Category: Uncategorized

  • Zemsta cz.2

    Lubiła wpatrywać się w swojego synka. To głownie dzięki niemu wzięła się w garść po rozstaniu. O ciąży dowiedziała się prawie miesiąc później. Tamte miesiące były straszne, ale kiedy na świecie pojawił się bobas, wiedziała, że musi się jakoś trzymać. Patrzyła na słodko śpiącego szkraba. Przypominał jej Tomka. Ach, jak wiele by dała aby on wrócił. Bez mrugnięcia wybaczyła by mu romans. Dobrze, że mogła się pocieszyć choć obecnością syna.

    ***

    Rzęsisty deszcz padał już od dwóch godzin. Marcelina kroczyła wzdłuż wąskiej uliczki wesołym krokiem. Miała wyśmienity humor. Parasolka chroniła ją przed letnim deszczem. Zamszowe szpileczki na grubym obcasie rytmicznie stukały na chodniku, a ich sznurowadła tańczyły w rytm kroków. Nie przeszkadzały jej nawet niezbyt wygodne jeansowe szorty, cienki sznureczek stringów wbijał się przyjemnie między pośladki. Dobry nastrój spowodowany był przeświadczeniem, że tamtego popołudnia miało spotkać ją coś ekscytującego.

    Przechodziła właśnie obok dość sporej kałuży, kiedy jadący dość szybko samochód przemknął obok. Rozprysk wody całkowicie zmoczył kobietę. Z jej piersi odzianych w cienką, bluzeczkę na ramiączkach aż skapywały duże krople. Jana koronka szczelnie otuliła dwie piękne kule. Na odsłoniętym brzuszku także widać było mnóstwo kropel, drżących na jasnej skórze.
    – Och! – Krzyknęła totalnie zaskoczona. – Co za kretyn!- Rzuciła w kierunku samochodu, który winien był jej stanu. Kiedy jednak zauważyła, że kierowca zatrzymał się, szybko obmyśliła plan, który miał sprawić aby wieczór był udany.
    – Jak Pan jeździ!? – Krzyknęła na kierowcę, udając oburzenie.
    – Najmocniej Panią przepraszam. Proszę niech Pani wsiada. – Odpowiedział zakłopotany, łysy młodzieniec.
    – Trzeba uważać! Jestem Cała przemoczona. – Powiedziała dyskretnie wypinając biust. Przez cienką koronkę przebijały się twardniejące od chodu sutki. Zmierzyła wzrokiem swoją ofiarę. Był to szczupły, wysportowany chłopak. Podejrzewała, że mógł być lekko po dwudziestce.
    – Jeszcze raz bardzo Panią przepraszam, zamyśliłem się. Zabiorę Panią do mieszkania, tam będzie mogła się Pani osuszyć. – Zaproponował, cały czas dyskretnie spoglądając na nieznajomą. Zerkał na jej krągłe uda, potem na odsłonięty szeroko brzuszek. Co chwila jego oczy wracały na piękny biust kobiety.
    – Może to dobry pomysł. – Rzekła, wypatrując obrączki na dłoni ściskającej nerwowo kierownicę.

    Siedziała w brodziku, palcując swoją muszelkę. Jej szeroko rozchylone nogi co chwila drgały. Ciężki oddech tłumiła woda rozlewana przez prysznic. Wychodząc z łazienki po krótkiej masturbacji rzuciła swoje stringi na sedes. Mężczyzna był w kuchni.
    – Oj, od razu mi lepiej. – Powiedziała wchodząc do kuchni. Powoli zawiązując szlafrok, starała się aby gospodarz w ostatniej chwili zobaczył jej pierś.
    – To bardzo. Cieszę się. –  Krótka pauza zdradzała, że plan szatynki wypalił. Mężczyzna wyraźnie speszył się widokiem jeszcze nie w pełni okrytych niebieskim szlafroczkiem piersi.
    – A cóż taki młody przystojniak, jak Pan robi w tej mieścinie? – Spytała zarzucając do tyłu wilgotne włosy.
    – Przeprowadziłem się tutaj z narzeczoną. – Oznajmił, dyskretnie obserwując długie nogi swego gościa.
    – Narzeczoną? Przecież Pan jeszcze taki młody. – Odparła z zaciekawieniem. Wiedziała już, że nie zmokła na darmo.
    – Oj już nie taki młody. A w ogóle, to przepraszam, nie przedstawiłem się Pani. Jestem Janek. – Odparł wyciągając rękę
    – Marcelina, bardzo jest mi miło Cię poznać. A twoja wybranka, jest stąd? – Pytanie przerwał dzwonek telefonu.
    – O wilku mowa, przepraszam muszę odebrać. – Odpowiedział grzecznie, sięgając po smartfon.

    Po skończonej rozmowie kroczył w kierunku łazienki, gdy naciskał klamkę usłyszał z kuchni pytanie
    – Lubisz jajka sadzone? – Spytała ustawiając telefon w dogodnym miejscu.
    – Proszę się nie kłopotać. – Rzucił w stronę kuchni.
    – Żaden kłopot, ubrania szybko nie wyschną, a Ty na pewno jesteś głodny. Przyrządzę coś na szybko.
    Gdy wszedł do kuchni, zrobiło mu się gorąco. Była odwrócona plecami. Miała na sobie tylko kuchenny fartuszek związany w nienaganną kokardkę. Stała na paluszkach, kusząco wypinając tyłeczek. Janek mógł dokładnie obejrzeć dzięki temu jej muszelkę.
    – Nie chciałam pobrudzić szlafroka. Powiedziała obracając się w jego stronę. Zrobiła to tak aby mógł zobaczyć jej sutek, co zresztą nie wymagało większego wysiłku. Wąski fartuszek odsłaniał jej duże piersi, ukazując pawie całe brodawki.
    – Nic nie szkodzi. – Odpowiedział uśmiechniętej kuchareczce. Już widziała w jego oczach, że jej pragnie.
    – Strasznie ciepło przy tej kuchence. – Powiedziała jakby do siebie. Na tyle głośno, aby jednak on to usłyszał. Gdy usłyszała, jak się do niej zbliża umieściła między cyckami górną część fartuszka.

    Stał oparty o szafkę ze sterczącym fiutem wyglądającym przez rozporek ciemnych spodni.  Marcelina trzymając w ręku swoje piersi, objęła nimi twardego członka. Pomasowała kilka razy i z uśmiechem zdjęła z szyi górę fartucha. Patrząc mu w oczy z uśmiechem zabrała się za obciąganie. Prawą rączką masowała kutasa u nasady cały czas pieszcząc go ustami. Jej lewa dłoń ugniatała piersi. Mlaskała głośno, co chwila się śmiejąc. Siorbała głośno, zwiększając tempo. Nabijała się na niego coraz bardziej, dłonią wykonywała skrętne ruchy. Kiedy prące było już dostatecznie lepkie od jej śliny, znów umieściła go między wielkimi cycuszkami. Chował się między nimi cały. Marcelina poruszała się energicznie, masując  delikatnie. Przygryzała przy tym zalotnie wargę. Kiedy wyczuła, że ślina spłynęła po jej brzuszku, znów robiła mu loda. Mocnym szarpnięciem głową, odrzuciła włosy na plecy. Co chwila powtarzała ten zabieg, widząc jak podoba się to jej kochankowi. Nabierała go głęboko do ust, po cym wypuszczała słodko mruczą. Jej mokra dłoń nie odrywała się od lepkiego chuja ani na sekundę, cały czas go powoli masując. Oderwała się od niego zgrabnym ruchem i podeszła do kuchenki aby ją wyłączyć. Poszedł za nią. Waląc konia pocałował ją namiętnie. Marcelina zwinnie rozwiązała kolorowy fartuszek i pozwoliła mu opaść na  podłogę.

    Janek masując swego kutasa położył się na podłodze, opierając głowę o lodówkę, Wprowadził prącie w cipkę i pozwolił kochance przejąc kontrole. Poruszała gładko pupą, jej Muszelka co chwila do końca nadziewała się na niezbyt dużego fallusa. Kiedy młodzieniec chwycił ją za pośladki nachyliła się mocniej, chcąc poprawić mu widok na jej cudowne piersi. Kiedy pozornie przypadkowo wypuściła go z siebie, skorzystała z okazji i zmieniła pozycję. Miała go w tyłeczku. Była odwrócona do niego plecami.  Ukucnęła nad nim, i rozkoszowała się jego szybkimi pchnięciami. Cały czas bezczelnie patrząc w kamerę. Zaczęła jęczeć, co sprawiło, że przyspieszył. Jej spocone pośladki głośno klaskały o podbrzusze mężczyzny. Całe mieszkanie wypełniały jej piski przerywane wrzaskami oznajmiającymi jej błogi stan. W końcu znieruchomiał, kochanka jeszcze kilka razy podskoczyła na nim. Nabiła się na niego aż po jądra i zeskoczyła. Wzięła go głęboko do gardła mocno ściskając rozpaloną mosznę.

    Leżała na podłodze, z uniesioną wysoko nogą. Janek pieścił językiem jej mokrą norkę. Twardymi włoskami elegancko przystrzyżonej bródki, drażnił jej odbyt. Leżała  na mokrych kafelkach jęcząc głośno. Jej ręce co chwila błądziły wokół niej, lub w spoconych włosach lepiących się do wszystkiego wokół. Co chwila przyciskała głowę kochanka do gorącej pipki, masowała też błyszczące od potu piersi. Mężczyzna cmokając głośno bawił się pachnącą muszelką.

    Stała oparta o blat. Janek trzymał jej nogę opartą o własną pierś. Nie było to łatwe, gdyś ciągle się wyślizgiwała. Ruchy były wolne, ale zdecydowane. Patrzyła mu zalotnie w oczy, soląc delikatnie lekko przypalone jajko – jedyne, które się udało.  Odwróciła się aby odłożyć solniczkę, on zas przyspieszył ruchy. Pojękiwania zagłuszał co chwila odgłos jąder klaszczących o udo suczki. Gdy poczuła że wyślizgnęła się mu jej noga, postanowiła wypuścić go z siebie. Janek zaczął znów walić ostro gruchę. Sięgnęła po talerzyk i z chichotem uklękła przed mężczyzną. Śmiejąc się oczekiwała na ładunek…

    ***

    Siedziała w tej restauracji już godzinę. W końcu przysiadła się do niej ładna szatynka.
    – To Pani? Janek opowiadał o Pani. – Marcelina spytała pełna obaw. Przecież miała tylko numer jej telefonu. Nie zdążyła wtedy nawet nic więcej się dowiedzieć o tej małolacie. Chyba nie miała dwudziestu lat!
    – Ola, miło mi. – Powiedziała ciepło. Śliczna czarnulka wyciągnęła bladą dłoń w geście przywitania.
    – Marcelina, miło mi cię w końcu poznać. Jesteś bardzo ładna. Janek ma gust. – Rzekła z uznaniem. Zlustrowała ją dokładnie. Szczupła, dość wysportowana. Miała jednak bardzo małe cycuszki. Prawie niewidoczne pod luźną koszulką.
    – Dziękuję. Czym mogę Pani pomóc. Skąd w ogóle się znacie. – Nastolatka spytała z zaciekawieniem.
    – Oj, o tym później. Powiedz lepiej kiedy ślub. Na pewno nie możesz się doczekać. Spytała udając zaciekawienie.
    – To już jutro. Jestem taka szczęśliwa! – Odparła z nieskrywaną radością.
    – Domyślam się, Twój Janek też niczego sobie! – zażartowała, lekko trącając młodą rozmówczynię w ramię.
    – No właśnie powiedz w końcu jak się poznaliście? – Spytała z zaciekawieniem.
    – Och, gotowaliśmy razem. – Oznajmiła ukrywając szyderczy ton.
    – Gotowaliście? – Spytała zdziwiona czarnulka.
    – Tak, zresztą pokażę Ci jak się to skończyło. – Marcelina u uśmiechem ukazała moment jak kochanek, dużą salwą tryska na talerzyk z jajeczkiem i na jej biust.
    – Co to ma być?! Co to jest?! – Spytała głośno, nie kryjąc złości.
    – Miało byś sadzone ale się nam nie udało. Janek mi przerywał. Zresztą nie mieliśmy już na nie ochoty. Zerknij. – Ze spokojem ciągnęła, pokazując jak robi mu loda i później on liże jej cipcię.
    – Ty kurwo! Co ty sobie myślisz?! – Krzyczała zapłakana.
    – Chcesz na pamiątkę? Całkiem dobry przepis! – Z zadowoleniem patrzyła jak na nagraniu ujeżdża narzeczonego zapłakanej małolaty.
    – Nie! To już koniec! Koniec z nami! – Ola wybiegła z kawiarni zalana łzami…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasis
  • Nowe przygody Pani Moniki odcinek 13

    – Już przyjechał. Szybciej, suki! – ponagliła swoje niewolnice Domina. Ich regularny taksówkarz, z którego najczęściej korzystały, czekał już pod blokiem i miał zawieść je do apartamentu w Śródmieściu, w którym już czekał Pan Tomek i pięciu pakerów z imprezy Blondi sprzed paru tygodni. Po chwili obie dziwki wyszły ze swoich sypialni. Były wystrojone jak rasowe porno gwiazdeczki. Na szyjach miały chokery, a ich ciała opinały nieprzyzwoicie skąpe ciuszki. W zasadzie należałby im się mandat za sianie zgorszenia i nieobyczajny strój, ale te suki i tak zbajerowałyby każdego policjanta, żeby im odpuścił.
    – Wychodzimy. Ty, suko, masz karę, więc Gabi dziś zapłaci pyskiem szoferowi – oznajmiła Pani Monika, kiedy były już w windzie. Do tej pory tylko Blondi miała przywilej obciągania pały za przejazdy. A była to nie lada gratka dla każdej oralnej dziwki. Za kierowcą ich ulubionego sukowozu siedział 30-letni, typowy złotówa – cwaniak w typie dresiarza o zawadiackiej urodzie, wysportowany i obyty z prostytutkami, które były jego najczęstszymi klientkami. Na policzku miał starą już szramę, która wyglądała jak po nożu – co dodawało mu seksapilu i bandyckiego powabu. A co ważniejsze, w rozporku skrywał piękną, 21-centymetrową i grubą pałę, na którą Blondi uwielbiała nadziewać gardło za każdym razem, gdy je wiózł swoim audi.
    – Dziś do centrum, dziewczynki? – zapytał wesoło taksiarz na powitanie, gdy Pani Monika i jej kurewki wsiadały do auta.
    – Cześć. Tak, na Grzybowską, tam gdzie wtedy – odpowiedziała mu Domina.
    – No to przyjmę zapłatę tutaj, bo tam nie będzie gdzie. Czemu Blondi siedzi z tyłu?
    – Ma karę. Gabi ci dziś zapłaci.
    – No to jedziemy na parking – rzucił i elegancka fura ruszyła spod bloku. Po dwóch minutach zaparkowali na tyłach pobliskiego magazynu firmy wypożyczającej sprzęt wodny, który o tej porze był już zamknięty. Mężczyzna rozwiązał sznurek dresowych spodni i oczom Gabi ukazał się dorodny, już na wpół twardy kutas.
    – Rób swoje, suko – zachęcił ją stanowczym tonem.
    – Tylko spisz się dobrze, dziwko, żebym się nie wstydziła – napomniała ją Domina.
    – Luz. W razie czego ty poprawisz – zaśmiał się, a Domina nagle zapragnęła, żeby Gabi jednak nie stanęła na wysokości zadania. Obciągała mu tę seksowną pałę już kilka razy, ale nigdy w samochodzie. Czasami zapraszała go na imprezy, bo był pociągający i dysponował naprawdę godnym podziwu sprzętem. Gabi odpięła pas, klęknęła na fotelu pasażera, wypinając pupę w stronę bocznej szyby i z zadowoleniem pochyliła się nad kutasem Krystiana – bo tak właśnie się nazywał. Pani Monika uważała, że to bardzo trafne imię, bo przypominał urodą, posturą i sposobem bycia Krystiana z serialu “Pati”, faceta głównej bohaterki, umięśnionego cwaniaczka. Jego kutas momentalnie zesztywniał w ustach Gabi i ta suka zaczęła nadziewać się na niego z całej siły, jęcząc głośno. Krystian wzdychał z zadowoleniem i dociskał głowę tej kurewki, żeby wzięła jego pałę najgłębiej, jak się da. Wciąż brakowało jakich 2-3 centymetrów. Tresura gardła była żmudna i czasochłonna, ale Domina była pewna, że zrobi z niej oralną dziwkę z prawdziwego zdarzenia, tak jak z Blondi. Teraz siedziała ze swoją najwierniejszą suką na tylnej kanapie audi i obie patrzyły z zazdrością, jak Gabi płaci za ich przejazd taksówką. Nie mogąc dłużej wytrzymać z podniecenia, zaczęły się lubieżnie lizać, co jakiś czas spoglądając na młodą dziwkę obciągającą pałę Krystiana. Ten z kolei zerkał to na swojego kutasa znikającego w jej ustach, to we wsteczne lusterko na całującą się Blondi i jej Właścicielkę. W całym aucie było głośno od jęków trzech suk i Krystiana. Gdyby ktoś przechodził obok, na pewno usłyszałby te odgłosy.
    – Głębiej, kurwo! Ssij mu tą pałę, jak cię uczyłam! – dopingowała swoją sukę Domina. – Tylko nie połknij ani kropli spermy. Trzymaj wszystko w pysku, a potem zamień się z Blondi miejscami – dodała. Gabi tylko mruknęła potwierdzająco z kutasem Krystiana w ustach. Jego całe jaja ociekały śliną tej dziwki. Taka pozycja uniemożliwiała jej połykanie. Obciąganie mężczyznom w samochodach zawsze kończyło się tak samo – ślina ściekała w dół pały na jaja. Gabi wsunęła sobie rękę między uda i zaczęła się masturbować.
    – Dobrze, suko. Przypomniałaś sobie – pochwaliła ją Domina. Krystian zaczął dyszeć coraz szybciej. Niewątpliwie jego orgazm był już blisko. Wszystkie suki zaczęły jęczeć jeszcze głośniej, żeby bardziej go podniecić. Nagle całe jego umięśnione ciało się napięło, a z jego ust padło głośne westchnienie. Sperma trysnęła do głodnych ust Gabi. Ta dziwka mocno zacisnęła wargi na jego grubej pale, żeby nie uronić ani kropli. Kolejne strzały nasienia wypełniały jej pysk, aż w końcu wytrysk dobiegł końca.
    – Chodź do mnie z tą spermą, dziwko – niecierpliwiła się Domina. Gabi ostrożnie wysunęła sobie jeszcze twardego kutasa z ust. – Czekaj – dodała jej Pani – Zobacz, ile śliny zostawiłaś. Zbierz ją palcami i daj małej dziwce do zlizania.
    Gabi z ustami pełnymi gorącej i pysznej spermy zebrała z jaj Krystiania własną ślinę i wysunęła dłoń w stronę tylnej kanapy.
    – Zlizuj to, dziwko – Pani Monika rozkazała Blondi, a ta grzecznie i z radością wykonała polecenie. Oblizała ze smakiem dłoń i paluszki Gabi. Mogła przysiąc, że wyczuła delikatną nutkę spermy – jedna kropla lub dwie musiały spłynąć w dół kutasa na jaja i zmieszać się ze śliną. Była tak złakniona białego nektaru, że jej zmysły smaku i węchu były skrajnie wyczulone na ten przysmak.
    – Cudownie. Grzeczna suka. A teraz sio do przodu i wpuść mi tu Gabi.
    Blondi wysiadła z samochodu i zamieniła się miejscami z młodszą koleżanką, która z ustami pełnymi bajecznie pysznej spermy przysiadła się do swojej Pani, wypinając cycki i splatając ręce na plecach.
    – Ooo taaaak, kurewko, cudownie pachniesz – wydyszyła podniecona Domina ocierając się ustami i nosem o wargi i policzki suki śliskie od spermy i śliny. – Wypluj mi wszystko do buzi – rozkazała i rozwarła usta, odchylając nieco głowę do tyłu. Gabi zrobiła dziubek z warg i ostrożnie wypluwała spermę do ust jęczącej z podniecenia Pani. Blondi patrzyła na to wszystko z przedniego siedzenia i aż skręcało ją z zazdrości. Spojrzała na kutasa Krystiana, który zaczynał powoli tracić sztywność, ale wciąż był mokry od śliny Gabi. Korzystając z chwili nieuwagi Dominy, sięgnęła dłonią do jego jaj i zebrała resztki oralnego kremu tamtej szmaty i nakarmiła nim swoje głodne usta. Znów poczuła wyraźną nutkę spermy. Na razie to musiało jej wystarczyć. Jeszcze 10 dni. Tymczasem Gabi napełniła usta Pani Moniki spermą Krystiana i oblizywała własne wargi z resztek tego suczego rarytasu. Rozcierała językiem każdą kroplę o podniebienie, żeby wydobyć pełnię smaku. Domina połknęła zawartość ust i jęknęła z rozkoszy.
    – Możemy jechać – powiedziała zadowolona z siebie do szofera.
    – Wariatki – zaśmiał się Krystian i pokręcił z niedowierzaniem głową, po czym odpalił silnik i ruszył do centrum. Domina zajrzała do torebki i wyjęła telefon. Na wyświetlaczu świeciła się ikonka nowego e-maila. Weszła w skrzynkę odbiorczą i wśród paru reklam szybko znalazła wiadomość z załącznikiem. Nadawcą była niejaka Sylwia S. Otworzyła maila i zaczęła czytać:
    „Witaj, mam na imie sylwia , jestem z Wrocławia i jestem czytelniczką Twoich opowiadań na stronie sexopowiadania.pl. Od dawna chciałam napisać ale się wachałam, aż do dziś. Myślę sobie, że zaryzukuje, raz kozie śmierć i tak dalej 🙂 Mam 33 lata i jestem zafascynowana suczym życiem, które opisujesz w swoich opowiadaniach. Nigdy nie bylam suką ale przyznaje się, że zawsze wolałam ostrzejszy seks i pornografie. No ale nikkt nie założył mi nigdy smyczy i nie rozkazywał mi jak Ty swoim sukom. A mnie to mega podnieca odkąd Cię czytam i chciałabym spróbować. Mam faceta, który jest super i ma wszystko jak trzeba tzn ciało i dużego penisa (choć spusty takie sobie, raczej małe), ale niestety wiem już że on nie nadaje się na Mastera. To całe BDSM go śmieszy i czesto sobie żartuje z takich rzeczy jak właśnie dominacja i szmacenie. Owszem lubi mnie ostro ruchać choć troche jest za grzeczny jak na mój gust 🙂 czy możesz mi pomóc i tresować mnie wirtualnie? Bardzo Cie o to prisze. Przmyślałam to sto razy i jestem pewna, że tego chcę. Zrobie wszystko, co mi każesz. Będe Twoją uległa suką i kurwą. W załączniku wysyłam Ci  swój filmik jak obciągam mojemu chłopakowi. Mam nadzieje, że Cię tak przekonam”.
    Domina otworzyła załącznik i zobaczyła brunetkę o niebieskich oczach z włosami do połowy pleców klęczącą przed okazałym kutasem i pieszczącą sobie cycki. Na dwuminutowym nagraniu widać było, jak ssie wielką pałę i dostaje skromny spust na buzię. Domina nagle poczuła mrowienie między nogami i stała się jeszcze wilgotniejsza niż była. Od dawna nie tresowała żadnej suki wirtualnie, a ta miała niezły potencjał. Była całkiem ładna i dobrze wychodziła na filmie. Zaczęła układać w głowie plan tresury swojej nowej zabawki i zanim się zorientowała, Krystian dowiózł je na miejsce.
    – Jesteśmy, suczki – powiedział. – Bawcie się dobrze.
    – Będziemy. Możesz być pewien – odparła Domina, która za chwilę miała zostać główną bohaterką tej seks-imprezy…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pani Monika
  • Moja przemiana ( Ostatni dzien przed szkola )

    Do mojego pokoju wszedł tato i odsłonił okno, co spowodowało, że się przebudziłam i w leniwy sposób odwróciłam na brzuch, odsłaniając kawałek mojego uda.
    – Wstawaj śpiąca królewno. – Powiedział i delikatnie mnie szturchną w ramię. –
    – Już wstaje – Wymruczałam, zasłaniając twarz poduszką. –
    – Śniadanie czeka, pośpiesz się. – Rzucił za siebie Artur, wychodząc z pokoju. –
    Leniwie wygramoliłam się z łóżka i stanęłam przed lustrem. Jedno ramiączko mojej koszulki nocnej było zsunięte z ramienia, przez co moja prawa pierś była bardziej odsłonięta. Przeciągnęłam się, poprawiłam włosy i zarzuciłam na siebie mój mięciutki szlafrok, po czym zeszłam do rodziców na śniadanie.
    – O już jesteś, a bałem się, że będę musiał Ciebie znieść. – Zażartował tato odsuwając dla mnie krzesło. –
    – Artur jeszcze dzisiaj nasza córcia mogła sobie pospać, bo już od jutra idzie do szkoły i będzie musiała szybko wstawać. – Wtrąciła mama, podając mi talerz. –
    – Racja, nasza mała uczennica. – Odpowiedział Artur, podając mi karton z płatkami czekoladowymi do mleka. –
    Podczas śniadania ustaliliśmy, że powinnam przepisać swoje zeszyty i odrobić zaległości. Więc rzeczywiście miałam trochę do nadrobienia. Dodatkowo Artur zaproponował, że jeśli chcę to mogą mnie rodzice zawozić i odbierać ze szkoły. Zgodziłam się na taką propozycję. Na najbliższy weekend zaplanowaliśmy przemeblowanie mojego pokoju, tak by to był naprawdę pokój nastolatki. Po zjedzonym śniadaniu ja poszłam się ubrać i planowałam, od czego zacząć moje przygotowania do szkoły. Wybrałam na dzisiejszy dzień krótkie spodenki dresowe w kolorze jasnego różu do tego biały top na szerokich ramiączkach z koronkowymi plecami do tego komplet bielizny cieniutkie figi oraz gładki biustonosz push-up. Postanowiłam, że przepiszę część ostatnich lekcji w zeszytach, bo wszystkie zeszyty wymieniłam na takie w kwieciste motywy, w jaskrawe pastelowe kolory. Zajęło mi to kilka dobrych godzin. Przepisywałam po około 5/10 tematów wstecz w zależności od przedmiotu, do którego był zeszyt. Po czym postanowiłam zrobić sobie przerwę, zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie różanej herbaty. W domu zostałam tylko z Arturem, bo mama znów pojechała do biura. Za to tato siedział w salonie i pracował jak zwykle na laptopie. Ja wypiłam herbatę, przeglądając filmiki na socjal mediach i wróciłam do pokoju. Włączyłam sobie cicho muzykę i zabrałam się za podpisywanie książek. Nawet nie zauważyłam jak do mojego pokoju wszedł tato. Oparł się o futrynę drzwi i za chrząkał, co wyrwało mnie z zamyślenia.
    – I jak idzie przepisywanie? – Zapytał. –
    – Zeszyty gotowe, jeszcze zostało mi kilka książek do podpisania. – Odpowiedziałam, kładąc dłoń na stercie podpisanych podręczników. –
    – Dobra uczennica – Zaśmiał się tato. –
    – Myślałaś już nad przemeblowaniem swojego pokoju? – kontynuował. –
    – Jeszcze muszę się zastanowić. – Odpowiedziałam, rozglądając się po pomieszczeniu. –
    – Księżniczko co byś powiedziała na wycieczkę do sklepu meblowego? – Podszedł do mnie i przytulił. – Będzie jeszcze otwarty, a może ci się coś tam spodoba. – kontynuował. –
    – Myślę, że to dobry pomysł. – Wtuliłam się mocniej w Artura. –
    – To przebieraj się i zaraz pojedziemy. Puścił mnie i pogładził po policzku. -.
    Następnie wyszedł z mojego pokoju. Ja szybko wybrałam tą różową sukienkę, co ostatnio kupił mi tato. Do tego białe rajstopy, różowe botki, biały komplet bielizny i zrobiłam sobie delikatny makijaż, a włosy upięłam w kucyk. Wychodząc z pokoju chwyciłam jeszcze moją małą, czarną torebkę. Zbiegłam po schodach prosto w ramiona Artura, który już na mnie czekał w przedpokoju.
    – Ślicznie wyglądasz. – Uśmiechną się i położył dłoń na moich plecach. –
    – Ślicznie dziękuję. – Radośnie odpowiedziałam i wyszłam z domu. -.
    Skierowałam się do auta. Artur zamknął drzwi na klucz i dołączył do mnie. Wybrał duży sklep meblowy na GPS, który pokazał nam 35 minut do celu. Podczas drogi rozmawialiśmy na temat przemeblowania mojego pokoju. Chciałabym mieć w pokoju na pewno toaletkę do robienia makijażu, tato zasugerował, że powinnam wybrać sobie jakąś naprawdę sporą szafę albo ze dwie, bo będę miała dużo sukienek i ciuszków. Dodatkowo narożne biurko i duże łóżko z grubym i wygodnym materacem. W końcu dojechaliśmy do sklepu Artur zaparkował i szybko poszliśmy do sklepu. Na parterze było wyposażenie salonu i kuchni, więc skierowaliśmy się na piętro, gdzie były już pokazowe pokoje chłopięce i dziewczęce chodziliśmy od jednej wystawy do drugiej, ale nic się nam nie podobało. Wybrałam sobie tylko ramę łóżka, która była zrobiona z drewna i metalu w kolorze złotym. Musiałam wybrać sobie tylko jeszcze materac do tego łóżka. Artur w międzyczasie szukał na telefonie, gdzie jeszcze można było, by pójść zobaczyć meble. Znalazł takie miejsce dwie ulice dalej, więc postanowiliśmy, że zrobimy sobie spacer i po prostu się tam przejdziemy. Po drodze wstąpiliśmy do lodziarni tato wziął sobie mrożoną kawę, ja wybrałam lody waniliowo śmietankowe.
    Gdy siedzieliśmy dostałam wiadomość SMS.
    „Cześć Paweł dyrektorka kazała Ci przynieść pracę domową na jutro. Jesteś w domu?”
    – Tato dostałam wiadomość od Karoliny, że przyniesie mi zadania domowe na jutro. –
    – Zwróciłam się smutna do taty. –
    – No trudno trzeba wracać do domu. – Odpowiedział. –
    – To odpiszę do Karoliny, by przyszła na 17 do nas. – Mówiąc to chwyciłam za telefon. –
    – Meblami się nie przejmuj Niki, jutro odbiorę ciebie ze szkoły i pojedziemy wybierać. – Przysiadł się i objął mnie, dodając otuchy. -.
    W tym momencie odpisałam Karolinie. Skończyłam Artur uregulował rachunek i poszliśmy do samochodu. Dojechaliśmy do domu, jeszcze była chwila, zanim przyjdzie Karolina. Tato zasugerował, że na wieczór by zamówił dla nas pizze i byśmy obejrzeli wspólnie film. Wybrałam pizze Margaritę i poszłam do pokoju ogarnąć się trochę przed wizytą koleżanki. Po około 15 minutach rozległ się dźwięk dzwonka.
    – Tato otworzysz – krzyknęłam z pokoju. –
    – Jasne – Odpowiedział. –
    – Cześć Karolina – Tato przywitał koleżankę. –
    – Dzień Dobry, Jest Paweł? – Karolina zapytała. –
    – Proszę wejdź, jest, ale to już nie jest Paweł, tylko Nikola. -.
    Tato wprowadził Karolinę do salonu i w tym czasie ja weszłam do pomieszczenia. Artur podprowadził mnie do sofy, na której siedziała już Karolina on za to zajął miejsce naprzeciw nas. Widziałam, że Karolina wręcz zamówiła na mój widok. Tato spokojnie wytłumaczył, że moja nieobecność w szkole była spowodowana przemianą z chłopaka w dziewczynę.
    – Widzę – W końcu odparła koleżanka. –
    – Mam nadzieję, że to klasa zrozumie i pomożecie mojej córce się odnaleźć w szkole. – Kontynuował tato. –
    – Żaden problem proszę Pana ja pomogę Nikoli. – Odpowiedziała Karolina? –
    – Nikola zaprowadź koleżankę do pokoju i odróbcie wspólnie zadania na jutro. – Wydał polecenie, po czym wyszedł z salonu. –
    – Więc chodźmy do pokoju. – Powiedziałam, wstając z sofy. –
    – Okej – Odpowiedziała. –
    Gdy już byłyśmy w pokoju Karolina od razu zamknęła za sobą drzwi. – Nikola wow, niezłe zaskoczenie! – Odwróciła mnie, chwytając za ramiona i złapała za dłonie. –
    – Wiem, mam nadzieję, że mnie zaakceptujecie. – Odpowiedziałam delikatnie łamiącym się głosem. –
    – Nikola niczym się nie przejmuj, wyglądasz jak niezła laska. – Odpowiedziała, obracając mnie. –
    – Gdzie się nauczyłaś robić make-up? – Zapytała. –
    – Mama mnie uczyła i też przebiła mi uszy. – Odpowiedziałam, pokazując kolczyki, jakie miałam w uszach. –
    – Ale masz super rodziców, że tobie pomagają, ja i dziewczyny w klasie też tobie pomożemy. – powiedziała. –
    – Nie wiem, jak tam Marcelina, ale nią się nie przejmuj, bo to zołza. – Wspomniała o jednej nieprzyjemnej koleżance z klasy. –

    W końcu zabrałyśmy się za odrabianie lekcji na szczęście nie było ich zbyt dużo i zajęło nam to tylko godzinę. Odprowadziłam koleżankę do wyjścia jeszcze przed wyjściem uścisnęła mnie jak dobra kumpela. Wychodząc z podwórka krzyknęła, że widzimy się w szkole. Poszłam do salonu, gdzie czekał na mnie już Artur z pizzą i włączał film. W pokoju było ciemno przez zasłonięte żaluzje z głośników wydobył się dźwięk filmu. Podbiegłam do sofy, na którą wskoczyłam, podwijając od siebie nogi i przytulając się do Artura. Zajadaliśmy pizze i oglądaliśmy film fantastyczno-komediowy o przygodach półbogów. Pod koniec filmu, gdy już też pizza się skończyła tato zaczął mnie delikatnie gilgotać, ja, nie pozostając dłużna też zaczęłam sprawdzać jego wytrzymałość na łaskotki. Przez to, że był silniejszy ewidentnie wygrywał nasz pojedynek. Przewróciłam się na brzuch w próbie uwolnienia od jego łaskotek. Gdy już mi się prawie udało złapał mnie za nogi i przyciągną do siebie, co spowodowało, że moja sukienka się podwinęła, odsłaniając moją pupę. Za którą chwycił Artur. Przez cały czas gilgotał mnie po całym ciele, przez co ja rzucałam się w niekontrolowany sposób po sofie. Nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Przewrócił mnie znów na plecy, chwytając moje ręce i przytrzymując je nad moją głową. Drugą rękę włożył pod sukienkę i zaczął łaskotać mnie po brzuchu. W końcu przestał mnie gilgotać wszedł nade mnie przytrzymał moje ręce zbliżył twarz do mojej i wyszeptał „Poddajesz się, czy jeszcze nie?”, Gdy już chciałam odpowiedzieć zasłonił mi usta dłonią. Zszedł ze mnie, podniósł mnie, tak, że stałam tyłem do niego. Objął mnie i poprowadził do mojego pokoju. Ja w tym czasie mówiłam, że już się poddaje, ale on mnie nie słuchał. Gdy już byliśmy w pokoju tato obrócił mnie przodem do siebie i mocno pocałował w usta. Pocałunek ten odwzajemniłam, a on położył mi dłoń na majtkach i delikatnie zaczął tam masować. Oderwał się od moich ust i powiedział, że tam na dole to była pierwsza runda, a teraz kolej na drugą. Pchnął mnie na łóżko, a ja się zakryłam poduszką przecież nie może być mu zbyt łatwo. On w tym czasie rozpinał koszulę. Gdy już się z nią uporał też wszedł na łóżko. Chwycił mnie mocno w pasie i dorwał się do moich ust. Długo mnie całował i nadal łaskotał. Ja już nie miałam sił, a wiedziałam, że to się szybko nie skończy. Przeniósł pocałunki na piersi, a ja mogłam złapać powietrze. Dobrał się do zamka sukienki i ściągnął ją ze mnie. Zostałam w samej bieliźnie i rajstopach. Całował całą mnie i kontynuował cały czas łaskotki nawet nie zauważyłam, że już jest bez spodni tyko w samych bokserkach. Przewrócił na brzuch wyszeptał do ucha, że teraz trochę zwolnimy. Poczułam jego narzędzie w bokserkach, które dociska się do mojej pupy, a on zaczął mnie masować po plecach. Miałam chwilę, by się uspokoić po moim szaleństwie. Gdy tylko poczuł, że już się rozluźniłam wrócił do całowania moich pleców. Rozpiął stanik i zaczął masować piersi. Wyciągnęłam spod siebie stanik i rzuciłam go na podłogę. Tato całował moją szyję i czułam, że mocniej dociska się do moich pośladków. Aż sama dobrałam się do mojej muszelki i pieściłam ją paluszkami. Gdy to zauważył obrócił mnie na plecy i wręcz zanurkował między moimi nogami. Najpierw przez materiał rajstop i majtek lizał mój skarb. Zaczęłam mimowolnie jęczeć i się wyginać, masować piersi. Tato nie odrywając się ode mnie zrzucił z siebie bokserki. Ujrzałam jego żylaste i twarde narzędzie. Nagle zobaczyłam go nad swoją twarzą on zajmował się moją pisią i podstawił mi do ust swojego lizaka, tak, że utworzyliśmy pozycję 69. Chwyciłam go był naprawdę twardy, cudny złożyłam pocałunek na główce tak jak bym chciała mu podziękować. Polizałam, tak jak lizaka i wprowadziłam go do ust. On tylko na to czekał, bo wbił się od razu do mojego gardła. Moje ciało wygięło się w łuk. Wyciągnął go ze mnie, a ja zaczęłam go lizać w oczach miałam łzy, ale to nic. Tato w tym czasie zdejmował ze mnie rajstopy. Materiał majtek odsunął na bok, by dobrać się do pisi. Gdy pierwszy raz przejechał po golutkiej językiem, aż przeszedł mnie dreszcz było mi wspaniale. Wprowadzał palce języczek bawił się moją sztuczną dziurką, a moje ciało przeszywał dreszcz podniecenia spowodowany moją wyobraźnią. Aż nie mogłam kontynuować lizania. Artur ściągną ze mnie bieliznę. I w końcu zszedł ze mnie. Widziałam go jak przez mgłę stojącego obok mojego łóżka ze sterczącym penisem. Moje ciało w niekontrolowany sposób drżało. Ledwo z siebie wydusiłam, by zrobił ze mną, co tylko chce, tylko, by nie kończył we mnie. On bez słowa stał nad moim łóżkiem, wpatrując się we mnie. Po chwili poczułam jego przyrodzenie na moim brzuchu. Znowu złożył czuły pocałunek na moich ustach i nosku. Objął mnie jedną ręką, a drugą zaczął nakierowywać się do mojego wnętrza. Delikatnie i powoli zaczął się zagłębiać w mojej muszelce. Gdy poczułam na sobie jego jądra zatrzymał się na chwilę, całując w szyję. I zaczął powoli i delikatnie posuwać czułam jak wypełnia moją sztuczną pisię. Znów zaczęłam ciężej oddychać. Przy każdym pchnięciu wydobywało się ze mnie mimowolne westchnięcie. Wchodził po same jądra. Dłońmi wodził po całym moim ciele. Chwytał mnie za pupę. Ssał moje sztuczne sutki. W końcu przyśpieszył swoje ruchy wręcz odbijał się ode mnie. Ja, aż zaczęłam piszczeć. Znów nie panowałam nad swoim ciałem. Tato objął mnie mocno i przytrzymał, tak żebym się uspokoiła. Przeturlaliśmy się na łóżku, że to ja znalazłam się na moim partnerze. Tym razem to ja, leżąc na jego torsie. Gdy chwilę odpoczęliśmy Artur znów wprowadził go we mnie. Delikatnie posuwał, gładząc mnie po głowie. Wyszeptał, żebym podniosła trochę swoją pupę. Gdy po chwili wykonałam jego polecenie tato nagle bardzo przyśpieszył, aż moja pupa podskakiwała od jego pchnięć. Po chwili znów przeszył mnie orgazm napięłam się i zeskoczyłam z mojego partnera, a z cipki wypłynęła strużka mojego soczku. Byłam wykończona, ale i po moim partnerze było widać, że niewiele mu brakuje. Podłożył pod moją pupę poduszkę, tak, że cipka była wyeksponowana do góry. Ukląkł między moimi nogami. Wbił się do mojego wnętrza i od razu przystąpił do mocnego rżnięcia. Moje piersi falowały w rytm jego ruchów. Wpatrywałam się w jego muskularny tors górujący nade mną. Czułam jak bardzo pulsuje jego penis. Tato coraz ciężej oddychał w końcu wyciągnął go i zaczął się ocierać o moją szparkę, dociskając go do mnie. Nagle napiął się, a gorący ładunek poleciał prosto na moje piersi, twarz i brzuch. Tato jeszcze ucałował mnie w czoło i wstał z łóżka. Penis powoli mu zaczął opadać. A on wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Byśmy wzięli wspólną kąpiel. Co skończyło się tym, że to Artur mnie wykąpał, bo ja już nie miałam siły nawet ustać. Po tym, jak już mnie umył pomógł mi założyć aksamitną koszulkę nocną i zaniósł z powrotem do pokoju. Tego dnia wtuliłam się w silne ramiona mojego taty i razem z nim zasnęłam w moim pokoju.
    CDN…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nati
  • Z matka i corka II

    Odkąd moje dwie niewolnice – matka (Slut) i córka (Suka) zostały zapłodnione podczas grupowego kąpania ich w spermie przeze mnie i moich kumpli, miałem z nimi mnóstwo dodatkowej zabawy.

    Dla przypomnienia: Matka była szatynką w wieku 36 lat, średniego wzrostu o jasnej karnacji i poczciwej buzi kury domowej. Pełne piersi, szeroki tyłek i biodra kojarzyły się z ciepełkiem i pierogami. Ale nogi miała proste, zgrabne a w oczach zły blask. Pozornie była typem „szarej myszki”, ale tak naprawdę była kurwą jakich mało. Gdy ją kupowałem, miała już na podbrzuszu wytatuowane „Slut”, stąd tak ją wołałem.

    Właśnie przed chwilą, gdy czytałem na tarasie gazetę, Slut podeszła do mnie w samym stroju kąpielowym. Sam fakt, że miała na sobie stanik był dość niezwykły.  Sytuacja wyjaśniła się jednak szybko. Była po prostu niedorżnięta i chciała żebym ją wyruchał. Patrząc mi w oczy powoli rozpięła stanik i zrzuciła go na ziemię, odsłaniając duże, wiszące piersi z wielkimi, brązowymi sutkami. Potem powolutku zdjęła majtki.  Kiedy została w samej obroży (nie dało się jej zdjąć), podała mi olejek i nadstawiła się. Zacząłem jej nacierać ciało – biust, wystający lekko ciążowy brzuszek, dupkę. Nadstawiała się chętnie i posłusznie. Wszystko działo się oczywiście na oczach innych niewolnic, w tym jej córki.

    Kiedy była już śliska i lśniąca, sięgnęła po leżącą w pobliżu smycz i zapięła sobie do obroży, podając mi jej koniec. Sama stanęła na czworakach. Wstałem i powoli zaprowadziłem ją do łóżka nad basenem. Szła powoli, na czworakach, szorując kolanami po posadzce. Ciążowy brzuch zwisał ślicznie, podobnie jak cycki. Bransolety na kostkach jej nóg cicho pobrzękiwały. Była cudownie opalona. Położyłem ją na plecach. Rozrzuciła nogi i założyła ręce pod głowę, zastygła w oczekiwaniu. Lekko liznąłem jej cipę. Drgnęła. Polizałem mocniej. Wyprężyła się i westchnęła. Objąłem wargami jej srom i zacząłem ssać. Czułem jak wilgotnieje a jej cipa rozszerza się. Usłyszałem jak jęczy. Wsunąłem w nią język. Zacząłem ją lizać w środku. Widziałem, że ma zamknięte oczy; wiła się lubieżnie na składanym, plażowym łóżku.

    Wreszcie wyjąłem ze spodni pałę i przyłożyłem do jej cipy. Niewolnica niecierpliwie się poruszyła, próbując na nią nasunąć na mojego kutasa. Droczyłem się z nią jakiś czas aż wreszcie powolutku wsunąłem jej całego kutasa, po same jaja. Ciąża sprawiła, że Slut była ciągle napalona. Trudno ją było zaspokoić. Musiałem ją długo rżnąć. Jej cipa zrobiła się jakby odrobinę luźniejsza i głębsza. Podciągnęła jedną nogę, drugą zrzuciła na bok. Kiedy poczułem, że dochodzę, wyjąłem pałkę i wytrysnąłem na jej wystający brzuch. Sperma rozlała się po nim na boki.

    Przywołałem jej córkę i kazałem jej zlizać swoją spermę z brzucha zapłodnionej matki. Zrobiła to chętnie, celebrując każdy ruch języczka.   

    Córka, dziewczyna siedemnastoletnia, nieco wyższa od matki  szczuplutka blondynka, miała szare patrzące bezczelnie oczy, małe, twarde piersi z malutkimi sutkami, wąskie biodra wyćwiczony, twardy brzuch i świetne nogi. Wiadomo – do wyglądu tak młodej niewolnicy w ogóle trudno się przyczepić. No, ale kosztowała więcej niż dobry koń wyścigowy.

    Obie były absolutnie zdemoralizowane i naruszały każde tabu, kiedy tylko nadarzała się okazja. A tych starałem im się dostarczać często.

    Obie były też w trzecim miesiącu ciąży i ich brzuszki były już widoczne. Nie przeszkadzało mi to w ich pieprzeniu. Albo dawaniu do pieprzenia.

    Jeśli brałem je do łóżka, to zawsze obie. Slut (matkę)kładłem po jednej stronie, Sukę (córkę) po drugiej. Pamiętam jak pewnej gorącej nocy, obie leżały spocone, wtulone we mnie. Matka zarzuciła na mnie nogę i zaczęła mnie namiętnie całować, wsuwając mi w usta swój śliski od śliny język, który ssałem namiętnie. W tym czasie córka zajęła się moim kutasem biorąc go do ust i siorbiąc niemiłosiernie podczas obciągania.

    Żeby było jej wygodniej, nie przerywając obciągania wypięła tyłek w górę i rozsunęła nogi. Matka usadowiła się za Suką i wsunęła córce język w odbyt liżąc ją namiętnie i masując. Dziewczyna westchnęła i nadstawiła się mocniej. Na chwilę przerwała obciąganie, wypluła ślinę na mojego kutasa, spojrzała na mnie swoimi modrymi, zamglonymi z rozkoszy oczkami i zapytała niewinnie:

    — Która z nas jest większą kurwą? Ja czy mama ?

    Zanim zdążyłem się odezwać, ubiegła mnie Slut: przestała ją lizać i odezwała się gniewnie:

    — Zaliczałam orgie, zanim jeszcze pojawiłaś się na świecie !

    Matka miała rację. Osobiście uważałe,  że w łóżku jest o niebo lepsza od swojej córki, chociaż córka miała oczywiście wspanialsze i jędrniejsze ciało. Ale nie chciałem tego mówić. Zamiast tego odsunąłem Slut, całując ją jeszcze raz w mokre od śliny usta i kazałem mocniej się wypiąć Suce. Posłusznie położyła głowę na poduszce, wypięła tyłek i rozstawiła nogi. Jej odbyt lekko się otworzył. Przyłożyłem kutasa i naparłem lekko. Stęknęła. Naparłem mocniej. Opór puścił i mój kutas zaczął się w nią wsuwać.

    Dziewczyna zajęczała – nie wiem czy z bólu czy rozkoszy i zaczęła kręcić dupą, nadziewając się na mnie. Była strasznie ciasna. Mój kutas ledwo się w niej mieścił. Nie było to komfortowe – wiedziałem, że się obetrę, ale musiałem poświęcić się, żeby młodą Sukę odpowiednio rozjebać na przyszłość.

    W tym czasie Slut siedziała na piętach eksponując ciążowy brzuszek i przyglądając się jak rżnę jej córkę oraz zabawiając się sama ze sobą masując sobie piersi. Najwyraźniej widok ją podniecał.

    Pomyślałem sobie, że kiedyś warto będzie używać częściej Suki a dbać o Slut. Byłoby zabawnie, gdyby młodsza Suka zużywała się szybciej. W pewnym momencie byłoby trudno odróżnić, która to matka a która córka. Kilka ciąż więcej zaaplikowane córce powinno załatwić sprawę. Tymczasem Suka zbliżała się do orgazmu. Ponieważ chciałem tej nocy wyruchać po równo obie kobiety, wyjąłem kutasa z tyłka Suki, dałem jej do ust do wylizania a potem zaaplikowałem od przodu Slut. Slut leżała już przygotowana na boku chroniąc ciążę i wypinając dupę. Wszedłem w jej tyłek dużo łatwiej niż w tyłek córki. Wszystkie dziury Slut były miękkie, duże i głębokie. Kiedy poczułem, że zaraz się spuszczę, wyjąłem z niej kutasa i kazałem się rozdziawić i wywalić jęzor. Kiedy to zrobiła, spuściłem jej się do pyska, ale zabroniłem łykać. Kazałem podzielić się z córką. Wkrótce obie kobiety zwarły się ustami i podawały sobie na zmianę moją spermę z ust do ust, aż całe były nią poplamione i błyszczące.

    W ten sposób prawie, co noc posuwałem obie niewolnice jednocześnie. Córka widziała jak posuwam jej matkę, a matka jak jej córka mi obciąga i łyka spermę. Zachęcałem je też do wspólnych zabaw w trójkącie. Były chętne i pojętne. Matka miała oczywiście większe doświadczenie od córki, ale córka nadrabiała agresywnością i chęcią zdominowania matki. Obie walczyły ze sobą o moje względy a ja rywalizację świadomie podsycałem. Jak, zapytacie? Sposobów było mnóstwo. Pewnego dnia na przykład wybierałem się w gości. Zdjąłem obrożę z Suki i kazałem jej wystroić się bardzo elegancko i drogo. Musiałem w tym celu obwieźć ją po nieskończonej ilości sklepów, żeby mała zdzira dobrała sobie wszystkie te zegarki, buty, torebki, łańcuszki, bieliznę, sukienkę, pończochy itd. zostawiłem w domu, przywiązaną za nogę do kolumny przed wejściem do domu. Kiedy wróciliśmy, Slut była wściekła a to był dopiero początek. Podczas kiedy młoda wyglądała jak milion dolarów, matkę kazałem służbie wyszorować szarym mydłem, założyłem jej żelazną, najgrubszą obrożę i zarzuciłem na nią szare, lniane giezło do pół uda i z dużym dekoltem, żeby widać było jak pod nim podskakują jej spore cycki pozbawione biustonosza.

    Idąc na przyjęcie kazałem Suce wziąć matkę na smycz i prowadzić za sobą jak zwierzątko domowe, co ta z radością uczyniła. Na samej imprezie Slut została przywiązana w łazience do słupka, razem z kilkoma innymi niewolnicami w podobnej roli. Chodziło o to, żeby na eleganckim raucie nie wyciągać fiuta, skoro inni w tym czasie np. jedzą i rozmawiają. Potrzeby fizjologiczne załatwiało się w łazience. Dziewczyny były dostępne obok pisuarów. Goście w potrzebie szli do łazienki i tam sobie do woli ruchali kurwy przeznaczone specjalnie do tego celu. Ja też tam byłem, ale Slut nie ruchałem. Nie było takiej potrzeby. Jako jedyna niewolnica w ciąży, cieszyła się dużym wzięciem. Ja wybrałem sobie kucającą obok mulatkę, dobrze zbudowaną i otwartą na przygody. Wściekła Slut obciągała jakiemuś grubasowi, podczas gdy ja pokrywając bez gumy stojącą na czworakach wypiętą mulatkę gryzłem jej ucho i szeptałem komplementy, jaka to ona jest wyjątkowa.

    Głupia niewolnica brała to za dobrą monetę, podnieciła się tak, że aż zasquirtowała i byłem cały mokry. Gdy wróciłem na salę, śmiechu było, co niemiara.

    Suka, wystrojona jak prawdziwa lady, siedziała obok mnie a ja tłumaczyłem, że jest moją osobistą zabawką i nie udostępniam jej nikomu, ale matka jest w łazience jakby, co. Dawałem przy tym do zrozumienia, że Suka robi takie rzeczy, których sobie nawet nie mogą wyobrazić. Jedna z Pań wyraziła nadzieję, że może kiedyś udałoby się ode mnie wyprosić Sukę choćby na chwilę dla jej syna, bo jest prawiczkiem i nie ma śmiałości. A tk by sobie poćwiczył… Nie powiedziałem ani nie, ani tak.

    Suka tymczasem pękała z dumy. Co chwilę poprawiała naszyjnik z pereł (założyła go niezależnie od obroży rzecz jasna), wsadzała mi język w ucho, kładła rękę na kroczu, popijała wino i szeptała, żebym ją jak najszybciej zerżnął. W końcu ja sam nie mogłem wytrzymać i wymknęliśmy się cichaczem do pobliskiego hotelu, zostawiając matkę przywiązaną do słupka i ruchaną w łazience.

    W samym hotelu było oczywiście miło. Rzuciliśmy się na siebie, dziewczyna szybko zrzuciła ciuszki i została w samych pończochach i szpileczkach. Przywarła do mnie mocno pomimo brzuszka. Całowaliśmy się jak wariaci. Tym razem nie było czasu na obciąganie. Zbyt byliśmy podnieceni. Suka położyła się na plecach, zadarła nogi, zgięła je w kolanach i rozłożyła na boki. Ostrożnie położyłem się na niej, opierając na łokciach, żeby nie naciskać brzucha i wsadziłem jej. Była miękka, ciepła i śliska. Nadal wąska, ale już nie tak bardzo jak wtedy, gdy rżnąłem ją pierwszy raz. Przymknęła oczy a jej palce wbiły się w moje włosy. Mruczała z rozkoszy, kiedy ją całowałem. Doszliśmy jednocześnie.

    To był bardzo przyjemny seks bez przemocy.

    W ogóle posiadanie matki z córką otwierało szerokie pole do wspólnych zabaw erotycznych. Czasem role się odwracały Np. wtedy, kiedy Suka ubrała się jak dziwka (białe kozaki na obcasie za kolana, czarne siatkowe pończochy, biała, krótka lateksowa spódniczka i krótki top odsłaniający brzuch i wytatuowane „Slut” nad cipą – a brzuch już jej zaczynał mono sterczeć i widać było jej ciążę), zrobiła ostry makijaż i zażądała, żebym zabrał ją do jakiegoś klubu. Zabrałem, więc obie, przy czym Slut zarzuciła na siebie półprzezroczystą sukienkę, spod której prześwitywały białe stringi i dyndały duże piersi.

    Z tym że z matką szedłem pod rękę a na smyczy była Suka.

    Kiedy wszedłem w towarzystwie prowadzonej na smyczy młodziutkiej kurewki oraz z dojrzałą kurwą wiszącą mi na ramieniu wywołaliśmy zrozumiałe zaciekawienie. Nagle zrobiło się wkoło nas gęsto. Poskakałem trochę z matką na parkiecie, trochę się przelizaliśmy, w końcu ogłosiłem, że jeśli ktoś chce wydupczyć Sukę – tu wskazałem na dziewczynę, która wypięła biodro i puściła oko uśmiechając się słodko to musi najpierw postawić mi drinka. Za obciąganie – drink bezalkoholowy dla mojej partnerki – tu wskazałem na Slut, która wyszczerzyła się w uśmiechu. W każdym razie ma to być zabawa dla odważnych, bo nie życzę sobie, jako właściciel, żeby na czas ruchania Sukę zabierano na zaplecze. Mam ją mieć cały czas na oku, więc rzecz musi odbywać się publicznie. Ochroniarzom i barmanowi oddałem Sukę, jako pierwszą i w gratisie, żeby się nie czepiali.

    Dziewczyna bez słowa zdjęła majtki, na szeroko rozstawionych prostych nogach oparła o kontuar i wypięła tyłek, po czym zastygła w oczekiwaniu.

    — Śmiało ! zachęciła matka. Nie musicie zakładać gumki, nie zapłodnicie jej bardziej niż już jest!  Sala zarechotała. Pierwsi byli dwaj ochroniarze. Duże, łyse chłopy. Ustawili się za Suką i ją dość szybko pokryli. Barmanowi zajęło to więcej czasu. Trzymał młodą za biodra, potem łapał za cycki, nie spieszył się. W końcu sperma ciekła jej po pończochach i lała się do butów. Muzyka zagłuszała jej jęki. Młoda lubiła się puszczać a robienie tego publicznie z nieznajomymi podniecało ją dodatkowo. Wcale nie symulowała orgazmów a nogi coraz częściej zaczęły się pod nią uginać.

    Razem ze Slut obserwowaliśmy to siedząc obok na stołkach barowych:

    — Mała zdzira — wydęła wargi Slut patrząc z uznaniem na córkę.  

    — Ledwo odrosła od ziemi a już się kurwi – potwierdziłem sącząc mojito — Jaka matka taka córka.

    — Prawda ? – Slut kokieteryjnie przekrzywiła głowę – Bardzo starałam się ją dobrze wychować.

    Położyłem jej rękę na piersi. Uśmiechnęliśmy się do siebie i patrzyli na dalszy rozwój wydarzeń.

    Młoda musiała pójść się podmyć. Kiedy wróciła, kilka dziewczyn stało w kolejce do barmana żeby postawić nam drinki. Pewnie lesbijki, chciały też się pobawić….

    — Hola ! — Zawołałem. Jeśli chcecie pobawić się z kobietą, to tutaj macie matkę tej młodej. Młoda jest do dupczenia przez facetów.

    Slut wypięła cycki a jedna z lesbijek położyła jej dłoń na brzuchu. Slut tymczasem po prostu wpiła jej się w usta i wepchnęła swój język do jej ust. Dziewczyny lizały się tak długo aż się całkiem pośliniły i zaczęły sobie przelewać ślinę z ust do ust udając, że to jest sperma. Wkrótce moją Slut zajęła się nieco starsza lesbijka, która macała ją po piersiach, ssała jej sutki, lizała po karku. W końcu powtórzyła się zabawa z całowaniem, językami i śliną. W pewnym momencie makijaż Slut był całkiem rozmazany a cała jej twarz była mokra od śliny, która kapała jej na brodę. W pewnym momencie całe towarzystwo (Slut i trzy lesbijki) zaczęło się całować naraz. Pomyślałem wtedy, że jestem frajerem. Mam dwie kobiety, których używają wszyscy, tylko nie ja.

    — Chodź ze mną – przerwałem zabawy Slut, wziąłem ją za rękę i pociągnąłem do toalety. Zamknęliśmy się w kabinie. Slut natychmiast usiadła na muszli i zaczęła rozpinać mi spodnie. Kiedy wyjęła z nich moją pałę, liznęła ją raz, potem drugi a potem objęła ustami. Poczułem jej język jak drażni czubek mojego kutasa. Trochę przeszkadzał jej brzuch, musiała się mocno wychylać w moją stronę. Z początku nie brała głęboko. Droczyła się. Kiedy nie mogłem już wytrzymać wyjąłem kutasa, podniosłem ją, pocałowałem a potem odwróciłem i rzuciłem na ścianę. Przywarła do niej mocno i wypięła dupę. Zerwałem z niej majtki. Stęknęła. Rozstawiła nogi. Kucnąłem pod nią. Polizałem jej cipę. Westchnęła. Zacząłem lizać mocniej, wsuwać w nią język. Była śluzowata, kwaśna. Nadstawiała się coraz chętniej. Mruczała coś do siebie przez zagryzione wargi. Ktoś zapukał do drzwi kibla

     — Spadaj ! Tu się jebie – krzyknęła Slut. Ktoś zaklął i odszedł.

    Wreszcie wsadziłem jej. Nie żeby mój kutas był jakiś mały, ale w jej cipie zawsze znikał cały. Mimo że Slut był od mnie niższa, miałem wrażenie, że mogłaby przyjąć nieskończenie większą pałę niż moja. Zapewne była to prawda. Jako niewolnica była ruchana prawie codziennie, od co najmniej dwudziestu lat. Cud, że nie złapała jakiegoś syfa, zwłaszcza, że sporo tego czasu spędzała w burdelach. Chwyciłem ją za włosy, odgiąłem głowę do siebie a jednocześnie wbijałem się w nią swoją pałą. Rżnąłem ją równo, mocno, długo. Slut jęczała i wyginała się lubieżnie.

      — No daj mi wreszcie! prawie zażądała i wtedy się w nią spuściłem. Wbiłem się głęboko i przytrzymałem aż moja sperma się cała wyleje. Slut zabulgotała i mało, co a przewróciłaby się. Musiałem ją przytrzymać. Wstała, wytarła się papierem założyła majtki, poprawiła włosy i wyszliśmy z kibla poskakać jeszcze na parkiecie.

    Wyszliśmy, jako jedni z ostatnich. Odsypialiśmy balangę jak zwykle w trójkę. Byliśmy zbyt zmęczeni, aby brać prysznic. Obie niewolnice śmierdziały mieszanką spermy, potu, śliny, tytoniu i alkoholu. Zasnęły wtulone we mnie, nagie i odpowiednio wyruchane.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Nowak

    W tym opowiadaniu eksplorujemy kilka fetyszy:

    – ciąży i zapładniania

    – seksu z matką i córką

    – zniewolenia

    O czym jeszcze chcielibyście poczytać ?

  • Nie idziesz na zadna randke!

    – Idę na randkę! Idę na randkę! – nuciła wesoło Żaneta.

    Leżałam na łóżku i obserwowałam ją ukradkiem. Moja współlokatorka swoim zwyczajem narobiła wszędzie bałaganu, choć ledwo co zwolniła łazienkę po dwugodzinnej kąpieli. Zdążyła osuszyć włosy i zgubić ręcznik, tylko jeszcze nie zdecydowała, co ma ubrać, krążyła więc po pokoju na golasa. Nie mogłam przez nią skupić się na książce i co rusz zerkałam na jej ciałko.

    Żaneta, zwana Wisienką, nie miała kształtów modelki, mimo to nie narzekała na grono adoratorów. Rudowłosa i niska, ze swoimi krągłościami nie miałaby szans w najnowszej edycji Top Model. To nie tak, że była gruba, przeciwnie; jej figura była na tyle zaokrąglona, by ślicznie uwypuklać jej obfity biust, krągły tyłeczek oraz uda. Nic dziwnego, że wiele dałoby się pokroić, żeby być świadkiem rytuału, którym ja właśnie cieszyłam oczy.

    Goła Wisienka rozrzuciła wszędzie swoje ubrania, gorączkowo poszukując czegoś, co nada się na romantyczną kolację w restauracji. Skakała, pochylała się, kręciła pośladkami, ciągle w ruchu. Wesoło nuciła i nie okazywała ani cienia zażenowania czy wstydu. Byłyśmy w końcu przyjaciółkami.

    – Zośka, a co sądzisz o tym? – spytała mnie, pokazując mi czarną sukienkę bez ramiączek.

    – Jest moja, o ile dobrze kojarzę. Pożyczyłabym ci ją, ale… wybacz szczerość, chyba będzie za mała.

    – Tak sądzisz? – Wisienka zrobiła smutną minę.

    – O ile się w niej nie udusisz, to twoje cycki mogą ją rozerwać – palnęłam.

    Zachichotała uradowana i zafalowała swoim okazałym biustem. Ja tylko spłonęłam rumieńcem i wróciłam do książki. Moje piersi, w porównaniu z jej, były niestety malutkie. Widziałam kątem oka, jak bez żalu odrzuca moją sukienkę. Zrezygnowałam z przypominania jej, że powinna odłożyć ją do szafy, tam, gdzie wisiała. Próbować powstrzymać Wisienkę przed narobieniem bałaganu to jak prosić huragan, żeby odłożył dach twojego domu z powrotem na swoje miejsce.

    Wisienka obejrzała jeszcze parę butów (w prawym ułamał się obcas), komplet koronkowej bielizny wątpliwej świeżości i wściekle różowy sweter, nim stanęła nade mną. Z początku zignorowałam ją, czytałam dalej monotonną i niezbyt ciekawą książkę na studia. Czułam mimo wszystko jej wzrok na sobie.

    Sama byłam nudną, szczupłą brunetką, która nie mogła za nic w świecie dorównać jej zjawiskowej urodzie, za to w przeciwieństwie do niej miałam na sobie jakieś ubranie. Czarne majtki oraz luźną koszulkę w tym samym kolorze; niewiele, ale zawsze coś.

    Podskoczyłam, gdy Wisienka uszczypnęła moje wystające spod koszulki drobne pośladki i zachichotała łobuzersko. Pochyliła się nade mną. Jej okrągłą, upstrzoną piegami buzię otaczała aureola płomieniście rudych, kręconych włosów. Z bliska nie traciła nic z piękna. Zwłaszcza jeśli spojrzeć w jej sarnie, niebieskie oczy.

    – Będę dziś potrzebować sypialni, wiesz?

    Tutaj tkwił największy problem. Wynajmowane przez nas mieszkanie miało jedną jedyną sypialnię. Oczywiście wspólne spanie czy rozmowy nocą, nawet wspólną masturbację, uznawałam za plusy dzielenia łóżka z Wisienką, w końcu byłyśmy biednymi studentkami i oszczędzałyśmy w ten sposób mnóstwo pieniędzy, bo najem tej klitki kosztował nas grosze.

    Kłopoty zaczynały się, gdy któraś z nas przyprowadzała towarzystwo. Wtedy tej drugiej pozostawała kanapa w pokoju.

    – Jasna sprawa – mruknęłam niechętnie.

    – Dzięki, Zośka. Jeju… jak się cieszę! – pisnęła Wisienka, która ekscytowała się wszystkim (a randkami szczególnie), i zagrała obiema rękoma na moich pośladkach jak na bębenkach, zanim jej nie przegoniłam.

    Kołysząc biodrami ruszyła z powrotem w stronę szafy. Odpuściłam sobie całkiem książkę i wodziłam za nią wzrokiem. Trudno mi było ukryć złość. Nie podzielałam jej radości. Dla mnie oznaczało to noc na niewygodnej kanapie, w najlepszym wypadku w towarzystwie wibrującego przyjaciela. Myśl, by znaleźć sobie kogoś na jedną noc, przespać się z nim w obcym mieszkaniu, jakoś mnie odrzucała.

    Dlatego obserwowałam Wisienkę. Śliczną, nietuzinkową dziewczyną, której uroda i wesołe usposobienie przyciągały wielu, ale za której szalonym i beztroskim charakterkiem niewielu potrafiło nadążyć. Ja jedyna potrafiłam, nawet jeśli czasem doprowadzała mnie do szału.

    Z tym że Wisienka była moją przyjaciółką! Nawet wspólna masturbacja nie czyniła z nas lesbijek. Zawsze zakrywałyśmy się kołdrą i nie dotykałyśmy nawzajem (pomijając jedną okazję po pijaku, gdzie wyręczyłyśmy się nawzajem), a jednoczesne szczytowanie uznałyśmy za formę przypieczętowania naszej przyjaźni. Przyjaźni, nic więcej.

    – Ubierzesz się wreszcie? – burknęłam.

    Wisienka pokazała mi język i wróciła do grzebania w koszu z bielizną. Jej piersi kołysały się w rozkoszny sposób… Zbyt często łapałam się na tym, że ślinię się na widok jej krągłości nie mniej niż ubiegający się o jej względy faceci.

    Tak, będę dziś musiała sobie ulżyć. Wyobraźnia podrzuciła mi obraz mnie samej, z ręką między udami, jak wsłuchuję się w dochodzące z sypialni jęki, gdzie Wisienka bawi się o wiele lepiej ode mnie. I to z jakimś fagasem, który nie zasługuje choćby na jej splunięcie. Mimowolnie zacisnęłam zęby.

    Moja samokontrola finalnie puściła, kiedy Wisienka, wybrawszy w miarę czystą bieliznę, szukała czegoś w stosie ułożonym pod szafą. Oczywiście nie uznała za stosowne ubrać przed chwilą wybranych majtek i stanika, zawiesiła je jedynie na brzegu kosza i najpewniej zdążyła już o nich zapomnieć.

    Dlatego wciąż zupełnie goła wypinała w moją stronę swoje śliczne krągłe pośladki, między którymi świeciła jej kobiecość. Wisienka depilowała się raczej sporadycznie i zawsze zostawiała kępkę rudych włosów, obnosząc się dumnie ze swoim naturalnym kolorem włosów. Znalazła sobie grono adoratorów, którym to nie przeszkadzało i usiłowali tam wrócić nawet po tym, jak Wisienka z nimi zerwała. Czasem miewałam wrażenie, że to jakaś forma czarów.

    Tym razem to ja padłam ofiarą tego uroku. Wbiłam wzrok w jej wypięty tyłek i muszelkę. Wisienka nie przestawała nucić i kołysać biodrami. I to był ten moment, w którym puściły mi nerwy i poszłam na całość.

    Nie wiedzieć kiedy zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do niej w kilku krokach. Wykładzina maskowała dźwięk moich stóp. Z zaskoczenia trzasnęłam w wypięte pośladki, aż po pokoju poniosło się głośne plaśnięcie, któremu zawtórował pisk Wisienki.

    Wyprostowała się, ale nie pozwoliłam jej się obrócić. Złapałam za jej nadgarstki i pchnęłam na szafę. Przywarłam do jej nagiego ciała. Ucapiłam za piersi i ścisnęłam z całej siły, aż z jej gardła dobył się zduszony jęk. Nie wyrywała się. Stała tylko dalej, z rękoma na drzwiach szafy.

    – Zośka… Co ty wyprawiasz? – spytała rozbawiona. – Spóźnię się przez ciebie.

    Złożyłam pocałunek na jej szyi, jeszcze mocniej do niej przywarłam i ocierałam się o nią. Z trudem nad sobą panowałam. Tak właściwie to w ogóle nie panowałam. Po prostu pozwoliłam, by długo skrywane fantazje wyskoczyły na wierzch. Ścisnęłam między palcami jej sutki, które zaczynały twardnieć.

    – Nie. Idziesz. Na. Żadną. Pieprzoną. Randkę – wydyszałam jej do ucha.

    Odwróciła głowę w moją stronę. Na jej piegowatej twarzy wypełzł uśmiech. Cholera… czy ona mnie celowo prowokowała? Chciała do tego doprowadzić?

    – W takim razie będziesz musiała mi to zrekompensować. I z góry uprzedzam, na jednym razie się nie skończy.

    Spojrzałam w jej śliczne niebieskie oczy. Na moich wargach również pojawił się uśmiech. Tego właśnie chciałam. Ujęłam jej podbródek i wpiłam w usta. Przeszyła mnie rozkosz, gdy odwzajemniła pocałunek, nasze języczki otarły się o siebie. Poddała się mojemu dotykowi, dłonie opierała o szafę, jakby zostały do niej przyklejone. Moje ręce zjechały z jej piersi, sięgnęły do łona.

    Pojęłam nagle, jak bardzo jej pragnęłam, jak zawsze nastawiałam ją przeciw jej chłopakom, bo zwyczajnie im zazdrościłam. Ona należała tylko do mnie. Przerwałam na chwilę pocałunek, zdjęłam przez głowę koszulkę i odrzuciłam na bok. I tak panował wszędzie bałagan.

    Wisienka tylko przelotnie spojrzała na moje malutkie spiczaste piersi, które lubiła komplementować, ilekroć miała okazję. Teraz jednak obróciła się w stronę szafy, wypięła swój dorodny zadek w moim kierunku, jakby wyczekująco. Ucapiłam pośladkami obiema dłońmi, znów przywarłam do niej. Nie obróciła głowy, więc pozostało mi złożyć pocałunek na jej szyi.

    – Wisienka, ja…

    – Nie, nie, cukiereczku – przerwała mi. – Czułe słówka będą później. Na kolanka proszę.

    Zawahałam się, zamierając z rękoma na jej pośladkach. Nie po raz pierwszy odniosłam wrażenie, że Wisienka ze mną gra. Zawsze lubiła mnie podpuszczać lub żartować sobie ze mnie. Nigdy nie robiła tego złośliwie, po prostu taki miała charakter.

    – Jeśli nie potrafisz mi zastąpić randki, to pozwól mi się ubrać – rzuciła Wisienka wobec mojego wahania. Nie zrobiła nic, by uwolnić się od moich rąk.

    Powróciła na moment wizja nocy spędzonej na sofie, dogadzania sobie do jęków dochodzących z sypialni… Dziś musiałam się jej poddać. Powoli ugięły się moje kolana. Widziałam przed sobą jej gołe plecy (nawet na nich znajdowały się piegi!), wreszcie uklękłam pośród rozrzuconych na podłodze ubrań. Z oczami na wysokości jej tyłka.

    Przez głowę przebiegła mi myśl, czy na pewno chce pakować nos między dorodne pośladki mojej przyjaciółki. Wisienka rozwiązała ten dylemat za mnie. Zdjęła rękę z szafy i sięgnęła do tyłu. Ucapiła moją czarną grzywę i przycisnęła ją, zanim zdążyłam zaprostestować. Wbiłam paznokcie w jej uda.

    Szybko pokonałam obrzydzenie. Jej pupa była przecież świeżo umyta i nieraz fantazjowałam, by zbliżyć się bardziej do tej pary cudnych krągłości. Starałam się nie myśleć o tym, co wyrabiam. Wysunęłam języczek, przejechałam nim między jej pośladkami i musnęłam odbyt.

    Wisienka jęknęła z rozkoszą i nie puszczała mojej głowy. Pozwoliła mi tylko schylić się jeszcze bardziej. Zasmakowałam jej muszelki, która już zrobiła się wilgotna. Na szczęście ogoliła się w tych okolicach, zostawiając frywolną kępkę jedynie na wzgórku łonowym. Co nie zmieniało faktu, że mój nos tkwił dalej w jej pośladkach.

    Trzymając za jej uda, pieściłam zapamiętale jej waginę, a Wisienka wiła się pod moim dotykiem. Nie przestawałam nawet wtedy, gdy puściła moją głowę, i dalej łykałam posłusznie jej soki. Czułam i tak, że nie przyjdzie mi jej łatwo zaspokoić. Ale kto inny miałby to zrobić, jeśli nie ja? I ja sama robiłam się mokra, a miałam jeszcze na sobie majtki.

    Na nieco wzajemność przyjdzie mi zasłużyć, to nie ulegało wątpliwości.

    Przyjemne chwile przerwał dzwonek jej telefonu. Wbrew moim próbom zatrzymania jej Wisienka obróciła się od szafy. Spojrzałam na nią błagalnie z dołu. Nade mną zwisały jej piersi oraz pokryte rudymi włoskami łono.

    – Błagam, nie idź – prosiłam i złożyłam pocałunek w okolicach jej łechtaczki. – Zrobię, co tylko zechcesz.

    Uśmiechnęła się do mnie i zmierzwiła moje włosy.

    – Niech będzie, ale i tak muszę mu odpisać. Chodź!

    Złapała jedną dłonią za moje włosy i pociągnęła mnie w stronę łóżka. Ruszyłam za nią posłusznie na czworakach, niepomna na wstyd. Goła Wisienka siadła ze smartfonem na skraju łóżka. Posłała mi jeszcze jedno spojrzenie.

    – Żal mi go spławiać, wiesz? Wydawał się miły.

    – Wisienko…

    – Lepiej, gdy nie mówisz – skarciła mnie żartobliwie – i dajesz mi powód, dla którego nie będę żałować zostania z tobą w domu.

    Z tymi słowy ułożyła swoje uda na moich barkach. Początkowo ugięłam się pod ich ciężarem, ale postanowiłam nie pękać. Przesunęłam się w kierunku jej krocza. Mój świat ograniczał się do łona i ud zaciśniętych na bokach mojej głowy. Wisienka pisała coś na telefonie, ale mnie to nie dotyczyło. Zgięła tylko nogi w kolanach i piętami dźgnęła moje plecy, zachęcając do wysiłku.

    Ucałowałam znów jej waginę, wróciłam do pieszczot. Nie przejmowałam się własnymi kolanami ani godnością. Liczyło się to, czym mogłam się rozkoszować. Lizałam, całowałam ją, należała tylko i wyłącznie do mnie. Wisience to odpowiadało.

    – Obie dziurki – poprosiła i rozłożyła szerzej nogi.

    Bez wahania przebiegłam językiem po jej odbycie. W tym stanie byłam gotowa na wszystko, byleby sprawić jej rozkosz.

    Nie wiem, ile czasu spędziłam na kolanach, zadowalając ją ustami. Wisienka dawała mi czasem instrukcje, ponaglała, czasem chwytała za włosy lub zaciskała uda na mojej głowie. Pchałam język najgłębiej, jak umiałam, w jej różowiutkie wnętrze.

    W końcu Wisienka odrzuciła telefon, obiema dłońmi przytrzymując mnie za włosy, trąc nerwowo udami. Szybciej i szybciej. Drętwiał mi język, mimo to wylizywałam jej kobiecość. Wisienka jęknęła przeciągle, nagle dochodząc. Posłusznie łykałam jej soki, byłam już zresztą cała brudna od nich.

    Skrzyżowała kostki w nogach za moimi plecami, uda zaciskała mocno na mojej głowie, niemal dusząc. Musiałam poczekać, aż dojdzie do siebie, nosem dalej tkwiąc w jej kobiecości. I było mi z tym dobrze, zwłaszcza, że sama byłam rozpalona do czerwoności.

    Wisienka zwolniła nogi i zaraz przyciągnęła mnie do ku sobie. Położyłyśmy się razem, całując raz za razem. Jej dłonie odnalazły moje piersi, tarmosząc je brutalnie.

    – Nie brzydzisz się? – spytałam.

    – A komu jeszcze lizałaś dzisiaj tyłek? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.

    – No… Nikomu.

    – To co się głupio pytasz.

    Przeszła niżej, wzięła do ust jeden z moich sutków. Zachichotała z zadowoleniem, gdy z mojego gardła wydobył się mimowolny jęk. Jej ręką sięgnęła w stronę moich majtek.

    – Nie myśl, że jestem jakąś podła suką i zostawię cię bez niczego.

    Położyła się na plecach i wskazała palcem na swoją twarz. Nie schodził z niej figlarny uśmiech. Szybko podniosłam się, odrzuciłam i tak już brudne i mokre majtki gdzieś w kąt. Z wielkim napięciem kucnęłam nad nią. Wisienka położyła dłonie moich biodrach i sama docisnęła je, aż nie usiadłam na jej twarzy.

    Wnet jej sprawny języczek pokazał mi dobitnie, że moja przyjaciółka doskonale wie, co to znaczy wzajemność. Szybko odnalazła łechtaczkę, zaczęła doprowadzać mnie do rozkoszy. Ucapiłam za jej rudą grzywę.

    Ujeżdżałam jej twarz, a Wisienka wylizywała mnie z pasją, nie znając odpoczynku. Pojękiwałam coraz głośniej, choć wątpiłam, by mogła to usłyszeć z moimi udami zaciśniętymi na jej uszach. Koniuszek jej języka tkwił głęboko we mnie, głębiej, niż mogłabym uznać to za możliwe. Czy ta dziewczyna nie musiała oddychać?

    Mimo to wbijała paznokcie w moje uda. Zamiast próbować mnie odsunąć, dociskała biodra jeszcze bardziej do swojej twarzy. Jej języczek wyczyniał cuda głęboko w mojej muszelce. Niestrudzona nie ustawała w pieszczotach.

    Zawyłam przeciągle i wygięłam plecy w łuk, doznając orgazmu tak intensywnego jak nigdy. Uniosłam się lekko. Wielce zadowolona Wisienka wylizała moje soki. Na koniec pocałowała mój srom, złączyła z nim swoje wargi jakby w romantycznym całusie.

    Padłam obok niej, dysząc ciężko. Leżałyśmy nagie, czerwone na twarzy i mokre nawzajem od swoich soków. Odnalazłam jej rękę.

    – Spławiłaś go? – spytałam między ciężkimi oddechami.

    – Spławiłam – przyznała bez żalu. – I przypominam, że na jednym razie się nie skończy.

    – Wylizałam ci już dupcię do czysta!

    Wisienka ujęła moją twarz i obróciła ku sobie.

    – Wiesz… zawsze mogę do niego zadzwonić.

    – Nie, nie!

    Wymieniłyśmy brudny pocałunek. Po raz pierwszy poczułam, jak musi smakować moja własna wagina. Nie przeszkadzało mi to ani trochę. Objęłyśmy się z Wisienką, całując i szepcząc czułe słówka.

    – Zaplanowałaś to? – spytałam ją jeszcze.

    – Co? Coś ty! – Wisienka zmieszała się nagle. Pogładziła moją pierś. – Mimo wszystko cieszę się, że tak się to skończyło.

    Spojrzałyśmy sobie w oczy. Jasne, byłyśmy dwójką napalonych przyjaciółek, ale miałam wrażenie, a może bardziej nadzieję, że tkwi w tym coś więcej. Nim zdążyłam o to zapytać, Wisienka pocałowała mnie, tym razem wulgarnie wpychając języczek do ust.

    – Runda druga – oznajmiła, gdy tylko oderwała się ode mnie.

    Bez ostrzeżenia wskoczyła na mnie i obróciła się głową w drugą w stronę, tak że leżałyśmy w pozycji 69, ze mną na dole. Mój świat znów ograniczył się do pośladków, ud i dziurek Wisienki. Zabrałam się za nie bez słowa skargi, tymczasem jej języczek wpełzł we mnie, przynosząc mi powtórną rozkosz.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sophie Nylon
  • Zapobiegliwa zonka

    – Będę już uciekał, kochanie! – stwierdziłem, kończąc kawę i wstając od kuchennego stołu.

    – Masz wszystko? – spytała moja żona Laura, również wstając.

    Z nerwowym uśmiechem skinąłem jej głową i poklepałem swój neseser, który wziąłem z krzesła obok. Nie mogłem o nim zapomnieć.

    – Jak najbardziej!

    – Jesteś pewny?

    Uniosła pytająco brwi i nagle zdałem sobie sprawę, że tak łatwo stąd nie wyjdę. Może i ma filigranową figurę i metr sześćdziesiąt wzrostu (w szpilkach), ale nawet ubrana tylko w różowy szlafrok potrafiła mi pokazać, kto rządził w naszym domu.

    – Jak w banku – potwierdziłem, tracąc pewność siebie.

    Ze swoimi ulizanymi, brązowymi włosami, okularami, ogolonymi policzkami, ze świeżo wyprasowaną koszulą i spodniami wyglądałem dokładnie na tego, kim byłem; kujona i prymusa, który wyrósł na skrupulatnego pracownika średniego szczebla oraz podnóżek swojej żony. Nie byłem pantoflem, nasz układ miał swoją specyfikę i pasował nam obu. Guzik mnie obchodziło, co gadali inni.

    – Spieszę się, mam dziś ważne spotkanie.

    – Ciągle powtarzasz, że wcale nie dzieje się na nich nic ważnego – mruknęła, niby od niechcenia bawiąc się swoimi spiętymi w kucyk włosami w kolorze słomy.

    – Prowadzę dziś prezentację – przypomniałem jej.

    Nie zrobiło to na niej wrażenia. Oczami wierciła mój neseser. Otwarłem go z westchnieniem.

    – Zobaczmy – stwierdziłem wobec jej nieustępliwości. – Teczka z dokumentami, identyfikator, moje ulubione kanapki z szynką i serem, termos z kawą… moja prezentacja!

    Zapomniałem swojego pendrive’a. Laura wyciągnęła go z kieszeni szlafroka z tryumfalną miną. Już wcześniej musiała zobaczyć go na biurku, ale postanowiła poczekać do ostatniego momentu, żeby mi pokazać, jaki jestem niezapominalski.

    – Dziękuję… Ale teraz naprawdę muszę jechać.

    Cofnęła dłoń z pendrivem. Więcej, zabrała ode mnie neseser, schowała w nim pendrive i odłożyła go z powrotem na krzesło. Przełknąłem ślinę. Laura spojrzała mi wyzywająco w oczy.

    – Raczej nie zaczną bez ciebie. Jeszcze jedną rzecz musimy sprawdzić.

    Z rezygnacją rozpiąłem pasek, rozporek i zdąłem spodnie razem z bokserkami, opuszczając je na kolana. Laura przeniosła wzrok na mojego członka, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. Po chwili złapała za niego, wodząc po nim od nasady aż po żołądź, jakby go badając.

    – Naprawdę chciałbym zdążyć na to spotkanie – przyznałem słabo.

    Wolną dłonią wymierzyła mi siarczysty policzek. Pojąłem, że dalsze protesty jedynie pogorszą moją sytuację. Najgorsze, że mój penis zaczął nabrzmiewać pod jej dotykiem. Uniosła go teraz do góry, chwyciła za mosznę i przerzucała między palcami jądra. Szansa na punktualne wyjście oddalała się z każdą chwilą.

    – Chyba cieszy się na mój widok – stwierdziła Laura, której nigdzie się nie spieszyło.

    – To normalne, jesteś piękną kobietą i kocham cię ponad życie…

    – I nie cieszyłby się na widok, dajmy na to, Marleny?

    – Marleny? – spytałem głupio.

    Poczułem, jak jej dłoń zaciska się na moich jądrach. Na razie tylko lekko, ostrzegawczo. Laura wydęła kpiąco usta.

    – Tej Marlenki z twojego zespołu, z wielkim tyłkiem i cyckami, która ma spódniczkę napiętą jak rozporek nastolatka przed pierwszym razem i koszule, w których nie zapinają się górne guziki.

    – Nic nas nie łączy! – zaprotestowałem. – Ona ma narzeczonego, a ja…

    – A ty masz żonę – skończyła za mnie. – A moim, żony obowiązkiem, jest zadbać, byś miał pełny żołądek oraz puste jądra.

    – I tak jest! Dlatego w życiu bym cię nie zdradził. Naprawdę muszę już jechać!

    Zerknąłem ukradkiem na ścienny zegar. O tej porze miałem już dawno stać w korku na obwodnicy. Już chciałem wyzwolić się z jej uścisku, gdy wzmocniła go, jej drobna dłoń z pomalowanymi na czerwono paznokciami zamieniła się w żelazne obcęgi zaciśnięte na moich jądrach. Skrzywiłem się z bólu, co Laura obserwowała z satysfakcją.

    Za nic w świecie nie śmiałbym się wyrwać z uścisku tej malutkiej, delikatnej jak laleczka kobiety o twarzy aniołka. Bo wiedziałem, jak silna wolna tkwi za jej wesołymi, modrymi oczami. Bo była moją żoną, moją panią. I pozostawałem jej wierny nawet wtedy, gdy poniżała mnie i znęcała się nade mną.

    – Nigdy cię nie zdradziłem! – stwierdziłem z wyrzutem.

    Sapnąłem, kiedy puściła. Zaraz zaczęła gładzić dłonią penisa, pieścić go miarowymi ruchami w górę i w dół. Zrobił się już twardy i sterczał uniesiony.

    – Oczywiście, że nigdy mnie nie zdradziłeś – powtórzyła Laura. – Dobrze to wiem, moja ty sieroto, i ja już zadbam, żeby tak zostało.

    – Możemy to zrobić wieczorem!

    – Cśśś! Zobacz, jak się cieszy. – Zaczęła obciągać go obiema dłońmi, spoglądając mi w oczy. Fakt, że musiała zadzierać głowę, wcale nie ujmował jej władczości. – I chcesz z taką nabrzmiałą kuśką iść na ważne spotkanie, wygłaszać prezentację przed ludźmi? Hm?

    Uniosła brwi i zachichotała. Przemilczałem to, że przed momentem tkwił w moich spodniach w spoczynku, bez wzwodu. Laura pieściła go dalej, dobrze się bawiąc moim zakłopotaniem. O tej porze powinieniem odbijać kartę przy wejściu, wymieniać grzecznościowe uwagi z ochroniarzem i recepcjonistką, a nie stać w kuchni z opuszczonymi spodniami, ze stwardniałym członkiem w dłoniach mojej żony.

    – I nie chcesz sobie ulżyć? – ciągnęła słodkim tonem. – Wolałbyś tak chodzić cały dzień, nie myśleć trzeźwo? Mógłbyś poczuć pokusę. Pokusę związaną z niejaką Marleną i jej kształtnym tyłkiem, który w porównaniu z moją malusią pupą jest wielki jak dynia.

    – Wolę twoją pupę. Chociaż – dodałem dyplomatycznie, boleśnie świadom faktu, że spóźnienie i tak miałem już gwarantowane – nie zaszkodzi pozbyć się tego napięcia.

    Wspięła się na palcach i cmoknęła moje usta.

    – Rozbierz się do naga.

    Nie tolerowała ubrania w czasie jej zabaw. Przynajmniej na mnie, bo sama stała z założynymi rękoma, gdy odkładałem na krzesło koszulę, zegarek, spodnie i bokserki. Wystarczyło, by rozsunęła poły szlafroka, ale na razie skąpiła mi swych wdzięków, nie zasłużyłem na nie w jej oczach.

    – Skarpteki! – warknęła, przewracając oczami.

    Pozbyłem się ich posłusznie. Jej zdaniem psuły klimat. Nie przeszkadzało jej za to, że staliśmy w kuchni. Poprowadziła mnie stronę lodówki, popędzając klapsem w pośladek. Sięgnęła do kieszeni szlafroka i zanim zdążyłem się spostrzec, przykuła kajdankami mój prawy nadgarstek do drzwiczek lodówki.

    Przekręciła kluczyk i rzuciła go na blat, poza zasięg mojej wolnej ręki. Kajdanki, które zabrała ze sobą zawczasu, miały co prawda różowy puszek, ale oprócz tego były w pełni funkcjonalnymi kajdankami, a nie żadną tam tandentą zabawką z sex-shopu. Szarpiąc, otworzyłem jedynie lodówkę. Laura z trzaskiem zamknęła drzwiczki z powrotem.

    – Obróć się tyłem i wypnij.

    Zaplanowała to sobie, może nawet celowo schowała mój pendrive z prezentacją. W takim przypadku nie mogłem zrobić innego, jak poddać się jej woli. Grzecznie wypiąłem pośladki. Słyszałem, jak wyjmuje pasek z moich spodni.

    Spuściłem głowę, patrząc na swojego sterczącego penisa. Nie śmiałem sięgać do niego wolną dłonią; Laura dostałaby szału, gdybym spróbował czegoś takiego bez jej pozwolenia.

    – Ukrywałeś przede mną swoje podniecenie – stwierdziła Laura cierpkim głosem, na razie paskiem lekko uderzając w swoją otwartą dłoń. – Wykręcałeś się, peszyłeś jak dziecko, gdy wspominałam Marlenę.

    – Zasługuję na karę – podsumowałem.

    Nie odpowiedziała. Po prostu trzasnęła pasem w moje pośladki. Sama kupiła mi go na urodziny, był twardy, wykonany z prawdziwej skóry. Kolejny trzask. Laura, choć drobna, potrafiła uderzać z niemałą siłą. Moje pośladki zapiekły boleśny. Robiła to z prawdziwą pasją, wkładając całe serce w dyscyplinowanie swojego męża. Jeszcze jeden trzask i z moich ust wydobył się żałosny jęk.

    – Boli, co? – zagadnęła i uderzyła znów, gdy otwarłem usta do odpowiedzi.

    – Aaa!

    – I ma boleć!

    Stałem potulnie, wpatrzony we własną erekcję, podczas gdy Laura tłukła mój tyłek. Będę miał problem z siadaniem przez najbliższe kilka, ale ona była moją panią, mogła robić, co chciała. Prezentacja w pracy, czy też praca w ogóle, schodziła na dalszy plan.

    Syknąłem, zaciskając zęby przy szczególnie silnym trafieniu.

    – Wystarczy! Błagam!

    – Błagaj sobie, ile wlezie.

    Kolejne uderzenia spadały na mój tyłek, do tego czasu już pewnie czerwony i opuchnięty. Laura lubiła mnie lać, słuchać mojego cierpienia. A ja nie pomogłem zmienić tego, jak mnie to podniecało; mój penis stał na baczność bez żadnej stymulacji.

    Wreszcie odpuściła. Odrzuciła pasek i podeszła do mnie. Sięgnęła od tyłu między nogi. Złapała za mosznę i ścisnęła z całej siły, wbijając w nią paznokcie i miażdżąc jądra.

    – Podoba ci się to, sukinsynu?!

    – Podoba, kochanie! – potwierdziłem skwapliwie, choć do oczu napływały mi łzy.

    Zajrzała mi przez ramię na członka w pełnym wzwodzie. Mruknęła z uznaniem, chyba dla własnego sadyzmu, i zachichotała, nie kryjąc rozbawienia.

    – No popatrz, naprawdę ci się podoba. Dobrze, odwróć się.

    Z tymi słowy puściła mnie i przeszła na drugą stronę kuchni. Ujrzałem, jak rozwiązuje szlafrok, pozwala mu opaść na kafelki. Posłała mi zalotny uśmiech.

    – To też ci się podoba, prawda? Bardziej niż ta wstrętna Marlena i jej ogromne cycki? – Przebiegła dłońmi po swoim drobnym biuście, złapała sutki między palce, naciągając je.

    – Tak, kochanie – przyznałem skwapliwie, ciesząc oczy jej negliżem.

    Laura wiła się poza zasięgiem moich rąk. Bawiła się sutkami, wypinała tyłek, wreszcie usiadła przede mną na krześle. Rozchyliła uda, ukazując wygolone łono, i zaczęła pieścić swoją różowiutką waginę palcami. Patrzyła mi przy tym w oczy.

    Tymczasem mój penis sterczał, na końcu zebrała się kropelka preejakulatu. Bolały pośladki i jądra, ale chciałem już tylko jednego. Tej drobnej, nagiej blondyneczki, której oddałem władzę nad swoim życiem. Patrzyłem, jak zabawia się ze sobą, i marzyłem, by móc ścisnąć jej kształty.

    – Ja…

    – Tak? – spytała, przerywając palcówkę.

    Stanęła przede mną. Ujęła moją lewą rękę i położyła sobie na piersi. Przymknąłem oczy, ciesząc się dotykiem jej krągłości, wyczuwając twardy, różowy sutek pod palcami.

    – Tak, mój ptysiu? Czego sobie życzysz? – spytała słodkim głosikiem.

    Owszem, była moją panią, musiała czasem ustawić do mnie pionu, ale nadal pozostawała moją żoną. Zapobiegliwą żoną, która nie zamierzała pozwolić, by chuć przeszkodziła mi w karierze.

    – Muszę pozbyć się tego napięcia.

    Nie męczyła mnie dłużej. I tak już czekało mnie spóźnienie. Objęła mnie i pocałowała soczyście, po swojemu wpychając mi język do ust. Dłonią chwyciłem za jej pośladek, ściskając go mocno. Zaraz też Laura wysunęła się z moich objęć, opadła na kolana.

    Mój członek znalazł się tuż przy jej drobnej twarzyczce. Zaczęła od jąder, unosząc najpierw penisa do góry i liżąc mosznę, jakby w przeprosinach za wcześniejsze traktowanie. Delikatnym, pieszczotliwym tylko ugryzieniem zaznaczyła jednak swój charakter.

    Westchnąłem z rozkoszą, gdy językiem przejechała od jąder aż po czubek penisa, zlizując z niego preejakulat. Obciągnęła skórkę i, patrząc mi w oczy, lizała żołądź. Dłonią masowała mosznę, już bez bólu. Nie śmiałem łapać za jej włosy. Bądź co bądź, to ona tu rządziła, choć klęczała naga z moim penisem w ustach.

    Objęła go wargmi, ssając namiętnie, pozwalając, by wchodził do jej ust. Nie spuszczała ze mnie oczu. Poruszała rytmicznie głową. Pokazywała mi, dlaczego warto się dla niej starać, znosić jej humorki, bicie i poniżanie. Na godnych takiej pani czekała nagroda.

    Potrafiła włożyć go całego do ust, wargami niemal dotykając moszny, mając czubek penisa gdzieś głęboko w gardle. Nie puszczała, nawet gdy zaczynała się dławić i wybałuszała oczy. Wypuściła go w ostatnim momencie. Głośno wciągnęła powietrze i oblizała wargi.

    I zaraz wróciła do ssania. Coraz szybciej i szybciej. Rękoma ucapiła moje obolałe pośladki, drapała je paznokciami. Ból nie miał teraz znaczenia. Wpychała go sobie głęboko, jakby nie potrzebowała powietrza.

    W końcu przyszedł koniec, prędzej, niżbym chciał. Z cichym jękiem skończyłem w jej ustach, część nasienia wylała się na twarz, gdy go wyjęła, i ściekała po jej policzkach oraz brodzie. Laura wstała. Ani nie połknęła, ani nie wypluła spermy.

    Po kącikach zamkniętych ust pełgał złośliwy uśmiech. Ze mnie schodziło już podniecenie, ale ją to mało obchodziło. Zmusiła mnie do pocałunku, wypluła mój wytrysk wprost do moich własnych ust. Połknąłem to grzecznie, krzywiąc się z odrazą.

    To jej nie wystarczyło. Musiałem wylizać jej obspermioną twarz, następne kilka glutów zlizać z jej piersi, aż nie uznała, że jest wystarczająco czysta. Zadowolona z siebie przeszła przez kuchnię, nie kwapiąc się z podnoszeniem szlafroka. Ale mi już nawet jej kołyszące się w rytm kroków pośladki nie sprawiały takiej radości.

    Rzuciła mi kluczyk do kajdanek. Oswobodziłem się czym prędzej, z zażenowaniem przypominając sobie o pracy, spotkaniu i prezentacji. Po orgazmie mój umysł robił się jasny i skupiony. Laura doskonale o tym wiedziała.

    – Ubierz się i czekaj na mnie w samochodzie – poleciła, nim wyszła z kuchni. – Zawiozę cię.

    – Nie trzeba…

    – Tak będzie szybciej. Ty jeździsz jak ciota.

    – Ale…

    – Bez dyskusji – ucięła. – W porze lunchowej wyślesz mi zdjęcie, czy znów nie stoi. Jeśli tak, to chcę również filmik, jak spuszczasz z siebie napięcie. Masz jeszcze zapisane moje gołe fotki? Zresztą i tak wyślę ci nowe.

    Machnęła ręką i naga ruszyła do sypialni, żeby się ubrać. Z westchnieniem zacząłem zbierać własną odzież, z niejakim żalem patrząc na skurczonego i pomarszczonego penisa. Wątpiłem, by takim pozostał do lunchu.

    *

    Prezentacja, mimo delikatnego poślizgu, przebiegła świetnie. Nie peszyły mnie uporczywe pytania ani wtręty wścibskich ludzi. Niewzruszony pozostałem na znaczące spojrzenie Marleny, której znów rozpięła się koszula, oraz Elizy, długonogiej i rudowłosej asystentki dyrektora, o której Laura na szczęście jeszcze nie wiedziała.

    Marlena zatrzymała mnie na korytarzu i zapytała, czemu nie pojawiam się na ich koleżeńskich spotkaniach po pracy.

    – Dobrze by było, żebyś zintegrował się z nami w piątek – mówiła z uśmiechem. – Jest taki miły bar w okolicy, mają tam świetne drinki.

    – Przykro mi, obiecałem żonie kino i kolację w restauracji – odparłem bez żalu.

    Ani razu nie zerknąłem w jej dekolt. Przeprosiłem ją i ruszyłem prędkim krokiem do toalety. Może Laura zdążyła już nadesłać nowe zdjęcia.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sophie Nylon
  • Zemsta cz.3

    Znów krzyczała. Marcelina już przywykła. Jej matka, która kurwiła się całymi latami prawiła jej morały. Ta, która zdradzała ojca. Nie miała za grosz przyzwoitości. Nienawidziła jej. Gdyby nie fakt, że została bez dachu nad głową, nigdy nawet nie splunęła by w jej stronę. Matka była źródłem największych jej problemów. Od lat. Choć, gdyby nie ona – przecież nie poznałaby miłości swego życia.

    ***

    Czekała w recepcji. Podobno w tym nowo otwartym gabinecie ginekologicznym pracowało niezłe ciacho. Sprawdziła wszystko co mogła, ale nie znalazła żadnych zdjęć. Doktor Grond miał 29 lat i był żonaty. Czyli w zasadzie posiadał wszystkie cechy, które interesowały wtedy Marcelinę.

    Siedziała na fotelu. Kusiła swym wyglądem. Tamtego dnia wyglądała ekstremalnie apetycznie. Piękny tyłeczek osłaniała lekka, zwiewna spódniczka. Czarna w kwiecisty wzór. Lekka gęsia skórka pojawiła się na jej nagich nóżkach, stopy spoczywały w ciemnych trampkach. Zdecydowała się na czerwoną, wyzywającą bieliznę. Ramiączka staniczka wyglądały dumnie przez duży, lecz gustowny dekolt białego podkoszulka. Całość jej stroju dopełniał cienki, różowy sweterek. Z racji pięknej pogody był on rozpięty, a rękawy podwinięte prawie do łokcia.
    – Witam Pani Marcelino. – Wysoki brunet w białym kitlu wszedł do małej sali.
    – Dzień dobry Panie doktorze. – Odpowiedziała, udając zakłopotanie.
    – Cóż Panią do mnie sprowadza? – Spytał, dokładnie lustrując piękne uda kobiety.
    – Ja tak się wstydzę, Panie doktorze. – Powiedziała, delikatnie wypinając cycki.
    – Proszę się nie obawiać. – Odparł nie odrywając oczu od piersi pacjentki.
    – Mam tam pewien problem. – Rzekła, ponętnie rozchylając uda.
    – Co to takiego? Proszę się wygodnie usadowić. – Spokojnie polecił doktor.
    – Jest za mały. – Powiedziała uroczym głosikiem, rozchylając nogi. Oczom mężczyzny ukazały się odchylone przez niewielkie dildo majteczki, niezdarnie maskujące śliczną pipkę.

    Leżała na plecach, z uniesioną głową. Rękoma podtrzymywała szeroko rozkraczone nogi. Pan Grond posuwał ją delikatnie plastikową zabaweczką. Ciężkie oddechy wkrótce zamieniły się w ciche pojękiwania. Do prawej ręki bawiącej się przezroczystym sztucznym kutasem dołączyła lewa, która masowała jej łechtaczkę. Jęki kobiety stały się głośniejsze i częstsze. Na jej twarzy gościł szczery uśmiech.
    – O kurwa! Panie doktorze, jest Pan naprawdę dobrym specjalistą! – Powiedziała uwodzicielsko.
    – Nie rozmiar, ale sposób zabawy może dać przyjemność. Jedną z ważniejszych stref erogennych są piersi. Uwolnienie piersi może przynieść największą dla Pani korzyść.
    – Czeko Pan sobie tylko życzy, doktorze. – Szepnęła słodko, podwijając biały materiał nad kształtny biust. Po chwili rozpinając między miseczkami zbędną cześć garderoby. Rozsunęła miseczki staniczka na boki i zaczęła mocno poszarpywać sutki. Robiła to mocno, ale powoli. Sycząc przy tym słodko.

    Posuwał ją delikatnie. Miał całkiem fajnego członka. Nie był największy, ale sprawiał jej dużą przyjemność. Marcelina popiskiwała radośnie. Obserwowała z zadowoleniem jak w jej dziurce co chwila znika wygolona pała Pana Doktora. Prawa ręka mężczyzny, przy pomocy dildo drażniła jej łechtaczkę.

    Jego ruchy stawały się coraz szybsze. Pacjentka zaczęła pokrzykiwać z rozkoszy. Jej piersi cudownie falowały, dodatkowo nakręcając kochanka. Chwyciła ją za jedną z nich i zaczął ugniatać.
    – Och! Wow, coś wspaniałego. – Skwitował spokojnym głosem. Wkrótce Marcelina zmieniła pozycję, siadając. Doktor szybko zaczął ją rozbierać. Najpierw z małą pomocą pacjentki zdjął z niej sweterek, potem zdjął jej podkoszulek, by na końcu odrzucić w kąt czerwony biustonosz. Kobieta położyła się i za jednym razem ściągnęła szybciutko spódniczkę i majteczki.

    Ułożył ją na rozłożonym fotelu tak, że głowę miała na siedzisku. Z głową odchyloną do tyłu, zaczęła mu robić loda. Pan Doktor w tym czasie zajmował się jej piersiami. Był nimi zafascynowany. Co chwila je ugniatał jedną ręką, w drugiej cały czas trzymając masturbator. Marcelina powoli pieściła go ustami, mokrą rączką masując fiuta u nasady.  Wkrótce jej ręka znalazła się na tyłku mężczyzny i zaczęła go mocno do siebie przyciągać. Dławiła się słodko, kiedy penis zaczął w nią głębiej wchodzić. Mężczyzna zaczął posuwać jej cipkę zabawką, którą miał w prawej ręce. Po chwili do lewej ręki, która zajmowała się cycuszkami dołączyły usta bruneta. Zaczął lizać i całować jej sutki, co chwila je podgryzając.

    Klęczała na fotelu, podpierając się rękoma.  Ssała jego fujarę. Mlaskała przy tym głośno. Jej wielkie cycki falując prawie ocierały się o miękkie obicie. Lekarz w tym czasie ściągał z siebie koszulę. Marcelina co chwila wypuszczała go z ust, by za chwilę znów oczyścić go ze śliny i dalej pieścić. Kobieta wprawnym ruchem stóp pozbyła się obuwia, była już całkiem naga. Nagi w górę od pasa kochanek, ubrał delikatnie jej włosy i trzymał ją za głowę, powoli zadając tempo. Jego prawa dłoń leżała na plecach kobiety, co chwila sięgając jej gładkich pośladków.

    Leżał na plecach w fotelu, gdzie zaglądał paniom pod majteczki. Gorąca szatynka, obrócona plecami do niego ujeżdżała sterczące na baczność działo. Opierała się za plecami, rękoma o jego porośnięty czarnymi włoskami tors. Doktor podtrzymywał jej cudowne uda. Piersi kobiety radośnie podskakiwały w powolnym galopie. Co chwila zarzucała głową do tyłu, odrzucając długie włosy z twarzy. Jęczała podniecająco. Gdy zmęczyła się wymagającą pozycją, zsunęła się z niego. Klęczał więc przed nim, on zaś posuwał ją od tyłu. Kobieta trzymała się za szeroko rozstawione kolana kochanka. Co chwilę jedna z jej delikatnych rączek wędrowała do pipeczki, aby ją troszkę potarmosić.

    Kiedy oderwał plecy od fotela i usiadł za nią, jego kutas wyślizgnął się z mokrej norki. Pacjentka usiadła na jego podbrzuszu, czując jak podrygujący z podniecenia fiut muska jej krocze. Pan doktor zaczął energicznie masować jej pipkę ręką. Jego ruchy były szalone. Marcelina znów zaczęła głośno popiskiwać. W końcu mocno drżąc zmieniła pozycję. Usiadła bokiem na fotelu, wysoko unosząc prawą nogę. Mężczyzna przez chwilkę posuwał jej piczkę przy pomocy dildo, po czym umieścił w niej swojego penisa. Szatynka przejęła od niego zabawkę i zaczęła nią drażnić łechtaczkę. Jej lewa dłoń znów bawiła się piersią. Kobieta  podparta na łokciu z zadowoleniem przygryzała wargę.

    Dyszał ciężko, jego ruchy były coraz gwałtowniejsze. Marcelina przeczuwała jego orgazm. Mężczyzna doszedł. Nagle jego ruchy drastycznie zwolniły. Kiedy penis wyszedł z pochwy, zaczęła wylewać się z niej sperma. Kobieta sięgnęła rączką i zebrała sporą ilość białej, cieplutkiej mazi. Po oblizaniu paluszków uśmiechnęła się lubieżnie i rzekła:
    – Panie doktorze, ależ Pan doskonale smakuje!
    – Widzi Pani, tak właśnie należy obchodzić się tym sprytnym urządzeniem. – Powiedział zdyszany, masując jej udo przy pomocy mokrego dildo…

    ***

    – Pani Doktor Grond? Czy to Pani mąż? Ten ginekolog?
    – Tak, otworzył prywatny gabinet rok temu. Nie podobało mu się tu w szpitalu.
    – No na pewno w swoim gabinecie może więcej…
    – Tak, tutaj czasami ma się skrępowane ręce. Zresztą pracy co nie miara, a zarobki nie powalają.
    – No tak, taki fachowiec marnowałby się tutaj.
    – O! Była Pani jego pacjentką?
    – Tak. I muszę przyznać, że mimo młodego wieku bardzo dobrze sobie radzi. Na prawdę gratuluję.
    – Dziękuję, zawsze miło usłyszeć pochwałę. Mam nadzieję że wszystko u Pani z tymi sprawami w porządku.
    – Tak. Teraz tak. Miałam pewien problem, ale Pani małżonek świetnie sobie z nim poradził. Zresztą co ja Pani tutaj opowiadam. Proszę spojrzeć. – Powiedziała z uśmiechem wstając z kozetki. Podeszła do młodej lekarki i pokazała jak czarnowłosy lekarz posuwa ją swym bolcem.
    – Co to ma znaczyć?! – Krzyknęła zszokowana brunetka.
    – Miałam pewne problemy z moim ulubionym dildo. Pani mąż pokazał mi, że źle się tym bawiłam. Muszę przyznać, że jego  kutas smakował mi bardziej. – Ze śmiechem wyjaśniała Marcelina.
    – Pani jest bezczelna. – Wrzasnęła ze łzami w oczach i spoliczkowała pacjentkę.
    – Och, niechże Pani nie będzie taka małostkowa. On na prawdę solidnie mnie zerżnął. Proszę go ode mnie pozdrowić. – Szepnęła, masując czerwony policzek.
    – Wyjdź stąd suko! – Lekarka krzyknęła zalewając się łzami.
    – Miłego dnia Pani doktor. – Odparła radośnie, wychodząc z gabinetu. Pozostawiając w nim szlochającą z rozpaczy brunetkę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasis
  • Nasz Projekt cz. VII

    Powrót do domu był torturą. Martynka zacisnęła zęby i z całych sił starała się nie myśleć o dzisiejszych wydarzeniach. Spotkanie z frajerami, znęcanie się Eli i na koniec jeszcze obowiązkowe konsultacje z dyrektorką. Lekcji nie liczy, bo akurat ta minęła bez problemów. Większość uczniów ignorowało nową uczennicę i powróciło do codziennych spraw. Kiedy stanęła przed drzwiami dyrektorki miała  w głowie pustkę, która po wejściu i przywitaniu została napełniona mnóstwem myśli jak ul pszczołami.

    -Witaj Martynko. Jak dzień?

    -“Zje*any”-pomyślała, ale odpowiedziała- ok.

    Dyrektorka uśmiechnęła się i odwróciła ku uczennicy ekran laptopa. Nagranie przedstawiało ją w pozycji klecącej z głową ruchaną przez Grubasa i na koniec deszcz wytrysków, który wylądował na niej wylądował. Martynka oglądała to bez wyrazu twarzy. Normalnie by się zdenerwowała, ale teraz wolała zdusić gniew.

    -“Jeszcze się odegram.”

    Dyrektorka przyjęła ciszę jako akceptację.

    -Muszę przyznać że spodziewałam się tego, jednak nie tak szybko-uśmiech- świetna robota. Można odznaczyć kolejny punkt projektu.

    Martynka tępo patrzyła w ekran laptopa.

    -Widziałam że będziesz miała powodzenie, ale to mnie zaskoczyło.

    Na laptopie wyświetlił się kolejny film. Teraz Uczennica ujrzała siebie związaną w damskiej szatni. Nad nią dominowała Ela.

    -“Kur*a”- jęknęła w duchu

    Dyrektorka zbliżyła się do Martynki.

    -Mmmh…zapach nadal wyczuwalny. Postaraj się na spotkania po lekcjach. Zdaję sobie sprawę ze większość jednak uczniów może mieć z tym problem…Przecież nie chcemy ich zawieść-uśmiechnęła się oprawczyni.

    Martynka znowu kiwnąła głową.

    Dyrektora stanęła za Uczennicą i podniosła spódnice.

    -Tutaj też zmiany. Czerwone pośladki i brak korka.-nachyliła się i cicho szepnęła do ucha- tym razem Ci daruję, jednak nadal jesteś ciasna i musisz stale ćwiczysz.

    Po plecach Martynki przebiegł dreszcz, kiedy dyrektorka klepnęła ją w pośladek.

    -Jakie plany na wieczór?

    -Ela da mi namiary na siłownie. Jutro idę-cicho odpowiedziała

    Dyrektorka klasnęła.

    -Brawo. Jutro i tak planowaliśmy krótsze lekcje. Od rana zaczynasz treningi, zaraz zwolnię Ele z zajęć. Trzeba kuć żelazo póki gorące. Trzeba Ciebie jeszcze przygotować…dam znać twojej mamie.

    Martynka patrzyła zdziwiona na reakcję Dyrektorki, która zaczęła kręcić się, segregować dokument i dzwonić.

    Po chwili w biegu spojrzała na Martynkę. Tym razem nie było w jej oczach dominacji, ale twarz zdradzała oznaki…dumy?

    -Idź już.

    Dwa słowa. Żadnego przekleństwa, żadnej kary. Dwa słowa i tyle.

    Wracamy, więc do początku. W domu na Martynkę czekała głucha cisza. Matki nie było, jedynie notatkę, o obiedzie do odgrzania. Uczennica przewróciła oczami i rzuciła plecak w kąt pokoju. W lustrze ujrzała siebie. Brudna dziewczyna w wygniecionym stroju. Potrząsnęła głową i zaczęła zrzucać z siebie ubrania. Wreszcie stanęła nago. Ciało lepiło się, a pośladki  nadal były zaczerwienione.

    -“Kur*a”-pomyślała w myślach-”dzisiaj ja..”

    Nie dokończyła. Fala wspomnień uderzyła ją w brzuch i trzymając się za usta pobiegła do łazienki. Ledwo zdążyła otworzyć deskę, a  strumień z żołądka zalał toaletę. Bez chwilę klęczała wrzucając wspomnienia szkolnych przygód. Wizja Grubego, Chłopaków i Eli nadal uderzał w nią. Wreszcie odepchnęła się. Ciało bezwładnie opadło na ścianę, zaś wzrok tępo patrzył na białe kafelki. Dopiero po minucie zimno z podłogi zaczęło przechodzić po całym ciele. Martynka z bólem wstała.

    -Umyć się-wyszeptała stawiając powoli kroki.

    Spuściła wodę i stanęła pod prysznicem z którego wnet poleciała przyjemna woda. Dziewczyna delikatnie nabrała żelu i zaczęła namydlać ciało. Szyja, piersi, sutki, brzuch, nogi, pośladki. Trzy tym ostatnim wyczuła znajome pieczenie. Dziurka  otworzyła się jednak nawet woda podrażnia ją.

    Ciche westchnięcie rozległo się w łazience. Dłoń powędrowała do pasa jednak metal pozostawał zamknięty, a kut*s domagał się przyjemności i atencji. Zamiast tego palce zaczęły krążyć wokół dziurki i lekką ją penetrować. Ciche sapanie przemieniło się w jęki, które odbiły się od ścian. Woda nadal spływała, zaś Martynka z zamkniętymi oczami wkładała sobie kolejne palce.

    -O tak..Ela..o tak..-padały kolejne słowa.

    Dziurka nadal połykała palce. Jęki zdały się coraz głośniejsze.

    -Aa..aaa…ahh

    Martynka chwyciła za elementy prysznica, kiedy ciałem wstrząsnął orgazm. Długi jęk wydobył się z ust dziewczyny. Poczuła jak dziurka zaczyna produkować więcej płynów, zaś z zamkniętego ptaszka kapie. Po chwili nastąpił oczekiwany finał, któremu towarzyszył donośny jęk. Kolejne ładunki mimo zamknięcia uderzał  w ścianki prysznica. Oddech zwolnił, zaś Martynka pozwoliła, by woda spłukała resztki brudu i śmietany. Kiedy stanęła przed lustrem z lekkim uśmiechem przeszedł ją dreszcz.

    -“Co się stało?”

    Właśnie zrozumiała, że doszła bez dotykania kuta*a. Ze złości zacisnąła palce na ściankach umywalki.

    -“Co się dzieje? Muszę odpocząć”

    To był ciężki dzień. W pokoju przebrała się w domowe ubrania. Kiedy zakładała bluze, usłyszała otwieranie drzwi wejściowych i nawoływania matki. Niechętnie opuściła swój pokój. Matka wyglądała na przyjętą i uśmiechniętą.

    -Słyszałam że twoja koleżanka zaprosiła Ciebie na babskie spotkania w siłowni.

    -Zwykły trening-westchnęła Martynka

    Matka tylko się uśmiechnęła.

    -Pani dyrektora poleciła mi sklep i nakazała kupić Ci strój na siłownie.

    Torba nie była ciężka, jednak pełna jakiś bluzek i butów.

    Martynka kiwnęła głową. Nie była wstanie się kłócić. Mimo milczenia matka nadal się uśmiechała.

    -“Co jej powiedziała ta pory*ana Dyrektorka?”-syknęła w myślach i szybkim krokiem wróciła do pokoju unikając dalszej rozmowy.

    Dopiero w pokoju postanowiła zerknąć do torby. Na chybił trafił wyciągnęła parę trampek dość różowych, podobnie jak obcisłe koszulki z odsłoniętym brzuchem. Elementem, który przyprawił o ból głowy były spodenki. A dokładniej ich brak.  Zamiast nich były stringi sportowe, które   zakrywały porządnie przód, jednak odsłaniały gołe pośladki pozostawiając cienki pasek wchodzący między nie oraz szeroką taśmę na górze, która uciska i stabilizuje majtki.

    Martynka ze złością już miała cisnąć ubrania na łóżko kiedy na telefon przyszła wiadomość od Eli.

    E: Cześć Suczko. Jak się czujesz?

    Dziewczyna z głośnym westchnieniem odpisała.

    M:Ok

    E: Oj..liczyłam na lepszy ton

    M: Jest ok

    E: Wysyłam Ci namiary na siłownie wraz z terminem. Przy okazji masz już strój ćwiczeń?

    Martynka spojrzała na trzymane ubranie.

    M:Tak

    E:Pokaż.

    Dziewczyna wysłała zdjęcia ubrań

    E:Nie mogę się doczekać. A teraz na kolana.

    Martynka osłupiała.

    M:Co?

    E: TERAZ na kolana.

    -“Co ona sobie myśli?”-pomyślała

    E: Rób co mówię, albo wrzucę do neta nasze wspólne zabawy z dzisiaj.

    Po plecach Martynki przebiegł dreszcz.

    M: Ok [FOTKA]

    E:MMM…widzę że jesteś mocno zboczona skoro masz dildo hehehe

    Martynka spojrzała na zdjęcie. W rogu widoczny był sztuczny penis. Matka musiała go odsłonić.

    E: Weź go.

    Dziewczyna z wahaniem sięgnęła po niego [ Fotka]

    E:Teraz się zabawimy.

    Martynka zacisnęła ponownie usta.

    -“Cholerna…czego ona chce?”-pomyślała, śledząc, ze Ela pisze. Po chwili pojawiła się wiadomość.

    E: Na kolana. Pokaż jak zajmujesz się tym kutasem. Wyślij filmik i pamiętaj, że mam filmik z szatni. Rób co mówię.

    Dziewczyna patrzyła w szoku, już chciała wyzwać koleżankę od najgorszych jednak wizja z szatni, wizja upodlenia przeszyła jej umysł.

    -“Kim jestem? Co to jest? Miał być projekt wychowawczy, a wszyscy chcą ze mnie dziwkę zrobić”-miotała się z myślami.

    Kolejna wiadomość.

    E: Pośpiesz się.

    Wściekła upadła na kolana przed łóżkiem. Oparła telefon na poduszce i wysłała zdjęcie. Ela szybko odpisała.

    E: Suczko co jest?! Rozbieraj się i ssij!

    Rozkaz mimo pisany rozbrzmiał w głowie Martynki.

    Powoli ściągnęła ubrania. Naga klęknęła i chwyciła za sztucznego kutasa. Z wahaniem wcisnęła “play”.

    Kiedy nagrywanie ruszyło nie było już odwrotu. Podniosła penisa i złożyła soczystego całusa na główce. Przymknęła oczy. Język zaczął jeździć po nim całym. Od góry do doły. Martynka ponownie złożyła kilka całusów na trzonie i jajach. Przemknęła ślinę i powoli wprowadziła go do ust. Milimetr za milimetrem. Po chwili jednak zaczęła się krztusić i gwałtownie wypluła kutasa na ziemię. Szybko zakończyła nagrywanie. Film automatycznie się wysłał. Po kilku wdechach pojawiła się wiadomość.

    E: Ślicznie. Spokojnie ma głębokie gardło przyjdzie pora. A teraz wstań, pokaż dupę, kliknij i przedstaw się jako Suka Martynka, która uwielbia kutasy i jest niewolnicą Pani Eli. Nagraj.

    Dziewczyna wytarła ślinę i pełna upodlenia wykonała polecenie. Wcisnęła nagrywanie i wstała. Przyjechała po ciele. Dłoń dotknęła cycków, brzucha. Różowy pas lekko odbijał się o uda. Bez wyrazu twarzy odwróciła się i pokazała dupę. Chwyciła za pośladki i rozchyliła je ukazując ogoloną dziurkę. Następnie pośpieszcie klęknęła i z uśmiechem powiedziała.

    -Cześć. Jestem Suka Martyna i wiecie co? Uwielbiam kutasy. Najbardziej owłosione kutasy. Kocham ssać je i pić spermę. Moją Panią jest Ela-koniec nagrania

    E: Super. Widzimy się na siłowni.

    Zakończyła Ela, zaś chat powiadomił, że filmiki zostały zapisane.

    Martynka nawet nie spojrzała. Klęczała naga, przed łóżkiem. Niedaleko leżał mokry kutas. Sama dziewczyna zaczęła histerycznie się chichotać bujając się do przodu i tyłu.

    Głos dawnego chłopaka zaczął ginąć w natłoku myśli. Jedyne co krzyknął za nim jego osobowość została zamknięta to:

    -Co jest kur*a?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Miły z Gdańska

    Co się stało z Martynką? Czy to nadal się Martynka, czy ktoś trzeci? Piszcie swoje pomysły, komentarze i teorie. Zapraszam do lektury.

  • Zemsta cz.4

    Od kilku dni nie trzeźwiała. Z domu wychodziła jedynie, aby kupić alkohol. Na pewno ciągnie wyzwiska ze strony zranionych kobiet dały się jej we znaki. Picie kiło ból. Gdy była już mocno wstawiona masturbowała się, nie licząc się z tym czy ktoś jest w domu. Po prostu wyciągała sztucznego fiuta i zaczynała zabawę.

    ***

    Sporo naszukała się fachowca. Nie było łatwo znaleźć w internecie młodego chłopaka, któremu łatwo mogła zniszczyć związek. Wreszcie go znalazła. Miał 26 lat, ale po ślubie był już prawie siedem. Nadawał się więc doskonale. Dowiedziała się tego, bo ogłoszenie wstawił na facebook. Sprawa była prosta jak budowa cepa. Wystarczyło go uwieść, co nie powinno być trudne. W końcu jego żonka nie należała do ślicznotek. Widać jak kolejne ciąże zrobiły z niej wieloryba.

    Otworzyła mu piękna dojrzała kobieta. Od razu wpadła mu w oko. Miała na sobie wtedy tylko bielutką, sięgającą wysoko nad kolano zwiewną spódniczkę i jasnobrązowy sweterek z wyraźnym dekoltem.
    – Dzień dobry. Czy dobrze trafiłem? – Spytał wyraźnie zauroczony jej urodą.
    – Tak, zapraszam. Proszę do kuchni. – Powiedziała słodko. Poprowadziła go, kręcąc prowokacyjnie tyłkiem szła przed nim.
    – Chyba coś jest nie tak. Proszę, aby Pan obejrzał ten zlew. Chyba coś jest nie tak.
    – Dobrze, proszę się nie martwić, zaraz coś poradzimy.
    – Nie wątpię. – Powiedziała cichutko, wbijając wzrok w pęczniejące krocze mężczyzny.

    Piękne piersi oddychały przez rozpięte wcięcie w dekolcie sweterka. Marcelina boso podeszła do fachowca, opierając się o kuchenny blat wyeksponowała swoje cycki jeszcze bardziej.
    – No i jak? Wszystko gra? – Spytała udając zmartwioną.
    – Wszystko wydaje się być dobrze. Nie mogę znaleźć żadnej usterki. – Odparł, co chwila zaglądając w piękny dekolt.
    -Na prawdę? – Spytała udając zaskoczoną. Odgarnęła kosmyk włosów, który opadł na pierś i naciągnęła sweterek poprawiając dekolt. – No cóż, przecież nie fatygowałabym pana bez powodu. Proszę szukać dalej.
    – Oczywiście. Proszę mi opisać objawy. Kiedy zauważyła Pani niepokojące objawy? – Spytał próbując skupić się na syfonie pod zlewem.
    – Kilka dni temu zlew zaczął wydawać jakieś dziwne odgłosy. – Tłumaczyła, co chwila masując swoje cudowne uda pod spódniczką.
    – Cóż wszystko tutaj wygląda bardzo dobrze, szczerze mówiąc nie wiem co mogłoby być tutaj nie tak. – Odpowiedział wyraźnie zakłopotany, widząc jak Marcelina co chwila poprawia sweterek, ukazując coraz więcej i więcej.
    – Jak Panu na imię? – Spytała mocno odciągając kciukiem sweterek od piersi.
    – Teodor. – Odparł niepewnie, próbując uciec wzrokiem od cienkiego sweterka okrywającego jej sterczące sutki.
    – Och Teodorze, nie martw się zlewem. – Rzekła ciepło, masując prowokacyjnie biust. – Przecież nie po to tu jesteś.
    – Nie po to? Przecież mówiła Pani, że awaria… – Spytał zaskoczony.
    – Ups! Masz mnie, szukałam po prostu faceta, który umie zająć się… – Mówiła cichutko, wyswabadzając lewą pierś. – … domem i gospodynią jak należy. – Skwitowała, wyciągając na wierz drugą pierś.
    – O mój Boże, proszę Pani! – Odparł zaskoczony, lekko odsuwając się.
    – Jestem Marcelina, przywitaj się. – Szepnęła, kładąc sobie ciepłą dłoń mężczyzny na piersi.
    – Och… Ja… Więc w kuchni wszystko w porządku? Nic nie trzeba naprawić? – Spytał dysząc ciężko.
    – Mam tu kilka rzeczy którymi trzeba się zająć. – Odparła, obserwując jak Teodor zrywa się na kolana aby dotknąć ustami jej  cycuszków.

    Klęcząc przed nią, ugniatał i masował na zmianę jędrne piersi. Jego usta co chwila odsypywały je seriami całusów. Kobieta mruczała z zadowoleniem, Odrzucając co chwila niesforny kosmyk włosów. Mężczyzna całował coraz łapczywiej jej blade cycuszki, jego ręce ściągnęły w dół niesforny sweterek. Kobieta wyswobodziła swoje rączki z rękawów i pozwoliła luźnemu materiałowi opaść na jej brzuszek. Teodor wstał i pocałował ją delikatnie, po czym stanął za nią. Całował czule jej szyję, cały czas masując jej cycki. Marcelina syczała z zadowolenia. Mężczyzna stał za nią i zaczął podrzucać jej duże cycuszki. Kobieta zaczęła delikatnie podskakiwać, co potęgowało taniec jej piersi. Hydraulik z zachwytem patrzył na ten spektakl, wdychając głęboko jej kobiecy zapach. Całował ją, ciągle powtarzając:
    – O mój Boże, jesteś cudowna! O mój Boże, te piersi! O mój Boże, Marcelina…
    Ona śmiała się cichutko, oddając się pieszczotom. Wkrótce dłonie mężczyzny powędrowały pod spódniczkę z zamiarem pozbycia się majteczek. Z zachwytem odkrył, że nie trzeba się ich pozbywać. Kochanka chwyciła spódniczkę i uniosła wysoko, przyciskając ją do brzuszka. Ukazała mu swoją pięknie porośniętą delikatnymi włoskami cipkę. Mężczyzna jęknął z zachwytu nachylając się do wysokości jej piersi. Znów je pieścił ustami, tym razem jednak spokojnie. Jego prawa dłoń masowała mokrą szparkę, a lewa błądziła po gładkim udzie kobiety.

    Klęczała przed nim, rozpinając pasek roboczych spodni. Teodor patrzył na nią uważnie, z trudem panując nad emocjami.  Kiedy spodnie opadły, oczom kochanki ukazał się twardy kutas. Delikatnie wzięła go do ust, patrząc w oczy kochankowi. Głośno mrucząc pieściła go rączką, po czym znów nabierała do ust. Nie odrywała wzroku od nienagannie wydepilowanego, żylastego przyrodzenia. W miarę upływu czasu młody fachowiec ośmielał się. Uchwycił pewnie jej głowę i zaczął dyktować tempo. Marcelina z uśmiechem poddała mu się. Najpierw powoli, by potem coraz szybciej nabijać się na pachnącego testosteronem fallusa. Dławiła się słodko, uwalniając spore ilości śliny. Jej biust co chwila przyjmował kolejne porcje spienionej śliny, kapiącej długimi strugami z podbródka kobiety. Kiedy twardy penis wydostał się z jej ciepłych ust, mlasnęła głośno. Ścisnęła rękoma mokre piersi, oczekując na kochanka. On wiedział co musi zrobić. Wprowadził kutasa między dwie ciepłe półkule i zaczął posuwać. Ubrał jej włoski na tył głowy i chwycił jedną ręką. Marcelina uśmiechnęła się zalotnie i znów wzięła kutasa do ust. Kochanek chwycił ją oburącz za głowę i zaczął mocno posuwać. Po kilkunastu pchnięciach kobieta wypuściła go z buzi, głośno nabierając powietrza. Polizała z zaangażowaniem jego kutasa od jąder, po samą żołądź. Splunęła na niego gęstą śliną i znów zabrała się do pieszczot.  Masowała go lepiącą rączką , pochłaniając głęboko ustami. Mężczyzna nachylił się nisko i zaczął podszczypywać tańczące piersi.

    Oboje byli nadzy. Mokre włosy kleiły się do spoconych pleców kobiety. Miała mocno przekrwawione oczy. Mimo tego, uśmiech nie znikał z jej twarzy. Tamten kutas smakował jej wyjątkowo. Jej usta miały chwilę wytchnienia. Co chwila spluwała jedynie na kutasa znikającego co chwila między wielkimi cycuszkami. Rżnął je jak szalony, stękając głośno. Marcelina wyczuła, że za chwilę tryśnie. Chciała koniecznie poczuć smak jego nasienia. Mężczyzna wyczuł jej pragnienie. Zaczął przed jej twarzą ostro go masować. Kobieta, wyciągając śliczny języczek oczekiwała na ciężko zarobiony ładunek. Ze szczerą radością przyjęła salwy spermy skierowane do jej ust. Wytrysk był spory, ciepła sperma zalała jej twarz, sięgając aż na przepocone włosy. Wypluła ładunek na wiotczejącego pomalutku chuja i oblizała dokładnie. Prawą ręką masując go, powoli zaczęła zlizywać z biustu resztki nasienia. Na koniec paluszkiem zebrała wszystko z twarzy i połknęła z uśmiechem.

    ***

    – Dzień dobry czy jest może Pan Teodor? – Spytała puszystej kobiety stojącej w drzwiach mieszkania.
    – Nie ma. O co chodzi. – Rzuciła chłodno blondynka, zupełnie nie spodziewająca się gościa.
    – A to Pani jest jego żoną? – Spytała ciepło, przyglądając się pulchnej mężatce.
    – Tak. Co się stało? Czego chce Pani od mojego męża?
    – Nic takiego, po prostu zostawił u mnie kilka rzeczy, pomyślałam, że mogą mu się jeszcze przydać. – Odparła wręczając blondynce męskie bokserki.
    – Co?! Co to ma być?! – Wrzasnęła zszokowana.
    – Nie poznaje Pani? Ja doskonale pamiętam, jak je ściągałam.
    – Co to ma znaczyć?! – Spytała drżącym głosem, nie mogąc powstrzymać łez.
    – No cóż byłam w potrzebie, a Pani mąż mi pomógł. – Powiedziała spokojnie, po czym oblizała paluszek.
    – Ty dziwko! Uwiodłaś mojego męża! – Syknęła ze szczerą pogardą.
    – Proszę się nie denerwować. Nic złego się nie stało. Bez obaw. Zresztą, pokażę Pani, jak Teodor poradził sobie w mojej kuchni. – Odparła ciepłym głosem, pokazując jak mężczyzna stojąc za nią pieści jej szyję ustami.
    – Ty kurwo! Zabije go! I Ciebie też! – Wrzasnęła głośno, załamana grubaska.
    – Nie. Niech Pani tego nie robi. On mi tak smakował. – Ze śmiechem dodała, pokazując jak pochłaniała sterczącego fallusa…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasis
  • Zemsta cz.5/1

    Tamtego poranka była w doskonałym humorze. Z okazji 35 urodzin zafundowała sobie małą zmianę wizerunku. Ścięła włosy, tak by sięgały jej do połowy szyi. Ponad to pomalowała je na piękny, ciemnobrązowy kolor. Właśnie wybierała się na poranny jogging. Patrzyła w lustro gdzie widziała ślicznotkę zadowoloną z siebie. Na jej stopach gościły śnieżnobiałe, lekkie buty do biegania. Fioletowe, wzorzyste legginsy opinały dokładnie jej jędrne nogi, ukazując pociągające kształty kobiety. Kompletu stroju dopełniał różowy stanik sportowy z jasną obwódką wokół dekoltu i ramion, podtrzymywany cienkimi paseczkami. Jego materiał był tak cienki, ze bez trudu odbijały się na nim wspaniałe sutki Marceliny.

    ***

    Ocknęła się w jakimś obskurnym pomieszczeniu. Na pierwszy rzut oka wyglądało ono na nieukończoną budowę. Była skrępowana i zakneblowana kneblem z kulką. Na jej nadgarstkach, kostkach i kolanach mocno zawiązane były sznury. Siedziała w dużym rozkroku. Miała na sobie czarną marynarkę, rozpiętą do połowy białą koszulę i długie czarne spodnie. Na jej stopach nie było obuwia, ochraniały je jedynie czarne podkolanówki. Była zdezorientowana i wystraszona. Próbowała krzyczeć, lecz na nic się to zdawało. Próby wyswobodzenia się z krępujących ja sznurów też spełzły na niczym.

    Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna w roboczym ubraniu. Rozpoznała go bez trudu. Była zaskoczona. Nie rozumiała dlaczego ją uwięził.
    -Jak się masz suko? – Spytał podchodząc do niej. Przykucnął i z zaciekawieniem wziął delikatnie w rękę naszyjnik,który miała na sobie. – Wiesz czemu tu jesteś?! Zniszczyłaś mi życie! – Syknął, patrząc w jej przerażone oczy. – Boisz się! Słusznie. Bo teraz mi za wszystko zapłacisz. – Powiedział spokojnie, ściągając jej naszyjnik. Gdy kobieta uspokoiła się, patrząc na niego błagalnym wzrokiem, odrzucił w kąt biżuterię. Znów zaczęła się szarpać, jakby to miało jej pomóc.
    – Cichutko, cichutko. Nie będzie przecież tak źle. Przecież nie jestem potworem. – Powiedział, gładząc ją po podbródku. – Troszkę się z tobą podroczę. – Dodał odgarniając jej ciemne włosy. – Zmieniłaś fryzurę. To nic. Nadal pięknie wyglądasz. Ale wolałem oglądać cię nago. – Szepnął dobierając się do jej piersi. Masował je przez ubranie, które miała jeszcze na sobie. Ugniatał mocno jej piersi, powodując tym spory dyskomfort u skrępowanej suczki. Wkrótce rozpiął jej koszulę mocnym szarpnięciem. Guziki rozprysnęły się po betonie, a oczom Teodora ukazał się jej biust usadowiony w czarnym staniczku wykończonym śliczną koronką. Mężczyzna przez chwile bawił się piersiami, po czym naderwał materiał staniczka i uwolnił z miseczek parę pięknych cycuszków. Zaczął drażnić jej piersi. Mocno przygryzał sterczące z zimna sutki, czym doprowadzał kobietę do krzyków. Każda próba wydania z siebie głośniejszego odgłosu skutkowała solidnym spoliczkowaniem. Mężczyzna wykręcał jej sutki, patrząc jak pogrąża się w rozpaczy.
    – No i jak podoba się? Jesteś już napalona? – Pytał szyderczo, patrząc na przerażenie rysujące się na twarzy niedawnej kochanki. – Nie? Bo jak już prawie. No cóż, chyba Ci pomogę! – Dodał szeptem, okładając energicznie jej piersi.

    Chwycił mocno za jej rozporek. Kobieta szarpiąc się, ze strachem patrzyła na kolejnie ruchy swojego ostatniego kochanka. On, przez spodnie mocno bił jej pipkę otwartą dłonią.
    – Zobaczmy czy tu też zmieniłaś fryzurkę. – Syknął dobywając z kieszeni nóż żyletkowy. Naciął zręcznym ruchem czarny materiał, po czym ostrym szarpnięciem rozerwał jej spodnie. Chwycił mocno miękki materiał majteczek i szarpnął do góry, w kierunku podbrzusza. Majteczki wbiły się głęboko w jej cipkę. Na twarzy kobiety zaczęło rysować się pożądanie.
    – Oj, a tutaj bez zmian. Dalej tej cipeczki bronią te malutkie kłaczki, zobaczmy. – Powiedział jakby do siebie, po czym odsunął z jej muszelki majteczki. Poślinił delikatnie palce i wpakował je ostro w pochwę swej ofiary. Marcelina znów zaczęła się wić. Poślinił palce po raz drugi i znów włożył jej palec w pipkę, ona znów zaczęła głośniej wyć. – Patrz na mnie! – Powiedział stanowczo, chwytając ją za gardło. Prawa ręka ostro penetrowała jej piczkę. Robił to tak długo, aż wycie z bólu zamieniło się w jęki rozkoszy. Gdy zauważył, ze suczce się spodobało, kilkakrotnie mocno uderzył jej nagą piczę.

    Stał  przed nią rozpinając powoli rozporek, kobieta patrzyła na niego, głośno oddychając. Jej policzki lśniły od łez, a makijaż rozmywał się delikatnie. Początkowy strach, spowodowany widokiem Teodora wyciągającego ze spodni pas minął. Uspokoiła się widząc jak jej dręczyciel wyciągnął na wolność nabrzmiałego chuja. Mężczyzna uląkł przez związaną mamuśką i wsadziwszy penisa między jej cycki, zaczął je posuwać. Poślizg jego pale zapewniła ślina wydobywająca się z zakneblowanych ust.
    – Wiem, że to lubisz! – Syczał, energicznie posuwając jej piersi. – Ja też to polubiłem! – Dodał nie przestając zabawy swoim kutasem.
    – Chcesz go posmakować? – Spytał cicho, trzymając ja mocno za gardło. Nie oczekują odpowiedzi zaczął muskać fiutem jej zakneblowane, mokre od nadmiaru śliny usta. Kobieta wykręcała się. Wkrótce zaczął wodzić kutasem po jej twarzy, mocno poszarpując jej włosy. Gdy starała się wyrwać, zaczął mocno okładać jej policzki swym przyrodzeniem.
    -Bądź grzeczna, bo nie dam ci skosztować. Wiem że go polubiłaś. – Powiedział nachylając się do niej. – Będziesz grzeczna? – Spytał ugniatając jej cudowne piersi. – Czas dać ci więcej swobody. – Powiedział sięgając do klamry knebla, którego kulka tkwiła w ustach kobiety. – Ale, jeżeli mnie ugryziesz… – Nie dokończył, rażąc ją małym paralizatorem w pierś. Kobieta pisnęła przeraźliwie, rozumiejąc zagrożenie.
    -Pytam ponownie: Będziesz grzeczna?! – Spytał, kilkukrotnie rażąc je piersi. – Pytam się! Czy będziesz grzeczna? – Spytał ponownie pieszcząc prądem jej piersi. Kobieta podskakiwała z bólu. Dało się wyraźnie usłyszeć, że oddawała się swemu Panu. Gdy odpinał jej knebel była potulna jak baranek.

    Ostro rżnął jej usta. Jego moszna odbijała się od mokrego podbródka. Ślina kapała na czerwony od karcenia biust. Co chwila przerywał mocne pchnięcia, by mogła nabrać powietrza. Po chwili jednak znów pakował go do jej gardła i posuwał szaleńczym tempem. Czasem okładał lepiącym się od śliny jej śliczna buźkę. Gdy zauważył, że znów rządziło nią pożądanie, przerwał seks oralny. Zaczął wkładać jej do ust swoje jądra. Kobieta pieściła je ochoczo, głośno przy tym jęcząc. Po chwili znów jej usta były ostro rżnięte przez chuja Teodora. Tym razem nie dał jej szans na oddech. Rznął jej usta zdecydowanie, nie przejmując się faktem iż strasznie się dławiła. Po jej podbródku spływała gęsta, spieniona ślina.

    Skrępowana leżała na prowizorycznym stole. Jej nogi były szeroko rozciągnięte. Hydraulik mocno penetrował jej cipkę. Kobieta krzyczała z podniecenia.
    – Dobrze Ci co? Odpowiadaj suko! – Wrzeszczał, policzkując jej mokrą twarz. – Chcesz jeszcze?! – Pytał podduszając ja mocnym ściskiem
    – Tak! Błagam! Rżnij mnie! – Odpowiadała, z trudem nabierając powietrza. Mężczyzna ruchał ją mocno szczypiąc jej sutki. Co chwila mocno ściskając całe piersi.
    – Pożałujesz, ze rozbiłaś mój związek! Przeproś! – Warczał, okładając jej piersi twardym fiutem.
    – Przepraszam! – Krztusząc się odparła błagalnym tonem. Kutas oprawcy znów zaczął znikać między jej doskonałymi cyckami.

    Nagle przestał. Jego wzrok uniósł się. Odszedł od niej. Do pomieszczenia weszła bowiem jego żona. Była ubrana jedynie w czarny, ciasno sznurowany gorset. Na nogach miała połyskujące kozaki, z których wylewały się otulone sporym cellulitem uda. Kroczyła spokojnie, kręcąc idealnie wydepilowaną piczą. Jej ogromne piersi zwisały mocno, dumnie celując przed siebie wielkimi brodawkami.
    – Uwiąż ją za szyję! – Poleciła chłodno.
    – Dobrze kochanie! – Mężczyzna odparł rozwiązując w pośpiechu zszokowana Marcelinę.
    – Widzisz suko?! Nic dla niego nie znaczysz. – Rzuciła szyderczo w stronę leżącej na stole kobiety. – Mam nadzieję że pożegnałaś się ze swoim życiem, bo już do niego nie wrócisz!

    Klęczała z obrożą na szyi. Przypięta była ona do stalowego łańcucha, przytwierdzonego do posadzki. Ściskała piersi, masując nimi sterczącą pionowo pałę kochanka. Chciała pokazać tamtej tłustej szmacie, ze tylko ona jest w stanie zadowolić Teodora. Wzięła go do ust i zaczęła pieścić, masowała delikatnie rączką i pieściła żołądź ustami. Z każdą chwila tempo wzrastało. Pochłaniała go coraz głębiej i szybciej, dławiąc się przy tym seksownie. Gdy na chwilę przerwała, patrząc mu w oczy oburącz waliła mu konia. Głośno jęcząc patrzyła na niego błagalnie. Cały czas masując rękoma jego przyrodzenie wycelowała je na swoje piersi. Spluwała na kutasa, co chwilka muskając go językiem.

    Trysnął kilkoma salwami na jej piękne, obolałe cycki. Marcelina w podzięce wzięła go do ust i zaczęła dokładnie oczyszczać go z resztek nasienia. Cały czas masując twardego jeszcze chuja, zabrała się za dokładnie oczyszczenie z własnej śliny jego moszny. Pieściła go, cy czas nie tracąc kontaktu wzrokowego ze swym kochankiem. Mężczyzna na koniec odpiął łańcuch od posadzki.
    – No i co? Masz coś do dodania? – Spytał poszarpując delikatnie łańcuchem
    – Dziękuję, Panie! – Odpowiedziała, ze szczerym uśmiechem na ustach. Po czym została odprowadzona w kierunku obserwującej ich żony Teodora.
    c.d.n.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasis