w oczy.

    -“Zaraz dojdę Monisiu!”

    Patrzyła intensywnie.

    -“Chcesz?!…Dzisiaj możesz we mnie!” szeptała “Jeśli chcesz…możesz skończyć we mnie…w środku…w mojej cipce kochany!” jęczała szeptem.

    -“Możesz Mareczku! Spuść mi się w cipkę! Proszęęęę!”

    Ostatnie pchnięcia.

    -“Aaaaaahhhhhh!”

    Wystrzeliłem do jej gorącego wnętrza…raz…drugi…trzeci…czwarty raz…pompowałem spermę w jej cudowną dziurkę. Jezuuuuuu co za rozkosz w tej cudownej dziewczynie! Bożena gładziła Monikę po twarzy.

    -“Nooooo juuuuż malutka! Musiał się rozładować.”

    Spojrzała na mnie znacząco. Wiedziałem, co ma na myśli.

    -“Teraz da ci przyjemność kochanie.”

    Ruchałem dalej. Kutas był ogromny, ale cipka już trochę rozepchana. Monika już nie narzekała. Przyjmowała już cały mój członek, powtarzając tylko chwilami, że jest bardzo duży.

    -“Nooooo jak kochanie? Teraz już dobrze wchodzę?”

    -“Tak, już dobrze! Ale jesteś ogromny! Marek! Bożeeee!”

    -“Teraz cię zaspokoję Monisiu! Dziękuję, że mogłem w tobie!”

    Uśmiechnęła się.

    -“Mama mówiła, że lubisz kończyć w środku…to mój prezent dla ciebie na lepsze zapoznanie się!” szepnęła.

    -“Kochana jesteś!”

    Jechałem teraz Monikę już bez zahamowań. Cipka szybko przyzwyczajała się do wielkości mojego członka. Rozciągnęła się i przyjmowała calego. Ruchałem początkowo powoli i spokojnie, ale napięcie i podniecenie nie pozwoliło zbyt długo. Znowu dochodziłem.

    -“Monisiu!”

    Teraz Bożena całująca i pieszcząca córkę zareagowała szybko.

    -“W nią Mareczku! Do środka! Napełnij moją córkę kochany! Wlej w nią swoją spermę!”

    Docisnąlem Monikę mocno do łóżka i wystrzeliłem w nią kolejną dawkę nasienia. Jęknęła cicho. Zwolniłem na kilka sekund, poprawiłem chwyt dłoni pod jej cudowną, dużą pupcią.

    -“Bożenko, pokaż córeczce jak lubię!”

    Ciotka szybko poprawiła pozycję Moniki.

    -“Okrocz go nogami malutka, zablokuj stopami na plecach, dociśnij jego tyłek do cipki, rozszerz bardziej biodra, otwórz mu się…” instruowała córkę.

    -“Teraz cię zerżnie jak ostatnią sukę…mocno i  głęboko!”

    -“Dawaj synek! Teraz wyruchaj porządnie moją córcię!”

    Monika od pewnego czasu poddawała się bez słowa moim ruchom, jęczała i wzdychała tylko. Zacząłem ją znowu mocno jechać.Teraz już było jej dobrze. Pracowała dość mocno biodrami, przyjmując moje każde pchnięcie. Dochodziła.

    -“Jezuuuuuu Mareeeek! Zaraz dojdęęęęę!”

    -“Taaaak kochanie! Dojdź pode mną! Dobrze ci teraz?”

    -“O taaaak! Czuję cię wspaniale gęboko! Aaaaaaaaahhhhhhhh! Kochanieeeee!”

    Szczytowała. Trysnęła na mokro, a ja ruchałem i ruchałem. Nie przerwałem, nie zwolniłem mimo jej orgazmu.

    -“Mareeeeek!”

    Całowałem i ją, i Bożenę. Znowu dochodziłem. Zaczęła się uczyć reakcji mojego ciała. Poczuła skurcz penisa. Patrzyła mi w oczy.

    -“Taaaak! kochanyyyyy! Skończ we mnie!” jęknęła.

    Pełny ladunek poszedł w jej dziurkę. Ona nadal szczytowała. Zwolniłem znowu…po chwili znów ją jechałem.

    -“Marek?! Jezuuuuu!”

    Zacząlem ją mocno rżnąć…wbijałem się coraz mocniej w jej cipkę. Jęczała coraz głośniej.

    -“Matkooooo Mareeeeek! Znowuuuuuuu?!”

    Bożena uśmiechała się.

    -“Noooo córeczko, dobrze młody rżnie?!”

    -“Jezuuuuuu mamoooo?!”

    Poprawiłem chwyt dłoni pod jej dupcią.

    -“Daj mi teraz głębiej malutka! Głębiej!”

    Pchałem ją potężnymi uderzeniami bioder.

    -”Rozumiesz mała?!  Głębiej!”

    -”Bożeeeeee! Mareczkuuuuuu! Ogromny jesteś! Jezuuuuuu mamooooo! Co on mi robi?!”

    -”Zaspokaja cię córeczko! Rżnie cię, jak swoją samicę, swoją kochankę! Dobrze ci?”

    -”Jezuuuuu znowu dochodzę!”

    Orgazmowała na mokro, a ja ruchałem i ruchałem. Monika jęczała w ciągłym orgazmie. Poczułem skurcze i znowu eksplodowałem w jej cipkę. Jęknęła.

    -”Znowu doszedłeś?!”

    -”Tak kochanie! Jesteś cudowna!”

    -”Jezuuuuuu Mareeeeek!”

    -”Leeeeeeeż malutka! Jeszcze nie skończyłem!”

    -”Cooooooooo? Marek?!”

    -”Jeszcze troszkę! Jesteś cudowna cipka!”

    -”O matkooooo!”

    Rżnąlem dalej. Monika jęczała i jęczała. Teraz już wchodziłem do samego dna jej dziurki, spokojniej już i mocnymi uderzeniami dobijałem do dna jej macicy. Była rozkoszna, gorąca, już rozwarta, cieknąca spermą, przyjmująca z chęcią swego kchanka. Dymalem tak chwilę, gdy znowu zaczęła dochodzić.

    -“O taaaaaaak! Juuuuuuż! Zaraaaaaaz! Mareeeeek! O matkooooooo! Aaaaagggghhhhh! Bożeeeeeeeee! Co za rozkooooooosz! Kochanyyyyyy!”

    Szczytowała cały czas. Nie przestawałem, aż znowu spuściłem się głęboko w jej dziurkę. Spojrzała szybko na mnie.

    -“Jezuuuuuu! Mareeeeeeek?!”

    Czuła jak wstrzykiwałem nasienie do jej gorącego wnętrza.

    -“Bożeeeeeee! Kochanieeeeeee?!”

    Spojrzała na Bożenę.

    -“Mamo…?!”

    -“Ciiiiiii córeczko! Widzisz jaką ci daje rozkosz?! Jeszcze troszkę i będzie ci dobrze.”

    -“Cooooooo?! Jeszcze troszkęęęęęęę?! Wy chyba kurwa żartujecie?! Rżnie mnie jak wariat!”

    -“Ale przyjemnie prawda?” szeptała jej Bożena.

    Uśmiechnęła się…Monika w końcu też…

    -“Nooooo taaaaak! Jest fantastycznie mamusiu!”

    -“Cieszę się kochanie…moja kochana córeczko!”

    Całowała Monikę, a ja zwalniałem. Monika była właściwie w ciągłym orgazmie. Upadłem w końcu obok niej. Bożena szybko zeszła w dolne partie i zaczęła mi obciągać. Po chwili byłem już gotowy.

    -“A teraz Monisiu coś dla Marka, żeby pamiętał jak miał trójkąt z mamą i córką.

    -“Popatrz…teraz mamusia na nim pojeździ…na tym ogromnym młodym kutasie.”

    Szybko mnie dosiadła i zaczęła bardzo mocno mnie rżnąć, pracując ekstremalnie mocno biodrami. Monika ogromnymi oczami przyglądała się z fascynacją, jak jej własna matka ujeżdża młodego kutasa. Nie trwało to długo. Bożena poczuła moje dreszcze. Kiwnąłem głową.

    -“A teraz malutka…moja kochana córeczko, patrz jak młodziutki kutas spuści się w cipce twojej mamusi. Patrz kochana!”

    Bożena docisnęła się mocno łonem do mojego łona.

    -“Teraz Bożenko!” szepnąłem.

    Bożena złapała Monikę za ten koński kucyk i pchnęła jej twarz na mój brzuch.

    -“Patrz malutka, jak napełnia moją cipkę! Jak leje swoją spermę do wnętrza twojej mamy! Pieprzony gówniarz! Widzisz?!”

    -“Tak…”

    Monika uważnie obserwowała. Bożena uniosła się lekko.

    -“Zobacz, ile ten małolat wlał w twoją mamę!”

    -“Jezuuuuuu!”

    Monika odurzona i zafascynowana pieściła Bożenę.

    -“Marek! Ile ty kurwa tego masz?!” szepnęła.

    -“Noooo trochę mam…” odparłem…

    Członek nadal był nabrzmiały w dojrzałej dziurze Bożeny. Spojrzałem na nią…ona na mnie…rozumieliśmy się właściwie bez słów.

    -“Dasz radę…?”

    -“Tak ciociu!”

    -“Moniczko! kochanie! Teraz twoja kolej!” powiedziałem.

    -“Coooooo? Chyba żartujesz?!” Monika spytała zszokowana.

    -“Nie! Mam przecież zaliczyć mamę i córkę jednocześnie!”

    -“Noooo ale dopiero…”

    Bożena przerwala jej.

    -“Wsiadaj córeczko! No już! Nadziej się mocno malutka!”

    Monika nie dowierzając weszła na mnie.

    -“Kurwa! Nie wierzę! Stoi mu!”

    -“Nooooo! Ujeździj go trochę!” szeptała Bożena.

    Monika zaczęła mnie jechać i prawie po chwili już dochodziła.

    -“Jezuuuuuuu! Mareeeek! Ja znów dochodzęęęęęę! Matkooooooo! Jak dobrzeeeeee! Aaaaaaaaaaaaaaa!” wyła i piszczała.

    -“Jak mi dobrzeeeeeee!” jechała teraz troszkę wolniej.

    Pomyślałem szybko o jej pięknej dupci.

    -“Monisiu! Chcę cię jeszcze od tyłu!” rzuciłem.

    Szybko zepchnąłem ją z siebie i przekręciłem na brzuch.

    -“Chodź kochanie na pieska!”

    -“Mareeeeek! Jezuuuuuuu!”

    Już ją miałem na czworaka, podciągając ją za biodra do góry.

    -“Szerzej mała!” rozkazała Bożena.

    -“Rozstaw mu się! Teraz cię porządnie zerżnie!”

    Monika nadal była chyba w szoku.

    -”Cooooooooo?!”

    Wszedłem jednym potężnym pchnięciem bioder, aż przeraźliwie krzyknęła.

    -”Mareeeeeeek!”

    -”Już malutka! Teraz jesteś moja! Teraz cię wyrucham!”

    Monika jęknęła znowu:

    -”Cooooooooo?! Jeszczeeeeeeee?!”

    Straciła przegląd sytuacji, gdy zacząlem ją mocno ujeżdżać.

    -”Mareeeek…Co tyyyyy?!”

    Wbijałem się tak mocno, że uciekała spode mnie, aż głową doszła do ścianki oparcia łóżka. Jęczala głośno, a ja ruchałem tę prześliczną kobietą, córkę, kochankę. Nie miała już drogi ucieczki, a ja rżnąłem bezlitośnie patrząc na jej cudowne kształty ciała.

    -”Cudowna jesteś Moniko, taka cudowna!”

    -“Kochanie proszę, nie tak mocno!”

    Zaczęła głośno płakać.

    -“Jesteś przeogromny!” gdy dobijałem do samego dna macicy.

    -“Już Moniczko!” krzyknąlem.

    -“Przyjmij moją spermę!” i wystrzeliłem do jej wnętrza.

    Wstrzyknąłem kilkukrotnie. Nie wyszedłem. Monika opadła na łóżko, ale jeszcze mi się chciało. Szybko podniosłem ją za biodra na pieska.

    -“Jeszcze nie kochana! Jeszcze nie skończyłem!”

    -“Coooooooooo?!” Odwróciła głowę i spojrzała na mnie.

    -“Nooooo chyba kurwa żartujesz sobie?!”

    Nie odpowiedziałem…nie musiałem…zrozumiała natychmiast, gdy zacząlem ją ponownie ujeżdżać.

    -“Jezuuuuuuu! Mareeeeeeek! Poważnieeeeeeee?!”

    Rżnąłem teraz tak mocno, że uderzała głową o oparcie łóżka. Bożena szybko podłożyła jej poduszki pod głowę. Ruchałem i ruchałem. Monika umilkła i tylko chwilami jęczała. Płacz przemienił się w szloch. Nie potrafiłem się opanować. Było mi w niej tak dobrze. Ruchałem bardzo długo, straciłem czucie w kutasie, miałem tę cudowną dziewczynę.

    Poczułem przypływ energii. Zacząłem ją rżnąć jak szalony, jak maszyna. Bożena coś mówiła, ale nie slyszałem, nie rozumiałem. Gładziła tylko i chyba pocieszała swoją córeczkę. A ja wbijałem się całą wielkością mojego młodego, potężnego kutasa w tę boginię. Nie wiem, ile to trwało. Wreszcie dochodziłem. Co za rozkosz, co za ulga, co za szczęście spuścić się w jej rozgrzanej, rozruchanej przeze mnie cipuni. Eksplodowałem potężną salwą nasienia.

    -“Przyjmij cały ładunek!” wykrzyczałem lejąc raz za razem strumienie spermy w Monikę.

    Wreszcie pchnąłem ją na łóżko i opadłem na nią. Bożena całowała córkę.

    -“No juuuuż kochanie! Juuuuuż malutka! Już dobrzeeeee! Kochanie moje…”

    Przytuliliśmy się wszyscy razem. Bożena nadal szeptała

    -“Noooo jak było? Dobrze ci teraz? Zaspokojona moja śliczna córeczka?”

    Monika była teraz między nami. Płakała z zamkniętymi oczami. Trwało to dłuższą chwilę.

    -“ No jak curuś?”

    Bożena gładziła ją po twarzy.

    -“Monisiu!” odezwałem się cicho.

    -“Przepraszam, że tak mocno, ale jesteś taka cudowna, nie mogłem się opanować.”

    Zacząlem ją całować. W końcu zaczęła oddawać mi głęboko z językiem. Otworzyła oczy…popatrzyła na nas…

    -“Noooo teraz wiem…starałeś się…” śmiała się przez łzy.

    Bożena wybuchnęła śmiechem.

    -“Dobrze było córeczko?”

    -“Mamo…nie wiem…nie mogę się ruszyć.”

    Bożena uśmiechnęła się.

    -“Wiem córciu wiem. Też to przerabiałam! Dobry jest gówniarz co?”

    Monika popatrzyła na nią…potem na mnie….

    -”Marek!” szepnęła cicho.

    -“Marek! Kocham cię! Kocham cię, ty pieprzony małolacie!”

    -“Byłaś fantastyczna Monisiu! Kocham cię skarbie!”

    Bożena ułyszała drzwi.

    -“Oooo chyba Krysia przyszła.”

    Zlapała szlafrok i zbiegła na dół. Ja pomyślałem, że marzenia się jednak spełniają. Posiadłem na raz matkę i córkę. Co mnie tu jeszcze czeka?!

    Leżeliśmy jeszcze chwilę pieszcząc i całując się, gdy do sypialni weszły Bożena z Krystyną. Ciotka na nasz widok roześmiała się.

    -“Noooo tak! I zostaw gówniarza na parę godzin!”

    Podeszła i usiadła na krawędzi łóżka.

    -“Witaj Monisiu!”

    -“Cześć ciociu!” i pocałowały się głęboko w usta.

    Potem pocałowała mnie.

    -“Z tobą też już Mareczek trenuje?!” śmiała się.

    Monika przytaknęła przez łzy.

    -“Nooo i jak?”

    -“Jezuuuuu Krysiu! Cipki nie czuję! Nie mogę się ruszyć!”

    -“Znaczy dobrze było malutka?”

    -“Kurcze…ile on może ciociu?!”

    -“Bo wiesz maleńka…” Krystyna zawiesiła głos…”Marek się bardzo stara!”

    Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.

    Bożena odezwała się…”to Krysiu zostańcie już na kolacji…”

    a do nas…

    -“a wy dzieciaki pod prysznic, bo strasznie zruchani i mokrzy jesteście!”

    -“Marek! Tylko mi jej tam nie zaruchaj!” śmiała się.

    Monika spojrzała na mnie i na cioteczki.

    -”Cooooo?”

    -”Nic, nic! Uważaj mała na tego niewyżytka!”

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mi Riam