Category: Uncategorized

  • Deszczowa przygoda

    Kurwa… Wystawił mnie- kłębiło ci się w głowie raz po raz, a to przekleństwo było jednym z ładniejszych. Spojrzałaś na zegarek. Akademicki kwadrans spóźnienia jeszcze byś zniosła, ale czekałaś czterdzieści minut, a z jego strony znaku życia. -podać coś? Zapytał kolejny raz barman. -podwójne martini z bacardi. Omiotłaś jeszcze raz salę w której tu i tam siedziało kilka osób.

     

    Obserwowałem cię od momentu kiedy weszłaś do środka, siedząc przy barze z kumplem nas szklanką whisky. Opowiadał coś o pracy, ludziach którzy nie znam. Z fałszywym zaciekawieniem puszczałem mimo uszu jego słowa i modliłem się w duchu żeby twoja randka się nie udała.

     

    Przy barze jacyś dwaj faceci rozmawiali ściszonym głosem przy whisky śmiejąc się czasem. -szkoda że to żaden z nich… Pomyślałaś. Kelner przyniósł drinka, rozpoczęłaś powolny proces zmiękczania złości wystawionej dziewczyny. Szybkim ruchem usunęłaś kontakt frajera i rozpoczęłaś przeglądanie innych profili. -nieudana randka? Usłyszałaś za plecami jednocześnie odruchowo zakrywając telefon dłonią. Wydałaś jakiś bliżej nie określony odgłos, który przy dużej dozie zrozumienia brzmiał by jak coś pomiędzy ‘tak’ i ‘co cię tu obchodzi’. Jednak na pytanie -można się dosiąść? odpowiedziałaś już zdecydowanej -wolny kraj, wolne miejsce, wolna dziewczyna – odpowiedziałaś znad kieliszka, przekładając nogę na nogę.

    – gdzie twój kolega? -ktoś mu ściągnął smycz. -Narzeczona. Kim był ten, który nie przeszedł? -to proste, okazał się chujem. Ale może nie mówmy o tych, których nie ma i nie będzie. Dopiłem whisky. Przywołałem barmana – dla mnie jeszcze raz podwójna irlandzka, a dla tej pani to samo co miała.

     -hola hola, z obcymi nie piję -nie jestem obcy, już trochę się znamy.

     

    Denerwowała cię moja pewność siebie, ale jednocześnie pociągała nieco. Luźna rozmowa plotła się lekko naoliwiona alkoholem. -muszę iść do łazienki, mam nadzieję, że nie wrzucisz mi tabletki gwałtu do drinka -najważniejsze dla mnie żebym nie pomylił drinków. Z miękkiego faceta nie zrobisz użytku. Zaśmiałaś się i duszkiem wychyliłaś swój do końca.

     

    Patrzyłem jak idziesz lekko w wysokich szpilkach. Niosły cię miękkie od drinków nogi, wycięte jak z marmuru. Krótka sukienka wieczorowa kończyła się niewiele za pośladkami. Zamówiłem jeszcze raz to samo dla ciebie i dla mnie.

    -Co to kurwa jest? Zapytałaś ze śmiechem, wskazując na trzeciego drinka. -to? Na trzecią nóżkę, jak mawiali nasi dziadkowie. -z naszej dwójki to ty możesz mieć jedynie trzecią nóżkę. Nie mam pojęcia czy czegoś mi nie wyrzuciłeś. Dodałaś całkiem poważnie odsuwając kieliszek. -test na zaufanie? -przepraszam, mama mówiła mi żeby nie ufać nieznajomym kupującym drinki. -widocznie wiedziała, co mówi bo sama kupowała innym. Śmiejąc się sięgnęłaś po moją szklankę i zanurzyłaś usta. Sięgnąłem po Twój kieliszek. – pij, będziesz łatwiejszy- wymamrotałaś do szklanki. -Skoro na nosie to co, odprowadzasz mnie? Zapytałaś schodząc chwiejnie z barowego stołka.

    Wiał nieprzyjemny wiatr, przynosząc z zachodu mżawkę. Narzuciłem na ciebie marynarkę, żadne z nas nie miało parasola. -przepraszam niby jak mam ci ją oddać? -masz zamiar wracać sama przez miasto o tej porze? -duże dziewczynki nie boją się potworów spod łóżka -potworów jak potworów. A jeśli na ulicy sezamkowej spotka cię wielki ptak? Parsknęłaś śmiechem, a ulica lekko zawirowała pod twoimi stopami. -czujesz się zagrożony? -oczywiście, muszę odganiać konkurencję. Wystawiłem ramię i wzięłaś mnie pod rękę.

    Po pustych ulicach niósł się stukot twoich obcasów i nasz śmiech. -daleko jeszcze? Zapytałem -dłuży ci się spacer ze mną? -z tobą nie, ale jestem już cały mokry. -no proszę, ty też? Zaśmiałaś się -nie bój nic. Zatrzymałaś się przed drzwiami kamienicy i zaczęłaś grzebać w torebce szukając kluczy. Znalazłaś i otworzyłaś klatkę. Światło padło na twoje ociekające od deszczu włosy, przez co wyglądały dużo ciemniej niż w pubie. Zdjęłaś marynarkę i strzepnęłaś z wody. -dziękuję- powiedziałaś podając mi ją jak szmatę w dwóch palcach, lecz kiedy wyciągnąłem po nią rękę puściłaś ją w milczeniu na podłogę. Kucnąłem przed tobą, żeby ją podnieść. Poczułem zapach ciebie, zmoczonej deszczem. Instynkt przejął władzę nad kulturą i zamiast złapać za marynarkę złapałem cię mocno obiema rękami za pośladki i pociągnąłem do siebie, wtulając twarz w twoje podbrzusze. Żachnęłaś się i zaczęłaś wyrywać, ale moje ręce trzymały cię mocnym uchwytem, a usta i nos syciły twoim zapachem. Siarczysty policzek wymierzony dłonią zakończył tą pieszczotę..

    -co to było… Wysyczałaś cicho

    -instynkt przetrwania gatunku- odparłem chłodno. Wstałem i podniosłem marynarkę, brudną od podłogi na klatce schodowej. -chodź, wyczyszczę ci ją. Poszłaś przodem. Policzek palił mocno, miałaś przyłożenie. Osłodą była jedynie twoja pupa, tańcząca przede mną na schodach. Otworzyłaś drzwi mieszkania i weszłaś pierwsza. Otulił nas zapach perfum, którymi miałaś oczarować niedoszłego amanta.

     

    Weszłaś do łazienki, ja poszedłem do kuchni. -daj mi tą swoją mokrą koszulę, wrzucę do suszarki- krzyknęłaś próbując przekrzyczeć suszarkę do włosów. Zdjąłem ją zostając w samym podkoszulku. Drzwi miałaś zamknięte, zapukałem i uchyliłaś je, wystawiając rękę. Gołą. Szarpnąłem za klamkę, otwierając drzwi na oścież. Skuliłaś się, byłaś tylko w staniku i rajstopach. Podszedłem do ciebie i złapałem za włosy. -tam na dole, na klatce zacząłem nie najlepiej. Teraz to nadrobię. Patrzyłaś przerażonymi oczami a ja przyciągnąłem twoją głowę do siebie i pocałowałem. Ręce, które odpychały mnie przed chwilą stopniały jak lód na wiosnę. Przycisnąłem cię do pralki, przed którą stałaś i przywarłem całym ciałem. Zaczęłaś bronić się przed mną, czując jak moje ręce coraz śmielej wędrują po twoim prawie nagim ciele. Mój nabrzmiały kutas wyrywał się ze spodni i żądał natychmiastowego spuszczenia, ale zdaje się miałaś inne poglądy na to. Złapałem cię za ręce w nadgarstkach. Wolną ręką wyszarpnąłem kabel od suszarki i skrępowałem ci ręce. Stałaś tak przede mną, bezbronna, ale nie krzyczałaś. Twoje oczy płonęły ogniem. Złapałem cię za włosy i sprowadziłem do parteru. Klęknęłaś przede mną. Nie krzyczałaś, patrzyłaś z pożądaniem jak rozpinam rozporek i wyciągam nabrzmiałego podnieceniem kutasa, z mokrą od soków główką. -rób to, suko, co do ciebie należy… Nie zdążyłaś odpowiedzieć, bo nadziałem cię na niego. Poczułaś jak wielką główką wypełniam twoje usta. Z oddaniem godnym lepszej sprawy ssałaś go nadziewając się najgłębiej jak się da. Czułem, że zaraz strzelę, wycofałem się i poczułaś jak gorący strumień nasienia trafia cię w twarz. Nie uciekłaś, przyjęłaś każdą możliwą gęstą kroplę. Dyszałem ciężko wstrząsany minionym orgazmem.  

    -grzeczna dziewczynka… Wymamrotałem dochodząc do siebie z wciąż sterczącym w twoja stronę, pulsującym fiutem…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mat Em
  • Zaliczenie u wuefisty

    Mam na imię Mateusz, mam lekko ponad 17 lat i jestem gejem. Tak jak praktycznie wszyscy w moim wieku, większość czasu spędzam w szkole – niedużym, lokalnym liceum w moim mieście, a raczej miasteczku. Nigdy nie byłem bardzo pilnym uczniem, a nawet przeciwnie, wagarowałem, moje oceny nie należały do najlepszych, a moja frekwencja była, cóż, delikatnie mówiąc, słaba. Jednym z przedmiotów, z którego miałem mniej niż 50% obecności był WF. Zamiast biegać wolałem pójść wcześniej do domu albo wyjść gdzieś z kolegami. W pewnym momencie nadszedł jednak koniec roku szkolnego, a mi groziło niezdanie z Wfu, co było lekkim wstydem. Poinformowany o tym przez mojego wychowawcę poszedłem do wuefisty – 33-letniego Adama, który szczerze mówiąc od zawsze mi się podobał. Dość wysoki, mający ponad 190 cm wzrostu, umięśniony blondyn z ogromnymi bicepsami i barkami bardzo mnie podniecał.

    Wszedłem do pokoju, w którym „pracowali” zazwyczaj wuefiści.
    – Dzień dobry Panie Profesorze. Mój wychowawca powiedział, że mam do Pana przyjść. – powiedziałem, licząc że Adam zapomniał o mnie i mojej frekwencji.
    – Dzień dobry, no miałeś przyjść. Widzisz, twoja frekwencja jest lekko mówiąc za niska i będziesz musiał kilka rzeczy zaliczyć. Przyjdź tutaj jutro po lekcjach. – odpowiedział tajemniczo, a ja przytaknąłem i wyszedłem, podniecając się wizją zostania sam na sam z Adamem po lekcjach.

    Kolejnego dnia myślałem o tym przez cały dzień aż nadszedł ten wyczekiwany przeze mnie moment. Środa, godzina 17:00, sala gimnastyczna. Brakowało tylko Adama, który wyszedł po chwili ze swojego pokoiku. Wyglądał bardzo dobrze. Ubrany był w jasnoszare dresy, które idealnie opinały mu krocze, podkreślając jego wielkie jaja i jeszcze większego kutasa. Rozbudowaną klatkę piersiową i ramiona podkreślał z kolei jasny, biały t-shirt. Mój penis zaczął twardnieć.
    – No, Mateusz, widzę że tych zaliczeń to masz sporo. Bieganie, przysiady, skoki… Nie wiem jak Tobie, ale mi się nie chce siedzieć tutaj do 20, więc możemy to załatwić trochę inaczej… – powiedział tajemniczo i zbliżył się do mnie o kilka kroków.
    – Inaczej? To znaczy jak Panie Profesorze? – zapytałem.
    – Możemy po prostu poćwiczyć trochę inne mięśnie. – podszedł do mnie i klepnął mnie mocno w pośladek.
    – Aaa – jęknąłem – w sensie że tak inaczej? Nie wiem jak Panu, ale takie coś mi baaardzo pasuje. – odpowiedziałem

    Adam złapał mnie wtedy za oba, muszę przyznać że naprawdę wyćwiczone, pośladki i zbliżył do siebie. Zaczął całować mnie w usta, a ja zacząłem masować jego wybrzuszenie w spodniach. Widać było, że mu się to podobało, bo zaczął lekko sapać. Po chwili zamaszyście ściągnął moją koszulkę i schylił się do moich sutków, podgryzając je i ssąc. Postanowiłem zrobić to samo. Moim oczom ukazała się piękna, umięśniona, lekko owłosiona w okolicach sutków klatka piersiowa z twardymi, stojącymi sutkami. Zacząłem je całować i ssać, tak jak robił to Adam. On w tym samym czasie zaczynał powoli dobierać się do mojej dupy, zdejmując mi spodenki i bokserki. Jego palec, bez żadnego nawilżenia zaczął penetrować mój odbyt.
    – A teraz klękaj. – powiedział władczym tonem, wyjmując palec z mojej dupy.
    Jak powiedział, tak zrobiłem. Uklęknąłem przed moim wuefistą i zdjąłem jego dresy, pod którymi, jak się okazało, było tylko nagie ciało i ogromny kutas. Wziąłem tą grubą, wielką, na oko około 20-centymetrową bestię do ręki i zacząłem wykonywać powolne ruchy.

    Następnie otworzyłem szeroko usta i powoli umieściłem tam kutasa Adama. Nie mogłem zmieścić go w całości, więc Adam postanowił, że mi pomoże. Złapał mnie za głowę i zaczął ruchać w usta. Jego kutas uderzał prosto w moje gardło, a jego wielkie, pełne spermy, jaja w moją twarz. Ruchał mnie w taki sposób kilka minut, po czym zdecydował, że czas przejść do mojej dupy. Poszliśmy do pokoiku wuefistów, gdzie Adam położył mnie na biurku. Zniżył się do mojej dupy i zaczął powoli wsadzać i wyjmować tam palec, ciężko przy tym sapiąc. Chwilę później wsadził tam swój język, nawilżając mój odbyt przed penetracją. Po kilku kolejnych minutach wstał, obrócił mnie i bez zastanowienia wsadził swojego ogromnego kutasa do mojej dupy. Jęknąłem. Jedynym dźwiękiem, który dało się wówczas usłyszeć były nasze jęki i dźwięk uderzania jego jaj o moją dupę.

    Adam ostro ruchał mnie w mój dziewiczy odbyt. Czułem się jak zwykła dziwka z ulicy, co bardzo mi się podobało. W pewnym momencie zaczął przyspieszać, a jego kutas zaczął pulsować. Natychmiastowo wyjął go z mojej dupy i wsadził do moich ust, ponownie je ruchając. Po chwili wystrzelił ogromną ilością zdrowej, męskiej, silnej spermy. Część połknąłem, a część zaczęła wylewać się z moich ust na podłogę.
    – Teraz to wyliżesz. – rozkazał Adam.
    Ponownie, posłusznie rozkaz wypełniłem. Zlizałem spermę Adama z podłogi do czysta.
    – A teraz wypierdalaj. Masz szóstkę. Na następnym wuefie to powtórzymy.
    Jak rozkazał Adam, poszedłem do domu, czekając na następną lekcję.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Napalony Nastolatek
  • Szantaz, czy jednak sama tego chcialam? Czesc V

    Niedziela. Godzina 16:30. Terminal autobusowy.  

    Tłum ludzi, gwar, jedni się żegnają a inni witają ze starymi znajomymi. Kadra została podzielona na 4 osobowe zespoły w każdym z autobusów. Dwie osoby na dole, dwie na górze. Bo to luksusowe busy były. Ja postawiłam na wygodny ubiór, legginsy i sweter. Klara wolała od razu robić wrażenie zakładając na niemalże dobową podróż panterkowy kombinezon. U studentów już zapunktowała, ale jeszcze nie wiedzieli jaki pokaz ja im dam. Dostałam miejsce na dole przy czteroosobowym stoliku, wraz z trzema innymi dziewczynami. Pograłyśmy w karty, rozmawiałyśmy, sporo spałam. Oczywiście miałam też obowiązki kadry jak liczenie osób i pilnowanie by za bardzo się nie spili. To akurat średnio wyszło, bo autokar śmierdział jak stara gorzelnia. Przechadzając się poznałam część uczestników, niektórzy oczywiście proponowali zapoznawczego kieliszka. A jak alkohol jest darmowy to nie wypada odmawiać. Szybko zrobiło mi się gorąco i żałowałam, że nie mogę zdjąć swetra. Przy kolejnej rundce pewna grupka chłopaków zaproponowała bym usiadła na chwilę z nimi, że na stojąco to niebezpiecznie. Uznałam, że to świetny pomysł i zamiast usiąść na wygospodarowanym kawałku fotela usiadłam na dwóch najmilej wyglądających chłopakach. Jak to zrobiłam? Plecy oparłam o szybę nogi przerzuciłam nad nimi. Jeden z nich miał mnie centralnie na kolanach a drugi musiał obejść się jedynie widokiem. Tak samo jak pozostali, którym gałki niemal na wierzch powychodziły jak zobaczyli, jak siadam. Niech tylko poczekają to taki widok zupełnie przestanie na nich robić wrażenie. Zaczęliśmy rozmawiać, a konkretnie chłopaki pytali mnie o różne rzeczy, głównie z życia osobistego. Chłopak, na którym siedziałam za to nie potrafił wydusić z siebie ani słowa, nie mówiąc już o tym by mnie chwycił (oczywiście bym nie spadła tylko). Przytoczę jedynie krótki fragment rozmowy który był najbardziej interesujący a sprokurowałam go sama.

    – Strasznie tutaj gorąco, prawda? – rzuciłam po kolejnym kieliszku.

       Prawda Pani instruktor, myśmy się już porozbierali a Pani nadal w swetrze siedzi, nie dziwne, że gorąco. – Odpowiedział najbystrzejszy z nich

    – Wiesz, zdjęłabym go, ale nie mam nic pod spodem. To był zły pomysł by nie zakładać koszulki pod spód. Był to moment, gdy poczułam jak ich wszystkie spojrzenia krzyżują się w jednym miejscu. Jednak na ich nieszczęście sweter był gruby i luźny.  

       No to nadal nie widzę w czym problem. Na plaży bikini to naturalny strój. Możemy się umówić, że tutaj również. – Zaskakująco bystro odpowiedział drugi.  

    Zaśmiałam się na jego słowa.

    – Gdybym tylko miała stanik pod spodem to może. Ale tak to Twój argument nie ma żadnego poparcia w rzeczywistości.  

       No to nie zostało Pani nic innego jak zrobić dla nas striptease… albo grzać się dalej.  
    W tym momencie dojechaliśmy na stację benzynową i długo wyczekiwaną toaletę. Po powrocie już nie wróciliśmy do tej rozmowy. Reszta podróż minęła nam całkiem przyjemnie.

    Poniedziałek. Okolice godziny 15. Hotel
    Po przyjeździe nastąpiło rozlokowanie wszystkich uczestników. Podzieleni zostaliśmy na dwa apartamenty rozlokowane tuż przy stoku. Tak jak chciałam, dostałam pokój jedno osobowy z widokiem na trasę narciarska (musiałam za taki dopłacić). Czasem dobrze jest pobyć samemu a i można sobie wtedy pozwolić na więcej. W trakcie prysznica ktoś zapukał do moich drzwi. Krzyknęłam, że jestem pod prysznicem, ale pukanie nie ustawało. Owinęłam się kusym ręcznikiem i poszłam otworzyć. Był to Dawid z całkiem sporym pakunkiem.  

    – Można? Mam tutaj ubrania dla Ciebie. – powiedział uśmiechnięty chłopak o delikatnej twarzy.

    – Nie wiem czy zauważyłeś, ale właśnie brałam prysznic, nie możemy z tym zaczekać? – Odpowiedziałam mu zdawkowo. Widziałam jednak jak podniecony jest by dać mi to co przyniósł.
     
    – Oj weź, potem dokończysz. – Odparł i po prostu wszedł do pokoju.  

    Nie chciałam się z nim kłócić więc zamknęłam drzwi i stanęłam na przeciwko niego. Widziałam, jak lustruje mnie wzrokiem. Śnieżnobiały ręcznik, którym się owinęłam zdecydowanie nie był ręcznikiem kąpielowym. Gdybym usiadła na przeciwko niego moja cipka nie miała szans zostać ukryta, a moje duże cycki dość zachęcająco wystawały znad górnej krawędzi. Choć nie miałam wątpliwości, że zobaczy mnie nago w najbliższym czasie to nie byłam przekonana czy to już ten moment. Czułam ogromne zdenerwowanie tym, że przestane być anonimową ekshibicjonistką. Część z nich już miała moje fb, następni na pewno mnie na nim znajdą, nie wiadomo co będą chcieli zrobić z materiałami które uzbierają przez ten wyjazd. Nadal studiuje, mam normalnych znajomych, czy jestem gotowa by wszyscy mieli mnie za dziwkę? By na mojej tablicy zamiast zdjęć zwierząt i gór błyszczał mój tyłek? Wtedy właśnie przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Czy nie lepiej, jeśli sama bym zaczęła wrzucać takie materiały? Wszak można na tym nieźle zarobić. Z tych rozważań wyrwał mnie głos Dawida

    – Zgodnie z umową mam dla Ciebie ubrania. Mam nadzieje, że Ci się spodobają. – Uśmiechnął się przy tym ale wyglądał dość obleśnie.  

    – Super, cieszę się, że pamiętałeś o tym, inaczej nie miałabym w czym chodzić. Odpowiedziałam mu.  

    – Wydaje mi się, że różnica była by niewielka. – odparł dumnie i otworzył pakunek.

    W środku znajdowały się mniejsze zawiniątka opisane kolejnymi numerkami. Cieszyło mnie, że przemyślał sobie to dobrze mimo braku czasu.  

    – Mam zaczekać z otworzeniem czy mogę teraz? – Zapytałam  

    –  Chciałbym żebyś zaczekała. Otwórz je dopiero jak będziesz miała się ubrać. W każdym pakunku jest wszystko co danego dnia masz mieć na sobie. Absolutnie nic więcej, nic mniej. Trochę mnie to kosztowało… – rzucił trochę od niechcenia na końcu.  

    –  Domyślam się, ale to był Twój wybór. Nic na siłę nie musiałeś. Pomyśl, ile dobrego sprawią pieniądze które wpłaciłeś. A no i jakie piękne wspomnienia będziesz miał z tego wyjazdu. – Mówiąc ostatnie zdanie wyprostowałam się w fotelu. Zrobiłam to tak umiejętnie by wypięte cycki rozsadziły ręcznik, który zsunął się z nich zostawiając mnie od pasa w górę nagą.

    – Ups, wiedziałam, że w końcu spadnie. – Powoli naciągnęłam go z powrotem na swoje miejsce.  

    – Dziękuje za ten pokaz. Teraz jestem już pewien, że jesteś warta każdej złotówki, którą na Ciebie wydałem. – Powiedział Dawid kierując się do drzwi.  

    Gdy to mówił poczułam się upokorzona jak nigdy. Właśnie powiedział, że mnie kupił. Że jestem dla niego dziwką, lalką, która za pieniądze zrobi co zechce. Dlaczego tylko to mnie tak podnieciło? To nie ma prawa skończyć się dla mnie dobrze.  
    Zamknęłam drzwi i poszłam dokończyć prysznic. Przy okazji zrobiłam sobie dobrze. Na wieczór mieliśmy zaplanowany wieczorek zapoznawczy

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Taniel
  • Przygoda z siostra cz.1

    Moja siostra Asia była zwyczajną nastolatką. Niedawno skończyła 16 lat. Nigdy szczególnie nie zwracałem na nią uwagi pod “tym” względem. Dopiero od niedawna jak nabrała bardziej krągłych kształtów, zaczęła się bardziej kobieco ubierać zaczęła mnie jarać. Asia jest ciemną blondynką średniego wzrostu, ma krągłe ciało, ale nie jest gruba. Piersi rozmiar B, dość duże jak na 16 latkę i duży krągły tyłek oraz lekko masywne uda. Często zerkałem na nią i miałem w głowie niegrzeczne myśli, ale tylko na tym się kończyło. Sam miałem 26 lat i od dłuższego czasu byłem sam, więc we mnie buzowało.

    Pewnego dnia Asia poszła na imprezę do koleżanek. Ubrała się w białą dopasowaną bluzkę, czarną rozkloszowaną spódniczkę, ciemne rajstopy i buty na obcasie. Wyglądała seksownie. Ustaliliśmy, że jak zadzwoni w nocy to po nią pojadę i przywiozę ją do domu. Jakoś kilkanaście minut po północy zadzwonił telefon. To była Asia. Prosiła żebym już po nią przyjechał, bo wszyscy już się zaczynają rozchodzić. Podjechałem pod dom jej koleżanki. Asia przyszła lekko chwiejnym krokiem i było słychać w głosie, że jest pijana. Nie jakoś mocno, ale powiedzmy podpita.

    -mam do Ciebie prośbę – powiedziała

    -jaką? – zapytałem

    -proszę Cię nie mów nic rodzicom, że piłam na imprezie, wściekną się i przestaną mi dawać kasę

    -może to i racja, oduczą Cię szaleństw – odparłem

    -daj spokój, wcale dużo nie wypiłam i jak widać jeszcze się trzymam. Będziesz mnie krył?

     

    Wtedy w głowie zaświtała mi pewna myśl. Nie wiedziałem jak jej to powiedzieć. Serce zaczęło mi mocniej bić i podchodziło do gardła, stresowałem się, ale w końcu wypaliłem:

    -ok, będę Cię krył, ale w zamian za to mi się odwdzięczysz

    -co mam takiego zrobić? – zapytała

    -możesz… mi zrobić loda – ledwo z siebie wydusiłem

    -chyba Cię powaliło, nigdy w życiu! – krzyknęła

    -w takim razie rodzice rano dowiedzą się jak szalejesz na imprezach i o kolejnych możesz zapomnieć – odparłem

    -nie możesz tak!

    -a właśnie że mogę! – odpowiedziałem stanowczo

    -ale… ja nigdy tego nie robiłam, nie byłam nawet nigdy z chłopakiem – odpowiedziała wyraźnie się zawstydzając

    -to czas najwyższy spróbować, nic Ci od tego nie będzie a i na przyszłość mniej będziesz sie bała – zażartowałem

     

    Była wyraźnie zmieszana, zawstydzona, a nawet wręcz przestraszona. Przez kilka minut nic nie mówiła. Po paru minutach powiedziała:

    -dobra, zrobię to… ale nikt ma się o tym nie dowiedzieć bo Cię zabije, sam z resztą będziesz miał przesrane jak to się wyda.

    -no! i w końcu decyzja w dobrym kierunku – zaśmiałem się

     

    Zjechałem w jakąś polną drogę i odjechałem kawałek od głównej drogi. Zgasiłem światła i silnik. Na samą myśl aż się we mnie gotowało, a mój kutas był tak napompowany że mało nie wyrwał się z rozporka.

    -co mam zrobić? – zapytała Asia

    -dotknij go – powiedziałem wyjmując twardego kutasa ze spodni

     

    Objęła go lekko dłonią.

    -pomasuj go, przesuwaj ręką w górę i w dół – powiedziałem

    Nieśmiało i powoli przesuwała dłonią po moim kutasie w górę i w dół, czułem przypływ przyjemności.

    – teraz spróbuj ustami, nie bój się – powiedziałem

    Odpięła pas i uklęknęła na fotelu pasażera wypinając tyłek w stronę drzwi i pochyliła się nad moim kutasem.

    -śmiało, nie bój się, powiem Ci co i jak – powiedziałem

    Dotknęła go wargami i zaczęła go delikatnie muskać aż przeszły mnie dreszcze.

    -weź go do ust i zacznij ssać jak lizaka – powiedziałem

    Objęła wargami czubek kutasa i zaczęła ssać, od czasu do czasu liżąc go też języczkiem. Robiła to bardzo nieporadnie i nieśmiało, ale to właśnie było niewyobrażalnie podniecające. Dodatkowy fakt, że to własna siostra mi to robi potęgował podniecenie. Czułem jak robi mi się coraz przyjemniej.

    -Asiu, rób tak dalej tylko troszkę szybciej i trochę głębiej jak możesz – powiedziałem

    Jej wargi i język przyspieszyły a ja czułem, że odpływam. Zacząłem głośno dyszeć i stękać. Był środek nocy i nie było żywej duszy w promieniu kilku kilometrów, więc miałem pewność że nikt nie słyszy. Wsunąłem jej rękę pod spódniczkę i zacząłem gładzić jej udo przez materiał rajstop. Nie protestowała, więc przesunąłem rękę głębiej na jej duży, zgrabny tyłeczek i zacząłem masować pośladek.

    -czy dobrze to robię? – Asia przerwała ssanie i zapytała

    -Aśka! nie gadaj tylko ssij dalej, jesteś cudowna – wyjęczałem dając jej klapsa w tyłek

    Powróciła do ssania a ja czułem że jeszcze góra minuta i dojdę z niewyobrażalną siłą. Wsunąłem rękę dalej, chwyciłem za gumkę rajstop i majtek i zsunąłem je do połowy ud Asi. Moja ręka wróciła na jej tyłek. Nastoletnia dupa Asi była wspaniała. Delikatna, gorąca, jędrna. Pośladki były gładkie. Głaskałem je i od czasu do czasu ściskałem i ugniatałem czując jak podniecenie we mnie rośnie z sekundy na sekundę.

    -Mmmm tak Aśka, nie przestawaj! Mmmm Jesteś cudowna – majaczyłem głośno ugniatając jej pośladek

    Czułem, że już tylko sekundy dzielą mnie od orgazmu. Zacisnąłem mocno dłoń na jej dupie i stęknąłem głośno z podniecenia. Salwy gorącej spermy wystrzeliły w jej ustach. Miałem orgazm tak mocny jak nigdy dotąd. Totalnie odleciałem. Aśka zdezorientowana i wystraszona nie wiedziała, co się stało i szybko wypluła spermę.

    -nie bój się, byłaś wspaniała – powiedziałem jej – warto się było bać? – zapytałem

    -to nic strasznego jak mi się wydawało… serio mówisz, że dałam radę? – zapytała

    -może nie było to jeszcze mistrzostwo, ale jak na 1 raz to było naprawdę wspaniale

    -możemy już wracać? – zapytała zmieszana – rodzice zaczną coś podejrzewać, że długo nas nie ma

    -jasne, już wracamy. I dziękuję – odparłem

    Po czym ruszyliśmy do domu nie spodziewając się, że to dopiero początek…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucas Lucas
  • Po szkole Cz2.

    Po ostatnich zabawach Matylda trochę nam odpuściła i nawet zamieniła z nami kilka zdań na przerwie. Szykowaliśmy się na bal i czuliśmy narastające napięcie z każdym kolejnym dniem.

    Czy zdobędziemy klucz do sali?

    Czy Wiktor namówi Matyldę do ponownego rozebrania?

    Sytuacja uspokoiła się kiedy klasa Matyldy wyjechała do trójmiasta na zieloną szkołę. Ja niestety zostałem w domu, ale wysyłali mi pikantne info. Żeby osłodzić mi nudę dostałem parę zdjęć i na nawet Matylda pisała do mnie na messenger.

    Pierwszego dnia wyjazdu dostałem zdjęcie z pociągu. Zaciągnęli nasza czarnowłosą piękność do osobnego przedziału lub łazienki. Nie jestem pewny bo widziałem tylko zdjęcie jak podciąga koszulkę i przyciska piersi do szyby ku uciesze czekających na peronie pasażerów.

    Mieszkali w niespecjalnym pensjonacie w Gdańsku. Daleko do plaży, sklepu lub pociągu. Jedyny plus ze mieli sklepik na miejscu. Po zwiedzaniu większość czasu spędzali w wielkiej sali gdzie spały dziewczyny. Był to dla chłopaków duży plus bo często mieli pusty pokój gdzie zapraszali Matyldę. Po jednym z wypadów do lasu. Połowa grupy złapała kleszcze. Oczywiście zaproponowali Matyldzie pomoc w szukaniu szkodników na jej ciele.

    Po prysznicu przyszła do nich i pozwoliła przeczesać mokre włosy. Usidla na krawędzi łóżka i zdjęła górę od piżamy pozostając w samych spodenkach. Usiedli dookoła niej. Siedzący za nią Patryk (imię zmienione) bawił się jej wilgotnymi włosami a pozostała dwójka dotykała piersi. Oparła się o kolegę z tylu i pozwoliła dotykać jej ciało od gumki spodenek w górę. Skupili się na jej cycuszkach i sutkach ale nie zapominali o ramionach biodrach i brzuchu. Chichotała kiedy głaskali ja pod pachami. Matylda trzymała ręce na ich udach. Chcieli żeby złapała wyżej ale odmówiła. Trzymała się postawionych wcześniej reguł.

    Za karę złapali ją za ręce i kostki rozciągając na łóżku. Patryk blokował jej nadgarstki nad głową a reszta dorwała się do pach. Łaskotali ją tak mocno że nie mogła nic powiedzieć. Szaleńczy śmiech mieszał się w ustach z jękami rozkoszy kiedy na przemian ściskali jej sutki i łaskotali pod pachami. Szarpała się na łóżku jeszcze mocniej napinając brzuch do łaskotania i kopała powietrze. Z każdą minutą traciła energię i tylko łapała oddech. Przyjemne tortury zmieniały się doznanie którego nie mogła powstrzymać. Pozostało jej tylko oddać się przyjemności z nadzieją że chłopcy nie zejdą poniżej.

    Wypuścili ją dopiero gdy sami nie mieli już sił jej pieścić. Wypuścili z pokoju całą obolałą od gwałtownie napinanych mięśni brzucha.

     

    Patryk opisał mi wszystko a po chwili dostałem też SMS od Matyldy.

    – Szkoda ze cię z nami nie ma. Masz tu zdjęcie na osłodę.

    Selfie zrobiła w sklepowej przymierzalni. Miała na sobie czarna sukienkę do kostek.

    – Na pewno zobaczysz mnie w niej na szkolnym balu we wtorek.

    Po takim SMS byłem pewny że nie tylko zobaczę ją w tej sukni ale także bez niej. Wiktor rozbierze dla nas Matyldę i musi ją to mega kręcić bo wysyła do mnie takie wiadomości. Cały wieczór przeglądałem jej zdjęcia i nagrania z lasu i jeszcze bardziej musiałem zdobyć klucz do jakiejś sali lekcyjnej.

     

    Następnego dnia biegałem po korytarzach sprawdzając czy któryś z nauczycieli nie zostawi w zamku klucza który mógłbym pożyczyć. Minęła ostatnia lekcja a ja nadal nic nie miałem. Czekając w szatni zobaczyłem jak woźny daje jednemu z uczniów klucz do sali.

    – Jak dostałeś klucz? – zaczepiłem go.

    – Zostawiłem worek w klasie i mam zaraz odnieść. – Odbiegł schodami na górę.

    Nie czekając tez podszedłem do woźnego.

    – Dzień dobry. Czy mogę dostać klucz do… eee… klasy numer 30 bo… zostawiłem tam… yyy… Piórnik! – wypaliłem.

    Nie przekonałem go i zamiast dać mi klucz poszedł ze mną. Otworzył klasę i kazał się pospieszyć. Zacząłem szukać nieistniejącego piórnika pod ławkami i na parapetach. Wracałem do drzwi z pustymi rękami ale nie było go tam. Poszedł do jakiejś nauczycielki. Była to moja chwila! Wyjąłem plastelinę żeby zrobić odcisk klucza jak w filmach ale zobaczyłem na kółku drugi. Sprawdziłem czy są takie same i zabrałem kopie. Szybko wcisnąłem do zamka pierwszy klucz z breloczkiem kiedy dozorca do mnie wracał. Spuściłem głowę kiedy kłamałem że nie znalazłem niczego i pobiegłem do szatni.

     

    Wieczorem z nudów znowu napisałem do Matyldy.

    – Nagrasz dla mnie TickTocka?

    Wysłała mi filmik jak w piżamie tańczy do quizu z erotycznymi pytaniami. Zamiast na nie odpowiadać. Zatrzymała się na pierwszym pytaniu o seksie i bujając biodrami udawała ze trzepie w powietrzu kutasa. Mega mnie to podnieciło bo wyglądała jakby to MI chciała zwalić konia.

    – I specjalnie dla ciebie razem z dziewczynami. Ale nie pokazuj tego dalej.

    Matylda stała otoczona koleżankami z pokoju powtarzającymi układ. Wszystkie dwuznacznie patrzyły się w kamerę lub robiły orgazmiczną minę „ahegao”. Bujały na boki biodrami. Miałem zostawić to w tajemnicy wiec nie powiem które dziewczyny do niej dołączyły i czy tak jak Matylda były nagie czy pozostały w bieliźnie. Po takim show łatwo zasnąłem wyobrażając sobie zbliżający bal absolwentów.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mati Mateusz

    tik tok poglądowy jak tańczyły dziewczyny https://www.tiktok.com/@spinninrecords/video/6928363714794114309

  • Lesniczowka

    Znalazłaś. Mały domek, zagubiony wśród gór, otoczony lasem, szumiącym w wiosennie chłodnym wietrze. Oaza seksu, nieprzerwanego, kapiącego z każdego zakamarka przez trzy dni.

    Nagość stała się naszym ubraniem. Adam z Ewą, zagubieni w sobie, żywiący zakazanym owocem wybuchłego nagle romansu.

    Stałaś przy blacie, szykując coś do zjedzenia. Miałaś na sobie tylko moją koszulę, ledwo zakrywającą twoją pupę… Wiesz dobrze, że nie ma dla mnie nic bardziej uroczego niż ty w moich ubraniach. Poszedłem do ciebie bezszelestnie.

    Twoje skupione na pracy palce szybko przebierające jedzenie zamarły, kiedy poczułaś na karku oddech. Pocałowałem cię w szyję, a ty wyciągnęłaś się jak struna, chcąc odbierać w tej chwili tylko przyjemność. Powędrowałem dłońmi po twojej pupie, zadzierając koszulę.. lubię kiedy reagujesz w ten sposób. Kucnąłem, całując miejsce styku ud z pośladkami. Poczułem gorąco, bijące z twojego wnętrza. byłem gotów, sterczący i twardy. Ale twoja cipka mówiła – pocałuj mnie, pocałuj długo i namiętnie…

     

    Posłuchałem jej posłusznie. Pochyliłaś się i oparłaś na blacie, rozrzucając krojone warzywa. Rozchyliłem twoje pośladki, i zanurkowałem ustami w twoją gorącą i mokrą z podniecenia szparkę…

    Chciałaś czuć mój język głębiej. Kręciłaś i wypinałaś się w moją stronę. Chciałem dotrzeć w każdy jej zakątek, znaleźć każdy fałd delikatnej skóry, wśliznąć w każde zagłębienie. Spijałem twoje coraz obfitsze soki, a ty mruczałaś z rozlewającej się po tobie słodyczy. Powoli zacząłem się prostować, nie odrywając od ciebie swoich wciąż mokrych ust. Wędrowałem po udach, pupie, plecach, zadzierając koszulę coraz wyżej i wyżej. Moje dłonie zaczęły łapczywie szukać twoich nagich piersi, sterczących z podniecenia.

     

    Odwróciłem cię i zaczęliśmy się całować. Na ustach miałem smak ciebie, twoich soków, potu i skóry. Podnieciło cię to i z zaciekawieniem próbowałaś tego nowego dla ciebie smaku, zmieszanego z moją śliną. Nie, to nie było całowanie ‘przed’, albo ‘ po coś’. To był długi pocałunek istniejący dla samej radości pocałunku. Nasze języki splotły się w miłosnym tańcu, a wargi łapczywie szukały siebie.

    Złapałem cię za pośladki i posadziłem na blacie, roztrącając szykowane przez ciebie jedzenie. Nie chciałaś puścić mej głowy, rozpalona i zachęcona pocałunkiem. Uwolniłem się i ściągnąłem z ciebie moją nie potrzebną już ci koszulę. Oparłaś się rękami o blat, wypinając swoje drobne piersi zachęcająco. Wiedziałaś, że uwielbiam ich smak. Powoli, pocałunek za pocałunkiem poszedłem w ich stronę. Pieściłem językiem brodawki, brunatnoczerwone od napływu krwi. Ssałem podgyzałem i całowałem zapamiętale, a ty każdy mój ruch przyjmowałaś z drżeniem.

     

    Tak jak ty, od wczoraj nie miałem na sobie ani majtek, ani spodni. Doskonale wiedziałaś jak nabrzmiały i czerwony kutas wyrywa się do ciebie. Rozchyliłaś uda zachęcająco. Skorzystałem z tego zaproszenia bez sekundy zawahania. Poczułaś jak wypełniam cię całą. Przywarłaś do mnie z syknięciem bólu. Całonocny maraton odbił się na twoim wnętrzu, ale wciąż mimo to miałaś ochotę na więcej. Poczułem wilgoć, która wypełniła cię obficie i złapałem za biodra.

    Z początku niespieszne pchnięcia pobudzane twoimi stęknięciami zamieniły się w szaleńczy taniec. Chciałem wejść w ciebie głębiej i głębiej, mocniej, szybciej… Poczułaś dreszcz, nadchodzącą falę rozkoszy, powoli wzbierającą w twoim brzuchu, rozlewającą się na wszystkie strony…

    Niewiele pamiętam, kochaliśmy się bez opamiętania. Przeciągły jęk i wytrysk twoich soków, twoje skurcze i spazmy doprowadziły i mnie. Poczułem jak przeszywa mnie prąd, odcinający inne zmysły, żeby wyrzucić w ciebie strumień gorącej spermy wraz z moją całą zgromadzoną przyjemnością.

    Przyparłem do ciebie, ciągle wstrząsanej drgawkami przetaczającego się przez ciebie orgazmu. Każdy Twój wstrząs pieścił moją nadwrażliwą po wytrysku główkę, sprawiając drobne fale przyjemności.

    Trwaliśmy tak w tym bezruchu, dysząc ciężko, nie chcąc zapomnieć tej pięknej chwili absolutnego zespolenia umysłów w tej starej jak świat grze. Grze ciał napędzanych wzajemnym porzadaniem…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mat Em
  • Pociag zwany pozadaniem

    Lubię zapach ksylamidu. Wspomnienie dzieciństwa, dalekich podróży wakacyjnych. Słodkawy, toksyczny zapach kolei. Jest coś magicznego w brudnych, śmierdzących moczem i metalem dworcowych poczekalniach, przejściach podziemnych wypełnionych stukotem nóg spieszących podróżnych, mijających się ze straganami pełnymi staników, nieprzeczytanych gazet i filmów.

    Konferencja w Gdańsku… Naprawdę nie było nigdzie bliżej? Oglądałem wydrukowany bilet i w głowie mieliłem nadchodzącą kilkugodzinną nudę przedziału kolejowego. Nigdy nie rozumiałem numeracji torów. Peron szósty, tor siedemnasty?? Był prawie pusty. Zgrzyt zwrotnic i łomot przetaczania wagonów co pewien czas zakłócał trzask gniecionych piętą puszek, wyciąganych przez puszkowego zbieracza z betonowych śmietników.

    Stałaś sama. W opiętej na pupie czarnej spódnicy, i luźnej bluzce zakrywającej twój biust. Z wielką walizką przy nodze, grzebałaś w telefonie, zerkając czy nie nadjeżdża pociąg. Poszedłem nieco bliżej, starając się dotrzeć zarys majtek pod spódnicą. Uwielbiam te kształty.

    Gdzieś w oddali niknęły srebrne tory, wybiegające z naszego peronu. Równe, lśniące w słońcu. W oddali zamajaczyły światła pociągu.

    Zanim wtoczył się z łoskotem na stację z podziemnego przejścia wytoczyła się z wrzaskiem grupa rozwrzeszczanej dzieciarni, nad którą bezskutecznie próbowały zapanować trzy nauczycielki. Spojrzeliśmy oboje z przerażeniem, a nasz wzrok się spotkał. Zaśmiałem się i powiedziałem do ciebie – a więc nie będziemy mieli pociągu osobistego, a jednak po prostu osobowy. Chyba przy tym bardzo wesoły… dodałaś

    Cztery wagony, trzy drugiej, jeden pierwszej klasy. Wars, lokomotywa elektryczna. Podeszliśmy do najbliższego wejścia. Szarpałaś się z walizką. Niech pani wsiada, wniosę tą walizę. Popatrzyłaś trochę nieufnie. Raczej ja z tą walizką będę biegł wolniej niż pani z podwiniętą spódnicą. Zaśmiałaś się. Puściłem cię po schodach wagonu przodem, za zapłatę przyjmując widok twojej pupy przed moimi oczami. pierwszy, drugi, trzeci przedział – skąd zawsze jest po jednej albo dwie osoby w pociągu? Znalazłaś pusty przedział. wtargałem twoją walizkę i dźwignąłem na półkę pod sufitem. Połechtało cię to, że zrobiłem to bez wysiłku. Taki pan cwany? Jak ja to później ściągnę? zapytałaś z uśmiechem. Dobrze, zostanę – szybko odpowiedziałem bez targowania się. Przestawiłaś się i wyciągnęłaś rękę. Pierwszy raz cię dotknąłem, coś w nas zadrżało.

    Usiedliśmy przy oknie, vis a vis. Dyskretnie pożerałem cię wzrokiem. Obrączka, pierścionek, raczej nie zaręczynowy, raczej na dziesiątą rocznicę. Znów telefon w ręku – pewnie sms do męża – ‘wsiadłam, będę według rozkładu na 13’ lub coś w tym stylu.

    Szarpnięcie oznajmiło nam – oto jedziemy w podróż życia.

    Zaczęliśmy się sobie oswajać. Przed nami kilka godzin jazdy. Byliśmy siebie ciekawi. Rozmowa toczyła się jak nasz pociąg po szynach – płynnie i bez większych zawirowań. Śmiałaś się z moich żartów, łapałaś podteksty i odbijałaś piłeczkę. Ale w tej trudnej sztuce lawirowania słowem i lapidarność stylu oboje szukaliśmy sposobu postawienia jej na te inne, odważniejsze tory. Spróbowałem więc…

    -Jedziesz do? Męża i dzieci, wakacje nad morzem.. -Dobry czas na odgrzanie kotleta miłości. Znów twój śmiech,- skąd takie określenie?? Kotlet miłości? Nieee, raczej ten kotlet jest już głęboko mrożony- dodałaś powoli, a śmiech zastygł na twoich ustach. Która to była rocznica? Zapytałem wskazując na pierścionek z diamentem. Wyprostowałaś dłoń i przyjrzałaś mu się w milczeniu. -Dziesiąta… ale kupiony na przeprosiny. – Uuu… Zabrzmiało poważnie. – Bo było poważnie- odpowiedziałaś krótko. Chwilę jechaliśmy w ciszy. Patrzyłaś na rozmazany za oknem obraz uciekającego świata z zaciśniętymi ustami. Ja patrzyłem na ciebie. Ale w twoich oczach nie widziałem smutku, raczej złość i determinację. Szkoda dzieci- dodałaś po chwili i zamknęłaś w tych dwóch słowach całą historię. – Teraz twoja kolej. Opowiadaj kto u ciebie zrujnował małżeństwo- zaśmiałaś się. -Widzę że zrobił się nam ‘przedział terapii małżeńskiej’ -źle? – wolałbym raczej ‘przedział terapii zajęciowej’ powiedziałem i spojrzałem ci głęboko w oczy. Nie uciekłaś wzrokiem, utrzymałaś to spojrzenie. Uśmiechnęłaś się przygryzając jedna stronę wargi. Poczułem jak krew zaczyna krążyć mocniej od tego spojrzenia. -sięgnij mi po walizkę- prosiłaś, a ja za nic w świecie nie chciałem teraz wstawać. -poo cooo ci? Zapytałem przewracając oczami. – Mam tam kanapki, jestem głodna.- będziesz się zapychać kanapkami? Chodź do warsu na śniadanie, ja stawiam.- a jak nas ktoś okradnie? -Nie okradnie. Nie wejdzie, nie bój nic . Zasłoniłem szyby od strony korytarza, otworzyłem drzwi i powiedziałem- zapraszam jaśnie panią na śniadanie. Zmrużyłaś oczy, popatrzyłaś na mnie i dostrzegłaś jak spodnie układają się w okolicach rozporka. Połechtało cię to. Nie do końca wiedziałaś co kombinuje, ale dziwnie mi ufałaś. Stałem w drzwiach, czekając na ciebie. Przechodząc otarłaś się, niby przypadkiem, ale oboje chcieliśmy tego przelotnego kontaktu ciał. Żadne nie uciekło spłoszone. Zamknąłem za tobą drzwi, wyciągnąłem z kieszeni marynarki klucz konduktorski i zamknąłem nim drzwi. -skąd to masz?! Zapytałaś ze śmiechem.

    – dodawali jak się kupiło sześć biletów. Chodź na jajecznicę.

    W restauracyjnym nie było nikogo, poza barmanem. Usiedliśmy na przeciw siebie, znacznie bliżej niż pozwalał na to wcześniej przedział kolejowy. Nachyliłaś się nad zalaminowaną kartką menu, a ja zajrzałem ci w dekolt, który odsłonił cielisty koronkowy stanik, z trudem utrzymujący piersi. -No no- powiedziałem pod nosem. Podniosłaś wzrok i zaśmiałaś się – menu czytaj! – No czytam, czytam. O tym przecież mówię!

    Dostaliśmy jajecznicę na maśle, świeże bułki i dżem. Patrzyłem na ciebie jak jesz nieśpiesznie. -czego się napijesz? – Chyba za wcześnie na picie – odcięłaś się – wiesz, ważne żeby nie zaczynać przed dwunastą. Kawy? Popatrzyłaś na mnie z błyskiem w oku i pokazałaś palcem w menu – wódkę… Zaskoczyłaś mnie, nie spodziewałem się tego, ale nie było to ostatnie zaskoczenie, którym mnie dziś miałaś jeszcze obdarzyć.

    Kelner przyniósł dwa kieliszki zimnej wódki. – za co pijemy? Zapytałem- za niewykorzystane okazje – powiedziałaś podnosząc kieliszek i wypiłaś jednym haustem. poszedłem w twoje ślady. Podszedłem do baru zapłaciłem za nasze śniadanie i zamówiłem jeszcze po kieliszku wódki. Postawiłem je na stole. -A tym razem za co? Zapytałaś. – Żebyśmy nie tracili już nigdy następnych. – Oby – powiedziałaś z namysłem i wypiłaś zanim zdążyłem usiąść. Wódka lekko kołowała naszymi myślami. Siedzieliśmy przez moment w ciszy, bawiłaś się wodząc palcem po krawędzi pustego kieliszka. Niewypowiedziana myśl zagościła w twojej głowie, uśmiechnęłaś się i znowu zagryzłaś wargę. – Powiedz na głos -poprosiłem. – Musiałbyś zamówić trzecią kolejkę – zaśmiałaś się w głos. Nie musiałem bo oboje wiedzieliśmy o co chodzi. -Jak rozpoznać te szanse które się minęło? -Gdybym wiedziała byłabym najbogatszą kobieta świata… odpowiedziałaś.

    Poczułem jak twoja stopa wyciągnięta w międzyczasie z buta dotknęła pod stołem mojej łydki. Byłaś jak zwrotnicowy, który przestawił naszą jazdę na nowe tory. Nie uciekłem od twojego dotyku. Karmiłem się nim. Sycił mą męską dumę. Patrzyliśmy sobie w oczy w milczeniu, a spojrzenie to zastąpiło mam teraz rozmowę. Moja ręka powędrowała pod stół. Opuszki palców znalazły odkryte kolano i delikatnie je pogładziły. Przymknęłaś oczy i szarpnął tobą dreszcz. Zabrałem rękę. Znów patrzyliśmy, ale w spojrzeniu tym był zawieszony był czysty erotyzm pożądania. – trochę się upiłam chyba… -Chodźmy stąd -zaproponowałem. Wstałaś, faktycznie wódka zmiękczyła ci kolana. Wystawiłem ramię, złapałaś mnie i poszliśmy w kierunku wyjścia. – wyglądamy jak stare małżeństwo- zaśmiałaś się. -stare małżeństwo piję żeby zapomnieć, a my żeby poznać – fakt – zachichotałaś.

    Doszliśmy do huczącego przejścia między wagonami. -nie lubię tego miejsca- przytuliłaś się. Obroń mnie przed nim – zaczęłaś się przekomarzać – nikt nie lubi, trzeba zrobić odważny skok i jesteś po drugiej stronie – jak że wszystkim. Nawet po wódce utrzymywałaś tempo rozmowy. Przytuliłem cię ramieniem, drugą ręką otwierając przejście. – no to jak na Indiana Jonesie, skaczemy- pociągnąłem cię za sobą i przeskoczyliśmy do następnego wagonu. Pociąg szarpnął, złapałem cię w objęcia. Nie, nie groził ci upadek. Chciałem wykorzystać moment. Poddałaś się temu. Stałaś z rękami przy sobie, objęta moimi rękami. Nasze twarze stykały się prawie ze sobą. Drzwi między wagonami zamknęły się z sykiem, można było znów usłyszeć wśród stukotu własne myśli. Przybliżyłem twarz do twojej twarzy, przymknęłaś oczy, rozchyliłaś usta… Chciałaś tego pocałunku, pocałunku faceta, którego znałaś godzinę, ale pożądałaś niewiele krócej. Nasze usta znalazły się z początku nieśmiało, żeby po chwili przejść do łapczywego pochłaniania się. Zapomnieliśmy się oboje w tej chwili. Przerwał nam brutalnie syk znów otwieranych drzwi i ostry głos: bilety proszę!

    Wypuściłem cię, i staliśmy przez chwilę jak para uczniów przyłapana w toalecie przez nauczyciela. Szukałaś w torebce drżącymi rękami biletu, ja swój podałem z wewnętrznej kieszeni marynarki. Wziąłem twoją torebkę i powiedziałem- kochanie, zawsze musisz mieć tam taki bałagan? Uśmiechnęłaś się i uspokoiłaś. -Panie konduktorze, czy pana żona ma też taka torebkę która zjada to co akurat jest potrzebne? Ale konduktor, człowiek wykrzesany ze stali szyn poparzył z dezaprobatą, nie podchwyciwszy żartu. Znalazłem twój bilet i podałem. Skasował i przed odejściem zapytał- który przedział? Trzeci od końca, nikogo więcej nie ma, nie musi pan sprawdzać. -acha- zakomunikował i poszedł dalej. -dzięki… Wyszeptałaś. Myślałam że spalę się ze wstydu… -Bez przesady moja droga, zostaw trochę wstydu dla mnie – uśmiechnąłem się. Puściłem cię przodem. Odwróciłaś się. Ale tego, że uszczypnę cię w pośladek się nie spodziewałaś.

    Poszliśmy do naszego przedziału. Szum w głowach od wódki, hałasu pociągu i emocji zakłócało tylko wykrzykiwane co chwila w oddali – bilety do kontroli! Oparłaś się plecami o szybę naszego przedziału i chichotałaś, drocząc się ośmielona wódką i rozwojem wydarzeń. Obejrzałem się czy konduktor jest zajęty, wyciągnąłem klucz i otworzyłem. Weszłaś przodem, zatrzymałaś się, odwróciłaś i załapałaś ręką klapę mojej marynarki. Wciągnęłaś mnie do środka z głośnym szeptem: chodź tu wreszcie. Wszedłem, zamknąłem drzwi. Pociąg kołysał tobą stojącą pośrodku przedziału. Poczułaś na ramionach moje dłonie. Przytuliłaś się. Nasze usta znów zaczęły się szukać

    Weszliśmy do przedziału. W głowach szumiała nam wódka rozbierając z kawałków wstydu i konwenansów, które na co dzień zakładamy. Wtopiłem palce w twoje włosy i całowałem długo. Czułem jak powoli uchodzi z ciebie napięcie i rozpływasz się w moich rękach. Moje dłonie zaczęły błądzić więc śmielej po twoim ciele, zapuszczając się w regiony ciasno opiętej spódnicą pupy. – nie za szybko? Zaśmiałaś się

    -to pociąg ekspresowy

    -wolała bym żebyś w pewnych kwestiach wykazywał opóźnienie niż był pośpieszny- zripostowałaś. Odsunąłem się lekko i spojrzałem w twoje śmiejące się nagłą odwagą oczy. Położyłem wskazujący palec na twoich mięsistych rozgrzanych pocałunkami ustach. – wiesz jaka jest następna stacja? Pokręciłaś w milczeniu głową. Mój palec powoli powędrował w dół twojego dekoltu, a ty zadrżałaś cała. Z półprzymkniętymi z rozkoszy oczami odchyliłaś głowę czekając na rozwój wypadków. Rozpiąłem ci guzik z bluzki, potem drugi i trzeci… Poczułaś jak całuję cię w szyję, a potem jak mogę usta wędrują w dół, do odkrywanych właśnie powoli piersi. Popchnęłaś mnie na siedzenie, a sama stanęłaś tuż przede mną. Miałem Twój biust dokładnie na wysokości twarzy. Złapałaś moją głowę i wcisnęłaś między swoje piersi. Wyciągnąłem twoją bluzkę ze spódnicy i powędrowałem dłońmi wzdłuż pleców do zapięcia stanika. Rozpiąłem go i zacząłem ściągać zębami. -czekaj… Szepnęłaś. Sprawnie rozpięłaś ramiączka, i teraz pod bluzką kołysały się twoje obfite piersi, wyraźnie znacząc na materiale twarde i sterczące sutki. Przygryzłem je przez bluzkę. Syknęłaś z bólu podniecenia…

    Pieściłem zachłannie twoje piersi, ale oboje chcieliśmy siebie więcej. Wsunąłem dłoń między twoje uda, i powoli przesuwałem ją w górę, aż natknąłem się na barierę majtek, wyjątkowo ciepłych i … Mokrych. Wstałem, pocałowałem cię w usta. Twoje oczy patrzyły nie widząc nic dookoła, zamglone podnieceniem. Pchnąłem cię na drugą kanapę, a sam klęknąłem przed tobą. Rozłożyłaś bezwiednie nogi w zapraszającym geście. Twoja spódnica podciągnęła się w górę sama. Wsunąłem pod nią dłonie i złapałem za gumkę majtek. Płynnie ześlizgnęła się po twoich udach i łydkach i wylądowały gdzieś rzucone moją dłonią. Spojrzałem ci głęboko w oczy… Mówiły jedno. Złapałaś za moją głowę dłońmi i wcisnęłaś ją najgłębiej jak mogłaś między rozłożone uda.. nie musiałaś się ze mną siłować. Miałem ochotę na tą wygrzaną podnieceniem, ociekającą sokami cipkę. Zatopiłem się w niej językiem, a tobą szarpnął dreszcz i jęknęłaś głośno…

    Wymacałem twoją łechtaczkę kciukiem i zacząłem delikatnie pieścić. Wiłaś się z rozkoszy na kanapie, wciąż chcąc więcej. Podniosłem głowę, a moje palce wsunęły się gładko w ciebie. Czułaś, jak wzbiera w tobie rozkosz. Zatopiłem się znów językiem w łechtaczkę, nie przestając pieścić cię od środka. Zlizałem każdą możliwą gęstą kroplę soków, a twoje uda zaczęły powoli zaciskać się na mojej głowie. Przez twoje ciało przetoczył się szybki orgazm, wyrywający z ust krótkie spazmy. Kiedy przestały tobą wstrząsać podniosłaś głowę, a dłonią odepchnęłaś moją twarz od swojego krocza. Patrzyłaś na mnie niedowierzając, rozbieganym jeszcze od orgazmu wzrokiem, próbując pojąć co się właściwie stało. Oddychałaś płytko, spocona. Podobały mi się te mokre kosmyki włosów opadające na twoją twarz…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mat Em
  • Asystentka Agnieszka

                    Moja historia zaczęła się latem 2016 roku. Od dwóch lat pracowałem na stanowisku kontrolera finansów. Nasza prezes miała na imię Klaudia, była dość wysoką brunetką o bardzo proporcjonalnej figurze. Zawsze ubierała się z klasą ale też i bardzo kobieco. Przez ten czas nie widziałem, żeby ktoś próbował z nią dyskutować czy cokolwiek sugerować. Wszyscy bez zmrużenia oka wykonywali jej polecenia, nawet dość wysoko postawieni dyrektorzy.

                    Nie miałem problemów z pracą, była to firma zarządzająca finansami dość bogatych klientów. Wszystko układało się świetnie, aż do tego feralnego lipcowego piątku – i wcale nie trzynastego.

                    Wszedłem do firmy jak zwykle, tuż przed ósmą, ale już przy wejściu stała Anka, moja bardzo dobra przyjaciółka, jedna z samodzielnych księgowych.

    – Michał, idź szybko do Klaudii, jest jakiś straszny problem, chce cię natychmiast zobaczyć!

    – Dobra, dobra już idę – odparłem bez emocji. Anka często przerysowywała problemy, pewnie jest tak i tym razem, pomyślałem.

    Zapukałem do drzwi gabinetu.

    – Wejść! Zabrzmiało jak trzaśnięcie batem.

    – Michał, czy ty wiesz co ty najlepszego zrobiłeś! Pomyliłeś euro ze złotówkami w swoich wyliczeniach! Nie dość że straciliśmy grube miliony, to jeszcze jest to sprawa skarbowa! Policja siedzi mi od szóstej na karku, za takie coś idzie się do więzienia teraz!

    – Ale, zaraz, zaraz…

    – Żadne zaraz, księgowość wszystko potwierdza, mamy, a w zasadzie ty masz kilka paragrafów nad sobą. Na bank to może skończyć się odsiadką, a wiesz co robią z takimi jak ty!!!

                    Byłem dość delikatnej budowy ciała więc nie trzeba było mi wyjaśniać co.

    – Nie mogę tego tak zostawić, musisz natychmiast ponieść konsekwencje służbowe i  muszę to zgłosić Policji!                                              

                    No ładnie, żegnaj praco, witaj Zakład Karny Białołęka.

    – Upokorzyłeś mnie dziś bardzo. Nie zostawię tego tak. NIKT mnie jeszcze tak nie upokorzył, ja ci zrobię to samo!!!

    – Rozbieraj się, natychmiast, ze wszystkiego, do naga!

    – Ale…

    – Wolisz telefon na Policję??? Wyskakuj z ciuchów, szybko!

                    Po dwóch minutach stałem jak mnie Pan Bóg stworzył. Klaudia w tym samy czasie zaczęła coś wyjmować ze swojej szafy.

    – Zakładaj stanik!

    – Ale…

    – Nie gadaj, rób to co ci każę!

                    Posłusznie zapiąłem biustonosz, wypchała go jakąś gąbką.

    – Teraz majteczki i rajstopy!

    Wsunąłem czarne koronkowe majteczki i z nieco większymi problemami czarne rajstopy.

    – Teraz to!

    Podała mi czarną sukienkę z dzianiny. Włożyłem prze głowę. Sięgała mi gdzieś 10 centymetrów nad kolano.

    – Siadaj i zakładaj te buty!

    Podała mi czarne kozaki, które mi sięgały pod kolano i miały kilkucentymetrowe, na szczęście solidne obcasy.

    – Pokaż się, wstawaj! No nieźle jak na pierwszy raz.

    – Pierwszy raz??? Jak to pierwszy raz…

    – Zamknij się suko!

    Krzyknęła innym tonem, którego naprawdę się zląkłem.

    – Za dużo mówisz, musimy coś z tym zrobić.

    Szybko zdjęła swoje rajstopy i figi. Z majteczek zrobiła kulkę.

    – Otwieraj buzię! Szeroko!

    Posłusznie zrobiłem. Wsunęła mi swoje jeszcze ciepłe majtki do ust.

    – Zamknij usta i nie wypluj!

    Po czym nałożyła mi swoje rajstopy na głowę i związała pod szyją. Widziałem dużo gorzej, ale potem wyjęła szeroką srebrną taśmę klejącą.

    – Chodź, tu suko, zasyczała. Muszę się upewnić że nic nie wyplujesz.

    Szybko zakleiła mi usta, okręciła taśmą ze cztery razy.

    – Dobra, ten otwór mamy gotowy, ale to jeszcze nie koniec szmato! Oprzyj się na biurku, wypnij tyłek!

    Posłusznie to zrobiłem. Zamajaczył mi kształt tak jakby korka doodbytniczego. Podniosła mi sukienkę, opuściła rajstopy i majtki. Powoli wsunęła korek w odbyt. Podniosła majtki i rajstopy na miejsce, opuściła sukienkę. Zrobiła mi szybko kilka zdjęć telefonem.

    – Miałeś pracę w dupie, to teraz masz coś rzeczywiście w dupie. Masz się tam nie dotykać, tylko ja ci mogę go wyjąć! Teraz idziemy!

    Zaprowadziła mnie tuż obok wejścia do pokoju socjalnego. Do piersi przypięła kartkę: „Lekceważyłem polecenia Prezes”

    – Teraz będziesz stał tak na baczność przez co najmniej dwie godziny. Ręce na kark. Masz się nawet na milimetr nie ruszać, masz nawet nie wydać pisku z siebie! Myśl o tym, co zrobiłeś!

    To akurat byłoby niełatwe, jej majtki dość szczelnie wypełniały mi usta a taśma jeszcze bardziej blokowała możliwość wydanie jakiegokolwiek dźwięku. Posłusznie stanąłem na baczność, położyłem ręce na karku. Niewiele widziałem ale przyciszone chichoty moich kolegów i koleżanek którzy nagle bardzo często zaczęli korzystać z pokoju socjalnego sprawiały, ze mogłem sobie wyobrazić jak wyglądam.

    Nie wiem ile minęło czasu, czy to były te obiecane dwie godziny, czy dłużej. W każdym razie wszystko zaczęło mnie drętwieć, ale nie ruszyłem się z miejsca.

    – Chodź szmato z powrotem! – nagle usłyszałem. Klaudia zaprowadziła mnie z powrotem do gabinetu. No jak suczko, zmiękłaś już? No tak, nic mi nie możesz odpowiedzieć…

    Zdjęła taśmę, rajstopy i wyjęła swoje majtki z moich ust.

    – Teraz słuchaj i nic nie mów. Udało mi się tymczasowo załatwić sprawę z Policją. Nic ci nie będzie, ale pod jednym warunkiem. Będziesz robiła wszystko to co ci każę w najdrobniejszych szczegółach. Czegoś nie zrobisz, otwieramy ponownie sprawę i zgłaszam cię na Policję. Rozumiesz?

    – Tak.

    Nie wiedziałem czemu zwróciła się do mnie używając rodzaju żeńskiego.

    – Od dziś nie jesteś Michał, jesteś Agnieszka. Masz o sobie mówić, tak, jakbyś była kobietą, odpowiednie końcówki i tak dalej? Zrozumiałaś?

    – Zrozumiałe..am.

    – No, grzeczna dziewczynka. Masz tu swoją garderobę.

    Wyciągnęła pięć toreb z nazwami dni tygodnia, od poniedziałku do piątku.

    – Każdego dnia masz się zjawić w pracy ubrana w dokładnie wszystkie rzeczy jakie są w torbie. Peruka, dodatki, buty i ciuchy. Teraz jedź już do domu, bo do poniedziałku musisz sobie samodzielnie przygotować makijaż i ogólnie kobiece zachowanie.

    – Mogę dostać moje ubranie i wyciągnąć korek?

    – Po co ci ubranie? Przecież jesteś już ubrana. Wracasz do domu w tym co masz, jedziesz samochodem więc nie będzie takiego problemu. Korek możesz sobie wyciągnąć w domu, wcześniej nie. Ale już od poniedziałku jeździsz do pracy komunikacją miejską, jasne? Wiesz że mam sposoby żeby to sprawdzić.

    – Jasne. Powiedziałem lekko zrezygnowany.

    – Teraz wynoś się, nie chce cię do poniedziałku widzieć! Jak nie będziesz się słuchać, to niemal na sto procent idziesz siedzieć, a ja już upewnię się, żeby tam każdy zobaczył twoje fotki w damskich ciuszkach!

    Posłusznie zabrałem torby i poszedłem do samochodu.

    No cóż, zaczynam chyba nowe życie. Bądź co bądź lepsze niż w zakładzie karnym…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Agnieszka
  • Rodzinne nauki – (I) Wyjatkowy wieczor

    Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Mój pęcherz był bliski eksplozji, a tymczasem w łazience ojciec właśnie rozpoczął nucenie kolejnej ballady z poprzedniego stulecia, uparcie okupując prysznic.

    – Tato błagam, wyłaź stamtąd, muszę skorzystać z toalety! – płakałam z rękami wciśniętymi między uda w desperackiej próbie zatrzymania nadciągającej powodzi i podskakując na palcach przed drzwiami łazienki.

    – Nie możesz poczekać jeszcze chwili? Ojciec tak kochał swój czas pod prysznicem, że matka często śmiała się, że ma romans z prysznicową dyszą.

    – Muszę siku! – krzyknęłam. – Po prostu wyjdź na dwie minuty, to nie potrwa długo!

    – Och do diabła, wejdź i wysikaj się, a ja się odwrócę – powiedział. To miało sens. W końcu to tylko ojciec, który od czasu do czasu widywał mnie w dziwnych sytuacjach. Co prawda, teraz gdy miałam już osiemnaście lat, od dawna nie było takiej okazji, ale byłam w takiej potrzebie, że nie warto było wybrzydzać. Pchnęłam drzwi i wbiegłam do zaparowanej łazienki. Chciało mi się tak bardzo, że prawie nie zwróciłam uwagi na ojca. Po prostu założyłam, że odwrócił się do mnie plecami. Kiedy zsunęłam majtki, siadając na muszli, podniosłam wzrok i zobaczyłam, że patrzy prosto na mnie.

    – Nie patrz! – upomniałam go. Obłoki pary unosiły się pomiędzy nami, szum wody dźwięczał w przestrzeni wypełnionej płytkami i nagle uświadomiłam sobie, że jestem sam na sam z moim ojcem. Mocniej otuliłam się szlafrokiem, jakby mógł mnie całkowicie zasłonić i próbowałam oderwać swoje oczy od niego. Jednak przesuwając wzrok, musiałam zauważyć jego kutasa. Przez chwilę wpatrywałam się w niego jak sparaliżowana. Jego kutas był długi, gruby i na wpół twardy, wychylał się z kłębów czarnych włosów wprost przede mną. Ciemnoczerwona główka pulsowała, jakby za chwilę miała wystrzelić. Jego jajca zwisały nisko, dwie kule powleczone skórą pokrytą włosami bujające się między udami. Przeszedł mnie dreszcz, tajemniczy i elektryzujący. Moje dłonie zacisnęły się na szlafroku, którym próbowałam się zasłonić przed jego wzrokiem, a nogi zacisnęły się z przerażenia. Skończyłam sikać. A jednak siedziałam tam, wpatrując się w tego grubego członka. Ten uniósł się i prężył dumnie. Przechylił się w lewo, prezentując grubą nabrzmiałą żyłę. Przerażona wpatrywałam się w niego, czując dziwne pulsowanie w mojej cipce.

    Roztargniona sięgnęłam po papier, urwałam kawałek i wytarłam swoją cipkę. Aby to zrobić, musiałam rozchylić szlafrok. Dopiero teraz naprawdę się zarumieniłam, zdając sobie sprawę, ile ukazuje. Tatuś widział jak, dotykam się między nogami. Bez wątpienia widział też moje nagie cycki. Obecnie były już za duże, żeby nie zwrócić na nie uwagi. Nic nie powiedział. Kiedy w końcu udało się jej oderwać wzrok od jego kutasa i spojrzeć mu w oczy, uśmiechnął się tylko i zaczął znów nucić jakiś stary szlagier, podczas gdy woda spływała kaskadami po jego silnie opalonym ciało. Z jakiegoś powodu kręciło mi się w głowie, kiedy wychodziłam z łazienki. Moje nogi nie były najstabilniejsze, moje ręce ledwo miały siłę, by nacisnąć klamkę. – Dzięki tatusiu – powiedziałam. Nie odpowiedział.

    Po powrocie do pokoju usiadłam ciężko na łóżku, próbując oczyścić myśli. Franek na pewno mi się oświadczy. Dlaczego to już nie miało dla mnie takiego znaczenia? Odkąd pamiętałam, Franek był „tym jedynym”. Przystojnym i opanowanym, zawsze ponad innymi facetami, a teraz kiedy zaproponowano mu stypendium na zachodzie, musiał się ze mną ożenić, jeśli chciał, żebym rzuciła wszystko i pojechała razem z nim.  Im bardziej starałam się oczyścić myśli, tym częściej wracały do fiuta ojca, którego widziałam przed chwilą. Zsunęłam szlafrok i zaczęłam wkładać ubranie przygotowane na dzisiejszą randkę. Nie ubrałam stanika – cycki były jedną z tych rzeczy, które fascynowały Franka najbardziej. Co chwilę mówił mi, jakie są wielkie i jak uwielbia patrzeć, gdy skaczą mi pod koszulą. Były naprawdę duże, pomyślałam stając bokiem do lustra i unosząc je dłońmi. Bardzo jędrne i sterczące. Ciało miałam raczej szczupłe, co jeszcze bardziej uwypuklało ich rozmiar. Mama zawsze próbowała mnie namówić, żebym jadła więcej i nabrała ciała, ale ja lubiłam swoją sylwetkę. Stałam przed lustrem i rozczesywałam swoje długie, czarne włosy, jednocześnie wpatrując się w swoje cycki. Weronika też je lubiła. Zawsze mnie za nie łapała i porównywała ze swoimi maluchami.

    Wcisnęłam się w dżinsy, które ciasno przylegały do mojego tyłeczka i mocno opinały moje krocze. Werka mówiła, że naprawdę doprowadzają facetów do szaleństwa. Środek przebiegał dokładnie między moimi wargami i pozwalał im zarysowywać się wyraźnie pomimo okrywającego je materiału. Odwróciłam się i stanęłam na palcach, żeby przyjrzeć się dokładniej swojemu tyłeczkowi. Franek powiedział, że jest chudy, ale bardzo zgrabny. Wsunęłam na nogi sandałki na koturnie. Mój strój na dzisiaj był kompletny. Wysoka, szczupła, z dużymi cyckami i wyraźnie zarysowaną przez dżinsy cipką. Moje gładkie jak len włosy, lśniły głęboką czernią, opadając na ramiona i spływając po plecach do dupci. Czy Franek mógł się oprzeć takim przygotowaniom?

    Wydawało się, że nie. Kiedy podszedł do drzwi wejściowych, zauważyłam, że westchnął ciężko, a kiedy się odezwał, brzmiał jakby, nie mógł wydusić z siebie słowa. Mama przyszła, żeby się przywitać. Posłała Frankowi spojrzenie przepełnione miłością. Pewnego dnia, on będzie kimś ważnym, a jej mała córeczka będzie jego żoną. Tego właśnie chciała. Moja matka, Werka i Franek połączyli siły, aby doprowadzić mnie do granicy oczekiwania. Udzielała mi wskazówek, podpowiedzi i pomysłów na schwytanie mężczyzny, zarówno tych prostolinijnych, jak i tych bardziej zawoalowanych. Jako grzeczna dziewczynka brałam je wszystkie pod uwagę. Jednak w tym momencie, kiedy obrączka była już w zasadzie w zasięgu ręki, moją głowę wypełniał obraz sterczącego kutasa mojego ojca.

    Franek zabrał mnie do restauracji i zgodnie z oczekiwaniami zadał PYTANIE. To był bardzo romantyczny moment i od razu udzieliłam mu odpowiedzi. Wszystko było ustalone. Za tydzień się pobierzemy, na dzień przed jego wylotem.

    – Chodźmy do domu i powiedzmy moim rodzicom – powiedziałam po kolacji.

    – Czekaj, czekaj, porozmawiajmy najpierw – powiedział Franek z dziwnym błyskiem w oku. Zawiózł mnie nad jezioro i zaparkował w ciemności. Ściszył radio i spojrzał na mnie. Jego oddech był nieregularny, a ręce niespokojne. Wiedziałam czego chce, ale nie wiedziałam, jak mu to zaoferować. Każda komórka mojego ciała chciała tego równie mocno. Wcześniejsze wydarzenia w łazience pobudziły mnie już i odpędziły jakiekolwiek zahamowania. Moja cipka pulsowała, a sutki dosłownie swędziały mnie z podniecenia. Franek tego nie wiedział, ale tego wieczoru byłam w pełni gotowa na niego. W przeszłości pieściliśmy się na różne sposoby, ale dziś mi to nie wystarczy. Kiedy wziął mnie w ramiona, zrobiłam wszystko, aby poczuł, jak chętna jestem. Roztopiłam się w jego objęciach, jedną ręką niby przypadkiem otarłam się o spuchnięte wybrzuszenie w jego spodniach. Rozpięłam bluzkę, ukazując mu tak podniecające go cycki. Jego ręce były wszędzie, dotykając mnie, pieszcząc, a jego gorące pocałunki pokrywały moją twarz. Wydawał się opętany pożądaniem, a ja zadowolona płynęłam z nim w tę podróż.

    – Och Julcia! – jęknął, – Tak cię chcę! Kolejne pocałunki. Czekał na moją reakcję, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Oddawałam namiętnie jego pocałunki, wsuwając język w jego usta. Jego dłonie stały się śmielsze, łapiąc mocno za moje cycki i wsuwając się między uda, by pogładzić moją rozgrzaną cipkę.

    – Rozbierzmy się – szepnął. Skinęłam głową, ale musiał to zrobić za mnie. Drżałam, gdy ściągał moje obcisłe dżinsy, poczułam się trochę słabo i zamiast podsunąć się bliżej by go pocałować, odchyliłam się do tyłu, rozchylając lubieżnie nogi. Franek wpatrywał się w moją cipkę oświetlaną skromnym światłem pobliskiej latarni. W samochodzie panowała cisza, wyczuwało się napięcie. Oboje byliśmy gotowi, jedyne co musiał zrobić to wziąć mnie. Potem potrząsnął głową – Nie, nie na tydzień przed ślubem – powiedział ochryple. – To nie byłoby właściwe, skoro czekaliśmy tak długo…

    – Ale możemy się troszkę zabawić, prawda – powiedziałam lekko płaczliwym głosem.

    – Jasne, że możemy – powiedział, przesuwając dłonią po mojej rozpalonej cipce. – Tak długo, aż potrafimy się kontrolować. Jego palec błądził po moich wargach, kreśląc kształt mojej cipki. Robił to delikatnie i powoli rozpalając mnie tak, że ledwo byłam w stanie to znieść. Choć jego dotyk był delikatny, moja cipka płonęła. Najmniejsze dotknięcie sprawiało, że moje ciało przebiegały długie fale dreszczy, a kiedy jego paluch dotknął mojego guziczka, pomyślałam, że zaraz zacznę krzyczeć. Jednak w ciągu ostatnich trzech lat, kiedy byliśmy parą, wiele się nauczyłam o samodyscyplinie. Franek był tradycjonalistą i marzył o żonie dziewicy, a ja dobrowolnie wcieliłam się w tę rolę. Ta gra była bliska porażki, a poza tym za tydzień i tak mieliśmy pójść na całość…

    – Franek … kochaj się ze mną – jęknęłam, poruszając zachęcająco biodrami i oplatając nogami jego ciało, próbując wciągnąć go na siebie. – Nie czekajmy ani sekundy. Nadal miał na sobie bokserki, ale jego sztywny z podniecenia kutas był wyraźnie widoczny, a teraz czułam, jak pulsuje z podniecenia.

    – Proszę Julcia, nie utrudniaj mi tego – wyszeptał, odpychając mnie lekko. – Ubierz się, proszę. Wyskoczył z auto i widziałam, jak uspokaja oddech. Zapalił papierosa drżącymi rękami. Podszedł do jeziora i stanął nad brzegiem. Palił, a drugą rękę zsunął w dół i zaczął nią poruszać. Zajęło mi chwilę, zanim zrozumiałam, co wyprawia. Kiedy wrócił, próbowałam zapytać, dlaczego to robił, a on wydusił z siebie tylko coś o potrzebie ulżenia. Do tego momentu zdążyłam założyć bluzkę i dżinsy. Franek odwiózł mnie do domu, mocno przekraczając ograniczenia prędkości. Nie odezwał się, dopóki znów nie znaleźliśmy się pod domem.

    – Przepraszam kochanie – powiedział. – Ale za bardzo mnie kusiłaś. Facet może się powstrzymywać tylko do pewnej granicy. Jeszcze tydzień i będziesz moją dziewiczą panną młodą. Czy nie warto poczekać, te parę dni?

    – Nie wiem – powiedziałam. Myślałam, że mówię to tylko dlatego, że nie wiedziałam, co innego mogłabym powiedzieć. Z szerokim uśmiechem otworzył drzwi i weszliśmy na podjazd, żeby przekazać nowinę moim rodzicom. Matka byłą w siódmy niebie. Wyściskała i wycałowała Franka, nazwała go swoim synem, a potem zabrała się do planowania logistyki ślubu. Tata uścisnął mu rękę i powiedział różne miłe rzeczy, ale był mniej zachwycony. Jeżeli zaś chodzi o mnie… jakoś nie potrafiłam się cieszyć tą chwilą. Tak jakbym nie była częścią tego, co się działo. Moje ciało poruszały tajemnicze impulsy, dziwne drżenia, mrowiły mnie cycki i czułam, że jestem strasznie mokra. Poza tym czułam palącą urazę. Franek mnie odrzucił. Jego powody nie miały dla mnie żadnego znaczenia. Oddałam mu się, a on odmówił, zostawiając mnie na krawędzi szaleństwa. Grałam posłusznie rolę dobrej córki i szczęśliwej narzeczonej tak długo, jak Franek został u nas. Gdy tylko wyszedł, pocałowałam rodziców na dobranoc i pobiegłam na górę.

    Weronika, moja kuzynka i przyjaciółka mieszkała w sąsiednim domu. Budynki stały blisko, a w naszym ogrodzie rósł stary dąb. Z niewielkim wysiłkiem dało się nim przejść z mojego okna do jej, po prostu przesuwając się po kolejnych gałęziach. W lecie zawsze miała otwarte okno, podobnie jak ja. Ponieważ wieczór był wciąż młody, w jej oknie paliło się światło.

    – Witaj Julcia – powiedziała radośnie, kiedy wsunęłam się przez okno. – Już wróciłaś z wielkiej randki? Jak poszło?

    Opowiedziałam jej i początkowo była bardzo podekscytowana i cieszyła się moim szczęściem. Potem powiedziałam jej o najważniejszym wydarzeniu, a Werka zamilkła współczująco.

    – Och – westchnęła, kiedy skończyłam. – Wróżba nie jest najlepsza. Co możemy z tym zrobić?

    Weronika była moim całkowitym przeciwieństwem. Jej włosy były blond i kręciły się przycięte dosyć krótko. Miała szerokie ramiona, wąskie biodra i małe twarde cycuszki. Cały rok spędzała na powietrzu, uprawiała różne sporty i jej skóra była mocno opalona. Byłyśmy w tym samym wieku, chodziłyśmy do tej samej szkoły i tej samej klasy, ale co najważniejsze byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Odkąd pamiętam, korzystałyśmy z dębu w ogrodzie, żeby przyjść i opowiedzieć sobie o kłopotach czy podzielić się radosnymi wydarzeniami. Różniła się ode mnie jeszcze jednym – nie była już dziewicą. Werka znała wszystkich w naszym miasteczku, brała udział w każdej imprezie i wydarzeniu, często sypiając ze starszymi facetami. Chłopakami w naszym wieku raczej gardziła.

    – Widzisz co się z tobą dzieje? – powiedziała po chwili. – Wyjdziesz za Franka i to będzie początek i koniec twojego życia seksualnego. Musisz teraz trochę pożyć, zanim będzie za późno.

    Zamiast się z nią kłócić, skinęłam głową, zaskakując kuzynkę.

    – Wiem, że masz rację – powiedziałam. – To znaczy, to jest przerażające i w ogóle, ale moje ciało żyje teraz własnym życiem.

    – Ciało żyjące własnym życiem? W takim razie będziesz musiała mi zaufać – powiedziała Weronika. – Jest na to tylko jedno lekarstwo i na szczęście dobrze je znam. Chodź tutaj i siadaj obok mnie. Nie ruszaj się, a twoja ulubiona kuzynka sprawi, że poczujesz się lepiej.

    Wyłączyła wszystkie światła oprócz niewielkiej lampki obok łóżka i podeszła siadając obok mnie. Jej ramię objęło moje. Jedną ręką przesuwała po moich długich włosach, a jej oczy wwiercały się głęboko w moje. Nagle poczułam, że się czerwienię. Weronika i ja nie miałyśmy przed sobą sekretów, ale nigdy dotychczas nie łączyło nas nic seksualnego. A teraz wręcz biła od niej zmysłowość!. Uwodziła mnie!

    – Co ty robisz? – spytałam nieśmiało. Kazała mi się uciszyć, a jej dłonie mocniej przejechało po moich włosach i ciele. Przesunęły się na moje piersi i zatrzymały, powodując delikatne mrowienie. Weronika przesunęła się i usiadła twarzą do mnie, z nogami podwiniętymi w pozycji lotosu. Nie dało się od niej uciec. Jej rodziców nie było w domu, a młodszy brat już na pewno spał. Poza tym sprawiała, że czułam się przyjemnie zmieszana.

    – Od tak dawna chciałam to zrobić – powiedziała cicho Weronika. Jej zwinne palce rozpięły guziki mojej bluzki i rozchyliły ją szeroko.

    – Tak, popatrz na te cycki. Idealne, po prostu idealne. Och pozwól mi je pocałować! Pochyliła się i zanim zdążyłam zaprotestować, jej usta znalazły się na jednym z moich sutków. Mój system nerwowy przeżył szok. Spojrzałam na tę blond kędzierzawą główkę, która przyczepiła się do mojego cycka i nie wiedziałam do końca co się ze mną dzieje. Jednak w środku pojawiło się miękkie, sugestywne uczucie, które przerodziło się w kulę ciepła, która rozszerzała się, aż dotarła od mojego sutka wprost między moje uda. Jej usta przesunęły się na drugi sutek, a jej dłonie ściskały i pieściły lewą pierś, przenosząc ciepło pomiędzy nimi i jednocześnie wprowadzając moją cipkę na cudowny rollercoaster doznań. Bluzka zsunęła się z ramion, a Werka odepchnęła mnie do tyłu. Przewróciłam się na plecy i po chwili objęłam ją ramionami, gdy pochyliła się nade mną, by dalej pieścić moje cycki. To było cudowne uczucie! Franek dotykał ich dosyć często, ale nie robił tego tak dobrze… Weronika wiedziała sporo o cyckach i o tym, jak sprawić by czuły się dobrze.

    Wydawała się szczęśliwa, że może iść dalej i dalej. Wpadłam w kompletne rozluźnienie i z roztargnieniem przesunęłam dłonią po jej loczkach. W końcu przeniosła swoje zainteresowanie na inne części mojego ciała. Jej usta wypuściły moje cycki i przesunęły się w dół w stronę pępka. Prawie nie dostrzegłam zmiany. Miałam zamknięte oczy i niemal drzemałam. Płynęłam leniwie rzeką ambrozji, która miała doprowadzić mnie do raju. Niejasno zdałam sobie sprawę, że rozpina mi dżinsy i z trudem próbuje je ze mnie ściągnąć. Nie miało to dla mnie znaczenia. Nawet nie zawracałam sobie głowy podniesieniem tyłka.

    Dopiero kiedy jej palce przejechały po mojej cipce, jakaś część mnie ocknęła się i powróciła do życia. Franek dotykał mnie tam wcześniej i bardzo mi się to podobało. Teraz robiła to moja kuzynka. Czy to było właściwe? Posunęłam się już za daleko, żeby teraz tym się przejmować. Położyłam się wygodnie i delektowałam się cudownymi odczuciami wzbierającymi w moich lędźwiach. Jej palce delikatnie dotykały, kolejnych fragmentów mojej cipki rozpoznając teren, odkrywając, które miejsca są bardziej wrażliwe, a które wręcz nieprawdopodobnie wrażliwe. Od czasu do czasu z mojego gardła wydobywał się cichy jęk. Poza tym byłam bezwładna i szczęśliwa. Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby odwzajemnić, to co odczuwałem.

    Coś ciepłego i mokrego zaczęła ślizgać się wewnątrz mojej cipki. Nie mogłam zrozumieć, co to było, ale było na tyle miłe, że musiałam to zobaczyć. Ku mojemu przerażeniu odkryłam, że to język Weroniki. Jak mogła!? Jak tylko skończy, powiem jej, żeby nigdy więcej tego nie robiła. Do tego czasu… Boże, to było takie cudowne. Jej język był jak żywe stworzenie, ożywiony ślimak tańczący polkę między moimi wargami, przesuwający się tam i z powrotem, naciskając na moją łechtaczkę, a następnie pędząc w dół, by na chwilkę wśliznąć się w moją dziurkę. Do środka i na zewnątrz, z powrotem, na boki, w kółko i na około – moja głowa zaczęła kręcić się w rytm ruchów jej języka! Był bardzo dokładny. Wbijał się i lizał, zwilżając moją cipkę raz za razem, aż jej ślina połączyła się z moimi sokami, tworząc strumyk, który spływał do mojego odbytu i kapał jej na łóżko. Teraz jej palce połączyły się, trzymając moje wargi szeroko rozstawione, aby mogła włożyć między nie sporą część swojej twarzy i aby jej język mógł wsunąć się znacznie głębiej. Cudowna euforia została zastąpiona surową żądzą. Nagle moje biodra zaczęły się unosić i opadać, w górę i w dół, prawdziwe staccato podniecenia, które utrudniało Weronice nadążenia za mną. Błagałam ją, żeby przestała, żeby dała mi złapać oddech, ale ona tylko lizała mnie energiczniej.

    – O Boże! Słyszałam jak dyszę. – Przestań, przestań, proszę… przestań! Nie to za dużo, doprowadzasz mnie do szaleństwa! To łaskocze! Przestań, STOOOO-OOPP! OCH JEZU, NIE, NIEOOOOOOOHHHH TO DOBRZE, TAK, TAK, MOCNIEJ, OCH TAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaakkkkk… Błyskawica uderzyła w moją cipkę, wywołując burzę namiętności, która szalała gwałtownie przez sekundę, a potem zniknęła, zostawiając mnie na wysokościach, spokojną i wypełnioną głębokim uczuciem wdzięczności. Weronika zatrzymała się, gdy zobaczyła, w jakim jestem stanie. Jej twarz błyszcza od moich soków, gdy uśmiechała się szeroko.

    – Podoba ci się to? To dopiero początek Julcia. Faza pierwsza. Zamierzam znaleźć ci kochanków i przekazać ci doświadczenia, które będą towarzyszyć ci przez resztę twojego życia. Zanim z tobą skończę nauczysz się wielu sztuczek.

    – Brzmi niebezpiecznie – westchnęłam. Moje ciało płonęło. – Nie musisz tego wszystkiego robić Werka. Sama mogłabym to zrobić.

    – Ty? Nie, nie mogłaś tego zrobić. Wpadłaś na faceta i trzymałaś się go tak długo, jak tylko mogłaś. To ja jestem tą, która potrafi tak po prostu wprowadzać zmiany w obsadzie. Pstryknęła palcami i pochyliła się, żeby pocałować mnie prosto w usta. Towarzyszył temu cierpki smak cipki, którym rozkoszowałam się bezwstydnie. Jakby wiedziała, Weronika otworzyła mi usta swoimi ustami i wepchnęła we mnie język, głęboko, żebym musiała posmakować wszystkiego. Jej ciało położyło się na moim, a jej łono natarczywie napierało na mnie. Po raz kolejny bez wysiłku zlikwidowała mój wszelki opór. Poddałam się jej głębokiemu, namiętnemu pocałunkowi i zanim zorientowałam się, co się dzieje, przytuliłam ją mocno i wciskałam swoje łono w jej.

    Zniknął błogi spokój. Jej cipka przyciskała się do mojej, wargi pocierały się nawzajem, a potem otarła się nimi o moją łechtaczkę. Napierała coraz mocniej, pocierając się o mnie, aż znalazłam się znowu tam, gdzie porzucił mnie Franek, zostawiając rozgorączkowaną, niespokojną, potrzebującą miłości! Teraz kiedy była na mnie, moje dłonie zaczęły instynktownie badać jej ciało. Dłonie przesuwały się po jej włosach, przesunęły się po mocnych, gładkich plecach aż do zagłębienia na plecach, by przesunąć się w dół i chwycić jej jędrne pełne pośladki. Tyłek Werki zawsze przypominał mi chłopaka. Miała dołeczki w bokach i wyginał się muskularnie przy każdym kroku. Ale był też zaokrąglony i miękki, gdy rozluźniała pośladki. Kiedy ją chwyciłam, pracowały właśnie by mocniej przycisnąć jej cipkę do mojej i samo uczucie jej ciała drżącego pod moim dotykiem wystarczyło, aby piorun uderzył ponownie. Weronika wepchnęła jedną z nóg pod mój tyłek, wcinając się we mnie, aż nasze wargi spotkały się w dzikim, mokrym i gorącym pocałunku. Od razu napłynęła do mnie kolejna fala przyjemności. Jej cipka była lekko pokryta blond włoskami, tak rzadkimi, że na pierwszy rzut oka wyglądało, jakby ich nie było. Z drugiej strony moją okrywało ciemne kłębowisko ciągnące się od góry aż do dziurki w tyłku. Teraz cała ta wilgoć zmierzwiła moje futro. Ruchy Werki odsłoniły po chwili grzbiety warg. Ciało pocierało się o ciało, kiedy nasze cipki całowały się gładkie, śliskie, natarczywe, pchające i pchające, by poczuć więcej. Odruchowo wsunęłam dłoń w dół, rozchylając cipkę palcami. Weronika zrobiła to samo. Nasze łechtaczki dotknęły się i przeszył nas dreszcz, jakbyśmy zamknęły elektryczny obwód. Iskry, błysk i obie leżałyśmy na plecach. Nasze ciała wiły się w ekstazie, biodra poruszały naszymi cipkami, aż soki i ciepło zespawały je w jedność. W pokoju słychać było odgłosy stukania, paniczne krzyki i długie jęki. Tarzałyśmy się po łóżku, trzymałyśmy za ręce, aby rozdzielić nasze ciała.

    – Pozwól, że teraz ja cię wyliżę – sapnęłam. – Chce spróbować!

    – Śmiało, zapraszam – powiedziała Weronika. Przeczołgała się nade mną i odwróciła twarzą do moich stóp, tak że jej cipka zawisłą nad moją twarzą. Jasnoblond włoski złapały refleksy światła z lampki, tworząc złocistą aureolę wokół jej pulchnej cipki, różowe wnętrze wyglądało spomiędzy warg, smugi wilgoci i białawe krople soku pokrywały wewnętrzne strony jej ud. Ostry zapach jej rozpalonej kobiecości wypełnił mój nos. Przez chwilę wpatrywałam się w nią z wahaniem. Potem przypominając sobie, jak bardzo smakowały mi moje soczki, położyłam dłonie na jej tyłku i uniosłam się wystarczająco wysoko, by moje usta znalazły się na jej szparce. Gdy tylko nawiązałam z nią kontakt, zaczęłam ssać i zostałam nagrodzona obfitym łykiem jej nektaru. Weronika opuściła tyłek i przycisnęła cipkę do mojej twarzy, zmuszając moją głowę do powrotu na poduszkę. W tym samym czasie zaczęła dotykać mojej cipki, wkładając w niej długi palec i przekrzywiając go tak, aby pociągnąć w górę. Nie wiedziałam, co podniecało mnie bardziej. Moja cipka próbowała wciągnąć jej palec w siebie, a moje usta próbowały ssać jej cipkę. Nasze ciała drżały z pasji i przyjemności.

    Pozostałyśmy w tej pozycji przez dłuższy czas. Uwielbiałam lizanie jej cipki. Była taka gładka, a soki płynęły tak swobodnie, że chciałam zanurzyć się w niej całą twarzą tylko po to, by doświadczyć jej mocniej. Za każdym razem, gdy tylko mój język wciskał się w jej ciasną dziurkę znajdował tam mokre, gładkie ścianki ciepłego ciała, tajemną jaskinię, która skrywała przede mną wszelkiego rodzaju tajemnicze rozkosze – gdybym tylko mogła wejść w nią głębiej! Wbiłam palec wskazujący w jej cipkę i poczułam kształt jej wnętrza. Wszystkie te dziwne grzbiety, wyprofilowane ciało otaczające mój palec i ściskając go zmysłowym naciskiem, gęste krople soku sączące się wokół niego – mały raj. Weronika zrobiła co w jej mocy, żeby mi to otworzyć. Opadła na mnie i wysoko uniosła swój tyłek, rozstawiając nogi jak najszerzej, a ja bawiłam się z nią w doktora do syta. Oczywiście wcześniej sprawdzałam swoją własną cipkę za pomocą lusterka, ale to był pierwszy raz, kiedy mogłam zbadać jakąś jedną ręką. Moje palce rozchyliły jej wargi, ciągnąc je, aż wyglądało, że jej cipka wywinie się na lewą stronę. Różowe, lśniące ciało rozkwitało na moich oczach, jej cipka rozszerzała się i wpatrywałam się w jej ciemność, aż mój język wysunął się i sam znalazł drogę do zapraszającego otworu. Kochałam w niej wszystko, nawet piżmowy, duszący zapach jej tyłeczka. Mój nos był w nim zanurzony, łaskocząc go, a ponieważ Werka najwyraźniej to lubiła, trzymałam go, aż nie tylko przyzwyczaiłam się do zapachu, ale naprawdę zaczęłam go lubić. W tym momencie nie liczyło się nic poza spełnieniem i wszystkim, co się do niego przyczyniało. Jej język w mojej cipce, mój język w jej, tarcie noskiem jej dupci, drapanie paznokciami pośladków. Lizanie, wzdychanie, ssanie, wgryzanie się w jej cipkę, robiąc wszystko, co ona zrobiła mi i wiele więcej, aż rozpętałam kolejną burzę namiętności wewnątrz siebie.

    Musiałam odpocząć. Eksplodujące we mnie emocje były zbyt silne, aby je ignorować. Moje ciało zaczęło gwałtownie trząść się, krzyki wyrywały mi się z gardła, paznokcie zatopiły w jej ciele tak, że popłynęła krew, a potem zesztywniałam na całą druzgocącą sekundę. To było tak, jakbym dostała ataku! Moje sztywne ciało trzęsło się od stóp do głów, bulgoczące dźwięki dochodziły z głębi, jedyne co mogłam zrobić to zatopić się w Weronice. A potem, jak słońce przebijające się przez chmury nadszedł orgazm. Wszystko się wyrównało, znów było pięknie i spokojnie. Unosiłam się po pokoju i byłam świadoma tylko siebie. To nie powstrzymało mojej kuzynki. Pieściła mnie bardzo delikatnie przez cały czas, a kiedy wróciłam do rzeczywistości, ułożyła się między moimi nogami i zaczęła powoli przesuwać paznokciami po moich piersiach, prawie tak jakby nie wiedziała, że to robi.

    – Nie wiem, jak to robisz – powiedziałam jej. – Sprawiłaś, że poczułam rzeczy, o których Franek nawet nie wie!

    – O na pewno się dowie – uśmiechnęła się. – Na pewno mu powiesz. Ale zrelaksuj się, jest jeszcze wcześnie, po prostu połóżmy się i cieszmy się swoim towarzystwem.

    – W porządku. Znowu poczułam się senna. Wywróciłam oczami i zamknęłam powieki, ciężkie jakby ktoś przywiązał do nich ołowiane ciężarki. Dłonie Weroniki poruszały się w tym samym tempie, hipnotycznie, podprogowym ruchem, który podsycał moje pasje, nawet gdy nie patrzyłam. Jej pieszczenie mnie wydawało się jedynie wyrazem uczucia, ale po około dziesięciu minutach znalazłam się w agonii kolejnego ataku namiętności. Kochałam jej delikatne pieszczoty i delikatny nacisk jej ciała na moje. Moje dłonie wędrowały po jej piersiach i tyłku, całowałyśmy się tak lekko, że nasze usta ledwo muskały się o siebie i jakoś znów skończyłyśmy z twarzami między nogami tej drugiej, liżąc cipkę tymi samymi marzycielskimi ruchami.

    – Nie poślubię Franka – powiedziałam nagle. – Lubię cię o wiele bardziej Werka, nie ma sensu udawać, że jest inaczej.

    – Nie bądź głupia – powiedziała. Jej słowa tłumiła moja cipka. Nie wzięła mnie na tyle poważnie, żeby nawet spojrzeć w górę. Ale nalegałam i w końcu podniosła wzrok.

    – Widzisz, jak się czujesz? Dobrze się bawisz z jedną osobą i od razu chcesz się w nią wczepić. Kocham cię Julka, zawsze będziemy przyjaciółkami, ale nie pozwól, aby to cię do mnie przykuło.

    Przez długi czas nic nie mówiłam. Moje palce bawiły się małą blond cipką Weroniki, ale byłam zbyt zajęta myśleniem, by zwrócić na to uwagę. Oczywiście miała rację. W ciągu tygodnia, który mi pozostał, musiałam wycisnąć jak najwięcej doświadczeń. Tak właśnie było, musiałam korzystać z mojej wolności. Kiedy Franek wsunie mi obrączkę na palec, nigdy go nie zdradzę. To kolejny powód, by jak najlepiej wykorzystać ten tydzień. Mogę zrobić wszystko! I od razu mignął mi przed oczami obraz nagiego ojca pod prysznicem – nawet jego? Czy to nie było tabu? Czy kochanie się z kuzynką nie było tematem tabu? I czy to nie było przyjemne?

    Pytania i zestaw odpowiedzi kłębiły mi się w mózgu. Dlaczego nie miałabym rozpuścić włosów przez ten tydzień? Weronika byłaby moim przewodnikiem, nie było czym się martwić. W takim razie zrobiłabym to! A gdyby tatuś przyszedł do mnie, też bym się na niego rzuciła! Ale tego nie powiedziałam Weronice. Powiedziałam tylko, że zgadzam się na jej plan.

    – Dobrze – powiedziała. – Zaczynamy jutro wieczorem. Na co masz ochotę Julka? Brunet? Blondyn? A może łysy? A może wolisz kolejną kobietę? Wszystko zależy od ciebie.

    – To całkiem niezłe menu. Nie mogą sama wybrać, będziesz musiała zrobić to za mnie.

    – Hej, poczekaj chwilę, nadal jesteś dziewicą! Nie chcesz wybrać, kto będzie pierwszy?

    – O tak… Musiałam się nad tym zastanowić, a potem uderzyło mnie: moje dziewictwo powinno trafić do mężczyzny, który kochał mnie najbardziej! Mój starszy brat Tymek idealnie kwalifikował się do takiego zaszczytu. Miał dziewiętnaście lat i był w domu na lato, więc dlaczego nie miałabym wybrać jego? Zawsze się mną opiekował, walczył dla mnie i na pewno lubił mnie fizycznie. Gdy tylko przyjechał ze studiów, jego oczy wędrowały po moich nogach, cyckach, tyłku. Tak, Tymek byłby szczęśliwy, mogąc to zrobić.

    – Nie martw się o mój wianuszek, zniknie, zanim cię zobaczę – powiedziałam.

    – Kto go weźmie?

    – Opowiem ci o tym później. Ale na razie muszę wracać do domu. Ubrałam się, pocałowałam kuzynkę na dobranoc i zniknęłam, wychodząc przez okno. Było już długo po północy. Dom pogrążony był w ciemnościach. Wróciłam do pokoju, zdjęłam ubranie i zakradłam się do łazienki, żeby się umyć. Obficie się wyperfumowałam, uczesałam i sprawdzałam, jak wyglądam nago w lustrze. Wyglądałam inaczej teraz, kiedy Werka wprowadzała mnie w świat seksu. Moje cycki wyglądały na większe i kształtniejsze, włoski na cipce wydawały się gęstsze i bardziej zachęcające, sama nie mogłam powstrzymać się od przejeżdżania dłońmi po swoim ciele. Przebiegł mnie dreszcz zachwytu. Jeszcze kilka godzin temu nie odważyłabym się marzyć o uwiedzeniu brata. Teraz wydawało się to jedyną sensowną rzeczą do zrobienia. Był bardzo podobny do ojca, dobrze zbudowany, taka sama ciemna czupryna, te same oczy i klatka piersiowa. Nie mogłam się doczekać, kiedy do niego dotrę.

    Szybko założyłam koszulę nocną, na wypadek gdyby któreś z rodziców patrolowało korytarz, a potem poszłam na palcach do pokoju brata, żeby sprawić mu niespodziankę.

    CDN

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OlkaLa

    Zapraszam do mojej nowej serii. Pewne cechy niezmienne inne pewnie zaskoczą. Czekam na wasze opinie i komentarze.

  • Po szkole Cz 3.

    Bal ostatnich klas. Zebrała się śmietanka towarzyska naszej szkoły i pozostali uczniowie.
    Matylda wyglądała przepięknie w czarnej sukience do kolan. Już wcześniej wysłała selfie z przebieralni wiec wiedziałem czego się spodziewać ale dzisiaj doszła umodelowana fryzura i makijaż. Pozostałe dziewczyny też były niczego sobie. Jak modelki na czerwonym dywanie. Zabawa zaczęła się polonezem o 17 a po wyjściu rodziców mogliśmy zacząć się bawić według naszych reguł. Trochę tańczyliśmy na korytarzu albo siedzieliśmy na pufach w chilout-classroomie. Zwykła klasa ale mogliśmy tam odpoczywać.
    Po przekąskach zabraliśmy Matyldę do sali numer 30. Piętro niżej koło schodów. Drzwi otworzyłem kluczem który wcześniej zdobyłem i zamknąłem za nami żeby nikt nas nie przyłapał. Poszliśmy na koniec klasy gdzie było więcej miejsca za ławkami. Nad nami słychać muzykę i krzyki imprezowiczów z piętra wyżej.

    Usiedliśmy na ławkach i krzesłach. Wiktor wziął Matyldę na środek i zaczął z nią tańczyć wolnego. Wszyscy byliśmy w garniturkach a Matylda w czarnej sukience do kolan i białych butach nike. Miałem nadzieje że założy szpileczki ale i tak dobrze wyglądała. Ciemne włosy do ramion. Dzięki aparatowi na zęby miała przepiękny uśmiech. Wiktor tańczył z nią i kładł ręce na jej ciele. Najpierw na biodrach żeby ja przysunąć. Wtuliła się w jego ramiona a ono położył ręce na pośladki. Dotykał jej pleców, pośladków, ud. Delikatnie całował. Zaczął podnosić sukienkę do góry aż ściągnął ja całkowicie przez głowę.
    Stała teraz w bieliźnie przed nami i nadal całowała Wiktora.
    – Jest wasza chłopaki. – Zaprosił nas Wiktor i odsunął się od Matyldy.
    Od dnia kiedy pierwszy raz się przed nami rozebrała wiedzieliśmy ze musimy to powtórzyć. Każdy z nas marzył i planował co zrobi kiedy znowu będzie okazja. Jako pierwszy podszedł Szymon. Stanął za Matylda obejmując ja rękami. Odwrócił ją przodem do Wiktora który tylko przyglądał się z boku jak dotykamy jego dziewczynę.
    – Patrz mu prosto w oczy! – rozkazał Szymon. – Niech widzi jak cię rozbieramy.
    Rozpiął stanik i uwolnił jej piersi. Dłońmi zasłoniła małe sterczące sutki. Wiktor masturbował się patrząc jak jego dziewczyna jest coraz bardziej naga i napalona. Mi przypadło zdjęcie jej majteczek które schowałem do kieszeni na pamiątkę. I tak nie będą jej dzisiaj potrzebne. Zaczęliśmy ja w czwórkę macać tak jak od wielu dni planowaliśmy. Najpierw delikatnie bo robiliśmy to pierwszy z dziewczyną. Czasami za mocno ścisnęliśmy sutek wtedy pisnęła głośniej ale nie przerywała nam. Była już mocno pobudzona i wilgotna ale nie chcieliśmy przesadzić wiec ograniczyliśmy się do delikatnych pieszczot.
    – Uklęknij. – Powiedział Szymon.
    Nie zrobiła tego. Nadal z zamkniętymi oczami jęczała kiedy lizałem jej cipkę. Żeby ustać wbijała paznokcie w marynarki chłopaków.
    – Klękaj bo wystawie cię na korytarz! – powtórzył Szymon.
    Przestałem ją lizać. Matylda otworzyła oczy i dopiero teraz zdała sobie sprawę że Szymon coś do niej mówił ale było już za późno.
    Wziął ją za ramie i poprowadził do drzwi. Próbowała za nim nadążyć drepcząc. Szymon otworzył drzwi i wypchnął nagą Matyldę na korytarz. Stała oszołomiona i nie wiedziała co ma zrobić.
    – Klęknij. – warknął Szymon.
    Zakryła rękami biust i łono. Obserwowała na przemian w prawo i w lewo korytarza czy nikt jej nie zobaczy.
    – Uklęknij to cię wpuszczę.
    Uklękła.
    – Chodź do nas.
    Przestała sprawdzać korytarz. Patrzyła się wprost na nasze twarze i wyjęte z rozporków penisy. Na czworaka zbliżała się do nas w samych butach. Powoli i niepewnie wróciła do środka. Na końcu korytarza widziałem grupkę uczniów wskazujących w naszym kierunki. Zatrzasnąłem drzwi z nadzieją że nie doniosą nauczycielom o tym co widzieli.

    Staliśmy w rzędzie pod tablicą a Matylda klęczała przed nami. Wiktor usadowił sie w krześle nauczyciela i znowu tylko przyglądał sie wszystkiemu z boku. Pierwszy miał być Szymon. Widać było ze Matylda jeszcze tego nie robiła. Przysunęła buzie do jego kutasa i delikatnie polizała odsłonięty czubek jak lizaka. Dla Szymona było to niewystarczające. Chwycił Matyldę za włosy i wprowadził penisa głębiej aż uwypuklał policzek.
    – Tylko nie gryz! – zagroził Szymon.
    Coraz mocniej i szybciej napierał na jej usta. Spuścił się bardzo szybko bo był to jego pierwszy raz. Nie miał doświadczenia i tylko oglądał to w pornolach.
    Ja byłem kolejny. Spełniało się moje marzenie. Matylda klęczała nago w samych najkach i wzięła mojego kutasa do buzi. Patrzyła mi prosto w oczy. Czasami kosmyk ciemnej grzywki zachodził na jej twarz. Głaskałam ją po policzku odsłaniając buzie z włosów. Byłem taki wdzięczny że właśnie z nią mogę robić to pierwszy raz. Spuściłem się ale tym razem nie wypluła na podłogę. Większość spermy wyładowała na policzku i szyi.

    Pukanie do drzwi.
    – Wpuśćcie nas! Wiemy co tam robicie. Jak nas nie wpuścicie to powiemy nauczycielom!
    – Wredne konfidenty. – Skwitował Wiktor.
    Podszedł do drzwi. Była to dwójka która przed chwilą przyłapała nagą Matyldę klęczącą na korytarzu.
    – Dawać krawaty. – rozkazał Wiktor. Zawiązał im opaski na oczach i wciągnik do środka.
    – Stójcie i nie ruszające się. Mała się wami zajmie.
    Matylda podeszła do nich. Męczyła się z rozpięciem suwaka wiec sami wyciągnęli penisy. Zaczęła lizać pierwszemu.
    – Dla nich tylko ręką. – powiedział Wiktor który zarządzał z kim i jak ma zabawiać się jego Dziewczyna.
    Klęcząc na piętach zaczęła obu delikatnie masować. Dołączyli do niej masturbując się, a Matylda ugniatała ich jądra. Spuścili się niemal równocześnie na jej włosy i małe piersi.
    – To wam wystarczy. Spadać. – Wiktor wyrzucił ich na korytarz gdzie zdjęli opaski z oczu i szybko zapinali spodnie.
    Pozostała dwójka z naszej paczki także dostała felatio. Po wszystkim Matylda była mocno zmęczona, a na pewno bolała ja szczeka i kolana. Jej piersi, szyja, twarzy i włosy były w plamach spermy a po udach spływała wilgoć. Chłopacy zaczęli się ubierać, ale ja chciałem jeszcze ją polizać. Posadziłem Matyldę na biurku nauczyciela i rozłożyłem nogi. Wszyscy byli pewni że zaraz ją przelecę. Nawet ona sama złapała mnie za marynarkę i przysunęła do swoich otwartych bioder. Zamiast tego włożyłem głowę miedzy jej nogi. Z początku zdziwiona oplotła mnie łydkami a ręce wplotła w moje włosy. Dociskała żebym mocniej napierał językiem na jej łechtaczkę.
    Głośno jęczała i wiła się na biurku nauczyciela. Dookoła otoczyli ja koledzy i jeszcze raz spuścili się na jej ciało. Osiągała orgazm leżąc przed nami cała oblana spermą.
    Po wszystkim szybko się ubraliśmy. Nie było czasu na mycie bo zaczęli nas zwoływać na pizzę. Wiktor pomógł Matyldzie założyć sukienkę i szybko wyszliśmy z sali. Otoczona kochankami Matylda wróciła do stolika. O ile wcześniej dwóch chłopaków których zadowoliła dłońmi mogło się tylko domyślać na kogo się masturbowali to teraz widzieli jak prowadzimy Matyldę do stolików.
    Podbiegła do niej truskawa. Blond włosa koleżanka. Ubrały się bardzo podobnie. Obie miały czarne sukienki do kolan i białe nike. Różnił się tylko kolor logo.
    – Gdzie zniknęłaś? – zapytała się Anka.
    – Tańczyłam z chłopakami – odpowiedziała Matylda
    – Tak jak ostatnio w lesie? Miałaś mnie wziąć ze sobą! Specjalnie ubrałam się tak jak ty.
    – Spytam się Wiktora i może następnym razem do nas dołączysz. Potem wszystko ci opowiem.
    Nadal miała plamy na szyli i posklejane włosy. Reszcie klasy tłumaczyła się tańcem, potem i sosem do frytek. Do końca balu tańczyła z koleżankami i tylko ja wiedziałem ze nie ma na sobie majtek. Ściskałem je w kieszeni zachowane na pamiątkę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mati Mateusz