Category: Uncategorized

  • Diament i sol – Rozdzial 1, czesc 2

    Niebieski (część 2)

    Zofia Nitecka

    Janek nazywał się Sobierewski. Jan Sobierewski. I było to nazwisko tak zbliżone do króla Jana III Sobieskiego, że taka właśnie ksywka do Janka przylgnęła, choć wątpię, by chłopcy z Pragi znali historię Polski. Im zapewne Sobieski kojarzył się wyłącznie z wódką. Zdarzało się też, że mówili na niego Dżony. Zawsze pisali to przez Dż, nigdy przez J. A mój syn nazywał Janka, po prostu, Niebieskim. Pewnie dlatego, że Dżony bardzo często nosił się na niebiesko. Myślę, że we wspomnieniach Nikodema zapisał się przede wszystkim jako typek w niebieskim T-shircie, bo w takim zawsze sypiał, kiedy zostawał u mnie na noc.

    Janek nie pochodził z Pragi. Myślę nawet, że mógł nie być Warszawiakiem. Daleko mu było do warszawskiego Antka spod bramy. Chociaż, jakby się nad tym głębiej zastanowić i jeśliby wejść gdzieś w okolice Kabat lub Białołęki, to rodzice Janka mogliby tam być właścicielami domku jednorodzinnego bądź dwupoziomowego apartamentu. Jan nigdy o rodzicach nie mówił, zawsze jednak miał w kieszeni listę prawników, sędziów, wysoko postawionych policjantów i chirurgów, a takich kontaktów nie zdobywa się będąc byle kim. Takie znajomości to lata. Tkwią gdzieś głęboko w rodzinnych korzeniach i zwykle łączą się z jakimiś wspólnymi interesami.

    Moja i Dżonego znajomość także trwała już całe lata. Pierwszy raz zobaczyłam go w swoim rodzinnym domu. Ojczym go przyprowadził lub jak kto woli – on mojego ojczyma – bo nie wiem, który z nich wtedy był bardziej pijany. I tak się zaczęło. Tak trwa do dzisiaj. Na tym samym stoimy od blisko dekady. I nie z jego, a z mojej winy.

    Piłam zimną kawę, kiedy Dżony bawił się kubkiem po czekoladzie na gorąco. Od zawsze wystrzegał się kofeiny. Mówił, że kawy na gorzko nie przełknie, a nie zamierzał słodzić. Przesadnie dbał o formę. Czasami czynił wyjątek, ale wtedy dosładzał wszystko ksylitolem.

    Nikodem i Jan rozmawiali o potędze greckich bogów i o siedmiu cudach świata starożytnego. Mój czterolatek był zajarany „Grą o Tron”, za co ja ponosiłam winę, gdyż zawsze przy nim oglądałam ten serial, a tamtejszy posąg na wyspie Braavos, znajdujący się u wejścia do portu, jest, zdaniem Jana, niezwykle podobny do Kolosa Rodyjskiego.

    – A Akropol znajdujący się na Rodos jest drugim najczęściej odwiedzanym przez turystów, zaraz po tym ateńskim – wtrąciłam do ich nużącej rozmówki.

    – Łał! – skomentował Janek. – Czyli masz w głowie coś ponad pazurki – zadrwił, wykonując przy tym specyficzny gest palcami, jakby nimi przebierał czy wachlował.

    – Spierdalaj – syknęłam na niego przez zaciśnięte zęby. – O tobie można by czasami pomyśleć, że mięśnie wzrastają odwrotnie proporcjonalnie w stosunku do mózgu – dodałam szybko, niezbyt wyraźnie.

    – Lepiej mnie nie wkurwiaj, bo śpimy dziś w jednym łóżku – zagroził, ale poczynił to z uśmiechem na ustach.

    – Uważaj byś nie wylądował na podłodze – odbiłam piłeczkę.

    – Nie jestem dżentelmenem – uprzedził. – Jeśli chcesz, to ty zajmuj dywan, niczym suka u stóp pana – podsumował, a mnie to porównanie nieszczególnie przypadło do gustu, choć możliwe, że tylko i wyłącznie dlatego tak było, bo Jasiek śmiał wchodzić na takie tematy w obecności Niko.

    – Przy dziecku mówisz. Zważaj trochę na słowa, chłopczyku – zwróciłam mu uwagę, wstając, by móc wyrzucić kubek do kosza. Przechodząc obok Janka, trąciłam go ręką w bok głowy.

    – Sama przy nim przeklinasz, dziewczynko – odparł i odwinął się w jeden z moich pośladków. Zabolało. Janek miał ciężką rękę.

    – Ale o seksie nie pierdolę – trwałam przy swoim. Dostrzegłam też, że Nikodem przerzuca swoje spojrzenie ze mnie na Janka i odwrotnie.

    – O pierdoleniu to pogadamy, gdy wylądujemy, małolato.

    – Jak ci mało lato, to se rozbujaj – docięłam mu. Słowo małolata zawsze mnie obrażało. Nie czułam się w posiadaniu małego wieku właściwie nigdy. Lata mierzyłam doświadczeniem, a te miałam stricte dorosłe nim ukończyłam podstawówkę.

    – Mało lata? – zdziwił się, a nawet jawnie oburzył. – Bezczelna. Lata jak tra lala. – Uśmiechnął się w taki sposób, że odsłonił wszystkie białe jak śnieg zęby.

    – Szczelna czy nieszczelna to rzecz hydraulika – odparłam, dalej brnąc w przerzucanie się wulgarnymi odzywkami.

    Janek odsunął się wraz z krzesłem. Usiadł w szerszym rozkroku. Znacząco spojrzał w dół, w miejsce, gdzie w spodniach i majtkach, znajdował się jego imponujących rozmiarów penis.

    – A ja jestem właścicielem uszczelki – rzekł trywialnie z niezmąconą pewnością siebie.

    Zaśmiałam się, bo tego akurat nigdy nie słyszałam. Niko stwierdził, że sprzeczamy się niczym stare małżeństwo. Janek przyznał, że znamy się dłużej niż niejedno stare małżeństwo.

    – Podnoś dupę młody, bo nam samolot odleci – pogonił Nikodema, samemu także wstając z miejsca. – Jedziemy twoim – dorzucił, tym razem do mnie, agresywnie ciskając kubkiem do kosza na śmieci.

    Na parkingu Dżony przełożył niedużą torbę sportową ze swojego porsche do mojego taniego cabrio. Nawet nie zaglądał do bagażnika, jakby z góry zakładał, że nie znajdzie tam miejsca dla swojego bagażu. Torbę rzucił na tylne siedzenie, obok fotelika Nikodema, po czym stając przy drzwiach kierowcy, gdzie ja już siedziałam na miejscu, wystawił otwartą dłoń przed siebie.

    – Poprowadzę – rzucił, jakby śmiał o tym decydować.

    – Mój samochód? – zdziwiłam się. Spojrzałam na niego z powątpiewaniem, jakbym chciała mu tym wzrokiem przekazać wiele znaczące „no chyba nie”.

    Janek pochylił się, podpierając na drzwiach.

    – Ciebie też – szepnął mi wprost do ucha i korzystając z chwili mojej nieuwagi, wyciągnął kluczyk ze stacyjki. – Królewna wysiądzie po dobroci czy…? – zaczął zadawać pytanie, ale krzywiąc się, zrezygnował z jego kontynuacji. – Królewna wysiądzie – stwierdził nad wyraz pewnie.

    Wiedziałam, że nie ma sensu się z nim sprzeczać, więc przeniosłam swoje zgrabne cztery litery na miejsce pasażera.

    – Nie zamykasz porszaka? – zdziwiłam się, gdy Janek wsiadł do mojego samochodu, drzwi swojego pozostawiając na oścież otwarte.

    – Króla parobki nie okradną – odpowiedział cwaniacko. – Nie martw się o moje auto, ktoś je odholuje gdzie trzeba – dodał już znacznie poważniej.

    Do Rodos leci się dosyć uciążliwie. Właściwie nie ma możliwości dostać się na wyspę bez choćby jednej przesiadki. My zaliczyliśmy aż dwie. Jedną w Amsterdamie, gdzie zdążyliśmy zjeść obiad w pobliskiej restauracji, mając aż cztery godziny do następnego wylotu, a drugą w Atenach, gdzie tamtejsze linie lotnicze Olympic przetransportowały nas na wyspę. I choć czas samych podróży samolotami trwał łącznie nieco ponad sześć godzin, to drugie tyle spędziliśmy w oczekiwaniu na odpowiedni samolot, co łącznie dało ponad dwanaście godzin podróży. Ten ostatni odcinek Nikodem przespał. I jeszcze kiedy znaleźliśmy się w recepcji hotelowej, to Janek niósł go na rękach.

    Zameldowaliśmy się w hotelu oddalonym jakiś kilometr od plaży. W jednym ze znajdujących się na dzielnicy Średniowieczne Miasto Rodos. Odnosiłam wrażenie, że cała ta dzielnica zarezerwowana jest tylko i wyłącznie dla hoteli i restauracji. Właściwie to nie wypatrzyłam tam żadnych normalnych mieszkań. I to co ciekawe, to w restauracjach nie serwowano tylko i wyłącznie kuchni Greckiej. Wyłapałam takie napisy jak Pasta Italiana i Pizza.

    – Pizza – zamarudziłam do Jana. – Marzenie – dodałam, z ledwością włócząc nogi po schodach prowadzących na pierwsze piętro. Podpierałam się przy tym na mosiężnej poręczy, niczym babcinka o swój wózeczek zakupowy, gdy wyczekuje na przystanku autobusu.

    Dżony poprawił Niko, podrzucając go przy tym nieco do góry, po czym wyciągnął duży klucz z kieszeni, taki jaki kojarzy się dzieciom ze skrzynią piracką. Drzwi prowadzące do naszego pokoju przypominały takie z bajecznych zamków. Były drewniane i ciężkie, zmontowane z kilku belek, zakończone u góry proporcjonalnym łukiem. Całe wnętrze tego hotelu mogło kojarzyć się iście średniowiecznie, a nawet starożytnie. Wszędzie były żelazne kraty, a ściany wyłożone zostały kamieniami. I nie była to równa elewacja, która obecnie jest modna w Europie. To były autentyczne kamienie, a nie gipsowe zdobienia.

    – Serwujesz mi masaż – stwierdził Janek, odkładając Nikodema na duże, dwuosobowe łóżko, znajdujące się w pierwszym pomieszczeniu. Obok łóżka, wprost na podłogę, rzucił swoją sportową torbę. – Tylko zejdę po walizki – dodał, bo nocami nie było co liczyć na boja hotelowego, a mnie wcześniej zabronił dźwigać.

    Kiedy Janka nie było ja zajęłam się rozglądaniem po wnętrzu. Tutaj ściany też pokryte zostały kamieniami, a nad łóżkiem znajdował się średnich rozmiarów gobelin przedstawiający zapewne jedną z mitycznych scen. Światło biło tylko i wyłącznie z kinkietów, i przywodziło na myśl takie pochodzące ze świec. Dywanów nie było, a płytki domyślałam się, że będą ziębić moje stopy.

    Janka nie było za długo. Zaczynałam już się nudzić. Zwiedziłam nawet łazienkę, balkon i mniejszy pokój, dołączony do sypialni. I już nawet sama miałam ochotę Nikodema przenieść do sypialni przeznaczonej dla niego, a samej lec na tym duży, zapewne wygodnym łożu i odpłynąć, gdy Dżony powrócił. I targał z sobą nie tylko dwie walizki – moją i Niko – ale także tekturowe pudełko z pizzą.

    – Byś mi potem nie wypominała, że na głodnego kazałem ci szpagaty robić – rzekł żartobliwie, po czym, bez żadnego słowa, porzucił walizki przy drzwiach i wraz z pizzą przeszedł do łazienki.

    – Chcesz jeść w kąpieli? – zapytałam, wciąż stojąc w sypialni.

    – Nie, ja będę wylegiwał się na leżaczku, a ty będziesz jadła w kąpieli, w przerwach robiąc sobie dobrze palcem. Taki mój kaprys – oznajmił. Powrócił do pokoju, sięgnął do minibarku i wyjął z niego niedużą butelkę wódki oraz puszkę coli. – Zrób mi drinka, ja zrobię ci kąpiel. Bez piany – syknął znacząco przez zaciśnięte zęby, porzucając alkohol i napój w wiklinowym fotelu. Brodą wskazał na kieliszki, stojące na drewnianej tacy, na niewysokiej i niedużej ławie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów. W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania. Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo. Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Diament i sol – Rozdzial 1, czesc 3

    Niebieski (część 3)

    Zofia Nitecka

    Janek nie jadał pizzy, ani chińczyka, ani nawet zwykłych, polskich ziemniaków. Żywił się głównie proteinami. Pijał mleko odtłuszczone. Lubił sery, te uznawane za włoskie i francuskie. Nie gardził też makaronem razowym czy warzywnym. Podjadał orzechy, pestki słonecznika i dyni. I to, co dziwiło w tej jego dbałości o jadłospis, to fakt, że jadł o każdej porze dnia i nocy. Lubił też słodycze, te z górnej półki, szwajcarskie. I czekoladę na gorąco.

    Leżałam nago w wannie. Mój biust przykrywała tafla wody. Nie było piany, więc Janek widział moje piersi, i także wszystko inne, choć zapewne nieco zniekształcał mu się ten obraz.

    Do wanny, w której się wylegiwałam, prowadziły kamienne schody. Janek na nich siedział, wspierając plecy i głowę o szybę okna, przykrytą złotymi, grubymi zasłonami.

    Ja jadłam pizzę. On pił drinka.

    – Trafiłem w gust kubków smakowych? – zapytał, rozpinając guziki swojej czarnej koszuli.

    I wtedy pomyślałam, że Dżony nie różni się znacznie od większości mężczyzn, choć przecież jest od nich tak inny. Mężczyźni, niczym mali chłopcy, uwielbiają pochwały. Mają potrzebę czucia się docenianymi.

    – Trafiłeś – odpowiedziałam, bo faktycznie na pizzy lubiłam smaki prowansalskie.

    – Nie utyjesz od tego? – dopytywał.

    – Ja, kochany, akurat należę do tego typu ludzi, którzy jedzą dużo wszystkiego i nie tyją – pochwaliłam się, dobrze wiedząc, że Janek nie może się czymś takim poszczycić. Masa i rzeźba Jana była imponująca, ale kosztowało to wiele wyrzeczeń i wielogodzinnych treningów niemal każdego dnia. Czasami zastanawiałam się, jak on znajduje na to wszystko czas. Kiedy sypia? Kiedy pracuje? I czym się tak naprawdę zajmuje?

    I nagle uświadomiłam sobie, że przyleciałam na grecką wyspę z człowiekiem, którego znałam jadłospis, ale nie zawód. Nawet nie miałam pewności co do jego stanu cywilnego. Wiekowo spokojnie mógłby już być czyimś mężem. Miałam świadomość, że ma dziecko, starsze od mojego Nikodema. Kiedyś się co do tego wysypał, czyniąc to oczywiście zupełnym przypadkiem. Jan dbał o swoją anonimowość. Posiadał profil na Fejsie, ale jedyne zdjęcie jakie tam widniało, to była fotka jego pleców, odzianych w koszulkę piłkarską jednego z warszawskich klubów. A poza tym wrzucał tam tylko jakieś rapowe udostępnienia, pochodzące wprost z podziemia. Podobna rzecz działa się na jego Instagramie, choć tutaj pokazał jeszcze klatkę i zarost. Oczy i nos zakrywał daszek czapki bejsbolowej od Armaniego. Na IG miał nawet zdjęcie ze mną. Całowaliśmy się na nim, ale tutaj moja dłoń przykrywała bok jego twarzy. Na tym zdjęciu był w białym golfie, jakby nie chciał, by ktoś rozpoznał go po tatuażu na szyi.

    Kiedy zadawałam Dżonemu jakiekolwiek pytania odnośnie strzeżenia swojego wizerunku, ten zawsze zbywał ten temat. Mówił, że mogłam brać pierścionek, gdy go proponował, to teraz byłabym panią Sobierewską i nie musiałabym zadawać pytań, wiedziałabym wszystko. W rzeczywistości Janek przesadzał. Nigdy nie proponował mi pierścionka. Nie oświadczał się. Jedynie kiedyś, przed laty, gdy Nikodema nie było jeszcze na świecie, proponował mi chodzenie. Byłam wtedy gówniarą. Miałam ledwie piętnaście lat. Jednak już wtedy wiedziałam, że nigdy nie chcę wiązać swojego życia z żadnym mężczyzną tak zupełnie na stałe. Chłopak, narzeczony, a potem mąż, to nie były moje koleje. Ja obrałam zupełnie inną trasę. Daleką od bycia czyjąś służąca, kucharką i kurwą dwadzieścia cztery godziny na dobę.

    Pomimo moich poglądów, uważałam, że dobrze było Janka spotkać na swojej drodze. Wniósł wiele do mojego życia. W pewien sposób je uatrakcyjnił. W tym temacie przegrywał tylko z moim synem. Nikodem wniósł do mojego życia więcej. I choć nie był planowanym dzieckiem, to stał się całym moim światem.

    Przełknęłam ostatni kęs kawałka pizzy, po którym w mojej dłoni nie zostało już zupełnie nic. Janek dopił drinka do końca. Wyciągnął dłoń nieznacznie w moim kierunku i poruszył dwoma palcami – środkowym i wskazującym – jakby chciał mnie tym gestem przywołać. A kiedy tylko wstałam w wannie, on wskazał na swoje kolana.

    – Jestem mokra – uprzedziłam, zmierzając w jego kierunku.

    – Na to liczę. – Uśmiechnął się łobuzersko, dosięgając mojej dłoni. Skłonił mnie do tego, bym usiadła na nim okrakiem.

    – Będziesz wyglądał, jakbyś się posikał, gdy później wstanę – oznajmiłam.

    – Trudno – odparł, rozplatając moje dwa warkocze. Wplótł palce w moje włosy i zrobił coś czego się nie spodziewałam. Pociągnął tak mocno, że zmusił mnie tym do wstania. Sam także się podniósł. – Dziś to ty będziesz sikać – zapowiedział, przyszpilając mnie plecami do szyby okna. Przed jej zupełnym chłodem chroniła mnie jedynie złota zasłona.

    Mówiąc o sikaniu, Dżony mógł mieć na myśli co najwyżej kobiecy wytrysk, ewentualnie tak sporą rozkosz, że ta mogłaby utrudnić mi zapanowanie nad pęcherzem. Znałam jego preferencje seksualne i wiedziałam, że nie jest fanem pissu. Choć bywał perwersyjny. Nie był jakimś wielkim fascynatem. Bondage interesowało go tylko w podstawie. Lubił jednak pociągnąć za włosy. Potrafił też przypierdolić. I to nie tylko w pośladek.

    – Miałeś wynagrodzić mi brak gry wstępnej, gdy będziemy na Rodos – upomniałam się o swoje, szepcząc mu to wprost do ucha. Na końcu delikatnie zaciskając ząbki na chrząstce. Janek miał tam kolczyk. Nieduże, złote kółeczko.

    Ledwie wypuściłam fragment ucha Jana ze swoich zębów, a ten szybko padł na kolana, sunąć otwartymi dłońmi po moim ciele. Dojechał tak poprzez biust, aż do bioder. Szybko zarzucił sobie moje nogi na barki. I wciąż trzymając za biodra, dociskał mnie do szyby.

    – Nie chciałabym spaść – zamarudziłam, bo pozycja naprawdę do najwygodniejszych nie należała. Kojarzyła mi się z siedzeniem na barana, ale w drugą stronę.

    – To nie marudź, bo mogę się wkurzyć i cię zrzucić – uprzedził z twarzą przy mojej cipce. Poczułam jego język najpierw na wzgórku łonowym. Następnie na łechtaczce.

    Janek był w tym dobry. Można nawet rzec, że królował w tej dziedzinie. Nikt w całym moim życiu ani razu nie zafundował mi tak dobrej minetki, jak on niemal za każdym razem, gdy myśmy się widzieli. Dlatego nie przepadałam za jego towarzystwem, gdy był zmęczony, bądź wkurwiony. W pierwszym przypadku był leniwy, w drugim zaś bywał agresywny. Leniwy Dżony wydawał się być wyprany z uczuć i wszelkich emocji. I nawet seks oralny zdawał się go wtedy nie satysfakcjonować. Długo trzeba było się najeździć ustami po ogromnym penisie, by w końcu się podniósł. Brnięcie do wytrysku trwało conajmniej godzinę. Żuchwa po czymś takim dokuczała niemiłosiernie. Od leniwego Janka, gorszy był tylko agresywny Jan. I o ile lekki poziom podniesionego ciśnienia u mężczyzn działał na podwyższenie ich testosteronu, a tym samym na seksapil, to już nadmiar tego hormonu szkodził, leżącej pod takim mężczyzną, kobiecie. Choć z seksuologiki wynikałoby, że w tym przypadku strach i napięcie powodowały więcej niż sam szybki, mocny, brutalny stosunek. Podobna rzecz ma się w przypadku utraty dziewictwa. Rozerwanie błony dziewiczej nie miałoby możliwości zaboleć, gdyby dziewczyna, która tę błonę traci, została odpowiednio poprowadzona, rozluźniona. Mnie utrata cnoty nie bolała. W tym przypadku Janek wypełnił swoje zadanie doskonale.

    Z perspektywy czasu i doświadczenia własnego, jak i koleżanek, doszłam jednak do wniosku, że lepszy agresywny bądź leniwy kochanek, niżeli nudny mąż. Moje zamężne koleżanki niemal zupełnie nie miały życia seksualnego, bo czy za życie można uznać leżenie na plecach, bądź podskakiwanie na członku średnio raz w tygodniu? Moim zdaniem nie. Jak dla mnie, to była już seksualna śmierć. A ja byłam jeszcze przecież młoda. Pragnęłam czuć, nawet jeśli nie zawsze wszystkie z tych odczuć, związanych z grą wstępna, stosunkiem, jak i po nim były pozytywnymi. Nagatyw, niemal każdy, był lepszy od niczego. Od nie czucia. Nie życia.

    Uwielbiałam odczuwać seksualne napięcie, które zbierało się z każdego jednego fragmentu mnie, po czym kumulowało w jedną całość i wnikało w mięśnie przy wejściu do pochwy. Wtedy wybuch był najlepszy. Mocny. Nie do porównania z niczym innym, nawet z zakupami w towarzystwie karty bez limitu. A nowe ubrania z górnych półek potrafiły podniecać, i to jeszcze jak.

    Janek jednak, jako jeden z nielicznych mężczyzn, wciąż dawał radę podniecać mnie bardziej, niż torebka od Gucciego i brylantowy naszyjnik z apartu. I nawet te dwie rzeczy łącznie nie były w stanie pokonać jego języka, napiętych mięśni pleców, zwinnych, szorstkich ust.

    Dżony, nawet jak popełniał błędy, to robił to bezbłędnie, przez co mogły nosić jedynie miano wykroczeń. Jemu wybaczało się czyny, których nie wybaczyłoby się nikomu innemu. Ja sama nawet ból, który wycisnął ze mnie wszystkie łzy, byłam w stanie mu podarować. Każdego innego zmusiłabym do przerwania, gdyby penisem obijał się o tylną ściankę pochwy. A gdyby nie przerwał, oskarżyłabym go o gwałt i to bez mrugnięcia choćby jednym okiem. Z Janem przeżyłam uderzanie w szyjkę macicy. I obyło się bez policji, obdukcji i prokuratora.

    Myślenie o wszelkich nieprzyjemnościach, niedogodnościach i złośliwościach anatomicznych przerwał mi język Jana sięgający mojego nawilżonego wejścia. I język Dżonego dał radę się przez nie prześlizgnąć. Zwykle, gdy był zwinięty w rurkę był naprawdę mocny. Sztywny. Nie giął się pod byle pretekstem. Czyli był zupełnie taki jak cały Jan Sobierewski. Świadomy siebie i swojej mocy. Pewny swego. Zdolny do wszystkiego. Nawet do przerwania sekundę przed osiągnięciem szczytu, jakby właścicielowi tego sprzętu nie zależało na zbieraniu koron górskich. Bo Jankowi bez wątpienia nie zależało. Kobiecy orgazm był dla niego sprawą drugorzędną. Myślę, że w swoim życiu doprowadził do wrzasku tyle kobiet, iż nie potrzebował już takich zapewnień o swoich zdolnościach i talentach. Zupełnie jakby był popularnym aktorem, który nie musi już chodzić na kastingi, bo reżyserzy i scenarzyści sami się do niego odzywają i wręcz błagają na kolanach, by zagrał w ich filmie.

    Janek powstał z kolan, wciąż trzymając moje nogi na swoich barkach, przez co niewiele dzieliło mnie od sufitu. Brutalnie złapał za moje łydki. Odczułam to tak, jakby jego palce wbijały się w moje mięśnie. I tak po prostu, bez żadnego pardonu i uprzedzenia rozwarł je na boki. To wszystko trwało sekundę, może dwie. Zakończyło się zerwaniem zasłony. Wraz z nią zsunęłam się w dół. Ja zostałam złapana. Zasłona opadła na podłogę. I poczułam, że palce Jana tym razem wpijają się w moje biodra, a cipka opiera na męskim, dużym, pokrytym tatuażem kolanie. Bez wątpienia pozostawiała na nim wilgotny ślad. Właściwie to cali byliśmy lepcy. Janka broda, za sprawą moich soków, przyklejała się do mojego czoła. I to była kolejna pozycja, która przetrwała sekund pięć. W końcu Janek podniósł mnie i usadził na swoim członku. Trafił wzorowo. Jakby obyło się bez szacowania. Trochę jak podczas ustawionej gry w ruletkę.

    – Zawsze stawiam na czarny – zadźwięczało w mojej głowie. Było efektem wspomnień. Powrotem Jana po całych latach nieobecności.

    Dżony poruszał się szybko. Niepłynnie. Szarpanie. Podbijał mnie do góry i prędko sprowadzał na dół. To był jego wyścig. Wiedziałam, że chce osiągnąć spełnienie przede mną. A ja postanowiłam tym razem nie dać się wykiwać.

    – Jeśli to zrobisz dostaniesz w pysk – uprzedziłam uczciwie.

    – Uważaj byś sobie nadgarstka nie zwichnęła – odparł, ciężko przy tym dysząc.

    Chciałam powiedzieć, że naprawdę mu przypierdolę, ale tym razem mowę odebrała mi jego dłoń. Nawet nie zauważyłam kiedy przełożył ją na moją szyję i zacisnął palce. Z początku zrobił to nieznacznie, ale odczuwalnie. Wkrótce zaczął odbierać mi tym dopływ powietrza. I patrzył przy tym w oczy. Sycił się moim niepewnym spojrzeniem. A ja robiłam wszystko, by nie okazywać przed nim strachu. W rzeczywistości czułam go w stosunki do Jana naprawdę niewiele. Był nieprzewidywalny, a nawet groźny, ale nie śmiertelnie niebezpieczny. Patrzyłam na niego milion razy. Rozwierałam przed nim uda tysiąckrotnie. I nie widziałam w nim ani sadysty, ani seryjnego mordercy. Nie miałam więc podstaw, by lękać się przy nim o własne życie czy nawet o bezpieczeństwo. Ufałam mu. Na tyle na ile można ufać człowiekowi, o którym wie się niewiele.

    Sobierewskiemu udało się odciągnąć moje myśli od osiągnięcia orgazmu. Jego spełnienie ponownie zdarzyło się przed moim. Doprowadził mnie tym do frustracji. Śmiał się. Z uśmiechem łobuza głosił:

    – To za bezczelność przed wylotem.

    Na moich oczach podciągał mokre spodnie. Jego czarna koszula zdawała się przylegać do jego ciała bardziej niż wcześniej. Kleiła się do imponującej muskulatury, pomimo że była rozpięta.

    – Kupię sobie gatki na klucz – ostrzegłam.

    – Bez różnicy czy zamek czy kłódka – odrzekł. – Nie ma takiego zabezpieczenia, którego bym nie pokonał – wyraźnie pochwalił się swoimi umiejętnościami.

    – No patrz. A jednak złodziej. Całe lata myślałam, że diler – powiedziałam, ponownie wchodząc do wanny. Potrzebowałam ochłody. Chciałam, by powróciło do mnie zupełnie trzeźwe myślenie.

    – Ale że ja? – zdziwił się. – Ani jedno, ani drugie – zaprzeczył. – Robię w ochronie – wyznał, siadając na zerwanej zasłonie.

    – Ochraniasz, kurwa, samego prezydenta, że jeździsz porsche? – jawnie zadrwiłam.

    – Gdybym woził Dudę, sam zaplanowałbym zamach na jego osobę – zażartował.

    – A więc terrorysta? – zgadywałam dalej.

    – Wyobraź sobie, że jesteś prezydentem czy głową jakiegoś przedsięwzięcia. Pozwalasz jednak, by to ktoś inny decydował o wszystkim. Poddajesz się jego woli – zobrazował. – A za kilka lat historia to ciebie osądzi, jako człowieka bez charakteru.

    – Nie lubisz Kaczyńskiego – zauważyłam.

    – Nie, dlaczego? Bardzo Kaczkę cenię. Gardzę jedynie jego długopisem – posunął się do metafory.

    – Pozbawiłeś mnie orgazmu na rzecz pierdolenia o polityce? – nie dowierzałam.

    – Sama zaczęłaś – wytknął. – Jeśli wolisz, to możemy o piłce nożnej – wyraźnie ciągnął tę dyskusję dalej w żartobliwym tonie.

    – Chciałam wiedzieć co konkretnie robisz – wyznałam wprost.

    – Nie takie najgorsze wrażenie – wciąż odpowiadał wymijająco. A uśmiechał się przy tym naprawdę szczerze. Miał płytkie dołeczki w policzkach. – Pójdę sprawdzić co robi twoje pięćset plus – zapowiedział, wstając z podłogi. Przed wyjściem przykucnął przy wannie i wsunął palce lewej dłoni w moje włosy. Złapał za szyję. Złożył delikatny pocałunek na czole.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów. W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania. Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo. Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Hugo – Rozdzial 2, czesc 1

    Pudełko (część 1)

    Hrabia Zachary Douglas

    Koń przebierał kopytami, zupełnie tak jakby pierwszy śnieg i jego obszczypywał, tak jak szczypał moje policzki, nos i dłonie, których nie osłoniłem rękawicami. Płatki były wyjątkowo mroźne. Poczucie miałem, jakby malutkie, ledwie dostrzegalne gołym okiem, sople spadały z nieba wprost na ziemię i wbijały się we mnie w ten cholernie zimny, bolesny sposób. A w takich momentach najbardziej tęskniłem za pewnością, że własna baba czeka w domu. Kurwy gwarantowały ciepło ud i wilgotną cipkę, ale z kurwami nie wypadało zasypiać. A przyjemnie czasami, od czasu do czasu, zimą zwłaszcza, byłoby mieć kogoś z kim można się położyć wieczorem i rano wspólnie obudzić.

    Nakazałem Hugo przystanąć na niemal zawsze pustej polanie, która teraz gęstniała od przybywających żandarmów i koszarnianych medyków. Zszedłem z konia i stanąłem wprost przed wnukiem starego Josepha. Wiedziałem, że to ten, bo David całą drogę opowiadał mi o tym, jak mężczyzna wygląda. Gęba mu się nie zamykała w zachwytach, że on taki młody, a już tak wyedukowany, że tak ważną posadę pełni. Bla bla bla o typie, który z dziada i pradziada w moich oczach mógł być co najwyżej chujem.

    Wnuk starego Josepha dziedziczył po dziadzie nie tylko chujowe geny, ale nawet imię. Ten młodszy nazywał samego siebie Josephem Juniorem.

    – Dla przyjaciół i bliższych znajomych Jose – powiedział, zapewne starając się być miłym, a ja już wtedy wiedziałem, że dla mnie na zawsze pozostanie Josephem. Nie zamierzałem nawet znajomić się, a już tym bardziej przyjaźnić, z kimś kto starego Josepha miał w rodzinie, a tu, na domiar złego, była to rodzina w pierwszej linii.

    David uważał, że mam negatywny nawyk oceniania ludzi po ich korzeniach. Wyznawałem jednak, że czym skorupka za młodu nasiąkła i na co oczy się napatrzyły, to potem łapska robiły. A stary Joseph był chujem. Po prostu chujem ogromnym. I choćby młodszy Joseph był o połowę lepszy od dziadka, to wciąż byłby dużym chujem. A ja chujów nie znosiłem.

    – Rozumiem, że pan jest hrabią hrabstwa De–Winter? – zapytał Davida.

    Z trudem powstrzymałem śmiech, ale ostatecznie nie odczułem zdziwienia. O pomyłkę nie było trudno. Po pierwsze, bo to ja prowadziłem Hugo, a David był jedynie pasażerem, a większość hrabiów i księciów, jeśli nie w karocach, to właśnie tak podróżowała. Choć zwykle odbywało się to w taki sposób na polowaniach. Po drugie, David był w pełnym, drogim, szytym na miarę i z najlepszych materiałów garniturze o hebanowej barwie. Zielony niczym trawa płaszcz, długości znacznie za kolana, dodawał mu elegancji i centymetrów, których bogowie mu poskąpili. A mnie przywodził na myśl wiosnę – jedną z mych ulubionych pór roku. Faktem jednak było, że przy Davidzie, w ten konkretny czas, wyglądałem niczym ubogi daleki kuzyn. Syn klasy robotniczej. Już nie rolnik, ale jeszcze nie gospodarz. Taki pracownik biednej, zatrudniającej z tuzin ludzi, fabryczki.

    David pokręcił głową i wskazał dłonią na mnie.

    – Hrabią hrabstwa De–Winter jest Zachary Douglas – wyjaśnił.

    Joseph najpierw zmierzył mnie od stóp do głów, a następnie wyciągnął w moją stronę dłoń w czarnej, lśniącej, na pewno nowej rękawiczce. Nie odwzajemniłem jego uścisku, swoje dłonie mocniej wcisnąłem do kieszeni płaszcza. Zerknąłem przy tym na swój rękaw. Kolor przypomniał mi o tym jak bardzo jestem głodny. Miałem ochotę na kiełbasę z musztardą. Najlepiej taką mocno opaloną. Często samemu sobie taką nad piecem, kominkiem lub ogniem kuchenki przygotowywałem.

    – Przepraszam. Nie wychowywałem się w Mullier – starał się usprawiedliwić, zapewne uważając, że to przez tę nic nieznaczącą pomyłkę nie podałem mu dłoni. Nawet mu do łba nie przyszło, że to przez jego nazwisko. Czyli był równie tępy co stary Joseph.

    Hrabstwo Mullier, w odróżnieniu od hrabstwa De–Winter, od wieków było w posiadaniu kolejnych pokoleń synów założycieli. Stąd nazwa zgodna z nazwiskiem, które nosił obecny hrabia. Ten nieszczęśnik jednak nie miał syna. Posiadał póki co tylko nastoletniego pasierba i zamężną już pasierbicę. Braci pochował, ostatniego w zeszłym miesiącu. Żaden z nich nie miał potomka męskiej płci. Tak więc nazwisko i nazwa hrabstwa, po śmierci tego jednego, ostatniego członka miały przestać iść z sobą w parze. Najprawdopodobniej otrzyma je syn żony. Złoty chłopak. Grywał ze mną w karty w burdelach. Bitki dobrze obstawiał. Trochę moczymorda, ale co ja tam będę obcemu wypominał, gdy sam lubiłem wąsy w ognistej zamoczyć.

    Wzruszyłem ramionami. Pod wpływem zimna głębiej wcisnąłem dłonie do kieszeni.

    – Do rodu De–Winter należała żona hrabiego Douglasa – wyjaśnił David, a ja za żadną cholerę nie mogłem pojąć, po co on tłumaczy się temu chuj-juniorowi.

    Wiele rzeczy tego typu nie potrafiłem pojąć. Właściwie niewiele mówiłem. Nie nawykłem do strzępienia sobie języka bez przyczyny. David więc był moją mową urzędową, taką z krwi i kości, i na dodatek zawsze pod ręką. Nie miał żony ani dzieci, choć był w idealnym wieku do posiadania obydwóch. Rodziców miał spokojnych, zapracowanych. Nie było nader dużo okazji by odwiedzał ich na wsi. Z resztą, David zdawał się nie lubić wsi. Pola przyprawiały go o dreszcze, choć w życiu na żadnym źdźbła nie ściął własną dłonią. Jego rodzice pracowali na roli. Syna mieli jednego. Poświęcili mu młodość, zaharowując się, by zapewnić mu edukację i otworzyć furtkę na jeden z tytułowych dworów. I tak trafił do Marii – mojej żony. Był wtedy młody, świeży, pomysły miał innowacyjne. I jednym z takich doprowadził ją do niechcianej ciąży i niemal na upadek naraził. I to właśnie wtedy zgodziłem się ją poślubić. Mezalians to był, bo sam wtedy byłem bezrobotny i nawet nie starałem się zdobyć najniższego wykształcenia. Nigdy nie lubiłem szkolnictwa. Za młodu uciekałem z zajęć w pierwszych trzech godzinach ich odbywania. A matka – samotna kobieta – nie mogła mnie zagnać do lekcji, czy zmusić do czytania. Kobieta w starciu z mężczyzną nie ma żadnych szans. Nawet jeśli to starcie między matką a synem. W końcu co ona mogła mi zrobić? Dać baty na dupę, po których byłbym się tylko śmiał do rozpuku? Podczas gdy za miękkie miała sumienie, by na mnie choćby palec podnieść.

    Kiedy podrosłem, parałem się krótkimi zajęciami, dającymi szybki zarobek, tak bym mógł przeżyć i miał za co usta zamoczyć, co w usta wsadzić i w czym fiutem pofolgować. Takim właśnie poznała mnie pierwsza, i póki co jedyna, żona. Jednak to dzięki mnie i mojemu, jakże wielkiemu poświęceniu, jej dziecko zyskało ojca. W zamian, po latach, dostałem we władanie hrabstwo. Stanąłem też przed osądem społecznym i urzędniczym.

    Otrzymałem baty za nieprzestrzeganie tradycji i niezłożenie ślubów, a więc też za niedotrzymanie ich. Od wieków panowała zasada, że od oświadczyn do ślubu musi minąć dwadzieścia jeden tygodni, inaczej dwieście dziesięć dni, podczas których nie wolno współżyć ani z żadną kurwą, ani z przyszłą żoną. Taki wymyślny post przed nocą poślubną, gdyż wtedy ta ma większe szanse zaowocować. U nas zaowocowało wcześniej, a ci zamiast pękać z dumy, bo przecież nie zwiałem, tylko wziąłem odpowiedzialność, nałożyli na mnie karę. Dziś miałbym ten przywilej, że sam siebie mógłbym ułaskawić. Wtedy jednak hrabią był brat Marii. Nieszczęśnik zmarł nie dożywszy sędziwego wieku. Był dzieckiem z pierwszego małżeństwa hrabiego, trzydzieści lat od Marii starszy.

    – Obiecuję zapoznać się z kronikami z ostatnich lat, w wolnej chwili – wyjawił Joseph. – A teraz chciałbym panom coś pokazać. – Wskazał dłonią kierunek. Z oddali widziałem, że Mullier, wraz z żandarmami i medykami, jest już na miejscu.

    – A nasz żandarm wysokiego szczebla? – szepnąłem zapytanie do Davida, gdyż nigdzie nie widziałem człowieka w umundurowaniu o naszych barwach.

    David wzruszył ramionami.

    – Po tylu latach, akurat w takiej chwili, musisz przejmować po mnie ten zwyczaj – warknąłem na niego, wciąż zniżając głos do szeptu.

    – Może nie został wezwany – gdybał. – Pierw poinformowano komisariat w hrabstwie Mullier – objaśnił.

    – Kto normalny biegnie zgłosić dziecko w kartonie hrabstwo dalej? Do nas miał z pięćdziesiąt kroków, tam z pięćtysięcy – nie rozumiałem.

    – Sprawdzę – syknął David, ale to ani trochę nie poprawiało obecnej sytuacji.

    Aktualnie przez głupiego zgłaszającego, który chciał przy okazji zrobić kondycję nadmiarom kroków, my mieliśmy na karku nie tylko chuj–juniora, ale jeszcze chuj–Mulliera, z którym zapewne będziemy zmuszani współpracować. Tak więc znalezienie biegacza chuja mi dawało. Co najwyżej mogło mnie skazać, z mocy króla, za wprowadzenie bez jego wiedzy kary śmierci przez zabatożenie. A miałem na to ochotę. Kurewską ochotę na to miałem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów. W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania. Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo. Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Hugo – Rozdzial 2, czesc 2

    Pudełko (część 2)

    Hrabia Zachary Douglas

    Z ociąganiem doczłapałem się do zwłok. Nie były już w kartonie. Ten spoczywał w zadaszonej dorożce. Denat był nagi. Z dalszej odległości przypominał lalkę, a nawet wystawowego manekina, jakiego widuje się głównie u modystek i krawcowych. Są to lalki wykonane z białej porcelany. Mają proporcjonalne dłonie i głowy, ale już nogi i ręce jak patyczki, bo w celach oszczędnościowych skąpi się materiału na to czego nie widać. I to zmarłe dziecko wyglądało podobnie. Jego dłonie, choć szczupłe, były duże, palce długie, głowa też naturalnie wielka, zaś cała reszta zupełnie niepasująca do wzrostu i szacowanego wieku. Medyk od nieżywych ocenił dziecko na lat pięć, z rokiem rezerwy w obydwie strony.

    – Zna hrabia dzieci w swym hrabstwie? – zapytał mnie niespodziewanie Joseph.

    – Wszystkie? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie, będąc przerażonym, że ktoś ode mnie oczekuje takiej wiedzy.

    – Swoje ledwie rozpoznaje, co nie? – szepnął w moją stronę David, tak, by nikt poza mną tego nie usłyszał.

    Pchnąłem go lekko w ramię i nakazałem przestać. Uśmiechnąłem się.

    – Panowie, trochę powagi – głos zabrał hrabia Mullier. Mój rówieśnik, ale poza tym byliśmy od siebie zupełnie różni.

    On był ten przykładny, poważny, poukładany, zawsze z nadczasem. Poza tym straszny dupoliz księcia. Jakby mógł, to by pałę samemu królowi obrabiał w tajemnicy. Plotki mówiły, że król lubił za młodu chłopców, a potem poślubił królową, bo poprzedni król syna nie miał i plotki ucichły, bo o królu już nie wydało źle głosić. Szkoda, że hrabiów to się nie tyczyło. Mnie plotki na mój temat od zawsze do teraz wyprzedzały.

    – Stoimy nad martwym dzieckiem – przypomniał Mullier z dezaprobatą w spojrzeniu.

    – Dobrze, że nie nad żywym, bo mogłoby się na widok niektórych z nas rozpłakać – kontynuował swoje żarty David. Tym razem także czyniąc to wyłącznie do mnie. Nikt poza mną nie był w stanie tego dosłyszeć. Nikt więc poza mną się z tego nie zaśmiał.

    – Hrabio De–Winter – przemówił nad wyraz poważnie Joseph, czym i mnie skłonił do powagi. – Czy rozpoznaje pan to dziecko?

    Pokręciłem głową, a dopiero potem uważniej przyjrzałem się ciału. Chłopczyk miał ciemne włosy. Kruczoczarne i niesforne. Mokre od śniegu, a jednak wciąż faliste. Krzywo obstrzyżone. Był nagi. Trochę siny. Miał jakieś niewiele znaczące blizny na kolanie i nadgarstku. Jedną konkretną ranę na głowie. Krew zaschła. Nie był od niej brudny, jakby wcześniej ktoś go umył.

    Ponownie pokręciłem głową.

    – Czy mogę pana prosić, hrabio Do…uglas, dobrze zapamiętałem? – zapytał Joseph.

    Przytaknąłem i tym dałem się temu skurwielowi złapać w pułapkę, ponieważ choć pytał on o brzmienie mojego nazwiska, to w rzeczywistości moje przytaknięcie uznał za zgodę na niedokończoną prośbę.

    – Zatem odwiedzi pan rodziny z dziećmi w swym hrabstwie, zaczynając od wielodzietnych i przeliczy ich potomstwo – polecił.

    – Osobiście? – zdziwiłem się.

    – Dlaczego najpierw wielodzietne? – dopytywał z zaciekawieniem David.

    – Ponieważ w takich rodzinach najprościej o wypadek. Dziecko już na pierwszy rzut oka ma skrajną niedowagę. Mogło omdlewać z głodu. Niefortunnie upaść. Uderzyć się i umrzeć.

    – Sugeruje pan, że w De–Winter ludzi nie stać na jedzenie dla dzieci? – jawnie byłem oburzony. Dotknął mnie tym oskarżeniem do żywego. Moje hrabstwo do najbogatszych nie należało, ale nie było też znowu skrajnie ubogie. Zboża nie brakowało, a więc chleba także, a ostatecznie chleb i woda do przeżycia wystarczą. Dodatkowo niemal każdy miał jakiś fragment ziemi. Mógł sadzić i plony zbierać. Warzywa mieć własne. Baby jednak wolały łazić na targ, zamiast pola uprawiać. Pieniądze wydawały, plotki zbierały, ploty siały.

    – Jeśli ich hrabiego nie stać na koszulę pod marynarkę, to czego się dziwić? – odszczeknął bezczelnie smarkacz jeden.

    – Że też ten przeklęty szalik się musiał poluzować i odsłonić moją klatkę piersiową – pomyślałem. Zaraz jednak poczułem zew dumy, bo moja klata była jedną z najbardziej imponujących. Fakt faktem, wysoko urodzone kobietki nie chciały kogoś z takimi mięśniami za męża, ale za kochanka, a i owszem. Nie nadawałem się na salony. Idealnie za to pasowałem między każdej uda. Wiele rozdziewiczyłem przez tymi, którzy do tego mieli prawo. Głupie za to później zebrały cięgi. Co mądrzejsze dobrze udawały dziewictwo, krwią z pęcherza z ukrycia pod dupą tryskając.

    Moja pięść zderzyła się z policzkiem żandarma. Siła uderzenia była taka, że odleciał o krok w bok i przydzwonił drugą stroną twarzy w drzewo. Uradowało mnie to. Nie planowałem obijać go z dwóch stron za jednym posunięciem, ale skoro już do tego doszło, to nie miałem nic przeciwko.

    – Sprawdzę ile będę mógł – powiedziałem bez żadnej emocji, statecznie. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w kierunku Hugo. David podążył za mną.

    – Przesadziłeś! – śmiał mi wytknąć, kiedy zasiadałem konia.

    Przez jego słowa, w wyobraźni widziałem siebie odjeżdżającego na Hugo, zostawiającego Davida, by przerobił drogę na piechotę. Nie mogłem sobie jednak pozwolić na spełnienie tego marzenia. Nie w obecności żandarmów, Mulliera i Josepha. Poza tym, po przywaleniu temu ostatniemu, prawnik mógł mi się jeszcze przydać. A David był dumny dość. Mógłby wydać wypowiedzenie, gdybym go znieważył lub poniżył.

    – Cholernie przesadziłeś – marudził dalej, sadowiąc się za mną. – Co zrobisz jak poskarży się księciowi, albo królowi samemu?

    – Królowi? Laskę – zadrwiłem w bardzo niegrzeczny sposób, a potem wyplułem ślinę z obrzydzeniem. – Myślę, że znajdziesz mi jakiegoś chłopaczka, który spełni oczekiwania królewskiej mości – ciągnąłem dalej.

    – To nie jest śmieszne, Zack! – kłócił się bez ustanku David.

    – Nie, nie jest, ale za to jakże jest prawdziwe – trwałem przy swoim.

    – Mogą cię skazać za zniewagę żandarma – straszył.

    – Baty mi niestraszne – zaciągnąłem nadgorliwą odwagą, taką, która to często nie dawała mi w spokoju żyć, ale przed własny grób mnie jeszcze nie zaprowadziła.

    David westchnął. Westchnienie to wydawało się być umęczone. Zupełnie go nie rozumiałem. Faktycznie widok dziecka z pudełka mógł zasmucić, ale nie na tyle by chęci do życia odbierać, a David jakoś tak dziwnie osłabł. Nagle przestały go moje żarty bawić i sprawiał wrażenie, jakby nie zamierzał ich nawet dłużej tolerować. Wybrałem więc milczeć. Pod burdel go odwiozłem.

    – Powinniśmy jechać do pałacu – upominał, nie zsiadając z konia, choć ja już dawno zeskoczyłem na ziemię.

    – Muszę dokończyć ruchanie Soni w dupę, a potem syto zjeść – odparłem. – A potem, dopiero po tych dwóch, będę zdolny myśleć i pracować – uprzedziłem. – No chodźże – zachęcałem, przywołując go całą ręką. – Opłacę ci jakąś w twoim typie. Posłuszną do bólu – zapewniłem.

    David westchnął, ale w końcu zszedł z garba Hugo. Wcisnął dłoń do kieszeni płaszcza i ruszył w moją stronę. Wspólnie, jak z rzadka się zdarzało, weszliśmy do karczmy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów.W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania.Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo.Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Hugo – Rozdzial 2, czesc 3

    Pudełko (część 3)

    Hrabia Zachary Douglas

    David z rzadka bywał w takich miejscach. Kurwy niezaprzeczalnie lubił, ale cenił dyskrecję. Pozwalał sobie na tego typu rozpusty tylko w podróżach. Natomiast w hrabstwie i okolicznych grodach, a możliwe nawet, że w całym tym księstwie, miał opinię kawalera idealnego.

    David posiadał ciepłą, przynoszącą zyski, stałą posadkę. Do tego zajmował się rachunkami każdego, kto tylko go o to poprosił. Udzielał porad prawnych. Pisał pisma o przydział różności. Nie zdzierał z biedaków, ale nigdy nie robił niczego za darmo. Konkretny był, punktualny, słowny. Czyli posiadał większość tych cech, które mnie się nie imały.

    Pomimo omijania tej konkretnej karczmy, David, będąc w środku, nie sprawiał wrażenia skrępowanego. Pozwalał na to, by mijające nas dziwki go obmacywały, puszczały do niego oko i wplatały palce w jego blond włosy. Były nawet ze dwie takie, które z rozmachem klepnął w pośladek. Ostatecznie jednak zatrzymał się na kratce od klatki, w której odbywała się walka dwóch, ledwie słaniających się na nogach, pijaczków.

    – Bardziej zabawne niż walka kogutów – stwierdził.

    – I niż powolne zabijanie prosiaka – dodałem. Na boku już opłacałem zwycięstwo bruneta. Blondyni, w mojej opinii, byli słabi fizycznie. Postanowiłem jednak tych prawd nie wygłaszać na głos w obecności blondyna, odpowiedzialnego za trzymanie moich finansów w zamkniętym kręgu, który i tak z rzadka się domykał.

    – Do bliźniaczej? – zaproponowałem pytająco.

    David przytaknął. Szybko zamknął oczy, skrzywił się i wciągnął powietrze aż świsnęło. Blondyn z ringu właśnie walnął jak długi o deski. Jednak zęby skubany musiał mieć mocne, ani jeden się nie posypał.

    Ruszyliśmy z Davidem do piwnicy, gdzie mieściły się alkowy dla gości, zaopatrzone tak, by można było używać kurew na każdy, nawet najbardziej wymyślny sposób. Akcesoriów było tutaj tak dużo, że chyba nie brakowało żadnego. Mogłem się tym poszczycić wśród właścicieli innych burdeli. U większości była „bida z nyndzą” i klienci nawet własne korki analne i oliwki musieli przynosić.

    Zwróciłem się do jednego z opiekunów, by przyprowadził mi trzy moje ulubienice. David powiedział, że on sam woli grę jeden na jeden. Ze specjalnych życzeń chciał żeby kurwa miała dorodny biust.

    Postanowiliśmy zaczekać w bliźniaczej izbie, którą przez środek oddzielały dwie grube, czarne zasłony. Ja poszedłem na lewo, David został po prawo. To przez jego część były zmuszone przejść wszystkie cztery kobiety.

    David z należytą kulturą przytrzymał zasłonę, gdy moje trzy kurwy zmierzały do mnie. Wszystkie zdawały się stąpać jak po szpilkach. Powoli. Niepewnie. Spięte były w każdym mięśniu. Dupy z pewnością miały obolałe. Spodziewałem się, że otrzymały lanie zaraz po moim wyjściu. Tutaj takich próśb z moich ust nie puszczano mimo uszu. Nie zwlekano też z ich wykonywaniem. Kobiety tutaj pracujące musiały znać swoje miejsce. Nie wychylać się, nie pyskować, okazywać pokorę sto razy większą niż żony swoim mężom.

    Puściłem do Davida oczko i życzyłem mu, by przyjemnie się bawił. Sam też miałem zamiar upuścić stresu, a każdy mężczyzna wie, że najsprawniej i najprzyjemniej upust ten szedł z użyciem kutasa. Mijał po tryśnięciu.

    – Rozbierzcie się – rozkazałem. – Nawzajem i z uczuciem – dodałem, wskazując na czarnoskórą i rudzielca. Sonie przywołałem do siebie, pokazując palcem na nią, a następnie na miejsce między moimi nogami.

    Nauczona doświadczeniem młodej kurwy, wiedziała już, że do mnie należy podchodzić na kolanach. Padła więc na obydwa, po czym doczłapała się, by z pokorą spuścić głowę i wyczekiwać na dalsze rozkazy.

    – Nie krępuj się. Wyjmij go i postaraj się wziąć całego – powiedziałem, jednocześnie obserwując jak dwie pozostałe kobiety wymieniają swoje śliny i zrzucają z siebie nawzajem skąpe kiecki. Gorseciki miały ładne. Trafione. Ten rudej był czarny jak smoła, a czarnoskórej biały jak śnieg. Obydwa należycie usztywnione i dobrze ściągnięte. Siatkowane w okolicy cipki i z wycięciem na każdy z cycków.

    Sonia wyjmowała mojego fiuta z taką czułością, która za zadanie miała jedynie opóźnić wzięcie go całego do ust. Nie lubiła tego rodzaju stosunku. Zawsze się dławiła. Gardło miała jeszcze, można było powiedzieć, że dziewicze. Jednak niezaprzeczalnie wolała lizać i ciągnąć, niżeli wypinać w moją stronę swoją dupę i czekać aż to tam zapakuje po same jądra.

    Zaplotłem jej włosy wokół swojej dłoni. Ścisnąłem, pociągnąłem, dałem znać, że od teraz to ja ustanawiam tempo i głębokość. I przystąpiłem do ruchania jej w usta. Ostro, szarpanymi ruchami, coraz szybciej. Zaprzestałem dopiero, gdy pozostałe dwie do końca się rozebrały.

    – Połknij – zwróciłem się do Soni i nieco zwolniłem. Zawsze zwalniałem przed wytryskiem.

    Sonia posłusznie spełniła moją prośbę. Twarz miała poczerwieniałą. Po policzkach ściekały łzy. Szminka, która zdobiła jej usta, znacznie się rozmazała.

    – Na łóżko! – krzyknąłem do niej. – Na czworaka – dodałem, szarpiąc ją za włosy do góry i dosłownie rzucając w miejsce, w jakim chciałem ją widzieć. Nie ma co kryć, że zdenerwowany byłem znaleziskiem między hrabstwami. Wiedziałem, że wynikną z tego kłopoty. Nerwowo miałem w duszy, więc i nerwowo pieprzyłem.

    Dopiero co zdecydowałem się na zdjęcie płaszcza i marynarki. Nie przepadałem za zimą i zwykle trochę trwało nim się należycie dogrzałem po powrocie z dworu. Po domu potrafiłem pół dnia chodzić w wierzchnim ubraniu, jeśli Rozalia akurat zarządziła mycie okien lub wietrzenie izb. Spałem jednak zawsze nago i to niezależnie od pory roku.

    – Dłonie na barierkach – rozkazałem Soni. Następnie wskazałem na rudowłosą. – Przygotuj dla mnie narzędzia, podczas gdy koleżanka będzie mi stawiała na baczność – kończąc, przywołałem czarnoskórą do siebie.

    Stałem na środku i pozwalałem jej robić z moim fiutem te cuda, które to tylko ona potrafiła. Jednocześnie obserwowałem jak ruda kładzie na łóżku tacę i układa na niej korki, kulki, knebel i oliwkę.

    – Dołóż coś na krótkiej rączce, niezbędnego do szkolenia – poleciłem, ciekaw co wybierze. Mogła zdecydować się na drewniane, krótkie, cienkie wiosło, fragment skóry na drewnianej rączce, a nawet na cienki, elastyczny sznur, zawinięty tak, że zakańczał się pętelką.

    Ruda wybrała coś co wyglądem trochę przypominało drewnianą łyżkę kuchenną, z tą różnicą, że z obydwóch stron było tak samo płaskie. Ponaglona przeze mnie, podała mi to wprost do ręki. W myślach już widziałem jak pośladki Soni będą wyglądały po spotkaniu z takim rodzajem dyscypliny, ale postanowiłem, że ostatecznie nie tylko jej się ode mnie oberwie.

    – Każdy nieproszony krzyk, pisk, zawodzenie, odbije się po razie na koleżankach i dwoma razami na tobie – od razu przedstawiłem zasady.

    Rozejrzałem się po alkowie i poczułem się uradowany tym, że klęczniki, zupełnie takie same jak modlitewne, znajdują się na wyposażeniu. Poleciłem dwóm kurwom, by na nich klęknęły i czekały. Sam zbliżyłem się do Soni. Smagnąłem ją narzędziem przez ubranie, dwukrotnie, na każdy pośladek.

    – Obyś miała zalążek tego jak to smakuje – uargumentowałem.

    Sonia spięła pośladki pod wpływem zaskoczenia, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Zawierciła się nieznacznie. Nie było więc aż tak źle. Oznaczało to, że opiekun się spisał i wpoił jej, iż zasad klientów należy zawsze, bezdyskusyjnie przestrzegać. I starać się nie podpaść.

    Rzuciłem okiem na dupy pozostałych dwóch kurew. Ta rudej była aż bordowa, a na złączeniu ud pojawiał się piękny fiolet. Na czarnej skórze znacznie mniej było widać oznaki lania, ale była ona ciemniejsza w kilku miejscach, co oznaczało, że i jej nie oszczędzono.

    Odstąpiłem wzrokiem od podziwiania sińców i zabrałem się za wybór narzędzia rozciągającego odbyt. Zdecydowałem się na drewniane, łączone z sobą kulki, z czego ta u szczytu była najmniejszą, a każda kolejna wydawała się być o połowę większa od poprzedniej. Razem tworzyły swoistego, pięciokulistego bałwanka.

    Zszedłem z łóżka i podstawiłem narzędzie pod twarz Soni. Kazałem jej dobrze się jemu przyjrzeć. Uprzedziłem, że dziś po ostatnią kulkę wsadzę to w jej dupę, a potem wyjmę i zerżnę ją tak, że dwa dni będzie miała trudności z chodzeniem. Przypomniałem jej, że przecież sama twierdziła, iż to lepsze, niżeli mieć męża, dom, dzieci i kobiece obowiązki.

    Wróciłem na miejsce na łóżku. Uklękłem tuż za pośladkami Soni. Pośpiesznie zadarłem sukienkę na jej plecy, a majtki rozsupłałem i zsunąłem do kolan. Wciągnąłem powietrze ze świstem, będąc pod wrażeniem różnorodności barw. Górna część dupy Soni była lekko różowa, dalej odznaczały się ślady po grubym, skórzanym pasie, przechodziły w głęboki burgund, a poniżej dorodna śliwka informowała mnie o tym, że ktoś użył na niej wiosła przynajmniej pięciokrotnie, uda natomiast były w pręgach po jakimś cienkim kijku. Naliczyłem nim aż siedem uderzeń.

    – Miejmy nadzieję, że problem z dyscypliną został zażegnany – powiedziałem, jednocześnie obficie polewając jej dziewiczą dziurę oliwką.

    Chwilę obserwowałem jak jej odbyt zaciska się i rozluźnia, nim natarłem na niego pierwszą z kul. Wciskając, nakazałem Soni trzymać dupę luźno. Ostrzegawczo, bardzo delikatnie, poklepałem ją narzędziem dyscyplinującym po boku lewego uda. Zasugerowałem tym, że ma na ciele jeszcze kilka takich miejsc, po których można ją zbić. Między innymi były to przód ud, jak i ich zewnętrzna i wewnętrzna strona. Łydki także miała zachęcająco gładkie. Cycki i cipę też niczego sobie. Przypomniałem sobie, że po cipce skarciłem w swoim życiu jedynie żonę, kiedy bez mojej wiedzy i zgody, przyłapałem ją na samodzielnym robieniu sobie dobrze z użyciem palca.

    – Pomyśl jaka będziesz z siebie dumna, kiedy już będziesz miała to za sobą – podpowiedziałem, podczas gdy pierwsza z kul znalazła się w jej odbycie. Chwilę nią pokręciłem w obydwóch kierunkach, a nawet prawie wysunąłem i wsunąłem ponownie, nim zabrałem się za wpychanie drugiej. Ta weszła już znacznie trudniej. Poczułem opór, który bez skrupułów sforsowałem. Soni uda zadrżały. Pośladki sprawiły wrażenie, jakby się zatrzęsły. Nosem znacząco pociągnęła. Jawny płacz jednak stłumiła.

    – Bardzo dobrze – pochwaliłem. – Żaden klient nie lubi zawodzącej kurwy. Musisz znosić każdą taką rzecz z pokorą i dumą. Cieszyć się, że panu, który za ciebie zapłacił, sprawia to przyjemność. Jego przyjemność, to twoje lepsze warunki, lepsze jadło, droższe sukienki. A i opiekun batów cotygodniowych oszczędzi – przedstawiłem jej zalety trzymania gęby na kłódkę i utrzymywania pozycji.

    Dolałem oliwki i zacząłem wciskać trzecią z kul. Tym razem Soni zęby aż zgrzytały. Dłonie zaciskała na poręczy łóżka tak bardzo, że aż jej kłykcie pobielały. Spociła się niczym polna mysz uciekająca przed kocurem.

    – Postaraj się bardziej – pouczyłem. – Trzymaj luźno – dodałem i zacząłem obracać narzędziem. Wyjąłem drugą kulkę i naparłem silnie, by i trzecia wskoczyła.

    Sonia zawyła, po czym wypuściła poręcz, a jej dłoń poleciała na pośladek, jakby to miało zapewnić jej jakąś ochronę.

    – Boli – jęknęła, głowę przyłożyła do pościeli. Wyglądało to trochę tak, jakby opadała z sił.

    Zirytowałem się. Wkurwiała mnie taką słabością. Sama wybrała sobie taką rolę w życiu, a teraz sprawiała wrażenie, jakby sama chciała wybierać co klient ma prawo z nią robić, a czego ma nawet nie próbować. Było zupełnie tak, jakby Sonia nie rozumiała, że nie jest jakąś grodzką cichodajką, która sama wybiera sobie klientów, tylko rodowodową kurwą w najlepszym burdelu w księstwie. I nie chciałem by zepsuła mi renomę mojego domu rozpusty. Był to jeden z niewielu biznesów w posiadaniu hrabstwa, który przynosił aż tak zadowalające zyski.

    Szybko pochwyciłem lewą dłonią nadgarstek Soni. Wykręciłem jej rękę tak, by dosięgała prawie środka pleców. Swoim ciężarem przygwoździłem ją do łóżka. I nie wyjmując narzędzia rozciągającego odbyt z jej dupy, przystąpiłem do lania.

    – Dwa za wycie, nie jesteś zwierzęciem w dżungli, by takie dźwięki wydawać – pouczyłem i przyrżnąłem sowicie kawałkiem drewna, w sam środek jej prawego uda. Dwukrotnie trafiłem w to samo miejsce. Szarpnęła się. – Dwa za słowo, bo nakazałem ci wyraźnie, byś trzymała gębę na kłódkę – dodałem i kolejne dwa trzasnąłem w drugie udo. – Dłoni nie pozwoliłem ci zdjąć z ramy – warknąłem przez zęby i tym razem zdzieliłem ją po tej części dupy, która była fioletowa.

    I w tym momencie Sonia wyła już na całego. Ryczała niekontrolowanie. Odrzuciłem łyżkę i zacząłem obijać ją gołą dłonią. W międzyczasie wyszarpnąłem narzędzie rozciągające odbyt z jej dupy, po czym biłem dalej. Raz za razem, szybkim tempem. Obrywała po pośladkach i całych udach. Siniała od góry pośladków do zgięcia nóg z tyłu kolan. Sprałem ją tak bardzo jak dawno żadną. A potem bez żadnego uprzedzenia i delikatności włożyłem swojego kutasa w jej odbyt. I zerżnąłem, bez zważania na krwawe otarcia, jęki, szlochy, smarki czy mocz, którym zmoczyła łóżko.

    Po wszystkim zszedłem z niej i sięgnąłem po sporych rozmiarów korek analny. Wsadziłem jej go w dupę i nakazałem przyzwyczajać się do uczucia wypełnienia, bo zamierzałem korzystać z niej często, a nie radowało mnie wracanie potem w mokrych spodniach.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów.W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania.Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo.Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Hugo – Rozdzial 2, czesc 4

    Pudełko (część 4)

    Hrabia Zachary Douglas

    David wszedł do mojej części alkowy, informując, że on już skończył i chciałby się wziąć do choćby ułożenia planu działania, odnośnie znaleziska między hrabstwami. Odpowiedziałem mu na to, że ja muszę najpierw zmienić spodnie. W oczach Davida widziałem, że ma ochotę mnie zrugać za aż tak ostre postępowanie z kurwami. Zmilczał jednak. Oparł się w nonszalancki sposób o ścianę i zapalił papierosa.

    – Okropny zwyczaj – zwróciłem mu uwagę.

    Wzruszył na to ramionami.

    – Jedna ta wada ginie w tle mych miliona zalet – oznajmił.

    Odszedłem od zawodzącej, leżącej w bezruchu Soni i z narzędziem dyscyplinującym podszedłem do pozostałych dwóch kurew. Stanąłem dokładnie przed nimi i poklepałem końcówką drewnianej dyscypliny o górę klęczników, tam gdzie miały ułożone ręce. Słowa były zbędne, zarówno ruda jak i czarnoskóra wiedziały jak mają się zachować. Powstały na równe nogi, przełożyły się przez górę klęcznika i rozwarły należycie nogi, tak by samym sobie utrudnić zaciskanie pośladków podczas przyjmowania razów.

    – Będzie lanie? – zapytał z głupkowatą radością David. – Musiałeś się naprawdę przejąć sprawą, Zack – dodał, po czym podszedł do łóżka, na którym leżała Sonia i wziął z tacy flakon z oliwką. Ten wcześniej się przechylił, ale połowa zawartości jeszcze w nim była. – Nałóż, niech nie mają pęknięć – polecił, dalej paląc.

    – Sam to zrób – odbiłem piłeczkę.

    Ja zamierzałem poświęcić ten czas na ubranie się. Wcześniej byłem zgrzany z gniewu. Teraz dopadał mnie chłód piwnicznych, kamiennych ścian.

    David szybko, bez żadnej delikatności, czułości i podniety rozpoczął wmasowywanie oliwki w pośladki rudowłosej. Następnie przeszedł do czarnoskórej i zrobił to samo. Wrócił do rudej i powtórzył całą czynność od początku, tym razem dodając lekkie wklepywanie cieczy w najbardziej zasinione miejsca.

    – Może i nie jest przyjemne, ale to dla twojego dobra – zwrócił się do rudej.

    Kiedy David skończył z rudowłosą i przeszedł do czarnoskórej, ja trzymałem już pewnie narzędzie dyscyplinujące w dłoni i przymierzałem się do zlania po już mocno obolałym, teraz lśniącym od oliwki chudym tyłku.

    Postanowiłem, że uderzeń nie będzie dużo, ale będą naprawdę mocne. Kurwy musiały znać swoje miejsce, a Sonia musiała zrozumieć, że wszystko co pan zaplanuje można znieść, przy odrobinie samozaparcia i samodyscypliny. Nie ma też co kryć, że dużo żonatych panów odwiedzało burdel, by zbić wynajętą kobietę bardziej niż żonę wypada, właśnie za występki tej żony. Dziwki musiały więc być wytrzymałe. Wytrzymałość trzeba było w nich od pierwszych dni pracy trenować. Też z tego powodu częstą praktyką było cotygodniowe batożenie kurew. I nie zawsze używano do tego bata. Właściwie bata używano rzadko. Stosowane były na kurewskich dupach klapsy, pasy, razy rózgą, ciosy wiosłem, ale tak naprawdę możliwości pozostawały nieograniczone niczym poza wyobraźnią. Ja sam, raz, jak jeszcze samodzielnie szkoliłem nowicjuszki, do obłożenia pośladków wybrałem damski pantofel z drewnianą podeszwą.

    Dupa rudej zapadała się w miejscu uderzenia po każdym z nich i drżała przed nadejściem następnego. Z jej ust wydzierały się pokorne błagania, rozpoczynające się: „Panie, wiem, że nie wolno mi, ale naprawdę nie dam rady”, „Więcej nie zniosę, błagam”, „Oszczędź mnie”.

    – Które to jej lanie z kolei? – wtrącił się David. Pochwycił mnie za nadgarstek, w locie zatrzymując moją rękę. – Widać, że została w krótkim czasie kilka razy mocno zbita – uargumentował.

    – Kurwy trzeba traktować ostro – warknąłem. – Żony także – dodałem odrobinę nauki, która mogła przydać się Davidowi na zaś, jeśli zdecyduje się w końcu jakąś poślubić.

    – Można ukarać należycie w inny sposób niż siłowy. Proponuję nakazać opiekunom, by wszystkie skosztowały smaku imbiru, a my już chodźmy. Mamy dziś wiele do zrobienia – rozpoczął przemawianie do mojego rozsądku.

    – Jeszcze dwa i kończę – zapewniłem.

    Poczekałem aż David puści moją rękę i powróciłem do uderzania sinej tak bardzo, że aż fioletowej, dupy w okolicy ud, gdzie skóra była najczulsza na ból. Kiedy padło drugie uderzenie, ruda nie wytrzymała. Zaczęła tupać w miejscu i trząś się na całym ciele w niekontrolowany sposób. Nie przejąłem się tym, wiedziałem, że nic jej się nie stanie. Lanie było mocne, ale krew nie pociekła. Najdalej za trzy tygodnie będzie mogła normalnie usiąść.

    Czarnoskóra lepiej zniosła lanie niż jej rudowłosa koleżanka. Kiedy skończyłem była cała zaryczana i spocona, ale nie zawodziła na głos, nie śmiała mnie o nic prosić, jak i kontrolowała odruchy swojego ciała. To oznaczało, że przed rudą było jeszcze sporo nauki, a przed Sonią jeszcze więcej.

    Wychodząc z burdelu, David rzucił do jednego z opiekunów, by jakieś dwie kurwy zajęły się obrażeniami trzech z dołu, tak by nie miały za długiego postoju w pracy. Dodał, że nie byłem dziś w najlepszym humorze i nieco się to na dupciach panienek do towarzystwa odbiło.

    Dowiozłem nas przed okazałą bramę pałacu. Poczekałem aż David zsiądzie i zadzwoni wielkim dzwonem. Dzwon ten nie był nigdy tak duży, jak po moim objęciu stanowiska hrabiego. Chciałem, by przewyższał ten kościelny przynajmniej o drugie tyle. Okoliczni kapłani mieli sinieć z zazdrości.

    Dwóch mężczyzn otworzyło bramę na oścież. Byli wyrośnięci, ale wciąż nie tak duzi jak ja. Wszyscy jednak nalegali, by pałac miał stałą ochronę. Rzekomo było tak od wieków. Za życia Marii nie pozwolono mi na zerwanie z wszystkimi rodzinnymi tradycjami, choć miałem na to kurewską ochotę. Ostatecznie mogłem sprać żonę i postąpić jak sam uznawałem za słuszne, jednak gdyby po takim akcie ktoś napadł na pałac De-Winterów, to król mógłby zrzucić mnie ze stanowiska, a moją rodzinę wygnać z tych okazałych przecież włości. Krótko mówiąc – gra nie była warta nawet knota od świeczki.

    Marcel i Oliver ukłonili się należycie i zaraz jeden z nich podszedł do konia, by odprowadzić go do stajni. To musiał być Oliver. Nikomu innemu Hugo na to nie zezwalał. A kiedy Olivera nie było akurat w pracy, to ja samodzielnie, ewentualnie wyręczony przez Davida, musiałem odprowadzać Hugo do jego boksu, najokazalszego w całej stajni.

    Marcel w tym czasie zamykał za nami bramę. Dopytywał o zgodę na zaślubiny z panną z okolicznego grodu, należącego do innego hrabstwa. Upatrzył sobie jakąś córkę kapłana. Dotychczas byłem na nie. Nie lubiłem nikomu zabierać bez powodu, a i oddawać nie zamierzałem. Czyli ani córki kapłana nie widziałem tu, ani Marcela nie chciałem oglądać z oddali. Dobry był w swoim fachu. Przydatny. A i na bitki do karczmy chodził. Podnosił nimi liczbę bogaczy lubujących się w oglądaniu takich walk.

    Konsekwentnie podążaliśmy na przód, nie zwracając uwagi na poboczne domostwa należące do służby i pracowników. Naokoło fontanny cztery dziewczynki bawiły się w ganianego. Nieopodal mali bracia Paula – młodszego lokaja – grali w piłkę. Mój syn i kilkoro starszych chłopców mierzyło z procy do szklanych butelek, postawionych na drewnianej skrzyni.

    Minąłem te wszystkie dzieci bez zatrzymywania się. Główne wejście do budynku pałacowego otworzyliśmy sobie sami. Zaraz jednak wyrosła przed nami Emily, niczym grzyb po deszczu. Przypominała bardziej młodą kurkę, niż trującego muchomora.

    – Witaj Zachary – zwróciła się do mnie. – Panie Sommers – dodała w kierunku Davida i skłoniła się należycie.

    David nawet na nią nie zerknął. Wydawało mi się, że nie miał głowy do kobiet. Wolał płatną fizyczną miłość. I choć często zwierzał mi się ze swoich planów, to nigdy nie pojawiła się w nich chęć założenia rodziny.

    – Dziękujemy Milly – spławiłem ją, nim zechciała nas rozpłaszczać.

    – Czy nie powinniśmy… – zaczął David niepewnie.

    – Powinniśmy – przyznałem mu rację. – Ale nie odwiedzę moich ludzi bez koszuli i w mokrych spodniach – dodałem. – Poza tym muszę się najeść. – Zdjąłem płaszcz i dla wygody rozpiąłem marynarkę, a David poszedł w moje ślady.

    W kuchni apetycznie pachniało pieczonym kurczakiem.

    – Ze dwa udka dla mnie – złożyłem zamówienie i usiadłem przy kuchennym stole, gdzie Monica wyrabiała ciasto na chleb. – Dużo miejsca nie zajmiemy – zwróciłem się do niej, jednocześnie promiennie uśmiechając. Odchyliłem się do tyłu i zabrałem za rozpinanie mokrych od szczochów Soni dżinsów. Następnie wstałem i bez skrępowania je z siebie zdjąłem. Poprosiłem o przyniesienie mi czystych.

    Monica odpowiedziała mi uśmiechem, ale mój wzrok szybko zmienił położenie. Najpierw sunąłem w dół jej długich, gęstych, czarnych warkoczy, by w końcu zatrzymać się na dwóch dorodnych cyckach. Wyobrażałem sobie jak to byłoby położyć głowę na takiej naturalnej podusi, gdy starsza kucharka zaczęła coś pokrzykiwać i całe moje marzenie obróciła w pył, jak to tylko kobiety czynić potrafią.

    Rozalia pognała młodą Monicę do góry po moje spodnie, a kiedy dziewczę wróciło od razu zaczęła dosypywać mąki na blat. David zapobiegawczo się odsunął, by nie zostać oprószonym. Zapytany o to co zje, najpierw wyjął zegarek kieszonkowy, a następnie wyjaśnił, że nigdy nie spożywa posiłków o tej porze. Przystał jednak na herbatę z miodem i cytryną.

    Monica powróciła do wyrabiania ciasta na chleb, pochylając się przy tym coraz bardziej. Zmieniłem nawet miejsce, by mieć lepszy widok na jej sporawy, jak na zajmowane stanowisko, dekolt.

    – Łokciem – doradziłem z wyraźnym rozbawieniem i w tym właśnie czasie Rozalia pogoniła Monicę do odgrzania kurczaka i dokrojenia chleba, a sama zajęła się wyrabianiem ciasta. Ostentacyjnie, z niezadowoloną miną, powróciłem na poprzednie miejsce.

    David zaśmiał się jawnie. Rozalia także zdawała się być zadowolona ze swojego posunięcia. Zaczęła nagabywać o ożenku. Sugerowała, że Nora potrzebuje kobiecej ręki, damy na której mogłaby się wzorować. A ja tylko kręciłem na to głową i ani myślałem spełniać oczekiwania służby, bo w rzeczywistości posiadanie pani to im najbardziej byłoby na rękę.

    Kobiety rządziły łagodniej. Uwagę zwracały. Czasami pokrzyczały. Ja niewiele mówiłem, a niezadowolenie okazywałem ręcznie. Oczywiście Rozalii z racji wieku i tego, że męża posiadała, niewiele ode mnie groziło. Mogłem jedynie poskarżyć się jej ślubnemu. Miałem jednak świadomość, że wszystkie te młodsze służące Rozi traktowała jak córki, a one w jej ramię wypłakiwały baty, jakie ode mnie zbierały. A nawet jak batów nie zbierały, to i tak płakały, bo po ewentualnych odwiedzinach w mojej alkowie liczyły na znacznie więcej.

    Najgorsze dla Rozalii było to, że takie dziewczęta szybko z pracy uciekały. Łzy lały, rozpaczały, wracały do rodzin. A jej trafiała się nowa służba do przyuczenia. I tak ledwo, któraś wszystko pojęła, a już przychodziła taka, która nie wiedziała zupełnie niczego.

    – A może Monica by tak dziś zmieniła mi pościel – zagadnąłem, wciąż mając przed oczami te jej piękne, młode cycuchy.

    – Bardzo chęt… – zaczęła Monica, a Rozalia szybko wtrąciła swoje trzy grandaniny.

    – Milczeć! – wrzasnęła. – A ty, panie milordzie, przestań mącić w głowach dobrym dziewczynom. Ta pracowita jest. Dobrze, by się uchowała przynajmniej z rok. Debiut trzeba będzie Eleonorze przygotować. Ręce do pracy niezbędne. Nie będę miała czasu nowych uczyć.

    – Eleonora ma debiut? – nagle ożywił się David. – Wcześnie – skomentował.

    – Jeszcze nie zostało przesądzone – burknąłem i wbiłem nieuprzejme spojrzenie w Rozalię. Zacisnąłem usta. Ochotę warknąć miałem. Cycki Monici przeszły mi koło nosa.

    Rozi nawet Monice postawić jedzenia przede mną nie dała. Sama położyła talerz na stole. Chleba dla mnie dokroiła. A David otrzymał kubek herbaty. Mnie nalano wina do sporego kielicha. Moi ludzie wiedzieli co lubię najbardziej do posiłku, dlatego mnie nikt nie oferował ciepłych napojów.

    Ledwie pół udka zjadłem, a do kuchni wkroczyła żona ogrodnika.

    – Słyszałyście co się stało?! – zaczęła podekscytowana, zanim dobrze drzwi otworzyła. – Dziecko w kartonie znaleźli – dodała.

    – Skąd!? – ryknąłem, wstając na równe nogi. Ciężkie krzesło poleciało na podłogę. David zapobiegawczo także wstał, by wbić się między mnie, a Lukrecję.

    Zawsze bawiło mnie, jak trafne miała imię, zważywszy na to, że Richard zajmował się kwiatami. Poza tym nie bawiła mnie wcale. Żyła plotkami. Karmiła się gderaniem na prawo i lewo, jakby kurzyskiem była. I nawet nie nosiła się odpowiednio, jak na kobietę przystało. Często jeździła konno w męskich bryczesach. Sporo, jak na kobietę, piła, a jej stałym atrybutem był papieros w dłoni.

    – Ludzie gadają – odpowiedziała.

    – Gdzieś się znowu włóczyła?

    – Po grabie byłam. – Niewinnie wzruszyła ramionami.

    Byłem niemal pewny, że w drodze do kuźni, zboczyła do karczmy. Oczywiście nie siadywała nigdy w głównej sali, ale na zapleczu grywała w karty z kurwami, wino lejąc do gardła wprost z butelki.

    – Jedziemy – zadecydowałem i trąciłem Davida w ramię.

    – Koszula – upomniał mnie, po czym sięgnął po filiżankę z herbatą. Na stojąco, bez pośpiechu, dopijał.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dla Dorosłych

    DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów.W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania.Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo.Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

  • Przygoda z Zuzia cz. 1

    Dzień był jak ich wiele…

    Sezon urlopowy to i w firmie niewiele się działo. Obowiązki przeplatałem z zerkaniem na fellow… Nagle znalazłem zjawisko, piękną istotę uwięzioną w męskim ciele, która jednak stara się eksponować swoje walory fajnymi damskimi kreacjami. Zagadałem, coś palnąłem mimochodem, coś na zasadzie “Zjawiskowy styl, piękne pończochy. Chętnie zobaczyłbym co tam skrywasz w galerii prywatnej”. Stwierdziłem, że jestem “za mały Miki”, aby ktoś tak fantastyczny zgodził się ze mną pisać. Jednak odpisała… Jacek (jak się później dowiedziałem) chciał, by do jego alter-ego zwracać się Zuzia – ta sama, którą już poznaliście z jej opowiadań na tym portalu.

     

    Wówczas nawet nie myślałem o spotkaniu, co najwyżej wieczorami fantazjowałem o tym jakby to było móc spędzić z nią cudowne chwile uniesienia. Na zdjęciach miała zarówno czarną perukę jak i rudą. Nie mogłem się jednak doprosić prywatnego zdjęcia, aby zobaczyć jak wygląda buzia jej męskiej wersji. W końcu jestem bi, czyli uniwersalny. Ciekawiło mnie strasznie jak wygląda On, ten który skrywa Zuzię przed światem. Nie dawało mi to spokoju. Mimo, że zawsze staram się trzymać zasady nie umawiania się i nie rozmawiania z osobami, których nie mogę zweryfikować, tak w tym wypadku coś mnie tchnęło, aby nie rezygnować. Pewnego dnia miałem mieć kilka spotkań biznesowych w centrum, więc pomyślałem, że czas uczynić kolejny krok w naszej znajomości. 

     

    Pierwsze spotkanie. 

    Zaproponowałem termin, ustaliliśmy wspólnie godzinę. Coś mnie jednak przekonywało, by zrezygnować – by powiedzieć, że coś w firmie wypadło i że nie dam rady. Często takie rzeczy mi się zdarzały, więc i teraz sytuacja byłaby wiarygodna. Głupi!! Pomyślałem sobie – teraz albo nigdy. Powtarzałem w myślach idź poznaj osobiście osobę, z którą już seks uprawiałeś za pomocą wiadomości tekstowych, a teraz boisz się czegoś? W wyobraźni już nie raz doszedłeś – to i teraz na spotkanie musisz dojść. 

     

    Wsiadłem w taksówkę i powiedziałem do szofera – let’s go Miracle 😉

    Jestem pod galerią. Mimo kilkunastu lat pracy w stolicy, wcześniej byłem tam tylko raz. Chwilę trwało zanim znalazłem umówione miejsce. Usiadłem i czekałem, po chwili napisałem, że jestem. Czas mijał niemiłosiernie długo. Różni ludzie chodzą dookoła, niektórzy patrzyli na mnie dość długo, uśmiechając się, jednak po chwili okazywało się, że wcale nie do mnie były adresowane te uśmiechy. 

    Po jakimś czasie oczekiwania podszedł do stolika pewien młody człowiek. Miał tak zjawiskowy uśmiech, że na sam jego widok aż mi się cieplej robiło.

    – Cześć – przywitał się. Tembr głosu miał miły, jakby ciut melodyjny o ciepłej barwie.

    – Siemanko, nareszcie się widzimy – odparłem z uśmiechem.

    – Wybacz spóźnienie, ale zakładałem, że Ciebie nie będzie. – odpowiedział zdziwiony, jakby nadal własnym oczom nie dowierzał, że oto właśnie siedzi przed nim osoba, z którą pisał przez ostatnie kilka tygodni.

    – Przecież powiedziałem, że będę – powiedziałem lekko się uśmiechając.

    Potem pogadaliśmy sobie jeszcze chwilę o tym co robimy w prawdziwym życiu, jak się nam kariery zawodowe układają. Jak to w Polsce – ponarzekać trzeba. 

    – Nie dowierzałeś, że będę to popatrz co teraz zrobię… Sięgnąłem do portfela i wyjąłem na stół dwie stówki. 

    – To na nasze przyszłe zabawy, zgodnie z tym co ustaliliśmy. 

    Jacek wziął pieniądze, lecz nadal nie wierzył w to, co się właśnie dokonało. Dostał 200zl, aby kontynuować kreowanie Zuzi. Ciężko było mu w to uwierzyć.

    Po jeszcze chwili pogadanek doszliśmy do wniosku, że czas nas goni i najwyższa pora wracać do obowiązków.

    Wychodząc z lokalu gastronomicznego puściłem go przodem, aby z niepohamowanej cierpliwości zobaczyć jak układają mu się spodnie na pośladkach. Miał wtedy na sobie jeansy w jasnym kolorze. Były luźne na tyle, że nie do końca byłem w stanie dostrzec tych walorów. Nie mniej cierpliwość została nagrodzona – schylił się poprawić but i oczom mym ukazał się apetyczny tyłeczek. Nie z tych nadmiernie wychudzonych, a i także nie z tych niedopieszczonych. Poprawienie buta zajęło mu może 2 sekundy, jednak dla takich chwil warto żyć.

    Wyszliśmy z galerii, rozstaliśmy się. Jeszcze ostatnim spojrzeniem odprowadziłem go do schodów i wróciłem do swojego grafiku spotkań. Spotkanie zaliczone, poznałem fajnego chłopaka.

    Ciekawe dokąd nas ta znajomość doprowadzi…

     

    CDN…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Krzysiek i Zuzia

    Zobaczcie opowiadania na profilu Zuzanna Pompino. 😉

  • Nie-zwykla Rodzina cz 51. – Stopki coreczki

    Razem z Cassie siedziałem na kanapie w salonie i oglądaliśmy film. Znaczy ja siedziałem a Cassie leżała po drugiej stronie, tak że jej stopy leżały mi na kolanach. Ubrana była oczywiście kuso. Bluzeczka oraz spodenki, które wyraziście eksponowały jej pośladki. Jej bose stópki jeździły po moich udach, czasami zahaczając o mojego penisa. Robiąc to zaczęła powodować że mój kutas zaczął twardnieć. Cassie odwróciła wtedy głowę w moją stronę i się uśmiechnęła.

    – Tato…podobają ci się moje stópki? – spytała poruszając stopami po kutasie. Przez materiał spodni na bank czuła że mi stanął.

    – Są bardzo delikatne, córeczko. – dotknąłem jej stópki, która była gładka i mięciutka.

    – Ohh…chyba bardzo chcesz je poczuć.

    Rozumiejąc jej aluzję rozpiąłem spodnie i wyciągnąłem z gaci fiuta. Był w pełnym wzwodzie. Cassie rozszerzyła oczy i stópkami dotknęła mojego kutasa. Poczułem jej bose stopy na trzonie mojego chuja.

    – Ojj córeczko. Twoje stópki są boskie.

    Słysząc to zaczęła poruszać nimi po moim kutasie w górę i w dół. To powodowało przyjemne uczucie na moim fiucie. Delikatnie masowała nimi po całej długości mojego już nabrzmiałego kutasa.
    Następnie zmieniła swoje położenie i usiadła na moich kolanach.

    – Ohh…aż mi się gorąco zrobiło. – wtedy zdjęła swoją bluzeczkę, ukazując swoje piękne cycuszki.

    – Oj córeczko…

    – Spokojnie, tatusiu…dopiero się rozkręcamy.

    Teraz Cassie zdjęła swoje spodenki. Okazało się że pod spodem nie miała żadnej bielizny. Ukazywała w ten sposób swoją piękną cipeczkę. Wtedy ułożyła się aby swoimi stopami masować mojego fiuta. Przyznam była bardzo elastyczna, mogąc tak blisko siebie mieć nogi. A jej stopy dalej dawały przyjemność.

    W końcu pochyliła się i wzięła kutasa prosto do ust.

    – O tak kochanie. Ssij…

    Cassie zaczęła mi obciągać. Poczułem jej język obracający się na główce mojego chuja. To było cudowne uczucie poczuć jej usta oplatające mojego kutasa. Z początku ssała lekko czubek, później zaczęła wkładać go całkiem do ust. Po chwili poruszała już głową w górę i w dół. Trzymałem jej głowę, lekko dociskając ją do kutasa. Nagle wyciągnęła go z chlustem.

    – Dalej tatusiu…wiem że jeszcze masz na mnie ochotę. – Cassie ułożyła się wtedy przodem do mnie i włożyła kutasa prosto do swojej cipy. Jęknęła cicho. Ułożyła jeszcze swoje swoje stopy tak że dotykały moje jaja.

    – Ohh córeczko…uwielbiam twój rodzaj masażu. – powiedziałem z uśmiechem na ustach.

    – Więc to też ci się spodoba.

    W końcu zaczęła mnie ujeżdżać. Zaczęła szybko się poruszać. Dodatkowo czułem jej stopy, które wzmagały moje podniecenie. Zaczęła skakać na moim penisie za każdym razem bardziej wprowadzając go do swojej pochwy. Energicznie nabijała swoje dupsko na mój trzon. Chciała dobić chyba do końca. Odczuwała mój każdy centymetr. Było jej niesamowicie dobrze, tak samo jak i mi. Ja także masowałem jej cycki, ssąc je i przegryzając. Smakowały wyśmienicie. Jeszcze bardziej sprawiając jej przyjemność. Zaczęła wyginać się z rozkoszy. Smakowały nieziemsko. Po jakimś czasie takiego jebania, Cassie cała się zatrzęsła i głośno zawyła.

    – Aaaaaaooooohhhh….

     Przeżyła teraz właśnie orgazm. Ja teraz także byłem blisko. Dałem znać Cassie, jakby co.

    – Cass…ja…właśnie…

    – Daj…poczujesz znów stópeczki.

    Zeszła z mojego fiuta, który to lepił się od jej soczków. Usiadła obok i przyłożyła stopy znów na mojego kutasa. Masowała fiuta stopami w górę i w dół. Z czasem coraz szybciej, aż w końcu moje nasienie wytrysnęło prosto na jej piękne stópki.
    Jej bose stopy lepiły się i były pokryte moją spermą.

    – Wow tatusiu…widać podziałały na ciebie moje stopy.

    – Wiesz co Cass…to mój mały fetysz. Twoje stópki są boskie.

    – Dziękuje, tatusiu…

    Przytuliła się wtedy do mnie i wróciliśmy razem do oglądania filmu. Już nie zawracaliśmy głowy ubieraniem się.
    Cassie dalej eksponowała swoje stopy które położyła na moje nogi.

    Gdy znów na nie jednak spojrzałem znowu nabrałem na nią ochoty.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Nie-zwykla Rodzina cz 52. – Kuzynka na wsi

    Na wsi mamy naszych dalekich krewnych. Rodzina od strony mamy, nieważne. Mieszka tam wujek Jeff i moja kuzynka Julia. Zawsze lubiłem tam do nich jeździć co jakiś czas.
    Największym plusem wakacji u wujka, była jego córka. Z Julią widziałem się rzadko, ale znałem ją nawet dobrze.

    Była rok młodsza ode mnie, niższa, miała brązowe włosy, często związane w warkocz, sylwetkę klepsydry, duże piersi i dupę, ale przede wszystkim mocno zwariowany charakter.

    Zawsze mnie pociągała. Dlatego też myśl o spędzeniu wspólnie tygodnia bardzo mnie ucieszyła. Ostatnio widzieliśmy się rok temu.
    Gdy dojechałem na miejsce, od razu mogłem odetchnąć wiejskim powietrzem.

    Wujek odebrał mnie z peronu i przywiózł do domu, gdzie mieszkał z córką. Wujek Jeff, był niższy ode mnie, ubrany w zieloną koszulkę i niebieskie spodnie. Miał krótkie włosy i brodę. Od razu uściskałem się z nim. Był spoko gościem.

    Przyjechaliśmy na miejsce. Julia stała przed domem i czekała na nas. Nie wyglądała jak wiejska dziewczyna – miała krótkie spodenki leginsowe, uwydatniające jej kształtną pupę i bluzkę odkrywającą pępek. Od razu poczułem mrowienie w spodniach.

    – Cześć tato. – powiedziała. Gdy ojciec z bagażami ją minął i wszedł do domu, podbiegła do mnie i przytuliła się. – Hej, Alan!

    Odwzajemniłem uścisk. Była bardzo delikatna.

    – Cześć – powiedziałem cały czas w uścisku. Miała na tyle krótką bluzkę, że przytulając ją, głaskałem ją po plecach. Chyba jej się to podobało. Jej ciało było bardzo delikatne. Moja prawa dłoń zjechała niżej. Złapałem ją za pośladek. Był miękki jak pluszowy miś. Julia się zaśmiała. Mój penis od razu stanął. Byliśmy mocno przytuleni, więc kuzynka to poczuła. Mimo wszystko dalej mnie przytulała.

    – Chodź, pokażę ci twój pokój – powiedziała. Widziałem, że jest czerwona na twarzy.

    Poszliśmy do domu. Musieliśmy wejść schodami na górne piętro. Julia pognała podskakując szybciej ode mnie. Mogłem przez to podziwiać jej trzęsącą się dupę.

    Julia weszła przede mną do mojego pokoju.

    – Tutaj będziesz mieszkał. Ja mieszkam za ścianą, tata zaś na dole.

    Usiadłem na łóżku.

    – Jesteśmy sami na górze? – nie mogłem uwierzyć. Spojrzałem na nią, lustrując ciało. Julia się zarumieniła.

    – Na to wychodzi. Dobrze więc, rozpakuj się.

    Zaczerwieniła się. Następnie wyszła z pokoju. Julia była w swoim pokoju przez resztę dnia. Ja się rozpakowywałem i pomagałem wujkowi w wiejskich pracach.
    Minęło kilka dni. Nic się przez ten czas nie działo. Dostawałem szału, bo tylko patrzyłem na Julię, nie ruchając się z nią.
    Dziś był mój ostatni dzień tutaj. Cieszyłem się z tego wyjazdu, ale z drugiej strony smuciłem.

    Jednak ten dzień mnie zaskoczył. Wstałem rano i gdy miałem się ubrać, usłyszałem odgłosy z pokoju Julii. Będąc jeszcze nago, otworzyłem lekko drzwi.

    Nie mogłem uwierzyć. Zobaczyłem Julię całą nago. Leżała na łóżku, na brzuchu i się masturbowała. Ręką masowała swoją łechtaczkę, która to już była mokra. Jezu, ależ ona ma ciało. Zgrabne piersi i dupa. Miejscami jednak była krągła. Miała trochę ciałka. Słyszałem jak jęczy.

    – Oooohhh…tak…tak…mocniej…

    Nie wytrzymałem i zacząłem sobie trzepać. Masowałem mojego fiuta patrząc na moją kuzynkę która się masturbuje.

    – Ooooohhh…tak…pieprz mnie…pragnę cię…Alan!

    No przyznam zdziwiłem się. Moja kuzynka masturbując się myślała o mnie. Czyli jednak pragnęła mnie, tak samo jak ja jej.

    Po jakimś czasie przekręciła się i wtedy zobaczyła mnie w drzwiach.

    – Alan!

    Szybko się zasłoniła i zaczerwieniła na twarzy. Patrzyła się na mojego fiuta.

    – Julia, czy ty…

    – Wyjdź stąd już!!!

    Krzyknęła. Ja wtedy zamknąłem drzwi i udałem się do siebie.

    Jakiś czas później, przy śniadaniu w kuchni przyszła do mnie. Ubrana tak samo jak poprzedniego dnia. Była lekko zarumieniona i chyba zawstydzona tym co widziała i co ja zauważyłem.

    – Alan…poszedłbyś ze mną do krów. Ojciec nas prosił.

    – Jasne. Nie ma problemu.

    Poszliśmy we dwójkę po krowy. Tym razem nie rozmawialiśmy o niczym. Julia cały czas była przede mną, a ja podziwiałem jej pośladki. Myślałem jednak nadal o jednej rzeczy.

    Gdy doszliśmy do miejsca, nie powstrzymałem się i postanowiłem zacząć działać.

    – Julia?! – zawołałem.

    Od razu się odwróciła. Byłem blisko niej. Złapałem ją za głowę i pocałowałem. Odwzajemniła pocałunek. Całowaliśmy się namiętnie przez kilka długich sekund. Złapałem ją za piersi. Gdy przestaliśmy się lizać, Julia spojrzała w dół i zobaczyła mój zwód.

    – Pamiętasz, co pragnęłaś rano? – powiedziałem.

    – Alan ja… – powiedziała rumieniąc się przy tym.

    – Możesz to teraz zrobić.

    – Nie, jesteśmy kuzynami.

    – Jesteśmy kuzynami chcącymi się ruchać.

    – Nie możemy.

    Złapałem ją za głowę.

    – A chcesz tego?

    Zawahała się. Patrzyła mi prosto w oczy.

    – Bardzo.

    Użyłem trochę siły, kierując ją w dół. Julia nie stawiała oporu i sama uklękła. Zdjąłem spodnie. Mój twardy penis sterczał jej przed twarzą, obijając jej nosek.

    – W takim razie weź go do buzi.

    Julia już nic nie odpowiedziała, tylko wzięła mojego chuja do ust. Miała połowę w ustach.

    – Ssij – powiedziałem. Wykonała polecenie. – Zajebiście…

    Rozluźniłem się i delektowałem dobrym obciąganiem.

    Byliśmy w stodole tak że nikt nas nie widział. No może poza krowami.
    Julia dobrze wiedziała, jak sprawić mi największą przyjemność. Złapała mnie za pośladki i do ssania dołączyła ruchy do przodu i do tyłu.
    Julia była delikatna, ale i szybka w swych ruchach. Nie zagłębiała głęboko chuja, lecz wystarczająco, bym czuł rozkosz przez cały czas. Gdy brakowało jej tchu, wyjmowała go z ust i poprawiała piękną dłonią. Co jakiś czas też przejeżdżała językiem po całej długości fiuta. Podczas brania powietrza i walenia mi ręką, powiedziała.

    – Kończ już. Nie może nie być nas za długo.

    – Ach, kurwa. Jesteś wspaniała.

    – Wiem. Ty też – powiedziała i znowu wzięła mnie do ust.

    Stwierdziłem, że Julia ma rację, co do czasu, więc złapałem ją za głowę i narzuciłem jej własny rytm. Może nie było to głębokie gardło, ale zdecydowanie ciężej jej było. Fantastyczne było czucie języka cały czas odwijającego i zawijającego skórki.

    Zacząłem dochodzić. Gdy zacząłem strzelać, wbiłem jej głowę najgłębiej dzisiaj. Niesamowite było ładowanie kolejnych dawek spermy wprost w gardło najlepszej dziewczyny, którą znałem. Gdy skończyłem, oderwałem się od niej. Lekko zakaszlała.

    – Ohh…kurwa, jesteś niesamowita.

    – Dziękuję. Chodźmy już.

    Odwróciła się i poszła w stronę zwierząt. Nie protestowałem, gdyż wiedziałem, że w nocy będzie się jeszcze działo.

    Doszliśmy do domu w ciszy. Także w tej ciszy poszliśmy do swoich pokoi. Wujek już spał, więc czułem się swobodnie.

    Rozebrałem się do naga, wyjąłem z torby prezerwatywy i wyszedłem z pokoju. Stałem goły przed drzwiami Julii. Byłem gotowy i napalony. Bardzo chciałem jej cipkę. Na samą myśl o niej, stawał mi na baczność.

    Wszedłem do środka. Julia siedziała przed biurkiem. Była w swojej krótkiej koszulce, tym razem bez stanika, zaś na dole miała same majtki. Trzymała w nich dłoń. Znowu to robiła. Tak samo jak rano. Tym razem jednak miała coś na sobie. Na razie.

    – Masturbujesz się – powiedziałem.

    Wiedziałem, że na pewno myślała teraz o mnie.

    – No wow? A ty co odwalasz? Wyjdź i się ubierz.

    Zamknąłem drzwi za sobą i podszedłem do niej.

    – Wiem że tego chcesz. – Podszedłem do niej. Schyliłem się do niej i złapałem ją za policzki. – Bardzo.

    Pocałowałem ją. Odwzajemniła go. Złapałem dłonią za jej kroczę. Poczułem, że jej majtki są całe mokre. Zacząłem pocierać tamto miejsce, sprawiając jej przyjemność. Nawet wygięła się lekko do tyłu. Sama złapała mnie za sterczącego chuja i zaczęła powoli mi walić. Gdy trochę przyśpieszyła, zdjąłem jej bluzkę, odsłaniając jej piersi.

    Gdy już miałem zdejmować jej majtki, nagle odepchnęła mnie.

    – Nie. Stop, nie możemy.

    Zdziwiłem się.

    – Co?

    – Nie będziemy się ruchać. Jesteśmy kuzynami.

    – Julia…wiesz że nie jesteśmy normalną rodziną. Będziemy tylko sobie sprawiać przyjemność. My to…robimy często.

    – Co? – zdziwiła się. – W sensie ty i Cassie?

    – No i inni jeszcze. W tym nasza kuzynka.

    – Co? Z Sam się ruchałeś? O ja pierdole.

    – Nie przejmuj się. To dla nas całkiem normalne, serio…

    Przesłodko wyglądała z odsłoniętymi cyckami. Zdjąłem jej majtki i zobaczyłem jej cipeczkę. Zauważyłem że jest lekko owłosiona. Była piękna i mokra. Pocałowałem ją. Smakowała słonawo.
    Wstałem i podniosłem ją z krzesła. Położyłem ją na łóżku i ustawiłem się nad nią. Miałem jej twarz przed sobą, zaś penis smyrał ją lekko po cipce. Złapałem ją jedną ręką za pierś.

    – Nie jesteśmy normalną rodzinką. I nigdy już nie będziemy. Czy chcesz tego, Julia?

    Chwilę się zastanawiała.

    – Chcę.

    Gdy tylko ją usłyszałem, wbiłem chuja w jej cipkę. Jęknęła. Ruchaliśmy się na misjonarza. Uderzałem w nią ciałem często i głośno, łóżko cały czas skrzypiało, a Julia coraz głośniej wołała.

    – Oooooooggghhhh…

    Wiedziałem, że powinna zamilczeć, lecz podobał mi się jej krzyk. Następnie zmieniliśmy pozycję. Położyła ręce na mojej klatce piersiowej. Zaczęła wykonywać ruchy biodrami na moim chuju. Przyjemność, którą właśnie odczuwałem, nie mogłem do niczego porównać. Była cała gorąca. Jej cycki pięknie się kołysały. Złapałem ją za piersi. Były mistrzowskie. Widziałem, że jest jej równie dobrze, co mi. Wiedziałem, że Julia potrafi jeździć na koniu i teraz świetnie jej się to przydało. Póki co jej ruchy były powolne i dokładne, ale po dwóch minutach zaczęła przyśpieszać. Wsadziłem jej palca do ust. Zaczęła go ssać. Było zajebiście.

    Złapała moją rękę, wyjęła ją z ust i położyła na swojej piersi. Kuzynka nie przestawała mnie ujeżdżać. Cały czas była rytmiczna i dokładna. Jej ruchy były boskie, każdy pojedynczy dawał mi mnóstwo rozkoszy.

    Po jej jękach czułem że jest blisko. Ja także byłem bliski finiszu. Po jakimś czasie przyśpieszyłem ruchy i zacząłem strzelać prosto do jej środka. Julia opadła na moją klatkę piersiową. Mój penis wyszedł z jej cipki.

    Po skończonej zabawie leżeliśmy na łóżku. Mój penis już opadał, a nasze oddechy się uspokajały.

    – Było wspaniale – powiedziała.

    – Rozumiem, że to powtórzymy.

    – Napisz do rodziców, że nie wrócisz jutro, bo musimy się jeszcze pozabawiać. – powiedziała ze śmiechem.

    – A wujek?

    – Dla niego możesz siedzieć ile chcesz.

    – Wspaniale… zatem załatwione. O kurwa…

    – Co się stało?

    – Nie założyłem prezerwatywy.

    – Wiem. Nie przejmuj się. Łykam tabletki.

    – Całe szczęście.

    – Przyznam że podoba mi się wasz rodzinny sekret. Możesz mnie też do niego wliczać.

    – Zajebiście.

    Przytuliła się wtedy do mnie. Oboje zasnęliśmy. Teraz jeszcze bardziej spodobał mi się przyjazd do dalekich krewnych.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Przygoda na WF-ie

    Wychowanie fizyczne na studiach wygląda u nas jak wygląda, wybiera się jedną dyscyplinę na cały semestr. Ja, Kuba, z racji, że jestem całkiem nieśmiały – wybrałem tenis stołowy, bo wydawało mi się, że niewiele osób wybierze tą opcję. I w istocie tak było, w naszej grupie “ping-pongowej” znalazło się trzech chłopaków i dwie dziewczyny. Pewnego dnia wchodząc spóźniony na salkę, w której odbywały się nasze zajęcia, zobaczyłem Julię.

    – Cześć, jest ktoś jeszcze? – Zapytałem

    – O, hej, wygląda na to, że dzisiaj jesteśmy sami. – Odrzekła

    Julka była niższą ode mnie, uroczą brunetką. Może i odrobinę nieśmiałą.

    Miała ubrane na sobie sportowe, opinające legginsy.

    Więc pograliśmy sobie w tenisa stołowego 1 na 1 przez kilkanaście minut, co jakiś czas Julia spoglądała na mnie uśmiechając się pod nosem.

    Zrobiliśmy sobie przerwę, napiliśmy się i porozmawialiśmy, bliżej się poznając. Nagle Julia, stojąc bokiem do mnie, puściła bąka.

    – Łoooo, co to było Julka? – Zapytałem niby rozbawiony, ale w zasadzie zaintrygowany, zawstydzoną Julię

    – No co, dziewczyna też czasem musi puścić bąka – Odpowiedziała

    Po tym jeszcze chwilę pograliśmy i udaliśmy się do szatni. W drodze korytarzem do szatni, Julka znowu puściła bąka.

    – Hihi – Tym razem zareagowała na to mniej wstydliwie

    W tym momencie klepnąłem ją w pupę, zaśmiała się uroczo i powiedziała:

    – Co, fajny mam tyłek?

    Odpowiedziałem szerokim uśmiechem.

    Po wejściu do szatni, okazało się, że tylko męskie prysznice są czynne, więc Julka stwierdziła, że jest spocona i najpierw ona się wykąpie, a później będzie moja kolej. Oczywiście przystałem na te warunki, choć czułem jak coś we mnie buzuję, a penis jest w połowie twardy.

    Oczekując na swoją kolej, nie mogłem wytrzymać z podniecenia, więc rozebrałem się całkiem do naga (zakładając, że w takiej postaci jest teraz Julia) i udałem się pod prysznice. Wchodząc pod natryski liczyłem, że zrobię Julce niespodziankę. Po wejściu jednak ujrzałem, że dziewczyna kąpie się w stroju kąpielowym, przez co złapała mnie fala wstydu i zasłoniłem penisa rękami. Julia zaczęła się śmiać, podeszła do mnie i starała się oderwać moje ręce od krocza. Udało się jej. Kutas we wzwodzie wystrzelił w powietrze co spowodowało kolejną salwę śmiechu u Julki. Jednak było widać u niej żywą fascynację moim przyjacielem. Podeszła bliżej i zaczęliśmy się całować, po chwili ściągnęła stanik i majteczki, dając wolność słodkim piersiom i trochę owłosionej, pięknej cipce. Zacząłem całować całe jej ciało, gdy dotarłem do pośladków, pożerałem je niczym najsmaczniejszą potrawę świata. Sprytna Julka wykorzystała ten moment i pierdnęła mi prosto w twarz.

    – Taka jesteś psotnico! – Położyłem ją na ziemi i włożyłem niesamowicie pulsującego penisa do jej cipki

    Zaczęła wydawać dźwięki ogromnego podniecenia, zresztą podobnie jak ja, słyszałem praktycznie bicie swojego serca i każdy oddech. Był to niesamowity moment, przepełniony erotyzmem. Po kilku minutach seksu, powiedziałem Julii, że zbliżam się do orgazmu, więc wpadła na pomysł, żebym wyszedł z niej, wszedł w jej tyłek i tam się spuścił. (W końcu uprawialiśmy seks bez prezerwatywy) Jak zasugerowała, tak też zrobiłem, pomimo tego, że wchodzenie w jej dupę sprawiało jej ból. Po chwili byłem gotowy do ejakulacji w jej odbycie, ostrzegłem i wystrzeliłem ogromną ilością gorącej spermy. Ona w tym samym momencie puściła bąka, przez co część nasienia zabulgotała i poszła na zewnątrz. Leżeliśmy tak jeszcze w sobie przez jakiś czas, zmęczeni po niesamowitym orgazmie. To było najlepsze zmęczenie w moim życiu.

    Kilka Dni Później

    Kilka dni później, dalej dochodziłem do siebie po wydarzeniach z ostatniego wychowania fizycznego. Nie miałem od tego czasu kontaktu z Julią. Aż do pewnego dnia, w którym mieliśmy razem zajęcia. Przyszedłem na nie lekko spóźniony, więc nie miałem okazji by z nią porozmawiać. Nagle podczas zajęć usłyszałem, że ktoś puścił bąka.

    – Ile wy macie lat, żeby na moich zajęciach robić takie rzeczy!?!? – Wykładowca się zdenerwował, lecz po chwili wrócił do zajęć.

    Tymczasem ja skierowałem swoje oczy na Julkę.

    Nasze Spojrzenia zetknęły się.

    Uśmiechnęła się.

    I oblizała się.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Barbra Zeca