Category: Uncategorized

  • Zemsta najlepiej smakuje na zimno

    Hej! Nazywam się Szymon i mam 19 lat. Na samym wstępie zaznaczę, że należę do tych ludzi, którzy kompletnie nie umieją przegrywać, o czym pewnie przekonacie się, gdy przeczytacie moją historię. Kiedyś chodziłem na piłkę nożną, byłem w nią nawet całkiem dobry, ale kompletnie nie radziłem sobie z trzymaniem nerwów na wodzy, gdy moja drużyna traciła więcej goli niż byłem w stanie strzelić. Nie potrafię nawet grać w gry multiplayer bez obrażenia absolutnie każdej osoby, która mi podpadła, co często skutkowało wyrzucaniem mnie z serwera. Zawsze jednak te kary były warte nagrody w postaci wściekłych twarzy ludzi, którzy mnie wcześniej zirytowali i krzyków w niezrozumiałych językach na czacie głosowym. Tym razem nie było inaczej.

    Od kiedy rozpocząłem pierwszy rok studiów, w moje oko wpadła Sandra. Wysoka (praktycznie mojego wzrostu), długonoga platynowa blondynka, która praktycznie zawsze ubierała się w czarne, obcisłe ciuchy, podkreślające jej nienaganną figurę. Sam jestem niebrzydki, co często udawało mi się podsłuchać podczas wykładów, zwłaszcza, że dbam o szczupłą sylwetkę, ale gdy próbowałem wyciągnąć ją na jakieś wspólne wyjście, zawsze kończyło się tak samo. Przypominało jej się, że ma wyjście z koleżankami, musi zostać dłużej w pracy albo akurat tego dnia musi zjechać po coś do domu. Kiedy jednak przycisnąłem ją lekko, żeby powiedziała prawdę, rzuciła tylko.

    – Jesteś dla mnie za mały. No, jak będziemy razem wyglądać? Już teraz masz… Ile? 170 centymetrów wzrostu? Nie zrozum mnie źle, jesteś przystojny i milutki, ale jak założę obcasy, to będę wyglądała jak Twoja starsza siostra albo mama – dodała. Od tego czasu nie gadaliśmy.

    Nie przestałem jednak o niej myśleć. Nie o jej sylwetce, buźce albo oczach, jak to zwykle robią beznadziejnie zakochani chłopcy, tylko jak się na niej odegrać. I wpadłem na plan, wobec którego miałem na początku duże wątpliwości, ale zdecydowałem, że jeśli nie będzie skuteczny, to na pewno będzie najciekawszy. I w obu przypadkach się nie zawiodłem. Sandra bowiem kilka tygodni po naszej rozmowie zaczęła spotykać się z Bartkiem. Jako, że jestem z nim w grupie, znam go doskonale. 190 centymetrów wzrostu, krótkie czarne włosy, gładka twarz oraz ciało i muskularna sylwetka. Ten opis zdecydowanie pasuje do kogoś, na czyimś kutasie chciałaby usiąść moja niedoszła “miłość”. Nie był to jednak taki typowy siłowniany kark, jakiego niektórzy z Was mogliby sobie wyobrazić. Bartek jest bardzo miłą osobą. Prawie co tydzień pomaga w schronisku dla psów, zgodził się być naszym starostą grupy i daje z siebie 110 procent mimo, że nigdy nie zajmował się czymś podobnym. Nie jesteśmy jakimiś szczególnymi przyjaciółmi, ale rozmawiamy pomiędzy zajęciami, zawsze robimy razem projekty i spotykamy się na domówkach. A taka miała być zorganizowana na urodziny naszej wspólnej znajomej, Moniki.

    Monika jest dziewczyną ze wsi, która znalazła sobie małą grupkę znajomych na uczelni, do której zdarzyło się zarówno mi, jak i Bartkowi dołączyć. Kiedyś szukaliśmy grupy, żeby pójść wspólnie do kina i od tamtego czasu zdarzało nam się widywać, zbierać na Halloween czy wyjścia do restauracji. Oczywiście, dla Sandry ktoś taki, jak Monika był poniżej jej poziomu, więc mogłem być pewien, że nie zobaczę jej na imprezie. Był to standardowy wieczorek w kameralnym, 6-osobowym gronie. W tle leciała muzyka na podłączonym do laptopa głośniku, na stoliku było kilka dużych misek z przekąskami, a pod stołem pojawił się już rządek butelek, zarówno ciemnych, jak i przezroczystych. Nie musieliśmy się na szczęście przejmować następnym dniem, więc każde z nas dało trochę mocniej w palnik.

    – To co, pogramy w coś? – zebrałem się, podnosząc jedną butelkę z podłogi i bujając nią w dwóch palcach – Sami swoi, to możemy trochę się wygadać – uśmiechnąłem się – Chyba, że gramy na wyzwania.

    Mówiąc to, usiadłem na podłodze i nie musiałem długo czekać, aż reszta zrobiła to samo, tworząc kółeczko. Przesunąłem się lekko, by siedzieć naprzeciwko mojego kumpla, a od widoku jego napiętej na klatce piersiowej już koszuli, lekko westchnąłem. Kilka rund przerodziło się w kilkanaście. Nie chciałem od razu wyjść z inicjatywą, by mój plan nie wyszedł na jaw, ale kiedy już obgadaliśmy wszystkich nieobecnych, przyszedł czas na krok drugi. Poczekałem na moją kolej i zakręciłem tak, by trafiło na Bartka. Mimo alkoholu, szyjka wskazała na niego. Teraz tylko trzymałem kciuki, że procenty na niego też zadziałały.

    – Prawda czy wyzwanie, Bartuś? – spytałem, siadając siadem klęcznym. Mimo, że on był na tyłku, odchylony jeszcze lekko do tyłu, nadal był ode mnie wyższy!

    – Wyzwanie, zobaczmy co dla mnie wymyślisz – odparł, wyluzowanym głosem. Jego wzrok na chwilę spotkał się z moim. Przełknąłem ślinę i oblizałem suche usta.

    – Sandry nie ma… Słyszałem, że zajebiście całujesz – powiedziałem, głos lekko mi się załamał, ale miałem nadzieję, że nie było tego słychać wśród chichotów dziewczyn – Żadnych buziaczków, idziemy na całość, aż jeden się nie podda.

    Bartek ewidentnie się zarumienił i to nie od alkoholu, ale zanim zdążyłem cokolwiek dodać, rzucił się na mnie tygrysim susem, kładąc na podłodze. Z początku nie zarejestrowałem tego, co się dzieje, ale mój instynkt podpowiadał mi, że muszę walczyć. Mój język zaczął walczyć z jego, a w przypływie adrenaliny przekręciłem go nawet na plecy, dosiadając jego krocza. Był twardy! I ewidentnie bardzo duży… Nieświadomie, przejechałem po nim swoim tyłkiem i chyba straciłem koncentrację, bo znowu wylądowałem na plecach. Sił mi coraz bardziej ubywało i w pewnym momencie po prostu dawałem się całować. Było… Naprawdę bardzo miło, ciepło, a Bartek smakował miętą, jako że przed nasza zabawą żuł gumę, by zacząć już maskować zapach alkoholu przed powrotem do mieszkania (na szczęście, pochodzi stąd, więc nie musi bawić się w żadne akademiki). Kiedy zobaczył, że już się z nim nie zmagam, zszedł ze mnie i podał mi dłoń.

    – Mam nadzieję, że nie masz mi za złe. Wiem, że nie lubisz przegrywać powiedział, mierzwiąc mi włosy. Tylko pokręciłem głową, patrząc przez chwilkę w podłogę. Niedługo po tej akcji wszyscy zaczęliśmy zbierać się do domów, jako że pora była dość późna.

    Po chwili od wyjścia z klatki bloku, w którym odbyła się impreza, poczułem silny chwyt wokół talii. Już chciałem krzyknąć, ale usta w porę zostały zasłonione przez dużą dłoń w rękawicy.

    – Ćśś… To ja… – usłyszałem przyjemny szept. Odwróciłem się i zobaczyłem Bartka.

    – Zgłupiałeś? – spytałem cicho, mimo wszystko bardzo niechętnie wyswobadzając się z przyjemnego objęcia – Mogłem Ci coś zrobić!

    – Nie boję się, maluchu – powiedział, pewny siebie, patrząc na mnie z góry. Bardzo irytowało mnie to określenie, ale w tym stanie i na niego nie mogłem być zły – Poza tym… Widziałem jak na mnie patrzyłeś.

    – Cz-czyli że jak niby patrzyłem? – potknąłem się o własne słowa i podążać bezwiednie za Bartkiem, który prowadził mnie nieco na ubocze, w stronę parku. Wszystko naokoło było przykryte cienką warstwą śniegu, a kilka latarni nie działało. Ludzie o tej godzinie też niechętnie wychodzili z psami, a na piwo pod chmurką było ewidentnie za zimno.

    – Jakbyś chciał, żebym Cię wyruchał – powiedział bezpośrednio. Szczęka mi lekko opadła, a mój towarzysz bez wahania wykorzystał sytuację, szybkim ruchem zsuwając z dłoni rękawiczkę i wkładając mi kciuk do buzi, głaszcząc mój policzek opuszkami pozostałych palców. Patrzyłem mu w oczy, pełne pewności siebie i… Pożądania? Moje usta same z siebie objęły kciuk i zaczęły delikatnie ssać, języczek drażnił go… Co ja robię!? Tego plan nie obejmował!

    Wyjmując kciuk z moich ust, Bartek jedną dłonią popchnął mnie na kolana, a drugą zaczął grzebać w swoich spodniach i… Jeśli kutasy maleją na mrozie, ten musiał być absolutnym gigantem. Gruby, twardy kawał mięsa otarł się o moje usta raz, za drugim były one szeroko otwarte. Nigdy w życiu nie robiłem loda, ale to wszystko wydawało się takie… Naturalne. Już po paru minutach wiedziałem, co sprawia mu najwięcej przyjemności i mimo, że nie byłem w stanie objąć go całego jedną dłonią, już po jakimś czasie Bartek mnie powstrzymał, kiedy poczułem, że jest blisko.

    – Dobrze Ci idzie – powiedział, pomagając mi wstać – A teraz rozepnij kurtkę, odwdzięczę Ci się.

    Bez słowa nie tylko rozpiąłem się, ale zrzuciłem moje okrycie na ławkę obok której staliśmy. Bartek usiadł na niej i zaprosił mnie na swoje kolana. To, co działo się później z moim ciałem ciężko określić w prosty sposób. Zaczął całować mnie po szyi, a następnie podwinął sweter i podkoszulkę, zabierając się za mój tors. Czułem coraz mniej zimna, a coraz więcej pożądania i gorąca rozchodzącego się z miejsc, którymi się zajmował. Nie zauważyłem, kiedy pozbył się pozostałych ubrań, które zasłaniały moją klatkę piersiową. Dosiadałem go topless, gdy jego język i usta doprowadzały mnie do szaleństwa. Pępek, sutki, paszki, nic nie mogło mu umknąć, a ja pojękiwałem tylko z rozkoszy.

    – Będziesz dzielny? – usłyszałem pytanie, które brzmiało jednocześnie złowrogo i cholernie kusząco. Wiedziałem, na co się piszę mówiąc “tak”, ale zwyczajnie nie byłem wtedy w stanie powiedzieć “nie”. Wstałem z jego kolan i wypiąłem się, zsuwając spodnie i bokserki do kostek. Patrzyłem przed siebie, obserwując przejeżdżające w oddali pojedyncze auta. Nie chciałem wiedzieć narzędzia mojej egzekucji…

    Nagle poczułem mokry kształt, rozpychający moją dziurkę. Nie mógł to jednak być jego kutas. Bawi się ze mną… Chce zobaczyć, czy jestem gotowy i wytrzymam jego potwora. Tym razem już nie przegram… A przynajmniej tak myślałem, zanim nie przeszedł do rzeczy. Jeden palec był w porządku, dwa też, ale gdy zaczął wsuwać we mnie swój sprzęt, musiałem zacisnąć zęby na moim swetrze, by nie wrzasnąć. Bolało, ale to nie był taki ból jak skręcona kostka czy zepsuty ząb. Za każdą falą bólu szła fala przyjemności. Poczułem jak jedna noga zaczęła mi lekko drżeć i uginać się od naporu Bartka na moją pupę. Nie wiem ile to trwało, bo próbowałem skupić się na rozkoszy, oddzielić ją od bólu. W pewnym momencie podniósł mnie jak lalkę i z pomocą grawitacji zaczął nabijać na swój pal.

    – Zaraz dojdę… – usłyszałem tylko, zanim nie poczułem w swojej dupce gorącego strzału. Oczywiście, że nie używaliśmy gumek, ale przecież w ciążę nie zajdę, a ufam kumplowi na tyle, żeby być spokojnym, że nie dostanę jakiejś choroby wenerycznej. Ale po Sandrze, to kto wie… Gdy Bartek opadł na ławkę, wciąż nosząc mnie, teraz już wtulonego w niego, ponownie poczułem chłód, ale nie byłem w stanie stanąć na nogi. Na szczęście, mój towarzysz pomógł mi się ogarnąć, dotrzeć do domu i umyć się po tym wszystkim. Widać było, że miał ochotę na drugą rundę, ale ewidentnie widział też, że z mojej strony może być z tym ciężko, więc odpuścił. Poza tym, to nie był nasz jedyny raz.

    Gdy spotkaliśmy się ponownie podczas okienka między wykładami, Bartek zwierzył mi się, że tak naprawdę jest gejem (a przynajmniej biseksualistą z większym upodobaniem do chłopaków). Sandra tak naprawdę jest dla niego trochę przykrywką, by inne dziewczyny dały mu spokój, jako że ona bardzo rzadko ma ochotę na seks i czułości, a bardziej chodzi z nim dla zdjęć na Instagramie i ochrony na imprezach. Ja, do tamtej nocy uważałem się za osobę heteroseksualną, ale nie mogłem się dużo dłużej okłamywać, że wszystko stało się tylko przez alkohol. Bartek jest cudownym nauczycielem i kochankiem. Nie tylko cierpliwym, ale również dającym mi mnóstwo czułości przed i po naszych zabawach. I mimo, że wtedy z nim przegrałem, to czuję się jak zwycięzca.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jane Doe
  • Nastolatek – jej milosc cz. 1

    Karina czuła, jak drżą jej ręce. Rozbieganym wzrokiem to błądziła po ścianach sypialni, nocnym stoliku z leżąca książką, obrazkach na ścianie, to znowu wpatrywała się w ekran laptopa. Trwał lokalny czat, na którym nastoletni chłopcy podrywali nastoletnie dziewczęta. Gdyby mogła wiedzieć, co na nią czeka, zdenerwowanie momentalnie ustąpiłoby miejsca podnieceniu; niewykluczone, że jej soki zrobiłyby sporą plamę z tyłu fioletowego szlafroka. Ale jak dotąd nie była pewna, czy chce włączyć się do dialogu, czy woli jednym ruchem zamknąć okno, na którym się toczył, i pójść spać, zapominając o wszystkim. Ostatnio w każdej sprawie i sytuacji czuła się niepewnie – w pracy, wśród znajomych, w rozmowach z matką i sama ze sobą. Finisz związku z Markiem do końca zdemolował jej i tak słabą pewność siebie.
    Nie chodziło już o to, że ją zostawił – to mogłaby przyjąć nawet z rodzajem ulgi. Rzecz w tym, że rozstanie było największym poniżeniem spośród wszystkich, w które ten związek obfitował. Kiedy tamtego dnia wróciła z pracy, Marek, nie bacząc na jej zmęczenie, rozebrał ją od razu w przedpokoju, dopiero po tym zaciągnął do sypialni, przeleciał jakby nigdy nic, po czym wyciągnął z szafy dwie walizki, najwyraźniej spakowane już wcześniej, oświadczył, że zrywa z nią, bo jest beznadziejna, i wyszedł, na odchodnym trzasnąwszy drzwiami. Jak się wkrótce okazało, miał już gdzieś tam poderwaną osiemnastolatkę, którą pieprzył od jakichś dwóch miesięcy, no i ostatnio on i ona uznali, że czas, by się wprowadzili do wspólnego lokum. Karina skądś to znała…
    Kiedy prawie rok temu zaczęła spotykać się z Markiem, wierzyła, że starszy od niej, 25-letni mężczyzna swą dojrzałością wprowadzi do jej życia stabilność. Po cichu liczyła też na jego doświadczenie seksualne… Stabilność, owszem, zapewnił, lecz tylko materialną. Co do seksu, długo dawała sobie wmawiać, że to przez jej brak doświadczenia i umiejętności wszystko idzie nie tak…
    – Karina, skończ się dołować! – sztorcowała ją Dorota, 30-letnia właścicielka sklepu z kosmetykami, w którym razem pracowały. – Masz dopiero 21 lat i dziękuj Niebu, że tylko rok straciłaś tym dupkiem! Szkoda tylko, że przedtem też nie bardzo korzystałaś z życia… – Po czym dała swej pracownicy niecodzienną radę: – Najlepiej zrób tak jak ja. Zawsze kiedy rozpadnie mi się związek, podrywam na czacie nastolatka i spędzam z nim noc, czasem parę nocy. Bardzo odświeżające przeżycie, a co ważniejsze, podbudowujące!
    – Ale to prawie pedofilia – zaoponowała młoda sprzedawczyni.
    – No bez przesady! – machnęła ręką jej szefowa. – Jak dotąd, wiek przyzwolenia w naszym kraju wynosi 15 i tego się trzymajmy. Ostatnio trafił mi się taki 17-latek z prawie 20-centymetrowym, a grubym jak pojemnik z męskim dezodorantem. Łał, myślałam, że mnie rozsadzi, a ruszał się jak zwierz, niezapomniane przeżycie!
    Co do tego Karina była równie sceptyczna. Pochwę miała raczej małą i wąską, a Marek dysponował mniej więcej 18-centymentrowym narządem, którym na dodatek posługiwał się, jak tamten, dość bezceremonialnie. Jakiś tydzień przed rozstaniem próbował bez uprzedzenia, nie mówiąc już o zgodzie, wpakować tych 18 centymetrów do jej odbytu. Udało mu się wcisnąć jedynie sam koniec, a i tak doświadczyła jedynie bólu, nim tryumfalnie się w nią spuścił. Przeszło jej przez myśl, czy nie powinna oskarżyć go o gwałt, ale wtedy jeszcze uznała, że tylko poniosło go pożądanie. Zwróciła mu jedynie uwagę, by więcej tego nie próbował. “Dobra, dobra! – odpalił bynajmniej nie zdetonowany. – Zaczekam, aż sama o to poprosisz. I tak wiem, że było ci dobrze!”. Chyba to wtedy zaczęło jej świtać, że być może ma dość tego wielkiego, gwałtownego kutasa, którego właściciel sam zdawał się być kutasem. Zresztą już po zerwaniu, podczas zabawy plastikowym członkiem, z ciekawości zaznaczyła markerem długość, do jakiej wchodził, i po wszystkim zmierzyła. Odkryła, że wypełniłoby ją skromne 12 centymetrów! Podzieliła się swymi wątpliwościami.
    – To już co tam ci odpowiada. Zresztą większość ma standardowe, ani duże, ani małe – uspokoiła ją Dorota. – A wiesz, co jest najlepsze? Dla takiego dzieciaka jesteś wszystkim: królową, boginią, najpiękniejszą kobietą na świecie. I potem rzeczywiście tak się czujesz! Tylko pamiętaj, żeby zaniżać swój wiek, bo inaczej ich onieśmielisz. Że masz 15, raczej nikt nie uwierzy, ale – przypatrzyła się jej uważnie – te 18 mogłabyś mieć jak nic. Niedługo ferie, chłopcy będą mieli więcej czasu. Skorzystaj z tego i umów się już!
    Karina wstała sprzed ekranu i energicznym krokiem przemierzyła przedpokój. Wciąż wynajmowała to samo trzypokojowe mieszkanie, w którym spędziła owe poniżające jedenaście miesięcy. Zdawała sobie sprawę, że teraz, o jednej pensji, najdalej w przyszłym miesiąc trzeba będzie pomyśleć o zmianie na mniejsze. Odkąd mieszkała sama, na koniec miesiąca nie zostawało jej praktycznie nic, a ostatnio musiała nawet pożyczać. Póki jednak było opłacone, mogła się nim cieszyć.
    Przed dużym lustrem w łazience zdjęła szlafrok i przyjrzała się sobie. Oceniła, że jest całkiem niebrzydką brunetką o miłej twarzy, mimo przykrych przeżyć nadal zupełnie gładkiej, ze zgrabnym nosem i nieznacznie tylko pyzatymi policzkami. Była niewysoka, ale rekompensowały to szczupłe kształty. Miała przy tym wyraźnie zaznaczone biodra bez kanciasto wystających kości, w sam raz wypukłe pośladki, talię widoczną, acz bez przesady, uda ani za grube, ani patykowate, łydki w miarę umięśnione – wszystko tak akurat! Przede wszystkim jednak odznaczała się całkiem sporymi piersiami o regularnie okrągłym kształcie, które ich własny ciężar odrobinę tylko ściągał w dół. Tak, mogłaby być osiemnastolatką z szybciej rozwiniętym jednym obszarem.
    Ubrała się i wróciła na czat, gdzie zalogowana była jako “Kaśka”. W czasie, który spędziła w łazience, trzech chłopców zdążyło już do niej napisać, a wkrótce dołączyli dalsi. Spróbowała rozmowy, lecz wszyscy po wymianie zaledwie kilku zdań zaczynali wypytywać, co ma na sobie, a jeden chciał nawet wiedzieć, czy “ma wygoloną”. Ubrana była w szlafrok i tylko w to, a łono od podbrzusza do pośladków miała po laserowej depilacji (co wraz z nogami sfinansował Marek), ale nie żywiła najmniejszej chęci czynić takich zwierzeń, tym bardziej na samym wstępie. Wszystkim kolejno podziękowała, jednego tylko musiała zablokować, bo napisał “Poczekaj, mam dużego!” i wchodził w dalsze szczegóły. Już miała opuścić czat, kiedy zauważyła nowego uczestnika o loginie… “Marek”! “Czyżby i tu polował?! – pomyślała. – Nie, tego już byłoby za wiele! Ale sprawdzić nie zaszkodzi”.
    – Hej! Jestem Kaśka – zagaiła. – Mam 18 lat – skłamała.
    – Oj, Kaśka, to ja mam tylko 16 – odpisał tamten. – W styczniu kończę 17 – dodał.
    – Nieważne. W rozmowie liczy się nie wiek, tylko dojrzałość. – To hasło było złośliwością przeznaczoną specjalnie dla jej byłego. – Mów mi: Kaja! – Tak zwracał się do Kariny “jej” Marek.
    Reakcja była inna od przewidzianej.
    – Jak ci minął dzień, Kaja? – “Jej” Marek nigdy nie zadawał tego pytania. A ten Marek zadał! Nie mogła, rzecz jasna, zrelacjonować dnia spędzonego za sklepową ladą, bo chłopak zacząłby podejrzewać, że nie rozmawia z maturzystką. Odpisała bardzo ogólnie:
    – Było trudno, ale dałam radę!
    W zamian opowiedział o zwykłym dniu w drugiej klasie liceum. Nie, to albo nie był jej były, albo maskował się po mistrzowsku. Przede wszystkim w jego opowieści brakowało charakterystycznej bufonady. Otwarcie przyznawał, co mu wyszło, a co nie. Nie używał też słów ani zwrotów typowych dla tamtego – żadnego “dobra”, żadnego “i tak wiem”. Karina wolała wszakże nie wyciągać pochopnych wniosków. Umówiła się na jutro o podobnej porze i poszła spać.
    Miała sen, w którym kochała się z kimś. Jej partner dość był delikatnej budowy ciała i równie delikatnie obchodził się z Kariną. Pieścił ją powoli, aż była całkiem gotowa. Zanim w nią wszedł, spytał, jak by chciała, a ona poprosiła o swoją ulubioną pozycję “na łyżeczkę”. Wchodził też bez łapczywego pośpiechu i wolno się w niej poruszał, wolno i długo, powstrzymując swoją przyjemność aż do chwili, gdy kobieta osiągnęła pełny, głęboki orgazm.
    Rozkosz obudziła Karinę, która momentalnie poczuła, że prześcieradło pod nią jest wilgotne. Otworzyła oczy i popatrzyła w ciemność wokół siebie. Czuła się przyjemnie rozluźniona i taka, jak opisywała Dorota: świeża i podbudowana. Przesunęła się na drugą stronę szerokiego łóżka, by nie spać na mokrym podłożu, i spokojnie, słodko zasnęła. Obudziła się z odrobiną tego samego uczucia, co w środku nocy, a do pracy przyszła z uśmiechem.
    – O! Chyba już coś było? – zapytała filuternie Dorota.
    – Nie, ale chyba kogoś poznałam…
    – Ho, ho! Szykuje się coś poważnego! – było jedyną odpowiedzią szefowej.
    Karina przez całe popołudnie przygotowywała się do czatu. Wiedziała, że po raz drugi nie może zbyć rozmówcy do ogólnikami. Przywołała więc kilka wspomnień ze swojej klasy maturalnej i jakoś poszło. Zrelacjonowała klasówkę z matematyki i odpytanie z historii. On zwierzył się z wagarów w szatni, na których przygotował się do kartkówki z fizyki. Napisał na cztery.
    Chłopak, wciąż lepiej przez nią poznawany, nie tylko coraz wyraźniej okazywał się różny od Marka, który ją rzucił. Co ważniejsze, Karina zauważyła, że z Markiem – 16-latkiem przez cały czas dobrze jej się pisze. Rozmowa z 25-letnim Markiem ani razu nie poszła jej nawet w połowie tak swobodnie. Ona i ten chłopak pisali więc odtąd ze sobą co wieczór. Zaczęli już polecać sobie filmy i utwory muzyczne, a nawet książki. Marek ocenił, że Karina “bardzo siedzi w klasyce” i że to jest fajne: można się od niej dużo nauczyć.
    Przypominając sobie czasy licealne, sama czuła się już trochę jak maturzystka. Ale przede wszystkim coraz jaśniej zdawała sobie sprawę, że lubi tego chłopaka. Przez krótki czas zastanowiło ją, dlaczego ani razu nie wspomniał o dziewczynach. Ktoś bardziej prostacki może uznałby, że Marek się nimi nie interesuje, ale Karina odrzuciła tę myśl. Bezbłędnie odgadła, że jest po prostu nieśmiały. W środku rozmowy zagadnęła go więc:
    – Czy masz dziewczynę?
    – Nie, nie mam – odpisał po jakiejś minucie.
    – Nie brakuje Ci tego?
    – Może… Zależy, jaka miałaby być. U mnie w klasie jest dużo takich, które interesują się tylko imprezami i modą. Nie mam z nimi o czym rozmawiać.
    Tego wieczoru wymienili się numerami telefonów. Po chwili chłopak zadzwonił.
    – Cześć, tu Marek – powiedział jakoś tak niepewnie. Miał jednak przyjemnie brzmiący głos i z całą pewnością nie był to głos “tamtego” Marka.
    – Dobry wieczór. Jestem Karina.
    – Masz ładny głos – zauważył chłopak. – Taki ciepły. – Słysząc to, również poczuła ciepło. Rozlewało się w okolicy serca, skąd wolno spływało na podbrzusze i było to miłe, subtelne uczucie. Nie niosło niepokoju, tylko coś w rodzaju rozmarzenia.
    – Ty też masz miły głos. – Dbała, by jej słowa zabrzmiały możliwie zwyczajnie, przede wszystkim starając się ukryć drżenie własnego głosu. Niezupełnie jej to wyszło. – Cieszę się, że tak szybko zadzwoniłeś. To było odważne.
    – Dziękuję… – Powiedział to tak, że naprawdę usłyszała jego głosie wdzięczność. – Chciałem cię usłyszeć… – Urwał, wyraźnie się speszywszy. – To znaczy chciałem usłyszeć, jak mówisz… To znaczy…
    – No to zobaczmy, czy w ten sposób też dobrze nam się rozmawia – zaproponowała. – Bo mnie się z tobą rozmawia dobrze.
    Już wiedziała, że cokolwiek między nimi stanie się lub nie, to do niej należeć będzie inicjatywa. Jeszcze się nie zastanawiała, czy chce pójść z tym chłopcem do łóżka. Chciała go lepiej poznać – tego jednego była pewna. Kontynuowali zaczętą na czacie rozmowę. Karina miała teraz wrażenie bliskości z 16-letnim Markiem, choć nie wiedziała nawet, gdzie on jest, i słyszała tylko głos. Nie znała dotąd podobnego uczucia, taka bliskość była dla niej czymś nowym, fascynującym.
    Odtąd coraz częściej rozmawiali przez telefon. Zauważyła, że głos chłopaka brzmi z każdym dniem pewniej, a i ona szybko wyzbywała się początkowej rezerwy. Wkrótce gawędziła z nim sobie niefrasobliwie jak kumpelka z kumplem, jak w czasach szkolnych. A jednocześnie cały czas odczuwała w sobie przyjemne ciepło, jeszcze nie zastanawiając się, co ono znaczy.
    Po tygodniu takich rozmów zaproponowała spotkanie. “Tak, to dobry pomysł” – znów usłyszała w jego głosie ten brak pewności, od którego trochę już odwykła. Zgadła, że chłopiec bardzo chce, ale trochę się boi, więc przejęła pałeczkę, na co była przygotowana. Wybrała kawiarnię, o której przeczytała w necie, że licealiści ją lubią, a właścicielka lubi ich. Marek, któremu taki obrót sprawy wyraźnie ulżył, rzucił godzinę czternastą, wkrótce po szkole. Oczywiście Karina o tej porze była jeszcze w pracy, ale naturalnie tego odpowiedzieć nie mogła. Na poczekaniu wymyśliła, że ma po szkole dodatkowe zajęcia, które kończą się o piątej. Zasugerowała siódmą i na tym stanęło.
    Do późnej nocy szykowała strój na to spotkanie. Wybrała długą sukienkę z ciemnoniebieskiej wełny, a pod spód jasnobłękitną bluzkę i rajstopy pod kolor. Włosy najpierw związała w kucyki, ale wyglądało to groteskowo, więc zdecydowała się na zwykłą kitkę. Spojrzała w lustro i coś jej nie pasowało. Po chwili dotarło do niej, co mianowicie. Zmyła makijaż, a podłużne okulary, ostatni krzyk mody, zamieniła na okrągłe “druciaki”, które nosiła w liceum. Teraz z lustra patrzyła na nią dziewczyna, która rzeczywiście mogłaby mieć 18 lat.
    W łóżku najpierw długo nie mogła zasnąć. Potem przyśniło jej się namiętne zbliżenie z kimś, kto wyglądał na osiemnastolatka. Oddawała mu się leżąc na brzuchu, ze zwiniętą poduszką pod uniesionymi biodrami, tak, by łatwiej mógł ją posiąść. Miała fantastyczny, wielokrotny orgazm, a kiedy jej partner osiągnął spełnienie, dotarło do niej, że nie są niczym zabezpieczeni, ale jakoś nie wywołało to u niej paniki. Obudziła się z tym samym co poprzednio uczuciem rozluźnienia i pewności siebie. I tak jak poprzednio zaraz potem spokojnie usnęła i spała do rana.
    Rano w pracy nadal miała na twarzy wyraz rozmarzenia, który nie uszedł uwagi jej zwierzchniczki.
    – Tak długo się znacie i dopiero pierwsza randka?! – Dorota była zbulwersowana, usłyszawszy wieści. – Chyba nieśmiały ten twój chłopak!
    – Bardzo nieśmiały – przytaknęła z uśmiechem Karina.
    – Ja takich nie lubię. Nie mają ani doświadczenia, ani dzikości… Ale ty baw się dobrze!
    Po pracy Karina najszybciej jak mogła wróciła do mieszkania, wzięła tam szybki prysznic, ubrała się w przygotowane rzeczy i jeszcze raz przejrzała w lustrze. “Idealna dziewczyna dla licealisty!” – podsumowała. Przyszło jej do głowy, że przecież żadne z nich nie wie, jak wygląda drugie, więc zrobiła sobie komórką selfie i wysłała je chłopcu.
    W kawiarni znalazła się kilka minut przed dziewiętnastą. O tej porze nie było tłoku, bez trudu znalazła wolny stoliczek dla dwóch osób. Usiadła, przewiesiwszy płaszcz przez oparcie krzesła, i rozejrzała się po niedużej salce. Ściany pomalowane na ciepłe indygo, na nich fotosy z filmów, przytłumione światło z małych lamp na suficie, z wysoko zawieszonych kolumn głośnikowych sączył się spokojny pop. Przy innych okrągłych stoliczkach siedziały pary nastolatków szepczące coś intymnie do siebie, niektóre trzymające się dyskretnie za ręce lub otwarcie przytulone. Większe stoliki, dla odmiany owalne, zajmowały grupki młodzieży, rozmawiające o czymś żywo, acz niezbyt głośno. Kiedy w pewnej jeden donośnie zarechotał, pewnie usłyszawszy żart, kobieta w okolicach 40-ki, dotychczas siedząca za kontuarem, wyszła zza niego i coś chłopcu szepnęła. Ucichł momentalnie – Karina domyśliła się, że to właśnie ta właścicielka, o której czytała w necie.
    Czekała, próbując udawać przed sobą, że nie czuje nadchodzącej nie wiadomo skąd niecierpliwej ekscytacji. Zapytana, czy coś zamawia, dziewczyna w pierwszym odruchu chciała poprosić o dwa kieliszki wina. Jednak przypomniała sobie, że czasy się zmieniły – dziś chłopcu mogliby sprawdzić dokumenty i zrobić aferę. Odparła, że czeka na kogoś i razem coś zamówią.
    Skrzypnęły drzwi, Karina podniosła głowę. Do kawiarni wszedł chłopak w zimowej kurtce. Krótko ostrzyżony blondyn w okularach, trochę wyższy od niej, lecz nie tak wysoki, jak jej były. Twarz miał całkiem ładną i sympatyczną, jednak daleką od gwiazdorów kina, spoglądających ze zdjęć na ścianach. Przystojny, niczego sobie, ale widziała w życiu wielu piękniejszych, jak choćby ten dupek, który sobie od niej poszedł… A ten – to był prostu niezły chłopak i tyle. Dlaczego więc jej serce zaczęło bić trochę szybciej?
    Omiótł wzrokiem pomieszczenie. Zauważył ją. Uśmiechnął się. Podszedł.
    – Kaja, jesteś jeszcze ładniejsza, niż na zdjęciu – powiedział na przywitanie. I ona odpowiedziała uśmiechem.
    – Siadaj. Cieszę się, że jesteś.
    Zamówili sok z czarnej porzeczki (czuła, że kawa to nie jest teraz dobry pomysł) i czekoladowe ciastka. Zaczęli rozmowę jak zwykle – od tematów szkolnych…
    “Cieszę się” – to nie było dobre określenie jej stanu, nie podobnego niczemu, co dotąd przeżyła. To, co czuła, odkąd usiadł naprzeciw niej, przypominało niewidzialne mrówki biegające pod skórą jej piersi. Odpowiadała na pytania Marka, sama o coś tam go zagadywała, ale gdyby ją ktoś spytał, o czym rozmawiają… Mówiła to, mówiła tamto, byle nie powiedzieć czegoś, co w niej wzbierało; byle nie zwierzyć się z nagle zjawionego pożądania. Choć i tak wiedziała, że jej źrenice są rozszerzone, jej oczy błyszczą, jej piersi pod bluzką pęcznieją, że oddycha trochę szybciej niż zwykle.
    Kiedy skończyli jeść i pić, chciała zapłacić za siebie, ale chłopak nie pozwolił, tylko sam pokrył rachunek. Wyszli razem na ulicę.
    Była jasna zimowa noc. Wiatr zamiótł z nieba chmury, odsłaniając księżyc w pełni. Szron na krawężnikach błyszczał w białym świetle latarń. Karinie wydawało się to wszystko nierzeczywiste, realny był tylko stojący przy niej 16-letni Marek. Wydawało się jej, że oszalałe serce zaraz rozerwie pierś. Odnalazła dłonią jego dłoń, ujęła ją – i ciepłe mrowienie przybrało na sile. Małe stworzonka, dotąd mrowiące się na jej piersiach, potem zbiegły niżej, na talię i brzuch. Już były na pośladkach i wewnętrznych stronach ud. Już krążyły, coraz liczniejsze, pomiędzy jej udami. Szybko przebierając maleńkimi nóżkami, powoli zdobywały wnętrze jej pochwy. Co więcej, zdobywały jej mózg.
    – Wiesz co, Marek? – Starała się mówić wyżej niż zazwyczaj, by głos jej zabrzmiał możliwie trzeźwo. – Może zajrzelibyśmy do mnie? Mam w domu wino…
    – Do ciebie… – W jego głosie usłyszała entuzjazm. – A co na to…?
    – Moich nie ma. Oni… – znów musiała prędko wymyślić coś wiarygodnego. – Oni wyjechali do Niemiec, pracują tam. Bardzo rzadko przyjeżdżają.
    – Ojej, Kaja, to ty jesteś eurosierotą! – rzekł współczująco, obejmując dziewczynę ramieniem. Musiała się bardzo postarać, by nie zamruczeć rozkosznie.

    C.D.N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    W tej pierszej części jast najmniej seksu jako takiego. To rozdział o poznaniu się dwojga ludzi. Diękuję mojej Ukochanej za konsultację.

  • Nastolatek – jej milosc cz. 2

    Z jazdy autobusem zapamiętała niewiele. Najwyraźniejszym wspomnieniem były później wibracje pojazdu, które wciąż czuła pod sobą przez gąbkę siedzenia. Z jazdy windą na swoje piętro zapadła jej w pamięć jego dłoń w jej dłoni. Zdolność pamiętania obudziła się w Karinie, gdy ta wlewała wino do kieliszków. Trzymała butelkę oburącz, inaczej połowę wylałaby na stół.
    Siedzieli w fotelach w największym pokoju. Stał tam tapczanik dla ewentualnych gości. “Tutaj sypiam, kiedy moi są w domu” – skłamała. 16-letniego Marka zainteresował rozstawiony w salonie sprzęt stereo z gramofonem.
    – Tata kumpla taki ma. Zapytałem, po co to, skoro można mieć przenośny głośnik. Kumpel puścił mi Eilish z winyla przez duże kolumny i już wiedziałem, po co… Kaja, włącz coś! – poprosił. – Coś co lubisz.
    Nastawiła płytę z nastrojowym jazzem – myślała, że winyl wypadnie jej z rąk, gdy kładła go na talerzu gramofonu; dalsze nastawianie było na szczęście automatyczne. Sprzęt należał do 25-letniego Marka, który oczywiście nie mógł spakować go do walizek. Wrócić po niego też nie, bo zaraz po jego wyprowadzce Karina zmieniła zamki. Nikomu innemu przedtem ani potem nie zrobiła takiego numeru, ale jemu tak.
    Zmysłowa melodia przytłumionego saksofonu płynęła ściszona. Karina ujęła kieliszek w obie dłonie, żeby nie wylać wina. – Napijmy się za nasze spotkanie. – Wypili po łyczku i odstawili naczynia. Czuła w sobie coraz szybciej biegające mrówki. Jeszcze nie była pewna, co zrobić z tym nagle zjawionym pożądaniem.
    – Kaja, ręce ci drżą – powiedział troskliwie chłopak, kładąc na jej dłoni swoją. Jej pochwa odpowiedziała silnym skurczem, po którym Karina poczuła mokrą plamę na majtkach, a najpewniej i rajstopach. Nie umiałaby już ukryć, że jej piersi pod bluzką pęcznieją, że oddycha trochę szybciej niż zwykle.
    – Poczekaj, Marek, zapomniałam o serwecie na stół…
    – Nie, Kaja, nie trzeba, nie musi być…
    – Dlaczego ma nie być, skoro jest? – Znów podwyższyła głos. – Proszę, podejdź do kuchni. W jednej ze stojących szafek są serwety, weź bordową. – Chłopiec opuścił pokój. Wiedziała, że stojących szafek jest w kuchni sześć i że poszukiwanie serwety zajmie chwilę.
    Jeszcze nigdy w życiu tak szybko nie rozebrała się do naga. Zdejmując kolejne sztuki odzieży i chowając je w szafie, nie wiedziała, czy robi dobrze, czy głupio; wiedziała nie więcej niż to, że inaczej nie może. Mokre rajstopy i majtki ukryła pod szafą. Przyciemniła światło. Zdjąwszy z tapczaniku narzutę, na skrzyżowanych piętach usiadła przy jego brzegu.
    Chłopiec wrócił z serwetą. Gwałtownie zatrzymał się w drzwiach. Na szczęście nie zachował się jak w głupich historyjkach porno – nie zerwał z siebie ubrania ani nie podetknął jej penisa pod nos (tzw. “robienie laski” nieodmiennie przyprawiało ją o mdłości, z czego 25-letni Marek nic sobie nie robił). 16-latek postawił jeszcze krok i stanął, chyba nie wiedząc, jak ma się zachować.
    – Jakaś ty piękna – wykrztusił – jaka piękna…
    – No wiem, że można mieć bardziej obwisłe piersi – odrzekła tak trochę filuternie.
    – Kaja, są cudowne… boskie… idealne…
    Chwyciła wzrokiem jego spojrzenie i zrozumiała to, o czym mówiła Dorota. On rzeczywiście patrzył na nią jak na boginię. Chłonął widok jej ciała, jakby zaraz miał zacząć modlić się do niej. Była pewna, że w tej chwili nie ma dla niego piękniejszej…
    – Cieszę się, że ci się podobają. Chcesz dotknąć?
    – Ja…
    Pochyliła się w jego stronę, by wyjąć mu serwetę z rąk. Rzuciła ją na najbliższy fotel.
    Sięgnęła po dłoń chłopca oburącz, tak jak niedawno po kieliszek wina. Przyciągnęła go do siebie – chłopiec ukląkł. Dotknęła tą jego dłonią swojej lewej piersi, w której znów coraz silniej pulsowało serce. Poczuła dłuższe niż poprzednio ściśnięcie pochwy, więcej wilgoci. Tym razem nie powstrzymała jęku, który wyrwał się z jej ust. Chłopiec spróbował masować jej sutek, nie bardzo wiedząc, jak się do tego zabrać.
    – Delikatniej – poprosiła. – Nie ściskaj… na razie nawet nie głaszcz… tylko tak muskaj… o tak… właśnie tak… – Teraz nie skończyło się na jednym skurczu, jej wnętrze już cały czas lekko pulsowało.
    – Chodź bliżej… – Przyciągnęła go teraz za ramiona. Po raz pierwszy zetknęły się ich usta, poczuła smak jego warg, odczuła w swoich mrowienie, które po szyi zdążało ku piersiom. – Chcesz pieścić ją ustami? – Skierowała jego głowę na twardniejącą różową brodawkę sutka. Już chyba zrozumiał, jak sprawiać jej przyjemność. Raz po raz łechtał koniuszek piersi Kariny, biorąc między dolną a górną wargę i ledwie dostrzegalnie pocierając. Przez kilka chwil, unosząc głowę i przymykając oczy, poddała się rosnącemu podnieceniu.
    Rozbierała go znacznie wolniej niż siebie. Ciało, tak jak twarz, miał ładne, ale nie było w nim nic szczególnego – ani przesadnie umięśnione, ani z fałdami tłuszczu; miało raczej delikatną budowę. Zdejmując mu slipy, trochę się obawiała, czy członek nie okaże się ogromny, lecz i ten – choć stojąc już w pełnej gotowości – na oko mierzył, jak by powiedziała Dorota, “standardowe” 15. Słowem chłopak wszystko miał bardzo zwyczajne, poza tym tylko, że wprawiał Karinę w podniecenie, jakiego dotąd nie znała. Jeszcze nie domyślała się, czym on tak zniewala jej zmysły.
    Już nagiego objęła ramionami, kładąc się wraz z nim na prześcieradle. Leżał teraz trochę przy niej, trochę na niej; jego twarda męskość wbiła się w jej brzuch tuż przy biodrze. Karina powtórnie ucałowała jego usta – i w tym momencie jego prącie jeszcze mocniej stwardniało, chłopiec zakwilił i jej brzuch zalało gorące nasienie.
    – Przepraszam – jęknął żałośnie – nie chciałem…
    Prawdę mówiąc, nie spodziewała się niczego innego.
    – Nie szkodzi, mój kochany – powiedziała bardzo łagodnie, znów całując go w usta. – To nie koniec, to początek. Jeszcze nigdy nie byłeś z dziewczyną, prawda?
    – Nie…
    – Nigdy, z nikim?
    – No…
    Wyczuła, że z czymś mu bardzo ciężko na sercu.
    – Mnie możesz powiedzieć. To niczego nie zmieni. Dopiero zaczęliśmy…
    – No więc… Raz próbowałem zrobić to z chłopakiem z ostatniej klasy, bo powiedział, że może mi się spodoba… Ale ja nie…
    – Nie stanął ci? – Chłopiec milcząc kiwnął głową. – I jak się to skończyło?
    – On mnie wyśmiał. A potem… – Przez moment zdawało się, że więcej słów nie wykrztusi. – A potem powiedział: “No to jesteś dziewczynką!”. No i… No i on to zrobił ze mną. To było okropne, strasznie bolało…
    – Wiem, jak to boli. – Po tych słowach znów całowała i pieściła chłopca.
    – Potem przez długi czas ten chłopak mnie zaczepiał. Wysyłał SMS-y: “Dziewczynka potrzebuje kutasa?” albo “Trzeba wsadzić dziewczynce?”. W końcu przestał.
    – Nie jesteś żadną dziewczynką – szepnęła czule, acz stanowczo. – Po prostu nie masz takich skłonności. Ja też w twoim wieku spróbowałam z koleżanką i było tak sobie… Takie rzeczy są tylko dla niektórych, nie dla wszystkich. Teraz zobacz: u kobiety im mniej widoczne miejsce, tym wrażliwsze na dotyk. Na przykład piersi najwięcej czują od spodu. Spróbuj pieścić je tak, jak przedtem, ale tylko tu. Przyda ci się, kiedy twoja żona będzie karmiła; wtedy same brodawki są aż za wrażliwe, za to te miejsca w sam raz…
    Leżała na wznak, a chłopak przyjemnie drażnił spody jej piersi – subtelniej niż za poprzednim razem, kiedy panowało nad nim nagromadzone podniecenie. Karina w odpowiedzi wzdychała i pojękiwała, z lubością przymykając oczy; przyjemność ogarniała już całą jej klatkę piersiową.
    – To samo pośladki – mówiła coraz bardziej rozmarzonym głosem, przewracając się na bok. – Spróbuj tak samo pieścić ich spody.
    Bieganina mrówek przyspieszyła wokół jej bioder. Nie przerywając tej pieszczoty, nastolatek zaczął muskać spody jej sutków ustami. Cały tułów dziewczyny wibrował teraz od podwójnego dotyku. Na moment odemknęła powieki, by spojrzeć na krocze chłopaka.
    – O, widzisz? Już ci się znów podnosi. Wiesz co? Przenieśmy się do sypialni, tam jest wygodniej.
    – Dobrze, to ja po drodze sobie umyję…
    Karina poprzestała na wysuszeniu brzucha ręcznikiem kuchennym i przetarciu chusteczką odświeżającą. Uznała, że depilacja to wcale nie był zły pomysł – żadnych pozlepianych włosów! Kiedy zza drzwi łazienki dochodził słaby chlupot wody, przygotowała łóżko w sypialni tak jak wcześniej tapczanik: zdjęła i schowała narzutę, kołdry odsunęła na bok. W szufladzie nocnej szafki miała przygotowane kilka rodzajów prezerwatyw – wybrała te najgrubsze. Dla początkującego nastolatka będą w sam raz: osłabią wrażliwość na dotyk, opóźniając wytrysk.
    Gdy chłopiec wrócił z łazienki, jego erekcja nie wydawała się mniejsza niż kiedy tam szedł. Dziewczyna przywitała go siedząc ze skrzyżowanymi nogami pośrodku małżeńskiego łoża. Poprosiła, by usiadł naprzeciwko niej. Najpierw powtórzył ostatnią pieszczotę jednocześnie piersi i pośladków. Karina nie próbowała na razie pieścić chłopaka, wiedząc już, że i bez tego niewiele mu trzeba… Poddawała się tylko jego coraz wprawniejszym dotknięciom, czując, jak błogość rozchodzi się po całym ciele, a wilgoć wypełnia wnętrze. Potrzebowała teraz trochę bardziej zdecydowanych czułości i poprosiła o nie. Chłopak zaczął gładzić pupę dziewczyny całą powierzchnią dłoni, zarazem całując namiętnie sutki. Nie krępowała się rozkosznych westchnięć i jęków.
    Kiedy na chwilę przerwał, podciągnęła kolana pod brodę, obejmując rękami zgięte nogi. Była już gotowa i na tę pieszczotę.
    – Zobacz, kochany. Na pewno wiesz o tym miejscu – wskazała swoją malutką łechtaczkę. – Jej trzeba z początku dotykać jeszcze lżej. Zacznij tak, jakbyś prawie nie dotykał.
    Nastolatek z nieomal nabożeństwem pogłaskał najpierw skórę wokół perły, potem odważył się dotknąć jej samej. Waginkę Kariny przeszył dreszcz; delikatnie zawibrowały pośladki, brzuch, talia, brodawki sutków zamieniły się w twarde pestki. Po niedługiej chwili subtelnych uniesień dziewczyna zapominała o wszystkim; wiedziała tylko, że z każdym dotykiem jej kobiecość wolno się rozszerza, gotowa przyjąć męskość – nie jakąkolwiek, tylko właśnie tę.
    Pocałowała go namiętnie w usta.
    – Zależy mi, żebyś użył gumki – powiedziała, biorąc z nocnego stolika plastikową saszetkę. – Rozumiesz, nie czuję się gotowa na macierzyństwo…
    – Jasne – bąknął nieśmiało.
    – Nie używałeś tego jeszcze? – Dziewczyna rozdarła brzeg opakowania. – No to pokażę ci, jak zakładać. – Nim dotknęła jego członka, przypomniała sobie, w czym tkwi główny problem. – Spróbuj zacisnąć zwieracz tak, jakbyś bardzo nie chciał się zsikać. – Chyba poszedł za jej radą, bo wypadku nie było. – O, widzisz, tu trzeba zostawić trochę wolnego miejsca, żeby twoja eksplozja jej nie rozerwała!
    Karina położyła się na plecach, podłożyła sobie jasiek pod pupę, przyciągnęła uda do piersi.
    – Teraz podeprzyj się kolanami i choć jednym łokciem, żebyś mnie nie zmiażdżył! O, właśnie tak. I czekaj, ja cię poprowadzę. Proszę, zaciśnij! – Ujęła koniec jego penisa między dwa palce i nakierowała na wejście do pochwy. – Wchodź powoli, powoli…
    Jęknęła czując, jak wypełnia ją centymetr po centymetrze. Był nieco większy od niej i troszeczkę ją rozpychał. Nie było to jednak przykre, jak przy tamtych gwałtownych osiemnastu centymetrach. Miała przyjemne uczucie poddawania się męskiej przewadze nie demonstrowanej siłą. Już wypełniona do końca, nie wiadomo skąd poczuła się zupełnie szczęśliwa, całkiem mu oddana. Delikatnie pulsowała wokół niego.
    – Na razie nim nie ruszaj – poprosiła. – Całuj moje cycki, kochany, tak jak przed chwilą.
    Miała wrażenie, że pod jego czułymi ustami jej piersi stają się jeszcze większe. Rosły od wypełniającego je drżenia, wywołującego niewielkie skurcze jej wilgotnej dziurki. Musiał to poczuć. Jego biodra odruchowo rozpoczęły powolne ruchy, których echo rozchodziło się falami po ciele Kariny, docierając aż do jej mózgu.
    – Tak, właśnie tak, najmilszy – szeptała – wolno, delikatnie, właśnie tak…
    Roztapiała się w tych jego ruchach. Jej biodra wychodziły na spotkanie jego biodrom, falowała doskonale zgrana z jego falowaniem, jak w tańcu.
    Nagle przestał się poruszać, poczuła w sobie jego pulsowanie, zobaczyła w jego oczach panikę. Wcześniej niż by chciał zbliżał się wytrysk… Sięgnęła dłonią do krocza chłopca, miękko objęła jego mosznę i delikatnie, by nie sprawić bólu, pociągnęła za jądra. W samą porę przypomniała sobie ten trik. Ustało pulsowanie członka, wzwód odrobinę zmalał.
    Przez parę chwil chłopiec jedynie dopieszczał jej biust. Zachęcony przez nią, znów zaczął się ruszać, najpierw jeszcze wolniej niż poprzednio, ale wkrótce odruchowo przyspieszył. Ona też potrzebowała już tego. Miłe dreszcze przebiegały przez nią jeden po drugim, jej szyja sama odginała się w tył, jej biodra wykonywały coraz bardziej zdecydowane ruchy, jej serce, jej skronie, jej pochwa pulsowały razem, w oczekiwaniu orgazmu. I wtedy jego narząd znów do końca stwardniał w niej, zadrgał i napełnił gumkę. Speszonemu chłopcu momentalnie spąsowiały policzki.
    – Nie przejmuj się – powiedziała do niego czule. – To normalne za pierwszym razem. Powtórzymy to, choćby za chwilę.
    Nie oczekiwała cudów po niedoświadczonym nastolatku. Wiedziała jednak, że z każdym stosunkiem jego podniecenie będzie mniejsze, a wprawa – większa. Już teraz wytrzymał o wiele dłużej niż tam, w salonie. Wyczuwała też, że naprawdę zależy mu na jej przyjemności.
    Położył się obok. Objęła go ramieniem, przytulając jego głowę do swojej.
    – Jak na początek, wcale nie poszło ci źle. – Serdeczny ton w jej głosie nie był wysilony, płynął z jej serca. – Dlaczego nigdy nie spróbowałeś z żadną koleżanką?
    – Wiesz, mnie nudzą imprezy i źle się czuję w klubach, a podryw idzie głównie tam. Poza tym – chłopak znowu poczerwieniał – raz przypadkowo zobaczyłem w szatni, jak dwie dziewczyny z klasy oglądały porno na tablecie. Strasznie się ekscytowały, jakiego ten facet miał wielkiego… A ja mam widzisz co…
    – Kochany, te dwie były pewnie dziewicami. Nie wiedziały, o co chodzi w seksie. Zresztą powinno im dać do myślenia choćby to, że same zaspokajają się jednym paluszkiem. Tylko niektóre kobiety świrują na punkcie dużych fiutów, jak moja sz… jak jedna moja koleżanka. A niektóre mają po prostu duże cipki. Ja mam, jak widzisz, małą, zresztą w każdej najwrażliwsze są pierwsze 3 centymetry…
    – Mówisz tak, żeby mnie pocieszyć.
    – No dobrze, jak już koniecznie chcesz wiedzieć, miałam faceta z 18-centymetrowym, na dodatek posługiwał się nim jak młotem kowalskim. Ile on mi sprawił bólu! To znaczy jak trochę go zmitygowałam, bywało nawet nieźle, tylko rzadko dawał się zmitygować. Potem i tak o wszystko obwiniał mnie. A zanim mnie po chamsku rzucił… – i opowiedziała o gwałcie analnym, bo teraz już nie miała wątpliwości, że był to gwałt. – No i stąd wiem, jak to boli.
    – Kaja, on chyba chciał tylko mieć panienkę do walenia w dupę – zawyrokował chłopiec. – Tamten chłopak pewnie chciał tego samego ze mną… W pierwszej klasie, jak jeszcze trochę imprezowałem, jedna pijana laska poskarżyła się na takiego faceta. Poszła z nim do hotelu, bo koleś był przystojny i dobrze ubrany, 24 lata. Też miał dużego i ciągle nalegał, żeby pozwoliła mu w drugą dziurkę. Kiedy twardo powiedziała “nie”, dał jej w twarz i wyrzucił nagą z pokoju. Tłumaczyła mi, że opowiedziała to mnie i tylko mnie, bo on miał tak samo jak ja na imię.
    No to Karina wiedziała już wszystko. “Sobie niech w dupę wsadzi tego ogromnego chuja! – pomyślała. – Najlepiej uciętego”. Ucałowała usta chłopca. Potem na boki rozłożyła zgięte w kolanach nogi.
    – Zobacz, moja cipeczka ma dwie wargi, tak jak usta. Możesz je gładzić wzdłuż palcami… O taaak… – Jego dotyk sprawił, że jej nie rozładowane podniecenie znów zaczęło szybko rosnąć. Czuła jak wilgotnieje, jak panoszą się w niej drobiny rozkoszy. Każdy wdech wypełniał jej płuca pragnieniem. – Możesz to robić też językiem. I możesz pocałować jak usta…
    Przyssał się do jej kwiatka w namiętnym pocałunku. Jego usta pobudzały ją odruchowymi zagarnięciami do wewnątrz, a kącikiem obejmowały łechtaczkę, wywołując przyjemne mrowienie. Jego dłonie wsunęły się pod jej tyłek i zaczęły gładzić go – nieznacznie uniosła biodra, aby to ułatwić. Oddawała się słodkiemu wibrowaniu, jakby była skrzypcami pod pieszczotą smyczka. Każdy dotyk jego ust, każde poruszenie jego języka wzbudzało przyjemne napięcie w każdym skrawku jej ciała. Brzuch, sutki, nozdrza, zwoje mózgowe stawały się jednym wielkim oczekiwaniem na kolejne powitanie jego w niej. Biodra mimowolnie zaczęły wędrować w górę i w dół, pochwa była gotowa do kolejnego złączenia.
    Podniosła się, podała mu rozpakowaną prezerwatywę – już sam nałożył ją prawidłowo. Poprosiła, by ułożył się na plecach. Uklękła nad nim i ostrożnie wprowadziła w siebie koniec prącia. Wolno opadała, aż usiadła na nim wypełniona. Znów unosiła się i opadała, czując jak każdym poruszeniem zwiększa w sobie przyjemne napięcie. Ruszała się tak, by twardy członek pobudzał ją jeszcze mocniej, jeszcze rozkoszniej. Od błogości przymykała oczy, lecz raz jeden spojrzała – chłopak patrzył na nią z uwielbieniem, nie jak na piękną kobietę, ale jak na jedyne, co w tej chwili dla niego istniało.
    Wtem uwielbienie przeszło w przestrach. Karina poczuła w swoim wnętrzu znane już sobie twardnienie i drżenie. Momentalnie zamarła w bezruchu, aż niebezpieczeństwo minęło. Postanowiła przez jakiś czas nie poruszać biodrami w dół i w górę, tylko w przód i w tył. To go aż tak nie pobudzało, a ona – ona miała teraz nieco inne doznania, poprzeczna stymulacja była nie tak intensywna, ale głębsza. Pochyliła miednicę do przodu, tak by ocierać się pobudzoną już łechtaczką o ciało partnera. Od tych doznań drżała, wibrowała, zalewana coraz wyższymi falami ciepła przygotowywała się na orgazm. Chciała przeżyć go razem z chłopakiem, więc znów unosiła się i opadała, tylko teraz szybciej. Jeszcze jeden skurcz, jeszcze jeden dreszcz przebiegł przez piersi, jeszcze jedna fala podniecenia w podbrzuszu – i przyszła rozkosz. Nie była wielka ani głęboka, nie wyszła nawet poza okolice łona, przypominała trochę tę pamiętaną z dziecinnych masturbacji – lecz ważna, bo pierwszy raz przeżyta z nim. Przedłużając swoją przyjemność ruchami bioder w przód i w tył, Karina czuła, jak członek chłopca pulsuje w niej, wypełniając lateks kolejnymi porcjami nasienia. Opadła, kładąc się piersiami na jego piersiach, ciągle z nim w sobie. Całowała go w przymknięte powieki, a potem w usta.
    – Mmmm, było mi dobrze – szepnęła mu w ucho. – Dziękuję ci. Nie myślałam, że uda się już za drugim razem. Miło mnie zaskoczyłeś.
    Poczuła jego dłonie głaszczące jej plecy.
    – A ja dziękuję tobie, Kaja – odszeptał. – To dla mnie ważne, że dałem ci przyjemność. Kochana… Czy mogę z tobą jeszcze trochę poleżeć?

    C.D.N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    Drugi rozdział – tu związek zyskuje już wymiar jednoznacznie seksualny. Ponownie dziękuję mojej Ukochanej za konsultację!

  • Kamila cz.1

    Kamilkę poznałem pierwszego dnia w nowej pracy. Nowy kolega oprowadzał mnie po zakładzie i wyjaśniał czym zajmują się poszczególne działy, gdy przed oszklonymi drzwiami wejściowymi zobaczyłem najbardziej niesamowite nogi w całym moim dwudziestosiedmioletnim życiu.

    – Ty, a to kto? – zapytałem mojego przewodnika. Ten zerknął na nią, uśmiechnął się i odpowiedział:

    – To Kamila, najpopularniejsza dziewczyna tutaj. Zamknij tę szczękę, głupio wyglądasz.

    Faktycznie, kopara mi opadła na jej widok. Nie mogłem oderwać wzroku od obleczonych w czarne rajstopy zgrabnych nóg na wysokich obcasach, zwłaszcza że nylony i szpile są moim fetyszem. Stała w czarnym, krótkim płaszczyku, paląc papieroska. „Dobra nasza” – pomyślałem – „będzie pretekst żeby ją wyciągać i się poznać”.

    W ciągu następnych kilku miesięcy konsekwentnie realizowałem ten plan. Kamila prócz bardzo seksownej okazała się też być taką swojską dziewuchą – nie dawała sobie w kaszę dmuchać, przez jej riposty nieraz opluwałem się ze śmiechu. Okazało się, że mamy sporo wspólnego, lubimy bardzo dużo tych samych rzeczy, więc siłą rzeczy po jakimś czasie moje zainteresowanie nią bardzo wzrosło. Szczerze powiedziawszy… po ostatnim rozstaniu, które zdarzyło mi się niedługo przed nową pracą, nie chciałem mieć nikogo na stałe. Ale przy Kamili bardzo szybko zapominałem o tym postanowieniu.

    Zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie mam na jej punkcie pewnego rodzaju obsesji. Pracowaliśmy w dwóch osobnych pomieszczeniach umiejscowionych po przeciwległych stronach budynku. Wyobraźcie sobie kwadrat podzielony na 4 części – ja siedziałem na dole z prawej strony, ona na piętrze z lewej. Mimo tego często do nas wpadała, a ja zawsze wykorzystywałem okazję żeby ją podziwiać. Nie było dnia, by nie wyglądała seksownie i kobieco, ale nie w taki wulgarny sposób, lecz elegancki. Niejednokrotnie w jej towarzystwie nawet nasi klienci zapominali co właśnie mówili. Było to śmieszne, ale miało też swoje zalety: kiedy ktoś przychodził z reklamacją, wystarczyło poprosić Kamilkę, by zajęła się klientem. Nie skłamię mówiąc, że jakieś 90% tych reklamacji stłumiło się w zarodku.

    W trakcie pracy na papierosa wychodziło się przed magazyn. Mówię o tym, gdyż jest to kluczowe miejsce w tej opowieści. Wchodziło się z korytarza w budynku, przechodziło przez powierzchnię magazynu do wyjścia, i dopiero tam można było zapalić. To tam spędziłem z Kamilą najwięcej czasu. Chciałem do niej zarwać (zresztą chyba jak każdy facet w firmie), ale był jeden szkopuł: Kamila była na zabój zakochana w swoim facecie. Dowiedziałem się, że rzadko się widują ze względu na to gdzie mieszkają, mimo tego uważała swój związek za bardzo udany. Chociaż mówiłem że mnie to cieszy i trzymam za nich kciuki, to jej słowa potrafiły mi sprawić wręcz fizyczny ból. Czułem się jak nastoletni gówniarz, sfochany bo czegoś nie może mieć.

    Sytuacja, którą chcę opisać, wydarzyła się jakieś pół roku po moim zatrudnieniu. Musicie wiedzieć, że w pewnym sensie jestem pracoholikiem – potrafię siedzieć w robocie po 12 godzin dziennie, żeby tylko robota była zrobiona. I to był właśnie jeden z takich dni.

    Kamila tego dnia zrobiła furorę swoim strojem: czarne sandałki na wysokiej szpilce, skórzana mini i seksowna czarna bluzka pięknie podkreślały jej kształty. Wszystkim tłumaczyła, że zaraz po pracy przyjeżdża po nią chłopak i jadą na imprezę, więc po prostu nie będzie miała czasu się później przebrać (serio, jakbyśmy na to narzekali). Dzień pracy minął, i myślałem że tylko ja zostałem na zakładzie. Właśnie klepałem kolejną fakturę, gdy zechciało mi się wyjść na papierosa. Wyszedłem więc powoli z pokoju, gdy usłyszałem stukot obcasów i głos Kamili:

    – Boże, Tomek, ale się za Tobą stęskniłam…

    „No zajebiście” – pomyślałem – „ten jej fagas jeszcze przyjechał”. Już chciałem do nich podejść, gdy usłyszałem jakby głuche uderzenie i jej jęk. Pomyślałem że ją uderzył, więc lekko się wychyliłem żeby skontrolować sytuację.

    Kamila stała pod ścianą, z rękoma zarzuconymi na szyję jej faceta, w biodrach oplatając go swoją nogą. On jedną ręką trzymał ją w talii, drugą co jakiś czas dawał jej klapsa. Oboje nie odrywali od siebie ust, walcząc na języki. Cofnąłem się, żeby mnie nie zauważyli. Chociaż zazdrość się we mnie gotowała, jednocześnie poczułem jak mi staje. Próbowałem się opanować, gdy znów usłyszałem głos Kamili:

    – Nie tutaj, wariacie… choć mam na ciebie straszną ochotę…

    – Nie będziemy mieli czasu przed imprezą – odpowiedział jej – a tak wyglądasz, że muszę cię przelecieć… nie masz tu jakiegoś ustronnego miejsca?

    – W zasadzie… chodź za mną – powiedziała, po czym usłyszałem ich kroki.

    Wychyliłem się raz jeszcze – zobaczyłem że idą do magazynu. Odczekałem chwilę, walcząc z myślami czy podążyć za nimi. W końcu moje pożądanie wzięło górę i zakradłem się za nimi.

    W magazynie schowałem się za jedną ze skrzyń – nie było szansy żeby mnie dojrzeli. Stałem tak, widząc ich oboje z profilu, a oni znów namiętnie się całowali, z tym że teraz Tomek pieścił rękami jej tyłek pod spódniczką. W pewnym momencie oderwała się od niego i powiedziała:

    – Weź mnie tak, jak lubisz…

    Tomek odwrócił ją tyłem do siebie i lekko popchnął na biurko. Kamila oparła się o nie, seksownie wypinając dupcię i zsuwając z siebie majtki, on w tym czasie rozpiął spodnie i wyciągnął penisa. Po chwili podciągnął tylko jej spódniczkę i wszedł w nią ostrym pchnięciem.

    Czekałem tylko aż Kamila krzyknie – ku mojemu zdziwieniu, opuściła tylko głowę, chowając twarz we włosach. On uderzył tak jeszcze kilka razy, aż podniosła głowę. Na jej twarzy malował się szeroki uśmiech zmieszany z podnieceniem.

    – Dalej ogierze… rżnij swoją seksowną suczkę… – wyjęczała.

    Nie wiem co mnie bardziej podnieciło: jej uśmiech i czy jej słowa, wiem tylko że patrzyłem jak zahipnotyzowany. Nawet nie potrafię powiedzieć kiedy wyciągnąłem swojego kutasa i zacząłem sobie walić, patrząc na nich. Tomek, trzymając ja za biodra nabijał ją ostro, aż słychać było uderzenia ich ciał. W pewnym momencie on jedną ręką złapał ją za kark, i zaczął znów zadawać pojedyncze pchnięcia. Były one tak mocne, że Kamila aż zajęczała:

    – Nie… przestawaj… mnie… pieprzyć… zaraz… dojdę…

    Po kilku chwilach wygięła plecy w łuk, dochodząc z głośnym jękiem. Po chwili on też trysnął w jej cipce.

    – Och kotku… jesteś boska… – wysapał

    Kamila odwróciła się do niego z szelmowskim uśmiechem:

    – Dobrze… ty się zabawiłeś… teraz ja się chcę zabawić…

    Mówiąc to kucnęła przed nim i wzięła jego kutasa do ust. Widać było że i lubi, i umie to robić. Przy tempie, które sama sobie narzuciła, sam doszedłbym w kilka sekund, Tomek jednak dzielnie się trzymał. Przez kilka minut dał jej się zabawić, po czym złapał ją za głowę i przyspieszył jeszcze bardziej. Ona nadal wytrwale polerowała ustami jego penisa. Rękami trzymała mocno jego pośladki, nie dając Tomkowi chwili wytchnienia. Po następnych kilku minutach oburącz przytrzymał nieruchomo jej głowę, tryskając do jej ust. Wyglądało to diablo seksownie, lecz dopiero jej pomruk zadowolenia gdy łykała jego spermę sprawił, że sam trysnąłem.

    – Jezu, Kami, wypompowałaś mnie do cna – powiedział do niej uśmiechnięty, zapinając spodnie. Ona, zakładając majtki, odpowiedziała:

    – Mam nadzieję, że nie… – objęła go za szyję uśmiechnięta – Liczę na to, że na imprezie też znajdziesz chwilę, żeby mnie nakarmić…

    – Co tylko zechcesz…

    Doprowadzili się do porządku i wyszli z magazynu. Kwadrans później widziałem jak wsiadają do auta i odjeżdżają. Ja pośpiesznie wróciłem do biura i zebrałem się do domu. Tej nocy waliłem jeszcze kilka razy, rozpamiętując to, co zobaczyłem, i wyobrażając sobie co robią na imprezie. Kto by pomyślał, że ta zwykła, fajna dziewczyna, prywatnie jest taką suczką? Parę miesięcy później miałem okazję się o tym przekonać, ale to już opowiem innym razem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    takitamanonim
  • Nastolatek – jej milosc cz. 3

    Obudziła się w środku nocy, czując parcie w pęcherzu. Wstała ostrożnie, żeby chłopca nie obudzić. Sami nie wiedzieli, kiedy w czasie ostatnich, tych najbardziej niewinnych czułości ogarnął ich sen.
    Gdy, wróciwszy z łazienki, położyła się obok chłopca, zaskoczył ją pocałunkiem. Całował namiętnie jej usta raz za razem, nie przerywając, nie odrywając się od jej warg, biorąc to dolną, to górną między swoje. Udem napierał przy tym lekko na jej łono. Niewidzialne mrówki znowu gromadziły się na jej piersiach. Czuła się brana w posiadanie – sama nie wiedząc, czy przez nie, czy przez niego – i wcale nie chciała tego powstrzymać. Kiedy pobudzał ustami jej sutki, witała radośnie dreszcze w płucach, fale ciepła w brzuchu, każdą kroplę wilgoci w pochwie. Całował jej ciało miejsce koło miejsca, a ona oddawała mu się, szczęśliwa, że należy do niego. Gdy jego usta wędrowały po wewnętrznych stronach jej ud, radośnie poddawała się nowemu podnieceniu. Pragnęła tego chłopca, chciała mieć go w sobie i wolno szykowała się na to. Kilka pocałunków w wargi pochwy i łechtaczkę, właściwie jeden długi pocałunek, w którym ruchy jego ust nieprzerwanie przechodziły jeden w drugi – i wiedziała, że już czas, by się stało. Sięgnęła na stolik po jeszcze jedną gumkę.
    – Teraz spróbuj wejść od tyłu, o tak – prosiła, kładąc się na boku, plecami do niego.
    W obawie, że jeszcze nie poznał dobrze jej ciała, pomogła mu wejść, by nie sprawił jej niechcący bólu. Kiedy zaczął się w niej poruszać – o, wtedy zaczęły się naprawdę mocne doznania. Jego prącie, wsuwając się i wysuwając, stymulowało teraz obszary pochwy, jakich dotychczas nie pobudzał. Poruszenia chłopca wywoływały w niej nowe, nieznane jeszcze echo. Rosła w niej jakaś pierwotna żądza ukryta w brzuchu, szczególnie tam, jej kręgosłup sam odginał się w dół, oddech stawał się krótki, spazmatyczny, w uszach tętno zagłuszało każdy inny dźwięk. Karina była jak zamroczona, już nie potrafiła kochać się z otwartymi oczami, jasna czerwień zamkniętych powiek stanowiła jedno z czerwienią jej krwi, jej wnętrza. Jej pośladki drżały przy każdym spotkaniu z jego podbrzuszem. Nie uprawiała seksu, była nim cała. Odnalazła dłoń chłopca i położyła ją sobie na wzgórku łonowym, jego palce znalazły jej łechtaczkę i zaczęły ją pieścić, teraz przyjemność szła z dwóch stron, mrowienie opanowało jej biodra intensywniej niż dotąd. Poczuła pulsowanie w piersiach, zdała sobie sprawę, że wraz z nimi pulsuje odbyt, że dreszcze przebiegają w górę jej pleców i wiedziała, co to znaczy: nadchodził naprawdę silny orgazm. Fale przyjemności jedna po drugiej zalewały Karinę, aż tonęła w nich jakakolwiek myśl. Już nie miało dla niej znaczenia, kim jest, była czy będzie, liczył się tylko ten moment, ten spazm rozkoszy, to uderzenie serca, ten skurcz pochwy, ten ruch bioder, ten półprzytomny jęk. Odgięła biodra do tyłu, by czuć to jeszcze wyraźniej, skurcze ogarnęły jej pochwę i cewkę moczową, czuła, że wraz z jej trzema dziurkami pulsuje macica, a potem o niczym już nie wiedziała, odpływając w błogości. Fale przetoczyły się przez jej ciało, pozostawiając spokojne rozluźnienie. Chłopiec zdążył jeszcze wysunąć się z niej, zdjąć gumę i wtulić prącie w jej pośladki, a potem zalał je przyjemnym ciepłem.
    Przytulił ją od tyłu, całując w kark, grzejąc dłońmi jej piersi. Chciała coś powiedzieć, ale bała się, że wyjdzie jej z tego miłosne wyznanie. “Nie, to bez sensu – powiedziała sobie w trzeźwiejących już myślach. – Tu przecież chodzi tylko o poczucie się lepiej, zapomnienie o toksycznej relacji. Jest mi z nim dobrze i tym trzeba się cieszyć, nie dopatrując się więcej niż jest”. Zasnęła w jego objęciach.
    Rano on miał na ósmą do szkoły, ona pracę w sklepie rozpoczynała o dziewiątej. Kiedy wyszedł, ucałowawszy ją długo i czule na “do widzenia”, wzięła tym razem nie prysznic, a pełną, półgodzinną kąpiel w wannie. Wytarłszy ciało i wysuszywszy włosy, obejrzała się w lustrze. Była w pełni zadowolona ze swego ciała, czuła się piękna, atrakcyjna, pewna siebie. Nie była pewna, czy sprawiła to sama miłosna noc, czy może zachwyt i uwielbienie, którymi obdarzył ją chłopak, udzieliły się i jej.
    Dorota jak zwykle zauważyła w niej zmianę i domyśliła się jej źródła.
    – Jak tam poszła kopulacja? – spytała, szczerząc zęby w uśmiechu.
    Dotychczas Karina dziwnie czuła się z ostentacyjnym biologizmem swej pracodawczyni. Tym razem dlaczegoś uznała, że najlepsza będzie odpowiedź w podobnym stylu – szczera i otwarta.
    – Pierwszy raz za szybko się skończył. Drugi był niezły. Trzeci… zajebisty!
    – Ach, czyli zapewne prawiczek, ale pojętny. Znam ten typ. Warto spotkać się znowu. Tylko, Karina, nie angażuj się! Takie rzeczy rzadko mają przyszłość. Pobaw się, ile chcesz, i idź dalej.
    Już następnego dnia znów umówili się na późne popołudnie. Tym razem on miał przyjść prosto do niej. Choć za nic nie przyznałaby mu się do tego, stroiła się na to spotkanie od powrotu z pracy. Nie mieli wychodzić na dwór, zatem nie potrzebowała ubierać się ciepło. Po wielu przymiarkach wybrała nareszcie krótką białą sukienkę, która teraz wisiała już w odprasowana na wieszaku przy uchylonych drzwiach łazienki. W szufladzie w sypialni czekał koronkowy komplet w tym samym kolorze – stanik i majteczki. Gdy Karina skończyła kąpiel, do przyjścia chłopca pozostało jeszcze pół godziny.
    Naga i świeża kończyła suszyć włosy przed lustrem w łazience – gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Pomyślała, że to ktoś z sąsiadów. Czego mógł chcieć? Postanowiła udawać, że jej nie ma, póki nie odezwie się domofon. I w tejże chwili usłyszała zza drzwi znajomy głos:
    – Kaja, już jestem! – wołał 16-letni Marek. – Ktoś nie domknął drzwi na dole, postanowiłem zrobić ci niespodziankę.
    Niespodziankę… rzeczywiście brakowało mu doświadczenia z kobietami, pewnie nawet nie miał starszej siostry i nie wiedział, ile czasu dziewczyna potrzebuje, by przyszykować się do randki! Karina w popłochu popatrzyła wokół siebie. Na ubranie się w bieliznę nie było już szans. W pośpiechu narzuciła sukienkę na gołe ciało i tak otworzyła drzwi. Był w tej samej kurtce co poprzednio, teraz częściowo rozpiętej, ale pod nią miał inny sweter… spodnie chyba też. W ręku trzymał niewielką paczuszkę.
    – Kupiłem pyszne ciastka! – zakomunikował. – Przyniósłbym wino, ale mnie jeszcze nie sprzedadzą…
    – Kochany, nie trzeba było, ale… dziękuję! A wino mam.
    Kiedy wchodził, w ostatniej chwili zasłoniła sobą przedpokojowy stolik, bo dostrzegła, że w roztargnieniu zostawiła tam prezerwatywy, i to samych w saszetkach. Wpuściła go pierwszego do pokoju, a nie wiedząc, gdzie schować gumki, po prostu wrzuciła je do kieszeni sukienki.
    Ciastka rzeczywiście były znakomite, chyba nawet lepsze od tych w kawiarni – dobrała do nich półsłodkie różowe wino. Na gramofonie kręciła się znów ta sama płyta z nastrojowym jazzem. Chłopak wolno dokończył wino. Od dłuższej chwili Karina wyczuwała, że coś mu ciąży.
    – Słuchaj, Kaja – odezwał się – nie mogę dziś zostać na noc. Wujostwo nagle przyjechało i moi chcą, żebym na dwudziestą był w domu. Rozumiesz, ja nie mam tyle swobody co ty… Przepraszam.
    – No cóż, zdarza się – odparła z uśmiechem, choć tak naprawdę czuła rozczarowanie. – Ale chyba możemy zatańczyć?
    Wstała i podała mu rękę, już poruszając się w takt wolnego bluesa. Dołączył do niej i razem kołysali się w rytmie.
    – Wiem, że kiepsko tańczę – powiedział przepraszająco, kiedy nie zareagował w porę na jej taneczny piruet.
    – Nieprawda, masz dobre poczucie rytmu, to widać. Reszta to kwestia wprawy… tak jak w seksie.
    Chłopak chyba stawał się śmielszy, a może to porównanie dodało mu odwagi? W każdym razie już przy następnym utworze położył dłonie na jej biodrach. Tak bliski dotyk, przez sam tylko materiał sukienki, zaczął rozgrzewać jej zmysły. Przybliżyła się do niego, by móc złożyć całus na jego ustach. Zdaje się, że to ośmieliło go dodatkowo. Zaczął pieścić jej pośladki przez sukienkę i Karina wiedziała, że nie ma odwrotu. Jej biodra ogarniało znajome mrowienie – ale nie tylko o to chodziło. Bo oczywiście po małej chwili odkrył brak majtek pod sukienką. Z pewnością nie przyszło mu do głowy, że ubrała się tak jedynie z pośpiechu. Z pewnością uznał, że specjalnie tak to zaplanowała, by uwieść go w tańcu. Pod jego dłońmi materiał wolno lecz nieodwołalnie wędrował do góry. Już palce chłopca zetknęły się z dolnym obszarem jej krągłości. Bez wątpienia dobrze go wyedukowała. Pieszczoty przyspieszyły jej tętno, oddech, wydobyły z niej wilgoć – kropelka nektaru spływała właśnie po lewym udzie Kariny. A jego dłoń wędrowała w ciasną przestrzeń pomiędzy jej udami. Nie mogła i nie chciała przerwać rozpoczętej gry – rozstawiła nogi szerzej. Jego palec prześliznął się kilka razy po ujściu jej odbytu i choć była już pewna, że nienawidzi penetracji tej dziurki, zewnętrzne karesy pozostały u niej najpewniejszą drogą na skróty do skrajnego podniecenia. Kiedy więc dotarł do warg sromowych, zastał jej kobiecość falującą i mokrą. Zagłębił w niej palec, zaczął nim poruszać, jakby przyzywał ją do siebie. Posłusznie przywarła do niego jeszcze bliżej, ich usta powtórnie się zetknęły. Pocałunek był długi, a gdy ich wargi na moment oderwały się od siebie, z jej ust wydobył się jęk.
    – Jaka szkoda – szepnął chłopak – że nie mogę dziś zostać na noc…
    – Ale chyba możemy się pokochać? – spytała tym samym niewinnym tonem, którym przedtem zaproponowała taniec. Sięgnęła do kieszeni – “A co mi tam, niech myśli, że mnie przejrzał!” – i wyjęła z niej kondom. Tanecznym obrotem opuściła objęcia chłopca.
    Stanęła przy ścianie, opierając się o nią dłońmi, lecz stopy postawiła pół kroku od niej – tak, by kręgosłup wygiął się w łagodny łuk; tak, by miednica pochyliła się do przodu; tak, by pochwa stała się dostępna, jak to tylko możliwe. Słyszała, jak on podchodzi; słyszała, jak rozsuwa zamek błyskawiczny i odpina guzik; słyszała, jak jego spodnie osuwają się w dół, usłyszała też, jak rozdzierał kwadratową saszetkę.
    Podwinął jej sukienkę nad pośladki. Jego dłoń wróciła między jej uda. Pogładził palcami wargi i rozchylił je. Poczuła jego żołędź tuż nad wejściem do pochwy, zabawne, poczuła nawet pustą jeszcze fałdę lateksu. Chłopak ostrożnie wsunął się do środka – rozkoszne znajome wypełnienie… Zaczął poruszać się wolno, tak jak lubiła, teraz w tempie dyktowanym przez nastrojową muzykę. O tak, miał dobre poczucie rytmu. Jego lewa ręka władczo chwyciła jej biodro, prawa przesunęła się po wzgórku łonowym i zaczęła dogadzać łechtaczce. Karina podniecała się szybko jak nigdy, ruchom penisa poddawało się jej ciało, serce, umysł.
    – Jestem twoja… cała twoja – półświadomie wyrzucała z siebie te słowa, nie bardzo już rozumiejąc ich znaczenie, nie bardzo już rozumiejąc cokolwiek oprócz poruszającego się w niej prącia. – Należę do ciebie… jestem… twoją własnością… cała…
    Już mrowiło jej krocze, już pulsował anus, już pochwę ogarnęły rytmiczne skurcze, już cała zmieniała się w wolne od myśli ciało przeżywające orgazm, bez świadomości, bez siebie…
    Po chwili wróciła do istnienia. Uświadomiła sobie, że chłopak, chociaż ciągle obecny w niej, przerwał swe ruchy, znów nie wiedząc, co robić. Zrozumiała, że jeszcze nie doszedł.
    – Dalej, najdroższy – poprosiła – ruszaj się, bierz mnie, pragnę cię!
    Zdążyła jeszcze pomyśleć, że wkrótce trzeba będzie przejść na cieńsze gumki, a potem znów była tylko podnieceniem, mrowieniem, przyspieszonym oddechem, pędzącym tętnem i skurczami, w których zatraciła się kompletnie. Swoim maksymalnie w tej chwili wrażliwym wnętrzem czuła bezświadomie, jak członek w pochwie – w niczyjej pochwie, w pochwie ciała samego dla siebie – napina się i rozluźnia, napina i rozluźnia, i jak lateksowa wypustka prostuje się, a potem zamienia w okrąglejącą bańkę pełną spermy.
    – Twoja… własność… – bełkotała. – Nie ja… ja nie… nie jestem… ty jesteś…
    Chłopak długo pozostał w niej – półprzytomny, bez pojęcia, co jej dał, bez choćby możliwości pojęcia tego. Kobieta w momencie najwyższej ekstazy zawsze jest sama, choćby brało ją dwóch lub trzech naraz. Mężczyzna może jedynie przeżyć swoją przyjemność towarzyszącą kobiecej rozkoszy, lecz ta pozostaje dla niego na zawsze niedostępna.
    Wysunął się z niej, mięknąc. Materiał sukienki miękko opadł na pośladki. Karina obróciła się twarzą do chłopca. Całowała go długo, jeszcze dłużej patrzyła mu w oczy.
    Wypełniona spermą prezerwatywa trafiła do kosza w łazience, chłopak pobieżnie umył nad wanną genitalia i twarz. Usiedli, by dokończyć wino i ciastka.
    – Zabawne – powiedziała figlarnie Karina – doprowadziłeś mnie do dwóch orgazmów, a za jakieś pół godziny siądziesz przy rodzinnym stole i będziesz grzecznym chłopcem.
    – Ja zawsze jestem grzecznym chłopcem – uśmiechnął się. – Czy choć raz czegoś ci odmówiłem?
    Ostatni raz tego wieczoru pocałowali się już na korytarzu, przy windzie. Karina czuła chłodny powiew na spoconych włosach, na spoconych pośladkach pod sukienką.
    – Pojutrze jest piątek – szepnęła, by nikt z sąsiadów nie usłyszał – a po nim, jak wiesz, zwykle bywa sobota. Co byś powiedział na przyjście do mnie w piątkowy wieczór i zajęcie się mną co najmniej do rana?
    – Powiedziałbym, że jesteśmy umówieni! – To właśnie wtedy jeszcze raz ją pocałował, po czym zniknął za drzwiami windy.
    Jednak następnego dnia Karinę od rana drapało w gardle, miała też podrażnione od środka nos. Wydawało się, że to nic wielkiego, lecz wieczorem dostała bólów głowy, a gdy zelżały – zasnęła w ubraniu na tapczaniku, tak jak tam się “na chwilkę” położyła. W piątkowy ranek ledwo się obudziła. Dokuczał jej katar, kaszel, rzadki śluz bez przerwy cieknący z nosa, ból wszystkich kości (z czaszką na czele) i ciągłe uczucie przeszywającego zimna. Jakoś przemogła się i dowlokła do pracy, lecz Dorota na widok pracownicy zakazała jej wstępu za ladę.
    – Zarazisz mnie i wszystkich klientów! Poza tym jak ty wyglądasz?! Kto kupi kosmetyk od zasmarkanej i kaszlącej sprzedawczyni? Marsz do lekarza, a stamtąd do łóżka! Póki nie wyzdrowiejesz, jakoś sobie bez ciebie poradzę.
    Już w domu, z baterią przepisanych lekarstw na nocnym stoliku, Karina uprzytomniła sobie, że ma dziś randkę! Wydobyła z torebki telefon. Ledwie trafiając palcem w litery, napisała wiadomość: “Kochany, dzisiaj nieaktualne. Nie okres. Grypa”.
    Nie spodziewała się odpowiedzi, jaka przyszła po półgodzinie: “Szkolna pielęgniarka poleciła skuteczny lek. Dostanę go bez recepty. Kupię zaraz po lekcjach i przyniosę. Kaja, trzymaj się!”. Odpisała, że ma wszystko i że nie trzeba, lecz zignorował to.
    Krótko przed piętnastą odezwał się domofon. 16-latek przyszedł ze szkolną teczką (pierwszy raz go z nią ujrzała) i natychmiast wyjął z niej małe pudełko.
    – To trzeba rozpuścić w gorącej wodzie – poinformował. – Podobno niezbyt smaczne, ale szybko stawia na nogi. Mogę skorzystać z twojej kuchni? – Wkrótce podał jej szklankę z roztworem, a po tym, jak wypiła krzywiąc się, troskliwie okrył ją kołdrą. Karina szybko zasnęła.
    Gdy się obudziła, był późny wieczór. Ku jej zaskoczeniu chłopiec nadal przy niej był – siedział na krześle w przedpokoju, naprzeciw drzwi, i studiował podręcznik czy lekturę.
    – A co ty tu robisz? – wychrypiała.
    – Opiekuję się tobą – odparł rzeczowo. Można by pomyśleć, że był przygotowany na takie pytanie. Potem spytał, czy chce się jej pić.
    – Dlaczego to robisz? – zapytała, kiedy po paru minutach wrócił z kuchni z kubkiem gorącej herbaty.
    – Jak to: dlaczego? Bo jestem twoim chłopakiem.
    – A co powiedziałeś rodzicom?
    – Dzwoniłem, że muszę zostać przy chorej dziewczynie, która jest sama w domu. Tata powiedział, że jestem bardzo dorosły.
    – Wiedzą o mnie?!
    – Bez szczegółów – uspokoił ją. – Wiedzą, że poznałem miłą dziewczynę, to wszystko.
    – A wiedzą, ile ta dziewczyna ma lat?
    – No coś ty! Najpierw niech cię poznają i polubią.
    – Dziękuję… – zdążyła szepnąć, nim znowu zasnęła. Rano czuła się już lepiej, ale chłopak nie pozwolił jej wstać. Sam przygotował śniadanie i przypilnował, żeby wzięła wszystkie lekarstwa, a w południe przyniósł obiad z pobliskiego baru. Tak samo zajmował się nią do poniedziałkowego ranka, gdy musiał iść do szkoły. Co prawda rozważał zerwanie się lekcji, ale przekonała go, że jest z nią na tyle dobrze, by mogła wszystko zrobić koło siebie. Poprosiła jedynie, by po szkole zrobił dla niej zakupy.
    Rzeczywiście około piętnastej zjawił się z pełnymi siatkami. Przywitała go wykąpana, uczesana, przebrana ze szlafroka w bluzkę z długimi rękawami i spódnicę do kolan.
    – Jestem zdrowa, kochany! Całkiem zdrowa! Czuję się zupełnie dobrze!
    – Powiedzmy, że ci wierzę – odrzekł z rezerwą – ale na razie lepiej się oszczędzaj.
    Najpierw pobieżnie odkurzył całe mieszkanie, tłumacząc, że pył szczególnie jej teraz nie służy i że zrobił to już raz w piątek, gdy spała. Następnie pomógł w przygotowaniu obiadu, obierając wszystkie warzywa, nawet ziemniaki. Na jej protesty odpowiadał spokojnie, że w domu zdarza mu się robić to samo. Potem jedli ten obiad i Karina przyłapała się na myśli, że nie miałaby nic przeciwko spędzaniu w ten sposób każdego dnia.
    Potem nie było już tak niewinnie. Póki była chora, przykre doznania tłumiły w niej wszystko inne, lecz teraz jej libido, tak rozbudzone w ostatnim czasie, ocknęło się z krótkiej drzemki. Chłopiec przygotował grzane wino, mówiąc, że jest dobre przeciw nawrotowi choroby. Pili je razem z ceramicznych kubków, siedząc w fotelach przy stole w największym pokoju, i wtedy Karina uświadomiła sobie, że znajome mróweczki wracają na jej piersi, których guziczki wolno twardnieją. Bez słowa pocałowała chłopca w usta i był to długi pocałunek. Zaczęły się pieszczoty – najpierw te drobne, z całowaniem jej pod uchem i w szyję, potem coraz śmielsze, z głaskaniem i łaskotaniem przez materiał bluzki jej talii, piersi, przez spódnicę – jej bioder, ud… Słodkie wibracje rozchodziły się od pieszczonych miejsc do takich, których jeszcze dziś nie dotykał. W podbrzuszu dziewczyny rosło napięcie. Wiedziała, że to może się skończyć już tylko w jeden sposób. Przeprosiła na chwilkę i poszła do sypialni po prezerwatywę, tym razem już nie tak grubą jak dotąd.

    C.D.N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    Trzeci rozdział, w którym do głosu zaczyna dochodzić coś dużo więcej niż seks. Po razkolejny dziękuję mojej Ukochanej za konsultację.

  • Nastolatek – jej milosc cz. 4

    Po powrocie usiadła chłopcu tyłem na kolanach, podkładając pięty pod pośladki – fotele były szerokie, siedzący mieli wokół siebie sporo wolnego miejsca, a w tej pozycji mogła w razie potrzeby łatwo się unieść. Pozwoliła, by jego dłonie błądziły pod jej bluzką. Na szczęście miała biustonosz bez ramiączek, łatwy do pozbycia; wystarczyło odpiąć go i wyciągnąć spod bluzki, bez dalszych przeszkód oddając spragnione piersi niecierpliwym palcom. Uniósłszy się na kolanach, podwinęła spódnicę – szeroko plisowaną, idealną do sytuacji intymnych – zapraszając jego ręce i tam. Jej ciało wyraźnie uczyło się coraz łatwiej i szybciej osiągać pełną gotowość. Pochwa, już rozszerzona i wilgotna, zapraszała – nie, raczej prosiła – by pójść dalej. Karina wyczuwała pośladkami przez spodnie, że chłopiec też jest gotowy.
    Znów uniosła biodra, by mógł rozpiąć spodnie i zabezpieczyć się. W tym momencie uświadomiła sobie, że w sypialni nie pomyślała o ściągnięciu majtek, których teraz nie będzie tak łatwo się pozbyć. Nie chcąc wstawaniem psuć nastroju chwili, po prostu odsunęła swoje dość skąpe figi na bok. Ponieważ jej kochanek w tej pozycji nie mógł dobrze widzieć krocza dziewczyny, trochę pomogła mu się wsunąć i szczęśliwa opadła na niego.
    Pozycja miała wiele zalet. Była tylna, a Karina nauczyła się już, że właśnie w takich osiąga największą satysfakcję. Jednocześnie dawała kobiecie pełną kontrolę. Ponad wszystko zaś ruch bioder w dół i w górę był równocześnie ruchem w tył i w przód.
    Ruszając się coraz szybciej, Karina całą sobą reagowała na wsunięcia i wysunięcia chłopca. To działo się samo: uniesienie bioder – skurcz pochwy – wdech – napięcie w piersiach; opuszczenie – wydech – rozluźnienie i słodkie wypełnienie… I jeszcze chłopak wsunął dłoń pod brzuch dziewczyny, dwoma palcami obejmując jej perłę – więcej nie musiał robić, same jej ruchy zamieniały jego dotyk w pieszczenie. Nadeszło znajome pulsowanie, fala rosła, aż przełamała się na szczycie, dziewczyna opadła, oczekując rozluźnienia – ale nie, ciągle bezwiednie poruszała biodrami w przód i w tył, już rosła kolejna fala, i jęk spełnienia, i kolejna fala rozkoszy… Nie wiedziała nawet, podczas której z tych fal chłopak miał wytrysk – a może stało się to pomiędzy jedną a drugą? Gdy uniesienie minęło, długo jeszcze siedzieli tak, on obsypując ją czułościami, ona nie bardzo wiedząc gdzie jest.
    Wzięli razem prysznic, figlarnie mydląc się nawzajem. A później, wciąż nadzy, poszli do sypialni, położyli się… i ona po prostu zasnęła wtulona plecami w jego tors, pupą w jego męskość. Przyśnił się jej dziwny sen, w którym ten chłopiec całował ją czule po zaokrąglonym brzuszku.
    Kiedy rano, wychodząc na lekcje, obudził ją, pomyślała: “Po raz drugi spaliśmy razem w jednym łóżku… I po raz pierwszy byliśmy razem w łóżku bez seksu”. A potem, gdy już zamknął za sobą drzwi, uprzytomniła sobie, co to właściwie znaczy.
    Seks w łóżku i poza nim – to przygoda, zabawa, przyjemność bez zobowiązań. Ale łóżko bez seksu (nawet jeśli wcześniej zrobili to gdzieś indziej) pachniało już związkiem. Przypomniała sobie, jak opiekował się nią, gdy była chora, i jak pomagał jej w kuchni… To nie była nawet troska chłopaka o swoją dziewczynę; on troszczył się o nią tak jakby była jego żoną!
    Zapytała samą siebie o swoje uczucia do niego i musiała przyznać się przed sobą, że nie jest to tylko pożądanie. Tęskniła za nim, a gdyby nie przyszedł więcej, z pewnością brakowałoby jej upojnych zbliżeń z nim, ale – nie dało się ukryć – nie tylko tego. Gdyby zamieniła go na innego, z którym miałaby równie satysfakcjonujące doznania, czy to byłoby to samo? Szczerze odpowiedziała sobie, że nie. Zaczynało jej na nim zależeć, co znaczyło, że ona zaczyna zależeć od niego. Oddać kontrolę nad swoim życiem w ręce szesnastoletniego dzieciaka?! Kiedy kochali się na stojąco, wołała półprzytomnie, że jest jego własnością – i teraz stawało się dla niej jasne, że nie był to tylko bełkot zaspokajanej kobiety. Naprawdę zaczynała do niego należeć. Być własnością nastolatka?! Nie mówiąc juz tym, co powiedzieliby jego rodzice, gdyby odkryli, z kim spotyka się ich syn. Na razie myślą pewnie, że chłopak poznał sympatyczną rówieśniczkę, z którą przeżywa niewinną nastoletnią miłość polegającą na trzymaniu się za ręce i oglądaniu razem filmów. A choćby nawet go przycisnęli, a jemu zebrało się na szczerość, usłyszeliby, że jego wybranka ma 18 lat. Ale jeśliby odkryli jej faktyczny wiek, ich reakcja mogłaby być co najmniej nieprzyjemna… “Karina, nie angażuj się!” – usłyszała w sobie echo słów Doroty.
    Byli umówieni na telefon na piętnastą, kiedy tego dnia kończył lekcje. Bardzo denerwowała się przed tą rozmową, wiedząc, co ma powiedzieć, a nie będąc zupełnie pewną, czy chce powiedzieć właśnie to. Na szczęście w sklepie miały tego dnia zatrzęsienie klientek, co pomagało zapomnieć o nieuchronnie zbliżającej się piętnastej. Kiedy nadeszła, o czym telefon powiadomił sygnałem przypominania, Karina poprosiła Dorotę o chwilę przerwy i wyszła na zaplecze. W drżącej ręce trzymając komórkę, odliczała sygnały wywołania. Miała nadzieję, że chłopak nie odbierze – miałaby wtedy czas zmienić zdanie albo przynajmniej mogłaby odłożyć decyzję, aby jeszcze raz się z nim spotkać. Odebrał.
    – Cześć, Kaja, dobrze że dzwonisz. – Jego głos brzmiał radośnie. – Myślałem właśnie o tobie… A zresztą kiedy ja o tobie nie myślę?
    – Cześć. – Starała się być tak zasadnicza, jak tylko umiała. – Słuchaj, musimy porozmawiać.
    – Pewnie! Wiesz, mam ci coś ważnego do powiedzenia… Ale to chyba nie jest na telefon.
    – Posłuchaj – rzekła, w ostatniej chwili powstrzymując się od dodania “kochany”. – Musimy przestać się spotykać.
    Chłopak przez chwilę milczał. Prawdopodobnie był w szoku.
    – Co ty mówisz, Kaja?! Dlaczego? Masz kogoś, czy co…?
    – Nie, nie mam nikogo.
    – To o co chodzi? Myślałem, że dobrze ci ze mną…
    – Bo dobrze mi z tobą. Tylko… Nie czuję się gotowa na związek. Rozumiesz? Nie jestem gotowa, żeby z kimś być.
    – Nie lubisz mnie? Uważasz, że coś ze mną nie tak?
    – Lubię cię. – Nie wiedziała, jakich słów użyć. – To nie z tobą, tylko ze mną jest coś nie tak. Ty jesteś opiekuńczy, troskliwy, miałam z tobą udany seks, jesteś wymarzonym chłopakiem dla dziewczyny. Tylko że ja na razie nie chcę się angażować…
    – Boisz się zaangażować – nie zapytał, oznajmił. – Przeszkadza ci, że jestem młodszy. Dwa lata to nie taka duża różnica!
    – Posłuchaj mnie! Ty potrzebujesz dziewczyny w swoim wieku, do stałego spotykania się, a ja… Ja chyba na razie w ogóle nie potrzebuję stałego chłopaka, bez względu na wiek.
    – Kaja, zastanów się! Będę na ciebie czekał! – zdążyła jeszcze usłyszeć, zanim przerwała połączenie.
    Za kontuar wróciła roztrzęsiona. Dorota jak zwykle spostrzegła to. Odczekała jedynie, aż klientka dokończy zakupy i opuści sklep.
    – Co ci jest? – Popatrzyła na dziewczynę uważnie. – Mam nadzieję, że nikt nie umarł!
    – Prawie – westchnęła Karina. – Właśnie zakończyłam związek z tym chłopcem.
    Dorota odetchnęła.
    – Bardzo dobrze zrobiłaś – podsumowała. – Z początku to może trochę boleć, ale… to jedyne wyjście. Potem byłoby jeszcze trudniej. Nastolatków nie podrywa się, aby żyć z nimi długo i szczęśliwie, tylko żeby przeżyć szalony seks, a przy okazji podbudować swoje ego. Mogę cię zapewnić, że oboje zyskaliście na pewności siebie. On kogoś pozna, ty kogoś poznasz i wszystko będzie dobrze.
    Ale nic nie było dobrze.

    C.D.N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    Rozdział czwarty, w którym ciągle jest dużo erotyki, ale jednocześnie zaczynają się problemy. Znowu wypada mi podziękować mojej Ukochanej za fachową konsultację.

  • Nastolatek – jej milosc cz. 5

    Choć mijały dni, Karina nie potrafiła zapomnieć. Jeszcze w sklepie bywało jako tako: dopóki klientela dopisywała, nie było czasu rozmyślać. Ale w domu, a szczególnie gdy leżała w łóżku, nadchodziły wspomnienia. I wtedy czuła dotkliwą, dojmującą nieobecność tego 16-latka. Nieobecność w mieszkaniu, nieobecność przy niej… Nieobecność w niej. Przez moment złapała się nawet na myśli, że gdyby nosiła w macicy jego dziecko, może byłoby jej teraz łatwiej, może mniej by tęskniła… Przeklęte gumy!
    Najgorszy był wieczór, gdy zadzwonił do niej tamten 25-letni Marek… właściwie już 26-letni.
    – Cześć, Karina – powiedział z bezczelnością, na jaką niewielu umie się zdobyć – kiedy mógłbym przyjechać po mój sprzęt audio?
    – Zapomnij – odparła zimno – i lepiej trzymaj się ode mnie z daleka, jeśli nie chcesz być oskarżony o gwałt. Wiesz, o czym mówię?
    – Nie, nie wiem – powiedział kwaśno.
    – O wtargnięciu do mojej odbytnicy bez pytania o zgodę. I nie, nie było mi dobrze! A w ogóle to poznałam kogoś, komu chce się dbać o mnie i moją przyjemność. Miałam nawet orgazm wielokrotny. A teraz znikaj z mego życia, pókim dobra! – I z tym wyłączyła się.
    A potem przypomniała sobie, że z tym kimś, z kim było jej dobrze, niedawno zerwała. Usiadła w fotelu, na którym kochała się po raz ostatni, i wybuchła płaczem. Miała kogoś, kto troszczył się o nią… Miała kogoś takiego…
    Następnego dnia Dorota kazała jej zostać w pracy pół godziny dłużej, dla sprawdzenia jakichś papierów. Oczywiście papiery były w porządku.
    – Karina, co z tobą? – Siadła przy stoliku vis-a-vis i popatrzyła jej uważnie w twarz. – Uroda modelki, ciuchy modelki, makijaż też modelki… a oczy jak półtora nieszczęścia! Chyba aż tak się nie przejęłaś tym rozstaniem?
    Karina rozpłakała się, po czym opowiedziała wszystko po kolei – od pierwszych rozmów z tym chłopakiem na czacie aż po jej stan po telefonie od byłego. Dorota pokiwała głową.
    – Karisia, dziecko niemądre… Miałaś się nie angażować, tak, tylko że to już się stało. Zakochałaś się i na razie nic na to nie poradzisz. Na szczęście, z tego co mi opowiedziałaś, on chyba też. Zresztą mam wrażenie, że dla ciebie za późno było już po pierwszym spotkaniu… Za długo czekałaś z randką, ot co! Ech, ty uczuciowa dziewczyno… Przeproś go i ciesz się tą miłością. Miłość też jest fajna, choć mnie na szczęście nigdy nie spotkała z nastolatkiem. Z uczuciami zawsze kłopot, ale skoro już są… Dzwoń do niego i to już! To nie prośba, to polecenie szefowej. I daj na głośno mówiący.
    Zadzwoniła. Gdyby nie odebrał… Odebrał.
    – Marek, przepraszam cię! – zaczęła pierwsza, mówiła szybko, bez zastanowienia. – Nie wiem, co mnie wtedy napadło… Nieprawda, wiem. Miałeś rację, bałam się. Czułam, że się angażuję i spanikowałam. Ale kocham cię, Marek. Kocham jak nikogo na świecie. Chcę być z tobą. Proszę, daj mi drugą szansę.
    – Kaja, przecież ja cię też kocham – odparł łagodnie, bez mała pieszczotliwie. – Właśnie to chciałem ci wtedy powiedzieć, a ty wyskoczyłaś z tym zerwaniem… Kiedy możemy się spotkać?
    – A możesz być u mnie dzisiaj o dziewiętnastej… powiedzmy trzydzieści? – poprawiła się, przypomniawszy sobie, że ma pełny makijaż, do tego pewnie rozmazany.
    – Pewnie, że mogę! No to do zobaczenia! Całusek! – I rozłączył się.
    – Brawo! – Dorota poniosła kciuk. – Teraz pędź do domu i doprowadź się do porządku… A zresztą podrzucę cię autem. Najpierw weź kąpiel, a potem zrób się piękną dla niego.
    … Znowu zjawił się kilkanaście minut przed czasem. Ale była już gotowa. Twarz bez makijażu, licealne okularki, na głowie kitka. Niebieska sukienka do pół uda, rozpinana. Żadnej bielizny.
    Przyszedł ubrany nieco wytworniej niż dotąd. Kurtka wciąż ta sama, innej zapewne nie miał, ale pod spodem marynarka i zapinana koszula. I przyniósł kwiaty. Skromny bukiecik nie wiadomo czego, niemniej były to kwiaty – dla niej! Napełniła wodą mały wazonik i postawiła je na stole w dużym pokoju. Chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co – oprócz prostego “dziękuję”. I tak stali naprzeciw siebie, chłonąc się wzajemnie wzrokiem.
    Podszedł do niej całkiem blisko i klęknął.
    – Ależ Marek, chyba nie chcesz tak zaraz prosić mnie o rękę? – zażartowała, próbując rozładować sytuację. Roześmiał się, lecz nic nie odpowiedział. Objął rękami biodra Kariny i zaczął całować jej brzuch, okolice łona, górne części ud. Najpierw były to takie serdeczne pocałunki na przywitanie, na pokazanie, jak tęsknił. Potem stały się tkliwsze, przechodząc w pieszczotę ustami. Jego dłonie spoczęły na jej pośladkach, by głaskać je wolnymi, okrągłymi ruchami.
    – Poczekaj… – Rozpięła dwa duże guziki u dołu sukienki. Miał teraz bezpośredni dostęp do jej ciała. Jego pocałunki pobudzały w jej podbrzuszu miłe, przyjemnie rosnące napięcie. Stanęła szerzej, by mógł całować ją tam, gdzie najbardziej tego pragnęła. Szedł coraz dalej między jej uda, wywołując lekki zamęt w jej głowie. Jej ciche “uhm… uhm… uhm…” przeszło w cichy jęk, gdy połaskotał końcem języka łechtaczkę. Delikatnie rozchyliwszy wargi pochwy, objął koralik własnymi. Do tego wsunął pod jej sukienkę obie dłonie, aby figlarnymi muśnięciami rozpieszczać jej pośladki. Dziewczyna odrzuciła głowę w tył i błądząc wzrokiem po suficie powtarzała tylko “och… och… och…”. Jej pochwę powoli zalewała wilgoć. Na koniec chłopak lubieżnie przeciągnął językiem przez całą jej intymność, niemal od samego odbytu aż po wzgórek Wenery.
    – Ładnie poprosiłem? – zapytał, patrząc w górę z niewinnym uśmiechem. Karina rozpięła teraz kilka guzików od góry, rozchyliła poły sukienki. Chłopak podniósł się z klęczek i zaczął całować jej piersi, tak jak lubiła, to ruchem dolnej wargi pobudzając ich spody, to delikatnie obejmując ustami ich różyczki. Jego palec błądził po jej mokrej wagince, wsuwając się i wysuwając, druga ręka przytrzymywała, masując, jej lewy pośladek. Drżącymi palcami rozpięła jakoś ostatnie parę guzików, była teraz przed nim obnażona, otwarta, oddana. Półprzytomnie ściągała z niego kolejne części odzieży, na szczęście nic nie było zdejmowane przez głowę, nie musiał odrywać ust od jej cycków. Już gdy rozpinała mu spodnie, była przez moment bliska szczytu. Jego slipy spadły na podłogę – i twardy członek wparł się w jej udo. Chłopak wpił się ustami w jej usta, spróbował jednocześnie zdjąć z niej sukienkę, ale Karina powstrzymała go ruchem ręki. Tak jak wtedy, gdy tańczyli, wyciągnęła z kieszeni na biodrze saszetkę z prezerwatywą i dopiero po tym pozwoliła się rozebrać do końca. Stali nadzy, wtuleni w siebie, spragnieni siebie.
    – Jak chcesz? – szepnął jej na ucho. Wyswobodziła się z jego objęć, odwróciła się tyłem, opadła na kolana, oparła dłonie o podłogę. Klęknął za nią. Zgięła ręce opierając się na łokciach, żeby ułatwić mu penetrację. Nałożył gumkę i ostrożnie wsunął się w Karinę. Przytrzymał lewą dłonią jej biodro, prawą sięgnął między jej uda, do łechtaczki. Zaczął się wolno poruszać. Była tak podniecona, że pierwszy raz doszła bardzo szybko. Parę razy ruszyła biodrami, by to przyspieszyć, i przez kilkadziesiąt sekund cała była tylko nie kończącym się mrowieniem, rytmicznymi skurczami wszystkich trzech dziurek, wszechogarniającą przyjemnością. Przyspieszył. Odruchowo wyginała i prostowała kręgosłup tak, że jej biodra obracały się trochę w przód, trochę w tył, coraz mocniej ogarniane kolejną falą drobnych wibracji, wydała parę westchnień przechodzących w jęki – i znów pozwoliła, by rozkosz zabrała jej na chwilę świadomość. To nie był koniec. Chłopak przywarł piersią do jej grzbietu, całował ją w kark, policzki, odwróciła do niego głowę, by spotkały się ich usta. Znów poruszał się, teraz były to już mocne, stanowcze ruchy, nie do końca chyba kontrolowane. Brał ją prawie tak nieprzytomnie, gwałtownie, dziko, jak ona mu się oddawała. Już wzbierała w niej jeszcze jedna fala skurczów, po jej brzuchu i piersiach biegały coraz milsze dreszcze, przyszła fala orgazmu, druga, trzecia, chłopak w niej stwardniał do końca, zadrżał, wystrzelił nasieniem, gdyby nie prezerwatywa, jej macica wypiłaby je całe, i przyszła czwarta fala, jak zawsze największa ze wszystkich, zwalająca z nóg. Karina odzyskała świadomość pół siedząc na piętach, pół leżąc twarzą na palcach swych zgiętych rąk. Chłopak czule pieścił jej talię, biodra, całował kark, ramiona.
    – Kocham cię, Marek – powiedziała tkliwym, ciepłym półgłosem. – Kocham cię całą sobą. Jestem cała twoja. Już nie boję się tego. Chcę się temu poddać. Możesz ze mną zrobić co chcesz… pragnę, żebyś zrobił ze mną co chcesz, bo już wiem, że nie chcesz mi zrobić nic złego. – Nic nie odpowiedział, tylko wtulił swoją twarz w jej włosy, poczuła przez nie dotyk jego ust. Długo ogrzewał ją sobą, swoim ciepłem, swoim oddechem.
    – Chodźmy poleżeć – zaproponował wreszcie, podnosząc się. Z trudem wstała, poszli do łazienki. Umył Karinę całą, próbowała się odwzajemnić, ale jeszcze niezupełnie wróciła do rzeczywistości. W sypialni ufnie wtuliła pośladki w jego podbrzusze, wyczuwając dotyk zmalałego na razie narządu, który przed chwilą dał jej tyle przyjemności. Jego dłonie objęły jej piersi ze zmiękłymi teraz brodawkami. Jej ciało i umysł były przyjemnie rozluźnione.
    – Tak mi dobrze z tobą, Mareczku… Chciałabym zawsze być z tobą… – Uświadomiła sobie, że to brzmi jak propozycja małżeńska, więc, by go nie spłoszyć, poprawiła: – Tak długo, jak ty chcesz…
    – Wcześniej nie mówiłaś do mnie po imieniu – zauważył chłopiec, po czym ucałował ją czule w policzek.
    – Bo ten, który mnie skrzywdził, miał to samo imię. Przywoływało złe wspomnienia. Ale teraz będzie przywoływać już tylko dobre. A Kaja to od Kariny, tak mam na imię.
    – Karina – powtórzył Marek. – Pięknie. Karina i Marek.
    Potem długo milczeli przytuleni. W końcu Karina znów się odezwała:
    – Mówiłeś, że w styczniu masz urodziny. Co chciałbyś ode mnie dostać?
    – Na siedemnaste wystarczysz mi ty. Za to mam specjalne życzenie na osiemnastkę: bardzo chcę kochać się z tobą bez gumki.
    – Bez gumki… – powtórzyła niepewnie. – Nie boisz się? Bo ja trochę tak…
    – Tylko raz, Karina. Tylko w moją osiemnastkę i tylko jeden raz.
    – No dobrze. – Nie wiadomo skąd poczuła, że jej także to odpowiada. – Obiecuję ci to na osiemnastkę. Oczywiście o ile tak długo ze mną wytrzymasz.
    – Wytrzymam, Karina, przecież cię kocham, nie słyszałaś? Jeśli chcesz, spędzę z tobą całe życie. Jeśli chcesz, ożenię się z tobą.
    – Co za oświadczyny! – zaśmiała się, nie kpiąco, tak serdecznie. – No dobrze, zastanowię się, ale na to mamy czas. Dwadzieścia jeden kończysz za cztery lata w styczniu. Będziesz wtedy miał tyle, co ja teraz, a ja będę miała 26, nie przeraża cię to?
    – Nie… Ale to znaczy, że teraz masz 21, a nie 18. Nie, to mi nie przeszkadza. Wyjdziesz za mąż mając 26, to i tak poniżej średniej. Tylko… Dlaczego nie mówiłaś prawdy?
    – A spotkałbyś się ze mną, gdybym napisała na czacie, że jestem od ciebie starsza nie o 2, tylko o 5 lat?
    – Nie wiem, Karina – przyznał – choć myślę, że po naszych rozmowach tak, spotkałbym się z tobą. Ale mogłaś mi to powiedzieć na pierwszej randce albo choć na drugiej… – Przerwał i myślał nad czymś. – Kłamałaś, bo zależało ci na mnie?
    – Właściwie… – Zawahała się. – Właściwe tak.
    – Jasne, teraz rozumiem. No to postanowione: nasz ślub za cztery lata! – Po tych słowach zaczął całować ją w kark, głaskać jej podbrzusze, i oboje wiedzieli, dokąd to zmierza…
    …Oboje dotrzymali słowa. Marek poślubił Karinę w dwa miesiące po swoich dwudziestych pierwszych urodzinach. Honorowym gościem weselnym był ich dwuletni synek Adaś, spłodzony w osiemnaste urodziny Marka.

    Koniec

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    Ostatni rozdział. Czy skończy się na “i (współ)żyli dlugo i szcześliwie” – zobaczycie sami. Ja zaś jeszcze raz dziękuję mojej Ukochanej za konsultację, pomoc i w ogóle za wszystko! 😉

  • Pod cela

    Sędzina odczytała wyrok. Za uderzenie ochroniarza w sklepie i kradzież o wartości przekraczającej 7tyś. dostałam 18 miesięcy i wyrok był prawomocny. Na odczytaniu był też mój wychowawca z sierocińca. -ładnie zaczęłaś swoje dorosłe życie – powiedział. -tak wyszło proszę pana. -jak skończysz to chociaż napisz bo powrotu do bidula już nie masz. Nic nie odpowiedziałam i udałam się za umundurowaną policjantką. Właśnie skończyłam osiemnaście lat. Jestem szczupłą blondynką o zielonych oczach. Metr siedemdziesiąt wzrostu. Nie żałuję, że dałam się namówić na obrobienie tego butiku. Kumpeli nie wydałam a łupy schowała ona. Miałyśmy je spieniężyć i wyjechać gdzieś daleko. Teraz musi poczekać. … Do zakładu w Grudziądzu dojechaliśmy już o ósmej rano. Wychowawca skierował mnie do celu trzyosobowej. Miałam gustowny mundurek, swoją bieliznę, przybornik i pościel kiedy zamknęły się za mną drzwi. Przede mną stały starsze ode mnie kobiety. Jedna czarna obcięta na krótko z wydatnymi piersiami. Wyższa ode mnie. To ona wskazała mi wolne łóżko. Druga koło pięćdziesiątki krępa z blond kudłami ( bo włosami tego nazwać nie można było). Cela sześć na cztery. Za ścianką toaleta z umywalką. Wszystko w szarym kolorze. -jestem Marta – przedstawiłam się na powitanie. -nie interesuje mnie jak się nazywasz – powiedziała starsza. Dla mnie jesteś suką, która ma mi służyć. No ładnie – pomyślałam. Ułomkiem nie jestem i jak trzeba będzie to po ryju mogę dać. Widocznie za wolno myślałam bo zaraz wyłapałam petardę na twarz aż mi w oczach pociemniało. Gdy się ocknęłam leżałam na podłodze a z ust leciała mi krew. -posprzątaj to, tu nie chlew a potem rozmasuj mi stopy. -chyba cię pogięło – powiedziałam i to był mój drugi błąd a efekt ten sam. Leżałam na swoim łóżku gdy otworzyłam oczy. Za oknem padał deszcz. Nie wiem ile czasu minęło. Gdy spojrzałam na sąsiednie kojo młodsza z głową między nogami starszej lizała jej cipę. Była w samych majtkach. Stara z zamkniętymi oczami jęczała z rozkoszy jaką dawał jej język współwięźniarki. Jęki były coraz głośniejsze aż w końcu stara przywala orgazm. -dziś wieczorem moja cipa chce poczuć twój język suko – powiedziała patrząc na mnie. Stara poszła do kibla gdy brunetka zwróciła się do mnie. -mogę wylizać twoją młodą cipkę? Widać było jej mało skoro zwraca się do mnie. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Zdębiałam. Owszem zabawiałyśmy się z dziewczynami w bidulu ale to była inna sytuacja i miałam pewne opory. -jak Matylda zobaczy, że nie liżę twojej cipy to będzie mnie biła książką po mojej. -dajesz się tak bić? Przecież jesteś młodsza i pewnie silniejsza. -lubię starsze kobiety, jestem lesbijką, lubię jak mam maltretowaną cipkę i nie chciałabym tego zmieniać. Mam na imię Ewa. Tutaj mam tylko nią i do wyjścia miesiąc. Matylda ma dużo możliwości i jeszcze rok do odsiadki. Matylda właśnie wyszła i zobaczyła, że rozmawiamy. Jej twarz jeszcze bardziej spochmurniała. -dawaj książkę- ryknęła. Ewa posłusznie wręczyła jej książkę z półki i położyła się na podłodze zadzierając nogi i biodra na łóżko. Patrzyłam jak sparaliżowana na to przedstawienie. Na młodą cipkę Ewy lądowała raz za razem książka – chyba z dziesięć razy. Ta podskakiwała z bólu ale nóg nie odważyła się złączyć. Wściekłość z jaką Matylda karała tą czerwoną już od razów cipkę potęgowała we mnie strach a jednocześnie powodowała narastającą wilgoć między moimi nogami. -a teraz suko wyliżesz cipę Ewki- i chwyciła mnie za włosy ciągnąć moją głowę do jej krocza. Czysty strach w mojej głowie spowodował, że bez słowa sprzeciwu wysunęłam język i zaczęłam lizać jej obolałą cipkę. Smakowała fantastycznie. Każdy mój ruch powodował i niej drgawki i szybszy oddech. Kilka minut tych pieszczot poskutkował obfitym orgazmem, który lądował w moich ustach. Sama odczuwałam podniecenie. Matylda przyglądała się i sama zaczęła pieścić swoją cipkę zaniżając w niej palce. Położyła się na łóżku obok, rozłożyła szeroko nogi i zwróciła się do mnie. -teraz moja kolej suko. Odwróciłam się i klęknęłam miedzy jej nogami. Bez zbędnych ruchów zabrałam się za lizanie cipy swojej oprawczyni. Wkładałam język najgłębiej jak mogłam. Ssałam jej dużą łechtaczkę. Aplikowałam jej palce. Dwa. Trzy. Ze mnie wręcz już kapało gdy soki Matyldy tryskały mi do ust. Wylizałam jej cipę do ostatniej kropelki. Gdy odsunęła moją głowę zdzieliła jeszcze raz książką w krocze Ewy. Kolację zjadłam w samotności. Ewa usługiwała Matyldzie. Bałam się zasnąć nie wiedząc co może się wydarzyć gdy zamknę oczy. Odwróciłam się do ściany i nasłuchiwałam. Sięgnęłam ręką do cipki, która wciąż była mokra. Po cichu masowałam sobie łechtaczkę, wkładałam palce i oblizywałam je potem. Doszłam dość szybko i nie wiem kiedy zasnęłam. Osiemnaście miesięcy. Jak ja to przeżyję?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tytus deZoo
  • Kolezanka z klasy

    W technikum chodziłem do trzeciej klasy z koleżanką Julią niska brunetka około 150 cm wzrostu z zajebistymi cyckami miseczka C i dużą dupą, zawsze ubierała się jak rasowa suka połowa ciała na wierzchu ale miała się w końcu czym chwalić z chłopakami często podziwialiśmy jej wdzięki. Pewnego razu na lekcji wf graliśmy w hokeja to specjalnie się potknąłem i zaaplikowałem chujem między jej pośladki które były idealnie opięte przez legginsy a rękami się chwyciłem jej piersi i specjalnie ścisnąłem po czym się rozeszliśmy. Gdy byliśmy już w domu to napisała do mnie że jeśli coś chce od niej to mam się odezwać to możemy coś zrobić na osobności w tym kierunku, gdy to przeczytałem kompletnie mi uderzyło do głowy na myśl że może uda mi się ją przelecieć. W kolejnych dniach udało nam się zorganizować spotkanie u niej w domu, jej rodziców miało nie być lecz ja początkowo nie wiedziałem jak rozpocząć akcje ale na szczęście moja kochana Julia mnie wyręczyła gdy przyszedłem do niej otworzyła mi drzwi w czarnym koronkowym staniku i czarnych seksownych majteczkach, wyglądała niesamowicie od razu ją przytuliłem wziąłem na ręce i zatonęliśmy w namiętnym pocałunku. Rzuciłem na łóżko i całowałem szyję piersi brzuszek aż do jej skarbu polizałem jej cipkę przez jej przemoczone już majteczki a ta cała drżała potem całowaliśmy się a rękami penetrowałem jej cipeczkę, poprosiłem ją aby mi zrobiła loda od razu się wzięła do tego mój 18 centymetrowy kutas znikał w jej ustach po czym rozpięła stanik i wsadziła mojego penisa między swoje cudne cyce zaczęła robić Hiszpana a ja odlatywałem  aż w końcu się spuściłem ogromne ilości gorącej spermy zalewało jej śliczną buźkę i cycki położyłem się obok wykończony a ona rozsmarowała moje nasienie po swoim pięknym ciałku cała lśniła od potu i spermy poszliśmy nadzy do kuchni zjedliśmy coś odprowadziła mnie do pokoju i powiedziała że za chwilę wróci, był piątek wieczór po kilku minutach przyszła okazało się że była wziąć prysznic i powiedziała mi że jej rodzice nie wrócą i mam zostać na noc zadzwoniłem więc do taty powiadomić go że dziś nie wrócę oczywiście się zgodził i temat się skończył. Julka chciała dalej się bawić więc ciepłymi ustami objęła kutasa i próbowała go obudzić oczywiście jej się to udało zaczęliśmy się ruchać na pieska jak się spodziewałem nie była dziewicą potem przeszliśmy na pozycje na “boku” aż wytrysnąłem w środku jej skarbu i tak zasnęliśmy a mój kutas wciąż był w jej cipce, rano gdy się obudziliśmy przytulaliśmy się całowaliśmy i pieściliśmy nawzajem było całkiem przyjemnie w końcu obciągała mi i poszliśmy nadal nadzy coś zjeść w pewnej chwili zadzwonił do mnie stary i powiedział że jestem pilnie potrzebny i za chwilę po mnie będzie miał około 10 minut drogi powiedziałem Julce to i jej się bardzo nie spodobało chciałem ją jeszcze wyruchać ale mi uciekała aż w końcu na środku salonu ją odpadłem przewróciłem i na leżącego pieska ją posuwałem w dupkę i cipkę na przemian w końcu spuściłem się jej do dupci potrzymałem go jeszcze chwilę w środku a jej słałem buziaki jeden za drugim powiedziała mi że mam jej dać jeszcze do buzi to mi go wyczyści strasznie mi się podobało mój kutas który przed chwilą był w jej odbycie cały w spermie ładuje w jej ustach i go starannie czyści w pewnej chwili zachciało mi się sikać wstałem a ona ciągle leżała na podłodze i skierowałem strumień moczu ja jej ciało całą ją obsikałem a ona to zlizywała zrobiłem fotkę ubrałem się i wyszedłem. W szkole nie rozmawialiśmy ani nie pisaliśmy o tym co się stało między nami kilka tygodni później było nas w szkole tylko 8 z 28 a z mojej grupy tylko ja i Julia, mieliśmy lekcje wf-u nasz nauczyciel się spóźniał więc poszedłem do Julii do szatni poprosiłem o lodzika oczywiście z ochotą mi go zrobiła i przyjęła spust do buzi i mieszała sobie językiem moją spermę w buzi w końcu nauczyciel przyszedł i rozmawiała z nim z moją spermą w buzi. Po tym dniu zaczęliśmy się regularnie spotykać i nie w celu ruchano tylko jesteśmy szczęśliwą parą od dwóch lat a nadal nikt nie wie jak się to wszystko zaczęło.. Teraz się ruchamy na potęgę a wszyscy mi jej zazdroszczą i planujemy dziecko.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Witold Śruta
  • Weekendowy wypad

    Weekendowy wypad

    Dzień pierwszy
     

    W końcu sami weekend bez dzieci tylko we dwoje . Te lipcowe trzy dni spędzimy w domku nad jeziorem otoczonym pięknym lasem. Dookoła żywej duszy tylko ja i moja Kasia w domku z wielką przeszkloną ścianą i dużym tarasem , a na tym tarasie jacuzzi.

    Pierwsze co zrobiłem to zrzuciłem ciuchy i na golasa wyszedłem na taras podziwiać widoki . Zawołałem żonę żeby zostawiła już te torby i przyszła do mnie . Przyszła z uśmiechem na twarzy i powiedziała czy mi odbiło że się rozebrałem , odpowiedziałem jej żeby zdjęła ciuchy i poczuła się wolna   

    Odrzekła

    : a jak ktoś nas zobaczy ?

    Nie ma tu nikogo jesteśmy tylko my. Usiedliśmy sobie na bujanej ławeczce , Kasia położyła głowę na mojej klacie a ja ją objąłem i delikatnie zaczęłam głaskać i masować . I w ten sposób zaczęła się gra wstępna .

    Przenieśliśmy się do jakuzzi ja usiadłem na podwyższeniu a Kasia weszła i kucnęła przede mną i zaczęła masować mojego kutasa ustami i językiem . Bawiła się tak przez parę minut lizała , ssała i całowała nie zapomniała też o jajach przy których spędziła też trochę czasu. Gdy mój kutas był już sztywny i czułem że zaraz mogę dojść po tym wspaniałym lodziku wykonanym przez moją żonkę, zamieniliśmy się miejscami i to teraz ja zacząłem pracować językiem i ustami . Wjechałem jęzorem w jej mokrą wygoloną różowiutką i soczystą cipkę. Lizałem i cmokałem wilgotną brzoskwinię a ona zaczęła jęczeć ( uwielbiam jak tak jęczy). Po chwili włożyłem jej paluszek w cipeczkę , a język skoncentrował się na łechtaczce . Zabawiałem się tak jej cipką aż doszła. Wtedy włączyłem bąbelki w jacuzzi i usiadłam na dnie wanny Kasia z kolei usiadła na sterczącego penisa przodem do mnie. Zaczęła powoli unosić się i opadać ja zająłem się jej sterczącymi cyckami , ssałem suteczki i co jakiś czas gryzłem aż głośniej jękła . Podskakiwała coraz szybciej i szybciej zaczęły się robić fale aż woda zaczęła się wylewać na taras . Po chwili wstaliśmy ona oparła się rękoma o brzeg jacuzzi ,a ja stanąłem za nią dając jej solidnego klapsa w pośladek aż odbił się ślad ręki , chwyciłem ją w pas i wsadziłem kutasa w cipeczkę . Rżnąłem ją , fujara wchodziła w jej cipkę coraz głębiej i głębiej ruchy były coraz szybsze i szybsze. Lewą ręką trzymałem jej pierś a palec prawej ręki był w jej ustach , bawiła się tak jakby był to penis. Kasia jęczała coraz głośniej i głośniej ,aż w końcu wystrzeliłem w środku ,przez moment staliśmy tak przytuleni bez ruchu . Po czym wyszedłem z jej mokrej szparki,a soczki powoli zaczęły wypływać z rozpalonej cipki , wtedy zaczęła rozsmarowywać spermę po całym ciele niczym balsamem . Najpierw brzuszek potem cycuszki i gdy już była cała wysmarowana ,położyła się i pomachała paluszkiem żebym podszedł , zbliżyłem się do jej brzoskwinki i zaczęłam ją delikatnie całować i lizać . Najpierw cipka i leciałem w górę przez brzuszek , cycuszki aż dojechałem do soczystych usteczek . Szepnęła mi do ucha że było wspaniale , ale ma nadzieję że to nie koniec na dzisiaj , odpowiedziałem że mi też było wspaniale i na pewno to nie koniec na dzisiaj przecież jest dopiero siedemnasta .

    Leżeliśmy tak wtuleni w siebie i mówiąc sobie jak wspaniale jest wyskoczyć razem i to jeszcze w takie miejsce . Po tych seksualnych uniesieniach zgłodnieliśmy więc zaczęliśmy przyrządzać jedzenie . Po smacznej kolacji przy świecach (pierwszy raz jedliśmy kolację na golasa było sexi) zająłem się sprzątaniem ze stołu a moja ukochana poszła pod prysznic . Po zrobieniu porządku w kuchni wyciągnąłem kamerę i rozłożyłem statyw , w tym momencie Kasia wyszła z łazienki . Powiedziałem jej że teraz ja pójdę się szybko odświeżyć , a ona niech zrobi dobre drinki . Wyszedłem spod prysznica a tam niespodzianka Kasieńka siedzi przy barze na obracanym hokerze na oczach ma opaskę z wyciętymi otworami , usta miała pomalowane czarną szminką. Niżej zauważyłem lateksowy czarny gorset z odkrytymi piersiami i na dole czarne koronkowe majteczki z wyciętym otworkiem na środku a na nóżkach czarne pończoszki . W lewej ręce trzymała drinka , w prawej z kolei długi bat. Na barze leżały też rozłożenie nasze erotyczne zabawki , kajdanki vibratory i dilda . Stanowczym głosem powiedziała żebym klęknął przed nią i powoli delikatnie zębami zdjął jej pończochy. Zbliżyłem się więc do stup mojej pani i zaczęłam się wspinać ku górze nogi , a tu nagle dostaje strzał batem na plecy

     : nie tak szybko powoli powiedziałam .

    Więc zaczęłam raz jeszcze wspinaczkę ku cipce całując prawą nóżkę . Dochodząc do zakończenia pończochy delikatnie chwyciłem zębami i zaczęłam zjeżdżać w dół.

    Teraz zająłem się lewą nóżką powolutku do celu , ale nie mogłem chwycić zębami pończochy , więc chciałem pomóc sobie ręką , a tu następny bat wylądował na mnie po raz drugi :

    Krzyknęła gdzie ta ręka mówiłam zębami .

    Po chwili udało się poradzić z pończochą i wtedy uniosła prawą nóżkę i położyła ją na mojej głowie . Zaczęła zjeżdżać w dół zatrzymała się na wysokości ust i wsadziła mi paluszki do buzi , a wtedy rozlała drinka po nodze a ten trafił do moich ust . Drugą szklaneczkę postawiła między nogami .

    Wtedy kazała mi wspinać się po nodze aż do szklaneczki. Gdy już byłem na wysokości szklaneczki chwyciła ją i wlała drink do moich ust, resztę Jack Daniel’sa wypiła duszkiem . Wtedy wzięła z barku żel truskawkowy i wcisneła ją w cipkę , drugą ręką chwyciła bat i zdzieliła mnie w dupsko mówiąc że mam wylizać jej cipkę .

    Powoli zbliżyłem się do jej słodziutkiego ula i zaczęłam pieścić ją językiem i ustami , Kasia jęczała i wiła się niczym wąż , szeptała o tak o tak wspaniałe zaraz dojdę o tak .

    Po chwili odepchnęła mnie i dała klapsa w policzek drugą ręką chwyciła dildo i zaczęła jeździć wokół szparki . Nałożyła trochę żelu na dildo tym razem waniliowego i wsadziła sobie w cipsko , zaczęła delikatnie powoli (dildo było dużych rozmiarów) płytkie krótkie ruchy które co chwileczkę się zwiększały , patrzyłem jak w cipeczce chowa się coraz większą część dilda jak cipeczka staje się coraz bardziej mokra i mokra .

    Po czym chwyciła mnie z włosy przyciągnęła głowę do krocza i wtedy wystrzeliły z niej soki prosto na twarz . Kazała mi spijać ten kobiecy nektar i żebym trochę jej przyniósł w ustach i ją pocałował . Zebrałem ile się dało i przelałem jej z moich ust do jej , uśmiechnęła się tak zdzirowato zagryzła dolną wargę i powiedziała chcę twojego kutasa w tej mokrej cipce .

    Penis wszedł w jej wilgotną waginę niczym w masło , pieprzyłem ją ostro bez przerwy na wysokich obrotach , zarzuciła mi ręce na szyję i przyciągnęła głowę do piersi .

    Po chwili wziąłem vibrator i wcisnąłem jej w cipsko , teraz miała dwa falusy w środku.

    Kasia oparła się plecami o blat baru , zaczęła krzyczeć , wić się i drżeć ,co jakiś czas dawała mi klapsa w policzek . Jej cipka była coraz bardziej mokra , jej soczki spływały mi po nodze i wtedy chwyciła mnie w pas wbijając ostre pazurki niczym szpony , jak zaczęła przesuwać ręce to czułe jak zostawia ślady aż do krwi ,po czym chwyciła moją głowę i przyssała się do szyi i wgryzła się w nią niczym wampirzyca zostawiając ślady zębów ,jak już chciałem skończyć mówiąc że dochodzę , powiedziała że jeszcze nie bo chce go dzisiaj poczuć w dupce . Szybko wyszedłem bo byłem już blisko finału ,z pojemnika wyciągnęłam dwie kostki lodu i przyłożyłem do rozgrzanego do czerwoności penisa . Uwielbiam rżnąć twoją dupeczkę , a rżnąć ją od tyłu to coś wspaniałego powiedziałem jej , odpowiedziała wiem ja też lubię od czasu do czasu jak odwiedzasz mi ten otworek.

    Przekręciłem ją na krześle tyłem do siebie , patrzę a tam w jej otworku ma włożony korek analny taki z ogonem , rzekłem że jakby była na czworaka z tym ogonem to by wyglądała jak suczka , i wtedy zawarczała i powiedziała bierz mnie od tyłu mój zwierzaku .

    Delikatnie wyciągnęłam korek z jej dupci i wcisnęłam do środka sporą ilość żelu nawilżającego , kucnąłem i zaczęła całować i pieścić jej pośladki zbliżając się języczkiem do tego perskiego oczka .

    Najpierw delikatnie zacząłem masować paluszkiem wciskając go coraz głębiej , ale dziurką nie była jeszcze gotowa na coś większego , więc musiałem popracować nad nią nieco dłużej . Gdy już jeden paluszek wchodził luźno użyłem drugiego , dupeczka się rozciągała , wtedy podała mi dildo żebym tym sprzętem popracował nad otworkiem . Po chwili dupsko było gotowe na kutasa którego nasmarowałem dodatkowo żelem i delikatnie wszedłem w ten cudowny ciasny otwór . Kasia przesunęła tyłeczek bardziej w moją stronę , nalała do szklanki sporą ilość whisky i przechyliła na raz , oparła się o blat barku i powiedziała :

    Zerżnij mi dupsko jak nigdy dotąd , chcę wyć z rozkoszy chcę mieć mega orgazm .

    Wsadziłem kutasa w dupsko o dziwo wszedł swobodnie rękoma złapałem jej cycki mocno ściskając , posuwałem ją ostro czułem jak zaczyna się pocić jęczała i krzyczała o tak pierdol mnie w ten sposób moja dupa na to czekała o tak . Wtedy powiedziała żebym tylko nie skończył jeszcze bo chce go jeszcze mieć w ustach. Po paru chwilach wyszłam z dupci i nalałem sobie whisky i łyknąłem .

    Kasia w tym momencie zeszła z krzesła i kucnęła przede mną przyssała dilbo do podłogi i usiadła na nim , lewą ręką zdjęła z baru vibrator który wylądował w jej cipce , a drugą ręką chwyciła mojego członka i rzekła że uwielbia mieć zajęte wszystkie dziurki . Ssała go wspaniale podskakując na sztucznym kutasie , nie trwało to już długo i wystrzeliłem w jej usteczka , trochę poleciało na policzek . Przez moment zaczęła się bawić nasieniem w ustach po czym je połknęła , zgarnęła resztę spermy z polika i z penisa po czym wtuliła się w moje usta i podzieliła się nektarem .

    Padliśmy na podłogę naprawdę wykończeni nasze pulsy miały chyba po dwieście uderzeń na minutę . Leżeliśmy tak jeszcze przez chwileczkę , wtedy podniosłem się żeby wziąć coś do picia i spojrzałem w stronę kamery :

    Kurczę będziemy musieli to powtórzyć bo zapomniałem włączyć kamerę . Na to Kasieńka rzekła :

    Ja włączyłam jak brałeś prysznic i nagrałam ci filmik jak zabawiam się vibratorem penetrując cipeczkę i dupeczkę , będziesz miał wstęp przed seansem .

    Ale powtórzyć to i tak możemy i to nie raz.

    I tak upłynął nam piąteczek ….

    Ale mamy jeszcze całą sobotę i parę godzin w niedzielę , może do czegoś jeszcze dojdzie , kto wie.

    Może ktoś dołączy .

    Pożyjemy zobaczymy czy będzie ciąg dalszy

    Darek

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Vilkor09