Category: Uncategorized

  • Si ku ku si cz.11

    – Cieszę się, że jeszcze nie śpicie – rzucił Piotr, gdy zobaczył nas w pełnym składzie – poznajcie Karola. To z nim byłem umówiony w Bydgoszczy, ale jak wygrałem zakład z Moniką, to pomyślałem, że milej spędzimy czas w waszym towarzystwie. Zaprosiłem go więc tutaj.  
    – Monika.
    – Sabina.
    – Patrycja.

        Przedstawiłyśmy się, oblukując przy tym ciacho przywiezione przez wujka. A było na czym oko zawiesić! Facet miał około czterdziestu lat, gęste czarne włosy, z pojedynczymi przebłyskami siwych, wąską dupkę i szerokie bary. Przy wzroście przekraczającym 1,9 m, jego ciało robiło wrażenie bardzo proporcjonalnego i seksownego. Opięty garniak tylko przydawał mu atrakcyjności. Sama to robiłam, więc nie dziwiłam się swoim przyjaciółkom, że rozbierają gościa wzrokiem. Wypity alkohol pozbawił nas wstydu i patrzyłyśmy na kolejnego samca jak na kąsek, który nam się bezwzględnie należy. I który schrupiemy bez litości. Jednak ostatki przyzwoitości, nakazywały nam poczekać, na dalszy rozwój wypadków.

    – Franciszka już znacie? – Piotr bardziej stwierdził, niż pytał.
    – Znamy. Nawet dość dobrze – dwuznacznie odpowiedziała Monika uśmiechając się tajemniczo.
    – Opowiedział nam historię swojego żywota – próbowałam jakoś łagodzić wyuzdanie koleżanki.
    – No to co, dziewczynki? Zabawicie nas? – zapytał wujek – Wygrałem, to coś mi się należy.
    – Ale tylko od Moniki – wtrąciła Sabina – z nami się nie zakładałeś.
    – To prawda. Lecz o ile mi wiadomo, wy wcześniej przegrałyście z nią, więc może wam rozkazywać. Moniko, skarbie, każ im się rozebrać!

    W tym momencie dotarło do nas, że wygrywając zakład z Moniką, faktycznie zdobył władzę nad całą naszą trójką.
    – No laski! Na co czekacie? – ponagliła Monika.  
    – Ty też – wtrącił wujek.

        Pomyślałam, że stać nas na więcej, niż zwykły striptiz, więc zdjęłam koszulkę Sabinki i przyssałam się do jednej z okazałych piersi. Drugą miętoliłam w dłoni, spoglądając wyzywająco na wujaszka. Poczułam, jak Monika zsuwa moje majtki i podciąga koszulkę. Ułatwiłam jej to, na chwilę odrywając się od wielkich melonów Sabinki. Widziałam jak w spodniach Piotra budzi się bestia. Wróciłem do lizania piersi, dając Monice czas na pozbawienie Sabiny ostatniego skrawka materiału, który dotychczas osłaniał jej pupę i cipkę. Potem obie rozebrałyśmy Monikę, powabnymi ruchami bioder, wprawiając w zachwyt oglądających nas panów. Choć nie do końca byłam pewna reakcji Karola. Wprawdzie szczerzył zęby w uśmiechu, tak samo jak pozostali dwaj panowie, ale nie potrafiłam dostrzec reakcji w jego spodniach. Wujka namiot był doskonale widoczny, Frankowi coś drgało w spodenkach, a tu …. – nic. Nawet, gdy zaczęłyśmy wkładać sobie palce do cipek, nie zauważyłam tam żadnego poruszenia.

        Postanowiłam zająć się Frankiem. Po pierwsze dlatego, że wujka już dzisiaj ssałam, po drugie – miałam do niego więcej śmiałości, niż do całkiem obcego Karola, który choć nieziemsko atrakcyjny, wzbudzał we mnie pewną nieśmiałość. Dałam szansę moim bardziej odważnym przyjaciółkom. Monika ruszyła do Piotra, siadając mu na kolanach i od razu idąc w ślinę. Napaliła się na niego już dawno. Wcale jej się nie dziwię. Też chciałabym poczuć w sobie jego grubą męskość. Ale już nie zwracając uwagi na to, jak Sabina radzi sobie z trzecim panem, zajęłam się w 100% moim starszym wybrankiem. Cieszyłam się, że jako pierwsza spełnię jego marzenie. Byłam na to gotowa, ale najpierw czekało mnie trudniejsze zadanie – musiałam doprowadzić do pełnej erekcji, trochę już dzisiaj weksploatowany sprzęt. Zdjęłam Frankowi gatki w czasie, gdy zrzucał z siebie koszulę. Gdy popatrzyłam na penisa, okolonego siwymi włosami pomyślałam, że trzeba go trochę odmłodzić. Złapałam więc Franka za rękę i zaciągnęłam do łazienki. Tam nożyczkami do paznokci, zaczęłam skracać siwy zarost porastający okolice intymne. Nie protestował, z zainteresowaniem obserwując, jak starannie zajmuję się jego klejnotami.

    – Mam nadzieję, że wytniesz tylko włosy – zażartował.
    – Nie bój się! Zależy mi na twoich klejnotach – odpowiedziałam, przechodząc do drugiego etapu.

        Nałożyłam piankę do golenia, dokładnie rozprowadzając ją po penisie, jajkach i rowku. Tak! – zamierzałam ogolić wszystko! Swoją maszynką do golenia, najpierw pozbawiłam go włosów na łonie, potem przyszła kolej na bardziej skomplikowany obszar. Najwięcej problemu było z jądrami, ale udało mi się w miarę sprawnie doprowadzić je do gładkości. Potem kazałam mu się położyć na podłodze, podnieść i rozszerzyć nogi. W ten sposób uzyskałam pełen dostęp do przestrzeni pod workiem mosznowym i okolic odbytu. Wygoliłam wszystko na gładko. Franka to bardzo rajcowało, bo stwardniał, prężąc swoją męskość tuż przed moimi oczami. Pocałowałam ją czule w sam czubek, po czym kazałam Frankowi spłukać z siebie resztki pianki. Patrząc jak się myje, pomyślałam, że dam mu jeszcze więcej niż sobie wymarzył. Po spotkaniu ze mną, wspomnień będzie miał na lata. Będzie o tym opowiadał z takim samym rozrzewnieniem, jak o pierwszej nocy spędzonej z żoną. Pokazałam mu, jak ma sobie zrobić lewatywę, wymyć kiszki i wyszłam.
     
       Tymczasem w pokoju zabawa trwała w najlepsze. Wujek stojąc, pieścił piersi Sabiny, całował je i ugniatał, chwytał brodawki palcami i ustami, lizał ogromne powierzchnie. Monika klęczała, napełniając swoje usta potężnym penisem wujka. Spojrzałam na Karola – coś drgnęło w jego spodniach, ale zastanawiałam się, dlaczego nie przyłącza się do zabawy? Przecież dziewczyn było tyle, że wystarczyłoby dla każdego. Podeszłam do niego, klękając i próbując rozpiąć rozporek.
    – Nie, dziękuję – powiedział odsuwając moją dłoń. – Wolę popatrzeć – dopowiedział, widząc moją zdziwioną minę.

    Nie chcesz, to nie – pomyślałam. Nie będę się narzucać. Podeszłam do Sabiny i zapuściłam palce w jej rozochoconą cipkę. Mruknęła tylko, bo jej usta były spojone z wargami wujka. Wilgoć pokryła moje palce, co mnie strasznie nakręciło. Drugą dłonią zaczęłam się pieścić sama. Na szczęście wrócił mój ogier. Z ogolonym sprzętem sprawiał wrażenie dużo młodszego, ale też większego. Aż nabrałam nowej ochoty, by go pieścić. Czym prędzej podbiegłam do niego, żeby nie podebrała mi go któraś z koleżanek. Padłam na kolana i zaczęłam ssać lekko opadłego penisa. Zareagował bardzo ładnie. Czułam w ustach jak twardnieje. Wtedy dołożyłam naśliniony palec. Wsunęłam go w dziadkową dupkę, szukając stwardnienia prostaty. Znalazłam bez problemu – w końcu wszyscy faceci mają to w tym samym miejscu. Pieściłam ją powolnymi, okrężnymi ruchami palca.

        Franka bolec skamieniał w moich ustach. Podwójna pieszczota zadziałała niezwykle stymulująco. Widząc jego pełną gotowość, przerwałam na chwilę, by olejkiem do opalania zapewnić nam lepszy poślizg. Posmarowałam sobie odbyt i odrobinę rozprowadziłam po sterczącym penisie Franka. Poprosiłam go, żeby się położył i okraczając jego biodra, wprowadziłam powoli penisa w dupkę. Lekko zabolało, gdy forsował zwieracz, ale posiedziałam chwilę bez ruchu, przyzwyczajając się do tkwiącego we mnie tarana. Potem zaczęłam się powoli ruszać. Gdy już całkiem przywykłam i nie odczuwałam żadnego dyskomfortu spowodowanego wypełniającym mnie penisem, wstałam opierając się dłońmi o oparcie fotela. Franek podszedł od tyłu i już bez żadnych ceregieli, wbił się w moją dupę, rżnąc ją bez żadnej litości. Lecz wcale nie sprawiał mi tym przykrości. Wręcz przeciwnie – to było niezwykle miłe uczucie, całkowitego oddania mężczyźnie, gdy wchodzi w ciebie, w miejsce przez wielu nie do końca akceptowane. Ja uwielbiam sprawiać ludziom przyjemność, więc poddawałam się z radością gwałtownemu atakowi na mój anal. Nic mnie nie bolało, zaczęłam nawet odczuwać przyjemność.  

    – Karol! Co z tobą? – Franek zdziwił się, widząc go w pełnym ubraniu.
    – Ja tylko popatrzę – odpowiedział Karol, zawstydzony swoim brakiem zainteresowania seksem z małolatami.  
    – Rozbieraj się i bierz się do roboty! Nie rób paniom przykrości! – Franek nie odpuszczał, ani na chwilę przy tym nie przestając rżnąć mnie w pupcię.
    – Musiałbym się wziąć za któregoś z was – odpowiedział ze śmiechem.
    Franek z wrażenia aż na chwilę przerwał ruchanie. Powoli docierał do niego sens słów Karola. Jego nie interesowały dziewczyny! Był gejem!
    – A za takiego starego jak ja, też byś się wziął? – zapytał po chwili zastanowienia.
    – Tacy też są seksi – odpowiedział Karol, wskazując na wybrzuszenie w okolicy rozporka.
    – No to chodź, przecież nie będziesz tak siedział, kiedy wszyscy się bawią – zachęcił go, znowu zaczynając posuwać moją mniejszą dziurkę.

        Zastanawiałam się, jak to sobie wyobraża? Ale wkrótce się dowiedziałam. Gdy Karol rozebrał się wreszcie, mogłam nacieszyć oko jego nienaganną, atletyczną budową i równie solidnym przyrodzeniem. Ale tylko przez chwilę, gdy tuż przed moimi oczami nawilżał penisa olejkiem, bo później zaszedł Franka od tyłu i zaczął pieścić palcami jego odbyt. Nie musiał go długo rozluźniać, gdyż już wcześniej wykonałam za niego część roboty, podczas pieszczenia dziadkowej prostaty. Wiedziałam, kiedy nadział Franka na ruszt, bo ten z wrażenia, zapomniał na chwilę o pieprzeniu mnie. Później zsynchronizowali ruchy i już wszyscy troje mieliśmy niezły fun.

        W tym czasie Piotrowi pozostały do dyspozycji dwie smarkule, więc ustawił je na kanapie, na czworaka obok siebie, bzykając raz jedną, raz drugą wypiętą cipkę. Dziewczęta po chwili takiego traktowania, poszły w ślinę, a później Monika przewróciła Sabinę na plecy i położyła się na niej. Teraz mogły się całować wygodniej. Sabina oplotła nogami biodra Moniki, dzięki czemu wujek znów uzyskał dostęp do obu cipek. Skorzystał z niego skwapliwie, wsuwając swoje grube przyrodzenie w cipkę Sabiny, a tę drugą pieszcząc palcami. Widziałam, że jego palce nie poprzestają na cipce. Wsuwał je także w wypiętą dupkę Moniki. Po kilku minutach takiej zabawy, bardzo widowiskową fontanną spermy zalał jej plecy i pośladki. Wkrótce także zapinający Franka Karol doszedł, rycząc podczas szczytowania jak lew z MGM. Tylko niezmordowany staruszek wciąż ujeżdżał mój zadek. Miał dzisiaj za sobą kilka orgazmów, więc był nie do zajechania. Jego jądra obijały się o najwrażliwszy punkt, podczas każdego pchnięcia drażniąc go i stymulując. Myślałam, że nie uda mi się szczytować podczas seksu analnego, ale grubo się myliłam. Doszłam! I to tak intensywnie, że ugięły się pode mną kolana.  

         Nawet nie zauważyłam, kiedy zniknęła wypełniająca mnie twarda maczuga Franka. Stałam na rozedrganych nogach, łapiąc oddech i kurczowo trzymając się fotela. Nawet nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, czyj penis próbuje właśnie rozerwać wejście mojej pochwy. To nie był kutas Franka. To było coś znacznie większego! Chciałam mieć go w sobie, a jednocześnie obawiałam się, że swoim ogromem zdemoluje moją nastoletnią, ciasną cipkę. Jeszcze nie był w pełnej erekcji, lecz wujek intensywnie pracował nad umieszczeniem go we mnie. Gdy wreszcie jego penis znalazł się w środku, poczułam jak drży pod wpływem kolejnych porcji krwi wtłaczanych do ciał jamistych. Podnieciło mnie, że tak działam na Piotra. Zwilgotniałam jeszcze bardziej, popuszczając przy tym trochę. Zapach mojego moczu podziałał na wujka jak płachta na byka. Zaczął rżnąć mnie z zawziętością torreadora, rozchlapując jajkami złociste drobinki na wszystkie strony. Chlupot i klaskanie towarzyszące tej galopadzie, zdopingowały Franka do intensywniejszego zajęcia się moimi koleżankami. Spojrzałam w ich kierunku – akurat w chwili, gdy Monika naprowadzała główkę jego miecza pomiędzy rozchylone pośladki Sabinki, ustawionej w pozycji „na pieska”. Obserwowałam jej reakcję – na chwilę wstrzymała oddech i oczy wyszły jej z orbit, ale starała się wytrzymać. Penis Franka powoli zagłębiał się w jej pupie, aż zniknął w niej na dobre.  

         W pokoju rozległ się dźwięk klapsa. To Monika zachęciła nim Franka do roboty. Gdy zaczął ruchać Sabinkę, co jakiś czas otrzymywał od niej kolejne klapsy. Najwyraźniej podziałały one stymulująco na Karola, bo zbliżył się do Franka, podsuwając swojego półwzwiedzionego penisa ku jego ustom. Ten jednak był tak zajęty rżnięciem Sabinki, że zignorował zaproszenie do zabaw oralnych. Ale Monika nie. W zasadzie nie mając nic do roboty (poza okładaniem klapsami pośladków Franka), z radością ujęła w dłoń i przyjęła w gorące usta podsuniętego penisa. I choć jeszcze niedawno Karol twierdził, że nie interesują go dziewczyny, to jednak przyjął tę pieszczotę z wyraźnym zadowoleniem. Z zamkniętymi oczami delektował się pieszczotą gorącego języczka i namiętnych ust – być może wyobrażając sobie, że robi to jakiś przystojny chłopiec, ale w tej chwili nie miało to żadnego znaczenia. Ani dla niego, ani dla Moniki. Ważna była przyjemność, jaką oboje czerpali. Monika jednak nie zamierzała na tym poprzestać. Gdy uznała, że penis jest już wystarczająco twardy, pociągnęła Karola na podłogę, układając na plecach. Dosiadła go, wprowadzając powoli w malutką, zaciśniętą jeszcze dziurkę. Na początku miała spory problem z pokonaniem oporu zwieracza, ale Karola najwyraźniej podniecało to, że chce mu udostępnić jego ulubione miejsce, więc zrobił się jeszcze twardszy, co znacznie ułatwiło penetrację. Monika opadła, do samego końca wbijając się na całkiem pokaźny trzon. Znałam wyraz podniecenia na jej twarzy, więc wyraźnie widziałam jak bardzo kręci ją rżnięcie geja. Zaczęła go ujeżdżać bez opamiętania, skacząc na twardym penisie, lub tylko kręcąc biodrami i zaciskając pośladki.  

         Podniecało mnie podglądanie swoich przyjaciółek podczas ostrego rżnięcia, co w połączeniu z ogromnym taranem poruszającym się jak tłok w mojej cipce, wkrótce zaowocowało kolejnym orgazmem. Nie panując nad sobą, jęczałam podczas szczytowania jak aktorki porno, choć nigdy wcześniej nie podejrzewałam siebie o tak ekspresyjne dochodzenie do finału. Moja cipka zaciskała się rytmicznie na wielkim walcu, który także zaczął pulsować wtłaczając we mnie życiodajne nasienie. Puściły wszelkie tamy i strumienie złotego płynu pociekły mi po udach. Zrosiły także nogi wujka, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Byliśmy wykończeni, ale zaspokojeni. Jeszcze ciężko dysząc obserwowaliśmy, jak najpierw Franek napełnia Sabinkę swoim nasieniem, a później Karol, drżąc jak epileptyk, wypycha biodra w górę zalewając spermą dupcię Monisi. Nie pozostała mu dłużną, podczas mokrego orgazmu zraszając jego brzuch i klatę strugami złotego deszczu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.1

    Upał był nie do zniesienia. Nawet kiedy zrezygnowaliśmy z przemieszczania się w środku dnia – w najgorętszych godzinach – to i tak pot sprawiał, że odzież przyklejała się do ciała, powodując otarcia naskórka. Marzyłem o zrzuceniu z siebie wszystkich ubrań, lecz moja blada cera nie była przystosowana do przyjęcia tak dużych dawek promieniowania słonecznego. Cóż z tego, że poczułbym się swobodnie, jeśli w krótkim czasie oparzenia słoneczne sprawiłyby mi jeszcze większe cierpienie, niż te otarcia. Mieliśmy wprawdzie kremy z filtrem, ale używaliśmy ich do zabezpieczenia twarzy, przedramion i łydek. Gdybyśmy zaczęli stosować je na całym ciele, to wkrótce ich niewielki zapas wyczerpałby się. Podziwiałem wytrzymałość Ady, która z niesamowitą wytrwałością znosiła trudy podróży. Jej filigranowa postać niemal całkowicie ginęła pod ogromnym plecakiem, tworząc wrażenie, jakby plecak poruszał się na własnych nogach, ale z jej ust nie wydobyło się nawet jedno słowo narzekania. Wręcz przeciwnie – rozciągała je w przecudnym uśmiechu, gdy tylko dostrzegła coś ciekawego w okolicy. Czasem był to widok ze wzgórza, czasem jaszczurka wylegująca się w słońcu, przebiegające stado zebr, czy dostojnie kroczące żyrafy.  

         Tak, tutaj była szczęśliwa! Spełniło się jej, a właściwie nasze wspólne marzenie o podróżowaniu w niezbadane okolice, w zakątki, w których nigdy nie stanęła ludzka stopa, albo była tam widywana niezwykle rzadko. Długo planowaliśmy tę wyprawę, szczegółowo analizując, co mamy ze sobą zabrać, aby przetrwać w dziczy, a jednocześnie nie przeciążyć się nadmiarem bagażu. Dyskusje były czasem bardzo ostre, wręcz dochodziło do zażartych kłótni. Każda z nich doprowadzała naszą krew do wrzenia i generalnie zawsze kończyła się dzikim, ostrym, nieokiełznanym, zwierzęcym wręcz seksem. Podniecała mnie zadziorność mojej kobiety, jej waleczność, którą starałem się pokonać twardą jak stal męskością. Nadziewałem na nią Adę raz za razem, demolując przy tym pół wynajmowanego mieszkania. Gdy szczytowaliśmy, drżąc w ekstazie, cała wzajemna złość gdzieś znikała, jak pieniądze z sejfu CBA. Po rozładowaniu napięcia, emocje opadały i w spokojnej atmosferze, z uśmiechami na ustach udawało się wypracować kompromis. Co ciekawe, wtedy znów się kochaliśmy, lecz zupełnie inaczej –  delikatnie, namiętnie i bez pośpiechu.  

         Z Adą znaliśmy się od dzieciństwa. Mieszkaliśmy przy jednej ulicy, razem chodziliśmy do przedszkola, do podstawówki i razem bawiliśmy się „w doktora”. Oczywiście zmienialiśmy się w tej roli, dzięki czemu poznaliśmy różnice w budowie naszych ciał. Nie było w tym żadnej seksualności – po prostu zaspokajaliśmy dziecięcą ciekawość. Jednak gdy podrośliśmy, kiedy pojawiły się zaczątki owłosienia łonowego, a Adzie zaczęły pączkować piersi, gdzieś zniknęła nasza bezpośredniość i pojawiło się poczucie wstydu. To był koniec zabaw „w doktora”. Zmienił się też sposób, w jaki ją postrzegałem. Wcześniej była tylko koleżanką, zwykłą uczestniczką dziecięcych zabaw, teraz stawała się ponętną dziewczyną – obiektem młodzieńczego pożądania. Pięknym, szczupłonogim, blondwłosym ideałem piękna. Płynność jej ruchów pobudzała moją rosnącą męskość. Poznałem uroki samozaspokojenia. Wprawdzie nie byłem jej wierny, bo w czasie dojrzewania podnieca wszystko, więc często wyobrażałem sobie inne koleżanki – z klasy, ze szkoły, z sąsiedztwa, z ekranu, czy nieznajome widziane na ulicy. Najgorzej było na plaży lub basenie – dziewczęca świeżość odziana tylko w skąpe stroje, zmuszała do częstych robótek ręcznych w przebieralni, pod prysznicem, w toalecie, lub w wodzie podczas kąpieli. To też mnie jarało – wypuszczałem plemniki w obecności setek ludzi, nieświadomych tego, co się dzieje, obserwując jak białe smugi rozpływają się w wodzie.

         Wkrótce rozdzieliła nas szkoła średnia. Ada postanowiła zostać pielęgniarką, a ja poszedłem do technikum mechanicznego. Niestety obie szkoły były w innych miastach, więc zamieszkaliśmy w internatach, widując się jedynie w weekendy. Trochę się od siebie oddaliliśmy, mając nowe towarzystwo, obracając się w innych kręgach i w różnych miejscowościach. Dopiero podczas studiów we Wrocławiu, spotkałem ją przypadkiem na Juwenaliach, wypiliśmy sporo piwa, powspominaliśmy dzieciństwo, naśmialiśmy się z wpadek i gaf, by w końcu wylądować w moim łóżku w akademiku.  

         Niestety nie byliśmy w pokoju sami. Łóżko obok zajmował mój współlokator – Jacek. Byliśmy na jednym roku. Spał, kiedy weszliśmy do pokoju, więc cichutko rozebraliśmy się do bielizny i grzecznie położyliśmy się na moim łóżku. Wstyd się przyznać – miałem już 21 lat, a jeszcze nigdy nie spałem z dziewczyną. Nawet nie mówię o seksie. Po prostu pierwszy raz leżałem pod jedną kołdrą koło koleżanki, ubranej tylko w majteczki i koszulkę. W mojej głowie kołatały się tysiące myśli. Z jednej strony chciałem się z kimś kochać, z kimkolwiek, bo hormony we mnie buzowały, a z drugiej bałem się swojego całkowitego braku doświadczenia, że wystrzelę zbyt szybko, że nie będę umiał trafić tam gdzie trzeba, albo zrobię coś nie tak, lub zwyczajnie zostanę ofuknięty za podjęcie takich prób. Że zwyczajnie zawiodę jej zaufanie. I do tego jeszcze Jacek śpiący w tym samym pokoju! A co będzie jak się obudzi?! Pomyślałem jednak także, że jeśli nie spróbuję, to po pierwsze – lepsza okazja może mi się nie trafić, a po drugie – będę żałował do końca życia, że się nie odważyłem.  

         Ośmielony tą myślą, wsunąłem dłoń pod jej koszulkę, głaszcząc mięciutki brzuszek i zmierzając w kierunku piersi. Ada nie zaprotestowała. Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem już nie usnęła. Cholera! Jeśli się obudzi, może mnie znienawidzić! Nie miałem jednak takiej siły charakteru, by powstrzymać dłoń zbliżającą się do unoszonej spokojnym oddechem piersi. Kiedy już była w moim władaniu, kiedy poczułem jej ciepło i miękkość, Ada odwróciła głowę i nasze usta się spotkały. Całowaliśmy się namiętnie, a ja postanowiłem poznać głębię jej kobiecości. Z wielkim żalem wypuściłem z dłoni cudowną krągłość piersi, by podążyć nią w kierunku majteczek. Tymczasem z moich bokserek wynurzyła się głowa jednookiego węża, twardniejącego w okamgnieniu ?. Pulsując napierał na biodro Ady, sygnalizując przemożną chęć zwiedzenia jej wnętrza. Nie odrywając ust od moich, zamruczała z rozkoszą, kiedy wsunąłem dłoń pod gumkę majtek. Natrafiłem na dokładnie wygoloną bułeczkę, próbując zlokalizować otworek, który widziałem będąc dzieckiem, a który teraz jedynie sobie wyobrażałem. Zaciśnięte uda nie dawały mi dostępu do tego skarbu. Odpowiednim ruchem palców zasygnalizowałem, by rozwarła je, udostępniając mi swoją muszelkę.  

    – Nie! Dzisiaj nie – usłyszałem jej szept.
    – Oszaleję! Nie czujesz, że oszaleję! – jęknąłem kilka razy szturchając jej biodro twardym gnatem.
    – Proszę cię! – wyszeptała błagalnie.
    – Ale ja muszę! – nie dawałem za wygraną.

         Wtedy poczułem delikatne paluszki obejmujące mojego twardziela. Poruszyła nimi w górę i w dół, naciągając skórę na główkę węża.  
    – Ada, proszę! – wyjęczałem, zanim zatkała mi usta swoimi. Jej język pieścił moje wargi, a dłoń rytmicznie poruszała się na penisie. Teraz jak na złość, rozszerzyła uda, pozwalając wniknąć moim palcom w wilgotną czeluść kobiecości. Tego było dla mnie zbyt wiele! Podniecony pierwszym sztubackim kontaktem z prawdziwą dziewczyną, wytrysnąłem obficie, zalewając pieszczącą mnie dłoń i koszulkę Ady wieloma strugami spermy. Przyniosło to ulgę tylko chwilową, bo napięcie wcale nie opadło. Nadal byłem twardy i spragniony seksu. Nie przerywałem pieszczenia pusi, a przyspieszony oddech i pojękiwania Ady tylko potęgowały podniecenie. Zatkałem jej usta pocałunkiem, żeby odgłosy rozkoszy nie obudziły mojego współlokatora. Szczytowała, zaciskając uda na pieszczących ją palcach, konwulsyjnie drżąc i ściskając w dłoni nabrzmiałego penisa. Pierwszy raz w życiu widziałem i czułem orgazm kobiety! Byłem dumny, że udało mi się doprowadzić ją do takiej ekstazy. Wkrótce zostałem za to nagrodzony.

         Kiedy już uspokoiła oddech, cichuteńko zniknęła pod kołdrą. Poczułem pieszczotę ust w miejscu, do którego jeszcze żadna z dziewczyn nie miała dostępu (pomijając zabawę „w doktora”). Całowała wszystkie zakamarki – a jest tam trochę krzywizn – łącznie z tą największą. Byłem wniebowzięty! A gdy poczułem jak główka pogrąża się w wilgotnym cieple, obejmowana delikatnymi wargami – zwariowałem! Miarowe ruchy ust, połączone z pieszczotą języczka, wspomagane delikatnym objęciem jąder paluszkami, zaczynały doprowadzać mnie do kolejnej erupcji uniesienia. Dałem jej znak, że jestem bliski eksplozji, ale go zignorowała. Wystrzeliłem pełny ładunek wprost na gorący języczek. Wow! Petarda! To było tak fantastyczne, że jeszcze przez długą chwilę nie mogłem się otrząsnąć z błogiego otępienia. Ada jakby znajdowała szczególną frajdę w mojej rozkoszy, wciąż jeszcze nie wypuszczała z ust mięknącego penisa. Pomyślałem sobie wtedy, że chciała mi jakoś wynagrodzić wcześniejszą odmowę i w sumie – nie żałowałem. To było naprawdę coś! Wtedy zrozumiałem, że ją kocham. Wychynęła spod kołdry i nasze usta znów się spotkały. Spodziewałem się posmaku spermy, ale nic takiego nie wyczułem. Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie roztrząsałem dłużej tej kwestii. W końcu wtuleni w siebie zasnęliśmy. Następnego dnia przy śniadaniu Jacek przyznał, że dzięki nam też miał w nocy udany seks. Jednoosobowy, ale udany
     
         Od tamtej nocy byliśmy z Adą parą. Okazało się, że poza seksem mamy też inne wspólne zainteresowania. Geograficzno- etnograficzno-podróżniczo-przyrodnicze. Zaczęliśmy od zwiedzania kraju, potem wypuściliśmy się na poznawanie Europy i Azji. Teraz zaś spełnialiśmy nasze największe marzenie – podróż po Afryce. Z wszystkich wypraw przywozimy mnóstwo zdjęć, filmów i ciekawych opowieści. Ich publikacja pozwala finansować kolejne wyprawy, łącząc pasję z pracą. Z tą Afryką to trochę szaleństwo – postanowiliśmy radzić sobie sami, bez przewodnika, bez znajomości dialektów, bez środków transportu, bez łączności ze światem. Po prostu zdani tylko na siebie, dojść do plemienia Bari. Dlaczego akurat Bari? Nie było jakiegoś specjalnego powodu. Po prostu potrzebowaliśmy celu, aby opracować trasę i przygotować pozostałe elementy ekspedycji.

         Poznawanie Afryki rozpoczęliśmy od przylotu do Dżuby w Sudanie Południowym. Stamtąd wyruszyliśmy już pieszo w kierunku granicy z Demokratyczną Republiką Konga. Na początku byliśmy tak podekscytowani, że nie przeszkadzały nam żadne niedogodności, jednak w drugim tygodniu marszu w niesłabnącym upale, zmęczenie dawało o sobie znać, irytowały insekty i doskwierała samotność. Niby fajnie jest tylko we dwoje – nie trzeba się z niczym ukrywać, można się rozebrać do naga, aby obmyć ciało w napotkanym strumieniu, czy bajorku, bzykać się kiedy tylko najdzie ochota, sikać gdzie popadnie, ale jednak człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje kontaktu z innymi osobami. Dlatego ucieszyliśmy się, gdy pod koniec drugiego tygodnia, z płaskowyżu po którym wędrowaliśmy, zobaczyliśmy w oddali dym. Lornetka pozwoliła nam dostrzec dwie osoby obok namiotu, jednak odległość była zbyt duża, by ocenić kim są. W Afryce nie każda napotkana osoba jest przyjacielsko nastawiona. Trzeba być ostrożnym. Postanowiliśmy bardziej się do nich zbliżyć i lepiej przyjrzeć.  

         Po około dwóch godzinach marszu byliśmy na tyle blisko, by zorientować się, że przy namiocie nikogo nie ma. Ognisko przygasało, otaczająca obozowisko plątanina najeżonych kolcami krzewów tworzyła ogrodzenie chroniące przed drapieżnikami i wejście również było zabezpieczone. Zastanawialiśmy się, gdzie zniknęły widziane przez nas osoby? Podeszliśmy bliżej, na tyle, że dało się usłyszeć dźwięki dobiegające z namiotu. Tak! Ktoś był w środku! W dodatku oddawał się nieskrępowanej niczym kopulacji! Kobieta jęczała, rozkręcona już na całego, facet dyszał i porykiwał, a wszystkiemu towarzyszyły klapnięcia i chlupnięcia typowe dla ostrego bzykanka.  

         Na mnie takie rzeczy działają. Pomimo zmęczenia wielogodzinnym marszem w upale, zapragnąłem umieścić twardniejącego drąga w wilgotnej cipce. Odciągnąłem Adę na odległość wystarczającą, aby nas nie usłyszeli ci z namiotu i zrzuciwszy plecak, pomogłem jej pozbyć się swojego. Widziała co się kroi, a może też poczuła podniecenie sytuacją, bo nawet nie wiem kiedy zsunęły się z niej spodenki i zobaczyłem wypięty w moją stronę tyłeczek, a pod nim błyszczącą kreskę. Była mokra! Przesunąłem kilka razy główką penisa wzdłuż szczelinki, rozchylając wilgotne wargi, po czym wbiłem się w nią z impetem i przytrzymując biodra rozpocząłem ostrą jazdę. Lubię ją brać od tyłu, a ona uwielbia być tak rżnięta, bo wtedy mocniej odczuwa każde pchnięcie. Wsunąłem dłonie pod koszulkę, żeby ogarnąć bujające się piersi. Nauczyłem się rozpoznawać stopień podniecenia Ady, po ich twardości. Oho! Teraz była bardzo, ale to bardzo podjarana! Może wyobraziła sobie czarnoskórego mężczyznę z wielkim przyrodzeniem, ujeżdżającego ją w tym namiocie? Może. Ale mnie cieszyło, że to ja jestem jej mężczyzną i to ja właśnie dochodzę w jej napalonej cipce. Doszła tuż przede mną. Tak jest prawie zawsze – to właśnie jej szczytowanie podnieca mnie do tego stopnia, że mam orgazm tuż po niej. Strzeliłem jej solidnego klapsa w tyłek. To za marzenia o czarnym facecie w namiocie. Nie wiem, czy je miała, czy to tylko moje wyobrażenie jej pragnień, ale klaps nie zaszkodzi. Profilaktycznie.

    Uśmiechnęła się uroczo, jakbym rzeczywiście odgadł jej myśli. A może odkryłem inną stronę jej potrzeb?
    – Podobało się? – zagadnąłem.
    – Bardzo! Ty dzikusie! – uwielbiam ten szelmowski uśmiech. Roztapia moje serce i kocham ją wtedy najbardziej na świecie. Wtuleni w siebie całowaliśmy się jeszcze chwilę.

         Pomogłem jej się ubrać, włożyć plecak i zdecydowaliśmy się podejść do obozowiska. Zaczynało się ściemniać, więc nie było już innego wyjścia. Nasze najście w nocy mogłoby kogoś przestraszyć, a nie mieliśmy już czasu na przygotowanie własnego obozu. Idąc staraliśmy się głośno rozmawiać, żeby przygotować ich na nasze nadejście. Byli na zewnątrz namiotu, tuż przy ognisku, do którego czarnoskóra kobieta dokładała właśnie kolejne drewienka. On był białym, wysokim, barczystym blondynem. Patrzył na nas wyłaniających się z mroku, trzymając w rękach strzelbę. Gdy zorientował się, że jesteśmy zwykłymi turystami, napięcie go opuściło, odstawił fuzję, a na jego twarzy pojawił się serdeczny uśmiech.
    – Hello! – przywitał nas, odciągając kolczaste gałęzie i zapraszając do środka.
    – Hello! – wyciągnęliśmy dłonie do przywitania.
    – I’m Mark. This is my girlfrend Mbu.
    – Hi Mbu. Hi  Mark. I’m Adrian. This is Ada.

         Po przedstawieniu się i paru zwrotach grzecznościowych, zostaliśmy zaproszeni do ogniska. Zapytali, czy jesteśmy głodni? Byliśmy. Podobała mi się zręczność Mbu i płynność ruchów podczas przygotowywania posiłku. Przyglądałem się jej z ciekawością, bo jej wygląd i uczesanie nie sprawiały wrażenia, że jest rdzenną Afrykanką. Była bardzo wysoka i szczupła (z niezwykle długimi nogami, zakończonymi umięśnionymi, odstającymi pośladkami). Miała czarne, długie włosy, powiązane w tysiąc cienkich warkoczyków, ogromne oczy i wydatne usta. Jednak najbardziej fascynowała mnie jej zupełnie czarna, wręcz hebanowa skóra. Nie miała najczęściej widywanego odcienia brązu, czy czekolady. Była po prostu idealnie czarna. I błyszcząca. Tylko białe zęby i białka oczu kontrastowały z tą czernią. Nawet źrenice wydawały się czarne, choć następnego dnia w świetle dziennym przekonałem się, że są bardzo, bardzo ciemnobrązowe. Była zawinięta w cienką kolorową tkaninę, wiązaną na szyi. Bardzo zgrabnie to wyglądało. Poczęstowała nas plackami z jakimś sosem – były całkiem smaczne. Mogliśmy odwdzięczyć się tylko żywnością liofilizowaną (też taką mieli) lub butelczyną, których kilka niosłem, aby być przygotowanym na takie właśnie okazje.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.2

    Mark pochodził z Utrechtu, pracował w biurze projektującym łodzie żaglowe i bywał w Hadze służbowo. Tam w barze poznał Mbu – długonogą kelnerkę, której uroda zawróciła mu w głowie. Zagaił, zażartował, zaiskrzyło i od trzech lat są razem. Od dłuższego czasu namawiała go na wyjazd do Konga, w jej rodzinne strony. Stęskniła się za siostrami i rodzicami. W końcu uległ i tak oto nasze drogi spotkały się na skraju porośniętej wysokimi trawami sawanny. Z rzadka pojawiające się drzewa akacji dawały odrobinę cienia i pod jednym z nich, przy ognisku rozprawialiśmy się z butelką znakomitej nalewki z pigwy. Dostałem ją od przyjaciela – wybitnego twórcy nalewek z szerokiej gamy owoców. Tak bardzo brakowało nam towarzystwa, że prześcigaliśmy się w opowieściach. Nasi nowi znajomi okazali się być bardzo otwartymi, szczerymi i wesołymi ludźmi, więc rozmawialiśmy prawie do rana, Choć noce są tu czasem bardzo zimne, ognisko i alkohol rozgrzewały nas wystarczająco dobrze. Rozluźniony swobodną atmosferą, rzuciłem:

    – Muszę wam podziękować.
    – Tak? A za co, jeśli wolno wiedzieć? – zapytał Mark.
    – Za fantastyczny seks – zaśmiałem się.
    – Nie przypominam sobie, żebyśmy coś razem robili – z uśmiechem odezwała się Mbu.
    – Razem nie. Ale zainspirowaliście nas, gdy zbliżyliśmy się po raz pierwszy do waszego obozu. Kochaliście się tak głośno, że i nam się zachciało – już wszyscy się śmiali.  
    – U nas to normalne – powiedziała Mbu. Po czym zaczęła otwierać przed nami świat Afryki – ten prawdziwy. Do trzynastego roku życia, wychowywała się tutaj, dorastając w grupie plemiennej, która nie zachłysnęła się docierającą niemal wszędzie cywilizacją białego człowieka. Grupie, żyjącej według dawnych zasad, tradycji, obrzędów i wierzeń. Nieznającej wstydu w takiej postaci, jak postrzegają go Europejczycy.  
    – Czyli jakiej? – dopytywała Ada.
    – Na przykład w Europie niewyobrażalną rzeczą jest nagość w miejscach publicznych, a u nas nikt nie zna, bo nie potrzebuje znać ubrań, więc nagość towarzyszy nam przez całe życie. Podobnie jest z seksem – nasze domy składają się tylko z dachu na słupach, więc wszystko odbywa się jawnie. U nas wstyd przynosi nieudzielenie pomocy członkowi plemienia, zdrada towarzyszy wyprawy łowieckiej, niepodzielenie się zdobyczą, ucieczka przed atakującym wrogiem i wszystkie inne zachowania psujące więzy łączące plemię w jedną społeczność. A człowiek wydalony ze społeczności nie przetrwa w samotności.
    – A zdarzały się takie przypadki? – zapytałem.
    – Niezupełnie. To może wywołać wasze oburzenie, ale w okolicy, gdzie polują nasi mężczyźni, nie ma zbyt wiele zwierzyny.
    – Żartujesz?! Człowiek wyrzucony ze wspólnoty staje się obiektem polowania? Zwierzyną?! – Ada była zbulwersowana.
    – To jest Afryka. Mięsa się nie marnuje – powiedziała to tak, jakby wcale nie widziała różnicy pomiędzy człowiekiem, a zwierzęciem.
    – Zjadacie ich?! – teraz ja nie mogłem zapanować nad emocjami.
    – Mięso to mięso – odpowiedziała niepewnie, widząc nasze oburzenie.
    – Nawet jak to jest np. twój wujek? – dociekała Ada.
    – Widzisz?! Europejczycy nie są w stanie tego zrozumieć. Dla nas w chwili, w której ktoś dopuści się czynu niegodnego, przestaje być człowiekiem. Przestaje być wujkiem, bratem ciocią, czy innym członkiem rodziny. Zresztą, u nas rodzina też wygląda inaczej.
    – Jak to inaczej? – nie znałem innych modeli niż nasz, no może jeszcze mormoński.
    – Po prostu inaczej. Ale dość! Już i tak za dużo wam powiedziałam. Teraz będziecie się bali, że was zjem – uśmiechnęła się szeroko ze swojego żartu, pokazując dwa rzędy idealnie białych zębów. Brrr! Wyobraziłem sobie jak rozszarpuje nimi mój biceps, ogryzając mięso do samej kości. W ciemnościach jej twarz, podświetlona tylko ruchomym światłem ogniska, wydała mi się nagle diaboliczna. To już była pora na zakończenie imprezy. Podziękowaliśmy za miłe towarzystwo i każda para udała się do swojego namiotu.

         Rankiem obudziły mnie chichoty dziewczyn dobiegające z zewnątrz namiotu. Rozejrzałem się, no tak Ady już nie było obok mnie. Wyszedłem, przeciągając się i kiedy dotarło do mnie co widzę, aż przetarłem oczy ze zdumienia – dziewczęta zupełnie nagie właśnie wodą z wiadra obmywały nawzajem swoje ciała, w dodatku mając przy tym niesamowity ubaw. Jeszcze bardziej rozśmieszył je widok mojego zaskoczenia. Śmiały się do rozpuku!  

    – Przyzwyczaj się! Jak dojdziemy do plemienia Azande, to wszędzie będzie pełno nagusów – Ada śmiała się ze mnie.
    – A nie mieliśmy przypadkiem iść do plemienia Bari? – dociekałem.
    – Mbu jest z Azande i zaproponowała, żebyśmy dalej poszli razem z nimi. Zna język i w większej grupie będzie nam raźniej i bezpieczniej.
    – Widzę, że decyzja już zapadła.
    – Jeśli nie masz nic przeciwko – rzuciła na koniec.  

         W sumie nie miałem. A bonus w postaci widoku nagiej Mbu był wystarczającym argumentem. Nie spodziewałem się, że kolorowa materia okrywająca wczoraj jej ciało, kryła tak wspaniałe piersi – były duże, lekko wydłużone i bardzo szpiczaste, z brodawkami lekko zadartymi do góry. Tak samo czarnymi jak pozostała część hebanowego ciała. Ada przy niej wyglądała blado. Nie w sensie urody, tylko koloru skóry. Poza miejscami wystawianymi na działanie słońca, była biała jak śnieg. Na jej ciele odwzorowana była koszulka i spodenki bladości, kontrastujące z opalenizną nóg, ramion i twarzy. Białe piersi z małymi, brązowymi obwódkami sutków, były bardziej okrągłe i pełne niż czarnoskórej koleżanki. Oczy mojej dziewczyny znajdowały się na wysokości piersi Mbu – taka była różnica wzrostu. Zadziwiła mnie łatwość, z jaką Ada pozbyła się wstydliwości, bo przecież musiała liczyć się z tym, że Mark za chwilę podobnie jak ja, może zobaczyć ją nagą. Jednak bez skrępowania myła się wraz z nowo poznaną przyjaciółką.

    – Good morning – usłyszałem z boku głos Marka. Nadchodził z kolejnym wiaderkiem wody. Nie zastanawiałem się wcześniej, skąd dziewczęta mają wodę. Teraz sprawa sama się wyjaśniła. Postawił wiaderko i zaprosił mnie do porannych ablucji. Zdjąłem koszulkę i zacząłem się myć, gdy kątem oka dostrzegłem, że Mark, podobnie jak dziewczyny, zrzuca z siebie wszystko. Czułem się trochę skrępowany, ale żeby nie wyjść na bigota, też pozbyłem się gatek. Jeśli chodzi o rozmiar, to nie miałem się czego wstydzić, choć to była w dużej mierze zasługa nagich dziewczyn – po prostu miałem częściową erekcję. Nas nie było stać na taką bezpośredniość, jaką widziałem u dziewczyn – to byłoby niemęskie – każdy mył się sam. Po umyciu ubraliśmy się i zjedliśmy śniadanie, a w czasie gdy z Markiem myliśmy naczynia, Mbu zaproponowała Adzie przymierzenie jednej ze swoich kolorowych „sukienek”. Zawinięta na modłę afrykańską w lekki barwny materiał, nie tylko wyglądała ponętnie i kobieco, ale także czuła się swobodniej niż w spodenkach i koszulce.

    – To prezent – powiedziała Mbu, za co Ada uściskała ją i podziękowała siarczystymi całusami w hebanowe policzki. Nie zabrakło także pisków i okrzyków radości. Zwinęliśmy obóz i wyruszyliśmy przez morze traw. Teren, po którym się poruszaliśmy, nie znajdował się na obszarze chronionym, więc Mark cały czas trzymał w dłoniach strzelbę, wypatrując zwierzyny, która mogłaby stać się naszym wieczornym posiłkiem. Czuwał także, byśmy sami nie zostali obiadokolacją jakiegoś drapieżnika. To znacznie poprawiało nasze poczucie bezpieczeństwa. Gdy podróżowaliśmy tylko we dwoje, do obrony mieliśmy jedynie nóż i długi akacjowy kij. Tym można się było obronić co najwyżej przed wężami i hienami. Na lwy i inne koty taki oręż był niewystarczający. Mark szedł przodem, za nim Mbu, potem Ada i na końcu ja. Przeszliśmy tak kilka kilometrów, podczas których przypomniałem sobie niedokończony temat struktury rodzinnej w plemieniu, z którego pochodziła Mbu. Chęć poznania innych kultur przywiodła nas do Afryki, więc strasznie mnie to ciekawiło. Ponadto intrygowało mnie tak nagłe ucięcie tematu przez Mbu. Postanowiłem zapytać o to ponownie.

    – Powiedz mi Mbu, dlaczego nie chciałaś opowiedzieć, jak wygląda rodzina w waszym plemieniu? Co w niej jest odmiennego?  
    – Ha, ha! Widzę, że cię to dręczy – odpowiedziała śmiejąc się perliście.
    – Ciekawi mnie to. Przyjechałem tu, żeby poznać inny świat, więc nie dziw się, że drążę temat. W dodatku ucięłaś rozmowę, jakby było w tym coś tajemnego.
    – Było już późno i chciałam iść spać, a nasze relacje rodzinne nie są łatwe do zrozumienia dla europejczyków, przyzwyczajonych do jednego modelu rodziny.  
    – Ale teraz mamy czas – zachęciłem ją do kontynuowania.
    – Zacznę od tego, że w naszym plemieniu nie ma typowych małżeństw.
    – My też nie jesteśmy z Adą małżeństwem, ale żyjemy razem, więc tworzymy jakąś wspólnotę rodzinną.
    – Nie rozumiesz. U nas, zanim uzyskasz prawo do zamieszkania z kobietą, musisz przejść inicjację.
    – Rozumiem – taki rytuał wejścia w dorosłość.
    – Coś w tym stylu, ale możesz przechodzić ją wielokrotnie.
    – Jak to? – rzeczywiście nie rozumiałem.
    – Nie wiem, na czym to dokładnie polega, ale mężczyźni wyruszają na polowanie i jeśli pomyślnie przejdą inicjację, to zostają braćmi. Wtedy wszystko co mają, staje się wspólnym dobrem – kobiety, dzieci, kozy i krowy. Jeśli jeden z nich nie ma kobiety, może sobie wybrać na towarzyszkę którąś z sióstr lub córek drugiego.
    – Jak to? Mieszkają wszyscy razem? – tym razem Ada się wtrąciła do rozmowy.
    – Nie. Ale kiedy jeden z nich idzie polować, albo zginie na wojnie lub umrze z choroby, to drugi ma obowiązek dbać o wspólnotę.
    – Ma się zająć żoną kolegi? – Ada dociekała wyraźnie zaintrygowana takim modelem.
    – Nie żoną kolegi – wspólną! Także dziećmi, kozami i krowami. Ma też bronić ich wszystkich w przypadku napaści wroga.
    – A jak tą żoną jest córka lub siostra?
    – To oczywiście musi o nią zadbać, ale nie wolno mu z nią spać.
    – A co w takim przypadku z jej potrzebami? – Ada wciągnęła się w temat. Zacząłem podejrzewać, że podoba jej się taki układ społeczny. W sumie wydawał się być lepszym od naszego – dawał kobietom większe poczucie bezpieczeństwa, a mężczyznom – wiadomo.
    – To jest bardziej skomplikowane, niż wam się wydaje. Jak mówiłam – mężczyznom wolno przechodzić inicjację wielokrotnie, więc mogą zawrzeć braterstwo z kilkoma wojownikami, nawet podczas jednej wyprawy. Wtedy bliskie pokrewieństwo z jednym z mężczyzn, nie wyklucza zaspokojenia potrzeb takiej kobiety. Pomogą pozostali.
    – Hmmm! Zaczyna mi się to podobać – powiedziała Ada śmiejąc się i zerkając na mnie.
    – Wiesz, że mi też? – odgryzłem się.
    – Ale skoro tak prawie wszyscy sypiają ze wszystkimi, to przecież szybko dojdzie do zbyt bliskiego pokrewieństwa dzieci – wtrącił Mark.
    – Mogłoby tak być, gdybyśmy byli zamkniętą społecznością. Jednak co kilka lat dochodzi do utarczek pomiędzy pobliskimi plemionami. Wprawdzie ginie kilku wojowników, kilku odnosi rany, ale wygrani porywają część chłopców i dziewczynek. To pozwala na wykazanie się męstwem i wymianę krwi. Tak się dzieje od zawsze.
    – To co Adrian? Zawieramy braterstwo? – zażartował Mark.
    – Jasne!  – odpowiedziałem śmiechem. Dziewczyny też się śmiały, choć odniosłem wrażenie, że Ady wcale tak bardzo to nie bawiło.

         Dotarliśmy do granicy lasu, zostawiając sawannę za sobą. Postanowiliśmy zostać tutaj na noc, w pobliżu płytkiego strumyka, w którym ruch wody był niemal niezauważalny. Ale ochoczo skorzystaliśmy z dobrodziejstwa ochłody, zrzucając ciuchy i obmywając bez żadnego skrępowania swoje nagie ciała. Później dziewczyny zajęły się przygotowaniem posiłku, a my zaczęliśmy budować ogrodzenie z gałęzi akacji. Rozbicie namiotów to już była drobnostka. Zmęczeni całodniowym marszem, od razu po zjedzeniu posiłku udaliśmy się na spoczynek. Jednak nie mogłem zasnąć, mając przed oczami wspomnienie wzajemnego mycia się przez dziewczyny, ich dłoni błądzących po ciele koleżanki, pieszczących piersi, sięgających do miejsc najintymniejszych. Wyobraźnia podsuwała mi obraz delikatnej pieszczoty paluszków w gąszczu owłosienia łonowego, kto wie, czy niewnikających w różową, ciepła szczelinkę, albo prześlizgujących się pomiędzy pośladkami. Różnica kolorów ich skóry dodawała pieprzyku całej tej imaginacji, odprowadzając krew w okolice krocza. Byłem twardy, więc przystąpiłem do ataku. Zacząłem pieścić piersi Ady, najpierw dłonią, potem ustami, by wreszcie podążyć nimi w kierunku wzgórka łonowego. Uwielbiała być pieszczona językiem w tym miejscu. Za pieszczotę oralną była gotowa zrobić wszystko. Ja zaś liżąc jej intymny guziczek, wyobrażałem sobie, że to hebanowe wargi Mbu rozchylam ustami. Wiem – to nie fair w stosunku do Ady, ale czy miałem pewność, że ona nie wyobraża sobie w tej chwili kogoś innego, pieszczącego jej kobiecość – np. Goslinga, Clooneya, Marka, czy nawet Mbu? Słyszałem, że większość kobiet jest biseksualna, więc dopuszczałem nawet taką możliwość. Ale czy to ma jakieś znaczenie, o kim myślimy w trakcie seksu? Ważne jest, z kim to robimy i czy kochamy tę osobę. Wszystko inne tylko wzbogaca nasze pożycie.  

         Ada coraz częściej i głośniej wzdychała, pojękując od czasu do czasu z rozkoszy, kiedy do moich uszu dotarły wtórujące dźwięki z sąsiedniego namiotu. Mbu swoim przeżywaniem aktu miłosnego, zaczęła zagłuszać Adę, choć ta była o wiele bliżej moich uszu. Jęczała wcale nie tłumiąc swojej ekspresji, a dźwięk klaskania bioder Marka o jej pośladki usztywnił mojego penisa tak, że musiałem coś z tym zrobić. Obróciłem Adę do pozycji „na pieska” i wszedłem w rozgrzaną wilgoć cipki. Ada także przestała się powstrzymywać, jęki obu lasek towarzyszyły samczym pomrukom i pozostałym dźwiękom charakterystycznym dla spółkowania, dobiegającym z obu namiotów. Przemknęło mi przez głowę pytanie: czy Mark podobnie jak ja Mbu, wyobraża sobie w tej chwili, że ujeżdża Adę? Nie znałem odpowiedzi, ale poczułem jak moja kobieta tężeje, szczytując z niepohamowanym okrzykiem towarzyszącym ekstazie, a wtóruje jej głośnym ooooooooj! dochodząca w tym samym czasie czarnoskóra piękność. Tego było dla mnie zbyt wiele! Ryknąłem jak lew, wystrzeliwując nasienie w megaorgazmie. Oczami wyobraźni widziałem, że to czarna cipka Mbu pochłania strugi mojego nasienia i marzyłem, by kiedyś się to ziściło. Choć już sam fakt, że słyszałem jak dochodzi był niesamowitym doświadczeniem. Nigdy tego nie zapomnę!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.3

    Rankiem żartom nie było końca. Zauważyłem, że Ada, która wcześniej nie tolerowała humoru związanego z seksem, teraz sama pozwalała sobie na przeróżne dwuznaczności, jakby otwartość naszych nowych znajomych zupełnie zmieniła jej podejście do tych spraw. Z jednej strony byłem zaskoczony taką przemianą, z drugiej podobała mi się pewność siebie, jaką okazywała – chociażby nie wstydząc się nagości podczas mycia. W Polsce to było nie do pomyślenia. Nawet kiedy na dzikiej plaży przebierała się w kostium, to musiałem zasłaniać ją ręcznikiem plażowym, żeby jakiś przechodzień przypadkiem nie zobaczył piersi, tyłeczka, czy cipki. Tutaj w afrykańskim upale wszystko się odmieniło. Jakby w końcu uwierzyła, że naprawdę jest piękną kobietą. Nasi towarzysze podróży traktowali nagość z taką naturalnością, że i my zaczęliśmy podchodzić do niej swobodniej.  

         Po śniadaniu i kawie zwinęliśmy obozowisko i ruszyliśmy w dalszą drogę. Mbu powiedziała, że około południa dojdziemy do dużej wioski, gdzie handluje się wszystkim, co potrzebne do życia. Niby wszystko mieliśmy, ale zawsze wizyta na targu to miła odmiana od monotonii marszu po bezdrożach. Czas do południa zleciał błyskawicznie, bo poprosiliśmy naszą przewodniczkę, o nauczenie nas kilku słów niezbędnych do nawiązania jakiejkolwiek komunikacji z jej pobratymcami.  
    – To nie jest takie proste – odpowiedziała – większość plemion posługuje się różnymi językami. Mogę wam przybliżyć tylko mowę naszego ludu.

    Nie mieliśmy nic przeciwko temu, a nauka znakomicie skróciła nam czas podróży i zanim się obejrzeliśmy, wyszliśmy z lasu zbliżając się do wioski. Nie było tam wydzielonego placu handlowego, a właściwie była nim cała miejscowość. Pod każdą chatą siedział ktoś, kto oferował wyroby rękodzieła – były tam kolorowe tkaniny, wypalane z gliny garnki, kute wyroby kowalskie, ozdoby z kolorowych paciorków, rzeźbione w drewnie maski i figurki, ale także owoce, mięso suszone, skóry zwierząt, bębenki i wyroby z poroża. Wielu z tych rzeczy nie wolno wywozić z Afryki, lecz mimo to postanowiłem zamienić swój wysłużony kij z akacji, na coś ładniejszego i dającego większe poczucie bezpieczeństwa. Krótko mówiąc – wypatrzyłem bardzo ładnie zdobioną dzidę, do której oczy mi się zaświeciły. Poprosiłem Mbu, by pomogła mi w negocjacjach, lecz odmówiła twierdząc, że wojownik nie sprzeda broni kobiecie. Trudno – przystąpiłem do rozmów sam. Nie było łatwo, bo zasób słów, które były zrozumiałe dla nas obu nie był zbyt wielki, ale wspomagając się gestykulacją, doszliśmy do porozumienia. Dzida kosztowała mnie latarkę czołową i termos,  uznałem jednak, że będzie z niej lepszy użytek. Dumny z zakupu dołączyłem do dziewczyn. Nietrudno było je znaleźć, bo jak to kobiety – kręciły się koło ciuchów. Nie zamierzałem brać w tym udziału. Dobrze wiedziałem ile to potrwa, widząc mnogość przeróżnych wzorów, tkanin, odcieni i fasonów. Nie! – to nie dla mnie.  

         Rozejrzałem się za Markiem – stał kilka chałup dalej, przy kobiecie handlującej ozdobami.  
    – Co kupujesz? – zagadnąłem podchodząc do niego.
    – Bransoletki.
    – Dla Mbu?
    – Jedną dla niej, jedną dla mnie. I koraliki.

         Dopiero teraz zwróciłem uwagę na jego styl. Rzeczywiście szyję przyozdabiały przeróżne rzemyki, a na lewym nadgarstku nosił dwie bransoletki ze skóry. Teraz przymierzał podobną na prawy nadgarstek i koraliki na kostkę u nogi. Pomyślałem, że nam też przydałyby się takie afrykańskie akcenty, więc wybrałem dla Ady koraliki z idealnie wygładzonych paciorków wykonanych z dwóch różnych gatunków drewna – jedne ciemne, drugie jasne, a dla siebie dwie bransoletki, z takiej samej skóry jak rzemienna owijka mojej dzidy. Jedną na rękę, drugą na kostkę. We własnym mniemaniu stawałem się afrykańskim wojownikiem.

         Ada kupiła sobie dwie barwne tkaniny, które podobnie jak ta podarowana jej przez Mbu, owinięte wokół ciała, służyły za całe kobiece ubranie. Podczas gdy zastanawiała się nad ich wyborem, Mbu na sąsiednim straganie kupiła jej jeszcze jeden prezent – pamiątkę z Afryki. To był rzeźbiony w hebanie bożek płodności – niewielka, dziesięciocentymetrowa figurka szamana z naturalnej wielkości penisem (według miary afrykańskiej), siedząca na własnym worku mosznowym, wypełnionym jądrami proporcjonalnymi do męskości.  

    – Z jego pomocą, dzida twojego wojownika zawsze będzie duża i twarda – z powagą zapewniła Mbu wręczając figurkę.
    – A jak nie będzie, to użyję tej – odpowiedziała ze śmiechem Ada. Odpowiedział jej perlisty śmiech Mbu.
    – Chyba nie narzekasz na twardość twojego wojownika? – wtrąciłem.
    – Nie – jest twardy jak skała! Najbardziej wtedy, gdy słyszy szczytującą Mbu – dalej się brechtały, a mi zrobiło się cholernie głupio. Nie spodziewałem się, że Ada wczoraj zauważyła, jak pobudzająco na mnie działa jej nowa koleżanka.
    – Byłyście tak blisko i głośno, że miałem wrażenie, jakbym kochał się z wami dwoma.
    – Ha, ha! Możesz sobie pomarzyć!
    Akurat do marzeń tego rodzaju wcale nie musiała mnie zachęcać – przychodziły samoistnie. Myślę, że większość facetów chciałaby się kochać w trójkącie, lub jeszcze liczniejszej konfiguracji. A jeśli w takim układzie znalazłaby się czarnoskóra, długonoga piękność pokroju Mbu i drobna blondyneczka, tak śliczna jak Ada, to czego można chcieć więcej?!
    – Ok. Zjedzmy coś i ruszajmy dalej – zmieniłem temat na mniej czerwieniący uszy i lico.
    – To co? McDonald’s, czy KFC? – zaśmiała się Mbu.
    – Obojętnie, byle dużo i smacznie – wtrącił się Mark, który właśnie do nas dołączył.

         Zapach przyrządzanego posiłku doprowadził nas do chaty, przy której zaoferowano nam placki smażone na blasze, będące dodatkiem do potrawki drobiowej. Czyli jednak bardziej KFC. Rozsiedliśmy się dookoła kociołka i zjedliśmy porządne porcje świeżo przygotowanej potrawy. Posileni wyruszyliśmy w dalszą drogę. Mbu poinformowała nas, że to była ostatnia osada na naszej drodze – dalej mieliśmy iść przez całkowicie niezaludniony obszar, aż do terenów od dawna zamieszkiwanych przez jej plemię. Byliśmy bardzo podekscytowani, gdyż zostało zaledwie dwa dni marszu. Staraliśmy się każdą chwilę poświęcać nauce języka – to w żadnym stopniu nie przeszkadzało w podziwianiu krajobrazów, a bardzo cieszyło Mbu. Zwłaszcza jak wymawialiśmy jakieś słowo, w sposób zupełnie zmieniający jego znaczenie. Dla równowagi od czasu do czasu sprawdzaliśmy, jak ona i Mark poradzą sobie z językiem polskim – efekt był równie komiczny.  

         Przed wieczorem zaczęliśmy się rozglądać za jakimś miejscem dogodnym do rozbicia obozowiska. Chodziło głównie o wodę. O ile w tę do picia zaopatrzyliśmy się w wiosce, to zużyć ją do mycia byłoby głupotą. Niestety natrafiliśmy zaledwie na wyschnięte koryto rzeki. Wiedziałem, że warto kopać w takim miejscu, bo szansa natrafienia na wodę tuż pod powierzchnią była większa, niż w każdym innym miejscu poza korytem. Podzieliliśmy się pracą – Mark zbierał gałęzie na ognisko i zabezpieczenie obozowiska przed drapieżnikami, dziewczęta rozbiły namioty i przygotowywały posiłek, a moim zadaniem było zorganizowanie wody. Dokopałem się do niej dość szybko, choć jedynymi narzędziami były nóż i dłonie, lecz żeby można było się umyć musiałem znacząco powiększyć wykop. Woda nie napływała zbyt szybko i była bardzo mętna, lecz nie ma co narzekać – w takich warunkach najważniejsze, że była mokra. Próbowałem jeszcze powiększyć tę prowizoryczną łazienkę, gdy nadeszły dziewczyny.  

         Pomogły sobie przy rozwiązaniu supełka, który trzymał na szyjach ich proste sukienki, a te opadły niczym kurtyna w teatrze. Tylko kurtyna opadając zasłania, a tu stało się zupełnie odwrotnie. Stałem w wygrzebanym zagłębieniu, po kostki w żółto-pomarańczowej wodzie, więc dwie kolorowe, cipki ukazały mi się tuż przed oczami.  Dziękowałem Bogu za tę skromną premię, jaką wynagrodził trud włożony w pozyskanie wody! Nozdrza chłonęły intensywny zapach kobiecości, przesiąknięty feromonami. Przełknąłem ślinę, ale Ada ochłodziła moje zapędy, podając plastikową miseczkę i prosząc o jej napełnienie. Zaczerpnąłem do pełna i wyprostowałem się powoli, racząc wzrok widokiem niesamowicie długich, czarnych nóg, zakończonych tak cudownym zwieńczeniem.

    – Tu jestem! – odezwała się Ada z uśmiechem, ale i lekkim wyrzutem. Na buzi Mbu też wykwitł uśmiech zadowolenia. Zauważyła jak bardzo działają na mnie jej kobiece wdzięki. Odniosłem wrażenie, jakby wypięła piersi, chcąc je bardziej uwydatnić. Zaczynałem sztywnieć, krew pulsowała w całym penisie, jajka się obkurczyły, a oddech stawał się coraz płytszy. Mbu przejęła podawaną miseczkę i wylała jej zawartość na szyję i ramiona Ady. Woda spłynęła po ciele wąskimi strużkami, a mnie przywołała do rzeczywistości dopiero miseczka podstawiona pod nos. Zacząłem ją regularnie napełniać i podawać dziewczynom, a one polewały się nawzajem, namydlały ciała, cudownie poruszając się przy tym. Dla mnie to było niczym najpiękniejszy spektakl – dwie śliczne panny, o tak diametralnie różnym wyglądzie, lecz poruszające się z niespotykaną gracją. Podziwiałem piersi Mbu, tonące w dłoniach Ady, były takie obfite, takie kuszące, mięciutkie i śliczne. Cierpiałem niewymownie, nie mogąc dotykać tych wspaniałości. Nie to, żeby nie podobały mi się piersi Ady – po prostu już przywykłem do ich widoku. Natomiast w piersiach Mbu, pociągała mnie nie tylko ich wielkość i kształt, ale przede wszystkim kolor. Zaprzęgnięty do pracy niczym niewolnik, podawałem wodę, za nagrodę mając tylko piękne widoki. Moja męskość chciała więcej.

         Tymczasem do dziewczyn dołączył Mark. Zrzucił gatki i polewał rozgrzane słońcem ciało kolejnymi wydobywanymi przeze mnie porcjami wody. Nie zachwyciło mnie to – zwłaszcza, że zamiast boskich cipek, teraz przed oczami miałem jego dyndającego fiuta.
    – A ty nie zamierzasz się umyć? – zapytała Ada.
    – Za chwilkę – odpowiedziałem, wstydząc się obnażyć przed wszystkimi swoją erekcję.  
    – Widzimy twój namiot. Nie krępuj się!  – zaśmiała się Mbu.
    No tak! Tego nie można ukryć, będąc w luźnych porciętach. Zdjąłem je, wyciągając bestię, która jak uwolniona nagle sprężyna, uderzyła w podbrzusze z głośnym klaśnięciem.  
    – Wyjdź! Ja teraz będę czerpał wodę – zaproponował Mark.

         Chętnie skorzystałem, bo aż kleiłem się od potu. Po nawilżeniu się kilkoma porcjami wody, zacząłem rozprowadzać mydło. Na plecach poczułem ręce pomagające mi w myciu – byłem pewien, że to Ada, dopiero gdy dłonie po biodrze zsunęły się w okolice nabrzmiałego organu – myjąc, masując i pieszcząc zobaczyłem, że są czarne. Spojrzałem niepewnie na Marka, lecz ten tylko się uśmiechnął i podał miseczkę z kolejną porcją wody. Poszukałem wzrokiem Ady – ledwo hamowała śmiech. Musiałem mieć nietęgą minę. Ale dość! – pomyślałem, nie będą tu sobie ze mnie robić podśmiechujek. Złapałem Adę za biodra, odwróciłem plecami do mnie i zdecydowanym ruchem wprowadziłem namydlonego penisa w jej wypiętą kobiecość.

    Ooooo! – wyraziła swoją aprobatę, gdy wypełniłem ją sobą. Zaczęła pojękiwać, nie bacząc na obserwujących nas przyjaciół. Spojrzałem na Marka, stał nie odrywając wzroku od Ady – jego ptak zrywał się do lotu, naprężony, lekko wygięty w lewo, co widząc Mbu, wskoczyła do dołka z wodą i nadstawiła wypięty kuperek naprzeciw. Mark wszedł w nią powoli, lecz bardzo szybko się rozkręcił, wbijał się, wciąż obserwując mnie i Adę. Ja zresztą też chłonąłem obrazy, podniecające jak pornos, tylko sto razy bardziej. Widok seksu na żywo jest nieporównywalny z płaskim, wyreżyserowanym, sztucznym produktem wytwórni filmowych. Obraz jest trójwymiarowy, gesty i dźwięki są naturalne, w dodatku czujesz zapachy, a nawet lekki ruch powietrza wywołany aktem kopulacji. Mbu nakręcała moją wyobraźnię już od dłuższego czasu, lecz teraz, kiedy widziałem ją w sytuacji intymnej, wrażenia estetyczno-erotyczne spotęgowały się do tego stopnia, że zawyłem jak kojot i wypełniłem norkę Ady przeogromnym wytryskiem. Może i byłem zbyt szybki, ale czasem tak jest, kiedy napięcie jest nie do zniesienia. Aby nie pozostawić partnerki w stanie niezaspokojenia, przywarłem do jej ust, a palcami dokończyłem robotę. Po szczytowaniu zwiotczała w moich ramionach, gdy miękkie nogi odmówiły posłuszeństwa. W międzyczasie usłyszałem odgłosy dochodzącej drugiej pary.  

         Zaspokojeni, śmiejąc się i żartując dokończyliśmy mycie, przepraliśmy przepocone ubrania i udaliśmy się na kolację przy ognisku. Umęczeni całym dniem marszu, szybko poszliśmy spać. Rano po śniadaniu zwinęliśmy obozowisko i ruszyliśmy w drogę. Pozostało już tylko pół dnia marszu, według zapewnień Mbu. Szliśmy przez spalone słońcem morze niskich krzewów, wyschniętych i całkowicie pozbawionych liści. Pomyślałem, że niewielka iskierka spowodowałaby pożar nie do ogarnięcia, a my bylibyśmy bez żadnych szans na przeżycie. Na szczęście po trzech godzinach krajobraz zaczął się zmieniać, a na horyzoncie pojawiła się zieleń lasu. I właśnie tuż przed tym lasem zostaliśmy otoczeni przez grupę siedmiu nagich wojowników.  

         Zatrzymaliśmy się, niepewni ich reakcji, gdyż dzidy trzymali w gotowości do ataku, dopiero gdy odezwała się Mbu, rozpoznali w niej swoją rodaczkę. Jednak nie mogę stwierdzić, że od razu zaczęli nas traktować przyjaźnie – prowadzili nas leśną ścieżką w kierunku wioski, trzymając wciąż dzidy w pogotowiu. Po dotarciu do ogromnej polany, zobaczyliśmy domostwa składające się jedynie z dachów na słupach, zupełnie odkryte i pozbawione jakichkolwiek ścian. Widok białych wzbudził naturalną ciekawość i po chwili staliśmy na środku placu, a wokół nas zbierali się wszyscy mieszkańcy wioski. Wszyscy byli nadzy, od noworodków, po najstarszych staruszków. Na ich ciałach jedyną ozdobą były koraliki na szyjach oraz bransoletki na nadgarstkach i kostkach nad stopami. Wszyscy wojownicy mieli dzidy oprócz jednego starszego, który wspierał się na długim kiju, jednak pozbawionym ostrych końców. To on odezwał się pierwszy:

    – Dlaczego przyprowadziłaś tu białych?
    – To mój mężczyzna – odpowiedziała Mbu, wskazując na Marka.
    – A tamci?
    – To przyjaciele. Chcą poznać nasze obyczaje.
    – Nasze obyczaje nie pozwalają nic ukrywać! Dlaczego jesteście zakryci?
    – Tam skąd przyszliśmy, wszyscy chodzą zakryci.
    – Ale teraz jesteście tutaj.
    Mbu rozwiązała supełek trzymający jej sukienkę, a ta opadła odsłaniając ciało.
    – Zdejmijcie ubrania – zwróciła się do nas – oni uważają, że mamy coś do ukrycia.
    Zrobiliśmy, jak kazała. Ton, jakim była prowadzona rozmowa z tym wodzem, czy szamanem, wskazywał, że nie ma żartów. Rozebraliśmy się w mgnieniu oka.  
    – Nie ufamy wam – odezwał się wódz – pójdziecie do kóz, a rada starszych postanowi, co z wami zrobić.

         Mając przy sobie Mbu, spodziewaliśmy się większej gościnności, a takie zimne przyjęcie wskazywało, że możemy zostać wygnani, zaakceptowani, albo nawet zjedzeni. Jednak możliwość decydowania o sobie i swoim losie, zostawiliśmy na tamtym spalonym słońcem pustkowiu przed lasem. Teraz ostre końcówki dzid wskazywały nam kierunek, w jakim mieliśmy się udać. Wojownicy odeskortowali nas do zagrody dla kóz, znajdującej się na skraju wioski, otoczonej plątaniną kolczastych gałęzi, chroniących przed drapieżnikami, ale też utrudniających ewentualną ucieczkę. Zostaliśmy w niej zamknięci, nadzy, głodni i co tu dużo mówić – trochę przestraszeni szorstkim przyjęciem. Po kilku godzinach spędzonych w palącym słońcu, bez żadnej ochrony, bez odrobiny cienia, nasza trójka miała piekące oparzenia skóry. Tylko dla Mbu słońce nie stanowiło problemu. Wyczekiwaliśmy jego zajścia jak zbawienia.  

         Wieczorem usłyszeliśmy dźwięki bębnów i śpiewy. Zapytałem Mbu, co to dla nas oznacza?
    – Wojownicy tańczą by wprowadzić się w trans. Wtedy przemówią do nich duchy przodków, radząc jak postąpić z nami.
    – A jak duchy każą nas zabić?
    – To znowu będą tańce.
    – Bo będzie wyżerka?
    – Mhm… Może…
    – Ciebie to nie przeraża?
    – I tak kiedyś trzeba umrzeć, więc jak to różnica?
    – No tak! Lepiej teraz, bo można nakarmić głodujących! Taki dobry uczynek – kpiłem z jej podejścia do życia.  

         Zaśmiała się perliście, a jej wielkie piersi zafalowały i rozedrgały się. Nagle dotarło do mnie jak wiele się zmieniło w ciągu tych kilku godzin. Już nie reagowałem erekcją na widok nagiego ciała. Przecież widziałem ich w wiosce wiele. Młodych i starszych, jędrnych, pięknych, wysokich, niskich, szczupłych i pełnych, o przeróżnych kształtach piersi i pup. Teraz siedziałem obok nagiej piękności i także nie reagowałem na jej widok seksualnie. Może trochę w tym przeszkadzała paląca skóra na plecach i karku, może zmęczenie. Choć wspominając wczorajszy wieczór, to same trudy podróży nie przeszkodziły w dzikiej kopulacji. Z pewnością coś się zmieniło. Ucichły bębny.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.4

    – Kiedy nam powiedzą?     – zapytał Mark.
    – Nie wiem. To może potrwać nawet kilka godzin – odpowiedziała Mbu.
    – Może wcale nam nie powiedzą. Tylko przyjdą, nadzieją na ruszt i powieszą nad ogniskiem – zażartowałem.
    – Nie sądzę, żeby mieli się połasić na wasze serdelki – odparła ze śmiechem Mbu, wzrokiem wskazując na mojego skurczonego penisa. Strzał był celny i trochę zabolało – szczególnie, że rozbawiło to także Adę.  

         Fakt – w porównaniu z wyposażeniem wojowników, którzy nas eskortowali i tych, których widzieliśmy w wiosce, nie wyglądał imponująco. Nie to, żebym im się specjalnie przyglądał, chociaż to oczywiste, że faceci porównują swoją męskość. Po prostu trudno byłoby ich nie zauważyć, kiedy wszyscy chodzą nago. W kraju, mój penis wyglądałby przeciętnie – wiem, bo nie raz widziałem kolegów pod prysznicem, ale tutaj niestety, rozmiarem znacząco odbiegał od grubych i długich zwisów tubylców. Tym bardziej w stanie spoczynku. Tak już mam. Czasem jak się skurczy, to zostaje sama główka, reszta jakby gdzieś ginęła, znikała. Choć teraz, gdy spojrzałem na penisa Marka, to wcale nie wyglądał lepiej. Taki sam serdelek.

         W milczeniu oczekiwaliśmy na decyzję o dalszym losie, dla zabicia czasu tworząc z kolczastych gałęzi dodatkowe, wewnętrzne ogrodzenie, zabezpieczające nas przed zdeptaniem przez kozy, ale w końcu zmęczenie dało o sobie znać. Pierwsza Ada zwinęła się w kłębek i zasnęła z głową opartą na moim udzie. Kiedy i mnie sen zaczął morzyć, położyłem się na boku, przytulając do jej pleców. Oparła głowę na moim ramieniu. Spaliśmy na gołej ziemi, omiecionej wcześniej z kozich bobków, lecz nie mieliśmy niczego do przykrycia się. Po jakimś czasie przebudziłem się, czując lekki chłód na plecach i w nogach. Przytuliłem się mocniej do Ady, aby dać jej więcej ciepła, ale też samemu lepiej się ogrzać. Moje wiercenie nie uszło uwadze Mbu, która spała bardzo czujnie w objęciach Marka, w pewnej odległości od nas.

    – Zimno. Możemy się do was przytulić? Będzie nam cieplej – wyszeptała.
    – Jasne! Chodźcie – odpowiedziałem nie odwracając się.

         Po chwili poczułem jak wtula się we mnie, kładąc się na boku, rozgniatając swoje wielkie piersi na moich plecach i obejmując ręką tors. Jej owłosione łono miło połechtało mi pośladek, a uda przywarły do ud, dając dodatkowe ciepło. Po chwili jeszcze ręka Marka wylądowała na boku Mbu i moim. Widocznie wkleił się w swoją dziewczynę tak, jak ona we mnie. Leżąc w środku, byliśmy w najbardziej komfortowej sytuacji, ogrzewani z przodu i z tyłu. Ale taki układ miał jeszcze inne konsekwencje. Dotyk piersi Mbu i jej włochatej cipki, całkowicie mnie rozbudził. I nie mówię tu tylko o śnie. Zapomniałem o pieczeniu skóry spalonej słońcem, zapomniałem o zmęczeniu, nie zaprzątałem sobie głowy niepewnym jutrem, po prostu nie mogłem myśleć o niczym innym, jak o gorących piersiach wciśniętych w plecy, o łonie dotykającym mojego tyłka, o oddechu muskającym szyję. Miałem ogromną erekcję. Liczyłem, że może ją przeczekam, że krew odpłynie, albo przyjdzie sen, lecz minuty mijały, zaczynało boleć podbrzusze, a twardość korzenia nie zamierzała zniknąć. Zacząłem wolną ręką majstrować przy cipce Ady, lecz ta tylko zacisnęła uda i odsunęła moją dłoń.  

         Nie dałem za wygraną – tym razem zaatakowałem od tyłu. Rozchyliłem jej pośladki, przesunąłem palcami kilka razy wzdłuż szparki, rozchylając wargi i wsuwając pojedynczego palca – kontrolera nawilżenia. Wszystko było w porządku. Naparłem penisem na rozwarte wrota, z lekkim oporem wprowadzając go do środka. Poczułem jak Mark unosi ramię, a za chwilę jego dłoń wsunęła się pomiędzy mnie, a Mbu. Zniknęła w nich jedna z czarnych piersi, ale sutek drugiej nadal smyrał mnie po plecach. Byłem tak podniecony, że zacząłem ostrą jazdę, zupełnie już nie zważając na bliskość naszych towarzyszy. Po chwili jednak poczułem, jak cipka Mbu rytmicznie uderza w mój pośladek.  

         Zorientowałem się, że to nie wynik moich ruchów, gdyż była w tym pewna dysharmonia. Po chwili pierś Mbu została uwolniona, a palce Marka podążyły do łechtaczki. Teraz one obijały się o mój tyłek.  
    Mbu oddychała coraz płycej, dysząc mi prosto w kark, a gdy zaczęła jęczeć, myślałem, że zwariuję! To było tak niesamowicie podniecające, słyszeć jej westchnienia i pojękiwania tuż przy uchu, że stałem się twardy, jak nigdy dotąd. Ada czuła to bardzo dobrze, bo stymulowana członkiem jak ze stali, zaczynała zbliżać się do finału. Znam ją na tyle, że wiem dokładnie, kiedy to nadchodzi. Ale tym razem Mbu doszła wcześniej. Dosłownie o sekundy, ale wcześniej. Szczytując, zawyła i wbiła zęby w mięsień nad moim obojczykiem, a mnie przeszył niesamowity spazm orgazmu, jakby tym ugryzieniem zwielokrotniła intensywność odczuwania rozkoszy. W tym momencie Ada także zadrżała wstrząsana falami ekstazy. Ostatni doszedł Mark. Jeszcze dłuższą chwilę leżeliśmy wszyscy ciężko dysząc, by ponownie utworzyć kłębek leżących na boku ciał, wtulonych „na łyżeczkę”. Teraz, zaspokojeni zasnęliśmy bez problemu.

         Nie wiem, jak to się stało, ale kiedy się obudziłem, poczułem pod palcami lewej dłoni, owłosione kobiece łono. Przeczesałem je, lokalizując szczelinkę zakończoną dość dużą łechtaczką. Powoli docierało do mnie, że to nie Ada – ona się goli i ma mniejszy guziczek. Musiałem nieświadomie we śnie natrafić na inną myszkę. Teraz miałem dylemat – zabrać dłoń, czy jeszcze chwilę nacieszyć się ciepłem obcej kobiety. Zabrałem. Ale dopiero po jakimś czasie. Słabiutki mam charakterek. Jeszcze chwilę leżałem, przenosząc dłoń na pierś mojej Ady. Obudziłem ją tym.  

    – Sikuuuuu! – wyszeptała wstając.  

         Musiałem także się podnieść, bo przecież nie może sikać tu gdzie śpimy. Wstając, rzuciłem okiem na Mbu, która z szeroko otwartymi oczami, uśmiechnęła się do mnie. A więc wiedziała, że trzymałem ją za myszkę. Spiekłbym raka, ale wczoraj słońce zrobiło to za mnie. Miałem nie tylko gębę czerwoną, ale także większość ciała. Pomogłem Adzie zrobić wyjście z naszego zakątka i wraz z nią poszedłem się wysikać. Nigdy nie krępowało nas robienie tego razem, ale poczułem się trochę dziwnie, gdy dołączyła do nas Mbu. Przykucnęła i szerokim strumieniem opróżniła pęcherz. W odróżnieniu od Ady, która kucała ze złączonymi udami i szeroko rozstawionymi stopami, robiła to z rozszerzonymi nogami. Strumień moczu wylatywał łukiem do przodu. Nie mogłem oderwać wzroku – widok jej sikawki hipnotyzował mnie. Po chwili przyszedł jeszcze Mark, rozespany, z lekkim wzwodem i zaczął szczać na kolczasty płot. Pomyślałem sobie – sikanie ok, ale jak przyjdzie załatwić grubszą sprawę, to jednak wolałbym być wtedy sam.

         Rozejrzałem się – w zagrodzie nie było kóz, a wejście było otwarte. Nie było także dwóch wojowników, którzy wczoraj nas pilnowali.

    – Chyba możemy wyjść – zakomunikowałem.

         Mbu podnosząc się zatrzęsła pupą, strącając z warg ostatnie krople moczu. Ada zrobiła tak samo – nie było papieru, ani chusteczek, którymi można się podetrzeć.  
    – To chodźmy. Nie mamy tu nic do roboty – oświadczyła Mbu.
    – Prowadź! To twoja wioska – powiedział Mark.
    – Najpierw pójdziemy do Ukele.
    – To ten z kijem?
    – Tak. Jest naszym szamanem.
    Zaprowadziła nas do chaty szefa wioski, siedzącego w cieniu, pod jednym ze słupów podpierających dach.  
    – Co postanowiła rada? – zapytała Mbu.
    – Rada postanowiła pozostawić decyzję wam. Możecie zostać, jeśli przyjmiecie nasze zasady i obyczaje, albo opuścicie wioskę.
    – Ile mamy czasu na podjęcie decyzji?
    – Do południa.

    Odeszliśmy kilka kroków, choć nie sądziliśmy, by znał angielski.

    – To co? Może lepiej odejdźmy? – zapytała Ada.
    – Zapomniałaś, co robią z odchodzącymi? – odpowiedziałem pytaniem.
    – Ale my nie splamiliśmy honoru, może pozwolą nam zwyczajnie odejść – włączył się Mark.
    – Wam może tak, ale mnie na pewno będą chcieli ukarać, za sprowadzenie obcych i życie z białym – Mbu mówiła to z wyraźnym smutkiem w głosie. Nie spodziewała się takiego przyjęcia przez własne plemię.
    – To jaki mamy wybór? Żadnego! Nie pozwolimy cię skrzywdzić – zadeklarował Mark – Tak?

    Z tym pytaniem zwrócił się do nas. Musieliśmy trzymać się razem, bo perspektywa rożna nie bardzo mi odpowiadała.

    – Oczywiście! Zostaniemy – potwierdziłem.
    – Ada? – Mark chciał mieć także jej akceptację.
    – Tak – odpowiedziała z pewnym wahaniem.
    Wróciliśmy do przyglądającego się nam szamana.
    – Zostajemy – zadeklarowała Mbu – co mamy robić?
    – Wy dwie pójdziecie pilnować kóz, a ich zaprowadź do Bale – niech ich uczy.

         Bale był atletycznie umięśnionym mężczyzną, tak na oko – około dwudziestopięcioletnim i sprawiał wrażenie groźnego wojownika. Mbu przekazała mu polecenie szamana i oddaliła się z Adą w kierunku wskazywanym przez ślady stada kóz. Bale nie wykazał zachwytu, ale też nie zamierzał kwestionować polecenia Ukele. Postanowił jednak nas rozdzielić, więc przekazał obowiązek szkolenia Marka swojemu bratu Zindu. Ten zupełnie nie przypominał swojego brata – był wysoki, chudy, wręcz patykowaty, ale może wcale nie łączyły ich więzy krwi. We czterech poszliśmy poza wioskę, do gęstego lasu, gdzie na początek nasi nauczyciele pokazali nam jak wybrać odpowiednie drzewo do wykonania porządnej dzidy. Czas do wieczora spędziliśmy dłubiąc w drewnie swoje narzędzie do polowania i obrony.  

         Noc spędziliśmy z naszymi kobietami w zagrodzie dla kóz, bo jak się dowiedzieliśmy, dopiero po przejściu inicjacji będziemy mieli prawo do wybudowania własnej chaty. Następnego dnia, jeszcze zanim naostrzyliśmy dzidy, Bale i Zindu uczyli nas posługiwać się nimi. Dopiero, kiedy stwierdzili, że w miarę przyzwoicie potrafimy walczyć i celnie rzucać, pozwolili zaostrzyć końcówki. Podziwiałem sprawność, z jaką poruszali się po lesie, czy buszu, nie hałasując i bezszelestnie zbliżając się do niczego niespodziewającej się zwierzyny. Ja musiałem uważnie patrzeć pod stopy, bo nie były przyzwyczajone do chodzenia boso, a każdy nadepnięty kamień lub kolec, sprawiał ból i mógł stać się przyczyną zakażenia. Z czasem podeszwy stwardniały i problem zniknął.

         Podczas kolejnych dwóch tygodni nauczyliśmy się stawiać wnyki i poznaliśmy najbliższą okolicę. Zrobiliśmy także duże postępy w nauce języka – bardzo przydały się podstawy przekazane nam przez Mbu podczas podróży. Jednak próbując dowiedzieć się od Bale, na czym polega inicjacja, za każdym razem słyszałem tylko, że zobaczę, jak przyjdzie odpowiednia pora. Zależało mi, by stało się to jak najszybciej, bo spanie na gołej ziemi w zagrodzie z kozami nie tylko było niewygodne, ale i uwłaczające. Byliśmy traktowani jak zwierzęta.  

         Wreszcie nadszedł tak długo wyczekiwany dzień. Wszystko zaczęło się wieczorem. Zadudniły bębny, a do naszej zagrody przyszli dwaj wojownicy. Zabrali tylko mnie. Nie miałem czasu zastanawiać się dlaczego, bo zaprowadzili mnie do kręgu tańczących w transie mężczyzn z wioski. Trochę mnie rozbawił widok podskakujących, młodych i starych, trzymających dzidy i tarcze, gdyż przy każdym podrygu ich członki i jądra majtały się przekomicznie. Pewnie bawiło mnie to dlatego, że nie przywykłem do takich widoków. Ale musiałem zachować powagę, żeby ich nie urazić. Wprowadzono mnie w środek okręgu, a eskortujący wojownicy dołączyli do pozostałych tańczących. Bale podał mi moją dzidę i kazał naśladować ruchy innych. Tańczyliśmy tak ze dwie godziny, gdy w końcu do środka kręgu wszedł Ukele. Niósł ze sobą miseczkę z jakimś mazidłem, które wkrótce znalazło się na mojej głowie. Zatrzymał mnie ruchem ręki i krótkim ostrym nożem zaczął golić mi czaszkę na łyso. Miał w tym wielką wprawę, bo mimo słabego światła od ogniska, nie zaciął mnie ani razu. Później białą farbą ozdobił moje ciało, malując na nim przedziwne symetryczne znaki.

    – Inicjacja rozpoczęta! – oznajmił wreszcie gromkim głosem.
    Na to hasło, ucichły bębny, wojownicy się rozeszli – pozostali tylko Ukele i Bale.
    – Na nas już pora! – zarządził szaman.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.5

    Ruszyliśmy truchtem leśną ścieżką. Było całkiem ciemno, ale dla nich odnalezienie drogi nie stanowiło żadnego problemu. Znali tę okolicę od urodzenia i mogliby się poruszać z zamkniętymi oczami. Ja biegłem z tyłu, bardziej zdając się na słuch. Co chwilę byłem smagany niewidocznymi gałązkami, albo drapany ostrymi kolcami, iglastych krzewów. Na moich towarzyszach takie rzeczy nie robiły żadnego wrażenia – po prostu biegli – bardziej gruboskórni, albo przyzwyczajeni do ciągłego bólu. Ja też powoli się z nim oswajałem. Stopy mi stwardniały, nie reagując na dotkliwe ukłucia drobnych kamyków, czy na rozdeptywane gałązki.  

         O brzasku dotarliśmy do wąskiego wąwozu o wysokich, pionowych, skalistych ścianach. Całą szerokością jego dna płynął strumyk o wodzie niezwykle czystej, jak na afrykańskie standardy. Chłeptałem ją jak pies, spragniony po prawie całonocnym biegu, podobnie zresztą uczynili moi towarzysze. Zaspokoiwszy pragnienie, ruszyli w górę strumienia, brodząc po kolana w chłodnej wodzie. Szedłem za nimi, starając się nie skręcić kostki na nierównym, pełnym otoczaków dnie. Wąwóz wił się niczym ogromny wąż – w miejscach, gdzie wydawało się, że to koniec, że woda wypływa spod pionowej ściany, niespodziewanie skręcał w jedną, bądź drugą stronę. Przypomniał mi się spływ tratwą Dunajcem, tam jest kilka podobnych miejsc. Dopiero będąc na zakolu, przekonujesz się, że rzeka jednak płynie dalej.
         
         Szliśmy dnem strumienia około godziny, gdy w końcu moim oczom ukazał się malowniczy wodospad, zasilający wodą niewielkie bajorko. To z niego wypływał nasz strumień. Dookoła skały tworzyły zasłonę przed całym światem, dając przy tym kojący cień. Oprócz wspomnianego bajorka, znajdowała się tu niewielka łąka, z kilkoma drzewami i chatą oraz dość szeroki pas krzaków. Ukele poszedł do chaty i zajął się przygotowaniem mieszanki ziół z pęczków podwieszonych pod dachem. Bale w miejscu, gdzie pozostał ślad płonącego kiedyś ogniska, układał gałęzie zbierane wśród krzewów. Chciałem mu pomóc, ale kazał mi odejść. Postanowiłem wykorzystać wolny czas na ochłodzenie i umycie się po wielogodzinnym biegu. Wszedłem do bajorka. Woda sięgała mi do ud, więc usiadłem, aby zamoczyć się w całości. Była przyjemnie chłodna. Zanurzyłem głowę, przecierając ją dłońmi – dopiero to mi przypomniało, że nie mam na niej włosów.

    – Dlaczego ogoliłeś mi głowę? – zapytałem Ukele tuż po wynurzeniu.
    – We włosach mieszkają złe duchy – odpowiedział – a do zawarcia braterstwa musisz być całkowicie czysty.
    – A skąd wiesz, że nie mieszkają tutaj? – próbowałem zażartować, podnosząc w górę ramię i ukazując włosy pod pachą.
    – Mieszkają – odpowiedział z niezachwianą pewnością siebie i wrócił do mieszania ziółek.

         Nic już z tego nie rozumiałem, ale nie zamierzałem drażnić szamana. Doleciał mnie zapach dymu z ogniska. Bale rozpalił je bardzo sprawnie. Ukele zaczerpnął wody do garnka i ustawił go na trzech kamieniach nad płomieniami. Wyszedłem z bajorka i przyglądałem się, jak mamrocząc coś pod nosem, dokłada kolejne roztarte listki do mieszaniny ziół. Wolałem nie pytać, co to takiego, postanowiłem poczekać na dalsze etapy mojego wtajemniczenia. Ukele czekając na zagotowanie się wody, poszedł w krzaki, skąd wrócił niosąc dwie garście małych, czerwonych kulistych owoców. Były bardzo błyszczące, jakby pokryte tłuszczem. Wrzucił je do miseczki i rozgniótł zaokrąglonym tłuczkiem. Powstała breja podobna do rozgniecionego miąższu awokado, tylko czerwona. Woda zawrzała, więc wsypał w nią kilka szczypt mieszanki ziołowej. Pomyślałem – herbatka to dobry pomysł zwłaszcza, że nic nie jadłem od wczoraj i czułem wyraźne ssanie w żołądku. Zioła gotowały się kilka minut – później Ukele odstawił garnek na bok do wystygnięcia.

    – Pij! – rozkazał po pewnym czasie, zwracając się do mnie.

         Przechyliłem garnek, łykając powoli gorący napar. Pachniał ładnie, ale smakował nijako. Po kilku łykach oddałem naczynie szamanowi, a ten napiwszy się oddał je Bale. Tak przekazując je z rąk, do rąk opróżniliśmy całe. Siedzieliśmy w milczeniu, a ja zastanawiałem się, jakie mogą mieć działanie te zioła i co mnie jeszcze czeka? Ukele napełnił ponownie garnek czystą wodą ze strumienia i postawił nad ogniem. Zaczął mieszać kolejne zioła. Przyglądając się jego pracy, nagle poczułem skręt kiszek. Coś tam zabulgotało i musiałem mocniej ścisnąć poślady. Liczyłem, że to chwilowe i za moment mi przejdzie, ale kręcenie we wnętrznościach narastało. Zerwałem się na równe nogi i pomknąłem w krzaki. Przekonałem się, że nie tylko Red Bull dodaje skrzydeł. Gnałem niemal nie dotykając ziemi! Pod skalną ścianą zanim przykucnąłem,  w locie wypróżniłem się. Moimi kiszkami targnęło jeszcze kilka wstrząsów, po których byłem pusty jak wydmuszka. Wytarłem się z grubsza liśćmi i wyrwanymi kępkami traw, po czym podążyłem w kierunku strumienia. Po drodze natknąłem się na wypróżniającego się Bale, a kawałek dalej Ukele. Nie spodziewałem się takich „atrakcji”, więc szybko odwróciłem głowę, mijając ich. Teraz zrozumiałem działanie ziółek. I co miał na myśli szaman, mówiąc, że mam być całkowicie czysty!

         Wszedłem do strumienia, żeby umyć się dokładniej po tym nagłym zrzucie. Po chwili dołączył Bale, również myjąc się skrupulatnie, a po nim Ukele. Ten wchodząc do strumienia, zostawił na brzegu swój ostry nóż. Gdy już się umył, podszedł do mnie z tym nożem i kazał podnieść ręce. Kurwa! Sam się o to prosiłem! No i się doigrałem! Ogolił mi włosy pod pachami, ale na tym nie poprzestał. Ostrze noża z doskonałą wprawą pozbawiało mnie owłosienia na klacie, brzuchu, przedramionach. Po chwili poczułem drugie – skrobiące moje plecy, pośladki, uda i łydki. Nie śmiałem protestować – widocznie musiałem przez to przejść. Nie odezwałem się nawet wtedy, gdy szaman zaczął golić moje miejsca intymne. Bez żadnego skrępowania uklęknął, lewą dłonią złapał moje jądra, naciągając skórę, powoli i dokładnie pozbawiał mnie owłosienia. Coś, co w naszej kulturze jest nie do pomyślenia, tutaj wyglądało na całkiem naturalne, pozbawione podtekstów erotycznych – golił jajka obcego faceta z taką samą obojętnością, jakby pozbawiał zarostu własną twarz. Również chwytanie mojego penisa nie stanowiło dla niego problemu – w sumie będąc szamanem, z pewnością wcześniej robił to wielokrotnie. Problem za to miałem ja! Zrobiło mi się strasznie głupio, bo pod wpływem dotyku zaczynałem twardnieć i choć nie robiło to żadnego wrażenia na Ukele, ja czułem się beznadziejnie. W dodatku Bale rozszerzył mi pośladki i ostrzem zaczynał golić włosy tam, gdzie nigdy bym się nie spodziewał, że komuś mogą przeszkadzać. Ale pomyślałem, że skoro obaj golą mnie tak zgodnie, to nie robią tego po raz pierwszy, zatem taka musi być tradycja. Zresztą, jeśli chodzi o złe duchy, to jak mogą gdzieś mieszkać, to tylko tam.

    – A w waszych włosach nie ma złych duchów? – zapytałem głupkowato.
    – Usunęliśmy je przy naszej inicjacji – odpowiedział szaman.

         Nie byłem do końca pewien, czy duchy, czy włosy, ale jak mówi, że usunęli, to pewnie jedno i drugie. Ukele odszedł, by zdjąć z ognia garnek z drugim naparem, a Bale dokończył swoją robotę, wygalając mnie do cna i mocnym klapsem w tyłek oznajmiając fajrant. Byłem gładki jak noworodek. Wyszedłem z wody i zbliżyłem się do ogniska. Ukele siedział po turecku, mieszając zawartość garnka. Dolatywał z niego zupełnie inny zapach niż poprzednio użytych ziół. Wraz z Bale usiedliśmy naprzeciw szamana. Słońce było już dość wysoko, powoli zaglądając do tej otoczonej skałami dolinki. Podobnie jak z poprzednim wywarem, piliśmy po kilka łyków, przekazując sobie gorące naczynie. Po opróżnieniu go Ukele wstał i zaczął tańczyć, nadając rytm mocniejszym uderzeniem prawej stopy. Dołączyliśmy.
     
         Trudno określić, jak długo to trwało, bo z upływem czasu świat zaczął mi się wydawać nierealnym, wpadałem w jakiś trans, powodujący uczucie oderwania od rzeczywistości. Tańczący obok mnie zaczęli wyglądać bardzo atrakcyjnie, wręcz obudził się we mnie pociąg seksualny. Nigdy nie patrzyłem tak na facetów, a teraz ich nogi wydały mi się bardzo zgrabne, tyłki seksowne, szerokie bary i silne ramiona bardzo męskie, samczo, pierwotnie pociągające. Mój penis stał w pełnej gotowości, a jądra podeszły wyżej w obciągniętym woreczku. Zamglonym wzrokiem spojrzałem na szamana – tam gdzie pod odstającym brzuchem wcześniej majtał się miękki, długi penis z główką ukrytą pod napletkiem, teraz stała twarda pałka, wygięta łukowato ku górze, z odsłoniętą czarną końcówką, otoczoną jaśniejszym paskiem skóry. Tańczący obok Bale także był w pełnym wzwodzie, a jego oręż był naprawdę imponujący, nawet jak na standardy całego plemienia. Niczym przez mgłę docierało do mnie, że te erekcje to skutek działania drugiego napoju, ale byłem w takim transie i oszołomieniu, że nie mogłem się na tej myśli skoncentrować. Zaczynała mnie opanowywać dzika żądza.
    Nagle na znak szamana, Bale stanął naprzeciw mnie i położył mi ręce na ramionach, zatrzymując transowy taniec.

    – Czy chcesz zostać wojownikiem? – zapytał dziwnym głosem szaman.
    – Chcę – domyśliłem się, że takiej odpowiedzi wymaga rytuał.
    – Czy będziesz naszym bratem?  
    – Będę.
    – Czy wiesz, jakich to wymaga poświęceń?  
    – Wiem – odpowiedziałem, choć nie miałem bladego pojęcia.
    – Czy będziesz dbał o nasze kobiety i dzieci?
    – Będę.
    – Czy pozwolisz zadbać o swoją kobietę?
    – Pozwolę – chyba tylko transem mogę wytłumaczyć udzielenie tej zgody.
    – Czy boisz się ukłucia dzidy?
    – Nie boję.
    – To dobrze! Wojownik nie może się bać dzidy! Bądź gotów!

         Kurwa, na co?! Nie miałem pojęcia, ale byłem na tyle oszołomiony, że nie przejmowałem się. Szaman poszedł do chaty, po miskę z czerwoną mazią. Zaczerpnął i rozprowadził ją po swoim penisie. Błyszczał czerwienią, podobnie jak jego palce. Ukele stanął za mną i poczułem jego palce podążające po moim rowku. Gdy dotarły do odbytu, jeden wśliznął się do środka, zanim zdążyłem zacisnąć poślady. Bale uspokajająco przytrzymywał moje ramiona, delikatnie zmuszając mnie do pochylenia się. Poczułem w sobie kolejnego palca. Już było mi wszystko jedno! Skoro to ich zwyczaj, poddam mu się bez szemrania. W końcu kurwa, wojownik nie może się bać ukłucia dzidy!  

         Ukłucie przyjąłem z godnością. Pomimo wrażenia, że mój zwieracz jest rozrywany, zachowałem twarz, powtarzając sobie w myślach: wojownik nie boi się ukłucia dzidy!, wojownik nie boi się ukłucia dzidy!, wojownik nie boi się ukłucia dzidy! Ukele chwycił moje biodra w dłonie i zaczął wbijać się raz za razem. Na początku powoli, później jego ruchy przyspieszyły. Oszołomiony ziołami, zacząłem odczuwać przyjemność! I to nie tylko z okolic zwieracza, który nagle stał się jej źródłem, ale także gdzieś z głębi odbytu. To było przedziwne uczucie, jakby szamańskie sztuczki odkryły we mnie nieznane dotąd pokłady rozkoszy. Wprawdzie będąc nastolatkiem kierowałem ostre strugi prysznica w okolice odbytu, lecz była to zaledwie mała, delikatna przyjemność. Teraz drażniony czarnym, długim penisem, czułem coś zupełnie nieporównywalnego! Byłem megapodniecony!

          Podniosłem wzrok i ujrzałem przed sobą ogromną pałę Bale. Wypity wywar sprawił, że wydała mi się przepiękna – wielka, czarna, gruba i twarda, ucieleśnienie potęgi męskości. Ogromne, sękate żyły dodawały mu charakteru, tworząc wrażenie potężnego konara. Nie do końca rozumiałem swoją fascynację obcym penisem. Może zazdrościłem jego wielkości? Na pewno chciałem go dotknąć, poczuć pulsowanie krwi wypełniającej to monstrum. Jednak kolejna myśl ostudziła trochę moje zapędy. Cholera! Jak on też będzie chciał mnie wyruchać, to rozerwie mi dupę na strzępy – pomyślałem. Wtedy nagle mnie olśniło! W mojej głowie zaświtał sposób, by zaspokoić tego potężnego wojownika, a zarazem zachować zdolność zaciskania zwieracza.  

         Złapałem za pośladki Bale i przyciągnąłem jego penisa do swoich ust. Najpierw go polizałem i gdy upewniłem się, że dam radę, wsunąłem wielką głowę do środka. Robiłem to pierwszy raz, ale niejednokrotnie przyglądałem się pracy ust Ady, gdy pieściła mojego penisa. Bale wydawał się zaskoczony – w pierwszej chwili chciał cofnąć się, ale gdy poczuł, że to jest przyjemne, wrócił wciskając penisa tak głęboko, jak tylko się dało. Zaskoczył mnie podwójnie – jednak bardziej tym, że nie znał takiego rodzaju seksu. Był młody i napalony, więc po kilkunastu pchnięciach w moje usta, wystrzelił zalewając mi gardło i praktycznie całą twarz, bo po wyjęciu jeszcze kilkakrotnie wylatywały z niego gęste strugi białej spermy. Jej smak nie zaskoczył mnie, bo kiedyś, jak chyba każdy chłopak, próbowałem swojego nektaru. Ten był bardzo zbliżony. Widok tego, co zrobiłem tak bardzo podniecił Ukele, że poczułem wyraźnie jak we mnie twardnieje. Przyspieszył ruchy, rżnąc tak mocno, jak tylko potrafił. O kurwa! Teraz ja nie wytrzymałem! Jego penis stymulował takie miejsce wewnątrz mnie, że zacząłem strzelać spermą, szczytując zupełnie jak kobieta! Orgazm był niesamowity! Byłem zdumiony i zszokowany! Nigdy bym się nie spodziewał, że tak można! Po kilku chwilach szaleńczego rżnięcia, poczułem wewnątrz siebie pulsowanie i uderzenia spermy. Ukele spuścił się, opróżniając całą zawartość swoich jąder. Jego długi penis nagle zmiękł i wysunął się. W ślad za nim wyciekło nasienie, spływając po ogolonych jądrach i kapiąc na ziemię.  

         Poszliśmy do strumienia, zmyć z siebie ślady seksu. Byłem jednak od Ukele dużo młodszy. Jeden orgazm nie zaspokajał mojego pożądania, tym bardziej wspomaganego sporządzonym przez szamana wywarem. Wzięliśmy kilka kolejnych łyków, by zwilżyć zaschnięte gardła. Mój penis nadal stał na baczność, twardy i gotowy.

    – Czy to już? Jesteśmy braćmi? – zapytałem Ukele.
    – Nie. Jeszcze nie. Ty też musisz wbić swoją dzidę we mnie – odparł ze spokojem.

         Nie zamierzałem tego odkładać na później. Byłem napalony teraz. Posmarowałem penisa czerwoną mazią i podszedłem do Ukele. Chciałem widzieć, jak reaguje na penetrację, dlatego poprosiłem, żeby się położył na plecach na łące. Założyłem jego łydki na swoje ramiona i pomagając sobie dłonią, wycelowałem w zwieracz. Naparłem, pokonując lekki opór i zagłębiając się do samego końca. Twarz Ukele na początku wykrzywił lekki grymas, ale już po chwili wrócił na nią zwykły spokój.  
    Pierwszy raz byłem w czyimś tyłku – Ada nie zgadzała się na taki rodzaj seksu, a ja też specjalnie nie nalegałem. Chciałem tylko spróbować, jakie to uczucie – czy rzeczywiście jest ciaśniej? Lecz nie dała się namówić uważając, że to nieczyste i  gejowskie. Właściwie wtedy przyznałem jej rację. Lecz teraz czułem, że wiele straciłem. Seks analny był dla mnie odczuwalny podobnie jak waginalny. Wrażenie mocniejszego ucisku wokół penisa, było tylko przejściowe, już po chwili czułem się podobnie jak w kobiecej pochwie.  

         Zacząłem ruchać Ukele, wbijając się w niego, aż po same jajka, które uderzając o pośladki, wydawały podobne klaszczące dźwięki, jak podczas seksu z kobietą. Spojrzałem na jego penisa, dawał kolejne oznaki życia – wyraźnie się powiększył i zaczynał twardnieć. To dziwne, ale poczułem się dumny tak, jakbym zaspokajał kobietę, z tą tylko różnicą, że w przypadku kobiet nigdy nie wiesz, czy nie udają, natomiast tu oszustwo nie wchodziło w rachubę. Twardy dowód podrygiwał przy każdym moim pchnięciu. Ująłem go w dłoń i zacząłem walić. Po kilku chwilach czarny penis zapulsował wystrzeliwując porcje białej spermy, wprost na brzuch i twarz Ukele. Doszedłem chwilę później, wyjąc z rozkoszy i zalewając strumieniem spermy szamańską, czarną czeluść. Tak, teraz byłem zaspokojony!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.6

    Umyliśmy się w strumieniu kolejny raz. Później wyczerpani nocnym biegiem, tańcami i brataniem, zasnęliśmy w cieniu chaty. Gdy się obudziłem, był już wieczór. Zachodzące słońce dawało jeszcze trochę światła, ale nas zacieniały skały otaczające dolinkę. Ukele siedział obok mnie. Wskazał miejsce na lewym przedramieniu, z blizną w kształcie klepsydry pozbawionej dna.

    – To jest moje imię – powiedział – wytnę takie samo na twojej skórze, aby wszyscy wiedzieli, że jesteśmy braćmi.
    – Bale też ma twoje imię? – zapytałem jeszcze lekko zaspany.
    – Popatrz – Bale wyciągnął do mnie lewą rękę. Pośród kilku innych, widniał tam także znak Ukele.
    – A twój jak wygląda? – zaciekawiłem się.
    – Tak – powiedział śmiejąc się i podnosząc ręką zwisającego grubego penisa. Ukele też się uśmiechnął.
    – To już widziałem. Pytam o twój znak – powiedziałem z zażenowaniem.
    – Zostań moim bratem, to ci go wskażę – odpowiedział.
    – Czy wolno mi odmówić? – zapytałem szamana.
    – Tak, ale to bardzo duża przykrość dla osoby, która oferuje ci braterstwo. Właściwie tego się nie odmawia – odparł Ukele.
    – Wobec tego, to będzie dla mnie wielki zaszczyt, jeśli zgodzisz się zostać moim bratem – zwróciłem się do Bale.
    – Najpierw dokończmy inicjację – zarządził szaman.  

         Trzema wprawnymi ruchami ostrego noża, wykonał cięcia na skórze mojego lewego przedramienia, tworząc identyczny znak jak u siebie. Nie zważałem na lekki ból – cieszyłem się i byłem dumny, że zostałem przyjęty do grona wojowników. Nie bez znaczenia był także fakt, że stałem się bratem szamana, najwyżej postawionej osoby w hierarchii plemiennej. Bale oddalił się w kierunku ogniska, gdzie nastawił do gotowania kolejną porcję wody, a Ukele kazał mi iść za sobą do chaty. Tam pokazał, których ziół trzeba użyć do stworzenia obu wywarów i w jakich proporcjach. Później zaprowadził mnie w krzaki, wskazując krzewy z czerwonymi owocami, służącymi do wytworzenia smarowidła.

    – To jest wiedza, którą posiada każdy przechodzący inicjację. Gdy mnie tu nie będzie, a będziesz chciał zawrzeć z kimś braterstwo, musisz sobie poradzić sam.  
    – Poradzę sobie. A czy te krzewy rosną gdzieś jeszcze, czy tylko w tej dolince? – spytałem.
    – Są dość pospolite. Wojownicy korzystają z nich w czasie polowań i na wyprawach wojennych. To święte rośliny, pozwalające używać dzid wtedy, gdy nie ma w pobliżu naszych kobiet. Wojownik wbijając dzidę, okazuje swoje męstwo, a pozwalając bratu wbić ją w siebie, wyświadcza wielką przysługę. To nasza tradycja i honor.
    – W naszym społeczeństwie, takie zachowanie jest piętnowane, jako niemęskie – stwierdziłem.
    – To bardzo głupie. Braterstwo tworzy silne więzi pomiędzy wojownikami, ale także ich kobietami. Zapewnia im bezpieczeństwo i opiekę nie jednego, lecz kilku mężczyzn.

    – Jeśli tutaj się sprawdza, to w porządku. Dostosuję się – zadeklarowałem, choć tak naprawdę byłem pełen obaw o reakcję Ady. Czy będzie w stanie przyjąć panujące tu zwyczaje? I czy ja będę mógł się pogodzić z tym, że pod moją nieobecność, zajmują się nią czarni wojownicy? Ukele , Bale albo kolejni, z którymi się zbratam? Jak to wpłynie na nasze relacje, na nasz związek? Czy to jeszcze będzie związek, jeśli ona zaśnie u boku innego, a ja z jedną z kobiet moich nowych braci? To morze wątpliwości uświadomiło mi, że oszałamiające działanie wywaru zakończyło się. Przedtem nie miałem żadnych skrupułów – chciałem tylko bzykać i podobało mi się wszystko, co się rusza i ma dziurkę pasującą do mojego penisa.

         Wróciliśmy w pobliże ogniska i szaman wsypał do wrzątku kolejną garść ziół. Patrzyłem trochę z przerażeniem na grubego penisa Bale. Nawet zwisając robił ogromne wrażenie, a wspomnienie jego rozmiarów w pełnej erekcji i świadomość, że będę go musiał w sobie zmieścić, przypomniała mi nieszczęśliwy koniec Azji Tuhajbejowicza. Choć z drugiej strony, jeśli Ukele doprowadził mnie do orgazmu swoim długim, choć normalnej grubości penisem, to może i z Bale nie będzie tak źle? Może ten strach jest zupełnie niepotrzebny? Przecież jeszcze kilka godzin temu, nawet przez myśl by mi nie przeszło, że będę brany przez mężczyznę. I nagle to co niewyobrażalne, stało się faktem i co by nie mówić, sprawiło mi przyjemność. Może wystarczy pozbyć się obaw i przyjąć z pokorą wszystko, co daje nam los? Postanowiłem tak do tego podejść, potraktować kopulację z Bale jako zadanie, które po prostu trzeba wykonać. Jednak, aby mieć nad wszystkim kontrolę, zamierzałem być górą. A właściwie być na górze. Wypiliśmy porcję wywaru.  

    – Czy znów będziemy tańczyć? – zapytałem.
    – Nie. Tańce są tradycją tylko podczas inicjacji. Teraz zostałeś przyjęty do grona wojowników, więc możesz przystąpić do bratania się bez żadnych rytuałów. Do tego jest potrzebna tylko twoja chęć i zgoda tego, z którym zawierasz braterstwo.
    – Aha.
    – Teraz ja cię o coś spytam. Kiedy wbijałem w ciebie swoją dzidę, zobaczyłem jak zjadasz dzidę Bale. I jemu to sprawia wielką przyjemność. A mówiłeś, że u was dwaj mężczyźni nie robią sobie nawzajem przyjemności. To dlaczego tak zrobiłeś? I skąd wiedziałeś, że to będzie miłe?  
    – Tak robią niektóre z naszych kobiet. Moja mi tak czasem robi – odpowiedziałem, a na wspomnienie jej wprawnych ust, penis mi drgnął.
    – Chcę spróbować. Mogę? – zapytał Bale, wskazując na niego.
    – Ja też chcę wiedzieć, jak to jest. Spróbuj mojego! – rozkazał Ukele, kładąc się na trawie.

         Bale uniósł się i podszedł do niego na czworaka. Prawą dłonią przytrzymał miękkiego penisa Ukele i z pewną dozą nieśmiałości polizał wysuniętą z napletka główkę. Gdy przekonał się, że to nic strasznego, wessał go do ust i zaczął poruszać głową w górę i w dół. Wywar zaczynał działać, bo wypięty tyłek Bale, ozdobiony workiem wypełnionym wielkimi jądrami, wydał mi się tak nieodparcie kuszący, tak nieziemsko podniecający, że szybko posmarowałem czerwoną mazią swoją dzidę i wsunąłem dwa nawilżone palce w spoglądające na mnie zachęcająco czarne oko – obietnicę rychłej rozkoszy. Bale tylko mruknął z aprobatą, kiedy przypadkiem natrafiłem na twardsze miejsce w jego wnętrzu. Wiedziony ciekawością gładziłem opuszkami ten punkt, próbując poznać jego kształt. Oddech Bale stawał się coraz bardziej nierówny, płytki i urywany. Nie do końca byłem pewien, czy tak podnieca go ssanie szamańskiej dzidy, czy moja pieszczota, lecz w tamtej chwili nie miało to większego znaczenia. Wszyscy trzej sapaliśmy ogarnięci dziką żądzą. Wyjąłem palce z otworu, doskonale już przygotowanego na przyjęcie penisa, po czym wprowadziłem go powoli i delikatnie aż do samej nasady.

         O ile pieprząc Ukele, zrobiłem to spontanicznie, szybko, nie delektując się zbytnio nowo poznanymi doznaniami, teraz zamierzałem się nimi cieszyć jak najdłużej. Powolnymi ruchami wchodziłem i wychodziłem z gorącego wnętrza afrykańskiego wojownika, testując różne kierunki napierania, obserwując reakcje Bale na zmiany tempa i głębokości penetracji. Wyjmując penisa na zewnątrz i obserwując rozwartą dziurę. Także w celach poznawczych zająłem się jego jajkami, pieszcząc je, ale jednocześnie podniecając się ich wielkością. Jednak po pewnym czasie byłem już na takim poziomie ekscytacji, że złapałem umięśnione biodra mojego przyszłego brata i zacząłem go ruchać jak dziki zwierz, szybciej i głębiej, mocniej i ostrzej. Nie widziałem jego penisa, lecz dokładnie wiedziałem, kiedy zaczął wylewać z siebie strumienie gorącej spermy. Jego jądra spięły się wtedy w mojej dłoni i poczułem drgania pulsującego olbrzyma. Wkrótce i ja, rycząc trysnąłem w gorącą, czarną, męską cipkę. No nieźle! Już nie byłem pewien, czy to działanie wywaru, czy po prostu polubiłem to i przestałem zauważać różnicę. Seks to seks! Najważniejsze, żeby robić to z kimś i żeby obie strony były zadowolone!

         Padłem na trawę i przyglądałem się jak Bale kończy obrabiać pałkę szamana. Po kilku chwilach, Ukele wyrzucił biodra w górę, jęknął i trysnął nasieniem wprost w jego usta. Sperma wypłynęła kącikami warg i pociekła po brodzie. Obaj się uśmiechali – to znak, że przypadła im do gustu nowa zabawa. Biedacy nie wiedzieli co ich czeka w domu! Ile będą musieli się natrudzić, żeby przekonać do takich zabaw swoje kobiety. A że będą chcieli, byłem pewien. Moja na szczęście nie miała oporów przed seksem oralnym. Jak się zresztą dzisiaj przekonałem – ja także.

         Chciałem mieć już za sobą, to co nieuniknione. Wpółmiękki penis Bale leżał na jego brzuchu, lśniąc na końcówce perlistą bielą spermy. Zbliżyłem się, całując najpierw jądra, wciągając do ust czarną skórę worka mosznowego, a później obejmując nimi grubego, mięsistego fiuta. Przesuwałem wargami w kierunku główki, by w końcu pochłonąć ją wraz z kilkoma kroplami mlecznego nektaru. Nie, absolutnie mi nie przeszkadzał, nawet podniecało mnie zlizywanie go z gładziutkiej skóry najwrażliwszego miejsca mężczyzny. Wysysałem resztki z otworu wieńczącego penisa, delektując się smakiem i ciesząc się z efektów swojej pracy. To monstrum puchło mi w ustach, twardniejąc przy tym i unosząc się ponad umięśniony brzuch.  

         Zajęty utwardzaniem wojowniczej dzidy, poczułem nagle palce, wciskające się w moją dziurkę. Rozpychały ją najpierw dwa, a następnie trzy. To Ukele przygotowywał mnie na przyjęcie monstrualnego prącia Bale. Zrozumiałem to, gdy dołożył czwarty palec i pracował wszystkimi, doprowadzając do całkowitego rozluźnienia. Po kilku chwilach uznałem, że to już odpowiedni moment, aby się zmierzyć ze swoim przeznaczeniem. Nie powiem, byłem bardzo podniecony, czując jak penis Bale rośnie w moich ustach, już chciałem mieć go  w sobie – głęboko i mocno. Zsunąłem się z palców Ukele i zawisłem tyłkiem nad grubą dzidą. Naprowadziłem ją na rozluźniony otwór i zacząłem powoli opadać. Byłem odpowiednio nawilżony, ale sam moment penetracji odczułem boleśnie. Odczekałem dłuższą chwilę, by przyzwyczaić się do rozpierającego mnie olbrzyma. Bale zajął się moimi genitaliami, bawiąc się jądrami i będącym już w pełnej erekcji penisem.  

         Ruszyłem powoli, jak żółw ociężale, wznosząc się i opadając na niezwykłej pale. Znów poczułem rozkosz płynącą gdzieś ze środka, z tego miejsca, które aktywował rankiem Ukele. Przyspieszyłem ruchy bioder, nie ograniczając się tylko do podnoszenia i opadania. Kołysałem nimi na boki, albo do przodu i do tyłu, lub kręcąc kółka tak, jak często robiła Ada. Była doskonałą nauczycielką, zarówno miłości francuskiej, jak i tradycyjnej. Teraz korzystałem z jej nauk, chcąc dogodzić nowemu bratu. Ten obejmował najpierw moje biodra, próbując wskazywać tempo, ale potem jego dłonie, chyba odruchowo powędrowały wyżej, w poszukiwaniu piersi. Nie miałem takowych, ale zadowolił się sutkami, ściskając je i miętoląc pomiędzy kciukiem, a palcem wskazującym. Co dziwne, zaczynałem odczuwać przyjemność i podniecenie płynące z takiej pieszczoty. W połączeniu z bolcem dostarczającym rozkoszy w moim wnętrzu, poskutkowało to błyskawicznym orgazmem. Zawyłem szczytując, po czym zachlapałem spermą klatę i twarz Bale.

         Opadłem na niego i przez chwilę przytulony leżałem tak, łapiąc oddech. Objął mnie ramionami, gładząc po plecach, pośladkach, pozwalając ochłonąć po ekstazie, lecz po chwili uruchomił pracę bioder, pieprząc mnie w takiej pozycji. Wiedziałem z doświadczeń z Adą, że to dosyć męczące, więc podniosłem się, ustawiając w pozycję „na pieska”. Bale uklęknął za mną i wprowadził dzidę w rozpalony otwór. Ruchał mnie rytmicznie i bez pośpiechu, doskonale wiedział, że to co ma nadejść, jest nieuniknione, więc nie ma się co spieszyć. Jęczałem pobudzany wewnętrznie jego pchnięciami, ale tylko do czasu, gdy Ukele zatkał mi usta twardym przyrodzeniem. Szaman podniecony widokiem naszego dymania, skorzystał z okazji i przyłączył się do zabawy. I tak wzięli mnie na dwa baty. Lecz nie narzekałem. To była prawdziwa przyjemność. I duma, gdy najpierw Bale, a później Ukele szczytowali za moją przyczyną. Połknąłem wszystko, co szaman we mnie wtrysnął, zyskując tym jego wdzięczność i uznanie. Po wszystkim, otrzymałem kolejne nacięcia na przedramieniu. Teraz miałem już dwóch braci.

         Wyczerpani, ale zaspokojeni umyliśmy się w strumieniu i poszliśmy spać. O świcie szaman obudził nas i zarządził powrót. Nawet nie pozwolił się odlać, dopiero kiedy opuściliśmy dolinkę, dał chwilę na opróżnienie zbiorników. Później biegliśmy niemal bez przerwy, żywiąc się jakimiś owocami zrywanymi po drodze, by przed południem dotrzeć do wioski. Tu szaman kazał Bale przyjąć mnie pod swój dach, do czasu wybudowania chatki dla mnie i mojej kobiety. Teraz byłem pełnoprawnym członkiem plemienia, więc nie wypadało, żebym sypiał na gołej ziemi w zagrodzie dla kóz. W pozbawionym ścian domu Bale, była przynajmniej drewniana podłoga z legowiskiem składającym się z przykrytych materiałem wielkich, suchych liści. To niesamowity komfort, po nocach spędzonych na gołej ziemi.  

         Kobieta Bale była młodziutka, z pewnością nie miała jeszcze osiemnastu lat. Długie, czarne włosy, powiązane w drobne warkoczyki układające się od czoła w kierunku pleców, pokrywały tylko wierzch i tył głowy. Boki były wygolone na gładko. Dziewczyna była w szóstym, może siódmym miesiącu ciąży – pękaty brzuszek bardzo wydatnie odstawał od szczupłej sylwetki. Krzątała się przy ogniu, gotując posiłek popołudniowy i moją obecność w ich domu przyjęła jak coś zupełnie normalnego. Wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do swobody, z jaką poruszały się tutejsze kobiety. Tak jak sikająca z rozszerzonymi udami Mbu, Sami również nie ukrywała swojej kobiecości. Kucała przy ognisku, w naturalny dla niej sposób wystawiając na widok publiczny, ozdobioną czarnym gąszczem szparkę. Piersi powiększone na skutek ciąży, opadały na wypukły brzuszek, otulając go lekko z dwóch stron. Duże sutki w równie dużych obwódkach sterczały, przygotowane do ssania.  

         Na kimś wychowanym tu od dzieciństwa, pewnie takie widoki nie robiły żadnego wrażenia, ale moja kuśka zareagowała ewidentnym nabrzmieniem. Byłem nagi, jak wszyscy dookoła, więc nie dało się ukryć zewnętrznych oznak pożądania. Jednak zarówno Bale jak i Sami byli przyzwyczajeni do takich erekcji. Większość młodzieńców z wioski przechodząc okres dojrzewania miewała je z byle powodu, więc penis w erekcji był czymś jak najbardziej zwyczajnym. Tutaj tylko kolor skóry wzbudził zainteresowanie Sami. Przyglądała się moim genitaliom dłuższą chwilę.

    – Widzę, że podoba ci się moja kobieta – stwierdził Bale.
    – To prawda. Jest śliczna – westchnąłem z zachwytem.
    – Będziesz musiał o nią zadbać, gdy mnie nie będzie – oznajmił – a ja zadbam o twoją, kiedy będzie sama.
    – Wiem. Znam już wasze zwyczaje – potwierdziłem.
    – Idź, poszukaj jej i wbij w nią swoją dzidę, bo potrzebuje tego – zaśmiał się, wskazując na twardego członka.

         Jeszcze się trochę wstydziłem paradować po wiosce z twardą dzidą, ale nie mogłem przecież okazać braku męstwa. Poszedłem. Ślady kóz doprowadziły mnie do pasącego się stada i pilnujących go Ady i Mbu. Obie chichotały, kiedy zobaczyły mnie zbliżającego się z kiwającym się na boki, ale twardym penisem.

    – Stęskniłeś się za mną? – zapytała Ada z miną niewiniątka.  
    – Po czym poznałaś?  
    – Po strzałce, która wskazuje ci drogę – brechtała się w żywe oczy.
    – A może ta strzałka wskazuje na Mbu? – rzuciłem zaczepnie. Rzeczywiście, mój penis jak zawsze, delikatnie odchylał się w lewo.
    – Chciałbyś! Możesz sobie pomarzyć!
    – Mogę – odpowiedziałem, wzbudzając uśmiech zadowolenia na buzi Mbu.

         Złapałem Adę za rękę i odciągnąłem w pobliskie krzewy. Nie zasłaniały nas przed wzrokiem Mbu, ale dawały choć lekkie poczucie intymności. Całowałem ją porywczo, spragniony kobiecej delikatności, ugniatając przy tym cudowne piersi. Byłem napalony jak sztubak. Ada szybko zwilgotniała, podniecona moim pożądaniem. Wprowadziła sterczącego penisa, w wilgotną, gorącą cipkę i uwiesiła się na mojej szyji, otaczając biodra nogami. Podskakiwała, wisząc nadziana na ruszt, nie przestając mnie całować. Oboje byliśmy napaleni, żądni szybkiego spełnienia. Grzmociłem ją najszybciej jak potrafię, podtrzymując oburącz jej wysportowaną dupeczkę. Spocona wyślizgiwała mi się z rąk, więc od czasu do czasu musiałem korygować uchwyt, podrzucając drobne ciałko wyżej. Wreszcie doszła, wgryzając mi się w ramię, a ja tuż po niej, rycząc jak lew. Uspokajaliśmy oddechy, stojąc wtuleni w siebie.

         Spojrzałem przez rzadkie gałęzie krzewów w kierunku siedzącej na głazie Mbu. Miała przymknięte oczy, rozchylone usta i prawą dłonią niecierpliwie pieściła miejsce, gdzie zbiegają się rozszerzone na oścież uda. Widziałem czarne paluszki znikające w różowej cipce, miętoszące łechtaczkę, błyszczące od pokrywającego je śluzu. Drugą dłonią pieściła piersi, na przemian, raz prawą, raz lewą, a czasem próbując zmieścić w niej obie. Moich uszu dobiegły ciche pojękiwania. Czyżby wyobrażała sobie, że robi to ze mną? Znów dyszałem z podniecenia.  

    – Pomogę jej – wyjęczałem Adzie do ucha.
    – Nie ma mowy! – zaprotestowała, kucając i biorąc do ust ponownie twardniejącego penisa. Lizała go tak jak lubię, od nasady w górę, wciągała do ust jądro, po czym wypuszczała je na wolność, pochłaniała główkę, ssąc i wciągając głęboko do gardła. Była mistrzynią pieszczot oralnych! Objęła jajka lewą dłonią, a prawą i ustami zajęła się penisem. Nie wiedziałem już, na czym się skoncentrować – na dochodzącej Mbu, czy na obciągającej mi Adzie. Oba widoki były megapodniecające, jednak Adę widywałem w takich akcjach często, dlatego wybrałem Mbu.  

         Jej wielkie piersi stwardniały, czarne jak smoła sutki sterczały, a z cipki wyciekała błyszcząca strużka soków, nabłyszczając drugą dziurkę i cały rowek. Rozchylone różowe wargi aż prosiły o wypełnienie ich twardą męskością. Wyobraziłem sobie, że rozpieram je wprowadzając swój sprzęt w gorącą wilgotność, docieram głowicą do twardej szyjki macicy i okrężnymi ruchami stymuluję ją, a potem wysuwam się i wsuwam, miarowo, powoli i dokładnie penetrując nieznane zakamarki czarnej przyjaciółki. Bawię się przy tym naprężonymi piersiami, zasysam czarne sutki i całuję wydatne wargi. Tonę w cudownych oczach i wreszcie nie wytrzymuję, zaczynając rżnąć ją jak królik, jak niewyżyty zwierz, z regularnością tłoka silnika spalinowego.  

         Poczułem palce Ady obejmujące mój tyłek – znakomicie wyczuwała, kiedy zbliżam się do finału. Lubiła czuć jak podczas ejakulacji spinam pośladki, napinając wszystkie mięśnie i tryskam gorącą spermą wprost w jej podniebienie lub w cipkę. Zrobiłem to równo z orgazmem Mbu, która jęknęła głośno i zesztywniała w ekstazie. Czarne, spocone uda drżały jeszcze dłuższą chwilę, podczas której zalewałem usta Ady życiodajnym mleczkiem. Nigdy nie miała problemu z połykaniem, więc i tym razem poszło gładko. Jeszcze chwilę wysysała ze mnie ostatnie krople, by pocałunkiem w sam czubek zakończyć robótki. Uśmiechnęła się przy tym szeroko, zadowolona z przyjemności, jaką mi sprawiła.  
    Już dawno zauważyłem, że w seksie więcej przyjemności sprawia dawanie komuś rozkoszy, niż osiąganie jej. Dlatego zawsze chętnie lizałem cipkę Ady, wiele razy pod rząd doprowadzając ją do szczytowania, zanim w końcu sam w nią wszedłem, by zaspokoić żądze. Dawanie jest przyjemniejsze niż branie. Miejcie to na uwadze  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.7

    Kiedy wyszliśmy z gąszczu i wróciliśmy do Mbu, jej piersi jeszcze falowały przyspieszonym oddechem. Zaciskała mocno uda po przeżytym orgazmie, trzymając wciąż dłoń na rozpalonej cipce.  
    – Nie musicie się chować, już widziałam jak to robicie – wydyszała.
    – Byłoby ci przykro – stwierdziłem z uśmiechem.
    – To prawda. Mark by tak nie zostawił Ady w potrzebie – odparła.
    – Co ty wygadujesz?  – ofuknęła ją Ada.
    – Ależ chętnie posłucham – zainteresowałem się. Coś musiało być na rzeczy, bo Ada zarumieniła się, aż po same uszy.
    – Nic, nic – wymruczała Mbu, spoglądając porozumiewawczo na Adę.
    – No dobrze. I tak się dowiem – burknąłem pod nosem – idźmy, już nie jesteś pastereczką. Awansowałaś na kobietę wojownika – zwróciłem się do Ady.
    – Zostawicie mnie tu samą? – Mbu próbowała nas jeszcze zatrzymać.
    – Skoro nie masz nic do powiedzenia … – nawiązałem do poprzedniego tematu.
    – Przecież wiesz, że nie mogę – powiedziała wskazując wzrokiem Adę. Nic więcej nie musiała mówić.
    – Jak chcesz. Baw się dobrze. Z kozami – rzuciłem na odchodne.

         Przez większość drogi do wioski szliśmy w milczeniu. Ada miała wzrok wbity w ziemię, jakby poczucie winy nie pozwalało jej spojrzeć mi w oczy. W końcu nie wytrzymałem.
    – No słucham – powiedziałem łagodnie.
    – Naprawdę chcesz wiedzieć? – zapytała cichutko.
    – Już wiem. Chcę znać szczegóły – nadal byłem spokojny, ale stanowczy.
    – Nie chcę o tym mówić – jeszcze próbowała się wywinąć.
    – Posłuchaj! Trafiliśmy do wioski, gdzie panują całkiem inne zwyczaje niż w cywilizowanym świecie. Musimy się do nich dostosować. Teraz już wiem, że zrobiłaś to z Markiem, ale musisz sobie zdać sprawę, że czeka cię w tej wiosce jeszcze wiele dziwnych rzeczy. Aby stać się wojownikiem, zawarłem braterstwo z Ukele i Bale, a to oznacza, że gdy mnie nie będzie w pobliżu, to oni będą się tobą zajmować. W pełnym tego słowa znaczeniu. Ich obowiązkiem będzie cię zaspokoić i zapewnić bezpieczeństwo, mnie wiąże takie samo zobowiązanie w stosunku do ich kobiet, więc to, że przespałaś się z Markiem, w takim kontekście ma niewielkie znaczenie. Będziesz musiała oddawać się wielu mężczyznom. Możesz mi śmiało opowiedzieć jak było.

    – No przespałam się z nim, po co ci szczegóły?
    – Z nim nie zawierałem braterstwa, więc nie miał prawa. To największe świństwo, jakie można zrobić przyjacielowi – przespać się z jego kobietą. Chcę wiedzieć wszystko. Opowiadaj!
    – A co tu jest do opowiadania? Wiesz jak jest chłodno wieczorami. Zostawiłeś mnie na dwie noce i ogrzać się mogłam tylko przytulając do kogoś ciepłego.
    – Mbu wygląda na ciepłą. Nie mogłaś przytulić się do niej?
    – Chciałam, ale Mark był tak stanowczy, że ułożył nas po obu stronach, a sam zajął miejsce pośrodku. Długo nie trwało, a poczułam jak chwyta moją dłoń i kładzie ją na swoim kutasie. Co miałam zrobić? Mbu wszystko widziała i nie protestowała, a Mark był twardy i napalony. Gdy nie cofnęłam ręki, poczuł się pewnie i łapiąc za włosy, nakierował moje usta na swoją pałę. Byliśmy nadzy, a doskonale wiesz jak na mnie działa lizanie sztywnego penisa – zaraz twardnieją mi sutki i jestem cała wilgotna w środku. Postanowiłam też coś z tego mieć. Przełożyłam nogę nad jego głową i usiadłam na twarzy. Przesunęłam kilka razy mokrą cipką po wystającym nosie, a potem docisnęłam ją do ust. Poczułam czubek nosa na zwieraczu i sprawiło mi to wielką satysfakcję. Specjalnie poruszałam tyłkiem, żeby jego nos pieścił mniejszą dziurkę. To tak bardzo podnieciło Marka, że zaczął lizać z zapałem moją norkę, zapuszczając język tak głęboko, jak tylko mógł sięgnąć. Nie ograniczył się tylko do tej dziurki –  pieścił też anusa, co mi się nawet spodobało. Ja w tym samym czasie robiłam mu loda, wkładając w to cały swój kunszt – chciałam zaimponować Mbu, niech wie, że jestem w tym mistrzynią. Wyobraź sobie, że ta franca sprawiała wrażenie, jakby wcale się nie przejęła tym, że właśnie rżnę jej chłopa. To mnie tak zezłościło, że z furii zaczęłam szczytować. Oczywiście język i nos Marka miały w osiągnięciu tego orgazmu spory udział, ale moja wściekłość go spotęgowała. Szczytując opadłam i niechcący połknęłam twardego członka tak głęboko, że poczułam jego pulsowanie w gardle. Wstrzyknął mi swoje nasienie bezpośrednio do żołądka. Omal się nie udusiłam, ale to jeszcze bardziej wydłużyło moją ekstazę. Prawie straciłam przytomność z rozkoszy.

         Padłam na plecy, łapiąc powietrze pełnymi haustami. Teraz dopiero dopadły mnie wyrzuty sumienia, że cię zdradziłam. Było mi także głupio w stosunku do Mbu, ale wtedy ona zaskoczyła mnie jeszcze bardziej, kładąc mi dłoń na piersi i całując w usta. Długi język penetrował mnie, jakby chciała nim odebrać nasienie, które wtłoczył we mnie jej facet. Zaskoczona tym, nawet nie zauważyłam, że ktoś rozsuwa mi uda na boki. Poczułam penisa wdzierającego się w norkę – to Mark pełen nowych sił i wigoru, postanowił posiąść mnie do końca i bezdyskusyjnie. Nie powiem, moja cipka domagała się ostrego rżnięcia, bo pocałunek Mbu obudził nieznane dotąd pokłady pożądania. Penis Marka jakby wiedząc o tym ruszył z regularnością tłoka maszyny parowej. Wbijał się we mnie raz za razem, docierając głęboko i mocno drażniąc ścianki pochwy. Łechtaczka generowała przyjemne impulsy…

    – Daruj sobie. Nie chciałem znać aż takich szczegółów – burknąłem.
    – Byłam tak wilgotna! Wręcz ociekałam pożądaniem! Usta Mbu – wiesz jak wydatne – pieściły moje wargi, potem zeszły na szyję i piersi. Zawyłam z rozkoszy, kiedy ścisnęła zębami jeden z sutków. Wtedy wstała i zrobiła dokładnie to, co ja Markowi. Usiadła mi na głowie, przeciągając kilka razy moim nosem po całym swoim rowku – od łechtaczki, aż po sam koniec pośladków. Jej włoski łonowe mile łechtały mnie po policzkach i oczach. Potem zagnieździła się na ustach, poruszając lekko cipką w przód i w tył. Nigdy nie lizałam dziewczyny, ale to przyszło jakoś tak odruchowo. Byłam już strasznie podniecona, rozbita ich pieszczotami, z podbrzusza rozchodziło się rozkoszne ciepło, penis dobijał się do najgłębszych zakamarków mojej kobiecości, więc wiedziona jakby naturalnym odruchem wysunęłam język i posmakowałam czarnej cipki naszej wspólnej przyjaciółki. Była już bardzo wilgotna. Mbu wcześniej nie pokazała tego po sobie, ale widok Marka, ssanego przeze mnie i liżącego mi cipkę, podniecił ją. Teraz to czułam. Jej soki skapywały mi do ust, podniecając mnie jeszcze bardziej. Nie spodziewałam się, że kobieca wydzielina może mieć taką moc. A może to zapach, jakieś feromony, może widok różowiutkich warg otoczonych hebanowoczarną skórą, a może odbyt ocierający się o mój nos. Nie wiem – pewnie to wszystko sprawiło, że oszalałam i doszłam kolejny raz. Wpiłam się przy tym w wystającą łechtaczkę, jakbym chciała ją odgryźć. Mbu zadrżała, a potem jej uda i pośladki wpadły w jakiś rezonans. Wszystko się trzęsło, demolując mi buzię. Czarne pośladki zaciskały się kurczowo, ściskając mi nos i policzki. Znów zaczynałam się dusić, pozbawiona dostępu powietrza. Mbu wreszcie wstała. Kiedy zostałam uwolniona z tego uścisku, zaczęłam łapać powietrze jak topielec, który dopiero co wypluł z siebie wodę. Poderwałam tułów z ziemi, napełniając płuca życiodajnym tlenem.

         Wtedy Mark ryknął jak bawół, wyjmując w ostatniej chwili penisa z przenicowanej na wskroś cipki, tryskając na piersi wypięte w jego kierunku i buzię z rozdziawionymi ustami, chwytającymi powietrze jak ryba wyjęta z wody. Strugom spermy nie było końca. Leciały na mnie raz za razem. Ale dotarło to do mnie dopiero po dłuższej chwili, bo priorytetem było oddychanie. Potem Mbu zlizała ze mnie jego spermę i przez dłuższy czas całowałyśmy się. Spodobało mi się to. Chętnie ją jeszcze kiedyś bzyknę.
    – Ja też! Pomszczę twoją krzywdę – powiedziałem z uśmiechem.
    – Ty szubrawcze! Już od dawna masz na nią ochotę. Myślisz, że nie wiedziałam, dlaczego tak ci twardnieje, jak słyszysz jej pojękiwania, albo jak widzisz ją nago? – teraz ona także się śmiała.
    – A ty jesteś mi coś winna …
    – Co takiego?
    – Jak już lizałaś dwa rowki, to ja też chcę poznać, jakie to uczucie.
    – Proszę bardzo – powiedziała zanosząc się od śmiechu, wypinając goły tyłek w moją stronę i palcami rozszerzając pośladki.
    – Ty małpiszonie! Dobrze wiesz, o co mi chodzi!
    – Tutaj? Teraz mam ci wylizać tyłek? Ochujałeś Kiler? – nadal się dobrze bawiła.
    – Nie! Ale przy najbliższej okazji! I jak mi się spodoba, to będziesz to robić, kiedy tylko zechcę!
    – A ty mi! – odparła zadziornie.
    – Ok – odpowiedziałem, już dysząc jak buchaj na samo wyobrażenie tej pieszczoty. Lizałem jej cipkę wielokrotnie, ale jakoś nie zapędzałem się w okolice mniejszej dziurki. Ukele i Bale pokazali mi jednak, że jest to źródło potężnej przyjemności, a opowieść Ady jeszcze bardziej podkręciła moje pozytywne nastawienie na anal. Teraz się dowiedziałem, że ona także lubi pieszczoty tamtej okolicy.

         Wchodząc do wioski, spotkaliśmy Zindu wracającego polowania z jakimś starszym wojownikiem. Nie znałem jego imienia, ale sprawiał wrażenie bardzo doświadczonego łowcy. Jego twarz była już mocno pomarszczona, mięśnie zwiotczałe, a włosy siwe. Pewnie przekroczył już sześćdziesiątkę.
    – Witajcie – odezwał się starszy.
    – Witajcie – odpowiedzieliśmy.
    – Jutro zaczynamy budowę – odezwał się Zindu – wybierzcie sobie miejsce.
    -Jakie miejsce? Jaką budowę? –zapytałem zdezorientowany.
    – Wasz dom. Ukele kazał nam pomóc w budowie, jeśli chcemy zostać twoimi braćmi.
    – Obaj chcecie zostać moimi braćmi? – nie dowierzałem swojemu powodzeniu.
    – Tak. Nie tylko my – odezwał się starszy. Spojrzałem na jego kuśkę – była mała, ale to się zaczynało zmieniać. Skojarzyłem, że obok mnie stoi przecież Ada i jeśli się szybko nie oddalimy, to za chwilę nie tyko ona będzie stała. Zdziwiło mnie tylko, że Zindu, choć młodszy nie zareagował erekcją na widok mojej ślicznotki. Choć rzut oka na jego twarz wyjaśnił mi wszystko. O ile ten starszy wojownik niemal nie odrywał wzroku od piersi i cipki Ady, to odniosłem wrażenie, że Zindu wykazywał większe zainteresowanie moim sprzętem.  
    – Dobrze. Rozejrzymy się – rzuciłem i pociągnąłem Adę za sobą w kierunku chaty Bale.

         Po przedstawieniu sobie obu pań, wyruszyłem do Ukele. Pomyślałem, że nikt lepiej niż on nie doradzi mi, gdzie najlepiej wybudować swoją chatkę. Jako mój brat, z radością mi pomógł i wskazał odpowiednie miejsce.
    – Dlaczego akurat tu? – zapytałem.
    – Bo wewnątrz wioski jest bezpieczniej niż na obrzeżach i z tego miejsca dobrze widać okolicę. Szybko zauważycie wroga. Poza tym, stąd jest dość blisko do strumienia, a łatwy dostęp do wody jest bardzo ważny. I ułatwia życie. Nie trzeba jej nosić z daleka.

         Zobaczyłem, że kogoś do siebie przywołuje ruchem ręki. Spojrzałem w tamtym kierunku i ujrzałem grupę wojowników wyłaniających się z lasu i niosących drewniane bale. Prowadził ich drugi z moich braci, a do mnie zaczęła docierać bezlitosna prawda. Widząc ich zaangażowanie zrozumiałem, że oni wszyscy chcieli zostać moimi braćmi. I wiedziałem, co ich ku temu skłania. Nie, oczywiście że nie moja atrakcyjność, chociaż pewnie żaden z nich nie bratał się z białym człowiekiem. Oni ostrzyli swoje dzidy na Adę – jedyną białą kobietę, która z pewnością działała na nich jak afrodyzjak, podobnie jak ich czarne kobiety pobudzały moją wyobraźnię i chęć poznania. Teraz dotarło do mnie, dlaczego Mark nadal sypia w zagrodzie dla kóz, podczas gdy ja tak szybko zostałem bratem szamana i Bale. Mbu była czarna tak samo jak ich kobiety, więc nie stanowiła dla rdzennych Afrykańczyków tak dużej pokusy jak Ada – nie dość że biała, to jeszcze niezwykle piękna.  

         Próbowałem na szybko policzyć, ile dzid będę musiał przyjąć w sobie i ocenić ich wielkość. Wyszło mi dwanaście, plus Zindu i jego kompan, to razem czternaście. Na szczęście żadna nie wyglądała na większą niż ta dyndająca teraz swobodnie pomiędzy udami Bale. Jak z nią sobie poradziłem, to z pozostałymi też nie będzie problemu. Jeśli bratałbym się z nimi po dwóch, tak jak z tymi pierwszymi i zajmowałoby to nam po dwie noce, to Adę zobaczę najwcześniej za miesiąc, a w tym czasie będzie rżnięta codziennie przez innego czarnego kutasa. Zaczynały mnie przerażać te kalkulacje. Nie spodziewałem się, że będzie ich tak wielu, a zaczynało wyglądać na to, że czeka nas ruchanie przez wszystkich wojowników w wiosce.
    – Powiedz mi Ukele, czy jeśli oni wszyscy zechcą się ze mną bratać, to nie mogę im odmówić?
    – Odmówić źle. Ale nie musisz bratać się od razu. To ty zdecydujesz kiedy i z kim. Podpowiem ci, że najlepiej zrobić to wtedy, gdy twoja kobieta krwawi. Wtedy ani ty, ani  żaden z nich nie możecie się do niej zbliżać. I korzystniej dla waszych dzid. Moc ma gdzie znaleźć ujście.
    – Cieszę się, że zostałeś moim bratem. Dziękuję za mądre rady.

         Grupa wojowników objuczonych drewnem dotarła we wskazane przez Ukele miejsce. Przyłączyliśmy się do nich, pomagając w kopaniu dołów i osadzaniu w nich pionowych elementów konstrukcji. Do wieczora powiązaliśmy lianami więźbę dachową i na kolejny dzień pozostało już tylko pokrycie jej strzechą z liści. Zmęczeni, rozeszliśmy się do swoich chat. Bale zjadł z nami kolację, a potem oddalił się w kierunku jednej z chat na obrzeżu wsi.
    – Dokąd poszedł? – zapytałem Sami.
    – To dom jego brata, który udał się na polowanie – odpowiedziała.
    – Nie będzie tu spał?  
    – Nie.  

         Słońce zaczynało zachodzić, ale byłem tak zmęczony, że ułożyłem się do snu na legowisku z liści, przykrytym grubą tkaniną. Dziewczęta prowadziły jeszcze jakiś czas cichą rozmowę, aby mi nie przeszkadzać, a potem Ada przytuliła się obok, układając głowę na moim ramieniu. Uwielbiam czuć ją koło siebie, gdy zasypiam – jestem wtedy spokojny i bezpieczny. Ada śpi bardzo czujnie i budzi ją byle szelest. Już prawie odpływałem, kiedy poczułem drugie ciepłe ciałko układające się obok mnie. Sami położyła głowę na drugim ramieniu, a moja dłoń automatycznie podążyła w kierunku piersi. W lewej miałem białą, w prawej czarną i powiększoną przez ciążę. Śpiący wąż zaczął się wydłużać. I twardnieć. I wykrzywiać. Odsłaniać bordowy łeb. Poczułem dłoń obejmującą go nieśmiało. Otworzyłem oczy. To była czarna dłoń. Kurwa! Oszalałem! Marzenie o czarnoskórej kochance stawało się faktem! I to na oczach mojej kobiety. Wyswobodziłem ramiona i skoncentrowałem całą uwagę na czarnej, ciężarnej nastolatce. Całowałem jej usta jak szalony, dysząc namiętnością i nie do końca wierząc w swoje szczęście.
    – Adrian!? Co robisz? A co ze mną? – obruszyła się Ada.
    – Musisz odpokutować Marka – rzuciłem na odczepne, bo teraz byłem zainteresowany tylko jednym.

          Chciałem dogłębnie poznać uroki afroseksu. Zacząłem pieścić, lizać i przygryzać czarne jak smoła, sterczące sutki przyszłej matki, ale najbardziej podniecał mnie jej wielki, pękaty, odstający brzuszek. Całowałem go wszędzie, budząc chyba mieszkańca tego domku, bo w różnych miejscach zaczęły się pojawiać wypukłości, których jeszcze przed chwilą tam nie było. To jeszcze bardziej zagotowało moją krew. Ruszyłem w dół, by z bliska przyjrzeć się ukrytemu w gęstwinie czarnych włosów, miejscu pożądania. Sami oddychała nierówno, jej także udzieliło się podniecenie. Przejechałem językiem po kędzierzawych włosach, w miejscu gdzie spodziewałem się różowej szczelinki. Była w nich dobrze ukryta. Język znalazł drogę do środka. Lizałem przecudną cipkę, chłonąc podniecający zapach i smak kobiety. Jej łechtaczka była bardzo duża, wystająca ponad wargi sromowe, więc chwytałem ją ustami i lizałem okrężnymi ruchami. Sami pojękiwała coraz głośniej.
    – Liż mnie! Teraz! –rzuciłem do Ady i wróciłem do gorącej czarnej cipki.

         Mój wypięty tyłek idealnie się nadawał do tego typu pieszczoty. Ada przystąpiła do niej z ochotą, bo krew w jej żyłach także zawrzała na widok minety, jaka robiłem naszej gospodyni. Pierwszy raz czyjś język pieścił te okolice, więc na chwilę skoncentrowałem się na odczuwaniu przyjemności. Lecz czarna cipka wzywała mnie w taki sposób, że nie mogłem się oprzeć. Zintensyfikowałem pieszczoty łechtaczki, ale też postanowiłem sprawdzić ja się liże rowek. Zjechałem językiem niżej, rozchylając palcami pośladki i liżąc go na całej długości, a potem koncentrując się już tylko na małej, czarnej rozetce. To było tak niesamowicie podniecające, że chyba nawet bardziej dla mnie niż dla Sami. Ale w końcu wróciłem do punktu, który wywołał wcześniej głośniejsze pojękiwania, zwieracz pieszcząc już tylko palcem. Ada wciągała do ust moja jądra, chwilowo odpuszczając lizanie rowa. Złapałem jedną dłonią czarną, nabrzmiałą pierś, ciesząc się jej zesztywnieniem i twardością sutka. Lizałem cipkę coraz mocniej, aż wreszcie ciałem Sami wstrząsnął spazm orgazmu, z ust wydobyło się głośne aaaaaaaaaach!, a zwieracz rozluźnił się całkowicie, pochłaniając pieszczącego go palca. W tym samym momencie puściły także zawory i moją twarz zalała ostra struga intensywnie pachnącego moczu. Byłem tak zaskoczony, że nie zareagowałem wcale, przyjmując złoty deszcz na twarz i do rozdziawionych ze zdumienia ust. Już i tak byłem mokry, więc nie czekając na koniec ulewy, jeszcze kilka razy przeciągnąłem językiem wzdłuż różowiutkich warg.

         Ada na widok mojej mokrej przygody zaczęła się śmiać do rozpuku, a ja niczym niezrażony wbiłem swoją dzidę w rozgrzaną pieszczotami cipkę. Wszechobecny zapach świeżego, kobiecego moczu jarał mnie jak sztubaka. Chciałbym rżnąć ostro, ale nigdy nie kochałem się z ciężarną, więc byłem pełen obaw, że mogę coś uszkodzić. Dlatego robiłem to delikatnie. Ale tylko do momentu, gdy Sami otoczyła nogami moje biodra i zaczęła przyciągającymi ruchami pięt nadawać tempo i siłę naszej kopulacji. Chciała mocno i szybko, więc ruszyłem z całych sił wbijając się w nią, aż ciężarny brzuszek podskakiwał w górę. Nie przejmowałem się, że moja dziewczyna to widzi, nie przeszkadzało mi także, że może na to patrzeć pół wioski, bo przecież chaty były pozbawione ścian. Dla mnie liczyło się tylko jedno – że zapinam młodą, ciężarną, czarnoskórą ślicznotkę. I mam do tego pełne prawo.  

         Zarzuciłem sobie jej nogi na ramiona, dzięki czemu mogłem zająć się jeszcze raz czarnymi cycuszkami. Wielkimi, pełnymi mleka źródłami męskiej fascynacji. Po chwilowym spowolnieniu, znów zacząłem rżnąć ją na całego. Zauważyłem pierwsze oznaki kolejnego szczytowania, co tylko bardziej mnie nakręciło i jaszcze bardziej przyspieszyłem. Wreszcie zadrżała wykrzykując kolejne aaaaach!, co dla mnie było sygnałem do własnego orgazmu. Spuszczałem się wielokrotnie, bo byłem strasznie napalony i wiedziałem, że mogę. Wreszcie opadłem, bez siły, ciężko dysząc, ale jeszcze wciąż przeżywając euforię związaną z wybzykaniem czarnuli. Byłem dumnym wojownikiem w społeczności pozbawionej seksualnych hamulców. I to mi bardzo pasowało.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.8

    Spałem twardo i długo. Kiedy się przebudziłem, zobaczyłem jak Sami z Adą krzątają się przy ognisku, piekąc cienkie placki na rozgrzanej blasze. Stojący przy nich Bale przyglądał się tej pracy, prawie nie odrywając wzroku od Ady. Dobrze wiedziałem, co mu lata po głowie, bo czarna bestia zwisająca pomiędzy jego muskularnymi udami, sprawiała wrażenie lekko pobudzonej. Jeszcze nie była w stanie erekcji, ale wyraźnie się wydłużyła i spuchła. Podciągnięte jajka potwierdzały, że się nie mylę. Spod przymrużonych powiek obserwowałem reakcję Ady na takie oznaki zainteresowania jej ciałem. Niby była zajęta swoją pracą, ale rumieńce na twarzy i ukradkowe spojrzenia na ten olbrzymi okaz czarnej męskości, nie pozostawiały złudzeń. Gdy przykucała, nie robiła tego tak jak zwykle, ale zaczęła naśladować sposób swoich afrykańskich koleżanek. Może to był przypadek, ale byłem niemal pewien, że chce w ten sposób zachęcić jurnego młodziana i specjalnie eksponuje połyskującą od śluzu szparkę. Tak, byłem pewien jej podniecenia. Ciekawiło mnie, do czego może to doprowadzić, ale nie zamierzałem czekać. Ciśnienie w pęcherzu zmuszało do szybkiej reakcji.

    – Dzień dobry – rzuciłem wstając z legowiska.
    – Dzień dobry – odpowiedziała Ada, uśmiechając się do mnie szeroko.
    Poszedłem się wysikać, a gdy wróciłem, cała trójka siedziała już przy ognisku, zajadając się gorącymi plackami i jakimiś zielonymi owocami. Przyłączyłem się do nich. Jedliśmy rozmawiając o prostych sprawach, o planach na dzisiejszy dzień, o pogodzie, ale w pewnym momencie Bale zapytał żonę, czy o nią zadbałem podczas jego nieobecności. Potwierdziła, uśmiechając się do mnie szeroko.  

    – Cieszę się, bracie. Ja także zadbam o Adę, gdy zajdzie taka potrzeba. Właściwie nie musiał mi nic mówić, doskonale wiedziałem jak się do tego pali. Jego dzida była w ciągłym półwzwodzie. Pomyślałem sobie –właściwie po co to odwlekać? I tak musze się zgodzić na zastępstwo – prędzej czy później, a w sumie po wczorajszym wieczorze, Ada też ma prawo do przeżycia fascynującej afrykańskiej przygody. Do porządnego rżnięcia z dzikim wojownikiem. Postanowiłem pomóc im rozładować to napięcie.  

    – Dobrze, ja pójdę budować dom, a ty zadbaj o Adę – powiedziałem wstając. Odszedłem nie oglądając się za siebie, szeroko uśmiechając się na wspomnienie zaskoczonej miny Ady.  
    – Aż tak cię cieszy mój widok? – usłyszałem z boku znajomy głos.
    Spojrzałem w tamtym kierunku – to uśmiechnięta szeroko Mbu, wyganiała z zagrody stado kóz.  
    – Zawsze mnie cieszy twój widok – odpowiedziałem na zaczepkę – a gdzie Mark?
    – Poszedł z Zindu na polowanie. To bardziej tęsknisz za nim niż za mną? – dopytywała zalotnie.
    – Ciebie widziałem wczoraj, a jego ostatnio wtedy, gdy jeszcze wszyscy razem mieszkaliśmy z kozami.
    – Tak, teraz jesteś wojownikiem, a my ciągle z kozami… – nagle posmutniała.
    – Nie martw się, to na pewno się wkrótce zmieni – próbowałem ją pocieszyć.
    – Na razie nic na to nie wskazuje. Ty już masz dwa znaki, a on jeszcze żadnego.
    – Postaram się jakoś pomóc – obiecałem, choć jeszcze nie miałem pomysłu w jaki sposób.  
    – Będę ci bardzo wdzięczna. Bardzooo…

         O kurwa! Niczym bardziej mnie nie mogła zachęcić! To jedno słowo było obietnicą takiej nagrody, że aż przełknąłem ślinę. Wyobraźnia natychmiast zadziałała i poczułem jak krew błyskawicznie napływa w ciała jamiste. Musiałem odejść, ale i tak zobaczyłem iskierki w jej oczach – ewidentnie dostrzegła niekontrolowane drgnięcie mojej pałki. Idąc wciąż myślałem o naszym spotkaniu, a dzięki rozmowie z Mbu, między nogami miałem coś porównywalnego wielkością z czarnymi kutasami wojowników. W zwisie.  

         Na miejscu robota szła już pełną parą. Kilkunastu wojowników znosiło liście potrzebne do pokrycia dachu, kilku kolejnych układało je i wiązało do łat. Ukele zarządzał pracami, ale też w nich pomagał. Wszyscy oczywiście zwrócili uwagę na moją fujarę. Zaczęły się żarciki i docinki, ale śmiałem się z nich wraz z całym rozbawionym towarzystwem. Robota szła w miłej atmosferze, choć zaczął mnie niepokoić tak długi brak Bale. Pomyślałem sobie, że zajeździ mi Adę, jak już raz dostał pozwolenie i dorwał się do cipki białej kobiety. Ale cóż mogłem zrobić? Czułem nawet w sercu lekkie ukłucie zazdrości i żalu, że moja kobieta jest teraz rżnięta przez największą pałę w wiosce, ale pocieszałem się tym, że ja także przeleciałem jego ciężarną żonę. Tylko to i zajęcie się pracami budowlanymi pozwoliło mi jakoś przełknąć tę gorzką pigułę.

         Po około dwóch godzinach zobaczyłem zbliżającego się Bale. Rogal na jego gębie nie pozostawiał pola do domysłów. Widać było, że porządnie poruchał i rozpiera go duma, że zaliczył białą panienkę. Nie dziwiłem mu się, bo byłem tak samo szczęśliwy po upojnym bzykanku z jego ciężarną kobietą. Kobietą to za dużo powiedziane, przecież właściwie była ledwo dojrzałą nastolatką. Moja Ada mogłaby ją wiele nauczyć. Nie tylko pochodziła z innego kręgu kulturowego, ale przede wszystkim – dorastając miała dostęp do internetu i całej wiedzy o wszelkich sposobach doświadczania i dawania rozkoszy. Podejrzewam, że Sami nigdy nie miała penisa w ustach, ani nawet przez myśl jej nie przeszło, że tak można i że może to być niezwykle przyjemne, a także podniecające. Podczas inicjacji sam mogłem doświadczyć wrażenia, jakie zrobiłem na Ukele i Bale, pierwszy raz w życiu pozwalając im poznać rozkosze francuskiej miłości. Sami także sprawiała wrażenie, jakby język nigdy wcześniej nie gościł w jej okolicach intymnych. Przeżyła to na tyle intensywnie, że nie zapanowała nad sobą i zrosiła mnie złotym deszczem. Nie powiem – dla mnie to też było nowe doznanie, niespodziewanie podniecające. Pomyślałem, że jeszcze kiedyś namówię Adę do takich zabaw.

    –     Aż tak dobrze się spało? – zapytał któryś z wojowników nadchodzącego Bale.
    –     Nie spałem. Zatrzymały mnie pilne sprawy – odpowiedział.
    –     Te pilne sprawy miały dwie nogi, ręce, piersi i to wszystko było białe? – teraz zaczynali z niego robić obiekt swoich docinków.
    –     Zazdrościcie, co?

         Cisza jaka zapadła świadczyła o celnym strzale. Wszyscy chcieliby zaliczyć białą kobietę, bo być może była to jedyna okazja na spełnienie takich marzeń. Tempo w jakim się wzięli do roboty, pozwoliło zakończyć montaż pokrycia dachu w okolicy południa. Wtedy też nadbiegł Mark, krzycząc z daleka, że wraz z Zindu, udało im się upolować antylopę Gnu. To wielki kawał mięsa i nie byli w stanie przytargać go do wioski, więc jeden został, by zdobyczy nie odebrały im drapieżniki, a drugi przybiegł po pomoc. Ukele wydał kilka krótkich komend i wnet grupa wojowników prowadzona przez Marka pobiegła na zachód. Wraz z pozostałymi wykonaliśmy podłogę na części chaty przeznaczonej do spania, druga część miała być miejscem, do rozpalania ogniska i przyrządzania posiłków. Późnym popołudniem chata była gotowa.

         Mniej więcej w tym samym czasie powrócili wojownicy niosący poćwiartowaną zdobycz. Taka ilość świeżego mięsa zdarzała się bardzo rzadko, więc uśmiechy radości gościły na twarzach wszystkich mieszkańców wioski. Obserwowałem jak dzielą zdobycz pomiędzy poszczególne chaty, gdzie kobiety zaraz zabierają się za przyrządzanie potraw. Podobało mi się takie typowo ludzkie podejście – antylopa nie była własnością tego, który ją upolował, tylko stanowiła dobro wspólne. Także ja otrzymałem swój przydział. Poszedłem po Adę, żeby pokazać jej nasz nowy dom. Zastałem ją pomagającą Sami w oddzielaniu mięsa od kości. Ale porzuciła to zajęcie, gdy zaprosiłem ją do własnej chaty. Gdy przyszliśmy na miejsce, zastaliśmy kilka kobiet, które przyszły pomóc w urządzeniu się. Każda przyniosła jakiś podarek – stalowy kociołek, gliniany garnek, blachę do wypiekania placków, drewnianą chochlę, łyżkę – rzeczy o których bym nawet nie pomyślał, a niezbędnych do życia. Podziękowaliśmy im i zaprosiliśmy wieczorem na skromne przyjęcie.

         Jak się później okazało, to raczej my zostaliśmy ugoszczeni. Upolowanie tak dużej antylopy i wybudowanie nowej chaty we wsi, były wystarczającymi powodami do świętowania, więc wieczorem każda z gospodyń przyniosła przyrządzone przez siebie potrawy na plac w środku wioski, po czym rozpoczęła się biesiada i tańce. Mężczyźni podskakiwali w jednym rzędzie do rytmu wybijanego na bębnie, a kobiety naprzeciw nich, tworząc drugi, równoległy rząd. Bardzo mi się podobało to, że mogłem się przyjrzeć wszystkim kobietom we wsi – od najmłodszych, o ledwo paczkujących wzgórkach piersi, jeszcze bezwłosych łonach, poprzez młode, jędrne, podniecające dziewczyny, aż po starowinki o płaskich, opadniętych piersiach i pośladkach. Zauważyłem, że pomimo różnorodności kształtów, wielkości, symetryczności, a nawet odcienia koloru skóry, podobały mi się wszystkie. Nawet stare kobiety, mimo nieatrakcyjnej facjaty, ciała miały jeszcze całkiem do rzeczy. Oczywiście ta atrakcyjność była dużo mniejsza, niż tańczących obok młodszych lasek, ale nie na tyle, żeby wzbudzać we mnie odrazę. Byłem tym trochę zaskoczony, gdyż wcześniej nie interesowały mnie starsze panie, lecz nagość dodawała im bardzo atrakcyjności. Dlaczego tak im się przyglądałem? Dlatego, że miałem świadomość, rychłego zbratania z większością wojowników, napalonych na moją Adunię, konsekwencją czego będzie konieczność zaspokojenia przeze mnie ich kobiet. Prawie wszystkich podrygujących teraz naprzeciw mnie i pozostałych wojowników. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zacznę jeszcze tej nocy.  

         Słońce już zaszło i zapadła ciemność, rozjaśniana jedynie migotliwym światłem płomieni ogniska, gdy do tańczących podbiegł jeden z wojowników strzegących wioski. Po krótkiej rozmowie, Ukele wezwał jeszcze dwóch wojowników i oddalili się wraz ze strażnikiem. Przerwano zabawę, spodziewając się niedobrych wieści i wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich domów. Ja do swojego nie dotarłem. Przechodząc obok chaty Ukele, zostałem złapany za rękę i oderwany od grupy z którą szedłem. Ogromne zdziwienie w oczach Ady, po chwili zastąpił szeroki uśmiech, gdy zrozumiała, że mam obowiązek do spełnienia w zastępstwie nieobecnego szamana. Jeszcze dłuższą chwilę słyszałem jej chichot, gdy ujrzała kto mnie porywa.  

         W słabym świetle księżyca zobaczyłem staruszkę o mocno pomarszczonej twarzy, całkiem siwych włosach, chudą, zasuszoną i lekko przygarbioną. Jej piersi jak dwa płaskie placki przyklejone do odstającego brzucha, sięgały niemal do pępka. Byłem zdumiony i zszokowany, że szaman ma tak starą kobietę, ale w wiosce było tak wiele dziwnych obyczajów, że musiałem przyjąć to na klatę. Może tradycja nakazywała zaopiekować się wdową po starszym bracie, może stała za tym potrzeba skoligacenia się z kimś ważnym – nie wiadomo. Faktem jest, że stanąłem w trudnej sytuacji. Ja stanąłem, ale czy mój sprzęt stanie?! Byłe pełen obaw. Niezaspokojenie potrzeb kobiety Ukele, z pewnością nie będzie dobrze odebrane. Musiałem się sprężyć, by podołać wyzwaniu.

         Babcia podjęła próbę pomocy, pieszcząc dłonią moje klejnoty. Zamknąłem oczy, wyobrażając sobie, że dłoń Ady obejmuje moje jajka, ale nie przyniosło to spodziewanego efektu. Próbowałem w wyobraźni zastąpić ją dłonią Mbu, albo Sami, lecz efekt był równie mizerny. Ciągle gdzieś w podświadomości wiedziałem czyje palce mnie pieszczą. Próbowałem pobawić się płaskimi piersiami, licząc na drgnięcie fajfusa – nadal nic. Wreszcie widząc rosnące zniecierpliwienie staruszki, sprowadziłem ją na klęczki i spróbowałem włożyć go do zaskoczonych ust. Mimo pierwszego oporu, w końcu je otworzyła. Złapałem ją za głowę i zacząłem nią poruszać, nadając odpowiednie tempo. Naprowadziłem także czarne dłonie, jedną na trzon, drugą na jajka, ucząc kobietę na starość zupełnie nowych sztuczek. Bardzo szybko załapała o co chodzi. Ja zaś z niedowierzaniem patrzyłem jak szybko twardnieję, pieszczony bezzębnymi dziąsłami. Wow! Nie spodziewałem się aż tak miłych doznań! Po chwili byłem już w pełni gotów.  

         Postanowiłem wziąć ją „na pieska”, co oszczędziło mi widoku pomarszczonej twarzy. Obśliniony kutas z lekkim oporem, ale w końcu spenetrował suchawą cipkę staruszki. W miarę ruchania, śluz zaczął pojawiać się w większej ilości. Już po chwili porośnięta siwym włosiem cipka chlupała całkiem miło. Zmieniłem pozycję, wstając z kolan i otaczając nimi biodra partnerki. Widziałem takie sceny w pornosach i lubiłem podobnie urozmaicać nasz seks z Adą. Teraz ujeżdżałem w taki sam sposób kobietę Ukele. Była coraz bardziej rozkokoszona, jęczała z rozkoszy, oddychając szybciej i płycej, by wreszcie jęknąć i stężeć w ekstazie. Jej uda drżały wstrząsane spazmami rozkoszy, a ja nie przestawałem ruchać. Waliłem z całych sił! Byłem podniecony, ale nie na tyle żeby szybko skończyć. Zbyt duże zmęczenie po całodziennej pracy, tańcach i ostrym rżnięciu starej dupy. Wiedziałem, że popełnię duży nietakt, jeśli się nie spuszczę. Niestety, na razie nic nie zwiastowało szybkiego finału. Wtedy przypomniałem sobie o jej niesamowitym atucie.  

         Wyszedłem z rozklepanej cipy i położyłem się na macie. Chwytając babinkę za siwe włosy, naprowadziłem jej usta na sterczącego kutasa. Teraz już wiedziała, czego oczekuję, więc z animuszem niezwykłym dla ludzi w tym wieku, zabrała się za obrabianie mi pały. Było bosko poczuć znowu twarde, a jednocześnie delikatne dziąsła na końcówce mocy. Babcia pracowała nimi z coraz większą wprawą, dostarczając niesamowitych wrażeń. Trzymając w dłoni jej włosy, nadawałem odpowiednie tempo, czasem wbijając się głęboko – aż do samego gardła. Dusiła się i krztusiła, ale nie poddawała, wytrwale pracując na moją rozkosz. Czując, że już blisko, chciała wyjąć z ust moją laskę, ale stanowczo ją powstrzymałem. Podniecony oporem, doszedłem. Kilkunastoma seriami, wtrysnąłem w czarne usta całą zawartość jąder, zalewając język i gardło. Przyjęła z pokorą całą porcję, jedynie kącikiem ust roniąc kilka kropli. Nagrodziłem ją głaskając po policzku. Uśmiechnęła się do mnie, a potem zwinęła do pozycji embrionalnej, ręką przyciągając mnie do siebie. Zawinąłem się wokół jej wątłego ciałka i utrudzony zasnąłem.

         Śniła mi się Mbu, stojąca pod drzewem i powabnym ruchem dłoni przywołująca mnie do siebie. Biegłem przez wysokie trawy, zachęcony jej wezwaniem, spragniony widoku jej przecudnych oczu, rozbrajającego uśmiechu, dotyku delikatnej, czarnej skóry. Chciałem paść do jej stóp, całować je centymetr po centymetrze, podążać ustami wzdłuż długich, szczupłych, zgrabnych i prostych nóżek, wyżej i wyżej, by wreszcie dotrzeć do tej cudownej bułeczki, rozciętej jak nożem, porośniętej gąszczem kruczoczarnych włosów, po rozwarciu językiem, ukazującej prześlicznie różową, błyszczącą z podniecenia obietnicę nieziemskiej rozkoszy. Całowanie jej i pieszczenie było moim największym pragnieniem, ale ciut wyżej znajdował się fantastycznie kuszący pępuszek, zapraszający język do zagłębienia się w nim, kręcenia wywijasów, wwiercania się i przyszczypywania wargami.  

         I tu zatrzymałbym się dłużej, ale przed oczami wyrosły dwie przecudnej urody czarne jak heban piersi, ze sterczącymi sutkami, czarniejszymi niż bezksiężycowa noc. Jak oprzeć się ich kuszącemu powabowi? Nie zrobiłby tego żaden prawdziwy facet, a podejrzewam, że także większość kobiet. To było również ponad moje siły! Przyssałem się do nich jak glonojad do szyby. Całowałem i pieściłem dłońmi, czując że twardnieją i sztywnieją. Podobnie jak moja pała. Jednak parłem wciąż wyżej, do tych ust tworzonych przez czarne, wydatne, wywinięte wargi. Były tak delikatne w pocałunku, że niemal niewyczuwalne. Szarpałem je swoimi wargami, czując przy tym bolesne twardnienie własnego kutasa. Dla niego to już był nadmiar wrażeń!  

         Zostałem pchnięty na ziemię i zobaczyłem okraczającą mnie Mbu. Jej biodra powoli opadały, zbliżając kudłatą cipkę do stojącego na baczność penisa. Jego główka naprowadzona delikatną dłonią o długich palcach, znalazła wejście do krainy czarów. Wśliznęła się do samego końca, kontrastując swoją jasną skórą z czernią pochłaniających ją warg. Fantastycznie rytmiczne ruchy bioder sprawiły, ze zacząłem odlatywać. Moje dłonie podążyły do piersi bujających się nade mną, w rytm ruchu bioder Mbu. Byłem w niebie! Ujeżdżany przez kobietę, o której marzyłem odkąd ją tylko ujrzałem.  

         Po dłuższej chwili postanowiła zmienić kierunek jazdy. Już nie miałem przed oczami jej piersi, ale widok seksownego kuperka rekompensował mi tę stratę z nawiązką. Złapałem za biodra podskakujące na moim drążku, ciesząc wzrok widokiem pośladków i małej dziurki nad miejscem, w którym zagłębiał się biały tłoczek. Wyglądała tak kusząco, że zacząłem pieścić ją kciukiem, wykonując koliste ruchy wokół rozetki i próbując dostać się do środka. Podnieciło mnie dotykanie miejsca tak niezwykle intymnego, że poczułem nadchodzącą nieuchronnie falę spełnienia. Zbliżający się orgazm był niezwykle realistyczny, jakby nie był senną fantazją, a finałem prawdziwego, fizycznego aktu.

         Otworzyłem oczy. Dokładnie w chwili, kiedy trzymane w dłoniach biodra opadły, a penis zaczął napełniać cipkę spermą. Tylko że to nie była cipka Mbu! Trzymałem tyłek ujeżdżającej mnie starowinki, która niecnie wykorzystała ciało młodego byczka, chcąc wycisnąć z niego maksimum przyjemności. W sumie ją rozumiałem i nawet nie miałem powodu do narzekania. Bądź co bądź, sprawiła mi przyjemność już drugi raz tej nocy. Przewróciłem nas na bok, objąłem ją biorąc w dłoń jedną z płaskich jak naleśnik piersi i przytuleni na łyżeczkę zasnęliśmy ponownie.

    – Widzę, że poznałeś już moją matkę – obudził mnie rano rozweselony głos Ukele.
    Matkę! Kurwa! Myślałem, że to jego żona! Ja pierdolę! Ale wiocha będzie miała ze mnie polewkę – pomyślałem. Spojrzałem w bok – rzeczywiście – ze dwa metry od miejsca, gdzie zabawiała się ze mną babcia, spała kobieta o wiele młodsza, może trzydziestoletnia, wraz z dwiema nastoletnimi córkami – ślicznymi, jędrnymi o aksamitnie gładkiej skórze.
    – Mówiłeś, że muszę dbać o twoją kobietę, a ona mnie zawołała … – próbowałem się jakoś bronić.
    – O kobietę, a nie matkę – śmiał się dalej.
    – Skąd miałem wiedzieć?
    – Wykorzystała to, że jeszcze nie znasz wszystkich mieszkańców wioski. Ale spaliście tak smacznie, że chyba nie było aż tak źle? – dalej się podśmiechiwał.
    – Powiem ci, że to było bardzo pouczające. Oboje spróbowaliśmy czegoś nowego…
    Uśmiech zniknął z jego gęby.  
    – Ona tak. Rozumiem. Nie dość, że wykorzystała młodego, to jeszcze białego, ale ty? Chyba wcześniej spałeś już z czarną kobietą?
    – Nie chodzi o kolor skóry – teraz mnie bawiło jego zaciekawienie.
    – A o co? Podobają ci się staruszki?
    – He, He! Pomyśl!
    Spojrzał na podnoszącą się z legowiska matkę, uśmiechniętą, zadowoloną z siebie. Otaksował spojrzeniem jej figurę, lecz po jego minie widziałem, że nadal nie wie. I dobrze mu tak!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Wynajem pokoju- cz. 5

    Jane wymyśliła nową zabawę. Pomyślała że nie ma sensu mnie stresować i kazać mi masturbować się przy niej, więc powiedziała mi, że w czasie, gdy ona jest w pracy, mam się spuścić do jakiegoś pojemniczka i zostawić jej to w lodówce. Uznałem że to co najmniej dziwny pomysł, ale zgodziłem się, bo już byłem zmęczony tym permanentnym oglądaniem z nią filmów porno w salonie i masturbacją w jej obecności.
    -Nie musisz martwić się o mieszkanie. Nadal możesz tu przebywać i nie płacisz mi, ale mam dostać twój ładunek każdego dnia.
    -Nie chcesz już oglądać mojego penisa?
    -Oczywiście, że chcę – odpowiedziała – ale nie może mi on spowszednieć i nadal chcę odczuwać radość z widoku twardego męskiego penisa, który tryska spermą w moim domu w mojej obecności. Pasuje Ci taki układ?
    -Nie będę musiał siedzieć przy tobie i walić sobie konia?
    -Jeśli tylko tego chcesz, to jak najbardziej. Nie mam nic przeciwko. Tylko ja nie wystawię swoich cycków na wierzch, żebyś się na nie spuszczał. Od tego jest moja sąsiadka, która potrzebuje kutasa i jak widać wcale nie ukrywa tego, że się jej podoba fakt, że sperma imigranta brudzi jej ciało.
    -Jak to? To ona już miała Wcześniej takie zabawy z kimś innym?
    -Z imigrantem jak mi dobrze wiadomo, to jeszcze nie miała takiej zabawy i to na dodatek w moim domu. Byłeś pierwszym obcokrajowcem, który spuszczał się na jej cycki. Za to wiem o tym, że miała już przygody z kilkoma młodymi chłopakami, na dodatek byli czarni i podobno mieli naprawdę duże penisy.
    Przygotowałem sobie herbatę i poszedłem do swojego pokoju. Nie wiedziałem, czy Jane cokolwiek wiedziała o mojej oralnej przygodzie z sąsiadką w czasie, gdy ona była w pracy, ale wolałem na razie się o to nie wypytywać. Za to postanowiłem są tego dowiedzieć i kolejnego dnia rano, gdy poszedłem do sklepu zacząłem się kręcić trochę po okolicy z nadzieją spotkania Claire.
    Już praktycznie straciłem nadzieję i wróciłem do domu, ale gdy otwierałem drzwi, sąsiadka podeszła do mnie i przywitała się ze mną. Nie wiedziałem za bardzo, jak mam się jej zapytać o zdarzenie z dnia wczorajszego, bo rozmowa z Jane była bardzo enigmatyczna i nie wiedziałem, na ile ona sobie opowiadała z Claire o swoich planach i poczynaniach w ciągu dnia.
    Weszliśmy do domu, po czym zapytałem ją wprost:
    -Czy Jane wie o twojej wizycie tu w poniedziałek?
    -Nic jej nie mówiłam, a dlaczego pytasz?
    Powiedziałem jej w skrócie o rozmowie, jaką miałem z Jane i nie wiedziałem, czy czasem nie pochwaliła się tym, że była to w czasie gdy właścicielka domu była w pracy, a ja miałem być tu gotowy na jej powrót po południu.
    -Czyli możesz sobie robić dobrze jak tylko chcesz, ale masz zostawić spermę w słoiczku?– zapytała sąsiadka.
    -Tak na to wychodzi – powiedziała zakłopotany.
    – Więc dzisiaj mi dogodzisz, Ale na sam koniec wyjmiesz i spuścisz się do kubeczka – powiedziała z perwersyjny uśmiechem do twarzy sąsiadka ściągając z siebie sukienkę.
    Rozebrała się całkiem do naga. Dużo nie miała na sobie, bo pod sukienką nie miała żadnej bielizny i momentalnie była naga. Zobaczyłem że na cipce nie ma żadnych włosów. Bez żadnego skrępowania podeszła do mnie i zaczęła rozpinać mi spodnie. Ściągnęła je do samych kostek, zaraz po tym zdjęła ze mnie majtki i powiedziała: “Przynieś jakieś kubeczek, bo będziesz musiał chyba coś po sobie zostawić “.
    Sytuacja była dla mnie bardzo podniecająca, bo dawno jednak nie miałem kontaktu tak rozpalonym kobietą i dzięki temu mój penis był sztywny i twardy. Claire patrzyła z uśmiechem niczym nastolatka, która nigdy nie widziała takiego penisa jeszcze na żywo. Usiadła na kanapie i powiedziała: “podejdź do mnie i daj swojego żylastego kutasa, bo muszę go przygotować na ostry wjazd”
    -A co z twoim mężem? Nie boisz się, że coś zauważył?
    – Mój mąż jest permanentnie zajęty ruchaniem swojej młodej sekretarki, którą zatrudnił pół roku temu. Moje dziurki przez ostatnie cztery lata nie uświadczyły jego penisa, a permanentne masturbowanie się i zaspokajanie zabawkami różnego kształtu i rozmiarów już mnie męczy i nudzi. A teraz nie narzekaj więcej, tylko ciesz się, że ta małolata zerwała z tobą. Masz teraz do dyspozycji panią w średnim wieku, którą możesz rżnąć w każdy jeden otwór, jaki sobie tylko zamarzysz. Jedyny warunek jest taki, że spuszczasz się w kubeczek dla Jane, oraz zaspokajasz mnie tak, aby mi było dobrze. Mam nadzieję, że taka zabawa ci się podoba?- zaczęła masować sobie cycki i rozkładać coraz szerzej swoje uda. Ja niewiele myśląc podszedłem i dałem jej swojego penisa, a ona tylko powiedziała:
    – Ściągnij skórkę i podejdź bliżej ze swoim penisem. Ja po prostu muszę ci go ssać, a za chwilę będziesz mieć bardzo ważne zadanie do wypełnienia, a raczej bardzo ważne otwory do wypełnienia.
    Musiałem się bardzo mocno powstrzymywać, żeby nie wy trysnąć za szybko, bo tak sprawnych i uzdolnionych ust, jakie miała sąsiadka, to jeszcze nigdy w swoim życiu erotycznym nie spotkałem. Natomiast ona bez żadnego udawania zawstydzonej dziewczynki otworzyła usta i zaczęła ssać mojego penisa. Bez dłuższego zastanawiania się wepchnęła sobie go do gardła aż po same jaja, które po chwili chwyciła rękoma i bardzo mocno ścisnęła, a ja prawie zawyłem z bólu. Po 10 albo i 15 sekundach wycofała się i z jej ust wyszedł mój kutas cały mokry od jej śliny. Bez chwili zastanowienia się przesunęła swoją pupę poza krawędź kanapy, przychyliła się do tyłu i uniosła nad siebie stopy. Zobaczyłem jej dosłownie błyszczącą cipkę i rozchylone przez ręce pośladki, które odsłoniły jej anusa.
    – Jak chcesz, do Posmakuj cipki swojej sąsiadki, albo po prostu zacznij mnie ruchać jak tylko ci się to podoba. Potrzebuję twardego, żylastego penisa i chcę, żebyś dobrze wykonał swoje zadanie. Jeśli tego nie zrobisz, to postaram się, żebyś więcej tu nie mieszkał do końca tygodnia albo i jeszcze szybciej.
    Bez chwili zastanowienia przystawiłem naprężonego penisa do jej dupki i naparłem na jej zwieracz. Chwyciłem w ręce jej kształtne cycki i wepchnąłem kutasa w jej odbyt do samego końca. Claire krzyknęła z bólu i zaskoczenia.
    -Wyjść?- zapytałem ja przestraszony.
    -Nawet tego nie próbuj!- wysapała dysząc- Daj mojej dupie chwilę, tego się nie spodziewałam. Zaraz sobie poruchasz.
    Kiedy próbowałem wyciągnąć trochę kutasa z jej dupy ona z automatu rozłożyła nogi po czym oparła pięty na moich pośladkach i zaczęłam mnie dociskać do siebie
    -Nie wychodź– warknęła na mnie – po prostu pozwól mi się przyzwyczaić do żywego kutasa w mojej dupie.
    Będąc nadal w środku jej odbytu uklęknąłem przed kanapą już na oba kolana, zamiast tylko na jedno i przełożyłem moje ręce za jej uda. Claire Oparła się piętami na moich obojczykach.
    – Zerżnij mnie – powiedziała i pociągnęła mnie do akcji.
    Nie namyślając się po prostu zacząłem się w niej poruszać i z każdą chwilą czułem, że jestem coraz bliżej wytrysków. Nie potrzebowałem nawet 5 minut i poczułem że moja prostata zaczyna mnie mrowić, a ja jestem już gotowy do wytrysku.
    Wyciągnąłem pośpiesznie mojego kutasa z dupy sąsiadki. Szybko złapałem kubeczek. Przyłożyłem go do penisa i zobaczyłem jak jej ręka łapie moje przyrodzenie i zaczyna mi sprawiać przyjemność ręką. Po kilku, może kilkunastu ruchach poczułem, że już dalej nie wytrzymam i Spuściłem się w środek naczynia dysząc bardzo głośno.
    – A teraz, młody człowieku – powiedziała do mnie sąsiadka – dokończysz to, co zacząłeś i sprawisz mi przyjemność. Przez dłuższą chwilę nie wiedziałem co ma na myśli, ale ona się bardzo szybko domyśliła i szybko mi powiedziała:
    – usta i język w ruch, bo ja też mam być zaspokojona. To raczej dobrze umiesz, bo na twoje lizanie dziurek Patrycja nie narzekała i też chcę teraz tego doświadczyć.
    Schyliłem się między jej rozchylone uda i zacząłem lizać jej cipkę. Zacząłem od samej góry warg sromowych i po kolei obiecałem się językiem Coraz bliżej do jej łechtaczki. Ona zaczęła przyciskać moją głowę w dół, więc obniżyłem się i zacząłem świecić językiem w cipce. Ona jednak powiedziała: “Znajdź jeszcze niżej!” I przycisnęła moją głowę jeszcze niżej. Ja obniżyłem się jeszcze bardziej i mój język wylądował na jej rozepchanej i dupie. Sąsiadka zaczęła dyszeć i stękać z rozkoszy i nie puszczała mojej głowy ze swoich rąk. W pewnym momencie zaczęła się masturbować i brutalnie wkładała i wyciągała palce w swoją cipkę oraz agresywnie masowała swoją łechtaczkę, A ja w tym czasie cały czas wylizywałem jej dziurkę w jej dupce. Po paru minutach takiej wspólnej zabawy i pieszczotach poczułem na swojej twarzy coś mokrego. Popatrzyłem w górę i zobaczyłem cipkę sąsiadki, która tryskała sokami wprost na moją twarz. Po kilku spazmach uspokoiła się, opuściła drżące nogi na podłogę i Leżała tak w dużym rozkroku na kanapie z palcami cały czas w środku cipki. Po minucie albo dwóch powiedziała do mnie:
    – Wyliż mnie do sucha i mogę iść do domu. Spisałeś się na medal i dalej możesz tu mieszkać. Oraz robić mi dobrze.
    Zacząłem ponownie lizać jej cipkę która na nowo zaczęła puszczać soki, ale już nie tryskała we mnie tylko po prostu zaczęła się robić na nowo mokra. Po dłuższej chwili poczułem że ręce sąsiadki łapią moją głowę za włosy i odciągają mnie od cipki.
    -Moja Cipka już jest zaspokojona a teraz wstań bo też muszę już się powoli zbierać.
    Wstałem z kolan, a Claire złapała mojego pół sztywnego penisa u nasady mocno go ścisnęła i przesunęła ręką w kierunku główki. Z cewki wypłynęła resztka spermy, a ona przysunęła głowę i zaczęła koniuszkiem języka oblizywać mi główkę. –Kocham wylizywać te końcówki. Są najsmaczniejsze i nie takie gęste, jak to co Wypływa z waszych kutasów na samym początku, kiedy jesteście nabuzowani i strzelacie tak gęstym ładunkiem, że aż trudno Czasami przełknąć.
    -Jest gęsty wytrysk, tylko jak nie ma regularnego opróżniania zbiornika.
    -Teraz spuszczasz się regularnie, więc cały czas masz regularną gęstość i smak. Podoba mi się ta zabawa i myślę, że tobie również. Bądź gotowy jutro rano jak tylko Jane wyjedzie do pracy. Nie mogę sobie pozwolić na to, że ktoś zobaczy w ciągu dnia jak tu przychodzę. Jeszcze pomyślą, że bezrobotny imigrant rucha angielską panią w średnim wieku.
    Uśmiechnęła się zalotnie, po czym wstała, schyliła się po swoją sukienkę leżącą na kanapie, narzuciła ją na siebie bardzo szybko poprawiła włosy ponownie uśmiechnęła się i wyszła drzwiami frontowymi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Max79