Category: Uncategorized

  • Nastoletnia Domina 11

    Ubrania Anity były powoli, lecz nieustannie odpinane. Klara całowała każdą odsłoniętą część jej ciała. Kontakt ust blondynki z jej ciałem był elektryzujący, w dodatku Anita czuła ogromną ekscytację z faktu, że staje się coraz bardziej odkryta w publicznym miejscu. Spodnie osunęły się wokół kostek, a stanik zatrzymał się na obrzeżu talii.

    Zdeterminowana nastolatka włożyła dwa palce do pochwy kobiecie i zaczęła pocierać jej punkt G, sprawiając, że ta jęknęła z przyjemności. Jak to ona robi, nigdy się nie dowie.

    Mimo tej bezpardonowej palcówki, próbowała zebrać myśli. Pożądliwie przyglądała się zdjęciom, zwłaszcza tym, na których nauczycielka zaspokaja cipkę Klarze. Wyobraziła siebie na miejscu nauczycielki liżącą cipkę swojej pani i wchłaniając jej znajome soki. Pragnęła tej młodziutkiej cipki! Tak samo podniecające były zdjęcia pani Dębskiej zerżniętego od tyłu. Pani Madame, zawsze wydawała się taka przyzwoita.

    Potem Anita wyobraziła sobie, że to ona sama jest penetrowana w ten sposób. Ironia losu sprawiła, że chwilę później poczuła palec blondynki drażniący jej odbyt, najwyraźniej czytając jej myśli. Wciąż wpatrywała się w zdjęcia oszałamiającego ciała Klary. Jej piersi, długie nogi, no i ten zgrabny tyłeczek. Każdy ruch palców nastolatki wydawał się ożywiać zdjęcia. Miała wielką nadzieję, że Klara pozwoli jej zatrzymać te fotki.

    – Oj, prawie bym zapomniała. Jest jedno zdjęcie, które chciałabym, żebyś zobaczyła. Gdzie one jest… – powiedziała Klara z nutką krętactwa.

    Odsunęła książkę, odsłaniając jeszcze jedno zdjęcie na półce. Zdjęcie zrobione z perspektywy nauczycielki. Usta blondynki w masce chowały się za łonem nauczycielki, jednak maska na twarzy była podniesiona, ujawniając oczy nastolatki. Zajęło Anicie moment skupienia, aby dotarło do niej uświadomienie. Uderzyło w nią ogromne przerażenie. To wcale nie była twarz Klary. To była Joasia!

    Kobieta była upokorzona. Wzdrygnęła się na myśl, że jeszcze chwilę temu pożądała ciało własnej córki. Klara naprawdę próbowała namieszać jej w głowie. Zamaskowaną blondynką na każdym zdjęciu była Joanna, a nie Klara. Podstępnie fotografie były zaaranżowanie, aby jej córka imitowała zjadliwą dominatorkę. Podobieństwo w wyglądzie pomiędzy dwoma dziewczynami było niewiarygodne.

    Klara przyspieszyła tępo z palcówką, rozpraszając starszą partnerkę. Trzy palce maltretowały napiętą szparkę kobiety. Dwa kolejne wsunęła w jej odbyt. Przyjemność pulsowała w pachwinie Anity, która okraszała te uczucia dźwiękami wydobywanymi z gardła. Całkowicie straciła tok myślenia. Jęknęła nieświadomie, zbliżając się do przerażającego orgazmu.

    – Nie szczytuj jeszcze – ostrzegła Klara.

    Anita próbowała oprzeć się pokusie. Starała się przedłużyć przyjemność bez orgazmu. Nienawidziła sprzeciwiać się Klarze. Zdjęcia nie pomagały Anicie w tej kwestii. Sporadycznie spoglądała na nie wszystkie. Wkrótce zorientowała się, że najdłużej przygląda się zdjęciu, na którym widniała jej córka. Joasia była taka piękna i taka młoda, ze wspaniałymi piersiami jak u Klary. Jej zaokrąglona figura była nadmiernie pociągająca.

    NIE! Nie mogę! Nie o niej! Przeklinała samą siebie, zawstydzona. Jak może żywić się takimi myślami o własnej córce, którą wychowała. Na której tak bardzo jej zależało. Którą starała się skierować na właściwą drogę życia, chroniąc ją przed opętanymi seksem drapieżnikami. Włącznie przed własną matką?

    Ale widok pięknego ciała Joasi w tak erotycznym kontekście, w połączeniu z gorliwymi pieszczotami Klary tylko wzmogły haniebne myśli wobec jej córki. Rosnąca przyjemność Anity doprowadzała ją do szaleństwa.

    – Po prostu pomyśl, że jestem Joasią, okej? – wyszeptała poczciwa dominatorka.

    Do licha! Niestety, Anitę ogarnęła sprośna wyobraźnia, że to palce Joasi ją molestują, a nie Klary. Być może obie dręczyły ją wspólnie z obu stron.

    Klara przerwała pieszczoty i wyszeptała:

    – Wiem, że chcesz, abym kontynuowała, ale na razie wystarczy. Lepiej chodźmy zobaczyć, co porabia twoja córka.

    Jednym szybkim ruchem wyciągnęła wszystkie palce z intymnych otworów starszej partnerki. Anita westchnęła. Nienawidziła, kiedy Klara nagle przerywała z pieszczotami. To było dezorientujące. W ogóle nie śmiała teraz przebywać w towarzystwie swojej córki, nie, kiedy była tak podniecona i zdesperowana. Czuła się nieznośnie skonfliktowana, ciągnięta przez wiele pragnień naraz. Mimo to, chciała być posłuszna dla Klary. Pragnęła jej, pragnęła praktycznie kogokolwiek, kto by mógł doprowadzić ją do tej upragnionej ekstazy.

    Co najgorsze, w swoim stanie nadwrażliwości, drgając od bycia praktycznie molestowaną przez Klarę, uświadomiła sobie, że w jakimś stopniu miała ochotę zobaczyć Joannę i jej jędrne młode ciało. Z bliska spojrzeć na tą śliczną zamaskowaną blondynkę z warkoczykami. Wystarczająco blisko, by dotknąć jej skóry, poczuć jej zapach. Nie, to niedorzeczne! Pomyślała, zawstydzona swoją żądzą. Musiała ukryć swoje uczucia.

    – Spróbujmy cię jakoś ogarnąć. Żebyś ładnie się prezentowała.

    Podciągnęła spodnie Anicie i zapięła kilka guzików jej bluzki. Nie dając starszej kobiecie dojść do normalnych zmysłów, zaprowadziła ją do sąsiedniej sali. Tam czekała już pani Dębska oraz Joanna. Obie relaksowały się na krzesłach wypoczynkowych zaraz przed tablicą. Owe krzesła nie były jednak najbardziej kontrowersyjnym elementem tego spotkania. Co ujęło uwagę Anity najbardziej, to był fakt, że obie kobiety wypoczywały kompletnie nago. Anita ledwo mogła to zarejestrować do świadomości.

    – Dzień dobry pani. – Nauczycielka przywitała uprzejmie Anitę.

    – Pani córka i ja tak mamrotałyśmy beztrosko językami, jednak obawiam się, że nie w ramach rozmowy.

    Klara przytaknęła lekko głową, wykazując zadowolenie z nauczycielki. Anicie nie umknął połysk znajdujący się na wargach obu kobiet. Nie mogła się powstrzymać od gapiostwa skierowanego wobec własnej córki. Uwagę jej przykuły piersi Joanny, biodra oraz nogi które na pierwszy rzut oka mogły uchodzić za nogi Klary. Nagie wdzięki Joanny zdawały się konspirować przeciwko jej, pogłębiając bezlitosny stan podniecenia. Cała ta dziwaczna sytuacja sprawiła, że Anita spoglądała na oblicze własnej córki w innym świetle. Jej córka nabrała zmysłowości, wydawała się mniej niewinną dziewczyną i zarazem bardziej wymagającą.

    – Cześć mamo. Ela udzielała mi ostatnio nowych korepetycji. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.

    Anicie odebrało mowę.

    – Nauczyła mnie, jak naprawdę sprawić przyjemność kobiecie. A pani Klara… pokazała mi jak dominować drugą osobę podczas… seksu. – Joanna powiedziała z lekką niepewnością w głosie, po czym kontynuowała:

    – Mamo, czy zostaniesz moją uległą?

    – Twoja córka szybko się uczy. – Klara roześmiała się. – Jest posłuszną małą suczką. Zresztą podobnie jak jej matka.

    Anita stała jak wryta, olśniona, jakby ujrzała ducha. Czy jej rodzina totalnie się wykoleiła?

    – Chyba czas najwyższy, abyście przełamały lody. – powiedziała Klara. – Joasia, twoja mama wygląda na niezdecydowaną. Może powinnaś ją bardziej zachęcić.

    – Tak, pani – odparła Joasia ze wstydliwą miną. Jednak wiedziała, co ma uczynić, aby nie zawieźć swojej dominatorki. Wstała i uwodzicielsko podeszła do matki, kołysząc przy tym biodrami. Jej jędrne piersi lekko podskakiwały przy każdym kroku. Anita zamarła, bezradna. To było nie do pomyślenia. Tymczasem jej zdradliwa cipka tęskniła za jakąkolwiek stymulacją, zachęcając ją do upokarzającego czynu z udziałem własnej córki.

    Z determinowaną Joanna podarowała własnej matce uwodzicielski, pełny seksu pocałunek prosto w usta. Anita nie potrafiła się oprzeć. Niepewnym ruchem ręki, Joasia wsunęła dłoń w majtki Anity i obejmując pulsujące trofeum ukryte za materiałem.

    – Kto by przypuszczał mamo, że jesteś taką niewyżytą suką. Joasia odeszła od matki, udając się z powrotem na krzesło wypoczynkowe. Usiadła na nim, rozchylając nogi po obu stronach poręczy.

    – Jak chcesz… to możesz mi się bliżej przyjrzeć, tylko że będziesz musiała podejść na czworaka.

    Anita nie była w stanie już dłużej opierać się urokom córki. Bez zastanowienia, ugięła nogi i czołgała się do przodu. Docierając do celu, wpatrywała się prosto w piękną cipkę Joanny, która niezmiernie przypominała cipkę poczciwej blondynki, która teraz przyglądała się triumfalnie wydarzeniom w sali. Nogi Joasi były szeroko rozłożone i w rezultacie skarby Joanny między udami były tym bardziej wyeksponowane. Falowiste wargi, otoczone pulchnością wokół całego organu, no i ten delikatnie zadarty naskórek, który częściowo pokrywał łechtaczkę Joasi.

    – Wiem, co chcesz zrobić mamo i ja… też tego chcę. – Joanna zadeklarowała, patrząc na swoją matkę.

    Anita wahała się przez kilka bolesnych sekund, ale potem po prostu się poddała i poległa swoim najgorszym pragnieniom. Dotknęła czubkiem języka cipki swojej córki i stwierdziła, że ??smakuje niebiańsko. Tak bardzo się różnił od posmaku Klary. Słodszy, jakoś bardziej niewinny zaprzeczający sprośne zachowania Joasi.

    Powoli zaczęła przesuwać językiem po fałdach i obrzeżach, delektując się teksturą. Wkrótce zaczęła lizać z wigorem, jakby próbowała zlizać każdą uncję soków dziewczyny. Skubała wydatne wargi sromowe córki, ssała jej łechtaczkę, a potem wsunęła język do tego obślizgłego wnętrza organu. Zaatakowała cipkę Joanny, jakby należała do Klary. Joasia odchyliła się do tyłu i oparła stopy na poręczach krzesła, odsłaniając odbyt.

    – Miejmy to za sobą, mamo.

    Pomimo strasznego upokorzenia, Anita nie wahała się skierować języka nieco niżej, tym samym, stymulując ten dotychczas zakazany otwór.

    – Włóż we mnie palce – rozkazał Joasia. Anita szybko spełniła życzenie córki.

    – O właśnie!

    Anita była teraz tak podniecona, że ??czuła, jak jej własne soki pokrywają jej uda. Ulegała wszystkim żądaniom córki, czując się tym bardziej podniecona. Swoją bezsilnością, czy ujarzmieniem. Poddanie się własnej córce było tak ekstremalne, ale to tylko sprawiło, że Anita zapragnęła więcej. Zdała sobie sprawę, że przez całe życie była zauroczona Joasią, jakkolwiekby na to spojrzeć. Może to jest wola matki, macierzysty instynkt, który odpłacał się teraz ogromną satysfakcją.

    Teraz po prostu kochała Joasię w inny sposób. Zdała sobie sprawę, że Klara zaczęła pozbywać się ubrań. Nastolatka wyprodukowała skądś czarny dildo z paskiem, prawdopodobnie z biurka nauczycielskiego. Zapięła rzepę wokół własnych bioder, po czym potarła końcówkę członka o cipę Anity. Usatysfakcjonowana wystarczającą ilością lubrykantu, przytknęła główkę sztucznego penisa w odbyt starszej kobiety i zaczęła pompować. Zdezorientowana tą nieoczekiwaną penetracją, Anicie było trudniej zadowolić Joasię językiem.

    – No nie! Mamo nie przestawaj! Stara zdzira – wykrzykiwała w pełni żądzy.

    Obelga od strony córki była tak poniżająca, ale tak naprawdę to była zdzirą, czy tego chciała, czy nie. I szczerze mówiąc, chciała tego. Cholera, jestem taka uległa. Klara wiedziała, że ??to zrobię. Z tą myślą Anita podwoiła wysiłek lizania, nie zważając na słodko-kwaśny nektar wydobywający się ze szpary. Wsuwała i wyjmowała palce z pochwy Jessego, aby zmaksymalizować przyjemność. Kątem oka zauważyła, że ??panie Dębska robi zdjęcia swoim telefonem.

    – Zdecydowanie zawiszą na ścianie w mojej klasie – powiedziała Ela.

    – Z tyłu projektu każdego chłopca będzie widniało jedno z tych zdjęć. Mogą je kolekcjonować i wymieniać, jeśli chcą, a poza tym w moim domu będzie mój własny projekt. Będzie na nim napisane „Anita, Anita wisi na ścianie, gdy wykonuje urocze lizanie” – zachichotała.

    Zanim dotarły te wścibskie oszczerstwa do Anity, Klara oznajmiła:

    – W porządku, teraz obie możecie szczytować!

    Niemal jednocześnie matka i córka zaczęły krzyczeć, gdy obie pogrążyły się w zachwycie. Joasia doznała nieco większej euforii, po przez fakt, że jej własna matka pieściła ją językiem. Sok z cipki Joasi płynął niczym potop.

    – O mój boże! – krzyknęła Joasia.

    Klara wycofała plastikowego penisa z tyłka Anity i szybkim gestem pstryknęła palcami w stronę Eli. Wskazała na sztucznego kutasa, którego miała na sobie. Bez wahania nauczycielka zaczęła go czule ssać ani trochę niezniechęcona tym, gdzie przed kilkoma chwilami się znajdował.

    – Ma błyszczeć. Tak, właśnie tak.

    – Dziękuję pani – odpowiedziała naga nauczyciel. Jej francuska fryzura na boba podskakiwała w górę i w dół, podczas gdy polerowała ustami sztucznego członka.

    – A teraz połóż się moja droga niewolnico i odbierz nagrodę za zorganizowanie dzisiejszej uroczystości – Klara oznajmiła po kilku sekundach.

    Ela wyglądała na niezmiernie usatysfakcjonowaną, i to nie bez powodu. Blondynka usiadła okrakiem na nauczycielce w klasycznej pozycji sześćdziesiąt dziewięć. Ela miała otrzymać od swojej dominatorki minetę, coś, czego Klara nie robiła często, nawet swoim najbardziej lojalnym poddanym. Ale nauczycielka stała się czymś więcej niż tylko seksualną niewolnicą. Była teraz częścią zespołu, którego Klara skrupulatnie kształtowała według własnych erotycznych potrzeb.

    Pochylając głowę między uda nauczycielki, Klara czulę lizała cipkę Eli. Każdy, kto kiedykolwiek doświadczył przyjemności dostarczone językiem doskonale wiedział, że poczciwa blondynka jest w tej sztuce bardzo dobra.

    – Pamiętaj moją regułę.

    Przypominała Klara, dając znać nauczycielce, żeby nie ważyła się szczytować.

    Po kilku minutach, gdy Ela była blisko orgazmu, Klara pozwoliła jej otrzymać upragnionej ulgi.

    – Och, och, och dziękuję, Pani! Tak, tak och!

    Wszyscy w pokoju patrzyli z zazdrością, na ten erotyczny obrazek, aż w końcu drgania, które doświadczyła nauczycielka zaczęły maleć…

    – A teraz coś dla mnie. Podejdź tutaj, zdzirowata córeczko– powiedziała Klara do Joasi. Ta natychmiast się ożywiła.

    – Teraz możesz spróbować mojego cudownego eliksiru. – Powiedziała Klara. Biorąc pod uwagę, że Joanna była poddaną Klarze, z upływem czasu polubiła miłosne soki swojej dominatorki.

    – Spróbuj nie uronić ani kropli.

    – Oczywiście, pani.

    Rozkładając nogi, Klara usiadła okrakiem na pięknej twarzy dziewczyny. Joanna zaczęła gwałtownie ssać i lizać cipkę blondynki, wysyłając fale przyjemności falujące przez ciało dominatorki. Joanna była niewiarygodnie piękna oprócz tego dobra w dziale oralnym. Ale to, co Klara lubiła u Joanny najbardziej to jej narastający apetyt na dominację własnej matki. Pod wpływem erotycznych tortur i niespełnionych orgazmów, biedna córeczka zaczęła domagać się tego od kilku dni.

    Tymczasem Klara wiedziała, że ??oglądanie tego aktu tabu byłoby niepowtarzalnym doświadczeniem. Dziewczyna miała cudowną tendencję do dominacji, pewną determinację, którą Klara zauważyła wcześniej. Najpierw Joanna musiała nauczyć się bycia uległą, co wymagało lekkiej korekty postawy, ale w końcu stała się cudownie posłuszną i entuzjastyczną niewolnicą, a teraz w pewnym sensie dominatorką.

    A co do Anity, blondynka przeczuwała, że w stanie podniecenia, mamuśka wpadnie w zasadzkę z fotkami. Co okazało się dosyć proste, zwłaszcza że Joasia była podobna do Klary.

    Ta cała gierka z przynętą i zamianą była wyśmienita, kredyt uznania dla Eli, poczciwej zdziry. Ostatecznie zasłużyła na swoją nagrodę. Ostatnio Klara spędzała coraz mniej czasu z Anitą, jednak wciąż ją intrygowała, a poza tym była seksowną mamuśką, a takie Klara niezmiernie lubiła. W końcu nie mogła powstrzymać orgazmu i soczyście zalała spermą twarz Joanny. Po czym znowu pstryknęła palcami.

    – Anito, wiem, że uwielbiasz mój nektar tak samo jak swoją córkę. Nie pozwól, żeby ten „Make Up” wysechł na jej twarzy. Chciałabym, żebyś własnym językiem przeczyściła twarz Joanny, delikatnie i powoli.

    – Aa dobrze… Klaro.

    – Pani Klaro! Nie dawaj mi powodów, żebym cię ukarała! Warknęła dominatorka.

    – Tak, pani Klaro.

    Następne upokorzeniem dla Anity, a jej wstyd podwoił się, gdy zaczęła lizać twarz Joanny do czysta. Jej córka była naprawdę piękna. Lizała i ssała każdą plamkę, na jej zaróżowionych policzkach, na zadartym nosie i pięknym podbródku. Wstyd Anity toczył bój z pożądaniem i żadne z tych uczuć nie dawało za wygrane.

    Cała gromada odpoczęła na moment i po jakimś czasie poczciwa blondynka pozwoliła wszystkim się rozejść. Wychodząc, odciągnęła jeszcze Anitę na bok, żeby wyjaśnić kilka spraw. Powiedziała, że od tego momentu Joasia przejmie teraz rolę jej głównej dominatorki, więc będzie musiała być posłuszna córce pod każdym względem. Oprócz tego Klara przypomniała, że ??jest nadrzędną dominatorka, więc zarówno matka, jak i córka muszą być jej posłuszne we wszystkim.

    Zapewniła Anitę, że tak długo jak będzie posłuszna swojej córce, od czasu do czasu będzie miała przywilej sprawiania przyjemności samej Klarze. Normalnie powinno to zabrzmieć absurdalnie, jednak dla rozbitej seksualnie mamuśki, brzmiało to jak kojąca melodia grana na harpie. Poza tym kochała swoją córkę.

    – Wyraziłam się jasno?

    – Tak, pani.

    – Cieszę się, możesz iść.

     

    ***

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Damian Lis

    Od Autora: Kto następny padnie ofiarą poczciwej blondynki, i jakie dalsze losy czekają naszych niewolnic.

    https://www.patreon.com/user?u=74118493&filters[tag]=Nastoletnia%20Domina

  • Wolna chata

    – Bo wiesz starzy wyjeżdżają, a ja nie za zbytnio mam ochotę spędzać ten wieczór samemu, jeszcze do tego w pustej chałupie…

    Naturalnie się zgodziłem. Z Emilem przyjaciółmi byliśmy od dziecka, a ostatnio coraz rzadziej mieliśmy okazję się spotkać na dłużej i pogadać. Taki wieczór we dwoje mógł być całkiem przyjemny. Moich rodziców poinformowałem zdawkowo o noclegu poza własną sypialnią i udałem się około godziny 18 do domu Emila, oddalonego o całe dwie ulice, czyli jakieś pięć minut spacerkiem.

    Wstęp był całkiem tradycyjny. Browar i standardowe grzeczności. Kilka minut gadaniny o wszystkim i o niczym, byle najszybciej skończyć browar. Gdy otwieraliśmy dwie kolejne puszki, zgodziliśmy się, że najlepszy o tej porze byłby jakiś film, bo dobry filmik nie jest zły. W sumie oglądaliśmy po raz setny jeden z zabytków kina akcji, ale miło było, szczególnie że równolegle popijaliśmy kolejne piwa i komentowaliśmy sceny z wyprzedzeniem.

    Po filmie odczuliśmy głód. Nasz wybór padł na pizzę, ale raczej nie chciało nam się nigdzie po nią iść. Zamówiliśmy przez telefon i czekaliśmy, opowiadając jakieś świńskie dowcipy. Na szczęście nie musieliśmy długo czekać. Gorąca pizza wyglądała nader apetycznie, ale miała nieco mało keczupu. Dolanie tejże niezbędnej przyprawy przerosło jednak nasze możliwości. Na skutek przedziwnych układów ciśnień, jak przypuszczam, keczup wcale nie miał ochoty opuścić opakowania, a gdy wreszcie to uczynił, zrobił to tak energicznie, że obydwoje mieliśmy poplamione koszulki. Koszulki zdjęliśmy, rzuciliśmy w łazience do kosza i zabraliśmy się do jedzenia. Pyszne było. Po kolacji i niejakim uprzątnięciu kuchni z czerwonych plam otworzyliśmy po kolejnym piwie i zastanawialiśmy się nad kolejnym punktem programu. Przerzuciliśmy program TV, ale jak się można było spodziewać: nic ciekawego. Ostatecznie, czając się jak czternastoletnie sztubaki, włączyliśmy pornola, którego Emil znalazł u rodziców.

    Film był ostry i całkiem niezły, podrajcował nas. Po upływie pierwszych trzech kwadransów nerwowo wierciliśmy się na kanapie, niezręcznie próbując ukryć wzwód i w jakiś sposób ulżyć nabrzmiałemu członkowi. Wreszcie przy scenie, gdy murzynka łykała spermę z tryskającego fallusa partnera, Emil stwierdził, że nie wie jak ja, ale on wali. I rzeczywiście rozpiął pasek, rozsunął rozporek i włożył rękę w slipy. Niewiele myśląc poszedłem w jego ślady. Masowaliśmy nasze chuje leniwie, po pierwsze dlatego, że żaden nie chciał dojść przed końcem filmu, po drugie dlatego, że żaden nie chciał się spuścić wcześniej niż drugi.

    Nagle poczułem jak Emil delikatnie wsunął swoją drugą dłoń w moje slipy i dotknął mojego fiuta, który zadrżał pod jego dotykiem. Nie patrzył na mnie, udawał, ze jest wpatrzony w telewizor, ale wyczułem jak drży. Nie zaprotestowałem. Wprawdzie była to pierwszy dotyk innego człowieka na moim penisie, ale wiedziałem, że ja za chwilę również jako pierwszy pokonam barierę slipów Emila, co rzeczywiście zrobiłem. Przez chwilę onanizowaliśmy się wzajemnie, bardzo ostrożnie i powoli, byliśmy na granicy orgazmu. Czułem jego gorące prawie dwudziestocentymetrowe prącie, jak się pręży w mojej dłoni. Nagle obydwoje zamarliśmy bez ruchu. Dotarło do nas, że film się skończył i wypadałoby już skończyć zabawę, ale obydwoje wiedzieliśmy, że teraz i tak nie będzie satysfakcjonujące… Wreszcie po dobrej minucie, która wydała się wiecznością, Emil odważył się ruszyć. Nachylił się nad moim fallusem, wyciągnął go ze slipów, wziął do ust, dwa razy poruszył mocniej ręką i poczułem jak lawa gorącej spermy strzela wprost w usta Emila. Nie wiem jak to zrobił, że się nie udusił, ani nie uronił żadnej kropelki. Po chwili pocałował mnie przelewając w moje usta nasienie. Lizaliśmy się tak szaleńczo, bawiąc się moją spermą. Wreszcie zebrałem swoje siły, posadziłem Emila w poprzedniej pozycji i odsłoniłem jego członka, ledwie zdążyłem go włożyć do buzi, gdy Emil wyprężył się, tak, że poczułem go przy samych migdałkach, po czym łykałem jego spermę, czując jego ręce na mojej głowie.

    Po tej wyczerpującej akcji siedzieliśmy obok siebie na kanapie, delikatnie głaszcząc się i patrzyliśmy na siebie. Mieliśmy po dwadzieścia lat, nie najbrzydsi, studenci, do tej pory seksualne doświadczenia tylko solo. Zastanawiałem się, czy Emil  zaplanował to na ten wieczór, ale w sumie nie było to chyba problemem. Wreszcie Emil podniósł się, musnął lekko wargami moje wargi, uśmiechnął się i stwierdził, że idzie do kibla, bo po tych wszystkich browarach lać mu się chce. Fakt, też miałem pełny pęcherz. Nogą przytrzymałem jego ręce, gdy chciał zapiąć spodnie i zsunąłem mu je. Nie protestował, wyskoczył z nich, po czym pociągnął za moje nogawki i mnie pozbawił dolnej części ubrania. Podał mi rękę i pomógł mi się podnieść. Zaproszenie było jednoznaczne, więc poszedłem się odlać razem z nim. Tak udaliśmy się do toalety w samych slipach i skarpetkach. Gdy zaczęliśmy lać, Emil znów władował się z łapami do mojego kutasa i obciągnął napletek, by, jak to określił, było ciekawiej lać. Nie dałem się prosić i zrobiłem mu to samo. Naśliniłem przy okazji palce i zacząłem drażnić jego sutki, on gładził moje plecy, wreszcie znów zaczęliśmy się całować, co spowodowało, że olaliśmy pół łazienki.

    Gdy ostatnie krople przetrawionego piwa z nas wyciekły, Emil zsunął moje slipy i przytulił mnie, tak, że czułem jego prącie w sowim rowku. Całując go wsadziłem dłonie za jego slipy i przyciągnąłem go bliżej do siebie. Odwróciłem się i całowałem go, coraz niżej i niżej, w okolicy pępka przeszedłem na tył, języczkiem zwiedziłem cały jego kręgosłup. Odsłoniłem jego jędrny tyłeczek i zacząłem języczkiem penetrować jego dziurkę, moje palce bawiły się jego jądrami. Po chwili zamieniliśmy się, teraz on drażnił moje oczko. Nasze członki znów sterczały w pełnej gotowości. Zdecydowaliśmy się na prysznic – trzeba było tylko zrzucić z siebie skarpetki i zrobić dwa kroki w lewo, nie odrywając warg od warg.

    W strugach lecącej wody było romantycznie. Mydliłem jego całe ciało, wreszcie miałem okazję by je dokładnie przestudiować. Choć znaliśmy się prawie dwadzieścia lat nigdy nie zauważyłem w Emilu pięknego chłopaka, a tym bardziej nie był dla mnie obiektem pożądania. Był szczupły i prawie gładki, bez włosów. Namydliłem jego barki, ręce, klatkę piersiową, stawiając przy okazji jego sutki w stan gotowości, potem zająłem się plecami i tyłkiem, tak intensywnie, że aż cztery paluszki pokonały opór jego zwieracza – Emil krzyknął na pół z bólu, na pół z rozkoszy. Potem jego owłosione nogi: najpierw uda, później łydki, stopy, bawiłem się masując każdy jego paluszek z osobna, podczas gdy jego fiut co i róż wsuwał się w moje usta. Klęcząc namydliłem jego brzuch i członka, zapuszczając się w lekki onanizm. Gdy wstałem zaczęliśmy myć sobie włosy, przy czym całowaliśmy się mimo gorzkiego smaku w ustach. Następnie Emil rozpoczął akcję mydlenie. Czułem jego ręce dosłownie wszędzie. Wreszcie stanął tuż za mną i poprosił bym oparł się rękami o ścianę. Lewą ręką wyszukał mojego chuja i zaczął się nim bawić podczas gdy prawą pomógł swojemu członkowi wejść w moją pupę. Czułem jak powoli walczy z moim zwieraczem, by zadać mi jak najmniejszy ból. Wreszcie poczułem go całego w sobie. To był niesamowity odlot, nigdy nie sądziłem, że przeżyję coś takiego. Spływające po mnie strugi wody, pocałunki na plecach, równy rytm jego ręki na moim fiucie i jego męskości w moim ciele. Wtedy należałem całkowicie do niego, mógł ze mną zrobić co chciał. Nie wiem, ile to trwało, może kwadrans, może dłużej, nagle poczułem jak drży, wiedziałem, że mam jego ciepłe nasienie w sobie. Kilka sekund później sam tryskałem w jego dłoni. Przez chwilę nie ruszyliśmy się, wreszcie przytuliłem się do niego i tak staliśmy w wodzie kilka minut.

    Po wyjściu zaczęła się zabawa w wycieranie jednym ręcznikiem. Nasze członki były już zupełnie wyczerpane, bo nie podniosła ich nawet wzajemna akcja reanimacyjna dłoni. Mimo to pełni radości wymyliśmy jeszcze ząbki, uczesaliśmy się wzajemnie, tak na głowie jak i na łonie. Po czym tak jak nas Bóg stworzył walnęliśmy się na łóżko małżeńskie rodziców Emila.

    –        Dziś jest mój pierwszy raz z kimś.

    –        Mój też.

    Zaczęliśmy się całować, bardzo długo i namiętnie, nasze języczki robiły, co się dało. Schodziłem pocałunkami wzdłuż jego ciała, gdy dotarłem do członka, obciągnąłem napletek i z radością poczułem jak w moich ustach z pół-wzwodu przechodzi w pełną okazałość, czułem jak sztywnieje, rósł mi w ustach. Emil położył mnie, teraz on zajął się moim klejnotem, zrobił to samo, co ja, by po chwili siąść na mnie okrakiem i swoim tyłeczkiem ujeżdżać mojego ogiera. Nachylił się, by mnie pocałować i przetoczyliśmy się, tak, że teraz ja byłem górą. Czułem jego pulsujące prącie między pośladkami. Uniosłem się, by Emila przewrócić na brzuch, po czym zacząłem masować jego plecy. Wreszcie położyłem się na nim i swojego członka wprowadziłem w jego ciało. Poczułem spływającą na mnie falę ciepła, jego ciało przyjmowało mnie z pełną zniecierpliwienia gorączkowością. Nasza namiętność szybko znalazła wspólny rytm. Emil sam poprowadził moją rękę na swojego członka. Pieprzyłem go tak przez prawie dwadzieścia minut, przepełnionych ruchem ciał, potem i pocałunkami. Znów czułem się odlotowo, ale co piękne musi dojść do szczytu. Wbiłem się w niego najgłębiej jak mogłem i czułem jak fontanna spermy wytryskuje ze mnie po raz trzeci tego wieczoru. Niemal w tym samym momencie poczułem jak ciało Emila wypręża się i na swoich palcach poczułem lepkie nasienie. Wyciągnąłem dłoń i oblizałem ją, po czym z resztkami spermy w buzi pocałowałem Emila. Słodko było tak leżeć na nim, czuć jego zapach i smak. Wreszcie stoczyłem się z niego i przytuliliśmy się do siebie. Byliśmy wyczerpani i szczęśliwi.

    Zasnęliśmy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Artur de Armagnac
  • Starszy wspolnik – ciag dalszy.

    Po upojnej nocy w hotelu z Betą nadszedł czas na powrót do rzeczywistości. Awansowałem- tak jak zapowiedziała moja koleżanka. Z racji objęcia nowego stanowiska czekało mnie sporo pracy takich jak przenosiny do nowego gabinetu, zamówienie nowych wizytówek, zmiana pieczątki i tym podobne pierdoły. Wspólnik zarządzający w ramach uczczenia mojego wstąpienia do szeregu 3 osobowej elity „starszych wspólników” zorganizował kameralne przyjęcie w jednej z restauracji. Jak wiadomo z początku były drętwe przemówienia a z kolei po oficjalnej części- zabawa do białego rana i wydane dziesiątki tysięcy złotych. Podczas tego przyjęcia Beata powiedziała mi dość ważną rzecz: -Musisz mieć asystentkę, skoro piastujesz tak ważne stanowisko. Samemu będzie Ci ciężko. Fakt Beata miała rację.. ale skąd z dnia na dzień wytrząsnąć osobę dość kompetentną aby objąć stanowisko mojej osobistej asystentki. Beata sama zaproponowała mi, że osobiście zajmie się castingiem a ostateczną decyzję pozostawia mnie. Z aprobatą przystałem na ten pomysł. Impreza się skończyła a my rozeszliśmy się do domów. Przez dwa dni Beata nie dawała znać czy znalazła odpowiednią kandydatkę na moją asystentkę, aż w końcu wieczorem zadzwonił telefon.. -Hej Domiś, co porabiasz? -Cześć Beatko, nic szczególnego siedzę w garażu i grzebię przy motocyklu, coś się stało? -A żebyś wiedział, znalazłam idealną asystentkę dla Ciebie, kończ majsterkowanie, umyj się, ubierz w mój ulubiony garnitur i przyjedź do mojego apartamentu za godzinę. Do zobaczenia! Nieco zaskoczony zrobiłem tak jak poleciła. Zaprzestałem działań przy motocyklu i udałem się pod prysznic. Po prysznicu ubrałem się w ulubiony garnitur Beaty, wsiadłem do auta i pojechałem pod wskazany adres. Zadzwoniłem do domofonu jednego z apartamentowców i odezwał się głos: -Wejdź proszę, drzwi od apartamentu są otwarte. Wjechałem winą na 12 piętro podekscytowany spotkaniem z nową asystentką. Nie mogłem jednak dać tego po sobie poznać- byłoby to mocno nieprofesjonalne. Nacisnąłem klamkę i wchodząc do środka ujrzałem półmrok.. w newralgicznych punktach paliły się świece oraz lampiony. Zdezorientowany szedłem wzdłuż korytarza w stronę salonu. Będąc już w salonie… oniemiałem. Beata siedziała ubrana w podobny komplet koronkowej bielizny jak ostatnio.. jej stopy zdobiły czarne, połyskujące „szklanki” , a obok niej siedziała nieznajoma kobieta. Była ona kopią Beaty, na oko 33 letnia, czarnowłosa kobieta o ciemnych oczach. Ubrana była podobnie jak Beata, tak samo ze „szklankami” na nogach. Kształty także byłby jakby „zdjęte” z Beaty. -Czeeeeść Beata.. wyjaśnisz mi proszę co tu się dzieje? Przyszedłem nie w porę?- zapytałem z niepokojem w głosie. -Witaj Domisiu, przyszedłeś jak najbardziej w porę.. poznaj proszę swoją być może asystentkę- Darię. Wyciągnąłem swoją dłoń na powitanie a Beata kontynuowała: -Daria ma odpowiednie kompetencje aby sprawować funkcję Twojej asystentki Domisiu, mam nadzieję, że wasza współpraca będzie tak samo owocna… jak nasza- sposób w jaki to wypowiedziała przyprawił mnie o dreszcze. Nim zdążyłem jakkolwiek zareagować na jej słowa obie kobiety wstały i powolnym krokiem zaczęły kierować się ku mnie. Gdy już były wystarczająco blisko, objąłem obie delikatnie w pasie a Beata powiedziała półszeptem: -Ostateczna decyzja należy do Ciebie. I obie mruknęły jak kocice. Zanim zdałem sobie sprawę, z tego co się dzieje Beata i Daria prowadziły mnie w kierunku łóżka, obok którego stał dość duży fotel. Przy fotelu zaczęły mnie rozbierać i powoli rozpinać guziki od koszuli. Po tym, delikatnym pchnięciem wskazały mi abym rozsiadł się wygodnie w fotelu i rozkoszował się spektaklem, który miał zaraz nastąpić. W rytm wolno płynącej muzyki zaczęły kołysać biodrami ocierając się o siebie. Do tańca i ocierania doszły namiętne lecz subtelne pocałunki i wzajemne badanie swoich ciał. -Ja pierdolę.. ale wy jesteście niegrzeczne- rzekłem, z delikatną nutą oburzenia, na co Beata odpowiedziała: -Jeszcze nie pierdolisz ale zaraz wyssiemy z Ciebie całą Twoją spermę, a wiem jak wiele jej masz- i uśmiechnęła się zalotnie. Dziewczyny powoli kierowały się w moją stronę w międzyczasie schodząc na kolana. Beata poleciła Darii spiąć włosy w kucyk (tłumacząc, że on, czyli ja bardzo to lubi a przekona się dlaczego później). Gdy Daria wiązała włosy, Beata rozpinała mój rozporek i wyciągnęła mój twardy sprzęt mówiąc głosem pełnym przejęcia i namiętności: -Witaj kochanie.. bardzo się stęskniłam.. -No noo.. taki szef i w dodatku z takim sprzętem-skwitowała Daria. -Od teraz mój drogi Domisiu los Darii jest w Twoich rękach, zdecyduj czy posiada odpowiednie kompetencje by zostać Twoją asystentką. Po tych słowach Daria zaczęła powoli ssać mojego członka, od początku jak profesjonalistka. Beata położyła się pod nią i zaczęła zabawę z jej cipką. Obie były już dobrze rozgrzane więc gdy tylko Beata przesunęła językiem po cipce Darii- ta wydała z siebie przeciągnięty jęk kończący się słowami „ooo takk, kurwa”. Francuz jakiego robiła mi Daria nie umniejszał się do tego co robiła mi Beata jakiś czas temu. Po 15 minutach dziewczyny zrobiły zamianę, teraz to Beata ssała mojego kutasa a Daria leżała pod nią. W oczach dziewczyn widać było, że nie spotkały się ze mną tylko w celach pieszczot oralnych, więc poleciłem im wstać i klęknąć na łóżku obok siebie. Na pierwszy ogień poszła Daria.. wbiłem się w nią bez ostrzeżenia do samego końca. Moje głośne oddechy, dźwięk „klaskania” oraz jej jęki i przekleństwa mieszały się między sobą. Poleciłem Beacie rozłożyć nogi przed twarzą Darii a sam złapałem ją za kucyk, docisnąłem do siebie, złapałem za pierś i rżnąłem.. tak, po prostu rżnąłem. Po 30 minutach dziewczyny zamieniły się pozycjami.. w końcu musiałem podziękować jakoś Beacie za to, że znalazła dla mnie taką asystentkę.. Po drodze przerobiliśmy jeszcze kilka pozycji w tym „jeźdźca oraz od tylu przed lustrem w łazience”. Dziewczyny szczytowały zdaje się po 7-8 razy każda, aż w końcu obie zgodnie stwierdziły, że mają dość. Uklękły przede mną, otworzyły usta i czekały na pierwszy final tej nocy.. był dość obfity. Zalałem im twarze oraz cycki a one zlizały z siebie wzajemnie i połknęły wszystko co im dałem. Wszyscy padliśmy na łóżko a dziewczyny położyły się na mojej klatce piersiowej. -I jak Domisiu? Myślisz, że Daria się nada? -zapytała Beata -Beatko, a jak myślisz.. dobrze znasz typ kobiety, która na mnie działa więc wiedziałaś kogo zaprosić na rozmowę kwalifikacyjną-roześmiałem się i powiedziałem: -Witaj w zespole Dario. Zasnęliśmy nad ranem.. w wielkim i wygodnym łóżku. P.S dajcie znać czy chcecie poznać dalsze losy Dominika 😉 proszę również o konstruktywną krytykę

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    D
  • Potega terapii cz. II

    Rozdział II

    Ostatnie, leniwe promienie zachodzącego słońca opromieniały skąpą roślinność rozsiana w nieładzie po rynku. Miejsce to stało się kolejną ofiarą planowania przestrzennego, które nade wszystko ukochało sobie beton. Ponoć w przyszłości ma się to zmienić i są już plany na posadzenie drzew i krzewów, ale Marysia nie wierzyła w rychłe podjęcie działań.

    Siedziała wspólne z koleżankami, słuchając ich wesołego paplania, nie włączając się zbytnio w rozmowę. Z delikatnym uśmiechem popijała swojego drinka. Zwiewna sukienka w kwieciste wzory układała się wdzięcznie na jej ciele, ukazując ukrywana jeszcze niedawno sylwetkę. Przyjaciółki raz po raz zerkały w niemym podziwie na Marysię, zachodząc w głowę, co się mogło stać, że ich kumpela tak odmieniła swoją garderobę.

    – Basiu, zrobisz coś dla mnie? – zapytała Marysia, odwracając znienacka głowę w stronę siedzącej naprzeciwko dziewczyny.
    – Słucham Kochana.
    – Przestań proszę gapić się na mój dekolt.

    Głośne odgłosy rozochoconych dziewczyn wybiły się ponad kakofonię ulubionej miejscówki młodzieży. Marysia z uśmiechem uniosła drinka i przyjacielsko kiwnęła głową w kierunku Basi.

    – Nie wiem, czemu się czepiasz, tyle lat jesteśmy przyjaciółkami, a chyba pierwszy raz widzę u Ciebie coś takiego jak dekolt!
    – Dobrze dobrze, tylko pilnuj, żeby Ci oczy nie wyskoczyły.
    – Ha! Nie wyobrażaj sobie, to i tak nic w porównaniu do tej laski ze studiów z Erasmusa, z Portugalii! Pamiętacie??

    Rozmowa grupy przeniosła się na wspominanie dawnych czasów. Marysia również sięgnęła myślą w tym samym kierunku, jednak z innym zwrotem. Jeszcze dwa miesiące temu była szarą myszką. Potem przyszedł moment przełamania. Jest inną osobą niż wtedy, nie boi się tego przyznać. A wszystko dzięki doskonale wybranej terapeutce oraz drobnemu wkładowi Marcina.

    *****

    Marysia nerwowo wpatrywała się w wyglądającą przez okno panią Beatę. Długonoga blondynka ze zmarszczonymi brwiami wpatrywała się w ulicę, nie widząc jej jednak.

    Pokój w którym przyjmowała, przypomniał gabinet dyrektora wielkiej spółki. Szerokie, grube, dębowe biurko stało w rogu. Panował na nim skrupulatny porządek, tak bardzo przypominający właścicielkę. Wysokie szafy uginały się pod ciężarem ksiąg. Pomieszczenie było jasne, z wielkimi oknami wychodzącymi na ruchliwą ulicę. Poza wejściem były obecne jeszcze jedne drzwi. Bogato zdobione, zawierały wzory kojarzące się z Indiami, choć było w nich coś… drapieżnego. Innego. Marysia nigdy nie dowiedziała się, co się za nimi kryje, lecz przysięgała, że kiedy w gabinecie zapadała głęboka cisza, potrafiła usłyszeć dochodzące zza nich delikatne dźwięki…

    Mimo intrygujących drzwi głównym bohaterem tego miejsca jest bezapelacyjnie sam środek – zawierający dwie sofy, skierowane na siebie. Wygodne meble, zachęcające do zapadnięcia się w nie i rozluźnienia. Przynajmniej w założeniu. Marysia nie zdobyła się nigdy na jakiekolwiek rozluźnienie. Bardziej przypominało jej to przesłuchanie na komisariacie.

    – Postępy są zadowalające. Nawet bardzo. Nie chciałabym zaprzepaścić naszej pracy, lecz pozwolę sobie na niezbyt delikatne spostrzeżenie – nie spodziewałam się tego po Tobie, Marysiu.

    „Intrygujący sposób na pochwałę” pomyślała Marysia.

    Pani terapeuta zajęła swoje standardowe miejsce na sofie i kontynuowała, przygryzając końcówkę zausznika swoich okularów.

    – Sądzę… Cóż, Marysiu powiedz mi, czy jesteś zadowolona ze swojego stanu?

    Dziewczyna w zamyśleniu zwiesiła głowę. Czy była zadowolona?

    Ostatnie dwa miesiące wprowadzała w życie polecenia pani Beaty i była świadkiem niezwykłej przemiany. Nie myślała nawet o łóżku, w którym w ciągu kilku dni zupełnie przejęła kontrolę. Zaskoczeniem było, jak bardzo dało jej to poczucie siły poza alkową.

    Pewniejszy krok, odważniejsze ubieranie, przekonanie, że być może jej decyzje są jednak wartościowe? Tak, to było niesamowite uczucie.

    – Jestem. – Odparła w końcu Marysia.

    – Nie wątpię, nie wątpię… – Zamyślenie pani Beaty było wyraziście odbite w jej oczach. Badały teraz przenikliwie swoją podopieczną. Wyglądała, jakby podejmowała jakąś decyzję.

    – Marysiu, jesteś interesującą osobą. Zaskoczyłaś mnie ostatnimi tygodniami. I nie ukrywam, zauważam w Tobie teraz wielki potencjał.

    Niewielki uśmiech ozdobił piękną twarz terapeutki. Jej oczy smagały teraz Marysię jak biczem, przeskakując od jej piwnych oczu, przez wąskie, zaciśnięte w niejakim stresie usta aż po odsłonięty i imponujący dekolt.

    Niski, zwierzęcy warkot wydobył się zza zamkniętych, pokrytych ornamentami drzwi. Marysia szybko odwróciła się i z niepokojem popatrzyła w tamtą stronę.

    – Słyszała to pani?
    – Nie przejmuj się.
    – Ale… To brzmiało jak jakieś zwierzę? Trzyma pani tam… Psa?

    Uśmiech terapeutki poszerzył się i nadał jej nieco drapieżny wyraz. W oczach pani Beaty błysnął głód. Atmosfera zgęstniała.

    – Powiedziałam nie przejmuj się. Wracając do naszej rozmowy.

    Nastrój momentalnie wrócił do swojego normalnego tonu.

    – Marysiu, chciałabym, abyś poszła o krok dalej. Widzisz, pełna kontrola nad sobą wymaga zrozumienia równie pełnej kontroli nad innymi. Taka kontrola może przybierać różne formy. Ludzie… o niezbyt imponującej wrażliwości intelektualnej mogliby uznać je za manipulacje. Nie mają racji. Przekonasz się sama o potędze subtelności umysłu, którą sama masz nadal ukrytą. Nie martw się – uśmiechnęła się przebiegle – wydobędziemy to.

    *****

    „Czy ten dzień może być jeszcze gorszy, niż jest?” pomyślał Marcin.

    Idea igrania z losem była mu obca.

    – Kowalik, do mnie.

    Z biura przełożonego rozległ się nieprzyjemny, sepleniący głos, którego obawiał się każdy o zdrowych zmysłach. Kieras był człowiekiem równie niewielkiej postury co życzliwości. Jego ulubioną formą zabawy było sprawianie tortur swoim podopiecznym.

    Marcin do tej pory prześlizgiwał się, lawirując zgrabnie pomiędzy niezbędnymi komplementami i zwyczajnym unikaniem Gawła, jednak ostatnio popełnił najgorszy błąd w swojej karierze. Oblał swojego przełożonego gorącą kawą.

    Od tamtej chwili pan kierownik postawił uprzykrzenie życia Marcinowi za swój życiowy cel.

    – Długo mam czekać?!?

    Z cichym westchnieniem Marcin wstał i powlókł się w kierunku gabinetu kierasa.

    Gabinet to raczej przesadne określenie. Kilka metrów kwadratowych wydzielonego skleconymi naprędce ściankami pomieszczenia, stworzonego z myślą o nadmuchaniu ego Gawła. Marcin nigdy nie zrozumiał, czemu kierownictwo trzyma tego pyszałka.

    – Gdzie są lapolty o któle wczolaj plosiłem? – Ton głosu kierownika wskazywał na ledwie skrywaną furię.
    – Szefie no co Pan, przecież nie miałem szansy skończyć ich do dzisiaj…
    – Ach lozumiem. Czyli wypłata się podoba, ale placować to się już nie chce co?
    – Nie o to chodzi, siedzę nad nimi od wczoraj…
    – I po plostu klólewiczowi kolona by spadła jakby poświęcił na to swój wieczól? To już placa u mnie wydaje się pewna tak?
    – Szefie…
    – Milcz. Lapolty mają być gotowe do końca dnia. A jutlo przyjrzymy się Twojej ploduktywności. Odmaszelować.

    Dławiąc siarczyste odpysknięcia, Marcin wrócił do swojego biurka i rzucił się w wir roboty. Nie dość, że Marysia nie pozwoliła mu dojść już od dobrego tygodnia, to jeszcze wisi nad nim widmo zwolnienia. Świetnie.

    *****

    – Ten kutas mnie jeszcze na końcu zwyzywał, że powinienem do szkoły wrócić. Dasz wiarę?
    – Nie, no zawsze mówiłam, że ten Twój kierownik to dupek jest.
    – No. Cały wydział o tym wie. Zarząd też. A jednak kutas wciąż tu jest. Musi mieć jakiegoś haka, jak nic.

    Marcin szedł, trzymając swoją wybrankę za rękę. Jego głowę wypełniały czarne scenariusze. Nie mógł sobie pozwolić na stratę pracy, pomimo częstych zapewnień o rychłym złożeniu wypowiedzenia. Pieniądze są zbyt dobre, żeby unieść się honorem.

    Przyjemny wiatr opływał zmęczone oblicza spacerującej pary. Mieli za sobą ciekawy wieczór w teatrze, niemniej spektakl trwał strasznie długo. A o siedzeniach można było powiedzieć wiele – niestety nic pozytywnego.

    Promyki słońca żegnały już mijający dzień, chowając się za pomarańczowym horyzontem. Drzewa szumiały leniwie, targane lekkim wietrzykiem. Rozkoszny wieczór powinien skończyć się równie rozkosznie, na co liczy Marcin. Jego męskość często podryguje na samą ideę erotyki. Dzisiaj postawi na swoim, niezależnie od Marysi i jej przeklętych eksperymentów psychologicznych.

    Chcą przyspieszyć chwilę uniesienia, Marcin zaproponował:

    – Może przejdziemy blokowiskami? Szybciej dotrzemy do chaty.
    – No nie wiem, zaraz zacznie się ściemniać, może lepiej wrócić tradycyjnie?
    – Daj spokój, będzie dobrze, szybko śmigniemy i jesteśmy.

    Na spokojnej twarzy Marysi widać było wyraz zastanowienia. Po chwili rzuciła swobodnie:

    – No dobrze, prowadź więc rycerzu!

    Marcin zaśmiał się i spojrzał z uczuciem na swoją dziewczynę. Ciekawa przemiana, jakiś czas temu ta opcja nie miałaby szans na przejście. Marysia była zbyt ostrożna, żeby iść przez – o zgrozo – blokowiska!

    Para skręciła i ruszyła szybkim krokiem przed siebie, w coraz ciemniejsze terytoria budynków mieszkalnych.

    ****

    Ciemność zapadła dużo szybciej, niż Marcin zakładał. Klucząc nieco, kochankowie mieli nadzieję na szybkie odnalezienie najlepszej drogi. Nie było im to jednak dane. Krążąc po wąskich ścieżkach, próbowali znaleźć tę prawidłową.

    – Kurka, zgubiliśmy się chyba.
    – No pięknie rycerzu i co teraz?
    – Zaraz ogarnę, daj mi chwilkę.

    Marcin wyciągnął telefon i w półmroku rozbłysły mapy. Skupiony na odnalezieniu swojej lokalizacji, nie zauważył podchodzących cicho mężczyzn.

    – Nooo, a cóż taka piękna kobieta robi o tej porze w takiej okolicy?

    Lodowaty pot zaczął spływać po plecach Marcina.

    Dookoła pary zebrało się trzech, ubranych w ortalion miejscowych. Przed nimi stanęło dwóch, jeden z nich był chudy, pomarszczony i wyraźnie niedzisiejszy. Obok niego był lider grupy, niski i barczysty facet, który z pewnością niejedną ustawkę w życiu widział. Grupę zamykał największy facet, jakiego Marcin w życiu widział, z potężnymi, naprężonymi muskułami. Wpatrywał się bez oporów w opięty kusą sukienką tyłek Marysi.

    – Zgubiliście się, gołąbeczki? – Zagaił lider grupy.
    – Chyba skręciliśmy w zła uliczkę. – Marysia odparła, dzielnie utrzymując spokojny głos.
    – Chłopaki, chyba trzeba by pomóc koledze i koleżance w potrzebie, prawda? – Niski mężczyzna powiedział z błyskiem w oku. – Musimy tylko ustalić sobie cenę tej pomocy.
    – Nie mam żadnych pieniędzy. – Wykrztusił z siebie w końcu Marcin. Nie mijał się zbytnio z prawdą, gdyż portfel nie pękał w szwach.
    – Nie przejmuj się, przyjacielu. – Dres uśmiechnął się szeroko. – Możemy przecież ustalić inny sposób odwdzięczenia się.

    Grupa zarechotała. Marcin zaczął zbierać się w sobie na jakąś odpowiedź, kiedy chudzielec podszedł do Marysi i objął ją w pasie.

    – Kochanie – zaczął pijackim bełkotem. – my Was podprowadzimy – bezpiecznie – w wybraną miejscówkę a Ty nam w zamian wszystkim obciągniesz. Co Ty na to?

    Zanim spąsowiała Marysia zdążyła wycedzić jakąkolwiek odpowiedź na bezczelne zachowanie dresiarza, Marcin poczuł jak zalewa go krew. Miarka się przebrała. Najpierw Marysia pogrywa sobie z nim, potem jego szef niemal grozi mu zwolnieniem, a teraz jakieś dresy będą sobie z nimi jaja robić? Tego już za wiele.

    – Słuchaj no kurwa – Zaczął Marcin, podchodząc do chudzielca i napinając się groźnie.

    Przed oczami chłopaka zrobiło się momentalnie ciemno. Powietrze uszło z niego jak z przebitego balonu. Poczuł, jak bezwiednie opada na kolana, łapiąc się za brzuch. Nad nim stał szef grupy, trzymając wciąż uniesioną pięść.

    – Gdzie do mojego kumpla startujesz, frajerze?

    Kolejna ciemność, połączona z bólem nosa. Uderzenie niskiego dresa trafiło go w oko, rozcinając łuk brwiowy. Marcin upadł na ziemię, trzymając się za twarz.

    – Zostaw go! – Marysia krzyknęła, po części przestraszona a po części wściekła. Stanęła na szeroko rozstawionych nogach, podparła się pod boki i zgromiła dresiarza wzrokiem. Chudzielec, zdziwiony reakcją dziewczyny, odskoczył od niej jak oparzony. Wielkolud za nimi zaniósł się śmiechem.

    – Najmocniej przepraszam panienkę – zaczął niski mężczyzna – ale panienki chłopaczek rzucał się do mojego kumpla. Kumpel sobie już dzisiaj popił, więc nie miał szans na obronę. Musiałem, kurwa, działać, nie?

    – Wystarczy tego. Jak się nie odpierdolicie, to zacznę krzyczeć. – Marysia zagroziła. Czuła strach, oczywiście, ale jednocześnie czuła, że ma w sobie dużo siły. I że nie da się tym ciołkom.

    – Kiedy my przecież chcemy, żebyś krzyczała laleczko. – Chudzielec wybąkał. Grupa roześmiała się.

    – Ten krzyk Ci się nie spodoba, buraku.

    – Uuuu! Kotka ma pazurki. Podoba mi się – Lider uśmiechnął się szeroko.

    – I potrafi nimi drapnąć. – Dodała Marysia, z ledwo widocznym uśmiechem.

    Marcin wciąż leżał na ziemi, patrząc na scenę przez przyciśnięte do twarzy palce. Ledwo wstrzymywał się z łkaniem.

    Marysia zerknęła na niego. Czuła dziwną mieszaninę lęku, smutku, rozczarowania i podniecenia, widząc swojego upokorzonego chłopaka.

    W lokalnych blokach widać było wychylające się głowy, próbujące ocenić co się dzieje. Grupa, widząc to, zaczęła się powoli rozluźniać i wycofywać.

    – Nie gniewaj się kocico, my jesteśmy proste chłopy. Widząc taką dupeczkę, jedyne czego pragnę to, żebyś usiadła mi na twarzy! – Ponownie rozległ się rechot.

    Olbrzym podszedł powolnym krokiem do Marysi i nachylił się do niej. Dziewczyna z trudem opanowała odruch ucieczki.

    – Ja to bym żem Cię podniósł jak laleczkę i tak bym żem Cię wyruchał, że nie mogłabyś chodzić potem. – Powiedział z szerokim uśmiechem, prezentując szczerbatą gębę.

    Marysia poczuła, że nogi jej miękną. Mężczyźni odeszli śmiejąc się głośno i naigrywając ze zgubionej parki.

    Pomagając Marcinowi wstać, Marysia wciąż zastanawiała się, czy nogi jej zmiękły ze strachu – czy z podniecenia.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej
  • Burza rudych lokow – rano

    Zasnęliśmy.
    Rano. Wcześnie rano. Budzę się i przez chwilę patrzę podziwiając piękne, nagie ciało śpiące obok. To ciało leży tyłem do mnie. Lekko podkulone nogi. Mocno wypięty tyłek o bardzo kobiecym charakterze. Lekko rozchylone pośladki- widzę wszystko dokładnie, to wszystko jest bardzo zmysłowe. Zsuwam się niżej. Całuję pośladki, sunę językiem wzdłuż zagłębienia między nimi. Znów całuję. Wsuwam dłoń między lekko zaciśnięte uda i szczytem wskazującego palca masuję Jej kobiecość- nie budzi się. Całkiem obudzony jest mój kutas- chce. Ciało o rudych włosach przeciąga się i wciąż nieobudzone kładzie się na plecach. Oglądam je. Mój wzrok sunie od smukłych stóp, przez bardzo długie nogi, zatrzymuje go pożądliwy fragment ciała między szczytem posągowych ud, a płaskim podbrzuszem- wzdycham, wzrok sunie dalej- unoszony oddechem wyrzeźbiony brzuch, linia kości żeber mocno odcinająca się od brzucha, nad żebrami te jej piersi, szyja i otulona snem twarz, a wokół niej burza rudych loków. Powoli, by nie obudzić Pięknej, rozsuwam Jej nogi trzymając dłonie tuż nad kostkami- brak oporu, śpi. Układam się między rozwartymi udami, całuję wewnętrzną stronę każdego z nich. Docieram do ciepłych pachwin, które muskam językiem z jednej potem z drugiej strony- śpiąca piękność oddycha głębiej, wciąż śniąc. Chcąc wpłynąć na charakter Jej sennych marzeń, obejmuję miękko wargami Jej pachnącą snem cipkę- nie otwiera oczu, a ramiona układa nad głową. Nie odrywając warg, językiem zaczynam krążyć po najbardziej intymnych fragmentach ciała śpiącej Piękności. Kiedy czubek mojego języka wdziera się między płatki delikatnej skóry,  skrywającej łechtaczkę i zaczyna ją pieścić, coraz głębszy oddech przechodzi w mruczenie, a Jej twarz zdobi grymas wstępnej rozkoszy, której jeszcze nie rozumie, budząc się powoli. Będąc między snem, a obudzeniem czuje jak język naciskając nieco mocniej sunie leniwie od dołu ku górze Jej pęczniejącej od pieszczot łechtaczki- a bezwolny jęk wyrywa się z Jej krtani, wybudzając Ją na dobre. Każdy oddech wieńczy króciutki jęk, z którym to unosi na chwilę biodra ku górze. Mój język wibruje, krąży, a czasami porusza się z częstotliwością ruchu skrzydeł kolibra- jęczy głośniej, jęczy pięknie. Układa dłonie na tyle mojej tkwiącej między Jej coraz mocniej zaciskanymi udami głowie, dociskając ją lub ciągnąc lekko za włosy nadaje tempo. Wsuwam lewą dłoń pod jej unoszący się co chwilę pośladek i chwytam go pewnie palcami. Prawa dłoń wędruje w górę szukając piersi, a dokładnie sutka, gdy go znajduje opuszki palców szczelnie zaciskają się na sterczącej już brodawce. Mocno. Mocniej. Łechtaczka Piękności pod naporem pieszczot języka pęcznieje do granic możliwości, a jej biodra drżą bez kontroli. Unosi głowę chcąc patrzeć jak Ją liżę po kroczu, jednocześnie napiera nim mocniej na mój szalejący język, który drażni ją swoją chropowatą częścią. Głośny jęk wraz z gwałtownym przyciągnięciem mojej głowy, po chwili piękne ciało opada na pościel bezwładnie, a Jej dłonie odpychają mnie z między drżących ud, ciągną moją głowę nieco wyżej i układają na łopoczącym rwanym oddechem podbrzuszu. Czuję wciąż Jej smak na wargach. Słyszę wciąż jak cichutko mruczy w rozkoszy. Jej ciało drży coraz lżej. Nie patrzę, a wiem, że uśmiecha się do siebie samej.
    -Chodź.- mówi.
    Idę. Sunę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Tomasz
  • Troche inne.

    Powiadają że każdy facet myśli że chce kobiety która bardzo lubi seks. Myśli tak do puki takiej nie spotka. Ja uważam że to zależy od faceta. Oto moja historia.

    Kiedy się to wydarzyło miałem 25 lat. Wiecie jak to jest w tym wieku, co prawda nie jest to to samo co w wieku lat 16, niemniej jednak każdy zdrowy facet myśli dużo o seksie. Moja dziewczyna była prawie w tym samym wieku, bo miała raptem pół wiosny mniej niż ja. Jako że wiem jak ważne są opisy w takich historiach nie omieszkam jej opisać. Nie była jakąś modelką albo gwiazdą porno, normalna, ale i tak cholernie seksowna laska. Czarne, długie włosy sięgające za łopatki, wąska, pociągła (he he) twarz. Niebieskie piękne oczy. A wędrując niżej długa szyja, średniej wielkości piersi które nadrabiały jędrnością. Była szczupła, miała płaski brzuch, a jej figura dodawała skali jej piersią, miała szczupłe ręce, nieco szersze biodra i przyjemnie wystający tyłek na którym pojawiały się lekkie rozstępy. No i oczywiście długie zgrabne nogi. Jako że może się trafić że opowieść tą przeczyta też jakaś przedstawicielka płci pięknej, to opiszę też trochę siebie. W zasadzie jestem normalnym facetem na plus można poczytać to, że miałem dość szerokie, umięśnione ramiona i czarne, gęste, krótko obcięte włosy. Lekki brzuszek, ale nie jakiś tam piwny bandzioł. Nie byłem ani za wysoki ani za niski. Nadmienić należy dla ciekawskich że mój penis też nie był ogromny. Średnia krajowa, choć myślę że był lekko grubszy niż inne kutasy. Ale to są moje przypuszczenia. Jak widzicie nie byliśmy parą bogów piękności czy seksapilu, ale kochaliśmy się, zarówno w sensie emocjonalnym jak i tym fizycznym. O tak, seks był u nas dość częstą rozrywką i dość dobrą. Oboje byliśmy otwarci na eksperymenty, chociaż oczywiście w granicach rozsądku. Chociaż te granice to też sprawa indywidualna. Często rozmawialiśmy o naszych fantazjach. Podkreślić należy że były to dla mnie wtedy tylko fantazje których nigdy nie zamierzałem realizować. Bo kto nigdy nie myślał o trójkącie, albo o seksie z koleżanką lub kolegą partnera, nich pierwszy rzuci kamień. Właśnie pewnego wieczoru po seksie z moją lubą Moniką, przyznałem się że fantazjuję czasami o jej koleżance Agacie. Moja dziewczyna nie była o to zazdrosna, raczej to rozumiała i sama przyznała że była by hipokrytką zabraniając mi fantazji. Czy Agata była ładniejsza od Moniki? Nie. Była inna. Miała rude włosy po ramiona często związane w wysoki kuc. Zielone, typowe dla rudych oczy. Była nieco niższa i lekko tęższa. Nie była grubsza, ale bardziej kobieca. Miała większe piersi, które lubiła eksponować na różne sposoby, szersze biodra i większy tyłek którym potrafiła kręcić za każdym razem gdy tylko gdzieś szła. Oczywiście nie omieszkałem tego samego wytłumaczyć mojej Monice. A ona to doskonale rozumiała. Zdaję sobie sprawę że przynudzam ale ten opis był niezbędny.

    Czasami graliśmy w taką grę. Chociaż to nie do końca gra ale innego określenia nie mogę znaleźć. Moja kobieta zakazywała mi masturbacji a i sama też nie pomagała mi w uwolnieniu stresu. Czasami jedynie prowokowała mnie rozbierając się przy mnie, bawiąc się piersiami w mojej obecności albo wysyłając nagie fotki. Zasada była taka że nie mogłem się spuścić bez jej zgody i obecności. Pewnie zapytacie po co to. A no podniecenie rosło wtedy do niemożliwych rozmiarów. Tamtego dnia właśnie byłem w trakcie trwania takiego postu. Mijał już 6 dzień. Była sobota. Faceci mnie zrozumieją. A przynajmniej ci z was którzy wytrzymali tyle czasu bez wytrysku. W kroczu czujesz już ten specyficzny ciężar. Krew zdaje się zainfekowana hormonami i spermą bo każda myśl sprowadza się do seksu. Kobiety na ulicach podniecają nawet wtedy kiedy mają na sobie golf. A na domiar „złego” w mojej obecności ciągle kręciła się ta seksowna diablica która nie pozwala mi sobie ulżyć.

    Po leniwym popołudniu myślałem już tylko o jednym. Miałem nadzieję że to właśnie dzisiaj dam upust moim żądzą. Zaczęło się dość tradycyjnie. Po szybkim prysznicu przeszliśmy do namiętnych pocałunków. Monika była ubrana w krótkie, niebieskie szorty oraz luźną białą koszulkę z lekkim dekoltem przez którą przebijał się zarys słodkich sutków bo „zapomniała” włożyć stanik. Kiedy ją całowałem, chwyciłem mocno za pośladki i przytuliłem do siebie tak, by mogła poczuć mojego nabrzmiałego kutasa. Byłem już tak podniecony że wystarczyło się mocniej poocierać o nią aż do spustu, ale przecież nie po to się mordowałem przez tydzień, żeby wszystko wylądowało w majtkach. Po chwili przerwała i poprosiła bym się rozebrał, a ona zaraz wróci. Zgodziłem się bo czemu by nie. Kiedy wróciła stanąłem przed nią tak jak się urodziłem, całkiem nagi ze stojącym kutasem. Trzymała w ręku czarną opaskę. Spytała się, co ja na to żeby zawiązała mi oczy. Zgodziłem się bo, znowu, czemu by nie? Kiedy zostałem tymczasowo pozbawiony wzroku pomogła mi usiąść na skraju łóżka. Przez chwilę nic się nie działo, słyszałem jedynie jakieś szmery i domyślałem się że właśnie się rozbiera. Jednak muszę przyznać że moje bijące serce oraz przyspieszony oddech sporo zagłuszały. Byłem bardzo podniecony i bałem się że dojdę po jakiejkolwiek mocniejszej pieszczocie mojego kutasa.

    Siadła okrakiem na mnie i znów zaczęła się ze mną całować, choć tym razem delikatniej i jednocześnie drażniąc się ze mną. Czułem jak jej ciało napiera na mojego penisa, a moje podniecenie rosło. Zresztą jej się też chyba podobało bo chyba poczułem jej soczki na moim brzuchu. Miałem wolne ręce więc błądziłem na oślep po jej ciele, była naga. Na zmianę ściskałem jej pośladki i piersi, Wędrowałem dłońmi po jej plecach i ramionach od czasu do czasu delikatnie drapiąc. Ta niepewność, brak wzroku oraz jej przewaga w tamtej chwili były bardzo podniecające. Nim zdążyłem ręką znaleźć jej cipkę zeszła z moich kolan. Lekko rozchyliła moje nogi i zaczęła delikatnie lizać mojego członka i jądra, a ja nie mogłem powstrzymać głębszych oddechów i jęków.

    W tle ciągle słyszałem jakieś szmery ale nie zwracałem na to uwagi. Po chwili znowu usiadła na moich kolanach i wtedy naprawdę po raz pierwszy poczułem że coś się zmieniło. Czułem jakby inny ciężar, inny zapach. Chwyciła moje dłonie i prowadziła je po swoim ciele. W pewnej chwili zapytała,

    -Co to za część ciała?

    Na początku nie zrozumiałem, dopiero po chwili…

    -Ramiona.

    -Dobrze

    Gdy rozumiałem zasady gry pozwoliłem by swobodnie kierowała moimi dłońmi.

    -A teraz?

    Moje ręce opadły sporo w dół i dotykały czegoś płaskiego a zarazem miękkiego

    -Brzuch?

    -Dobrze.

    Następnie musiałem wyciągnąć dłonie dalej przed siebie, na mniej więcej podobnej wysokości. Pozwoliła mi załapać całymi dłońmi za coś dużego, mięsistego i miękkiego. Coś mi się nie zgadzało, znowu.

    -Mmm, Tyłeczek?

    -Dobrze.

    Tym razem pewny ruch dłoni do góry i do przodu. Pozwolono dotknąć mi piersi. Mogłem je badać całymi dłońmi i wszystkimi palcami. Wyraźnie czułem twarde sutki ale to nie były sutki i piersi mojej dziewczyny. Czułem że są znacznie większe.

    Możecie sobie tylko wyobrazić moje zdziwienie gdy zdjąłem opaskę i zobaczyłem że na kolanach nie siedzi moja dziewczyna, lecz jej przyjaciółka Agata. Była całkowicie nago, jej sporych rozmiarów piersi były zaledwie kilka centymetrów od mojego torsu. Uśmiechała się do mnie szelmowsko.

    -Hej

    Chyba moja zszokowana mina ją speszyła bo szybko zeskoczyła z moich kolan a jej piersi zakołysały się przy tym seksownie. Stanęła koło mojej dziewczyny i dopiero wtedy, kiedy obie były całkowicie nagie, można było zrozumieć jak różny typ kobiecego piękna reprezentowały. Monika była szczupła, przy Agacie wręcz chuda, chociaż miała odpowiednie zaokrąglenia w odpowiednich miejscach, a jej szczupła sylwetka przyjemnie kontrastowała ze średnim rozmiarem jej piersi. Agata za to miała bardziej kobiece kształty. Duże piersi które pomimo rozmiarów dzielnie opierały się grawitacji. Nieco szersze ramiona i bardziej okrągłą twarz. Miała również wyraźnie szersze biodra i uda.

    -Nie rozumiem.

    Zaledwie tyle byłem w stanie wyszeptać w tamtej chwili kiedy siedziałem ze stojącym kutasem przed moją dziewczyną i jej koleżanką.

    -Przecież mówiłeś mi że podoba Ci się Agata.

    Mówiąc to Monika zbliżyła się do przyjaciółki i jedną ręką uniosła jej pierś, tak jakby był to jakiś owoc który chce się zareklamować. Uśmiechała się przy tym cały czas prowokacyjnie, choć wydaje mi się że obie dziewczyny były mimo wszystko lekko speszone.

    -Wcale Ci się nie dziwię

    Kontynuowała nie przestając prezentacji piersi Agaty. Miała zaskakująco małe, różowe sutki.

    Pomimo uśmiechów jakimi mnie obdarowywały widziałem wyraźnie pojawiające się w ich oczach wątpliwości. Umówmy się. Możecie uważać się za największych ruchaczy w kraju, napalonych samców alfa którzy tylko czekają na taką okazję. Możecie myśleć że na moim miejscu nie pozwolilibyście czekać dziewczyną ani chwili, tylko od razu zabrali się do wesołego jebania w trójkącie. A prawda jest taka, że tak jak w mojej głowie, w waszej również pojawiłby się wątpliwości. Pierwsza myśl była taka że to jakiś test mojej wierności albo coś w tym stylu, potem że może jest gdzieś ukryta kamera, albo że to jakiś podły żart. Jednak znałem moją dziewczynę, ufałem jej i wiedziałem że nie byłaby dla mnie taka podła…

    -No weź tak nie patrz.

    Powiedziała z wyrzutem moja ukochana

    -Przecież to dla ciebie. Aga. Dawaj bo ten mój chłop chyba zgłupiał od widoku twoich cycków.

    Agata nic się nie odezwała ale momentalnie nabrała pewności siebie. Podeszła do mnie pewnym krokiem kołysząc jak zawsze biodrami, uklękła przede mną i pewnym ruchem rozsunęła moje kolana tak by mieć dostęp do mojego penisa. Zaczęła dość ostro. Tylko chwilę bawiła się liżąc mojego kutasa po całej długości.

    -Faktycznie całkiem niezły sprzęt.

    Powiedziała jakby do siebie i wzięła go do ust całego. Kto z was, koledzy, miał okazję doświadczyć obciągania od dwór różnych osób wie, że każdy robi to trochę inaczej, to jak jak z całowaniem. I wtedy też było trochę inaczej. Szybko zaczęła zagęszczać ruchy które stawały się co raz mocniejsze. Moje napięcie i dezorientacja również szybko zaczęły ustępować niesamowitemu podnieceniu. Monika stała za Agatą z rękoma skrzyżowanymi na piersi i uśmiechała się do mnie, nawet posłała mi całusa w powietrzu. Moje podniecenie sięgało zenitu, obawiałem się że zaraz dojdę ale przecież wstydziłem się poprosić Agatę by zwolniła. A Agnieszka doskonale odczytywała z mojej miny że jestem blisko. Mój kutas był lepki i śliski od moich soków i śliny Agaty. Po chwili spełniło się moje marzenie. Agata wzięła mojego kutasa między swoje cudowne piersi. Monika też robiła to na hiszpana ale to zupełnie co innego. Mój mokry kutas ślizgał się między piersiami. Był niemal cały otulony cyckami koleżanki mojej dziewczyny. Patrzyłem jak główka pojawia się i znika. Po chwili takich zabaw położyłem się całkiem na plecy a moim ciałem zawładnęła fala orgazmu. Z trudem podniosłem głowę i patrzyłem jak moja ciepła sperma wylewa się spomiędzy piersi agaty niczym lawa z wulkanu i zalewa je całe. Skóra błyszczała o wszelkiego rodzaju soków organicznych.

    -To jeszcze nie koniec. Nie myśl że tylko ty dzisiaj dojdziesz.

    Monika wskoczyła na łóżko i bez ogródek usiała na mojej twarzy. Doskonale wiedziałem co należy zrobić. Była bardzo wilgotna. Z tej perspektywy widziałem jej twarz na której malowała się żądza, odstające piersi i płaski brzuch. Chwyciłem za jej uda i przycisnąłem ją cało do swojej twarzy a w nagrodę usłyszałem stłumiony jęk mojej ukochanej. Co prawda dopiero co dałem upust mojej chuci, ale cała ta sytuacja sprawiła że już czułem nawracające podniecenie. Kto robił minetę w tej pozycji to wie. Moją brodę i policzki oblepiły jej soki i moja ślina, a ja ssałem, lizałem i całowałem jak szalony. Delikatna gra wstępna była zbędna bo Monika była już bardzo mokra i podniecona.

    Po chwili w polu widzenia pojawiła się Agata. Usiadła nad moją głową i pochyliła się w stronę Moniki. Myślę że się całowały. Ale pewności mieć nie mogę bo wtedy mój widok zasłoniły dwie pary piersi stykające się ze sobą. Ocierały się o siebie. Sutki wyglądały tak jakby całowały się ze sobą, najpierw delikatnie by po chwili zacząć się ze sobą siłować. Choć widok zapierał dech w piersiach nie przestałem działać moim językiem. Przyznam że wtedy, w tamtej pozycji zaczęło mi się robić gorąco. Ale nie oszukujmy się panowie, który z was w takiej sytuacji narzekał by na drobne niedogodności związane z temperaturą. Zresztą po chwili spektakl całujących się cycków nad moją głową dobiegł końca. Monika przesunęła się w tył, w kierunku mojego twardniejącego prącia, zachęcając Agatę by teraz to ona skorzystała z dobrodziejstw mojego języka. Przyznam że język już lekko mnie bolał, ale nie zamierzałem ani zwalniać ani tym bardziej się poddawać. Agata bez ogródek zbliżyła swoją mokrą cipkę do moich ust a ja również bez ogródek zacząłem jej robić minetę. Jej jękami zostałem nagrodzony momentalnie. Pośladki które teraz znalazły się na wysokości moich oczu były większe, krąglejsze. Chwyciłem je na tyle na ile pozwalałam mi moja pozycja i ściskałem je, klepałem, masowałem. Język wpijałem w dziurkę, szukałem tego magicznego guzika na łechtaczce. Soczki Agaty również smakowały trochę inaczej. Ale to nic dziwnego, jak myślę. W tym czasie Monika bawiła się moim penisem. Nie widziałem tego ale czułem jak pieści go ręką i ociera się o niego swoją mokrą szparką. Być może całowała się w tym czasie ze swoją przyjaciółka. Może macała jej cycki. Ale tego nie mogłem widzieć. Jednak jej zabiegi przyspieszyły mój wzwód. Po chwili byłem gotowy. Monika wstała ze mnie i gdzieś wyszła, wtedy nie domyśliłem się że po prostu poszła po gumki. W tym czasie zostałem sam z Agatą na mojej twarzy. Już nie było czasu na skrupuły. Daliśmy się porwać. Agata nachyliła się nad moim penisem i przez chwilę robiliśmy to na 69. Myślę że nie muszę dokładnie tłumaczyć jak to wygląd. Każdy z nas jest w stanie sobie to wyobrazić. Taka pieszczota trwała chwilę a towarzyszyły jej odgłosy naszych jęków. Z perspektywy czasu myślę że Monice szukanie prezerwatyw zajęło za dużo czasu… Myślę że stała gdzieś za drzwiami i ukrytkiem patrzyła co robimy.

    Nigdy jej o to nie zapytałem bo była w tych domysłach swego rodzaju magia. Ale lubię sobie wyobrażać, że z ukrycia patrzyła jak bawię się z Agatą, i sama sobie masowała cipkę. Ale pozostawiając domysły zajmijmy się pewnikami. Dziewczyna wstała tłumacząc się cicho, że już nie może. Rozumiem że taka pozycja jest dość męcząca. Usiadła obok mnie.

    -Podobają ci się moje piersi?

    Zapytała jednocześnie kierując moją dłoń właśnie do jednej z nich.

    -Zdecydowanie.

    Była przyjemnie miękka, jędrna i sprężysta. Leżąc, leniwie ją obmacywałem i ściskałem sutki a na twarzy Agaty pojawił się błogi wyraz przyjemności. Ona skierowała dłoń do mojego krocza i również zaczęła się bawić.

    -Naprawdę masz fajny sprzęt.

    Nie odpowiedziałem. Pieściliśmy się tak przez chwilę. Ja leżałem a ona siedziała na łydkach obok mnie. Łapaliśmy oddech. Gdy weszła moja dziewczyna, przez chwilę poczułem się jakbym był przyłapany na zdradzie, ale tu uczucie zniknęło gdy zobaczyłem jej uśmiech. W ręku trzymała paczkę prezerwatyw.

    -Dobrze się bawicie?

    -Bardzo.

    Odpowiedzieliśmy niemal chórem.

    Monika usiadła po mojej drugiej stronie, nachyliła się nade mną, i zaczęła namiętnie całować.

    -Wstawaj, musisz się zająć naszym gościem.

    -Nie, nie, nie,- wtrąciła się Agata- gospodyni najpierw.

    Przekomarzały się tak, jakby chodziło o ostatni kawałek pizzy. Ale mi to nie przeszkadzało. W tym czasie już miałem założonego kondona. Postanowiłem przejąć inicjatywę, nie myśląc już o tym czy ktoś się obrazi, będzie miał coś przeciwko, czy cokolwiek. Zerwałem się najszybciej jak mogłem w tamtych okolicznościach by efekt zaskoczenia był jak największy. Agata tylko jęknęła gdy przewróciłem ją na plecy i zawisłem między jej udami. Mój kutas był tuż nad jej gładkim podbrzuszem. Nie wiedziałem wtedy czy pocałunek to przekroczenie granicy, ale praktycznie już nad sobą nie panowałem. Podniecenie było jeszcze większe niż wcześniej. Patrzyłem w zielone oczy Agaty, podziwiałem jej piersi które teraz lekko się spłaszczyły. Zerknąłem szybko na Monikę ale zauważyłem ja jej twarzy jedynie specyficzną mieszankę zaskoczenie, podniecenia i zachęty. Pocałowałem dziewczynę pode mną. Mocno i namiętnie jak burza w lato. Agata odwzajemniła pocałunek, który był słodki i inny. Ale nie trwał długo. Zjechałem niżej i zacząłem znów pieścić jej cycki. Lizałem sutki, macałem całe piersi które ledwo mieściły się w mojej dłoni. Wiem że ten opis wygląda tak jakbym wisiał nad nią przez co mniej mnie pięć minut, ale w rzeczywistości nie trwało to dłużej niż dwie. Wszedłem w nią. Bez oporu. Wpuściła mnie jak do siebie a jej wnętrze było przyjemnie ciepłe i wilgotne. Jak zawsze moje ruchy na początku były delikatne i płytkie by z czasem stawały się co raz mocniejsze. Opierałem się obiema dłońmi nad Agatą. Moja twarz była nad jej twarzą. Gdy przyspieszałem widziałem w jej oczach rosnące podniecenie, jej piersi falowały w rytm posunięć. Gdy zerknąłem na moją dziewczynę zobaczyłem że z błogością na twarzy leży obok i patrząc na nas masuję swoją muszelkę. Widziałem jak jej uda pokryte są wilgocią. Przyznaję, całowałem Agatę. Choć podobno niektórzy uznają pocałunek za prawdziwą granicę zdrady. Posuwałem ją co raz mocniej i mocniej, a ona jęczała co raz głośniej. Uwielbiam słuchać odgłosów podnieconej kobiety. A Agata wydawała bardzo miłe dźwięki. Nie takie jak tania gwiazda porno ale naturalne. Zresztą po chwili zorientowałem się że nie tylko Agata jęczy. W zasadzie wszyscy wydawaliśmy podniecone odgłosy. Musiałem troszkę zwalniać by nie dojść za szybko. Ale poprzedni orgazm pozwolił mi na większą kontrolę swojego podniecenia. Co prawda nie dużo większą, ale zawsze.

    -Może teraz już moja kolej?

    Kiedy się odwróciłem zobaczyłem że moja dziewczyna stoi przy biurku. Oparta o nie wypinała w moją stronę swój słodki tyłeczek. Jej koleżanka tylko kiwnęła zachęcająco do mnie. Wyszedłem z Agaty i podszedłem do Moniki. Trzymając kutasa dłonią wprowadziłem go do środka. Rozgrzewka była zbędna. Szybko chwyciłem Moją kobietę za biodra i zacząłem mocno posuwać. Odgłosy naszych obijających się ciał wypełniły pokój. Obok stanęła Agata i znów mnie pocałowała. Lekko zwolniłem by, po pierwsze nie spuścić się jeszcze, a po drugie by znowu sobie pomacać jej piersi. Mówcie co chcecie, nazywajcie zboczeńcem, ale każdy by korzystał. Nie chodzi o to że Agata miała duże piersi. No a przynajmniej nie tylko o to. Miała inne piersi, a ja bardzo lubię macać cycki.

    -Ekhhem

    Monika się odwróciła i patrzyła na nas.

    -Bo będę zazdrosna.

    Powiedziała ledwo powstrzymując uśmiech. Znowu przyspieszyłem, jeszcze bardziej i jeszcze mocniej. Agata teraz tylko stała tak bym ją widział i w wyuzdany sposób sama bawiła się swoimi piersiami patrząc mi prosto w oczy. Chyba chciała przyspieszyć mój orgazm. Albo swoją kolej na ruchanie.

    -Dochodzę!

    Nim się spostrzegłem przez cało Moniki przeszedł dreszcz podniecenia. Poczułem jak jej cipka zaciska się na moim kutasie. Było to tak przyjemne że musiałem go wyjąć by nie dojść. Byłem już na skraju. Z jednej strony chciałem jeszcze doświadczać tego błogiego stanu podniecania. A z drugiej nie marzyłem o niczym innym jak o wytrysku. Odetchnąłem głęboko i rozluźniłem wszystkie mięśnie. Kiedy Monika z głową opartą o biurku przeżywała resztki orgazmu, Agata ustawiła się obok niej w dokładnie takiej samej pozycji. Wypięła swój wielki tyłek w moją stronę i spojrzała zachęcająco. Nie było delikatnego wejścia. Od razu przystąpiłem do forsowania jej bram. Jej pośladki falowały uderzane przez mój brzuch. Wchodziłem tak głęboko jak się tylko dało. Ona wypinała się jak tylko potrafiła a jej plecy wygięły się w łuk. Jej piersi bujały się pięknie i rytmicznie. Powstrzymywałem orgazm ze wszystkich sił chcąc doprowadzić Agatę. Monika dołączyła do zabawy bawiąc się piersiami koleżanki.

    -Zazdroszczę ci tych Cycków!

    Nie wiem czemu, ale te słowa były dla mnie ostatnią kroplą. Wyjąłem kutasa z jej cipki i szybko zdjąłem kondoma. Kolejna fala spermy zalała Agatę, ale tym razem ubrudziła jej pośladki.

    -Hej…

    Powiedziała Aga

    -Doszłam.

    Tego wieczora działo się jeszcze wiele. Jeszcze nigdy tyle razy nie dochodziłem. Zresztą nie tylko ja. Robiliśmy to w różnych pozycjach i konfiguracjach. Dziewczyny dbały też nawzajem o swoją przyjemność. Wynagrodziłem piersiom mojej dziewczyny to że o nich zapomniałem. Używaliśmy zabawek. Jeszcze raz mój penis znalazł się między piersiami Agaty. Opisywanie tego wszystkiego dokładnie nie ma sensu, bo wierzę że każdy z was jest w stanie sobie wyobrazić co się działo i jak to wyglądało. Kiedy już opadliśmy z sił i leżeliśmy w łózko. Kiedy moja męskość już naprawdę miała dość postanowiłem sobie solennie że odwdzięczę się Monice. No ale to już materiał na inną opowieść…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Aadam Adam

    Przepraszam za wszelkiego rodzaju błędzy. Ale wiecie. Ciężko pisać jedną ręką. Chciałem zaznaczy że wszystkie opisane wydarzenia są fikcją literacką. Zależy i na waszej opini i komentarzach. Miłej zabawy. 

  • Pierwszy raz jako pies cz.2

    Okazało się, że klatka na penisa nie była jedynym przypomnieniem o mojej uległości. Podczas przerwy między spotkaniami Pani wysyłała mi różne zadania i polecenia. Były to jedne z cięższych dni w moim życiu. Pozbawiony możliwości masturbacji, samo funkcjonowanie z klatką było ciężkie. Chęć zaspokojenia się towarzyszyła mi od świtu do zmierzchu, nigdy nie mogłem długo wytrzymać bez orgazmu. Teraz jednak nie miałem innego wyboru.

    Pierwsze zadanie dostałem w połowie drugiego dnia. Miałem akurat przerwę w pracy, więc powiadomienie na telefonie zauważyłem od razu. Zdziwiony, a zarazem podekscytowany odczytałem wiadomość.

    “Wyślij mi zdjęcie, chcę go zobaczyć. Potem czekaj na ciąg dalszy.”

    Od razu udałem się do łazienki. Zamknąłem się w kabinie i opuściłem spodnie. Mój penis tkwił w małej, metalowej klatce. Wzdrygnąłem się na wspomnienie z rana, kiedy boleśnie powstrzymała poranną erekcję. Teraz, nie będąc zanadto podnieconym, mój penis dokładnie wypełniał klatkę, bez uczucia zbytniego ucisku. Wysłałem zdjęcie i czekałem na odpowiedź, nadeszła po chwili.

    “Grzeczny chłopiec. Chcę, żebyś pokazał mi jak bardzo wyczekujesz naszego następnego spotkania. Nagraj jak się dotykasz, a przynajmniej próbujesz. Myśl o mnie, o tym co chciałbyś, żebym z tobą zrobiła…”

    Po przeczytaniu wiadomości poczułem dreszcz przechodzący przez kręgosłup. Chwilę się wahałem, ale przecież na nagraniu nie byłoby widać mi twarzy, nawet jeśli miałoby trafić do sieci. Włączyłem nagrywanie i chwyciłem swojego kutasa w dłoń, starając się go dotknąć przez niewielkie otwory w klatce. Było to zdecydowanie za mało, żeby sprawiło mi przyjemność. Ledwo wyczuwalny dotyk mojej dłoni i ucisk klatki sprawił, że się sfrustrowałem. Chciałem więcej, dużo więcej.

    Przypomniałem sobie nasze ostatnie spotkanie, kiedy również pragnąłem dotyku. Przypomniałem sobie Panią, jej kontrolę nade mną, zapach jej cipki której nie mogłem zasmakować tak, jakbym chciał. Jęknąłem cicho, gdy mój penis szczelniej wypełnił klatkę. Nie było w niej teraz ani trochę luzu.

    Wyobraziłem sobie jakie to uczucie móc ją wylizać, zaspokoić. Prawie poczułem jej zapach, wilgoć na moich ustach. Oddech mi przyspieszył, gdy poruszałem biodrami do przodu i do tyłu dla jakiejkolwiek symulacji. Nie było jej, moje podniecenie rosło i miało zostać niezaspokojone aż do następnego spotkania. Jęknąłem sfrustrowany, wykonując coraz szybsze i bardziej chaotyczne ruchy dłonią. Klatka jednak była dobrze skonstruowana, nie mogłem siebie dotknąć. Nie na tyle, żeby odczuć realną przyjemność.

    Ktoś wszedł do toalety. Zagryzłem wargę, żeby nie jęknąć – z frustracji, rosnącego podniecenia i również strachu. Strachu, że ktoś mógłby mnie przyłapać w takiej sytuacji. Podnieciła mnie ta myśl, erekcja rosła, a klatka boleśnie ją tłumiła. To była tortura, na którą się zgodziłem. Myślałem o tym co mnie spotka, gdy posłusznie wykonam polecenia mojej Pani. Nie wiedziałem jak długie miało być nagranie, dlatego go nie przerywałem. Chciałem, żeby była ze mnie zadowolona i nie miała powodu, żeby mnie ukarać.

    Odetchnąłem z ulgą, kiedy osoba wyszła z toalety, zostawiając mnie znowu samego. Gwałtowniej ruszałem biodrami, wyobrażając sobie jak mój penis znika w cipce Pani, gdy ją pieprzę – oczywiście dla jej przyjemności, nie dla własnej. Wypuściłem drżący oddech, moje myśli podniecały mnie coraz bardziej, kutas próbował się bezskutecznie wydostać z małego więzienia. Odchyliłem głowę do tyłu, oddychając głęboko i próbując się uspokoić. Byłem w pracy, miałem jeszcze dwie godziny do końca. Półtora dnia do naszego spotkania. Wytrzymam…

    Wysłałem Pani video, mając nadzieję, że się jej spodoba. Sam tymczasem próbowałem doprowadzić się do porządku, bo jak się okazało, erekcja oprócz bólu powodowała też małe wybrzuszenie w moich spodniach. Zarumieniłem się na myśl, że ktoś mógłby to zauważyć. Nie powodowało to lęku, a wręcz przeciwnie, większe podniecenie. Nie znałem siebie od tej strony, widocznie sam musiałem odkryć granice własnej uległości.

    Westchnąłem cicho, gdy usiadłem za biurkiem. Ból po karze dalej dawał się we znaki, chociaż nie tak jak pierwszego dnia. Nie mogłem normalnie usiąść, bez wiercenia i poprawiania się co chwilę. Teraz dodatkowo dochodziło podniecenie i ucisk klatki.

    Co chwilę zerkałem na telefon, czekając na reakcję Pani. Odpuściłem sobie po paru minutach, musiałem w końcu skupić się na pracy. Starałem się to zrobić, żeby zapomnieć o obrazach, które co chwilę pojawiały się w mojej głowie. Ja, klęczący u jej stóp, z pochyloną głową, w obroży, gotowy na każdy jej rozkaz. Albo związany na łóżku, bez możliwości ruchu, zakneblowany, z zasłoniętymi oczami, podczas gdy Pani bawi się moim penisem, nie pozwalając mi dojść. Albo…

    – Cześć Mateusz – zostałem nagle wyrwany z moich myśli przez koleżankę z pracy – Skończyłeś już pisać raport z ostatniego tygodnia?

    – N-nie – odchrząknąłem, słysząc jak drży mi głos – Skończę za jakąś godzinę i ci prześlę.

    – Dzięki… – w tym momencie ekran mojego telefonu się podświetlił, pokazując powiadomienie o nowej wiadomości.

    Sięgnąłem po niego szybko, ale nie za szybko, żeby wyglądać naturalnie. Uśmiechnąłem się do dziewczyny uprzejmie, gdy posłała mi dziwne spojrzenie i odeszła. Po chwili wiedziałem co było tego powodem.

    “Widzę, że nie możesz się doczekać. W nagrodę umilę ci ostatni dzień oczekiwania. W powrocie z pracy odbierz paczkę, zadzwoń jak dojedziesz do domu.”

    Zarumieniłem się gdy pomyślałem, że koleżanka musiała zobaczyć przynajmniej część wiadomości. Moje myśli szybko jednak odpłynęły w kierunku tajemniczej przesyłki. I jeszcze szybciej wróciły do pracy, gdy poczułem jak klatka ponownie spełnia swoje zadanie i hamuje jakiekolwiek podniecenie.

    ***

    Podekscytowany wracałem do domu z paczką w bagażniku. Opakowanie było dyskretne, nic nie zdradzało, za co byłem wdzięczny. Nie chciałbym żeby ktokolwiek dowiedział się o naszej relacji czy o moich upodobaniach, mimo że taka myśl wywoływała u mnie podniecenie. Traktowałem to bardziej jako fantazję, która nigdy nie ujrzy światła dziennego.

    Wszedłem do domu, szybko ściągnąłem buty i udałem się do salonu. Usiadłem na kanapie, wziąłem telefon do ręki i zadzwoniłem.

    – Halo? – usłyszałem jej głos i od razu poczułem mrowienie w podbrzuszu.

    – Dobry wieczór Pani, odebrałem przesyłkę.

    – Grzeczny chłopiec – wymruczała prosto do słuchawki, na co prawie jęknąłem – Przełącz na głośnik i rozbierz się.

    Przeszedł przeze mnie dreszcz podniecenia. Posłusznie wykonałem polecenie, składając schludnie ubrania, mimo że Pani nie mogła tego zobaczyć. Uklęknąłem na podłodze, bo ta pozycja wydawała mi się bardziej odpowiednia.

    – Co dalej, Pani? – głos mi drżał z nadmiaru emocji. 

    – Otwórz paczkę piesku, to twój prezent za dobre zachowanie.

    Uśmiechnąłem się w duchu na te słowa. Poniekąd dla nich byłem uległym, dla uczucia, że zaspokajam drugą osobę.

    Otworzyłem karton i zamarłem gdy zobaczyłem, co jest w środku. Dwa metalowe korki analne różnej wielkości, średnie dildo i czarna skórzana maska na górną połowę twarzy, z otworem na oczy.

    – Podoba ci się? Wybierałam specjalnie z myślą o moim niezaspokojonym zwierzaku – tym razem nie powstrzymałem głębszego westchnienia.

    – Bardzo, P-pani. Dziękuję – odpowiedziałem cicho i przesunąłem opuszkami palców po nowych akcesoriach.

    – Załóż maskę i włącz kamerę. Ustaw telefon na siebie – wydała kolejny rozkaz.

    Zagryzłem wargę. Nie czułem się na to w pełni gotowy, na służenie na odległość. Było to zupełnie inne uczucie, niż przebywanie u Pani w domu. Mimo to, założyłem maskę, sprawdzając czy na pewno dobrze się trzyma i ustawiłem telefon na stole, żeby Pani miała dobry widok. Spuściłem wzrok, położyłem ręce na udach, dalej klęcząc.

    – No proszę, jaki grzeczny piesek – zaśmiała się Pani – Jak ci się żyje z klatką?

    – Ciężko, Pani – odparłem zgodnie z prawdą. Byłem ciągle podniecony i na zaspokojenie swoich potrzeb miałem czekać jeszcze jeden dzień.

    – Taki jest cel. Sprawi, że nasze kolejne spotkanie będzie dla ciebie naprawdę wyjątkowe. Z czasem może ją polubisz.

    Wzdrygnąłem się na myśl, że miałbym ją nosić dłużej, może nawet codziennie. Wizja kolejnych paru dni bez orgazmu odrobinę mnie przerażała, już teraz ledwo funkcjonowałem. Wiedziałem jednak, że zrobiłbym wszystko, co byłoby rozkazem Pani.

    – Teraz pora na trochę zabawy. Chcę, żebyś dopełnił swój strój i przy okazji przygotował dla mnie swoją ciasną dziurkę – jęknąłem głośno na te słowa, gdy klatka znowu stłumiła moją erekcję – Wiesz co robić?

    – T-tak Pani – wystękałem, sięgając po mniejszy butt plug.

    Zbliżyłem go do ust, nie dowierzając, że naprawdę to robię. Czułem się poniżony, wykonując polecenia praktycznie obcej kobiety. Jednocześnie to poniżenie wzmagało moje podniecenie. Po to byłem stworzony, aby służyć. Poza tym, jeśli liczyłem na pozwolenie na orgazm musiałem być posłuszny.

    Oblizałem metalową końcówkę, nawilżając ją. Nie miałem dużego doświadczenia z seksem analnym, parę razy włożyłem palec do tyłka dla dodatkowej satysfakcji podczas masturbacji. Wyobraziłem sobie jakby to było, gdyby Pani pieprzyła mnie swoim straponem, mogłaby to robić przez naprawdę długi czas…

    Odwróciłem się i wypiąłem w stronę kamery, domyślając się że Pani tego oczekuje. Przyłożyłem but pluga do swojej dziurki, rozprowadzając po niej wilgoć. Gdy czułem się gotowy, delikatnie zacząłem go wsuwać. Stęknąłem przez przyjemne uczucie rozciągania. Położyłem policzek na podłodze, drugą dłonią rozchylając pośladki dla lepszego widoku.

    Usłyszałem ciche buczenie dochodzące z mojego telefonu, a po chwili ciche westchnienia Pani. Musiała używać wibratora, patrząc jak wykonuję swoje zadanie. Jęczałem cicho, pracując korkiem w moim tyłku. Czułem opór przed wsunięciem go do końca, nie byłem wystarczająco rozciągnięty. Wiedziałem jednak, że muszę to zrobić. Nie tłumiąc stęknięć i jęków po chwili metalowy przedmiot cały znalazł się w mojej dziewiczej dziurce. Zacisnąłem oczy z powodu dyskomfortu. Pozostałem w pozycji, czekając na dalsze rozkazy.

    Zamiast nich do moich uszu docierały coraz głośniejsze odgłosy spowodowane przyjemnością mojej Pani. Podnieciła mnie myśl, że służę jej obecnie wyłącznie w celach wizualnych. Jak zabawka, stworzona dla niej i jej przyjemności.

    – Zacznij obciągać dildo, które ci przysłałam – rozkazała, jęcząc głośno – Obróć się bokiem do kamery, ale zostań w tej pozycji. Chcę widzieć, jak ładnie pracujesz.

    Drżącą ręką sięgnąłem po sztucznego penisa i dostosowałem swoje ustawienie. Postawiłem go na podłodze i przytrzymałem rękami. Z oddaniem oblizywalem główkę, schodząc coraz niżej. Ślina zaczęła spływać po całej długości sztucznego kutasa. 

    Przeszedłem do obciągania go jak wytresowana suka, ale miałem odruch wymiotny gdy tylko końcówka penisa dotykała tyłu mojego gardła. Chciałem go wziąć całego w usta, żeby zadowolić moją Panią, której jęki stawały się coraz głośniejsze. Powróciłem do ssania samej główki, intensywnie pracowałem językiem, jakbym obciągał prawdziwemu mężczyźnie i chciał mu sprawić największą przyjemność.

    – Chcę… – wydyszała Pani przez telefon – Chcę zobaczyć jak naprawdę się pieprzysz w usta, a nie bawisz.

    Nie musiała mówić nic więcej, zignorowałem mojego pulsującego penisa ściskanego przez metalową klatkę i w stu procentach skupiłem się na obciąganiu kutasa przede mną. Powstrzymywałem odruch wymiotny i starałem się wejść nim głęboko w gardło. Cały czas utrzymywałem prawidłową postawę, z wypiętym tyłkiem z korkiem analnym, tak aby Pani miała jak najlepszy widok.

    Zakrztusiłem się, gdy chciałem dotknąć nosem podłogi. Wycofałem się, odkaszlnąłem i nie przejmując się śliną spływającą mi po brodzie i skapującą na podłogę wróciłem do swojego zadania. Zacisnąłem ręce w pięści, gdy Pani zaczęła szybciej i głośniej jęczeć, ponieważ przez to jeszcze bardziej chciałem dotknąć swojego penisa, sprawić sobie przyjemność, odczuć ulgę. Powstrzymałem się, za to zdecydowanie czekałaby mnie kara.

    Trenowałem swoje gardło, myśląc o tym że będę idealną suką dla swojej Pani. Będzie mogła mnie pieprzyć w usta kiedy tylko zechce, dla swojej wizualnej przyjemności. Ta myśl podnieciła mnie i zachęciła do całkowitego połknięcia sztucznego kutasa. Ssałem go z zapałem, schodząc ustami coraz niżej i niżej, aż w końcu dotknąłem nosem podłogi. Zostałem w tej pozycji przez chwilę, pracując językiem i mrucząc z przyjemności spowodowanej wykonanym zadaniem, dopóki nie musiałem się wycofać przez brak powietrza.

    – Bardzo dobrze piesku – wydyszała Pani, musiałem przegapić moment w którym doszła, przez co zajęczałem cicho. Musiała wydawać z siebie niesamowite dźwięki – Baw się korkiem analnym w twoim tyłeczku, musisz przygotować wszystkie swoje dziurki na nasze następne spotkanie.

    Stęknąłem głośno na te słowa, bo mój penis znowu urósł z podniecenia na te słowa, a klatka znowu boleśnie go zahamowała. Posłusznie jedną dłonią powędrowałem do butt pluga, delikatnie go wysuwając. Czułem przyjemne rozciąganie, dyskomfort spowodowany rozmiarem odszedł w niepamięć. Teraz czułem czystą rozkosz, jednak za małą żeby dojść. Wzdrygnąłem się na myśl o seksie analnym, nigdy go nie próbowałem. Ufałem Pani i wiedziałem, że mnie na to przygotuje i sprawi, żebym czuł się dobrze. Zdecydowanie nie mogłem się doczekać spróbowania z nią tego, jak i wielu innych rzeczy.

    Ciężko było się skupić na obciąganiu i na zabawie korkiem jednocześnie. Starałem się podzielić swoją uwagę między te dwie czynności. Ssałem kutasa jak rasowa dziwka, ruszając głową w górę i dół, połykając go całego za każdym razem. Nie sądziłem że wystarczy trochę praktyki, żebym mógł go ssać bez większych problemów. Chociaż trzeba przyznać, że był stosunkowo mały, a i tak czasami się krztusiłem gdy żołądź dotykała tylnej ścianki mojego gardła.

    Byłem bardzo podniecony, półtora dnia bez orgazmu zrobiło swoje. Zacząłem niekontrolowanie jęczeć przez rosnącą przyjemność i frustrację. Coraz śmielej i wręcz agresywnie wciskałem korek do swojego tyłka, licząc na choć odrobinę stymulacji prostaty. 

    – Wystarczy na dzisiaj piesku – odezwała się Pani, na co jęknąłem zawiedziony, ale zaprzestałem swoich działań – Widzimy się jutro o 18, napiszę gdzie masz podjechać. I nie wyciągaj korka, mam nadzieję że umili ci oczekiwanie. Miłych snów.

    I się rozłączyła. Klęczałem na podłodze, ciężko dysząc. Nie mogłem doczekać się jutra. Miałem nadzieję na orgazm, wszystkie polecenia wykonałem od razu, bezbłędnie. Spojrzałem na sterczące dildo oblepione moją śliną. Wokół niego na podłodze również sporo się zebrało. Nie myśląc dłużej pochyliłem się i zacząłem ją zlizywać. Mimo że Pani nie mogła tego zobaczyć, wydawało mi się że tego by właśnie oczekiwała. A mi nie pozostało nic innego jak czekać na nasze kolejne spotkanie, już jutro.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    fucktoy_sub
  • Wielka przygoda – poczatek

    Miłość do gór zaszczepili we mnie rodzice, godzinami ciągając mnie i rodzeństwo po lasach i bezdrożach. Z początku góry, które zdobywaliśmy nie były zbyt wysokie. Jednak już w wieku dziesięciu lat miałem „na koncie” więcej tatrzańskich dwutysięczników, niż lat. Z czasem pasja moich rodziców stała się moją miłością. W górach mogłem spędzać całe dni, a nawet tygodnie. Obecnie kilka razy w roku wyjeżdżam w Alpy, czy Dolomity. Moim marzeniem są oczywiście Himalaje, ale kto to wie, co przyniesie jutro.

    Pasją do gór nigdy nie potrafił zarazić się mój o dwa lata starszy brat Grzegorz. Gdy tylko rodzice przestali wyciągać go siłą, jego noga więcej nie dotknęła skały. Wolał asfalt i beton pod podeszwami butów.

    Zupełnie inaczej sprawa miała się z Darią, moją o rok młodszą siostrą. Połknęła jeśli nie większego, to równego mojemu bakcyla. Nie zliczę czasu, jaki spędziliśmy razem w górach. Nie tylko tego z rodzicami, ale również i później, tylko we dwójkę. Pokonaliśmy razem tysiące kilometrów i wiele wymagających szlaków. Nigdy jednak nie wybrała się ze mną w Alpy, a to ze względu, na swoje krótkie przeszczepy, jak nazywała swoje nogi. Rzeczywiście była niska i wspinanie się nawet w Tatrach nie raz sprawiało jej trudności. Natomiast jeśli chodzi o wytrzymałość, nie miała sobie równych.

    Uprzedzając pytanie. Mieliśmy bogatych rodziców, co ułatwiło nam start w życie i przynajmniej częściowe go później poukładanie. Prowadząc swoje małe interesy mieliśmy wciąż dużo czasu na poniewieranie się po górach.

    Grzegorz, jako jedyny z naszej trójki wciąż był regularnym singlem, w wieku trzydziestu lat powtarzając jak mantrę, że jeszcze nie trafił na tą jedyną.

    Wraz z moją dziewczyną Beatą planowaliśmy ślub w ciągu następnych dwóch, może trzech lat. Podobnie miała się sytuacja z Darią i jej facetem Adamem. Na nieszczęście oboje trafiliśmy na partnerów, którzy podobnie jak Grzegorz woleli niziny. Na szczęście nigdy nas w niczym nie ograniczali, od czasu do czasu decydując się na wspólny wypad.

    – Co powiesz na GSB? – zapytała mnie późnego lipcowego wieczora, podczas jednego ze zjazdów rodzinnych.

    – A mamy na to czas? – odparłem pomny swoich obowiązków.

    – To tylko pięćset kilometrów. Uwiniemy się w dziesięć dni. Zresztą każdemu należy się chwila odpoczynku od wszystkiego. – powiedziała z uśmiechem.

    – Kusisz siostro, kusisz. – zaśmiałem się – Najwcześniej w sierpniu. Może uda mi się jakoś domknąć wszystkie projekty.

    – No to jesteśmy umówieni. – powiedziała z autentycznie szczerym uśmiechem.

    Lipiec i połowa sierpnia upłynęły mi więc na intensywnej pracy i krótkich górskich wycieczkach, do podtrzymania formy.

    Wreszcie, gdy udało mi się dokończyć większość spraw (zostawiając te niezbyt pilne na później), skontaktowałem się z siostrą.

    – Pakuj plecak i za dwa dni wyjeżdżamy w Bieszczady. – rzuciłem krótko do telefonu.

    – Ha wiedziałam, że pójdzie łatwo. Plecak już dawno mam spakowany, więc spokojna głową, jestem gotowa.

    – No i elegancko. Transport już nam załatwiłem, ale przez kilka godzin pójdą z nami starsi. – zaśmiałem się.

    – Zupełnie mi to nie przeszkadza. Zawsze lubiłam z nimi chodzić po górach i słuchać ich opowieści.

    – No to jesteśmy umówieni. Do zobaczenia w piątek.

    – No pa. – odrzekła krótko.

    Rozłączyłem się i sam zabrałem się do pakowania plecaka. Zajęło mi to ponad dwie godziny i wiele konfiguracji. W końcu jednak udało mi się zapiąć ostatnią klamrę. Byłem gotowy.

    Jak to zwykle bywa w chwilach, gdy się na coś czeka, czas zaczyna się w dziwny sposób wydłużać, a wręcz zatrzymywać. Wreszcie jednak nadszedł upragniony dzień wyjazdu. W ostatniej chwili tknięty przeczuciem wrzuciłem do samochodu namiot. Lepiej nosić, niż się prosić. Nigdy nie wiadomo, czy w schroniskach będzie miejsce.

    Dotarliśmy na miejsce i po czułym powitaniu zabraliśmy Darię ku przygodzie.

    – Już nie mogę się doczekać. – szczebiotała co chwilę.

    Sam zresztą byłem w podobnym nastroju. Dziwne, jak perspektywa kilku dni intensywnego wysiłku może sprawiać człowiekowi aż tyle radości. No cóż. Tak po prostu było.

    Podróż minęła o dziwo szybko i sprawnie, podobnie zresztą jak noc, którą spędziliśmy w jednym z pensjonatów. Bladym świtem zameldowaliśmy się w Wołosatem, skąd to mieliśmy wyruszyć w podróż. Mimo iż zdarzały nam się długie szlaki, ten był pierwszym takim długim. Pięćset kilometrów czystej rozkoszy.

    Ruszyliśmy.

    Początkowe kilometry upływały powoli, lecz mimo wszystko stopniowo pięliśmy się pod górę. Wreszcie po kilkunastu kilometrach dotarliśmy na przełęcz pod Tarnicą, gdzie godzinę później, po zejściu ze szczytu pożegnaliśmy się z rodzicami.

    Zostaliśmy sami. Daria, ja i góry. Pogoda dopisała, więc cieszyłem się chwilą, podziwiając piękne widoki. Rozmawialiśmy o niczym i o wszystkim. Większość jednak drogi Daria szła kilka kroków przede mną i nie raz musiałem się trudzić, by ją dogonić. W niczym mi to nie przeszkadzało. Wiedziałem, że jest wytrzymalsza ode mnie.

    Pokonawszy około czterdziestu pięciu kilometrów postanowiliśmy się zatrzymać w agroturystyce. Bez problemu dostaliśmy dwa małe pokoje. Zjedliśmy kolację i posiedzieliśmy jeszcze chwilę, planując kolejny dzień.

    Kolejny poranek przywitał nas znowu przepiękną pogodą. Ochoczo więc wyruszyliśmy w drogę. Około dziewiątej zjedliśmy śniadanie, a o trzynastej zatrzymaliśmy się w jakimś miasteczku i zjedliśmy pizzę. Godzinę później dogoniłem po raz kolejny siostrę.

    – Cały czas patrzysz na moją dupę. – powiedziała śmiertelnie poważnie.

    – Co? – wykrztusiłem z siebie.

    – Od wczoraj idziesz prawie cały czas za mną i mi się przyglądasz.

    – Chyba Ci słońce przygrzało, bo bredzisz głupoty. – odparowałem.

    – Ja wiem swoje.

    Znowu przyśpieszyła, zostawiając mnie w tyle. Po kilku kilometrach nie wytrzymałem i kazałem jej się zatrzymać.

    – Lecisz jak szalona, że nie nadążam za Tobą, a później masz jakieś urojone pretensje. – wydyszałem.

    – Nie mam żadnych pretensji. – uśmiechnęła się słodko.

    – No więc o co Ci chodzi? – zapytałem.

    – O nic braciszku. Chodź, jeszcze spory kawał drogi przed nami.

    Wędrowaliśmy dalej w milczeniu. Wreszcie, pokonując już niemal dwadzieścia procent trasy dotarliśmy do schroniska. Dostaliśmy piętrowe łóżko w wieloosobowym pokoju. No cóż. Lepszy rydz, niż nic.

    Noc była krótka, bo ktoś chrapał. Na szczęście nastrój poprawiła znowu pogoda. Trzeci dzień i trzeci pogodny, a jak się później okazało upalny.

    Wyruszyliśmy o szóstej rano, gdy temperatura była wręcz idealna. Daria od razu zadała tempo. Stwierdziłem, że tym razem pójdę swoim rytmem, co już po chwili zauważyła moja siostra. Zwolniła.

    – Można i tak prawda? – zapytałem.

    – Niby co?

    – Iść w normalnym tempie. – niemal warknąłem.

    – Owszem, ale po co? – zachichotała i przyśpieszyła nieco.

    – Taa, a nie zapomnij później pieprzyć głupot. – mruknąłem pod nosem.

    Chyba nie usłyszała, bo wędrowała dalej niewzruszona.

    Około piętnastej i po przebyciu trzydziestu kilometrów oboje stwierdziliśmy, że dziś chyba ziemia spłonie. Było zbyt gorąco na dalszą wędrówkę. Zdecydowaliśmy, że przenocujemy w namiocie. Nie było powodów, by tak nie zrobić. Mieliśmy śpiwory i trochę jedzenia, więc nie musieliśmy się niczym martwić. Nieopodal miejsca, w którym się zatrzymaliśmy płynął mały strumyk, w którym mogliśmy się trochę umyć.

    Rozpaliłem małe ognisko i upiekliśmy na nim małe kiełbaski, które kupiliśmy po drodze. Nie dużo, ale musi wystarczyć.

    – Podoba Ci się? – zapytała przerywając ciszę.

    – Tak. Jest całkiem fajnie. Przeszliśmy już spory kawał drogi, a najlepsze jest to, że jeszcze większość przed nami. No i dzisiaj nocleg za friko. – odpowiedziałem.

    – Nie o to pytam.

     – A o co? – zbity z tropu uniosłem brwi.

    – Moja dupa. Czy Ci się podoba?

    – Ohh Ty chyba oszalałaś. Jesteś moją siostrą! Jak ma mi się podobać Twój tyłek?

    – No dobra już. Tak tylko Cię wkurwiam. – odpowiedziała.

    Dwie najbliższe godziny spędziliśmy z dala od siebie, w milczeniu. Wróciła około dziesiątej i od razu położyła się w namiocie. Wykończony położyłem się obok niej. Było ciepło, nie potrzebowałem śpiworu.

    – Masz piękny tyłeczek. – szepnąłem do niej, gdy usłyszałem jej miarowy oddech, świadczący o tym, że śpi.

    Wkrótce sam zasnąłem.

    – Wstawaj śpiochu. – zbudziła mnie o trzeciej w nocy. – Idziemy na wschód.

    Nie mając chyba wyboru pozwijałem szybko nasz obóz i wyruszyliśmy. Cały kilometr, aż dotarliśmy do małej polanki, z pięknym widokiem na wschód. Usiedliśmy na trawie, w oczekiwaniu na narodziny dnia.

    – Naprawdę tak myślisz? – zapytała.

    – Jak, o co Ci chodzi?

    – O to, że mam piękną dupę. – odparła jak gdyby nigdy nic.

    Przez chwilę nie wiedziałem, co

    odpowiedzieć.

    Słońce powoli wyłaniało się zza horyzontu odsuwając od nas mroki nocy.

    – Tak. Tak myślę. Masz genialną pupę siostrzyczko. – powiedziałem zatracony w chwili.

    – No to patrz sobie dzisiaj do woli. Nie zabraniam. – zaszczebiotała znowu.

    – Z całą przyjemnością. Jest na co patrzeć.

    Wyruszyliśmy dwadzieścia minut później, gdy słońce uniosło się już wystarczająco wysoko. Przeszliśmy jakieś dziesięć kilometrów i zjedliśmy śniadanie.

    – Od dawna na mnie patrzysz prawda? – zapytała.

    – Od dzieciństwa. – odrzekłem zgodnie z prawdą.

    – Zboczeniec.

    – Nic na to nie poradzę. Byłaś jedyną fajną laską w okolicy. Zresztą wszyscy się za Tobą oglądają.

    – Tak jasne. Widzę codziennie te stada napalonych facetów oglądających się właśnie za mną. – wybuchła śmiechem.

    – Wierzyć nie musisz. Ale teraz wstawaj i idziemy dalej. Musimy trochę podgonić wczorajszy dzień.

    – No dobra już dobra. Idę przecież. – Zaśmiała się znowu.

    Jak można się było spodziewać, już po chwili znowu mogłem podziwiać pupę mojej siostry. A było co podziwiać. Duże, jędrne pośladki, w obcisłych szarych legginsach wyglądały nieziemsko. Rozmarzyłem się, by choć raz móc ich dotknąć.

    Przez resztę dystansu nie schodziliśmy już na temat jej tyłka. Rozbiliśmy znowu namiot, znowu niedaleko małego strumyczka, w którym mogliśmy się umyć. Wszystkie rutynowe czynności, na czele z praniem powoli doprowadziły nas do wieczora.

    – Nie wiem czemu, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, że wciąż mi się przyglądasz. – powiedziała cichym i spokojnym głosem. – Nawet trochę mi się to podoba, że ktoś jeszcze patrzy na stare próchno…

    – Nawet jeśli tym kimś jest tylko Twój brat. – wszedłem jej w słowo.

    – Zwłaszcza dlatego braciszku. Chodź spać. Jestem zmęczona.

    Piąty dzień zaczął się podobnie do poprzednich. Było ciepło od samego rana. Bardzo ciepło. Wyruszyliśmy więc wcześniej, by w najgorszym skwarze nieco zwolnić, lub odpuścić. Sprawdziliśmy prognozę pogody. Dzisiejszy dzień miał być upalny, natomiast wieczorem miał pojawić się deszcz i trwać aż do połowy następnego dnia. Nie szkodzi. Mieliśmy peleryny.

    Jak się okazało wcale nie zwolniliśmy w największym skwarze i w świetnych humorach pokonaliśmy ponad czterdzieści kilometrów. Po drodze natrafiliśmy na mały sklepik, w którym zaopatrzyliśmy się w prowiant na dwa dni, a także dwie butelki wina. Zbliżaliśmy się do półmetka szlaku, więc trzeba było jakoś to uczcić. Szło nam się całkiem dobrze, więc stwierdziliśmy, że pokonamy jeszcze około trzynastu kilometrów do najbliższego schroniska.

    Niemal w połowie dystansu, z nadciągających od dłuższego czasu chmur zaczęło delikatnie kropić, a w oddali słychać było już pierwsze grzmoty. Zdecydowaliśmy, że rozbijemy gdzieś namiot i przeczekamy burzę, a później gdy się trochę uspokoi, to może ruszymy do schroniska.

    Okazało się, że był to fenomenalny pomysł. Dwadzieścia minut później delikatne kropienie zmieniło się w deszcz, a później w ulewę. Burza na szczęście przeszła gdzieś bokiem, ciągnąc za sobą tylko strumienie wody. Zjedliśmy więc kolację w namiocie, a że nie było widoków na poprawę aury otworzyliśmy wino. Słodkie, jak oboje lubimy. Prognozy nic się nie zmieniły od poprzedniego razu, więc doszliśmy do wniosku, że jutrzejszy dzień będzie dniem odpoczynku, lub ewentualnie powoli dokulamy się tych kilka kilometrów do schroniska.

    W trzech czwartych butelki wina położyliśmy się, wsłuchując się w miarowy szum deszczu.

    – Podglądałeś mnie kiedyś w łazience? – zapytała nagle.

    – No co Ty. Aż takim zwyrolem nie jestem. – parsknąłem śmiechem.

    – Nawet nigdy moich majtek nie podebrałeś?

    – Pojebało Cię już całkiem? – odpowiedziałem, zatajając tym samym prawdę.

    Nie, żebym był jakimś mega zboczeńcem. Ale niech pierwszy rzuci kamień, kto jest bez grzechu. Raz podpatrzyłem ją przez dziurkę od klucza, gdy się myła. Zaparowana kabina prysznica i tak zbyt wiele nie ujawniła, zresztą była wtedy jeszcze prawie całkiem płaska. Podobnie było z jej majtkami. Raz, czy dwa powąchałem.

    – No to szkoda. Podniecająca myśl, że ktoś z rodziny mnie podgląda. – powiedziała żartobliwie.

    – Takie mieliśmy warunki w domu. Zazwyczaj ktoś oprócz nas się pałętał. Trudno było by mi Cię podglądać.

    – No tak. Racja. – zachichotała.

    – Ale… – zamyśliłem się.

    – Co? Gadaj.

    – Waliłem konia, patrząc na Ciebie.

    Niezręczna cisza trwała wieczność, która okazała się być kilkudziesięcioma sekundami.

    – Opowiadaj. – przerwała ciszę wyraźnie podekscytowana. – ze szczegółami.

    – To głupie. – próbowałem się sprzeciwić.

    – Nie pierdol, tylko gadaj.

    – Pamiętasz swoje siedemnaste urodziny? Ją pamiętam dokładnie. Miałaś na sobie obcisłą czarną mini. Mimo iż świętowałaś w naszej dyskotece ze swoimi znajomymi wiele razy nie potrafiłem oderwać oczu od Ciebie. Wyglądałaś obłędnie. Do tego stopnia, że zwaliłem sobie w kiblu.

    – Oj Ty wariacie. – przerwała mi. – Kręci mnie to, opowiadaj dalej.

    – Dalej nie jestem pewien, czy chcesz tego słuchać.

    – Chcę. Dawaj.

    Rozlałem do reszty pierwszą butelkę wina.

    – Ze dwa razy trafiło się, gdy pomagałaś mamie w ogródku, w krótkich szortach. Oj jak miło było móc Cię podziwiać zza firanki.

    – To nie wszystko prawda? – zaśmiała się.

    – Nawet nie połowa. – wino zaczynało dochodzić do głosu. – Kilka razy pamięciówki, gdy jeździliśmy gdzieś na rowerach. O basenie już nie wspomnę. Moją ulubioną porą roku jest lato. Wtedy opalałaś się na balkonie, a ja patrząc na Ciebie z okna na strychu przeżywałem prawdziwe rozkosze.

    Leżeliśmy wciąż obok siebie. Położyłem dłoń na jej biodrze. Przyćmiona winem, lub moją opowieścią nie zareagowała na to.

    – Ten twój różowy strój, w którym wyglądałaś jak bogini, albo czarny, który chyba był za ciasny na Twoją dużą dupę. – mówiąc to ścisnąłem jej pośladek. – doprowadzały mnie do obłędu.

    – Nie był za ciasny. – żachnęła się.

    – Był. I to nie tylko majtki, stanik też trzeszczał na Twoich cyckach.

    – Taka jestem nieforemna. – powiedziała smutno.

    – Wręcz przeciwnie. – szybko sprostowałem. – Jesteś idealna. Perfekcyjna w każdym calu.

    Uśmiechnęła się do mnie tylko, otwierając drugą butelkę.

    – Wiesz co jednak kręciło mnie najbardziej?

    – No co?

    – Nasza rogówka przed telewizorem. Przez wiele lat, dopóki z nami mieszkałaś było to moje ulubione miejsce w domu.

    – Niby czemu?

    – Bo zawsze leżałaś tyłem do mnie i bezkarnie mogłem godzinami podziwiać Twoją pupcię. Widząc koronki, czy cieniutkie paseczki stringów wystające ponad spodnie, czy spódniczki, waliłem konia, mając Cię w zasięgu ręki. Nie policzę tego, ale chyba setki razy.

    – Zaspokajałeś się metr obok mnie?

    – Tak było siostrzyczko.

    – I nic mi nie powiedziałeś. – szepnęła znowu tym swoim smutnym głosem.

    – No cóż. Psychol ze mnie.

    – Pierdolisz znowu. – wino przemówiło chyba i przez nią.

    – No to, jeśli już szczerze, to mam chyba z dziesięć tysięcy zdjęć, na których jesteś. Większość Twojego tyłeczka.

    – Po co Ci one? – zapytała.

    – Nad wieloma z nich też waliłem konia. Tak w ogóle, to walę konia tylko patrząc, albo myśląc o Tobie. Inne mnie nie podniecają.

    – Dotknij teraz mojej dupy. – szepnęła, podnosząc się.

    Z rozkoszą położyłem dłonie na jej seksownych pośladkach.

    – Podoba Ci się? – zapytała.

    – Bardziej niż myślisz kotku. – rzuciłem w jej kierunku. – Zawsze o tym marzyłem, by Cię dotknąć.

    – Marzenia się spełniają, jak widzisz.

    Obróciła się przodem do mnie i usiadła na moich nogach, jednocześnie popychając mnie, żebym się położył. Nachyliła się i pocałowała mnie w usta, jakbyśmy byli parą. Odwzajemniłem pocałunek, jednocześnie kładąc znowu dłonie na jej pośladkach. Włożyłem język w jej słodkie usta, a dłonie w jej spodenki.

    Nagle oderwała się ode mnie i wyciągnęła moje dłonie ze swoich spodenek.

    – Coś się stało? – zapytałem zbity z tropu.

    – Jesteśmy pijani. Nie chcę zrobić niczego głupiego.

    – Racja. W ogóle cała ta sytuacja jest głupia. – wyszeptałem.

    – Chodźmy już lepiej spać. Jutro zdecydujemy, czy idziemy dalej, czy zostajemy tu, albo w schronisku.

    – Zgoda. – powiedziałem.

    Byłem zbyt podniecony, by od razu zasnąć. Wyszedłem na chwilę z namiotu.

    – Idę się odlać.

    – Ok.

    Lało jak z cebra, nie przeszkodziło mi to jednak, by znowu zwalić sobie konia. Dotyk jej aksamitnej skóry i mokry pocałunek nie pozwoliłyby mi zasnąć, bez ulżenia sobie. Wróciłem do namiotu, zdjąłem mokrą koszulkę i położyłem się spać.

    Obudziłem się kwadrans po dziewiątej rano. Byłem w namiocie sam. Poleżałem jeszcze chwilę, rozciągając się i nasłuchując, czy jeszcze pada.

    Deszcz ustał. Było ciepło. Czyli standardowo.

    Wychodząc z namiotu oniemiałem, a szczęką prawie przywaliłem w ziemię. Daria stała przed namiotem w stringach i staniku.

    – Co się tak gapisz zboczeńcu. Weź telefon i zrób sobie zdjęcia do swojej kolekcji. – powiedziała śmiejąc się.

    – Mówisz poważnie?

    – Nie kurwa, bajki opowiadam. Rób te zdjęcia.

    Szybko wycofałem się do namiotu po telefon i zacząłem robić zdjęcia. Trzeba przyznać, że potrafiła pozować. Zrobiłem chyba ze sto zdjęć, gdy uklękła na trawie i wypięła się w moją stronę. Kolejne kilkadziesiąt zdjęć szybko pojawiło się w mojej galerii.

    – Jesteś przepiękna siostrzyczko.

    – Wiem. – uśmiechnęła się, rozpinając i zdejmując stanik. – A teraz?

    – Teraz jesteś idealna.

    – Cieszę się, że tak Ci się podobam. – powiedziała podnosząc się i pozując dalej do moich zdjęć.

    – Nigdy nie widziałem piękniejszej kobiety.

    Uśmiechnęła się szeroko, jednocześnie zsuwając nieco stringi.

    – Zaraz się spuszczę w gacie. – zawyrokowałem.

    – Masz do tego prawo zboczeńcu. – śmiała się radośnie, zdejmując z siebie majtki.

    Przełączyłem aparat w tryb kamery i powoli zbliżyłem się do siostry, filmując najpierw ją całą, a później zaczynając od buzi robiłem zbliżenie. Zjechałem kamerą niżej, na jej duże piersi. Złapała oba sutki, między palce i zaczęła je ugniatać.

    Wraz z jej dłonią ruszyłem w dół, z kamerką. Seksowny brzuszek prezentował się jak zwykle idealnie. Wreszcie dotarliśmy między nogi, gdzie przez kilka sekund zasłaniała widok dłonią. W końcu jednak odsunęła dłoń, ukazując się w pełnej okazałości. Stanęła w rozkroku, zachęcając mnie tym samym do dokładnego sfilmowania swojej cipeczki. Przełożyłem telefon między jej nogami i zacząłem filmować jej tyłek. Wiedziała, czego chcę. Pochyliła się, mocno wypinając się w stronę telefonu. Rozchyliła pośladki dłońmi i pozwoliła mi przez kilkadziesiąt sekund filmować swój piękny odbyt. Drżałem z podniecenia.

    – Dobra dość tego dobrego. – powiedziała prostując się. – Masz już chyba wystarczająco materiałów do walenia konika.

    – Tego nigdy za wiele kotku. – odpowiedziałem.

    – Może później jeszcze pozwolę Ci coś nagrać, jak będziesz chciał.

    – Ciebie mógłbym całymi dniami filmować. – odparłem zgodnie z prawdą.

    – No to super. A teraz chodź i dotykaj mnie. Chcę tego.

    Nie odpowiedziałem nic. Rzuciłem telefon do namiotu i podszedłem do niej. Stanąłem za nią i położyłem dłonie na jej biodrach. Powędrowałem wyżej, przez jej seksowny brzuszek, aż pod pachy.

    – Złap mnie za szyję kotku. – powiedziałem do niej.

    Posłuchała, bez sprzeciwu. Jeszcze przez chwilę pieściłem skórę pod pachami, aż w końcu przeniosłem dłonie na jej duże piersi. Marzyłem od zawsze o tej chwili. Przez chwilę ugniatałem je. Złapałem za sutki i szarpnąłem mocno. Zajęczała głośno. Powtórzyłem to jeszcze raz. Kolejny jęk był jeszcze głośniejszy. Pochyliłem się i lizałem jej policzek, wciąż szczypiąc i szarpiąc za sutki. Zjechałem prawą ręką między jej nogi. Dotknąłem cipki. Śluz niemal kapał z jej muszelki. Bez namysłu wsunąłem w nią palec. Westchnęła mocno i wróciła do jęczenia. Przez chwilę znieruchomiałem, by po chwili wysunąć się z jej cipki i znowu wrócić, stopniowo zwiększając tempo. Gryzłem ją w ucho i szczypałem w sutek.

    Wyciągnąłem rękę spomiędzy jej nóg i odrywając się od ucha, oblizałem dłoń mokrą od jej soków. Smakowały obłędnie. Aż zakręciło mi się w głowie. Szarpnąłem znowu za sutki i wróciłem do cipki. Odnalazłem łechtaczkę i zacząłem ją pieścić. Wiedziałem, że szybko dojdzie. Stało się to, gdy wsunąłem język w jej ucho. Niemal krzyczała, szarpana spazmami rozkoszy. Cieszyłem się, że udało mi się doprowadzić ją do orgazmu.

    – Szybko dochodzisz. I głośno. – zażartowałem.

    – Ja pierdolę, co to było? – wydyszała.

    – Nie podobało Ci się?

    – Pojebało Cię? Nigdy nie miałam takiego orgazmu.

    – Zawsze do usług kochanie. – powiedziałem odsuwając się nieco od niej i sprzedając jej soczystego klapsa.

    – Oj często będziesz mi te usługi świadczył. – zapiszczała radośnie. – A teraz rozbieraj się. Czas na rewanż.

    Z przyjemnością zdjąłem z siebie koszulkę i spodenki.

    – Ooo jak ładnie ogolony. – powiedziała na widok mojego fiuta. – I twardy.

    Twardy faktycznie byłem od chwili, gdy zobaczyłem ją przed namiotem.

    Kucnęła przede mną i złapała mojego kutasa dłonią. Drugą zaś objęła jaja. Ścisnęła mnie mocno, niemal przekraczając granicę bólu. Zaczęła poruszać dłonią po moim członku. Jej ciepła i delikatna skóra cudownie pieściła moją pałkę. Poruszała dłonią coraz szybciej, jednocześnie intensywnie ugniatając moje jądra. Jej duże szaro-zielone oczy wpatrzone w moje. Położyłem dłoń na jej ślicznej buzi. Eksplodowałem. Moja sperma wylądowała na jej piersiach, które wciąż jeszcze nosiły ślady moich tortur.

    – Mmm cudownie. – zamruczała, ściskając mojego grzyba.

    Również ona oblizała swoją dłoń, mrucząc przy tym z zadowoleniem.

    – Dochodzisz równie szybko jak ja. – powiedziała.

    – Przy takiej Bogini? Co się dziwić?

    – Bogini. – powtórzyła rozmarzonym głosem. – Nikt nigdy mnie tak nie nazwał.

    – Ja zawsze tak o Tobie myślałem siostrzyczko.

    – Mój Ty romantyku. – szepnęła chwilę przed kolejnym mokrym pocałunkiem.

    Przytuliłem ją mocno do siebie i oddałem pocałunek. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście.

    – Chodź umyjemy się, niedaleko jest mały strumyk. Byłam już tam dzisiaj.

    – W ubraniu, czy bez? – zapytałem.

    – I tak i tak. – puściła do mnie oczko.

    – Ehh szkoda, że mnie tam nie było.

    – A co? Robiłbyś mi kolejne zdjęcia?

    – Zdjęcia i filmy mój kochany golasku.

    – Zboczeniec. – wybuchła śmiechem.

    Zimna woda ze strumyka przyjemnie schłodziła nasze rozgrzane ciała. Wróciliśmy do namiotu, gdzie podczas spóźnionego śniadania zgodnie zdecydowaliśmy, że nigdzie się dzisiaj nie ruszamy i kolejną noc spędzimy w namiocie. Mieliśmy jeszcze jedzenie i wodę, więc jeden dzień odpoczynku nam nie zaszkodzi. Czas upływał nam powoli. Robiło się coraz cieplej. Po wczorajszej ulewie nie pozostał żaden ślad.

    – Pokaż mi telefon. Chcę zobaczyć te zdjęcia które mi robiłeś.

    – Te dzisiejsze? – zapytałem.

    – Nie. Te co mi wcześniej robiłeś.

    – Mam tylko kilka na tym telefonie. – powiedziałem.

    Podałem jej telefon, otwierając wcześniej aplikację zabezpieczoną hasłem, w której ukrywałem zdjęcia.

    – Tylko kilka. – parsknęła. – Ponad siedemset, to według Ciebie kilka?

    – No tak. Wciąż za mało. – uśmiechnąłem się niewinnie.

    – Ty wariacie. Kręci mnie to, że tak Ci się podobam.

    Przejrzała wiele z tych zdjęć, a później oddała mi telefon.

    Ciepło dało nam się nieco we znaki, więc zgodnie ucięliśmy sobie popołudniu krótką drzemkę.

    Obudziła mnie około osiemnastej liżąc moje usta i wciskając w nie swój języczek. Całowaliśmy się ponad dwadzieścia minut.

    – Chodź zjemy coś, a później dopijemy wczorajsze wino. – wydyszała odrywając usta od moich.

    – Najchętniej to bym Ciebie zjadł siostrzyczko.

    – Wiem o tym. – puściła znowu oczko do mnie.

    Wino smakowało nam chyba jeszcze bardziej, niż wczoraj. Po chwili żałowaliśmy, że mamy go tak mało. No, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Daria zdjęła koszulkę, tłumacząc że jest jajko gorąco. Znowu mogłem podziwiać jej ogromne piersi. Biorąc ostatni łyk wina, rozpięła guzik spodenek i powoli zsunęła je z siebie.

    – Możesz znowu mnie nagrywać, jeśli chcesz.

    Bez słowa sięgnąłem po telefon i włączyłem nagrywanie. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, rzucając na moją piękną siostrę paletę ciepłych barw. W samych majtkach wyglądała oszałamiająco. Położyła się na karimacie i zaczęła zabawiać się swoimi piersiami, wydając przy tym całą gamę stęknięć i jęków.

    – Jesteś Boska dziecinko. – szepnąłem do niej.

    Oderwała prawą dłoń od piersi i dotarła nią do majtek. Zwykłe szare bawełniane figi szybko pociemniały, mokre od jej soków. Pozwoliła mi przez chwilę filmować, rozkładając przy tym szeroko nogi. W końcu zaś jednak na chwilę przerwała swoje pieszczoty. Uklękła, obracając się do mnie tyłem. Zdjęła całkowicie przemoczone majtki i wypięła dupę w moją stronę. Jedną dłonią pieściła swoją mokrą cipkę, drugą zaś pośladki. Jęki stawały się coraz głośniejsze. Zbliżyłem się z telefonem w idealnym momencie, gdy palec środkowy jej prawej dłoni wsunął się w odbyt. O ile to możliwe, zajęczała jeszcze głośniej. Wsunęła się całą długością, by po chwili opuścić swoją dziurkę. Jak się okazało tylko w celu delikatnej korekty swojej pozycji. Kilka sekund później palec wrócił na swoje miejsce, tym razem o wiele bardziej zachłanny i spragniony jej słodkiej pupy. Wsuwała i wysuwała go w coraz szybszym tempie, jednocześnie drugą dłonią szaleńczo pieszcząc cipkę. Koledzy najszczęśliwszego obecnie palca na ziemi po chwili zaczęli mu zazdrościć. Jeden z nich, zwany serdecznym, podstępem zebrał nieco wilgoci z cipeczki i wyczekując odpowiedniej chwili dołączył do nieco już zmęczonego środkowego, w drodze do celu. Udało się. Był w raju. W dupce swojej pani, głęboko, coraz głębiej. Do tej pory mógł tylko podziwiać wejście do pałacu, podczas kąpieli a i to przeważnie zamglone przez wodę i pianę. Teraz zaś jednak znalazł się w najcudowniejszej komnacie, wraz ze swoim nieco bardziej doświadczonym kompanem.

    Serdeczny wiedział, że druga drużyna panoszy się już w wilgotnych komnatach po drugiej stronie pałacu, szukając tam największego skarbu. Wiedział, że wkrótce zostanie złapany i wyrzucony poza bramy. Postanowił więc… Zatańczyć. Odsunął się nieco od swojego kompana i w akompaniamencie kolejnych jęków przywarł do ściany komnaty coraz mocniej i natarczywiej ją pocierając.

    Po wielu latach z jego perspektywy postrzegania czasu serdeczny w głębi siebie wiedział, że to nie jego kompan środkowy, ani też nie druga drużyna, lecz właśnie on doprowadził fasady pałacu do drżenia. To on sprawił, że brat bliźniak środkowego niemal został zmiażdżony i utopiony w komnacie z drugiej strony pałacu.

    Fala orgazmu uderzyła z ogromną mocą, porywając ze sobą Darię w towarzystwie jej głośnego krzyku.

    Opadła na karimatę dysząc i wciąż głośno jęcząc. Mogłem już skasować wszystkie jej wcześniejsze zdjęcia. Tego nic nie przebije.

    – Teraz Ty sobie zwal i spuść się na mnie. – powiedziała, gdy po pięciu minutach nieco się uspokoiła.

    Moją zabawa trwała o wiele krócej i nie była tak spektakularna, jak jej. Doszedłem bardzo szybko, ale też i obficie. Część spermy wylądowała znowu na jej piersiach, reszta zaś na brzuszku, a kilka kropel na cipce.

    – Jeśli chcesz, to jutro zrobię Ci loda. – powiedziała, jakby chodziło o zakupy.

    – Ty się jeszcze pytasz?

    – Tak się tylko upewniam. – odparła. – No i dam Ci się skosztować.

    – Ooo matko. Zaraz spuszczę się drugi raz.

    – Nie powstrzymuję Cię. Byle na mnie. – powiedziała rozsmarowując po swojej skórze moją spermę.

    Noc była ciepła, więc spaliśmy nago, przytuleni do siebie.

    Wstaliśmy niemal równo ze wschodem słońca. Chcieliśmy dzisiaj znowu przejść spory odcinek, ale żadne z nas nie pogardziłoby takim dniem, jak wczoraj. Ubraliśmy się i ruszyliśmy w drogę. Po godzinie zrozumieliśmy, że jednak nigdzie nam się nie śpieszy, zwolniliśmy więc nieco kroku. Już tradycyjnie delektowałem się widokiem tyłka mojej siostry.

    – Kocham ten Twój zadek. – zawołałem do niej.

    – Ten? – zapytała zsuwając spodenki i wypinając się lekko.

    – Ooo tak. Właśnie ten.

    Szare majtki zupełnie wczoraj przemokły, więc założyła dzisiaj różowe stringi. Chyba mój ulubiony kolor. Zapragnąłem jej. Musiałem jednak poczekać chyba do wieczora.

    Zatrzymaliśmy się w schronisku na obiad, gdyż zjedliśmy już wszystkie zapasy, które mieliśmy ze sobą. Na szczęście po drodze będzie możliwość zrobienia zakupów, więc byliśmy spokojni. Do obiadu wypiliśmy po dwa piwa, a kolejne zabraliśmy ze sobą, dzięki czemu szło nam się już całkiem wygodnie. Naszym jedynym celem był sklep, oddalony o trzy, może cztery kilometry, które pokonaliśmy w spacerowym tempie.

    Po zakupach szło nam, a w zasadzie mi już o wiele ciężej. Podjęliśmy dwie decyzje. Śpimy znowu w namiocie, dlatego Daria taszczyła nasz prowiant.

    Drugą decyzją było to, że się dzisiaj urżniemy. Dlatego ja dźwigałem dwa kolejne czteropaki piwa i dwie butelki wina. Było nam obojętne, czy jutro wyruszymy dalej, czy znowu odpoczniemy.

    Kawałek prostej drogi za sklepem szybko zmienił się w długie i monotonne podejście przez las. Na nasze chyba nieszczęście szeroką leśną drogą, na której byliśmy całkowicie oddani we władanie słońcu. Pod koniec nawet na twarzy i czole mojej siostrzyczki pojawiły się kropelki potu, co nie było częstym widokiem. Jej koszulka też kleiła się do ciała. To chyba skutek wypitego piwa.

    Daria wskoczyła w niskie krzaczki tuż obok szlaku.

    – Muszę się odlać. Pilnuj, czy nikt nie idzie.

    – Potrzymać Cię za rączkę? – zażartowałem, patrząc jednocześnie, czy faktycznie ktoś nie nadchodzi. Ostatnią rzeczą, której chciałem, było to, by ktoś podglądał moją siostrę.

    – Potrzymaj to. – powiedziała, kładąc mi na ramieniu swoje różowe stringi. -Jest mi w nich zbyt gorąco.

    Mimo iż sam byłem spocony, poczułem że są wilgotne. Na jej oczach przyłożyłem je do twarzy. Przepadłem. Nigdy nie czułem tak wspaniałych zapachów.

    – O Boże. – wyszeptałem zachłannie wciągając zapach. – Twoja dupa nie dość, że jest piękna, to jeszcze pachnie przecudnie.

    – A pomyśl tylko, co będzie wieczorem. A teraz chodźmy jeszcze kawałek.

    Niemal przez całą pozostałą drogę delektowałem się zapachem jej cipki i dupki.

    Wreszcie wyczerpani upałem postanowiliśmy się zatrzymać. Rozstawiliśmy namiot. Zjedliśmy naszą turystyczną kolację i przez chwilę odpoczywaliśmy. Było kilka minut po osiemnastej. Słońce wciąż grzało, choć już nie tak mocno, jak wcześniej. Wypiliśmy piwo i zabraliśmy się za drugie.

    – Wstań braciszku. – powiedziała w połowie drugiej puszki piwa. – I weź telefon.

    Wiedziałem, co się święci, więc wykonałem to polecenie. Niemal natychmiast uklękła przede mną, biorąc kolejny łyk piwa.

    Rozpięła guzik, oraz zamek moich spodenek i wraz z bokserkami zsunęła je w dół. Pomogłem jej, zrzucając je całkowicie. Włączyłem nagrywanie. Bez ociągania się znalazła się buzią przy moim kroczu. Poczułem jej język na jądrach. Mój wciąż wiotki fiut spoczywał na jej twarzy, co jak się później okazało stworzyło niesamowite zdjęcia i pamiątkę. Wzięła mnie całego do buzi, masując językiem mojego powoli twardniejącego fiuta. Wypuściła mnie odrobinę, ściągając wprawnie ustami skórę napletka. Zębami złapała mnie tuż za grzybem i zaczęła mocno ssać. Poczułem się, jakbym włożył fiuta w rurę odkurzacza. Zwolniła nacisk zębów i wpuściła mnie głębiej. Czułem jej oddech na skórze. Wszedłem w nią cały. Zacząłem poruszać biodrami, przytrzymując jednocześnie jej głowę. Wsuwałem i wysuwałem się cały, stopniowo zwiększając tempo.

    – Zaraz dojdę siostrzyczko. – Wysapałem ostrzeżenie.

    W odpowiedzi złapała mnie znowu zębami i zaczęła ssać.

    Eksplodowałem w jej ustach. Cały drżałem z podniecenia. Jej język przyjemnie błądził po moim grzybie. Mocne ssanie wyciągnęło ze mnie ostatnie krople spermy.

    Połknęła wszystko.

    – Jesteś niesamowita kochanie.

    – Jeszcze nie wyszłam z wprawy, jak widać.

    – Chyba to lubisz, bo jesteś w tym naprawdę dobra.

    – Owszem lubię fiutki i lubię obciągać. No i jeszcze nikt się nie skarżył.

    – Ilu tak obsłużyłaś? – zapytałem.

    – A kto by to wszystko policzył. – zaśmiała się. – Prawie wszystkich z klasy w liceum, z wyjątkiem Marka, bo on był obleśny.

    – No to faktycznie sporo.

    – Po szkole też lubiłam ten sport. Teraz się uspokoiłam już, no ale mam Ciebie. I powiem Ci, że Twojego fiutka jeszcze nie raz chcę skosztować.

    – Miło mi to słyszeć. Korzystaj, kiedy tylko będziesz mieć ochotę.

    – Tak też zrobię. – posłała mi zalotne spojrzenie.

    Dopiliśmy swoje piwo i w ekspresowym tempie opróżniliśmy niemal całą butelkę wina.

    Daria zdjęła koszulkę i rozpięła stanik.

    – Pomożesz mi, czy tylko będziesz się przyglądał? – zapytała całkiem poważnie.

    Zbliżyłem się do niej i pomogłem jej zdjąć stanik. Nie czekając na kolejne ponaglenia od razu zacząłem lizać jej piersi. Złapałem ustami sutek prawej piersi, dłonią zaś zająłem się lewą. Usłyszałem znajome już jęczenie. Idąc za jej przykładem zacząłem mocno ssać i przygryzać jej twardy sutek, nie bacząc na to, czy zostawię jakieś ślady. Sama zresztą też nie protestowała.

    – Masz fenomenalne cycki. – powiedziałem, przenosząc usta na drugą pierś.

    – Wiem. – wyjęczała tylko.

    Po dwudziestu minutach ssania, gryzienia i szczypania jej piersi zrobiłem chwilę przerwy. Dokończyliśmy wino, delektując się jego smakiem.

    – Masz ochotę na więcej? – zapytałem.

    – Zawsze. – odpowiedziała.

    Zdjąłem jej skarpetki i poczynając od pięt wylizałem całe stopy, pieczołowicie ssąc każdy palec z osobna. Powędrowałem ustami wzdłuż jej krótkich, lecz niebywale seksownych nóg. Zatrzymałem się dopiero przy suwaku spodenek. Rozpiąłem go, a następnie guzik. Już od kilku godzin nie miała na sobie majtek, więc gdy szarpnąłem spodenki w dół, została kompletnie naga.

    Bez zwłoki rozchyliłem mocno jej nogi i…

    Rankiem kolejnego dnia szybko spakowaliśmy namiot i swoje rzeczy, a przynajmniej mieliśmy taki zamiar. Wczorajsze piwo i wino miały jednak inne plany, skutecznie spowalniając nasze ruchy. Wyruszyliśmy o ósmej rano, stopniowo zwiększając tempo. Początkowe kilometry dłużyły się niemiłosiernie, z powodu lekkiego kaca. Po późnym śniadaniu wreszcie wszystko zaczęło wracać do normy, więc mogliśmy znowu przyśpieszyć.

    – Nawet nie wiesz, jak mnie rozgrzałeś wczoraj tym lizaniem stóp. – powiedziała, przerywając ciszę. – Dawno coś takiego mnie tak nie podnieciło.

    – Wiem o tym. Słyszałem Twoje jęki przecież. No i ta Twoja cipka. – rozmarzyłem się na nowo. – Taka mokra i śliska.

    – Sądząc po tym, jak zachłannie mnie wylizałeś, nie przeszkadzało Ci, że byłam mokra?

    – Wręcz przeciwnie kochanie. Smakujesz wyśmienicie.

    – Wyśmienity to był orgazm i Twój język, który mnie do niego doprowadził. – zamruczała do mnie.

    – Cała przyjemność po mojej stronie.

    Jak się okazało później, oprócz jeszcze jednego fenomenalnego loda, którego mi zrobiła, przyjemności dobiegły szybko końca. Daria dostała okres, a dwa dni później musieliśmy zejść z trasy, ponieważ zachwycony jej fantastycznym tyłkiem, nie patrzyłem pod nogi i fatalnie skręciłem kostkę. Skończyło się na pomocy GOPRu i powrotem do domu.

    Tak oto dobiegła końca nasza przygoda z Głównym Szlakiem Beskidzkim. Oboje jednak wiedzieliśmy, że nie ukończyliśmy całego dystansu i że siłą rzeczy będziemy musieli to wszystko powtórzyć.
     

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Bogdan Wielicki
  • Potega terapii cz. III

    Rozdział III

    – Auu!
    – Nie wierć się tak, ciamajdo – Rzuciła z uczuciem Marysia.
    – Jak mam się nie wiercić jak… AUUU!
    – Już spokojnie, już dobrze. Jakbyś się nie rzucał jak cymbał, to bym Cię teraz nie musiała sklejać.
    – Musiałem bronić Twojego honoru.
    – Tak. Świetna robota. – Lekki uśmiech Marysi był zabarwiony niewielką domieszką kpiny.

    Marcin miał podbite oko i rozcięty łuk brwiowy. Brzuch ciągle go bolał, jednak nie tak mocno, jak duma. Koniec końców, finał ich przygody i tak był przyzwoity. W porównaniu do tego, co mogło się stać…

    Marysia zakończyła opiekę nad swoim chłopakiem i zaprowadziła go do salonu.

    Pokój był urządzony skromnie. Na środku stały dwa wygodne fotele, skierowane na niewielki telewizor stojący na środku meblościanki. Mebel wyglądał niczym z czasów PRL-u, jednak para nigdy nie zdecydowała się go pozbyć. Resztę pomieszczenia wypełniało kilka regałów i starych, niedomykających się szaf.

    Usadziwszy Marcina na fotelu, Marysia usiadła mu na kolanach i zaczęła gładzić go po policzku.

    – Wiesz…
    – No co tam?
    – Myślę, że zasłużyłeś na nagrodę, mój bohaterze.

    Marcin poczuł momentalnie rosnący wzwód.

    – Widzisz, na tak obolałą twarz, znajdzie się wyjątkowy lek. Poczekaj chwilę.

    Z tymi słowami dziewczyna wyszła z pokoju i skierowała do łazienki. Jej partner – tym razem już z szerokim uśmiechem na twarzy – niemal nucił z zadowolenia. Może jednak warto było dostać łomot!

    Marysia wróciła do pokoju ubrana jedynie w koronkową, rozkosznie prześwitującą sukienkę. Jej piersi nie tylko wypełniały całe dostępne miejsce, ale rozpychały się, napinając cały strój na seksownym ciele. Pewnym krokiem podeszła do swojego chłopaka i ponownie usiadła na kolanach.

    Marcin z trudem przełknął ślinę.

    – Wyglądasz świetnie!
    – Dziękuję. – Marysia nachyliła się do ucha – Jak zwiedzisz swoją dłonią mój strój, to odkryjesz, że brakuje mi w nim majteczek…

    Dziewczyna momentalnie poczuła, jak jej chłopak zaczyna wędrować dłońmi po jej pięknym ciele. Z uśmiechem zadowolenia pocałowała dyszącego ciężko Marcina.

    Namiętne pocałunki rozgrzewały już i tak gorącą atmosferę. W końcu błądząca dziko ręka Marcina dotarła do zgrabnego tyłeczka. Z zadowoleniem odkrył, że Marysia nie kłamała.

    – Bingo… – Powiedziała zadowolona. – Ale zanim się rozkręcisz… – Jej słowom zawtórowała ułożona pewnie na klacie dłoń, przytrzymująca zapędy chłopaka.

    – Obiecałam Ci w końcu wyjątkowy lek.

    Marysia chwyciła go za dłoń i ruszyła w kierunku sypialni, kręcąc zachęcająco biodrami. Niemal śliniąc się z radości, uścisnął pewnie dłoń i ruszył za nią, gapiąc się na eksponowany tyłeczek.

    Niewielka sypialnia w ich mieszkaniu służyła do jednego celu – spania. Dlatego też była niewielkim pomieszczeniem, którego niemal całą przestrzeń zajmowało duże, wygodne łóżko.

    Gestem głowy, Marysia kazała położyć się na nim.

    Nie minęła minuta, a chłopak leżał na łóżku, nagi i z prężącym się kutasem, gotowym do działania.

    Marysia uśmiechnęła się lekko i mruknęła pod nosem.

    – Tak… Cóż, na razie to nie będzie potrzebne…
    – Słucham?
    – Nic, nic. Obiecałam Ci wyjątkowy lek i to zamierzam Ci zaaplikować.

    Dziewczyna powoli, seksownie, niemal drapieżnie wdrapała się na łóżko i zaczęła powoli przesuwać się po ciele swojego partnera. Każdy moment zetknięcia jej ciała z wygłodniałym ciałem Marcina przecinał chłopaka prądem podniecenia. W końcu, po niemożliwie długiej chwili Marysia dotarła do twarzy i zaczęła obdarowywać chłopaka delikatnymi pocałunkami. Drżąc z niecierpliwości, Marcin czekał, aż jego kochana wsunie jego twardego fiuta w swoją mokrą dziurkę.

    Nie doczekał się jednak tego.

    Marysia wznowiła swoją wędrówkę. Po chwili oczom rozanielonego chłopaka ukazały się olbrzymie wzgórza, ciasno opięte zmysłową sukienką. Przymierzył się do ich wyłuskania, rozerwania sukienki i w końcu ujęcia każdego sutka z osobna w usta. Marysia jednak nie miała takich planów, bo przesunęła się dalej. Nie zważając na zabiegi swojego chłopaka, wiła się coraz wyżej i wyżej. W końcu uniosła się na kolana, obróciła i ustawiła tuż nad głową.

    – Czas na przyjęcie Twojej medycyny…

    Z tymi słowami Marysia podciągnęła lekko swoją sukienkę, uwalniając uda. Swoją wilgotną od soków cipkę opuściła na twarz Marcina.

    Nigdy wcześniej dziewczyna nie wspominała o takich fantazjach, więc Marcin zaczął niepewnie zastanawiać się, skąd się to wzięło. Jednak intensywność doznań, jakie w tym momencie odczuł, skutecznie wyrzuciła z jego głowy wszelkie myśli poza jedną – lizać.

    Ciężar kobiety siedzącej na twarzy był niczym w porównaniu z radością wyzwalaną przez słodycz soków zalewających Marcina. Starał się pieścić, lizać, ssać, rozkoszować się każdym delikatnym ruchem miednicy na jego twarzy. Jego penis był w tym momencie twardszy niż kiedykolwiek.
    Rękoma sięgnął do pośladków i ugniatał je najmocniej jak tylko potrafił.

    Przyjemność rozlewała się po ciele Marysi. Przymknęła oczy i coraz intensywniej wierciła się na swoim kochanku. Raz po raz unosiła się nieco, dając mu odetchnąć, tylko po to, żeby z powrotem opuścić swoje biodra w dół.

    Nie przejmowała się w tym momencie zbytnio obolałą twarzą swojego chłopaka. To była jej chwila.

    Gdy poczuła, że jest gotowa, wstała i pociągnęła Marcina za rękę.

    – Podnieś mnie.
    – Tak Kocha… Co?
    – Weź mnie na ręce!

    Marcin kiwnął niepewnie głową. Chwycił Marysię i używając całej dostępnej siły, uniósł ją. Marysia oplotła go nogami i sięgnęła po jego męskość.

    Niezgrabnymi ruchami zaczęła naprowadzać kutasa na wejście w swoją jaskinię rozkoszy. Gdy w końcu się udało, westchnęła, nadziewając się głęboko.

    Marcin czuł olbrzymią przyjemność, której przeszkadzało jednak wyczerpanie. Nie należał do silnych osób i nigdy nie próbował sił w takiej pozycji. Starał się nieporadnie, a to ruszać biodrami, a to unosić i opuszczać swoją kobietę.

    Marysia po niedługiej chwili zmarszczyła brwi z niezadowoleniem. Spod półprzymkniętych powiek zerkała na swojego kochanka.

    W końcu wypaliła:

    – Wyruchasz mnie w końcu?
    – Przecież się staram…
    – Starasz się kurwa! Zacznij mnie w końcu ruchać! Co, nie masz sił po wpierdolu?

    Marcin niemal zatrzymał się w swoich staraniach, słysząc tę niecharakterystyczną agresję. Twarz Marysi zdobił nieprzyjemny grymas, coraz lepiej znany Marcinowi w ostatnich tygodniach. Oznaczał tę przeklętą przemianę, kiedy jego delikatna ukochana stawała się pieprzoną dominą.

    – Mocniej! – Krzyknęła w końcu. – Mocniej! Może jak Ci sama przypierdolę, to zaczniesz wreszcie zachowywać się jak mężczyzna!

    Marcin zdusił jęk i przyspieszył tempo. Nie było to jednak zbyt udane, gdyż Marysia, już wyraźnie zirytowana szepnęła cicho:

    – Ciekawe czy ten dresiarz dałby sobie ze mną radę…

    Konwulsje przebiegły całe ciało jej partnera. Momentalnie zgiął się wpół, ledwo utrzymując w rękach swoją kochankę i tryskał salwami nasienia prosto do mokrego wnętrza Marysi. Po długiej chwili wypełnionej nieziemskim orgazmem otworzył oczy i spojrzał na swoją ukochaną. Dziewczyna patrzyła na niego z mieszaniną wstydu i fascynacji.

    Po chwili runął na łóżko, z Marysią wciąż obejmującą go w pasie.

    – Przepraszam…
    – Nie, to ja przepraszam. Poniosło mnie straszliwie. Wybacz, nie powinnam była tego mówić. – W przeprosinach Marysi nie słychać było jednak zupełnej szczerości. – Chociaż w sumie to wygląda na to, że powinieneś mi dziękować…

    Marcin wybuchnął śmiechem. Ze zmieszaną miną mruknął coś o „nie spodziewałem się” i „to było coś zupełnie nowego”.

    Marysia jednak nie słuchała go. Leżała na klacie z przymkniętymi oczami i skupieniem na twarzy. Po chwili Marcin chciał wznowić rozmowę, wytłumaczyć się, lecz nie zdążył.

    Jego dziewczyna oparła czoło o klatę Marcina i ze wciąż zamkniętymi oczami sięgnęła powoli ku swojej kobiecości. Chwilę potem zaczęła intensywnie ruszać palcami, sprawiając sobie brakującą jej rozkosz.

    Głośny oddech zmienił się w dyszenie. Dziewczyna uniosła się delikatnie i odrzuciła głowę do sufitu. Marcin miał cudowny widok na pieszczącą się kobietę. Jej piękne piersi falowały wraz z każdym, coraz gwałtowniej branym oddechem. Dłoń z furią pracowała nad doprowadzeniem się do orgazmu.

    Z jej ust dobiegało mruczenie. Marcin wychwycił słowa brzmiące jak „Tak byś to zrobił?”, w momencie, kiedy Marysia zaczęła podskakiwać i ocierać swoją cipkę o sflaczałego kutasa jej kochanka. Głośne westchnienia towarzyszyły kolejnym podskokom, dając niesamowity pokaz seksapilu.

    „Nie mogłabym chodzić… tak skurwielu?”

    „Jak wielki możesz być…”

    „ACH… Nie dałabym sobie rady, tak…?”

    Marcin nie miał pojęcia, o czym mamrocze jego kobieta, niemniej jednak nie mógł odmówić tego, jak seksownie wyglądała. Słuchając jej, Marcinowi ponownie stanął. Pragnął poinformować o tym fakcie Marysię, dać znać, że wystarczy, że postawi fiuta w pionie i dziewczyna będzie miała coś ciekawszego do skakania, lecz ona nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi.

    Kilka chwil później Marcin przysiągłby, że usłyszał „Chcielibyście, żebym krzyczała..?”, po czym Marysia otworzyła usta i wydobył się przeciągły krzyk ekstazy, połączony z drgawkami orgazmu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej
  • Zbyszek, rozdzial 1

    Zbyszek pije do dna i poznaje Patrycję

    Słyszeliście historię o Zbyszku? Nie? To posłuchajcie. Zbyszek studiował prawo. Był odludkiem, nie miał znajomych, nie spotykał się z dziewczynami. Rodzice zapewnili mu mieszkanie w dobrej dzielnicy blisko centrum miasta i dawali kieszonkowe, ale nie wydawał wiele, bo nie miał żadnych zainteresowań. Nigdy nikogo nie zapraszał, ani też nie był przez nikogo zapraszany.
    Pewnego wiosennego dnia Zbyszek skończył późno zajęcia i śpieszył się na autobus. Przebiegając przez jezdnię nie zauważył samochodu i uderzył w niego z takim impetem, że stłukł łokciem lusterko i przewrócił się na ulicę. Był w takim szoku, że siedział na ulicy, kiedy z samochodu wyszła elegancko ubrana kobieta.

    – Bardzo niegrzecznie jest wbiegać w jadący samochód, młody człowieku – powiedziała.
    – Prze… przepraszam panią – wybełkotał Zbyszek trzymając się za rękę – zapłacę za wszystko.
    – Nie wątpię. Widzę, że zrobiłeś sobie krzywdę. Mieszkam niedaleko, zabiorę cię do siebie, obejrzymy twoją rękę i porozmawiamy o zadośćuczynieniu.
    Zbyszek chciał powiedzieć, że zaraz ucieknie mu autobus, ale tylko coś wymamrotał, a nieznajoma niemal siłą wepchnęła go na tylne siedzenie samochodu.

    – Nie będziesz żałował – mruknęła odpalając silnik.

    Po kilkunastu minutach samochód stanął na podjeździe parterowego domu otoczonego gęstym żywopłotem. Brama była wykonana z solidnych metalowych płyt, więc z zewnątrz widać było zaledwie część dachu oświetloną przez uliczne latarnie.

    Zbyszek nie miał wielkiej ochoty tracić czasu, więc postanowił tylko podać kobiecie swój numer telefonu i odejść. Ona jednak szybko otworzyła bramę pilotem, wjechała do garażu i nawet nie spojrzała na Zbyszka, a on nie miał śmiałości pierwszy się odezwać.

    – Nareszcie w domu! – powiedziała kobieta – Zapraszam do środka, młody człowieku!
    Zbyszek ostrożnie wyszedł z auta i dał się przeprowadzić do przedsionka. Chciał tam zdjąć buty, ale nieznajoma pokazała, żeby tego nie robił i wskazała mu drogę do salonu.
    – Usiądź na fotelu – powiedziała stanowczo – Czego się napijesz? Widzę, że nie jesteś zbyt rozmowny, pewnie to szok po uderzeniu. Zaraz coś na to poradzimy…

    Krzątając się przy barku nie zwracała uwagi na Zbyszka, który przez chwilę jeszcze stał, ale wreszcie usiadł na fotelu.

    – Grzeczny chłopiec! A teraz wypij to do dna – podała mu kieliszek z jakimś alkoholem.

    Przez chwilę się wahał, ale wypił. Chyba rzeczywiście był w szoku, bo już po chwili cały pokój zaczął mu tańczyć przed oczami i stracił przytomność.
    Kiedy się ocknął, był już dzień. Leżał na sofie w tym samym pokoju, jego ubranie było poszarpane i nie miał na sobie spodni. Bardzo bolała go głowa. Z trudem otworzył oczy i po chwili zobaczył, że na tym fotelu, gdzie wczoraj stracił przytomność, siedziała kobieta, którą poznał poprzedniego dnia. Trzymała coś w ręku i patrzyła na niego z surowym wyrazem twarzy.

    Zbyszek ostrożnie usiadł trzymając się za głowę.

    – Co się ze mną stało? – wymamrotał – Co ja tutaj robię?

    – Ty mi odpowiedz! – warknęła kobieta – Kiedy Cię tu przywiozłam, żeby spokojnie porozmawiać, nagle wpadłeś w szał. Rzuciłeś się na mnie, a kiedy przybiegła moja służąca, żeby cię odciągnąć, zgwałciłeś ją. Spójrz na to! – rzuciła w jego kierunku plik kartek, które okazały się być zdjęciami.

    Zbyszek nadal trzymając się za głowę sięgnął po kilka, które spadły mu koło nóg, spojrzał i najpierw gwałtownie poczerwieniał, a potem jeszcze gwałtowniej zbladł. Zobaczył siebie, jak leży na jakiejś obcej kobiecie, na jednym zdjęciu zrywa jej sukienkę, na drugim zakrywa ręką usta, na jeszcze innym wypina się nad nią ze spuszczonymi spodniami.

    – Służąca pojechała zrobić sobie obdukcję. Czy wiesz, co to znaczy?

    Zbyszek wiedział, był przecież studentem prawa. Przed oczami przemknęła mu cała seria obrazów – rozprawa, wyrok, więzienie… To go tak przeraziło, że zamknął oczy i zacisnął rękę na oparciu sofy.

    – Jest tylko jeden sposób, żebyś nie poszedł do więzienia.
    – Tak? – Zbyszek spojrzał na nią z nadzieją.
    – Musisz robić to, co ci każę. Będziesz posłuszny?
    Zbyszek miał mętlik w głowie i nie wiedział, co o tym myśleć.
    – Będziesz, czy mam wezwać policję?
    – Tak, będę – powiedział cicho.
    – Kiedy cię o coś pytam, odpowiadaj głośno i wyraźnie.
    – Tak, będę – zachrypiał zdecydowanie głośniej.
    – Zwracaj się do mnie: Tak, Pani! Nie jestem twoją koleżanką.
    – Tak, Pani!
    – Dobrze. W takim razie poczekaj.
    Kobieta wyjęła z torebki telefon i wybrała numer.
    – Patrycja? Wracaj.

    Przez chwilę w milczeniu patrzyła na Zbyszka, który trzymał się za głowę i wyglądał na bardzo oszołomionego. Sięgnęła po szklankę stojącą na stole i wolno popijając wstała i zaczęła zamyślona chodzić po pokoju. Nie trwało to długo, bo po chwili rozległy się kroki w przedpokoju i do salonu weszła kobieta, którą Zbyszek widział na zdjęciach. Miała na twarzy i rękach kilka siniaków i zadrapań, ale nie wyglądała na przestraszoną.
    – Wiesz co masz robić! – powiedziała do niej ostro kobieta z samochodu i kiedy tamta wyciągała z szafki aparat fotograficzny, zwróciła się do Zbyszka – Teraz zobaczymy, czy jesteś posłuszny. Rozbierz się!

    Zbyszek chyba nie do końca rozumiał, co się dzieje.
    – Aaale… – wybełkotał – jak to?
    – To proste – masz się rozebrać. Natychmiast. Czego nie rozumiesz?
    Zbyszek spojrzał na nią, ale kiedy zobaczył jej twarz, szybko spuścił wzrok. Drżącą ręką zaczął odpinać guziki koszuli. Kiedy odpiął wszystkie, zatrzymał się.
    – Na-tych-miast! – głos Pani był ostry jak smagnięcie batem.

    Zbyszek drgnął i powoli zdjął koszulę, a potem podkoszulkę. Ostrożnie położył je na sofie. Zawahał się, co dalej, ale zdjął skarpetki i został w samych slipach. Spojrzał błagalnie na Panią, ale ona nic nie powiedziała i przyglądała mu się tylko z wyraźnym zainteresowaniem. Zdjął więc i slipki, zasłaniając jedną ręką przyrodzenie.

    – Teraz wstań!

    Zbyszek podniósł się, patrząc w róg dywanu pod swoimi stopami i nadal zasłaniając krocze.

    – Ręce do tyłu!
    – Proszę, ja bardzo przepraszam, ja nie chcę… – wybełkotał Zbyszek.
    – Ręce do tyłu!
    Zbyszek wykonał polecenie, a po jego policzku popłynęła łza.
    – Widzę, że jesteś wstydliwym chłopczykiem – Pani podeszła bliżej – i to chyba dobrze, bo masz się czego wstydzić. Tak małego ptaszka dawno nie widziałam – Zbyszek czuł się upokorzony i na przemian bladł i czerwieniał, a jego członek lekko się naprężył.

    – O, widzę, że mała ptaszyna się przebudziła i chce pofruwać – Pani zaśmiała się. Patrycja w tym czasie robiła ze wszystkich stron zdjęcia Zbyszka.

    – No dobrze, zabawmy się – powiedziała Pani i wzięła ze stołu szpicrutę. Podniosła jej końcem jądra Zbyszka, który próbował skulić się, ale ręce cały czas trzymał z tyłu. Jego członek drgnął i jeszcze trochę się podniósł.

    – Widzę, że to lubisz, młody człowieku – koniec szpicruty zaczął prześlizgiwać się po napletku i po jądrach, a członek przez cały czas się powiększał, aż zupełnie stanął. Zbyszek jęknął, kiedy pani przejechała końcem szpicruty pod żołędzią.

    – Teraz przeprosisz Patrycję za to, co jej wczoraj zrobiłeś – powiedziała Pani i skinęła na swoją służącą, która usiadła wygodnie na sofie zadzierając spódnicę. Zbyszek zobaczył, że nie miała na sobie majtek, tylko pończochy. – Szybciej, nie będziemy czekać całego dnia!

    Patrycja rozszerzyła nogi pokazując różową cipkę. Zbyszek podszedł i miał już zamiar wsadzić do niej swojego penisa, kiedy nagle Pani uderzyła go szpicrutą po jądrach. Zasyczał z bólu.

    – Gdzie, idioto! Uklęknij przed nią!

    Wykonał polecenie i nie bardzo rozumiał, co dalej.

    – Masz lizać, głąbie! – Pani kolejnym uderzeniem szpicruty dała mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru dłużej czekać.

    Zbyszek zaczął nieporadnie lizać cipkę Patrycji, a Pani stała obok i przypatrywała się uważnie.

    – Głębiej, baranie, bardziej u góry! Nigdy jeszcze tego nie robiłeś? Jesteś prawiczkiem?

    Zbyszek nie odpowiedział, bo starał się z całych sił zadowolić Patrycję. Wkładał język najgłębiej, jak potrafił, ale mimo to Pani cały czas szydziła z niego. Wreszcie kopnęła go w bok tak mocno, że upadł na podłogę.

    – Wystarczy! Widzę, że wszystkiego cię trzeba będzie nauczyć – spojrzała w kierunku Patrycji – Jak wyszło nagranie?

    – Wygląda dobrze, Pani! – odpowiedziała Patrycja zerkając w wyświetlacz kamery, którą wcześniej postawiła na krześle.

    – Zabezpiecz dobrze zdjęcia i nagranie. A ty się nie ruszaj – powiedziała do Zbyszka, który nieporadnie próbował się podnieść.

    – Wiesz, chłopczyku, co się dzisiaj wydarzyło?

    – Nie, Pa… Pani!

    – Zostałeś moim niewolnikiem. Twoje życie odtąd zupełnie się zmieni. Będziesz wykonywał moje polecenia i nic więcej nie będzie się dla ciebie liczyć.

    – Ale… ja jestem… ja…

    – To już nieważne. Widziałeś zdjęcia? Wiesz, co się stanie, jeśli nie będziesz posłuszny?

    Zbyszkowi znów stanęły przed oczyma zdjęcia, które zobaczył tuż po przebudzeniu i zbladł. Wiedział, że teraz to nie wszystko, bo Patrycja właśnie nagrała scenę, która może go jeszcze bardziej skompromitować. Nic nie odpowiedział, tylko skulił się na podłodze.

    – Widzę, że rozumiesz. W takim razie możemy przejść do kolejnego etapu – Pani podeszła do stołu i Zbyszek dopiero teraz zauważył, że leżą tam jakieś papiery.

    – Tutaj jest twoje oświadczenie, że zostajesz moim niewolnikiem i zrzekasz się wszystkich praw. To oczywiście jest w świetle prawa nielegalne, dlatego podpiszesz jeszcze to – Pani wręczyła mu kartkę. Zbyszek rzucił na nią okiem i pociemniało mu w oczach. To był weksel na dwa miliony.

    – Dzisiaj wyjątkowo odwiozę cię do domu, a po drodze zajrzymy do notariusza, który potwierdzi ten weksel. Jesteś szczęśliwy?
    Zbyszek spojrzał na nią, ale nic nie powiedział. Śmignęła szpicruta i Zbyszek krzyknął z bólu, kiedy zostawiła pręgę na jego pośladku.

    – Tak – powiedział cicho i kolejna łza spłynęła po jego policzku.

    Siedział skulony na podłodze z żałośnie zwiotczałym członkiem i z brodą mokrą od śluzu Patrycji. Szpicruta śmignęła raz jeszcze.

    – Masz mówić: Tak, Pani!

    – Tak, Pani!

    – Ogarnij się, wychodzimy za pięć minut.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ariouth