Category: Uncategorized

  • Niewolnica Prolog

    Kiedyś strasznie mnie obrzydzał. Wiem, że gdyby dowiedział się o prawdziwych uczuciach jakimi go darzę, spoliczkował by mnie i czerpał z mojego ciała jak zawsze. Bez wątpienia straciła bym jego przychylność. Nie mogłam na to sobie pozwolić. Uczciwie muszę przyznać, że zawdzięczam mu wiele. To, że kazał mi założyć gorset który nie zakrywał moich intymnych części ciała, zarówno tych dolnych jak i górnych to drobiazg.

    – Podejdź tu proszę na czworaka i klęknij przede mną moje dziecko. – Powiedział tonem pełnym dobroci. Zupełnie nie współgrającym z jego prawdziwymi intencjami.

    Posłusznie wykonałam rozkaz, i będąc tuż przed nim podwinęła jego szaty i włożyłam przyrodzenie do swoich ust.  Poruszałam się powoli, ale połykałam głęboko, mimo to złapał mnie za głowę i  dociskał ją do siebie.  Miałam już w oczach łzy, lecz siłą woli powstrzymałam się, aby nie próbować się uwolnić.  Nauczyłam się, aby tego nie robić z uwagi na konsekwencje i karę która może mnie czekać.  Przyciskając mnie najmocniej jak tylko mógł wstrzymał mój ruch. Nie wiedziałam jak długo wytrzymam zanim nie zabraknie mi powietrza, ale nie wierzgałam się. Nie wiem po jakim czasie delikatnym ruchem odstawił moją głowę od swojego przyrodzenia, raczej ze znudzenia niż litości nade mną. Lekko się schylił i wytarł z mojego biustu jedną z wielu łez które zawierały w sobie ciemną barwę makijażu.  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Trystian
  • Kuzynka w wielkim miescie cz. 1

    Wiktoria po kilku miesiącach zdecydowała się rozpocząć w Poznaniu studia na wydziale polonistyki UAM. Egzaminy poszły jej bardzo dobrze, po czym, przy naszej dyskretnej pomocy, znalazła sobie mieszkanko w fajnej okolicy, 15 minut jazdy od naszego domu. Z oczywistych powodów zależało jej aby mieszkać bez współlokatorów, a że dla nas jej obecność w mieście była czystą przyjemnością, to wspomogliśmy ją na początek finansowo oraz zorganizowaliśmy pracę dorywczą w naszej firmie. Już po kilku miesiącach zrozumieliśmy jakiego potwora sprowadziliśmy na szacowny uniwersytet. Wiki zaczęła od przespania się z połową swojego roku, następnie zabrała się za wykładowców płci obojga, a ukoronowaniem jej seksualnej kariery była organizacja swego rodzaju uczelnianego burdelu, na którym studenci i studentki mogli poprawiać oceny i uzyskiwać zaliczenia pieprząc się z uczelnianą kadrą. O tym być może opowiem szerzej później.

    Widywaliśmy się mniej więcej raz na 2-3 tygodnie, w różnych konfiguracjach, nie zapominając również o naszych sąsiadach, najczęściej u nas. W trakcie jej drugiego semestru jednakże to Wiki zaprosiła nas na imprezę, którą organizowała dla ludzi ze studiów. Oczywiście nie miał to być zwykły balet z piciem, tańcami i muzyką z youtuba… Nie ukrywam, że oboje z Monią byliśmy mocno podekscytowani perspektywą wieloosobowej orgii z młodymi studentami. Wiki przed imprezą wypożyczyła jeszcze od nas trochę zabawek erotycznych i butelki z alkoholem, oraz poprosiła, żebyśmy przyszli koło 20:30, o tej godzinie wszyscy inny uczestnicy powinni już być na miejscu i będziemy mogli zaczynać.

    Mieszkała w starej kamienicy w rejonie dworca. Wchodząc do środka minęliśmy na schodach jakąś babinkę, która zmierzyła nas wzrokiem i splunęła na ziemię mamrocząc coś o Sodomie i Gomorze. Wyglądało na to, że kuzyneczka doczekała się już w swoim lokum odpowiedniej reputacji.

    Wiki zajmowała mieszkanie składające się z pokoju dziennego, sypialni i niewielkiej łazienki, posiadającej jednak zarówno wannę, jak i prysznic, a także balkonu z widokiem na podwórko. Zadzwoniliśmy do drzwi spod których słychać było muzykę i szmer rozmów, dość cicho jednak. Prawdopodobnie Wiktoria nie chciała dodatkowo denerwować sąsiadów, w obliczu hałasów, które miały pojawić się później. Otworzyła nam naturalnie gospodyni, pięknie umalowana i uczesana, ubrana w króciutką sukienkę z dużym dekoltem i buty na obcasach. Od razu wprowadziła nas do pokoju, w którym siedzieli i stali już pozostali goście. Część była w pełni ubrana, część jednak zdążyła już doprowadzić się do przynajmniej lekkiego negliżu.

    Wiki dokonała od razu formalnej prezentacji. Martyna była jej najbliższą koleżanką, o której słyszeliśmy już to i owo od kuzynki, głównie dlatego, że dorównywała jej podobno upodobaniem do perwersyjnych zabaw. Była wysoką, szczupłą brunetką o małych, zgrabnych piersiach, widocznych doskonale z racji tego, że siedziała już w samej prześwitującej bieliźnie. Jej rozmówcą był dobrze zbudowany szatyn, elegancko ubrany w koszulę i marynarkę, który jak się dowiedzieliśmy miał na imię Karol. Pod ścianą stały dwie panny ubrane w bardzo wyzywające szorty i rozpięte koszulki, w zasadzie nie zasłaniające im piersi. Wyższa z nich miała na imię Adrianna i była piękną brunetką o długich nogach, lekko dziecięcej twarzy i sporej pupie. Niższa szatynka przedstawiła się jako Sylwia i była znacznie masywniejsza, miała jednak usta stworzone do ssania i lizania oraz doskonały, duży biust i pełne biodra. Była bardzo opalona i w myślach obiecałem sobie, że przed końcem wieczoru mój kutas musi zagościć pomiędzy jej piersiami.

    Przy kuchennym stole stało z kolei dwoje starszych uczestników imprezy – wysoki, lekko siwiejący facet koło pięćdziesiątki, doskonale jednak wyglądający w garniturze i krawacie, oraz zgrabna, na oko czterdziestoletnia blondynka, rozebrana już do koronkowego body, ukazującego piękne, dojrzałe ciało. Miała zaraźliwy, wesoły uśmiech i drobną twarz, a nazywała się Aneta. Jak się okazało zarówno ona, jak i jej rozmówca, Michał, prowadzili zajęcia na filologii polskiej i zostali zwerbowani do imprezowego grona w ten sam sposób – dając się uwieść naszej drogiej Wiktorii.

    W naturalny sposób zaczęliśmy rozmawiać właśnie z nimi, z racji bardziej zbliżonego do nas wieku, oraz faktu, że nie znaliśmy nikogo na imprezie. Było to pierwsze uczelniane spotkanie w tak dużym gronie, chociaż Aneta wspomniała, że zdarzało im się już spotykać w 3-4 osoby. Popijając wino opowiedziała nam o swoim mężu, z którym całkowicie straciła już kontakt i pozazdrościła nam, że oboje możemy wspólnie realizować swoje erotyczne fantazje. Michał był rozwodnikiem, który odkąd porzuciła go żona, nie zdecydował się na żaden stały związek, a jedynie zaspokajał żądze podczas przelotnych przygód, najczęściej z młodymi studentkami.

    W czasie rozmowy zadzwonił jeszcze dzwonek i po chwili Wiki wprowadziła ostatnich uczestników imprezy. Ewa i Hubert studiowali razem na drugim roku i byli parą już od liceum. Mimo młodego wieku ochoczo eksperymentowali z różnymi formami seksu. Nasza kuzynka stwierdziła wręcz, że to oni, usłyszawszy o jej erotycznej karierze, poderwali ją i zaproponowali wspólny seks w trójkącie. Przyjrzałem się im. Ewa była niesamowicie szczupłą brunetką o prostych włosach i pięknej, bladej twarzy ze zmysłowymi rysami. Jej chłopak, również szczupły, miał zmierzwione, gęste czarne włosy i dość delikatny wyraz twarzy. Zauważyłem, że kiedy tylko Wiki nam ich przedstawiła, od razu wlepił lubieżnie wzrok w obfite piersi mojej żony, ku jej niemałemu zadowoleniu. Zdaje się, że nie tylko ja miałem dziś ochotę na hiszpańskie klimaty…

    Wiki przygasiła światło i powitała wszystkich na imprezie, którą uważa od teraz za otwartą. Zaznaczyła, że nie musimy się nigdzie spieszyć i jeśli ktoś potrzebuje czasu na rozluźnienie i poznanie współtowarzyszy to jak najbardziej będzie to mile widziane. Pod ścianą stał zaimprowizowany barek z winami i mocnymi alkoholami, a także bateria kieliszków. Obok, na podłodze rozłożone zostały materace, do tego dochodziła rozkładana kanapa oraz duże łóżko w sypialni, no i naturalnie łazienka. A także kilka pudełek z gadżetami erotycznymi, prezerwatywami i żelami.

    Jeśli ktoś oczekiwał, że wszyscy uczestnicy od razu się na siebie rzucą w seksualnym szale to musiał się srogo rozczarować. Pierwszą godzinę wykorzystaliśmy na lekkie zapoznanie się i zrobienie podejścia do pierwszych konfiguracji. Na boku ustaliłem z Moniką, że ma ona największą ochotę na muskularnego Karola oraz śliczną Ewę, natomiast mnie zdecydowanie wpadła w oko Sylwia o pełnych kształtach, oraz dojrzała, wesoła Anetka. Po niecałej godzinie większość uczestników była już rozebrana do bielizny. Zabawę rozpoczęła Martyna, która po chwili flirtu z Hubertem zdjęła stanik i dosiadła go na kanapie, całując i ściągając mu spodnie. Widząc to, Monia wzięła za rękę Ewę i delikatnie, chociaż stanowczo pociągnęła na materac pod ścianą, zdejmują jej po drodze bluzkę.

    Ja w tym czasie rozmawiałem z Anetą i kiedy nasze spojrzenia spotkały się spytałem ją czy ubranie nie uwiera za bardzo jej pięknego ciała. Blondynka roześmiała się głośno i powiedziała, że z przyjemnością zwiedzi ze mną sypialnię gospodyni, póki łóżko jest jeszcze wolne. Wziąłem ją za rękę i pociągnąłem tam, a przy drzwiach podbiegła do nas jeszcze Ada, która spytała z uśmiechem czy nie mamy jednego wolnego miejsca. Żadne z nas nie miało nic przeciwko przyłączeniu się długonogiej brunetki do zabawy. Wychodząc z pokoju, kątem oka dostrzegłem jeszcze Michała rozbierającego do naga Wiktorię oraz Sylwię, klęczącą przy już sterczącej pale Karola.

    W sypialni błyskawicznie rozebraliśmy się nawzajem, po czym oboje z Anetą zaczęliśmy całować Adę, od czasu do czasu spotykając się językami i ustami na jej delikatnej skórze. Anetka była wyraźnie zafascynowana tyłkiem naszej kochanki, gładziła go i po chwili przesunęła się za studentkę, ustami wodząc po jej pełnych pośladkach i rowku. Ja ssałem na zmianę jej piersi, a Adrianna rączką masowała mi kutasa. W pewnym momencie Aneta rozkazała nauczycielskim tonem:

    – Pani Adrianno, proszę szerzej rozstawić nogi.

    Na co studentka odpowiedziała pokornym tonem – Oczywiście pani doktor. Czy byłaby pani tak dobra i wylizała mi teraz pupę?

    – Naturalnie. Może pani teraz pochylić się do przodu i zacząć ssać pałę naszemu koledze. Proszę sprawić, żeby uczelnia była z pani dumna.

    Ada posłusznie weszła na łóżko i nachylając się nade mną wzięła mojego kutasa pomiędzy swoje ładnie wykrojone wargi. Zaczęła wolno jeździć po nim ustami, biorąc go stopniowo coraz głębiej, a na wyjściu omiatając mi żołądź języczkiem. Widziałem za jej tyłkiem, że pani doktor z rozmarzonym wyrazem twarzy liże jej pupę, ręką pieszcząc łechtaczkę. Przesunęła się na chwilę w moją stronę, dając mi swój palec wskazujący do oblizania, po czym cofnęła się i nawilżony śliną wsunęła Adzie w pupę. Studentka jęknęła głośno, wypuszczając na chwilę z ust mojego fiuta, na co Aneta powiedziała jej:

    – Pani Adrianno, na jaką ocenę chciałaby pani dzisiaj zdawać? Proszę dokładnie przemyśleć swoją odpowiedź.

    – Aaaachhh… Pani doktor, myślę że na dzisiaj zadowolę się czwórką… Oooooch – stęknęła.

    – Skoro jest pani tego pewna…- powiedziała Anetka i przyciągnęła do siebie głowę Ady, najpierw całując ją namiętnie, a następnie wsuwając jej w usta cztery palce, z których jeden tkwił przed chwilą w jej dupie. Następnie z powrotem ułożyła ją na klęczkach i metodycznie zaczęła wpychać jej w tyłek kolejne paluszki, co jakiś czas liżąc dziurę. Studentka próbowała cały czas mnie ssać, ale kiedy w jej dupsku wylądowały już wszystkie palce poza kciukiem to szarpnęła głową i zawyła z rozkoszy i bólu. Aneta przewróciła ją na plecy, spojrzała jej głęboko w oczy i spytała:

    – Pani Adrianno, wydaje mi się że ma pani potencjał na lepszą ocenę. Czy nie chciałaby pani spróbować uzyskać zaliczenia na piątkę?

    – Taaaaaaaarrrgggkkk – wydyszała brunetka – paanii doktoooor taakkkhh, proszę mnie zaliczyyyyyć na pięęęć! –

    Aneta z diabelskim wyrazem twarzy ponownie dała jej wyjęte prosto z dupy palce do wylizania, po czym składając je wszystkie w koszyczek zaczęła wciskać całą rękę w jej odbyt. Patrzyłem jak urzeczony, jeszcze nie widziałem w życiu na oczy analnego fistingu, a cały układ wykładowczyni-studentka dodawał temu niesamowitej pikanterii. Obie panie były chwilowo zbyt zajęte, aby poświęcić mi więcej uwagi, więc jedynie złapałem dłoń Ady i położyłem na swoim fiucie, aż niemal bezwiednie zaczęła mnie walić. Jej twarz była wykrzywiona w niebywałym grymasie rozkoszy połączonej z bólem, aż w końcu zobaczyłem jak drobna rączka pani doktor znika aż po nadgarstek w dupie jej studentki. Ada zawyła, ale dzielnie przyjęła tę niesamowitą penetrację jej wnętrza. Aneta odczekała moment, po czym zaczęła delikatnie kręcić ręką, wywołując u swojej studentki kolejne spazmy. Brunetka jęcząc masowała sobie piersi lub po prostu waliła dłońmi w zmiętą pościel przy każdym ruchu dłoni pani doktor. Aneta dłuższą chwilę stymulowała ją w ten sposób, po czym spojrzała na mnie i powiedziała:

    – Żal byłoby żeby tak wzorowo rozepchnięta dupa się zmarnowała. Zapraszam do skorzystania z tyłka pani Ady, jest przygotowany na maksymalną ocenę.

    Nie musiała mi tego powtarzać dwa razy, rozsmarowałem sobie na fiucie odrobinę żelu i błyskawicznie zająłem jej miejsce. Umieszczając sobie długie nogi brunetki na ramionach wszedłem jej w dupę bez najmniejszego oporu. Nieprawdopodobne było jak bardzo dłoń Anety rozepchnęła jej dziurę. Pierwszy raz w życiu byłem w stanie jednym płynnym ruchem wepchnąć się cały w pupę, aż moje jaja uderzyły z głośnym klaśnięciem o pośladki studentki. Pocałowałem ją mocno i długo, po czym zacząłem pierdolić z całej siły. Ada ciskała się niesamowicie z rozkoszy, i po jakimś czasie doszła potężnie, bez najmniejszego dotykania cipki. Prawie w tym samym momencie i ja wystrzeliłem w jej tyłek, opadając na nią wyczerpany.

    Uśmiechnięta Aneta przysunęła się do nas i poprosiła, żeby jedno z nas wylizało ją do orgazmu. Rzut oka na skonaną od analnej zabawy Adriannę wystarczył, abym ja zgłosił się na ochotnika, tym bardziej, że zanurkowanie pomiędzy zgrabne nogi pani doktor i skosztowanie jej cipki było czystą przyjemnością. Była zadbana i niesamowicie wilgotna, toteż kiedy zacząłem ją lizać i palcować wystarczyło jedynie kilka minut na to by doszła, jęcząc mocno.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Falco
  • Kuzynka w wielkim miescie cz. 2

    Zaspokojeni, zeszliśmy z łóżka, rozmawiając. Okazało się, że obie panie dzieliły ze sobą fascynację analnymi zabawami, a kiedy i ja przyznałem się, że te klimaty nie są mi obce, Anecie wyraźnie zaświeciły się oczy. Na razie jednak przeszliśmy z sypialni zobaczyć jak bawi się reszta uczestników imprezy.

    W łazience Michał posuwał intensywnie pod prysznicem Wiktorię i sądząc po częstotliwości ich jęków zbliżali się już do finiszu. Ada została im potowarzyszyć i umyć swój lekko zdewastowany tyłek, natomiast my z Anetą przeszliśmy do dużego pokoju, skąd dobiegały odgłosy głośnego grupowego seksu.

    Pierwszym co zobaczyłem była moja żona, która drżała leżąc na plecach na kanapie, posuwana intensywnie przez Karola. To co mnie zaskoczyło, to fakt, że za nim klęczała zwiewna, eteryczna Ewa, z zaciętą miną ruchając jego muskularny tyłek straponem. Nie wiem jak długo pierdolili się już w ten sposób, ale Karol miał czerwoną twarz i kapał z niego pot, a moja żona prawie omdlewała z rozkoszy. Na jednym z materacy leżał wyczerpany Hubert, a obok niego Martyna ssała piękne piersi Sylwii, ręką pocierając jej nabrzmiałą cipkę. Sama była wyraźnie zaspokojona i teraz starała się jedynie doprowadzić do orgazmu swoją towarzyszkę.

    Zdecydowaliśmy się rozdzielić. Aneta stanęła za Ewą i zaczęła od tyłu lizać jej szyję i pieścić cipkę, stając się już czwartym ogniwem tego łańcucha. Ja natomiast podszedłem do dziewczyn i zaproponowałem pomoc, na co obie chętnie przystały. Martyna zsunęła się niżej i zaczęła językiem delikatnie trącać guziczek szatynki, podczas gdy ja zająłem się resztą jej ciała. Z olbrzymią przyjemnością bawiłem się dużymi piersiami Sylwii, liżąc jej twarde sutki, następnie szyję i usta. Czułem jak jej bujne kształty zaczynają drżeć i w końcu dochodzi, krzycząc gwałtownie. Usiedliśmy i patrzyliśmy jak kończy ludzki łańcuszek na kanapie, najpierw z rozkoszy zawyła Monika, potem cały czas penetrowany w dupę Karol spuścił się w mojej żonie, a na końcu doszła Ewa pieszczona od tyłu przez Anetę.

    Uznaliśmy to za koniec pierwszej rundy zabaw i sygnał do odpoczynku. Część nalała sobie wina, a kilkoro z nas udało się do łazienki oczyścić się z pozostałości po seksie. Martyna usiadła na toalecie, kompletnie nieskrępowana zabierając się do sikania, ale potem zmieniła zdanie i weszła pod prysznic.

    – Komu chce się pić? – zapytała poważnym tonem.

    W lekkim szoku popatrzyliśmy po sobie, kiedy Ada podeszła i klęknęła pod stojącą na rozkraczonych nogach brunetką. Martyna uśmiechnęła się zbereźnie, pogładziła ją po twarzy, a potem złapała się za swoje dolne wargi i napięła mięśnie. Pierwszy strumień trafił na piersi Ady, spływając strużkami po jej brzuchu i nogach. Drżącymi rękami rozsmarowała sobie płyn po ciele, w czasie gdy manewrująca swoją cipką Martyna skierowała siki na twarz i do otwartych ust koleżanki. Adrianna przymknęła jedynie oczy i pozwoliła, żeby złoty deszcz napełniał jej usta. Wyraźnie bardzo podniecona przyjęła na siebie wszystko, aż do ostatniej kropelki, po czym wstała i pocałowała mocno mokrymi od moczu wargami swoją piękną koleżankę. Martyna oddała pocałunek i zaczęła dłońmi gładzić wilgotne ciało Ady. Potem dziewczyny zamknęły się pod prysznicem i zaczęły obmywać, pieszcząc się jednocześnie.

    Podekscytowani tym perwersyjnym widowiskiem przeszliśmy z powrotem do salonu, gdzie Hubert wziął za rękę Monię, jednocześnie szukając wzrokiem mojej aprobaty. Biorąc pod uwagę kompletny brak zahamowań wszystkich uczestników orgii nawet mnie to rozbawiło, ale z poważną miną skinąłem głową, dając mu przyzwolenie na zerżnięcie mojej małżonki. Sam podszedłem do Sylwii i objąłem ją, pieszcząc ponownie jej duży biust. Uśmiechnęła się do mnie i pocałowała mnie, po czym przenieśliśmy się na rozłożoną w międzyczasie kanapę. W tle widziałem jak Karol bierze się za Wiktorię, a Aneta klęka i zaczyna ssać fiuta Michałowi.

    Sylwia zsunęła się na podłogę i pełnymi wargami objęła mojego kutasa, rozpoczynając robienie loda. Przymknąłem oczy, czując jej gorący dotyk, a dookoła słysząc odgłosy orgii, ocierające się i uderzające o siebie ciała, pojękiwania, którąś z dziewczyn (Wiki? Monika?) proszącą o jeszcze mocniejsze rżnięcie. Nagle przez te odgłosy przebił się delikatny stukot drobnych stóp zbliżających się w naszą stronę. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nad sobą smukłą sylwetkę nagiej Ewy, która uśmiechnęła się delikatnie i spytała mnie:

    – Nie chciałabym przerywać wam zabawy, ale czy myślisz, że mogłabym usiąść na twojej twarzy?

    – Oczywiście, o ile Sylwia nie ma nic przeciwko temu. – Pulchna studentka pokiwała jedynie głową, nie wypuszczając z ust mojego fiuta – a czy wolałabyś, żebym wylizał ci cipkę czy pupę? – spytałem.

    – Zacznij proszę od mojej szparki – nie myślałem nigdy że można w dystyngowany sposób usiąść komuś na twarzy, a jednak ciemnowłosa piękność zrobiła to niesamowicie elegancko. Przycisnęła mi swoją młodą cipkę do ust, a ja zacząłem językiem wbijać się w nią, rękami obejmując jej pośladki. Smakowała doskonale, a zadzierając wzrok widziałem od spodu jej szczuplutki brzuch i drobne, kształtne piersi. Głowę odchyliła do tyłu i z przymkniętymi oczami zaczęła wolno jeździć po mojej twarzy. W tym czasie Sylwia bardzo intensywnie robiła mi loda, a że chciałem jeszcze przećwiczyć obie panny na inny sposób, po kilku minutach zdjąłem z siebie Ewę i zaordynowałem zmianę.

    Ułożyłem Sylwię na plecach, a sam okrakiem kucnąłem nad jej twarzą. Ścisnęła dłońmi swoje duże piersi, a ja wcisnąłem pomiędzy nie stojącego fiuta i zacząłem miarowo posuwać. Miała biust stworzony do miłości hiszpańskiej, duży, naturalny, a jednocześnie odpowiednio twardy i jędrny. Było mi cudownie, zwłaszcza że szatynka po chwili wysunęła język i zaczęła mi lizać jaja i rowek.

    Ewa w tym czasie założyła ponownie strapon, który jak potem przyznała uwielbiała używać, po czym rozłożyła uda Sylwii. Przez chwilę lizała ją zapamiętale, a następnie podniosła się i weszła w nią, zadzierając jej wysoko nogi. Jak na tak drobną figurę potrafiła posuwać niesamowicie mocno. Jej pchnięcia tak poruszały ciałem koleżanki, że jednocześnie jej piersi tarły o mojego kutasa i język poruszał się wzdłuż rowka. Ewa pierdoliła ją z delikatnym półuśmiechem, patrząc cały czas głęboko w moje oczy. Czułem się jakbyśmy oboje uprawiali seks jedynie ze sobą, używając ciała naszej kochanki jako przekaźnika. To było niesamowite i nie mogłem się doczekać aż zapytam Monikę czy jej zabawa ze szczupłą studentką dostarczyła podobnych wrażeń. Trwało to dłuższą chwilę, aż zmęczona Sylwia dysząc poprosiła mnie o zmianę.

    Zszedłem z niej i podszedłem z tyłu do Ewy, która nie przerwała w żadnym momencie ostrego posuwania koleżanki. Stanąłem za nią wdychając piękny zapach jej włosów, po czym obróciłem ku sobie jej twarz, całując ją mocno. Nasze języki splotły się, po czym przesunąłem dłońmi po jej aksamitnym ciele i złapałem za biodra, jednocześnie wchodząc płynnym ruchem w jej cipkę. Uwielbiałem ten rodzaj trójkąta, a po pięknej buzi Ewy widać było, że i jej sprawia ogromną przyjemność jednocześnie budować w sobie i we mnie nadchodzący orgazm i nadziewać na siebie ponętne ciało Sylwii. Mina leżącej studentki również wskazywała na to, że niedługo dojdzie, zwłaszcza że zaczęła jęcząc prosić Ewę, żeby ta posuwała ją jeszcze szybciej. Czułem jak napręża ona mięśnie i zwiększa tempo, jednocześnie wzmagając u mnie zbliżający się wystrzał. Tym razem ja nie wytrzymałem pierwszy i spuściłem się w piękne ciało mojej kochanki. Na szczęście pobudzony kutas nawet po strzale stał twardo i niedługo potem najpierw szczyt osiągnęła Sylwia, a na końcu Ewa, prawie omdlewając na moim fiucie.

    Ochłonęliśmy i rozejrzeliśmy się wokół, jako że w zapamiętaniu kompletnie umknęło nam to co działo się w mieszkaniu. A działo się całkiem sporo – Wiktoria z Anetą leżały pod ścianą splecione w ciasnym 69, liżąc sobie cipki, a Michał z Karolem posuwali je na przemian, wpychając kutasy między języki kochanek. Zajrzałem do sypialni i ujrzałem Huberta pierdolącego Adę, która lizała długimi pociągnięciami cipkę Moniki. Na twarzy mojej żony siedziała Martyna, dając jej do wylizania dupę, podczas gdy swoją drugą dziurkę pieściła sobie wibratorem, pożyczonym zresztą przez Wiki od nas. Ewa podeszła i siarczyście klepnęła Martynę po dupie, całując ją potem mocno w usta. Lizana przez Monię dziewczyna zadygotała i z głośnym jękiem stoczyła się na łóżko, dociskając sobie mocno wibrujący sprzęt do cipki. Monika popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się, przymykając oczy i również dochodząc pod wpływem drążącego ją języczka i palców Ady.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Falco
  • Kuzynka w wielkim miescie cz. 3

    Zostawiliśmy jeszcze Adriannę i Huberta na ich wielki finał i wróciliśmy do salonu, gdzie reszta uczestników siedziała popijając drinki. Wypompowany wyraźnie Michał oświadczył, że bardzo dziękuje za imprezę, ale musi się już zbierać. Dołączyła do niego Aneta, która nie mogła zostać zbyt długo, aby nie wzbudzić podejrzeń męża. Przed wyjściem wziąłem od niej numer telefonu, ponieważ oboje mieliśmy jeszcze ochotę na wspólną zabawę, a Monika nie miała okazji zakosztować w czasie orgii jej ciała. Zebrali się również Karol i Sylwia, którzy musieli wcześnie rano wstawać do pracy. Muszę powiedzieć, że o ile przed imprezą zrobiła ona na mnie duże wrażenie, to nie miałem specjalnie ochoty na powtórkę z rozrywki. Niesamowicie zafascynowała mnie natomiast Ewa, i po krótkiej rozmowie z Monią okazało się, że ma podobne odczucia. Wymieniliśmy się wobec tego namiarami, aby umówić się wkrótce na zabawę we czworo. Podeszła do nas uśmiechnięta Wiki, wraz z Martyną pytając jak dotychczasowe wrażenia.

    – Wiesz – powiedziała Monika – to była chyba najlepsza taka impreza jaką przeżyliśmy, prawda kochanie?

    – Zdecydowanie tak – potwierdziłem. – Będziemy musieli to powtórzyć i następnym razem to my proponujemy nasz dom.

    – Och, przy większym metrażu to na pewno znajdę jeszcze przynajmniej kilka chętnych osób do zabawy – wyszczerzyła się Martyna patrząc na mnie.

    – Cóż, im więcej tym weselej – roześmiałem się. – Może pobijecie jakiś uczelniany rekord? W końcu Mickiewicz, patron waszej uczelni, był znany z rozwiązłości i olbrzymiej ilości kochanek.

    – Myślisz, że przychylnie spojrzałby na nasze zabawy? – parsknęła śmiechem Monia.

    – Na pewno tak – stwierdziłem poważnie.

    – W takim razie – spytała Martyna oblizując wargi – w ilu kobietach udało ci się dzisiaj zagościć? Myślisz, że jest to ilość zdolna zaimponować wieszczowi?

    Po szybkiej kalkulacji uznałem, że jeśli podliczyć wszystkie części ciała to mam dzisiaj na koncie cztery bliskie spotkania.

    – Uważam, że powinniśmy popracować jeszcze nad zwiększeniem tej liczby – Martyna przysunęła się do mnie, kładąc mi rękę na piersi. – Kochana, czy mogę przed wyjściem wziąć szybki prysznic z tobą i twoim mężem? – spytała Monikę.

    – Oczywiście skarbie – Monika pogłaskała ją po policzku, jakby była niewinną pensjonarką, a nie perwersyjną zdzirą, która ledwie kilkadziesiąt minut temu zsikała się do ust swojej koleżance. – Chodźmy.

    Wiktoria klepnęła ją na odchodne w goły pośladek i podeszła do Ewy. Sądząc po minie, miała dość niedwuznaczne zamiary.

    Nasza trójka szybkim krokiem udała się do łazienki, gdzie wcisnęliśmy się do kabiny prysznicowej. Nie była zbyt wielkich rozmiarów, ale miała poręcz i małą ławeczkę do siedzenia, co dawało bardzo pożądane możliwości oparcia. Monika przyciągnęła brunetkę do pocałunku i spytała, czy często zdarzają się jej zabawy ze złotym deszczykiem. Martyna odpowiedziała, że prawie wcale, ale podczas takich orgii jaki dzisiejsza lubi zrobić coś zupełnie szalonego i strasznie podniecało ją to, że wszyscy na nią wtedy patrzyli.

    – Czy w takim razie możemy oboje na ciebie nasikać? – spytała delikatnie moja żona.

    Martyna zaczerwieniła się trochę, ale potem zdecydowanym ruchem usiadła w brodziku i przymykając oczy powiedziała, że jest cała do naszej dyspozycji. Monia, której nigdy nie podejrzewałem o tego typu skłonności, rozstawiła szeroko nogi i uwolniła na młodą studentkę cały nagromadzony z wieczora ładunek.

    Perwersyjność całej sytuacji sprawiła, że rozchodzący się w powietrzu zapach podniecił i mnie, więc skierowałem mojego półsztywnego kutasa na plecy i kark Martyny i strzeliłem na nią złotym strumieniem. Monika sikała na śliczne piersi młodej dziewczyny, a ja obszedłem ją i stając koło mojej żony zeszczałem się studentce prosto w twarz. Martyna nie otwarła ust, ale wygięła się i zaczęła gwałtownie pocierać sobie cipkę. Kiedy skończył się nam obojgu zapas moczu, pocałowałem gwałtownie małżonkę, patrząc na zbezczeszczoną brunetkę masturbującą się u naszych stóp. Wziąłem do ręki słuchawkę i spłukałem ją dokładnie, po czym złapałem za łokieć, podniosłem i usadziłem na ławeczce. Rozłożyłem jej nogi i bezceremonialnie wszedłem w jej młodą, wilgotną cipkę. Martyna jęknęła, ale usta zatkała jej Monika, podając do ssania piersi. Ruchałem jak szalony, nie kontrolując się zupełnie, ale zanim doszedłem, moja żona oderwała mnie od studentki i sama wsunęła się pomiędzy nas, zaczynając ręką pieścić cipkę kochanki, a mnie nadstawiając dupy. Wszedłem w nią i patrząc na jej piękny tyłek, zacząłem posuwać w równie ostrym tempie. Po kilku minutach spuściłem się w mojej żonie, a dziewczyny rękami niewiele później doprowadziły się do orgazmu.

    Po umyciu i wytarciu się wróciliśmy do salonu, gdzie pozostała czwórka, uwaga, robiła sobie pamiątkowe zdjęcia. Fotografką była klęcząca nago z telefonem Ewa, a aktualne ujęcie przedstawiało się następująco: na materacu siedziała oparta o ścianę Ada, miała na biodrach założony strapon, na który nadziany był Hubert, a na jego fiuta z kolei nabita była Wiktoria. Chłopak postękiwał unosząc się na sztucznym kutasie, a Wiki ujeżdżała go z przymkniętymi oczami. Ewa krążyła wokół pierdolącej się trójki, co jakiś czas utrwalając jakiś szczególnie interesujący moment.

    – Szkoda, że nie było cię w łazience – zaśmiała się do niej Monika.

    – Oj, przykro mi bardzo – zatroskała się szczerze szczupła brunetka. – Ale dopiero przed momentem wpadłam na pomysł, że możemy sobie utrwalić jakoś nasze dzisiejsze zabawy. – W tle rozległ się głośny jęk jej posuwanego w dupę chłopaka. – Ale stańcie w jakiejś fajnej pozycji to i was uwiecznię.

    Przyciągnąłem do siebie Monikę i Martynę i połączyliśmy się w potrójnym pocałunku. Chwilę później Monia klęknęła i wsunęła język w pupę naszej niedawnej kochanki, a ta pochyliła się i wzięła do ust mojego chuja. Ewa przysunęła się i z najbliższej odległości zarejestrowała nasze połączone ciała. Podnosząc się, pocałowała mnie jeszcze swoimi zmysłowymi ustami, a spod ściany usłyszeliśmy jęki gwałtownie dochodzącej Wiktorii i Huberta.

    Po ubraniu się i miłym pożegnaniu, rozpaleni wyszliśmy z Monią na wiosenne powietrze. Zamiast zamówić taksówkę przeszliśmy się na długi spacer, mimo że zmęczenie seksualnym wysiłkiem dawało nam już znać o sobie. Opowiedzieliśmy sobie nawzajem o naszych doznaniach, z czego na mojej żonie szczególne wrażenie zrobił opis analnego fistingu Ady. Stwierdziła, że to zdecydowanie nie na jej tyłek, ale w zasadzie chętnie spróbowałaby z jakąś kobietą fistingu swojej cipki. Uśmiechając się domyślnie powiedziałem, że Ewa ma bardzo ładne, drobne dłonie.

    – Ależ ta dziewczyna robi wrażenie – westchnęła Monika. – Wyobraź sobie, że kiedy poszedłeś do sypialni bawić się w wyższą uczelnię – zaśmiała się wesoło – to my usiadłyśmy na materacu i chyba przez 15 minut tylko całowałyśmy się i pieściłyśmy dłońmi. To było po prostu magiczne. Dopiero po chwili zobaczyłam, że Martyna z Hubertem porywają sobie do trójkąta Sylwię i spytałam Ewę, czy możemy zaprosić Karola do nas. Trochę w trójkę się polizaliśmy i podotykaliśmy, a potem poprosiłam go, żeby mnie zerżnął. I wtedy Ewa z tym swoim delikatnym uśmieszkiem spytała nagle biednego faceta czy może go wyruchać w dupę. Dokładnie takim tekstem!

    – Tak – zaśmiałem się. – Dziewczyna umie łączyć niską i wysoką kulturę. A jej chłopak? Dobrze się tobą zajął w sypialni?

    – Bardzo! Najpierw wylizał mi cipkę, tak że prawie doszłam już wtedy, a potem poprosił o hiszpana. Więc uklęknęłam przed nim i wzięłam mu fiuta pomiędzy piersi. Myślałam z kolei, że on się spuści już wtedy na moje cycki, ale do sypialni wpadły dziewczyny i trochę pomieszaliśmy konfigurację. No, ale musimy się koniecznie spotkać z Hubertem i Ewą tylko we czworo.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Falco
  • Trojkat

    Historia, która za chwile poznacie, zmieniła całkiem świat pewnego 19-latka.  Tomek, bo tak na imię miał bohater tego opowiadania, był normalnych chłopakiem z przedmieść średniej wielkości miasta. Był dobrze zbudowanym młodym mężczyzna. Od ponad 2 lat był w związku z Paulina. Paulina to 18-letnia dziewczyna o długich blond włosach świetnych krągłościach i słodkiej niewinnej twarzy. Para tych dwojga była bardzo zgrana, świetnie dogadywali się w łóżku, lubili spędzać ze sobą każda wolna chwile.  Często razem z przyjaciółmi imprezowali, choć tej imprezy nie zapomną do końca życia. W swoje 19 urodziny Paulina spontanicznie zgrała się ze swoją przyjaciółka Izą. Dziewczyny nie miały ochoty na klub czy inne imprezy wiec od Tomka padła propozycja, żeby dziewczyny piły w aucie a on je powozi po mieście. Już kilka razy tak robili, głównie dlatego, że Iza bardzo mu się podobała mimo to, że był z Pauliną. Każda okazja była dobra, by spędzić trochę czasu  z przyjaciółką swojej dziewczyny. Opis Izy nawet w połowie nie opisze tego jak ta dziewczyna prezentowała się na żywo. Jej kręcone włosy gładka śliczna i drobna twarz z dużymi seksowymi ustami, wysportowana sylwetka krągła pupa i solidny biust nie raz wpadały w fantazje erotyczne Tomka. Iza była dużo bardziej otwarta na każdy temat nie było dla niej tematów tabu, co kręciło Tomka jeszcze bardziej. Paulina była raczej bardziej nieśmiała nie lubiła rozmawiać na tematy seksu. Wracając do tego dnia, dziewczyny już były dobrze zrobione, grała głośna muzyka. Dziewczyny piszczały, śpiewały w aucie Tomka.  Iza była już pijana do tego stopnia, że, zaczynała całować Paulinę, Zdjęła buty i przekładała nogi na Tomka. Paulinie trochę się to nie podobało, ale z każdym łykiem wina coraz bardziej się rozwijała i otwierała. Tomek, widząc co się dzieje był bardzo podniecony, Paulina już nie opierała się pocałunkom Izy,a Iza dosłowne zaczynała się rozbierać na tylnej kanapie. Robi się naprawdę  gorąco -powiedział lekkim żartem Tomek Zazdrość Pauliny jednak wzięła górę. – Jedzmy już do Izy, odstawimy  ją do domu. Powiedziała Paulina pijanym głosem. Tomek się zgodził i jechał w stronę domu Izy.  – Kochanie ja zostanę z Izą na noc, zaopiekuje się nią, bo u niej nikogo nie ma a ona się upiła. Tomek nie miał nic przeciwko, odwiózł dziewczyny do Izy, odprowadził i wrócił do siebie.  Nasz bohater po prysznicu dostał wiadomość od Pauliny. -Czy już dojechałeś ? PAULINA -Tak kładę się zaraz do łóżka. TOMEK Paulina zadzwoniła na kamerce do Tomka. -Zobacz Iza już się ogarnęła po kąpieli  powiedziała Paulina  – No widzę spoko odparł  Tomek  Iza zaczęła opowiadać, jak to jest napalona i że nie ma się kto nią zaopiekować. Tomek pół żartem pół serio rzucał teksty o trójkącie. Iza była jeszcze dobrze pijana i podkręcała atmosferę co kawałek próbując włożyć swój język do ust Pauliny.  Tomek był bardzo podniecony całą tą sytuacją i zaproponował, że, może by przyjechał i też został na noc z Pauliną.  – Tak super odpowiedziała Paulina.  – Wezmę jeszcze wino i przyjeżdżam, odparł Tomek i zaczął się szykować Kilkanaście minut później pił już wino z Paulina i z Izą. Dziewczyny siedziały w samej bieliźnie przykryte kocem.  Tomek co chwile mógł podglądać przyjaciółkę swojej dziewczyny, bo ta już nie zwracała uwagi co jej widać. Iza czuła się bardzo swobodnie po dużej ilości wina, i zaczęła całować równie pijaną Paulinę. Tomek podniecony nie był w stanie wydusić z siebie słowa. – Podoba Ci się? Pytała Iza – Bardzo odpowiadał Tomek  Paulina na co dzień spokojna i wstydliwa dziś dała upust swoim emocjom. uhhh- wzdychała Iza po tym jak Paulina zaczęła krążyć kółka palcem po jej majteczkach  Penis Tomka stał bardzo mocno, a sam chłopak był oszołomiony tym, co widzi. Dziewczyny  coraz bardziej puszczały wodze swojej fantazji. Iza nie wiele myśląc ściągnęła  koc z Pauliny, siadając jej na kolanach i cały czas namiętnie ją całować. Przyjaciółki masowały się wzajemnie. Tomek nie mógł się dłużej powstrzymywać, wyjął penisa przez rozporek, powoli go waląc. Iza widząc to podeszła do Tomka łapiąc go za sterczącego fiuta.  Ej ej ej  stop zaczęła protestować  Paulina.  Podejdź tu i patrz -Iza wstała i przyciągnęła z łóżka Paulinę Klęknij Paula powiedział Tomek  Paulina ulegle klękła, sama była już podniecona i pijana, w tym samym czasie Iza napluła na penisa Tomka. Dziewczyny lizały, ssały pałę Tomka, na zmianę jęcząc i piszcząc przy tym jak rasowe suczki.  Połóżcie się na łóżku! Krzyknął  stanowczo Tomek, łapiąc za stopy dziewczyn. Wkładał swojego nabrzmiałego fiuta miedzy palce swoich dziewczyn, stojąc nad nimi i parząc jak się całują na dole.  Teraz zmiana powiedziała Iza, robiąc 69 ze swoja przyjaciółka.  Tomek, korzystając z pozycji podszedł do Pauliny i zaczął  wkładać swojego fiuta w jej cipkę. Coraz szybciej i szybciej obijały się jaja Tomka o dupę Pauliny.  Iza odepchnęła Tomka i Paulinę i dosiadła leżącego Tomka.  Ostro ujeżdżała Tomka na Jeźdźca, A Paulina usiadła mu na twarzy, żeby lizał jej cipkę.  Wszyscy oddali się erotycznym uniesieniu. Zmieniali pozycje. Tomek na zmianę posuwał raz Paulinę raz Izę. Gdy jego penis miał eksplodować, kazał dziewczyna klękać i na zmianę pakował im swojego penisa do ust, aż zalał ich twarze gorącą sperma. Wszyscy we troje po tym trójkącie padli ze zmęczenia.    

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    AAAA

    Witajcie czytelnicy to moje pierwsze opowiadanie więc prosze o wyrozumiałość. Od tego opowiadania zaczne dodawać nowe część z nich bedzie przedstawiała własne przeżycia a inna część historie usłyszane opowiedziane przez kogoś bądz po prostu wymyslone. Jeśli chciałbyś zebym opisał Twoją historie zapraszam do kontaktu w komentarzach.
    POZDRO 

  • “Czlowiek”, uwertura (1/3)

    Pierwszy dzień wakacji był już upalny, co miało oznaczać, że lato będzie jeszcze gorsze. Konduktor sprawdzający mój bilet i legitymacje szkolną złożył mi życzenia. Może powinienem szykować się właśnie do swojej imprezy z okazji osiemnastki, a nie siedzieć w rozgrzanym jak piekarnik pociągu. Tam jednak dokąd zmierzałem, całe wakacje miały być imprezą całego milenium, a jeśli mi się spodoba, to po krótkiej przerwie mogły trwać do końca życia.
    Po tacie odziedziczyłem brak subtelności. Staruszek trzy razy upewnił się, że chce jechać i od swojego gospodarza usłyszałem, że zaczął rozmowę z nim od „mam nadzieje, że nie jest pan jednym z tych bogatych pedałów, którzy przyciągają młodych, ładnych chłopaków swoimi pieniędzmi”, co wzbudziło w nas obu rozbawienie. Przestrzelił się tak bardzo, że kula prawie trafiła jego samego. Nie mogłem go winić, byłem jedynakiem, ale w pewnym momencie naszego życia stwierdziliśmy, że nie będziemy sobie wchodzić w drogę, jedynie czasem na niej przystawać by pogadać. Miałem nadzieje, że w końcu znajdzie jajca, których namiastkę wciąż posiadał i pozna jakąś kobietę, która go będzie uszczęśliwiać. Nawet jeśli nie będzie gorącą macochą, którą wali się analnie pod jego nieobecność. Wierzyłem w niego.
    Obiecałem wyłącznie, że wrócę z końcem wakacji na ostatni rok liceum, napiszę maturę, nie wplącze się w narkotyki ani też nie przywiozę brzuchatej dziewoi – tak, droga wolna, możesz sobie palić i pić, byle z umiarem, ufał mi na tyle i wiedział, że nie jest to na wskroś. Miał jednak wątpliwości do Wiktora, pewnie dlatego go o to zapytał. Kiedy poznaliśmy się dwa lata temu przed internet, też bym nie pomyślał, że dzisiaj będę jechał na drugi koniec kraju, a jeszcze kilka razy przekroczę różne granice państw.
    Zabrałem swoją sportową torbę, w której było trochę ciuchów i wyszedłem na małym dworcu w miejscowości, której nazwy nawet nie próbowałem wymawiać. Oczy piekły mnie od słonego potu, a ubrania kleiły się do skóry. Czarny mercedes S-klasy czekał na mnie z kierowcą obok niego, który na mój widok otworzył drzwi do klimatyzowanego wnętrza. Witamy w Edenie, pomyślałem, siadając na skórzanych fotelach i rozciągając nogi.
    Znaliśmy się prawie trzy lata i poznaliśmy się na stronkach dla miłośników BDSM. To, co odróżniało nas od wymieniających się zdjęciami obwiązanych dziewczyn i żon typów, które zgodziły się pozować lub fantazjujących na ten temat osób było to, że widzieliśmy w tym styl życia a nie jego krótkotrwałe urozmaicenie. Byłem przekonany, że z odpowiednimi środkami można pozwolić sobie na wszystko, czego się zechce. Spotkaliśmy się w Warszawie, pół roku po wymianie wiadomości. Rozwiał moje obawy, że mogę być zbyt śmiałym szczeniakiem o wybujałym ego, a przeciwnie, nawet traktował jak równego sobie, mimo znacznej różnicy wieku między nami. Wiktor nawet nie mógł być moim ojcem, a co najmniej dziadkiem. Jego zaufanie było na tyle duże, by kilka miesięcy temu przedstawić przed mną nie tyle wizję, a faktyczny stan i zaprosić do siebie, w czym jedyną przeszkodą było to, że musiał odbyć rozmowę z moim ojcem.
    Kierowca zatrzymał się przed wspaniałą posiadłością, otoczoną rozległym terenem z różnymi zabudowaniami. Takie widzi się jedynie w filmach lub gdy mówią o gwiazdach, które mają własne pałace z siedemnastoma łazienkami. Otworzył mi drzwi i wyjął moją torbę z bagażnika. Po stopniach wolno schodziła kobieta po czterdziestce, ubrana w letnią sukienkę.
    – Dzień dobry. – powiedziała z uśmiechem – Z pewnością Konrad?
    – Jeśli to pytanie oznacza, że Wiktor zaprosił jeszcze kogoś, to uwierz, mogę jechać z powrotem te dwadzieścia godzin do domu. – odparłem, patrząc na nią
    – Oh, nie, nie… – nadal się uśmiechała na swojej już lekko podstarzałej twarzy – Kazał przeprosić, że nie może Cię przywitać osobiście, ale ma pewne obowiązki w mieście. – kiwnąłem głową – Jestem Julia, tutejsza… Hm, gospodyni to najlepsze słowo.
    – Miło mi. – podniosłem torbę z ziemi – I tak jestem padnięty jak koń po weesternie, więc nie mam z tym problemów. – również kiwnęła mi głową
    – Pozwolisz więc, że pokażę Ci twój pokój. – powiedziała, zachęcając do wejścia po schodach -Zostałam poinstruowana co do twoich preferencji żywieniowych… Jeśli pozwolisz, trochę to ironiczne względem tego po co tu jesteś.
    – Oh, czyli jedzenie mięsa niewinnych stworzeń jest lepsze niż znęcanie się nad ludźmi ku własnej satysfakcji? – powiedziałem idąc obok niej – Cóż, gdyby nie choroby mogące z tego wyniknąć, bezsprzecznie zostałbym ludżoercą. – nawet na moment nie traciła uśmiechu – Jeśli to dla Ciebie taki problem, mogę sobie w mieście załatwić dietę pudełkową czy coś, tylko będę potrzebował jakoś ją odbierać.
    – Nie problem, skąd. – pokręciła głową – Lubie wyzwania, a nauczyć się czegoś nowego będzie z pewnością wspaniałym doświadczeniem. – prowadziła mnie wypełnionymi przepychem korytarzami, aż na piętro, gdzie stanęliśmy przed jednymi z masywnych drzwi – Mogę Ci jeszcze jakoś pomóc?
    – Jeśli zasnę, to obudź mnie na kolację. – odparłem, po czym jednak zastanowiłem się – Chociaż, jeśli będę się czuł samotny w nocy, które drzwi są twoje?
    – Oh, na standardy twoje i Wiktora pewnie jestem raczej nudną, dojrzałą kobietą. – pochyliła się lekko, że poczułem słodką woń jej perfum na szyi – Nie mam jednak problemów z połykaniem i seksem analnym. – rozprostowała się – Jeśli jednak naprawdę by tak było, mój pokój jest na parterze, ale nie sądzę, by miało się tak stać. – odeszła, zostawiając mnie samego
    Otworzyłem drzwi, wchodząc do środka. Pokój był dość skromnie urządzony, ale nadal czuć było aurę bogactwa. Meble, poczynając od łóżka, przez szafę, komodę, szafkę nocną i duże biurko były z litego, czarnego drewna – żadna płyta i Ikea. Drugie drzwi prowadziły pewnie do prywatnej łazienki, co miałem zamiar sprawdzić już za chwilę. Uniosłem brew, patrząc na ubraną w czarną, koronkową jednoczęściową bieliznę blondynkę, o buzi niewinnego dziecka, która machała w powietrzu stopami patrząc na mnie. Kiedy zobaczyła moją minę uniosła się na łokciach, pokazując ładne krągłości biustu i nadgarstek z kokardką.
    – Dzień dobry, jestem prezent. – powiedziała po angielsku
    – Cześć prezent, jestem Konrad. – odpowiedziałem, rzucając torbę obok niej i zaglądając przez drugie drzwi by potwierdzić, że jest tam łazienka, cała w marmurach i złoceniach – Po za tym masz jakieś imię?
    – Takie, jak będzie pan chciał. – powiedziała, siadając i ukazując lepiej opięte czarną satyną ciało
    – Zawsze chciałem mieć sukę o imieniu Astrid. – odparłem, zamykając drzwi – Tak więc Astrid, co chcesz od mnie?
    – Tego, co pan będzie od mnie chciał. – odparła, wciąż zadowolona z siebie – Mogę wszystko, czego on chce.
    – Tak? – przyjrzałem jej się – Czyli mówisz, że jeśli rozepnę spodnie, złapię Cię za te jasne kłaki i wepchnę fiuta głęboko do gardła, to nawet nie będziesz stawiać oporu, tylko będziesz czekać aż dojdę, a potem rozerwę Ci to ubranko i wsadzę w dupę tak głęboko, aż na czubku będą resztki twojego wczorajszego obiadu? – pokiwała głowa z entuzjazmem, jakby powiedział, że może zjeść całą tabliczkę czekolady, nawet na moment nie tracąc uśmiechu – Świetnie! Więc teraz idę się umyć i przebrać, a ty poszukasz Juli, załatwisz u niej z dwie, trzy kanapki i przyniesiesz coś do picia, najlepiej z dużą ilością lodu. Jeśli nadal będę pod prysznicem, to możesz ułożyć moje ubrania do szafy. – otworzyła usta, jakby chciała zaprotestować – Mam Ci to zapisać na ręce czy zrozumiałaś?
    – Myślałam o czymś innym… – zaczęła
    – Ja o prysznicu i czymś do jedzenia. – wskazałem palcem drzwi wyjściowe – Biegusiem, bo pan będzie niezadowolony i Astrid nie dostanie nagrody.
    Kiedy wróciłem opatulony ręcznikiem w pasie, znów leżała na łóżku, trzymając w jednej ręce talerzyk, w drugiej szklankę wypełnioną po czubek lodem. Miała wyraźnie zawiedzioną minę, ale potem to ona uniosła swoje wyrównane brwi i kilka razy na przemian otwierała i zamykała usta. W pół leżącej pozie usiadłem na łóżku i wyjąłem jej z rąk naczynia. Odwróciła się po butelkę i napełniła szklankę wodą, nadal na mnie patrząc. Po odstawieniu jej, nieśmiało wyciągnęła palce by dotknąć mojej gołej piersi.
    – Pozwoliłem? – zapytałem, a ona gwałtownie cofnęła dłoń – No, ale spisałaś się, więc możesz dostać coś od Pana. – uniosłem ramiona – Możesz przytulić głowę. – ochoczo położyła się na mnie, obejmując, a ja oparłem talerz o jej głowę – O, jaki wygodny stolik.
    – Jest pan dziwny. – powiedziała, a raczej wyburczała pod nosem
    – Mhm, nie śpię od trzydziestu godzin, czuje się jakbym wypocił cały staw i ostatnią rzeczą jaką jadłem była sałatka w dworcowej restauracji wczoraj wieczorem. – odpowiedziałem, gryząc kanapkę – Jeśli wszedłbym do pokoju i zobaczył twoją wypiętą w moją stronę dupę z kartką „wejście obowiązkowe”, to byś zarobiła w nią kopa, lądując na podłodze a potem płakała, że nabiłem Ci guza. Myślisz, że jechałem tutaj tak długo, by mieć rozszerzoną formę masturbacji?
    – Nie… – mruknęła spod talerza – To jak pan się zachowuje to jedno, ale pana wygląd. Kiedy powiedziano, że pan przyjedzie spodziewałam się kogoś innego…
    – Smutne. – odparłem, od razu zabierając się za drugą – Jak będzie kolacja, to zapytam Juli, czy nie ma gdzieś pod ręką jakiegoś grubasa z kudłatym kutasem, byś mogła mu possać wyglądające jak kokosy jajka, skoro na tym Ci zależy. Zgaduje, że byś to zrobiła jakbym Ci kazał.
    – Nie mogę odmówić… – burknęła znów a ja przełożyłem talerzyk na stolik nocny i palcem wskazującym przekręciłem jej twarz do siebie – Jeśli nie jest pan ze mnie zadowolony, to…
    – Przyniosłaś mi kanapki i chyba ułożyłaś ubrania, więc na razie jest spoko. – odparłem – Tylko, Astrid, nawet ja nie jestem takim zwyrolem by umieszczać swojego fiuta w psie. – znów otworzyła buzię – W drugą stronę wygląda to czasem ciekawie i zabawnie, zwłaszcza jak korzysta się z feromonów i kto wie, może w ciągu kilku kolejnych tygodni będziemy mieli okazję sobie to oglądać na żywo. – opróżniłem szklankę z zimną wodą – Na razie chce się zdrzemnąć, też możesz. Jak będziesz naprawdę grzeczna, to może wieczorem pozwolę Ci pokazać, co umiesz sama z swoimi paluszkami, ale nie licz na to, że będę Ci pomagał. – wydawała się naprawdę zaszokowana – Teraz śpij.
    Obudziło mnie pukanie i informacja „kolacja”. Blondynka nadal spała, kuląc nogi do brzucha, przytulona do mojego ciała z błoga miną. Obudziłem ją, sunąc palcem od policzka przez ramię aż do linii pośladka. Zamrugała parę razy i uśmiechnęła się. Usiedliśmy po dwóch stronach łóżka, ubierając plecami do siebie. Zapiąłem jedną z swoich koszul i dżinsy, a Astrid ubrała ładną, żółtą sukienkę. Kiedy wychodziliśmy, pozwoliłem się jej trzymać za ramię.
    Wiktor przywitał mnie zadowolonym okrzykiem, uścisnęliśmy sobie dłonie i złożył mi życzenia, kilka razy mówiąc o tym, że dobrze mnie widzieć. Odsunąłem krzesło obok siebie i rzuciłem krótkie „Astrid, siad” i blondynka usiadła grzecznie na nim.
    – Mam nadzieje, że spodobał Ci się mój prezent powitalny. – wskazał ją palcem – Te nieśmigane są najtrudniejsze do zdobycia i chłopcy byli gotowi wziąć ją w obroty, by sprawdzić czy ma w sobie ten ogień, ale powiedziałem, że nie ma mowy. Dla mojego Konrada ma być to co najlepsze. – dziewczyna zarumieniła się, chowając wzrok w talerzu – Jak tam podróż?
    – Męcząco. – odparłem zgodnie z prawdą – Upadł, tłumy…
    – Spokojnie, kiedy mnie będziesz opuszczał będziesz miał odpowiednie dokumenty i własny samochód. – powiedział zadowolony, siwy mężczyzna – Wszystkiego dopilnuje Julia.
    Jak na zawołanie kobieta wjechała z wózkiem, na którym były ustawione talerze. Wiktor i ja dostaliśmy różne posiłki, ale ona i Astrid identyczne. Przy posiłku rozmawialiśmy raczej niewiele, głównie o sprawach nudnych i codziennych, gdy obie z kobiet milczały. Julia jeszcze na chwilę zniknęła, by wrócić po chwili z ciastem. Szarlotka w amerykańskim stylu.
    – No, ale prezent powitalny to jedno. – powiedział, spoglądając na moją towarzyszkę – Ten urodzinowy powinien być znacznie bardziej wyjątkowy, niż coś, co możesz sobie tak po prostu wziąć. – nabiłem odrobinę ciasta na widelec, ale przekręciłem dłoń i niczym samolocik skierowałem w stronę swojej suni, która wyraźnie się zdziwiła, ale przyjęła łakoć – Co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić, Konrad?
    – Robisz już znacznie więcej, niż trzeba Wiktor. – odparłem, znów nabierając kolejną porcję, tym razem śmietanki – Astrid jest słodka, a jej otworek śliczny i ciasny. – znów jej podałem widelczyk – Zdaje się jednak, że to czego naprawdę gdzieś w głębi siebie bym chciał jest nawet poza twoim zasięgiem i porównywalne do tego, że dach zaraz się zapadnie pod wpływem kilku tonowego meteorytu z diamentów.
    – Powiedz, a ja to ocenię. – uśmiechnął się
    – Właściwie, nie proszę o to dla siebie, ale w imieniu mojego staruszka. – powiedziałem, tym razem samemu połykając kawałek placka, by mieć czas na ubranie tego w słowa – Osiemnaście lat temu nagle jego świat runął, gdy został z beczącym niemowlakiem i papierami rozwodowymi. Dosłownie, moja mama wyszła z porodówki po to, by mu je wręczyć. – odłożyłem widelec – Zawsze byliśmy więc sami. Kilka lat temu ją znalazłem, chciałem zapytać, czemu mu to zrobiła, w końcu to dobry facet. Mieszkała z jakimś nudnym fagasem, ale na szczęście, nie zrobili mi rodzeństwa, bo uważała, że „dzieci są obrzydliwe i żałuje, że byłem zdrowy, by mogła mnie wyskrobać”, a on cieszył z tego japę jakby oglądał najlepszy kabaret życia. Kiedy wróciłem do taty i mu to powiedziałem, pierwszy raz widziałem jak ten człowiek płacze. Objął mnie i płakał długo. Tamtego dnia zrozumiałem, że jestem w połowie sierotą. Ja nie miałem matki. – znów podniosłem widelec – Czego bym chciał? Dorwać oboje. Z niego zrobiłbym kurewkę, a potem podrzucił typkom gotowym na wszystko, by napełniali go z obu stron ile im pary starczy w jajkach, aż by się przelewało i krwawił. – ująłem odrobinę frykasu i skierowałem ją w prawo – Potem bym to wyciągał strzykawkami i szedł do niej. Tam moja słodziutka Astrid zapewniała by jej doznania, na które w żadnym razie nie zasługuje, ale chce by jej ciało było możliwie jak najbardziej przygotowane. – znów nakarmiłem przerażoną dziewczynę – Napełniałbym ją tą mieszanką i powtarzał, tak długo, aż zobaczę pozytywny test ciążowy. Wtedy obserwował jak dzieje się to, co ją przeraża. Przechodzi kompletny proces ciąży, jak jakaś maciora albo krowa i świetnie się przy tym bawił. I nie, to nie byłby mój braciszek czy siostrzyczka, bo ona to nie moja matka.
    Przy stole zawisło milczenie, które trwało długą chwilę. Wreszcie Astrid położyła się na moich kolanach, jak łasy pieszczot szczeniak. Julia patrzała na mnie z mieszanką przerażenia i fascynacji. Jedynie Wiktor patrzał za mnie z żywym rozbawieniem.
    – Wspaniałe, doprawdy, wspaniałe… – powiedział wreszcie – Za to Cię tak uwielbiam, Konrad. – rechotał radośnie – Julia, przynieś no nam buteleczkę, musimy to opić.
    Reszta wieczoru upłynęła na opróżnianiu kryształowej karafki z brązową whiskey. Była smaczna, ale mój brak rozeznania w alkoholu, który do końca wakacji miał zniknąć doprowadzał do tego, że nie byłem pewny jak drogi jest ten trunek. Było już późno, gdy udaliśmy się wszyscy na spoczynek. Astrid znów zaprezentowała swoją bieliznę, zdejmując sukienkę. Przygryzła wargi, obserwując jak zdejmuje spodnie i w samych bokserkach układam się w łóżku.
    – Teraz ma pan ochotę na mnie? – zapytała, niepewna – W sensie kłamał pan tam na dole i…
    – Kłamałem? – zastanowiłem się i wyciągnęłam rękę pod jej brzuchem, rozpinając guziczki na kroczu i podciągając – Widzę tylko piękną, gładką różyczkę. A skoro nikt jeszcze jej nigdy nie penetrował, z pewnością ciężko będzie mi wepchnąć do niej więcej niż dwa palce.
    – Chce pan sprawdzić? – pewność, która towarzyszyła jej kiedy tu przyszedłem uleciała
    – A naprawdę jesteś dziewicą? – zapytałem patrząc w jej oczy
    – Tak. Lekarz, który nas badał zasugerował, że może to zmienić, ale pan Wiktor powiedział, że lepiej jak zostanie w ten sposób. – zarumieniła się
    – A dotykałaś się kiedyś? Bawiłaś prysznicem czy coś? – położyłem palec na nieskazitelnie gładkim wzgórku – Nie trzeba do tego wpychać ich głęboko…
    – Jestem duża, więc tak… – odparła patrząc na moje palce – Było… Dobrze.
    – Nie. Dobrze to mogło Ci być, jak dawałem Ci ciasto i pozwoliłem Ci spać na sobie. – oderwałem je – Zaczniemy więc od podstaw. Od teraz masz czas na naukę, jak doprowadzić Cię do stanu zawrotów głowy i bezsilności, w której błagasz wyłącznie o więcej bez zanurzania palców dalej niż o czubki. Masz coś więcej na ciele niż to. Na początek próbuj sama, może na dniach znajdziemy Ci kogoś, kto doda Ci dodatkowych palców i języka. Kiedy będziesz wiedziała, dopiero wtedy Ci to odbiorę. Liczę, że nie będzie to kostka czekolady jaką masz znaleźć, ale droga na szczyt nieba i wykrzyczenia, że nazywasz się Astrid i należysz tylko i wyłącznie do mnie. – patrzała na mnie, jak Julia przy kolacji po tym co powiedziałem o swoim marzeniu – A teraz bądź grzeczna, wejdź pod kołderkę i śpij. – podniosłem się z łóżka
    – A pan dokąd pójdzie? – zapytała niepewna
    – Skorzystać z kogoś, kto ma wprawę. – odwróciłem się do niej – Możesz iść ze mną, ale sądzę, że będzie to raczej fakultet posiadany przez nas naturalnie. Będzie nudno i spokojnie.
    Julia otworzyła drzwi już w koszuli nocnej, przez którą prześwitywały jej duże, okrągłe cycki. Od razu wyciągnąłem rękę i wsadziłem między uda, wciskając twarz w jej szyje niczym wampir i sącząc słodką woń perfum, poruszając palcami to w górę to w dół. Nie stawiała oporów, kiedy prowadziłem ją w ten sposób tyłem do łóżka, a potem na nie popchnąłem. Podciągnąłem jej halkę w górę i złapałem za niebieskie majtki, zdzierając je z jej ciała. Chwyciłem pod udami i zbliżałem twarz.
    – Nie musisz. – powiedziała cicho, łapiąc mnie za włosy
    – Pytałem, co mogę? – odparłem jeszcze i wcisnąłem usta w jej cipkę
    Miała rację, co do tego, że seks z nią nie będzie jakiś ekscytujący, ale był seksem. Coś jak jajecznica z pomidorami na śniadanie, względem obiadu w pięciogwiazdkowej restauracji z wymyślnymi smakami, acz znalezienie takiej o profilu bez mięsnym często graniczyło z cudem. Było na tyle dobrze, że powtórzyliśmy to z niewielkimi przerwami trzy razy, gdzie za ostatnim pozwoliłem jej nawet być na górze i przypuściłem, że nawet doprowadziłem ją tym do orgazmu. Położyła się obok i zanurzyła palce w swoim wnętrzu, oblizując palce ze spermy.
    – Jak robię to ponad dwadzieścia lat, jeszcze nie trafił mi się taki zdolny. – powiedziała, znów gmerając w swojej cipce jakby moje nasienie było jakimś miodkiem – A miałam i okazję spróbować parę razy z prawdziwym rasowym ogierem, czystej krwi arabem. To ta dieta czy co?
    – Może. – powiedziałem, obserwując ją – Tego konia czuć w luzach. – odparłem
    – Oh, u góry została ciasna dziewczynka, jak masz takie wymagania. – spojrzała na swoje palce z smutkiem, że źródełko uschło
    – Powiedzmy, że mam dobry dzień i mogę nawet czwarty raz, ale tym razem mam ochotę na lodzika. – odparłem – Co na to powiesz? Maseczka na zmarszczki?
    – Powinnam się obrazić. – odparła – Ale jesteś na tyle fascynujący, że nie pozwoliłabym Ci wyjść z tego pokoju, póki tego nie zrobię. Nieskromnie przyznam, w tym jestem najlepsza.
    Była. Ubrałem z powrotem bokserki i jeszcze raz rzuciłem okiem na jej ciało, które dalej kusząco zapraszało do zabawy. Ale jej twarz, z której już zdążyła zetrzeć ostatki mojej siły wydawała się zamyślona. Jakby chciała o coś zapytać.
    – Mów. – powiedziałem, opierając się o drzwi
    – Naprawdę byś to zrobił? – powiedziała wreszcie – W sensie to wszystko co opisałeś Wiktorowi jako swoje największe marzenie…
    – Znasz mit o Edypie? Wyruchał swoją matkę i urodziła mu czwórkę dzieci. – kiwnęła głową – Powiedzmy, że do szóstki z biologi brakuje mi zaparcia by startować w konkursach. Nie ma więc problemu z tym, by syn zapłodnił matkę, ojciec córkę albo brat siostrę. Rody królewskie to robiły by zachować czystość krwi, niektórzy hodowcy zwierząt praktykują takie dalej te zagrania by utrzymać doskonałą pule genetyczną. Problemem jest ruletka genetyczna, że ostateczny produkt wyjdzie wadliwy.
    – Masz na myśli, że byłbyś gotów… – zaczęła
    – Nie, za bardzo mnie brzydzi jako człowiek i kobieta, więc skorzystałbym z mieszanki i potencjalny tatuś mógłby być jednym z kilkudziesięciu jeśli nie kilkuset facetów. – odparłem, uśmiechając się pod nosem – Mogę sobie sprawić inną rozrywkę, taką idealną na teraz. Kiedy będę miał na to ochotę, będę przychodził do kobiety, która wygląda do niej podobnie i ją rżnął, a na końcu spuszczał się na nią. Nie jest to to samo, ale nawet tutaj nie można mieć wszystkiego.
    – Wiktor miał rację. Ty jesteś diabłem. – powiedziała, kręcąc głową – Czyli…
    – Od chwili, gdy zeszłaś po schodach jak wysiadałem z samochodu. – odpowiedziałem – Używasz nawet tych samych perfum. Chyba Ci to nie przeszkadza?
    – Przecież powiedziałam, że pierwszy raz od bardzo dawna było aż tak. – odparła – Gdybym się nie zgodziła, Wiktor by z chęcią doprowadził do stanu, gdzie będę błagała o dobicie, zbytnio Cię uwielbia. Zostanie mi zapytać, jak często czujesz się samotny w nocy, chociaż podarowaliśmy Ci… jak ją nazwałeś?
    – Astrid. – odparłem, nadal patrząc na nią
    – Astrid. – powtórzyła – Więc?
    – Zdarza się, że nawet w ciągu dnia mogę się taki poczuć. – odparłem, puszczając jej oko – Wolisz bym ruchał słodką sunię czy oszczędzał siły dla Ciebie?
    – Powiedzmy, że będę miała oczekiwania co do drugiego. – też puściła mi oko – Czy mogę coś jeszcze dla Ciebie zrobić…. Synku?
    – Oh, tak, mamusiu. – odparłem – Pewnie Wiki będzie chciał mi wszystko pokazać osobiście, ale podejrzewam, że macie coś w stylu rejestru, listy, katalogu i ogólnych informacji o okolicy… Nie wiem jak to nazwać. Jeśli byś miała tego kopię do względu dla mnie, to wiele mi ułatwi. – kiwnęła głową – Dobranoc mamusiu.
    – Dobranoc, skarbie. – odparła
    Świtało, gdy obudziłem się z raczej krótkiego snu po długich i mocnych doznaniach. Astrid znów skuliła się obok mojego ciała, ale tym razem nie budziłem jej, tylko zabrałem ciuchy do treningu i ręcznik, by pójść do siłowni zamieszczonej na terenie posiadłości. Wyjście z formy było ostatnią rzeczą, na jaką mogłem sobie teraz pozwolić. Byłem już w połowie, gdy przyszła z urażoną miną, w ogrodniczkach i luźnej bluzce. Usiadła obok, obserwując bujające się ciężary.
    – Szukałam pana. – burknęła – Myślałam, że będzie chciał pan, bym ubrała coś konkretnego, by mu się podobać.
    – Jest dobrze. – powiedziałem, kończąc serię – Ćwiczyłaś już?
    – Nie, a mam? – powiedziała rozglądając się po pomieszczeniu
    – Nie mówię o tym. – pokręciłem głową – Robiłaś sobie dobrze rano?
    – Wieczorem, jak pan poszedł… – zaczęła nieśmiało – Logika mówi, że to proste, jedna ręka na pierś, druga między uda i pocierać, ale… Miał pan rację, że jakby czegoś w tym brakowało, jakby myśli uciekały gdzieś dalej a nie potrafiła skupić na tym…
    – Nie spiesz się. – odparłem – Po obiedzie zobaczymy, czy nie uda nam się znaleźć jakiejś ślicznej buzi do trójkącika. – otworzyła usta – Masz być wobec niej całkowicie pasywna. Możecie się całować, trzymać za ręce lub nożyczkować ale jeśli kiedykolwiek zobaczę jak jej liżesz cycki albo wkładasz palce w któryś z otworków, zrobię z niej twojego chłopca do bicia i to takiego, że będziesz sikać pod siebie z radości, że nie jesteś na jej miejscu, a potem wepchnę jej twarz najpierw do tej kałuży, a potem w twoją cipę by wylizała wszystko do sucha. Rozumiesz mnie?
    – Jak pan każe… – zadrżała – Czy ma pan jakąś supermoc, że czasem bywa pan tak przerażający bez bicia?
    – Kto powiedział, że nie stosuje przemocy? – parsknąłem – Oj, Astrid, Astrid. To będą długie wakacje.
    Po śniadaniu, w czasie którego podawania Julia oparła się piersiami o tył mojej głowy, a ja poprowadziłem rękę w górę jej uda, zrobiliśmy z Wiktorem obchód, a właściwie objazd elektrycznym wózkiem, bo jego włości były nie tyle duże, co rozległe. Mogły uchodzić za miniaturową dzielnicę, a przynajmniej osiedle. Astrid towarzyszła nam cały czas, tuląc się do mnie jak żądający uwagi szczeniak. Budynki w najbliższym otoczeniu były raczej standardowe dla jego statusu, to jest prywatna stajnia, niewielka psiarnia z kilkoma psami myśliwskimi i skromna winnica, którą jak sam określił “prowadził raczej z potrzeby serca, niż kaprysu”. Jakiś dłuższy czas później zatrzymaliśmy się na wzgórzu, skąd malował się obraz na trzy budynki podobne do hoteli.
    – Nie zrozum mnie źle, Konrad. – powiedział, gasząc silnik – Wszystko zawsze jest dla ludzi, doskonale to wiesz ty i ja. W przeciwnym razie byśmy tu nie byli. Przez lata nauczyłem się wyróżniać ich trzy rodzaje, myśląc o seksie i jego granicach jako wodzie. Tych, którzy chcą popływać, takich co chcą sprawdzić czy uda im się stanąć i przejść po wodzie i ostatnich, co chcą batyskaf by zanurzyć się w jej głębinach. – uśmiechnął się – Pływacy, czyli pierwsza grupa są najliczniejsi i najmniej wymagający. – wskazał średniej wielkości budynek po lewej – Szukają przygody, ale nie wykraczają poza pewien poziom. Kobieta marząca o trójkącie z dwoma murzynami, facet chcący być obsikiwanym przez Azjatkę, czy małżeństwo chcące swingu, ale homoseksualnego. Ja to im zapewniam przy pomocy takich Juli i dziewczyn pokroju twojej Astrid. To ludzie, których dusza została przez mnie kupiona i toporniej lub mniej nauczyłem ich, że słowo nie mogą używać jedynie w odpowiedzi na “czy będzie Ci to przeszkadzało”. Ponad pół tysiąca ludzi, którzy stwierdzili, że nie chcą żyć jak wszyscy inni i trafili tutaj. – przesunął palec w prawo, na najmniejszy budynek – Nurkowie głębinowi. W osiemdziesięciu procentach to faceci, pedofile, pozostałe dwadzieścia jest niesprecyzowane, chociaż to czego chcą wykracza poza granicę legalności i to częściej oni są powtórnymi klientami, szukając więcej. Powtórzę, nie zrozum mnie źle, jestem nadal człowiekiem z zasadami.
    – Nie wątpię. – zapewniłem go – To trochę jak z okaleczaniem zabawek. Bawi, ale potem nie możesz na nią patrzeć.
    – Dokładnie. – przyznał mi rację – Wykorzystujemy to jako nasza poduszkę powietrzną lub proste sidła o stu procentowej skuteczności. – przesunął palec na środkowy, ledwo odrobinę mniejszy od pierwszego i inaczej ukształtowany budynek – Nartniki. Najbardziej fascynujący i zarazem najbardziej specyficzna grupa, do której trzeba mieć najlepszą rękę, ale kiedy dopniesz swego dostajesz najciekawszą nagrodę. Dam Ci prosty przykład. Dziewczyna, młoda, dżokejka. Idzie do psychologa i mówi, że ma fantazje seksualne z swoim ogierem. “Za dużo pani z nim przebywa, a za mało z ludźmi, niech pani sobie znajdzie chłopaka, rachuneczek, następny proszę”. Ta sama dziewczyna znajduje to miejsce, ryzykuje i przyjeżdża. “Mam fantazje seksualne z końmi” “Niech się pani cieszy, że nie z gorylami albo dzikimi kotami. Wstępnie przez dwa tygodnie będzie pani żyła jako klacz, może pani zrezygnować kiedy chce, opuścić teren posiadłości i całkowicie o tym zapomnieć. Jeśli wytrzyma pani dwa tygodnie jako ona, pozwolimy pani spróbować swoich sił.” Myśli, pojebani, no ale dobra. I tak dwa tygodnie żyje sobie jak kucyk, chodzi na czworaka w specjalnych butach, szorują ją jak konia, śpi w boksie, biega na padoku, ba raz nawet zapinają ją do wózka i ciągnie wózek wraz z inną mającą ochotę na taką zabawę. Trzynasty dzień, ostatnia szansa, by zrezygnować, no ale dotychczas było dobrze. Dzień czternasty, przełamuje swoje wewnętrzne opory i dylematy, a wielki koński fiut penetruje jej środek jakby była prawdziwą klaczą. Następnego dnia prowadzą ją do pokoju, może się wykąpać, przebrać, zdać kartę i jeśli się nie podobało, to ma podpisać niebieski formularz. Nie robi tego, ale miesiąc później rezerwuje trzy miesięczny pobyt jako “Karmelowa Wichura”. Wraca i powtarza wszystko z regularnością. – zaśmiał się – Pomyślisz, ah, pewnie zoofile jedynie, może jakieś pieskowate czy coś. To częste u nartników, ale nie najbardziej. Znacznie częściej są to rodziny i nie na zasadzie “wujek, mąż siostry mamy”, ale nawet rodzeństwa czy rodzice z dziećmi. Jedna strona fantazjuje o czymś, ale nie wie co na to druga. Proponujemy tak zwany system trzydniowy wtedy, weekendowy chciałoby się rzec. Przyjeżdżają w piątek, w sobotę ustawiamy im wszystko tak, jakby nie byli dla siebie w żaden sposób bliscy, w niedziele decydują i wyjeżdżają, jakby nigdy nic wracając do swojego dawnego życia. Ale tak jak Wichura, są tacy, co chętnie wracają i zostają na dłużej. Coś, jakby mogli pozbyć się tutaj krępującego oporu, rozumiesz?
    – Tak. – wpatrywałem się nadal w budynek – Dajesz im to, czego chcą, ale boją się dotknąć. Raczej nie sądzę, żebyś sam był w stanie wszystkiego dopilnować, więc pewnie jest cały sztab ludzi?
    – Tak, a oni podlegają pod mniejszy i jeszcze mniejszy nad którymi pieczę sprawują moje dzieciątka. – uniosłem brwi na wieść, że ma dzieci – Lena i Wolfgan zajmują się pływakami. Jeśli chcesz coś jeszcze do ogrzewania łóżka, daj mi znać, powiadomię ich by kogoś Ci dali. – przesunął palec – Anita, moja najstarsza córka, zajmuje się nartnikami. Chce, żebyś z nią pracował i mam nadzieje, że znajdziecie język porozumienia. – przesunął palec na koniec – Głębia to królestwo Negana i Mii, mojego najmłodszego promyczka. Bywa temperamentna. – znów odpalił wózek i zawrócił gładko wróciliśmy w stronę posiadłości
    Po powrocie kazałem Astrid zostać w pokoju, a sam ruszyłem do kuchni. Julia kroiła warzywa dużym nożem, gdy otworzyłem lodówkę i wyjąłem karton mleka.
    – Zaraz będzie obiad, synku. – zażartowała, tnąc pomidory na ćwiartki – Pyszna lasania raguli z tofu…
    – Brzmi cudownie. – powiedziałem, znajdując szklankę i przelewając zawartość – Nigdy nie wspominał o dzieciach.
    – Oh, powiedzmy, że bardziej niż krew łączą ich pieniądze. – odparła, nie przerywając krojenia – Wszystkie go nienawidzą za jego styl życia, ale same taki prowadzą. – wzruszyła ramionami, a ja podszedłem i przycisnąłem się do jej ciała – Mmmm?
    – Jak dobrze sobie radzisz z nożem? – zapytałem
    – Kiedyś byłam szefem kuchni w trzygwiazdkowej restauracji, więc myślę, że dobrze… A kogo mam dźgnąć? – zachichotała
    – Nie, zobaczymy czy na pewno go dobrze kontrolujesz i opowiedz mi o nich. – powiedziałem, kucając i wsuwając ręce pod spódnicę i wyciągając jej majtki, a potem wkładając tam rękę – Zacznijmy od góry, czyli Anita.
    – Mhmmm… – mruknęła – Anita, trzydzieści jeden lat, matka była Rosjanką. Zatwardziała lesbijka, więc nie myśl o tym, by dobrać się jej do majtek. Uwielbia biżuterie, drogie kreacje i samą siebie. Potem są Wolfgan i Lena. On dwadzieścia osiem, ona dwadzieścia sześć lat. – dołożyłem kolejny palec do wsuwających się i wysuwających z stającego się wolno wilgotnym miejsca – Ich matka była Brytyjką. Nie da się ich z nikim pomylić, ważą po sto kilka kilo każde. Wolfgan to jedynie figurant, myśli, że ma charyzmę tatusia, ale tak naprawdę dziewczyny nazywają go prosiaczkiem i traktują doprowadzenie go do orgazmu jak osiągnięcie, bo zmęczy się zdejmując majtki. Lena zaś uważa, że jest najsłodszą istotą na świecie, zachowuje się więc jak małe dziecko. Od słodyczy kocha tylko bardziej mieć robioną minetę, ale jak już uda się znalezienie wśród tłuszczu jej cipy to trzeba mieć nadzieje, że ją umyła… Argh… – zbiłem palce w grot i wepchnąłem mocno, by dłoń wsunęła się do środka – Negan i Mia, dwadzieścia jeden i dziewiętnaście lat. On to transeksualista, właściwie córka Sengalijki, ona Polki. Żyją ze sobą jak nartniki. Mia to przeciwieństwo Lenny, wygląda jakby miała się popłakać, gdy spróbujesz ją dotknąć, ale gdy tylko spróbujesz zdjąć przy niej spodnie urżnie Ci kutasa patrząc w oczy… Co za ruchy… – jęknęła, a ja ostrożnie wyciągnąłem dłoń i wytarłem o bieliznę – Czemu przestałeś, synku?

    – Bo mam co chciałem, mamo. Zresztą, nie skończyłaś jednak kroić pomidorów. – powiedziałem smutno – Chce obiadek. – odwróciłem się do wyjścia
    – Rano Wiktor prosił, bym Ci przygotowała tablet. – powiedziała za moimi plecami – Jest w salonie na stole. Korzystaj ile chcesz, a jak czegoś nie będzie pytaj o to mnie… I Konrad… – zatrzymałem się – Wiem, że jesteś tu dopiero jeden dzień, ale kiedy Wiktor nazywał Cię diabłem, myślałam, że przesadza. Teraz zaczynam mieć wrażenie, że mówił za mało.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Michalina Korcz

    Kiedyś (kilka lat temu) na sex opowiadaniach udzielał się niejaki “Konrad Milewicz”. Stworzył on intrygujące w moim odczuciu cykle Kota i Właścicielki, które odbiegały dla mnie od sztampowej formuły opisów prostych fantazji seksualnych i przedstawienie swoistej “erotycznej powieści” z pewną głębią twórczą.
    Zainspirowana jego eksperymentem, postanowiłam zacząć własny – “Człowieka”, z nadzieją, że jeśli nadal funkcjonuje (od dawna nie pojawił się obiecany vol 9) to tym wywołam go do tablicy. Mam nadzieje, że jeśli dobrneliście aż tutaj, to zostawicie komentarz.   

  • “Czlowiek”, uwertura (2/3)

    Obiad zjadłem jedynie w towarzystwie Astrid i Juli. Nie przeszkadzało mi to, a sama Astrid nieśmiało pozwoliła sobie na pytanie, czy nie może dostać tego co ja. Ucieszyła się, kiedy się zgodziłem i wydałem takie polecenie Juli. Później zająłem się głównie cyfrowym narzędziem udostępnionym mi przez gospodarzy, a zapytany przez Astrid co ma robić zasugerowałem ćwiczenia albo poczytanie książki. Wybrała to drugie.
    Urządzenie działało na jakiejś wersji Linuxa i zawierało poza podstawowymi funkcjami kilka specjalnych, jak ta pozwalająca mi składać zamówienia na potrzebne rzeczy. Odnalazłem duży składany kojec dla psów z legowiskiem i dorzuciłem kilka gumowych gryzaków i angielską wersję krajowego tygodnika. Potem dostałem się do danych o które prosiłem. Plan posiadłości, który wskazał, że jest prawie piętnaście kilometrów od głównego budynku do „hotelików” i kilka równie atrakcyjnych co siłownia miejsc, które miały ograniczać opuszczanie włości do absolutnego minimum.
    Plik, prześmiewczo podpisany „Rybki” był interesujący. Mieszkańcy pierwszej strefy, możliwość sortowania po narodowości, rasie, wieku, płci lub cechach biometrycznych. Postanowiłem na razie odłożyć szukanie kogoś, kto pomoże ogarnąć Astrid orgazmy i będzie stanowił jakąś bardziej dziką alternatywą dla Juli jako przeznaczony na bezpośrednią fizyczną dominację.
    Niewiele więcej dało się wynieść z informacji dotyczących dzieci Wiktora, te przedstawione przez Julię były już spore. Znalazłem za to coś w stylu prywatnego, wewnętrznego i naprawdę uproszczonego do granic możliwości discorda, który nie był zabezpieczony. Pół minuty później miałem na nim niewidoczne konto i dostęp do przesyłanych wiadomości.
    „Pamiętajcie, że tata wyprawia dzisiaj kolacje. Chce nam przedstawić swojego nowego przydupasa.” brzmiała wiadomość od Anity
    „Ja odpadam, chuj mnie obchodzi jakiś gówniarz” odpisał jej Negan „Mia też nie chce iść”
    „Ej, może będzie fajnie :)” napisała Lena „Nie ma nic lepszego niż to co gotuje Julia”
    „Potrafisz wpierdolić wszystko, co tylko znajdzie się na talerzu, grubasie” to znów Neg „Jakby na niego nasrali, też byś zjadła”
    „Daj jej spokój, Czarny. Albo będą wszyscy bez wyjątku, albo wszyscy ustalamy wspólną wersję czemu nie poszliśmy. Zresztą to ja mam najbardziej przejebane, bo tacie się marzy, że wciśnie mi go w paradę. Już widzę, jak tłumaczy typowi, że anal z własną córką to nic złego, a może sprawić, że odkryją coś nieznanego”
    „Ja chce iść. Zresztą skoro tatuś zaprosił go do siebie, to musi być naprawdę ktoś wyjątkowy” zakończone emotikoną zastanowień
    „Dobra, spróbuje namówić Mii, ale wiecie jaka ona jest przy okresie. Zamówi ktoś wózek widłowy dla Prosiaka, skoro mamy być wszyscy? Zresztą, masz racje, współczucia An, już gorzej jakby powiedział, że da go do nas”
    „Niech spierdala tam, skąd przybył zniszczymy go wspólnie”
    Wygasiłem ekran, podniosłem się z fotela i pstryknąłem nad głową Astrid, która podskoczyła jak wybudzona z transu. Spojrzała na mnie pytająco, jakby chciała się dowiedzieć, czy teraz ma iść pozbierać kwiatów na łące lub pomóc Juli gotować.
    – Masz szczęście, Astrid. Twój pan będzie musiał Cię wykąpać. – wyglądała na zdziwioną, mrugając oczami – Najpierw pójdziemy do fryzjera, by Ci podbił kolor do jakiś odcieni platyny i zrobił loki. Julia w tym czasie nagrzeje mleko.
    – Mleko? – nadal wydawała się zdziwiona
    – Mleko z odpowiednimi dodatkami, dam jej szczegółowe instrukcje. Do kąpieli. – odłożyłem urządzenie na oparcie – Potem dobierzemy Ci ubrania, tak, żebyś na kolacji wyglądała jak moneta z czystego srebra i każdy kto na Ciebie spojrzy marzył o zawartości twoich majteczek. A teraz zaskocz mnie i powiedz, że wiesz czemu to będzie dla nich zadra w dupie?
    – Bo należę do pana? – zapytała niepewnie – Im też nie mogę odmówić, jeśli by chcieli i…
    – Doprawdy Astrid? – pokiwała pospiesznie głową – Myślałem, że dostałem Cię od samego Wiktoria, a jego słowo w tym domu to słowo Boga. Widać, muszę z nim porozmawiać, że nie chce dostawać współdzielonego prezentu.
    – Czy to znaczy, że pan uważa mnie za wyłącznie swoją? – upewniła się
    – Do czasu mojego wyjazdu tak. – odparłem, powstając – Ba, zastanawiałem się nawet, czy po wakacjach nie wziąć Cię ze sobą, jeśli nie zdążysz opanować wymaganych przez mnie zdolności. Może więc po prostu nie będziemy się męczyć?
    Sprawnym ruchem pozbawiłem ją ogrodniczek. Wydawała się zdziwiona tym obrotem spraw, nieprzygotowana. Podciągnąłem bluzkę i złapałem za majtki, szarpiąc materiał nie w dół, ale do siebie, naciągając go tak, że wbijał się w jej mięciutką dupkę.
    – Jedna szansa. – powiedziałem, na przemian podnosząc ją za materiał i opuszczając lekko – Nie możesz mi zabronić, ale z chęcią usłyszę jak prosisz bym Ci teraz odpuścił, potem z powrotem ubierzesz swoje spodnie i zaniosę Cię do fryzjera.
    – Więc proszę… – powiedziała, przestraszona – Przepraszam, nie chciałam pana urazić.. – ta sama dziewczyna, która wczoraj była gotowa zgodzić się na wszystko wisiała w powietrzu podnoszona za miednicę i była bliska płaczu – Należę tylko do mojego pana Konrada!
    – Ja myślę. – ostatni raz opuściłem dłoń i pogłaskałem jej brzuszek – Zaczynasz rozumieć o co chodzi.
    Z większą delikatnością ubrałem jej z powrotem rzucone o ścianę bawialni spodnie i wziąłem w ramiona jak pannę młodą. Kryła swoją zapłakaną buzie w mojej koszuli, drżąc ciągle. Dziewczyna, która była przygotowana na ostry seks, taki, gdzie zakłada się szczypce na sutki, zmusza do robienia loda, po którym zbiera się na wymioty i przez prędkość jaką jej się narzuca miała zacząć krwawić bała się.
    Kiedy Julia nas zobaczyła, sama również zrobiła dość przerażoną minę, ale nie zadawała zbędnych pytań, gdy określiłem swoje żądania na temat tego, by za nieco, cztery godziny miał do dyspozycji wannę z kilkonastoma litrami mleka w temperaturze nieco większej od tej ciała z dodatkiem odpowiedniej kompozycji ziół. Przeciwnie, upewniła się jedynie, że jestem co do tego pewny i powiedziała, że zobaczy co się da zrobić.
    Strefa „piękności” znajdowała się w okolicach zielonej strefy. Nawet przez moment wolnego spaceru nie opuściłem swojej kruszynki na ziemię. Zgodnie z oczekiwaniem, przypominało to swoisty , bardzo luksusowy burdel. Fryzjerki, posiadające niemiecki akcent, były nieco zdziwione moją znajomością nazw zabiegów, które miały wykonać na Astrid, ale zabrały się błyskawicznie do pracy. Przerobione na bardziej platynowy kolor z lekkimi truskawkowymi refleksami i wydobytymi skrętami włosy podkreśliły niewinny i słodki wygląd moje własności. Chyba nawet ją samą to zaskoczyło, ale usilnie nie chciała dać po sobie poznać.
    Weszliśmy do łazienki i spokojnie ją rozebrałem do naga, już nie tak brutalnie jak wcześniej. Cały czas patrzała na moje ręce, jakby wciąż niepewna, czy za chwilę znów nie stanę się tym brutalnym osobnikiem, którego jej pokazałem w bawialni. Ubrałem jej czepek kąpielowy i delikatnie usadziłem w wannie pachnącej jak koktajl mleczny. Nawet wtedy jej oczy nie odrywały się od moich dłoni, które rozcierały mleko po jej skórze.
    – Znam pana dopiero jeden dzień, ale… – zaczęła, kiedy obmywałem jej ramiona – Wie pan, kiedy mieszka się tutaj, przywyka do wielu rzeczy. Czasem się wykrzywia, jak je słyszy i widzi, ale po to się tutaj jest. A potem wkracza pan i nawet nie stawia rzeczy na głowie, bo wtedy byłyby już ustawione normalnie… Dlaczego?
    – Bo mogę, kochanie. – odparłem, wsuwając obnażone ramiona pod powierzchnie mleka i znajdując jej nogi – Tylko i wyłącznie dlatego. Zobaczyłem otwarte drzwi, uznałem je za zaproszenie i pozwoliłem się rozgościć. A jeśli komuś to przeszkadza, to po co za mną wchodził? – przesunąłem dłoń po udach, wysuwając je ponad powierzchnię cieczy – Masz idealnie gładką skórę, to dobrze. Powiedzmy, że jesteś jak ten jeden wyjątkowy szczeniak w miocie, który ma szansę coś osiągnąć. Teraz ktoś musi zadbać o to, by zaczął dostawać puchary i medale. Tym kimś będę ja, Astrid.
    Przygryzła wargę, kiedy moje palce zawędrowały dostatecznie wysoko, ale równie szybko opuściły nim zbliżyły się dostatecznie by zrobić coś więcej. Na tym polegało kontrolowanie jej. Rozbudzanie pragnień, które zalewało się wodą i obserwowało chmurę pary w powietrzu. Otarłem jej nagie ciało ręcznikiem, którym potem ją obtuliłem. Julia, zgodnie z prośbą czekała za drzwiami.
    – Potrzebuje dla niej ubrań. – wskazałem palcem – Gdzie coś znajdę?
    – Cóż, zazwyczaj faceci jedynie rozbierają kobietę po nacieszeniu oczu, a nie ubierają. – zaczęła Julia, uśmiechając się – Coś konkretnego czy…
    – Postawmy na prostotę. – odparłem siadając na łóżku – Astrid, zdejmij ręcznik. – posłusznie rozplotła frotę osłaniającą jej ciało – Ma drobną budowę nie licząc tych cycków, możemy więc postawić na ciuchy z działu dla dzieci. Podkolanówki, spódniczka, kolorowa bluzeczka i majtki, których nie powstydziłaby się ośmioletnia dziewczynka. Wiesz, jakieś z jednorożcem czy coś w tym stylu. – Julia uniosła brwi zdziwiona – Może opaska z kocimi uszkami, jakaś ładna aksamitka z dzwoneczkiem albo coś takiego. Jak będziesz ją malować to troszkę różu i tusz na rzęsy, by podkreślić te oczka, nie zacieraj jej tych piegów. Mi wyprasuj białą koszulę i załatw jakąś kamizelkę.
    – Jeśli tak wygląda twój pierwszy dzień tutaj… – zaczęła Julia – To za dwa miesiąc, kiedy będziesz wyjeżdżał, będę srogo żałować, że nie zostajesz i mieć nadzieje, że zostaniesz jednym z tych wracających.
    – Więc spraw, żebym miał na to ochotę. – odparłem, wciąż obserwując Astrid – Dobra, macie sporo zadań i mało czasu. – strzeliłem palcami – Też muszę się przygotować.
    Kiedy moja Sunia wróciła godzinę później, miała na sobie luźną szarą koszulkę z króciutkim rękawem włożoną w bordową spódniczkę i białe podkolanówki. Dodatki pod postacią kocich uszek i czarnej aksamitki z srebrnym dzwoneczkiem działały cudownie kontrastująco z jasną skórą. W ręku trzymała wieszak z koszulą i kamizelką, patrząc na mnie pytająco. Kiwnąłem głową, odkładając tablet i podszedłem, podnosząc spódniczkę. Majteczki w kolorowe misie wyglądały jak zabrane prosto z zadka małej dziewczynki. Zarumieniła się nawet, kiedy to zrobiłem.
    – Ustalmy to od razu. – zabrałem jej wieszaki i powiesiłem na klamce – Kiedy powiem siad i dam Ci krzesło, usiądziesz w taki sposób, by nie dotykać pośladkami krzesła. Możesz postawić stopy na krześle i pokazywać wszystkim kolanka. Jeśli ktoś zapyta, czemu siedzisz w ten sposób, odpowiesz, że to co zrobiłem z twoją dupą, sprawia, że musisz spać na brzuchu.
    – Ale to kłamstwo… – powiedziała, mrugając oczami – Przecież nawet mnie pan nie dotknął.
    – Jeśli Ci to przeszkadza, to jeszcze nie zapiąłem paska w spodniach. – powiedziałem, pokazując stary skórzany pasek z masywną sprzączką – Ale nie licz, że powiem „dam Ci dwanaście klapsów, licz je ze mną”, tylko przestanę dopiero, jak pojawi się krew i nie będzie Ci z tym dobrze. – pokręciła głową – Co masz powiedzieć?
    – Dostałam takie lanie, że marzę o zimnym okładzie na dupkę? – kiwnąłem głową – Sądząc po tym, co mówiła o panu Julia…
    – Co powiedziała? – zaciekawiłem się, zdejmując koszulkę i wciągając przygotowaną koszulę
    – Że jakby mogła, zrobiłaby roszadę i zajęła moje miejsce jako pana zwierzątko. – powiedziała, obserwując mnie i ściskając lekko uda pod sukienką – Ale myślę, że wyszłaby na tym gorzej, niż ja. – zastanowiłem się nad tym zapinając mankiety – Obie też zastanawiamy się jaki jest pana prawdziwy sekret i plan…
    – Wiktor mnie zaprosił, oto cały sekret. – odparłem, poprawiając kołnierz – Plan? Spędzić wakacje możliwie jak najlepiej. A jeśli twoim zdaniem jest to pieprzyć się z dziewczyną, która nawet nie wie co lubi, bo ją dostałem, to nie przyjeżdżał specjalnie tutaj, tylko znajdował sobie kolejne na miejscu. Jesteś słodkim głuptaskiem, co nie, Astrid? Ale nie przejmuj się, nawet to w tobie lubię.
    Na dziesięć minut przed planowaną kolacją, zeszliśmy na dół. Postawiłem ją przed sobą i objąłem w pasie, dociskając do swojego ciała. Julia stanęła obok Wiktora, jakby była jego żoną, ale nie byłem pewny jakie relacje ich łączą. Posłała mi uśmiech, na który odpowiedziałem. Wolną dłonią pokazałem ruch podobny do tego, który kilka godzin temu wykonywałem w innym miejscu. Delikatnie przestąpiła z nogi na nogę.
    Jako pierwsza weszła ciemna blondynka, kojarząca się z wyobrażeniem drapieżnych kocic dobierających się do młodych chłopców. Jakby na podkreślenie tego ubrała sukienkę w cętki i pończochy, które służyły do podkreślenia jej sylwetki. Miała na sobie mnóstwo złotej biżuterii. Jeszcze przed przywitaniem, jej wzrok na długą chwilę zawisł na Astrid, co znaczy, że moja zanęta na nią zadziałała.
    – Anita. – podała mi rękę po wymianie pocałunków w policzki z ojcem – Spodziewałam się kogoś starszego…
    – Konrad. – odparłem, ściskając jej dłoń – Powiedzmy, że braki doświadczenia staram się nadrabiać talentem. – jej wzrok znów padł na Astrid – Moja sunia, Astrid. Prezent od twojego ojca.
    – Ah tak… – mruknęła, a w jej głosie przebrzmiewała zazdrość – Gdybym wiedziała, że mamy taką ślicznotkę, sama bym ją przygarnęła.
    Drugą parę gości stanowiła otyła parka. O ile ona jeszcze była z trudem w stanie iść, on niczym memiczne wyobrażenie amerykanina ratował się wózeczkiem elektrycznym. Julia miała rację, że wyobraża sobie siebie jako uosobienie swojego ojca, bo kreował w sobie wizerunek amanta, chociaż dres w rozmiarach kilku x-sów go przekreślał i nadawał mu wizerunek upośledzonego. Zatrzymał wózek, by z otwartymi ustami pogapić się na Astrid. Jego siostra, brunetka o fryzurze na kleopatrę z zafarbowaną grzywką i czubkiem głowy, miała na sobie przypominającą plandekę sukienkę i uśmiechała się na swojej pulchnej buźce, a nawet poprawiła okulary wpatrując się we mnie.
    – Jestem Lena, a to mój brat Wolfgan. – powiedziała, przesłodzonym tonem – Przepraszam, że poznajemy się dopiero dzisiaj, ale nawał obowiązków i…
    – Nie szkodzi, to zrozumiałe, kiedy ma się pod sobą taką organizację. – odparłem – Liczę, że nie będzie to jednak nasze ostatnie spotkanie i będziemy mogli sobie pozwolić na więcej przyjemności, zwłaszcza innego typu. – dziewczyna otworzyła usta, ale potem je zamknęła i uśmiechnęła się, gryząc dolną wargę
    Ostatnią dwójkę stanowiła para stworzona z nakrapianego rudzielca o aparycji, którą idealnie opisała Julia, czyli każdy pedofil spuściłby się na widok jej w samej bieliźnie, zwłaszcza jak rzuciła się w stronę Wiktora krzycząc „taaatuś” i bardzo ciemnego mulata o wyraziście żeńskich rysach twarzy i gładkim lico, który rzucił mi groźne spojrzenie. Żadne z nich nie zdecydowało się nawet na powitanie mnie przez długą chwilę.
    – Mia, Negan, poznajcie proszę mojego najlepszego przyjaciela, Konrada. – powiedział wreszcie Wiktor – Jest póki co u nas na wakacjach, ale mam nadzieje, że w przyszłości dołączy do nas na dłużej.
    – Oh, schlebiasz mi, Wiktor. – uśmiechnąłem się pod nosem – Co taki głupek jak ja może robić w takim miejscu? – mówiłem to na tyle głośno, by Anita słyszała – Zostanę co najwyżej do końca wakacji i uciekam, zgodnie z umową.
    – Oj, przestań. – powiedział mój gospodarz – Choć można uznać to za wadę, sprawiasz, że przestaje się czuć jedynym takim na świecie. – zaśmiał się
    – Z pewnością nie jesteś, mając tak liczną rodzinę. – odparłem – Zresztą, nawet myśląc, że potrafię cokolwiek, wątpię bym osiągnął aż tyle.
    Wszyscy zasiedli do stołu. Anita i Mia kolejno po prawej i lewej stronie ojca, Wolfgan, Lena i Negan na kolejnych miejscach obok tej dwójki. Poleceniem usadziłem Astrid naprzeciwko Wolfgana, a sam zająłem miejsce naprzeciwko Leny, która zwróciła uwagę na dziwną pozę mojej suni, a ta odpowiedziała wyuczoną, a nawet podkoryzowaną frazą z wyraźnym rozżaleniem, że jest tak źle traktowana, za co objąłem ją na szyi. Ciemnoskóry, kocica i grubaska obdarzyli mnie po tym komunikacie spojrzeniami. Ten pierwszy z zaciekawieniem, druga z zastanowieniem, trzecia z jeszcze większą pożądliwością jakbym był kilkupoziomowym tortem czekoladowym. Mia była zbyt zajęta słodzeniem tatusiowi, a Wolfgan ślinieniem się na widok Astrid.
    Julia podała posiłki i ku uciesze mojego skarbu, też dostała to co ja. Pozostali popatrzeli na nasze talerze, jakby się zastanawiając, kim jestem, że ich ojciec dba bym ja i ona dostawali coś innego niż inni. Służka usiadła obok mnie i położyła dłoń na moim udzie, gładząc je.
    – Ojciec powiedział Ci, czym konkretnie się zajmujemy? – zaczęła Anita
    – Powiedzmy, że dostałem uproszczoną wersję, dla takiego tępaka jak ja. – wzruszyłem ramionami – Burdel z prestiżową nadbudową, opaska na oczy chroniąca przed wyrzutami sumienia i rezerwat psycholi. – odparłem, udając ignoranta – Wspomniał, że mam Ci pomagać w tym drugim.
    – Cóż, to nie takie proste. – powiedziała Anita, odpijając wina – Wymaga zdolności perswazji, które wykraczają poza ludzkie pojęcie i docierania do takich warstw wewnątrz ludzi, do których nikt się nie przyznaje. Bywa łagodnie. Kiedy masz w ciągu miesiąca siedem kobiet, które chcą się poczuć psami, to możesz je podsunąć facetom, którzy są do tego w zielonej strefie. To stanowi fotografię, nie prawdziwe doznanie, a ja zawsze stawiam na to drugie. O ile spanie w legowisku, chodzenie ciągle na czworaka na smyczy czy jedzenie z miski nie stanowi dla większości problemów, to sranie i sikanie pod siebie na dworze, jedzenie żarcia z puszki czy inne niuanse psiego życia stanowią przed nimi dylemat, czy są gotowe. A jeśli są, to mamy siedem dobrze wytresowanych psów, które z nimi przejdą ten okres, by wreszcie doznać symulacji rójki i stać się pełnoprawną suką. Po wszystkim decydują, czy było tak jak marzyli i była to jednorazowa przygoda, o której będą myśleć „to nie byłam ja, to była moja psia persona”, albo będą się umawiać na kolejne przyjazdy, by dalej to praktykować, by na chwile uciec od bycia sobą. Masz bardziej wymagających. Ci przyjeżdżają, bo „mam ochotę na członka swojej rodziny”. Powiesz im wtedy, że z etycznego punktu widzenia to niewłaściwe? Przecież to tacy sami ludzie, jak wszyscy tu obecni, a twój brat, tata, siostra, mama nie różni się niczym od poznanego w klubie faceta, z którym spędzisz kilka cudownych chwil. Powiedzmy więc, że damy wam ten jeden wyjątkowy dzień, gdzie sami będziecie musieli decydować jak daleko się posuniecie, a jeśli boicie się, że coś pójdzie nie tak, to zapewnimy wam stu procentowe zabezpiecznie, musicie tylko zrobić pierwszy krok i kilka kolejnych i w nim wam pomożemy. Rano zdecydujecie, czy było źle i też możecie wyjść stąd i zapomnieć, że coś miało miejsce bez konsekwencji. Albo przyjeżdżać regularnie, organizować sobie prawdziwe miesiące miodowe i z dalszą pomocą odkrywać co nowe podkłady euforii w tym, co robicie. – napiła się wina – Robię to już kilkanaście lat, mam doktorat z psychologi. Myślisz, że mały, „utalentowany” chłopczyk, który lubi dawać klapsy dziewczynie, która się do tego wypnie będzie przez dwa miesiące potrafił coś takiego? Jeśli nie, to możesz się przenieść do zielonej strefy, Lena i Wolfgan zapewnią Ci przez dwa miesiące na pęczki takich, które będą spełniać twoje najśmielsze zachcianki.
    Zarejestrowałem, że chociaż wszyscy teraz na mnie patrzą, to trzy osoby wiedzące, do czego jestem zdolny są najbardziej zafrapowane możliwą moją odpowiedzią. Uśmiechnięty jak zawsze, jakby obserwował najwspanialszy cud Wiktor, który we mnie wierzył i Astrid wraz z Julią, spodziewające się riposty godnej „diabła”.
    – Masz rację. – powiedziałem, również pijąc wino – Co ja, mały głupi chłopczyk może wiedzieć o takim rodzaju podporządkowania sobie kogoś, by przełamał naturalne opory przed czymś, o czym mu całe życie powtarzają, że jest złe. – odegrałem nutę smutku w głosie – Jaka matka powie, że z rozkoszą będzie ssała fiuta swojego synka, bo ktoś taki ej powiedział, że może? Jaki ojciec będzie w stanie zdjąć majteczki swojej księżniczki, której zmieniał pampersy by zrobić z niej swoją kobietę? – pokręciłem głową z żałosnością w głosie – Albo co gorsza, co jeśli dostanę dwóch braci i będę musiał ich nauczyć się zapinać w dupę, bo wstydzą się nawet bycia gejami? I to w dwa miesiące? – cmoknąłem, mocniej otulając Astrid jakby była misiem, którego chwyta się w strachu – Jeśli uważasz, że nie mam co tego próbować, naprawdę masz rację… Może jednak byś mnie chociaż trochę tego nauczyła, żebym po powrocie do domu mógł sobie znaleźć i ułożyć coś, co będzie mi przypominało o miło spędzonych tutaj chwilach? – połechtałem jej ego
    – Nie sądzę, by było to niemożliwe, ale… – w jej głosie zabrzmiała wątpliwość – Nie wyglądasz na kogoś, kto by podołał, nawet z dobrą nauczycielką.
    – Nie dobrą, najlepszą. – odparłem – Możemy użyć Astrid jako manekina treningowego, wszak, świetnie się do tego nada. – pogładziłem blondynkę po policzku – Będę Cię obserwował przy pracy i próbował twoich technik, by ją nauczyć czegoś więcej niż wypinania swojej dupy do analu.
    – Jesteś pewny, że tego chcesz? – zapytała znów – To wymaga wyzbycia się pewnych odczuć i…
    – Oh, wierzę, że doskonale mnie poprowadzisz. Nie chce zawieść waszego ojca, pokładającego we mnie takie zaufanie. – odparłem, nadal odgrywając tragedię z kieliszkiem wina i moją sunią pod ręką – Nie będę próbował się popisywać, przeciwnie, będę pokorny jak baranek.
    Umilkła. Wiktor wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem i trzymał się na ostatku sił. Lena jeszcze bardziej wydawała się zachęcona i zazdrosna, za to, co powiedziałem jej starszej siostrze. Negan wciąż obserwował mnie podejrzliwie. Reszta wieczoru upłynęła w milszej atmosferze, głównie słuchałem, a nie mówiłem, co jakiś czas zadając pytania i głównie się uśmiechając.
    – Jutro rano. – powiedziała Anita, kiedy dzieci zbierały się do wyjścia – Zaraz po śniadaniu w głównym holu. Jeśli się spóźnisz lub będziesz nieprzygotowany, to przez kolejne dwa miesiące nie chce nawet słyszeć imienia Konrad. – powiedziała ostro – I nie zapomnij przyprowadzić tej swojej Astrid. – znów na nią spojrzała jak na mięciutki kąsek, po czym wyszła
    – Jak skończysz z Anitą, odwiedź i nas. – powiedziała Lena, po czym nieśmiało rozłożyła ramiona – Mogę Cię przytulić?
    – Oczywiście. – odparłem z równie słodkim uśmiechem, obejmując jej ciało podobne do woreczka z budyniem, po czym na ucho jej szepnąłem – Poproszę Julię, by zapakowała mi duży kawałek ciasta na drugie śniadanie, bo nie pewnie nie dotrę nawet na kolację. Będę miał ważniejsze rzeczy do zrobienia. – ścisnąłem delikatnie jej pulchne pośladki, a ona puściła mi oko wychodząc z bratem, który wciąż łamał sobie kark oglądając Astrid, podczas gdy Negan i Mia minęli mnie bez słowa
    Julia już leżała nago w łóżku, kiedy otworzyłem drzwi jej pokoju. Położyłem się obok, obojętny na to. Włożyła rękę do moich bokserek i zaczęła delikatnie masować.
    – Nie tego się spodziewałam po moim synku… – mruknęła, bawiąc się nim – Myślałam, że raczej ty ją zdominujesz, a tymczasem wydawało mi się, że nawet nie żartujesz z tym byciem pokornym wobec niej… No i to, jak Lena wyglądała, jakby zaraz miała Cię rozebrać…
    – Oh, mamo. – powiedziałem, zsuwając je by ułatwić jej pracę – Naprawdę myślisz, że odniosłem tam porażkę?
    – Nie, skądże. Po prostu… – przechyliła się i ułożyła na moich udach, tak, żeby mieć łatwy dostęp do mojego nabrzmiewającego fiuta w zamian włożyłem dłoń między jej uda i również zacząłem delikatny masaż – Znów mnie zaskoczyłeś.
    – Pamiętaj, jestem tutaj dopiero dzień. – odparłem, wyciągając palce i teatralnie je oblizując – Nie strzela się największymi rakietami na początku pokazu. Dam na teraz radę raz, także wybieraj czy chcesz nocną przekąskę czy się pobawić.
    – Oh. – mruknęła, puszczając go – Czyżby jednak Astrid wygrała więcej niż ja?
    – Cóż, nawet ja jestem jedynie człowiekiem. – wzruszyłem ramionami – Chyba, że masz jakiś wibrator albo coś, wtedy możemy to trochę urozmaicić. Nie jesteś aż tak nudna?
    – Hm… Myślę, że raz jako uzupełnienie tego co dałeś mi, gdy robiłam obiad będzie dobry, a jutro postaram się coś załatwić dla mojego chłopczyka. – odparła, znów się przesuwając i wkładając go w siebie
    By wynagrodzić jej fakt, że dzisiaj będzie to jednorazowa zabawa, dorzuciłem starań, by powtórzyć wyczyny z ostatniego wczorajszego i wytrzymać dostatecznie długo, by mieć pewność, że kiedy opadła dysząc w pościel obok, osiągnąłem pewny sukces.
    – Jutro też przyjdziesz? – zapytała, kiedy z powrotem się ubrałem
    – Co najwyżej się poprzytulać, jeśli starczy mi sił i jeśli naprawdę będziesz miała jakieś pomoce, to może z dwoma plusikami. – odparłem – Będziesz zła, jeśli przyprowadzę Astrid?
    – Rozczarowana, że nie zacząłeś od tego wczoraj. – odparła – Jak jednak chcesz obsłużyć dwie, skoro już dzisiaj nie masz siły?
    – Będę kreatywny. – puściłem jej oko – Jak zostało jeszcze, to zapakuj mi ciasto i mleko po śniadaniu. Pewnie wrócę późno.
    – Mmm… Chyba będę zazdrosna o mojego syneczka. – uśmiechnęła się
    Główna część żółtego kompleksu przywodziła na myśl sanatorium. Kręciły tu się grupy ludzi, w różnym wieku, większość patrzała na siebie z uwielbieniem. Były starsze kobiety z młodszymi mężczyznami, ich przeciwieństwo, pary dość młode i gdzieś między tym różne wyraźne związki homo. Anita schodziła po schodach, równie wytworna co wczoraj, na pokaz patrząc na zegarek. Astrid przysypiała na stojąco, opierając się o mnie.
    – Punktualny. – powiedziała, chowając go do kieszeni – Pozwalasz jej na coś takiego? – wskazała palcem moją towarzyszkę, ale wystarczyło jedno pstryknięcie by się rozbudziła i wyprostowała jak struna – Hm.
    – Wybacz, ma za sobą ciężką noc. – powiedziałem, znów udając smutek – Wsadziłem ją na symbiana z losowym timerem, więc co rusz się budziła pod wpływem wibracji. – kiwnęła głową – Od czego zaczniemy?
    – Cóż, to najspokojniejsza część. – wskazała otoczenie – Ci ludzie już odkryli czego chcą i to praktykują, czasem trzeba pomóc im rozbudzić kreatywność. Powiedziałabym, że są nudni. – przeprowadziła mnie korytarzem, witając kolejne osoby z wyćwiczonym uśmiechem – Po lewej jest stała stajnia i stała psiarnia. Tam mieszkają wracające klientki, obecnie mamy dwie klacze i trzy sunie. Jeśli chcesz, możesz później jakąś wziąć na spacer, będą przeszczęśliwe. – kiwnąłem głową – Z szacunku do nich, zwracaj się imieniem z idenfikatora i traktuj dokładnie tak jakbyś patrząc na nie naprawdę widział to co chcą stworzyć. Jeśli usłyszę skargę, to…
    – Nie chcesz nigdy usłyszeć imienia Konrad. – odparłem za nią – Spoko, poprosiłem Julie o kostki cukru i biszkopty, na tyle chyba mogę sobie pozwolić?
    – Jeśli ona Ci nie zdradziła tego patentu, to zaczynasz robić na mnie wrażenie. – szliśmy dalej w głąb – Tutaj jest ta najwłaściwsza część mojego królestwa. Domy tymczasowe. – wyjęła kartę i przeciągnęła przez czytnik magnetyczny – Amanda ma trzydzieści siedem lat i jest matka dwóch chłopców w wieku osiemnaście i dziewiętnaście lat. Zawsze miała problem z zazdrością, że jej synkowie umawiają się z różnymi dziewczynami i nie mogła jej zrozumieć. Przyjechali wczoraj. Wymaż z pamięci co Ci powiedziałam i powiedz, co widzisz. – wskazała weneckie lustro
    Pulchna, ruda kobieta plasując się na linii czasu między Julią a Anitą wydawała się właśnie przeżywać ekscytacje życia w czasie podwójnej penetracji, dosiadając jednego z młodych mężczyzn, gdy drugi przytulał się do jej pleców. Trochę jak rasowy film porno, tylko zamiast oglądać nagranie lub wysyłanego z drugiego końca live, działo się to dosłownie naprzeciwko mnie, około dwóch metrów. Nacisnęła guzik.
    – Nie przestawajcie. Błagam, nie przestawajcie. – rozległo się z głośniczka – Kocham was, chłopcy, więc nie przestawajcie! – znów wcisnęła go
    – Więc co widzisz? – zapytała
    – Kobietę, która odkryła, co uwielbia i o czym marzyła. Może właśnie przeżywa druga młodość. – odparłem, obojętnie – Acz widać, że oni naoglądali się jedynie dużo filmów i jeszcze brakuje im zdolności, nadrabiają entuzjazmem. Dla niej to też coś nowego, stąd ten zastrzyk euforii. Ale to zniknie z wytryskiem czyli… Teraz. – cała trójka opadła, gładko w pościel i długo leżeli – Była bliska orgazmu, ale go nie osiągnęła. – Anita obserwowała mnie, jak zwykle robiła to Astrid i Julia, w milczeniu – Pozbyli się uczucia wstydu, ale zastąpili to wizją tego, jak będzie cudownie. Wmówili sobie to, ale nie osiągnęli. Wielka armata, ale niewypał.
    – Co byś zrobił? – tym razem w jej głosie przebrzmiała nutka zaciekawienia
    – Prawdopodobnie nie było żadnej gry wstępnej, ubrania leżą w nieładzie, jakby były zdejmowane pospiesznie. Byli jak napalone króliki. – wskazałem miejsca dookoła – Wpadłbym, gdy zregeneruje siły i przeprowadził przed nimi kompleksowy kurs obsługi kobiety z użyciem rąk i jakiegoś dildo. Ona wciąż ma ochotę, ale dopadają ją wątpliwości, czy to to to. Gdyby rozpalić ją w ten sposób i pozwolić im ponownie na zbliżenie, prawdopodobnie cała trójka wyszłaby zadowolona bez myśli, że zrobili coś złego, a przeciwnie, o tym czego wspaniałego dokonali i zastanawiali, czy jest możliwość powtórzenia.
    – Interesujące. – odparła, choć tym razem w jej głosie wyczułem coś, czego oczekiwałem – Obecnie mamy tutaj trzy takie relacje. – przeszła dalej – Michael i Kate. Dwadzieścia i dwadzieścia pięć lat. Przyrodnie rodzeństwo. To ona się zgłosiła. Zgodził się, bo kocha siostrę. – tym razem parka w samej bieliźnie, grająca w monopoly – Raczej nic dzisiaj nie osiągną.
    – Czemu? – uniosłem brwi – Jest całkiem ładna, ale nie w jego typie?
    – Michael jest gejem. – odparła – Choć bardzo by chciał, uważa, że nie będzie w stanie osiągnąć niczego poza niesatysfakcjonującym orgazmem. Pomysły, panie talent?
    – Jeśli to ona się zgłosiła, powinna przejąć inicjatywę. – powiedziałem, patrząc na krótko obciętą blondynkę – Wyzwoli pewną brutalność i decyzyjność, doprowadzi go do poczucia, że jest jej bezradną sunią. Jeśli pójdą w delikatną, klasyczną penetrację, nie uzyskają nic. Jeśli mu pokaże siłę, przez którą będzie wił się u jej stóp osiągnie orgazm bez udziału jego fiuta w cipie. Jest do tego zdolna, ogrywa go jak chce, uwielbia go kontrolować. – znów odpowiedziało mi milczenie – Oh, przepraszam, pozwalam sobie na za dużo, pewnie już to próbowałaś. Co ja głupi mogę wiedzieć.
    – Ostatnia para. Luiza i Abigail. czterdzieści i dwadzieścia lat, matka i córka. – powiedziała stając przed oknem – Młoda od trzynastego roku życia fantazjuje o matce, dlatego spotykała się z dojrzalszymi kobietami. Podobnie jak w poprzednim pokoju, raczej nic z tego nie będzie. Młoda masowała jej przez godzinę cipkę, ale tamtej nawet nie zrobiło się ciepło i powoli zaczyna zastanawiać się nad wycofaniem zgody, co doprowadza Abi do łez, a tym samym matce jest jeszcze bardziej źle i tak w zamkniętym kole. – spojrzała na mnie, oczekująco
    – Mogę mówić? – udałem zachwyt – Podchodzenie od nich jak do zwykłej parki homo jest głupie. Ona ma chyba kompleks wynikający z niespełnionego dzieciństwa, a matka wciąż myśli o niej jak o małej dziewczynce. Sposób w jaki ją trzyma o tym świadczy. Zamiast czekać na to, aż pójdą w ślinkę, zaproponuj młodej ubranie pieluszki i śpioszków. W katalogu widziałem możliwość zamówienia kojca dla niemowląt. Luiza poczuje, że jej mała dziewczynka wciąż jej potrzebuje, a Abi zostanie otoczona miłością matki, na jaką zasługuje. Młoda jest zbytnio przyzwyczajona do dawania w poszukiwaniu jej, więc jeśli po prostu ją dostanie, podejrzewam, że szybko będzie potrzebowała nowego pampersa, co jeszcze bardziej ucieszy jej mamę mogącą ją przewinąć.
    Astrid otworzyła usta, po czym zamknęła. Anita stała i przeszywała mnie wzrokiem, jakby chciała mnie uderzyć, zamordować albo wysłać związanego do Mii, by ucieła fiuta. Jednak po chwili, niemal jakby z bólem znów przyjęła swój sztuczny uśmiech.
    – Obecnie nie ma zwierząt tymczasowych, więc nie pokaże Ci ich. – powiedziała wreszcie – Przypomniało mi się, że jednak nie będę miała teraz dla Ciebie czasu, więc kogoś Ci przydzielę, by Cię oprowadził po normalnej części. Może znajdziesz kogoś chętnego na twoje, specyficzne, fetysze. – odparła, nawet nie mrugając – Mam nadzieje, że będziesz się dobrze bawić. Na razie wróć do głównego holu, bądź tak miły, i tam poczekaj.
    Kiedy wyszliśmy, odwróciła się na obcasie i ostrym, niemal sztywnym krokiem odeszła. Astrid nadal mrugała, jakby próbowała zrozumieć cokolwiek z tego, co działo się przez ostatni kwadrans.
    – Chyba jest na pana zła. – powiedziała, gdy wróciliśmy do podobnego do hotelowego lobby miejsca – Bardzo zła.
    – Myślisz? – zapytałem, wyciągając z jej plecaczka mój tablet – Mówi się trudno. – włączyłem urządzenie i wywołałem ekran komunikatora
    „Potrzebuje Leah w swoim biurze i to na zaraz!” wisiało na szczycie ekranu
    „Ma włożyć coś konkretnego, czy to co zwykle? :3” brzmiała odpowiedź od Leny
    „Może nawet biec nago, jak za chwile nie będzie klęczała na moim dywanie z wyprostowanym jęzorem, to coś rozpierdolę” brzmiało groźnie, co mnie rozbawiło
    „Co jest?” wisiało zaciekawienie od czarnoskórego
    „Ten dzieciak od ojca. Sra wyżej, niż ma dupę i myśli, że wie wszystko doskonale”
    „Konrad? Jest słodziutki i obiecał, że mnie odwiedzi ^_^ Przyniesie mi ciasto. Wolfgan cały wieczór wertował nasze katalogi za numerkiem tej jego suni”
    „Gówno mnie obchodzi skąd ją wziął, chce moją Leah i to natychmiast”
    „An, An, nie denerwuj się bo Ci macica wyjdzie. To tylko przemądrzały gnojek na wakacjach, który się popisuje przed tatą. Jak będzie aż tak niegrzeczny, zrobimy z Mii z nim porządek. Z chęcią zobaczę, jak pokorny będzie, gdy to ja zrobię sobie z niego dziwkę”
    „Byś go słyszał, Czarny. Zachowywał się jak jakiś jebany władca, który ma mnie za głupią gówniarę”
    „Spokojnie, ty tu jesteś szefem, An. Nawet Julia to wie. Zresztą, sama kazałaś nie robić przykrości staruszkowi, po prostu go olewaj i powiedz, że się nie nadaje. Skoro Le go tak lubi, może niech ona go weźmie”
    „Z chęcią! Wolfgan weźmie tą blondynkę, a ja jego. Chyba nawet mu też się podobam 😡 Leah zaraz będzie”.
    – Pan Konrad? – oderwałem wzrok od wspaniałej konwersacji, by zobaczyć orientalną dziewczynę o lekko okrągłych oczach – Pani Anita prosiła, bym pana pilnowała. – kiwnąłem głową – Ma pan jakieś konkretne życzenia, by coś zobaczyć?
    – Pomyślmy. – powiedziałem, gładząc Astrid po głowie – Jakieś ustronne, przyjemne miejsce najlepiej na świeżym powietrzu w cieniu rozłożystego drzewa. – wydawała się zbita z tropu, jak moja sunia, kiedy kazałem jej przynieść sobie kanapki, a ja wyjąłem zeszyt i nakreśliłem kilka pozycji – Niech ktoś dostarczy tam te rzeczy. – dziewczyna zrobiła wielkie oczy – Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko odrobinie seksu z kobietą?
    – Nie. – odparła wyuczonym tonem, a ja uśmiechnąłem się znów pod nosem

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Michalina Korcz

    Kiedyś (kilka lat temu) na sex opowiadaniach udzielał się niejaki “Konrad Milewicz”. Stworzył on intrygujące w moim odczuciu cykle Kota i Właścicielki, które odbiegały dla mnie od sztampowej formuły opisów prostych fantazji seksualnych i przedstawienie swoistej “erotycznej powieści” z pewną głębią twórczą.
    Zainspirowana jego eksperymentem, postanowiłam zacząć własny – “Człowieka”, z nadzieją, że jeśli nadal funkcjonuje (od dawna nie pojawił się obiecany vol 9) to tym wywołam go do tablicy. Mam nadzieje, że jeśli dobrneliście aż tutaj, to zostawicie komentarz.   

  • “Czlowiek”, uwertura (3/3)

    Astrid wiła się jak wąż plecami po moim ciele, szukając jakiejkolwiek szansy na ucieczkę z objęć. Szybko zrozumiała, że prędzej uduszę podesłaną nam przez Anitę dziewczynę dociskając jej twarz do obnażonego krocza mojej suni, niż rozdziele pasy zmuszające ja do trzymania ze mna rozłożonych nóg lub puszcze ramiona, wygięte w stronę swojego brzucha. Pociechę znajdowała odwracając twarz do mnie i otrzymując kolejne czułe pocałunki, które za kilkadziesiąt kolejnych razy będą tworzyły w jej głowie połączenie. Pocałunek, mineta, rozkosz. Wreszcie osłabła, a ja puściłem włosy ciężko dyszącej Azjatki o mokrej buzi, która uniosła się przerażona.
    – Możesz odejść. – powiedziałem, zasłaniając wilgotny otworek mojej blondyneczki spódniczką i rozpinając paski, by mogła się poprzytulać
    – Dostałam polecenie… – zaczęła dziewczyna, wyraźnie mając problem z mówieniem
    – Powiedziałem, że możesz odejść. Jeśli nadal nie boli Cię szczęka i język, mogę Ci ją obrócić i wtedy wyliżesz jej dupę. – ciemno niebieskie oczy mojego maleństwa wypełniło przerażenie na komunikat, że rozkoszy będzie więcej, jakby to była groźba – Jeśli Anita będzie miała pytania, napisz jej na kartce, że chyba było wystarczająco dobrze. A teraz bądź tak miła i zostaw nas samych.
    Uniosła swoje gołe ciało i spojrzała na ubrania. Pokręciłem głową i wskazałem oddalony budynek. Spacer boso po leśnej ścieżce będzie bolesnym doświadczeniem, a przynajmniej na takie liczyłem. Astrid nadal lekko dyszała, tuląc się mocno do mnie.
    – Była warta tyle, co te kilka kropelek, które popuściłaś na jej twarz. – powiedziałem gładząc jej uda – Zużyty kondom, który trafi do śmietnika. Tobie się podobało?
    – Całowanie się z panem. – powiedziała, mocniej się tuląc – W sensie całowałam się z chłopakami i nawet dziewczynami, ale… Nie tak.
    – Oh, głuptasek, głuptasek. – mocniej ją objąłem sadzając bokiem na sobie – Odpocznij, potem czeka nasz jeszcze jedno spotkani i wreszcie poszukamy naszego złotego biletu.
    Kiedy słońce zeszło z centralnego punku, obudziłem ją znów pstryknięciem. Drugi odruch, który w niej tworzyłem i co raz bardziej nabierał siły. Pomogłem jej ubrać majtki, po czym wziąłem ją na barana i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wydawała się zadowolona z tego, jak jest przez mnie traktowana.
    O ile hol “nartników” stanowił prestiżowe lobby hotelowe, to to dla pływaków było jak lotnisko. Tylko nikt nie miał bagażów, nie było bramek do odlotów, ale uwijający się w identycznych uniformach ludzie obsługiwali innych. Od razu podbiła do nas śniada kobieta koło trzydziestki.
    – Numer rezerwacji? – zapytała z uśmiechem
    – Oh, chyba go nie dostaliśmy. – powiedziałem poprawiając chwyt blondynki pod kolanami – Może jednak będzie pani taka miła i zadzwoni gdzieś wyżej, że przynieśliśmy ciasto dla Leny. – kobieta otworzyła oczy, po czym przyłożyła palce do bezprzewodowej słuchawki w uchu mówiąc coś – Konrad, przez K. – powiedziałem
    – Ah tak, szefowa pana wyczekuje. – powiedziała, po czym zaprowadziła nas do windy, która zamknęła się zaraz po wejściu
    – Od tej chwili, do czasu aż nie powiem inaczej, trzymasz buzię na kłódkę. – powiedziałem, patrząc w jej odbicie w lustrze – Jeśli usłyszę chociaż coś podobnego do literki, nauczysz się jeść dupą i z kroplówki a oddychać wyłącznie przez nos, bo przenigdy nie rozewrzesz warg.
    Pokój, a właściwie penthouse pasował idealnie do wyobrażenia i opisów jego właścicielki. Tak jak w wili Wiktor stawiał na pewien przepych i standard, tak miejsce to wyglądało jak powiększona wersja pokoiku dla kilkuletniej dziewczynki. Jego właścicielka siedziała, a właściwie rozpływała się wolno po kanapie. Złożyłem dłonie jak do paciorka i przycisnąłem do ust.
    – Jakie cudowne miejsce. – powiedziałem, obracając się – Tak tutaj pięknie, jak nigdzie indziej. Oni wszyscy albo robią jakąś sztuczną elegancję, albo nowoczesność. A tutaj przytulnie, ciepło i przyjaźnie. – Astrid otworzyła usta, ale zrugana moim wzrokiem je zamknęła – Musimy tutaj częściej przychodzić. – po czym odwróciłem się do gospodyni – Cze-eść.
    – Konrad! – uśmiechnęła się na mój widok – Naprawdę przyszedłeś!
    – No jakbym mógł złamać obietnicę dla takiego cukiereczka? – powiedziałem, zabierając noszony przez Astrid plecak – Wyobraź sobie, jak poczułem się urażony, że twój tata dał mi taką chudzinkę. – wskazalem Astrid drżącym palcem – Tyle razy powtarzałem o swoich specyficznych gustach, a on najwyraźniej chciał mnie obrazić. Na szczęście, pojawiłaś się ty i mój świat nabrał kolorów, ale wole nie popaść w niełaskę w jego oczach, zostawiając ją gdzieś…
    – Oh, przesadzasz. – acz widać było, że moje słowa trafiają do fałdek pod sukienką – Jak Ci się pracowało z Anitą?
    – Nienajlepiej. – powiedziałem, zbliżając się do niej i siadając obok – Astrid, siad. – pstryknąłem i wskazałem jej dywanik z kotkami – Chyba mnie nie lubi. – udawałem smutek w głosie – Myślałem, że uda mi się czegoś od niej nauczyć, tymczasem zostawiła mnie samego po chwili. – wyjąłem z wnętrza pudełko, po czym postawiłem je na swoich kolanach i otworzyłem – Ciągle mówi, że nawet nie będzie chciała o mnie słyszeć, jeśli coś zwalę, ale nawet nie wiem czy robię coś dobrze. – wyjąłem podebraną puszkę bitej śmietany i spryskałem ciasto płynnym ruchem – Jak myślisz? – wygrzebałem widelec i wbiłem go w ciasto, po czym opierając jedną dłoń o masywny brzuch, nakarmiłem ją w sposób podobny do tego co dwa dni temu Astrid
    – Mogę… – ćmąkała, wyraźnie zadowolona – z nią.. porozmawiać. Wstawić się za tobą, czy coś. – nakarmiłem ją kolejnym widelcem
    – Naprawdę, cukiereczku? – udałem zachwyt taki sam, jak wtedy gdy mówiłem o jej paskudnym pokoju – No, ale co to da. – znów posmutniałem i kilka razy ponakuwałem śmietankę i ciasto – Nadal będzie miała mnie za głupka, za którego trzeba poręczać. – złapała mój nadgarstek, więc znów nabrałem odrobinkę i ją nakarmiłem
    – Myślę, że zasługujesz na odrobinkę rozjaśnienia sytuacji. – powiedziała, połykając a ja gładziłem jej brzuszysko – Wszyscy wiedzą, że tatuś nie jest już najmłodszy i Anita szykuje się do przejęcia jego miejsca, dlatego się stresuje. Żadne z nas nie ma większej ochoty wchodzić jej w paradę, ale wie też, że tatuś nie da się od tak odsunąć. – przerwa na kolejny kawałeczek ciasta i chwilę pieszczot na sadełku – Anita lubi porządek. Wszystko musi być dokładnie z jej planem, jedna zmienna może pociągnąć całą katastrofę w jej oczach. Z drugiej strony, ta obsesja sprawia, że nawet od kilku lat niezmiennie zaspokaja się Leah. Wyuczyła ją doprowadzać się do orgazmu zgodnie z stoperem. Co do sekundy, od zera do szczytu.
    – Ciekawe, cukiereczku. – odparłem, odstawiając pusty pojemniczek – Bardzo ciekawe. Niemniej, nie przyszedłem rozmawiać o niej. – odparłem, kładąc ręce na jej brzuchu i sunąc nimi w górę, do miękkich, obwisłych piersi – Będę miał za to dwie prośby, do tak cudownej istoty jak ty.
    – Oh… – mruknęła, kiedy położyłem palce na ich czubkach – Tak?
    – Zacznę od czegoś prostszego. Potrzebuje użyczyć kogoś, kto mógłby się zająć moim pieskiem, kiedy nie będę miał dla niego czasu, ale jakoś nie rajcuje mnie myśl o zostawianiu jej z innym mężczyzną lub zrzucania tego na głowę Juli. – robiłem małe kółeczka przy każdym słowie – Byłabyś zła, jakbym znalazł i pożyczył do willi jeszcze jakąś, na nijako pół stało? Przestałbym musieć ją ciągnąć za sobą wszędzie. – wydawała się zaskoczona moją prośbą – A jeśli chodzi o to trudniejsze, bo robię to nie tylko z ciężkim sercem, ale czymś równie twardym… Nie sądzę, żeby teraz była odpowiednia pora i klimat na to, dlatego chce czy nie mogłabyś mi dać znać, kiedy taka będzie. Chciałbym móc podelektować się nieco tym bardziej… – tutaj znacząco wskazałem wzrokiem Astrid – Sam na sam. Oczywiście, jeśli miałbym dla niej opiekę. – wbiłem palce w sterczące sutki – No a zresztą, teraz jestem jak jakieś głupie zwierze, nie zasługuje na to. – oderwałem dłoie – Anita ma rację. Jestem nic nie wart, mogę jedynie bawić się czymś, co mi się nie podoba.
    – Oh, Konradzie… – położyła swoją pulchną rękę na moim barku – Wybierz sobie którąkolwiek chcesz z naszych pracownic, a jeszcze dzisiaj znajdzie się w twoim pokoju. – z smutną miną przytuliłem się do jej tłuszczu – A Ani się nie przejmuj. Jesteś słodki i postaram się znaleźć dla Ciebie ten czas jak najszybciej, ale nie na pewno w najbliższym tygodniu. Mam strasznie dużo pracy…
    – Łamiesz mi serce, cukiereczku. – powiedziałem, nadal robiąc smutną minę – Będę mógł chociaż przychodzić i jeść z tobą drugie śniadanie? Zawsze to więcej, niż nic.
    – Przemyślę to. – uśmiechnęła się – Tymczasem, dziękuje Ci za wizytę i ciasto, ale obowiązki i inne rzeczy wzywają. – wykręciła oczami
    – Naturalnie cukiereczku. Jak mogłem egoistycznie Ci przeszkodzić i jeszcze mieć jakieś żądania. Głupek, głupek. – skarciłem się, po chwili gwałtownie odrywając twarz – Nawet nie powinienem móc sobie pozwalać Cię dotykać.
    – Taak… – zabrzmiała na rozmarzoną – To znaczy, nie, możesz. Ale naprawdę, jest mi przykro, że tak to poszło. I nie, to nie twoja wina! Naprawdę! – nadal udawałem idiotę przed nią – Zaraz poproszę kogoś, by pomógł Ci z wyborem. W niczym się nie krępuj… – wstałem z kanapy i zabrałem rzeczy z powrotem do plecaczka
    – Jeszcze raz dziękuje, cukiereczku. – skłoniłem się – Już samo zobaczenie Cię dzisiaj sprawi, że będę miał problem z zaśnięciem… – pstryknąłem na Astrid i wskazałem windę – Nie pracuj za dużo.
    – Nie martw się o mnie. – puściła mi oko – Kocham moją pracę, zwłaszcza tą….
    Zjechaliśmy z powrotem do loby i usiadłem na kanapie. Astrid patrzała na mnie z mieszanką niedowierzania, przerażenia i ciekawości. Objąłem ją na wysokości szyi i pocałowałem, by przypieczętować milczenie. To ją wyraźnie uspokoiło, albo zaczęło budzić skojarzenia. Nim zdążyłem coś powiedzieć, podeszła do nas śniada kobieta z wcześniej.
    – Mam panu pomóc w wyborze. – powiedziała – Szukamy kogoś podobnego do… – wskazała Astrid
    – Cóż, dajmy szansę ślepemu losowi. – powiedziałem, udając zamyślenie – Z tego co rozumiem, oznaczacie pracowników numerami, aby korzystający mógł sobie samodzielnie nazwać obiekt swoich pożądań? – kiwnęła głową na potwierdzenie – Wspaniały pomysł, doprawdy. Jest jakiś schemat?
    – Jeśli ostatnia cyfra jest parzysta, to kobieta, jeśli nieparzyście mężczyzna. – wyjaśniła, ale to już wiedziałem, nadal odgrywając ignoranta – Jeśli chce się pan zdać na ślepy traf, proszę wybrać numer od tysiąca do tysiąc pięćset…
    – Może więc mój dzień i miesiąc urodzin? – uśmiechnąłem się – Dwanaście i dwadzieścia dwa. – Astrid uniosła oczy, jakby chciała zauważyć, że przedwczoraj, dwudziestego drugiego czerwca Wiktor składał mi życzenia z tej okazji, a podałem grudzień
    – Sprawdzę, czy jest wolny. – odpowiedziała kobieta, kiwając głową – Potem zaproszę pana i ją pozna.
    – Wybornie! – znów ten wymuszony zachwyt – Będziemy czekać z niecierpliwością. – odeszła, a ja mocniej przytuliłem swoją sunie do siebie, by móc szeptać prosto do jej ucha – Wiesz co czasem bywa najtrudniejsze, a zarazem daje najwięcej przyjemności? – pokręciła głową, rozumiejąc, że nadal ma milczeć – Przekonać kogoś, że wybór, który podjąłeś należy wyłącznie do niego, podczas gdy robi dokładnie to czego chcesz.
    Kwadrans później siedzieliśmy w pokoju, którego przeznaczenie było nad wyraz oczywiste. Odbądź stosunek i wyjdź. Pstryknięciem wskazałem Astrid dywanik, na którym grzecznie usiadła, co raz lepiej ogarniając kwestie posłuszeństwa. Drzwi się otworzyły i wsunęła wyraźnie zmęczona i znudzona dziewczyna, której wiek oceniłbym jako taki, że mogła chodzić ze mną do jednej klasy. Według dokumentów była aż cztery lata starsza. Nie nazwałbym jej grubą, raczej silnie zbudowaną, przez co stanowiła wyjątek w cipach podczepionych do ładnych buziek, z którymi rozstawało się po skończeniu zabaw. Rudawe włosy zawdzięczała swojemu irlandzkiemu pochodzeniu. Popatrzała na mnie spod łba.
    – Mam się rozebrać? – zapytała bez większych subtelności typu „dzień dobry mój panie, przyszłam zaspokoić twoje dzikie żądze”
    – A chcesz się wykąpać czy tak Ci gorąco? – zapytałem, po czym wskazałem jej drugi fotel – Wolałbym porozmawiać. – uniosła brwi zdziwiona, ale posłusznie usiadła, ukazując silne nogi pod krótką spódnicą – Zastanów się dobrze nad odpowiedzią na moje pierwsze pytanie. Jeśli odpowiesz źle, czyli dokładnie tak, jakby powiedziała ona. – wskazałem palcem Astrid – Możesz po prostu wstać i stąd wyjść, nie zgłoszę zastrzeżeń. Jeśli odpowiesz dobrze, przejdziemy dalej. – kiwnęła głową – Co byś chciała? – spojrzałem na nią, przykładając pięść do brody
    – Napić się porządnej kawy i zjeść coś dobrego. Móc wziąć sama prysznic, a nie oglądać osiemnaście fiutów i trzydzieści sześć par cycków, dookoła siebie. Przespać się w łóżku, które nie jest materacem na gównianym stelażu. – powiedziała, patrząc na mnie z uśmiechem łobuza, buntownika
    – Dieta bezmięsna Ci by przeszkadzała? – zapytałem
    – Gdyby w stołówce wreszcie taką wprowadzili, nie musiałabym kombinować z doborem rzeczy. – wzruszyła ramionami – To jakiś egzamin?
    – Powiedzmy. – odsunąłem pięść – Co lubisz? Nie, nie rzucaj frazesów „a pan?”, bo od razu oblejesz.
    – Kryminały, muzykę, taniec… – odpowiadała, spokojnie mnie obserwując – Kiedyś grałam w siatkówkę, ale tutejsze ludziki nawet nie lubią chodzić na spacery, chyba, że klient ma takie życzenie, wtedy zwykle pieprzą się na świeżym powietrzu. – kiwnąłem głową – Jedna dziewczyna opowiadała, że jak weszli w głąb lasu, znalazł gruby konar, założył na niego prezerwatywę i wepchnął jej go aż do macicy. Musiała udawać, że nigdy tego nie robiła, chociaż potrafi wsadzić sobie do środka kilka piłek tenisowych i jej to nie rusza. – zamilkła na moment – Przepraszam, zagalopowałam się. – zaczęła podwijać koszulę – Ona będzie brała czynny udział, czy tylko patrzeć?
    – Patrzeć. – odparłem, obserwując czarny sportowy biustonosz na ramiączkach pod którym prześwitywały przebite sutki większych od Astrid piersi, wyjątkowo pasujących do jej figury i ładny kolczyk w pępku, co było już odnotowane w opisie – Nie masz największego wzięcia.
    – Nie jestem ani przesadnie ładna, ani dostatecznie interesująca dla fetyszystów. – odparła, odkładając ją na bok i zaczynała zsuwać ramiączka stanika – Jakieś specjalne życzenia na początek?
    – Kilka. Pierwsze, przestań się rozbierać. – zdziwiła się – Nie jestem teraz w nastroju, ani to nie wygląda na jakieś dobre miejsce. – nadal mnie obserwowała, trzymając stanik – Kontynuujmy egzamin, to ułożę resztę. – kiwnęła głową – Co sądzisz o niej? – wskazałem Astrid palcem
    – Całkiem ładna, by nie powiedzieć piękna. Jedna z tych premium, które najlepiej zarabiają i dostają je nieliczni. – odwróciła się znów na mnie – Jest p… – zastanowiła się – Jesteś jednym z nich? – nie próbowała mi panować
    – Powiedzmy. Masz czwórkę, walczysz o piątkę? – zapytałem, znów przykładając pięść do brody
    – Nawet o celujący, bo jest najciekawiej od dawna. – odparła
    – Ambitna, to się ceni. – odparłem, kręcąc palcami pod stołem – Pytanie, czy z tej dużej chmurki nie spadnie mało deszczu. Na razie nieźle sobie radzisz intelektualnie, a jak już stwierdziliśmy, nie ocenimy twojej sprawności fizycznej. – odwróciłem wzrok na Astrid i pstryknąłem, wybudzając ją z transu, w jaki chyba się wprowadziła widząc tą konwersację – Co myślisz, szczeniaczku? Podobałaby Ci się taka pani? Możesz mówić.
    – Przecież ona… – zaczęła, ale po chwili zawahała się patrząc na mnie – Będzie dokładnie tak, jak pan mi obiecał?
    – Cóż, jeśli chcesz, może być inaczej, ciągle Ci to powtarzam Astrid. – odwróciłem znów twarz do rudej – Trzy ostatnie pytania do szóstki i życzenie, jeśli zdasz wszystkie. – powiedziałem, patrząc na nią, a ona kiwnęła głową – Pierwsze, dlaczego tu jesteś, skoro wyraźnie Ci to nie odpowiada?

    – Bo najlepszą alternatywą był wyłącznie bidul dla dziewczynek prowadzony przez zakonnice. Tutaj chociaż mam jakieś życie. Beznadziejne, ale jakieś. – powiedziała beznamiętnie – Jak już mówiliśmy, nie mam największego wzięcia, więc pluskam sobie w baseniku dla dzieci i jest dobrze.

    – Przez dwa kolejne miesiące w zamian za wszystko co chcesz, będziesz dzielić łóżko z facetem, a czasem i jego psem. Seks, trochę bardziej fantazyjny niż pieprzenie się na misjonarza, będzie kiedy będziemy mieli ochotę na to oboje, bo wole byśmy oboje wyszli z niego usatysfakcjonowani. Potem, może, wrócisz sobie tutaj i znów będziesz numerkiem w katalogu dwójki grubasów. – znów ten uśmiech chłopczycy, łobuziary, która dumnie pokazała, że wspina się lepiej – Lub wyjechać z nim, by wrócić tu w przyszłym roku w innej roli. Odpowiada Ci to?
    – Zależy, co masz na myśli przez „bardziej fantazyjne”. – odparła spokojnie – Nie jarają mnie fekalia, płyny ustrojowe i bycie oblekaną w obcisły, wrzynający się w ciało lateks. Jak tego szukasz, wybierz sobie inną. Zabawne jednak, że brzmi to jak najzwyklejszy związek dla dwojga, na który byłabym gotowa przystać niż relacja, po którą tutaj się przychodzi.
    – I pytanie na szóstkę. – wyciągnąłem rękę – Konrad, pisane przez K. A ty?
    – Deirde, jak ta z irlandzkiej mitologi. – uścisnęła moją dłoń – Zdałam?
    – Cóż, powiedziałem, że dam Ci potem ostatnie życzenie. – podniosłem się z fotela i podszedłem do Astrid, podnosząc z ziemi, po czym wsadzając sobie na ramiona – Wprowadź się do mojego pokoju w willi Wiktora.
    Usiadłem na łóżku, obserwując jej zachwyt nowym pokojem, a także zadowolony pisk, gdy zobaczyła łazienkę. Bez pytania o zgodę, od razu ruszyła do środka, zatrzaskując drzwi i po chwili rozległ się szum prysznica.
    – Nadal nic nie rozumiem. – powiedziała Astrid, leżąc obok mnie na łóżku i majtając nogami – Nic nie rozumiem z tego co pan cały czas robi. Czy to wobec pani Anity czy Leny i ciągle pan kłamie wszystkim, jakby…
    – Przecież Ci już mówiłem, mam wakacje. – odparłem, wyciągając rękę i drapiąc ją za uszkiem – Co tu jest do rozumienia? Wdać się w romans, poszaleć i zabawić nieco. – nadal na mnie patrzała swoimi ciemnymi oczami z podejrzliwością – Dobrze, opowiedz jak to widzisz.
    – Julia mówi, że pan Wiktor bardzo pana podziwia i powoli rozumie dlaczego, ale ja nie. Dzisiaj widziałam, jak wkurza pan panią Anitę, podczas gdy wczoraj grał pan największego głupka przy stole. Potem dobiera się pan do pani Leny, jakby miał jakieś przedziwne fetysze, a na koniec znajduje pan najzwyklejszą z dziewczyn i sprowadza ją tutaj.
    – Nie wiem, czy twoja nowa pani Deirde chce, byś myślała o niej jako „najzwyklejszej z dziewczyn”. – odparłem, nadal ją drapiąc za uszkiem – O mnie też myślisz, jako „zwykłym, wysokim chłopcu z dużą muskulaturą”?
    – Nie, to tylko pana wygląd… – zaczęła ostrożniej dobierając słowa – W sensie jest pan piękny, ale… – zamknęła buzię i schowała twarz w dół – Myślałam, że jestem gotowa na wszystko, a potem pojawia się pan i…
    – Zaczyna Cię naprawdę tresować? – odparłem, po czym pociągnąłem ją za pięty, tak, by jej dupka znalazła się pod moim łokciem, a dłoń mogła swobodnie drapać plecy – Spokojnie, piesku, jeszcze nie skończył się mój drugi dzień, więc może zdążysz zrozumieć wszystko.
    „Nic dziwnego, że tak bardzo potrzebowałaś Leah UwU. Ten facet jest jak miotacz płomieni! Był gotów zedrzeć ze mnie ubrania, ale mu nie pozwoliłam” pisała Lena
    „Nie wiem co w nim widzicie. Może i wysoki, umięśniony gostek z niego, ale nic wyjątkowego. Zresztą An, chyba nie przechodzisz na drugą stronę, albo połowę?” pisał Negan
    „Co? Nie! Nawet jeśli Mii zrobiłaby z niego pełnowartościową dziewczynkę, to nawet nie tknę go palcem. Pierwszy raz przepraszałam Leah, że byłam aż taka ostra, tak mi podniósł ciśnienie. Moje małe, słodkie biedactwo. To jego wina” grzmiała Anita
    „Ej, jest przesłodki. Jego dotyk aż parzył mnie w cycki i musiałam szybko zmieniać majtki… Dobrze, że tego nie widział, pomyślałby jeszcze, że może mnie kontrolować. Potrzymam go trochę w niepewności, by był bardziej nabuzowany, kiedy dojdzie co do czego, chociaż jest taki…”
    Otworzyłem drzwi do których ktoś zapukał i odebrałem płaski karton z zamówieniem. Szybka dostawa, miło z ich strony. Astrid oglądała, jak wyciągam kolejne elementy i składam stalowy stelaż, a potem naciągam materiałowe części.
    – Twoje legowisko. – wyjaśniłem, otwierając zamykane na zamek błyskawiczny drzwi z przewiewnej siatki – Chyba nie myślałaś, że codziennie, bez niczego pozwolę Ci spać z nami. Przeszkadza Ci to?
    – Ale… – zaczęła – Nie, proszę pana.
    – I Astrid. – powiedziała Dei, stając w drzwiach w mojej koszulce, ładnych, prostych majtkach i ręczniku na włosach – Tylko pan Konrad i pani Deirde mogą go otwierać i zamykać. Jeśli więc będziesz w środku, a drzwi zamknięte na zamek, to masz tam siedzieć, choćby nie wiem co się działo, albo będą źli. – spojrzała na mnie, uśmiechając się
    Podszedłem, objąłem ją w pasie i położyłem dłonie na pulchnych pośladkach, wpychając język do ust. Nie, nie opierała się, ale też nie był to pusty, uspokajający pocałunek, jakie otrzymywała od mnie Astrid. Był namiętny i długi, żadne z nas przez długą chwilę nie chciało go przerywać. Popatrzeliśmy na siebie, po czym rozstaliśmy. Usiadła na łóżku, a ja a próbę pstryknąłem palcami i wskazałem Astrid miejsce. Wlazła tam z urażoną miną, kręcąc się i wreszcie kładąc na boku.
    – Pięknie wyglądasz, jakbyś była do tego stworzona. – powiedziałem na pochwałę, a moja nowa dziewczyna potwierdziła to z rozbawieniem, po czym znów zwróciłem się do rudej – Potrzebujesz czegoś jeszcze?
    – Ubrań, szczoteczki do zębów, kosmetyków… – zaczęła wymieniać, kiedy usiadłem obok – Wiesz, typowe babskie pierdoły. Jeśli chodzi o antykoncepcje, to mam spirale, więc nie przejmuj się gumkami. – położyła się na chwilę i wyciągnęła ciało – Cudowne. W życiu takiego nie miałam.
    – Oh, niestety, musisz je dzielić ze mną. – odparłem, kładąc się obok – No i czasem możemy zaprosić Astrid.
    – Ano, wygląda na miłą przytulankę. – powiedziała, uśmiechając się – Może teraz? Tak to się robi? – pstryknęła palcami – Astrid, chodź się położyć do nas. – ale nie było spodziewanej reakcji – Chyba mnie nie chce słuchać.
    – Cóż, czyli mamy już pierwszą rzecz do naprawienia. – uniosłem nadgarstek i pstryknąłem – Astrid, chodź.
    Po chwili blondynka wepchnęła się między nas, na pokaz przytulając się do mnie plecami. Objąłem ją w pasie prawym ramieniem i docisnąłem do siebie, zakładając prawe kolano na jej lewną nogę.
    – Jak wiesz kochanie, Astrid zdarza się wciąż bywać nieposłuszną. – powiedziałem – Gdyby była grzeczna i posłuchała za pierwszym razem, to może byśmy teraz dali jej jakąś ładną nagrodę. Zechcesz pokazać jej jakąś jej namiastkę? – kiwnęła głową i wsunęła między nogi blondynki dłoń i pogładziła przez majteczki trzema palcami przez chwilę, a ja zbliżyłem wargi i złożyłem delikatnego buziaka, na co wyraźnie poczułem dreszcz w jej ciele – No, ale nie możemy nagradzać bycia niegrzeczną. Jeszcze się nauczy, że może olewać twoje polecenia i co wtedy? Może przestanie i mnie słuchać?
    – Nie proszę pana. – powiedziała, próbując odwrócić głowę, ale przytrzymałem ją podbródkiem wbitym w czubek głowy – Po prostu ona myśli, że…
    – Jaka ona? A może ja jestem wyłącznie on, co? – zapytałem, nadal trzymając – Czuje się zawiedziony, piesku. Bardzo, bardzo zawiedziony.
    – Oh, kochanie… – powiedziała, smutno Dei – Jak możemy zmienić ten stan? Czy jest coś, co sprawi, że znów będziesz zadowolony z naszej małej Astrid?
    – No nie wiem. – odparłem – Mówi, że można jej zrobić wszystko, a wciąż jest dziewicą i nawet nie potrafi poprawnie dojść. Co nam po takim zwierzaku?
    – Naprawdę? – obniżyła wzrok na jej buzię – Pokaże Ci coś, co pokazał mi jeden koleś, jako jego trik na nieposłuszne dziewczęta w sierocińcu. – włożyła rękę do jej majtek – Czujesz moje palce? Wiesz co to za punkt?
    – Moja pusia. – powiedziała nieśmiało Astrid – Pan powiedział, że jak znajdziemy odpowiednią dziewczynę, to będzie mnie w nią dotykała i lizała.
    – Cóż, może w nagrodę czasem będziesz mogła coś dostać. – powiedziała, Dei – Ale chodzi o to konkretne miejsce. Bardzo czułe i delikatne… Kiedy odpowiednio się go dotyka, to najprościej osiągnąć połowę drogi na szczyt. Niewielu chłopców o tym wie, dlatego nie są w stanie dobrze zaspokoić kobiety. – puściła mi oko – Ale my, dziewczynki je powinniśmy poznać doskonale i zaprzyjaźnić z nim, by wiedzieć, żeby w żadnym, ale absolutnie żadnym wypadku nie robić sobie na nim czegoś takiego.
    Gwałtowny pisk bólu i szarpnięcie, jakby miała się wyrwać z własnej skóry towarzyszyły Astrid i zadowolonej minie jej nowej właścicielki. Szarpała się jak głupia, ale Dei nie wyciągała dłoni z jej majteczek.
    – Oh, Astrid, może pani Dei też chce być szanowana? – powiedziałem, nadal mocno trzymając przerażoną dziewczynę – A może wolisz, żebyśmy takie kary robili częściej, bo Ci się podobają?
    – Przepraszam, przepraszam. – piszczała, bliska płaczu i po chwili dłoń Dei wysunęła się z powrotem – Jeśli pan jest diabłem, to pani diablicą. – powiedziała, chlipiąc
    – Nie, jesteśmy twoimi właścicielami, suniu. – powiedziała Dei, całując jej nosek – No już, chwilę poboli i przejdzie, jak spadniecie z rowerka. – znów pogładziła delikatnie ją przez majteczki, a ja całkowicie rozluźniłem chwyt – Teraz jesteś zadowolony, kochanie?
    – Nie wiem. Astrid, będziesz słuchała pani Dei jak mnie? – zapytałem, gładząc jej pośladek
    – Tak! – powiedziała, podkulając nogi – Ale niech więcej tak nie robi!
    – A tak mnie zapewniała, że jest gotowa spełnić każdą moją zachciankę. – pokręciłem głową i nadal ją głaskałem uspokajająco – Przy okazji musimy i tobie zapewnić jakieś rzeczy tego typu, nie mogę ciągle polegać w tym na Juli, a niedługo zacznie cuchnąć.
    – Oh, zdaj się na mnie, kochany. – znów wymieniliśmy równie namiętny pocałunek
    Resztę wolnego czasu spędziliśmy dobierając kolejne, mające podbijać wartość, rzeczy dla Astrid. Sama zdecydowała się raczej na prostotę, całkowicie odwrotną od tej dla naszej suni. Żadnych wymyślnych kompletów bielizny, drogich sukienek czy innego przepychu. Uskuteczniała budowanie wizerunku dziewczyny, którą mijasz na ulicy i może się za nią odwrócisz, ale nie będziesz traktował jako nagrody, która ma być zastrzykiem szczęścia. Przeciwnie, ona stanie się częścią twojego życia, na czym mi zależało.
    Kiedy w trójkę zeszliśmy na kolację, Julia podała całej naszej trójce specjalnie przygotowane posiłki, co wyraźnie wzbudziło jej zachwyt, bo zapytała o możliwość dokładki i trzy razy pochwaliła jej kuchnię. Astrid nadal była nieco naburmuszona za to, jak ją pokarano, ale czego się spodziewała? Jej zadanie było jasne, od chwili, gdy pierwszy raz otworzyłem drzwi swojego pokoju, gdzie na mnie czekała.
    – Julia, podrzuć jeszcze butelkę czegoś lepszego do bawialni. – powiedział Wiktor po posiłku – Mężczyźni muszą porozmawiać. – kobieta kiwnęła głową – O ile masz na to ochotę?
    – Oczywiście. – uśmiechnąłem się – Dei, kochanie, zabierz Astrid do naszej sypialni. – pochyliłem się nad blond czupryną i złożyłem pocałunek na jej ustach – Nie czekajcie na mnie, mamy raczej sporo do omówienia. – ruda uśmiechnęła się
    – Dobrze, kochanie. Mam nadzieje, że będziecie się dobrze bawić z panem Wiktorem. – Wiktor uśmiechnął się
    – Oh, możesz mi mówić po imieniu, skoro jesteś tak blisko z moim przyjacielem. – wyciągnął do niej rękę – Wiktor.
    – Deirde. – uścisnęła jego dłoń – Możesz mi mówić Dei. – po czym objęła Astrid ramieniem – Słyszałaś pana Konrada, sunia. Umyjemy ząbki, ubierzemy piżamki i możemy sobie po umilać jakoś czas przed snem. – Astrid spojrzała na mnie z podejrzliwością, po czym wymusiła uśmiech
    – Tak, pani Dei. – pokiwała głową – Z pewnością będzie miło.
    – Ano, nie ma nic lepszego niż dobra książka przed snem. – odparła jej – Dziękujemy za kolację, dobranoc.
    – Dobranoc. – powiedziała Julia, zbierająca talerze i Wiktor, szykujący się do przejścia do bawialni
    – Pomogę. – powiedziałem do mamy, układając talerze na wózek, a gdy zniknął za progiem, przycisnąłem się kroczem do jej biodra i łapiąc za pierś – Co o niej myślisz?
    – Na razie nic. – odparła, odwracając do mnie twarz – uśmiechnęła się – Jeśli jednak tobie odpowiada…
    – Oh, mamciu. Nie myśl, że zapomnimy o tobie i twoich potrzebach. – powiedziałem, całując ją nad brwią – Nastaw się po prostu na myślenie długofalowe. Diamenty też nie powstają w przeciągu dwóch dni. I zgadzam się, naprawdę wspaniale gotujesz. Może to nie tobie będzie szkoda, że wyjadę, ale nam, że nikt nie będzie nas tak dobrze karmił. – puściłem jej oko
    Kiedy dołączyłem do Wiktora, wyjął dwie talie kart. Wskazałem tą po lewej, otworzyłem ją i przetasowałem. Potem Julia przyniosła szklanki wypełnione lodem, karafkę whiskey i życzyła nam dobrej nocy.
    – Jak Ci się to podobają pierwsze dwa dni, mój przyjacielu? – zapytał, wymieniając kilka kart – Widzę, że zapoznałeś się już z wszystkim i swobodnie badasz teren.
    – W dużej mierze tak. – odparłem, przyglądając się swoim – Mogłeś dać wcześniej znać o twoich dziedzicach…
    – Oh, nie chciałem Ci dawać zbytnio forów. – zaśmiał się – Chciałem sprawdzić, jak sobie poradzisz w trudnej sytuacji.
    – Nie jest trudna, jest co najwyżej niedogodna. – cmoknąłem – Posiadanie jednej, może dwóch uległych w swoim samodzielnie zaprojektowanym loszku i odgrywanie zaplanowanego scenariusza, to jak już ustaliśmy na samym, prościzna. – wyjąłem jedną – Wejście do czyjeś sypialni i zmuszenie go do uległości jest trudne, ale możliwe, o tym rozmawialiśmy z czasem. – dołożyłem drugą – Trudnym może być zamaskowanie swoich leży jako budynku i utrzymanie w nim osób w takiej władzy, żeby jej nie wyczuli. – położyłem czwartą – Jak nazwać próbę kontrolowania całego świata i narzucania mu swojej woli, jeśli uznajemy, że to nie jest niemożliwe? – wziąłem cztery karty z stosu do swojej ręki
    – Ty mi powiedz. – odparł, uśmiechając się – Ja daje Ci sadzonkę, z której chcesz wyhodować to drzewo. Póki co, masz dwa miesiące by dopilnować aby się przyjęła.
    – Spokojnie, najpierw trzeba przygotować grunt. – przełożyłem je miejscami – Dopiero w takim można ją złożyć
    – Jakie są więc twoje plany, przyjacielu? – znów się uśmiechnął szczerząc porcelanowe zębiska drapieżnika
    – W lipcu przygotować do podporządkowania sobie cesarzowej, jaką jest twoja najstarsza córeczka i wybadaniu jedynego, prawdziwego synka, bo ma co do mnie podejrzenia. – podbiłem stawkę – W sierpniu uderzę w niego, musi być to natychmiastowy nokaut.
    – Hm… – również dorzucił kilka żetonów, jakby zastanawiając się czy nie blefuje – Jakieś konkretniejsze szczegóły? Co z resztą?
    – Jeszcze nie mam pewności, daj mi czas. – odparłem, bujając w palcach żeton w zastanowieniu – Lena myśli, że jest sprytna, bo obstawiła kilka pul w tej grze i tym samym zwiększy wygraną. Wolfgan chyba nawet nie zdaje sobie sprawy, że się jakaś dzieje obok niego, ale pozostawię go sobie chyba tak samo jak ty, w roli błazna…
    – Domyśliłeś się? – powiedział, kręcąc głową z rozbawieniem – Doprawdy, druhu…
    – Rozgryzaniem najmłodszej zajmę się przy okazji jej braciszka i chłopca w jednym. Nie sądzę jednak, by była wybitnym graczem, raczej stanowi amulet na szczęście dla Negan. – ostatecznie położyłem krążek na puli – Mam jednak już odpowiednie zaplecze, by stawiać pierwsze kroki. Mam nadzieje, że ty dotrzymasz swojej części umowy.
    – Oczywiście. – odpowiedział, chichocząc – Sprawdzam. – wyłożył przed sobą fulla
    – Jakkolwiek by nie było, ruletka się zaczęła kręcić i wszyscy siedzący przy stole gracze obserwują kuleczkę. – położyłem na stole dziesiątkę – Głupek z jedną nogą w trumnie. – jopka – Zazdrosna o wszystko dziewczynka, która chce uwagi, więc staje się co raz większa. – dama – Mogąca być groźną psychopatka, która stanowi jedynie narzędzie w oczach innych. – król – Syn,jakiego byś pragnął, ale nie będący nim. – As – Samozwańcza cesarzowa, której tron to drewniany taboret. – uniosłem ręce ukazując układ złożony z samych pików – Nie patrzą jednak na krupiera, który wygra, kiedy żadne z nich nie trafi. Na mnie.
    – Kiedy lata temu w ten sposób wygrałem swój pierwszy milion, też patrzałem daleko w przyszłość. – powiedział, szczerząc zęby – Zajęło mi to zbyt wiele czasu, bym był w stanie się nią wystarczająco cieszyć, ale jeszcze bardziej, że przekaże ją komuś, dla kogo to początek.
    – Najpierw, bądź tak dobry i poczekaj, aż sfinalizujemy naszą umowę. – odparłem, przyciągając żetony do siebie – Potem możemy porozmawiać o kolejnej.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Michalina Korcz

    Kiedyś (kilka lat temu) na sex opowiadaniach udzielał się niejaki “Konrad Milewicz”. Stworzył on intrygujące w moim odczuciu cykle Kota i Właścicielki, które odbiegały dla mnie od sztampowej formuły opisów prostych fantazji seksualnych i przedstawienie swoistej “erotycznej powieści” z pewną głębią twórczą.Zainspirowana jego eksperymentem, postanowiłam zacząć własny – “Człowieka”, z nadzieją, że jeśli nadal funkcjonuje (od dawna nie pojawił się obiecany vol 9) to tym wywołam go do tablicy. Mam nadzieje, że jeśli dobrneliście aż tutaj, to zostawicie komentarz.   

  • Jak zostalam dziwka.

      Zawsze kiedy się masturbowałam wyobrażałam sobie duże żylaste kutasy, dłonie błądzące po moim ciele, uległość, czasami agresję… W wielu przypadkach także kilkoro mężczyzn, a czasami i kobiet. Sex z moim poprzednim stałym partnerem był monotonny i delikatny. Szybko zrozumiałam że potrzebuję czegoś więcej. Jestem uzależniona od lizania, ssania i brania głęboko wszystkich kutasów. Uświadomiłam to sobie na pewnej imprezie o której właśnie Wam opowiem.

      W lato będąc jeszcze ze swoim byłym chłopakiem wybrałam się z koleżankami na imprezę, od samego wejścia spodobał mi się wysoki brunet z zarostem i szerokimi ramionami. Po kilku drinkach nie miałam oporu tańczyć coraz bliżej niego aż w końcu kręciłam tyłkiem w krótkiej czerwonej sukience zaraz przy jego pasie. Niestety zawsze była ze mnie niezdara więc rozlałam drinka na jego czarną koszulę. A on tylko się pochylił i wyszeptał mi do ucha “to było niegrzeczne, zapłacisz mi za to”. Nie muszę chyba mówić że mój chłopak już dawno wyleciał mi z głowy, a ja marzyłam tylko o tym żeby posmakować jego kutasa.

      Nie pytajcie mnie nawet jak znalazłam się z nim u niego w domu. Podniecenie było tak duże że aż wyczuwalne w powietrzu. Moje czarne koronkowe stringi były mokre kiedy zaczęliśmy całować się przed drzwiami. Cudem dostaliśmy się do mieszkania, a mój Bóg Sexu wprowadził mnie do sypialni. Stanął przede mną, złapał za włosy i odchylił głowę do tyłu, stanowczo ale nie do bólu. Spojrzał na mnie od góry do dołu, oblizał różowe wargi i wychrypiał ” w tej sypialni jest tylko jeden Pan i jestem nim ja, a Ty byłaś dzisiaj niegrzeczna i będziesz musiała mnie ładnie przeprosić. Będziesz uległą suką która błaga o wybaczenie “. Byłam tak podniecona faktem spełniania się moich fantazji że zapomniałam jak się oddycha, mogłam tylko kiwnąć głową.

    – Na kolana, skarbie. – w jednej sekundzie byłam na kolanach i czekałam co będzie dalej. Półbóg obszedł mnie, przejechał ręką po pośladkach, następnie odsunął się i usiadł na wprost na kanapie. Rozsiadł się wygodnie , rozpiął spodnie a wtedy pod majtkami ujrzałam sporego, grubego kutasa pulsującego z podniecenia które ogarnęło także jego. Nie mogłam wytrzymać i wsadziłam sobie rękę między nogi, żeby choć trochę sobie ulżyć.

    – Nie pozwoliłem Ci się dotykać. Najpierw podejdź do mnie ,na kolanach. – pomaszerowałam najseksowniej jak potrafiłam. Coraz bardziej podobała mi się ta gra ,a jednocześnie coraz bardziej się w nią zatracałam. Wiedziałam że on chce żebym wzięła go do buzi, widziałam to w jego oczach. Kucnęłam przed nim i przejechałam ręką po członku, odchylił do tyłu głowę, a kiedy znowu spojrzał na mnie widziałam w jego oczach ogień. Stanowczo wyciągnęłam kutasa z białych bokserek ,zaczęłam masować i ciągle patrząc mu w oczy obficie lizałam i zdałam jego duże ,twarde jądra. Były ciepłe i przyjemne w smaku, chciałam je ssać i wciągać ale on złapał mnie za włosy i naprowadził moją twarz na swojego kutasa. Szybko wzięłam go do ust jednocześnie pracując ręką. A on poruszał biodrami coraz szybciej. Zapach jego kutasa i myśl że mam go w ustach tak potęgowała wszystkie uczucia że prawie doznałam orgazmu. Mój kochanek jednak to wyczuł ,położył mnie na kanapie. Złapał za pierś w obcisłej sukience w której nie potrzebowałam stanika. Puścił ją a potem szybkim ruchem dostałam w nią klapsa. Doznanie nieziemskie. Byłam bliska błagania o pieszczotę. On jednak postanowiłam się zlitować, złapał mnie za kolano i nakazał rozszerzyć nogi, następnie gładził moją skórę coraz wyżej aż zatrzymał się przy końcu sukienki. Jego wymowne spojrzenie dało mi znać że mam ją podciągnąć. Kiedy tak się stało bez chwili wahania klaps wylądował na mojej cipce, w miejscu w którym koronkowe stringi były okropnie mokre. W momencie kiedy klaps zetknął się ze skórą wyrwał mi się seksowny jęk.

    – Jeszcze będziesz dla mnie jęczeć mała. Jesteś taka mokra, taka na mnie gotowa. – ślizgał się palcem po mokrych wargach, zbierał moje soki ,coraz szybciej przy tym oddychał. Widziałam że jest tak samo podniecony jak ja, stał z boku, rozpinał koszulę z tym swoim sterczącym do góry kutasem. A potem podszedł do mnie i bez żadnych zahamowani. Wsunął we mnie dwa palce, zaczął mnie jebać ręką, drugą gniótł moją pierś. Nachylił się , zaczął lizać sutek, podgryzać i na zmianę ssać. Byłam już na krawędzi, aż nagle przestał. Te słodkie tortury nie miały końca.

    – Teraz rozłożysz dla mnie nogi, a ja będę Cię jebał jak zwykłą szmatę, rozumiesz? Będę Cię posuwał aż będziesz krzyczeć a potem połkniesz całą spermę.

    O matko! Mów mi tak więcej, już po pierwszym słowie z jego boskich ust rozłożyłam nogi i masowałam swoją cipkę. Teraz kiedy on się układał między moimi nogami wsadziłam sobie tą samą rękę do ust i poczułam swój smak. Parę klapsów na mokrą cipkę, a potem załadował we mnie swoją wielką pałę ,tak twardą że tylko po niej skakać. Wchodził we mnie i wychodził , ślizgał się po całej długości jedną ręką masując łechtaczkę. Napluł na mnie chociaż nie było to potrzebne bo byłam tak mokra. Złapał mnie za szyję i posuwał coraz mocniej ,a ja mogłam tylko krzyczeć.

    – Tak, szmato! Krzycz! Będziesz moja prywatną dziwką, krzycz.

    W jednej chwili wyszedł ze mnie, kazał mi klęknąć i zaczął sobie walić centymetry przed moją twarzą, drugą ręką trzymał mnie za brodę. Od czasu do czasu wytarł chuja o mój język aż w końcu przyszła biała fala ,a mój kochanek doznał orgazmu. Kosmiczne ilości spermy spadły na moją twarz.

    – Ty będziesz zbierać moja spermę do buzi, a ja pozwolę Ci dojść. Byłaś dzisiaj dobrą dziwką więc zasłużyłaś.

    I zaczął jebać moją cipkę trzema palcami jednocześnie ściskając mi nadal brodę i patrząc prosto w oczy. Wystarczyło parę pchnięć żebym doszła tak potężnym orgazmem jakiego jeszcze nigdy nie miałam.

      To był mój pierwszy raz kiedy stałam się dziwką, ale na pewno wiedziałam że nie ostatni. Bądźcie podnieceni.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mokra suczka
  • Pierwszy raz z pania Kasia (Seks z nauczycielka)

     Poprzez szkołę niosła się nienaturalna cisza. Dla uczniowskich zmysłów, przyzwyczajonych do gwaru i ruchu zawsze stanowiło to mistyczne przeżycie. Potężny budynek, przez mury którego przewinęło się morze roczników, o których po latach przypominają jedynie stare tablo dekorujące ściany mojego ogólniaka, gdyby tylko mógł mówić, zapewne opowiedziałby tysiące historii. Wielkich miłości, bolesnych zdrad, niecnych knowań. Ale nie może. To nawet lepiej, bo pewne sytuacje nie powinny wychodzić poza krąg zaufanych osób. Ale czy dwie osoby, to już krąg? Bardziej odcinek. Ale odcinek zaufania nie brzmi dobrze, prawda? Nieważne. Pomiędzy salami lekcyjnymi cicho przemknęła pani sprzątaczka. Skinieniem głowy odpowiedziała na moje powitanie, by chwile potem zniknąć za rogiem.

    Normalnie o tej godzinie powinienem być na sali gimnastycznej, gdzie reszta chłopaków z mojej klasy zapewne kończyła rozgrzewkę i szykowała się do gry w siatkówkę. Jednak dzisiaj moja polonistka miała wobec mnie inny plan. Wobec tego, że w najbliższym czasie miał się odbyć finał konkursu w którym sprawdzano znajomość “Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, a ja okazałem się najlepszy w moim województwie, przyszło mi reprezentować Mazowieckie w ogólnopolskich zmaganiach. Do Warszawy miały zjechać najbardziej oczytane głowy, a wśród nich miałem być ja. Dlatego pani Katarzyna dogadała się z WF-istą, żeby ten zwolnił mnie z dzisiejszych zajęć, tak abym po raz ostatni pod jej okiem mógł przypomnieć sobie najdrobniejsze detale tego dramatu.

    Ciszę przerwał odgłos obcasów, miarowo uderzających w podłogę. Niewiele później, na końcu korytarza zobaczyłem postać mojej nauczycielki. Jak zwykle nienagannie elegancka, w butach na wysokim obcasie, bluzce i dopasowanej spódnicy prezentowała się zjawiskowo. Pomimo tego, że miała już trzydzieści sześć lat, urodą przewyższała nie jedną z moich koleżanek. Ehh, nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak zniewalająco piękna musiała być, gdy podobnie jak ja miała siedemnaście lat.

    – Witaj ponownie Krystian – posłała mi lekki uśmiech – Trzymaj klucz. Przygotuj się, a ja skoczę jeszcze porobić kserówki i zaraz do ciebie dołączę

    Otworzyłem drzwi. W sali panował niezmącony spokój, który i mi zaczął się udzielać. Atmosfera panująca wewnątrz była zupełnie inna od tej, która towarzyszyła temu miejscu na co dzień. Promienie popołudniowego, zimowego słońca wpadały do klasy, tworząc z unoszących się w powietrzu drobinek kurzu świetlne smugi, wyraźnie odcinające się na tle starych masywnych mebli, stanowiących wyposażenie pomieszczenia. Nie zrozumcie mnie źle, na lekcjach nie panował jakiś terror, jednak pani Kasia wymagała żelaznej dyscypliny i nie tolerowała żadnych przejawów niesubordynacji.

    Odłożyłem klucz na biurko i zająłem miejsce w ławce przed nim.

    Jednak moja osoba była wyjątkiem od tej reguły. Jako fascynat książek już od pierwszej klasy miałem u mojej polonistki znaczne fory. Odnoszę wrażenie, że widziała we mnie jedyną osobę w klasie, która nieprzymuszona sięga po klasyki literatury. Dzięki temu już po kilku miesiącach stałem się jej pupilkiem. Wstyd się przyznać, ale czasami zdarzało mi się wykorzystywać ten przywilej, zajmując ją głębokimi dyskusjami, odsuwając tym samym kartkówki czy ustne odpytywanie, ku z resztą nieskrywanej radości moich klasowych koleżanek i kolegów.

    Do moich uszu znów zaczął dobiegać coraz głośniejszy dźwięk szpilek dzwoniących o podłogę.

    – Już jestem. Niestety, ale dzisiaj musimy sobie poradzić bez odbitek. Uwierzysz, że od kilku minut w całym budynku nie ma prądu? – Niejako na potwierdzenie swoich słów nacisnęła włącznik światła, który pstryknął jedynie, nie powodując włączenia lamp – Akurat w chwili, gdy chciałam skserować książkę. Najlepsze jest to, że wcześniej przez godzinę siedziałam bezczynnie, czekając aż skończysz lekcje z panem Materą i wtedy wszystko było okay. No ale nic, jakoś sobie poradzimy.

    Pani Kasia usiadła za biurkiem i wyjęła z torebki starą, nieco już zniszczoną książkę, którą wypożyczyła z archiwum jednej z Warszawskich uczelni. Specjalnie dla mnie uruchomiła swoje kontakty z czasów studenckich, żebym jak najlepiej przygotował się do konkursu. Podała mi ją i tym razem stanowczym, zdecydowanie już lekcyjnym głosem powiedziała.

    – Zapoznaj się z trzecim akapitem.

    Przyjąłem otwartą przez nią książkę i zabrałem się za czytanie. W tym czasie moja nauczycielka siedziała spokojnie za biurkiem i chyba zajmowała się sporządzaniem jakiś notatek. Zajęty pochłanianiem wiadomości nieszczególnie zwracałem uwagę na to co robi. Gdy czas potrzebny na przeczytanie tekstu zaczął w jej opinii  dobiegać końca, kątem oka dostrzegłem jak wstaje, klęka na krześle i wyciąga się nad biurkiem, tak by łokciami podeprzeć się na jego krawędzi i w takiej niecodziennej pozycji móc zerkać do opracowania.

    Gdy tylko skończyłem uniosłem głowę, żeby zgłosić gotowość. Jednak to co zobaczyłem sprawiło, że poczułem się, jakby uderzył we mnie piorun. Niepozorna luźna bluzka, dotychczas odkrywająca jedynie maleńką część dekoltu, teraz na skutek niezwykle intensywnego pochylenia się pani Kasi zupełnie przestała spełniać swoją funkcję. Ułożenie się materiału sprawiło, że jej piersi przestały kryć się pod materiałem. I nie, nie mam na myśli zwykłego, głębokiego dekoltu. Patrząc przed siebie miałem przed oczami cały obszar od szyi, aż po dolne partie płaskiego brzuszka, gdzie bluzka chowała się w spódnicy. Jej piersi ukryte w białym, koronkowym staniku układały się w dwie perfekcyjne krągłości, zaburzone jedynie przez sutki, wyraźnie odkształcające się w miękkim materiale. Nie wiem jakim cudem udało mi się odpowiadać na zadawane przez nią pytania. Mój mózg musiał przełączyć się na tryb autopilota, ponieważ cała świadomość skupiona była na podziwianiu tego, co zakazane. Tego dnia słońce było moim sprzymierzeńcem. Wpadając ponad moim ramieniem delikatnie raziło panią Kasię w oczy, przez co mogłem niemal bezkarnie badać wzrokiem jej nagość, jednocześnie rozświetlając ciało mojej polonistki, naturalnie w nieświadomości wyeksponowane niczym przed kochankiem.

    Nie wiem ile minęło minut, w zasadzie zatraciłem poczucie upływu czasu. Pracując nad omawianym tekstem co chwila dyskretnie zerkałem na wyeksponowany biust mojej ulubionej nauczycielki, która widać zmęczona trwaniem w takiej pozycji poprawiła się, ustawiając łokcie jeszcze bliżej siebie. Jej piersi oczywiście nie pozostały bierne. Mlecznobiałe, niewiele tylko ciemniejsze od obejmującego je cieniutkiego biustonosza zakołysały się w rytm ruchu całego ciała, by następnie ściśnięte rękami utworzyć rozdzieloną wąskim przedziałkiem, perfekcyjnie uwydatnioną całość.

    Tego było już dla mnie za wiele. Wyobraźnia zaczęła podsuwać mi wizje jak cudownie byłoby zanurzyć się pomiędzy nie swoim kutasem, który ukryty pod blatem ławki sterczał w najlepsze.

    Zerkałem tak raz po raz, powoli zaczynając traktować ten widok, jak coś co absolutnie mi się należy. Jakież było moje zdziwienie, gdy przy którymś razie, wpatrywanie się w ten cudowny widok przerwała mi ręka, nerwowym gestem przyciągająca bluzkę do ciała. Odruchowo spojrzałem w górę. Dokładnie na tyle, by zajrzeć prosto w oczy pani Kasi. Biło z nich wyraźne zaskoczenie, które w połączeniu z rozbawionym wyrazem twarzy zdawało się mówić, nie, nie mówić, raczej szeptać “Krystian, następnym razem przyjdę w golfie”. Momentalnie opuściłem głowę. Czułem jak palę się ze wstydu. Nie wiedziałem jak wybrnąć z tej sytuacji. Chciałem przeprosić, jednak nie byłem w stanie wydobyć z siebie słowa. Jednocześnie miałem ochotę zapaść się pod ziemię.

    Nieznośną ciszę przerwały dopiero jej słowa.

    – Krystian, może otworzysz okno? Strasznie tu gorąco, aż cały poczerwieniałeś.

    Mówiąc to przybrała taki ton głosu, jakby cała sytuacja nie tyle ją skrępowała, co rozbawiła. Mnie za to do śmiechu nie było ani trochę. Zwłaszcza, że jej prośba stawiała mnie w kolejnej, jeszcze bardziej krępującej sytuacji.

    Incydent sam w sobie można by obrócić w żart, gdyby nie fakt, że mój penis na przekór sytuacji ani myślał opaść.

    – Nie, myślę że nie ma takiej potrzeby.

    – Na pewno? Wiesz, martwię się o ciebie. Nagle zrobiłeś się na twarzy cały purpurowy, do tego tak drżą ci dłonie, ledwie trzymasz długopis.

    – To nic takiego. Ostatnio często mi się to zdarza. Po prostu muszę lepiej się odżywiać, więcej owoców, te sprawy…

    – Często? – złapała mnie za słowo – U innych nauczycielek też zdarzają ci się takie sytuacje?

    Ewidentnie brała mnie pod włos. Sam nie wiem, czy sprawiało jej to przyjemność, czy chciała dać mi nauczkę, domyślając się co zapewne ma miejsce w moich spodniach. W każdym razie postanowiłem przełamać impas w jakim się znalazłem.

    – To może jednak otworzę to okno.

    Odpowiedź ewidentnie usatysfakcjonowała panią Kasię. Nie zamierzałem jednak tak łatwo dać za wygraną. Dyskretnie wziąłem w rękę plecak i wstając ułożyłem go tak, że zupełnie zasłaniał wybrzuszenie na moich spodniach. Zadowolony, że udało mi się wybrnąć z tej sytuacji szedłem, udając że szukam czegoś w środku. Gdy byłem już przy oknie odłożyłem go na ławkę i zabrałem się za otwieranie starego, podwójnego okna. I właśnie wtedy, usłyszałem, jak w absolutnym milczeniu przerywanym stukotem obcasów, zbliża się do mnie. Zamarłem. Nie wiedziałem co dalej zrobić. Co ciekawe, mój penis zamiast opaść ,pod wpływem stresu jeszcze bardziej zesztywniał. Po prostu stałem plecami do niej, czekając jak na egzekucję.

    – Co się z tobą dzieje? – zapytała troskliwym głosem, kładąc mi ręce na ramiona i niemal przywierając do mnie swoim ciałem. Poczułem jak uderza mnie zapach jej perfum. Delikatny, zmysłowy zapach jaśminu wdarł się do moich nozdrzy, momentalnie mnie zniewalając. Wiedziony jej dłońmi, bez żadnego oporu odwróciłem się, jakby zapominając o moim wzwodzie. Byliśmy tak blisko, że niemal stykaliśmy się nosami. W butach na wysokim obcasie była ode mnie tylko nieznacznie niższa.

    – Krystian nie wstydź się, powiedz mi co cię dręczy?

    Milczałem. Jej wzrok cały czas był wbity w moje oczy. Czułem jak przeszywa mnie na wylot, jak czyta we mnie niczym w otwartej księdze. Po kilku sekundach miałem wrażenie, że zna już wszystkie moje najskrytsze tajemnice. Oniemiały intymnością chwili zupełnie zapomniałem o erekcji. Przypomniała mi o niej dopiero sama pani Kasia, która zmniejszyła dzielący nas dystans o kolejne kilka centymetrów, sprawiając że stojący penis nacisnął na jej podbrzusze.

    – Przepraszam, nie powinienem…

    – Nie Krystian, to ja przepraszam. Powinnam pomyśleć dwa razy, zanim założę bluzkę z takim dekoltem. W końcu nie mam już do czynienia z dzieckiem, a z młodym mężczyzną. Krystian – znów przybliżyła się odrobinę, przybierając zupełnie inny, o wiele bardziej kobiecy  ton – tylko szczerze. Spodobały ci się moje piersi?

    – Ja yyy… no…

    – Spokojnie Krystian. Pytam cię jako mężczyznę. Wiesz, w pewnym czasie przychodzi taka chwila, że kobieta zaczyna niepokoić się o swoją urodę. Lata lecą…

    – Pani Kasiu, nie jedna uczennica chciałaby wyglądać tak jak pani.

    Moc komplementu wyraźnie przewyższyła to, co spodziewała się usłyszeć.

    – Naprawdę tak uważasz?

    – Nie śmiałbym pani okłamać…

    – Krystian?

    – Tak?

    – Proszę, pocałuj mnie. Nie, nie zastanawiaj się, po prostu to zrób.

    Oboje, niemal jednocześnie lekko przechyliliśmy głowy. Nie zastanawiałem się. Usta mojej polonistki smakowały szminką, która delikatnie rozcierała się na moich wargach. Jednocześnie odważyłem się i chwyciłem ją za biodra, kusząco poszerzające się względem perfekcyjnie wąskiej talii. Trwało to zapewne kilkanaście sekund, jednak dla mnie czas stanął w miejscu.

    – Wiesz co jest główną nagrodą w jutrzejszym konkursie?

    – Jakaś wycieczka, prawda?

    – Dwudniowy wyjazd do Krakowa razem z opiekunem. Krystian, proszę, wygraj dla nas ten wyjazd. Pani dyrektor na pewno nie odmówi mi przydzielenia opieki, jeśli tylko ją o to poproszę – położyła dłoń na wybrzuszeniu moich spodni, tworząc efektowny moment ciszy – Mam ci jeszcze tyle do pokazania – dodała.

    – Pani Kasiu, dla pani wszystko.

    Po tych słowach odwróciła się i poszła w stronę biurka. Schowała do torebki wypożyczoną książkę, po czym zerkając w małe lustereczko poprawiła rozmazaną nieco szminkę.

    Ja tymczasem stałem jak wryty, nie dowierzając w to co właśnie miało miejsce. Chciałem coś powiedzieć, jednak nauczycielka uciszyła mnie gestem.

    – Zostawiam ci klucze. Gdy już się uspokoisz, odnieś je panu portierowi. A i pamiętaj – jej głos stał się o wiele bardziej niepewny – Nigdy w życiu nikomu nie zaufałam tak, jak tobie podczas dzisiejszej lekcji. Mam nadzieję, że rozumiesz, że to wszystko musi pozostać naszą tajemnicą.

    Znów chciałem się odezwać, jednak ponownie zostałem uciszony, tym razem w o wiele czulszy sposób.

    – Nic nie mówi. Poznałam cię wystarczająco dobrze i dlatego wierzę, że mnie nie skrzywdzisz…

     Następnego dnia od rana miałem wyjątkowo dobry humor. Przekonany, że przygotowałem się najlepiej jak tylko potrafię.

    – Co ty Krystian dzisiaj taki wystrojony? – zwrócił uwagę pan Paweł, woźny z mojej szkoły, przy którego dyżurce oczekiwałem na wyjście.

    Miał rację. Tego dnia wyjątkowo zadbałem o swój wygląd. Nie ograniczyłem się do założenia garnituru, obowiązkowego na tak ważnym wydarzeniu, któremu z tego co pamiętam patronowała nawet jedna z najważniejszych głów w państwie. Która? A czy to ważne? Nie bawmy się w politykę. A co takiego wyjątkowego zrobiłem? Otóż wykorzystując znajomości z czasów podstawówki, z samego rana odwiedziłem koleżankę, która w przyszłości planuje otworzyć własny salon fryzjerski. Może i jeszcze musi się sporo nauczyć, ale czesanie włosów zdążyła już opanować do perfekcji. Tak więc ze starannie ułożoną fryzurą, pachnący perfumami taty, na które jeszcze długo nie będzie mnie stać, oczekiwałem przybycia pani Kasi.

    – Dzisiaj jest finał konkursu i jedziemy z panią od polskiego na wielki finał.

    – Aaa, no tak, rzeczywiście. Wczoraj jak miała dyżur przy szatni, to opowiadała, że jedziecie. Faktycznie, zapomniałem. A przygotowałeś się? Mówiła, że bardzo na ciebie liczy.

    Mimowolnie uśmiechnąłem się. Ciekawe co konkretnie miała na myśli, mówiąc że na mnie liczy. Samcza natura korciła mnie, żeby pochwalić się jakimi względami jestem przez nią darzony, jednak ostatecznie zdrowy rozsądek wziął górę.

    – Przygotowałem się najlepiej jak potrafię…

    Rozmowę przerwał nam zgrzyt otwierających się drzwi. Do wnętrza wpadł tuman śniegu, szarpany przez wiatr, wiejący wyjątkowo silnie jak na tę porę roku.

    – Dzień dobry panie Pawle, cześć Krystian – przywitała się pani Kasia opatulona w ciepły płaszcz z wysoko postawionym kołnierzem – Oszalała nam dziś ta pogoda. O, widzę Krystian, że już jesteś gotowy. Skoczę tylko do pokoju nauczycielskiego i zaraz jedziemy.

    Kobieta ruszyła szybkim krokiem w głąb budynku, ku wyraźnemu zresztą niezadowoleniu woźnego, który widząc płaty śniegu odpadające od podeszw jej trzewiczków wstał zza lady dyżurki i demonstracyjnie wzdychając sięgnął po mopa, by pościerać tworzące się mokre plamy.

    W czasie gdy nasz konserwator wycierał podłogę, ja korzystając z chwili zawiesiłem wzrok na mojej nauczycielce, której biodra delikatnie kołysały się w rytm wykonywanych kroków. Efekt potęgował jeszcze długi, rozcięty od pasa płaszcz, podkreślając ruchy i sprawiając wrażenie, jakby płynęła pomiędzy murami korytarza.

    Oczyma wyobraźni widziałem jak po zwycięstwie odbieram nagrodę i kilka tygodni później triumfalnie zabieram ją na weekend do Krakowa. A tam… a tam badam wszystkie najskrytsze zakamarki jej ciała.

    Nie kłamała. Pobyt w pokoju nauczycielskim zajął jej dosłownie kilkanaście sekund. Ani się obejrzałem, a już była z powrotem.

    – Dobrze, już jestem gotowa. Możemy jechać Krystian.

    Wyszliśmy na pokryty śniegiem dziedziniec szkoły. Wiatr wył niemiłosiernie, porywając ze sobą płatki ciężkiego, mokrego śniegu.

    Dopiąłem pod szyją ostatni guzik płaszcza i razem ruszyliśmy w kierunku przystanku autobusowego.

    – Krystian! – usłyszałem tłumiony przez wichurę głos – Gdzie tam idziesz?

    – Na przystanek!

    – Chodź pojedziemy moim autem!

    Bez zbędnych dyskusji zmieniłem kierunek. Co prawda jadąc autobusem cała wyprawa zajęłaby o wiele więcej czasu, co dla mnie jako ucznia oznaczało urwanie się z większej ilości lekcji, ale zważając na okoliczności nie zamierzałem protestować.

    Samochód pani Kasi stał na skraju niemal pustego dzisiaj parkingu. Szliśmy chodnikiem milcząc. Pogoda naprawdę nie zachęcała do spacerów, toteż z tym większą przyjemnością wsiedliśmy do auta.

    – Nie powinniśmy jechać moim autem, ale dziś kompletnie nie mam ochoty tłuc się komunikacją miejską.

    Silnik przyjemnie zamruczał, a wycieraczki z chrobotem zrzuciły z przedniej szyby warstewkę śniegu. Ruszyliśmy. Wewnątrz niedawno zgaszonego auta wciąż panowała miła temperatura, a po chwili z nadmuchów buchnęło jeszcze przyjemniejsze, ciepłe powietrze.

    – Ma pani tutaj podgrzewane fotele?

    – Mam, a co? Włączyć ci?

    – Jeśli by pani mogła.

    Kobieta uśmiechnęła się i spełniła moją prośbę.

    – Nie boisz się? – zapytała.

    – Niby czego?

    – Podobno siedzenie na podgrzewanych fotelach nie wpływa dobrze na waszą sprawność łóżkową.

    – Nie sądzę, żeby kilka chwil z ciepełkiem pod tyłkiem mogło wpłynąć na całokształt mojej jurności.

    – Tak tylko mówię, żeby nie było, że nie ostrzegałam. Później okaże się, że za dwadzieścia lat nie będziesz w stanie zaspokoić żony i będzie na mnie. Chociaż… – w jej głosie słychać było, że waha się czy podjąć ten temat. Szybko jednak przełamała wewnętrzne opory – Chociaż wczoraj pokazałeś, że ostry z ciebie gracz. Dostać takiego drąga od samego patrzenia w dekolt. Nic tylko gratulować.

    Poczułem że moja twarz zmienia kolor na czerwony. Niby to co usłyszałem było absolutną prawdą, a zarazem niczym wobec tego, co wczoraj wydarzyło się w pracowni do polskiego, jednak mimo wszystko, słowa padające z ust nauczycielki, kobiety starszej ode mnie o blisko dwadzieścia lat wprawiły mnie w zawstydzenie.

    – No już się tak nie rumień, tylko się droczę – odparła z uśmiechem – A powiedz mi jeszcze jedną rzecz. Tylko szczerze. Myślisz czasem o mnie, gdy to robisz?

    Jeżeli wcześniej byłem zawstydzony, to teraz czułem się absolutnie zszokowany. Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Czy wyznać jej prawdę?

    – Nie wstydź się – zachęciła mnie, jakby czytając w moich myślach, dodatkowo niejako dla pokusy podciągając swoją długą, rozkloszowaną spódnicę w taki sposób, że ta odsłoniła zgrabne nogi okryte czarnymi kabaretkami o drobnych oczkach  – przecież wiesz, że wszystko to zostanie między nami.

    – No więc – nie wiedziałem jak zacząć – Tak, zdarza mi się podczas masturbacji myśleć o pani.

    – Często ci się to zdarza?

    – Myślenie o pani podczas, czy sama mast…?

    – Myślenie.

    – Szczerze? Ostatnimi czasy bardzo często. Właściwie to niemal zawsze gdy robię sobie dobrze, to myślę o pani.

    – A oprócz mnie o kim jeszcze myślisz? Któraś z koleżanek z klasy też zwróciła twoją uwagę? Wiesz, ja muszę wszystko wiedzieć. Kręcą mnie takie tematy. Ale nie martw się, będzie szczerość za szczerość. Ja też ci coś opowiem.

    – No więc – zacząłem – właściwie to zwaliłem sobie już do wszystkich koleżanek z klasy, chociaż najchętniej wracam do Natalii.

    – Natalia? Mmm… masz dobry gust. Śliczna dziewczyna. Duży biust, ładna figura, inteligentne spojrzenie…

    – Kiedyś nawet śniło mi się, że po lekcjach poszliśmy do szatni i pozwoliła mi wymasować piersi. Ależ to było cudowne.

    – A mnie w jakich okolicznościach najczęściej sobie wyobrażasz?

    – Panią? Panią w klasie do polskiego. Siedzi pani na krawędzi biurka z podwiniętą sukienką i bez majtek, a ja… – na moment przystanąłem, żeby zebrać się na odwagę – a ja ze spodniami opuszczonymi do kostek penetruję pani ciasną dziurkę.

    – Krystian, ty świntuchu! Żeby tak ładować się z kutasem we własną wychowawczynię. Jesteś niewyżyty. – zażartowała – W takim razie ja też podzielę się z tobą małym sekretem. Wczoraj, późnym już wieczorem odpoczywałam sobie z mężem w łóżku i no co tu kryć, naszła mnie ochota na seks. Ale patrzę, a on słuchawki w uszach, leży obrócony plecami do mnie i śpi. Myślę sobie, “a nie będę budzić starego, jeszcze sobie porucha”. I sięgnęłam do szuflady po mojego małego przyjaciela. Trochę pogmerałam sobie paluszkiem przy dziurce i gdy było już naprawdę mokro, to wpakowałam go w siebie aż do same plastikowe jajka.

    Słuchałem zafascynowany. To wydawało się tak nierealne. Przez długie miesiące moja relacja z panią Kasią niezbyt różniła się od milionów innych kontaktów jakie panują na linii uczeń – nauczyciel. Aż tu nagle wczoraj całuję się z moją polonistką, a dzisiaj jak gdyby nigdy nic opowiadamy sobie szczegóły naszych erotycznych pragnień.

    – A najciekawsze dopiero przed nami. W pewnym memencie zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że właśnie ty leżysz na mnie i bolcując mnie swoim sprzętem dociskasz moje ciało do materaca. I wszystko to w obecności męża, który błogo śni nie wiedząc, że tuż obok jego żona oddaje się swojemu uczniowi. Powiem ci tylko, że dawno nie miałam takiego orgazmu! Sama nie wiem jakim cudem nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Ale my tu gadu gadu o przyjemnościach, a zaraz będziemy na miejscu.

    Prawdę mówiąc wcale nie miałem ochoty wysiadać. Mógłbym tak jeździć cały dzień i na przemian słuchać i opowiadać pikantne historie.

    Samochód zostawiliśmy na parkingu nieopodal auli uniwersytetu, którego władze były organizatorem dzisiejszego wydarzenia i bez ociągania ruszyliśmy ku głównemu wejściu. Wnętrze budynku było mi dobrze znane. Wielokrotnie wraz z moją klasą uczestniczyłem w odbywających się tu wydarzeniach związanych z zajęciami dla uczniów szkół średnich. Trzeba przyznać, że pani Kasia była jednym z tych nauczycieli, którzy nie ograniczali się do realizacji programu i z całym sercem oddawała się swojej pracy, a raczej powołaniu jakim było dla niej obcowanie z kulturą języka polskiego.

    – Dobrze że już jesteście – powitał nas mężczyzna w garniturze, który sądząc po swobodnym sposobie bycia musiał być znajomym mojej polonistki. – Jak to jest, że ten kto ma najbliżej zawsze zjawia się na samym końcu? – retorycznie zapytał, żartobliwie komentując nasz przyjazd na ostatnią chwilę.

    – Możemy jeszcze chwilę poczekać. Podobno w dobrym tonie jest spóźnić się kilka minut, wtedy każdy zwraca na ciebie uwagę i łatwiej wybić się z tłumu. – odpowiedziała pani Kasia odwzajemniając powitalny uścisk.

    – No ale może nie dzisiaj. Zostawcie płaszcze i idźcie na aulę. Zaraz zaczynamy oficjalną część, a chwilę później startujemy z testem.

    Tak też zrobiliśmy. Zajęliśmy miejsca gdzieś w połowie sali. Chwilę później w pomieszczeniu zapanowała cisza, a głos zabrała jakaś kobieta, zapewne jedna z osób zasiadających w zarządzie uczelni. Zapewne było to z mojej strony przejawem ignorancji, ale niezbyt interesowałem się tym co ma do powiedzenia. O wiele bardziej zajmowało mnie lustrowanie sali w poszukiwaniu innych atrakcyjnych nauczycielek. I ku mojemu zadowoleniu nie wypatrzyłem żadnej, która urodą mogłaby konkurować z moją wychowawczynią.

    Nie będę zanudzał was dalszym, szczegółowym opisem przebiegu konkursu. Zaznaczę tylko, że poszło mi znakomicie. Jedynie jedno pytanie sprawiło, że w mojej głowie pojawiła się niepewność. Co do reszty, byłem absolutnie pewny prawidłowości moich odpowiedzi.

    Po zakończonym teście poszedłem do pomieszczenia, gdzie na uczestników i ich opiekunów oczekujących na wyniki czekał drobny, słodki poczęstunek.

    – No i jak? – zapytała mnie pani Kasia. Siedząc  przy małym, okrągłym stoliczku, w nowocześnie zaprojektowanym wnętrzu, popijając kawę i kusząc przeszywającym spojrzeniem prezentowała się niczym modelka z okładki modowego czasopisma.

    – Czarująco jak zawsze – niemal wyszeptałem dosiadając się do niej.

    Niespodziewany komplement sprawił, że jej policzki pokryły się różowymi wykwitami, a twarz przybrała wyraz miłego zaskoczenia.

    – Wiesz, że nie o to pytam – odpowiedziała głosem pasującym bardziej do nastolatki, która pierwszy raz usłyszała od chłopaka, że ten ją kocha – Zabierasz mnie na weekend do Krakowa?

    – Niemal na pewno.

    – To cudownie. Nawet nie wiesz jaka jestem z ciebie dumna. Jesteś pierwszym moim wychowankiem, którego zaprowadziłam na tak wysoko.

    Następna godzina upłynęła nam na przyjemnej pogawędce, w której granica między uczniem a nauczycielką zacierała się oraz bardziej. Odnosiłem wrażenie, że taka szczera, ciepła rozmowa była wielokroć bardziej zbliżająca i nasycona emocjami od tej, którą toczyliśmy w samochodzie. Mógłbym tak siedzieć z nią do późnej nocy. Dlatego z żalem przyjąłem wiadomość, którą przyniósł mężczyzna zapraszający wszystkich zainteresowanych na ogłoszenie wyników i rozdanie nagród.

    Udaliśmy się na aulę. Nadeszła chwila, na którą tak naprawdę czekałem cały dzień. Rozpoczęło się ogłaszanie wyników. Do umocowanego na statywie mikrofonu podeszła ta sama kobieta, która witała wszystkich zebranych podczas powitalnej ceremonii.

    – Proszę państwa, na wstępie chciałabym pogratulować wszystkim bez wyjątku uczestnikom dzisiejszego finału. Już samo wywalczenie zaproszenia na finał trzynastej edycji konkursu…

    “Kończ już to ględzenie” pomyślałem. Odkryłem też, że mimowolnie zaczynają udzielać mi się nerwy.

    – Drodzy państwo, teraz poproszę wszystkich laureatów naszego konkursu, którzy otrzymają nagrody za udział w ogólnopolskim finale.

    Serce zaczęło podchodzić mi do gardła, gdy prowadząca rozpoczęła zapraszać wszystkich, którzy mieli otrzymać wyróżnienia za udział.

    – Prosimy panią Martę Tkacz.

    – Prosimy pana Pawła Hawełę.

    – Prosimy panią Elizę Kotec.

    Z każdym zaproszeniem czułem jak naprzemiennie kurczy mi się żołądek, a zaraz później następuje rozluźnienie, że tym razem to jeszcze nie ja. Co prawda wiedziałem, że poszło mi świetnie, jednak z oczywistych przyczyn nie mogłem wiedzieć jak poszło innym.

    Tym sposobem, po kilku minutach drogą eliminacji odpadło trzynaście osób, wśród których nie było mojego nazwiska.

    – Tym sposobem dotarliśmy do kluczowej chwili. Na podium dzisiejszych zmagań uplasowali się pani Natalia Chrabąszcz, pani Sylwia Fryńska i pan Krystian Klimicki. Serdecznie zapraszam.

    Wstałem, zapiąłem marynarkę i energicznym krokiem ruszyłem ku przodowi sali. Czułem jak podczas marszu drąż mi nogi. Nic dziwnego, w końcu niemal na pewno nikt z zebranych nie grał o tak wysoką stawkę jak ja. No chyba że któraś z dziewczyn zamierzała w podobny sposób wzmocnić relację ze swoim nauczycielem. Nie. Niedoczekanie ich. Nawet jeśli miały taki plan, to po moim trupie. To ja zabieram panią Kasię na wyjazd. Nie ma innej opcji. Musze wygrać.

    – Szanowni finaliści, czuję się zaszczycona mogąc wręczyć wam nagrody za zdobycie miejsc na podium. Zwłaszcza, że podczas tegorocznej edycji poziom wiedzy uczestników był tak wysoki, jak nigdy wcześniej. Co więcej, doszło do niespotykanej dotychczas sytuacji, kiedy wywołani do nagrodzenia państwo uzyskali identyczną ilość punktów.

    “Dogrywka”, pomyślałem. Niedobrze, nigdy nie miałem szczęścia w takich konfrontacjach…

    – A z racji, że wszyscy państwo zdobyli komplet punktów, po szybkiej, telefonicznej konsultacji z naszym sponsorem podjęliśmy decyzję, że wszyscy państwo w nagrodę otrzymacie możliwość wspólnej wycieczki do stolicy małopolski. Proszę o brawa na cześć zwycięzców.

    W sali rozległy się gromkie oklaski. Jakiś mężczyzna wraz z mistrzynią ceremonii wręczyli nam pamiątkowe dyplomy i nagrody książkowe. Na twarzach zebranych rysowały się promienne uśmiechy. W końcu każdy miał powód do radości. Oprócz mnie. Pod maską zadowolenia skrywałem z trudem tłumioną złość. Zerknąłem na salę. Wśród zebranych szybko wyłowiłem moją opiekunkę. Uśmiechała się. Jednak pomimo dzielącej nas odległości wiedziałem, że czuje to samo co ja.

    Wracaliśmy w niemal absolutnym milczeniu. Szary obraz miasta widziany przez szybę samochodu przesuwał się monotonnie, potęgując tylko moje przygnębienie. Wycieczka do Krakowa miała być przełomowym momentem w moim życiu. Pomimo tego, że jakieś pół roku temu zakończyłem blisko dwuletni związek, to wciąż  byłem prawiczkiem. Miałem nadzieję, że podczas nadchodzącego wyjazdu fakt ten ulegnie zmianie. Ale teraz nie miało to najmniejszego znaczenia. Wszystko przepadło. Jedyne pocieszenie odnajdywałem w fakcie, że ze swojej strony zrobiłem wszystko, aby osiągnąć cel.

    – Pierwszy raz w życiu wiozę w swoim aucie mistrza polski, w dodatku takiego, który wyszedł spod mojej ręki – zażartowała moja nauczycielka, choć w jej głosie nie było ani krzty radości. Zapewne chciała rozładować atmosferę, ale tylko pogłębiła depresyjny nastrój.

    Dojechaliśmy do skrzyżowania. Stojąc na czerwonym świetle oboje wpatrywaliśmy się w sygnalizator. W czasie, gdy pani Kasia rytmicznie stukała po kierownicy swoimi długimi, zadbanymi paznokciami, ja siedziałem podpierając głowę na ręce i myśląc o tym, jakie atrakcje właśnie przeszły mi koło nosa.

    Gdy ruszyliśmy, omal nie uderzyłem głową w szybę.  Brutalnie wyrwany ze świata swoich rozmyślań, skierowałem na moją wychowawczynię zaskoczone spojrzenie.

    – Nie po to wczoraj postawiłam wszystko na jedną kartę, żeby teraz jakieś dwie głupie suki zniszczyły mi cały plan – niemal wysyczała przez zaciśnięte zęby.

    Nie poznawałem jej. Pierwszy raz w życiu widziałem panią Kasię w takim stanie. Po przejechaniu skrzyżowania dynamicznie skręciła w prawo, nie używając nawet kierunkowskazu, nieomal wpadając przy tym w poślizg.

    – Wracamy inną trasą?

    – Nie jedziemy do szkoły.

    – To gdzie?

    – Zobaczysz.

    Jej słowa zabrzmiały niepokojąco, a w oczach błysnęły ogniki. W życiu nie podejrzewałbym jej o umiejętność tak zręcznego prowadzenia samochodu. I o zamiłowanie do tak szybkiej jazdy. Dosłownie po paru chwilach byliśmy już na wylotówce  z miasta.

    Zabudowa z miejskiej, coraz bardziej zmieniała się w jednorodzinne domki, charakterystyczne dla przedmieść.

    – Rozepnij płaszcz, bo się upieczesz – zasugerowała mi, wyciągając dłoń w kierunku regulatora ogrzewania i ustawiając go na maksymalną moc.

    Z dmuchaw buchnął strumień ciepłego powietrza. Wewnątrz auta zaczęło robić się naprawdę gorąco.

    – Zdradzi mi pani w końcu, co pani kombinuje? – zapytałem zupełnie już zbity z tropu.

    – Z przyjemnością. Pamiętasz jak wczoraj obiecałeś mi, że wygrasz dla nas ten pieprzony konkurs i pojedziemy razem na wycieczkę?

    – No.

    – A ja obiecałam, że zagwarantuję ci niezapomniane doznania. I teraz wychodzi na to, że pomimo twojego zwycięstwa te dupki z komisji zmieniły zasady i intymny charakter wyjazdu trafił szlag. Ale to nic. Ty dotrzymałeś słowa, więc i ja wywiążę się z umowy…

    – Zaraz, zaraz – przerwałem jej – czy my jedziemy…?

    – Dokładnie tak – odwdzięczyła mi się tym samym – Tutaj niedaleko jest taki fajny kawałek lasu na zupełnym odludziu. Można wjechać w taką dróżkę, na której można bez problemu ukryć auto, tak że nie widać go z drogi.  Przed ślubem razem z moim facetem jeździliśmy tu, żeby pobzykać się bez ryzyka przyłapania przez rodziców.

    Poczułem jak włosy stają mi dęba. Z wrażenia nie mogłem wydobyć z siebie żadnego składnego zdania.

    – To tutaj – mówiąc to skręciła na polną drogę – Tutaj chyba tak mocno nie sypało, bo nawet da się przejechać. Ej, co ty taki wystraszony jakbyś miał to robić pierwszy raz?

    – No, bo ja ten, no…

    – Mmm, Kacper, ty jeszcze nic ten tego?

    – Ja miałem dziewczynę i w ogóle… – sam nie wiem dlaczego, ale zacząłem się tłumaczyć, jakbym coś przeskrobał.

    – Spokojnie skarbie, nie tłumacz się – wyciągnęła dłoń, gładząc mnie po twarzy – W końcu jestem twoją wychowawczynią, więc oprócz uczenia cię mojego przedmiotu, muszę też zadbać o to, żebyś wyrósł na prawdziwego mężczyznę. A że ciebie lubię najbardziej, to i najmocniej przyłożę się do twojego rozwoju. Za chwilę zrobię ci taką lekcję, o jakiej inni uczniowie mogą tylko pomarzyć.

    Jej głos znów brzmiał czule, co w połączeniu z delikatnym dotykiem, w kojący sposób podziałało na moje nerwy. Momentalnie odzyskałem pewność siebie. Jednocześnie w pełni świadomy tego, co zaraz będzie miało miejsce, poczułem jak zaczynam osiągać erekcję. Jednak tym razem, w przeciwieństwie do sytuacji z wczorajszego dnia, nie czułem w związku z tym żadnego skrępowania.

    Gdy dojechaliśmy na miejsce, okazało się, że pani Kasia absolutnie nie przesadzała. W młodym, iglastym lesie nie było żywej duszy. Dodatkowo, dzięki warstwie śniegu, z łatwością można było odczytać, że co najmniej od wczoraj nikt się tutaj nie kręcił.

    – Dobra Krystian. Nadeszła wiekopomna chwila i tak dalej – zażartowała, zdejmując płaszcz – Opuszczaj spodnie.

    Drżącymi z podniecenia dłońmi sięgnąłem do paska. Pomimo towarzyszących mi emocji sprawnie uporałem się zarówno z nim jak i z guzikiem, po czym płynnym ruchem zsunąłem je, razem z bokserkami. Uwolniony penis błyskawicznie osiągnął pełnię swoich rozmiarów, prezentując silnie ukrwioną główkę, która odsłonięta z napletka sterczała zachęcająco.

    – Jaki piękny okaz – powiedziała głosem, który automatycznie nabrał kuszącego, lekko mruczącego brzmienia – Niech no się z nim przywitam.

    Delikatnym ruchem ujęła w dłoń moje nabrzmiałe jądra, lekko je ściskając, jednocześnie pochylając się, żeby złożyć gorący pocałunek prosto na samym czubku mojego kutasa. Zaczęła od delikatnego cmoknięcia, żeby chwilę potem wziąć do buzi całą główkę, którą zaczęła ssać z wyczuciem.

    Było to doznanie nieporównywalne nawet z najlepszą masturbacją. Wplotwszy palce we włosy pani Kasi, wygodnie wyciągnięty na fotelu chłonąłem pełnię przyjemność z pierwszego seksualnego kontaktu z kobietą.

    – Dobra, wystarczy.

    Powiedziawszy to, wróciła do pozycji za kierownicą.

    – Już kończymy? – zapytałem rozczarowany.

    – Chyba żartujesz. Dopiero zaczynamy.

    Moja partnerka zaczęła szybko podwijać spódnicę. Sekundę później zobaczyłem, jak wzdłuż okrytych kabaretkowymi pończochami nóg, zsuwa coraz niżej swoje czerwone majteczki. Gdy całkowicie opadły na podłogę, wzięła je w dłoń i płynnym ruchem wsunęła do wewnętrznej kieszeni mojej marynarki.

    – Proszę, to dla ciebie. Twoje trofeum.

    – Dziękuję – wyszeptałem i niejako w podziękowaniu zacząłem całować ją z językiem. To był właśnie ten moment, gdy żywioł namiętności wziął górę nad wyrachowaną zmysłowością. Pani Kasia wygramoliła się zza kierownicy i usiadła mi okrakiem na kolanach. Nie odrywając ust uniosła spódnicę i zupełnie nagim, rozgrzanym ciałem przywarła do mojego kutasa. Czułem jak jej gładko ogolone łono ociera się o mojego sztywnego penisa, z każdym ruchem rozmazując na nim coraz więcej wilgotnego, gęstego śluzu. Objąłem ją jedną ręką chwytając za nagi pośladek, drugą zaś wsuwając pod bluzkę, gładząc jej plecy. Miłosne uniesienie odbywało się w sposób tak naturalny, że w pewnym momencie, właściwie bez intencjonalnego działania którejś ze stron pochwa mojej nauczycielki zaczęła wchłaniać mojego członka. Początkowo samą główkę, żeby z każdym ruchem zagłębiać się coraz niżej i niżej, aż do pełnego umieszczenia go w jej wnętrzu. Pani Kasia siedziała w pełni nabita na mojego kutasa,  sprawiając, że nasze ciała połączyły się w jeden organizm. Tempo stało się tak szybkie, że zmuszony byłem przenieść pocałunki na miękką szyję mojej kochanki. Ta chwyciła mnie za głowę i dysząc do ucha przycisnęła ją do siebie. Może to zabawne, ale właśnie w tamtej chwili przypomniało mi się, jak na lekcji polskiego, podczas omawiania greckiego antyku, pani Kasia wspomniała, że starożytni Grecy wierzyli, że człowiek początkowo składał się z mężczyzny i kobiety, jednak zazdrośni bogowie rozdzielili ich, sprawiając że rzeczywiste szczęście mogli odnaleźć tylko gdy łączyli się na kilka chwil w miłosnym akcie.

    – Pamięta pani jak starożytni pojmowali stosunek?

    Kobieta pochłonięta rozkoszą seksu lekko zwolniła, początkowo nie rozumiejąc mojego pytania, czego dowodem była jej ewidentnie zaskoczona mina. Szybko jednak połapała się o czym mówię. Jej oczy rozbłysły przepełnioną uznaniem radością.

    – Krystianku, powiedz mi, jak ja mam cię nie kochać – odpowiedziała śmiejąc się.

    – Też panią kocham – palnąłem niewiele myśląc.

    Nasze usta znów złączyły się w gorącym pocałunku. Języki ocierały się w przepełnionym namiętnością tańcu. Jednocześnie czułem, jak ręce mojej wychowawczyni mocno obejmują mój tors, sprawiając że nasze ciała niemal zlewają się w jedność.

    Właśnie wtedy po raz pierwszy poczułem jak jej pochwa zaczyna pulsować wokół mojego kutasa. Moją nauczycielką szarpnął lekki skurcz. Był on tak nagły, że w ostatniej chwili cofnęła głowę, ratując mój język przed przygryzieniem. Na jej twarzy pojawił się grymas rozkoszy. Szybko domyślałem się co to oznacza.

    – Mmmm, skarbie, wytrzymasz jeszcze chwilę?

    – Wytrzymam – odpowiedziałem – ale też czuję, że niedługo będzie finał.

    – Daj mi pół minutki – wysapała.

    Jej pupa z coraz większą siłą i częstotliwością opadała na moje uda. Przytulony do okrytych ubraniem piersi z całych sił starałem się powstrzymać nadciągający orgazm. “Jeszcze kilka chwil” pomyślałem “Daj jej tylko dojść”.

    Pani Kasia nagle zamarła. Głośno wzięła głęboki wdech i przyciskając sobie moją głowę do biustu cichutko pojękiwała. Ruchy jej bioder ograniczyły się do absolutnego minimum.

    Po krótkiej chwili poczułem jak na nowo wstępuje w nią życie. Powolutku, bez zbędnego pośpiechu dochodziła do siebie po wspaniałym orgazmie.

    – Dziękuję – wyszeptała mi do ucha w najsłodszy sposób jaki tylko mogłem sobie wyobrazić.

    – Przyjemność po mojej stronie.

    – Przyjemność dopiero nadejdzie. Daj mi sekundkę, niech tylko dojdę do siebie a zafunduję ci taki orgazm, jakiego nie zapomnisz do końca życia.

    Chwilę siedziała tak, tuląc się do mnie. Nie poganiałem jej, chciałem żeby spokojnie ochłonęła. Zaczynałem czuć, że zależy mi na jej szczęściu, cholera naprawdę zaczynałem to czuć.

    Po paru minutach jej biodra ponownie zaczęły pływać do przodu i w tył. Najpierw powoli, delikatnie, jakby chciała rozruszać je z zastoju, stopniowo przyśpieszając. Samochód na nowo rozkołysał się w rytm jej ruchów, a ciszę przerwał odgłos zderzających się nagich ciał. Pomimo krótkiej przerwy moje napięcie wcale nie osłabło. Penis ślizgając się w rozgrzanej, wypełnionej śluzem pochwie, był na pograniczu wytrzymałości. Czułem, że jeszcze kilka ruchów, jeszcze jedno wbicie się w ciasną dziurkę i zaleję panią Kasię morzem spermy.

    – Krystian – mówiła właściwie wyrzucając z siebie pojedyncze sylaby – Powiedz mi jeszcze raz, że mnie kochasz.

    – Koch…

    Nie dałem rady dokończyć. Z kutasa wytrysną potężny strzał nasienia. Jeden. Drugi. Trzeci. Czułem jak skurcze niemal rozrywają moją męskość. W życiu nie doznałem tak silnego wytrysku. Przyjemność szybko rozlała się na resztę ciała. Wzdłuż kręgosłupa przeniosła się dreszczem, wywołującym mimowolny skurcz mięśni twarzy.

    – Nic nie mów, ja wszystko wiem. Twoje oczy mówią wszystko.

    Siedzieliśmy z całych sił tuląc się do siebie. W absolutnym milczeniu wsłuchiwaliśmy się wzajemnie w odgłosy naszych oddechów. Spokojne, głębokie, równe. Wciąż złączeni najintymniejszymi częściami ciała dochodziliśmy do siebie. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na to, że spódnica mojej wychowawczyni zupełnie okrywała naszą nagość. Tkwiliśmy tak, niczym otuleni kocem. Za oknem rozpościerał się widok zimowego lasu, a my, w nagrzanym samochodzie w wygodnym fotelu chłonęliśmy siebie pełnymi garściami. Brakowało tylko lampki dobrego, wytrawnego wina.

    Tego dnia nie wróciliśmy już do szkoły. Spędziliśmy w samochodzie jeszcze około godzinę, poświęcając ten czas na namiętne pocałunki, przeplatane rozmowami o wspólnej przyszłości. Tak, chwile spędzone sam na sam zaowocowały czymś więcej, niż jednorazowym numerkiem. Przez następne kilkanaście miesięcy byliśmy oddanymi kochankami, wykorzystującymi każdą nadarzającą się okazję do spędzenia razem choćby najkrótszej chwili.

    Niestety, wraz ze zdaniem przeze mnie matury utraciliśmy jakiekolwiek preteksty do spotkań, to też dla wspólnego dobra zdecydowaliśmy się zakończyć nasz krótki, ale bardzo intensywny związek.

    Jak potoczyło się moje dalsze życie miłosne? Wydaje mi się, że całkiem dobrze. Po ustaniu pierwszego okresu tęsknoty za ukochaną, ucząc się już w wyższej szkole, na jednej z imprez poznałem uroczą studentkę, w której zakochałem się bez opamiętania. Długo zastanawiałem się, czy to jej miłość pozwoliła mi zapomnieć o przeszłości, czy może fakty że była uderzająco podobna do Kasi sprawiał, że czułem się z nią, jak z moją kochanką z licealnych czasów. Myśli te trapiły mnie do czasu, aż poznałem matkę mojej dziewczyny. Tak, to była Kasia. Okazało się, że po ślubie pozostała przy panieńskim nazwisku, a jej córka dostała nazwisko swojego ojca.

    Nie przeczę. Początkowo czułem się dość niezręcznie, gdy podczas niedzielnych obiadów na które byłem zapraszany, zasiadałem do stołu z dziewczyną, byłą kochanką i jej niczego nieświadomym mężem.

    Pomimo pokus, zdecydowaliśmy się nie odnawiać zawieszonej relacji. Dzięki temu teraz, blisko dziesięć lat od opisanych wydarzeń jestem posiadaczem najwspanialszej żony, najcudowniejszej teściowej i teścia rogacza, który po dziś dzień, wraz ze swoją córką nie jest świadom tego, co łączyło mnie z ich żoną i matką.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Percival L