Category: Uncategorized

  • Zbyszek, rozdzial 2

    Zbyszek zmienia swoje życie

    Następnego dnia Zbyszek obudził się w swoim łóżku i pomyślał, że to był tylko zły sen. Zjadł śniadanie, ubrał się i pojechał na uczelnię. Jednak kiedy wrócił i czekał na podwieczorek, zadzwonił telefon.

    – Pani każe ci przyjechać – usłyszał głos Patrycji.

    – Teraz nie mogę, przyjechali do mnie rodzice.

    – Załatw to. Masz się zjawić jak najszybciej – Patrycja nie czekając na odpowiedź przerwała połączenie.

    Na szczęście rodzice Zbyszka nie byli podejrzliwi i nie zdziwiło ich, kiedy syn oznajmił, że musi nagle wyjść, bo zadzwonili koledzy, że nie radzą sobie z projektem na zaliczenie i potrzebują jego pomocy. Zbyszek zapowiedział, że może wróci późno i pośpiesznie wyszedł.

    Pani mieszkała dość daleko, ale połączenie autobusowe było dobre, więc dojechał w trzy kwadranse. Zadzwonił do bramy, która uchyliła się. Wszedł do środka i zapukał do drzwi. Otworzyła mu Patrycja. Była zupełnie naga.

    – Rozbieraj się, Pani już długo na ciebie czeka.

    – Co? – wyjąkał Zbyszek – mam się rozebrać?

    – No pewnie, a co myślałeś? Niewolnik ubiera się tylko wtedy, kiedy Pani mu pozwoli.

    Patrycja pomogła Zbyszkowi zdjąć całe ubranie i odłożyła je do szafki. Kiedy niechcący trąciła ręką jego penisa, zaczął drgać i lekko naprężył się. Przeszli do salonu. Tam Pani siedziała na fotelu i piła wino.

    – Dlaczego tak późno, niewolniku? Następnym razem za każdą minutę spóźnienia dostaniesz dwa baty.

    Zbyszek nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć, więc stał zasłaniając rękoma przyrodzenie.

    – Ręce do tyłu, idoto! – posłuchał błyskawicznie i odsłonił lekko naprężonego członka – O, widzę, że ptaszek już się ucieszył na widok Patrycji.

    – Wezwałam cię, żeby ci oznajmić, co zadecydowałam – kontynuowała Pani – Zanim będziesz użyteczny, trzeba cię porządnie wytresować, a tego nie można zrobić na odległość. Dlatego przeprowadzisz się tutaj. Przedstawisz Patrycję jako swoją dziewczynę i oznajmisz rodzicom, że chcecie zamieszkać razem. Na tyłach mojego domu jest małe mieszkanie z osobnym wejściem, które wam wynajmę. Masz tydzień, żeby wszystko załatwić.

    – Ale… – zaczął Zbyszek.

    – Nie masz nic do gadania. Informuję cię również, że będziesz mógł nadal studiować, dopóki nie zmienię zdania. Będziesz mi pokazywał wszystkie swoje oceny i za każdą poniżej czwórki zostaniesz ukarany. Czy wszystko jasne?

    – Tak – śmignęła szpicruta i Zbyszek jęknął z bólu – Tak, Pani!

    – Teraz Patrycja ci pokaże, czego się oczekuje od dobrego niewolnika – to mówiąc Pani wskazała szpicrutą krocze dziewczyny. Patrycja uklękła przed nią i posłusznie zaczęła się masturbować. Kiedy była już blisko orgazmu, Pani dała jej znak, że ma przestać. Dziewczyna natychmiast wyjęła palec ze swojej cipki i złożyła ręce za plecami. Zbyszek patrzył na to z nabrzmiałym członkiem i nie śmiał się ruszyć.

    – A teraz idziesz wykonać moje polecenie – mruknęła Pani – Patrycja odprowadzi cię do drzwi.

    Zbyszek ruszył w kierunku wyjścia. Zatrzymał się przed drzwiami i wyciągnął rękę w kierunku szafki, w której były jego ubrania. Patrycja uderzyła go w rękę.

    – Pani nie pozwoliła.

    – Ale jak… – zaczął się jąkać Zbyszek.

    – To nie mój problem – odpowiedziała Patrycja i wyprowadziła Zbyszka za bramę, która zamknęła się z trzaskiem. Zbyszek ukrył się w żywopłocie, bo ulicą szli jacyś ludzie. Poczekał w swojej kryjówce kilka godzin, aż w okolicy zrobiło się zupełnie cicho i zaczął chyłkiem wracać do domu. Na szczęście znał kilka skrótów przez parki i ciemne osiedlowe uliczki. Kiedy dotarł do domu, już świtało. Miał szczęście, że drzwi do jego mieszkania nie były zamknięte – cicho wślizgnął się przez nie i udało mu się bez budzenia rodziców dotrzeć do swojej sypialni.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ariouth
  • Pierwszy raz jako pies cz.3

    Podjechałem pod wskazany adres. To dzisiaj, dzień drugiego spotkania, którego wyczekiwałem jeszcze bardziej niż pierwszego. Klatka uniemożliwiająca masturbację przez trzy dni na pewno się do tego przyczyniła, ale było coś poza tym. Potrzeba oddania kontroli drugiej osobie. Wtedy czułem się bezpieczny, potrzebny, po prostu czułem się dobrze. Zacisnąłem ręce na kierownicy, gdy Pani wyszła z kawiarni. Wyglądała obłędnie, czarna zwiewna sukienka do ziemi podkreślała jej kobiecość, ale także władzę. Władzę, którą miała nade mną od momentu gdy ją zobaczyłem.

    Gdy podchodziła do auta, wyszedłem żeby otworzyć jej drzwi. Uśmiechnęła się, przez co poczułem delikatne rumieńce na policzkach.

    – Dzień dobry… Pani – zająknąłem się, nie chcąc aby ktokolwiek mnie usłyszał. Na szczęście nie było nikogo w pobliżu.

    – Dziękuję piesku – powiedziała, znajdując się wystarczająco blisko i krótko pocałowała mnie w usta. Było to praktycznie muśnięcie warg, ale zawirowało mi od tego w głowie.

    Usiadłem za kierownicą, czekając na instrukcje, gdzie mam jechać. Pani niespodziewanie położyła dłoń na moim kroczu i ścisnęła przez spodnie – i klatkę – mojego penisa. Westchnąłem cicho i spuściłem głowę, jeszcze bardziej speszony. Myśl, że ktoś mógłby nas zobaczyć… Nie bałem się tego. Wręcz przeciwnie, poczułem jak mój kutas drgnął, budząc się do życia.

    – Jedziemy do mnie. Nie tylko ty wyczekiwałeś tego spotkania.

    Zerknąłem na Panią, lekko zagryzając wargę. Nie mogłem się doczekać całkowitego oddania kontroli i poddania się jej rozkazom. Ruszyłem z miejsca, kierując się pod znany mi adres. Dłoń Pani ciągle tkwiła na moim kroczu, co chwilę je ściskając czy gładząc okrężnymi ruchami. Miałem wielką ochotę pozbyć się klatki, żeby w końcu doznać spełnienia. Wiedziałem jednak, że zależało to tylko od decyzji Pani, której nie miałem zamiaru podważać, tylko posłusznie się dostosować.

    Odchyliłem głowę do tyłu i wypuściłem drżący oddech, gdy poczułem dotyk na wewnętrznej stronie uda. Przez ten celibat byłem wyjątkowo wrażliwy na całym ciele.

    – Skup się na drodze, nie chcę przecież, żebyś spowodował wypadek – powiedziała Pani, drugą ręką podwijając sukienkę. Kątem oka zauważyłem jak znika pod materiałem przy jej udach.

    – Jest to ciężkie, P-pani – poprawiłem się na siedzeniu i zacisnąłem dłonie na kierownicy. Wytrzymam parę minut jazdy, skoro wytrzymałem całe trzy dni.

    – Założyłeś korek, tak jak cię prosiłam? – zapytała niewinnym głosem.

    – Tak, Pani – odpowiedziałem, odruchowo zaciskając odbyt na metalowej zabawce.

    Muszę przyznać, że noc spędzona z butt plugiem nie należała do najłatwiejszych. Długo nie mogłem zasnąć, będąc podnieconym jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Przez chwilę myślałem o tym, żeby zerżnąć się dildem, które dostałem, ale odpędziłem tą myśl. Ulga byłaby chwilowa, potem wygrałoby poczucie winy i wyrzuty sumienia i wyznałbym to Pani, a ona na pewno nie byłaby zadowolona. Więc wierciłem się sfrustrowany na łóżku, szukając najwygodniejszej pozycji, aż w końcu zasnąłem ze zmęczenia.

    Rano wymieniłem korek na większy, myśląc, że w ten sposób zyskam dodatkowego plusa. Nie miałem żadnych wytycznych dotyczących tego, którego miałem użyć. Nie było to łatwe zadanie, musiałem chwilę poświęcić na rozciągnięcie i nawilżenie swojej dziurki. Nie miałem w domu żadnego lubrykantu, więc musiałem użyć własnej śliny. Opór był zdecydowanie większy i stękałem z bólu i dyskomfortu, gdy próbowałem wcisnąć korek do swojej ciasnej dziurki. Przez to że był większy, czułem go przy każdym ruchu, najbardziej przy siadaniu. Nie potrafiłem wtedy powstrzymać grymasu na twarzy i cichego westchnienia, gdy ból łączył się z przyjemnością.

    Stanąłem na światłach, a Pani pochyliła się w moją stronę i odpięła mi pasek od spodni.

    – P-proszę nie… – wyjęczałem błagalnie, odruchowo rozglądając się na boki. Jaką miałem pewność, że ktoś z samochodu obok nie mógł tego zobaczyć?

    – Ćśśś, widzę że ci się podoba – uspokoiła mnie Pani, muskając przez klatkę mojego nabrzmiałego penisa.

    – Proszę… T-to za du… ja nie… ahhh… – nie umiałem się wysłowić. Nie, gdy moje myśli kierowały się temu, co mnie czeka za parę minut. Rosnące podniecenie utrudniało skupienie się na drodze, przez co dopiero po chwili zorientowałem się, że światło jest już zielone.

    – Cicho, albo cię zaknebluję – wymruczała Pani kuszącym głosem.

    Przygryzłem wargę, żeby powstrzymać jęki. Moja wyobraźnia podsunęła mi kolejne ciekawe obrazy związane z tymi słowami. Związane…

    Wzdrygnąłem się, gdy znowu poczułem dotyk na swoich udach, tym razem na gołej skórze. Pani zacisnęła rękę, wbijając mi paznokcie w skórę. Syknąłem na nagły ból, który tylko wzmógł moje podniecenie.

    – Wytrzymam – pomyślałem. Musiałem wytrzymać.

    Chwilę później parkowałem pod domem Pani, na co głęboko odetchnąłem. Byłem na maksa podniecony i sfrustrowany. Tym razem Pani wyszła pierwsza i otworzyła mi drzwi od samochodu. Moją natychmiastową reakcją było zapięcie rozporka i paska od spodni, żeby nikt mnie nie zobaczył w takim stanie.

    – Zostaw – powstrzymała mnie surowym tonem – I tak za chwilę je ściągniesz – dodała figlarnie.

    Gorąco wyszło mi na policzki, kiedy posłusznie wyszedłem z auta i podeszliśmy pod drzwi wejściowe. Rozglądałem się nerwowo dookoła, ale nikogo nie było w pobliżu. Odetchnąłem z ulgą dopiero, gdy znaleźliśmy się w domu. Stałem w miejscu ze spuszczonym wzrokiem i czekałem na dalsze polecenia. W tamtym momencie ponownie byłem jej zabawką, niczym więcej.

    Pani zaczęła rozpinać moją koszulę, zmysłowo muskając moją klatkę piersiową opuszkami palców. Mój oddech przyśpieszył, gdy zbliżyła usta do mojego sutka. Zatrzymała się milimetry od niego, czułem jej gorący oddech na skórze. Uśmiechnęła się zadziornie i spojrzała na mnie.

    – Będziesz mnie dzisiaj błagał o dotyk, o orgazm, o ból… – wyszeptała zmysłowa przesuwając swoje usta do mojej szyi. Odchyliłem głowę dając jej lepszy dostęp – I tylko ode mnie zależy, czy to dostaniesz. Rozbierz się.

    Drżącymi dłońmi rozpiąłem resztę guzików. Tak samo jak ostatnim razem, złożyłem ubrania w kostkę i położyłem na ziemi.

    – Na kolana.

    Przygryzając wargę przyjąłem odpowiednią pozycję, którą pamiętałem z poprzedniego spotkania. Kolana szeroko, ręce skrzyżowane na plecach i głowa spuszczona w dół. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia, gdy zobaczyłem swoje nabrzmiałe, błagające o uwagę przyrodzenie zamknięte w klatce.

    – Zostań. I postaraj się nie dojść – rzuciła Pani i odeszła w głąb domu.

    Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się co miała na myśli, gdy…

    – Aahhhh… – jęknąłem głośno, kiedy korek analny zaczął delikatnie wibrować. Musiała to być zdalnie kontrolowana zabawka.

    Zamknąłem oczy i skupiłem się na odczuciu płynącym z wibracji, powstrzymując się przed najmniejszym ruchem. Tak bardzo chciałem się dotknąć, że bałem się, że dłużej nie wytrzymam. Na szczęście w tym momencie wróciła Pani ze znaną mi już obrożą i smyczą. Gdy poczułem chłodną skórę zaciskającą się na mojej szyi – nie na tyle, żebym miał problem z oddechem, ale wystarczająco, żebym czuł ją cały czas – poczułem się bezpiecznie.

    Lekkie pociągnięcie za smycz było dla mnie znakiem, że mam podążać za Panią. Myślałem, że znowu zabawimy się w salonie, więc zdziwiłem się, gdy zaczęliśmy wchodzić po schodach. Było to dosyć trudne, na czworaka i z wibrującym butt plugiem w tyłku.

    – Możesz się rozejrzeć, w końcu będziesz tutaj spędzać sporo czasu – odezwała się Pani, po tym jak weszliśmy do jednego z pokoi.

    Podniosłem wzrok i… zabrakło mi tchu. Był to prawdziwy pokój zabaw BDSM, z pejczami, straponami i innymi zabawkami porozwieszanymi na ścianach. Jeszcze więcej pewnie znajdowało się w szafie stojącej pod jedną ze ścian. Na podwyższeniu na środku pokoju znajdowało się łóżko z opaskami na ręce i nogi w rogach. Był też drewniany stelaż w kształcie litery X, dziwna ławeczka z podparciami o skórzanymi obiciami w niektórych miejscach. Nie byłem aż tak obeznany w temacie, żeby znać nazwę każdego przedmiotu i mebla w tym pokoju.

    Szarpnięcie za smycz sprawiło, że podniosłem głowę. Widziałem swoje odbicie w lustrze na przeciwko. Błądziłem wzrokiem po ciele Pani, która zdjęła sukienkę i została w samej czarnej bieliźnie. Wyglądała jak bogini, trudno było mi się skupić na jej twarzy, nie chciałem jej przecież urazić pożerając ją wzrokiem. Położyła rękę na moich włosach, delikatnie gładząc mnie po głowie. Westchnąłem cicho. Wyglądałem jak rasowy pies, prawdziwy uległy, klęcząc u stóp swojej właścicielki. Piękny widok.

    – Gotowy? – zapytała, delikatnie szarpiąc mnie za włosy.

    – Tak, Pani – wychrypiałem głosem pełnym emocji.

    Poprowadziła mnie do drewnianej konstrukcji ze skórzanymi obiciami. Wspiąłem się na nią, opierając kolana i ręce w wyznaczonych miejscach. Nie była to jednak pozycja, w której miałem zostać. Do stelażu przymocowane były dyby zamykane na kłódkę, w których szybko znalazła się moja głowa, a po chwili ręce po obu stronach mojej twarzy. Pani przymocowała pasami również moje kostki, tak, że miałem ograniczone pole ruchu. Można powiedzieć, że była to zmodyfikowana pozycja “na pieska”, zapewniająca dostęp do mojego gardła jak i tyłka, trzymająca mnie w miejscu.

    Poczułem dłonie Pani na swojej głowie, przesuwały się na kark, plecy, aż zatrzymały się na pośladkach. Poświęciła im trochę uwagi, ugniatając je, podszczypując i dociskając wciąż wibrujący korek. Potem dotyk znikł, a po chwili Pani była znów w zasięgu mojego wzroku.

    – Otwórz usta.

    Posłusznie wypełniłem polecenie i w moich ustach znalazł się knebel, który szeroko je otwierał. Moja głowa znajdowała się na wysokości Pani krocza i strapona przymocowanego do jej bioder. Nie zwracając uwagę na delikatność wsunęła mi go w usta. Był większy niż ten, który dostałem poprzedniego dnia w prezencie, więc zatrzymał się na moim gardle. Pani wcisnęła go głębiej, nie zważając na moje dławienie się.

    Odruchowo chciałem odsunąć głowę albo odepchnąć ją rękami, ale byłem zablokowany w jednej pozycji. Jedyną opcją było połknięcie tego kutasa. Zrelaksowałem gardło na tyle ile mogłem, przez co wsunął się trochę dalej. Zakrztusiłem się, gdy główka penisa dotknęła tylnej ścianki gardła, ale Pani nic sobie z tego nie robiła. Równomiernym tempem posuwała moje usta, za każdym razem wciskając strapona odrobinę głębiej.

    – Potrzebujesz małej zachęty, żeby zmieścił się cały? – spytała zadziornie i po chwili poczułem uderzenie pejcza na pośladkach – No dalej, wiem że wczoraj trenowałeś.

    Ślina ściekała mi po brodzie i nie mogłem powstrzymać krztuszenia się. Kolejny cios spadł na mój tyłek, zaskomlałem z bólu. Nie był silny jak przy ostatniej karze, ale był obecny. I podniecający. Pani przytrzymała kutasa głęboko w moim gardle, aż brakowało mi powietrza. Po chwili wyciągnęła go całkowicie, dając mi chwilę przerwy. Przejechała straponem po moich policzkach i nosie, zostawiając na mojej twarzy ślinę. Złapała mnie za włosy i nie czekając aż nabiorę powietrza wbiła się straponem w moje gardło.

    Pieprzyła moje usta, przedostając się przez ściśnięte gardło. Uniosłem na nią błagalne spojrzenie, ale zignorowała je. Powróciła do chłostania moich pośladków w ramach zachęty. Wiedziałem czego wymagała i starałem się te wymagania spełnić. Rozluźniłem gardło, skupiłem się na oddychaniu przez nos, nie przejmowałem się połykaniem śliny, ściekała mi po brodzie na podłogę. Strapon wszedł prawie do końca, a Pani wyglądała na zadowoloną. Powstrzymywałem odruch wymiotny, gdy końcówka penisa z dużą siłą uderzała w tylną ścianę gardła. Połykałem go coraz bardziej zachłannie, wysuwając głowę do przodu, na tyle ile mogłem.

    – No proszę, wystarczyło cię tylko trochę zachęcić – kolejne uderzenie pejcza spadło na pewnie już czerwone pośladki, na co zajęczałem z bólu. Nie było tego słychać, wszystko zagłuszył odgłos intensywnego pieprzenia mojego gardła – Jeszcze trochę tresury a zrobię z ciebie idealną oralną dziwkę.

    Nagle poczułem jak wibracje korka przybrały na sile. Ból po chłoście mieszał się z przyjemnością, ale nie mogłem się zbytnio na tym skupić, walcząc ciągle o powietrze. Szczęka zaczynała mnie boleć od szerokiego otwarcia. Poza tym musiałem pilnować, aby się nie krztusić. Oczy mi się zaszkliły, ale wytrwale dążyłem do połknięcia całego strapona. Nie żebym  miał jakieś inne wyjście.

    Gumowy kutas znowu na chwilę opuścił moje usta. Odkaszlnąłem, gotowy na dalsze pieprzenie. Pani cały czas trzymała moje włosy w garści, nie pozwalając mi odwrócić głowy nawet na ułamek sekundy. Byłem całkowicie zdany na jej łaskę. Tym razem strapon płynnie wszedł w moje gardło do samego końca. Pani zatrzymała go tam na chwilę, przyciskając moją twarz do swojego podbrzusza i wycofała się do połowy. Bawiła się tak ze mną jeszcze parę razy, a ja nabierałem coraz większej wprawy. Dalej zdarzało mi się krztusić czy brakowało mi tchu, ale czułem poprawę od ostatniego razu.

    Gdy strapon opuścił moje usta odetchnąłem z ulgą. Ślina ściekała na podłogę, tworząc tam małą kałużę. Pani wytarła penisa o moje włosy i twarz. Miałem nadzieję, że ściągnie ze mnie knebel, bo szczęka zaczynała mnie boleć, ale zostawiła go. Zaskomlałem, gdy podniosła pejcz. Uśmiechnęła się tylko zadziornie i przeszła za mnie. Podkręciła wibracje korka na wyższy poziom, przez co wygiąłem plecy w łuk. Byłem blisko orgazmu, a jednocześnie nie mogłem dojść. Klatka ciągle boleśnie hamowała erekcję.

    Poczułem rzemyki pejcza przesuwające się po moich plecach. Wzdrygnąłem się, nie wiedząc co zaraz nastąpi. Muśnięcia przeszły w delikatne uderzenie, które nie bolały, a pobudzały zmysły. Co chwilę pejcz zahaczał o moje pośladki, na co próbowałem wyrwać się do przodu, ale wiązania i dyby na to nie pozwalały. Uderzenia zaczęły przybierać na sile i coraz częściej kierować się ku pośladkom. Z moich ust wydostawały się różne dźwięki, bo nie mogłem zamknąc ust, żeby je powstrzymać. Pociągnięcie za smycz sprawiło, że musiałem odchylić głowę do tyłu. Czułem ucisk obroży na moim gardle.

    Westchnąłem, gdy usłyszałem, że Pani odkłada pejcz. Dłońmi rozmasowała moje pośladki, co przyniosło odrobinę ulgi jak i dyskomfortu. Przejechała opuszkami palców po wewnętrznej stronie ud, w dół i w górę, ledwie wyczuwalnie. Jedną dłonią nadal gładziła moje uda, a drugą zaczęła bawić się korkiem w moim tyłku. Zajęczałem z przyjemności, gdy na zmianę wysuwała i wciskała go głębiej. Musiała chyba włączyć tryb zmiennej wibracji, bo co chwilę zmieniały się na słabsze i silniejsze, doprowadzając mnie do obłędu.

    Bawiła się tak ze mną dłuższą chwilę, doprowadzając mnie na skraj rozkoszy. Próbowałem zaprotestować, gdy wyciągnęła korek z mojego tyłka, ale zaśmiała się na to co wyszło z moich ust.

    – Coś mówiłeś piesku? – zapytała niewinnym tonem, rozchylając dłońmi moje pośladki i plując między nie. Poczułem wilgoć śliny spływającą po moim rowku – Chyba chciałeś powiedzieć, że bardzo nie możesz się doczekać użycia twojej ciasnej dziurki.

    Wyrwałem się do przodu na te słowa, co niewiele dało, nie ruszyłem się nawet o centymetr. Zaskomlałem podekscytowany przez knebel. Poczułem jak Pani palcem rozprowadza zimny lubrykant po moim odbycie i delikatnie wsuwa go do środka. Jeknąłem głośno gdy znalazł się w moim wnętrzu. Po chwili doszedł drugi i trzeci palec, rozciągając moją dziurkę. Poczułem lekki dyskomfort, mimo że że korek był podobnych rozmiarów. Zacząłem szybciej oddychać zastanawiając się jak ma się tam zmieścić strapon.

    Odpowiedź nadeszła szybko, bo w tym samym momencie główka gumowego kutasa dotknęła mojego wejścia i zaczęła wsuwać się do środka. Pani robiła to z ogromnym wyczuciem i, jak się domyślam, doświadczeniem, więc było to bardzo przyjemne pomimo bólu zaciśniętych mięśni.

    – Rozluźnij się, będzie nam łatwiej… – wymruczała mi seksownie do ucha, gładząc mnie po włosach.

    Westchnąłem cicho i starałem się zrelaksować. Stękałem co jakiś czas, gdy strapon wchodził głębiej, wysuwał się i ponownie mnie penetrował. Ruchy były płynne i powolne, a ja jęczałem z przyjemności cały czas, więc nawet nie zauważyłem kiedy cały penis zmieścił się w środku.

    – Wszystko okej? – zapytała Pani z czułością, wiedząc że to dla mnie nowe przeżycie.

    – Ekhe – wydałem z siebie potwierdzający dźwięk i kolejna porcja śliny spłynęła z moich rozwartych ust na podłogę.

    – Więc możemy zacząć zabawę – mruknęła i złapała garść moich włosów w mocny uścisk.

    Jej ruchy powoli przyspieszały, penis z coraz większą siłą uderzał w moją prostatę. Ból mieszał się z przyjemnością, kochałem to uczucie. Ciężkie do określenia dźwięki wydostawały się z mojego gardła za każdym razem, gdy biodra Pani dotykały mojego tyłka. Równomiernym tempem pieprzyła mnie w moją ciasną dziurkę, ciągnąc za włosy i dając klapsy co jakiś czas. Zbliżałem się do orgazmu z każdą chwilą, zaciskając ręce w pięści, żeby go powstrzymać. Nie miałem jak zapytać się o pozwolenie, a wiedziałem że orgazm bez niego był niedozwolony.

    Pani wsuwała strapon do samego końca, fundując mi ogrom rozkoszy z każdym pchnięciem. Dyskomfort powoli znikał, zastępowało go uczucie całkowitego wypełnienia. Próbowałem powiedzieć Pani, że zaraz dojdę, ale przez knebel stawało się to praktycznie niemożliwe. Pozycja również do najwygodniejszych nie należała, ścierpły mi ramiona i bolały plecy od wysiłku. Ale przyjemność zagłuszała wszystko, czułem się jak w niebie.

    Moje jęki przybrały na sile gdy zbliżałem się granicy orgazmu. Zamknąłem oczy poddając się zniewoleniu i godząc się z nadciągającą karą, ale sekundę później otworzyłem je gwałtownie i zaprotestowałem żałośnie, gdy strapon wysunął się całkowicie z mojego tyłka. Czułem jak mój odbyt zaciska się na powietrzu, błaga o jakąkolwiek stymulację. Tak niewiele brakowało…

    Sfrustrowany zacząłem rzucać się w moich więzach co zaskutkowało jedynie paroma silnymi klapsami na moje zmaltretowane pośladki. Zaskomlałem cicho z bólu i próbowałem uspokoić oddech oraz szybko bijące serce, odciągnąć myśli od braku orgazmu.

    Pani podeszła do przodu, ściągnęła strapona ze swoich bioder i knebel z moich ust. Rozruszałem szczękę, która bolała od długiego rozwarcia. Pani złapała mnie za włosy i boleśnie odchyliła głowę do tyłu.

    – Widzę, że się podobało – powiedziała z uśmiechem i pocałowała mnie mocno w usta. Nie walczyłem o dominację, poddałem się ruchom jej warg i języka.

    – Tak, P-pani. Dziękuję – wydyszałem cicho i upokorzenie zalało mój umysł.

    Dziękowałem jej za ból, torturę i brak orgazmu. Ale taka była moja rola, jako jej niewolnik, zabawka seksualna. Miała nade mną pełną kontrolę i mogła ze mną zrobić wszystko, nieważne jak bardzo nieprzyjemne – a jednocześnie podniecające i spełniające moje fantazje – to było.

    Cmoknęła mnie ponownie w usta i przejechała dłonią po moich plecach, na co przeszedł mnie dreszcz. Dyszałem ciężko czując jej dotyk na całym ciele. Był kojący, uspokajający. Pani dała mi chwilę czasu na dojście do siebie. Gdy uspokoiłem swój oddech i umysł, uwolniła mnie z drewnianej konstrukcji. Wiedziałem, że to nie był koniec i byłem ciekaw, co jeszcze przygotowała.

    Podprowadziła mnie za smycz do krzyża w kształcie litery X. Kazała mi wstać i moja chwilowa wolność się skończyła. Przypięła moje ręce i nogi w taki sposób, że stałem w rozkroku, na palcach, bo w przeciwnym razie cały mój ciężar utrzymywały moje ręce. Nie była to niewygodna pozycja, ale już wtedy czułem, że z czasem zrobi się wymagająca.

    Pani zawiązała mi opaskę na oczy i całkowicie odcięła zmysł wzroku. To sprawiło, że moje inne zmysły stały się wyczulone, szczególnie dotyk. Miałem wrażenie, że intensywniej czuję jej oddech na swojej skórze, usta na szyi, ręce gładzące moją klatkę piersiową i brzuch. Odruchowo napinałem mięśnie na każde najmniejsze muśnięcie, szczególnie kiedy było ono w dolnej partii brzucha.

    Jęknąłem głośno i bezwstydnie, gdy poczułem, że Pani w końcu ściąga moje małe więzienie. Myślałem, że tak jak ostatnio będzie się mną bawić, nie dotykając mojego penisa, podnosząc moje podniecenie, więc wyrwałem się zaskoczony w więzach, kiedy złapała go w silny uścisk. Poruszała szybko dłonią, dając mi upragnioną przyjemność. Mój kutas twardniał z każdym ruchem i po chwili był w pełnym wzwodzie, a ja blisko orgazmu.

    Nie potrzebowałem wiele, żeby dojść. Kilkudniowy post i zabawy sprzed paru minut wystarczająco mnie podnieciły, abym doszedł w zaledwie parę sekund. I kiedy już myślałem, że to się stanie, Pani odsunęła się ode mnie. Jęknąłem zawiedziony i wypchnąłem biodra do przodu, żeby uzyskać jakąś symulację. Natrafiłem na pustkę.

    – Nie! – wykrzyknąłem sfrustrowany – Nie, Pani, p-proszę… Błagam ja… Ahhh… Potrzebuję, P-pa-ni, proszę… – nie umiałem uformować prostego zdania.

    Odpowiedziała mi cisza. Spuściłem głowę poddając się temu uczuciu, braku orgazmu. Pisnąłem na nagły ból, który zaatakował moje sutki. Pani rolowała je w palcach, ściskała i wykręcała na wszystkie strony. Stanąłem wyżej na palcach, żeby zniwelować ból, ale Pani pociągnęła je jeszcze wyżej, naprzemiennie zmieniając siłę nacisku. Grymas pojawił się na mojej twarzy. Poczułem kojące, mokre pocałunki na jednym z nich, kiedy drugi dalej był boleśnie ściskany. Ból mieszający się z przyjemnością i niedawnym prawie-orgazmem tworzył zabójczą mieszankę.

    W końcu tortura ustała i Pani przesunęła dłoń w dół, coraz niżej i niżej, aż dotarła do mojego twardego penisa i ponownie zaczęła go masować. Odchyliłem głowę do tyłu i dyszałem głośno przez powrót silnego podniecenia. Tym razem Pani robiła to powoli, z wyczuciem, jakby delektowała się moim stanem na granicy orgazmu. Nie zwracałem uwagi na jęki i westchnienia wydobywające się co chwilę z moich ust. Wstyd moją nagością, oddaniem czy posłuszeństwem odszedł w niepamięć. Została sama rozkosz.

    Usta przeniosły się na drugi sutek, ssąc go, liżąc i podgryzając. Druga dłoń przeniosła się na moją szyję, ściskając ją lekko. Nie na tyle, żeby odciąć mi dopływ powietrza, ale wystarczająco, aby zaszumiało mi w głowie. Ponownie zbliżałem się do orgazmu. Pani chyba to wyczuła i przyspieszyła ruchy dłonią. Mruczała przy mojej skórze, mocniej zasysając mój sutek. Wzmocniła też uścisk na moim gardle.

    – Pani, błagam, pozwól mi dojść – wydyszałem, czując przyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa.

    Zaśmiała się cicho i gdy byłem blisko, naprawdę blisko, dosłownie na granicy orgazmu, puściła mojego kutasa i zacisnęła zęby na moim sutku. Krzyknąłem na nagły ból, który również mnie podniecił, ale nie na tyle, żeby wytrysnąć. Poczułem łzy na moich policzkach, z frustacji, ciągłej odmowy i bólu, bo Pani wróciła do torturowania moich sutków w palcach. Brutalnie je ściskała i wykręcała, nie zważając na moje protesty i błagania. Mogła ich nie rozumieć, bo nie potrafiłem sformułować żadnych słów, tylko jęczałem, stękałem i wiłem się w moich więzach.

    – Ciii… Grzeczny piesek – wyszeptała mi do ucha, scałowując łzy z moich policzków. – Pamiętasz słowa bezpieczeństwa?

    Pokiwałem głową na tak, nie mając siły na nic innego. Wiedziałem, że mogę przerwać w dowolnym momencie i Pani nie będzie zła ani zawiedziona, ale nie chciałem. Potrzebowałem tego.

    Mój oddech powoli wracał do normy, gdy Pani z czułością gładziła moje ciało. Jęczałem cicho gdy zahaczała o moje wrażliwe sutki. Jęczałem zdecydowanie głośniej, gdy schodziła w okolice brzucha czy ud, tym razem omijając mojego spragnionego dotyku penisa.

    Zachłysnąłem się, gdy poczułem ciepły oddech na moim kutasie. Pani jeździła opuszkami palców po moich udach, składając delikatne pocałunki na podbrzuszu, kierując się w stronę bioder i wewnętrznej strony ud. Miałem wrażenie że w tamtym momencie były to najwrażliwsze partie mojego ciała. Na każdy najmniejszy dotyk przechodził mnie silny dreszcz. Nie mówiąc już o jęknięciach i westchnieniach, które opuszczały moje usta.

    Miękkie wargi wyznaczały mokrą ścieżkę po moim ciele, podniecając mnie do granic możliwości. Gdy poczułem je na główce penisa, myślałem że zwariuje. Były to ledwie muśnięcia, przemieszczające się po całej długości, ale doprowadzały mnie do szału. Już wolałem ból lub kompletny brak stymulacji niż tą torturę.

    – Ahhh… Błagam… Pani, proszę… – skomlałem płaczliwym tonem. Tak bardzo chciałem dojść, potrzebowałem tego. Trzydniowy post zrobił swoje, byłem wyjątkowo wrażliwy i nie wytrzymałbym dużo dłużej.

    Krzyknąłem, gdy Pani zassała moje jądra. Mruczała przy tym, co powodowało wibracje i dodatkowe doznania. Wypchnąłem biodra do przodu, chciałem, żeby wzięła całego penisa w usta. Jakby czytając moje myśli przeniosła usta na główkę, objęła ją, drażniąc ją językiem. Ręką mocno chwyciła trzon mojego kutasa i powoli poruszała dłonią w górę i w dół. Jęczałem głośno i dyszałem ciężko, starając się nie dojść. Odchyliłem głowę do tyłu zbierając w sobie wszystkie pokłady silnej woli.

    – Nie ruszaj się albo przestanę – zagroziła, klepiąc otwartą dłonią w moje nabrzmiałe, wrażliwe przyrodzenie – Masz moje pozwolenie, możesz dojść piesku.

    W tym momencie jednym płynnym ruchem zassała mojego kutasa, nosem dotykając mojego podbrzusza. Przyjemność zalała moje ciało i umysł. Doszedłem natychmiast, naprawdę nie potrzebowałem wiele, skoro od kilkunastu minut byłem na granicy orgazmu. Pani ciepłe, miękkie wargi i język poruszały się rytmicznie po całej długości penisa, przedłużając moją przyjemność. Nogi mi drżały z nadmiaru doznań, ledwo stałem o własnych siłach. Zwiesiłem głowę w dół, nie mając siły trzymać jej prosto.

    Dreszcze przechodziły przez całe moje ciało, gdy Pani spijała każdą kroplę mojej spermy. Szybko stałem się nadwrażliwy i błagałbym o koniec, gdybym tylko mógł uformować logiczne zdanie. Moje ciało odmawiało posłuszeństwa, podczas gdy Pani doiła mojego kutasa do samego końca. Zasysała policzki, brała go głęboko w gardło, pieściła mnie językiem, sprawiając mi więcej przyjemności niż mogłem znieść. Odruchowo chciałem się wyrwać, ale byłem dobrze przywiązany.

    Odetchnąłem z ulgą, gdy poczułem jak usta Pani opuściły moje ciało. Wzdrygnąłem się na dotyk na moich wciąż wrażliwych sutkach. Pani zbliżyła swoje wargi do moich i pocałowała mnie mocno. Nie połknęła mojej spermy, trzymała ją cały czas w ustach, przez co podczas pocałunku przelała się do moich ust. Posłusznie ją połknąłem, jęcząc przy tym cicho. Dłonie Pani spoczęły na moich pośladkach, gładząc je i ściskając lekko.

    Czułem jak zwalnia mi bicie serca i uspokaja mi się oddech. Cały ciężar ostatnich trzech dni natychmiast ze mnie spłynął. W końcu byłem na swoim miejscu.

    Pani zsunęła mi opaskę z oczu, nie przerywając pocałunku. Dłońmi leniwie badała moje ciało, podniecając mnie na nowo. Wiedziała gdzie mnie dotknąć, żeby pobudzić wszystkie moje zmysły. Szarpnęła za smycz przypiętą do mojej obroży, gdy pocałunek przybrał na sile. Dominowała w nim, to było oczywiste. Poddawałem się ruchom jej warg bez najmniejszego sprzeciwu.

    Gdy oderwała się ode mnie, zlustrowała moje ciało z góry na dół drapieżnym wzrokiem.

    – Czegoś ci brakuje – mruknęła, podchodząc do komody pod ścianą – Pamiętasz co ci mówiłam o niewolnikach należących do mnie? Konkretnie o śladach na moich własnościach?

    Przełknąłem ciężko ślinę na to niewinne z pozoru pytanie. Wyczułem niebezpieczną nutę w jej głosie. Gdy się odwróciła trzymała w dłoni trzcinkę. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, zastanawiając się co mnie jeszcze dzisiaj spotka. Niespodziewane uderzenie spadło na moje uda. Syknąłem z bólu, mimo że nie było mocne. Na mojej skórze został cienki, różowy ślad.

    – Zadałam pytanie – warknęła nisko.

    – Tak, Pani – odpowiedziałem szybko.

    – Dobrze, w takim razie wiesz co cię spotka. To nie jest kara – Zaznaczyła, chwytając mój podbródek i kierując moją twarz na nią. – Byłeś dzisiaj naprawdę grzeczny i mam w planach nagrodę dla ciebie. Ale musisz jeszcze chwilę przeboleć. Jestem pewna, że dasz radę, w końcu robisz to dla mojej przyjemności.

    Po tych słowach odsunęła się nieznacznie i zaczęła wodzić końcówką trzcinki po moim ciele. Zaczęła od kostki, sunąc wyżej po wewnętrznej stronie. Parę centymetrów nad kolanem szybko oderwała trzcinkę od mojej skóry i z lekkim zamachem uderzyła to miejsce. Napiąłem wszystkie mięśnie i starałem się nie wydobywać z siebie żadnych dźwięków bólu. Doznanie nie było bardzo bolesne, chociaż ból był odczuwalny. Bardziej chodziło o jego specyfikę, był bardzo dokładny, zamknięty na małej powierzchni, przez co cięższy do zniesienia niż chłosta pejczem.

    Trzcinka przesunęła się wyżej, na wewnętrzną stronę uda i tam również spadło uderzenie. Było to zdecydowanie wrażliwsze miejsce, przez co zassałem gwałtownie powietrze. Pani to samo powtórzyła z drugą nogą, nie dając mi jednak dokładnie przewidzieć, kiedy mnie uderzy, przez co nie mogłem się na to przygotować. A dopiero się rozkręcała.

    Jeździła trzcinką po moim torsie, co chwilę biorąc zamach i zostawiając na mojej skórze kolejne czerwone ślady. Najgorzej kiedy trafiała dwa razy w to samo miejsce, wtedy ból przybierał na sile i odruchowo starałem się od niego uciec. Coraz trudniej było mi też zachować ciszę, więc wzdychałem i stękałem z każdym kolejnym uderzeniem.

    W pewnym momencie trzcinka zatrzymała się na moim penisie i zanim zdążyłem zaprotestować przeszła przeze mnie ogromna fala bólu. Nie miałem wątpliwości, że zamach przy tym uderzeniu był zdecydowanie większy. Pani wróciła do poświęcania uwagi mojej wrażliwej skórze na udach, zostawiając na niej siatkę czerwonych kresek.

    – Nie spodziewałam się że tak to na ciebie zadziała – zaśmiała się Pani wodząc trzcinką po mojej rosnącej erekcji – Chyba coś z tym trzeba będzie zrobić.

    – N-nie! Pa… Ahhh! – krzyknąłem i wyrwałem się do tyłu, chcąc uchronić wrażliwą część mojego ciała przed bolesnymi uderzeniami.

    Nie było mi to dane, a mocne uderzenia w równomiernych odstępach czasu spadały na mojego penisa. Sam nie sądziłem, że ból może mnie podniecić, ale dokładnie to się działo. Moja erekcja rosła pomimo grymasu bólu na mojej twarzy.

    Pani również musiał spodobać się ten widok, ponieważ po chwili odrzuciła trzcinkę na bok i złapała za moje przyrodzenie dłonią.

    – Myślę, że już wystarczy – powiedziała z pewną niecierpliwością w głosie – Pora na twoją nagrodę piesku.

    Odpięła mnie od drewnianej konstrukcji a ja ledwo utrzymałem się na nogach. Poprowadziła mnie do fotela w rogu pomieszczenia i popchnęła na niego. Posłusznie usiadłem, z niecierpliwością czekając na ciąg dalszy. Czułem ból w wielu miejscach na swoim ciele, ale on jedynie zwiększał moje podniecenie i przypominał mi o uległości. Ani na chwilę Pani nie pozwoliła mi zapomnieć, gdzie jest moje miejsce i kto ma władzę w tej relacji.

    – Ręce za plecy – Padł rozkaz, który natychmiast wykonałem.

    Pani zdjęła czarną bieliznę, którą wciąż miała na sobie, zostając w samych szpilkach. Jęknąłem bezwstydnie chłonąc widoki przede mną. Ręce świerzbiły mnie żeby jej dotknąć, wielbić każdą krzywiznę jej ciała, ale zostałem w pozycji. Pani bez zbędnego czekania usiadła na mnie okrakiem i nakierowała mojego twardego już kutasa na swoją ociekającą cipkę.

    – Nie możesz dojść przede mną – rzuciła szybko zanim jednym płynnym ruchem nabiła się na mnie do samego końca.

    Oboje jęknęliśmy na to doznanie. Jej cipka była idealnie ciasna i mokra. Chciałem złapać ją za biodra i ostro pieprzyć, ale moja uległa natura wygrała. Ostatecznie to ona pieprzyła mnie, nie na odwrót.

    Zaczęła mnie powoli ujeżdżać, ściskając swoje piersi. Przymrużyła oczy skupiając się wyłącznie na swojej przyjemności. Co chwilę wzdychała, nabijając się na mojego penisa z coraz większą siłą i gwałtownością. Zacisnąłem zęby, gdy przyspieszyła, żeby nadal trzymać ręce za plecami i przede wszystkim nie dojść.

    Jęczała wprost do mojego ucha. Czułem jej gorący oddech na swojej twarzy. Jedną dłonią zjechała na łechtaczkę, pocierając ją szybko. Byłem jedynie zabawką w jej rękach, oznaczony czerwonymi pręgami na całym ciele.

    Czułem zbliżający się orgazm i błagałem o to, aby Pani szybko doszła. Nie zanosiło się na to, delektowała się chwilą przysysając się wargami do mojej szyi. Torturowała mnie i kusiła swoim ciałem – seksownie przymkniętymi oczami, pełnymi, rozwartymi wargami, pięknymi piersiami ze stojącymi brodawkami. Była boginią i zdawała sobie sprawę z wpływu, jaki na mnie miała.

    Jęczałem razem z nią, gdy przyspieszyła tempo. Chciałem pomyśleć o czymś innym, aby odwrócić swoją uwagę od orgazmu, ale było to niewykonalne. Poczułem jak mięśnie jej cipki zaciskają się na moim penisie, a jej ruchy stają się bardziej chaotyczne. Pocałowała mnie zachłannie, jęcząc bezwstydnie prosto w moje usta. Jej soki spływały po moich udach.

    Nagle wygięła plecy w łuk, wbijając paznokcie w moje ramiona. Jej cipka spazmatycznie zaciskała się na moim kutasie doprowadzając mnie do drugiego orgazmu. Doszliśmy razem, zatracając się we wspólnej przyjemności. Nie był to aż tak silny orgazm jak pierwszy, ale nadal był niesamowity. Widok mojej Pani dochodzącej na moim kutasie na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

    Dyszałem ciężko oszołomiony ilością doznań z tego dnia. Nie miałem na nic siły, więc oparłem czoło o jej ramię. Włożyła dłonie w moje włosy, gładząc mnie delikatnie po głowie, uspokajając mnie.

    – Masz szczęście, że nie doszedłeś przede mną – wymruczała cicho w moje włosy, składając czuły pocałunek na mojej skroni.

    Uśmiechnąłem się delikatnie na te słowa. Byłem spełniony. Czułem się, jakbym odnalazł swoje przeznaczenie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    fucktoy_sub
  • Nie-zwykla Rodzina cz 56. – W windzie z kuzynka

    Miałem dzisiaj randkę z dziewczyną poznaną przez portal randkowo-erotyczny. Nie zdradziła imienia. Umówiłem się trochę w ciemno. Podczas mojej rozmowy z nią, trochę się opisała. Zresztą opisać to nic. Laska wysłała mi swojego nudesa. Z początku cycki, które były w miarę średnie. Następnie wysłała zdjęcie swojej cipki. Wydepilowana pięknie, aż mi fiut twardniał na jej widok. A potem jeszcze wysłała całościowe zdjęcie swojego zajebistego ciała. Oczywiście nie pokazała mi twarzy. Nie byłem dłużny i wysłałem jej zdjęcie mojego kutasa. Ta od razu chciała się ze mną spotkać w restauracji, a potem miałem nadzieję na bzykanko.
    Umówiliśmy się w restauracji pod gołym niebem, na ostatnim piętrze 20-piętrowego budynku. Miałem ją poznać z daleka. Miała być ubrana w czerwoną obcisłą bluzkę i krótką czarną mini i szpileczki. Sama określiła że będzie z niej “gorąca laska”. Aż się nie mogłem doczekać spotkania z nią. Ma na mnie czekać na właśnie ostatnim piętrze. Ubrałem się elegancko w czarną koszulę i jeansowe spodnie. Jestem pewny że jej na pewno się spodobam.
    Wjechałem na windą na ostatnie piętro. Na samej górze była restauracja. Było tu trochę ludzi. Rozglądałem się szukając dziewczyny w czerwonej bluzce i czarnej miniówce. Szukałem aż zauważyłem że przy jednym stoliku siedzi Sam. Moja kuzynka. Ubrana jak dziewczyna z którą się umówiłem. Nie no. To jakieś jaja. Aż podszedłem do niej.

    – Alan? Nie wierzę. – przytuliłem się do niej. – Co tutaj robisz?

    – Sam…a raczej “gorąca laska”? – ta zakryła ze zdziwienia usta, rumieniąc się przy tym.

    – Alan…kuzynie, to z tobą się umówiłam? – usiadłem szybko przy jej stoliku.

    – Na to wychodzi…no cóż nie spodziewałam się że umówiłam się z kuzynem.

    – Ja też nie spodziewałem się kuzynki. No cóż…może przynajmniej zjemy coś dobrego razem.

    – No dobrze. – odpowiedziała Sam.

    Po jakimś czasie gdy zjedliśmy kolację, trochę zaczęliśmy rozmawiać.

    – No cóż…przyznam trochę ta rewelacja, wpłynęła na zakończenie wieczoru.

    – No tak…wybacz mi.

    – To nie twoja wina. No cóż chyba będę się zbierał.

    – Wiesz co jeżeli chcesz, to mogę ci jakoś… – wtedy zdjęła szpilkę i bosą stopą zaczęła masować mi fiuta przez jeansy powodując wzwód. Szybko wstałem od stołu.

    – Nie…wiesz co nie musisz…

    – Naprawdę?

    – Tak…nie trzeba.

    – No skoro tak. To może odprowadzę cię do domu.

    – Czemu nie.

    Razem udaliśmy się do windy. Weszliśmy do środka a winda zaczęła zjeżdżać. Panowała między nami niezręczna cisza. Nagle jednak winda raptownie stanęła. Trzymałem Sam aby się nie wywróciła.

    – Co się stało?

    Już wiedziałem o co chodzi. Winda stanęła i zostaliśmy oczywiście w tej cholernej windzie.

    – Wygląda na to że winda stanęła.

    Zaczęło się od złości, Sam zaczęła panikować. Śmiać mi się z niej trochę chciało, ale kiedy emocje puściły i stwierdziłem, że i tak nic na to nie poradzę, zacząłem się śmiać z tej całej sytuacji.

    – Z czego się niby śmiejesz! Utknęliśmy tu, o boże…

    – Nie bój się. Zaraz zadzwonię i nas wypuszczą…jakoś.

    Wyjąłem szybko telefon i całe szczęście udało mi się dodzwonić do technika. Powiadomiłem go o problemie po czym się rozłączył.

    – I co? – spytała Sam.

    – Powiedział że za jakąś godzinę będzie wszystko ok.

    – Godzina?! To chyba jakiś żart.

    Osunęliśmy się i oparliśmy o ścianę windy. Sam zdjęła swoje szpileczki i zaczęła masować swoje stopy. Śmialiśmy się oboje, opowiadaliśmy sobie jaki to dziś kiepski dzień, jaka to pogoda do bani, jaka ta winda mała.

    W pewnym momencie przysunęła się do mnie jeszcze bliżej. W końcu mnie pocałowała.

    – Dobrze, że tu jesteś ze mną, bo sama chyba bym zwariowała…- powiedziała, muskając swoimi pełnymi ustami moje ucho.

    No w momencie mi pała stanęła – to było pewne, że tak się to skończy. Ładnie eksponująca bluzka, krótka mini.

    Oczywiście od razu zacząłem mieć jakieś głupie wizje. Szybki numerek w windzie z kuzynką, zanim nas wydostaną. Oczywiście nie mogłem jej o tym powiedzieć.

    – Może się zabawimy zanim nas stąd wydobędą, co? Przynajmniej jakiś plus by był tego dnia, hmm… – czytała mi w myślach.

    Zaśmialiśmy się oboje – ale mojemu kutasowi wcale do śmiechu nie było – myślałem, że zaraz mi rozerwie rozporek.

    Wstałem, a Sam od razu chciała mi zrobić dobrze. Rozpięła mi pasek, zsunęła spodnie i wyjęła mojego sterczącego kutasa na wierzch i zaczęła mi obciągać. Robiła to z dużą wprawą. Widać że się trochę w tym poprawiła. To było cudowne uczucie poczuć jej usta na moim kutasie. Zaczęła wkładać go całkiem do ust.
    Po chwili poruszała już głową w górę i w dół. Trzymałem jej głowę, lekko dociskając ją do kutasa. Nagle wyciągnęła go z chlustem.

    Ściągnęła swoją bluzeczkę. Okazało się że nie miała stanika. Ściągnęła to od Cassie pewnie. Jej cycki były już na wierzchu. Podwinąłem jej spódnicę do góry i nie czekając powoli wchodziłem do środka. Poczułem jaka jej pizda jest ciasna. Sam także, ponieważ jęknęła głośniej i dłużej niż do tej pory.
    Gdy się już przyzwyczailiśmy zacząłem ją posuwać. Było mi bardzo przyjemnie. Jej cipa doskonale oplatała mojego kutasa. To było doskonałe. W końcu zacząłem przyśpieszać.

    – Dalej…rżnij mnie…ooooohhhh

    Sam ledwo już to znosiła. Mocno ją tam pierdoliłem. Po chwili zmieniliśmy pozycję.
    Zdjąłem moje spodnie i położyłem się na plecach. Sam zdjęła swoją mini i szpilki. Była cała już naga. Usiadła na mnie okrakiem i zaczęła ujeżdżać, poprawiając co chwilę swoje długie włosy, które opadały mi na twarz, co przyznaję cholernie mnie podniecało. Niewiele czasu minęło aż w końcu poczułem puls w chuju. Wypełniłem ją swoją ciepłą spermą od środka. Zajęczała, po cichutku żeby nikt na zewnątrz przypadkiem nie usłyszał. Wstała, spojrzała do wielkiego lustra. Widziałem jak z jej cipy nasienie kapie na podłogę.

    – Nie myśl sobie, że to koniec. – powiedziała.
    Wypięła się w moją stronę. Mogłem ją teraz znowu walić na stojąco, klepiąc po tyłku i spoglądając na jej zarumienioną twarz w lustrze. Boski widok. Zacząłem pieprzyć ją od tyłu, na stojącego pieska. Miała szeroko rozstawione nogi, tyłek wypięty do góry, a ja stałem za nią na ugiętych kolanach i posuwałem ją mocno i zawzięcie. Jej pośladki klaskały pod naporem moich uderzeń. Rozrywałem jej cipkę niczym młot. I jak wściekły przyspieszyłem do granic możliwości. Ale ją teraz rżnąłem. Kuzynka ledwo dawała radę utrzymać się na nogach. Pierdoliłem ją jak dzikus, trzymałem ją silnie za biodra, a mój kutas penetrował jej pochwę. Sam dyszała, stękała i jęczała bardziej niż aktorka porno. Naprawdę nieźle ją rżnąłem. Podobało jej się to. Miałem nadzieję, że jeszcze nikt przez dłuższy czas nie otworzy tej windy, bo zabawa zapowiadała się naprawdę bardzo udana. Po dłuższej chwili, wyjęła kutasa z cipy i odwróciła się w moją stronę, uklęknęła przede mną i znowu wzięła go do ust. Był tak nabrzmiały i tak twardy, że już po kilku sekundach naprawdę mocnego ssania jej buźka była pełna mojej spermy. Przełknęła wszystko i oblizała usta, otarła je delikatnie.
    Nagle winda się poruszyła, światło w niej zaświeciło.

    – Boże, czemu tak szybko? – powiedziałem.

    – A miałam nadzieję, że jeszcze się tu trochę… pobawimy. – rzuciła.

    Też miałem taką nadzieję.
    Po wszystkim poszliśmy razem do mojego domu i jednak zrobiłem co zamierzałem. Gdy przyszła do mnie ruchaliśmy się jeszcze całą noc.
    Ta nieudana randka, jednak była udana.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Zbyszek, rozdzial 3

    Przeprowadzka

    Rozmowa z rodzicami przebiegła zaskakująco pomyślnie. Wyglądali na pozytywnie zaskoczonych, że Zbyszek ma dziewczynę i przeprowadza się do niej. Trochę kręcili nosem, że wyprowadza się z mieszkania, które mu kupili, ale Zbyszek wytłumaczył im, że Patrycja pracuje dorywczo i stamtąd będzie miała dużo bliżej do pracy. Rodzice zadeklarowali, że przewiozą do swojego domu w innym mieście część rzeczy Zbyszka, co było dla nich zupełnie oczywiste, bo Zbyszek i tak często ich odwiedzał. Nie było zresztą innego wyjścia, bo mieszkanie w domu Pani było malutkie: pokój z łóżkiem, wnęką kuchenną i łazienką. Stała tam też szafa, w której Zbyszek umieścił swoje ubrania i wszystko, co mogło mu się przydać.

    W dniu przeprowadzki Zbyszek miał jeszcze zjeść pożegnalną kolację z rodzicami, a po niej wrócić o dziewiątej wieczorem. Stawił się trochę wcześniej i najpierw za domem rozebrał się do naga, a ubranie zostawił koło wejścia do mieszkania wynajętego przez Panią. Dopiero wtedy podszedł i zadzwonił do frontowych drzwi. Otworzyła mu Patrycja.

    — Widzę, że zaczynasz rozumieć — powiedziała — Stój tutaj i nie ruszaj się!

    Odwróciła się i zaczęła grzebać w szufladzie. Zbyszek patrząc na jej zgrabne pośladki zaczął szybciej oddychać, a jego członek podniósł się wyraźnie. Po krótkiej chwili Patrycja wyciągnęła kajdanki, którymi skuła ręce Zbyszka z tyłu, oraz skórzaną obrożę, którą założyła mu na szyję. Przypięła do niej smycz i wprowadziła Zbyszka do salonu. Pani siedziała na fotelu i przeglądała gazetę.

    — Pani, oto Twój niewolnik — Patrycja podeszła, przyklęknęła i podała Pani koniec smyczy. Pani jednak nie była zadowolona, odłożyła gazetę i smagnęła Patrycję szpicrutą po piersi.

    — Głupia! A gdzie druga obroża?! — krzyknęła, a przestraszona Patrycja padła jej do nóg, zaczęła przepraszać i obiecywać, że zaraz to naprawi. Pobiegła do przedpokoju i po chwili wróciła stamtąd ze znacznie mniejszą obrożą, którą zapięła wokół przyrodzenia Zbyszka. Nie było to łatwe, bo Zbyszek miał prawie pełną erekcję. W końcu jednak udało się i Patrycja na klęczkach odsunęła się na~bok.

    Pani przez chwilę przyglądała się Zbyszkowi, po czym bez słowa uderzyła go szpicrutą w pośladek. Syknął z bólu, ale się nie ruszył. Uderzyła go jeszcze raz, tym razem mocniej. Zbyszek usiłował zrobić unik, ale nie udało się. Pani szarpnęła smyczą w dół i Zbyszek przyklęknął, z trudem zachowując równowagę.

    — Dobrze. Zrozumiałeś, że niewolnik klęczy przez Panią i nie podnosi wzroku — powiedziała Pani z ironią w głosie. Zbyszek posłusznie spuścił głowę. Pani zaczęła końcówką szpicruty lekko uderzać w jego naprężonego członka.

    — Co to jest? — zapytała — Niewolnik może mieć erekcję tylko wtedy, kiedy Pani mu na to pozwala — mówiąc to uderzyła mocniej. Zbyszek skulił się, ale jego członek nadal był nabrzmiały. Pani uderzyła jeszcze kilka razy, a potem końcówkę szpicruty zagłębiła w otworze na żołędzi. Zbyszek krzyknął i szarpnął się do tyłu, ale Pani pewnie trzymała go na smyczy i nie pozwalała robić uników, tylko coraz bardziej wpychała szpicrutę, obracając ją w palcach, aż weszła na dobrych kilka centymetrów. Zbyszek zrobił się czerwony i jęczał, a jego członek zaczął stopniowo wiotczeć. Pani widząc to wyjęła końcówkę szpicruty.

    — Mam nadzieję, że zapamiętasz tę lekcję — smagnęła go jeszcze raz po przyrodzeniu, ale tym razem lekko i zwróciła się do dziewczyny — Patrycjo, niewolnik zrobił bałagan w moim domu i musi go teraz posprzątać. Zajmij się tym! I przypilnuj, żeby to nie zajęło dużo czasu!

    Przekazała jej smycz. Patrycja odpięła ją od obroży i przypięła do paska wokół przyrodzenia Zbyszka. Członek już niemal zupełnie zwiotczał, ale po dotknięciu Patrycji znów zaczął drgać. Patrycja wstała z kolan i szarpnęła smyczą do góry. Zbyszek z cichym jękiem poderwał i się i został wyprowadzony z salonu. W przedpokoju Patrycja uwolniła jego ręce, ale tylko po to, żeby tym razem zakuć je z przodu. Wyszli na zewnętrz i przeszli do wynajętego mieszkania. Koło drzwi Patrycja zobaczyła złożone ubranie Zbyszka.

    — Co to za śmieci? Wyrzuć to! — powiedziała stanowczo.

    — Ale to moje ubrania, będę ich potrzebował! — zaprotestował Zbyszek.

    — To są śmieci, masz je wyrzucić! — Patrycja szarpnęła smyczą i Zbyszek krzyknął z bólu.

    — Zabieraj to szybko, bo dostaniesz lanie!

    Zbyszek zebrał swoje ubrania. Prowadzony przez Patrycję podszedł do pojemnika na śmieci i wyrzucił je. Potem weszli do mieszkania. Zbyszek zobaczył, że na łóżku leżały worki na śmieci. Patrycja zaprowadziła go do szafy.

    — Otwórz ją i pokaż co tam masz!

    Zbyszek wykonał polecenie, a Patrycja po kolej wyrzucała zawartość wszystkich półek na podłogę. Zachowała tylko telefon i mały notatnik, które włożyła do małej torebki i odłożyła na bok. Zbyszek patrzył na to z rosnącym przerażeniem. W końcu w szafie został tylko długi płaszcz, który Patrycja obejrzała ze wszystkich stron i mruknęła:

    — To może zostać, a reszta do śmieci.

    Zbyszek próbował coś powiedzieć, ale Patrycja szarpnęła smyczą, więc zebrał wszystkie swoje rzeczy do worków na śmieci i wyrzucił, przez cały czas prowadzony na smyczy przez dziewczynę. Kiedy skończył, Patrycja kazała mu rzucić płaszcz na podłogę i rozłożyć szafę na części. Chwilę to zajęło, bo Zbyszek miał skute ręce. Z półkami poszło mu łatwo, ale położenie szafy na plecach i rozkręcenie wymagało więcej wysiłku. Poradził sobie jednak i z tym, ponaglany przez Patrycję, która szarpała gwałtownie smycz, kiedy wydawało jej się, że Zbyszek pracuje zbyt wolno. W końcu poszczególne części szafy zostały wyniesione na zewnętrz. Okazało się również, że za szafą były drzwi.

    Po uporaniu się z szafą Zbyszek rozłożył na części ramę łóżka. Patrycja rozkuła mu ręce, żeby mógł wynieść materac, wszystkie części łóżka i szafy do schowka w ogrodzie. Kiedy skończył, skuła mu ręce, tym razem znów z tyłu. W pokoju został tylko siennik, który wcześniej był schowany pod łóżkiem i płaszcz Zbyszka. Zbyszek był cały czerwony od wysiłku i dyszał.

    — Napracowałeś się, teraz odpocznij — powiedziała miłym głosem Patrycja. Podeszła do Zbyszka, pogładziła go ręką po spoconej twarzy. Pochyliła się i dotknęła językiem jego sutka. Zbyszek drgnął i jego oddech jeszcze przyśpieszył. Patrycja lizała jego piersi, a wolną ręką gładziła jądra. Zbyszek znów dostał erekcji, a Patrycja uklękła przed nim i zaczęła lizać najpierw jego jądra, a potem nabrzmiałego penisa. W końcu objęła go ustami i zaczęła delikatnie ssać. Zbyszek odchylił głowę do tyłu i głośno dyszał. Kiedy już był blisko wytrysku, nagle Patrycja wstała i krzyknęła, że jest późno i muszą wracać do Pani. Szarpnęła smycz i Zbyszek lekko się zataczając poszedł za~nią.

    Po krótkiej chwili weszli do salonu i Patrycja klęcząc przed Panią oddała jej smycz. Zbyszek również szybko uklęknął i skulił się, ale nie mógł ukryć erekcji.

    — Wyprostuj się! — poleciła Pani i skarciła Zbyszka szpicrutą.

    Zbyszek wykonał polecenie, a jego nabrzmiały czerwony członek ukazał się w całej okazałości. Pani dotknęła go czubkiem szpicruty, a wtedy Zbyszek miał wytrysk. Jego sperma spłynęła po kolanie Pani. Dostał mocne uderzenie po pośladku, ale członek wciąż wyrzucał z siebie spermę. Pani nie przestawała smagać kulącego się Zbyszka, aż wreszcie członek znieruchomiał.

    — Teraz to posprzątaj! — krzyknęła Pani.

    Oszołomiony Zbyszek chciał wstać i poszukać jakiejś ścierki, ale szarpnięcie smyczy rzuciło go z powrotem na kolana.

    — Masz to wszystko zlizać!

    Szpicruta znów zostawiła różowy ślad na jego boku, więc Zbyszek powoli zaczął zbliżać twarz do nogi podsuniętej przez Panią. Próbował coś mamrotać, ale Pani go nie słuchała, tylko uderzała szpicrutą po bokach. Z trudem przełamując wstręt Zbyszek zaczął zlizywać swoją spermę z nogi Pani. Zajęło mu to dłuższą chwilę, bo musiał zebrać długie smugi od kolana aż do stopy. Choć było to dla niego obrzydliwe, odruchowo przełykał wszystko to, co zlizał. W końcu noga była czysta, lśniła tylko od jego śliny.

    — Zostaniesz ukarany za swoje niestosowne zachowanie!

    — Ale… to Patrycja… — bełkotał Zbyszek. Znów świsnęła szpicruta i chłopak skulił się próbując uniknąć razów.

    — Nie chcę słuchać twoich głupich wymówek. Niewolnik nie ma prawa odzywać się niepytany! — Pani jeszcze przez chwilę smagała go szpicrutą, ale już nie tak mocno.

    — Patrycja, zrób z nim porządek. Trzeba go umyć — Pani zauważyła, że ostatnia kropla spermy zwisała ze zwiotczałego członka Zbyszka — Tylko pilnuj go dobrze! — podała Patrycji pejcz, który leżał na stole i przekazała jej smycz.

    Patrycja wyprowadziła Zbyszka. W przedpokoju zakleiła mu usta taśmą i oprócz pejcza zabrała jeszcze zwinięty sznur. Choć Zbyszek próbował się szarpać, wyszli na zewnątrz. Patrycja doprowadziła go do starego drzewa rosnącego w kącie ogrodu. Przerzuciła sznur przez nisko rosnącą gałąź i przywiązała go do obroży Zbyszka w taki sposób, że musiał stać wyprostowany. Umyła mu przyrodzenie wężem ogrodowym. Zbyszek próbował unikać strumienia zimnej wody, ale Patrycja mocno trzymała smycz. Kiedy skończyła, uderzyła go za nieposłuszeństwo kilka razy po pośladkach pejczem i mocniej zacisnęła pasek wokół przyrodzenia, aż żyły na członku stały się widoczne, choć był zwiotczały.

    Zbyszek stał ze skrępowanymi z tyłu rękami, cały mokry od pasa w dół. Było już dość chłodno, więc Patrycja wyciągnęła ze śmietnika kilka jego ubrań i wytarła go starannie. Potem poszła na chwilę do domu i wróciła z małym zawiniątkiem w ręku. Zbyszek był już zupełnie suchy, ale lekko dygotwał z zimna i miał gęsią skórkę.

    — Zimno ci? Zaraz coś na to poradzimy — powiedziała Patrycja i zabrała się za lizanie jego sutków. Zbyszek próbował się wyrywać, ale Patrycja mocno trzymała smycz. Po chwili przyklęknęła i językiem podniosła jego członka. Nadal był wiotki, ale kiedy Patrycja zaczęła go ssać, stopniowo nabrzmiał i wypełnił jej usta. Wtedy Patrycja na chwilę przestała i spojrzała na Zbyszka. Jego nozdrza były rozdęte i plaster na ustach wydymał się. Patrycja uśmiechnęła się i sięgnęła do zawiniątka.

    — Pewnie będziesz chciał się wyrywać, ale coś na to poradzimy — powiedziała wyjmując dwie mocne klamerki połączone łańcuszkiem. Stanęła przed Zbyszkiem, wspięła się na palcach i zaczęła pocierać piersiami jego piersi. Spojrzał na nią z nienawiścią, kiedy zakładała klamerki na jego sutki. Pociągnęła lekko łańcuszek, Zbyszek syknął z bólu. Zadowolona z siebie przełożyła smycz przez łańcuszek w taki sposób, że pociągnięcie za smycz powodowało szarpniecie obu klamerek, a potem klęknęła raz jeszcze przez Zbyszkiem, któremu w tym czasie członek nieco opadł. Ssała go tak długo, aż sterczał twardy i nabrzmiały. Wtedy szybko odwiązała sznur od obroży Zbyszka i pociągnęła za smycz. Zbyszek nie chciał iść, ale kiedy Patrycja mocniej szarpnęła, zaczął powoli podążać za nią z sutkami mocno wyciągniętymi do przodu przez klamerki. Wrócili do domu i weszli do salonu, gdzie Pani nadal siedziała na fotelu i piła wino.

    Patrycja klęknęła przed nią i szarpnęła smyczą, kiedy oszołomiony Zbyszek zbyt wolno podchodził do Pani. Pasek na genitaliach był bardzo mocno zapięty i utrudniał odpływ krwi, więc jego członek nadal był nabrzmiały i pulsował rytmicznie. Pani westchnęła.

    — Jesteś niepoprawny. Mam tego dość, jutro zostaniesz ukarany. Patrycjo, zabierz go stąd.

    Patrycja podniosła się i pociągnęła smycz, żeby Zbyszek też się podniósł. Zaprowadziła go do drzwi w głębi salonu, które, jak się okazało, prowadziły do pokoju wynajętego Zbyszkowi przez Panią. Tam Patrycja przesunęła siennik, pod którym był krótki łańcuch mocno przytwiedzony do podłogi oraz dwie kłódki. Patrycja zmusiła Zbyszka, żeby ukląkł koło siennika, a potem sprawnie połączyła kłódką kajdanki za jego plecami z ogniwem w połowie łańcucha, przełożyła resztę łańcucha między nogami, odpięła smycz i za pomocą drugiej kłódki przypięła zamiast niej końcówkę łańcucha. W efekcie Zbyszek nie mógł odejść od siennika dalej niż na dwa kroki. Klamerki wciąż tkwiły na jego sutkach. Zbyszek spojrzał błagalnie na Patrycję.

    — Będziesz grzeczny? — zapytała naprężając łańcuszek palcem. Zbyszek przytaknął głową.

    — Będziesz posłuszny? — naprężyła go mocniej. Zbyszek wygiął się do przodu i przytaknął.

    — Dobrze, za chwilę je zdejmę. Teraz się podnieś — podniosła łańcuszek do góry i Zbyszek niezgrabnie wstał. Jego członek lekko już opadł. Patrycja wzięła go w rękę i zaczęła delikatnie gładzić pod żołędzią. Zbyszek zadrżał. Kiedy znów miał pełną erekcję, Patrycja przesuwała ręką w górę i w dół, aż Zbyszek zaczął ciężko dyszeć i było widać, że wytrysk jest blisko. Wtedy Patrycja nagle przestała i usiadła, ciągnąc w dół za łańcuszek. Zbyszek gwałtownie opadł na kolana, a Patrycja nadal klamerkami ściągała jego sutki, dopóki nie legł z głową na jej piersiach.

    — A teraz podziękuj mi za to, że tak dobrze się tobą opiekuję! — powiedziała zmysłowym głosem. Zbyszek pełzając na kolanach podciągnął się wyżej, aż jego głowa znalazła się nad głową Patrycji, a czubek jego członka dotknął jej krocza. Próbował niezgrabnie wycelować członkiem w jej cipkę, ale wtedy Patrycja go zepchnęła.

    — Nie tak, idioto! — krzyknęła i podciągnęła się tak, że jego głowa znalazła się na wysokości jej łona. Posłusznie zaczął lizać jej cipkę, a ona coraz szybciej oddychała, aż wreszcie po dłuższej chwili przez całe jej ciało przeszedł dreszcz i krzyknęła cicho. Zbyszek też wydał stłumiony krzyk, bo Patrycja szczytując szarpnęła klamerki tak mocno, że zerwała je z jego sutków. Przez chwilę obolały Zbyszek leżał z głową na łonie pogrążonej w rozkoszy Patrycji. Po chwili jednak dziewczyna otrząsnęła się i wysunęła spod niewolnika.

    — Obróć się! — rozkazała. Zbyszek powoli obrócił się na plecy, choć była to niewygodna pozycja ze skrępowanymi rękami. Jego sutki były miejscami białe, a miejscami zaczerwienione, zaś członek wciąż żylasty i nabrzmiały. Patrycja wzięła go w usta i zaczęła ssać. Zbyszek naprężył się i po chwili był już bardzo blisko orgazmu. Kiedy Patrycja wyczuła ten moment, znów przestała i odsunęła się. Zbyszek przez chwilę miotał się na sienniku, ale w końcu znieruchomiał i tylko ciężko dyszał. Patrycja zerwała taśmę z jego ust.

    — Teraz możesz mi podziękować — powiedziała Patrycja. Zbyszek spojrzał na nią trochę nieprzytomnym wzrokiem i nic nie powiedział. Wtedy Patrycja założyła klamerki na jego sutki i lekko pociągnęła.

    — Teraz możesz mi podziękować — powtórzyła. Zbyszek jęknął z bólu i podziękował.

    — Czy było ci dobrze?

    — Tak — wystękał Zbyszek.

    — Cieszę się. Teraz będziesz spał, a jutro zostaniesz ukarany.

    — Proszę… – jęknął Zbyszek.

    — O co prosisz?

    — Uwolnij mnie, nie chcę tu już być!

    — O co prosisz? — powtórzyła Patrycja ciągnąc za łańcuszek.

    — Chcę wrócić do domu!

    — Jesteś w domu — mówiąc to Patrycja pociągnęła tak mocno, że sutki Zbyszka wyciągnęły się do góry jak ptasie dzioby. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy. Patrycja usiadła na jego udach i przestała ciągnąć. — Czy będziesz dobrym niewolnikiem?

    — Tak! — prawie krzyknął Zbyszek

    — To dobrze. Jutro zacznę cię tresować, żebyś już nie sprawiał Pani zawodu. Czy będziesz wykonywał wszystkie polecenia? — zadając to pytanie Patrycja lekko pociągnęła łańcuszek.

    — Tak! Będę posłuszny! Tylko proszę, już tak nie ciągnij!

    — Czego mam nie robić? — spytała Patrycja i pociągnęła mocniej.

    — Błagam, zrobię wszystko, tylko zabierz te klamerki!

    Patrycja wciąż trzymając w jednym ręku lekko naprężony łańcuszek drugą ręką sięgnęła do przyrodzenia Zbyszka. Znów zaczęła bawić się członkiem, który sterczał napięty do granic wytrzymałości. Zbyszek ciężko dyszał i znów był bliski orgazmu. Wtedy Patrycja po raz kolejny przerwała i odpięła klamerki z jego sutków.

    — Dobranoc! — powiedziała i wyszła z pokoju wyłączając światło. Zbyszek usłyszał zgrzyt klucza przekręcanego w zamku i został sam. Po chwili przeczołgał się z trudem na siennik i położył na brzuchu. Wciąż nabrzmiały członek i kłódka wbijająca się w podbrzusze przeszkadzały mu, ale był tak zmęczony, że wkrótce zasnął.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ariouth

    Petronella Geissel, Zbyszek, tom 1

  • Trudna sytuacja cz.2

    Po tym co zobaczyłem w ukrytych kamerach swojego domu nie wiedziałem jak mam traktować swoją żonę, lecz postanowiłem nie dać się ponieść emocjom. Po tym jak moja żona pożegnała swojego kochanka ja postanowiłem odczekać chwilkę i wrócić do domu. Po wejściu do domu czuć było zapach spermy i perfumów mojej żony. Asia na mój widok wyraźnie poczuła się zakłopotana, miała jeszcze wilgotne włosy po prysznicu a ubrana była jedynie w szlafrok.

    -czesc kochanie powiedziałem dając jej buziaka w usta

    -czesc misiu odparła dając bardzo delikatnego buziaka starając celować się w polika.

    – co słychać? Czemu jesteś wykąpana? Zapytałem udając zdziwionego..

    – musiałam się odświeżyć, odparła próbując wyjść z kuchni.

    -to może korzystając z okazji zabawimy się kochanie? Zapytałem łapiąc za biodra i przyciągając do siebie moją wyruchaną wcześniej przez kochanka żonę.

    – Asia była wyraźnie zakłopotana, nie wiedziała co ma zrobić a gdy wsadziłem jej rękę w krocze zamarła w bezruchu, czułem jak z jej cipki wypływa sperma pozostawiona przez Marka. Złapałem Asię i posadziłem na blacie w kuchni , sam zaś kucnalem i chciałem polizać jej cipkę lecz Asia zaczęła się jakby bronić przed tym mówiąc że nie jest gotowa że nie ma ochoty, lecz nie dała rady się obronić i mój język wylądował na jej cipce. Widziałem że ze środka wypływa jeszcze pół przezroczysta ciecz pozostawiona przez Marka. Lecz zacząłem ją lizać i zlizywać wszystko co tylko mogłem, Asia po chwili się odprężyła i zarzuciła nogi na moje barki. Po chwili wstałem i podniosłem Asię i zacząłem prowadzić ją do sypialni,

    -poczekaj chcę to zrobić tu i teraz nie w sypialni powiedziała zatrzymując mnie przed drzwiami, klęknęła przede mną i szybko zaczęła zdejmować ze mnie spodnie by po chwili wziąć do buzi mojego nabrzmiałego kutasa. Ciągnęła bardzo ochoczo i głęboko próbując polizać jeszcze jaja, dusiła się i dławiła przy tym lecz robiła wszystko by nie dopuścić abym wszedł do sypialni w której pewnie nie było posprzątane po wcześniejszej wizycie Marka. Po chwili Asia wstała i próbowała pociągnąć mnie do salonu lecz ja złapałem ją za rękę i obejmując ją za tyłek podniosłem do góry nabijając ją na kutasa.

    -aaaa wzdechnela Asia zamykając oczy i próbując ukryć ból cipki która już wcześniej była nieźle wyruchana.

    – ale tam jest mokro kochanie,powiedziałem i zacząłem od razu mocno ruchać , Asia tylko wyła i krzyczała i był to krzyk bólu a nie rozkoszy, ja zaś ruchalem ją najmocniej jak umiem. Czułem jak po moim kutasie spływa sperma Marka wymieszana z sokami cipy Asi. Podszedłem do ściany i oparłem się rękoma ,Asia zaś trzymała mnie mocno za kark a nogami zacisnęła się na moich biodrach. W tym momencie odwróciłem się i bez ostrzeżenia pchnąłem drzwi do sypialni wchodząc do niej z nabitą na mojego kutasa żoną.

    – nie nie wchodź ja nie chcę w sypialni!.. zaczęła mówić zdecydowanie Asia lecz było już za późno.

    Weszliśmy a moim oczom ukazał się widok zaspermionego prześcieradła pogniecionej pościeli pachnącej jeszcze potem Asi i Marka, jeszcze nie wyschniętych plam spermy na podłodze. Na szafce przy łóżku leżał plik pieniędzy.

    – co się tu dzieje? Udałem zdziwionego..

    Asia zeszła z mojego kutasa i próbowała wymyślić jakieś kłamstwa

    – słuchaj bo wylałam wodę bo chciałam się napić i siebie oblałam.. ii…kręciła Asia próbując ścielić łózko

    – a mi się wydaje kochanie że ktoś tu był, i w twojej cipce też ktoś był.. mylę się czy nie? Zadałem stanowcze pytanie,

    – niee skąd ten pomysł odpowiedziała przerażona Asia siadając na łóżku

    – Asia czuję że ktoś był , z Twojej cipy leci sperma a Cipe masz opuchniętą i czerwoną od ruchania, sutki masz czerwone od podgryzania, zapomniałaś z pod drzwi łazienki zabrać pończochy i majtki, a szpilki leżą na krześle w kuchni, sypialnia wygląda jakbyś miała jakiś gangbang, wszędzie unosi się zapach spermy i Twojej cipy, gdzie nie spojrzysz są plamy po spermie!!! I Ty mi kurwa mówisz że się wodą oblałas??!!

    W tym momencie Asia zaczęła płakać..mówiąc .. kochanie ja to dla nas wiesz że jest ciężko i znalazłam .. znalazłam sponsora i on daje mi kasę za spotkania, ty myślisz że skąd stać nas nagle na takie zakupy skąd mamy kasę na kino baseny i inne pierdoły??

    Nie pozwoliłem jej dokończyć tylko podszedłem i pchnąłem ja na łóżko odwróciłem na brzuch i bez ostrzeżenia wszedłem w jej cipe która zacząłem ruchać najmocniej jak potrafiłem, Aśka wyła i krzyczała z bólu lecz ja wybijałem w nią całego kutasa najszybciej jak tylko mogłem a głowę dociekałem do poduszki, złapałem jej ręce i założyłem je na jej plecy zupełnie ja dominując,

    – co kurwo lubisz takie jebanie? Krzyczałem ruchają ją bez opamiętania, to skoro lubisz to od dzisiaj będziesz dostawała to bez przerwy nie tylko ode mnie ale i od niego a i ja sobie kogoś znajdę suko..wykrzyczałem w tym momencie spuszczając się w cipe Asi, byłem nieziemsko podniecony a moja sperma lała się wydawało by się litrami,czułem tylko jak Asia pręży się osiągając swój kolejny orgazm tego dnia. Po chwili usiadłem na łóżku i zacząłem liczyć pieniądze. Było tam 3000 złotych.

    – a więc tyle jest warta moja żona, spojrzałem na leżącą Asię która próbowała złapać oddech. Powiedz mi od kiedy się spotykacie i ile razy mu dałaś. Zapytałem czując że na samą myśl mój kutas znowu sztywnieje

    – kochanie spotkałam się z nim 5 razy, pierwszy raz to tylko kawa i obiad w restauracji później zmieniliśmy to na hotele , tam się bzykaliśmy i za każde spotkanie dostawałam kasę. Było różnie raz dał 1000 złotych raz 5000, w zależności od dnia. Ale to tylko sex i mówię mu to co on chce usłyszeć..

    – a zabezpieczasz się jakoś? Bo dzisiejszy widok spermy w Twojej cipie.. ja nie chcę już dzieci a tym bardziej nie swoich.. dodałem

    – zawsze kończył na mnie dzisiaj pierwszy raz skończył we mnie i muszę kupić tabletkę..kochanie przepraszam ja to wszystko dla nas, pamiętaj..powiedziała przytulając się do mnie.

    – chcę go poznać,powiedziałem stanowczo..

    – dobrze bo Marek też chce Ciebie poznać. Powiedział że jego żona też jest chętna na spotkanie w większym gronie .. kochanie..co my robimy?? Zapytała że łzami w oczach

    – nie co my tylko co Ty robisz. Ale teraz będziemy robili to razem.

    Tego samego wieczora moja żona zadzwoniła na kamerce do Marka. Zaczęliśmy rozmawiać , byłem tak zdenerwowany że musiałem przed tym się napić. Rozmowa przebiegała normalnie w miłej atmosferze. Po kilku minutach Marek do rozmowy zaprosił też swoją żonę Jolę. Ustaliliśmy, że w sobotę wyjedziemy nad morze na weekend i tam się lepiej poznamy. Cdn

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Młoda para
  • Moja Grazynka

    Jestem Piotr mam 32 lata wysportowany dobrze zbudowany zadbany facet. Pracuje w firmie ubezpieczeniowej. Kilka dni temu miałem dzień wyjazdowy do klientów. W trakcie tego musiałem zajechać do starszej Pani do której ktoś się włamał. Na miejscu zastałem jej siostrę Grażynę. Kobieta w mocno średnim wieku blond włosy spięte w kok, spory biust czerwone delikatnie nabrzmiałe usta nienaganny makijaż jednym słowem opalona zgrabna babeczka. Na miejscu porozmawialiśmy chwilę o zdarzeniu które miało miejsce, kobieta powiedziała że jej siostry nie ma gdyż wyjechała do sanatorium a ona dogląda jej domu. Wymieniliśmy się numerami telefonu na wypadek jakichś pytań po czym udałem się w drugie miejsce. Po dwóch dniach w godzinach południowych zadzwoniła do mnie Pani Grażyna. Powiedziała że otrzymała niezbędne dokumenty od siostry i jak może je dostarczyć, umówiliśmy się że wieczorem przyjadę do niej do domu i odbiorę dokumenty. Wieczorem tego samego dnia przed wyjazdem zadzwoniłem do Pani Grażyny upewniając się czy jest w domu po czym pojechałem odebrać papiery. Kobieta mieszkała na blokowisku u nas w mieście. Z uwagi na fakt że moja żona z dzieciakami pojechała do swojej mamy to miałem wolny wieczór który zamierzałem po powrocie od Pani Grażyny spędzić w obecności piwa i meczu w tv. Po przyjeździe na miejsce zadzwoniłem domofonem i udałem się pod wskazany adres . Drzwi otworzyła mi Pani Grażyna, która wpuściła mnie do środka. Pomimo swojego wieku wyglądała bardzo pociągająco, miała białą bluzkę z głębokim dekoltem, spódniczkę do kolan i ciemne rajstopy bądź pończochy. Jak zwykle nienaganny makijaż, włosy spięte w kok.

    – zapraszam Pana. Może coś do picia? Z uśmiechem zapytala wprowadzając mnie do salonu

    – hmm wie Pani co.. to może wody, odpowiedziałem

    – wody? Haha w wodzie to się kąpać można, proponuje coś lepszego powiedziała i z gracją podała mi musującego drinka z lodem.

    – jestem samochodem Pani Grażynko, nie mogę ..

    – u mnie jest dużo miejsca , może Pan zostać na noc, skwitowała siadając naprzeciwko na skórzanym narożniku. Wtedy dostrzegłem że na nogach ma założone ciemne pończochy. Moje krocze od razu zesztywnialo a ja od razu wziąłem głębokiego łyka drinka.

    Dalsza część przebiegała w miłej atmosferze Pani Grażynka podała mi dokumenty w których zobaczyłem ile ma lat.. Pani ma 65 lat?? Zapytałem ze zdziwieniem,

    – no niestety…ale nie czuje się na tyle odparła z uśmiechem.

    Minuty mijały a alkohol wypity w drinkach robił swoje. W pewnym momencie przeszliśmy już na Ty..rozmowy schodziły na różne tematy a Grażynka wydawała się być coraz bardziej napalona. W pewnym momencie Grażyna wstała i poszła do kuchni przygotować kolejnego drinka. Stała bokiem do mnie a ja mogłem oglądać jej sexowne jak na jej wiek ciało. Jej obłędne nogi w pończochach i duży biust sprawiały że nie mogłem usiedzieć w fotelu. W końcu wstałem i bez skrupułów podszedłem do niej, złapałem ją za biodra i zacząłem delikatnie całować po szyi. Moja jedna dłoń uciekła na biust a druga powędrowała pod spódniczkę od przodu. Grażynka odchyliła głowę do tyłu delikatnie mrucząc,jej dłoń od razu powędrowała na moje krocze które masowała czując mojego kutasa . Po kilku chwilach klęknąłem za Grażynką i podniosłem do góry jej spódniczkę, przed oczami ukazał mi się widok pięknej dupci w czarnych koronkowych stringach . Bez zastanowienia zacząłem ochoczo pieścić jej pośladki by po chwili odsunąć majteczki i zacząć lizać jej dupcie, ona stanęła w jeszcze większym rozkroku wypinając się do mnie. Mój język błądził bo jej rowku i dziurce którą starannie Lizałem i pieściłem. Moje dłonie powędrowały na nogi Grażynki i delikatnie dotykając dawałem jej jeszcze większe podniecenie. Po chwili odwróciłem ja przodem do siebie i zdjąłem jej przemoczone od śluzu majtki, patrząc na nią zlizałem kisielowaty cały śluz z jej majtek. Po tym zacząłem lizać jej nogi. Usiadła delikatnie na blacie w kuchni i rozchyliła nogi. Wtedy zacząłem dotykać i lizać jej stopy i całe nogi, całowałem i lizalem każdy centymetr zbliżając się do mokrej cipki. Po kilku chwilach zanurzyłem swoje usta w tonącej cipce, z której zacząłem spijać wszystkie soki, Grażynka była tak mokra i tak podniecona że po kilku chwilach zaczęła głośno oddychać i drżeć, złapała mnie jedna ręką za głowę dociskając mnie do cipki a sama przeżywała orgazm który wydawało się trwał w nieskończoność. Z jej cipki wypłynęło jeszcze więcej soków które zaczęły spływać mi po brodzie mój język twarz nos, wszystko było mokre i pokryte sokami cipki Grażyny. Po chwili wstałem z kolan i czułem że po mojej nodze spływa i mój śluz który zdążył przemoczyć majtki. Grażyna szepnęła mi na ucho że zaprasza mnie do sypialni po czym złapała mnie za rękę i zaprowadziła do pokoju w którym stało duże łoże i komoda na której stał telewizor. Po wejsciu do sypialni stojąc z pół głowy niższą Grażynką, zacząłem się z nią namiętnie całować, czułem że jej ręce błądzą po moim ciele i za chwile próbuje zdjąć moją koszulkę. Po chwili stałem już tylko w samych majtkach a Grażynka pieściła moja klatę i brzuch zjeżdżając coraz niżej w pewnym momencie kazała mi położyć się na łóżku a ona z gracją zdjęła moje majtki z pod których wystrzelił naprężony do granic możliwości kutas który aż tętnił z pożądania. Grażyna powoli i z gracją wzięła go do buzi, jej czerwone usta pięknie oplatały całego kutasa. Pieściła go powoli i z gracją pomagając sobie ręką delikatnie ściągając skórkę oraz czasami go trzepiąc.

    – o tak ciągnij , jęczałem zaciskając dłonie na głowie Grażyny która coraz głębiej i szybciej robiła mi loda.

    – chodź tu wyszeptałam podnosząc Grażynę do góry, szybko zdjąłem z niej bluzeczkę którą miała i rozpiałem stanik z którego wypadły dwa spore cycki z twardymi sterczącymi sutkami które od razu zacząłem lizać i pieścić. Jej piersi były już obwisłe lecz nie były aż tak miękkie jak możnaby się było spodziewać.

    – Boże..nie miałam faceta od 16 lat.. wyszeptała siadając i nabijając się w tej chwili na mojego kutasa. Czułem jak ciasną ma cipkę i jak nabija się na mnie. Grażynka zaczęła powoli lecz rytmicznie skakać na mnie , jej piersi podskakiwały a ja piesciłem je dłońmi oraz co jakiś czas lizalem i przygryzałem sterczące sutki.

    -o tak aaa aaa aaaaa.. jęczała głośno doznając kolejnego orgazmu po czym bezwładnie opadła na mnie.

    Wtedy ja przeszedłem do gry , złapałem Grażynę za dupcie i mocno i szybko zacząłem ją rżnąć…w mieszkaniu słuchać było tylko klask odbijanych ciał oraz jeki. Łóżko na którym leżeliśmy zaczęło całe trzeszczeć a Grażyna wyć z podniecenia aby po chwili wbić swoje długie czerwone paznokcie w moją klatę. Tak to był 3 tego wieczoru orgazm Grażynki.

    – Boże zajechałes mnie .. nie ruszę się, pamiętaj że mam swoje lata i mogę być spokojnie Twoja matka ,a Ty walisz mnie jak nastolatkę haha,powiedziała z uśmiechem dodając..ale rżnij bo przyznam się szczerze że brakowało mi tego, i chyba będziesz musiał mi czasami przepchać dziurę,powiedziała patrząc w oczy

    – przepcham z największą przyjemnością nie jedna ale wszystkie dziury, odwracaj się na pieska, powiedziałem po czym ona posłusznie wypieła swój sexowny tyłek.

    – przygotuj się bo jutro nie usiądziesz, powiedziałem dając jej mocnego klapsa w prawy pośladek, zjechałem niżej lizać i całując nogi w pończochach po czym zacząłem lizać i pieścić jej dupcie. W końcu naplulem na nią i powoli wszedłem do środka

    -ooo ałaaaa..ssss powoli,powoli, mówiła Grażynka wypinając dupę najmocniej jak potrafi. Po kilku pchnieciach mój cały kutas który jest pokaźnych rozmiarów wszedł w jej odbyt a ja zacząłem ją ruchać coraz szybciej i szybciej

    – aaa aaa aaaa!!!! Boże!!! Jeszcze jeszcze, walll kurwaaa!!! Darła się Grażyna która przez odbyt dostała kolejnego orgazmu,

    Nie dawałem jej chwili odpoczynku i wyszedłem z dupki i na zmianę wkładałem raz w cipkę raz w dupie co jakiś czas słysząc tylko charakterystyczne pierdy wydobywające się z obu dziurek

    -ktos się tu zapowietrza, powiedziałem z uśmiechem po czym starałem się robić to jak najszybciej i jak najgłębiej aby wpompować do środka jak najwięcej powietrza. Co jakiś czas wychodziłem a wtłaczane powietrze wracało z jeszcze większą siłą . W końcu klęknąłem za Grażynką i zacząłem jej lizać dwie dziurki na raz a ona mimowolnie wypuszczała kolejne porcje powietrza wprost na moją twarz.

    -Połóż się na plecach skarbie,

    Grażynka posłusznie położyła się na plecach rozkładając nogi, w takiej pozycji położyłem się na niej i wszedłem w jej nadal pływającą cipkę. Zacząłem ją ruchać najmocniej i najszybciej jak tylko potrafiłem,złapałem jej lewą nogę którą zacząłem lizać i całować, to spotęgowało moje i jej doznania, jedną dłonią mocno trzymałem jej lewego cycka i patrząc na nią błędnym wzrokiem czułem że zaraz trysne. Grażynka czując mój finał również zaczęła się wzdrygac i wić jak wąż, poczułem że po raz kolejny zaczyna się jej ogromny orgazm, w tym momencie puściłem jej nogę i położyłem się na nią całując się z nią, a właściwie liżąc, nasze spocone ciała ślizgały się na sobię, w domu słychać było tylko jeden wielki jęk i klask oraz trzeszczenie łóżka. Pół bloku słyszało co się dzieje u Grażynki, lecz wtedy o tym nie myśleliśmy. Po chwili poczułem zbliżający się mój wytrysk. Od kilku dni się nie kochałem dlatego wiedziałem że będzie to ogromny orgazm

    – gdzie mam się spuścić? Zapytałem powoli czując mój koniec

    – we mnie,zalej mnie do pełna..wyjęczala Grażynka

    Patrząc jej głęboko w oczy czułem jak Grażyna wbija swoje pacnokcie na moich plecach, mój pot skapywał wprost na jej ciało,twarz

    – yhymm aaa aaa aaaaaa zacząłem jęczeć pchając z całych sił kutasa w cipkę Grażyny. Czułem jak sperma wpompowuje się do jej wnętrza a ona przeżywa ze mną swój kolejny orgazm. Próbując uciszyć się na wzajem przykładaliśmy swoje usta do siebie lecz nasz jęk i uderzenia łóżka o ścianę były słyszalne w innych mieszkaniach. Po chwili emocje opadły. Bezwładnie leżałem na Grażynie próbując złapać oddech, mój kutas nadal tkwił w jej cipce która pulsowała. Po chwili wyszedłem z niej i położyłem się obok, cały spocony spojrzałem na Grażynę, która mokra i zdyszana klęknęła przy moim kutasie i zlizywała z niego resztki spermy. Z jej cipki wypływała sperma która skapywała na pościel.

    Po tym poszliśmy wziąć wspólny prysznic a potem spędziliśmy całą noc razem dając jeszcze kilka uniesień. Ale o tym w następnym odpowiadaniu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Młoda para
  • Joanna i Ja

    Słowem wstępu: Postaci występujące w moich opowiadaniach są prawdziwe, mają jednak zmienione imiona, cechy wyglądu i niektóre cechy charakteru. Wydarzenia są kreacją mojej wyobraźni, opartej na prawdopodobnych scenariuszach, które mogą jeszcze kiedyś się wydarzyć 🙂

     

    Cześć, jestem Wojtek, mam 26 lat, szczupły blondyn o niebieskich oczach, pracuję w poważnej korporacji jako szeregowy pracownik biurowy. Chcę Wam opowiedzieć o moim epizodzie z dwa razy starszą kobietą – Joanną.

    Joanna jest piękną, 50-letnią kobietą o kasztanowych włosach. Na oko ma może 1,6m wzrostu i, mimo urodzenia 6 dzieci, wciąż cudowną figurę – gdybym jej nie znał to powiedziałbym że ma około 35 lat. Asia nie jest jak typowa 50-latka; wszędzie jej pełno, jest dziarska ale dla bliskiego grona jest jak dobra ciocia – stąd jej ksywka “Ciocia Asia”, dlatego w opowiadaniu często będę mówił o niej per Ciocia.

    W Firmie zacząłem pracę rok temu. Pierwszy dzień, jak to w nowym miejscu pracy, to wypełnianie mnóstwa papierów, szkolenia takie jak moje ulubione BHP – czyli jak siedzieć przy biurku w jedyny poprawny sposób, i wycieczka po miejscu pracy. Przechadzając się po Firmie z moim kierownikiem i poznając coraz to nowych ludzi, w końcu trafiliśmy do sekretariatu. Tam właśnie spotkałem kobietę, która od pierwszego spojrzenia sprawiła że zaniemówiłem, a była to właśnie Asia – 50-letnia sekretarka-anioł. Wymieniliśmy kilka uprzejmości i uśmiechów po czym ruszyłem z kierownikiem w dalszą drogę.

    Kolejne tygodnie spędziłem na bliższym poznaniu Cioci, która okazała się naprawdę spoko babką. Złapaliśmy jakąś nić porozumienia, dzięki której mogłem dowiedzieć się czegoś więcej o niej i jej rodzinie. To doprowadziło do wydarzeń, o których mogłem wtedy tylko marzyć…

    Pewnego deszczowego popołudnia, gdy Dyrektor wyjechał na jakieś spotkanie biznesowe, przebywałem na przerwie w sekretariacie, rozmawiając z Asią. Tematy z bardzo luźnych przeszły na dosyć poważne. Joanna zwierzyła mi się że brakuje jej bliskości mężczyzny, gdyż jej mąż stracił już nią wszelkie zainteresowanie, co bardzo ją dobijało. Dziwiłem się jak taka kobieta może stać się komuś obojętna. Chcąc pocieszyć kochaną Ciocię, przytuliłem ją i strzelałem coraz to banalniejszymi tekstami.

    Asia w pewnym momencie spojrzała mi głęboko w oczy i kiedy napięcie między nami sięgnęło zenitu, ta po prostu mnie pocałowała. Byłem w szoku ale odwzajemniłem pocałunek, o którym marzyłem od kiedy tylko ją ujrzałem pierwszego dnia. Joanna od pocałunku zgrabnie przeszła do wymacywania ręką mojego rozporka. Zatrzymałem ją ponieważ obawiałem się że ktoś może wejść do sekretariatu. Asia jednak uspokoiła mnie i wskazała na biuro Dyrektora, które znajdowało się za drzwiami w pomieszczeniu obok, a do których miała klucz. Udaliśmy się więc tam pospiesznie, zamykając za sobą drzwi. Wiedziałem że to najlepszy dzień w moim życiu.

    Biuro Dyrektora nie było duże, za to mieściło w sobie oprócz jego biurka też stół konferencyjny na ok. 8 osób. Niewiele myśląc posadziłem Ciocię na stole i wtedy nasze języki znów się spotkały. Nie były to na początku pocałunki rodem z tych romantyczniejszych filmów porno ale po chwili “dostrajania się” zaczęły takie przypominać. Znowu poczułem rękę na moim kroczu, która zwinnymi ruchami rozpięła pasek, guzik i rozprek, dzięki czemu spodnie opadły swobodnie w dół. Odwdzięczyłem się Asi ściągając jej czarną bluzkę i od razu rozpinając biustonosz, który krył piękne, jędrne piersi, wielkości dużych pomarańczy. Bez większego namysłu zacząłem pieścić piersi Joanny, kiedy ona ręką masowała przez bokserki mojego już do granic możliwości rozgrzanego penisa. W końcu Ciocia odepchnęła mnie od siebie i rzucając tylko krótkie “pokaż co tam chowasz” klęknęła przede mną i opuściła moje bokserki, odkrywając 18-centymetrowego “pocieszyciela”. Widać było że rozmiar zrobił wrażenie bo Asia po prostu na niego patrzyła przez chwilę z rozdziawioną miną. Jak się później okazało jej mąż był jej jedynym kochankiem, więc perspektywa spotkania ze sprzętem większym niż 12 centymetrów była odrobinę przerażająca.

    Kiedy już moja kochanka ocknęła się z transu, usłyszałem tylko pełne podniecenia “no no Wojtuś” i natychmiast poczułem usta Asi na moim penisie. Mimo swojego wieku, a co za tym idzie doświadczenia, oral nie wychodził Cioci specjalnie dobrze i czuć było że raczej nie praktykowali z mężem tego rodzaju zabaw (co później w rozmowie okazało się prawdą). Mimo wszystko czułem się jak w niebie i nie minęło dużo czasu kiedy pierwsza fala rozkoszy dopadła moje lędźwia. Oznajmiłem Asi że zaraz nie wytrzymam, ta jednak nie dała za wygraną i przyjęła wszystko prosto do gardła. Zdziwiłem się ponieważ wszystkie moje dotychczasowe partnerki raczej nie preferowały połykania nasienia. Kiedy już mój przyjaciel został wylizany do czysta Asia uśmiechnęła się i wyjaśniła że zwykle tego nie robi ale woli nie zostawiać żadnych śladów w biurze szefa i okazuje się że sperma wcale nie jest taka zła jak się wydawało.

    Po takim finale nie mogłem zostać dłużny i po chwili Ciocia pozbawiona już reszty garderoby leżała na stole, a pomiędzy jej nogami znajdowała się moja głowa. Zacząłem delikatnie, od pieszczenia wszystkiego oprócz miejsca docelowego. Można było wyczuć że Asia chyba nigdy nie zaznała takich pieszczot ponieważ była strasznie spięta, jakby czuła wstyd że ktoś właśnie dobiera się ustami do jej skarbu. Postanowiłem przenieść się do celu podróży mojego języka, który pierwszym ruchem wywołał w Asi bardzo dużą falę podniecenia. Smakowała idealnie, a każdy ruch języka sprawiał że kolejna dawka wilgoci wydobywała się z jej wnętrza. Wpadłem w trans i zacząłem pieścić moją kochankę w taki sposób że po zaledwie 5 minutach jej uda zacisnęły się na mojej głowie, a na języku czuć było skurcze. Poczułem satysfakcję z moich działań ale nie chciałem jeszcze kończyć zabawy i Asia też chyba nie chciała…

    Kiedy Joanna już ochłonęłą i zobaczyła że znów jestem gotów do działania, kiwnęła do mnie palcem, dając znać że pora na danie główne. Miałem wątpliwości ponieważ nie miałem prezerwatyw ale Aśka szybko wyjaśniła że już dawno przekwitła i szanse na zajście w ciąże są znikome. Zachęcony podszedłem do pięknej sekretarki i szybkim ruchem wszedłem w nią do końca, co odwzajemnione zostało pięknym jękiem rozkoszy. Nie wierzyłem w to co właśnie się dzieje; ja, 26-letni szczyl, właśnie kocham się z kobietą, która mogłaby być moją matką. Dodatkowo każdy ruch przepełniony jest erotyzmem, a fakt że robimy to bez zabezpieczenia działa na mnie jeszcze bardziej podniecająco.

    Asia nie znała wielu pozycji, dlatego starałem się jej pokazać wszystko czego nauczyłem się podczas mojego bujnego życia erotycznego w technikum. To co działo się w tym biurze zrobiłoby furorę na pewnej stronie z pomarańczowym logiem. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy, za to ten finał był najlepszy w moim życiu. Po intensywnych 40 minutach zabaw nadszedł mój czas, o czym poinformowałem Ciocię, na co w odpowiedzi usłyszałem tylko któtkie ale czułe “dojdź we mnie, proszę”. Nie musiała mnie dwa razy prosić i po chwili zalewałem już wnętrze Joanny ciepłym nasieniem.

    Po wszystkim odpoczęliśmy chwilę i rozmawiając doszliśmy do wspólnego wniosku, że naszą znajomość kontynuujemy od tej pory w formie friends with benefits. Wyszliśmy z biura Dyrektora i zdążyliśmy usiąść na wcześniej zajmowanych miejscach, kiedy wpadł do sekretariatu kolega z działu, który w panice oznajmił że kierownik mnie szuka i muszę natychmiast iść “gasić jakiś ogień”, ale ja już dzisiaj jeden ogień ugasiłem i miałem zamiar do końca dnia myśleć tylko o Asi i o tym co będzie się działo w najbliższym czasie…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wojtek Kowal
  • Sluzka krwi i Ksiezyca (I)

    Chociaż otaczały mnie znajome twarze oraz przyjazne spojrzenia, czułam się jakbym chodziła wśród obrzydliwych wieprzy i najgorszych szumowin. Bar Panorama był moim ulubionym przybytkiem w całym mieście Cloudfire, teraz jednak dusiłam się w tym miejscu, czym prędzej pragnąć opuścić zatłoczony parkiet. Uczęszczałam tu od kiedy tylko prawo mi na to zezwalało, czyli od czternastego roku życia. Piękny wiek, z którego miałam zamiar czerpać pełnymi garściami, lecz życie zechciało inaczej.

    Zwykłe ludzkie prawa nie obowiązywały mnie już od dłuższego czasu. Początkowo przyjęłam to z radością i ulgą. Czułam się niczym biała gołębica, która została wypuszczona po zdecydowanie zbyt długim okresie niewoli ze swej pozłacanej klatki. Zapomniałam jednak, że klatka ta oznaczała bezpieczeństwo od drapieżników, które czyhały na mnie na wolności.

    Nie podeszłam do dolnego baru. Nie dzisiaj. Miast tego wspięłam się po schodach prowadzących od razu z parteru na drugie piętro. Bordowo-czarne kozaki wybijały przyjemny dla ucha rytm, który chociaż cichy w porównaniu do muzyki okazał się dla mnie zbawienny, mogłam się bowiem na nim skupić. Kiedy byłam w połowie schodów nagle otoczyła mnie cisza. Dźwięk obcasów uderzających o drewno był jedynym, co przez parę sekund mogłam dosłyszeć.

    Drugie piętro Panoramy zachwyciło mnie jak zawsze. Nie swoim bogatym barkiem, elegancko ubraną ochroną czy przystojnym barmanem. Nie lożami w których uwielbiałam przesiadywać. Nie. Drugie piętro zachwyciło mnie widokiem przez przeszkloną ścianę na panoramę Cloudfire. Najlepszego miasta na świecie.

    Ostatnie olbrzymie sterowce zawijały do odległego portu, a po miejskim nieboskłonie majestatycznie płynęły już jeno policyjne jednostki. W rzemieślniczej dzielnicy wszyscy kładli się do snu, ale niedaleko od nich w dolnym dystrykcie rozrywkowym bary ledwo co się otwierały, kusząc swymi olbrzymimi szyldami. Odległe świątynie zdawały się wręcz umierać, kiedy osnuwał je cień, czego nie można było powiedzieć o miejskim ratuszu, który w nocy rozświetlany był tysiącem świateł.

    Przez chwilę tylko wpatrywałam się w ten cudowny widok, aż w końcu westchnęłam z ulgą i zasiadłam przy barze bokiem do kontuaru. Chciałabym powiedzieć, że ciężko zapracowałam na to by móc nazwać się bywalcem drugiego piętra Panoramy, ale byłoby to kłamstwem. Zawdzięczałam to tylko i wyłącznie swojej krwi.

    – Hej Nad, coś taka zamyślona? – zagaił wesoło Mat. Barman, w którym niegdyś jako człowiek byłam zabujana po uszy. Mimo upływu lat dalej miał w sobie ten szarmancki, młodzieżowy urok.

    – Po prostu lubię ten widok. A co tam u ciebie?

    – Jakoś leci. – Mężczyzna nachylił się nad kontuarem i szepnął mi do ucha. – Proszę, zamów coś. Nie chcę jeszcze wracać na dół.

    Pachniał potem i perfumami. W jego przypadku była to przyjemna mieszanka. Absolutnie nie dziwiłam mu się, że nie chce wracać na dolny bar w taki wieczór. Zastukałam matowo-czerwonymi paznokietkami o blat i uśmiechnęłam się do niego ciepło. Lubiłam go.

    – W takim razie przygotuj mi coś fantastycznie skomplikowanego.

    – Jasna sprawa. Szczęśliwie jest pani u nas zawsze pierwsza w kolejce.

    – Nie dlatego, że poza mną są tu dosłownie dwie pary? – spytałam z przyjacielską kpiną. Obie wspomniane pary zresztą siedziały w prywatnych lożach z zapasem alkoholu zapewne na cały wieczór. Albo i dwa.

    – Skądże znowu. Zawsze byłaś i będziesz moją ulubioną klientką Nad!

    W to akurat nie wątpiłam. Odprowadziłam go wzrokiem kiedy zaczął szukać składników, nie czekałam jednak aż zacznie sporządzać swój specjał. Rzuciłam spojrzeniem w bok, by upewnić się, że wyglądam perfekcyjnie. Patrzyła na mnie kruczowłosa dama, której długie włosy opadały w falach gęstych loków na plecy, nie licząc paru niesfornych pasemek, jak zawsze uciekających w okolicę twarzy. Kontrastowały one mocno z delikatną, bladą karnacją, którą podkreślały oczy o kolorze bezgwiezdnego nieba o złotej obwódce, pociągnięte lekkim, szaro-czarnym makijażem oraz pełne usta pomalowane ciemnoczerwoną, matową szminką.

    Wstałam płynnym ruchem i przeciągnęłam się, dalej patrząc na swe odbicie. Mierzyłam sobie pięć stóp i sześć cali wzrostu. Idealnie, by móc założyć kozaki takie jak dzisiaj, a cały czas być niższą od potencjalnych adoratorów. Nie miałam zamiaru nikogo tego wieczoru uwodzić, ale dama powinna w końcu zawsze być przygotowana.

    Udałam się do mojej ulubionej, najmniejszej loży znajdującej się nieco na boku. Tuż obok niej kryły się drzwi prowadzące do jeszcze bardziej intymnej części Panoramy, ale obecnie nie czułam potrzeby, by się tam udawać. Kiedy zasiadłam przy okrągłym stoliku nie wiedziałam jeszcze jakie przygody czekają mnie tego wieczoru.

     Parę godzin temu nie miałam pojęcia, że się tutaj znajdę, a co dopiero iż spotkam tu kogoś znajomego. Pewnie nawet bym nie zwróciła uwagi na mężczyznę, który wszedł chwilę po mnie na środek sali rozglądając się dookoła zdezorientowanym wzrokiem gdyby nie fakt, że zdecydowanie nie był nikim ze stałych bywalców. Nie kojarzyłam jego płaszcza, kapelusza, profilu twarzy. Jedynie jego zapach wydawał się znajomy, lecz jednocześnie odległy. Moje czarne oczy błysnęły złotem i karmazynem, bowiem zaraz mężczyzna zwrócił się w moją stronę i ujrzawszy mnie uśmiechnął się szeroko. Ruszył dziarskim krokiem do mojego bezpiecznego azylu samotności, roztaczając wokół przyjazną aurę pewności siebie.

    – To naprawdę ty Nadalia? – ni to zapytał, ni to stwierdził, uśmiechając się szeroko i zdejmując po drodze kapelusz. Cholera, ależ był przystojny! – Nie wierzyłem, że cię tutaj spotkam, a jednak.

    – Wybacz, mam gorszy dzień. – Tydzień i miesiąc zresztą też, ale o tym nie uznałam za stosowne wspomnieć. – Ty jesteś…

    – Vincent. Razem studiowaliśmy, pamiętasz?

    Przyjrzałam się mu uważniej. Mierzył sobie na oko jakieś sześć stóp i trzy-cztery cale wzrostu. Z gęstymi, kasztanowymi włosami zaczesanymi na bok, o szarmanckiej aparycji. Męskiej, a jednocześnie młodej. Jego rysy twarzy i oliwkowa cera wydały mi się nawet znajome, ale dopiero kiedy spojrzałam w jego ciemnobłękitne oczy przypomniałam sobie z kim miałam do czynienia.

    Na ułamek sekundy zalał mnie strumień wspomnień. Akademia, magia. Kiedy to było? Ach, jeszcze tak niedawno przecież… Ledwo po tym, jak przestałam być człowiekiem…Czy może dłużej?

    – Vin! Jasne, że pamiętam! – krzyknęłam radośnie i zerwałam się z kanapy. Rzuciłam się mu na szyję, co biorąc pod uwagę, że byłam od niego niższa o jakieś dziesięć cali, musiało wyglądać zabawnie z boku. Ten zaśmiał się radośnie i objął mnie. Miał przyjemne w dotyku, mocne dłonie. – Ile my się już nie widzieliśmy? Chodź siadaj!

    Zsunęłam się z niego i usiadłam, a mężczyzna czym prędzej zajął miejsce obok. Oparłam łokcie na blacie stołu i wpatrywałam się w niego błyszczącym wzrokiem. Nawet nie sądziłam, że tak się ucieszę na czyjś widok.

    – Będzie blisko pięć lat od kiedy skończyłaś naukę. Wtedy widzieliśmy się po raz ostatni.

    – Och, to już pięć lat? Niesamowite jak ten czas leci.

    – Może tobie, mi się wlokło jak cholera. – Vincent zaśmiał się lekko. Jego śmiech był jeszcze piękniejszy niż w moich świeżo co przebudzonych wspomnieniach. – Do dziś nie wiem jakim cudem ukończyłaś akademię w trzy lata.

    – Po prostu jestem genialna. Lepiej mów co tam u ciebie.

    – Cóż, ja męczyłem się jeszcze dwa lata z nauką, szczęśliwie zdając pół roku przed terminem. Po krótkim przeszkoleniu odbyłem dwuletnią służbę w wojsku przy granicy i kawałek poza nią, a niedawno wróciłem do Cloudfire. Pracuję jako niezależny niemalże alchemik.

    – Och, to intratny zawód, jeśli wiesz co robisz i masz fundusze na start – mruknęłam zaciekawiona. Ułożyłam dłonie płasko na blacie, stukając o niego paznokciami.

    – Szczęśliwie wojsko ma naprawdę długie ręce.

    – Ach, takie buty. Sprytnie Vin, sprytnie.

    Mężczyzna błysnął swym cudownie białym garniturem zębów. Mianem “alchemików” określano tych czarodziejów, którzy łączyli magię z nauką. Innymi słowy tych, którzy byli kluczowi dla rozwoju Cloudfire. To oni konstruowali autonomiczne, nieożywione twory zwane “marionetkami”, potężne golemy, sprzęt górniczy czy nowe pociągi bijące absurdalne rekordy prędkości.

    Naturalnie potrzebowało ich również wojsko. Cloudfire było bowiem mikroskopijnym państwem, a raczej miastem-państwem, dosłownie otoczonym światowymi mocarstwami, z czego każde z nich posiadało wielokrotnie większe siły zbrojne. Największa metropolia świata była łakomym kąskiem dla wielu potęg. Jednak wyposażone w protezy, sterowce, egzoszkielety oraz wszelkie inne nowinki technologiczne siły Cloudfire skutecznie odstraszały wszelkich najeźdźców.

    To z kolei przekładało się na fakt, że wojskowi alchemicy mieli do dyspozycji naprawdę potężne fundusze. Wojsko zaś miało wobec nich anielską cierpliwość w porównaniu do prywatnych inwestorów, jeśli tylko wcześniej wykazali swą przydatność.

    – Ma to swoje niewątpliwie zalety. – Mężczyzna spojrzał na mnie pogodnym wzrokiem. – Ale opowiadaj lepiej co u ciebie, Nadalio…

    – Nad. Dla ciebie po prostu Nad.

    – Jak za dobrych czasów. Mów. Co tam porabiasz, czym się zajmujesz?

    – Większość czasu siedzę w Cloudfire. Lubię to miasto. Zawsze jest tu sporo do roboty i zabawy.

    – Osiadłaś świeżo po zakończeniu akademii? – Pytanie było zadane z przyjacielską nutą, ale i tak wzbudziło we mnie niechęć.

    – Wolałabym o tym nie mówić. To nie był mój najlepszy okres życia.

    – Jasna sprawa. Teraz jednak wyglądasz zjawiskowo Nad. Tylko wypiękniałaś!

    Zaśmiałam się lekko na ten jakże prosty, a przyjemny komplement. Wzrok mego towarzysza prześlizgnął się po moim ubiorze, a i ja w jego obecności nagle poczułam potrzebę przyjrzenia się samej sobie. Nogi skryłam pod materiałem ciemnobordowych pończoch, których koronka kończyła się w połowie uda, pod sięgającą do kolana czarną, skórzaną spódnicą, która ładnie podkreślała krągłe biodra. Talię o obwodzie dwudziestu sześciu cali, z której byłam bardzo dumna, opinał brązowy gorset z miedzianymi sprzączkami, eksponując jednocześnie biust pod nim zaś nosiłam białą, bufiastą koszulę z niewielkim dekoltem. Poza wisiorkiem i kolczykami z miedzi, wszystkimi uzupełnionymi o drobne granaty, nie miałam więcej biżuterii. Kiedyś ją uwielbiałam, teraz poza niewielkimi akcentami mi przeszkadzała.

    – Dobrze to słyszeć z twoich ust. Mam nadzieję jednak, że gust co do ubioru mi się nieco poprawił?

    – A to na pewno, to na pewno. I… Twoje oczy. Kiedy w nie spojrzałem wydały mi się znajome, ale coś z nimi robiłaś, prawda?

    – A jakie miałam, kiedy się widzieliśmy ostatnim razem? – spytałam lekkim, kokieteryjnym niemal tonem, ale w głębi zamarłam.

    – Ciemnobrązowe, niemal czarne. A teraz te złote obwódki dookoła nich i… – Vin nachylił się nad stołem i zgoła nieprzyzwoicie przyglądał się moim oczom. – Te czerwone refleksy. Poznaję je. Doktor Sint, prawda?

    Odetchnęłam z ulgą. W środku, bo na zewnątrz skinęłam głową i uśmiechnęłam się. Doktor Sint był znanym w okolicy czarodziejem-lekarzem, który specjalizował się w drobnych, acz trwałych modyfikacjach ciała. Nie korzystałam z jego usług, bo i tak me ciało prędzej czy później odrzuciłoby jego magię. Moje oczy, jak i reszta mego ciała, podlegały innym procesom.

    – Powiedzmy, że coś w tym guście. O, nasze drinki chyba idą. Co zamawiałeś?

    – Specjał baru. – Vin zasiadł ponownie na swoim miejscu i obejrzał się przez ramię. – Myślisz, że dobrze wybrałem?

    – Najlepiej jak to było możliwe.

    Mat przyniósł nam dwa niemal identyczne drinki. Były one wymyślnie przyozdobione dziesiątkami owoców przeróżnych kształtów, kolorów i smaków, a podane zostały w mieniącym się wielobarwnie krysztale. Efekt niesamowitości potęgowała spływają po szkle delikatna mgiełka, której źródłem były idealnie kwadratowe kostki lodu.

    Barman zostawił nam nasze zamówienie, skłonił się nisko i puścił mi oczko. W innych okolicznościach westchnęłabym z rezygnacją na jego mało subtelną sugestię, ale dzisiaj…dzisiaj czułam, że może mieć rację.

    – W takim razie za spotkanie – rzucił Vin z uśmiechem.

    Dźwięk szkła rozniósł się po naszej małej, prywatnej loży. Oboje upiliśmy parę łyków. Moje oczy błysnęły z zachwytem. Od razu rozpoznałam subtelne nutki kryjące się pod bogatym, owocowym bukietem. Jednocześnie zaczęłam w myślach chwalić i ganić Mata za skomponowanie tak egzotycznej mieszanki, domyślałam się bowiem jak na mnie wpłynie.

    – Więc…co robisz w Panoramie Vin? Skąd wiedziałeś, że mnie tu znajdziesz?

    – Poszukuję rubinów, granatów, szmaragdów i księżycowego srebra. W ilości…znacznej. Pewien gnom, prowadzący sklep nieopodal, poinformował mnie, że może mieć to czego poszukuję. Dzisiejszego popołudnia dał mi cynk bym zjawił się tu o dziewiętnastej i spotkał się ze swą starą koleżanką z czasów akademii. – Mężczyzna upił parę łyków przez metalową słomkę i uśmiechnął się szeroko. – W życiu bym jednak nie zgadł, że chodzi o ciebie! Ulotniłaś się tak nagle po swojej graduacji, iż byłem przekonany, że więcej cię nie ujrzę.

    – Och, Gast jest świetnym informatorem – odpowiedziałam, zakładając niesforne pasemko włosów za ucho i uśmiechnęłam się kącikami ust. – On wie dużo o dużej ilości rzeczy.

    Chociaż na zewnątrz byłam spokojna w środku mnie się gotowało. Po pierwsze dlatego, iż Gast odgrywał rolę jeno pozoranta. Należał do Bractwa, którego i ja byłam członkinią. Teoretycznie miałam wyższą względem niego pozycję, ale w praktyce Gast podlegał bezpośrednio pod jedną z hrabin Bractwa. Hrabiny, której w paradę wchodzić nie chciałam. Sam jednak gnom nie był nikim ważnym, chociaż informatorem był znakomitym. Skąd do cholery wiedział, że będę tego wieczoru w Panoramie? Sama zadecydowałam o tym godzinę przed wyjściem. Na pewno nie myślałam o tym w popołudnie.

    Drugi powód był bardziej prozaiczny. Egzotyczna mieszanka owoców i alkoholi działała cuda na zmysły. Kwaśna słodycz rozchodziła się po całym moim ciele burzą synestetycznych doznań, od języka przez czubek głowy i w dół aż po same palce u stóp. Objawiało się to lekkimi dreszczykami, gęsią skórką oraz, jak zgadywałam, błyszczącymi oczami. Nie był to efekt samego alkoholu czy cudownego smaku. Mało kto o tym wiedział, ale mieszanka syropów oraz kryształów tworzących lud działało w połączeniu jako silny empatogen. Oraz afrodyzjak.

    – Niesamowity bukiet – mruknął nieco nieprzytomnym głosem Vin, po czym potrząsnął głową. – Wybacz, rozkojarzyłem się. Tak, Gast jest niezły. Już mi parę rzeczy załatwił.

    – Legalnie?

    – Pracuję dla wojska, pamiętasz?

    – Czyli legalnie, ale nie do końca. – Uśmieszek wypłynął na me usta. Z każdym kolejnym łykiem miałam wrażenie, że świat nabierał kolorów, a temperatura otoczenia niebezpiecznie rośnie.

    – Coś w tym guście. Nikt mi za to procesu nie wytoczy.

    – I jak rozumiem, zdaniem Gasta, mogę ci w tym pomóc?

    – A i owszem. Rzekomo pracujesz dla Bractwa. Prawda to?

    Schowałam swój krzywy uśmiech za owocami i kostkami lodu. Bractwo. Szerokie pojęcie, pod którym kryło się naprawdę wiele. Oficjalnie rozpoczęło swoją działalność jako loża wolnomularska, która stopniowo rozciągnęła swoje wpływy i objęła patronatem artystów, rzemieślników oraz alchemików. Ratusz miejski regularnie dostawał również spis przedsiębiorstw, które wchodziły w skład bogatego portfolio Bractwa. Bary, restauracje, kantory, zakłady produkcyjne pod Cloudfire, część portu lotniczego oraz rzecznego. Wszystko zarządzane przez sprawnie działające, wyjątkowo zgrane związki zawodowe wespół z prywatnymi inwestorami zrzeszonymi w Bractwie.

    Papier, jak to mawiają, przyjmie wszystko. Ja jednak znałam swoją organizację lepiej niż większość mogła. Na poziomie finansowym trudno było doszukać się czegoś nadzwyczajnego. Jednak prawdziwym celem Bractwa była władza, specyficznie pojmowana przez samą lożę.

    – Prawda, prawda – odpowiedziałam kiedy już upiłam parę łyków i przywołałam na twarz piękny uśmiech. – Nie ręczę za szmaragdy, ale granatów, rubinów i księżycowego srebra mamy dostatek. Pytanie co oferujesz w zamian.

    – Interesują was pieniądze?

    – Znasz odpowiedź zapewne.

    – Istotnie. Dlatego mam coś lepszego.

    Vin uśmiechnął się i rozejrzał dookoła. Pochylił się nieco nad stołem i sięgnął za pazuchę fraka, po czym wyciągnął sakiewkę. Kiedy ją rozsupłał ze środka wypadło wielokrotnie owinięty przedmiot, który zaczął skrupulatnie rozwijać. Uznałam te środki zaradcze za przesadzone, lecz zmieniło się to w chwili, gdy mężczyzna uchylił ostatni kawałek materiału.

    Skryty kamień błysnął purpurą, która to zaraz pod wpływem ciepłych świateł umieszczonych w loży rozproszyła się w fiolety i czerwienie. Aż westchnęłam lekko nie mogąc powstrzymać zachwytu. Obserwowałam przez chwilę cudowny kamień, podziwiając bijący od niego hipnotyzujący blask.

    – Królewski rubin. Myślałam, że obrót nimi jest ściśle kontrolowany przez ratusz – szepnęłam zachwycona.

    – I tak i nie. Przepisy nic takiego nie przewidują, ale w praktyce ich liczba jest tak niewielka, że zawsze ktoś im się przygląda w stołecznej radzie, a skarbiec odnotowuje wszelkie transakcje z ogromną pilnością.

    – Skąd więc jeden z nich znalazł się w twoim posiadaniu?

    – To już moja prywatna sprawa. – Vin uśmiechnął się i zakrył swój drogocenny skarb. Patrzyłam na to z pewnym żalem, ale doskonale go rozumiałam. – Rzecz w tym, iż jestem blisko przełomu, by na jego wzór tworzyć kopie. Nie są doskonałe, rzecz jasna, ale we właściwościach niezwykle podobne.

    To była ważna informacja i niesamowicie silna karta przetargowa. A także tajemnica, która lepiej, by nie wyszła za szybko na światło dzienne. Im szlachetniejszy kamień tym większy był jego potencjał w rzemiośle magicznym. Chociaż ani protezy ani sztuczne twory nie wymagały ich do funkcjonowania, tak potrafiło to wielokrotnie zwiększyć ich zdolności, czas działania jak i wiele innych właściwości. A to dopiero początek ich zastosowań.

    Mało zaś było kamieni na świecie o większym potencjale niźli królewski rubin. Nawet diamenty, uznawane przez wielu za złoty standard, nijak się miały wobec tych cudownych kryształów.

    Rozejrzałam się szybko dookoła, po czym chwyciłam za swój kielich. Podniosłam się i skinęłam głową na Vina, który z zaciekawieniem przechylił głowę na bok. Wiedziałam jednak, że zaraz ruszy za mną, toteż bez chwili zwłoki ruszyłam w stronę jednego z ochroniarzy w rogu. Mężczyzna odsunął się bez słowa widząc mnie, a ja ułożyłam dłoń na drewnianej boazerii. Vincent już otworzył usta, by rzucić jakąś kąśliwo-żartobliwą uwagę, ale nie dałam mu na to szansy. Przelałam cząsteczkę energii w ukryty mechanizm, a ściana przed nami rozsunęła się na boki.

    – Witaj w Panoramie, Vin – powiedziałam z szerokim uśmiechem, kiedy koła zębate obracały się z cichym zgrzytem.

    ***

    Po bliższym przyjrzeniu kamień różnił się od królewskiego rubinu. Jego blask nie był tak nieskazitelny i marniał w ciemności. Niemniej jednak dalej emanował energią, a nawet nie był odpowiednio obrobiony. Nie byłam ekspertką w tym względzie, lecz wiedziałam, że odkrycia Vincenta są na wagę złota. Zwłaszcza, iż jego oferta była wcale dobra. W zamian za priorytetowe dostawy rubinów i granatów obiecał dwadzieścia procent przerobu przekazywać z powrotem do Bractwa po uprzednim ich uszlachetnieniu.

    Grzechem, w mojej skromnej ocenie, byłoby nie skorzystać.

    – Niesamowite. Więc to tym się zajmowałeś, kiedy znikałeś w tym swoim maciupeńkim warsztacie? – zapytałam obracając mieniący się kamień w dłoni.

    – Wtedy pragnąłem stworzyć prawdziwe życie z magii. Skończyło się na pobudzaniu wzrostu róż.

    – Ach, to dlatego zawsze miałeś dla mnie najpiękniejsze kwiaty?

    – Więc pamiętasz. – Vin dopił swojego drinka i odstawił szklankę na stół. Kiedy się uśmiechał miał niesamowicie urocze dołeczki.

    – Wiele rzeczy pamiętam. A ty co zapamiętałeś o mnie najlepiej?

    Mój przyjaciel zamyślił się na chwilę. Zrzucił z siebie kamizelką i rozpiął guzik koszuli. Nie dziwiłam mu się. W małym pokoju było ciepło. Naturalnie moglibyśmy otworzyć przyciemniane okna, ale hałas miasta nie był czymś, czego pragnęliśmy. Moje myśli coraz bardziej podążały w jednym, konkretnym kierunku, podobnie jak i mego przystojnego towarzysza wieczoru.

    – To jak błyszczałaś na zajęciach praktycznych. Zdecydowanie.

    – Och, dalej masz mi za złe jak posłałam cię na łopatki na oczach studentek pierwszego roku?

    – Wprost przeciwnie. – Mężczyzna uśmiechnął się i upił parę łyków, po czym spojrzał na mnie z charakterystycznym błyskiem w oku. – Wówczas zacząłem doceniać piękno silnych, niezależnych kobiet.

    – Cóż za prosty, a miły komplement. Dziękuję – odparłam, nie mogąc oderwać wzroku od jego pięknych oczu.

    – Ależ proszę ciebie bardzo Nad. Muszę również dodać, że wprost zszokowałaś mnie na balu połowinkowym.

    – Tym jak pięknie tańczę?

    – Między innymi. Rzadko wychodziłaś z nami gdziekolwiek, toteż tak naprawdę dopiero wtedy ujrzałem jak zwinnie się poruszasz. – Jego oczy ponownie błysnęły zawiadacko. – Ale tym, co mnie po dziś dzień interesuje to to, czy koronki twoich pończoch kończyły się skandalicznie nisko, czy też może była to sprytna iluzja mody.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nadalia

    Hej! To moje pierwsze opowiadanie z, mam nadzieję, dłuższego cyklu. Dajcie proszę znać, czy powinnam pisać dalej, co powinnam zmienić – to mój pierwszy erotyk, więc proszę o wyrozumiałość!

  • Nie-zwykla Rodzina cz 57. – Kolezanka mamy

    Moja mama wróciła z fitnessu. Razem z nią przyszła jej przyjaciółka Cristina.

    Cristina była wysoką brunetką. Włosy miała spięte z tyłu. Figurę miała zbliżoną do mamy. Jej cycki jednak były o rozmiar większe. Mama była podobnie ubrana, przez co bardzo mnie obie podnieciły.

    – Napijesz się czegoś, Cris?

    – Wody. Dziękuje. – przyszedłem do nich do kuchni. – oh…witaj Alan.

    Spojrzała na mnie zagryzając wargę. W tych legginsach i biustonoszu była bardzo kusząca. Poczułem ucisk w spodniach.

    – Dzień dobry pani.

    – Wiesz co Cris…u mnie w sypialni są moje czyste rzeczy. Możesz się w nie przebrać.

    – Dobrze. – po czym wstała i poszła do sypialni rodziców. Mijając mnie niby przypadkiem dotknęła mojego fiuta przez materiał spodni. Nagle usłyszałem telefon.

    – Muszę odebrać. – rzekła mama. – Alan, mógłbyś zanieść Cristinie wodę?

    – Jasne.

    Podała mi szklankę i odebrała telefon. Poszedłem od razu do sypialni. Wchodząc widziałem jak Cristina ma zdjęty biustonosz. Stała przed otwartą szafą mamy. Postanowiłem wykorzystać sytuację póki mogłem. Ostrożnie odłożyłem szklankę na regał i powoli podeszłem od tyłu do przyjaciółki mamy.
    Złapałem ją za jej nagie piersi. Ta zadrżała i podskoczyła na mój gest.

    – Alan! Co ty…

    – Ma pani zajebiste cycki…

    Opierałem się o nią, przez co czuła mojego twardego kutasa. Ja ugniatałem jej cudne piersi.

    – Ohh…Alan…czuje że ci się one bardzo podobają. – powiedziała Cristina odchylając głowę do tyłu, a ją zacząłem całować.

    – Bardzo…

    Odwróciła się wtedy, wpijając mi się w usta. Zaczęła także odpinać mi spodnie.

    – Gdzie Ann?

    – Rozmawia przez telefon.

    – Chcę go poczuć, zanim wróci.

    Odpięła mi spodnie i wyjęła mojego fiuta. Widziałem błysk w oczach gdy go zobaczyła.

    – Jest taki duży.

    Uśmiechnąłem się na komplement, a Cristina ułożyła między swoje cycki.
    Ścisnęła i zaczęła nimi poruszać. Ogarnęło mnie błogie uczucie a fiut stał się bardziej twardy niż był.
    Zauważyłem że jej cycki stają się mokre przez mojego kutasa. Następnie nie czekając wzięła go do buzi. Zaczęła go obciągać. Jej język z początku przejechał po całej długości. Pieściła żołądź, a potem całego wzięła do ust. Poruszała w górę i w dół, powodując przyjemne uczucie. Byłem bliski eksplozji w jej ustach.

    – Co tu się dzieje?! – przerwała nam mama która weszła do sypialni, przyłapując mnie z Cristiną.

    Szlag.

    Patrzyła się jakby chciała nas zabić. Ja z fiutem w ustach jej przyjaciółki, która to szybko go wyjęła i zakryła piersi. Ja jednak dalej miałem chuja na wierzchu.

    – Ann…to nie tak jak myślisz.

    – Nie tak jak myślę? Czyli wcale nie obciągałaś mojemu synowi. – wtedy podeszła od razu do mnie i nagle pocałowała mnie i złapała za mokrego kutasa. Po odwzajemnieniu pocałunku powiedziała. – Wiesz…mogliście przynajmniej zaczekać na mnie?

    Wtedy Cristina wstała z podłogi i otworzyła szerzej oczy.

    – Co wy robicie? Przecież to twój syn!

    – No tak… – zaczęła mama zakłopotana. – …i co z tego?

    – Jak to co z tego…żartujesz. A myślałam że to ja źle robię.

    – Bo robisz. Chciałaś się pieprzyć beze mnie. Zróbmy to we trójkę, jak już. Dołączysz Cris.

    – Ymm…a w sumie… – wtedy Cristina podeszła do mamy i zaczęły się całować.

    – Tylko pamiętaj…to tajemnica.

    – Jasne…nikomu nie powiem.

    – Dobrze… – wtedy mama zaczęła się rozbierać. Szybko zdjęła swoje legginsy i biustonosz. Zaraz potem majteczki. Została w końcu naga. – …na co czekacie? – zwróciła się do nas.

    Zdjąłem szybko moją koszulkę i spodnie. Cristina także zdjęła swoje legginsy. Jej ciało oczywiście było równie zajebiste co mamy. Jej jędrne cycki sprawiły że szybko fiut znowu mi stwardniał. Rozpuściła swoje włosy. Była zajebista, a jej cipka, nakręciła mnie na zabawę.

    – No to zabawmy się. – powiedziała Cristina.

    – Świetnie. Dasz radę nam obu Alan?

    Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo mama już była na kolanach i wzięła mojego już twardego penisa i włożyła go sobie do ust. Zaraz potem klęczała obok niej Cristina. Jedną ręką masowała mamie cipkę, na co moja mama reagowała pojękiwaniem, co brzmiała bardzo seksownie zważając na to że miała w ustach mojego kutasa.

    – Teraz ty moja droga. – powiedziała mama przekazując fiuta przyjaciółce. Ta szybko wzięła go do ust. Z początku powoli oblizywała główkę.

    – Dawaj…idź na całość. – i przycisnęła głowę brunetki tak, że ta połknęła mojego całego fiuta. Przez kilk sekund tak trzymała, a gdy zaczęła się ślinić i dławić, mama uwolniła ją i sama łapczywie rzuciła się na moją pałę. Cristina zaczęła mnie całować, a mama robiła mi głębokie gardło bez żadnego wysiłku poruszając głową od końcówki penisa, aż po same jądra. Cristina oderwała się od moich ust i zeszła na dół ssać moje jajka. Dwie MILFetki wyczyniały cuda przy moim kutasie. W końcu z jednej i druviej strony fiuta miałem ich usta.

    Dziewczyny lekko popchnęły mnie na łóżko po czym mama usiadła na mnie okrakiem. Nabiła się na mojego penisa i zaczęła mnie ujeżdżać. Cristina położyła mnie i usiadła mi na twarzy. Poczułem smak jej wilgotnej cipki. Była bardzo mokra. Kiedy mama zaczęła się głośno drzeć uznałem, że doszła i że należy zmienić ją z koleżanką.

    – Oh Alan…chcę go w końcu poczuć…

    Położyłem Cristinę wtedy na plecach i wepchnąłem w nią kutasa. Tymczasem mama usiadła jej na twarzy i zaczęła mnie całować. Brałem tak koleżankę mamy, dotykając piersi i cipek moich kobiet. Mama i Cristina wyglądały jeszcze seksowniej w tej pozycji. Wziąłem Cristinę i kochaliśmy się w pozycji na pieska. Mama położyła się przed przyjaciółką, która ochoczo zlizywała soczki z jej cipki.

    – Świetnie smakujesz, Ann…

    – Hmmm…

    – A twój syn…jest niesamowity…ooooggghh…

    – Oj wiem, kochanaaaaa…

    – Jestem już blisko – powiedziałem i mama szybko do mnie podeszła.

    Mama uklęknęła i wyjęła penisa z pochwy Cristiny, wsadzając sobie w usta. Possała trochę a potem włożyła z powrotem w pizdę. Potem zacząłem rżnąć Cristinę z całych sił.

    – Słodka… – powiedziała mama i zaczęła lizać przyjaciółkę po odbycie. Lizała najpierw dookoła, a potem wsadziła język w otwór koleżanki co w połączeniu z penetrowaniem przeze mnie doprowadziło ją do orgazmu.

    – Oooohhhhh…tttaaak…

    – Teraz Alanku wejdź w to oczko. – powiedziała mama, na co się zgodziłem.

    – Chwila, nie jestem go….oooooohhhh… – przerwałem jej wkładając chuja do jej dupy.
    Była bardzo ciasna. Odczuwała każdy centymetr, który do tej pory wszedł.
    A jeszcze nie był w całości.
    Nie czekając pchnąłem do końca.
    Krzyknęła głośno. Trzymałem mocno jej dupsko. Waliłem ją jak opętany, a ona wyła w niebogłosy. Z impetem wchodziłem jej do odbytu.
    To było niezwykłe uczucie. Czułem opór ze względu na to, że ta dziura jej była ciaśniejsza. Z czasem jednak bardziej ją rozluźniałem.

    – Oooo…kurwa…

    W końcu wyszedłem z niej a Cristina odetchnęła z ulgą.

    – Twój syn jest bardzo hojnie obdarzony, Ann.

    – Często się o tym przekonuje Cris. A właśnie…

    Moje kobiety położyły się w pozycji 69. Lizały nawzajem swoje cipki. Przeszłem na drugą stronę łóżka i zacząłem brać od tyłu mamę. Słyszałem, jak one jęczą, mama dzięki mnie a Cristina przez pieszczoty przyjaciółki.

    – Oooohhh…jestem tak blisko…

    – Ja też…

    Mówiły w tym samym czasie. Obie doszły chyba w tym samym momencie, a zaraz potem zalałem cipkę mamy gorącą spermą. Kiedy wyjąłem penisa, Cristina najpierw go oblizała, a potem zlizała cały płyn wyciekający z prosto z mamy.

    – O boże…to było świetne. – powiedziała Cristina, gdy już położyła się na plecach na łóżku. Mama do niej dołączyła.

    – To prawda…byłeś wspaniały, Alan.

    – Przyznaj. Mój syn potrafi nieźle ruchać. – powiedziała mama z uśmiechem.

    – Oj tak…masz wspaniałego syna.

    – Musisz częściej wpadać, to się przekonasz co jeszcze potrafi. – powiedziała mama.

    – Będę z pewnością.

    – No i następnym razem nie rżnijcie się beze mnie.

    – Dobrze mamo.

    Wtedy położyłem się obok nich, a one pocałowały mnie jednocześnie.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Zbyszek, rozdzial 4

    Zbyszek jest szczęśliwy

    Następnego dnia rano Zbyszka obudził kopniak w bok. Patrycja stała nad nim z pejczem. Kiedy się nie ruszył, lekko smagnęła go po pośladkach.

    – Wstawaj! Już szósta, Pani nie będzie czekać!

    Zbyszek zaczął się gramolić, ale był zesztywniały i bolały go wykręcone do tyłu ręce, więc trochę to trwało, zanim dał radę przyklęknąć. Patrycja otworzyła obie kłódki, odpięła go od łańcucha i pomogła wstać.

    – Muszę do toalety! – jęknął Zbyszek, kiedy przypinała mu smycz do obroży.

    – Właśnie tam idziemy – odpowiedziała Patrycja i poprowadziła go do łazienki. W rogu pomieszczenia był prysznic, a obie ściany zasłaniały przesuwane panele. Okazało się, że za nimi były przymocowane do ścian grube łańcuchy z kajdanami – dwa na górze i dwa na dole. Patrycja podprowadziła tam Zbyszka, kazała mu się obrócić i rozstawić nogi.

    – Ale ja muszę się wysikać – powiedział błagalnie Zbyszek.

    – Poczekaj, najpierw muszę cię umyć. Nie stawiaj oporu, to będzie szybko.

    Zbyszek posłusznie rozstawił nogi i Patrycja zakuła je w dolne kajdany. Wtedy uwolniła jego ręce, ale tylko po to, żeby założyć na nie górne kajdany. Zbyszek stał z rozstawionymi nogami i rozpostartymi rękami, nie mogąc za bardzo się ruszać. Patrycja zdjęła obie obroże i odeszła na dwa kroki patrząc na Zbyszka. Na jego twarzy był grymas cierpienia, patrzył w dół na kafelki i widać było, że mocno z czymś walczy. Patrycja uśmiechnęła się.

    – Spójrz na mnie, niewolniku!

    Zbyszek spojrzał. Wtedy Patrycja rozpuściła swoje długie blond włosy i zaczęła głaskać się po piersiach.

    – Podobam Ci się? – powiedziała kręcąc pupą.

    – Tak, jesteś piękna, ale pozwól mi…

    – Poczekaj. To nie potrwa długo – Patrycja podeszła do Zbyszka i musnęła wargami jego usta. Potem objęła udami jego nogę i zaczęła się po niej przesuwać w górę i w dół. Zupełnie do tej pory zwiotczały członek Zbyszka zaczął się podnosić. Po chwili Patrycja stanęła przed Zbyszkiem, pocierając swoje piersi o jego i patrząc mu w oczy.

    – Czy jesteś szczęśliwy?

    – Tak, ale muszę się… – Patrycja przerwała wkładając mu język w usta. Jej cipka dotknęła wyprężonego członka, który drgał rytmicznie. Kiedy Patrycja to wyczuła, odsunęła się i odkręciła wodę. Starannie zmoczyła całego Zbyszka i namydliła go gąbką, szczególną uwagę poświęcając genitaliom. Potem spłukała mydło i umyła mu zęby i włosy. Co chwilę dotykała jego członka, a kiedy wyczuwała, że zaczyna wiotczeć, znów doprowadzała go ręką do pełnej erekcji. Zbyszek poddawał się temu z rezygnacją, licząc na to, że kąpiel szybko się skończy. Kiedy Patrycja go wreszcie wytarła szorstkim ręcznikiem, odetchnął z ulgą. Okazało się jednak, że to jeszcze nie koniec, bo Patrycja wyciągnęła maszynkę elektryczną i zaczęła go starannie golić. Ogoliła mu twarz, a potem zgoliła nieliczne włosy na piersiach i pod pachami, wreszcie przyklęknęła i starannie wygoliła okolice genitaliów, łącznie z moszną. Nie omieszkała podczas tej czynności dotykać czubkiem języka główki jego członka.

    Kiedy skończyła ze wszystkim, spojrzała na Zbyszka z dystansu, wyraźnie zadowolona.

    – Teraz jest dużo lepiej – orzekła i założyła mu z powrotem obie obroże. Do tej na dole przyczepiła smycz i uwolniła Zbyszka z kajdan – najpierw ręce, które znów skuła z tyłu, a potem nogi. Zbyszek spojrzał na nią i cicho jęknął, ale Patrycja położyła mu palec na ustach.

    – Ciii! Nic nie mów! – szarpnęła za smycz i Zbyszek posłusznie poszedł za nią z nabrzmiałym członkiem, zostawiając mokre ślady na podłodze. – Wytrzyj stopy! – Zbyszek stanął na wycieraczce w progu łazienki i szurał przez chwilę bosymi stopami.

    – Dobrze, możemy iść do Pani – powiedziała Patrycja i szarpnęła smyczą. Weszli do salonu. Pani siedziała w fotelu i czytała książkę.

    – Nareszcie! Już myślałam, że będę musiała po was pójść – mruknęła nie patrząc na nich.

    – Przepraszam Panią, musiałam starannie umyć niewolnika – odpowiedziała Patrycja.

    – No dobrze, zobaczmy, jak Ci poszło – Pani odłożyła książkę i spojrzała na klęczącą przed nią parę – Widzę, że jeszcze nie przemyślałeś swojego wczorajszego zachowania. Dostaniesz za to trzydzieści batów.

    Uwaga odnosiła się do wyraźnej erekcji Zbyszka, który już nic nie powiedział, tylko skulił się i jeszcze bardziej pochylił głowę.

    – Patrycjo, załatw to od razu!

    Patrycja zaprowadziła Zbyszka do dalszej części salonu, gdzie w suficie było umocowane kółko z przewieszoną liną. Patrycja przywiązała koniec liny do kajdanek skuwających ręce Zbyszka, a potem pociągnęła za drugi koniec. Lina pociągnęła wykręcone ręce Zbyszka do góry, a on musiał się pochylić. Patrycja naciągnęła linę tak mocno, że Zbyszek jęknął z bólu, a potem przywiązała również drugi koniec do kajdanek. Smycz przeciągnęła między nogami i przywiązała do liny. Zbyszek stał z rękoma prawie pionowo wykręconymi do góry, tak mocno pochylony do przodu, że jego głowa była na wysokości bioder Patrycji, z mocno wypiętymi pośladkami. Patrycja obróciła go pośladkami w kierunku Pani, która przypatrywała się temu z wyraźnym zainteresowaniem.

    – Będziesz liczył. Jeśli się pomylisz, zaczynamy od początku – Patrycja poinformowała Zbyszka, trzymając w ręku pejcz. Pierwsze uderzenie nie było mocne, ale Zbyszek krzyknął. Patrycja kontynuowała, a Zbyszkowi zaczęły płynąć z oczu łzy.

    – Jeśli nie zaczniesz liczyć, spędzimy tak czas do wieczora – powiedziała Patrycja między uderzeniami.

    – Siedem – jęknął Zbyszek.

    – Liczysz od początku!

    – Raz! – głos Zbyszka był nienaturalnie wysoki. – Dwa! Trzy! – pejcz co chwilę uderzał pośladki Zbyszka, a on starał się z całych sił, żeby się nie pomylić – Czternaście!

    I wtedy Zbyszek nie wytrzymał, z jego wciąż jeszcze lekko naprężonego członka zaczął płynąć strumień moczu rozpryskując się na podłodze. Przestał liczyć, choć Patrycja nadal uderzała go pejczem.

    – Zaczynasz od początku! – usłyszał głos Patrycji między uderzeniami.

    – Błagam! – jęknął Zbyszek, a wtedy Patrycja uderzyła go mocniej.

    – Liczysz!

    – Raz! Dwa! Trzy! – szeptał Zbyszek, kiedy ostatnie krople moczu spadały na podłogę. Policzył wreszcie do trzydziestu, więc po ostatnim razie Patrycja odłożyła pejcz i otarła pot z czoła.

    – To było bardzo niegrzeczne, niewolniku! Musisz to teraz posprzątać! – Patrycja chwyciła smycz, odwiązała linę i Zbyszek padł na kolana w środku wielkiej mokrej plamy. Jego pośladki były całe w różowych pręgach.

    – Całe szczęście, że nie na dywan – mruknęła Pani.

    Zbyszek przez chwilę ciężko dyszał. Patrycja szarpnęła za smycz. Zbyszek usiadł na swoich piętach i pochylił się w kierunku podłogi. Zlizywał i połykał własny mocz, opierając się czołem o podłogę, bo skrępowane ręce utrudniały mu utrzymanie równowagi. Był przy tym tak bardzo niezgrabny, więc bardziej rozmazywał niż usuwał plamę. W końcu z całą twarzą umazaną moczem znieruchomiał i rozpłakał się.

    – Widzę, że nic z tego nie będzie. Zrób z nim porządek – poleciła Pani Patrycji. Patrycja pociągnęła za smycz i Zbyszek powoli wstał. Omijając dywan zaprowadziła go do łazienki i ponownie przykuła do łańcuchów koło prysznica. Zostawiła go tam z moczem ściekającym po brodzie i wróciła do salonu z wiadrem z wodą i z mopem. Zmieniała wodę jeszcze dwa razy zanim podłoga była wystarczająco czysta. Wtedy wróciła do Zbyszka, spłukała go całego i wytarła. Kiedy już był gotowy, klęknęła przed nim i znów zaczęła ssać jego członka. Zbyszek próbował protestować, ale podniosła rękę i zatkała mu usta. Drugą ręką gładziła jego piersi. Po chwili erekcja wróciła i Patrycja zadowolona ze swojej pracy odpięła go od łańcuchów, przypięła smycz i wrócili do salonu. Zbyszek znów klęczał przez Panią z podniesionym członkiem, a z jego oczu płynęły łzy.

    – Obawiam się, że czeka nas długa droga… – westchnęła Pani – Może zaczniemy z drugiej strony. Patrycja pokaże ci, jak zachowuje się dobry niewolnik. Patrycjo, dzwonki!

    Patrycja wyszła z salonu i wróciła trzymając w ręku trzy klamerki, takie same, jak te, które poprzedniego dnia sprawiły tyle bólu Zbyszkowi. Nie były połączone łańcuszkiem, ale do każdej przymocowany był metalowy, dość masywny dzwonek. Patrycja uklękła tuż przed Panią i wręczyła jej klamerki, a potem złożyła ręce z tyłu patrząc na stopy Pani.

    – Wstań – rozkazała Pani – i pochyl się.

    Patrycja spełniła polecenie i Pani zacisnęła dwie klamerki na jej sutkach. Ciężar dzwonków wyraźnie ściągnął je w dół, ale Patrycja nawet nie jęknęła. Następnie Pani odchyliła jedną ręką wargi sromowe i założyła trzecią klamerkę na łechtaczkę. Na twarzy Patrycji można było zobaczyć grymas bólu, ale tylko przez chwilę. Pani poklepała ją po pośladku.

    – Dobra suczka! – powiedziała. – Teraz przysiady.

    Patrycja zaczęła robić przysiady, a dzwonki dźwięcznie dzwoniąc kołysały się na jej piersiach i między nogami.

    – Bieg w miejscu!

    Patrycja podniosła się i wykonała polecenie. Jej piersi mocno falowały, a wszystkie trzy dzwonki gwałtownie szarpały klamerkami w górę i w dół. Patrycja zacisnęła wargi, ale nie przestawała.

    – Pajacyki!

    Kiedy Patrycja skakała, wydawało się, że klamerki odpadną, tak gwałtownie dzwonki bujały się w górę i w dół. Oprócz ich głośnego dźwięku było też słychać ciche klapnięcia, kiedy dolny dzwonek uderzał w dolną część cipki Patrycji. Dziewczyna zrobiła się czerwona na twarzy i ciężko dyszała. Pani patrzyła na nią w milczeniu przez dłuższą chwilę, zanim pozwoliła jej przestać. Patrycja z wyraźną ulgą uklękła przed Panią.

    – Czy jesteś zadowolona ze swoich ćwiczeń?

    – Tak, Pani! Twoja suczka jest szczęśliwa.

    Pani pogłaskała Patrycję po głowie i dała jej rękę do pocałowania.

    – No dobrze, my tu się bawimy, a przyszedł czas na śniadanie. Patrząc na ciebie zrobiłam się głodna, więc liczę na szybki posiłek. Najpierw jednak musisz założyć swoje ulubione majtki. Wstań i zbliż się do mnie.

    Zbyszek też był głodny i przełknął ślinę, ale nikt nie zwracał na niego uwagi. Patrycja miała w oczach niepokój, ale podeszła do Pani, która zdjęła jej klamerkę z łechtaczki. Potem posłusznie poszła do sąsiedniego pokoju, przy każdym ruchu dzwoniąc pozostałymi dwoma dzwonkami. Wróciła stamtąd w skórzanych stringach, które z przodu miały dwa paski z klamrami mocujące na sztywno płaski wibrator z małą kulką na końcu. Wibrator był tak umieszczony, że kulka zagłębiała się w górnej części cipki, dotykając łechtaczki. Patrycja uklękła i podała Pani pilota.

    – Dobra suczka! – pochwaliła Pani Patrycję – Teraz zrobisz mi jajecznicę na śniadanie!

    Pani włączyła pilota i nacisnęła jeden z przycisków. Wibrator między nogami Patrycji zaczął cicho bzyczeć, a dziewczyna lekko dygotała idąc do kuchni. Krzątała się tam przez jakiś czas, a potem nakryła do stołu. Pani nacisnęła inny przycisk i wibrator zmienił dźwięk na bardziej intensywny. Widać było, jak Patrycji drżą nogi i ręce, kiedy przynosiła patelnię z jajecznicą i nakładała Pani na talerz, a potem nalewała wodę do kielicha, ale udało jej się nie uronić ani kropelki. Kiedy Pani jadła, stała obok niej z rękoma założonymi z tyłu, dygocząca i zagryzająca usta. Podczas posiłku Pani nacisnęła kolejny przycisk i Patrycja aż podskoczyła, kiedy wibrator zaczął pracować jeszcze mocniej.

    – Nalej mi więcej wody! – rozkazała Pani pokazując pusty kielich. Ręka Patrycji mocno dygotała, kiedy nalewała i udało jej się napełnić kielich tylko do połowy, ale nie rozlała wody. Spojrzała błagalnie na Panią, która jednak była pochłonięta jedzeniem. Kiedy skończyła, znów nacisnęła na kolejny przycisk.

    – A teraz posprzątaj!

    Patrycja była już tak mało przytomna i rozdygotana, że ledwo utrzymała w rękach naczynia. Poszła jednak lekko zataczając się do kuchni i wróciła, choć uginały się pod nią kolana. Stanęła przez Panią cała drżąca i zbierając resztki sił zapytała, co jeszcze Pani jej rozkaże. Pani patrzyła długo na Patrycję, której strużka śliny spływała z kącika ust, a oczy były nieprzytomne. Wreszcie wydała rozkaz.

    – Pozwalam na orgazm!

    Patrycja padła jak rażona na dywan, zaczęła się na nim wić i krzyczeć, drapiąc jedną ręką bok fotela Pani, a drugą przyciskając wibrator. Trwało to długą chwilę, a Pani przyglądała się Patrycji z zainteresowaniem.

    – Koniec!

    Patrycja wciąż szczytowała, ale opanowała się i podniosła na kolana. Wibrator nadal pracował na pełnych obrotach, a ona miała zamknięte oczy. Jej piersi gwałtowanie falowały, dzwonki cicho dzwoniły i było słychać chrapliwy oddech.

    – Teraz zrobisz mi herbatę!

    Patrycja przez moment była nieruchoma, ale wreszcie otworzyła oczy, wstała i opierając się o stół i framugę drzwi weszła do kuchni. Tam było słychać, jak wstawia wodę na herbatę i cały czas ciężko dyszy. Wreszcie wróciła trzymając tacę, na której była filiżanka z herbatą, cukiernica i mały dzbanek z mlekiem. Patrycja nie mogła opanować drżenia rąk, więc płyn w filiżance falował i trochę herbaty wylało się na tacę.

    – Niedobra suka! – krzyknęła Pani – postaw tacę na stole i odwróć się!

    Patrycja posłusznie stanęła tyłem przed Panią i wypięła pośladki. Głos wibratora stał się bardziej stłumiony, kiedy zniknął między jej nogami. Pani wychłostała Patrycję szpicrutą; przy każdym uderzeniu słychać było wyraźny dźwięk dzwonków. Patrycja cicho jęknęła, ale nie wiadomo, czy z powodu uderzeń szpicrutą, czy z powodu wibratora. Wreszcie Pani przestała bić i wyłączyła wibrator. Patrycja rzuciła się jej do stóp.

    – Dziękuję, Pani – wyszeptała całując ją w rękę.

    – Możesz się rozebrać.

    – Dziękuję, Pani – powtórzyła Patrycja i z ulgą odpięła wibrator, zdjęła stringi i klamerki z sutków. Odniosła to wszystko na miejsce i wróciła.

    – Co rozkażesz, Pani?

    – Zjedz coś i zajmij się tym psem – wskazała Zbyszka szpicrutą – Jest za gruby, trzeba coś z tym zrobić.

    – Tak, Pani! – odpowiedziała Patrycja i zniknęła w kuchni. Zbyszek nie śmiał się odezwać.

    Tresura Zbyszka zaczęła się kwadrans później. Patrycja wyprowadziła go na zewnątrz.

    – Najpierw trochę pobiegamy.

    Szarpnęła za smycz i Zbyszek zaczął za nią biec po trawniku wokół domu. Na początku powoli, ale Patrycja stopniowo przyśpieszała, a Zbyszek musiał za nią nadążyć, bo kiedy nie biegł wystarczająco szybko, smycz się napinała i pociągała w przód jego przyrodzenie. Zrobili tak kilka kółek.

    – Teraz będzie trochę trudniej – powiedziała Patrycja i zakuła jego nogi w kajdany połączone krótkim łańcuchem, na tyle krótkim, że starczał tylko na pół kroku. Zbyszek musiał szybciej przebierać nogami, żeby nadążyć za Patrycją. Nie mógł już biec tak szybko, bo dodatkowo przeszkadzało mu to, że miał ręce skrępowane z tyłu. Niezrażona tym Patrycja ciągnęła mocno smycz. Kiedy po zrobieniu trzech okrążeń stanęli, Zbyszek był spocony i dyszał.

    – Widzę, że nieźle ci idzie. Przejdźmy zatem o krok dalej. Stopy koło siebie! – rozkazała Patrycja. Przepięła smycz do obroży na szyi Zbyszka, a do dolnej krawędzi jego napletka przypięła klamerkę połączoną z łańcuszkiem, który swobodnie zwisał, sięgając prawie do ziemi. Patrycja podniosła łańcuch łączący nogi Zbyszka, przełożyła przez niego łańcuszek z klamerką, dobrze wymierzyła i przypięła jego wolny koniec do jednego z ogniw między kolanami niewolnika.

    – Teraz zrób jak największy rozkrok! – Zbyszek nie był w stanie oddalić swoich stóp od siebie na więcej niż na ćwierć metra. Łańcuch między jego nogami napiął łańcuszek prowadzący w górę, który mocno ściągnął napletek w dół. Zbyszek syknął z bólu.

    – Świetnie, teraz biegniemy – Patrycja szarpnęła za smycz. Zbyszek zaczął ostrożnie iść za nią, ale z każdym krokiem klamerka ściągała jego członek w dół, a potem puszczała. Patrycja zmusiła go do powolnego truchtu, a wtedy ruchy członka stały się gwałtowniejsze. Już po jednym okrążeniu Zbyszek dostał erekcji, co dodatkowo utrudniło bieganie, bo czubek członka był coraz wyżej, ograniczając długość jego kroku. Napletek odsłonił żołądź i klamerka znalazła się w takim miejscu, że coraz bardziej podrażniała dolną część członka. Zbyszek dyszał już nie tylko z wysiłku, ale i z podniecenia. Po drugim okrążeniu jego członek był już zupełnie twardy i niewolnik musiał bardzo szybko przebierać nogami, żeby zdążyć za Patrycją, która nie zwalniała tempa. Patrycja widząc to stanęła.

    – Znowu to samo! – krzyknęła – trzeba cię trochę ostudzić!

    Zaczęła smagać Zbyszka pejczem po pośladkach, a on próbował zasłaniać się skrępowanymi z tyłu rękami. Ta chwila, kiedy jego penis nie był szarpany w górę i w dół wystarczyła jednak, żeby erekcja zmniejszyła się. Patrycja przestała go chłostać, przywiązała smycz do ławki ogrodowej i wróciła na chwilę do domu. Wróciła stamtąd z klamerkami i łańcuszkiem, które Zbyszek poznał już wczoraj. Założyła klamerki na jego sutki i przyczepiła smycz pośrodku łańcuszka.

    – Teraz już będziesz biegł tak szybko, jak ci każę! – pogroziła Zbyszkowi i pociągnęła za smycz. Zbyszek poczuł, jak jego sutki się napinają i potruchtał za Patrycją. Zrobili kolejne okrążenie i członek Zbyszka znów wyprężył się i zaczął drgać. Po dwóch kolejnych okrążeniach nastąpił wytrysk. Patrycja słysząc jęk Zbyszka obróciła się i odskoczyła, żeby sperma nie wylądowała na jej nogach, ale nie przestała iść szybkim tempem, choć Zbyszek wyglądał, jakby chciał się zatrzymać. Kiedy jednak poczuł, jak klamerki napinają jego sutki, truchtał dalej, a jego członek wyrzucał z siebie coraz mniejsze porcje nasienia. Potem stopniowo zwiotczał, ale rytmiczne szarpnięcia klamerki nadal wymuszały częściową erekcję. Patrycja utrzymywała tempo i zrobili tak jeszcze kilka okrążeń. Kiedy stanęli, Patrycja starła szmatą resztki spermy zwisające z przyrodzenia Zbyszka.

    – Pić! – wychrypiał Zbyszek.

    – Nie rozumiem, co mówisz.

    – Proszę… pić!

    – Chcesz się napić? To dobrze się składa, koło drzwi stoi wiadro z wodą, którą umyłam podłogę po twoim porannym wybryku – Patrycja zaprowadziła tam Zbyszka i pozwoliła mu klęknąć przed wiadrem. Zbyszek włożył tam całą głowę i pił łapczywie brudną wodę.

    – Napiłeś się, więc wracamy do treningu! – Patrycja zmusiła Zbyszka do podniesienia się, choć był wyraźnie zmęczony i trochę chwiał się na nogach – Biegniemy dalej!

    Patrycja pociągnęła za smycz i Zbyszek musiał potruchtać za nią. Jego członek znów zaczął się powiększać, a krok skracać. Tym razem zrobili ponad dwadzieścia okrążeń zanim Zbyszek miał kolejny wytrysk, mniej obfity niż pierwszy. Po kilku okrążeniach Patrycja pozwoliła mu się zatrzymać i napić, a po jeszcze trzydziestu stanęła. Zbyszek, choć nie biegł bardzo szybko, wyglądał na wycieńczonego, a w kącikach jego ust była piana.

    – Na razie wystarczy. Czas na chwilę relaksu – to mówiąc Patrycja usiadła wygodnie na ławce, rozłożyła nogi i pociągnięciem smyczy zmusiła go, żeby padł przed nią na kolana. Zrozumiał, czego się od niego oczekuje i nadal ciężko dysząc zaczął lizać jej cipę.

    – Głębiej! Bardziej w prawo! Teraz wyżej – rozkazywała Patrycja. Nagle Zbyszek poczuł w swoich ustach uderzenie ciepłej cieczy i próbował odsunąć twarz od krocza dziewczyny, ale ona przytrzymała mocno jego głowę.

    – Nie przestawaj – krzyknęła, a Zbyszek językiem penetrował wnętrze pochwy, podczas gdy jego twarz zalewał mocz Patrycji – Teraz wyżej! – Zbyszek drażnił językiem jej łechtaczkę, a Patrycja coraz szybciej oddychała. Trwało to dłuższą chwilę, zanim przez jej ciało przeszedł dreszcz i cicho jęknęła, po czym odepchnęła go.

    – Zrelaksowałeś się? – zapytała. Zbyszek spojrzał na nią i nie wiedział, co powiedzieć, ale kiedy Patrycja pociągnęła smycz, szybko odpowiedział, że bardzo dziękuje. Patrycja zaśmiała się i poklepała Zbyszka po policzku mokrym od moczu i śluzu.

    – Trzeba cię znowu umyć – zaprowadziła go do drzewa, które poznał już wczoraj i opłukała wężem ogrodowym, wcześniej zdejmując z jego nóg kajdany i ściągając klamerkę z obolałego napletka. Zostawiła jednak klamerki na sutkach. Po wytarciu Zbyszka szmatami znów przyklęknęła i zaczęła ssać jego członka. Tym razem jednak nie poszło tak łatwo, jak poprzedniego dnia i zajęło jej kilka minut zanim Zbyszek miał znów erekcję. Wtedy szybko odwiązała go od drzewa i zaprowadziła do domu.

    Choć członek Zbyszka częściowo zwiotczał po drodze, Pani nie była zadowolona z tego, co zobaczyła i Zbyszek dostał kolejnych dziesięć batów w kącie salonu. Tym razem nie krzyczał i wyglądał na zrezygnowanego. Kiedy Patrycja wymierzyła wszystkie razy, odpięła wreszcie klamerki z jego sutków i przyprowadziła go do Pani.

    – Przez cały ranek obijałeś się, teraz musisz trochę popracować! Pomożesz Patrycji zrobić zakupy i przygotować obiad – Zbyszkowi przemknęła przez głowę myśl, że to będzie dobra okazja, żeby uciec.

    – Ponieważ jednak nie jesteś jeszcze dobrze wytresowany, musimy cię najpierw przygotować, żebyś nie zrobił czegoś głupiego – kontynuowała Pani, która zdawała się doskonale wiedzieć, o czym Zbyszek myśli.

    Patrycja przyniosła urządzenie, które składało się z dwóch metalowych kółek z zawiasami, małego pudełka i kilku drutów. Niektóre z nich miały na końcu małe klamerki. Pani kazała Zbyszkowi wstać i Patrycja ściągnęła z jego genitaliów obrożę, zamiast niej umieściła jedno z kółek, drugie zamocowała na mosznie ponad jądrami, a za moszną umieściła pudełko, które połączyła śrubkami z obydwoma kółkami. Druciki przymocowała za pomocą klamerek do obu jąder, a końcówkę najdłuższego umieściła w otworze członka. Zapięła smycz na kółku obejmującym mosznę. Kiedy skończyła, podała Pani małego pilota.

    – Czy wiesz niewolniku, co to jest? – zapytała Pani. Zbyszek pokręcił przecząco głową, a wtedy Pani nacisnęła przycisk na pilocie. Zbyszek krzyknął i skulił się czując przeraźliwy ból w genitaliach. – To jest prąd. Jeśli zrobisz cokolwiek, co nie spodoba się Patrycji, ona użyje tego urządzenia, żeby cię skarcić. Czy będziesz grzeczny podczas zakupów?

    Zbyszek skwapliwie potwierdził, wciąż czując promieniujący w jądrach ból.

    – To dobrze. W takim razie przygotujcie się – powiedziała Pani podając Patrycji pilota.

    – Tak, Pani – odpowiedziała Patrycja i oddaliła się. Wróciła po chwili niosąc klamerkę z plakietką, na której była informacja, że stanowi własność Pani oraz numer telefonu.

    – Jesteś dobrą niewolnicą, więc pozwalam ci wybrać miejsce – powiedziała Pani.

    – Dziękuję, Pani! Poproszę na dole cipki – Patrycja stanęła przed nią z rozchylonymi nogami. Pani przypięła klamerkę do dolnej części wargi sromowej i poklepała Patrycję po udzie.

    Patrycja chwyciła koniec smyczy i bez zbędnej zwłoki zaprowadziła Zbyszka do przedpokoju. Tam już był przygotowany jego płaszcz – Zbyszek nałożył go na gołe ciało, a Patrycja przeprowadziła smycz między guzikami. Po zapięciu kołnierza nie było widać obroży. Patrycja też założyła płaszcz, wsadziła pilota do kieszeni, wzięła torbę na zakupy i wyszli z domu.

    Dzielnica była spokojna, a sklep położony trzy przecznice dalej, więc nie szli długo. Kiedy przejeżdżały koło nich samochody, Patrycja zbliżała się do Zbyszka, żeby nie było widać, jak prowadzi go na smyczy. Po drodze nie rozmawiali ze sobą, było słychać tylko szuranie ich bosych stóp.

    Sklep był samoobsługowy, więc Patrycja rozkazała Zbyszkowi, żeby wziął koszyk. Przez chwilę kręcili się między półkami i Patrycja wkładała do koszyka różne produkty. Kiedy skończyła, podeszli do kasy. Zbyszek wykładał wszystko na taśmę, a Patrycja trzymała smycz nisko, żeby kasjerka jej nie zauważyła.

    – Przepraszam, czy można tu kupić prezerwatywy? – zapytała Patrycja kasjerkę, kiedy Zbyszek już wszystko wyłożył i stał teraz obok niej pakując zakupy do torby – Ale najmniejszy rozmiar, bo mój chłopak ma tak małego, że normalne mu spadają.

    Kasjerka spojrzała na Zbyszka i zachichotała. Zbyszek zrobił się cały czerwony i opuścił głowę.

    – Niestety, mamy tylko normalne i XL. Może pani zapytać w aptece.

    – Dziękuję! – odpowiedziała Patrycja i zapłaciła za zakupy – Miłego dnia! – mówiąc to objęła Zbyszka i wyszli.

    W połowie drogi Patrycja nagle się zatrzymała.

    – Kupiłam dla Pani sos habanero, ale nie wiem, czy jest dość ostry. Powinniśmy to sprawdzić! – zaczęła jedną ręką grzebać w torbie i po chwili wyciągnęła buteleczkę. Trzymając koniec smyczy w zębach odpięła górne guziki płaszcza Zbyszka i obnażyła jego piersi. Zbyszek domyślił się, co chce zrobić.

    – Nie, proszę, nie rób tego! – stęknął.

    – Czy mam użyć pilota?

    – Nie! – krzyknął – Będę posłuszny, nie musisz już mnie tak męczyć! – złapał ją za rękę.

    – Puść mnie! Muszę to zrobić! Chcę mieć pewność, że Pani będzie z nas zadowolona.

    Zbyszek zrezygnowany opuścił rękę, a Patrycja odkręciła buteleczkę z sosem i wylała po kropli na każdy z jego sutków. Zbyszek zacisnął zęby i syknął.

    – Bardzo piecze?

    – Tak, proszę, zetrzyj to!

    – Nie zetrę i nie waż się tego dotykać!

    – Błagam! – Zbyszek padł przed nią na kolana.

    – Nie rób sceny, wstawaj! – powiedziała Patrycja. Kiedy Zbyszek powoli wstał, z jego oczu spływały łzy. Patrycja odpięła pozostałe guziki płaszcza.

    – Zdejmij ten płaszcz, żeby się nie pobrudził!

    – Ale jesteśmy na ulicy, ktoś może nas zobaczyć!

    – Tu niemal nikt nie przechodzi, na szczęście Pani mieszka na uboczu – mówiąc to Patrycja zaczęła ściągać jego płaszcz – Nieś go na ręku, w razie czego się zasłonisz.

    Poszli dalej. Patrycja przyśpieszyła, więc dotarli do domu Pani po dwóch minutach. W przedpokoju Patrycja rozkazała Zbyszkowi odłożyć zakupy i odwiesić płaszcz, sama też się rozebrała.

    – Ręce do tyłu – Zbyszek wykonał polecenie, a Patrycja skuła go kajdankami. Przyklęknęła przed jego genitaliami i po odpięciu całej instalacji założyła na genitalia dawną obrożę i przypięła do niej smycz. – Teraz zamknij oczy.

    Zbyszek był pewien, że teraz Patrycja doprowadzi go ustami do erekcji. Rzeczywiście, kiedy zamknął oczy, Patrycja chwyciła członka i ściągnęła napletek, ale tylko po to, żeby wlać do otworu kilka kropli sosu. Zbyszek natychmiast zaczął wyć z bólu i wyrywać się, choć starała się trzymać go mocno na smyczy. Nie mógł jednak wiele zrobić ze skrępowanymi rękami. Do przedpokoju wbiegła Pani.

    – Co tu się u licha dzieje? – krzyknęła.

    – Twój niewolnik wyrywa się, Pani – wysapała Patrycja trzymając Zbyszka za łokieć.

    – Natychmiast przestań! – Pani spoliczkowała Zbyszka. – Nie będę w moim domu tolerować takich zachowań!

    Zbyszek przestał się wyrywać i próbował złapać oddech. Jego nogi dygotały, a twarz była cała czerwona. Na szyi było widać wszystkie żyły.

    – Pa… Pani.. proszę… to tak piecze… błagam… – wycharczał.

    – Nic nie rozumiem. Co cię piecze?

    – Ten… sos… piecze…

    – Jaki sos? Przestań bredzić. Zabierz go, żeby ochłonął – Pani zwróciła się do Patrycji.

    – Tak, Pani! – Patrycja wyprowadziła chwiejącego się na nogach Zbyszka do ogródka. Podeszli do żywopłotu pokrytego świeżymi liśćmi.

    – Teraz możesz się wytrzeć – powiedziała Patrycja.

    – Ale… jak… – jęknął Zbyszek.

    – To nie moja sprawa. Masz dwie minuty – odpowiedziała Patrycja i odwróciła się.

    Zbyszek napiął się, żeby oddać mocz i wypłukać sos, ale jak na złość nie mógł. Zaczął przesuwać biodrami po żywopłocie, ale to niewiele dało poza tym, że na jego biodrach i brzuchu pojawiły się świeże zadrapania. Wreszcie padł brzuchem na trawę i zaczął przesuwać biodrami w przód i w tył. W tym momencie Pani z pejczem w ręku wyszła przed dom.

    – Co on robi? – zapytała Patrycję.

    – Nie wiem, chyba jest niewyżyty i masturbuje się trawnikiem.

    – To obrzydliwe! Trzeba natychmiast przerwać to zwierzęce zachowanie! – Pani podbiegła i zaczęła Zbyszka chłostać po pośladkach. Ten jeszcze przez chwilę się poruszał, a potem znieruchomiał i było słychać tylko świst pejcza i jego cichy szloch.

    – Trzeba się za niego zabrać! Zanim ugotujesz obiad, zrób pomiary i jak najszybciej zamów sprzęt! – Pani oddała Patrycji pejcz i wróciła do domu. Zbyszek cały czas płakał.

    – Dlaczego mi to robisz? – jęczał przez łzy – Robię wszystko, co mi każesz, nie musisz mnie tak dręczyć.

    Patrycja podeszła bliżej i podstawiła stopę do jego twarzy. Zbyszek pocałował ją.

    – Proszę, będę się starał z całych sił, tylko już mi tego nie rób!

    – Zastanowię się – odpowiedziała Patrycja i pociągnęła za smycz. – Wstawaj, trzeba cię znowu umyć.

    Podeszli do dobrze już Zbyszkowi znanego drzewa, gdzie Patrycja spłukała z niewolnika trawę i ziemię. Kiedy strumień zimnej wody dotykał jego członka, czuł ulgę i choć Patrycja nie wypłukała całego sosu, pieczenie stało się do wytrzymania. Po wytarciu Zbyszka Patrycja spojrzała mu prosto w oczy.

    – Czy już wiesz, kim jesteś?

    Zbyszek spuścił wzrok.

    – Tak, jestem niewolnikiem i będę zawsze spełniał twoje rozkazy.

    Patrycja polizała jego usta i jednocześnie mocno smagnęła pejczem pośladki.

    – Kim jesteś?

    – Jestem twoim psem.

    Patrycja chwyciła zębami jego dolną wargę i ponownie uderzyła pejczem.

    – Kim jesteś?

    Zbyszek spojrzał na nią bezradnie.

    – Proszę, powiedz mi, kim jestem.

    – Widzę, że jednak coś do ciebie dociera. Jesteś niewolnikiem Pani, a ja jestem jej niewolnicą. Nie mamy własnej woli, jesteśmy nic nie znaczącymi przedmiotami, którymi ona dysponuje zgodnie z własnym upodobaniem. Czy teraz rozumiesz?

    Zbyszek pokiwał głową. Patrycja klęknęła przed nim i zaczęła ssać jego członka. Choć jednak starała się przez dłuższą chwilę, nie doprowadziła go do pełnej erekcji.

    – Robisz postępy – powiedziała wstając, odwiązała go od gałęzi i zaprowadziła do domu. Nie poszli jednak do salonu, tylko do mniejszego pomieszczenia, w którym był stolik z komputerem, wiele półek i szuflad, a do ściany przymocowane kółka z łańcuchami i kajdany. Patrycja przykuła Zbyszka tak, jak w łazience, z rozstawionymi nogami i rozłożonymi rękami. Potem wzięła miarę krawiecką i zaczęła go mierzyć, zapisując wszystko na kartce. Zmierzyła długości jego rąk i nóg, obwód w pasie, obwód szyi, obwód kostki i nadgarstka, obwód genitaliów oraz samego członka u nasady i pod żołędzią, moszny na jądrach i nad jądrami, długość członka. Pomierzyła nawet, jak mocno naciąga się Zbyszkowy napletek. Wreszcie włożyła do cewki moczowej długą metalową sondę i wkręcała tak długo, aż poczuła opór, a Zbyszek krzyknął z bólu. Odczytała pomiar i wyciągnęła sondę, na końcu której była kropelka śluzu. Dała ją Zbyszkowi do wylizania. Na koniec wzięła jeszcze jedną sondę, cieńszą na czubku, ale co pół centymetra zwiększającą swoją średnicę. Tym razem nie wkładała jej bardzo głęboko, ale Zbyszek poczuł, jak w pewnym momencie ścianki ujścia jego cewki moczowej napinają się do granic wytrzymałości.

    – Teraz ma ci stanąć – powiedziała. Zbyszek napiął się, ale nic z tego nie wyszło. Patrycja westchnęła i zaczęła ssać jego członka, pieszcząc jednocześnie rękami sutki. Po chwili członek drgnął, a po kilku chwilach Zbyszek miał pełną erekcję. Wtedy Patrycja zebrała ostatnie pomiary członka i podeszła z kartką do komputera. Pracowała przy nim przez dobry kwadrans, wreszcie z westchnieniem ulgi skończyła.

    – Odbiór za dwa dni, na szczęście Pani zawsze może liczyć na ekspresowe dostawy. Trzeba cię jeszcze przygotować – to mówiąc Patrycja podeszła do jednej z półek i zdjęła z niej małe pudełko. Kiedy otworzyła je u stóp Zbyszka, okazało się, że w środku był zestaw igieł do kolczykowania i kolczyki różnych rodzajów. Zbyszek widząc to odwrócił głowę i zacisnął oczy, ale nic nie powiedział. Patrycja chwyciła palcami czubek jego zwiotczałego już członka i przebiła igłą napletek u góry. Założyła tam małe stalowe kółko i zamknęła jego nagwintowane końce małą tulejką. Potem zrobiła to samo jeszcze dwa razy tak, że kółka utworzyły trójkąt równoboczny. Na końcu polała napletek spirytusem.

    – Do wesela się zagoi – mruknęła patrząc na swoje dzieło – Zresztą myślę, że to tylko na jakiś czas, a w końcu Pani zdecyduje o twoim obrzezaniu.

    Objęła członek Zbyszka palcami i przesunęła napletek w górę i w dół. Kolczyki nie przeszkadzały w tym, więc zadowolona zamknęła i odłożyła pudełko.

    – Oj, o mały włos bym zapomniała! – podeszła jeszcze raz do półki i przyniosła plakietkę przyczepioną do krótkiego łańcuszka, podobną do tej, która kołysała się pod jej cipką. Odkręciła tulejkę jednego z kolczyków i przymocowała do niego koniec łańcuszka. Stanęła przed Zbyszkiem i potarła swoją cipką o jego przyrodzenie. Plakietki stuknęły o siebie.

    – Słyszysz to niewolniku? Teraz już nie ma wątpliwości, że oboje jesteśmy własnością Pani. Teraz pójdziemy przygotować dla niej obiad – Zdjęła łańcuchy z rąk i nóg Zbyszka. Tym razem skuła mu ręce kajdankami z przodu, żeby mógł pomagać w kuchni.

    Zbyszek nie potrafił gotować, więc Patrycja postawiła go w kącie, żeby przynajmniej obierał warzywa. Szybko doprowadziła go ręką do erekcji i powiesiła na wyprężonym członku wiaderko na obierki.

    – Tylko pilnuj, żeby nie spadło!

    Zbyszek niezgrabnie obierał i starał się trzymać ręce nisko, żeby wszystkie obierki trafiały do wiaderka. Patrycja co jakiś czas rzucała na niego okiem, rozkazywała, w jakiej kolejności ma obierać i odbierała obrane warzywa. Kiedy Zbyszek czuł, że jego członek wiotczeje, na moment przerywał pracę. Patrzył na falujące piersi krzątającej się Patrycji i jej wypięte pośladki, a wtedy wracała pełna erekcja. Po godzinie ciężkiej pracy dziewczyny posiłek był gotowy.

    – Ufff…! – powiedziała Patrycja ocierając pot z czoła – Teraz możemy podać Pani obiad. Ty będziesz niósł tacę, a ja nakryję.

    To mówiąc uwolniła jego ręce z kajdanek. Zbyszek pomyślał, że będzie niósł tacę w rękach, więc zdziwił się, kiedy Patrycja wykręciła jego ręce do tyłu i skrępowała je na plecach. Wyciągnęła z szafki średniej wielkości tacę, do której szerszego, lekko wklęsłego boku były przymocowane w kątach paski, a po przeciwnej stronie z kątów odchodziły łańcuszki zakończone mocnymi klamerkami. Patrycja sprawnie zamocowała paski wokół bioder Zbyszka i upewniła się, że klamra na plecach Zbyszka spina je najmocniej, jak się da. Taca opierała się na podbrzuszu i była ustawiona mniej więcej poziomo. Zbyszek z przerażeniem w oczach patrzył, jak Patrycja mocuje klamerki na jego sutkach. Długość łańcuszka była do pewnego stopnia regulowana, więc Patrycja ustawiła tacę tak, żeby jej zewnętrzna krawędź znalazła się nieco wyżej niż krawędź oparta na biodrach Zbyszka. Nacisnęła tacę ręką. Zbyszek jęknął i pochylił się do przodu. Patrycja spoliczkowała go.

    – Nie rób tak, bo wszystko spadnie! Masz być cały czas wyprostowany!

    – To boli! – jęknął Zbyszek.

    – Wytrzymasz – mruknęła Patrycja i położyła na tacy szeroki talerz i talerzyk, miskę, sztućce dwa kieliszki i zestaw przypraw dla Pani. Sutki Zbyszka wyciągnęły się od ciężaru i zbielały. Zacisnął zęby i stał wyprostowany jak struna. Patrycja przypięła smycz do jego obroży i zaprowadziła go do salonu. Tam nakryła do stołu i uklękła przez Panią.

    – Pani, czy podać już obiad?

    – Tak, moja niewolnico. Zgłodniałam już.

    Patrycja podniosła się, żeby przynieść posiłek.

    – Poczekaj! – powiedziała Pani – Stań przede mną!

    Patrycja wykonała polecenie.

    – Widzę, że wciąż nosisz znak, że jesteś moją własnością, choć nie musisz tego robić w moim domu. Dlaczego mi nie przypomniałaś, żebym to zdjęła?

    – To jest dla mnie zaszczyt, że jestem twoją niewolnicą, Pani!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ariouth