Category: Uncategorized

  • Wieczor

    Wieczór

    To był zwykły wieczór – taki, jakich mieliśmy już wiele, po całym dniu pracy, ja leżący w łóżku wpatrując się w nicość monitora. Moje myśli wędrowały w miejsca, które zapominałem po chwili. Wszystkie on jednak kręciły się wokół tego samego tematu – mojej żony i naszej rozmowy. Wcześniej tego dnia zaczepiłem ją:

    – Kochanie, może się dziś mną zajmiesz? Tęsknię za Tobą – powiedziałem nieśmiale.

    – Za mną, czy może za tym, co Ci zrobię? – zapytała patrząc mi prosto w oczy? W jej wzroku zauważyłem zaciekawienie, połączone z nutką zabawy oraz ten specyficzny błysk, mówiący słowa niewypowiedziane.

    – Za Tobą, gdy robisz ze mną, co chcesz – odpowiedziałem odważnie.

    – Co chcę? A skąd wiesz, co chce z Tobą robić? Może nie mam ochoty na nic konkretnego, tylko się przytulić i zasnąć tak, jak zwykle? – zawtórowała mi zaczepnie.

    – Myślę, że możesz mieć ochotę na coś więcej – odpowiedziałem z nadzieją.

    – Nie. Nie mam ochoty na nic więcej, jestem zmęczona i nie mam nastroju.

    – Więc może zajmiesz się mną i w trakcie przyjdzie Ci ochota? – brnąłem dalej w tej niejasnej argumentacji, łudząc się, że trafi na podatny grunt.

    – hmm… nic nie obiecuję, – a po namyślę dodała – a może jednak coś Ci obiecam, ale to wcale nie musi być przyjemne – a wzrok mojej ukochanej mówił to, na co miałem nadzieję.

    – obiecuję Ci, że jak zacznę się Tobą zajmować, to zanim skończysz, zanim skończysz Ty, bo ja nawet nie zamierzam zaczynać, zanim z Tobą skończę, będziesz błagać – powiedziała pewnym głosem, z nutką złowieszczości.

    – to groźba czy obietnica – chciałem rozluźnić atmosferę rozmowy.

    – sam sobie odpowiedz na to pytanie. A teraz dość rozmowy, muszę zająć się innymi sprawami. Wieczorem wrócimy do tematu. – urwała.

    Leżąc w łóżku, myślami wracałem do tej rozmowy, zastanawiając się, co takiego może a co nie może się wydarzyć. Po kilku minutach moja miłość przyszła do sypialni. Zdawała się nie być zainteresowana mną i poszła prosto do łazienki, która sąsiadowała z naszą sypialnią.

    – idę wziąć prysznic, po całym dniu choć tyle mi się należy – żona powiedziała w moim kierunku.

    Zaczęła się rozbierać, powoli jakby od niechcenia. Patrzyłem na nią, na jej kobiece kształty, na piękne pełne piersi, które tak kocham pieścić, całować, dotykać. Gdy nachyliła się, spojrzałem na jej długie, szczupłe nogi i pupę. Tyle fantazji kręciło się wokół tych cudownych pośladków. Patrząc na moją żonę, gdy znikała w łazience, mój penis zaczął rosnąć z podniecenia. Ona jakby tego nie zauważając zamknęła drzwi i odkręciła wodę pod prysznicem.

    Po chwili jednak otworzyła drzwi i stanowczym, ale spokojnym głosem powiedziała:

    – załóż „dziadka” i bądź gotowy.

    Nic więcej nie musiała mi mówić. „Dziadek do orzechów”, z resztą nie pierwszy w naszej kolekcji zabawek, to sprytne narzędzie tortur. Dwie płytki akrylowe połączone zawiasami i śrubkami z dwoma otworami – jednym większym, przez który wkładałem penisa i jądra, drugi mniejszy otwór, przez który przechodził tylko penis. Zamykając płytki, między nimi jądra mogły być ściskane za pomocą śrubki „motylka” i powodować ból dowolnej intensywności. Często bawiliśmy się tą zabawką – dziś miało być nie inaczej, a może jednak?

    Założenie „dziadka” przyszło mi z nie lada trudnością – moje jądra pełne, nabrzmiałe nie chciały wejść przez większy otwór, dopiero po kilku próbach udało mi się włożyć oba, zamknąć narzędzie tortur i dokręcić śrubkę – nie za mocno, ale wystarczająco, aby poczuć ucisk w podbrzuszu.

    Mój penis zareagował natychmiast, nabrzmiał, urósł i stwardniał czekając na dalszy ciąg wydarzeń.

    Po kilku minutach żonka wyszła z łazienki, otoczona zapachem perfum i wonnych kremów. Jej widok wprowadził mnie w osłupienie. Moje kochanie miało na sobie czerwoną, satynową koszulę nocną, tę, którą dostała w prezencie ode mnie na urodziny. Na nogach pończoszki samonośne, ciemne, podkreślające kształt jej cudownych nóg. A na stopach szpilki, czarne, lśniące, na widok których moje podniecenie rośnie w nawet najbardziej nieodpowiednich momentach. Jej ciemne, długie włosy, jeszcze lekko mokre po kąpieli, delikatnie opadały na jej delikatne ramiona.

    – podoba Ci się, co widzisz? – żona zapytała zalotnie, nie ukrywając zadowolenia z własnego wyglądu.

    – o tak, zdecydowanie – odpowiedziałem a uśmiech nie znikał z mojej twarzy – Wyglądałaś zjawiskowo!

    Patrząc na moją drugą połówkę kompletnie zapomniałem w jakim stanie jestem – goły z penisem sterczącym do góry, z „dziadkiem” ściśniętym na moich jądrach.

    – świetnie! Ale nie myśl, że coś z tego dziś będziesz miał! – podpowiedziała, i w jej oczach zobaczyłem ponownie ten błysk w oku, który widziałem wcześniej, tego samego dnia.

    – powiem Ci co zrobimy. Opowiem Ci ze wszystkimi szczegółami, jak będzie wyglądać nasze spotkanie z Nim. Powiem Ci od początku do końca co się stanie, co będzie się działo z Tobą, co on będzie robić ze mną i być może też z Tobą. Ale aby nie było Ci zbyt łatwo i przyjemnie, wprowadzam trzy zasady:

    1. nie dotykasz penisa, mimo, że tak bardzo byś chciał.

    2. nie prosić mnie o dotykanie go, nie licz na sex dziś, nie ma na to szans!

    3. będę Ci opowiadać, rozbudzę Twoje fantazje do granicy, ale za każdym razem, gdy będziesz chciał usłyszeć więcej, posłuchać, co mam do powiedzenia, będziesz prosić o mocniejsze podkręcenie „dziadka”. Będziesz czuć ból i tylko ból, no i podniecenie, bo jesteś pokręconym zboczeńcem, którego kręcą mocne doznania, prawda kochanie?

    Te ostatnie słowa wypowiedziała takim zalotnym, niewinnym głosem, choć ich treść była tak złowieszcza.

    Nie zastanawiałem się długo, przytaknąłem.

    – aha, jeszcze jedno, masz teraz wsadzić sobie do tyłka tego sztucznego penisa – wyciągnęła z szuflady różowe dildo, średnich rozmiarów i przystawiła je do mojej buzi.

    – otwórz gębę i poliż głęboko, to jedyne nawilżenie – twoja ślina.

    Posłusznie otworzyłem usta a ona wsadziła mi penisa głęboko do gardła. Próbowałem ssać i lizać sztucznego fallusa. Gdy skończyłem żona powiedziała pewnym głosem:

    – weź go w rękę i wsadź sobie w dupę. Zrób to samemu i to szybko. Brzydzę się to robić za ciebie.

    – wsadź go głęboko i tylko spróbuj go wypuścić z tyłka. Ma tam siedzieć i masz go czuć mocno!

    Zrobiłem dokładnie to. Poczułem lekki ból w odbycie, kiedy główka dildo rozwarła moją dziurkę a potem uczucie pełności, gdy całe dildo weszło we mnie.

    – i jeszcze jedno – powiedziałaś – załóż na podstawę twojego chuja tę gumkę – pokazując na cienki gumowy krążek. Twój chuj ma stać na baczność, wiem, że kręci cię ból, ale nie chcę abyś sflaczał, gdy doznania będą zbyt „intensywne”.

    Posłusznie założyłem gumowy krążek na penisa. Odpływ krwi z mojego członka został zablokowany, na jego powierzchni pojawiły się widoczne żyłki a on sam stał twardo do góry.

    – od jakiegoś czasu planuję naszą rocznicę – zaczęła – wyjazd do tego hotelu, o którym mówiłam ci nie jest przypadkowy – kontynuowała.

    – poznałam przez neta pewnego gościa, który świetnie nada się do tego, co chcę zrobić. Mówiłeś mi już wiele razy, jak to byś chciał abym pieprzyła się z obcym facetem przed twoimi oczami. Chciałeś abym zrobiła z ciebie „rogacza” – co za żałosne określenie. Ale pasuje w sumie do ciebie. Sam jesteś żałosny, spójrz na siebie, jajka w zgniataczu, chuj w tyłku i tylko czekasz, na mój kolejny krok zboczeńcu.

    Gdy zaczęła mówić poczułem ukłucie, takie dziwne uczucie upokorzenia, połączone z podnieceniem i zmieszane ze wstydem. Jedyne co potrafiłem w tym momencie z siebie wykrztusić to krótkie:

    – tak, to prawda…

    Ona się tylko zaśmiała.

    – wiem, że to prawda, znam twoje perwersyjne fantazje, wiem jakie zboczone rzeczy cię kręcą i do czego zwalasz konia, gdy mnie nie ma.

    Mówią to pochyliła się nad moim sterczącym penisem, jej usta dosłownie centymetry od jego główki.

    – chciałbyś abym go polizała, wzięła do buzi?

    – tak bardzo! – Odpowiedziałem z nadzieją w głosie. Byłem podniecony i upokorzony i uwielbiałem każdą chwilę tego stanu.

    – nie ma mowy! – i w tym momencie przykręciła o 3 obroty śrubkę u podstawy „dziadka”. Moje jądra znalazły się w nieubłaganym uścisku akrylowej zabawki, narzędzia tortur. Moje ciało wygięło się w bólu, cały świat skurczył się to tego jednego uczucia w podbrzuszu.

    – widzę, że „dziadek” daje efekty, to dobrze, przyzwyczaj się do tego, to dopiero początek.

    Po czym przekręciła śrubkę jeszcze jeden raz, po czym sięgnęła po otwartą butelkę i nalała sobie pełną lampkę czerwonego wina. Wiesz, że gdy się lekko napiję mam ochotę na zabawę. Otóż tego wieczoru będę bardziej niż lekko wstawiona – powiedziała z wyraźnym uśmiechem na ustach.

    – wyobraź sobie, pokój, duże małżeńskie łóżko i obok twarde drewniane krzesło. Twoje miejsce to będzie właśnie to krzesło, a na krześle będzie przyczepione dildo z przyssawką. Większe niż masz teraz w dupie.

    – każę ci usiąść na tym krześle tak, abyś nabił się na tego sztucznego penisa całym ciężarem twojego nędznego ciała. Ty oczywiście posłusznie to zrobisz, następnie założysz na jaja tego „dziadka”. Tak, tak, będziesz stymulowany tego wieczoru jak nigdy wcześniej. Założę ci „dziadka” a następnie zwiąże ręce z tyłu krzesła. Tego dnia nie będziesz mógł nic robić tylko patrzeć.

    – podkręcę „dziadka” trochę tak abyś w bólu patrzył na moje przygotowania. Założę tę czarną mini, którą tak lubisz, pas do pończoch, pończochy i szpilki, do tego mocny makijaż. Będę wyglądać wyjątkowo dobrze, może nawet zjawiskowo.

    – w umówionym momencie On zapuka do drzwi. Otworzę i On zobaczy dwie rzeczy. Najpierw mnie – gotową na zabawę, potem ciebie – uwiązanego do krzesła, psa. Ciekawe co sobie pomyśli, jak sądzisz?

    – nie wiem. – odparłem i od razu wiedziałem, że to zła odpowiedź.

    – to się zastanów i powiedz! Krzyknęła i ścisnęła płytki „dziadka”. Poczułem potężne ukłucie bólu, które odebrało mi oddech.

    – pomyśl, jak cudownie wyglądasz, jak świetnie będzie Cię zerżnąć a jednocześnie pomyśli, jakim żałosnym typem jestem, może nawet zrobi mu się mi żal – odpowiedziałem jednym tchem, słowa same wypłynęły ze mnie jakby na zawołanie, czekające tylko na wyzwolenie.

    – żal? Nie. Jedyne co sobie pomyśli o tobie, to, że sam chciałeś znaleźć się w tym położeniu i że musisz być niezłym popaprańcem, aby coś takiego zrobić, albo lepiej – aby dać sobie coś takiego zrobić. – odparła z przekonaniem i pogardą w głosie.

    – ja klęknę przed nim i rozepnę mu rozporek, wyciągnę jego chuja i włożę sobie do ust, tak jakbyś ty chciał teraz abym ci zrobiła. Będę ssać jego członka długo i mocno, patrząc ci prosto w oczy, będziesz widzieć moje podniecenie i ekscytację. I wiesz co zrobię potem?

    – nie, powiedz mi – odparłem.

    – poproś – powiedziała spokojnie.

    – proszę, opowiedz mi… – odpowiedziałem.

    – już ci mówię, ale najpierw… – ręką sięgnęła „dziadka” i przekręciła śrubkę o pełny obrót.

    Znów na moment straciłem oddech, ucisk w jądrach wzmógł się, nie czułem już podniecenia tylko ból. Ale mój penis stał na baczność w uścisku, który nie pozwalał nawet na chwile o sobie zapomnieć.

    – po tym, jak skończę robić mu loda, podejdę do ciebie, przykręcę „dziadka” tak, jak właśnie zrobiłam i pocałuję cię. Chcę abyś poczuł smak jego kutasa, z resztą nieostatni raz tego wieczoru. Wiesz, jaka będę nakręcona, podniecona. Następnie wrócę do łóżka. Położę się na nim, podniosę spódnicę do góry i rozłożę nogi. On już będzie wiedział co zrobić. Zaproszę go wzrokiem do mnie tak, aby pieścił moją muszelkę ustami. Gdy to będzie robić, ja będę patrzeć ci prosto w oczy, patrząc na twoje upokorzenie.

    – gdy będę już wilgotna, mokra z podniecenia, uklęknę na łóżku, jakiś metr od ciebie, tyłkiem do niego. On wejdzie we mnie od tyłu i będzie mnie rżnąć mocno i długo – tak jak tego lubię i tak, jak tego potrzebuję. Wiesz, że to moja ulubiona pozycja, prawda? On będzie mnie posuwać a ty będziesz miał widok z pierwszego rzędu na to wszystko. Chcę abyś widział wszystko dokładnie, abyś słyszał moje jęki rozkoszy.

    – potem zmienimy pozycję, on położy się na plecach a ja usiądę na jego nabrzmiałym kutasie i będę go ujeżdżać tak, jak niekiedy ujeżdżam ciebie. Z tą różnicą, że tym razem to ja dojdę szybciej.

    – chcę, aby mnie wyruchał mocno, jak ty nigdy, chcę krzyczeć z radości a ty będziesz krzyczeć z bólu. Bo widzisz mój zboczony małżonku, między zmianą pozycji będę podchodzić do ciebie i podkręcać „dziadka” coraz bardziej.

    Mówiąc to, ponownie przekręciła śrubkę w moim prywatnym narzędziu tortur. W tym momencie nie mogłem się już skupić na niczym innym tylko na moich bolących jądrach. Oddychałem szybko starając się zachować spokój. Ona zbliżyła się do mojej twarzy i do ucha szepnęła:

    – będziesz tak stękać, jak teraz, z tą różnicą, że ja w tym czasie będę stękać z rozkoszy a ty będziesz w bólu na to patrzeć. Moja przyjemność za twój ból. Tego przecież chciałeś?

    Chciałem, pragnąłem tego. To była jedna z moich wielkich fantazji. Być upokorzony przez żonę i jej kochanka, poczuć się jak śmieć, najgorsze ścierwo. Sama myśl o tym wywoływała fale podniecenia, które teraz jednak były skutecznie zduszone, tak, jak zduszone były moje jądra. Ale im większy ból czułem, tym bardziej zboczone myśli krążyły po mojej głowie.

    – powiedz mi, co będzie dalej? – poprosiłem z nadzieją w oczach.

    – chcesz wiedzieć? Wiesz przecież, jaką cenę zapłacisz?

    – tak, błagam… – wystękałem, wiedząc na co się piszę.

    Sięgnęła jeszcze raz między moje nogi, przekręciła śrubkę w „dziadku” kolejny raz.

    W tym momencie nie mogłem już skupić się na niczym. Patrzyłem w sufit, starając się nie krzyczeć z bólu. Ona w tym momencie przytuliła się bliżej do mnie. Poczułem zapach jej perfum i ciepło ciała. Powiedziała szeptem:

    – on dojdzie głęboko we mnie, poczuję jego wielkiego członka jak rozpycha mnie, napiera na mnie w swoim uniesieniu. Będę krzyczeć z rozkoszy, będę w niebie. A ty… ty będziesz czuć tylko agonię, słodki ból w jądrach i ból w sercu, bo inny facet zaspokaja twoją kochaną żonę. Ktoś inny daje jej przyjemność, gdy ty upokorzony jak ostatni pies siedzisz i na to patrzysz. A swoją drogą – dodała – jak penis w twoim tyłku?

    Czułem coraz większe upokorzenie, pośladki zaciskały się na sztucznym członku, gdy moje jądra były ściśnięte do granic możliwości.

    – czuję go mocno – powiedziałem cicho, łapiąc oddech.

    – bardzo dobrze, wtedy też go będziesz czuć, będziesz ciągle go czuć, tak jak ja będę czuć Jego cudownego penisa. A gdy dojdzie we mnie, gdy ja dojdę zakończymy zabawę. Ale zanim to nastąpi, on podejdzie do ciebie, zboczony kundlu. – mówiła cicho, pewne, z przekonaniem.

    – spojrzę na ciebie – żałosny obraz faceta, który przestał być w moich oczach mężczyzną. I abyś spadł na samo dno upokorzenia, każę ci wyczyścić jego penisa z moich i jego soków.

    Słuchałem tego z zapartym tchem, moje serce biło coraz szybciej…

    – weźmiesz jego penisa do ust i poczujesz, jak smakuje mężczyzna i jak smakuje zaspokojona kobieta. I kto wie… – powiedziała – może twoja żałosna morda spowoduje, że on obudzi się ponownie – pewnie tak będzie. Na drugą rundę dla mnie, drugą rundę z twoją cudowną żonką. Co ty na to kochany mężu? Chcesz tego? Chcesz być tak żałosny, tak beznadziejny?

    – tak… – wystękałem z siebie i w tym momencie eksplodowałem. Ale nie było w tym typowej przyjemności finału. Czułem tylko jak nasienie wypływa leniwie z mojego członka a ból w jajach jeszcze bardziej się wzmaga.

    Ona tylko spojrzała na mnie, na mojego penisa, z którego powoli sączyła się sperma. Nie dotknęła mojego członka przez cały czas i teraz również tego nie zrobiła. Nie czułem przyjemności, tylko jeszcze bardziej pogłębione upokorzenie. Doszedłem na myśl o robieniu loda kochankowi mojej żony. To było żałosne a jednocześnie tak niesamowicie podniecające…

    – zanim uwolnię cię z twojej tortury, jeszcze jedno zrobisz, tak samo, jak zrobisz to wtedy, w hotelu.

    W tym momencie sięgnęła ręką między moje pośladki i wyciągnęła penisa z mojego tyłka. Wytarła go o moją spermę, która uzbierała się u podstaw penisa tak, aby cały różowy fallus był nią ubrudzony.

    – otwórz gębę i ssij tego kutasa, tak jak będziesz ssać Jego – powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu.

    Nie chciałem tego robić, ale ból w podbrzuszu odebrał mi resztki wolnej woli. Otworzyłem usta a Ona wsadziła mi brudne dildo głęboko w gardło.

    – zanim ściągniesz „dziadka”, penis ma być czysty.

    Zostawiła mnie samego w moim upokorzeniu, bólu i smaku mojego tyłka i mojej spermy w ustach.

    Po chwili żona wyszła z łazienki, spojrzała na mnie i ze satysfakcją w głosie zakomunikowała:

    – dziękuje kochanie, że potwierdziłeś moje pomysły. Rezerwuję hotel!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jaqob
  • Licealna milosc

    OPOWIADANIE OPARTE NA FAKTACH:

    Historia, którą opiszę wydarzyła się podczas pewnej majówki. Żeby jednak nakreślić Wam dokładne tło wydarzeń zacznę od samego początku:

    Mam na imię Dawid, obecnie mam 22 lata, ale ta historia wydarzyła się, kiedy chodziłem do 1 klasy liceum. W tamtym czasie byłem już dwa lata w swoim pierwszym związku, niby było nam dobrze, ale już wtedy, kto się przyjrzał bliżej naszej relacji ten widział, że między nami jest nie najlepiej. Dla tej historii miało to istotne znaczenie.

    Zacznę od tego, że od zawsze byłem bardzo dobry z matematyki, wielu nienawidziło tego przedmiotu, ale Ja go wręcz uwielbiałem, w gimnazjum dwukrotnie startowałem w olimpiadach matematycznych i dwukrotnie stawałem na podium, to dało mi przepustkę do najlepszych liceów w kraju. Ja jednak wybrałem liceum niedaleko mojego domu, przede wszystkim ze względu chyba jedynie na swoją ówczesną dziewczynę Klaudię.

    No właśnie, tak jak już wspomniałem, idąc do liceum byłem w związku, jednak, odkąd tam poszedłem to było między nami coraz gorzej. Chyba głównie, dlatego, że moja dziewczyna była o mnie bardzo zazdrosna, co powodowało częste kłótnie między nami, przez co widywaliśmy się coraz rzadziej, a Ja zacząłem się łapać na tym, że coraz częściej myślałem o innych dziewczynach.

    Magdę, którą dotyczy ta historia poznałem przez przypadek. Mniej więcej w październiku w pierwszej liceum usłyszałem, jak rozmawia z nauczycielką matematyki w i prosi o pomoc w ogarnięciu jakiegoś tematu. Postanowiłem się wtrącić do rozmowy i zaoferować pomoc koleżance w potrzebie.

    Nauczycielka bardzo się ucieszyła z mojej interwencji, po pierwsze, dlatego, że wiedziała o moich olimpiadach w gimnazjum, a po drugie, dlatego, że bardzo niechętnie angażowała się w cokolwiek, poza tym co wymagały od niej obowiązki nauczyciela, a po trzecie wiedziała, że mam pewne doświadczenie w dawaniu korków. Pani Profesor przedstawiła nas sobie, po czym odeszła do swoich spraw.

    Magda chodziła do 2 klasy liceum na moim profilu, z wyglądu była dosyć jak na kobietę wysoka, ta szczupła blondynka z rozpuszczonymi włosami do łopatek i z pięknymi niebieskimi oczami naprawdę potrafiła wywrzeć wrażenie. Pamiętam, że patrząc Jej w oczy można było odnieść wrażenie, że się w nich tonie, ale wcale nie chce się ratować, a jedynie tonąc w nich całą wieczność. Jej atrakcyjności nie psuły nawet stosunkowo małe piersi, ale szczerze mówiąc tak wtedy jak i dziś to nie miało dla mnie jakiegoś wielkiego znaczenia. Nie była może perfekcyjna, ale Jej taka naturalność i wdzięk naprawdę uderzały, i skłaniały do bliższego poznania.

    -To jak, od kiedy możemy zacząć? -Spytała Magda.

    -Jeżeli o mnie chodzi to dzisiaj nie dam rady, ale choćby od jutra- Odpowiedziałem.

    -Świetnie, o której i gdzie?

    -Jutro kończę o 14, gdzie to dam Ci jeszcze znać, spróbuję załatwić jakąś wolną klasę.

    Magda spojrzała na mnie nieco zdezorientowana.

    -Coś załatwię, dam Ci znać- dodałem.

    Wymieniliśmy się kontaktami i każde z nas udało się w swoją stronę.

    Nazajutrz po lekcjach spotkaliśmy się w jednej z klas, Magda była trochę zdziwiona tym, że pozwolono nam tam zostać, nie zdradzałem Jej jednak szczegółów. Usiedliśmy i rozpoczęliśmy nasze ,,zajęcia”.

    Magda okazała się całkiem bystrą uczennicą, pomimo że z początku wydawała się nieco zakręcona, mimo to złapaliśmy od początku bardzo dobry kontakt i w przerwach pomiędzy rozjaśnianiem Jej tajników matematyki do naszych rozmów wtrącaliśmy różne wątki prywatne.

    Dowiedziałem się np. że Magda ma dwa lata starszego od niej faceta, który studiuje na drugim końcu Polski, i odkąd się tam przeniósł ich kontakt widocznie osłabł. Zdziwiłem się w sumie, dlaczego mi to mówi, skoro ledwo się znamy, więc przez to nie podejmowałem specjalnie tematu.

    Krótko po godzinie 16 postanowiliśmy zakończyć nasze zajęcia i umówić się na pojutrze, następnie udaliśmy się razem na autobus z racji tego, że w międzyczasie okazało się, że mieszkamy w tej samej miejscowości. Gdy staliśmy na przystanku zauważyłem, że Magda stoi bardzo blisko mnie, i ilekroć próbowałem się odsunąć ona mniej lub bardziej świadomie przysuwała się bliżej.

    Wysiedliśmy na tym samym przystanku i odprowadziłem Ją pod dom, gdy się żegnaliśmy to Magda podziękowała mi za dziś, i przytuliła się do mnie, wydawało mi się, że trwało to odrobinę za długo, a gdy się rozstawaliśmy puściła mi nieco zbyt długie spojrzenie. Postanowiłem to przerwać, pożegnałem się zdawkowo i odszedłem do swojego domu.

    W drodze powrotnej zastanawiałem się, co to wszystko miało oznaczać. Magda była w moich oczach bardzo atrakcyjna, jednak Ja byłem wtedy zajęty przez Klaudię, i nawet nie rozpatrywałem zdradzenia Jej, a już tym bardziej z osobą, którą ledwo znam, postanowiłem więc, że następnego dnia porozmawiam z Magdą na osobności, aby to wyjaśnić.

    Następnego dnia od rana byłem dosyć niespokojny, ale wiedziałem, że muszę pogadać z Magdą i wytłumaczyć Jej moje spojrzenie na naszą relację. Udało mi się Ją złapać samą na długiej przerwie:

    -Cześć, Magda, masz chwilę? -Zacząłem nieco niepewnie.

    -Hej, no pewnie, coś się stało? -Odparła z troską.

    Zabrałem Ją w nieco bardziej ustronne miejsce i zacząłem niepewnie:

    -Magda, chciałem pogadać z Tobą odnośnie wczoraj.

    -W jakim sensie?

    -Magda, mówiłem Ci wczoraj, że mam dziewczynę…

    -No mówiłeś, ale do, czego zmierzasz konkretnie?

    -Do tego, że wczoraj kilka razy czułem się przy Tobie nieco niezręcznie.

    Magda w tym momencie jakby spochmurniała, jakby odebrano Jej coś, czego oczekiwała, przez chwilę patrzyła w podłogę, po czym powoli podniosła wzrok i powiedziała z wyczuwalnym smutkiem w głosie:

    -Jeżeli tak się poczułeś przy mnie, to przepraszam, nie miałam zamiaru przekraczać jakiejś Twojej granicy, jeżeli nie chcesz mogę już do Ciebie nie przychodzić.

    -Nie o to chodzi, chciałbym po prostu, aby nasze relacje pozostały na stopie koleżeńskiej, bez oczekiwania czegoś więcej od siebie.

    -Okej, wiadomo- Magda chciała brzmieć bardzo pewnie, ale widać było, że Ją ta sprawa ruszyła.

    -Wiesz, chciałem to wyjaśnić od razu, żeby nie było między nami jakichś niedomówień.

    -No i dobrze, ale Ja już muszę spadać.

    Pożegnaliśmy się zdawkowo i Magda z kamienną twarzą udała się do swojej klasy. Nie wiedziałem wtedy, co miałem o tym wszystkim myśleć, ale czasu na myślenie nie było, bo tego dnia miałem się zobaczyć ze swoją dziewczyną.

    Następnego dnia Magda napisała mi, czy Jej koleżanka mogłaby do nas dołączyć. Pomyślałem, że to nawet lepiej i ochocze się zgodziłem. Zajęcia rozpoczęliśmy jak poprzednio od razu po lekcjach w tej samej sali. Koleżanka Magdy Klara była nieco niższą od Magdy brunetką o dużych ciemnych oczach, była wyraźnie przy sobie, ale nie miało to dla mnie znaczenia, bo zaczęliśmy zajęcia. Klara wyraźnie miała większe problemy ze zrozumieniem tego, co tłumaczyłem i musiałem poświęcić Jej nieco więcej czasu. Miałem jednak wrażenie, że po naszej ostatniej rozmowie Magda zaczęła bardziej spoglądać w moim kierunku, chociaż wyraźnie starała się to ukryć i udawać obojętną. Nie chciałem się jednak na tym skupiać, bo miałem sporo materiału do przerobienia. Do tego dziewczyny miały mieć z tego sprawdzian już za tydzień, więc pamiętam, że presja była całkiem spora, mimo to daliśmy radę i po ok dwóch godzinach zakończyliśmy na dziś. Dziewczyny chciały mi zapłacić, ale Ja odmówiłem, po pierwsze bałem się czy szkoła by się do tego nie doczepiła, a po drugie miałem wtedy wewnętrzną potrzebę pomagania za darmo.

    Tak minął kolejny tydzień, przez ten czas spotkaliśmy się z dziewczynami jeszcze kilka razy, obie zdały sprawdzian na 5. Zrobiły mi chyba dobrą reklamę, bo po tym sprawdzianie zgłosiło się jeszcze kilka osób, więc z jednej osoby zrobiło się coś ok 15. To sporo i ogarnąć taką ekipę było ciężko, nie pamiętam szczerze mówiąc jak dałem sobie z nimi radę, mimo to przez długi czas mi się udawało, chociaż nie bez szkód dla swojego życia prywatnego, bo Klaudia miała z tym spory problem, i pamiętam, że od tamtego czasu jeszcze częściej się kłóciliśmy. Jednak tak się to toczyło przez kolejny tygodnie i miesiące, kolejne zajęcia, jedni odchodzili drudzy przychodzili, Magda jednak była prawie zawsze i na każdych zajęciach posyłała mi coraz bardziej wymowne sygnały, Ja postanowiłem to ignorować i nie robić sobie z tego nic. Ale do czasu…

    Pamiętam, że to stało się jakoś pod koniec semestru zimowego, z racji końca tego semestru sporo osób, które miało jakieś problemy z matematyką zgłaszało się do mnie po pomoc. Pracy z tymi grupami miałem sporo, dawało mi to dużą satysfakcję, ale niestety działo się to kosztem mojego wolnego czasu, bo kończyło się to tym, że niemal codziennie wychodziłem prawie ostatni ze szkoły. Cierpiał na tym mój związek, co mojej dziewczynie bardzo się nie podobało, ale mnie zaczęło irytować nie fakt, że mam sporo do roboty, ale to jak Klaudia się tego czepiała. To był początek końca naszej relacji, Ja o tym wiedziałem, i Ona najwyraźniej też.

    Sytuacja, którą opiszę miała miejsce w pewne piątkowe popołudnie, tego dnia dawałem korki kilku osobom z klasy Magdy, Jej wtedy z jakiegoś powodu jednak nie było. Gdy kończyliśmy zegar wskazywał już 16:30, pożegnałem się z nimi, a gdy wyszli opadłem bezsilnie na krzesło. Spojrzałem na telefon i oczywiście miałem w skrzynce kilka SMS-ów i nieodebranych połączeń od Klaudii, chciałem już odzwonić, gdy drzwi lekko się uchyliły, i wejrzała przez nie Magda, miała na sobie czarny T-shirt i czarne legginsy, i do tego włosy spięte w kucyk.

    -Klara wspominała, że tu jesteś, nie przeszkadzam? – Zaczęła nieco niepewnie.

    -Nie, spoko, co u Ciebie?

    -Byłam na zajęciach tanecznych, mogę o coś zapytać?

    -Słucham

    -Po co to robisz?

    -To znaczy?

    -Po co siedzisz po lekcjach i tłumaczysz wszystkim matmę za darmo.

    W tym momencie wstałem i podszedłem do okna. To popołudnie było bezchmurne, a słońce już powoli zachodziło za horyzont.

    -Wiesz Magda, teoretycznie powinienem to wszystko olać i kazać radzić sobie wszystkim samodzielnie, tylko, że nie umiem tak, bo dla mnie dawanie coś od siebie i nieoczekiwanie nic w zamian daje mi ogromną satysfakcję. Więc Ja też na tym korzystam, mimo, że na pierwszy rzut oka to tak nie wygląda.

    -A jak na to reaguje Twoja dziewczyna -Mówiąc to Magda podeszła do mnie bliżej.

    -Ona podobnie jak Ty ma problem w zrozumieniu tego.

    Magda stanęła obok mnie wpatrując się w bajeczny zachód słońca, po chwili milczenia spojrzała mi w oczy.

    -A gdyby kazała Ci wybrać między tym, co teraz robisz, a nią. To, co byś zrobił?

    -Nie byłbym w stanie być z kimś, kto tak bardzo mnie nie akceptuje.

    -A gdyby w tym czasie obok był ktoś, kto to wszystko by akceptował, i komu wydawałbyś się najlepszym mężczyzną na świecie? -Mówiąc to przysunęła się bliżej do mnie.

    -Myślę, że dałbym się pociągnąć fali, ale nikogo takiego nie ma -Powiedziałem się oddalając się nieco.

    Magda jednak nie odpuściła a zamiast tego przysunęła się bliżej i spojrzała mi głęboko w oczy.  W odpowiedzi na to ująłem delikatnie Jej dłoń i odwzajemniłem głębokie spojrzenie. Nie wiem, ile czasu tak staliśmy, ale po dłuższej chwili zbliżyłem swoją twarz do Jej, przekręciłem lekko głowę i pocałowałem Ją namiętnie w usta.

    W moment puściłem Jej dłoń, i obie ręce włożyłem Jej pod T-shirt i złapałem Ją za biodra, Magda swoje ręce zarzuciła mi na barki, i zaczęła mnie całować jeszcze bardziej łapczywie, w odpowiedzi na to Ja przyparłem Ją do ściany i zacząłem ocierać się między Jej nogami swoim przyrodzeniem.

    W tej jednak chwili doszło do mnie, co Ja tak naprawdę robię: przecież mam dziewczynę, z którą mimo, że mi się nie układa to cały czas Ją kocham, a teraz tutaj całuje się z laską którą poznałem kilka miesięcy temu, i która w dodatku też ma chłopaka.

    Z drugiej strony Magda działała na mnie jak nikt nigdy, miała w sobie coś tak magnetycznego co przyciągało do niej i do Jej ust, którymi tak cudownie umiała całować.

    Jednak postanowiłem to przerwać zanim dojdzie do czegoś, czego będę później żałować jeszcze bardziej.

    -Nie możemy, to podłe, co robimy- Powiedziałem odrywając się od niej.

    -Przed chwilą Ci to nie przeszkadzało- Odpowiedziała zawiedziona.

    -Magda, nie powinniśmy byli tego robić, i dobrze o tym wiesz- Powiedziałem to niemal wybiegając z klasy zostawiając Ją samą.

    Przez kolejne dni i tygodnie starałem się Jej unikać, wiedziałem, że przekroczyliśmy punkt bez powrotu i bałem się, do czego mogłoby jeszcze dojść. Oczywiście spotykałem Ją, ale starałem się ograniczyć naszą relację do minimum, mojej dziewczynie nie powiedziałem o tym, co zaszło i w głębi duszy modliłem się, żeby to nigdy nie wyszło na światło dzienne, a z Magdą chciałem zerwać kontakt całkowicie. Życie miało jednak inne plany…

    Starałem się nie wracać myślami do tamtego zimowego popołudnia. Magda domagała się, co prawda wyjaśnienia Jej tego, ale Ja postanowiłem wtedy, że kontakt z nią ograniczę do niezbędnego minimum, nie chciałem, żeby to co wtedy się wydarzyło powtórzyło się kiedykolwiek.

    Jednak moje chcenie swoje, a życie swoje. Z moją dziewczyną byłem wtedy już na skraju zerwania, miałem wrażenie, że tak naprawdę każde z nas czeka aż druga strona podejmie ten temat, nie mieliśmy jednak do tego odwagi, więc staraliśmy się ciągnąć tą farsę. Jakoś dwa lub trzy tygodnie przed majówką pokłóciliśmy się odnośnie do tego jak chcemy ją spędzić. Ja chciałem zabrać Ją w góry, Ona chciała zostać i zrobić sobie imprezkę ze swoimi znajomymi, więc wyszło tak, że majówkę spędzimy osobno.

    Chyba następnego dnia po tej kłótni ziomek z klasy Magdy, któremu też pomagałem w matmie powiedział mi, że organizują u niej w weekend majowy imprezę, i w ramach wdzięczności za pomoc zapraszają mnie. Mówiąc szczerze byłem wtedy tak wkurzony na moją dziewczynę, że zgodziłem się i postanowiłem, że pójdę sam.

    Po dłuższej chwili zawahałem się czy się nie wykręcić z tego, ale z drugiej strony pomyślałem- no trudno, nie muszę na nią zwracać uwagi. Czas do tej imprezy minął bardzo szybko, pamiętam, że to była sobota, koło 19 zjawiłem się w domu Magdy.

    Zapukałem do drzwi i otworzyła mi Magda, miała na sobie idealnie dopasowaną czerwoną sukienkę, która doskonale podkreślała Jej boską figurę, długie szpilki, rozpuszczone włosy, i boskie czerwone usta.

    O hej! Jednak się zdecydowałeś -Powiedziała zaskoczona.

    -Cześć! Nie mógłbym odpuścić.

    Wszedłem do domu, Magda stała w przedpokoju i przypatrywała mi się uważnie.

    -Coś nie tak? -Spytałem niepewnie.

    -Wszystko ok -Odpowiedziała beznamiętnie, i weszła do salonu, gdzie zabawa trwała już na całego.

    Łącznie ze mną było tam 10 osób, większość kojarzyłem. Wiadomo impreza jak to impreza, był oczywiście alkohol, mimo że na 10 osób tylko chyba dwie były pełnoletnie, Ja oczywiście też z tego korzystałem, co prawda z umiarem, ale jednak. Jakoś koło pierwszej w nocy stwierdziłem, że idę na balkon się przewietrzyć, trochę mi już zaczynało szumieć w głowie i postanowiłem, że Ja już więcej nie piję. Wychodząc na balkon zobaczyłem piękne gwieździste niebo, mimo godziny było stosunkowo ciepło. Idealne warunki, żeby chwile pooddychać świeżym powietrzem. Po kilku minutach takiego relaksowania się w ciszy usłyszałem, że drzwi na balkon się uchylają, obejrzałem się za siebie i zobaczyłem, że stoi w nich Magda.

    -Ładny widok, co? -Zagaiła.

    -Powiedzmy -Odparłem po dłuższej chwili.

    Magda podeszła do mnie bliżej i oparła się o poręcz.

    -Jak to z Tobą jest, że możesz udawać, że nic się między nami nie wydarzyło? -Powiedziała wprost.

    -Bo to był błąd, Magda, i biorę za niego pełną odpowiedzialność.

    – Błąd? A jednak chyba widziałam wtedy, że nie traktujesz tak tego.

    -To było chwilowe zaćmienie, do którego nie powinno dojść.

    -Ale doszło, a Ty od tamtego czasu mnie unikasz jak ognia, ale mimo to pojawiasz się tutaj -Odparła z wyrzutem.

    -Nie chcę Ci robić nadziei na cokolwiek. Mam dziewczynę, a Ty masz chłopaka.

    -Rozstaliśmy się dwa tygodnie temu, a ty chyba też szczęśliwy ze swoją dziewczyną nie jesteś.

    Zdziwiło mnie to, że rozstała się z chłopakiem, co do drugiej części to była prawda, od dawna mój związek był fikcją, a trwał tylko, dlatego że zarówno Ja jak i Klaudia baliśmy się samotności. Tylko czy Ja musiałbym się tego obawiać?

     Nie odpowiedziałem na słowa Magdy, zamiast tego wszedłem do środka. Ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłem, że część osób zaczęła się już zbierać do domu, a pozostali też wyglądali na zmęczonych. Po kolejnej godzinie zostałem tylko Ja i Magda. No to tyle by było po imprezie pomyślałem. Postanowiłem, że pomogę Magdzie to wszystko ogarnąć, i też się zawinę do domu. Chwilę nam zajęło ogarnięcie tego bałaganu, ale się udało. Na koniec Magda wyskoczyła z propozycją.

    -To może zatańczysz ze mną na pożegnanie? -Powiedziała łagodnie.

    Szczerze mówiąc nie miałem na to ochoty, ale pomyślałem, że to przecież tylko taniec.

    -Niech Ci będzie -Odparłem od niechcenia.

    Magda puściła jakichś wolny kawałek i zaczęliśmy się bujać w miejscu, czułem zapach Jej perfum, co w połączeniu z Jej ciałem, które przytulało się do mnie coraz mocniej sprawiło, że czułem jak moje przyrodzenie twardnieje. Pod koniec piosenki Magda odchyliła głowę i spojrzała mi najpierw w oczy a później na usta, lekko zbliżyła twarz. W tym momencie puściłem Ją.

    -Nie -Powiedziałem stanowczo.

    -Naprawdę teraz będziesz udawać?! -Powiedziała z nieskrywaną złością.

    Mówiąc to puściła moją dłoń i z wyraźnym gniewem odwróciła się. Mnie jednak coś tknęło, coś, po czym nie było już powrotu i moje życie zmieniło na zawsze…

    Chwyciłem Magdę ponownie za rękę, przyciągnąłem mocno do siebie i pocałowałem z ogromnym pożądaniem. Magda była tym gestem wyraźnie zaskoczona, ale odwzajemniła po chwili pocałunek. Całowaliśmy się tak dłuższą chwilę, łapczywie się przy tym obmacując. Magda jakby wyczuwając to, co mam na myśli oderwała się delikatnie i szepnęła cicho:
    -Chodźmy do mojego pokoju.

    Wykonałem to ochoczo, po chwili znaleźliśmy się w Jej pokoju, gdzie wróciliśmy do pełnych namiętności pocałunków, włożyłem Magdzie dłonie pod sukienkę i do naszego spektaklu namiętności dołączyłem taniec rąk, po chwili zrzuciłem z Magdy sukienkę, a moim oczom ukazał się czarny, koronkowy komplet bielizny, w tym momencie prawie oszalałem z podniecenia. Nic się już w tym momencie nie liczyło ani Klaudia, ani wyrzuty sumienia, ani moja chęć zerwania kontaktu z Magdą. Byłem tylko Ja i ta blond piękność.

    -Jesteś boska -Powiedziałem tylko.

    W tym momencie wziąłem Magdę władczo na ręce i położyłem czule na Jej łóżku a sam położyłem się na niej, Magda zaczęła mnie rozbierać cały czas mnie cudnie całując dużymi czerwonymi ustami, po chwili zostałem już w samych bokserkach. Z ust Magdy przeszedłem niżej do całowania Jej szyi. Magdzie wyraźnie się to spodobało, bo moje staranie doceniła głośnymi westchnięciami, po chwili jednak przestało mi to wystarczać i zszedłem do Jej piersi, które seksownie ledwo mieściły się w czarnym staniku, przez chwilę pieściłem Jej piersi przez stanik, ale po chwili zdjąłem go i moim oczom ukazały się Jej piersi w pełnej okazałości, do pocałunków, i pieszczot językiem dołączyłem delikatnie masowanie ich rękami. Gdy pieściłem Jej sutki językiem Magda wiła się z podniecenia wydając przy tym coraz śmielsze westchnięcia.

    Z Jej piersi schodziłem stopniowo w dół przez wysportowany brzuch dotarłem w końcu do Jej majtek, których od razu się pozbyłem i moim oczom ukazała się idealnie wydepilowana kobiecość mojej kochanki, zanim jednak się za nią zabrałem to swoimi pocałunkami obdarowałem wnętrze Jej ud, na co Magda ponownie zareagowała cichymi jękami.

    Gdy dotarłem do Jej kobiecości była już cała mokra od Jej soczków, nie zniechęciło mnie to jednak przez pieszczotami oralnymi dla mojej blondynki, przez dobrych kilka minut pieściłem Ją językiem, dokonując przy tym prawdziwego oralnego tańca namiętności. Magda wiła się tak mocno, że musiałem Ją przytrzymywać, mnie ta konieczność wykazania się władczością nad nią jeszcze bardziej rozkręciła, po paru minutach Magda szepnęła tylko nie mogąc złapać oddechu.

    -Proszę wejdź we mnie.

    Wszystko od początku naszej znajomości zmierzało w tym kierunku, do punktu bez odwrotu, każde spojrzenie, każda spędzona razem chwila, każdy z pozoru przypadkowy dotyk, to wszystko kumulowało się właśnie dziś, tej nocy, po której nic już nie miało być takie same. Zdradzenie Klaudii oznaczało ostateczny koniec naszego związku, w tym właśnie momencie dotarło to do mnie, że już później pozostanie jedna wielka niewiadoma.

    Magda szeroko rozłożyła nogi, a Ja ponownie położyłem się na niej, na początku ocierałem się o Jej kobiecość, Magda wyglądała na zniecierpliwioną i sama zaczęła napierać na mojego penisa. Pocałowałem ją patrząc Jej w oczy i w tym samym momencie wszedłem w nią, przekroczyłem tą ostateczną granicę. Magda jęknęła cicho, oderwałem się od jej ust i zacząłem całować szyję jednocześnie cały czas penetrując Jej wnętrze.

    -Ooo! Tak! – Magda dyszała z podniecenia.

    Widząc Jej zadowolenie przyśpieszyłem nieco, na co Ona odpowiedziała skrzyżowaniem mi swoich nóg za plecami. Penetrowałem Ją naprawdę szybko i czułem się niesamowicie w jej wilgotnym wnętrzu. Ta cudowna Magda była teraz cała dla mnie, wypełniając swoim penisem Jej wnętrze czułem, że czeka mnie z nią wiele wspaniałych chwil. Po kilku minutach intensywnych doznań w pozycji misjonarskiej zwolniłem nieco. Magda jednak wykorzystując tę chwilę obróciła mnie na plecy. Teraz Ona była na górze w pozycji ,,Na jeźdźca”. Na chwilę położyła się na mnie, dotykając swoimi piersiami mojej klatki piersiowej. Uczucie było niesamowite, na tym etapie czułem już, że z Magdą mógłbym nie wychodzić w ogóle z łóżka.

    -Kocham Cię- Szepnęła cicho.

    -Ja Ciebie też skarbie- Odparłem bez wahania.

    Magda pocałowała mnie w usta i zaczęła napierać swoim tyłeczkiem na mojego penisa. Przytuliłem Ją mocniej i zacząłem też się w nią wbijać coraz mocniej synchronizując swoje ruchy z Jej, Magda wiła się z podniecenia i coraz głośniej jęczała wtulona we mnie. Jej rozkosz podsycałem w dodatku pocałunkami w szyję

    Po chwili przeszedłem do pozycji siedzącej i wróciłem do całowania Magdy w usta. Czułem, że niewiele Jej brakuje do orgazmu, i nie pomyliłem się, bo po chwili poczułem jak Jej pochwa zaciska się na moim penisie, tego już dla mnie było zbyt wiele i nie minęła chwila, gdy w tej pozycji wystrzeliłem salwę nasienia wprost do wnętrza mojej kochanki.

    Po tym jak padliśmy na łóżko próbując wyrównać nasze oddechy zaczęło powoli do mnie docierać co się wydarzyło tej nocy. Po pierwsze to oficjalnie zdradziłem swoją dziewczynę, łamiąc tym samym jedną z moich najważniejszych zasad, a po drugie po raz pierwszy w życiu uprawiałem seks bez zabezpieczenia. Bałem się, że Magda może zajść w ciąże co moje i Jej życie bardzo by skomplikowało.

    -Słyszysz mnie? -Po dłuższej chwili z zamyślenia wyrwał mnie głos Magdy.

    -Zamyśliłem się sorry.

    -Pytałam co teraz planujesz odnośnie naszej relacji?

    -Rano rozstanę się z Klaudią, a później wrócę do Ciebie i to powtórzymy.

    Magda roześmiała się cicho.

    -Podoba mi się ten plan. Mam tylko nadzieję, że nie będziesz znowu udawał jakby to nigdy się nie zdarzyło.

    -Nie śmiałbym, kocham Cię i chcę z tobą być, bez względu na wszystko.

    Poczęstowałem Ją namiętnym pocałunkiem i zaproponowałem wspólny prysznic, na co Ona ochoczo się zgodziła. Po wspólnej kąpieli położyliśmy się do łóżka i po jeszcze kilku pocałunkach zasnęliśmy wtuleni w siebie…

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    MeGatron
  • Jak zostalem wyruchany przez kolege z klasy cz. 2

    Od naszego spotkania z Maćkiem minęły 3 dni. Był piątek, normalny dzień w szkole. Trochę mi się dłużyło. Na ostatnich dwóch lekcjach mieliśmy WF. Maciek i ja nie ćwiczyliśmy. Poprosiliśmy trenera żeby pozwolił nam przeczekać lekcje w szatni.

    Gdy zostaliśmy już sami, postanowiliśmy się nieco rozerwać. Zamknęliśmy drzwi na klucz i zasłoniliśmy okna. Usiadłem na ławce i pozwoliłem żeby ręka Maćka wędrowała po moim ciele aż do bokserek, w których coś powoli stawało. Zaczął po chwili ściągać ze mnie ubrania. Następnie zdjął koszulkę i opuścił spodnie. Zacząłem mu ssać i brać głęboko do buzi. Nie czekając na finał kazał mi się położyć na koźle do ćwiczeń. Włożył go we mnie i zaczął mnie posuwać. Wchodził aż po jaja uderzając nimi rytmicznie w moje pośladki. Ruchał mnie jak psa.

    Minęło pół godziny. Gdy wreszcie się zaspokoił, wyszedł ze mnie i pozwolił mi się zrewanżować. Wypiął się przede mną i pozwolił włożyć mojego kutasa w jego ciasną dziurkę. Nie miałem jeszcze okazji wyruchać chłopaka, to był mój pierwszy raz. Jego dupa była bardzo ciasna i śliska, co doprowadziło mnie do największego orgazmu jakiego doświadczyłem.

    Po wszystkim wylizaliśmy sobie nawzajem pały i ubraliśmy się. Po szkole nie byłem w stanie usiąść w autobusie, tak mnie bolała dupa. Ale wiedziałem że było warto i czekałem na więcej.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dawid Skąpski

    Mam nadzieję że się podobało. Chętnie wysłucham sugestii do kontynuacji 🙂

  • Malolat i Strongmen cz. 1

    Nazywam się Wiktor i mam 18 lat chodzę do 3 klasy liceum, odkąd pamiętam mam problemy z swoją orientacją seksualną. Nie podobają mi się dziewczyny, jednocześnie większość facetów też nie przypada mi do gustu. Wszystko zaczęło się od tego że urwałem się z lekcji i poszedłem do klubu, jak się okazało gejowskiego. Usiadłem przy barze i zamówiłem drinka, wtedy do klubu wszedł mierzący około 2 metry umięśniony, przystojny mężczyzna. Na jego widok poczułem że w moich spodniach powstaje namiot. Mężczyzna usiadł obok mnie przy barze ściągnął swoją skórzaną kurtkę, powiesił na krześle i zamówił drinka dla siebie. W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały jego wyraz twarzy był zimny i chłodny, lecz gdy na mnie spojrzał uśmiechnął się delikatnie. Różniliśmy się od siebie praktycznie wszystkim, on był wysoki, umięśniony, przystojny ja niski, długie brązowe włosy, praktycznie zero mięśni. Bliżej mi było do kobiety niż faceta bedąc zupełnie szczerym. Barman przyniósł drinka dla mnie i dla niego. W pewnym momencie usłyszałem zimny i gruby głos:

     

    – Co tam młody? – powiedział mężczyzna

    – Wszystko w porządku a u pana? – zapytałem wystraszony

    – U mnie wszystko dobrze ale nie mów do mnie per pan, Kuba jestem

    – Miło mi cię poznać, ja mam na imię Wiktor – powiedziałem zaintrygowany

    – Co taki młody chłopak robi w klubie dla gejów? Czyżbyś nie miał powodzenia u mężczyzn?

    Zaczerwieniłem się i zacząłem nerwowo myśleć nad odpowiedzią

    – Ja… Po prostu… Tu miałem najbliżej…

    – Młody nie musisz się wstydzić, w twoim wieku też łaziłem po takich klubach i szukałem kogoś kto mnie przeleci, a dzisiaj to ja przelatuje innych – roześmiał się

    Namiot w spodniach osiągnął już maksymalne rozmiary i był widoczny. Miałem wrażenie że Kuba już kilka razy się tam spojrzał.

    – Eemm… To może… Ile masz lat? – wymyśliłem pytanie na szybko

    – 32, a ty?

    – 18 – odpowiedziałem

    – Myślałem że mniej – odpowiedział roześmiany – słuchaj może skoczymy do mnie do domu, po drodze wstąpimy do jakiegoś sklepu po alkohol żeby miło spędzić czas

    – Właściwie to… – nie wiedziałem co odpowiedzieć, bałem się ale jednocześnie Kuba tak mnie pociągał że nie mogłem odmówić – Mam dużo czasu więc możemy – odpowiedziałem

     

    Oboje wyszliśmy z klubu, po dojściu do samochodu byłem prawie pewien że Kuba już zauważył mój namiot w spodniach. Podjechaliśmy do lokalnego sklepu, Kuba wziął sobie Whisky i zapytał czy chcę coś innego. Jak przystało na 18 letniego Bottoma wybrałem jakieś wino. Wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy do jego mieszkania. Początkowo oboje byliśmy grzeczni i kulturalnie rozmawialiśmy jednak po kilku lampkach wina i whisky zaczęliśmy się co raz bardziej przed sobą otwierać. Była już 22, Kuba powiedział że coś obejrzymy na Netflixie i poprosił abym się położył obok niego. Oparłem się głową o jego ramię a on włączył jakiś serial. Jednak bardziej niż serial interesował mnie on, położyłem rękę na jego kroczu i zacząłem jeździć ręką tak jakbym robił to “nieświadomie”. Po chwili jeżdżenia poczułem że jego penis co raz bardziej twardnieje i odstaje, on sam był rozkojarzony z tego powodu i cały czas się wiercił. Jednak nie dał rady opierać się zbyt długo, spojrzał mi prosto w oczy i nasze usta po raz pierwszy się z sobą spotkały. Całując go czułem szczęście jakiego nigdy w życiu nie zaznałem, był ideałem pod każdym względem. Po kilku minutach intensywnego całowania przeszedłem do działania, uklęknąłem przed nim i poprosiłem aby wstał na chwilę. Gdy powstał zdjąłem mu spodnie oraz bokserki, moim oczom ukazał się na oko 20 centymetrowy, olbrzymi, żylasty, owłosiony penis stojący do granic możliwości, jego żołądź był ogromny podobnie jak i jajka. Poprosiłem go aby usiadł i się odprężył a sam zabrałem się do pracy, zacząłem drażnić główkę jego penisa językiem, widać było że mu się to podoba. Następnie objąłem moimi małymi usteczkami całą główkę i delikatnie zacząłem ruszać, on sam położył mi rękę na włosach i zaczął mnie głaskać, przeżywał ogromną przyjemność i nie zamierzał tego ukrywać. Przeszedłem więc do konkretów, zanurzyłem całego jego kutasa w gardle, wtedy wreszcie puściły mu wszelkie hamulce grzeczności, na to właśnie czekałem. Wstał z kanapy przybliżył moją twarz do swojej i powiedział:

    – Kocham cię

    – Ja ciebie też, a teraz zrób ze mną co tylko zechcesz, od teraz jestem cały twój – odpowiedziałem

    Drugi raz nie musiałem mu powtarzać, po dosłownie 5 sekundach klęczałem z jego kutasem w mordzie. Zaczął zawzięcie pieprzyć moje gardło, uważał jednak żeby nic mi się nie stało. Był taki kochany… Jego stękanie wypełniło cały pokój. Po kilku minutach pieprzenia mojego gardła, przeszedł do działania. Rozebrał mnie całkowicie, gdy zrzucił ze mnie bokserki zobaczył znacznie mniej okazałego kutasa niż swojego bo zaledwie 14 cm. Położył mnie na kanapie i zaczął go pieścić ręką jednocześnie namiętnie całując moje usta. Poczułem że zaraz dojdę więc złapałem go za rękę i powiedziałem:

    – Już mi wystarczy, a teraz zerżnij mnie proszę chcę poczuć w sobie każdy centymetr twojego kutasa

    Tego też nie trzeba było mu powtarzać, wbił się we mnie i zaczął ostro rżnąć mój niedoświadczony odbyt. Na początku było to bolesne lecz później mi się spodobało. Ruchał mnie zawzięcie ile tylko sił miał, widziałem że zaczyna się nawet pocić. Odchyliłem głowę do tyłu i pocałowałem go w szyję. On przybliżył się do mojej głowy i poczułem jego gorący oddech na moich włosach. Po chwili usłyszałem:

    – Dochodzę!

    Szybko uklęknąłem przed nim i czekałem na swój “deser”. Zbliżył kutasa do moich ust i po kilku ruchach ręką w moje gardło wystrzeliła salwa nasienia. Połknąłem wszystko jak przystało na grzecznego chłopczyka i wtuliłem się w Kubę wiedząc że nigdy nie pozwolę mu odejść…

     

    CIĄG DALSZY NASTĄPI…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    KabaczeQ

    Zaznaczam że interpunkcja nie jest moją mocną stroną więc proszę o nie ocenianie pod tym kątem. 

  • Poczatki psiego rogacza

    Na początek się przedstawię
    Ja niespełniony rogacz lat 25 zona moja rówieśniczka. Od dawna fantazjuje o tym że moja obecnie już zona zaspokaja kogoś innego. Zawsze jednak zostawało to w sferze fantazji przy waleniu konia w samotności. Swego czasu założyłem konto na popularnym serwisie erotycznym. Dzieliłem się tam swoimi fantazjami oraz zdjęciami żonki nie koniecznie ubranej. Miałem kilku stałych rozmówców którzy pełnili role tak zwanych bulli, komentowali nowe zdj. i pisali co by z nią zrobili jak by tylko ja mieli obok. Zawsze starałem się usuwać historię przeglądarki oraz pilnować tel aby nie wpadł w ręce żony. Pewnego dnia jednak w biurze wyjmując telefon z kieszeni pokazał mi się służbowy który powinien być w kurtce. Prywatnego nigdzie nie było. Cofając się w pamięci przypomniało mi się jak kładem go na komodzie szukając ciuchów rano. Stwierdziłem ze Paulina na pewno nie zauważy go wychodząc do pracy. Niestety było zupełnie inaczej…
    pod koniec pracy dostałem smsa ze Paulina jedzie do mamy do Krakowa na weekend. Zdziwiło mnie to bo nic wcześniej nie mówiła, ale stwierdziłem ze może zapomniała. Pomyślałem ze to świetna okazja aby spełnić jedną z moich fantazji. Mianowice stać się szmatą dla jakiegoś bulla którego podczas oglądania zdjęć żony i wąchanie jej bielizny będę zaspokajał oralnie. Napisałem do użytkownika  z którym pisałem o tej fantazji, że możemy ją zrealizować w weekend, zabrałem swoje rzeczy i ruszyłem do domu. Po drodze odpisał mi  „zapraszam na ulice …… Dzisiaj o 21 masz mieć na sobie jej czarne stringi pończochy a w mordzie znoszone majtki, masz zapukać 3 razy i uklęknąć’’
    Ta wiadomość mnie tak podnieciła że cała podróż do domu towarzyszył mi namiot na spodniach.

    Wchodząc do domu zauważyłem ze mój telefon leży na kanapie. Zdziwiło mnie to ale wśród ostatnio otwartych aplikacji nie było nic niepokojącego. Podniecony otrzymanym poleceniem poszedłem pod prysznic dokładnie ogoliłem krocze pośladki i uda założyłem czarne stringi Pauliny oraz pończochy samonośne na to swoje spodnie i koszulkę. Czułem niesamowite podniecenie, zbliżała się godzina wizyty. Pojechałem na miejsce. Zadzwoniłem pod wskazane mieszkanie
    -Jest ktoś na klatce?- Zapytał męski głos

    -yy chyba nie- odpowiedziałem strasznie niepewnie

    – no to wyskakuj ze spodni i koszulki psie i czekam na 2 piętrze- usłyszałem w głośniku odkładanie słuchawki od domofonu

    Połknąłem ślinę wszedłem do klatki modląc się aby żaden z sąsiadów nie zachciał wyrzucić śmieci. Rozpiąłem spodnie i zsunąłem z nóg, stałem w czarnych koronkowych stringach i czarnych pończochach. Zdjąłem koszulkę i pośpiesznie poszedłem na  2 piętro. Włożyłem białe koronkowe stringi z wczoraj Pauliny w usta uklęknąłem odczekałem 3 sekundy i zapukałem.

    Drzwi otworzyły się, w mieszkaniu było ciemno. Otworzył je wielki mężczyzna na oko ok 2 m wzrostu, stał zupełnie nago w ręku trzymał obroże dla psa i smycz.
    – do środka psie- powiedział
    wszedłem do mieszkania na czworaka czując jak pasek od stringów wrzyna mi się w dupę.
    Bull założył mi obroże i przypiął smycz i zaczął prowadzić do pokoju
    – Klękaj psie, i wypluj mi jej majtki
    Zrobiłem co kazał, serce mi biło niesamowicie.
    – Pokazuj mi te sukę swoją
    Dałem mu telefon z włączonym albumem nagich i ubranych zdjęć żony, Bull zaczął przeglądać zdjęcia masując sobie kutasa. Zaczął mus stawać, w życiu nie widziałem tak wielkiego kutasa, miał ze 20 cm i żyły dookoła. Klęczałem i czekałem na rozwój sytuacji, bull w tym czasie walił sobie do jej zdjęć wąchając jej majtki od czasu do czasu. Czułem jak mój kutas stoi na maksa.
    – i co psie chcesz posmakować kutasa – zapytał bull

    Pokiwałem głowo twierdząco po czym przyciągnął mnie do siebie smyczą. Jego ogromny kutas był kilka centymetrów od mojej twarzy, otworzyłem usta i zamknąłem oczy. Poczułem jego rękę na moje głowie którą dopchnął moją głowę na jego kutasa. Poczułem go w ustach, był słony i zapełniał całe moje usta. Zacząłem mu obciągać tak jak Paulina zawsze obciąga mi. Czułem się jak suka. Suka z kutasem w ustach i w jej bieliźnie. Obciągałem tak kilka minut po czym bull położył mi rękę na głowę .
    -szybciej kurwo- nabijając mnie coraz głębiej co spowodowało krztuszenie się i brak powierza.
    Zobaczyłem błyski lampy błyskowej i bul jeszcze przyspieszył. Po kilku chwilach nagle zamarł a ja poczułem spory strzał ciepłej spermy prosto w moje gardło. Czułem się totalnie poniżony.
    -przesłałem sobie jej zdjęcia wszystkie, mam tez jej numer i zdjęcia jak mi ssiesz także jesteś moim psem na sto procent – powiedział i zatkał mi usta jej białymi majtkami
    Przeraził mnie, kurwa jak mogłem tego nie schować teraz mam nie w garści,
    – a teraz zdejmij te czarne majteczki i spierdalaj do domu, dostaniesz później instrukcje psie-

    Jak powiedział tak zrobiłem w samych pończochach z ubraniami w ręku wyrzucił mnie za drzwi gdzie się ubrałem wróciłem do auta i pojechałem do domu w kompletnym przerażeniu.
    W domu odpaliłem komputer na mailu miałem już zdjęcia i filmy z mojego dzisiejszego wyczynu. Siedziałem przerażony co teraz. Wysłał mi screeny z telefony z jej numerem kontem na FB itp.
    W kolejnym meilu napisał „od teraz jesteś moim psem albo wszystko wysyłam Paulince jasne? Teraz idziesz do łazienki i golisz całe ciało klata nogi ręce, wszystko ma być gładkie, zakładasz Pauliny stanik i majtki i to jest twoją piżamką, rano dostaniesz zadanie. Jak kazał tak zrobiłem. Spędziłem na goleniu kilka ładnych chwil po czym założyłem jej biały staniczek i majtki i położyłem się w sypialni. Zasnąłem

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    bi sunowiski

    Prosze o komentarze czy sie podoba

  • Kupuje niewolnice na aukcji

    OGLĘDZINY

    Od czasu do czasu, warto wymienić sobie niewolnicę.

    Zwykle po roku – dwóch użytkowania każdej, najlepszej nawet kobiety, jestem już nią znudzony i szukam nowej.  Mam mały harem, ale zawsze jest w nim jakaś, która się zużyła, albo, którą warto dać komuś w prezencie czy po prostu sprzedać do burdelu.

    Zwykle wymieniam się z kolegami, gdzie można trafić prawdziwe perełki, ale czasem chodzę też na aukcje, gdzie nie tylko można towar obejrzeć i wypróbować, ale także prześledzić aktualne trendy i mody.

    Na przykład kilka lat temu wszyscy oszaleli na punkcie płodnych, dojrzałych kobiet. W dobrym tonie było siedzieć w kawiarni nad latte, z kucającą obok i trzymaną na złotym łańcuszku niewolnicą przed czterdziestką trzymającą się za wielki brzuch.

    Potem moda minęła, a płodne niewolnice wylądowały – jak to zwykle bywa w takich razach, po tanich burdelach.  

    Tym razem aukcja niewolnic miała odbyć się w przytulnym pałacyku, gdzieś na obrzeżach miasta.  

    Moj czarny Aston Martin Vanquish powoli wtoczył się na szutrowy podjazd Domu Aukcyjnego.

    Wysiadłem, rzuciłem kluczyki parkingowemu i rozejrzałem się. Budynek wyglądał na pozór jak hotel, z tą różnicą że część okien była zakratowana. Zapewne tam trzymali obiekty na aukcję. Wokół rozciągał się ładny park w stylu angielskim, w stawie pływały kaczki, słowem sielanka.

    Miła i profesjonalna recepcjonistka potwierdziła, że wadium zostało prawidłowo uiszczone i wręczyła mi tablet z katalogiem aukcyjnym, po czym poprosiła żebym spoczął.

    Usiadłem w fotelu klubowym obok kilku panów z zainteresowaniem przeglądających oferty dziewczyn przeznaczonych na aukcję.

    Zaciekawiła mnie jednak pewna ładna, ale nieco zbyt poddenerwowaną pani w  średnim wieku.

    Ona także przeglądała tablet.

    Spostrzegła moje spojrzenie, i zarumieniła się.

    – Jestem pierwszy raz na takiej aukcji, nie szukam dla siebie. Mam dwóch dorastających synów, wie pan, burza hormonów, nie uczą się w ogóle. Chcę im dać możliwość rozładowania się, wie pan, żeby się wyżyli i nauczyli postępować z kobietami, zanim zaczną zawracać głowę dziewczynom. A przy okazji przyda się ktoś w domu do pracy – tłumaczyła się, chociaż nie zdążyłem nic powiedzieć.

    Chcąc przełamać lody, uśmiechnąłem się szeroko.

    – Jeśli miałbym coś doradzić, to nie warto przepłacać – młode chłopaki rzucą się na wszystko co ma piersi i waginę. Ale może lepiej żeby niewolnica była bezpłodna, bo mogą narobić dzieciaków. No i może warto żeby była nieco starsza. Będzie mogła ich nauczyć tego i owego. W młodej albo się od razu zakochają, albo zaczną o nią rywalizować.

    “Mamuśka” ( bo tak ją w myślach nazwałem) spojrzała na mnie życzliwie, poprawiła się niespokojnie na fotelu poprawiając (zbyt) obcisłą spódnicę. Miała niezłe nogi.

    – Sądzi Pan ? Ale nastoletni chłopcy na czterdziestkę nie polecą.

    – Wystarczy trzydziestka, na pewno kiedyś docenią przewagi czterdziestek.

    Ta dwuznaczna uwaga sprawiła, że Mamuśka ślicznie się zarumieniła.

    Rozmowę przerwał stukot obcasów o kamienną posadzkę. Do naszej grupy podeszły kobiety jednakowo ubrane w szare  żakiety i czarne szpilki. Wszystkie były rude i wszystkie miały takie same fyzury. Wyglądały jak klony. Jedna z nich zajęła się mną.

    – Będę dzisiaj pańską  osobistą konsultantką.  Szef wyraźnie powiedział, że mam spełnić każde pana życzenie. Mam nadzieję że nie wykorzysta pan nadmiernie tej sytuacji – puściła do mnie oko i uśmiechnęła się zalotnie – może mi pan mówić Jenny. Oprowadzę pana i wszystko pokażę. Mamy naprawdę dobry towar. Kilka byłych aktorek porno, wystawiamy też kilka kurew z burdeli- na wypadek gdyby interesowały pana te doświadczone.  Zasady są następujące: towar oglądamy, próbujemy jeśli chcemy, ale musimy zrobić rezerwację na konkretną godzinę. Licytacja odbędzie się po 20.00. Po jej zakończeniu każdą zakupioną sztukę znakujemy i wydajemy właścicielowi. Czasami zdarza się dogrywka, jeśli jakaś niewolnica nie osiągnie ceny minimalnej. Na tablecie ma pan szczegółowe opisy, numery i dane każdego obiektu. Proszę za mną.

    Szliśmy powoli korytarzem pełnym dyskretnie podświetlonych witryn, za którymi znajdowały się małe boksy, w których prezentowane były niewolnice wystawione na aukcję. Przyglądałem im się z zainteresowaniem  Wszystkie były odpicowane do sprzedaży: manicure, pedicure, fryzura, makijaż – wszystkie nagie, lecz z jakimś dyskretnym akcencikiem – łańcuszek na nodze, kolczyk w sutku, czasem naoliwione ciało. Każda nosiła wąską obrożę z numerem. Mijali nas inni oglądający, lokalnie powstawały zatory, zwłaszcza jeżeli jakaś dziewczyna była szczególnie interesująca.

    W tłumie mignęła mi  Mamuśka z zainteresowaniem oglądająca jakąś dobrze zbudowaną blondynę z wielkimi piersiami.

    Jenny pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła do jednej z witryn.  W środku siedziała przeraźliwie ziewając najwyraźniej śmiertelnie znudzona mulatka; dość wysoka, o matowej skórze, regularnych rysach, obfitych kształtnych piersiach, długich i kruczoczarnych, lekko falujących włosach.  Nr 016 na obroży. Sprawdziłem na tablecie: wiek 22 lata, wzrost 178 cm, waga ….dalej szły drobiazgowo podane wymiary, ale Sanderssonowi spodobało się to co było dalej: zdrowa, odporna, biseksualna, nieródka, wysterylizowana; dotychczasowe zużycie: do 19 roku życia własność inwestora prywatnego; od 19 roku do dzisiaj – dom publiczny, imię: „Tara”. Specjalizacja: pissing, oral, anal fetysze, BDSM. Potrzebuje zdecydowanego prowadzenia. Cena wywoławcza: 275.000 kredytów.

    – Drogo ją wyceniliście – westchnąłem

    – Nie sądzę. Na pewno dzisiaj znajdzie nabywcę. To klejnot naszej kolekcji. Młoda, gibka, egzotyczna uroda i jak widać z opisu uzdolniona – Jenny lekko się skrzywiła – jeśli chce mieć pan kolekcję różnych ras, to proszę wziąć ją poważnie pod uwagę. Jeśli chce ją pan wypróbować, proszę wpisać się na wolną godzinę, bo pewnie będzie do niej duża kolejka.

    Rzeczywiście, ledwo zdążyłem z terminem, byłem do niej siódmy.

    Poszliśmy dalej. Dziewczyny były różne, najmłodsza, ładnie rozwinięta ruda siedemnastka o alabastrowej skórze, prężąca się jak kotka przed lustrem wystawiona za niebotyczną sumę 400.000 kredytów (rzadkie połączenie jędrnej młodości z prawdziwie kurwią naturą jak to ujęła Jenny) najstarsza, z numerem 055 miała według podanej informacji 46 lat. Przystanąłem by jej się lepiej przyjrzeć. Miała zrobione zęby i biust, ale nie da się ukryć, że już nie taki jędrny jak u młodszych konkurentek. Nie była gruba. Powiedziałbym, że była raczej krągła, mocnej budowy, nogi miała całkiem niezłe, brzuch też.

    Spodobała mu się jej twarz: nieco pomięta, z lekko zaznaczonymi  pierwszymi zmarszczkami w kącikach szarych oczu i duże, mięsiste usta nadające jej wulgarnego wyglądu. Brązowe włosy przytykane pasemkami pierwszej siwizny. Stopy nieduże, kształtne, nieco żylaste.  Tablet podawał, że była w obiegu od 30 lat, trzykrotnie rodziła, przy czym najstarsza jej córka też gdzieś była tu wystawiona. Przechodziła przez dziewięciu właścicieli a przez ostatnie 10 lat najpierw używano jej do filmów porno o zabarwieniu S/M (tablet podawał linki do “produkcji”) a potem oddano do burdelu, gdzie brał ją kto chciał. Jej ciało miało parę małych blizn, niektórych zakrytych tatuażami; miała też przekłute sutki i srom.

    Widać, że dom aukcyjny stara się z niej wycisnąć tyle dochodu ile się da, ale nawet odpicowana w ostrym makijażu, bransoletach na kostkach nóg dobiegała końca swojego cyklu użytkowania.

    Siedziała na krześle z nogą założoną na nogę, ćmiła peta i wpatrywała się błagalnie w każdego przechodzącego. Wystawiono ją za  15000 kredytów.

    – Wiesz, myślałem, że macie tu dobry towar, a tu wystawiacie jakieś stare zdziry – powiedziałem z wyrzutem

    – wiem, wiem – przytaknęła Jenny  – ale dostaliśmy ją za darmo z burdelu wymieniającego personel, w tak zwanym rozliczeniu. Ale i tak możemy coś tam jeszcze na niej zarobić.

    – Co masz na myśli ?

    – Jest zużyta, to fakt, ale na takie też jest popyt. Zresztą zawsze możemy z nią robić spektakle BDSM i zarabiać na biletach. Przynajmniej jakiś czas.  Nie będziemy przecież ponosić kosztów jej utrzymania.

    – Macie tu warunki do takich zabaw ?

    – Jasne, w podziemiu są odpowiednio wyposażone salki dające wielki wybór możliwości – wyjaśniła słodko Jenny.

    -Ona wie, prawda ?

    -Zaczyna się domyślać.

    Przełknąłem ślinę, nie chcąc się przed samym sobą przyznać, że ta dojrzała kobieta mi się podoba. Nie mógł odpędzić od siebie  myśli o swoim kutasie w jej wydętych wargach. Niemal czuł jej ciepłe, miękkie ciało i bardzo chciał je mocno krępować. Na pewno jej cipa była luźna i rozciągnięta.

    Sprawdził jej imię w tablecie – Ewa. Pomyślał, że 15 patyków to nie pieniądz a jak mu się znudzi to ją wyrzuci. Dodał ją do listy zakupów.

    Jenny jakby czytała w jego myślach: – Niech pan ją weźmie. Zobaczy pan, jaka z wdzięczności będzie uległa.

    Poszliśmy dalej. Moją uwagę zwrócił boks, w którym siedziała na podłodze całkiem ładna, wysoka kobieta, w wieku lat około trzydziestu. Miała długie blond włosy i delikatną opaleniznę. Przez interkom kazałem jej wstać, obrócić się. Była smukła, plecy miała gładkie, kształtny, nie za duży tyłeczek, ładnie rzeźbiony biust. Ruszała się z gracją. Sprzedawał ją pragnący zachować anonimowość właściciel, który podobnie jak ja, wymieniał, co jakiś czas  
    którąś ze swoich kobiet. Czemu akurat ta mu się znudziła, trudno dociec. Może pomimo wyglądu była nudna, albo drętwa w łóżku. Cena, choć wysoka nie była odstręczająca. Tablet podawał, że jest zdrowa, płodna, posłuszna i nie lubi za dużo mówić. Ola.

    Dodałem ją do listy.

    PRÓBOWANIE MULATKI

    Siedziałem sam fotelu i piłem espresso. Przede mną stała  Tara i cierpliwie czekała. Zgodnie z moim życzeniem, została odpowiednio przygotowana do testowania. Zdjęto z niej biżuterię, wszelkie obroże, łańcuszki, kolczyki, usunięto makijaż. Była – na tyle na ile pozwalały okoliczności – naturalna. Przyglądała mi się znudzona, bez większych emocji.

    Nie byłem dla niej ani pierwszym, ani ostatnim tego dnia. Nie wyglądała zresztą na kogoś, kto zaprząta sobie głowę snuciem refleksji. Była niewolnicą, dziwką, wytrenowaną do wypinania się każdemu, kto akurat miał do niej jakieś prawo. Wiedziała, że jest ładna, zatem uważała za rzecz zupełnie naturalną, że faceci i kobiety gapią się na nią, (przy czym kobiety raczej nienawistnie, w odróżnieniu od maślanych oczu panów) a jej właściciele, w zamian za uległość i usługi seksualne traktują ją nie najgorzej: karmią, myją i dają dach nad głową. To zdawało się Tarze wystarczać, zwłaszcza, że jej „praca” była przyjemna. W gruncie rzeczy lubiła wzbudzać pożądanie, uwielbiała to uczucie, kiedy krew zaczyna szybciej krążyć, oddech przyspiesza i puszczają wszelkie hamulce. Lubiła przekraczać granice a im bardziej je przesuwała, tym bardziej chciała próbować dalej, bez względu na konsekwencje. Osoba, z którą te granice przekraczała zwykle była jej obojętna. Czasami mężczyzna, który korzystał z jej ciała wzbudzał w niej wstręt. Zmuszała się wtedy do jeszcze większej uległości. Im bardziej czuła się zredukowana do roli rzeczy, tym większą czerpała z tego przyjemność.

    W gruncie rzeczy niewiele mnie to obchodziło. Widziałem, że stojąca przede mną niewolnica jest bezsprzecznie piękna. Kształtne, nie za duże stopy, smukłe, nie za chude nogi, krągłe biodra, ładnie wysklepiony, płaski brzuch, jędrne, pełne piersi z wielkimi brodawkami wokół sutek, długa szyja, lekko wystające kości policzkowe, pełne usta, orzechowe oczy i burza czarnych loków – wszystko to wyglądało nad wyraz smakowicie.

    Była ładną rzeczą. Może inwestycją, bo jej wartość jeszcze przez jakiś czas mogła rosnąć, dopóki nie wystąpią pierwsze oznaki starzenia bezlitośnie eksploatowanego organizmu. Interesowało mnie, jak ta rzecz się pieprzy, czy jest chętna, czy marudzi, czy jest wąska i jak głęboko bierze do ust.

    Niespiesznie odłożyłem filiżankę i podniosłem się z fotela. Podszedłem do niej, położyłem jej dłonie na piersiach. Odruchowo wyprostowała się, wypięła biust, ale jej twarz nawet nie drgnęła, wzrok błądził gdzieś po ścianach. Jedyną reakcją były twardniejące sutki. Opuściłem dłonie przesuwając po jej biodrach i brzuchu; wyczuwałem chłodną skórę, gęsią skórkę i stojące włoski. Gdy już trzymałem ją za biodra, ona – znowu nie zwracając na mnie większej uwagi – rozstawiła szerzej nogi. Jej cipa, świeżo wygolona, z wąskimi wargami i niedużą łechtaczką była zapraszająco ciepła; pod palcami wyczułem jak wilgotnieje i otwiera się. Dowód, że dziewczyna potrafiła do pewnego stopnia wpływać na swoje procesy fizjologiczne. Wsunąłem jej palec. Stęknęła, ale nie zmieniła pozycji. Przez jej oczy przeleciał jakby gniewny błysk, ale natychmiast źrenice rozszerzyły się a ona sama zwiotczała, nadziała się głębiej i zaczęła lekko kręcić biodrami. Była rzeczywiście jeszcze całkiem wąska ale nie całkiem głęboka, wyraźnie wyczuwał ścianki macicy, co przy większym kutasie mogło u niej wywoływać ból. Wyjąłem palec, wsadziłem jej do ust. Natychmiast go objęła, poczułem śliski język, którym zlizywała swoje soki. Odwróciłem niewolnicę. Posłusznie stanęła tyłem, wypinając swój zgrabny, okrągły tyłek. Na jej skórze nie było przebarwień ani blizn, na udach nie było rozstępów. Rozpiąłem spodnie. Mój kutas sterczał od jakiegoś czasu, więc postanowiłem skorzystać z możliwości, jaką dają oględziny w wersji VIP i ją przelecieć. Tara, wyczuwając bezbłędnie moje intencje stanęła szerzej, oparła się o ścianę i jeszcze mocniej zadarła tyłek w górę. Opuściła głowę i czekała. Niespiesznie rozchyliłem jej pośladki, pośliniłem palec, nawilżyłem jej odbyt. Przyłożyłem do niego swojego kutasa i zacząłem pchać. Poczułem jak opór ustępuje powoli pod siłą nacisku, a kutas powoli wsuwa się w jej tyłek. Dziewczyna westchnęła głośno, mocniej oparła się o ścianę. Naparła na mnie i poczułem, że wszedłem cały w jej czekoladowe ciało. Spodziewałem się, że będzie ciężej w nią wejść. Przypomniałem sobie jej opis, z którego wynikało, że przeszła przez burdel. Zatem ma doświadczenie. Tara tymczasem, zupełnie nie pytana, zaczęła przejmować inicjatywę. Kręciła tyłkiem coraz energiczniej, jęczała coraz głośniej, jej skóra zaczęła się pokrywać kropelkami potu. Coś zaczęła do siebie mamrotać przez zaciśnięte zęby, zagryzała swoje wargi prawie do krwi. Łapałem rytm, trzymając ją za biodra. Nasze ciała zestroiły się, byliśmy jak jedna, sprawna maszyna. W pewnym momencie tyłek niewolnicy wypuścił kutasa, odwróciła się, uklękła i zaczęła mi obciągać. Sprawnie, fachowo, metodycznie. Jej grube usta zaciskały się na członku, śliski, szeroki, mokry język lizał. Z ust kapała jej gęsta, biała ślina.

    Stałem nie dotykając jej. Wreszcie poczułem, że dochodzę. Wziąłem ją za włosy, docisnąłem głowę, przytrzymałem i spuściłem się w gardło. Zabulgotała, charknęła i połknęła wszystko. Zwolniłem uchwyt. Dziewczyna usiadła naprzeciwko mnie po turecku, oblizała się i przyjęła ten sam, znudzony – czy może obojętny – wyraz twarzy.

    Przez cały ten czas nie padło ani jedno słowo. Zapiąłem spodnie, wcisnąłem przycisk dzwonka. Weszła Jenny. Spojrzała na Tarę, podeszła do niej, pochyliła się, poklepała ją po policzku.
    – I jak – spytała – Dobrze daje ?
    – Nie mam zastrzeżeń.

    EWA

    Poprosiłem jeszcze o Ewę do testów. Pamiętacie, to ta najtańsza, zużyta czterdziestka. Jenny wprowadziła ją do salki wyszła. Byłem wyczerpany po testowaniu mulatki, ale byłem ciekaw Ewy.

    Bosa podeszła do nie blisko, powoli uklęknęła z twarzą przy moim rozporku. Odrzuciła włosy spadające na twarz. spojrzały na mnie duże wilgotne szare oczy.

    – Kup mnie, Panie. Nie pożałujesz. Jestem  tania, dobra i robię wszystko. Głos miała lekko chrapliwy.

    – Pijesz ?

    – Piję.

    – Bierzesz narkotyki ?

    – Czasem, jak Pan każe.

    – Co chciałabyś żebym z tobą robił ?

    – Co zechcesz. Będę ci służyła. Będę twoją szmatą, zdzirą. Kurwą. Wiąż mnie. Kup mi klatkę. Oznakuj mnie. Daj mi inne imię. Oddawaj do jebania, komu chcesz, zrób ze mnie swoją toaletę, nie wiem. Co ci przyjdzie do głowy. To Panowie rozkazują. Ja jestem od wykonywania.

    – wysuń język – rozkazałem.

    Posłusznie otworzyła usta, wysunęła długi, szeroki i mokry język. Liznąłem go. Odwzajemniła się. Wpiłem się w jej usta, chwyciłem jej język zębami a potem wessałem go do swoich ust. Znała tę zabawę. Jej język w moich ustach wyczyniał cuda a usta miała szerokie, grube i ciepłe.

    Poczułem jak mi znowu staje. Wyczuła to. teraz ona zaczęła ciągnąć i ssać mój język jakby to był kutas a ona robiła laskę. Znała się na rzeczy i w odróżnieniu od Mulatki  angażowała się. Zależało jej. Bała się, że nikt jej nie kupi.

    Wysunęła język i czekała. Zrozumiałem. Pochyliłem się i powoli spuściłem na niego swoją ślinę.

    Oblizała się, połknęła, zakręciła tyłkiem jak suka i usiadła na piętach, czekając rozkazów. Była od mnie kilkanaście lat starsza i całkowicie uległa. Podniosłem ją za brodę, posłusznie wstała. Piersi miała lekko zwisające ale nie obwisłe, duże brodawki. Chwyciłem ją za obie piersi.

    – Mocniej – poprosiła.

    Zacisnąłem z całej siły. Krzyknęła, ale nie wyrywała się. Patrzyła mi w oczy, kiedy zaciskałem palce na jej miękkich, zużytych piersiach a potem kiedy ciągnąłem sutki.

    Brzuch też miała miękki, ale nie wystający zbytnio. Biodra szerokie, dość spory tyłek. Wchodziło się w nią lekko, bez wysiłku, czy to w cipę, czy w odbyt. Włosy można jej ufarbować, może kazałbym ją wytatuować. W sumie niezła z niej sztuka.

    – Dobra, kupię cię – usłyszałem swój głos. Potrzymam trochę i sprzedam.  

    – Dziękuję Panie.

    AUKCJA

    Aukcja miała się niebawem rozpocząć. Jenny zaprowadziła mnie na miejsce i usiadła obok. Miałem dobry widok na wybieg. Sala była pełna. Wyglądało na to, że jest więcej kupujących niż oferowanych kobiet.

    Zapaliły się światła, rozległa muzyka. Na scenę wyszedł prowadzący, starszy elegancki pan, który powitał gości i krótko przypomniał zasady.

    Po czym na scenę zaczęto wyprowadzać niewolnice.

    Obiekt nr 01/33 stanowiła kompletnie naga, szczupła brunetka z kręconymi włosami, trochę po trzydziestce. Miała stosunkowo nieduże piersi, wytatuowane ramiona i kolczyk w języku, który chętnie demonstrowała. Weszła na scenę na czworakach, zatrzymała się przed grupą mężczyzn i zaczęła ich kokietować kręcąc tyłkiem, wysuwając język w sposób sugerujący, że jest on w stanie przyjąć każdą ilość spermy i patrząc im przymilnie w oczy. Najwyraźniej była przez nich wypróbowywana, spodobało jej się i teraz chciała do nich trafić. Cena wywoławcza ze 150 tysięcy poszła w górę do 200.000 kredytów i chyba została nabyta przez właściwą osobę, bo uśmiechała się, kiedy ją zakuwano w kajdanki i przypinano do obroży kartkę z kodem nabywcy.

    Poszczególne dziewczyny prezentowały się same, najwyraźniej improwizując i starając się zrobić mały show. Czekałem cierpliwie na swoją Mulatkę i Ewę, ale w pewnym momencie zrobiło się ciekawie.

    Na scenę wkroczyła śmiało dziewczyna – o dziwo – w ubraniu. Miała numer 011 nosiła krótkie jeansowe spodenki, podkreślające zgrabny tyłeczek a orzechowe oczy patrzyły śmiało spod blond grzywki. Miała biały obcisły, półprzezroczysty t-shirt, ładnie opinający piersi i nosiła białe kozaczki do kolan. W ustach trzymała kopcącego peta a w dłoni dzierżyła – byłem pewien – butelkę piwa.

    – No panowie – hardo  rzuciła w tłum – Kto ma na mnie ochotę ?

    Po czym pociągnęła z flaszki, odstawiła ją i zdjęła spodenki. Nie miała majtek. Jej cipa była całkowicie wygolona, w wargach sromowych miała dwa kolczyki. Była szczupła jak prawie wszystkie niewolnice, nawet jakby trochę zbyt szczupła – jej uda nie stykały się w kroku.

    Sala oszalała. Napaleni faceci jak małpy podskakiwali na fotelach, licytowali bez pamięci.  Z bliska zobaczyłem, że jej dziewczęcy wygląd jest pewną zmyłką. Zawdzięczała go czupurnej grzywce i okrągłej buzi. Ale pierwsze zmarszczki w kącikach oczu wskazywały, że jest w drugiej połowie swoich lat trzydziestych, choć trzymała się świetnie.

    Panowała nad tłumem. Byla lekko wstawiona, wulgarna i najwyraźniej bawiła się świetnie.

    – To jest Luiza – Szepnęła mi do ucha Jenny – Do zeszłego roku jedna z naszych team liderek. Mistrzyni sprzedaży sprzed trzech lat. Teraz wpadła w długi przez jakiegoś faceta i sprzedała się nam. Nie polecam. Jest nieobliczalna i ma wredny charakter.

    Zrozumiałem sytuację w lot. Luiza to gratka dla konesera. Jest harda, szurnięta, niepokorna i bez hamulców. Wymaga treningu.

    Gwarancja dobrej zabawy dla obu stron. Dla jej Pana jeśli nie trafi na idiotę i dla niej.   Dziewczyna była wyceniona na 120 tysięcy, jej cena doszła szybko do 300 k, kiedy postanowiłem włączyć się do gry.

    – 350.000 ! – usłyszał swój głos.

    Luiza spojrzała na mnie z wybiegu, puściła oko i pociągnęła z flaszki.

    – Pan w szarym garniturze daje 350 tysięcy ! – zawołał zachwycony Mistrz Ceremonii – kto da więcej ?

    – 400.000 ! – rozległ się damski głos. Sandersson zrozumiał, że to licytuje mamuśka dla swoich synków.

    – 430.000 ! – przelicytowałem.

    Mamuśka spojrzała na niego z wyrzutem.

    Luiza stanęła przede mną w rozkroku, dalej ćmiąc peta. Wyszczerzyła białe zęby, wywaliła język.

    – No co, chłopczyku ? Stać cię na mnie ? Co byś chciał ze mną robić ? – kusiła.

    Mamuśka zamilkła. Stuk młotka przypieczętował transakcję. Do dziewczyny podszedł strażnik z kajdankami, skuł jej ręce za plecami i na szyi powiesił kartkę z moim kodem. Luiza  wypluła peta na podłogę, przydeptując go obcasem. Spodenki zostawiła na scenie.

    – Czyś ty zwariował ?? – Usłyszał wściekły syk Jenny, która zapomniała że nie są na ty. – Tyle kasy za taką prostą zdzirę ?? To ja ci tu pokazuję towar pierwsza klasa a ty robisz ze mnie pośmiewisko !

    Jeny prawie wpadła w furię. Nie rozumiałem jej reakcji.  Wpatrywałem się w nią zdziwiony, aż zrozumiałem. Luiza była do niedawna jej koleżanką z pracy. Sprzedała się i Jenny nią gardziła; Jenny prowadziła klientów, była wolna, zarabiała. I teraz, jej klient ją poniżył na oczach całego zespołu, kupując pogardzaną Luizę, pokazując, że Luiza jest więcej warta dla mnie niż ona, ona, która dostanie tylko prowizję.

    Dlatego położyłem jej rękę na kolanie.

    – Jenny – szepnąłem jej do ucha – Nie wściekaj się. Wpadnij do mnie po aukcji, razem potrenujemy Luizę. Zrobisz z nią, co będziesz chciała. Przecież wiesz, że się lubimy.

    Jenny położyła swoją dłoń na  mojej dłoni i przycisnęła do swojego kolana.

    – Wszystko ? Obiecujesz ?

    – Oczywiście.

    Reszta aukcji przebiegała bez większych emocji, jeśli nie liczyć chyba trzech nieprzewidzianych momentów: Mulatkę kupiła w końcu mamuśka, ku zdaje się wielkiemu rozczarowaniu obiektu sprzedaży.

    I jeszcze, gdy na końcu wyprowadzono na smyczy nagą Ewę, z najniższą ceną wywoławczą tego dnia i gdy wydawało się że nikt jej nie wylicytuje, Ewa wyłowiła mnie wzrokiem, zatrzymała się przede mną, uklęknęła i spojrzała błagalnie, kupiłem ją.

    O dziwo zabrakło chętnych na Olę. Mimo że ciało miała perfekcyjne. Kusiło mnie żeby ją dokupić, ale powstrzymałem się. Najpierw niech zejdą z ceny. Poza tym kupiłem dzisiaj już dwie. Będę musiał się zastanowić, którą z posiadanych już dziewczyn oddam w rozliczeniu. Ale na to miałem jeszcze czas.

    Po aukcji przyszła pora na formalności. Kupione kobiety musiały zostać oznakowane. Luiza i Ewa otrzymały nowe obroże z GPS-em i zakodowanymi danymi właściciela.  Przy okazji mogłem zdecydować czy zmienić im imiona. Pomyślałem, że do Luizy pasować będzie Zdzirka a do Ewy – Szmata.

    Zanim mi je wydano, dodano mi do nich “pakiet startowy”. Każda otrzymała szpilki, parę pończoch, krótki szlafroczek. Jeżeli  będę chciał je sobie poubierać, to już będzie mój wydatek.

    Ale co z nimi będę robił, jak i czy w ogóle ubierał to już zupełnie inna opowieść.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Nowak

    Jak daleko mogę się posunąć w zabawach ze Zdzirką i Szmatą ?

    Czy mam przelecieć Jenny ?

    A może zadzwonić do Mamuśki ? A może chcecie opowiadanie o tym jak jej synkowie uczą się na Tarze postępowania z kobietą ? 

  • Patchworkowa rodzina – czesc trzecia – Tomek

    Minął miesiąc odkąd Tomek widział swoje przyrodnie rodzeństwo w akcji. Choć wiedział, że Maja widziała go w momencie, kiedy przyjmowała gorącą porcję nasienia na swoją twarz, to przez ostatnie dni nie dawała nic po sobie poznać. Jakby sytuacja nie miała miejsca. Tomek nie mógł zapomnieć o tym ani przez chwilę. Co noc odtwarzał sobie gorące usta Mai zaciskające się na mokrym, twardym kutasie brata, jednocześnie masując swoje przyrodzenie. Wspomnienie jej wyuzdanego wzroku i satysfakcji kiedy doprowadziła brata do ostateczności, podniecał go momentalnie. Właściwie zrobił z tego wieczorny rytuał. Kilkukrotnie wyobrażał sobie nawet, że to on stoi przed klęczącą Mają i właśnie jego prosi by trysnął na jej twarz. Kończył wtedy ekspresowo. Sytuacja zmieniła się pewnego środowego wieczoru. Leżał na łóżku swoim pokoju, czytając kolejną z książek Kinga, kiedy Maja zapukała do pokoju i uchyliła drzwi. – Cześć Tomek. Nie przeszkadzam Ci? Mam wielką prośbę – zapytała słodko. Tradycyjnie, była ubrana w bardzo dopasowane ciuchy. Krótkie szorty świetnie opinały zgrabną pupę. Można było zaryzykować stwierdzenie, że nie ma na sobie majtek. Koszulka na ramiączkach równie dobrze przylegał, uwidaczniając piersi i sutki, szczególnie ten prawy. Przebity kolczykiem. – Hej Maja, trochę się nie spodziewałem. Jak mogę Ci pomóc? – zapytał mocno zmieszany Tomek. Jej ewidentnie odznaczające się kształty, od razu rzuciła się w oczy. Dynamicznie weszła do pokoju i usiadła na połowie łóżka, po prawej stronie. Dopiero teraz dostrzegł, że w ręku ma aparat – Zupełnie wypadł mi z głowy projekt do mojego koła artystycznego. Potrzebuje męskich zdjęć. Jest już późno a tylko Ty aktualnie jesteś pod ręką. Jest jeden problem – Jaki? – starał się jak mógł, patrzyć jej w oczy, ale wzrok co chwile uciekał na zarys sutków. Złapał się na tym, że chciałby jej dotknąć, a może nawet wsadzić w usta – To jest dość awangardowe koło. Skupiamy się na nagości totalnej. Staramy się oddać naturalną ludzką seksualność w jak najbardziej naturalny sposób – Chcesz powiedzieć, że mam pozować nago? – jego głos aż zadrżał, ze zdziwienia. – Dokładnie tak, ale niczym się nie przejmuj, fotografujemy ciało lecz bez twarzy, aby w pełni zachować prywatność modeli. Nikt nie będzie wiedział, że to Ty – Wiesz, ja nie czułem, i nie czuje się modelem. Nie jestem muskularny ani nie mam szczególnie męskiego ciała. Powinnaś zapytać kolegów Marka. – Mówiłam. Niczym się nie przejmuj Tomek. Potrzebujemy każdych ciał bo w każdym drzemie seksualność. Takiej fizjonomii jak Twoja jeszcze nie fotografowałam. Nie daj się prosić – zagadała zalotnie Miał straszny mętlik w głowie. Od miesiąca masował kutasa, wyobrażają sobie swoją przyrodnią siostrę w oralnym uniesieniu, a teraz miał przed nią stanąć zupełnie nago. – Dobrze, niech będzie – chyba stracił panowanie nad sobą, bo miał wrażenie, że to nie on wypowiada te słowa – Świetnie. W takim razie rozbierz się i stań przede mną tu na środku, na tle zasłon. Z pokojowym światłem będzie się dobrze komponować. Ustaw się do mnie bokiem Zdejmując koszulkę i spodnie zdał sobie sprawę, na co się zgodził. Kiedy zdjął już skarpetki i zostały tylko bokserki, dopadły go poważne wątpliwości – Wiesz Maja to chyba nie jest dobry pomysł. Chyba nie czuje się na siłach. – Przestań Tomek, nie ma się czego wstydzić, to nie jest porno tylko sztuka – podeszła do niego i szybko zsunęła bokserki. Widok, który ujrzała wprawił ją w zaskoczenie. Olbrzymie zaskoczenie Owszem jego postura w niczym się nie wyróżniała, ale penis, który przed nią wisiał już teraz wydawał się sporych rozmiarów. Jak dla takiej koneserki kutasów, to mogła być niezła gratka. Miała wrażenie, że może być większy niż Marka. Dodatkowo był też dokładnie wydepilowany. Na jądrach ani na wzgórku łonowym nie widziała ani jednego włoska. Po jego powierzchowności spodziewała się góry włosów łonowych, przez które ledwie przebijał się niewielki penis. – Widzisz. Nic wielkiego się nie stało, a stoisz nago przede mną. Dobrze teraz ustaw się jak początkowo prosiłam, żeby nie zdradzać wszystkiego na wstępie Tomek powoli zaczął nabierać pewności. Nie miał zielonego pojęcia o pozowaniu a tym bardzie nago, jednak stosował się do zaleceń, a Maja cykała zdjęcie za zdjęciem. Dopadło go jedno pytanie – Maja a co będzie jak ktoś wejdzie? – Powiemy prawdę, że to zdjęcia na studia. Poza tym, już nie takie rzeczy się tutaj działy. A teraz usiądź na łóżku w rozkroku Nie był pewien co usłyszał. „Nie takie rzeczy się tutaj działy?” To znaczy, że obciąganie bratu to tylko przedsmak zagadek tego domu? Z plątaniny myśli wyrwała go Maja – Szybciutko Tomek, muszę jeszcze obrobić te zdjęcia. Usiądź i rozłóż nogi. O tak Stosował się do jej zaleceń jak zahipnotyzowany. Ta sytuacja trochę zaczynała go podniecać, czuł, że jego penis delikatnie podryguje – Dobra Tomek, zostajesz w tej pozycji tylko Twój penis przydałby się twardszy. Możesz go pomasować? – Co? Mam sobieee ma ma ma – z niedowierzania zaczął się jąkać – Dobra, sama sobie poradzę. Podeszła do niego i uklęknęła, polizała obficie dłoń i chwyciła jego drgającego penisa Tomek zwariował. Czuł, że to chyba mu się śni. Cały miesiąc walenia konia i wyobrażeń a tutaj zupełnie spontanicznie, Maja zaczyna masować mu kutasa. Nieświadomie zamknął oczy – Złociutki, mówiłam Ci, że to nie porno. Dobrze, że jeszcze nie pojękujesz. Otwórz oczy i skup się – ze śmiechem docięła mu dziewczyna, cały czas masując penisa. Z każdą kolejną chwilą robił się twardszy, większy a jego główka nabierała koloru bordo. Teraz miała już pewność, że jest obfitszy niż Marek. Zaczęła czuć wilgoć między nogami. Czuła, że ten wieczór może się skończyć czymś białym i lepkim. Tym razem w ustach. – Dobra, trochę stwardniał, na razie wystarczy. Wstań i ustaw się jakbym miała klękać przed Tobą Tomek znowu posłusznie wstał. Maja faktycznie klęczała przed nim, ale nie z otwartymi mokrymi ustami ale obiektywem, którego przesłona zamykała się raz za razem. Zupełnie nie ogarniał rzeczywistości w jakiej się znajdował. Miał wrażenie, że nawet jego kutas jest poza nim. Totalnie abstrakcyjne odczucie – Dobra Tomek, potrzebujemy więcej twardości Tym razem Tomek świadomie włączył się do pomocy. Napluł na niego i zaczął masować. Maja podświadomie zaczęła się uśmiechać. Teraz była naprawdę mokra. Tomek to nie był ideał męskiego ciała, ale jego kutasa znacznie mocniej zaczęła sobie wyobrażać w ustach Tomek robił co mógł, ale mimo szczerych chęci, szaleństwo tej sytuacji nie pozwoliło mu twardnieć. – Dobra. Daj go. Chwyciła go w dłoń, a potem szybko wzięła w usta, i z impetem zaczęła mocno poruszać głową. Wiedziała jak się zająć kutasem, zwłaszcza tak młodym. Jak za pstryknięciem palca, stwardniał i to tak, że czuła pod językiem żyły. Był dobry w smaku. Zdała sobie sprawę, że czerpie z tego sporo przyjemności. Ręką zaczęła masować jądra Tomek mentalnie odleciał. Czuł się jakby cała przyjemność świata rozlewała się po komórkach jego ciała. Maja obrabiała jego kutasa lepiej, niż mógł sobie wyobrazić. Żaden Pornhub się do tego nie umywał – Tomeczku, masz niezły sprzęt. Jądra też niczemu sobie, jak odbyt? Lubisz tam paluszki? – to było pytanie, które nie czekało odpowiedzi. Jej usta rytmicznie pracowały na kutasie, jedna ręka masowała jądra a druga szybko zaczęła masować odbyt. To była dla Tomka za wiele. Znów zaczął czuć swojego kutasa, i poczuł go wtedy kiedy właściwie nasienie wystrzeliwało z jego główki. Nie zdążył nawet ostrzec Mai Jej doświadczenie, pozwoliło się na to przygotować. Sama twardość jąder zwiastowała, że zaraz poczuje nasienie w ustach, a masaż odbytu jest zawsze „iskrą na beczce prochu”. Wystrzelił szybko, obficie. Nasienie było gorące, delikatnie słonawe, ale cholernie smaczne. Wiedziała, że jeszcze nie raz będzie je miała w ustach. Wyczyściła go do słucha, aż ugięły mu się kolana – Czy to koniec zdjęć? – zadał najgłupsze pytanie jakie mógł. W momencie kiedy skończył ruszać ustami, zalał się falą czerwieni na twarzy. Maja już wstała, zebrała palcem resztki nasienia które wypłynęły jej z ust i szybko go oblizała. Głupku. To od początku nie chodziło o zdjęcia. Masz pysznego kutasa. Będę go jeszcze potrzebować – po czym wzięła aparat, zakołysała biodrami i szybko opuściła pokój, wesoło pogwizdując

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Antek Tomsky
  • Prezent

    Drzwi były zamknięte. „Pewnie poszedł jeszcze coś szybko kupić” – zaśmiałem się w duchu. Szybko jednak uśmiech został zastąpiony przez grymas niezadowolenia. „Dlaczego zapomniał? Jest aż tak obrażony? O co mu do cholery chodziło?” Przecież w ostatnim czasie ani się nie sprzeczaliśmy, ani nie wydarzyło się nic, co mogłoby wpłynąć na jego humor. Co prawda, od jakiegoś czasu odmawiał, gdy starałem się zachęcić go do jakichkolwiek pieszczot. Może nie powiedział wprost, że nie ma ochoty, ale widziałem po jego nastawieniu, że nic z tego nie będzie. Więc odpuszczałem, z dnia na dzień stając się coraz bardziej sfrustrowany tą nietypową abstynencją. „Może coś się stało i nie chce mi powiedzieć? Coś z jego mamą? Nie no, chyba nie bałby się przede mną zwierzyć… chyba.” Kolejne zmartwienia zaczęły pojawiać się w mojej głowie, podczas gdy szukałem kluczy w torbie. „A co jeśli… ale dlaczego? Przecież to on nie chcę się kochać.” Kiedyś mogliśmy to robić parę razy w ciągu weekendu. Wyprężał się przede mną jak kotka w rui. Sięgał do mojego rozporka, gdy oglądałem telewizję. Zrywał ze mnie ubrania, jakbym miał się od nich poparzyć. Bawił się moim penisem przez dobre pół godziny zanim, rozpoczynając od liźnięć główki i delikatnych pociągnięć po trzonie, nieprzymuszony, połykał go w całości, patrząc mi w oczy i krztusząc się zachłannie. Następnie, każda znana nam pozycja i jego ciche, niemalże szepczące pojękiwania. Tak, och jak dobrze. Jeszcze chwilę, jeszcze nie kończ. Jego nogi oplatające moje, przyciągające mnie bliżej i bliżej, bym mógł penetrować go głębiej niż godzinę wcześniej. Jego ekstatyczne grymasy twarzy, przy każdym pchnięciu moich bioder. Jego przyspieszony oddech i kurczące się stopy, gdy był już blisko. Stłumione okrzyki, ukrywane przed sąsiadami, gdy nakierowawszy mój penis na jego prostatę, dochodził na swoją rozgrzaną pierś, nierzadko oblewając podbródek czy twarz. Krótkotrwały stan nieważkości, po chwili ustępujący zwierzęco-dzikiemu spojrzeniu i rozkazom, bym w nim skończył. Moje dłonie ściskające jego uda, gdy niczym męczennik, znosił kolejne gwałtowne wepchnięcia. Mój swawolny język na jego stwardniałych sutkach i jego dłonie w moich włosach. Spragnione usta, niemo wołające o nastanie przypływu. Niedźwiedzie pomruki, stopniowo przeradzające się w odgłosy walczących lwów. Kamienne odrętwienie na chwilę przed erupcją. I ostateczne zwieńczenie godów sodomitów, pod postacią przelania się czary rozkoszy. A po tym… po tym wszystkim, delikatny, lecz niemalże namacalny, zapach nirvany. Nasze ramiona splatające się we wiecznym dążeniu do zjednoczenia dwóch ciał. Pocałunki, które zdawały się mówić więcej niż słowa. Żar, rozgrzewający nas obu niczym płomień ogniska, między pielgrzymami. Przystanek na drodze ku wieczności. Więc jak mógłbym uwierzyć, że mnie zdradza? Jak uwierzyć, że ten akt, tak szczery i prawdziwy, nie wystarczał mu w zaspokojeniu jego potrzeb. Dlaczego w moje urodziny? Dlaczego teraz, gdy właśnie miałem przestąpić próg naszego domu?

    Pierwsze, co jednocześnie uspokoiło moje serce i przyspieszyło jego bicie, było ujrzenie poświaty lampki nocnej, sączącej się z naszej sypialni, by osiąść na ścianie korytarza. „Coś się stąło… coś złego.” Pomyślałem odruchowo. „Dlaczego zamknął drzwi, skoro jest w domu?”

    – Hej! Wróciłem! – zawołałem zlękniony, lecz starając się nie ukazać tego po moim tonie. W odpowiedzi, usłyszałem jedynie dźwięk sunącej w dół windy na klatce schodowej, wezwanej przez kolejnego wracającego do domu z pracy mieszkańca bloku. Zamknąłem za sobą drzwi i przekręciłem w zamku klucz, zostawiając je w stanie jak sprzed chwili. Energicznym ruchem zrzuciłem z siebie plecak i ściągnąłem buty, odpychając je stopą pod ścianę. W domu było ciemno. Poza tą lekką smugą światła z sypialni; żadne inne pomieszczenie nie było oświetlone. Zacząłem naprawdę obawiać się co mnie czeka. „Co jeśli zastanę ich zabawiających się w naszym łóżku?” Chciałem fizycznie wypluć tą myśl, jeszcze zanim nawet zdążyła się w pełni uformować. „Zabiję go? Jego kochanka? Może obu?” Rosła we mnie wściekłość. Choć jeszcze nie znałem prawdy, wszystko zdawało się układać w jedną całość. Na co mu jego nudny narzeczony, skoro znalazł sobie lepszego fagasa z chujem jak maczuga, posturą kulturysty i znajomością pozycji seksualnych, jakby samemu pisał kamasutrę. „Tylko jak ja go zapierdolę, jak on mnie jednym ciosem zetnie z nóg. A chuj z tym, rozjebie mu łeb czymkolwiek co będzie pod ręką.” Powiesiłem kurtkę na wieszaku, delektując się ostatnimi chwilami przed zbrodnią, dopracowując plan i przygotowując się na pierwsze w życiu morderstwo. Wziąłem głęboki wdech i odwróciłem się w stronę drzwi do naszej sypialni. Chociaż nadal nie słyszałem żadnego dźwięku, w mojej głowie wygrywały całe serenady jęków, wzdychań i sapania. Ruszyłem w stronę miejsca, gdzie w ciągu ostatnich dwóch lat zaznawaliśmy rozkosze, o jakich Rzymianie, podczas swoich orgii, mogli tylko pomarzyć. Zbliżałem się do framugi lekko uchylonych drzwi. Położyłem na nich dłoń i wstrzymawszy się na chwilę, jeszcze raz wziąłem głęboki oddech. „Po prostu weź lampkę i celuj w co popadnie.” Pchnąłem drzwi.

    Na łóżku leżał Artur. Oprócz przepaski na oczach i zaciśniętych węzłem nadgarstków, nie miał na sobie niczego. Nie mogąc podeprzeć się na rękach skutych za plecami, wtulał swoją twarz w pościel. Wypięty tyłek opierał na rozchylonych przede mną nogach, stale ruszających się, jakby nie mogąc zapanować nad emocjami. Jego skóra, chociaż wyraźnie rozpalona, na dźwięk otwieranych drzwi, okryła się gęsią skórką. Lekko otwarte wargi i niestabilny oddech zdradzały jego przyspieszony puls. Wygięty i bezprecedensowo poddany czekał na swojego Pana w dniu Jego urodzin.

    Na szafce nocnej postawił lubrykant. Obok niego leżał udekorowana kartka papieru z podpisem „Wszystkiego najlepszego!”. Nie mogłem się nie uśmiechnąć. Choć z początku w szoku, moje uczucie szybko przerodziło się w rozbawienie. „Cóż on znowu wymyślił!” śmiałem się w duchu. Lecz, kiedy odwróciłem twarz, by spojrzeć na jego spięte usta i ciasno splecione dłonie, zrozumiałem, że traktował on ów scenę zupełnie na poważnie. A skoro tak, to i ja musiałem stać się poważny.

    Pierwsze, co usłyszał Artur po chwilowym odczekaniu to dźwięk garnituru zsuwającego się z moich ramion, by chwilę później wylądować na podłodze. Ja, natomiast wsłuchiwałem się jedynie w jego oddech, przyspieszający z każdym moim ruchem. Następnie wykonałem pierwszy krok w stronę łóżka, po czym wyciągnąłem swoją prawą dłoń, by dotknąć jego nagiego biodra. Momentalnie dobiegł mnie stłumiony jęk mojego ukochanego. Przesunąłem swoją dłoń w stronę jego pośladków, wyczuwając każdy nabrzmiały gęsią skórką mieszek. Spojrzałem niżej na jego stopy, które teraz spotkały się ze sobą, skurczone niczym dłonie niepewnego, oczekującego reprymendy. Ja, jednak, sięgnąłem do jego ramion, przesuwając najpierw delikatnie po jego splecionych palcach. W tym samym momencie ustawiłem się tak, by swoim kroczem dotykać jego nagiego tyłka. Mój nabrzmiały rozporek przesuwał się pomiędzy jego pośladkami, kiedy ja sunąłem opuszkami palców po jego plecach, ramionach, barkach. Mój penis, uwięziony w okowach ubrań, zaczął powoli domagać się uwolnienia, lecz ja wiedziałem, że nie mogę mu jeszcze na to pozwolić. Delikatnym, choć stanowczym ruchem pociągnąłem Artura pod łokciami, przyciągając go tym samym do swojej piersi. Odpowiedziawszy mi jęknięciem, podniósł się na mój rozkaz, opierając swoją głowę na moim prawym obojczyku. Jego rozchylone usta i zakryte oczy celowały w moją twarz, która łapczywie spoglądała na każdy detal jego rozpalonej skóry. Spotykaliśmy się oddechami, kiedy dłońmi pieściłem jego brzuch i pierś. Spojrzawszy ukradkiem w dół, widziałem jak jego przyrodzenie, odstawało od ciała, sugerując pełną gotowość do naszego złączenia. Mając wiedzę, o jego ekscytacji, zniżyłem swoją lewą dłoń, prawą pozostawiając wokół jego podbrzusza. Zacząłem delikatnie przesuwać swoje palce w jego pachwinach, umyślnie omijając penisa. Bawiłem się jego jądrami, delikatnie je pociągając i miętosząc w dłoni, cały czas masując jego brzuch.

    Częstotliwość oddechów Artura wzrastała z każdym moim ruchem. Jego usta wychylały się w moją stronę, pragnąc spotkania z moimi. Ja, jednak, pochyliłem swoją głowę, by sięgnąć niczym złakniony wampir do jego gardła. Choć z początku, prostymi całusami, szybko zacząłem celebrować jego odchyloną krtań. Łapczywie biorąc dla siebie każdym skrawek jego szyi, wsłuchiwałem się w serenadę jego wydechów i odgłosów zadowolenia. On, w tym samym momencie oparł się swoim tyłkiem o moje krocze, ocierając się o nie frywolnie. Poprzez swoją koszulę czułem jak jego dłonie otwierają się i zamykają, tka jakby nie mógł zapanować nad ich ruchami. Z czasem jak nasze ciała zaczęły pracować szybciej, ja zacząłem wykonywać kolejne akcje ze wzmożoną energicznością. Masowałem jego jądra i pachwiny obie dłońmi. Ssałem i lizałem jego, niemalże, otwartą szyję i popychałem swoje krocze, napierając na Artura, tym samym przyciągając dłońmi jego poddane biodra. Kiedy, poprzez serenadę dźwięków wydobywających się z jego ust, poczułem, że nie panuje on już nad swoimi reakcjami, wtedy dopiero rzuciłem się w stronę jego twarzy, łapiąc swoją prawą dłonią za jego szczękę i przyciągając ją do swojej. Ruch ten był na tyle zwinny i nieprzewidywany, że, zanim pokryłem jego wargi swoją zachłannością, wydobył się z nich ostatni poddany jęk.

    Trzymając jego twarz w sztywnym chwycie, eksplorowałem jego buzię swoim językiem. Wyczuwałem jak mięśnie jego twarzy napinają się i rozluźniają wobec nalegań moich ust, by przestał się opierać i pozwolił mi otworzyć Artura na moje ciało. Jego dłonie, zaciśnięte, a dotykające mojego brzucha, zdradzały jego subordynację i potrzebę, której odmawiał sobie od dłuższego czasu, czekając na ten dzień.

    Splot naszych języków wydawał się być nieskończony, lecz w momencie, kiedy uprzytomniłem sobie, ile jeszcze jego ciała muszę dzisiaj zasmakować, odepchnąłem swoje usta od jego i, przytrzymując lewą ręką jego biodro, nakazałem mu pochylić się przede mną, napierając na jego plecy dłonią prawą. Wykonał moje polecenie posłusznie, bez najmniejszego oporu. Ja w tym czasie odsunąłem się od łóżka, by pozwolić Arturowi zasłuchać się w następujące odgłosy. W pierwszej kolejności, rozpiąłem swoją koszulę, by zrzucić ją z siebie, tym samym ukazując swoją wypiętą pierś. Odkąd, przestaliśmy uprawiać seks, nie widziałem sensu, by ją golić, dlatego zdążyła zarosnąć i obecnie włosy pokrywały jej skórę. Artur poprawił się na łóżku, rozchylając jeszcze bardziej swoje nogi, co zachęciło mnie do kontynuowania swojego striptizu. Sięgnąłem do spodni, by złapać za rozporek i jednym przesunięciem uwolnić swoje krocze z okowów dżinsu. Dźwięk zsuwających się z moich nóg nogawek, wyraźnie spodobał się Arturowi, co pokazał za pomocą pełnych uznania pojękiwań. Razem ze spodniami ściągnąłem skarpety, tak że ostatecznie stanąłem przed jego domagającym się uwagi tyłkiem, już w samych bokserkach – w tamtej chwili niezwykle naprężonych. Jako ostatni akt mojego przedstawienia, postanowiłem obejść łóżko, by stanąć w najbliższej odległości do jego twarzy, tak by mógł usłyszeć wszystko w jak najlepszej jakości. Kiedy więc znalazłem się po drugiej stronie, a jego twarz oparta na swojej prawej stronie leżała na łóżku, wtedy złapałem za gumki od bielizny. Powolnym, pełnym nonszalancji ruchem zsuwałem materiał, by ukazać, widzącemu słuchem Arturowi, całą ich nabrzmiałą zawartość. Przepełniony odgłosami, przygryzł swoje usta.

    W tamtym momencie rozpoczęła się noc seksu. Podszedłem jeszcze o krok bliżej łóżka. Sięgnąłem dłonią jego głowy. Wsunąłem rękę pod twarz Artura, pomagając mu podnieść się na kolana. Kiedy już złapał równowagę, podłożyłem dłonie pod jego barki, tak by mógł w pełni skupić się na swoich ustach. Następnie pozwoliłem mu nachylić się w moją stronę. Dobrze wiedział, co ma robić. Przy pierwszym dotyku z moim penisem, lekko się wzdrygnął, lecz wiedząc, że to jedynie odruch bezwarunkowy, obaj uśmiechnęliśmy się i kontynuowaliśmy. Rozwarł swoje usta i złożył soczysty pocałunek na główce mojego penisa. Z mojej krtani uszedł wydech prawdziwej ulgi i odchyliwszy głowę do tyłu, poczułem, że mogę się w pełni rozluźnić i pozwolić Arturowi działać. A on nie próżnował. Chwile po pierwszym pocałunku, nastąpił kolejny, a potem następny. Przy czwartym jego usta zaczęły się otwierać co raz bardziej, tak że przy piątym i szóstym zaczął wkładać całą żołądź do buzi. Oparty barkami na moich dłoniach, zaczął wodzić ustami po moim penisie, przesuwając się po jego trzonie. Co parę ruchów zatrzymywał się, by językiem dodawać szczególnych pieszczot na wędzidełku i główce. Kolejno pochłaniał więcej i mniej, powoli otwierając się na mnie. Starał się brać więcej i więcej, zaspokajając zachcianki mojej żądzy. Co chwilę, z jego nosa wydobywały się głośne wydechy, sugerujące znaczne zaangażowanie, z jakim przykładał się do piszczenia oralnego. Kiedy już w końcu dotarł wargami do mojego podbrzusza, akompaniując temu ćwiczeniu reakcjami swojego przepełnionego gardła, poczułem, że jego wodze puszczają i nad jego ciałem zaczyna mieć kontrolę nienasycony głód seksu. Jego usta zaczęły pracować ze zdwojoną intensywnością, przesuwając się po trzonie mojego penisa. Używając mięśni brzucha opierał się już na tyle dobrze, bez pomocy rąk, że mogłem, wziąwszy jedną z moich dłoni, oprzeć ją na jego głowie. Miętosiłem jego włosy pomiędzy palcami, od czasu do czasu dociskając jego głowę, w chwilach wzmożonej ekscytacji. Jego umiejętności były na tyle zniewalające, że nie zauważyłem nawet, kiedy zacząłem jęczeć z rozkoszy. Gdy wsłuchałem się w wydawane przeze mnie odgłosy uprzytomniłem sobie jak głośno się zachowywaliśmy. To natomiast było niezbitym dowodem na to, że już niedługo może skończyć się moja chęć do dalszych zabaw. W związku z tym złapałem Artura ponownie za barki, by odciągnąć go od mojego penisa, do którego zdążył już niemal przylgnąć. Odpowiedzią na to z jego strony, było parę łapczywych oddechów i oblizanie śliny ze swoich warg. Podciągnąłem jego tułów w swoją stronę, by jeszcze raz spleść swój język z jego. Trwało to jedynie chwilę, gdyż nie mogłem odeprzeć myśli od pojawienia się z drugiej strony ciała mojego ukochanego.

    Oderwałem go od swoich ust i obtarłem jego podbródek z resztek śliny, po czym opuściłem go na posłanie, a sam obszedłem ponownie nasze łoże, by z powrotem znaleźć się za jego plecami. Ukazał się przede mną wypięty tyłek, swoją postawą oczekujący natychmiastowej uwagi. Lecz, tylko to samo chodziło po głowie, także i mnie. Uklęknąłem na jedno kolano przed jego rozłożonymi nogami, kładąc soje dłonie na łydkach Artura. Pieściłem je chwilę, zanim zbliżyłem się twarzą do jego pośladków. Złożyłem na nich parę pocałunków, czemu odpowiedzią ze strony i właściciela były odgłosy zadowolenia i rozbawienia. Musiało go to łaskotać. Mimowolnie uśmiechnąłem się, po czym oparłem swoje dłonie na tych dwóch pagórkach radości. Następnie zbliżyłem się do tajemnicy pomiędzy nimi. Przywarłem do niego, dosyć bezceremonialnie, penetrując językiem zakamarki jego ciała. Obracałem się w nim, badając jego wnętrze. Zdecydowanymi posunięciami rozluźniałem mięśnie i lubrykowałem miejsce, poświęcone rozkoszy. Dłońmi, natomiast, miętosiłem jego pośladki, od czasu do czasu opadając na nie klapsami. A jęki i emocje wydobywały się z ust Artura bez ustanku. Złapałem lewą dłonią za jego penisa, delikatnie wprawiając swoją rękę w ruch, lecz nie wystarczająco, by pozwolić Arturowi skończyć. Nie trwało to długo zanim mój członek nie zaczął sam domagać się atencji. Czułem jak podskakuje, wyrywa się, by samemu zaczerpnąć rozkoszy, którą oferował mi mój narzeczony. A ja nie miałem przy tym serca, by mu odmawiać.

    Zdjąłem, więc dłoń z penisa Artura, oderwałem się ustami od jego wnętrza i odepchnąłem się od jego pośladka, by stanąć na dwóch nogach. Te dni bez krztyny pieszczoty, w połączeniu z przesyceniem codziennych figli, zaowocowały wrażeniem nieporównywalnym do jakiegokolwiek innego, które było mi doświadczyć w moim życiu. W tamtej chwili, stojąc w pełnej okazałości, takim jakim mnie wydano na świat, z rękoma na biodrach, z naprężonym penisem i wypiętą piersią, wpatrując się w uległe ciało, leżącego przede mną, nagiego Amora, czułem, że nie ma męskości bardziej okazałej niż ta, którą wtedy doświadczałem.

    Obróciłem swoja głowę w stronę szafki, by sięgnąć po lubrykant. Choć już zdążyłem poczuć językiem, że Artur jest gotowy na wszystko co miałbym do zaoferowania, chciałem, by seks, który miałem mu zaraz dać, był pozbawiony uczuć innych niż bezdenna, niesplamiona rozkosz. Swój naoliwiony, lśniący członek osadziłem w dolinie pomiędzy jego pośladkami, by następnie pochylić się nad jego plecami i ucałować je z gracją i finezją romantycznego kochanka. Kiedy ujrzałem, pełen aprobaty uśmiech na twarzy Artura, wiedziałem, że już czas na tak wyczekiwany przez nas obojga moment. Trzymając swoją prawą ręką jego splecionych dłoni, sięgnąłem wolną kończyną do mojego penisa, nakierowując go na miejsce jego ostatecznego spoczynku. Włożyłem go w rozpalone ciało Artura.

    Jeśliby nazwać jękami, to co wcześniej wydostawało się z ust Artura, to trudno powiedzieć, jakie odgłosy wydawał on wtedy. Okrzyki, męczeńskie wycie, postękiwania wymęczonego pielgrzyma. Zaciśnięte zęby i usta wołające o więcej. Ciało lepkie od potu i rozgrzane od żaru naszego seksu. Posuwałem swoimi biodrami, mężczyznę, który bez wahania oddawał mi się tak jak sobie tego życzyłem. Stabilnym rytmem napierałem na niego, powodując zarówno ekstazę, jak i święte natchnienie. Przyciągałem jego niczym niewsparty tułów, swoimi ramionami, trzymając za jego splecione za plecami dłonie. Zdobywałem całego jego terytorium swoją zaciekłą krucjatą, walcząc z niestawiającym oporu przeciwnikiem. Przesuwałem swoim penisem po jego wnętrzu, czując każdy skrawek jego tyłka na swoim ciele. Wypełniał on sobą całego mnie, tak jak ja wypełniałem Artura całym sobą. Tak jak on, wołałem w swoich zwierzęcych odgłosach, o miłosierdzie, gdyż intensywność rozkoszy, którą przyszło nam doświadczać była zbyt wielka, by mogła nie być grzechem. Penetrując mojego narzeczonego czułem, jak moja skóra powoli zaczyna być skropiona potem, szczególnie, że od jakiegoś czasu regularnie przyspieszałem prędkość z jaką wchodziłem w mojego ukochanego, pozwalając mu przy tym przeżywać doznania, zakrawające o wiedzę tajemną.

    Ale, to jeszcze nie było to czego potrzebowałem. A wiedziałem bardzo dobrze, co musi się wydarzyć byśmy doświadczyli pełni satysfakcji. W jednej chwili wyszedłem z Artura, wydobywając z niego tym samym głębokie westchnienie. Lecz, w tej samej chwili sięgnąłem po jego kostki u stóp, unosząc jego nogi i obracając je w taki sposób, że mój narzeczony znalazł się teraz na swoich plecach. Jego penis jeszcze nigdy nie wyglądał tak okazale jak tamtego dnia. Podniosłem jego biodra, by sięgnąć po sznur splatający jego dłonie. Napatrzywszy się na niego wystarczająco długo, podczas naszych poprzednich figli wiedziałem jak rozplątać go bez większego problemu. Jego ręce zostały uwolnione. Odchyliłem, wtedy jego uda i wtargnąłem z impetem w Artura, w tym samym momencie opuszczając swoje ciało na jego brzuch i sięgając po opaskę na jego twarzy. Z jego ust wyrwał się głośny jęk w momencie, gdy zdobywając jego intymność spojrzałem w jego szeroko otwarte oczy. Bez pojedynczego słowa, wejrzałem w głębię jego duszy, tak jak on wejrzał we mnie. Bez słów wiedział by spleść swoje dłonie ponownie, lecz tym razem za moimi plecami, przyciągając mnie do siebie, a ja natomiast przywarłem swoimi ustami do jego, by złożyć na nich pocałunek opływający namiętnością spragnionych siebie kochanków. Nasze ciała zbliżyły się do siebie tak bardzo, że jedyną istotą rozdzielającą ich jedność, były powłoki naszej fizyczności. Lecz, choćby mówiono cokolwiek, i przedstawiano najróżniejsze dowody, nie uwierzyłbym, że w tamtej chwili nie byliśmy jednym i tym samym. Dwiema postaciami, połączonymi w idealną jedność.

    Lecz, kiedy chwila tej bezwzględnej absolutności minęła, a nasze spojrzenia ponownie się spotkały, oderwałem się od skóry Artura i widząc jak uśmiecha się on do mnie w radości szczęśliwego człowieka, położyłem swoją prawą dłoń na jego penisie. Przymknął on wtedy swoje oczy i odchylił głowę, a ja ustawiając swoje biodra nieco poniżej jego, penetrowałem jego ciało, w tym samym momencie ślizgając swoją dłonią po jego członku. Mimika jego twarzy zaczęła przechodzić od błogostanu do gwałtownych napięć. Jego jęki z lekkich i figlarnych, zaczęły zmieniać się w arie błagających o litość okrzyków. Mięśnie jego nóg, wpierw delikatnie oplatające moje ciało, zaczęły przyciskać mnie bliżej i bliżej wnętrza Artura. Jego rozgrzana skóra, jego chwytające na pościel dłonie, jego wgryzające się w siebie usta, zaciśnięte oczy, i wyprężony do ostateczności penis wołały bym brał je wszystkie, jak Achilles, jak bóg. Bym wpychał swą męskość w jego poddanie. I tak penetrując go głębiej i bezwzględniej, ujrzałem jak z jego przekrwionego penisa tryska nektar bogów, sok, którym obdarowywał tylko mnie. Tak, z impetem i z siłą, przy akompaniamencie skowytu, przepełnionego ekstazą śmiertelnika, kolejna fala za falą oblewała pierś mojego ukochanego. Jęcząc i naciskając biodrami, malował swoje ciało we wzory, miłości i rozkoszy. Aż w końcu wytrysnęła z niego ostatnia fala, a jego pierś opadła na łóżko.

    Zatrzymałem się na chwilę, by pozwolić Arturowi wziąć oddech, a kiedy on wreszcie spojrzał na mnie, bez słowa przytaknął, odpowiadając na moje pytające spojrzenie. Otrzymawszy pozwolenie, przystąpiłem do działania.

    Ponownie zacząłem wślizgiwać się pomiędzy pośladki mojego narzeczonego, pochyliwszy się nad jego skropionym spermą brzuchem. A Artur, wyciągnąwszy swoje ręce pieścił moje sutki, pozwalając mi skupić się na ruchach bioder. Wparowywałem w jego ciało, jakbym włamywał się do greckiej świątyni. Penetrowałem go po raz kolejny z wdzięcznością za dar, który miał mi ofiarować. Kiedy poczułem, że zbliżam się do celu, przyspieszyłem swoje działania i zasłuchany w pojękiwania mojej miłości, atakowałem jego bezbronne ciało z werwą barbarzyńcy. Jak ogr, jak gigant, jak bóg odbierałem przynależną mi zapłatę, przemieszczając się przez korytarz jego cudów. A w momencie, gdy ukazała się przede mną twarz kapłana tej świątyni, wtargnąłem w jej wnętrze, rozlewają posokę po jej ścianach. Zdobyta, po raz pierwszy, została świątynia, która dopiero tamtego dnia ukazała mi się w pełni swej okazałości.

    Niczym wojownik po bitwie, opadłem z ramion, na poległe ciało, choć w przeciwieństwie do śmierci wojny, ów ciało objęło moje w pełnym miłości geście pojednania. Spojrzałem w oczy najpiękniejszego mężczyzny, z jakim przyszło mi się spotkać w moim życiu. Blask, który w nich zobaczyłem, nieporównywalny była do blasku najjaśniejszej z gwiazd. Uśmiech spoczywający na jego ustach, szerszy był niż najdłuższa z rzek, a skóra jego twarzy promieniała, światłem głębszym niż słońca w zenicie. Wziąwszy parę głębokich oddechów, oparłem swoje czoło o czoło Artura. W takiej pozycji leżeliśmy przez chwilę. Gdy w końcu odsapnęliśmy, powstałem po raz kolejny, by opuścić ciało najurodziwszego w kochanków. Obaj wtedy przesunęliśmy się na poduszki naszego wspólnego łoża.

    Wtulony w mą pierś Artur milczał przez chwilę, po czym spojrzał w moją twarz i rzekł z figlarnym uśmiechem:

    – Wszystkiego najlepszego – zaśmiałem się do niego i przyciągnąłem do siebie, by pocałować jego rozbawione usta.

    – Zacząłem już się bać, że Cię tracę – odparłem szczerze.

    – Nie można stracić czegoś, co jest już częścią Ciebie – odpowiedział Artur z filozoficzną powagą, pozwalając, by jego uśmiech przelał się po raz kolejny z moją twarz.

    – Kocham Cię – I nie było w tym cienia wątpliwości.

    – Ja Ciebie też – I wiedziałem, że mówi prawdę.

    Finis

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Zatrzymac czas

    Opowiadanie inspirowane twórczością Futase Hikaru a.k.a. LUNATIQUE

    Jak zwykle siedzę na wf-ie na ławce podczas gdy reszta chłopaków gra w kosza. Nie interesuje mnie to co się dzieje na boisku, ale muszę tu być, bo inaczej mnie obleją. Patrzę jak dziesiątka najbardziej wysportowanych chłopców z klasy podaje między sobą piłkę i biega z jednego końca sali do drugiego, piszcząc przy tym swoimi butami. Po krawędzi boiska przechadza się trener, który ma w zwyczaju nadużywać gwizdka i nazywać wszystkich dobrych graczy następnym Lebronem Jamesem. W całej sali gimnastycznej w tym chłodnym powietrzu czuć zapach gumy z piłek i potu moich wysportowanych kolegów. To akurat bardzo mi się podoba, ale zaraz będzie mi się podobać znacznie bardziej.

    Od tygodnia mam te nową japońską aplikację, która pozwala zatrzymywać czas w dowolnej przestrzeni. Nie jest to coś czym zwykle się chwalę, ale mój ojczym ma dobre kontakty i dostaje mi się w ręce coraz to nowsza technologia rządowa. Nie powiem, że zdarzyło mi się już użyć raz czy dwa, ale dziś planuję coś poważniejszego. Wyciągam telefon, wyszukuję aplikację i wciskam stop. Nagle wszystko zatrzymuje się w miejscu.

    Powietrze robi się tak dziwnie gęste, ale i przyjemne. Gdzie wcześniej biegała dziesiątka moich znajomych, widzę teraz dziesięć figur zawieszonych w czasie, ubranych w jasne koszulki i podniecająco krótkich spodenkach. Trener z gwizdkiem w ustach wskazuje na coś swoimi silnymi, męskimi dłońmi. Ja wstaję z ławki i podchodzę do Adama, jednego z moich dobrych znajomych.

    Adam ma jasne włosy i lekki zarost. Ma też wyjątkowo spory tyłek, który wyrobił sobie na siłowni. Wiem, że w normalnych okolicznościach nie pozwoliłby mi nawet o tym pomyśleć, ale teraz kiedy stoi bez ruchu, pozwalam sobie złapać za gumkę w jego spodenkach i pociągnąć w dół. O taak… Moim oczom ukazuje się piękna i wielka dupa Adama. Jest idealna, pokryta włoskami i tak zajebiście pachnie. Niech no tylko pochylę go trochę w przód, aby móc zobaczyć coś, czego pewnie nikt jeszcze nigdy nie widział. Jego odbyt. Mmm, piękna dziurka. Nie mogę się powstrzymać i zaciągam się mocno, po czym zaczynam lizać. Jestem tak napalony, że czuję jak przechodzą przeze mnie dreszcze i moje majtki robią się coraz ciaśniejsze. Lepiej zdejmę swoje spodenki, bo inaczej je rozerwę. Nie mogę uwierzyć, że liżę jego dupę. Adam jest w stu procentach heteroseksualny, więc świadomość, że mimo wszystko uprawiam z nim seks, jest dla mnie jeszcze bardziej podniecająca. Pozwolę sobie zobaczyć jego chuja, bo mam wrażenie, że będzie na co popatrzeć. O taak, nie myliłem się… Jak tylko zsunąłem jego bokserki, moim oczom ukazał się wspaniały kutas i jaja. Jest lekko ciemniejszy niż reszta jego ciała, a ten zapach i smak są nie do przebicia. Przechodzę swoim językiem z penisa, po jaja i wracam do dupy, zostawiając mokry ślad swojej śliny w całym jego kroczu. Nadal nie wierzę, że to robię. Spędziłem wystarczająco dużo czasu liżąc jego odbyt, żeby teraz móc włożyć tam mój palec bez żadnego problemu. Patrzę mu na twarz kiedy to robię, nie dlatego, że oczekuję reakcji, ale dlatego, że tak podnieca mnie myśl o tym jakie mam szczęście, móc robić palcówkę właśnie mu. Nie ma co, wstaję i całuję go w jego piękne usta. Wchodzę językiem do środka, chwytam go za dupę. O taak Adam, jesteś taki zajebisty! Chłopak na pewno nigdy nie pozwoli sobie na cudzego penisa w dupie… Ale właśnie to teraz zrobię. Pochylam go jeszcze trochę i przysuwam do siebie. Mój penis wchodzi nie tak gładko jak palce, ale udaje mi się. Rucham teraz Adama w dupę, w sali gimnastycznej pełnej reszty naszych znajomych. Dotykam jego włosów, jego ramion, chwytam za jego chuja i jaja. Tak mi przykro, że nie może się teraz podniecić, bo chętnie usiadłbym na jego stojącym kutasie. Tym razem mogę jedynie dominować, na resztę przyjdzie czas. Muszę przerwać ruchanie tej pięknej hetero dupy, bo mam jeszcze dziewięciu innych chłopaków, których krocza po prostu muszę zobaczyć.

    Podchodzę do kolejno do Marcina, Marka, Ksawerego i ściągam im spodenki. Wszystkie penisy są takie różne, ale wszystkie tak zajebiście pachną męskością. Dotykam teraz kutasów wszystkich moich znajomych i czuję się jak w niebie. Widok jest niesamowity. Każdego traktuję tak jak Adama i wylizuję dupę, ssam chuja po czym ostro rucham. Marcin ma najgrubszego penisa, więc spędzam z nim trochę więcej czasu ssąc to bydlę. Wstaję i ocieram swoim sterczącym kutasem o jego w spoczynku. Sala jest teraz pełna przeruchanych, wylizanych chłopaków z opuszczonymi spodenkami. Ten wspaniały smak mam teraz na języku i świadomość, że zrobiłem to ze wszystkimi, wiem jak wyglądają bez ubrań i wiem jak smakują. Jestem pewien, że przede mną nikt ich nie jebał w dupę i nikt tego po mnie już więcej nie zrobi. Jestem ich królem, a oni nawet o tym nie wiedzą. Dobrze, czas dojść i już nawet wiem z kim.

    Trener jest wyjątkowo przystojny. Gdyby tylko wiedział, że patrzy teraz na kutasy swoich uczniów. Ma mocne nogi i już wiem, że to co jest między nimi, mnie nie zawiedzie. Powoli zdejmuję mu spodenki i już go mam! Chuj mojego trenera jest zdecydowanie grubszy niż chłopców, a jego jaja zwisają mu dość nisko. Zapach też jest inny, jakby bardziej dojrzały. I ten smak! Moja twarz dosłownie zanurza się w jego kroczu, a ja liżę gdzie się da. Chuj jest słony i bardzo ciepły, a jaja lekko wilgotne od potu. Teraz pora zobaczyć tę dupę. Jest wyjątkowo owłosiona, a dziurka tak zajebiście pachnie. Wylizuję tego faceta ostro i ciężko przy tym dyszę. Teraz pora wcisnąć mu w dupę swojego chuja i spuścić się w nim. Rucham go, jeżdżąc dłońmi po jego plecach. Patrzę na salę, na wszystkie kutasy i posuwam trenera ostrzej i ostrzej. Patrzę na dupę Adama, w której byłem i której zapach nadal czuję. Patrzę na cholernie grubego kutasa Marcina i przypominam sobie jak mi smakował. Patrzę na ich wszystkich, a po moim ciele przechodzi znajomy dreszcze. “Trenerze!” wołam jakby miał mnie usłyszeć “Zaraz dojdę!”

    Doszedłem. Sapię jak pies i patrzę jak moja sperma spływa temu panu po udach. Powinienem ją wytrzeć chociaż trochę i podciągnąć wszystkim spodenki. Zrobiwszy to wracam na ławkę, biorę spory łyk wody z mojego bidonu. Testosteron opada i mogę przywrócić wszystko do normy. Klikam guzik w aplikacji. Czas znowu płynie normalnie.

     

    EPILOG:

    Widzę jak trener łapie się za dupę jak zresztą cała reszta. Nikt nie robi tego bardzo ewidentnie, ale wyraźnie są zdziwieni. Chyba mu staje… Chyba wszystkim staje! Wychodzi na to, że aplikacja nie zatrzymuje czasu, a przyspiesza mnie! Ich ciała musiały teraz przejść przez niesamowitą ilość pieszczot, którą im zapewniłem, w ułamku sekundy! Teraz to czują i najwyraźniej zaraz dojdą! Nie mogą tego powstrzymać, a ja nie mogę tego przegapić. Klikam guzik jeszcze raz i zanim zacznie się widowisko, ściągam wszystkim spodenki. Klikam guzik ponownie. O kurwa…

    Dziesięciu chłopaków w sportowych strojach strzela teraz ze sterczących kutasów spermą po całej sali. Trener również szczytuje i nieudolnie próbuje ukryć swoją olbrzymią pałę. Słychać jęki i dźwięk kropli na podłodze. Zapach jest tak ostry! Kocham sport!
     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jakub Bruk

    Futase Hikaru a.k.a. LUNATIQUE to twórca mangi o charakterze pornograficznym.

  • Starsza dziewica

    – Więc mówisz, że skończyłeś 18 lat? – spytała Marta, uśmiechając się zza stolika. Siedzieli na dworze, wolno sącząc piwo z wysokich szklanek. Parasol ozdobiony logo jednego z browarów zasłaniał ich od słońca wolno chylącego się ku zachodowi. Zza rzędu drzew, poprzedzanego rzędem kiosków, szumiało niewidoczne stamtąd morze. Co i raz mijały ich pary, rodziny z dziećmi lub grupki nastolatków takich jak on, wracających z plaży.

    – Tak, ukończyłem w maju – odparł z satysfakcją Arek. Były to jego pierwsze całkiem samodzielne wakacje: ani z rodzicami i siostrą, ani u babci i dziadka, ani na kolonii czy obozie. Wyjechał pod namioty z Bartkiem i Adamem, kolegami z klasy. Poniewczasie odkrył, że to nie dla niego towarzystwo. Ci dwaj z reguły spędzali czas na popijawach i opowiadaniu erotycznych kawałów w bardzo złym guście, a jego to już coraz bardziej nudziło. W dodatku ciągle puszczali z radiomagnetofonu głupkowate piosenki. Pół biedy, jeśli italo disco; gorzej, gdy disco polo, od którego Arek miał odruchy wymiotne. Najczęściej włóczył się sam po plażach i wokół nich, do namiotu wracał tylko na noc.

    – Ja mam 23! – Marta figlarnie pokazała koniec języka, spoglądając znad dekoltu swej krótkiej sukienki. Poprzedniej nocy chłopcu śniło się, że rozbiera ją z tej sukienki, całuje jej śliczne ciało miejsce przy miejscu, potem bada jej kobiecość językiem, nareszcie dotyka jego końcem maleńkiej łechtaczki… Marta była czarnooką brunetką, niższą od niego prawie o pół głowy, miała ciemną karnację skóry i pokaźny biust, najlepiej widoczny teraz, gdy siedziała pochylona nad szklanką.

    Arek poznał Martę przed tygodniem przy wejściu na plażę. Podobało mu się wiele mijanych dziewczyn, lecz ta słuchała Dżemu z kasety przez słuchawki, więc zagadnął ją o muzyce i tak się zaczęło. Dobrze im się rozmawiało, więc odtąd widywał ją codziennie, kiedy tylko miała trochę wolnego czasu. Była studentką i pomagała w prowadzeniu obozu dla nastoletnich dziewcząt. Jak się okazało, nie tylko słuchała podobnych kapel, co on; oboje lubili też poezję i stare amerykańskie filmy z lat siedemdziesiątych, więc tematów do rozmów im nie brakowało. Być może właśnie dlatego dopiero dziś zaczęli mówić o sobie.

    – Jakaś dziewczyna…? – zapytała Marta, wyraźnie starając się, żeby zabrzmiało to obojętnie.

    – Była – odpowiedział w podobnej tonacji.

    – To znaczy: już nie ma? – upewniła się Marta. Tym razem, chyba wbrew jej woli, nie zabrzmiało to jak pytanie z czystej ciekawości.

    – Nie, już nie ma.

    Początkowo chciał wyjechać na te wakacje z Edytą, lecz ku jego zaskoczeniu odmówiła. “Przecież nie jesteśmy parą – rzekła stanowczo. – Nauczyłam cię tyle, ile mogłam. Czas, żebyś wypróbował te umiejętności z kimś innym. Tym bardziej, że wypadałoby spłacić dług, wiesz jaki!”.

    Kiedy Arek przypominał sobie tamtą rozmowę, zauważył, że wzrok Marty na ułamek sekundy powędrował niżej. Stolik miał ażurowy blat przykryty okrągłą szybą. Chłopcu wydało się, że posłyszał dyskretne westchnienie ulgi. “Wam się, dziewczyny, zdaje – pomyślał z lekkim ubawieniem – że kiedy facetowi dziewczyna się podoba, to mu bez przerwy stoi!”.

    Potem dialog powrócił do tematów filmowo-muzycznych. Wolno dopili piwo i jakoś żadne nie miało chęci na więcej. Gadali i gadali, a słońce w tym czasie schowało się za horyzont. Minęły jeszcze prawie dwie godziny i mniej więcej po jednym wyjściu do toalety na osobę. Wyczerpawszy tematy, siedzieli przez chwilę w milczeniu. Nadchodziła ciepła noc.

    – Ta dziewczyna – odezwała się nagle Marta, patrząc Arkowi w oczy – jak bardzo ona z tobą była?

    Zaskoczyło go to pytanie. Co mogły ją obchodzić sprawy sercowe jakiegoś osiemnastolatka?!

    – Powiedzmy, że bardzo – odpowiedział, niezdarnie skrywając niechęć.

    – Bardzo, bardzo?

    – Co to znaczy: “bardzo, bardzo”?

    – No, ze wszystkim. Nazwijmy to: z duszą i ciałem.

    – Powiedzmy, że tak. – Tym razem nie potrafił ukryć zmieszania. Zgodnie z prawdą powinien był odpowiedzieć: “Bardziej z ciałem niż z duszą”, lecz obawiał się, że ona by tego nie zrozumiała.

    Marta spróbowała napić się z pustej szklanki, zapomniawszy widocznie, że nawet Salomonowi nie udała się ta sztuka. Zrezygnowana odstawiła naczynie, omal go nie wywracając. Zatańczyło na szklanym blacie, po czym nastąpiła jeszcze bardziej niezręczna cisza.

    – A u mnie jeszcze nic! – zwierzyła się ze zakłopotanym uśmiechem. Nie było w tym już udawania czy gry.

    – Wygłupiasz się?! 23 lata i nic?

    – Nie, wcale się nie wygłupiam – oświadczyła zupełnie poważnie. – Naprawdę już 23 lata. I naprawdę jeszcze nic.

    Być może nie powinno go to aż tak zaskoczyć. W końcu Edyta, która przez całą trzecią klasę liceum wprowadzała go w tajniki miłości, była od niego o ponad rok młodsza i chodziła do klasy drugiej. Nie przeszkodziło jej to gościć już w sobie dokładnie ośmiu męskich narządów (i to nie licząc Arka!). Co więcej, pierwszych sześć zaliczyła podobno w czasie jednych szalonych wakacji, kiedy to bezpośrednio po zdaniu do liceum zapadła się pod ziemię. Nie odnaleziona przez policję ani przez czytelników rozpaczliwych ogłoszeń, jak spod ziemi zjawiła się na rozpoczęciu roku szkolnego. Dokładnie rok później, po zdobyciu dwóch kolejnych doświadczeń, została seksualną mentorką swojego najlepszego kumpla. Młodsza rozprawiczyła starszego, bywa i tak. Ale 23-letnia dziewica?!… Myśli przemykały przez jego głowę coraz szybciej. …Do tego taka ładna! Gdyby tylko chciała… Ale najwyraźniej nie chciała.

    – Właściwie to nawet mi się nie spieszy do związku, męża, dzieci – odezwała się, jakby czytając jego myśli. Mówiła wolno, starannie rozdzielając słowa. – Jestem tylko ciekawa tego całego seksu… – Spojrzała znacząco.

    Ni stąd, ni zowąd Arek poczuł się bardzo niepewnie. W końcu nie zebrał tak bogatego doświadczenia jak Edyta… Ale właśnie Edyta miała rację: ciążył na nim pewien dług. Przyszła pora, by go spłacić. Postanowił rozegrać to na zupełnym luzie.

    – Możemy to zrobić – powiedział i spróbował się uśmiechnąć, jednak wyszło mu to chyba cokolwiek sztucznie.

    – Tak po prostu? – Spojrzała mu w twarz. Nie dostrzegł w tym spojrzeniu przygany, tylko radość małej dziewczynki dostającej na urodziny wymarzoną zabawkę.

    – Tak po prostu. Czy nie o tym mówiłaś?

    Nic nie odpowiadając wstała, wzięła go za rękę i poprowadziła gwarnymi ulicami nadmorskiego miasteczka. Arek niepewnie stawiał kroki, tak jakby był trochę pijany. Marta podobała mu się od pierwszej chwili, co wieczór myślał o niej zasypiając. Raz, jak już wiemy, nawet mu się przyśniła. Ale teraz… Teraz pragnął jej całym sobą. Półświadomie pieszcząc jej dłoń, każdą komórką swego ciała oczekiwał nadchodzącego zbliżenia. Czuł, jak jego penis i jądra przygotowują się do wypełnienia misji. Gorączkowo powtarzał sobie w pamięci wszystkie lekcje, jakich przez miniony rok udzieliła mu Edyta – i teoretyczne, i nade wszystko praktyczne.

    Minęli rynek, park, aż doszli do budynku miejscowej szkoły z internatem, w którym zakwaterowano kolonistki. Oczywiście nie weszli główną bramą. Wymijając kręgi światła ulicznych latarń, obeszli zagrodzony teren. Marta bez szukania poprowadziła chłopca do ukrytej w krzakach dziury w siatce ogrodzeniowej. Za przykładem dziewczyny Arek zdjął sandały. Boso, od czasu do czasu krzywiąc się na kłujący żwir, podeszli do wskazanego przez Martę okna na parterze. Marta cicho zastukała paznokciami w szybę.

    W oknie pokazała się dziewczyna w koszuli nocnej. Miała długie jasne włosy i nie wyglądała na mniej niż 16 lat.

    – Pani Marto… – szepnęła.

    – Jadziu – odszepnęła jej Marta – mam do ciebie prośbę. Odciągnij na parę minut panią Renatę z portierni, wiesz, tak jak ja to czasem robię dla was…

    Nastolatka spojrzała nagle ze zaskoczeniem – właśnie dostrzegła Arka! Pomyślała najpewniej, że byłby to bardziej odpowiedni partner dla niej, niż dla jej opiekunki.

    – Dobrze – wymamrotała z niewyraźną miną. Odwróciła się i wyszła na korytarz.

    Marta cichym, aczkolwiek szybkim krokiem poprowadziła Arka wzdłuż muru z ciemnoczerwonej cegły w stronę jasno oświetlonych drzwi ze szkła. Zza nich dało się słyszeć stąpanie domowych pantofli, a potem krótka rozmowa. Teraz kroki dwóch osób rozległy się echem w korytarzu, po czym ktoś otworzył i zamknął drzwi od pokoju.

    – Teraz! – Marta wydobyła z torebki klucz bez breloka z numerem, błyszczący nowością, zapewne samowolnie dorobiony. Najciszej jak mogła otworzyła drzwi. Na palcach przemierzyli korytarz. Jeszcze jeden klucz przekręcony w zamku – i schronili się w bezpiecznym półmroku niewielkiego pokoju. Była tam nieduża szafa, stolik nocny i wąskie, jednoosobowe łóżko.

    Stali naprzeciwko siebie, o krok od siebie, w milczącym wyczekiwaniu. Nareszcie Arek odważył się zrobić ten krok. Schyliwszy głowę, przywarł ustami do jej miękkich ust. Jej wargi zaczęły się poruszać, pijąc jego pocałunek. Chłopak położył dłonie na pupie Marty, nie mniej bujnej niż jej piersi. Nie odepchnęła jego rąk ani nie zaprotestowała, lekko wypchnęła pośladki do tyłu, by wyszły naprzeciw jego dłoniom. Zaczął wodzić po tych ślicznych krągłościach palcami, tak jak uczyła go Edyta…

    Edyta miała rację mówiąc, że ona i Arek nie są parą: nie kochał jej i raczej ona nie kochała jego. Była po prostu dobrą kumpelą i cierpliwą, wyrozumiałą nauczycielką. Teraz nie myślał już o niej z pożądaniem, jedynie z wdzięcznością. Gdyby nie jej lekcje, nie wiedziałby, jak sprawić przyjemność Marcie, która w tej chwili jawiła mu się najpiękniejszą ze wszystkich kobiet…

    W uszach dźwięczały mu ciche westchnienia Marty. Jej biodra zaczęły poruszać się w tył i w przód, jak gdyby już odbywała miłosne zbliżenie. Arek spróbował położyć ją na łóżku.

    – Nie, czekaj, skrzypi… – Wyswobodziła się z jego objęć. Zgrabnie zdjęła materac z pościelą i rozłożyła na dywaniku obok łóżka.

    Usiedli oboje na zaimprowizowanym posłaniu. Marta na powrót położyła sobie jego dłonie na pośladkach. Kontynuował pieszczoty, skupiając się teraz na tym najwrażliwszym obszarze, gdzie prawie zaczynają się uda. Czuł, jak jej wargi na jego ustach pęcznieją od podniecenia; czuł jej sutki twardniejące pod sukienką. W nozdrzach wyczuwał zapach jej podniecenia, tak inny niż u Edyty, a zarazem jakoś podobny. Po omacku znalazł obrębek sukienki, ściągnął ją Marcie przez głowę; jak na zwolnionym filmie widział ciemne włosy opadające na jej ramiona. Tak jak przypuszczał, nie nosiła stanika, zresztą nie pasowałby do tego ciuszka; byłby widoczny w tym szerokim, nisko sięgającym dekolcie.

    Dziewczyna chwyciła za brzeg jego koszulki i dosłownie zerwała ją z niego, by przywrzeć swą nagością do jego nagości. Jeszcze raz całował jej usta i policzki, a potem jej szyję i ramiona… Kiedy wziął w usta jej pierś i obwiódł językiem brodawkę, Marta z uległością ułożyła się na posłaniu. Nie przestając całować jej sutka, ujął drugi w dłoń; łaskotał teraz palcami nabrzmiałą krągłość z brodawką twardą jak pestka wiśni. Tak jak w swoim śnie, całował przesmyk między jej piersiami i miejsca pod jej piersiami, a potem brzuch, raz po raz penetrując językiem wnętrze pępka. Zsunął jej majtki – pomogła mu, posłusznie unosząc biodra. Przed oczami miał teraz najbardziej kobiecą część ciała kobiety.

    Edyta zawsze gładko depilowała cipkę, podobno laserem. Marta najwyraźniej miała bardziej tradycyjne podejście – jej łono pokrywał miękki puch włosów. Tam niżej, w zupełnym mroku, ukrywała się tajemnicza gwiazdka odbytu… Zwodnicza pokusa! Jak mu wytłumaczyła Edyta, wbrew temu, co widział w pornosach, mało która kobieta marzy o penetracji tej dziurki. A jeśli już, to po dłuższym czasie, potrzebnym, by nabrać zaufania do partnera. Podobnie jak – i tu go zaskoczyła – większość kobiet nie lubi brać członka do ust. Natomiast nie ma takiej, która by nie uwielbiała mieć pieszczonej ustami cipki. Ponadto wszystkie lub prawie wszystkie lubią być delikatnie muskane w okolicach tej drugiej dziurki.

    Przekrzywił głowę, by móc całować wargi pochwy tak, jak całuje się usta. – Mmmmm… – aprobująco zamruczała Marta. Gładząc palcami jedwab skóry wokół jej odbytu, jednocześnie odnalazł językiem maleńki koralik łechtaczki. Była dokładnie taka, jaką wyśnił. Czule wziął ją w usta, by nie sprawić bólu, tylko przyjemność. Pod jego pocałunkami kobieta coraz mocniej wilgotniała.

    – Weź mnie… – wyszeptała półprzytomnie. – Weź mnie teraz… pragnę tego… teraz.

    Czuł, że nie będzie już bardziej gotowy, by spełnić jej prośbę. Uniósł się znad kobiety, by jednym ruchem ściągnąć spodnie wraz ze slipami. I wtedy dostrzegł nagły przestrach w oczach Marty.

    Arek momentalnie zrozumiał tamto jej spojrzenie w dół, przez ażurowy blat stolika, i tamto westchnienie ulgi…

    Większość kobiet nie zdaje sobie sprawy, że wielkość prącia w spoczynku nie ma wiele wspólnego z rozmiarem, jaki osiąga ono przy erekcji. To pierwsze zależy od ilości tkanki łącznej, to drugie – od wielkości ciał jamistych. Pewnego razu Edyta, chcąc Arka rozbawić, opowiedziała mu, jak nabrała się na “wielki członek” nigeryjskiego studenta (niestety w łóżku nie urósł mu ten członek aż tak, jak się spodziewała).

    Marta uznała najpewniej, że znalazła sobie chłopca z niedużym organem kopulacyjnym, który nie sprawi zbyt wiele bólu jej nietkniętej muszelce. Spoglądała teraz w wyraźnym popłochu. Być może pytała siebie, czy zabawa z tak okazałym kutasem, jakim dysponował Arek, to najlepszy pomysł na utracę dziewictwa. Zarazem oboje wiedzieli, że jest za późno, by się wycofać.

    Pochylił się nad kobietą, uginając jej nogi w kolanach. Delikatnie, z czułością przesunął koniec palca pomiędzy jej wargami mniejszymi, by odnaleźć wejście do pochwy.

    Edyta opowiadała mu kiedyś i o tym, jak to z koleżankami porównywały swoje cipki – podobno żadna nie miała węższej. Toteż pierwszą lekcję praktyczną z Arkiem rozpoczęła od pokazania mu, jak powinien tam wprowadzać swoją długą i grubą męskość, żeby nie sprawić jej bólu… Marta okazała się jeszcze ciaśniejsza. A on tym swoim taranem zaraz miał w nią wejść – miał tam wejść jako pierwszy – i nie nabawić jej traumy!

    Powoli wsunął tam najpierw jeden palec. Poruszał nim posuwiście, potem do tyłu i do przodu, w końcu na boki. Marta wiła się na materacu, rzucając głową w prawo i w lewo, coraz bliżej granicy spełnienia. Powtórzył tę samą pieszczotę dwoma palcami, wreszcie trzema. Pod koniec tych przygotowań wydawało mu się, że pierwszy orgazm da jej bez stosunku… Jednak nie – to nie była Edyta, to była Marta, dziewica bez doświadczenia; prawdopodobnie nawet palcówki robiła sobie dotąd sama.

    Przyłożył koniec swego narządu do wejścia – na szczęście było już śliskie od wilgoci. Zastanowił się, czy nie powinien uprzednio sięgnąć po prezerwatywę, jednak Marta znów nie protestowała. On zaś był tak podniecony, że nie rozumował jasno. Resztką logicznego myślenia uznał, że musi być zabezpieczona pigułką. Ostrożnie wsunął najpierw samą żołędź. Kobieta jęknęła cicho, jakby nie mogąc się zdecydować, czy to, co odczuwa, jest bólem czy rozkoszą. Wycofał się – westchnęła. Znów naparł, teraz wchodząc odrobinę głębiej, i wycofał się na powrót – kobieta znowu wydała jęk i westchnienie. Arek poruszał się wolno, lecz wchodził coraz dalej. Marta leżała z uniesionymi nogami, głowę odchyliła w bok, oczy miała przymknięte, usta rozchylone. Chyba już rozumiała, co się z nią dzieje; coraz bardziej otwierała się na rozkosz płynącą z penetracji. Dłonie zaciskała mu na ramionach, przyhamowując jego ruchy, by w swym podnieceniu nie posuwał się naprzód zbyt szybko.

    Nagle uczuł opór. Choć pierwszy raz miał do czynienia z dziewicą, w mig domyślił się, co to za przeszkoda.

    – Uważaj, teraz zaboli – szepnął tkliwie i naparł silniej. Marta wcisnęła usta w poduszkę, żeby nie krzyknąć, i nagle opór ustąpił. Arek nie był na to przygotowany, nie zdążył powstrzymać swego naporu; wszedł w nią gwałtownie, do końca. Skurczyła się na moment, a potem rozluźniła, zupełnie mu oddana. A on poczuł, że chyba już nie wytrzyma, że zaraz w nią wytryśnie… Ostatkiem woli znieruchomiał i, tak jak uczyła go Edyta, zacisnął zwieracz. Miał to wypraktykowane, więc zbliżające się uczucie błogości po chwili ustąpiło. Kryzys był zażegnany.

    Arek znów myślał trochę racjonalniej. Zgadywał, że przerwanie błony i tak głęboka penetracja – to musi być dla Marty za dużo naraz. A jednocześnie pamiętał, że pierwszy stosunek winien pozostawić jak najmilsze wspomnienia.

    Minimalnie uniósł się, odsuwając swoje podbrzusze od jej podbrzusza na tyle, by wsunąć dłoń. Odnalazł miejsce, gdzie była łechtaczka, i znów podjął jej pieszczotę. Marta, powoli uwolniwszy się od bólu, przymknęła powieki, od nowa zaczęła wzdychać i pojękiwać. Na koniec powtórnie wgniotła usta w poduszkę i ze stłumionym w ten sposób skomleniem przeżyła pierwszy w swym życiu orgazm podczas stosunku. Niestety teraz dla Arka to było za wiele: jej skurcze sprawiły, że nie mógł się już dłużej kontrolować. Wśród cichych stęknięć opróżnił jądra, zarazem napełniając wnętrze Marty.

    – Więc to jest tak – wyszeptała mu w ucho, czule gładząc dłońmi jego plecy. – Więc to jest ten seks. – Arek wyszedł z niej i chyba zaraz potem zasnął.

    Obudził się nad ranem. Kobieta spała przytulona do niego plecami i pośladkami. Poczuł, jak ta bliskość go podnieca. Jej ciągle młode, lecz już powoli dojrzewające ciało jawiło mu się w tym świetle jeszcze piękniej niż wieczorem. Sam nie wiedząc dobrze, co robi, pocałował ją w szyję. Westchnęła – nie był pewien, czy zrobiła to przez sen. Coraz bardziej pożądając Marty, sięgnął dłońmi do jej piersi.

    – Mmmmm, taaaaak… – usłyszał jej cichy głos.

    Zaczął niespiesznie masować jej sutki. Wolno ale nieprzerwanie kobieta stawała się coraz bardziej podniecona. Teraz prawą rękę położył na łonie Marty, głaszcząc wzdłużnie wargi jej cipki. Lewą dłonią ciągle pobudzał jej biust, zataczając ósemki tak, by żadnego z cycków nie zaniedbać. Jej krocze wilgotniało. Korzystając z tej naturalnej lubrykacji, obwiódł palcem naokoło jej odbytu. Soki popłynęły obficiej, tak, że mógł teraz całkiem śmiało stymulować łechtaczkę bez narażania jej na obtarcia. Oddech Marty stał się szybszy. Poruszyła biodrami, jakby chcąc mu pomóc. Jego palce wkradły się do jej pochwy. Była tak blisko odbytu, jeszcze bliżej niż u Edyty, która utrzymywała, że żadna z jej koleżanek nie ma tych dwóch dziurek bliżej siebie. W jej przekonaniu taka bliskość cechowała seksualne wariatki…

    Arek wiedział, że teraz każdy jego ruch odbija się echem w mózgu kobiety, wzbudzając gorączkę pożądania. Marta już nie tylko szybciej oddychała, zmieniał się także ton jej oddechu. Wdechy do półotwartych ust przechodziły w mimowolne “Aaachchch…”, wydechy coraz bardziej przypominały jęk lubości. Jej piersi nabrzmiewały, brodawki tężały w ostre kamyczki. Jej biodra tańczyły miłosny taniec, napierając pośladkami na jego rosnący fallus i znów się cofając. Jej waginka – wyczuł to palcami – rozszerzyła się, gotowa na przyjęcie oczekiwanego niecierpliwie gościa…

    Edyta nauczyła go, że w pozycjach tylnych kobiecie łatwiej jest osiągnąć orgazm. Nie zmieniając więc położenia, lekko podniósł udo Marty i wprowadził w jej wnętrze samą główkę penisa. Nie musiał nic więcej robić, samym ruchem bioder wcisnęła go głębiej w siebie…

    Jeśli nawet poprzednie doznania przeżywała w półśnie, ta penetracja obudziła ją zupełnie, wydobywając z jej gardła śpiewne westchnienie zachwytu. – Tak… dalej… – poprosiła – dalej… taaaaaaak…

    Chwycił Martę za biodra. Brał ją czule, łagodnie, a jednak stanowczo; zdobywał jej wnętrze rytmicznymi ruchami zgranymi z falowaniem jej bioder, każdym pchnięciem wchodząc jeszcze dalej. Jej oddech oszalał, chyba nie mogła już mówić, a tylko powtarzać ciche, radosne “ooooo… ooooo…”, kiedy wypełniał ją sobą coraz bardziej, coraz głębiej. Aż wszedł do końca, a jej biodra wciąż się poruszały, zapraszając go do kolejnych pchnięć i wycofań, i pchnięć. Żadne z nich dwojga nie miało już wpływu na to, co robi. Ich ruchami kierowała siła nieskończenie większa od nich i mająca swój własny cel. Ruchy ich bioder zdawały się trwać od zawsze i na zawsze, nie mieć początku ani końca. A jednak miały swój koniec, gdy ostatnie “ooooo” wyrwane z krtani Marty urosło w przeciągłe “oooooooooooooo”, gdy jej pochwa i macica zapulsowały mocnymi skurczami, gdy nastoletni penis Arka wystrzelił w jej dorosłe wnętrze ciepły strumień nasienia.

    Z wolna dochodzili do siebie po ekstazie. Podniecenie chłopca opadło, jego prącie zmalało do tych kilku centymetrów tkanki łącznej, z którymi Marta wczoraj poczuła się tak bezpiecznie… Dziewczyna obróciła się twarzą do sprawcy swej rozkoszy. Patrzyła na niego, uśmiechając się słodko.

    – Dziękuję ci, Areczku – powiedziała tkliwie. – Tylko następnym razem pamiętaj o gumce, bo ja nie… Rozumiesz, ja nie używam…

    – Przepraszam cię, Martusiu. – Arek poczerwieniał ze wstydu. – Nic nie mówiłaś, myślałem…

    – Ja też byłam podniecona. Ale nic się nie stało. – Objęła go i pocałowała. – Chcę, żeby był następny raz – dodała z uśmiechem, czule pieszcząc jego dłonie. – Tylko, tak jak ci mówiłam, nie jestem jeszcze gotowa na…

    Nikt nie przyłapał ich razem – Arek przed pobudką wyszedł niezauważony przez okno.

    Przemycanie się do internatu byłoby na dłuższą metę kłopotliwe i ryzykowne – szczególnie dla Marty, która mogłaby przez to utracić pracę wychowawczyni. Tak więc od tej pory zwykle po prostu czekali, aż plaża opustoszeje. Kochali się najczęściej schowani między wydmami, czasami w motorówce wyciągniętej na brzeg, na stojąco w kabinie przebieralni, a raz odważyli się zrobić to na brzegu, opryskiwani przez fale. I oczywiście zawsze pamiętali o prezerwatywach. Arek chciał wziąć to na siebie, lecz Marta wymogła na nim, by kupowali je na zmianę. W końcu, jak mówiła, był to ich wspólny seks i oboje powinni być na równi za niego odpowiedzialni.

    Z każdą wspólną nocą na plaży i każdym spacerem we dwoje w ciągu dnia Arek był coraz bardziej pewny, że Edyta miała słuszność. Nigdy jej nie kochał i wątpił też, by ona kochała jego. Dopiero Marta była jego pierwszą wielką miłością i w ogóle nie przeszkadzało mu, że jest od niego o pięć lat starsza. Nie było przy tym aż tak ważne, czy w danej chwili uszczęśliwiał jej małą cipkę swoim potężnym kutasem, czy jedynie patrzył, jak na wieczornej przechadzce promienie słońca błyszczą w jej włosach. Cokolwiek to było, czuł, że ani tego, ani niczego innego nie chce robić z żadną inną dziewczyną, czy miałaby to być Edyta, czy któraś ze szkolnych piękności, czy nawet gwiazda z pierwszych stron kolorowych czasopism. Pragnął iść z Martą przez życie. Po skończeniu szkoły zamierzał się z nią ożenić – miał nadzieję, że do tego czasu będzie już gotowa na związek. Na razie nie mówił jej o tych marzeniach, żeby go nie wyśmiała. Niemniej widział, że i ona chce jego towarzystwa nie tylko w seksie. Wciąż dobrze im się rozmawiało i milczało, i po prostu dobrze im się było razem.

    Kończył się sierpień. Arek musiał wracać do szkoły, Martę czekała praktyka studencka w Katowicach. Jednak umówili się na ferie zimowe.

    Pozostawali kontakcie telefonicznym i początkowo były to zwykłe rozmowy zakochanych. Wspominali pobyt nad morzem, planowali wspólne dwa tygodnie w mieszkaniu jej koleżanki, która wyjeżdżała za granicę. Od pewnego jednak czasu Marta zrobiła się jakaś dziwna. Odpowiadała zdawkowo, kierowała rozmowę na tematy neutralne. Kiedy pytał ją, co się stało, odpowiadała, że wyjaśni wszystko, gdy się spotkają.

    Kiedy nastał luty, Arek jechał do Katowic z nadzieją. Myślał, czy może ten jej dziwny nastrój Marty nie wynika z tęsknoty. Liczył, że kiedy się zobaczą, kiedy ona przypomni sobie ich wspólne przeżycia, znów będzie taka jak dawniej.

    Byli umówieni w kawiarni na rogu, blisko dworca. Gdy Arek się zjawił, Marta czekała na niego przy stoliku w najdalszym kącie. Miała na sobie ciemnozieloną sukienkę za kolana, z długimi rękawami, bez dekoltu. Była smutna i zgaszona, a co gorsza, jego widok wcale nie poprawił jej nastroju. Poprosiła, by usiadł.

    – Jestem w ciąży – wyznała.

    – Czy…? – Dalszy ciąg pytania nie chciał przejść mu przez gardło. Odpowiedź wydawała się oczywista: dziewczyna, którą pokochał, zaszła w ciążę z kimś innym, z kim najwyraźniej jest, tylko nie chciała tego powiedzieć przez telefon… Dlaczego tak długo robiła Arkowi nadzieję?!

    – Z nikim oprócz ciebie jak dotąd nie współżyłam. I jestem w szóstym miesiącu. Czyli od sierpnia.

    – Ale jak to? – Arek miął wrażenie, jakby posadzka pod nim rozsypała się w ruchome piaski. – Przecież używaliśmy…

    – Tej pierwszej nocy nie używaliśmy, nie pamiętasz?

    – To był tylko raz…

    – Dwa razy, Arku: wieczorem i rano. Żeby zapłodnić kobietę, wystarczy jedna kropelka spermy w odpowiednim momencie. A ty obdarowałeś mnie więcej niż kropelką.

    Sam nie wiedział, co ma odpowiedzieć, co powinien zrobić, a czego chce. Czy ma poprosić Martę o rękę? Jest ojcem jej dziecka, nie powinna odmówić… I co dalej? Rzucić szkołę i znaleźć pracę? Co z maturą i ze studiami, które planował? Jaką posadę dostanie z niepełnym średnim wykształceniem, ile zarobi, jak utrzyma żonę i dziecko…?

    – Mam kolegę, który od dawna kocha się we mnie. – Marta mówiła spokojnie i rzeczowo. – Skończył studia i pracuje. Poprosił mnie o rękę. Nie przeszkadza mu, że ktoś inny zrobił dziecko, chce je wychować jak własne. Nie musisz się o nic martwić, Arku. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich: dla ciebie, dla mnie, dla dziecka, dla mojego narzeczonego.

    Wstała i wówczas Arek zauważył wypukłość jej brzuszka. Miał ochotę płakać.

    – Ale to jest przecież nasze dziecko – powiedział, a w jego głosie dźwięczał niezdarny młodzieńczy bunt. – Twoje i moje. Kocham cię. Wiem, że ty mnie kochasz. To dziecko wzięło się z naszej miłości, Martusiu, z naszej!

    Popatrzyła na niego ze smutkiem.

    – To wszystko prawda – odrzekła, unikając wzroku chłopca. – Ale nasze dziecko nie powinno się nigdy dowiedzieć tej prawdy. Ani ono, ani nikt tutaj. Tak będzie najlepiej dla niego.

    – A dla nas? – spytał Arek płaczliwie. – A dla ciebie i dla mnie, Martusiu?

    Nie odpowiedziała. Po prostu wyszła. Został sam przy stoliku.

    Wrócił do domu najbliższym pociągiem, ale przez resztę ferii był nie do życia. Dopiero w szkole Edyta na przerwie spytała go, co mu jest. Z początku zbywał ją niezbyt sympatycznie, odpowiadając, że to nie jej sprawa. Była jednak zbyt dobrą kumpelą, żeby odpuścić. W końcu po szkole opowiedział jej wszystko.

    Popatrzyła na niego bardzo poważnym, bardzo dorosłym wzrokiem.

    – Czym ty się martwisz? – spytała. – W tej sytuacji nie mogło się stać lepiej. Rozumiem, zakochałeś się w niej, a może też ona w tobie. Być może ten związek miałby taką czy inną przyszłość, gdyby nie dziecko. Ale tak? Jak ty to sobie wyobrażasz? Tobie teraz nie są potrzebni żona i dziecko, przecież zdajesz maturę i idziesz na studia. Z kolei ona potrzebuje kogoś, kto się zaopiekuje nią i dzieckiem, nie nastoletniego chłopca, którym ona musiałaby się opiekować! A w ogóle to powinieneś być jej wdzięczny. Przeżyłeś z nią, jak rozumiem, coś bardzo fajnego. W dodatku przekazałeś swoje geny, a co najlepsze, nie ponosisz za to żadnej odpowiedzialności! Jeszcze nic nie rozumiesz? Ta dziewczyna pokazała ci, że naprawdę cię kocha…

    – To co ja mam teraz robić? – zapytał płaczliwie Arek.

    – Zapomniałeś, że masz mnie, swoją najlepszą kumpelę? – roześmiała się Edyta. – Chodźmy do mnie, moich rodziców jeszcze nie ma w domu. Pomogę ci zapomnieć o tej dziewczynie. Tylko pamiętaj o gumkach, bo wiesz…

    Parę lat później, gdy z Edytą byli już po studiach i po ślubie, podczas nadmorskich wakacji Arek spostrzegł na ulicy Martę. Szła z przeciwka z jakimś facetem, z wyglądu dość sympatycznym. A między nimi szedł w podskokach kilkuletni chłopczyk, który z wyglądu bardzo kogoś przypominał. Wszyscy troje sprawiali wrażenie szczęśliwych. Tak szczęśliwych, jak on i Edyta.

    Kiedy obie rodziny mijały się, Marta rzuciła Arkowi jedno krótkie spojrzenie. Edyta, zauważywszy to, spojrzała na niego pytająco. Kiwnął głową i więcej do tego nie wracali.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    Trochę nietypowa historia o miłości.