Category: Uncategorized

  • Historia stworzenia cz.2

    Jakby się chciało policzyć, to było ich prawie tylu, co palców na rękach moich, Ahy i jeszcze jednej samicy. Nawet gdyby każdy miał dostać tylko jedną z nas, to i tak nie wystarczyłoby dla wszystkich. A zasady były proste – trzy samiczki dla zwycięzcy. Przyglądałyśmy się młodym wojownikom, zastanawiając się, z którym przyjdzie nam żyć. Wielu z nich było postawnych, mocno zbudowanych i przepełnionych agresją. Jednak jeden wyraźnie się wyróżniał – miał jasną sierść. Wśród nas, pokrytych czarną, jedynie nieliczne osobniki, którym udało się dożyć sędziwego wieku, miały futro przetykane srebrnym włosiem. Ten samiec w kolorze suchych traw, musiał przybyć z bardzo daleka. Gdy mu się przyglądałam, zauważyłam że przewyższa naszych o głowę. Był naprawdę potężny. Zdawało się, że z taką posturą i siłą, nie znajdzie sobie równego w walce.

    Spojrzałam na jego chędożnika – też był inny niż samców, których widywałam od urodzenia. Miał jasną skórę i krwistobordową końcówkę. Podniecony zbliżającą się walką i nadzieją chędożenia po zwycięstwie, stał dumnie wyprężony, prezentując wielkie męstwo jego posiadacza. Wiszący pod nim orzeszek, nie sprawiał wrażenia szczególnie zasobnego w mleczko. Rozejrzałam się po innych młodych samcach i stwierdziłam, że wszyscy stoją w pełnej gotowości, zarówno do walki, jak i chędożenia. Niestety, nie wszyscy będą mieli szczęście, by załapać się na to drugie. Ich maczugi prężyły się, napinając skórę worka skrywającego orzeszek. Miały przeróżne rozmiary i kształty – jedne były całkiem proste, inne skrzywione w prawo lub w lewo, jedne wygięte w łuk do góry, inne w dół. Niektóre grube jak przedramię samicy, inne niewiele grubsze od palca. Jednak nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, widziałam jak krótko trwa chędożenie i wiedziałam, że służy ono tylko nakarmieniu nasionka, które nosi w sobie samica. Wtedy jeszcze nie miałam świadomości, że może też dawać rozkosz.

    Samym walkom nie przyglądałam się. Nigdy nie interesowały mnie te samcze rywalizacje. Zresztą i tak nie miałam żadnego wpływu na to, kto z nich zwycięży i które samiczki wybierze. To do czyjego stada trafię, było czystą loterią, więc nie zaprzątałam sobie tym głowy. Czas oczekiwania spędziłyśmy na bliskości i pieszczotach, bo przeczuwałam, że zostaniemy z Ahą rozdzielone. Przytulone do siebie dotykałyśmy się ustami, a nasze dłonie pieściły piersi i szparki. Po spełnieniu, leżałyśmy wtulone w siebie, oczekując na to, co przyniesie nam los.

    Tak jak się spodziewałam – zwyciężył jasnowłosy olbrzym z daleka. Kazano nam się ustawić w rzędzie, wzdłuż którego się przeszedł, wybierając trzy młode samice. Byłam wśród nich – widocznie dla niego długie nogi stanowiły atut. Samiec dla potwierdzenia i okazania wszystkim swojej męskości, od razu przystąpił do prokreacji. Z pierwszą samiczką poszło mu bardzo szybko – zalał jej norkę mlekiem, które wymieszane z odrobiną krwi aż wyciekało, nie mieszcząc się w małej przestrzeni, wypełnionej jego chędożnikiem. Gdy ustawił w pozycji prokreacyjnej drugą z wybranych, wciąż był twardy tam na dole, więc wszedł w nią ostro i zdecydowanie, bez żadnych ceregieli zrywając wianek i chędożąc tym razem trochę dłużej niż poprzedniczkę. Starszyzna przyglądała się z aprobatą, a kolejni do wybierania samic z niecierpliwością. Jednak rytuał nakazywał czekać, aż zwycięzca posiądzie wszystkie swoje nagrody.

    Gdy druga z samic została napełniona jego mlekiem, przyszła pora na mnie. Ustawiłam się w tradycyjny sposób, wypinając swoją chędożkę, przygotowana na przyjęcie wypełnienia. Okazało się jednak, że wyczerpanie walką i dwa chędożenia pod rząd, spowodowały lekkie opadnięcie maczugi. Była zbyt miękka, by wcisnąć się w moją ciasną norkę. Samiec jednak nie zamierzał się poddać. Gdyby nie podołał, starszyzna mogłaby uznać, że mimo zwycięstwa w walkach, nie zasługuje na trzy dorodne samiczki. Podszedł więc do mnie z przodu i wetknął mi do ust swojego węża, miękkiego jak flak, pachnącego chędożką poprzedniej samiczki i mokrego od samczego mleka. Wszyscy byli zdumieni, bo nikt wcześniej nie widział takich rzeczy, a najbardziej byłam zaskoczona ja. Nie wiedziałam, co mam zrobić z wypełniającym moje usta kawałem mięsa, ale samiec nie pozwolił mi długo się nad tym zastanawiać.

    Złapał mnie za włosy i zaczął wsuwać i wysuwać ze mnie swoją męskość. Chędożył moje usta miękkim kołeczkiem. Czułam na języku, jak powoli zaczyna twardnieć, uderzając o podniebienie, jak chce się wcisnąć do gardła, ale sposób w jaki mnie trzymał i posuwał moje usta, ku mojemu zdziwieniu, spowodował zwilgotnienie pomiędzy udami. Tak mnie to podnieciło, że puściłam soki. Wtedy uwolnił moją głowę i wyjął z buzi twardą maczugę. Łapiąc mnie mocno za biodra, wbił się z impetem w oślizłą gorącość mojej kobiecości. Jęknęłam, czując wypełniającego mnie chędożnika. Teraz nie miało znaczenia, czy jest jasny, czy ciemny, krótki, czy długi, gruby, czy cienki, prosty, czy krzywy. Liczyła się tylko przyjemność z wypełnienia, chędożenia i spełnienia swej samiczej roli. Ale nie tylko to, bo po dwóch kopulacjach, nie zapowiadało się na szybkie zakończenie trzeciej.

    Im dłużej mnie nabijał na swój pal, tym bardziej miękły mi nogi, po ciele zaczynał rozchodzić się impuls, znany ze wcześniejszych doświadczeń z Ahą, czy magicznym kamieniem. Zaczęłam jęczeć z rozkoszy, aż w końcu zadrżałam, szczytując z krzykiem, a moja norka zaciskała się rytmicznie na wypełniającym ją konarze. To nie mogło pozostać bez reakcji samca – on także szczytował. Poczułam po raz pierwszy w życiu, pulsowanie męskiego organu w swoim wnętrzu i towarzyszące mu uderzenia mleczka w ścianki mojej chędożki. Gdy wysuwał się ze mnie, wymęczony i wpółmiękki, niekontrolowanie opróżniłam pęcherz, sikając strugami gorącego moczu, na uda własne i samca, jakby zaznaczając swój teren. To skutek niesamowitego odprężenia, po przeżytej ekstazie. Nikogo z obserwujących nasz akt, to nie obchodziło. Czynności fizjologiczne były przez wszystkich traktowane jak naturalna oczywistość. I tak zostałam samicą! Prawdziwą, nie młodziczką!

    Nasz samiec po okazaniu swojej dominacji i męstwa, nie zamierzał pozostawać w Gaju Wymiany ani chwili dłużej. Chciał jak najszybciej oddalić się stamtąd, by uniknąć niebezpieczeństwa spotkania z hordą młodzików, którym nie powiodło się w walkach, a którzy jednocząc się w większe grupy, mogliby próbować odebrać samice pojedynczemu osobnikowi. Zwłaszcza takiemu z dalekiej krainy. Obcemu. W dodatku różniącemu się od nich kolorem sierści. Dlatego nie zwlekając, odciągnął nas ze skupiska ludzi, przyglądających się wybieraniu samic i kopulacji z nimi. Skierował się na północ, biegnąc równym tempem. Grzecznie podążyłyśmy za nim, bo teraz był naszym przewodnikiem i obrońcą. W ten sposób rozstałyśmy się na zawsze, ze znanym nam światem i ludźmi.

    Wędrowaliśmy całymi dniami, z krótkimi tylko postojami na odpoczynek. Podczas każdego z nich, nasz samiec – miał na imię Rag – chędożył zazwyczaj dwie z nas. Jedną po drugiej. Potem odpoczywał, a my rozchodziłyśmy się po okolicy, w poszukiwaniu owoców, jagód, ziaren, orzechów – czegokolwiek nadającego się do jedzenia. Gdy wracałyśmy, oddawałyśmy mu część naszych zbiorów aby się posilił, a on nabrawszy animuszu chędożył trzecią, tę pominiętą podczas poprzednich kopulacji. Trzeba mu przyznać, że obdzielał nas swoim mlekiem sprawiedliwie.

    Noce spędzaliśmy na drzewach, ze względów bezpieczeństwa. Zazwyczaj szukaliśmy takich miejsc, żeby w pobliżu znajdowała się jakaś woda – rzeka lub jezioro. To nam dawało nie tylko możliwość zaspokojenia pragnienia, ale także głodu. Rag bardzo sprawnie wykonywał z gałęzi wierzby, znakomite pułapki na ryby. Wiedział też, w jakim miejscu należy je ustawić, aby połów był obfity. My wcześniej nie posiadłyśmy tych umiejętności, bo strumienie przepływające przez znane nam okolice, były płytkie i ryby łapało się w nich ręcznie. Trzeba było cierpliwie czekać aż ryba podpłynie, a potem szybkim ruchem wyrzucić ją na brzeg. Inną metodą było polowanie z oszczepem, zakończonym ostrymi kolcami, którymi przebijało się przepływającą zdobycz. Podczas wędrówki na północ, natrafialiśmy na wielkie rzeki, w których mętnych wodach nie było widać ryb, więc tylko znajomość sztuki Raga, pozwalała nam rankiem wyjmować pułapki wypełnione rybami. Jedliśmy je na surowo, bo szkoda było czasu na rozpalanie ognia. Na to mogliśmy sobie pozwolić tylko wieczorem.

    Wieczór rozleniwiał. Byliśmy zmęczeni podróżą, ale najedzeni i rozgrzani ciepłem ogniska. Wtedy chędożenie wyglądało zupełnie inaczej, niż podczas krótkich postojów w czasie marszu. Rag bez pośpiechu łapał jedną z nas za biodra i wchodził w nią delikatnie. Teraz nigdzie się nie spieszył, więc powolnymi ruchami bioder, wsuwał i wysuwał swoje blade przyrodzenie. Był dużo wytrwalszy niż podczas pierwszego chędożenia. Poza tym, wielokrotnie w ciągu dnia, napełniał nas swoim mlekiem, więc wieczorem długo trwało zanim szczytował. Ale pozwalało to także samiczkom doczekać spełnienia. W skutek długiego chędożenia wieczorem, nie był w stanie brać jedną po drugiej. Potrzebował dłuższych przerw na regenerację. Nauczyłyśmy się jednak stawiać go do pionu.

    Gdy zbyt długo nie zabierał się za kolejny tyłek, pamiętając jak podziałało to podczas pierwszego chędożenia, przystępowałyśmy do lizania jego orzeszka i kołeczka. Bardzo lubiłyśmy to robić, a samiec nie protestował. Miałam wrażenie, że wręcz za tym przepadał. Czasem robiłyśmy to we dwie, bo bardzo zżyłam się ze swoimi towarzyszkami, dzieląc się klejnotami po równo. Jedna ssała woreczek z orzeszkiem, a druga lizała czerwoną głowę węża. Nie trzeba było długo czekać, by stwardniał. Wtedy wystarczyło tylko wypiąć swoją chędożkę, by za moment poczuć wjeżdżającą w nią twardą dzidę. Tak bardzo się przyzwyczaiłam do cowieczornej kopulacji, że chyba nie mogłabym zasnąć bez niej. Potrzebowałam jej jak powietrza do oddychania, jak ryba wody.

    Któregoś wieczoru, gdy zaspokoił już wszystkie nasze potrzeby, Rag oddalił się, by po chwili wrócić z długim leszczynowym kijem. Przyglądałam się, co zamierza z nim zrobić. Najpierw okorował go całego, a następnie kamiennym nożem wyżłobił dwa rowki, na przeciwległych końcach. Potem kij utwardził nad ogniem. Do jednego z rowków, przywiązał rzemień. Z dość długich gałązek zaczął wyrabiać strzały, zbrojąc je w groty z ostrych kawałków krzemienia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to takiego, bo u nas na południu, była to broń zupełnie nieznana. Jednak kiedy wykonał łuk i strzały, byłam nimi zafascynowana. Podobało mi się, że można z dużej odległości, trafić w cel. Pomyślałam, że gdybym potrafiła się posługiwać taką bronią, byłabym w stanie obronić się przed drapieżnikiem, czy innym napastnikiem, ale także zapewnić sobie pożywienie. Nawet wtedy, gdybym straciła swojego samca. Rag nie wzbraniał się przed nauczeniem nas, jak posługiwać się łukiem, bo miał świadomość, jak nieliczne jest nasze stadko. Pomimo, że nasz samiec był wielki, to w starciu z liczniejszą gromadą, byliśmy bez szans. Dlatego zaczęłyśmy ćwiczyć strzelanie z łuku, ale także nauczyłyśmy się wyrabiać strzały. Po pierwszych nieporadnych próbach trafienia w drzewo, wreszcie zaczęły się celne strzały. W miarę upływu czasu, zaczęłyśmy trafiać w coraz odleglejsze cele.

    Gdy upolowałam pierwszego zająca, z wrażenia nie mogłam zasnąć w nocy. Wierciłam się na swojej gałęzi, aż w końcu zrezygnowana, zeszłam z drzewa, by rozpalić dogasające ognisko. Wciąż przed oczami miałam pędzącego zwierzaka, którego kierunek biegu był nieprzewidywalny. A jednak posłałam strzałę z wyprzedzeniem w miejsce, gdzie po chwili pojawił się zwierzak. Padł, jak rażony piorunem. Jego ogryzione kosteczki leżały na skraju ogniska. Mieliśmy dziś prawdziwą ucztę. I to dzięki mojej wytrwałości w ćwiczeniach. Byłam dobra. Miałam ambicję, we wszystkim być tak dobra. Popatrzyłam na śpiącego na najniższej gałęzi Raga. Zawsze spał najniżej, aby nas bronić w razie potrzeby. Siedział oparty o pień, jedną nogę miał na gałęzi, a druga zwisała swobodnie. A trzecia? Trzecia sterczała dumnie, podrygując lekko. Ucieszył mnie ten widok! Ciągle nie miałam go dość!

    Podeszłam do drzewa – miałam go tuż przed twarzą. Chciałam podziękować za naukę łucznictwa, a jedyne co mi przyszło do głowy, to sprawić mu radość we śnie. Polizałam delikatnie woreczek obkurczony na bladym trzonie, przesunęłam językiem od dołu do góry, i jeszcze raz, i jeszcze raz. Potem złapałam dłonią twardy człon i przechyliłam w swoją stronę. Miałam go wycelowanego prosto w usta. Otoczyłam go wargami, okrążając językiem owalną dziurkę na jego czubku. Słona kropla podkręciła moje podniecenie i chęć zaspokojenia kochanego samca. Zaczęłam wsuwać i wysuwać, gładką, gorącą i twardą maczugę, najgłębiej jak tylko się dało. Gdy przełykałam ślinę, przełknęłam także głowę węża. Kiedy usta dotknęły podbrzusza, uświadomiłam sobie, że cały chędożnik znalazł się w moim przełyku. Cofnęłam się, wysuwając go z siebie, ale zaintrygowana swoim odkryciem, ponowiłam połykanie. Znów zmieściłam go w sobie całego!

    Zaczęłam go rytmicznie połykać, w przerwach łapiąc oddech. Trwało to dłuższą chwilę, lecz było trochę męczące, więc zajęłam się już tylko pieszczeniem samej główki. Wkrótce poczułam, jak napięty do granic możliwości chędożnik, napręża się jeszcze bardziej i pulsując wypełnia moją buzię mleczkiem. Połknęłam wszystko, bo przecież byłam karmiona takim mleczkiem jeszcze w łonie matki, a później z jej piersi, więc nie widziałam żadnego powodu, by mogło być inaczej. Jeszcze chwilę wylizywałam do czysta, mięknącego węża Raga, nie skupiając się na samej główce, ale równo traktując całość, łącznie z orzeszkiem i pokrywającym go woreczkiem. Poczułam dłoń głaszczącą mnie po głowie. To przebudzony Rag wyraził swoją akceptację dla moich poczynań. Cieszyłam się, że mu się spodobało.

    Rag nie wiedział, że zrobiłam to z wdzięczności za naukę i czuł się w obowiązku wypełnić swoją samczą powinność. Tylko czym miał to zrobić, skoro dopiero opróżniłam jego zasobnik na mleko? A przecież wieczorem też nie próżnował, chędożąc nas wszystkie w dość krótkich odstępach czasu. Przymusił mnie do przyjęcia pozycji kopulacyjnej, na czworaka, lecz mając wyssanego węża, do chędożenia użył palców. Poczułam dwa wślizgujące się w moją norkę i naśladujące ruchy chędożnika. Złapałam jego dłoń i naprowadziłam na twardy punkt, który doprowadza samice do cudownego omdlenia. Pokazałam, jak ma nimi poruszać, aby dać mi szczęście. Robił to cierpliwie, a ja zaczęłam pojękiwać, kręcić dupką i oczekiwać zbliżającego się finału. Moje jęki usztywniły w końcu jego młodą pałkę, więc rozepchnął nią moje wargi i wśliznął się do gorącego wnętrza. Chędożył mnie tak długo i wytrwale, że dwa razy mdlałam z rozkoszy, zanim napełnił moje naczynie kolejną porcją mleka. Padłam na trawę, a on zwalił się na mnie całym swoim ciężarem. Czułam się świetnie. Dobrze było tak leżeć pod swoim samcem, czuć szybkie bicie serca, pierś unoszoną spokojnym oddechem, ciepło futra pokrywającego jego skórę. Czuć się bezpiecznie. Zasnęliśmy wtuleni w siebie. Kiedy się obudziłam rano, pozostałe dwie samiczki także leżały przytulone do nas. Na drzewie doskwierała im samotność.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Historia stworzenia cz.3

    Wraz z przemieszczaniem się na północ, zauważyłam zmiany nie tylko temperatury, ale też krajobrazu. Podczas, gdy miejsca w których się wychowywałam, były mieszaniną odkrytych przestrzeni sawann i suchych lasów, to teraz szliśmy przez gęste, wilgotne dżungle. Tylko znajomość ścieżek, pozwalała Ragowi prowadzić nas we właściwym kierunku. W gęstwinie drzew, krzewów i wszelkiej innej roślinności, bez przewodnika zginęłybyśmy, nie potrafiąc nawet zdobyć pożywienia. To nie było środowisko, które znałyśmy. Nawet nie byłyśmy w stanie nazwać większości roślin. A już o ich zastosowaniach, nie miałyśmy bladego pojęcia. W miarę podróży, Rag pokazywał nam, jak przeżyć w takim gąszczu, które owoce nadają się do jedzenia, a jakich należy unikać. Podziwiałam jego wiedzę. Choć z drugiej strony, ja o swoich okolicach mogłabym nauczyć go równie dużo. Świat, w którym się wychowałam, znałam przecież od urodzenia. Tak samo ten, przez który przechodziliśmy, nie miał tajemnic przed Ragiem.

    Oprócz poznawania nowych roślin i zwierząt, nie zaniedbywałam nauki posługiwania się łukiem. Starałam się poprawić celność i szybkość. Czasem udawało mi się wypuścić strzałę bez specjalnego celowania, instynktownie, a mimo to trafiała do celu. Podobały mi się postępy, jakie uczyniłam i często moje ćwiczenia, pozwalały zjeść wieczorem ptaka, pieczonego na ognisku. Raga chyba podniecała moja sprawność łowiecka, bo chędożył mnie po każdym upolowanym zwierzaku. Nie uszło to uwadze pozostałych samic, które zaczęły się także bardziej przykładać do wprawiania w posługiwaniu się łukiem i strzałami. Odkąd zaczęliśmy polować całą czwórką, nigdy nie brakowało nam pożywienia. Zawsze komuś z nas udało się coś ustrzelić. Uzupełniając dietę owocami lasu, jagodami, orzechami, rybami, owadami, nasze brzuszki zawsze były pełne. Nie przekładało się to jednak na gromadzenie tłuszczu, bo cały czas byliśmy w ruchu, więc zużycie energii też było spore.

    Robiło się coraz chłodniej. Wprawdzie nasze futra zapewniały ochronę przed nadmiernym wyziębieniem ciała, ale jednak w nocy, a zwłaszcza nad ranem, zimno zaczynało doskwierać. Przytulaliśmy się wtedy wszyscy, zbijając w jedną kosmatą kulę i czerpiąc ciepło jedno od drugiego. Według Raga, pozostało nam jeszcze kilka dni marszu. Znów zmienił się krajobraz. Dżungla kipiąca życiem, zmieniła się w lasy, już nie tak gęsto porośnięte roślinnością, w których widywaliśmy zupełnie inną zwierzynę, niż na naszych sawannach. Także ludzie, których zdarzyło nam się widzieć dwa razy, byli inni. Wszyscy łącznie z samicami mieli jasną sierść, taką jak Rag, byli równie wielcy i silni. Samice miały długie nogi, szerokie biodra i wydatne piersi. Ich budowa przypominała moją. Pomyślałam, że właśnie dlatego, że Rag był przyzwyczajony do podobnego wyglądu samic, nie wahał się wybrać mnie spośród niższych konkurentek. Żałowałam tylko, że nie wziął Ahy, także przecież długonogiej. Byłoby mi raźniej. Choć z nowymi przyjaciółkami zżyłam się już na tyle, że czasem gdy nad ranem doskwierał chłód, a leżałam obejmując jedną z nich, to posuwałam się do tego, że pieściłam jej dzyndzelek u wejścia do chędożki. Miałam ogromną satysfakcję, kiedy wstrząsał nią dreszcz ekstazy. Przy kolejnej okazji, rewanżowała się tym samym. Nic tak nie rozgrzewa w chłodny poranek. Krew wtedy krąży o wiele szybciej, robi się ciepło i miło.

    Unikaliśmy spotkań z obcymi, bo to jeszcze nie byli ludzie znani Ragowi, a chętnych do odebrania samic samotnemu wędrowcowi, można się było spodziewać wszędzie. Zwłaszcza takiego haremu – złożonego z samic o czarnej sierści, niespotykanej w tych okolicach. Inność zawsze jest pociągająca. To z pewnością dlatego chędożnik Raga nie chciał stwardnieć, na widok mojej gotowości po zwycięstwie nad rywalami, a zmienił się w kamień, gdy tylko trafił do mych ust. Teraz to rozumiałam. Zaczęłam się zastanawiać, czy są jeszcze jakieś inne sposoby, aby utwardzić samczy kolec, kiedy przyjęcie tradycyjnej pozycji do chędożenia, nie przynosi spodziewanego efektu. Co oprócz widoku gotowej chędożki albo lizania kołeczka i orzeszka, może być dla samca podniecające? Przypomniałam sobie wtedy młodzików, zawzięcie strugających swoje kołeczki, aż tryśnie z nich mleko i pomyślałam, że skoro nam dotykanie palcami magicznego punktu dostarcza tak miłych doznań, to może samcowi także.

    Podczas kolejnego chłodnego poranka, przywarłam piersiami, do szerokich pleców Raga. Spał twardo, a jego męskość była sflaczała. Dotknęłam go, wyczuwając palcami miękkość i delikatność pokrywającej go skóry. Pomyślałam – dziwne, że nie marznie, przecież to jedyny fragment ciała, zupełnie pozbawiony sierści. Wprawdzie był odczuwalnie chłodny, ale szybko się ogrzał w mojej dłoni. Zaczęłam poruszać nią tak, jak robiły to młode samce – w górę i w dół. Przesuwałam skórę, wysuwając i chowając w nią główkę węża. Przesunęłam też dłonią po orzeszku, obejmując go i trzymając chwilę w ciepłej otoczce. Gdy powróciłam do naciągania skóry na główkę, poczułam wyraźne powiększenie chędożnika. Zaczynał twardnieć. Rag się przebudził i obrócił na wznak. Nie przestałam delikatnie go pieścić. Gdy chciał się podnieść, by ustawić mnie w pozycji kopulacyjnej, powstrzymałam go, kładąc mu dłoń na piersi. Uległ. Powróciłam do przesuwania skóry na jego twardym, stojącym, naprężonym kołku. Dyszał coraz szybciej, by w końcu wystrzelić mlekiem wprost na swoją klatę i brzuch.

    Nie mogłam dopuścić do zmarnowania dziecięcego pokarmu, więc podniosłam się, opierając dłonie po obu stronach jego brzucha i zaczęłam zlizywać długie, białe smugi pokrywające jasną sierść. Podążałam z dołu do góry, aż dotarłam do twarzy, na której dostrzegłam także kilka kropli. Oblizałam je i zbliżyłam wargi do jego ust. Pomyślałam, że może spodoba mu się to, co robiłam kiedyś z Ahą. Zaczęłam ściskać jego wargi i lizać je. Po chwili wyrwał się ze zdumienia i też zaczął lizać i miażdżyć moje wargi. Leżałam na nim, czując przyspieszone bicie naszych serc, a na udzie pulsowanie twardej męskości. Przesunęłam więc je, sprawiając, że gorąca głowa znalazła się tuż przy wejściu do mojej chędożki. Teraz przy każdym drgnięciu, dotykała mojego punktu rozkoszy. Niewiele myśląc, cofnęłam się lekko, wbijając w siebie chędożnika i zaczynając poruszać biodrami, najpierw nieśmiało, na boki, potem w przód i w tył. Spojrzałam w oczy Raga – był kompletnie zdezorientowany. Nie miał pojęcia, że można chędożyć w ten sposób. Ja zresztą też. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak robił, ale było mi bardzo przyjemnie.

    Oderwałam się od jego ust. Oparłam dłonie o piersi samca i zaczęłam podskakiwać nadziewając się raz, po raz na twardą dzidę. Widziałam w jego oczach, że zaczyna mu się to podobać. Widząc moje rozbujane piersi, chwycił je, ściskając mocno. Zajęczałam z rozkoszy, więc zaczął je ugniatać, by sprawić mi więcej radości. Zaczynałam szaleć ze szczęścia i podniecenia. Byłam dumna, że wymyśliłam nowy sposób chędożenia, a ta duma potęgowała tylko moje doznania. Wkrótce ciało przeszył mi rozkoszny piorun. Omdlałam z przyjemności, padając na swojego samca. On jednak jeszcze nie doszedł. Miał świeżo opróżniony zbiorniczek. Zrzucił mnie z siebie, każąc dosiąść swojego chędożnika Kai, która przebudzona hałasami, przyglądała się z zaciekawieniem naszemu aktowi. Wykonała polecenie bezzwłocznie, nadziewając się na ociekającego moimi sokami twardziela. Widziała jak to robię, więc od razu zaczęła podskakiwać, wbijając do końca samczą końcówkę.

    Ena także przyglądała się temu, oblizując wargi. Zrobiło mi się żal, więc rozsunęłam jej uda i zaczęłam lizać wilgotną już szparkę. Trochę tym Enę zaskoczyłam, lecz nie zamierzała protestować, czując gorący język na swoim najwrażliwszym miejscu. Lizałam ją okrężnymi ruchami, czasem obejmując wargami nabrzmiały guziczek. Jak mu się przyjrzałam, to przypominał męskiego chędożnika, tylko w zmniejszonym rozmiarze. Ssałam go i lizałam, ciesząc się pomrukami Eny, świadczącymi o rozkosznej przyjemności, obejmującej jej ciało. Pamiętając jak pieszczota piersi korzystnie wpływa na samopoczucie, sięgnęłam dłońmi do jej sutków, nie przerywając ani na chwilę lizania gorącej szparki, mokrej od soków i mojej śliny. Teraz oprócz mnie, jęczeli już wszyscy. Jeszcze chwila intensywnych pieszczot i Ena zadrżała, wstrząśnięta ogromnym orgazmem, który przeszył jej ciało od stóp, do głowy. W ostatniej chwili uniosłam się, unikając zmiażdżenia rozedrganymi udami. Dzięki temu widziałam, jak intensywnie przeżywa ekstazę. Zacisnęła uda i podkurczyła, zginając nogi w kolanach. Cała zwinęła się wokół nich, wciąż trzęsąc się z rozkoszy i cichutko pojękując.

    W tym samym czasie doszła Kaja, drżąc i zaciskając chędożkę na wypełniającym ją konarze, który pod wpływem tych impulsów, zalał ją mlekiem. Kaja opadła osłabiona na klatę Raga, a ten, ujmując jej małą buźkę w potężne dłonie, zaczął lizać usta i przyciskać do nich swoje wargi. Patrząc z boku, doszłam do wniosku, że to o wiele bardziej zbliża ludzi, niż zwykłe chędożenie. Moją uwagę przykuło mleko, wyciekające z chędożki Kai, wąską strużką płynące po woreczku kryjącym orzeszek. Przeciągnęłam po nim językiem, zbierając nim pokarm, ale z rozpędu liżąc także rozwartą norkę i mały, okrągły otworek powyżej. Kaja zamruczała z rozkoszy. Co się stało? Czyżbym odkryła kolejne miejsce, wrażliwe na dotyk, na pieszczoty? Dla sprawdzenia, powtórzyłam. Znów moich uszu dobiegło westchnienie. Może to tylko przez liźnięcie chędożki? – pomyślałam, ale by to wykluczyć, zaczęłam lizać już sam otworek. Kaja mruczała, poddając się pieszczocie z wyraźnym zadowoleniem.

    Poczułam język na swojej chędożce – to Ena, po przeżytej rozkoszy, postanowiła się odwdzięczyć, liżąc wypiętą przeze mnie norkę. Jej nos, od czasu do czasu dotykał małego otworka. Postanowiłam sprawdzić, jakie to uczucie, gdy znajdzie się na nim język, więc dłonią nakierowałam usta Eny na trochę wyżej położoną okolicę. Było bosko! Ena lizała go zapamiętale, ze zwierzęcą namiętnością, wsuwając nawet końcówkę języka do środka rozluźnionej dziurki. Robiłam to samo z dziurką Kai. Podobało mi się zaciskanie rozetki na języku. Moja norka znów ociekała sokami podniecenia. Złapałam dłoń Eny i skierowałam jej palce do mokrej muszelki. Wypełniła mnie nimi, w krótkim czasie doprowadzając do kolejnej ekstazy. Padłam twarzą pomiędzy pośladki Kai, dysząc ciężko prosto w jej czarne oczko. Zamruczała tylko z radością, wciąż całując usta Raga.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Historia stworzenia cz.4

    Tego dnia nie udało nam się niczego upolować podczas wielogodzinnego marszu. Las przez który wędrowaliśmy, był także bardzo ubogi w jagody i inne owoce. Dlatego Rag przerwał naszą podróż na długo przed zmrokiem. Uzbrojeni w łuki i strzały, rozeszliśmy się po okolicy, w poszukiwaniu jakiejś zdobyczy, która pozwoliłaby zapełnić brzuchy przed udaniem się na spoczynek. Teren był górzysty, a obozowisko rozbiliśmy nad małym strumykiem. Na tyle małym, że nie było w nim żadnych ryb. Postanowiłam pójść wzdłuż niego licząc, że może doprowadzić mnie do większego potoku, obfitującego w jedzenia. Idąc, oczywiście rozglądałam się czujnie, by nie umknął mojej uwadze żaden ptak lub zając. Przemieszczanie się wzdłuż strumyka miało tę zaletę, że pragnienie mogłam zaspokoić w każdej chwili i wodą częściowo oszukać głód, ale także dawało gwarancję znalezienia drogi powrotnej. A to w obcej okolicy było bezcenne.

    Instynkt mnie nie zawiódł. Z dala dobiegał cichutki szmer, który w miarę zbliżania się, zamienił się w szum, a wreszcie w potężny ryk. Strumyk, wzdłuż którego szłam, wpadał do szerokiego rozlewiska, utworzonego u stóp wysokiego wodospadu. Woda się w nim kotłowała, ale na obrzeżach dostrzegłam miejsca, gdzie była przejrzysta. Przy jednym z nich przyczaiłam się z napiętą cięciwą łuku. Czekałam cierpliwie na pojawienie się jakiejś ryby, bo doświadczenie mówiło mi, że w takim miejscu, musi być ich mnóstwo. I wkrótce dostrzegłam, długi, obły, ciemny kształt, wpływający w spokojniejszą wodę. Instynktownie wycelowałam i wypuściłam strzałę. Utkwiła w ciele ryby, lecz jeszcze jej nie uśmierciła. Widziałam końcówkę strzały, zmierzającą w środek nurtu. Nie zastanawiając się nad konsekwencjami, rzuciłam łuk i strzały, po czym skoczyłam do wody, by uniemożliwić rzece odebranie mojej kolacji. Jednak nie doceniłam jej siły. Bystry nurt porwał nie tylko zdobycz, ale także mnie. Jednak nie dawałam za wygraną i w końcu złapałam końcówkę strzały. Wraz z trzepoczącą się na jej końcu rybą. Zanim wygrzebałam się na brzeg, byłam kilkaset metrów poniżej miejsca, z którego oddałam strzał. Leżałam chwilę na kamieniach, wpatrując się w rybę. To była wielka głowacica, więc jedzenia wystarczy dla nas wszystkich.

    Kiedy odwróciłam głowę, by sprawdzić, gdzie wyrzuciła mnie rzeka, radość z udanego polowania, zamieniła się w przerażenie. Leżałam w miejscu, gdzie kończy się las, a w dolinie pozbawionej drzew i krzewów, zobaczyłam dziwne, wielkie błyszczące obiekty. Wokół nich było mnóstwo ludzi. Nigdy nie widziałam takiego wielkiego stada, więc przerażona przeczołgałam się do najbliższych drzew i ukryłam w paprociach. Chciałam stamtąd jak najprędzej uciec, opowiedzieć Ragowi, jakie niebezpieczeństwo czeka na naszej drodze, ale przeważyła ciekawość. Gdy minął pierwszy strach, zauważyłam, że ludzie wchodzący i wychodzący z tych wielkich, błyszczących obiektów, są jacyś inni. Gdy przyjrzałam się dokładniej stwierdziłam, że zupełnie inni. To nie nasz rasa! Wprawdzie mieli dwie nogi i dwie ręce, ale byli wysocy i szczupli. Ich stóp nie było widać, coś mieli na nich pozakładane, jednak nie przeszkadzało to w chodzeniu. Torsy były osłonięte, podobnie jak ramiona, przedramiona, łydki i uda, czymś twardym, pokolorowanym w nieregularne plamy o różnych odcieniach zieleni i brązu. Także głowa była ukryta w jakimś dziwnym, przylegającym nakryciu, z przeźroczystą taflą w okolicach twarzy. Prawie zlewali się z otoczeniem. Widziałam ich w promieniach zachodzącego słońca. W mroku zapewne byliby niewidoczni.

    Obcy nie byli sami. Wśród nich widziałam wiele samic o sierści takiej jak Raga. Poruszały się jakoś dziwnie – jakby wbrew własnej woli. Zaintrygowało mnie to, więc skupiłam swoją uwagę na nich, na chwilę zapominając o Obcych. Gdy się dobrze przyjrzałam, dostrzegłam błyszczące obręcze na szyjach, nadgarstkach i kostkach stóp. Każda z nich byłą połączona giętką, ale sztywną gałązką z tego samego błyszczącego materiału, z płaskim, okrągłym czymś na ich plecach. To coś przy pomocy gałązek, kierowało każdym ich ruchem. Były bezwolne. Niektóre próbowały jeszcze z tym walczyć, ale wszystkie w końcu widząc bezcelowość swoich wysiłków, poddawały się.

    Obcy, mając nad nimi pełną władzę, wykorzystywali je do różnych zadań. Gdy się przyjrzałam, część samic, wyposażonych w noże (zupełnie inne od naszych – wykonane nie z kamienia, tylko z tego błyszczącego materiału), stało przy długim, ruchomym blacie, na którym leżały zwłoki samców. Te stojące na początku, zdejmowały z nich skórę, kolejne rozcinały brzuchy i opróżniały ciała z wnętrzności, następne oddzielały mięso od kości. Najlepsze jego kawałki, były pakowane w paczki, które kolejne samice zanosiły do wielkich błyszczących obiektów. Wszystkie odpady były wrzucane do wielkiego, długiego pojemnika, z którego wydobywała się para, a na końcu wypadały przedmioty, kształtem przypominające chędożnika, w takim samym kolorze jaki ma Rag. Obcy karmili nimi samice. Od czasu do czasu, jeden z błyszczących obiektów odrywał się od ziemi i odlatywał do nieba. Gdy wracał, z jego wnętrza wyprowadzano kolejne samice, wśród których ku swojemu przerażeniu dostrzegłam kilka o czarnej sierści, a na blat trafiały nowe ciała samców, również z mojej rasy. To była masowa rzeź!

    Zastanawiałam się, czy samice są im potrzebne tylko jako siłą robocza, czy też w końcu podzielą los samców i staną się mięsem? Wkrótce miałam się przekonać, do czego ich potrzebują. Jeden z Obcych wyjął prostokątny, świecący dziwnymi symbolami przedmiot i dotykając go w kilku miejscach spowodował, że wszystkie samice przymuszone przez błyszczące pająki na swoich plecach, ustawiły się w szeregu i przyjęły pozycje kopulacyjne. Jednak inne niż my, bo jakby podwójne. Co druga ułożyła się na sąsiedniej, Przywierając piersiami do jej pleców. Obcy odsunęli część pancerza, zakrywającego ich narządy rozrodcze i moim oczom ukazał się niewiarygodny widok. Oni nie mieli chędożników, tylko worek wiszący pod dwoma zasklepionymi otworami. Jeśli mnie wzrok nie mylił, to w przeciwieństwie do naszych samców, w każdym woreczku mieli po dwa orzeszki. Dziwne! Po co im dwa orzechy? Jeszcze dziwniejsze było to, że Obcy nie posiadali żadnego owłosienia. Nie dostrzegłam u nich sierści, na żadnym widocznym fragmencie skóry. W jaki sposób przetrwali zimne noce? Nie miałam pojęcia. Może ogrzewał ich ten pancerz chroniący ręce, nogi i tors?

    Ale to co naprawdę dziwne, dopiero miało nadejść. Okazało się, że jednak posiadają chędożniki! I to podwójne! Gdy samice były już gotowe, z otworów mieszczących się nad woreczkiem z orzechami, wysunęły się dwa długie, grube i szpiczaste węże. Ich głowy były bordowe, a całe trzony błyszczały od pokrywającego je śluzu. Natura wyposażyła ich w narzędzia do masowego i błyskawicznego zapładniania. Nie musieli liczyć na nawilżenie chędożki samicy, bo mieli własne. Od razu byli gotowi do kopulacji. Przystąpili do niej niezwłocznie, wprowadzając swoje organy w dwie samice naraz. Patrzyłam, jak niemal na komendę zaczęli poruszać biodrami. Nie robili tego tak szybko i gwałtownie, jak nasze samce, tylko sprawiali wrażenie delektowania się aktem prokreacji. Ich długie i twarde chędożniki, wsuwały się regularnie do samego końca, wkrótce powodując narastające jęki samic, które nieprzyzwyczajone do długiego chędożenia, zaczęły powoli szczytować – jedna, po drugiej. Ich sytuacja nie wydawała się godną pozazdroszczenia, jednak odgłosy kopulacji spowodowały zwilgotnienie mojej chędożki.

    Zadziałałam instynktownie. Zdjęłam z szyi mój magiczny kamień i wsunęłam w siebie głęboko. Zamknęłam oczy, wyobrażając sobie, że to obcy nadziewa mnie na swojego chedożnika. Podniecała mnie jego kamienna twardość, cudownie szorująca po dzyndzelku, sztywnym z ekscytacji. Moją norkę zalewały fale śluzu, powodującego lekki poślizg poruszającego się w niej kamiennego chędożnika. Wystarczyło kilkadziesiąt ruchów, by norka zacisnęła się mocno na wypełniającym ją kamieniu, a ciało przeszył dreszcz ekstazy. Obcy nie mogli usłyszeć jęku towarzyszącego orgazmowi, bo samice chędożone przez nich właśnie grupowo zaczęły szczytować, robiąc przy tym tyle hałasu, że mój pojedynczy skowyt, zginął w morzu innych. Leżałam jeszcze chwilę na wznak, stabilizując oddech i delektując się błogim uczuciem odprężenia.

    Ale gdy przyszło otrzeźwienie, postanowiłam wykorzystać fakt, że wszyscy Obcy są skupieni na chędożeniu i oddalić się niezauważenie. Wypełzłam z paproci po swoją zdobycz i wraz z nią, cofnęłam się w zarośla. Ostrożnie stąpając, by nie narobić hałasu, jakąś nadepniętą gałązką, wycofałam się w głąb lasu. Nie tracąc ani na chwilę czujności, podążałam w górę rzeki, do miejsca gdzie zostawiłam strzały i łuk. Stamtąd wzdłuż strumienia skierowałam się do naszego obozowiska. Przejście zajęło mi sporo czasu, bo wciąż rozglądałam się dookoła, by nie zostać kolejną ofiarą łowców samic. Przerażała mnie wizja ubezwłasnowolnienia, przez błyszczącego pająka siedzącego na moich plecach, spędzania dni na oddzielaniu mięsa samców i jedzenia ich w postaci podłużnych przedmiotów. Postanowiłam zrobić wszystko, by tego uniknąć. Tylko jak to zrobić, gdy obcy potrafią wznieść się ponad ziemię i z góry wypatrywać swoje ofiary? Jedynym, co przyszło mi do głowy, to unikanie otwartych przestrzeni. Zawsze trzeba mieć nad sobą gałęzie drzew. Byłam już blisko obozowiska, a właściwie tego co po nim zostało. Śladów niewielkiego, dopiero co rozpalonego ogniska i porozrzucanych wokół strzał i łuków. I tego co najgorsze – kałuży krwi. Wiedziałam, że Rag nie oddałby swoich samic bez walki. I wiedziałam też, że z Obcymi nie miał szans. Gdyby takie były, ciała samców nie leżałyby na blacie w obozowisku Obcych.

    Sparaliżował mnie niesamowity strach. To, co zobaczyłam, świadczyło o rozegranej walce. Moje stado wpadło w ręce Obcych, zapewne Rag nie żyje, a samice są zniewolone przy użyciu błyszczących pająków. Zostałam sama! Całkiem sama! W obcym środowisku i w bezpośredniej bliskości istot, które zjadają ludzi, jakby byli zwierzętami i chędożą ich samice. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Zawsze samiec dominujący wyznaczał kierunki i zadania. Teraz byłam zdana tylko na siebie. Nigdy nie decydowałam o swoich poczynaniach, nie wiedziałam, jak to się robi. Widząc ilu samców zostało przerobionych na pokarm, nie mogłam za bardzo liczyć na odnalezienie i przyłączenie się do jakiegoś stada. Zresztą – znając skuteczność Obcych w tropieniu ludzi, wydawało się łatwiejszym ukrycie w pojedynkę, niż z wieloosobowym stadem. Uświadomiłam sobie, że jeśli chcę przetrwać, to powinnam się ukrywać w samotności, ale przede wszystkim, muszę lepiej poznać swojego wroga i znaleźć jego słabe strony. To nasunęło mi kolejną myśl – że ukrywanie się w pobliżu ich obozowiska, może się okazać najbezpieczniejszym sposobem na przetrwanie, bo nie będą się spodziewać, że ktoś ma tyle śmiałości, by kryć się tuż pod ich nosem. Samotny powrót do rodzinnego stada nie wchodził w rachubę, bo znajdowało się zbyt daleko, a poza tym – jego naturalnym środowiskiem były sawanny, zbyt łatwe do opanowania przez Obcych. Nie! Postanowiłam zostać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Historia stworzenia cz.5

    Wróciłam w okolice wodospadu, rozglądając się uważnie w poszukiwaniu bezpiecznej kryjówki, w której mogłabym spędzać noce, bez obawy pojmania przez Obcych, lub pożarcia przez polującego drapieżnika. Wprawdzie obecność tylu ludzi i Obcych, skutecznie wypłoszyła większość zwierzyny z okolicy, to jednak instynkt nakazywał daleko idącą ostrożność. Najlepsza byłaby duża dziupla, gdzieś wysoko nad ziemią, ale nie znalazłam takiej. Trafiłam za to na coś dużo lepszego, bo ze stałym dostępem do wody. Otóż przyglądając się wodospadowi, dostrzegłam niewielką półkę skalną. Weszłam na nią, ciekawa tego, co znajduje się za lecącymi pionowo strugami. Gdy znalazłam niewidoczne z zewnątrz wejście do jaskini wiedziałam, że to jest moje miejsce na najbliższy czas. Wzięłam się ostro do pracy, znosząc gałęzie, igliwie, liście i trawy, aby umościć sobie wygodne legowisko na twardej skale dna jaskini. Słońce już zaszło, więc na zewnątrz jeszcze coś mogłam dostrzec, ale w jaskini panował nieprzenikniony mrok. Posiliłam się surową rybą i zmęczona ułożyłam do snu. Długo się wierciłam, bo tragiczne obrazy dzisiejszego dnia i ryk wodospadu, nie pozwalały mi usnąć. Ale w końcu zmęczenie zwyciężyło.

    Następnego dnia zjadłam resztę ryby i zachowując maksymalną czujność, poszłam do miejsca, skąd wczoraj oglądałam obóz Obcych. Starałam się wypatrzeć pozostałych członków mojego stada. Kaję zobaczyłam bardzo szybko – była kolejnym ubezwłasnowolnionym przez błyszczącego pająka stworzeniem, zmuszonym do noszenia skrzynek z oddzielonym mięsem samców, do latających obiektów Obcych i chędożonym dwa razy dziennie wraz z innymi samicami. Kolor jej sierści ułatwiał mi obserwację poczynań. Nie dostrzegłam jednak Eny ani Raga. Choć ten ostatni mógł podzielić los innych samców i poćwiartowany znajdować się w skrzyniach z mięsem.

    Przez kilka kolejnych dni obserwowałam Obcych. Dowiedziałam się w jaki sposób zakładają obręcze zniewalające samice. Używali do tego jakiegoś przedmiotu, noszonego przez każdego z nich w pancerzu okrywającym torsy. Poza tym, każdy z nich miał na udzie przypięty dość duży nóż, a na drugim podłużny przedmiot, którego przeznaczenia jeszcze nie poznałam. Przez te wszystkie dni, nie zauważyłam ani jednej samicy z ich gatunku. Widziałam natomiast bezwzględne okrucieństwo Obcych. Wiele samic, które zgromadzili w swoim obozowisku, było ciężarnych, wiele zostało pojmanych z młodymi, ale przy życiu pozostawiali tylko osobniki żeńskie. Młode, które przychodziły na świat, a miały nieszczęście być samczykami, od razu uśmiercali i przerabiali na pokarm. Byłam zdruzgotana tak brutalną bezwzględnością. Przysięgałam sobie, że nigdy nie pozwolę się złapać, tym okrutnym oprawcom. Choćbym miała wbić sobie nóż w piersi! Wolałam umrzeć, niż wieść żywot niewolnicy.

    Jak się później okazało, nie było możliwości dokonania takiego wyboru. Po około dwóch miesiącach, przyzwyczajona do okolicy, czując się bezpiecznie, nie zachowałam należytej ostrożności i podczas jednej z dalszych wypraw łowieckich, w poszukiwaniu mięsa (po długotrwałej diecie rybnej, na ich widok miałam już odruch wymiotny), zostałam pojmana. Wszystko odbyło się tak szybko, że nawet nie zdążyłam zareagować. Obcy, którego dostrzegłam w ostatniej chwili, użył podłużnego przedmiotu przytwierdzonego do uda, paraliżując wszystkie moje mięśnie. Nie mogłam się ruszyć nawet wtedy, gdy spokojnie i bez pośpiechu zakładał mi obrożę na szyję i obręcze na kostki i nadgarstki. Byłam w objęciach pająka, którego tak bardzo chciałam uniknąć, że gotowa byłam odebrać sobie życie.

    Obcy postukał palcem w świecący przedmiot z symbolami i pająk na jego polecenie, przygiął mój tułów do ziemi. Stałam rozkraczona, oparta dłońmi o trawę, gdy dwa wielkie chędożniki wsuwały się we mnie. Wyłam z bólu, bo moja druga dziurka nigdy nie była chędożona, a taran wbity w nią miał słuszne rozmiary. Czułam się rozdarta i żałowałam, że jestem sama. Gdyby były dwie samiczki, to Obcy nie demolowałby mojej małej dziurki, tylko wychędożyłby nasze dwie norki, do tego przeznaczone. Ale cóż! Nic nie mogłam poradzić, a dwa węże wiły się we mnie, wprawiane w ruch przez wolny ruch bioder napastnika. Po kilku chwilach, podczas których próbowałam walczyć poddałam się, widząc bezcelowość swoich działań. Postanowiłam poczekać na rozwój wypadków, choć chędożące mnie maczugi sprawiły, że przestałam myśleć o wolności, a zaczęłam odczuwać przyjemność. Ze zdziwieniem dostrzegłam też, że mniejsza dziurka, która tak cierpiała na początku kopulacji, teraz zaczyna mi przynosić rozkosz.

    To było zaskakująco miłe uczucie, gdy twardy chędożnik wsuwał się w nią i wysuwał. Nie spodziewałam się rozkoszy płynącej z tak dziwnego miejsca. Choć właściwie przedsmak tej przyjemności miałam, gdy język Eny świdrował w nim podczas naszego ostatniego, pożegnalnego jak się okazało, aktu. Zdałam sobie sprawę, że od dwóch miesięcy nikt mnie nie chędożył! Zaczynałam wręcz odczuwać wdzięczność za dwa wypełniające mnie, obce wprawdzie, ale jednak chędożniki. Porządnie rżnięta nimi, zaczęłam w końcu szczytować, a fale orgazmu przechodziły mnie na wskroś, przez całe ciało. Drżałam w ekstazie, bezwiednie zaciskałam norkę i zwieracz na poruszających się we mnie kołkach. Ale Obcy jeszcze nie dochodził. W sumie nie dziwiło mnie to – miał regularne, powtarzające się dwa razy dziennie chędożenie, więc napięcie seksualne na o wiele niższym poziomie, niż u mnie – wyposzczonej dwumiesięczną przerwą. Przy tym wcale się nie spieszył, jak nasze samce, którym zależało tylko na jak najszybszym uwolnieniu mleka ze swojego orzeszka. Obcy posuwał, jakby delektując się tym aktem, nawet sięgnął palcami do mojego twardego, wrażliwego miejsca i pieścił je, sprawiając, że po chwili napięcie znów wzrosło, aż zaczęłam jęczeć z rozkoszy. Jeszcze kilkadziesiąt ruchów i ciało przeniknął ponowny, niezwykle silny orgazm. Zawyłam z rozkoszy i nim skończyłam, poczułam pulsowanie dwóch chędożników, pompujących na przemian mleko w obie dziurki. Było tego tak wiele, że gdy Obcy wyszedł ze mnie, spływało po udach szeroką strugą i kapało spomiędzy rozkraczonych nóg. Pomyślałam, że ta obfitość wynika z posiadania przez Obcych nienaturalnej, podwójnej liczby orzeszków.

    Wciąż zgięta, patrzyłam jak wyjmuje znów świecący przedmiot i naciska palcem w różnych jego miejscach. Wszystko widziałam odwrotnie i z perspektywy gruntu, jednak dostrzegłam strzałę wbijającą się w szyję Obcego, a po chwili kolejną w nieosłonięte miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą prężyły się chędożniki, teraz cofnięte do wnętrza ciała. Krew jaka trysnęła z przeciętej aorty, była jaśniejsza niż nasza, ale też czerwona. Ten gatunek musiał być blisko spokrewniony z ludźmi. Obcy padł na ziemię, a ja wciąż tkwiłam unieruchomiona przez to cholerne paskudztwo na plecach. Próbowałam zobaczyć, kto przyszedł mi z pomocą, kto uratował przed dołączeniem do reszty samic niewolonych w obozie Obcych, ale nikogo nie widziałam. I nie mogłam zobaczyć, bo Ena nadeszła od strony, będącej poza obszarem możliwym do obserwacji, dla osoby w mojej pozycji.

    – Uwolnij mnie – poprosiłam, gdy podeszła bliżej.

    – Nie wiem jak – odpowiedziała.

    – Poszukaj przy nim przedmiotu, pasującego do tych otworów – wskazałam wzrokiem dziurkę w obręczy na moim nadgarstku.

    Po dłuższej chwili byłam wolna. Uściskałam ze szczęścia Enę i roztarłam zdrętwiałe kończyny. Potem zabrałam Obcemu wszystko, co wydawało mi się przydatnym – nóż, pałkę, którą mnie sparaliżował i przede wszystkim klucz do otwierania obręczy. Zastanawiałam się, czy nie zabrać także pająka, ale i tak nie umiałabym go obsługiwać. Pozbierałam także swój łuk i strzały, po czym zaprowadziłam Enę do swojej groty. Tam, bezpieczne i szczęśliwe ze swojego spotkania, bardzo długo opowiadałyśmy sobie wszystko, co przeżyłyśmy od początku inwazji Obcych, która pozbawiła nas dotychczasowego, w miarę spokojnego życia.

    Ena, tego feralnego dnia, gdy straciłyśmy samca, wróciła w pobliże obozowiska w momencie, gdy Rag i Kaja stali już sparaliżowani, a Obcy podchodzili do nich, by założyć Kai obręcze i podciąć gardło Ragowi. Widziała wszystko z daleka, ukryta za drzewem. Serce jej oszalało, a strach nie pozwolił na jakikolwiek ruch. Była tak samo sparaliżowana, jak tamta dwójka. Później obserwowała tylko Kaję, próbującą walczyć z obręczami kierującymi jej ruchem, idącą w otoczeniu pięciu Obcych, z których dwaj ciągnęli zwłoki Raga. Była tak przerażona, że nie odważyła się sama zaatakować. Nie wiedziała, co robić, ani co się ze mną stało. Była przerażona samotnością i chciała jak najszybciej uciec stamtąd. Rzuciła się biegiem na południe, w stronę rodzinnych okolic, choć były wiele dni drogi stąd. Biegła w ciemności i niestety, wpadając w jakąś dziurę, złamała nogę. Blisko miesiąc leczyła ją, żywiąc się w tym czasie prawie wyłącznie owadami i roślinami rosnącymi w pobliżu. Miała wtedy mnóstwo czasu na przemyślenia i gdy poczuła, że noga już się zrosła, postanowiła wrócić, w nadziei uwolnienia nas z rąk Obcych. Szczęśliwie się złożyło, że nadeszła akurat w momencie, gdy zostałam pojmana i wychędożona.

    Ja z kolei opowiedziałam jej, jak od dwóch miesięcy obserwuję Obcych i przekazałam wszystko, czego się o nich dowiedziałam. Że głównym celem ich inwazji jest zdobycie mięsa, dlatego zabijają samców i rozczłonkowanych wywożą swoimi latającymi obiektami, oraz chędożenie samic. To, że mają podwojone narządy rozrodcze już widziała sama, bo obserwowała Obcego, który mnie dosiadł w lesie, zanim znalazła dogodną pozycję do oddania precyzyjnego strzału. Ale nie wiedziała, że chędożą nimi po dwie samice jednocześnie. Myślała, że robią to ze wszystkimi w taki sam sposób, jak ze mną – wbijając się w obie dziurki.

    – A jak to robią ze swoimi samicami? – dopytywała.

    – Widzisz, oni nie mają swoich samic. Przynajmniej ja nie widziałam ani jednej. A obserwuję ich już od dwóch miesięcy. To jest chyba taka rasa, która używa tylko cudzych.

    – To niemożliwe!

    – To po co byłyby im dwa chędożniki i dwa orzeszki? Chyba tylko po to, żeby podlać jak najwięcej nasionek. To jest gatunek z organami wytworzonymi do zapładniania jak największej ilości samic. I to niekoniecznie ze swojego rodzaju.

    – Myślisz, że młode urodzone z ich mleka, będą takie same jak oni?

    – Nie wiem. I teraz zaczynam się bać, bo mnie też zalał jeden z nich.

    – Wiesz? Mnie chyba zapłodnił Rag – nie krwawię od dwóch miesięcy.

    W tej sytuacji zazdrościłam jej. Ja miałam dotychczas comiesięczne krwawienia, a to znaczyło, że Rag nie podlał dobrze mojego nasionka. Tyle wiedziałam. Ale cieszyłam się, że nie jestem już sama, że mam się do kogo przytulić wieczorem i poczułam jakby większą wiarę w lepszą przyszłość. Wtuliłam się w jej futro, a ona objęła mnie i przyciągnęła do siebie mocno. Pomyślałam, że od dwóch miesięcy nikt jej nie chędożył, więc pora by to jakoś wynagrodzić. Całowałam usta spragnione pieszczoty, potem ssałam wszystkie sutki jej piersi, podążając w dół do twardego dzyndzelka u zbiegu warg (tych dolnych). Ena prężyła się i wyginała pod pieszczotą mojego języka. Nie poprzestawałam na lizaniu jej norki, ale zajęłam się także drugą dziurką. Wsunęłam do niej palca, a dwa kolejne do norki ociekającej sokami. Kilkadziesiąt ruchów, wspomaganych językiem doprowadziło do istnej epilepsji. Drżało wszystko, uda, brzuszek, piersi, ręce rozrzucone na boki i głowa. Ryk wodospadu zagłuszył skowyt rozkoszy. Potem zasnęłyśmy w swoich ramionach, wtulone w siebie i szczęśliwe.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Historia stworzenia cz.6

    Dopiero następnego dnia mogłyśmy spokojnie zastanowić się nad dalszymi poczynaniami. Ena chciała jak najszybciej uciec stąd, ruszając na południe w poszukiwaniu naszego rodzinnego stada. Przekonałam ją jednak, że po tym co tutaj zaobserwowałam, wcale nie ma pewności czy nasze stado jeszcze istnieje, sądząc po ilościach zwożonych ciał samców i żywych samic. A takich punktów przerobu mięsa jak tutaj, mogło być dużo więcej. Nie wiadomo, czy na południu spotkamy w ogóle kogokolwiek. Poza tym nie wyobrażałam sobie, że mogłybyśmy zostawić tutaj Kaję na pastwę obcych. Jaki los byśmy jej zgotowały? Ena zgodziła się ze mną. Ustaliłyśmy, że na razie będziemy nadal obserwować obcych, zachowując przy tym maksymalne środki ostrożności, żeby nie powtórzyła się sytuacja, która mi się przydarzyła. Od tej pory poruszałyśmy się w pewnej odległości od siebie, mając cały czas oko jedna na drugą. To pozwalało mieć szansę na pomoc, w przypadku sparaliżowania którejś z nas przez obcych. W międzyczasie zastanawiałam się, jak uwolnić Kaję.

    Początkowo wydawało się to niewykonalne, ze względu na ilość obcych i ich niezwykłą broń, powodującą unieruchomienie wszystkich części ciała, jednak po pewnym czasie zaświtał mi niesamowity pomysł. Zmieniłam całkowicie podejście do tematu. Stwierdziłam, że nie można się koncentrować na uwolnieniu tylko Kaji, lecz trzeba zwiększyć nasze siły dołączając wszystkie żywe jeszcze samice. Teraz zaczynałam wierzyć w powodzenie naszej akcji. Zwłaszcza, że samice oddzielające mięso właściwie były już częściowo uzbrojone – miały przecież ostre noże, które dostały od obcych. Miałam nadzieję, że podobnie jak my, wiele z nich potrafi posługiwać się łukiem i strzałami. Zaczęłyśmy z Eną wytwarzać łuki i strzały, w które zamierzałyśmy dozbroić nasze towarzyszki. Wiedziałyśmy jak to robić, bo Rag nas dobrze wyszkolił. Kiedy uznałyśmy, że mamy ich wystarczająco dużo, zainteresowałam się pałką, którą zabrałam obcemu po tym jak go Ena uśmierciła. Po kilku nieudanych próbach wreszcie udało mi się unieruchomić Enę. Akurat schylała się po łuk, gdy właściwy przycisk na pałce spowodował zesztywnienie mięśni. Byłam tak dumna z opanowania broni obcych, że zaczęłam chodzić dookoła zastygniętej w bezruchu Eny chichocząc z jej bezsilności. Postanowiłam się trochę zabawić jej niemocą i przystawiając do swojego łona mojego kamiennego chędożnika udawałam, że jestem obcym i nadziewam ją na swojego twardziela. Przejechałam kilka razy po jej rowku, zauważając zawilgocenie kamiennej końcówki.

    – O żesz ty! Podnieciła cię pałka obcego! Zaraz cię wychędożę!

    Wbiłam się w wilgotną norkę, wsuwając w nią całego, twardego przyjaciela samicy. Jęknęła z rozkoszy, więc pociągając za rzemyk wydobyłam go na zewnątrz. I tak raz za razem, aż każdemu pchnięciu zaczęły towarzyszyć regularne pojękiwania. Wtedy przypomniałam sobie, że obcy robią to dwoma chędożnikami, ale nie mając drugiego kamienia mogłam użyć tylko palców. Zwilżyłam dwa w jej rozpalonej norce i powoli wsunęłam w drugą dziurkę. Teraz mogła poczuć, jak to jest kiedy się trafi w ręce obcych. Jesteś bezsilna , unieruchomiona i rżnięta w obie dziurki naraz. Samice jakoś to znoszą. Nawet bardzo dobrze znoszą. Na tyle dobrze, że już po chwili Ena wyła z rozkoszy, targana spazmami orgazmu.

    Wróciłam do broni obcych. Teraz musiałam jeszcze tylko wybadać jak to wyłączyć, żeby Ena znów mogła się poruszać. Chwilę mi to zajęło, ale wreszcie się udało! Ena padła na kolana – jej nogi jeszcze dygotały. Teraz byłam o wiele pewniejsza, że nasza operacja się powiedzie.

    – Ty wiedźmo! Co mi zrobiłaś? – moja towarzyszka odezwała się z wyrzutem, podążając na czworaka w moim kierunku.

    – Wychędożyłam cię jak obcy. A co, było ci źle?

    – Pokaż mi jak to działa – rzuciła.

    – Normalnie – wkładasz kamień do jednej dziurki i dwa palce do drugiej …

    – To wiem! Pokaż mi ich broń!

    Objaśniłam jej wszystko – jak się włącza, jak wyłącza, ale nie dałam jej sprzętu do ręki.

    – Musimy zdobyć tego więcej, to nasze szanse wzrosną – powiedziałam.

    – Ale jak?

    – Zaczniemy polować na ich patrole – ja z tym, a ty z łukiem.

    – Ty mądralo! Ale najpierw zapoluję na ciebie! – to mówiąc rzuciła się na mnie jak tygrys.

    Jej pocałunki zasypały moje ciało od góry do dołu, zmierzając powoli do szparki ukrytej w gęstym buszu. Gdy poczułam język na moim twardym miejscu, byłam już bardzo, ale to bardzo wilgotna. Ena wsunęła we mnie kamiennego chędożnika i wspomagając pieszczoty językiem posuwała mnie nim powoli, ale regularnie. Byłam podniecona wspomnieniem tego, jak ją przed chwilą zerżnęłam, więc dość szybko poczułam nadciągającą falę ekstazy. Poczułam też dwa palce wbijające się w mniejszą dziurkę i odpłynęłam. Przez chwilę czułam się jakby to Rag wypełniał moje dziurki, zalewając je życiodajnym mleczkiem. Chciałam żeby to była rzeczywistość, ale gdzieś z odmętów świadomości napłynął widok zdemolowanego obozowiska i śladów świeżej krwi. Wiedziałam, że Raga już nie ma. I że świata, który znałyśmy też już nie ma. Obcy zmienili go bezpowrotnie.

    Następnego dnia się zaczęło. Już nie zajmowałyśmy się głupotami, chędożeniem i innymi zabawami, tylko wzięłyśmy się do roboty. Zaczęłyśmy polowanie na obcych. Nadal zachowując środki ostrożności, przyczaiłyśmy się w ukryciu, w krzakach i przysypane liśćmi obserwowałyśmy leśną ścieżkę, na której wcześniej widywałyśmy patrole. Tym razem bardzo nam się poszczęściło, bo natrafiłyśmy na niewielkie stado jasnowłosych samic, zapiętych w błyszczące pająki, prowadzonych przez dwóch obcych w kierunku obozu. Kiedy zobaczyłam strzałę przeszywającą szyję tego z tyłu, użyłam pałki. Obcy znieruchomiał, a ja błyskawicznie doskoczyłam i ostrym nożem zakończyłam jego żywot. Niestety żadna z nas nie potrafiła wyłączyć pająków, które nadal wymuszały ruch samic w kierunku obozu. Dogoniłam pierwszą i spróbowałam kluczem zdjąć jej pająka w trakcie marszu. Udało się! Pająk przestał działać! Ale przerażona samica odwróciła się i zaczęła uciekać. Na szczęście natrafiła na Enę, która ją powstrzymała i starała się uspokoić. Ja pobiegłam zdjąć pająki z pozostałych, zanim wyjdą na otwartą przestrzeń.

    – Zdejmę wam to, ale nie uciekajcie. Musicie nam pomóc posprzątać tu i uwolnić pozostałe samice – mówiłam do nich spokojnie, żeby nie panikowały.

    Po kolei uwolniłam je z pająków, które później razem pozbierałyśmy i zakopałyśmy z dala od ścieżki. Pomogły nam także rozbroić truchła obcych i pozbyć się ich zwłok. Miałyśmy teraz trzy pałki, trzy ostre noże i trzy klucze do pająków. I było nas osiem! Zaprowadziłyśmy je do naszej groty, gdzie opowiedziały nam jak obcy przylecieli z nieba, zabili wszystkich samców i zabrali część samic do latających domów. Stare samice zlikwidowali, a tym młodym dla których zabrakło miejsca, założyli na plecy pająki i wysłali pieszo w obstawie dwóch uzbrojonych, których zabiłyśmy. My z kolei opowiedziałyśmy o pobliskim obozie-przetwórni mięsa i jaki los spotyka tam samice. Wprowadziłyśmy je w nasz plan oswobodzenia ich i zapytałyśmy, czy nam pomogą. Oczywiście były nam wdzięczne za ratunek i chętnie zgodziły się pomóc. Cztery z nich potrafiły celnie strzelać z łuku, co sprawdziłyśmy na polanie przy strumieniu. Dwie pozostałe uzbroiłam w broń obcych. Pomyślałam, że dobrze będzie nauczyć je wszystkie posługiwania się nią, bo w trakcie naszej akcji możemy zdobyć tej broni więcej, a jest ona o wiele pewniejsza niż łuk. Nauczyłam je także jak zdejmować z pleców samic błyszczące pająki, które kierowały ich ruchami.

    Wiedziałam, że na dłuższą metę nie będziemy mogły zostać niezauważone – było nas już zbyt wiele, więc postanowiłam, że akcję uwolnienia samic z obozu przeprowadzimy jeszcze tej nocy. Już nie można było dłużej zwlekać. Zarządziłam odpoczynek do wieczora (nie wiem kiedy stałam się przywódcą tego stada – zmusiła mnie do tego sytuacja, a przede wszystkim brak samca). Naszych nowych towarzyszek nie trzeba było namawiać – były zmęczone wrażeniami z ataku obcych i podróżą ze swojej osady. Bardzo potrzebowały wypoczynku.

    Około północy obudziłam je, zabrałyśmy naszą broń, bezgłośnie i bezszelestnie zaczęłyśmy podchody do obozu obcych. Jak zwykle nie wystawili zbyt wielu wartowników, bo samice były skrępowane błyszczącymi pająkami, a napaści samców nie obawiali się z przyczyn oczywistych. Po prostu wszyscy albo większość z nich była już tylko mięsem. Używając pałek, unieruchomiłyśmy pierwszych dwóch strażników. Zabrałyśmy im całe uzbrojenie i klucze do pająków. Teraz miałyśmy już pięć pałek paralizujących, więc rozdzieliłyśmy się i każda zakradła się bezszelestnie w pobliże kolejnych wartowników, paraliżując ich i podrzynając gardła. Teraz pozostało już tylko uwolnić z krępujących je pająków, śpiące na trawie samice. Zrobiłyśmy to po cichu, dając łuki i strzały tym, które zadeklarowały, że potrafią się nimi posługiiwać. Pozostałe chwyciły noże służące do ćwiartowania samców i po krótkiej chwili latające domy obcych zostały otoczone tłumem uzbrojonych samic. Gdy drzwi jednego z nich się otwarły, wychodzącego obcego zasypał grad strzał. Padł w progu, kolejnego sparaliżowałam pałką, a celny strzał z łuku przebił jego aortę. Drzwi się zamknęły i po dłuższej chwili domy zaczęły wzbijać się w powietrze. Samice rozpierzchły się, obawiając się kolejnego ataku obcych. Nie wiedziałam, czego można się po nich spodziewać, jednak nie stało się nic. Domy po prostu odleciały wprost do nieba. Patrzyłyśmy jak z oddali dołączają do nich kolejne, opuszczające naszą ziemię. Musieli jakoś sobie przekazywać informacje. Na wszelki wypadek krzyknęłam do wszystkich samic, aby nie pozostawały na otwartej przestrzeni, tylko skryły się w lesie.

    My z uwolnioną Kają wróciłyśmy do naszej groty i tam dotrwałyśmy do rana. Gdy po przebudzeniu poszłam zobaczyć jak wygląda obóz obcych okazało się, że nie ma po nim ani śladu. Zniknęły blaty, maszyna do przerobu odpadów, wszystkie narzędzia, pająki zdjęte z samic. Nie zostało dosłownie nic! W lesie napotkałam jeszcze kilka samic, które zbierały się do drogi. Każda chciała wrócić do rodzinnej osady, choć nie miały jeszcze świadomości, że nie zastaną tam swojego dawnego świata. Nie było samców. Pozostawała tylko nadzieja, że te które były w ciąży, powiją nowe pokolenie, pozwalające na przetrwanie ludzi. Jak się później okazało, większość noworodków była zupełnie inna niż wcześniej. Przede wszystkim dzieci zaczęły się rodzić bez sierści i gdy dorastały wprawdzie pojawiała się, ale tylko gdzieniegdzie – najwięcej na głowie i w okolicach narządów płciowych. Co gorsza – ich ciała były inne – chłopcy mieli po dwa orzeszki, a samiczki tylko po dwie piersi. Ale matki kochały swoje potomstwo, nawet takie zupełnie inne. Z czasem nowa rasa wyparła wszystkie dotychczasowe.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Zabawy z siostra cz. 13

    Kolejne dni upływały nam pod znakiem miesiączki Klaudii , oraz gorszej pogody. Czas spędzaliśmy głównie przed telewizorem, lub każdy zajęty swoimi sprawami. Zdjęcia i filmiki na stronie zyskały już ponad sto tysięcy wyświetleń. Odezwało się nawet kilku gości, którzy za darmo chętnie zrobiliby jej profesjonalną sesję zdjęciową. Po namowach z mojej strony zgodziła się odpisać na zaczepki dwóch fotografów i umówiła się z nimi w ostatnim tygodniu wakacji. Chyba nawet ja byłem bardziej podekscytowany tą perspektywą, niż ona sama. Tymczasem jednak nasze igraszki niemal zupełnie ustały, nie licząc dwóch, czy trzech lodzików, które mi zrobiła, gdy akurat byliśmy sami. Nie pozwalała jednak nam się dotknąć. Przez prawie dwa tygodnie mieliśmy dostęp jedynie do jej piersi. Cipki i dupki nie pozwalała nam dotknąć.

    Na szczęście wszystko kiedyś się kończy. Skończył się też i czas gorszej pogody. Od dwóch dni słońce operowało znów bardzo mocno. Dobrze się składało, bo nasze ciała zdążyły delikatnie wyblaknąć.

    Była sobota. Postanowiliśmy, że gdy tylko ogarniemy nieco dom udamy się na basen. Nie mogłem się już doczekać, więc przyśpieszyłem tempa. Godzinę później mieliśmy już posprzątany cały dom. Było dopiero za kwadrans dziewiąta, więc mieliśmy cały dzień dla siebie. Nie śpiesząc się, ponieważ basen otwierano dopiero o dziesiątej, wsiedliśmy na rowery i popedałowaliśmy w stronę pływalni. Chciałem już być na miejscu, bo stęskniłem się już za widokiem jej półnagiego ciała. A że będzie ciekawie domyśliłem się po tym, jak kazała mi zabrać aparat. Widziałem, że Dawid był równie stęskniony jak ja, gdyż całą drogą jechał za nią i obserwował ją bacznie, a gdy tylko zasiedliśmy z rowerów, skorzystał z okazji i w chwili gdy Klaudia zgięta przypinała swój rower do stojaka, włożył dłoń w nogawkę spodenek i mocno ścisnął jej prawy pośladek. Najważniejsze, że już nie protestowała.

    Oprócz nas na basenie było już kilkanaście osób. Nie trzeba się było domyślać, kto znowu dzisiaj będzie gwiazdą. Nawet w ubraniu Klaudia prezentowała się obłędnie. Klękając na ręczniku i udając, że czegoś szuka w telefonie, wypięła tyłek w stronę grupki facetów. Nie takich młokosów jak my, tylko dojrzałych prawdziwych samców. Nie uszło to ich uwadze i już po chwili zbierali swoje graty, by przenieść się bliżej nas. Jeden z nich rozłożył się tak blisko, że gdyby Klaudia teraz położyła by się na ręczniku, to stopami dotykałaby jego głowy. Mając tyle wolnego miejsca dziwnym trafem wybrali właśnie to. Widziałem jak spoglądali na nią łapczywym wzrokiem. Podobnie zresztą, jak jej dwaj bracia. Wyciągnąłem aparat i zrobiłem jej kilka zdjęć. Jeden z mężczyzn również zrobił jej zdjęcie. Chyba nie była tego świadoma, a mi szczególnie to nie przeszkadzało. W końcu miała już całkiem pokaźną galerię w sieci.

    Dziesięć minut później wreszcie zostawiła swój telefon. Usiadła na ręczniku i grzebiąc w torebce rzuciła Dawidowi olejek do opalania. Zdjęła koszulkę. Oszalałem z radości. Miała na sobie ten cudowny jaskrawo żółty strój. A w zasadzie to żółte nitki imitujące strój. Widziałem, że na naszych sąsiadach również zrobiło to piorunujące wrażenie. Dawid od razu przystąpił do smarowania jej pleców. Ja zaś nagrywałem wszystko. Z nogami poradziła sobie sama. Dłonie Dawida wcierały już olejek w jej brzuch. Odchyliła głowę do tyłu, a on zaczął całować ją w szyję. Wokół nas przechodziło coraz więcej ludzi. Nic dziwnego. Zapowiadał się piękny dzień. Coraz więcej jednak ludzi rozkładało swoje rzeczy całkiem blisko nas. Dawid wciąż całując szyję siostry wylał sporą ilość olejku na jej piersi. Zauważyłem, że czterech z sześciu „prawdziwych samców „ również albo robiło zdjęcia, albo nagrywali filmy. Dawid nie zatrzymywał się. Nitka, która miała być biustonoszem powędrowała w górę, odsłaniając całkowicie piersi. Ugniatając prawą pierś, szczypał sutek jej lewego cycuszka. Zrobiłem się twardy. Podniecało mnie patrzenie jak ktoś bawi się z moją siostrzyczką. Klaudia zaczęła jęczeć, co jeszcze bardziej zwróciło uwagę ludzi na basenie. Jedno mnie zastanawia. W zdecydowanej większości byli to faceci. Ciekawe dlaczego? Kilka minut później show wreszcie dobiegł końca… A przynajmniej ten związany z piersiami. Poprawiła stanik, który i tak nie zakrył niczego, po czym wstała i obróciła się tyłem do wszystkich, a przodem do Dawida. Sprawnym ruchem zdjął z niej spodenki. Byłem w raju. Tu również była ubrana w mój ulubiony strój. Żółta nitka… Z wprawą wirtuoza Dawid wmasował olejek w pośladki siostry, nie zapominając o jej rowku. Gdy wreszcie skończył swoje dzieło, odwróciła się i zasłaniając dłońmi łono usiadła znowu na ręczniku. Kilka sekund później zadrżałem z rozkoszy. Położyła się, podpierając się na łokciach. W mgnieniu oka dotarło do mnie, czemu nie dopuszczała nas do siebie w ostatnich dniach. Żółty pasek mikro stroju fenomenalnie kontrastował, z czarnym futerkiem, które sobie zapuściła. Rozłożyła szeroko nogi, pozwalając się podziwiać „prawdziwym samcom”. Wielu z nich gdyby mogło, od razu skorzystałoby z jej wdzięków. Póki co mogli jednak tylko patrzeć. Patrzeć i nagrywać, jak Klaudia odsuwając na bok nitkę stroju i wkładając w siebie dwa palce, powoli lecz nieubłaganie, w akompaniamencie jęków i stękania, na oczach wielu ludzi doprowadza się do orgazmu. Po skończonej zabawie, jak gdyby nigdy nic włożyła nitkę stroju na swoje miejsce i położyła się, z wciąż szeroko rozłożonymi nogami. Nie mogłem nie zrobić jej kolejnych zdjęć. Futerko działało na mnie hipnotyzująco. Nigdy jeszcze nie widziałem, żeby była nie ogolona. Łono mojej siostry przyciągało nie tylko mój wzrok i aparat. Niemal każdy, kto był świadkiem jej masturbacji podchodził i z bliskiej odległości, czasem nawet kilku centymetrów robił zdjęcia jej cipki, jak również całego ciała bogini. Klaudii zupełnie to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Zaczęła pozować. Przeciągała się jak kotka na swoim ręczniku. Dotykała i ugniatała swoje piersi, kolejny raz włożyła sobie palce w cipkę i z rozmarzoną miną pozwalała się fotografować. Wreszcie uklękła i wypinając się mocno wyciągnęła nitkę stroju z rowka, prezentując wszystkim swoją piękną dupkę. Nie przeszkadzało jej nawet, gdy jeden z „prawdziwych samców” położył dłoń na jej pośladku, by wykonać jeszcze lepsze zdjęcie.

    Póki co dziwnym zbiegiem okoliczności na basenie byli niemal sami faceci, jednak dobiegał do nas już szczebiot dzieci i płci pięknej zmierzającej w kierunku basenu. Przenieśliśmy się zatem w nieco oddalone od wody miejsce, niemalże ku ogrodzeniu. Nikogo nie zdziwił fakt, że sporą część ludzi, która otaczała nas do tej pory powędrowała za nami. Mało tego. Bogini nawet nie musiała zbierać swoich rzeczy. Miała wielu pomocników. Gdy rozłożyliśmy się w nowym miejscu, Klaudia została otoczona szczelnym pierścieniem. Każdy chciał być jak najbliżej.

    Klaudia korzystając z okazji podała wszystkim adres do swojej galerii. Z ciekawości również tam zajrzałem. Okazało się, że w ciągu kilku minut licznik wyświetleń podskoczył o ładnych kilka setek, co oznaczało, że i ja byłem również oglądany. Mój fiut od razu na to zareagował, sztywniejąc w gaciach. Jeden z gości powiedział, że mi zazdrości. Wcale mu się nie dziwię.

    Klaudia wstała i poprawiając swój mikroskopijny strój poszła w kierunku basenu. Mimo iż te kilka nitek niczego nie zasłaniały, nikt nie mógł jej zarzucić, że paraduje nago. W końcu miała na sobie coś tam, cokolwiek. Wskoczyła do wody i pokonała dwie długości basenu. Wychodząc z wody poprawiła nitkę, która zsunęła się z sutka. Nikomu z nas nie przeszkadzało, że ochlapała nas wodą, gdy wróciła na swój ręcznik. Niemal od razu włożyła dłoń w spodenki Dawida i zaczęła bawić się jego kutasem. Widziałem, jak robi się twardy, a później jak na jego spodenkach pojawia się plama. Wszyscy zebrani wokół to widzieli, jak również moment, gdy zlizała odrobinę spermy z dłoni. Chyba każdy z nas chciał być na miejscu Dawida w tej chwili. Gdy skończyła, szepnęła mi na ucho co planuje. Zgodziłem się od razu. W sumie nie miałem innej opcji, a też mi się to bardzo spodobało.

    Rozmowa i znajomość stawała się coraz swobodniejsza, więc wreszcie postawiliśmy sprawę jasno. Kto chciał wziąć udział w dalszej części dnia, musiał zgodzić się na publikację jego zdjęć, czy filmów w necie, na stronie Klaudii. Entuzjazm sporej części „widowni” od razu osłabł. Spośród sześciu „prawdziwych samców” wyłamał się tylko jeden. Pozostała ekipa, z wyjątkiem gościa, który mówił, że mi zazdrości, wycofała się.

    Wróciliśmy do domu tylko na szybki obiad i po przebraniu się pognaliśmy nad naszą rzeczkę. Na szczęście jak zwykle ostatnio tłumów tutaj nie było. Póki co byliśmy tylko w trójkę. Pół godziny później zjawili się wreszcie nasi nowi znajomi. Wiedziałem, kto będzie rozdawał karty, więc jak już się wcześniej dogadaliśmy sięgnąłem po aparat i zacząłem nagrywać. Klaudia podeszła do „prawdziwego samca”, który wcześniej najgorliwiej fotografował jej cipkę. Pocałowała go w usta, a następnie odwróciła się i docisnęła pupę do jego krocza. Prawdziwego faceta można poznać po czynach. Raptem trzy sekundy później ugniatał już jej cycki. Po kolejnych kilku pierwsza część garderoby Klaudii leżała już na ziemi. Zaczął lizać jej szyję, dłońmi zaś całkiem mocno szarpał za sutki. Zaczynała jęczeć, co świadczyło o tym, że jej się bardzo podoba. Opuścił jedną dłoń i bez zbędnych gierek włożył ją w spodenki mojej siostry. Jęki przybrały na sile. Pomogła mu i zsunęła niżej spodenki. Jak zwykle już nie zawracała sobie głowy tym, żeby założyć majtki. Po chwili spodenki dołączyły do koszulki. Stanęła z szerzej rozłożonymi nogami. Zrobiłem zbliżenie na jej cipkę, gdy nowy znajomy masował z wprawą łechtaczkę. Doszła bardzo szybko jęcząc głośno. Przez chwilę bałem się, że ktoś ją usłyszy.

    Wszyscy, którzy do tej pory tylko się przyglądali, wreszcie zabrali się do roboty. Poza mną. Ja nagrywałem. Niemal jak jeden mąż zaczęli ją macać, całować i lizać. Ten który wcześniej mi zazdrościł namiętnie lizał jej buzię. Kolejni zajęli się piersiami, zlizywaniem soków z cipki, a wykonawca palcówki z zapałem równym mojemu zanurzył twarz między jej pośladkami. Gdy już została wylizana do czysta, znowu przejęła inicjatywę. Podchodziła do każdego z osobna i rozbierała go. Podobnie uczyniła ze mną choć póki co nie brałem udziału w akcji.

    Przerwałem nagrywanie tylko na chwilkę, by wrzucić filmik na jej stronkę. Jednocześnie wpadłem na pewien pomysł. Zapytałem wszystkich bez ogródek, w końcu wszyscy byliśmy nadzy, więc po co się bawić w jakieś podchody. Spodziewałem się sprzeciwu. Jednak już po chwili wszyscy zgodzili się na mój plan.

    Pień ściętego drzewa okazał się być doskonałym statywem, gdyż prawdziwego statywu nie mieliśmy. Kto wie, może z czasem i tego się dorobimy. Ustawiliśmy aparat na nagrywanie, a tuż obok niego postawiłem swój telefon w którym otworzyłem stronkę z sex kamerkami na żywo. Wszyscy przenieśli się bliżej aparatu i telefonu i po chwili włączyłem nagrywanie, oraz transmisję na żywo z naszej zabawy. Jako iż na sex kamerce transmitowaliśmy w roli nowego użytkownika przez kilka minut łączna liczba oglądających wynosiła równe zero. Złapałem za telefon i podszedłem do siostry. Skierowałem obiektyw na jej śliczną buzię. Uśmiechała się niewinnie. Odsunąłem się nieco i skierowałem obiektyw na piersi. Zadziałało. Wreszcie ktoś nas, a w zasadzie ją oglądał. Powędrowałem obiektywem niżej i zaprezentowaliśmy światu jej cipkę, a później tyłek. Liczba oglądających systematycznie zaczęła wzrastać. Od jednej osoby, która podziwiała piersi, poprzez trzydzieści sześć, które widziały cipkę, aż do stu dwudziestu, które patrzyły na jej tyłek. Cofnąłem się o dwa kroki i każdy kolejny widz mógł ją podziwiać w pełnej okazałości. Muszę tu dodać, że moja gorąca siostra potrafiła eksponować swoje wdzięki. Z wyrazem ekstazy na twarzy jedną ręką pieściła swoje piersi, a drugą włożyła między nogi. Młode nagie laski mają branie na takich stronach jak ta. Zwłaszcza, gdy oprócz efektów wizualnych dochodzą również efekty dźwiękowe, w postaci na przykład jęków, czy krzyków. Jęczeć Klaudia potrafiła wspaniale, więc już po chwili jej zabaw oglądało ją blisko pięćset napaleńców. Na czacie poniżej rozpętała się już całkiem burzliwa dyskusja. Nikt z nas jednak nie miał zamiaru jej czytać. Nie wytrzymałem dłużej. Mój kutas wręcz płonął z pożądania. Oddałem telefon jednemu z prawdziwych samców, który przez najbliższe chwile miał być operatorem. Sam zaś podszedłem do niej i od razu zacząłem ją namiętnie całować. Ręką od razu powędrowałem do cipki. Futerko było mokre od soków, więc bez namysłu włożyłem w nią dwa palce. Nasz kamerzysta zaczął nagrywać, jak pieszczę jej muszelkę. Nie chciałem jednak doprowadzić jej do końca palcami, więc wkrótce przerwałem te pieszczoty. Oblizałem palce, co również trafiło do Internetu, a drugą ręką złapałem za jej włosy i mocnym szarpnięciem sprowadziłem ją do pozycji klęczącej. Świadomość, że jesteśmy w miejscu publicznym, że towarzyszy nam grupa było nie było obcych osób, oraz to, że jesteśmy nagrywani i transmitowani w necie zadziałała natychmiast. Złapałem ją oburącz za głowę i wbiłem się fiutem w jej usta. Poczułem od razu jej język desperacko tańczący po moim prąciu. Przez chwilę oddałem się tym pieszczotom. Wiem jednak, że wkrótce usta siostry zmieniłyby się w odkurzacz, a to bardzo szybko doprowadza mnie do orgazmu. Dociskając więc mocniej jej głowę, wbiłem się głębiej. Odczekałem chwilę, by dać jej czas na przyzwyczajenie. Wreszcie zaś pchnąłem mocniej i znalazłem się cały w jej ustach i gardle. Nasz kamerzysta zrobił piękne zbliżenie, gdy powoli wypuszczała moją kuśkę z ust, by znowu łapczywie ją połknąć. Z każdym co raz mocniejszym pchnięciem czułem, jak jej gęsta ślina ścieka mi po jądrach. Cudowne uczucie. Wytrzymałem jakieś trzy minuty, co przy mojej siostrze było równoznaczne z przebiegnięciem maratonu. Eksplodowałem na jej buzię. Byłem zaskoczony siłą orgazmu, oraz ilością spermy, jaka wydobyła się z moich jajek. Rozsmarowałem kutasem spermę po jej twarzy, a później pozwoliłem się wylizać i wyssać do sucha. Klaudia nie zamierzała zwalniać tępa. Już kilka sekund później moje miejsce zajął Dawid, a ona z wprawą ślizgała się po jego pale. Odebrałem już telefon od nowego znajomego i z rozkoszą transmitowałem moment, gdy Dawid trzymając ręką swojego wielkiego kutasa spuszcza się na język naszej nastoletniej siostry. Ponad tysiąc osób oglądało, jak bawi się jego spermą w ustach, jednocześnie rozsmarowując resztki mojej po twarzy. Wreszcie przełknęła, pokazując jak zwykle na dowód puste usta.

    Nie byliśmy tam jednak sami. Zafascynowany jak zwykle siostrzyczką niemal zapomniałem o naszych nowych znajomych. Prawdziwy samiec, który wcześniej doprowadził ją już do orgazmu, złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Usiadł, opierając się o nasz pieniek-statyw i szarpnięciem zmusił ją, by na nim usiadła. Poprawił się nieco i wbił się kutasem w mokrą cipkę. Oparła się o niego plecami, rozłożyła szeroko nogi i zaczęła go ujeżdżać. Złapał ją za piersi i ugniatał mocno. Dawid nagrywał aparatem filmik na jej stronę, ja zaś transmitowałem wszystko na żywo na kamerce. Liczba odbiorców ciągle rosła. Ujeżdżała go coraz mocniej i szybciej. Jęki Klaudii ładnie zlewały się z klaskaniem jej pośladków na jego podbrzuszu. Wreszcie jego kutasem zaczęły szarpać skurcze oznaczające, że wnętrze jej pochwy wypełniło się spermą. Nie czekając długo, drugi z prawdziwych samców uklęknął między jej nogami i zajął miejsce swojego kolegi. Wyglądało to niemal jak gwałt. Wiedziałem jednak, że bardzo jej się podoba, bo podpierając się rękami wypchnęła mocno w jego stronę biodra. Doszła po raz kolejny dzisiejszego dnia krzycząc przy tym bardzo głośno. Samiec również po chwili skończył, spuszczając się na zewnątrz cipki. Oddałem znowu na chwilę telefon. Od dawna byłem biseksualny, więc widok sporej ilości spermy na owłosionej piździe siostry niemal mnie zahipnotyzował. Z dziką rozkoszą wylizałem jej futerko. Połączenie kleistego nasienia i jej soków smakowało wybornie. Trzeci z prawdziwych samców, z kutasem krótkim, ale bardzo grubym również niemal ją zgwałcił. Po raz kolejny jednak nie sprzeciwiała się brutalnemu pieprzeniu. Myślę, że tego właśnie chciała i potrzebowała. Czwarty i piąty podali jej ręce i podnieśli z trawy. Jeden z nich delikatnie strząsnął trawę i jakieś gałązki z jej pośladków, a następnie kazał jej się pochylić. Oparła się o pieniek. Rozchylił jej nogi i sprzedał porządnego klapsa. Jego towarzysz szybko do niego dołączył i po krótkiej chwili pośladki Klaudii nabrały różowego koloru. Złapała jednego z nich za fiuta i przyciągnęła do ust. Pasja z jaką obrabiała mu pałę zadziwiła nawet mnie, a nie raz doświadczyłem już jej profesjonalizmu. Widzom, którzy nas oglądali na kamerce musiało się podobać, gdy brała go całego do ust, by po chwili namiętnie i zachłannie ssać samą końcówkę. Przeniosłem na chwilę obiektyw na drugiego gościa, który posuwał ją od tyłu. Zrobiłem zbliżenie na cipkę, a później na jej falujące w rytm posunięć cycki. Zdążyłem w ostatniej chwili wrócić do jej buzi, by internauci mogli zobaczyć, jak kolejna porcja spermy ląduje na jej twarzy. Patrząc swoimi dużymi zielonymi oczami w obiektyw wysysała resztki spermy z kutasa nowego znajomego. Myślę, że tego dnia byłaby w stanie zadowolić wielu z tych, którzy ją oglądali na kamerce. Pozwoliłem sobie dokładnie wylizać jej śliczną buźkę, rejestrując wszystko na kamerce. Byłem równie głodny spermy, jak ona. Gdy wreszcie nowy kolega posuwający ją od tyłu skończył, został zastąpiony przez gościa, który cały dzień mi zazdrościł. Włożył kutasa w jej rozpaloną cipkę. Od razu jednak wiedziałem, że nie potrwa to długo. Nie myliłem się. Po kilku pchnięciach wysunął się z niej cały lśniący od jej śluzu i spermy poprzedników. Natychmiast naparł na jej zwieracze. Wpuściła go bez żadnych problemów do swej dupy, jak gdyby jej odbyt cały dzień czekał tylko na to. Zbliżyłem telefon, by internauci mogli podziwiać, jak powoli zagłębia się w jej wnętrzu. Widok był wręcz oszałamiający. Najpierw sama głową, później połowa jego długości, aż wreszcie cały, aż po same jaja zanurzył się w jej dupsku. Wytrzymał tak chwilę i nieco się wysunął, po czym znowu pocisnął do końca. Syczała przez zaciśnięte zęby. Wiedziałem jednak, że jest teraz w raju. Wysunął się na chwilę, pozwalając mi zrobić zbliżenie na jej tyłek, po czym znowu wbił się w nią cały. Złapał ją za włosy, szarpiąc głowę w tył i zaczął ją popychać. Z początku wolno, z czasem jednak przyspieszając ruchy, za każdym jednak razem wchodził w nią całą długością kutasa. Jeśli wcześniejszy seks mógł wyglądać jak gwałty, ten na pewno był gwałtem analnym. Klaudia jednak nie wnosiła sprzeciwu. Widziałem tylko kropelki potu pojawiające się na jej ciele. Wiedziałem, że doszła po raz kolejny, bo syczenie zmieniło się w jęki, a potem krzyk. Liczba widzów już dawno przekroczyła dziesięć tysięcy. Przywołałem gestem Dawida i oddałem mu telefon, sam zaś stanąłem z boku, złapałem za jej wypięte pośladki i rozchyliłem je jeszcze bardziej, umożliwiając mu jeszcze głębszą penetrację. Nie wiem jak to zrobił, ale wytrzymał jeszcze grubo ponad dziesięć minut. W końcu jednak się poddał i wystrzelił w jej wnętrzu. Nie czekając, aż ktoś mnie wyprzedzi, gdy tylko wyślizgnął się z jej tyłka, kucnąłem za nią, prosząc by wytrzymała w tej pozycji jeszcze chwilę. Przywarłem do jej rozluźnionej dziurki i zacząłem ssać. Słodko – mdły smak spermy delikatnie kontrastował ze słonym smakiem jej potu. Nie dbałem w tym momencie o to, że oglądało nas pół świata. W tej chwili liczyło się tylko uczucie powoli zaciskających się na moim języku zwieraczów odbytu mojej siostry. Teraz to ja byłem w raju.

    Ostateczna liczba oglądających kamerkę przekroczyła dwanaście tysięcy. Ile wyświetleń będzie na jej stronie? O tym przekonam się jutro.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Wielicki
  • Si ku ku si cz.12 ostatnia

    Wykończeni tak intensywnym dniem, po szybkim prysznicu poszliśmy spać. Wstaliśmy około południa i niestety dopadł nas kac moralny, nie tylko po wypitym alkoholu, ale przede wszystkim na wspomnienie tych wszystkich bezeceństw, których dopuściliśmy się pod jego wpływem. Rozmowy były jakieś sztywne, z unikaniem kontaktu wzrokowego, wczorajszy luz zniknął bezpowrotnie. Każdego dręczyło sumienie. Aby uniknąć krępujących sytuacji, poszłyśmy z dziewczynami nad jezioro, gdzie grzecznie w kostiumach kąpielowych opalałyśmy się, od czasu do czasu wchodząc do wody dla otrzeźwienia i ochłodzenia nagrzanych ciał. Po około dwóch godzinach dołączył do nas Piotr, przynosząc napoje i kanapki.

    – Poleżę tu z wami – zagaił.

    – A Karol jeszcze śpi? – zapytałam.

    – Nie. Rano poszedł do Franka i do tej pory nie wrócił.

    – Mhm… Odwieziesz go do domu, czy przyjechał swoim samochodem?

    – Ja muszę was odwieźć. Karol sobie poradzi – ma motocykl.

    – Już teraz chcesz nas odstawić?

    – Nie, wykorzystajmy ładną pogodę i wróćmy wieczorem.

    – Super! Na pewno chcesz wykorzystać tylko pogodę? – zażartowałam zaczepnie.

    – Tak. Wystarczy tych szaleństw. Mam nadzieję, że będziecie dyskretne i zachowacie dla siebie to wszystko, co tu się wydarzyło.

    – No nie wiem… Może jakbyś mnie popieścił po francusku, byłabym bardziej skłonna do dyskrecji… – prowokowałam, bo znów nabrałam ochoty na seks.

    – Tak! Należy nam się! – podchwyciła Monika.

    – A ja chciałabym jeszcze raz poczuć tego olbrzyma w sobie – do żądań przyłączyła się Sabinka.

    – Niewyżyte smarkule! – skomentował Piotr z udawaną złością, po czym odchylił dół mojego kostiumu i przeciągnął palcami po mięciutkich wargach. Jednym z nich odszukał twardy dzyndzelek u ich zbiegu i okrężnymi ruchami drażnił go przez chwilę. Zaczynało się robić miło, więc złapałam go za czuprynę i pchnęłam jego głowę w kierunku swojej pusi. Chciałam poczuć gorący język wślizgujący się do jej wnetrza, błądzący po wargach i najczulszym punkcie, zapędzający się także niżej, gdzie niezwykle wrażliwe wejście do tylnej norki prosiło się o wilgotną stymulację. Aby ułatwić dostęp do tamtych okolic, uniosłam nogi przytrzymując je rękami pod kolanami. Byłam teraz mocno wypięta, a wujek wiedział czego od niego oczekuję. Najpierw wwiercał się końcowką języka w mniejszą dziurkę, by następnie długim pociągnięciem wzdłuż warg sromowych docierać do łechtaczki, którą okrążywszy kilka razy, próbował chwytać ustami. W drodze powrotnej do rozetki, obejmował wargami moje – te dolne, wsuwając w międzyczasie język głęboko do wilgotnej pochwy. Dyszałam z podniecenia i rozkoszy, ale wujek zaczął jęczeć i sapać. Otworzyłam oczy, żeby zobaczyć co się dzieje – to Monika wcisnęła głowę pomiedzy jego uda i ssała grubego kutasa, doprowadzając Piotra do stanu przedwybuchowego. Sabinka podjarana naszymi amorami, zsunęła górę mojego kostiumu uwalniając piersiątka. Przyssała się do nich, liżąc na zmianę raz jedną, raz drugą, szczypiąc wargami albo ząbkami brodawki, co w połączeniu z pieszczotami wujka doprowadziło mnie do megaorgazmu. Wiłam się jak piskorz, targana spazmami rozkoszy, a oni nie przestawali. Wreszcie opadłam bez sił, przewracając się na bok, odebrałam im możliwość dalszego znęcania się nade mną. Leżałam tak długo, dochodząc do siebie po przeżytej ekstazie.

    Usłyszałam jak wujek szczytuje, wtłaczając swoje nasienie bezpośrednio w usta pieszczacej go Moniki. Odwróciłam się na drugi bok i otworzyłam oczy, aby to zobaczyć. Było pięknie – Monika wysysała z Piotra życiodajne soki, a on zaciskając pośladki tryskał raz za razem w jej usta, drżąc przy tym jak osika. Miał tak zgrabny tyłeczek! Uch! Głowę zadarł do góry, a jego twarz stężała w grymasie rozkoszy. Po chwili szczęścia, opadł obok mnie na plecy i dysząc ciężko usmiechał się błogo. Sabina nie zamierzała mu odpuścić. Dopadła wpółmiękkiego olbrzyma i zacząła go pieścić używając do tego ust i obu rąk. W jednej z nich dzierżyła trzon, który jednocześnie lizała w okolicach grzyba, a drugą pieściła jajka, głaszcząc je lub ściskając. Wujek wyczerpany i porządnie wyssany przez Monikę, początkowo nie reagował stwardnieniem penisa, dopiero gdy paluszki zaczęły krążyć wokół jego rozety, gdy jeden, a po chwili kolejny wdarły się do środka i zaczęły drażnić wewnętrzną, męską łechtaczkę, drgnął i zesztywniał napełniony nową porcją krwi.

    Sabina tylko na to czekała – okraczyła mojego wujka, przykucnęła i jej wilgotna pusia pochłonęła twardego, grubego penisa. Nim na dobre zaczęła na nim podskakiwać, rozochocona Monika usiadła na twarzy Piotra, poszukując swoją cipką jego ust. Gdy je poczuła, zaczęła przesuwać się wargami po nosie, brodzie i wysuniętym, gorącym języku. Leżałam tuż obok, zaspokojona i szczęśliwa, więc zupełnie bez emocji przyglądałam się jak psiapsiółki ujeżdżają mojego wujka. Widok był przepiekny – seks na łonie natury, nad jeziorem, w miejscu jakby nie było publicznym, z dwoma nastolatkami i przystojnym facetem z dużą kuśką, w połączeniu z odgłosami towarzyszącymi ostremu pieprzeniu – wrażenia niezapomniane. Po przyspieszonych oddechach i coraz głośniejszych pojękiwaniach dziewcząt zorientowałam się, że to już długo nie potrwa, że jeszcze kilka ruchów i dojdą. Tak też się stało – najpierw zesztywniała Monika, opadając na twarz Piotra i podduszając go lekko swoją małą dupką, a po chwili stężała Sabina, obejmując Monikę i wtulając w nią podczas orgazmu. Po chwili bezruchu, wujek zaczął walczyć o oddech, więc Monika zeszła z niego, pomagając wstać także Sabinie.

    Pomyślałam, że skoro Piotr został niezaspokojony, ze sztywnym fiutem, to coś z tym trzeba zrobić. Nic się nie może zmarnować! Korzystając z okazji, położyłam się na nim, całując usta pachnące jeszcze cipką Moniki. Podniecał mnie ten zapach, więc wsunęłam się na twardego, grubego penisa, który wypełnił mnie przecudownie. Nie przestając całować Piotra, bez pośpiechu, zaczęłam zaciskać mięśnie pochwy. Penis wujka odpowiedział systematycznymi drgnięciami. Leżeliśmy tak wtuleni i pozornie w bezruchu, ale w środku się działo! Naprawdę się działo! Na każde moje zaciśnięcie pochwy, Piotr odpowiadał drgnięciem penisa, to było tak podniecające, że soki zalewały moją pusię w niespotykanych ilościach. Od czasu do czasu poruszyłam lekko biodrami, aby dostarczyć innych wrażeń, ale potem wracaliśmy do naszego niespiesznego sposobu dochodzenia do rozkoszy. Wreszcie nadszedł ten moment – przeszła przeze mnie fala ciepła i nieziemskiej przyjemności, podczas której wujek objął mnie mocno przyciskając do swojej klaty. Brakowało mi tchu, ale nie odrywałam swoich ust od jego. Drżałam w jego ramionach, gdy poczułam jak ciało Piotra także tężeje, jego członek staje się jeszcze twardszy niż dotychczas, by wreszcie zacząć pulsować we mnie podczas erupcji towarzyszącej ekstazie. Wow! To było naprawdę coś niesamowitego!

    Jeszcze dłuższą chwilę leżeliśmy bez ruchu, ciesząc się swoim szczęściem, ciepłem naszych ciał, bliskością i przyspieszonym biciem serc.

    – Kocham cię wujaszku! – wydyszałam w końcu.

    – Ja też! I ja! – zawtórowały moje psiapsióły.

    – Nie wygłupiajcie się! Wariatki! – zaśmiał się nasz samiec – pora się zbierać, będzie już noc jak dojedziemy, a jutro zdaje się idziecie do szkoły. Ja zresztą też muszę wcześnie wstać do pracy.

    Niechętnie, ale zaczęłyśmy się zbierać. Wróciliśmy do domku, szybko posprzataliśmy, spakowaliśmy swoje rzeczy i mieliśmy już wyjeżdżać, gdy wrócił Karol.

    – A gdzieś ty się zapodział? – zapytał Piotr.

    – Byłem u sąsiada – zaprzyjaźniliśmy się.

    – Z Frankiem?

    – A czemu nie? To miły facet. I w łóżku ogier – dodał ze śmiechem.

    – Potwierdzam – wtrąciłam się do rozmowy.

    – Ja też! I ja! – zawtórowały moje psiapsióły.

    – Umówiliśmy się, że będę go częściej odwiedzał – nie mam daleko.

    – To super! – bawcie się dobrze – zakończył Piotr i po krótkim pożegnaniu rozjechaliśmy się.

    Gdy dotarliśmy do miasta, było już naprawdę późno. Piotr porozwoził nas do domów i dziękując za piekny weekend jeszcze raz poprosił o dochowanie tajemnicy. Oczywiście obiecałyśmy milczeć jak grób i pożegnałyśmy go. Gdy weszłam do mieszkania, wszędzie były zgaszone swiatła – widocznie mamcia już spała. Weszłam do łazienki gdzie szybko i jak najciszej przeprowadziłam wieczorną toaletę. Wykąpana, odświeżona i pachnąca już miałam iść spać do siebie, ale pomyślałam, że milej będzie się spało, gdy przytulę się do mamusi. Kiedy wróci ojciec, nie będę już miała takiej możliwości. Nie włączając światła weszłam do jej sypialni i delikatnie wsunęłam się pod kołderkę.

    Przytuliłam się do gorącego ciała, ale coś mi się tu nie zgadzało. Pachniało jakoś inaczej, pierś którą chwyciłam też była jakby inna. Dla pewności przesunęłam dłoń z piersi na cipkę i dopiero wtedy mnie olśniło! Widziałam już wcześniej te wystające wargi i ogromną łechtaczkę! To była cipka cioci Poli! Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę mogła jej dotknąć, a tu taka niespodzianka! Widocznie została u mamci na noc. Niestety przebudziła się, kiedy badałam jej ciało. Odwróciła do mnie twarz i w ciemności dostrzegłam uśmiech na jej buzi. Nie potrzebowałam większej zachęty. Zbliżyłam usta do tych uśmiechniętych warg i pocałowałam ciocię delikatnie. Jej dłoń wylądowała na mojej piersi i leciutkimi muśnięciami palców pieściła sutek, powoli twardniejący z podniecenia. Byłam już mocno nakręcona, ale marzyłam teraz tylko o jednym – o ogromnej łechtaczce cioci – chciałam jak najszybciej dotknąć jej ustami, zassać jak małego penisa i lizać tę nietypowej urody cipkę, aż zaleje moje usta podniecającymi soczkami. Położyłam się na Poli, całując jej usta, oczy, potem szyję i cudownie twardniejące piersi. Przy dużych odstających sutkach zatrzymałam się na dłużej, liżąc je i ściskając wargami, ugniatając piersi dłońmi. Zajęta pieszczeniem cioci nie zwróciłam uwagi, że łokciem trąciłam drugie ciało.

    – Co tu się dzieje? – wymruczała zaspanym głosem mamcia.

    – Nic, nic mamuś. Śpij sobie – wydyszałam.

    – Jak to śpij?! – przebudziła się całkiem.

    – Muszę wypieścić ciocię! Muszę! Rozumiesz?! Nie wytrzymam jak nie poliżę tej cudnej cipki!

    – Ona musi! – potwierdziła ciocia Pola – A potem ja muszę ją wypieścić! Muszę! Rozumiesz?!

    – Ja to rozumiem. A co ze mną?

    – Obiecuję, że tobą też się zajmę – zadeklarowałam, wracając do lizania boskiego ciała cioci.

    – Ja też się przyłączę – obiecała ciocia – ale za chwilę… Ooooch!

    Dopadłam językiem do cudownie wysuniętej łechtaczki. Byłam pod wielkim wrażeniem jej rozmiaru i poręczności. Mojej łechtaczki nie można objąć ustami, bo jest ukryta głęboko pomiędzy wargami i tylko końcówką języka da się ją pieścić. Tę cioci można było ssać jak penisa, lizać, szczypać wargami, paluszkami, ząbkami – możliwości było bez liku. Bawiłam się nią, doprowadzając ciocię w pobliże punktu kulminacyjnego. Gdy spojrzałem w kierunku jej piersi zobaczyłam, że mamcia już się nimi zajęła, chcąc jak najszybciej zaspokoić szwagierkę. Wróciłam do lizania ogolonej cipki, wsuwając jednocześnie dwa palce do jej rozpalonego wnętrza. Co kilka pchnięć wyciągałam je, żeby długimi pociągnieciami języka pieścić całą długość rowka – od samego początku, przez mniejszą dziurkę, wystające wargi, aż do twardej łechtaczki. Bez żadnego ostrzeżenia, Ciocia jęknęła przeciągle i nagle zesztywniała, zaciskając drżące uda na mojej głowie. Jej orgazm trwał dobre pół minuty. Byłam przeszczęśliwa, że mogłam jej sprawić taką przyjemność. Potem przyszła moja kolej, a na koniec zaspokoiłyśmy mamcię. Wreszcie spełnione, zaspokojone i szczęśliwe, zasnęłyśmy wtulone w siebie jak szczeniaczki po karmieniu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Pierwszy swing cz. II

    To druga część opowiadania pt. “Pierwszy swing”, które znajdziecie na tej stronie. Niestety od dłuższego czasu nie mogę zalogować się do poprzedniego konta i zmuszna byłam złożyć drugie.

    Upojna noc zaczęła przechodzić do historii. Od spotkania w klubie minęło kilkadziesiąt dni. Czas leciał, a my wróciliśmy do dnia codziennych obowiązków. Gdy emocje opadły było nam głupio, że zachowaliśmy się jak zwierzątka, niewyżyte pieski spuszczone z łańcucha. Nawet nie wracaliśmy rozmową do tych wydarzeń.

    W kolejnych dniach w przeciwieństwie do Michała coraz bardziej zaczynało mi brakować emocji jakie tamtej nocy mi towarzyszyły, znów chciałam poczuć to olbrzymie podniecenie.

    Podczas seksu próbowałam pół żartem nakręcić go do ostrzejszej zabawy ale za każdym razem mnie ignorował więc odpuściłam. Dni uciekały, a ja coraz trudniej radziłam sobie z narastającym podnieceniem. Co raz częściej na smartfonie gdzieś w kącie zaczęłam oglądnąć mocne porno z tzw ganbangiem. Po takim sensie najczęściej wpadałam do łazienki aby rozładować podniecenie.

    Któregoś wieczoru kiedy Michała nie było jeszcze w mieszkaniu położyłam się na kanapie z zaczęłam swój seansik. Po kilku oglądniętych filmach w propozycjach pojawił klip z udziałem drobnej blondynki i 6 wielkich czarnoskórych facetach. Włączyłam klip raczej bez zainteresowania bo faceci o takim kolorze skóry nie interesują mnie. Film oczywiście bardzo szybko się rozegrał, dziewczyna wylądowała na kolach i zaczęła obciągać kutasy. Miałam go przełączyć ale kiedy spostrzegłam jakim sprzętem panowie operują poczułam przyjemne ukłucie w brzuchu. Czarne kutasy nie mieściły się dziewczynie w nadgarstku, nie była w stanie wsunąć ich do ust, były przerażające olbrzymie. Wstałam z łóżka i pobiegłam nalać sobie wino, wiedziałam, że muszę to oglądnąć do końca. Kolejne scenki i wino sprawiały, że zaczęłam odpływać. Przyśpieszony oddech i szybkie bicie serca sprawiały, że odlatywałam z podniecenia. Zaczęłam się pieścić. Wsunęłam rękę pod majteczki, a tam dosłownie wodospad. Całe krocze, a nawet leginsy ulepione sokiem z cipki. Zsunęłam obrania i zaczęłam pocierać cipkę. Cały czas spoglądałam jak czarnoskórzy faceci niemal rozdzierają tą małą bląd kurewkę. Byłam totalnie zachwycona jak jej małe ciałko przyjmuje te wielkie drągi.

    Postawiłam telefon na blacie stołu i zaczęłam wkładać paluszki do swojego wnętrza. Za każdym muśnięcie dłoni z cipki wypływała na kanapę cieplutka struga śluzu. Moje paluszki co raz bardziej i co raz dalej wbijały się w moje wnętrze. Czułam jak zbliża się orgazm, chciałam go przeżyć jak ta suka w filmie, pragnęłam takiego olbrzyma w swojej cipie. Rozsunęłam nogi na boki i dosłownie zaczęłam wciskać swoją dłoń w cipkę. W amoku podniecenia i alkoholu nawet nie zauważyłam, że do mojego wnętrza wślizgiwało się już 4 palce. Zaczęłam sobie wyobrażać, jak rżnie mnie wielki czarny kutas. Coraz mocniej naciskałam na nadgarstek, aż w pewnym momencie do cipki wpadła cała dłoń. Kolejne posunięcia ręką sprawiły, że całkowicie odleciałam. Siła orgazmu tak rozkurczyła moje mięśnie, że kanapę z ogromną siłą poleciała struga moczu. Byłam wykończona, skąpana w swoich płynach ale w końcu spełniona. Moja cipka wyglądała strasznie, rozwarta do granic możliwości. Po dłuższej chwili wzięłam pysznić i zabrałam się za przepranie tapicerki aby jakoś wytłumaczyć Michałowi dlaczego kanapa jest cała mokra. W głowie już wiedziałam, że zrobię wszystko by przeżyć takie rżniecie jak na klipie.

    Przez kolejne dni niemal każdą wolą chwilę spędzałam w internecie. W wyszukiwarce pojawiały się te same hasła: ganbang, bbc, big black cock, black cock, bid dick …. po południami dosłownie uzależniałam się od oglądania filmów, nawet nie zakładałam majteczek bo za każdym razem całe były mokre.

    Stopień podniecenia już był tak wysoki, że postanowiłam działać. Zadzwoniłam do Moniki z klubu i poprosiłam o spotkanie. Na szczęście już na drugi dzień wieczorem spotkałyśmy się w Galerii Łódzkiej. Tamtego dnia nawet nie zdążyłyśmy zamówić kawy i ciastka. Byłam tak podniecona i zarazem rozstrzęsiona, że od razu wywaliłam, że chce wziąć udział w ganbangu. Monika zrobiła ogromne oczy, a jak dodałam, że muszą być to czarnoskórzy faceci zaniemówiła. Byłam tak podekscytowana że nawet nie czekałam na jej odpowiedź tylko od razu pokazałam w telefonie filmik który oglądałam tamtego dnia na kanapie.

    – Kamila, trochę zwolnij, czy zdajesz sobie sprawę na co się piszesz? w klubie poradziłaś sobie z facetami ale weź pod uwagę, że była to bardzo bezpieczna i kontrolowana przeze mnie zabawa. Pisząc się na taką orgię nie będzie mnie już na sali, nie będę mogła zareagować w przypadku kiedy Cię to przerośnie, nie będzie twojego męża, który mogłby to przerwać i najważniejsze pytanie, czy Michał wyraził na to zgodę?

    – Michał o niczym nie wiem, od spotkania w klubie mam potrzebę na coś większego niż zwyczajny sex w domu. Próbowałam z nim rozmawiać ale mnie zbywał. Naprawdę chce poczuć się tak cudownie jak tamtego dnia w klubie, chce podnieść poprzeczkę i spróbować czego bardziej niesamowitego.

    Jeszcze długo Monika próbowała zmienić moją decyzję ale ostatecznie zgodziła się na zorganizowanie spotkania. Zaznaczyła, że w takim przypadku wszyscy uczestnicy zobowiązani są do podpisania oświadczeń, w których każda ze stron nie będzie domagała się jakichkolwiek roszczeń.

    Zabrzmiało groźnie ale byłam już zdecydowana.

    – Kiedy umówię Panów, zadzwonię do Ciebie abyś wskazała termin. Pamiętaj, że jesteś dorosła i bierzesz na siebie konsekwencje takiej zabawy. W przypadku kiedy będziesz chciała jeszcze zrezygnować to po prostu zadzwoń.

    Mijały dni, jeden za drugim, a od Moniki nie było żadnej wiadomości. Po niemal 3 tygodniach w końcu zadzwoniła, byłam w pracy więc pobiegłam do łazienki odebrać telefon. Nie chciałam żeby ktoś podsłuchał rozmowę.

    – Kama mam umówionych Panów, 5-ciu czarnoskórych facetów i jak zaznaczyłaś z dużym przyrodzeniem – zaśmiała się Monika. Do końca tygodnia proszę Cię o wskazanie terminu. Pamiętaj,  do dnia “imprezy” możesz nadal zrezygnować.

    Byłam zachwycona, nie mogłam usiedzieć w biurze, wypisałam się prywatnie z pracy i pojechałam do domu. Już w drodze do domu czułam, że znów zaczynam się lepić z podniecenia. Co chwile zaciskałam uda, tak pulsowała mi cipka. Pod mieszkaniem moje dżinsy w kroku już zaczynały lekko przesiąkać. Pobiegałam do sypialni, włączyłam laptopa, a następnie pierwszy lepszy film z serii gangbang. W pośpiechu zdarłam z siebie wszystkie ubrania, położyłam się na łóżku i kolejny raz doprowadziłam do upragnionego orgazmu. Bardzo długo leżał na łóżku, naga, mokra i spełniona. W tle odtwarzały się kolejne filmy. To była idealna sytuacja aby zaplanować ten wymarzony dzień na spotkanie z Panami.

    Na początku musiałam wymyśleć wymówkę dla Michała dlaczego znikam na noc, stwierdziłam, że “wyjadę na firmowe szkolenie”, co jakiś czas musimy zaliczać egzaminy ISO więc nie będzie dla niego to podejrzane.

    Dzień – musi być na tygodniu, na początku stwierdziłam, że może być to każdy byle jak najszybciej ale po chwili postanowiłam zsynchronizować go z kalendarzykiem menstruacyjnym. Zaszaleje jeszcze raz i zaplanuje ten dzień na ten kiedy będę miała największą chcicę. Dokładnie za 11 dni wypada mi owulacja. Tego dnia będę najbardziej płodną suką, która nie będzie miała żadnych hamulców. Nadal nie biorę żadnych anty-hormonów więc na pewno będzie cudownie jak tamtego dnia w klubie. Jedynie co zrobię do zabiorę ze sobą gumki aby nie zaliczyć wpadki.

    Jeszcze wieczorem zadzwoniłam do Moni z terminem “zabawy”. Przy okazji zapytałam o prezerwatywy czy muszę się w nie zabezpieczyć ale na szczęście będą już w pokoju więc o to nie muszę się martwić.

    Te 11 dni były najdłuższymi w moim życiu, każdego dnia nie mogłam się skupić ani w pracy ani w domu. Odliczałam każdą godzinę aby kolejny dzień w końcu się kończył. Przez te wszystkie dni postanowiłam nie oglądać żadnych pornosów, mało tego przez te wszystkie dni nie chciałam się oddać Michałowi więc wymyśliłam zapalenie cewki moczowej aby mieć wytłumaczenie dlaczego nie chce się z min kochać. Chciałam wypościć swoje ciało do granic możliwości.

    Ostatnie dni były mega ciężkie, kiedy zaczął się tydzień płodnych dni to były już katusze, wiedziałam że za kilka dni będę się rżnęła z 5-cioma facetami więc moje ciało co chwile mi o tym przypominało. Każdego napotkanego na drodze faceta chciałam zerznąć, w głowie mi buzowało, czułam się jak jakaś nimfomanka. Moja cipka na domiar tego  tak się moczyła, że musiałam zakładać wkładkę aby nie przesiąkły mi spodnie.

    Nadszedł ten dzień – 19 lipca 2022 r. Rano wyprawiłam Michała do pracy. Ja niby miałam czekać na koleżankę i razem miałyśmy pojechać na szkolenie. Do klubu byłam umówioną na 15-tą więc miałam cały dzień aby się przygotować.

    Jak tylko Michał wyszedł, pobiegłam do łazienki wziąć prysznic i ogolić ciało. Ręce  tak mi się trzęsły z podniecenia, że nie byłam w stanie tego dokończyć, bałam się że zaraz się pozacinam. Pobiegłam do pokoju i dosłownie z gwinta wypiłam ogromy łyk wina. Dopiero po kilkunastu minutach alkohol rozluźnił mnie na tyle, że mogłam dokończyć depilację. Ruch maszynki w okolicach bikini sprawiał, że cała drżałam. Ta prosta czynność sprawiała jak bym co najmniej masturbowała się wibratorem. Wejście do cipki i otaczające je płatki były całkowicie pokryte przezroczystym i bardzo lepkim śluzem. Co chwile musiałam ją przemywać prysznicem bo miałam problemy z depilacją. Na domiar tego każdy ruch maszynki w jej okolicach powydawał co raz większe podniecenie. To była najdłuższa depilacja w moim życiu. Po 13tej zamówiłam taksówkę i pojechałam do klubu. Zabrałam ze sobą sukienkę na przebranie, a makijaż i włosy chciałam zrobić na miejscu. Włosy postanowiłam upiąć w dwa kucyki, cały swój “look” miał mieć charakter uczennicy, a że byłam bardzo drobna więc widziałam, że zrobię wrażenie. Do tego oczywiście króciutka spódniczka w kratę i bluzeczka z kołnierzykiem. W klubie przywitała mnie Monika – jesteś wariatką – zaśmiała się, nawet ja nie próbowałam takiej zabawy, a jak wiesz  “siedzę w tym kilka lat”.

    Pokój do tego typu zabaw znajdował się w innej części klubu, którą wcześniej poznałam, ogromny pokój z wielkim łożem, kanapą, toaletką i stolikiem na którym stało mnóstwo różnego alkoholu i kilka rodzai kieliszków. Na stoliku rzucał się w oczy puchar zawierający prezerwatywy. Na ścianie wisiał ogromny TV na którym wyświetlała się jakaś animacja, a z głośników płynął dźwięk nastrojowej muzyki. Obok za przeszkalaną szybą znajdowała się spora łazienka z okrągłą wanną.  Na toaletce przygotowane już było dla mnie oświadczenie, o którym wspomniała Monika, na nim było już złożone 5 podpisów brakował tylko mój. Podpisałam i oddałam Monice.

    – od tej chwili zostawiam Cię samą, zostajecie tutaj sami do jutra, wejście dla klubu będzie pilnował nasz ochroniarz Czarek więc nikt z zewnątrz tu nie wejdzie. Rano przygotuje dla Was śniadanie, tradycyjnie w formie szwedzkiego stołu. Ja pojawię się w południe i będą mogła Cię odwieść. Bawcie się dobrze!

    Zostałam sama, na zegarku już wybiła 15ta, czułam jak cała drżę, jak z zimna ale wiedziałam że to podniecenie i emocje. Byłam gotowa, drobna lolitka, która czeka na swoich oprawców.

    Po chwili do pokoju weszli Panowie. Ogromni, muskularni, czarnoskórzy faceci całkowicie nadzy. Nie dało się nie spojrzeć na ich zwisające kutasy. Były ogromne, mój Michał ma mniejszego penisa w zwodzie niż oni jeszcze przed erekcją. Ogromne zwisające jaja miały wielkość mojej piąstki. Zakręciło mi się w głowie. Jeden z nich od razu do mnie podszedł i wziął na ręce całując w policzek. Było to zabawne i miłe. Czułam się jak mała dziewczynka na rękach taty. Kolejny zaproponował drinka aby się poznać. Na całe szczęście wszyscy mówili po polsku, tzn. łamiącym polskim ale nie było problemu z dogadaniem się. Już po chwili drink był gotowy, może nie mój ulubiony bo po prostu czysta whisky ale było mi wszystko jedno. Połowę dużej szklanki opróżniłam za jednym razem, nie wiem jak to zrobiłam. Ponowie zaczęli się przedstawiać, a ja oczywiście nie zapamiętałam imion, były nie anglojęzyczne, a w dodatku pod wpływem emocji nie skupiłam na tym uwagi.

    Z drinkami przenieśliśmy się na kanapę, w mojej szklance wylądowała kolejna porcja trunku i tym sposobem opróżniliśmy pół litrową butelkę. Chwilę rozmawialiśmy o jakiś głupotach, kiedy kończyłam spijać ostatnie łyki czułam jak Panowie zaczynają mnie dotykać. Natychmiast poczułam jak uderza mnie fala gorąca, jak otula moje ciało i powoduje, że zaczęłam odpływać. Ktoś zaczął ugniatać mój biust, przez materiał bluzeczki podszczypywać sutki, które odznaczały się jak wielkie koraliki. Ogromne łapsko masowało mój brzuszek, a inne pieściło uda. Kątem oka widziałam jak Panowie zaczynają masować swoje kutasy, które rosły i rosły. Byłam tak już podniecona, że chwilami zamykałam oczy.

    Ktoś postawił mnie na nogi, z drugiej strony czułam, że moja bluzka zaczyna być ściągana przez głowę. Facet przede mną szybkim ruchem zerwał w dół sukienkę. Stałam przed nimi jak poparzona. Nie miałam majteczek, Panowie zaczęli wiwatować. Z mojej cipki do kolan wisiał przezroczysty sopelek śluzu. Byli nim zachwyceni. Jeden z nich podszedł do mnie i zgarnął go na swojego kutasa, a następnie przetarł po moich płatkach oblepiając sokiem swój ogromny żołądź.  Uklękłam i zaczęłam go ssać. Pozostali ustawili się w kolejce i czekali na swoją kolej. Co jakiś czas w moich dłoniach i ustach lądował inny kutas. No właśnie kutas, a raczej potwór! Ich kutasy miały średnicę mojego nadgarstka, to były olbrzymy, których nie byłam w stanie pomieścić w ustach. Nie byłam w stanie otworzyć tak ust aby całą główkę otulić ustami. Nie pamiętam jak długo to trwało, w pewnym momencie zostałam poderwana do góry i zaniesiona na łóżko. Leżąc z rozłożonymi nogami widziałam jak wszyscy zakładają gumki. Czułam się tak błogo wiedząc i widząc co wyląduje w moim brzuszku. Za chwilę zostałam ściągnięta na skraj łóżka. Dwóch Panów trzymało moje nogi wysoko uniesione, jeden zaczął dobierać się do mojej muszelki, a pozostali podstawili penisy nad moje usta. Rączkami obejmowałam  kutasy nad głową i starałam się trzepać. Nie było to łatwe, ciało co chwile przeszywał ogromny dreszcz podniecenia, a tym bardziej że moja cipka powolutku była przygotowywana do przyjęcia pierwszego penisa. Panowie szeroko rozłożyli moje nogi na boki, aby koledze jak najlepiej ułatwić rozciąganie cipki. Na szczęście byłam tak mokra, przy tym wyposzczona, a przede wszystkim w trakcie jajeczkowania, że płodny śluz ułatwiał penetrację lepiej niż najlepszy lubrykant.

    Byłam gotowa, panowie którzy trzymali mi nogi, delikatnie ugięli je w kolanach, moje biodra lekko unieśli ku gorzę, a do cipki zaczął wdzierać się pierwszy kutas. Pierwsze ukłucie, który wtedy poczułam przerodziło się w ogromną przyjemność, za którą tak tęskniłam. Żołądź powolutku przyszywał mój brzuszek sprawiając, że moje wnętrze promieniowało z przyjemności. W momencie kiedy główka dotknęła wejścia do macicy poczułam, że zaczyna napływać pierwsza fala orgazmu. Mięśnie stały się całkowicie wiotkie, jeszcze mocniej docisnęłam biodra do kutasa aby się na niego nabić. To był moment kiedy mój kochanek przejął inicjatywę. Szarpnął za biodra i zaczął pompować. Nie panowałam już nad tym, co jakiś czas mężczyźni zmieniali się tylko miejscami aby każdy mógł mnie rżnąć. W trakcie dymania zaczynali mnie nazywać ich “małym króliczkiem”, strasznie mi się to spodobało. Rączkami starałam się pomagać w obciąganiu ale kutasy były tak duże, że co chwile mi wypadały. Ktoś podłożył mi pod głowę poduszkę, teraz dokładnie widziałam jak w moje wnętrze wdzierają się czarne potwory. Jestem na prawdę szczupła więc mój wzgórek łonowy i cały brzuch za każdym pchnięciem unosił się do góry. Kiedy się tam dotykałam czułam poruszającego się kutasa. Rączką próbowałam go dodatkowo stymulować. Panowie całe krocza mieli pokryte moimi sokami. W momencie kiedy się zmieniali ich gumki oblepiała biała piana. Ten cudowny widok za chwile został mi zabrany. Okrakiem nade mną pojawił się kolejny kutas który zaczął wciskać się w moje usta. Teraz wiedziałam po co im była poduszką pod moją głową. Panowie próbowali ułatwić sobie wejście do moich ust. Po krótkiej serii ku mojemu zaskoczeniu w usta wpadł pierwszy kutas. Myślałam, że rozerwał mi wargi ale jakimś cudem nie zostałam zraniona. Orgia zaczęła nabierać tempa,  co chwile następowała zmiana z cipki na usta. Moje ciało zaczynało się trząść od przeszywającego orgazmu. Moje wargi i zęby zaczynały się co raz mocniej zaciskać na obecnym w ustach kutasie do tego stopnia aż przegryzłam i zerwałam prezerwatywę. To był wyjątkowy moment, zapalnik tej orgii. Na mój język rozlał się cudowny znajomy słony nektar. Ogromna ilość męskiego śluzu połączonego ze spermą. Ten smak uruchomił we mnie prawdziwe oblicze suki.

    Z prężącego się przed moimi oczami  kutasa zdarłam pozostałą część gumki, rozwarłam nogi i krzyknęłam:  

    – Ściągajcie te pieprzone gumy i zerżnijcie w końcu porządnie swojego małego króliczka! Chce czuć smak i zapach waszej spermy.

    – Złapałam za pierwszego z brzegu kutasa i nakierowałam na cipę. Rozerwij mnie i zalej moje głodne cipsko!

    Facet nie czekał, z całej siły pchnął kutasa i zaczął rżnąć jak opętany.

    – O tak! rozjeb mnie w środku, chce poczuć jak wlewasz we mnie zawartość swoich czarnych jaj.

    Kątem oka widział jak pozostała czwórka zrzucała gumki ze swoich kutasów

    –   No dalej! Zalej swojego króliczka! Chce Was wszystkich poczuć. Mój brzuszek pragnie waszej spermy.

    – O tak! rżnij mnie głębiej. Moja szyjka macicy musiała być rozrywana, czułam jak całe moje wnętrze zostaje przepychane.

    – Opróżnij już swoje jaja! – Zalej mnie!

    – Facet przyśpieszał widziałam że zaczyna dochodzić, jego wyraz twarzy był już zwierzęcy, podobał mi się strasznie – przebij swojego króliczka, no dalej!  kutas zaczynał się wyprężać, czułam jak pęczniej i rozpycha moje wnętrze.

    Z całych sił objęłam go nogi i zaczęłam dociskać. On rozłożył moje ręce na boki i zaczął mnie z impetem dobijać. Kiedy tylko poczułam jego pierwsze skurcze i rozlewające się w brzuchu ciepło, orgazm zaczął przeszywać moje ciało jak gorący nóż. Wydawało mi się że facet pompuje we mnie litry spermy. Rozlewająca się po całym wnętrzu potęgowała dodatkowe skurcze próbując wydoić go do ostatniej kropli. Nigdy nie czułam tak męskiego nasienia, wydawało mi się, że mam je w żołądku.

    Facet kiedy skończy natychmiast wyszedł ze mnie po czym warknął do kolegów

    – pokażcie taj małej kurwie jak rżnie prawdziwy facet!

    Pozostała czwórka była już dobrze nakręcona.

    Kolejny podszedł do mnie i jedną ręką przerzucił na brzuch. Jedynie co poczułam, tak jak z mojego dziurska chlusnęła na łóżko ogromna ilość spermy. Było jej strasznie dużo, pode mną była wielka i gęsta plama spermy, która nie była w stanie wsiąknąć w prześcieradło. Oblepiała moje łydki i kolana.

    – Wypnij się suko! wrzasnął – pokaż swoje rozkurwione dziursko! Wypinałam się jak tylko mogłam.

    – Rozszerz ją rekami i błagaj żebym Cię zerżnął!

    W pozycji na pieska nie było to łatwe, oparłam głowę w prześcieradło i paluszkami próbowałam otworzyć wejście do pochwy. Moje palce ślizgały się bo cały czas wypływała z wnętrza sperma poprzedniego kolegi. Moja cipka tak bardzo była otwarta, że czułam w jej wnętrzu chłód powietrza.

    Facet złapał mnie za odchylone do tyłu dłonie po czym nadział na kutasa. W tej pozycji czułam, że za chwilę mnie rozerwie. Kolejne pchnięcia powodowały, że traciłam zmysły.

    – Błagaj abym Cię zalał! chcesz suko mojej spermy?

    – Tak proszę! Zlej się głęboko, moja cipka jest płodna i chce Twojej spermy.

    – Ty mała kurwo? jaka jest Twoja cipa!

    – Jest płodna i chce waszych czarnych kutasów, zalej mnie Ty czarny kutasie!

    Te słowa go załatwiły. Momentalnie przyśpieszył i za chwilę zaczął pompować zawartość swoich jaj. Sperma rozbryzgiwała się dookoła gdyż nie była już w stanie pomieścić się w moim łonie.

    Wyszedł ze mnie, złapał  za kucyka, pociągnął do siebie i kazał wyczyścić kutasa.

    – Lizałam go jak opętana. Miałam wrażenie, że jego sperma smakuje zupełnie inaczej niż ten mojego męża czy podczas pierwszego sexparty. Może to dieta, a może geny. W każdym bądź razie chciałam więcej i tak się stało.

    Koło nas pojawił się kolejny wygłodniały czarny samiec. Złapał mnie za ręce i podniósł na swoje barki. Nie wiedziałam co chce ze mną zrobić. Załącz lizać moje ulepione w spermie ciało, a następnie nabił na kutasa. W takiej pozycji nikt jeszcze mnie nie rżnął. Czułam się jak mała zabawka nabita na kutasa. Kiedy zaczęłam się z nim całować czułam na jego języku smak spermy. Podobało mi się to.

    Spojrzałam mu w oczu i krzyknęłam – gwałć swojego króliczka. Facet ugiął nogi i z impetem zaczął rżnąć. W pewnym momencie przy nas pojawił się kolega. Myślałam, że przejmie mnie na swojego kutasa, on natomiast bez żadnego uprzedzenia i przygotowania wepchnął swojego wielkiego penisa w moją dupkę. Dosłownie zasikałam się z bólu, dopiero po jakiejś chwili ocknęłam się, a oni ciągle mnie posuwali. Bólu już nie było, pojawiała się kolejna fala orgazmu. Nie miałam już wpływu na swoje ciało, po prostu było zaspokajane przed dwa wielkie czarne kutasy. Pozostałe bodźce zostały wyłączone, czekałam tylko kiedy napłynie kolejny orgazm. Czas nie miał już miejsca więc nie wiem czy trwało to chwile czy może kilkanaście minut. Kiedy ten w dupce zaczął charczeć, zaczęłam wykrzykiwać

    – Dajcie mi Waszej spermy. Zalejcie obydwa dziurska! Będę na zawsze waszym króliczkiem do jebania. Waszą małą, białą suką do opróżniania jaj.

    – Panom kolejny raz spodobała się moja inicjatywy. Już po chwili moja dupa była zalewana świeżą spermą. Dosłownie za moment czułam skurcze drugiego kutasa. Byłam totalnie wykończona. W momencie kiedy ściągnęli mnie z siebie na ich nogi rozlał się strumień spermy.

    Kazali mi klęknąć i wszystko zlizać. Na czworakach z przygniecioną do podłogi twarzą spijałam spermę. Panowie wiwatowali i klaskali.

    – Tylko prawdziwe suki wylizuje spermę po swoim psach!

    Byłam totalnie upokorzona i jednocześnie szczęśliwa. Nogą dopychali moją twarz abym wszystko wylizała. Wypiętą w tej pozycji cipę wykorzystał ostatni facet. Wszedł w nią jak w masło, była już rozerwana do granic możliwości. Posuwał mnie trzymając moją głowę w kałuży spermy. Miałam nią pokrytą całą twarz i włosy. W zasadzie nie miałam zakamarka już ciała, której nie pokrywała biało przezroczysta maź.

    Facet coraz mocniej zaczął mnie rżnąć. Nie byłam w stanie utrzymać się na kolanach. Dociskając do podłogi ześliznęłam się na brzuch i teraz zaczął mnie posuwać na leżąco. Czułam dookoła zapach spermy. Pracujący we mnie kutas znów sprawiał, że zaczynałam odlatywać

    – Zapłodnij mnie! Proszę, zapłodnij mnie! krzyczałam

    – Ty głupia suko, co chcesz?

    – Chce być zapłodniona przez prawdziwego faceta, proszę zalej mnie. O tak! rżnij mnie, nie przestawaj!

    Złapał mnie brutalnie za włosy i zaczął dobijać. Nie mogłam złapać powietrza, chyba już w bezdechu zaczęłam drżeć i przyjmować kolny orgazm. Nawet nie wiedziałam kiedy zostałam zalana.

    Leżałam tak dłuższą chwilę w ogromnej kałuży spermy. Z cipki sączyła się na podłogę rzeka spermy. Byłam spełniona, zadowolona. Czułam się na prawdę szczęśliwa.

    Kiedy wstałam ich już nie było, na łóżku leżał jedynie piękny bukiet czerwonych róż. Poszłam do łazienki, a tam już czekała na mnie gorąca kąpiel. Nawet nie słyszałam kiedy Panowie to przygotowali. To był cudowny dzień i noc.

    Leżąc w wannie masowałam swój brzuszek i łono. Wiedziałam, że najprawdopodobniej mogę zostać mamusią i byłam z tego dumna.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamila Maj
  • Sobotnia imprezka

    W piękne piątkowe, sierpniowe popołudnie, kiedy po pracy i ogarnięciu domowych spraw, zasiadłam w domu przed telewizorem i postanowiłam oddać się błogiemu lenistwu mając w perspektywie weekendowy odpoczynek, zadzwonił telefon. Dzwonił kolega Rafał z którym wiosną miałam okazję spędzić kilka upojnych randek. Potem nawał obowiązków spowodował, że nie miałam okazji na spotkanie i odkładałam kontakt z nim z tygodnia na tydzień. Ucieszyłam się bo wróciły wspomnienia tego przystojniaka i rozkosznych chwil jakie przeżyliśmy razem. Po krótkiej rozmowie zapytał czy mam w sobotę wolny wieczór? Urządza z trzema kolegami z pracy spotkanie w domu u jednego z nich i może chciałabym wraz z nim się wybrać a gdybym chciała to mogłabym wziąć ze sobą koleżankę. Miał być grill, piwo, wino i ogólnie wesoła zabawa i nie chcą żeby był to „samczy” wieczór. Pomyślałam, że to świetna okazja do tego aby odnowić znajomość a przy okazji nieco się rozerwać. Pomyślałam od razu o swojej koleżance Milence którą spotkałam kilka dni temu i napomknęła o tym, że z chęcią by się wyrwała w końcu gdzieś ”między ludzi”. Obiecałam Rafałowi skontaktować się z nią i oddzwonić. Milena ucieszyła się z propozycji i zgodziła się bez wahania. Miała już chyba naprawdę ochotę bo kiedy posłyszała, że będziemy we dwie z czterema facetami to aż zachichotała z radości. Oddzwoniłam do Rafała i umówiliśmy się że podjedzie po nas w sobotę około 18:00.

    Wiedziałam, że skoro czterech facetów szuka dziewczyn takich jak my do towarzystwa to nie po to żeby rozmawiać o pogodzie i po konsultacji z Mileną postanowiłyśmy dać im to czego oczekują. Obie nie lubimy bawić się w „mizianie” i lubimy „kuć żelazo póki gorące”. Postanowiłyśmy się ubrać niemal jak siostry bliźniaczki. Ja postanowiłam wybrać komplet czarnej koronkowej bielizny, szeroki pas do pończoch i czarne pończochy do pasa z szeroką koronką i szwem z tyłu. Milena postanowiła że wystąpi w czerwonej bieliźnie i czarnych pończoszkach. Do tego białe bluzki i mini spódniczki w kolorze ostrej czerwieni. Szpile obowiązkowo wysokie – w takich bucikach stopa układa się jak podczas orgazmu i przyznam, że kiedy patrzyłam na Milenę sama miałam na nią cholerną ochotę. Ostry makijaż na „kocie oczy”, usta i pazurki w kolorze burgund. Włosy w delikatnym nieładzie, tak jak wyglądają po chwili namiętnego zapomnienia. Rafał zjawił się zgodnie z umową i kiedy nas zobaczył widać było, że podziałałyśmy na jego wyobraźnię, bo niby szukając czegoś w kieszeni zauważyłyśmy jak musiał sobie „coś” tam poprawić.

    Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Spotkanie właśnie się zaczęło i po krótkim zapoznaniu z Krzyśkiem, Robertem i Danielem, sączyłyśmy z Milenką znakomite wino. Początkowo panowie starali się spoglądać na nasze twarze, ale w miarę upływu czasu coraz śmielej zerkali na resztę. Rozmowy i żarty schodziły również na coraz śmielsze tematy a atmosfera robiła się coraz luźniejsza. Nam również udzielił się wesoły nastrój a wino zrobiło swoje. Rafał trzymał się coraz bliżej mnie i coraz częściej czułam że zaczyna w nim wzbierać pożądanie, którego w końcu nie będzie mógł opanować. Pozostali panowie wykazywali zainteresowanie Milenką i widać było po niej, że bardzo jej się to podoba. Wyraźnie widziałam w jej oczach, że ten wieczór postanowiła wykorzystać do maksimum.

    Atmosfera powoli była coraz bardziej erotyczna i zapytałam Rafała czy nie zechciałby pokazać mi „gdzie jest łazienka”. Weszliśmy z tarasu do salonu a on zaproponował żebyśmy poszli na górę. Już na schodach złapał mnie za rękę i przycisnął mnie mocno do ściany. Całował moją szyję a dłońmi złapał mnie za pośladki, ściskając je i masując. Nie przerywając całowania gładził moje ciało w końcu położył dłonie na piersiach i powiedział patrząc prosto w oczy „chcę ciebie suko, nie mogłem się doczekać chwili kiedy będę mógł się z tobą znów kochać”. Weszliśmy do sypialni i już od progu zaczął rozpinać moją bluzkę i masować moje piersi. Czułam jak miękną pode mną nogi z podniecenia. Ściągnęłam z niego koszulkę i zaczęłam całować jego ramiona, tors i lizać jego sutki. Z trudem rozpięłam mu spodenki i przez materiał bokserek gładziłam jego krocze. Wiedziałam, że ma sporego kutasa, ale jego podniecenie sprawiło, że był nabrzmiały jak nigdy dotąd. Czułam zapach jego ciała pomieszany z delikatnym zapachem dezodorantu i wzbierało we mnie pragnienie aby dać mu maksimum rozkoszy. Uklękłam przed nim i w końcu mogłam ściągnąć jego bokserki. Jego kutas sterczał i był twardy jak maczuga. Delikatnie wzięłam go w dłoń i powoli zaczęłam ściągać napletek z żołędzi. Po dokładnym wylizaniu jąder i penisa wsunęłam sobie do ust tego cudownie pachnącego „lizaka”. On jednocześnie wziął moją głowę w dłonie i zaczął mi wsadzać go coraz ostrzej i coraz głębiej. Czułam jak jego jądra obijają się o mój podbródek a on ciężko dysząc ruchał bezceremonialnie dobijając kutasem głęboko do gardła. Po kilku minutach zwolnił tempo, wyjął go i wyszeptał „chodź dziwko, teraz pora na twoją rozkosz”. Rozkazał mi położyć się na łóżku na plecach. Przez chwilę, pochylając się nade mną, masował piersi i całował szyję po czym ściągnął moje majteczki i silnym ruchem rozchylił moje uda. Był przygotowany bo z szafki wyjął lubrykant i nałożył sporą ilość na moją dziurkę wsuwając jednocześnie do środka palce. Uwielbiałam to uczucie kiedy mi to robił wcześniej a teraz zapragnęłam poczuć jego maczugę w sobie. Czuł to i wiedział że tego pragnę. Położył się na mnie przyciskając ciałem do łóżka i nakierował główkę kutasa na moją norkę. Wiedział, że pierwsze włożenie trzeba zrobić powoli i delikatnie, ale kiedy tylko znalazł się w środku, podobnie jak w ustach, zaczął wsadzać go coraz gwałtowniej i głębiej. Był mistrzem ruchania, ogarniała mnie coraz większa ekstaza i pragnienie aby dać mu ujście jego pożądaniu. Po kilku minutach takiej ostrej jazdy poczułam jak zaczynają drżeć jego pośladki, wiedziałam że już za chwilę wystrzeli. Objęłam go mocniej i delikatnie podrapałam go pazurkami po plecach. Miałam wrażenie, że ma ochotę zaryczeć jak lew ale stłumił to w sobie i tylko gardłowo, przeciągle i głośno zamruczał, a ja poczułam jak w tym momencie jego pośladki napinają się w spazmatycznych skurczach a w środku poczułam kilka ciepłych strzałów i śliska sperma wypełniła mnie całkowicie. Jeszcze przez chwilę dyszał zanim doszedł do siebie i położył się obok ze zmrużonymi oczami. Dałam mu chwilę na uspokojenie oddechu i zaczęłam zlizywać resztki nasienia z jego kutasa który nie miał za bardzo ochoty opadać. Wstałam i stanęłam obok łóżka, postawiłam jedną nogę w szpilce na łóżku tak żeby widział dokładnie co będę robić i zbierałam palcami spermę spływającą po moich udach, oblizując dokładnie palce z każdej kropelki. Powiedziałam „jeszcze z tobą na dzisiaj nie skończyłam – pamiętaj”. „Teraz idę do łazienki doprowadzić się do porządku i schodzimy na dół do reszty gości. Musisz zadbać o moją koleżankę a Twoi koledzy muszą zadbać o mnie”. Uśmiechnął się tylko i powiedział „wiedziałem, ze jesteś niewyżytą suczką i uprzedziłem o tym kolegów” po czym ostentacyjnie zaczął masować swoją maczugę. Najwyraźniej jeden orgazm mu nie wystarczył i miał ochotę na dalsze ruchanko.

    Kiedy wyszliśmy z sypialni, na schodach posłyszałam, że reszta towarzystwa chyba przeniosła się w tym czasie do salonu. Nie myliłam się ale widok jaki ujrzeliśmy schodząc na dół mocno nas zaskoczył. Milena z uniesioną spódnicą i już bez majtek klęczała wypięta na kanapie, z głową i rękami na oparciu a Krzysiek lizał jej dziurkę. Jedną ręką ściskał jej kształtny tyłek a drugą rozgrzewał swojego kutasa. Robert z Danielem stali za oparciem i na zmianę podsuwali Milenie do obciągania swoje pałki. Na ten widok poczułam kolejny przypływ podniecenia. Przytuliłam się do Rafała i wyszeptałam „też tak chcę, pragnę być wyruchana przez ciebie i twoich kolegów – wszystkich na raz”. Uśmiechnął się, wziął mnie za rękę i podeszliśmy do reszty. Chciałam popatrzeć na ten cudowny widok bo Krzysiek właśnie wsadzał swoją pałę do dziurki Mileny a ta dziwka z rozkoszą w oczach obciągała na przemian dwa dorodne, dokładnie wygolone kutasy. Usiadłam na rogu kanapy i rozchyliłam nogi tak aby wszyscy mogli widzieć jak bawię się swoją dziurką. Panowie, zmiana, powiedział Rafał i zajął miejsce Roberta. Ten zaś podszedł do mnie i mruknął „widzę, że suczka już na górze się rozgrzała, to zabieraj się do roboty i zrób mi co najmniej tak dobrze jak zrobiłaś Rafałowi. Z ochotą zabrałam się za obciąganie jego pałki zerkając jak w tym czasie Krzysiek wyszedł z Mileny i położył się obok na kanapie. Milena usiadła na nim nadziewając się na jego maczugę. Ujeżdżała go powoli a w tym czasie Rafał podszedł do niej od tyłu i zaczął do jej dziurki wsadzać na dokładkę swojego kutasa. Milena na chwilę zatrzymała się żeby mu to ułatwić i kutas Rafała wszedł w nią na spółkę z kutasem Krzyśka. Teraz na przemian posuwali tą sukę a Daniel mógł korzystać do woli z jej wydatnych ust. Po dłuższej chwili Robert z Danielem, zamienili się i miałam okazję posmakować trzeciego kutasa tego wieczoru. Trzeba przyznać towarzystwo było doborowe i wszyscy mieli ochotę na długi i wyuzdany seks. Z każdą minutą nakręcałam się i w końcu powiedziałam Danielowi „kładź się chcę pojeździć konno”. Położył się posłusznie na dywanie a ja z radością dosiadłam jego kutasa okrakiem. Był wspaniały, wchodził głęboko i czułam każdy jego ruch w środku. Zapytałam Roberta „ masz ochotę  zerżnąć sukę na spółkę z kolegą?”. Bez wahania podszedł od tyłu i już po chwili czułam jak napiera swoim kutasem na moją dziurkę w której już rozgościł się kutas Daniela. Nie mogłam się tego doczekać. Dziurka po chwili nacisku ustąpiła i poczułam w sobie obydwa cudowne słodziaki. Podobnie jak Milenę mnie również posuwało dwóch przystojniaków i miałam ochotę piszczeć z rozkoszy. To niesamowite uczucie kiedy czułam jak wsuwają się na przemian takie okazy. Trwało to kilka minut i postanowiłam posmakować jeszcze kutasa Krzyśka i poczuć go w sobie na spółkę z kutasem Rafała. Wstałam i powiedziałam do Mileny „może cipeczko teraz my się zamienimy „zespołami”? Spojrzała na mnie swoimi wielkimi i błyszczącymi z podniecenia oczami i momentalnie siedziała już na Danielu a Robert wciskał się w nią ze swoją maczugą. Wciskał to mocno powiedziane, podobnie jak ja, miała już tak rozciągniętą dziurkę, że Robert po prostu się w nią wślizgnął. Posuwali ją fantastycznie a ona tylko jęczała i szeptała „mocniej kur..a!”. Rafał wyszedł z salonu a ja zabrałam się za obciąganie Krzyśkowi. Piękny i twardy kutas smakował wyśmienicie. Trzymał moją głowę w dłoniach i czułam, że może za chwilę już dojść ale na szczęście wrócił Rafał. Nadziałam się na siedzącego na kanapie Krzyśka tyłem do niego i z rozchylonymi udami powiedziałam do Rafała „dokończ z kolegą to co zacząłeś na górze”. Chyba tylko na to czekał, wsadził mi swoją maczugę a ja bezwiednie oddałam się już tylko odczuwaniu rozkoszy z ruchania. Czułam jak wślizgują się na przemian i nie mogłam się opanować. Jęczałam głośno i co chwilę wulgarnie żądałam żeby mnie ruchali mocniej. Po kilku minutach Wszyscy czuli już zmęczenie i panowie wstali i ustawili się w kółeczku a nam kazali uklęknąć w środku. Zapytałam Mileny czy ma ochotę na bukakke bo ja mam cholerną chęć. Wiedziałam że ta dziwka, podobnie jak ja, bardziej od bukakke lubi chyba tylko kąpiel w wannie pełnej spermy. Obciągałyśmy im na przemian i po kolei. Po dwa na raz i pojedynczo, waląc im konie kiedy nie były w naszych ustach i kiedy mieli już dokładnie wypolerowane pałki zaczęli się onanizować przy naszych twarzach a my cierpliwie czekałyśmy na gęstą i cieplutką nagrodę. Już po chwili pierwszy doszedł Krzysiek. Trysnął kilka razy na moja twarz i czułam jak jego nasienie ścieka powoli po czole i policzkach a Milena zaczęła zlizywać gęste mleczko. Nie omieszkała podzielić się ze mną tym co zlizała i w pocałunku dała mi skosztować nektaru. W tym momencie doszedł Robert i pięknym strumieniem spermy spuścił się na nas obie. Łapczywie zlizywałyśmy z siebie nawzajem jego pyszną spermę. Po nim przyszła kolej na Daniela. Miał wytrysk tak potężny że nie nadążyłyśmy zlizywać i jego sperma ściekała po całych naszych ciałach. Kiedy swojego kutasa nastawił Rafał powiedziałam „a ciebie kolego rezerwuję sobie na wyłączność”. Otworzyłam szeroko usta a on wycelował i kiedy już zaczął dochodzić wzięłam jego główkę w usta i poczułam jak wlewa się do nich pyszny kisielek. Trzymałam jego spermę w ustach rozkoszując się smakiem i tylko językiem zlizywałam ostatnie kropelki pojawiające się na czubku jego kutasa. Jej smak zawsze był lekko słodkawy i nie mogłam zdecydować się na połknięcie chcąc jak najdłużej delektować się rozkoszą. W końcu Rafał poklepał mnie delikatnie po policzku i z uśmiechem zaproponował żebym otworzyła usta i pokazała co w nich mam. Zrobiłam o co prosił po czym z błogością przełknęłam oblizując się.

    Dłuższą chwilę siedzieliśmy wszyscy na kanapie i mogłyśmy się potulić do tej „wspaniałej czwórki” komentując te upojne chwile. „Spisaliście się znakomicie, dobry z was zespół. Może byście chcieli mieć nas w swoim składzie?” zapytałam. Roześmiali się i skwapliwie przyznali, że z chęcią będą nas zapraszać do „współpracy”. Po kąpieli i doprowadzeniu się do porządku Rafał zamówił dla nas taksówkę a sam został pomóc kolegom ogarnąć dom po imprezie.

    Taksówkarz okazał się bardzo miłym i przystojnym facetem w średnim wieku ….. ale to dłuższa historia??

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marzena Trans
  • Naturysta

    Była połowa września. Zwodowałem swoją łódź na pobliskim jeziorze i wypłynąłem w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do zarzucenia wędek. Jezioro było wyludnione, bo sezon wczasowy już się skończył. Nastawiałem się na liny, więc roślinność wodna była najlepszą wskazówką, gdzie można się ich spodziewać. Znałem już to jezioro – nie było zbyt głębokie, przez co pas trzcin miał miejscami szerokość nawet 50 m, a z doświadczenia i literatury wiem, że liny kręcą się w pobliżu roślinności wodnej, zwłaszcza wśród kapelonów. Najłatwiej było dostać się do nich od strony wody, bo wprawdzie pomostów wędkarskich było dość sporo, ale akurat w miejscach, gdzie nigdy nie miałem jakoś szczególnie dobrych efektów. Dziś na jeziorze nie było zbyt wielu wędkarzy, co akurat bardzo mi odpowiada, bo lubię w spokoju i samotności skoncentrować się na wędkowaniu. Zapominam wtedy o całym świecie, o problemach w pracy, o sprzeczkach z żoną, mam taki czas na wyciszenie i odpoczynek. Zakotwiczyłem łódź w wytypowanym przez siebie miejscu i rozpocząłem wędkowanie. Niestety jak to często bywa, kilka godzin minęło bez większych efektów. Jakieś małe płoteczki, wzdręgi i leszcze podskubywały przynęty, ale ostatecznie nie udało się niczego konkretnego złowić. Znudzony brakiem brań, rozejrzałem się po jeziorze. Po drugiej stronie zobaczyłem faceta, który dopłynął łodzią do platformy niemającej połączenia z lądem, wysiadł na nią i zaczął się rozbierać. Nie zainteresowało mnie to zbytnio, bo ważniejsza była obserwacja spławików, żeby nie przegapić brania. Przez kolejne pół godziny ani nie drgnęły – jakby ryby odpłynęły, albo całkowicie przestały żerować. Zniechęcony, poskładałem wędki i zacząłem wiosłować w stronę miejsca, gdzie zostawiłem samochód z przyczepą podłodziową.

    W pewnym momencie kątem oka dostrzegłem tego faceta wychodzącego po kąpieli z wody na platformę i szczęka mi opadła! Był zupełnie nagi! Stanął w rozkroku tyłem do jeziora i chyba czekał na wyschnięcie. Byłem tak zaskoczony, że nie wiedziałem co mam zrobić. Odwróciłem się, ale ten goły tyłek działał na mnie przyciągająco jak magnes, więc mimo obawy, że koleś zobaczy jak się gapię, co chwila zerkałem i nie mogłem nad tym zapanować. W dodatku moja łódź zbliżała się coraz bardziej, bo po drodze do miejsca wodowania musiałem przepłynąć w pobliżu jego platformy, więc pokusa żeby patrzeć na golusieńki tyłek była jeszcze większa. Sam się dziwiłem, że ten widok tak bardzo na mnie podziałał – przecież w swoim życiu, w filmach, czy w necie widziałem tysiące gołych zadków, ale teraz przekonałem się, że na żywo to coś zupełnie innego. Siła rażenia była przeogromna! A gość niczego nieświadomy zwyczajnie sobie stał. A może nie? Może zrobił to specjalnie, widząc że zaczynam płynąć w jego kierunku wyszedł z wody nagi, żeby mnie zanęcić jak rybę? Kurwa! Teraz już zupełnie nie wiedziałem na czym stoję i co mam o tym wszystkim sądzić? Mogłoby się wydawać, że przy braku ludzi nad jeziorem, kąpiel nago jest czymś zupełnie zwyczajnym – po co kąpielówki, skoro nikt nie patrzy? Ale jak mam teraz postąpić? Przepłynąć obok i udawać, że nie widzę, albo że mnie to nie rusza, czy spróbować zagadnąć? A jeśli się wygłupię i okaże się, że to zwykły naturysta, w dodatku ortodoksyjny heteryk? Jeszcze rozgada wszystkim w okolicy, że interesują mnie męskie tyłki i łatki pedała już się nie pozbędę.

    Jednak z drugiej strony, jeśli ten pokaz był przeznaczony tylko dla mnie, to do końca życia będę żałował, że nie odważyłem się zagadnąć. Kurwa! Dziwicie się moim rozterkom? Fakt – od dwudziestu lat mam żonę i dotychczas byłem jej wierny, jednak nasze pożycie seksualne tak mi spowszedniało, stało się tak bardzo rutynowym i mało ekscytującym, że traktowałem je jedynie jak zwykłe pozbycie się napięcia. Już nie odkrywaliśmy niczego nowego, wszystko było przerobione dziesiątki razy. Nie było w naszym seksie dreszczyku emocji. Po prostu nuda. A fiutki zawsze mnie pociągały – lubiłem oglądać je na zdjęciach, w filmach i często w wyobraźni uprawiałem seks z facetem. Nawet miałem za sobą zabawy analne z użyciem palców i przeróżnych przedmiotów – uchwytów wkrętaków, rączek kielni itp., choć ostatecznie numerem jeden i moim ulubieńcem został muddler – tłuczek barmański ze stali nierdzewnej. Wielkość i kształt idealnie zastępuje zabawki analne, a można go trzymać wśród innych sprzętów kuchennych, nie wzbudzając podejrzeń co do jego prawdziwego zastosowania. W dodatku stal nierdzewna nie wchłania zapachów, więc po umyciu zabawka jest całkowicie bezpieczna. Z prawdziwym penisem nie było mi dane spróbować – z jednej strony nie miałem odwagi by poznać kogoś o podobnych zainteresowaniach, a z drugiej nie chciałem skrzywdzić swojej żonki, bo naprawdę ją kocham. Gdyby się dowiedziała, nie zniósłbym jej cierpienia i upokorzenia. Dlatego dotychczas starałem się panować nad pociągiem do przedstawicieli mojej płci.

    Tymczasem facet na pomoście schylił się po spodenki, wypinając w moją stronę obiekt który mnie tak bardzo zafascynował. Wypięte pośladki i zwisający pod nimi worek wyglądały przepięknie! A otoczona włosami dziura po prostu usztywniła mojego jednookiego węża. To przeważyło szalę! Klamka zapadła! Byłem już na tyle blisko i na tyle podekscytowany, że postanowiłem się odezwać:

    – Dzień dobry! I coś pan narobił?! – rzuciłem do podciągającego spodenki gościa, który z bliższej odległości wyglądał na jakieś pięćdziesiąt, może trochę więcej lat. Miał siwe włosy i odstający brzuch, ale nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu. Podobają mi się mężczyźni w każdym wieku.

    – Dzień dobry! A o co chodzi? – odpowiedział.

    – No świecisz pan gołą dupą, a człowiek się napatrzy i potem nie będzie mógł w nocy zasnąć! – ciągnąłem z uśmiechem.

    – Ale tu prawie nikogo nie ma. A poza tym to męska dupa.

    – A co to za różnica?! Goła dupa to goła dupa!

    – Naprawdę? To ci nie robi różnicy?

    – Jak jest ładna, to dlaczego ma robić?

    – Cóż – przepraszam jeśli ten widok cię oburza.

    – Nie powiedziałem, że oburza. Tylko, że takie coś utrwala się w pamięci i nie da się tego odzobaczyć. I że nie będę mógł zasnąć mając jej obraz przed oczami, bo wyglądała tak apetycznie.

    – Naprawdę tak ci się spodobała?

    – I te klajnoty, kiedy zakładał pan spodenki…

    – Trudno. Nic na to nie poradzę. A co z tym zrobisz to twoja sprawa.

    – Teraz to mogę zrobić tylko jedno – schować się w szuwarach i sobie ulżyć.

    – Powodzenia.

    – I proszę nikomu nie mówić o naszej rozmowie.

    – Ok. Nie ma sprawy.

    – Do widzenia!

    – Do zobaczenia.

    Było mi cholernie głupio – czułem jak się rumienię ze wstydu, ale nie powstrzymało mnie to przed przycumowaniem do kolejnego pomostu, gdzie wchodząc w głąb szuwarów znalazłem miejsce niewidoczne ani z brzegu, ani z jeziora. Trzciny wysokie na trzy metry stanowiły znakomitą zasłonę. Zdjąłem spodenki i gatki, uwalniając sztywnego penisa. Przymknąłem oczy, wspominając wypięty tyłek mojego niedawnego rozmówcy. Penis mi stwardniał najbardziej jak tylko mógł. Zacząłem się dotykać, jedną ręką pod jądrami, czasem głaszcząc też dziurkę, drugą delikatnie jeździłem wzdłuż trzonu, od czasu do czasu naciągając skórę napletka na główkę, Pojawiły się pierwsze krople preejakulatu, które rozsmarowałem na główce. Wyobraziłem sobie, że pieszczę dłońmi twarde półkule pośladków naturysty (cholera, nawet nie spytałem jak ma na imię), kciukami drażniąc jego rozetkę, całuję szyję, plecy, dołeczki nad pupą, moje dłonie gładzą umięśnione uda i łydki, zapędzają się w okolice krocza i dotykają obwisłego woreczka, wypełnionego podniecającymi orzechami, łapią lekko wzniesionego penisa i pieszczą go ruchami wzdłużnymi i okrężnymi. Wtedy nie wytrzymałem i doszedłem głośno przy tym jęcząc. Strugi gorącego nasienia strzelały wokół, oblepiając łodygi trzcin i zwisając z nich jak kwiaty leszczyny. Ufff! Ulżyło!

    Gdy lekko ochłonąłem, ubrałem się i wróciłem do łodzi. Odwiązałem cumę i odbijając od pomostu, rzuciłem okiem w kierunku naturysty. Leżał na plecach, znów bez gatek i zapamiętale trzepał kapucyna. No nie mogłem w to uwierzyć! Co go tak nagle podnieciło? – świadomość, że tak mi się podobał jego tyłek, czy może usłyszał moje walenie konia i jęki gdy dochodziłem? Albo tylko sobie wyobraził, że robię to myśląc o jego dupce. Starając się nie narobić hałasu wiosłami podpłynąłem, żeby przyjrzeć się z bliska całej sytuacji. Facet miał zamknięte oczy i walił konia nie bacząc na to, że przecież na otwartej platformie, nawet z daleka widać wszystko co robi. Zwłaszcza że niektórzy wędkarze używają lornetek do obserwacji spławiania się ryb, więc nawet siedząc na drugim brzegu, mogą stać się świadkami publicznego onanizmu. Pomyślałem, że przecież mnie też taki potencjalny obserwator widzi, jak przyglądam się robótkom ręcznym, ale byłem tak bardzo podjarany, że olałem wszystko, zafascynowany bordową główką pojawiającą się raz po raz nad zaciśniętą wokół penisa dłonią. Żałowałem, że to nie moja dłoń, ale nic na to nie mogłem poradzić. Widok serii wytrysków na klatę i jęki im towarzyszące podnieciły mnie do tego stopnia, że mój penis znowu był twardy i gotowy. Akurat wtedy facet usiadł i jeszcze lekko nieprzytomnym wzrokiem rozejrzał się dookoła. Gdy mnie dostrzegł, uśmiechnął się nieśmiało i rzucił niepewnie:

    – Wybacz. Musiałem to zrobić.

    – Żeby mi to było ostatni raz! – starałem się zabrzmieć groźnie – następnym razem ja się nim zajmę! Ok?

    – Ok. Czyli kiedy?

    – Spójrz na moje spodenki – zaraz!

    – Ale ja nie…

    – Chodź, znalazłem odpowiednie miejsce – powiedziałem dopływając łodzią do jego platformy.

    – Płyń, ja dopłynę swoją.

    – Ok. Tylko się pospiesz, bo jestem na ciebie napalony jak emeryt na trzynastą emeryturę.

    Wróciłem tam gdzie moja sperma przyozdabiała trzciny, a po chwili usłyszałem dźwięk dobijającej łodzi.

    – Jestem Marek – podałem mu dłoń, gdy odnalazł mnie wśród szuwarów.

    – A ja Andrzej. I jak to sobie wyobrażasz? – wskazał na moje wypchane spodenki.

    – Zrzućmy to z siebie – powiedziałem, zdejmując wszystko. Andrzej zrobił to samo. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście – stał przede mną nagi, z malutkim, skurczonym po orgazmie fiutkiem zwisającym nad dość dużym worem. Nie golił okolic intymnych, podobnie zresztą jak ja. Bardzo mi się podobał ten busz. Wyglądał tak męsko. Spojrzałem na jego twarz – miał wzrok skupiony na moim twardym, wygiętym w górę penisie. Zastanawiałem się, co też mu po głowie lata?

    – Chcesz dotknąć, to się nie krępuj – zachęciłem go.

    – Nie wiem. Nigdy tego nie robiłem – odpowiedział niepewnie.

    – Co ty pierdolisz? Robiłeś to przed chwilą! Wszyscy na jeziorze widzieli!

    Uśmiechnął się i dotknął mojej pały. Zacisnąłem jego dłoń na swoim fiucie i poruszyłem nią lekko. Wciąż się lekko krępował. Bardzo podniecała mnie ta nieśmiałość. Zacząłem całować jego szyję, klatę, ssać sutki, dłońmi obściskując cudowny tyłeczek. Jeszcze niedawno mogłem tylko o nim marzyć – teraz wszystko było w moich rękach. Obawiałem się spłoszyć Andrzeja, więc na razie nie zbliżałem palców do czarodziejskiej dziurki. Po kąpieli jego ciało pachniało świeżo, przesiąknięte zapachem wody z jeziora. Głaskałem go po plecach i znów wracałem do pupy. Wzywała moje dłonie przedziwnym magnetyzmem. Ściskałem twarde pośladki, wciąż jeszcze nie do końca wierząc w swoje szczęście. Wreszcie postanowiłem popracować bardziej nad jego podnieceniem, a zarazem spełnić swoje marzenia. Kucnąłem, całując wydatny brzuch, podbrzusze, pachwiny, jajka, by na koniec wciągnąć do ust sflaczałego pisiorka. Pachniał i smakował jeszcze świeżą spermą, więc byłem zachwycony. Lizałem go językiem wewnątrz ust, przyciskałem do podniebienia, naciągałem i odciągałem skórę z żołędzi. A on we mnie rósł i twardniał, nabierał samczej potęgi. Rozpierała mnie jego objętość, ale także duma, że naprawdę potrafię podniecić faceta.

    Pomyślałem, że to jest optymalny moment, żeby zająć się pieszczeniem rozetki. Naśliniłem środkowy palec i zacząłem nim delikatnie masować zewnętrzną stronę zwieracza. Czułem jaki jest spięty, ale wytrwale drażniłem go, nie przestając obciągać kutasa. Kiedy tylko poczułem, że napięcie zwieracza spadło, wsunąłem lekko palec, nie zagłębiając się zbytnio. Chciałem, by Andrzej poznawał te przyjemności sukcesywnie. Bawiłem się więc, pieszcząc tym razem zwieracz od środka. Penis w moich ustach był już twardy jak stal. Wsunąłem palec głębiej, szukając prostaty. Andrzej jęknął, gdy ją namierzyłem. Wsuwałem i wysuwałem palec, opuszkiem drażniąc męski punkt G. Drugą dłonią pieściłem jajka. Na moim języku pojawiało się coraz więcej słonej substancji wyciekającej z lizanego penisa. Uda Andrzeja zaczynały drżeć, a biodra próbowały wyruchać moje usta. Pozwoliłem mu wbijać się w nie coraz głębiej i coraz szybciej. Jeszcze kilka spazmatycznych ruchów i poczułem drgania prącia, wtłaczającego spermę do moich ust. Andrzej sapał i jęczał z rozkoszy. Jednocześnie z każdą salwą zwieracz zaciskał się na moim palcu, co odbierałem z wielką satysfakcją, jako potwierdzenie ogromnej przyjemności doświadczanej przez mojego kochanka. Ssałem jego penisa, nie pozwalając żadnej kropli na opuszczenie moich ust. Chciałem się nacieszyć smakiem spermy i spić śmietankę do końca. Rozpierało mnie szczęście, że mogłem spełnić swoje marzenia o nieskrępowanym seksie z facetem i wreszcie odmienić coś w swoim nudnym pożyciu. Mógłbym go tak ssać godzinami, taki byłem podekscytowany!

    – Ja pierdolę! To było coś niesamowitego! Najlepszy orgazm, jaki miałem! I ten palec w dupie! – wysapał Andrzej – Nie spodziewałem się tego płynąc tu za tobą! Myślałem, że zrobisz to ręką, tak jak obiecałeś.

    – Przepraszam, że cię zawiodłem – odpowiedziałem uśmiechając się.

    – No co ty? Ale ja chyba nie dam rady odwdzięczyć ci się w ten sposób – trochę się brzydzę wziąć do ust czyjegoś penisa – powiedział ze skruchą.

    – Wiesz co? Ja już jestem szczęśliwy, że dałeś mi swojego. Jak popieścisz mnie ręką – też będzie miło, ale najlepiej jakbyś pozwolił mi wejść w swoją dziurkę, to i ty będziesz miał z tego frajdę.

    – Jaką?! Przecież to boli!

    – To jest takie bezsensowne gadanie tych, co nigdy nie próbowali. Bolało cię jak włożyłem palec?

    – Nie. Było całkiem miło.

    – I będzie jeszcze bardziej. Uwierz mi! Zrobię to tak, że będziesz czuł tylko przyjemność. Ok?

    – Dobrze. Spróbuję, ale jak będzie bolało, to przerywamy!

    – Nie będzie. Zobaczysz!

    – To jak to zrobimy?

    – Na pieska. Ustaw się na czworaka, a ja cie przygotuję.

    Gdy to zrobił, przez chwilę napawałem się widokiem jego przepięknego tyłka wypiętego w moją stronę, pieszcząc dłonią zwisające jajka i miękkiego fiutka. Zacząłem całować jego plecy, pośladki i rowek pomiędzy nimi. Przy okazji mocno pośliniłem zwieracz i zacząłem go pieścić – tak jak poprzednio – jednym palcem. Po chwili wsunąłem palec głębiej w rozluźniony zwieracz i niespiesznie przyzwyczajałem dziurkę Andrzeja na przyjęcie kolejnego. Gdy w środku były już dwa, zapytałem:

    – Boli?

    – Nie, jest całkiem ok.

    Dałem jeszcze zwieraczowi czas na przywyknięcie, bawiąc się jajkami i trochę powiększonym kutasem. Trzeci palec także wszedł bez problemu. Cały czas pilnowałem aby nie brakowało nawilżenia, regularnie śliniąc otwór. Tak bardzo mnie podniecał widok palców w tym prześlicznym tyłeczku, że już tylko resztką sił powstrzymywałem się przed ostrym wtargnięciem w czeluść jego odbytu. Wreszcie nadszedł upragniony czas, gdy byłem na sto procent pewien, że moja pyta nie sprawi Andrzejowi bólu podczas penetracji, więc wyjałem z niego palce, a do rozciągniętego otworu przyłożyłem poślinioną jeszcze dla pewności główkę mojej pałki. Naparłem lekko, wsuwając się samą końcówką.

    – Boli?

    – Nie. Wsuń głębiej.

    Wszedłem do końca.

    – I jak? Wytrzymasz?

    – Jest ok. Dam radę.

    Chwilę odczekałem, bardziej samemu chcąc przywyknąć niż dla komfortu Andrzeja, bo on był już dobrze przygotowany. Natomiast mnie dopadła niepewność – jak długo dam radę wytrzymać? Bo choć niedawno sobie raz ulżyłem, to teraz podniecenie sięgało zenitu! Powoli zacząłem go posuwać, raz za razem wchodziłem do samego końca, czasem przerywając, by okrężnymi ruchami dostarczyć więcej wrażeń jego prostacie. W miarę czasu prędkość i siła moich pchnięć rosły. Chwyciłem jego penisa – był już całkiem twardy i zacząłem mu walić. Andrzej sapał i jęczał z rozkoszy, zaskoczony intensywnością odczuwania przyjemności płynącej z penetracji analnej. Po krótkiej chwili szczytował kolejny raz, zachlapując strugami spermy deski pomostu i trochę moją dłoń. Zrobiłem sobie małą przerwę, żeby oblizać ospermione palce i ponownie zacząłem go ruchać. Nie trwało to długo, bo byłem megapodjarany. Rycząc jak jeleń na rykowisku spuściłem się w środku, bo zawsze marzyłem o takim zakończeniu seksu z facetem. Było bosko! Nie posiadałem się ze szczęścia!

    Jednak pomimo wytrysku czułem, że to jeszcze nie koniec. Wciąż byłem twardy i podniecony! Wyszedłam na chwilę z jego norki, pozwalając na wycieknięcie z niej mojego nasienia. Spłynęło strużką po jajkach Andrzeja i skapywało na pomost. Wszedłem ponownie w rozwarty otwór i bez zbytniego pośpiechu zacząłem kolejne ruchanko. Teraz byłem pewien, że nie skończę zbyt szybko. Spokojnie wbijałem się raz za razem. Po jakimś czasie zmieniliśmy pozycję – chciałem patrzeć w oczy Andrzeja, kiedy jest ostro dymany – widzieć jego twarz i rysujące się na niej odczucia. Położył się na plecach, a ja unosząc jego nogi i opierając łydki na swoich ramionach, wprowadziłem penisa w gorącą dupkę. Posuwałem go najpierw powoli, ale wraz ze wzrostem rozkoszy przyspieszyłem, by w końcu kolejny raz osiągnąć nirwanę i wlać w niego resztkę spermy. Opadłem na wydatny brzuch i klatę, ciężko dysząc i wtulając się w gorące ciało. Leżałem tak przez kilka chwil, by wreszcie ochłonąć i uwolnić Andrzeja od swojego ciężaru.

    – Bolało? – zapytałem.

    – Nie. Ale teraz boli.

    – Co cię boli? – nie mogłem uwierzyć.

    – Że dopiero w tym wieku poznałem takie rozkosze. Tyle lat zmarnowanych! Nie mogłeś pojawić się wcześniej? – zażartował.

    – Jeśli tylko będziesz chciał, to obiecuję że nadrobimy te wszystkie lata.

    – Chcę! I jeszcze dużo więcej!

    – Cieszę się! Będziesz tu jutro?

    – Nic mnie nie powstrzyma!

    – Andrzej?

    – Tak?

    – Mogę cię pocałować?

    – Nigdy nie robiłem tego z facetem, ale dzisiaj dużo się zmieniło.

    Całowaliśmy się jeszcze dobrych kilka minut, by wreszcie się rozstać. Obiecał mi, że postara się przemóc swoją niechęć i spróbuje zrobić mi dobrze po francusku. Już się nie mogę doczekać. Chętnie też oddam mu swoje dziewictwo. Jestem zdecydowany i megapodjarany.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1

    Dajcie znać, czy sie podobało?