Category: Uncategorized

  • Scena pierwsza, ujecie pierwsze, akcja kurwa!

    Za oknem słońce znajdowało się już dosyć wysoko, kiedy to siedziałem w kuchni i pichciłem na śniadanie spaghetti bolognese z butelką piwa w ręce. Byłem w trakcie smażenia mięsa, kiedy zadzwonił do mnie kumpel. Odstawiłem browara i odebrałem.

    – No co tam? – rozpocząłem rozmowę.

    – Co robisz?

    – Śniadanie.

    – O drugiej?

    – Późno się kładę i późno wstaję.

    – Dobra. Nie ważne. Wpadniesz do mnie? Jest sprawa.

    – Nie bardzo mogę. Piję właśnie trzecie piwo.

    – Na śniadanie?

    – Na kaca.

    – To przyjadę po ciebie.

    – Kiepsko się czuję.

    – Nie pierdol. Jesteś mi potrzebny.

    – Skoro tak, to chyba nie mam wyboru. Przyjedź za godzinę. Albo za dwie. Muszę się przespać.

    – Będę za pół. Nara.

    Odłożyłem telefon.

    – Kurwa mać!

    Mięso od spodu zdążyło się pięknie przypalić.

    Eryk przyjechał pięć minut wcześniej niż zapowiedział. Ja i on byliśmy kumplami z liceum. Może nie jakimiś najlepszymi, ale dobrymi kolegami ze szkoły. Potem nasze drogi w sposób naturalny się rozeszły – pojechał do Łodzi studiować w szkole filmowej, gdzie utrzymał się niecały rok. Niedawno wrócił z Niemiec, gdzie zarobił sporo forsy, ale co dokładnie tam robił, nie wiem. Ciągle opowiadał co innego.

    – Chcesz spaghetti?

    – Nie, dzięki. Nie mogę od kilku dni tknąć jedzenia.

    – Co się dzieje?

    – Chodzi o film. Przez niego nie mogę jeść. No i właśnie w sprawie tego filmu przyjechałem do ciebie.

    – Do mnie? A co ja mam wspólnego z filmami?

    – Przecież piszesz, nie? Kiedyś pisałeś pięć opowiadań tygodniowo.

    – Cztery. I to było dawno. Teraz piszę jedno na miesiąc.

    – Tak czy inaczej chciałbym, abyś pomógł mi przy dialogach. Zawsze miałem z tym gównem problem, ale przynajmniej wiem, kiedy są chujowe. A właśnie są. Nie umiem zrobić, żeby były lepsze.

    – Co to za film? – spytałem, zakładając spodnie. Do tej pory rozmawiałem w samych gaciach i koszulce. Powoli się ubierałem, łażąc z kąta w kąt, bo szukałem rzeczy w tym moim burdelu.

    – Pornol.

    – Pornol? I masz problem z dialogami?

    – To nie jest zwykły pornol. Nie chodzi o rżnięcie.

    – A o co ma chodzić w porno?

    – No głównie o rżnięcie. Ale to będzie ambitniejszy projekt. Za pomocą porno chcę dać światu jasny komunikat. Nie godzimy się na kapitalistyczny wyzysk szeroko pojętych pracowników dużych firm i korporacji.

    – I chcesz o tym mówić w takim filmie? Nie możesz nakręcić jakiegoś dokumentu? Albo reportażu?

    – Nie. Forma akurat jest odpowiednia. To ma być pornos. Tylko dialogi są w nim liche. Trzeba je podszlifować.

    – No dobra. Pomogę ci, ale nie obiecuję, że coś z tego będzie. I stawiasz mi browca. Jestem na ostrym kacu. Suszy mnie jak cholera.

    – Nie ma problemu.

    – W takim razie możemy jechać.

    – Jeszcze skarpety.

    – Co? – spytałem, zakładając szarą, tweedową marynarkę.

    – Skarpety. Masz bose stopy.

    Spojrzałem na swoje stopy.

    – Faktycznie. Okej. Zakładam skarpety i możemy jechać. Tylko po drodze nie zapomnij wstąpić do sklepu.

    – Nie bój żaby.

    Ubrałem się w końcu i pojechaliśmy.

    Eryk miał niezłą brykę. Białe cabrio z twardym dachem. Saab 9-3 w wersji aero. Prawdziwa poezja.

    – Powiedz mi, co trzeba robić w Niemczech przez pół roku, żeby kupić takie cacko? Chcę takie samo.

    – Mówiłem ci już. Pracowałem jako kelner w Lorenz Adlon Esszimmer. Z samych napiwków miałem tysiąc euro na tydzień.

    – Przecież ostatnio mówiłeś, że jeździłeś w tym Berlinie na uberze. To jak?

    – Nic podobnego. Kelner w restauracji.

    Oczywiście kręcił. Co jakiś czas zmieniał wersję swojej przeszłości. Wydaje mi się, że prawdziwa była ta o prostytucji. Kiedyś wygadał się o tym podczas ostrej alkoholowej libacji. Powiedział, że pracował przez kilka miesięcy w agencji jako żigolo. Pukał stare Niemki. Zarzekał się, że tylko stare Niemki i czasami trochę młodsze. Ale głównie te po sześćdziesiątce. O mężczyznach nie było mowy. Zresztą, nic mi do tego. Mógł bzykać kogo chciał, to jego sprawa.

    Zostawiliśmy saaba w garażu – to była ciężka rozłąka – i udaliśmy się windą na czwarte piętro. Eryk miał duże, nieźle urządzone mieszkanie, w porządnej okolicy. Weszliśmy do środka. Kręciło się tutaj kilka osób.

    W salonie – który miał chyba ze trzydzieści metrów kwadratowych – znajdował się plan zdjęciowy. Wszystkie meble zostały wyniesione. Z wyposażenia stało tutaj tylko jedno drewniane krzesło, na środku leżał sporych rozmiarów materac, a w kącie była wysoka lampa. Nic więcej. Na materacu siedziała para. Kobieta w białym szlafroku i chłopak w złotych gaciach. Domyśliłem się, że to aktorzy.

    Eryk usiadł na krześle z napisem “Director”. Ja usiadłem obok, na podobnym, ale bez żadnego napisu. Nigdy nie byłem na żadnym planie zdjęciowym, ale ten sprawiał wrażenie profesjonalnego.

    – Mam pytanie – odezwałem się do Eryka, który wertował kartki. Chyba scenariusza.

    – Tak. Robię za reżysera i kamerzystę. Ta kamera kosztowała mnie prawie trzy tysiące euro. Nikt nie może jej dotykać oprócz mnie.

    – Nie o to.

    – To o co?

    – Masz dla mnie to piwo?

    Eryk podniósł głowę i rozejrzał się po pokoju. Jego wzrok spoczął na dziewczynie poprawiającej aktorce makijaż.

    – Kamila przynieś panu tekściarzowi butelkę piwa z lodówki.

    – Najlepiej dwa – dodałem. Eryk spojrzał pytająco. – Dla siebie dwa.

    Dziewczyna wstała i zaraz wróciła, wręczając mi dwa przyjemnie lodowate piwka. Podziękowałem jej. Otworzyłem butelki o siebie i pociągnąłem z jednej solidnie. Tego mi było trzeba.

    – Dobra, słuchaj mnie teraz. Krótki zarys całej fabuły. On jest młodym chłopakiem pracującym w dużej korporacji. Wiadomo, urabia się po pachy, nadgodziny, weekendy i to wszystko za psi chuj. Ona jest jego przełożoną. Bogatą, znudzoną życiem piczą z pieniędzmi. Między nimi wywiązuje się romans, w którym główną oś stanowi ruchanie. Akcja toczy się przez jeden dzień. Siedzą tylko w tym pokoju, gdzie naprzemiennie rozmawiają, śpią i się pieprzą. I jak już pewnie zauważyłeś mamy tutaj prostą metaforę odnoszącą się do kapitalizmu. Pracownik dyma dla pracodawcy, tak? Jednocześnie pracodawca dyma pracownika, racja? I tutaj zastosowałem pewien fortel. Pracodawcą jest kobietą. Kobieta dyma mężczyznę, a nie na odwrót. To aluzja. Postępująca feminizacja, matriarchalizm, emancypacja. Nadążasz?

    – Nieźle to sobie wszystko wymyśliłeś.

    – Pewnie, że tak. Przecież jestem po filmówce.

    Nie było sensu przypominać mu, że go wywalili po pierwszym semestrze.

    – I teraz tak. Zobacz. Strona trzecia. Rozmowa tutaj, bla, bla, bla, dochodzi do zbliżenia. O! Tutaj! Spójrz! Czy to nie brzmi źle?

    – A teraz zrobię ci w cipie rewolucję na miarę Trockiego i spółki – przeczytałem na głos. – Nie wiem. W sumie dobre.

    – Dobre?

    – Czemu nie.

    – A to? Tutaj dalej. Czwarta strona, w połowie. Jego kwestia, kiedy lalka mu ssie, a on jest bliski szczytu.

    – Czuję, że zaraz eksploduję jak bomby na Hiroszimę i Nagasaki.

    – No tutaj bym zmienił.

    – Tak? Na co?

    – Nie wiem. Ludobójstwo i seks nie bardzo się zgrywają.

    – A to? Kilka stron dalej. On szepce jej na ucho, że wleci w nią jak ten samolot w World Trade Center.

    – Na moje oko za dużo tego politykowania. Nie możesz zrobić normalnego pornosa, z normalnymi tekstami?

    – To znaczy?

    – Jakoś klasycznie, wiesz, hydraulik i przepychanie rur czy listonosz z przesyłką specjalną.

    – Mówiłem ci, że to ma być ambitne porno, a nie jakieś sztampowe gówno. – Wstał i wręczył mi papiery. – Masz ten scenariusz i działaj. Daję ci wolną rękę. Podrasuj to, ale w obrębie tej konwencji. Ja jadę coś załatwić. Będę za godzinę. Jakbyś czegoś potrzebował to wal do Kamili. Lecę.

    Wyszedł z mieszkania i tyle go widziałem.

    Napiłem się piwa i zacząłem czytać od pierwszej strony. To było nieźle porąbane. Skończyłem przerabiać ten tekst, kiedy skończyło mi się piwo. Wstałem z miejsca i poszedłem do kuchni. Kamila paliła tam fajkę, patrząc przez okno. Wzdrygnęła się kiedy wszedłem.

    – Spoko. Nic mu nie powiem.

    Nie odezwała się tylko wyciągnęła zza pleców skitranego papierosa.

    – Nie ma już piwa?

    Podeszła, otworzyła zamrażalkę i podała mi butelkę.

    – Jesteś jego nową dziewczyną?

    Wzruszyła tylko ramionami.

    – No dobra. Miło się gadało.

    Wróciłem do salonu.

    – Kiedy w końcu zaczniemy kręcić? – spytała mnie ta lalka, znaczy się aktora, grająca niewyżytą pracodawczynię. Muszę przyznać, że miała piękne cycki.

    – Nie wiem. Ja jestem tylko gościem od dialogów.

    Machnęła ręką z dezaprobatą. Rozsiadłem się na swoim miejscu i wziąłem do ręki scenariusz. Przewertowałem go jeszcze raz. Chyba się spisałem.

    – Spisałeś się – powiedział Eryk, kiedy przeczytał cały tekst od deski do deski. – Możemy zacząć kręcić.

    – Teraz?

    – No a co ty myślałeś? – spytał wyraźnie zdziwiony. Podniósł się z miejsca i krzyknął w eter. – Zaczynamy kręcić! Wszyscy na stanowiska!

    – Wiesz, skoro już zrobiłem wszystko, o co mnie prosiłeś, to może sobie pójdę. Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia.

    – Jak co? Wstawić pranie? Pozmywać naczynia? Nie pierdol, tylko siadaj. Może się jeszcze przydasz. Chcesz piwo?

    Pokiwałem głową na tak. Eryk przywołał Kamilę i po chwili znów sączyłem zimny napój bogów. Eryk z dumą w głosie krzyknął “Scena pierwsza, ujęcie pierwsze, akcja!” i film ruszył do przodu. Okazało się, że to najprawdziwszy plan zdjęciowy, najprawdziwszego pornola, z najprawdziwszym seksem. Wcale mnie to nie kręciło.

    – CIĘCIE! – ryknął Eryk. Oderwał się od kamery i usiadł obok mnie. Aktorzy podnieśli się z materaca.

    – Co znowu? – spytała aktorka.

    – Pięć minut przerwy. To nie wygląda tak, jak sobie zaplanowałem.

    – Kurwa, panie reżyserze, znowu pięć minut przerwy? Mój sprzęt nie jest ze stali do chuja. Kręcimy godzinę, a on przez całą tę godzinę co chwila twardnieje i mięknie, twardnieje i mięknie. To nie jest maszyna. W końcu uzna, że pierdoli taką zabawę.

    – Dobra. Róbcie to na sucho. Bez kamery.

    Aktorzy zabrali się do dzieła. Przyglądaliśmy się im w milczeniu.

    – Kurwa czy tobie też się wydaje, że on to robi tak jakoś nieporadnie?

    – No trochę – przyznałem.

    – No zobacz. Rusza tak jakoś dziwnie tymi biodrami. Nie do rytmu. Nie do taktu. Kurwa mać! Chyba zaraz tam wskoczę zamiast niego.

    – A kto będzie kręcił?

    – Kurwa masz rację. Chcesz zagrać w filmie?

    – Niezbyt. Poza tym jestem za bardzo porobiony. Nic by z tego nie wyszło.

    – Kurwa mać! – rzucił znowu Eryk, wpatrując się w kopulującą parę i myśląc przy tym intensywnie. – Koniec przerwy!

    Lecieliśmy z kolejnymi scenami. Kamila co jakiś czas przynosiła mi piwo. Wypiłem ich już chyba z osiem.

    – CIĘCIE! – huknął ponownie zza kamery.

    – Lecę się odlać – rzuciłem i spierdoliłem do łazienki. Humor mojego kolegi pogarszał się z przerwy na przerwę. W kiblu miałem spory problem z odnalezieniem włącznika światła. W końcu się odlałem. Chyba trafiłem wszędzie tylko nie do klozetu.

    – Marcel. Jest problem – oznajmił, kiedy wróciłem do salonu.

    – Co tam?

    – Nie napisałem jednej sceny.

    – Jak jednej to na chuj się przejmować.

    – Finałowej kurwa.

    – Tak? – Nie pamiętałem jak miał się skończyć ten film.

    – Tak. Trzeba coś wymyślić. Aktorzy się niecierpliwią i są już zmęczeni. Ja też jestem zmęczony. I wkurwiony.

    Spojrzałem w ich stronę. Facet połknął coś, co przyniosła mu Kamila. Aktorka piła wodę.

    – Przecież nie musimy kończyć tego dzisiaj.

    – Musimy. Zapłaciłem im z góry, poza tym facet ma być jutro w Warszawie. Gra u innego reżysera.

    – A cizia?

    – To kurewka znaleziona na roksie, której musiałem zapłacić za ten występ prawie trzy tysie.

    – No dobra. Zaraz coś wymyślimy.

    Usiadłem na krześle. Siedziałem dobrych kilka minut. W końcu wpadłem na genialny pomysł.

    – Mam!

    – Gadaj.

    – Scena będzie głucha. Absolutna cisza. Tylko obraz.

    Eryk przyglądał się mojej pijanej mordzie kilka sekund.

    – Dobre. Dobre kurwa. Finał bez jakiegokolwiek dźwięku. To jest to. Taka scena idealnie oddaje ducha walki z konsumpcjonizmem. Tak, tak, tak. To jest to. Okej! WSZYSCY NA STANOWISKA! KRĘCIMY OSTATNIĄ SCENĘ!

    Poczułem autentyczny przypływ dumy. Zerknąłem w stronę Kamili i puściłem do niej oko. Odwróciła głowę zniesmaczona. Fajna z niej była laska.

    – I mamy to! Mamy! – Eryk uniósł zaciśnięte pięści do góry. Triumfował. Zacząłem bić brawo. Reszta poszła w moje ślady. Owacja na stojąco.

    Eryk obrócił się i zaczął merdać wskazującym palcem w kierunku mojej osoby. Uśmiech nie schodził mu z ust. Potem popatrzył po twarzach ekipy filmowej, kiwając ciągle głową. On również zaczął bić brawo. Następnie uciszył wszystkich krótkim gestem.

    – Dziękuję wszystkim za dzisiejszą pracę. Spisaliście się na medal. Nagraliśmy dzisiaj coś naprawdę wyjątkowego. Dzięki wam mogłem stworzyć to arcydzieło. Jeszcze raz dziękuję. Jesteście wspaniali.

    Wielki był z niego reżyser i człowiek.

    Kamila przyniosła szampana i zebraliśmy się wokół Eryka. Korek wystrzelił, szampan wylądował w kieliszkach, a śmiech wystąpił na naszych twarzach. Czułem, że odwaliliśmy dziś kawał dobrej roboty.

    Poimprezowaliśmy jeszcze trochę. Pierwszy zebrał się aktor. Pogadałem z nim chwilę, okazał się równym gościem. Jutro miał zagrać w produkcji jakiegoś włoskiego reżysera, który ma kręcić swój film w Warszawie. Życzyłem mu powodzenia. Natomiast aktorka zaproponowała, że razem z Erykiem możemy ją przelecieć – miała zapłacone jeszcze za dwie godziny – ale grzecznie odmówiłem. W końcu wyszła, razem z kolesiem od produkcji – tak, kręcił się tutaj ktoś taki. Zostaliśmy we trójkę.

    – Eryk odwieziesz mnie do mieszkania? Mam niezły zjazd i czuję, że jutro będę zdychał.

    – Kamila cię odwiezie. Tylko bez numerów, to porządna dziewczyna. Rozumiemy się?

    – Okej.

    – No trzymaj się.

    – Do zobaczenia.

    Oddał jej kluczyki do saaba. Wyszliśmy z mieszkania. Zjechaliśmy windą i udaliśmy się do garażu. Kamila nadal nie była zbyt rozmowna.

    – Jesteś niemową? – spytałem w końcu bez ogródek.

    – Nie – odezwała się. Miała słodki głos.

    – To czemu nic nie mówisz?

    – Bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia.

    – Aha. Trzeba było tak od razu.

    Podwiozła mnie pod samo wejście. Podziękowałem jej i wysiadłem. Po kilku krokach usłyszałem dźwięk gaszonego silnika. Trzasnęła drzwiami. Odwróciłem się. Szła w moją stronę.

    – Nic z tego skarbie. Wracaj do niego.

    Nie słuchała mnie. Szła pewnie jak gdyby nigdy nic.

    – Obiecałem Erykowi, że cię nie tknę. Dobranoc.

    Wszedłem do bloku i zamknąłem za sobą drzwi. Długo patrzyła na mnie przez szybę. W końcu sobie poszła, a ja nareszcie mogłem wrócić do siebie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcin M.

    Stary tekst. Wrzucam, bo nie wisiał nigdy. Wydrukowany nawet w jednym czasopiśmie.

    Na blogu więcej takich, ostatnio coś tam nawet się ciekawego dzieje.

  • Nie-zwykla Rodzina cz 50. – Dzien Matki

    Dziś jest ważny dzień. Dzień Matki. Święto mojej mamy. Postanowiłem że dziś dam jej świetny prezent. Jestem pewny że się ucieszy. Szybko wyszedłem z mojego pokoju. Podszedłem do sypialni rodziców. Przez uchylone drzwi widziałem mamę w samym szlafroku. Dopiero co wyszła z pod prysznica. Wszedłem do jej pokoju. Nic nie miałem oczywiście na sobie.

    – Hej mamo… – ta odwróciła się do mnie i jej oczy pociemniały.

    – Synku…no cześć. – odpowiedziała, a ja widziałem jak bacznie obserwowała mojego dużego fiuta.

    – Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Matki. – podszedłem do niej i przytuliłem ją. Ta to odwzajemniła, przy okazji ściskając mój pośladek.

    – Dziękuje Alan. No i widzę że masz dla mnie prezent.

    – Oj tak. Pomyślałem że ci się spodoba.

    – Dobrze pomyślałeś.

    Wtedy zdjęła z siebie swój szlafroczek. Chwila, a moja mama nie miała na sobie nic. Odwróciła się przy mnie i wypięła swój piękny tyłeczek. Po chwili jej biodra opierały na mojego penisa i zaczęła jeździć po nim swoją dupcią. To było cudowne. Gdy już mieliśmy iść krok dalej, drzwi od sypialni się otworzyły, a w progu stanęła Cassie.

    – A co wy tutaj robicie?! – powiedziała i weszła do środka, zamykając drzwi za sobą.

    Speszyliśmy się oboje i od razu odsunęliśmy się od siebie.

    – A jak myślisz? Przecież dziś Dzień Matki. – powiedziałem.

    Mimo, że moja Cassie sprawiała wrażenie złej, widziałem jak bacznie obserwuje nasze ciała. Sama była w samych koronkowych czarnych majtkach i koszuli nocnej.

    – Nie mam pretensji o to co robisz. Tylko o to że przyszedłeś do mamy sam. Beze mnie. – odpowiedziała po chwili Cassie.

    Spojrzeliśmy się na siebie z mamą. Minęło kilka sekund, a Cassie zaczęła się rozbierać. W końcu zobaczyłem jej dorodne piersi i wydepilowaną cipkę.

    W końcu mama usiadła na mnie okrakiem i zaczęła całować. Jej delikatnie usta, ciepło ciała…to było świetne. Położyła mnie na łóżku i zaczęła pocałunkami schodzić niżej.

    Cassie podeszła wtedy do nas.

    – Mamo…pozwól że dołączę do zabawy.- powiedziała Cassie.

    – No to chodź córuś…

    Mama odsunęła się, aby razem z siostrą uklękła przy moim kutasie.

    Nie czekała, ani chwili dłużej. Wzięła do ust mojego penisa i zaczęła go połykać. W tym samym czasie Cassie usiadła na mojej twarzy. Ocierała się cipką o mój język. Nie wiedziałem na czym się skupić, czy na cipce Cassie, czy na ustach mojej mamy, które stymulowały mojego penisa. Chciałem eksplodować, ale wtedy mama przerwała. Tak jakby to wyczuła.

    – Cassie…chodź tutaj zajmij się moim prezentem. – powiedziała z uśmiechem.

    Jednak przed tym, Cassie wystawiła języczek, a mama przekazała jej całą ślinę ze swojej buzi. Na samym końcu resztki wypluła na swoje piersi. Moja siostra zaczęła jeździć języczkiem po moim penisie, a mama była tuż za nią. Gdy Cassie zajmowała się mną, mama robiła jej dobrze palcami. Jęki Cassie niosły się po całym pokoju. Gdyby to tata usłyszał zapewne także dołączyłby do zabawy. Niestety musiał być w pracy.

    – Dobrze…chodź mamo. Musisz się nacieszyć z twojego dnia.

    – Oj tak synku.

    Moja mama położyła się na plecach na łóżku, a ja wbiłem się w jej cipkę. Jej nogi znalazły się na moich barkach. Za to Cassie usiadła na jej twarzy i ocierała się o jej język.

    – Oj tak mamuś…ja też chce ci coś dać od siebie.

    Zacząłem rżnąć mamę, szybko i mocno, co chyba spodobało jej się. Chwyciłem piersi Cassie i bawiłem się nimi. Jęczeliśmy wszyscy, pogrążyliśmy się w tej zabawie.

    Po chwili zabawy, zmieniliśmy pozycję. Mama usiadła na mnie i zaczęła mnie ujeżdżać, a Cassie lizała moje jądra. Poczułem mocny uścisk na swojej szyji. Moja mama lubiła ostrą zabawę. Ślina z jej buzi, skapywała na moją twarz. Podobało mi się to. Minęło z 30 minut, a ja czułem, że moje jądra pełniejsze już nie będą. Wtedy mama wraz z Cassie kucnęły przy mnie i na zmianę zaczęły bawić się moim penisem. Potrzebowałem kilkunastu sekund, żeby ich twarze zalała moja gęsta i ciepła sperma. Było tego naprawdę dużo.

    To jednak nie był koniec.

    Gdy usta mamy i Cassie były pokryte spermą, zaczęły nawzajem to zlizywać i przekazywać sobie z ust do ust. Najpierw mama napluła do buzi Cassie, a potem na odwrót. Na sam koniec mama położyła mnie na łózko i usiadła na moich ustach. Do tego poczułem, jak Cassie nabija się na mojego kutasa i zaczyna mnie ujeżdżać.

    – Masz syneczku. Jesteś świetny jako mój prezent.

    – Oj tak….oooohhhh…oj tak…braciszkuuu… – jęczała Cassie.

    Minęły trzy minuty, ciało naszej mamy zaczęło drżeć, a na moją twarz zaczęły tryskać jej soczki. Nie mogłem się na tym skupić bo w tym samym momencie, doszedłem drugi raz w cipce Cassie. Totalnie zmęczony leżałem w bezruchu. Cassie stanęła nade mną, a z jej cipki wyciekła sperma na moją twarz. Na sam koniec nasza mama, zlizała ze mnie wszystko i połknęła. Za chwilę mama i Cassie położyły się ze mną na łóżku, po moich obu stronach. Dalej byliśmy nadzy.

    – Jejku synku…to było wspaniałe. Ty także Cassie.

    – Nie ma za co mamo. To przecież twój dzień. – powiedziała Cassie.

    – To najlepszy Dzień Matki w moim życiu. – powiedziała mama przytulając się do mnie.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Ashe zapomniala biletu

      – Kontrola biletów! – obwieścił donośny głos Pawła. Lubił to mówić i obserwować twarze podróżnych – nawet ci, którzy mieli bilety, okazywali całą gamę emocji. Widać było, kto za młodu został straumatyzowany przez kanara i do dzisiaj na dźwięk tych słów serce skacze mu do gardła. Najważniejsze, że widać od razu kto nie kupił biletu. Białowłosa pasażerka nie wyglądała, jakby miała bilet. W dodatku nie wyglądała, jakby kiedykolwiek miała zamiar kupić jakikolwiek bilet. Siedziała dumnie na ławie, ubrana w czarne, jeansowe spodnie i białą koszulę, na której nosiła luźno zawiązany czerwony krawat. Paliła papierosa, co było oczywiście niedozwolone w tym przedziale. A na ogłoszenie Pawła nie odpowiedziała.
    – Szanowna pani, proszę o pani bilet. – dalej próbował szczęścia konduktor, wyjmując już z kieszeni notatnik i długopis. Dopiero teraz dostrzegł charakterystyczny kapelusz na ławie po drugiej stronie przedziału i połączył kropki.
    – Pani Elizabeth, jak mniemam? Rozumiem, że rachunek wystawić na gang? – zaproponował pół żartem. Ashe spojrzała na niego z obrzydzeniem i z góry, mimo że jej głowa była na poziomie jego brzucha. – Nie mam biletu. I nie zapłacę twojego śmiesznego mandatu. Tak się składa, że zaraz to ty będziesz płacił. – odpowiedziała, po czym zaciągnęła się papierosem. Spojrzała na zegarek.

      – Za jakieś dwie minuty napadamy na ten pociąg, grubasku.
    – No to poczekamy. – odpowiedział, znając dobrze bezczelność pasażerów i nie spodziewając się żadnego napadu.
    Minuty mijały nieuchronnie, a na napad się nie zanosiło. Stawało się wręcz coraz ciszej, a Ashe stawała się coraz bardziej niecierpliwa i zdenerwowana.
    – Może pomyliliście pociągi?
    – Zamknij się. – szczeknęła, po czym znowu zapadło parę minut milczenia.
    – To TLK5924?
    – Przykro mi. To TLK 5922. Jedziemy do Bydgoszczy.
    – Nie no kurwa, to nie może być prawda. Dobrze, zapłacę ten mandat – to niesamowite, jak szybko zmieniła swoje nastawienie bez bliskości swoich bandytów. Nawet zgasiła papierosa, nie wyrzucając go za okno, co mogłoby – jak wiadomo spowodować poważny pożar lasu. – Ile to będzie?
    – Osiem stówek – spokojnie powiedział Paweł, kończąc już pisać mandat.
    – Ile do jasnej kurwy?! – awanturowała się Ashe. – Ostatni raz było pięćset!
    – To naprawdę smutne, ale proszę się uspokoić, mam cały pociąg do sprawdzenia. Albo pani płaci, albo kieruję sprawę wyżej, a zapewniam, że jak zajmie się panią sąd, to będzie miała pani większe kłopoty niż osiem stówek. – odpowiedział nieco zmęczony już kontroler, a wkurwiona Ashe ledwie trzymała nerwy na wodzy. Nie miała przy sobie pieniędzy, broni i rzeczywiście była skazana obecnie na łaskę Pawła. No, chyba że chciałaby pokonać wszystkich ludzi w pociągu. Tylko jak przekonać go, aby nie wystawiał jej biletu?

      – A może… to ty byś się mną zajął zamiast sądu? – zaproponowała, wstając z ławki.
    – W sensie?
    – Przymkniesz oko w zamian za… Miło spędzony czas. – powiedziała, klękając przed Pawłem.
    – Pokaż, jak umilasz mi czas – zgodził się, patrząc jak białowłosa bandytka siłuje się z paskiem od jego spodni. Początkowo chciała zdjąć go zębami, ale brak postępów sprawił, że szybko się poddała. Gdy tylko wyjęła pałę na wierzch, od razu zabrała się za całowanie jaj, brała po jednym w swe czerwone usta i ssała w rytm wybijany przez koła pociągu. Lizała też oba naraz, ciągnąc konduktora w swoją stronę za każdym razem, gdy tylko cofała głowę. Uwielbiała ssać jaja, szczególnie ogolone, a takie miał Paweł. Złapała członka dłonią i zaczęła delikatnie posuwać w górę i w dół, jednocześnie ssąc i liżąc kule konduktora.
    – Ale jesteś niezła – pozwolił sobie skomentować, głaszcząc ją po głowie. Nie mógł się doczekać, aż będzie mógł ciągnąć te białe włosy rżnąć ją jak szmatę.
    – Dziękuję – odpowiedziała, po czym oddaliła się od chuja. Sięgnęła do swojej torebki i wyciągnęła szminkę i zaczęła się malować. Nie używała do tego lusterka, co wydało się Pawłowi niesamowicie seksowne.
    – Po co to robisz, jak zaraz się znowu rozmaże?
    – Chcę wyglądać pięknie, gdy robię ci loda – powiedziała Ashe, uśmiechnęła się i znowu włożyła penisa do ust. Posuwała nimi w górę i w dół, momentami pomrukując i przesadnie krztusząc się, gdy była głębiej – wiedziała, że mężczyźni to lubią. Nie miała ostatnio czasu na seks, a Paweł wydawał jej się coraz bardziej przystojny, z każdym obciągniętym centymetrem chuja chciała go mocniej i mocniej. Liżąc namiętnie pałę, miała tylko nadzieję, że idioci dobrze się bawią, napadając na właściwy pociąg.
     Nagle poczuła napięcie z tyłu głowy. Ledwie poczuła jego silne dłonie z tyłu czaszki, a on już wchodził głębiej, niż ona by kiedykolwiek pozwoliła. Zachłysnęła się i ugryzła chuja, co spowodowało ewakuację penisa z ust kowbojki.
    – Akh, gulp… Khyy – kaszlała Ashe
    – Przepraszam…
    – Nie, to ja przepraszam, że cię ugryzłam. Zaskoczyłeś mnie. Spróbuj teraz – powiedziała i otworzyła szeroko usta, zapraszając nabrzmiałego penisa do środka. Paweł się nie zastanawiał i wepchnął parówę do środka, łapiąc białe loki i nabijając sobie ślicznotkę na fiuta. Wchodził w nią gładko, nie czuł żadnych oporów, czy to fizycznych, czy moralnych. Zasadniczo jedyne co czuł, to idealnie śliskie gardło. Ashe wygięła się, aby móc brać chuja głębiej i jednocześnie patrzeć w oczy konduktorowi – podobał jej się. Chciała mu to pokazać, ssąc chuja jak rasowa dziwka. Nie mogła się doczekać, aż ją wyrucha. W pewnym momencie Ashe zaczęło brakować powietrza, więc chciała odetchnąć, ale Paweł miał inne plany. Przytrzymał ją, mocno ciągnąć za włosy, Ashe z zaskoczenia się zakrztusiła. W końcu spuścił się jej do gardła, a ona wyślizgnęła penisa ze swoich ust, łapiąc oddech. Boże, jak ją to podnieciło, nie myślała już w ogóle o swoim gangu i jakimś napadzie, jej myśli w pełni wypełniał kutas Pawła.
    – O ty chuju… – powiedziała, teatralnie kaszląc na koniec.
    – Sorry, ale jesteś po prostu zbyt piękna. Ale spokojnie, to jeszcze nie koniec. – powiedział, podnosząc ją ciągnąć za kurtkę. Zaskoczona zachwiała się na obcasach, po czym została pchnięta na przedziałową ławę. Była twarda i niewygodna, ale w obecnej sytuacji nie zwracała na to uwagi. “Rozbieraj się” – usłyszała i posłusznie zaczęła zdejmować ubrania, zaczynając od butów. Tymczasem konduktor zamknął przedział i samemu się rozebrał, a gdy znowu spojrzał w stronę dziewczyny, ona już czekała na niego naga – wyłącznie w skarpetkach i białej koszuli. Jej skóra była tak idealna i blada, że zwyczajnie nie mógł się kontrolować i zaczął ją całować, opierając ją o ścianę wagonu. Dostał za to z liścia.
     – Sorry – zaczerwieniła się Ashe. – Nie spodziewałam się takiego… ataku. Ale leć dalej, kowboju – zachęciła, uśmiechając się zalotnie. Po paru pocałunkach wymierzonych w usta i szyję zaczął schodzić niżej, do brzucha dziewczyny, który był płaski jak pustynia. Gdy zbliżył się do jej brzucha, mógł zobaczyć jak głęboko i gwałtownie dziewczyna oddychała – widać było, że chce tego tak mocno, jak on. Odwrócił ją i dał parę całusów pośladkom, po czym oparł Ashe o przedziałową ławę i zaczął wbijać się w nią chujem. Na początku nie mógł wejść, ale po dwóch próbach wbił się solidnie, wydając z dziewczyny śliczny jęk.
     – Nie spodziewałem się, że tak ci się to spodoba. – powiedział, klepiąc blady pośladek kowbojki, wywołując kolejny jęk.
    – Nie gadaj tyle i ruchaj mocno. – powiedziała, po czym wypięła mocniej dupę i rozpięła koszulę. Nie nosił stanika, więc konduktor bez problemów mógł łapać jej cycki. Piersi Ashe były miękkie i dość duże, idealnie nadawały się do trzymania przy ujeżdżaniu kowbojki. Rżnął ją mocno, a ona coraz głośniej jęczała z każdym ich ruchem, opuszczając bezsilnie głowę. Z każdym klapsem jednak ją podnosiła i wydawała jęk. Złapał ją za włosy i pociągnął jej głową do tyłu, tak aby móc oglądać jej twarz jebiąc ją w dupę.
    – M… mocniej… – wyszeptały czerwone jak krew usta dziewczyny.
    – Słucham? Nie słyszałem – powiedział, jednak jebiąc ją coraz mocniej.
    – Rżnij mnie… rżnij mnie, jakbym była zwykłą szmatą.
    – Przecież właśnie to robię – skwitował, wchodząc w nią po same kule i całując jej twarz. Wsadził jej język do ust, co ją obrzydziło, ale nie dała tego po sobie poznać. Pragnęła go chyba bardziej niż on jej, co było dość niecodzienne – w końcu to ona była tutaj gorącą kowbojką, a on najwyżej gorącym kontrolerem biletów. Uwielbiała, gdy szarpał jej ciałem za każdym razem, gdy ją ruchał. Gdy traktował ją jak swoją własność.
     Oparł ją o ścianę i zaczął szarpać się z białą koszulą – tylko ona dzieliła go od delikatnego ciała dziewczyny. W końcu udało mu się ją rozebrać. Złapał jej obie ręce od tyłu i używał jak uchwytu, dzięki, któremu mógł mocniej ją ruchać – a ona czuła się coraz lepiej, coraz bardziej bezbronna, zatracała się w rozkoszy. W końcu ugięły się pod nią kolana, a on nie przestawał i dalej ją ruchał, opartą teraz o brudną podłogę przedziału.
    – Mocniej, proszę, Paweł! O kurwa! – krzyczała Ashe. Dobrze, że zasłonił żaluzje i nikt spoza przedziału nie mógł ich podglądać, bo na pewno jej krzyki i jęki zwróciły uwagę niejednego pasażera. A Paweł ruchał ją mocniej, w końcu przygniatając ją całkowicie do ziemi. Leżała na twarzy, lekko jęcząc z każdym ruchem fiuta, nie mogąc się ruszać z rozkoszy. Zawsze chciała, by ktoś ją zdominował, lecz z uwagi na swoją pozycję w gangu nikt nie był dość odważny.
     – Jesteś dziwką, wiesz? Zwykłą szmatą – powiedział, agresywnie klepiąc jej dupę. Ona jedynie jęczała i syczała z rozkoszy, okazjonalnie wymawiając jego imię. Pociągnął jej włosy, by mogła łatwiej mu odpowiedzić. – Pytałem, czy wiesz, że jesteś moją suką. Odpowiedz.
    – Ruchaj mocniej… – tylko tyle mogła wykrztusić Ashe, która nigdy nie przyznałaby, że podoba jej się, gdy mężczyzna bierze ją dla swojej przyjemności. Zignorował brak odpowiedzi i szarpnął jej włosy, sprawiając jej zdecydowanie więcej bólu, niż chciał. Zaczynał jednak podejrzewać, że sprawia jej to przyjemność, więc wlepił jej do tego dwa klapsy – pierwszego lekkiego, zaledwie preludium do klapsa-giganta, który wydobył z Ashe zaskoczony krzyk rozkoszy.
     – Dochodzę, słonko – powiedział, czule całując jej szyję. Złapał jej twarz od dołu, wsadzając kciuk do ust, a ona ochoczo zaczęła go gryźć i lizać. Jej skóra była tak miękka, że nawet dotykanie jej było jak grzech, a on właśnie szarpał ją całą na brudnej, przedziałowej podłodze i miał zamiar spuścić się w środku. Ona nie protestowała, więcej – zaplotła swoją nogę dookoła jego łydki i mocniej ugryzła kciuk mężczyzny, uciszając nieco swoje jęki, tylko zachęcając go, aby zrobił to w środku. Gdy doszedł, opadł na nią ze zmęczenia i odwrócił jej głowę, aby móc ją pocałować. Uśmiechała się błogo, dawno nikt tak dobrze jej nie wyruchał.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paweł Więcek

    Wcześniej tylko o lidze pisałem ale się wkurwiłem na to gówno i zacząłem grać w Overwatcha, fajnie że są tam takie fajne postacie. 

  • Julka, Karol, Jacek

    Mam na imię Jacek i mam 30 lat. Karola poznałem z jakiś rok temu, gdy zaczęliśmy pracować w hurtowni budowlanej. Był młodszy ode mnie o dwa lata. Miał ciemne włosy, zielone, przenikające oczy i obezwładniający uśmiech. Nie był specjalnie przystojny, ale miał to coś. Na Karola trafiłem przypadkiem. Nasz szef zatrudnił w tym samym czasie kilkanaście osób, w tym nas. Z tymi osobami mamy poprawne stosunki, ale z Karolem od razu chwyciliśmy świetny kontakt. Początkowo razem wychodziliśmy tylko na papierosa, potem kilka razy na piwo. Z uwagi, że wynajmowałem pokój w jakiejś bursie, Karol zaproponował mi kąt w swoim mieszkaniu. Było mi to na rękę, bo pokój w tym internacie był obskurny i zatęchły. Karol uprzedzał, że luksusów nie będzie, bo ma tylko dwa pokoje. Jeden zajmuje jego sublokatorka Julia, a on ma drugi. W tym pokoju było łóżko Karola i rozkładana kanapa. Karol zapewniał, że mogę być spokojny, że będę spał w drugim łóżku i nie muszę się obawiać.

    – A niby czego mam się obawiać? – zapytałem rozbawiony. – Że mnie zbałamucisz?

    – Nie znasz dnia, ani godziny… – powiedział ze śmiechem chłopak.

    Jeszcze tego samego dnia zabrałem swoje rzeczy do mieszkania Karola. Jego mieszkanie okazało się całkiem spore. W jego pokoju stało łóżko i rozkładany fotel, stół i szafa. Mój gospodarz ofiarował mi dwie półki w swojej szafie. Zdziwił się, że nie miałem przy sobie zbyt wiele rzeczy.

    – Wiesz – zacząłem – moja rodzina się mnie wyrzekła, bo nie pasuje do ich modelu, który sobie wyobrazili. Ojciec kazał mi iść na leczenie albo wypierdalać. Wziąłem torbę, spakowałem to co było niezbędne i tak już jestem pięć lat poza domem.

    – To nikt nie próbował cię zatrzymać? Matka, rodzeństwo, rodzina? – dziwił się Karol.

    – No jak widzisz na załączonym obrazku – uśmiechnąłem się smutno do kolegi.

    – No dobra. Proponuję zrobić jakąś kolację, może skoczymy po piwko? – zaproponował Karol. – Rozłożę też tobie łóżko, pokażę jak to zrobić.

    – Spoko, możemy wyskoczyć po kilka browarków, ale kupmy też Twojej lokatorce, żeby było kulturalnie – zaproponowałem. – Może się zakumplujemy?

    – Julka wróci za jakiś tydzień, pojechała na jakąś konferencję czy coś – wyjaśnił Karol. – A co to za sprawa, z tym wyrzuceniem cię z domu?

    – Szkoda gadać, stary… – machnąłem ręką.

    Gdy wróciliśmy z marketu z piwem i pizzą, zrobiliśmy sobie mały męski wieczór. Siedzieliśmy obok siebie na łóżku Karola i piliśmy browary. Po trzecim język mi się rozwiązał i zacząłem opowiadać o swoim życiu.

    – Wiesz, kilka lat temu moi starzy znaleźli w moim pokoju gazetki i płyty dla dorosłych. Zaczęli grzebać w moim kompie i znaleźli moje zdjęcia z jakiejś ostrej imprezy. Było też tam kilka filmików. Zrobiła się jazdą, stary rozdmuchał to do oferty międzynarodowej. Przejebane stary – powiedziałem smutno i wypiłem kilka łyków prosto z butelki.

    – No widzę, że kolega potrafi się dobrze bawić – rzucił Karol, chwilę mi się przyglądał, po czym skwitował z uśmiechem – organizować orgietki i to nagrywać. No nieźle, naprawdę, kurwa, szacun! – zawołał z uznaniem. – Ale wiesz co? Twój stary ci zazdrościł, że obracałeś te laski, a on nie. Może gdybyś go zaprosił…

    – Problem w tym, że tam byli sami faceci – przerwałem mu i wypiłem resztę swojego piwa. – Kurwa, powiedziałem zdanie za dużo. Rozumiem, jeśli nie będziesz chciał mnie u siebie nocować. Mogę zaraz się zawijać. Mam jeszcze opłacony internat na najbliższy tydzień – zacząłem tłumaczyć, ale Karol wybuchnął śmiechem.

    – Przestań pierdolić. To że jesteś gejem, nie spowoduje, że cię wywalę z mieszkania. Ja ciebie lubię. Cały czas, od samego początku, a teraz nawet jeszcze bardziej.

    – Dlaczego teraz bardziej? Nie rozumiem… – spytałem, ale nagle mnie oświeciło. – Ty jesteś… gejem?

    – Brawo Sherlocku. Nie wiedziałeś? – spytał z uśmiechem Karol. Ja pokręciłem głową, a on poklepał mnie po udzie. – To jeśli tobie ulżyło, to się cieszę. Dam ci pościel – powiedział i wyjął ze swojego łóżka kołdrę i poduszkę. – Rano musimy wstać do pracy. Możesz się myć pierwszy.

    Poszedłem pod prysznic, wyszedłem w samych bokserkach i położyłem się do łóżka. Karol za chwilę też poszedł się myć, ale gdy wrócił położył się w swoim łóżku. Byłem trochę zawiedziony, ale natychmiast zasnąłem. Obudził mnie budzik w telefonie. Wstałem pierwszy i poszedłem się wysikać. Gdy wróciłem, założyłem spodnie, chwyciłem t-shirt i chciałem go ubrać. W tym momencie Karol mocno się przeciągnął, odrzucił kołdrę i wstał, a ja zauważyłem, że spał bez bielizny. Stanął przede mną, uśmiechnął się, a ja zobaczyłem równo przycięty zarost nad jego kutasem.

    – Podoba się? – zapytał Karol. – Chcesz możesz dotknąć.

    – Nie, dziękuję – skłamałem. – Może innym razem – powiedziałem trochę speszony i założyłem swoją koszulkę. Kiedy Karol się ubierał, widziałem jego płaski brzuch, męskie ramiona, włosy na nogach i kroczu.

    – Golisz pachy? – zapytał nagle. – Fajne, ja kiedyś też to robiłem, ale teraz jakoś nie mam dla kogo. I trochę mi się nie chce.

    – Ja golę się dla siebie – odpowiedziałem i wyszedłem do kuchni. Zacząłem robić śniadanie, gdy wszedł Karol już w swoich rzeczach. Wstawił ekspres i za chwilkę wlał kawę do dwóch kubków.

    – Ty się na mnie obraziłeś, za te pachy? – zapytał po chwili ciszy.

    – Nie, no co ty? Żartujesz sobie? – odpowiedziałem natychmiast. Jego pytanie bardzo mnie zaskoczyło. Gdy zjedliśmy pojechaliśmy do pracy. Po naszej zmianie wróciliśmy do domu. Karol zaproponował kilka piw i jakiś film, bo jutro mamy wolne. Bardzo mnie ucieszyła ta propozycja. Usiedliśmy obok siebie na kanapie. Wieczór był ciepły, więc pozbyłem się spodni, Karol poszedł w moje ślady. Siedzieliśmy i oglądaliśmy jakiś film. Karol dotykał swoim udem i stopą mojej nogi, a ja czułem że zaczynam mieć erekcję. Nie uszło to uwadze Karola, który położył na mojej nodze swoją dłoń, skierował ją w stronę pachwin i wsunął pod majtki. Dotykał i pocierał mojego penisa, po czym wyjął go i dalej się nim bawił. Zamknąłem oczy i odchyliłem głowę do tyłu. Mój kolega zbliżył swoje usta do mojej szyi i zaczął ją całować. Karol odkleił się od mojej szyi, pocałował mnie w usta, zdjął moją bieliznę i wsadził sobie mojego kutasa do ust. Ssał go delikatnie, początkowo tylko samego żołędzia, a po chwili już całego. Przestał mi obciągać, odsunął stół i uklęknął przede mną. Teraz zajął się moimi jajkami, a ręką drażnił mojego członka. Czułem się obłędnie. Od kiedy zobaczyłem Karola, od razu pomyślałem o takiej scenie.

    – Teraz ja. Siadaj koło mnie – powiedziałem.

    – Spadaj, ja byłem pierwszy – wyszeptał Karol z twarzą przyklejoną do mojego gładkiego kutasa.

    – Proszę, nie bądź egoistą – zacząłem jęczeć głaszcząc go po głowie.

    – No dobra, niech ci będzie – rzucił Karol. Potem wstał, pocałował mnie w usta i usiadł rozszerzając nogi. Jego bokserki były napięte, a penis ledwo się w nich mieścił. Natychmiast zsunąłem się z łóżka, gładziłem nogi i łydki Karola. Jedna ręką chwyciłem jego stopę. Podniosłem, głaskałem, masowałem ją, po czym zacząłem lizać, ssać palce u nóg, kostki i podeszwę jego stopy. Karol natychmiast się wygiął i jęknął, a ręką próbował się masturbować. Szybko chwyciłem jego penisa i delikatnie poruszałem nim przez majtki. Ponownie dotknąłem twarzą stóp Karola i chwilę je wąchałem i lizałem. Postawiłem jego nogę na podłodze i chwyciłem za majtki. Szybkim ruchem zdjąłem Karolowi bieliznę, a jego sztywny penis natychmiast wyskoczył. Chwyciłem jego fiuta u nasady i wysunąłem całego do swoich ust. Dotknąłem nosem jego gęstych włosów i się nimi zaciągnąłem. To mnie jeszcze bardziej nakręciło, więc zacisnąłem usta na jego kutasie. Karol znowu zajęczał, ale gdy poruszałem głową kilka razy, on chwycił moją głowę za krótkie włosy. W tym momencie poczułem ciepło wlewające się do mojego gardła. Część jego spermy uciekła na łóżko.

    – To teraz ja, kończ…. kurwa…. Jac… Proszę…. Teraz … – próbował coś powiedzieć, ale nie mógł, bo pomimo wytrysku, ja wciąż mu obciągałem.

    – No dobra, teraz ty – powiedziałem, ale jeszcze zlizałem ostatnie krople spermy spływające po trzonie jego penisa. Usiadłem obok Karola, a ten zgarnął palcem z mojej brody i policzka własny wytrysk i wsadził go sobie do ust. Nachylił się nad moim fiutem i ostro mi obciągał. Poruszał w szybkim tempie swoją głową krztusząc się moim twardym fiutem. Karol jedną rękę trzymał na moim podbrzuszu i masował podstawę penisa, a drugą rękę masował moja dziurkę. Czułem, jak jego ciasne gardło zaciska się na moim fiucie.

    – Jak ty to robisz? – zapytałem cicho, ale on nie odpowiadał, tylko wyciągnął fiuta z ust, objął ustami żołądź i mocniej robił mi loda. W tym samym momencie wsadził mi dwa palce w tyłek. Szarpnąłem się, ale Karol mnie przytrzymał ramieniem. Obciągał mi mocniej i szybciej poruszał swoimi palcami. Poczułem mrowienie w podbrzuszu i zaraz ścisk jąder. Chłopak dołączył jeszcze trzeci palec i chwilę później wystrzeliłem. Karol wszystko co ze mnie wypłynęło wypił i mimo to ciągle mi obciągał. Oddychałem coraz szybciej, wygiąłem się do tyłu i czułem że już nie dam rady. Zacząłem krzyczeć. Karol nie przestawał mi obciągać, ale wyjął palce z mojego odbytu i masował moją mosznę. Czułem że dojdę drugi raz i po chwili trysnąłem. Teraz jednak Karol po chwili przestał mi ciągnąć, a ja opadłem na oparcie łóżka. Mój kolega zaraz oparł się obok mnie pocałował mnie w ucho i spytał, jak mi się podobało. Nie mogąc nic powiedzieć tylko się uśmiechnąłem. Po kilku minutach zawlokłem się do łazienki i wziąłem prysznic. Karol wszedł tam kilka minut po moim wyjściu. Gdy mój kolega wrócił, zobaczył jak rozkładam swoje łóżko. Popatrzył na mnie bardzo zdziwiony.

    – A można wiedzieć co teraz robisz? – zapytał mnie.

    – Robię swoje łóżko, to chyba widać – odparłem nie przerywając swojej pracy.

    – A nie mógłbyś spać ze mną w jednym? Byłoby lepiej i wygodniej, nie uważasz? – spytał mnie Karol, a ja natychmiast poczułem mrowienie w podbrzuszu.

    – Skoro tak mówisz, to dobrze – odpowiedziałem po chwili, wyprostowałem się i podszedłem do Karola. Ten objął mnie w pół i pocałował z językiem. Mocno mnie do siebie przytulił, a ja poczułem, że jest znowu nagi i że jego kutas zaczyna napierać na mój brzuch.

    – Ty jeszcze masz siłę? – spytałem zdziwiony. – Nie masz już dosyć?

    – Nie, już koniec – odpowiedział – to tylko taka reakcja. Kładź się spać i możesz zdjąć swoje majtki, będzie nam wygodniej – rzucił Karol, a ja się zaśmiałem, ale zaraz zsunąłem swoje bokserki. Położyłem się do łóżka a zaraz dołączył mój przyjaciel i wtulił się we mnie. – Dobranoc mój śliczny.

    – Dobranoc… – zabrakło mi słów, jak mam zakończyć, więc rzuciłem jeszcze raz – dobranoc.

    Karol zaśmiał się cicho, pocałował mnie w brodę i  zamknął oczy. Miałem wrażenie, że natychmiast zasnął. Po chwili ja też poczułem, że kleją mi się oczy. Obudził mnie przyjemny ból penisa. Otworzyłem oczy i nie widziałem nigdzie Karola, ale zaraz podniosłem kołdrę i zobaczyłem jak zabawia się moim kutasem. Chłopak spojrzał na mnie, wyjął sobie fiuta z ust.

    – Dzień dobry – powiedział.

    Uśmiechnąłem się do niego szeroko, on odwzajemnił mój uśmiech i powrócił do robienia mi loda. Odrzuciłem kołdrę na bok, rozłożyłem wygodnie i delektowałem się doznaniami. Czułem znajome mrowienie w podbrzuszu. Szeroko rozstawiłem nogi i Karol wykorzystał to masując moje jądra. Oddychałem wolno i głęboko. Chciałem poruszać biodrami, ale Karol zablokował moje ruchy. Za chwilkę skończył zabawę, przysunął się do mojej twarzy i pocałował nie z językiem. Czułem jak napiera na mnie swoim twardym kutasem.

    – Teraz ty – rzucił cicho, gdy na chwilkę odkleił się od moich ust.

    – Zaraz – wyszeptałem w jego ucho – chcę się najpierw tobą nasycić – powiedziałem i dalej się całowaliśmy. Czułem się obłędnie, on smakuje wybornie.  Po krótkiej chwili przerwałem nasze pocałunki i zjechałem w dół, do jego krocza. Pocałowałem jego pępek i schodziłem w dół. Czułem woń jego włosów, jego krocza, jego cudnego penisa. Chwyciłem jego trzon od strony jajek i wsunąłem sobie żołędzia do ust. Chwilkę pobawiłem się nim, by objąć ustami całego kutasa. Poczułem go w gardle, zaczęło mnie to dusić. Chciałem wysunąć z siebie twardego fiuta, ale Karol założył swoje nogi na moje barki i przycisnął do swojego brzucha. Delikatnie poruszał biodrami drażniąc moje gardło. Oddychałem z trudem, ale było to wyjątkowo ekscytujące przeżycie. Karol mnie puścił, a ja wstałem okręciłem się, położyłem się na nim i wysunąłem do jego ust moje kutasa. Sam zająłem się jego zaganiaczem. Teraz ja poruszałem moimi biodrami, wsuwając i wysuwając się z jego gardła, ale najwyraźniej Karolowi się to podobało, bo chwycił moje pośladki, poruszał moimi biodrami nadając szybszego i mocniejszego tempa. Chwilę później drażnił kciukiem moja dziurkę, a ja wtedy zwolniłem. Karola kutas był twardy, błyszczący i bliski strzału. Wsadziłem go najgłębiej jak tylko potrafiłem i pomasowałem jego mosznę. Trysnęliśmy w tym samym momencie. Wciąż masując mu jądra dokładnie wyssałem wszystkie krople, które wypłynęły z jego fiuta. Wstałem, choć Karol wciąż trzymał mnie za tyłek. Gdy usiadł był bardzo zadowolony. Natychmiast przykleiłem się do jego ust, z których wypłynęła moja sperma. Ja też nie połknąłem całego wytrysku Karola, więc i on miał okazję spróbować tej, którą miałem w ustach. Całowaliśmy się bardzo długo, a krople spermy spływały nam po policzkach. Czasem przerywałem na pocałunki, by zebrać językiem uciekającą spermę i kontynuować nasze pieszczoty. Moje serce waliło jak młotem, byłem rozgrzany i spocony. Wciąż wtulony w Karola, chciałem, aby ta chwila trwała wieki. Nasze dłonie pieściły nasze plecy, uda, szyję i potylicę. Nie mogłem się nasycić ustami i językiem Karola. Coraz bardziej go tulilem i dotykałem jego ciała, gdy nawet nie wiem jak to się stało, wytrysnąłem. Mój kolega odsunął się na chwilkę, spojrzał co się stało i dalej mnie całował. Mimo, że doszedłem dwa razy, byłem jeszcze bardziej napalony. Wyplątałem się z objęć Karola, położyłem go na plecach i muskałem ustami całe ciało. Jego spocona i smukła klatka piersiowa była taka podniecająca i piękna. Podbrzusze i pachwiny nakręcały mnie tak, że aż zakręciło mi się w głowie. Jego zapach był najpiękniejszym, jaki kiedykolwiek wcześniej czułem. Jego feromony mnie obezwładniały. Zsunąłem się do jego stóp i je całowałem, lizałem, wąchałem i ocierałem swoją twarz o jego palce. Kurwa, jak ja lubię jego nogi, jak on mnie kręci…. Podczas gdy zabawiałem się jego stopami, Karol stękał i się masturbował. Lizałem jego kostki i całowałem grzbietową część stopy. Dotykałem jego delikatną i gładką skórę. Po krótkiej chwili przestałem zajmować się stopami, a zacząłem żołędziem. Umieściłem go sobie w ustach i delikatnie poruszałem głową. Ręka objąłem podstawę fiuta, a druga trzymałem na jego brzuchu. Karol objął moją dłoń i się nią bawiła, podczas gdy ja robiłem mu loda. Nie starałem się, by pomieścić całego w ustach, a chciałem tylko bawić się jego główką. Obciągałem mu wolno i delikatnie, a Karol stękał, jęczał i swoim palcem u nogi dotykał mojego wypiętego tyłka. Czułem jak bardzo jest blisko, nie chciałem psuć mu tego orgazmu, więc zwolniłem swoje ruchy i delikatniej masowałem jego podbrzusze. To musiało mu się spodobać, bo mocniej oddychał i głośniej stękał.

    – O kurwa, o matko, zaraz dojdę, Jacuś przyspiesz, proszę, kurwa… strzelam, o fuck! – wykrzyknął – Aaaaaaaaaaa!

    Poczułem jak fala gorącego wytrysku zalewa mi usta. Wszystko, co wypłynęło z jego fiuta, natychmiast połknąłem i dalej wolnym ruchem stymulowałem jego żołędzia. Karol jęczał coraz głośniej, coraz mocniej oddychał. Gładził moje włosy, po czym wygiął się w łuk i jeszcze raz doszedł. Tym razem jednak zaraz usiadł i uwolnił się od mojego objęcia.

    – Ale ty jesteś dobry. Gdzie się tego nauczyłeś? – zapytał mnie Karol. Popatrzył na mnie, poczekał aż sam usiądę obok niego i zaproponował zjedzenie śniadania. Po śniadaniu obejrzeliśmy jakiś film. Wieczorem razem się wykąpaliśmy, ale gdy położyliśmy do łóżka natychmiast zasnęliśmy. Obudził nas budzik.  Ubraliśmy się i, po zjedzeniu posiłku, wyszliśmy do pracy. Wieczorem Karol miał przygotować kolację, a ja chciałem wyskoczyć do sklepu i kupić jakieś wino. Gdy wróciłem, z kuchni dobiegały miłe zapachy, a Karol nakrywał do stołu. Pokazałem mu wino i tubkę żelu poślizgowego. Karol roześmiał się i zaprosił do stołu.

    – Dobrze kotek, ale najpierw chciałbym wejść pod prysznic – powiedziałem. Moja kąpiel zajęła mi pięć minut. Zdążyłem zrobić sobie lewatywę. Po to też poszedłem do marketu. Gdy wróciłem, stół był nakryty, wino otwarte, a na talerzach pachnące danie.

    – Lubisz kuchnie włoską? – zapytał Karol, a ja patrzyłem na niego z głupim uśmiechem.

    – Piękny, super całuje, ma boskie ciało i do tego potrafi gotować – powiedziałem z zachwytem. – Uwielbiam! Z Twoich rąk zjem nawet trutkę na szczury.

    – Mam nadzieję, że będzie trochę lepsze – zaśmiał się. – Posmakuj – nadział kawałek makaronu na widelec i przysunął w moją stronę, pochwyciłem ustami mały kęs i ściągnąłem z widelca. Smak był obłędny, zamknąłem oczy, gdy je otworzyłem, Karol uśmiechał się szeroko.

    – Czyli smakuje? – zapytał. W odpowiedzi mocno go pocałowałem. – Pohamuj swe rządzę, Romeo. Najpierw zjedźmy.

    Gdy zjedliśmy i posprzątaliśmy położyliśmy się do łóżka. Rozbierałem łapczywie Karola. Chciałem dostać się do jego kutasa. Chciałem też, by mnie przeleciał. Gdy zdjąłem jego spodnie, zobaczyłem, że ogolił swojego fiuta.

    – Mam dla kogo golić – zawołał radośnie. Natychmiast przyssałem się do jego kutasa, po chwili on mnie rozebrał, obrócił i zaczął lizać moją dziurkę. Po chwili wszedł we mnie, a ja poczułem się spełniony. Wreszcie doświadczam tego, na co dawno czekałem. Po kilku minutach wyszedł, a ja robiłem mu loda. Chwilkę obciągałem, gdy usłyszałem jakieś skrzypnięcie. Chciałem podnieść głowę, zapytać, zobaczyć co to, ale Karol przytrzymał mnie.

    – Nie przerywaj, kotek. Dobrze ci idzie – powiedział cicho. Uspokojony jego głosem robiłem swoje, ale że jego kutas był taki twardy, postanowiłem trochę go podjeżdżać. Usiadłem na nim, przodem do jego twarzy, a jedna stopę przystawiłem do jego twarzy. Odchyliłem się, oparłem się z tyłu dłońmi i poruszałem biodrami. Jego kutas penetrował moje trzewia, a Karol w tym czasie pieścił moją stopę. Drażniłem swoją prostatę jego fiutem i czułem, że w ten sposób dojdę. Przyspieszyłem swoje ruchy i zacząłem krzyczeć. Natychmiast wytrysnęła ze mnie sperma. Mimo, że mój orgazm był nieziemski, Karol jeszcze nie doszedł, więc ostatkiem sił wciąż poruszałem biodrami. Mój kochanek za chwilkę wygiął się w łuk i cicho jęknął. Poczułem, jak wypełnia mnie ciepły płyn. Po chwili zszedłem z Karola i położyłem się na bok. Chłopak pocałował mnie kilka razy i zaprowadził do łazienki. Wzięliśmy szybki prysznic i położyliśmy się spać.

    Obudziłem się nad ranem, ale Karola nie było w łóżku, pod kołdrą też go nie było, słyszałem za to jakieś głosy dochodzące z kuchni. Nałożyłem czyste bokserki i wyszedłem z pokoju, gdy tam wszedłem, zobaczyłem mojego kochanka z ładną czarnowłosą dziewczyną ubraną w skąpy top i stringi. Karol miał na sobie tylko dłuższy t-shirt sięgający do końca pośladków. Zaraz mnie zobaczyli i dziewczyna szeroko się uśmiechnęła.

    – Ty musisz być Jacek? Karol dużo o tobie mówił. Ja jestem Julka – wyciągnęła rękę, a gdy ją chwyciłem, Julia rzuciła mi się w objęcia i przytuliła. Ta laska pachniała obłędnie. Przytuliłem ją i położyłem jedną rękę na jej tyłku. Julka nawet na to nie zareagowała, tylko mówiła, że super, że Karol kogoś znalazł. Przytulałem ją długo. Jej skóra była gładka, miękka, delikatnie natłuszczona. Jej pośladki były jędrne i miłe w dotyku. Czułem, że jej top się podniósł i dotyka mnie swoimi piersiami. Ona też dotknęła mojego tyłka. Miałem wrażenie, że wsunęła swoją rękę w moje majtki. Ten zapach i jej skóra sprawiły, że poczułem znajome mrowienie w podbrzuszu. Pomyślałem, że zaraz dostanę erekcji. Chciałbym, aby ta gorąca laska kucnęła i zrobiła mi laskę. Ale pomyślałem, że przecież jeszcze wczoraj pieprzyłem się z Karolem. Julka odkleiła się ode mnie i mówiła, że fajnie wyglądam. Pochwaliła mój płaski brzuch, wydepilowane podbrzusze, fajny tyłek i gładkie pachy. Zauważyła, za Karol też zaczął golić te miejsca.

    Była szósta rano, a ja się zastanawiałem, kiedy ona przyjechała. Przypomniałem sobie skrzypnięcie drzwi, więc może wtedy? Ale czy mogła coś widzieć…

    – To co zjesz? – wyrwało mnie pytanie Karola z moich rozmyślań. – Kanapkę czy coś zamawiamy?

    – Co? Nie, kanapka będzie spoko – powiedziałem. – To ja wstawię wodę…

    Julka z Karolem się zaśmiali.

    – O co chodzi? – spytałem – co jest w tym takiego śmiesznego?

    – Jacek, obudź się, herbata stoi zrobiona – powiedziała Julka i położyła swoją dłoń na mojej klacie. Uśmiechnęła się i przesunęła ręką na mój brzuch. Drugą rękę położyła na moim boku i znowu się do mnie przytuliła. Ja również ja mocno objąłem, kładąc rękę na jej pośladku. Julka po chwili pocałowała mnie w policzek.

    – Naprawdę się cieszę, że to ty jesteś facetem Karola. Zasługiwał na kogoś fajnego – wyszeptała mi do ucha Julia, a Karol i tak to usłyszał, bo uśmiechnął się pod nosem.

    Zdjąłem ręce z ciała naszej sublokatorki i podszedłem do Karola. On natychmiast mnie objął od tyłu i jedną rękę położył na mojej klacie, a druga wsunął w bokserki. Za chwilkę wyjął ją i skrzyżował soję ręce na moim mostku. Czułem, jak jego kutas napiera na mój tyłek. Karol pocałował mnie w potylicę i zwolnił uścisk. Jedliśmy śniadanie przy stole w kuchni, staliśmy oparci o blat kuchenny. Dotykałem dłońmi blat szafek i przypadkowo dotknąłem tyłka Julii. Moja ręka wciąż tam spoczywała, a ja jej nie cofnąłem. Sam nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłem. Julka po kilku chwilach uśmiechnęła się do mnie i dopiero wtedy cofnąłem rękę.

    – Przepraszam – wybąkałem.

    Julka zaśmiała się cicho i spojrzała na mnie swoimi niebieskimi oczami. Teraz zobaczyłem, jak bardzo jest piękna. Jej boskie ciało, krągły tyłek, foremne piersi, ładne uda i śliczne stopy. Nie ma tylko jednej rzeczy, która pociąga mnie najbardziej. Brak jej kutasa.

    Gdy zjedliśmy zaczęliśmy się ubierać. Julka nałożyła sukienkę na gołe ciało. Jej cycki prześwitywały przez cienką tkaninę. Karol i ja nałożyliśmy normalne ciuchy i wyszliśmy do pracy. Wieczorem Julka wyszła do swojego chłopaka, a ja z Karolem mogliśmy zająć się sobą. Wiele razy ruchaliśmy się, gdy Julia była w swoim pokoju. Czasem słyszałem jak zabawia się swoim wibratorem, bo usłyszałem jęki i pomrukiwania. Kilka razy obciągałem mojemu chłopakowi, gdy akurat Julka wracała do domu. Zdarzało się, że nasza koleżanka przychodziła do kuchni w samej koszulce. Widziałem, że nie miała na sobie majtek. Bardzo chciałem kucnąć i podejrzeć, ale głupio mi w obecności Karola i wobec samej Julii. Dziewczyna często przechodziła obok nas, ocierając się swoim ciałem o nasze nagie torsy. Karol wiele razy wychodził nagi spod prysznica, ona potrafiła paść w jego ramiona, trzymać dłonie na jego tyłku, a on nie reagował. Nawet mu kutas nie drgnął. Rozumiałem, dlaczego Julka chodziła prawie naga, bardzo często się do nas tuliła, kładła nam na udach swoje dłonie lub siadała nam na kolanach. Wiedziała, że jesteśmy gejami i nic jej z naszej strony nie grozi. Ja jednak nie pokazywałem się jej bez bielizny, jedynie w samych bokserkach. Ona nie nalegała i sama nie paradowała nago, przynajmniej w moim towarzystwie. Mijały tygodnie, nasze życie towarzyskie kwitło. Któregoś dnia, gdy Karol wyjechał na tygodniowe szkolenie, wszedłem pod prysznic. Miałem wielką ochotę zwalić konia, bo nie miałem swego ukochanego, który dałby mi dupy lub zwyczajnie obciągnął. Wszedłem do łazienki, rozebrałem się i chciałem rozsunąć zasłonę wiszącą przy wannie. Zanim to zrobiłem, przyglądałem się swemu odbiciu w lustrze. Oglądałem się od przodu i boku. Widziałem swój płaski brzuch, gładko ogolonego kutasa i wtedy przesunąłem kotarę. Zamarłem z przerażenia, bo w wannie stała ubawiona Julka. Miała nałożony krem na nogach, podbrzuszu. Goliła właśnie drugą nogę, gdy przesunąłem ceratową przesłonę.

    – Dlaczego się nie zamknęłaś?! – krzyknąłem, nawet nie wiem dlaczego. Bardziej się chyba wystraszyłem, niż wkurzyłem. – Nie wiedziałem, że tu jesteś! Przepraszam… – zacząłem mówić. Zorientowałem się, że jestem nagi, więc zacząłem się zasłaniać. – Przepraszam, już wychodzę, tylko…

    – Jacek, weź nie świruj. Nie zasłaniaj się, nie bądź taki wstydliwy. Rżniesz się co noc z Karolem, obciągacie sobie każdego wieczora, nawet przy otwartych drzwiach, a pierwszego dnia, kiedy Cię zobaczyłam, Karol cię ujeżdżał. Widziałam Cię nago setki razy, a ty udajesz, że tego nie widzisz, że się wstydzisz. Mam rację? Karol nie robi z tego problemu, ja też bym wolała chodzić naga, by czuć się bardziej komfortowo. Ty też byś mógł. Przestań się zasłaniać i zrób coś dla mnie. Ogół mnie, proszę – powiedziała Julka, wyszła z wanny, usiadła na jej brzegu i mocno rozłożyła nogi. Jej różowa cipka wyglądała pięknie. Kucnąłem przed nią i patrzyłem w jej muszelkę jak urzeczony.

    – Podoba się? Ej, a może ty nie jesteś gejem, co? – spytała Julia i się zaśmiała. Zrobiło mi się głupio i gorąco, a na moich polikach wystąpiły czerwone placki. Nie uszło to uwadze Julii, która znowu się zaśmiała. Zażenowany przesunąłem maszynką po jej podbrzuszu, ściągając część żelu i włosów. Jedną ręką naciągałem skórę jej pachwin, a druga przesuwałem jednorazówką. Potem dotknąłem jej łechtaczki i mimowolnie potarłem ją kilkukrotnie swoim kciukiem. Dziewczyna cicho stęknęła, a po kilku moich podobnych ruchach, zaczęła cicho piszczeć. Sam nie wiem dlaczego, rozchyliłem jej wargi i wsunąłem do jej cipki mój palec wskazujący. Natrafiłem na jakąś szorstką powierzchnię. Kiedy ją kilkukrotnie potarła, Julia wygięła się w łuk i kilka razy głośno jęknęła. Czułem się nieswojo, dziwnie i tak jakbym miał oczy za mgłą. Wyjąłem palec z mojej koleżanki i oparłem dłoń o jej pachwinę. Starałem się golić Julię, ale moje ręce za bardzo się trzęsły. Przesunąłem dłoń na górną część uda, drugą przesuwałem po ładniej i pachnącej skórze Julki. Niejednokrotnie goliłem Karola, ale to przeżycie było dla mnie nowe. Czułem, jak robi mi się gorąco, jak mój kutas robi się twardy. Nie byłem w stanie opanować drżenia moich rąk, ani zataić mojego podniecenia. Julka siedziała z rozstawionymi nogami i patrzyłam na mnie z lekkim rozbawieniem.

    – Dobra, zmyję piankę, zobaczymy jak sobie poradziłeś – powiedziała mrugając do mnie jednym okiem. Wstałem z kolan i nawet nie zarejestrowałem, że mój kutas wciąż jest twardy. – O, podoba ci się? Nic dziwnego, ładnie ogoliłeś – pochwaliła mnie Julka, szybkim krokiem wyszła z wanny i się do mnie przytuliła. Natychmiast ją mocno objąłem tuląc jej plecy, ale zaraz jedna ręką wylądowała na jej tyłku. – No jasne, typowy facet, każdy lubi chwytać za cycki i dupę – zaśmiała się. Ja nie zdążyłem nic powiedzieć, bo Julka kucnęła i pochwyciła mojego kutasa w swoje usta. Początkowo ssała tylko główkę, robiła to delikatnie, za chwilkę wsunęła całego do gardła, by za chwilę znowu zajął się żołędziem. Po trzeciej takiej szybkiej zmianie zacząłem piszczeć, stękać, a Julia chwyciła mnie za lewe biodro. Po chwili wystrzeliłem jej w usta. Chwilkę jeszcze ssała końcówkę mojego penisa, po czym wstała, uśmiechnęła się szeroko i mnie pocałowała w usta. Stałem jak rażony piorunem. Chwilę mi zajęło, zanim zrozumiałem, co się właśnie wydarzyło. Odwzajemniłem pocałunek, ale zaraz przykleiłem się do niej i łapczywie całowałem jej usta, nos, brodę. Swoim językiem omiatałem jej usta. Mocno ją przytuliłem, dotykałem jej pięknego, zgrabnego tyłeczka, jej gorących pleców, smukłej szyi i długich włosów. Odsunąłem się na chwilkę, by spojrzeć na jej piersi. Były miękkie, jędrne, idealne. Pochyliłem głowę i delikatnie chwyciłem ustami jedna brodawkę. Lewą ręką gładziłem po jej plecach, pupie i wsunąłem palec najpierw tę dziurkę. Wkładałem i wyjmowałem bardzo delikatnie. W tym samym czasie, objąłem dłonią druga pierś i ją lizałem, ssałem, całowałem, chwytałem mocniej wargami. Julka głaskała moja głowę cicho mrucząc. Mój kutas był wciąż twardy, a ja napalony jak nigdy. Wyjąłem palec z tyłeczka Julii, kucnąłem przed nią, postawiłem jej nogę na brzegu wanny i zatopiłem swoje usta w jej wilgotną pochwę. Mój język natychmiast wślizgnął się do jej wnętrza. Poczułem dziwny smak, nigdy nie czułem czegoś takiego. Julia przycisnęła moja głowę do swojej waginy i cicho zapiszczała. Podkręcony tą reakcją, ssałem jej łechtaczkę, dołożyłem dwa palce do jej odbytu, a drugą ręką przytuliłem się do jej nogi. Lizałem jej szparkę, a cichy pisk, wydobywający się z ust dziewczyny, przerodził się w jęk, a później krzyk. Co raz szybciej poruszałem palcami w jej zgrabnym tyłeczku i zwinniej kręciłem językiem w jej cipce. Julia nie mogła dużej ustać, nogi jej drżały, wysunąłem więc palce z jej dupki, a ona usiadłem na brzegu wanny. Uniosła nogę wysoko, położyła na moim ramieniu, a ja mogłem dalej robić jej minetę. Po kilku chwilach odkleiłem się od jej waginy, pomogłem wstać i zaprowadziłem do jej sypialni. Julia chciała, żebym się położył, bo chciała mnie dosiąść, ale z uśmiechem na ustach podkręciłem głową i pokazałem na łóżko. Moja koleżanka posłusznie położyła się na brzuchu i wypięła swoją pupę. Natychmiast do niej dopadłem i lizałem jej dziurkę, wsuwając palce, język, całując pośladki. Miała tak intensywny zapach, że mocno zacisnąłem dłonie na jej zgrabnej pupie. Podniosłem ją za biodra. Julia uklęknęła, ale wciąż leżała na brzuchu z mocno wypiętym tyłkiem. Znowu dopadłem do jej dziurki, choć teraz miałem dostęp do obu. Z wciśniętym nosem w jej odbyt, lizałem jej pochwę, palcami pocierałem łechtaczkę. Julia już wyła na całego. Mnie jej głos przyprawiał o ciarki. Byłem napalony, rozgrzany, ale jeszcze chciałem zabawiać się z jej obiema dziurkami. Znowu przeniosłem się na jej odbyt i wysunąłem delikatnie palec. Zaraz dołożyłem drugi i trzeci. Poruszałem swoimi palcami, przyglądając się jej ciału. Miała taką piękną skórę. Przyłożyłem policzek do jej pośladka. Lewą ręką wciąż penetrowała jej ciasną dziurkę, podczas gdy kciukiem prawej drażniłem jej łechtaczkę.

    – Podoba się? Dobrze to robię? – spytałem cicho, całując ją w tyłek.

    – Taaaaaaak…. Ale wejdź już, kurwaaaaaa, wejdź we mnieeeee! – krzyczała na przemian z jęczeniem i stękanie. Widziałem, jak się wije od fal orgazmów. Wysunąłem swoje palce z jej dupki, włożyłem do ust i oblizałem. Smakowała wybornie. Wstałem z łóżka, jedną nogę położyłem na materacu, tuż obok twarzy Julii, przyłożyłem kutasa do jej odbytu i pchnąłem. Julka krzyknęła, a ja poczułem się jak młody Bóg.

    – Ty chyba nie miałaś jeszcze tu gości, co? – zapytałem zdziwiony. Powoli poruszałem biodrami, a mój twardy kutas ocierał się o ciasne ścianki jej odbytu. – Kurwa, zajebiście. Ale jesteś ciasna. O Taaaaaaak…. – cicho mówiłem, trzymając usta przy jej potylicy. Julia piszczała całując moją stopę. Podniosłem ją i położyłem na twarzy Julki i mocniej pchnąłem biodrami. Czułem przypływ nowej siły, energii i mocy w jajach. Moja koleżanka głośno krzyczała, nie hamowała swoich emocji. Chciałem zdjąć stopę z jej twarzy, ale ona chwyciła ją delikatnie jedną dłonią. Moje ruchy były coraz szybsze i coraz głębsze. Julka natomiast lizała fragment moich nóg. Mój fiut rozszerzył już dość mocno otwór i nie było już tak ciasno, jak za pierwszymi ruchami. Spoglądałem na Julię, leżąca na łóżku. Była piękna, jej wypięty tyłek, w którego się wnikałem, był bardzo apetyczny. Jej pozbawione włosów ciało kręciło mnie jeszcze bardziej. Zacząłem tęsknić za smakiem jej cipki. Chciałem jak najszybciej wyjść z niej i wylizać jej szparkę, ale jeszcze bardziej chciałem spuścić się w tej ciasnej dupce. Poruszałem się miarowo, uderzając jajkami o jej cipkę. Każdy kolejny ruch dodawał więcej emocji, jakby za każdym moim pchnięciem dochodziła kolejny raz. Jej jęczenie, zawodzenie było niesamowicie elektryzujące. Przyspieszyłem swoje ruchy. Mój fiut stał się jeszcze bardziej twardy i bardzo gorący. Ciasne ścianki Julkowej dupki zacisnęły się mocniej. Żyły na moim penisie były teraz wyjątkowo wyraźne. Czułem, że dochodzę, chciałem z niej wyjść, ale nie potrafiłem. Wciąż poruszałem biodrami, choć zdecydowanie wolniej. Byłem zmęczony szybkim tempem, pot spływał po moim czole, nosie i kąpał na plecy mojej sublokatorki. Ona też, mimo braku aktywności, była spocona. Dotknąłem jej cipki i była bardzo mokra, a ja po chwili, mimo spowolnienia ruchów, czułem że dochodzę. Julka wciąż trzymała delikatnie swoją dłoń na mojej stopie. Skóra na moim żołędziu była już bardzo wrażliwa i każdy kolejny ruch przybliżał do eksplozji. Krzyknąłem, że dochodzę i wystrzeliłem w jej odbycie. Moja sperma znalazła się już w jej dupce, ja jednak nadal poruszałem biodrami. Po chwili zdjąłem nogę z jej twarzy, kucnąłem przy jej tyłeczku i zacząłem zlizywać całą zawartość. Julia wciąż leżała z tyłkiem wypiętym, ale robiła to z wielkim trudem. Pomogłem jej położyć się na plecach i zaraz dołączyłem do niej przytulając się, najpierw do jej brzucha, potem cycków, a na końcu do twarzy. Pocałowałem ją raz w usta,a za chwilkę kolejny, aż w końcu załączyliśmy się namiętnym i gorącym pocałunkiem.

    – Ty na serio nie jesteś gejem – powiedziała, gdy tylko odkleiła się od moich ust. – Chyba, że jesteś tak wygłodniały, że z braku Karola, bierzesz się za moją dupę. Ale dlaczego tak bardzo przyssałeś się do mojej pusi? – spytała, po czym pocałowała mnie w usta.

    – Bo mnie zaciekawiła, jej smak, zapach, dotyk… – zacząłem z trudem wyliczać.

    – To dlaczego nie wszedłeś w nią, tylko wybrałeś mój tyłek?

    – Za twoją muszelkę też się wezmę, tylko muszę nabrać sił – powiedziałem. Wciąż leżałem na plecach, z głową skierowana w stronę Julii. Położyłem jedną rękę na brzuchu mojej kochanki i przesuwałem w stronę jej waginy. Julka cicho jęknęła, gdy dotknąłem łechtaczki. Delikatnie poruszałem palcem. Dziewczyna rozchyliła swoje smukłe, długie nogi. Jedną z nich położyła na moim udzie, a swoją stopę złożyła z moją. Mój kutas drgnął, co Julia skwitowała uśmiechem. Patrzyłem w piękne oczy Julki i bawiłem się swoimi palcami w jej pipce. Złączyliśmy się czołami, nasze nosy dotykały siebie. Czułem jej oddech, czułem jak powietrze z jej ust obmywa mi twarz. Wyjąłem palce z Julii, położyłem rękę na krągłym i apetycznym biuście i pocałowałem Julkę z językiem. Czułem, jak jej sutki twardnieją, jak się prostują, a całe ciało przebiegły dreszcze. Dziewczyna zamknęła oczy, chwyciła mnie za potylicę, a potem ręką zjechała na moje podbrzusze. Z mojego kutasa wypływała resztka spermy.  Julka przysunęła dłoń do swojej twarzy i z uśmiechem zlizała spływające krople mojej wydzieliny. Jeszcze raz mocno mnie pocałowała, chwytając jednocześnie za moje jajka. Czułem, jak jej silna dłoń zacisnęła się żelaznym uścisku na nich jądrach. Mój kutas znowu zadrżał, a ja znów poczułem podniecenie. Julia zsunęła się w dół i włożyła do ust, miękkiego jeszcze, fiuta. Dwoma palcami jednej ręki naciągnęła skórę, a ustami stymulowała żołędzia. Krople moje spermy spłynęły po miękkim trzonie penisa, ale dziewczyna pochwyciła je wargami. Kilka razy przejechała językiem po mojej mosznie, co całkowicie usztywniło mojego kutasa. Julia natychmiast usiadła okrakiem swoją różową i mokra cipką na moim fiucie. Wjechała od razu do końca. Siedziała przodem do mnie i mnie ujeżdżała. Ruszała swoimi biodrami ze zmienną szybkością, a ja trzymałem ją za biodra, cycki, chciałem też nadać innego tempa. Trzymałem ją za biodra i obserwowałem jej krągłe cycki. Poruszały się w rytmie, w którym dziewczyna na mnie jeździła. Byłem w siódmym niebie. Poczułem, że zaraz trysnę, że eksploduję do wnętrza jej szparki. Julka odchyliła się, oparła rękami o moje nogi i przyspieszyła ruchy biodrami. Zacząłem jęczeć i krzyczeć. W końcu spuściłem się dziewczynie w jej cipce. Julka zsunęła się ze mnie i położyła obok, a ja poczułem, jak moja sperma wypłynęła z Julki na moją łydkę. Dziewczyna położyła się przy mnie, spojrzała na mnie, objęła swoim stopami moją lewa stopę, a ja się rozpłakałem.

    – Hej, co jest? Masz wyrzuty, że zdradzasz Karola? Ja też to z nim kiedyś robiłam, ale on nie bardzo chciał. Czasem zgadzał się na loda.

    – Zaskoczyłaś mnie tym wyznaniem – powiedziałem po chwili. – Ale to nie to. Moja rodzina mnie skreśliła. Ojcem wyrzucił mnie z domu, matka się mnie wyrzekła, rodzeństwo powiedziało, że nie mają już brata. Bo powiedziałem, że jestem gejem. Bo co ludzie powiedzą…

    – Jacek, ale tu jest duże miasto, możesz być sobą. Nikt nie zrobi z tego problemu.

    Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem. Gdy się obudziłem, Julki nie było już w łóżku. Poszedłem szybko pod prysznic. Kiedy wróciłem owinięty ręcznikiem, julia stawiała na stół gorącą jajecznicę. Nie zdarzyłem usiąść do stu, a w drzwiach stanął uśmiechnięty Karol.

    – Witacie gospadarza świetnym śniadaniem? Wybornie! – krzyknął chłopak.

    Szybko do niego dopadłem, przytuliłem go, pocałowałem mocno i kucnąłem przed nim. Zsunąłem mu spodnie i, nie zważając, że obok jest Julka, zrobiłem mu loda. Karol protestował, że jest brudny i zmęczony po podróży, ale ja tego nie zauważyłem. Po chwili jego kutasa był już całkiem twardy, a ja byłem gotowy na jego przyjęcie. Wstałem i nachyliłem się, a Karol zaraz skorzystał i wszedł we mnie.

    – Zazdroszczę wam tego ognia – powiedziała Julka.

    – To się do nas dołącz – powiedział Karol. – Chyba, że Jacek będzie miał coś przeciwko.

    Będąc posuwany przez Karola, trudno było mi złapać oddech.

    – Nie, super, jest za – wysapałem.

    Julia położyła się na łóżku, przykładając pod mój nos swoją muszelkę. Pachniała obłędnie….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jacek
  • Hugo – Rozdzial 1, czesc 1

    Hrabia (część 1)

    Hrabia Zachary Douglas

    Otaczały mnie białe, ciężkie zasłony. Nierówne ściany doświadczały delikatnych muśnięć ognia świec. Odbicia przedmiotów za sprawą płomieni tańczyły pijanego walca. Mnie okrywały zgrabne nogi, par trzy, a każda z nich w innym kolorze. Ceniłem sobie różnorodność, więc nie odmawiałem jej sobie za granadin. Byłem wolny, a prawo kawalerom i wdowcom nie zabraniało korzystać z podziemi karczm hazardowych, pełnych uciech dla dorosłych mężczyzn. Byłem więc w odpowiednim miejscu, dopasowanym do mojego statutu cywilnego. Było to też miejsce leżące znacznie poniżej mych możliwości majątkowych, ale powodem do wstydu byłoby życie ponad stan, a nie oszczędność.

    Gładziłem właśnie udo ciemnoskórej kurwy. Podążałem wyżej, dosięgałem pośladków. Ściskałem je i miętosiłem chcąc na nowo przywołać to uczucie początkowego wzrostu podniecenia. Lubiłem je. Powolne ściganie podniety było dla mnie nawet ważniejsze od samego spełnienia. Często sam od samego siebie oddalałem eksplozję nasienia. David – mój przyjaciel – nazywał to upodobanie cichym i bezobrażeniowym znęcaniem się nad samym sobą. Nie rozumiał jak można lubić uczucie, które takim praktykom towarzyszy. Było ono na pograniczu frustracji i mocy. Po prostu mocy. Kontroli nad własnym ciałem, umysłem i fiutem, której nie można dopełnić w takiej ilości jednocześnie w inny sposób. I być może w przedłużaniu spełnienia najbardziej podobała mi się ta władza, ta kontrola, ta decyzja tylko po mojej stronie.

    Palcem wskazującym natrafiłem na końcówkę korka analnego, wykonanego z twardego drewna, odpowiednio wygładzonego i polakierowanego, co ułatwiało tak pożądany przez wszystkie kobiety poślizg. Mężczyznom był on obojętny lub całkiem zbyteczny. Ja sam czasami lubiłem uczucie tarcia, forsowania barier, wdzierania się i to takiego mimo wszystko i to w tą najciaśniejszą ze szparek w kobiecym ciele.

    – Boli? – zapytałem, gdy poruszyłem końcówką z pełną świadomością, że robię to bez najmniejszej delikatności, co daje kurwie uczucie rozpychania ścianek wewnątrz, jak i u wejścia. Jednak ostatecznie nie była to moja wina, że potrzebowałem tam dużo miejsca i byłem zmuszony je sobie samemu przygotować.

    – Znośnie – odpowiedziała śmiało, patrząc mi prosto w oczy.

    Nieco mnie to zasmuciło. Lubiłem wzbudzać w płci przeciwnej poczucie niepewności. Ceniłem sobie bycie wszędzie i zawsze tym pierwszym. W moich burdelach praktycznie nie było dziewic. Po pierwsze, bo takie zazwyczaj się zhańbiły nim do tego miejsca zostały odesłane. A po drugie, bo jeśli już jakaś, w którymś miejscu dziewicą była, to ja miałem pierwszeństwo.

    – Kiedy dostawa świeżego towaru? – zapytałem, wciąż korkiem gmerając w dupie czarnoskórej kurwy.

    – Ja wciąż jestem świeża – odpowiedziała Sonia. Jedyna, którą znałem z imienia. Była trudnym przypadkiem. Dzieckiem jednej ze starszych kurew. Nie lubiła się uczyć, nie chciała też pracy w polu ani na targu. Do szycia zupełnie nie miała ręki. Jeden raz dałem jej do przyszycia guzik w mojej koszuli. Skończyło się chłostą skórzanym pasem, po której nie mogła dwa pełne dni usiedzieć.

    – Ale nie tak czysta, jak mogłaś być – przypomniałem. Sonia miała szansę. Mogła wyjść za mąż, rodzić dzieci, zajmować się domem.

    – Nie chcę mieć pana – trwała przy swoim. Jej malinowe usta odznaczały się od bladości twarzy. Ładną miała twarz. Delikatne, dziewczęce rysy. Jasne, takie na pograniczu szarości i błękitu, oczy. I cała zdawała się być taka krucha. Nazbyt szczupła. A jednak lubiłem ją brać do zestawu bardziej doświadczonych dziwek. W końcu powinna uczyć się swojej drogi życiowej, skoro właśnie taką wybrała podążać.

    I nagle powróciło do mnie brzmienie jej słów. Odczytałem sens. Smagnąłem wolną dłonią jej tyłek.

    – Teraz ja nim jestem – powiedziałem i naznaczyłem jej pupę porządnym sińcem, dając jej serie siarczystych razów. Bolesnych tak bardzo, że aż się wiła i skręcała, ocierając o mnie swoim niedużym, ale jędrnym i kształtnym biustem.

    Kurwy, burdele, jak i inne zakłady, przynoszące zyski i straty w tym hrabstwie, należały do mnie. Sonia nie była wyjątkiem. Wciąż była narzędziem, z którego korzystali wolni, a czasami, w drodze wyjątku, także zajęci mężczyźni. A przynajmniej powinna takowym być, ale świeża była w zawodzie. Ładna bardzo. Podniecająca. Sypiała ze mną, a innych, zawsze pijanych naciągała na zapłatę, po czym doprowadzała ich do wytrysku wyłącznie z użyciem dłoni, za drugim razem ust, a na trzeci zwykle biedaków nie było stać. I to nie status materialny wadził. Siły nie mieli, by ponownie powstać w tym miejscu, którym każdy mężczyzna mógł się poszczycić.

    To miejsce to było z kolei cudowne narzędzie pomocowe. Pomagało zapanować nad każdą kobietą. Miało moc by doprowadzić ją do łez, krzyków, na skraj przepaści, mogąc ją z niej zrzucić, a następnie bez trudu ożywić i zamęczyć spełnieniem tak bardzo, jak żadna praca nie była w stanie wyczerpać.

    – Mógłbyś mnie zabrać do domu, panie – ostatnie słowo wyraźnie z trudem przeszło jej przez gardło. Głos jej drżał. Ledwie powstrzymywała łzy, a ja nie szczędziłem jej pośladkom. Po wcześniejszym drobnym laniu, uciskałem w tych miejscach, które wcześniej naznaczyłem bólem, by za szybko od niej jego wspomnienie nie odpłynęło. Kobiety wydawały się bardziej zważać na słowa, gdy czuły swoje pośladki.

    Przez chwilę wyobraziłem sobie jak to byłoby, gdybym miał Sonię w domu. Na wyłączność. Z pewnością wtedy, przez jakiś czas, dopóki by mi się nie znudziła, konia bym oszczędzał. A Hugo choć nie był stary, to niemiłosiernie męczył się wyczekując na mnie przywiązany do pala przed karczmą. To był mustang, nie w pełni ustajenniony. Lubił przestrzeń. Chciał hasać znacznie dalej i dłużej, a był zmuszony zatrzymywać się i wyczekiwać, bym ja mógł sobie pohasać.

    I nagle sobie przypomniałem, że Sonia nie potrafi właściwie niczego, poza ofiarowywaniem swoich wdzięków. Nie gotowała, nie prała, nie szyła. Byłem pewny, że nawet ścieranie kurzu, by ją przerosło, a będąc u mnie w żaden inny sposób nie przysługiwałaby mi się, poza cielesnym. Nie zarabiałaby też na siebie, a ja byłbym zmuszony ją utrzymać, odziać, oprać i nie zagłodzić.

    – Nie mogę mieć więcej kochanek na wyłączność. Nie stać mnie na to – wyrzuciłem z siebie na głos, zupełnie bez przemyślenia.

    – Jesteś właścicielem hrabstwa De-Winter, stać cię na wszystko – odezwała się czarnoskóra, która przypomniała mi tym o swojej obecności. Byłem lekko pijany, zdarzało mi się zapomnieć co przed chwilą za uciechę samemu sobie zaplanowałem.

    Szybkim ruchem wyjąłem korek analny z jej pupy i dłonią nakazałem zejść z łóżka. Następnie wskazałem na jego niską ramę.

    – Stać cię, Zack – zachęcała Sonia. Melodyjny miała głos. Nazbyt słodki jak na dziwkę.

    – Nie mogę wziąć piętnastej kochanki pod swój dach! – zaoponowałem ostro, z niecierpliwością w oczach obserwując jak czarnula przekłada się przez ramę łóżka, kładąc pod swój brzuch zwinięty na cztery koc. – Mam dzieci pod opieką – przypomniałem, mając świadomość, że Sonia była rówieśniczką mojej pierworodnej. – Nathan już patrzy z zaciekawieniem na te wszystkie pokojówki, które bezsensu jedna po drugiej meble wycierają – rzuciłem, wstając i przymierzając się do wtargnięcia w anus ciemnoskórej. Poinstruowałem ją, by dłońmi odciągała swoje pośladki.

    Ciemnoskóre kobiety miały wyjątkowe pośladki. Taka wypukłe pupy. Zwykle im to ułatwiało, bo bez mocnego odciągnięcia półdupków od siebie, mężczyzna nie mógł wsadzić fiuta nazbyt głęboko, a powszechnie wiadomo, że nieprzyjemne jest nie tylko samo wejście w odbyt kobiety, ale także forsowanie go głębiej. A ja lubiłem wnikać najgłębiej jak to tylko było możliwe. Czuć to objęcie od czubka żołędzia, po trzon. A, że byłem duży i silny, to potrzebowałem mocnych doznań. Nie lubiłem uczucia fizycznego rozluźnienia u swoich kochanek. Chciałem tej ciasnoty i ucisku takiego, że aż bolesnego, nie tylko po ich, ale też mojej stronie, dlatego nigdy nie używałem nazbyt dużych rozmiarów korków analnych. Zaczynałem na tym z numerem jeden, kończąc maksymalnie na trójce, choć sam grubością fiuta spokojnie przekraczałem siódemkę.

    Wszedłem powoli, ale zdecydowanie. Zanurzyłem ledwie kraniec, a dziwka z lekkim grymasem na twarzy, który widziałem za pomocą lusterka trzymanego przez rudowłosą, przyjęła wtargnięcie mojego penisa z należytą pokorą. Wciągnęła powietrze przez rozchylone usta, a następnie rozłożyła je szerzej. W końcu zagryzła, gdy ja brnąłem powoli coraz głębiej, by niemal przy samym końcu szybko pchnąć i wyjąć go w całości.

    Sięgnąłem po kieliszek z winem. Napiłem się, obserwując jak szparka ulega powolnemu pokurczeniu. Mój fiut nie utracił na rozmiarze ani na twardości. Pulsował, ukazując w pełni swoją żylastość.

    Przyciągnąłem skrzynkę na kółkach. Ustawiłem ją na równi z ramą łóżka i przywołałem Sonię palcem. Wiedziała dobrze co ma zrobić. Pochyliła się z grymasem na twarzy. Dopiero co, na kilka tygodni wcześniej, została przeze mnie rozdziewiczona z gardła i tradycyjnej szpary między nogami, a mnie już zachciało się pozbawić ją ostatniego z wianków.

    Obserwowałem, pijąc, jak Sonia przekłada się przez skrzynię. Czułem w niej zarówno strach, co i ciekawość wzmagającą podniecenie. Była mokra. Po jej udach ciekło tak bardzo, że aż do kostek spływało. Bez wątpienia tych kilka klapsów pomogło. Kobiety takie już były. Często w płaczu się podniecały. Strach je podniecał, ból nawilżał.

    Odnalazłem wzrokiem swój płaszcz. Wisiał niedbale na krześle. Wyjąłem z jego wewnętrznej kieszeni oliwkę i obwicie nalałem jej na rowek pupy Soni. Płyn musiał być zimny, bo ta niemal się podniosła. Przełożyłem fiolkę z prawej dłoni do lewej, i gdy tylko Sonia ponownie przyjęła pozycję, przyłożyłem z odgiętymi do tyłu palcami, tak że spora część mojej dłoni dosłownie zatopiła się w jej pośladku.

    Sonia krzyknęła i niemal natychmiast się wyprostowała. Po kolejnym uderzeniu wygięła plecy w łuk i zakryła dłońmi pośladki. Pozostałe dwie kurwy patrzyły z wyraźnim przerażeniem. Wcześniej wydawało im się, że jestem w dobrym humorze. A ja niemal nigdy nie byłem w dobrym humorze. Czasami się śmiałem czy uśmiechałem, bo wypadało lub akurat na krótką chwilę coś mnie bawiło. Codziennie jednak towarzyszyło mi uzasadnione wieloma zmartwieniami wkurwienie.

    Grandanin – waluta w Gran Hombre. Granda to odpowiednik naszej złotówki. Grandanin to odpowiednik naszego grosza.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów. W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania. Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo. Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Hugo – Rozdzial 1, czesc 2

    Hrabia (część 2)

    Hrabia Zachary Douglas

    Poczekałem aż Sonia powróci do pozycji, w jakiej ją z logicznych względów ustawiłem wcześniej. Wiedziała, że musi sprostać moim wymaganiom. Ja tu byłem panem. Panem sytuacji, ale też jej bycia albo niebycia. Oczywiście nie mogłem jej zabić, to byłoby karalne i przede wszystkim źle widziane przez księcia i z pewnością dotarłoby do króla. Z resztą aż tak sadystycznych praktyk nie uznawałem. Nie były mi potrzebne do osiągnięcia spełnienia. Wystarczało mi samo poczucie władzy i wymuszone posłuszeństwo kobiety.

    Z własnej woli kobiety posłuszne nie byłyby prawie nigdy. To takie istoty, niezbyt mądre, które lubią przekorę. Daje im ona złudne poczucie samodzielności, podczas gdy bardzo niewiele kobiet bez wkładu mężczyzny byłoby w stanie się utrzymać i to zarówno finansowo, jak i na powierzchni. Emocje nakazywały im działać bez rozsądku i skrupulatnego myślenia. Często jedynym hamulcem destrukcyjnych kobiecych zapędów była świadomość tego, że w domu znajduje się kawałek skóry, który porządnie kąsa dupę.

    Spojrzałem na Sonię. Idealnie przełożoną przez skrzynie. I postanowiłem jeszcze nie przywiązywać jej rąk w nadgarstkach. Zlustrowałem jej pośladki, zaczerwienione w kilku miejscach, zasinione w obszarze lewej strony, nieopodal ud. Widok mnie podniecił. Każdemu zdrowemu chłopu stawał na widok gołej baby. Normalne.

    Jedną dłonią sięgnąłem do karku Soni. Ścisnąłem znacznie, ale bezboleśnie. Przytrzymałem ku dołowi, tak by pozostała pochylona. Mały palec drugiej dłoni wsadziłem jej w pupę. Poczułem jak jej odbyt się zaciska. Spięła się. Wysunąłem palec i od razu złożyłem dwa – wskazujący i środkowy. Naparłem. Bez trudu sforsowałem pierwszą granicę.

    – Ał, ała, boli – zamarudziła.

    – Ci, ci, ciii – zaświszczałem, wsuwając palce głębiej.

    – Ała, Zack, proszę, jutro – starała się mnie przekonać, z ledwością powstrzymując płacz, podczas gdy ja w pewnym stopniu uginałem i prostowałem palce będące w niej.

    – Nie ty decydujesz – przypomniałem ostro. Jednocześnie wyjąłem palce i otwartą dłonią zamierzyłem się na jej pupę. Trzymając ją za kark, uderzałem na przemian. Kobieta, a już zwłaszcza kurwa, nie miała prawa rozkazywać swojemu panu, wybierać sobie dni i praktyk. Sonię koniecznym było tego oduczyć.

    Biłem dosyć długo, dopóki się porządnie nie zaczerwieniła. Wiła się przy tym i kręciła pośladkami na wszystkie strony. Dłonie z trudem utrzymywała opuszczone. Z pewnością chciała się nimi osłonić, ale wiedziała, że jej nie wolno. Każda kurwa to wiedziała. Każda przynajmniej raz w miesiącu zbierała baty ode mnie albo któregoś z opiekunów karczmy. Było to konieczne. W ten sposób utrzymywało się kurwy w ryzach, przypominało gdzie ich miejsce i skutkowało to pełnym posłuszeństwem każdemu klientowi.

    Z rozmów wiedziałem, że dużo mężczyzn stosuje podobne praktyki w swoich domach. W prawie był zapis, że by zlać żonę, siostrę, córkę nie potrzeba żadnego powodu. Był tylko jeden warunek – takie lanie musi być lżejsze, niż lanie za karę, a jego stosowanie musi być regularne, gdyż tylko wtedy, przynosi ono pożądany skutek. Mój lokaj sobie tę praktykę chwalił. Żonę miał przykładnie ułożoną, córki dobrze za mąż wyprawił, zięciowie nie narzekali na żony.

    Sonia zaczęła płakać. Jej dupa przybrała barwę dojrzałego jabłka. Po każdym kolejnym klapsie uginały jej się kolana lub stopy nieco odrywały od ziemi. Wkrótce płacz przerodził się w szloch. Wtedy przerwałem.

    – Podaj mi pas ze spodni – poleciłem czarnoskórej, jednocześnie wskazując na nią palcem.

    Zerwała się i dosłownie w podskokach dobiegła do moich ubrań. Pas wyjęła ze szlufek dżinsów ze sporą sprawnością. Widać było, że wcześniej wielokrotnie wykonywała tę czynność. Była też świadoma tego, że nie znosiłem ociągania, a wszystkie moje rozkazy musiały zostać spełnione natychmiast, priorytetowo.

    Kiedy tylko pas znalazł się w mojej prawej dłoni, zwolniłem uścisk na karku Soni. Przed jej popuchniętą i poczerwieniałą od płaczu twarz podstawiłem ciężki, skórzany pasek z masywną złotą szlufką.

    – Jeszcze jeden sprzeciw dzisiejszego dnia lub najdrobniejsze nieposłuszeństwo, a ci taką przeprawę z pasem zapewnię, że dupa będzie fioletowa a i tak zostaniesz w nią wyruchana – zagroziłem i dla zapewnienia, że będę zdolny aż tak zbić tak młodą i drobną kobietę, stanąłem za nią, wciąż dzierżąc pas w dłoni. – Szeroki rozkrok – wydałem polecenie. – I dłońmi się oprzyj o skrzynie. Wypnij porządnie. Weźmiesz dwa razy bez szemrania, bez słowa, nawet bez syknięcia. Rozumiemy się? – zapytałem, poprawiając ułożenie pasa w dłoni.

    – Tak, panie – odpowiedziała pokornie, pociągając przy tym nosem. Jej mowa była niewyraźna. Ona cała spłakana.

    Sonia zaczęła przyjmować wymaganą przeze mnie pozycję. Instruowałem ją. Nakazywałem nogi zrobić jeszcze szerzej. Pochylić się jeszcze bardziej zachęcająco. Zamach wziąłem konkretny. Strzeliłem przez uda na skos. Zgarbiła się, ale wytrzymała. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że zrozumiała. Kątem oka zerknąłem na czarnoskórą i rudą. W przerażeniu zamknęły oczy. Rozumiałem ich strach. Często kurwy rozliczałem zbiorowo. Jak brałem trzy czy cztery i podpadła mi jedna, to obrywały wszystkie. A po mnie jeszcze opiekun poprawiał i przez noc trenował by za kolejnym razem moje zadowolenie było większe, a zachowanie prostytutek bez najmniejszej skazy.

    Przy drugim pasie pod Sonią ugięły się kolana. Bez upomnienia powróciła do poprzedniej pozycji, więc zbędnym było ją strofować. Spojrzałem na pozostałe dwie, starając się przybrać groźną minę. Pstryknąłem palcem i wskazałem na ścianę. Obie wiedziały co należy zrobić. Stanęły w rozkroku, dłońmi na ścianie się wspierając i to na tyle oddalone od siebie, bym bijąc jedną, nie trafiał w drugą.

    Ich pasy były znacznie lżejsze niż te Soni. Bolało mniej, choć liczbowo zebrały o dwa więcej.

    – Zostańcie tak – nakazałem.

    Jedna przytaknęła, druga pokornie odpowiedziała. Nie odważyły się zaprotestować ani głośno zapłakać. Żadna, mająca tyluletnie praktyki, by się nie odważyła mi postawić nawet myślą. Każda obawiała się, że za najmniejszy przejaw nieposłuszeństwa mogę nie tylko zbić, ale także storturować. Całkiem dobrze w nauce pokory sprawdzał się imbir oraz klamerki. Wystarczyło raz zasmakować jednej z tych atrakcji, by więcej nie chcieć się z nią nawet na sekundę zetknąć.

    Odrzuciłem pas na łóżko i powróciłem do Soni. Ponownie ułożyłem ją na skrzyni tak, by na niej leżała, przełożona tak, by pupa, teraz podchodząca pod lekki stopień bordo, była wystawiona zachęcająco ku górze. Obficie polałem jej rowek oliwką. Z komody wyjąłem trzy korki analne. Pierwszy o rozmiarze dwa, drugi cztery, trzeci sześć. Wszystkie były twarde, drewniane, wygładzone i polakierowane. Tego z szóstką nawet nie zamierzałem użyć zgodnie z jego przeznaczeniem. Podstawiłem go pod twarz Soni i nakazałem otworzyć szeroko usta.

    – Masz go w nich trzymać, dopóki z tobą nie skończę. Nie wolno ci krzyczeć. Preferuję ciszę. Muszę się skupić – powiedziałem i cierpliwie poczekałem aż weźmie korek w usta, a kiedy to zrobiłem, sięgnąłem po ten o rozmiarze dwa.

    Obficie oblałem korek oliwką i bez zbędnych ceregieli, choć z należytą cierpliwością, wsadziłem go Soni w pupę. Przyjęła go z lekkim trudem, ale wydaje mi się, że zabolało ją dopiero wtedy, gdy nieopacznie, kiedy było już po wszystkim, zacisnęła pośladki.

    Wsadziłem palec w jej pochwę. Zacząłem posuwać. Szybko, brutalnie. Z czasem zacząłem to robić trzeba palcami, doprowadzając ją niemal na skraj. Kobiety takie już było, można było je sprać, zwyzywać, porządnie zganić, a i tak na palce mężczyzny w cipie reagowały zadowalająco, że aż soki do kostek ściekały.

    Kiedy Sonia trochę się zapomniała, pod wpływem fizycznie odczuwanej przyjemności, powoli wyciągnąłem korek z jej odbytu i spróbowałem zastąpić go tym o dwa numery większym. Tutaj było już znacznie trudniej. Często musiałem jej przypominać, by się nie zaciskała. Wyraźnie było to ponad jej siły. Widziałem to, by słuchała mnie bez zająknięcia, a potem ciało i tak robiło swoje. Taka batalia trwała sporo czasu. Kolana uginała i prostowała. Jęczała przez prowizoryczny knebel. Szloch wyrywał się z jej piersi. W końcu jednak się udało, musiało. Zaplanowałem to, a ja nie lubiłem zmieniać swoich planów.

    Po tym jak Sonia przyjęła korek, dałem jej na chwilę spokój. Spojrzałem na jej koleżanki, które z trudem utrzymywały pozycje w rozkroku. Nogi wyraźnie już je bolały. Drżały, ale dokładały wszelkich starań, by mnie nie zawieść.

    – Możecie się ubrać i wrócić na salę – zwróciłem się do nich. Chciałem pozostać z Sonią sam na sam. – Bądźcie jednak w gotowości. Dziś jeszcze was przywołam – zapowiedziałem.

    Poczekałem aż kurwy wyjdą. Pupa Soni w tym czasie przyzwyczaiła się do rozmiarów korka, kiedy ta była w takiej pozycji. Nakazałem jej jednak się wyprostować i spojrzeć na mnie. Sam wsparłem się pośladkami o ramę łóżka. Była zimna. Na nagiej skórze dwukrotnie bardziej to odczuwałem.

    Sonia prostowała się powoli. Bolało ją, a ja wbijałem w nią ponaglające spojrzenie. W końcu stała prosto. Jej dłonie wędrowały ku pośladkom. Twarz wyrażała dokładnie to co czuła. To był moment kiedy nie było miejsca na wstyd, skrępowanie sytuacją, czy nawet na strach. Był tylko ból i robiła wszystko co w jej mocy, by jakoś sobie z nim poradzić i go wytrwać.

    – Wiem, że to trudne – oznajmiłem. – Mogło być znacznie delikatniej. Zmusiłaś mnie jednak, swoim głupim zachowaniem, bym był dla ciebie szorstki. I nie chcę by nauka, którą dziś, w tej właśni chwili, wkładam ci do głowy, za jakiś czas poszła w las.

    Sonia przytakiwała. Nogi jej drżały. Brzuch poruszał się w spazmach. Raz go wciągała, innymi razy odpuszczała zupełnie oddech. Nos miała zapchany. Przez usta z kneblem miała utrudnione łapanie powietrza.

    – Możesz wyjąć korek z ust – powiedziałem. – Chcę byś uklękła i ustami doprowadziła mnie do końca – poleciłem i zmieniłem miejsce. Zasiadłem w fotelu, tym najbardziej oddalonym. Chciałem obserwować jak z trudem, na drżących nogach i z korkiem w pupie pokonuje ten dystans. Znudziłem się jednak tą zabawą, gdy była w połowie. – Wróć na miejsce. Do pana kurwa chodzi na kolanach – dodałem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów. W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania. Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo. Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Hugo – Rozdzial 1, czesc 3

    Hrabia (część 3)

    Hrabia Zachary Douglas

    Sonia zmierzała powoli do mojego fiuta. Ten już sterczał na baczność. Pulsował. Żyły na nim były wręcz boleśnie fioletowe. Lubiłem ten stan. Tę niecierpliwość wyczekiwania. Już sobie wyobrażałem jak kurewski język będzie oplatał mnie w szerz, choć wiedziałem, że był w stanie zrobić to co najwyżej w połowie. A potem usta powinny się otworzyć, przyjąć od czubka poczynając, kawałek po kawałku, aż po jaja.

    I nagle zamiast języka na swoim fiucie poczułem podmuch zimnego powietrza. Zaskoczony otworzyłem szeroko oczy. W drzwiach stała żandarmeria.

    – O co chodzi?! – zapytałem ostro, nie lubiłem gdy mi przeszkadzano, zwłaszcza podczas takich praktyk.

    – Hrabia Zachary Douglas? – zapytał jeden z żandarmów. Przyjrzałem mu się uważnie. Wyglądał mi na służbistę. Miał idealnie wykrochmaloną koszule i czysty mundur. Dodatkowo po wieku stwierdziłem, że typ musiał pracować na moich ziemiach przynajmniej kilka lat. Byłem przekonany, że zna mój wygląd. Po co więc pytał? Dla zasady!

    Nie zamierzałem potakiwać głupocie i szerzyć modę na zbędne pytania, na które z góry zadający zna odpowiedź. Spojrzałem więc surowo na drugiego z żandarmów.

    – Oczywiście, że tak, głupku – syknął na młodszego kolegę, uderzając go przy tym otwartą ręką w tył głowy. Zadzwoniło. Znaczy się pusty miał łeb, jak przyświątynny dzwon.

    Właściwie cały kojarzył mi się z tym dzwonem – duży był i zupełnie niczego sobą nie wnosił, poza denerwującym hałasem. Dzwon zwykle budził mnie bez proszenia, a ten też jazgotał pytania i sapał. Brzuch miał taki, że powinien się wstydzić i ze wstydu zaszyć w czterech ścianach. I z ryja też nie był przyjemny. Pomyślałem, że takiemu to z pewnością nawet najgorsze i najbrzydsze z kurew odmawiają. I zaśmiałem się. Nie potrafiłem powstrzymać.

    Ten uderzający w pusty łeb, odpowiedział mi uśmiechem, jakby uważał, że właśnie z tego uderzenia się zaśmiałem. Pomyślałem, że gdyby znał prawdę, śmiałby się głośniej.

    Pomiędzy dwóch żandarmów wcisnął się David – mój prawnik i moja prawa ręka. David był jedynym człowiekiem, z którym rozumiałem się bez słów. Teraz też widać było po wyrazie jego twarzy, że ledwie tłumił śmiech. Byłem więc pewnym, że wie co sądziłem o jednym z żandarmów. David jednak posiadał też tak pożądaną w obecnych czasach cechę – potrafił w chwilę odzyskiwać animusz. Ja tego nie potrafiłem. Śmiałem się więc do rozpuku.

    Zerknąłem na Sonię. Klęczała w połowie drogi do mnie. Między jej nagimi pośladkami wciąż tkwiła zatyczka analna.

    – Panie, tragedia się zdarzyła na naszym terenie – zawiadomił mnie David, wchodząc głębiej. – Twym terenie – poprawił się szybko i mijając Sonię, schylił się, by chwycić ją za ramię i postawić do pionu.

    – Właśnie – przytaknąłem. – Tyś ani mój zięć, ani syn – przypomniałem głośno, po czym wychwyciłem grymas bólu na twarzy Soni.

    David zupełnie nie przejmował się tym, że kurwa była naga i zakorkowana. Pchnął ją między żandarmów, w kierunku drzwi.

    – I zamknij za sobą! – krzyknął.

    Żandarmi weszli do środka. Sonia wyszła. Drzwi, zgodnie z poleceniem Davida, zamknęła.

    – Nalegam, Zack, byś wstał, ubrał się i z nami poszedł – David przeszedł na codzienny ton, bardziej pasujący do naszej relacji. – Żandarm… – zaczął i patrząc na mnie, potakiwał. Potakiwałem więc samoistnie, goniąc jego wzrok. – Żandarm wyższy… – pokazał otwartą dłonią szczebel ponad swą głowę – jest na miejscu. Wyczekuje ciebie. Jest z sąsiedniego hrabstwa – wyjaśnił.

    – A co on tu robi? – zapytałem, nie lubiłem jak mi się władze z innych terenów pałętały po moim. W ogóle nie przepadałem za gośćmi w moim hrabstwie. Ceniłem natomiast interesy, ale te też jedynie wysyłkowe. Nigdy nie wyrażałem zgody na małżeństwa mieszane. Tu na miejscu była odpowiednia ilość kobiet i mężczyzn, by ci mogli wiązać się pomiędzy sobą. – Podaj mi ubranie – zażądałem i wskazałem Davidowi, gdzie znajduje się mój strój. – Przecież on to moim dziadkiem o ile nie pradziadkiem mógłby być. Dojechał tu konno i się nie złamał? – drwiłem wprost z żandarma wyższego. Zanim poślubiłem Marię zamieszkiwałem tamte tereny. Skurwiel wielokrotnie fundował mi zimny prysznic, gdy wyłapał mnie zalanego w cztery dupy pod tamtejszą karczmą. Wtedy byłem nikim. Dziś stałem znacznie wyżej w hierarchii od niego.

    – Jego wnuk – syknął jeden z żandarmów.

    Wejrzałem się wpierw na niego, a następnie na Davida.

    – Jego wnuk – poparł, rzucając mi w twarz dżinsami. I tym skłonił mnie do szybkiego ich naciągnięcia.

    Nie zawracałem sobie głowy szukaniem spodenek. Wisiało mi, że otrę sobie tyłek i penisa o sztywny materiał. Powiewało mi też, że gdzieś za łóżkiem znajdował się mój podkoszulek. Uznałem, że wystarczy mi sama marynarka zapięta niemal pod szyję.

    Żandarmeria wyszła, uznając zapewne, że spełnili swoje zadanie. Ja i David ruszyliśmy zaraz za nimi, ale w bezpiecznej odległości. Idąc krętymi schodami w górę, dopytywałem szeptem o szczegóły, ale nie tragedii, a tego wnuka na stanowisku. Jego dziad był strasznym dziadem. Typowy staruch, który do przyjemnych nie należał. Oczekiwałem, że dowiem się, kiedy ktoś taki odejdzie na spoczynek, zwłaszcza że nieustannie mącił, listy słał do księcia, a nawet do króla i skarżył, gdzie tylko było można.

    – Piłeś ostatnie dwa tygodnie. Trzeźwiałeś na kilka godzin i znowu. Kiedy miałem ci powiedzieć? – tłumaczył się David.

    – Podczas tych kilku godzin oczywiście – odpowiedziałem.

    – Zack! – nieznacznie się uniósł. Zatrzymał mnie szturchnięciem za ubranie i zmusił, bym na niego spojrzał. – Na grodzie, bliższym naszemu hrabstwu niż hrabiego Mulliera, znaleźli karton. Z zawartością, która poruszy ludzi, gdy na jaw wyjdzie. Nie wiem, czemu powiadomiono tamto hrabstwo, a nie w pierwszej kolejności nasze, ale ta sprawa i tak będzie wspólna – uprzedził, a potem puścił moje ubranie i pchnął mnie w plecy, gdy tylko się odwróciłem. Usiłował mnie w ten sposób pogonić.

    Podszedłem do stolika, gdzie zawsze siedział, któryś z opiekunów karczmy, a karczma była ojcowizną dla trzech braci i siostry. Ona sama oczywiście nigdy w niej nie pracowała, ale jej synowie, a i owszem. I w ten sposób – z sześcioma opiekunami – karczma stała się zaopiekowana jak nigdy wcześniej. Ten burdel przynosił naprawdę niemałe zyski. Przejezdni kupcy robili okrężną drogę, byleby skorzystać z tych dziewczyn i na własnej skórze sprawdzić czy plotki pochwalne okażą się być prawdziwe. Ja sam też dołożyłem do tego swoją cegiełkę. Każdą kurwę sam poddawałem testom, treningom i – gdy było trzeba – tresurze.

    Spojrzałem na pryszczatego młodzieńca. W pierwszej kolejności nakazałem mu pozdrowić matkę. Za dziecięcych lat to z nią nago pływałem w pobliskim stawie, choć ona śmiertelnie bała się żab. Bywałem więc, od czasu do czasu, sentymentalny.

    – I daj Soni wycisk. Pozostałej dwójce, które mnie zadowalały, także. Lanie żadnej nie zaszkodzi – rozkazałem. – Gdy w nocy tu powrócę, wszystkie trzy dupy mają być fioletowe – dodałem.

    David, stojąc obok mnie, chował twarz w jednej dłoni. Nie wiedzieć dlaczego kręcił z niedowierzania głową.

    Kelnerka o obfitych kształtach podała mój płaszcz, a ta będąca od niej o przynajmniej dekadę młodszą, przyniosła mój kapelusz i szal. Niosła też ubrania dla Soni. Ta przywdziewała je niezdarnie. Dostrzegłem, że korek analny wciąż znajdował się w jej pupie. Mój fiut ponownie stanął na baczność, tworząc widoczny namiocik w dżinsowych spodniach.

    Odziewając się do końca, pytałem Davida o zawartość pudełka.

    – Dziecko – konspiracyjnie szepnął, ale wszystkie trzy kobiety z pewnością to usłyszały.

    Pokręciłem głową na jego głupotę, a następnie obejrzałem się na jedną, drugą i trzecią, z przyłożonym do ust palcem.

    – Przejdzie to dalej, a łeb urwę – uprzedziłem.

    – Panie hrabio – śmiała się do mnie odezwać ta, która wiekiem nawet mej córki nie przewyższała. Była nowa. Kucharzyła, nie chciała się kurwić. A szkoda, bo ładna była. Z pewnością miałaby duże branie. – Już od przynajmniej stu lat, hrabiom król nie zezwala na odbieranie żyć bez zgody jego samego, a ta zwykle podyktowana jest opiniami ludu. Bez głosowania i powiadomienia króla, ma głowa wciąż będzie na swym miejscu.

    – Słuchaj no, mądralo, czy jak ci tam na imię – zacząłem.

    – Vera – przerwała mi.

    – Vero, może i stracić cię nie mogę, ale wychłostać, a i owszem. Zawsze, nawet gdy trafi mnie zwykły kaprys – ostrzegłem.

    Otuliłem się szczelnie szalikiem, tak, by poły płaszcza trzymał na tyle, by nie było widać, że ma klatka piersiowa jest naga, po czym wyszedłem na zewnątrz.

    David podążył za mną.

    – Jesteś konno? – zdziwiłem się.

    – Jakoś tak wyszło – odpowiedział. – Twój Homer potrzebował się wybiegać.

    – Na imię mu Hugo – warknąłem przez zaciśnięte szczęki. Wciąż nie rozumiałem dlaczego ten mustang daje dosiadać się Davidowi. Nikomu innemu, poza mną i nim, nie pozwalał się nawet dotknąć. Przez co dokładał mnie obowiązków. Stajenny nie mógł go ani myć, ani czesać. Kopał, głową uderzał, jakby był bykiem z rogami. A ja nie mogłem się tej cholery pozbyć, bo przed kilkoma laty złożyłem Marii obietnicę, że się tym cholerą po samą jego śmierć będę zajmował. A przy tym franca zastrzegła, że sam nie mogę tego przeklętego konia stracić!

    Zakręciło mi się w głowie od samej wiadomości, że będę musiał zasiąść na tym żywym bydlęciu. Kiedyś kochałem jazdę konną, obecnie nienawidziłem koni. Hodowałem je wciąż. Przynosiły mi zysk, ale już na żadnym samodzielnie nie jeździłem. Od ponad roku zasiadałem wyłącznie w powozach. Zakupiłem cud techniki – cztery kółka z silnikiem. Martwa rzecz była w mej opinii bezpieczniejsza od żywej istoty, która nigdy niewiadomo co myśli i knuje, a pewnym jest jedynie, że knuje dużo. O tym też powiedziałem Davidowi.

    – Ludzie to też żywe istoty – mądrze zauważył.

    – A myślisz, żem dlaczego nie ożenił się powtórnie? – zapytałem retorycznie. Po czym dosiadłem konia i wskazałem Davidowi, by usiadł za moimi plecami. – Sam poprowadzę – zarządziłem, dochodząc do wniosku, że wolę być zdany na jedną nieprzewidywalną istotę, niżeli na dwie w tym samym czasie. – Kieruj – poleciłem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów. W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania. Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo. Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Bruce&Katerina – Rozdzial 1, czesc 1

    Matrimonium (część 1)

    Katerina BraveWinner

    Pięć palców, nieco krzywe paznokcie i nieskazitelnie gładka skóra. Opuszkiem kciuka sunę po lekko wysuniętych kosteczkach. Dłoń małego dziecka potrafi rozczulić. Mnie zachwyca. Dłoń Salvadora jest taka, jaka moja nie będzie już nigdy. Kłuje to lekką zazdrością, ale mimo tego wciąż zachwyca tak samo. Może dlatego że należy do mojego, a nie cudzego, syna.

    Uśmiecham się mimo woli. Czuję jak kąciki ust unoszą się ku górze i nie potrafię nad tym zapanować. Nie umiem ich powstrzymać. Ściąganie emocji lejcami nie należy do moich mocnych stron. Nie jestem powściągliwa. Hamulców wyzbyłam się dawno temu, przed ponad dwudziestoma laty. Życie nauczyło mnie jednak zwalniać. Nauczyło też dodawać gazu, nawet na niebezpiecznych zakrętach. Jednak bycie farciarą pozwoliło mi na robienie tego wszystkiego w odpowiednich momentach. I mimo licznych strat, zawsze wychodziłam, w tym ogólnym rozrachunku, na plus. Więcej było zysków. Całkiem sporo zwycięstw.

    Salvador śpi. Główkę trzyma na poduszce wypchanej pierzem. Poszewka jest wełniana, ozdobnie wykonana za pomocą szydła. Dostałam ją na infantem amoris. Dawniej mówiło się bociankowe lub baby shower. Właściwie nadal zdarza się infantem amoris nazwać baby shower. Angielski wciąż obowiązuje. Jest najpowszechniejszy. Stoi na równi z łaciną. On i łacina tworzą dwie proste równoległe. Po angielsku można dogadać się wszędzie, poza urzędem. W języku angielskim można przeczytać książkę. Większość zbiorów bibliotecznych, a właściwie wszystkie, poza księgami zakazanymi i urzędowymi, zostało przetłumaczonych na angielski. Natomiast już półki sklepowe i etykiety na produktach, nawet tych spożywczych, są po łacinie. To zmusza do znania obydwóch języków. Nieznajomość pierwszego to jak rezygnacja z rozrywki, zaś rezygnacja z drugiego to jak samodzielne skazanie się na nieznajomość życia, a przynajmniej tak mawia Bruce – mój mąż. Kiedyś te słowa kierował do mnie, teraz czasami zdarza mu się raczyć nimi nasze dzieci.

    Dzieci, niemal wszystkie, nie lubią łaciny. Wydaje im się ona być zbędną. Między sobą jej nie używają. W szkole jest tylko jednym z przedmiotów. A produkty po prostu widzą. Nie czują potrzeb czytania etykiet. I cóż począć? Można zrozumieć. Ja rozumiem. Rozumiem, bo jako dziecko też lubiłam sobie odpuszczać. Dziś uważam, że częste braki konsekwencji tego odpuszczania lub konsekwencje wcale dla mnie niedotkliwe, skłoniły mnie do tego, by odpuszczać sobie coraz więcej i coraz częściej, aż to stało się moją rutyną. Z tą rutyną weszłam w dorosłe życie. Wniosłam do niego syna. Bezbronną wtedy istotę, która polegała na niekonsekwentnej mnie. Polegała, bo nie miała innej opcji. Nie było wtedy przy nas nikogo. Mieliśmy siebie. Tylko siebie.

    Dziś mój pierworodny to niespełna dwudziestojednoletni mężczyzna. Dla mnie jednak zawsze pozostanie chłopcem. Kiedyś wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał, gdy dorośnie i czym będzie się zajmował. Dziś powiedziałabym tamtej mnie, by korzystała z chwili, bo dziś życzyłabym samej sobie, by Samuel na zawsze pozostał dzieckiem.

    Samuel to bez dwóch zdań moja największa duma, choć nie kocham go bardziej od pozostałych. Kocham inaczej. Każde z dzieci kocham inaczej. Czasami żartuję sobie sama z siebie, iż jest to moim prywatnym poszanowaniem jednostki i cech indywidualnych w świecie pełnym ogólników, ustawiającym ludzi pod jedną miarą.

    Przestaję głaskać Salvadora po dłoni. Wstaję z dwuosobowego łóżka, które dostawione do samej ściany, pozwala mi bezpiecznie spędzić noc, bez obaw, że Salva się sturla i spadnie na podłogę. Każdej nocy jestem przy nim. Dzielę z nim to łóżko i myślę, że będę je dzielić jeszcze jakiś czas. Taka rola matki. Tutaj macierzyństwo się celebruje. Na równi pierwsze, co i dziesiąte. Salvador jest moim piątym dzieckiem. Za mną są cztery ciąże.

    Dla bezpieczeństwa obkładam wolny bok łóżka poduszkami. Zdmuchuję aromatyczne świece i zapalam lampkę nocną. Przy jej nikłym, nieco różowawym świetle przyglądam się swojemu odbiciu w niedużym lustrze, zwykle ukrytym w szufladzie komody. Uważam, że muszę zawsze dobrze wyglądać. Przeczesuję więc włosy, zazwyczaj spięte w wysoki kok. Dziś są rozpuszczone. Nie spodziewałam się gości, zwłaszcza tak późnych. Co prawda w Novus ordo wizyty rzadko się zapowiada. Sąsiedzi pożyczają między sobą narzędzia. Koledzy mojego męża często wychylają w jego towarzystwie wieczornego drinka. Sąsiadki odwiedzają mnie ot tak, by pożyczyć cukier. Przyjaciółki, by pomóc w domu albo wypić kawę i uraczyć rozmową. Jednak żadna kobieta nie podróżuje samodzielnie po zmroku. Właściwie to od kolacji winniśmy siedzieć w swych domach. Dzieci przygotowywać do spania. Mężów zadowalać, służąc im wsparciem w troskach. I swą obecnością, radując ich, zabawiać rozmową gdy trzeba i zrzucać ubrania, gdy tylko rozkażą.

    Ostatnich kilka słów zdania, które utworzyło się w mojej głowie, wcale nie opisuje mojego małżeństwa. Bruce nigdy nie kazał mi na rozkaz pozbywać się ubrań. A przynajmniej nie w takim celu. Jest z tych, którzy lubują się w samodzielnym rozpakowywaniu prezentów.

    Wychodzę z pokoju małego dziecka, często zwanego też pokojem dziecka i matki i kieruję się wprost na schody. Tymi podążam w dół, do skąpanego w mroku przestronnego salonu. Stamtąd udaję się na korytarz i zmierzam do jego końca. Ostatnie drzwi po lewej prowadzą do kuchni. Te po prawej do schowka na przeróżne rupiecie, na które już na strychu nie było miejsca. A te na wprost do gabinetu Bruce’a. Łapię za klamkę tych, za którymi znajduje się kuchnia.

    – Już jestem – obwieszczam, właściwie sama nie wiem po co, skoro zarówno Eva – moja przyjaciółka – jak i Samuel, widzą, że przestępuję próg kuchni i siadam dokładnie naprzeciw nich, do zimnej kawy.

    Ostatnio nieczęsto zdarza mi się pić ciepłą. Salvador ma ciągłą potrzebę bycia przy mnie. Dosłownego wiszenia na mnie. A ja, jakoś tak, z dzieckiem na kolanach kawy pić nie potrafię. A nawet nie lubię. Kawa smakuje mi tylko w połączeniu z kawałkiem ciasta i relaksem, zdobionym ciszą i błogim spokojem.

    – Nie mógł zasnąć? – dopytuje Eva. Poprawia przy tym wysoką kitkę. W takiej fryzurze jej rude włosy przypominają liście palmy. Podobnie rozkładają się na boki. Jeszcze wczoraj było im bliżej odcieniem do miedzi. Dziś zakrawają o czerwień. Kręcę głową, rozumiejąc nagle powód, przez który Eva przybyła do mnie w porze, uznawanej tutaj za koniec dnia. Czerwień nie jest pożądanym kolorem w Novus ordo. Należy się go raczej wystrzegać. Z pewnością nie przywoływać.

    Przytakuję ruchem głowy. Nie mam ochoty spowiadać się mojej przyjaciółce z powodów, przez które Salvador wciąż nie przesypia całej nocy. W macierzyństwie jesteśmy tak różne od siebie, że temat ten grozi przynajmniej drobną sprzeczką. Świadomie więc obydwie go pomijamy. Nawykłyśmy już do tego. Od lat tak czynimy. Kiedyś powodów do kłótni miałyśmy więcej, bo córki Evy były małe w tym samym czasie, w którym podobnie małe były moje bliźnięta. Jej córki i moja para bliźniąt podrosły, i przestałyśmy rozmawiać o karmieniu i usypianiu. Zanikły więc powody większości sporów.

    – Zrobię ciepłej kawy – oferuje Samuel.

    Właśnie dlatego to moja największa duma. Samu umie się zachować niemal w każdej sytuacji. Jest pomocny, serdeczny, gościnny. A przy tym niezwykle przystojny, o czym świadczy sam wzrok Evy, którym odprowadza go do kuchenki gazowej i na tym wcale nie poprzestaje. Eva w skupieniu przygląda się jak Samuel odpala zapałkę, a następnie podkłada ogień pod palnik, jakby czynił to z jakąś wyjątkową gracją. A Eva nie zawiesza oka na wszystkich. Właściwie rzadko to robi. A kiedy już to robi, a w jej towarzystwie znajdują się najbliższe z jej przyjaciółek, to zwykle też komentuje. I to jak komentuje. A o Samu nie mówi, nie w taki sposób lub tylko nie w mojej obecności, jakby tym, że jest moim synem, zabrano jej możliwość głośnych westchnień i pochyleń nad jego wyglądem.

    Wgapienie Evy w Samuela trwa moim zdaniem o wiele za długo, dlatego odchrząkam znacząco i lekko trącam przyjaciółkę czubkiem domowego papcia w kostkę. A gdy Eva skupia na mnie swój wzrok, ja wbijam własny z natarczywą intensywnością w jej obrączkę.

    – No właśnie! – ożywia się nagle Eva. – Nie uwierzysz – uprzedza. – Tyle lat farbuję włosy i, kurwa, dziś nie wyszło – żali się w sposób wulgarny.

    Samu z trudem powstrzymuje śmiech, ale ręka mu drży. Kawa z łyżeczki sypie się na drewniany blat. Zauważam to.

    – Wycierasz – zwracam się rozkazująco do syna. – Nigdy nie zrozumiem po co się tak męczysz – tym razem mówię do przyjaciółki.

    – Bo naturalny kolor mi nie odpowiada.

    – Też farbuję włosy – przypominam, bo regularnie je rozjaśniam. Naturalnie mam na głowie coś pomiędzy ciemnym blondem a jasnym brązem, czyli nic ciekawego. Taka szarość, pomimo że jestem od Evy znacznie stateczniejsza, nawet mnie nie pasuje. Na czerwień jednak bym się nie odważyła. Nie w tym życiu. Wszelkie eksperymenty tego typu pozostawiłam w tyle. Należą do mojej przeszłości, którą w Novus ordo nie wypada mi się chwalić.

    – To wina Dominika – wypala nagle Eva w sposób wielce oskarżycielski, a jednak na tyle zabawny, że spuszczam głowę, pochylając się nad kubkiem zimnej kawy, byle nie widziała jak kąciki moich ust unoszą się ku górze. – Zabronił mi iść do pulchritudinem domus, a poprzedni kolor się wypłukał. Te farby coraz mniej trwałe robią. Pomyślałam, że jak potrzymam dłużej, to i dłużej się na głowie utrzyma. Nie przewidziałam, że wyjdzie jak wino – opowiada.

    – Napiłabym się wina – mówię. – W sumie, czegokolwiek – przyznaję, a Samu jak na zawołanie, najpierw stawia przede mną i Evą po filiżance kawy, a następnie wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki srebrną piersiówkę.

    – Cokolwiek – informuje.

    Zaśmiewam się.

    – Jakoś nadal nie mogę się przyzwyczaić, że pijesz – wyznaję. – Że jesteś już dorosły – wyjaśniam.

    – Jeszcze nie tak zupełnie – wtrąca się Eva.

    Dobrze wiem co moja przyjaciółka ma na myśli. W Novus ordo dorosłość zaczyna się wraz z wyprowadzką z rodzinnego domu. Niemal zawsze towarzyszą temu zaślubiny, choć zdarza się, by mężczyzna mieszkał samodzielnie jeszcze przed ślubem. Dziewczęta nie mają takiego prawa. Pozostają dziewczętami aż do przysięgi małżeńskiej. Później stają się żonami i dopiero to czyni z nich kobiety.

    Moja droga była nieco inna. Mogłabym tutaj opowiadać, że moja dorosłość przyszła nagle, brutalnie zrywając nić dziecięcości. Skłamałabym wtedy. To nie było nagłe wydarzenie. I choć życie zrobiło ze mnie czternastoletnią matkę, to ja sama takie życie wybrałam, bardziej lub mniej świadomie. Jednak proces tego wyboru był długi. Stopniowo przechodziłam z dzieciństwa na tę dorosłą stronę. I w efekcie dziś mam prawie dwudziestojednoletniego syna, mając ledwie trzydzieści pięć lat. To bardzo niewiele jak na dorosłe dziecko, nawet w świecie Novus ordo. Tutaj, choć już czternastolatki mogą wychodzić za mąż, to zazwyczaj na ślubnym kobiercu stają przynajmniej rok później. Następnie rok cieszą się wyłącznie mężem. I dopiero po tym roku planują powiększenie rodziny. Starania też swoje trwają. Tak więc większość kobiet w Novus ordo zostaje matkami po siedemnastym a przed dwudziestym rokiem życia. Myślę, że tak jest dobrze. Optymalnie. Ciało i umysł są już gotowe na dziecko, a przy tym organizm jest silny, wręcz w kwiecie swojego rozkwitu.

    Odpędzam od siebie myśli o ciążach i ślubach, i skupiam się na wymianie zdań, jaka nastała pomiędzy Evą a Samuelem. Moja przyjaciółka wypytuje mojego syna. Jest ciekawa czy ma on narzeczoną. Samu cierpliwie wyjaśnia, że na tę chwilę stawia naukę na pierwszym miejscu. Studiuje prawo. A ja mam nadzieję, że nie zostanie egzekutorem. Nie widzę go w roli kata. Zawód sędziego też do prostych nie należy. Obciąża sumienie. I dociera do mnie, że chciałam dla niego innej drogi. Po cichu marzyłam, że będzie godnym zastępcą swojego ojca, że obierze polityczny kierunek i podąży imperatorską ścieżką. Moim zdaniem polityka pasowałaby do Samuela. Jest ambitny. I choć nie jest aż tak obowiązkowy i zasadniczy jak jego młodszy brat – Simon – to daleko mu do wyznawcy minimalizmu w podejmowanym działaniu. Tę rolę póki co zarezerwował sobie Steven – niepunktualny, nieobowiązkowy, zwykle rozweselony siedmiolatek. Steven to typ dziecka, które jest dla matki największym wyzwaniem. Ciężko go okiełznać. Niemal do niczego nie można go zmusić siłą argumentów.

    Poza Samuelem, Simonem, Stevenem i Salvadorem mam jeszcze jedno dziecko – córeczkę – Selenę. Selena jest bliźniaczką Stevena. Mają wiele wspólnych. Jednak jej więcej jest wybaczane. Jest oczkiem w głowie Bruce’a. Jego księżniczką.

    Samuel rozlewa trunek z piersiówki do dwóch małych kieliszków. Eva w tym czasie opowiada jak akurat w dniu, w którym jej nie udało się stworzyć dobrego koloru na głowie, jej męża musieli odwiedzić jacyś ważni ludzie. I choć zlepek słów dobry kolor na głowie mnie bawi, to już cała sytuacja z lekka przeraża. Dobrze wiem czym zajmuje się Dominik – mąż Evy. Jego stanowisko polityczne jest dokładnie takie samo jak to należące do mojego męża. Obaj zarządzają małymi miasteczkami, które w połączeniu z sobą i jeszcze jednym miasteczkiem, tworzą średniej wielkości miasto. Są imperatorami, przez co nasze rodziny są na tak zwanym świeczniku. Przez co z kolei winni jesteśmy społeczeństwu, które reprezentujemy i za które nasi mężowie odpowiadają, być wzorami do naśladowania. Żony i dzieci imperatorów powinni świecić przykładem. Bruce, jako mój mąż i ojciec naszych dzieci tego właśnie od nas wymaga. Myślę, że Dominik – mąż Evy – podziela w tym temacie jego poglądy, choć prywatnie wiele ich różni.

    – I co zrobiłaś, gdy przyszli goście? – interesuje się Samuel. Zauważam, że nie zwrócił się do niej z grzecznościowym ciociu, co sprawia, że zaczynam zastanawiać się, kiedy przeszli na ty.

    – Założyłam czapkę – odpowiada Eva.

    Samu zamyka oczy, starając się w ten sposób powściągnąć śmiech. Ja chwytam za kieliszek. Nie potrafię się napić. Przez tłumiony chichot trzęsie mi się ręka.

    – Bardzo zabawne, wiecie – gani nas Eva. – To dramat jest. Pytali czy mi zimno.

    Tym razem wybucham. Chichram się jak głupia. Samu jeszcze jakiś czas trzyma fason, ale w końcu i on się śmieje.

    – Jaki jest finał tej historii? – dopytuję, szczerze licząc na streszczenie. Jestem zmęczona. Cały dzień zajmowałam się Salvadorem, domem i planowaniem najbliższych świąt. Tworzyłam specjalne zamówienie, które najdalej w przyszłym tygodniu powinnam powierzyć na dłonie ulubionej krawcowej. Wiem, że jeśli doniosę je później, może mi odmówić uszycia odświętnych strojów. Nasza rodzina jest liczna, a ona nigdy nie narzeka na ilość zamówień. Dodatkowo ma odgórnie ustalony limit. Jej pensja nie jest uzależniona od ilości. Jest stała. Nie wolno jej się przepracowywać. Novus ordo w taki sposób dba o swoich obywateli.

    Łapię oddech. Dociera do mnie, że kiedyś wydawało mi się, że jak mój mąż już osiągnie zadowalającą rangę polityczną, a tym samym wejdzie na wysoki stopień drabiny społecznej, to mnie będzie wolno więcej. Myliłam się. Tutaj to tak nie działa. Bogaci nie mają wcale więcej praw od biedniejszych. Ubóstwa praktycznie nie ma. Nikt się nie wywyższa i nie wykorzystuje swojego zawodu czy pozycji. Tym samym ja nie mogę wymagać od krawcowej, by odmówiła komuś kto był pierwszy i zajęła się moim zamówieniem. Właściwie to mam obowiązek dostarczyć je do pewnego terminu, by nie wypaść z zaklepanej kolejki. A i tak ów zaklepanie wynika z długoletniej znajomości, a nie z tego, że mój mąż jest kimś na miarę dawnego burmistrza.

    Przypomina mi się, jak kiedyś posunęłam się do powołania na stanowisko męża w równie ważnej dla mnie, a błahej dla Bruce’a, sprawie. Wtedy wydawało mi się, że jako żona imperatora mogę od kogoś wymagać więcej od pozostałych obywateli Viridi pace. Sądziłam, że wolno mi żądać. Myliłam się. Bruce brutalnie sprowadził mnie wtedy na ziemię. Zbił i powiedział, że nie wolno mi takiego zachowania powielić, że coś podobnego nigdy więcej ma się nie wydarzyć.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów. W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania. Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo. Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Bruce&Katerina – Rozdzial 1, czesc 2

    Matrimonium (część 2)

    Katerina BraveWinner

    Zatapiam się w tych niewygodnych wspomnieniach. Zupełnie tak, jakbym była pod wodą, docierają do mnie przytłumione odgłosy rozmowy Samuela i Evy. Czerwonowłosa opowiada o tym, jak za drugim razem, wchodząc do gabinetu męża, kiedy przyjmował gości, zarzuciła na głowę ręcznik i okryła ciało szlafrokiem. Wytłumaczyła, że dopiero co wzięła kąpiel. Następnie, nie informując męża werbalnie o wyjściu, wymknęła się z domu, pozostawiając niechlujnie wydartą kartkę na stole, z pisemnym wytłumaczeniem, że tego dnia było mi potrzebne ramię najlepszej przyjaciółki. Oczywiście nie zadała sobie trudu, by przybliżyć mężowi godzinę swojego powrotu do domu.

    Nie snuję w głos czarnowidztwa. Mam nadzieję, że mąż Evy nie wbiegnie do domu mojego męża niczym po ogień. Bruce nie lubi takich niespodzianek w życiu. Szczerze powiedziawszy, to Bruce nieszczególnie przepada za Evą i to z wzajemnością. Nigdy nie wnikałam z czego wynika ten między nimi, nieszczególnie widoczny na pierwszy rzut oka, konflikt. Być może Bruce przyzwyczajony był do pierwszej żony Dominika. Noemi darzył szczerą sympatią. Dużo z nią rozmawiał i bez uszczypliwych złośliwości żartował.

    Eva i Samuel śmieją się. Nawet nie unikają nawzajem swojego dotyku. Ona przeczesuje mu włosy, zachwycona ich gęstością. On trąca o jej i głosi, by sprała ten grzeszny odcień przynajmniej do marchewki lub przyciemniła do brunatnej rdzy. A ja w tym czasie, podchodzę do lodówki i na kartce wielkości A4, na której znajdują się najważniejsze notatki, zapisuję, by z samego rana, po wyprawieniu dzieci do szkół, zabrać Salvadora na spacer i po drodze odwiedzić krawcową. Tutaj na krawcową mówi się claoca, na krawca sartor. Claoce szyją ubrania, sartorzy dodatki garderobiane, zwłaszcza te dla panów oraz materiały typu sukna na stoły, obicia foteli samochodowych czy sakiewki na gry planszowe, głównie na szachy i warcaby. Mój mąż swojemu zlecił obicie w materiał książek znajdujących się w gabinecie. Bruce jest pedantyczny. Irytowało go, że każda okładka ma inny kolor. Obecnie wszystkie są w kolorze głębokiej zieleni.

    Przed oczami wciąż mam wydarzenia sprzed lat, a było to w pierwszym roku objęcia przez Brucea stanowiska imperatora Viridi pace. Bliźniaków nie było jeszcze na świecie, Salvadora nawet nie było w planach, Simon był malutki, nie miał nawet trzech lat, a Samuel dumnie głosił, że zaraz po noworocznym festynie będzie miał ich sześć. W tamtym czasie wiele robiłam na ostatnią chwilę. Nie dawałam sobie rady z prowadzeniem tak dużego domu. Z chęcią korzystałam z przywilejów jakimi były domy urody, termy, kawiarnie i restauracje. Nieco ciążyło mi to, że nasza rodzina nagle znalazła się na szczycie, który był widoczny dla wszystkich obywateli miasta, przez co była też skrupulatnie przez nich oceniana, a z drugiej strony radowała mnie ta wyższość, poczucie, że w końcu jestem kimś, że coś znaczę.

    Wykorzystałam wtedy swoją pozycję i jak dotychczas zrobiłam to tylko raz. Wtedy kiedy udałam się do claoci i usłyszałam, że nie ma już miejsca na kolejne zamówienia, bo zapisy prowadziła do początku dwunastego miesiąca w roku, tak by od razu wiedzieć jak rozłożyć pracę pomiędzy sto kilka szwaczek, u nas zwanych satrixy. Oznajmiłam jej z niezadowoleniem, że chyba nie wie do kogo mówi. Przedstawiłam się jako żona Bruce’a BraveWinnera, choć każdy w miasteczku wiedział kim jestem. Wtedy claoca przyjęła moje zamówienie, a ja z zadowoleniem opuściłam jej zakład krawiecki. Podczas kolacji nawet pochwaliłam się mężowi w jakim kolorze wystąpimy na festynie świątecznym. Nie przeczuwałam żadnej, nawet najmniejszej tragedii. Bruce zachowywał się tak jak zwykle. Chwalił jedzenie, dolewał mi wina, rozmawiał z Samuelem. Simon miał ciężką mowę. Zaczął mówić na chwilę przed czwartymi urodzinami. Tak naprawdę czyniąc to na ostatni dzwonek, w marcu, gdy w czerwcu miał rozpocząć, trwające trzy miesiące, przygotowanie szkolne.

    Ja sprzątałam po kolacji, a Bruce kładł chłopców spać. Opowiadał im o froncie. Pokazywał rozłożone karabiny, nazywał ich części. Samu zawsze był tym zachwycony. Za dziecka lubił wszelkie bronie. Do dziś jest niemal bezbłędny na strzelnicy.

    Nim Bruce uśpił chłopców i schował w gabinecie wszelkie militaria, ja udałam się do sypialni. W pośpiechu szykowałam łóżko, gdyż z rana pozostawiłam je niepościelone. Później zrzuciłam z siebie pierwszą warstwę ubrań. W bieliźnie i na boso przeszłam do połączonej z sypialnią łazienki. Wtedy w sypialni zjawił się Bruce.

    – Masz ochotę na wspólną kąpiel? – zapytałam, ustawiając temperaturę wody. Do wanny wsypałam soli morskiej o delikatnym, migdałowym zapachu.

    – Może później – odparł. Wyminął mnie. Ledwie się wyprostowałam, a on się pochylił i zakręcił kurki od kranu. Woda przestała lecieć.

    – Czy coś się stało? – spytałam niepewnie. Bruce’a twarz nie wyrażała wiele, ale wyraźnie był jakiś taki nieswój. Nieco obcy. Bardzo chłodny w samej postawie. Emanował czymś czego jednoznacznie nie można przyrównać do gniewu czy złości, ale jest to coś co tym uczuciom nieodłącznie towarzyszy.

    – Kto dał ci prawo, wymagać od innych, by dostosowywali swój czas do ciebie, tylko dlatego że jesteś moją żoną? – mówił bardzo powoli, spokojnie i wyraźnie. Towarzyszył temu dźwięk odpinanego paska. Złowrogie dzwonienie sprzączki.

    – Nie wiem o czym mówisz – skłamałam. W rzeczywistości domyślałam się, co Bruce miał na myśli. Grałam jednak na zwłokę. Potrzebowałam czasu. Poczyniłam krok w tył. W planach miałam wykonać kolejny.

    I wtedy Bruce krzyknął:

    – Stój! – i to było jedyne co powiedział głośniej. Dalej mówił już w pełnym opanowaniu. – Jestem zmęczony. Za mną ponad dziesięć godzin pracy, w tym pięć fizycznej. Jeśli teraz zafundujesz nam przebieżkę po domu, przynajmniej tydzień nie usiądziesz – zagroził.

    W moim mniemaniu było to groźbą, w jego zapewne tylko i wyłącznie uczciwym uprzedzeniem, a być może nawet nie, może tylko zwykłą informacją. W każdym razie poskutkowało. Zaprzestałam cofania się. Nawet postąpiłam dwa kroki na przód. Dosięgnąłem do ramion męża. Uciskałam je delikatnie, ocierając opuszkami o szyję i kark.

    – Jesteś zmęczony – mówiłam, chcąc by stał się bardziej podatny na manipulację. – Domyślam się o co ta cała afera. Drobiazg – stwierdziłam. – Drobiazg niewarty, by psuć nam wieczór – dodałam, zbliżyłam twarz do twarzy męża, ale nim uniosłam się na palcach i wargami dosięgnęłam do jego ust, to on wycofał się o krok.

    Pokręcił głową.

    – Nie drobiazg – poinformował. – Jeśli w tak błahej sprawie powołujesz się na moje nazwisko…

    – Nasze – wtrąciłam.

    – Moje – trwał przy swoim.

    – Nigdy się nie przyzwyczaję – burknęłam z niezadowoleniem.

    Sięgnęłam do wieszaka po szlafrok. Okryłam się nim i szczelnie związałam supeł. Nie krępowałam się nagości. Rozbieranie się na scenie niegdyś było moją pracą. Śmiałość z minionych lat nawet na metr ode mnie nie odstąpiła. W tamtej sytuacji jednak przeszkadzało mi to, że ja byłam w samej bieliźnie, podczas gdy mój mąż miał na sobie pełny garnitur.

    Bruce puścił mimo uszu moją uwagę o tym, iż nigdy nie przyzwyczaję się, że nazwisko, które noszę, wciąż jest tylko jego nazwiskiem i że będzie nim tak długo, aż dzieci osiągną pełnoletność. Wtedy nazwisko BraveWinner będzie reprezentowało ich samych. W tamtym czasie ja i synowie, przez to samo nazwisko, swymi poczynaniami świadczyliśmy o Bruce’e, jako o mężu i o ojcu.

    – Jeśli już teraz, w tak błahej sprawie, powołujesz się na moje nazwisko, oznacza to, że tym bardziej nie zawahasz się go użyć w poważniejszej sytuacji – ciągnął dalej swój wywód. – I nie zrobisz tego tylko po to, by gdzieś przepchnąć się bez kolejki…

    – Wypraszam sobie! – uniosłam się. – W kolejkach zawsze czekam – dodałam.

    Bruce westchnął. Czuć było od niego irytację.

    – Jeśli jeszcze raz mi przerwiesz, to najpierw cię zbiję, by przypomnieć ci jak zachowuje się żona okazująca mężowi należyty szacunek, a dopiero później powrócimy do aktualnej rozmowy – zagroził.

    – Też mi rozmowa! – zadrwiłam o wiele za głośno niż powinnam. – Tocząca się pośrodku łazienki, bez herbaty z cytryną i ciasta. Nawet herbatników nie ma – wyśmiałam.

    Nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło, ale odwróciłam się na pięcie i wymaszerowałam z łazienki. Przeszłam do sypialni, usiadłam przy toaletce i rozpoczęłam zmywanie cieni z powiek i maskary z rzęs. I Bruce pozwolił mi w spokoju zakończyć tę czynność. Stał wsparty o ścianę, obok dużej, ciężkiej szafy z lustrem, dokładnie naprzeciw łóżka i toaletki, którą zajmowałam. Widziałam go dobrze w odbiciu. W dłoniach ciągle dzierżył złożony w pół, skórzany pasek.

    – Nie zmienisz zdania, prawda? – zapytałam smutno. Starałam się patrzeć mu w twarz, ale wciąż czyniąc to w odbiciu lustrzanym.

    – Mogliśmy negocjować – stwierdził i postąpił kilka kroków. Wkrótce zajął miejsce na łóżku, tuż za mną, na tyle blisko, że dosłownie miał mnie na wyciągnięcie ręki. – Zanim zarzuciłaś mi brak herbaty, ciasta i herbatników. – Uśmiechnął się, ale nie tak jak uśmiecha się szczęśliwy człowiek. To był uśmiech pożałowania, wyższości i lekkiej drwiny. – Wstań – zabrzmiało niczym wyrok.

    Odłożyłam gąbeczkę z delikatnego materiału na blat ręcznie rzeźbionej toaletki. Podniosłam pupę z tapicerowanego, puchowego pufa. Odwróciłam się do Bruce’a. Sięgnął mojej dłoni i poprowadził mnie tak, bym stała naprzeciw niego i by nie oddzielał nas żaden mebel, w tym wypadku puf. Pas trzymał już tylko w lewej dłoni, a wkrótce w żadnej. Odłożył go na łóżko, bliżej poduszek. Rozpoczął rozsupływanie wiązania sznurka przy moim szlafroku. Kiedy tylko mu się to powiodło, chciałam odskoczyć w tył, ale szybko pochwycił za mój nadgarstek.

    – Nie szarp się – zwrócił mi uwagę, czyniąc to lekko warkliwie, niemal przy tym nie otwierając ust. Przyciągnął mnie bliżej siebie, jednym, zdecydowanym ruchem. Teraz moje nogi, zewnętrzną stroną, dotykały wewnętrznej strony jego ud.

    Uniósł nieznacznie tyłek z łóżka, by strącić z moich ramion szlafrok, a kiedy ten opadł, Bruce zajął miejsce ponownie. A ja znowu spróbowałam się cofnąć i po raz kolejny zostało to mi udaremnione. Tym razem pochwycił za mój nadgarstek lewą dłonią, a prawą smagnął siarczyście w okolicę lewego pośladka, na pograniczu uda.

    – Stój spokojnie – polecił, kiedy ja syknęłam i nieco skuliłam się pod wpływem niespodziewanego uderzenia.

    – Przeproszę krawcową – wypowiedziałam szybko, brzytwy sięgając. Ten fragment mojej skóry, który Bruce uderzył, zapiekł. Dosłownie palił.

    – Nie wątpię – zabrzmiał bez żadnego miłosierdzia. Puścił mój nadgarstek i palce wskazujące i środkowe obydwóch dłoni wsunął za gumkę moich bawełnianych majtek.

    Bez zastanowienia chwyciłam go za ręce i w ten sposób zaoponowałam przed obnażeniem moich pośladków i kobiecości.

    Zatrzymał się. Czekał, z intensywnością patrząc w moje oczy.

    – Na chuj mi mąż imperator, skoro nawet krawcowa się z moim zdaniem nie liczy, na dodatek donosi do ciebie na mnie i ty też bardziej liczysz się z jej słowem niż moim. Mogła nakłamać, nawymyślać! O nic nie zapytałeś!!! – naskoczyłam na niego, każde słowo wypowiadając głośniej. Nawet się nie spostrzegłam jak zaczęłam krzyczeć, a następnie wrzeszczeć. Tupnęłam przy tym nogą. Udało mi się nawet odepchnąć dłonie Bruce’a i odskoczyć na bok. Co dziwne, Bruce mnie przed tym uskokiem nie powstrzymał.

    Mój mąż w spokoju rozpoczął bić mi brawo.

    – Czekałem aż pokażesz swoje prawdziwe oblicze – oznajmił. Wstał i w spokoju zdjął marynarkę. Podał mi ją. – Odwieś – polecił. – Następnie wróć – dodał, ponownie siadając na łóżku.

    Odwiesiłam jego ubranie, dokładnie tak jak odwieszałam je zawsze. Na specjalny wieszak, ustawiony we wnęce między ścianą, a szafą. Nie wróciłam jednak od razu, ani wtedy, gdy przywołał mnie po raz drugi. Dopiero, gdy zagroził, że jeśli sama nie podejdę, to on podejdzie do mnie, ale wtedy użyje pasa i spotka się on z moimi pośladkami przynajmniej piętnastokrotnie, ustąpiłam. Przełożenie przez kolano i klapsy gołą dłonią, wciąż wydawały mi się być lżejszą karą niż lanie skórzanym elementem galanteryjnym.

    – Najpierw zdejmij dół bielizny – usłyszałam, gdy tylko stanęłam przy jednej z jego nóg. – Na ubranie mogę bić dzieci, nigdy kobietę – brzmiało przynajmniej dziwnie, zwłaszcza, że Bruce nie bił dzieci. Kary cielesne zdarzały mu się naprawdę od wielkiego dzwonu. Simon był wtedy za mały, by w ogóle miał prawo podnieść na niego rękę, a Samuela uderzył ledwie dwa razy i tylko jeden z tych razów mógł nosić miano lania.

    – Może jednak negocjujmy? – zaproponowałam i ledwie wsunęłam kciuki za gumkę majtek, a już opuściłam dłonie wzdłuż ciała.

    – A może jednak nie – odezwał się Bruce i nim się spostrzegłam sięgnął mojego ramienia i szarpnięciem pociągnął mnie na swoje kolana. Samodzielnie obnażył moje pośladki, zdzierając majtki niemal do kolan.

    Bruce bez wątpienia miał ciężką rękę, a być może tylko ja wtedy tak uważałam. W sumie nadal tak uważam. Nie mam za dużo porównania. W moim życiu nadal jest to jedyny mężczyzna, który wymierzył mi inny rodzaj uderzenia, niż spoliczkowanie. Prawdą jednak jest, że wtedy Bruce nieco mniej ważył, niż waży obecnie, ale i ja byłam drobniejsza. Bruce już znacznie wcześniej, bo od czternastego roku życia, walczył na froncie. Był raczej dobrej kondycji. Regularnie trenował na siłowni. Trochę boksował.

    Bił metodycznie. Uderzał naprzemiennie. Celował zawsze w te same miejsca i udawało mu się to tak długo, dopóki ja nie zaczęłam się wiercić i uciekać pośladkami. I nawet to, że mnie trzymał, nie dało rady zatrzymać mnie na miejscu. Wkrótce to lanie zamieniło się w drobną szarpaninę. Szybko zostałam spacyfikowana. Moje tułowie spoczęło na miękkiej kołdrze, a lewa dłoń Bruce’a dociskała moich pleców. Nogą, a konkretnie kolanem i łydką, powstrzymywał mnie przed wierzganiem. Moje kolana dotykały wtedy podłogi.

    Huk był inny, a o czerwoną skórę moich pośladków odbiło się jakieś chłodne, płaskie, wydające się być ciężkim, narzędzie.

    – Stawianie się mężowi nie popłaca, nigdy nie popłaci – poinformował i uderzył ponownie, tym razem w drugi pośladek.

    Zerknęłam za siebie, by zobaczyć co trzyma w dłoni. Moim oczom mignęła się szczotka do czesania włosów, wykonana z dębowego drewna, lśniąca, ładnie polakierowana. Uderzył tym narzędziem czterokrotnie, a bolało bardziej niż wszystkie dotychczas wymierzone mi klapsy razem wzięte.

    Bruce odstąpił ode mnie na kilka kroków. Szczotkę odłożył na moją toaletkę, dokładnie w to samo miejsce, w którym znajdowała się wcześniej. Podał mi materiałową chusteczkę. Dopiero wtedy zorientowałam się, że płaczę w głos. Zawsze starałam się tego uniknąć. Uważałam, że nie jestem dzieckiem, by ronić łzy z powodu kilku czy kilkunastu uderzeń. Tym razem jednak było ich kilkadziesiąt. Odnosiłam wrażenie, jakby przed użyciem szczotki, oklepywał mnie z dobre pół godziny, ale stojący na komodzie zegar informował mnie, że od momentu mojego wejścia do sypialni, aż do zakończenia lania, nie minęło nawet dziesięć minut, a wcześniej przecież jeszcze z mężem rozmawiałam.

    – Nie wolno ci takiego zachowania powielić – zwrócił się do mnie spokojnie. Kątem oka widziałam, jak zdejmuje przy tym krawat i rozpina swoją koszulę. – Nie jesteś ważniejsza od innych obywateli tego miasta, choć nosisz moje nazwisko, a ja jestem imperatorem. Nawet ja nie jestem ważniejszy od innych. Nie rób tego co doprowadziło do upadku takich krajów, jak ten, z którego i ty pochodzisz. Tu nie ma równych i równiejszych. Jest natomiast sprawiedliwość. Skończyły się czasy, gdy za oplucie policjanta przez bezdomnego było dożywocie i gnębienie w celi przez strażników, a za zabicie bezdomnego przez policjanta malowanie pasów ulicznych. I ty i ja pamiętamy tamten świat. Nie zmartwychwstawaj go tutaj. – Zdjął koszulę i trzymając ją w dłoni, wyciągnął rękę przed siebie.

    Dobrze wiedziałam jak mam się zachować. Oczekiwał, że wstanę z kolan, przejmę od niego ubranie i przykładnie je odwieszę. Nie byłam w stanie tego zrobić i chyba to zauważył, bo ostatecznie zdecydował się mnie w tym wyręczyć.

    – Coś podobnego nigdy więcej ma się nie wydarzyć – powiedział, podchodząc do mnie już bez koszuli i spodni, w samych białych jak śnieg bokserkach. Ładnie kontrastowały z jego naturalnie lekko opaloną skórą. Bruce nie był mulatem, ale nie był też blady. Był młody i ładnie umięśniony. Przed laty kręciły mnie jego łydki i muskularne uda. – Nie żartuję, Katerino – uprzedził. – Nigdy więcej – powtórzył. Pochylił się na tyle, by dosięgnąć moich włosów. Musnął delikatnie, z niemal namacalną czułością. – Idę do wanny – zakomunikował. – Jeśli tylko masz ochotę, możesz do mnie dołączyć – zaproponował zupełnie tak, jakby się nic złego nie wydarzyło. Pozostawił mi jednak wybór i za ten wybór byłam mu wdzięczna.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów. W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania. Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo. Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Diament i sol – Rozdzial 1, czesc 1

    Niebieski (część 1)

    Zofia Nitecka

    Jechałam autostradą A4, mijając właśnie Katowice i wjeżdżając do Krakowa. Dach mojego seledynowego peugeota 206 CC pozostawał zamknięty, choć bez wątpienia wolałam go w wersji cabrio. Nie chciałam jednak, by Niko nabawił się zapalenia uszu albo, by wpadło mu coś do oczu. Próżno było liczyć na to, iż sam z siebie, bez totalnego przekupstwa, założy okulary przeciwsłoneczne. A i tak kiedy to czynił, to tylko i wyłącznie do zdjęcia, które ja chciałam wykonać.

    – Dugo jesce – zapytał chyba po raz setny podczas trwania tej podróży. Wyjechaliśmy z domu dwadzieścia po trzeciej. Nasz samolot odlatywał o dziewiątej. Musieliśmy zdążyć na odprawę, a wcześniej jeszcze coś zjeść.

    – Ostatnia prosta – odpowiedziałam, odwracając głowę w tył i spoglądając na Nikodema. Był wszystkim co niegdyś trzymało mnie przy życiu. Moją największą, a nawet jedyną motywacją.

    Dzieci, choć wyglądają niepozornie, mają ogromną moc sprawczą. Potrafią stawiać fundamenty pod domy, samochody, życie rodzinne. Dziś myślę, że gdyby nie mój syn, nie byłoby mnie teraz tutaj. Z pewnością nie w tym miejscu. Nie w takim samochodzie. W ogóle w żadnym samochodzie.

    Zaparkowałam na poboczu, niedaleko lotniska, na parkingu stacji benzynowej Orlen. I zdecydowałam się na otworzenie dachu. Potrzebowałam zaczerpnąć większej ilości powietrza. Sztachnąć się nim. Zachłysnąć. I przede wszystkim – zapalić.

    Niko przeciągnął się, wystawiając ręce możliwie jak najbardziej do góry. Gdyby dokonał tego wcześniej, z pewnością dosięgnąłby do dachu.

    – To już lotnisko? – zapytał, wbijając we mnie spojrzenie ciemnych, zielonych oczu. Jego modny kucyk, po tak długiej podróży, wciąż wyglądał przyzwoicie. Jedynie wycięcia po bokach, oddzielające wygolenie od włosów zebranych w kucyk, nieco zanikły, ale to zapewne z racji tego, że u fryzjera byliśmy trzy tygodnie wcześniej.

    – Tam jest lotnisko – wskazałam palcem na miejsce, gdzie było widać jak startują samoloty.

    Nikodem był niezwykle podekscytowany, bo choć trzeci raz w życiu miał lecieć samolotem, to dwóch poprzednich już zupełnie nie pamiętał. Zdawałam sobie sprawę, że taka podróż dla czterolatka, to niewątpliwie ogromna przygoda.

    – Zjesz hot-doga? – zapytałam, odpalając marlboro slim. Zajrzałam do schowka i przeklęłam siarczyście, uświadamiając sobie, że nie zabrałam z domu iqos-a.

    Niko ochoczo pokiwał głową, a ja, gdy tylko usłyszałam jak nieopodal mojego samochodu parkuje inny, równie zgrabny co mój, choć kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt razy droższy, niemal od razu odbiłam wzrokiem w tamtą stronę. I muszę przyznać, że spodziewałam się Jana zobaczyć wysiadającego ze wszystkiego, nawet z malucha, ale nie z porsche o takim kolorze. Ten niebieski był bliski turkusu. Niezwykle damski. Zupełnie nie pasował do wytatuowanego, przypakowanego mężczyzny.

    Uśmiechnęłam się w wiadomy sposób, ale spuściłam głowę, by czasami tego nie zauważył. A on w tym czasie obszedł maskę, drzwi swojego cacka pozostawiając otwarte i wsparł się o te od mojej strony.

    – Z czego rżysz? – zapytał, wychylając się na tyle, by dosięgnąć moich ust, choć, by mnie pocałować musiał jeszcze chwycić za podbródek i odwrócić moją głowę w swoją stronę.

    Odwzajemniłam pocałunek. Był mocny i głęboki. Aż biło od niego agresją i pragnieniem seksu. Dłoń Jana błądziła po moim obcisłym topie. Miałam na sobie jeszcze bluzę, ale ta była rozpięta. A Janek schodził dłonią od moich piersi, poprzez nagi brzuch, aż do cipki. Otarł o nią palcem wskazującym, poprzez materiał dżinsowych szortów i poczynił to tak mocno, że odczułam ten przyjemny, specyficzny ucisk, który odbił się echem gdzieś w dole brzucha.

    – Nikodem – warknęłam wprost w jego usta.

    Janek, trochę się zreflektował, ale wyglądał przy tym tak, jakby zupełnie nie poczuł się głupio. Jedynie wyprostował się nieco, po czym zdjął lustrzane okulary, przypominające gogle narciarskie.

    – Siema młody – przywitał się z Niko, wystawiając w jego kierunku otwartą dłoń.

    Mój syn bez chwili zawahania przybił Jankowi piątkę. Na swój sposób się lubili, choć nie mieli z sobą częstych kontaktów. Jasiek wpadał do mnie nocami. I to na tyle późnymi, że Nikodema widywał albo śpiącego, albo oglądającego bajki z pozycji łóżka.

    – Wskoczysz po hot-dogi? – zapytałam, ale nie czekając na odpowiedź, wyjęłam ze schowka portfel.

    – Nie obrażaj mnie – odpowiedział Jasiek, nie chcąc przyjąć ode mnie ani złotówki. W tym samym czasie Niko zawołał siku, więc Janek wypiął go z fotelika samochodowego i wyciągnął z samochodu.

    – Tylko nie wpadnij pod jakieś auto jak będziesz biegł! – krzyknęłam, mając świadomość, że Nikodem nie poczeka ani na mnie, ani na Jana. Był na to zbyt samodzielny. A na wypadek, jakby toaleta okazała się płatną, miał w saszetce od Tommego Hilfigera pieniądze. Całkiem dużo pieniędzy jak na czterolatka. A przynajmniej wydaje mi się, że to dużo, bo ja będąc w jego wieku nosiłam w kieszeni maksymalnie pięć złotych.

    – Może też skorzystamy z toalety i rżnięcia na szybko? – zapytał Janek, uśmiechając się przy tym promiennie. Byłam pewna, że jego zęby nie są naturalne. Być może nie były to implanty, ale taka biel nie mogła być naturalna.

    – Jak mały będzie jadł, a moja kawa stygła – odpowiedziałam, po czym wysiadłam z samochodu. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, wyrzuciłam na wół wypalonego papierosa na chodnik i wciąż trzymając kluczyki w dłoni, zarzuciłam ręce na męski, umięśniony kark. Musiałam stanąć na palcach, a i tak on musiał się nieco przychylić, by nasze usta dało się połączyć.

    Janek był niesamowity. Był człowiekiem jakich spotyka się tylko w domu, siedząc przed ekranem plazmy, oglądając amerykańskie filmy bądź teledyski. Różnił się od większości Polaków. Wyróżniał się na ich tle jak najbardziej pozytywnie.

    Rozplotłam palce i poczęłam nimi sunąć po muskularnych barkach, ramionach, przedramionach… Dojechałam do ogromnych, męskich dłoni. Samodzielnie położyłam je sobie na zgrabnej dupie.

    Janek zrozumiał moje niewerbalne polecenie. Ścisnął palcami moje pośladki, przysuwając mnie przy tym do siebie jeszcze bliżej. Moje piersi rozpłaszczyły się na jego torsie, który w czarnej, do połowy rozpiętej koszuli, prezentował się doskonale.

    Podniósł mnie bez większego trudu. W ostatniej chwili chwyciłam się jego ramion, by nie polecieć do tyłu. A on, mając splecione dłonie pod moimi pośladkami, ruszył w kierunku swojego samochodu. Usadził mnie na masce. Bez pardonu zaczął majstrować przy guzikach od moich szortów. Nie były z wysokim stanem. Trzymały się nieco ponad biodrami, ale guziki miały aż cztery, wszystkie neonowozielone.

    – Nie możemy pieprzyć się na parkingu – zaoponowałam, ale na tyle słabo, że sama siebie bym nie posłuchała.

    – A kto nam zabroni? – zdziwił się Jasiek i w odpowiedzi przyssał do mojej szyi na tyle mocno, że wyskoczenie malinki w tym miejscu było pewne. Jego dłoń znalazła się w moich szorach. – Nie masz na sobie majtek – zauważył, mrucząc mi to wprost do ucha.

    – Specjalnie dla ciebie – odpowiedziałam.

    I spodziewałam się wszystkiego, ale nie szybkiego przerzucenia przez ramię i wyniesienia z parkingu. Nie wiem nawet ile ludzi było na stacji benzynowej, gdy do niej wkroczyliśmy. Wzrokiem odnalazłam jedynie Nikodema, siedzącego przy stoliku i zajadającego hot-doga. Janek rzucił przed oczy mojego czterolatka banknot dwustuzłotowy.

    – Płacę za twoją matkę, by nie było, że biorę za darmo – powiedział, a następnie, pokierowany przez panią obsługującą, skierował swoje kroki w stronę łazienki. Dopiero za drzwiami damskiej postawił mnie na nogi. – Będzie szybko – uprzedził, spoglądając przy tym na duży, złoty zegarek, który zdobił jego lewy nadgarstek.

    Janek rozpiął białe, lniane spodnie, które tego dnia miał na sobie, a ja w tym czasie zdjęłam szorty. I nie wiem kto pokonał dzielący nas dystans, ale niezwykle szybko moje nogi znowu przestały dotykać podłogi, a plecy przywarły do zimnych kafli o grafitowym kolorze, którymi wyłożone zostały ściany. I to w takiej pozycji fiut Jaśka schował się w mojej cipce. Przez moment nawet zabolało. Tak… przetarło. Jasiek cały był duży, a ja jeszcze nie byłam aż tak podniecona, by samej sobie zapewnić odpowiedni poślizg.

    – W Rodos ci to wynagrodzę – zapewnił, przyspieszając.

    Instynktownie oplotłam rąkoma mocniej jego kark, ale też nogami w pasie. Podskakiwanie przy ścianie nie należało do najlepszych z pozycji seksualnych, ale z drugiej strony nigdy nie lubiłam seksu w łóżku. Wolałam to robić w bałaganie i tam, gdzie nikt by się tego nie spodziewał. Ciągle miło wspominałam palcówkę w kinie czy tę wykonaną w jacuzzi na publicznym basenie, który rzekomo uchodził za miejsce rozrywki rodzinnej.

    – Wiesz, że jesteś zajebista? – zapytał. – Pieprzysz się jak żadna – dodał.

    – Lepszej nie znajdziesz – zapewniłam, zaciskając przy tym mięśnie kegla.

    Byłam zdania, że fałszywa skromność to jedna z gorszych ludzkich cech. Poza tym mieliśmy dwudziesty pierwszy wiek. Tutaj liczyła się pewność siebie, efekciarski wygląd i dobre samopoczucie. Świat stał otworem. Otwierał przed ludźmi drzwi, nad którymi mrugał neon „no stres”, nieustannie zachęcając ich tym do zabawy. A ludzie wciąż tak samo się bali. Mieli opory, przeróżne hamulce, sztuczną przyzwoitość.

    – Przyspiesz – wysapałam, coraz szybciej i płycej nabierając powietrza.

    A Janek wciąż w tym samym tempie podrzucał mnie do góry i pozwalał opadać na swojego twardego penisa. Okulary spadły z jego głowy, zatrzymując się na nosie w niezwykle krzywy sposób. Najwidoczniej mu to przeszkadzało, bo przeklął, szybko je zdjął i wrzucił do umywalki.

    Moje paznokcie wbiły się w skórę na jego karku i jednym z barków. Moja szminka pozostawiła ślad na męskim policzku, pokrytym idealnym, niezbyt dużym zarostem. I gdy tylko dotarło do mnie oczywiste, czyli to, że Jan ma wygląd typowego mafiozy, zrobiłam się bardziej mokra. Przesunęłam językiem po jego podbródku. Złapałam za ułożone na żel włosy. I jeszcze trochę i naprawdę mogłabym dojść, ale o dobrą minutę Janek mnie ubiegł.

    – Nie tak szybko, mała – wysapał, wprost do mojego ucha. Wspierając brodę na moim ramieniu. Był zgrzany. Czułam jego pot na swojej twarzy i nawet nieco obawiałam się, że rozmaże mi tym makijaż. – Na to by dojść trzeba sobie zasłużyć, a że tak powiem ani w usta, ani w dupkę jeszcze nie poszło – dodał niby żartobliwie, ale jednak pobrzmiewała przez to naturalna, wręcz wrodzona chamskość.

    Janek odsunął się ode mnie na kilka kroków, wcześniej opuszczając mnie na podłogę. Moje nogi ledwie dawały radę ustać.

    On mył penisa nad umywalką i wycierał w ręcznik papierowy, a ja zdecydowałam się na skorzystanie z toalety. Publiczne sikanie mnie nie krępowało. Zwłaszcza przy Janie. Przed laty zbyt często z sobą piliśmy w plenerze, odlewając się przy tym na łonie natury.

    – Sprawdzę co robi młody – oznajmił, podciągając spodnie.

    – Idę z tobą! – krzyknęłam, nie chcąc, by pozostawił otwarte drzwi, bo jeszcze ktoś mógłby mnie zaskoczyć. Czym prędzej się podtarłam i odnalazłam moje szorty.

    Janek zaczekał na mnie i niczym dżentelmen puścił mnie przodem. Zamykając za nami drzwi, jednocześnie wsuwał okulary do kieszeni swojej koszuli.

    Na stacji czekała na nas miła niespodzianka. Niko wciąż siedział w strefie bistro. Już nie jadł hot-doga. Tym razem zadowalał się chipsami. Na stoliku stały dwa jednorazowe kubki.

    – Latte dla mnie? – zapytałam z nadzieją, że tak właśnie będzie.

    – Ehe – burknął, a potem wskazał palcem na drugi kubek. – I czekolada dla Niebieskiego – dodał.

    Zawsze nazywał Jana Niebieskim, bo Janek zazwyczaj był niebieski. Nosił się w granacie, chabrze i błękicie. A tego dnia był czaro-biały, zupełnie jak nie on. I aż dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów. W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania. Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo. Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.