Category: Uncategorized

  • Wstep “Nie wiem kim jestem”

    Pewnego jesiennego dnia gdzie lekkie słońce coś tam jeszcze grzało, wracałem powolnym krokiem do domu ze szkoły, myśląc o tym, co by tu dziś po robić jak spędzić resztę dnia. Gdy już stałem przed drzwiami domu, pomyślałem sobie, jestem sam, jestem nastolatkiem więc może, się zabawię sam ze sobą, mały uśmieszek pojawił mi się na twarzy, otworzyłem drzwi, zdjąłem buty, bluzę oczywiście przywitał mnie moja ukochana suczka, rasy Rottweiler pochyliłem się, nad nią mówiąc.

    -No chodź tu ty moja kluseczko- powiedziałem z wielkim uśmiechem, głaszcząc ją intensywnie po brzuszku oraz za uszkami na koniec tylko dodałem-.

    -Zaraz pójdziemy, tylko coś zjem. -wstałem, kierując się do lodówki, na której wisiała kartka od siostry, która napisała na niej moje zadania na dziś całe zadowolenie, które miałem prysło w kilka sekund.

    -Napisane było, że, mam posprzątać cały dół tak mieszkam, w średnim domku piętrowym gdzie na górze znajdował się mój pokój, sypialnia mojej siostry i pokój, który służył głównie za cztery ściany. Na parterze zaś była kuchnia, łazienka, salon i mały przedpokój.

    Otworzyłem lodówkę, łapiąc za mleko, żeby, zrobić sobie płatki tak więc zajadając się, nimi obmyślałem plan jak tu na szybkości to ogarnąć. Więc po pierwsze musiałem iść na spacer z psem, potem salon, bo wystarczą tylko podłogi i złożyć pranie, kuchnia była najgorsza, bo trzeba było po zmywać naczynia, których jak zawsze było dużo niby dwie osoby a cały zlew zapchany. Przygotowując się do wyjścia, złapałem za smycz, moja suczka już była przy nodze, udałem się szybki spacer, bo jednak miałem jeszcze wiele do zrobienia. Wróciłem zaledwie po 15 minutach. Zabrałem się za sprzątanie, założyłem słuchawki i za pierwszą czynność obrałem składanie prania najpierw moje rzeczy później od siostry, złapałem za coś i w głowie miałem myśl, co to jest takie małe ? Były to bardzo delikatne stringi fala ciepła pojawiła się w moim kroczu, od razu przerwałem zbereźne myśli, składając resztę, zaniosłem to do jej sypialni i zabrałem się za resztę sprawie i szybko posprzątałem calutki parter, wszystko lśniło więc czas na nagrodę, udałem się do swojego pokoju, odpaliłem komputer ulubioną stronę porno, na której był filmik gdzie chłopak o bardzo kobiecych nogach, bawił się swoją dziurką, kliknąłem z ciekawości, patrzyłem na niego jak w murowany, jak wkłada sobie palec potem dwa aż na koniec, zaczął ujeżdżać sztucznego penisa, będąc na maksa twardym, zacząłem bawić się swoim, gdy już miałem dochodzić całe piękno przerwał mi SMS od siostry-.

    -Hej będę dziś później, bo skoczę do koleżanki po pracy, więc nie czekaj na mnie mam nadzieje, że, posprzątałeś -napisała.

    Moje podniecenie znów wróciło, gdy oglądałem kolejnych, jak się zabawiają swoimi dziurkami tak długo, że straciłem poczucie czasu, też tak chce, jak to jest, kolejne pytania rodziły mi się w głowie, gdy było, grubo po 22 postanowiłem zakończyć dzień iść się umyć i spać.

    Kolejny dzień będąc w szkole, ciągle myślałem o tym, jak to jest mieć na sobie pończochy, seksowe majtki na spódniczkach kończąc, nie mogłem pozbyć się tych myśli. Wraz z ostatnim dzwonkiem powiedziałem sobie w głowie-.

    -No to dziś spróbuję, jak to jest- wielki banan pojawił się mi na twarzy wraz z nim fala ciepła na moim kroczu.

    Będąc już w domku i po spacerze z pieskiem udałem się do sypialni mojej siostry, otwierając jej szafę, bardzo się podnieciłem, przebierałem przez jej ubrania w poszukiwaniu spódniczki takiej do kolan jakiejś pasującej do tego koszulki, większa fala podniecenia trafiła do mnie, gdy otworzyłem jej szufladę pełną różnorakiej bielizny, nie mogłem się zdecydować, na które spojrzałem na spódniczkę, była ona czarna więc najlepiej coś czarnego padło na zwykłe koronkowe majtki do tego również taki sam stanik na koniec pończochy. Udałem się z tym wszystkim do mojego pokoju, rozebrałem się i złapałem za majtki, ubierając je, podniecając się coraz mocniej z każdą sekundą, ubrałem resztę i czułem się inaczej, byłem szczęśliwy, pobiegłem do sypialni mojej siostry, by przejrzeć się w lustrze, zaniemówiłem, stała tam urocza dziewczyna oczywiście od głowy w dół upadłem, na kolana patrząc, na siebie zaczynałem się bawić, moim nie za dużym kutasem nie minęło nawet kilka minut, a trysnąłem, na lustro głośno przy tym oddychając, moja głowa była pusta, obserwowałem, jak sperma spływa po lustrze, przybliżyłem głowę i liżąc, lustro spróbowałem, małej ilości pomyślałem-.

    -Nie jest takie złe- uśmiechając się, szeroko, po czym po raz kolejny liżąc już większą ilość nie wiedzieć dlaczego ale podobało mi się, postanowiłem, wrócić do pokoju przebrałem się, w już swoje ubrania zaś te od siostry ukryłem pod swoimi w szafie. Następnego dnia na szczęście był już weekend, ciągle tylko myślałem, o tym, co ja wczoraj zrobiłem, teraz chce spróbować w dupę, moje chęci jednak zderzyły się z rzeczywistością i nie miałem dilda, moja siostra też ich nie używa, a do sex-shopu nie pójdę, brakuje mi odwagi, po czym do mojego pokoju weszła siostra Iza była, zgrabną blondynką ze średnim biustem nie zbyt wysoka, ale za to z pięknym tyłkiem oraz zgrabnymi nogami usiadła na kancie łóżka i powiedziała-.

    -Ooo wstałeś, chciałem cię tylko uprzedzić, że dziś idę na urodziny Karoliny, idziesz może ze mną ? -zapytała, kończąc to pięknym uśmiechem.

    -No co ty nie chce mi się- odpowiedziałem, chowając głowę w poduszkę.

    -Znów będziesz grać, cały dzień zrobiłbyś coś innego- odparła, wstając i wychodząc.

    W mojej głowie natychmiast pojawia się ta myśl, że sam chciałbym mieć taką figurę i wtedy pojawiała się pierwsza myśl o prawdziwym kutasie, jak to jest ? Jak on smakuje? Przerwałem szybko te bujanie w obłokach. Postanowiłem więc się spotkać z moim kumplem z dzieciństwa Marcinem, udałem się na naszą miejscówkę, on już tam czekał, był to blondyn, wyższy ode mnie był raczej przeciętnej urody, gadaliśmy jak zawsze o sporcie, grach i trochę o dziewczynach aż tu nastała pora obiadu więc na szybko, w co sobie dziś pogramy i jak coś to dzwoń, udaliśmy się do swoich domów. Będąc już w domku, zajadałem spaghetti mojej siostry, która mnie bardzo dziwnie obserwowała, moją teorie przerwały jej słowa.

    -Musimy jeszcze porozmawiać, zanim wyjdę na urodziny- kończąc te słowa tym swoim dziwnym uśmiechem.

    -No okey nie możesz teraz zacząć? Spytałem, bo nie wiedziałem, o co jej może chodzić.

    -Najpierw zjedz, potem pogadamy. Złapała za kubek kawy i udała się do salonu.

    Nie wiedząc, o co jej chodzi, skończyłem jeść, odkładając talerz do zlewu, nie miałem pojęcia, że ta rozmowa zmieni moje życie na zawsze. Udałem się do salonu, usiadłem jak najdalej od niej. Spojrzała na mnie, odkładając telefon na stolik, powiedziała.

    -Co moje ubrania robiły w twojej szafce i nie tylko one, bo bielizna też tam była- powiedziała stanowczym tonem.

    Zamurowało mnie, stres sięgnął zenitu, pojawił się ból brzucha oraz lekkie łzy w moich oczach co ja mam jej powiedzieć, nie umiałem nawet ruszyć palcem, spuściłem głowę, gdy już chciałem ją okłamać, że to koleżanka u mnie była i pożyczyła jej ubranie marne kłamstwo, ale może przejdzie.

    -Czy to ma związek z filmikami, które oglądasz — spytała już bardziej przyjemnym tonem.

    No to teraz już nie mam jak się obronić, zacząłem płakać, po czym przybliżyła się do mnie, przytuliła mnie, do swojej piersi szepcząc mi przyjemnym głosem.

    -Jeżeli naprawdę chcesz to robić, to ci pomogę, nie musisz mi odpowiedzieć teraz, dam ci czas do końca dania nie musisz mi tego mówić, wystarczy SMS, że, chcesz, ale zastanów się dokładnie, bo nie będzie odwrotu, kończąc swoje słowa, delikatnym pocałunkiem w policzek wstała i odeszła bez słowa.

    Siedziałem tak przez chwilę, wstałem i pobiegłem do swojego pokoju pełen wstydu stresu i zakłopotania co teraz ? Położyłem się na łóżku i z tego wszystkiego usnąłem. Obudził mnie mój kumpel wiadomością czy w coś gramy wstałem, nieświadomy tego, co się działo parę godzin wcześniej, spojrzałem na zegarek, była godzina 19, gdy przypomniało mi się znowu, w jakiej sytuacji się znajduje, moje nogi zrobiły się miękkie. Udałem się do kuchni lekkim krokiem, trochę stresu znikło, gdy zorientowałem się, że ona jest przecież na urodzinach, Zrobiłem sobie herbaty, wróciłem do pokoju i zacząłem grać i gadać z moim kumplem tak minęła, 21,22 dochodziła 23 i oboje stwierdziliśmy, że już wystarczy, poszedłem się umyć, gdy byłem już po kąpieli, spojrzałem na swoje odbicie w lustrze, będąc nagim, miałem coś z dziewczyny, sylwetka była zdecydowanie bliżej kobiety niż faceta do tego niezbyt duży tyłek, ale jak spojrzałem na siebie z boku, gdyby nie owłosienie to na pewno mógłbym kogoś na to nabrać. Tak dochodziła godzina 12, będąc już w swoim łóżku, złapałem za telefon, napisałem jej tak.

    -Zapomnijmy o wszystkim. Nie mów nikomu, proszę cię, idę już spać Dobranoc.

    Nie dostałem żadnej odpowiedzi, gdy już praktycznie spałem, usłyszałem otwierające się drzwi. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że, następny dzień, który miał nadejść będzie aż tak przerażający.

    CDN

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Natalka Yep

    Konstrktywna krytyka mile widzina 😛 Jeżeli chcesz więcej zostaw coś po sobie 😛 

  • Przygoda na sniegu

    Oliwia stała na szczycie stoku i spoglądała w dół. Nie był to pierwszy raz, gdy ośmieliła się wjechać na samą górę. Znała ten sport i wielokrotnie razem ze znajomymi, dokonywali na stoku rzeczy, o których nawet nie opowiadali innym po powrocie, by nie bali się zapraszać ich następnym razem. Teraz było inaczej. Dziewczyna była sama. Wyjazd na narty był zaplanowany od dawna, ale nigdy nie zaplanujesz kłótni z facetem, po której nawet nie masz ochoty na ognisty seks we wściekłości. Tym razem to chyba był koniec relacji. Nie miała już nawet siły tęsknić czy czekać na sygnał od niego. Miała go serdecznie dosyć. Pragnęła być z kimś, z kim można zaczerpnąć przygód i drobnych wspólnych szaleństw. Kto zaskoczy Cię w nocy, gdy przyjedzie samochodem pod dom, proponując wyprawę, gdzieś gdzie ładnie widać gwiazdy albo ułoży ścieżkę z kwiatów , gdy po prostu wrócisz z pracy. Brakowało jej męskiej pasji w życiu, która i jej by się udzieliła. Pragnęła przestać mieć wszystko tak dokładnie zaplanowane, a jej… chyba już były mężczyzna, nie umiał zaskoczyć nawet w jej urodziny. Nawet nie chciała sobie przypominać, o co poszło ostatnio. Proces chyba dobiegł końca.

    A więc stała na szczycie stoku całkiem sama. Znajome na szczęście miały dojechać jutro wieczorem.

    – Jeden dzień samotności, bardzo dobrze mi zrobi – pomyślała Oliwia. Schowała swoje jasne włosy szczelnie pod czapkę, przygotowując się do jazdy. – Przy okazji ogarnę wszystkie najpotrzebniejsze miejsca do życia. W końcu mamy tu spędzić tydzień. Dziewczyny przyjadą, to będę robić za przewodniczkę, może po drodze uda się znaleźć lokal na wieczorne zabawy. Wytańczymy się i to bez faceta-kuli u nogi. – Podsumowała w myślach, czując się coraz pewniej. Wzięła głęboki oddech i ruszyła w dół. Pewnie trzymała się na nogach, a narty delikatnie tylko drżały w zetknięciu z śnieżną pokrywą. Pęd powoli stawał się nie do wytrzymania dla oczu, mrużyła je, podczas gdy te nieschowane pod czapkę kosmyki włosów, powiewały na wietrze jak szalone chorągiewki. Prędkość powodowała przypływ adrenaliny. Oliwia aż pisnęła z radości, gdy widziała przemykające obok niej figurki pozostałych narciarzy, lekko zdziwione szalonym tempem dziewczyny. Czuła się bardzo pewnie. Euforia rozlewała się w brzuchu i głowie tak, że ustępowała rozsądkowi, tego dnia w szczególny sposób się o tym przekonała. Chciała sprawdzić czy uda jej się podskoczyć nad lekką muldą, które zwykle omijała łukiem. Zbliżając się do niej czuła siłę i pewność, że się uda.

    Skoczyła. Szum sunących o śnieg nart na chwile przestał rozbrzmiewać, w emocjonującej ciszy, tuż przed ponownym zetknięciem z podłożem. Na ten moment, czuła się totalnie bezwładna. Leciała kilka sekund zaledwie, ale czas dłużył się niemiłosiernie, czuła bowiem jak traci równowagę. Wiedziała od razu, że nie ustanie równo. Gruchnęła głucho o ziemię, a jedna z nart poszybowała dalej, po tym jak odpięła się z wiązań. Oliwia nie raz padała już na śnieg, ale tym razem nie zdążyła właściwie się przygotować na zderzenie z ziemią. Noga, od której odpięła się narta, wykrzywiła się nieładnie podczas upadku.

    Po chwili wstała. Chyba nie było tak źle. Otrzepała się od śniegu i odpięła drugą nartę. Czuła bardziej wstyd niż ból. Noga wydawała się być w porządku, choć być może adrenalina wciąż neutralizowała nieprzyjemne uczucie. Postanowiła rozejrzeć się za nartą, licząc że żaden mądrala nie przyczepi się do jej dzikiego sposobu jazdy. Była na to duża szansa, bo jechała chyba nieco zbyt szybko, by ktoś mógł ją rozpoznać, gdy nie była już sunącą smugą światła na stoku. Uśmiechnęła się na samą myśl. Pewność siebie, znów wracała. Zwłaszcza, że w jej stronę szedł jakiś facet z trzema nartami na ramieniu. Wśród nich była ta jej, która postanowiła jechać dalej, nie przejmując się katastrofą na stoku. Uśmiech nie zszedł z twarzy Oliwii, gdy szczęśliwy znalazca narty zbliżył się na tyle, by widziała nieco starszego od niej, dobrze zbudowanego mężczyznę, z przyjaznym uśmiechem i nieco wilczym wzrokiem, takim który zdaje się świdrować Cię, gdy masz coś do ukrycia i rozbierać Cię, gdy nic do ukrycia nie masz. Był całkiem przystojny, a silnych ramion nie mogły ukryć nawet grube rękawy jego kurtki. Trzymał na barku narty, jakby były zrobione z papieru. Swobodnie krocząc w stronę stojącej w miejscu dziewczyny.

    – To z pewnością należy do Ciebie. – Powiedział radosnym głosem, unosząc nartę Oliwii w górę. Wciąż szedł w jej stronę i uśmiechał się coraz szerzej. Prawdopodobnie dlatego, że coraz wyraźniej widział, komu ma okazję pomóc, oszczędzając jej sporo czasu w poszukiwaniu utraconego sprzętu.

    Oliwia była piękna. Widział to, z każdym krokiem czując coś rozgrzewającego w żołądku, jak wypita duszkiem spora porcja grzanego wina. Uczucie przypominające intensywnością strach, ale nakazujące patrzeć i zbliżyć się, zamiast uciekać. Coś czego nie da się opisać słowem. Jej uroda zdawała się być zakazana, niemożliwa do odtworzenia nawet na zdjęciu czy obrazie. Jakby stwórca tym razem przegiął pałę. Spoglądał na nią i zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem ona mu się nie śni. Stała jednak przed nim, całkiem prawdziwa i uśmiechnięta.

    W końcu stanął przed nią i oparł swoje narty o ziemię, wyciągając jednocześnie jej zgubę do przodu na obu ramionach, jak miecz koronacyjny dla królowej.

    – Dzięki wielkie, domyślam się, że nie byłoby mi łatwo szukać, gdyby pojechała w dół, gdzieś w las. Mam dziś szczęście, bo sam moment utraty narty też skończył się raczej śmiesznie, niż tragicznie. – Powiedziała Oliwia, przyjmując do rąk odzyskaną nartę.

    – To ja mam szczęście, wierz mi. Jestem Adam i bardzo, bardzo mi miło Cię poznać.

    – Oliwia.

    – Mam nadzieję, że śmieszność upadku nie dostarczyła nieśmiesznej kontuzji, bo domyślam się po ośnieżonej czapce, że musiałaś spotkać się z ziemią, przy utracie narty.

    – Raczej wszystko w porządku, nie boli. Nie ma się czym przejmować. – Odpowiedziała Oliwia, przy okazji demonstrując sprawność stopy, lekko tupiąc nogą w śnieg. I wtedy coś poczuła.

    – Aaaaaa…. – Jęknęła niekontrolowanie z bólu.

    – Chyba jednak nie ma się z czego śmiać. Ale rzeczywiście masz dziś szczęście, bo trochę się na tym znam. Pracuję w ośrodku niedaleko, jako fizjoterapeuta i często bywa, że pomagam też kontuzjowanym. Choć zobaczymy co z Tobą jest, a jeśli to rzeczywiście nic poważnego, to wystarczy jakaś maść, a taką też mam. To jak? – Uśmiechnął się do Oliwii, wyciągając ramię, by pomóc jej stanąć na nogi, bez dyskomfortu w stopie. Dziewczyna zaskakująco chętnie oparła się o jego ramię i pozwoliła prowadzić w dół. Nie było daleko, ale stopa rzeczywiście chyba była nieco nadwyrężona, a but stawał się nieznośnie ciężki, przez ból. Nie doszłaby sama. Gdy dotknęła jego ramienia dłonią, poczuła to, co już wcześniej podpowiedziała jej wyobraźnia. Prowadził ją pewnie i bez problemu trzymał równowagę. Odwrócił głowę w jej kierunku, byli tak blisko siebie, że dokładnie mogła wpatrzeć się w jego świdrujące oczy. Lekko zwolnił kroku, by móc jak najdokładniej podziwiać każdy fragment jej twarzy. Usta fenomenalnie komponowały się swoją barwą z policzkami, lekko zaróżowionymi od mrozu i pędu powietrza. Oliwia czuła jak przyspiesza mu tętno, opierając się o niego mogła wyczuć jak pulsuje mu krew. Udzieliło jej się to. Poczuła coś, czego od dawna nie miała okazji czuć. Przez ostatnie miesiące z jej facetem, nie potrafiła poczuć nawet jednego motylka w brzuchu. Teraz było ich… przynajmniej kilka.

    W subtelnej ciszy szli w dół. Adam prowadził ją i czuł delikatny zapach. Co jakiś czas, niby przypadkiem zbliżał nos w jej stronę, by móc złapać kolejne nutki, rozpoznając kwiatową woń jej włosów, skrytych pod czapką. Atmosfera bliskości wprawiła ich w dziwny nastrój. Stykając się nieustannie, idąc równym rytmem, coraz częściej zerkali na siebie. Mówili niewiele, choć żadne nich nie czuło zakłopotania. Dotyk robił swoje. Adam coraz śmielej obejmował dziewczynę, gdy co jakiś czas musiała opierać się o niego dla równowagi. Noga coraz mniej ją bolała, choć wolała tego nie pokazywać i opierać się dalej. Jego silne ramiona prowadziły pewnie w stronę pobliskiego skutera śnieżnego z małą przyczepką. Przyjemnie było tak odbierać pomoc na stoku, od nieznajomego. Choć była ostrożna, przy Adamie jakoś nie dolatywały do głowy myśli o zagrożeniu. Czuła się bardziej jak dama, którą ktoś ratuje z opresji. On sam wydawał się być bardziej aniołem stróżem, niż potencjalnym gwałcicielem. Nawet wtedy, gdy z uśmiechem posadził ją w przyczepce skutera.

    – Teraz jedziemy do ośrodka na oględziny stopy. – Powiedział chłopak, kładąc narty w specjalnym schowku, z boku maszyny. – Tylko trzymaj się mocno, limit szczęścia chyba występuje nawet w Twoim przypadku. Nie prowokujmy kolejnych śmiesznych zdarzeń na śniegu. – Uśmiechnął się łobuzersko. Oliwia już szykowała się do buńczucznej odpowiedzi. Nie bała się przecież prędkości.

    – Nie musisz się, tak o mnie bać… – Zaczęła. – To że raz zdarzyło mi się upaść to nie znaczyyyyyyy.. AAAAAAAAAAAAA! – Adam ruszył tak szybko, że ledwo udało jej się złapać na burty przyczepki .

    Pęd był niesamowity. Oliwia zapominając o zgrywaniu twardej zawodniczki, piszczała jak szalona, gdy Adam w diabelskim tempie zmieniał kierunek jazdy, wzbijając tumany śnieżnego pyłu, znaczące ich przejazd wystrzeliwanymi w powietrze smugami. Przez moment jechali tak szybko w dół, że czapka na głowie zsunęła się z głowy.

    Adam wreszcie zatrzymał się przed drewnianą chatą, w bardzo górskim stylu, z której bił w górę dym kominem. Obrócił się, by spojrzeć na swoją kontuzjowaną pasażerkę i zaniemówił z wrażenia. Widok zatrzymał mu na chwilę wszelkie procesy życiowe. Widział najpiękniejszą kobietę na świecie, lekko oszołomioną nagłym hamowaniem na śniegu.

    Jej długie jasne włosy rozpuszczone w nieładzie, przez pęd powietrza oplatały całą jej morką od śniegu twarz. Część z nich przylepiła się do rzęs, przez co widział jak dziewczyna w rękawiczkach próbuje niezdarnie odgarnąć kosmyki z oczu. Zsiadł błyskawicznie i podszedł do niej zdejmując rękawiczkę i pomógł delikatnie odgarnąć włosy do tyłu. Coś w niego wstąpiło. Chwycił ją mocno, bez uprzedzenia i uniósł jak pióreczko w ramionach. Liv była nieco oszołomiona, ale odruchowo oplotła swoje ręce, wokół jego karku i dała się ponieść.

    – ostatecznie jesteś kontuzjowana, nie mogę ryzykować, że coś Ci się stanie na tych śliskich schodach. Zaniosę Cię od razu na oględziny do mojej klitki, przy okazji zaparzę coś ciepłego. – Nie dał jej możliwości wyboru, wciąż idąc w stronę drewnianych drzwi u boku chaty. Nie protestowała, wręcz przeciwnie.

    – gdybym wiedziała, że jest tu tak wysokiej klasy obsługa, to częściej bym się przewracała, wołając o pomoc przy okazji. – Odpowiedziała mu nieco ciszej niż planowała i poczuła jak mocniej przytula ją do siebie.

    – Zaraz się przekonasz jak u nas profesjonalnie, pewnie jeszcze dziś będziesz mogła potańczyć. – Zapewnił chłopak czując jak przyjemny zapach jej włosów rozlewa się rozkosznie wokół niego.

    – Nie znam co prawda okolicy, jestem tu tylko na tydzień, liczę więc że przy okazji profesjonalnej obsługi, udzielisz mi kilku porad odnośnie tutejszych atrakcji. – Odpowiedziała Oliwia, widząc jak nieco czerwienią mu policzki, już nie od mrozu.

    – Wobec tego umówmy się tak, jeśli nic Ci nie będzie, a ja postawię Cię na nogi, to dasz się zaprosić dziś do klubu i razem sprawdzimy, czy noga nadaje się do tańca, co Ty na to? – Spytał wciąż czerwieniejąc. Oliwia udała, że się zastanawia, choć w myślach bardzo cieszyła się na samą myśl. I tak pewnie cały wieczór myślałaby o nim, a tak mogła wykorzystać sytuację.

    – Zgoda, ale najpierw nieś pomoc, bo inaczej nici z potańcówki. – Powiedziała bezczelnie, wyciągając kontuzjowaną nogę, ochoczo w stronę uśmiechniętego Adama.

    W pomieszczeniu było Ciepło. Zrzucili więc kurtki i wszelką niepotrzebną wewnątrz odzież. Lic usiadła na wygodnej pryczy, zdejmując grubą skarpetę. Podciągnęła nogawkę do góry i nie zobaczyła nic niepokojącego. Adam też wyraźnie się rozluźnił.

    – Chyba jesteś cała, ale nie zaszkodzi nieco maści. Do tego nada się też trochę rozmasowania, co nie?

    – Ty tu masz randkę do zyskania, więc pomóż cierpiącej i nie pytaj o rady.

     – Zachęciła go do działania Oliwia, która chętnie dałaby się masować mu, nie tylko w stopę. Choć musiała przyznać, że robi to świetnie, nawet tylko tam. Jego dłonie bardzo pewnie chwyciły ją za kostkę i energicznie wtarły pachnącą ziołami maść. Palce przyjemnie przesuwały się po nawilżonej skórze. Ból ustępował z każdą sekundą, zastępowany przez przyjemność. Oliwia patrzyła na klęczącego obok niej Adama, który z zapałem starał się nie ominąć nawet najmniejszego skrawka jej skóry. Po chwili podniósł oczy i złapał spojrzenie dziewczyny. Patrzyli na siebie bardzo długo. Adam nie przestawał jej dotykać i masować. Widział jak co jakiś czas dziewczyna mruży oczy z przyjemności, jaką dawał jej dotyk. Ręce lekko mu drżały, nie mógł uwierzyć w to co widzi. I to co mówi, a raczej komu.

    – Wygląda na to, że wszystko w porządku. Pozwolisz, że w ramach profesjonalnej obsługi, będę mógł się odwieźć Cię we wskazane miejsce. Przynajmniej będę wiedział, gdzie wrócić wieczorem. Jeśli to aktualne ?

    – Jak najbardziej. Dziękuję Adam, bardzo chętnie przetestuje Twoje leczące zdolności na parkiecie oraz te taneczne. Jeśli jesteś w tym równie dobry, to nie będziemy się nudzić. – Odpowiedziała natychmiast Liv, nachylając się w stronę zadowolonego chłopaka, składając mu na policzku gorący pocałunek.

    Później tego dnia

    Oliwia szykowała się powoli na wieczór. Dzień póki co układał się jej rewelacyjnie. Dobry humor nie opuszczał jej od momentu spotkania Adama na stoku. Ból w nodze należał już do przeszłości, smutne myśli o byłym facecie nie wracały, a woda w wannie była cieplutka i pachnąca, zamierzała więc za chwilę wskoczyć do środka, wykąpać się i pośpiewać głośno razem z puszczoną w tle playlistą. Dziewczyny przyjeżdżały dopiero jutro, dziś więc mogła okupować całe wynajęte mieszkanie na swoich i tylko swoich warunkach.

    Rozebrała się i spięła włosy wysoko na głowie. Weszła po kolana do ciepłej wanny pełnej wody i powoli siadając na brzegu, poczuła jak rozkoszne ciepło dotyka każdego fragmentu jej ciała zanurzonego po chwili aż do szyi.

    Minuty leciały, a woda wciąż dawała masę przyjemności. Śpiewała głośno wprawiając się w jeszcze lepszy nastrój. Po chwili jednak przestała śpiewać, gdy do głowy przyleciała myśl o nowo poznanym chłopaku…

    – Adaaaaam… – Wymruczała na głos, odchylając się do tyłu, z włosami poza brzegiem wanny.

    Delikatnie przesunęła dłoń po wilgotnych piersiach. Pieszcząc się i myjąc jednocześnie. Jej palce zataczały szerokie kręgi wokół sutków, zbliżając się do nich, zataczając dłonią coraz ciaśniejsze kółeczka. Wrażliwa skóra Liv reagowała szybko. Gęsia skórka występowała tu i tam ponad linią wody na jej rękach. Pieszczone piersi wraz z aktywnymi rozmyślaniami o przystojnym fizjoterapeucie, sprawiły, że rozmruczała się na dobre.

    Sutki stwardniały pod wpływem drażniących palców. Wilgotne dłonie wsuwały się raz na szyję, raz po brzuchu, gdy dostarczała sobie przyjemności, pieszcząc sobie tylko znane miejsca. Wsunęła w końcu jedną dłoń pomiędzy swoje uda i w rytm muzyki poruszała nią, delikatnie dotykając się w coraz bardziej gorącą kobiecość. Paluszki Liv lekko drażniły miękkie wnętrze jej szparki. Marzyła zamykając oczy o masujących ją palcach Adama. Włożyła swój własny do środka i powolutku rozpoczęła błądzić nim, oddychając nieregularnie. Naciskała leciutko swoją perełkę, która coraz śmielej domagała się przyjemności. Seans dotyku trwał, Liv pieściła się w wannie, coraz bardziej zapominając o marszczącej się skórze. Jej zwilgotniałe palce, przez bruzdy były jeszcze lepszym narzędziem dotyku. Powstałe fale na opuszkach palców, wprawiały ją w drżenie, gdy przesuwała nimi energicznie wokół słodkiego guziczka przyjemności. Odpływała bardzo daleko, marzyła bardzo śmiele. Pragnęła niesamowicie mocno…

    Jeszcze później tego dnia ?

    Ostatnie poprawki i już mogła się uznać za gotową. Wyglądała wprost bosko i wiedziała o tym. Figury mogła jej pozazdrościć każda kobieta i to nawet taka, którą ona by uznawała za ładniejszą. Nie mogła jednak przewidzieć reakcji Adama, który po prostu oniemiał z zachwytu.

    Wyszła do niego, gdy podjechał po nią o umówionej godzinie. Chciał otworzyć jej drzwi do samochodu i powiedzieć kilka miłych słów, ale stanął jak wryty i po prostu podziwiał. Sam nie pamiętał potem jak udało im się trafić do lokalu.

    Muzyka grała niebywale głośno. Co wcale nie przeszkadzało czuć to samo przyjemne napięcie, gdy stanęli przy barze, oczekując aż barman dostarczy zamówione na migi drinki. Chłopak co i rusz rzucał okiem na Liv. W imprezowej sukience z rozpuszczonymi włosami, wyglądała jak gwiazda z Oskarowej gali. Jej figura podkreślona obcisłą kiecką, prezentowała się nieziemsko. A piękna twarz, odpowiednio jeszcze poprawiona makijażem wydawała się być obliczem prawdziwiej bogini. Szybko rozgrzali się mocną kolejką, a potem drugą.

    Policzki znów zaróżowiły się nieco, ale tym razem z odurzenia i gorąca. Poszli w tany. Parkiet był pełen anonimowych ludzi, pozornie nie zwracających na nich uwagi, choć Liv na pewno zebrała sporo zazdrosnych rzutów oczu obecnych na Sali kobiet, mężczyźni też zdawali się zauważać i bezczelnie gapić się na niektóre fragmenty jej ciała. Adam patrzył w jej oczy, uradowany i onieśmielony jej pięknem, ale pewnie poruszał się na parkiecie i prowadził ją w tańcu nawet lepiej niż wtedy, na stoku. Liv wirowała w rytm muzyki coraz częściej i na dłużej przylegając do ciała jej partnera. Tańczyli jakby znali się od dawna i instynktownie dobierali kroki we właściwym czasie. Byli coraz bliżej siebie, Adam coraz częściej wodził rękami po talii Liv i z każdą minutą przełamywał w sobie i w niej kolejną barierę bliskości. Czuła jak staje za nią, wciąż poruszając się w rytm muzyki, kręciła biodrami starając się przylgnąć do jego krocza pośladkami. Chciała poczuć go bardzo blisko, by mógł ją objąć i kołysać się wspólnie. Czuła jego przyjemny męski zapach i ciepły oddech na szyi, gdy w końcu zbliżył się do niej, tak jak tego pragnęła. Czuła przez materiał jego spodni, że jest mocno pobudzony, odsunął się nieco, ale zaraz znów był blisko. Oliwia zachęciła go kołysaniem bioder i miłym przyzwalającym uśmiechem. Chwyciła jedną z jego dłoni. Jego drugie ramie powędrowało do przodu, obejmując ją na wysokości piersi. Przytulił ją od tyłu. Mocniej przylgnął kroczem do wciąż kołyszących się kusząco pośladków dziewczyny. Mocno scalili się w uścisku, ani trochę nie przeszkadzało im nadal ruszać się razem z resztą tańczących. Silne ramię Adama obróciło wreszcie Liv i objęli się stojąc twarzą w twarz. Jej ramiona wylądowały na jego szyi, zaplotła swoje dłonie i spoglądała mu w roześmiane oczy. On zacisnął ręce ciasno na jej talii i poruszali się obracając, coraz bliżej i bliżej. Ich splecione ciała dzieliła coraz mniejsza odległość. Muzyka zagłuszała wszystko wokół, obraz też ograniczył się tylko do twarzy partnera. Liv widziała swoje oblicze w wilczych oczach Adama, on widział refleksy lamp w jej jasnych włosach, widział jak doskonałe ma usta. Jak niesamowicie doskonale układają się w kształt przywodzący na myśl miłość i piękno.

    Liv przymykała już oczy, jego twarz była bardzo blisko, nie widziała już nic poza nim. Był wszystkim co widziała i co chciała widzieć.

    Zetknęli się ustami, bardzo powoli oddając sobie delikatne pocałunki. Wbrew muzyce, która przyspieszyła cały świat wokół nich, kołysali się wciąż w swoim tempie, całując się i obejmując. Żadne z nich nie przyspieszało. Byli we własnym fragmencie rzeczywistości, gdzie liczą się tylko pocałunki i nie ma miejsca na nic więcej.

    Trwało to długo. Muzyka przestała grać, czar prysł nagle, ale emocje nie opadały. Adam objął Liv w pasie i wyprowadził poza głośne sale przepełnione muzyką i tańcem. Bez słowa poprowadził ją do wyjścia. Liv nie pytając o nic, przyjęła podaną jej kurtkę. Ubrani wyszli na zewnątrz, Adam podał jej rękę i uśmiechnął się bardzo wilczo i łobuzersko .

    – Chodź ! – Powiedział nieco za głośno, wciąż lekko ogłuszony muzyką z klubu.

    Liv chwyciła jego dłoń i po raz kolejny dała się poprowadzić w nieznane.

    Oboje wiedzieni jakimiś impulsem, śmiejąc się i pokrzykując przyspieszyli kroki, z początku starając się zachować umiar, a potem już biegli razem w stronę pobliskiego pagórka pokrytego śniegiem.

    Liv wyskoczyła do przodu, chcąc wyprzedzić Adama w dotarciu na szczyt. Ruszyła skacząc zgrabnie. Chłopak był tuż za nią i nawet nie starał się jej wyprzedzać, gdy byli już niemal na szczycie wzniesienia, chwycił ją mocno w pasie i oboje runęli w dół jak kula śniegu, kręcąc się spleceni w uścisku. W końcu szalone turlanie ustało. Liv wylądowała na Adamie, leżąc na nim. Oboje byli cali w śniegu, ale natychmiast zaczęli się całować. Tym razem mocno, gorąco i namiętnie. Turlali się na ziemi już nie przez spadek z górki, ale pasji i żywiołowości, jaką uwalniali każdą sekundą pocałunku. Wciąż odziani po szyję, starali się dotknąć i zaczerpnąć z odsłoniętych twarzy jak najwięcej. Oliwia obsypywała pocałunkami Adama, który wplatał palce w jej włosy, odsłaniał jej szyję i lgnął do niej ustami, wprawiając Liv, w prawdziwą ekstazę. W końcu wstał z ziemi i pomógł ustać dyszącej dziewczynie. Otrzepali się energicznie nawzajem ze śniegu, nie szczędząc sobie dodatkowych uderzeń, na wysokości pośladków, które rzekomo miały strącić znajdujący się tam śnieg.

    Ruszyli dalej. Adam znów prowadził i ponownie zaprosił ją do przejażdżki skuterem śnieżnym. Zajechali pod znaną jej chatkę. W środku było ciemno, ale chłopak miał klucz i szybko znaleźli się w środku.

    – Aby nie dopuścić do przeziębienia, profesjonalna obsługa zapewni Ci najlepsze z możliwych remedium na wszelkie mrozy. – Adam z przejęciem w głosie otworzył małe drzwiczki, za którymi Liv zobaczyła bardzo gustowną, drewnianą łaźnię parową, w starym stylu. Rzuciła się na niego i ponownie obdarowywała pocałunkami. Szalona noc miała się więc nie kończyć. Ruszyła ochoczo w stronę przebieralni, by pozbyć się zbędnej odzieży. W tym czasie Adam przygotowywał gorące kamienie i cebrzyki z wodą. Sam też pozbył się ciuchów i paradował w ręczniku owiniętym wokół bioder.

    Para po chwili buchała potężnie, zasłaniając widok i wypełniając całe pomieszczenie. Adam usłyszał jednak, że drzwi od damskiej przebieralni zaskrzypiały. Liv wkroczyła do sauny, owinięta ręcznikiem osłaniającym wszelkie kobiece atrybuty. Chłopak mimo to usiadł z wrażenia. Oto stała przed nim Oliwa, istota, która do tej pory występowała jedynie w wyobraźni. Dziewczyna z którą rozumiał się bez słów, piękna, zniewalająca wręcz. Prawdziwa bogini.

    Dziewczyna zrobiła krok do przodu i powolnym ruchem zsunęła ręcznik na ziemię. Pod spodem nie miała nic…

    Pragnął tego, ale nie był na to gotowy. Gdy ręcznik Liv opadł na ziemię, odkryła przed nim najdoskonalsze ciało jakie w życiu miał okazję oglądać. Każda z greckich rzeźb, rozpękłaby się z kompleksów, gdyby Oliwia przeszła choć raz obok nich nago. Jej ciało tworzyło kompozycję doskonałą. Wyłoniła się z pary jak Afrodyta z morskiej piany. Piersi i brzuch godne były najwyszukańszych komplementów. Nogi powoli kroczące w jego stronę wprawiały całe jej ciało w ruch, który hipnotyzował chłopaka od samego początku.

    Oliwia widziała, jak ręcznik zakrywający męskość Adama unosi się, tworząc pokaźny namiocik. Uśmiechnęła się na samą myśl, że sam jej widok wystarczył, by wzbudzić w nim pożądanie. Podeszła bardzo blisko i całowała siedzącego na ławce chłopaka, zniżając swoją głowę, wraz z rozpuszczonymi włosami. Ręką sięgnęła w stronę ręcznika i uwolniła go, odsłaniając jego penisa. Odrzuciła na bok ostatni fragment odzieży, jaki tego dnia na sobie mieli, jednocześnie obracając się i dając się podziwiać także od tyłu. Adam spoglądał na blond włosy Oliwii, które świetlistą kaskadą spadały na ramiona i smukłe plecy. Jej tyłeczek był cudownie wilgotny od pary, chłopak nie mógł napatrzeć się na ten cud natury. Przyjemnie zaokrąglona Liv ponownie zakołysała biodrami, tak jak to robiła tańcu i podchodziła coraz bliżej do niego, wciąż pozostając obróconą. On wyciągnął ku niej ręce. Była już na ich wyciągnięcie. Dotknął jej i aż jęknął z zachwytu. Jego męskość pobudzona do granic możliwości, prężyła się dumnie, mimo iż dopiero teraz miał okazję, dotknąć nagiej Liv. Przysunął ją do siebie powoli i nakierował jej biodra we właściwe miejsce. Oliwia zacisnęła zęby w oczekiwaniu, opadała bardzo powoli, wciąż pozostając odwróconą plecami do siedzącego Adama. Wreszcie poczuła delikatne muśnięcie penisa, tuż przy swojej wilgotnej już szparce. Jedno, drugie, trzecie, coraz szybciej i śmielej, opadała na niego w dół, siadając na nim, by znów unieść się lekko do góry, potęgując przyjemność, gdy raz po raz wchodził w nią płyciutko.

    Chłopak przeniósł dłonie z bioder, w stronę piersi i otoczył je czułą opieką, pieszczotliwie przesuwając mokrymi palcami, po delikatnej skórze Liv. Dziewczyna wciąż nie przestawała zagłębiać członka, gdy unosiła się i siadała znów, kontrolując tempo. Wreszcie całkiem usiadła, przyjmując go całego w swojej rozgrzanej cipce. Jęknęła przeciągle, gdy czuła jak twardy penis Adama, rozpycha ją od środka. Był duży, czuła to każdym skrawkiem swojej kobiecości, ściskał też mocno jej piersi, bardzo podniecony. Przysunął usta do jej szyi, teraz zupełnie odsłoniętej, nagiej, którą mógł bez opamiętania całować i lizać. Stękał cicho, gdy Liv powolutku przyzwyczajała się do twardego członka i poruszała i biodrami do przodu i do tyłu w rytmie jego pocałunków. Oliwia czuła się w jakiś sposób spętana jego męskością i dłońmi, energicznie pieszczącymi jej piersi, ale miała kontrolę nad sytuacją. Ujeżdżała go swoim tempem, czuła jak drżą mu wszystkie kończyny, gdy napiera na niego swoim tyłeczkiem. Para już dawno przestała wydobywać się z kamieni, ale gorąco bijące od ich ciał, sprawiało że obydwoje byli mokrzy od potu na nagich skórach. Liv czuła się coraz wspanialej. Mocniej i mocniej opadała biodrami, na męskość swojego kochanka, zanurzając ją całą w jej wnętrzu. Nie doceniła jednak chłopaka. Potrafił przejąć inicjatywę. Poczuła jak jedna z jego dłoni wędruje na łechtaczkę, którą bez trudu odnalazł wskazującym palem i rozpoczął delikatnie naciskać ją i pieścić, przesuwając palcem, który pozostawał wciąż na jej perełce. Straciła nieco swój rytm, przyjemność zaburzyła jej koncentrację. Ugięły się pod nią kolana. Adam natychmiast to wykorzystał. Drugą ręką ujął ją mocno i powoli, podniósł się wraz siedzącą na nim Liv, bez przerwy pozostając w niej. Dziewczyna uniosła się lekko, pod wpływem jego siły i pozwoliła mu podnieść jej nogę, którą chłopak chwycił mocno pod udem. Przyparł nią do ściany. Oliwia oparła się rękami. Uniesiona noga pozwalała Adamowi brać ją bez opamiętania od tyłu. Chłopak ochoczo napierał męskością na wypięty, boski tyłeczek swojej kochanki. Chwycił ją za jasne włosy i obwiązał wokół własnej pięści, by trzymać ją całą jak na smyczy. Dziewczyna jęczała i drżała jej jedyna noga, na której stała. Czuła się jednak lekka jak śnieżny puch, gdyż Adam pewnie chwycił ją i nie puszczał na nawet podczas dzikich posunięć, jakie wykonywał swoim całym ciałem. Liv czuła jak przyspiesza, choć wydawało jej się to niemożliwe. Chłopak jęczał głośno i mimo wszystko, był coraz bardziej dziki, wręcz nieokiełznany. Liv jęknęła również, z początku raz, krótko. Po chwili jednak z całych sił wyła głośno, gdy czuła nadchodzący orgazm. Czuła się jakby coś w niej pękło, ułamek sekundy po jednym z pchnięć Adama poraził ją potworny ból, który natychmiast niemal zamienił się w nieograniczoną rozkosz. Zgięła się wpół nie kontrolując swego ciała, uwolniła się z uścisku i wiedziona tylko i wyłącznie instynktem, pchnęła go na ziemię. Błyskawicznie znalazła nad nim i dosiadła jego twarzy, zmuszając chłopaka do oralnych pieszczot. Gdy tylko jego język dotknął jej szparki, Oliwia krzyknęła i doszła tak jak nigdy dotąd. Dziko i bez najmniejszych hamulców. Chwyciła mocno penisa leżącego pod nią kochanka i w kilka chwil, wciąż ledwo kojarząca z rozkoszy doprowadziła go do wytrysku. Chłopak jęczał zagłuszany przez wciąż sunącą po jego języku dziewczynę. Tryskał nasieniem na wszystkie strony, gdy Liv bez opamiętania nie przestawała pieścić go dłonią. Wreszcie uwolniła usta Adama i runęła w dół, wprost na zaspokojonego przed chwilą, ale wciąż sztywnego członka. Bez wahania wsadziła go sobie w usta i zlizywała łapczywie resztki spermy. Czule obejmowała go wargami i pieściła języczkiem jego żołądź.

    Adam odpływał z przyjemności. Czuł jak Liv zajmuje się jego męskością, sam nie chciał pozostawać dłużny. Chwycił ją za tyłeczek i usadził ją tak, by mógł pieścić jej kobiecość najlepiej jak tylko mógł. Oliwia nie przestawała obciągać jego penisa, czuła jak Adam znów liże leniwie jej kobiecość, zachęciła go do przyspieszenia zabawy, kręcąc bioderkami w lewo i prawo. Odpowiedział natychmiast i w szaleńczym tempie począł tarmosić jej łechtaczkę końcówką języka. Liv zachłysnęła się powietrzem z przyjemności i zaprzestała pieszczot. Skupiła się tylko na odbieraniu rozkoszy, jakiej dostarczał jej Adam. Ponownie nadciągał orgazm. Dziewczyna sama zagłuszyła swoje jęki, wkładając sobie w usta twardego znów penisa, unosząc swoją głowę w górę i w dół, oplótłszy go ciasno między wargami a językiem. Chłopak drżał niekontrolowanie, wiedział , że za chwile wytryśnie, nie mógł jednak nic zrobić. Liczyła się tylko Liv i jej przyjemność, całym wysiłkiem woli skupiał się wyłącznie na dostarczeniu jej przyjemności. Zataczał nieregularne kręgi wokół jej perełki, ona zaś ssała jego męskość tak mocno, że nie wytrzymał i doszedł w jej ustach. Gdy Tylko Oliwia to poczuła, jakaś pierwotna kobieca chuć napełniła ją euforią. Nieznanym rodzajem ekstazy, poczuciem doskonałości i mocy władzy nad męskim ciałem. Nie musiała czekać długo. Doszła od razu po nim tak potężnie, że przez chwile nie widziała nic. Świat zamazał się jej przed oczami, plamki świateł zazwyczaj opadające po chwili, nie chciały znikać jej z pola widzenia. Rozkoszna fala ciepła i ulgi rozlewała się od cebulek włosów po gorącą kobiecość, którą jej kochanek wciąż jak w transie lizał lekko. Leżała na nim całkiem naga i spocona. Nie wiedziała nawet kiedy wstali. Chłopak podszedł do zaniedbanej przez nich łaźni i ponownie rozbuchał parę, po całym pomieszczeniu.

    Usieli razem obok siebie i wdychali ciepłe powietrze w płuca zmęczone od szaleńczego seksu. Dyszeli razem w równym rytmie. Liv opierała głowę na silnym ramieniu jej mężczyzny. Co jakiś czas dotykali się delikatnie lub całowali swoje twarze i szyje… Noc dopiero się zaczynała, a tydzień zapowiadał się obiecująco.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Nalezysz do mnie

    NOC

    Za oknami było już ciemno, w jesień to nic dziwnego w sumie, ale tym razem poczucie wszechogarniającej ciemności, zdawał się przenikać do wnętrza człowieka. Przechodnie anonimowo zasłaniali się fragmentami odzieży, chłód też potrafił wniknąć niespodziewanie. Wieczór zapanował nad atmosferą roboczego dnia. Księżyc nie świecił, a światło latarni było dziś dziwnie przytłumione, ludzie chowali się do domów. Mimo Xxi wieku wciąż noc i wszelkie towarzyszące jej koszmary, władają wyobraźnią zwykłego śmiertelnika. Tajemnicza magia nocy, to ona wprawia nas z dekadencki nastrój. Nutka strachu przed śmiercią i wieczną ciemnością sprawia, że wszyscy śmielej podchodzimy do siebie, do płci przeciwnej, do nieznanych używek i odważnych przygód. Noc sprawia, że chcemy zapomnieć o śmierci czającej się za oknem, oddać się wiecznym rytuałom i wygrać nad popędem ku nicości, tworząc niezapomniane obrazy i warte uwagi wspomnienia.

    Natalia weszła za drzwi klatki schodowej, niepewnie nieco, to był jej pierwszy raz w tej okolicy. Przy schodach stanęła nieco zakłopotana. Na klatce żarówki były zgaszone, ale tajemnicze ciepłe światło rozlewało się wystarczająco intensywnie, by oświetlić drogę. Refleks ognia w jej jasnych włosach w mig zdradził źródło światła. Przed kroczącą dziewczyną rozpościerała się ścieżka z ustawionych po obu jej krańcach małych świeczek. Ich migotliwe płomienie poruszały się niespokojnie, puls Natalii także przyspieszył, to było miłe uczucie.

    Stanęła przed drzwiami, to musiały być te drzwi. Nad klamką ozdobna kartka z napisem „Wejdź”.

    Dziewczyna postąpiła krok za próg. Zamknęła drzwi za sobą, świetlista ścieżka wciąż prowadziła do celu. Już za drzwiami zakręciła ostro w lewo i przenikała do kolejnego pomieszczenia. W powietrzu unosił się przyjemny zapach, jego zapach. Poczuła się nieco pewniej. Przechodząc do ostatniego pokoju zawinęła dłonią włosy za ucho, wtedy ich spojrzenia zetknęły się. To był jej Pan.

    Na bardzo krótką chwilę serce mężczyzny podskoczyło. Zobaczył te oczy, na które już nie mógł się doczekać. Jej nerwowy ruch ręką, gdy nakładała włosy za ucho, cała ta otoczka i światło świec. Jej obecność. Działały na niego, lepiej niż mógł się na to przygotować i o wiele gwałtowniej. W jego wnętrzu stado latających stworzeń kotłowało się, chcąc wylecieć na zewnątrz przez rozchylone w zachwycie usta. Jej urodę ciężko było zapomnieć, ale za każdym razem gdy widział ją ponownie, czuł się jakby znów dane mu było podziwiać ten cud po raz pierwszy. Wciągnął powietrze, zbliżył się do niej.

    Przez chwilę stał przed nią i patrzył prosto w jej oczy. Nogi lekko ugięły się pod nią. Nie potrzeba było słów. Podeszła bliżej, bardzo blisko. Tak że słyszała jego przyspieszony oddech. Znów odgarnęła włosy ze ucho i pocałowała go tuż obok ust. Delikatne dotknięcie jego skóry, Rozluźniły ją nieco, czuła się coraz pewniej, coraz bardziej sobą.

    Za każdym razem potrzeba było nieco czasu, by pozbierać się po pierwszym kontakcie. Choćby znikała tylko na kwadrans, po powrocie serce znów skakało do przełyku. Uwielbiał to uczucie. Było takie żywe. Dziś jednak pozbierał się szybko, odsunął dla Niej krzesło i pozwolił usiąść jako pierwszej. Natychmiast zadbał o jej kieliszek. Wino było czerwone. Jej usta różowe. Jego męskość… coraz bardziej twarda.

    Natalia spostrzegła wypukłość u zbiegu jego nogawek. Wiedziała jak na niego działała. Sama była dość skromna, ale jej Pan zawsze pożerał ją wzrokiem od pierwszych chwil. Lubiła to. Pragnęła by jego wzrok mógł rozbierać ją w nieskończoność. Tak by mogła wciąż coraz bardziej odkrywać przed nim sekrety swego ciała i duszy. Pragnęła by panował nad nią i był w niej. By zdzierał jej myśli wstyd w fanatycznym szale, któremu oddawała się w myślach, gdy tylko czuła jego zapach.

    Jej mężczyzna i władca jej nocy skończył nalewać wino. Odłożył butelkę i natychmiast chwyciła go na rękę. Przysunęła ją do swojej twarzy i delikatnie gładziła się jej wierzchem po policzku, po czym polizała ją unosząc wzrok w wygłodniałe oczy stojącego nad nią Pana. Lizała jego palce, jeden po drugim. Za każdy razem omiatając języczkiem koniuszki, tuż przed tym jak zanurzała pojedynczy palec w różowych ustach. Wciąż bezczelnie patrzyła mu oczy, gdy cała jego dłoń, była coraz bardziej wilgotna od śliny. Dziewczyna też była już wilgotna, nie było odwrotu. Druga ręka Pana uniosła się.

    Mężczyzna chwycił ją stanowczo za ramiona. Zbliżył swoje usta do jej twarzy i delikatnie pocałował w czoło, po czym przeniósł wargi niżej. Obdarowując Natalię namiętnym pocałunkiem. Ręce trzymał już na jej włosach. Trzymał jej głowę, nie pozwalając uciec od pocałunku. Niepotrzebnie. Natalia oddawała swe usta z ochotą. Jej dłonie błądziły po ciele stojącego nad nią kochanka. Czuła jak mocno chwyta ją za długie włosy. Uwielbiał to robić, zawsze szczególną uwagę poświęcał jej dumie. Pięknej i jasnej grzywie, jak u czarodziejki lub elfki . Po chwili jego uścisk zelżał. Odszedł na swoje miejsce, obserwował ją. Była czerwona na twarzy, z gorąca i ochoty. Sięgnęła po kieliszek. Wino było rozkosznie mocne. W głowie wirowało jej już zdrowo. Ogień wirował w jego oczach. Chwile spędzone razem, mijały w niezbadanym tempie. Świat za oknem i na zegarach przestawał się liczyć. Czuła się jego częścią. Tego świata, w który jej Pan ją wprowadził . Świata ludzkich tajemnic i rozkosznych sekretów. Świata zakazanych praktyk, które określa się mianem tematów tabu. Z nim , we dwoje, Tabu nabierało innego znaczenia. Ograniczenia były tylko ich własną wolą. Żaden system nie mógł zabronić im marzyć, gdy spełniali się, noc za nocą, razem. Gdy rozmawiali i kochali się na przemian.

    Jej ciało było świątynią rozkoszy, pragnęła brać i dawać. Być częścią naturalnego misterium, by móc nacieszyć się witalnością i radością wspólnych pasji. Jej Pan pokazał jej prawdziwą przyjemność. Wspólne chwile jednoczyły ich. Ich ciała i umysły dopełniały się perfekcyjnie. Czas mijał, a kieliszek był coraz bardziej pusty. W głowie zakręciło się, gdy wstała. Delikatnie zachwiała się. Natychmiast poczuła silne ramię, które powstrzymało ją przed upadkiem. Obróciła ku niemu swoją twarz, zobaczyła w jego oczach znajomy błysk i zadrżała w oczekiwaniu. Uścisk jego ręki nie zmniejszył się i wyraźnie czuła jak ciągnie jej rozdygotaną sylwetkę w dół. Z trudem utrzymała równowagę, wypite wino i rozdygotane kolana robiły swoje. W końcu opadła przed nim. Na kolana. Spuściła głowę i chwyciła w pasie stojącego przed nią mężczyznę.

    Stał przed nią i uśmiechał się, delikatnie przesunął dłonią po jej głowie. Gładził piękne włosy, czując jak jego męskość za chwile rozsadzi jego spodnie od środka. Stanowczo ujął jedną z jej ślicznych dłoni i położył wolnym ruchem na wysokości rozporka. Poczuł jak delikatnie drgnęła i wydała z siebie ciche westchnienie. Ich oczy znów się spotkały.

    Popatrzyła w górę ku oczom swojego Pana, widziała jego pełen miłości uśmiech. Pragnęła sprawić mu radość, nie zastanawiała się długo.

    Drżącymi rękoma ujęła pasek od spodni i powoli rozpięła go, natychmiast zabierając się za guzik i rozporek . Spodnie opadły lekko w dół. Jej oczom ukazał się fragment bielizny z wyraźnie zaznaczonym wzwiedzionym penisem. Pocałowała go przez ciepły materiał, czuła jego stwardniałą końcówkę. Sięgnęła rękami ku górze i ponownie uniosła wzrok. Pan wciąż uśmiechał się do niej, lecz z coraz większym trudem panował nad sobą. Widziała to. Znała go.

    W kocu ujęła rękami jego odsłoniętą męskość i tak jak wcześniej dłoń, przytuliła do swojej twarzy całując i liżąc na całej powierzchni, bardzo łapczywymi ruchami. Słyszała ciche jęknięcia swojego mężczyzny, gdy raz po raz zanurzała penisa na krótką chwilę w swoich ustach. Stawał się coraz bardziej twardy. Natalia była coraz bardziej mokra. Zapomniała się z kretesem. Coraz szybciej pracowała swymi ustami, by tylko zwiększyć doznania, jakie niewątpliwie działały na nich oboje.

    Niespodziewanie poczuła zimny materiał opaski na swoich oczach. Jej Pan delikatnie wiązał kokardę z tyłu jej głowy. Nie widziała absolutnie nic. Natychmiast poczuła gwałtowny ruch ramion, które porwały ją w górę. Znów stała na nogach, ale oczy wciąż pozostawały zasłonięte. Czuła obok ciało swojego kochanka. Był bardzo blisko. Dłonią starała się odnaleźć jego męskość, by choć przez moment znów popieścić go ręką. Czuła jak Pan obchodzi ją dookoła, zapewne podziwiał ją z każdej strony, wiedziała więc jak podkusić go wyginając swe ciało na dźwięk jego kroków. Poczuła dłoń wędrującą po jej pośladkach, jej sukienka była wystarczająco krótka, by bez przeszkód dotknąć palcami materiału jej delikatnych majteczek. Sama się o tym właśnie przekonywała. Jej mokra cipka, już od dłuższej chwili domagała się dotyku. Teraz, gdy jej oczy były zasłonięte, niespodziewany dotyk, sprawił że przyjemność rozlała się po niej ze zwiększoną intensywnością. Czuła jak wprawne palce jej Pana penetrują coraz szersze fragmenty jej kobiecości.

    Atmosfera stawała się przepełniona erotyzmem i magią nocy. Wciąż zasłonięte oczy Natalii nie zdradzały nic, przez co maksymalnie skupiała się na pozostałych zmysłach. Zwłaszcza dotyk dostarczał najwięcej wrażeń.

    Pan poprowadził ją, obejmując w pasie. Przeszła kilka kroków i stanęła na rozkaz, gdy umięśnione ramię mężczyzny objęło ją od tyłu na wysokości biustu. Wtedy poczuła jak wokół jednego z nadgarstków prześlizguje się fragment tkaniny, tuż po tym poczuła to samo na drugiej ręce. Naraz Obie dłonie uniosły się, ciągnięte do góry przez związane ręce. Dziewczyna stała z opaską na oczach i skrępowanymi rękami tuż powyżej głowy.

    Stopa jej kochanka rozdzieliła złączone nogi, które lekko drżały z emocji. Stanowczo przesuwał jedną z jej stóp, tak aby stanęła w szerszym nieco rozkroku.

    Dłonie jej Pana bardzo szybko znalazły drogę do jej majtek i powolnym ruchem, opuścił je w dół. Dziewczyna stałą teraz związana, a jej kobiecość była okryta jedynie skromnym materiałem sukienki. Byłą bardzo wrażliwa na dotyk, a przyszedł niemal natychmiast po pozbawieniu jej odzieży. Palce kochanka, znów pieściły jej łechtaczkę i delikatnie wchodziły do jej wnętrza, sprawiając że stawała się coraz bardziej wilgotna, coraz mocniej rozgrzana i gotowa.

    Jedna z dłoni przesuwała się po jej ciele, gładząc materiał sukienki w miejscu piersi i zgrabnej talii. Przesuwała się po szyi i wzdłuż pleców. Oszalała z podniecenia dziewczyna zaczęła delikatnie jęczeć, gdy coraz bardziej zniecierpliwiona kobiecość domagała się orgazmu. Palce Pana przyspieszały, by znów zwolnić szalony taniec u zbiegu jej ud. Czas przestał się liczyć. Istniał tylko dotyk i poczucie słodkiego zniewolenia. Była cała w jego mocy, mógł z nią zrobić co chciał. Cokolwiek by sobie zażyczył, spełniłaby. Była cała jego, za chwile rozkoszy, oddałaby się mu bez reszty, tak jak stała.

    Pan jednak był cierpliwy i wciąż dostarczał cudnych pieszczot, nie zwracając uwagi na coraz głośniejsze jęki jego niewolnicy.

    Stała przed nim, spętana i zniewolona. Całkowicie zdana na jego łaskę. Jej długie jasne włosy spadały złocistą kaskadą na plecy i dziewczęce piersi. Była piękna jak marzenie, jak jego najskrytsza fantazja. Prawdziwa, na wyciągnięcie ręki.

    Podszedł do nie od tyłu, jego penis był wciąż naprężony, a widok jej ciała wystawionego na pieszczoty odebrał resztki cierpliwości. Zbliżył się do niej i delikatnie wsunął penisa między jej uda, w taki sposób, że jego czubek wystawał teraz z pomiędzy mokrych ud związanej dziewczyny. Przesuwał go do przodu i w tył, sprawiając cudowne doznania, gdy ocierał się męskości o jej łechtaczkę. Nie przerywał rytmu, czuł jak dziewczyna odlatuje, jej oddech stawał się coraz mniej regularny. Trzymał ją za piersi i wciąż nie przestawał napierać, brakował tylko kilku chwil.

    Natalia poczuła cudowną eksplozję rozkoszy, gdy jej Pan po raz kolejny naparł na jej ciało. Jej spętane ręce i unieruchomiona ramionami mężczyzny sylwetka drżała bez jakiejkolwiek kontroli. Orgazm był długi i nieziemsko przyjemny. Jej spętane ciało było pozbawione jakichkolwiek ograniczeń, przyjemność przepływała przez nią, a Pan zadowolony składał na jej wilgotnej od potu szyi mokre pocałunki.

    Dziewczyna opadała z sił, ręce bolały już od ciągłego uniesienia nad głową.

    Jej Pan widząc to rozwiązał jej ręce, przeniósł jej ciało, wciąż nieco bezwładne po spazmach rozkoszy. Złożył dziewczynę na łóżku. Natychmiast wykorzystał jej pętle wokół nadgarstków i przywiązał do łóżka.

    Teraz Natalia leżała na miękkim materacu, ale nadal zdana była na łaskę swojego kochanka. Jej głowa uniesiona była na dużej poduszce, po chwili dowiedziała się dlaczego. Wciąż związane oczy nie ostrzegły ją przed zbliżającym się do ust penisem, ale poczuła jego ciepło i dotyk na wargach. Posłusznie otworzyła usteczka i przyjęła go niemal w całości. Otępiała z emocji, wina i totalnie oddana swojemu Panu miała ochotę poczuć nasienie swojego władcy na całej twarzy, w ustach. Chciała by spełnił się przy niej i z Nią. Czuła jak bardzo jest podniecony. Jego oddech przyspieszał wyraźnie, za każdym razem gdy znikał w jej buzi. Nie potrzebował dużo czasu. Po chwili wytrysnął, tuż po tym jak Natalia ponownie ochoczo objęła członka, liżąc jego podstawę językiem. Nasienie jej Pana wystrzeliło do jej wnętrza. Część spłynęła po jej włosach, szyi i piersiach. Jęk rozkoszy i triumfu jaki wydał, sprowadził na twarz dziewczyny pogodny wyraz ulgi. Lubiła zadowalać swojego władcę, kochała się w nim na zabój. Pragnęła być jego własnością.

    Mężczyzna wygiął się w rozkoszy i leniwie rozpoczął rozwiązywać ręce swojej kochanki. Zdjął jej opaskę z oczu i natychmiast rozczulił się widząc ufne spojrzenie jasnych oczu, wciąż patrzących na niego z wyrazem podziwu i oddania. Położył się tuż przy niej i pozwolił, by wtuliła się w niego całym ciałem. Trwali objęci bardzo długo, trzymali swe głowy tuż obok siebie i co jakiś czas mocniej zaciskali swoje ramiona na plecach kochanka. Razem delikatnie dochodzili do siebie, czując nawzajem swój zapach i ciepło rozgrzanych od radosnych uniesień ciał. Noc była już późna, sen był coraz bliżej. Rozkoszny sen dwojga kochanków.

    PORANEK

    Adam zbudził się przed Natalią. Jej głowa leżała w słodkim śnie z rozrzuconymi po poduszce włosami, które tak uwielbiał podziwiać. Wciąż była naga. Połowa jej ciała przykryta była kołdrą, lecz jedna z nóg była całkiem odkryta.

    Położył dłoń na jej udzie i przesunął w dół aż do kolana. Gładził ją bardzo delikatnie, czując jak płytki jest jej sen. Po chwili palce przemieścił na jej pośladki. Cudowny tyłeczek wypięty był w wygodnej pozycji. I tu dostarczał jej dłonią lekkich pieszczot. Palec co jakiś czas drażnił na moment jej łechtaczkę, której pieszczoty powoli wybudzały Natalię ze snu. Zdradził ja delikatny uśmiech, gdy nieco śmielej naparł paluszkiem na jej dziurkę.

    Dziewczyna znów była wilgotna, Adam poczuł to i ze zdwojonym entuzjazmem pieścił swoją kobietę. Natalia wciąż uśmiechała się i półprzymkniętymi oczami lekko podglądała za skupioną twarz swojego mężczyzny. Odpływała powoli, ale nieubłaganie w stronę orgazmu. Wtuliła się pościel i cicho jęczała, gdy poczuła język Adama na swoich pośladkach. Lizał ją ochoczo, zbliżając się do łechtaczki. To było już za wiele przyjemności. Natalia wygięła swoje ciało w łuk. Odsłoniła nieskromnie swoją kobiecość, pozwalając mężczyźnie nacieszyć się cudownym widokiem i sprawiając pole do manewru dla jego wprawnego języczka.

    Leniwymi ruchami rozbudził kochankę w pełni. Krzyk rozkoszy stłumiony przez poduszkę na której złożyła głowę dotarł jednak do uszu skupionego na pieszczotach Adama.

    – Dzień dobry kochanie… – powiedział

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Prawniczka Magda

    Magda była młodą i piękną kobietą. Świeżo po studiach prawniczych, złożyła papiery na aplikację do kancelarii, z nadzieją na pozytywny odzew. Kilka dni stresu i oglądania seriali, by oddalić widmo niepowodzenia i w końcu odpowiedź. Udało się! Zachwycona natychmiast potwierdziła telefonicznie, swoją obecność na spotkaniu, by załatwić wszelkie formalności. Szef kancelarii był miły i dość młody jak na zajmowaną pozycję. Już na wstępie przyszykował dla Magdy interesujące zadanie. Miała udać się, jako asystentka, by zapoznać się z potencjalnym klientem. Chodziły o nim różnego rodzaju plotki, z których wynikało, że miał on powiązania ze światem przestępczym, zwłaszcza wśród lokalnych bossów mafii, ale nowy szef Magdy uspokajał ją i z góry odrzucał wszelkie plotki, w końcu właśnie po to są przedstawiciele prawa, by wszelkie spekulacje uciąć… lub potwierdzić.

    W końcu nadszedł dzień, w którym miało się zacząć poważne zadanie. Przygotowała się należycie. Uczesała długie włosy w koński ogon, lekki makijaż, elegancka garsonka i oczywiście buty na obcasie. Była kwintesencją kobiecości. Gdy poruszała się, odwracano z nią lekko głowy, nie tylko te męskie. Jej wysportowane ciało, grało każdym mięśniem, gdy stawiała pewne kroki. Zgrabny tyłeczek godzien był najwyszukańszych komplementów, gdy lekko unosił się każdy z pośladków, opięty przez ciasną spódnicę. Miała niesamowite, mądre oczy, w których można było utopić myśli na chwilę lub dwie. Jej spojrzenie było przenikliwe i przepełnione energią życia i tym rodzajem odwagi, który posiadają wyłącznie kobiety. Twarz tylko dopełniała piękno całego ciała. Było to oblicze pełne dostojeństwa, królewsko piękne, sprawiające często, że nawet gadatliwe jednostki, nie chciały rzucać głupich uwag, by nie urazić ani na jotę. Pełne usta podkreślone szminką, aż prosiły się o to, by złożyć na nich pełen czci i oddania pocałunek. Gdy już była w drodze zadzwonił telefon. Szef.

    – Magda! Niestety nie ma szans, żebym dojechał na czas z Krakowa. Stoję wciąż w korku. Weź z mojego biurka teczkę i tam znajdziesz wszystkie podpunkty, o jakie chcemy zapytać naszego klienta. Transport załatwię, nie musisz się martwić, to w sumie powinno pójść gładko. Nie rób nic, czego nie omawialiśmy, a będzie dobrze.

    Magda wiedziała, że powinna sobie poradzić, gdyż już na próbnych spotkaniach wykazywała się bystrością i wiedziała, kiedy mówić, a kiedy nie. Zdarzało się jej nawet ze dwa razy poprawić swojego szefa, co nie zostało pozostawione bez miłej uwagi. Lekko bała się tych plotek o kliencie, ale cóż. Robota czekała i była gotowa się wykazać. Zdawała sobie sprawę, że pozyskanie tego klienta, opłaci się kancelarii, no i jej oczywiście.

    Zebrała dokumenty i ruszyła do podstawionego samochodu. Trasa przebiegła szybko i po chwili już stała u progu całkiem sporej posiadłości, nowocześnie urządzonej, w której dominowało szkło i stal.

    Brama otworzyła się automatycznie. Przeszła się wzdłuż alejki, skromnie, ale bardzo elegancko urządzonego ogrodu i dotarła pod właściwe drzwi do domu. Otworzył jej młody mężczyzna i uśmiechnął się lekko. Zaprosił do środka i wskazał miejsce na wygodnym fotelu w Sali konferencyjnej. Kilka minut mogła podziwiać bogate wnętrze i bardzo markowy sprzęt do ukazywania wszelkiego rodzaju prezentacji, filmów itp. Widać było, że gospodarz ma z czego żyć. W końcu zjawił się. Mężczyzna energicznym krokiem wszedł do pokoju i uścisnął lekko dłoń Magdy, która wstała, instynktownie przeczuwając, że to właśnie jest jej klient. Ciężko było stwierdzić, w jakim jest wieku, mógł mieć 30 jak i 45 lat. Trzymał się świetnie, o urodę dbał, a ubierał się tak, by zrobić wrażenie nawet na kimś, kto ubiera się w dresy do restauracji.

    – Zanim rozpoczniemy konkretną rozmowę, Pani Magdo – zaczął bez wstępów – prosiłbym do sali jadalnej, omówimy sobie kilak wstępnych spraw podczas posiłku, rozluźnimy atmosferę, by łatwiej było nam osiągnąć porozumienie. Proszę się nie martwić, wiem, że Pani szef nie może być obecny. Nie będę wobec tego nieuprzejmy. Łączę z waszą kancelarią pewne nadzieje, więc z pewnością nie będzie Pani niezadowolona po wizycie. Zapraszam!

    Magda skłoniła lekko głowę i udała się za gospodarzem. Stukot jej obcasów niósł się po korytarzu, gdy mijała efektowne dzieła sztuki. W końcu dotarła do niewielkiego jak się okazało pomieszczenia, z okrągłym stolikiem. Na którym już gotowe były lekkie dania i kieliszek szampana. Gospodarz zachęcił do jedzenia i rozpoczął konwersację, wypytując Magdę o jej dotychczasowe doświadczenie. Ucieszył się wyraźnie, słysząc, że jest zupełnie nowa i z opowiedział jej o własnych początkach w branży wielkiego biznesu. Jak to ogólnie ujął – telekomunikacyjnego.

    Magda coraz bardziej zafascynowana była rozmówcą. Nie traktował jej z góry i mogło, by się wydawać, że to bardziej randka niż służbowy obiad. Atmosfera była coraz bardziej luźna, do tego stopnia, że Magda pozwoliła sobie rozpiąć guzik od koszulki, który nieco uwierał ją w szyję. Zauważyła, że nie umknęło to jej rozmówcy. Uśmiechnął się lekko i zaproponował kolejny kielszek szampana. Nie odmówiła. Zanurzyła usta w musującym trunku i poczuła dotknięcie palców na swoich włosach. On wciąż stał za nią i powoli odkładał butelkę z szampanem. Nachylił się przy niej, poczuła zniewalający zapach męskich perfum. Poczuła się odurzona całą sytuacją i wypitym szampanem, przymknęła lekko oczy. Wykorzystał to. Dotknął jej szyję palcem. Przesuwając od ucha w dół. Magda wciąż siedziała nieruchomo, z półprzymkniętymi oczami. Jego dotyk był kojący i podniecający. Zniewalał, wręcz przykuł ją do krzesła samym dotykiem palców. Kilkakrotnie jeszcze przesuwał dłonią w okolicy jej ucha, gładził włosy i delikatnie pochylając się, muskał ustami jej kosmyki, które upięła w koński ogon. Odsłonięta szyja znów znalazła się w centrum jego uwagi. Tym razem jednak, pocałował ją. Przesunął wargami wokół jej karku i składał lekkie pocałunki, przyciskając język do jej gładkiej skóry. W powietrzu zapachniało pożądaniem. Magda głęboko wciągnęła powietrze. Uniosła swoje piersi, które zasłonięte były guzikami koszuli. Sama rozchyliła swój kołnierzyk i ponownie rozpięła guzik, tym razem zaczynała od dołu. Nieśmiało rozpięła pierwszy guzik, niemal niezauważalnie, wciąż trzymała ręce na udach. Potem kolejny i jeszcze jeden. Odsłoniła swój brzuch. Jej skóra była gładka i pachniała jeszcze, po porannym prysznicu. Kolejne odpinane guziki ukazały cudowne piersi schowane za gustownym czarnym stanikiem. Jej talia i wygięty lekko w górę brzuch, który ułatwił zdjęcie koszuli, był jak obietnica rozkoszy. Arcykobieca figura, przywodziła na myśl greckie Bognie. Była jak wyrzeźbiona, tak doskonała w swej formie, że wręcz nierealna. Siedziała jak na tronie, wciąż otrzymując delikatne hołdy w postaci składanych pocałunków. Usta mężczyzny zbliżyły się do ust Magdy. Delikatnie poruszył ręką i przesunął nią od szyi w dół. Pieszcząc piersi przez materiał, nieco mocniej ścisnął dłonią, przywierając swoim ciałem do jej boku. Poczuła jak jego nabrzmiała męskość, domaga się wyjścia zza rozporka spodni. Uśmiechnęła się. Zauważył to i nieco śmielej przesunął się znów w kierunki jej ust. Pocałowali się, szybko. Raz, drugi, trzeci, by połączyć usta na dłużej, w coraz szybszym tańcu emocji i języków, za to ich dłonie, wciąż poruszały się jakby w zwolnionym tempie. Swoim własnym życiem. W końcu dotknął jej brzucha i talii, ciepłem dłoni, pogładził aksamitną skórę Magdy i sprawnym gestem rozpiął zamek u boku spódnicy. Włożył rękę jeszcze niżej… Poczuł palcami materiał koronkowych majteczek i przesunął po nim palcem. Odnalazł najgorętszy punkt i rozchylił materiał jej bielizny. Zanurzył się palcem w jej wnętrze, w tym samym czasie, całując rozkosznie szyję, pozwalając jej na delikatne jęknięcie. Błądził chwilę, kreśląc koła i inne wymyślniejsze figury. Tańczył dłonią coraz bardziej wprowadzając Magdę w stan nieziemskiej przyjemności. Była niesamowicie podniecona. Czuł to. Stanął za nią. Całował jej włosy i obiema dłońmi pieścił jej rozchylone uda, przesuwał w górę, ku piersiom, które już uwolnione zostały ze stanika i perfekcyjnie dopełniały widok ciała Magdy, która oddawała swoje ciało, na pastwę rozkosznych dłoni jej gospodarza. Po chwili wstała, zachęcona gestem mężczyzny. Przysunął jej ciało pewnym gestem i całował namiętnie, coraz bardziej przesuwając się powolnym krokiem, wraz z nią ku otwartym drzwiom, prowadzącym do nieznanego jej pokoju. Oderwał jej usta od swoich i wszedł do pokoju, prowadząc Magdę przed sobą, trzymając jej dłoń. Drugą gładził jej cudowne pośladki, które skrywały się już jedynie za materiałem majteczek . Drzwi zamknęły się za nimi. Magda usiadła na brzegu łóżka, które zachęcało miękkością materaca i przestrzenią do leżenia, którą już wyobraziła sobie, w nieco bardziej pogniecionej formie. Jej gospodarz wyciągnął z wazonu długą różę, bardzo obfitą i krwistoczerwoną. Dotknął jej kwiatem ust Magdy i za pomocą jednego z kolców na łodydze, który przycisnął bardzo delikatnie do jej piersi, zmusił ją do położenia się na łóżku. Jej długie włosy rozsypały się po poduszce, z końskiego ogona już niewiele zostało. Rozpuszczone kosmyki kaskadą rozsypały się na białym materiale pościeli. Mężczyzna stanął z wyraźnie nabrzmiałym namiotem u zbiegu nogawek i dotykał Magdy różą w najróżniejszych miejscach. Przesuwał płatkami po jej szyi i piersiach. Dotykał jej nóg i błądził delikatnym kwiatem po jej paluszkach. Pieścił jej brzuch i ramiona dotykając skóry samą końcówką płatka. W końcu zbliżył się, oderwał kilka różanych płatków i puszczał nad jej rozciągniętym ciałem. Płatki spadały na jej skórę, jak pocałunki. Czuła jak pieszczą ją swoją lekkością i przyjemnym chłodem. Jego palce znów przesunęły się w stronę kobiecości. Trzymał w nich fragment kwiatka. Powolnym ruchem dłoni, zsunął w dół jej majtki. Pozwoliła mu na to. Rozchyliła swe uda zapraszająco. Wykorzystał to. Trzymanym w palcach płatkiem bardzo powolutku drażnił jej łechtaczkę. Przerywając pieszczoty tylko po to, by złożyć w tym samym miejscu mokry pocałunek. Przesuwał językiem po całym jej skarbie, wciąż zachowując to rozkosznie wolne tempo. Magda znów jęknęła. Przyjemność odebrała jej świadomość. Już dawno nie pamiętała, po co wybrała się do tego domu. Pragnęła być jego. Chciała poczuć w sobie jego męskość, którą dotknęła przez spodnie. Chwyciła rozporek i przesunęła go w dół. Odpięła guzik spodni. Jego penis stał twardy, wyraźnie odznaczając się na materiale bokserek. Nie czekając na reakcję zsunęła je wraz ze spodniami, podniosła się na czworakach na łóżku i przysunęła swoją głowę do jego członka. Mężczyzna stał przy łóżku, obserwując poczynania Magdy. Był w siódmym niebie. Obserwował młodą, piękną i seksowną kobietę, która jak kotka wygięła się przed nim i pocałowała go w sam czubeczek penisa. Nie skończyła pieszczot jednak tylko na pocałunku. Jej język omotał główkę męskości i wprowadził go we wnętrze jej ust. Delikatnie lizała jego nasadę, czując jak twardnieje jeszcze bardziej. Possała go lekko, potem troszkę mocniej. Przesuwała głowę w górę i dół, wyczuwalnie powodując drżenie nóg stojącego nad nią faceta. Uniosła wzrok. Napotkała jego oczy, wpatrzone w nią jak w boginię. Pełnym pożądania spojrzeniem zmierzyła go, jak drapieżna kocica. Wypięła rozkosznie swoje biodra. Zbyt kusząco. Nie wytrzymał. Obrócił ją stanowczo, kładąc rękę na plecach, którą wplótł w jej włosy. Drugą położył na wypiętych pośladkach. Gładząc je bardzo czule. Palcem przesuwał po jej odsłoniętej kobiecości. Gotowej na oddanie hołdu bogini Afrodycie, w odwiecznym rytualne uniesień. Wszedł w nią powoli, jednocześnie unosząc jej głowę, którą trzymał za włosy. Pogładził ją po głowie, gdy nieco mocniej naparł drugi raz. Nie wychodził z niej ani na moment, czuła go całego. Jego biodra falowały, gdy penetrował Magdę trzymając za jej tyłeczek. Był podniecony do granic możliwości, twardy jak skała, sprawiał jej niezapomniane wrażenie. Oddawała się mu cała, bez cienia zwątpienia, odbierała w nagrodę cały ocean przyjemności. Cudownie chłodna pościel stopniowo rozgrzewała się od ich seksu. Magda była bliska orgazmu. Mężczyzna przyspieszył, wyczuł jej oddech i drganie mięśni. Wyginał swe ciało, by dostarczyć jej jak najwięcej, by zaspokoić piękną Magdę. Naparł raz jeszcze. Magdzie pociemniało w oczach, schowała twarz w kołdrę w niemym okrzyku, którym zdawało się krzyczeć całę jej ciało. Mięśnie kurczyły się i rozwierały, dłonie zaciskały się, gniotąc materiał w pięściach. Wygięła się w pół i opadła lekka jak piórko w biel pościeli. W cudownym spełnieniu i zapomnieniu. Za chwilę błogość przerwał dość stanowczy dotyk jego rąk. Zacisnął je wokół nadgarstków i szybkim ruchem, przypiął jej ręce do poręczy lóżka kajdankami, które z Nienacka wyjął nie wiedzieć skąd. Oszołomiona orgazmem kobieta, poddała się jego woli i leżąc twarzą w poduszkach, gotowa była na wszystko. Mężczyzna jednak nie czynił nic. Stał z boku i obserwował jej cudowne ciało, zdane tylko na jego łaskę. Przykuta do lóżka, nie mogła obrócić się ku niemu. Nie widziała, jak szeroki uśmiech powoli rozjaśniał mu twarz. Z wyrazem największego zadowolenia zbliżył się do niej i powolnymi ruchami, przesunął dwa palce po jej plecach w dół, ku nagim pośladkom. Widok był zbyt kuszący. Wciąż niezaspokojony penis, prężył się tuż przed jej szparką. Magda czuła to i bardzo mocno zacisnęła pięści, w dłoniach skutych kajdankami. Wszedł w nią mocno. Zapamiętale penetrował jej wnętrze, posuwistymi ruchami. Nie czułą bólu, może tylko troszeczkę. Ten rozkoszny ból, który tak mocno kojarzył się jej z rozkoszą. Nigdy nie próbowała bawić się w ten sposób, często jednak fantazjowała o sobie, bezbronnej i zdanej na łaskę umięśnionego faceta, który wykorzystuje ją, jak mu się tylko podoba. Nowe wrażenia odbierały jej wolę walki. Uległa bez reszty. Wypinała swój tyłeczek, by jeszcze mocniej sprowokować dominującego nad nią mężczyznę. Czuła jak przyspieszył pchnięcia. Jego twardy członek wdzierał się w nią z pełną mocą. Wplótł palce w jej długie włosy i zacisnął pięść. Stanowczo przyciągnął jej głowę, unosząc w górę. Skuta Magda, nie mogła reagować inaczej, robiła to, czego chciał. Ogarnęło ją nieznane uczucie, spełnienie, jakie już przeżyła, nie mogło równać się ze stanem, w jakim znajdowała się teraz. Jej ciało zbuntowało się, rozum przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczył się tylko seks. Jej kochanek nie oszczędzał jej ani trochę, jego siła nie słabła. Wciąż napierał na nią pełen chęci i w pełni rozochocony, widząc jej reakcję. Posunął się jeszcze dalej. Zamachnął się ręką i uderzył otwartą dłonią w jej wypięty tyłeczek. Dziewczyna jęknęła zaskoczona. Spadły kolejne dwa ciosy i znów Magda zatraciła się w szalonej, rozpustnej chwili. Błagała o więcej. Jęczała i wciąż napinała swe ciało, w oczekiwaniu na kolejne pchnięcia i klapsy. Ogarniała ją odbierająca świadomość rozkosz. Nie umiała już jej ukryć, wszelkie bariery padły. Ich złączone ciała zlały się w pulsującą erotyczną energią manifestację żądzy. Oboje pragnęli siebie nieskończenie. Mężczyzna nie zwalniając chwycił się mocno za jej biodra i z głośnym westchnieniem wytrysnął w jej szparce, wciąż napierając ostatkiem woli. Magda doszła niemal w tym samym momencie. Kobieca natura panowała nad jej ciałem, gdy tylko poczuła drżenie mięśni i wytryskającą w niej spermę, schowała głowę w poduszkę, by nie rozedrzeć tej chwili swym krzykiem. Jęczała długo i piszczała, czując jak jej kochanek w miłosnym zatraceniu, wciąż składał na jej pośladach, coraz słabsze uderzenia. Była przykuta do łóżka, lecz czuła się nieprawdopodobnie wyzwolona. Jej ciało osiągnęło szczyt, na jaki nigdy wcześniej nie potrafiła dojść. Obezwładniające ręce jej kochanka, uwolniły z kajdanek jedną z jej dłoni. Obróciła się twarzą do mężczyzny. Pocałował ją namiętnie, pieszcząc jej włosy i kark. Zastygli w pocałunku, coraz wolniejszym. Ich usta raz po raz łączyły się i rozdzielały, wciąż pozostając bardzo blisko siebie. Patrzyli sobie głęboko w oczy. Oboje pragnęli tego samego.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Rozpalic zwiazek na nowo

    Agnieszka

    Związek z Adamem miał swoje plusy i minusy, jak każdy w sumie. Jednak Agnieszka wiedziała co ją przy nim trzyma. Potrafił być jak popieprzony scenariusz filmu, stale ją do czegoś inspirował, nawet gdy tylko patrzyła co robił w zwykłych życiowych sytuacjach. Była szczęśliwa. Ostatnio jednak nie działo się między nimi za dobrze, choć nie przez kłótnie czy zdrady. Ciągle nie było czasu na nic. Nawet mieszkanie razem nie dawało już tej satysfakcji, gdy jedno albo drugie wnosiło pracę do domu, zmuszając jedno albo drugie z nich do spędzania samotnych wieczorów, nawet gdy byli obok. Spanie i seks nie dawały tej energii co kiedyś. Agnieszka potrafiła kiedyś wyskoczyć z łóżka wcześnie rano i w pośpiechu zorganizować najprostsze śniadanie, choćby kawę z papierosem, ale jednak lubili dzielić się rano sobą, tak jak w nocy. Teraz tylko od czasu do czasu. Miłość troszkę trzeba było odświeżyć, ale ciągle nie było na to czasu, a może i chęci… Agnieszka martwiła się więc codziennie, ale dziś szła do łóżka totalnie wkurzona i wiedziała, że jeśli on spróbuje coś kombinować, to kopnie go w jaja z kolana. Oto bowiem pojawiła się okazja na pierwszy wspólny wolny weekend od dawna, a Adam upierał się, że muszą pojechać na domówkę do znajomych, bo mają wolną chatę wynajętą nad jeziorem. Jedyna okazja, by pobyć ze sobą, ale o wiele ważniejsze wydają się być imprezy i jego znajomi. Ze złości nie mogła zasnąć, ale na szczęście do niczego pod kołdrą nie dochodziło.

     – Zimny całus na dobranoc, to wszystko na co może teraz liczyć – myślała coraz bardziej zaniepokojona o związek Agnieszka. Jej sen był płytki i nieprzyjemny. Nic z niego nie pamiętała, ciągle nie mogła odpłynąć w ramionach Morfeusza. Budziła się nieprzytomna widząc niewyraźnie tarczę zegara, z której wynikało, że ciągle nie jest rano. Wiedziała, że kolejny dzień nie będzie się przedstawiał lepiej, myślała tylko o tym, by jutro szybko upić się winem i zasnąć na dobre. Najlepiej na cały weekend.

    Rano praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Toaleta, śniadanie, kawa, fajka i do auta. Aga nie musiała nawet udawać niewyspanej, żeby uniknąć rozmowy i natychmiast pójść spać. Specjalnie nie starała się nawet ładnie wyglądać. Miała wszystko serdecznie w dupie. Oparła się o przytaszczoną w ramionach poduszkę, którą przyciskała do drzwi samochodu. Zamknęła oczy, Adam ruszył, łaskawie nie włączając żadnej muzyki. Udało jej się nieco odpłynąć. Dość daleko, by zapomnieć o wszystkim.

    Śniła o tym jak czuła się kiedyś, gdy szła szukając w lesie kolejnego liściku, który zostawił zakochany w niej mężczyzna, którego i ona przecież kochała. Lubiła gdy bawił się z nią zostawiając wiadomość na stole w domu, gdy obiecany obiad był nieobecny, a zamiast niego pierwsza z wielu wskazówka-łamigłówka, po rozwikłaniu której Agnieszka odnajdowała właściwą nazwę lokalu, w którym Adam czekał z królewską ucztą i drobnym prezentem. Nie potrzebował okazji, by ją rozpieszczać. Wystarczyło, że chmury ładnie oświetlone przez słońce układały się w fantazyjne wzory, a już nabierał ochoty, by zabrać ją, gdzie najlepiej można podziwiać zachód i nieskończoność barw nieba. Lądowali wtedy na kocu i czekali, aż ostatni promyk słońca przestanie rozświetlać chmury, ustępując księżycowi i gwiazdom. Nie raz zostawali tam przy butelce wina, by po podziwianiu chmur i słońca, oddać się rozkoszy i kochać na wzniesieniu, gdzie wokół tylko natura i cisza. Wypełniali ją wtedy tysiącami westchnień i zapewnień o miłości. Agnieszka śniła przyjemny sen. Pamiętała gdy po miłosnych uniesieniach, znów obserwowali wspólnie niebo, tym razem rozgwieżdżone i za każdym razem bardziej fascynujące. Wciąż pamiętała tamtego faceta. Jej faceta. Uśmiechała się przez sen.

    Adam

    Adam wiedział, że od dawna nie miał czasu by właściwie zająć się Agnieszką. Było mu codziennie, coraz bardziej przykro, że oto znów mija kolejny dzień, a w jej oczach nie udało mu się ani razu wzniecić dawnych iskierek, które czyniły z niej istotę wręcz nieopisywalną. Marzył o niej w dzień i w nocy, ale nigdy nie mieli dość czasu na realizowanie choćby ćwierci takiego marzenia.

    Był tak cholernie dumny z niej i tego co potrafiła robić swoją największą bronią – wyobraźnią. Okiem reżysera potrafiła odnaleźć w codzienności tyle pomysłów, miała wiecznie zapracowaną głowę. Nie doceniała się, ale on wiedział, że Aga to prawdziwy endemit. Musiał więc o nią dbać i sprawiać, żeby czuła się zaspokojona emocjonalnie i seksualnie. Tracili siebie nawzajem, a przez to każde z nich traciło cząstkę własnego ja. Adam widział, że ta sytuacja odbiera Agnieszce jej wenę i werwę do pracy. Nie mógł tego znieść. Musiał działać. Ostatecznie… Kochał ją i nie wybaczyłby sobie, że przez niego marnuje się jej talent. Sam chciał podziwiać jej filmy i animacje. Za każdym razem pragnął jej wtedy bardziej. Jej intelekt i talent, był równie seksowny jak jej ciało, a to oznaczało bardzo wysokiej klasy twórcę. Wiedział, że czas najwyższy, by trochę się odseparowała od problemów.

    Agnieszka

    Wyczuła wyraźnie, że coś jest nie tak, gdy tylko otworzyła oczy. Raczej nie pojechali za daleko, słońce jeszcze było nisko. Byli na jakimś kompletnym zadupiu. Wszędzie las i jakiś malutki, uroczy domek z nieproporcjonalnie dużym oczkiem wodnym, po którym pływała uczepiona liną łódź, najwyraźniej nazwana „Helena” (tak, właśnie ta), bo tak głosił ozdobny napis na burcie. Aga nie znała tej okolicy, po minie Adama wyczuła, że z nim jest podobnie.

    – Co jest? Jesteśmy na miejscu? – Spytała, choć wiedziała, że jest inaczej.

    – Mamy duży problem z samochodem, chyba zatkał się filtr paliwa, po tym jak ostatnio nie przepłukali go dokładnie i… jeden gość mnie tu pokierował, mówiąc że za lasem jest warsztat, ale chyba zabłądziłem, a teraz nie mogę odpalić.

    – Pięknie. – Stwierdziła zimno Agnieszka, wiedząc, że nie ma sensu wzniecać kolejnej kłótni. Wyszła z samochodu, trzasnęła drzwiami i bez słowa stała, oczekując reakcji ze strony mężczyzny. Nie zamierzała babrać się z silnikiem i tak nie miała pojęcia gdzie jest co i tak dalej…

    Adam z niewyraźną miną wysiadł z samochodu. Wyglądał na bardzo przygnębionego i też nie ruszał się z miejsca. Stali tak długo i nie odzywali się. Patrzyli raz gdzieś, potem znów na siebie, potem znów gdzieś indziej. Cisza zdawała się być bardzo ciężka. Agnieszka nie chciała zaczynać rozmowy, choć bardzo chciała powiedzieć mu wiele. Bała się jednak jego reakcji i tego, że sama powie to, czego potem pożałuje. W końcu przełamała się

    – Adam… – Zaczęła i popatrzyła mu prosto w oczy i wtedy… przez ułamek sekundy zobaczyła to „coś”. Ten diabelski błysk w oku i krótki uśmiech, który podsunął jej do głowy nową myśl. Uśmiech rozpłynął się i znów ustąpił strapionej i nieco przestraszonej minie na twarzy jej faceta. Ta nowa myśl jednak, nie dawała jej spokoju.

    – A to drań… czyby? – pomyślała, po czym na głos dodała zimnym tonem :

     – Zapytam w domku, może ktoś będzie w stanie pomóc i prędko skierowała swoje kroki w stronę chatki.

    Adam

    Musiał bardzo uważać, żeby jej nie obudzić. Nie mogła się dowiedzieć, że wymyka się gdzieś w nocy z domu. Zaraz spadłoby na niego tysiące podejrzeń, a bujna wyobraźnia Agnieszki utwierdzałaby ją w przekonaniu, że ją zdradza i ucieka w nocy do innych. Pod żadnym pozorem nie mógł jej zbudzić, przecież robił to dla niej. Niespodzianka miała być… niespodziana. W torbie miał już przygotowane wszystkie wstążki i kolorowe kartki, Kostium też był spakowany. Jeszcze tylko świeczki i….

    Agnieszka

    Mimo iż kluczyk wisiał obok i wręcz zachęcał by po prostu go zdjąć z haczyka i otworzyć sobie, kulturalna Agnieszka wolała już trzeci raz pukać do drzwi, z których nawet nie dobiegał głos. Wreszcie zdjęła i użyła klucza. Drzwi zaskrzypiały i do środka wlało się światło dnia. Przez niewielkie okienka oświetlony był zaledwie fragment domu, ale wprost nie mogła uwierzyć w to co widzi. Otwarła drzwi na oścież, by doświetlić resztę izby. Zdumiona chwyciła pierwszą z brzegu karteczkę na wstążce, która zwisała z sufitu. Gdzie by nie spojrzała wisiała kolejna karteczka, cały dom, był w nich upstrzony.

    Na pierwszej z nich:

    Agnieszko,

    jesteśmy na miejscu. Nie ma tu nikogo i przez 2 dni nie będzie. Znajomi wiedzą, że bardzo się rozchorowałaś i życzą Ci powrotu do zdrowia. Przesyłają wyrazy współczucia i żałują, że nie zjawimy się na domówce. Te dwa dni są dla nas.

    Weź głęboki oddech i idź dalej. Chciałbym przypomnieć Ci, po co to wszystko i dla kogo zostałem stworzony.

    Zestaw wiadomości z sufitu czeka na Ciebie, miłej lektury.

    Gdy skończysz, wskakuj do „Heleny” na rejs. Popłyniesz daleko, na środku tego oczka jest potężny wir i wciągnie Cię bez wątpienia do świata po drugiej stronie lustra wody. Twój przewoźnik czeka.

    Agnieszka wzięła głęboki oddech. Poczuła znów to, co czuła podczas snu. Znów miała ochotę krzyczeć z radości. Podeszła do następnej kartki i kolejnej i kolejnej… dziesiątki wiadomości. Każda była miniaturowym liścikiem miłosnym. W każdej z wiadomości znajdowała czułe słowo lub wspomnienie przywołane za pomocą zapisanych słów, które otwierały kolejne szufladki w głowie. Wspomnienia ożywały nagle. Agnieszka tańczyła pomiędzy wiszącymi z sufitu karteczkami i na chybił trafił zrywała jedną po drugiej. Wirowała w radosnym tańcu, czując jak wszystkie złości i stres ulatują z niej. Jak wyrzuca z siebie negatywne emocje wirując coraz szybciej. Wyrzucała je na wszystkie strony, zastępując przyjemnym uczuciem, które płynęło z każdej czytanej wiadomości. Komplementy, wspomnienia, czułe słówka i bardzo erotyczne sugestie, wszystko to znajdowała w malutkich kolorowych liścikach. Gdy zerwała już wszystkie karteczki, wybiegła z chatki, by wpakować się na pokład „Heleny”. Adam nie zawiódł jej oczekiwań. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

    Stał z wielkim wiosłem, przebrany w bardzo gustowny strój rodem z wiktoriańskiej Anglii. Ewidentnie czekał na nią, wyprostował się uroczycie i wskazał ukłonem miejsce przy brzegu, a z drobnych kładek ułożył wygodne wejście, by bez przeszkód zajęła miejsce w środku łódki. Ukłonił się delikatnie i nie wychodził z roli.

    Obydwoje

    – Szanowna Pani pozwoli, że zabiorę ją w niezapomnianą podróż do drugiej strony lustra wody. Na pokładzie czeka Panią wygodne miejsce oraz coś w sam raz na długi rejs. Myślę że rum nada się na pokładzie bez dwóch zdań. Proszę więc siadać i uraczyć się tym co mamy. – Przemówił uroczyście. Agnieszka postanowiła zabawić się razem z nim. Mimo niedbałego wyglądu i raczej podróżnego niż eleganckiego stroju, weszła na pokład „Heleny” z wielką pompą i miną co najmniej hrabiny. Zauważyła kątem oka, że Adam przez chwilę znów uśmiechnął się… po swojemu. Tak jak sobie śniła. Wiedziała, że to będą fantastyczne dwa dni. Rozsiadła się wygodnie na przygotowanych aksamitnych poduszkach, które porozrzucane po sporym pokładzie „Heleny” stanowiły jej wyłączne wyposażenie. Poza wiosłem i butelką rumu, które trzymał jej „przewoźnik”. Było jej bardzo wygodnie. Ilość poduszek była absurdalnie duża, taka że na pierwszy rzut oka nie dało się powiedzieć czy to dziesiątki czy setki małych poduszeczek. Oczywiście wielokolorowe, jak przygotowane w domku karteczki. Podaną butelkę przyjęła z gracją, ale nie bawiąc się w konwenanse odkręciła butelkę z rumem i z pociągnęła dwa łyki prosto z butelki. Mocny smak alkoholu wykrzywił nieco jej twarz, a do oczu napłynęły łzy. Już nie te, które cisnęły się jej do oczu jeszcze kilkanaście minut temu. Były to łzy ulgi, szczęścia i rozładowanego napięcia. Agnieszka poczuła się jak oczyszczona, ze wszystkich trosk jakie niesie ze sobą życie. Znów była jak dziewczynka w wymyślonej przez nią bajce, bez szkoły i pracy, kłótni i problemów. Była znów w krainie czarów, ale tym razem jako kobieta. Piękna, świadoma i spragniona dotyku kobieta. Kraina czarów nabrała sensu jeszcze głębszego, gdy odkrywała w sobie nieskończone pokłady fantazji. Jej wyobraźnia dała jej wszystko czego potrzebowała, do tworzenia najwymyślniejszych form eksplorowania własnej erotycznej sfery. Bardzo szybko oddała się chwili. Łódź kołysała ją, jakby hipnotyzując jej ciało. Miękkość poduszek zapraszała do wygodnego rozłożenia się. Druga strona lustra najwyraźniej była bliżej niż myślała. Poczuła dotyk palca na swojej szyi. Delikatnie przesunął się w dół od cebulek włosów, aż za linię kręgów na szyi, po czym znów wracał do góry i przesuwał się w dół. Nieskończenie wiele razy i zadawałoby się coraz wolniej. Agnieszka znów znajdowała się w półśnie, gdy kolejne palce pieściły jej szyję. Jeden za drugim przesuwały się od szyi po kark i z powrotem, wciąż niezbadanymi i ciągle innymi ścieżkami, znacząc na jej skórze przyjemne ślady ciepłego dotyku męskiej dłoni. Obracała powoli szyję, odsłaniając kolejne nieodkryte szlaki, dla pieszczących ją palców Adama. Druga dłoń jej kochanka wplatała się we włosy, głaszcząc je i przeczesując od czasu do czasu. Pieścił delikatnie jej skroń i wszelkie pozostałości złych emocji, odpłynęły w niepamięć, gdy Agnieszka mruczała z zadowolenia, czując jak jej głowa nareszcie przestaje być ciężka. Zrelaksowała się, gdy poczuła jak jedna z jego dłoni przesuwa się w dół, rozpinając guzik spodni i oswobadzając nieco jej biodra w pasie. Na szczęście do jazdy samochodem wybrała luźniejsze dżinsy, udało się więc bez trudu, choć z lekką pomocą z obydwu stron, pozbyć się zbędnego odzienia. Dziewczyna leżała teraz w samych majteczkach wygodnie rozkładając nogi na miękkim pokładzie „Heleny”. Tą samą dłonią, którą wcześniej pozbywał się spodni, chłopak rozpoczął delikatne pieszczoty, u zbiegu jej ud. Gładził jedno od środka wierzchem dłoni, by drugie opuszkami palców dotykać z drugiej strony, wciąż nieubłagalnie zbliżając się do jej największego skarbu. Agnieszka wypuściła powietrze z cichym jękiem, gdy jeden z jego palców przekroczył magiczną granicę materiału jej bielizny. Wsunął się delikatnie, powolutku szukając drogi do coraz bardziej mokrej szparki. Wyczuł ciepło i podniecenie swojej kochanej i coraz śmielej poczynał sobie, pieszcząc ją i drażniąc na przemian. Bawił się z nią i nią jednocześnie. Dziewczyna co chwile jęczała delikatnie, gdy raz po raz jeden z palców niby przypadkiem zahaczył o coraz bardziej spragnioną dotyku perełkę. Biodra Agnieszki wręcz instynktownie poszukiwały kontaktu z dłonią Adama. Chciała by pieścił ją, by przestał się drażnić, a jednocześnie coraz mocniej pragnęła stracić rozum przez jego przerywane pieszczoty. Wciąż była na krawędzi przyjemności i drażniącej łaskotki, która wprawia ją w drżenie. W ułamku sekund zmieniał on tempo i natężenie nacisku palców, nieprzerwanie pieścił ją i przestawał, by znów przejechać lekko palcem po wrażliwych punktach. Agnieszka wiła się w ekstazie i niespełnieniu jednocześnie. On postanowił jeszcze mocniej zawrócić jej w głowie. Nie przerywając torturującej pieszczoty, zbliżył usta do jej ucha i zaczął szeptać do niej czułe słowa, których już dawno nie słuchała. Opowiadał jej jedną z historyjek erotycznych, które wprawiały ją w dobry nastrój i pozwalały uwolnić wodze wyobraźni, a obydwoje mieli jej sporo. Uwielbiała, gdy szeptał jej do ucha pikantne historyjki, jednocześnie pieszcząc dłonią jej łechtaczkę. Co jakiś czas przerywał opowiadanie, tylko po to, by pocałować ją w spragnione dalszych słów ucho lub polizać gorącą szyję i dmuchnąć w nią niespodziewanie. Tym razem znów szybciutko odpłynęła, jak wtedy gdy totalnie zakochana odkrywała dopiero współżycie z Adamem i każda nowość fascynowała ją bezgranicznie niemal. Czuła się znów zakochana, powoli czuła jak jej ciałem wstrząsają dreszcze i nie kontroluje już ani oddechu ani głosu. Krzyknęła głośno, tak że echo poszybowało taflą wody między drzewa, z których w górę poderwało się stado dzikich ptaków. Krzyknęła raz jeszcze i znów. Wykrzykiwała wszystko to, co nigdy nie miało zostać wypowiedziane, wszystkie przykre rzeczy wyrzucone z jej duszy krzykiem wywołanym przez orgazm. Agnieszka poczuła jak w głowie wiruje jej mnóstwo kolorów, odcienie karteczek i poduszek zmieszane z błękitem nieba w roztańczonym, jak kalejdoskopie seansie barw i ruchu przed niewidzącymi oczami. Jęknęła przeciągle raz jeszcze i opadła na poduszki, rozluźniając wszystkie możliwe mięśnie w jej ciele.

    Poczuła znajomy zapach i cień, który nieco przytłumił światło, jakie dostawało się przez jej zamknięte powieki. Leciuteńko otworzyła oczy i spostrzegła twarz Adama, który uśmiechał się nad nią. Gdy tylko złączyli się spojrzeniami, obydwoje natychmiast ruszyli w swoją stronę, jak rażeni prądem. Najszybciej jak to było możliwe odnaleźli swoje usta, ramiona chaotycznie szukały dogodnej drogi do oplecenia partnera, by pod żadnym pozorem nie oddalił się na odległość uniemożliwiającą pocałunek. Spragnieni siebie bez reszty oddali się całowaniu. Rzucili wszystko i płynęli się całować. Wszelkie plany i przyziemne sprawy nie miały znaczenia. W końcu mieli tylko siebie. Pocałunek trwał i trwał. Zwalniali, przyspieszali. Przerywali i znów rzucali się na siebie, by przestać za chwilę. Łódka bujała się już całkiem niebezpiecznie. Chłopak pospiesznie objął ją w ciasnym uścisku, by uspokoić „Helenę” . Agnieszka poczuła się tak cudownie spełniona, gdy silny uścisk nie dał jej wyboru, jak tylko oddać się mu i pozostać zamkniętą i nieruchomą w kochanych ramionach. Nie chciała by rozluźnił uścisk choć na jotę, choć wciąż pragnęła więcej dotyku. Chciała oddać się przyjemności bez reszty. Poza tym czuła jak jego męskość wręcz pulsuje w spodniach. Nie chciała dłużej czekać. On jednak miał inne plany. Gdy tylko „Helena” przestała się bujać, szybkim i niespodziewanym ruchem zerwał z niej majtki. Strzępki materiału wyrzucił za burtę i wciąż w niebywałym tempie zmienił pozycję na pokładzie, lądując twarzą pomiędzy nogami dziewczyny. Delikatnie ujął uda Agi, która wyczuła co się święci. Adam zbliżył usta do jej szparki. Złożył na jej kobiecości pocałunek, długi i bardzo mokry. Dziewczyna znów była podniecona, wciąż nie zaspokoił jej jak należy, ale chciał odpowiednio rozgrzać ją, by nacieszyć się każdą chwilą twórczo uprawianej miłości. Zagłębił się językiem w cieplutkie wnętrze kobiety. Wsuwał go najgłębiej jak umiał i powolutku pieścił szukając coraz to nowych czułych punktów. Palcami gmerał przy łechtaczce, znów wzmagając doznania. Przesunął wreszcie usta do góry i całował z językiem jej perełkę, zastępując palce w pieszczocie. Jego język tańczył po niej i nieprzerwanie wysyłał falę przyjemności. Agnieszka pojękiwała cicho, pragnęła coraz mocniej poczuć go w sobie. Nie chciała jednak niczego przyspieszać. Chwila trwała i trwała, a jej rozkosz zdawała się być czymś co już nigdy nie przestanie istnieć. Odpływała kompletnie. Znów czuła się jak w krainie czarów. Przestawała dostrzegać realny świat tak kompletnie, że świat przyjemności i miękkich poduszek zdawał się być tym właściwym. Nawet nie wiedziała jak ma tam wrócić. Poczuła za to coś innego. Świat po drugiej stronie lustra wody, zdawał się zaskakiwać bez końca.

    Kolejne doznanie przyszło, gdy niespodziewanie w jej szparkę powoli wsunął się naprężony penis. Agnieszka nie wiedziała, czy to się dzieje naprawdę, czy tylko urzeczywistniają się jej najgłębsze fantazje w świecie po drugiej stronie lustra wody. Była w siódmym niebie, „Helena” kołysała ją w rytm pchnięć jej kochanka. Wsuwał się w nią raz za razem, wciąż w tym samym tempie, w nieskończonej liczbie pchnięć, wciąż podniecony do granic, dostarczał swej kobiecie kolejnych dreszczy. Jej bliski orgazm, pobudził Adama do jeszcze większego zapału. Posuwał ją w szaleńczym tempie, nie zważając na niebezpieczne rozkołysanie łódki „Heleny”. Dziewczyna też nie przejmowała się niczym, oplotła kochanka nogami, była już bardzo blisko, czuł to. Nie zwalniali. Na jeden szalony moment obydwoje stracili kontrolę, obydwoje naraz wydali z siebie jęk przyjemności, obydwoje doszli w tym samym momencie. Ich krzyk nagle zmienił ton, gdy rozkapryszona „Helena” nie zniosła dłużej ich igraszek i obróciła się do góry dnem, a kochankowie z pluskiem wpadli do wody. Szybciutko wykaraskali się łapiąc powietrze z trudem, przez wodę w płucach i śmiech, którym obydwoje wybuchali niekontrolowanie. Objęli się mocno i runęli na ziemię, wciąż trzęsąc się przyjemności, strachu o życie i śmiechu, którego tak im brakowało.

    Tak bardzo im tego brakowało.

    To były bardzo udane dni. Tak jak i kolejne po nich.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Arabska noc

    Syria rok 1625, okolice pałacu Kalifa…

    Lydia obudziła się tego dnia pełna zapału, wraz z innymi tancerkami przez wiele tygodni przygotowywała się do premiery spektaklu, który miał oglądać sam Kalif we własnej osobie. Podniecenie, trema i wizja możliwości jakie się przed nią otwierały wprawiały w nabuzowany euforią nastrój. Lydia była najlepszą tancerką z grupy i wiedziała, że ma szanse spodobać się komuś z dworu i po cichutku liczyła na to, że wpadnie w oko samemu władcy, a to dawałoby życie w luksusie na lata.

          Zbliżał się wieczór i budynek teatru tańca powoli napełniał się publicznością. Zapachy i hałas niosły się aż do komnaty gdzie dziewczęta przygotowywały się do premiery. Większość młodych była pełna obaw, ale Lydia wraz z kilkoma starszymi dziewczętami wybrała się w ich ulubione miejsce, gdzie zza ciężkiej kotary można było zerknąć okiem na pokój cyrkowych akrobatów, którzy występowali tuż przed ich tanecznym pokazem. Jak zwykle dziewczyny miały szczęście… grupa umięśnionych i wysportowanych mężczyzn właśnie się przebierała i rozciągała się zupełnie nago, tak jak mieli to w zwyczaju. Z trudem powstrzymały chichot i pozajmowały wygodne pozycje by jak najmniej umknęło z ich prywatnego pokazu.

        Na pierwszym planie jeden z gimnastyków podciągał się na drążku. Jego muskularne ramiona wyraźnie zwiększały nacisk na skórę, gdy całe napięte ciało szło w górę z cichym westchnieniem wysiłku. Nogi, które u zbiegu ud tworzyły doskonały kształt pośladków, lekko wygięte sprawnie unosiły ciężar ponad drążek, po czym spadały z impetem, tworząc z resztą ciała atlety perfekcyjną całość, gdy po wyskoku lądował miękko na ziemi, ukazując całą resztę godnej podziwu męskości. To nie był koniec atrakcji dla tancerek, kątem oka zauważyły że do komnaty wszedł najstarszy z akrobatów, lecz bez wątpienia najlepiej zbudowany. Początkowo zasmucone dziewczęta widokiem ubranego sportowca, uśmiechały się szeroko gdy powoli rozpinał guziki koszuli. Z każdym kolejnym odsłaniał się kawałek ciała, mocno opalonego i cudownie urzeźbionego. Po chwili rozpięta koszula wisiała jedynie na ramionach, które prześwitywały przez cienkie rękawy. Dłonie z długimi palcami rozsznurowywały wprawnie wiązania spodni. Gdy w samej bieliźnie schylił się by rozciągnąć potężne plecy, Lydia spostrzegła rękę dziewczyny po swojej lewej stronie, która lekko wsunęła się pod swoją spódnicę, rozchylone usta, które oblizywała raz po raz wydały ledwo słyszalny jęk. Tancerka uniosła nieco biodra do góry i rozchyliła mocniej nogi, a po drugiej stronie kotary atleta już całkiem nagi stał przodem do ukrytych w ciemności tancerek i prezentował piękny kształt penisa zwisającego dumnie między mocnymi udami. Ten, jak i reszta mężczyzn był cały wydepilowany, co dziewczyny poznały, gdy najbardziej zakryte skrawki ciała odsłaniały się przed nimi się podczas rozciągania wszystkich mięśni, demonstrując najdziwniejsze pozy, niemożliwe do dokonania przez zwykłych ludzi. Kulminacją było utworzenie ludzkiej piramidy, którą akrobaci sprawnie postawili, wspinając się na siebie i tworząc niezwykłą i nagą rzeźbę wielu wysportowanych ciał, zgranych jak jedno. Lydia usłyszała coraz głośniejsze westchnienia ze wszystkich dziewczęcych ust i szybko wycofała się, by uniknąć wykrycia. Czerwona na twarzy i niesłychanie podniecona ruszyła w głąb opuszczonej części budynku. Jej kobiecość domagała się dotyku, pieszczot i rozkoszy, jednak Lydia nie chciała tracić koncentracji przed występem. Dotknęła się raz. Tylko jeden krótki raz by choć na chwilkę uspokoić rozbudzoną żądzę. O jeden raz za dużo jak się okazało, z oddali dostrzegła postać w czerwonym płaszczu, nie było wątpliwości – widział ją przez cały czas. Strach dodał jej skrzydeł i pomknęła jak strzała do bezpiecznej komnaty, cała zawstydzona i dysząca z przyjemności i adrenaliny. Występ był tuż.

            Wyuczone ruchy i doskonała forma Lydii nie pozostawiały miejsca na pytania – była najlepsza. Oklaski i okrzyki jakie towarzyszyły jej przy każdej skomplikowanej sekwencji napawały dumną i energią. Nie omieszkała jednak szukać wzrokiem Kalifa by jak najlepiej zaprezentować się właśnie w jego stronę, wydawało jej się że co jakiś czas w ciemnej loży u boku błysnęła czerwień płaszcza, ale może to było złudzenie… Lydia nie myślała o tym długo i podczas kulminacji występu ukłoniła się wśród morza braw i okrzyków rozentuzjazmowanej publiczności. Zadowolona i niesiona dopingiem zbiegła do komnatki.

        Na stoliku leżał list z pieczęcią Kalifa. Poznała znak od razu, taki sam widniał na monetach bitych w całym kalifacie. Drżącymi rękami rozwinęła papier:

    – „Twój taniec to poezja, pragnę zobaczyć więcej. Ozdobisz ucztę swoją obecnością i talentem. Przyjdź z listem do południowej bramy pałacu. Nocą.”

    Lydia westchnęła. Zdawało się, że oto nadarza się okazja by zatańczyć na słynnej uczcie Kalifa, gdzie zaprasza się najzdolniejszych artystów i tancerzy by uświetniali barwne życie dworskie władcy tych ziem. Nie mogła przestać czytać listu raz po raz, coraz wyraźniej uświadamiając sobie ogrom szczęścia. Do nocy pozostało jeszcze kilka godzin. Należało przygotować się należycie…

    później

    Pełna obaw ruszyła w stronę bramy. Jasny półksiężyc unosił się nad pałacem Kalifa rozświetlając fantazyjnie zdobiony dach kopuły. Tuż przy wrotach stał tylko jeden strażnik w hełmie zasłaniającym pół twarzy. Stał sztywno w lekkiej zbroi, w dłoni trzymając zakrzywiony berdysz. Dziewczyna bez słowa pokazała mu list i chwilę poczekała na reakcję. Gdy już myślała, że gwardzista nie zwraca na nią uwagi, poruszył głową i wziął do ręki kartkę i schował za pas, uniósł lewą rękę i kazał iść za sobą. Spacerowali w milczeniu przez urokliwy fragment ogrodów pałacowych, które w świetle księżyca tworzyły z licznymi oczkami wodnymi imponujący widok. Lydia coraz mocniej pragnęła stać się częścią dworu, marzyła by nocą przechadzać się licznymi alejkami i wykorzystywać zakamarki, na schadzki z przystojnymi oficerami gwardii Kalifa. Przyjrzała się od tyłu postawnemu żołnierzowi, za którym podążała w stronę pałacu, nie wyglądał tak dobrze jak akrobaci, ale niczego mu nie brakowało, a w jego sposobie poruszania się dało się wyczuć zdecydowanie i grację drapieżnego kota. Mężczyzna stanął obok otwartych drzwi i wskazał kierunek młodej tancerce. Lydia weszła w słabo oświetlone wnętrze za krótkim korytarzem. W pomieszczeniu paliło się mnóstwo świec. W oddali ku jej osłupieniu zauważyła postać w czerwonym płaszczu odwróconą plecami. W nikłym płomyku kaganka umykały jednak szczegóły tej sylwetki. Lydia zbliżyła się kilka kroków do przodu i wtedy ktoś delikatnie dotknął jej pleców. Nie poruszyła się, wciągnęła powietrze i lekko odwróciła głowę, jednak palce przesunęły się na kark i ponownie znieruchomiała. Powiewająca kotara wpuściła nieco więcej światła do komnaty. Czerwony płaszcz jak się okazało wisiał na manekinie, a jego właściciel właśnie dotykał Lydię coraz śmielej raz jedną raz drugą dłonią.

    -Twój taniec to poezja – wyszeptał cicho ponad jej uchem. Dłoń przesunął na włosy i gładził je wprawiając Lydię w coraz większe zakłopotanie. Powoli jednak dziewczyna poddawała się dotykowi tajemniczego mężczyzny. Przysunął się do niej i dłonie oparł na jej nagich ramionach, fragmenty sukni sfrunęły w dół odsłaniając pierwsze fragmenty jej ciała. Chciał więcej, przesunął rękami znów, uwalniając piersi dziewczyny z delikatnego materiału jej sukni. Ledwo wyczuwalnym dotykiem pobudzał jej sutki dotykając raz jednego raz drugiego całując kark dziewczyny wilgotnymi ustami. Lydia czuła jego przyspieszone tętno, jednak ruchy mężczyzny nadal pozostawały powolne i hipnotyzowały ją całą. Ciało tancerki powoli traciło kontakt z rozumem. Ponownie rozbudzona kobiecość była wilgotna, Lydia pragnęła obrócić się i spojrzeć na swojego kochanka, jednak ponownie powstrzymał ją mocniejszym uściskiem. Nie protestowała. Pozwoliła by jego prawa ręka zjechała po brzuchu w dół. Mężczyzna poczuł jej podniecenie i intensywniej pieścił łechtaczkę kreśląc palcem kręgi i ósemki. Lydia poddawała się z każdą sekundą. Pieszcząca dłoń przyspieszała i ustawała na przemian sprawiając dziewczynie rozkoszną torturę niespełnienia. Chwila rozciągnęła się w czasie i trwała w nieskończoność. Lydia nie chciała pozostawać bierna, swoją dłonią zaczęła szukać klamry pasa stojącego za nią mężczyzny. Pozwolił jej na to i po chwili dziewczyna zręcznie pozbawiła go fragmentu odzieży. Poczuła na swoich plecach rozkoszne ciepło wilgotnej męskości, która pulsowała w rytm uderzeń krwi. Zadowolona z efektu swoich działań posunęła się jeszcze dalej i przesuwała delikatnie palcami po sztywniejącym penisie swojego adoratora. Mruczał cicho gdy zaciskała całą dłoń przesuwając ją w górę i w dół. Po raz trzeci postanowiła się odwrócić i tym razem wprawny szybki ruch tancerki umknął dłoniom trzymającym coraz delikatniej. Zaskoczony mężczyzna powstrzymał się od interwencji, gdy poczuł jak usta tancerki błądzą w pobliżu jego penisa. Wprawne ruchy języka Lydii coraz bliżej i bliżej przesuwały się ku upragnionej przez jego ciało pieszczocie. Cudowne ciepło kobiecych ust i wilgotność jej wnętrza uwolniło z jego gardła jęk, który starał się powstrzymać. Nie umknęło to jej, zwolniła rytm i pulsującym wolnym ruchem całej głowy zanurzała jego czubek coraz głębiej, pieszcząc dolną część penisa językiem. Raz po raz mocniej przyciskała się do jego skóry, zasysając ją między swe usta. Obracała dłonią arytmicznie, by jeszcze mocniej podniecić swego kochanka. Mężczyzna jęczał cicho i gładził Lydię po włosach, które opadały wraz z rytmem jej głowy, znajdującej się u zbiegu drżących z przyjemności ud. Nagle poderwał ją do góry, chwycił blisko przyciskając się do jej piersi. Zaglądnęła w jego ciemne oczy, błyszczące w blasku licznych świec. Uśmiechał się lekko i przysunął się razem z ciałem Lydii do ściany. Uniósł jej udo zdecydowanym ruchem. Mokra kobiecość zapraszała, kusiła go, nie mógł już dłużej wstrzymywać swoich pragnień. Wszedł w nią wolno, z początku nieruchomo napierając jedynie biodrami, by po chwili całe ciało wprawił w płynne ruchy, które dostarczyły dziewczynie fale przyjemności. Z każdym naporem jego męskości w jej wnętrzu budziło się spełnienie. Nie jęczała głośno, cichutkie westchnienia rozkoszy, rozpalały jej kochanka, prowokowały do mocniejszej zabawy. Przyspieszył i długo nie czekał na efekt. Lydia zadrżała i mocno wbiła palce w jego ramiona. Z jej ust dobiegło długie westchnienie, półprzymknięte oczy zakryła mgła, a rozum przestał na moment władać ciałem dziewczyny. Oparła się o mężczyznę, który jeszcze kilkukrotnie przysunął się mocniej w jej stronę, ciągle pozostając w jej wnętrzu. Osunęła się na kolana i przyjęła w rozchylone usta niezaspokojonego członka. Bez trudu znów rozpaliła emocje swojego kochanka z uśmiechem triumfu obserwowała jak nasienie wytryska w różnych kierunkach, gdy przyspieszyła ruch ręki. Mężczyzna skwitował wszystko głośnym jękiem ulgi i przyjemności. Jego ciało drżało chwilę, by zaraz opaść na miękkie poduszki tuż u boku nagiej tancerki.

    Mężczyzna legł ciężko na posłanie i oddychał z uśmiechem szczęścia, na młodej, ale poznaczonej kilkoma drobnymi bliznami twarzy pod prawym okiem. W jego oczach widać było inteligencję, energię i pewną dozę bezczelności. Kilka zmarszczek ledwo widocznych w świetle księżyca i kilkanaście siwych pasemek na ciemnych jak noc włosach, świadczyły o jego przeszłości. Nie był niedoświadczonym młokosem, mimo młodego wieku musiał sporo przejść. Lydia zauważyła to i podsunęła się bliżej jego twarzy, by popatrzeć mu w oczy. Milczeli przez chwilę, lekko uśmiechając się co jakiś czas. Z każdym razem coraz śmielej.

    – Jestem Lydia. – Powiedziała cichutko wprost do ucha leżącemu obok młodzieńcowi.

    – Zaheed. – Odpowiedział bez wahania. Lydia jeszcze raz zbliżyła swoje usta do jego twarzy. Pocałowała go. Całowała długo, przesuwając swoją dłoń po jego odsłoniętym torsie, ku niedawno zaspokojonej męskości. Penis zwisał swobodnie, dłoń dziewczyny rozpoczęła delikatne pieszczoty, by znów poczuć go w sobie. Pragnęła tego jeszcze mocniej. Jej język powędrował do ucha Zaheeda. Mruczała mu cichutko do ucha, gdy poczuła jak jego męskość powolutku nabrzmiewa w jej małej dłoni. To pobudziło go jeszcze bardziej. Chwycił ją mocno za ramiona. Przesunął w górę łóżka, a sam zanurkował między jej nagie uda. Poczuł jej zapach i wilgoć, jej kobiecość wyglądała cudownie, tak bardzo zapragnął poczuć ją językiem. Złożył na jej udach kilka pocałunków, powoli zbliżając się do ich zbiegu. Dotykał czubkiem nosa jej łechtaczki. Naciskał ją delikatnie i przesuwał na boki, drażniąc wciąż jedynie za pomocą nosa. Po chwili dołączyły jego palce. Zakreślając coraz ciaśniejsze kręgi wokół jej kobiecości, Zaheed pieścił jej skórę w najwrażliwszych miejscach. Lydia rozochociła się na dobre, rozchylając uda nie pozostawiała już żadnych tajemnic przed oczami kochanka. Była gotowa oddać mu się, choćby natychmiast. Czuła się częścią pałacu i luksusowej komnaty, miała okazję być pieszczona jak księżniczka i tak właśnie się czuła. Spełnienie nadchodziło wielkimi krokami. Młodzieniec wreszcie pocałował ją, wyciągnąwszy język przesuwał nim od góry do dołu, by nie zmarnował się żaden wrażliwy na dotyk fragment jej kobiecości. Jego delikatne palce ustępowały językowi, który wdzierał się w nią jak dziki wąż. W niekontrolowany sposób, dostarczał jej przyjemności, której nie mogła opanować. Zaczęła jęczeć. Coraz głośniej, gdy orgazm był coraz bliżej. Zacisnęła swe uda, gdy Zaheed w szalonym tańcu, rozpętał prawdziwą burzę w jej wnętrzu. Jego język śmigał po najwrażliwszym jej punkcie, wprawiając ją w drżenie. Każdy mięsień tancerki wił się w ekstazie, gdy osiągnęła szczyt. Młodzieniec zwolnił nieco, ale nie przestawał pieścić, składając coraz bardziej wolne hołdy, w postaci leniwych pocałunków i muśnięć końcówką języka. Lydia odpływała gdzieś daleko w świat, którego nigdy wcześniej nie znała. Nie spodziewała się bowiem wtedy, że tak zacznie się nowy etap w jej życiu, a Pałac stanie się jej nowym domem.

    c.d.n.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Staszek – moj najlepszy przyjaciel

    Weszłam na klatkę schodową. Z każdym kolejnym krokiem czułam, jak coraz szybciej wali mi serce. Wreszcie dotarłam do drzwi mieszkania i nadusiłam dzwonek. Przez chwilę panowała całkowita cisza. Dopiero po kilku minutach usłyszałam mocne kroki i szczęk przekręcanego klucza. Drzwi otworzyły się i w progu stanął Staszek.

    – Witaj – powiedział, wpuszczając mnie do środka.

    Weszłam niepewnym krokiem. Czułam, że moje zdenerwowanie nasila się z każdą mijającą sekundą. Postawiłam plecak na podłodze i zdjęłam kurtkę. Wziął ją ode mnie
    i schował do szafy, co mnie trochę zaskoczyło. Uśmiechnął się, widząc moją minę.

    – Myślę, że zechcesz zostać na noc.

    Weszliśmy do kuchni i usiadłam przy stole. Przyglądałam się, jak Staszek robi nam herbatę i nakłada kawałki ciasta na talerzyki. Znamy się od liceum i od niemal pierwszych dni jesteśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Staś jest jedynym mężczyzną, któremu naprawdę ufam.

    – Proszę – postawił przede mną ciasto i herbatę.

    Uśmiechnęłam się. Jego rodzice mało zawału nie dostali, gdy po maturze stwierdził, iż zamiast studiować, chce iść do studium gastronomicznego. Jednak ja zawsze uważałam, że to była najlepsza decyzja. Staś jest naprawdę świetnym cukiernikiem. Bardzo szybko dostał pracę w pobliskiej kawiarni i został doceniony przez szefową.

    – Przepyszne, jak zawsze – odłożyłam widelczyk.

    – Dziękuję – uśmiechnął się – skoro poczułaś się trochę lepiej, to możemy przejść do celu twojej wizyty.

    Zesztywniałam na te słowa. Poczułam, że mój puls przyspiesza, a w ustach robi się tak sucho, jakbym nagle znalazła się na pustyni. Podniósł się z krzesła, podszedł do mnie
    i wyciągnął rękę. Chwyciłam ją i ruszyłam za nim. Weszliśmy do niewielkiego, kwadratowego pokoju. Według założenia było to pomieszczenie gospodarcze lub garderoba, jednak Staszek wygłuszył je i przerobił tak, aby idealnie nadawało się do naszych celów. Staszek usiadł na taborecie ustawionym na środku pomieszczenia. Podeszłam do niego i stanęłam ze spuszczoną głową. Usłyszałam, jak wzdycha.

    – Czy podczas telefonicznej rozmowy powiedziałaś mi wszystko?

    – Tak, niczego nie ukryłam.

    To prawda, nigdy nie odważyłabym się ukrywać przed nim swoich wybryków. Domyśliłby się i zostałabym dodatkowo ukarana za oszukiwanie.

    Wsunął dłoń pod moją brodę i delikatnie uniósł moją głowę.

    – Pamiętasz, jak bardzo cieszyłaś się, że możesz pracować nad tym projektem?

    – Tak – wyszeptałam zduszonym głosem.

    – Więc dlaczego nawaliłaś – spytał z rozczarowaniem w głosie – czemu koleżanki musiały pracować za ciebie, żeby firma mogła dotrzymać terminu?

    – Z lenistwa – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – przyjechała Jolka i wolałam spędzać popołudnia z nią, niż pracować nad swoją częścią projektu.

    Pokręcił głową z niedowierzaniem.

    – Rozumiem, że kontakt z koleżanką jest dla ciebie ważny, jednak obowiązki powinny być na pierwszym miejscu. Przecież sama opowiadałaś, jak bardzo lubisz swoją pracę. Tworzycie zgrany zespół, macie super szefostwo, a ty co? Zachowujesz się jak niedojrzała smarkula i na dodatek narażasz koleżanki.

    – Przepraszam – powiedziałam cicho.

    – Na przeprosiny będzie czas później. Najpierw poniesiesz konsekwencje.

    – Proszę, nie bądź zbyt surowy – spojrzałam na niego błagalnie.

    – Pamiętasz, jak zawarliśmy nasz mały pakt?

    Pokiwałam głową. Oczywiście, że pamiętam. Trochę za dużo wypiłam podczas urodzin Ani, naszej wspólnej koleżanki. Staszek przenocował mnie wtedy, a rano powiedział, że gdyby był moim bratem lub chłopakiem, to za takie zachowanie porządnie przetrzepałby mi tyłek. Zaśmiałam się wtedy, myślałam, że żartuje. Jednak on spojrzał na mnie groźnie. Wtedy pomyślałam, jakby to było dostać od niego na przykład pasem. Nie dostałam tamtego ranka, jednak to właśnie wtedy zawarliśmy niepisaną umowę, że Staszek zadba, abym zachowywała się, jak na dorosłą kobietę przystało. A w razie czego przetrzepie mi skórę.

    – Martuś – jego ciepły głos wyrwał mnie z zamyślenia.

    – Zamyśliłam się – usiadłam na jego kolanach – masz rację. Ukarz mnie porządnie, żebym przez kilka dni nie mogła siedzieć.

    – Wiesz, że wolałbym nie być do tego zmuszonym – spojrzał na mnie smutno
    – jednak skoro sama się prosisz.

    Przez chwilę gładził mnie po plecach, abym trochę się zrelaksowała.

    – Gotowa – spytał wreszcie.

    – Tak – wstałam z jego kolan.

    – Przygotuj się – rozkazał zdecydowanym głosem.

    Powoli zdjęłam bluzkę. Odpięłam guzik spodni i zsunęłam je do kostek, po czym wyszłam z nich. Położyłam ubranie na podłodze przy drzwiach i wróciłam do Staszka. Zdecydowanym ruchem przyciągnął mnie do siebie i przełożył przez swoje kolana. Poczułam, że zwija moje majtki i wciska je w rowek. Na samym początku ustaliliśmy, że nigdy nie każe mi ich całkiem zdejmować. Chciałam, aby lanie było czystą karą, bez jakiegokolwiek erotyzmu. Czułam, że jego dłoń zaczęła masować moje wypięte pośladki. Poddałam się temu przyjemnemu dotykowi, choć dobrze wiedziałam, że robi to, aby poprawić ich ukrwienie i zwiększyć odczucie każdego uderzenia. Pierwszy klaps nie był zbyt silny, jednak i tak mnie zaskoczył. Klapsy nie były zbyt mocne, zresztą miały tylko przygotować pupę do właściwej kary. Jego dłoń w równym tempie spadała raz na jeden, raz na drugi pośladek. Po kilku uderzeniach pupa zaczęła się nagrzewać, a z moich ust wydobyły się na razie cichutkie pojękiwania. Nagle uderzył przez obie półkule.

    – Ugm – jęknęłam.

    – Twoja pupa jest już ładnie zaróżowiona, więc możemy przejść do właściwej kary
    – pomógł mi się podnieść.

    Stałam w bezruchu, czekając na dalszy ciąg. Podszedł do stojącej pod ścianą szafy
    i otworzył ją. Wiedziałam, że trzyma w niej narzędzia, więc przyglądałam mu się, czując narastający we mnie strach. Miałam wrażenie, że każda minuta ciągnie się
    w nieskończoność. Czułam krople potu spływające po moich plecach. Wreszcie odwrócił się w moją stronę, a w ręce ściskał średniej grubości pas.

    – Więc nie będzie tak źle – odetchnęłam z ulgą.

    Kiedyś już nim dostałam, więc wiedziałam, czego się spodziewać.

    – Na taboret – rozkazał.

    Ułożyłam się tak, aby moja pupa znalazła się na środku mebla. Poczułam pas przesuwający się przez moje pośladki i mimowolnie je spięłam.

    – Rozluźnij się albo będę musiał użyć korka.

    Zadrżałam na tego słowa. Nie znosiłam, kiedy to robił.

    – Zachowałaś się jak smarkula, więc ukarzę cię tak, żebyś dobrze zapamiętała. Na początek dostaniesz piętnaście pasów.

    – Jak to, na początek – pomyślałam spanikowana.

    Rozległ się świst i pierwszy pas uderzył w oba pośladki. Poczułam ból rozchodzący się po całym ciele. Kolejny pas padł na prawy półdupek.

    – Aua – jęknęłam.

    Kolejne razy padały w równym tempie, a każdy był coraz mocniejszy. Pupa zaczęła mnie piec i szczypać. Próbowałam uciekać biodrami, jednak przywołał mnie do porządku, chrząkając znacząco. Zmienił stronę i rękę. Kolejna seria sprawiła, że z moich oczu pociekły łzy. Cała pupa była równomiernie rozgrzana i piekąca.

    – Auuua – kolejny pas wyrwał z moich ust głośny krzyk.

    Opuścił rękę, robiąc kilkusekundową przerwę. Oddychałam głęboko, aby odzyskać panowanie nad sobą.

    – Możemy kontynuować – spytał.

    Zawsze podziwiałam, jak bardzo jest opanowany, nawet gdy się wiercę
    i próbuję uciekać.

    – Tak – odpowiedziałam i natychmiast poczułam kolejny raz.

    Rozpłakałam się, bardziej ze wstydu, niż bólu, choć ten też był niemały. Pas siekł już mocno obolałą pupę z bezwzględną stanowczością. Po każdym uderzeniu krzyczałam
    z bólu, a łzy ciurkiem spływały po moich policzkach. Gdy myślałam, że już dłużej nie wytrzymam i ucieknę, ból nagle ustał. Pozostałam w bezruchu, zanosząc się płaczem
    i bezskutecznie próbując wyregulować oddech. Dotknęłam pośladków i poczułam, że są rozpalone, jakby ktoś przyłożył do nich zapaloną pochodnię.

    – Możesz wstać.

    Powoli, z trudem podniosłam się i stanęłam prosto. Staszek zdążył już schować pas. Przyglądał się wiszącym w szafie narzędziom, jakby wciąż nie podjął decyzji, co dalej.

    – Dwa kroki do tyłu – usłyszałam wreszcie kolejne polecenie – pochyl się
    i oprzyj dłonie o taboret.

    – Nie, tylko nie trzcinka – pomyślałam z przerażeniem.

    Usłyszałam, że zbliża się do mnie i zaczęłam drżeć.

    – Błagam, nie trzcinką – zaczęłam płakać.

    – Nie jestem sadystą – powiedział łagodnie – wiem, że nie wytrzymałabyś trzcinki po tak mocnych pasach.

    Ośmieliłam się odwrócić głowę i z ulgą zobaczyłam w jego dłoni plastikową skakankę. Wiedziałam, że będzie bardzo boleć, jednak dużo lżej, niż gdyby użył rattanu.

    – Dostaniesz osiem razy i ładnie je policzysz – powiedział, przyjmując odpowiednią pozycję.

    Rozległ się świst i skakanka uderzyła w rowek, gdzie pupa łączyła się z udami.

    – Jeden powiedziałam i wybuchnęłam płaczem.

    Kolejne uderzenie smagnęło uda.

    – Dwa – proszę, nie tak mocno.

    – Trzeba było wcześniej myśleć. Wiedziałaś, że pupa będzie boleć, jeśli narozrabiasz.

    Kolejny raz trafił w oba pośladki.

    – Trzy – boli, naprawdę.

    Nie zareagował. Miałam wręcz wrażenie, że kolejny raz był jeszcze mocniejszy.

    – Cztery proszę – zaszlochałam.

    Skakanka siekła naprzemiennie uda i pupę, a ja wykrzykiwałam kolejne liczby. W duchu podziękowałam Staszkowi za wyciszenie pomieszczenia. Przynajmniej sąsiedzi nie mieli pojęcia, co się tu wyprawia. Niestety przez swój krnąbrny charakter często gościłam w tym mieszkaniu i kilkoro z nich dość dobrze znałam. Chyba spaliłabym się ze wstydu, gdyby słyszeli moje krzyki
    i charakterystyczne odgłosy wymierzanego lania.

    – Osiem – wreszcie padło ostatnie uderzenie.

    Opadłam na kolana i zaniosłam się płaczem. Klęczałam, drżąc na całym ciele. Staszek kucnął za mną i pogłaskał po plecach. Powoli uspokoiłam się na tyle, aby wstać z kolan.

    – Pięć minut wystarczy – głos Staszka znów był miękki.

    – Tak – opowiedziałam i stanęłam w kącie.

    – Ręce wzdłuż ciała i nie dotykaj pupy, alby pożałujesz.

    Wykonałam polecenie, nie chciałam zasłużyć na dodatkowe razy. Czułam na sobie jego wzrok. Zawsze po spuszczeniu lania przyglądał się mojej pupie. Minuty mijały, a ja powoli się uspokajałam. Oddech stał się głębszy
    i wyregulowany. Usłyszałam, że podchodzi do mnie.

    – Czas minął – powiedział, stając za mną – co masz mi do powiedzenia?

    Odwróciłam się i wtuliłam w jego ramiona.

    – Przepraszam – powiedziałam, przytulając twarz do jego torsu – bardzo mi wstyd.

    Tulił mnie, gładząc dłonią po włosach. Czułam się bezpiecznie jak w objęciach ukochanego. Wiedziałam, że mogę mu całkowicie zaufać. Staszek był profesjonalistą
    i nigdy nie pozwoliłby sobie na przekroczenie granic.

    – Chodź – wyswobodził mnie ze swych objęć – weźmiesz kąpiel, a ja przygotuję kolację.

    Weszłam do łazienki. Zdjęłam bieliznę i napuściłam do wanny chłodną wodę, aby trochę ulżyć zbitym pośladkom. Ułożyłam się w wannie i przymknęłam oczy. Trwałam
    w bezruchu, a woda chłodziła żar obejmujący pupę. Wiedziałam, że jutro wyjdą siniaki. Staszek postarał się, abym odczuwała skutki lania przez kilka dni. Uśmiechnęłam się na myśl o kłopotach z siedzeniem. Usłyszałam ciche pukanie i otworzyłam oczy.

    – Kolacja na stole, piżamę kładę pod drzwiami.

    Wyszłam z wanny i szybko wytarłam ciało miękkim ręcznikiem, który powiesił dla mnie na drzwiach. Uchyliłam je i chwyciłam piżamę. Przebrałam się szybko i weszłam do kuchni. Na stole stał duży talerz z kanapkami i kubek gorącej herbaty. Dopiero teraz poczułam, jak bardzo jestem głodna. Usiadłam trochę zbyt energicznie i jęknęłam z bólu. Staszek posłał mi pełne satysfakcji spojrzenie.

    – Jedz – powiedział, uśmiechając się pod nosem.

    Spałaszowałam kolację w ekspresowym wręcz tempie.

    – To było przepyszne – oblizałam się – obejrzymy jakiś film.

    – Nie. Umyjesz ząbki i zapakuję cię do łóżka.

    Posłałam mu smutne spojrzenie.

    – Nawet nie próbuj dyskutować – zmarszczył groźnie brwi.

    Westchnęłam zrezygnowana i wróciłam do łazienki. Raz-dwa umyłam zęby
    i weszłam do pokoju gościnnego, z którego nader często zdarzało mi się korzystać. Położyłam się do łóżka, a Staszek nakrył mnie kołdrą i usiadł na brzegu.

    – Wiesz, jak bardzo cię lubię – powiedział cichym głosem – jest mi bardzo smutno, gdy muszę cię ukarać.

    – Wiem, naprawdę przepraszam.

    – Wiem – nachylił się i pocałował mnie w czubek głowy – śpij słodko.

    Wycofał się cicho, po drodze gasząc światło. W pokoju zapanowały ciemności, a ja niemal natychmiast zasnęłam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    masuhori86
  • Biuro 10

    Usłyszałam kroki na korytarzu. Uśmiechnięta zamknęłam uchylone drzwi, zrzuciłam z siebie szlafrok i pobiegłam do sypialni. Tam wskoczyłam do łóżka i zakryłam się kołdrą.

    Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi.

    – Jesteś? – Zapytała Cyrka

    – W sypialni.

    Agata weszła i z uśmiechem zaczęła zdejmować z siebie sukienkę. Po chwili była już tylko w czarno-czerwonych stringach, pasie do pończoch, pończochach i w czarnym koronkowym gorsecie z czerwoną kokardką między piersiami.

    Cyrka rzuciła się na mnie i zaczęła mnie całować po twarzy. Ja oczywiście odwzajemniałam całusy. Po chwili obie pocałowałyśmy się z języczkiem.

    Z uśmiechem zjechałam ręką w dół i zaczęłam pieścić guziczek Agi.

    – Tęskniłaś za mną? – Zapytałam.

    Agata zamruczałam, czując, jak bawię się jej brzoskwinką i przytaknęła.

    Znowu się pocałowałyśmy. Nasze języki zatańczyły ze sobą, a ręką Cyrki sama znalazła drogę do mojej mokrej i wilgotnej cipki.

    Patrząc sobie w oczy masowałyśmy sobie nawzajem cipki, mrucząc przy tym cichutko. W pewnym momencie Agata przyssała się do mojej piersi. Zaczęła ją ssać, gryz i lizać. Mruczałam cicho patrząc, jak schodzi na mój brzuch i zaczyna zataczać kółka językiem przy pępki.

    – Ah hmm pokaż co umiesz – Powiedziałam, rozchylając nagi na M.

    Agata oblizała się po wargach i zaczęła szaleć językiem na mojej cipce. Jej języczek lizał mój guziczek pionowo lub poziomo co chwila, przyspieszając, lub zwalniając. Ja w tym czasie jęczałam i jęczałam. Nagle poczuła dwa palce wbijające się głęboko we mnie. Wygięłam się w łuk, zawyłam z sykiem , a Agata przestała mnie lizać.

    Spojrzałam jej w oczy, a ona zerwała z siebie stringi i usiadła swoją mokrą o soczków cipką na mojej twarzy. Zaczęłam lizać, zlizując soki z jej cipki i słuchając się w jęk Agaty.

    Lizałam i lizałam, skupiając się na łechtaczce. Co chwila też wsadzałam na parę sekund język w jej wnętrze. Nagle poczuła jak Aga zaczyna coraz głośniej dyszeć i sapać. Zwolniłam i dałam jej parę sekund odpoczynku potem znowu zaczęłam przyspieszać, by potem znowu zwolnić i tak w kółko i w kółko trzymając Agę na skraju orgazmu.

    Nagle Cyrka obrócił się i w 69-ątce zaczęła lizać moją muszelkę. Mruczałam cicho dając jej co chwilę klapsa gdy przyspieszyła. Aga lizała coraz szybciej i szybciej, a ja czułam, że powoli zbliża. się do finiszu.

    Rzuciłam z siebie Agatę, a gdy ta na mnie spojrzała złapałam ją za ramię i siła obróciłam na brzuch. Usiadłam jej na plecach i zaczęłam masować jej mokrą cipkę prawą ręką, a lewą weszłam w dziurkę analną.

    Aga syknęła, czując, jak trzy palce wbijają się w jej anusa

    – Ah hmm mocniej – Warknęła.

    Zaczęłam przyspieszać, słuchając coraz głośniejszych jęków i stęków Cyrki. W pewnym momencie poczułam jak anus i cipka Agi robi się coraz ciaśniejsza i ciaśniejsza, nagle poczułam jak zaciskają się na moich palcach.

    Zeszłam z Agaty i położyłam się półleżąc na łóżku. Cyrka tylko na mnie spojrzała i z uśmiechem położyła się obok mnie. Zaczęła mnie całować, ugniatając moją pierś ręką. Odwzajemniłam całusa i chwyciłam ją za rękę, która skierowałam z piersi na cipkę. Całując się ze mną Agata zaczęła pieścić moją muszelkę. Coraz szybciej i mocniej, aż w końcu dostałam orgazmu.

    Obie położyłyśmy się wygodnie na łóżku. I wtulone w siebie zaczęłyśmy do siebie szeptać

    – Jesteś kochana wiesz – Wyszeptałam jej do ucha.

    Agata zachichotała

    – Wiem, wiem Ahmmm powiesz jak było na wyjeździe?

    – Hmm może lepiej nie.

    Agata złapała mnie mocno za tyłek

    – Na pewno?

    – Hehehe na pewno.

    Agata wzruszyłam ramionami i ziewnęła. Po chwili obie ot tak nagle zasnęłyśmy.

     

    Był środek nocy, a ja wskoczyłam pod prysznic. Kroplę wody zaczęły spływać po moim cielę, a mydło ładnie się pieniło na piersiach, brzuchu czy udach.

    Nagle usłyszałam otwierające się drzwi kabiny i zanim zdążyłam się obrócić Agata już złapała mnie o tyłu, za piersi.

    Pocałowałam się z nią

    – Powiesz jak było na tym wyjeździe? – Zapytała.

    Westchnęłam

    – Nie

    Aga chwyciła za ucho prysznica. Pisnęłam, gdy strumyczek wody uderzył o moją cipkę

    – Heheh no powiedz – Poprosiła z chichotem w głosie

    – Nie

    Chwila zabawy kurkami od prysznica i strumyczek wody zamienił się w strumień. Zaczęłam jęczeć coraz głośniej i głośniej.

    – No powiedz, jak było – Poprosiła po raz setny Aga.

    , Więc chodź pomaluj mój świat…

    Spojrzałam na Cyrkę, a ta rozczarowana odłożyła ucho prysznica na swoje miejsce i podała mi komórkę

    – Halo – Odebrałam w głośnomówiącym

    – To ja Daria. Kochana wybacz, że dzwonię tak późno, ale mam ważną sprawę.

    – Wal

    – Porządkowałam papiery z Maksymilianem. Cała drużyna z piętra zrobiła w nich mały bałagan…

    Spojrzałam na Agatę, a ta tylko zachichotała i przewróciła oczami

    -… Tak czy owak, znalazłam ciekawą ofertę z amerykańskiej sekcji firmy. Szukają nowej pracownicy, a ty nadajesz się idealnie.

    Znowu zerknęłam na Agę, a ta patrzyłam na mnie z uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.

    – Sorry Daria, ale to nie dla mnie. Wolę pracować tutaj

    – Jesteś pewna? Będziesz zarabiała więcej, niż amerykańska średnia krajowa.

    – Daria uwierz mi, że od ameryki wolę Cyrkę, Iwonę, siostry, Maksa, ciebie i resztę. Poza tym chce spędzić trochę nocy z tobą, Maksem i jakimś fajnym straponem i kajdankami.

    Daria zamilkł na chwilę i zachichotała

    – Rozumiem. Do zobaczenia – Rozłączyła się.

    Odłożyłam telefon i spojrzałam na Agatę

    – Możemy wracać do zabawy? – Zapytała

    – Hmmm chodź tu kiciu.

     

    Tydzień później

     

    Poczułam jak twardy kutas Daniela wbija się głęboko w moją cipkę. Obok mnie oparta o ścianę widy Agata dawała dupy Przemkowi. Obaj chłopcy rżnęli nas ostro, szybko, brutalnie, a my dwie jęczałyśmy z rozkoszy. Nagle zobaczyłam jak Przemek spuszcza się prosto do tyłka Agi, a po chwili sama poczułam jak sperma tryska mi do cipki.

    Chłopacy schowali swoje penis do spodni, a ja z Agą zaczęłyśmy się doprowadzać do porządku

    – Dzięki – Powiedziałam – Szybki numerek z rana zawsze poprawia humor.

    Daniel uśmiechnął się i dał mi mocnego klapsa w tyłek

    – Z wami to zawsze przyjemność.

    Widna wjechał na nasze piętro. Daniel i Przemek podeszli do automatu, Agata schowała się w pokoju dla kobiet, a ja podeszłam do Yuuko i Kazuko które wspólnie obrabiały kutasa

    – Część

    Kazuko oderwała się od kutasa i przytaknęła mi ruchem głowy, a Yuuko puściła mi oczko i połknęła całego penisa do razu.

    – Część – Odpowiedziała Kaz

    – Wiesz, gdzie jest Maks?

    – Ostatnio widziałam go w swoim gabinecie z Fiołek

    – Dzięki

    Z uśmiechem skierowałam się w stronę biura Maksa. W międzyczasie spotkałam Iwonę, która przyciśnięta do ściany jęczała, dając dupy Tadeuszowi.

    – Ciebie się tu spodziewałam – Powiedziałam, patrząc na Kier – Ale ciebie?

    Tadeusz wzruszył ramionami

    – Ah hmm od czasu do czasu będzie tu wpadać aaahhmm kurwa… Lubię dawać dupy nowym znajomym aaahhmm

    – Fajnie, że was sobie przedstawiłam… Maks jest w biurze?

    Kier wzruszyłam ramionami, a ja ruszyłam swoją stroną.

    Przeszłam parę kroku i weszłam do gabinetu Maksa. Fiołek byłam całkiem naga. Skakała po jego penisie obrócona plecami do mnie

    – Hej – Przywitałam się

    – Hej

    Daria tylko na mnie spojrzała i zeszła z kutasa Maksa. Następnie podeszła do mnie i pocałowała na przywitanie i przy okazji podwinęła mi spódniczkę. Wiedząc co jej chodzi po głowie nadziałam się na sterczącego kutasa Maksa.

    – Hmmm właśnie takie chwile lubię – Wydyszał Maks, łapiąc mnie mocno za tyłek

    – Ahmm, jak tak samo. aahhm… Przyszłam podziękować

    – Za co?

    – Za to, że mnie wziąłeś, że znosiłeś moją walkę z Darią, za ten wyjazd… Za wszystko.

    Maksymilian tylko się uśmiechnął, a ja spojrzałam na Darię, która patrząc na nas masowała sobie cipkę

    – A ciebie chce przeprosić

    – Hehehe kochana ahmm nie ma za co

    – A za…

    – Cicho – Przerwała mi – Zapomnijmy o tym i cieszmy się sobą ok.

    Przytaknęłam jej ruchem głowy, a Maks spuścił mi się do cipki.

    Spokojnie i bez pośpiechu zeszłam z kutasa Maksa i wytarłam sobie cipkę chusteczką. Potem poprawiając sukienkę podeszła do wyjścia.

    – Chyba już pójdę. Czeka mnie trochę pracy – Powiedziałam, otwierając drzwi

    – Teresa – Zagił Maks

    – Tak?

    – Tylko pamiętaj, że mamy się spotkać dziś wieczorem. Kupiłem nową smycz.

    Uśmiechnęłam się

    – Będę pamiętać.

     

    KONIEC

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Aleksandra Sokowowska

    To już koniec mojej pierwszej serii. Mam nadzieje, że bawiliście się z biurem tak dobrze jak ja. Ta opowieść będzie ważnym elementem mojego życia pisarskiego. Pierwsze opowiadanie jakie zakonczyłam, mój debiut na Sexopowiadania. Dziękuje wszystkim którzy czytali kolejne rozdziały i komentowali. Bez was najpewniej nie miała bym motywacji.

    Niestety są też smutne wiadomości. Ze względu na brak czasu oraz zdrowie zawieszam lub ograniczam swoją działalność pisarską na pare miesięcy. I mimo, że wróce najpewniej jeszcze w tym roku będzie to długa rozłomka. Tak czy siak nie martwcie się bo wróce.

    Do zobaczenia. Wasza Ola 

  • Oaza lesbijek cz 8

    W końcu zabrałyśmy się za ogłoszenia. Przyszło ich sporo, więc trzeba by je najpierw zweryfikować, jak to bywa z ogłoszeniami. Z około 30 odpowiedzi, wybrałam 15, które wspólnie z moimi dziewczynami, zaczęłyśmy przeglądać. – Mam taki pomysł, żeby stworzyć grupę kobiet, do wspólnych spotkań, różny wiek. – O, to byłoby nawet fajne-powiedziała Ania. Podzieliłam po 5 ogłoszeń i zaczęłyśmy przeglądać, każda swoje. Swoje typy miałam 3 – Maria 58 lat, Zofia 50 lat i Laura 49. Ania miała – Iza 24, Paulina 27, a Marta – Beata 19 lat, Asia 18 lat. Weryfikacja na Skypie, zajmę się sama. Odpisałam im, aby podały skypa lub nr telefonu do video rozmowy. Rozmowu ku mojemu zaskoczeniu, a raczej osoby, były realne, a co najważniejsze ładne, zgrabne, chętne na zabawy, Wszystkie zaprosiłam na spotkanie w najbliższy weekend, zaznaczając, że możliwe będą zabawy, jeżeli spodobamy się sobie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ewa
  • Historia stworzenia cz.1

    Żyliśmy w niewielkich stadach. Wprawdzie duże stado zapewnia większe bezpieczeństwo, ale trudno jest mu się wyżywić. Nasze lasy i sawanny nie zapewniały ilości pożywienia, umożliwiającej przetrwanie wielkiego stada, dlatego żyliśmy w grupach składających się z samca dominującego, kilku samic z młodymi i młodzików. Młodzicy, to samce, które już osiągnęły wiek rozrodczy, ale jeszcze nie zdobyły się na opuszczenie stada i samiczki – już krwawiące, ale jeszcze nie w pełni rozwinięte. Byłam jedną z nich. Do czasu Wymiany brakowało mi jeszcze tylko jednej zimy. Wymiana była dorocznym spotkaniem sąsiadujących stad, w gaju ogromnych baobabów, podczas którego samce dominujące dobierały sobie kolejne samice z dorosłych młodziczek, wychowanych w innym stadzie, oddając w zamian swoje córki w podobnym wieku. Zawsze sztuka za sztukę. Niezagospodarowane samiczki stanowiły kąsek do podziału, oddawany przez ojców w celu utworzenia kolejnych zaprzyjaźnionych stad. Jednak młode samce musiały walczyć o prawo stania się głową nowej rodziny. Wygrywał najsilniejszy, dający największą gwarancję utrzymania się. Na początek nowego stada, miał prawo wybrać trzy samiczki. Następny wybierał kolejne trzy i tak aż do wyczerpania zasobów. Ci, którym się nie powiodło w walkach, musieli czekać do kolejnej Wymiany, lub odejść w poszukiwaniu samic w odległych rejonach.

    Byli też tacy, którzy próbowali wykorzystując nieuwagę samca dominującego, wychędożyć jedną z jego samic. Często im się to udawało, bo samice nie przywiązywały uwagi, do tego kto. Były przyzwyczajone do codziennego dosiadania. Dla nich była to tylko krótka przyjemność. A z kolei samiec dominujący nie był w stanie upilnować wszystkich swoich samic. Dlatego jedyną gwarancję, że potomstwo będzie jego, dawało mu nieustanne chędożenie. Musiał codziennie choć raz dopaść zadek każdej ze swoich samic i napełnić jej łono swoim nasieniem. Gdy opuszczał stado w celu upolowania jakiejś zwierzyny, zabierał ze sobą wszystkich młodzików, których chuć mogłaby pozbawić go ojcostwa. Łatwo było rozpoznać, którzy osiągnęli już odpowiedni wiek, bo ich dzidy prawie zawsze sterczały, ukazując gotowość rozrodczą. Ale po powrocie z wyprawy przecież musiał sypiać. Właśnie wtedy, wbrew swojej woli, umożliwiając młodym partyzancką pochędóżkę. Wprawdzie, jeśli wcześniej sam wychędożył wszystkie swoje samice, ryzyko wychowywania cudzych potomków malało, ale jednak zawsze mogło się zdarzyć.

    Sam akt kopulacji nikogo nie dziwił, wszystko odbywało się na oczach pozostałych członków stada, przyzwyczajonych do oglądania tego od momentu narodzin. Po prostu samiec dominujący ustawiał swoją wybrankę na czworaka i wchodził w nią od tyłu, kiedy tylko przyszła mu na to ochota. Akt nie trwał zbyt długo, bo w trakcie kopulacji istnieje największe zagrożenie – ludzie są wtedy bezbronni, skoncentrowani tylko na przedłużeniu gatunku. Spada czujność, dlatego natura wyposażyła większość stworzeń, w mechanizm szybkiego zapładniania. Młodzicy, odpędzani przez niego za każdym razem, gdy próbowali się zbliżyć do którejś z samic, albo ręką zaczynali strugać swoje kołki, aż trysnęło z nich mleczko, albo dopadali najsłabszego i naśladując ruchy przewodnika stada, chędożyli go po kolei. Nikogo to nie dziwiło i było traktowane zupełnie naturalnie. Właściwie poza polowaniem i obroną stada, obowiązki samca dominującego sprowadzały się do codziennego dosiadania samic. I pilnowania, by nie zrobił tego nikt inny.

    Codzienne chędożenie samic, jest niezbędne także z innego powodu. Bez tego nie byłoby życia i dziecko umarłoby z głodu. Każdy przecież wie, że samiec wlewając swoje mleczko w samicę, nie tylko podlewa jej nasionko, z którego wyrasta dziecko, ale także później, w trakcie ciąży dostarcza mu pokarmu. To, czego małe dziecko w brzuszku matki, nie jest w stanie zjadać na bieżąco, gromadzi się w piersiach samicy i dzięki temu, ma ona czym karmić po urodzeniu. Dlatego wraz z rozwojem ciąży, powiększają się one znacznie, wypełnione życiodajnym mleczkiem. Wszyscy wiedzą, że to zasługa samca dominującego.

    Poza okresem Wymiany, nasze stada nie wchodziły sobie w drogę, wędrując po rozległych terenach w poszukiwaniu zwierzyny i innego pożywienia. Nocami kryliśmy się w jaskiniach, lub w legowiskach umoszczonych wysoko na drzewach. Nie marzliśmy, bo nasze ciała pokrywało ciepłe, miękkie futerko. Używaliśmy narzędzi wykonanych z kamienia, drewna i kości. Cały czas zachowując czujność, bo wokół nas było mnóstwo niebezpieczeństw – od dzikich zwierząt poczynając, a na obcych stadach, z samcami chętnymi na powiększenie lub pozyskanie swojego haremu kończąc. Zdarzało się, że grupy młodych samców próbowały nas zaatakować, aby porwać samice, ale zawsze broniliśmy się wszyscy razem, bo tworzyliśmy jedność. Oczywiście, zdarzało się, że podczas ataku ginął samiec dominujący. Jego miejsce zajmował wtedy najsilniejszy z napastników. Odganiał swoich dotychczasowych sprzymierzeńców, by w chwale zwycięzcy jak najszybciej wychędożyć zdobyte samice, pokazując im kto tu rządzi. Samice przyjmowały nowego władcę, bez żadnych sentymentów. On miał zapewnić bezpieczeństwo i zdrowe potomstwo. Skoro pokonał dotychczasowego, to znaczy, że jest lepszy. Ich łona stały dla niego otworem.

    Podczas mojego dorastania, już trzeci samiec zapładniał dorosłe samice. Takie czasy. Łatwo było zginąć podczas polowania, choroby, napaści, ukąszenia węża lub skorpiona. Śmierć towarzyszyła nam na co dzień, zbierając szczególnie obfite żniwo podczas zarazy. Jednak dzięki temu, przetrwały tylko najsilniejsze organizmy. Cieszyłam się, że jestem wśród nich i byłam w wieku, kiedy czerpie się z życia najwięcej radości. Z jedną z moich sióstr – Ahą, trzymałam się zawsze razem. Urodziłyśmy się tego samego lata, ale z innych matek. Jej umarła przy porodzie, więc obie ssałyśmy mleko z sutków mojej. Dzięki temu wyrosłyśmy na dwie długonogie, szczupłe gazele. Biegałyśmy równie szybko jak samce. Czasem byłyśmy wręcz niedoścignione. Tak samo zręcznie wspinałyśmy się na drzewa i skały. To był nasz świat. Wieczorem, zmęczone po całodziennych harcach, gonitwach, wspinaczkach i pracy, układałyśmy się do snu, wtulone w siebie, czerpiąc ciepło i poczucie bezpieczeństwa jedna od drugiej. Czasem przed zaśnięciem widziałyśmy, jak młode samce – nasi przyrodni bracia, zakradają się ze sterczącymi dzidami, do samic najbardziej oddalonych od śpiącego przewodnika stada, by je wychędożyć. Oczywiście omijali swoje matki i nas, bo byliśmy rodzeństwem.

    Dorosła samica wie, że młoda krew nie woda, że napięcie spinające orzeszki młokosów, musi gdzieś znaleźć ujście, więc gdy przychodzili, bez wahania ustawiała się na czworaka, pozwalając im po kolei zagościć w swoim łonie, uwalniając przy tym miliardy nasionek z ich twardych maczug. Widziałyśmy też, co robi, by zbyt głośnym jękiem nie zbudzić samca dominującego – wgryzała się w swoje przedramię, zatykając nim usta. Kiedy już została wychędożona przez trzech, czterech napalonych młodzików, pozwalali jej spokojnie zasnąć. Choć nie zawsze im to wystarczało, czasem brali ją jeszcze raz lub dopadali drugą, by rozładować do końca swoją chuć. Przyglądając się temu, trochę inaczej reagowałam, niż w trakcie dnia, gdy samiec dosiadał po kolei swoje samice. Wtedy podchodziłam do tego obojętnie i niczego nie czułam. Ale teraz, widząc jak młodzi, w tajemnicy chędożyli raz po raz, poczułam dziwne mrowienie w lędźwiach.

        Też to czujesz? – usłyszałam przy uchu szept Ahy.

    Tę noc spędzaliśmy wśród traw, w wąwozie, ukryci za skałami. Aha leżała za mną, z ręką przerzuconą ponad moim ramieniem. Byłyśmy w siebie wtulone, bo tak jest cieplej i ma się większe poczucie bezpieczeństwa. Oddychałam szybko i płytko, więc nawet nie musiałam odpowiadać. Poczułam jej dłoń na swojej piersi. Przeczesywała moją sierść, w poszukiwaniu sutka. Gdy go odnalazła, wiedziała już, że coś się dzieje z moim ciałem. Coś, co czuła także sama. Nie wiem, skąd wiedziała, co trzeba zrobić, ale włożyła ramię pod moją głowę, dłonią obejmując pierś, a tą, która wcześniej szukała mojego sutka, skierowała w dół, pomiędzy uda. Zadrżałam, gdy jej palce przeczesały gęstwinę porastającą tamtą okolicę, natrafiając na gorące, wilgotne rozwarcie. Moja chędożka płonęła nieznanym mi dotąd żarem. Pragnęłam dotyku w tym miejscu. Moje uda zaciskały się na dłoni, która sprawiała taką rozkosz, o jakiej nie mogłam nawet marzyć. Piersi mi falowały w urywanym oddechu. Pieszcząca je dłoń, powodowała promieniowanie gorących fal po całym tułowiu. Nie byłam przygotowana na przedziwną reakcję mojego ciała, która nadeszła tak niespodziewanie. Przeszył mnie rozkoszny impuls. Wszystkie mięśnie się napięły. Stężałam w niesamowicie przyjemnym stanie. Nie rozumiałam tego. To było tak rozkoszne, a jednocześnie dziwne i nieznane. Cała się trzęsłam. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że moja sierść jest zjeżona, wszystkie włoski stoją na sztorc, a czyjaś dłoń zatyka mi usta. To Aha zapobiegła nieszczęściu. Gdyby nie zareagowała instynktownie, mój krzyk obudziłby samca dominującego, a ten widząc młodzików chędożących jedną z jego samic, mógłby ich w napadzie wściekłości pozabijać.

    Byłam siostrze niezmiernie wdzięczna. Nie tylko za uratowanie naszych braci, ale przede wszystkim za to, co przed chwilą przeżyłam. Odwróciłam się przodem do niej i w blasku księżyca ujrzałam szeroki uśmiech na jej buzi. Dyszałam jeszcze ciężko, ale pod wpływem jakiegoś impulsu, dotknęłam wargami tych roześmianych ust. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam – nigdy czegoś takiego nie widziałam, ani u samców, ani u samic. Także samiec dominujący nigdy nie dotykał ustami swoich partnerek. Nie wiem. To wyszło jakoś samo z siebie i tak zaskoczyło Ahę, że znieruchomiała, a uśmiech zniknął z jej twarzy. Poruszyłam wargami i polizałam jej usta. Poczułam poruszenie jej warg i język stykający się z moim. Urywany oddech i niepokojące drżenie ciała wskazywały, że też powinnam wsadzić palce w jej gorącą i mokrą chędożkę, bo to pomogło, gdy sama tak ciężko oddychałam. Aha ułatwiła mi wsunięcie dłoni, unosząc lekko kolano. Poczułam ciepło jej futerka i wilgotne gorąco młodziutkiej chędożki. Głaskałam ją, raz po raz wsuwając dwa palce do środka. Teraz już wiedziałam, że najprzyjemniej jest, gdy się dotyka twardego punktu przy samym wejściu, więc tak robiłam. Aha dyszała cichutko, nie odrywając ust od moich. Lizałam ją zapalczywie, bo ogarnęło mnie przedziwne uczucie podniecenia tym, co robię. Nagle oderwała usta od moich i sztywniejąc, schowała twarz w futrze porastającym moje ramiona, na styku z szyją. Na dłoni pieszczącej jej chędożkę, zacisnęły się dwa gorące, rozedrgane uda. Poczułam zęby wgryzające się delikatnie w moją skórę i drżenie jej ciała, wstrząsanego dziwnymi spazmami. Wiedziałam, że przeżywa tę samą rozkosz, której smak poznałam tuż przed nią. To było dla nas takie nowe, takie niesamowicie przyjemne! Objęłam ją mocno i jeszcze długo leżałyśmy wtulone w siebie. Nasze piersi się stykały, więc czułam szalone bicie jej serca. Poszukała ustami moich i długo jeszcze lizałyśmy swoje wargi, aż wreszcie zaspokojone, szczęśliwe i zmęczone, zasnęłyśmy twardym snem, jak zwykle wtulone w siebie.

    Tej nocy wszystko się zmieniło. Poznałyśmy smak rozkoszy. Od tamtej pory, dawałyśmy sobie przyjemność, kiedy tylko przychodziła nam na to ochota. Inne samice, obserwując nasze pieszczoty, też zaczęły dogadzać sobie nawzajem, doznając rozkoszy, której nie mógł im dać samiec, swoim dynamicznym, ale krótkotrwałym chędożeniem. Widziałam nie jeden raz, jak dorosłe samice, tuż po przyjęciu mleczka samca, kończyły własnoręcznie pieszczenie swoich narządów. Nawet się cieszyłam, że to nasza zasługa, bo tak naprawdę, to dopiero Aha i ja to odkryłyśmy, a potem pokazałyśmy wszystkim samicom, jak można się zadowolić. Pewnie już zawsze robiłybyśmy to palcami, gdyby nie przypadkowe znalezisko. Podczas łapania ryb w strumieniu, na dnie pokrytym przeróżnej wielkości kamieniami, moją uwagę przyciągnął jeden długi, przypominający samczego chędożnika. Był cały biały i idealnie wygładzony przez rwący nurt. Bardzo dobrze leżał mi w dłoni, więc przyglądałam mu się z zaciekawieniem, zastanawiając się, jakie może mieć zastosowanie. Można by było rozcierać nim nasiona na mąkę, albo rozłupywać orzechy. Jednak najpierw postanowiłam sprawdzić, czy nie zastąpiłby paluszków Ahy, w pieszczeniu mojej chędożki. Wsunęłam go pomiędzy rozwarte uda, lekko naciskając na twardy punkt rozkoszy. Moje wargi otoczyły go z dwóch stron. Podparłam dłonią od spodu długi i twardy przedmiot i poruszyłam biodrami w przód i w tył. Gładkość przesuwająca się w mojej muszelce, zaczęła emitować przyjemne impulsy. Wilgoć wnętrza sprawiła, że przesuwający się kamień, choć twardy, wydał się wręcz aksamitnie przyjemny w dotyku. Moje ruchy stały się szybsze i pełne dzikiej namiętności. Jeździłam na gładkiej, wypolerowanej powierzchni, aż wstrząsnął mną rozkoszny dreszcz ekstazy. Opadłam z sił, nogi pode mną zmiękły i wpadłam pupą do chłodnej wody. Kamień wypadł mi z ręki, ale wiedziałam, że go odnajdę. Nie zamierzałam pozbywać się takiego skarbu.

    Kiedy wróciłam do reszty stada, niosąc na rzemieniu złowione ryby, przekazałam je młodszym siostrom do czyszczenia, a sama pobiegłam do Ahy, pochwalić się swoim znaleziskiem. Kazałam jej się położyć, rozszerzyłam uda i zaczęłam drażnić kamieniem siostrzaną chędożkę. Aha złapała w mig, do czego służy moja nowa zabawka, wyrwała mi ją z rąk i wbiła w siebie niemal do końca. Gdy wysunęła ją z powrotem, zobaczyłam na białym kamieniu smużkę krwi. Tutaj zadziałał odruch. Zawsze, gdy ktokolwiek z nas się zranił, to naturalnym impulsem było oczyszczenie rany, przez lizanie. Nie różniliśmy się przecież od innych zwierząt. Przyszłam z pomocą siostrze, bo rana była w takim miejscu, że sama nie mogłaby jej odkazić. Lizałam więc zapalczywie jej chędożkę, ale siostra coraz bardziej zaczynała podrzucać biodra, jakby moje działania wywoływały u niej podobną reakcję, jak przy wkładaniu palców. Przerwałam, aby spytać ją, co się dzieje? W odpowiedzi złapała moją głowę i przyciągnęła do swojej rozpalonej, lekko krwawiącej chędożki. Wróciłam więc do lizania i robiłam to tak długo, aż drgawki i jęki siostry oznajmiły mi, że osiągnęła szczyt. Zacisnęła uda na mojej głowie i drżała jeszcze przez dłuższą chwilę.

        Cudownie! – wyjęczała i przewróciła mnie na plecy – Musisz to poczuć!

    Poczułam! Teraz jej język lizał moją chędożkę. Jego muśnięcia sprawiły, że piersi mi zesztywniały, muszelka obficie wydzieliła soki, których nadmiar spływał pomiędzy pośladkami. Ciepło rozpływające się od magicznego punktu, dotarło do najdalszych części ciała. Płonęłam! Brakowało mi tchu! Gdy na chwilę otworzyłam oczy, zobaczyłam wokół nas wszystkie samice, wpatrujące się w nasze poczynania. Aha lizała mnie nieprzerwanie, dodatkowo wsuwając dwa palce w rozgrzane wnętrze muszelki. Jęczałam z rozkoszy, ale gdy w końcu zamiast palców wsunęła we mnie cudowny, biały kamień, zawyłam z bólu i rozkoszy. Wystarczyło, że poruszyła nim kilka razy w mojej chędożce i polizała wejście do niej, a znieruchomiałam wstrząsana niesamowitą ekstazą, przy czym moje uda ścisnęły głowę Ahy w niepohamowanej rozkoszy. Ciężko dyszałam, dochodząc do siebie, gdy pierwsze ręce wyciągnęły się po mój skarb. To najstarsza samica, widząc do czego jest zdolny, chciała sprawdzić na sobie jego cudowne działanie. Oczy pozostałych samic płonęły! Natychmiast dobrały się w pary i zaczęły lizać swoje chędożki. Obserwowałyśmy z Ahą, jak całe stado, oprócz samców, które w dzień polowały, oddaje się zabawom. Wieczorem, gdy odzyskałam mój skarb, wypróbowany przez wszystkie samice po kolei, postanowiłam zabezpieczyć go przed zgubieniem. Wytwarzanie narzędzi z kamienia, było jedną z podstawowych umiejętności, jakie się zdobywało aby przetrwać, więc cierpliwie drążyłam dziurkę przy końcu, przez którą zamierzałam przeciągnąć rzemień. Po skończonej pracy, umożliwił on wieszanie kamienia na ramieniu, a także wykorzystywanie go do obrony.

    Dzięki opanowaniu do perfekcji sztuki dogadzania sobie, rok do Wymiany minął bardzo przyjemnie. Codziennie lizałyśmy sobie chędożki, albo wzajemnie pieściłyśmy je palcami, czasem używałyśmy do zabaw mojego magicznego kamienia. Było przyjemnie i beztrosko. Jednak zbliżał się dzień, kiedy miałam się rozstać ze wszystkimi, z którymi wychowywałam się od maleńkości, aby zostać dorosłą samicą, napełnianą codziennie mleczkiem jakiegoś nieznanego mi samca. Nasz przewodnik stada poprowadził nas do Gaju Wymiany, gdzie gromadziły się wszystkie stada z okolicy. Niektóre z nich musiały przebyć długą drogę i przez wiele dni podążać do miejsca spotkań.

    Znałam wiele samic z innych stad, gdyż podczas corocznych spotkań, jeszcze jako dzieci, a później młodzicy, bawiliśmy się ze sobą. Teraz stanowiłyśmy towar do wymiany. W tym roku przybyło 11 stad, więc jedenastu samców dominujących dobierało sobie nowe samice, oddając w zamian swoje dorosłe córki. Z naszego stada do wydania były cztery samiczki, wśród nich ja i Aha. Kiedy zostałyśmy wystawione, aby samce mogły nam się przyjrzeć, zauważyłam, że nasze długie nogi nie są mile widziane, że dwie niższe siostry cieszą się większym zainteresowaniem. To naturalne – mniejszym osobnikom łatwiej jest się ukryć, nie potrzebują dużo pożywienia, więc stanowią mniejsze obciążenia dla stada. Nasz samiec wymienił je zatem na dwie samice z innych stad. Również nie za wysokie. Ja z Ahą zostałyśmy przekazane do wspólnej puli samiczek dla młodych. Liczyłam się z tym, że zostaniemy rozdzielone, ale cieszyłam się, że to jeszcze nie dziś. Ten dzień dominujące samce poświęciły na chędożenie swoich nowych nabytków. Taka tradycja. Walki o założenie nowych stad miały się odbyć jutro.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1