Category: Uncategorized

  • Dziewczyny Erica 8 – Potrojne szczescie

    Dziewczyny Erica – R8 – Potrójne szczęście

    #Futro #Fetysz

       Robiło się coraz cieplej. I to najbardziej martwiło Erica. Teraz miał wszystko, trzy piękne podopieczne zamieniły się w cudowne kochanki. Stały się takie jak pragnął, śmiałe i wyuzdane. Uwielbiały dla niego ubierać futra i erotyczną bieliznę. Sprawiedliwie dzieliły się jego męskością i zaczynał się obawiać, czy to on jeszcze rządzi w domu.

       Wiosna rozkwitała, we dnie było za gorąco by nosić jego ukochany fetysz. Wieczory też były coraz mniej chłodne. Z bólem serca oświadczył, że muszą odstawić futra na kilka miesięcy. To miał być ostatnia wspólna noc.

       Wszystkie trzy stały przed nim w swoich pierwszych futrach i toczkach, w swoich prezentach na Boże Narodzenie. Popatrzyły na siebie niepewnie.

    – Ale będziesz nas kochał tak samo jak będziemy bez futerek? – zapytała Melody, głaszcząc swoje srebrne lisy.

    – Głupia jesteś. – ofuknęła ją Angela, wtulając twarz w kołnierz wiewiórek, jeszcze wilgotny po porannej hiszpance i koniecznym czyszczeniu. – Przecież ssałaś mu wcześniej niż dostałaś futro…

    – Przestańcie. – rzekła Laureen i rozsunęła poły wilków, by widać było jej piersi. – Skoro to ostatni wieczór z futrami, to może przeżyjmy go tak, że wspomnienia starczą nam na całe gorące lato?

    – Tak! Tak! – zgodziły się pozostałe.

    – Dobrze. Melody idź do pracowni i przynieś złote szopy, które tam wciąż są, my przyniesiemy futra z domu.

       Rudowłosa wyskoczyła z łóżka jak strzała, by jak najkrócej być poza poza zasięgiem dłoni Erica. Gdy wróciła z szopami, to obok łóżka już była przygotowana góra futer.

       Laureen dokładnie rozłożyła je na pościeli, tak że każdy kawałek posłania był okryty puszystością.

    – Teraz połóż się, a my zajmiemy się resztą. – rozkazała mężczyźnie.

       Zrobił to. Poczuł jak delikatne włoski łaskoczą go wszędzie. A potem łóżko skrzypnęło i obok niego usiadła Laureen.

    – Dziś będę pierwsza. Odpręż się i oglądaj co zrobią inne.

       Złapała delikatnie jego sztywny członek i zlizała pierwszą kroplę śluzu. A potem naciągnęła skórkę do oporu i język zaczął tańczyć na główce.

       Spojrzał na pozostałe dziewczęta. Stały obok łóżka i całowały się namiętnie. Po raz pierwszy zobaczył by robiła to Melody, owszem lubiła się z nim całować, ale nie z kobietą. Znów go zaskoczyły!

       Angela nagle przykucnęła i rozsunęła poły lisów przyjaciółki, ukazując gęste, rude runo i wyglądającą spomiędzy miedzianych włosów różową szparkę. I natychmiast zaczęła ją ssać.

       Rudowłosa jęknęła i położyła dłonie na okryte puszystym futrem ramiona kochanki i zaczęła je głaskać. Zachowywała się jak Eric, gdy któraś z dziewczyn ssała mu penisa.

       Tymczasem Laureen nie tylko lizała mu purpurową główkę. Jej dłonie nie były bezczynne. Jedna trzymała korzeń pilnując naciągnięcia skórki, a druga błądziła po ciele mężczyzny, głaszcząc go wilkami po udach, woreczku i okolicach pupy. Coraz częściej czuła na języku słone krople śluzu, a penis drżał jak osika na wietrze. Chyba nie wytrzyma za długo…

       Nagle Melody zacisnęła palce na wiewiórkach i krzyknęła głośno. Doszła, a orgazm był tak samo silny jak za pierwszym razem, gdy to nad strumieniem język Erica ją doprowadził. Czuła jak fala przyjemności rozlewa się po jej ciele, ręce i nogi drżą. Lubiła ten stan, chciała więcej, ale teraz powinna się odwdzięczyć.

       Angela wstała i odwróciła się w kierunku łóżka. Pochyliła się, opierając się na futrach i mocno wypinając. Eric ujrzał jak jej ogromny biust kołysze się tuż obok niego. Sięgnął ręką i ścisnął miękką pierś. Była przyjemnie ciepła.

       Ruda otrząsnęła się z błogiego stanu i ujrzała jak jej kochanka podciąga wiewiórki, pokazując rozsunięte nogi i wilgotną norkę. Od razu przykucnęła i, nie tracąc czasu na zabawy językiem, spróbowała wsunąć tam palec.

       Otworek był tak wilgotny, że palec od razu pokrył się śluzem. Zachęcona tym dołączyła drugi i trzeci. Po chwili wszystkie były w środku. Zaczęła nimi ruszać, udając ruchy członka.

       Angela zadrżała. Była obsługiwana z dwóch stron. Eric teraz ścisnął i ssał obie jej piersi, a palce Melody poruszały się w niej tak szybko jak mogły. Czuła że nie wytrzyma, że eksploduje z przyjemności. Odrzuciła głowę do tyłu tak mocno, że spadł jej toczek. Krzyknęła z rozkoszy…

       Traper też już był na ostatniej prostej. Złośliwa Laureen nie przyspieszała zabawy, choć wiedziała że wystarczy kilka szybszych ruchów by wystrzelił na jej twarz białą fontanną. Ale mimo jej wolnego tempa i tak czuł szybko narastającą ciężkość. Naprężył się…

      Brunetka przycisnęła język do więzadełka i kilkoma ruchami palców dłoni, którą trzymała za korzeń, dokończyła dzieła. Penis powiększył się, a potem skurczył. Poczuła jak gwałtowny skurcz wyrzuca z jąder porcję nasienia, a po chwili już było na jej języku. Nie ruszyła się, wiedząc że to dopiero początek.

       Schwyciła w obie ręce podskakującego ptaszka pilnując by strzelał tylko na język. A tego było dużo, bardzo dużo. Na szczęście tryskał tak mocno, że salwy białego nektaru dolatywały aż do gardła.

       Zaczęła powoli masować penisa w rytm strzałów, pomagając by wszystko trafiło jej do ust. Choć wcale to nie było łatwe, raz skurcz był tak silny, że część ładunku trafiła ją prosto w nos!

       Na szczęście to był jeden z ostatnich wystrzałów. Pozwoliła by kilka ostatnich kropel spłynęło jej na język. A potem schowała go i przez chwilę smakowała śmietankę jego ukochanego. I wszystko połknęła.

    – Moja rola się skończyła. – rzekła z żalem ustępując miejsce kolejnej. – Która chętna?

    – Ja. – oświadczyła pospiesznie Melody. – Muszę go ujechać!

       Laureen zeszła z łóżka i usiadła na pobliskim fotelu. Teraz mogła obserwować wszystko co zaraz nastąpi. Zamierzała wsunąć w wilgotną norkę palec wskazujący i się stymulować, a kciukiem tej samej ręki głaskać łechtaczkę. W takiej pozycji potrafiła dojść szybciej niż Eric między piersiami Angeli. Drugą ręką chciała głaskać swoje wilki, dotykanie puszystego futra stało się jej obsesją. Teraz spędzała w nim każdą wolną chwilę, a nawet spała! Z wielkim żalem nie będzie mogła go nosić w upalne dni, ale to nie znaczy że nie będzie mogła do niego tulić.

       Ale miłość jej życia nie pozwoliła na to, by samotnie spędzała czas na fotelu. Angela również opuściła łóżko, a wiewiórkowy toczek znów był na jej głowie.

       Bez słowa uklękła między szeroko rozłożonymi nogami brunetki i delikatnie odsunęła jej dłoń. Teraz mogła widzieć cały jej ogród miłości, gęste, czarne włosy, między którymi błyszczał wilgotny kwiatek wejścia.

       Dwoma palcami rozszerzyła płatki, a pąk powoli rozsunął się. Był stworzony dla męskiego penisa, ale przypadłość Laureen nigdy nie pozwoli jej poczuć jak wsuwa się w nią. Jak regularnie pracuje, pobudzając ścianki pochwy, a na końcu kurczy i wyrzuca z siebie gęste nasienie. Jak napełnia łono życiodajnym płynem, a ona krzyczy z potężnego orgazmu. W jej przypadku nigdy tak się nie stanie.

       Na szczęście to nie była jedyna metoda sprawienia przyjemności. Piękność w wilkach nie jeden raz doszła przez stymulację węższego otworka, nieważne czy dzięki palcom i językowi Angeli czy twardemu ptaszkowi myśliwego. Dziewczyna chwaliła sobie seks analny i pozostałe przyjaciółki coraz odważniej myślały, by w taki sposób nie stracić dziewictwa po raz drugi.

       Blondynka otrząsnęła się z myśli. Czas był na działania. Tym bardziej, że dłonie brunetki błądziły nie tylko po swoim futrze, ale i wiewiórkach. Dlatego dziś zaserwuje swojej ukochanej podwójny orgazm, będzie stymulować jej obie dziurki naraz!

       Nie musiała zaczynać od gry wstępnej, norka była tak mokra, że od razu mogłaby wsunąć w nią nawet trzy palce. Ale te chciała użyć trochę niżej. Dlatego nabrała trochę swojej wilgoci, miała jej sporo po całkiem dobrym lizaniu Melody, i rozprowadziła wokół szczelnie zamkniętego kakaowego oczka kochanki. A potem delikatnie wsunęła tam palec.

       Laureen stęknęła, czując jak dociera do pierwszej bariery. Zacisnęła dłonie na wilkach.

       Angela zatrzymała palec i nachyliła się do łechtaczki. Dotknęła ją językiem i powoli zjechała w dół. Wyczuła lekko kwaśny smak podniecenia przyjaciółki. Ale to było za mało.

      Okrężnymi ruchami zaczęła drażnić wejście. Najpierw bez pośpiechu, ale potem coraz szybciej i szybciej. I w tym samym momencie naparła palcem, który był w pupie.

       Ten wszedł bez oporu aż po sam koniec. Laureen gwałtownie się wyprostowała, czując że natychmiast dochodzi. Wystarczy tylko żeby palec się poruszył. I zrobił to! Krzyknęła z orgazmu.

       Tymczasem Eric nie mógł oglądać lesbijskich zabaw na fotelu. Na nim siedziała Melody. Piękna, rudowłosa kochanka w ciężkim futrze i toczku ze srebrnych lisów. Uśmiechała się do niego, delikatnie masując twardego ptaszka, który już zapomniał o przyjemnym dotyku języka Laureen.

    – Czy masz ochotę by cię ujechała? – zapytała lekko unosząc się i nakierowując penisa na swoją norkę.

    – Tak. – odparł.

    – Marzysz o tym?

    – Tak.

    – Pragniesz tego?

    – Tak…

    – Czy uszyjesz mi nowe futerko?

       Miała już trzy futra. Złote szopy, które zawsze nosiła w pracowni, srebrne lisy, które teraz miała na sobie oraz nowiutkie czarne norki z kapturem. I chciała jeszcze więcej? Ale on chciał by wreszcie go dosiadła.

    – Uszyję ci tyle futerek ile zechcesz.

       W odpowiedzi lekko opadła, wsuwając w siebie penisa. Nie przestała tylko na główce, jednym ruchem nabiła się na całego, aż po sam korzeń.

       Cicho jęknęła. Czuła go w sobie każdym kawałeczkiem pochwy, wypełniał ją idealnie. Już od dawna wiedziała, od momentu gdy po raz pierwszy wziął ją w pracowni, że są dla siebie stworzeni. Pozostałe dziewczyny były smutną koniecznością. Eric lubił zmiany, ale dla tych chwil, gdy cały był w niej, warto było pozwolić by tryskał w inne.

       Popatrzyła w bok, oczywiście Angela i Laureen zabawiały się w swój głupi, dziecinny sposób. Ale w tym momencie to ona, Melody w najpiękniejszym futrze na świecie, będzie ujeżdżać swojego mężczyznę tak długo, aż nie wypełni ją swoim gęstym nasieniem.

       Ruszyła. Najpierw powoli, bo język blondynki trochę ostudził jej podniecenie. Mówiąc prawdę te lesbijskie zabawy nie były takie złe, choć nie mogły się równać z jeźdźcem. Tylko w tej pozycji mogła kontrolować kiedy nastąpi szczęśliwy finał. A teraz chciałaby nastąpił późno, by reszta mogła obserwować jej mistrzostwo w ujeżdżaniu.

       Podniosła się tak wysoko, że został w niej tylko czubek główki, a potem powoli opadła do samego końca. Uniosła się i opadła. I tak, raz za razem, bez pośpiechu. Zobaczyła jak myśliwy intensywnie się w nią wpatruje, tak, lubił patrzeć na nią gdy nosiła srebrne lisy. A zaraz zobaczy coś lepszego.

       Nie przerywając jazdy, rozsunęła poły futra ukazując biust. Nie żadne pączki czy wisienki, teraz miała prawdziwe, kobiece piersi, choć wciąż najmniejsze z całej trójki. Ale szybko nadrabiała zaległości. Może nie minie nawet rok, a Eric wsunie między nie swoją męskość, a potem buchnie na jej dekolt fontanną spermy? Tak, a wcześniej da mu pupy. Nie będzie gorsza od żadnej!

       Wyobraziła sobie jak ujeżdża go węższym otworkiem, a on nie może wytrzymać nawet minuty w jej wąskim zadku. Jak wybucha w niej gigantycznym wytryskiem, a potem patrzy smutkiem na Laureen i stwierdza, że pupa Melody Sanders jej najwyższa ze wszystkich. A ona rusza z kolejną analną jazdą.

       Nagle odzyskała przytomność. Tak zapomniała się w marzeniach, że zamiast powolnego jeźdźca, serwowała szaleńczy galop.

       Nie zwolniła, był tak przyjemny, że nie mogła go przerwać. Schwyciła tylko dłonie kochanka i przycisnęła do swoich piersi. Automatycznie zacisnął palce, a ona dotarła na sam skraj morza orgazmu.

       Jeszcze bardziej przyspieszyła. Musiała go doprowadzić, bo tylko czując w sobie jego nasienie mogła osiągnąć stan nirwany. No dalej! Tryskaj!

       Spojrzała na niego w dzikim szale. Gwałtownie nabijała się na niego. Ale on wciąż nie kończył. Zaraz zwariuje. No dalej!

       Nagle Eric podniósł się i wtulił twarz w puszysty kołnierz. I to wystarczyło. Jeszcze ostatni raz podskoczyła i poczuła to. Silne, regularne uderzenia w jej środku. Miał wytrysk. I to jaki! Ogromny! Krzyknęła rozdzierająco, opadając na kochanka.

       Musiała trochę poczekać aż wróci do przytomności. Otworzyła oczy, leżała na brzegu łóżka na górze futer, a obok trwał już kolejny akt orgii. Tym razem bohaterką była Angela. Leżała w pozycji klasycznej w czarnych lisach. Futro było jej najnowszym prezentem i nosiła je tylko wtedy, gdy myśliwy nie korzystał z jej piersi.

       Melody cicho jęknęła z zazdrości. Lisy były przepiękne, idealnie czarne, a włos aż błyszczał. Były tak długie, że na niewysoką blondynkę były aż za długie i ciągnęły się po ziemi. Ale najpiękniejszy był kołnierz, ogromny, sięgający aż po koniec ramion. I oczywiście do kompletu był lisi toczek.

       Mówiąc prawdę to futro niczym nie różniło się od jej srebrnych lisów. Ale ona chciałaby mieć więcej takich futer. Eric mówił, że jest wiele odcieni lisów, a ona pragnęła mieć je wszystkie. Ale jeśli pozbędzie tutaj kilka lat, to na pewno jej marzenie się spełni.

       Jeszcze raz spojrzała na scenę rozgrywającą się obok. Na Angeli był Eric i regularnie się w nią wbijał, zaciskając dłonie na puszystym kołnierzu. Ta trzymała się za piersi i cicho sapała. Do myśliwego tuliła się Laureen, głaszcząc go wilkami, by miał maksimum przyjemności.

       Traper przyspieszył aż wreszcie jęknął. Musiał dojść. Jeszcze kilka razy poruszył się i opadł na blondynkę, która zaczęła głaskać go po głowie.

    – Uwielbiam jak kończysz we mnie. – rzekła cicho. – Masz ochotę na powtórkę?

    – Mam. Ale na Laureen. Zróbmy tak…

       Zaczął powoli ruszać w Angeli. A tymczasem Laureen dokładnie nawilżyła sobie węższe wejście i zmieniła futro. Teraz była w swoich krótkich, brązowych norkach. W tych, w których zawsze dawała mu pupy. I w nich położyła się na blondynce, w takiej pozycji, że mogła się z nią całować, a odsłonięta pupa była tuż nad łonem przyjaciółki. Teraz wystarczyło tylko zmienić otworek.

       Eric pracował rytmicznie. Wbijał się w Angelę mocnymi, głębokimi pchnięciami, czekając aż ta dojdzie. A ponieważ wcześniej wcale z niej nie wyszedł, to nie musiał czekać za długo. Dziewczyna coraz mocniej sapała, aż nagle głośno westchnęła i jej całe ciało zadygotało.

       I wtedy zmienił kochankę. Wyszedł z napuchniętej norki blondynki i nakierował penisa na kakaowe oczko brunetki. Nawilżenie było tak dobre, że jednym, powolnym ruchem wjechał aż do końca.

       Laureen wyprężyła się i zajęczała przeciągle. A potem opadła na Angelę i namiętnie zaczęły się całować.

       Tymczasem traper przyspieszył. Wiedział, że w ten sposób sprawia tylko przyjemność, a nie ból. A pupa właścicielki brązowych norek była tak wąska i tak dobrze go stymulowała, że wiedział, mimo już trzech wytrysków, że za długo nie wytrzyma.

       Klepnął Laureen w pośladek, a ta pisnęła zaskoczona. Zaczął powtarzać uderzenia, raz w jeden, raz w drugi, aż pojawiły się ślady jego pieszczot.

       Zaczął głaskać puszyste norki, czując jak wzbiera w nim kolejna fala. Nie przerwał pchnięć, w ogóle nie zwolnił. Było mu za dobrze. Ciężkość stała się niemożliwa do zniesienia.

       Krzyknął, wystrzeliwując w najwęższym otworku świata. Orgazm był potężny, tak silny że poczuł się zmęczony. Cztery razy w ciągu godziny wystarczy. Jeszcze raz pogłaskał miękkie futro i położył się między kochankami.

    – Kocham was wszystkie. – rzekł, głęboko oddychając.

    – A my wszystkie cię kochamy…

       Mimo postanowienia, to nie był ich ostatni raz z futrami. Jednak chłodna wiosna nieubłaganie zamieniła się w gorące lato.

       Było tak upalnie, że musieli całkowicie odstawić futra, nawet większość ubrań. Teraz chodzili prawie nago, dziewczyny miały najczęściej na sobie krótkie, wydekoltowane halki, które nie przysłaniały pupy, a piersi czyniły łatwo dostępne. Wystarczyło tylko lekko się wypiąć i już ich łona były do jego dyspozycji.

       Nie mógł zliczyć ile razy te widoki tak go rozpalały, że musiał robić przerwę od pracy i wślizgiwać się w ich mokre szparki lub wąską pupę Laureen. One nie pozostawały mu dłużne, dosiadając go wszędzie, gdzie tylko mogły go ujechać.

       Tylko wieczorami zakładały dla niego erotyczne komplety bielizny. Ciasne gorsety uwypuklały ich biusty, co szczególnie chwaliła sobie Melody, wciąż mająca kompleksy w tym temacie, jako że wszystko wskazywało że będzie miała go najmniejszego z całej trójki.

       Ale w gorsecie i pończochach najniewinniej wyglądała Laureen. Część było zasługą białych koronek, ale najbardziej sposobu go noszenia. Wciąż była zamknięta w sobie i dość małomówna, lecz wystarczyło że wypinała w kierunku kochanka swój kształtny tyłeczek i prosiła by wszedł w jej pupę, a on nie mógł odmówić takiej prośbie.

       Wszyscy ciężko pracowali za dnia, a wieczorem wspólne łoże płonęło miłością. Jednak kochanki coś przed nim ukrywały, gdy jeździł do miasta sprzedawać nadwyżki skór i futer, to zawsze, nieważne z którą był w mieście, ta na chwilę go opuszczała.

       Wreszcie, gdy zrobiło się trochę chłodniej, po zebraniu ostatniego ziarnka pszenicy i owsa, po pierwszej upojnej nocy, kiedy mogły być w futrach, wszystkie trzy usiadły w dole łoża.

    – Co się dzieje? – zapytał Eric, lekko zmęczony po kilku wytryskach.

       Spojrzały po sobie niepewnie. Wreszcie przemówiła Laureen:

    – Eric, bardzo cię kochamy i…

    – Co wy znowu wymyśliłyście? – przerwał jej.

    – One piszą do sierocińca. – nie wytrzymała Melody. – Do Skanske.

    – Piszecie do Skanske? – zapytał zaskoczony. – Po co? Przecież mówiłyście, że jest wam tu tak dobrze…

    – Melody jak zawsze musi przekręcić. – odpowiedziała brunetka. – Nie do Skanske, piszemy z Deanne. Ona jest w sierocińcu Skanske.

    – Ale po co…

    – Skanske nie żyje. – wtrąciła Angela.

    – Nie żyje? Jak…

    – Zaraza. Zmarła, ona i jej mąż. Dzieciakom nic prawie się nie stało.

    – Ale co to ma wspólnego…

    – Eric, jak przestaniesz wciąż przerywać to ci powiemy. – Laureen przejęła stery rozmowy. – Deanne jest od nas młodsza o rok. Ale jest piękna. A sierociniec… Chyba go zamkną, tak pisze Deanne. A my tu jesteśmy bardzo szczęśliwe. Możemy im pomóc.

    – Mam wysłać pieniądze?

    – Nie. – wtrąciła płaczliwie Melody. – One chcą byś zabrał Deanne, by tu z nami zamieszkała. Byś zrobił jej futro i… – nie dokończyła.

    – Eric, co się stanie jak rozwiążą sierociniec? Dzieci trafią na bruk. A Deanne to dobra osoba. Idealnie będzie do nas pasować. Ma piękne, kręcone brązowe włosy. Spodoba ci się, szczególnie w jasnym futrze…

    – Chcecie bym sprowadził kolejną dziewczynę?

    – A możesz? Jest naprawdę ładna, a my już zadbamy by szybko dołączyła do nas w tym łóżku. Uszyjesz jej futro…

    – No nie wiem…

    – Prosimy. – zaczęły się do niego zbliżać.

    – Może.. . Przekonajcie mnie.

       Po chwili były już obok niego. W Angeli i Melody miał wytrysk, Laureen doprowadziła go ustami i połknęła wszystko. Ciekawe co teraz wymyślą. I jak zwykle się nie zawiódł.

       Blondynka złapała go za korzeń powiększającego się ptaszka, a rudowłosa za środek. We dwie zaczęły go masturbować. Robiły to tak skutecznie, że po chwili już był sztywny. I wtedy do akcji wkroczyła trzecia.

       Brunetka ułożyła się między jego nogami i pochłonęła główkę. Poczuła smak przyjaciółek, wraz ze śluzem Erica tworzyły ciekawe połączenie. Jednocześnie zaczęła głaskać uda myśliwego swoimi wilkami.

       Pozostałe szybko to podchwyciły. Głaskały go po całym ciele, jednocześnie synchronizując masaż.

       A on wyobraził sobie Deanne. Długie, kręcone włosy aż do pasa. Przymknięte z podniecenia oczy. I młode ciało w niebieskich lisach, pełne piersi wyglądające spod rozpiętego futra…

       Poczuł, że dochodzi w iście ekspresowym tempie. Naprężył się i wystrzelił w usta Laureen. Ta, czując na języku jego nasienie, zamruczała radośnie. A on uśmiechnął się tajemniczo. Nie musi wiedzieć, że w marzeniach to Deanne sprawiała mu przyjemność. A niedługo będzie tu z nimi i marzenia staną się rzeczywistością.

       Z jednej zrobiły się dwie, potem trzy i cztery. Nie powinien godzić się na taką ilość nowych lokatorek, ale wystarczyło że opisały mu kolejną koleżankę z sierocińca, a już miał na nią ochotę. Ruda Jessica o spojrzeniu marzycielki, bujne loki mulatki Charlotty, czy smutne oczy brunetki Sally, która zawsze była słabsza niż inne. Szczególnie chciał zabrać tą ostatnią, ochroni ją przed złym światem i otuli w rude lisy, a ona w zamian dosiądzie go w szaleńczym galopie.

       Cztery kolejne podopieczne to już było dużo. Za dużo do ich wspólnego domu. Dlatego Eric z myśliwego stał się drwalem i budowniczym. Dziewczęta pomagały mu jak mogły, asystując w budowie i wynagradzając wieczorami jego wysiłek. Same wychowały stadko kurcząt, by mieć więcej jajek na zimę. Przybyły też dwie krowy oraz kozy.

       Na jesieni wszystko było gotowe. Dom został poszerzony, tak samo zakupione zapasy. Brakowało gotówki i dziewczyny bez słowa skargi, no dobra Melody jęczała w sprawie złotych szopów, sprzedały wszystkie swoje futra, zachowując tylko prezenty gwiazdkowe. Oraz nowe specjalne, które zostało uszyte na podróż.

       Na początku miały to być polarne lisy, idealnie białe by podkreślić czarne włosy Laureen, bo to właśnie ona miała pojechać do sierocińca z Ericiem. Jednak w czasie poprzedniej, lekkiej zimy myśliwy nie upolował praktycznie żadnego zwierzęcia z takim umaszczeniem.

       W zamian udało mu się zebrać odpowiednią ilość skór rysi. I z nich powstało futro na wyjazd do sierocińca. To było jego największe dzieło, na Laureen kończyło się zaledwie kilka centymetrów nad ziemią, z wielkim kołnierzem i wywijanymi mankietami. Nie było kaptura, w zamian powstał toczek z dużym rondem.

       Gdy brunetka po raz pierwszy ubrała to futro, to wszyscy aż westchnęli z zaskoczenia. Wyglądała w nim tak jak powinna wyglądać żona bogatego mężczyzny. Pięknie i dostojnie, a dla Erica dodatkowo niesamowicie podniecająco. Podszedł bliżej i zaczął głaskać rysie, czując jak gwałtownie mu twardnieje.

       I wtedy Melody zaczęła płakać. Wszyscy popatrzyli na nią zaskoczeni, a ona chlipała.

    – Co się stało? – zapytała Angela, która, wiedząc co się dzieje z Ericem, już zdjęła suknię i zakładała czarne lisy.

       Ruda tak się rozkleiła, że na początku nie potrafili zrozumieć co mówi. Wreszcie z pojedynczych słów skleili całość. Po prostu żal jej było sprzedanych futer.

    – Chodź tu. – Laureen przytuliła do piersi przyjaciółkę. – To nie jest futro tylko dla mnie. Jest dla naszej całej trójki. Chcesz je przymierzyć?

       Melody, pociągając nosem, kiwnęła głową.

    – A więc proszę. – brunetka zdjęła rysie. – Będą wyglądać na tobie jeszcze lepiej, jeśli pochylisz się i wypniesz pośladki. Zrobisz to? – zapytała i jednocześnie wskazała Angeli półeczkę obok łóżka, gdzie zawsze trzymała buteleczkę z olejem.

       Ericowi aż oczy wyszły z orbit na widok Melody w nowym futrze. Było na nią nie tylko za długie, ale i za duże. Po prostu tonęła w nim, twarz prawie znikała w puszystym kołnierzu, a dłoni nie było widać w zbyt długich rękawach, mimo że mankiety były maksymalnie wywinięte.

       Ale dziewczynie w ogóle to nie przeszkadzało. Zaśmiała się radośnie, czując ciężar rysi i widząc błędny wzrok myśliwego. Ten bezwiednie rozpiął spodnie i trzymał w ręce naprężonego do granic możliwości penisa.

    – Czy masz na mnie ochotę? – jak zwykle chciała się z nim podroczyć. – Patrz co tutaj ukrywam. – odwróciła się do niego plecami i pochyliła.

       Tymczasem Angela w mig zrozumiała znak Laureen i po chwili już była obok z nawilżaczem w ręku. A gdy rudowłosa wypięła się, to podwinęła jej futro i nalała trochę oleju na rowek między pośladkami.

    – Co wy robicie? – zapytała zaskoczona Melody.

       Ale w tym samym momencie nawilżony palec blondynki wtargnął do jej węższego otworka. Najpierw tylko opuszek, ale po chwili wyszedł, nabrał nową porcję oleju i ponownie wśliznął się do środka, tym razem głębiej.

    – Czy wy… – rudowłosa nie dokończyła.

    – Mówiłaś, że chcesz poczuć w sobie Erica, jak ja go czuję. – wyjaśniła Laureen. – Teraz jest do tego najlepsza okazja.

    – Ale ja nie jestem gotowa! Ja… Albo… – jeszcze mocniej się wypięła.

       Już nie protestowała. A traper już był obok. Angela dokładnie mu nawilżyła ptaszka, a potem przysunęła do malutkiej dziurki.

    – Tylko powoli. – zauważyła Laureen. – To jej pierwszy raz. Nie jest tak doświadczona jak ja. – by ułatwić wejście maksymalnie rozchyliła pośladki przyjaciółki.

       Eric bardzo powoli wszedł w pupę Melody. Aż jęknął z rozkoszy. Co za przyjemność! Pupa dziewczyny nie tylko była węższa, ale i bardziej gorąca. A myślał że to brunetka ma najmniejszą…

       Ruszał się delikatnie i powoli by nie zadać bólu, ale ruda, chcąc za wszelką cenę dorównać pozostałym w każdej możliwej pozycji, gwałtownie się nabiła. I od razu był już w połowie w niej.

       Ale to nie była dobra decyzja. Zabolało tak mocno, że aż krzyknęła. Czuła jak twardy penis rozpycha się w jej pupie i wcale to nie było przyjemne.

    – Spokojnie. – Laureen pogłaskała ją po twarzy. – Odetchnij głęboko i rozluźnij się. Może lepiej będzie jak to ty będziesz się ruszać. Pomyśl, że to niecodzienny jeździec. Nie musisz niczego udowadniać, w końcu to ty jesteś z nas najlepsza.

       Ruda uśmiechnęła się i powoli ruszyła. I z każdym kolejnym ruchem czuła, że ma penisa w sobie coraz głębiej. I już nie bolało, a nawet poczuła przyjemność. A gdy wszedł w nią do końca, a jądra Erica uderzyły w jej pośladki, to zaśmiała się radośnie.

    – Teraz zwiedziłeś moje wszystkie otworki!

       Tymczasem kochanek nie ruszał się wcale. To ona wykonywała całą pracę. Zostało mu tylko zachwycanie się jej rudymi lokami, rozsypanymi na cudownych rysiach. Dotknął futra, było bardziej puszyste niż lisy. Zaczął je głaskać, mimo tego że doskonale wiedział jak to się skończy.

       Minęła zaledwie minuta od wejścia w pupę dziewczyny, a już ostatkiem sił powstrzymywał wystrzał. A ona nawet tego nie zauważyła, pracując tyłeczkiem w zapamiętaniu i cicho sapiąc. Próbował ją ostrzec by trochę zwolniła, ale było już za późno. Jęknął ostatni raz…

    – On! – krzyknęła zaskoczona Melody.

    – Wystrzelił? – zapytała Laureen.

    – Chyba tak. Czuję… Co za dziwne uczucie… Ciekawe… Czy możemy to powtórzyć?

    – Nie. – nagle oświadczyła Angela. – Nie chcę być jedyną dziewicą w tym domu.

       Stanęła obok przyjaciółki i podwinęła swoje czarne lisy. Nawilżona pupa aż błyszczała.

    – Wejdź we mnie.

       Jej pośladki były pięknie sklepione. A węższy otworek nie mniej wąski niż pozostałych. Eric bez problemu wszedł w nią do końca, a ona ruszyła ku wspólnej przyjemności.

       Przyjaciółki im pomogły. Laureen zaczęła bawić się kołyszącymi się piersiami blondynki, zaś Melody drażnić Erica puszystymi rysiami. Po takim masażu doszedł jeszcze szybciej.

       Na samym końcu rysie wróciły do Laureen, a ta już wiedziała co z nimi zrobić. I po raz trzeci dzisiaj buszował w wąskiej pupie, głaszcząc puszyste futro.

       A gdy pomyślał, że niedługo do jego domu trafią nowe kochanki, nie mogło się tylko na tym skończyć.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Martin Kigalison

    Wybaczcie za długie oczekiwanie, ale tą część musiałem napisać praktycznie od nowa. Ale za to jest tyle materiału, że będzie i 9 część. Bądźcie cierpliwi, na pewno będzie opublikowana.

  • Milosc w akademiku

    Na czwartym roku przepisała się do nas dziewczyna, która dotąd studiowała na podrzędnej uczelni w małym mieście. Pochodziła z biedniejszej rodziny, jednak osiągała nadzwyczajne wyniki w nauce, w związku z czym uzyskała stypendium. Była dość niskiego wzrostu, miała długie czarne włosy i zielone oczy. Miała na imię Martyna i już w drugim tygodniu semestru mieliśmy za zadanie przygotować wspólne wystąpienie.

    Wcześniej nie zdążyliśmy się poznać. Umówiliśmy się na popołudnie w bibliotece. Gdy przyszedłem, Martyna czekała już na mnie w czarnej skórzanej kurtce i takiej samej spódnicy, czarnych rajstopach i czarnych balerinkach. Nylon mocno opinał jej nieco pulchne uda i łydki. Wyglądała bardzo seksownie. Przytuliła mnie na powitanie.

    Siedzieliśmy nad książkami do 21, czyli zamknięcia biblioteki, a mimo tego nie skończyliśmy. Martyna zaproponowała, żebyśmy wypożyczyli kilka książek i poszli do niej. Z chęcią przyjąłem propozycję. Po drodze do akademika kupiłem wino i chipsy w Żabce. Gdy weszliśmy do pokoju, dziewczyna zdjęła balerinki i kurtkę. Zauważyłem, że rajstopy ciasno upinały jej małe stópki, a bluzka równie ciasno jej sporych rozmiarów piersi.

     
    Martyna zrobiła kanapki, otworzyliśmy wino i dalej pracowaliśmy nad projektem, choć nie ukrywam, że byłem nieco rozproszony podniecającymi widokami. Gdy zbliżaliśmy się do końca pracy, zaczęliśmy nieco swobodniej rozmawiać. Wywnioskowałem, że Martyna czuła się lekko zagubiona w wielkim mieście i chyba trochę jej imponowałem. Postanowiłem to wykorzystać. Gdy napisaliśmy ostatnie zdanie i wypiliśmy ostatnią lampkę wina, złapałem ją za rękę i spojrzałem w oczy. Uśmiechnęła się i wstała. Uznałem to za zaproszenie.

    Uklęknąłem przed nią i zacząłem całować ją po dłoniach. Zarumieniła się i zaczęła chichotać, była zakłopotana. Szybkim ruchem rozpiąłem jej spódniczkę i zsunąłem na ziemię. Przysunąłem twarz do krocza. Martyna chwyciła mnie za włosy, a drugą ręką powoli zsuwała majteczki i rajstopki. Jej łono było lekko owłosione. “Nie kochałam się od pół roku”. Delikatnie opuszkami palców rozsunąłem jej wargi sromowe i zacząłem czule pieścić ją oralnie. Patrzyła na mnie z przejęciem. Na jej twarzy z wolna zaczęła malować się przyjemność.

    “Ja też się Tobą zajmę”, wyszeptała, a gdy wstałem popchnęła mnie na łóżko, uklęknęła i rozpięła mi spodnie. “Najpierw się rozbierz”. Martyna zrobiła, jak powiedziałem. Była lekko nieśmiała, gdy pokazywała swoje duże, blade piersi z dużymi brodawkami. Wyglądała zachwycająco. Szybko się rozebrałem, przyparłem ją do ściany i zaczęliśmy się całować i ocierać o siebie. Mimo tego, że prawie się nie znaliśmy, czułem się, jakbym pieścił się ze stałą dziewczyną. Była bardzo czuła i otwarta.

    “Uklęknij”. Zrobiła to. Splunęła na penisa i zsunęła napletek. Bawiła się trzonkiem, najpierw ręką, a potem dołączyła język. Była w tym świetna. Gdy włożyła całego penisa do gardła, patrząc mi jednocześnie w oczy, zapragnąłem natychmiast wyruchać tę słodką kujonkę. Podniosłem ją, a następnie popchnąłem na łóżko. Zaśmiała się. “Weź mnie, jestem twoja”. Zanim to zrobiłem, chciałem wycałować każdy skrawek jej ciała, od małych stópek z czarno pomalowanymi paznokciami, przez kształtne nóżki i dużą pupę, brzuszek, po idealne piersi.

    “Wypnij się”. Wziąłem ją na pieska. Bez problemu wszedłem w wilgotną pochwę. Było mi w niej dobrze. Posuwałem Martynę rytmicznie, a ona poruszała biodrami, zwiększając nasze doznania. Mimo, że byłem bardzo podniecony i chętnie bym ją zerżnął, postanowiłem wykazać się delikatnością i doprowadzić koleżankę z roku do prawdziwego orgazmu. Byłem nią zauroczony i liczyłem na wiele kolejnych spotkań. Kochaliśmy się w tej samej pozycji kilkanaście minut.

    Gdy Martyna doszła, wyszedłem z niej. Padła na łóżko zmęczona. Uklęknąłem za łóżkiem i zacząłem wsuwać penisa między jej bose podeszwy. “Zrobisz coś dla mnie?”. “Po takim orgazmie? Wszystko!” Poprosiłem, żeby doprowadziła mnie piersiami. Zachichotała i usiadła na brzegu łóżka. Splunęła na swoje piersi. Ścisnęła piersi, pomiędzy które włożyłem nabrzmiałego penisa. Wystarczyło już tylko kilka ruchów, bym zalał ją spermą, miała mokre nie tylko piersi, ale też brzuch i uda, a ostatnią falę wzięła do buzi.

    Jeśli chcecie poznać inne historie o Martyne, to dajcie znać. Zdradzę tylko, że jakiś czas później została moją dziewczyną, więc mam co opowiadać. 😉

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    PanJowak
  • Chemia organiczna

    Byłem umówiony z Natką na chemię, miała mi pomóc, bo robiło się cięzko na semestr, a matura tuż, tuż… co więcej, Natka była nie tylko dobra z chemii, ale też dobra pod każdym względem, zwłaszcza wyglądu. Z nadzieją na coś więcej niż korepetycje ruszyłem po schodach zapukałem.

    -Już, już…- usłyszałem zza zamkniętych jeszcze drzwi. Otworzyła mi, ale nie Natalia, lecz jej mama- niska brunetka o dużych, brązowych oczach. Miała jeszcze mokre włosy, a na sobie miała tylko biały szlafrok i niebieskie podkolanówki, musiała dopiero wyjść spod prysznica. Wyglądała na zdziwioną moją wizytą, ale uśmiechała się.

    -Dzień dobry, byłem umówiony z Pani córką na korki… znaczy korepetycje- wydukałem, ale wzrok bezwiednie kierowałem na jej dekolt.

    -No to dawaj, Natki jeszcze nie ma, pojechała z ojcem na zakupy. Pewnie zaraz będą. Pijesz kawę?- zapytała nie będąc pewną czy siedemnastolatek pija już ten trunek.

    -Z rozkoszą- wypaliłem, a ona zaśmiała się głośno. W tym momencie poczułem wibracje telefonu, wiadomość od Natalii: mam z 45 minut poślizgu, poczekasz? Jasne- odpisałem szybko.

    -Czarna?

    -Poproszę.

    Usiedliśmy przy stole w kuchni, a mama spytała czy nie mam info od Natalii, bo nie odbiera od niej. Skłamałem, że nic nie wiem, bo zaczynało mi się podobać, że jestem sam na sam z piękną, dojrzałą kobietą, która nie ma na sobie nic poza szlafrokiem i podkolanówkami.

    – Co mieliście powtarzać?- spytała.

    -Organiczna… Ze mnie dupa wołowa ze ścisłych, wolę języki obce.

    -Języki powiadasz.- powiedziała kiwając głową z uznaniem, ale uśmiechnęła się przy tym hmmm szelmowsko, a ja zacząłem zachodzić w głowę dlaczego wciąż była w negliżu, dlaczego nie zaprowadziła mnie do pokoju córki, a siedzi ze mną przy stole na dodatek tak blisko…

    -Tak, lubię poznawać nowe, nowe słowa, opanowywać je. Zawsze się mogą przydać.

    -Zawsze…Zawsze…- wyszeptała i patrzyła mi się prosto w oczy, a ja zrozumiałem, że to już nie jest tylko rozmowa, a raczej flirt, potem oparła brodę o dłonie i wpatrywała się we mnie, a szlafrok zsunął się przy tym z jej prawego ramienia, rozchylając się tak, że rowek między jej piersiami stał się całkiem widoczny. Bezczelnie popatrzyłem jej w oczy, a potem w dół- wyprężyła się prostując nieco, a to spowodowało, że jej biust był niemal cały odsłonięty. Poczułem, że nie mam nic do stracenia i poczułem się tak pewnie jak nigdy wcześniej.

    -Są piękne… jestem pewien, że są. – szeptałem, a ona zmrużyła oczy, uśmiechnęła się i powiedziała:

    -Zgadza się, są… – w tym momencie wyciągnąłem dłoń i zsunąłem go całkiem z jej ramion odsłaniając biust, ze sporymi brodawkami, których sutki twardniały na moich oczach, zewnętrzną stroną dłoni dotknąłem jej policzka, po czym zsunąłem się w dół, by poczuć miękkość tych kobiecych kształtów, uśmiechnęła się do mnie i spytała:

    -Na pewno wiesz co zamierzasz zrobić…?

    -Wiem, proszę Pani, to wiem.- położyła dłoń na moim udzie.

    -To rób.- powiedziała, pozbywając się resztki materiału okrywającego dól jej ciała, odkryła wysportowane i kształtne podbrzusze ze zgrabnym pępkiem na górze i kępką ciemnych włosków na kroczu.- Jak ty w ogóle masz na imię? – spytała po chwili.

    -Siedzi tu Pani naga, za chwilę będę Panią pieścił, wejdę w Panią, a Pani pyta o moje imię?- szeptałem jej w odpowiedzi całując szyję.

    -Fakt, pieprzyć to.

    -Wolę jednak, by pieprzyła Pani mnie.- uśmiechnęła się tylko i zacisnęła dłoń na moim torsie mówiąc:

    -Grzeczny chłopiec.

    -Chcę poczuć jej smak.- powiedziałem i położyłem całą dłoń na jej cipce. Nie powiedziała nic, tylko uniosła brwi, a ja od razu zacząłem schodzić pocałunkami w dół, rozchyliła uda, a ja zacząłem pieścić ją ustami, czułem smak jej cipki, jej soki były na moich ustach, zaczęła drżeć, po czym jęknęła i złapała mnie za podbródek mówiąc:

    -Chodź już.

    Wstałem i sam rozpiąłem sobie dżinsy, mój kutas aż wyskoczył, twardy i lekko mokry, chyba strzeliłem wcześniej czując jej smak.

    -Odwróć się.- powiedziałem, a po chwili zobaczyłem, piękny tyłek wypinający się w moją stronę, rozstawione uda i te podkolanówki, oparła się łokciami o stół, obróciła głowę i wysyczała:

    -Pieprzyć…tak? To pieprz!

    Mój fiut był już wycelowany w jej dziurkę i tak sztywny i napęczniały, że niemal czułem jak wchodząc w nią coraz głębiej rozciągam włókna mięśni jej pochwy i tak wypiętą zacząłem posuwać rytmicznie od tyłu, a ona wzdychała za każdym pchnięciem, kiedy dodałem palec na jej łechtaczkę, jęknęła tylko i ugięły się pod nią kolana. Odwróciłem ją przodem do mnie, rozchyliłem jej uda, wydawała się zdziwiona, że jeszcze mogę, ale moje siedemnastoletnie ciało nie dawało po sobie poznać krzty zmęczenia.

    -Zajebista z Pani …suka- powiedziałem wchodząc w nią znowu od przodu, całując jej usta i chwytając mocno za tyłek. Mruknęła znów i zadrżała. A ja dodałem:

    -Mówię per Pani, a jest Pani moją suką, podoba się to Pani?

    Nie odpowiedziała, tylko patrzyła na mnie, patrzyła mi w oczy, a potem na dól na mojego kutasa posuwającego jej lekko owłosioną i mocno mokrą cipkę, mrużyła oczy w rozkoszy, ja też już czułem, że zbliża się eksplozja, ale pozowałem na niewzruszonego i systematycznymi ruchami pieprzyłem ją, czując jak jej pochwę opanowują skurcze, których już nawet nie stara się kontrolować. Wziąłem głęboki oddech, by odsunąć w czasie wytrysk i z dużą dozą bezczelności (na którą nie sądziłem, że mnie stać) spytałem dość głośno:

    -Podoba się Pani, że kolega Pani córki, w wieku Pani córki, pieprzy Panią wprost w Pani cudną cipkę, czując, że dochodzi Pani znowu?

    -Pierdol mnie- wycedziła tylko drżącym głosem.- Pierdol.

    -Zostanę w Pani do końca…

    -Pierdol…- nie skończyła tylko wbiła się paznokciami w moje plecy, jęcząc jak dzikie zwierzę, a ja dołączyłem do niej po chwili tuląc się do jej biustu i wbijając w nią kilka ostatnich razów, a mój wytrysk był tak obfity, że wydawał się rozpychać w jej wnętrzu… Pocałowałem ją w usta.

    -Och synku…- wyszeptała z uśmiechem.

    -Och, proszę Pani- dodałem…

    Usłyszeliśmy domofon, jej mąż z Natką wracali, poszła do łazienki, ja szybko ubrałem się i pod drzwiami wyszeptałem, pojutrze znowu będę…

    -Wiem.- zaśmiała się zza drzwi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Tomasz
  • Chemia organiczna- messenger cz. 2

    Dźwięk messengera, Natalia:

    “dziś 19.00?”

    “z dziką rozkoszą” odpowiedziałem.

    Dźwięk messengera, Mama Natalii:

    “będziesz o 17.30? wyślę ich na zakupy”

    “proszę tylko, by dała mi Pani znak, że wyszli- będę czekał”

    “grzeczny chłopiec”

    “ładna Pani”

    już o 15.00 zaczęliśmy wymieniać wiadomości:

    “jestem sama w biurze i już nie mogę się doczekać”

    “jestem sam w pokoju i ledwo się powstrzymuję, by sobie nie zrobić dobrze dłonią myśląc o Pani…”

    “ani się waż! chcę czuć jak spuszczasz się we mnie i to obficie!!!” te wykrzykniki nie pozostawiały cienia wątpliwości, musiałem zachować spermę, bo chyba to lubiła…

    “tak jest, proszę Pani” odpisałem natychmiast niby żartem, ale zaraz potem dodałem:

    “nie mogę przestać myśleć o Pani kształtach, o Pani kobiecości, o Pani dziurkach”

    po dwóch sekundach:

    “hmmm… dziurkach?”

    “wie Pani co? ja jeszcze nigdy nie doszedłem w ustach kobiety i…”

    “dziś dojdziesz”, myślałem, że zwariuję na samą myśl, więc dodałem:

    “nie robiłem jeszcze jednej rzeczy…”

    “no, mów! lubię jak piszesz, lubię jak prosisz”

    “przecież Pani wie…”

    “podniecające jest to, że piszesz Pani z wielkiej litery, ale pisz synku, ja naprawdę lubię kiedy piszesz”

    “za chwilę…”

    “dlaczego mam czekać chłopcze?”

    “ja piszę “Pani” zawsze z wielkiej litery, proszę Pani”

    “zatem, dlaczego CHŁOPCZE”

    “potrafi być Pani, taką miłą Panią, proszę Pani”

    “pisz! już i tak jestem mokra”

    “a co na to Pani mąż, kasuje Pani wiadomości?”

    “on nawet czując Twoją spermę dał się przekonać, że aż tak mnie podnieca- obciągnęłam mu i mam spokój”

    “sprytne”

    “bywam sprytna, ale pisz, czego jeszcze chcesz”

    “w tyłek”

    “hmm.. co? lubię konkret mój drogi”

    “chcę Panią wziąć od tyłu i to w tę drugą dziurkę”

    “czyli chcesz, żebym Cię wpuściła do mojej dupki?”

    “tak”

    “i chcesz bym pozwoliła Ci ruchać mnie analnie?”

    “bardzo!”

    “jeden warunek”

    “co tylko Pani sobie życzy”

    “spuścisz mi się tam, a nie w cipce, nie w ustach, ani nie na cycki”

    zacząłem się z nią droczyć

    “czyli mam powstrzymać się ze spustem w cipce, nie mogę też uronić ani kropli kiedy będzie mi Pani obciągać, ale mam zachować mój nastoletni ejakulat, tak długo, by sperma wypełniła Pani tyłek?”

    “dobry jesteś, niemal doszłam czytając”

    “staram się być dobrym dla Pani, proszę Pani”

    “jesteś”

    “wiem”

    “bezczelny gnojek”

    “inaczej będzie Pani mruczeć, czując pulsujący kawał mięcha w tej swojej kształtnej dupce”

    “na to liczę”

    “a dobrze Pani liczy?”

    “do 69 z pewnością”

    “dobre, proszę Pani”

    “wiesz co? będę robić dużo, byś strzelił wcześnie, na przykład na moje cycki- widziałam jak ci się podobają”

    “proszę próbować, ale ja z kolei wytrzymam wiele, by nie być już analnym prawiczkiem”

    “Ale ja będę go ssać, pieścić językiem i ustami, ocierać o moje sutki i ściskać w dłoni”

    “teraz to ja prawie doszedłem czytając Panią”

    “podoba mi się to”

    “Pani mi się podoba”

    “co najbardziej?”

    “jest 15:23, a Pani chce bym odkrył karty”

    “odkryj!”

    “Pani biust, o tak on doprowadza mnie do szaleństwa, to że obwódki Pani sutków są duże i bardziej brązowe niż cieliste, lubię, nie! bardzo lubię, że Pani cipka nie jest całkiem wygolona, włoski nadają jej tajemniczości i uroku i Pani głos, gdy Pani dochodzi, sam nie wiem co bardziej…”

    “sama lubię mój głos wtedy, nie kontroluję go”

    “a Pani? co Pani lubi we mnie, co Panią jara?”

    “jara mnie to, że jesteś taki młody, niby niewinny, a jednak odważny, lubię kształt twojego penisa, lubię jego smak i zapach. lubię ten moment, gdy nie tylko pulsujesz, ale jęcząc wypełniasz mnie sobą”

    “mówiłem już, że niezła z Pani suka, proszę Pani?”

    “nie musiałeś, ja to wiem”

    “lubi Pani moją spermę, tak?”

    “bardzo!”

    “jak to jest być pieprzoną w dupę, w Pani dupę, proszę Pani, bo to Panią dziś czeka?”

    “sam poczujesz…”

    “niech Pani pisze, ja też lubię poczytać”

    “mocno podniecające jest przekroczenie granicy, a granica odbytu jest w tym przypadku ważną granicą, Ty jeszcze tego nie wiesz, ale dla mnie ten moment, kiedy kutas przechodzi przez zwieracz i nie ma już oporu jest magiczny, trochę boli, ale lubię to co jest potem…”

    “boli?”

    “troszkę”

    “porządnie naślinię Pani dupkę, a Pani mojego fiuta”

    “czy ja już mówiłam, że grzeczny z Ciebie chłopiec”

    “kochanek?”

    “mmm… lubię to”

    “wie Pani co? mam ochotę mówić do Pani SUKO rżnąc Panią nie tylko w cipkę”

    “aż mruknęłam”

    “lubię jak mruczysz, moja suko”

    “dziś wypijemy bruderszaft”

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Tomasz

    niemal 

  • chemia organiczna- marzenia cz. 3

    -dokąd Ty ich wysłałaś, skoro leżysz ze mną w waszym małżeńskim łożku, bez stresu sącząc wino?

    -do …Poznania- tu wybuchła śmiechem

    -to 110 km w jedną stronę!

    -w związku z tym mamy jeszcze cały wieczór dla siebie, chłopcze

    leżałem w pościeli, obejmując moją kochankę ramieniem, a ona zarzuciła na mnie nogę, patrzyliśmy na swoje nagie ciała, podobały nam się, widziałem jak od samego patrzenia jej sutki marszczyły się mocno i unosiły, a na udzie czułem, że nie przestaje być mokrą i ciepłą, ona z kolei bez problemu widziała jak mój fiut wstaje i zaczyna domagać się więcej…

    -bardzo, ale to bardzo podoba mi się nie tylko Twoje ciało, ale i otwartość z jaką mnie przyjmujesz…

    -no, widzę, że ci się podobam.- w tym momencie spuściła wzrok na moją pulsującą męskość, a ja poczułem jakby jej wzrok mnie dotykał, pieścił.- ale otwartość? rozwiń, proszę.

    -to proste, ja jestem tutaj w tym…hmm w tej relacji…w..

    -pieprzeniu się

    -tego słowa mi brakło, ale ja jestem zawsze na plusie, bo po pierwsze uczę się, po drugie zyskuję doświadczenia, które mi dajesz, a które są poza zasięgiem dla siedemnastolatków, po trzecie gdybym tylko chciał mógłbym uwiecznić nasze bzykanko i zostać legendą wśród kolegów.

    -podoba mi się to jak mówisz…lubię, gdy…

    -dobrze będę mówił do Ciebie per Pani w uniesieniu- mrugnąłem okiem

    -dziękuję- nie mrugnęła

    -ale wiesz, mnie chodzi o to to, co TY z tego masz, co wynosisz? co zostaje w Tobie?

    -poza twoją spermą i śliną? – zaśmiała się w głos

    -właśnie.

    -wiesz? ja już mam swoje lata, więc nawet to, że zwróciłeś na mnie uwagę schlebia mi…

    -niechże Pani przestanie pleść- wtrąciłem niby żartem

    -dlaczego niby plotę?

    -to proste, każdy, ale to każdy kolega Natalii oddałby duszę diabłu, by być tu teraz na moim miejscu, robić to co ja mogę robić, widzieć i słyszeć rzeczy, które ja widzę i te które słyszę…

    -fakt! ciało to ja mam niezłe- powiedziała bez skrępowania, ale gdy dochodzę kiedy mnie pieprzysz, nie kontroluję swojego głosu,a nawet go nie słyszę.

    -wiesz, że ta rozmowa jest niemal tak intensywnym przeżyciem jak seks z Tobą- powiedziałem całując jej usta

    -wiem, a skoro lubię czytać te sprośności od ciebie, to gdy je słyszę, aż ech, z resztą sam zobacz…

    zacząłem ją znowu całować, zadzwonił telefon- mąż, że nie mogą znaleźć tego regału o który prosiła i okazało się, że podobny będzie dopiero jutro, to może zostaną z Natalią w hotelu, żeby bez sensu nie jeździć w tę i z powrotem i żeby koniecznie powiadomiła Tomka, że Natalii nie będzie

    -zaraz to zrobię- powiedziała i przesunęła językiem po mojej wardze- po czym dodała do słuchawki patrząc mi prosto w oczy- Adamie, nawet sobie nie wyobrażasz jak jestem mokra w czasie tej rozmowy… Pan Adam tylko mruknął i rozłączył się.- Zostajesz na noc chłopcze.

    -o tak, proszę Pani…

    -wiesz, dawno nie czułam się tak, jakby to powiedzieć..?

    -no powiedz…

    -…- milczała, jakby obawiając się doboru słów

    -kochana? FIZYCZNIE kochana? – zreflektowałem się

    -przy tym zostańmy…

    -ale wróćmy jeszcze, do… bo tak jak mówiłem, ja jestem zdobywcą, zwycięzcą, ja tylko zyskuję rżnąc Ciebie, ucząc się ciała kobiety, to Ty już na zawsze będziesz tą, która obciągnęła mi do końca nie roniąc ani kropli, to twój tyłek będzie tym w który wszedłem, czując przekroczenie granicy i to ciepło którego cipka nawet tak gorąca jak Twoja nie ma

    -i?

    -może jest coś, co chciałaś zrobić, ale Pan Adam nie wydawał się być gotowym?

    -zasłoń żaluzje, a ja jeszcze się napiję…

    to zwiastowało coś niezwykłego, coś czego mogłem chcieć, ale mogłem się też obawiać. wróciłem do łózka, a ona leżała na wznak i głęboko oddychała, wahając się chyba co mi powiedzieć.

    -no…- zaczęła, ale przerwała

    -no, niech że Pani mówi, Pani Magdaleno, bo na imię Pani Magdalena, prawda?- znowu wszedłem w rolę, która ją podniecała jak myślałem i nie myliłem się, bo gdy tylko tak powiedziałem, jakby się rozmarzyła i aż uniosła biodra do góry szepcząc:

    -Tak, właśnie tak mi na imię, proszę Pana, ale może Pan mówić mi Judyto?

    -Uwielbiam Panią, Pani Judyto.

    -Zatem, Panie Tomaszu.-gdy tak do mnie mówiła, aż się gotowałem- lubię tę naszą szczerość i muszę przyznać, że nawet, gdy nazywa mnie Pan swoją suką, nie czuję braku szacunku

    -bo to nie brak szacunku, Pani Judyto, to namiętność w czystej formie

    -tak, też to czuję.

    -Pani Judyto, proszę by Pani powiedziała, o tym co chciałaby Pani bym zrobił.

    -Jest kilka tych rzeczy, proszę Pana.

    -jestem do Pani usług, Judyto.

    -Pani Judyto!

    -Zatem proszę Pani?

    -Chcę by kochał się Pan ze mną w wannie lub pod prysznicem i kiedy będziemy już niemal na szczycie, by pozwolił mi Pan zrobić malutkie siusiu na Pana brzuszek….- zamknęła oczy jakby wstydziła się swej fantazji, ja z kolei obiecałem sobie, że cokolwiek to będzie podbiję stawkę.

    -Pani Judyto, skoro będziemy w wannie, dlaczego miałoby być malutkie?- wtuliła się we mnie jakby chciała podziękować lub po prostu ciesząc się na tę pieszczotę.

    -proszę mówić dalej, Pani Judyto.

    -chcę,by doprowadził mnie Pan na sam szczyt bez dotyku, mówiąc do mnie, patrząc na mnie, reagując na to co robię…

    -Pani wie, Pani Judyto, że do tej pory wydawała mi się Pani kobietą namiętną, ale zaczyna brakować mi słów, by Panią docenić…

    -właśnie tak do mnie mów, właśnie tak…

    -“mów”?- zdziwiłem się

    -ja mogę, Ty nie

    -rozumiem Pani Judyto- wanna?

    -najpierw słowa…

    zacząłem od opisu jej cudownego ciała, każdego centymetra, każdego zagłębienia i pieprzyka, jak kręci mnie jej brzuch, jak podniecają mnie jej włosy, zwłaszcza kiedy są mokre i to zarówno te na głowie jak i te w kroku kiedy oblepia je mój strzał sprzed chwili, nie mogłem jej dotykać, mogłem o niej opowiadać, wyrażać swój zachwyt jej kobiecością, bez choćby muśnięcia jej ciała, ale umowa nie mówiła, że nie mogę dotykać siebie- mówiłem o jej o tym miejscu które lubię pieścić czubkiem języka, gdzie kończy się już cipka, a powoli zaczyna tyłek, że ma ono swój zapach i swój smak, tak intensywny, że pieszcząc je czuję rodzaj orgazmu w gardle, a jednocześnie pieściłem swojego członka dłonią

    -pieprzony skurwiel- wysyczała w rozkoszy patrząc jak moja dłoń wędruje w górę i w dół mojego kutasa

    -proszę to powtórzyć!- powiedziałem stanowczo nie kryjąc podniecenia

    – pieprzony… sku… sku…

    -kto Pani Judyto? skurwiel?

    w tym momencie moja Judyta obróciła się gwałtownie na bok drżąc całą sobą i stękając pod naporem własnej dłoni na kroku…. kiedy przestała szczerze nie wiedziałem, czy już mogę jej dotknąć, więc masturbowałem się delikatnie nadal, ona zerkając na mnie z uśmiechem już dodała

    -strzelaj na tyłek. wtuliłem się w nią kończąc tam gdzie chciała

    -wiesz? – dodała po chwili- jest jeszcze coś, ale najpierw kawa i pójdziemy do łazienki, co?

    -już nie mogę się doczekać Pani Judyto.

    -panią Judytę zostaw na specjalne okazje- dała mi soczystego buziaka i nakazała- idź zrób kawę, a ja muszę to z siebie ogarnąć…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Tomasz

    zmysły

  • chemia organiczna- lazienka cz. 4

    siedząc przy stole pijemy czarną kawę, takie momenty lubiłem niemal tak samo jak momenty uniesień zmysłowych, rozmowa, czasem nawet tylko kilka słów wzbudzało w nas poczucie bezpieczeństwa, jakiegoś zaufania, że cokolwiek by nie zaszło w obszarze werbalnym, czy rzeczywistego działania, szanujemy się, a nawet lubimy

    -który moment podobał Ci się najbardziej?

    -ale mam wybrać jeden?

    -jeśli możesz.

    -myślałam, że odpłynę jak chwyciłeś się za fiuta, ale odpływać zaczęłam kiedy usłyszałam jak mówię do ciebie “pieprzony skurwiel”.

    -o tak, mnie też to porobiło bałagan, ale te nasze rozmowy przed i po są dla mnie tak samo zmysłowe jak sam akt rżnięcia Cię lub walenia sobie konia na Ciebie.

    uśmiechnęła się i dodała:

    -wiesz co jeszcze w tym lubię? to że czasami nawet wulgarna dosłowność przeplata się z czymś w rodzaju uczucia…

    -jak to w rodzaju?

    -nie brnijmy póki co, bo o to też cię poproszę, ale jeszcze nie teraz, mój drogi, nie teraz, jak tam Twój konik gotów, by doznać czegoś nowego pod prysznicem?

    -czy jednak w wannie…?

    -Ty zdecyduj, wybierz miejsce, ja wybrałam co ci tam zrobię…

    -Wanna.- zakończyłem temat miejsca.

    -Tak czułam.

    -a nie chcesz wiedzieć dlaczego właśnie tam?

    -mów…

    pochyliłem się nad Magdaleną, zbliżyłem usta do jej ucha i obniżywszy głos zacząłem:

    -Pani Judyto- zobaczyłem gęsią skórkę na jej przedramieniu- zawsze marzyłem o tym co za chwilę zrobimy, wyobrażałem sobie to ze szczegółami, Pani myślała zapewne, że mnie tą fantazją zszokuje, a ja wiem od dawna jak to ma wyglądać, nie przeszło mi przez myśl tylko to, że siku zrobi na mnie ktoś tak piękny i tak namiętny ja k Pani, Pani Judyto…

    -Jeszcze w poniedziałek wydawał się być tak niewinny, a teraz proszę, chce obrabować mnie z mojej własnej fantazji, mojej własnej perwersji.

    -Ależ skąd, ja chcę ją tylko podkręcić jeszcze bardziej- chodźmy.

    trzymając dłoń na jej krągłym pośladku ruszyliśmy do łazienki, tam nalałem nieco ciepłej wody do wanny, a ona powiedziała:

    -zatem jak Pan chce to podkręcić?

    -chcę doprecyzować sam finał.

    -słucham Pana, panie Tomaszu.

    -chcę by strumień Pani moczu skierowała Pani na mojego kutasa, w momencie gdy będę dochodził, tak by nasze płyny zmieszały się, mieszając kolor, skład, a co dla mnie najważniejsze zapachy

    -pieprzony skurwiel- powiedziała mrużąc oczy, po czym stanęła w wannie w lekkim rozkroku i wzrokiem dała znak bym wsunął się pod nią, przez chwilę leżałem patrząc na jej rozchylone wargi sromowe, a ona kołysała biodrami nade mną, stałem się niecierpliwy, a w związku z okolicznościami straciłem hamulce i stałem się wulgarny nieco

    -no dobra skończ z tym pierdoleniem wokoło i zróbmy to, bo zwariuję

    najpierw zdziwiła się nieco moim tonem i słownictwem, ale przejęła inicjatywę i odpowiedziała:

    -posłuchaj chłopcze, teraz zerżniesz swoją panią, bardzo szybko i bardzo mocno w jej rozpaloną cipkę, a jeśli się spiszesz, mój mocz delikatnie ale obficie pokryje twojego słodkiego fiuta

    -pokaż co potrafisz suczko

    kucnęła, a mój drżący członek wsunął się w jej pochwę, byliśmy tak napaleni, że już po chwili uniosła biodra wysuwając mojego fiuta ze swej dziurki i rozkazała namiętnym, niskim głosem:

    -zwal sobie, chcę na to patrzeć, bo moje siku już czeka…

    oboje byliśmy jak w transie, ja waliłem sobie konia, a ona stojąc nade mną rozchylała palcami swoją cipkę, tak bym mógł widzieć wszystko z anatomiczną dokładnością, widząc, że się zbliżam uwolniła strumień, który trafił najpierw na moją klatkę, potem brzuch by w końcu niezwykłą pieszczotą oblać mojego pulsującego członka. Muszę przyznać, że ten orgazm zapamiętam na zawsze, ale i Magdalena niemal wyła widząc co się dzieje gdy sikała na mnie. Umyła mnie potem dokładnie i delikatnie za razem, byśmy mogli wrócić do stołu na winko i chwilę rozmowy o…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Tomasz

    pissing

  • chemia organiczna- poczatek konca cz. 5

    usiedliśmy oboje nadzy przy stole, nalałem wina, ale emocje musiały z nas jeszcze przez chwilę parować, patrzyliśmy tylko na siebie bez cienia wstydu, za to z zachwytem.

    -Powiedz mi, Ślicznotko- zacząłem- ile znasz par z dorobkiem i doświadczeniem, które by aż tak …

    -Nie wiem, nie chwalą się, ale mogę się założyć, że żadna z moich MILF koleżanek nigdy nie nasikała na szczytującego kutasa swojego niepełnoletniego kochanka.

    -nawet nie wiesz jak mnie rozpalasz, ale chciałaś jeszcze jednej rzeczy, słucham…

    -posiedźmy, pogadajmy chwilę, opowiedz mi co czułeś, może coś Ci się nie podobało, a może właśnie podobało szczególnie?

    -czy Ty siebie słyszysz? mam do dyspozycji, jak sama powiedziałaś MILF, której mogę zrobić wszystko o czym marzę, a nawet więcej, która jest w stanie tyle samo zrobić dla mnie i masz czelność pytać mnie, dzieciaka który dorwał się do rogu obfitości zmysłowych, czy coś mi się nie podobało, wariatka!

    -wiesz, trochę wstyd mi to przyznać, ale czuję się trochę hmmm otarta tam, muszę dać jej odpocząć choć chwilę.

    -w sumie to jakiś komplement dla mnie- powiedziałem i pocałowałem ją w usta

    uśmiechnęła się tylko, po czym dodała, chodźmy do łóżka, powiem Ci co chcę byś mi zrobił, zdrzemniemy się, a potem znowu będziesz mnie brał, ok?

    -chodźmy zatem. prowadź.

    szliśmy korytarzem, ona z przodu ja za nią i podziwiałem jej ciało niemal bezwiednie wypaliłem:

    -uwielbiam Cię.- chciałem dodać, że tyłek, że nogi, że cipkę od tyłu, ale ona tylko spuściła głowę i uśmiechając się do siebie chwyciła mnie za rękę i powiedziała cichutko

    -no chodź już,chodź

    położyliśmy się oboje na plecach, patrzyłem jak światło latarni z ulicy oświetla cienką strużką, jej pierś, szyję, kącik ust, nos i oko- wydawała się uśmiechać, a i mnie było miło, ale zacząłem:

    -Magda, nawet nie wiesz co to dla mnie jest, co to znaczy widzieć ten uśmiech na Twojej twarzy.

    -Myślałam, że nie widzisz, ale …

    -Ale?

    -Ale co to za różnica, chyba nie chciałam pokazać, że robisz mi tak dobrze, że aż leżąc 10 minut po jednym z najbardziej namiętnych momentów w moim życiu wciąż nie mogę przestać się uśmiechać.

    -To miałem na myśli, pieprzysz jakiegoś szczyla i robisz sobie nim dobrze jak wibratorem, mówiąc mu tu dotknij, tu pocałuj, daj klapsa, teraz poliż, w tę dziurkę, a teraz w tę drugą, a on czuje się jak dziecko w fabryce czekolady, jara go strasznie bycie narzędziem w dłoniach tak pięknej kobiety, nie wierzę, aż boję się, że to będzie tylko sen…

    – Nie będzie, posłuchaj teraz kochanie, chcę byś nad ranem zerżnął mnie, zrobił sobie mną dobrze, żebyś to ty potraktował mnie jak zabawkę, chcę czuć, że nic ode mnie nie zależy, żebyś dał mi klapsa- jeśli będziesz chciał, żebyś wsunął go w usta, między cycki lub do tyłka- jeśli będziesz chciał, żebyś spuścił mi się na twarz lub na biust- gdzie tylko będziesz chciał, żebyś mnie zwyzywał, lub opluł jeśli przyjdzie ci na to ochota, krótko mówiąc chcę poczuć się jak dziwka, jak rzecz, którą Ty się bawisz- rozumiesz?

    -tak

    -jesteś w stanie to zrobić?

    -jestem.

    -cieszę się, a teraz się zdrzemnij, nabierz sił, bo chcę by obudziło mnie szokowe pierdolnięcie

    -chwila!

    -tak?

    -czy tym razem to ja mogę nasikać na Ciebie? FISTING? BONGAGE? wchodzą w grę

    -synku, to ja cię tego nauczyłam- spytała nie kryjąc zdziwienia

    -nie, porno, a i czy masz jakieś zabawki?

    -coraz bardziej mi się podobasz, ile ty masz lat, że spytam?

    -siedemnaście i pól, no prawie pół

    -ja pierdolę co z ciebie wyrośnie- puściła do mnie oczko- ale jeśli idzie o sikanie, proszę bardzo, ale musisz mnie wynieść do łazienki, ja sama nawet palcem nie kiwnę, jeśli chodzi o resztę sprawdź tę szufladę jej zawartość odpowie na pytania o wiązanie jak i o wsuwanie we mnie dużych rzeczy- dobranoc skarbie.

    -skarbie, czy będziesz mogła mówić?

    -jeśli mi każesz, ale oszczędź trochę sił, bo najtrudniejszy challenge zostawiłam sobie po śniadaniu, na daj buzi i przytul Madzię…

    -ciężko będzie zasnąć…

    -powodzenia

    zasnęła, jakiś niepokój mnie męczył, nie wiem czy bardziej bałem się tego, że nie spełnię jej oczekiwań, czy raczej niecierpliwie czekałem by spróbować je spełnić i co miało być po śniadaniu…

    przebudziłem się o 4:11, upewniłem się, że śpi otworzyłem szufladę, kajdanki, wibrator, knebel i niewielki pejcz.

    zacząłem od wibratora, uśmiechnęła się jeszcze w półśnie, gdy zacząłem jej go w suwać w cipkę, wypięła się tylko, ale miałem wrażenie, że jeszcze śpi, chwyciłem ją za nadgarstki i zakułem kajdankami na plecach, w tym samym niemal momencie założyłem jej gumowy knebel na usta, otworzyła szeroko oczy i jeszcze przez krótką chwilę nie wiedziała co się dzieje.

    -chciałaś konkretnego pierdolnięcia?- odwróciła głowę do tyłu jakby chciała się upewnić, że to ja, mrugnęła oczami, a ja w tym momencie wepchnąłem w jej cipkę wibrator tak głęboko, aż poczułem opór. zamknęła oczy jakby chciała się rozpłakać

    -a teraz wiesz kim będziesz? wiesz kogo z Ciebie zrobię? zrobię z Ciebie nawet nie sukę, a moją zwykłą kurwę, której będę płacił spermą na twarz i klapsami na dupsko.- zauważyłem grymas innej rozkoszy, który łączył się z niewątpliwym bólem, który czuła, gdy dopychałem wibrator działający na wysokich obrotach w jej cipce.

    -przypomnij mi jak masz na imię! – próbowała coś powiedzieć, ale knebel robił robotę.- JAK?! z resztą nieważne, od teraz będziesz moją kurwą, ale nie nie zwykłą kurwą, bo wiesz gdzie zaraz wepchnę ci kutasa, nie, nie w pizdę- słysząc to słowo, rozpłynęła się na chwilę w rozkoszy- pizdę masz zajętą, wepchnę Ci go w dupę, od razu całego, bez śliny, bez pieszczot, wibrator w piździe, a chuj ci  dupę, chwyciłem ją za włosy rzeczywiście wpakowałem całego kutasa do tyłka, jęknęła nie wiem bardziej z bólu, czy jednak rozkoszy, bo mimo bycia skrępowaną, zakneblowaną i rżniętą w dwie dziurki na raz jej oczy zaszły mgłą i to taką która pojawia się przy orgazmie.

    -lubisz mieć zajęte obie dziurki na raz? pokiwała nerwowo głową- to może podzielę się tobą z kolegami, co?

    westchnęła. posuwałem ją jeszcze jakiś czas w tyłek, a wibrator w cipce miło drażnił mojego fiuta. po czym chwyciłem ją za ramiona i wywlekłem pod prysznic leżała pod nim skuta i z zasłoniętymi ustami, z wibratorem szalejącym w jej kroczu, ale przy włączonym świetle łazienki byłem pewien- bawi się niezgorzej niż ja. stanąłem nad nią a mój sterczący penis zdradzał i moje odczucia, ale cedziłem kolejne słowa mające ją poniżyć

    -chciałaś być szmatą? to będziesz, bo wolę moją własną dłoń niż Twoją pizdę, dupę czy ryj. tarła udem o udo i dochodziła ewidentnie, wiła się w rozkoszy ciągle patrząc na walącego sobie konia kochanka, w końcu kilka kropel spermy spadło na jej ciało, aż zadrżała, a ja na koniec potraktowałem ją moczem każąc rozchylić uda… niemal zemdlała…

    skończyłem, rozpętałem ją, umyłem i niemal nieprzytomną, wziąłem na ręce i zaniosłem do łóżka

    po drodze otworzyła oczy i wyszeptała:

    -ja pierdolę, pieprzony skurwielu, ja pierdolę… położyłem ją było po piątej, więc zasnęliśmy jeszcze oboje, czekałem na śniadanie….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Tomasz

    hard core

  • chemia organiczna – final cz. 6

    obudziła mnie pocałunkiem, muszę przyznać, że czułem się nieswojo troszkę po takiej akcji, ale Magda wydawała się być wniebowzięta

    -raz na jakiś czas tak właśnie potrzebuję, ale to dziś nad ranem, o mój boże Tomek, to było niemożliwe, podobało Ci się?

    -były momenty- odpowiedziałem wymijająco

    -nie dość, że kochanek, to jeszcze dyplomata.- położyła się przy mnie i objęła nogami.

    -tak jak jest teraz też lubię, ale aż boję się pomyśleć co usłyszę przy śniadaniu…

    -nie bądź niecierpliwy, rozkoszuj się tym co jest teraz.- zaczęliśmy się całować jak byśmy byli parą- muszę przyznać, że dupkę masz tak ciasną, że aż boli mnie mały troszkę i boję się czy dam radę

    -nie napinaj się, wyluzuj, ja się tym zajmę, z resztą pomyśl jest czwartek, a w poniedziałek byłeś jeszcze prawiczkiem

    -hej, hej to, że nie posunąłem wcześniej żadnej analnie nie oznacza, że byłem prawiczkiem, choć…

    -no właśnie- powiedziała tylko- a w ciągu czterech dni, zliczyłeś niezłą dupę, nie tylko w cipkę, ale i w tyłek, ta niezła dupa zrobiła ci loda takiego, że nigdy nie zapomnisz.

    -i połknęła- wtrąciłem

    -wiadomo, specjalistka, PISSING w obie strony, na ostro, nawet bardzo ostro, co chyba nie do końca ci się podobało

    -spójrz co dzieje się z moim oboałym kutasem, już wstaje, także nie mów przy nim co siępodobało a co nie- zażartowałem

    -ok, ale mówiłam, że twoimi boleściami ja się zajmę, więc słowa dotrzymuję

    -śniadanie?

    -jaki niecierpliwy… no dobrze, chodź.

    zrobiła kawę, sok i tosty, siedzieliśmy na przeciwko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy, miałem wrażenie, że zanim to się skończy, a byłem pewien, że się skończy, czeka mnie niespodzianka albo taki psikus, że się nie podniosę.

    -wiesz? patrzę na Ciebie i wiem, że jesteś cudowną osobą, nie tylko moją kochanką, tą pierwszą i tak intensywną, ale …

    -oj przestań już przestań, dostałeś to co chciałeś- droczyła się ze mną

    -dostałem w chuj, W CHUUJ więcej

    – no właśnie, więc nie musisz już słodzić- powiedziała i przesłała mi buziaka

    -wolę posłodzić na zapas, diabli wiedzą co ty jeszcze wymyślisz…

    – to zabawmy się w detektywa, nie domyślasz się?

    -powiem tak, mam nadzieję, na coś bardzo miłego, ale nastawiam się na jakiegoś strzała w miękkie podbrzusze, który zrujnuje mnie całkowicie

    -podasz jakiś konkret

    -wolę nie, żeby się nie ośmieszyć.

    -ośmieszyć się? wiesz kiedy ostatnio tak jęczałam, kiedy miałam takie spazmy rozkoszy ostatnio, kiedy tyle orgazmów, przeszyło zarówno moją cipkę, łechtaczkę, a dwa razy nawet moją pupę, wiesz? to ci powiem kochanie- n i g d y, uwielbiam cię, po prostu.

    – a jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że coś się kończy…

    – o tym nie myśl przystojniaku i zmykaj pod prysznic, bo jak to było? od posuwania zwykłej kurwy w dupę masz prawo być nieświeży- zaśmiała się i rzuciła mi ręcznik. Kiedy wróciłem, siedziała na sofie ubrana w biały T-shirt i luźne spodnie, przestraszyłem, się trochę, ale kiedy zobaczyłem, że nie ma stanika, nadzieja wróciła.

    -usiądź koło mnie.

    usiadłem, a Magda gładziła mi twarz dłonią z delikatnym uśmiechem na twarzy

    -Magda, jesteś…

    -cisis… ja będę mówić, obiecałam jeszcze jedno, ale nie wiem jak zacząć.- tu pocałowała mnie bardzo namiętnie, ale i delikatnie za razem.- więc..- znowu zaczęła mnie całować, a ja obejmowałem ją

    -Magda o co chodzi?

    -za chwilę będę chciała pójść z Tobą do łóżka, ale najpierw musisz obiecać mi jedną rzecz, do tej pory pieprzyliśmy się, bardzo lub bardziej namiętnie na wiele sposobów, a nawet pieprzyliśmy bez pieprzenia tylko rozmawiając, podobało mi się Tomasz, zajebiście mi się podobało, wszystko, od twojej niepewności i nawet nieporadności, aż po sikanie i zeszmacenie mnie nad ranem, teraz musisz obiecać mi, że dasz mi poczucie, że nie pieprzysz się z jakąś MILF Judytą, a kochasz, namiętnie kochasz a Magdą, a ta Magda postara się byś i Ty czuł się tak właśnie

    nic nie powiedziałem, zacząłem ją całować i szeptać do ucha jak cudowną jest, mówiłem jak bardzo jej pragnę i jak chcę czuć ją blisko, bardzo blisko

    -jesteś cudowny- wyszeptała, a ja dodałem

    -pragnę Cię Madziu, bardzo

    Położyłem ją na łóżku i gładziłem uda przez chwilę, po czym zacząłem całować jej piersi z zsuwałem się coraz niżej, aż dotarłem ustami do jej muszelki, rozchyliłem ją i delikatnie, ale długo pieściłem ustami, dłonie muskały piersi od czasu do czasu zaciskając palce na sutkach, przy kolejnym uścisku jej biodra zaczęły drżeć, łechtaczka niemal stanęła na baczność, a z jej gardła wydobył się cudowny jęk orgazmu, pocałowałem jeszcze raz jej cipkę i wróciłem do ust…

    -czuję mój smak na twoich wargach – wyszeptała rozmarzona i spełniona

    -lubię ten smak, lubię wszystkie twoje smaki, ten z cipki, ale i smak Twojej śliny, słodki zapach Twoich piersi czuję aż w podbrzuszu, gdy całuję Twoje sutki, smak między Twoimi pośladkami wytrawny i zmysłowy…

    -Tomek… kochaj mnie proszę, bo oszaleję

    rozłożyła nogi, a ja wślizgnąłem się w nią od razu, patrzyłem na nią, poruszaliśmy się w równym tempie, czując siebie w sobie, na sobie, całowałem ją w usta, od czasu do czasu, pieściłem piersi, a gdy czułem że zbliżam się do finału popatrzyłem jej w oczy i powiedziałem

    -Magdaleno…

    -tak…? – powiedziała cichutko

    zbliżyłem się do niej, tak blisko, że aż czułem jej głęboki ciepły oddech i wyszeptałem tuż przed wytryskiem:

    -Kocham Cię- jęknęła, jękiem tak głębokim wprost z trzewi, napinając szyję i zaciskając na mnie ramiona i uda, a jej cipka dostała skurczy tak intensywnych, że czułem jak wyciskają ostanie kropelki spermy z mojego jeszcze pulsującego, ale już mięknącego penisa, ale jej jęk był przejmujący

    -kocham Cię- powtórzyłem i osunąłem się w nią

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Tomasz
  • Mlodsza kuzynka Gosia (cz. I)

    Ale, że z kuzynką? Proste, że tak moi drodzy. Jestem Kamil i opowiem Wam dziś historię o pewnym uczuciu, a według wielu – uczuciu zakazanym. Mam ciemne brązowe, a może nawet czarne włosy, 178 cm wzrostu i noszę się w chinosach i koszuli. Mam 20 lat, jestem całkiem przystojny, ale do Alvaro to jeszcze daleka droga. Lubię czytać książki i grać na fortepianie. Urodziłem się w małym mieście i mimo, że na studia pojechałem do większego, to w wakacje jestem u rodziców i tu też akcja się będzie rozgrywać.

    Generalnie w każde wakacje przyjeżdża do nas ciocia Izabela z dwoma kuzynkami: Zuzą i Małgosią. Zuza jest w moim wieku i studiuje, natomiast Gosia ma (powiedzmy) 15 lat. Zwykle rezydują u nas tydzień. Mieszkają na drugim krańcu Polski, więc to jedyny czas gdy się widzimy. Kiedyś, gdy byłem jeszcze dość młodziutki, początek liceum a w sumie chyba i wcześniej, przyjechały do nas po raz pierwszy. Wiecie, ja jestem z tych cichych i stonowanych w mowie, ale mam poczucie humoru i zawsze jestem uprzejmy, więc generalnie ludzie mnie lubią. Mimo to ciężko mi się zawiązuje nowe znajomości, bo wiecie, nie ogarniam small talku i nigdy nie wiem jak zagadać i co mówić na początku. Mimo to z żywiołową ciocią nie było problemu, a z kuzynkami polubiliśmy się bardzo szybko. Zwłaszcza z młodszą. Wiecie to była dziewczyna nieco zamknięta w sobie, choć wiadomo, byłem dla niej nowy, więc może to tylko wrażenie, nie mniej jednak utrzymywała, że nie ma bliskich koleżanek więc była raczej outsiderką. Jakimś zabawnym sposobem znaleźliśmy wspólny język i po kilku dniach czułem ból na myśl, że zbliża się czas jej wyjazdu. Nigdy nie miałem młodszej siostry i chyba obudził się we mnie jakiś instynkt opiekuńczy, dziwna sprawa, miałem ochotę zajmować się nią i bronić przed wszystkimi niegodziwościami tego świata. Była mała, niewinna i uwielbiała mnie. Tak jak ja okazywałem jej czułość i troskę oraz słuchając z uwagą wszystkiego co miała mi do powiedzenia (a nikomu nigdy słuchać się nie chciało), tak i ona darzyła mnie coraz większą sympatią, co było widać na pierwszy rzut oka, gdyż kręciła się koło mnie niemal cały czas, zagadywała i czasem bez ostrzeżenia zarzucała ręce na szyję mówiąc – ,,Mój Kamil”.

    Przyjeżdżali co rok, a nasze więzi zaciskały się z każdą kolejną wizytą. Tak jednak jak ona, tak i ja dorastałem, a byłem młodym chłopakiem. Nigdy nie miałem dziewczyny, co wynikało po części z tego, że jestem dość nieśmiały, ale szczerze mówiąc żadna mi się jakoś specjalnie nie podobała. Było oczywiście dużo ładnych koleżanek, ale wiecie, wygląd to tylko wygląd, ja czekałem na coś więcej. Z Gosią zawsze rozmawiało mi się niezwykle swobodnie i naturalnie, spacerowaliśmy po malowniczej okolicy wśród traw i małych domków, a ona czasem łapała mnie za rękę. Gdy byliśmy w domu i akurat nie siedzieliśmy ze wszystkimi w dużym pokoju przy stole (wiecie jak to jest gdy rodzina przyjeżdża i trzeba siedzieć ze wszystkimi x godzin) czas spędzaliśmy sami u mnie, lub spacerowaliśmy. Jak już jednak powiedziałem, byłem młodym chłopakiem a ona często siadała bardzo blisko. Mamy teraz czasy gdy kobiety nie noszą już zbyt często długich sukni, miast tego stawiając na krótkie spodenki odsłaniające często długie, gładkie nogi. I mimo, iż jej nogi do tych najdłuższych nie należały, to gdy odsłonięte, gładkie, kobiece uda siedzącej obok kuzynki mnie dotykały, czułem pojawiające się we mnie rosnące, elektryzujące napięcie… To była tylko kuzynka i moje myśli nie wychodziły przez ten fakt za nadto do przodu, ale wiele razy gdy to śmialiśmy się z czegoś razem, przytknięci do siebie, moja ręka niby to przypadkiem dotykała jej nagiego uda, co z jakiegoś powodu sprawiało mi niespotykany wcześniej, subtelny rodzaj przyjemności przeszywającej całe ciało. Gosia nie miała nic przeciwko, jeśli w ogóle to zauważała i gdy czasem sama mnie dotykała, czy to łapiąc za rękę na spacerze, czy przytulając – dając upust wręcz dziecinnego przywiązania jakie do mnie czuła, za okazywaną jej troskę, czas i uwagę – czułem rosnące wewnątrz przyjemne napięcie i… podniecenie.

    Mimo wszystko była kuzynką, a więc rodziną. Nawet jeśli nastoletni chłopak jest zainteresowany sprawami dotyczącymi sfery seksualnej jak nikt inny, fantazjując o koleżankach i wieczorami oglądając filmy pornograficzne, nie miałem żadnych niestosownych wyobrażeń na temat Gosi, a właściwie… żadnych ś w i a d o m y c h wyobrażeń. Moja podświadomość bowiem pchał mnie w bardzo niebezpiecznym kierunku. Nieustannie podniecany dotykiem młodej dziewczyny, oraz jej całodziennym towarzystwem w bardzo ciepłe, zmuszające do negliżu wakacje, w końcu zacząłem przyłapywać się na tym, że coraz częściej sam staram się być blisko niej oraz szukać jej dotyku gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. Jakimś cudem zawsze siadałem przy niej. Jakimś cudem dotykałem jej gdy sytuacja i jej kontekst nie kierowały ku temu żadnych podejrzeń. Jakimś cudem patrzyłem jej w oczy dłużej niż powinienem, a gdy chciała się przytulić, odwzajemniałem uścisk nieco czulej niż dotychczas i być może nieco czulej niż przystoi kuzynowi.

    Tak minęło kilka lat. A ja zaczynałem coraz mocniej tęsknić za nią gdy nasza rozłąka zwiastowała kolejny rok samotności. Gosia stała się dla mnie kimś niezwykle ważnym i vice versa. Nasza relacja nie była już stricte relacją lubiącego się kuzynostwa. Kochaliśmy się, ale miłość jaką czuje się do kogoś z rodziny już dawno zmieniła się w miłość romantyczną. W końcu musiałem przyznać przedzierającemu się miarowo do mej świadomości stwierdzeniu, że Gosia zaczynała pociągać mnie seksualnie i to w coraz większym stopniu. Nie wiedziałem jednak czy mimo uczucia jakim bez wątpienia mnie darzyła, również przenosiła je na tą sferę. W końcu była jeszcze młoda, może za młoda, ale przecież ja też byłem. I tak powoli uczucie wzmagało się by w końcu nastąpił dzień w którym przestałem czekać kolejny rok na kuzynkę. Zacząłem czekać na dziewczynę którą pokochałem.

    Wszystko to działo się gdy mieliśmy naście lat. Teraz mam 20, a ona +/- 15. Nigdy nie powiedziałem jej co czuję. Wyobrażacie sobie co by to było, gdybym się przeliczył co do wzajemności tego uczucia, a ona wciąż młoda wygadała rodzinie? Wyszedłbym na niemoralnego zwyrodnialca, a plotki rozchodzą się tu bardzo szybko. Czekałby mnie potworny ostracyzm. Wiecie, osobiście nie uważam tego za niemoralne i jeśli pozwolicie, pokrótce przedstawię Wam mój pogląd na to. Mamy czasy w których kobieta może się spotykać z kobietą a mężczyzna z mężczyzną. Tak samo jeśli dziewczyna jest pełnoletnia, może być z facetem znacznie starszym od siebie i prawnie również jest to ok. Kazirodztwo jest z kolei uważane jako złe, ponieważ z antropologicznego punktu widzenia związek taki prowadzi do dewiacji genetycznych wśród potomstwa, co w na przestrzeni wieków mogłoby doprowadzić upadku gatunku. Jakie ma to jednak znaczenie, w czasach banków spermy, zapłodnienia in vitro i najzwyczajniejszej w świecie adopcji? Związek nie musi oznaczać rozmnażania. Gdyby tak było, wszystkie bezpłodne pary byłyby stracone. Mimo to tak się już utarło, że kazirodztwo jest potępiane, choć aktualnie można by kochać się z członkiem rodziny bez konsekwencji stanowiących od zawsze fundament tej postawy. W każdym razie nie byłoby opcji, zostalibyśmy… kto wie, wykluczeni z rodziny, lub co gorsza, gdybym się przeliczył co do wzajemności uczucia – ostracyzm wydziedziczenia czekałby tylko mnie. Znacie to uczucie, gdy świat was nie rozumie i wszyscy są przeciw wam, nie rozumiejąc waszych argumentów? Nie musicie się ze mną zgadzać, ale jestem pewien, że znacie to okropne poczucie samotności i niemocy. Tak się właśnie czułem. Dziewczyna którą kochałem nie mogła być ze mną przez archaiczne uprzedzenia i nic nie mogłem na to poradzić.

    W końcu nastał ten dzień. Słońce świeciło mocno za oknem, jakby informując, że lato, a co za tym idzie wakacje zaczęły się w pełni i szybko nie zamierzają zejść ze sceny. To był dzień w którym jak co roku ciocia miała przyjechać z dziewczynami. Zwłaszcza zależało mi na jednej z nich. Mama krzątała się w kuchni, a ja pomagałem jej szykować ciasta, smakołyki i wręcz odświętne potrawy na przyjazd naszych gości.

    – Kamil, wyłącz piekarnik – poleciła mama – i pokrój tego łososia.

    – Robi się! – odrzekłem  chwytając cza nóż.

    – Ciocia dzwoniła, powinny być za jakieś 10-15 minut.

    – Rozumiem, mamy mało czasu.

    – Pamiętaj odebrać walizki, żeby ich nie dźwigały.

    – Oczywiście, przecież zawsze to robię.

    – Wiem – cmoknęła mnie po macierzyńsku w policzek – mój dżentelmen.

    Uśmiechnąłem się. Co by nie mówić, miała rację. Plusem mojej spokojnej natury było to, że zawsze pomagałem innym, gdy tego potrzebowali i nie była bynajmniej pierwszą kobietą która mnie tak nazwała.

    – Są! – krzyknął tata z pokoju, jak zwykle wypatrując gości przez okno – Kamil, chodź wyjdziemy po ciocię – powiedział stając w drzwiach kuchni.

    Nie musiał mnie namawiać. W tym momencie szybko umyłem ręce i pobiegłem do drzwi wejściowych. Tym razem wyjątkowo długo nie widziałem naszych corocznych gości, ponieważ przez tego cholernego wirusa rok temu nie przyjechali. Czekałem bite dwa lata, by je zobaczyć. By ją zobaczyć.

    Wyszedłem z domu i zobaczyłem samochód. Jak zwykle energiczna ciocia, stała już przy bagażniku, siłując się z torbą.

    – Ciociu, ja pomogę! – zawołałem, a ona odwróciła się szybko na pięcie nie pozostawiając złudzeń, że właśnie na to liczyła.

    – Kaaamiil! – zapiszczała – Chodź tu, aleś wyprzystojniał!

    – Dzień dobry ciociu, dziękuję – zaśmiałem się, nim zaczęła mnie cmokać w policzki jak to zawsze miała w zwyczaju – daj tę walizkę, zaniosę ją do pokoju – powiedziałem i wystawiłem ją z bagażnika, wiedząc że to na co czekam najbardziej, wciąż jeszcze przede mną.

    Wziąłem walizkę i przejechałem z nią metr, czyli tyle ile potrzeba by wyłonić się zza samochodu i ujrzeć jak starsza z kuzynek właśnie wygramoliła się zeń z szerokim uśmiechem.

    – Hej Kamil! – wykrzyknęła i przywitaliśmy się.

    – Jak droga? – zapytałem kurtuazyjnie.

    – No wiesz, doooobrze – odparła równie kurtuazyjnie – ale cieszę się, że w końcu jesteśmy na miejscu. Miałyśmy kilka postojów, ale to ponad pół Polski. Musiałyśmy wstać z samego rana – uśmiechnęła się ponownie, a ja ten uśmiech odwzajemniłem.

    Nagle zrobiła lekko zaskoczoną minę, na której po sekundzie pojawiło się jednak zrozumienie. Odsunęła się na bok odwracając lekko. Stała za nią Gosia uśmiechając się do mnie nieśmiało.

    – Hej Gosiu – powiedziałem i uśmiestchnąłem się do niej z czułością – ale wyrosłaś.

    Odwzajemniła mój uśmiech, po czym nie wytrzymując dłużej podbiegła do mnie zarzucając ręce na szyję.

    – Hej Kami – powiedziała cicho – stęskniłam się za tobą.

    – Ja za tobą też – odparłem wtulając się w jej ciało. ,,Przede wszystkim za tobą” – pomyślałem gładząc jej długie brązowe włosy, gdy ona cała wtulała wtulała się we mnie. Przez tydzień miała być przy mnie i niczego więcej nie nie było mi trzeba.

     

    c.d.n.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil Heck
  • Perfekcjonista (cz. I)

    Polubiłem ją. Serio. Od kiedy zacząłem studia, poznałem wiele dziewczyn ale Basia zdecydowanie wyróżniała się na ich tle, a sięgając jeszcze dalej wstecz, była pierwszą dziewczyną która naprawdę mi się spodobała.

    – Do jutra Kamil! – z zamyślenia wyrwała mnie trójka dziewczyn stojących przy wyjściu – Uważaj, bo jeszcze gdzieś wpadniesz taki wiecznie zamyślony! – zaśmiała się jedna z nich.

    – Spokojna głowa – uśmiechnąłem się – Na razie – i wyszedłem z kampusu.

    Wiecie o co mi chodzi, w trakcie życia spotykamy wielu ludzi na swej drodze, ale nawet jeśli są w porządku, lub po prostu jesteśmy w stanie tolerować ich w trakcie naszej edukacji, czy to w szkole czy na studiach, to generalnie ciężko spotkać kogoś kto naprawdę spodoba nam się na tyle, byśmy chcieli związać się z nim na stałe. W każdym razie ja tak miałem.

    – Kaaamiil – usłyszałem stając na przejściu dla pieszych. Czerwone światło miało jeszcze swoje 20 sekund.

    – Hej Filip – odparłem, znowu wytrącony z potoku myśli – jak po zajęciach?

    – A weź, on jest sadystą – zrobił ubolewającą minę – kto wpadł na pomysł punktów ujemnych za złe odpowiedzi?!

    – To chyba jego autorski pomysł, zresztą widać, że jest z niego bardzo dumny za każdym razem gdy kogoś pyta…

    – Uwielbiam ten typ wykładowców – jego twarz przybrała sarkastyczny wyraz – którzy mimo, że nikt niiiigdy nie jest w stanie odpowiedzieć na ich pytanie, uważają że wszystko jest w porządku i że to nie ich wina. Czyim zadaniem jest dobre nauczenie nas? Każdy głupi umie czytać ze slajdów… – zirytowała się nasza dzisiejsza ofiara Profesora Szymańskiego. Jeszcze jedna taka akcja i będzie potrzebował warunku by przejść na następny rok.

    – Mógł ci dzisiaj odpuścić, twoja odpowiedź nie była taka zła – odparłem pocieszająco – Mimo to, myślę, że większość się po prostu nie stara. Wiesz, nie idziesz na studia po to, by narzekać na każdym razem gdy musisz przeczytać trzy strony. Większość ludzi na roku jest moim zdaniem leniwa i nieco dziecinna w tej kwestii, licząc że przefruną bez wysiłku przez całe studia.

    – Coś w tym jest… – zaczął – ale wiesz, ja serio czytałem ten ostatni rozdział cały wieczór… – zasmucił się.

    – W takim razie nie masz sobie nic do zarzucenia, choć moim zdaniem zawsze można starać się bardziej.

    – A oto nasz ,,Pan rozwój osobisty” ze średnią 5.0 – wyszczerzył zęby.

    – Jeszcze może spaść, zostało jeszcze kilka ocen do wystawienia.

    – I tak jesteś najlepszy na roku.

    – Jeśli tak, to dlatego, że najbardziej się staram. Uwierz mi, że gdyby wszyscy poświęcali na studiowanie tyle czasu co ja, okazałoby się, że jestem raczej z tych słabszych.

    – Hmm, no nie wiem, a może… – powiedział, ale w tym momencie zapaliło się zielone światło. Weszliśmy na przejście.

    – W ogóle, będziesz jutro na Filozofii? – spytał. Miał na myśli nieobowiązkowy wykład na 8:00.

    – Oczywiście. Wiesz, że chodzę na wszystkie zajęcia. A ty? – zapytałem.

    – Zobaczę jeszcze – uśmiechnął się filuteryjnie. Przerabialiśmy ten temat tysiąc razy.

    – Oki – roześmiałem się – To na razie.

    – Bye bye – pomachał mi ręką skręcając w lewo, czyli przeciwnym kierunku niż ja. Mieszkał w jednym z akademików 3 minuty drogi stąd.

    Tyle pracy nad sobą a samoocena i tak niska – pomyślałem mijając średniej wielkości restaurację – zawsze byłem ,,raczej z tych słabszych” jak powiedziałem – mimo że gdy zacząłem studia starałem się zmienić swoją osobowość i otworzyć na ludzi, wciąż w głębi czułem się gorszy od innych. Obejrzałem chyba z pół tysiąca poradników samorozwojowych w stylu ,,wstawaj o 5:00 każdego dnia”, albo ,,jak rozmawiać by ludzie cię uwielbiali”. Ponadto kolega dał mi kiedyś kurs podrywania, który skrzętnie obejrzałem, ale i tak nigdy nie mogłem użyć go u praktyce, być może jedynie oszukując się stwierdzeniem, że gdy trafi się ktoś kto na prawdę mi się spodoba, użyję tej wiedzy tajemnej by odnieść stuprocentowy sukces. Jakkolwiek wątpliwą wymówką by to nie było, przyznać jednak muszę, że nigdy nie potkałem dziewczyny, która spodobałaby mi się na tyle bym nie uznał tego za dziecinne zauroczenie, choć było kilka, do których miałem słabość.

    Skręciłem z chodnika i poszedłem skrótem przez małe osiedle. Kobieta z psem żywo rozmawiała przez telefon, gdy ten oddawał się węszeniu z równą zapalczywością jak jego pani klnięciu na szefa. W ludziach jest tyle nienawiści…

    W gimnazjum pałałem sympatią do niejakiej Zuzy, to jednak przez to, że była ładną dziewczyną, miłą dla wszystkich i czasem do mnie zagadywała. Wiecie serce młodego, nieśmiałego chłopaka, który raczej słucha rozmów innych niż sam je prowadzi, jest w stanie zabić mocniej dla jak mniemam każdej dziewczyny, która z własnej woli okaże mu nieco uwagi, nawet raz na jakiś czas. ,,Hej Kamil, co u ciebie?” – słysząc te słowa z ust ładnej, uśmiechniętej koleżanki, adrenalina osiągała apogeum, wraz ze stresem pojawiała się jednak sympatia i wdzięczność. Jak możecie się domyślić, nic z tego nie było, poza kilkoma bardzo nieśmiałymi fantazjami o związku, ale jakżeby inaczej miało to wyglądać. Nigdy nie byłem z tych otwartych i rozmownych, a zagadanie do kogoś równało się z przekroczeniem najniższego kręgu Piekieł. Byłem słaby.

    Przeszedłem przez tory i stanąłem na przystanku tramwajowym. Jeszcze minuta nim przyjedzie. Pięknie wyliczone. Rozejrzałem się. Obok stała starsza pani, brodaty mężczyzna zapatrzony w telefon i dwie studentki. Bardzo ładne, wsłuchując się jednak w ich rozmowę, uśmiechnąłem się kwaśno pod nosem, ponieważ jak zwykle to bywało ich wulgarny język przekreślał dobre wrażenie, początkowo zbudowane przyjemnym wyglądem. Język jest wizytówką człowieka, a ja zawsze doceniałem tych, którzy zdają sobie z tego sprawę. Wygląd przyciąga, charakter zatrzymuje – święta prawda. Odwróciłem się, tracąc zainteresowanie. Tramwaj zamajaczył na miejskim horyzoncie jeden peron dalej.

    W liceum wiele się nie zmieniło. Miałem co prawda grupkę swoich kolegów a w klasie generalnie wszyscy całkiem mnie lubili, wciąż jednak byłem na nizinach przystosowania społecznego, wiecznie nieśmiały i małomówny, chyba że w gronie zaufanych osób. W drugiej klasie doszła do nas pewna dziewczyna z innej szkoły i gdy ją zobaczyłem nie mogłem oderwać oczu. Kinga miała po prostu typ urody, który w specyficzny sposób działał na mnie pobudzająco, mimo, że obiektywnie nie była wcale ładniejsza od reszty. Wiecie o co mi chodzi, czasem ktoś ma w swojej twarzy to coś. Gdy pierwszego dnia, po lekcji wychowawczej gdzie ją przedstawiono, stała na korytarzu z dala od reszty czekając na następne zajęcia, zdecydowałem się podejść. Śmiejcie się, ale wymagało to całej mojej siły woli, a i tak było strasznie stresujące. Prawdę mówiąc stało to w całkowitej opozycji do mojego standardowego modelu zachowań, więc generalnie mógłbym być z siebie dumny. Zagadałem, przedstawiłem się i tak się poznaliśmy, potem zabrałem ją, by poznała innych. Czas mijał, a ja zakochiwałem się coraz bardziej. Gdy trzeba się było budzić rano, nie czułem zmęczenia jak to miało zwykle miejsce, tylko cieszyłem się, pełen energii myśląc o tym, że ją zobaczą. Każdego dnia starałem się być trochę lepszą wersją siebie i mimo, że szło powoli, wierzyłem, że kiedyś stanę się na tyle odważny by zrobić krok naprzód. To trwało jakiś rok. Ostatecznie jednak nie umiałem podjąć żadnego kroku by ją sobą zaciekawić. Z perspektywy czasu myślę że byłem za miły, za uprzejmy, nie droczyłem się z nią itd. Byłem nudny, mało tego bardzo niepewny siebie, co stanowiło mocny kontrast przy wielu chłopakach sportowcach, śmiejących się głośno na korytarzu. Ostatecznie jednak odkochałem się, ponieważ zauważyłem, że w gruncie rzeczy osobowość Kingi zauroczyła mnie z bardzo niebezpiecznego powodu – była moim odbiciem w ciele dziewczyny, z tą różnicą, że ona nawet nie próbowała z tym walczyć. Gdy bała się lekcji nie szła na nią, zamiast stawić czoła niezadowolonej nauczycielce. Gdy pojawiało się wyzwanie, wolała się schować. Gdy można było uniknąć pracy, robiła wszystko byle uciec. Była równie słaba jak ja, ale bez woli walki by to zmienić. Była tchórzem, z tą różnicą, że jej to najwyraźniej odpowiadało. Ściągnęłaby mnie na dno, choć może to marna wymówka. Wciąż byłem słaby.

    Tramwaj w końcu przyjechał, a ja wsiadłem. tylko 3 przystanki – uśmiechnąłem się, na myśl w jak wygodnym miejscu przyszło mi wynajmować mieszkanie. Mieściło się ono w spokojnej okolicy, znajdującej się jednak 10 min pieszo od starówki i 15 od mojego wydziału. Stancję wynajmowałem wraz z trójką znajomych z mojego rodzinnego miasta, każdy jednak studiował co innego. Był przyszły ekonomista, pan kulturoznawca i jego dziewczyna aktorka. Wszedłem. Zamknięci w swoich pokojach, grali w gry i głośno się śmiali. Lubiłem ich, ale to nie był dzień w którym miałem ochotę rozmawiać, zacieśniać więzi i tym podobne. Odstawiłem torbę z zeszytami, skorzystałem z łazienki i wyszedłem. Zjem coś na mieście, a spacer po starówce dobrze mi zrobi. Będę miał czas pomyśleć. Znalazłem klucz, i już miałem zamknąć drzwi ale…

    – Kamil! – drzwi od jednego z pokojów otworzyły się. Stał w nich Marcin – Wróciłeś?

    – Tylko zostawić rzeczy – odparłem zdawkowo.

    – Masz jeszcze zajęcia?

    – Nie, ale nie chce mi się tu siedzieć, idę na miasto coś zjeść.

    – Czaję… aaa, mogę iść z tobą? Nic dziś nie jadłem – uśmiechnął się pytająco.

    Marcin był blondynem w okularach, lubującym się w grach. Był raczej leniwy, a ekonomię studiował z braku innego pomysłu, ale znaliśmy się od przedszkola, co w obecnej sytuacji czyniło go moim najlepszym przyjacielem.

    – Jasne – odparłem – ale od razu, ok?

    – Spoko, daj mi sekundę, tylko ubiorę buty – klęknął przed szafką i zaczął zawiązywać swoje granatowe adidasy.

    Przyjaciel. To właściwie za dużo powiedziane. Najlepszy kolega owszem, ale przyjacielem powinien być ktoś komu w gruncie rzeczy nie wstydzimy się powierzać najgłębszych sekretów, czy płakać w jego obecności. Powinien wiedzieć o nas znacznie więcej niż inni i być z nami zżyty, również jak nikt inny, umiejąc rozmawiać na każdy ważny dla nas temat, oczywiście z wzajemnością. Tymczasem wiedział o mnie tylko trochę więcej niż reszta i mimo iż spędzaliśmy razem sporo czasu, nie byliśmy tak blisko jak moim zdaniem powinniśmy. Choć dobrze się z nim rozmawiało na proste tematy, o grach, memach itp., niestety szybko nudził się rozmową, co było dość mocno widać w jego mimice i mowie ciała, przez co człowiek nie chciał się przed nim otwierać i poruszać co ważniejszych tematów. Nie. Byłem swoim jedynym przyjacielem. Niemniej jednak miałem wielu kolegów, a on był mi z nich najbliższym.

    – Gdzie pójdziemy? – spytał.

    – Naleśnikarnia? – zasugerowałem.

    – Oks – odpowiedział usatysfakcjonowany.

    Idąc w stronę starówki rozmawialiśmy o tak zwanych pierdołach i śmialiśmy się. Generalnie zawsze uważałem small talk za strasznie naciągany i sztuczny twój, będący okropną stratą czasu, ale najbliższych znajomych z pewnością to nie dotyczyło. Gdybym umiał tak rozmawiać z innymi, byłoby  sto razy łatwiej. Niestety nigdy nie wiedziałem co powiedzieć poznając nieznajomych i, co gorsza, nieznajome – a tych idąc na studia poznaje się dość dużo. Niestety z ludźmi jest ten problem, że są nudni i mają nudne hobby. Może wymyślam, może to hipokryzja, ale przytłaczająca większość nie umie rozmawiać o ciekawych rzeczach, a zainteresowania (pomijając chlanie, wszak to studenci) sprowadzają się do podróży, jedzenia, gier i seriali. Nie, żeby było w tym coś złego, to naprawdę świetna sprawa, nie mniej jednak zaczyna być uciążliwe, gdy nikt nie ma nic innego do powiedzenia na trzecim spotkaniu z rzędu. Ma się wrażenie, że wszyscy ludzie są tacy sami.

    – …no i ult poszedł na Yasuo, tą kurwę z mida i jakoś dobiliśmy, ale weź, godzina i dziesięć minut gierka. – Opowiadał Marcin – A w ogóle, jak było na zajęciach?

    – Dobrze. Dowiedziałem się w końcu czym jest miłość – odparłem.

    – Poznałeś kogoś? – spojrzał na mnie, uśmiechając się z błyskiem w oku. Poczciwy Marcin, zawsze dobrze mi życzył, czego by o nim nie mówić.

    – Nie w tym sensie – zaśmiałem się – Na zajęciach doktor powiedział, że miłość to tak naprawdę oksytocyna, dopamina i serotonina w bardzo dużej dawce. To w ogóle strasznie ciekawe, że wszystkie emoc…

    – No tak, tak, bardzo ciekawe – przerwał mi nagle – szkoda tylko, że nie możesz tego wykorzystać w praktyce i ciągle nie masz dziewczyny.

    Na te słowa spochmurniałem. Rzadko kiedy był tak dosadny, choć może to kwestia mojego przewrażliwienia. Chyba już zauważyliście, że jestem maszyną do narzekania? Na szczęście tylko w myślach.

    – Mówiłem ci, że nie spotkałem nikogo, kto spodobałby mi się na tyle żeby… – zacząłem, ale ponownie mi przewał.

    – Mówiłeś, mówiłeś, ale Kamil – podniósł głos – ty masz jakieś nierealistyczne wymagania!

    – W przeciwieństwie do niektórych, nie zależy mi by przelecieć każdą co to ładniejszą dziewczynę, która się napatoczy – spuściłem wzrok. Zaczynałem być zły. Przeginał strunę, choć w głębi wiedziałem, że ma trochę racji.

    – Nie mówię, żebyś brał byle co, ale jeśli przez jakieś dwadzieścia lat nikt nigdy nie zmieścił się w twoim standardzie, to może warto go obniżyć na tyle, by znalazła się w nim choć jedna osoba – jego wywód nabierał tempa – mówisz, że ma być mądra, ma być ładna, ma się zdrowo odżywiać, lubić teatr, prowadzić godzinne dyskusje na temat mechaniki kwantowej i neurobiologii, nie palić, nie przeklinać… Kamil! Szukasz dziewczyny, nie robota, którego możesz sam zaprogramować!

    – Może i masz rację – spojrzałem na niego poirytowany – ale spójrz na mnie, każdego dnia wstaję o cholernej 5:00 rano, biorę zimny prysznic, ćwiczę, może nie ze spektakularnymi efektami ale jednak, czytam książki i to bynajmniej nie beletrystykę, tryharduję te studia na średnią 5.0, od półtora roku nie jem słodyczy, a na alkohol nawet nie spojrzę. Wciąż nie jestem idealny, każdego dnia jednak staram się jak mogę by się do takiego ideału zbliżyć i statystycznie rzecz biorąc gdzieś musi być dziewczyna, która choć trochę podziela ten sposób myślenia! – ,,zresztą jak którakolwiek miałaby się mną zainteresować gdybym tego nie robił?” dodałem w myślach.

    – Może, ale możesz też jej nigdy nie spotkać – spojrzał mi w oczy – nie musisz się tym zadręczać, przecież wszyscy widzą, że się starasz.

    – To wciąż za mało by…

    – Boże! Ale ty jesteś niedowartościowany… Nie widzisz, że już dawno przestałeś być przeciętną osobą? Wielu by to wystarczyło, ale nie, ty musisz być nie wiadomo jak niesamowity i dzień u dnia katujesz się coraz bardziej by sprostać swoim nierealnym oczekiwaniom wobec siebie. Najgorsze jednak jest w tym to, że im więcej oczekujesz od siebie, a mam wrażenie, że oczekiwania ciągle rosną, tym więcej oczekujesz od swojej potencjalnej dziewczyny. Tym sposobem zawsze będziesz sam!

    Zamurowało mnie i przez chwilę nic nie mówiłem. Nie sądziłem, że Marcin jest zdolny do tak  głębokiej refleksji. Mało tego, dość dobrze podsumował mój profil psychologiczny, z którym z dużym trudem, ale musiałem się zgodzić. Zrobiło mi się przykro. Wciąż byłem niedowartościowanym chłopcem, który desperacko starał się podwyższyć swoją wartość na każdej możliwej płaszczyźnie życia, a mimo to wciąż czuł się gorszy. Ponadto nie odpowiadały mu dziewczyny, w których widział choć cząstkę swojej słabości. Czyżby słynna psychologiczna projekcja?

    – To niby kogo mam wybrać? Na siłę kogoś, kto mi się nie podoba? – spytałem przygaszonym głosem.

    – Mówiłeś, że macie dużo ładnych dziewczyn – uśmiechnął się pokrzepiająco, czując że trochę się zapędził. Nie trzeba wiele czasu by zauważyć, że jestem wrażliwy. Zbyt wrażliwy. Pizda – przyznajcie, że tak pomyśleliście.

    – A co mi po wyglądzie, jak w głowie pusto…

    – Ok, ale nie wszyscy ludzie to idioci. Ja może tak – wyszczerzył zęby – ale nie wszyscy. Na pewno znasz co najmniej jedną w miarę ładną dziewczynę, która  coś sobą reprezentuje i nie mów mi, że się mylę.

    – Noo… – zawahałem się – jest jedna…

    – A widzisz, widzisz?! To ta, umm… Kasia? Albo Zuza? O nich mi chyba kiedyś coś mówiłeś.

    – Są ok, ale to nie te. Mówię o Basi – wypowiadając jej imię, jej obraz natychmiast skrystalizował się w mojej wyobraźni. Była ładna. Nie miss, ale dla mnie wciąż wspaniała. Zwłaszcza gdy się uśmiechała.

    – No to zaproś ją gdzieś. Na kawę, pizze… nawet do tej naleśnikarni do której idziemy, no gdziekolwiek.

    – Wiesz, że ja nie umiem w takie rzeczy…

    – Bzdura! Taki samorozwojowiec udaje pewniaczka na prawo i lewo i niby nie umie zaprosić dziewczyny? Ha! Podchodzisz, pytasz się, czy jest wolna wieczorem i czy ma ochotę na kawę. Zgodzi się lub nie, a jak nie to proponujesz inny termin. Jeśli znowu się nie zgodzi to pytasz czy może ona jakiś zaproponuje, a jak powie, że nie ma czasu to odpuszczasz, ale nic nie tracisz! – żywo kiwał głową.

    – Noo… – zawahałem się.

    – Obiecaj, że spróbujesz… Nie, lepiej! – poprawił się – Obiecaj, że zrobisz to jutro. Bo w innym wypadku, będziesz się czaił i czaił. Obiecaj, że jutro.

    Chwilę zwlekałem z odpowiedzią. Czegokolwiek bym w życiu nie robił, zawsze starałem się przeanalizować wszystko jak to tylko możliwe i zaplanować najlepszy możliwy scenariusz lub strategię. Niestety przez ogromną ilość zmiennych do uwzględnienia, pomijając równie wielką ilość czasu potrzebną na przemyślenie wszystkiego, czyniło mnie to człowiekiem wręcz skrajnie ambiwalentnym – nigdy nie mogłem się zdecydować, a półśrodki mnie nie zadowalały. Byłem niepewnym siebie perfekcjonistą i czegokolwiek bym nie robił to się chyba nie mogło zmienić. Mimo to Marcin miał rację. Muszę coś postanowić i trzymać się tego, nie myśląc za dużo. Zawsze myślałem za dużo. Czas to zmienić.

    – Dobra. Obiecuję. Jutro podejdę do niej i zapytam czy pójdzie ze mną na kawę. – westchnąłem jak bym wcześniej wstrzymał powietrze.

    – No i to ja rozumiem! – wyszczerzył zęby i poklepał mnie po ramieniu. Wiedział, że nie złamię obietnicy. Miałem wszystko swój honor.

    – Ale co jak będzie stała z innymi – zacząłem się niepokoić – albo zacznę się jąkać, lub zapomnę czegoś…

    – Spytaj czy możesz ją na chwilę pożyczyć i weź ją na bok, a jak zaczniesz robić z siebie idiotę to cóż, niektóre uważają, że słooodkie – zrobił wielkie oczy okraszone zabawną miną – gdy facet się przy nich stresuje. Będzie dobrze. Najwyżej się nie uda i chuj z tym, wtedy robisz tak z kolejną.

    Przed nami ukazał się szyld restauracji. Nim weszliśmy przystanąłem jeszcze na chwilę i spojrzałem na niego z wdzięcznością.

    – Wiesz, że jesteś okropny? – zrobiłem urażoną minę.

    – Wiem, he he – zaśmiał się, rozumiejąc – Ale ktoś musi cię popchnąć do przodu. Zawsze za dużo myślisz i za bardzo się cackasz, jak mała dziewczynka!

    Popatrzyłem na niego.

    – Śmieć.

    – Frajer.

    Wyszczerzyliśmy się do siebie i weszliśmy do środka. Tego dnia rzeczywiście mógłbym nazwać go przyjacielem.

     

    c.d.n.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil Heck

    #studia