Category: Uncategorized

  • Nowy wikary [AI]

    Wieczór w małym, prowincjonalnym miasteczku był cichy, przerywany jedynie odległym szczekaniem psów i szumem wiatru w koronach drzew. Wąska uliczka prowadząca do starego, kamiennego kościoła była niemal pusta, a latarnie rzucały ciepłe, złociste światło na bruk. Kacper, drobny dziewiętnastolatek o delikatnych rysach twarzy, stał przed ciężkimi, drewnianymi drzwiami świątyni, zaciskając dłonie na czarnej, koronkowej chustce, którą zawsze nosił w kieszeni. Jego serce biło szybko, a w głowie kłębiły się myśli, które jednocześnie go przerażały i ekscytowały.

    Kacper był inny. Od dziecka czuł, że nie pasuje do sztywnych ram, które narzucało mu otoczenie. Miał smukłą sylwetkę, długie rzęsy i jasne, niemal platynowe włosy, które często zaplatał w luźny warkocz. W domu, w ukryciu, przymierzał sukienki i pończochy, malował usta szminką, którą kupił w tajemnicy w drogerii na drugim końcu miasta. To sprawiało, że czuł się sobą – wolny, piękny, prawdziwy. Ale nigdy nie odważył się pokazać światu tej wersji siebie. Aż do dzisiaj.

    Wiedział, że w konfesjonale czeka wikary Mateusz, nowy wikary, który od kilku miesięcy budził w miasteczku szepty. Był młody, ledwie po trzydziestce, z ciemnymi, falującymi włosami i oczami, które zdawały się widzieć więcej, niż ktokolwiek chciałby ujawnić. Plotki mówiły, że wikary Mateusz nie jest taki, jak inni duchowni – że jego spojrzenie na mężczyzn bywa zbyt długie, zbyt intensywne. Kacper słyszał te pogłoski i choć próbował je ignorować, budziły w nim ciekawość. I coś jeszcze – gorące, nieokreślone pragnienie, które sprawiało, że jego policzki płonęły.

    W końcu pchnął ciężkie drzwi i wszedł do kościoła. W środku pachniało kadzidłem i starą drewnianą politurą. Świecie migotały w bocznych ołtarzach, a cisza była niemal namacalna. Kacper poprawił na sobie luźny sweter, pod którym ukrył delikatną, koronkową bieliznę – jego mały sekret, który dodawał mu odwagi. Ruszył w stronę konfesjonału, czując, jak każdy krok odbija się echem w jego głowie.

    W konfesjonale zastał go mrok i ciepły głos, który przeciął ciszę.

    – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – powiedział wikary Mateusz, a jego ton był miękki, niemal melodyjny.

    – Na wieki wieków, amen – odpowiedział Kacper cicho, siadając na drewnianej ławce. Jego głos drżał, a dłonie, spoczywające na kolanach, zacisnęły się mocniej na chustce. – Ja… chciałem się wyspowiadać.

    – Słucham cię, dziecko – odparł wikary, a w jego głosie Kacper wyczuł coś, co sprawiło, że jego serce zabiło szybciej. Było to ciepło, ale i ciekawość, jakby Mateusz już wiedział, że ta spowiedź nie będzie zwyczajna.

    – Ja… – Kacper przełknął ślinę, czując, jak gorąco rozlewa się po jego ciele. – Mam grzechy, które… które trudno mi wyznać. Boję się, że są… inne.

    Zapadła cisza, ale nie była ciężka. Mateusz milczał, jakby dawał mu przestrzeń, by zebrał odwagę. W końcu wikary odezwał się, a jego głos był cichszy, niemal intymny.

    – Nie bój się. Bóg słucha wszystkich, a ja jestem tu, by cię wysłuchać. Powiedz mi, co cię dręczy.

    Kacper zamknął oczy, czując, jak jego tajemnica, ta najgłębiej skrywana, pcha się na powierzchnię. Wiedział, że to początek czegoś, co może zmienić wszystko.

    Kacper siedział w konfesjonale, czując, jak drewniana ławka pod nim wydaje się niemal zbyt twarda, jakby chciała przypomnieć mu o jego niepokoju. Ciemność otulała go, a zapach kadzidła mieszał się z lekkim zapachem wody kolońskiej, który, jak podejrzewał, należał do księdza Mateusza. Serce biło mu w gardle, gdy próbował zebrać myśli, by wyznać to, co go dręczyło.

    – Jakie grzechy nosisz w sercu? – zapytał Mateusz, jego głos był ciepły, ale w tonie czaiła się nuta zainteresowania, która sprawiła, że Kacper zadrżał. – Mówiłeś, że są… inne. Opowiedz mi o nich.

    Kacper przełknął ślinę, wpatrując się w ciemną kratkę oddzielającą go od księdza. Wiedział, że nie ma odwrotu. – Ja… często myślę o rzeczach, które… nie powinienem. O tym, kim chciałbym być. I o… mężczyznach.

    Cisza po drugiej stronie była krótka, ale wyczuwalna. Mateusz odchrząknął cicho, a kiedy się odezwał, jego głos był spokojny, niemal zachęcający. – Myśli same w sobie nie są grzechem, jeśli ich nie pielęgnujesz w zły sposób. Powiedz mi więcej. Jakie to myśli? Co czujesz, gdy o tym myślisz?

    Kacper zacisnął dłonie na koronkowej chustce, czując, jak materiał ociera się o jego palce. – Czuję, że… chciałbym być kimś innym. Bardziej… kobiecy. Czasem, kiedy jestem sam, zakładam sukienki, maluję się. Czuję się wtedy dobrze, jakby to była prawdziwa wersja mnie. Ale potem… – urwał, czując, jak policzki mu płoną.

    – Potem? – dopytał Mateusz, a jego głos był łagodny, ale w tle czaiła się ciekawość. – Co się dzieje potem?

    – Myślę o… o tym, jak by to było być z kimś. Z mężczyzną. – Kacper zamknął oczy, próbując ukryć się przed własnym wstydem. – Wyobrażam sobie, że jestem kobietą, że… że ktoś mnie dotyka, że… – zawahał się, ale słowa popłynęły, jakby same chciały się uwolnić. – Że jestem w tej roli, że… że wypinam się dla niego. Że on mnie pragnie takiej, jaka jestem w tych fantazjach.

    Zapadła cisza, ale nie była ciężka. Mateusz milczał przez chwilę, jakby analizował każde słowo. – Rozumiem – powiedział w końcu, a w jego tonie nie było potępienia. – Te myśli przychodzą często? Są intensywne?

    – Tak – wyszeptał Kacper, czując, jak jego oddech przyspiesza. – Czasem nie mogę przestać o tym myśleć. O tym, jak by to wyglądało, jak by to było… czuć się tak w pełni sobą, z kimś, kto by to zaakceptował.

    – A oglądałeś coś, co te myśli podsycało? – zapytał Mateusz, a jego głos stał się nieco głębszy, jakby chciał podejść do tematu ostrożnie, ale z zainteresowaniem. – Wiesz, o czym mówię. Filmy, obrazy… coś, co mogło wpłynąć na te fantazje?

    Kacper poczuł, jak gorąco rozlewa się po jego ciele. Wiedział, że pytanie jest intymne, ale w tonie księdza nie było osądu, tylko coś, co sprawiało, że chciał mówić dalej. – Tak – przyznał cicho. – Oglądałem… filmy. Takie, gdzie są mężczyźni, którzy… no, są razem. I czasem… czasem wyobrażałem sobie, że to ja jestem jednym z nich, ale jako kobieta. Że jestem tą, którą oni… – urwał, czując, że jego głos drży. – To grzech, prawda?

    Mateusz westchnął cicho, a Kacper usłyszał, jak przesuwa się po drugiej stronie kratki, jakby chciał być bliżej. – Grzech to życie w kłamstwie, w niezgodzie z tym, kim jesteś – powiedział powoli, a jego słowa brzmiały inaczej, jakby były bardziej osobiste niż kaznodziejskie. – Bóg stworzył cię z miłością, z intencją. Twoje pragnienia, twoje myśli… one są częścią ciebie. Pytanie brzmi, co z nimi robisz. Czy krzywdzisz innych? Czy ranisz siebie?

    – Nie… nie krzywdzę – odpowiedział Kacper, czując, jak napięcie w jego ciele powoli ustępuje. – Ale czuję się winny. Boję się, że to, czego chcę, jest złe. Że to, kim chcę być, jest… nie do przyjęcia.

    – A kim chcesz być? – zapytał Mateusz, a jego głos był teraz niemal szeptem, pełnym ciepła i czegoś, co Kacper mógłby przysiąc, że brzmiało jak fascynacja. – Opowiedz mi o tej wersji ciebie. Jak ona wygląda? Co czuje?

    Kacper zaczerpnął powietrza, czując, jak jego serce bije szybciej. – Ona… jest delikatna. Nosi sukienki, koronki, czuje się piękna. Chce być widziana, pożądana. Chce… – zawahał się, ale słowa popłynęły same. – Chce być w ramionach kogoś, kto ją zaakceptuje. Kogoś, kto spojrzy na nią i nie zobaczy grzechu, tylko… ją.

    – To nie grzech pragnąć być sobą – powiedział Mateusz, a w jego głosie było coś miękkiego, niemal czułego. – Bóg jest wyrozumiały. On widzi twoje serce, twoją duszę. A ja… ja słucham cię i próbuję zrozumieć. Powiedz mi, Kacper, co czujesz, gdy myślisz o tych ramionach? O tym, jak ktoś cię obejmuje, jak cię widzi?

    Kacper zadrżał, czując, jak pytanie księdza trafia w sam środek jego pragnień. – Czuję… ciepło. Jakby wszystko we mnie ożywało. Jakby to było jedyne, co ma sens. Wyobrażam sobie, że ktoś mnie dotyka, że mówi mi, że jestem piękny… że jestem wystarczający. – Jego głos zadrżał, a w oczach zebrały się łzy. – Czasem oglądałem filmy, gdzie… gdzie mężczyźni są tacy czuli, ale też… dominujący. I myślałem, że chciałbym być na miejscu tej osoby, którą oni… którą oni kochają.

    Mateusz milczał przez chwilę, a Kacper słyszał tylko jego oddech, spokojny, ale jakby nieco głębszy. – Rozumiem – powiedział w końcu. – A w tych filmach… co cię najbardziej poruszało? Co sprawiało, że wracałeś do tych myśli?

    Kacper zacisnął usta, czując, jak granica między spowiedzią a intymną rozmową się zaciera. – To, jak… jak jeden z nich patrzył na drugiego. Jakby widział w nim cały świat. I to, jak… jak jeden z nich poddawał się drugiemu. Jakby oddawał mu kontrolę, ale z zaufaniem. To było… – urwał, szukając słów. – To było piękne.

    – Piękne – powtórzył Mateusz cicho, a w jego głosie było coś, co sprawiło, że Kacper poczuł dreszcz na plecach. – Wiesz, Kacper, Bóg stworzył miłość we wszystkich jej formach. To, co czujesz, to pragnienie bliskości, akceptacji. Nie możesz żyć w niezgodzie z tym, kim jesteś. To byłoby większym grzechem niż jakiekolwiek fantazje.

    Kacper poczuł, jak łzy spływają mu po policzkach, ale nie były to łzy smutku. To była ulga, jakby ktoś w końcu zobaczył go takim, jaki jest. – Dziękuję – wyszeptał. – Ale… co mam teraz zrobić? Jak żyć z tym wszystkim?

    Mateusz zaśmiał się cicho, a dźwięk ten był ciepły, niemal figlarny. – To dopiero początek, Kacper. Spowiedź to nie tylko wyznanie grzechów, ale szukanie drogi. Powiedz mi więcej. Co jeszcze czujesz? Co chciałbyś, żeby się stało, gdybyś mógł być w pełni sobą?

    Kacper czuł, jak jego oddech staje się płytszy, a słowa księdza Mateusza wciąż rezonowały w jego głowie. Ciepło konfesjonału, zapach kadzidła i intymny ton rozmowy sprawiły, że jego myśli stawały się coraz odważniejsze, jakby bariery, które przez lata budował, zaczęły pękać. Głos Mateusza, ciepły i zachęcający, sprawiał, że Kacper chciał powiedzieć więcej, otworzyć się całkowicie.

    – Co chciałbyś, żeby się stało, gdybyś mógł być w pełni sobą? – powtórzył Mateusz, a w jego tonie było coś, co sprawiało, że Kacper czuł się widziany, jakby wikary patrzył wprost w jego duszę.

    Kacper zacisnął dłonie na koronkowej chustce, czując, jak serce bije mu w piersi. Wziął głęboki oddech, a słowa, które wypowiedział, były niemal szeptem, ale brzmiały pewnie, jakby w końcu uwolnił coś, co zbyt długo trzymał w środku. – Chciałbym… chciałbym się przebrać. Założyć sukienkę, pończochy, być taką, jaką się czuję. I… – zawahał się, ale spojrzenie w ciemność kratki dodało mu odwagi. – Chciałbym być z kimś, kto by mnie tak widział. Chciałbym… robić rzeczy, o których myślę. Jak… jak lodzik. I… – jego głos zadrżał, ale nie cofnął się. – Chciałbym, żeby ktoś… żeby ktoś mnie… wyruchał. W pupę. – Ostatnie słowa wypowiedział niemal bez tchu, czując, jak jego twarz płonie, a ciało przechodzi dreszcz podniecenia i wstydu.

    Cisza po drugiej stronie była gęsta, ale nie ciężka. Mateusz odchrząknął cicho, a kiedy się odezwał, jego głos był spokojny, ale jakby nieco głębszy, z nutą, która zdradzała, że słowa Kacpra nie pozostawiły go obojętnym. – To bardzo szczere wyznanie – powiedział powoli. – Twoje pragnienia… one są częścią ciebie. Nie możesz ich tłumić, bo to byłoby życie w kłamstwie. A Bóg chce, żebyś żył w prawdzie.

    Kacper przełknął ślinę, czując, jak jego ciało drży z emocji. – Ale… co mam z tym zrobić? – zapytał cicho. – Czuję, że to wszystko jest we mnie, ale nie wiem, jak to… jak to zrealizować. Boję się.

    Mateusz westchnął, a jego głos stał się bardziej intymny, niemal poufny. – Potrzebujesz bezpiecznego miejsca, Kacper. Miejsca, gdzie możesz być sobą, bez strachu, bez osądu. Gdzie możesz… odkrywać, kim naprawdę jesteś. – Zamilkł na chwilę, jakby dobierał słowa. – Plebania to spokojne miejsce. Jeśli chciałbyś… porozmawiać, naprawdę porozmawiać, mogę tam być. Za godzinę, jeśli czujesz, że jesteś gotowy.

    Kacper zamarł. Zaproszenie było subtelne, ale w tonie Mateusza było coś, co sprawiało, że jego serce zabiło szybciej. Nie było w tym nic bezpośredniego, ale sposób, w jaki wikary wypowiedział słowo „porozmawiać”, brzmiał jak obietnica czegoś więcej. – Za godzinę? – powtórzył cicho, niemal nie wierząc, że to się dzieje.

    – Tak – odpowiedział Mateusz, a w jego głosie Kacper wyczuł ciepły uśmiech. – Bez pośpiechu. Przyjdź, jeśli będziesz chciał. Możemy porozmawiać o tym, kim jesteś, czego pragniesz. Bez żadnych oczekiwań.

    Kacper przygryzł wargę, czując, jak podniecenie miesza się z niepewnością. – Dobrze… spróbuję – powiedział w końcu, a jego głos był ledwie słyszalny. – Przyjdę.

    Mateusz milczał przez chwilę, jakby chciał, by te słowa wybrzmiały. – Nie dam ci pokuty, Kacper – powiedział w końcu, a jego ton był łagodny, niemal czuły. – Twoja pokuta to żyć w zgodzie z sobą. Bóg nie chce, byś się ukrywał. Idź teraz, pomyśl o tym, co czujesz. I… jeśli zechcesz, spotkamy się na plebanii.

    Kacper poczuł, jak jego ciało rozluźnia się, jakby ciężar, który nosił od lat, nagle stał się lżejszy. – Dziękuję, księże – wyszeptał, wstając z ławki. W głowie miał chaos, ale też dziwne poczucie ulgi i ekscytacji. Wyszedł z konfesjonału, czując na sobie spojrzenie Mateusza, choć nie mógł go zobaczyć. Drzwi kościoła zamknęły się za nim z cichym skrzypnięciem, a chłodne, wieczorne powietrze owiało jego rozgrzaną twarz.

    Szedł szybko w stronę swojego mieszkania, które znajdowało się kilka ulic dalej. W głowie kłębiły mu się myśli – o tym, co powiedział, o zaproszeniu Mateusza, o tym, co może się wydarzyć. Wiedział, że musi się przygotować. W jego szafie, ukryta w starej walizce, czekała sukienka – czarna, obcisła, z delikatnym koronkowym wykończeniem. Obok leżały pończochy i szpilki, które kupił kiedyś w przypływie odwagi. Nigdy nie nosił ich poza swoim pokojem, ale teraz czuł, że to odpowiedni moment. Chciał być sobą – w pełni, bez wstydu.

    Wchodząc do mieszkania, rzucił chustkę na stół i skierował się prosto do szafy. Jego dłonie drżały, gdy otwierał walizkę, a serce biło jak oszalałe na myśl o tym, co czekało go za godzinę.

    Kacper stał przed drzwiami plebanii, czując, jak jego serce bije w rytmie, który zdawał się zagłuszać wieczorną ciszę miasteczka. W ręku ściskał małą, czarną torbę, w której ukrył swoje skarby – sukienkę, pończochy, szpilki i kosmetyczkę z podstawowymi rzeczami do makijażu. Powietrze było chłodne, ale jego ciało płonęło od środka – mieszanka ekscytacji, strachu i podniecenia sprawiała, że dłonie mu drżały. W głowie wciąż rozbrzmiewały słowa Mateusza: „Potrzebujesz bezpiecznego miejsca, Kacper. Miejsca, gdzie możesz być sobą.” Te słowa były jak magnes, który przyciągnął go tutaj, choć wciąż nie był pewien, co się wydarzy.

    Zapukał cicho, a drzwi otworzyły się niemal natychmiast. Mateusz stał w progu, ubrany w czarną koszulę z rozpiętym górnym guzikiem, bez koloratki, co nadawało mu wygląd bardziej ludzki, mniej księżowski. Jego ciemne włosy były lekko rozwichrzone, a oczy, głębokie i przenikliwe, zatrzymały się na Kacperm z ciepłym, niemal badawczym uśmiechem.

    – Cieszę się, że przyszedłeś – powiedział Mateusz, gestem zapraszając go do środka. – Wejdź, proszę.

    Kacper wszedł do ciepłego, skromnie urządzonego holu, czując, jak jego oddech przyspiesza. Plebania pachniała drewnem i czymś delikatnym, może herbatą z cytryną, która stała na stole w salonie. Mateusz poprowadził go po wąskich, skrzypiących schodach na piętro, do niewielkiego pokoju z dużym oknem wychodzącym na ogród. W środku znajdowało się proste biurko, regał z wikary i wygodny fotel. Na końcu pokoju były drzwi do małej łazienki.

    – Usiądź, rozgość się – powiedział Mateusz, wskazując na fotel. – Napijesz się czegoś? Mam herbatę, wodę… może coś mocniejszego, jeśli potrzebujesz się rozluźnić?

    – Woda wystarczy – odparł Kacper cicho, siadając ostrożnie. Jego torba spoczywała na kolanach, a palce nerwowo skubały jej rączkę. Mateusz przyniósł szklankę wody i usiadł naprzeciwko, opierając się swobodnie o biurko. Przez chwilę rozmawiali o banalnych rzeczach – o pogodzie, o ciszy w miasteczku, o tym, jak Mateusz przyzwyczaja się do życia tutaj. Ale Kacper czuł, że to tylko preludium, że obaj czekają na coś więcej.

    W końcu Mateusz pochylił się lekko, a jego spojrzenie stało się intensywniejsze. – Kacper, mówiłeś w konfesjonale o tym, kim chciałbyś być. O tej drugiej stronie siebie. – Jego głos był miękki, ale wibrujący, jakby każde słowo niosło ukryte znaczenie. – Myślałeś o tym, żeby… pokazać ją? Tutaj, w bezpiecznym miejscu?

    Kacper zamarł, czując, jak krew napływa mu do twarzy. – Pokazać? – powtórzył, a jego głos zadrżał. – Chodzi księdzu o… o przebranie się?

    Mateusz uśmiechnął się lekko, a w jego oczach błysnęło coś, co sprawiło, że Kacper poczuł dreszcz. – Tak, jeśli czujesz się na to gotowy. Tam jest łazienka – wskazał na drzwi. – Możesz się tam przebrać, jeśli chcesz. Nikt tu nie będzie cię osądzał. To miejsce, gdzie możesz być sobą.

    Serce Kacpra zabiło szybciej. To była chwila, o której marzył, ale której się bał. Spojrzał na torbę, potem na Mateusza, który patrzył na niego z cierpliwością i czymś, co wyglądało jak zachęta. – Dobrze – powiedział w końcu, wstając. – Spróbuję.

    Wszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Pomieszczenie było małe, ale czyste, z dużym lustrem nad umywalką. Kacper postawił torbę na podłodze i spojrzał na swoje odbicie. Jego jasne włosy opadały na ramiona, a oczy błyszczały ekscytacją i niepewnością. Czuł, jak jego ciało drży – nie ze strachu, ale z podniecenia, że w końcu może być sobą, że ktoś chce to zobaczyć.

    Rozpiął sweter i zdjął spodnie, zostając w samej bieliźnie. Otworzył torbę i wyjął czarne, koronkowe pończochy. Powoli, niemal rytualnie, zaczął je zakładać, czując, jak delikatny materiał ślizga się po jego skórze. Każdy ruch był jak krok w stronę uwolnienia – najpierw jedna noga, potem druga, a pończochy ciasno otulały jego smukłe łydki i uda. Kiedy zapiął podwiązki, przesunął dłonią po nodze, czując dreszcz przyjemności. To było jak dotykanie innej wersji siebie, tej, którą zawsze chciał być.

    Następnie sięgnął po czarne, koronkowe majtki. Były delikatne, z subtelnym wzorem, który sprawiał, że czuł się piękny. Zakładając je, wyobrażał sobie, jak wygląda, jak jego drobna sylwetka nabiera kobiecych kształtów. Serce biło mu coraz szybciej, a w głowie pojawiały się obrazy – spojrzenie Mateusza, jego ciepły głos, ta obietnica bezpiecznego miejsca.

    Na koniec wyjął sukienkę – czarną, obcisłą, z delikatnym dekoltem. Kiedy ją założył, materiał przylgnął do jego ciała, podkreślając jego smukłą talię i biodra. Stał przez chwilę, wpatrując się w lustro, czując, jak jego oddech przyspiesza. W końcu sięgnął po kosmetyczkę. Nałożył cienką warstwę podkładu, by wygładzić skórę, a potem delikatnie podkreślił oczy czarną kredką i tuszem do rzęs. Szminka w odcieniu głębokiej czerwieni była ostatnim akcentem – malując usta, czuł, jak staje się kimś nowym, kimś, kim zawsze chciał być.

    Spojrzał na siebie w lustrze i zadrżał. Wyglądał jak ona – dziewczyna, którą widział w swoich fantazjach. Delikatna, piękna, odważna. Jego serce biło jak oszalałe, a w głowie kołatała się myśl: Czy Mateusz to zaakceptuje? Czy to mu się spodoba?

    Zebrał się na odwagę, poprawił włosy i chwycił klamkę. Wiedział, że kiedy wyjdzie z łazienki, nic już nie będzie takie samo.

    Kacper wyszedł z łazienki przebrany, teraz nie był już chłopcem a dziewczyną o przybranym imieniu Julka – otworzyła drzwi łazienki i stanęła w progu, czując, jak jej oddech zamiera w gardle. Sukienka ciasno opinała jej ciało, podkreślając smukłe linie talii i bioder, a pończochy dodawały nogom elegancji. Czerwona szminka lśniła na ustach, a oczy, podkreślone tuszem, wydawały się większe, bardziej wyraziste. Stała przez chwilę, niepewna, ale jednocześnie podekscytowana, czując, jak każdy nerw w jej ciele wibruje w oczekiwaniu.

    Mateusz siedział na brzegu łóżka, które stało w rogu pokoju, a jego spojrzenie natychmiast padło na nią. Jego oczy rozszerzyły się lekko, a na twarzy pojawił się subtelny, ciepły uśmiech, który sprawił, że Julka poczuła gorąco na policzkach. Wstał powoli, nie odrywając od niej wzroku, a w jego ruchach było coś niemal ostrożnego, jakby nie chciał jej spłoszyć.

    – Wyglądasz… niesamowicie – powiedział cicho, a jego głos był pełen szczerego podziwu. – Jak masz na imię? Ta wersja ciebie… jak się nazywa?

    Julka przełknęła ślinę, czując, jak jej serce bije jak oszalałe. – Julka – odpowiedziała miękko, a jej głos, choć cichy, brzmiał pewnie. To imię przyszło jej do głowy naturalnie, jakby zawsze w niej było.

    – Julka – powtórzył Mateusz, a sposób, w jaki wypowiedział to imię, sprawił, że po jej plecach przebiegł dreszcz. – Pasuje do ciebie. Jesteś piękna, Julka. Naprawdę.

    Te słowa były jak ciepły dotyk, który rozlał się po jej ciele. Czuła się widziana, pożądana, jakby w końcu ktoś dostrzegł tę wersję jej, którą tak długo ukrywała. Mateusz gestem zaprosił ją, by usiadła obok niego na łóżku. Julka podeszła ostrożnie, czując, jak szpilki stukają cicho na drewnianej podłodze. Usiadła, wygładzając sukienkę na udach, a jej dłonie drżały lekko z emocji.

    Przez chwilę rozmawiali – o drobiazgach, o tym, jak Julka czuła się, zakładając sukienkę, o tym, jak Mateusz zawsze lubił wieczory na plebanii, gdy mógł być sobą, z dala od oczekiwań parafian. Jego głos był spokojny, ale w jego oczach błyszczało coś, co sprawiało, że Julka czuła się coraz bardziej ośmielona. Ich kolana niemal się stykały, a powietrze między nimi wydawało się naładowane elektrycznością.

    W końcu Mateusz wyciągnął rękę i delikatnie dotknął jej dłoni, która spoczywała na łóżku. Jego palce były ciepłe, a dotyk lekki, ale wystarczający, by Julka poczuła falę gorąca rozlewającą się po jej ciele. – Masz takie delikatne dłonie – powiedział cicho, przesuwając kciukiem po jej skórze. – Jak cała ty. Wszystko w tobie jest… takie subtelne, ale jednocześnie… magnetyczne.

    Julka zadrżała, czując, jak jego dotyk budzi w niej pragnienia, o których wcześniej tylko śniła. Jej oddech stał się płytszy, a w głowie pojawiły się obrazy – jego dłonie na jej ciele, jego spojrzenie, które zdawało się widzieć ją całą. – Dziękuję – wyszeptała, nie odrywając wzroku od jego oczu.

    Mateusz pochylił się bliżej, a jego twarz znalazła się tak blisko, że czuła ciepło jego oddechu na swojej skórze. – Mogę? – zapytał cicho, a jego głos był niemal szeptem, pełnym wyczekiwania.

    Nie czekając na odpowiedź, złożył na jej policzku delikatny pocałunek. Jego usta były miękkie, ciepłe, a Julka poczuła, jak jej ciało reaguje natychmiast – serce zabiło szybciej, a w brzuchu rozlało się przyjemne ciepło. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, pocałował ją znowu, tym razem bliżej kącika ust, a potem jeszcze raz, pełniej, na wargi. Każdy pocałunek był jak iskra, która rozpalała w niej coraz większe pragnienie.

    Jego dłonie przesunęły się na jej talię, obejmując ją delikatnie, ale pewnie. – Jesteś taka piękna, Julka – wyszeptał między pocałunkami, a jego palce powoli przesunęły się w górę, po jej plecach, badając kształt jej ciała. – Nie masz pojęcia, jak bardzo mi się podobasz. Twoja odwaga, to, kim jesteś… to niesamowite.

    Jego dłonie były ciepłe, a dotyk pewny, ale nie nachalny. Gładził ją po ramionach, po bokach, a każdy jego ruch sprawiał, że Julka czuła się coraz bardziej pożądana, coraz bardziej sobą. Jej ciało reagowało na każdy dotyk – skóra płonęła pod jego palcami, a w głowie wirowało od emocji. Czuła się jak w transie, jednocześnie przestraszona i podekscytowana, jakby świat poza tym pokojem przestał istnieć. Jego komplementy, jego spojrzenie, jego dotyk – wszystko to sprawiało, że czuła się piękna, akceptowana, upragniona. W jej piersi mieszały się euforia i podniecenie, a każdy kolejny pocałunek i muśnięcie jego dłoni tylko potęgowało to uczucie. Była Julką – w pełni, prawdziwie, i po raz pierwszy czuła, że to jest dokładnie to, kim chce być.

    Julka siedziała na brzegu łóżka, czując, jak ciepło dłoni Mateusza na jej talii rozlewa się po całym ciele. Jego pocałunki, najpierw delikatne, teraz stawały się głębsze, bardziej intensywne, a każdy kontakt jego ust z jej skórą sprawiał, że jej oddech przyspieszał. Czuła się jak w wirze – serce biło jej jak oszalałe, a w brzuchu rozkwitało gorące, pulsujące pragnienie, które jednocześnie ją onieśmielało i ekscytowało. Mateusz patrzył na nią z taką intensywnością, że czuła się jednocześnie krucha i potężna, jakby jego spojrzenie odkrywało w niej coś, co zawsze chciała pokazać, ale nigdy nie miała odwagi.

    – Jesteś taka piękna, Julka – wyszeptał Mateusz, odrywając się na chwilę od jej ust. Jego głos był niski, lekko chropowaty, a w oczach błyszczało coś, co sprawiało, że jej ciało drżało z oczekiwania. – Mogę cię dotykać? – zapytał, a jego palce, wciąż spoczywające na jej talii, zadrgały lekko, jakby same chciały ruszyć dalej.

    – Tak – odpowiedziała Julka, niemal bez tchu, czując, jak jej głos drży. To jedno słowo było jak klucz, który otworzył drzwi do jej najskrytszych pragnień. Mateusz uśmiechnął się, a jego dłonie powoli przesunęły się w górę, po jej bokach, delikatnie muskając materiał sukienki. Jego palce były ciepłe, pewne, ale nie nachalne, jakby chciał, by każdy dotyk był zaproszeniem, a nie żądaniem.

    Zaczął gładzić jej ramiona, a potem zsunął dłonie na jej plecy, przyciągając ją bliżej. Julka poczuła, jak jej ciało reaguje na jego bliskość – skóra pod sukienką była wrażliwa na każdy ruch, a ciepło jego dłoni przenikało przez cienki materiał, rozpalając w niej iskry. Jego palce zjechały niżej, na jej biodra, a potem na uda, gdzie delikatnie zacisnęły się na koronkowych pończochach. Czuła, jak jego kciuki przesuwają się po krawędzi podwiązek, a każdy ruch budził w niej falę podniecenia, która sprawiała, że jej oddech stawał się coraz bardziej urywany.

    – Uwielbiam, jak to na tobie wygląda – powiedział Mateusz, pochylając się, by złożyć pocałunek na jej szyi. Jego usta były gorące, a lekki dotyk jego języka na jej skórze sprawił, że Julka westchnęła cicho, zamykając oczy. Czuła się jak w transie – każdy pocałunek, każde muśnięcie jego dłoni było jak pędzel malujący na jej ciele obrazy, o których marzyła w samotności. Była jednocześnie przestraszona i podekscytowana, ale przede wszystkim czuła się widziana – naprawdę, w pełni, jako Julka.

    Jego dłonie powędrowały na jej plecy, a potem zsunęły się niżej, na krągłość jej pośladków. Delikatnie ścisnął ją przez sukienkę, a Julka poczuła, jak jej ciało reaguje natychmiast – gorąco rozlało się w jej podbrzuszu, a nogi drgnęły, jakby chciały się bliżej niego przesunąć. – Jesteś taka miękka – wyszeptał, a jego głos był pełen podziwu, jakby odkrywał ją na nowo z każdym dotykiem. – Taka idealna.

    Julka czuła, jak jej ciało płonie pod jego dotykiem. Każdy ruch jego dłoni, każdy pocałunek na jej szyi, ramieniu, obojczyku, budził w niej pragnienie, które było niemal bolesne w swojej intensywności. Chciała więcej, chciała być bliżej, chciała oddać się temu uczuciu całkowicie. W końcu, ośmielona jego reakcjami, przesunęła dłonie na jego klatkę piersiową, czując twardość mięśni pod koszulą. To był jej pierwszy odważny gest, a ciepło jego ciała pod jej palcami sprawiło, że poczuła się pewniejsza.

    – Chcę… – zaczęła, ale głos uwiązł jej w gardle. Spojrzała na niego, a w jego oczach zobaczyła zachęta. – Chcę ci sprawić przyjemność – wyszeptała, a jej policzki zapłonęły, gdy zdała sobie sprawę, co właśnie powiedziała.

    Mateusz uniósł brew, a na jego twarzy pojawił się lekki, figlarny uśmiech. – Jesteś pewna, Julka? – zapytał, ale w jego tonie nie było wątpliwości, tylko ciekawość i ciepło.

    – Tak – odpowiedziała, a jej głos był cichy, ale zdecydowany. Klęknęła przed nim, czując, jak jej sukienka unosi się lekko na udach. Jej dłonie drżały, gdy sięgnęła do jego paska, powoli rozpinając sprzączkę. Czuła się jednocześnie onieśmielona i podekscytowana – to była chwila, o której fantazjowała, ale teraz, gdy była prawdziwa, wydawała się niemal surrealistyczna. Mateusz patrzył na nią z góry, a jego oddech stał się głębszy, gdy rozpięła jego spodnie i delikatnie zsunęła je w dół.

    Kiedy wzięła go w dłonie, poczuła, jak jej ciało reaguje na samą myśl o tym, co robi. Był ciepły, twardy, a jej palce, choć niepewne, poruszały się z ostrożną ciekawością. Pochyliła się, a jej usta delikatnie dotknęły jego skóry. Poczuła jego zapach – mieszankę wody kolońskiej i czegoś bardziej pierwotnego, co sprawiło, że jej serce zabiło szybciej. Zaczęła powoli, nieśmiało, ale każdy ruch jej ust budził w niej nową falę podniecenia. Czuła się potężna, widząc, jak Mateusz reaguje – jego oddech stał się urywany, a dłonie delikatnie wplotły się w jej włosy, nie naciskając, ale dając jej znać, że chce więcej.

    – Julka… – wyszeptał, a jego głos był pełen napięcia. – Jesteś niesamowita.

    Te słowa były jak paliwo dla jej pewności siebie. Jej ruchy stały się śmielsze, bardziej rytmiczne, a każdy dźwięk, który wydawał Mateusz, sprawiał, że jej ciało płonęło. Czuła się jak w transie – każdy ruch jej ust, każdy dotyk jej języka był jak spełnienie fantazji, które przez lata trzymała w ukryciu. Była Julką, była piękna, była pożądana, a to uczucie było niemal oszałamiające.

    Po chwili Mateusz delikatnie odsunął ją, podnosząc ją z klęczek i przyciągając z powrotem na łóżko. Jego oczy błyszczały, a oddech był szybki. – Moja kolej, żeby cię rozpieszczać – powiedział cicho, a jego dłonie ponownie znalazły się na jej ciele. Pocałował ją głęboko, a jego palce zsunęły się na jej uda, delikatnie unosząc sukienkę. Julka zadrżała, czując, jak jego dłonie przesuwają się po koronkowych pończochach, a potem wyżej, na nagą skórę nad nimi.

    – Mogę? – zapytał, a jego palce zatrzymały się na krawędzi jej majtek. Julka skinęła głową, czując, jak jej ciało niemal błaga o jego dotyk. Mateusz powoli zsunął jej majtki, a jego dłonie były ciepłe i delikatne, jakby chciał, by każdy ruch był dla niej przyjemnością. Kiedy jego palce dotarły do jej pośladków, delikatnie rozchylił je, a Julka westchnęła, czując, jak jej ciało reaguje na tę intymną bliskość.

    Jego palec, zwilżony śliną, powoli zaczął eksplorować, delikatnie muskając najbardziej wrażliwe miejsce. Julka zadrżała, czując, jak fala gorąca rozlewa się po jej ciele. Każdy ruch jego palca był ostrożny, ale pewny, jakby wiedział dokładnie, jak sprawić, by czuła się dobrze. Czuła się bezbronna, ale jednocześnie bezpieczna – jego dotyk był czuły, a spojrzenie, którym ją obdarzał, pełne podziwu. – Jesteś taka wrażliwa – wyszeptał, a jego palec poruszał się powoli, badając jej reakcje. – Powiedz mi, czy to ci się podoba.

    – Tak… – wyszeptała Julka, czując, jak jej głos drży. Każdy ruch jego palca budził w niej nową falę przyjemności, która sprawiała, że jej ciało napinało się i rozluźniało na przemian. Czuła się jak w środku burzy – podniecenie mieszało się z euforią, a świadomość, że jest w pełni sobą, że Mateusz widzi ją taką, jaką chce być, była niemal przytłaczająca. Jej oddech stał się szybki, a dłonie zacisnęły się na pościeli, gdy jego palec poruszał się głębiej, delikatnie, ale z wyczuwalnym rytmem.

    Czuła się jak w centrum wszechświata – każdy dotyk, każdy pocałunek, każde słowo Mateusza sprawiało, że jej ciało i umysł były w harmonii. Była Julką, była pożądana, była wolna. I choć wiedziała, że to dopiero początek, że przed nimi jeszcze wiele do odkrycia, w tej chwili czuła się spełniona, jakby w końcu znalazła miejsce, gdzie może być sobą.

    Julka leżała na łóżku, jej ciało wciąż drżało od intensywności dotyku Mateusza. Jego palce, które przed chwilą eksplorowały ją z taką czułością, pozostawiły w niej pulsujące pragnienie, które sprawiało, że każdy nerw w jej ciele był napięty jak struna. Mateusz patrzył na nią z góry, jego oczy błyszczały pożądaniem, a na ustach błąkał się lekki, niemal drapieżny uśmiech. – Chcesz iść dalej, Julka? – zapytał cicho, a jego głos, głęboki i lekko chropowaty, sprawił, że po jej plecach przebiegł dreszcz.

    – Tak – wyszeptała, czując, jak jej oddech przyspiesza. Była gotowa, choć w jej sercu wciąż tliła się nuta niepewności, która tylko potęgowała podniecenie. Mateusz pochylił się, całując ją głęboko, a jego dłonie powędrowały do jej sukienki, unosząc ją jeszcze wyżej, aż materiał zebrał się wokół jej talii. Julka czuła, jak powietrze muska jej nagą skórę, a świadomość, że jest tak odsłonięta przed nim, sprawiała, że jej ciało płonęło.

    Mateusz sięgnął po małą buteleczkę lubrykantu, która leżała na stoliku nocnym – drobny szczegół, który zdradzał, że być może przewidział, dokąd zmierza ta noc. – Chcę, żebyś czuła się dobrze – powiedział, a jego palce, teraz śliskie od lubrykantu, ponownie znalazły się między jej pośladkami. Tym razem jego ruchy były bardziej zdecydowane, a Julka westchnęła głośno, gdy jego palec wszedł głębiej, przygotowując ją z delikatnością, ale i pewnością. Czuła, jak jej ciało rozluźnia się pod jego dotykiem, a jednocześnie każdy ruch budził w niej falę gorąca, która rozlewała się od podbrzusza aż po czubki palców.

    – Jesteś taka ciasna – wyszeptał Mateusz, a jego słowa, sprośne, ale wypowiedziane z czułością, sprawiły, że Julka zadrżała z podniecenia. – Powiedz mi, jak się czujesz.

    – Dobrze… bardzo dobrze – odpowiedziała, a jej głos był niemal błagalny. Czuła się bezbronna, ale w najpiękniejszy sposób – jego dotyk, jego słowa, jego spojrzenie sprawiały, że chciała oddać mu się całkowicie. Kiedy uzł jego palce, zastąpiły je jego dłonie, które chwy Chwyciły ją za biodra, unosząc ją lekko. – Na kolana, Julka – powiedział cicho, a w jego tonie było coś, co sprawiało, że jej ciało reagowało natychmiast.

    Julka uklękła na łóżku, opierając się na łokciach, a jej sukienka wciąż była podwinięta, odsłaniając pośladki i koronkowe podwiązki. Czuła, jak jej serce bije jak oszalałe, a podniecenie mieszało się z lekkim wstydem, który tylko potęgował doznania. Mateusz ukląkł za nią, a jego dłonie gładziły jej uda, pośladki, jakby chciał zapamiętać każdy centymetr jej ciała. – Jesteś taka piękna w tej pozycji – mruknął, a jego głos był pełen pożądania. Julka poczuła, jak czubek jego członka muska ją delikatnie, a potem, powoli, z ostrożnością, zaczął wchodzić.

    Pierwsze uczucie było intensywne – lekkie rozciągnięcie, ciepło, które wypełniało ją od środka. Julka westchnęła, zaciskając dłonie na pościeli, ale ból szybko ustąpił miejsca przyjemności, gdy Mateusz poruszał się powoli, dając jej czas na dostosowanie. – Powiedz, jeśli to za dużo – wyszeptał, a jego dłonie ściskały jej biodra, jakby chciał ją jednocześnie uspokoić i possać bliżej.

    – Nie… to dobre – odpowiedziała, a jej głos drżał z emocji. Każdy jego ruch, powolny i rytmiczny, budził w niej falę przyjemności, która sprawiała, że jej ciało napinało się i rozluźniało na przemian. Czuła się wypełniona, pożądana, a świadomość, że jest w tej pozycji, że oddaje się mu jako Julka, była niemal oszałamiająca. Jej oddech stał się urywany, a ciche westchnienia przerodziły się w miękkie jęki, które wypełniały pokój.

    Mateusz przyspieszył lekko, a jego dłonie przesunęły się na jej talię, przyciągając ją bliżej. – Uwielbiam, jak reagujesz – powiedział, a jego głos był niski, niemal growl. – Jesteś taka chętna, taka… idealna. – Jego słowa, sprośne i pełne podziwu, sprawiły, że Julka poczuła kolejną falę gorąca. Czuła się jak w centrum jego świata, jakby każdy jej ruch, każdy dźwięk, który wydawała, był dla niego wszystkim.

    Po chwili Mateusz zatrzymał się, delikatnie wycofując. – Chcę cię zobaczyć – powiedział, pomagając jej się obrócić. Julka położyła się na plecach, a jej nogi, wciąż w pończochach, rozchyliły się niemal instynktownie. Mateusz ukląkł między jej udami, a jego dłonie powędrowały do jej pośladków, unosząc je lekko. – Spójrz na mnie – wyszeptał, a gdy ich oczy się spotkały, Julka poczuła, jak jej serce zamiera. Jego spojrzenie było intensywne, pełne pożądania, ale też ciepła, jakby chciał, by czuła się bezpieczna.

    Ponownie wszedł w nią, tym razem w tej nowej pozycji, a Julka westchnęła głośno, czując, jak jego ruchy trafiają w inne, jeszcze bardziej wrażliwe miejsca. Jej dłonie powędrowały na jego ramiona, zaciskając się na materiale koszuli, a jej ciało reagowało na każdy pchnięcie, każdy dotyk. Czuła się jak w transie – przyjemność była niemal przytłaczająca, a każdy ruch Mateusza sprawiał, że jej ciało śpiewało z rozkoszy. Jej pończochy zsunęły się lekko, a sukienka, wciąż podwinięta, odsłaniała każdy szczegół jej ciała, co tylko potęgowało uczucie bycia pożądaną.

    – Jesteś taka niegrzeczna, Julka – powiedział z uśmiechem, a jego ręka zsunęła się na jej pośladek, dając jej lekkiego klapsa. Ten gest, choć delikatny, sprawił, że Julka westchnęła z zaskoczenia i przyjemności, czując, jak jej ciało reaguje na tę odrobinę sprośności. – Podoba ci się to, prawda? – zapytał, a jego głos był pełen figlarnego zadowolenia.

    – Tak… – przyznała, a jej głos był niemal błagalny. Każdy jego ruch, każdy klaps, każde pchnięcie sprawiało, że czuła się coraz bardziej wolna, coraz bardziej sobą. Jej ciało poruszało się w rytmie jego, a przyjemność była tak intensywna, że momentami traciła oddech. Czuła się jak w centrum burzy – pożądanie, wstyd, euforia mieszały się w jedno, tworząc coś, co było niemal nie do zniesienia w swojej intensywności.

    Julka poruszała się na Mateuszu, jej biodra unosiły się i opadały w rytmie, który był zarówno instynktowny, jak i prowadzony przez jego dłonie, mocno zaciśnięte na jej talii. Każdy ruch sprawiał, że przyjemność w jej ciele narastała, jakby fala gorąca, która miała zaraz ją pochłonąć. Mateusz patrzył na nią z dołu, jego oczy błyszczały pożądaniem, a oddech stawał się coraz bardziej urywany. – Julka… – wyszeptał, a jego głos był pełen napięcia, niemal błagalny. – Jesteś taka idealna.

    Te słowa były jak iskra, która rozpaliła ją jeszcze bardziej. Czuła, jak jej ciało reaguje na każde pchnięcie, na ciepło jego skóry, na sposób, w jaki jego dłonie ściskały ją, jakby chciał zatrzymać ten moment na zawsze. Jej oddech stał się szybki, niemal chaotyczny, a miękkie jęki, które wydobywały się z jej ust, wypełniały pokój. Czuła się całkowicie oddana, ale jednocześnie potężna – była Julką, była pożądana, a każde jego spojrzenie, każdy dotyk potwierdzał, że jest dokładnie tam, gdzie chce być.

    Mateusz nagle chwycił ją mocniej, a jego ruchy stały się szybsze, bardziej intensywne. – Chcę cię teraz – mruknął, a jego głos miał w sobie coś pierwotnego, co sprawiło, że Julka zadrżała z podniecenia. Pomógł jej zmienić pozycję, kładąc ją z powrotem na plecy, z nogami uniesionymi wysoko, opartymi na jego ramionach. Pończochy zsunęły się lekko, a sukienka, wciąż podwinięta wokół talii, odsłaniała każdy szczegół jej ciała. Mateusz wszedł w nią ponownie, tym razem z większą pewnością, a jego ruchy były szybkie, głębokie, niemal niecierpliwe.

    Julka westchnęła głośno, czując, jak jej ciało dostosowuje się do jego tempa. Każdy pchnięcie było jak eksplozja przyjemności, która rozlewała się od jej pośladków aż po czubki palców. Jej dłonie zacisnęły się na pościeli, a nogi drżały, gdy Mateusz przyspieszał, jego oddech stawał się coraz cięższy, a mięśnie napinały się pod koszulą. – Jesteś taka ciasna, taka chętna – wyszeptał, a jego słowa, sprośne i pełne pożądania, sprawiły, że Julka poczuła kolejną falę gorąca. Jej ciało reagowało na każdy jego ruch, każdy dźwięk, każde spojrzenie, a przyjemność była tak intensywna, że niemal traciła kontakt z rzeczywistością.

    Czuła, jak narasta w niej coś niepowstrzymanego, coś, co sprawiało, że jej oddech zamieniał się w krótkie, urywane westchnienia. Mateusz, wyczuwając jej napięcie, pochylił się bliżej, a jego dłoń zsunęła się między jej uda, delikatnie masując ją w miejscu, które potęgowało doznania. – Daj się ponieść, Julka – wyszeptał, a jego palce poruszały się w rytmie jego pchnięć, doprowadzając ją na skraj ekstazy.

    Julka zamknęła oczy, czując, jak jej ciało osiąga punkt kulminacyjny. Przyjemność eksplodowała w niej jak fala, rozlewając się po całym ciele, od pośladków, przez podbrzusze, aż po czubki palców. Jęknęła głośno, jej ciało napięło się, a nogi zadrżały, gdy osiągnęła orgazm, który był jednocześnie intensywny i wyzwalający. Czuła się, jakby świat na chwilę przestał istnieć – była tylko ona, Mateusz i ta nieopisana rozkosz, która wypełniała każdy centymetr jej ciała.

    Chwilę później Mateusz również doszedł do szczytu. Jego ruchy stały się gwałtowniejsze, a cichy, gardłowy jęk wydobył się z jego ust, gdy osiągnął orgazm. Julka czuła ciepło w sobie, a jego dłonie, wciąż zaciśnięte na jej biodrach, drżały lekko, gdy opadał z sił. Przez chwilę oboje dyszeli ciężko, ich ciała wciąż połączone, a pokój wypełniała cisza przerywana jedynie ich oddechami.

    Mateusz powoli wycofał się, pomagając Julce opuścić nogi. Położył się obok niej, a jego dłoń delikatnie pogładziła jej policzek. – Jesteś niesamowita – powiedział cicho, a w jego głosie było coś ciepłego, niemal czułego. – Jak się czujesz?

    Julka leżała na plecach, wciąż próbując złapać oddech. Jej ciało było rozluźnione, ale wciąż pulsowało od niedawnej przyjemności. Czuła się spełniona, ale też lekko oszołomiona – wszystko wydarzyło się tak szybko, a jednocześnie było dokładnie tym, czego pragnęła. – Czuję się… sobą – odpowiedziała, a jej głos był cichy, ale pełen ulgi. – To było… więcej, niż mogłam sobie wyobrazić.

    Mateusz uśmiechnął się, przesuwając palcami po jej ramieniu. – Cieszę się, że mogłem być częścią tego – powiedział, a jego ton był szczery. – Wiesz, Julka, nie musisz się wstydzić tego, kim jesteś. To, co czujesz, co robisz… to część ciebie. I to jest piękne.

    Julka spojrzała na niego, czując, jak jej serce znów bije szybciej, tym razem z innego powodu. – Myślisz, że to… w porządku? – zapytała, a w jej głosie była nuta niepewności. – To, co zrobiliśmy… to, kim jestem?

    Mateusz pochylił się i złożył delikatny pocałunek na jej czole. – Bóg stworzył cię taką, jaka jesteś. Z twoimi pragnieniami, z twoją duszą. To, co zrobiliśmy, było szczere, było prawdziwe. Nie ma w tym grzechu, jeśli nikogo nie krzywdzisz. – Zamilkł na chwilę, a potem dodał z uśmiechem: – A ja czuję, że to dopiero początek naszej rozmowy.

    Julka zaśmiała się cicho, czując, jak napięcie w jej ciele ustępuje miejsca ciepłej, spokojnej uldze. – Mam nadzieję – odpowiedziała, a jej dłoń znalazła jego, splatając ich palce. – Bo czuję, że w końcu znalazłam miejsce, gdzie mogę być sobą.

    Mateusz ścisnął jej dłoń, a jego spojrzenie było pełne obietnicy. – Zawsze będziesz tu mile widziana, Julka. Zawsze.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    yummya
  • Dawno, dawno temu… 9. – Piekna i Bestia

    Dawno, dawno temu…pewin książę żył w pięknym zamku. Był bogaty i przystojny. Ale i zimny oraz egoistyczny. Pewnego wieczoru, kiedy staruszka zapukała do jego drzwi chcąc się ogrzać ten ją wyśmiał i kazał odejść. Staruszka wtedy rzuciła klątwę na księcia oraz na zamek. Książę zmienił się straszliwą bestię, a zamek i jego mieszkańcy zmienili się w przybory kuchenne.
    Klątwę mogło zmienić jedynie to, gdy bestia osiągnie spełnienie i odwzajemni to, ta, z którą to zrobi. Inaczej na zawsze pozostanie Bestią.

    W tym samym czasie w pobliskiej wiosce mieszkała Bella.
    Inteligentna, dobra dziewczyna, która lubiła czytać. Jej ojciec Maurycy był wynalazcą. Pewnego dnia zabłądził w lesie i trafił do zaczarowanego zamku. Niestety pojawiła się Bestia i uwięziła Maurycego.
    Bella w tym czasie spacerując spotkała Gastona. Był on myśliwym w wiosce. Bardzo silnym i przystojnym, jednak nie grzeszył inteligencją.

    – Och Bella…tylko czytasz i czytasz. Powinnaś zwrócić uwagę na inne rzeczy.

    – Tak? A na co na przykład?

    – Chodź ze mną to ci pokażę.

    Wtedy Gaston zaprowadził ją do jego domu.

    – Co mi chciałeś pokazać Gaston?
    – pytała zaciekawieniem i rezygnacją.

    Gaston już nie raz próbował ją poderwać, aby ją mieć.

    – Czy słyszałaś może o czymś takim?
    – wtedy wyjął ze swoich spodni olbrzymiego kutasa i pokazał go Belli.

    Ta nie kryła szoku widząc go. Na jego widok nabrała ochoty.

    – Jeju…jest taki duży…

    – Tylko dla ciebie kochana…

    Bella nie wytrzymała i zaczęła go dotykać. Zaczęła poruszać ręką w górę i w dół. Gaston wtedy nie wytrzymał i rzucił się na Bellę.

    – Och Gastonie…

    – Jesteś taka boska…

    Wtedy wyjął jej duże piersi i zaczął je całować, ssąc jej brodawki. Bella nie wytrzymywała. Czuła się niezwykle. W końcu uklękła przed nim. Wzięła jego kutasa do ust. Zaczęła go ssać i oblizywać z każdej strony, nie pomijając jąder. Gastonowi bardzo się to podobało, ale wcześniej był bardzo podniecony na widok Belli. Długo nie wytrzymał i spuścił się na jej twarz.

    – O Boże ile tego jest…. powiedziała Bella próbojąc zetrzeć to z siebie.

    Gaston już nie był w stanie nic więcej zrobić.

    – Wybacz Bello, ale to twoje piękno mnie tak zniewala…

    – No oczywiście. Żegnaj Gastonie, muszę już iść. – powiedziała Bella wymijając go.

    Bella czekając na ojca zamartwiała się, ponieważ długo nie wracał. W końcu jego koń wrócił, sam bez swojego jeźdźca.

    – A co ty tutaj robisz? Gdzie jest mój ojciec?  

    Zmartwiona Bella ruszyła na jego poszukiwania. Przejeżdżając przez las odnalazła zamek. Gdy się do niego dostała w jego lochach znalazła swojego ojca.

    – Tato co ty tu robisz?

    – Bella uciekaj stąd!

    – Ale ojcze, dlaczego…

    – On tutaj jest!

    Wtedy Bella zobaczyła jak do lochu wchodzi Bestia. Duży, silny, owłosiony i z wielkim kutasem, od którego nie mogła oderwać wzroku.

    – O jejku… – mówiła widząc Bestię jednak nie wiedziała czy jest przerażona widokiem bestii czy jego kutasa.

    – Proszę wypuść mojego ojca.

    – Twój ojciec zakradł się do mojego zamku. Musi odbyć karę.

    – Proszę weź mnie zamiast niego.

    – Nie…błagam Bella nie możesz tego zrobić. Proszę cię.

    – Błagam. Weź mnie. – mówiła Bella do Bestii.

    Bestia popatrzył na nią. Jego kutas stawał dęba. Bardzo mu się podobała. Znalazł w niej kolejną okazję, aby przełamać czar.

    – Dobrze, więc. Wypuszczę twojego ojca, ale ty zajmiesz się jego miejsce i zostaniesz tutaj na zawsze.

    – Zgadzam się. – odpowiedziała Bella.

    Bestia wypuściła ojca Belli. Sama Bella była bardzo przerażona. Odkrywała jednak, że zamek ma tajemnicę. Przedmioty mówiły, a Bestia, który wydawał się bardzo przerażający miał w sobie coś ludzkiego. Po jakimś czasie bestia zabrał Bellę ze sobą. Bella chciała być smutna i przerażona jednak jedyne, o czym myślała to wielki kutas, którego widziała u Bestii.

    – Od teraz zaczynasz nowe życie ze mną. – powiedział.

    – Co zamierzasz ze mną zrobić?

    – Będziesz robić to co ci rozkazuje.

    Bestia zabrał Bellę do wielkiej komnaty z dużym łożem. Szybko zerwał z niej wszystkie ubrania. Bella początkowo się zakryła, ale Bestia ją uspokoił.

    – Nie bój się. Jeśli będziesz mi dobrze służyć, spodoba ci się życie tutaj.

    Bella wtedy odsłoniła swoje wielkie piersi oraz jędrny tyłek. Miała lekko owłosioną cipkę. Bestii się to bardzo podobało i ciągle miał kutasa w górze.

    – Zajmij się mną dobrze. – rozkazał.

    Bella wtedy podeszła do niego i wzięła jego kutasa do ust. Zaczęła go ssać. Z początku lekko czubek, a później lizała boki. Nie mogła go całego zmieścić. Był zbyt wielki. Ledwo udało jej się brać go do ust do połowy.

    – Jest taki duży…

    – Rób to co robisz dalej. – wskazał.

    Belli mimo wszystko się to bardzo podobało. Kiedy wzięła całego kutasa, czuła jak ją penetruje coraz głębiej i głębiej.

    – Masz niezwykłe piersi Bello.

    – Tak sądzisz? – wtedy Bella wcisnęła kutasa między swoje piersi.

    Zaczęła nimi poruszać. Bestia z początku był zaskoczony, ale zaczęło mu się to podobać.

    – On jest taki duży, że ciężko mi go zmieścić do buzi i między moje piersi. – mówiła robiąc dalej to co robiła.

    Gdy nimi poruszała coraz szybciej i szybciej bestia już nie mógł wytrzymać i w końcu wystrzelił prosto do jej ust. Nasienia było tak sporo, że wypluła większość. Belli się to spodobało.

    – Oooo…raju, ile tego było…

    Bestia czuł się wykończony. Po raz pierwszy od dłuższego czasu. W końcu wstał z łoża, na którym się położył.

    – Dobrze się spisałaś Bello. Możesz poruszać się po zamku. Czuj się jak u siebie a ci się tu spodoba. – po czym wyszedł z komnaty.

    Bella została sama w pokoju a towarzyszył jej świecznik Lumiere oraz zegar Trybik.

    – Nasz pan polubił twoje towarzystwo Bella. Pierwszy raz się tak zachowywał przy tobie i pierwszy raz sprawiłaś, że nie mógł wytrzymać.

    – Przyznam trochę się go obawiałam, ale teraz widzę, że on nie jest taki zły, a nawet całkiem niezły. – mówiła Bella myśląc wciąż o dużym kutasie Bestii.

    Kiedy Bestia i Bella zaczęli się do siebie zbliżać, w tym samym czasie Gaston zrezygnowany siedział w knajpie. Sądził, że już nie jest w stanie osiągnąć tyle co mężczyzna. Jego wielbiciel Lefou jednak mówił co innego.

    – Och Gastonie, jesteś silny niż niejeden mężczyzna. Panie ci to zaraz wszystko pokażą.

    Wtedy do Gastona podeszły trzy kobiety. Wszystkie miały obfite piersi i jędrne tyłki. Dotykały Gastona wszędzie. Gastonowi na ich widok znowu zaczął sztywnieć jego kutas.

    – Zajmiemy się tobą Gastonie. Obiecujemy.

    Wszystkie trzy zaczęły ssać mu kutasa. Lizały po całości wraz z jądrami.

    – Zaraz poznacie prawdziwego mężczyznę. – wtedy wziął jedną i popchnął na stół. Kazał jej się pochylić.

    Wtedy wszedł w nią brutalnie kutasem i zaczął ją posuwać. Bardzo brutalnie i szybko.

    – Och tak…Gastonie…ooo tak…ooo tak… – jęczała dziewczyna, która już nie mogła wytrzymać.

    Gaston nie próżnował i poruszał się coraz szybciej i szybciej. Po jakimś czasie dziewczyna osiągnęła spełnienie i już nie wytrzymała i padła z wycieńczenia na stół. Gaston szybko z niej wyszedł.

    – Która to chce być następna?

    – Ja, ja…proszę. – mówiła dziewczyna, która się tym razem położyła na stole i rozchyliła nogi. Gaston ponownie brutalnie w nią wszedł i mocno ją posuwał.

    – Och tak…o tak…o tak… – jęczała z przyjemności.

    Gaston ściskał też jej piersi, jednak tej długo nie trzeba było czekać. Tak samo osiągnęła spełnienie. Już nie dawała rady. Kutas Gastona jednak dalej wciąż był w pełni sprawny i czuł potrzebę. Ostatnia z dziewczyn była bardzo pewna siebie, ale Gaston i tą wykorzystał. Popchnął ją na ziemię tak, że upadła na podłogę, po czym przyciągnął jej tyłek do siebie i wsadził kutasa do jej odbytu. Ta zaskoczona zajęczała z przyjemności. Gaston zaczął się posuwać coraz bardziej i bardziej, dociskając ją do podłogi.
    W końcu wystrzelił do środka odbytu, a ta osiągnęła spełnienie i cała się zaczęła trząść. Leżała wycieńczona.

    – Widzicie nikt nie sprawia przyjemności tak jak Gaston!
    – wykrzyczał Gaston.

    – Niech żyje Gaston! – mówił Lefou.

    Nagle do knajpy wbiegł Maurycy.

    – Bestia uwięziła Bellę w zamku!

    – O czym ty gadasz starcze?

    – Bella, moja córka…ogromna Bestia więzi ją w zamku. Proszę musicie coś zrobić.

    Gaston zrozumiał, że to może być sposób dla niego na zdobycie Belli.

    – Masz rację. Bestia jest potworem, nie wiadomo, co chcę zrobić Belli. Musimy go zabić zanim zaatakuje i nasze domy. – Gaston przemówił do tłumu, który zaraz się zebrał i był gotowy ruszyć na zamek Bestii.

    Bella i Bestia zbliżyli się bardzo do siebie. Zaczęli miło spędzać ze sobą czas. Spacerować, a nawet tańczyć w wielkiej sali weselnej.
    Bella też spełniała inne zachcianki Bestii, ale teraz to ona pokazała, kto tu rządzi.
    W tym czasie Bella ponownie była w łożu Bestii. Tym razem Bestia leżał na plecach z kutasem na wierzchu, który stał w pełni gotowy. Bella wtedy stanęła okrakiem nad bestią i włożyła kutasa do środka.

    – O tak…on jest taki duży…pragnę cię bestio. – zaczęła ujeżdżać Bestię, wprowadzając kutasa coraz głębiej i głębiej.

    Drżała z każdym ruchem, jaki wykonywała Bestia.

    – Jesteś prawdziwą Bestią… – mówiła.

    – O tak Bella…moja piękna… – mówił Bestia, poruszając coraz szybciej i szybciej.

    W końcu przewrócił ją na bok i uniósł nogę do góry. Wprowadzał kutasa dalej. Coraz głębiej aż jego jaja odbijały się od niej. W końcu też zmienili pozycję na łóżku i Bella wypięła się do niego. On wszedł z nią od tyłu i zaczął ją mocno posuwać.

    – O tak…o tak…o tak kocham cię Bestio… – krzyknęła.

    Bestia doszedł w jej środku. Bella również osiągnęła spełnienie. Za chwilę z jej cipki wylało się nasienie. Bestia czuł, że osiągnął spełnienie i Bella to odwzajemniała. Jednak zobaczył, że nie zmienił się z powrotem w księcia. Zrezygnowany powiedział do Belli.

    – Jeśli chcesz możesz odejść z powrotem do ojca. Nie jesteś tutaj więźniem.

    – Jesteś pewny? Mogę tu zostać….

    – Możesz odejść nie trzymam cię tu wbrew twej woli. Wiem, że tego chcesz.

    Bella chciała wrócić do ojca i zobaczyć czy wszystko dobrze.

    – Dziękuję ci. – powiedziała na odchodne i opuściła zamek Bestii.

    Gdy powróciła do wioski ojciec powiedział jej jak Gaston zebrał ludzi i idzie na zamek Bestii. Ta chcąc go ocalić ruszyła z powrotem na zamek by mu pomóc.
    Gdy ludzie z wioski szturmowali zamek, Gaston dostał się do środka. Stoczył pojedynek z Bestią. Bestia został ciężko ranny i ostatecznie pokonał Gastona.
    Gdy czuł, że umiera podbiegła do niego Bella.

    – Bestio, proszę cię nie umieraj. Kocham cię.

    Wtedy bestię ogarnęła smuga światła i w końcu z bestii zmienił się w pięknego księcia, który wciąż miał dużego kutasa tak jak w swojej formie bestii. Bella początkowo nie poznała, ale potem zobaczyła, że to on po jego wielkim kutasie. Zaklęcie zostało zdjęte. Zamek rozkwitł, a jego mieszkańcy wrócili do ludzkich postaci. Bella razem z Księciem świętowali to bardzo długo w swoim łożu. A ona dalej czuła niezwykłą przyjemność i spełnienie czując jego wielkiego kutasa, który się nie zmienił.
    Bella i Książę, który niegdyś był Bestią żyli długo i szczęśliwie.

    Koniec

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Author M

    Parodia znanej bajki Piękna i Bestia

  • Lidka

    Cnotę straciłam wieki temu i był to totalny przypadek, bo na studniówce. Potem jakoś nie układało się z facetami i posuchę miałam długie miesiące aż do pewnego wydarzenia z koleżanką ze studiów Lidką. Byłyśmy na działce jej rodziców. Zresztą oni tam byli i to Lidka pokazała mi jak jej matka obciąga mężowi. Cichutko podkradłyśmy się pod drzwi ich sypialni gdy zaczęły dobiegać do naszego pokoju odgłosy z ich sypialni. W samych pidżamach i w kuckach patrzyłyśmy jak w świetle księżyca Pani Janina nadziewa się ustami na potężny sprzęt jej męża. Po paru minutach Pan Roman wyszeptał: – Ale zaraz zerżnę ci tą cudowną dupę. Chcesz tego? – Zawsze. Kocham jak traktujesz mnie jak dziwkę. Miałyśmy całe przedstawienie przed oczami łącznie z finałem na twarzy Pani Janiny. Musiałyśmy we względnym pośpiechu się ewakuować do swojego pokoju. Chichotałyśmy siedząc na łóżku i komentowałyśmy przedstawienie. Lidka w pewnej chwili wypaliła: – Też masz mokrą cipkę? Jednocześnie dotknęła moich twardych i sterczących sutków, czym przyprawiła mnie o przyjemne dreszcze. – Jak cholera. – Daj. Zajmę się nią. Nie stawiałam żadnego oporu. Widziałam na filmach jak dziewczyny się sobą zajmowały a podniecenie sprawiło, że zaczęłam się rozbierać. Lidka podeszła do drzwi i bardzo powoli przekręciła klucz w zamku. – Klękaj moja mała kurewko. Musisz zasłużyć na pieszczoty. W ogóle mi nie przeszkadzało jak zwracała się do mnie i oczywiście klęknęłam na dywanie. Lidka podeszła do mnie, wplotła palce w moje włosy i zaczęła się ocierać cipką o moją twarz nawet nie ściągając pidżamy. Materiał był mokry i pachnący. – Poproś kurewko o moją cipkę. Czułam jak kapie mi z cipki i w tej chwili mogłabym zrobić wszystko. – Pozwól mi jej dotknąć. Szeptałam patrząc jej w oczy. Nie czekałam na pozwolenie tylko chwytając jej dół od pidżamy zaczęłam ściągać spodenki w dół. Miała idealnie gładką cipkę a na wzgórku łonowym był cienki pasek czarnych włosków. Wyglądała zjawiskowo. – Wysuń język i się nie ruszaj. Posłusznie wystawiłam język sięgając nim prawie do brody a Lidka zaczęła się o niego ocierać. Cudowny smak jej soczków potęgował moje podniecenie. Chwyciłam ją za delikatną skórę jej pośladków i zanurzyłam usta w jej cipkę jednocześnie językiem wdzierałam się możliwie wszędzie. Byłam nim raz głęboko w jej pochwie a raz wodziłam nim po jej łechtaczce, którą zaraz ssałam. Lidka ciężko oddychała. Coraz intensywniej tarła cipką po całej mojej twarzy. – Kurewka chce bym skończyła w jej ustach? Niepotrzebnie pytała. W tej chwili było to moje marzenie. – Tak. Skończ w ustach swojej kurewki. Proszę. Głos mi drgał z podniecenia. Nie bardzo mogłam mówić. Intensywnie ssałam, lizałam każdy centymetr jej łona i w pewnej chwili ściskając moje włosy przycisnęła moją głowę i poczułam jak do moich ust zaczął wdzierać się jej cudowny nektar. Drżała a wręcz trzęsła się ledwo stojąc na nogach. Dopiero po chwili pochyliła się i pocałowała moje usta. – Zasłużyłaś na nagrodę. Wejdź na łóżko i wypnij dupkę dla swojej pani. Weszłam na łóżko i odwracając się tyłem do niej przybrałam pozycję na pieska. Zaczęła mnie całować po pośladkach. Całując plecy chwyciła moje piersi i zaczęła je ugniatać. Szczypała sutki i delikatnie je wykręcała. Trochę mnie zaskoczyła jak zaczęła intensywnie lizać moje kakaowe oczko wdzierając się językiem do środka. W życiu nie przypuszczałam, że może to być takie przyjemne. – Och… Wyrwało mi się, na szczęście cicho. Przewróciła mnie na plecy, i uniosła moje nogi do góry rozszerzając je na boki. Miała całą moją cipkę do dyspozycji. Pochyliła się nad nią, ale na nowo zaczęła lizać mój anus. Pośliniła palec i zaczęła mi go tam wsuwać powolutku wykonując delikatne okrężne ruchy. To było coś niesamowitego. Po chwili dorwała się do mojej cipki, ale palca nie wyjęła. Wręcz poczułam jak wpycha dwa palce, ale nie przesadzało mi to zupełnie – wręcz połączenie jednoczesnego gwałcenia mojej dupki i intensywnego lizania cipki sprawił, że odleciałam wypełniona rozkoszą. – Błagam. Ssij mocno moją łechtaczkę. Gryź ją… Mocno zacisnęłam dłoń na ustach czując jak zbliża się orgazm gigant. Nawet na moment nie przerwała pieszczot widząc jak moje biodra zaczęły podskakiwać. Opadłam w bezsile i ciężko oddychałam. Lidka znowu zaczęła całować moje usta. Parę minut zajęło mi dojście do siebie. Położyła się koło mnie, ale dłoń położyła na mojej cipce delikatnie ją masując. – Podobało się małej kurewce? – Czy się podobało? To było coś nieziemskiego. Nie sądziłam, że masz takie zdolności. Gdzie się tego nauczyłaś? – Mama mnie nauczyła. Zresztą moja mała kurewka jutro pokaże, co potrafi mojej mamie. Energicznie odwróciłam głowę w jej stronę. – Że co?

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Barbara Kawa
  • Waginalia cz.I

    Mam dwie wspaniałe przyjaciółki. Marta i Paulina. Znamy się od szkoły podstawowej. Tam się poznałyśmy i od tamtej jesteśmy razem. Spędzałyśmy ze sobą dużo czasu. Razem w szkole, razem po szkole. Razem się uczyłyśmy, razem spędzałyśmy wolny czas. Chodziłyśmy do kina, na spacery, przesiadywałyśmy u siebie w domach. Zdarzało się, że i sypiałyśmy razem, najczęściej u Marty, której rodzice mieli duży dom, a Marta miejsce, abyśmy mogły nocować. Rodzice znali się, więc nie było nigdy żadnych problemów. A teraz, kiedy jesteśmy już dorosłe urządzamy od czasu do czasu waginalia, kobiece spotkania o wyraźnie i jasno sprecyzowanym temacie, o seksie i wszystkich jego aspektach. I wszystko to, co robimy, pozostaje tylko pomiędzy nami. Ale wszystko po kolei.

    Lato 1994

    Miałyśmy wtedy po 15 lat. We wakacje spędzałyśmy zdecydowanie jeszcze więcej czasu ze sobą. I w tym wieku zajmowały nas zdecydowanie inne, bardziej nastoletnie sprawy. Umówiłyśmy się, że spędzimy następny weekend u Marty. Rodzice Marty wyjeżdżali wtedy z jej młodszym o dwa lata bratem na jakieś wczasy, więc miałyśmy cały dom dla siebie. Marta nie, ponieważ już w poniedziałek wyjeżdżałyśmy na obóz sportowy. Kiedy w piątek po południu stawiłam się przed drzwiami Marty z Pauliną, jej rodzice właśnie ładowali walizki do samochodu i wyjeżdżali. Na odchodne powiedzieli Marcie:

    – W niedzielę wieczorem przyjdzie do ciebie babcia i w poniedziałek rano wyprawi cię na obóz. W lodówce macie jedzenie i picie. Teraz bawcie się dobrze i uważajcie na siebie. Życzę wam owocnego weekendu i udanego obozu.

    Ucałowałyśmy się na powitanie i pożegnawszy wspólnie jej rodziców, weszłyśmy do domu. Zaczęłyśmy dziewczęcy weekend. Do końca nie miałyśmy sprecyzowanych planów, co do wieczoru i dalszej części weekendu. Jedno było pewne, musiałyśmy obejrzeć „Wichry namiętności”. Wszystkie kochałyśmy się w Bradzie. Poszłyśmy do łazienki i zrobiłyśmy sobie maseczki na twarz. Po zdjęciu maseczek usiadłyśmy oglądać film. Kiedy skończył się, za oknem było już ciemno. Szybko po kolei wykąpałyśmy się i przebrane do spania szykowałyśmy się na dalszą część wieczoru. Swoje kroki skierowałyśmy w kierunku pokoju Marty. A trzeba wam wiedzieć, że Marta w swoim pokoju miała jedno bardzo szerokie łóżko, na którym spała i dodatkowo kanapę, więc miejsca do spania dla nas trzech było aż nadto. Tymczasem siedziałyśmy na jej wielkim łożu, włączyłyśmy naszą ulubioną muzykę i gadałyśmy dalej. Paulina ubrana była w piżamę, podobnie jak ja. Marta miała za to na sobie długą koszulkę, która sięgała jej do kolan i miała pod spodem majtki. Kiedy siadała, musiała ją trochę podciągać. Muzyka grała, rozmowa toczyła się swobodnie, płynęła w różnych kierunkach i dotyczyła różnych tematów, które nastolatki interesowały. Rozmawiałyśmy o chłopakach, zwłaszcza, jacy są prymitywni i głupi. I że, interesuje ich tylko piłka nożna. A my, głupie gąski, naiwnie sądziłyśmy, że nasz pierwszy ukochany będzie tym jedynym na całe życie, który będzie nosił nas na rękach i będzie wyglądał, co najmniej tak samo, jak Brad Pitt. Tematy coraz bardziej wkraczały na intymniejsze kwestie. Jako że wszystkie już miesiączkowałyśmy, mówiłyśmy o związanych z tym problemach. Dziewczyny zazdrościły mi relacji z mamą, ponieważ wiedziały, że rozmawiamy o wszystkim i to często ja byłam ich informatorką w drażliwych sprawach. Kiedy Marta na chwilę wstała i przeciągnęła się, zobaczyłam, jak wyraźnie odcina się pod koszulką jej biust.

    – Urosły ci piersi? – zapytałam.
    – Tak, chcecie zobaczyć? – zapytała – Pokażę wam. – powiedziała i podciągnęła do góry koszulkę, przytrzymując ją brodą.

    Nie była to niespotykana wcześniej sytuacja, często wcześniej porównywałyśmy i oglądałyśmy swoje biusty. Faktycznie miałyśmy z Pauliną wrażenie, że od ostatniej takiej prezentacji jej biust zwiększył swoją objętość. Trochę z zazdrością spoglądałyśmy obie, ponieważ nasze piersi nie były tak imponujące.

    – Pokażcie swoje, zobaczymy. – zachęcała nas Marta.

    Stanęłam obok niej. Rozpięłam guziki od góry i odsłoniłam swoje piersi. Przed nami stanęła Paulina i zdejmując przez głowę górną część piżamy, pokazała swoje. Różniłyśmy się, co było widać na pierwszy rzut oka. Marta miała największe piersi z nas, my z Pauliną miałyśmy mniej więcej jednakowej wielkości. Pauliny za to były zwieńczone dużą aureolą, zdecydowanie większą niż pozostałej dwójki. Marta od razu to zauważyła.

    – Masz duże obwódki. – skierowała swoje słowa do przyjaciółki.
    – No faktycznie. – powiedziała Paulina, oglądając nasze sutki i zaraz szybko dodała.
    – Ciekawe jak wyglądacie na dole? – prowokująco zakończyła pytanie.

    Marta szybko odpowiedziała:

    – Jak rozbierzemy się do naga, to możemy się pochwalić, obejrzeć nawzajem. – i chwyciwszy za gumkę, zaczęła zdejmować majtki.

    Razem z Pauliną zaczęłyśmy się chichrać, równocześnie zdejmowałyśmy spodnie od swoich piżam. I już za chwilę stałyśmy całkiem nagie w małym kółku zwrócone do siebie. Spoglądałyśmy na siebie, taksowałyśmy się wzrokiem, spoglądając od góry do dołu i z powrotem. Stałyśmy tak dłuższą chwilę i przyglądałyśmy się sobie.

    – A ty masz więcej włosów na dole. – odpowiedziała Paulina, spoglądając ku dołowi pomiędzy nogi Marty – Ja tylu nie mam.

    Faktycznie Paulina miała skromne owłosienie, może połowę tego, co posiadała Marta. Przecież miałyśmy dopiero 15 lat, jeszcze dojrzewałyśmy. A ja nie miałam żadnego włoska.

    – Ja to nie mam wcale. – powiedziałam – Mama mi je zgoliła – pochwaliłam się.

    Swoim stwierdzeniem wyraźnie zaskoczyłam przyjaciółki. Obie szeroko otworzyły oczy.

    – Dobra, teraz siadamy na łóżko i oglądamy swoje pipki. – zarządziła jak zwykle odważnie Marta.

    Usiadłyśmy, trzy przyjaciółki w nastoletnim wieku odkrywające swoje budzące się do życia ciała, odkrywające magię kobiecego ciała.

    – Mogę dotknąć? – zapytała Marta, wyciągając rękę w kierunku mojego wygolonego łona.
    – Jasne, że tak. – odparłam.

    Zobaczyłam i jednocześnie poczułam, jak dłoń Marty dotyka mojego łona. Najpierw delikatnie, nieśmiało samymi czubkami palców, a potem już położyła całą rękę. Przesuwała nią po całym wzgórku zafascynowana gładkością skóry. I zaraz zwróciła się do przyjaciółki:

    – Paulina zobacz, jaka jest gładka.

    Teraz Paula sięgnęła ręką, również przesuwała palcami po skórze. Ja odczuwałam przyjemność, był to miły dotyk, kiedy tak palce drażniły skórę. Paulina tak się zaciekawiła, że aż przesunęła dłoń niżej i dotknęła mojej szparki. Chyba się trochę przestraszyła, bo szybko odsunęła rękę.

    – Sorki, nie chciałam. – szybko przeprosiła.
    – Nic się nie stało. – odparłam.
    – Ja nie mam takiej szparki, jak twoja. – powiedziała, przyglądając się cały czas Marta – U mnie coś wystaje. – dodała zmieszana.
    – Nie coś, tylko wargi sromowe. – powiedziałam – Rozmawiałam z mamą na ten temat. Jeśli chcecie, to mogę wam, co nieco powiedzieć.

    Nie miały żadnych obiekcji. Serio? Obie wiedziały, jakie mam relacje z mamą i spodziewały się, że wiem dużo więcej od nich, jeśli chodzi o ciało, o jego budowie, o dojrzewanie. Rozmawiałam z mamą wielokrotnie na tematy dotyczące seksu i budowy ciała, różnic poszczególnych osób i płci. Na pewno wiedziałam więcej od nich, więc chętnie słuchały moich opowieści.

    – Marta zorganizuj trzy lusterka. – zarządziłam.

    Szybko wstała i wyskoczyła z pokoju. Po chwili wróciła do pokoju z dwoma małymi lusterkami, trzecie wyciągnęła z szuflady. Usiadłyśmy na łóżku. Pomiędzy nami leżały lusterka. Siedziałyśmy z szeroko rozsuniętymi i zgiętymi w kolanach nogami, tak, że kolana niekiedy stykały się ze sobą. Miałam chwilę na obejrzenie sobie koleżanek, tego, co skrywały do tej pory pomiędzy nogami i porównanie ich z moim wyglądem. A moja szparka wtedy przypominała jakby bułeczkę, szczelina rozdzielająca skórę. Marta faktycznie miała widoczny, wystający fałd skóry jakby falbanka, a Paulina pomiędzy nogami posiadała mocno nabrzmiałe fałdy, które przypominały mi brzoskwinię.

    – To zaczynamy. – powiedziałam – Każda bierze lusterko i ustawia tak, aby widzieć, co ma między nogami. Najlepiej przytrzymajcie lusterko stopami, tak, aby mieć wolne dłonie.

    Trochę śmiechu przy tym było, bo ciężko trzymać lusterko stopami i w końcu za oparcie lusterek robiły pluszaki, które Marta miała na łóżku, ale przyjaciółki były spragnione informacji, które ja już miałam i chciałam im przekazać. Nie, żebym była jakąś wyrocznią, ale wiedziałam już trochę więcej niż one. Mama zdążyła mi już dość dużo opowiedzieć na ten temat, jakiś zasób wiedzy już miałam, zasób, którym chciałam podzielić się z dziewczynami. Powiedziałam, żeby palcami postarały się otworzyć i odkryć to, co ukryte. Marta nie miała większych problemów, ukazując faktycznie o wiele większe od moich wargi. Natomiast Paulina rozdzielając pionową kreskę dzielącą skórę, wyglądała tak, że zapamiętałam ten widok do końca życia. I nawet teraz wspominając tę chwilę, potrafię z wielką dokładnością odtworzyć ten obraz. Skóra tak jakby rozklejała się, od góry powoli odrywając się od siebie i ukazując delikatne falbanki, nieśmiało wychylające się na światło dzienne. Trzymając palcami napiętą skórę, oglądałyśmy to, co każda z nas miała do pokazania. Przypatrywałyśmy się przez chwilę sobie nawzajem, a potem pokazałam im na sobie większe i mniejsze wargi sromowe, pokazałam wejście do pochwy. Marta i Paulina powoli i starannie odnajdywały u siebie te części ciała, które im na sobie pokazywałam. Widziałam, jak z ciekawością odkrywają piękno swojego młodego, rozwijającego się ciała, swojej rodzącej się kobiecości.

    – Jak wsuniecie pomału palec, najlepiej wilgotny, do środka to traficie na przeszkodę. To błona dziewicza, którą przerwie pierwsze wejście penisa do naszej pochwy. W trakcie pierwszego stosunku. – powiedziałam.
    Pokazałam im również gdzie leży łechtaczka i powiedziałam, do czego służy. Powtórzyłam im wszystko to, co powiedziała mi wcześniej moja mama. Mówiłam także, że jak kobieta jest podniecona, to pojawia się wilgoć, która umożliwia łatwiejszą penetrację. Wspólnie badałyśmy swoje ciała, spoglądałyśmy w lusterka, zerkałyśmy również w swoim kierunku, porównując się ze sobą i dostrzegając różnice. Oglądałyśmy swoje krocza, rozszerzałyśmy na boki skórę, ukazując schowane pomiędzy nimi dziewicze, nieodkryte dotąd obszary. Zajęło nam to dużo czasu, czasu, który był dla nas nauką i jednocześnie jeszcze bardziej zbliżał nas do siebie, jeszcze bardziej potęgując naszą przyjaźń. Miałyśmy swoją tajemnicę.
    – A dlaczego wilgotny? – zapytała Paulina.
    – Ponieważ wtedy łatwiej wsunąć go do środka. – odpowiedziałam – Poza tym wilgoć jest potrzebna do bezbolesnej penetracji.
    – Mam poślinić palec? – zapytała Marta i nie czekając na odpowiedź, polizała swój palec, ponownie kładąc go pomiędzy nogami.
    – Faktycznie. – odparła po chwili – Lepiej i łatwiej. A na pewno przyjemniej.
    – Nie myślałam, że kobiety mogą się tak bardzo różnić budową. – powiedziała po wszystkim Paulina, spoglądając w nasze, Marty i moje, podbrzusza.
    – Każda kobieta jest inna i każda jest trochę inaczej zbudowana. – odpowiedziałam.
    – Zdecydowanie mogą. – powiedziała podekscytowana Marta – Pokażę wam coś.

    Wstała i wyszła z pokoju. Za chwilę pojawiła się znowu, trzymając w ręce jakąś kolorową gazetę. Rzuciła ją na łóżko. Była to jakaś gazetka z gołą kobietą na okładce.

    – Znalazłam u mojego małego braciszka. – mówiła, otwierając ją na kolejnych stronach.

    Jej mały braciszek miał dopiero 13 lat. Czyli dla nas był nieokrzesanym dzieckiem, które mogło, co najwyżej nam poprzeszkadzać. Oglądałyśmy z ciekawością, fotografie czasami przyprawiały nas o dreszcze, pytanie tylko, dlaczego? Bywało, że i krzywiłyśmy się lub śmiałyśmy na widok tego, co widzimy. Na poszczególnych stronach widziałyśmy wiele roznegliżowanych kobiet, mniej lub bardziej gołych, w skromnych lub wyuzdanych pozach, z szeroko rozsuniętymi nogami, które wcale nie sprawiały wrażenia niezadowolonych z tego, że ktoś inny je może oglądać. Często na zdjęciach towarzyszyli im nadzy mężczyźni ze stojącymi członkami. To był dla nas nowy widok. Jak one wyglądały, sterczące w górę i wielkie, tak myślałyśmy. Były także zdjęcia par odbywających stosunek w różnych pozycjach. Wzdychałyśmy, głośno komentowałyśmy, śmiałyśmy się i krzyczałyśmy na zmianę, wyrażając swoje opinie na oglądane obrazki.

    – Kiedyś złapałam brata, jak próbował mnie podglądać. – powiedziała Marta – Złapałam go pod moimi drzwiami. I jeszcze powiem wam w tajemnicy, że przypadkiem zobaczyłam braciszka jak nad tymi zdjęciami „walił konia”, jak to chłopcy mówią. – kontynuowała Marta.
    – No, co ty? Opowiadaj. – powiedziałam.
    – Byliśmy wtedy sami w domu, każde z nas siedziało u siebie w pokoju. Kiedy wyszłam do kuchni i przechodziłam obok jego pokoju, usłyszałam, jak wzdycha i jęczy. Głupek miał uchylone drzwi. Więc zaciekawiona zerknęłam i zobaczyłam, jak leżał na swoim łóżku na boku, plecami do drzwi, i przeglądając gazetkę, poruszał rękę. Szarpał swojego małego ptaszka. Po cichu wycofałam się i wróciłam do siebie. – opowiadała – A potem jeszcze kiedyś złapałam go na tym, jak próbuje mnie podglądać w łazience.
     – Świntuch. – śmiałyśmy się z Pauliną i Martą.
     – Chociaż i ty też nieładnie podglądałaś. – powiedziałam.
    – E tam, jego wina. Mógł zamknąć drzwi. – odparła.

    Oglądałyśmy dalej zdjęcia, do głowy przychodziły nam różne myśli. Komentowałyśmy. Zastanawiałyśmy się, jak to może być, kiedy już będziemy miały swoim chłopaków, mężów. Czy będą chcieli robić takie same rzeczy, jak widziałyśmy na tych zdjęciach, jak się wtedy będziemy czuć? Czy będzie nam się to podobać? Nagle Paulina wypowiedziała na głos to, co każda z nas myślała:

    – Ciekawe czy nie boli tych kobiet, jak faceci wchodzą w nie? Przecież wyglądają na zadowolone. Nie wyobrażam sobie, aby zmieścić całego w swoim ciele? A ja nie mogę nawet wsunąć swojego palca w siebie.
    – Nie boli, bo… – zająknęła się Marta.
    Z ciekawością spojrzałyśmy z Paulą na nią. Coś chciała powiedzieć? Miała jakąś tajemnicę?
    – No dobra, powiem wam. – mówiła – Ale tylko wam. To będzie nasza tajemnica. Podejrzałam rodziców podczas seksu.
    – No wiesz? – szepnęła Paulina – I dopiero teraz o tym mówisz? Gadaj szybko.
    – Niedawno, zaledwie kilka dni temu, przebudziłam się w nocy. Chciało mi się sikać. Wyszłam do łazienki. W całym domu ciemno i cicho. Gdy przechodziłam tuż przy sypialni rodziców zatrzymałam się. Bo nie było wcale cicho i ciemno. Uchylone drzwi od ich sypialni promieniowały wydostającym się światłem i nieznanym mi hałasem, a raczej niespotykanym i niesłyszanym do tej pory dźwiękiem. Przystanęłam. Do moich uszu zaczęły napływać odgłosy, których nie potrafiłam skojarzyć, dochodzące zza nich. Zaciekawiona zaczęłam nasłuchiwać, a nawet więcej, spróbowałam zerknąć do środka. Uchylone drzwi pozwalały mi zajrzeć, więc zajrzałam. Mówię wam, co za widok. Sikać mi się odechciało. Mama leżała na plecach, pomiędzy jej nogami tata wsuwał w nią członka. Mama nogami oplatała jego biodra, a on mocno wbijał się w nią. Jęczała i stękała, a ja patrzyłam jak zahipnotyzowana. Wszystko wyraźnie mogłam zobaczyć. Widziałam, jak tata porusza biodrami, jak wsuwa się w nią, jak z niej się wysuwa, a ona nie przestawała jęczeć, coraz głośniej. Aż do momentu, kiedy ojciec sapnął głośno, mocno wszedł w nią, wsuwając do końca członka i przestał się poruszać, jednocześnie głośno sapał. Po chwili wyszedł z niej i położył obok. Widziałam zaczerwienioną pochwę mamy, otwartą, lśniącą i mokrą. I również mokrego penisa taty, który leżał obok niej. Trzymali się za rękę. A potem usłyszałam, jak mama mówi: „było wspaniale, dałeś mi fantastyczny orgazm”. Szybko wróciłam do swojego pokoju i leżąc w łóżku, myślałam o tym, czego byłam świadkiem. Widziałam, jak moi rodzice uprawiają seks. Długo nie mogłam zasnąć. A to, co powiedziała mama, świadczy o tym, że nie tylko nie boli, ale i jest przyjemnie.

    Ta opowieść spowodowała, że zaczęłyśmy odnajdywać w swojej pamięci podobne sytuacje. Oczywiście w moim przypadku nie było takiej możliwości, gdyż mieszkałam tylko z mamą, ale Paula wspomniała, że słyszała swoich rodziców podczas seksu. Jeszcze jakiś czas rozmawiałyśmy o tych sprawach, o orgazmie, o tym, co się wtedy czuje, jak reaguje ciało i kiedy my same doświadczymy takich przeżyć. A potem ubrałyśmy się i poszłyśmy spać. Położyłyśmy się do łóżek, ja z Martą w jej łóżku a Paula na kanapie, i zasnęłyśmy.
    Drugi dzień spędziłyśmy, nadal bawiąc się w swoim towarzystwem. Całe do południa spędziłyśmy w ogrodzie, opalając się, grając w siatkówkę, śmiejąc i wygłupiając. Po południu poszłyśmy do kina, a po powrocie zjadłyśmy kolację i przygotowywałyśmy się na wieczór.

    – Mam pomysł. – powiedziała Marta – Rozbieramy się i cały czas chodzimy po domu na golasa
    – Co wy na to? – zakończyła.
    – Podoba mi się ten pomysł. – odparłam.

    Paulina również była za więc szybko rozebrałyśmy się. Dumne ze swoich dojrzewających ciał chodziłyśmy po pustym domu. Z każdą chwilą przebywania w swojej obecności nago stawałyśmy się coraz bardziej śmiałe, coraz mniej wstydziłyśmy się swojej nagości i coraz więcej śmiechu pojawiało się pomiędzy nami. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Obserwowałam przyjaciółki, one obserwowały mnie. Wszystkie trzy spoglądałyśmy na siebie, ciesząc się swoją nagością. Jakże różniłyśmy się budową, chociaż byłyśmy w miarę podobnej budowy ciała, jednak różnice były zauważalne. Zwłaszcza, że byłyśmy nagie. Różna wielkość piersi czy różna obfitość owłosienia łonowego były widoczne na pierwszy rzut oka. Kiedy nadeszła pora wieczornej toalety postanowiłyśmy wziąć wspólną kąpiel. Napuszczałyśmy wodę do wanny, piana robiła się coraz większa, a my we trzy w wannie próbowałyśmy znaleźć dla siebie miejsce. Wanna zdecydowanie nie nadawała się dla trzech osób. Namydlone ręce przesuwały się po różnych częściach naszych ciał. Oczywiście przeszkadzałyśmy sobie, ale ile było śmiechu przy tym i przypadkowych dotknięć. Kiedy wyszłyśmy z wody i wytarłyśmy do sucha, wróciłyśmy do pokoju Marty. Potem przyszła pora na malowanie paznokci, u rąk i u stóp. Fajnie wyglądałyśmy, nagie, kolory na paznokciach jeszcze bardziej podkreślały naszą nagość. Wyciągnęłam z torby swój balsam do ciała i zaczęłam nakładać na ciało. Dziewczyny nakładały na swoje dłonie balsam i również wsmarowywały w swoje ciała. Wtedy Marta zwróciła naszą uwagę na siebie:

    – Dziewczyny zobaczcie, jak od nakładania balsamu sterczą mi sutki. – powiedziała, nie przerywając przesuwania dłońmi po piersiach.
    – Głupia jesteś. – powiedziałam na to – To nie od balsamu, tylko od pocierania dłońmi. Tak reaguje organizm na przyjemny dotyk. Jest ci przyjemnie, podniecasz się i tyle.
    – To prawda, przyjemnie mi, ale czy się podniecam? – zapytała – Kiedyś już tak się dotykałam i wtedy też mi tak sutki sterczały. Jest mi miło i przyjemnie, i tyle. A wy? Próbowałyście? – zapytała.
    – A czego miałyśmy próbować? – zapytała Paulina.
    – No nie, nie wytrzymam. – odparła Marta – Pytam, czy próbowałaś się dotykać, aby sprawić sobie przyjemność? Bo ja, jak wtedy, co wam mówiłam, podejrzałam rodziców, to nawet dotykałam się między nogami.
    – Mówisz o masturbacji? – zapytała Marta.
    – Masturbowałaś się? – ja też dodałam pytanie.
    – Próbowałam, ale nie wychodziło mi. Chociaż do końca nie wiem, czego miałam oczekiwać. Jedno wiem na pewno, było przyjemnie. A wy, dotykałyście się? – odpowiedziała pytaniem.

    I co miałam odpowiedzieć. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że tak, ukrywając jednak przed przyjaciółkami, jakie były tego okoliczności (o tym w innym opowiadaniu). Oczywiście musiałam im wszystko opowiedzieć, zadawały mi wiele pytań, ciekawe były wszystkich okoliczności, które ograniczyłam tylko do tego, co chciałam im powiedzieć. Potem położyłyśmy się do łóżek. Wydawało mi się, że już powoli usypiam, kiedy poczułam, jak Marta zaczyna mnie poszturchiwać, jednocześnie kładąc na moich ustach palec. Otworzyłam oczy, nie wiedziałam, co się dzieje. Marta chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w swoją stronę. Leżałyśmy teraz na boku twarzami zwrócone do siebie. Zbliżyła usta w stronę mojego ucha i wyszeptała:

    – Słyszysz? – zapytała – Paulina chyba się masturbuje. – dotarło do moich uszu.
    – Naprawdę? – odpowiedziałam pytaniem – Muszę to zobaczyć. – wyszeptałam.

    Zaciekawiona tym, co usłyszałam, lekko podniosłam głowę, spoglądając w stronę kanapy. Zobaczyłam leżącą na wznak na kanapie Martę i wydawało mi się, że dostrzegam także jakiś ruch pod kołdrą na wysokości jej piersi. Najciszej jak mogłam, podciągnęłam się wyżej, aby lepiej ją widzieć. Marta zrobiła to samo, co ja i teraz półleżałyśmy oparte o zagłówek i patrzyłyśmy w kierunku Marty. Leżała z zamkniętymi oczami, głowę odwracała z jednej strony na drugą, usta miała lekko rozchylone i cichutko dyszała. Przynajmniej tak jej się zdawało, przecież nas obudziła. Widać było, że jest jej przyjemnie. Leżałyśmy z Martą i patrzyłyśmy, trzymając się za dłonie. Nawet nie wiem, kiedy złapałyśmy się za ręce. Kołdra opadła nieco, tak, że teraz siedziałyśmy z odkrytymi piersiami, czego nawet nie zauważyłyśmy wpatrzone w przyjaciółkę. Paulina zdążyła zgiąć obie nogi tak, że utworzył się na wysokości jej bioder namiot, który spowodował, że mogłyśmy teraz oglądać, jak dotyka swoich piersi. Dotykała właściwie jedną ręką, druga jak się domyślałam, znajdowała się pomiędzy rozstawionymi nogami i tam wypełniała swoje zadanie. Czułam, że Marta mocno ściska moją dłoń. Na chwilę oderwałam wzrok od Pauliny i spojrzałam w bok. Marta miała szeroko otwarte oczy i usta i chłonęła widok, którego dostarczała nam Paulina. Widziałam również, jak drugą ręką sama dotyka swoich piersi. Ciekawe czy wiedziała, co robi, czy była pochłonięta tym, co robi, że wcale tego nie kontrolowała. Nic nie powiedziałam ani nie zareagowałam jakoś szczególnie, niech się dotyka. Wróciłam do podglądania Pauliny. Podobało mi się to, co widziałam, sama czułam, że zaczynam się podniecać. Sama chciałam się dotykać. Niespiesznie skierowałam dłoń pomiędzy swoje uda. Dotknęłam cipki i poczułam wilgoć świadczącą o podnieceniu, którego byłam coraz bardziej świadoma. Podniosłam dłoń, w której trzymałam Martę i położyłam ją na jej udzie. Powoli i delikatnie przesuwałam w górę i w dół. Leżałyśmy tak sobie i cichutko, delikatnie masturbowałyśmy się, nie do końca świadome swojej obecności i tego, że obserwujemy się nawzajem. Marta pierwsza nie wytrzymała tego napięcia.

    – Paulina widzimy, co robisz. – głośno powiedziała.

    Przestraszona Paulina spojrzała w naszą stronę. Szybko oderwała dłoń od swojego ciała i powiedziała:

    – Nie wiem, o czym mówisz. – i zaczęła się śmiać – Co ty masz z tym podglądaniem? – dodała, pytając.
    – Byłaś zbyt głośno, aby nam to umknęło. – odpowiedziała Marta.
    – Jak patrzę w waszą stronę, w tej ciemności, to wy również nie próżnujecie. – odpowiedziała, patrząc w naszą stronę.
    – Mam lepszy pomysł. – powiedziała Marta, przestając się dotykać. – Zróbmy to razem. – zaproponowała.
    – Podoba mi się ten pomysł. – powiedziała Paulina – Co ty na to? – zapytała, patrząc na mnie.
    – Ja nie mam nic przeciwko, mi też podoba się ten pomysł. – odparłam.

    Paulina wstała ze swojego łóżka, nic nie powiedziała, tylko położyła się obok mnie i chwyciła za rękę. Kiedy spojrzałam w jej stronę, ścisnęła moją dłoń. Drugą dłoń ściskała mi tymczasem Marta, która leżała z drugiej strony. Oswobodziłam dłonie i sięgnęłam do swojej piersi. Zaczęłam się dotykać, najpierw powoli, jakby od niechcenia, przesuwałam palce po piersiach, zahaczałam o sutki, starając się wyobrazić w mojej głowie wszystkie te chwile, kiedy sprawiałam sobie przyjemność. Z każdym kolejnym dotykiem, z każdą kolejną chwilą zanurzałam się w swoim świecie przyjemności. Wyłączyłam kompletnie myślenie o tym, gdzie jestem, co robię, czy ktoś mnie obserwuje. I dzięki temu coraz bardziej odczuwałam przyjemność, coraz bardziej odbierałam bodźce, które sama sobie dostarczałam. Spojrzałam na przyjaciółki. Obie leżały i również pieściły swoje piersi. Leżałyśmy we trzy i dotykałyśmy swoich piersi. Czasami nieumiejętnie, ale z zaangażowaniem i przemożną chęcią poznawania swojego dziewiczego ciała. Widziałam, że piersi i policzki Pauli pokrywa czerwony rumień, a patrząc na Martę, widziałam uśmiech na twarzy świadczący zapewne o dostarczanej sobie przyjemności. Zarówno jedna, jak i druga, nieświadomie zapewne, rozsunęły swoje nogi i mogłam zobaczyć ich niewieście sromy. Paulina bezwiednie uniosła nogę i położyła na mojej, aby mieć lepszy, szerszy dostęp do swojej waginy. Palcem starała się zlokalizować łechtaczkę i poczuć, jaki dotyk jej odpowiada. Marta leżała z głową na poduszce. Jedną dłonią dotykała piersi i drażniła sutki, a druga zanurzona pomiędzy nogi przesuwała się, szukając odpowiedniej podniety. Wróciłam do pieszczot swojego ciała. Dotykałam piersi, ściskałam brodawki, czułam, jak napinają się i wznoszą do góry. Potem zsunęłam dłonie niżej. Jedną mocno naciągnęłam skórę łona, odsłaniając główkę łechtaczki, a drugą zaczęłam ją dotykać. Byłam już bardzo wilgotna, więc dotyk sprawiał mi tylko przyjemność. Przesuwałam palcami z góry i w dół, przesuwałam z boku na bok, a także chwytałam łechtaczkę pomiędzy palce, przesuwałam wzdłuż jej brzegów. Było mi coraz bardziej przyjemnie, czułam się bezpieczna i swobodna z dziewczynami, co ułatwiało mi dostarczanie sobie przyjemności. Z każdym kolejnym dotykiem, z każdą kolejną pieszczotą przesuwałam się coraz bliżej upragnionego finału, finału, który udało mi się kilka razy osiągnąć. Muśnięcia moich palców sprawiały, że zaczynałam coraz głębiej oddychać, coraz głośniej jęczeć. Moje ciało drżało coraz bardziej z każdą upływającą chwilą, aż poczułam, że nie jestem w stanie już dłużej kontrolować ani siebie, ani mojego ciała. Nie przestając pieścić się, przeżywałam kolejny raz coś niesamowitego, cos nieodgadnionego i coś upragnionego. Niekontrolowane ruchy bioder, zaciskanie nóg, drżenie całego ciała. Całą sobą chłonęłam przyjemność, którą sobie sprawiłam. Całkowicie zapomniałam o miejscu, w którym jestem, o osobach, które mi towarzyszą, skoncentrowana tylko na sobie, tak jak mówiła mi wcześniej mama. A kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam przyjaciółki wpatrzone we mnie z mocno otwartymi buziami.

    – Co to było? – zapytała Marta – Miałaś orgazm?
    – Tak. – odpowiedziałam.
    – A nam się nie udało. – powiedziała Paulina – Też tak byśmy chciały. – dodała z zazdrością.
    – Nie martwcie się. Na pewno też będziecie to przeżywać. Musicie tylko trochę poćwiczyć. – uśmiechając się, odpowiedziałam, dodając – Będziecie same, będziecie się dotykać, to samo przyjdzie, zobaczycie, że mówię prawdę.
    Potem siedziałyśmy długo na łóżku, rozmawiałyśmy sobie o tym, co przed chwilą się wydarzyło, co czułyśmy, dotykając się i tak mijał nam czas na rozmowie. Wyczerpawszy tematy, zmęczone położyłyśmy się spać.

    Tata Marty miał rację, to był owocny weekend.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ewa mężatka

    Wspomnienia z nastoletnich lat.

  • Przekroczenie granic

    Mam na imię Monika. Mam 34 lata. Jestem żoną, matką, kobietą – i czymś jeszcze. Kimś, kto przez długi czas trzymał część siebie za zamkniętymi drzwiami. Z pozoru jestem typowa – blond włosy sięgają mi do ramion, mam niebieskie oczy, w których często widać zamyślenie. Lubię czuć się kobieco, choć nie zawsze pozwalam sobie na to w pełni. Moje ciało zmieniło się przez lata, jak to bywa po ciąży, po życiu. Ale biust w rozmiarze C wciąż przypomina mi, że lubię patrzeć na siebie z odrobiną aprobaty. Mam męża, mam dziecko. Mam też historię, która zaczęła się wcześnie. Miałam 17 lat, kiedy po raz pierwszy pozwoliłam sobie na krok w inną stronę. W stronę kobiety. To było nieśmiałe, ale prawdziwe. Fascynacja, dotyk, spojrzenia inne niż wszystkie wcześniej. Od tamtej pory wiedziałam jedno: jestem osobą biseksualną. Nie teorią, nie etykietką – doświadczeniem. Później życie potoczyło się tak, jak często się toczy. Miłość, ślub, dziecko. Obowiązki, dorosłość. Moje drugie „ja” odsunęło się gdzieś na bok. Przez lata żyłam tak, jakby ten fragment mnie został zamrożony – bezpiecznie zamknięty w szufladzie, do której nikt nie zagląda. Miałam 32 lata, kiedy coś we mnie pękło. Albo może odwrotnie – coś się obudziło. Po latach bycia „grzeczną wersją siebie” nagle poczułam, że już dłużej nie chcę. Nie chcę się ograniczać, nie chcę spychać na bok tej części mnie, która domaga się głosu. Bez większego planu, trochę z ciekawości, trochę z głodu – założyłam konto na portalu randkowym. To nie była niewinna zabawa. Wiedziałam, po co tam jestem. Jeszcze tego samego dnia napisała do mnie Julia. Julka była rok starsza. Tak jak ja – mężatka, matka, kobieta z życiem poukładanym na zewnątrz, a w środku… no właśnie. W środku też jej czegoś brakowało. Nasze rozmowy były od razu inne niż te, które znałam. Bez udawania, bez owijania w bawełnę. Dwie kobiety, które dobrze wiedzą, jak smakuje niedosyt. Codzienne wiadomości zamieniły się w rozmowy przez telefon. Potem w długie noce, kiedy szeptałyśmy sobie do ucha rzeczy, których nie mówiłyśmy nikomu innemu. A potem przyszła nowość – seks przez kamerkę. Dla mnie to było coś zupełnie innego. Intymne, ekscytujące, trochę zakazane. Widziałam ją, ona widziała mnie. Patrzyłyśmy sobie w oczy, kiedy ręce błądziły po ciałach. Było w tym coś więcej niż podniecenie. Była prawda. Bez makijażu, bez masek. To nie było tylko o seksie. To było o tym, że znów czuję się żywa. Coraz częściej padało to pytanie: „Kiedy się spotkamy?”. Wiedziałam, że już przekroczyłam granicę. I wcale nie chciałam się cofnąć. Drzwi do hotelowego pokoju zamknęły się za nami z miękkim kliknięciem. Od tego momentu świat na zewnątrz przestał istnieć. Julia podeszła do mnie powoli, z tym swoim pewnym spojrzeniem, które już przez ekran potrafiło mnie rozebrać ze wszystkich masek. Teraz robiła to naprawdę. Stanęła tak blisko, że czułam ciepło jej ciała. Nasze oddechy mieszały się, kiedy zaczęła rozsuwać mi włosy z karku i muskać opuszkami palców moją szyję. Jej usta trafiły na moją skórę – najpierw delikatnie, potem bardziej zachłannie. Całowała mnie za uchem, na linii żuchwy, schodziła niżej, jakby badała teren. Nie rozmawiałyśmy już. Rozmowy były zbędne. Rozpięła mi bluzkę powoli, guziczek po guziczku, patrząc mi cały czas w oczy. Chciała widzieć każdy mój oddech, każdy drżący mięsień. Kiedy stanęłam przed nią w samej bieliźnie, uśmiechnęła się lekko, z taką pewnością, jakby dokładnie wiedziała, co zrobić dalej. Jej dłonie były śmiałe. Zsunęła ramiączko mojego stanika i przesunęła ustami po obojczyku, potem po piersi. Językiem zatoczyła kółko wokół sutka, który stwardniał niemal natychmiast. Czułam, jak cała robię się gorąca, jak ciało samo wychodzi jej naprzeciw. – Jesteś piękna, kiedy się rozklejasz – szepnęła. W odpowiedzi zamknęłam jej usta pocałunkiem – głębokim, głodnym, wilgotnym. Pchnęła mnie lekko na łóżko. Położyłam się na plecach, a ona klęknęła między moimi udami. Patrzyła na mnie z góry, jakby podziwiała obrazek, który chce zaraz rozmalować po swojemu. Bez pośpiechu zsunęła mi majtki. Poczułam chłodne powietrze na skórze, a zaraz potem – jej gorące usta. Zanurzyła się we mnie bez wahania. Język Julii był dokładny, rytmiczny, czasem delikatny, czasem stanowczy. Potrafiła odczytać każdy mój oddech, każde drżenie uda. Byłam mokra i całkowicie bezbronna, a ona o tym wiedziała. Kiedy język zaczął pracować szybciej, poczułam, jak ciało zaczyna mi się wyginać, jak biodra podnoszą się w jej stronę. Trzymała mnie za uda, mocno, przytrzymując, jakby nie chciała pozwolić mi uciec. Szczyt przyszedł nagle, intensywny, głęboki. Krzyknęłam jej imię. Nie szeptem – głosem, który dawno nie miał prawa się wydarzyć. Ale ona się nie zatrzymała. Podniosła głowę, spojrzała na mnie z błyskiem w oku. – Nie kończymy na jednym razie – powiedziała. I wróciła do mnie, jakby to było dopiero preludium. Leżałam na łóżku, jeszcze rozedrgana, kiedy Julia podniosła się i spojrzała na mnie z góry. W jej oczach nie było już tej niepewnej kobiety z portalu randkowego. Teraz patrzyła na mnie kobieta, która dobrze wie, co robi – i komu. Podciągnęła mnie do siebie i pocałowała, głęboko, smakując mnie jak deser po własnym dziele. Poczułam na języku własny smak. To było nowe. Jej ciało przykryło moje. Czułam jej piersi na swoich, jej biodra wpasowujące się w moje uda. Poruszała się powoli, ocierając się o mnie, wbijając paznokcie w moje ramiona. – Teraz twoja kolej – szepnęła mi do ucha, a jej oddech był ciepły i szybki. Odwróciłam ją na plecy, jakby to było dla mnie całkowicie naturalne, choć przecież… dawno tego nie robiłam. Ale ciało pamiętało. Pocałowałam ją między piersiami, potem niżej, sunąc językiem po jej brzuchu. Czułam, jak napina mięśnie, jak oddech jej przyspiesza. Rozsunęłam jej uda i spojrzałam na nią jeszcze przez chwilę, zanim się zanurzyłam. Była miękka, wilgotna, rozpalona. Wydawała z siebie ciche jęki, a potem coraz głośniejsze. Jej dłonie oplatały moje włosy, prowadziły mnie, przyciskały mocniej, kiedy zbliżała się do szczytu. Kiedy jej ciało zatrzęsło się pod moimi ustami, poczułam satysfakcję tak głęboką, że aż zabolała. Była piękna w tym rozpadzie. Prawdziwa. Leżałyśmy potem obok siebie, nagie, splecione, całe mokre od potu, od siebie nawzajem. Chciałam, żeby ten moment trwał. Żeby czas się zatrzymał. Ale nie zatrzymał się. Po godzinie Julia założyła sukienkę, poprawiła włosy w lustrze i spojrzała na mnie przez ramię. – Nie wiem, kiedy znów się zobaczymy – powiedziała, zapinając naszyjnik. – Ale wiem, że to nie był przypadek. Ja tylko skinęłam głową. Bo co miałam powiedzieć? Po jej wyjściu zostałam sama w tym pokoju. Patrzyłam na rozgrzane łóżko, na swoje ciało w lustrze. Byłam rozczochrana, z rozszerzonymi źrenicami, pachnąca seksem i… sobą. Prawdziwą sobą. To było coś więcej niż zdrada. To było odnalezienie tej części mnie, którą kiedyś ukryłam głęboko, zakopując pod rolami: żony, matki, „grzecznej dziewczyny”. Tego dnia wiedziałam już, że nie da się tego tak po prostu wyłączyć. Nie chciałam już wracać do poprzedniego życia w całości. Czułam, że właśnie zaczęła się zupełnie nowa historia. CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Monia
  • Julka drugie spotkanie.

    Drugie spotkanie było inne. Nie było hotelu, anonimowego łóżka, obcego pokoju. Tym razem zaprosiła mnie do siebie – do swojego świata. Do miejsca, gdzie ściany znały jej tajemnice. Jej mąż był akurat w delegacji, dzieci u dziadków. Miała dom tylko dla siebie. Dla nas. Gdy weszłam do środka, Julka już czekała – ubrana inaczej niż zwykle. Czerwona, satynowa koszula ledwo sięgała jej ud, a pod nią, jak się później okazało, nie miała nic. W jej oczach nie było śladu niepewności. – Dziś chcę się tobą pobawić – powiedziała, zamykając za mną drzwi na klucz. Podała mi kieliszek wina i zaprosiła do salonu. Pachniało świecami, lekkim zapachem wanilii i czegoś… elektryzującego. Na stole leżała czarna aksamitna sakiewka. – Zastanawiasz się, co w niej jest? – zapytała, uśmiechając się lekko. Nie musiałam pytać – już czułam przyspieszone bicie serca. Usiadła obok mnie i otworzyła woreczek. Wyjęła z niego czarną opaskę na oczy, silikonowe kajdanki, małą wibrację na pilot i coś, czego się nie spodziewałam – dildosa w uprzęży. Strap-on. Popatrzyłam na nią pytająco, ale ona tylko musnęła palcem mój podbródek. – Pamiętasz, co mówiłaś ostatnio? Że chcesz oddać mi kontrolę? – zapytała cicho. Skinęłam głową. Chciałam tego. Chciałam przestać myśleć. Chciałam być czyjaś. Założyła mi opaskę na oczy. Świat zniknął. Został tylko dotyk i dźwięki. Czułam, jak przypina mi kajdanki do nadgarstków, jak prowadzi moje ręce za plecy. Byłam całkowicie zdana na nią. Jej palce błądziły po moim ciele – najpierw delikatnie, potem coraz bardziej zdecydowanie. Rozpięła mi spodnie, zsunęła je razem z bielizną. Poczułam chłodne powietrze na udach, a zaraz potem – wibrację. Przyłożyła gadżet do mojego łechtaczki, nie za mocno, ale wystarczająco, by poczuć, jak fala gorąca rozlewa mi się po brzuchu. Sterowała mocą pilotem. Zatrzymywała i znów uruchamiała, bawiła się mną jak zabawką. – Lubię patrzeć, jak się wijesz – wyszeptała mi do ucha, popychając mnie na kanapę. Kiedy już myślałam, że zaraz eksploduję, zatrzymała wibrację. – Jeszcze nie teraz – powiedziała stanowczo. Zdjęła mi opaskę. Spojrzałam na nią, rozczochraną, z czerwonymi policzkami, kiedy zakładała uprząż z dildosem. Była w tym jakaś siła, której wcześniej u niej nie znałam. Podeszła do mnie i przycisnęła mnie do sofy. – Teraz ja wchodzę w ciebie – szepnęła. Byłam mokra, gotowa, otwarta. Czułam, jak wchodzi powoli, rozciągając mnie, wypełniając mnie sobą – tym nowym, obcym ciałem. Poruszała się w równym rytmie, trzymając mnie za biodra. Było w tym coś dzikiego, ale też pełnego czułości. Jej piersi ocierały się o moje plecy, a jej oddech mieszał się z moim. Kiedy znów sięgnęła po wibrację i przyłożyła ją do mojego łechtaczki w trakcie penetracji, nie wytrzymałam długo. Drżałam cała, spięta i rozluźniona jednocześnie, krzycząc jej imię, kiedy dochodziłam z nią w sobie. Nie przestawała się poruszać, jakby chciała, żebym poczuła to jeszcze głębiej, jeszcze mocniej. Kiedy w końcu opadłyśmy na siebie, zmęczone, mokre od potu i siebie nawzajem, śmiałyśmy się – trochę nerwowo, trochę z ulgi. Patrzyłam na nią i wiedziałam jedno: po tym już naprawdę nie było odwrotu. Byłyśmy sobie winne jeszcze więcej. Po wszystkim mogłyśmy się zatrzymać. Mogłyśmy powiedzieć „dość na dziś”. Ale żadna z nas tego nie chciała. Julka leżała obok mnie, z lekko rozchylonymi ustami, rozgrzana, ale nienasycona. W jej oczach było to samo, co we mnie – głód. – Mam coś jeszcze – powiedziała cicho, sięgając do szuflady w salonowym stoliku. Tym razem wyciągnęła metalowy klips na sutki, cienką skórzaną smycz i coś, co przypominało krótką packę – miękką z jednej strony, szorstką z drugiej. – Chcę, żebyś dla mnie pełzała – dodała, patrząc mi prosto w oczy. Nie protestowałam. Przeciwnie – czułam, jak podniecenie znów rośnie. Założyła mi obrożę, delikatną, welurową, ale z metalowym kółkiem na przodzie. Przypięła do niego smycz. Pociągnęła mnie lekko w dół. – Na kolana – powiedziała. Jej głos był niski, stanowczy. Szłam za nią na czworakach po salonie, nagrzana, naga, z policzkami czerwonymi od podniecenia. Czułam się jej. Oddana w pełni. – Piękna jesteś, kiedy się poddajesz – szepnęła, prowadząc mnie pod stół, potem z powrotem na dywan. Kiedy zatrzymała mnie przy kanapie, poczułam na pośladkach najpierw delikatne muśnięcie, potem klaps. Packa uderzała miękko, ale wystarczająco mocno, żeby poczuć pieczenie. Przez chwilę bawiła się mną – raz klaps, raz pogłaskanie. Potem kolejny raz mocniej. – Powiedz, czego chcesz – usłyszałam. – Ciebie – wyszeptałam, czując, że głos mi drży. – Głośniej. – Chcę cię, Julka. Chcę, żebyś zrobiła ze mną wszystko. Uśmiechnęła się. Przypięła mi klipsy do sutków. Metal był zimny, czułam lekkie ukłucie bólu, które mieszało się z podnieceniem. Moje ciało stało się jeszcze bardziej czułe, każdy ruch, każdy dotyk niósł podwójne doznanie. Potem wzięła z powrotem dildo w uprzęży. Tym razem weszła we mnie od tyłu, głęboko, mocno, przytrzymując mnie za obrożę. Byłam jej zabawką. I to było dokładnie to, czego pragnęłam. Ruchy były rytmiczne, coraz bardziej intensywne. Wibrator znów znalazł się na moim ciele, dodatkowo drażniąc mnie na zewnątrz. Ból i rozkosz mieszały się w jedno. Nie kontrolowałam już niczego – ani oddechu, ani drżenia nóg, ani jęków. Byłam po drugiej stronie wstydu, w miejscu, gdzie liczyło się tylko ciało i to, co działo się między nami. Kiedy doszłam po raz kolejny, Julka przytuliła się do mnie od tyłu, nadal trzymając mnie za smycz. – Nie musisz być zawsze silna – wyszeptała mi do ucha. – Ze mną możesz być sobą. W tej chwili to było dokładnie to, czego potrzebowałam usłyszeć. ? Nad ranem leżałyśmy razem w jej łóżku. Obok nas leżały rozrzucone gadżety, smycz, uprząż, wibrator, klipsy… A między nami była cisza – spokojna, intymna. Wiedziałam jedno: ta noc zmieniła wszystko. Już nie chodziło tylko o seks. Chodziło o wolność. Obudziłam się pierwsza. Słońce sączyło się przez zasłony, a pokój pachniał seksem, potem i perfumami Julii. Leżała obok mnie, rozczochrana, naga, z lekko rozchylonymi udami. Jej kark był jeszcze wilgotny od nocy, a oddech spokojny, głęboki. Patrzyłam na nią przez chwilę, czując dziwną mieszaninę czułości i dzikiego głodu. Wiedziałam jedno – dziś ja będę prowadzić. Pochyliłam się nad nią i zaczęłam budzić ją pocałunkami – najpierw miękkimi, potem coraz bardziej stanowczymi. Przesuwałam ustami po jej szyi, potem po piersiach, bawiąc się sutkami, aż zacisnęła powieki i zamruczała. – Twoja kolej – szepnęłam, ale to nie była prośba. To była decyzja. Wsunęłam jej nadgarstki w aksamitne kajdanki, które leżały jeszcze na podłodze po nocy. Przywiązałam je do wezgłowia łóżka. Nie protestowała. Oddychała szybciej. Jej ciało było bezbronne, wystawione na mój dotyk. – Dziś ty się rozkleisz – powiedziałam, patrząc jej prosto w oczy. Zsunęłam się niżej, całując jej brzuch, uda, całe wnętrze jej ciała. Jej oddech przyspieszył, kiedy językiem zaczęłam pracować przy jej łechtaczce. Poruszała biodrami, ale nie mogła się wyswobodzić. Lubiłam to uczucie – że była całkowicie moja. Kiedy poczułam, że zbliża się do szczytu, zatrzymałam się. – Jeszcze nie. Wstałam, sięgnęłam do szuflady jej własnego stolika nocnego i wyjęłam to, co już wcześniej zauważyłam – mały lubrykant i mniejszego analnego dildo. Spojrzałam na nią, a ona przełknęła ślinę, jej policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone. – Chcę cię wszędzie, Julka – wyszeptałam jej do ucha, kiedy smarowałam zabawkę żelem. Podniosłam jej biodra, całując ją w plecy, w kark, muskając skórę opuszkami palców. Kiedy wsunęłam w nią powoli, najpierw czubek, poczułam jak jej ciało drży pod moimi dłońmi. – Oddychaj – powiedziałam miękko, głaszcząc ją po lędźwiach. Szła za moim rytmem, oddychała zgodnie z moim szeptem. Wchodziłam głębiej, powoli, czułam, jak jej ciało się otwiera. Kiedy była już cała wzięta – i w środku, i na zewnątrz – pochyliłam się nad nią i zaczęłam bawić się jej łechtaczką, prowadząc ją do orgazmu w tej pełni poddania. Jej jęki były ciche, urywane. Jej biodra wyginały się, drżała cała, kiedy dochodziła, a ja trzymałam ją za nadgarstki i szeptałam jej do ucha brudne słowa, których nie wypowiada się przy świetle dnia. Po wszystkim nie odpięłam jej od razu. Leżałam przy niej, całując ją delikatnie po karku, czując, jak jej ciało pulsuje jeszcze resztką drgań. Była spokojna, rozluźniona, rozłożona pod moimi dłońmi. – Teraz już wiesz, jak to jest – szepnęłam, muskając palcami jej skórę. Uśmiechnęła się, zamykając oczy. Była moja. I ja byłam jej. Ta gra nie miała końca. Kiedy odpięłam Julkę z kajdanek, nie dałam jej czasu na odpoczynek. Jej ciało było rozgrzane, a oddech ciężki, ale ja wiedziałam, że dopiero się rozkręcamy. Usiadłam na łóżku, pociągnęłam ją za włosy, zmuszając, żeby spojrzała mi w oczy. – Masz siłę na więcej? – zapytałam. Jej wzrok był zamglony, policzki rozpalone, ale pokiwała głową. Uśmiechnęłam się i kazałam jej zejść na podłogę. Klęknęła przede mną, opierając dłonie o łóżko. Widok jej nagiego tyłka, uniesionego, lekko zaróżowionego po wcześniejszej zabawie, działał na mnie jak narkotyk. Sięgnęłam po lubrykant, rozsmarowałam go na dłoni i zaczęłam powoli masować jej wejście – najpierw opuszkami palców, potem wsuwając palec, potem dwa. Słyszałam, jak cicho jęczy, jak zaciska pięści na prześcieradle. – Rozluźnij się – szepnęłam jej do ucha, całując kark. Gdy poczułam, że jest gotowa, sięgnęłam po większe dildo, tym razem gładkie, idealne do analnej penetracji. Nasunęłam na nie prezerwatywę, posmarowałam obficie i powoli zaczęłam wprowadzać je w nią. Jej ciało się spinało i rozluźniało falami, ale nie protestowała. Z każdym ruchem wchodziłam głębiej, czułam, jak jej oddech przyspiesza. Kiedy była już cała pełna, zaczęłam poruszać się w rytmie – powoli, potem szybciej, wbijając się w nią od tyłu, jedną ręką trzymając ją za biodra, drugą masując jej łechtaczkę. Jej jęki stawały się coraz głośniejsze. Zmieniałam pozycje – najpierw była na kolanach, potem położyłam ją na plecach i uniosłam jej nogi wysoko, opierając je o swoje ramiona. W tej pozycji widziałam wszystko – jej ciało, rozwarte, mokre, jej napięcie, jej błyszczące oczy. Wsuwałam dildo głęboko, obserwując, jak jej ciało reaguje, jak wygina się w łuk. Kiedy znów się zbliżała do szczytu, sięgnęłam po wibrator i przyłożyłam go do jej łechtaczki, nie przerywając ruchów w tyłku. To było dla niej za dużo. Jej ciało eksplodowało pod moimi dłońmi. Drżała, cała mokra, cała rozedrgana. Ale nie skończyłam na tym. Przewróciłam ją na bok – pozycja łyżeczek, ale z dildo w jej wnętrzu. Z jednej strony trzymałam ją przy sobie, obejmując ją ciasno, z drugiej – poruszałam biodrami, penetrując ją rytmicznie, powoli, czule, ale bez litości. Słuchałam, jak szepcze moje imię, jak błaga o jeszcze. Jej ciało było całkowicie moje. Potem znów zmieniłam pozycję – tym razem ułożyłam ją na brzuchu, pośladki w górze, nogi lekko rozchylone. W tej pozycji poruszałam się płytko i szybko, czując, jak jej ciało poddaje się bez reszty. Nie przestawałam. Kiedy jej oddech stał się krótki, urywany, a ciało zaczęło drżeć, przytrzymałam ją mocniej za biodra i szepnęłam jej do ucha: – Jesteś moja, Julka. Cała twoja dziurka należy do mnie. Te słowa ją złamały – wybuchła kolejnym orgazmem, tym razem intensywnym, głębokim, prawie bolesnym. Oddychała ciężko, twarz wciskając w poduszkę, ciało sztywne, jakby przeciągnięte między bólem a ekstazą. Po wszystkim przytuliłam się do niej, całując ją delikatnie po karku. Jej ciało jeszcze drżało, ale w oczach miała spokój. Była spełniona. Cała. Nie była już tylko kochanką. Była moją poddaną tej nocy. A ja czułam, że chcę więcej. I wiedziałam, że ona też. CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Monia
  • Julka spotkanie nr.3

    Kolejne spotkanie z Julką było jeszcze mocniejsze. Wiedziałyśmy, że chcemy więcej. Że granice już są tylko umowne. Tym razem przygotowałyśmy się wcześniej – gadżety, środki czystości, ręczniki, lateks, pasy do unieruchomienia, pejcze, dildo z podwójną penetracją i… wiaderko lodu. Wiedziałam, że to nie będzie zwykła noc. Spotkałyśmy się w jej domu. Zamknęłyśmy drzwi, zasłoniłyśmy rolety. Świat przestał istnieć. – Dziś przestajemy się kontrolować – powiedziałam jej prosto w oczy. – Wszystko jest dozwolone. Julka tylko skinęła głową. Wiedziała, co ją czeka. ? Najpierw ja dominowałam. Związałam ją – nogi szeroko, ręce do wezgłowia łóżka. Założyłam jej opaskę na oczy. Uwielbiałam patrzeć, jak drży, nie wiedząc, co ją czeka. Zaczęłam od lodu. Przesuwałam kostką po jej sutkach, po brzuchu, między nogami. A potem po pośladkach, między pośladkami. Lizałam ją tam – głęboko, odważnie, w każdą stronę. Julka wiła się pod moim językiem, kiedy rimming przeplatałam z lekkim biciem pejczem po pośladkach. Potem przyszła pora na dildo z podwójną penetracją. Jedna część w jej cipkę, druga w pupę. Wsadziłam jej je powoli, ale głęboko. Widziałam, jak jej ciało się rozciąga, jak z każdym centymetrem traci kontrolę. Po chwili dodałam wibrator – bezlitosny, pulsujący na łechtaczce. Julka krzyczała, odchylała się w łuk, ale była przypięta. Była moja. Nie pozwoliłam jej dojść od razu. Kilka razy zatrzymywałam się w ostatniej chwili, żeby jeszcze bardziej ją nakręcić. W końcu pozwoliłam. Przeżyła taki orgazm, że prawie się popłakała. ? Później role się odwróciły. Julka wzięła mnie ostro. Przywiązała mnie do krzesła, unieruchomiła całkiem. Założyła mi knebel, smycz i pokazała, kto teraz rządzi. Podstawiła mi miskę pod kolana. – Dziś jesteś moim zwierzątkiem – szepnęła i kazała mi patrzeć, jak sika do tej miski. Potem, trzymając mnie za włosy, zmusiła mnie do zlizywania wszystkiego. I zrobiłam to. Cała się zatraciłam – poczułam, że nie mam już żadnego tabu. Julka wzięła strap-on i bez ostrzeżenia wsunęła się we mnie od tyłu. Penetrowała mnie brutalnie, jednocześnie liżąc mnie od tyłu, między pośladkami, czasem dając mi klapsy, czasem całując. Zmieniałyśmy pozycje – na czworaka, na plecach, potem na stojąco. Ciągnęła mnie za włosy, wkładała palce do gardła, kiedy mnie brała analnie. Nie chciałam, żeby to się kończyło. Po wszystkim leżałyśmy na podłodze. Mokre, spocone, ale uśmiechnięte. Wiedziałam jedno: Już nie wrócę do normalności. Nie po tym. CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Monia
  • Ostatnie spotkanie z Julka

    Wynajęłyśmy domek z dala od ludzi — idealne miejsce na to, co planowałyśmy. Cisza, otoczenie lasu, nikt nie przeszkodzi naszej prywatnej grze. Pierwszego dnia to ja przejęłam kontrolę. Ubrana byłam w koronkowy, czarny komplet bielizny, który podkreślał moje kształty i zarazem pozwalał na łatwy dostęp do wszystkiego, co chciałam. Julka pojawiła się w delikatnym body, przez które widziałam, jak jej ciało reaguje na każde moje spojrzenie. Zaczęłam od przypięcia metalowych klamer na jej sutki. Jej skóra zareagowała drżeniem, a ona sama już wtedy wyglądała na poddającą się mojej woli. Pejcz znalazł się w mojej dłoni, a każde uderzenie rozbrzmiewało w cichym domku — ostre, wyraźne, na jej pośladkach i piersiach. Widok czerwonych śladów na jej ciele tylko podsycał naszą namiętność. Gdy była już na granicy, zaczęłam ją delikatnie podduszać, kładąc rękę na szyi, wyczuwając jej oddech i reakcje — znałam jej granice, ale uwielbiałam balansować na krawędzi. Potem przyszła kolej na analną rozkosz — najpierw powoli, z czułością, potem coraz śmielej. Jej ciało drżało pod moimi ruchami, a ja znałam jej reakcje tak dobrze, że potrafiłam prowadzić ją tam, gdzie chciałam. W międzyczasie pozwoliłam sobie na mały eksperyment — delikatne piss, który spłynął po jej ciele, a ona przyjmowała to z zaskakującą rozkoszą. Wieczorem, zmęczone, ale nadal rozpalone, ułożyłyśmy się razem, czując, jak nasze ciała łączą się w rytmie naszych serc i pragnień. Drugi dzień – to Julka przejęła stery. Obudziłam się z lekkim pulsowaniem pod skórą, czując na szyi obrożę — znak, że to ona dziś będzie rządzić. Już od rana nosiła skórzaną bieliznę, która przylegała do jej ciała jak druga skóra, odsłaniając wszystko, co chciała pokazać i skrywając odrobinę tajemnicy. Julka uśmiechnęła się do mnie z góry, kiedy byłam jeszcze na kolanach, gotowa do poddania. W dłoni trzymała pejcz — narzędzie, które dziś miało rządzić moim ciałem. Nie zwlekała. Zaczęła od delikatnych uderzeń na moich pośladkach — ciepłe, zwiastujące to, co miało nadejść. Z każdą chwilą uderzenia stawały się mocniejsze, pewniejsze. Czułam jak napięcie w moim ciele rośnie, a podniecający ból miesza się z niecierpliwą rozkoszą. Potem przyszła kolej na klamry na moje sutki. Były chłodne i twarde, ściskając delikatną skórę, a ja jęczałam cicho, czując, jak każdy bodziec wyostrza zmysły. Julka nie ograniczała się — kładła rękę na mojej szyi, uciskając z wyczuciem. Podduszanie działało na mnie jak narkotyk — balans między kontrolą a utratą tchu wywoływał falę przyjemności, która rozchodziła się po całym ciele. Po chwili położyła mnie na łóżku na boku, przygotowując mnie do tego, co miało nadejść. Wsunęła palec powoli, testując, a potem drugi — rozluźniałam się pod jej dotykiem, oddając się całkowicie. Wprowadziła potem strap-on — najpierw powoli, dając mi czas na przyzwyczajenie, potem coraz głębiej, aż czułam każdy ruch, każde pchnięcie. W międzyczasie pozwoliła sobie na małą perwersję — zrobiła mi piss — ciepły strumień na pośladki, który jednocześnie mnie zawstydzał i niesamowicie podniecał. Gdy byłam już otwarta na wszystko, położyła się obok mnie i ułożyłyśmy się w pozycji 69 — Julka na górze, ja na dole. Jej język i moje dłonie w ruchu, w rytmie naszych oddechów. Nie pozwalała mi na odpoczynek — kiedy zaczęłam się rozluźniać, znów sięgnęła po pejcz i dała kilka mocnych klapsów, przypominając, kto dziś rządzi. Na koniec wieczoru, gdy byłam wyczerpana i całkowicie poddana, pozwoliła sobie na jeszcze jeden eksperyment — fisting. Delikatnie, powoli wprowadzała rękę, aż w końcu całkowicie mnie wypełniła. Czułam każdą sekundę, każdy ruch, łącząc ból i rozkosz w jedno. Leżałam tam, naga i całkowicie jej, z sercem bijącym mocno i umysłem rozpalonym do czerwoności. To był dzień, w którym oddałam się całkowicie — i wiedziałam, że Julka zna moje granice i chce je razem ze mną przekraczać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Monia
  • Granica, ktorej nie chcialam przekroczyc

    Mam na imię Monika. Mam 34 lata. Jestem żoną, mamą, pracuję w korporacji. Wszystko w moim życiu było ułożone – przewidywalne do bólu. A potem pojawił się Adam. Mój szef. Od pierwszego dnia czułam, że to będzie trudne. Bo był inny. Patrzył inaczej. Rozmawiał inaczej. Każda rozmowa z nim miała w sobie jakiś podtekst, który oboje udawaliśmy, że ignorujemy. Ale udawanie ma swoją datę ważności. Pamiętam dokładnie tamten wieczór. Zostaliśmy sami w biurze, poprawiając jakiś raport. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, udając, że chodzi tylko o pracę. Atmosfera gęstniała z każdą minutą. W pewnym momencie spojrzał mi prosto w oczy. Dłużej niż powinien. – Monika… czasem czujesz, że wszystko, co robisz, to tylko odhaczanie kolejnych zadań? To pytanie trafiło mnie w samo serce. Bo od dawna miałam wrażenie, że moje życie to jedna wielka lista do zrobienia: Pobudka. Śniadanie dla dziecka. Praca. Zakupy. Kolacja. Serial. Sen. Powtórzyć. – Tak – odpowiedziałam cicho. – Często tak czuję. Wstał od stołu. Podszedł do mnie, stanął tuż obok. Jego ręka uniosła się i delikatnie odgarnął mi włosy z twarzy. Poczułam, jak przeszedł mnie dreszcz. Powinnam była się odsunąć. Nie zrobiłam tego. Jego dłoń zatrzymała się na mojej szyi, lekko, jakby pytał mnie o zgodę. Patrzył mi w oczy, a ja patrzyłam w jego. Żadne z nas nic nie mówiło. Powietrze było ciężkie, gęste od napięcia. I wtedy to się stało. Adam pochylił się i pocałował mnie. Nie delikatnie, nie niepewnie – to był pocałunek, który nie zostawia miejsca na niedopowiedzenia. Mocny, głęboki, taki, który rozbraja wszelkie mechanizmy obronne. Poczułam, jak moje ciało odpowiada od razu. Serce waliło mi w piersi. Oddałam ten pocałunek całą sobą, nie myśląc o niczym innym. Tylko o jego ustach, o jego oddechu, o tym, że tego właśnie mi brakowało od miesięcy – może od lat. Nie pamiętam, ile to trwało. Sekundy? Minuty? Czas przestał istnieć. Kiedy w końcu się odsunął, spojrzał na mnie, a jego głos był cichy, prawie szeptany: – To się nie powinno wydarzyć… ale chyba oboje tego chcieliśmy. Nie odpowiedziałam. Moje myśli były chaosem. Ale wiedziałam jedno – tej granicy już nie dało się cofnąć. Kiedy się ode mnie odsunął, przez chwilę patrzył mi w oczy, jakby chciał sprawdzić, czy się wycofam. Ale ja już wiedziałam, że nie zrobię kroku w tył. Nie po tym, co poczułam. To ja zrobiłam kolejny ruch. Złapałam go za kołnierz koszuli i przyciągnęłam z powrotem do siebie. Nasze usta zderzyły się jeszcze raz – tym razem to ja byłam tą, która nie pozwalała na niedopowiedzenia. Cały dzień, całe tygodnie napięcia wybuchły we mnie jak sprężyna puszczona luzem. Pocałowałam go mocno, z głodem, którego nie chciałam już ukrywać. Moje dłonie błądziły po jego karku, po ramionach, aż poczułam pod palcami materiał koszuli. Odpinałam guziki, nie przerywając pocałunku. Robiłam to powoli, z premedytacją, patrząc mu w oczy. Chciałam widzieć na jego twarzy ten moment, kiedy traci kontrolę. Oddychał coraz szybciej. – Monika… – wymówił moje imię jak ostrzeżenie, jak prośbę. Ale nie zatrzymał mnie. Dotknęłam jego skóry – ciepłej, napiętej – przesuwając palcami po klatce piersiowej. Poczułam, jak jego ręce obejmują mnie w talii, jak przyciąga mnie bliżej. Moje ciało dopasowało się do jego jakby znały się od lat. Szepnęłam mu do ucha, ledwo słyszalnie: – Teraz ja decyduję. Nie odpowiedział. Tylko zamknął oczy na moment, jakby poddawał się temu, co właśnie działo się między nami. Moje usta zjechały na jego szyję, czułam pod wargami pulsującą krew. Rozpięłam mu koszulę do końca, zsuwając ją z jego ramion. Czułam, jak jego oddech przyspiesza, jak jego dłonie zaczynają błądzić po moich plecach. Ale to ja prowadziłam ten taniec. Tym razem to ja przejęłam ster. Wsunęłam dłonie pod własną koszulę, powoli, świadomie, patrząc na niego cały czas. Chciałam, żeby widział. Chciałam, żeby czuł każdy ruch, każde muśnięcie materiału o skórę. Nie było już żadnego „nie powinnam”. Było tylko „teraz”. Granica została przekroczona dawno temu. Teraz nie było powrotu. I, co najdziwniejsze, nie chciałam go. Patrzyłam na niego, czując, jak wewnątrz mnie narasta coś dzikiego, coś, co długo było tłumione. Już nie chciałam udawać, że to tylko impuls. To było pragnienie, które rozsadzało mnie od środka. Powoli, świadomie, zaczęłam się rozbierać. Rozpięłam guziki bluzki, jeden po drugim, nie odrywając od niego wzroku. Patrzył, jakby świat przestał istnieć – tylko ja i on, w tym biurze, po godzinach, z zamkniętymi drzwiami i otwartym zakazem. Materiał spadł na podłogę, odsłaniając moją skórę. Czułam jego wzrok na sobie, gorący, nienasycony. Odwróciłam się do niego plecami i wolno, niemal z rozmysłem, podciągnęłam spódniczkę. Wiedziałam, co robię. Chciałam tego. Chciałam poczuć się pożądana, chciałam być tą, która stawia warunki. Odwróciłam głowę przez ramię i spojrzałam mu w oczy. – Adam… – powiedziałam cicho, ale stanowczo. – Nie chcę, żebyś mnie pieścił. Nie chcę delikatności. Przełknęłam ślinę, serce waliło mi w piersi, ale głos miałam pewny: – Zerżnij mnie. Widziałam, jak jego oczy ciemnieją. Jak cały się napina. Wstał z fotela bez słowa. Podszedł do mnie od tyłu, jego dłonie objęły moje biodra. Czułam jego oddech na karku, gorący, nieregularny. Nie było już czasu na ceregiele. Moja spódniczka była już wysoko, bielizna zsunęła się na uda. Jego dłonie były stanowcze, pewne siebie. W jednej chwili poczułam go za sobą, twardego, gotowego. Kiedy wszedł we mnie, jęknęłam głośno, bez wstydu, bez zahamowań. Byłam mokra, rozpalona, gotowa na niego od dawna. Biuro, papiery, wykresy na ekranach – wszystko zniknęło. Byliśmy tylko my. Adam trzymał mnie mocno, jego biodra wbijały się we mnie w rytmie, który szybko stał się brutalnie szczery. O to właśnie mi chodziło. Nie chciałam gry w pozory. Chciałam być wzięta. Mocno, bez pytania. Moje ciało dopasowało się do jego ruchów. Czułam, jak zaciskam palce na krawędzi biurka, jak kolana się pode mną uginają. Fala za falą, oddech za oddechem, aż w końcu doszłam, drżąc, niemal krzycząc jego imię. Adam też nie wytrzymał długo. Było w tym coś dzikiego, coś nie do zatrzymania. Jego dłonie wbijały się w moje biodra, a oddech rwał się z jego gardła, kiedy osiągnął szczyt. Kiedy skończyliśmy, opadłam na biurko, próbując złapać oddech. On stał za mną, również milczący, ale wiem, że oboje czuliśmy to samo. Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Monia
  • Granica, ktorej nie chcialam przekraczac 2

    Minęło kilka dni od tamtej nocy w biurze. Każde nasze spojrzenie od tego czasu miało w sobie coś ukrytego, coś, co iskrzyło pod powierzchnią codziennych rozmów. Nie pisaliśmy do siebie po pracy. Nie dzwoniliśmy. Ale oboje wiedzieliśmy, że to się powtórzy. I powtórzyło się szybciej, niż myślałam. Wysłał mi krótką wiadomość: „Podjedź do parkingu podziemnego po spotkaniu. Bez słowa.” Serce zaczęło mi bić szybciej. Miałam mokre dłonie jeszcze zanim zeszłam do garażu. Wiedziałam, co się wydarzy. Wsiadłam do jego samochodu. Siedział w ciemnym aucie, silnik był wciąż włączony, a muzyka grała cicho w tle. Bez słowa spojrzałam na niego i odpięłam sobie pasek od płaszcza. On też nic nie mówił. Nie musiał. Nachyliłam się i bez zbędnych pytań sięgnęłam do jego rozporka. Czułam pod palcami, jak jego ciało reaguje natychmiast. Był twardy, gotowy, jakby całe te dni tylko czekał na ten moment. Patrzył na mnie spod półprzymkniętych powiek, kiedy wzięłam go do ust. Lubiłam ten moment – kiedy tracił nad sobą kontrolę, kiedy jego pewność siebie znikała na chwilę, rozpuszczała się pod moimi ruchami języka i ust. Ssąc go powoli, głęboko, słyszałam, jak jego oddech przyspiesza. Czułam, jak jego ręka zaciska się na moim karku, jakby chciał, żebym nie przestawała. Nie przestawałam. Robiłam to tak, jak lubił – raz powoli, raz gwałtownie, aż jego biodra zaczęły drżeć. Wiedziałam, że jest blisko. Ale wtedy przerwałam. Spojrzałam na niego z dołu, zmysłowo, prowokacyjnie. – Chodź. Nie skończysz tutaj – powiedziałam cicho. – Zabierz mnie do hotelu. Nie odpowiedział. Tylko wcisnął gaz, odjechaliśmy w milczeniu. ? W hotelowym pokoju nie było już żadnych zahamowań. Pchnął mnie na łóżko, a ja poddałam się temu bez oporu, bo właśnie tego chciałam. Moje ubrania znalazły się na podłodze szybciej, niż zdążyłam o tym pomyśleć. Jego również. Byłam już wilgotna, pulsowałam od środka, kiedy wszedł we mnie mocno, bez zbędnych słów. Dokładnie tak, jak tego potrzebowałam. Nie było gry w romantyzm. Było rżnięcie – ostre, brutalnie szczere, takie, które odbiera oddech. Moje ciało odbijało się od materaca, kiedy wbijał się we mnie głęboko, mocno. Jęczałam głośno, nie starając się tego ukrywać. Nie chciałam ciszy. Chciałam, żeby słyszał, jak bardzo tego pragnęłam. Byłam odwrócona na brzuch, jego dłoń zaciskała się na moich biodrach, drugą przytrzymywał mnie za kark. Czułam, jak całe moje ciało drży z rozkoszy, jak nie mam już nad niczym kontroli. Kiedy doszłam, było to gwałtowne, nieposkromione. Jego ruchy przyspieszyły jeszcze bardziej, aż sam skończył – głęboko, mocno, z urywanym oddechem i cichym przekleństwem w ustach. Leżałam chwilę bez ruchu, czując jego oddech na mojej skórze. Byłam mokra od potu, roztrzęsiona, ale w środku – spokojna. Spełniona. Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Monia