Category: Uncategorized

  • Uwiedziona Przez Nianie V: Podroz Poslubna

    Minęły dwa tygodnie od ślubu i przyszedł czas na podróż. Dopiero teraz, kiedy wszystko powoli osiadało, emocje, goście, ślubna euforia, mogłyśmy naprawdę poczuć, że to nasze, że nic już nie trzeba planować, nic nie trzeba podpisywać, nikt nie czeka na potwierdzenia. Byłyśmy tylko my, ja i Dominika i perspektywa wspólnego wyjazdu, na który nie zostawiłyśmy sobie gotowego scenariusza. Z premedytacją, tak jakbyśmy obie potrzebowały chwili wolności po tych wszystkich miesiącach tabel, list, budżetów i „czy na pewno wszystko mamy?”.
    Wiedziałyśmy tylko, że chcemy gdzieś wyjechać gdzieś razem. Gdzieś, gdzie będzie cicho, gdzie będzie morze, gdzie nikt nas nie będzie znał i nikt nie będzie pytał, jak było na weselu.
    Rozważałyśmy kilka opcji, Włochy, Słowenię, Mazury, nawet taki trochę szalony roadtrip po Bałkanach, ale żadna z nas nie chciała podejmować decyzji na gorąco. Zostawiłyśmy to „na potem”, czyli właściwie na teraz. Po ślubie.

    Siedziałyśmy wtedy wieczorem w salonie, obie jeszcze w szlafrokach, z kubkami mięty w dłoniach i tym dziwnym uczuciem… że wszystko już za nami, a wszystko dopiero się zaczyna. Patrzyłam, jak Dominika odpina powoli włosy z koka, jak przeczesuje palcami grube pasma, a potem, nie podnosząc wzroku, rzuca:
    – Tylko nie za daleko, dobra?
    – Mhm – odpowiedziałam, opierając głowę o jej ramię. – I z widokiem na wodę. I żeby było cicho, ale nie pusto.
    – I nie hotel. Apartament z kuchnią, żebyś mogła mnie karmić na śniadanie…
    – Nie śmiej się, wiesz, że lubię…
    – Wiem – przerwała, całując mnie w czoło. – Dlatego właśnie apartament i wino, dużo wina, i zachody słońca, i żadnych planów.
    To wtedy po raz pierwszy padła ta nazwa: Brač. Chorwacka wyspa, o której wcześniej tylko czytałyśmy gdzieś w przewodniku. Mała miejscowość Bol, z krętymi uliczkami, białym kamieniem, zatoką, w której odbija się słońce i całe niebo. Sprawdziłam loty, apartamenty, pogodę i wszystko złożyło się szybciej, niż się spodziewałam, jakby ta wyspa czekała.
    Wynajęłyśmy apartament na dziesięć dni. Z tarasem wychodzącym prosto na zatokę, z kuchnią, w której naprawdę zamierzałam ją karmić na śniadanie, i z sypialnią, która… no cóż, miała być tylko dla nas.
    Julek został z rodzicami Dominiki, już w zasadzie z drugimi dziadkami. Z nimi zawsze czuł się bezpiecznie, a tym razem wyruszyli wspólnie na wakacje do kuzynki babci, cioci Wandy, gdzieś na Suwalszczyźnie. Plan idealny, jeziora, rowery, kompoty. Julek był zachwycony, a my gotowe na tęsknotę za nim, ale wiedziałyśmy, że rekompensować będzie to nam bliskość i wypoczynek w Chorwacji.  

    Nastał dzień naszej podróży poślubnej. Lot do Splitu trwał trochę ponad godzinę. Krótki, spokojny, z tym znajomym, lekko nerwowym podekscytowaniem, które towarzyszy nam za każdym razem, kiedy podróżujemy gdzieś razem. Split przywitał nas gorącym, drgającym powietrzem i zapachem morza, który wdzierał się przez każde uchylone okno lotniska. Wynajęłyśmy samochód, a potem udałyśmy się na prom. Nie za szybki, nie za wolny. Taki, który pozwala się rozsiąść, przytulić, patrzeć na falującą wodę i czuć, jak oddalamy się od wszystkiego, co zostawiłyśmy na lądzie.
    Na wyspie Brač wszystko było inne. Powietrze jakby bardziej przezroczyste. Kolory intensywniejsze. Tutejsze światło rozlewało się po białych murach i kamiennych uliczkach jak ciepły, płynny miód. W Bol było cicho, nie pusto tylko właśnie… cicho. Ludzie uśmiechali się inaczej. Nikt się nie spieszył. A morze wyglądało tak, jakby nikt nigdy nie miał go już zakłócić.
    Nasz apartament znajdował się na niewielkim wzgórzu, otoczonym wąskimi uliczkami i bugenwillą, której różowe płatki sypały się na biały kamień jak konfetti. Taras wychodził prosto na zatokę rano słońce wschodziło za górami, a wieczorem gasło w wodzie. Rozpakowałyśmy się szybko. A potem… właściwie nie robiłyśmy nic i to było najpiękniejsze.
    Pierwszego wieczoru wyszłyśmy na spacer po Bolu. Zsunęłam z ramion lekką narzutkę i poprawiłam cienki pasek mojej sukienki granatowej, koronkowej, dopasowanej, podkreślającej nogi, które Dominika lubiła gładzić pod stołem. Do tego sandałki na cienkich, srebrnych szpilkach, w których chodziłam z pewnością, jakbym znała każdy kamień tej wyspy.
    Dominika wyglądała zupełnie inaczej tak dziewczęco, świeżo. Miała na sobie zwiewną, błękitną sukienkę w drobne białe kwiatki, z krótkim rękawkiem, który odsłaniał jej ramiona. Przerzuciła przez nie jasną dżinsową kurtkę, luźno rozpiętą w talii. Na nogach miała płaskie sandałki z cienkimi paskami srebrnymi, jak jej kolczyki. Włosy związała niedbale w kucyk z opadającymi kosmykami na boki twarzy, które co chwilę musiała poprawiać, bo wiatr znad morza igrał z nim bez końca.
    Szłyśmy tak powoli brukowaną uliczką w stronę centrum, zatrzymując się co chwilę: na zachwyty, na zdjęcia, na kubek lodów. Czasem milczałyśmy, czasem mówiłyśmy jednocześnie, jakbyśmy musiały nadrobić coś, co wcale nie zostało pominięte. Po chwili usiadłyśmy w niewielkiej tawernie przy samej wodzie. Światła odbijały się w tafli jak złote szkło. Z głośnika płynęła delikatna muzyka, a z kuchni – zapach czosnku i pieczonej ryby.
    – Wiesz – powiedziała cicho, sięgając po kieliszek wina – że tu mogłabym zostać na zawsze?
    – Wiem – odparłam, opierając się łokciem o blat i patrząc jej w oczy. – Wiem. Ale nie będziesz musiała. Bo zawsze mogę cię tu zabierać.
    Jej dłoń powędrowała pod stolik, dotykając moich palców. Ciepło ,obietnica, intymność, którą czuje się nawet wśród ludzi. Wtedy po raz pierwszy tej nocy spojrzała na mnie tak, jak tylko ona umie. I nagle świat zniknął tawerna, muzyka, światła, nawet Bol. Byłyśmy tylko my w nowym miejscu, z nowym statusem, w starym uczuciu, które właśnie wchodziło w nowy etap.

    Każdy dzień zaczynałyśmy tak samo od leniwego przeciągania się w białej pościeli, ciepłej od porannego słońca. Dominika zawsze budziła się pierwsza. Siadała na łóżku z tym lekkim półuśmiechem, włosy miała potargane, pachniała snem i czymś jeszcze czymś tylko jej. Potem schodziła do kuchni, a ja jeszcze chwilę leżałam, słuchając jak stuka filiżankami, jak szura krzesłem, jak szepcze coś sama do siebie, nucąc pod nosem.
    Śniadania jadłyśmy na tarasie. Świeży chleb, pomidory pachnące słońcem, sery, arbuzy i oczywiście kawa mocna, gęsta, w małych filiżankach. Czasem nie rozmawiałyśmy wcale, wystarczało siedzieć obok, patrzeć na morze i być, a czasem mówiłyśmy wszystko o Julku, o planach na wrzesień, o tym, że może warto by było tu wrócić za rok albo i wcześniej.
    Potem plaża. Zawsze inna. Czasem Zlatni Rat, ta słynna, z białymi kamieniami i przezroczystą wodą. A czasem jakaś zupełnie dzika, odkryta przez przypadek, po kilkunastu minutach jazdy i krótkim spacerze przez pachnące sosny. Tam rozkładałyśmy ręczniki, zdejmowałyśmy sandały, zanurzałyśmy się w wodzie i zapominałyśmy, że gdziekolwiek istnieje świat. Czasem opalałyśmy się topless, choć z pewną ostrożnością, nie z powodu wstydu, raczej z tego dziwnego uczucia, że nagłość tej bliskości powinna należeć tylko do nas.
    Kochałyśmy się, gdy tylko mogłyśmy. Cicho, delikatnie, leniwie między prysznicem, a winem, między opalaniem, a kolacją. Na białej pościeli, na chłodnych kaflach łazienki, na tarasie pod kocem, kiedy noc była ciepła, a sąsiedzi daleko. To nie było tylko pragnienie raczej potrzeba potwierdzenia, że tu jesteśmy, że to się dzieje, że naprawdę zostałyśmy dla siebie żonami.
    Zdarzały się z dwa dni, kiedy w ogóle nie wychodziłyśmy z apartamentu. Leżałyśmy całe przedpołudnia w cieniu balkonowego parasola, czytając książki, popijając coś zimnego z kostkami lodu. Dominika potrafiła godzinami słuchać muzyki i rysować coś na kolanie ot, bazgroły, a ja przyglądałam się jej z taką samą fascynacją, z jaką robiłam to od początku.
    Były też dni aktywne. Wynajęłyśmy skuter i jeździłyśmy bez celu, wiatr rozwiewał mi włosy, a Dominika śmiała się w kasku, ściskając mnie mocno w pasie. Zatrzymywałyśmy się w małych miasteczkach, kupowałyśmy zioła, oliwę, domowe wino, a potem tańczyłyśmy boso na plaży przy zachodzie słońca tylko dla siebie, tylko dla śmiechu.
    Wieczorami Bol zamieniało się w senne, złociste miasteczko. Spacerowałyśmy brukowanymi uliczkami, jadłyśmy kolacje w ukrytych restauracjach, śmiałyśmy się nad owocami morza i białym winem. Dominika wyglądała wtedy szczególnie pięknie, w lekkiej sukience w kolorze szałwii, z rozwianymi włosami, z sandałkami na cienkim obcasie, a ja zakładałam coś, co wiedziałam, że lubi. Na przykład tę jasną, opiętą sukienkę z rozcięciem na nodze, która zatrzymywała jej wzrok przy każdym ruchu bioder.
    I wtedy przychodziły noce. Czas na ich opowieść dopiero się zbliża, ale już teraz można było to poczuć: w spojrzeniu przy winie, w palcach muskających nagle kostki, w językach, które błądziły po ramieniu, jakby przypadkiem.
    ***
    To był jeden z tych dni, kiedy świat zdawał się istnieć wyłącznie dla nas. Uciekłyśmy gdzieś dalej za Bol, za ścieżki prowadzące wzdłuż wybrzeża, aż znalazłyśmy małą zatoczkę osłoniętą skałami i sosnami. Niewielka plaża z drobnym żwirem oraz niewielkim paskiem piasku co nie jest łatwe w Chorwacji, która znikała z oczu świata za naturalnym skalnym łukiem. Cicho. Ciepło. Intymnie.
    Wyruszyłyśmy jeszcze o świcie, kiedy świat dopiero budził się ze snu, a powietrze miało w sobie tę lekkość i obietnicę nowego dnia. Szłyśmy boso po kamieniach, w milczeniu, z kubkami kawy w dłoniach i szeptami, które bardziej czuło się niż słyszało. Zawsze lubiłam te nasze poranki, kiedy jeszcze nic się nie wydarzyło, a już wszystko było możliwe.
    Zdjęłyśmy wszystko. Nie z przekory, z potrzeby by nic między nami a słońcem, między nami a wodą, nie istniało. Rozkładałyśmy ręczniki, rozmawiając półgłosem, z tym dziwnym rodzajem czułości, który od razu zdradzał, że coś się wydarzy. Nie zaraz, ale już. Już iskrzyło.
    – Leż spokojnie – mruknęła, siadając obok mnie z butelką mleczka przeciwsłonecznego.
    Zamknęłam oczy. Jej dłonie rozprowadzały chłodny płyn po moich plecach, łopatkach, karku. Znałam je na pamięć, a mimo to każdy dotyk był nowy. Czułam, jak się pochyla, jak jej włosy muskają moje ramię, jak opuszki palców krążą, rysując ścieżki, które prowadziły zdecydowanie niżej, choć jeszcze z powściągliwością. Jeszcze.
    Potem zamieniłyśmy się miejscami. Smarowałam ją powoli ramiona, brzuch, uda, a kiedy odchyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy, widziałam ją całą nie tylko w ciele, ale w tym, jak ufała, jak była tylko dla mnie i wciąż po tylu latach nie mogłam się nadziwić, że należymy do siebie.
    Zeszłyśmy do wody, powoli, śmiejąc się, pryskając na siebie kroplami chłodnego morza. Woda sięgała ledwie łydek, ale wystarczało, by tańczyć, kręcić się w kółko, zatapiać w zabawie jak dziewczyny, które zapomniały o świecie. Obserwowałam, jak krople spływają po jej skórze, jak włosy przyklejają się do karku, jak śmieje się przez ramię, uciekając przede mną, tylko po to, by znów się dać złapać.
    Objęłam ją od tyłu. Moje dłonie osiadły na jej brzuchu, policzek wtuliłam w jej ramię. Pachniała solą, słońcem i sobą. Patrzyłyśmy razem na horyzont, na słońce wstające z morza, jakby tylko dla nas. Jej dłoń spoczęła na mojej, zacisnęła ją lekko. Potem obróciła głowę i nasze usta spotkały się w pierwszym, spokojnym pocałunku tego dnia. Cichym, ciepłym, jak ten poranek.
    Nie musiałyśmy nic mówić. Wystarczało być razem tam.

    Woda już nas nie chłodziła, lecz zapraszała do wyjścia. Kiedy fale zaczęły lekko cofać się, jakby z żalem, że muszą nas wypuścić ze swojego objęcia, powoli weszłyśmy na brzeg. Nie mówiłyśmy nic. Położyłyśmy się obok siebie na mokrym piasku w miejscu, gdzie morze jeszcze nas dosięgało, łagodnie muskając stopy, biodra, boki. Złapałyśmy się za ręce.
    Patrzyłyśmy przez chwilę na wschód. Słońce już wyraźnie panowało nad linią horyzontu, rozlewając złoto i róż po niebie i tafli wody. A potem spojrzałyśmy na siebie.
    Ten moment był jak przebudzenie, spojrzenie, w którym mieściło się wszystko: wspólne lata, dzisiejszy świt i to, co w nas wciąż było niewypowiedziane, lecz obecne. Jej usta odnalazły moje, jakby nie musiały szukać. Pocałunek narastał, leniwie, płynnie, z każdą chwilą coraz głębszy, bardziej obecny, rozpalony.
    Tarzałyśmy się po piasku ze śmiechem, jak nastolatki, którym pozwolono się zapomnieć śmiejąc się, całując, splatając, szukając siebie i dla siebie miejsc. Ciała oblepione piaskiem nie były przeszkodą, ale częścią tej chwili, jakby natura sama chciała zostawić ślad naszego uniesienia na naszej skórze.
    W końcu usiadłam, z nogami podkulonymi, plecami do morza. Fale łagodnie obmywały mnie od tyłu, a przed sobą miałam ją całą, moją żonę, rozpromienioną, pełną światła. Usiadła na mnie okrakiem, z dłońmi na moich ramionach, jakby tylko tam chciała być.
    Nasze pocałunki znów stały się głębokie, rozkołysane, nasycone. Jej biodra poruszały się delikatnie, niemal niedostrzegalnie w rytmie naszych oddechów, w zgodzie z tym, co niewidzialne, ale tak prawdziwe. Jej dotyk był jak melodia  nieśpieszny, czuły, wyczuwający każdą nutę mojego ciała. A ja odpowiadałam całą sobą, bez słów.
    Morze przyglądało się nam cicho, zostawiając muszle i sól pod naszymi dłońmi, jakby chciało być świadkiem i sprzymierzeńcem tej miłości, a my zrośnięte pocałunkiem, drżące od czułości, wciąż pragnące pozwalałyśmy, by fala po fali, gest po geście, od nowa nas ze sobą splatała.
    Kiedy nasze ciała splotły się z taką lekkością, jakby znały ten taniec od zawsze, położyłam ją na miękkim, wilgotnym piasku. Jej skóra lśniła w świetle wschodzącego słońca, a woda jak cień wspomnienia co jakiś czas dosięgała nas falą, która łagodnie opadała, oblewając nas chłodem w kontraście do tego, co właśnie płonęło między nami.
    Leżałam na niej, czując każdy ruch, każdy drżący oddech. Nasze usta nie chciały się rozstać, całowałyśmy się długo, zachłannie i delikatnie jednocześnie, jakbyśmy bały się przerwać coś świętego, a zarazem nie potrafiły już czekać. Jej dłonie błądziły po moich plecach, ramionach, wplatały się we włosy dotyk pełen pragnienia, ale też ufności i domowości, która nie gaśnie mimo lat.
    W końcu zaczęłam zsuwać pocałunki niżej, zostawiając ślad z ust jak rosę od szyi, przez obojczyki, aż do miejsc, gdzie jej ciało pulsowało życiem i wrażliwością. Zatrzymałam się przy jej piersiach, które znałam, podziwiałam i kochałam każdą krzywiznę, każdy szczegół. Otuliłam je ustami z czułością, z pasją, jakby były nie tyle częścią jej ciała, co jej serca. Jej westchnienia były cichą muzyką miękką, niespieszną, prawdziwą.
    Zależało mi. Zawsze mi zależało, ale tu na granicy morza i lądu, z piaskiem wplecionym między nasze ciała wszystko miało większą wagę. Każdy gest był modlitwą, każdy dotyk obietnicą. Szłam dalej, z ustami i językiem prowadzącym mnie niżej nie z pośpiechem, lecz z uważnością, jakby jej ciało było opowieścią, którą mogłam czytać tylko wtedy, gdy przestanę się spieszyć.
    Czułam, jak jej dłonie ślizgają się po moich ramionach, jak przyciąga mnie bliżej i pozwala, bym stała się echem jej pragnień, odpowiedzią na wszystko, co niewypowiedziane. To nie był moment uniesienia, to był moment przynależności. Tylko ona i ja, oblane światłem poranka i falą, która z każdym przypływem mówiła nam: jesteście tutaj. I to jest miłość.
    Dominika uniosła nogi lekko, z miękkością, jakby otwierając się jeszcze bardziej na dotyk, na obecność, na miłość. Jej ciało wilgotne od fal i rozgrzane słońcem drżało niemal niewidocznie, kiedy moje usta, cierpliwe i skupione, zatrzymały się na jej najwrażliwszym punkcie.
    Tam, gdzie ciało pulsowało pod opuszkami z nieuchwytną siłą, tam, gdzie każda chwila zwłoki zdawała się wiecznością tam skupiłam swój oddech, swój język, całą uważność. Smakowała jak poranek i morze, jak wszystko, czego zawsze pragnęłam i co wciąż było dla mnie nowe. Pieszcząc ją delikatnie, z rytmem, który podpowiadało mi samo jej ciało, starałam się nie zgubić niczego, ani jednego oddechu, ani jednego westchnienia.
    Splotłyśmy dłonie. Czułam, jak zaciska palce, jak jej ciało napina się i łagodnie faluje pod moim dotykiem, jakby nasze zjednoczenie miało swoje echo w falach oblewających nam stopy. Drugą rękę uniosła nad siebie, jakby nie miała się czego chwycić, jakby próbowała pomieścić w sobie wszystko, co przychodziło.
    Obserwowałam ją z miłością, z zachwytem, jak zamykała oczy i rozchylała usta, jak napinała się lekko w biodrach. Jak jej brzuch unosił się i opadał, jak świat w niej i ze mną stawał się jedną długą linią przyjemności, rozpiętą gdzieś między niebem a wodą. Czułam nie tylko to, co robiłam jej ustami, ale to, że byłam jej, że ona była dla mnie. Cała.
    Nie musiałyśmy mówić. Wszystko działo się w spojrzeniach, w dreszczu przechodzącym po karku, w tym jednym miejscu, które drgało w rytmie naszych serc. Dawałam jej siebie i brałam ją tak, jak przyjmuje się dar z wdzięcznością, z nabożnością, z pasją.
    I nawet jeśli na chwilę przestawałam oddychać to tylko po to, by jeszcze mocniej poczuć, jak ona oddycha za nas obie.
    Kiedy ciepło mojego języka ustąpiło miejsca tęsknocie za jej ustami, uniosłam się lekko, jakby obudzona z transu. Dominika spojrzała na mnie z tym nieodgadnionym uśmiechem, który znałam tylko ja drżący od miłości, od głodu, od śmiechu. Złączyłyśmy się w pocałunku głębokim, łapczywym, jakby każda z nas próbowała odnaleźć w drugiej tlen.
    Nasze ciała przylgnęły do siebie w ruchu miękkim, pełnym napięcia uda, brzuchy, piersi, wszystko zlewało się w jedną formę czułości. Przetoczyła mnie z delikatnością, a jednocześnie pewnością, której nie sposób było się oprzeć. Teraz to ona była nade mną,  jej ciężar kojący, znajomy, pożądany. Oplotłam ją ramionami, dłońmi objęłam jej pośladki, gładząc powoli kręgosłup, który napinał się przy każdym jej ruchu. Czułam, jak jej biodra poruszają się lekko nieświadomie lub celowo sprawiając, że mój oddech gubi rytm.
    W pewnej chwili oderwała się od mojego szeptu, chwyciła moją dłoń i pociągnęła za sobą w stronę morza. W milczeniu. W półśnie. W miłości.
    Zanurzyłyśmy się powoli, aż fale zaczęły nas oplatać najpierw stopy, potem kolana, uda. Objęłyśmy się, jakbyśmy były jedynymi kobietami na świecie. Jej usta znów odnalazły moje. Morze zmywało z nas piasek, ale nie mogło zmyć tego, co już między nami było święte. Każdy ruch w wodzie stawał się częścią tańca, zmysłowego i łagodnego. Dominika obmywała mnie jakby z czułością rzeźbiarki, z uważnością i czcią.
    Potem z tą swoją nagłą potrzebą ciepła i odwagi wyprowadziła mnie z powrotem na brzeg. Stanęłam przed nią, jeszcze mokra, z włosami przyklejonymi do karku, z twarzą rozpromienioną. Spojrzała na mnie z dołu, jakby właśnie coś we mnie odnalazła. Uklękła w piasku, nie spuszczając wzroku z mojego ciała, i po prostu przytuliła się do mojego brzucha, do wnętrza ud, do mnie.
    Jej usta były znów ciepłe i głodne, a dłonie niespieszne. Pieszczota była jak modlitwa. Stałam przed nią, drżąca i naga, ufna i zakochana, a ona oddawała mi wszystko w oddechu, w dotyku, w smaku, który zatrzymywała na języku jak wspomnienie.
    To nie była tylko namiętność. To było święto naszych ciał.
    Dominika znała mnie jak nikt inny. Znała moje ciało, moją duszę, każdy czuły punkt, każdy niemy szept pod skórą. Gdy zaczęła mnie pieścić, czułam, jakbym znów oddychała po raz pierwszy — powoli, nieregularnie, głęboko. Jej język poruszał się z wyczuciem, świadomy moich reakcji, śledząc każdy dreszcz i każdą falę napięcia, jaka mnie przenikała.
    Zamknęłam oczy. Nie potrzebowałam widzieć, wszystko czułam. W każdej komórce, w każdym skurczu mięśni, w cichych jękach, które wyrywały się ze mnie, zanim zdążyłam je stłumić. Jedną dłonią zanurzyłam się w jej włosach, chciałam być blisko, jeszcze bliżej. Drugą ułożyłam na własnej piersi, jakby moje ciało szukało dodatkowego punktu zakorzenienia w tym oceanie doznań.
    Mój oddech rwał się i urywał, nie mogłam go złapać. Tyle czułości, tyle ognia w jej dotyku. Czułam, jak moje biodra poruszają się w rytmie, który wyznaczała jej pasja. Każde muśnięcie ust, każdy splot języka i skóry były jak akordy ulubionej melodii, granej z uczuciem, ale i głodem.
    Otworzyłam na moment oczy. Dominika uniosła głowę i spojrzała na mnie z dołu, a w jej spojrzeniu było wszystko miłość, zachwyt, pragnienie i to jej czułe: „jestem tu dla ciebie”. To spojrzenie trafiło mnie głębiej niż wszystkie dotyki razem wzięte. A potem znów wróciła do mnie, do mojej kobiecości z jeszcze większą delikatnością i intensywnością jednocześnie. Usta mojej żony złożyły pocałunek dokładnie tam, gdzie płonęłam najmocniej.
    Zadrżałam. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, tylko przyjąć wszystko co mi dawała, tę niespieszną namiętność, tak bardzo świadomą i tak głęboko intymną. Każdy jej ruch był jak ślad po deszczu na rozgrzanym kamieniu. Przylgnęłam do tej chwili całą sobą i wiedziałam, że długo jeszcze będę ją czuć pod skórą.

    Zmieniłyśmy trochę miejsce o parę metrów. Szłyśmy, truchtając w ciszy, nasze ciała wciąż wilgotne od morza, zmysły napięte jak struny. Zatrzymałyśmy się przy dużym, wygładzonym przez fale głazie, który wyrastał z piasku niczym oddech ziemi. Dominika oparła o niego dłonie, a potem spojrzała przez ramię tym spojrzeniem, które znałam i które zawsze rozgrzewało mnie do głębi. Uśmiechnęła się półgębkiem, jakby zapraszała mnie do tańca, w którym prowadzi się sercem.
    Podeszłam do niej z tyłu i objęłam ramionami, przyciskając ciało do jej pleców. Moje dłonie odnalazły drogę wzdłuż jej boków, a potem powędrowały niżej, między uda powoli, z wyczuciem, z czułością. Czułam jej ciepło, drżenie, lekkie napięcie, które jak rozkołysane skrzydła unosiło się tuż pod skórą. Gdy dotknęłam jej kobiecości, była jak rozgrzany aksamit miękka, wilgotna, otwarta. Pocierałam ją delikatnie, zataczając subtelne kręgi na jej najczulszym punkcie, mój ukochany koralik życia, który znałam na pamięć, a który za każdym razem poruszał mnie na nowo.
    Jej ciało odpowiedziało niemal natychmiast, lekkim westchnieniem, ruchem bioder, który sam z siebie wpisał się w mój rytm. Zanurzyłam się w niej palcami, ostrożnie, z szacunkiem i pragnieniem. Chciałam, żeby czuła się bezpieczna, piękna, adorowana. Jednocześnie moje usta zajęły się jej szyją składałam tam czułe pocałunki, mokre i ciepłe, jakby każda z tych chwil miała zostać zapamiętana przez jej skórę na zawsze.
    Czułam, jak Dominika oddycha głęboko, jak jej ciało drży i faluje w moich ramionach. Byłyśmy w ruchu, w tym samym rytmie, jak dwie fale zsynchronizowane przez księżyc. Jej dłoń sięgnęła w tył i odnalazła moją twarz, pogładziła ją z wdzięcznością, i wtedy wypowiedziała te dwa słowa, których dźwięk za każdym razem sprawia, że świat na moment się zatrzymuje.
    — Kocham cię — wyszeptała. Cicho, ale z taką siłą, że moje serce dosłownie zatrzepotało.
    Zatrzymałam ruch. Nie dlatego, że nie chciałam więcej, ale właśnie dlatego, że chciałam to zatrzymać. Tę chwilę. Ten szept. To spojrzenie, którym objęła mnie, odwracając lekko głowę. Nasze czoła dotknęły się, nasze oddechy zlały się w jedno. Uśmiechnęłam się do niej.
    — I ja ciebie — odpowiedziałam z miękkością w głosie, czując, że to, co między nami, nie potrzebuje końca. Może trwać — w pocałunku, dotyku, niedopowiedzeniu. W zawieszeniu, które smakuje bardziej niż spełnienie.

    Po chwili położyłam się na wilgotnym piasku, pozwalając, by woda znów mnie obmywała, jakby zmywała ze mnie wszystko poza nią. Z zamkniętymi oczami czułam, jak fale dotykają mojej skóry, chłodząc rozgrzane ciało, ale jeszcze silniej czułam ciepło Dominiki, gdy znów znalazła się nade mną.
    Usta mojej cudownej żony były jak ogień miękki, pieszczący, nie do ugaszenia. Całowała mnie łapczywie, z głodem, ale i z czułością, która sięgała głębiej niż skóra. Nasze piersi ocierały się o siebie z każdą falą oddechu, a ja przepadłam w tym, jak mnie dotykała. Jak mnie kochała.
    Zeszła niżej. Najpierw subtelnie, prawie jakby pytała, czy może. A potem z całą pewnością, jej język był niespokojnym tańcem, a ja byłam tylko przestrzenią, która go przyjmowała. Skupiła się na mnie, na mojej najbardziej czułej części, skarbie, jak zawsze mówiła z uśmiechem. Tam właśnie teraz była,  rozkochana, zawzięta, namiętna. Czułam, jak operuje językiem w rytmie, który był szaleństwem i wybawieniem.
    Moje biodra unosiły się same, wbrew grawitacji, falując z każdą kolejną chwilą, z każdą pieszczotą. Jęknęłam głucho, a potem jeszcze raz i jeszcze, choć fale próbowały zagłuszyć mój głos. Dźwięk jej  imienia na moich ustach… to było jak muzyka. A potem nie wiem, czy to powiedziałam, czy krzyknęłam tylko w myślach, ale słowa same się wydobyły:
    — Dominika… o Boże… kocham cię…
    Moje dłonie zacisnęły się w piasku, jakby tylko to mogło mnie zakotwiczyć w rzeczywistości. Fale wody i falowanie mojego ciała zlały się w jedno, aż poczułam, że tracę oddech, że nic poza nią nie istnieje. A potem… przeciągły skurcz przebiegł przez mnie jak błyskawica długa, rozkoszna ekstaza, która rozlała się po mnie całą, od czubków palców po zamglony wzrok.
    Leżałam bez ruchu. Oddychając ciężko. Jej głowa oparta na moim udzie. Moja dłoń błądząca w jej włosach.
    — Jesteś wszystkim… — szepnęłam drżącym głosem, wciąż nie mogąc złapać tchu.
    A ona tylko uśmiechnęła się lekko i pocałowała mnie tuż nad wzgórkiem, jakby pieczętowała każdą cząstkę mnie swoją miłością.

    Po wszystkim… po tych falach uniesienia, które rozlewały się po nas jak woda… przyszła cisza. Dobra, spokojna, pełna.
    Zanurzyłyśmy się jeszcze raz w morzu, nie dla żaru, ale dla oczyszczenia siebie nawzajem, naszych ciał, naszych poruszeń. Chciałyśmy się zmyć, ale nic nie mogło nas rozdzielić. Jej dłoń była w mojej nawet wtedy, gdy woda sięgała piersi.
    Gdy wróciłyśmy na brzeg, położyłyśmy się na rozłożonych ręcznikach. Skóra jeszcze pulsowała od tamtych doznań, ale teraz było już łagodnie, miękko. Sięgnęłyśmy po wodę  zimną, zroszoną drobnymi perełkami wilgoci. Podałam jej butelkę i patrzyłam, jak pije, jakby każdy jej łyk był pocałunkiem życia.
    Potem odchyliłam głowę, zamknęłam oczy i dałam się słońcu pieścić jak przed chwilą jej ustom. Czułam ciepło na ramionach, brzuchu, udach… a jeszcze bardziej czułam ciepło jej dłoni w mojej. Leżałyśmy na plecach, splecione palcami cicho, bez słów.
    Otworzyłam oczy i spojrzałam na nią.
    Ona już patrzyła.
    Bez uśmiechu, bez potrzeby gestu, ale z takim oceanem miłości, że aż zabrakło mi tchu. A potem, jakbyśmy były dwiema istotami zsynchronizowanymi z naturą, obróciłyśmy głowy i spojrzałyśmy w ten sam punkt, na wschodzące słońce. Czerwone, miękkie, otulające niebo jak kochanka ciało.
    Ten świt był nasz. Każda jego sekunda należała do nas, tak jak my należałyśmy do siebie.
    I wiedziałam, że nieważne, co przyniesie dzień.
    Jej dłoń w mojej, to był mój świat.

    Leżałyśmy w milczeniu, pozwalając słońcu przesuwać się po naszych ciałach jakby nieśpiesznie chciało nas ucałować całe. Woda z butelki już dawno została opróżniona, ale to nie ona gasiła pragnienie.
    – Dobrze, że tu jesteśmy – mruknęłam cicho, nie odrywając wzroku od nieba.
    – Najlepszy pomysł na podróż poślubną – odpowiedziała Dominika, ściskając moją dłoń lekko.
    – Tyle na to czekałyśmy… – dodałam.
    – I nadal warto – szepnęła, pochylając się, by pocałować mój obojczyk. – Ty jesteś warta.
    Uśmiechnęłam się, czując, jak jej palce zaczynają figlarną wędrówkę. Najpierw powoli, jakby tylko błądziły bez celu. Potem bardziej zdecydowanie maszerujące opuszki po moim brzuchu, wyczuwalne ślady po soli i piasku… w końcu jej dłoń dotarła do mojej piersi. Kciukiem zatoczyła delikatne kółko wokół sutka, aż westchnęłam zaskoczona falą nagłego ciepła.
    – Hej… – rzuciłam półszeptem, już z pełnym uśmiechem, przewracając się na bok.
    Dominika tylko uniosła brwi, niewinnie. Ale ja już płonęłam.
    Nachyliłam się nad nią, całując jej usta z wdzięczną zachłannością, potem szyję, obojczyk, aż w końcu piersi. Czułam, jak ciało mojej żony się napina, jak jej skóra reaguje na każdy dotyk, jakbyśmy dopiero się poznawały od nowa, świeżo, zachłannie.
    Byłyśmy siebie spragnione, nie sposób było temu zaprzeczyć. Tylko że to nie było tylko pożądanie, to było coś więcej, coś co miało duszę, nie tylko ciało.
    – Chodź tu… – szepnęłam, uśmiechając się zaczepnie, i powoli, jak w tańcu, ułożyłam się odwrotnie, nasze głowy po przeciwnych stronach. Pozycja, w której mogłyśmy się dawać sobie jednocześnie, bez końca.
    Gdyby ktoś wtedy spojrzał z boku, zobaczyłby dwie kobiety splecione jak znak nieskończoności pełne miękkości, wzajemnego oddania, jakby czas zawiązał nas w jedną opowieść. Żadna z nas nie dominowała,  byłyśmy równoważne w pragnieniu, w dawaniu, w przyjmowaniu.
    Jej usta dotykały mnie z taką czułością, że całe moje ciało pulsowało, jakby pod powierzchnią skóry płynęła rozżarzona rzeka. Gdy pieściła mnie językiem, wyczuwałam w każdym jej ruchu intymną znajomość mojego ciała. Drżałam pod nią, lecz jednocześnie z rozkoszą odpowiadałam, w pełni oddana temu, co działo się między nami.
    Nie pozostawałam jej dłużna. Moje usta odnalazły ją jak świątynię, jak miejsce, które znałam i którego pożądałam. Wirujące języki zataczały na naszych kobiecościach kręgi rozkoszy raz powolne, jakby smakowały każdą nutę namiętności, innym razem szybsze, nakręcane rytmem naszych oddechów.
    Pieszczoty stawały się coraz bardziej zsynchronizowane, jakby nasze ciała prowadziły tę samą melodię. Jedno uniesienie bioder spotykało się z drugim, jeden jęk rozbrzmiewał odpowiedzią, jeden dreszcz przywoływał kolejny. Napędzałyśmy się nawzajem falujące, rozkoszne, otwarte, jakby świat kończył się na krańcu naszych warg.
    Czułam, jak Dominika rozpływa się pod moimi ustami, jej ciało naprężało się i drgało z każdym dotykiem, z każdym muśnięciem języka. Ja także poddawałam się jej z ufnością, pozwalając sobie na wszystko, co tak długo było we mnie – bez wstydu, bez barier.
    Miłość między nami miała smak soli, oddechu, ciepła skóry i drżenia głosu. Każdy jęk był odpowiedzią. Każdy ruch bioder rozmową. Oddychałyśmy sobą, nasiąknięte sobą, drżące, zsynchronizowane jakby świat zewnętrzny zniknął, a pozostały tylko my.
    Świt był już jasny, ale to my lśniłyśmy najmocniej.
    Nim całkowicie przeszłyśmy w wyciszenie, doznałam swojego spełnienia. Wciąż spleciona ze mną pozwoliła mi to odczuć, umożliwiając mi dotrzeć do szczytu mojego pragnienia. W tej chwili Dominika tylko znajdowała się nade mną. Uniosła się, siedząc na mojej twarzy, a ja poddałam się temu ruchowi z taką otwartością, tak skrajnym oddaniem, że w jej ciele narastała fala najpierw drgająca, potem coraz gwałtowniejsza.
    Jej biodra falowały w rytmie, który narzucało morze obok nas; fale rozbijały się o brzeg, zagłuszając jej jęki, jęki mojej żony, jęki, które nie były krzykiem, ale pieśnią spełnienia. W końcu doszła. Falcony drżących mięśni przeszyły całe jej ciało; wspięła się na granicę ekstazy, by potem opaść powoli bez słowa, bez ruchu prosto na moje uda.
    Przez chwilę świat zamknął się we wspólnym oddechu. Leżałyśmy tam w milczeniu, ona wciąż na moich udach, ja pod nią, obie drżące, obie spokojne, obie rozsmakowane w tym uczuciu, które nazbyt trudno nazwać słowami.
    Powoli, jakby bały się zakłócić cud, który właśnie przeszliśmy, odwróciłyśmy się i opadłyśmy obok siebie na ręczniki. Plaża, fale, piasek wszystko zdawało się spokojne oraz my też byłyśmy spokojne.
    Przytuliłyśmy się, splecione tak mocno, jakby bały się rozłączyć na fali, w geście, w oddechu. Jej usta znalazły moją szyję, całując mnie w podzięce. Moja dłoń w tuląc ją objęła pośladki, muskała łagodnie plecy. Szeptałyśmy sobie do uszu słowa, których znaczenie było wiele razy wcześniejszych scen. Byłam cały czas blisko — z każdą cząstką siebie.
    — Kocham cię — powiedziałam cicho, oddech piętnaście tysięcy wspólnych dni skondensowany w jednym zdaniu.
    — Ja ciebie…. — odpowiedziała, głos miał miękki, a jej oddech wciąż szybszy. — …do końca świata.
    Jej palce powędrowały po mojej skórze, opuszkami dotykały końcówek palców, delikatnie malując drobne ścieżki, jakby chciała zapamiętać mnie na zawsze. Ja odpowiadałam pocałunkami dzielonymi między oczy, czoło, policzki, wargi zostawiając tam ślad ciszy, czułości, miłości.
    Siedziałyśmy tak przez chwilę, w objęciach, w szumie fal, w światłości poranka. Wszystko co się wydarzyło było jak pieśń, ale ta cisza zaraz po była jej najpiękniejszym refrenem.

    Zanim wróciłyśmy na ręczniki, jeszcze raz spojrzałyśmy na lśniącą taflę morza. Adriatyk kusił nas rześką obietnicą przebudzenia, zanurzenia się w coś, co przypominało oczyszczenie i nowy początek.
    — Chodź — szepnęła Dominika, sięgając po wodoodporny aparat, który zostawiłyśmy wcześniej na brzegu. — Chcę cię zapamiętać tu, taką… szczęśliwą.
    Uśmiechnęłam się i pozwoliłam się objąć. Stanęłyśmy razem w wodzie do ud, przytulone, bose, z rozwianymi włosami, a poranne słońce igrało na naszych mokrych ramionach. Dominika zrobiła zdjęcie jedno, drugie, wspólne, a potem po prostu odłożyła aparat na pobliską skałę i przyciągnęła mnie do siebie.
    — Jeszcze jedno… — powiedziała i pocałowała mnie prosto w usta, zatrzymując ten moment — nasze usta splecione, sylwetki złączone, tło pełne światła i morskiej lekkości.
    Zanurzyłyśmy się aż po szyję. Woda była chłodna, ale w sposób, który orzeźwia i budzi zmysły. Śmiałyśmy się, pluskały, obejmowały, nasze ciała muskały się w delikatnych tańcach między falami. Ręce szukały siebie pod wodą, palce oplatały się jakby wciąż nie mogły się nasycić dotykiem.
    Dominika oparła czoło o moje, trzymając mnie za dłonie. Tańczyłyśmy powoli, nieporadnie w rytmie ledwie wyczuwalnego falowania, jakbyśmy były jedynymi postaciami w tym poranku, zatopione w ciszy świata i siebie nawzajem.
    Pocałunki były lekkie jak muskanie motyla, na ramieniu, na czole, na szyi. Czułam się, jakbym tonęła w jej spojrzeniu, a jednocześnie była bezpieczna jak nigdy wcześniej. Ta bliskość nie wymagała słów,  istniała tylko obecność, ciepło skóry, zapach soli, rytm serc i odgłos wody odbijający się od naszych ciał.
    — Dziękuję, że jesteś — powiedziała cicho, muskając ustami mój policzek.
    Objęłam ją mocniej, przylegając do niej całym ciałem.
    — Nie umiałabym już inaczej — odszepnęłam.
    W tej jednej chwili świat wydawał się kompletny, prosto, cicho, pięknie.
    ***
    Dni mijały nam jak we śnie utkanym z ciepła i prostych przyjemności. Każdego ranka budziłyśmy się wtulone w siebie, z włosami rozrzuconymi na poduszkach, z oddechami zsynchronizowanymi w idealnym rytmie. Lubiłam patrzeć, jak Dominika śpi z lekko rozchylonymi ustami, z kosmykiem włosów przyklejonym do policzka. Było w tym coś bezbronnego, czułego, i za każdym razem poruszało mnie to równie mocno.
    W ciągu dnia spacerowałyśmy po wąskich, brukowanych uliczkach miasteczka, chłonąc zapach ziół, oliwek i morskiej soli. Czasem kupowałyśmy świeże owoce od starszej kobiety, która zawsze się do nas uśmiechała, jakby wiedziała więcej, niż mówiła. Innym razem przysiadałyśmy na tarasie ukrytej kawiarni, dzieląc się ciastkiem i pocałunkami.
    Wieczory należały do wina, muzyki i cichych rozmów na leżaku, z widokiem na bezkresne niebo. Śmiałyśmy się, dotykałyśmy dłoni, rysowałyśmy sobie palcami coś na ramionach, zostawiając po sobie ślady obecności. Wszystko było proste i dobre, jakby świat zatrzymał się tylko po to, by mogły być razem.
    Byłyśmy szczęśliwe. W sposób nieprzesadzony, cichy, głęboki.
    ***

    Ostatni poranek pachniał spokojem. Obudziłam się wcześniej. Nie potrafiłam spać, choć jej oddech przy moim uchu był najpiękniejszym kołysankowym rytmem, jaki znałam. Zsunęłam się z łóżka tak cicho, jak tylko mogłam, i poszłam pod prysznic. Woda była chłodna i orzeźwiająca, jak poranek nad Adriatykiem, a jednak dopiero powrót do sypialni naprawdę mnie obudził.
    Stałam przez chwilę w progu, w białym, miękkim szlafroku, i patrzyłam na Dominikę. Spała na boku, w swojej ulubionej koszulce kusej, cienkiej, na ramiączkach, opinającej biodra jak mgiełka. Wyglądała tak niewinnie. Tak pięknie. Jakby całe światło tego poranka chciało zatańczyć na jej skórze. I we mnie wszystko zadrżało, czułość, miłość, pragnienie. Nagle poczułam, jak bardzo ją kocham. Jak bardzo jej pragnę.
    Podeszłam do niej cicho. Kucnęłam przy łóżku i opuszkiem palca przejechałam delikatnie od jej ramienia aż po dłoń. Poruszyła się leniwie, przeciągnęła, a potem otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie tym swoim ciepłym, sennym uśmiechem.
    – Dzień dobry, kochanie – wymruczała z czułością.
    Nie odpowiedziałam słowami. Pochyliłam się i pocałowałam ją w usta, lekko, miękko, tak jakby to był nasz pierwszy poranek razem. A potem… pozwoliłam, by szlafrok zsunął się z mojego ciała i opadł na podłogę jak cichy obłok. Zostałam naga, świadoma swojego ciała, ale nie onieśmielona – wiedziałam, jak na mnie patrzy. Zawsze wiedziałam.
    Usiadłam na łóżku obok i wyciągnęłam nogi tak, by spoczęły na krawędzi łóżka, w którym leżała. Wzięłam butelkę balsamu o zapachu kokosa, odkręciłam i zaczęłam powoli wmasowywać go w skórę ud, potem łydek z namaszczeniem, z miękkim uśmiechem, z tą samą czułością, z jaką głaszczę się ukochaną osobę po policzku.
    Jej spojrzenie… rozświetliło się. Widziała mnie. W całości, tak jak lubiła najbardziej, a gdy przygryzła wargę, poczułam ten znajomy dreszcz, zanim jeszcze wypowiedziała słowa:
    – Mogę pomóc?
    Jej głos był jak aksamitny pocałunek w najczulsze miejsce, a ja choć nic nie powiedziałam, już byłam gotowa na jej dotyk.
    Odwróciłam się powoli, z uśmiechem. Czułam na sobie jej wzrok zanim jeszcze dotknęła mojej skóry i to oczekiwanie samo w sobie było jak pierwszy pocałunek. Dominika wzięła buteleczkę balsamu, a jej dłonie ciepłe, gładkie zaczęły sunąć po moich plecach. Każdy jej ruch był łagodny, uważny, jakby malowała mnie od nowa.
    Ale gdy dotarła do moich pośladków, jej tempo zwolniło. Czułam, jak skupia się tam dłużej, z rozkoszną precyzją, a moje ciało odpowiadało lekkim napięciem mięśni i uśmiechem, którego nie potrafiłam ukryć. Znała mnie zbyt dobrze.
    Odwróciłam się do niej, wciąż naga, i przejęłam buteleczkę. Spojrzałam jej w oczy, nim delikatnie nacisnęłam dozownik, a balsam spłynął leniwie po mojej skórze, zatrzymując się na piersiach. Jej wzrok pociemniał, usta się rozchyliły, jakby nagle zapomniała, gdzie jesteśmy.
    Dominika podeszła bliżej i zaczęła rozsmarowywać kokosowy balsam, najpierw opuszkami, potem całymi dłońmi, z namaszczeniem niemal duchowym. Dotyk mojej żony był jednocześnie czuły i rozpalający, jakby każda sekunda tej czynności była świętem naszej bliskości. Ja zaś, powoli, jakby w rytuale, zaczęłam zsuwać ramiączka jej koszulki. Odsłaniałam ją centymetr po centymetrze, z szacunkiem dla jej ciała, jakby było najcenniejszym darem.
    Gdy nasze usta się spotkały, wszystko stanęło w miejscu – oprócz naszych serc, które biły już szybciej. Ten pocałunek był cichy, miękki, ale z ogniem, który płonął pod powierzchnią. Przestałyśmy mówić, bo nie trzeba już było słów.
    Pomogłam jej zsunąć koszulkę do końca, całkiem odsłaniając jej ciało. Balsam znów znalazł drogę na jej skórę – tym razem na jej piersi, które rozsmarowywałam z uważnością, czułością i oddaniem. Potem delikatnie położyłam ją na łóżku, jakby była z porcelany.
    Ujęła własne piersi, w geście, który był jednocześnie zaproszeniem i obietnicą, a ja pochyliłam się nad nią, całując ją między nimi, muskając, smakując, powoli wędrując niżej. Wiedziałam, że dotykam jej świata najwrażliwszego. Jej oddech przyspieszył, biodra lekko drgnęły. Byłyśmy tylko my w bezczasie, w ciszy poranka, w miłości, która rozpalała, ale też koiła.
    Byłam szczęściem. Byłam pragnieniem. Byłam jej.
    Z każdą chwilą jej ciało stawało się dla mnie świętym miejscem,  pełnym drżącej łagodności i ciepła, które znałam tylko ja. Moje usta wędrowały powoli po jej skórze, zostawiając za sobą ślad oddechu, wilgoci, czułości. Nie spieszyłam się, kochałam przecież nie tylko to, co mogłam dać jej ciału, ale też to, jak jej dusza na to reagowała. Dominika rozluźniała się pod moim dotykiem jak rozkwitający kwiat w porannym świetle.
    Gdy dotarłam między jej uda, czułam ciepło i napięcie jednocześnie, jakby każda komórka jej ciała czekała na ukojenie. Rozchyliła dla mnie nogi bez słowa, tylko z tym spojrzeniem z tym błyskiem pełnym zaufania i pragnienia, który widuję tylko w jej oczach. To spojrzenie rozpalało mnie od środka, a jednocześnie koiło.
    Zaczęłam powoli  samym językiem, delikatnym, uważnym. Słuchałam jej ciała, wpatrywałam się w każdy oddech, każdy drgający mięsień, w jej rozchylone usta, w dłoń wplecioną w pościel. Była dla mnie mapą, a ja czytałam ją jak najpiękniejszy list miłosny.
    Jej biodra zaczęły poruszać się w moim rytmie, a ja, czując jak bardzo jest już blisko, wsunęłam do niej delikatnie palce, najpierw jedno, potem drugie, głaszcząc ją od wewnątrz, jakby każde wnętrze jej ciała było tajemnicą, którą chciałam nie tyle odkryć, co uczcić.
    Jednakże nie skończyłam na tym. Obok łóżka, w szufladzie, czekał nasz mały sekret, biały, gładki, piękny w swojej prostocie dildo. Wzięłam go powoli, jakby to był rytuał, pokazałam jej, a ona tylko skinęła głową z uśmiechem i rozchyliła nogi szerzej, gotowa na więcej, nie tylko przyjemności, ale też bliskości, którą to narzędzie potrafiło pomnożyć.
    Zamieniłam palce na niego powoli, z troską. Ona drgnęła, z jękiem, który był nie tyle głośny, co prawdziwy. A ja znów pochyliłam się ustami nad jej kobiecością i wtedy wszystko zlało się w jedno. Ruchy mojej dłoni, delikatna pulsacja, język, oddech, nasze spojrzenia.
    Dawałam jej wszystko. Bo ją kochałam. Bo to nie było pragnienie, to było oddanie.
    Czułam, jak się rozpada w moich dłoniach, jak faluje pod dotykiem, jak świat dla niej przestaje istnieć poza tą chwilą.  
    – Jeszcze trochę, skarbie… – wyszeptałam w pocałunku, muskając czubkiem nosa jej rozgrzany policzek. – Ufasz mi?
    Jej spojrzenie zgaszone światłem poranka, ale pełne czułości, wystarczyło za odpowiedź. Dotykałam jej, nie tylko ciałem, ale sercem. Byłyśmy w naszej bańce, w intymnym świecie zbudowanym ze splotów dłoni, westchnień i miękkiej pościeli pachnącej porankiem i balsamem o zapachu kokosa.
    Na moment wyjęłam z niej biały gadżet, jakby świat na chwilę przystanął, byśmy mogły go wspólnie ucałować niby w podzięce, niby z figlarnym gestem. Śmiała się cicho, szepcząc moje imię, a ja nie przestawałam kochać jej każdą cząstką siebie. Zanurzyłam go ponownie w niej, powoli, z pieszczotą, jakby każde wniknięcie było ślubowaniem czułości.
    A potem nasze usta się odnalazły łapczywie, z głodem, który zna tylko miłość. Pocałunki były głębokie, wilgotne, pełne nieposkromionego pragnienia, ale między nimi zsuwałam się ustami niżej po jej szyi, po piersiach jakby moje ciało modliło się do jej ciała. Smakowałam ją, oddychałam nią, byłam tylko dla niej.
    W końcu usiadłam, rozchylając nogi z pełnym, niemym zaproszeniem, które nie wymagało słów. Moje spojrzenie mówiło wszystko: „Teraz ty, moja miłości”. A ona odpowiedziała ruchem ciała wolnym, stanowczym, jakby znała każdą drogę do mojego wnętrza.
    Zsunęła się w dół łóżka i ułożyła między moimi udami z tą samą czułością, jaką wkłada się w głaskanie najcenniejszego skarbu. Jej usta dotknęły mnie miękko jak piórko, jak obietnica, a język zaczął rysować we mnie niewidzialne litery, słowa, które znały tylko nasze dusze. Z każdą chwilą moje ciało stawało się coraz bardziej niespokojne, drżało, podrygiwało w rytm, który ona znała lepiej niż ja sama.
    Była jak muzyka, cicha, ale poruszająca każdą strunę. Jej język, ciepły i wilgotny, sunął powoli, raz delikatnie, raz głęboko. Przerywała czasem, by spojrzeć na mnie, by uchwycić mój oddech, zanim znów zatonęła w mojej kobiecości. W moim środku tlił się ogień, nie nagły, lecz palący, rosnący z każdą sekundą.
    Moje palce wplatały się w jej włosy, prowadząc ją z delikatną zachłannością. Czasem szeptałam jej imię, czasem po prostu jęknęłam, bezgłośnie, tylko ciałem. Znała mnie jak nikt. Kochała mnie jak nikt. A ja oddawałam się jej bez reszty, bo tak właśnie wyglądała miłość. Nasza.
    Kochałyśmy się na zabój, ale z czułością, z oddaniem, z tą miękką siłą, jaką znają tylko kobiety.  
    – Powoli, skarbie… – szepnęłam, kiedy mój oddech już nie nadążał za rytmem pragnienia.
    Czułam, jak ciało faluje,  jakby każda fala zbliżała mnie do brzegu, którego tak bardzo pragnęłam dotknąć. Dominika to wyczuła. Znała mnie zmysłem, którego nie da się nauczyć, on płynął z miłości. Zamiast ust, których ciepło wciąż tliło się na mojej skórze, poczułam jej palce. Zanurzyła je we mnie z łagodną stanowczością, a moje biodra odpowiedziały same, unosząc się w jej kierunku, jakby błagały, by pozostała.
    Jęknęłam, miękko, głęboko rozchylając usta, z których wydobywała się nieokiełznana symfonia. Moje ciało mówiło do niej językiem drgań i napięć. Moje spojrzenie, zgaszone półcieniem i wilgocią pragnienia, szukało jej pełne błagalnej miłości. Sama sobie pomagałam, palcami pocierając wrażliwe miejsce, prowadząc siebie na krawędź rozkoszy, a Dominika… ona była moim przewodnikiem.
    Fale błogości napływały coraz szybciej, jakby morze miłości wzbierało we mnie aż po brzegi. Byłam pełna – sobą, nią, nami. Aż w końcu…wszystko się we mnie otworzyło. Ciało znieruchomiało, po czym eksplodowało serią cichych, drżących spazmów, które przetoczyły się przeze mnie jak ciepły prąd. Ekstaza przyszła w drgawkach, w zaciśniętych palcach na jej nadgarstku, w niemym okrzyku, który tylko ona potrafiła usłyszeć sercem.
    A potem… poczułam jej usta. Czułe, spokojne, kojące. Całowała mnie, moje uda, moje podbrzusze, mój brzuch, moje serce. Każdy pocałunek był jak opatrunek z miłości. Jakby chciała zamknąć to, co się właśnie otwarło – z wdzięcznością i czcią.
    Leżałam bez słów, wciąż z nią spleciona, oddech po oddechu odzyskując ciszę. W mojej głowie i ciele zostały tylko echo – czułości, miłości i tego jedynego uczucia, które mogłyśmy nazwać tylko w jeden sposób:
    My.
    To nie był jednak koniec. Miłość Dominiki miała w sobie więcej niż tylko jeden finał – była jak długa pieśń, której refren powracał z każdym spojrzeniem, z każdym muśnięciem. Gdy moje ciało powoli opadało po fali rozkoszy, ona wciąż była głodna dawania – jakby spełnienie, którego mi właśnie dała, stało się dla niej początkiem, nie końcem.
    Delikatnie mnie obróciła, a ja posłusznie ułożyłam się na brzuchu, potem na klęczkach, pochylona nad poduszkami. Czułam jej wzrok pełen uwielbienia i zaraz potem… jej usta. Cichy, niemal nabożny pocałunek, złożony na miejscu, w którym moje serce zdawało się bić najgłośniej.
    Nie spieszyła się. Zanurzyła palce we mnie z uważnością bez nacisku, bez gwałtowności, jakby nie szukała już spełnienia, ale samej drogi do niego. Ciało reagowało mimo siebie, jęknęłam miękko, biodra poruszyły się w rytm, który podpowiadała jej dłoń. Ale to nie był rytm szybkiej rozkoszy, to było jak spacer przez kwitnący sad, gdzie każda chwila ma znaczenie.
    – Kocham cię – powiedziałam bez głosu, tylko poruszeniem ust, mając nadzieję, że usłyszy to skórą, oddechem, pulsem.
    Dominika zbliżyła się do mnie, pochyliła nad moimi plecami i dotknęła ich ustami, zsuwając pocałunki niżej, ku lędźwiom. Palce wciąż były we mnie, lecz teraz… tylko trzymały mnie w miejscu, jakby przypominały, że jestem jej cała, bez reszty.
    W tej chwili nie było pośpiechu. Były tylko drżenia, głębokie oddechy i spokój pomiędzy falami.
    Nie wiem, jak dokładnie do tego doszło. Może to było spojrzenie, może szept, a może po prostu czułość, która aż w nas pulsowała. Znalazłam się ponad Dominiką, nasze ciała ułożyły się w naturalnym splocie, jakbyśmy robiły to od zawsze. Nasze nogi leżały na sobie nawzajem, a twarze miały najpiękniejszy widok, jaki można sobie wyobrazić, bliskość ukochanej kobiety. Jej zapach, ciepło, intymność.
    Pocałowałam ją tam. Powoli, z czułością, jakby każdy mój ruch miał wypowiadać miłość, którą noszę w sobie dla niej. Język zataczał miękkie kręgi, smakując jej delikatność, a dłoń ślizgała się po jej biodrze, czując każdy drżenie, każdy cichy oddech.
    Ale ona… o mój Boże, ona była jak ogień. Jakby nagle zapragnęła spalić cały świat tylko dla mnie. Jej język był nie do zatrzymania, jej pasja rozbrajająca. Straciłam rytm, próbując utrzymać się na niej, kontynuować, ale było mi coraz trudniej. Moje biodra drżały, oddech rwał się w strzępy, a głowa opadała bezwładnie do tyłu.
    – Kochanie… – jęknęłam bezwiednie, poddając się temu, co mi dawała.
    Nie byłam już w stanie się skupić. Uniosłam się lekko, prostując plecy, pozwalając sobie na chwilę bezwładności, ale nie przestawałam pieścić jej dłonią. Czułam, jak jej ciało odpowiada, drgało pod moimi palcami z tą samą

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Nieoczekiwane Spotkanie

    Siedziałam sama w domu, w turkusowej sukience, delikatny materiał otulał moje ciało, a ja byłam całkowicie pochłonięta lekturą na kanapie. Czas mijał w ciszy, przerywanej tylko szelestem przewracanych kartek. Nagle zadzwonił telefon. Spojrzałam na ekran, który rozświetlił pokój. Numer wywołał wspomnienia. Arek, mój brat, z którym kontakt urwał się dwa lata temu, po jego wyjeździe do stolicy. Odnowiliśmy relację niedawno, kiedy postanowił się ożenić. Nasze ostatnie spotkanie miało być okazją, by poznać jego narzeczonej Mai, ale ona wtedy nie mogła do nas dołączyć. Imię “Maja” przywoływało we mnie ciepło-gorzkie wspomnienia, uczucia, które kiedyś były dla mnie wszystkim, a potem zostały zapomniane.
    Z wahaniem odebrałam telefon, przerywając lekturę.  
    -Cześć, Angelika – usłyszałam głos Arka, lekko zdyszany, jakby przed chwilą gdzieś biegł.
    – Cześć, Arek. Co się stało” – spytałam, próbując brzmieć neutralnie, choć w środku czułam lekkie napięcie.
    – Mam do Ciebie prośbę… Maja musi przyjechać do Twojego miasta na zakupy przedślubne. U nas ceny są wyższe, a ona chce załatwić kilka spraw. Mogłabyś ją przenocować? – Jego głos był pełen oczekiwania, ale i pewności siebie, jakby nie przewidywał odmowy.
    – Nie widzę problemu, ale… – zaczęłam, lecz brat przerwał mi, szybko dodając:
    – Dzięki! Już jest w drodze do Ciebie. Będzie u Ciebie za jakieś dwie godziny.
    Chwilę milczałam, próbując opanować narastającą złość. Postawił mnie przed faktem dokonanym, jak zwykle. Wściekłość wzbierała we mnie, ale wiedziałam, że teraz już nie mogę się wycofać.
    – Arek, mogłeś mnie uprzedzić wcześniej… – rzuciłam z wyrzutem, ale brat już rozłączył się, zostawiając mnie z myślami i nadchodzącym chaosem.
    Wiedząc, że nie mam wyboru, szybko zaczęłam sprzątać mieszkanie. Pośpieszne porządki nie pomogły jednak w uspokojeniu emocji. Kiedy po dwóch godzinach usłyszałam dzwonek do drzwi, serce zaczęło bić szybciej. To musiała być ona – narzeczona mojego brata.

    Podeszłam do drzwi i otworzyłam je z lekkim drżeniem dłoni. W progu stała Maja. Moje serce zamarło. Zaniemówiłam. To była ona – moja dawna miłość z czasów studenckich. Maja, z którą spędziłam trzy lata życia, a której nie przedstawiłam rodzinie, co ostatecznie doprowadziło do naszego rozstania. Nie widziałam jej od pięciu lat, a teraz stała przede mną, tak blisko, a zarazem tak daleko.
    Maja była ubrana w zapinaną jasną bluzę z kapturem, lekko podciągniętą na rękawach, oraz obcisłe dżinsy. Wyglądała niemal tak samo jak kiedyś – może trochę dojrzalej, ale jej oczy, te same niebieskie oczy, które kiedyś znałam tak dobrze, wciąż miały ten sam błysk. Piękna i wciąż dziewczęca twarz, na którą opadały blond włosy i wciąż ta sama seksowna grzywka, dodająca niesamowitego uroku.  
    Ona również zamarła, patrząc na mnie w kompletnym osłupieniu. W powietrzu zawisło napięcie, które można było niemalże dotknąć.
    – Cześć, Angelika… – powiedziała niepewnym głosem, przerywając ciszę, która zdawała się trwać wieczność.
    Odpowiedziałam od razu, starając się zachować spokój, choć w środku wszystko we mnie wrzało.
    – Cześć, Maja. Rozumiem, że to Ty jesteś narzeczoną Arka? – Moje słowa wypłynęły z ust, choć brzmiały jakby ktoś inny je wypowiadał. Czułam, jak moje ciało z każdym słowem staje się cięższe, jakby miało zemdleć pod naporem emocji.
    Maja spuściła wzrok, a jej twarz zdradzała zmieszanie.
    – Tak… – odpowiedziała cicho, niemal szeptem.
    Przełknęłam ślinę, próbując powstrzymać narastające uczucia, ale nie mogłam się powstrzymać.
    – Proszę, wejdź – powiedziałam w końcu, odsuwając się, by zrobić jej miejsce.
    Maja weszła do środka, wciąż milcząc. Obie usiadłyśmy na kanapie, która jeszcze chwilę wcześniej była moją oazą spokoju. Teraz stała się miejscem, gdzie przeszłość i teraźniejszość zderzały się ze sobą w brutalny sposób.
    Przez długą chwilę siedziałyśmy w ciszy, każda z nas zagubiona w swoich myślach. W końcu to ja przerwałam milczenie.
    – Nie spodziewałam się, że to będziesz Ty – powiedziałam, patrząc na nią z mieszanką żalu i nadziei.
    Maja westchnęła głęboko, a jej twarz wyrażała ból i zmieszanie.
    – Angelika… ja też się tego nie spodziewałam. To wszystko… jest takie skomplikowane – Jej głos był pełen emocji, które próbowała powstrzymać.
    Patrzyłam na nią, a dawne uczucia zaczęły powracać z taką siłą, że nie mogłam ich ignorować. W końcu zebrałam odwagę i wyznałam to, co od lat trzymałam w sobie.
    – Maja… wciąż Cię kocham – słowa wypadły z moich ust szybciej, niż zdążyłam je przemyśleć. Wiedziałam, że to może być błąd, ale nie mogłam dłużej tego ukrywać.
    Maja spojrzała na mnie zszokowana, a potem potrząsnęła głową.
    – Angelika, proszę… Ja jestem z Arkiem. Nie możemy… – Jej głos był pełen bólu, a jednocześnie determinacji. Wiedziałam, że miała rację, ale moje serce nie chciało tego zaakceptować.
    – Wiem… wiem, że masz rację, ale nie mogę tego powstrzymać. Przepraszam za wszystko, co wtedy się stało. Przepraszam, że nie miałam odwagi, żeby przedstawić Cię mojej rodzinie. To był największy błąd mojego życia. Może by tego dzisiaj nie było… – powiedziałam, a moje oczy zaczęły błyszczeć od łez.
    Maja milczała przez chwilę, a potem westchnęła.
    – Angelika, przeszłość jest za nami. Teraz wszystko jest inne. Jestem z Arkiem… – powiedziała cicho, ale w jej głosie była nuta niepewności.
    Zbliżyłam się do niej, nie mogąc dłużej powstrzymać tego, co czułam. Delikatnie dotknęłam jej dłoni, a ona nie cofnęła się. Spojrzałyśmy sobie w oczy, a potem, zanim zdążyłam się zastanowić, pochyliłam się i pocałowałam ją. Maja nie odepchnęła mnie. Jej usta odpowiedziały na moje, a chwila rozwinęła się w coś, co obie wiedziałyśmy, że nie powinno się wydarzyć, ale żadna z nas nie miała siły tego zatrzymać.
    Nasze usta spotkały się, początkowo niepewnie, jakbyśmy obie bały się tego, co może się wydarzyć. Ale z każdą sekundą, napięcie między nami narastało, a dawny płomień, który kiedyś płonął tak jasno, zaczął ponownie się rozżarzać. Jej wargi były miękkie, delikatne, a zarazem pełne tej samej namiętności, którą pamiętałam sprzed lat. Czułam, jak ciepło rozlewa się po moim ciele, a serce biło szybciej z każdym pocałunkiem.
    Maja nie odsunęła się, nie protestowała. Zamiast tego, odpowiedziała na mój pocałunek z równie wielką intensywnością. Jej dłonie, początkowo sztywne i spięte, teraz delikatnie opadły na moje ramiona, a potem przesunęły się na kark, przyciągając mnie bliżej. Czułam, jak nasze ciała zaczynają się ze sobą zgrywać, jakby te lata rozłąki nigdy nie miały miejsca.
    Jej zapach – mieszanka lekkich perfum i czegoś, co zawsze kojarzyłam tylko z nią – wypełniał moje zmysły. Przypominał mi dawne chwile, kiedy leżałyśmy razem na łóżku w akademiku, śmiejąc się, rozmawiając o wszystkim i niczym, a potem po prostu ciesząc się swoją obecnością. Teraz, w tej chwili, czułam, jak tamte wspomnienia wracały z pełną mocą.
    Pocałunek pogłębił się, stając się bardziej intensywny, bardziej namiętny, nasze języki splotły się w gorącym, rytmicznym tańcu, wymieniając oddechy i emocje, jakby próbowały wyrazić wszystko to, czego słowa nie są w stanie oddać. Atmosfera wokół nas gęstniała od nieujarzmionej pasji, a świat zewnętrzny zdawał się tracić na znaczeniu. Moje dłonie przesunęły się wzdłuż jej pleców, delikatnie przyciągając ją do siebie, chcąc, by ta chwila trwała wiecznie. Czułam, jak jej ciało drżało pod moim dotykiem, jak jej oddech stawał się coraz szybszy.
    – Maja… – wyszeptałam między pocałunkami, czując, że muszę jakoś przerwać tę intensywną ciszę, która nas otaczała. Jej imię wybrzmiało jak modlitwa, jak coś, czego nie chciałam, ale musiałam się chwycić, by nie stracić kontaktu z rzeczywistością.
    Ona również przestała na chwilę, oddychając głęboko, jej spojrzenie pełne było emocji, które obie próbowałyśmy stłumić przez te wszystkie lata. Ale teraz, w tej chwili, wszystko wydawało się tak bliskie, tak realne.
    – Angelika… to nie powinno się dziać… – powiedziała cicho, jej głos był ledwie słyszalny, jakby mówiła to bardziej do siebie niż do mnie. Ale mimo jej słów, nie cofnęła się, nie odsunęła się od mojego dotyku.
    -Wiem…– odpowiedziałam równie cicho, a moje palce delikatnie musnęły jej policzek, który był lekko zaróżowiony od emocji. – Ale nie mogę przestać… nie teraz, kiedy znów Cię mam przy sobie.
    Spojrzałyśmy na siebie przez długą chwilę, jakbyśmy obie próbowały zrozumieć, co się dzieje. W końcu Maja pochyliła się ponownie, jej usta spotkały moje, tym razem z jeszcze większą intensywnością, jakby chciała zatrzymać czas, jakby chciała zastopować tę chwilę na zawsze.
    Jej dłonie przesunęły się na moje biodra, przyciągając mnie bliżej. Pocałunek stał się głębszy, bardziej desperacki. Czułam, jak nasze ciała splatają się w jedną całość, jak nasze oddechy mieszają się w rytmie namiętności, której nie mogłyśmy już powstrzymać. Jej palce wplotły się w moje włosy, delikatnie, ale pewnie, jakby chciała upewnić się, że nie odejdę.
    Moje serce biło jak szalone, a każdy dotyk, każdy pocałunek sprawiał, że chciałam więcej. Wszystko inne przestało istnieć – przeszłość, przyszłość, świat poza tym jednym momentem. Byłyśmy tylko my, dwie kobiety, które kiedyś straciły siebie, a teraz odnajdywały się na nowo w płomieniu namiętności.
    Maja nagle przerwała, odrywając się ode mnie, oddychając ciężko. Jej oczy były pełne mieszanych uczuć – tęsknoty, bólu, ale i jakiejś wewnętrznej walki, której nie mogła wygrać.
    – Angelika, nie możemy… – powiedziała z trudem, jakby każde słowo było dla niej ciężarem. – To nie jest fair wobec Arka…
    Jej słowa dotknęły mnie głęboko. Wiedziałam, że miała rację, ale nie mogłam powstrzymać fali emocji, która mnie zalewała.
    – Maja… wiem, ale… te uczucia… są zbyt silne, by je zignorować – odpowiedziałam, czując, że moje serce rozpada się na kawałki.
    Ona spojrzała na mnie, a potem spuściła wzrok, jakby nie mogła znieść tego, co zobaczyła w moich oczach. Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy, która była równie intensywna jak nasze pocałunki.
    – Musimy to jakoś zakończyć… – powiedziała w końcu, ale jej głos zdradzał, że sama nie była pewna, czy to możliwe.
    Spojrzałam na nią, a potem delikatnie położyłam dłoń na jej policzku.
    – Nie wiem, czy potrafię… – szepnęłam, czując, że łzy zaczynają zbierać się w moich oczach.
    Maja nie odpowiedziała, tylko delikatnie przytuliła mnie, jakby chciała ochronić mnie przed całym światem, choć sama była w środku tego chaosu. Trwałyśmy w tym uścisku, niepewne, co przyniesie przyszłość, ale wiedziałyśmy jedno – to, co nas łączyło, było zbyt silne, by łatwo mogło zostać zapomniane.
    Chwila, w której trwałyśmy w uścisku, była na granicy rzeczywistości i snu. Maja delikatnie odsunęła się, patrząc na mnie z tym samym niepokojem, który odbijał się w moich oczach. Jednak coś w jej spojrzeniu zmieniło się – jakby podjęła decyzję, choćby na tę krótką chwilę, by pozwolić sobie na to, czego obie pragnęłyśmy.
    Nie powiedziałyśmy ani słowa. Żadne wyjaśnienia, żadne próby zrozumienia, co się działo. Zamiast tego, Maja zbliżyła się ponownie, jej usta znalazły moje w namiętnym pocałunku, który był jeszcze bardziej intensywny niż wcześniej. Czułam, jak jej dłonie wędrują po moim ciele, delikatnie, ale pewnie, jakby badała każdy centymetr mojej skóry, próbując zatrzymać czas.
    Odpowiadałam na jej dotyk, doznając, jak moje ciało reaguje na każde jej muśnięcie. Ciepło rozlewało się po mnie, a każdy pocałunek zdawał się przypominać mi, jak bardzo tęskniłam za tym uczuciem. Powoli, ale nieubłaganie, zaczęłyśmy przesuwać się w stronę sypialni, nasze ciała splątane, nasze dłonie nieustannie szukające kontaktu.
    Dotarłyśmy do sypialni, a Maja delikatnie popchnęła mnie na łóżko. Upadłam na miękkie prześcieradło, patrząc na nią z mieszaniną tęsknoty i pragnienia. Ona stała na chwilę, jakby wahała się, ale zaraz potem usiadła obok mnie, przyciągając mnie do siebie.
    Jej dłonie zaczęły delikatnie sunąć wzdłuż mojej sukienki, palce przesuwały się po materiale, aż w końcu zaczęła ją zsuwać z moich ramion. Czułam, jak mój oddech przyspieszał, a serce biło jak oszalałe. Maja była skupiona, jej ruchy pewne, ale zarazem pełne czułości. Z każdą chwilą moje ciało stawało się coraz bardziej otwarte na jej dotyk, jak moje myśli znikały, zostawiając tylko czystą, nieskrępowaną namiętność.
    Gdy sukienka w końcu opadła na podłogę, Maja zatrzymała się na chwilę, patrząc na mnie, jakby chciała zapamiętać każdy detal tej chwili. Potem powoli zaczęła rozpinać swoją bluzę, a następnie ją zsuwać, a ja patrzyłam, jak materiał opada, odkrywając jej ciało, które kiedyś znałam na pamięć.
    Nie mogłam dłużej czekać. Delikatnie przyciągnęłam ją bliżej siebie, nasze ciała zetknęły się, a ja poczułam jej ciepło. Jej dłonie wędrowały po mojej skórze, a moje ręce badały każdy centymetr jej ciała, jakbyśmy na nowo odkrywały siebie nawzajem.
    Pocałunki stały się bardziej intensywne, bardziej głębokie. Czułam, jak jej palce delikatnie przesuwały się po mojej talii, a potem sunęły niżej, odkrywając każdy fragment mojej skóry. Jej dotyk był pewny, a zarazem pełen czułości. Moje dłonie również nie pozostawały bierne – przesuwałam się po jej plecach, po jej biodrach, chcąc zatrzymać każdą chwilę.
    Z każdą minutą nasze ciała stawały się coraz bardziej nagie, coraz bardziej splecione w jedną całość. Każdy dotyk, każdy pocałunek był jak iskra, która rozniecała płomień w moim wnętrzu. Leżałyśmy na łóżku, nasze ciała splątane w intensywnym tańcu namiętności.
    Jej wargi wędrowały po mojej szyi, delikatnie muskając moje ramiona, aż w końcu dotarły do miejsc, które sprawiały, że mój oddech stawał się nierówny. Czułam, jak ciepło rozlewa się po moim ciele, jak moje zmysły są pobudzane z każdą sekundą.
    Nasze oddechy stawały się coraz bardziej nierówne, a ruchy coraz bardziej intensywne. Byłyśmy splecione w jedną całość, jakby czas przestał istnieć. Nasze ciała poruszały się w idealnej harmonii, każde dotknięcie, każdy pocałunek przynosił nowe fale emocji.
    Wszystko inne przestało istnieć. Byłyśmy tylko my – dwie kobiety, które kiedyś kochały się tak intensywnie, a teraz ponownie odnajdywały siebie w tej chwili, jakby te lata rozłąki były tylko snem.
    Czułam, jak Maja staje się coraz bardziej odważna, jej dłonie wędrują coraz niżej, a ja odpowiadałam na każdy jej ruch z równą namiętnością. Nasze ciała poruszały się w rytmie, który był tylko nasz. Każde jej dotknięcie, każdy pocałunek był jak iskra, która rozniecała w nas płomień namiętności.
    W końcu opadłyśmy na łóżko, nasze ciała splecione, nasze oddechy powoli wracające do normalności. Leżałyśmy obok siebie, wciąż trzymając się za ręce, jakbyśmy nie chciały puścić tej chwili, która była zbyt piękna, by ją stracić.
    Maja spojrzała na mnie, a jej oczy były pełne mieszanych uczuć – tęsknoty, namiętności, ale i bólu. Wiedziałam, że ta chwila była czymś więcej niż tylko fizyczną bliskością. Była powrotem do czegoś, co kiedyś miałyśmy, a teraz znów na chwilę mogłyśmy poczuć.
    – Angelika…– wyszeptała, jej głos był cichy, pełen emocji, które próbowała stłumić.
    Spojrzałam na nią, nie wiedząc, co powiedzieć. Wiedziałam, że to, co się stało, miało swoje konsekwencje, ale w tej chwili nie chciałam myśleć o niczym innym poza nią.
    – Maja… – odpowiedziałam równie cicho, przyciągając ją do siebie. – Nie myślmy teraz o niczym innym, tylko o tym, co tu i teraz.
    I choć wiedziałam, że ta chwila nie może trwać wiecznie, chciałam zatrzymać ją w pamięci na zawsze, jako coś, co przypominało mi, że miłość – choć skomplikowana – nigdy tak naprawdę nie znika.
    Leżałyśmy splecione w milczeniu, nasze ciała jeszcze drżały od intensywności tego, co się wydarzyło. Czułam ciepło jej skóry, jej oddech na mojej szyi, i ten subtelny zapach, który zawsze kojarzył mi się tylko z nią. Maja poruszyła się delikatnie, a jej dłonie znów zaczęły wędrować po moim ciele, jakby szukała nowych ścieżek, którymi mogła mnie dotknąć.
    Jej usta przesunęły się z mojej szyi na obojczyk, zostawiając po sobie delikatny ślad ciepła. Potem wolno przesuwały się niżej, mijając wrażliwą skórę na mostku, aż w końcu dotarły do moich piersi. Czułam, jak jej oddech przyspiesza, a jej pocałunki stawały się bardziej namiętne, bardziej skupione.
    Z każdym dotknięciem jej ust, z każdym subtelnym pocałunkiem, czułam, jak moje ciało reaguje – serce biło mocniej, oddech stawał się coraz bardziej nieregularny, a skóra na całym ciele pokrywała się gęsią skórką. Jej usta pieściły moje piersi, delikatnie, ale zarazem pewnie, jakby chciała zbudować w nas napięcie, które nieuchronnie musiało eksplodować.
    Jej język powoli sunął po mojej skórze, aż w końcu delikatnie musnął wrażliwy sutek . Moje ciało od razu zareagowało – westchnienie uciekło mi z ust, a dłonie same przesunęły się wzdłuż jej pleców, przyciągając ją jeszcze bliżej. Czułam, jak każda komórka mojego ciała pulsuje od jej dotyku, od tej niesamowitej intensywności, którą wniosła w naszą chwilę.
    Maja nie przestawała, jej usta przesuwały się z jednej piersi na drugą, jej język tańczył po mojej skórze, a jej dłonie delikatnie błądziły po moich biodrach, zbliżając się powoli do najbardziej intymnego miejsca. Byłam pod jej wpływem całkowicie, oddana każdemu jej dotykowi, każdemu pocałunkowi.
    Jej palce znalazły drogę między moje uda, delikatnie badając, co sprawiało, że moje ciało reagowało jeszcze bardziej intensywnie. Czułam, jak moje zmysły zalewają fale rozkoszy, jak każdy ruch jej dłoni i ust wprowadza mnie w stan, którego nie mogłam już kontrolować. Jej dotyk był jednocześnie delikatny i pewny, jakby wiedziała dokładnie, czego potrzebuję, by osiągnąć szczyt tej intensywnej chwili.
    Jej palce i usta współpracowały, ich rytm był idealny, jakby miały na celu rozbudzenie we mnie najgłębszych emocji. Czułam, jak napięcie we mnie narasta, jak moje ciało zaczyna reagować coraz mocniej. Moje dłonie mocno zacisnęły się na pościeli, a moje usta wydawały z siebie ciche westchnienia, które stawały się coraz głośniejsze.
    Nie mogłam dłużej tego powstrzymywać. Maja doskonale wiedziała, jak doprowadzić mnie do granicy, i gdy jej palce i usta dotknęły mnie w najwrażliwszych miejscach jednocześnie, poczułam, jak fala rozkoszy przelewa się przez moje ciało. Moje plecy wygięły się w łuk, a usta otworzyły się w niemym krzyku przyjemności. Byłam całkowicie pod jej wpływem, oddana każdemu jej dotykowi, każdemu pocałunkowi.
    Maja nie przestawała, jej ruchy były pełne czułości, ale także namiętności, jakby chciała, żeby ta chwila trwała jak najdłużej. Czułam, jak moje ciało drży pod jej dotykiem, jak nie mogę opanować fal rozkoszy, które mnie zalewają.
    Kiedy w końcu osiągnęłam szczyt, moje ciało opadło na łóżko, wciąż drżąc od emocji, które mnie opanowały. Maja delikatnie położyła się obok mnie, przytulając mnie do siebie. Jej oddech był równie ciężki jak mój, a jej dłonie delikatnie gładziły moje włosy.
    Leżałyśmy tak w milczeniu, nasze ciała splecione, a nasze serca bijące w jednym rytmie. W tej chwili nie było miejsca na słowa – byłyśmy tylko my, zatracone w intensywności tej chwili, którą dzieliłyśmy.
    Po krótkiej chwili, w której nasze oddechy powoli wracały do normy, Maja delikatnie uniosła głowę, jej spojrzenie pełne było skrywanej, a zarazem intensywnej namiętności. Jej dłoń powoli przesunęła się po moim brzuchu, zataczając subtelne kręgi, które wywoływały delikatne dreszcze na mojej skórze. Jej palce błądziły po moich biodrach, sunąc w dół, aż zatrzymały się na granicy mojego najwrażliwszego miejsca.
    Z trudem powstrzymałam drżenie, które przetoczyło się przez moje ciało, kiedy poczułam jej dotyk. Maja spojrzała na mnie, a w jej oczach dostrzegłam delikatne pytanie, niemą zgodę, której szukała. Odpowiedziałam na jej nieme pytanie lekkim uśmiechem, cichym westchnieniem, które było jednocześnie zaproszeniem i potwierdzeniem tego, czego obie pragnęłyśmy.
    Maja powoli przesunęła się niżej, jej usta delikatnie muskały moją skórę, zostawiając po sobie ślad ciepła i elektryczności. Kiedy dotarła do mojego najwrażliwszego miejsca, zatrzymała się na chwilę, jakby chciała przedłużyć moment, w którym nasze ciała były na granicy między rzeczywistością a czystą rozkoszą.
    Jej usta delikatnie musnęły moją skórę, a ja poczułam, jak mój oddech przyspiesza, jak całe moje ciało reaguje na ten subtelny dotyk. Jej język przesuwał się powoli, badając każde miejsce, każdy zakamarek, jakby chciała poznać mnie na nowo. Z każdym jej dotknięciem, z każdym pocałunkiem czułam, jak fala ciepła rozlewa się po moim ciele, jak moja skóra staje się bardziej wrażliwa, bardziej podatna na każde jej muśnięcie.
    Maja pieściła mnie z delikatnością i pewnością, które sprawiały, że traciłam kontrolę nad własnym ciałem. Jej usta, jej język, jej oddech były dla mnie wszystkim w tej chwili – całkowicie zatracona w tej intensywności, oddawałam się jej całkowicie.
    Jej ruchy były precyzyjne, pełne czułości, a zarazem namiętności, której nie dało się zignorować. Czułam, jak moje ciało zaczyna drżeć, jak każda komórka reaguje na jej dotyk. Moje dłonie zacisnęły się na pościeli, a z moich ust wydobyło się ciche, niekontrolowane westchnienie.
    Maja doskonale wiedziała, jak doprowadzić mnie na skraj. Jej usta i język działały z precyzją, jakby chciała wywołać w moim wnętrzu burzę emocji, której nie mogłam już powstrzymać. Każde jej dotknięcie było jak iskra, która rozpalała płomień namiętności, aż w końcu poczułam, jak moje ciało przepełnia fala rozkoszy.
    Każde muśnięcie, każde pocałowanie było krokiem ku nieuchronnemu finałowi – momentowi, w którym czułam, że moje ciało nie może już więcej znieść tej intensywności. Moje oddechy stawały się coraz szybsze, coraz płytsze, aż w końcu całkowicie zatraciłam się w tym, co Maja mi dawała.
    W momencie, gdy osiągnęłam szczyt, moje ciało eksplodowało falą przyjemności. Moje plecy wygięły się w łuk, a moje dłonie mimowolnie zacisnęły się na jej ramionach. Czułam, jak mój oddech zatrzymuje się na chwilę, a potem powoli wraca, towarzysząc każdej fali rozkoszy, która przechodziła przez moje ciało.
    Maja nie przestawała, jej dotyk był teraz delikatny, jakby chciała pozwolić mi powoli wrócić do rzeczywistości. Jej usta wciąż pieściły mnie subtelnie, aż w końcu uniosła się i położyła obok mnie, przytulając mnie do siebie.
    Leżałyśmy w milczeniu, nasze oddechy powoli się uspokajały, a nasze ciała wciąż drżały od tego, co się wydarzyło. Maja delikatnie przesunęła dłonią po moich włosach, a ja poczułam, jak ciepło jej ciała otula mnie, dając mi poczucie bezpieczeństwa i spełnienia.
    Wiedziałam, że ta chwila była czymś wyjątkowym, czymś, co trudno było opisać słowami. Czułam, jak Maja powoli gładzi moje ramię, a jej dotyk był jednocześnie czuły i pełen tej samej intensywności, która nas połączyła wcześniej.
    Nie musiałyśmy mówić. Nasze ciała mówiły za nas, a ja wiedziałam, że ta noc zostanie w mojej pamięci na zawsze – jako coś, co przekroczyło granice czasu i miejsca, jako dowód na to, że miłość i namiętność mogą przetrwać nawet najdłuższe rozstanie.
    Kiedy nasze oddechy się uspokoiły, a ja czułam, jak fala intensywności powoli ustępuje miejsca delikatnemu ciepłu, podniosłam głowę, patrząc w oczy Mai. Jej spojrzenie było pełne czułości, ale także iskier namiętności, które wciąż tliły się gdzieś głęboko. Wiedziałam, że ta noc jeszcze się nie skończyła.
    Przesunęłam dłoń wzdłuż jej ramienia, czując, jak jej skóra reaguje na mój dotyk. Powoli zaczęłam składać delikatne pocałunki na jej obojczyku, czując, jak jej ciało zaczyna się poruszać pod wpływem moich ust. Czułam zapach jej skóry, mieszankę perfum i czegoś naturalnego, co zawsze kojarzyło mi się tylko z nią.
    Moje usta wędrowały niżej, zostawiając za sobą ślad ciepła i namiętności. Czułam, jak nasze ciała ocierają się o siebie, jak każdy ruch, każde muśnięcie skóry wywołuje nowe fale pożądania. Maja przymknęła oczy, oddając się mojemu dotykowi, a ja kontynuowałam, przesuwając się coraz niżej.
    Gdy dotarłam do jej piersi, zatrzymałam się na chwilę, patrząc na nią z czułością i pragnieniem. Moje dłonie delikatnie przesunęły się po jej ciele, a potem zaczęłam składać na jej piersiach delikatne pocałunki. Jej skóra była ciepła, wrażliwa na każdy mój dotyk, a ja czułam, jak jej oddech przyspiesza z każdym moim ruchem.
    Jej piersi były dla mnie jak odkrycie na nowo – coś, co znałam, a jednocześnie coś, co było teraz jeszcze bardziej intensywne i pełne emocji. Delikatnie pieściłam je ustami, czując, jak jej ciało reaguje na mój dotyk. Moje dłonie zaczęły przesuwać się niżej, zatrzymując się na granicy jej bioder.
    Spojrzałam na Maję, szukając w jej oczach zgody, a gdy jej uśmiech odpowiedział na moje nieme pytanie, powoli zaczęłam zsuwać jej dżinsy. Tkanina delikatnie przylegała do jej ciała, ale z każdym ruchem odkrywałam coraz więcej jej skóry, aż w końcu dżinsy pod, którymi jak zawsze nie miała bielizny, opadły poza łóżko, na podłogę.
    Maja leżała przede mną, hnaga, a ja czułam, jak moje serce przyspiesza. Przesunęłam dłonie po jej biodrach, dotykając każdego miejsca, które było dla mnie teraz jak świętość. Moje usta powróciły do jej piersi, delikatnie muskając je, a potem przesunęły się niżej, wzdłuż jej brzucha, zostawiając za sobą ślad ciepła.
    Każdy dotyk, każde muśnięcie było krokiem ku temu, co miało nastąpić. Kiedy dotarłam do jej najwrażliwszego miejsca, zatrzymałam się na chwilę, chcąc przedłużyć tę chwilę oczekiwania. Spojrzałam na nią, widząc, jak jej ciało reaguje na moje ruchy, jak jej oddech staje się coraz szybszy, a jej dłonie mimowolnie zaciskają się na pościeli.
    Zaczęłam delikatnie pieścić jej kobiecość, najpierw dłonią, potem ustami. Czułam, jak jej ciało drży pod moim dotykiem, jak z jej ust wydobywają się ciche westchnienia, które były dla mnie jak muzyka. Każdy ruch, każda zmiana rytmu była jak odkrywanie nowego świata – świata, który należał tylko do nas dwóch.
    Moje usta badały każdy zakamarek jej ciała, a moje dłonie wspierały ją w tym, co czuła. Jej skóra była gorąca, a jej ciało reagowało na każdy mój ruch. Czułam, jak napięcie w niej rośnie, jak każda sekunda zbliża ją do momentu, w którym nie będzie już w stanie powstrzymać tego, co nadchodzi.
    Maja delikatnie przyciągnęła mnie bliżej, jakby chciała, żebym była jeszcze bardziej obecna w tym, co działo się między nami. Czułam, jak jej ciało drży, jak jej oddech staje się coraz płytszy, a jej dłonie zaciskają się na moich ramionach.
    Gdy w końcu osiągnęła szczyt, czułam, jak fala rozkoszy przetacza się przez jej ciało, jak jej dłonie mocno przyciągają mnie do siebie, a jej usta wydają ciche, ale pełne emocji westchnienie. Byłam z nią w tej chwili, czułam każdy jej ruch, każde drżenie, które przechodziło przez jej ciało.
    Kiedy jej oddech powoli się uspokoił, a jej ciało osiadło na łóżku, delikatnie uniosłam głowę, patrząc na nią z czułością. Jej oczy były przymknięte, a uśmiech na jej twarzy był pełen spełnienia. Położyłam się obok niej, przytulając ją do siebie, czując, jak nasze ciała wtapiają się w siebie.
    Leżałyśmy obok siebie, nasze ciała wciąż czuły echo namiętnych chwil, które dopiero co miały miejsce. Maja wtuliła się w moje ramię, a ja delikatnie gładziłam jej włosy, czując, jak nasza bliskość dodaje mi otuchy, ale też budzi pytania, których nie mogłam zignorować.
    Cisza, która nas otaczała, była przyjemna, ale w pewnym momencie Maja podniosła głowę, spoglądając mi w oczy. Jej spojrzenie było pełne zadowolenia, ale także zmartwienia, które mogłam wyczytać w jej oczach.
    – Angelika… – zaczęła cicho, jakby nie chciała zniszczyć tej chwili, ale jednocześnie musiała wyrzucić z siebie to, co ją dręczyło. – Co teraz? Co żeśmy zrobiły? Co z Arkiem? Czy… czy to było tylko jednorazowe?
    Jej pytanie zawisło w powietrzu, a ja czułam, jak moje serce zaczyna bić szybciej. Było w tym wszystkim tyle emocji, tyle niewypowiedzianych słów, które teraz musiały znaleźć ujście. Spojrzałam na nią, starając się zebrać myśli.
    – Nie wiem, Maja – odpowiedziałam szczerze, gładząc ją po policzku. – To, co się między nami wydarzyło… było prawdziwe. Tego jestem pewna. Ale co dalej… To jest coś, o czym musimy porozmawiać, coś, co musimy zrozumieć. Nie chcę, żeby to było tylko jednorazowe. Ale z drugiej strony… Arek…
    Maja przygryzła wargę, a ja widziałam, jak walczy z własnymi myślami. Jej uczucia do mojego brata były prawdziwe, ale wiedziałam też, że to, co miałyśmy kiedyś, i to, co wydarzyło się teraz, było równie mocne.
    – Kocham Arka, ale… – przerwała, jakby szukając właściwych słów. – Ale to, co się między nami wydarzyło, pokazało mi, że nie wszystko jest takie proste. Te uczucia, które myślałam, że zostawiłam za sobą… one wróciły. I są silniejsze, niż przypuszczałam.
    Czułam, jak jej słowa trafiają prosto w moje serce. To, co miałyśmy, nigdy naprawdę nie zniknęło. A teraz, po latach, pojawiło się z taką siłą, że trudno było je ignorować.
    – Nie chcę, żeby to był koniec, Maja – powiedziałam cicho, patrząc jej prosto w oczy. – Ale też nie chcę cię stawiać w trudnej sytuacji. Może… może zostawmy sobie otwartą furtkę, czas na przemyślenie….. Zobaczymy, co się wydarzy. Nie chcę podejmować pochopnych decyzji, które mogłyby zranić nas wszystkich. – mówiłam to w nadziei, że Maja do mnie wróci, ale zdawałam sobie sprawę, że sytuacja jest poważna, wszak planowała ślub z moim bratem
    Maja uśmiechnęła się smutno, ale z wdzięcznością. Jej dłoń delikatnie musnęła moją, jakby chciała upewnić się, że jestem przy niej, że to, co się wydarzyło, miało dla mnie znaczenie.
    – Masz rację – odpowiedziała po chwili. – Muszę pomyśleć. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale wiem, że nie chcę stracić tego, co właśnie odzyskałyśmy. Może… może czas pokaże, co będzie dalej. To wszystko zbyt trudne teraz
    Spojrzałyśmy na siebie w milczeniu, jakbyśmy obie czekały na znak, że to, co powiedziałyśmy, jest właściwe. W końcu Maja przytuliła się do mnie mocniej, a ja objęłam ją ramieniem, czując, jak jej ciepło przenika moje ciało.
    – A teraz… – szepnęła z uśmiechem. – Może po prostu się położymy? Mam dość emocji na dziś.
    Z uśmiechem skinęłam głową, a potem delikatnie przesunęłyśmy się, układając na łóżku w wygodnej pozycji. Nasze nagie ciała przylegały do siebie, a ja czułam, jak jej oddech powoli uspokaja się obok mojego.
    Przymknęłam oczy, pozwalając, by zmęczenie i spokój zaczęły mnie ogarniać. Czułam, jak Maja wtula się w moje ramię, jej dłoń delikatnie spoczywała na mojej talii. Byłyśmy teraz jednością – dwie kobiety, które odnalazły siebie na nowo w niekomfortowym momencie.

    Zasnęłyśmy razem, wtulone w siebie, z nadzieją, że przyszłość przyniesie nam odpowiedzi, których teraz jeszcze nie znałyśmy. Ale cokolwiek by się nie wydarzyło, wiedziałam, że ta noc zostanie z nami na zawsze, jako coś, co przekroczyło granice czasu i miejsca.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Podroz pociagiem

    Nazywam się Marek i mam 19 lat. W tym roku kończę technikum. W jeden z kwietniowych wieczorów – przed maturą –  wracałem do domu ze szkoły. Na maturze zbytnio mi nie zależało – zresztą jak większości klasy. Załapałem się na ostatni pociąg, bo spotkałem się z kumplami, aby wspólnie pograć w gry i zasiedziałem się do 23:00. Do domu miałem 25 km, a pociąg jechał dość wolno, bo teren był górzysty i zatrzymywał się na każdej małej stacji. Wracałem tym pociągiem już wcześniej i zawsze pociąg woził bardziej powietrze niż pasażerów. Najliczniejszą grupą pasażerów byli robotnicy, którzy wracali z okolicznej budowy na wieś do swoich rodzin. Zawsze patrzyłem uważnie na tych mężczyzn, którzy ubrani w odzież roboczą bardzo mnie podniecali.

    Dosiadłem się do przedziału, w którym siedział jeden mężczyzna, w wieku około 30 lat. Jak wchodziłem to miał zamknięte oczy i tylko lekko podniósł powieki jak wchodziłem i ponownie je zamknął. Ukłoniłem się grzecznie mówiąc “dobry wieczór”, ale nie odpowiedział. Miałem wspaniałą okazję na to, aby prowadzić swoją obserwację tego ogiera, bo konduktor od razu sprawdził mi bilet i zamknął przedział. Byłem już mega podniecony, a w przedziale panował półmrok. Koleś był naturalnie wyrzeźbiony – było widać, że od ciężkiej, fizycznej pracy. Jego ramiona były imponujące, biceps przypominał pagórki w Beskidach, a klatka piersiowa idealnie schodziła lejkiem w obwód talii. Podkoszulek miał dopasowany do ciała, więc było widać każdy mięsień. Myślałem, że eksploduję, bo takiego widoku już dawno nie widziałem. Minęło kilka minut, gdy otworzył oczy, popatrzył mi prosto w oczy, rozchylił nogi, złapał się za chuja i powiedział tylko jedno zdanie: “Ciągnij”!

    Nie potrzebowałem więcej zachęt, więc rzuciłem plecak na fotel, uklęknąłem przed nim, zdjąłem Jego spodnie i zobaczyłem jak wyskoczył wielki i gruby chuj – widziałem takie na filmach i myślałem, że takie grube mają tylko afro-amerykanie. Nie zastanawiając się wziąłem go do ust i zacząłem pieścić językiem. Na początku trochę mnie cofnął odór potu, brudnych gaci, trochę nawet w spermie. Koleś w ciągu dnia na pewno był mocno spocony, bo chuj walił potem na maksa. Chyba się zorientował i dodał:

    -“Wyczyść go i wypoleruj”! – złapał mnie za głowę od tyłu, w okolicy karku i docisnął mocno w dół. Cała akcja była szybka, bo koleś siłą dociskał mi głowę, że aż się dusiłem, ciężko było mi łapać oddechy, a gdy tylko odsuwałem głowę, aby na chwilę złapać oddech On łapał mnie od tyłu i dociskał mocnej. Tak próbowałem kilka razy i za każdym razem dociskał mocniej i dłużej. Z kącików ust leciała mi ślina, której nie zdążyłem nawet przełknąć. 

    Po kilku minutach usłyszałem, że koleś zaczyna stękać, dociskając mnie na maksa – że nie mogłem oddychać. Tak dociskając poczułem Jego gorącą spermę w ustach, a On nie przestawał dociskać, aż nie wystrzelił swój ładunek cztery razy w moje usta. Na koniec pozwolił mi odchylić głowę i rozkazał, abym wyczyścił Jego chuja ze spermy. Wylizałem go jak liże się najlepsze lody na świecie. Zapowiedzieli moją stację, na której musiałem wysiąść, koleś zasunął rozporek i zamknął oczy. Zobaczyłem obrączkę na jego dłoni. Odchodziłem – patrząc na Jego twarz, która wyglądała na szczęśliwą. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tom Fucker
  • Na obozie – przygoda nastolatkow 2

    Na ognisku wszystko szło normalnie, śpiewaliśmy jakieś piosenki, a Bartek parę razy naciskał swoim udem na moje. Nawet ciężko mi opisać jak bardzo byłem cały ten czas nakręcony. Czekałem tylko aż ognisko się skończy, będziemy mogli wrócić do swojego domku, a ja będę mógł zająć się Bartkiem. Cały czas siedząc obok niego byłem napalony. Nie miałem erekcji, ale czułem ten charakterystyczny ucisk w podbrzuszu. W mojej głowie widziałem te piękne duże usta Bartka owinięte wokół mokrej główki mojego penisa. Widziałem jak ściskam rękami jego silną klatkę piersiową, szczypię jego sutki, które teraz, od wieczornego chłodu, wyraźnie sterczały lekko odciskając się na koszulce. Chciałem dobrać się do jego jąder, zanurzyć nos między jego wielkimi, owłosionymi, męskimi udami i wczuć się w zapach młodzieńczego potu. Z tych fantazji wyrwał mnie gwar rozchodzących się ludzi. Ognisko dogasało, obozowicze wracali na noc do domków. Nie mogłem się doczekać tego, co planowałem. Gdy wróciliśmy do domku Bartek powiedział, że od razu idzie pod prysznic, bo śmierdzi dymem. Ściągnął białe skarpetki, odsłaniając swoje wyjątkowo duże i solidne stopy, na których też dało się zauważyć sporo włosów. Gdy tylko drzwi do łazienki się zamknęły wziąłem długie skarpetki Bartka, które przed chwilą ściągnął. Gdy tylko poczułem, że są delikatnie wilgotne od potu do moje penisa zaczęła napływać krew. Rozciągnąłem się na łóżku i zanurzyłem nos w jego zużytych skarpetach. Od razu uderzyła mnie słodka woń intensywnego, męskiego potu po całym letnim dniu. Podziałało to na mnie jak viagra. Mój penis momentalnie zesztywniał, czułem jak napletek odsłania nabrzmiała główkę. Mój penis pulsował jak dziki, napędzany gorącą krwią, która waliła mi w skroniach. W dłoniach wciąż ściskałem wilgotne, przepocone skarpetki Bartka, które śmierdziały intensywną, zwierzęcą wonią jego dużych, owłosionych stóp – słodką, ziemistą, z nutą soli po całym dniu biegania na słońcu. Zanurzyłem nos głębiej w materiał, wdychając ten ostry, męski zapach, a mój 16-centymetrowy kutas zesztywniał jeszcze bardziej. Napletek zsunął się całkowicie, odsłaniając nabrzmiałą, ciemnoczerwoną główkę, która lśniła od kropel preejakulatu, spływających powoli wzdłuż żył na trzonie. Moje jądra, ciężkie i zwisające, z lewym większym i bardziej okrągłym, podskakiwały lekko, gdy ocierałem się biodrami o łóżko, czując, jak szorstkie włosy łonowe – krótko przycięte, jasne, niemal niewidoczne – drażnią wewnętrzną stronę moich ud. Moje pośladki, duże i sprężyste, napinały się mimowolnie, a gęsty, jasny meszek wokół mojej dziurki był wilgotny od potu, który spływał mi po plecach w dusznej atmosferze domku. Usłyszałem, jak prysznic w łazience cichnie. Szybko cisnąłem skarpetki na podłogę, ale zapach Bartka wciąż tkwił mi w nozdrzach, jak afrodyzjak. Drzwi zaskrzypiały, a Bartek wyszedł, owinięty tylko cienkim ręcznikiem, który ledwo trzymał się na jego biodrach. Jego ciało było mokre, lśniące od wody i potu, który już zaczynał się zbierać w zagłębieniach jego mięśni. Klatka piersiowa, szeroka i napakowana, unosiła się z każdym oddechem, a gęste, ciemne włosy na torsie – mokre, posklejane – biegły w dół, tworząc grubą linię aż do pępka i niżej, gdzie znikały pod ręcznikiem. Jego sutki, małe, ale twarde, sterczały w wilgotnym powietrzu, otoczone kępkami szorstkich włosów. Bartek, choć niższy ode mnie – jakieś 170 cm – miał ciało jak zapaśnik: krępe, z grubymi bicepsami, które napinały się, gdy przeczesał mokre, kręcone włosy palcami. Jego uda, masywne i umięśnione, były pokryte gęstą, czarną szczotą owłosienia, która wyglądała jak futro, rozciągając się aż do kostek. Nawet jego łydki, twarde jak kamień, były owłosione, a pot spływał po nich, zostawiając błyszczące smugi. Spojrzał na mnie, a jego mięsiste wargi – duże, wilgotne, jakby stworzone do grzechu – rozciągnęły się w zadziornym uśmiechu. – Co tak leżysz, Michał? – rzucił, a jego głos był niski, chropowaty, jakby prosto z gardła młodego wilka. – Śmierdzisz ogniskiem i potem. Nie idziesz się umyć? – Jeszcze nie – warknąłem, czując, jak moje ciało napina się z pożądania. Mój kutas wciąż pulsował w bokserkach, a jądra podciągnęły się lekko, czując chłód desek podłogi, gdy wstałem. – Tu jest… kurwa, za gorąco, żeby się spieszyć. Bartek prychnął, siadając na łóżku. Ręcznik zsunął się, odsłaniając fragment jego krocza – gęste, czarne włosy łonowe, wilgotne od prysznica i potu, otaczały podstawę jego fiuta, który już zaczynał się podnosić. – Gorąco, mówisz? – rzucił, a jego oczy błysnęły. – Widziałem, jak gapiłeś się na mnie, kiedy zdejmowałem spodenki. Myślisz, że jestem ślepy? Serce waliło mi jak młot. To był ten moment – albo ruszę na niego jak zwierzę, albo stracę szansę. Podszedłem bliżej, moje długie, umięśnione nogi – smukłe, ale twarde od biegania – napinały się z każdym krokiem. Moje jasne włosy na udach, niemal niewidoczne, lśniły od potu, a mięśnie pośladków grały pod skórą. – A ty? – warknąłem, patrząc mu w oczy. – Gapiłeś się na mojego kutasa, klepałeś mnie po plecach, jak jakiś napalony ziomek. Nie udawaj świętego. Bartek zaśmiał się, a dźwięk był jak ryk – głęboki, zwierzęcy. – Dobra, może i gapiłem – przyznał, wstając. Ręcznik opadł na podłogę, a jego kutas, gruby, jakieś 13 cm, stał już w pełnej erekcji. Był ciemniejszy od mojego, z szeroką, nabrzmiałą główką, która lśniła od wilgoci. Żyły na trzonie pulsowały, a gęste, czarne włosy łonowe rozciągały się aż do jąder – dużych, zwisających, pokrytych szorstkim futrem. Jego pośladki, mniejsze, ale twarde jak skała, były pokryte cienką warstwą ciemnego meszku, który znikał w głębokiej, wilgotnej szczelinie. – I co teraz, Michał? – zapytał, a jego głos drżał z podniecenia. Stał tak blisko, że czułem jego zapach – ostry, męski, z nutą potu i mydła, który bił od jego klatki i krocza. – Teraz to rozjebiemy – warknąłem, a moje dłonie same powędrowały na jego ramiona, ściskając twarde mięśnie. Pchnąłem go lekko na łóżko, a on opadł na plecy, rozkładając swoje owłosione nogi. Pochyliłem się nad nim, a nasze usta zderzyły się w brutalnym pocałunku. Jego wargi, miękkie, ale sprężyste, smakowały solą i potem. Jego język wdarł się do moich ust, a ja odpowiedziałem, gryząc lekko jego dolną wargę. Moje dłonie zsunęły się na jego klatę, szarpiąc mokre włosy i drażniąc jego sutki – twarde, otoczone kępkami szorstkiego futra. Ścisnąłem je mocno, a Bartek syknął, jego biodra drgnęły, a kutas szturchnął mnie w brzuch, zostawiając wilgotny ślad. – Kurwa, Michał… – warknął, a jego ręce chwyciły moje pośladki, wbijając palce w moje sprężyste mięśnie. Czułem, jak jego szorstkie dłonie rozchylają moje półkule, a kciuk muska wilgotną, owłosioną dziurkę, wysyłając dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Mój kutas, uwięziony w bokserkach, napierał na jego udo, a ja czułem, jak materiał przesiąka od mojego soku. – Zdejmij to gówno – warknął Bartek, szarpiąc moje bokserki. Zerwałem je jednym ruchem, a mój fiut wyskoczył na wolność, 16 cm czystej, pulsującej stali. Żyły na trzonie nabrzmiały, główka była mokra, a jądra, ciężkie i owłosione, kołysały się przy każdym ruchu. Bartek chwycił mojego kutasa, ściskając mocno, a jego kciuk drażnił oczko na głowie, rozsmarowując śliski preejakulat. Syknąłem z rozkoszy, czując, jak moje mięśnie napinają się do granic. – Na kolana – rozkazałem, a Bartek, z dzikim błyskiem w oczach, klęknął przed mną. Jego mięsiste wargi objęły moją główkę, a ja poczułem gorąco jego ust. Jego język lizał czubek, smakując mnie, a potem zsunął się w dół, po trzonie, muskając żyły i szorstkie włosy u podstawy. Chwyciłem jego kręcone włosy, mokre od potu, i pchnąłem biodra, wpychając się głębiej. Bartek zakrztusił się lekko, ale nie przestał, jego usta pracowały jak odkurzacz, ssąc i liżąc, a jego ręce ściskały moje uda, wbijając paznokcie w skórę. Czułem, jak jego palce muskają moje jądra, masując je i ciągnąc lekko, co niemal doprowadziło mnie do szaleństwa. – Kurwa, Bartek… – stęknąłem, gdy jego zęby delikatnie musnęły moją główkę. Moje biodra poruszały się rytmicznie, a on przyjmował każdy mój ruch, jego wargi napinały się, próbując pomieścić mnie w pełni. Jego pot spływał po szyi, mieszając się z moją wilgocią, a zapach jego krocza – ostry, zwierzęcy, z nutą soli – wypełniał powietrze. Po chwili szarpnąłem go za włosy, odciągając od siebie. – Moja kolej – warknąłem, popychając go na łóżko. Bartek rozłożył się na plecach, a jego gruby kutas stał pionowo, ociekając sokiem. Klęknąłem między jego owłosionymi udami, wdychając jego zapach – mieszankę potu, muskułu, i czegoś pierwotnego, co sprawiało, że mój fiut pulsował jeszcze mocniej. Chwyciłem jego jaja, ciężkie i mokre, ściskając je lekko, a moje palce musnęły szorstkie włosy, które rozciągały się aż do jego dziury. Moje wargi objęły jego główkę, a smak jego soku – słony, gęsty – eksplodował na moim języku. Zacząłem ssać, poruszając głową w górę i w dół, czując, jak jego trzon wypełnia moje usta, a żyły pulsują pod moimi wargami. Moja ręka powędrowała na jego pośladki, ściskając ich twarde mięśnie i muskając wilgotną, owłosioną szczelinę. – Kurwa, Michał, nie przestawaj! – ryknął Bartek, a jego ręce wplątały się w moje włosy, popychając mnie głębiej. Jego biodra szarpały się w górę, wpychając kutasa aż do gardła, a ja dławiłem się, ale nie odpuszczałem, liżąc i ssąc jak zwierzę. Moja dłoń, śliska od potu, chwyciła mojego fiuta, waląc w rytmie jego pchań. Nagle Bartek szarpnął się mocniej, a jego jądra podciągnęły się. – Dochodzę! – warknął, a ja poczułem, jak jego kutas mieni się w moich ustach. Pierwsza fala jego spermy, gorąca i gęsta, strzeliła mi w gardło, a ja połknąłem, czując, jak smakuje – słono, ostro, jak esencja jego męskości. Kolejne strumienie zalały moje usta, a część spłynęła po brodzie, mieszając się z potem. Bartek ryknął, jego mięśnie napinały się jak stal, a jego owłosione uda drżały. Nie dałem mu odpocząć. Wstałem, chwyciłem mojego kutasa, wciąż twardego jak skała, i walnąłem kilka razy, czując, jak moje jądra napinają się z głodu. – Na czworaka – warknąłem, a Bartek, wciąż dysząc, posłusznie uklęknął na łóżku, wypinając swoje twarde, owłosione pośladki. Rozchyliłem je, widząc jego wilgotną, ciasną dziurę, otoczoną gęstymi, czarnymi włosami, mokrymi od potu. Przyłożyłem główkę mojego fiuta do jego wejścia, ale najpierw zanurzyłem twarz między jego pośladkami, wdychając ostry, zwierzęcy zapach jego dziurki. Mój język musnął jego dziurę, liżąc wilgotną skórę i szorstkie włosy, a Bartek stęknął, jego mięśnie drgały pod moimi dłońmi. – Rusz się, kurwa! – warknął, a ja nie czekałem. Powoli wcisnąłem się w niego, czując, jak jego ciasna dziura obejmuje mojego kutasa. Poruszałem się głęboko, rytmicznie, a moje jądra klapały o jego uda, zostawiając wilgotne ślady. Moje dłonie ściskały jego biodra, wbijając paznokcie w skórę, a pot spływał mi po klatce, mieszając się z jego. Bartek ryczał z każdym pchnięciem, jego kutas, wciąż półtwardy, kołysał się pod nim, a jego owłosione plecy lśniły od wilgoci. Nie wytrzymałem długo. – Dochodzę! – ryknąłem, a moje jądra eksplodowały. Wyciągnąłem się w ostatniej chwili, a moja sperma, gorąca i gęsta, strzelała na jego plecy, zalewając jego owłosienie i spływając po skórze. Kolejne fale tryskały, pokrywając jego pośladki i uda, a ja dyszałem, waląc wciąż kutasa, aż ostatnia kropla spłynęła na podłogę. Padliśmy na łóżko, oblepieni potem, spermą i zapachem seksu. Bartek odwrócił się, a jego oczy błyszczały dzikim ogniem. – Kurwa, Michał… – wysapał. – To było… jak zwierzęta. Zaśmiałem się, czując, jak moje ciało wciąż drży. – I jeszcze nie skończyliśmy – mruknąłem, a jego wargi znów znalazły moje. Komentarze mile widziane

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Poczatek remontu

    Paulina miała w sobie coś, co przyciągało spojrzenia – nie robiła tego celowo… a przynajmniej nie zawsze. Mierzyła zaledwie 150 centymetrów wzrostu, ale jej obecność dominowała w każdym pomieszczeniu. Długie blond włosy spływały po jej plecach jak jedwab, a ciało – smukłe, z drobnymi, jędrnymi piersiami i krągłymi, wyzywająco zaokrąglonymi pośladkami – zdawało się nie pasować do jej niewinnej twarzy.

    Mąż był w pracy, jak co dzień. Zlecił ekipie remontowej wykończenie salonu i kuchni. Paulina miała tylko nadzorować – być, otwierać drzwi, odpowiadać na pytania.

    W tym upale nie chciało jej się zakładać niczego ciężkiego. Luźny, cienki top bez stanika i krótkie szorty… ot, strój domowy, wygodny. Nie pomyślała, że materiał topu będzie tak prześwitywał pod światłem wpadającym przez okno. A może pomyślała?

    Kiedy jeden z robotników – wysoki, opalony, o szorstkich dłoniach i wytatuowanych przedramionach – przechodził obok niej w korytarzu, mimowolnie jej ramię musnęło jego. Spojrzała na niego, niby niechcący, przygryzając lekko wargę.

    – Przepraszam – rzuciła cicho, z uśmiechem.
    – Nic się nie stało – mruknął, choć jego wzrok na sekundę zawisł na linii jej szyi, potem niżej.

    Kiedy pochylała się, by podnieść coś z podłogi, jej szorty napięły się na krągłej pupie, a materiał lekko się uniósł, odsłaniając więcej, niż planowała… albo dokładnie tyle, ile chciała.

    Usłyszała ciche sapnięcie, może wciągnięcie powietrza. Kątem oka zauważyła, że jeden z mężczyzn nie odrywa od niej wzroku, trzymając w dłoni pędzel, który dawno powinien dotykać ściany, nie wisieć w zawieszeniu.

    – Wszystko w porządku? – zapytała słodkim tonem, prostując się powoli.
    – Tak, tak… wszystko pod kontrolą – odpowiedział zbyt szybko, patrząc, jak materiał topu delikatnie przylega do jej piersi, zdradzając zarys sutków przez cienką tkaninę.

    Paulina uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała, co robi. Czasem lubiła tę uwagę – bezpieczną, niegroźną, pod jej pełną kontrolą. Miała w sobie tę iskrę… fantazję, która nie potrzebowała spełnienia, by rozgrzewać ciało i myśli.

    Gdy jeden z robotników po raz kolejny zawołał ją, by zapytać o miejsce na włącznik światła, znów musiała się pochylić nad planem. Tym razem specjalnie oparła się o stół, wypinając lekko biodra w jego stronę. Czuła jego spojrzenie – jakby fizyczne, jak dotyk.

    Wieczorem, gdy mąż wrócił, zapytał:
    – Wszystko dobrze? Panowie zrobili, co trzeba?

    – Mhm… – mruknęła, całując go w policzek. – Byli bardzo pomocni. Naprawdę się spisali.

    Potem poszła pod prysznic. Woda spływała po jej skórze, a w głowie wciąż miała spojrzenia, mimowolne westchnienia, napięcie… I mimo że wszystko działo się tylko w jej strefie gry, to wystarczyło, by wieczór zapowiadał się wyjątkowo gorący – tym razem dla jej męża.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    X X
  • Po latach

    W czasach, gdy AI było tylko wymysłem Hollywood a telefon mieszący 4 piosenki MP3 był czymś pożądanym, chodziłem do gimnazjum. W trzeciej klasie do mojej szkoły do równoległej klasy dołączyła pewna dziewczyna. Miała na imię Karolina. Była ładna i nosiła super ciuchy trochę emo trochę metal trochę punk. Miała kasztanowe włosy i oczy całkiem zgrabną figurę jak na swój wiek oraz wzrok, który sprawiał, że miałem dziwne poczucie w żołądku. 

    Pierwsze spotkanie było dość nietypowe, nakryła mnie na paleniu fajki wyciągniętej z paczki ojca, za rozlatującym się budynkiem tuż obok szkoły. 

    Daj szluga – powiedziała tonem nie, cierpiącym odmowy. Nie mam, ale mogę pojarać – podeszła wzięła mi go z rąk i zaciągnęła się mocno. O czymś tam gadaliśmy, ale chciałem jeszcze się zaciągnąć i wyciągnąłem rękę po topniejącego kiepa. 

    Ani się waż , rzuciła i z lekkością popchnęła mnie o głowę wyższego i o 20kg cięższego chłopaka na ścianę. Przycisnęła mnie ręką, nogę postawiła na moim bucie – ona glany ja adidaski. Pociągnęła jeszcze dwa razy i zgasiła go. Zrezygnowany wyjąłem gumy i zacząłem żuć obserwując jak pastwi się nad niedopałkiem swoim butem. 

    Daj gumę – powiedziała . Spierdalaj, rzuciłem, bo nadal chciało mi się palić. Podeszła i wzięła tą, którą miałem w buzi… Moje nogi zmiękły i zastanawiałem się, co to za dziewczyna dziwna. 

     

    Nasza znajomość nie trwała jednak długo, spotykaliśmy się sporadycznie na korytarzu, czasem na fajce. Nigdy się nie przedstawiła oficjalnie, nie zapytała o moje imię, czasem częstowała mnie fajką czasem bez pytania brała, co chciała. 

    Szkoła się skończyła minęły lata, nadal o niej myślałem od czasu do czasu. Po szkole średniej nastąpił czas studiów.

    I tam trafiłem na nią palącą fajkę. Wiedziałem, że to ona. Jedyne, co się zmieniło to urosła i wydoroślała. 

    Podszedłem i bez słowa zabrałem jej fajka. Miałem już wtedy ok 2m 125 kg ciała w tym sporo mięśni. Ubierałem się w skórę trochę metal trochę punk…

    Eh kurwa oddawaj to złamanie! Krzyknęła i ruszyła w moją stronę. Przycisnęła mnie do ściany i spojrzała prosto w oczy – nadal niczego się nie bała. 

    Karolina zluzuj – powiedziałem i jedną ręką odwróciłem ją do ściany i zamieniliśmy się miejscami. Przesunąłem fajka w stronę jej ust. Bez słowa wzięła go i paliła dalej. 

     

    Rozmowa była taka jakbyśmy nie zaliczyli kilkunastoletniej przerwy w znajomości. 

    Wpadnij do mnie – powiedziała i dała mi kartkę z adresem. Dzisiaj tylko się kurwa nie wymiguj. 

    Przyszedłem…. Od wejścia rzuciła się na mnie i złapała mnie mocno za szyję, wskoczyła i oplotła nogami… Patrzyła z bliska w oczy. Chciałem ją pocałować, bo już byłem napalony, ale pociągnęła moje krótkie włosy i nie mogłem. 

    Gdzie z jęzorem? Zapytała i drugą ręką chwyciła mnie za szyję. Uda miała zaciśnięcie jak imadło. Nieś mnie powiedziała.

    Mieszkanie było małe, zaniosłem ją do salonu i przejąłem inicjatywę. Po dwóch godzinach leżeliśmy na podłodze, miałem krwawiącą wargę, ona sine ramiona, i czerwony tyłek, mój kutas był cały w jej soku a ona pokryta moją spermą. 

    To był najdzikszy seks, jaki kiedykolwiek miałem. Teraz już wiem, co czułem w żołądku wtedy w szkole… A ona… Ona jest niesamowita. Jeśli chcecie szczegóły pikantne to mogę je opowiedzieć. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tom7
  • 2045 (1)

    *Osiem lat wcześniej…

    -Znalazłam ją Panie prezesie.
    -Doskonale. – Tomasz ścisnął smartfona, nie kryjąc zadowolenia.
    -Czy mam ją do Pana dostarczyć? – Spytała swym delikatnym głosem.
    -Nie! Dziś mam ochotę na Ciebie i Patrycję.
    -Jak Pan sobie życzy. O tej samej porze co zwykle? – Kamila spytała czując przyjemne mrowienie w cipeczce.
    -Tak, ale dziś przyjedźcie do Joanny. Zmieniłem zdanie: zabierzcie ją ze sobą do suki ,niech zobaczy na własne oczy, że udało się nam!
    -Jak Pan sobie życzy prezesie. Czy ona ma być jakoś specjalnie wyszykowana?
    -Wyślę do Ciebie kogoś kto ją wyszykuje.

    *2045

    Spotkanie w szkole przeszło po jego myśli. Jego znajomy, który został dyrektorem placówki z pomocą Tomasza spisał się na medal. Nauczycielki które przygotował dla Filipa, przyjęły jego propozycję. Ich wizyta w biurze ponad pięćdziesięcioletniego biznesmena była już ustawiona.
    -Witam Panie. Cieszę się, że mogę was tutaj gościć. Czy napijecie się czegoś?
    -Kawę poproszę. – Rzekła niepewnym tonem blondwłosa dwudziestodziewięciolatka. Jej uroda była dla wielu dosyć dyskretna, ale dziewczyna miała w sobie coś co urzekało. Onieśmielona z lekka Maja miała włosy sięgające ledwie ramion, lekko zakręcone na końcach. Jej czarne oczy podkreślały długie rzęsy. Pełne, pomalowane delikatnie wargi układały się jakby do całusa, a delikatny nosek był lekko zadarty ku górze. Dziewczyna miała średnich rozmiarów perłowe kolczyki, które zwisając lekko drżały. Na jej smukłych palcach były długie zakrzywione lekko tipsy. Dłonie kobiety okrywały długie rękawy zamszowej marynarki w ciemnym kolorze. Granatowy ciuch był szeroko rozpięty, dzięki czemu widać było jej biust. Całkiem spore –  lecz nie za bardzo cycki skrywały się za mocno prześwitującą woalką, będącą uzupełnieniem szarej sukienki. Duży dekolt, choć sprytnie zmniejszony przez prześwitujący materiał nie pozostawiał zbyt wiele wyobraźni. Delikatnie opięta sukienka sięgała mniej więcej połowy lśniących, nagich ud. Smukłe nogi młodej nauczycielki odbijały sztuczne światło, podobnie zresztą jak czarne szpileczki.
    -Dla mnie również – Rzuciła zwięźle czarnowłosa mamuśka. Miała około czterdziestu pięciu lat. Widać było, ze dbała o formę. Jej ciało było bardzo jędrne. Kobieta miała długie proste włosy. Nosiła okulary. Czarne oprawki okalały wąskie prostokątne szkiełka. Jej twarz była pociągła. Usta mamuśki były wąskie, ułożone w lekkim grymasie. Szeroka żuchwa przy ostrzejszym ruchu głowy łaskotana była przez dosyć spore okrągłe kolczyki. Miała na sobie rozpięty różowiutki żakiecik z krótkim rękawem. Pod sięgającym mniej więcej pępka ciuszkiem była czarna sukienka z gustownym dekoltem odsłaniającym lekko jej piegowate piersi. Sukienka była lekko opięta na jej dojrzałym ciałku. Doskonale podkreślała jej płaski brzuszek i delikatne wcięcie w talii. Sukienka odsłaniała delikatnie jej kolana. Nie miała na sobie żadnych rajstop ani pończoch, więc widać było jej umięśnione łydki. Delikatne stopy ułożone były w wygodnych czarnych szpileczkach.
    -Ja poproszę herbatę. – Dodała swym niskim głosem trzydziestosześcioletnia brunetka. Beata wyglądała niewiele młodziej niż mówiła to jej metryka. Jej stonowana opalenizna kontrastowała z ciemnymi włosami i dosyć mocnym makijażem. Włosy związane miała w pokaźny kitek. Spore kolczyki kołysały się, muskając lekko ramiona. Miała na sobie czarną bluzeczkę, pod szyją zakończoną koronką. Jej ramiona okrywała skórzana czarna kurteczka,  rozchylona ukazywała kształt jej piersi. Cycki były raczej średniego rozmiaru, jednak ich kształt był wręcz idealny. Szara, sięgająca ponad kolanko spódniczka opinała dokładnie jej ponętny tyłek. Na smukłych nogach kobiety lśniły czarne rajstopki. Wysokie czarne szpileczki dopełniały jej stonowanego, ale podkreślającego urodę stroju.
    -Świetnie. – Mężczyzna z uśmiechem skwitował wybór swych towarzyszek i zwrócił się przez interkom do swej sekretarki. – Kamila, przynieś trzy kawy i herbatę.

    Do pomieszczenia wkroczyła piękna kobieta. Jej długie blond włosy falowały w rytm uwodzicielskich kroków. Dresscode zmienił się od czasu kiedy zaczęła pracę w firmie. Miała na sobie czarne błyszczące szpilki. Jej ponętne, długie nogi otulone były w czarne pończochy, których zakończenie odsłaniała podwinięta czarna, lekko obcisła spódniczka. Jej tyłeczek wyglądał obłędnie. Tomasz rozbierał ją wzrokiem, bezczelnie patrząc na tańczące delikatnie pośladki. Biały, okraszony ciemną koronką biustonosz dawał się zauważyć przez spory dekolt szarej koszuli zdobionej jasnymi cienkim paskami. Jej piersi były cudownie zbyt duże dla markowego biustonosza. Guziczki koszuli też zdawały się ledwo utrzymywać piękne cycuszki.
    Kobiety szybko zwróciły uwagę na wygląd i zachowanie sekretarki. Na pierwszy rzut oka widać było, że piękna sekretarka oddaje się swej pracy w całości.

    -Drogie Panie nie będę ściemniał. Zaprosiłem was tutaj w jednym celu. Mój Syn ma niedługo szesnaste urodziny. Jest to odpowiedni czas, aby stracił dziewictwo. Na pewno zdajecie sobie sprawę, że jesteście bardzo atrakcyjnymi kobietami. Właśnie dlatego pracujecie w tej szkole. Nic nie jest tu dziełem przypadku. Otóż oczekuję od was, że któraś z was rozdziewiczy mojego syna. – Tomasz mówił spokojnie, parząc na zdziwione i lekko zawstydzone kobiety.
    -Co? Jak Pan śmie?! – Spytała się wyraźnie pobudzona Dorota. – Jak Panu nie wstyd?
    -Niech się Pani nie unosi. zrobicie co wam każę, nie macie wyjścia. Pracujecie w tej szkole tylko dlatego, że ja tego chciałem. Ta z was, która pierwsza go uwiedzie otrzyma ode mnie sowitą wypłatę. Za chwilę wejdzie tu Patrycja i was dokładnie obejrzy, a jutro spotkamy się znowu aby uzgodnić szczegóły.

    -Niech wejdzie.
    -Panie prezesie, jak Pan sobie życzył.
    -Dziękuję Ci Patrycjo. Możesz zaczynać.
    Wysoka szatynka ubrana była jak poprzedniego dnia. Miała na sobie obcisłą bordową sukienkę. Ciuszek z miękkiego materiału opinał jej jędrne ciało. Ogromny dekolt odkrywał czarne miseczki stanika push-up, który optycznie powiększał jej średniej wielkości piersi. Cudowne uda kobiety były odziane w samonośne pończochy, które iskrzyły czernią. Sukienka odkrywała jej uda powyżej pończoch, a także ukazywała jej czarne prześwitujące lekko stringi. Na jej stopach błyszczały czarne szpilki, dokładnie takie same jak u sekretarki.

    Ciemnowłosa szarpnęła skrępowaną mamuśką. Umiejscowiła ją na biurku. Dorota jeszcze chwilę się szarpała, ale szybko zrezygnowała. Obserwowała, co robi młoda ślicznotka. Patrycja wyciągnęła z szuflady biurka ostry nóż. Kobieta znów zaczęła się szamotać.
    -Teraz odbędziesz swoją karę za nieposłuszeństwo. – Szepnęła do ucha dojrzałej brunetki. – Nie wolno łamać poleceń Pana prezesa.
    Zwinnym ruchem rozcięła więzy, które krępowały jej ręce. Wystraszone lekko pozostałe nauczycielki wiedziały jak z uśmiechem szepcze coś do ucha ich starszej koleżanki. Po chwili dziewczyna rozerwała koszulę swej ofiary. guziki rozprysły się po gabinecie. Oczom zebranych ukazały się piersi Doroty ułożone pewnie w dużym biustonoszu. Patrycja rozpięła go z łatwością i oswobodziła duże, pokryte delikatnymi piegami piersi. Koleżanki patrzyły na dojrzałą Panią pedagog z coraz większym zainteresowaniem. Kobieta na polecenie młodej oprawczyni położyła się na blacie biurka. Patrycja zwinnie podwinęła jej spódniczkę i rozerwała cieliste rajstopy, po czym zaczęła masować cipę kobiety wcześniej poślinioną rączką. Dorota stęknęła zawstydzona. Patrycja zwinnym ruchem zdjęła z niej rajstopy i majteczki, które wsadziła w usta pięknej mamuśki.
    -Wstań! – Poleciła zdecydowanie. Dorota stanęła dość niezdarnie na miękkim dywanie.
    -Załóż szpilki. – Poleciła spokojnie. – Bez rąk! – Syknęła do ucha kobiety szarpiąc ją za włosy, tak aby uniemożliwić schylenie się. Po odczekaniu aż dojrzała czarnulka wykona polecenie stanęła za nią i rozpięła jej spódnicę. Ciemna tkanina osunęła się na podłogę i oczom dwóch młodych nauczycielek ukazała się jej blada cipka, nad którą był paseczek króciutko ostrzyżonych włosków.
    -Zróbcie to samo, tylko powoli. Pan prezes chce się napatrzeć. – Odrzekła do obserwujących jej poczynania kobiet, odciągając Dorotę od biurka. Po zrobieniu miejsca na pokaz młodych nauczycielek  zerknęła na Tomasza.

    Kobiety dość mocno poddenerwowane powoli zdejmowały z siebie kolejne części garderoby. Patrzyły na siebie z zawstydzeniem, co chwila zerkając nieśmiało na Tomasza. Widziały dokładnie jak Patrycja zaspokajała mężczyznę oralnie. Jej głowa rytmicznie poruszała się. Dziewczyna klęcząc przed siedzącym wygodnie prezesem pochłaniała jego członek. Słodko się przy tym krztusiła. Ślina opadała na jej piersi. Tomasz gładził je przez materiał sukienki. Nie minęło wiele czasu zanim uporał się z ich wydostaniem na zewnątrz. Cycuszki wystawały dumnie w wygodnych miseczek stanika. Brodawki lśniły od spienionej śliny.

    Sperma ściekała po delikatnej bródce Patrycji. Kobieta po ukończeniu zadania wstała z kolan. Jej podwinięta sukienka ukazywała cudne pośladki dziewczyny. Mokry od śliny ciuszek kleił się do brzuszka, piersi kołysały się w rytm dumnych oddechów.
    – No, ślicznie! – Rzekła uśmiechnięta, widząc przed sobą nagie nauczycielki. Po chwili wyszła z pomieszczenia.
    – Mam nadzieję, Doroto, że zrozumiałaś swój błąd. To było ostatnie ostrzeżenie. – Rzekł Tomasz, wstając z miejsca. Powoli, dumnym krokiem podszedł do kobiet stojących przed biurkiem i oparł się o nie. Jego gruby fiut flaczał bardzo powoli, jednak nie tracił swych imponujących rozmiarów. Przyrodzenie mężczyzny błyszczało od śliny Patrycji. Grube smugi nasienia i śliny dziewczyny opadały na jego spodnie.
    – Kamila, możesz już wejść. – Polecił przez interkom.

    Blondynka szybko uklękła na miękkim dywanie. Jej usta wprawnie oczyściły penisa z pysznej mieszanki przyrządzonej przez Patrycję. Po chwili z czułością schowała penisa prezesa i zasunęła rozporek.
    -Oto wasz Strój. Będziecie go przywdziewać gdy Pan prezes was wezwie. – Rzekła zbierając nasienie z kącika ust.

    – Maja! – Wywołała pierwszą z nich. – Zakładaj: pończochy: – Blondyneczka wprawnie założyła cieniutkie lekko połyskujące pończoszki na swoje długie nogi. –  szpilki; – Najmłodsza z nauczycielek sięgnęła po beżowe buty i założyła je na zgrabne stopy. – pas; – Kamila podała dziewczynie różowy, zdobiony koronką pas do pończoch. – biustonosz; – różowy staniczek będący uzupełnieniem kompletu bielizny unosił dwie jędrne półkule. – nie chowaj ich tak szybko, Stringi; – Maja wyczuwając polecenie szarpnęła za delikatną koronkę, ukazując delikatne sutki. Nachyliła się lekko aby założyć resztę seksownej bielizny. – mmm, spódnica; – Kamila z uśmiechem wręczyła bordową mini niewiele młodszej koleżance. Czarnooka założyła na swój powabny tyłeczek opinającą mocno spódniczkę. Materiał ledwo zakrywał zakończenie pończoszek. – koszula. – Kobieta ubrała blado beżową koszulę. Kamila zbliżyła się do niej i delikatnie uchwyciła jej piersi, aby schować je w miękkich miseczkach. Śliczna blondynka pomogła też zapiąć guziki koszuli gustownie schowanej w spódniczce. Zakończyła na wysokości piersi, tworząc dyskretny lecz seksowny dekolcik.

    -Beata! Proszę: biustonosz; – Długowłosa szybciutko założyła czarny, zdobiony koronką staniczek. Bez większego namysłu wyciągnęła całkiem spore cycuszki z dość grubych miseczek. – nie, Ty je schowaj. Nie podobają mi się jak tamte, spódnica. – Rozczarowana nieco okularnica schowała spore brodawki w czarnym materiale. Nieco zdziwiona wciągnęła elegancką czarną spódnicę. Czarny ciuszek zszyty z przodu i wykończony delikatną falbanką, opinał jej smukłe nogi. – podwiń na brzuszek, pończoszki; – Beata bez zastanowienia odsłoniła swoją idealnie wydepilowaną pipkę. Lekko brązowiejąca cipka kontrastowała z jej bladą cerą. – mmm, tak lepiej, szpilki; – Brunetka posłusznie założyła zamszowe szpilki na koturnie. Długie obcasy i delikatna koturna wydłużyły jej piękne nogi. – koszula; – Biała prześwitująca nieco koszula okryła blady brzuszek nauczycielki, długie rękawy sięgały nadgarstków. Kobieta nieco nieśmiało zapinała kolejne guziczki, kończąc na wysokości piersi. Czarny staniczek dosyć wyraźnie przebijał się przez cienki materiał luźnej koszuli. – Stringi. – Zgrabna brunetka nachyliła się lekko, zakładając ostatnią cześć garderoby. Kamila zbliżyła się do niej i popieściła jej lekko mokrą muszelkę, wkładając swą cieplutką rączkę w koronkowe stringi. Po delikatnej pieszczocie czule zsunęła opinającą spódniczkę na uda nauczycielki.

    -Dorota! Tu będzie szybciutko. Mmm… Proszę, buty . – Czarnowłosa mamuśka pewnym krokiem podeszła do słodkiej blondi. Patrząc w oczy prezesa  założyła powolutku sandały na wysokim obcasie. Apetyczne paluszki wygodnie spoczywały w czarnych bucikach. – majteczki; – Kobieta nachyliła się specjalnie potrząsając pięknymi piersiami. Majteczki z czarnej koronki zdobione białymi kwiatami osłoniły dojrzałą cipkę. – koszula; Dorota założyła na siebie przez głowę czerwoną koszulę z cienkiego lecz nieprześwitującego materiału. Rękawy sięgające nadgarstków rozcięte były na całej długości. Luźny, lekko prześwitujący tiul zwisał delikatnie, odsłaniając smukłe przedramiona kobiety. Gustowny, zakończony ostro dekolt dość skutecznie maskował jej duże, jędrne piersi. Duże wcięcie ukazywało jej lekko piegowatą skórę. Spore sutki odznaczały się na delikatnym materiale. Mamuśka prowokacyjnie wzburzyła swe kruczo czarne, lekko kręcone włosy. –  spódnica. – Dorota zwinnie założyła czarną gustowną spódnicę. Kamila zaczęła ją powoli obchodzić. Gdy idealnie dopasowany ciuch opiął cudne uda nauczycielki, blondynka zbliżyła się. Dziewczyna z czułością pogładziła cudne pośladki Doroty, po czym zapięła suwak. – Mmm… To już wszystko, Panie prezesie.

    -Doskonale. Dziękuję Ci, moja droga. – Tomasz przerwał, wzrokiem odprowadzając wychodzącą sekretarkę. Wbijał bezczelnie wzrok w jej rozkoszny tyłeczek. – Moje Panie oczekuję od was pełnego poświęcenia. Macie uwieść i rozdziewiczyć mojego syna.
    -Ile wynosi nasza zapłata? – Spytała bezceremonialnie Dorota.
    -Nie tak szybko. Do tego dojdziemy. Oczekuję, że do końca semestru nasienie Filipa najdzie się w którejś z was. Ale nie polecam się spieszyć.
    -Panie prezesie… Czy ma to wyglądać jakoś specjalnie? – Spytała nieco speszona Beata.
    -Oczekuję od was maksymalnego zaangażowania. Filip ma się poczuć jak we śnie. Rozpalcie go maksymalnie i oddajcie się. To ma być seks doskonały.
    -Cóż, młody chłopak na pewno szybko skończy… – Szyderczo syknęła Dorota.
    -Postaracie się aby zbliżenie trwało dość długo. Kiedy już któraś z was uzna, że młody jej pragnie… Ale wiecie co robić. Radzę wam zacząć interesować się porno. Powtarzam: oczekuję całkowitego poświęcenia!
    -Dobrze… Jak mamy dowieść wykonania zadania? – Spytała dotąd milcząca Maja
    -Nie martwcie się, kiedy Jedna z was po wszystkim do mnie przyjdzie, poznam to. Jeszcze jedno: To co macie dziś na sobie macie założyć w dniu, kiedy uwiedziecie chłopaka. Ale radzę nie szarżować! Macie tylko jedną szansę.
    -Wszystko jasne, poza jednym. Ile dostaniemy? – Spytała zniecierpliwiona Dorota.
    -Ta  z was, która pierwsza dokona zbliżenia wygra. Zaznaczam, że nie możecie sobie nawzajem nic mówić. Nawet o wygranej. Może i Filip zaliczy każdą z was, kto wie? Nagroda wynosi sto tysięcy złotych…

    * Osiem lat wcześniej…

    -Kto jej to zrobił? – Tomasz spytał groźnym głosem.
    -Żona jakiegoś hydraulika, którego uwiodła.
    -Ty dziwko! Puszczałaś się?! – Spytał wściekły.
    -Wybacz. Błagam, wybacz mi. – Marcelina szepnęła ze łzami w oczach
    -Na jutro chcę wiedzieć wszystko o jej oprawczyni.
    -Tak Panie prezesie, jak Pan sobie życzy. – Patrycja odparła swym delikatnym głosem.
    -Jak ty wyglądasz? Co ona Ci zrobiła? – Tomasz spytał już nieco spokojniejszy.
    Mężczyzna chodził wokoło ciemnowłosej Marceliny i dokładnie się jej przyglądał. Była lekko zgarbiona. Oczy kobiety były umalowane, jednak widać było w nich duże zmęczenie. Ubrana była tak samo jak wtedy, gdy widzieli się po raz ostatni. Biały, prążkowany top był na tyle prześwitujący, że widać było jasno zielony biustonosz. Idealnie modelował on jej dosyć duże cyce. Jeansowe szorty odsłaniały jej pokryte głębokimi bliznami uda. Na stopach miała zwykłe sportowe trampki.
    – Co to jest? Rozbieraj się! – Polecił zdecydowanie wykazując zainteresowanie bliznami.
    Kobieta szybciutko wypełniła polecenie. Stała lekko przygaszona z błagalnym wzrokiem patrząc na dawnego kochanka. Jej piersi nie leżące wygodnie w staniku, zwisały mocno. Ciemne brodawki były pokryte licznymi maleńkimi ranami, a sutki nosiły ślady ukłuć mocnych klipsów. Piersi, brzuszek i uda kobiety pokryte były licznymi pręgami. Ślady po mocnych uderzeniach biczem były wyraźnie widoczne. Jej picza była okropnie rozciągnięta i cała czerwona. Na szyi Marceliny widać było jeszcze dość wyraźnie ślady sznura, podobnie zresztą jak na kostkach i nadgarstkach.
    -Podobno widziałaś jak rżnąłem Asię. Więc teraz sama tej szmacie dogodzisz. I lepiej dla Ciebie aby suka była z Ciebie zadowolona.

    Obie plisowane mini spódniczki leżały już na podłodze. Ich szary kolor odznaczał się od bieli króciutkiego topu zrzuconego przez Patrycję. Dziewczyna miała na sobie jedynie Czarne samonośne, gęsto tkane pończoszki oraz staniczek push-up bez miseczek. Na jej słodziutkich stópkach były bardzo wysokie szpilki. Ciemno włosa ślicznotka już dawno przyzwyczaiła się do okrutnego bólu jaki jej zadają. Pragnęła służyć prezesowi najlepiej jak tylko było to możliwe. Nieznacznie różnił się uniform Kamili. Blondi miała piękne lekko zwisające cycuszki. Jej krągłe piersi wyglądały dumnie spod podwiniętego wysoko pod pachy topu. Tak samo jak jej koleżanka oddawała się Tomaszowi w całości. Mężczyzna jak zwykle miał na sobie swoje spodnie do spotkań z dziewczętami. Były to galowe spodnie wycięte w kroczu. Dzięki temu suczki miały dostęp do jego odbytu i dumnie sterczącego wielkiego członka. Umięśniony tors dumnie prezentował się pod rozpiętą koszulą.

    Tomasz klęczał przed łóżkiem i całował pochyloną na cipką Kamili Patrycję. Przerwał jednak te czułości i zanurzył swe usta między pachnącymi udami blondynki. Dziewczyna pojękiwała słodko. Z uśmiechem obserwowała jak jej szef pieści z pietyzmem jej myszkę. Skupiona na wspaniałym pokazie Patrycja schyliła się aby z bliskiej odległości obserwować co Tomasz wyprawiał z cipką kochanki. Prezes docenił jej cierpliwość. Brunetka mogła zacząć zabawę. Położyła swe piersi na gorącym udzie seksownej sekretarki. Rozkosznie mrucząc zaczęła dogadzać różowiutkiej cipce. Kamila z zachwytem obserwowała koleżankę i chichotała radośnie. Tomasz wstał i nachyliwszy się nad nagim tyłeczkiem brunetki zaczęła całować jej muszelkę. Dziewczyna co rusz podrygiwała z podniecenia. Mężczyzna obdarowywał całusami jej mokrą norkę, potem kakaowe oczko. Pieszczoty  otrzymały także jej piękne pośladki.

    Patrycja leżała na łóżku, trzymając wysoko nogi. Rozwarła uda szeroko, pomagając sobie rączkami. Tomasz pieścił jej pipkę. Dziewczyna jęczała, nie mogąc opanować podniecenia. Język mężczyzny wyczyniał cuda, tarmosił jej łechtaczkę. Krótki zarost mężczyzny łaskotał jej wargi sromowe. Ekscytacja dziewczyny wzrosła na tyle, że puściła jedną z nóg. Drugą z nich – lewą chwyciła delikatnie Kamila. Zbliżyła do niej twarz i wchłaniała słodki zapach. Blondynka nie zastanawiała się długo i zaczęła ustami pieścić stopę kochanki. Tomasz w podzięce gładził jej krągłe udo. Patrycja pojękując z zachwytem patrzyła co dzieje się z jej kroczem. Mężczyzna zaczął energicznie poruszać głową. Wodził językiem od jej odbytu po łechtaczkę. Kamila zaciekawiona tym co wyprawia jej szef, przerwała pieszczoty i zbliżyła swą twarz do twarzy brunetki. Obie mruczały z zadowoleniem. Wprawny język szefa powodował, że dziewczyna co chwila głośno piszczała. Kamila reagowała na to radosnym śmiechem. Wkrótce zaczęła pieścić szyję koleżanki. Czułe całusy zaprowadziły jej słodkie usta do cycuszka leżącego wygodnie w staniczku. Języczek blondynki bawił się ochoczo z twardym sutkiem.

    Tomasz splunął obficie na mokrą już bardzo cipkę brunetki. Potarmosił jej wargi sromowe palcami, po czym wstał. Mężczyzna ukląkł na łóżku przy jej pośladkach i wszedł w nią delikatnie. Rękoma uchwycił dziewczynę za rozpalone uda i rozwarł szeroko, przyciskając do łoża. Posuwał ją zdecydowanie, lecz niezbyt szybko. Gruby, żylasty członek co chwila znikał w mokrej norce. Kamila jęcząc głośno obserwowała z zachwytem jak gruby chuj znika w ciasnej szparce. Gdy przypadkowo trąciła ją stopa Patrycji, znów zaczęła ją czule pieścić. Lizała i ssała jej drobne palce. Jęczała przy tym słodko. Tomasz cały czas penetrując rozkoszną norkę, dał brunetce soczystego całusa. Wargi kochanków splotły się w krótkim pocałunku. Kamila zakończywszy zabawę ze stopą kochanki zaczęła ją namiętnie całować. Dziewczęta zwarły swe usta w namiętnym pocałunku. Tomasz wdzięczny za czułość blondynki sięgnął do jej pipeczki i pieścił ręką. Co chwila jego palec wychodził z wilgotnej szparki, aby pomasować jej gładkie plecy. Dłoń mężczyzny błądziła po nagi ciele kobiety, po czym znów wracała do jej norki.

    Kamila ustawiona w pozycji na pieska poruszała się lekko. Prezes posuwał jej cipkę delikatnie. Dziewczyna uwielbiała, kiedy znienacka przyspieszał tempo. Za każdym razem zaczynała radośnie popiskiwać. Kiedy ruchy mężczyzny stawały się szybsze jej duże piersi rozkosznie bujały się pod wpływem silnych pchnięć. Patrycja słodko mruczała patrząc w oczy swego szefa. Tomasz z uśmiechem nachylił się do niej i całował namiętnie. Jego jądra co chwila mocno uderzały o spocone pośladki kochanki, kiedy chwytał ją w talli i rękoma nadawał tempo. Pośladki blondyneczki masowała delikatna dłoń Patrycji. Kamila patrzyła na nią z wdzięcznością. Kochanka odwróciła się do niej, tak, aby udostępnić Tomaszowi swą pipkę. Mężczyzna bawił się z mokrą szparką z zachwytem patrząc jak obie suczki się całują.

    Kamila ułożona w pozycji na pieska miała nad sobą Patrycję. Brunetka przyjęła tę samą pozycję. Tomasz wyszedł z cipki niże ułożonej kochanki. Wstał na równe nogi i zaczął pieprzyć odbyt brunetki. Z początku był delikatny. Robił kilka ostrożnych ruchów i wychodził z jej kakaowego oczka, aby przez chwile penetrować mokrą cipkę dziewczyny. Ten rytuał trwał do chwili, kiedy mężczyzna uznał że poślizg w odbycie brunetki jest optymalny. Jego tempo stale wzrastało. Szarpał ostro. Cipka Patrycji ocierała się o tyłeczek koleżanki. Wkrótce jądra mężczyzny zaczęły głośno klaskać o mokre pośladki. Jego penis wystrzelił jak proca. Tomasz uchwycił go więc i wpakował delikatnie w odbyt blondi. Był luźniejszy. Wykonał więc kilka pchnięć i wracał do czarnej dziurki Patrycji. Soki z cipki brunetki spływały po jej udzie. Dziewczyna czule pieściła szyję kochanki. Kamila jęczała rozkosznie. Czuła jak jej odbyt rozrywa mokry od soczków koleżanki członek. Jądra klaskały o mokre pośladki. Tomasz zaczął drażnić cipkę brunetki. Dziewczyna z zadowoleniem odwróciła się do niego, posyłając mężczyźnie słodki uśmiech. Obie dziewczyny jęczały głośno. Patrycja postanowiła zmienić pozycję. Zgrabnie zeskoczyła z pleców koleżanki i zwróciła swą twarz ku kroczu szefa. Tomasz wyszedł więc z dziurki Kamili i pozwolił aby Patrycja się nim zajęła. Dziewczyna z uśmiechem pochłonęła pachnącego członka. Ochoczo nabierała go do ust energicznie ruszając przy tym głową. Jej ciemne włosy rozkosznie falowały w rytm pieszczot. Kamila zaś przyssała się do jej cipeczki. Trzymała oburącz jędrne uda kochanki i spijała jej ciepły nektar.

    Tomasz zaszedł od tyłu Kamilę, która wciąż pieściła cipkę Patrycji. Mężczyzna chwycił ją za pośladki i zapakował członek w jej mokrą cipkę. Posuwał ją tak mocno, że ciało brunetki także energicznie falowało. Tomasz co chwila dawał klapsy jęczącej rozkosznie Patrycji. Dziewczyna odpowiadała mu radosnym chichotem.

    Patrycja leżała na plecach z uniesionymi nogami. Rękoma rozwierała uda jak mogła najbardziej. Tomasz językiem pieścił jej cipkę. Dziewczyna zaś pieściła wiszące nad nią piersi Kamili. Blondynka całowała jej brzuszek , aby za chwilkę namiętnie pocałować Tomasza. Mężczyzna przerwał pocałunek, po czym wstał. Wprowadził kutasa i piczę brunetki i zaczął posuwać. Kamila cofnęła się lekko, aby zająć się piersią brunetki.  Ruchy mężczyzny stawały się coraz bardziej chaotyczne. Blondynka przerwała więc zabawę z cycuszkami koleżanki i zaczęła bacznie obserwować krocze szefa. Patrzyła z zachwytem na błyszczącego kutasa penetrującego czerwoną pipkę, przygryzając delikatnie wargę. Patrycja szczytowała. Zaczęła głośno piszczeć. Jej pochwa zaczęła się cyklicznie zaciskać na żylastym przyrodzeniu. Dziewczyna zaczęła mocno tarmosić swoją cipkę. Patrzyła na narastające napięcie na twarzy mężczyzny.

    Masował energicznie mokrego chuja. Jego ręka pracowała jak szalona. Zaczął głośno jęczeć. Wreszcie trysnął. Sperma kilkoma salwami wystrzeliła na twarz, brzuch oraz cipkę Patrycji. Przytulona do jej buzi Kamila z radością obserwowała serię wytrysków. Obie dziewczyny zaczęły słodko chichotać. Tomasz wyciskał resztki nasienia na wzgórek łonowy. Duże krople spermy spadały na spocone ciało. Gdy puścił wiotczejącego kutasa, zebrał palcem sporą część spermy z cipki kochanki. Mężczyzna podał do słodkich ust dziewczyny mieszankę własnej spermy i jej soczków.
    -Dziękuję Panie prezesie! – Pisnęła radośnie, po dokładnym oczyszczeniu palca szefa.
    -Zasłużyłaś sobie na to. Moja piękna. – Odparł ciepło, po czym schylił się i zebrał z mokrej szparki resztę swojej spermy. Z mieszanką spermy, śliny i soczków Patrycji nachylił się ku Kamili. ich usta zwarły się w rozkosznym pocałunku…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasis
  • Festiwal

    Kiedy się obudziłam było strasznie zimno. Miałam na sobie bluzę i szarawary, a leżałam w zapięty pod samą brodę śpiwór. Wyczekiwałam poranku. Co prawda już było jasno, ale jeszcze pole nie zdążyło się ocieplić.

    Od wczoraj byłam na polu namiotowym festiwalu Poland’rock. Przyjechałam tu z parą znajomych, a rozbiliśmy się obok dwóch chłopaków, z którymi się dogadałam. Właściwie to dogadałam się tylko z jednym.

    Z Grześkiem znałam się od kilku lat, ale to była relacja internetowa. Kiedyś do mnie napisał, potem przez jakiś czas wymienialiśmy się memami i rolkami. Z czasem zaczęliśmy się lepiej poznawać. W końcu padła propozycja, żeby spotkać się na festiwalu. Stwierdziłam, a co mi tam. W końcu nie byłam sama, moja przyjaciółka i jej chłopak byli tuż obok.

    Pierwsze wrażenie może nie było najlepsze, ponieważ praktycznie go zignorowałam. Wstydziłam się na niego patrzeć. Chciał pomóc mi rozkładać namiot, a ja potraktowałam go jak powietrze. Potem wszyscy razem poszliśmy na część festiwalową i wcale nie było lepiej. Unikałam kontaktu wzrokowego. On próbował ze mną rozmawiać, a ja nie wiedziałam, co odpowiadać.

    – Basia – zawołała Agata. – Wstałaś już?

    – Już wstaję – mruknęłam rozpinając śpiwór.

    – Zaraz z Krzyśkiem idziemy myć zęby, pospiesz się.

    – Jasne – odparłam i zaczęłam uzupełniać kosmetyczkę.

    Jedna z niezaprzeczalnych zalet festiwali było to, że nie trzeba przesadnie dbać o wygląd. Mogłam chodzić przez trzy dni w tym samym i nikt nie zwróci uwagi. Wystarczy wziąć prysznic i już jest super. Problem polega na tym, że osoby, które od zawsze są przyzwyczajone do luksusu, zdobionych łazienek i nigdy nie spały pod chmurką raczej nie odnajdą się na polu namiotowym.

    Kiedy wychodziłam z namiotu zerknęłam jedynie na namiot Grześka. Był otwarty, a on siedział obok i uśmiechnął się do mnie. Nie mogłam już odwrócić wzroku, więc odwzajemniłam grymas. Nie wiem czy wyszedł mi uśmiech, ale miałam nadzieję, że tak.

    Poranna toaleta to głównie kolejki. Większość czasu czekałam aż będę mieć dostęp do kranu. Poszłam tam w stroju kąpielowym, jak większość osób. Tylko jedna odważniejsza kobieta przyszła w samym ręczniku, który zdjęła i postanowiła umyć się bez skrępowania. Była może starsza ode mnie o dziesięć lat. Miała naprawdę ładne ciało. Niewielkie piersi i trójkątną fryzurkę nad kroczem.

    Kiedy w końcu opamiętałam się i przestałam się gapić na uroki nagiej kobiety, nieśmiało jedynie zaczęłam przemywać się pod strojem i dokończyłam proces przywracania się do stanu używalności.

    Agata była zajęta podszczypywaniem się z Krzyśkiem, więc nie zwracali szczególnej uwagi na mnie. Choć nie ukrywam, drażniło mnie, kiedy ona śmiała się na cały regulator, kiedy on łapał ją za talię czy pierś. Z jednej strony wkurzałam się, że bezwstydnie chwyta tak swoją dziewczynę w miejscu publicznym, ale chyba chodziło o coś zupełnie innego.

    Nigdy nie miałam chłopaka. Większość moich doświadczeń romantycznych ograniczało się do tego, że kiedy miałam trzynaście lat pocałowałam kolegę, który potem śmiał się ze mnie, że jestem „łatwa”. To wystarczy, żeby zrujnować sobie opinię do końca szkoły. W liceum udawałam, że nie interesują mnie relacje romantyczne, choć niejedną noc przepłakałam, że zawsze będę samotna.

    Teraz byłam na studiach. Zaokrągliłam się w odpowiednich miejscach, w innych wyszczuplałam, a w jeszcze innych regularnie się goliłam, choć nie wierzyłam, że coś będzie. A już w szczególności nie z moim nastawieniem.

    Tak naprawdę bałam się chłopaków, byli bezpośredni i nieraz sprawiali dużo przykrości moim koleżankom. Dużo z nich miało okropne pierwsze razy. Niejedna spotkała się z takim z Tindera, a jak już doszło do seksu, to znikali. Nie chciałam tak. Chciałam prawdziwej miłości. Byłam idealistką i romantyczką.

    Nawet, kiedy spoglądałam na Agatę i Krzyśka, którzy wyglądali na idealną parę. Zrywali już kilka razy ze sobą, a potem wracali do siebie. Poprzedniej nocy słyszałam jak się bzykali i jęki Agaty musieli słyszeć nasi nowi koledzy, ale ona się tym nie przejmowała. Żyła chwilą, tu i teraz. Ja tak nie potrafiłam, zawsze się martwiłam.

    Kiedy w końcu wróciłam do naszego obozowiska, obok Grześka siedział już Maciek, jego przyjaciel. Razem w coś grali. Postanowiłam, że się przełamię, dosiadłam się obok Grześka i zapytałam, co to za gra. Agata z Krzyśkiem już weszli do swojego namiotu. Zapewne szykowała się runda druga, bo Krzysiek ciągle łapał ją za tyłek, a ta tylko chichotała.

    Niewiele zrozumiałam z tego, co mi Grzesiek z Maćkiem tłumaczyli. Zbyt mocno stresowałam się tym, że rozmawiam z nimi, choć tak się cieszyłam na spotkanie z Grześkiem. Wiedziałam, że to jakaś gra karciana z ładnymi obrazkami. Siedziałam tak przez dłuższą chwilę. W końcu Agata i Krzysiek dołączyli do nas.

    – To opowiedzcie coś o sobie – zagadnęła Aga. – Maciek, studiujesz, pracujesz?

    – Pracuję, studia rzuciłem dwa lata temu i od tego czasu robię, jako handlowiec. Wiesz, jeżdżę po klientach i takie tam. Każdy może coś takiego robić – rzucił i uśmiechnął się szeroko.

    – A ty? – zwróciła się do Grześka.

    – W sumie też pracuję – odparł nieco tajemniczo.

    – Ale gdzie? – dopytał Krzysiek.

    – Taka firma technologiczna, za granicą, tutaj miałem problemy ze znalezieniem pracy – przyznał w końcu i opisał co robił.

    Byłam nieco zbita z tropu, ponieważ gadaliśmy od kilku lat, ale nie wiedziałam, że robi rysunki dla innych firm i budują jakieś maszyny z tego. Nigdy nie wpadłam na to, żeby zapytać się czym się zajmuje. A może nie chciałam być wścibska?

    – A ty co robisz? – zapytał Maciek.

    – Studiuję psychologię – powiedziała Agata z dumą w głosie. – Jestem na trzecim roku.

    Krzysiek powiedział, że pracuje w firmie ochroniarskiej, a ja przyznałam w końcu, jako ostatnia, jak zwykle, że studiuję na ASP, też trzeci rok.

    – To widać – rzucił Maciek. – Kolorowe włosy wygolone z jednej strony, różne dodatki, wisiorki, nie było innej opcji, żebyś nie była na ASP.

    – Typowa alternatywka – zaśmiała się Aga.

    Ona z kolei była typową blondynką. Włosy do ramion, pełne usta, chuda i wiecznie uśmiechnięta. W dodatku niejedną osobę potrafiła przepić czy nie stroniła od używek. Dobrze się zgrała z Krzyśkiem.

    Nie będę opowiadać całego festiwalu, bo składałby się z moich różnych obaw i fobii. Skupię się na relacji z Grześkiem. To właściwie było najważniejsze, ponieważ Aga i Krzysiek szybko zniknęli, Maciek powiedział, że umówił się ze swoimi, ale nie miałam ochoty spotykać się z nowymi ludźmi, a Grzesiek chyba czuł się za mnie odpowiedzialny, ponieważ zadeklarował się, że zostanie ze mną.

    – Pójdziemy dzisiaj na jakieś koncerty? – zapytał, a ja myślałam, że spłonę. Właściwie chciałam iść na kilka, nie byłam pewna czy jemu się spodobają i głupio było mi zaproponować, więc tylko kiwnęłam głową. – A na co byś chciała iść?

    W końcu powiedziałam, oczywiście nie znał zespołu, ale powiedział, że może z mną iść, to pozna. Całkiem miłe z jego strony. Powiedział, że chce iść również na jakieś spotkanie na ASP posłuchać jakiegoś autora, a wieczorem na inny koncert. Uznaliśmy, że taki zrobimy.

    Kiedy w końcu zaczęłam się otwierać, zaczęliśmy rozmawiać o tym jak to się stało, że ze zwykłego pisania i wysyłania memów nagle jesteśmy razem na festiwalu i jak super się spotkać. Z jednej strony to była prawda, ponieważ nie cierpiałam na nadmiar znajomych, tym bardziej, kiedy jestem osobą, która dość trzyma się uboczu, ale on zapewnił mnie, że również tak ma.

    Sama nie wiem jak to się stało. Chyba, jako pierwsi wróciliśmy do obozu. Nie piłam zbyt wiele, może dwa piwa, on zdecydowanie więcej. Usieliśmy między naszymi namiotami i rozmawialiśmy o czymś. Sama nie wiem, o czym. Nagle on tak spojrzał w moje oczy. Uśmiechnął się lekko i zbliżał swoją twarz do mojej.

    Myślałam, że eksploduje. Serce zaczęło mi bić tak szybko, aż zaczęłam się bać, że on to usłyszy. W końcu pocałował mnie. A ja wydałam z siebie mruknięcie, które chyba miało oznaczać, że jestem zaskoczona, ale niewiele trwało, żebym objęła go i wskoczyła mu na kolana. Nawet nie wiedziałam jak bardzo tego chciałam.

    W końcu spędziliśmy naprawdę miły dzień, a przez ostatnie miesiące dość dobrze się poznaliśmy. Nie obawiałam się go, chciałam, żeby mnie pocałował. Chciałam, żeby coś się zdarzyło. Wręcz się o to modliłam.

    Kiedy przejeżdżał dłonią nad lewym uchem, gdzie miałam wygoloną głowę i całował mnie, czułam jak robię się mokra. Nawet nie zauważyłam, że moje biodra same się poruszają na jego udzie, a on przytulił mnie mocniej, tak, że piersiami napierałam na jego tors. Właśnie wtedy przyszli Aga i Krzysiek. Odskoczyliśmy od siebie.

    – Hej – powiedziała Aga zmęczonym głosem. – My chyba idziemy już spać, jesteśmy wymęczeni.

    Zachichotała, a Krzysiek coś powiedział jej na ucho. Byłam pewna, że widzieli jak się całujemy. I co pomyślał Grzesiek? Przecież ledwie się zaczęło, a nie chciałam, żeby się przestraszył. Kiedy tylko Aga zapięła namiot, odwróciłam się w stronę Grześka. On coś powiedział, ale tak mi krew huczała w głowie, że nie zrozumiałam. Widziałam jedynie, że wchodzi do namiotu, więc wczołgałam się za nim.

    W środku było dość ciemno. Przy ściance namiotu był śpiwór, na którym już siedział Grzesiek. Zobaczyłam, że powiesił sobie łapacz snów. Pomyślałam, że to całkiem urocze. Nawet nie pamiętam co mu powiedziałam. Wiem, że moje ręce same zaczęły szukać kontaktu i dotykałam go po kolanie, a w następnej chwili znowu się całowaliśmy.

    Dotykałam go, jego ramion, pleców i klatki piersiowej. Chwyciłam go za jego długie włosy. Czułam, że mój piercing wbija się w usta, ale to nie był problem. Przynajmniej nie dla mnie. Grzesiek w tamtym momencie również nie narzekał.

    Kiedy chwycił mnie za pierś myślałam, że jęknę z rozkoszy. Scisnął ją, a mój sutek już był twardy i czekał na pieszczoty. Zresztą bardzo szybko się ich doczekał. Zdjęłam bluzkę, pod którą miałam czarny top. Wyraźnie odznaczały się dwa punkty na nim. Grzesiek jednak nie potrzebował instrukcji, sam sobie poradził z nim i już byłam topless.

    Kiedy przyssał się do mojej prawej piersi rzeczywiście jęknęłam. Nie przypuszczałam, że będzie mnie czekać tyle rozkoszy. Kiedy ssał czułam, że jestem już naprawdę mokra. Łechtaczka nie mogła się doczekać, aż będzie coś więcej, czułam jak niewielki twardy punkcik pulsuje.

    Grzesiek położył mnie na swoim śpiworze i dalej całował. Raz jedną pierś raz drugą. Kiedy w końcu wszedł na mnie, nadal był ubrany. Zrzuciłam z niego przepoconą koszulkę. On naparł na moje krocze i poczułam na łechtaczce, że jego robaczek już jest całkiem twardy, w dodatku ociera się o moją norkę.

    Znowu jęknęłam. Złączyliśmy się w pocałunku i nasze dłonie długo błądziły. Dyszeliśmy i znowu nasze języki zaczynały się gonić. Bałam się, że będzie chciał czegoś więcej. W końcu nie miałam ani doświadczenia ani nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Kiedy włożył rękę w majtki i poczułam jego dłoń na wzgórku łonowym spanikowałam.

    – Poczekaj – szepnęłam, a on spojrzał na mnie.

    – Coś się stało? – zapytał, kiedy schodził ze mnie.

    – Tak… nie – mruknęłam. – Nie wiem.

    – Coś zrobiłem nie tak?

    – Nie o to chodzi – odparłam i czułam jak robię się czerwona. – Po prostu jestem dziewicą.

    – Nie chcesz tego zrobić?

    – Nie… znaczy chcę, ale nie wiem, co powinnam zrobić – przyznałam się i poczułam się strasznie głupio.

    – Zdaj się na mnie – powiedział i pocałował mnie w czoło.

    Nie wiedziałam, czemu, ale to mnie uspokoiło. Postanowiłam zdać się na niego. W końcu miałam już dwadzieścia dwa lata i trochę wstyd było być nadal dziewicą. Miałam jedynie nadzieję, że będzie delikatny. Dziewczyny mówiły, że to strasznie boli, więc miałam, czego się bać. Natomiast z drugiej strony moja łechtaczka wręcz krzyczała, żeby już wszedł do środka i się nią zajął. W takich chwilach nie myśli się trzeźwo.

    Wróciliśmy do pieszczot. Zdjął mi spódnicę, a następnie głaskał mnie przez majtki. Poczułam się głupio, bo dopiero teraz uświadomiłam sobie, że mam zwykłe, szare znoszone gacie, w dodatku z dziurą, ale on zdawał się tego nie widzieć. W końcu zdjął je ze mnie i ukazał mu się wygolony kwiatuszek.

    Niezbyt lubiłam kształt swojej pochwy. Wychodzące wargi sromowe, cieknąca cipka, która bardzo łatwo robiła się mokra i szerokie uda, które skutecznie utrudniały manewry. On nic nie skomentował. Przyglądał się przez chwilę, aż poczułam, że coś jest nie tak. Czyżby mu się nie spodobała? Była zbyt mokra? A może wargi były zbyt duże i zaraz powie, że mam się wynosić?

    To było coś zupełnie innego, ponieważ po chwili zanurkował i poczułam jak coś wilgotnego i miękkiego przejeżdża przez moją cipkę. Od wejścia aż do łechtaczki. Nie spodziewałam się tego, więc głośno jęknęłam. Chwycił mnie za biodra i trzymał tak, a sam zabrał się do kolacji.

    Ssał i tańczył językiem z moimi wargami. Kręcił kółeczka wokół łechtaczki, która była twarda jak kamień. Czułam, że pulsuje, jakby chciała wyjść. Oddychałam szybko, bo nigdy nie przeżyłam czegoś takiego. Kiedy mnie ssał czułam, że zaraz eksploduje. Nawet nie spostrzegłam, że trzymam go za głowę i dociskam sobie do krocza, ale nie potrafiłam nad tym zapanować. Chciałam dojść, chciałam, żeby ssał.

    W końcu prąd przeszedł mi przez całe ciało. Nadal trzymałam go za głowę i dociskałam, moje biodra wręcz zaczęły wibrować, a cała cipka mi pulsowała. Boże, jakie to było przyjemnie. Dopiero po chwili go puściłam, a on tylko wytarł usta i uśmiechnął się do mnie. Leżałam z rozwartymi nogami, dyszałam i czułam jak wszystkie nerwy skupiają mi się w kroczu. To było coś cudownego.

    Najgorsze było to, że chciałam więcej. Spojrzałam jeszcze raz na Grześka i zobaczyłam, że nadal ma spodnie. Na jego kroczu odznaczał się wyraźnie penis. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że jedynie w filmach dla dorosłych widziałam narządy męskie. Chwyciłam go i uśmiechnął się.

    – Chcesz więcej? – zapytał, ale nic nie odpowiedziałam.

    Włożyłam rękę w spodnie i zaczęłam macać. Kiedy chwyciłam coś miękkiego, wyjął moją rękę i kazał mi chwilę poczekać. Zdjął spodnie i majtki i zobaczyłam go. Moja cipka zareagowała błyskawicznie, bo poczułam jak kolejne krople naturalnego lubrykantu wypływają mi z norki.

    Myślałam, że będzie twardszy. Był giętki, całkiem długi, ale dało się go ścisnąć. Choć czułam, że pulsuje. Postanowiłam się oddać Grześkowi. Położyłam się i rozłożyłam nogi. W końcu poczułam, że coś miękkiego przejeżdża mi po norce. Od łechtaczki do norki i z powrotem. Rozsmarowywał moje soki po całej cipce.

    Bałam się, że zacznie boleć, ale jednocześnie chciałam, żeby w końcu wszedł. Ile tak mógł się bawić ze mną? Chciałam już to mieć za sobą. Chciałam, żeby mnie bzyknął. Chciałam wiedzieć jak to jest, kiedy ktoś jest we mnie. Długo nie musiałam czekać.

    Powoli zaczął wchodzić. Czułam każdy milimetr, który wchodził we mnie. Byłam strasznie mokra, więc nie miał trudności. Jego czerwona główka zniknęła we mnie i czułam jak wchodzi coraz głębiej. Serce mi tłukło, jakby miało zaraz wyskoczyć. W końcu poczułam coś dziwnego. On się zatrzymał i całe szczęście. Poczułam jak coś tam zaczęło mnie rozrywać. Nie mocno. Jakbym w środku była sklejona, a on właśnie przebijał mnie. Zasyczałam, ale kiedy chciał się cofnąć, położyłam mu dłonie na biodrach i lekko docisnęłam. Zrozumiał, bo zaczął głębiej wchodzić.

    Uczucie rozrywania nie zniknęło, trochę bolało, ale to nie był taki ból jaki opisywały mi koleżanki. Po chwili się przyzwyczaiłam, ale powiedziałam, żeby przez chwilę się nie ruszał. Czułam go całego w środku. Grzesiek leżał na mnie i wpatrywał mi się w oczy. To było coś niesamowitego mieć kogoś w sobie. W dodatku on miał tak piękne, brązowe oczy. Chciałabym się w nie wpatrywać każdego wieczora.

    Nie wiem, czemu, ale moje biodra zaczęły same tańczyć. Mimo bólu chciałam więcej. On chyba też tego chciał, ponieważ odpowiedział bliźniaczymi ruchami. Zaczęliśmy się w końcu bzykać. Na początku nieśmiało. Powoli. Bałam się, że znowu zapiecze i uczucie rozrywania powróci, ale nie. Co miało się stać, już się stało.

    Czułam, że on wychodzi ze mnie i znowu wchodzi. A kiedy wchodził do końca, czułam jak Grzesiek całym sobą napiera na moją twardą łechtaczkę, która wręcz błagała o większe pieszczoty. Chciałam, żeby ta chwila trwała jak najdłużej. Chciałam, żeby bzykał aż dojdę. Niewiele brakowało, ale nagle wyszedł, a na moim brzuchu zaczęło robić się mokro.

    – Ups – mruknął Grzesiek, kiedy dochodził na mój brzuch.

    Widziałam jak biała ciecz wylatuje z jego główki i zbiera się w okolicy mojego pępka. Pierwszy raz widziałam coś takiego. Przynajmniej na żywo. Poczułam jak mi się zrobiło chłodno w cipce bez penisa Grześka. Choć byłam pewna, że to przez to, że była bardzo mokra, a w namiocie nie było tak ciepło jak mogłam przypuszczać.

    Grzesiek nie wiadomo skąd, wyciągnął papier i wytarł mi brzuch. Usiadłam i  zobaczyłam, że na jego śpiworze jest niewielka kałuża. Poczułam, że jest mi wstyd. Skoro on doszedł mi na brzuch, to musiały być moje soki.

    Od zawsze miałam wrażliwe krocze. Czasem od siedzenia w ławce, kiedy się pochylałam i cipka obcierała o drewniane krzesełko miałam chcicę i robiłam się mokra. Niektóre dziewczyny mogłyby pomyśleć, że to coś niesamowitego, ja byłam wściekła, bo zazwyczaj byłam mokra w nieodpowiednich momentach.

    Tej nocy jednak było inaczej. W końcu zobaczyłam jak to jest się kochać pod gwiazdami. No prawia, bo był namiot. A kolejne dni były jeszcze przyjemniejsze.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Istota

    Jeszcze nie wiem czy będą kolejne częśći. Być może…

  • 2045 (2)

    *Sześć lat wcześniej…

    Usłyszał delikatne pukanie do drzwi gabinetu. Bez trudu rozpoznał, ze za drzwiami soi Kamila. Śliczna blondynka weszła do eleganckiego gabinetu trzymając w ręce szarą teczkę.
    -Cóż Cię do mnie sprowadza?
    -Patrycja zostawiła informacje o tamtej kobiecie.
    -Jakiej kobiecie? – Spytał wyraźnie zaciekawiony prezes.
    -No tej, która szantażowała Panią Marcelinę.
    -Ach tak… Pamiętam. Cóż, dobrze się ukrywała. Dobrze, połóż teczkę na biurku
    -Jak Pan sobie życzy. Prezesie…

    *2045

    Beata była potwornie wściekła. Nie mogła uwierzyć, że tamten smarkacz jej nie pożądał. Prezes jeszcze tego samego dnia przysłał do niej przesyłkę. Pospiesznie otworzyła pakunek. W pudełku było zaproszenie do jego biura. Dziwnym trafem godzina przybycia pokrywała się z porą, kiedy miała mieć zajęcia z klasą Filipa.

    Serce jej łopotało. Przeczuwała po co Tomasz wezwał ją do siebie, mimo porażki. Nie miała zamiaru się przeciwstawiać. Po pierwsze; nie chciała, aby mężczyzna ją przykładnie ukarał, a po drugie: liczyła na jakikolwiek zarobek. Po zrobieniu lewatywy czuła się dziwnie. Przez chwilę zastanawiała się czy nie przesadziła z płukaniem swej czarnej dziurki. Kobieta szybko jednak doszła do wniosku, że z higieną nie można przesadzić. Wedle instrukcji po wykąpaniu się i umalowaniu nawilżyła swój odbyt specjalnym preparatem do lubrykacji. Po wykonaniu zabiegów kosmetycznych udała się do sypialni. Stanęła przed dużym lustrem i podziwiała swoje odbicie. Jej kruczoczarne pofalowane włosy opadały na nagie ramiona, duże, lekko obwisłe piersi celowały na wprost swymi dużymi brodawkami. Brązowe sutki zaczynały lekko twardnieć. Jej dokładnie wydepilowana picza lśniła od lubrykantu. Duże wargi sromowe przyciągały wzrok swym jasno brązowym kolorkiem. Sięgnęła po uprząż do pończoch. Składała się ona z kilkunastu połączonych klamerkami wąziutkich paseczków opinających jej bioderka. Kobieta przygryzając wargę powoli, delikatnie naciągnęła pończochy. Były one czarne lekko prześwitujące. Zapięła je do uprzęży, każdą w dwóch miejscach. Śliczna nauczycielka założyła także buty. Były to ostro zakończone, połyskujące szpilki na ostrym obcasie. Mimo dość sporej wysokości były bardzo wygodne. Ostatnią częścią jej bielizny okazał się biustonosz. Jego miseczki wykonane były z materiału równie prześwitującego, co pończoszki. Resztę biustonosza stanowiła sieć kilku wąskich paseczków złączonych złotymi kółeczkami. Staniczek idealnie modelował jej piersi. Już nie zwisały. Brązowe brodawki odważnie przebijały się przez czarny materiał. Kreacji dopełniła śnieżnobiała sukienka, na cieniuteńkich podwójnych ramiączkach. Zewnętrzne ramiączka spoczywały na jej nagich ramionach, wewnętrzne zaś były przedłużeniem wcięcia dekoltu i krzyżowały się na gładkich plecach kobiety. Sukienka w ogóle nie maskowała bielizny. Paski biustonosza były odkryte przez spory, ale elegancki dekolt. Krótka sukienka ledwo zakrywała zakończenia pończoch.

    Biała jak śnieg elegancka sukienka leżała w kącie. Kochankowie stali całując się. Beata miała na sobie komplet bielizny, Tomasz ubrany był w garnitur do seksu. Całowali się delikatnie, czarno włosa masowała swą malutką rączką zadartego ku górze członka. Kutas był wielki. Palce kobiety, zdobione czerwonymi pazurkami ledwo obejmowały żylasty członek. Prawa dłoń masowała grube przyrodzenie, lewa bawiła się dokładnie wydepilowaną moszną. Tomasz zsunął wprawnym ruchem ramiączka biustonosza. Ponownie pocałował kochankę. Jego dłonie pieściły jej pulchne cycuszki. 
    -Jesteś gotowa? – Spytał, wzrokiem wskazując kutasa
    -Mhm.. – Przytaknęła cichutko, po czym powolutku uklęknęła przed prezesem. Trzymała przyrodzenie rączką u nasady. Z zamkniętymi oczyma lizała delikatnie jego żołądź. Wreszcie wzięła go do ust. Prawa rączka kobiety pieściła wilgotniejącą cipkę. Lewa dłoń wprawnie masowała grubego fiuta. Usta Beaty pochłaniały cyklicznie różową żołądź. Z zamkniętymi oczyma dogadzała swemu kochankowi, delikatnie przy tym mlaskając. Wypuściła go delikatnie z ust. Jej języczek pieścił penisa na całej długości. Patrzyła przy tym w oczy Tomasza. Mężczyzna uchwycił chuja, po czym zaczął nim delikatnie uderzać w wysunięty języczek nauczycielki.

    Kucnęła przed nim cyckami pieszcząc jego mokrego fiuta. Lepki kutas, co chwila znikał między parą dorodnych piersi. Beata ściskała je lekko rękoma. Patrzyła z zainteresowaniem jak potężny chuj, co chwila znika między jej piersiami. Po chwili przerwała delikatnie tę zabawę i znów uklękła. Wpakowała sobie kutasa do ust i z ochotą zaczęła pochłaniać żołądź. Gdy na chwilę wyjmowała go z ust, zaczęła dokładnie lizać go od moszny po żołądź. Cały czas patrzyła w oczy kochanka. Lewa dłoń opierała się na brzuchu mężczyzny, prawa zaś masowała penisa. Cieniutkie paluszki były pokryte lepką śliną. Tomasz postawił czarnowłosą na nogi i zaczął ją całować. Mężczyzna chwycił za jej udo i uniósł je delikatnie, po czym wprowadził kutasa do mokrej szparki. Posuwał ją delikatnie. Kobieta rozciągała mocno szparkę, rączką szarpiąc wewnętrzna stronę uda. Tempo penetracji narastało. Beata nie chcąc stracić równowagi trzymała mocno krawat kochanka. Tomasz całował jej pachnącą szyję i słuchał coraz głośniejszych westchnień nauczycielki. Tempo ponownie zaczęła wzrastać. Świadczyło o tym klaskanie mokrych ud śliny jąder o zwilżone soczkami pośladki. Beata jęczała już bez przerwy, czym manifestowała doznawaną rozkosz.

    Na sofie przybrała pozycję na pieska. Z zadowoleniem patrzyła jak prezes palcuje jej nawilżoną czarną dziurkę. Dwa grube palce mężczyzny doskonale radziły sobie z mocnymi mięśniami zwieraczy. Kobieta znów zaczęła cicho jęczeć. Z radością obserwowała, jak po splunięciu na jej kakaowe oczko Tomasz wszedł w nią swym kutasem. Lubrykant spełnił zadanie. Niemal od razu wielka pała ostro zaczęła penetrować ciasny odbyt. Duże piersi zaczęły energicznie się kołysać. Beata popiskiwała coraz głośniej, przymykając oczy. Mimo, że kutas Tomasza wchodził w nią tylko do połowy, czuła ogromny ból. Nie sprawiał on jednak dyskomfortu. Na twarzy nauczycielki rysowało się zadowolenie. Czarnowłosa opierała się na lewym łokciu. Prawa jej dłoń rozchylała pośladek, ułatwiając prezesowi penetrację. Ostre obcasy jej szpilek rozkosznie drażniły jego udo. Mężczyzna nadawał tempo przyciągając ją do siebie. Jego silne dłonie trzymały kobietę w talii i regulowały częstotliwość i siłę zadawanych pchnięć.

    Siedział na sofie ustami bawiąc się z cudownie zwisającymi cyckami. Były doskonałe. Delikatna skóra odbierała pieszczoty zadawane przez wargi Tomasza. Beata nabita na jego pal ujeżdżała go powoli. Żylasty członek, co chwila znikał cały w ciasnym odbycie. Kobieta mruczała z zadowoleniem, co chwila ponętnie odrzucając swe lśniące włosy. Wyglądała pięknie. Jej mokra cipka, co chwila dotykała podbrzusza kochanka, zostawiając na nim kolejne krople soczków. Facet chwycił ją mocno za pośladki i zaczął zwiększać tempo. Duże piersi zaczęły tańczyć w szalonym galopie. Gabinet znów wypełniły radosne okrzyki kobiety. 

    Pochylona nad jego kroczem znów pieściła ustami twardego chuja. Tomasz był w niebie. Kobieta doskonale wiedziała, czego on pragnie. Jej słodkie usta pochłaniały coraz więcej. Aksamitnie miękkie piersi, co chwila muskały jego ud. Czuła jak sutek, co chwila dotyka jego owłosionej nogu przez ogromne wycięcie w spodniach. Zachichotała, więc zadowolona, po czym odwrócona do kochanka plecami zasiadła na jego kutasie.  Opierała się na lewej ręce. Prawa dłoń energicznie tarmosiła mokrą norkę, czasem sięgając do zagłębiającego się w odbycie penisa. Wylewające się z jej pachnącej piczy soczki umożliwiały coraz lepszy poślizg. Tempo podskoków dziewczyny nieustannie rosło.

    Leżał na sofie. Beata siedząc przy nim energicznie masowała lepki od soczków członek. Jego oczy pochłaniały ten piękny widok. Całkowicie naga kobieta o ślicznej buzi masowała szaleńczo jego fiuta. Jej śliczne piersi drżały rozkosznie w rytm pieszczot zadawanych przez delikatną dłoń. Kobieta syczała z zadowolenia. Gdy wyczuła nadchodzący wytrysk pochyliła się aby dostać wymarzoną zapłatę. Nie pomyliła się. Pokaźne dawki spermy delikatnie tryskały z czerwonej już żołędzi. Pierwsze salwy lądowały na brzuchu mężczyzny, kolejne w delikatnych ustach kobiety. Nie wypuszczając czubka kutasa z ust masowała go rączka rozcierając wyciekającą między palcami spermę. Tomasz stękał spełniony. Z dumą patrzył na zaangażowanie swej suczki. Ślicznotka wypluła delikatnie zawartość ust, po czym rozsmarowywała ją dokładnie na cały czas twardym penisie. Znów zaczęła się bawić języczkiem z ospermionym członkiem. Uśmiechała się przy tym zalotnie. Na koniec popieściła swe cudne piersi pokrytym spermą chujem.
    -Jesteś doskonała. – Skomplementował z przekonaniem, patrząc jak kobieta oczyszcza powolutku jego wiotczejącego kutasa.
    -Dziękuję – Odparła wyprostowana, z dumą prezentując piersi.

    *Sześć lat wcześniej…

    -Cieszę się, że przyjęłaś moje zaproszenie.
    -Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności, Tomaszu.
    -Jolanto, doskonale Cię rozumiem. Pragniesz zemsty. Ja dam Ci również rozkosz.
    -Domyślam się. Już nie mogę się doczekać kiedy oboje zobaczą spektakl, który przygotowaliśmy.
    -Za chwilę ich wprowadzimy. Chciałbym aby nie wiedzieli do końca co się dzieje. Proszę, zawiąż to jemu na oczach. – Prezes szepnął do ucha puszystej blondynki. Kobieta miała na sobie wtedy fioletową sukienkę. Jej ogromny, sięgający pępka dekolt odkrywał znaczną część wielkich piersi. Cyce mocno zwisały, lecz nadal wyglądały dość ponętnie. ogromne wycięcie sukienki ukazywało także kilka fałdek na brzuszku kobiety. Krótki, luźny ciuch kończył się nieco poniżej pośladków. Dość ponętne uda kryły się czarnych samonośnych pończochach, których wykańczających koronek nie zakrywała sukienka. Na stopach mamuśki były czarne szpilki na ostrym obcasie i wysokiej koturnie, co rekompensowało jej niski wzrost.

    Marcelina z kneblem w ustach stała pochylona, zapięta w drewniane dyby. Były one podwieszone do wysokiego sufitu na grubych powrozach. Kobieta miała na sobie jedynie wysokie czarne szpilki. Nogi miała rozstawione bardzo szeroko. Jej kostki skrępowane były solidnymi więzami, tak aby nie mogła się ruszyć. Jej piersi zwisały boleśnie przez spore ciężarki przypięte do obolałych sutków. Cierpiała. Z jej oczu płynęły łzy a po bródce spływała ślina mimo wielkiej kuli, która wypełniała jej usta.
    – Pożałujesz, że się puszczałaś! – Tomasz syknął groźnym głosem do ucha kobiety i zdjął opaskę, która uniemożliwiała obserwację.

    Teodor stał na palcach. Jego kostki przywiązane były do szerokiej rozpórki. Podwieszony za ręce mężczyzna dyszał ciężko z bólu, który zadała mu małżonka. Jolanta zacisnęła na jego mosznie sieć sznurów. Jądra błyskawicznie poczerwieniały z bólu. Aby spotęgować niebywały dyskomfort szarpnęła za koniec sznura. Mężczyzna jęknął przeraźliwie. Nie mógł wydać z siebie innych dźwięków bo na jego języku były raniące klipsy. Po szyi niewiernego męża spływała rozcieńczona śliną krew. Blondynka napięła ponownie sznur zaciskający mosznę Teodora, po czym przywiązała ją do specjalnie przygotowanego uchwytu.
    – Od dzisiaj tak będziemy celebrować każdą rocznicę Twojej zdrady kochanie. – Szepnęła mu słodko do ucha, wbijając ostre tipsy w sflaczałego członka.

    Tomasz ze sterczącą fujarą podszedł do siedzącej na niskim taboreciku Jolanty. Kobieta siedziała w rozkroku, ukazując skrawek swojej nieosłoniętej sukienką piczy. Zachłannym wzrokiem patrzyła na pęczniejącego szybko, grubego chuja. Wreszcie mogła wziąć go w dłonie. Masowała go oburącz, nabijając się łapczywie ustami. Głośno przy tym mlaskała. Tomasz uchwycił jedną ręką jej głowę aby zadawać tempo. Kobieta poddała się natychmiast. Zaczęła się seksownie krztusić. Mężczyzna w podzięce oddał jej inicjatywę. Pomasowała rączką śliskiego potwora, aby za chwilę znów wpakować go sobie do gardła. Kiedy jej usta masowały żylastą pałę,  wyswobodziła swe ogromne, piękne piersi. Mimo że mocno obwisły wywierały piorunujące wrażenie. Tomasz chwycił sukę za włosy, odchylając je tak aby nie psuły widoku na blade piersi. Odciągnął Jolantę od kutasa. Mamuśka głośno mlasnęła, po czym uśmiechnęła się do prezesa. Po chwili jednak znów zachłannie zabrała się za obrabianie grubej pały. Trzymała go u nasady, lewą ręką zaś masowała swą pierś. Jej blade dłonie rozcierały strugi śliny opadającej z podbródka kobiety. Była strasznie napalona, jej rozchylone uda drżały w rytm zdecydowanych ruchów głowy. Gdy Tomasz na chwilę wyjął kutasa z jej ust natychmiast splunęła na niego i rozsmarowała ślinę po całej długości. Nie zapomniała również o swej cipie. Mokra, lepka od jej śliny i wydzieliny z twardego członka rączka pomasowała czerwoną piczę. Gdy kochanek znów się przysunął zajęła się jego jądrami. Ssała je ochoczo, rozkosznie przy tym mrucząc. Po chwili zsunęła się z taboretu, aby kutas był nad jej głową. Dalej zabawiała się z jajami w wielkiej mosznie. Jej prawa dłoń cały czas masowała wprawnie dorodne przyrodzenie. Lewą ręka opierała się o stojący za nią mebel. Gdy zabawa z jądrami znudziła ją, znów zaczęła obciągać. Dławiła się przy tym podniecająco. Gdy wypuściła członka spomiędzy swych pełnych warg, zaczęła się nim okładać. Już po chwili policzek blondynki był pokryty lepką śliną. Tomasz wsadził kutasa do jej ust i  naparł na wspomniany policzek, po czym zaczął go poklepywać. Głośne klaskanie jego dłoni o mokry policzek uzupełniło radosne pomrukiwanie kobiety. Tomasz pochylił się nad nią i zaczął mocno pocierać jej pipę. Kobieta jęknęła głośno. Ich usta połączył pocałunek. Trwali tak kilkanaście sekund. Jolanta cały czas energicznie trzepała śliskiego fiuta. Gdy ich usta się rozłączyły bez zastanowienia wzięła do ust penisa. Głośno się dławiąc kilkukrotnie wzięła go do gardła, pozostawiając na nim spora ilość śliny. Spływała ona także na jej biust. Tomasz ugiął się na nogach, zbliżając kutasa do wielkich piersi. Jolanta uchwyciła swe ogromne cyce i otoczyła nimi przyrodzenie. Tomasz posuwał je, dysząc ciężko. Blondynka wyła cicho, rozchylając wargi. Tomasz wpakował wiec jej palec głęboko do ust i zaczął je penetrować. Suczka znów zaczęła się rozkosznie krztusić.

    Tomasz położył ja na obskurnym stole. Uniósł wysoko jej nogi, po czym jego usta utonęły w brązowej szparce. Jej picza smakowała obłędnie. Mężczyzna zlizywał pyszny nektar z wielkich warg sromowych. Jego nos błądził w burzy włosków na łonie kobiety. Jolanta mruczała zadowolona. Z uśmiechem obserwowała jak jej kochanek z zapałem pieści tę cudowną pizdę. Mężczyzna przestał zabawę, gdy dokładnie oczyścił cipkę z soczków. Splunął na dłoń, po czym pomasował gorącą szparę kobiety. Ujął w dłoń kutasa i wpakował go do środeczka. Jolanta pisnęła radośnie. Tomasz jedną ręką trzymał ją za udo, mocno do siebie przyciągając. Druga dłoń masowała doskonale wyglądające w tej pozycji cycki. Suczka dyszała głośno, cały czas uśmiechając się z zadowolenia. Z sekundy na sekundę pożądanie wzrastało. Tomasz chwycił ją za oba uda i zaczął rżnąć coraz ostrzej. Kobieta zaczęła krzyczeć. Było jej bardzo dobrze. Wielki penis rozgościł się na dobre w jej szparce, a jądra co chwila uderzały z impetem o krągłe uda. Penetracja nieco zwolniła. Mężczyzna lekko zdyszany zadawał zdecydowane, ale wolniejsze pchnięcia. pochylił się nad nią. i obiema dłońmi chwycił za twarz. Kochanka patrząc mu w oczy, jęczała rozkosznie. 

    Stała na jednej nodze oparta o stół. Druga kończyna leżała na nim Piersi na dobre przylgnęły do zaniedbanego blatu. Tomasz powoli posuwał jej odbyt. Stękał przy tym głośno. Dawał z siebie ile mógł. Już dawno nie miał kochanki tak trudnej do zaspokojenia. Siły Jolanty były niespożyte. Kobieta pragnęła cały czas mieć go w sobie. W końcu nawet ona opadła z sił, położyła twarz na blacie i dyszała ciężko. Tęgi chuj cały czas dzielnie penetrował jej czarną dziurkę. Mężczyzna widząc że kochanka opada z sił, postanowił się spiąć i wrzucić wyższy bieg. Splunął na co chwila znikającego w ciasnej dupce fiuta, po czym zabrał się do szaleńczego rżnięcia. Blondynka momentalnie uniosła głowę i zaczęła głośniej stękać. Jej cyce podrażniał szorstki blat. Kiedy zaczęła głośno popiskiwać, Tomasz mocno okładał jej pośladek. Po chwili blada skóra mocno się zaczerwieniła. 

    Klęczała przed nim w samych pończoszkach i szpilkach. Znów zachłannie obciągała wielkiego kutasa. Jej makijaż był już mocno rozmyty. Szminka już prawie całkowicie zniknęła w wydatnych warg, a tusz do rzęs spływał po policzkach. Jej zachłanność słabła. Zaczęła coraz częściej spoglądać na skupioną twarz kochanka. Mężczyzna pochylił się i namiętnie ją pocałował. Prawą ręką sięgnął do rozgrzanej cipki. Masował ją delikatnie. Gdy ich usta się rozłączyły oboje zmienili pozycję. Tomasz usiał na taborecie mokrym od soczków i śliny,  po czym na jego kutasie usiadła Jolanta. Odwróciła się twarzą do obserwujących, aby mogli oni dokładnie widzieć jej tańczące radośnie cyce. Energicznie podskakiwała, nie dopuszczając do wypadnięcia tego wspaniałego fiuta z jej równie wspaniałej piczy. Jej ciało lśniło od potu. Kiedy poczuła że dłonie Tomasza zaczynają zaciskać się na jej talii, szybko z niego zeskoczyła. Mężczyzna również pospiesznie wstał. Na ugiętych nogach stał przed nią i masował pospiesznie swego chuja. Jolanta wystawiła język, w uśmiechu szczerząc bielutkie ząbki. W jej ogromne piersi mocno wbijały się długie tipsy. Mężczyzna jęcząc głośno zaczął tryskać. Potężne strzały kończyły się na włosach, twarzy i w ustach kobiety.
    -Tak! Tak! Jeszcze! – Krzyczała napalona do obłędu.
    -Ach! Jesteś doskonała! – Jęknął nie mogąc powstrzymać emocji. Kobieta ostatni raz jeszcze nabiła się ustami na jego członek. Jej podbródek dotknął nawet lepkich jąder. Tomasz energicznie odciągnął jej głowę od swego krocza i spojrzał w oczy. Jolanta roześmiała się radośnie do pochylającego się nad nią kochanka, po czym rozsmarowała sobie rączką spermę po uśmiechniętej twarzy…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasis
  • Pewne wakacje z kuzynka

    W wakacje zaraz po osiągnięciu pełnoletności pojechałem do mojego wujostwa na wieś, aby pomóc trochę przy pracach. Wujek i ciocia mieli tylko jedną córkę, moją kuzynkę Olę. Ola była w moim wieku, kilka tygodni starsza. Ola to ciemna blondynka, o okrągłej, miłej twarzy. Może metr siedemdziesiąt wzrostu. Solidnie zbudowana. Jej piersi były duże, brzuch niezbyt płaski z głębokim pępkiem. Miała też długie nogi, lekko za duże łydki i konkretne uda. Szerokie biodra i duże, mięsiste pośladki. Prawdziwa dziewucha ze wsi, taką co to nadaje się do młócenia siana i młócenia na sianie. W wieku czterdziestu lat najpewniej mocno się roztyje, ale obecnie posiadała ciało, którego dało się pożądać, a przynajmniej ja go po cichu pożądałem. Ola i ja zawsze mieliśmy dobry kontakt, chociaż moja kuzynka była trochę łatwowierna. Wiedziałem, że wynikało to z jej łagodnego usposobienia, uległego charakteru.
    Mieszkałem u nich przez tydzień i przez te kilka dni udało mi się zbliżyć z Olą na tyle, że jadła mi z ręki. Którą noc spędziliśmy na poważnych rozmowach, z których dowiedziałem się, że jest dziewicą – ale było to raczej oczywiste. Ja też miałem przed sobą pierwszą inicjację seksualną. Przekonywałem Olę, że powinniśmy to zrobić. Ja i ona. Nie zgodziła się na seks, nawet w zabezpieczeniu, ale jako, że ja ponoć też jej się strasznie podobałem i miała ochotę poznać męskie ciało z bliska, udało mi się namówić ją na inne seksualne zabawy. Oczywiście poza całowaniem i macaniem, które uskutecznialiśmy tej nocy w jej pokoju.
    Aby rozbudzić w niej pożądanie i ugruntować to, co ustaliliśmy, tej nocy zrobiłem jej minetę. Pierwszy raz lizałem cipkę i spodobało mi się to. Oli najwyraźniej też.
    Następnego dnia poszliśmy na łąki, wzięliśmy koc i rozłożyliśmy go. Rozebraliśmy się i długi czas po prostu leżeliśmy się przytulając i całując. Całowaliśmy się z języczkiem i było to podniecające. Macałem ją jednocześnie po miękkiej, dużej dupie i piersiach, ona dotykała mojego twardego penisa i jądra. Powiedziała, że jej się podoba i że nie może się doczekać kiedy zaczniemy coś robić. Zachęcony zacząłem działać.
    Ola położyła się na brzuchu, a ja wysmarowałem w oliwce dla dzieci swojego nabrzmiałego kutasa i wsadziłem go między jej blade pośladki. Ściskałem ję tak, że mój penis całkowicie się w nich chował, wykonując frykcyjne ruchy wysuwała się tylko sama główka, znikała i pojawiała, tonęła w miękkości jej dużego tyłka. Siedziałem na jej udach i ocierałem się o nią.
    – Tylko żeby nie wszedł do środka – upomniała mnie.
    Ślizgałem się między jej słodkim dupskiem, patrząc jak wysuwający się grzybek robił się coraz bardziej bordowy. Mój owłosiony, brzydki kutas kontrastował z niewinną bielą jej tyłka. Pośladki drgały niczym galaretka i bardzo mnie to podniecało. W końcu poczułem zbliżający się orgazm i przyspieszyłem. Sperma wystrzeliła częściowo na jej plecy, a częściowo na pośladki i rowek. Biała maź miała kontakt z różowym oczkiem jej odbytu.
    – Skończyłeś? – zapytała.
    – Tak.
    – Dużo?
    – Bardzo dużo.
    Zszedłem z niej, a Ola sięgnęła dłonią do tyłu i wytarła dłonią spermę z tyłka.
    – Chcę jeszcze tak samo, ale na hiszpana – oznajmiłem.
    – To znaczy?
    – Między piersi.
    – Dobrze, ale teraz moja kolej. Pocałujesz mnie tam?
    – Pocałuje.
    Ola położyła się na plecy i rozłożyła szeroko swoje nogi. Jej cipka, ciemniejsza od reszty ciała, patrzyła na mnie już prawie gotowa. Pochyliłem się i zacząłem całować ją po wargach i łechtaczce. Niemal od razu poczułem jej intensywny zapach, spotęgowany zapewnie dzisiejszym żarem lejącym się z nieba. Wodziłem językiem z góry na dół, wsuwałem język do jej otworka, z którego wydobywał się słonawy śluz. W końcu skupiłem się na ssaniu jej łechtaczki. Jej ciało w końcu zadrżało, a ona cicho zajęczała.
    – Udało się? – zapytałem. – Doszłaś?
    – Tak. Słuchaj jak ona smakuje?
    – Całkiem dobrze.
    – Naprawdę?
    – Tak.
    Leżeliśmy chwilę przytuleni na łyżeczkę. Byliśmy nadzy, mój mały przyciskał się do jej tyłka, dlatego po kilku chwilach znów ożył.
    – Chodź teraz na hiszpana – powiedziałem.
    – Dobrze.
    Ola przewróciła się na plecy, a ja usiadłem na jej brzuchu i wsadziłem go między jej dorodne cycki. Jej różowe brodawki wydawały się być twarde z podniecenia. Znów użyłem oliwki i zacząłem ślizgać się między jej piersiami. Było mi równie przyjemnie jak między jej pośladkami, ale z racji tego, że jakiś czas temu doszedłem, trwało to dłużej.
    – Ściśniesz dłońmi swoje piersi?
    – O tak? – zapytała, ugniatając je odpowiednio.
    – Właśnie tak.
    Posuwałem ją między cyckami, patrząc to na wysuwającego się penisa, to na jej twarz. Jej niebieskie oczy były we mnie utkwione.
    – Podoba ci się? – zapytała nagle.
    – Bardzo.
    Może dwie minuty później znów poczułem obezwładniającą gorączkę.
    – Dochodzę – oznajmiłem, nie przerywając.
    Sperma wystrzeliła głównie na szyję Oli, ale trochę trafiło też na brodę i twarz. Jedna, lepka, biała nitka nasienia padła od policzka do podbródka, przechodząc przez usta. Wyglądało to zajebiście i bardzo mi się spodobało.
    – Mogę spróbować? – zapytała.
    – Czego?
    – Twojej spermy.
    – Możesz.
    Ola zlizała nasienie z policzka, a potem, najwyraźniej mając ochotę na więcej, złapała za mojego penisa i wycisnęła z niego ostatnie krople prosto do swoich ust.
    – I jak? – zapytałem.
    – Słona. Lekko gorzka.
    – Niedobra?
    – Mi smakuje.
    – Ola, a będę mógł spuścić się na twojej twarzy za trzecim razem?
    – Ale jak?
    – Na przykład ja będę stał, a ty będziesz mi obciągać na kolanach i jak poczuję, że dochodzę to go wyjmę i skończę na twojej buzi. Dobrze?
    – No dobrze. Ale teraz moja kolej.
    – To jak teraz?
    – Możesz mnie tam całować i jednocześnie włożyć palec.
    Rozłożyła nogi, a ja znów między nimi zanurkowałem. Całowałem ją i pieściłem, wsuwałem i wysuwałem palec, jednocześnie językiem drażniąc łechtaczkę. Chyba z dziesięć minut ją tak pieściłem zanim osiągnęła orgazm.
    Potem znów się położyliśmy. Jej ciało było wilgotne i trochę lepkie od spermy, które powoli zamieniało się wodę, a w ciepłym powietrzu było też czuć dziwny zapach nasienia. Nie mówiłem jednak nic, bo to w końcu była moja sperma i czułem pewnego rodzaju dumę. Kilka chwil później Ola odwróciła się do mnie i zaczęła mnie całować. Całowaliśmy się do momentu aż znów mi stanął. Wtedy ona pochyliła się i zaczęła ssać główkę mojego penisa. Leżałem na plecach, a ona robiła mi loda. Kiedy poczułem, że chyba znów dojdę powiedziałem, że wstanę. Chciałem skończyć na jej twarzy tak jak się umówiliśmy.
    Ola uklękła przede mną i zaczęła mi obciągać. Pomagała sobie dłonią, waliła mi i ssała penisa. W końcu poczułem zbliżający się orgazm.
    – Ola już – rzuciłem podniecony.
    Wyciągnąłem go z jej ust, a ona nadstawiła swoją rumianą, okrągłą twarz. Sperma zaczęła tryskać jak z hydrantu, zalewając niemal całą jej buzię. Musiała aż zamknąć oczy. Trochę nasienia trafiło też na włosy.
    – Podobało ci się? – zapytała.
    – Bardzo.
    – Mnie też.
    Ola usiadła i zaczęła wycierać się z mojej spermy. Trochę zlizała, ale większość wytarła w swoje piersi i brzuch. Powiedziałem jej wcześniej, że sperma działa na podobnej zasadzie co krem. Musiała mi uwierzyć.
    Leżeliśmy jeszcze trochę, chyba nawet się zdrzemnęliśmy nadzy na tym słońcu. Zanim poszliśmy na obiad, Ola jeszcze raz dossała się do mojego penisa.
    – Chcę jeszcze posmakować twojego nasienia – wytłumaczyła.
    Pozwoliłem jej, chociaż czułem, że może być ciężko skoro już trzy razy doszedłem. Ola miała jednak bardzo zwinne usta i była nieugięta. Leżałem sobie, a ona mi obciągała. Wycmokała mnie w kilka minut, cała sperma trafiła do jej żołądka.
    – Jesteś spermopijką – powiedziałem ze śmiechem.
    – Co to znaczy?
    – Lubisz połykać.
    – Chyba tak.
    – Ale to dobrze. Twój mąż w przyszłości będzie zadowolony.
    – Myślisz?
    – Pewnie. Faceci kochają kobiety, które są im bezgranicznie oddane.
    Na zakończenie pobawiłem się jeszcze trochę jej cyckami i tyłkiem, ale bez większego seksualnego podtekstu. Przełożyłem ją sobie przez kolano i zacząłem klepać po pośladkach. Zaróżowiły się pod wpływem moich klapsów, za każdy razem drgały cudownie. Ola też się śmiała.
    – Szkoda, że nie chcesz tego zrobić – powiedziałem.
    – Chcę – odparła zaskakująco. – Ale musimy poczekać dwa dni.
    – Dlaczego?
    – Mój kalendarzyk mówi, że mam jeszcze płodne dni.
    – Naprawdę?
    – Tak. Nie chcę ryzykować ciąży. Będziemy mogli wtedy zrobić to bez zabezpieczenia.
    – Jesteś pewna?
    – Jestem.
    Pocałowałem ją w usta, a potem ubraliśmy się i poszliśmy do domu. Pomagałem wujkowi w pracy do wieczora, cały czas wodząc wzrokiem za Olą. Chodziło w bardzo krótkich, materiałowych spodenkach, tak krótkich, że było jej widać połowę tyłka. Tyłka, który należał obecnie do mnie. Myślałem sobie o tym jak będę ją za te dwa dni ujeżdżał, jak rozkaże jej się wypiąć i zerżnę ją niczym pies sukę. Naprawdę nie mogłem się tego doczekać. Z tego wszystkiego znów mocno się podnieciłem i późnym wieczorem, jeszcze przed kąpaniem, dorwałem Olę gdzieś w stodole, złapałem ją za tę wielką dupę i zacząłem całować duże, wilgotne usta. Byłem spocony, miałem śmierdzące jaja i kutasa, zacząłem gadać coś w stylu, że ma się w tym momencie wypiąć, bo chcę ją zerżnąć.
    – Nadstawiaj te swoją wielką dupę, będę cię ruchał – rzuciłem.
    – Jeszcze nie, naprawdę.
    – W takim razie musisz mi obciągnąć spermopijko.
    Kazałem jej ukucnąć. Ola nie oponowała, zaczęła robić mi loda, chyba nawet jeszcze z większym zapałem niż przedtem, zupełnie jakby zapach spoconych genitaliów ją tylko bardziej podniecił. A ja przez szpary w deskach stodoły obserwowałem chodzącego po podwórku wujka. Nie był zupełnie świadom tego, że jego jedyna, kochana córeczka, ssała kutasa swojemu kuzynowi w stodole. Ten fakt tak mnie podniecił, że szybko spuściłem się Oli do gardła. Wszystko grzecznie połknęła, wyznając po wszystkim, że chyba zakochała się w moim kutasie, a potem wyszliśmy ze stodoły jak gdyby nigdy nic.
    Patrząc na jej drgające, wilgotne pośladki, naprawdę nie mogłem doczekać się tego, aż ją zerżnę.
    Następnego dnia tylko dwa razy się spuściłem. Raz wsadziłem fiuta między pośladki Oli i na stojaka w jednej z szop zacząłem się między nimi ocierać. Poślizgu nadawało jej spocone ciało. Było to przyjemne, ale zamiast finalizować na jej plecach, to kazałem uklęknąć i skończyłem na jej twarzy. Potem rozkazałem jej przespacerować się ze spermą po podwórku, ryzykując, że ktoś zobaczy. Zrobiła to. Szła mając na buzi moją spermę. Drugi spust był natomiast po kolacji. Leżeliśmy w jej pokoju, błogo odpoczywając. Strzeliłem jej palcówkę, a ona wycmokała mi fiuta, połykając spermę. Wolałem spuszczać jej się na twarz, bardziej mnie to kręciło, sprawiało, że czułem się jak król, ale ona zbyt rozsmakowała się w moim nasieniu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcel