Category: Uncategorized

  • Bez tytulu (I-II)

    “Jak do tego doszło?”, zastanawiałem się liżąc wyprężoną, grubą pałę od nasady po wędzidełko, co rusz pieczołowicie wylizując koniuszkiem języka krople wypływające z cewki. Wtuliłem ośliniony trzon w prawy policzek. Przytrzymując go obiema dłońmi, jeździłem nim po swojej twarzy i otwartych ustach.

    – Mpmff… – zaciągałem się intensywnym zapachem nabrzmiałego fiuta i lekko spoconego krocza.

    – Spójrz na mnie. – Moim oczom ukazał się umięśniony brzuch gęsto porośnięty włosami, które przerzedzały się i zanikały na wysportowanej klatce piersiowej. – Uwielbiam ten głód w Twoich oczach. – Jedną ręką wykręcił moją głowę, odchylając ją nieznacznie do tyłu. – Otwórz ładnie usta. – Zrobiłem, jak poprosił i otrzymałem nagrodę. Jego mięsisty język zawładnął moimi ustami. Po kilku minutach zaczęliśmy tracić oddech. Przerwał to szaleństwo opierając się swoim czołem o moje. Oboje sapaliśmy. Poklepał mnie otwartą dłonią i naprowadził swojego kutasa na mój język. Wiedziałem, patrząc w jego oczy, że teraz on przejął kontrolę, a ja jedynie mogłem rozluźnić gardło. Pierwsze wejście zawsze jest delikatne, ale do samego końca. Gdy językiem dotykam jego moszny, czuję, jak żołędzią jeździ po moich migdałkach i chwilę później rozpycha się w moim gardle.

    – Zaczerpnij trochę powietrza, Młody – powiedział po kilku minutach nieprzerwanego maltretowania moich ust twardym kutasem. Łapałem hausty powietrza, niczym podtapiany. Odsunąłem załzawioną twarz od ociekającego śliną i sokami fiuta. Bez chwili zastanowienia wróciłem do połykania kutasa. Samemu systematycznie nabijając się na sztywny pal. Przytrzymywałem go językiem przyklejonego do podniebienia, aby wsunąć go najgłębiej, jak mogę. Po drodze taranowałem swoje migdałki. Rozluźniłem się dopiero wbijając go w tylną ścianę gardła. Po czym na powrót oplatałem językiem przesuwając ustami w górę. Co jakiś czas zwalniałem tempo, aby wypuścić go na chwilę z ust i przelizać po całej długości. Miałem wtedy możliwość, żeby wklepać go w swoje usta i policzki, a przy okazji zaczerpnąć powietrza.

    – Ku.. rwa. Nigdy mi się to nie znudzi. – Jego sapanie i drgające mięśnie utwierdzały mnie w przekonaniu, że mówi prawdę. “Ile to już minęło?”, pomyślałem znowu wsuwając twarz w jego podbrzusze i chowając nos we włosach łonowych. W tym momencie zarzucił swoją nogę na moje plecy trzymając mnie łydką i dłońmi w żelaznym uścisku. Wdychałem w nozdrza zapach potu po niedawnej, nocnej podróży pociągiem.

    – Nghk… nnghk… – Krztusząc się zaciskałem mięśnie na kutasie, doprowadzając go do jeszcze większej ekscytacji i poluzowania chwytu. Tym razem zatrzymałem w ustach główkę, naprzemiennie miętosząc językiem napletek i uciskając wargami żołądź zasysając ją w ustach. Teraz mogłem się nad nim poznęcać, wiedząc, że zostanie mi to w pełni wybaczone. Ba! Zapewne otrzymam jeszcze nagrodę.

    – Oczy Ci błyszczą, mały sukinsynie. – Poklepał mnie po policzku.

    – Mhm… mff… mrr… – Wydałem z siebie zduszony pomruk i po chwili całkowicie opuścił moje usta.

    – Waah… Zdejmuj te szorty. – Ponaglił mnie machając dłonią.

    – Ha… ha… – Z trudem zsuwałem spodenki próbując uspokoić oddech. Byłem twardy, jak skała. Penis wyskoczył mi z szortów i od razu w całości objęły go jego usta. Nie sprawiało mu to większych problemów, ponieważ mój był smuklejszy i zdecydowanie łatwiejszy do połknięcia. Gdy go wyjął, ślina zmieszana ze śluzem łączyła się z jego wargami.

    – Taki, jak zapamiętałem. – stwierdził z tym diabelskim błyskiem w oku – Ciekawe, czy z tyłu jesteś tak samo ciasny i ciepły, jak ostatnio?

    Złapał między swoje palce ściekające mu z kutasa gęste krople śluzu i rozsmarował po mojej dziurze.

    – Wypnij się. Chcę ją najpierw odpowiednio przywitać. – Kierowany gestem jego dłoni wykonałem polecenie. Leżąc na podłodze wdychałem zapach jego przepoconych sneakersów zmieszany z dawno nieodkurzonym dywanem. – Mmhm… Grzeczna suka! – pochwała została zaakcentowana siarczystym uderzeniem w pośladek. Jestem pewien, że moje jęknięcia i następne klapsy, których echa odbijały się w mieszkaniu były słyszalne na klatce schodowej.

    W odpowiedzi uniosłem biodra wyżej, wypinając się na tyle mocno, że moje lędźwie były praktycznie prostopadle do podłogi. A przynajmniej miałem takie wrażenie.

    Jego jęzor zaczął lizać mnie po szparze i rozchylał moje wrota, szykując je na wejście tarana, którego ściskałem teraz w dłoni. Co jakiś czas chwytałem jego opuchnięte kule i masowałem je między palcami.

    – Idealna! – jego głos przypominał teraz zachwyt nabuzowanego hormonami nastolatka – Jak ja się za nią stęskniłem.

    – W takim razie przestań tracić czas! – skwitowałem – Ja tutaj też tęskniłem… – Odwróciłem głowę w jego stronę – …i byłem cholernie grzeczną sukąąą! Gaah… Aaah… Argh… – Nie dał mi skończyć. Po prostu wbił się we mnie zatrzymując się na moich pośladkach, niczym na poduszkach powietrznych. Oba zostały zgniecione przez jego podbrzusze i podciągnięte do góry. Miałem wrażenie, że gdyby nie jego palce wbijające się w moją talię i dłonie podtrzymujące mnie w dogodnej dla niego pozycji, to to hamowanie skończyłoby się z moją głową pod stołem albo na szafie.

    Wyciągnął swojego kutasa prawie w całości i ponownie wbił się z całą siłą w moją dziurę. “Jak ja cholernie tęskniłem za tym kawałem mięcha”, czułem, jak moja pizda ulega pod naporem jego oręża. Po kilku wolnych ruchach zaczęła się jazda. Narzucił szybsze tempo. Od ścian odbijały się tylko odgłosy moich pośladków, podbijanych przez jego biodra. Dodatkowo można było usłyszeć klekot jego jaj zmieszany z jego sapaniem i moimi niewyartykułowanymi jękami. “Skąd on ma tyle siły?”, myślałem.

    Wyginał moje plecy w łuk, trzymając za włosy albo lekko podduszając. Już dawno zapomniałem, że gdzieś tam, na początku czułem ból związany z jego impertynenckim wejściem. Dawał mi taką rozkosz, że ledwo utrzymywałem się na rękach.

    – O’żesz, ku… rw… aaa… Lecę! – Wbił się we mnie przylegając do moich pleców. Jego dłoń podtrzymywała mnie za podbrzusze, ale straciłem równowagę w momencie, gdy zalewał mi pizdę. Jego kutas wysunął się z mojej dziury, a strugi spermy trafiły na plecy i pośladki. Dysząc z twarzą przy jego soksach, czułem, jak pochyla się nade mną. – Wypnij ponownie to śliczne, ciasne dupsko, bo jeszcze nie skończyłem. – Posłusznie podciągnąłem kolana pod brodę wysuwając cipę do ponownego jebania. Jego stopa wgniotła moją twarz mocniej w dywan. Po chwili znów byłem w raju, gdy urabiał moją pizdę, jak śmietanę na masło…

    . . .

    Leżałem wycieńczony na kanapie. On odpalił papierosa. Normalnie bym go za to zgonił, ale nie tym razem. Sam miałem ochotę.

    – Podasz mi jedną? – zapytałem przysuwając do siebie szklankę z wodą.

    – Częstuj się, Młody. Grzecznym sukom się należy. – Jego dłonie pieściły mi pośladki.

    Odpaliłem fajkę i westchnąłem. Osiedle budziło się do życia. Na potwierdzenie tego zaczęły dzwonić przeklęte budziki sąsiadów. Wybiła 07:00 we Wrocławiu. Czas na kawę, prysznic i wygonienie tego jebaki z powrotem do Warszawy.

    Prawie się zadławiłem wciągając dym z papierosa, bo skurwiel musiał wcisnąć swoje palce w moją rozjechaną pizdę.

    – Pogięło Cię!

    – Wyluzuj. – Uśmiechnął się figlarnie, nie przejmując się moimi stęknięciami. “Skurwysyn!”, myślałem. Jego kciuk z palcem wskazującym badały szkody poczynione mojej napuchniętej dziurze. Ponownie się zaciągnąłem wykrzywiając po chwili twarz w grymasie bólu i podniecenia.

    – To co? – zapytał, ale wiedziałem, że nie oczekuje odpowiedzi. Zwłaszcza, że jego palce ubijały wewnątrz wcześniejsz pozostawiony ładunek.

    – O której masz odja…aaa…zd? – westchnąłem.

    – Nie martw się. Mam jeszcze dwie godziny do odjazdu… – Mój kutas zaczął reagować na ten powolny masaż prostaty i wracał do życia, ponownie się śliniąc. Jego też nie zwlekał, bo już od kilku chwil wbijał mi się w podbrzusze. – …więc spokojnie uda mi się zalać Ci dupę jeszcze raz. – Zwinnym ruchem zawisnął nade mną i zgasił fajkę w mojej szklance z wodą. – Minimum raz! – zaśmiał się i z impentem wsunął się w moje cipsko, aż wykręciłem palce stóp w drugą stronę.

    – Fuuu…ck! – krzyknąłem. “Wszystkie plany poszły się jebać!”, pomyślałem – Szlak! Niech Ci będzie. – Uniosłem lekko biodra przyklejając pośladki do jego łona. – Mam nadzieję, że wiesz na co się piszesz, skoro już mnie sprowokowałeś! – wycedziłem przez zęby ponownie kołysząc biodrami i zatapiając jego rozpalony młot w swoją wyrobioną pizdę.

    “Nie ma to, jak rozpocząć weekend.”, zamknąłem oczy, słysząc za sobą świszczący oddech. Tym razem, to jego jęki rozbrzmiewały w mieszkaniu. “Chwilo trwaj wiecznie, proszę!”, uśmiechając się do siebie ścisnąłem ściany odbytnicy wydobywając z niego kolejne jęknięcie.

    *** *** *** *** *** *** *** ***

    *** *** *** *** *** *** *** ***

    Kiedy to się zaczęło? Ostatnio częściej wracałem myślami do początku naszej znajomości. Chyba zmiękłem, pomyślałem wypuszczając z ust smugę dymu.

    Wzrokiem błądziłem po tych słodkich, niczym jesienne jabłka pośladkach. Zniknęły już z nich karminowe ślady po wczorajszych uderzeniach moich dłoni i bioder. Mimo tego, w głowie wciąż mogłem wyraźnie przywołać obraz mojego fiuta na tle tych nieprzyzwoitych, zarumienionych wypukłości.

    Nikt tak na mnie nie działał, jak on.

    W dodatku od początku była między nami chemia. W seksie rozumieliśmy się bez słów. Byliśmy całkowicie dopasowani.

    Gdy ściskałem jego pośladki i jeździłem swoim penisem w szczelinie między nimi, to wyczuwałem, że usztywnia swoje biodra, wygięte i wypięte, jak najmocniej w moją stronę. Dawało mi to dziką satysfakcję. Jego uległość i ta przepełniona oczekiwaniem z jego strony chwila. Delikatny napór siły w moją stronę, na tyle stanowczy, abym go poczuł na swoim członku, ale jednocześnie nie ingerujący w moje ruchy, gdy ślizgałem się na własnej ślinie i sokach. Wszechogarniające pragnienie wślizgnięcia się w niego, jak najszybciej. Na chwilę przed, dwa lub trzy razy klepałem jego nieznacznie rozchylający się i zamykający otwór. Niczym zapraszające mnie lubieżne mrugnięcia. W pokoju rozchodziły się mokre dźwięki odbijającego się kutasa. Przypominały wyuzdane mlaśnięcia. Cienkie, rwące się nicie preejakulatu łączyły mojego twardego, grubego, z dziko pulsującą żyłą fiuta i jego bezwłosą, różową, wciąż młodzieńczą pizdę.

    Wejście w niego zawsze było ekscytujące. Jak skok na bungee. Nurkowałem w ciepłą, wilgotną otchłań i jednocześnie słyszałem, jak on wciąga ze świstem powietrze i wzdycha. Zapewne trochę z bólu, który przynosił mu perfidną przyjemność, a trochę z zaskoczenia, jakby nie był na to przygotowany. Bywały chwile, w których miałem wrażenie, że nie jest do tego przyzwyczajony. Jakby notorycznie przeżywał ze mną swój pierwszy raz. Mimo, że już tyle razy wchodziłem w niego, jak rozgrzany nóż w masło.

    Nie ukrywam, że czasami zdarzyło mi się zlać w jego dziurę zaraz po wejściu. Dosłownie zanurzałem się na całą długość penisa i sztywniałem wgniatając go najmocniej, jak się dało w materiał albo przestrzeń znajdującą się pod nim lub przed nim. W materac łóżka jego rodziców, w kanapę loży dyskotekowej, w dywan na podłodze mieszkania mojej siostry, w posadzkę w piwnicy wspólnego znajomego, w wiosenną trawę na działce jego ciotki, w śliski materiał śpiwora na grupowym biwaku, w jesienne liście podczas spaceru po Parku Szczytnickim, w piaszczystą plażę na naszych wakacjach, w słomę na roli mojego wuja albo po prostu nabijając w powietrzu niezliczoną ilość razy.

    Potem przez moment widziałem gwiazdy. Ślepłem, zaciskając powieki i zgrzytając zębami, aby nieznacznie powstrzymać wydobywający się gardłowy jęk, który zmieniał się w zwierzęcy charkot. Drżałem, a jednocześnie obficie zalewałem jego dupę, tworząc z niej basen wypełniony po brzegi moją spermą.

    Często porównywał to do taranowania drzwi, bo przy grubości mojego fiuta zawsze odczuwał dyskomfort. Przynajmniej na początku. Nigdy jednak nie powiedział “nie”, wręcz przeciwnie miałem wrażenie, że go to jeszcze bardziej nakręca, że pragnie tego intensywniej niż ja. Później, gdy już mój pierwszy, kurewsko silny orgazm mijał, to on przejmował prowadzenie. Wciągałem nosem zapach jego włosów, muskałem go ustami po skórze szyi. Upajałem się jego ciałem i zachwycałem zaistniałą sytuacją.

    Tym, jak uporczywie i zażarcie nabija się na mnie. Sapiąc z każdym pokonanym centymetrem, ale nie poddając się.

    Tym, jak żarliwie przytula swoje gładkie pośladki do moich włosów łonowych. Niekiedy, ostrzyżone, musiały kłuć go, jak igiełki kaktusa, bo wiercił wtedy swoim tyłkiem, jakby szukał idealnej, najmniej dokuczliwej pozycji.

    Tym, jak głęboko wciska w siebie mojego penisa. Czułem, jakbym główką przeciskał się przez jakąś wewnętrzną obręcz. Potem kwilił i skomlał, prosząc mnie raz po raz, abym się poruszył, abym go wziął, jak zechcę, ale żebym przestał już zwlekać. Nie potrafiłem mu odmówić. Nawet gdybym potrafił, to wiedziałem, że nie chcę.

    Były też sytuacje, gdy po pierwszym zbliżeniu wychodziłem z niego, a on zwieraczami, z wyczuciem, wręcz pieszczotliwie ściskał mi odsłoniętą żołądź. Drażnił wrażliwą, odsłoniętą skórę doprowadzając mnie tym na skraj wytrzymałości. Kutas zaczynał mi samoistnie podrygiwać i zachlapywałem jego pośladki białym klejem. W lekko rozwartym oczku tworzyło się białe jezioro, które potem przecierałem swoim językiem. Dokładnie wylizując, zasysając zwieracze i podgryzając wnętrze lub dolne partie pośladków.

    Potem obejmowałem je oburącz. Ściskałem i z impetem rozcierałem swoim grubym wałem. Wyginał się i jęczał, gdy rozciągałem jego ciasną szparkę, aż poddawał się moim działaniom. Ostatecznie ulegał mi, jak plastelina w rękach dziecka. Mogłem z nim zrobić wszystko, a on tylko mruczał i bezgłośnie stękał przy gwałtowniejszych pchnięciach. Bez przerwy, nieustannie, coraz bardziej wyraziście.

    Wypuściłem z ust kolejne pasmo mleczno-siwego dymu. Młody poruszył się pod prześcieradłem. W taką pogodę, jak w dzisiaj nigdy nie spał pod czymś grubszym niż poszwa na kołdrę. Leżał na boku, odwrócony plecami do mnie. Biały materiał miał owinięty wokół ud i podbrzusza, przez co cała reszta była wystawiona na widok publiczny. Mogłem swobodnie podziwiać skutki naszej namiętności, obraz mojej żądzy i drapieżności.

    Czerwone usta, wciąż opuchnięte od wczorajszych pocałunków i ugryzień. Ciemno-różowe, twarde od porannego chłodu sutki. Nad lewym dostrzec można ślad moich zębów. Jędrna, gładka skóra. Delikatnie opalona, ale wciąż jaśniejsza niż moja.

    W różnych miejscach, jak namalowane błyszczały śliwkowe plamy. Niczym ścieżka stworzona przez moje nadgorliwe usta. Jasnobrązowe, gdzieniegdzie słomiane włosy, którymi był oprószony w strategicznych miejscach. W tym również na pośladkach. Miękki, ledwo widoczny meszek. W porannym słońcu przypominały mi soczystą brzoskwinię, z małym pieprzykiem pod prawym pośladkiem.

    Powinienem przestać. Inaczej się nie powstrzymam przed maltretowaniem go jeszcze przed odjazdem. Nawet pomimo, że spędziliśmy wczoraj cały dzień nago, spleceni w objęciach lub odsunięci od siebie na wyciągnięcie ręki, ale wciąż połączeni w rozkosznym uniesieniu.

    Wczorajsze dwie godziny do odjazdu zmieniły się w odwołanie i przesunięcie biletu na najwcześniejszy poranny kurs oraz wybraniem dnia wolnego na żądanie przez Młodego.

    Zaśmiałem się do siebie, gdy w myślach pojawiła mi się scena, jak dzwonił do pracy powstrzymując się przed jęczeniem, bo nie przestawałem go jebać. Nawet postarałem się, aby nie miał, jak uciec w momencie uderzenia w jego ściśniętą prostatę. Powiedzmy, że byłem okrutny, ale równocześnie okazałem miłosierdzie. W końcu doprowadziłem go do orgazmu jedynie wbijając się prosto w najbardziej wrażliwy punkt. Nie powiem, że nie odpłacił mi pięknym za nadobne. Potrafił się zrewanżować. Praktycznie wyssał ze mnie wszystko, co najlepsze. Jednocześnie masując i uciskając naładowane, ściągnięte do góry jądra. Czułem się, jakby uszło ze mnie życie i po sekundzie narodził się na nowo.

    Nie wiem, kiedy się tego nauczył. Gdy pierwszy raz się spotkaliśmy był bardziej nieśmiały. Szczególnie w życiu codziennym. W seksie okazał się żywiołowy, jak nikt inny. Zachłanny, łapczywy, spragniony. Pomyślałby kto, że z wiekiem przestanie taki być.

    Jak dziś pamiętam ten dzień, w którym kazałem jego kuzynowi przyjść razem z nim. Zawrócił mi wtedy w głowie. Lekko rozchylone usta, zgrabny, symetryczny nos, zielone oczy. Nie mogłem nasycić oczu. Wodziłem po nim wzrokiem, aż się speszył i zaczerwienił. Co było trochę paradoksalne, bo otaksował mnie, tak samo, jak ja jego. Gdy się czerwienił i spuszczał wzrok, to niby przypadkiem zatrzymał się na moim wypchanym kroczu. Oczywiście, po tej całej obczajce było wiadomo, że…

    – Co tu jeszcze robisz? – Pytanie Młodego wyrwało mnie z rozmyślań. Jego głos brzmiał, jakby połknął potłuczone szkło. Chyba faktycznie przesadziliśmy, pomyślałem gasząc fajkę w szklance. Powinienem przestać palić albo kupić po kryjomu popielniczkę.

    – Za niedługo się zbieram – odpowiedziałem – jakoś nie mogę się zebrać – dodałem sięgając po butelkę Perlage spod łóżka. – Masz, napij się.

    – Dzięki. – Odwrócił się i zabrał ode mnie szklaną butelkę. Po chwili już przytulał się do mojego boku. Jego oddech łaskotał mi skórę. Pocałował mnie jeszcze pod żebrami obejmując w pasie. Przy okazji niefortunnie zahaczając o nabrzmiałego kutasa.

    – Chyba żartujesz? – Usłyszałem w jego głosie zdziwienie zmieszane z rozbawieniem. – Nigdy nie masz dość, co? – Jakby dla pewności przejechał dłonią po całej długości, aż syknąłem z nadmiaru wrażeń.

    – Proszę, przestań – jęknąłem, gdy pełną dłonią objął śliniącą się główkę.

    – Jak chcesz. – Rozprowadził cały śluz wzdłuż pulsującej żyły, a potem wytarł resztki w moje łono. – Jest sobota – cicho zamruczał wprost w moją kość biodrową i zaraz dodał: – Nie, żebym cię namawiał, ale możesz zostać. – Jego usta zaczęły całować moją skórę. – Oczywiście, jeśli chcesz.

    – Nie wytrzymam! – wycedziłem przez zęby czując na skórze, jak Młody uśmiecha się do siebie. – Zostanę, a… ugh… – Mój kutas już znikał w jego rozgrzanych ustach. – Zwolnij, ja… – Spuszczałem się głęboko w jego gardle. Masował mi żołądź przełykiem równocześnie połykając cały ładunek, a za chwilę oblizywał go całego błyszczącego od śliny i resztek nasienia.

    Najbardziej lubiłem obserwować, jak zamykał oczy i z uśmiechem na twarzy ocierał się o mój sprzęt. Zaczepiając o wargi, przykładając do policzka i wąchając każdy centymetr mojej pały.

    W ślad za nosem sunął jego wilgotny, różowy język…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    YGray
  • Na dzikiej plazy

    Adam i Julia dotarli do celu swojej podróży.
        – Ale tu pięknie! – krzyknęła wchodząc na dziką plażę.
        Jeziorko, nad które właśnie przybyli, było miejscem często przez nich odwiedzanym, szczególnie gdy przychodziło lato. Było ono dosyć niedaleko, bo pół godziny marszu od ich domu. Na dodatek nie było to miejsce upodobane przez innych ludzi, dzięki czemu nigdy nie było nad nim wielkiego tłumu.
        Julia położyła swoje rzeczy na piasku, po czym ściągnęła przez głowę swoją krótką sukienkę. Oczom Adama ukazał się jej czerwony dwuczęściowy strój kąpielowy.
        – Wyglądasz sexy – powiedział Adam.
        – Dziękuję, braciszku – odparła zarumieniona Julia i wbiegła do wody.
        Adam miał 17 lat i był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem, a Julia była młodsza od niego o dwa lata i była drobną brunetką o wysportowanej figurze. Adam i Julia jako rodzeństwo mieli ze sobą bardzo dobry kontakt i często dzielili się swoimi tajemnicami. Szczególnie często rozmawiali o swoich doświadczeniach intymnych. Obydwoje mieli już trochę doświadczenia w ‘tych’ sprawach. Każde z nich już miało wcześniej kilku partnerów.
        Chłopak zdjął t-shirtkę i spodenki, po czym wszedł w samych kąpielówkach do wody. Podpłynął do siostry i chlapnął na nią wodą kilka razy. Julia zaśmiała się głośno, po czym ona również chlapnęła na Adama. Droczyli się tak jeszcze przez chwilę, gdy Julia nagle wskazując palcem, rzekła:
        – Jest i ona!
        W oddali, szła plażą wysoka blondynka. Adam domyślił się, że jest to koleżanka jego siostry, o której to wspomniała, gdy jechali na plażę. Po chwili, gdy była mógł się przyjrzeć dziewczynie dokładniej. Długie kręcone blond włosy, na sobie miała białą sukienkę i duży kapelusz, a na jej nosie znajdowały się okulary przeciwsłoneczne. Najbardziej uwagę Adama skupiły długie, ponętne nogi oraz usta pomalowane szminką na czerwono.
        Julia wybiegła szybko z wody, a Adam za nią. Gdy byli już przy blondwłosej dziewczynie, Julia rzekła:
        – Adam, to jest Jagoda.
        – Miło ciebie poznać, Adam – uścisnęła rękę z chłopakiem. – Dużo o tobie słyszałam.
        – A co na przykład? – spytał się zarumieniony.
        – Na przykład Julka mówiła mi, że jesteś przystojny. I faktycznie, miała rację – obydwie dziewczyny roześmiały się.
        Jagoda dalej rozmawiała z Adamem, podczas gdy Julia wyciągnęła ze swojej torby portfel i zarzuciła na siebie sukienkę.
        – Pójdę i kupię coś do picia – powiedziała. – Tam niedaleko jest sklep.
        – Dobra, uważaj na siebie siostrzyczko – zaśmiał się Adam.
        Po chwili zostali sami.
        – Jaki masz sześciopak – dotknęła klaty Adama Jagoda. – Chodzisz pewnie na siłownię?
        – Mhm – mruknął.
        Jagoda postawiła nogę do przodu i nagle upadła na piasek, sycząc z bólu.
        – Co się stało? – klęknął Adam przy Jagodzie.
        – Skurcz mi wszedł – syknęła. – O tu! – wskazała swoją łydkę.
        – Daj, rozmasuję tobie
        Adam objął dłońmi jej łydkę i zaczął ją masować. Ból zaczął ustępować i Jagoda poczęła ulgę, ale jednocześnie nie wiadomo dlaczego poczuła mrowienie w swoim intymnym miejscu. Nie zastanawiała się długo. Wiedziała, co chce teraz zrobić.
        – O, dzięki, już lepiej. Możesz trochę wyżej, za kolanem…
        Adam przeniósł tam swoje dłonie, nie przestając masować. Jej piękne, gładkie nogi, dotyk delikatnej skóry dziewczyny sprawiał, że przez głowę przebiegły mu różne fantazje, które jednak odrzucił. W końcu to koleżanka jego siostry.
        Tymczasem Jagoda złapała Adam za jego dłonie i pociągnęła za nie wyżej pod materiał sukienki.
        – Co ty robisz? – nerwowo krzyknął Adam.
        – Musisz mnie porządnie wymasować – westchnęła. – Wymasuj mi ją… cipę.
        Adam wtedy puścił wszelkie hamulce. Uznał, że mają wystarczająco dużo czasu zanim wróci jego siostra. Zadarł sukienkę do góry. Zdjął czarne figi i ujrzał cipkę porośniętą gęstym gąszczem włosów. Zaczął ją gładzić i masować. Jagoda westchnęła głośno i jęknęła. Potem chłopak włożył jej kilka palców do środka. Dziewczyna jęknęła głośno. Adam wtedy przestał ją robić jej palcówkę i wstał. Ściągnął majtki i wypuścił swojego kutasa.
        – O kurwa – jęknęła. – Jaki duży!
        – Weź go do buzi – odparł Adam.
        Jagoda objęła trzon w swoje dłonie, po czym wzięła go do ust. Adam westchnął głęboko. Nagle złapał ją za jej blond włosy i zaczął ją ruchać w gardło. Po chwili wyciągnął penisa z jej ust i powiedział:
        – Wypnij się.
        Uklękła i wypięła pupę. Była dosyć nieduża, ale przy tym jej pośladki były jędrne. Adam klęknął za nią i przystawił swojego kutasa do jej mokrej szparki, po czym pchnął. Wszedł w nią jak w masło. Czuł jej ciasnotę każdym centymetrem swojego penisa. Ona tymczasem jęknęła głośno.
        – O kurwa, o tak! Bierz mnie!
        Adam zaczął ją posuwać. Trzymał ją za jej chude, kościste biodra. Zwiększał z każdą chwilą tempo i głębokość penetracji. Po chwili wbijał się w nią aż po jaja. Jagoda wiła się pod nim. Nie była dziewicą, ale nigdy nie przeżyła takiej rozkoszy jak z Adamem. Chłopak nagle sprzedał jej siarczystego klapsa. Krzyknęła głośno. Czuła, że zbliża się ten moment.
        – A, zaraz dojdę! – jęknęła.
        – Dajesz mała – wysapał.
        Poczuł nagle na swoim kutasie skurcze jej pochwy. Jagoda krzyknęła głośno i padła bezwładnie głową na piasek, oddychając ciężko. Tymczasem Adam posuwał ją jak najszybciej to było możliwe.
        – Tylko nie dojdź we mnie – rzuciła. – Mam płodne.
        Adam posuwał ją, klaskając swoim podbrzuszem o jej tyłek, gdy nagle poczuł że zaraz dojdzie. Wysunął kutasa i nim kilka razy potarł go swoją dłonią, po czym spuścił się na piasek.
        Kiedy już obydwoje ochłonęli i ubrali się, Jagoda podeszła do Adama i pocałowała go w usta. Chłopak odwzajemnił pocałunek.
        – Musimy to kiedyś powtórzyć – powiedziała, wpatrując mu się w oczy.
        – O, tak – odpowiedział Adam z uśmiechem.
        W oddali pojawiła się wreszcie Julia.
        – Wybaczcie, ale straszna kolejka była w tym sklepie – roześmiała się.
        Zauważyła w tym momencie w kąciku ust swojego brata kawałek czerwonej jaskrawej szminki. Wiedziała świetnie co jej przyjaciółka i jej brat robili. Zresztą po to specjalnie poszła do sklepu. I jej plan spełnił się. Odtąd kutas Adama często gościł w Jagodzie, aż w końcu pewnego dnia związali się, już nie tylko seksualnie…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Francis K

    Wszelkie opinie – pozytywne, ale i krytyczne – mile widziane 🙂

  • Po raz pierwszy za kase

    Po ukończeniu 18 lat, zacząłem biegać. Bardzo lubiłem aktywnie spędzać czas. Najwcześniej biegałem po lesie. Po kilku biegach, chciałem to urozmaicić. Przed każdym biegiem wkładałem sobie zatyczkę w pupę. Podczas biegania dawała duże podniecenie, dlatego nie raz robiłem sobie przerwę, by zwalić sobie kutasa. Bardzo mnie to podniecało. Biegałem już tak 3 miesiące.

    To była sobota rano. Standardowo zatyczka w dupę i w las. Stanąłem przy drzewie, wyciągnąłem kutasa i zacząłem się nim bawić. Po 4 minutach, gdy już szczytowałem, poczułem rękę na ramieniu.

    – Co ty tu robisz? – powiedział.

    Obróciłem się w jego stronę z kutasem w ręce. Wtedy nastąpił szczyt. Był to miejscowy leśniczy, a ja spuściłem się na jego oczach i to jeszcze na jego ubranie.

    – Ty mały gnoju, zabaw w lesie się zachciało. Teraz to wyczyść. – rozkazał.

    Byłem przestraszony i w szoku i zamiast wziąć chusteczkę, zacząłem zlizywać moją spermę z jego munduru. Wziął mnie za szyję i przycisnął do drzewa.

    – Co ty robisz? Lubisz spermę cwelu? To dostaniesz więcej. – groźnie powiedział.

    – Przepraszam, już sobie idę. – odpowiedziałem.

    – Teraz suko? Teraz masz coś do ojebania. – odparł i wyciągnął swojego kutasa.

    Był on znacznie wyższy ode mnie i grubszy. Nie był to typ misia ale brzuszek delikatny miał. Wiedziałem, że jest silniejszy. Chwycił moją rękę i położył na twojego kutasa. Był nieogolony, za to dość duży po ok.20 cm i był bardzo gruby.

    – No dalej cwelu na kolana! – rozkazał.

    Uklęknąłem przed nim. Od razu chwycił mnie za głowę i wpakował całego kutasa. Ruchał moją buzię ok.10min, cały czas dominując, nie dając chwili wytchnienia, co chwilę policzkując mnie. W końcu doszedł. Zalał moją buźkę. Nie pozwolił nic wypluć więc całość połknąłem.

    – Dobra cwelu, teraz możesz iść. Ale mam propozycję. Chcesz zarobić hajs wpadnij jutro do mnie o 18, zobaczymy co ta dupka potrafi. – rzekł.

    Mówiąc to klepnął mnie w dupę i poszedł. Byłem przestraszony i szybko pobiegłem do domu. Jednak cały czas myślałem nad jego ofertą. Miałem co dopiero 18 lat, szkoła, bez roboty, przydało by się trochę siana. Długo nad tym myślałem, jednak zdecydowałem, że pójdę, a najwyżej zrezygnuje.

    O 18 zapukałem do jego drzwi.

    – Wiedziałem suko, że przyjdziesz. – powiedział na powitanie.

    – Jestem ale nie powiedziałem czy zostanę. – odparłem.

    – Mo proszę cwel się stawia. Co chcesz wiedzieć? – zapytał.

    – Jaka będzie moja rola i ile dostane? – odrzekłem.

    – Umówmy się tak, jeśli wytrzymasz do 24 dam ci 500 zł za każdą godzinę, ale będziesz moją prywatną suką, która niczego mi nie odmówi. – powiedział.

    Trochę mnie to przerażało, ale ostatnio krucho u mnie z kasą. Przecież i tak przez 6 godzin nie będzie mnie jebał, bo i tak nie da rady pomyślałem.

    – Zgoda. – odpowiedziałem.

    – 1 zadanie. Leć do łazienki po maszynkę. Ogolisz mi jaja i fiuta przed ruchaniem ciebie.

    Uff nic trudnego pomyślałem. Pobiegłem do łazienki i wróciłem z maszynką. Rozebrałem mojego Pana i uklęknąłem przed jego fiutem.

    – Rozbierz się najpierw. Chce ci się pić? – zapytał.

    – Chętnie się napoje. – odpowiedziałem i ściągnąłem z siebie ubrania.

    – To otwieraj ryj, a pamiętaj jak wyplujesz.

    Nie wiedziałem o co chodzi, więc otwarłem moją buzię. Wtedy on wpakował mi swojego fiuta i zaczął sikać prosto do mojego gardła. Chciałem jak najszybciej odskoczyć, jednak on trzymał mocno moją głowę. Nic nie mogłem zrobić, tylko przełykać jego ciepły mocz. Kiedy skończył dostałem mocnego liścia.

    – Co ty sobie cwelu myślałeś, że ci odpuszczę? Teraz możesz Pana ogolić.

    Byłem zniesmaczony. Ogoliłem dokładnie jego jajka i kutasa.

    – Dupę też Panie? – zapytałem – bo tak kazał mi się do siebie zwracać.

    – A co wyglądam na takie cwela jak ty? Wypinaj się. – rozkazał.

    Wypiąłem się do niego w pozycji na pieska. Moją pupa była idealnie ogolona, co bardzo mu się podobało.

    – Zostań tak. Zaraz przyjdę. – powiedział.

    Po chwili wrócił z wielką czarną torbą. Położył ją przede mną i rozpiął. Była to torba pełna zabawek erotycznych. Wyciągnął knebel wraz z obrożą i smyczą i założył mi na twarz. Następnie wyjął 6 sztucznych kutasów. Wszystkie w innym rozmiarze, ale wszystkie były bardzo duże. Zaszedł mnie od tyłu i usiadł. Wziął pierwsze dildo do ręki i energicznych ruchem chciał dostawcy się wewnątrz mnie. Chciałem zacząć wyć z bólu jednak knebel mi na to nie pozwolić. Zacząłem mocno sapać. Wszedł w moją delikatną i ciasną dziurę, od razu, bez oliwki. Bardzo mnie bolało, jednak on nie przestawał. Bawił się tak moją dziurą ok. 30 minut, co chwilę zwiększając dilda. Największe zostawił w środku i powiedział:

    – Chodź cwelu nagrodę dostaniesz.

    Pociągnął za smycz. Musiałem iść jak pies za nim. Doszliśmy do jego sypialni otworzył szufladę i zapakował mi do buzi gacie.

    – A teraz masz je wyprać. – rozkazał.

    Były okropne. Było czuć że są stare, a właściciel wiele razy się w nie spuścił. Po 10 minutach żucia pozwolił mi je wypluć.

    – Teraz mi wyczyścisz stopy.

    Usiadł na łóżku i poprzez smycz przyciągnął mnie do siebie. Na co dzień chodzi on w wysokich butach, wiadomo jak to leśniczy. Można to było odczuć. Jego stopy były bardzo spocone. Ale nie miałem innego wyjścia. Wyczyściłem jego stopy językiem.

    – Teraz w nagrodę zrób mi loda.

    No w końcu jakieś normalne zadanie. Szybko podniosłem głowę i wpakowałem jego kutasa do buzi. Na spokojnie ojebałem mu pałę tak jak umiem najlepiej, a na końcu połknąłem jego ciepłe nasienie.

    Znowu szarpnął za smycz i zaprowadził do sypialni. Otwarł szufladę i tym razem spakował mi stare, przepocone skarpety. Zeszliśmy do piwnicy.

    – Co będziesz na sucho je prał? Otwieraj ryja.

    I znowu naszczał mi do buzi. Okropny smak sików utrzymywał się na skarpetkach.

    – wskakuj na stół. – rozkazał.

    Związał mi ręce i nogi. A następnie mocno zacisnął sznur na jajach. Zaczął mnie Otto ruchać i bić czym drewnianym. Wyłem z bólu, ale byłem na tyle podniecony, że doszedłem.

    – Co ty kurwo! Tak ci przyjemnie? Teraz będzie kara. – rzekł

    Zacisnął jeszcze bardziej sznur na jajach, które były już fioletowe. Zaczął mnie bić po kutasie. Po 10 minutach chłosty usiadł mi na twarzy i kazał lizać swój zarośnięty odbyt. Nigdy nie lubiłem lizać komuś rowa. Był spocony i bardzo owłosiony. Mój master zaczął cicho jęczeć, co mnie podniecało. Mój kutas po niedawnym wytrysku znów się podnosił, co szybko zauważył mój Pan.

    – Oooo proszę, to też ci się podoba, widzę że nie ma dla ciebie nic co by się nie podniecało.

    Powiedział jeszcze chwilę na mojej twarzy, po czym zszedł i powiedział:

    – Dobra z ciebie suka. Z racji tego że została już nam tylko godzina w nagrodę cię wyrucham.

    Ruchał mnie bardzo ostro, w różnych pozycjach. Był bezlitosny. Nie zważał uwagi na moje głośne jęki. Po 40 minutach doszedł w mojej dziurce. Padnięty położył się obok mnie. Jeszcze nigdy nie bolała mnie tak dupa.

    – Masz tu to na co zasłużyłeś. A teraz bierz ciuchy i możesz wyjść.

    Ciężko mi było chodzić. Moja dupa była bardzo czerwona.

    – Młody! Jak chcesz coś jeszcze zarobić to wpijaj w sobotę. Zabawimy się.

    Powiedział jak już byłem w drzwiach. Odparłem że mogę wpaść….

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil Malarz
  • Wakacyjna przygoda Kingi

    Powiewał lekki wiaterek, słońce przygrzewało. A w oddali słychać było śmiech rozbawionych, kąpiących się w jeziorze. Jednak tutaj pomiędzy trawami i zasłoniętą drzewami małej zatoczce nie było nikogo.

    Z wody na brzeg wyszła Kinga. Cała naga jak ją pan bóg stworzył. Jej kręcone kasztanowe włosy, teraz proste, spływały mokre po plecach aż po miejsce gdzie zaczynają się dwie piękne półkule, tworząc jędrne pośladki. Dwie duże piersi z sterczącymi w górę z zimna sutkami. Mokre uda i kapiące krople wody z starannie przystrzyżonych włosków łonowych, układających się w kształt trójkąta. Wyszła na brzeg kierując twarz w stronę słońca, ciesząc się ich promieniami.

    To był jej pierwszy dzień wakacji u Ciotki na wsi. Z początku nie chciała zbytnio tutaj przyjeżdżać. Jednak cisza widoki i ten spokój, zaczęły jej się podobać.

    Potrzebowała tego. Nie dawno zerwała toksyczny związek z 4 lata starszym od siebie Sławkiem. Byli razem 2 lata. Niby nie dużo ale dla niej była to trudna decyzja. Bo właściwie wszystko było między nimi ok, ale nie mogła już dłużej tego ciągnąć. Kochała go i w sumie rozumiała jego potrzeby. Jednak sposób w jaki się ich domagał i jak ją przez to traktował nie podobały się jej. Naprawdę starała się jakoś ten brak mu zrekompensować. Często robiła mu ręką, po wielu namowach, zgodziła się zrobić mu ustami. Chociaż z początku miała duże opory. Pozwoliła nawet ocierać się między pośladkami, piersiami, tryskać na twarz. Ale było mu wciąż mało, nie potrafił zrozumieć dlaczego nie chce z nim tego zrobić. Tak właściwie to już była gotowa zrobić ten krok, ale jego podejście i sposób w jaki się domagał zbliżenia. Budował w niej mur nie do przebicia. Czara goryczy i powód dla którego postanowiła  to zakończyć, nastąpił gdy wyskoczył z tekstem.

    – Masz już przecież 17 lat. Wszystkie Twoje koleżanki to już robią.

    – Nie wszystkie a jeśli to możesz iść do nich jak tak chętnie Cię obsłużą.

    – Jak bym chciał bzykać Twoje koleżanki nie był bym z Tobą.

    Wtedy jakby cos w niego wstąpiło, rzucił się na nią, pchając siłą na łózko wykręcił jej ręce i uderzył w twarz.

    -Ty mała dziwko będziesz się ze mną ruchać kiedy zechce, będziesz prosić bym Cię dymał.

    Trzymając ją mocno za dłonie zdarł jej bluzkę rozpiął swe spodnie wsuwając swego penisa w jej usta. Wtedy z rozpaczy czując jego członka w swych ustach ugryzła go. Odskoczył łapiąc się za krocze.

    – Ty mała dziwko zapamiętasz.

    Nie wiadomo jak by się dalej potoczyły wydarzenia gdyby nie wszedł do domu jej brat.  

    Teraz daleko od minionych wydarzeń, przeciągając się schyliła po ręcznik, gdy zauważyła jakiś błysk wprost naprzeciw niej pośród drzew. Zaraz kolejny i kolejny. Szybko przykryła się ręcznikiem, z lasu wyszło dwu chłopaków. Rozpoznała ich. Ciotka opowiadała jej że to niezłe ziółka i by uważać na nich. Przestraszona patrzyła w ich stronę ściskając ręcznik  próbując ukryć swą nagość. Zauważyła że jeden z nich robi jej zdjęcia.

    – Ej po co wam te zdjęcia? – odezwała się mimo strachu, gdy podchodzili do niej

    – Weźcie przestańcie no – powtórzyła.

    – To Ty przyjechałaś do Jantarowej na wakacje? – zapytał starszy wyższy z nich wolnym krokiem zbliżając się do przelęknionej Kingi.

    – Niezła dupa i cycki – wypalił młodszy i niższy Marcin.

    – Podglądaliście mnie? – zapytała mocniej ściskając ręcznik.

    – No jak kąpie się nago trzeba się z tym liczyć – odpowiedział podnosząc jej ciuchy.

    – No ej ale nie wygłupiaj się – Spojrzała błagalnie na stojących przy niej braci.

    – Oddaj mi ciuchy jak wrócę do domu ?

    – Dobra – odezwał się starszy – jak zrobisz nam loda, oddamy ci ciuchy.

    – Że co zrobię? – zapytała wystraszona lekko się trzęsąc.

    – Jak nie to pokażemy fotki twojej ciotce i będziesz miała przejebane wakacje  no i nago do domu wrócisz.

    – No bez jaj pojebało was, przestańcie no.

    Starszy Paweł podszedł do niej bliżej dłonią przesunął po jej mokrych włosach wodząc po rancie ręcznika wzrok wbił w kawałek odsłoniętego cycka który zauważywszy szybko zakryła.

    – To tylko lodzik, i ciuchy są Twoje.

    – No ale no, – zaczęła się jąkać, podnosząc wzrok w górę na wyższego Pawła – ale ze wam obu naraz? – przygryzła wargę a jej wzrok powędrował na ich krocza. Paweł miał krótkie spodenki i było doskonale widać jak jest już podniecony – musi mieć dużego – przemknęło jej przez myśl – nieźle mu rozpycha namiot, nie będzie źle zwale im i ciuchy moje. Pomyślała – przecież robiłam to już mam jakąś wprawę.

    – No tak dasz radę pomyśl że mogło być gorzej. Piękna naga dziewczyna mógł Cię przecież ktoś zgwałcić samotną bezbronną – mówiąc to wsunął dłoń pod ręcznik łapiąc ją za jędrny nagi tyłek, czuła jak jego palce bezceremonialnie wsuwają się między pośladki palce zbliżając się do jej szparki prawie ja muskając i jego dotyk zamiast odstraszyć spowodował że jej nogi zrobiły się momentalnie miękkie a ciepło i mrówki napłynęły do jej krocza aż zrobiła się wilgotna.

    – Pojebało was – powiedziała trzęsącym się głosem czując jak jego palec dotyka jej cipki.

    – I niby to Wy jesteście moimi rycerzami? – tego było za wiele wiedziona odruchem odskoczyła gdy jego palec wsuwał się już w jej szparkę. Poprawiła ręcznik patrząc się na nich nie wiedząc co się z nią dzieje nigdy nie była tak podniecona. Nawet jak obciągała Sławkowi.

    – Weź łapska bo nici z loda – krzyknęła drżącym głosem.

    Jakby tego było mało Marcin podszedł do niej  i bez namysłu  zdjął spodenki obnażając średniego penisa w pół zwodzie.

    Ale za to z jakimi mieczami – zaśmiał się prezentując stojąc przed nią z zwiedzionym w górę penisem.

     – Ha ha akurat nie ma się czym chwalić – zaśmiała się widząc jego penisa, był dużo mniejszy od kutasa Sławka.

    – Jakiś malutki.

    – Jak się nim zajmiesz zobaczysz że nie taki mały – zripostował

    – Odwaliło Ci schowaj go nie będę wam ssać ani walić.

    – Układ prosty robisz nam loda i oddajemy Ci ciuchy.

    – No nie wiem – Marcin ujął jej dłoń i położył na swoim penisie a Kinga bez oporu poddała się mu stojąc i patrząc na jego fiuta przygryzając swoją wargę.

    – Fajny nie ?

    – No niezły – objęła dłonią zsunęła mu skórkę.

    – Robi się twardy – wypaliła patrzyła na niego miętoląc go a on twardniał w jej dłoni. Spojrzała na Marcina podnosząc wzrok

    – Ale tylko wam zwale i ciuchy moje?

    – No tak zrobisz nam dobrze i ciuchy Twoje – odpowiedział.

    -No dobra ale bez seksu i łapy z dala ode mnie.

    Spojrzała na niego i klęknęła przed Marcinem  ujmując jego twardego pitola.

    – No dobra – ścisnęła go zaczęła walić powoli, drugą ręką przytrzymując ręcznik.

    – Dobra decyzja suczko – odezwał się Paweł patrząc jak Kinga wali Marcinowi a ten wypina się ku niej. Wiedział że Marcin jest podjarany i długo nie wytrzyma.

    – Szybciej zaraz dojdę – wyjęczał Marcin uginając nogi a Kinga przyspieszyła ruchy ręką doszedł strzelając pokaźną dawką. Patrzyła jak strumień spermy wydobywa się z kutasa Marcina łukiem spadając na ziemię było w tym widoku coś co ją podnieciło aż znów przygryzła wargę.

    – No dobra jeden mniej – pomyślała, wstając patrzyła na mokrego malejącego kutasa, uśmiechając się klepnęła go dłonią – wcale nie było tak źle, jak z drugim pójdzie równie szybko za minutę odzyskam ciuchy – pomyślała, przesuwając się do Pawła klękając powoli. Paweł zsunął spodenki odsłaniając swojego kutasa, na jego widok prawie otworzyła usta z wrażenia był dużo większy niż Marcina, gruby starannie ogolony aż przeszły ją ciarki spływając do krocza. Ujęła go w dłoń ledwo obejmując i zaczęła powoli poruszać góra dół. Drugą dłoń puszczając ręcznik, wsunęła pod jajka lekko muskając, a ręcznik zaczął się zsuwać obnażając jej piersi z twardymi skierowanymi w górę sutkami. Zacisnęła swą dłoń zsuwając skórę odsłaniając wielki łeb, czuła jak rośnie w jej dłoniach twardniejąc, zaczęła przyśpieszać ruchy, Paweł jęknął.

    – Poliż go – wystękał – spojrzała w górę w jego oczy i wysunęła język oplatając jego łeb zaczęła lizać trzon do jaj  i sunęła z powrotem w górę. Nie Zdążył wypowiedzieć – weź go do buzi – jak otworzyła swe usta i objęła jego wielki łeb. Sama zaskoczona swą reakcją. Jak sytuacja podnieciła ją tak bardzo ze gdyby chcieli oddała by się im teraz obu naraz.

    – Ooh tak – wystękał gładząc jej włosy. Marcin stał obok patrząc zazdrośnie jak bierze Pawłowi w usta a jego penis zaczął znów się unosić. Wsuwała go głębiej ssając jego głowicę, pomagając sobie dłonią, jej język błądził wokół łba to po trzonie zaczęła poruszać głową góra dół zatracając się jak rasowa suka. Strasznie ją to podniecało, jej dłoń zawędrowała między krocze masowała swą cipkę coraz szybciej była blisko orgazmu.

    – O kurwa taaak – ujął mocniej jej głowę próbując wepchnąć go głębiej a Kinga nie oponując połykała go prawie całego. Zatracając się podniecona ssała mu po jaja. Zaczął posuwać ją w usta, trzymając mocno głowę a Marcin stał jak urzeczony z boku, waląc sobie twardego znów penisa patrząc jak z kącików ust Kingi spływa ślina. Jak zaczyna dławić się wielkim penisem ale wciąż przyjmuje w swe usta ssając do momentu jak zacharczała dławiąc się wpychanym w jej usta coraz mocniej kutasem, odsuwając głowę łapiąc powietrze.

    – O kurwa tak jesteś świetna – Kinga łapiąc oddech waliła mu mocno wpatrzona ściskała jego kutasa

    – Zaraz dojdę otwórz buzię suko – Kinga niczym w transie  posłusznie wysunęła język otwierając szeroko usta gdy trysnął prosto w jej buzię. Sama dochodząc połknęła pierwszą salwę, druga wylądowała na jej twarzy i włosach. Wzięła go w usta i zaczęła wysysać resztki spermy cmokając ustami jego grzyba. Dysząc po przeżytym orgazmie. Po czym wysunęła go przecierając twarz  uśmiechnęła się wciąż patrzyła na jego kutasa wyszeptała.   

    – Poproszę moje ciuchy – Paweł stał łapiąc powietrze

    – To było coś żadna nie zrobiła mi takiego loda ja pierdole, jesteś zajebista.

    – Dobra dawaj ciuchy – wstała cmokając mu fiuta.  

    – A aa sorry jasne są twoje – spojrzał w bok na ciuchy a jego penis wciąż sztywny podrygiwał mokry od jej śliny. Nie zważając że jest naga podeszła po ciuchy nachylając się ukazując chłopakom swą nagą dupę a z między niej mokrą od soków po przeżytym orgazmie cipkę. Ujrzawszy ten widok chłopakom momentalnie zesztywniały członki. Kinga złapała ciuchy podniosła się odwracając w ich stronę a Paweł z Marcinem stali z sztywnymi gotowymi kutasami.

    – Co Was tak podjarało znowu? – zaśmiała się zauważywszy ich sterczące pały.

    – Ty i ten Twój tyłek – odpowiedzieli prawie chórem wpatrzeni w jej nagie ciało.

    – Ale jesteście nie wyżyci. Wystarczy ze zobaczycie nagą dupę i proszę. I co mam znowu wam obciągnąć ? – zapytała patrząc na nich przygryzając dolną wargę.

    – Wolałbym przelecieć Twą cipkę – wyskoczył Paweł a w myślach, Kinga już wyobrażała sobie jak biorą ją oboje naraz, nigdy jeszcze nie była z chłopakiem z co dopiero z dwoma naraz i sama myśl o tym sprawiała że jej cipka zadrżała znów robiąc się mokra.

    – Okey – odpowiedziała patrząc na ich kutasy.

    – Co ok zgadzasz się ?

    – Tak wy dwoje ale nie tutaj.

    – Serio ? – wycedził Marcin

    – Nie kurwa na niby, wieczorem ciotka wychodzi z domu nie będzie jej do późna wpadnijcie – powiedziała odwracając się

    – A co teraz zostawisz nas z takimi ?

    – Teraz musicie sobie poradzić sami, bądźcie wieczorem – i pobiegła w stronę domu .

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paweł Jaro
  • Czesc piata: Iwona, odcinek czwarty.

    Iwona ciągle tkwiła w mojej głowie. Dwa dni po poprzednich wydarzeniach minąłem ich znowu na schodach. No jakże by inaczej – ona z tyłu. “Dzień dobry, dzień dobry” – tym razem zaszczyciła mnie spojrzeniem, krótko potrząsnęła karcąco głową wprawiając w ruch nisko upiętego kucyka i zmarszczyła brwi jakby udzielając mi nagany. Ha – jednak słyszała! Humor mi się poprawił.

    Zrządzeniem losu mijaliśmy się na schodach prawie codziennie, oni ciągle razem. To musi byś przerąbane razem mieszkać i razem pracować. Praktycznie 24 godziny razem, nie jest to zbyt zdrowe, nawet najbardziej do siebie dopasowane pary muszą od siebie odsapnąć.

    Pewnego dnia wchodząc na górę usłyszałem stuk stuk i oczywiście po dźwięku poznałem, że to Iwona. Nie słyszałem innych kroków więc szła sama! W końcu. Celowo poczekałem na półpiętrze w razie jednak czego udając, że szukam czegoś w telefonie.

    Wychynęła zza zakrętu. Oszałamiająca jeszcze bardziej niż zwykle. Pozwólcie, że opiszę po kolei.

    Zacznijmy od stóp odzianych w błękitne wysokie szpilki. Z tej perspektywy wyraźnie widać było czerwone podeszwy, prawie bez śladu zużycia. Zatrzymała się na drugim od góry schodku na mój widok. Oparłem się o ścianę, założyłem ręce jakby w oczekiwaniu co dalej i napawałem oczy jej widokiem.

    Zaraz za szpilkami szły obcisłe czarne spodnie, coś jak legginsy, ale w wydaniu glamour. Opinały jej zgrabne wysportowane nogi, ciągnąc się w nieskończoność, przecięte na biodrach złotem zamków błyskawicznych. Kieszenie? w takich spodniach? Chyba na paragon z parkingu, bo nic więcej nie wlezie. Nie znam się na kobiecej modzie, więc pewnie te zamki to tylko ozdoba i żadnych kieszeni tam nie ma. Spodnie pięknie opinały biodra, w jej figurze podoba mi się mały odstęp między udami. Większość kobiet jak złączy nogi to nie ma między nimi żadnego odstępu. Iwona jak złączy to ma pomiędzy nimi pod cipką rozkoszny odstęp, aż chce się wsunąć rękę. Niemniej spodnie skończyły się w talii, dokładnie na tej samej wysokości na jakiej zaczynał się sweterek, dokładnie w tym samym kolorze co szpilki. Jakbyśmy stali na tym samym poziomie to nie widziałbym jej brzucha pod odstającym materiałem, ale nie staliśmy. Sweterek elegancki, rękawy kończące się tuż nad łokciami odsłaniały smukłe przedramiona. W jednym ręku trzymała małą zgrabną torebkę, wizualnie zdolną pomieścić może portmonetkę i telefon, ale jak znam kobiety to upchnęła tam milion starych paragonów, worek kosmetyków, klucze od wszystkich zamków świata i lewarek do auta. Sweterek u góry miał wielkie wycięcie, odsłaniające zgrabne ramiona przechodzące w długą piękną szyję podkreśloną wielkimi kołami kolczyków. Przemknęło mi przez głowę, że poza kolczykami nigdy nie zauważyłem u niej jakiejkolwiek innej biżuterii, zegarka, pierścionków czy bransoletki. Prawie brak makijażu, zauważyłem. I włosy upięte w spory kok, tylko jeden kosmyk niesfornie opadał jej na skroń. Zastanowiłem się czy ma pod sweterkiem stanik. Ogólnie  – szyk i klasa.

    Staliśmy tak kilka sekund, po czym zeszła do mnie wolnym krokiem, jakby wiedząc, że strasznie mnie jej widok podnieca. Bez ostrzeżenia położyła mi rękę na ramieniu i pocałowała. Delikatnie, bez drapieżności, pachniała miętą.

    – Stęskniłam się.

    – To dlaczego się nie odzywasz? Nawet na mnie nie patrzysz jak się mijamy.

    – Radek coś podejrzewa, sprawdza mnie.

    – Uuuu, niedobrze.

    – No niedobrze. Ale chyba sobie poradzę. Lecę, mam umówione spa.

    – Daj znać co i jak, będę czekał – nie dałem po sobie poznać, że też za nią tęsknię.

    Pocałowała mnie ponownie, znów miękko i czule, kładąc mi otwartą ciepłą dłoń na policzku. Zupełnie inna reakcja jak wówczas gdy wpakowała mi rękę w majtki w garażu. Poczułem sławetne motylki, ooo, niedobrze.

    Oblizała wargi i poszła na dół. Dopóki nie zniknęła za zakrętem patrzyłem za nią, legginsy musiały być jakieś specjalne, bo tyłeczek miała pięknie podkreślony.

    Idąc do góry pozazdrościłem osobie, która będzie ją w spa masować.

    Tygodnie zacząłem odliczać wg schematu “Beata ma pierwszą zmianę i nie ma tematu. Beata ma drugą zmianę i mam nadzieję na spotkanie z Iwoną”. Niestety, moja cierpliwość została wystawiona na okrutną próbę i spotkaliśmy się dopiero po miesiącu.

    Znów znalazłem kartkę w skrzynce. “W czwartek albo piątek u mnie. 16-ta.”. Krótko i na temat. No ale zaraz, jest dopiero poniedziałek, tyle czekać? Szczęście mi jednak sprzyjało, bo Beata w tym tygodniu druga zmiana, yeah! No i oczywiście optowałem za czwartkiem, bo dzięki temu założyłem sobie, że piątek to też opcja. Co prawda, żeby zdążyć na szesnastą będę musiał się uwinąć, ale nie będę marudził przecież.

    Czwartek minął mi pod znakiem ekscytacji, już rano obudziłem się i za zamkniętymi oczami stanęła mi wizja nagiej Iwony. Pod kołdrą też coś stanęło. Sięgnąłem na dół, satysfakcjonująca twardość wpadła mi w rękę. Poruszyłem nim lekko ale od razu przestałem bo Beata się zaczęła kręcić. Przez półsen odwróciła się do mnie i przytuliła. Ciepło jej nagiego gładkiego ciała sprawiało przyjemność. Jej ręka trąciła stojącego członka, co nie umknęło uwadze zaspanej kobiety.

    – Mmmmm – mruknęła i objęła dłonią członka – a co to?

    Nie otworzyła oczu i zgadywałem, że jak już się całkiem obudzi to nie będzie pamiętać tego co się dzieje.

    – Nic takiego, śpij – szepnąłem.

    Na szczęście w zasadzie staje mi codziennie po przebudzeniu się, taki męski mechanizm, więc nie musiałem się tłumaczyć. Stoi jak zwykle, nie ma tematu. Beata chwilę delikatnie, w półśnie uciskała członka, po czym jej dotyk zelżał a oddech stał się miarowy i wydłużony. Usnęła.

    Spojrzałem na zegarek, czas do roboty. Delikatnie wyswobodziłem się z jej objęcia, z ciągle sterczącym drągiem poszedłem pod prysznic, aż prosiło się aby zrobić sobie dobrze, bo nie chciał opaść, ale powstrzymałem się, magazynując podniecenie na popołudnie. Zjadłem lekkie śniadanie i wyszedłem do pracy. Dzień dłużył się niemiłosiernie.

    Wracałem do domu walcząc z prawą stopą, aby za bardzo nie wciskała pedału gazu. “masz czas, nie jaraj się tak” myślałem.

    W domu szybki prysznic, kosmetyka, ciuchy. Wybrałem koszulę, która się jej podobała. I nie włożyłem bokserek, zbędna garderoba tym razem. Spojrzenie w lustro, wszystko gra, mogę iść.

    Zapukałem dokładnie o 16:00, usłyszałem dalekie “otwarte!” i wszedłem. Wybiegła mi na spotkanie z łazienki zupełnie niepodobna do siebie, krótkie luźne szorty, koszulka na ramiączkach przez którą przebijały sterczące lekko sutki i upięte mocno wysoko włosy. Podbiegła i znienacka wskoczyła na mnie oplatając moją szyję ramionami a biodra nogami. Była leciutka, lżejsza niż się spodziewałem, albo to adrenalina mnie wzmocniła. Trzymałem ją za tyłeczek tylko dla własnej przyjemności, podtrzymania nie potrzebowała, wisiała na mnie siłą własnych mięśni. Wpiła się w moje usta, język powędrował w głąb mnie, zrewanżowałem się równie głęboką penetracją jej ust, smakujących tym razem ananasem. Hmmm, opiłem się ananasowego soku dzień wcześniej, celowo, podobno to wpływa na smak spermy.

    Nasze języki szalały w obłędnym tańcu przez mógłbym przysiąc co najmniej minutę. Smakowała i pachniała wybornie, słodki zapach dobrych perfum kłócił się z jej casualowym wyglądem. Nie poczułem smaku szminki, jak później pozwoliła mi się oderwać od jej ust stwierdziłem, że nie ma w ogóle makijażu. Fajnie, dawało jej to dziewczęcy urok. W służbowym wdzianku i makijażu – dama, w takim wydaniu jak obecnie – dziewczyna.

    – Powinnaś się tak malować na co dzień.

    – Przecież nie mam makijażu, zmyłam właśnie. Tylko paznokcie zostawiłam – i tu zawachlowała mi przed oczami wyprostowanymi palcami optycznie wydłużonymi pazurkami pokrytymi bordowym lakierem.

    – No i o to chodzi. Jesteś ładna bez tapety.

    – Ale pewniej się czuję umalowana. No i lepiej robię ci laskę – poczułem nagły wzrost ciśnienia w spodniach.

    – Tak też możesz – cmoknąłem ją w nos.

    Iwona poczuła chyba co dzieje się w moich spodniach. Zaczęła poruszać biodrami, ocierając się o mnie mrucząc przy tym i patrząc mi prosto w oczy. Jakoś dopiero teraz zauważyłem, że trudno mi określić kolor jej oczu. Nieważne, krew zaczęła mi szybciej krążyć a coraz większa jej część trafiała do mojego krocza. Nie dało się inaczej, sięgnąłem do spodni, wcisnąłem rękę między nas i poprawiłem kutasa, żeby stał w pionie, zamiast upychać się w nogawkę. Iwona zaskoczyła ze mnie.

    – Hola hola, co tam się dzieje – zaśmiała się i poszła w głąb mieszkania.

    – Głodny?

    – W sumie nie, ale jakąś kanapkę może bym zjadł. I koniecznie kawa.

    – OK, włącz jakąś muzę, a ja coś ci zrobię, coś mocniejszego?

    – O tej godzinie? Kobieto, daj żyć.

    Włączyłem jakąś stację muzyczną w TV. Ogarnęła się błyskawicznie, przyniosła kanapkę, kawę i wodę dla siebie.

    Wskoczyła na sofę na której się rozgościłem i przytuliła, jej zapach znów mnie otoczył.

    – A Radosław? – nie lubiłem mówić o nim “Radek”, wolałem bardziej oficjalnie.

    – Wyjechał, ogólnie to dłuższa historia. Ja za to znam już harmonogram twojej laski, wiem kiedy ma drugą zmianę.

    – Więc wiesz, że mam czas powiedzmy do dziewiątej dla bezpieczeństwa, więc opowiadaj.

    – Pojechał na trzy dni służbowo, nasz klient potrzebuje dużej konsultacji prawnej przy zawieraniu kontraktu z ruskami.

    – A ty nie jesteś mu potrzebna?

    – Praktycznie nigdy mnie nie zabiera, zresztą mówiłam ci już, on chyba nie tylko biznesy tam załatwia.

    – Podejrzewasz się o rogi?

    – Jestem prawie pewna, ale mam to gdzieś. Kiedyś się przejmowałam, teraz już nie, zwłaszcza odkąd mam ciebie.

    Objęła mnie ramieniem i zaczęła wodzić palcem po mojej klatce piersiowej.

    – Skoro już poruszyłaś ten temat, chciałbym abyśmy sobie coś wyjaśnili.

    – Co takiego – spojrzała na mnie robiąc cielęce oczy.

    – Układ między nami. Nie wiem jak ty, ale ja od partnerki odchodzić nie zamierzam – rzuciłem brutalnie starając się jednak aby nie brzmiało to chamsko.

    – I dobrze, ja póki co też nie planuję rozstania. Mówiłam ci, to układ biznesowy. Kocham cię na swój sposób, ale nie będę kłamać. Finansowo dobrze mi tak jak jest. A i życiowo podoba mi się tak jak jest. On mi daje dobrą pracę i status, ty mnie ruchasz jak nikt inny dotąd.

    Zrobiło mi się ciepło, lata praktyki widać nie poszły na marne. Ręka Iwony zjechała na moje krocze.

    – Co znaczy “nikt inny”?

    – Nie to miałam na myśli, nie miałam za wielu kochanków. Nie powiem ilu, ale nie mam wprawy.

    – Nie narzekam na twoją technikę w seksie bynajmniej, więc skoro nie miałaś wielu partnerów muszę orzec z pełną odpowiedzialnością, że masz kobieto talent – powiedziałem uroczystym tonem.

    Ręka Iwony zaczęła poruszać się ugniatając mi lekko krocze.

    – Dużo oglądam i czytam – uśmiechnęła się lekko się różowiąc.

    – Oglądasz? – zaciekawiła mnie.

    – No zdarza się, chcę się trochę wkręcić to sobie obejrzę to i owo.

    Jej dłoń ciągle masowała mi twardego już kutasa przez spodnie, robiła to dość machinalnie, ale z wyczuciem.

    – To musimy coś kiedyś razem obejrzeć – nie powiedziałem jej jednak, że rzadko który pornos mnie kręci, sztuczne jęki i tym podobne historie mnie odrzucają. Ale są takie, na które miło się patrzy. – Albo nakręcić własny – zaryzykowałem.

    – O co to to nie – poważnie zanegowała mój pomysł – ufam ci, ale nigdy nic nie wiadomo.

    Ufa mi, o naiwna kobieto…

    – Dobra, mówi się trudno. Czyli wracając do tematu – podejrzewasz swojego Radosława o zdradę?

    – No w sumie nie wiem. Nie mam żadnego dowodu, tylko przeczucie. On za to jest podejrzliwy, chyba się skapnął, że poszłam do łóżka z innym. W sumie muszę Cię przeprosić.

    – Ależ nie krępuj się – nie wiedziałem za co ale skoro chce to proszę bardzo.

    – Za te mijanki na schodach. Po naszym pierwszym spotkaniu zaczął coś podejrzewać, po prostu nie byłam sobą. Zaczął mnie sprawdzać. Raz powiedział, że wyjeżdża. Powiedziałam mu, że przyjdzie do mnie Ewa na ploty, to moja najlepsza przyjaciółka, jesteśmy jak siostry. Wszystko o sobie wiemy, znamy się od zawsze. Ona mieszka w Gdańsku i przyjechała do rodziców. On myślał, że to ściema i wieczorem nagle wpadł do domu, niby, że wyjazd nie wypalił i musiał wracać. Ale wiem, że nigdzie nie pojechał tylko chciał mnie nakryć z kochankiem. Ale się przeliczył na szczęście. Spałyśmy nie raz ze sobą, co prawda…

    Zachłysnąłem się kawą, którą akurat łyknąłem.

    – Spałyście ze sobą??

    – No nie w tym sensie, nocowała tylko u mnie kilka razy – ale widziałem, że to nie do końca prawda – przecież mówię, że ona jest jak siostra, musiałbyś ją zobaczyć, nawet fizycznie jesteśmy prawie identyczne.

    No skoro są identyczne to bardzo chciałbym ją zobaczyć.

    – O, a co to ci chodzi po głowie – chyba wyczuła, że członek lekko powiększył objętość.

    – No co, skoro jest taka jak ty to mi się podoba – nie zamierzałem kłamać.

    – No, no, no, nie zapędzaj się – rzuciła krótko, ale miałem wrażenie, że kąciki jej ust drgnęły w lekkim uśmiechu, a może to wyobraźnia.

    – No dobra, i co dalej z tą kontrolą?

    – Co? A, no to my sobie siedzimy w kuchni popijając wino a tu nagle Radek wpada jak burza. Jak nas zobaczył to lekko zbaraniał, nie wiedział co powiedzieć, coś tam wymyślił, że odwołano i jest zmęczony i się ulotnił do sypialni. Odetchnęłam z ulgą, Ewka się zmyła. A on dalej mnie sprawdza, krok za krokiem, nie odpuszcza. Koniec historii.

    Zdębiałem lekko.

    – A skąd wiesz, że teraz nie wpadnie?

    – Nie wpadnie – zostawiła mojego kutasa w spokoju, sięgnęła po telefon, coś tam poklikała swoimi długimi palcami i pokazała mi ekran. Mapa. Czerwona kropka. Lotnisko.

    – Co to?

    – GPS. Kupiłam i schowałam mu nadajnik w samochodzie. Pokazuje mi gdzie jest. Od rana mini stoi na parkingu lotniskowym, o dziesiątej miał lot do Moskwy. Raczej nie wróci. A jak tylko samochód się ruszy, dostanę smsa.

    – A jak ci zajrzy do telefonu?

    – Po pierwsze nigdy tego nie robił, po drugie jest na odcisk palca.

    – Zaczynam się ciebie bać.

    Przysunęła się, naparła na mnie lekko spojrzała mi w oczy, pocałowała mnie czule. Poczułem jej twardy sutek na swojej piersi.

    – Prawidłowo, powinieneś – i poczułem, że zręcznie odpięła mi guzik od spodni. Drgnąłem odruchowo a jej sutek stwardniał jeszcze bardziej. Spojrzałem w dół i zobaczyłem dwa ostre wzgórki na jej koszulce, dokładnie tam, gdzie znajdowały się jej sutki. Sięgnąłem do tego lepiej dostępnego, nie zaprotestowała. Sutek był twardy niemal jak kamień, w sumie tak jak mój członek.

    Zamruczała cicho i przymknęła oczy. Wsunąłem dłoń pod jej koszulkę, która niby niechcący wydostała się ze spodenek. Wysportowany brzuch był miękki a zarazem jędrny w dotyku, gładka skóra bardzo mi się podobała. Wierzchem palca sunąłem w górę pomalutku w stronę piersi, oddech Iwony wyraźnie się skrócił, głowę wtuliła w moją szyję.

    – Ładnie pachniesz – szepnęła.

    – I kto to mówi, dziewczyna o tak pięknym zapachu – mały komplement nigdy nie zawadzi.

    Nie odpowiedziała, zaczęła mnie delikatnie całować po szyi. Jej palce spoczęły na zamku błyskawicznym mojego rozporka, złapały go i powoli, centymetr po centymetrze zaczęła go rozsuwać. Jej pierś falowała pod moimi palcami, delikatnie ściskałem sutek delektując się jego fakturą i twardością. Kutas pulsował pożądaniem potęgowanym mokrymi i gorącymi ustami na szyi. Zamek dojechał do końca i ręka Iwony chciała wsunąć się pod materiał bokserek, których jednak nie było. Oderwała się ode mnie i zdumiona ujrzała nabrzmiałego kutasa wystającego z moich spodni.

    – A żesz ty – zaśmiała się.

    – No co, coś się nie podoba?

    – Podoba, o zobacz – powiedziała i szybkim ruchem zmieniła pozycję wskakując kolanami na sofę bokiem do mnie a mój członek w absolutnie całej długości zniknął w jej ustach. Na jego końcu poczułem wnętrze jej gardła, aż mi dech zaparło. Wsadziła sobie tak kutasa i czekała bez ruchu, jakby sprawdzając ile tak wytrzyma. Czułem, że z każdym uderzeniem serca jakże już szybkim, mój członek pulsuje w jej ustach. W końcu zabrakło jej tchu i wypuściła moją pałę na wolność. Mokra od śliny Iwony plasnęła głośno o brzuch a ona głośno wciągnęła powietrze

    – Osz kurwa – wyrwało jej się, w oczach miała łzy.

    – Pojemna jesteś – niezbyt górnolotna pochwała, ale zawsze.

    Chwyciła przyrodzenie w dłoń i masowała z góry na dół nieśpiesznie.

    – Po przymierzalni uznałam, że umiem. No i trenowałam.

    – Trenowałaś? Radosław taki trener?

    – Nie głupku, mam przyrządy do tego?

    – Przyrządy?

    – Lateksowe. Kiedyś ci pokażę.

    Mogłem sobie tylko wyobrazić jej “przyrządy”, ale nie miałem na to czasu. Członek ponownie zagłębił się w jej ustach, przytrzymywała włosy jedną ręką przy twarzy aby jej nie przeszkadzały, złapałem jej kucyka w rękę co pozwoliło jej oprzeć się obiema rękami o sofę. Zgrywając swój ruch z jej głową podniosłem na ułamek sekundy biodra i zsunąłem niżej spodnie. Rytmicznie poruszała głową, najpierw samodzielnie, później kucyk posłużył za lejce i sterowałem intensywnością i szybkością ruchów. Powoli, z wyczuciem, dziś postanowiłem, że zmiana z hard na soft dobrze jej zrobi. Obserwowałem z boku jak ładnie ułożone usta pochłaniają powoli mojego członka, otaczając go ciepłem, pozostawiając po sobie warstwę błyszczącej śliny. Raz za razem, raz głębiej raz płycej, ucisk jej warg był idealny, sprawiający ogromną przyjemność. Mógłbym tak zażywać rozkoszy bez końca. Uwielbiam patrzeć gdy jakaś panna robi mi laskę, ale widok Iwony pochłaniającej mojego kutasa był wyjątkowo ładny, miała piękny profil i jakiś taki nieopisany krój ust mnie oplatających. Umówmy się – są laski robiące loda po prostu brzydko. Iwona nie była w tym gronie.

    Nagle przekrzywiła głowę tak aby spojrzeć mi w oczy i wepchnęła członka między policzek a szczękę. Jego trzon spływał śliną a koniec wypchnął mocno jej policzek tworząc piękny wzgórek na jej gładkiej skórze. Poruszała delikatnie patrząc na mnie bez mrugnięcia, czułem jej zęby, co dodatkowo mnie podniecało.

    Sięgnąłem w bok i wsunąłem dłoń w jej spodenki, okazało się, że i ona nie ma majtek. Uśmiechnęła się oczami widząc, że zauważyłem. Prześlizgnąłem dłonią po jej pośladku, co za skóra, dbanie o siebie się jej opłaciło. Przysunęła się lekko, ale i to nie wystarczyło, więc lekko się przechyliłem i moje palce spotkały się z mokrą fakturą jej cipki. Zamruczała cicho jakby przyzwalając a przecież nie pytałem. Wysunęła członka z ust, po czym przejechała z góry na dół zasysając własną ślinę spływającą po skórze.

    – Zajebiście to robisz – wymruczałem gładząc jej cipkę.

    – Staram się kochanie – tym razem ten zwrot nie sprawił mi dyskomfortu jak za pierwszym razem, wręcz przeciwnie.

    – Nie musisz się starać, masz naturalny dar – jakbym powiedział, że ma wprawę to mogłaby odebrać, że sugeruję, że się stuka na prawo i lewo.

    – Dla ciebie się będę starać – objęła kutasa dłonią, tak abym widział długie paznokcie, może celowo a może przypadkiem. Patrzyła na niego, jak w rytm jej pociągnięć ręką cienka skóra się na nim poruszała, zasłaniając i odsłaniając żołądź na przemian. Ta błyszczała niemal jak bombka na choince, naprężona ogromem pożądania. Pochyliła się i zaczęła lizać mi jądra. W rewanżu one się skurczyły z rozkoszy a ja pomału zacząłem zatapiać palce w jej cipce. Jak zwykle była gorąca i lepka. Pomału, ruch za ruchem, palce zagłębiały się o milimetr głębiej, dozując jej przyjemność. Robiłem to pomału, nie liczyłem, ale myślę, że palce wchodziły w nią może maksymalnie raz na 3-4 sekundy. Powoli, bez pośpiechu, mieliśmy czas. Lizała mi kutasa, brała go do ust tylko na chwilę, aby znów wrócić do lizania. Poruszała lekko biodrami sugerując moim palcom kierunek, nagle się wyprostowała, szybkim ruchem zrzuciła koszulkę i opadła na czworaki ponownie wracając do lizania. Znów zobaczyłem jej tatuaż na plecach, delikatny, nie wulgarny, podoba mi się. W tej pozycji jej piersi dalej wyglądały bardzo dobrze, oczywiście opadły lekko ale nawet takie były urocze. Wygiąłem ciało w dość niewygodnej pozycji i zacząłem pieścić na przemian jej cycki, to prawy a to lewy. Idealne do dłoni, zgrabne i jakże przyjemne w dotyku. Moje palce były już mokre od jej cipki, głębiej w tej pozycji nie dałem rady wsunąć. Wycofałem dłoń, spojrzała na mnie znad kutasa ale czując, że zająłem się łechtaczką wróciła do ssania i zamknęła oczy, znów znikałem w jej ustach rytmicznie, ale nieśpiesznie.

    W pewnym momencie wpadł mi do głowy pomysł, zastanawiałem się chwilę, czy go zrealizować, aż w końcu postanowiłem zaryzykować, kto nie próbuje nie pije szampana. Wycofałem dłoń w górę jej rowka między pośladkami i środkowym, mokrym od śluzu palcem, dotknąłem jej odbytu. Drgnęła i otworzyła oczy i nie odrywając ust od członka spojrzała na mnie pytająco, ale nie karcąco. Przybrałem wyraz twarzy z gatunku “nie pękaj, maleńka”, nie wiem czy coś z niego odczytała, ale wróciła do ssania kutasa kołysząc delikatnie końskim ogonem, muskającym moje udo. Nie przerwałem więc masowania jej drugiego (trzeciego?) otworka od czasu do czasu wywierając na niego lekki nacisk jakby sondując jej reakcję. Moje podniecenie wzrosło, kręciło mnie to co się działo, członek pulsował rytmicznie, wzdłuż niego uwydatniła się pokaźna żyła. Iwona to zauważyła, mruczeniem sygnalizując, że jej się też podoba. Obszar dookoła ponętnej dziurki był już cały w śluzie z mojej ręki, spróbowałem pociągnąć więc temat dalej. Skierowałem palec centralnie w jej dupkę i lekko pchnąłem. Natychmiast poczułem opór a Iwona wyprostowała się wypuszczając kutasa z ust.

    – Nie, mówiłam ci.

    – Wiem, że mówiłaś, ale kto ciebie tam wie, robisz więcej niż mówisz, że robisz.

    – Ale tak jeszcze nigdy. Kiedyś tam dotrzesz, ale jeszcze nie teraz.

    “OK, zawsze to jakieś wyzwanie, niech i tak będzie” pomyślałem a ona usiadła na mnie okrakiem uśmiechając się jakby przepraszająco.

    – Poczekaj chwilę, czy ty się jakoś zabezpieczasz? – zapytałem bardziej z kurtuazji niż z musu.

    – Jasne, nie pali mi się do dzieci. Dziwi mnie, że dopiero teraz pytasz.

    – Nie musiałem.

    – To znaczy? Nie rozumiem.

    – Ja nie mam instynktu ojcowskiego, jestem po wazektomii – i to była prawda, sam się zdziwiłem, że tak gładko mi to przeszło przez gardło. Wyglądała na zaskoczoną.

    – Rany, opowiesz mi o tym. Ale nie teraz.

    Jej oczy patrzyły na mnie teraz z góry jakby ciągle jednak przetrawiała to co właśnie usłyszała, jej piersi były praktycznie na wysokości mojej twarzy. Pochyliłem głowę i moje usta zamknęły się na jej prawym sutku jednocześnie wciągając go do środka. Westchnęła cicho a ja ciągle zasysając twardy sutek zacząłem go trącać koniuszkiem języka. Dłońmi gładziłem ją po udach, Iwona wzdychała rozkosznie, złapała pierś, otoczyła ją zgrabną dłonią, jej ciemne paznokcie wyglądały obłędnie na tle jasnej skóry, wyglądało to teraz jakby podawała mi swoją pierś do ssania. Wolną ręką przycisnęła moją głowę do siebie, jakby mówiąc “weź ją całą”. Pieściłem jak umiałem najlepiej, w pewnym momencie jej uścisk na mojej głowie zelżał. Spojrzałem na ile mogłem i odnotowałem, że zaopiekowała się też drugą. Oderwałem usta od jej sutka zostawiając dookoła niego wilgotne kółko.

    – Pokaż jak sama to robisz.

    Bez słowa rzuciła głową tak aby koński ogon wrócił na plecy, uniosła się na kolanach, sięgnęła w dół obiema rękami. Jedną odchyliła materiał spodenek ukazując błyszczącą cipkę a drugą złapała moje przyrodzenie, wycelowała w siebie i usiadła z powrotem, z westchnięciem rozkoszy. Oparłem się wygodnie delektując oczy tym widokiem.

    – Teraz mogę. Tylko jeszcze jeden szczegół.

    Zaczęła rozpinać mi koszulę, ale zaprotestowałem.

    – Ej, że cię zacytuję “jeszcze mnie w niej zerżniesz”.

    – No właśnie – zerżniesz, tyle, że dzisiaj nie będziesz mnie rżnął tylko mnie kochał, ściągaj.

    O ty przebiegła, czytasz mi w myślach wiedźmo?

    Rozpięła guziki do końca, pomogłem jej wyswobodzić się z koszuli, która poleciała gdzieś tam daleko za jej plecy.

    Przejechała pazurkami po mojej klatce piersiowej, ale zwróciłem jej uwagę:

    – Ej, żadnych śladów, pamiętaj.

    – Wiem wiem, cykorze – odpuściła pazurki, muskając moje ciało opuszkami palców.

    – Co mi przed chwilą obiecałaś?

    Moje dłonie złapały ją za nadgarstki i skierowały na jej piersi. Nie było po niej widać absolutnie żadnego wstydu, wręcz przeciwnie.

    Gładziłem jej uda a ona zaczęła się pieścić, doprowadzając moje oczy do wizualnej ekstazy. Musiała robić to wielokrotnie zaspokajając się samodzielnie, wodziła po nich całymi dłońmi, palcami, paznokciami, uciskała, głaskała, wszystko co sprawia piersiom przyjemność.

    Iwona uniosła się lekko do góry wysuwając z siebie prawie do końca kutasa, po czym pomału opadła z powrotem. I tak raz za razem, nie przerywając tańca dłoni na piersiach. Robiła to powoli z wyczuciem, ciągle utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Po krótkim czasie przestała się unosić, zaczęła dynamicznie poruszać biodrami w przód i w tył, czułem jak mój członek porusza się w jej wnętrzu na przemian ocierając o przednią i tylną ściankę pochwy. Nie przepadam za takim stylem, ale póki wzwód utrzymywał się jak powinien to nie dałem po sobie niczego poznać. Nagle na jej twarzy zagościł jakby smutek. Zeszła ze mnie, członek znów głośnym plaśnięciem uderzył o brzuch. Bezgłośnie, oczami spytałem “co jest”, a ona stojąc wyprostowana przede mną poprosiła:

    – Kochaj się ze mną.

    Trochę nie zrozumiałem jej intencji, w końcu co do tej pory robiliśmy?

    Kiwnąłem głową potwierdzając, że nie ma problemu, zrzuciła spodenki, przemoczone wyraźnie w kroku, kucnęła i pozbawiła mnie reszty garderoby. Siedziałem tak nagi na jej sofie, ze sterczącym mokrym kutasem i zupełnie nie wiedzący co jej chodzi po głowie.

    Wyciągnęła do mnie rękę.

    – Chodź.

    Złapałem jej dłoń, podniosłem się i podążyłem za nią. Po drodze złapała telefon, po co jej telefon? Mam nadzieję, że nie nagrywa! Trochę ta myśl mnie zdeprymowała.

    A ona poprowadziła mnie do sypialni. Do sypialni. SYPIALNI. Tej, która podobno jest tylko dla niego. A niech mnie.

    W sypialni Iwona zapaliła światło i od razu zmniejszyła intensywność światła. Na tyle aby nie raziło, ale na tyle abyśmy się widzieli. Dobrze, bo lubię patrzeć.

    Iwona sięgnęła do włosów i ściągnęła gumkę. Potrząsnęła głową. Położyła się na plecach na łóżku pociągając mnie za sobą. Pragnąłem pieścić jej ciało bez końca, wyglądała przecudnie, ale czułem, że kulminacja szybko się zbliża, miałem nadzieję, że u niej również.

    Sięgnęła w dół i zaczęła masować mi członka, ona to chyba lubi.

    – Lubię jak mi twardnieje w dłoni – no nie, no czyta mi w myślach – albo w ustach.

    Pocałowałem ją w odpowiedzi, nie znalazłem na to odpowiedniej riposty.

    – Muszę ci coś powiedzieć – odepchnęła mnie lekko żebym ją widział wyraźnie.

    – No?

    – Słyszałam was wtedy, jesteś sadystą.

    – Miałaś słyszeć.

    – Czyli celowo to zrobiłeś? Jesteś sadystą!

    – Dla ciebie czy dla niej?

    – Ją bolało ciało a mnie dusza, wiesz jak cierpiałam?

    Niby taka cierpiąca a ręka ciągle góra dół góra dół góra dół.

    – Przepraszam, kotku.

    Tu mam pewną dygresję do Was – jak macie przygody na boku, bardzo dobrym zwyczajem jest mówienie do wszystkich “kotku”. Nie ma ryzyka wpadki z imieniem.

    – Wybaczam – pocałowała mnie delikatnie i przyciągnęła do siebie.

    Wszedłem w nią nawet nie celując, po prostu nasze ciała zgrały się idealnie. Leżała tak z rozrzuconymi włosami, wijąc się delikatnie w takt moich pchnięć, jej ręce błądziły po moim karku i ramionach. Kochaliśmy się delikatnie, zupełnie inaczej niż poprzednimi razy. Jej nogi zaplotły się na moich biodrach wysoko, nie widziałem ale mógłbym przysiąc, że skrzyżowała je w kostkach. Podobało mi się takie waniliowe zbliżenie, to zupełnie inny poziom niż zwyczajny mocny seks. Czy ja się w niej zakochuję? Nie chcę! A może chcę? Nie! A może jednak?

    Nagle ciszę przerywaną naszymi oddechami złamało głośne bzzzzz bzzzzzz bzzzzz. Co jest, kurwa? Podniosłem głowę i zobaczyłem poświatę telefonu na stoliku przy łóżku, ktoś do niej dzwonił.

    Niespodziewanie dla mnie sięgnęła po niego i odebrała.

    – No cześć.

    – Nic, czytam książkę.

    – Dobrze, lepiej powiedz co u ciebie, jak idzie?

    Zbaraniałem ale ona ciągle ruszała biodrami i przyciągała mnie do siebie nogami. Dodatkowo wolną ręką zaczęła pieścić pierś patrząc mi w oczy, w pewnym momencie przyciągnęła głowę do sutka i polizała się po nim koniuszkiem języka. Jak płachta na byka, podjąłem tę grę i kontynuowałem seks, zwłaszcza, że czułem zbliżający się koniec. Ruszałem płynnie biodrami ocierając się o jej cipkę własnymi lędźwiami.

    Iwona rzucała do telefonu jakieś zdawkowe zdania starając się zakamuflować cięższy oddech. W pewnym momencie odsunęła telefon daleko od ucha, przyciągnęła mnie do siebie i mocno, głęboko pocałowała. Z daleka słyszałem z telefonu ciche niezrozumiałe słowa, taniec naszych języków nie ustawał, dopóki głos nie umilkł. Oderwałem głowę od niej.

    – No jasne – rzuciła w słuchawkę łapiąc oddech.

    – No OK, do soboty, pa. Tak.

    I się rozłączyła.

    – Co to było – podniosłem się na rękach i spytałem nie przerywając łagodnego kołysania biodrami.

    – Radek.

    – No pięknie.

    – Wiedziałam że zadzwoni, on zawsze jak wyjedzie dzwoni punkt dwudziesta. I zaciągnęłam cię do sypialni przed tą godziną.

    Pokazała mi jeszcze świecący ekran telefonu, no tak, pięć po dwudziestej.

    – Jesteś okrutna.

    – Kiedyś zrobię ci laskę jak on będzie dzwonił.

    Odłożyła telefon na bok.

    – Kochaj się proszę ze mną – wyszeptała.

    – Nie musisz mnie prosić.

    – Wiem, ale to mi sprawia przyjemność.

    – Fajnie, że jestem od sprawiania ci przyjemności – pocałowałem ją lekko.

    – Jesteś. I jesteś w tym doskonały. I kochaj się ze mną – położyła mi palec na ustach dając do zrozumienia, że nie chce już gadać.

    Przylgnąłem do niej jednocześnie starając się jej nie przygnieść, jej piersi ocierały się o mój tors, ręce błądziły po moich plechach karku i głowie. Pieściłem ustami jej szyję i dekolt, ciężar ciała przeniosłem na jedną rękę, drugą wodząc po jej ciele, po łydce, udzie, pośladku, piersi, ramieniu aż do twarzy. W półmroku widziałem jej błyszczące oczy wpatrzone we mnie.

    Kochaliśmy się tak może ze 20 minut, prawie nie zmieniając tempa ani techniki, było nam dobrze.

    – Nie przerywaj, nie zmieniaj, zaraz… Już, kocham cię – wyszeptała mi do ucha i przycisnęła się do mnie. Oddech się skrócił, nogi zacisnęły wokół mojego pasa. Spazm orgazmu przebiegł przez jej ciało, z ust wydobył się cichy pisk. Przez chwilę jeszcze ciałem wstrząsały delikatne dreszcze. Poczułem, że członek ma wyraźnie łatwiej. Orgazm poskutkował falą wilgoci i rozluźnieniem. Opadła z powrotem luźno na plecy ciężko oddychając. Mi wiele nie brakowało, więc podniosłem się na rękach aby ją lepiej widzieć i kontynuowałem penetrację jej gorącego wnętrza. Zaczęła pieścić swoje piersi, co zadziałało jak katalizator. Poczułem zbliżający się orgazm, długa penetracja, widok jej delikatnie muskających piersi i to co powiedziała skumulowało emocje i byłem na progu spełnienia.

    – Mogę na ciebie? – spytałem

    – Poproszę – odpowiedziała.

    W ostatniej chwili wyszedłem z niej, złapała członka i w tym momencie wystrzeliła ze mnie biała strużka spermy. Jedna, druga, trzecia… Targany orgazmem nie widziałem dokąd poleciała, drżałem na całym ciele. Ciężko opadłem na łóżko obok Iwony ciężko dysząc. Dopiero teraz poczułem, że mam mokre plecy. Przysunęła się do mnie i pocałowała czule.

    – Słyszałeś co powiedziałam?

    – Słyszałem. Ale wiesz, że nic z tego nie będzie?

    – Wiem. Poczekam.

    – Nic ci nie mogę obiecać. Ale w łóżku jesteś niezrównana – skłamałem chcąc rozgonić ciężką atmosferę tematu.

    – Kłamca.

    Pocałowałem ją delikatnie.

    – Rozjedź go tym swoim czołgiem to się pomyśli – zażartowałem.

    – Yhym – mruknęła – to jest plan.

    – Kotku, która jest godzina?

    Odszukała telefon, wcisnęła guzik i zmrużyła oczy oślepiona.

    – Za dwadzieścia dziewiąta.

    – No to spadam, Bea zaraz z pracy wróci, trzeba zrobić jej coś na kolację.

    – Jakiś ty opiekuńczy – dało się usłyszeć wyraźną złośliwość.

    – Jestem – pocałowałem ją ponownie i się podniosłem.

    Dopiero teraz zobaczyłem, że na jej piersiach i brzuchu błyszczą strużki spermy.

    – No ładne cacko – oceniłem.

    Spojrzała na siebie.

    – Profilaktycznie wypiorę pościel, nie wiadomo gdzie jeszcze poleciało.

    – Wykąp się lepiej, wyglądasz jak pączek w lukrze, hihi.

    – Ale śmieszne – sięgnęła do szafki i wyciągnęła z niej chusteczki jednorazowe, wytarła się z grubsza i wstała – ciebie też wytrzeć?

    – Nie ma potrzeby, samo wyschło.

    – To ja idę się umyć a ty leć robić tę kolacyjkę – znów złośliwie, ale już mniej.

    Przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem.

    – Przestaniesz?

    – A wiesz jak ja się czuję?

    – Mogę się tylko domyślać. Jesteś duża kochana dziewczynka.

    – Kochana?

    – Trochę tak. Ale musisz być dzielna.

    – Postaram się.

    Po raz nie wiem który pocałowałem ją czule.

    – Lecę.

    Wszedłem do salonu, pozbierałem ciuchy i włożyłem na siebie. Ciągle naga przypatrywała się mi jak to robię, oparta o framugę drzwi do sypialni.

    Skończyłem się ubierać i poszedłem do drzwi, podążyła za mną. Schowała się za drzwiami a ja nacisnąłem klamkę. Gdy już były otwarte a ja praktycznie na zewnątrz zapytała:

    – Wpadniesz jutro? Przygotuję kąpiel.

    Kuszące, wie jak mnie podejść. Cofnąłem się o krok i spojrzałem na nią poważnie.

    – Przemyśl to. Angażujesz się za bardzo.

    – Już. Przemyślane. Przyjdź. o tej samej godzinie. Bez “kocham cię” – powiedziała to jak na musztrze wojskowej, ratatata.

    – Zobaczymy – w sumie nie wiem czy chciałem tak od razu, dzień po dniu, żeby nie spowszechniało. Zrobiłem krok za drzwi, wystawiła zza nich głowę, żeby mnie widzieć.

    – Acha, i jeszcze jedno.

    – Co takiego?

    – Opowiedziałam Ewie o tobie. Co ze mną robisz.

    – Co zrobiłaś??? – zdębiałem

    – Spokojnie, nie wie, że mieszkasz obok – Iwona uśmiechnęła się szeroko – chce cię poznać.

    I zatrzasnęła za mną drzwi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Michal Story

    Spis treści (poprzednie części):

    Część 1: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4556

    Część 2: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4581

    Część 3: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4635

    Część 4: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4651

  • Zabawy z siostra cz.3 “Wizyta u babci”

    Deszczowy poranek nie nastrajał nikogo optymistycznie. W powietrzu wręcz można było wyczuć wrogość i napięcie . Perspektywa spędzenia nudnego popołudnia u babci również nie przyczyniała się do poprawy nastrojów. Jedynie moją ukochana siostrzyczka od samego rana przejawiała dobry humor, co po chwili udzieliło się również mi. Zresztą od dawna już potrafiła mi poprawić humor, nawet o tym nie wiedząc, a wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że przychodziło to jeszcze łatwiej. Wystarczyło, że na nią spojrzałem i od razu pojawiał się banan na mojej twarzy i wzwód w majtkach.

    Korzystając rano z łazienki wpadł mi do głowy pomysł, żeby poszperać w koszu na brudną bieliznę. Nie myliłem się. Na wierzchu leżały jej majteczki, które wczoraj musiała mieć na sobie. Białe koronkowe stringi idealnie pasowały do jej legginsów. Nie wahając się ani chwili chwyciłem je i od razu przyłożyłem do nosa. Przepadłem. Pachniały cudownie. Nie wiem nawet kiedy zacząłem walić konia. Zapach jej cipki pozostawiony na majteczkach sprawił że zapomniałem o wszystkim dookoła. Po chwili spuściłem się na podłogę. Wiedziałem już, co chcę zrobić. Wziąłem prysznic, w końcu pozbyłem się niestety uczucia ust Klaudii ssących mojego chuja. Na szczęście miałem jej majteczki, które ochoczo na siebie nałożyłem. Było to dosyć ciekawe uczucie, gdyż jeszcze nigdy nie chodziłem w stringach. Wiele razy wcześniej wąchałem jej majtki, lecz dopiero dzisiaj założyłem je po raz pierwszy. Chciałem, żeby mnie w nich zobaczyła. Teraz jednak czekał na mnie, na nas dzień na rodzinnej imprezie.

    Po śniadaniu położyłem się na kanapie przed telewizorem, delektując się uczuciem, jakie wzbudzały we mnie jej stringi. Zaczynało mi się podobać, jak wrzynają się między pośladki, a świadomość, że jeszcze kilka godzin temu ona miała je na sobie potęgowała to doznanie. Wiedziałem, że prędzej, czy później do mnie dołączy. Nie myliłem się. Po piętnastu minutach zjawiła się w salonie. Nawet w wyblakłym dresie wyglądała podniecająco. Położyła się obok mnie, tak jak wtedy, gdy pierwszy raz jej dotknąłem. Znowu wypięła dupcię w moją stronę, a stopy oparła o moje nogi. Ewidentnie kusiła mnie tym swoim dużym tyłkiem. Niestety z racji tego iż rodzina była dziś w komplecie mogłem pozwolić sobie tylko na to, by chwycić jej stopę i zacząć masować. Lubiłem te jej małe stópki z pazurkami pomalowanymi na czarno, a od pewnego czasu uwielbiałem ich zapach i smak. Chciałem znowu móc possać jej paluszki. Zdążyłem tylko pocałować jej jedną stopę, a po krótkiej chwili do salonu wszedł nasz ojciec. Pozostało mi tylko kątem oka zerkać na tyłeczek Klaudii.

    Deszcz nadal wściekle tłukł o szyby i nie było widoków na to, żeby miało się to prędko zmienić. Pozostało czekać na wyjazd do babki. Powoli zaczęliśmy się zbierać, a jako, że miała to być dosyć luźną „impreza” postanowiłem, że ubiorę się całkiem zwyczajnie, czyli jeansy i podkoszulek. Nigdy nie lubiłem krawatów, marynarek i tym podobnych. Jedyną nową dla mnie częścią garderoby były stringi Klaudii, które robiły się coraz bardziej wygodne, a zarazem działały coraz bardziej podniecająco.

    Jak mawiał klasyk: „są na tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły”. Taką rzeczą okazała się być tego dnia moją siostra. W czerwonej mini wyglądała wręcz olśniewająco. Przyznam, że w drodze do babci, gdyby nie nasz brat, który siedział w aucie między nami chyba bym ją przeleciał. Jej obłędne ciało przyprawiało mnie o dreszcze. Pragnąłem jej. Chciałem ją całować, liżąc, dotykać. Chciałem, żeby znów ssała moją pałę. Chciałem się z nią pieprzyć. Zamiast tego zerkałem tylko na jej nogi. Nic więcej nie mogłem zrobić w tej chwili.

    Babcia Krysia mimo upływu czasu wciąż traktowała nas, jak małe dzieci. Gdy składaliśmy jej życzenia, ucałowała nas, jakbyśmy mieli po sześć lat. Nie sprawiło mi to przyjemności, zważywszy, że w pamięci wciąż miałem dotyk miękkich ust Klaudii. Na szczęście trwało to tylko chwilę i kolejne babcine całuski miały nastąpić dopiero za kilka miesięcy.

    Rozgościliśmy się w salonie. Usiadłem na kanapie, w nadziei, że Klaudia znowu będzie obok mnie. Ona jednak wybrała fotel, który stał po mojej prawej stronie. Między nami stał jeszcze stoliczek, z jakimś kwiatkiem, który niemal zupełnie mi ją zasłaniał. Pomyślałem wtedy, że będzie to bardzo długie i nudne popołudnie, wypełnione rodzinnymi historiami z zamierzchłych czasów.

    Nie myliłem się. Czas jakby stanął w miejscu. A momentami nawet zawracał i biegł w drugą stronę. Znudzony historyjkami babci postanowiłem wyjść żeby zapalić… (Tak mogłem już decydować o swoim życiu i zdrowiu). Po popołudniowym niebie, od zachodu sunęły ciężkie deszczowe chmury, z których lada moment miał spaść deszcz. Ten papieros miał być pierwszym i ostatnim tego dnia zapalonym na świeżym powietrzu.

    Wracając do salonu od razu zauważyłem, dlaczego Klaudia usiadła na fotelu. Wiem też, że zrobiła to celowo. Siedziała ze stopami na fotelu, a kolanami prawie dotykała piersi. Mimo iż nogi miała prawie całkiem złączone dostrzegłem między nimi ciemnoróżowy kolor jej majteczek. Chociaż trwało to tylko ułamek sekundy poczułem, że zaczynam sztywnieć. Usiadłem więc szybko, by ukryć przed rodziną namiot rosnący w moich spodniach. Dodatkowo podniecający był fakt, że wciąż miałem na sobie jej stringi. Rozpaczliwie pragnąłem znaleźć się między jej nogami. Pięć minut później, gdy mój fiut ciągle wariował w majtkach, znowu wyszedłem z pokoju. Tym razem jednak do łazienki. Musiałem coś zrobić z tą erekcją. Opuściłem spodnie i zacząłem walić konia. Mimo iż byłem u babci setki razy nigdy nie przyglądałem się drzwiom jej łazienki. Okazało się, że mają trzy okrągłe otwory wentylacyjne w dolnej części. Uklęknąłem i zerknąłem, przez jeden z nich. Siedziała tam i patrzyła na drzwi łazienki, a ja na nią. Rozchyliła nieco bardziej nogi, ukazując mi więcej swoich wdzięków. Wiedziała, że ją podglądam. Oszołomiony jej widokiem szybko doszedłem i spuściłem się na podłogę. Wytarłem spermę ręcznikiem papierowym i spuściłem w klozecie. Gdy wychodziłem z łazienki mój kutas drzemał już spokojnie w spodniach. Klaudia natomiast siedziała już z nogami opuszczonymi na ziemię. Gdy na nią spojrzałem uśmiechnęła się do mnie zalotnie. Wiedziała, że znowu doprowadziła mnie do orgazmu.

    Czas płynął leniwie. Na światło dzienne wychodziły kolejne rodzinne sprawy. Gdy wreszcie na tapetę została przywołana polityka postanowiłem znowu zapalić. Tym razem jednak że względu na ulewny deszcz zalewający świat musiałem udać się z tą sprawą do piwnicy. Usiadłem na małym krzesełku i zapaliłem papierosa. Dym przyjemnie wypełnił moje płuca. Chwilą relaksu, bez polityki i rodzinnych historii dobrze mi zrobiła. Odprężyłem się. Usłyszałem, że drzwi piwnicy się otworzyły i po chwili zamknęły. Myślałem, że to tata, który również lubił puścić sobie dymka. Była to jednak Klaudia. Podeszła i stanęła z mojej lewej strony. Zabrała mi papierosa i sama zaciągnęła się nim mocno. Przez te wszystkie lata, gdy ją obserwowałem, nigdy nie widziałem, żeby paliła. Albo był to jej pierwszy raz, albo po prostu interesowało mnie coś innego, niż to, czy pali. Patrzyłem na nią zafascynowany. Chwyciłem ją za nogę, przesuwając dłoń systematycznie w górę aż w końcu dotarłem do jej mini. Złapałem spódniczkę i dźwignąłem ją do góry, odsłaniając resztę jej nóg, różowe koronkowe stringi, oraz część brzuszka. Obróciłem się w jej kierunku, by znaleźć się w wygodniejszej pozycji. Włożyłem dłoń między jej uda, dotykając jej cipki. Nawet przez majteczki czułem, jak przyjemnie gorąca jest. Drugą dłonią złapałem za jej pośladek I przyciągnąłem ją nieco do siebie. Pocałowałem ją w brzuch, tuż pod pępkiem. Odchyliłem nieco na bok jej stringi I palcem przejechałem po cipce. Była gorąca, ale przede wszystkim bardzo mokra. Oderwałem usta od jej brzucha i patrząc jej w oczy z rozkoszą oblizałem palec, którym przed chwilą przejechałem po jej cipce. Wiedziałem że nie mamy zbyt wiele czasu, więc bez namysłu złapałem za jej majtki i zsunąłem w dół. Ku mojej wielkiej radości nie protestowała. Wręcz przeciwnie, nawet mi pomogła. Włożyłem je sobie do kieszeni, by nie zbrudziły się od podłogi w piwnicy. Zamieniliśmy się miejscami. Ona usiadła na krześle, a ja uklęknąłem przed nią. Rozchyliła nogi, zapraszając mnie do siebie. Nie mogłem odmówić. Po kilku pocałunkach jej ud dotarłem tam, gdzie tak rozpaczliwie chciałem się cały dzień znaleźć. Przez chwilę tylko patrzyłem, na jej cudowną, idealnie wygoloną i mokrą cipkę. Przywarłem do niej ustami. Jej cudowny zapach, wilgoć, oraz smak, sprawiły, że zacząłem drżeć. Usłyszałem jej ciche jęki. Podobało jej się. Mi chyba o wiele bardziej. Wodziłem językiem po całej cipce. Nie wiedziałem jednak wtedy jeszcze, czy jest dziewicą, czy już nie, więc postanowiłem użyć tylko ust, ręce kładąc na jej nogach. Rozchyliła je jeszcze mocniej, niemal do pozycji szpagatu, ułatwiając mi jeszcze bardziej dostęp. Naparłem na nią mocniej ustami, językiem drażniąc łechtaczkę. Dyszała coraz szybciej. Jej jęki też stały się głośniejsze. Nie dbałem o to. Odurzony jej smakiem kontynuowałem swoje zabiegi. Wiedziałem, że za chwilę dojdzie. Nie myliłem się. Po kilkudziesięciu sekundach zaczęła szczytować. Zlizałem z niej resztę jej słodkich soków i pozwoliłem jej odpocząć. Wstałem i pocałowałem ją w usta. Tym razem to ona poznała swój wspaniały smak, połączony z moją śliną.

    Niestety nasz czas dobiegał szybko końca. Nie mogliśmy dłużej przeciągać naszych zabaw. Klaudia wstała z krzesła, obciągnęła spódniczkę I po chwili wróciliśmy do reszty rodziny. Dopiero w salonie, gdy emocje nieco opadły zdałem sobie sprawę, że wciąż mam jej stringi. Włożyłem rękę do kieszeni i złapałem je w dłoń. Były mokre. Wiedziałem już, co będę z nimi robił wieczorem.

    Na szczęście, lub nieszczęście nasza wizyta u babci wreszcie dobiegła końca. Wróciliśmy do domu. W drodze powrotnej to Klaudia siedziała w środku. Gdy wysiadaliśmy z auta rozchyliła nogi, znowu ukazując mi swoją cipeczkę.

    Tej nocy, wspomagając się jej stringami jeszcze dwukrotnie waliłem konia.

    Kilka kolejnych dni spędziliśmy jednak oddzielnie, ponieważ miałem już od roku umówiony wyjazd że znajomymi w góry. Gdybym wtedy wiedział, co zaistnieje między nami, to zarezerwowałbym miejsce również dla niej. Czas jednak biegnie bardzo szybko, więc wiedziałem że już za chwilę znowu będę w domu. Przy niej.

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Wielicki
  • Poprawka z chemii – cz.4

    Następne 2 tygodnie był bardzo długie. Codziennie myślałem o mojej pani z chemii. Jej majteczki nosiłem zawsze w plecaku. Przynajmniej raz dziennie na przerwie udawałem się do kibelka, ściągając spodnie, mój członek już wyskakiwał z bokserek. Jej majteczki miały kieszonkę w kroku. Nakładałem ją na penisa. Były ciasne, ale mocno się naciągały. Zamykałem oczy i wyobrażałem sobie, że to ona masuje mi członka. Po wytrysku wkładałem je podwójnie do zamykanego strunowego woreczka i saszetki z plastrami, zapasowymi długopisami, itp. A woreczki, aby nic nie wyciekało i nie było czuć zapachu zaschniętej spermy. W nocy ubierałem je na siebie i pocierałem o kołdrę lub poduszkę… Po dwóch tygodniach zjawiłem się pod klasą. Od razu zapytała jak zadanie domowe i oddałem jej bieliznę. Przeglądała i powąchała. Wystawiła mi ocenę bardzo dobrą. Stwierdziła, że jeszcze zaliczenie i nagroda. Rozciągnęła matę ma podłodze i kazała mi się położyć. Ściągnęła moje spodenki i bokserki do kolan. Penis zesztywniał. Rozkrokiem powoli usiadła nade mną. Posuwała pupą do tyłu. Wyczułem, że nie ma bielizny. Penis dotykał jej krocza. Przez sukienkę sterczały jej sutki w powiększonych piersiach. Ssij – rozkazała, rozpinając guziczki. Jak opętany ssałem i lizałem jej duże, sterczące sutki. Penisem czułem, jak delikatnie masuje okolice jej pochwy i drugiej dziurki. Rozpięła guziczki do końca. Ukazał się jej brzuszek. Uniosła się trochę, postawiła pionowo mojego członka i usiadła na nim. Była bardzo wilgotna w środku. Podskakiwała na mnie. Jej piersi i brzuszek falowały. Chwyciłem jej sutki w ręce i naciągałem, piersi ściskałem. Im mocniej, tym bardziej jęczała. Wiedziała, że długo tak nie wytrzymam, więc rączką pomagała sobie, masując łechtaczkę. Było to za dużo dla mnie. Mocno wytrysnąłem, ale ona nie przestawała. Potrzebowała jeszcze chwili. To był mój najdłuższy wytrysk, po nim penis z podniecenia dalej mocno stał. Po pół minucie doszła do orgazmu. Uśmiechnęła się i mocno mnie pocałowała. No to zaliczenie już masz. Ocena bardzo dobry.”. Przyjdź do mnie jutro popołudniem, a będzie nagroda. Nie wiedziałem co powiedzieć. Z jednej strony czułem, że przygoda się zapewne skończy, ale z drugiej nigdy nie będę tego żałował i zawsze miło wspominał.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kasia TV
  • Zlota godzina

    Delikatne promienie zachodzącego słońca czule łechtały jej długą szyję. Pstryk – Olka uwieczniła kolejną pozę Kai. Podmuch wiatru poruszył cienką sukienkę. Kaja zadrżała. Dzień był gorący, ale ku wieczorowi na trawie zaczęła pojawiać się rosa, mocząc dół sukienki. Jej sutki stwardniały.

    – Hej, bo jeszcze się podniecę.  – zaśmiała się Olka. Zrobiła kolejne zdjęcie.

    – Mamy już coś ciekawego? Robi się zimno. Na Insta nie potrzeba nie wiadomo czego. – narzekała Kaja.

    – Rozumiem twój zamysł, jesteś super ubrana, ale wiesz, twoja interpretacja połączenia z naturą mnie nie kręci.

    – Więc co proponujesz? – zapytała Kaja, unosząc brew.

    Olka uśmiechnęła się zadziornie. Zaczęła rozpinać guziki bluzki.

    – Co ty robisz? – zdziwiła się Kaja.

    Jasnowłosa dziewczyna nic nie odpowiedziała, rozbierała się dalej. Spadający stanik uwolnił obfite piersi. Dziewczyna kontynuowała rozbieranie się. Dżinsy, koronkowe figi, wszystko znalazło się na kocu obok sprzętu fotograficznego.

    – Na co czekasz? – zniecierpliwiła się dziewczyna. – Masz swoje połączenie z naturą. Nie będę tu sterczała goła samotnie.

    Zdziwiona kaja w mgnieniu oka zrzuciła z siebie sukienkę. Nie miała stanika, jedynie niewidoczne stringi. Zdjęła je powoli, przyglądając się w tym samym czasie piersiom przyjaciółki. Potem przeniosła wzrok na lekko wypukły brzuch, a później jej cipkę, porosłą delikatnymi włoskami. Kaja z początku przybierała nieśmiałe pozy. Na twarzy Olki też malowała się niepewność, ale gdy dziewczyny oswoiły się ze swoją nagością, sesja nabrała smaku.
    Ciemne sutki Kai sterczały z podniecenia. Czuła w nich lekkie pieczenie. Nagle wpadł jej do głowy szalony pomysł. Zamknęła oczy. Czuła jak jej gładka cipka robi się mokra. Jej dłoń bezwiednie powędrowała w to miejsce i zaczęła delikatnie masować łechtaczkę. Dziewczyna położyła się na trawie. Czuła coraz większe podniecenie. Jej dłoń przyspieszyła ruchy.
    Zaintrygowana Olka ustawiła aparat na statywie. Zmieniła tryb na wideo i włączyła nagrywanie. Następnie przyklęknęła przy Kai. Masturbacja koleżanki podniecała ją do granic możliwości, spragniona dotyka cipka piekła. Nagle Kaja otworzyła oczy. Lekko się uśmiechając wyciągnęła rękę, żeby zrobić dobrze Olce. Jej zwinne palce wiedziały co robić. Olka zaczęła pojękiwać z rozkoszy. Czuła narastające napięcie i nadchodzące ciepło.

    – Nie, czekaj! – krzyknęła Olka. – Jeśli już to robimy, to chcę się z tobą kochać – westchnęła.

    Dziewczyny pospiesznie przybrały pozycję nożyc. Poruszały biodrami w jednym rytmie. Pomarańczowe światło zalewało ich ciała. Pot na ich skórze błyszczał. Coraz głośniej jęczały. Ich ruchy były coraz odważniejsze. Soki z ich cipek zlewały się w jedno. Ta chwila była przepełniona erotyzmem i kobiecym pięknem w czystej postaci. Dziewczyny czuły zbliżające się orgazmy. Pragnęły ich jak nigdy wcześniej. I wtedy wybuchły. Ich ciała drżały w ekstazie. Być może pokusiłyby się o jeszcze jedną rundę, gdyby nie…

    – Co tu się odpierdala? – usłyszały męski głos.

    CDN

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kaja Nowak
  • Mafia: Rzady bezprawia. Czesc 1

    Ronald Diamond wysiadał właśnie pospiesznie z pokładu parowca, którym wrócił z wojny do swojego rodzinnego miasta – Nowego Jorku. Mężczyzna zaczął wspominać dotychczasowe życie. Urodził się w 1915 roku w rodzinie rosyjsko-żydowskich emigrantów. Jego ojciec, Ivan, pracował jako kolejarz w Dyneburgu. Matka, Eleonora, była córką właściciela niewielkiego sklepu obuwniczego z Żytomierza. Para ta się pobrała i krótko przed wybuchem I wojny światowej wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Tam też na świat przyszedł ich jedyny syn – Ronald. Rodzina mieszkała w biednej nowojorskiej dzielnicy dla emigrantów, gdzie w okresie prohibicji roiło się dosłownie od przestępców.

    Chłopak w wieku kilkunastu lat został sierotą – ojciec zmarł na tyfus, matka zginęła w wypadku kolejowym. Aby uciec od koszmaru codziennego życia, Ronald postanowił mając 17 lat wstąpić do wojska. Nie udało mu się to. Pracował więc jako robotnik. Wyrobiło to w nim silnie lewicowe przekonania polityczne. W 1937 roku pojechał do ogarniętej wojną domową Hiszpanii, aby walczyć po stronie sił republikańskich. Wówczas pierwszy raz zetknął się z karabinem oraz zobaczył, jakie spustoszenie w ludzkich umysłach wyrabiają działania wojenne. Podczas walk nad rzeką Ebro dostał się do niewoli frankistowskiej. Tam zetknął się z racjami drugiej strony konfliktu. Po roku odzyskał wolność i zdecydował się na powrót do Ameryki.

    Atak japoński na Pearl Harbor i wejście Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej znów skierowało Ronalda na front. Wziął on udział w walkach przeciwko siłom Afrika Korps w Tunezji, potem w inwazji na Sycylię. Uchodził za dzielnego żołnierza, dorobił się stopnia sierżanta. Trzyletni pobyt na wojnie zniszczył jednak psychikę mężczyzny. Ogrom zbrodni, jakie miał okazję zobaczyć na własne oczy nie mógł nie zrobić na nim wrażenia. Diamond czuł się całkowicie zdemoralizowanym człowiekiem. Dlatego też z wielką ulgą przyjął wieść o kapitulacji Niemiec i możliwości rychłego powrotu do domu. Tak w wielkim skrócie przedstawiała się jego dotychczasowa historia. Człowiek całkowicie wypalony przez wojnę, teraz wrócił do ojczyzny.

    – Nareszcie koniec tego okropnego koszmaru – powiedział do siebie Ronald.

    Powrót do normalnego życia nie okazał się jednak łatwy i przyjemny dla weterana wojennego. Mieszkał w starym, zaniedbanym mieszkaniu, położonym w biednej nowojorskiej dzielnicy. Nie było tutaj żadnych perspektyw. Aby się utrzymać, Ronald musiał zacząć szukać jakiejś pracy.

    Na Long Island doszło tymczasem do poufnego spotkania członków mafijnej rodziny Bullitów. W luksusowym apartamencie zebrało się około 40 osób. Wszyscy gangsterzy usiedli przy jednym stole. W centralnym miejscu siedział szef przestępczej rodziny, niejaki Gabriel Bullit. Miał 68 lat, siwe włosy, nosił na sobie drogi biały garnitur. W ustach palił kubańskie cygaro.

    – Musimy chronić nasze interesy w mieście przed wzrastającymi wpływami rodziny Cabanero. Te skurwysyny pchają się do władzy nad półświatkiem. Już kontrolują znaczną część obrotu alkoholem i narkotykami, kupują radnych, jeszcze trochę i będą mieli w kieszeni burmistrza – powiedział gwałtownie lider mafijnej rodziny.

    – Według naszych analiz, Cabanero współpracują z Irlandczykami. Mają od nich zapewnioną ochronę – odparł Johnny, najstarszy syn Gabriela.

    – Ja pierdolę tych brudnych Irlandczyków, w ogóle nasi chłopcy powinni z nimi dawno się już rozprawić.

    – Ale ojcze, protekcja ludzi O’Donella daje naszym wrogom duże pole manewru – odezwał się Sam, młodszy syn Gabriela.

    Przywódca rodziny zamyślił się na chwilę, po czym odłożył cygaro i wstał.

    – Wypowiemy tym chujom z Lower East Side prawdziwą wojnę i utopimy we krwi! Będą rzygali dosłownie swoją juchą! – ogłosił przekonująco Gabriel.

    – Będziemy potrzebowali więcej ludzi. I więcej broni – zauważył Julio Augustino, prawa ręka i najlepszy doradca głowy mafijnej rodziny.

    – I to zrobimy, stać nas. Ochronę policji też póki co nad sobą mamy. Do końca roku możemy mieć ostatnią szansę na wyeliminowanie Cabanerów z gry – skomentował Patrick, najmłodszy syn szefa.

    Tak więc dwie mafijne rodziny wkrótce miały rozpocząć ze sobą krwawe porachunki. W tym celu Bullitowie zaczęli werbować do swoich szeregów nowych ludzi. Działanie te nie uszły uwadze szpiegów konkurencyjnej grupy. Daniel Cabanero, szef drugiej gangsterskiej rodziny z Nowego Jorku, także zaczął przygotowania do wojny. Mógł liczyć na wsparcie Irlandczyków, którymi przewodził bezwzględny Thomas O’Donell, zwany też ”rzeźnikiem z Queens”. On i jego ludzie słynęli z wyjątkowego okrucieństwa wobec swoich oponentów, toteż większość nie pragnęła im się narażać.

    Ronald nie mógł znaleźć sobie żadnego godziwie płatnego zajęcia. Dręczyły go co dzień także koszmary minionej wojny. Pewnej nocy spacerował sobie po ciemnych ulicach swojej dzielnicy, rozmyślając o swoim życiu.

    – Na wojnie czułem się źle, ale nawet tutaj, w czasie pokoju, nie jestem w stanie znaleźć spokoju – wzdychał.

    Gdy tak sobie szedł, nagle jego drogę zastąpiło dwóch mężczyzn w garniturach, z kapeluszami na głowie. Ronald myślał, że ci faceci to przestępcy. Zaraz wyciągną schowaną broń i go napadną. I zważywszy na to, że nie ma nawet pięciu dolarów w kieszeni, najprawdopodobniej zastrzelą go na miejscu. Ale stało się zupełnie inaczej.

    – Czy pan mieszka w tej biednej dzielnicy? – odezwał się do Diamonda jeden z mężczyzn.

    – Yyy… Tak. Ale jestem tylko skromnym weteranem, który dopiero co wrócił do domu z długiej wojny – wymamrotał z siebie Ronald.

    – Walczył pan w Europie, czy na Pacyfiku? – dołączył się do rozmowy drugi mężczyzna.

    – W Afryce północnej i Europie. Od 1942 roku. Doszedłem do sierżanta.

    – Ma pan może problemy finansowe? – pytał pierwszy.

    – Cóż to za pytanie? Ale… Nie mogę znaleźć póki co żadnej pracy – powiedział z lekką irytacją były żołnierz, zaskoczony tak bezczelnym pytaniem zadanym przez nieznajomego.

    – Możemy panu pomóc – kontynuował pierwszy. – Rodzina Bullitów szuka nowych ludzi do swoich szeregów. To byłby dla pana bardzo opłacalny interes.

    Ronald zamyślił się. Ze światkiem przestępczym miał do czynienia niemal od wczesnego dzieciństwa. Ale zawsze gardził przemocą i bezprawiem. Z drugiej strony wizja dużych pieniędzy robiła na nim wrażenie. To w tym momencie wydawało się przeważać szalę.

    – Dobrze. Gdzie i kiedy mam się zgłosić?

    – Proszę jutro przyjść tuż po zmroku pod ten adres – powiedział drugi z mężczyzn podając Diamondowi kartę z zapisanymi na niej informacjami.

    – Dobrze. Z pewnością się jutro stawię – odparł.

    Dwaj faceci uśmiechnęli się do Ronalda, po czym poszli w przeciwnym kierunku, po chwili znikając zupełnie w mroku nocnej uliczki. Diamond wracając do domu zaczął rozmyślać nad przyjętą przez siebie propozycją.

    – Nie wiem, czy to dołączenie do mafii wyjdzie mi na dobre. Ale w sumie, co za różnica. I tak nie ma dla mnie lepszej przyszłości w tym wielkim mieście. Wojna całkowicie mnie wypaliła psychicznie.

    Policja w Nowym Jorku miała wiele, nawet bardzo wiele grzechów i grzeszków na sumieniu. Od lat panowała w niej permanentna korupcja, dotykająca zarówno szeregowych funkcjonariuszy, jak i samej góry jej dowództwa. John Rolff, obecny komisarz miejskiej policji, siedział w kieszeni wpływowej mafijnej rodziny Bullitów. Przymykał oko na przemyt, handel alkoholem i narkotykami, zabójstwa oraz porwania. Bullitowie mieli w swojej dłoni także Davida Fritza, prokuratora okręgowego. To jeszcze bardziej zwiększało ich samowładztwo w mieście.

    Ale sytuacja ulegała zmianie. Pojawienie się rodziny Cabanero i budowanie przez nią własnym wpływów zagrażało interesom Bullitów. Konflikt ten można było rozwiązać tylko w jeden sposób. Bardzo drastyczny oraz krwawy sposób.

    O omówionej porze Ronald stawił się pod wskazanym adresem. Przed jego oczami stał sporej wielkości stary magazyn. Mężczyzna zapukał do drzwi. Po chwili wszedł do środka. Było tam około kilkunastu ludzi. Spostrzegł także dwóch spotkanych wczorajszej nocy nieznajomych.

    – Skoro wy wszyscy zdecydowaliście się stawić tutaj dzisiejszej nocy, to znaczy że chcecie zaczął pracę u rodziny Bullitów. I dobrze. Macie szansę porządnie zarobić i stać się wreszcie kimś. Wyrwać się z waszych nędznych żyć – wygłaszał mężczyzna, który poprzedniej nocy namówił Ronalda do przyjścia tu.

    – Nazywam się Victor Erazm, a ten tutaj to Douglas Fox – powiedział pokazując palcem w kierunku palącego papierosa mężczyzny w białym garniturze, z kapeluszem na głowie.

    Victor kazał wszystkim zebranym ustawić się w jednym, równym rzędzie. Zaczął przyglądać się im dokładnie.

    – Jak się nazywacie i co żeście robili wcześniej? – zapytał Erazm łysego mężczyznę z niewielkim zarostem na twarzy, stojącego mniej więcej pośrodku rzędu.

    – Ja… Nazywam się Peter Berging. Pracowałem w porcie. Dotychczas – powiedział mężczyzna, z lekkim niepokojem w swoim głosie.

    – Mieliście kiedyś jakiś kontakt z bronią?

    – Tak. Dwa lata pracowałem w policji na Brooklynie – odparł coraz bardziej zestresowany Berging.

    – Co proszę? Byliście psem? I teraz chcecie, kurwa, do mafii wstąpić? – mówił spokojnie, acz z agresją w głosie gangster.

    – Ja… Ja… – nim zdążył dokończyć Erazm zdzielił go porządnie w twarz.

    Kiedy mężczyzna upadł na ziemię, gangster zaczął go kopać na oczach wszystkich.

    – W naszej organizacji nie ma miejsca dla żadnych zajebanych psów! Douglas, weź wypierdol to ohydne ścierwo na śmietnik!

    – Czy mamy tutaj jeszcze jakichś popaprańców? Przyznawać się lepiej, bo rozkurwię takiego raz, dwa – zwrócił się do pozostałych zebranych.

    Nikt jednak nie odpowiedział. Ronald był troszkę zszokowany całą tą sytuacją. Ale wiedział przecież, na co się pisze, przychodząc tutaj.

    Spotkanie trwało około godziny. Wszyscy mężczyźni zostali przyjęci do pracy u Bullitów. Diamond zaczął swoje przestępce życie. Nie wiedział, gdzie ta droga go ostatecznie zaprowadzi.

    Daniel Cabanero, szef powoli coraz bardziej zwiększającej swoje wpływy w Nowym Jorku rodziny mafijnej, swoje biuro miał na najwyższym piętrze Chrysler Building. Przebywał tam niemal codziennie. Było to w końcu doskonałe miejsce do kierowania rodzinnymi interesami, zarówno tymi legalnymi, jak i nielegalnymi.

    Rankiem pod budynek ten zajechała limuzyna. Wyszedł z niej człowiek ubrany w płaszcz z kapeluszem na głowie. Otaczało go czterech ludzi. Weszli do środka i skierowali się na najwyższe piętro. Tym tajemniczym mężczyzną był Thomas O’Donell, 56-letni lider Irlandczyków. Uchodził za człowieka bezwzględnego, o psychopatycznych i socjopatycznych skłonnościach, przy tym również za chama i prostaka. Podobnie można by nazwać wszystkich jego ludzi. Ale nikt w mieście nie chciał z nimi zadrzeć. Byli jak dzikie zwierzęta, nie cackali się ze swoimi przeciwnikami. Obecnie łączył ich doraźny sojusz z rodem Cabanero. Lecz wieści o szykujących się do wojny z nimi Bullitami, mogły wszystko zmienić.

    Po dojechaniu windą na ostatnie piętro, Thomas ze swoimi ludźmi bezpardonowo wkroczył do gabinetu Daniela. Dwaj goryle ochraniający szefa mafii wyciągnęli odruchowo broń.

    – Karl, Patrick, spokojnie. Odłóżcie broń – powiedział Cabanero. – Czego chcecie ode mnie z samego rana? I jak śmiecie tak bezceremonialnie się tutaj zjawiać? – kontynuował mężczyzna.

    Thomas podszedł do biurka, przy którym siedział mafioso. Z kieszeni wyciągnął papierosa i odpalił go swoją zapalniczką. Następnie wrednie się uśmiechając, zaczął mówić do siedzącego przed nim mężczyzny.

    – Doszły nas słuchy, że Bullitowie idą na wojnę z wami. Werbują nowych ludzi, zbierają broń, obwąchują się już z władzami. Chyba nasz dotychczasowy sojusz jest zagrożony – powiedział O’Donell.

    – Dlaczego niby?

    – Bo moi ludzie mieli tylko ochraniać wasze interesy. Na toczenie wojny się nie umawialiśmy – odparł Irlandczyk.

    Cabanero westchnął, po czym ponownie spojrzał na swego rozmówcę.

    – A za ile się z nimi rozprawicie?

    – Co? Ty się, kurwa, dobrze czujesz? To twoje zasrane zmartwienie. Jeszcze dzisiaj mogę pójść do Gabriela Bullita i to jemu zaoferować współpracę – powiedział bezczelnie Thomas.

    Daniel powstał z biurka. Pomyślał przez chwilkę. Podszedł do barku, z którego wyciągnął butelkę whiskey. Nalał dla siebie i swojego rozmówcy.

    – Jeszcze się możemy dogadać – kontynuował rozmowę – Na współpracy ze mną ty i twoim ludzie wyjdą lepiej. Za kilka miesięcy będę miał to miasto z garści. Ale żeby to osiągnąć, trzeba pozbyć się Bullitów. Innej możliwości nie ma.

    O’Donell wypił cały kieliszek alkoholu jednym duszkiem.

    – Właściwie, to mogę ci pomóc. Ale mamy nowe warunki umowy. Chcę… – zamyślił się przez chwilę mężczyzna, po czym dodał – połowy twoich obrotów z handlu heroiną. I chcę też kontroli nad wszystkimi burdelami, którymi administrujecie w mieście.

    – Dobrze. Zgadzam się – powiedział Cabanero – Ale liczę na waszą pomoc, w rozprawie z Bullitami.

    Irlandczyk pokiwał głową, po czym wraz ze swoimi ludźmi opuścił biuro szefa mafii. Daniel chwycił za słuchawkę telefonu i zaczął wykręcać jakiś numer.

    – Halo, Dave? O’Donell złożył mi przed chwilą małą, niezapowiedzianą wizytę. Irlandczycy dowiedzieli się, że Bullitowie szykują się na wojnę przeciwko nam. Aby dalej z nami współpracował, musiałem zawrzeć z Thomasem nową umowę.

    Rozmówcą był niejaki Dave Cabanero, młodszy brat Daniela i jego prawa ręka w mafijnych interesach. Gangster nikomu bardziej nie ufał.

    – Czyli obiecałeś mu więcej wpływów z handlu dragami i oddałeś mu kontrolę nad kierowanymi przez nas burdelami. Cudownie braciszku. Drogo nas to będzie kosztowało – powiedział niezadowolony z usłyszanych nowin Dave.

    – Ale bracie, bez pomocy Irlandczyków i O’Donella nie rozprawimy się z tymi skurwysyńskimi Bullitami – odpowiadał mafioso.

    – Może i masz troszkę racji. Ale musimy uważać, aby te zwierzęta nie zaczęły się obwąchiwać z naszymi wrogami. O’Donell to psychol, jest zdolny nas zdradzić w każdej chwili.

    Ciąg dalszy nastąpi…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jerzy Jaśkowski
  • Mafia: Rzady bezprawa. Czesc 2

    Co decyduje o tym, czy jesteś przestępcą? To, czy dałeś się złapać.

    To stare gangsterskie powiedzenie. Niewątpliwie jest w nim bardzo dużo prawdy.

    Ronald Diamond zaczął pracę dla mafijnej rodziny. Z początku nie musiał wykonywać żadnych szczególnie trudnych zadań. Był przydzielany jako ochroniarz. Wkrótce czekać go miał jednak prawdziwy chrzest bojowy. Krwawa rozprawa z Cabanero była coraz bliżej. Gabriel Bullit, głowa przestępczego rodu, wezwał do swojej rezydencji na Long Island Victoria Erazma. Był to zaufany człowiek bossa.

    – W czym mogę służyć, szefie?

    – Cóż. Uważam, że powinniśmy już zadać pierwszy cios naszym wrogom. Zbierz ludzi.

    – Ale co konkretnie mam zrobić? – zapytał Erazm.

    – Masz mi przynieść tutaj kilka łbów tych skurwysynów, najlepiej wcześniej oskalpowanych! – krzyknął Bullit, tak że głos rozniósł się po całym pomieszczeniu.

    – Rozumiem, szefie. Zrobię, jak każesz. Zapłacą nam krwią. Będą prosić o litość.

    – Litość? Wszystkich ich wybijemy, a truchła zakopiemy tak głęboko, że nikt nigdy ich nie znajdzie – oznajmił Gabriel.

    Erazm pospiesznie opuścił rezydencję swojego szefa, wsiadł do samochodu i skierował się w stronę centrum miasta. Gangster zebrał grupkę dziesięciu ludzi. Wśród nich znalazł się Ronald. Dla mężczyzny była to pierwsza okazja do poważnego ”pobrudzenia sobie rąk”. Wszyscy stawili się o omówionej porze w Hotelu America, będącym pod kontrolą rodziny Bullitów. Po chwili dołączył do nich Victor.

    – Dzisiaj macie żołtodzioby szansę, aby się wykazać. Jedziemy zrobić porządek na mieście – oznajmił.

    – Co konkretnie będziemy robić? – zapytał Ronald.

    – Szef kazał nam zlikwidować kilku ludzi od Cabanero. Dość pytań, czas działać.

    Wszyscy mężczyźni wsiedli do samochodów i odjechali. Czekała ich pełna pracy noc.

    ”Victory” było największym kasynem w Nowym Jorku. Mieściło się w centralnym Manhattanie. Zarządzała nim rodzina mafijna Cabanero, która czerpała z tego gigantyczne zyski. Tej nocy w lokalu bawił się John Falcon, człowiek blisko związany z przestępczą familią. Siedział przy stoliku w swojej honorowej loży i popijał whiskey. Do pomieszczenia wszedł nagle Morris, jego ochroniarz.

    – Szefie, limuzyna już przyjechała.

    – Dzięki Morris. Zaraz będę na dole – odparł dopijając drinka.

    Nagle mężczyzna usłyszał strzał, a jego ochroniarza przeszyło kilka śmiertelnych strzałów. Morris upadł martwy na ziemię. Do pokoju wkroczyli bezpardonowo dwaj gangsterzy. Szybko obezwładnili Falcona i położyli na ziemi.

    – No no no. Już nie jesteście tacy cwani, kurwa jego mać – powiedział Erazm z papierosem w ustach. – Ogłuszcie go i załadujcie do samochodu, mam dla niego specjalne rozrywki – dodał.

    Gangsterzy wynieśli nieprzytomnego Falcona z kasyna i załadowali do bagażnika jednego ze swoich samochodów.

    Mężczyzna ocknął się przywiązany do krzesła w jakimś opuszczonym magazynie. Wszędzie panował półmrok. Z góry oślepiała go wisząca żarówka.

    – Kurwa, kurwa, co się dzieje. Nic z tego nie pamiętam…

    – Trafiłeś do piekła – powiedział wyłaniający się z ciemności Victor – A ja. Jestem tutaj jebanym diabłem – dokończył.

    Po chwili dołączył do niego Ronald, który w ręku trzymał łom. Zaczął z niezwykle brutalną precyzją okładać narzędziem więźnia, tak że ten błyskawicznie zalał się cały krwią. Diamond teraz pierwszy raz na własnej skórze zetknął się z prawdziwym obliczem świata przestępczego. Szybko zaczął odczuwać przyjemność z zadawania bólu skrępowanemu człowiekowi. Poza tym, nie mógł stracić w oczach przełożonego. Od tego zależała jego przyszłość w organizacji.

    – Prroszę… O…litość – mamrotał ledwo przytomny Falcon.

    – Chris, weź odpruj oko temu kutasowi – powiedział Erazm do jednego ze swoich ludzi.

    Ten wyciągnął z kieszeni brzytwę, po czym zaczął w niezwykle drastyczny sposób wydłubywać gałkę oczną więzionemu. Aby nie krzyczał, Ronald wcześniej go zakneblował. Gangsterzy dla zabawy torturowali tak więźnia aż do rana, kiedy ten wyzionął z siebie ducha. Po wszystkim odwiązali zwłoki.

    – Ronald, pozbądź się trupa.

    – Tak jest, szefie.

    Mężczyzna zapakował zwłoki do worka i załadował do bagażnika samochodu. Usiadł za kierownicą, kierując się w stronę rzeki, gdzie miał wyrzucić szczątki. Jadąc zaczął rozmyślać o ostatniej nocy. Teraz przeszedł już swoisty chrzest bojowy gangstera. Pierwsza krew już za nim.

    – Eh, sam się na to zgodziłem przecież. Nie powinienem przejmować się moralnością, w końcu jestem gangsterem – rozmyślał.

    Gdy Diamond dotarł na miejsce, wyciągnął worek z bagażnika, po czym zrzucił do rzeki. Zwłoki zniknęły tonąc w wodzie. Mężczyzna chwilkę jeszcze wpatrywał się w toń, następnie wracając do pojazdu. Nim odjechał znów zamyślił się.

    – Tak. Będę piął się po szczeblach mafijnej kariery. Moje dotychczasowe życie nie należało do udanych, ale to się zmieni. Mam wreszcie szansę, na stanie się kimś. Już wkrótce będę najbardziej bezwzględnym gangsterem w tym zasranym mieście. I nie będzie takiego, co mi podskoczy.

    Niedaleko mieściła się irlandzka dzielnica. W jednym z tamtejszym pubów drinka sączył właśnie Thomas O’Donell. Otaczali go jego ochroniarze.

    – Czy podać coś jeszcze? – zapytał barman.

    – Jeszcze jedną szklaneczkę tego pysznego koniaczku.

    Nagle do lokalu wszedł jakiś młody mężczyzna w czarnym garniturze. Zaczął zmierzać w kierunku Irlandczyka. Po drodze zatrzymali go i skontrolowali dwaj goryle. Następnie dopiero dopuścili przed oblicze szefa.

    – Synek jest czysty – oznajmił jeden z goryli.

    – Szefie, chciałem donieść ci o czymś istotnym – powiedział młody kierując swój wzrok na O’Donella.

    – O co chodzi, szczeniak? – parsknął lider gangu.

    – Ludzie Bullitów. Oni zrobili wczoraj w nocy najazd na kasyno ”Victory”. Skosili kilku ochroniarzy i porwali Johna Falcona. Pół godziny temu truchło tego faceta wyłowili dwaj rybacy w porcie. Przyszedłem najszybciej, jak tylko mogłem, aby cię o tym powiadomić.

    Thomas zamyślił się moment. Rozbił gwałtownie szklankę o podłogę. Na jego twarzy widać było narastającą w nim agresję. Wstał z krzesła i zdzielił w twarz młodego.

    – Kurwa. Ja pierdolę. Te zasrane chuje zaczęli już z nami wojnę. Falcon to jeden z zaufanych ludzi Cabanero. No nic. – skwitował podpalając sobie papierosa zapalniczką – Sami musimy odpowiedzieć na terror jeszcze większym terrorem. Seamus, powiadom chłopców, że czeka ich w najbliższych dniach sporo brudnej roboty.

    – Tak jest, szefie – odpowiedział krótko gangster, po czym błyskawicznie opuścił pub.

    Wtenczas już Ronald zdążył wrócić do głównej siedziby rodziny Bullitów, mieszczącej się na Long Island. Powiadomił o pozbyciu się ciała. Gabriel, głowa rodu, wyprawił niewielki bankiet dla swoich ludzi. Miała to być nagroda za dobre wykonanie powierzonego im zadania.

    – Wnoszę toast za naszych nowych ludzi, ojcze. Są twardzi, tak jak potrzeba i nie zawahali się nawet przez moment – mówił Patrick Bullit, unosząc do góry swój kieliszek szampana.

    – Teraz dopiero zacznie się wojna. Pewnie wkrótce Cabanero naślą na nas tych swoich jebanych Irlandczyków – mówił Erazm, popijając swego drinka.

    – Tym skurwysynom też pokażemy co potrafimy – wyrwał się ze swoją odpowiedzią Ronald Diamond. Był bardzo pewny siebie. Jednak jego dość bezczelna wypowiedź nie mogła przejść bez uwagi. Do mężczyzny podszedł Gabriel.

    – Cóż za arogancja. A kim ty, kurwa mać, jesteś, aby pouczać mnie co mam z nimi zrobić?

    – Daj mu spokój, szefie. To tylko jeden z nowych, nie zna jeszcze wszystkich zasad – uspokajał Victor.

    Szef zdzielił w twarz Ronalda. Ten upadł na kolana, a z nosa zaczęła lekko cieknąć mu krew.

    – Tutaj jest twoje miejsce, bezczelny kundlu. Ja będę decydował, kto, kiedy i jak się będzie tutaj odzywał. Tym bardziej do mnie. Jeszcze jeden taki numer, a każę odciąć ci kutasa tępą brzytwą i włożyć do twojego zasranego ryja – groźnie odparł lider mafijnej rodziny, spoglądając spode łba.

    – Przepraszam. To… Już się nigdy nie powtórzy – wymamrotał Diamond, podnosząc się z ziemi. Z kieszeni wyciągnął chusteczkę i przystawił sobie do krwawiącego nosa.

    – Ja kurwa myślę. Pozostali chyba też zrozumieli moją aluzję. Ale szczeniak miał w sumie rację. Z Irlandczykami też musimy sobie poradzić. Czuję w kościach, że nasi wrogowie już zbierają siły. Wkrótce uderzą. Powinniśmy się do tego przygotować.

    Wendetta to świętość dla każdej szanującej się rodziny mafijnej. To jedyna zasada i jedyne prawo, jakie obowiązuje w tym zdeprawowanym świecie. Kto go nie przestrzega – szybko ginie.

    – Namierzyliśmy ich szefie – powiedział przez telefon mężczyzna w biało-czarnym garniturze, siedzący w fotelu w surowo umeblowanym mieszkaniu. W ustach popalał drogie kubańskie cygaro.

    – Bardzo dobrze, Angus. Masz zadanie zlikwidować obydwu – odezwał się głos w słuchawce.

    Mężczyzna wstał, pospiesznie kierując się w stronę wyjścia. Opuścił kamienicę, w której przebywał i wsiadł do czerwonego Cadillaca, gdzie czekało na niego już trzech ludzi.

    – Szef dał na jasny rozkaz. Mamy zlikwidować Johnny’ego i Patricka Bullitów. Obaj są w Empire State Building. Nie hamujcie się, mamy mokrą robotę do odpierdolenia.

    W budynku tego największego nowojorskiego wieżowca przebywali właśnie najstarszy i najmłodszy syn głowy rodziny Bullitów. Dwaj mężczyźni dbali w tym momencie o oficjalne interesy swojej zbrodniczej familii. Spotkali się z kilkoma radnymi miejskimi, którzy liczyli na dotacje od ich wpływowego i bogatego ojca.

    – Nasz ojciec jest wdzięcznym filantropem. W ubiegłym roku wspomógł miasto dotacją w wysokości 4 milionów dolarów – powiedział Patrick.

    – Wiemy i jesteśmy za to mu wdzięczni. Bardzo wdzięczni. Ale burmistrz Hill planuję na najbliższe dwa lata kilka kosztownych i bardzo potrzebnych mieszkańcom inwestycji. Rodzina Bullitów zawsze interesowała się losem najuboższych – mówił Albin Swank, radny miasta.

    – Jakiego wsparcia oczekujecie od nas? – zapytał Johnny. – Z jakiej kwoty bylibyście zadowoleni.

    – Myślę, że… Wystarczyło by… No powiedzmy… 5 milionów dolarów – odparł polityk.

    – Dobrze. Ojciec z pewnością się zgodzi.

    Ale Johnny… – zawahał się Patrick. – Pięć baniek to dużo pieniędzy.

    Starszy z braci machnął ręką. Spojrzał ostro na brata, po czym swój wzrok skierował w stronę radnego Swanka.

    – Cholerny materialista z tego mojego brata – zaśmiał się lekko Johnny – Miasto dostanie pieniądze. Jeszcze przed końcem roku. Zadbam o to – zapewnił starszy syn.

    Nagle do sali nieoczekiwanie weszło czterech nieproszonych ludzi. Ze swoich płaszczy wyciągnęli pistolety maszynowe.

    – Ognia! – krzyknął Angus, lider tych gangsterów.

    Mężczyźni otworzyli ogień i ostrzelali wszystkich zebranych.

    – To pułapka! – krzyknął Patrick, po czym otrzymał śmiertelną serię z automatu.

    Upadł martwy na ziemię. Johnny, zdołał ukryć się za biurkiem. Odbezpieczył swojego colta i próbował oddawać strzały do napastników.

    – Gdzie jest ta cholerna ochrona – powiedział wychylając się i oddając strzały.

    Udało mu się trafić jednego. Wszędzie w pomieszczeniu była krew. Na podłodze leżały ciała dwóch zastrzelonych przez gangsterów radnych miejskich. Johnny widział też postrzelone zwłoki swojego młodszego brata.

    – Cabanero was przysłali? – krzyknął Bullit.

    Po sali rozległ się pogłos przeładowywanej przez gangsterów broni. Johnny miał już tylko dwa strzały w swoim rewolwerze. Wiedział, że jego koniec jest już bliski. Wstał zza biurka i zaczął strzelać do swoich przeciwników. Pierwsza kula przeszyła jednego z mężczyzn na wylot, druga chybiła. Dwaj pozostali gangsterzy wycelowali swoje automaty w kierunku Bullita, po czym nacisnęli na spusty. Johnny’ego przeszyła momentalnie fala gorących pocisków. Do ust napłynęła mu krew. Zachwiał się na nogach i upadł. Przestępcy podeszli do leżących w sporych rozmiarów kałuży krwi zwłok.

    – Zadanie wykonane. O’Donell powinien być zadowolony – skwitował Angus.

    Ronald czuł się poniżony. Stracił w oczach szefa. Został przydzielony do ochrony Sama, jednego z synów głowy rodu. Stojąc przed drzwiami gabinetu mężczyzny, usłyszał fragment jego rozmowy telefonicznej.

    – Ale jak to? Kto zarąbał Johnny’ego i Patricka? Jakim cudem to zrobili w zasrany biały dzień?

    Słowa te, choć ledwo słyszalne przez ciężkie drewniane drzwi, mocno zainteresowały trzydziestolatka. Domyślił się, że Cabanero krwawo odpowiedzieli na ostatni atak Bullitów. I zaskakująco skutecznie.

    – Powiadomiliście już ojca? Kiedy się dowie, dostanie szału i kurwicy. Będzie chciał spalić całe miasto. Nikt go nie powstrzyma.

    Nagle drzwi się otworzyły i z gabinetu wybiegł aż kipiący od złości Sam. Chwycił gwałtownie Ronalda za kołnierz jego garnituru.

    – Idź i zbierz, kurwa, tylu ludzi, ilu tylko będziesz w stanie. Najchętniej bym cię teraz zakurwił tutaj na miejscu – wysyczał wściekły człowiek.

    – Spokojnie, szefie. Zrobię co każesz – odparł Diamond.

    Bullit wybiegł ze swojej willi, wsiadł do samochodu i odjechał. Ronald poszedł do gabinetu swojego szefa. Wyciągnął z barku butelkę whiskey, po czym nalał sobie alkoholu do kieliszka. Duszkiem wypił całą zawartość. Przysiadł następnie na stojącej w pokoju kanapie. Zaczął myśleć.

    – Pętla się powoli zaciska. Bullitowie zaczynają przegrywać tą konfrontację. Może warto byłoby zmienić stronę? Muszę być bardzo ostrożny. To bardzo niebezpieczna gra.

    Jeszcze tego wieczoru Lower East Side i Brooklyn zapłonęły w ogniu brutalnych, bezkompromisowych walk. Żarzący się ogień oświetlał nocą te dwie bogate dzielnice Nowego Jorku. Bullitowie wysłali tam około setki swoich ludzi. Gabriel, szef mafijnej rodziny, kazał swym gangsterom zrównać tamtejszy rejon z poziomem gruntu. Zaatakowano w jednym momencie niemal wszystkie najważniejsze punkty będące pod kontrolą familii Cabanero. Policja nie odpowiadała na liczne wezwania. Gabriel Bullit wydał taki nakaz komisarzowi Rolffowi. W przypadku nie dostosowania się do jego polecenia, zagroził mężczyźnie oraz jego całej rodzinie śmiercią. W związku z tym nikt z mieszkańców, wobec krwawych gangsterskich porachunków, nie mógł liczyć na pomoc organów porządkowych.

    – Szefie, wszystkie wejścia do budynku są już przez naszych obstawione – powiedział mężczyzna w szarym garniturze, wchodząc do gabinetu Daniela Cabanero, mieszczącego się na najwyższym piętrze Chrysler Building – Ale bez pomocy Irlandczyków od O’Donella, nie poradzimy sobie z wszystkimi zasrańcami wysłanymi przez Bullita – dokończył.

    Daniel podszedł do biura, podniósł słuchawkę telefonu i zaczął wykręcać numer.

    – O’Donell nie odbiera, Henry. Idź i dowiedz się, czy ludzie Bullitów nie zaatakowali też irlandzkiej dzielnicy.

    – Robi się – powiedział gangster, po czym błyskawicznie opuścił gabinet.

    Po chwili do pomieszczenia wszedł zdyszany Dave, brat lidera rodu Cabanero.

    – Cały Lower East Side płonie. Straciliśmy co najmniej 18 ludzi. Policja nie reaguje, więc Bullit musi mieć ją w kieszeni. Zasrani Irlandczycy nie przyszli nam z pomocą, może też ich zaatakowali, cholera wie – wydusił z siebie zmęczony mafioso.

    Daniel podszedł do okna. Widział płonące dzielnice, gdzie trwały właśnie walki. Przełknął ślinę i odwrócił się w kierunku swego brata.

    – Ilu ludzi mamy jeszcze w zanadrzu? – zapytał Cabanero.

    – Niewielu.

    Ronald Diamond został przydzielony jako osobisty ochroniarz dla Gabriela Bullita. Przebywał właśnie w luksusowym apartamencie głowy gangsterskiego rodu na Long Island. Mężczyzna spojrzał na swój zegarek.

    – Dochodzi 4 rano. To trwa już od dziesięciu godzin.

    Gabriel siedział w salonie przy drewnianym biurku i rozmawiał przez telefon. Drzwi do pomieszczenia były uchylone.

    – Julio, powtarzam ci raz jeszcze: nie ważne, ile to wszystko potrwa. Masz znaleźć Daniela Cabanero i przynieść mi głowę tego paskudnego popaprańca. Bez ścierwa tego kundla masz nie wracać do mnie – darł się sześćdziesięciolatek na cały głos.

    Nagle do willi podjechał czarny samochód. Wyszedł z niego w zakrwawionym garniturze Victor Erazm. Wbiegł gwałtownie do środka. Znalazł się przed obliczem szefa.

    – Wykurzyliśmy tych skurwysynów z Brooklynu i Lower East Side. Ale Daniel znajduje się w Chrysler Building, gdzie jest dobrze strzeżony.

    – Nie interesuje mnie to. Dwaj moi synowie gryzą kwiatki od spodu, nie spocznę póki nie pomszczę ich – krzyczał Bullit.

    W głowie Ronalda natomiast zaczęła kiełkować pewna koncepcja.

    – Jeśli przyniosę Cabanero głowę Bullita, mogę na nowo zbudować swoją pozycję w półświatku. I zemszczę się za poniesioną od tego dziada zniewagę – myślał – Ale muszę działać szybko. Trzeba będzie wykorzystać element zaskoczenia i szybko zlikwidować Erazma.

    Mężczyzna wyciągnął swoją broń i ostrożnie przeładował. Zaczął zbliżać się w kierunku salonu, gdzie przebywała rzeczona dwójka.

    – Pójdę i zwołam więcej ludzi. Potem zaatakujemy wieżowiec – nagle gangster poczuł ból dwóch przeszywających go strzałów.

    Victor padł martwy na biurko szefa. Diamond trzymał w wyciągniętej dłoni swojego colta model M1911 wycelowanego prosto w Bullita.

    – Co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz? Co ty, kurwa, odpierdalasz?

    Ronald chwycił starca za kołnierz i przystawił do ściany. Do czoła przyłożył mu broń.

    – I kto tutaj teraz rządzi? – zapytał mężczyzna z wrednym uśmieszkiem na twarzy.

    Ronald czuł się teraz jak prawdziwy gangster. Jak pan życia i śmierci.

    – Na kolana, starcze – wydał ostro rozkaz.

    Bullit wykonał polecenie.

    – Zdrajca! Śmieć i jebany zaprzaniec. Moi chłopcy, kiedy już cię znajdą, obetną ci jądra i wsadzą do twojej parszywej gęby. Będziesz przeklinał dzień, w których matka wysrała cię na ten świat – syczał przez zęby Gabriel.

    – Oddam Cabanero twoją głowę. Za nią kupię sobie pozycję w ich rodzinie. Wystarczy mi tylko głowa – powiedział Diamond, po czym zaczął strzelać do byłego szefa z pistoletu.

    Podziurawiony Bullit padł zakrwawiony na ziemię. Ronald odetchnął. Teraz wszystko było już w jego rękach.

    Ciąg dalszy nastapi…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jerzy Jaśkowski