Category: Uncategorized

  • Si ku ku si cz.1

    Wariatki! Spodziewałam się, że na osiemnastkę dostanę od nich jakąś seksowną bieliznę, ale wibrator? I to taki elegancki? Przecież wiedzą, że mam chłopaka! I że już od dwóch lat nie jestem dziewicą! Skąd taki pomysł? Niby mówiły, że to jedyny przyjaciel, który mnie nigdy nie zdradzi, na którego zawsze mogę liczyć, ale przecież tak samo byłam pewna mojego Kuby. Był starszy ode mnie o dwa lata, lecz podobnie niedoświadczony. Nawet bardziej, bo ja mogłam się uczyć całowania podczas wygłupów ze swoimi koleżankami, a facet nie ma takiej możliwości. Jeśliby spróbował, zaraz przylgnie do niego etykieta geja. Dlatego nasze pocałunki były pierwszymi dla niego i trochę musiałam go poprowadzić. Kochał mnie tak jak ja jego – razem przeżyliśmy inicjację i razem poznawaliśmy swoje ciała.

    To przed nim, zawstydzona odsłoniłam swoje wdzięki po raz pierwszy. To jego penisa pieściłam dłonią nieśmiało, aż wystrzelił zalewając mnie mleczną substancję. Odwdzięczył mi się za przeżytą rozkosz, dotykając najpierw piersi, a później w mocnych dłoniach ściskając pośladki. Całowałam go namiętnie, tracąc chwilami oddech, a gdy jego palce wniknęły w szczelinkę mojej muszelki i odnalazły jej najwrażliwszy punkt, odpłynęłam całkiem. To był zupełnie inny rodzaj orgazmu niż ten, którego doświadczałam pieszcząc się samodzielnie. A robiłam to od niemowlęctwa. Najpierw nie mając świadomości swojej seksualności, zaciskałam uda, bo sprawiało mi to przyjemne uczucie mrowienia w pusi – dopiero później zauważyłam, że jest jeszcze przyjemniej, gdy dotykam jej paluszkami. Wielokrotnie doprowadzałam się do orgazmu, wtedy jeszcze nie wiedząc nawet, co to takiego. Po prostu było to nieziemsko przyjemne.

    Jednak dopiero ze swoim facetem poznałam prawdziwe uroki seksu. Po pierwszych zabawach ręcznych, po wzajemnej masturbacji, oboje chcieliśmy czegoś więcej – przyszedł czas na rozkosze, będące wynikiem działań ustnych. Net teoretycznie nauczył nas wszystkiego, ale w realu oprócz wzroku i słuchu, dochodzą jeszcze zmysły dotyku, smaku i zapachu. Wszystkie mnie strasznie podniecały. Na początku było dziwnie – powoli całowałam i lizałam delikatną skórę pokrywającą członka i jajka, lecz z czasem nabrałam wprawy w usztywnianiu penisa i doprowadzaniu Kuby do ekstazy. Oczywiście nigdy nie zrobiłam tego do końca. Gdy już był prawie gotów, wyjmowałam penisa z ust i ręką pieściłam go aż do wytrysku. Jednak pewnego razu się przemogłam, w przypływie namiętności pozwoliłam mu zalać moje usta spermą i jak się okazało, nie było w tym nic strasznego. Ani smak, ani konsystencja nie były na tyle nieprzyjemne, aby nie dało się przełknąć daru jego jąder. Po pierwszym razie już się nie bałam. Od tamtej pory zawsze połykam. Tak jest o wiele wygodniej, bo nie trzeba sprzątać rozbryzganej wszędzie spermy.

         On nauczył się lizać cipkę, zresztą przy niewielkiej pomocy z mojej strony. Podpowiadałam mu kiedy zwolnić, kiedy przyspieszyć, z jaką siłą napierać językiem na guziczek, aż w końcu robił to perfekcyjnie. Gdy byłam wreszcie gotowa, pozwoliłam mu także staranować moją fortecę. Był tak podniecony, że tuż po rozerwaniu wianka spuścił się, zalewając mnie spermą. Ale byłam wyrozumiała. Przecież wiedziałam, że za pierwszym razem nie mogę się spodziewać żadnych rewelacji. Zresztą trochę mnie bolało, to nawet lepiej, że wszystko trwało tak krótko. Potem już bzykaliśmy się dość regularnie, kiedy tylko nadarzyła się okazja – jak była wolna chata, w lesie, w trzcinowisku nad jeziorem, w samochodzie, pod namiotem, w toalecie, w przebieralniach w markecie, w przedziale pociągu. Czasem, gdy nikt nie patrzył wsuwałam mu dłoń w spodnie, a on kiedy tylko mógł, łapał mnie za tyłek, lub wsuwał rękę pod sukienkę. Uwielbiam go zaskakiwać, więc często nie wkładam pod nią majtek. Czasem siedząc naprzeciwko, niby przypadkiem uchylam rąbek, pokazując swoją wygoloną bułeczkę. Albo rozszerzam uda, szczując go lekko rozchyloną norką. Strasznie mnie podnieca, kiedy robię to, będąc wśród wielu ludzi, kiedy jest ryzyko, że moja cipka zostanie zauważona przez osoby postronne. Lubię też znienacka, kiedy stoimy stłoczeni np. w tramwaju albo na koncercie, złapać go za jajka i pieścić w sposób niewidoczny dla otaczającego nas tłumu. Rogal na twarzy Kuby jest dla mnie uroczą nagrodą. Wiem, że wtedy tam na dole twardnieje i pożąda mnie, jak nikogo na świecie. Jego też kręcą takie sytuacje.

    Dlatego mając już fajne życie seksualne, nie do końca rozumiałam, po kiego czorta dziewczyny dały mi ten wibrator? Zaraz po imprezie trafił do szuflady i całkiem o nim zapomniałam. Przypomniałam sobie dopiero, kiedy którejś nocy nie mogłam zasnąć i ku mojej rozpaczy usłyszałam zza ściany dźwięki, niezbicie świadczące o odbywanym tam stosunku. Próbowałam zasłonić uszy poduszką, ale było za późno – w mojej wyobraźni zagnieździł się już obraz ojca, ujeżdżanego przez mamę. Nie, tego się nie dało wytrzymać! Musiałam poczuć w sobie coś twardego! Drżącymi rekami wydobyłam z szuflady pudełko, a z niego czarnego przyjaciela kobiety. Wyglądał naprawdę ładnie i ekskluzywnie, ze srebrną metaliczną wstawką. Podniecona, nawet nie zaprzątałam sobie głowy brakiem baterii. Odsunęłam lekko w bok majtki, nasączone już obfitą wydzieliną pochwy. Mokra cipka domagała się natychmiastowego wypełnienia. I otrzymała je. Wsunęłam wibrator do samego końca i powoli poruszając ręką, wprawiłam w ruch posuwisty. Cudownie było poczuć go w sobie! W myślach podziękowałam psiapsiółkom – jednak taką rzecz trzeba zawsze mieć na podorędziu. Nie zawsze twój facet jest w pobliżu. W ogóle facet. Jakikolwiek. Moje podniecenie jeszcze bardziej potęgowały, dobiegające zza ściany pojękiwania mamusi i klaskanie jej pośladków. Wyobrażając sobie co się tam dzieje, bardzo szybko doprowadziłam się do orgazmu. Tak, mój mały przyjaciel spisał się znakomicie! Postanowiłam jutro lepiej się z nim zapoznać. Z bateriami to dopiero musi być petarda!

    Schowałam go pod poduszkę i rozluźniona odpłynęłam w głęboki sen. Śniły mi się jakieś koszmary. Najpierw leżałam naga na zupełnie pustej plaży, a neandertalski wojownik, odziany tylko w kawał jeleniej skóry, nadziewał mnie na swoją maczugę. Chciałam się zerwać i uciec stamtąd jak najdalej, ale moje ciało zupełnie odmówiło posłuszeństwa. Nie mogłam się ruszyć. Nic nie mogłam zrobić, kiedy szeroki trzon wbił się we mnie i zniknął w ciasnej muszelce, swoim rozmiarem niemal ją rozrywając. To było jak poród, tylko w drugą stronę. Potężny łeb wciskał się we mnie, ku mojemu zdumieniu powodując zwilgotnienie pusi. Jak maszyna drążąca tunele, penetrował moje wnętrze. Neandertalczyk uniósł mnie tak, że zawisłam nadziana na jego pal, z nogami swobodnie opadającymi na dół. Wtedy stało się najgorsze! Poczułam drugą maczugę, rozdzierającą mój zwieracz. Okazało się, że jest ich dwóch. Im bardziej stawiałam opór, tym mocniej odczuwałam nacisk na łechtaczkę i zwieracz. Coraz bardziej byłam stymulowana i podniecona. To stawało się nie do zniesienia!

    Wierzgając w próbie uwolnienia od dzikusów, nagle dostrzegłam światełko w tunelu. Od strony wydm zbliżał się mój tatuś. On mnie obroni! Jest taki silny, zdecydowany i opiekuńczy. Lecz okrutnie się zawiodłam, bo kiedy tylko się zbliżył, dzicy gdzieś zniknęli, a on wyjął ze spodni wygiętego w łuk penisa i zakneblował mi nim usta. Nie wzruszały go łzy, strugami płynące po policzkach jego córki. Bezceremonialnie rżnął moje usta, wsuwając swojego gnata głęboko w gardło. Miałam trudności z oddychaniem, ale nie zważał na to. Liczyła się tylko jego przyjemność! Pieprzył mnie tak kilka minut, na koniec wyjął penisa i spuścił się, zalewając mi twarz niezliczoną ilością spermy, która ściekała po policzkach wprost na piersi, a potem na żółty piach plaży. Najgorsze było to, że pomimo rozczarowania jego zachowaniem, ewidentnie zbliżałam się do szczytu. Płonęłam na skutek działań neandertalczyków i mojego fatra. Znów czułam w sobie ich wielkie maczugi. Z ust wydobył się skowyt, a ciałem wstrząsnęły dreszcze. Orgazm rozchodził się po nim z intensywnością tajfunu.

    Jak to we snach bywa, nagle wszystko uległo zmianie. Dzicy gdzieś zniknęli, tatusia jakby wcale tu nie było, a z podbrzusza wyrósł mi długi cienki i zwiotczały penis, leżący niewinnie na moim brzuszku. Osłabiona orgazmem, nadal nie mogłam się ruszyć, ale wyraźnie czułam pomiędzy udami wiszący swobodnie worek mosznowy. Nie wiedziałam, co się stało z moją cipką, czy jeszcze tam jest, przykryta nim, czy może zostałam pełnowartościowym chłopcem. Rzuciłem okiem w dół – piersi były na swoim miejscu, ale pomiędzy nimi złowieszczo patrzyło na mnie oko penisa. Co gorsza, poczułam potrzebę opróżnienia pęcherza, a w żaden sposób nie mogłam skierować swojego nowego organu w inną stronę. Nie panując już nad cewką, wystrzeliłam gorącą strugę złotego płynu, który zalał mi nos i oczy, a wysokie ciśnienie spłukało z twarzy ślady, pozostawione tam podczas wytrysku tatusia. Sperma zmieszana ze złotym deszczem, spłynęła po buzi i włosach na żółty piasek plaży.
    Obudziłam się przerażona, zlana potem i jak się okazało – nie tylko! Lekko nieprzytomna, rozespana, ale czułam wyraźnie, że mam mokre majtki, koszulkę i leżę na przemoczonym prześcieradle. Kurwa mać! Ciśnienie w pęcherzu nie było snem i nieświadomie zsikałam się! Zerwałam się szybko, budząc przy tym śpiącego przy łóżku Felka – mojego dalmatyńczyka. Patrzył zdziwiony, zaskoczony raptownością, z jaką wyskoczyłam z wyrka. Zdjęłam obsikaną koszulkę i majtki, zrzuciłam poduszkę i kołdrę, żeby jak najszybciej zerwać z łóżka przemoczone prześcieradło. Coś stuknęło o podłogę, ale w ferworze walki z moczem, nie przywiązywałam do tego wagi. Niestety – materac też był wilgotny. Obróciłam go na drugą stronę, bo nic innego nie mogłam zrobić. Zabrałam wszystkie obsikane rzeczy i naga chyłkiem przemknęłam się do łazienki.

    Tam mokrą bieliznę i prześcieradło wrzuciłam do pralki, a sama poszłam pod prysznic. Kiedy umyta, wycierałam ciało, do łazienki ktoś cicho zastukał. Owinęłam się ręcznikiem i otworzyłam drzwi. To była mamusia.
    – Co to za hałasy u ciebie? – zapytała, podwijając koszulę nocną i siadając na sedesie.
    – Wstyd się przyznać. Śniło mi się, że sikam i rzeczywiście to zrobiłam.
    – Zdarza się.
    – Tobie też?
    – Rzadko, ale miałam takie wpadki. Pralki nie włączaj, zrobię to rano.
    Dopiero teraz popatrzyłam na jej cipkę i strumień wylatującego z niej złocistego płynu. Często widywałam koleżanki podczas opróżniania pęcherza, ale mamusi jakoś dotychczas nie obserwowałam. Może skłonił mnie do tego obraz, jaki pojawił się w wyobraźni, kiedy usłyszałam odgłosy amorów zza ściany. Może ciekawość podpowiadała, że wraz ze strumieniami opuszczającymi cipkę mamusi, zobaczę wypływające z niej nasienie tatusia? Nie wiem. Ale stałam jak zahipnotyzowana, nie mogąc oderwać wzroku od kędziorków pokrywających matczyne łono. Spojrzała na mnie zdziwiona, lecz nie skomentowała tego w żaden sposób. Wytarła się, kawałkiem papieru owiniętym wokół palców, rozchylając przy tym wargi i spuściła wodę.

    Ubrałam świeże majtki i koszulkę, po czym razem wyszłyśmy z łazienki.
    – A co ten pies tam gryzie? – spytała już z korytarza.
    – Spojrzałam w stronę kuchni – Felek schowany pod stołem, śrutował mój nowiuśki wibrator. No ty łajzo! – pomyślałam. Przecież taki Lelo kosztuje kilka stówek i jeszcze nawet nie miałam okazji poczuć jego wibracji. A jeszcze taki wstyd przed mamą!
    – A to taka psia zabawka, taki gryzaczek – rzuciłam szybko i pobiegłam odebrać mu swój wibrator.
    Miałam nadzieję, że mamcia jest na tyle rozespana, że nie domyśli się prawdziwego przeznaczenia zabawki.
    – Niedobry piesek! – powiedziałam do Felka, ale ucieszyłam się, że oddał. Po powrocie do swojego pokoju, przyjrzałam się “gryzaczkowi” dokładnie. Na idealnie gładkiej powierzchni, niestety widoczne były ślady psich zębów. Pomyślałam, że to raczej nie powinno go dyskwalifikować jako sztucznego penisa, może tylko utrudniać mycie. Jakoś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym go wyrzucić tylko z tego powodu. Wrócił do szuflady, a ja wskoczyłam do łóżka i szybko usnęłam.

    Podczas śniadania wszystko wydawało się normalne. Spojrzałam na poczciwą twarz tatusia i nie mogłam się nadziwić, jak mógł mi się przyśnić w tak potworny sposób. Chyba oglądam zbyt dużo durnych amerykańskich produkcji filmowych i potem śnią mi się takie bzdety. Coś z tym muszę zrobić. Ograniczyć ilość badziewia w swoim życiu, więcej czasu poświęcić literaturze. Pralka właśnie kończyła wirowanie – mamcia musiała ją włączyć skoro świt.
    – To kiedy wyjeżdżasz? – zapytała tatusia.
    – O 18-tej mam pociąg, więc muszę wyjść pół godziny wcześniej – odpowiedział, siorbiąc kawę.
    – A wracasz?
    – W środę.
    – A dokąd się wybierasz? – zapytałam, nie będąc dotąd wtajemniczona w plany taty.
    – Do Amsterdamu. Służbowo.
    – Mamuś!!! I ty go tam puszczasz samego?!!
    – A co? Coś mu tam zagraża?
    – A nie słyszałaś o dzielnicy czerwonych latarni?
    – Głuptasie, przecież nie jedzie sam. To jest wyjazd większej grupy. Jak się zapomni i narozrabia, to przecież się o tym dowiem. A poza tym musimy sobie ufać.
    – Nooo, nie wiadomo co się będzie działo jak się upalą…
    – Dziękuję ci córciu za zaufanie – zaśmiał się tato.
    – Czekaj! Dzisiaj jest środa. Jedziesz na cały tydzień?
    – Na trzy tygodnie.
    – No to ładnie! Mam nadzieję, że przywieziesz mi coś fajnego.
    – Na trawę nie licz – zaśmiał się rubasznie.
    – Nie to miałam na myśli – naburmuszyłam się.

    Dzień upłynął normalnie, pożegnaliśmy tatę i wieczorem spotkałam się z Kubą. Poszliśmy do pubu, posiedzieliśmy ze znajomymi przy piwku, słuchając muzy. Potem Kuba odprowadził mnie do domu, po drodze próbując namówić na szybki numerek w krzakach, ale nie miałam ochoty. To mogło się wydawać atrakcyjne na początku pożycia seksualnego. Teraz wolałam bardziej komfortowe warunki.
    Gdy weszłam do domu, mama już spała, za to Felek przywitał mnie merdając ogonkiem i liżąc po buzi, kiedy go głaskałam. Czasem pozwalam mu na taką zażyłość, zwłaszcza jak jestem na rauszu. Szybko się umyłam i poszłam do siebie. Przed zaśnięciem pomyślałam sobie, że dzisiaj nie usłyszę zza ściany odgłosów towarzyszących amorom rodziców i natychmiast po tej myśli, przed moimi oczami ukazała się pokryta kędziorkami myszka mamci. Nie wiem skąd u mnie takie skojarzenie i dlaczego w ogóle myślę o takich rzeczach! Gdzieś słyszałam, że większość kobiet jest biseksualna, ale wydaje mi się, że to bardziej dotyczy rówieśniczek, wzajemnie zafascynowanych swoją urodą. Ze mną było coś nie tak, bo myślałam o muszelce swojej własnej matki. W dodatku jak sobie przypomniałam wypływający z niej strumień, to – właściwie teraz dopiero zdałam sobie z tego sprawę – zapragnęłam wsunąć rękę pomiędzy matczyne uda i poczuć na dłoni gorące strugi. Dobrze, że wtedy tego nie zrobiłam! Co mama pomyślałaby sobie o mnie?

    Kiedy tak leżałam, nie mogąc zasnąć, wypite piwo zaczęło działać – poczułam silne parcie na pęcherz. Po cichutku, żeby nie zbudzić mamy, poszłam do łazienki, zdjęłam majtki i usiadłam na sedesie. Przypominając sobie mamci broszkę, pomyślałam, że korzystając z okazji, sprawdzę jakie to uczucie. Włożyłam dłoń pomiędzy uda i wypuściłam z siebie strugę żółtego płynu. Wow! Bardzo przyjemnie, kiedy gorący mocz przelatuje przez palce. Mokrą dłonią przejechałam kilka razy wzdłuż wygolonej szczelinki i wsunęłam dwa palce do środka, który już z podniecenia stał się bardzo śliski. Nakręcał mnie zapach moczu. I myśl o maminej kędzierzawej cipce. Zaczęłam pieścić swoją norkę oburącz. Dwa paluszki w środku i druga ręka na łechtaczce. Co jakiś czas zbierałam z warg sromowych ostatnie kropelki siuśków, by je przytknąć do nosa, upajać się zapachem. Potem je oblizywałam i wracałam do pieszczot szparki. Trzęsłam się z podniecenia. Byłam tak nakręcona, że bardzo szybko doszłam, zwijając się w ekstazie. Podczas szczytowania w sposób niekontrolowany strzelałam resztkami moczu, który rozbryzgując się na palcach, narobił wokół bałaganu.

    Gdy trochę ochłonęłam, ogarnęło mnie poczucie wstydu i zażenowania. Przecież mogłam skorzystać z propozycji Kuby, pozwolić się zerżnąć w krzakach, to może zasnęłabym spokojnie, bez myśli o mamusinej cipce i fantazji o mokrych zabawach z nią. Umyłam się ponownie, posprzątałam i wróciłam do łóżka. Następnego dnia w drodze ze szkoły kupiłam baterie i od razu po wejściu do domu zamontowałam je w czarno-srebrnym Lelo. Dźwięk jego pomrukiwania po włączeniu i przyjemne drgania, spowodowały mrowienie w kroczu. Czułam, że wilgotnieję, więc jak najszybciej pozbyłam się majtek. Przytknęłam go do łona i powoli przesuwałam niżej. Rozchylił lekko muszelkę, docierając do jej najwrażliwszego punktu. Moja łechtaczka jest ukryta dość głęboko, więc podczas jej stymulacji, pieszczona jest także wewnętrzna część warg sromowych. Drgania nowego wibratora były tak miłe, że zapragnęłam poczuć je “głęboko w środku gdzieś” . Zabawka wśliznęła się bez najmniejszego oporu w ociekającą śluzem norkę. Teraz wprawiała w wibracje nie tylko ścianki pochwy, ale także od wewnątrz drażniła łechtaczkę i odbyt. Wsuwałam ją i wysuwałam, kręciłam nią, ustawiałam pod różnymi kątami, jęcząc, zaciskając uda i zwijając się w rozkoszy. Nie musiałam się niczego obawiać – tato wyjechał, a mama była w pracy. Mogłam szaleć ze swoim nowym przyjacielem ile dusza zapragnie. A zapragnęła, bo po pierwszym orgazmie nie miałam dość – chciałam więcej. Do godziny 15, czyli czasu, kiedy spodziewałam się powrotu rodzicielki, szczytowałam jeszcze dwa razy! I tak w przeróżnych pozycjach, przy różnych natężeniach wibracji, testowałam go przez kilka kolejnych dni.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.2

    Poza moimi zabawami z wibratorem, tydzień minął bez większych sensacji, lecz któregoś wieczoru, kiedy szykowałam się do wyjścia, mamcia chwyciła mnie za łokieć i zapytała przyciszonym głosem:
    -Wychodzisz?
    – Przecież widzisz – odpowiedziałam.
    – Mam do ciebie prośbę.
    – Tak?
    – Bo widzisz, taty nie ma już cały tydzień…
    – I?
    – No wiesz. Kobiety mają swoje potrzeby …
    – Ok. Przecież wiem. Ale o co ci chodzi?
    – Trochę się krepuję rozmawiać o tym z tobą.
    – No mów śmiało, bo się spieszę!
    – Chciałabym pożyczyć twojego “gryzaczka”.
    Zdębiałam słysząc te słowa! A jednak wie!
    – Wiesz, co to jest?
    – Przecież nie jestem ślepa! Jak na zabawkę dla psa, wyglądał zbyt elegancko.
    – Strasznie mi głupio!
    – Przestań! Wszystko jest dla ludzi. To mi jest głupio prosić cię o niego. Tylko tak bardzo brakuje mi taty…
    – Ale to jest rzecz bardzo osobista, intymna …
    – Kochana, to ja cię urodziłam i w całości składasz się z moich komórek, więc jesteś mną, tylko w wersji 2.0 Zatem, nie ma żadnego znaczenia, czy nasz czarny przyjaciel znajdzie się w twojej pipce, czy w mojej.
    – Trudno się z tym nie zgodzić. No dobrze, ale mam dwa warunki.
    – Jakie?
    – Odkupujesz baterie …
    – Oczywiście! A drugi?
    – Chcę patrzeć jak to robisz.
    – Czy ty przypadkiem nie wychodziłaś?
    – A czy jak wyjdę, to spotka mnie coś bardziej ekscytującego?
    – Nie, nie ma mowy, wstydziłabym się!
    – W całości składam się z twoich komórek, więc jesteś mną, tylko w wersji 1.0. Zatem, czy ty to robisz, czy ja, nie ma znaczenia.
    – O ty mała wredoto! No dobrze, ale najpierw muszę się napić – na odwagę. Co powiesz na winko?
    – Namówiłaś mnie.

         Kiedy mamcia zajęła się rozlewaniem wina do lampek, ja poszłam po mały przedmiot jej pożądania. Leżał w szufladzie pokryty cienką warstwą zaschniętej, półprzeźroczystej, mlecznej substancji (cholera! nie umyłam go po ostatnim użyciu – byłam za bardzo rozanielona). Poszłam do łazienki i delikatnym płynem do higieny intymnej usunęłam z niego ślady moich zabaw. Do rąk mamci trafił ślicznie błyszczący i pachnący. Jej usta rozszerzyły się w uśmiechu na widok tego cudeńka. Wiedziałam, co musi się dziać w jej podbrzuszu, bo sama niedawno tak przeżywałam pierwszy kontakt z jego aksamitną miękkością, a zarazem twardością. Sączyłyśmy wino, rozmawiając o nim. Pokazałam mamci, jak zmienia się siłę wibracji i opowiedziałam, w jakich pozycjach przyniósł mi najwięcej radości. Rumieńce na jej buzi mówiły same za siebie. Zadziałało i wino i wyobraźnia.

    – Jesteś gotowa. Rozbieraj się! – pomogłam jej podjąć decyzję.
    – Tak sądzisz? – jeszcze odrobina wstydu i nieśmiałości hamowała jej poczynania.
    – No już! – byłam bardzo stanowcza.

         Posłuchała. Udając, że mnie to nie rusza, sączyłam już drugą lampkę wina, obserwując jak zsuwa ramiączka sukienki, pozwalając jej opaść na podłogę. Wyszła z niej jedną nogą, palcami drugiej odsuwając kieckę na bok. Zadbana kobieta przed czterdziestką, niewiele się różni od nastolatek. W czarnej koronkowej bieliźnie i pończochach samonośnych wyglądała fantastycznie. Zaoponowałam, kiedy zaczęła rolować jedną z nich na udzie. Chciałam, by w nich pozostała. Patrzyła na mnie pytająco, kiedy rozpinała stanik, a widząc moją akceptację, uwolniła z niego dwie cudowne piersi. Oczywiście nie tak jędrne, jak moje, ale za to bardziej skore do bujania, z ponętnie sterczącymi sutkami, lekko zadartymi do góry. Zawsze jej zazdrościłam rozmiaru, ale myślę, że kiedy będę w takim wieku, przeżyję ciążę i karmienie, moje pomarańcze też osiągną taką wielkość. Lekko skinęłam głową, widząc mamusine kciuki wsunięte pod gumkę stringów i pytający wyraz jej twarzy. Kołysząc biodrami, zsunęła je i odrzuciła stópką. Moim oczom ukazało się łono, pokryte gęstym zarostem, jednak z podgolonymi bokami tak, aby włosy nie wystawały spod majtek. Czyli jednak mamusia nie była do końca na bakier z maszynką do golenia, czasem kierowała ją w tamtą okolicę.

    – I co dalej? – zapytała niepewnie.
    – Połóż się, zapomnij o mnie i pieść się tak, jak lubisz najbardziej. Chyba już to kiedyś robiłaś?
    – Hi, hi. Kiedyś nawet dość często. Ok. Tylko się nie śmiej!
    – Zwariowałaś?! Ani mi to nie przyszło na myśl! Jestem już tak nakręcona, że zaraz sama się sobą zajmę. I lepiej się pospiesz, bo mogę potrzebować Leona szybciej niż ty.
    – Jakiego znowu Leona?
    – No tak go nazwałam, takie skojarzenie Lelo – Leon.
    Na potwierdzenie tych słów, jednym płynnym ruchem zdjęłam spodnie razem z majtkami. Mama ze śmiechem podbiegła do stołu widząc, że nie żartuję i już z wibratorem w dłoni rzuciła do mnie:
    – Bardzo mi przykro moja droga, ale umowa to umowa. Dzisiejszego wieczoru Leon jest mój.
    – A ty moja – pomyślałam, ale powiedziałam tylko – Ok. Miłej zabawy.

         Położyła się wygodnie na łóżku, rozszerzając nogi i podciągając stopy w stronę pośladków. Jej szparka rozwarła się, ukazując różowe wnętrze. Patrzyłam jak pieści piersi, od czasu do czasu przesuwając dłonią po brzuszku, w kierunku zalesionego wzgórka. Pojedynczo lub parami, paluszki wsuwały się w rozwarcie pomiędzy udami. Poszukiwały guziczka uruchamiającego rozkosz, ukrytego tak samo głęboko jak u mnie. Teraz naprawdę widziałam, że jesteśmy identyczne. Kopiowałam ruchy jej palców podczas pieszczenia swojej łechtaczki. Moje piersi były jeszcze uwięzione w staniku, co mi strasznie doskwierało. Podobnie szybko jak spodni i majtek, pozbyłam się więc bluzki i biustonosza.

    Zazwyczaj, kiedy się masturbuję, zamykam oczy i puszczam wodze wyobraźni. Teraz było inaczej. Nie chciałam stracić niczego z tego pięknego widowiska. Byłam już mokra w środku jak nigdy dotąd, lecz kiedy zobaczyłam mamcię włączającą Leona i wsuwającą go w rozpaloną cipkę, oszalałam! Przeciągłe jeeejkuuu! wyrwało się z jej ust, kiedy poczuła pierwsze wibracje wewnątrz siebie. Ja jedną ręką pieściłam swoje piersi, a drugą tarmosiłam kuciapkę. Jęczałyśmy już obie, rozpalone do czerwoności. Leon rytmicznie zagłębiał się w szparce mamusi, otoczonej gęstwiną włosów, podniecając mnie swoim widokiem i cichutkim bzyczeniem. Pomyślałam – tak, już za chwilę mamcia będzie mogła stwierdzić, że została porządnie wybzykana. Świadczył o tym coraz płytszy oddech i głośniejsze jęki. Wtórowałam jej, czując, że też dochodzę. Mama jako pierwsza osiągnęła coolminację, co tylko przyspieszyło mój orgazm. Ledwo ustałam na zwiotczałych nogach, po czym padłam na łóżko, tuż obok niej. Leżałyśmy chwilę, ciężko dysząc, ale z błogim wyrazem twarzy i radością w sercach. Cudowne odprężenie!
    – Wow! Kocham Leona – wydyszała mamcia po dłuższej chwili.
    – Dziękuję, to był boski widok – wyszeptałam, nachylając się nad nią i całując w policzek.

         Wyraz szczęścia nie schodził z jej buzi. Zawahałam się na moment, lecz korzystając z nadarzającej się okazji, zbliżyłam usta do jej warg. Przywarłam do nich i nie pozwalając mamci ochłonąć z zaskoczenia, zaczęłam namiętnie całować. Moja dłoń powędrowała na piersi, wciąż jeszcze twarde z podniecenia, pieszcząc je na przemian. Po chwili przesunęłam ją po brzuszku do ukrytej w gęstym lesie muszelki, nadal mokrej po niedawnym orgazmie. Wsunęłam w nią dwa palce, wewnętrzną stroną jednego z nich pieszcząc łechtaczkę. Mamusia na początku niepewnie, ale w końcu odpowiedziała na mój pocałunek. Byłam przeszczęśliwa, bo do tej pory nie wiedziałam, jakiej reakcji mogę się spodziewać. Zaczęłam całować jej szyję, powoli zsuwając się coraz niżej. Gdy dotarłam do piersi, przez głowę przemknęło mi, że to trochę dziwne – kiedyś codziennie ssałam je, traktując jako źródło pokarmu, teraz zachwyca i ekscytuje mnie ich wygląd, miękkość, napięcie wywołane podnieceniem i smak. Nie roztrząsając tego dłużej, zbliżałam się przez mięciutki brzuszek do kępy włosów pokrywających matczyne łono. Już nie mogłam się doczekać, kiedy zanurzę w nich palce, nos, usta i język. Nigdy nie kochałam się z kobietą, ale dobrze wiedziałam, jakie są jej potrzeby. W końcu też nią byłam!

         Przesunęłam buzią pomiędzy szeroko rozwartymi udami, rozdzielając nosem szczelinę muszelki, chłonąc nim jej zapach, wilgotność i ciepło. Włosy przyjemnie łechtały mnie po bokach, potęgując podniecenie. Mamcia cichutko westchnęła, gdy poczuła język zagłębiający się w szparce. Złapała mnie za głowę i docisnęła do swego krocza. Lizałam cipkę, szczególnie dużo czasu poświęcając zbiegowi warg, gdzie głęboko ukryty, znajdował się jej najczulszy punkt. Znów jęczała, zbliżając się do orgazmu. Ja, chociaż nie pieściłam się wcale, byłam tak podniecona, że wystarczyłoby naprawdę niewiele, bym odleciała w totalnej ekstazie. Wreszcie doszła, zaciskając na mojej głowie uda, zupełnie mokre od potu. Stężała w tej pozycji, trzymając mnie jak w imadle. Po chwili odpuściła, więc wspięłam się z powrotem do jej ust.

         Całowałyśmy się do momentu, aż zrzuciła mnie z siebie, nakrywając swoim ciałem. Dłonią powędrowała przez małe wzgórza piersi do mokrego rozwarcia mojej bułeczki. Zwinne palce wśliznęły się do środka, wprawiając moje uda w drżenie. Poddawałam się pieszczocie, jednocześnie całując mamcine usta. Nasze języki splotły się w namiętnym tańcu. Poczułam jak jej palce opuszczają moją rozpaloną muszelkę, a w ich miejsce wsuwa się o wiele grubszy przedmiot. To Leon, sterowany ręką mamy, powoli zagłębiał się w mokry i spragniony wypełnienia tunel. Zamruczałam, czując pierwsze wibracje. Mamusia nie oszczędzała baterii – ustawiła je na najwyższy poziom. Oderwałam się od jej ust, nie mogąc złapać oddechu. Jęczałam podczas wydychania z trudem łapanych haustów powietrza. Mrowienie rozchodziło się po całym ciele, kiedy nagle poczułam ząbki zaciskające się lekko na jednym z sutków i gorący oddech na całej piersi. Na szczęście druga pierś trafiła do delikatnej dłoni, ugniatana i ściskana w sposób, w jaki potrafi to zrobić tylko kobieta. Orgazm nadszedł gwałtownie, ścinając moje ciało, jak wrzątek białko jajka. Stężałam, z biodrami wyrzuconymi wysoko w górę, lekko skręconymi, krzycząc gardłowo: kochaaaaaaaaaam cię!

    – Ja też cię kocham – powiedziała mamcia z uśmiechem, przy czym powoli wyjęła ze mnie Leona, wyłączając jego drżące serce.
    Objęłam ją mocno, wtulając się całym ciałem. Najchętniej wniknęłabym z powrotem do matczynego łona, żeby być z nią jeszcze bliżej. Długo tak leżałyśmy, studząc emocje.
    – Zaschło mi w ustach. Zostało tam jeszcze trochę wina? – zapytałam.
    – Otworzymy drugie – odparła, uwalniając się z moich objęć.

         Nie odrywałam wzroku od jej figury, gdy kołysząc biodrami zmierzała w stronę barku. Cieszyło mnie, że odziedziczyłam po niej urodę, długie i zgrabne nogi, zakończone kształtnym, seksownym kuperkiem, wąską talię i ogólnie smukłą sylwetkę.
    – Nie spodziewałam się, że wieczór będzie tak udany – odezwała się, napełniając kolejne lampki.
    – To zasługa moja, czy Leona? – rzuciłam zaczepnie.
    – Leon jest przemiły, ale dobrze wiesz – nie przytulisz go, nie porozmawiasz. Jedyne co możesz od niego usłyszeć to bzzzzzzz bzzzzzz bzzzzzzz. Taki prawdziwy chłop. Tylko bzyki mu w głowie.
    – Hi, hi, hiiii – rozbawiła mnie.
    – Gdzie nauczyłaś się tak całować? – zapytała po chwili.
    – No wiesz, jestem już z Kubą ze dwa lata …
    – Nie o to pytałam?
    – Chodzi ci o … ? – wskazałam wzrokiem jej myszkę.
    – Mhmmm.
    – To mój pierwszy raz, ale wiem co mi sprawia przyjemność, więc starałam się robić tak samo tobie.
    – Zaskoczyło mnie, że tak bardzo cię podnieciły moje zabawy.
    – Wstyd się przyznać, ale nakręciłam się na ciebie dużo wcześniej.
    – Kiedy?
    – Kiedy sikałaś, wtedy w nocy. Nie mogłam oderwać wzroku od strumyka wypływającego z ciebie. Tak bardzo chciałam wsunąć rękę pomiędzy twoje uda, poczuć na niej strugi sików. Nie śmiej się, ale mocz to taki mój fetysz. Lubię jego zapach i … Nie to zbyt perwersyjne!
    – Co ty tam wiesz o perwersji?
    – A co? Może podniecenie pod wpływem sikania to nie perwersja?
    – Może trochę. Chociaż uwierz mi – nikt się do tego nie przyznaje, ale chyba każdy próbował.
    – Ty też?
    – Oczywiście. Lubię zapach świeżego moczu. Zawsze kiedy kąpię się w wannie, leżę sobie wygodnie, rozchylam nogi i obserwuję, jak strumień sików tworzy z piany dwa symetryczne wiry, układające się we wzór szybko rosnącej palmy.
    – I potem myjesz się taką wodą z sikami?
    – Oczywiście – przecież ich ilość w stosunku do pojemności wanny jest znikoma. Zapach moczu jest wyczuwalny tylko w czasie sikania. Później niknie w aromatach płynu do kąpieli. Przyznaj się – na pewno też próbowałaś.
    – W wannie jeszcze nie, ale po tym co usłyszałam, na pewno spróbuję. Za to wyobrażając sobie twoją pipkę, masturbowałam się, sikając jednocześnie.
    – Ach więc dlatego zmoczyłaś pościel?
    – Nie – wtedy śniło mi się, że sikam. Masturbowałam się później – tego samego dnia, ale później. Już po tym jak zobaczyłam cię sikającą. Usiadłam na muszli i zabawiałam się muszelką
    – Twoje koleżanki też cię podniecają?
    – Muszę przyznać, że po wuefie, pod prysznicami lubię patrzeć na ich ciałka. Niektóre są bardzo seksowne, niekoniecznie te najładniejsze. Jeszcze muszą mieć w sobie taki element zmysłowości, specyficzny sposób poruszania się – czasem wtedy robię się wilgotna, nie tylko z powodu obmywających mnie strużek wody. Najbardziej jednak kręci mnie podglądanie ich, kiedy sikają – w toalecie, albo w plenerze, w lesie, w parku, w toaletach publicznych lub na ognisku. Bardzo mnie to podnieca.
    – Zauważyłam, jak na mnie patrzyłaś wtedy w nocy.

         Byłam zdziwiona, że swobodnie rozmawiam z mamą o sprawach tak intymnych, ale widocznie wino rozwiązało mi język i pozbawiło wszelkich zahamowań. Ją zresztą też.
    – A ciebie co najbardziej kręci?
    – Nie mogę ci powiedzieć – to zbyt wyuzdane.
    – Proszę cię …
    – Absolutnie! Nie ma mowy!
    – Maaaamuś …
    – Chyba, że sama zgadniesz.
    – Ok. Wiem. Marzysz o zabawie z trzema nieznajomymi, którzy wypełnią obie dziurki i usta twoje jednocześnie. A wszystkiemu będzie się przyglądać tatuś – rozparty w fotelu i bawiący się swoim małym.
    – No, nie takim małym, ale kontynuuj. Brzmi ciekawie.
    – Na koniec wszyscy czterej zaleją cię morzem spermy, którą później spłuczą strumieniami gorącego moczu. O cholera, chyba się zagalopowałam! Nie gniewaj się – to tylko wybujała fantazja.
    – Ok, ale z moczem nie lubię przesady. Nie przeszkadza mi, kiedy np. lizana muszelka wypuści kropelki moczu do ust, albo z pisiorka coś lekko poleci, ale nie w nadmiarze. Jednak nie o to mi chodzi. Kombinuj dalej.
    – Już wiem. Chciałabyś zostać przyłapana przez tatusia na masturbacji, a potem ukarana przez niego. Dostać serię klapsów na gołą pupę i zostać brutalnie zerżniętą przez grubego fiuta, który rozpaliłby cię do czerwoności i doprowadził do szaleństwa, a ty tracąc nad sobą kontrolę, zrosiłabyś go złotym deszczem.
    – Chętnie, ale nie o to mi chodziło. I nie szukaj w sferach analiku, siusiania, przemocy, gwałtu, rodziny itp. Pomyśl o prawdziwej perwersji, która mogłaby się zdarzyć niespodziewanie dziewczynie.
    – Hmmm. Krwawa historia? Ale jak?
    – Krwawa??? Nieee! Żadnej krwi!
    – Ufff! To by dopiero była perwersja!
    – Ok. Wyobraź sobie, że leżę sobie w łóżku, masturbuję się a tu nagle …
    – Wchodzę, związuję ci ręce i siadam na buzi.
    – Hi, hi. Też byłoby fajnie. Ale to nie jest perwersja.
    – Już wiem. Chciałabyś shemale – dwa w jednym.
    – Oooo fajnie. Chciałabym, ale nie o to mi chodziło.
    – Podpowiedz coś jeszcze.
    – Często młode, ale zdarza się, że i starsze kobiety, bawiąc się same swoją muszelką, doświadczają dziwnej sytuacji, która choć dziwna, jest bardzo przyjemna. Nikogo nie ma w domu, zaczynają się bawić, jest im cudownie, a tu nagle … I dodam nikt obcy nie wchodzi, ani brat, ani ojciec itp.
    – Mówisz o kobiecym wytrysku?
    – Mógłby się przy tym zdarzyć i wytrysk, bo to się wiąże z przyjemnością – wyuzdaną, ale jednak. Nikt tego nie planuje, ale jak się zdarzy…
    – ????
    – Kombinuj.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.3

    – No ładnie! Nie spodziewałam się, że moja stateczna mamusia, jest aż tak wyuzdaną, perwersyjną lafiryndą – powiedziałam ze śmiechem i znów rzuciłam się do całowania jej. Podnieciła mnie! Znów byłam mokra w środku!
    – Zróbmy sobie kąpiel – zaproponowałam, na chwilę odrywając się od jej ust – taką jak lubisz. Chcę zobaczyć twoją palmę i stworzyć swoją. Chcę poczuć wypływające z ciebie gorące źródło! I ten podniecający zapach!
    – Ooo! Doskonały pomysł, bo akurat mam pełen zbiorniczek! – rzuciła ze śmiechem.
    – Ja też! Chodźmy!
    Kiedy przygotowywała kąpiel, przytuliłam się do jej pleców, rozgniatając na nich swoje piersiątka, lewą ręką poszukałam miękkości piersi, palcami drażniąc sutek, a prawą zapuściłam w gąszcz pokrywający łono. Niby byłam po dwóch orgazmach, ale czułam ogromną potrzebę ponownego rozładowania napięcia. Poza tym cieszyła mnie bliskość, jaką z nią dzisiaj osiągnęłam. I to nie tylko ta fizyczna. Nigdy wcześniej nie rozmawiałyśmy o swoich fantazjach erotycznych. Teraz nie miałyśmy przed sobą żadnych tajemnic. Cieszyłam się też, że nie jestem odosobniona w swojej fascynacji sikaniem. Bo okazało się, że coś co postrzegałam jako niezwykłą perwersję, mama robi od dawna i według niej jest to dość powszechne. Tylko skwapliwie ukrywane. Środkowy palec prawej ręki, nauczony lokalizowania mojej szparki, bez problemu namierzył także tę ukrytą w krzakach mamusi. Była już odpowiednio pobudzona, by wpuścić go bez najmniejszego oporu.
    – Gotowa! – zasygnalizowała mamcia.
    – Tak, czuję – zażartowałam.
    – Kąpiel głuptasku – zaśmiała się, wyswobadzając z moich objęć – wskakuj!

         Woda była gorąca. Taka jak lubię. Położyłam się wygodnie, obserwując, jak mamusia z wdziękiem zdejmuje pończoszki i zajmuje drugą stronę wanny. Jej cudowne ciało zniknęło pod pierzyną z piany. Ułożyła się naprzeciw mnie, przekładając nogi ponad moimi, lekko rozchylonymi. Stopami obejmowałam jej biodra, a ona moje. Chwilę leżałyśmy w bezruchu, rozkoszując się otaczającym nas ciepłem. Wtedy zobaczyłam tajemniczy uśmiech na buzi mamci, oraz jej wzrok wskazujący na pianę. Spojrzałam tam i zobaczyłam wiry, o których wcześniej opowiadała. A więc zaczęła, bez ostrzeżenia! Przez chwilę cieszyłam się widokiem palmy utworzonej na powierzchni piany, ale wiedziałam, że to nie potrwa długo. A przecież chciałam jeszcze poczuć siłę strumienia moczu na swoich palcach. Pochyliłam się do przodu i wsunęłam dłoń pomiędzy jej uda. To było cudowne! Przez moment nad powierzchnią piany był wyczuwalny zapach świeżutkiego moczu. Byłam wniebowzięta! Z radości uruchomiłam również swoją sikawkę. Mamcia jakby to wyczuwając, przyłożyła dłoń do mojej cipki. Nie wytrzymałam! Rzuciłam się do całowania jej oczu, nosa, policzków, uszu, szyi i w końcu ust. Przełożyłam nogę nad jej udem, opierając szeroko rozwartą muszelkę na delikatnej skórze. Nie przerywając całowania, dysząc z pożądania, zaczęłam ujeżdżać jej udo, przesuwając cipkę to w przód, to w tył. Strasznie mnie podniecało, że posuwam tak mamusię. Ściskałam w dłoniach jej wielkie piersi, nasze języki szalały. Szarpałam ustami jej wargi, a ona nie pozostawała dłużna. Czułam dłonie ściskające pośladki i palce pieszczące mniejszą dziurkę. Aha! A więc takie zabawy też nie są mamusi obce! Zaczynałam odlatywać, jeszcze tylko kilka razy przejechałam łechtaczką po udzie i stężałam w ekstazie. Kiedy opadłam, tuląc się do mamci, dopiero zauważyłam ile wody narozchlapywałam podczas tego galopu. Ale miałam to gdzieś! Byłam szczęśliwa!

         Leżąc wtulona w jej mięciutkie ciało, pomyślałam, że nie mogę być takim samolubem – mamci też należy się jeszcze jeden orgazm. Przecież już wchodząc do wanny była wilgotna. Strumienie moczu i mój galop na udzie z pewnością nakręcił ją jeszcze bardziej. Wcisnęłam się pod nią, obejmując ramionami, dłonie wypełniając piersiami ze sterczącymi sutkami. Były twarde. Pieściłam je, a ich posiadaczka oparła głowę na moim ramieniu, przytulając się do szyi i policzka. Rozluźniła się całkiem w tej relaksującej kąpieli, a ja przesunęłam prawą rękę po brzuszku, zakręciłam palcami kilka kółeczek wokół pępka i podążyłam do cudownej gęstwiny porastającej wzgórek łonowy. Przez chwilę bawiłam się włoskami, przeczesując je, albo lekko szarpiąc ściśnięte pomiędzy palcami. Trochę żałowałam, że nie wzięłyśmy ze sobą Leona, choć właściwie on już dzisiaj się napracował. Powoli zaczęłam pieścić łechtaczkę, przesuwając palce w rozcięciu bułeczki. Czułam jak oddech mamusi przyspiesza i staje się coraz płytszy. Uciskałam jej piersi, ściskałam w palcach sterczące dzyndzelki i drażniłam łechtaczkę.

          Mamcia zatonęła w moich objęciach. Całym ciałem, w najintymniejszy sposób odbierałam impulsy i reakcje jej ciała na moje pieszczoty. Każde drżenie przebiegające przez nią, czułam na udach, cipce, brzuszku, piersiach i szyi. To było bardzo miłe – dostarczać komuś rozkoszy i czuć jej rozmiar na własnej skórze. Cichutkie westchnienia przerodziły się w pojękiwania, a w końcu w głośne jęki, zakończone przeciągłym aaa aaa aaa aaaaach. Znów rozchlapałyśmy wodę na całą łazienkę. Orgazm mamci był tak ekspresyjny, że nie dało się tego uniknąć. Rzucała się podczas szczytowania, wywołując małe tsunami w niewielkiej wannie. Jeszcze chwilę poleżałyśmy wtulone w siebie, po czym umyłyśmy się w podniecającej mieszaninie. Pozostało już tylko wyjść, osuszyć ciała, nabalsamować się (co uczyniłyśmy pomagając sobie nawzajem, z dużym zaangażowaniem i jeszcze większą przyjemnością), posprzątać łazienkę i po umyciu ząbków udać się na spoczynek.
    – A dokąd to? – spytała mamcia ze śmiechem, widząc mnie wchodzącą do jej sypialni.
    – No przecież dopóki tatuś nie wróci, możemy spać razem. To o wiele milsze niż w samotności. Można się przytulić do ciepłego ciałka.
    – Ok. Ale już bez żadnych szaleństw! Na dzisiaj wystarczy. Jutro trzeba wcześnie wstać.
    – Dobrze, dobrze. Chociaż trudno będzie się powstrzymać. Masz takie apetyczne ciałko, że chciałabym je pieścić bez przerwy.

         Jeszcze w łóżku dałyśmy sobie buzi na dobranoc i wtulone w siebie zasnęłyśmy. Tej nocy sny miałam zdecydowanie przyjemniejsze niż poprzedniej. Śniłam, że jestem na obozie siatkarskim w Zakopanem, trenujemy oddzielnie – dziewczyny do południa, chłopcy po obiedzie. Kuba jest zakwaterowany wraz z pozostałymi chłopcami w oddzielnej części hotelu, ale odwiedza mnie wieczorami. Niestety nie jestem sama w dwuosobowym pokoju. Mieszkam w nim z Moniką – moją psiapsiółką. Kiedy po drineczku lub piweczku przychodzi nam ochota na pieszczoty, wyłączamy światło i Kuba wskakuje pod moją kołderkę. Podczas miziania z nim, rzucam okiem w stronę łóżka Monisi i widzę poruszenie w okolicy, gdzie nic nie powinno się ruszać. Słyszę jej płytki przyspieszony oddech – musiała się podniecić wyobrażając sobie, co dzieje się pod nasza kołdrą i najwyraźniej dogadza sobie. Wpadam na szalony pomysł, aby Kuba z zaskoczenia zerwał jej okrycie, przyłapując na gorącym, bardzo gorącym uczynku. Szepczę mu swój plan do ucha, co jeszcze bardziej go nakręca. Wstaje i po cichutku, aby nie zepsuć efektu zaskoczenia, zbliża się do łóżka Monisi. Ale diabeł szepczący mi do ucha podpowiada, że jeszcze zabawniej będzie, jeśli w ostatniej chwili zedrę z niego spodenki i popchnę go ze sterczącą dzidą na napaloną koleżankę. Oboje są zaskoczeni! Ale tylko ja się śmieję.

         Kuba zastyga w bezruchu, stojąc z naprężonym penisem tuż nad głową Moniki, a ona nie odwraca wzroku od drąga mojego chłopaka. Zaczynam się bawić jego sprzętem tuż przed jej twarzą. Nagle czuję drugą dłoń, pieszczącą jajka Kuby. Ten stoi w bezruchu, czekając na dalszy rozwój wypadków. Podnieca mnie, że moja najlepsza przyjaciółka, przyłączyła się do naszej zabawy. Pozwalam jej wziąć do ust berło mojego chłopca, sama przytulam się, rozgniatając piersi na jego plecach. Nagle wpadam na kolejny zwariowany pomysł – wskakuję na łóżko Monisi i pieszczę dłońmi jej sztywne piersi. Jest już bardzo podniecona. Całuję jej kark, ramiona, gdy nagle odwraca się, porzucając penisa Kuby i zbliża usta do moich. Idziemy w ślinę, niemal zapominając o chłopcu stojącym obok. Nie w smak mu to, że zajmujemy się tylko sobą, więc zachodzi mnie od tyłu i wbija się w mokrą bułeczkę. Rozpierający mnie taran zaczyna poruszać się w środku rytmicznie. Pchnięcia utrudniają całowanie, więc przewracam Monikę na plecy i zbliżam usta do jej piersi. Całuję je i pieszczę dłońmi. Jedną z nich podążam w dół, pogrążając dwa paluszki w śliskiej od śluzu muszelce.

         Zawsze mi się podobało ciało mojej psiapsiółeczki. Było takie smukłe, z małymi piersiami i skórą pokrytą niezliczoną ilością malutkich pieprzyków. Całując każdy z nich po kolei, zbliżam się do rozgrzanej muszelki, zagłębiam język w wilgoci rozwartej dziurki, delektując się jej smakiem i zapachem. Kuba rżnie mnie nieprzerwanie, podniecony widokiem dwóch napalonych, nagich i wyuzdanych nastolatek. Czuję, że wkrótce dojdzie. Jego ruchy są coraz szybsze, gwałtowniejsze, przez co coraz mocniej wbija mój język w cipkę Moniki. Ona pierwsza zaczyna krzycząc, wierzgać nogami z rozkoszy. Jestem dumna, że sprawiłam jej taką radość. Po chwili Kuba wyskakuje ze mnie, zalewając mi plecy seriami gorącej spermy, przy akompaniamencie głośnych porykiwań. Tylko mi nie udało się dojść podczas tej sesji. Widząc to, Monika przewraca mnie na plecy, sama znikając pomiędzy udami. Jej język zaczyna wyprawiać cuda na mojej muszelce. Kuba korzystając z okazji, obmacuje Monikę, pieszcząc jej piersi i wypięty w górę tyłeczek. Jego palce wślizgują się w mokrą, wylizaną przeze mnie norkę, pieszczą brązowy zaciśnięty mocno pierścień zwieracza. Jestem bliska szaleństwa. Chciałabym mu zabronić bawić się cipką mojej psiapsiółki, ale jej język tak mnie rozmiękcza, osłabia, że nie mogę w żaden sposób zareagować. Czuję fale ciepła rozchodzące się po ciele, brakuje mi powietrza, jęczę i uderzam dłońmi o materac, zaciskam palce na prześcieradle i w końcu tężeję w niesamowitym orgazmie, zaciskając uda na głowie psiapsiółki.

         Zbudziłam się zlana potem. Rozejrzałam się po pokoju, nie bardzo wiedząc gdzie jestem. Nie, to jednak nie hotel w Zakopanem. Sypialnia rodziców. Mamci już nie było. Zwlokłam się z łóżka i półprzytomna poszłam opróżnić zbiorniczek. Ciśnienie miałam takie wysokie, że obawiałam się, czy ostrym strumieniem nie przetnę muszli na pół. Ale wytrzymała. Po porannej toalecie opuściłam łazienkę, dałam Felkowi suchej karmy i wymieniłam wodę. W kuchni czekało przygotowane przez mamcię śniadanie. Zjadłam i wyprowadziłam Felka na spacer. On w końcu też ma swoje potrzeby. Wybieganego, wysikanego, wykupkanego zaprowadziłam do domu, zabrałam plecak i pojechałam do szkoły.

         W szkole siedzimy z Moniką w jednej ławce. Podczas lekcji spoglądałam na nią, zastanawiając się, czy moje marzenie senne mogłoby się urzeczywistnić? Czy przyjaciółka posunęłaby się do tego, żeby lizać moją muszelkę? Bo ja z chęcią dorwałabym się do jej cycorków i pipuni. Na samą myśl o tym i wspomnienie snu, poczułam motylki w brzuszku. Jeszcze nie miałam pomysłu jak to zrobić, ale jednego byłam pewna. Że tego chcę.
    Przez resztę lekcji byłam rozkojarzona. Nie uszło to uwadze Moni. Szturchnęła mnie pytając cichutko, co się dzieje?
    – Nic. A co ma się dziać? – odpowiedziałam szeptem.
    – Przecież widzę – nie odpuszczała. Ciepło jej oddechu tuż przy uchu jeszcze bardziej nawilżyło moją muszelkę. Kurwa! Nie wytrzymam! Pragnę cię – chciałabym jej powiedzieć, ale bałam się, że ją spłoszę, więc milczałam.
    – Masz taką minę, jakby ci po łechtaczce chodziło stado mrówek.
    Parsknęłam wyobrażając to sobie. Cała klasa popatrzyła na mnie i niestety, nauczycielka też.
    – A co tam tak wesoło? – zapytała patrząc na mnie karcąco.
    – Przepraszam. Chciałam powstrzymać kichnięcie i wyszło tak, jak wyszło – próbowałam ściemniać.
    – No dobrze. Załóżmy, że uwierzyłam – powiedziała wracając do tematu lekcji.
    – Mów, co spowodowało ten wyraz rozanielenia na twojej buzi –Monia nie dawała za wygraną.
    – Opowiem ci na przerwie.

      Do dzwonka wierciła się. Ciekawość nie pozwalała jej spokojnie wysiedzieć. Zaraz po wyjściu z klasy odciągnęła mnie na bok.
    – Opowiadaj!
    – Wiesz, przypomniało mi się jak spróbowaliśmy z Kubą pozycji 69. Leżałam na nim, liżąc penka i ręką pieszcząc klejnoty, podczas gdy w tym samym czasie moja muszelka była ostro lizana, a pośladki ściskane silnymi dłońmi.
    – Co ty mi tu pierdolisz? Zbyt dobrze cię znam. To nie był Kuba! Coś bardziej wyrafinowanego latało ci po głowie. Kuba już dawno nie wywołuje u ciebie takich wypieków. Mów prawdę!
    – Ale nikomu ani słowa. Jak komuś powiesz, to zerwane więzi!
    – Nikomu! Tabula rasa!
    Opowiedziałam jej w skrócie cały przebieg wczorajszego wieczoru.
    – Naprawdę sikałyście w wannie? I potem kąpałyście się w tych sikach? Wiedziałam, że te rumieńce wywołało coś ekstra, a nie zwykłe 69 z Kubą. O cholera! Już po przerwie! Co teraz mamy?
    – WF.
    – Lećmy.

         Pierwszą godzinę zajęła rozgrzewka, ćwiczenia rozciągające i gimnastyczne. Wszystkie oblukiwałyśmy chłopców, bo często zdarzało się, że podczas ćwiczeń, któremuś coś wymsknęło się ze spodenek, albo penek, albo worek z klejnotami. Zdarzały się też erekcje, tworzące namiot z chłopięcych strojów. Oni też nie spuszczali z nas wzroku. Mieli okazję obejrzeć nasze nogi, a czasem niesforna pierś wyskoczyła ze stanika, albo pobudzone sutki nadmiernie odznaczały się przez koszulkę, czasem między nogami przypadkiem coś błysnęło, a falujące piersi podczas biegania i podskoków były nieustającym źródłem ich radości. Jeszcze ciekawiej było na basenie – pokazywałyśmy więcej ciała i nie miałyśmy na sobie push-upów. Wtedy mogli podziwiać prawdziwy kształt i rozmiar naszych piersi. A my ich fiutków. Basen to także świetne miejsce, żeby przyjrzeć się koleżankom. I nie mówię tylko o wspólnych prysznicach, bo tam chłopcy nie mieli wstępu. Mokry strój kąpielowy, przylegający do ciała, pozwala stwierdzić, czy dziewczyna się goli tylko w tzw. okolicy bikini, czy jest całkiem gładka. Przyklejony materiał pozawala dokładnie zobaczyć kształt muszelki, zwłaszcza tej ogolonej na Pazdana. To dla chłopców wielka gratka i pobudzenie wyobraźni. Jestem niemal pewna, że po każdych zajęciach na basenie, bawią się swoimi pisiorkami, trzepiąc je zapamiętale, jeśli nie od razu pod prysznicem, to pewnie później w toalecie. Żal mi tych bezproduktywnych erekcji. Tyle dziewcząt mogłoby się nimi nacieszyć.

         Na drugiej lekcji grałyśmy w siatkówkę, a chłopcy na boisku szkolnym w nogę. Potem prysznice. Monika jak zwykle weszła do kabiny naprzeciw mojej i może nic bym nie zauważyła, bo od razu odkręciłam wodę, zaczynając się myć, gdyby mnie nie zawołała. Spojrzałam na nią. Stała nago w swojej kabinie, patrząc na mnie wyzywająco, nie odkręcając jeszcze zaworów. Może poza jednym. Swoim! Zorientowałam się po co mnie wołała, gdy zobaczyłam strugę sików wylatującą spomiędzy jej ud, częściowo spływającą po nich i rozbryzgującą się z dużą siłą o posadzkę. Odbite krople zmoczyły jej całe stopy. Patrzyłam zauroczona, jak Monika bezczelnie wsuwa paluszki w szczelinę swojej muszelki, poruszając nimi ruchami okrężnymi dookoła łechtaczki. Jej spocone ciało wyglądało cudownie. Była niższa ode mnie, więc grała na pozycji Libero, ale proporcje ciała miała idealne – długie proste, szczupłe nogi, zbiegające się w miejscu, gdzie szeroki na 3 cm pasek włosów ozdabiał malutki wzgórek łonowy, wyżej płaski brzuszek z pięknym pępuszkiem, nad którym piętrzyły się dwie małe półkule piersi, z ciemnobrązowymi, malutkimi obwódkami sutków – też niewielkich, ale ponętnie zadartych do góry. Z ramion spływały długie pasma czarnych włosów, okalających prześliczną buźkę. Generalnie wyglądała jak Dua Lipa. Po prostu piękna!

         Przypomniałam sobie, jak podczas dorastania pokazywałyśmy sobie swoje kwiatki, z wielkim zainteresowaniem przyglądając się drobnym różnicom anatomicznym, jak nieśmiało dotykałyśmy ich nawzajem, przeciągając te oględziny w nieskończoność. Niezmiernie miło jest poczuć dotyk obcej dłoni w miejscu tak intymnym, skrywanym przed całym światem. A jeszcze samemu móc zagłębić palce w czyjejś dziurce, rozszerzyć płatki i szukać ukrytego punktu rozkoszy. Teraz patrzyłam na prawie kobietę, ale już nie dziewczynkę. Podniecał mnie ten etap przejściowy, kiedy uda i pupa jeszcze nie są rozpierane przez nadmiar kalorii, ale też kształt ciała nie jest już dziecięcy. Rozejrzałam się, czy tylko ja widzę ten pokaz bezczelności. Nie powiem – kręcił mnie strasznie! Niestety, widzieć to mogły tylko dziewczyny z kabin znajdujących się po mojej stronie, a tych z kolei ja nie mogłam zobaczyć. Zrobiłam do Moniki minę typu “ty wariatko” i po krótkiej chwili wahania, przeszłam do jej kabiny. Złapałam ostatnie krople złotego deszczu, wsuwając dłoń pomiędzy nogi i pocałowałam gorąco w usta. Rozsmarowałam to co udało mi się złapać na całej powierzchni jej piersi i zaczęłam zlizywać, chwytając wargami sutki. Z powrotem przeszłam do całowania ust, wsuwając dwa palce w jej mokrą cipkę. Pod dłonią czułam twarde włoski, a opuszkami bezbłędnie odnalazłam twardy guziczek. Drażniłam go ruchami posuwistymi lub okrężnymi, czując na swoim zwinne paluszki Moniki.

         Usłyszałam westchnięcie, ale nie dobiegało z naszej kabiny. Przerwałam na chwilę pieszczenie Moniki, odwróciłam się, żeby zobaczyć co się dzieje i kopara mi opadła. W dwóch kabinach, które znajdowały się po przeciwnej stronie niż nasza, utworzyły się dwie pary, całujące się równie namiętnie jak my. Dziewczyny musiały się podjarać widokiem i postanowiły pójść w nasze ślady. Sabina obściskiwała się z Anią, a Magda z Zosią. Pomyślałam, że skoro one tak się nakręciły, to co z pozostałymi? Wyszłam na zewnątrz, żeby luknąć na kabiny znajdujące się po naszej stronie i moje przypuszczenia się potwierdziły – wszystkie dziewczyny dobrały się parami i seksiły się w najlepsze. Uśmiechnęłam się do nich i już bez żadnego skrępowania powróciłam do mojej Moni.
    – Myślałam, że mnie zostawisz – wyszeptała mi do ucha.
    – Zwariowałaś?! Marzyłam o tobie. Nawet śniłaś mi się dziś w nocy.
    Zatkała mi usta gorącym, namiętnym pocałunkiem. Poczułam jej palce na swojej łechtaczce. Poruszały się wprawnie – musiała długo trenować na sobie . Też chciałam dać jej to, co dostałam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.4

    – Chcesz to poczuć? – zapytałam.
    – Chcę! Plis! Zrób to! – wyszeptała z entuzjazmem, spoglądając mi głęboko w oczy.
    Z radością popuściłam. Sikałam seriami, przerywając co chwilę, żeby mogła dłużej nacieszyć się ciepłem złotego deszczu. Kiedy skończyłam, wyuzdanym, powolnym ruchem przesunęła mokre palce po swoich wargach i języku. Jak to zobaczyłam, oszalałam! Rzuciłam się do całowania tych perfidnie występnych usteczek, językiem próbując odebrać podniecający nektar. Jej język i usta przypuściły taki sam atak na moje. Chciałabym posmakować jej muszelki, ale kabina prysznicowa nie jest najlepszym miejscem do takich zabaw, więc skoncentrowałam się na pieszczeniu cipki palcami. Monika odwdzięczyła się tym samym. Miło było poczuć jej piersi wznoszone przyspieszonym oddechem na swoich, równie poruszonych. Nasze języki wyprawiały harce w ustach partnerki. Zewsząd dobiegały pomruki, westchnięcia, po pewnym czasie zaś jęki i przeciągłe, gardłowe dźwięki towarzyszące orgazmom. Koleżanki po kolei zaczęły szczytować. My nie stanowiłyśmy wyjątku. Oczywiście Monika stężała w ekstazie dużo wcześniej niż ja, bo dla niej to była pierwsza taka zabawa z koleżanką. Ja po trzech wczorajszych orgazmach, wytrzymałam jednak dłużej, ale w końcu też odpłynęłam w krainę rozkoszy. Palce opuściły wytarmoszone cipki i na miękkich nogach, przez moment dochodziłyśmy do siebie. Wtulone, złączone pocałunkiem i szczęśliwe.

         Ablucje dokończyłyśmy razem – ja myłam ją, a ona mnie. To urocze uczucie, kiedy czyjeś ręce rozprowadzają po twoim ciele żel, pieszcząc przy tym najintymniejsze miejsca. Po niedawnym orgazmie, występuje nadwrażliwość w niektórych rejonach i każde muśnięcie jest odbierane bardzo intensywnie. Było cudownie! Kiedy ucichł szum wody i wszystkie uśmiechnięte, ale lekko zawstydzone tym, co przed chwilą zrobiłyśmy, zaczęłyśmy osuszać ciałka, coś przykuło naszą uwagę. Łaźnia chłopców znajduje się tuż obok, rozdziela ją z naszą tylko cienka ściana. To z za niej usłyszałyśmy odgłosy towarzyszące męskim orgazmom. Chłopcy jęczeli, szczytując jeden po drugim. Nakręceni naszymi jękami i westchnieniami, musieli znaleźć uspokojenie buzujących hormonów, aby nie siedzieć na kolejnej lekcji ze sterczącymi pałami i głową pełną wyobrażeń o nagich koleżankach, sekszących się pod prysznicami. Wyobraziłam sobie to morze spermy spływającej do kanalizacji. Szkoda! Takie marnotrawstwo! Chociaż młode jądra produkują ją w takiej ilości, że pięciokrotny wytrysk w ciągu jednej doby, nie jest niczym nadzwyczajnym. Trochę było mi szkoda chłopców. Musieli zaspokajać się indywidualnie. My robiłyśmy to w parach, a to jest zawsze przyjemniejsze i bardziej ekscytujące. Ale przynajmniej będą jeszcze długo wspominać i wyobrażać sobie, co się działo w dziewczęcej łaźni.

    – Nie myśl, że ci wybaczyłam – Monika odezwała się udając urażenie, kiedy już opuściłyśmy szatnię.
    – Niby co? – zapytałam zdziwiona.
    – Przyjaźnimy się tyle lat, wszystko robimy razem, ale to nie ja byłam twoją pierwszą kobietą. Najpierw poleciałaś do mamusi!
    – Nie świruj! Skąd mogłam wiedzieć, że tego chcesz? Że nie weźmiesz mnie za zboczoną lesbę? A z mamą to samo jakoś tak wyszło. Ale teraz ci wynagrodzę. Wpadnij do mnie wieczorem, to ci coś pokażę.
    – Co takiego? Kolekcję znaczków pocztowych? Hi, hi! Daj spokój, na to podrywali nasi dziadkowie.
    Śmiałyśmy się przez chwilę z tych znaczków.
    – Nie powiem ci, bo zepsuję niespodziankę.
    – Wredna jesteś! Spieprzyłaś mi całe popołudnie! Jak ja mam przeżyć w takiej niepewności do wieczora.
    – Nie wiem. Zajmij się czymś. Powiem ci tylko, że jeszcze mi podziękujesz. Aha, ubierz się na sportowo. Żadnych szpilek!
    – Będziemy biegać?
    – Może… Jak nas będą gonić…
    – Kuźwa, co ty znowu wymyśliłaś?
    – Zobaczysz. Cierpliwości.

      Do wieczora czas upłynął szybko. Wyprowadziłam Felka na spacer, zjadłam obiad, posprzątałam, odrobiłam lekcje i resztę czasu spędziłam czytając opowiadania erotyczne pisane przez gościa o nicku 0bi1. To wyjątkowo wyuzdany zboczek! Takie rzeczy wypisuje, że czytając je i wyobrażając sobie, aż rumienię się ze wstydu. W normalnej głowie takie perwersje nie mogłyby powstać. A w jego opowiadaniach było już prawie wszystko. Najgorsze, że to mnie intryguje i podnieca.
    Spojrzałam na Felka, leżącego jak sfinks u podnóża mojego łóżka. Dyszał z językiem wywalonym na bok. Patrzył na mnie tymi wielkimi, przepełnionymi miłością oczami, przechylając głowę to na jedną, to na drugą stronę, jakby rozumiał potrzeby swojej pańci. Otrząsnęłam się. Już całkiem mi się w głowie poprzewracało, tak jak temu wykolejeńcowi! Może od czytania jego historii, stałam się nimfomanką? Ciągle mi mało! Już nie wystarcza mi Kuba, mamcia, Monisia, chcę jeszcze więcej. Ale, czy to moja wina? Może to po prostu hiszpański temperament?

         Mamci wciąż jeszcze nie było. Miała spotkanie z ciocią Polą. Dosyć często, mniej więcej raz w tygodniu wychodzą do knajpki, na wino i babskie pogaduchy. To już taka tradycja. Ciocia Pola jest młodszą siostrą mojego taty i przyjaźni się z mamcią od bardzo dawna. Razem chodziły do liceum i studiowały ten sam kierunek. To przez nią mamcia poznała tatę i zaiskrzyło pomiędzy nimi. Z tego iskrzenia powstałam. Taki mały diabełek, w którym ogień nigdy nie gaśnie. W pewnym sensie ciocia przyłożyła się do mojego poczęcia. Bardzo ją lubiłam, bo była taką samą wariatką jak ja. Lubiła błaznować, wygłupiać się i robić innym kawały. Ale jej żarty, szaleństwa i psoty nie wyrządzały nikomu krzywdy. Zawsze były pełne szacunku dla innych. Poza tym była niezwykle empatyczną osobą, mającą w sobie pewien magnetyzm, zjednujący jej przyjaciół. Emanowała taką pozytywną energią – po prostu chciało się przebywać w jej towarzystwie, nawet żeby tylko posiedzieć i pomilczeć. Jednym mrugnięciem powiek wysyłała w świat tyle dobrych fluidów, że ludzie lgnęli do niej jak ćmy do światła. Uwielbiałam jej towarzystwo, ale nie wtrącałam się w ich wypady na winko. Szanowałam tę wieloletnią tradycję.

         Wróciłam do lektury. Właśnie 0bi1 opublikował kolejną część opowiadania Druga Czekoladka. Czytałam je, zastanawiając się, skąd bierze takie pomysły? Czy to są jego doświadczenia, czy tylko wybujała wyobraźnia? Oprócz zastanawiania się nad tym, czułam też mrówki, o których mówiła Monisia. Do spółki z motylkami w brzuszku, zachęcały do odnowienia znajomości z Leonem. Ale gdzie on jest? Powinien być u mamci. Niechętnie oderwałam się od lektury i poszłam poszukać. Nie było go nigdzie na wierzchu, więc zaczęłam regularne przeszukanie całej sypialni. W szafkach nocnych natknęłam się tylko na prezerwatywy, w szafie ubraniowej jedynie ciuchy i pościel w dolnej szufladzie, w toaletce kosmetyki i biżuteria. Co jest? Zabrała go na spotkanie z ciocią?

      Poszłam sprawdzić jeszcze łazienkę. Może była go umyć i zostawiła do wyschnięcia. Też nie! W łazience został tylko zapach jej perfum. Musiała się obficie spryskać przed spotkaniem. Zrobiłam kipisz w swoim pokoju, w nadziei, że może tam go znajdę. Nic! Wróciłam jeszcze raz do sypialni rodziców. Zajrzałam pod łóżko – jest! Leżał na pudełku po butach. Wzięłam go i już miałam wychodzić, kiedy coś mnie podkusiło, żeby sprawdzić, jakie buciki mamcia chowa pod łóżkiem. Oczami wyobraźni widziałam już wysokie, czarne, skórzane szpilki, z rzemieniami zawiązywanymi od kostki aż do pachwin. A obok skórzane stringi i stanik podpierający piersi, ale ich niezasłaniający. Do tego pejczyk z rzemieniami, zakończonymi pętelkami. I kocia przepaska na oczy! I dildo analne z kocim ogonkiem! Jejku! Już byłam mokra w środku, a mrówki i motylki wpadły w jakiś szał! Wyobraziłam sobie mamcię w tym wszystkim i zwariowałam z podniecenia!

      Niestety po otwarciu pudełka, okazało się, że są tam tylko jakieś zdjęcia. Trochę mnie to rozczarowało, ale z ciekawości zaczęłam je przeglądać. W końcu musiał być jakiś powód, że znalazły się pod sypialnianym łóżkiem, a nie w albumie. Były stare. Chyba ze studiów. Na niektórych poznawałam mamę i ciocię, ale pozostałych twarzy nie kojarzyłam. Nagle jedno z nich przykuło moją uwagę. O cholera! Co jest?! Przyjrzałam się jeszcze raz. No tak! To one! Ciocia siedzi na łóżku w akademiku, oparta o ścianę, mama opleciona długimi nogami, plecami rozgniata jej piersi, ich twarze są przytulone policzek przy policzku. Piersi mamci giną w dłoniach cioci. Wprawdzie obie są ubrane, ale z tego zdjęcia wprost wylewa się erotyzm, namiętność i pożądanie. Widać po ich oczach, że to nie są zwykłe studenckie wygłupy, tylko głęboka więź łącząca dwie kochające się osoby. Nie wiedziałam! Przez tyle lat nie wiedziałam, że małżeństwo moich rodziców, to trochę szerszy układ. Więc stąd te cotygodniowe wyjściówki! I to najprawdopodobniej za wiedzą i pozwoleniem taty! Teraz zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście chodzą do knajpy, czy może od razu spotykają się u cioci i uprawiają nieskrępowany seks w zaciszu jej mieszkania. Niezłe ziółko z mamci! Jaka ja byłam ślepa do tej pory! Na pewno wykorzystam swoją wiedzę. Jeszcze nie do końca wiem jak, ale na pewno coś wymyślę.

       Z rozważań wyrwał mnie dźwięk dzwonka domofonu. Na pewno Monika – pomyślałam i otworzyłam bez sprawdzania. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam i zdziwiłam się bardzo. Nie spodziewałam się dzisiaj odwiedzin Sabiny – mieszka na drugim końcu miasta i rzadko u mnie bywa.
    – Hej! Co cię sprowadza? – rzuciłam wpuszczając ją do środka.
    – Byłam w pobliżu i pomyślałam, że cię odwiedzę – odpowiedziała, ale słyszałam w jej głosie niepewność. Pomyślałam, że przyjechała tu specjalnie. Zresztą odstrzeliła się jak na imprezę. Widać było, że podczas gdy ja siedziałam w domu, ona była u fryzjera. Makijaż też zrobiony profesjonalnie. Coś mi tu nie grało.
    – Widzę, że masz fryzjera w pobliżu – zagaiłam.
    – Widać? Ładnie? – dopytywała obracając się wokół własnej osi. Cóż mogłam powiedzieć?
    – Pięknie! A jak pachną! – nie kłamałam. Naprawdę miała ładne włosy w kolorze ciemny blond.
    – To lakier z L’Oreala – tylko takich tam używają. Wiesz, mają z tego tytułu profity, jak stosują kosmetyki tylko jednej firmy. Gratisowe lakiery, wyjazdy na “szkolenia” do Dubaju, na Majorkę, na Kanary.
    – Napijesz się czegoś?
    – Najchętniej soczku z kroczku – rzuciła niby żartem, ale wyczułam w jej głosie fałszywą nutę.
    – Co się wygłupiasz? – spytałam poważnie.
    – Widziałam, co zrobiłyście. Wtedy, po wuefie. Mnie też to strasznie rajcuje. Proszę cię …
    Jak posucha, to posucha. A teraz nagle w ciągu jednej doby klęska urodzaju. Mamcia, Monika a teraz Sabina. I same miłośniczki mokrych zabaw!
    – Ania będzie zazdrosna – próbowałam się droczyć.
    – Prosiłam ją, ale nie chciała. Mizianie ok., ale siusiu już nie. Mówi, że to obrzydliwe, ale nic na to nie poradzę, że mnie strasznie podnieca. Nie mogę przestać o was myśleć!
    – To miło, ale musisz trochę pocierpieć, bo na dzisiejszy wieczór obiecałam Moni niespodziankę.
    – Jaką?
    – Nie mogę powiedzieć, ale to może być też dla ciebie.

         Znów dzwonek domofonu. Tym razem przyszła Monika. Zaraz po wejściu cmoknęła Sabinę w policzek, a mnie bezwstydnie w usta, w dodatku na oczach koleżanki obściskując mój tyłek.
    – Chodźcie na chwilę do mnie – musimy przebrać Sabinkę w coś mniej imprezowego. Dobrze, że dresów u mnie nie brakuje.
    – A co tam leży na łóżku twoich starych? Czy to przypadkiem nie jest nasz prezent na osiemnastkę?
    No tak. Idąc otworzyć drzwi, zapomniałam zabrać Leona z sypialni rodziców. Pobiegłam po niego i schowałam zdjęcia do pudełka. Wsunęłam je pod łóżko, tam gdzie stało. Wróciłam do dziewczyn, zajętych głaskaniem Felka i schowałam Leona do szuflady. Trudno. Już go dzisiaj nie użyję.
    – Zabawiałaś się w łóżku starych? – dociekała Sabina.
    – Lubię coś zmieniać – powiedziałam na odczepnego – no dobra, przebieraj się. Masz tu mój dres. Może się jakoś wciśniesz.

      To nie była złośliwość. Sabinka nie była taka jak my. Była duża. Duża, ale piękna, proporcjonalnie zbudowana, z dorodnymi piersiami i cudownie kobiecą figurą. Stąd moje obawy. Zdjęła swoje ciuchy i wskoczyła w moje. Dobrze, że dresy są rozciągliwe. Jakoś je założyła, choć rękawy i nogawki były lekko przykrótkie, a reszta ciasno opinała jej ciało. Jeszcze tylko buty. Moje adidasy były na nią za małe, ale szczęśliwie mamci były całkiem ok.
    – No to laski – bieganie! – zakomenderowałam.
    – To ma być ta niespodzianka? Pięknie ci dziękuję – zajęczała Monika.
    – Spoko. Do niespodzianki biegniemy – uspokoiłam ją.

         Po wyjściu z domu, ruszyłyśmy truchtem wzdłuż ścieżki rowerowej w kierunku peryferii miasta. Prowadziłam naszą grupkę, nadając tempo. Dobrze, że wszystkie biegamy, więc nie było problemu z dotarciem na miejsce. To właśnie podczas jednego z joggingów znalazłam to miejsce. Trochę dziwne i teraz w słabym świetle ulicznych lamp, trochę straszne. Noc była dość ciemna, więc byłam lekko zdygana. I nie do końca pewna, czy podglądanie nie jest czasem karalne. Ale mogło być ciekawie i ekscytująco. Zatrzymałyśmy się poza zasięgiem lamp i wskazałam na blok. To był budynek trójkondygnacyjny – parter i dwa piętra, na końcu którego, na ścianie szczytowej, znajdowała się jakby doklejona kotłownia. Wychodził z niej komin przylegający do muru. Na całej ścianie znajdowały się tylko trzy niewielkie okienka od łazienek. Kolejny budynek był zwykłą szeregówką z płaskim dachem – oba pewnie stanowiły relikt przeszłości. Zaprowadziłam koleżanki na koniec szeregówki i podeszłam do drabiny prowadzącej na dach.

    – Ja nie wejdę! – wyszeptała przestraszonym głosem Sabina.
    – Jak chcesz. A ty? – zapytałam Monikę.
    – Jak ty, to ja też -odpowiedziała bez namysłu.
    Zaczęłam się wspinać, by po chwili już z góry patrzeć na wchodzącą za mną Monikę. Jak już obie byłyśmy na dachu, usłyszałam z dołu odgłosy wspinania się kolejnej osoby.
    – Oszalałyście? Chciałyście zostawić mnie samą w ciemności? Fajne z was koleżanki!
    – Dobrze, że jesteś. Chodźcie, coś wam pokażę.
    Zaprowadziłam je na drugi koniec i położyłyśmy się, żeby nikt nas nie zobaczył. Teraz miałyśmy naprzeciw siebie ścianę bloku z trzema okienkami, wąskimi ale normalnej wysokości i kominem, na którym też dostrzegłam drabinę.
    – I co? – spytała Monika.
    – Czekamy – odparłam szeptem.

         Po około dziesięciu minutach w najniższym oknie zaświeciło się światło. Do łazienki weszła kobieta w wieku około trzydziestu lat i nachyliła się napuszczając wodę do wanny. Patrzyłyśmy z otwartymi buziami jak po chwili zrzuca szlafrok i naga wchodzi do wanny. Niby nic takiego – nagich kobiet widziałyśmy mnóstwo, ale sam fakt podglądania podniecał nas tak bardzo, że wpatrywałyśmy się niemal nie oddychając, w obawie, że nas usłyszy. To oczywiście było niemożliwe, bo dzieliło nas jakieś dwadzieścia metrów i szyba okienna, ale strach ma wielkie oczy. Kiedy trochę oswoiłyśmy się z sytuacją, Sabinka, która wcześniej bała się wejść po drabinie, zaproponowała, żeby wejść na tę na kominie, to będziemy podglądać całkiem z bliska. Trochę się wahałam, bo na dachu nas nikt nie zobaczy, a na drabinie jest dużo większe ryzyko. Ale jest ryzyko, jest zabawa!

         Zeszłyśmy z dachu i po przejściu wzdłuż szeregówki, wspięłyśmy się na dach kotłowni, a potem po drabinie, na wysokość pierwszego okna. Teraz mogłyśmy zobaczyć wszystko. Fakt, że wisząc na drabinie, prawie jedna na drugiej, ale usadowiłyśmy się tak, że każda mogła zajrzeć przez okno. Kobieta już wyszła z wanny, była w trakcie wycierania, gdy drzwi się otworzyły i wszedł jej facet ze sterczącym fifusiem. Takiego jeszcze nie widziałam! Był nie za gruby, ale za to bardzo długi. Wygolony robił naprawdę duże wrażenie. Jeszcze nie miał pełnego wzwodu, wisiał w pozycji poziomej, ale już był twardy. Kobieta uśmiechnęła się widząc go w takiej gotowości i sięgnęła dłonią do jajek. Pobawiła się nimi chwilę, podczas której facet zajął się jej piersiami. Musiała być po ciąży, może dwóch, bo piersi miała duże i opadnięte na brzuch, pokryty gęstą siatką rozstępów. Ale nie przeszkadzało to jej facetowi – pod pieszczotą jej palców, długi penis uniósł głowę, zesztywniał jeszcze bardziej i podrygiwał z podniecenia. Kobieta uklękła i wzięła go do ust. Chwilę possała, polizała, żeby nawilżyć, po czym odwróciła się tyłem, opierając dłonie o krawędź wanny.

         Jej piersi zawisły, a pupa wypięła się w stronę oczekującego penisa. Byłam cała mokra – w środku z podniecenia, na zewnątrz od potu. Facet jedną ręką przytrzymał biodro partnerki, a drugą naprowadził czubek w miejsce dla niego przeznaczone. Potarł nim wzdłuż szparki, rozchylając wargi i nawilżając penisa, po czym powoli wprowadził go w pochwę dobijając brzuchem do pośladków. Odczekał moment i rozpoczął powolne tłoczenie. Trzymał biodra oburącz, długimi ruchami swoich, wsuwając i wysuwając penisa, błyszczącego od wydzieliny pochwy. Drżałam już z podniecenia i wysiłku. Stanie tak długo na drabinie jest bardzo męczące. Bolą i ręce i stopy. Ale żadna z nas nie zamierzała odpuścić. Takie widoki nie zdarzają się codziennie. Idąc tu, liczyłam co najwyżej na zobaczenie jakiegoś golasa, ale nie na takie bzyki. Facet wytrwale pompował, wprawiając wiszące piersi kobiety w ruch obrotowy. Sądząc po wyrazie jego twarzy, niewiele już brakowało do finiszu. Byłam ciekawa, czy spuści się w środku, czy zaleje jej plecy.

         Przez szybę dolatywały do nas odgłosy ich kopulacji. Kobieta jęczała już bardzo często, by w końcu długim ooooooooooch oznajmić mieszkańcom bloku i trzem wiszącym na drabinie nastolatkom, że właśnie doszła. Facet wysunął się z niej, czekając aż usiądzie na skraju wanny i ustami dokończy dzieła. Po kilku ruchach w jej ustach, wygiął się jak paragraf, zacisnął pośladki i trysnął, stękając w ekstazie. Kobieta jeszcze przez chwilę glancowała jego berło, po czym uśmiechnięta, założyła szlafrok i wyszła. Facet z lekko opadniętym długasem wszedł do wanny i chwilę leżał z błogim wyrazem twarzy. Przestraszyłyśmy się, że leżąc tak może nas zobaczyć, więc szybko zeszłyśmy na dach kotłowni, a z niego na trawnik.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.5

    – Macie mokro w majtkach? – zapytałam – Bo ja tak.
    – Jeszcze jak! – odpowiedziały chórem.
    Rzeczywiście – dostrzegłam ciemniejsze plamy na ich dresach.
    – Chodźmy do jakiejś bramy, albo do parku, bo nie wytrzymam!
    – Zwariowałaś? W nocy do parku? Nie ma mowy! – zaprotestowała Sabina.
    – Noooo! Lepiej wracajmy do ciebie – dołączyła Monika.
    – To biegusiem, bo cała płonę!
    Jeszcze nigdy nie pokonałam tego dystansu w tak szybkim tempie! Dziewczyny dotrzymywały mi kroku, ale do domu weszłyśmy zdyszane, zziajane, spocone i wykończone. Podniecenie przerodziło się w pozytywną energię biegu. Ale byłyśmy szczęśliwe, bo bieg podnosi poziom endorfin, a wspomnienie oglądanego bzykanka jeszcze bardziej rozciągało rogala na naszych buźkach.

        Była już 23, a mamcia jeszcze nie wróciła. Może przez to, że jutro sobota, postanowiła nocować u cioci Poli? Popatrzyłam na smarfona- no tak, wyciszyłam go idąc na „akcję” i nie słyszałam sygnału SMS-a. Mamcia napisała, żebym na nią nie czekała, bo wróci późno. Ok. – pomyślałam. Jakoś sobie poradzimy.
    – Dobra, Sabinko. Pobiegałaś sobie w moim dresie, to już go oddaj.
    – Poczekaj chwilę, niech ochłonę.
    – Rozbieraj się! – byłam ostra.
    – Całkiem?
    – Tak, całkiem – zawtórowała mi Monika
    – Wygłupiacie się …
    – Nie. Dawaj! – popędzała Monia.
    – I ma być zmysłowo! – podobał mi się pomysł prywatnego streapteasu.      

        Włączyłam jej muzyczkę, akurat miałam ustawioną, przepiękną wersję Trust In Me w wykonaniu Sioxsie and The Banshees. Uwielbiam ją! Nastraja mnie przy masturbacji. Zaczyna się spokojnie, zmysłowo, seksownym głosem Siouxsie Sioux, bu nabierać siły i tempa wraz z moim podnieceniem. Suuuper! Zagryzałyśmy wargi, obserwując, jak Sabina powoli, kocimi ruchami, pozbywa się po kolei fatałaszków. Tańczyła przy tym, pieszcząc swoje spocone ciało długimi pociągnięciami dłoni wzdłuż tułowia, piersi, pośladków, ud, szyi i ramion. Obracając się powoli, pozwalała podziwiać swoje wdzięki z każdej strony. Przyłączyłyśmy się do jej tańca, pragnąc pieścić jej bujne kształty.  Zadrżała z podniecenia, kiedy nasze dłonie dotknęły po raz pierwszy ciała. Bujała się zmysłowo, kołysząc lekko biodrami, a piersi uwolnione z biustonosza podrygiwały, lub bujały się na boki, przy każdym jej ruchu. Przytuliłam się do niej od tyłu, opierając łono na wydatnym pośladku, błądząc dłońmi wzdłuż wewnętrznej strony ud, podczas gdy Monika zajęła się pieszczeniem wielkich piersi. Sabina miała czym oddychać! Kształt i rozmiar piersi był podobny do tych które widziałyśmy w filmie, podczas rozbieranych scen ukochanej pułkownika Kwiatkowskiego.

         Teraz my z Moniką powoli zrzucałyśmy swoje ciuszki, pod wnikliwą obserwacją Sabinki. Pomogła nam rozpiąć staniki. Nie dlatego, że nie poradziłybyśmy sobie z tym zadaniem, ale dla czystej przyjemności, wynikającej z odkrywania tajemnic cudzego ciała. Wszystkie trzy – nagie, spocone i rozpalone, z wypiekami na twarzach, bujałyśmy się w rytm muzyki, dłońmi poszukując piersi i cipek do pieszczenia. Ponieważ robiłam to już z Moniką, całą naszą uwagę pochłonęła Sabinka – świeża w tym zestawie. Podzieliłyśmy się jej piersiami, całując i ściskając w dłoniach, ale także obmacując jej pokaźny tyłek. W amoku pożądania zapędziłam się nawet do mniejszej dziurki, wsuwając w nią czubek palca. Sabina jęczała z rozkoszy, bo Monika wolną ręką zaatakowała jej muszelkę, wsuwając palce tak głęboko, jak tylko się dało. Trąc nimi o łechtaczkę i opuszkami pobudzając szyjkę macicy, wkrótce wywołała spazmy orgazmu.

        Poszłam z Moniką w ślinę, dając Sabince czas na ochłonięcie po ekstazie. Lecz długo się nie lizałyśmy, zostałam pchnięta na łóżko, moje nogi rozrzuciła na boki i całując powoli wzdłuż uda, doszła do cipki, przekrwionej z podniecenia. Miałam zamknięte oczy, ale poczułam na piersiach dłonie Sabinki, która postanowiła przyłączyć się do zabawy. Jej wargi zaczęły pieścić, całować i szczypać sterczące brodawki moich pomarańczek. Języczek Monisi szalejący na łechtaczce przywołał wspomnienie Kuby liżącego mi cipkę. Ten obraz powracał w moich marzeniach nadzwyczaj często i wzmacniał impulsy płynące z dołu. Już, już dochodziłam, kiedy nagle Monika przerwała.
    – Jeszcze! Proszę cię! Błagam! Jeszcze chwila! – jęczałam, ale bezskutecznie.
    Patrzyła na mnie z uśmiechem, ale jedyne co zrobiła, to wsunęła mi palce do norki.
    – Nie dręcz mnie! Proszę! – wiłam się i błagałam o jeszcze kilka długich pociągnięć języczka. Była bezwzględnie okrutna!
    – Ja też chcę cię posmakować – wtrąciła się Sabcia.
    – Kocham cię! Zrób to! Proszę!

        Jest duża i silna, więc bez problemu odsunęła Monikę i zabrała się za lizanie mojego guziczka. Pamiętała, kto jej wsunął palec w tyłek, zatem natychmiast nawilżyła dwa w mojej cipce i wsunęła w kakaowe oczko. Jęknęłam z bólu, ale i radości. Już tak niewiele mi brakowało do finiszu, że jeszcze tylko kilka okrężnych ruchów języczka, delikatne poruszenie palców w zwieraczu i wyrzuciłam w górę biodra, targana szalejącym we mnie orgazmem. Impulsy ze zwieracza poluźniły cewkę moczową i spryskałam buzię Sabinki kilkoma seriami złotego deszczu. Nie było tego dużo, ale opadła na plecy, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. O tym właśnie marzyła! Na to liczyła przychodząc do mnie. Była mi bardzo wdzięczna.
    – Chodźcie się umyć- rzuciłam, gdy lekko zelżał błogostan przenikający moje ciało.
    – Jak to? A ja? – zaprotestowała Monika.
    – A ty też chodź się umyć – odpowiedziałam ze śmiechem.
    – Ale wy jesteście zaspokojone! Ja też chcę! – błagała.
    – W szufladzie masz Leona – radź sobie – zemściłam się za to, że kazała mi błagać, za swoje upokorzenie.
    – Nie, nie. Idę z wami.

         Napuściłam wodę do wanny. W oczekiwaniu na napełnienie, Monika zapytała, jak znalazłam tę miejscówkę.
    – Zwyczajnie. Często biegam i kiedyś wieczorem zauważyłam światła w tych małych okienkach. Pomyślałam wtedy, że to na pewno okna łazienkowe. Następnym razem zwróciłam uwagę na szeregówkę. Nie zastanawiałam się, jaki z tego można zrobić użytek, ale kilka dni później, leżałam w domu i nagle ta dam! Olśnienie! Jeszcze tego samego wieczoru pobiegłam i pierwszy raz weszłam na dach szeregówki. Leżałam na nim dosyć długo, ale warto było. Zobaczyłam tego faceta jak sikał kilka razy – pewnie chleje piwsko! A potem jak się mył na golasa. Tego wieczoru nie udało mi się zobaczyć takich scen jak dzisiaj, lecz kiedy zaczęłam regularne obserwacje, natrafiłam na taką, że ta dzisiejsza to bajka dla dzieci.
    – Co widziałaś?
    – Zaczęło się podobnie jak dzisiaj. Kobieta się wykąpała, wszedł ten z długim i wsadził jej go do ust. Przez chwilę go pieściła, obejmując dłońmi poślady, kiedy do łazienki wszedł chłopiec, taki mniej więcej w naszym wieku, uklęknął koło niej i wyobraź sobie – wraz z nią zabrał się do obrabiania długiego. Potem wstali i zaczęli się całować. Ten z długim zaczął pieścić tyłek młodego jedną ręką, a drugą masował mu pena. Po chwili, gdy młodemu już stwardniał, uklęknął i lizał go od nasady, po czubek, ręką pieszcząc jajka i wtykając palca w dupę. Potem dwa. Wreszcie kobieta się odwróciła, oparła o bidet, a młody wyjął dzidę z ust starszego i wpakował jej – wiecie gdzie.
    – Wiemy, wiemy – potwierdziła Monika.
    – I co dalej?
    –  Woda już wlana. Wskakujcie do wanny – odpowiedziałam.

        Tak też zrobiły. Z trudem się wcisnęłam, sadowiąc się pomiędzy udami Sabiny, opierając głowę o jejmostek. Wielkie piersi otuliły mnie z dwóch stron. Hmmm! Całkiem miło! Jej ręce zaraz powędrowały tam gdzie powinny. Świetnie się czułam! Duży palec prawej stopy oparłam o myszkę Monisi, próbując nim namierzyć ten najwrażliwszy punkt. Posłała mi buźkę i uśmiechnęła szeroko, kiedy cel został osiągnięty.
    –  No nawijaj! – wymruczała mi do ucha Sabinka.
    – A na czym skończyłam?

    –  Jak młody wpakował jej dzidę wiecie gdzie.
    –  Aha. To wtedy starszy wpakował swoją młodemu – wiecie gdzie. Zaczęli na początku powoli, ale jak już złapali rytm, to tłoczyli jak młoty pneumatyczne. Aż miło było patrzeć na tak zsynchronizowane działania. Powiem wam – miałam mokro w gatkach, więc wsunęłam w nie rękę i pieściłam się, próbując złapać ten sam rytm. Po pewnym czasie, tamci się przegrupowali. Wzięli kobietę na stojąco z dwóch stron. Akurat ustawili się bokiem do okna, więc widziałam dokładnie, jak młody rżnie ją od przodu, całując się z nią, a długi człon starszego wchodzi w całości od tyłu. Tylko z tej odległości nie widziałam, czy panowie są w jednej dziurce, czy w dwóch.

        W trakcie opowiadania, mój gruby palec naciskał rytmicznie twardszy punkt u zbiegu warg Moniki, czasem wykonując ruchy okrężne. Wsunęłam palce drugiej stópki w jej rozwartą szparkę. Poruszałam nimi na boki. Zamknęła oczy, słuchając i wyobrażając sobie sceny z mojego opowiadania. Coraz trudniej było mi się skoncentrować, bo zwinne palce Sabinki też już zrobiły kawał dobrej roboty. Czułam rozchodzące się ciepło i to nie tylko od gorącej wody.
    –   Myślisz, że mogli być w jednej? – dopytywała Sabinka.
    Ona jedna zachowała jeszcze trzeźwość myślenia. My z Moniką już odlatywałyśmy. Oczywiście pierwsza stężała. Jęcząc i uciekając w tył przed moimi stopami. Podjarało mnie to, więc po jeszcze kilku ruchach palców na mojej łechtaczce, również zaczęłam wierzgać nogami i podrzucać biodra, wstrząsane gigantycznym orgazmem.
    –  Zawsze co dwie głowy, to nie jedna – zażartowałam, po dłuższej chwili, potrzebnej na ochłonięcie – Przecież nasze cipki pomieszczą wiele, jak są odpowiednio nawilżone.
    –  To prawda! Kiedyś wcisnęłam w swoją takiego ogóra, że aż sama byłam zdziwiona, że wszedł. Ale jak już wprawiłam go w ruch, to klękajcie narody – było bosko!
    –  Sama widzisz.

    Dokończyłyśmy mycie i miałyśmy wychodzić, kiedy Monika spytała, czy też może zrobić palmę.
    –  Jaką palmę? I dlaczego też? – dociekała Sabina.
    –   Sama zobacz – wskazałam na wiry tworzone przez sikającą Monikę.
    –  Ale fajne! Mogę? – Sabina naprawdę nakręcała się moczem.
    – Jasne! A potem ja nasikam na twoje cycki – rzuciłam.
    –   Ok – odpowiedziała i po chwili dwa strumienie spotkały się na środku wanny.
    Ja stojąc okrakiem, odwróciłam się twarzą do Sabiny i trzeci skierowałam na jej duże piersi. Lecz jej wciąż było mało. Oderwała plecy od wanny i mój wodospad zamiast na piersi, zaczął trafiać w otwarte usta. Przyjęła pierwszą porcję, co widząc Monika, upomniała się o swoje. Szybko się odwróciłam, tankując i jej zbiorniczek. Reszta rozlała się po całej buzi. Kiedy skończyłam, przykucnęłam opłukując cipkę z ostatnich kropli. Dziewczęta ze śmiechem umyły się i wyszłyśmy osuszyć ciała. Nie ubierając się, poszłyśmy do mojego pokoju, gdzie Felek przywitał nas merdając ogonkiem i uśmiechając się pełną gębą. Biedny – większość dnia spędza sam, więc każdego kto przyjdzie wita jak najlepszego przyjaciela. Jak już dostał swoją porcję pieszczot, położył się grzecznie na legowisku. My też wskoczyłyśmy do łóżka, gdzie przytulone do siebie bardzo szybko zasnęłyśmy.

            Nocą przebudziłam się, słysząc przyciszoną rozmowę mamci z ciocią. Wróciły bardzo późno, lekko wstawione i pomimo podjęcia próby bezgłośnego przedostania się do sypialni, narobiły trochę rabanu, chichrając się cicho przy każdym potknięciu, lub zatoczeniu. Nasłuchiwałam, ciekawa jak wysoki stopień zalkoholizowania udało im się dzisiaj osiągnąć. Sądząc po humorkach, było dobrze. Nawet bardzo dobrze. Nagle drzwi do mojego pokoju się otwarły i w snopie światła wpadającego z korytarza, zobaczyłam dwie uśmiechnięte buzie. To instynkt macierzyński nakazał matce sprawdzić, czy córka słodko śpi. Ciocia też przyłączyła się do kontroli. Musiały się zdziwić widząc, że nie jestem sama. W dodatku śpiąc, rozkopałyśmy kołdrę i w tej chwili, miałyśmy przykryte tylko brzuszki. Widząc trzy gołe cipki i sześć cycków, kontrolerki zaczęły się śmiać niemal w głos. Spod przymrużonych powiek, w drzwiach dostrzegłam nagle trzecią głowę. To był wujek Piotr – mąż cioci Poli. Cholera! Tego się nie spodziewałam! Nie wiedziałam, że spotkali się we troje, a już zupełnie nie usłyszałam go, kiedy wchodzili. Chichoty dwóch podpitych szwagierek zagłuszyły jego kroki. Byłam skonsternowana. Zupełnie nie wiedziałam jak zareagować, czy szybko się przykryć, czy udawać, że śpię. W sumie na przykrywanie było już za późno – widział nas nagie i nie cofnę tego. Postanowiłam dalej udawać, że śpię. Mamcia otrzeźwiała na chwilę i zamknęła im drzwi przed nosami.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.6

    Nie mogłam przestać myśleć o tym, co się przed chwilą stało. Gdyby nie to, że nagą widział mnie wujek, wcale bym się nie przejmowała. Przecież mamcia już wie, że dziewczęta podobają mi się tak samo jak faceci, a cioci także nie powinien dziwić widok trzech koleżanek śpiących nago w jednym łóżku. Zdjęcie, które dzisiaj znalazłam pod łóżkiem mamy, zdradzało jej preferencje w sposób oczywisty. Dowiedziałam się z niego, co tak naprawdę łączy przyjaciółki ze studiów. Ale wujek to co innego. Było mi strasznie wstyd, że widział moją cipkę i piersi. Nic na to nie poradzę, że jesteśmy tak wychowywane od dziecka. Wpaja nam się wstydliwość, strofując każdorazowo, gdy zachowamy się niewłaściwie, lub pokażemy zbyt wiele. I robią to wszyscy – rodzice, dziadkowie, babcie, księża, nauczyciele, a nawet całkiem obce osoby.

        Tak na zdrowy rozum – nie ma nic nieprzyzwoitego w nagości. Rodzimy się nadzy, więc jest to stan naturalny. Opalamy się topless i nie razi to nikogo. Ale gdybyśmy chciały podczas letnich upałów poruszać się w takim stroju po mieście, to już wzbudziłoby niesamowitą sensację. To jakiś absurd! Niestety wpojone nam uczucie wstydu jest tak głęboko zakorzenione w podświadomości, że nawet niezamierzone pokazanie ciała osobie znanej przecież od dzieciństwa, darzonej zaufaniem, będącej członkiem rodziny, wywołało u mnie rumieńce i poczucie zażenowania. Jeszcze miałam cichą nadzieję, że może wujek jest na tyle nasączony alkoholem, że jutro nie będzie pamiętał. Chociaż sama w to nie wierzyłam – facetom raczej takie obrazki trwale zapisują się w pamięci.

        O tym, że wujek jest facetem z krwi i kości miałam się przekonać już za chwilę. Chichoty dobiegające zza ściany nagle umilkły, co wyrwało mnie z zamyślenia i zaczęłam uważnie nadstawiać ucha. Dziewczęta leżące obok mnie oddychały miarowo, pogrążone w błogim śnie. Ich piersi unosiły się i opadały w jednostajnym rytmie, a tymczasem ja zamieniłam się w słuch. Dobiegały mnie jakieś pojedyncze szepty, dźwięki rozpinanych suwaków, lekkie skrzypienie materaca wskazujące na pojawienie się obciążenia, pomruki i cmoknięcia. Te ostatnie zaintrygowały mnie najbardziej. Mogłam zrozumieć, że z braku innej możliwości, położą się spać w łóżku moich rodziców we troje, ale coś tu nie grało. Czyżby wujek z ciocią zamierzali kochać się w obecności mojej mamy? Nie mogła przecież zasnąć tak prędko! Chyba, że to wujek zasnął, a one postanowiły się zabawić? Nie, przecież jeszcze przed chwilą rozmawiali wszyscy troje. Nie wytrzymałam! Musiałam sprawdzić, co tam się wyprawiało.

        Cichutko, żeby nie obudzić moich współspaczek, wstałam, złapałam pierwszą z brzegu koszulkę, założyłam ją i wymknęłam się ze swojego pokoju. Sądząc po rozmiarze, musiała być własnością Sabinki, bo wisiała na mnie jak sukienka, ale to nie było w tym momencie najważniejsze – nie zamierzałam się nikomu pokazywać. Zabrałam ją tylko po to, by nie stać na golasa w korytarzu, skąd miałam nadzieję zajrzeć niepostrzeżenie do sypialni rodziców. Myślałam o dziurce od klucza, ale okazało się, że pijane towarzystwo nie domknęło drzwi, więc przez dość szeroką szparę mogłam swobodnie zajrzeć do środka. Widok był arcyciekawy!

        Wujek z szeroko rozstawionymi nogami leżał na łóżku, opierając stopy o podłogę, a ciocia, klęcząc na dywanie, pochłaniała jego penisa do samej nasady. Obok niej mamcia. Obie z tyłeczkami wypiętymi w moją stronę. Mogłam po raz pierwszy przyjrzeć się budowie cioci. Muszę przyznać, że była trochę zgrabniejsza niż mamcia, jej uda były długie, szeroka pupcia przechodziła w bardzo wąską talię, co przydawało bardzo dużo kobiecości i powabu. Kształtne piersi bujały się przy każdym ruchu ciała, a bujne długie włosy wyglądały oszałamiająco, rozsypane po plecach i swobodnie zwisające nad ramionami. Gdy ciocia zajmowała się trzonem, mamcia zassała jądra, a usta szwagierek spotykały się za każdym razem, gdy penis znikał do końca. Co jakiś czas ciocia przerywała, by zaczerpnąć powietrza, a wtedy mamcia ogarnięta szałem namiętności, rzucała się do pocałunku, znów odbierając jej tlen. Obie dyszały, mruczały i cmokały – te właśnie dźwięki słyszałam nie mogąc zasnąć.

        Chwilami mamcia dawała cioci odpocząć, zajmując się wtedy pieszczeniem wujkowego przyrodzenia. Robiła to ręką i ustami. Drugą dłoń zatopiła pomiędzy udami cioci. Widziałam jak jej palce zagłębiają się w wilgoci cipki, lub pieszczą twardy, wystający mikropenisek. Tak! Tak mi się kojarzył wygląd najwrażliwszej części ciała Poli. Jej cipka była całkowicie odmienna od naszych. Ja i mamcia mamy widoczne tylko wargi zewnętrzne, przez co nasze pipki wyglądają jak bułeczki. Moja łysa, jej porośnięta. Cipkę cioci Poli widziałam po raz pierwszy, ale wyglądała zupełnie inaczej – jak rozwinięty kwiat róży. Ciemne wargi wewnętrzne wystawały poza szparkę, a bardzo wydatna łechtaczka przypominała małego penisa. Jak na łechtaczkę, była bardzo duża, ale nie raziło to w porównaniu z fiutem wujka, który niezbyt długi, ale za to wyjątkowo gruby ledwo mieścił się w delikatnych ustach cioci.

        Nie mam dużego doświadczenia, jeśli chodzi o penisy. To dopiero czwarty, jakiego widziałam w realu, bo tych z netu nie liczę. Oglądałam ich dziesiątki, lecz to nie to samo. Był naprawdę gruby! Nie spodziewałam się po starszym panu, z lekkim brzuszkiem, że posiada taki fajny sprzęt. Poczuć go w sobie musi być niezmiernie miło. Może na początku być ciężko, ale przy dobrym nawilżeniu doznania muszą być nieziemskie. Nigdy nie miałam z tym problemu. Moja norka wytwarzała soki w bardzo dużej ilości. Teraz też czułam, że zaczynają mi ściekać po udzie. Widok, jaki miałam przed oczami nie mógł pozostać obojętny. Ciało reagowało na sytuację i odgłosy towarzyszące aktowi miłosnemu. Ciocia właśnie dosiadła wujka, nadziewając się powoli na grubego pala. Osamotniona mamcia położyła się obok, oddając swoją myszkę wprawnym palcom wujka, przytykając pierś do jego ust, czasem zastępując ją własnymi. Ciocia poruszała się powoli w górę i w dół, dwoma palcami wypełniając pochwę swojej szwagierki, całującej się z jej mężem. Wszyscy troje najwyraźniej zapomnieli, że tuż za cienką ścianą śpią nastolatki, bo przestali panować nad sobą. Jęki rozkoszy stawały się co raz częstsze i głośniejsze.

        Kiedy poczułam na plecach ciężar wielkich piersi, nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że to Sabinka obudzona hałasami, przyszła zajrzeć mi przez ramię do pokoju rodziców. Przez pewien czas stała nieruchomo, nie do końca rozumiejąc, co tu się dzieje, po czym jej dłonie wylądowały na moich piersiach. Natychmiast wyczuła jak bardzo są napięte pod wpływem podniecenia, więc prawą podążyła w dół, na wewnętrzną stronę uda. Jej palce ślizgały się na śluzie spływającym z mojej muszelki, więc bez oporu wcisnęła je głębiej pomiędzy uda, podążając w górę, pod koszulkę, do gorącej norki. Odruchowo rozszerzyłam nogi. Drgnęłam pod dotykiem delikatnego paluszka, gdy musnął łechtaczkę. Sabinka zareagowała prawidłowo, zagłębiając się we mnie głęboko. W tym momencie bardzo potrzebowałam wypełnienia. Drugą dłonią ścisnęła mocno moją pomarańczkę, aż ugięły się pode mną kolana.

        Czułam się fantastycznie w jej ramionach. Moje drobne ciałko zatopiło się w niej, jak w objęciach postawnego mężczyzny. Dawała takie samo poczucie bezpieczeństwa. Do pełni szczęścia brakowało tylko żeby miała penisa, który wypełniłby mnie swoim nabrzmiałym gorącem i twardością. Niestety w tej sytuacji musiały mi wystarczyć zręczne, delikatne, dziewczęce paluszki. Sabinka przytulona do mojego policzka, nie odrywając wzroku od kochającej się trójki, jednocześnie pracowała nad rozpaloną norką, doprowadzając mnie do wrzenia. Jej oddech też był płytki i przerywany. Dodatkowo podniecenie potęgowała możliwość przyłapania nas na gorącym uczynku. Ryzyko jest niesamowitym bodźcem, przyspieszającym krążenie krwi w żyłach.

        Byłam wewnętrznie rozdarta. Z jednej strony chciałam zamknąć oczy i odpłynąć w ekstazie, z drugiej nie wyobrażałam sobie, że odpuszczę takie widowisko jak trójkącik miłosny z udziałem mojej najbliższej rodziny. Spojrzałam w ich stronę – właśnie zaszły zmiany. Ciocia Pola przesunęła się do przodu, obejmując udami głowę wujka i przytykając rozpaloną myszkę do jego ust, w oczekiwaniu na delikatną pieszczotę gorącego, śliskiego języka. Mama widząc grubego penisa, uwolnionego, nabrzmiałego i błyszczącego od soczków Poli, nie omieszkała skorzystać z okazji i natychmiast, lecz powoli, wprowadziła go w swoją włochatą kobiecość. Chwilę przyzwyczajała się do rozmiaru rozpychającego ją tarana, by pomału zacząć się poruszać w przód i w tył, pocierając łechtaczką o przyozdabiające go włosy łonowe. Jakby tego było mało, przytuliła ciocię Polę, rozgniatając piersi na jej plecach i obejmując dłońmi dwie cudowne półkule, zakończone odstającymi lekko w górę brodawkami.

        Nie wiem jak długo to trwało, lecz pamiętam, że tuż przed szczytowaniem, Sabinka puściła moją pierś, by dłonią zatkać mi usta, zabezpieczając je przed wydobyciem się niekontrolowanego jęku, który mógłby zwrócić na nas uwagę trójki kochającej się w sypialni rodziców. Fale orgazmu wstrząsnęły mną, rozchodząc się od podbrzusza po całym ciele. Nogi mi zwiotczały, lecz dłoń trzymająca moją cipkę nie pozwoliła na utratę stabilności. Zawisłam na niej przez chwilę, znajdując oparcie i ukojenie. Ciężko dyszałam, ale szeroki uśmiech rozpromieniał moją twarz. Było bosko! Rzuciłam okiem do sypialni rodziców akurat w momencie, kiedy mamcią wstrząsnęła fala orgazmu. Nadziana na pal wujka trzęsła się pod wpływem rozkoszy. Tuż po niej drgawki ogarnęły ciocię. Z ich gardeł dobył się gardłowy skowyt, jakiego nie spodziewałabym się nigdy.

        Ciocia padła na łóżko, na szczęście tyłem do nas, więc nie mogła zobaczyć dwóch par oczu wpatrzonych w jej odprężone ciało. Mamcia położyła się na wujku, przywarła piersiami do jego torsu i zaczęła się z nim całować. Uniosła przy tym pupę, którą wujek natychmiast zaczął tłoczyć swoim grubym drągiem. Widziałyśmy dokładnie jak pojawia się i znika w rozmiękczonej cipce. Po kilkudziesięciu szybkich pchnięciach, wbił się do końca i przy wtórze porykiwań wtłoczył w mamcię parę serii spermy. Jeszcze przez chwilę, ryzykując do granic, obserwowałyśmy jak białe mleczko wypływa z cipki i po mokrym od soków penisie, powoli płynie na wygolone jajka. Wreszcie poczułam, jak Sabina odciąga mnie w stronę mojego pokoju. Widocznie uznała, że dalsze pozostanie w tym miejscu niesie ze sobą zbyt wysokie ryzyko.

        Dobrze, że tak zrobiła, bo po chwili, leżąc już w łóżku, usłyszałam jak mamcia z ciocią pobiegły na paluszkach do łazienki, ogarnąć się po amorach. Gdy wróciły, umyte i wysikane, do łazienki poszedł wujek. Słyszałam, jak myje w umywalce swojego ciula, grubego jak kiełbasa krakowska, po czym wytarłszy go, wraca do swoich sikorek. Zastanawiało mnie, dlaczego mamcia dopuściła się takiej niewierności w stosunku do tatusia, w dodatku pozwalając wujkowi na dokończenie we własnej cipce. To by znaczyło, że nie obawia się ciąży, czyli ma dni bezpłodne, albo bierze pigułki. Zresztą, cały ten seks wyglądał, jakby robili to w takim gronie nie pierwszy raz. Może papcio też był z nimi w układzie miłosnym, tylko miał pecha, że akurat wyjechał. Ale czy możliwym jest, żeby robił to z własną siostrą? Hmmm! Patrząc na to, co sama wyprawiam, chyba wszystko jest możliwe.

        Zza ściany dobiegały już ciche pochrapywania, tuz obok Monika spała niewzruszenie, tylko ja nie mogłam zasnąć, wciąż odtwarzając w pamięci to, co się dzisiaj wydarzyło, analizując postępowanie swoje i najbliższej rodziny. Sabcia też nie spała. Przewróciła się na bok, buzią do mnie i cichutko wyszeptała mi do ucha:
    – Proszę cię …    

        Bez trudu domyśliłam się, czego oczekuje. Przecież jest kobietką i to, co widziała, musiało ją tak samo poruszyć jak mnie, a dotychczas nie znalazła zaspokojenia. Lekko pchnęłam ją, by opadła z powrotem na plecy i wspięłam się na cudownie ciepłe i obszerne ciałko. Całowałyśmy się bez pośpiechu, namiętnie i gorąco. Czułam jak ogromne piersi twardnieją pod moimi pomarańczami. Jej serce tłukło się jak ptak uwięziony w klatce. Zbliżyłam usta do sterczących sutków. Podobało mi się, że są takie duże. Przyszczypywałam je wargami na przemian. Moje dłonie nie były w stanie pomieścić takiej obfitości, ale starałam się pieścić ten cudowny biust powoli i precyzyjnie. Słyszałam przyspieszony oddech, co tylko zachęciło mnie do dalszej zabawy.

        Zsunęłam się niżej, do rozgrzanego kwiatuszka jej kobiecości, całując najpierw okolice, wciągając do ust płatki, by wreszcie wysunąć maksymalnie język i przeciągnąć nim wzdłuż wilgotnej bruzdki. Sabina nie wytrzymała. Z jej ust wyrwało się krótkie och!, które stłumiła przyciskając do nich poduszkę. Lizałam powoli każdy skrawek muszelki, okresami dłużej koncentrując się na najwrażliwszych punktach. Zauważyłam, że reaguje bardzo intensywnie, gdy mój języczek zapędzi się zbyt nisko. Widocznie to miejsce miała tak samo czułe, jak łechtaczkę. Wdzięczna za wszystko, co Sabinka zrobiła dla mnie, postanowiłam zająć się tym miejscem szczególnie dokładnie. Nie miałam żadnych oporów, bo przecież niedawno umyłyśmy się dokładnie.

        Jakby potwierdzając moje obserwacje, przyciągnęła kolana do swoich piersi, unosząc przy tym pupę i ułatwiając mi dostęp do najbardziej intymnych miejsc. Skoncentrowałam się na lizaniu tej dziurki, ale wcześniej pośliniłam kciuka i zaczęłam nim drażnić łechtaczkę. Od czasu do czasu wkładałam go w szczelinkę, nawilżając obficie wydzielanym śluzem. Tak bardzo się podnieciłam tym co robię, że nie bacząc już na nic, zaczęłam wsuwać język do środka. Pod wpływem intensywności i perwersyjności pieszczot, Sabinka wkrótce zadrżała, buzię wcisnęła mocno w poduszkę, a uwolnione z objęć, rozdygotane nogi opadły na łóżko. Dałam jej chwilę na rozkoszowanie się przeżytym orgazmem, po czym znów wspięłam się na gorące, spocone ciało. Położyłam głowę pomiędzy ogromnymi piersiami i wsłuchiwałam się w łomot jej serca. Sabinka głaskała mnie po głowie, a kiedy jej serduszko się uspokoiło i oddech stał się miarowy, usnęłam jak niemowlę na matczynej piersi.

    – Wstawać dupeczki! – głos Moniki obudził mnie ze snu.
    – Która godzina? – wymruczałam zachrypniętym głosem.
    – Nieważne. Ósma. Ale jak wam coś powiem, to padniecie z wrażenia.
    – Przecież leżymy – wtrąciła półprzytomna Sabina.
    – Co się stało? – zapytałam sennie.
    – Poszłam zrobić siku. Nie ubierałam się, bo myślałam, że w domu jesteśmy same. No, ewentualnie jeszcze mogła wrócić twoja mama. Ale w sumie same laski. Zrobiłam swoje, wychodzę z łazienki, pomyślałam sprawdzę, czy wróciła. Zwłaszcza, że drzwi były lekko uchylone. Zaglądam, a tam …
    – Niech zgadnę. Jakiś facet i dwie babeczki? Z których jedna to moja mamcia?
    – Skąd wiesz?
    – W nocy sporo cię ominęło – zaśmiałam się, widząc jej konsternację.
    – Jak to?
    Opowiedziałam jej w skrócie, czego świadkami byłyśmy z Sabiną. Patrzyła na nas z niedowierzaniem.
    – Wszyscy widzieli nas na golasa?
    – Mhm…
    – Może to my tak podjarałyśmy twojego wujaszka – zastanawiała się szeptem.
    – Może. Chociaż pewnie i tak by się bzykali.
    – Dlaczego mnie nie zbudziłyście? Też bym chętnie popatrzyła.
    – Zwariowałaś? Już i tak był tłok przy drzwiach.
    – Naprawdę jest aż tak gruby? No wiesz, tam na dole – dopytywała.
    – W życiu nie widziałam grubszego – wtrąciła Sabina.
    – Ja też. Nawet w necie – potwierdziłam.
    – Nie wytrzymam! Muszę go zobaczyć!
    – Niby jak?
    – Jeszcze śpią. Zakradnę się i zajrzę pod kołdrę.
    – Nawet nie próbuj! Zbudzą się i będzie wtopa!
    – Jest ryzyko, jest zabawa! Zresztą, wy widziałyście, to ja też chcę. Taka okazja może się już nie zdarzyć!
    – Nie zrobisz tego! – próbowałam jeszcze odwieść ją od tego pomysłu.
    – Założysz się?
    – Nie! Nie ma mowy!
    – Ja się założę – spokojnie wtrąciła Sabina.
    – Ok. O co? – Monika była zdeterminowana.
    – Jak przegrasz, będziesz przez dobę moją służącą.
    – Dobra. Ale jeśli wygram, to obie będziecie mi służyć. Wiernie! Jak psy!
    – Ja się nie zakładam – próbowałam protestować.
    – Przecinaj! – zakomenderowały równocześnie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.7

    Przecięłam. Choć byłam na siebie wściekła, że nie potrafię stanowczo odmówić udziału w takim szaleństwie. Monika ubrała t-shirta i świeże bawełniane majteczki, które jej pożyczyłam ze swojego zasobu bielizny. Sabinę ubrałam podobnie, tyle że różowa satynowa koszulka na ramkach, którą dostała, znakomicie eksponowała piersi, ze sterczącymi sutkami, ale ledwo przykrywała pępek. Zaś majtki stanowiące komplet i na mnie całkiem luźne, bardzo ciasno opięły jej pupę, wżynając się przy tym w mięciutkie pośladki. Na paluszkach wyszłyśmy na korytarz, skąd przez uchylone drzwi do sypialni rodziców, zamierzałyśmy przyglądać się działaniom Moniki. Najpierw zajrzała do środka, by upewnić się, czy towarzystwo jeszcze śpi. Pochrapywania dobiegające stamtąd wskazywały, że po nocnych szaleństwach, potrzebują jeszcze trochę czasu na regenerację, więc Monika śmiało weszła do pokoju. Szczęście jej sprzyjało, bo mama przytulona do cioci spała z jednej strony łóżka, a wujek na wznak z drugiej. Gdyby spał w środku, zadanie byłoby dużo bardziej ryzykowne.  

         Monika uklęknęła obok łóżka i delikatnie zaczęła podnosić kołdrę, odsłaniając najpierw nogi, a potem klejnoty wujka. Zwiotczały penis, swobodnie zwisający na jajkach, nie robił tak dużego wrażenia jak w stanie erekcji. Właściwie nawet nie wydawał się szczególnie gruby. Monika zaczęła robić do nas głupie miny, mające pokazać jak bardzo jest rozczarowana tym, co zobaczyła. Niestety nie zmieniało to faktu, że zakład wygrała. Już miałam się wycofać, kiedy zobaczyłam, że ta wariatka objęła palcami zwisającą pomiędzy udami męskość wujka i zaczyna ją pieścić. A jednak! Uparła się, że zobaczy go w pełnej okazałości. To było szaleństwo! Przecież wujek mógł się obudzić w każdej chwili! Spojrzałam na jego twarz – hmm, nic nie wskazywało, żeby miał się obudzić. Oddychał spokojnie, zapewne mając bardzo miły sen w tej chwili. Erotyczny, bo jego członek wyraźnie zaczynał pęcznieć, wywołując wyraz zdumienia i podziwu na buzi Moniki.  

         Nie wierzyła własnym oczom, że niepozorny fiutek w zwisie, może zwiększyć swoje gabaryty tak znacznie. Pieściła go z uśmiechem, przesuwając lewą dłonią wzdłuż beczkowatego trzonu. Od czasu do czasu rzucała nam spojrzenia, świadczące o dobrej zabawie. Bezgłośnie, gestami próbowałam ją skłonić do zaprzestania tych wygłupów, ale to tylko jeszcze bardziej ją ośmielało. Postanowiła posmakować olbrzymiej kiełbasy. Najpierw polizała główkę, zrobiła to ponownie, zakręciła języczkiem dookoła i znów polizała sam czubek. Nie przestawała pracować ręką, gdy penis wujka zaczął znikać w jej ustach. Musiała rozszerzyć je maksymalnie, ryzykując naderwanie żuchwy. Wprawdzie sama główka była nieco węższa od trzonu, ale i tak zmieszczenie jej w ustach stanowiło nie lada wyzwanie.  

         Spojrzała na nas, wykonała kilka ruchów głowy w górę i w dół, po czym wyjęła go z ust. Nie przerywając pieszczot ręcznych, popatrzyła na spokojną twarz wujka, na moją mamę i ciocię śpiące obok i gestem głowy zawołała nas, zachęcając wzrokiem do spróbowania tego, co sama przed chwilą robiła. I tak trzęsłam się ze strachu, że któreś z nich się obudzi i będzie afera na całego, ale Sabina się nie bała. Cichutko dołączyła do Moniki, objęła dłonią podkurczone, ogolone jądra wujka, pobawiła się nimi chwilę i przesunęła dłoń na gruby trzon penisa. Kilka ruchów napletka i pochyliła się nad główką błyszczącą od śliny Moniki. Nie bawiła się w lizanie, jak jej poprzedniczka, tylko od razu zaczęła robić loda. Z zazdrością patrzyłam jak obciąga wujkowi. Widziałam, że sprawia jej wielką radość pieszczenie penisa tych rozmiarów, więc pomyślałam, że może rzeczywiście to jedyna okazja, by takiego poczuć. A poza tym nie chciałam być gorsza. One spróbowały, to ja też musiałam.

         Dałam znak Monice, by wyszła i zrobiła miejsce dla mnie. Uśmiechnęła się szeroko, z trudem powstrzymując chichot, ale wyszła na korytarz. Szturchnęłam Sabinę – ona tez ustąpiła mi miejsca. Upewniłam się, czy cała trójka śpi twardo i ujęłam w dłoń grube, gorące, błyszczące berło wujka. Krew pulsowała w nim, powodując, że poruszał się śmiesznie w górę i w dół, ale w mojej dłoni uspokoił się. Pocałowałam czubek, na którym zalśniła kropla śluzu. Smakował lekko słono. Polizałam jądra, w obciśniętym worku przyklejone do trzonu penisa. Potem przejechałam językiem od nasady aż po czubek i z powrotem. Powtórzyłam to dwa razy, by wreszcie rozdziawiając japę do granic możliwości, pogrążyć w niej olbrzymią głowicę. Wow! To było coś! Żałowałam, że nie mogę go dosiąść. Chciałabym poczuć w sobie takiego olbrzyma, rozpychającego moją cipkę, drażniącego łechtaczkę i szyjkę macicy. Ujeżdżałabym go jak dżokejka kłusaka!  

         Przestałam marzyć i powróciłam do pieszczenia ogromnego pala ustami, językiem i ręką. Gdy zaczął pulsować zdębiałam na chwilę, nie mogąc się zdecydować, co robić. Dokończyć, czy uciekać? Niestety było zbyt późno. Mleczna substancja zalała mi usta. Połknęłam wszystko i oblizałam penisa do czysta. Podniosłam wzrok i ku swojemu przerażeniu zobaczyłam otwarte oczy wujka. Patrzył półprzytomnie w stronę drzwi. Zerknęłam w tamtą stronę. Oczywiście moich koleżanek już nie było. Umknęły widząc, że wujek się budzi. Teraz patrzył na mnie, klęczącą przy łóżku, z jego mięknącym penisem w dłoni. Położyłam palec na ustach, wzrokiem błagając, aby zachował milczenie. Uśmiechnął się i mrugnął do mnie. Wstałam i po cichutku, na paluszkach wymknęłam się z sypialni rodziców.

         Gdy dołączyłam do koleżanek, zaczęłyśmy się brechtać w głos. Oczywiście miały megapolewkę ze mnie, że niby nie chciałam brać w tym udziału, ale ostatecznie spiłam całą śmietankę. Ale warto było. Wrażenia były niecodzienne. Nie tylko ze względu na rozmiar, ale także adrenalinę. Zauważyłam, że bardzo mnie podnieca możliwość przyłapania na jakimś bezeceństwie. Monikę chyba też, bo z taką chęcią podjęła się realizacji zakładu. O kurwa! Zakład! Teraz dopiero sobie uświadomiłam, że przegrałyśmy i przez dobę Monika może nam rozkazywać. Ale i tak się cieszyłam, że mogłam popieścić takiego wielkiego gnata. Miłych wspomnień nikt mi nie odbierze.

    – To czym mogę służyć mojej pani? – zapytałam Monikę z udawaną powagą.
    – Hola, hola. Nie powiedziałam, że to ma być teraz. Ja zadecyduję, kiedy się zacznie wasza służba. Jeszcze muszę się zastanowić, czy będziecie mi usługiwać razem, czy osobno. Waham się, czy wolę mieć więcej służących jednego dnia, czy lepiej pojedynczą służącą, ale przez dwie doby. No nie wiem, nie wiem – ewidentnie upajała się swoim zwycięstwem i droczyła z nami.
    – Nie wiem jak wy, ale ja muszę siku – wtrąciła się Sabina.
    – Idę z tobą, dopóki łazienka wolna – przyłączyłam się z ochotą, bo też jeszcze dzisiaj nie sikałam, a parcie w pęcherzu było spore.

         Zostawiłyśmy Monikę samą. W łazience przyglądałam się, jak szeroki strumień moczu opuszcza muszelkę Sabiny. Lubię takie widoki. I kręci mnie, że mogę kogoś podglądać w sytuacji, jak by nie patrzeć, intymnej. Sabina też nie odrywała wzroku od mojej cipki, kiedy zajęłam jej miejsce i z ulgą opróżniałam pęcherz. Towarzyszyła mi także podczas mycia, tyle że ona musiała użyć palca zamiast szczoteczki do zębów. Po powrocie do pokoju, ubrałyśmy się i poszłyśmy do kuchni. Szykując śniadanie narobiłyśmy trochę hałasu, czym zbudziliśmy całą resztę. Po kilku minutach mamcia jako pierwsza przemknęła do łazienki.  

    – Dzień dobry! Jak się spało? – zagaiła wkraczając do kuchni, lekko już ogarnięta po nocy.
    – Całkiem dobrze. Chociaż w nocy zbudziły mnie jakieś hałasy dobiegające z twojej sypialni – odparłam, uśmiechając się znacząco.
    – Aaaa, tak. Wróciliśmy lekko wstawieni … – była wyraźnie zmieszana.
    – Wróciliśmy? – grałam wariata.
    – No tak. Z wujkiem i ciocią.
    Monika z Sabiną chichrały się pod nosem.
    – Mhm …
    – A wy może jesteście takie święte? – odbiła piłeczkę.
    – No dobrze. Budź pozostałych – jajecznica już prawie gotowa – rzuciłam, by nie drążyć dłużej tematu.

         Poszła do sypialni, skąd po chwili wyszła ciocia, w potarganych włosach, ubrana jedynie w białe bawełniane majtki (chyba mamci) i luźnego t-shirta taty. To jego ulubiony – czarny z napisem Kult. Kupił go po koncercie w Poznaniu. Ma więcej kultowych koszulek, ale tę lubi najbardziej. Jego siostrze też przypadła do gustu, skoro wybrała ją spośród wielu. Tuż po cioci do łazienki poszedł wujek. Nie wstydził się swojego brzuszka, bo wyszedł z sypialni ubrany tylko w luźne bokserki. Nigdy przedtem nie przyglądałam mu się – przecież był moim wujkiem, więc nie postrzegałam go jako mężczyznę. Jednak teraz, kiedy wiedziałam jakim sprzętem dysponuje, gdy czułam jego smak i drżenie w swoich ustach podczas wyrzucania mlecznych strug, patrzyłam na Piotra całkiem inaczej. Lekkie mrowienie przebiegło przez moje podbrzusze, kiedy przechodził przez korytarz. Poza tym brzuszkiem, wyglądał naprawdę męsko – szerokie bary i umięśnione ramiona, potężne uda – kręciło mnie to.

    – Kawa czy herbata? – pytanie Sabiny wyrwało mnie z zamyślenia.
    – Sok. Może być pomarańczowy – poprosiłam.

         Do śniadania wujek założył t-shirta z kolekcji taty, aby podczas jedzenia nie świecić nagim torsem. Rozmawialiśmy na różne, neutralne tematy, nie wracając już do tego, co wydarzyło się w nocy i nad ranem. I tak było mi strasznie głupio! Nie mogłam spojrzeć mu w oczy, chociaż ukradkiem widziałam, że się do mnie uśmiecha. Po śniadaniu Sabina oznajmiła, że musi już iść do domu. Monika też. Wtedy wujek powiedział, że jakbyśmy chciały, to da nam klucze do swojego domku nad jeziorem, gdzie mogłybyśmy spędzić resztę weekendu. Byłam tam nie raz, ale zawsze z rodzicami. Wizja opalania, leniuchowania i kąpieli w jeziorze była na tyle kusząca, że natychmiast rzuciłam mu się na szyję, całując w podziękowaniu nieogolony policzek. Dziewczyny też się ucieszyły, ale i tak postanowiły najpierw odwiedzić swoje mieszkania, żeby się przygotować i uspokoić rodziców.
     
    – Tylko jak my się tam dostaniemy? – zapytałam, patrząc na mamcię.
    – Jadę do Bydgoszczy na spotkanie z kontrahentem, to was podrzucę po drodze i zabiorę, kiedy będę wracał w niedzielę wieczorem – zaoferował wujek.
    – Super! To o której wyjazd? – rzuciła Monika.
    – Za dwie godziny. O 11-tej.
    – Ok. To lecimy się szykować.
    – Pa!

         Poszły do mojego pokoju, szybko przebrały się we własne ciuchy, jeszcze krótka wizyta w toalecie i po chwili nie było ich już w mieszkaniu. Wujek z ciocią po wypiciu kawy też pojechali do siebie, a my pozostałyśmy same. Korciło mnie, żeby zapytać mamcię o ich wczorajsze ekscesy, ale patrząc na jej umęczoną kacem buzię, postanowiłam przełożyć to na później. Zajęłam się przygotowaniami do wyjazdu. Spakowałam ubrania, buty, kosmetyki, kostium i olejek do opalania. Zrobiłam przegląd lodówki pod kątem zaopatrzenia się w prowiant, zgarniając do koszyka jak najwięcej. Przez moment nawet chciałam zadzwonić do Kuby, żeby zapytać czy nie chce z nami jechać, ale pomyślałam, że to będzie nie fair w stosunku do koleżanek. Poza tym jak nie będzie z nami samca, to się bardziej wyluzujemy. W zastępstwie zapakowałam Leona. Nigdy nie wiadomo, kiedy może być potrzebny, a wtedy lepiej mieć go w pobliżu. Ostatnio bardzo się do niego przywiązałam.

         Tuż przed jedenastą do drzwi zapukał wujek Piotr. Myślałam, że do Bydgoszczy pojedzie z ciocią, ale był sam. Odświeżony, ogolony, ubrany w garnitur i eleganckie buty, w ogóle nie przypominał siebie z dzisiejszego poranka. Wyglądał jak prawdziwy facet – szykowny, pachnący i pewny siebie. Chwilę rozmawiał z mamą, podczas gdy ja pindrzyłam się w łazience, po czym zabrał moją torbę i stojąc w otwartych drzwiach, ponaglił mnie. Wyszłam, cmoknęłam mamcię, złapałam koszyk z wałówką i pomknęłam za nim.  

    – Musimy porozmawiać – odezwał się poważnym tonem, gdy wsiadłam do samochodu. Cała radość z wyjazdu natychmiast gdzieś uleciała. Domyśliłam się, że chce mówić o dzisiejszym poranku, a to nie będzie nic miłego. Czułam jak się rumienię ze wstydu, chociaż jeszcze nic nie powiedział. Pomyślałam sobie, że zaproponował nam wyjazd właśnie po to, aby móc ze mną zostać sam na sam i przeprowadzić solidną połajankę.  
    – Tak? – odezwałam się cicho.
    – Wiesz zapewne, że to co zrobiłaś dzisiaj rano, nigdy nie powinno się wydarzyć?
    – Tak. Przepraszam – wpatrywałam się w swoje stopy, aby uniknąć jego spojrzenia.
    – Nie twierdzę, że mi się nie podobało. Wszystko byłoby w porządku, gdybyśmy zrobili to świadomie. Było przyjemnie, ale tak nie wolno robić. Wykorzystałaś nieświadomość osoby pogrążonej we śnie. Chciałabyś, żeby ktoś zrobił tak z tobą, gdy jesteś pijana, zamroczona lekami albo np. niepełnosprawna, pozbawiona możliwości obrony? Gdy nie możesz o sobie decydować? Chciałabyś?
    – Nie – wydukałam.
    – Może to ci się wydawało zabawnym, ale w rzeczywistości zgwałciłaś mnie. Tak! Seks z osobą, która sobie tego nie życzy, albo jest nieświadoma, to gwałt! Jesteś gwałcicielką?
    Chciałam się zapaść pod ziemię. Nigdy nie czułam się bardziej upokorzona.
    – Przepraszam – wyjęczałam, czując łzy napływające do oczu.
    – Już dobrze. Tylko obiecaj mi, że nigdy więcej tak nie zrobisz.  
    – Obiecuję – burknęłam, bo ledwo mogłam wydobyć z siebie głos.
    – I pamiętaj! Wszystko jest w porządku, gdy chcą tego dwie strony. Jasne?
    – Tak.
    – To zapominamy o sprawie i jedziemy po twoje psiapsiółki. Mam jeszcze tylko jedno pytanie. Czy one przypadkiem nie przyglądały się temu, co robiłaś?
    – Gorzej.
    – Jak to…  gorzej?

         Opowiedziałam po kolei, jak było, co wujek skwitował tylko krótkim aha. Myślałam, że jest na mnie wściekły, ale gdy spojrzałam na niego, zauważyłam, że uśmiecha się pod nosem. Nie odezwał się już do czasu, gdy zabraliśmy Monikę i Sabinę. Obie wyglądały przeapetycznie. Monika miała na sobie obcisłą, cienką, szarą bawełnianą sukienkę na ramkach, tak krótką, że ledwo zakrywającą tyłek, a Sabinka podobną, tylko grafitową, w drobne kwiatki, rozkloszowaną, długą nad kolano. O ile Monika nie miała stanika, przez co jej piersi w naturalny sposób nadawały kształt górnej części sukienki, to Sabina nie mogąc sobie pozwolić na luksus uwolnienia obfitego biustu, podparła go czarną, koronkową bielizną, lekko wystającą z dekoltu. Jeśli ja zauważyłam koronki, to wujek Piotr z pewnością także. Niby moje koleżanki udawały szare myszki, ale jednak akcenty podkreślające ich walory, nie pozwalały zapomnieć, że to dwie, prawdziwe, ponętne, świadome swojej seksualności kobiety.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.8

      Na początku podróży rozmowa nie kleiła się za bardzo. Dopiero kiedy wujek poprosił, by zwracać się do niego po imieniu, dziewczęta nabrały większej śmiałości. Od tematów neutralnych, dość szybko przeszły do bardziej dwuznacznych. Zaczęły się zaczepki w stylu, że Piotr wywiezie nas do lasu i wykorzysta, na co odpowiedział, że przy takim rozkładzie sił, to on czuje się zagrożony. Setnie nas ubawił. Droga do domku nad jeziorem prowadziła wprawdzie przez tereny leśne, ale nikt z nas nie czuł obawy. Gdy dojechaliśmy na miejsce, dziewczęta nie mogły wyjść z zachwytu.

          Domek usytuowany w pierwszej linii od strony jeziora, stał na działce otoczonej ze wszystkich stron gęstym żywopłotem, a od sąsiednich posesji dodatkowo osłaniały go wysokie świerki. Dawało to poczucie swobody i prywatności. Kiedyś, gdy byłam tu tylko z mamą i ciocią, opalałyśmy się nago, bez obawy, że ktoś nas może zobaczyć. Widok na jezioro rozpościerał się dopiero z poziomu pierwszego piętra. Wujek pomógł nam przenieść wszystkie rzeczy z samochodu, uruchomił kuchenkę gazową i podgrzewacz wody.  

    – Ok. Muszę jechać. Poradzicie sobie? – zapytał.
    – Jasne, że tak. Dziękujemy – rzuciłam.
    – Dzięki – dołączyła Sabina.
    – Założę się, że nie pojedziesz – wtrąciła nagle Monika. Popatrzyłam na nią, nie wiedząc, co znowu kombinuje. Sprawiała wrażenie bardzo pewnej siebie. Najwyraźniej spodobało jej się wygrywanie zakładów. Ale jak planowała zatrzymać Piotra? Nie miałam pojęcia.

    – Muszę, jestem umówiony.
    – Załóż się – nie dawała za wygraną.
    – O co? – chyba go zaintrygowała.
    – O służbę.
    – Jaką służbę? – dopytywał wujek.
    – Wierną! Jak wygram, przez dobę będziesz moim niewolnikiem – powiedziała to takim tonem i patrząc na niego spod przymrużonych powiek, że nie pozostawiła ani krzty wątpliwości, co do charakteru służby.
    – A gdy przegrasz?
    – Wtedy ty będziesz moim panem przez 24 godziny. Będę wykonywać wszystkie twoje polecenia.
    – Dobrze cię zrozumiałem? Wystarczy, że pojadę na umówione spotkanie, by stać się twoim panem i władcą?
    – Tak.
    – Gdzieś tu jest haczyk… przecież i tak miałem jechać.
    – Oczywiście, że jest. Dlatego twierdzę, że nie pojedziesz. Zakład?
    – Uszkodziłaś coś w samochodzie?
    – Nie. Nie pojedziesz z własnej woli.

         Zaczynałam dostrzegać geniusz mojej przyjaciółki. Niezależnie od tego, czy wygra, czy przegra zakład, ma dużą szansę na niesamowitą przygodę z moim wujkiem. I to dobrze wyposażonym wujkiem. Byłam pełna podziwu, dla jej pomysłowości i znajomości ludzkiej natury, choć nadal nie wiedziałam, w jaki sposób zamierza go zatrzymać.
    – Dobra. Zakład – decyzja Piotra była szybka.
    Poproszona o przecięcie Sabina, zrobiła to niezwłocznie.
    – To cześć! Bawcie się dobrze – rzucił ze śmiechem i skierował się do wyjścia.
    – Sabinko … zaczynasz. Zdejmij sukienkę –Monika zwróciła się do niej bardzo spokojnie. Wujek stanął jak wryty, słysząc na co się zanosi i z uśmiechem obserwował reakcję Sabiny.
    – Ale … – próbowała protestować.
    – To rozkaz! – ostrzej ponagliła ją zwyciężczyni naszego zakładu. Zaczęłam się obawiać, że mi także każe się obnażyć przed wujkiem, dlatego starałam się wtopić w tło, nie zwracać na siebie jej uwagi, a najlepiej zniknąć gdzieś bez śladu.

         Chcąc nie chcąc, Sabina powoli zdjęła sukienkę, pozostając jedynie w koronkowej bieliźnie. Wujek rzucił okiem, po czym odwróciwszy się na pięcie, zaczął zmierzać do wyjścia.
    – Sabinko, zdejmij stanik – stanowczym głosem poprosiła Monika. Na chwilę powstrzymało to wujka, który jak każdy prawdziwy mężczyzna, nie mógł sobie odpuścić widoku piersi, które ledwo mieściły się w czarnym, seksownym, koronkowym biustonoszu. Z wielkim zainteresowaniem obserwował, jak ogromne półkule odzyskują wolność.  Stał, chłonąc widok cudownych, nastoletnich, obfitych piersi, jakby chciał na zawsze utrwalić w pamięci ten niecodzienny obraz. Już wykonywał lekki obrót w stronę drzwi, gdy padła kolejna komenda:
    – Teraz stringi!

         Sabina spojrzała z wyrzutem na Monikę, ale mina, jaką ujrzała, świadczyła o ogromnej determinacji, więc powoli wsunęła kciuki pod gumkę, lekko się pochyliła, czym spowodowała rozbujanie piersi i zaczęła zsuwać majteczki. Po ominięciu ud, opadły same przyciągane siłą grawitacji. Wyszła z nich, pozostawiając je na klapkach, stanęła bosa i naga przed całym audytorium. Spojrzałam na spodenki wujka – wyraźnie coś w nich drgnęło. Jego bestia zaczynała budzić się do życia! Udał jednak, że starania Moniki nie przyniosły zamierzonego skutku i znów zrobił krok w stronę wyjścia.

    – Patrycja! Twoja kolej! – usłyszałam polecenie, które sprawiło, że struchlałam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że będę musiała rozebrać się przed własnym wujkiem, lecz wtedy przypomniałam sobie, że i tak wczoraj w nocy, przez chwilę widział mnie nagą (moje koleżanki zresztą także), więc porzuciłam wstyd i bez zbędnych ceregieli wyskoczyłam z kiecki i majteczek. Podobnie jak Monika, nie miałam na sobie stanika, więc moje pomarańczki ujrzały światło dzienne od razu po zdjęciu sukienki. Wujek uśmiechnął się widząc mnie nagą – może poczuł satysfakcję, że teraz ja jestem bezbronna wobec niego, ale sprawy posunęły się jeszcze dalej.

    – A ty nie dołączysz do koleżanek? – zapytał, patrząc Monice w oczy.
    – Chętnie, jeśli dzięki temu wygram – odparła zaczepnie.
    – Próbuj … Na razie nie powstrzymałaś mnie przed wyjazdem.

         Monika pozbyła się sukienki równie prędko, jak ja. Nie patrzyłam na nią, bo zafascynowało mnie napięcie spodenek wujka. Wpatrywałam się, jak gruby penis pulsuje w nich, pragnąc uwolnić się z więzienia, wbić po kolei w każdą z młodych cipek, napełnić je sobą, a potem gorącym, lepkim nasieniem. Czułam, że się rumienię! Tam na dole rozeszło się miłe mrowienie, a wnętrze norki zwilgotniało. Moje piersi zesztywniały. Monika właśnie zdejmowała majteczki, kręcąc nimi na wyciągniętej stopie. Zauważyłam na nich wilgotną plamkę w miejscu, gdzie wcześniej materiał stykał się ze szczelinką. Cała ta sytuacja podnieciła ją tak samo, jak mnie i wujka. Tylko po Sabinie nie widziałam oznak ekscytacji. Może wstydziła się, albo po prostu jej podniecenie nie ujawniło się tak ewidentnie, jak nasze.

    – Ślicznie wyglądacie, ale muszę lecieć. Cześć! – rzucił na odchodnym i opuścił domek.
    Wszystkie byłyśmy rozczarowane, ale zdziwienie malujące się na twarzy Moniki wyglądało przekomicznie. Nie mieściło jej się w głowie, że jakikolwiek facet mógłby zrezygnować z trzech młodych, nagich foczek.
    – Nie wierzę! No kurwa, nie wierzę! Wyszedł! – dała wyraz swojemu zdumieniu.
    Wszystkie trzy podbiegłyśmy do okna, lecz jedyne, co udało nam się zobaczyć, to jak jego samochód oddala się w tumanach kurzu.  
    – Sabina! To twoja wina! Nie starałaś się! – wykrzyczała Monika, wściekła na cały świat.
    – Zaskoczyłaś mnie. I trochę się wstydziłam – ze skruchą próbowała się bronić przed oskarżeniami.
    – Ty też się nie przyłożyłaś! Gdzie była zmysłowość podczas twojego rozbierania się? Zdjęłaś sukienkę, jakbyś się przebierała. Tym go chciałaś podniecić? – to było do mnie.
    – Nie chciałam go podniecić. To mój wujek – próbowałam się bronić.
    – Jakoś rano ci to nie przeszkadzało – Monika nie odpuszczała.
    – Ale miałam z nim później bardzo niemiłą rozmowę na ten temat.  
    – Kara was nie minie. Macie szczęście, że podniecił mnie jego sterczący drągal. Bierzcie się do roboty! Macie mnie wyruchać tak dobrze, jak zrobiłby to jego gruby fiut!

         Podeszłam szczęśliwa, że jej furia obróciła się w pożądanie, zatykając jej usta pocałunkiem, a cipkę palcami prawej dłoni. Weszły do środka bez najmniejszego oporu – wilgoć panująca w jej wnętrzu, otoczyła je swoją lepkością. Pomyślałam sobie – chcesz ostrego rznięcia? – będziesz je miała. Cofnęłam lekko dłoń, by do dwóch palców, które były w środku, dołożyć kolejne dwa. Na początku nie chciały się zmieścić, ale zwinęłam dłoń w rurkę, owiniętą wokół kciuka, poruszyłam nią kilka razy w górę i w dół, co raz lepiej ją nawilżając, z każdym pchnięciem wsuwając się głębiej, aż coś puściło i cała dłoń znalazła się w środku. Monika zawyła, gdy forsowałam jej wejście, ale po chwili powróciła do całowania mych ust z jeszcze większą zapalczywością.  

         Ruchałam ją całą dłonią, kiedy poczułam palce Sabiny wsuwające się pomiędzy moje uda, w poszukiwaniu cipki. Rozszerzyłam nogi, aby ułatwić jej trafienie do celu. Długie palce wniknęły we mnie bez oporu, nawilżone śluzem wydzielanym w nadmiarze. Pochwa Moniki ciasno otulająca moją dłoń podniecała mnie tak straszliwie, że dosłownie ociekałam wydzieliną własnej. Miałyśmy coraz większe problemy z oddychaniem, brakowało nam powietrza, więc oderwałyśmy usta od ust, jęcząc i dysząc. Po złapaniu kilku płytkich oddechów, wpiłam się w jej szyję, na co odpowiedziała wgryzając się w mój obojczyk. Jej dłonie miętosiły moje piersiątka, stwardniałe i sterczące.  

         Niespodziewanie Sabina wyjęła palce z mojej norki i objęła nas obie. Swoje wielkie piersi rozgniotła na naszych ramionach, a dłońmi ścisnęła po jednym pośladku każdej. Po chwili dłoń pieszcząca mój zadek, zsunęła się do rowka i poczułam palce najpierw na zwieraczu, a potem znów w muszelce. Posuwały mnie przez pewien czas, by już dobrze nawilżone powrócić do mniejszej dziurki. Nacisk na nią spowodował, że się rozluźniłam, wpuszczając pojedynczy paluszek do środka. Podobało mi się to poprzednim razem, więc teraz też nie miałam żadnych oporów. Tym bardziej, że od przodu do mojej łechtaczki dobrała się Monika. Taka dwustronna stymulacja spowodowała u mnie drżenie ud. Zaczynałam zbliżać się do finału, ale chciałam najpierw zadowolić Monikę, zerżnąć ją tak, jak sobie tego życzyła.  

         Walczyłam więc z własnym ciałem, próbując odwlec orgazm, jednocześnie wsuwając rękę aż po nadgarstek w gorącą cipkę Moniki. Po chwili, mojej dłoni znajdującej się w środku, dotknął czyjś palec. Domyśliłam się, że to Sabiny. Zrobiła Monice to samo, co mi. Zaatakowała mniejszą dziurkę. Nasze pace dotykały się przez cienką ściankę pochwy, ale nie trwało to długo. Monika stymulowana głęboko, zadrżała, jej kolana się ugięły, uda wpadły w rezonans, z ust dobył się skowyt dzikiego zwierza, kręgosłup zesztywniał, powodując wypięcie piersi do przodu i opadnięcie głowy do tyłu.  
    Moja dłoń opuściła jej ciało, ale nie sama. W ślad za nią poleciały gorące strumienie moczu. Monika zupełnie nie panowała nad sobą. Łapałam złoty płyn w dłoń i rozsmarowywałam na swojej łechtaczce. Wiecie jak mnie to kręci! Widok, ciepło i zapach! Szczytowałam tuż po niej, nadziana na palec Sabiny, odbierałam orgazm bardzo intensywnie. Nie tylko z łechtaczki, ale także z małego pierścienia zaciskającego się rytmicznie na palcu koleżanki. Było cudownie! Nagle kolana się pode mną ugięły i usiadłam wprost w kałużę.  

         Kiedy sobie uświadomiłam, w czym siedzę, zaczęłam się tak brechtać, że sama popuściłam, dokładając kolejne strugi złotego płynu do i tak sporej ilości siuśków Moniki. Moja głupawka udzieliła się koleżankom, więc wszystkie trzy zarykiwałyśmy się do rozpuku. Sabina w końcu też nie wytrzymała i po jej udach popłynął górski potok. Wciąż się śmiejąc, włożyłam dłoń w jej krocze, skierowując gorące źródło na swoje przedramię, łokieć, ramię, skąd po piersiach, brzuszku i cipce, spłynęło do bajora, rozpościerającego się pomiędzy moimi nogami i pośladkami.  

         Cała byłam w moczu, ale podnieciło mnie to tak bardzo, że przyciągnęłam do siebie Sabinkę i przyssałam się do jej wilgotnej muszelki. Zlizywałam ostatnie kropelki, a gdy ich zabrakło, przeciągałam językiem po zwilżonych udach, chłonąc słonawy smak i cudownie podniecający zapach świeżych siczków. Monika przytulona do pleców Sabiny, pieściła jej ogromne cycki, bujając je, miętoląc, ściskając sutki. Ja lizałam łechtaczkę i wsuwałam dwa palce w rozgrzaną do czerwoności cipkę. Wtedy przyszedł mi do głowy szalony pomysł. Sięgnęłam do walizki stojącej dotychczas przy fotelu, wyjmując z niej Leona. Włączyłam go i zaczęłam powoli wsuwać w moją przyjaciółkę. W ociekającą sokami cipkę wchodził bez najmniejszego problemu, ale to był tylko początek mojego planu.  

         Naśliniłam dobrze palec i wsunęłam w mniejszą dziurkę. Czułam nim wibracje Leona. Drugi palec wszedł z lekkim oporem, więc postanowiłam nie robić tego z trzecim, tylko od razu przejść do rzeczy. Leon wyjęty z napalonej norki, cały lśnił od śluzu. Wyjęłam palce z zadka Sabiny i w ich miejsce zaczęłam powoli wciskać rozedrganego Leona. Zdziwiła mnie łatwość, z jaką się zagłębił. Tak, jakby zwieracz nie stawiał żadnego oporu. Pomyślałam, że to na pewno zasługa dobrego smarowania. Sabina nie protestowała, gdy zaatakowałam ją analnie – chyba lubi to tak samo jak ja. Powoli wsuwałam i wysuwałam wibrator z jej dupki. Powróciłam także do lizania łechtaczki.  

         Wręcz zaczynałam Sabinie zazdrościć. Też chciałabym mieć pieszczone jednocześnie piersi, łechtaczkę i być posuwaną w dupcię. Starałam się dostarczyć jak najwięcej rozkoszy, więc jeszcze dwoma palcami drugiej ręki, zaczęłam pieścić wnętrze pochwy. Nikt długo nie wytrzyma tak wielu bodźców, stymulujących orgazm. Sabina jęknęła raz, drugi, by w końcu przeciągłym oooooooooooch! wykrzyczeć swoją ekstazę. Popuściła przy tym, tryskając resztkami gorącego moczu wprost w moje usta i twarz. Nie przeszkadzało mi to. Byłam szczęśliwa, że potrafię ją doprowadzić do takiego stanu. I że znalazłam przyjaciółki, które podzielają moją fascynację mokrymi, wyuzdanymi zabawami.  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.9

    Cała byłam obsikana, ale szczęśliwa. Kiedy wstałam, z mokrego tyłka po udach pociekły chłodne strużki moczu, dołączając do kałuży na podłodze. Sabina poszła do łazienki po mopa, znacząc mokrymi odciskami stóp całą trasę swojego przemarszu. Monika usiadła w fotelu, zupełnie nie zważając na to, że przecież jej uda też są lekko wilgotne od siczków. Wtedy wpadł mi do głowy kolejny szalony pomysł. Zamiast iść pod prysznic, postanowiłam tak jak stoję, wybiec przez furtkę, pokonać dystans 10 metrów dzielących ją od jeziora i popływać w nim tak jak mnie Pan Bóg stworzył – całkiem nago. Nie zastanawiając się długo, wprowadziłam swój pomysł w życie. Z głupim śmiechem wybiegłam z domku, rozejrzałam się tylko, czy żaden z sąsiadów nie siedzi nad wodą i rzuciłam się w głęboką toń. Woda była cieplutka, więc pływałam rozkoszując się dotykiem opływających mnie strug.

        Pływanie na golasa jest cudowne! Naprawdę polecam! Woda głaszcze najczulsze miejsca delikatniej niż najlepszy kochanek. Bosko! Po prostu bosko! Z radością zanurkowałam kilka razy, wystawiając przy tym tyłek ponad powierzchnię wody, a przy okazji płucząc przesiąknięte moczem włosy. Podczas jednego z zanurzeń, zachłysnęłam się, więc spanikowana i kaszląca wypełzłam na czworaka na płytką wodę. Kiedy wreszcie złapałam oddech, wstałam i z przerażeniem zobaczyłem, że mojej walce o przeżycie przygląda się starszy pan, stojący za płotem nieruchomości sąsiadującej z działką wujka. Pomyślałam sobie, że dziadziuś jakiś niekumaty, skoro nie pospieszył z pomocą, ale kiedy zobaczyłam wypukłość w jego spodenkach, przypomniałam sobie, że jestem całkiem naga. Pewnie się bał, że ktoś go posądzi o molestowanie, dlatego tylko czuwał, aż doszłam do siebie.  Gdybym zemdlała, z pewnością by zareagował. Na szczęście nie zamierzałam tego robić.

        Na miękkich nogach wróciłam do domku, gdzie Sabina z Moniką raczyły się drinkami. Zdumiewało mnie, jaką bezwstydnicą się stałam w tak krótkim czasie. Nie tylko bzykałam się z mamą, swoimi koleżankami, zrobiłam loda śpiącemu wujkowi, ale też nie krępowała mnie nagość przed nim i zupełnie obcym staruszkiem. Ba! Nawet imponowało mi, że usztywniłam dziadkowi kuśkę. W czasach jego młodości z pewnością dziewczęta w naszym wieku, były o wiele bardziej wstydliwe i raczej nie mógł liczyć na zobaczenie jakiejś nago. A dziś? Tadam! Poszczęściło się!

    – Ja też mogę liczyć na drinka? – rzuciłam wchodząc.
    – Czuj się jak u siebie – odpowiedziała Monika.
    – Jaka woda? – spytała Sabina.
    – Super! Pływałyście kiedyś nago? Polecam!
    – Nikt cię nie widział?
    – Sąsiad. Ale chyba dopiero jak wyszłam – odpowiedziałam z tajemniczym uśmiechem.
    – I co? – wpatrywały się we mnie z ciekawością.
    – Stanął mu! – odpowiedziałam rechocząc.
    – Przystojny?
    – Jak na siedemdziesięciolatka – rżałam już jak koń. Dziewczyny też zarykiwały się do łez.
    – Bierzmy driny i idziemy się opalać – zarządziła Monika, gdy już trochę ochłonęłyśmy.
    – Aha! Patrycja szykujesz przekąski – dorzuciła.
    – Dlaczego? – dopytywałam błagalnym tonem.
    – Bo Sabina umyła podłogę, w czasie gdy ty deprawowałaś dziadziunia – odparła ze śmiechem.

        Wyszły z dużymi ręcznikami, zostawiając mnie samą. Cóż? Wzięłam się do pracy i po kilku minutach dołączyłam do nich z dwoma talerzami pyszności. Miło było patrzeć na zgrabne, nagie, błyszczące od olejku ciała, wystawione na działanie promieni słonecznych. Dołączyłam trzecie, które dziewczęta bardzo ochoczo zabezpieczyły przed nadmiernym promieniowaniem, rozprowadzając po nim olejek. Nie tylko w miejscach narażonych na działanie słońca. Ich paluszki zapędzały się także do mojej norki. Powiem Wam szczerze – uwielbiam, gdy tam są!

        Ręczniki, na których leżałyśmy, stykały się bokami. Zjadłyśmy co nie co, wypiłyśmy drinki i ogarnęło nas błogie rozleniwienie. Powieki stały się ciężkie i nie wiadomo kiedy, zasnęłyśmy w cieple promieni słonecznych. Z pewnością skończyłoby się to oparzeniami, gdyby nie sąsiad. Jak się później okazało, znają się z wujkiem od dawna, wspólnie wędkują, jeden drugiemu pilnuje posesji, dogląda, podlewa trawnik gdy zajdzie taka potrzeba, razem imprezują, jeśli przebywają w tym samym czasie nad jeziorem.

       Właśnie w ramach sąsiedzkiej pomocy, zajrzał przez furtkę od strony jeziora i zobaczył trzy śpiące naguski. Kiedy po kilkunastu minutach ponownie skontrolował, czy nadal śpimy, stwierdził, że dłuższy pobyt na słońcu może być dla nas groźny. To człowiek starej daty, nie chcąc wprawiać nas w zakłopotanie, ale także nie dopuścić do porażenia słonecznego, znalazł sposób na wyrwanie z drzemki. Wrócił do siebie, rozwinął wąż ogrodowy i niby przypadkiem, kierując strumień wody ponad iglakami oddzielającymi posesje, skropił także śpiące królewny. Byłyśmy rozespane, więc potraktowałyśmy te kilka kropli, jako przelotny opad deszczu, ale efekt zamierzony przez dziadka został osiągnięty – obudziłyśmy się.

        Obserwowałam Monikę, kiedy zamiast skorzystać z toalety, kucnęła przy świerku, sikając prosto na igliwie, które zaczęło płynąć minirzeczką, niczym bale spławiane przez flisaków na jej większym odpowiedniku. Właściwie, czemu nie? Poszłyśmy z Sabiną w jej ślady, opróżniając swoje zbiorniczki, tworząc przy tym kolejne strumienie wypełnione igliwiem. Potrząsając tyłkami, strąciłyśmy ostatnie krople zawieszone na wargach sromowych, po czym wróciłyśmy do skwierczenia na słońcu. Tym razem już z w innych pozycjach, aby opalenizna była równomierna. Zastanawiałam się, czy uda się opalić trochę śmieszne, blade trójkąty, powstałe w miejscach, gdzie bikini nie dopuszcza słońca. Doszłam do wniosku, że raczej zawsze będą jaśniejsze niż reszta ciała. Ale warto spróbować.
    – Chodźmy popływać – zaproponowałam, kiedy moja skóra zaczynała już skwierczeć na słońcu.
    – Zakładamy kostiumy? – spytała Sabina.
    – Ja nie – odpowiedziałam z przekonaniem.
    – A jak dziadziuś będzie patrzył?
    – Niech też ma coś z życia – rzuciłam ze śmiechem, biegnąc już w stronę furtki.

        Dołączyły do mnie i wszystkie razem, piszcząc i śmiejąc się, wbiegłyśmy do wody. Cudownie ochłodziła rozpalone ciała. Pływałyśmy rozkoszując się chłodem i delikatną pieszczotą wody. Kiedy zorientowałam się, że sąsiad odziany jedynie w krótkie porcięta, stojąc przy swoim ogrodzeniu, mało dyskretnie nam się przygląda, zaczęłam specjalnie nurkować, wystawiając na moment ponad wodę swoje pośladki i wygoloną bułeczkę. Później zaczęłam pływać na plecach, widokiem zesztywniałych z chłodu piersi, powodując ponowne ożywienie w dziadkowych spodenkach. Dyskretnie zwróciłam uwagę koleżanek na powstający namiot, a te widząc go, z diabelskimi uśmieszkami także zaczęły się wdzięczyć, pokazując coraz więcej i więcej. Jakby tego było mało, wyszły na płytką wodę, gdzie zaczęły się całować i obściskiwać. Widziałam jak bardzo podnieca je fakt, że są obserwowane. Ich dłonie coraz śmielej podążały na pośladki, na piersi, by wreszcie zagłębić się w rozpalonych norkach.
    Przestało mi się podobać, że zabawiają się tylko we dwie. Poza tym zrobiło mi się chłodno, więc wyszłam z wody, lekko zsiniała, pokryta gęsią skórką i trzęsąca się jak galareta.
    – Dźdździeń dodododobry – odezwałam się do staruszka szczękając zębami.
    – Dzień dobry – odpowiedział prawie bezgłośnie, nie odrywając wzroku od moich piersi.
    – Bbbędzie się pppan tak gggapić? – zapytałam ze złością.
    – Wybacz dziecko, ale dawno nie widziałem takich cudowności … Chłonę je, próbując utrwalić w pamięci, bo to może być ostatnia taka okazja w moim życiu. Przepraszam.

        Trochę zrobiło mi się go żal. Rzeczywiście mógł więcej nie mieć możliwości zobaczenia trzech nagich nimf wodnych. Ale ja też chciałam coś za to dostać!
    – No dobrze! Popatrzył pan! To teraz ja chcę coś zobaczyć – odezwałam się bezczelnie.
    – A co takiego? – zapytał niepewnie.
    – Pana. Całego – moja bezczelność zadziwiła nie tylko jego. Sama byłam zaskoczona taką śmiałością wobec obcego faceta.
    – Chcesz, żebym się rozebrał? Dziecko drogie, jestem za stary…
    – Z tego co widzę, jeszcze nie taki stary – z uśmiechem wskazałam wzrokiem na twardość deformującą jego spodenki. Zarumienił się lekko.
    – A twoje koleżanki? – próbował jeszcze się wymigać. Spojrzałam w ich stronę – obserwowały z zaciekawieniem naszą rozmowę, nie przerywając przy tym pieszczot. Ich dłonie błądziły po piersiach i pupciach.
    – One też chętnie zobaczą, co pan tam ukrywa – zaśmiałam się – prawda?  – to już było skierowane do nich.
    – Jasne! – odpowiedziały jednogłośnie, podchodząc bliżej nas.
    – No dobrze, tylko proszę się nie śmiać ze starszego człowieka – ostatnie słowa wypowiedział, zsuwając w dół spodenki wraz z majtkami.

        Stał przed naszą trójką nagi, z penisem wyprężonym w dumnej erekcji, a my z radością oglądałyśmy ten pokaz męskości. Była średniej wielkości, otoczona siwymi włosami i przyozdobiona zwisającym workiem. U mojego Kuby podczas erekcji, jądra podnoszą się, przylegając w obciśniętej skórze do trzonu penisa. Wujka zresztą tak samo. Tymczasem te tutaj, zwisały swobodnie w zupełnie luźnym woreczku. Pierwszy raz widziałam coś takiego. Przyglądając się ciału starszego pana, doszłam do wniosku, że wcale nie wzbudza we mnie odrazy. Pomijając pomarszczoną twarz, cała reszta wyglądała całkiem spoko. Faceci starzeją się zdecydowanie ładniej. Monika chyba widziała to tak samo, bo znienacka wypaliła:
    – Niezły instrumencik! Zapraszam do nas.
    Spojrzałam na Sabinę – miała mocno zdziwioną minę.
    – No co się dziwicie? Panu należy się jakaś nagroda – to było do nas.
    – Posmaruje nas pan olejkiem –tym razem zwróciła się do niego.
    – Naprawdę? – odezwał się, nie wierząc we własne szczęście.
    – Proszę się pospieszyć, zanim się rozmyślę – odezwała się Monika już zza furtki – i niech pan nie zakłada tych galotów! Jak już jesteśmy nago, to wszyscy!

        Całą trójką dołączyliśmy do niej. Kątem oka obserwowałam, jak wyposażenie starszego pana buja się na boki przy każdym kroku. Podobało mi się, że w tym wieku jest na tyle sprawny, że nie potrzebuje viagry. Cieszyłam się, bo to w sporej mierze moja zasługa. Swoimi prowokacjami doprowadziłam do erekcji, którą całujące się koleżanki jeszcze bardziej spotęgowały. Monika właśnie wlewała pierwszą porcję olejku w nadstawione dłonie sąsiada. Spryciula! Nie dała mu butelki, aby mógł rozprowadzać olejek oburącz. Przystąpił do tego z wielką skwapliwością.

        Nieczęsto się zdarza, by człowiek w jego wieku, mógł rozkoszować się dotykiem nastoletniego ciałka. Gładził delikatną skórę Moniki począwszy od szyi, przez ramiona, piersi i brzuszek. Stała z zamkniętymi oczami i głową odchyloną do tyłu. Uśmiech na buzi wskazywał, że zaczyna jej się to coraz bardziej podobać. Rozchyliła wargi, oblizując je powoli. Dłonie rozprowadzające olejek powróciły na piersi, zajmując się nimi nadspodziewanie długo.
    – Dziewczynki, pana też trzeba zabezpieczyć przed słońcem. Bierzcie się do roboty! – przekazała polecenie wraz z olejkiem.

        Niestety – zakład przegrany – trzeba wykonywać rozkazy. Polałam olejek na dłonie Sabiny i swoje. Gdy zaczęłam smarować jego plecy i ramiona, Sabina ukucnęła rozprowadzając olejek po nogach, pośladkach, jądrach i penisie starszego pana. Tam jej dłoń spotkała się z dłonią Moniki, która także zapragnęła sprawdzić twardość korzenia. Obie się uśmiechnęły, po czym podzieliły się klejnotami – Monika pieściła trzon, a Sabina skoncentrowała się na woreczku z kulkami. Dziadziuś się rozochocił, pozwalając sobie na zagłębienie dwóch naoliwionych palców w cipce Moniki. Przyspieszony oddech i westchnienie w momencie penetracji norki, potwierdziło brak jakichkolwiek oporów, wręcz zachwyt z poczynań jedynego samca w tym towarzystwie.

        Sabinka tymczasem wyrwała z jej ręki błyszczącego od oliwki penisa i ulokowała jego główkę w swoich ustach. Ssała go najpierw powoli, ale po chwili wciągnęła głęboko do gardła, aż jej usta dotknęły brzucha. Przytrzymała go chwilę, po czym wysunęła, by zaczerpnąć powietrza. Ten moment wykorzystała Monika, odsuwając ją na bok, a zaślinionego penisa wprowadzając do swojej rozpalonej norki. Instynkt starszego pana zadziałał natychmiast. Uruchomił biodra, tłoczek wbijając maksymalnie głęboko. Czułam jak jego pośladki spinają się podczas tego ataku, bo akurat zjechałam na nie swoimi dłońmi.

        Chciałam dostarczyć mu więcej wrażeń, więc objęłam go mocno, rozgniatając swoje piersi na  plecach, pokrytych siwymi włoskami. Potem odchyliłam się lekko, poruszając tułowiem w prawo i w lewo, sutkami pieściłam jego, a zarazem siebie samą. Sabina wstała i zaczęła całować się z Moniką, na co dziadek zareagował podwójnie – teraz już rytmicznie pieprząc Monikę i prawą dłonią ściskając na przemian, wielkie mięciutkie melony Sabiny, lewą wysunął za plecy w poszukiwaniu mojej cipki. Znalazł ją bez problemu. Była na swoim miejscu. Rozchyliłam uda, by ułatwić mu dostęp do tego skarbu. Wprawne palce odnalazły guziczek, uruchamiając nadwrażliwość niemal natychmiast.

        Sabina, która lewą dłonią uwięziła pierś Moniki, prawą ulokowała pomiędzy jej pośladkami, środkowym palcem pieszcząc gwiazdkę zwieracza. Zrobiłam podobnie, tylko moje palce prześliznęły się po brzuszku, wzgórku łonowym, by ostatecznie utkwić w wilgotnej już cipce Sabinki. Były pokryte oliwką, więc wśliznęły się bez najmniejszego oporu. Pomyślałam, że należy jej się ostre rżnięcie. Takie, jakiego wcześniej doświadczyła Monika. Wsunęłam w nią całą dłoń, pieprząc ostro od samego początku. Nie potrzebowała rozgrzewki, bo była już wystarczająco podniecona, wilgotna i spragniona pełnego wypełnienia. Mi też sprawiało wielką przyjemność nadziewanie jej na swoją dłoń, aż po nadgarstek. Podniecało mnie to tak samo, jak palce starszego pana, śmigające w mojej cipce. Była mokra od soczków i przyjemnie mrowiąca. To mrowienie rozchodziło się po ciele coraz większymi falami. Chciałam więcej! Chciałam poczuć w sobie penisa! Nie palce, czy język. Penisa! Penisa! Penisa!

        Odciągnęłam naszego samca do tyłu, wyrywając jego prącie z płonącej pożądaniem cipki Moniki, przewróciłam go na ręcznik i nadziałam się na jego męskość. Cudownie mnie wypełniła! Zaczęłam ujeżdżać, podskakując rytmicznie. Koleżanki zaskoczone takim egoizmem, po ochłonięciu z pierwszego szoku, przyłączyły się. Monika usiadła cipką na ustach sąsiada, poruszając nią w przód i w tył. Przestała, gdy poczuła język na łechtaczce. Dziadziuś włączył się do akcji. Lizał ją zapamiętale, wdzięczny za bezpośredniość i bezpruderyjność Moniki. Sabina stanęła nad nim okrakiem, pomiędzy mną a Moniką, która szybko zapuściła języczek pomiędzy jej wilgotne wargi, poszukując twardego wyrostka, będącego źródłem kobiecej ekstazy. Pomogłam jej. Nie przerywając galopady na twardym drągu, przytrzymałam się lewą ręką za Sabiny biodro, prawą wsunęłam na powrót w wilgotną gorącość jej pochwy. Posuwałam ją w tym samym tempie, w jakim poruszałam się na penisie. Zbliżając się do finału, wgryzłam się w pośladek Sabiny, tłumiąc w ten sposób krzyk ekstazy, próbujący wyrwać się z gardła. Doszłam! Doszłam pierwsza!

        Gdy opadłam na ręcznik, dysząc z wysiłku, łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona z wody, Sabina zajęła zwolnione miejsce na dziadkowym organie. Kręciła delikatnie biodrami, wprowadzając penisa w ruch wiatrakowy. Jednocześnie całowały się z Moniką i pieściły wzajemnie piersi. Po chwili Monika stężała, przeżywając nieziemski orgazm, po czym opadła tuż obok mnie. Spojrzałam na naszego ogiera – uśmiechał się, szczęśliwy, że dogodził już dwóm małolatom, a w dodatku uzyskał dostęp do wielkich, ślicznych piersi, bujających się w rytm ruchów Sabiny. Bawił się nimi nie odrywając wzroku od tych skarbów. Pozazdrościłam Sabci – moje piersi też są ładne, ale widocznie facetów bardziej kręci większy size.

        W pewnym momencie jednak sąsiad zapragnął czegoś innego, bo rezygnując z dostępu i widoku piersi, przewrócił Sabinę na bok, po czym uniósł jej biodra, ustawiając do pozycji „na pieska”. Klęcząc z tyłu, wbił się w młodą cipkę i zaczął rytmicznie posuwać z całych sił, aż do momentu, gdy zawyła, a jej ciałem wstrząsnęły dreszcze. Chwilę odczekał, by mogła w spokoju rozkoszować się przyjemnością i znów uruchomił swój taran. Byłam pełna podziwu dla jego wytrzymałości. Monika też, bo ustawiła się na czworaka, równolegle do Sabiny, sugerując, że to wszystko w jej cipce się zaczęło i tam powinno skończyć. Tak też się stało. Sąsiad wyszedł z Sabiny i ulokował swój oręż w Monice. Pukał ją jeszcze ze dwie minuty, zanim zakończył widowiskowym wytryskiem na plecy i pupkę.  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz. 10

    – Jestem Franciszek – odezwał się nasz podstarzały ogier, gdy już lekko uspokoił oddech. Zabrzmiało to tak przekomicznie w sytuacji, gdy przed chwilą rżnęliśmy się jak norki, że zaczęłyśmy się brechtać, aż ze śmiechu rozbolały brzuszki. Do niego także dotarło, że przedstawianie się tuż po tak wyuzdanych zabawach jest co najmniej śmieszne, więc dołączył do nas i zarykiwał się na całego. Kiedy się uspokoiliśmy, przedstawiłyśmy się i wszyscy razem poszliśmy do jeziora, zmyć z siebie pot i ślady miłosnych uniesień. Franek wrócił do siebie, a my po osuszeniu ciał i przetarciu włosów ręcznikami, ubrałyśmy się w t-shirty i majteczki, bo od strony wody zaczął wiać dość chłodny wiaterek. Właśnie umyłyśmy szklanki, by przygotować kolejne drinki, kiedy sąsiad powrócił, niosąc w koszyku litrowego  Danielsa, colę, serki pleśniowe, duże oliwki nadziewane migdałami i Leysy o smaku zielonej cebulki. Ucieszyłyśmy się, bo zawsze to milej, jak jest choć jeden facet w towarzystwie, a i przekąski przyniósł całkiem niczego sobie. Też był już ubrany w spodenki i koszulkę. W pierwszym odruchu poczułam się trochę niezręcznie, że jestem w samych majtkach, że może powinnam założyć spodenki albo spódniczkę, ale przecież przed chwilą gziłam się ze starszym panem, więc widział już wszystko. Nasze ciała nie miały już przed nim tajemnic.  

         Sabinka przyrządziła drinki, ja przygotowałam przekąski, a nasza pani – Monika zabawiała gościa rozmową. Na początku dowiedziała się, że Franciszek jest wdowcem i od wielu lat nie kochał się z żadną kobietą. Właściwie pogodził się z myślą, że jego siurak służy już tylko do sikania, dlatego był tak bardzo szczęśliwy, że przypomniałyśmy mu o jeszcze innym zastosowaniu tego organu. Opowiadał, z jakim podziwem patrzy na naszą otwartość na sprawy seksu, całkiem inaczej niż było w czasach jego młodości, kiedy panienki strzegły swojej cnoty, pod czujnym okiem nadobnych matron. Teraz wszystko wygląda inaczej. Przede wszystkim wiedza na temat spraw intymnych stała się powszechna, łatwo dostępna i pozbawiona pruderii.  

    – Ja, do nocy poślubnej nie miałem najmniejszego pojęcia, jak wygląda kobieta. O ile nagie kobiece piersi można było zobaczyć na obrazach lub rzeźbach, to jak wygląda przedmiot męskiego pożądania, ten który dziewczęta skrzętnie skrywają pomiędzy udami, pozostawało niezgłębioną tajemnicą. Nawet podczas mojej pierwszej nocy spędzonej z żoną, nie dowiedziałem się dużo więcej. Dziewczyna wychowywana od maleńkości w przeświadczeniu, że to jest wstydliwa część ciała, robiła wszystko, abym nie zobaczył jej pączka. To fakt – rozłożyła nogi, bo wiedziała, że tak trzeba, ale wszystko odbywało się pod pierzyną. Długo trwało, zanim namówiłem ją do pokazania mi piękna swojego ciała. Potem, gdy nabrała większej śmiałości, zdarzało nam się kochać przy świetle dziennym, albo na łonie natury, tak jak dzisiaj z wami. Co prawda, nawet przez myśl nam nie przeszło, że można takie rzeczy robić w większym gronie, albo w taki sposób, ale i tak było fantastycznie.

    – Robiliśmy to w dziwny sposób? – zaciekawiła się Monika.
    – No tak. W moich czasach jak kobieta pieściła penisa ręką, to już było coś! Dopiero w latach siedemdziesiątych doszły mnie słuchy, że gdzieś tam, na zachodzie, kobiety robią to ustami. I pomimo tego, że w latach osiemdziesiątych dotarły do Polski magnetowidy, a wraz z nimi filmy porno, to i tak nie mogłem namówić mojej Halinki, żeby pocałowała mnie tam, na dole. Jej kościołowe wychowanie nie pozwalało na takie perwersje. Uważała, że tak robią tylko dziwki, a faceci którzy tego się domagają, to zboczeńcy i zwyrodnialcy.
    – Masakra! – rzuciła Sabinka.
    – To miałeś tylko jedną kobietę w życiu? – zapytałam z niedowierzaniem w głosie.

    – Gdyby tak było, byłbym szczęśliwy. Niestety przez krótki czas, w latach dziewięćdziesiątych miałem romans z Renatą, która pokazała mi prawdziwy świat zmysłowości i seksu. Uwielbiała pieścić mnie ustami, czuć w buzi pulsowanie mojego penisa podczas orgazmu i spijać całą śmietankę. Nie miała przed tym żadnych zahamowań. Była już z innego pokolenia niż moja żona. To ona nauczyła mnie, jak doprowadzić kobietę do ekstazy, francuskimi pocałunkami. Z upodobaniem lizałem jej muszelkę, podniecając się przy tym jak sztubak. Halinka tylko na tym skorzystała, bo jakoś dziwnym trafem, taki rodzaj pieszczot jej nie przeszkadzał, a wręcz zaczęła się go domagać. Ja zaś po zakończeniu romansu, potrzebowałem pieszczot oralnych, a nie byłem w stanie namówić do nich swojej żony. Mój penis był dla niej czymś obrzydliwym. Spowodowało to u mnie straszliwą frustrację – seks z żoną przestał być dla mnie atrakcyjny, wręcz stał się nudny, przewidywalny i monotonny. Już mi na nim nie zależało. Jeżeli dochodziło do stosunku, traktowałem go jako spełnienie powinności, ale nie przynosił mi już radości. To jak picie wody, która gasi pragnienie, ale nie ma żadnej wartości smakowej.

    – A co się stało z Renatą? – dociekała Sabinka.
    – Poznała faceta, wyszła za niego, urodziła mu dwójkę dzieci i … nad czym najbardziej ubolewam, całkiem zerwała ze mną kontakt. Liczyłem na to, że pozostaniemy w przyjaźni do końca życia i praktycznie do chwili urodzin drugiego dziecka, mieliśmy doskonały kontakt. Codziennie do siebie dzwoniliśmy i rozmawialiśmy bardzo długo, ale któregoś razu nie odebrała. Pomyślałem, że nie może rozmawiać, więc cierpliwie czekałem aż oddzwoni. Nie zrobiła tego. Po tygodniu zatelefonowałem jeszcze raz i historia się powtórzyła. Nie odebrała i już nigdy więcej do mnie nie zadzwoniła. Tak po prostu. Bez żadnej przyczyny.
    – To smutne.  
    – Tak. Zwłaszcza, że ja ciągle o niej myślę i tęsknię. Bo jestem stały w uczuciach – jak kogoś pokocham, to do końca życia.
    – A żony nie kochałeś?
    – Kochałem i Halinkę i Renatę. Przecież to bzdura, że można kochać tylko jedną osobę! Kochacie oboje rodziców, rodzeństwo i takie same uczucia będziecie żywić do wszystkich swoich dzieci, a potem wnucząt. Renata także, pomimo że wyszła za mąż za innego twierdziła, że mnie kocha i będzie kochać do śmierci. Czy tak było? – nie wiem. Nawet nie wiem, czy jeszcze żyje.
    – Czyli miałeś w życiu tylko dwie kobiety?  
    – Pięć! Teraz już pięć – odpowiedział, wyprowadzając nas ze smutnego nastroju – w ciągu ostatniej godziny miałem więcej dziewczyn, niż w całym dotychczasowym życiu i w dodatku wszystkie jednocześnie. Bardzo wam dziękuję.

    Zaśmialiśmy się wszyscy.
    – Nam też było miło. Urozmaiciłeś nasz wypoczynek – rzuciłam.
    – Zdrówko – stuknął się z nami (tym razem szklanką : ).
    – Zdrówko – odpowiedziałyśmy chórem.
    – A czego jeszcze nie próbowałeś, a chciałbyś? – zagaiła Sabinka.
    – Jak słyszałyście, moje życie erotyczne nie było zbyt bogate, więc pewnie jest mnóstwo rzeczy, których nigdy nie robiłem.
    – Ale co cię podnieca najbardziej?  
    – Takie młode dziewuszki, jak wy. Nic więcej nie mogę chcieć. Macie cudowne ciała, gładką skórę, jędrne piersi i pośladki, długie włosy, oczy jak marzenie. Czy można chcieć czegoś więcej?  
    – Nie masz żadnych perwersyjnych marzeń? – zapytała Monika.
    – A wy macie? – odbił piłeczkę.
    – Mamy. I to wszystkie trzy – rzuciła zagadkowo.
    – O ho, rozbudziłaś moją ciekawość. Co to takiego?
    – Lubimy się kochać. Nawzajem, bez facetów. Całujemy się i to nie tylko w usta, pieścimy nawzajem swoje piersi, cipki i dupeczki. I co na to powiesz?
    – Tym mnie nie zaskoczyłaś. Przecież byłem świadkiem waszych zabaw. Myślałem, że masz w zanadrzu coś bardziej wyrafinowanego, wulgarnego, bulwersującego.
    – Może mam, ale nie wyjawię ci, dopóki nie opowiesz nam o swoich perwersjach.
    – A dlaczego myślisz, że mam jakieś? Jestem człowiekiem starej daty, z niewielkim bagażem doświadczeń erotycznych. Czego się po mnie spodziewasz?
    – Otwartości! Tego, czego brakuje twojemu pokoleniu. Sam mówiłeś, że podoba ci się nasze podejście do seksu, więc się otwórz i powiedz nam, o czym tak naprawdę marzysz.
    – Nie mogę. Wstydzę się.  
    – Czyli się nie myliłam! Każdy ma jakieś wyuzdane potrzeby. Jeśli nam powiesz, to obiecuję, że nie tylko zdradzimy ci swoje sekrety, ale także postaramy się spełnić twoje marzenia. Prawda? – z tym pytaniem zwróciła się do nas, choć było ono z gatunku retorycznych. Wiązał nas przegrany zakład. Potwierdziłyśmy. Poza tym – nas też zżerała ciekawość.

    – Muszę się napić. Zdrowie pięknych pań!
    Wypiłyśmy razem z nim. Wstałam, by uzupełnić szkło.
    – Nie wiem, czy jako dziewczęta, macie świadomość, jak ciężkim dla chłopców jest okres dojrzewania. Hormony wtedy tak mocno buzują, w młodzieńczych organizmach zachodzą takie zmiany, że jest to nie do opanowania. Teraz może jest łatwiej, ze względu na dostępność informacji, ale za czasów mojej młodości nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. W nocy miałem polucje, w dzień erekcję gdy tylko spojrzałem na jakąkolwiek dziewczynę, na jej kociopłynny sposób poruszania się, kształt majtek odciskający się na pośladkach pod ciasną spódniczką, czy spodniami, gesty dłoni odsuwającej włosy opadające na prześliczną buźkę, a odkryty dekolt przebijał każdą inna podnietę. Dosłownie wszystko wywoływało erekcję. I nie pomagało wielokrotne w ciągu dnia i nocy doprowadzanie się do wytrysku.  
    – No proszę! Więc bawiło się ptaszkiem za młodu – wtrąciła Monika śmiejąc się.
    – Kochana! Produkcja nasienia idzie w tym wieku pełną parą, więc zdarzało się, że dopiero po dwóch, a nawet trzech wytryskach pod rząd, udawało mi się doprowadzić do opadu nabrzmiałego narządu. Nie macie pojęcia, jak to jest chodzić niemal bez przerwy z takim sterczącym fiutem. Całe podbrzusze boli od napięcia. Dzisiaj młodzież wcześniej rozpoczyna współżycie, więc okres tych męczarni się skraca.  

    – To także nasza zasługa – jesteśmy dostępniejsze – wtrąciła Sabinka.
    – Tak. To prawda. I chwała wam za to!
    – No dobrze, ale ciągle nie powiedziałeś nam o swojej perwersji – rzuciłam sprowadzając go na właściwe tory.
    – Bo to nie jest takie proste. Muszę was wprowadzić, żebyście zrozumiały, dlaczego mam takie marzenie. Bez tego uznacie mnie za totalnego zboczeńca.  
    – Akurat! Jeszcze nas nie znasz! – mruknęła Monika.
    – Otóż, jak wiecie, do ślubu nie zasmakowałem kobiety, a żeniłem się dopiero po wojsku, więc do 21-go roku życia, mój seks ograniczał się do samogwałtu. No może niezupełnie, bo w wojsku było inaczej. Tam, jako rekruci, którzy dopiero zostali wcieleni do armii, byliśmy szmaceni i poniewierani przez „starych” żołnierzy, czyli tych z dłuższym stażem. Może słyszałyście o zjawisku „fali” w wojsku? Nie, nie mogłyście słyszeć. Jesteście zbyt młode. W każdym razie, młodzi żołnierze, czyli „koty”, byli gnębieni na przeróżne sposoby, przez „starych”. Im głupiej, tym lepiej. Robiło się „rejony”, czyli sprzątanie, przy czym nie używało się środków i narzędzi do tego przeznaczonych, tylko np. szorowało się korytarz, lub kibel szczoteczką do zębów. Taka zabawa! Ubaw po pachy! Ale nie dla szorujących. Zdrowie!

    Wypiliśmy i poszłam zrobić kolejne drinki. Franek kontynuował.
    – Jednak nie to było najgorsze. Wkrótce „Starzy” wymyślili kolejną zabawę. W naszej sali było 10 pryczy. Już drugiego dnia pobytu, “starzy” ustawili nas w szeregu, kazali się rozebrać do naga i padła komenda: kolejno odlicz! Policzyliśmy. Było nas dziesięciu, więc komplet z naszej sali. Potem był rozkaz: w tył zwrot, skłon w przód! Gdy go wykonaliśmy, „starzy” zaczęli okładać pasami nasze tyłki, aż były całe w pręgach. Kiedy już się zmęczyli, padł rozkaz : parzyści wyruchać nieparzystych! Zawahaliśmy się, ale pasy lądujące na naszych plecach, udach i dupach, szybko nas przekonały. Byłem parzysty, ale nigdy tego nie robiłem. Nie wiedziałem, jak mam wyruchać swojego kolegę. Obawiając się kolejnych pasów, przytknąłem główkę penisa, do zarośniętego włosami otworu, który patrzył na mnie spomiędzy jego pośladków. Nie dziwcie się, że miałem erekcję, bo jak już mówiłem, w tym wieku niewiele potrzeba, żeby konar zapłonął. Spojrzałem na boki – wszystkim „kotom” stały ogony. Także tym wypiętym, nieparzystym. Naparłem, ale mój penis nie wsunął się nawet na centymetr. Ponowiłem próbę – dalej nic. Napluć na dziury! – dobiegł z tyłu kolejny rozkaz. „Starzy” wiedzieli, że na sucho nic z tego nie będzie. Naplułem na dziurę i na swojego penisa. Teraz powoli wsunąłem go w swojego towarzysza niedoli. Raz, dwa, raz, dwa … – głos z tyłu narzucił nam rytm. „Marzec jest! Miauczeć koty!” – kolejny rozkaz podnoszący atrakcyjność tego widowiska w oczach naszych prześladowców. Miauczałem i ruchałem wraz z innymi. Starałem się nie wyrządzić krzywdy mojemu koledze w niedoli, bo spodziewałem się, że nasi oprawcy później każą nam się zamienić. Wchodziłem płytko, ale byłem niedoświadczony, więc po kilku pchnięciach spuściłem się. Z jednej strony było mi dobrze po orgazmie, ale przerażała mnie myśl, że za chwilę to ja zostanę wbity na pal i wydymany.  

    – Nie ma się czego bać- wtrąciła Sabinka. Od razu przypomniałam sobie, jak zerżnęłam jej dupkę Leonem.
    – Teraz już wiem, ale wtedy nie wyobrażałem sobie, że mogę to robić z facetem i to na oczach tylu innych. Nie chodziło nawet o ból, którego się spodziewałem. Najgorsza była ujma na honorze! Nie ma dla faceta gorszego upokorzenia! Ale pomyślałem sobie, że widocznie wszyscy muszą przez to przejść. I na pewno ci, którzy nas do tego zmuszają, także zostali kiedyś wyruchani. Ta myśl sprawiła, że przestałem się przejmować i przeżywać to jak tragedię osobistą. Sam naplułem na penisa, który miał za chwilę we mnie wejść i spokojnie nastawiłem swój tyłek do zerżnięcia. Kolega, tak łagodnie przeze mnie potraktowany, też postarał się nie uszkodzić mojego zwieracza. Wszedł we mnie delikatnie i powoli mnie posuwał. Nie wiem, czy to jego delikatność sprawiła, że zacząłem odczuwać przyjemność, czy tak po prostu jest. W każdym razie nie trwało to długo, bo większość z nas była prawiczkami. W rozdziewiczonym tyłku, poczułem pulsowanie penisa, wpompowującego we mnie nasienie. Myślałem, że to koniec – jednak się myliłem.

    – Na pewno „starzy” się podjarali i też się za was zabrali – wtrąciła Monika.
    – Ale nie tak, jak myślisz. Dostaliśmy kolejną serię pasów na gołe dupy, po czym kazali nam uklęknąć i ssać ich fiuty. Byliśmy tak przestraszeni i sponiewierani, że zrobiliśmy to bez wahania. Na szczęście trafił mi się mały i niezbyt wytrzymały. Ssałem go może z minutę i zdążyłem wyjąć z ust tuż przed wytryskiem, który obryzgał mi całą twarz. Inni nie mieli aż tyle szczęścia – niektórym gwałciciele spuścili się do ust, nie pozwalając wypluć swojego nasienia – musieli połknąć wszystko.
    – Ja tam lubię połykać. I wcale nie cierpię, gdy facet skończy w mojej buzi – próbowałam jakoś go pocieszyć.
    – Nasza gehenna trwała aż do następnego naboru, kiedy przybyli nowi rekruci. Do tego czasu byliśmy ruchani wielokrotnie i na różne sposoby. Potem my staliśmy się „starymi”, a nasi prześladowcy „dziadkami”. Nie jestem z tego dumny, ale odreagowaliśmy na „kotach” swoje wcześniejsze upokorzenia.

    – Ale tak zmierzając do puenty – jakie jest to twoje marzenie? Bo jeśli myślisz o seksie z chłopcem, to my, ze zrozumiałych względów, go nie spełnimy – odezwała się Monika, zniecierpliwiona już przedłużającą się gadaniną Franka.
    – A może chcesz dostać po tyłku pasem? – próbowała zgadywać Sabina.
    – Nie. Żadna z tych rzeczy.
    – No to co?
    – Ale obiecajcie, że się nie pogniewacie.
    – Jasne, że nie. Jak nam nie będzie odpowiadać, to najwyżej się nie zgodzimy.
    – Otóż chciałbym się kochać z kobietą, ale właśnie tak jak wtedy z kolegami.  
    – Czyli jak?
    – No wiecie – od tyłu, w mniejszą dziurkę. Nie udało mi się do tego namówić ani Halinki, ani Renaty, a bardzo chciałbym spróbować jakie to uczucie, kochać się tak z kobietą. Marzyłem o tym przez wiele lat. Gdybym poznał ten rodzaj przyjemności, już nic więcej w seksie by mnie nie zaskoczyło.
    – A mokre zabawy? – dociekała Monika.
    – Jakie mokre zabawy? – Franek wyraźnie nie rozumiał, o co go pyta.
    – Siku. Zabawy z moczem – podpowiedziałam.
    – Podczas seksu? – ciągle nie rozumiał.
    – Przed, w trakcie, po – kiedy zechcemy – patrzyłam mu prosto w oczy.
    – Nie, tego też nie próbowałem. Nawet o tym nie pomyślałem. Więc to jest wasz fetysz?
    – Tak. Oburza cię to?
    – Hmmm. Nie myślałem o tym, ale może być miło – zaczynał sobie wyobrażać. Zauważyłam drgnięcie w jego spodenkach.  
    – Zdrowie! – rzuciłam, przechylając szklankę do dna. Wszyscy się przyłączyli.

    – To my pójdziemy się przygotować, a ty zrób drinki. Aha! – i nie marnuj złocistego płynu! Będziemy go potrzebować – powiedziała Monika wstając i kierując się do toalety. Podążyłyśmy za nią. Tam, przy użyciu wężyka od prysznica, zrobiłyśmy sobie lewatywy i opróżniłyśmy kiszki. Pomimo silnego parcia w pęcherzu, żadna z nas nie uroniła ani kropelki. Podniecała nas wizja uwolnienia tych strug podczas seksu z Frankiem. Trochę to trwało, zanim umyte i przygotowane na penetrację naszych dupek wyszłyśmy z łazienki. Jednak tu czekała nas niespodzianka. Franek siedział popijając drinka, ale nie był sam. Naprzeciwko niego siedział wujek z jakimś obcym facetem. Pomyślałam jak to dobrze, że nie wyszłyśmy z łazienki nago. Dla wujka nie byłoby to szokiem, ale dla tego obcego i dla nas na pewno.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1