Category: Uncategorized

  • Niewidzialne pieszczoty

    Przyzwyczajona do tłoku na tej trasie, kupiłam na wszelki wypadek bilet pierwszej klasy. Byłam więc zdumiona, wsiadając do prawie pustego wagonu. Jechałam na granicę powitać siostrę właśnie dziś wracającą do kraju.

    Zajęłam miejsce w pustym przedziale, przy oknie. Z ogromną ulgą uwolniłam zmęczone nogi od botków i wyciągnęłam jena przeciwległym fotelu. Nie byłam śpiąca, ale kilkugodzinna bieganina po mieście przed wyjazdem dała mi się we znaki i teraz z prawdziwą rozkoszą relaksowałam się z przymkniętymi oczami…

    Pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji. Peron był prawie pusty. Kilka osób rozpierzchło się wzdłuż pociągu, wsiadając w pośpiechu. Za chwilę drzwi przedziału otworzył jakiś mężczyzna.

    – Dobry wieczór! – powiedział, zdejmując kapelusz. Czy pozwoli pani zająć jedno miejsce?

    Natychmiast uświadomiłam sobie, że w prawie pustym wagonie raczej zaskakujące jest zajmowanie miejsca w przedziale, w którym już ktoś siedzi. Błyskawicznie przebiegłam w myśli wszystkie intencje intruza. Złodziej? Zboczeniec? Podrywacz? A może po prostu nie lubi się nudzić samotną podróżą? Ogólnie robił jednak miłe wrażenie.

    Gdy zdejmował płaszcz, owinął mnie zapach dobrej wody. Znałam ten zapach, kojarzył mi się z przyjemnymi wspomnieniami. Widząc, że nieznajomy zamierza usiąść naprzeciw mnie, podsunęłam się nieco, chcąc zdjąć nogi wyciągnięte na fotelu.

    – O, nie! Niech pani sobie nie przeszkadza!

    – zaprotestował, kładąc delikatnie dłoń na moich stopach. Proszę ułożyć się tak, aby było pani wygodnie.

    Ponieważ zajął się porządkowaniem jakichś papierów w swojej aktówce, miałam okazję dokładniej mu się przyjrzeć. Dotychczas zauważyłam tylko tyle, że jest wysoki, że nosi elegancki, dobrze skrojony płaszcz. Teraz zaczęłam go taksować metodycznie, zaczynając od głowy. Włosy, przyprószone siwizną, były starannie przystrzyżone, mocno faliste. Twarz o mocnym podbródku, pociągła, wygolona. Trudno było określić jego wiek. Twarz wprawdzie była gładka, ale wystające kości policzkowe i głębokie bruzdy wokół wydatnych, ładnych ust o głęboko schowanych kącikach, wskazywały na to, że nie jest to młodzieniec. Zwracały uwagę jego dłonie – mocne, lekko owłosione, o długich palcach, starannie wypielęgnowane.

    Patrzyłam na niego z coraz większą sympatią. Robił wrażenie takiego zadbanego „macho”, co to z niejednego pieca chleb jadł i którego niełatwo zaskoczyć. Trochę tylko z tym portretem nie licowała jakaś nieokreślona, sentymentalna delikatność. Wreszcie zakończył grzebanie w aktówce i położył ją obok siebie. Podniósł oczy i uśmiechnął się do mnie.

    – Jak daleko pani jedzie?

    – Do Zgorzelca.

    – Tak? Ja też! – ucieszył się wyraźnie. – Wobec tego jest pani skazana na prawie trzy godziny mojego towarzystwa. Współczuję, bo jestem gadułą. Ale proszę się nie martwić. Gdy panią znudzę, proszę tylko przymknąć oczy, a ja natychmiast zamilknę.

    Oczy miał czarne, o jakimś nostalgicznym nastroju, typowym dla ludzi Południa. W uśmiechu odsłaniał białe zęby. Zaczynałam powoli żałować, że za trzy godziny nie będę się już mogła mu przyglądać. Nie miałam zamiaru podejmować jakichś starań o przedłużenie znajomości, bo mimo jego atrakcyjnego wyglądu czułam, że różnica wieku między nami jest zbyt duża. Nieznajomy sięgnął w pewnej chwili do kieszeni i wyjął wizytówkę.

    – Pozwoli pani, że się przedstawię. Proszę łaskawie zachować wizytówkę. Jestem lekarzem, mogę więc być przydatny każdemu… – uśmiechnął się.

    – Dziękuję. Ja jeszcze wizytówek nie używam, jestem na trzecim roku architektury.

    – Cieszę się, że panią poznałem. Przyznam, że moim młodzieńczym marzeniem były studia na wydziale architektury wnętrz, ale rodzice zrobili ze mnie lekarza. Jako specjalność wybrałem chirurgię plastyczną… Nie mogłem aranżować wnętrz, podjąłem się więc aranżacji ciała ludzkiego… Tak więc jesteśmy prawie kolegami po fachu, a w każdym razie mamy wiele wspólnego – uśmiechnął się wyraźnie i, pochylając się w moim kierunku, oparł dłoń na mojej stopie.

    Ten gest był tak naturalny i robiący wrażenie przypadkowego, że nie cofnęłem nogi. Mówił do mnie coś jeszcze, ale ja już niewiele z tego rozumiałam, cała skoncentrowana na mojej stopie, na której poprzez cienką tkaninę rajstop czułam ciepły dotyk jego dłoni. Czułam w tym dotyku rosnącą przyjemność, serce zaczęło przyspieszać rytm. On dalej coś mówił, teraz odchylił się, cofając rękę z mojej stopy, ale zrobił to tak, że głaszczącym ruchem przesunął ją po podbiciu i wierzchu palców. Opanowało mną gwałtowne pragnienie przedłużenia tych odczuć. Przez głowę przebiegło mi tysiąc pomysłów, wreszcie szybko wsunęłam stopy w botki, porwałam torebkę i, bąknąwszy „przepraszam”, wyszłam do toalety.

    Serce mi łomotało, gorączkowo powtarzałam w myśli ,,żeby się udało, żeby się udało”. Zdjęłam spodnie, rajstopy i higieniczną chusteczką dokładnie wytarłam stopy. Miałam je i tak czyste, bo o stopy dbałam bardziej niż o cokolwiek. Miałam w ogóle fioła na ich punkcie. Pielęgnowałam je codziennie, nie dopuszczałam do powstawania najmniejszych nawet zgrubień naskórka paznokcie opiłowywałam dokładniej niż u rąk w ogóle przyłapywałam się na tym, że bardzo lubiłam je sobie głaskać, dotykać. Całe moje libido zdawało się być umiejscowione głównie w stopach. Gdyby nie to, że przeżywałam normalne orgazmy przy klasycznym stosunku, mogłabym mieć obawy, że jestem erotycznie uzależniona od pieszczot stóp. Miałam kilku kochanków zupełnie satysfakcjonujących, ale żaden nie domyślał się, że oczekuję od nich zainteresowania się moimi stopami, aja krępowałam się skłaniać ich do tego i teraz oto – może się spełnią moje marzenia..

    Wróciłam do przedziału i usiadłam na swoim miejscu. Wysunęłam stopy 2 botków i położyłam je znów na fotelu. Jerzy spojrzał na mnie i podniósł oczy na mnie.

    – Tak jednak jest najwygodniej. W tym momencie poczułam, jak zaczerwieniła się po uszy, bo nagle uświadomiłam sobie, że zauważył brak rajstop. Byłam zgubiona! W podnieceniu i pośpiechu wydawało mi się naiwnie, że tylko ja będę świadoma celowego obnażenia stóp.

    – Strasznie tu gorąco… – bąknęłam, nie wiedząc co powiedzieć.

    – Może uchylić okno? – zaproponował, taktownie udając, że nie widzi mojego zakłopotania. l dodał:

    – Proponuję, aby pani zamiast słuchać mojego ględzenia, zdrzemnęła się nieco. Zgaszę światło.

    Nie czekając na moją odpowiedź, zgasił światło i usiadł, znów kładąc dłoń na mojej stopie. Tym razem nie udawał, że robi to machinalnie. Zaczął się delikatny taniec jego dłoni najpienły po wierzchu jednej stopy, potem drugiej… Odwrócił się nieco bokiem. aby móc je głaskać też drugą dłonią. Teraz wędrował obiema dłońmi nie tylko po wierzchu, ale i po podeszwach. Kolistymi ruchami gładził pięty, jak gdyby formował ich gładkie krągłości, obmacywał delikatnie opuszki wszystkich palców po kolei, a mnie wydawało się, że każde jego głaśnięcie wyzwala ze stóp iskrę, która wędruje wzdłuż nóg, poprzez drgające uda do podbrzusza, i tam zaczyna pęcznieć łaskotliwą rozkoszą… Żałowałam, że jestem w spodniach. Tak chętnie rozchyliłabym teraz uda, żeby powędrował po nich dłonią aż pomiędzy opuchnięte i mokre podnieceniem wargi…

    Nagle w półmroku zobaczyłam, jak pochyla się i unosi moje stopy ku ustom. W głowie mi huczało. Poczułam jego język między palcami, delikatne ukąszenia na piętach… Nie mogłam się już powstrzymać. Rozpięłam pasek i wsunęłam rękę głęboko w spodnie, pod gumkę majtek. Łechtaczkę miałam napęczniałą jak miniaturowego peniska…

    Szybko włożyłam dwa palce między śliskie od śluzu wargi, aby jak najszybciej dotrzeć do upragnionego punktu…

    Gdy tylko go dotknęlam, poczułam konwulsyjne skurcze pochwy i zapadłam w otchłań obezwładniającej rozkoszy…

    Powracając z niebytu, czułam, jak mój niespodziewany kochanek objął ustami palce lewej stopy i ssie je wszystkie razem. Prawą umieścił prowokująco między swoimi udami. Przesunęłam się powoli wraz z fotelem nieco do przodu i wyprostowałam stopę. Palcami wymacałam wyraźne zgrubienie, które drgało, gdy delikatnie poruszałam stopą. W pewnym momencie poczułam jak wsunął dłoń między stopę i to ożywione zgrubienie. W pierwszej chwili pomyślałam, że jest to sygnał nieakceptacji moich delikatnych manewrów, ale zaraz usłyszałam charak- terystyczny dźwięk rozsuwanego zamka rozporka i poczułam na podeszwie ciepłe dotknięcie sztywnego, drgającego wałka… Przycisnął do niego stopę dłonią i kilkakrotnie przesunął po nim w górę i w dół. Czułam delikatną podeszwą, że jest już wilgotny i śliski…

    Wyjęłam teraz z jego ust lewą stopę i spuściłam w dół, obejmując obydwiema gorącego penisa. Pomógł mi, oburącz przyciskając do niego palce stóp. Przesuwał je miarowo, wzdłuż członka, dałam się coraz bardziej w najśmielszych fantazjach. Wściekła byłam, że mam na sobie te przeklęte spodnie. Gdyby nie one, prawdopodobnie nie bacząc na niebezpieczeństwo niespodziewanego pojawienia się kogoś, rozchyliłabym uda jak najszerzej w nadziei, że przylgnie mi do krocza ustami, a potem wniknie głęboko we mnie, aż do utraty tchu…

    Przez moment miałam nieodpartą ochotę uklęknięcia przed nim i objęcia ustami tego gorącego, cudownie pułsującego kołka, który teraz ślizgał mi się łaskotliwie między palcami stóp… Rękę miałam od dawna znów głęboko w spodniach i pod majtkami gładziłam mokre wargi, wibrującymi ruchami drażniłam sztywną łechaczkę, aż nagie, gdy poczułam pod palcami stóp gorącą wilgoć wytrysku, biodrami szarpnął gwał-owny skurcz tak głębokiego orgazmu, że nie mogłam powstrzymać jęku…

    W Zgorzelcu miałam zarezerwowany dwuosobowy pokój, bowiem planowałyśmy z siostrą przerwę w jej długiej podróży. Mój znajomy z pociągu wynajął pokój jednoosobowy, ale nie spał sam…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz
  • Sex z dwiema lesbijkami

    Piętrowy, drewniany, stuletni dom niecałe czterdzieści kilometrów od Krakowa, był zupełnie wyizolowany ze zgiełkliwej rzeczywistości. Gdy weszliśmy do środka – czas zniknął, a wszechobecny zapach ziół działał odurzająco. Nastrój łagodziły dodatkowo matowiejące powierzchnie antycznych mebli, szarzejące lustra w złoconych ramach i skrzypiące schody na piętro, gdzie dostaliśmy pokój. Poza ogromnym, podwójnym łóżkiem, szafą, stołem i dwoma krzesłami nie było w nim nic więcej, a za łazienkę służyła malutka klitka z natryskiem i toaletą. Balkon łączył nas z sąsiednim pokojem, ale to nie stanowiło przeszkody, by czuć się swobodnie i sycić oczy cudownym widokiem lasu, teraz liliowiejącego w zachodzącym za czubki drzew słońcu.

    Kolację podano w jadalni, przy wspólnym, długim stole nakrytym nieskazitelnie białym obrusem. Wkrótce zjawiły się tu dwie piękne dziewczyny w nieokreślonym wieku. Równie dobrze mogły mieć trzydzieści, co czterdzieści lub więcej lat. Właśnie na tym polega magia, że kobiety, akceptują swój wiek, są takie, jakimi chcą być – świadome swej urody objawiającej się w dojrzałym wieku w formie najdoskonalszej. Moja żona, Elżbieta, też należy do tego typu kobiet. co zostało skwapliwie odnotowane okiem naszych towarzyszek.

    Przedsenną herbatę z melisą piliśmy wspólnie na werandzie i wtedy doszło do oficjalnej prezentacji. Okazało się. że ciemnowłosa Joanna zajmuje się fotografią, a jasnoruda Sylwia jest jej asystentka, modelką i wnosząc z zachowania – najprawdopodobniej kochanką. Pikanterii naszej znajomości dodawał takt, że dziewczyny mieszkały obok nas i że mieliśmy wspólny z nimi balkon…

    Poza naszą czwórką w pensjonacie nie było zresztą więcej gości.

     

    Mimo kilkugodzinnej jazdy samochodem w upale nie czuliśmy się z Elżbietą zmęczeni. Kiedy wyszła spod prysznica, jej pokryta kropelkami wody nagość rozbudziła moją namiętność. Gdy tylko ułożyła się na łóżku przygarnąłem ją i ucieszyłem się, że nie broni pocałunku. Lubiła się całować, a wtedy mogłem robić z nią wszystko. Byle tylko nie rozłączać ust.

    Chwilę później bawiła się już moim fiutkiem, ściskając go i gładząc. Kiedy niespiesznie sięgnąłem między jej uda, rozsunęła je ulegle, pozwalając pieścić delikatnie mięciutką, gładko wygoloną cipkę… Nie dalej niż po dziesięciu minutach ,,paluszkowania” wybrała swoją ulubioną pozycję, na brzuchu, i wpuściła mnie w siebie. Wolnymi ruchami dopasowałem członka do jej pochwy, a potem zacząłem ją drążyć. Spokojnie, ale zachłannie, łagodnie, ale dogłębnie, szukając najodpowiedniejszego ułożenia.

    W jakimś momencie poczułem u Elżbiety znajomy ruch otwierający ostatnią wewnętrzną furtkę. Naparłem silniej. Poszukałem jej piersi i zdusiłem w palcach nabrzmiałą sutkę. Żona poddała się i rozpoczęliśmy pieprzenie (dla nas słowo ,,pieprzyć” oznacza ostrą jazdę, gdy już jesteśmy doskonale dopasowani).

    Zanim spotkałem Elżbietę, miałem wiele kobiet, a ona, przede mną wielu mężczyzn. ONA była jednak dla mnie najlepsza i mam nadzieję, że ja jestem dla niej najlepszy.

    Tym razem też było przecudnie. Uwielbiany przez żonę gwałt na jej sutce przyspieszył finał i wtedy, kiedy jęczała już swoje „ale dobrze”, poczułem olśniewający błysk rozkoszy – wytrysnąłem w Nią jak ogier… Opadliśmy na łóżko, radośnie zaspokojeni i szczęśliwi… Po minucie Elżbieta spała.

    Ubrałem szlafrok i wyszedłem na balkon. Czarny kontur lasu zamierał w mroku na tle ciemnogranatowego nieba.

    – Ma pan piękną żonę – usłyszałem z boku. Odwróciłem głowę. Metr ode mnie stała pani Joanna.

    – Ona to samo mówiła o pani – odpaliłem przytomnie.

    W ciemności, obok Joanny pojawiła się owinięta ręcznikiem Sylwia.

    – Mówisz do siebie, kochanie? – spytała, całując ją w ramię.

    Joanna stężała. No i teraz wszystko było jasne. Już nie najprawdopodobniej, ale rzeczywiście – były kochankami! Sytuacja stała się kłopotliwa.

    – Jesteście piękną parą – palnąłem bez namysłu.

    – Dzięki – odetchnęła z ulga Joanna.

    – A może moglibyśmy zawrzeć bliższą znajomość? Żona będzie zachwycona.

    – Świetnie! – ucieszyła się Sylwia.

    – Robię jutro zdjęcia przy basenie.

    Może zechcecie państwo być tam z nami? – spytała Joanna.

    – Z przyjemnością.

    Elżbieta z niedowierzaniem przyjęła opowieść o moim nocnym spotkaniu na balkonie, ale z natury ciekawa nie chciała przepuścić okazji ewentualnej przygody. Podczas śniadania byliśmy w saloniku sami, ale kelnerka wyjaśniła, że „panie jadły wcześniej i oczekują nas przy basenie”.

    Basen usytuowany był ,,w dołku”, na tyłach pensjonatu. Prowadziły do niego drewniane schody. Zakręcały wśród gęstych krzewów, które skutecznie osłaniały kąpielowiczów. Pełna intymność! Bo też ów, z prawdziwego zdarzenia, duży, betonowy obiekt miał zapewniać gościom swobodę, jeśli chcieli być tam nago.

    My byliśmy ubrani. Podobnie Joanna, przygotowująca sprzęt fotograficzny… Sylwia natomiast- golusieńka.

    Była ładniejsza niż mi się wcześniej wydawało. Szczupła, o jasnej karnacji skóry. I cala piegowata! Długie włosy i mikroskopijny ,,krzaczek” na łonie miały kolor rudy.

    Elżbieta, która nie ma obiekcji przed publicznym rozebraniem się, skorzystała z przykładu Sylwii, ale jej nagość była diametralnie inna. Bardziej kobieca, choć też filigranowa. Z czekoladową opalenizną, bez śladu bieli, miała – przynajmniej dla mnie – dużo więcej naturalnego piękna niż ruda minette.

    Widząc Elżbietę, nasze nowe przyjaciółki oniemiały, potwierdzając moją opinię. Joanna ocknęła się pierwsza.

    – Dziewczyno – powiedziała z podziwem. – Jakaż ty jesteś piękna… Do licha! I wydepilowana pizdeczka!

    Dasz sobie zrobić zdjęcia?

    – A ja? – zawołała zazdrośnie Sylwia.

    – To może razem? – zaproponowałem chytrze.

    Dwie pary damskich oczu spojrzały na mnie uważnie, a jedna przeciągle.

    Pierwsze ujęcie zaaranżowała Joanna. Usadowiła Sylwię i Elżbietę na ocembrowaniu basenu, naprzeciw siebie… Kolana ugięte, ciała odchylone, podparte z tyłu na dłoniach. Ich nogi krzyżowały się, jakby chciały się spleść. Nie było wątpliwości jak należy to rozumieć. Potem już był żywioł! Sylwia zaczęła obejmować i tulić moją żonę (sic !).

    Stały, biegały, klęczały, tańczyły, całowały się i lizały. Potem weszły do basenu, a Joanna rozebrała się szybko i dołączyła do nich z aparatem w ręku.

    Obserwowałem to wszystko w milczeniu, siedząc na ogrodowym foteliku. Byłem urzeczony uroda przedstawienia i tylko od czasu do czasu zamieniałem kilka zdań z Joanną, która podbiegała do stołu pod parasolem, by wymienić kasetę w aparacie. Muszę przyznać, że i ona, naga, była dziełem sztuki.

    W końcu Sylwia z Elżbietą wyszły z basenu, a Joanna rozłożyła dla nich na trawie frotowe prześcieradło. Dziewczyny położyły się na nim i zaczęły „nieprzyzwoite” pieszczoty. Podszedłem bliżej, żeby nie uronić niczego z fotografowanego nieprzerwanie live show. Byłem zaskoczony bezwstydną odwagą mojej żony, kiedy lizała cipkę Sylwii, ale było to miłe zaskoczenie. Tym bardziej, że Sylwia nie pozostawała jej dłużna. Obydwie „modelki” dyszały już zresztą z pożądania. Ich pizdeczki, rozdrażnione dotknięciami palców i języków, pulsowały lekko rozwarte.

    Widząc mnie i moje szalone podniecenie, Joanna skinęła palcem.

    – Zdejmij spodenki – mruknęła spoza aparatu.

    Bezwolnie wykonałem polecenie i stałem, zdychając niemal z podniecenia. Joanna przejęła znowu rolę reżysera i zdecydowanie zaaranżowała scenę. Ułożyła Sylwię na piecach. Nad nią, w odwrotnej pozycji klęczała moja żona, nie przerywając lizania rudo zwieńczonej cipki. Sylwia wyrywała się co prawda, by odwzajemnić pieszczotę, ale Joanna miała inne plany. Uniosła biodra Elżbiety, rozsunęła jej nogi i zaprosiła mnie do tercetu.

    Uklęknąłem za uniesionym tyłeczkiem żony i, nie namierzając nawet „celu”, wsunąłem się do jej norki gładko i pięknie. Elżbietka poderwała głowę, zerkając w tył. Stwierdziwszy, co się dzieje, posłała mi mokrego całusa, po czym wróciła do lizania cipki Sylwii. Było to rudej Piękności bardzo potrzebne, bo tylko sekundy dzieliły ją od runięcia w radosną otchłań..

    Widziałem to wszystko, ale skupiony byłem głównie na wbiciu się w najgłębszy zakątek uroczej norki mojej żony i nic ponadto bardziej mnie nie obchodziło.

    Dokonawszy „dzieła na Rudej”, Elżbietka uniosła głowę, wyjęczała swoje „ale dobrze”, a ja jakimś cudem przypomniałem sobie o Joannie. Skoro już tak precyzyjnie przygotowała nasz finałowy układ, byłaby zapewne niepocieszona, nie mogąc sfotografować mojej spermy. Nie ponaglałem więc orgazmu, tylko spokojnie wyczekałem na odpowiedni moment, żeby „wyskoczyć” z mojej żony i swobodnie trysnąć na jej pupę. I stało się!

    Chwila, kiedy usiedliśmy wszyscy nago na leżakach, byłe okazją do rozpamiętania dopiero co przeżytych przyjemności. Czułem się doskonale. Odprężony bez cienia wstydu czy zażenowania. Po prostu to, co przeżyłem, było znakomite. Można rzec – byłem szczęśliwy. Patrzyłem na moją piękną żonę inaczej niż kiedykolwiek przedtem.

    W końcu to za jej sprawą doświadczyłem przeżyć, o jakich wcześniej nawet bym nie marzył.

    Wziąłem ją za rękę. Spletliśmy palce. Elżbieta odwróciła do mnie głowę i spojrzała ,,błękitnie”. Uśmiechnęła się, pochyliła do mnie i musnęła ustami moje wargi.

    – Mój ty kochany, stary durniu -powiedziała miłośnie.

    – A ja? – usłyszałem roześmiany głos Sylwii.

    Elżbieta przechyliła się w drugą stronę i pocałowała Rudą w usta. Trudno wyrokować, co zdarzyłoby się jeszcze nad basenem, ale nagle lunęło jak z cebra. Ledwie zdążyliśmy zabrać porozrzucane rzeczy i dobiec do pensjonatu. W sam czas, bo zbliżała się właśnie pora obiadu i trzeba było się stosownie ubrać. Po zupie kalafiorowej z towarzyszeniem smakowitych, zawijanych zrazów zabraliśmy ze stołu maliny i całą czwórką poszliśmy na górę. Przed drzwiami zaproponowałem kawę u nas, co zostało przyjęte z zadowoleniem. Zszedłem więc na dół ponownie.

    Chwilę trwało, zanim dostałem tacę z dzbankiem wrzątku i kubkami… Wróciłem na górę i kiedy pchnąłem drzwi do pokoju, zobaczyłem scenę, która mogłaby być spełnieniem fantazji erotycznych każdego mężczyzny. Na łóżku leżała moja żona w towarzystwie Sylwii i Joanny. Nie muszę dodawać, że wszystkie były nagie… Nie wypuściłem tacy, co mogę zawdzięczać tylko dużej odporności psychicznej.

    – Zrobisz kawę, kotku? – spytała Elżbieta.

    – Oczywiście! – odparłem, stawiając tacę na stole.

    Sylwia leżała oparta plecami o poduszki, mając plecy Joanny przytulone do piersi i jej głowę na ramieniu. Elżbieta siedziała naprzeciw nich ze skrzyżowanymi po turecku nogami.

    – Napracowałaś się dzisiaj, Joasiu – powiedziała moja żona.

    – Moje małe biedactwo… – mruczała Sylwia, szczypiąc jej sutki. – Wypieszczę cię dzisiaj tak jak lubisz.

    – A jak lubisz? – spytałem bezczelnie.

    – Powiem ci… – zawołała Joanna, – ale dawaj tę kawę, rozbierz się i siądź obok Elżbiety. Jesteście świetną parą. Lubię na was patrzeć.

    O! Tego nie trzeba mi było powtarzać dwa razy. Szybko przygotowałem kawę, a kilka chwil później siedziałem już obok żony, bezskutecznie próbując ukryć naprężonego członka.

    – Wbrew temu, co ci się wydaje – zaczęła Joanna – nie jestem lesbijką, chociaż czasami sypiam z Sylwią. Po prostu lubię seks i zależnie od okoliczności korzystam z niego jak chcę. Gdybym zakochała się w mężczyźnie – sypiałabym tylko z nim. Paradoksalnie jestem monogamiczna, chociaż hedonistką też jestem. Gdybym zakochała się w Sylwii, byłabym tylko z nią.

    – A nie jesteś? – spytałem zaskoczony, widząc jak piegowate palce wślizgują się między jej uda.

    – I tak, i nie, jeśli rozumiesz, co mam na myśli.

    Chyba rozumiałem i byłem pełen podziwu dla Joanny, że potrafiła sformułować to, co zazwyczaj tylko bywa obecne w rozwichrzonych myślach większości aktywnych erotycznie ludzi…

    Palce Sylwii było coraz ruchliwsze. Uda Joanny rozchylały się coraz bardziej, a ja czułem ogromny apetyt na wspólną chwilę z Elżbietą. Tutaj! Teraz!

    Pocałowałem ją… Żona odwzajemniła pocałunek, a wiadomo przecież, że kiedy ją całuję, mogę z nią zrobić wszystko… Ona ze mną także.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz
  • Seks (bez)ogrodek

    Jestem kobietą, która lubi eksperymentować. Ogółem robię robić dużo różnych rzeczy i nienawidzę być ograniczona. Do rzeczy, które lubię najbardziej należy między innymi mój ogródek. Jest to co prawda maleńki kawałek ziemi, z małą altanką i rabatkami zajmującymi większość miejsca, jednak uwielbiałam spędzać czas, wylegując się na kocu czy grzebiąc w ziemi.

    Wykorzystywałam każdą sposobność, by przy okazji trochę się opalić, co w przypadku mojej bladej karnacji było trudnym zadaniem. W każdy cieplejszy dzień paradowałam na swojej działce w samym bikini, bo nie należałam do tych kobiet, co dostają bzika, gdy muszą pokazać się w skąpym ubraniu. Zresztą to był mój kawałek ziemi i mogłam robić na nim co chciałam. I z kim chciałam.

    Już kiedy dzisiejszego dnia weszłam na działkę, poczułam, ze coś jest inaczej. Kiedy tylko spojrzałam w bok, klepnęłam się w czoło i mruknęłam sama do siebie „Idiotka”. Miałam nowych sąsiadów, bo poprzedni się wyprowadzili i nie mogli dojeżdżać, by zająć się ogródkiem. Z ciekawością przyjrzałam się nowym sąsiadom, którzy nie próżnowali i zapewne od rana pracowali nad zmianami. Poprawiłam czapkę z daszkiem i wesoło krzyknęłam im dzień dobry. Dwóch mężczyzn jednocześnie odwróciło się w moją stronę. Oboje byli dość młodzi, dobrze zbudowani i bez koszulek. Posłałam im oczko i skryłam się w altanie by przebrać się do stroju „roboczego”. Wiedziałam, że w altance mam okno i tylko biała zasłonka dzieliła mnie od chciwego wzroku sąsiadów, jednak bez skrępowania zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania, by założyć skąpe bikini.

    Kiedy wyszłam z altanki oboje panowie przestali malować. Nie dziwiłam im się, bo mieli przed sobą 175cm zgrabnego ciała, z piersiami rozmiaru C i nogami jak szyny. Skromnie powiem, że sama się sobie podobam, z dużymi błękitnymi oczami z ciemną obwódką i brązowymi, długimi włosami, spiętymi teraz w kucyk. To właśnie z powodu ich ciemnego koloru musiałam nosić czapkę, by nie przegrzać sobie głowy. Na oczach sąsiadów wzięłam olejek do opalania i powoli wcierałam gęstą, białą ciecz w skórę. Jak tylko umiałam eksponowałam przy tym długie nogi i zbyt długo by uszło za normalne, smarowałam sobie dekolt. Już dawno nie miałam takich obserwatorów.

    Uśmiechnęłam się lekko w ich stronę.

    -Czy któryś może mi posmarować plecy?- zapytałam niewinnie, mrugając swoimi dużymi oczami. Myślałam, ze oboje zaraz zemdleją, ale na szczęście opanowali się i jak na rozkaz oboje biegiem ruszyli do płotu. Podałam om olejek i pozwoliłam, by dwie gorące, duże dłonie z namaszczeniem pieściły mi plecy.

    -Będziecie tu dziś długo?- zapytałam, kiedy w końcu oderwali swoje łapki.

    -W sumie to tak- odpowiedział jeden z nich nieśmiałym, ale głębokim głosem. Miał brązowe oczy, ciemne kręcone włosy i niemal brązową skórę. Jego kolega różnił się tylko tym, ze włosy miał w kolorze siana.- Potrzebuje pani jakiejś pomocy?

    Uśmiechnęłam się.

    -Po pierwsze nie pani, bo czuję się staro. Jestem Laura- powiedziałam podając obu dłoń- I tak, będę potrzebowała pomocy, ale trochę później. Oczywiście za przysługę dam wam po piwie. Mam też nadzieję, że wypijecie je razem ze mną w basenie, bo głupio mi pić tak samej.

    Oboje z zachwytem pokiwali głowami.

    -To jesteśmy umówieni- powiedziałam i ruszyłam w stronę narzędzi, kręcąc przy tym pupą. Słyszałam, jak chłopcy rozmawiali cicho między sobą. Moich uszu doszło nawet słowo „zajebista”, ale jak na razie ich ignorowałam. Choć miałam wobec nich plany.

    Dziś postanowiłam plewić. Pochyliłam się nad grządkami i czułam, ze mój biust zaraz wyślizgnie się z wątłej miseczki biustonosza. Miałam ochotę go zdjąć, ale nie chciałam robić im tej przyjemności. Jeszcze trochę poczekają. Kopałam to odwracając się do nich tyłem, eksponując zgrabny tyłeczek, to znów kopałam przodem do nich, by mogli obserwować moje piersi. Z każdym wyrywanym chwastem wyobrażałam sobie, co będzie się dziać później. Czułam, jak każdy centymetr skóry mam mokry. Większość z ciepła, resztę z podniecenia.

    Nim skończyłam, chłopcy już obserwowali mnie chciwie z drugiej strony płotu. Poddałam się i zawołałam ich, by pomogli mi w kilku błahych sprawach.

    W końcu wylądowaliśmy w basenie. Chłopcy w samych slipach, ja w moim stroju. Woda była chłodna, co działało relaksująco. We trójkę piliśmy piwo, rozkoszując się jego smakiem. Czasami „przez przypadek” moja noga otarła się o jednego czy drugiego i z podnieceniem obserwowałam ich reakcję. Między nami toczyła się lekka rozmowa. Dowiedziałam się, że ciemnowłosy to Paweł, a jego kolega to Piotr. W końcu westchnęłam i rozciągnęłam się i obie moje nogi powędrowały na ich krocza. Chłopcy byli naprawdę zaskoczeni.

    -Możecie pomóc mi rozwiązać ten supeł? – zapytałam, odwracając się do nich tyłem. Palce jednego z nich rozwiązywały jedyny sznurek, który trzymał moje piersi na uwięzi. Czułam łaskotanie na karku, a później biustonosz zaczął unosić się na wodzie przede mną. Korzystając z okazji oparłam się o Piotra, a moja dłoń trafiła na jego krocze. Ośmielony piwem Paweł zaczął masować moje piersi. Z moich ust wydobył się jęk, kiedy usta tego pierwszego zaczęły drażnić moja skórę na karku.

    -Nie tutaj- powiedziałam powoli i wskazałam głową altankę. Choć była mała, mogła śmiało pomieścić 5 pieć osób, a i w środku znajdowało się łóżko. Paweł wziął mnie w ramiona i oboje ruszyli pewnie do mojej altanki. Piotr jednym ruchem rozłożył łóżko, na którym po chwili leżałam, całowana przed ich chciwe usta. Chwyciłam głowę jednego z nich i naprowadziłam w stronę mojego ciepłego wnętrza. Drugi pieścił moje piersi, ssąc je i lekko przygryzając.

    Kiedy poczułam ciepły język na moim skarbie, uniosłam biodra i westchnęłam. Pozwoliłam dalej się pieścić i mimowolnie jęczałam, gdy czułam coraz większy ucisk w podbrzuszu. Język na dole delikatnie drażnił wewnętrzną skórę ud, mój gładko ogolony wzgórek łonowy i ciepłą, napełnioną już soczkami dziurkę. Sięgnęłam ręką bo bliższe bokserki, niemal zerwałam je z właściciela i chciwie przyssałam się do jego pałeczki. Nie była największa, ale wystarczająco gruba, by nie mieścić mi się w ustach. Gdy chłopak zaczął wpychać mi ją głębiej, wydawałam z siebie charczące odgłosy, jednocześnie pazurkami drapiąc jego jajeczka. Czułam, ze zaraz dojdzie, więc czym prędzej wyjęłam jego pałę z ust. Przecież nie możemy teraz skończyć zabawy.

    Kazałam zamienić mu się z kolegą miejscami i teraz ssałam długą, lekko zakrzywioną pałkę. Wiedziałam, że obciągam perfekcyjnie, w końcu miałam doświadczenie. Język drugiego nie był już tak delikatny i wpychał się w moja szparkę jak najdalej. Po chwili poczułam w niej jego palec, który szybkimi ruchami masował moje wnętrze. Po chwili palców było trzy i już czwarty przygotowywał się do wsunięcia.

    -Wejdź we mnie- wyjęczałam, by mieć chwilę przerwy. Ale to nie trwało długo, bo gruba pała naraz wtargnęła do mojego wnętrza, Poruszała się szybko, zbyt szybko, by panować nad emocjami. Po chwili poczułam, jak wszystkie moje mięśnie się naprężają, w gardle rodzi się krzyk, a mój partner wydaje z siebie dziki jęk. Czułam jak jego sperma zapełnia moje wnętrze, dopełniając poczucie spełnienia. Kiedy skończył spojrzałam na niego półprzytomnie. Zgięłam się, by wylizać mu pałę i po chwili poczułam drugą, która dotykała miejsc, do których nie sięgał jej poprzednik. Dostałam klapsa, kiedy poruszałam się miarowo, by wszystkie odpowiednie miejsca były dotknięte. Po kilku minutach poczułam, że fala rozkoszy znów napełnia moje ciało. Zaczęłam poruszać się szybciej i krzyczeć, by się pośpieszył. Kiedy dochodziłam wszystkie wypracowane mięśnie zacisnęły się, mi zrobiło się ciemno przed oczami i góra z dołem stopiły się w jedno. Po chwili jednak poczułam pałę, która wpychała się w moje uchylone usta.

    -Ssij suko- powiedział ten, który jeszcze przed chwilą zapewniał mi rozkosz. Posłusznie zaczęłam ssać i masować jego kutasa. Chłopak pode mną bawił się moimi piersiami.

    -Idź po olejek- wydałam rozkaz, a on posłusznie go wypełnił. Po chwili poczułam chłodny smar na moich pośladkach. Chłopak wtulał w nie twarz i rozsmarowywał olejek po całej mojej pupie. Kiedy znów dostałam klapsa poczułam, ze chłopak, któremu ssałam zaczyna dochodzić. Przyłożyłam się i skupiłam na połykaniu gorącej, słonawej spermy. Wylizałam do czysta jego pałę i pozwoliłam, by chłopak odpoczął. Jeden mi wystarczał. Pozwoliłam mu wejść w dawno nieużywaną do tych celu dziurkę. Czułam, że jest mu tam dobrze, bo starał się wejść jak najszybciej. Trochę mnie to bolało, jednak nie narzekałam, próbując przywrócić do życia drugą pałę. Skupiona dopiero po chwili zorientowałam się, ze chłopak we mnie, jedzie już na najwyższych obrotach. Był naprawdę niewyżyty, a jego jajka odbijały się od mojej mokrej szparki, wydając charakterystyczny odgłos. Paweł pociągnął mnie, przerywając pracę Piotrka. Posadził mnie na swoim kutasie i poruszał się powoli, leniwie doprowadzając mnie do drżenia. Po chwili poczułam w sobie drugą pałę. To było coś nowego i niesamowicie przyjemnego. Czułam, jak pały ocierają się o siebie przez cienką ściankę mojego wnętrza. Paweł poruszał się powoli, zupełnie zadowolony z tego rytmu, w które wpadło moje ciało, kiedy Piotr posuwał mnie szybko i zachłannie. Paweł wpił się w moje usta, językiem wpychając się głęboko, co także mi się podobało. Chłopak za mną zwolnił by nie dojść za szybko i zaczął bawić się moimi piersiami. Mruczałam i jęczałam, gdy chłopacy drażnili się ze mną, poruszając się raz szybko, raz wolno.

    Kiedy się znudzili, Piotr położył się i kazał położyć się na nim. Wsunął mi swoja pałę do pochwy i mocno chwycił moje piersi. Paweł pochylił się nade mną, przez chwilę drażnił językiem moją łechtaczkę, by po chwili także wsunąć się do mojego wnętrza. Zaparło mi dech, kiedy czułam ich obu w jednej dziurze. Na początku było to tak bolesne, że kazałam im się nie ruszać, by przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Później pozwoliłam im zacząć, a oni robili to w pełni zgrani. Gdy jeden wchodził, drugi robił mu miejsce. Robili to tak perfekcyjnie, że po kilku minutach takich igraszek doszłam, dociskana do umięśnionej piersi Piotra. Jednak oni nie mieli dość i ciągle praktykowali tę swoją nową zabawę. Zadbali o każdy ważny element mojego ciała, kiedy jeden drażnił palcem moją kakaową dziurkę, drugi pieścił moje piersi i całował moja twarz i oboje poruszali się miarowo. Kiedy to im się znudziło, zaczęli poruszać się jednocześnie, a ja piszczałam, bo tego to chyba jeszcze nikt nie próbował. Jedna pała działała na długość, druga na szerokość i zaczęłam się wić i krzyczeć, kiedy oboje poruszali się równocześnie. Orgazm tez dostaliśmy równocześnie. Ja wiłam się i trzęsłam z emocji, które przeżył mój organizm. Piotrek znów skończył we mnie, wyjąc mi prosto do ucha, a Paweł skończył między moimi piersiami. Czułam się w pełni spełniona i kompletnie wymęczona, kiedy kazali mi oblizać swoje pały do czysta. A później pożegnali się, robiąc mi równocześnie minetę, pochwalili moje ciało i wyszli, mówiąc, że na pewno jeszcze tu wrócą, a współpraca ze mną była przyjemnością. Delikatnie dotknęłam swojej pochwy, lepkiej, ciepłej i pulsującej. Zwilżony palec włożyłam do ust i zasnęłam, ssąc go lekko i dalej delikatnie pieszcząc swoje piersi. Myślałam o tym, że będę musiała wymyślić coś nowego dla chłopców, którzy tak dzielnie się dziś spisali.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Primo Victoria

    Hej, to moje pierwsze opowiadanie, więc proszę o wyrozumiałość, jeśli jest trochę mdłe. Mam nadzieję, ze się podobało, ale oczywiście chętnie przyjmuję wszelkie sugestie do poprawek lub propozycje do następnej części, jeśli takową chcieć będziecie. P. 

  • Rodzinne biczowanie

    Według niepisanego kodeksu postępowania z dziećmi, to gdy dopuszczą się one występku, zwłaszcza takiego, który zatrważa dorosłych, niszczy ich wizję dziecka i dzieciństwa, iluzje małego aniołka, należy wtedy sięgnąć po równie drastyczne środki. Zgodnie z tradycją, wychowanie przy pomocy bicza, jest nie tylko najłatwiejszym sposobem cywilizowania, socjalizacji wywrotowych jednostek, ale również najskuteczniejszym. Bezpośrednia przemoc poprzez ciało zmusza do refleksji, rozwija wrażliwość, empatię i krytycyzm. Mocy bicza spadającego na pośladki dziecka nie da się z niczym porównać. Nie ma się co dziwić, że kiedy rodzice debatowali, jaką karę mi wymierzyć, chłosta wydała się najlepszą opcją. Niekoniecznie podzielałem ich opinię.

    Siedziałem pod drzwiami podsłuchując, co oni się tam naradzają, dziwiąc się jednocześnie, że taką aferę robią, że przecież Emilka sama chciała, ja chciałem, wiedzieliśmy, co robimy, nikogo do patrzenia nie zmuszaliśmy. Przecież, prawda, mogli zostawić gąszcz w spokoju. Nikt im nie kazał. Sami sobie winni, że widzieli.

    Ojciec był bardziej zdeterminowany do karania, chociaż chciał, aby to mama wymierzyła sprawiedliwość, bo to szacunku do kobiet nauczy, że kobieta może ból nieść, może też strachu, bo ten nasz syn, mówił ojciec, to on na kobiety jakiś narwany, pewnie wszystko przez te dziewczyny, co go zepsuły pieszczotami i przekarmiały mlekiem. Matka słabo oponowała, w końcu uległa. Zawsze ulegała namową ojca, niezależnie od czasu i miejsca. Niezależnie od treści nalegań.

    Drzwi otworzyły się nagle. Rodzice ubrani w czarne, lateksowe stroje spojrzeli na mnie groźnie. Mama w dłoni trzymała pejcz. Z trwogą zacząłem się cofać. Lęk budził zarówno ich ubiór, jak narzędzie kary. Bałem się, że nie przeżyję, że sprawiedliwości stanie się zadość dopiero po moim zgonie, poprzedzonym nieludzkim cierpieniem.

    Ojciec szybko zakończył próbę ucieczki. Zostałem przywiązany do stołu, obnażono mi plecy i pośladki. W usta wciśniętą gumową kulkę. Chciałem się modlić, ale nie mogłem przypomnieć sobie żadnej modlitwy. Zaklinałem rzeczywistość, gdy pierwsze uderzenie z dzikim świstem spadło na plecy…

    Trudno opisać to, co poczułem. Błysk bólu ustąpił fali rozkoszy. Kara przerodziła się w niebiańską pieszczotę. Z kolejnym uderzeniem osiągałem wyższy stopień nasycenia. Chłosta podniecała i zaspokajała jednocześnie. Gryzłem gumową kulkę mając nadzieje, ze kara będzie trwać wiecznie. Penis nabrzmiała majestatycznie, potężniejąc, gdy mama zadawała kolejne razy. Zdyszana jęczała cicho. Jęczał też pejcz ze świstem przecinający powietrze. Jęczał ojciec ocierający się o nogę mamy. Coraz szybciej i szybciej. Uderzenia, oddechy, ruchy ojca… 

    Płomień na chwilę przygasł. Poczułem ogarniającą falę ciepła. I spokój.

    Wreszcie, po tylu latach, doznałem ukojenia, pragnienia zostały zaspokojone. Wiedziałem już, jakie jest moje przeznaczenie. Wiedziałem, że z biczem łączy mnie więź silniejsza niż z ludźmi. Erotyczne przymierze. Stał się nieodłącznym towarzyszem nocnych i dziennych zabaw. Nie jedna dziewczyna mdlała z rozkoszy, nie jedna dziewczyna wymierzała mi razy, przed ostrą penetracją. Jęki współgrały ze świstem bicza. Nie ma piękniejszej na świecie muzyki.

     Po tych wydarzeniach prowokowałem zachowaniem, licząc, że znowu mnie zwiążą i wychłoszczą. Starali się ignorować wyczyny, udawali, że nie widzą, że to nic takiego. Czasami upominali, męczyli nudną gadką, że nie wypada, że w moim wieku, i tak dalej, sami niezbyt przejęci, tym co mówią.

    Nie oznacza to, że wyczyny, których się dopuszczałem ich nie obchodziły. Wręcz przeciwnie. Z trudem znosili moje zachowanie. Narzekali znajomym, narzekali specjalistom, dziadkom, babciom, ciociom, wujkom. Do głowy im nie przyszło, że jeśli raz się bicza użyło, to nie można go odstawiać. Skoro się dziecko wprowadziło w rejony sadomasochistyczne, to już, konsekwentnie, trzeba go dalej edukować. Co ja bym dał wtedy, za chociaż minutową chłostę, za kilka razów na gołe pośladki! Czego bym się nie dopuścił, aby mój tyłek został porządnie przetrzepany! Ci liberałowie woleli chłostać się nawzajem, kiedy myśleli, że śpię czy że jestem gdzieś z kimś, czymś zajęty. Skulony oglądałem jak matka wymierza ojcu najtkliwszą, najszlachetniejszą rozkosz, biczując plecy i pośladki, a potem dosiada nabrzmiałego penisa, ujeżdżając go niczym młodego ogiera. Widziałem jak ojciec pastwi się nad pośladami matki, a potem bierze ją od tyłu, jak sukę pies. Albo chłostał ją po obfitych piersiach, aż stawały się całe czerwone. Spuszczał się na wygolone łono matki wściekle okładając ją szpicrutą.

    Widziałem to wszystko, obserwowałem z przejęciem, i rosło w mnie pragnienie dzikie, nienasycone, płomień trawiący trzewia. Widzieć i nie móc uczestniczyć, to straszliwa kara, najgorsza jaką mogli wymyśleć. Traciłem panowanie nad sobą. Rozpalony biegłem przed siebie, tłukąc co nasunęło się pod rękę. Rodzice szybko kończyli przybiegali spoceni, zmęczeni, mamrocząc, że nie ładnie, że tak być nie powinno. To wzbudzało we mnie jeszcze dzikszą wściekłość. Jakim prawem zawłaszczyli sobie przyjemność, której dali mi posmakować? Dlaczego nie mogę pić już z tego źródła? Czy nie rozumieją mojego pragnienia!?

    Raz tylko, jeden tylko raz, udało mi się ich sprowokować. Ojciec nagi wybiegł z sypialni, ze sterczącym fiutem, chlapiąc dookoła spermą. Chwycił mnie mocno i wymierzył soczystego klapsa w pośladek. Nie wiem, czy dlatego, że moja twarz wyraziła głęboką wdzięczność, czy może dlatego, że był nagi, równie nagle jak zaczął tak zaprzestał bicia. Szybko wrócił do sypialni, gdzie ostro zerżną mamę w tyłek. Słyszałem jak krzyczała, a ja płakałem, że mnie porzucił. Ukazali raj, poczym wygnali. Bez tłumaczenia, bez wyjaśnienia. Mama szczytowała, ojciec szczytował, a ja płonąłem, a ja płakałem. Sam w pustym, mrocznym pokoju.

    Moje zachowanie stawało się nie do zniesienia, co wymagało zresztą sporego wysiłku, wymyślania kolejnych, wykwintniejszych wyczynów. Szkoliłem się w sztuce zła. Wydaje mi się, że byłem dobrym samoukiem. Rodzice byli coraz częściej źli, chodzili rozdrażnieni. Starali się, jak tylko mogli, ignorować mnie. Mimo tego, nie bili, nie chłostali. Dranie! Byłem bardziej niż wściekły. Ciskałem się opętany przez bicz, który leżał zachęcająco na nocnym stoliku, opętany o szpicrutę wiszącą nad łóżkiem, przez smycz zawieszoną obok okna.

    Rodzice już nie chłostali. Przestali nawet komentować. Pewnego dnia, po prostu, bez słowa, odeszli. Spakowali się i już ich nie było. Nawet się nie pożegnali. Jak w tym wierszu, dla niegrzecznych dzieci, co dziewczynka nie obcina paznokci, nie myje rąk, aż mama i tata nie wytrzymują i ruszają w świat, a ona zostaje sama. Tak i ja zostałem sam. A raczej zostałem przygarnięty przez młodą dziewczynę, która nauczyła mnie, że sztuka, akt twórczy, to rozkosz.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Rakso Hardik
  • Cyganska dusza

    Pewnego przedświątecznego dnia bylam na zakupach w stolicy. Zmęczona włóczęgą po sklepach, postanowiłam odpocząć w kawiarni i czegoś się napić. Bywa dziewiętnasta z minutami. W środku dość pusto. ale w miarę sympatycznie, zresztą byłam tu już kiedyś. Wiedziałam, że w godzinach późniejszych odbywają się dyskoteki i to dla osób jak ja, w średnim wieku.

    Ale nie myślałam o żadnej zabawie, byłam bez humoru i zmęczona chodzeniem po Warszawie. Trochę ,,łyso” tak samej, ale co tam. Zauważyłem, że przy stoliku obok siedzi jakiś brunet. Wyjęłam z torebki katalog biżuterii, który dostałam od koleżanki i zaczęłam go przeglądać. Facet obserwował mnie cały czas, czułam to, chyba mu wpadłam w oko. Trwało to kilka minut. Kiedy podszedł kelner, zamówiłam drinka – dżin z tonikiem. Starałam się być swobodna, ale moje wnętrze było napięte. Kiedy mężczyzna pożera mnie wzrokiem, czuję jak poziom adrenaliny rośnie, pewne mięśnie naprężają się i coś ściska w gardle. Nie dałam jednak poznać, że coś zauważyłam. Nagle usłyszałam tuż nad moim uchem:

    – Czy to wypada, aby tak urocza kobieta spędzała czas samotnie?

    – Lubię to – odparłam.

    Ale on nie dawał za wygraną. Odsunął krzesło, usiadł i powiedział:

    – Mam straszną ochotę zaprzyjaźnić się z panią, czuję się bardzo samotnie i to doprowadza mnie do obłędu.

    – Nie ma sprawy, możemy porozmawiać – odpowiedziałam i spojrzałam mu w oczy. Coś mnie przeszyło do głębi, nie wiem do dziś, jaki miał kolor oczu, ale spojrzenie miał niesamowite. Wydał mi się inteligentny i sympatyczny. Zaczęliśmy konwersację na różne tematy i nieźle nam to szło. Od czasu do czasu badaliśmy się wzrokiem.

    Na scenę wyszedł zespół i zaczęły się tańce. Ujął mnie za rękę i zapytał, czy zatańczymy. Wzruszylam ramionami, ale po chwili odpowiedziałam, że tak. Mam cygańską duszę i bardzo lubię tańczyć. Szliśmy na parkiet, trzymając się za ręce. Za moment już ujął mnie za biodra i lekko przysunął do siebie.

    – Ja tak nie umiem tańczyć, jestem skrępowana – powiedziałam, próbując odsunąć się trochę.

    – Daj spokój, tak jest o wiele przyjemniej, czuję ciepło twego ciała, czuję wszystkie twoje wypukłości i ten taniec staje się dla mnie czymś więcej niż tylko tańcem. Spróbuj to odebrać inaczej, nie traktuj mnie jak nieznajomego. jestem już twoim przyjacielem.

    Tańczyliśmy tak dobre pół godziny, aż zespół zrobił przerwę. Wtedy skierowaliśmy się do stolika, aby ugasić pragnienie. Byłam rozkojarzona i podniecona, bo tańcząc z nim, czułam cały czas jego nabrzmiałego członka. Rajcowało mnie to. Nie chciałam się jednak spoufalać, bo niedługo musiałam wyjść, aby złapać ostatni autobus do domu. Powiedziałem mu o tym, ale uznał, że lepiej będzie jak  mnie odwiezie. Pewnie chce mnie przelcieć- pomyślałam.

    – Nie. pojadę autobusem, rano idę do pracy muszę odpocząć, a spotkać możemy się znowu. Jeśli będziemy mieli czas i ochotę.

    W takim razie podwiozę cię tylko na dworzec, dobrze?

      Wyszliśmy na ulicę, było pięknie,wiosennie, świeciły gwiazdy. Gdy znaIazłam się w jego samochodzie, objął mnie za szyję, nachylił się i zaczął delikatnie pieścić moje lewe ucho, szyję, policzek, nos, aż dotarł do moich ust. Czułam, jak wielkie jest jego pożądanie, ale całował tak delikatnie i powoli. Jego lewa ręka przesuwała się po dekolcie i zatrzymała się na guzikach bluzki. Nie wiedziałam, jak się zachować, nie znałam faceta, ale chciałam już teraz, żeby robił ze mną wszystko.

    Był prawdziwym artystą.

    Gdy już rozpiął moją bluzkę – opuścił siedzenie i podciągnął biustonosz do góry. Moje czwórki uwydatniły się w całej okazałości. Trzymał obie po bokach, ściskając do środka i liżąc ich delikatną skórę, drażniąc nabrzmlale brodawki. Ssał je tak namiętnie, że byłam bliska eksplozji. Czułam, jak soki namiętności wypływają z mojej dziurki. Dotknęłam jego podbrzusza, było tam ciasno. Chyba czekał na moje zaproszenie, pewnie bał się mnie zrazić.

    Zaczęłam lewą ręką odpinać spodnie, a prawą gładziłam jego włosy. On w dalszym ciągu obrabiał moje „walory“.

    Czułam wyraźnie zachwyt moim ciałem, robił to tak namiętnie. Kiedy już porozpinałam wszystkie guziki, wystraszyłam się tego, co wymacałam. Było okropnie wielkie i żylaste, choć jeszcze w spodenkach. Szczerze mówiąc, bałam się go wyciągnąć.

    – Nie bój się, ja krzywdy nie robię, nie gwałcę. Stanie się tylko to, czego życzy sobie moja kochanka. Będę delikatny w każdym calu i chcę, abyś ty kierowała akcją.

    Nie mogłam nic powiedzieć, bo zatopił się w moich ustach. Drażnił niemożliwie wszystkie moje zmysły. Jego ręce powędrowały na dół. Uniósł moją spódnicę i dotarł do kępki, bo moje figi były bardzo skromne, wystarczyło tylko lekko palcem odsunąć rąbek, który przebiegał wzdłuż szparki. Zrobił to cudownie, obłędnie, jeżdżąc wzdłuż łepkich od śluzu wzgórków, bawiąc się przy tym kłębkami włosów. Czułam już szczyt podniecenia, tym bardziej, że masowałam przez spodenki jego przygotowane do ataku działo.

    – Odsuń do tyłu siedzenie i przejdź na moją stronę, nachylając się nade mną – powiedziałam, odrywając od niego usta. Zrobił to błyskawicznie. Ja rozłożyłam nogi, a on skorzystał z zaproszenia, aby znaleźć się między nimi.

    Nie myśleliśmy w ogóle o tym, co robimy i gdzie. Nie było jeszcze tak późno, a i uliczka dość ruchliwa. Czy przechodnie widzieli, jak kołysze się samochód na resorach. Wtedy nic nas nie obchodziło. Dopadłam jego armaty, wyciągnęłam ze spodenek i zaczęłam badać jej rozmiary, delikatnie wodząc ręką wzdłuż, w górę i w dół. Zbadałam wielkość kul, zamaskowanych w gąszczu włosów. Jego palce penetrowały moją szparkę, drażniły delikatnie – Masz tak cudowną cipulę, że chciałbym ją teraz lizać i lizać, ale w tej pozycji nie dam rady… Zresztą czuję, że długo nie wytrzymam. Tak bardzo mnie rozpaliłaś… Bierz mnie, kieruj według własnego uznania, będę posluszny i zrobię to jak najlepiej.

    Znowu przywarł do moich ust, masując piersi, drażniąc brodawki. Moja pupa była trochę w dołku, więc podłożylam sweter, aby ją wyeksponować, bo chciałam zrobić przyjemność mojej cipce. Złapałam jego lufę i naprowadziłam na cel. Zwilżyłam czubek, przesuwając wzdłuż oślinionej szpary, wsunęłam między wargi, szukając wejścia, potem zsunęłam w dół. On robił to razem ze mną bardzo posłusznie. Gdy już poczułam, że jest we właściwym miejscu, Złapałam go za pośladki i zaczęłam przyciągać. Lekko docisnął. Czubek znalazł się w środku, ale co z resztą, takie to wszystko duże i twarde.

    – Ruszaj delikatnie – powiedziałam i przeszedł mnie niesamowity dreszcz, kiedy ruszył do akcji. Lekkie ruchy okrężne, powoli zagłębiające się i znów wynurzające, połączone ze ssaniem moich uszu i warg na zmianę. Gdy się zaglębiał, trochę bolało, ale bardziej podniecalo. Zaczęłem unosić tyłek, prężyć pośladki, zapierać się nogami, aby poczuć go do reszty, aby wyzwolił mnie z tego, co było wewnątrz przygotowane do wyrzucenia. Zupełnie mnie wypełnił, ruchy nasze były coraz szybsze, ale zgrane fantastycznie.

    Nagle jego krzyk i moje spazmatyczne jęki wypełniły samochód. Wyobrażam sobie, jak auto musiało falować, ale to nieważne. Eksplozja trwała długo i wyczerpała nas zupełnie. Leżał na mnie pewien czas, całując i szepcząc jakieś szaleństwa typu – jesteś boska, niespotykanie ciasna i fantastycznie podniecająca. Już mam ochotę wznowić atak.

    – Wiesz, naprawdę było fantastycznie. Chyba niktjeszcze nie potrafił mnie tak szybko i tak mocno podniecić – odparłam.

    – Teraz pojedziemy do domu, a jutro wypijemy szampana, bo zasłużyłaś na to – dodał po chwili. Doprowadziliśmy się do porządku chusteczkami higienicznymi.

    Rozstaliśmy się późno. Nie mogłam spać i analizowałam wszystko po kolei. Bylo to zbyt bajkowe. Podejrzewalam, że jutro się nie spotkamy, dostał, co chciał i będzie próbował dopaść inną. Pewnie lubi zaliczać.

    A jednak mylilam się. Przyjechał punktualnie, elegancki jak wczoraj, wypachniony, z kwiatkiem i prezentem.

    – Zasłużylaś na to – powiedział. – Nie mam słów, aby wyrazić to, co czuję. Chcę cię pieścić i kochać, ale już nie w samochodzie. Tak to jakoś wyszło.

    Kolejną noc spędziliśmy w hotelu. Kelner przyniósł do pokoju szampana, wspaniałego, francuskiego. Piliśmy go kilka godzin, kochając się z przerwami.

    Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, potem wyjechał na miesiąc z rodziną, dzwonił często. Po powrocie byliśmy umówieni, ale nie poszłam na spotkanie, bo… właśnie wróciłam po szalonej nocy spędzonej z kimś równie superowym, który tak jak tamten kiedyś nie chciał, abym sama spędzała czas. A czas tak szybko i nieubłaganie biegnie, odbierając czasem chęć do życia, zwłaszcza gdy jesteśmy samotni.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz
  • Ksiadz Marek

    Zdażyło się to pod koniec lipca, gdy spotkaliśmy się grupką młodzieży u księdza Marka (naszego znajomego). 

    Dość często spotykaliśmy się w takim gronie, organizowaliśmy ogniska, wypady nad jezioro, w góry. Właśnie pod koniec lipca umówiliśmy się na kolację do księdza. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, śmialiśmy się- jak zwykle. Koło 23:00 wszyscy zaczęli się zbierać do domów, ja że miałam najbliżej postanowiłam jeszcze chwilkę zostać. W czasie gdy ksiądz odprowadzał znajomych do drzwi poszłam do toalety. Gdy wróciłam do salonu, księdza jeszcze nie było. Usiadłam więc na sofie i przeglądałam coś w telefonie. Nagle światło się przygasiło. Wszedł ksiądz, usiadł koło mnie. Zrobiło mi się ciepło, ale nic nie dałam po sobie poznać (ksiądz Marek był przystojnym mężczyzną po 40). Nagle zaproponował żebyśmy przeszli na ty, gdyż znaliśmy się już dość długo. Zgodziłam się. Marek stwierdził, że sporo nikogo nie ma możemy napić się  wina. Po jakimś czasie było już nam wesoło, śmialiśmy się. 

    Poczułam jego rękę na moim ramieniu. Chwilę później był już na tyle blisko, że czułam jego ciepło. Zadrżałam, chyba to poczuł bo uśmiechnął się delikatnie. Pocałował mnie w policzek. Potem znowu. Odwróciłam się do niego, patrzył na mnie swoimi pięknymi, brązowymi oczami. Czułam motylki w brzuchu. Pozwoliłam mu się pocałować w usta. Wpiliśmy się w siebie na dobre kilka minut. Byłam wniebowzięta. Czułam jego delikatny dotyk i ciepło wydychanego powietrza. Wziął mnie na kolana, objęłam go. Po chwili zaczął mnie rozbierać, całował w szyję, barki, piersi. Teraz przyszła moja kolej. Zdjęłam jego czarną koszulę jednocześnie całując go. Gdy skończyłam on położył mnie na plecach mówiąc, że jestem piękna. Zdjął moje spodenki i powoli zbliżał się do TEGO miejsca. Gdy poczułam jego oddech na mojej muszelce oblał mnie gorący dreszcz. On całował mnie tam a ja bawiłam się jego czarnymi włosami. Każde muśnięcie sprawiało mi przyjemność, zaczęłam pojękiwać. Chyba mu się to spodobało, bo zaczął mocniej penetrować palcami moją dziurkę. Po kilku minutach poprosił bym się odwdzięczyła. Szybko wsunęłam mu spodnie i bokserki w szare myszki. Jego penis był duży, pulsował. Zaczęłam delikatnie całować jego przyrodzenie jednocześnie pieszcząc jego jądra. On także zaczął pojękiwać. Wzięłam go do buzi i powolnymi ruchami wsadzałam sobie w usta dodatkowo pieszcząc językiem. Z pewnym momencie Marek podciągnął mnie do siebie tak, że nasze twarze się się stykały i dał mi soczystego buziaka. 

    Położył mnie na plecach i wszedł we mnie. Najpierw delikatnie jednocześnie całując mnie. Później podniósł się i zaczął przyspieszać. Zwijałam się z rozkoszy. Następnie zmieniliśmy pozycję. To on był na dole, a ja na górze. Czułam, że teraz to on należy do mnie. Ujeżdżałam go kręcąc delikatnie biodrami, a w tym czasie on pieścił moje piersi. Cały czas patrzyłam w jego oczy kipiące pożądaniem. Czułam się wspaniale. Z jednej strony czułam jego energiczne ruchy a z drugiej jego delikatność. Lepiej być nie mogło. Po dłuższym czasie baraszkowania wyszedł ze mnie mówiąc, że zaraz dojdzie. Wzięłam jego penisa do buzi i po kilku ruchach wytrysnął prosto w moje gardło. Połknęłam wszystko a on tylko się uśmiechał. On w zamian za to pieścił moją pipkę dopóki nie doszłam. Przeżyłam wspaniały orgazm.

    Marek położył się przytulając mnie do swojej klatki piersiowej. Leżeliśmy tak szczęśliwi przez 10 minut. Było już po 24 więc musiałam się zbierać do domu. Nie miałam ochoty ale niestety, nie mogłam z nim zostać. Przy wyjściu dał mi jeszcze soczystego buziaka i powiedział, że jeszcze nigdy nie przeżył czegoś takiego. Poszłam szczęśliwa i rozczochrana do domu. Wiedziałam, że pewnie już nigdy nie przeżyjemy czegoś podobnego ale wystarczyło mi, że będę go często widzieć.

    Do tej pory kilka razy “przypadkowo” dotknął mojej twarzy, ciała. Za każdym razem czuję ciepło i jego wzrok nadał pełny pożądania.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    monika majewska

    moja chora wyobraźnia

  • Zakonczenie roku szkolnego…

    Był to koniec roku szkolnego. Pogoda sprzyjała, ok. 30stopni. Dziewczyny z mojej klasy wyglądały zniewalająco, zwłaszcza jedna z nich wpadła mi najbardziej w oko… była to Anita, włosy miała do ramion koloru czarnego, ubrana w krótką czarną spódniczkę, na swoich zgrabnych nóżkach miała seksowne pończochy i białą koszule przez którą dało się zauważyć jej stanik… Na sam jej widok mój penis zaczął stawać na baczność, lecz musiałem powstrzymać emocje żeby ludzie dookoła nie zauważyli.
    Po apelu oraz odebraniu świadectw umówiliśmy się kilkuosobową grupą na piwo 4 chłopaków Paweł, Sebastian, Wojtek i Ja(Krzysiek) oraz 3 dziewczyny Klaudia, Natalia oraz Anita, co mnie bardzo ucieszyło.
    W drodze do sklepu po piwo:
    -(P) Krzychu, Anita ma chyba na ciebie chrapkę, prawie cały apel na ciebie spoglądała
    -Nie mów że nie zauważyłeś? –powiedział Sebastian
    -(Ja) Nie zwróciłem uwagi.
    Lecz tak naprawdę zauważyłem że zerkała na mnie, ale nie dałem tego po sobie poznać. Po zakupie alkoholu udaliśmy się do parku niecałe pół kilometra dalej. Całą drogę szliśmy z Anitą to zerkając na siebie, to śmiejąc się do siebie wzajemnie..
    -(Ja)Ślicznie wyglądasz – powiedziałem
    -(A)Dziękuje, to miłe.
    Coś mnie sparaliżowało, kompletnie nie wiedziałem o czym mam rozmawiać, a przecież byliśmy dobrymi „kumplami” w szkole,  zawsze mieliśmy pełno tematów do rozmów, nawet temat seksu nie był nam obcy, zresztą jak prawie całej naszej dzisiejszej paczce… Po dotarciu na miejsce wznieśliśmy symboliczny toast „za wakacje!” i usiedliśmy się na ławce, tak wyszło że Anita usiadła mi na kolana, ponieważ na ławce zabrakło miejsca. Ucieszyło mnie to bardzo i jednocześnie zaniepokoiło, bo wiedziałem że mój penis zaraz się obudzi i Anita może się speszyć. Jakimś cudem udało mi się panować nad emocjami do momentu gdy zaczęliśmy rozmawiać o seksie… Jak to faceci, zaczęliśmy rozmawiać jakie lubimy dziewczyny, jakie pozycje itp… potem dziewczyny zaczęły mówić jak one lubią, i wtedy stało się to co nie uniknione, mój  żołnierz stawał na baczność, (natura dość Chojnie mnie obdarowała) więc Anita poczuła go na swoim tyłku, byłem pewny że wstanie i zacznie się śmiać a mi się zrobi głupio, lecz ku mojemu zaskoczeniu myliłem się. Uśmiechnęła się do mnie i prawie niezauważalnie zaczęła delikatnie ruszać biodrami, co mnie jeszcze bardziej nakręciło. Zaraz po tym powiedziała mi na ucho:
    -Chodźmy do ciebie..
    Dopiliśmy piwo do końca i poszliśmy do mnie, zostawiając resztę ekipy samą. W drodze do domu szliśmy trzymając się za ręce, doszliśmy w około 10 minut, rodzice byli w pracy do 17 wiec mieliśmy sporo czasu tylko dla siebie… Było to zwykłe 3 pokojowe mieszkanie w bloku. Weszliśmy do mojego pokoju, ona od razu usiadła się na moje łóżko. Zapytałem się:
    -(Ja)Napijemy się czegoś?
    -(A)A co masz na myśli?
    -(Ja)Coś mocniejszego?
    -(A)Chętnie 🙂
    Poszedłem zrobić nam jakiegoś mocniejszego drinka, w tym czasie wpadłem na pomysł żeby włączyć film porno. Wróciłem z drinkami, ona podziękowała mi namiętnym całusem w usta.
    -Słodko – odpowiedziałem z uśmiechem.
    Zaproponowałem że włączę jakiś film, podłączyłem pendriva do telewizora, odpaliłem jakiegoś dobrego pornola, usiedliśmy się obok siebie, popijając drinka…
    Co to za film? Porno!? Ty świntuchu! – po czym uśmiechnęła się i dała mi buziaka. Wypiła połowę szklanki, film się zaczął rozkręcać. Zaczęła się do mnie tulić, masować ręką moją klatę, brzuch, potem krocze. Zapadliśmy w długim pocałunku. Przejąłem inicjatywę, zacząłem macać jej piersi, powoli ściągałem z niej koszulę, po czym zabrałem się momentalnie za ściągnięcie stanika, ujrzałem Jej jędrne, stojące piersi… zacząłem lizać jej sutki, było jej dobrze mruczała cichutko. Powoli zacząłem całować ją coraz niżej, zatrzymałem się na chwilę na jej płaskim seksownym brzuszku. Była mega podniecona, podciągnęła wyżej swoją sukienkę, i ujrzałem jej koronkowe figi, były całkiem mokre. Zacząłem powoli i delikatnie pieścić jej cipkę palcami, zacząłem całować jej stopy, powoli jechałem coraz wyżej, drażniło ją to, jej oczy błagały bym przyssał się do jej cipki. Gdy dojechałem do ud, zacząłem ściągać z niej bieliznę i ujrzałem jej cudowną i mokrą szparkę, w tym momencie ona nie wytrzymała i chwyciła dłońmi moją głowę i przywarła ją do swojej piczki. Zacząłem ją lizać bez opamiętania.  Wsadziłem jej 2 palce do dziurki i wykonywałem krótkie posuwiste ruchy, a językiem drażniłem jej łechtaczkę. Po krótkiej chwili przeszedł ją pierwszy orgazm, po czym chwyciła moją głowę i przyciągnęła do swojej i zaczęła całować. Ja miałem już od dawna namiot więc wstałem, zdjąłem koszule a jej kazałem rozpiąć spodnie i robić swoje. Ona bez wahania uklękła zdjęła mi spodnie razem z gaciami i ujrzała mojego ogromnego chuja.
    -O ku*wa, jest większy niż przypuszczałam! Nigdy takiego nie widziałam, pewnie ma z 25cm..?
    -22,5cm dokładnie…
    -Ogromny.. Pierwszy raz będę mieć takiego wielkiego w sobie
    -Spokojnie będę delikatny.
    Po tych słowach zaczęła mi robić laskę, musiała robić to nie raz bo obciągała jak gwiazda porno… całego oczywiście nie zmieściła, lecz krztusiła i dławiła się nim.
    -Jesteś niesamowita! – rzekłem- ale dość tych pieszczot, kładź się na łóżko!
    Położyła się na plecach, rozchyliła nogi, jej cipka błagała o zerżniecie, przyłożyłem chuja i zacząłem powoli go wpychać, było widać że przez chwile sprawiało jej to ból, lecz zaraz jej przeszło i zaczęła odczuwać przyjemność a ja zacząłem w nią wchodzić coraz głębiej wykonują powolne posuwiste ruchy. Kochaliśmy się na misjonarza, Gdy czułem że jej cipka jest gotowa zacząłem posuwać ją coraz szybciej, ona zaczęła krzyczeć z podniecenia, ja posuwałem ją jak szalony, było mi cudownie.
    -O TAAK! Ruchaj mnie jak szmatę! O TAAK!, nie przestawaj!
    Zrozumiałem że zaraz osiągnie szczyt, więc nie zwalniałem tępa, w chwile po tym wyczułem skurcz cipki… osiągnęła szczyt, odleciała… zacząłem ręką masować jej szparkę..
    -To było cudowne, jeszcze nigdy nie miałam tak cudownego orgazmu, Dziękuje
    Po czym pchnęła mnie bym się położył na plecach, a ta zaczęła mi znów ssać pałę ale tylko po to by zaraz usiąść na nim, było mi cudownie, jej ruchy bioder sprawiały mi ogromną przyjemność. Po dłuższej chwili czułem że zaraz wystrzelę, wiec szybko wstałem, kazałem jej uklęknąć po czym trysnąłem, zalewając jej piersi spermą… Jeszcze przez chwile zlizywała spermę z mojego kutaska..
    -Byłaś świetna, mam nadzieje że to jeszcze kiedyś powtórzymy
    -Ty też byłeś cudowny, powtórzymy na pewno, może nawet niedługo..
    Po czym poszła do łazienki się ogarnąć…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Gutek

    Jest to moje pierwsze opowiadanie. Mam nadzieję że się spodoba. mile widziane komentarrze

  • Ciemne barwy seksu

    Niedawno pomyślałem, że erotyka ma różne barwy. Każda z nich może istnieć w innej tonacji tworzącej nastrój dla seksu. Tonacje jasne tworzą atmosferę beztroski, ciemne – mocnych doznań, na które niełatwo się zdecydować, bo nie jest rzeczą prostą odszukać rozkosz w bólu, upokorzeniu i niepokoju… Jeżeli jednak ktoś zdecyduje się oddać we władanie partnera, to lepiej bezpowrotnie, bo zmysły uczą się reagować i uzależniają się od ciemnej barwy seksu, a erotyka jest jak nocna ćma atakująca płomień świecy…

    Moja kobieta jest drobna, niewysoka i filigranowa. Pozornie krucha i delikatna, jest w świecie erotyki demoniczną boginią, czerpiącą rozkosz z brutalnych pieszczot. Ma na imię… to nieistotne. Nazywam ją Gwiazdeczka…

    Świat erotycznych doznań Gwiazdeczki nie ma praktycznie granic. Nie istnieją dla niej żadne reguły, gdy jej psychika przekracza próg wyrafinowania. Wtedy gotowa jest na wszystko, a jej wyobraźnia tworzy sytuacje, których nikt jeszcze nie odważyi się wymyślić.

    Jest na północno-wschodnim krańcu Polski mała miejscowość, w której brukowane uliczki wiodą do potężnego zamku. Jest w nim galeria sztuki, restauracja i hotel.

    Urzeczeni nastrojem tego miejsca, zatrzymaliśmy się tam kiedyś, wynajmując pokój. Okazało się, że jest to pokój szczególny, bo przestronny, z antresolą-sypialnią; bardzo sprytnie zaadaptowany z surowego, gotyckiego wnętrza…

    Kiedy tylko zamknęliśmy za sobą drzwi, zobaczyłem w oczach Gwiazdeczki błyski już wiedziałem, że to miejsce będzie inspirujące. Kolację zjedliśmy w zamkowej restauracji, do której szło się kilkanaście metrów podcieniami… Atmosfera była znakomita, sporo gości, świetnejedzenie z akompaniamentem Egri Bikaver. Przed północą byliśmy w pokoju i znowu ten błysk w oczach Gwiazdeczki…

    Miała na sobie czarną sukienkę na cienkich ramiączkach (był lipiec). Była bez biustonosza i majtek, ale za to w pończochach z podwiązkami i w szpiikach. Uklęknąłem przed nią, żeby zdjąćjej pantofle…

    – Zostaw – syknęła. – Będę w butach i

    Podniosłem na nią wzrok. Wjej oczach był teraz płomień.

    – Zgaś światło… Chcę ciemności.

    Zgasiłem światłb. Noc była jasna. Wygwieżdżone niebo za oknem rozjaśnilo niecomrok w pokoju, który teraz wydawał się większy… Gwiazdeczka usiadlaw fotelu i skinęła na mnie.

    – Daj mi papierosa – rozkazała.

    Zrobiłem, co kazała i podalem ogień. Zaciągnęla się głęboko….

    – Uklęknij tu – wskazała miejsce przed sobą.

    Uklęknąłem. Podsunęła mi stopę.

    – Całuj

    W ciemności trafiłem ustami na krawędź pantofla i śliskość pończoch, którą musiałem zwilżyć śliną, by pocałunek przeniknął przez nią i dotarł do ciała.

    – Jeszcze! – zakomenderowała.

    Ująłem stopę i, ślizgając się ustami po pończosze, powędrowałem wyżej. Gwiazdeczka wyprostowała nogę, wspierając drugą stopę na moim udzie.

    – Dosyć! – powiedziała. – Rozbierz się!

    Wstałem i zacząłem rozpinać guziki koszuli. Zdejmując ją, zobaczyłem, jak ognik papierosa rozjarza się, gdy Gwiazdeczka zaciąga się dymem… Błędny ognik w środku nocy…

    – Przynieś pejcz – usłyszałem rozkaz. – I zapal świecę…

    Wszystko mieliśmy z sobą… Zapaliłem więc świecę i podałem skórzany bat… Gwiazdeczka zgasiła papierosa, wstała i popchnęła mnie w stronę drewnianych bali podtrzymujących antresolę.

    – Postaw świecę na podłodze i stań tutaj! – wskazała pejczem kąt pod antresoią. Łączenie ścian wypełniała pionowa belka, od której rzochodziły się grube legary..W świetle świecy znowu zobaczyłem błysk w jej oczach, gdy lustrowała wybrane miejsce.

    – Dobrze- stwierdziła zadowolona. – Odwróć się.. Twarzą do kąta.

    Złap się belek… No, stój spokojnie!

    Miałem gęsią skórkę z emocji, chociaż nie bałem się wcale. To nie było pierwsze bicie, a zresztą bardziej liczy się gra niż rzeczywista tortura.

    Nie uderzyła mnie od razu. Najpierw  zdjęła sukienkę, pozwalając mi nawet bezkarnie zerknąć na swoją nagość…

    Była fascynująco piękna w samych tylko pończochach i pantofelkach na szpilkach…

    Potem, kiedy upomniała mnie, żebym odwrócił głowę, poczułem koniec pejcza muskający moje ramiona, zsuwający się przez plecy do pośladków i wwiercający się między nie.

    – Rozstaw szeroko nogi – rozkazywała.

    – Wypnij tyłek..

    Pejcz powędrował między moje uda, drażniąc intymność.

    – Ty bezwstydna świnio! Jak możesz ?! – burzyła się Gwiazdeczka, gdy zauważyła, że się podniecam.

    Pierwszy, niespodziewany i piekący cios padł jak błyskawica, przeszywając mnie dotkliwym bólem.

    Uderzyła w udo, a odgłos tego ciosu odbił się echem od gotyckiego sklepienia… Jęknąłem.

    – A… boli? – ucieszyła się.

    Następne uderzenie pejcza dosięgnęło moich pośladków, a kolejne zaczynały działać jak eksplodujące na moim ciele kule gorąca. Zaszumiało mi w głowie. W uszach pojawił się tętent pulsującej w żyłach krwi. Ból przeistaczał się powoli w napierające falami podniecenie… Każde następne uderzenie uruchamiało kolejną drogę przez labirynt tkanki nerwowej, kończąc się pobudzającym impulsem w moim kroczu.

    Członek urósł do gigantycznych rozmiarów i trwał w-uniesieniu, tężejąc pod nowymi razami pejcza…

    Pomimo opisanych doznań ból jednak istníał fizycznie, a jego przyczyna musiała być już dobrze widoczna, skoro Gwiazdeczka zaprzestała nagie biczowania i przywarła do moich pieców… Objęła mnie mocno, ocierając się o mnie niemal konwulsyjnie… Mamrotała przy tym słowa i zdania, których nie rozumiałem, a wreszcie kazała mi się odwrócić i sama odwrócona podsunęła mi do ust wypięty tyłeczek… Wlizałem się w niego posłusznie i upominany dostosowałem rytm i intensywność pieszczot do potrzeb Gwiazdeczki. Tej nocy chciała „klasycznego” Iizania warg. Powolnego, szerokiego, bez wnikania w głąb cipki. Robiłem to z satysfakcją, bo lizanie niezmiennie mnie podnieca. Gwiazdeczka być może przypomniała sobie o tym, ponieważ przerwała moją błogość.

    – Pieść mnie teraz palcami – mruknęłe i rozchyliła wargi, bym mógł bez przeszkód wejść dojej pochwy… Wepchnąłem od razu trzy, bo intymny zakamarek ociekal już wilgocią.

    – Zostaw! Nie ruszaj! – Gwiazdeczka wsparła dłonie o ścianę i kołysząc się, nadziewala się na moje palce, sama regulując tempo… Było powolne, więc musiałem być cierpliwy i choć cierpla mi ręka, nie śmiałem przerwać ekstatycznego nastroju mojej pani… Wreszcie jej przyspieszony oddech dał znać, że zaczyna zbliżać się do krawędzi seksualnego akme… Wygięła ciało, wbijając głęboko w siebie moje palcejak dragę w dno rzeki i zaczęła wzlot w feeryczny orgazm. Nieoczekiwanie dla mnie odenivała ręce od ściany i wykonala piruet, uwalniając się od mojej dłoni. Schwyciła mnie za włosy, przyciągnęła do siebie i podając biodra do przodu, wtopiła cipkę w moje usta… Wpakowalem język w zagłębienie między rozwartymi wargami, a Gwiazdeczka osiągnęła szczyt rozkoszy, gwałcąc cipą moje usta…

    Brakowało mi tchu. Język drętwiał. Dławiłem się obfitością kobiecego soku, ale wytrwałem do końca jej orgazmu…

    Chwilę później zaprowadziłem Gwiazdzeczkę do łóżka na antresoli. Ułożyłem ją na posłaniu. Zdjąłem buty i pończochy i przytuliłem usta do jej nagich stóp. Zacząłem obcalowywać palce, lizać je i ssać… Moja fascynacja jej stopami była zdobyczą niedawną, ale nikt do końca nie wie, co w istocie „siedzi mu w głowie”, więc pieściłem stópki mojej pani coraz częściej. Oboje czerpaliśmy zresztą z tego niezwykłe doznania. Ona – będąc obsługiwana, ja – czując wobec niej uniżoność…

    Teraz Gwiazdeczka miała już dosyć moich czułości. Pchnęła mnie na łóżko. Usiadła na moich udach… Owinęła pończochą nasadę mojego członka razem z jądrami. Uwięziony w nylonowej pętli a wzwód stał się teraz bolesny i zdeterminowany.

    Gwiazdeczka zapaliła papiero sa i zaciągnęła się głęboko.

    – Pozwalam ci się onanizować – powiedziała. – No? Na co czekasz?

    Ująłem w rękę sterczącego kutasa i zacząłem się masturbować. Gwiazdeczka sięgnęła do moich jąder i ściskała je rytmicznie, stosownie do ruchów mojej ręki.

    Orgazm rozpoczął się wolno, rozprzestrzeniając rozkosz od dłoni w górę ciała. Wypełnił mi mózg, atakując wszystkie pola przyjemności… Z oszołomionego mózgu uniesienie przeniknęło ponownie do członka i wystrzeliło gejzerem spermy. Gwiazdeczka zacisnęła w dłoni moje jądra, jakby chciała wycisnąć z nich całą intymną zawartość… Poczekała, aż sam skończę masturbacyjny finał i dopiero wtedy wyplątała mnie z pończochy, a potem delikat- nie wytarła nią mój brzuch i uda… Rzuciła pończochę na podłogę i wtuliła się we mnie.

    – Kocham cię, wiesz? – szepnęła.

    – Ja też cię kocham – odszepnąłem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz
  • Zabawa Marka

    – Marek, nie tak mocno.

    – Byłaś niegrzeczną dziewczynką, poniesiesz teraz karę. Zaknebluje ci usta i możemy zaczynać.

    Nie wiem sama dlaczego zgadzam się na tą zabawę. Trochę jestem sama sobie winna. To było jakiś rok temu. Marek zapytał mnie co czytam, odpowiedziałam, że koleżanka pożyczyła mi „Pięćdziesiąt twarzy Greya”.

    Przeczytałam wszystkie trzy tomy tylko dlatego, że moje koleżanki zachwycały się nią. Kiedyś przy kawie powiedziałam im, że to książka o jedzeniu. Ania zapytała skąd ta opinia, odpowiedziałam, że główni bohaterowie tylko rżną, pieprzą i wkładają do buzi. Nie znalazłam zrozumienia wśród swoich towarzyszek i temat szybko się urwał. Zdziwiłam się kiedy po przyjściu z pracy zastałem Marka czytającego tą książkę, był tak zabsorbowany, że nie zauważył jak weszłam do domu. Po dwóch tygodniach skończył całą trylogię i się zaczęło. Ale zacznę od tego, że wcześniej nasze życie erotyczne po dwudziestu latach małżeństwa praktycznie nie istniało. Sporadyczny seks raz na miesiąc, wszystko odbywało się mechanicznie, kładłam się na plecach, rozkładałam nogi a on robił swoje.

    Marek miał czterdzieści siedem lat, był właścicielem hurtowni części samochodowych, ja o pięć lat młodsza byłam nauczycielką wychowania początkowego. Nie mogliśmy mieć dzieci więc moja praca z dziećmi była jak gdyby namiastką macierzyństwa. Mogę śmiało powiedzieć, że byłam i nadal jestem atrakcyjną blondynką o wydatnych piersiach i długich nogach. Marek kiedyś był bardzo przystojny, na początku lat dziewięćdziesiątych miał czarne bmw cabrio. Bujna czupryna, czarna skóra wybijana ćwiekami, jeansy z peweksu, kiedy podjeżdżał pod mój dom z ręką przełożoną przez okno z nonszalancko trzymanym papierosem w ustach wyglądał jak James Dean albo John Travolta z Grease. Po dwudziestu latach niewiele zostało z Travolty a sporo przybyło z Danny DeVito. Wyłysiał, przytył, szczupłe nóżki przy bardzo przy dużym obwisłym brzuchu, no cóż nie prezentował się zbyt atrakcyjnie ale to mój mąż i cały czas go kochałam.

    Przyjechaliśmy kilka godzin temu do naszego domku na Mazurach, był to drewniany domek z bali. Jeszcze w samochodzie musiałam go zapewnić, że dziś zabawimy się w jego zabawę. Był środek lata, na zewnątrz robiło się już szaro, domek stał w lesie nad brzegiem jeziora, najbliższy sąsiad był dwanaście kilometrów od nas, dookoła zalegała cisza, słychać było tylko odgłosy lasu. Jutro przed południem miała przyjechać moja siostra z mężem i mieli zostać na kilka dni, dlatego Marek nalegał żeby ta noc należała do nas, bardziej chyba do niego, ale czego się nie robi dla męża.

    Dawno minął ten czas kiedy odczuwałam radość z seksu. Ptaszek Marka nie był zbyt duży ale nadrabiał to namiętnością i czułością, orgazm miewałam sporadycznie, nie mogę mówić o wspaniałym seksie ale było znośnie, nie byłam wymagająca. Z czasem było co raz gorzej seks sprowadzał się do rutynowych czynności jak mycie zębów tyle, ze nie codziennie a raz czy dwa razy w miesiącu. Sytuacja zmieniła się po tym jak Marek przeczytał Greya, wyglądało jakby złapał drugą młodość. Iskierki w jego oczach, entuzjazm połączony z odrobiną nieśmiałości kiedy pytał mnie pierwszy raz czy możemy tak się zabawić, nie widziałam w nim takich emocji już od bardzo dawna i pomimo moich uprzedzeń zgodziłam się. Marek miał znajomego policjanta, który zorganizował mu dwie pary prawdziwych policyjnych kajdanek. Pamiętam dzień w którym je dostał. Zatrzymał samochód na podjeździe i szedł do domu przyciskając do piersi dwoma rękami papierową torbę tak jak by to był śpiący szczeniak, ulubiony pupil całej rodziny. Rozpakował z namaszczeniem torbę przy kuchennym stole i dziesięć minut wpatrywał się w błyszczący metal, w kącikach ust pojawiła się ślina, oddech z miarowego przyspieszył i stawał się co raz głębszy, przestał mrugać powiekami. Nie wiem gdzie był myślami w tym czasie, nie chciałam się nad tym zastanawiać a tym bardziej tam zaglądać miałam wrażenie, że może mi się to nie spodobać. Gdyby kajdanki były nową kolejką elektryczną a Marek miał dziesięć lat zostawiłabym go samego ze sobą, żeby mógł się nacieszyć się nową zabawką. Nie było tak więc powiedziałam nieco podniesionym tonem – Kolacja na stole! Marek podskoczył do góry jak dzikie zwierze, które wyczuło zbyt późno nadchodzące niebezpieczeństwo. Jedna para kajdanek wypadła mu z drżącej dłoni i z hukiem uderzyła o podłogę. Jego twarz przypominała dwunastolatka przyłapanego przez ojca na oglądaniu czasopisma tylko dla dorosłych, lekko rozmyty nieobecny wzrok, drżące dłonie, cera w kolorze jasny burgund, wszystkie te objawy potwierdziły moje przekonanie żeby nie pytać o czym myślał zgodnie z zasadą „Nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi”.

    Zabawa polegała na tym, że Marek przypinał mnie do łóżka z szeroko rozstawionymi ramionami, chodził dookoła mnie i powtarzał jaka to jestem niegrzeczna jak bardzo zasługuje na takie traktowanie. Nakręcał się tym gadaniem do czasu kiedy był już wystarczająco napalony, wtedy rzucał się na mnie i po trzech minutach tego co w wolnej interpretacji można było nazwać pieprzeniem spuszczał mi się na twarz pomimo mojego sprzeciwu, najbardziej nienawidziłam spermy na twarzy. Oczywiście ja i moje potrzeby w tej zabawie grały drugorzędną rolę a zaryzykuje nawet stwierdzenie, że nie liczyły się wcale, o orgazmie mogłam tylko pomarzyć. Zabawy takie trwały już od kilku miesięcy i Marek zaczął się nudzić. Wpadł na pomysł, że zwiąże mi również nogi i zaknebluje, poddałam się jego woli do tego stopnia po raz pierwszy i właśnie zdecydowałam, że ostatni. Nie mogłam mu tego powiedzieć, mogłam próbować krzyczeć i wyprężać się, podnosić biodra do góry. Jedynie co zyskałam to że Marek poczerwieniał na twarzy zdecydowanie wcześniej niż zwykle, zrobił wielkie oczy i przyglądał się przedstawieniu. Kiedy się zorientowałam, że zupełnie na opak interpretuje moje zachowanie, uspokoiłam się, zdałam sobie sprawę, że nic tym nie zyskam, postanowiłam, że przeżyje jeszcze ten jeden raz i już nigdy więcej się na to nie zgodzę.

    Marek z oczyma jakby chciały wyskoczyć z orbit wybełkotał tylko: – Dziś moja dziewczynka jest niecierpliwa. A mnie zbierało się na wymioty. Jego dziesięciocentymetrowa męskość sterczała w slipkach i była gotowa do działania. Ja pomimo swojego położenia odczuwałam swego rodzaju radość, że jeszcze parę minut i wszystko wróci do normy, wystarczy tylko wytrzymać to przygniatanie cielskiem, sapanie, później będę mogła wziąć prysznic i jak najszybciej zapomnieć.

    Zauważyłam, że drzwi wejściowe są uchylone i przyszło mi do głowy, że tylko ktoś taki jak Marek mógł celowo zostawić uchylone drzwi wejściowe, manifestując tym, że jest panem tego domu i otoczenia, że on tutaj gra pierwsze skrzypce i nikt nie jest mu wstanie zagrozić. W oddali słychać było cichy odgłos piły mechanicznej, ktoś wycinał drzewo w lesie. Po za tym słychać było tylko leśne odgłosy i szum fal z jeziora.

    I wtedy stało się coś dziwnego, Marek zrobił się purpurowy na twarzy, przyłożył obie dłonie do klatki piersiowej i zamarł na chwile w bezruchu. Strach w jego oczach nie wróżył niczego dobrego. Zataczając się szedł w stronę łazienki. – Ser… moj… serce – wybełkotał.

    Chciałam krzyczeć, zapytać co się dzieje ale knebel w ustach spowodował tylko, że przeciągle zajęczałam. Obróciłam się w stronę łazienki na tyle na ile pozwalały mi więzy i zobaczyłam Marka siedzącego na zamkniętym sedesie i nadal trzymającego się za pierś. W pewnym momencie Marek osunął się na podłogę zatrzaskując za sobą drzwi. Wydałam z siebie okrzyk przerażenia i rozpaczy. Ułamek sekundy zajęła mi ocena sytuacji. Mój mąż leży na podłodze w łazience a ja prawie całkowicie rozebrana przykuta i przywiązana do łóżka nie mogę ruszyć. Zamknęłam oczy, to nie może być prawda, to straszny sen. Otworzyłam oczy i nic się nie zmieniło, nie słyszałam, żadnych odgłosów z łazienki, delikatny szmer, stukanie, jakikolwiek dźwięk od strony łazienki przyjęła bym jak ktoś kto dowiaduje się, że właśnie została wylosowana ostatnia jego liczba i można krzyknąć na całe gardło – Bigo! Niestety jedyne odgłosy to te wpadające przez lekko uchylone drzwi wejściowe. Minuty mijały, ręce zaczęły drętwieć z powodu słabego krążenia krwi. W głowie miałam tylko jedną myśl „Marek, co z tobą! Marek!”, O Boże co ja teraz zrobię, gdzieś w zakamarkach umysłu pojawiła się myśl, że Marek może nie żyć, że dostał ataku serca i nikt nie jest mu wstanie pomóc a jedyna osoba która mogłaby tego dokonać została przez niego osobiście zakuta w kajdanki i unieruchomiona. Nogi szeroko rozwarte przywiązane aksamitnym szalem do łóżka, nie miałam na sobie majtek a jedynym moim okryciem była króciutka jedwabna koszulka, która zaczynała się tuż nad moim futerkiem. Ręce ciążyły co raz bardziej, w duchu przepraszałam swoje sumienie, ponieważ mówiąc że to miała być ostatnia taka zabawa nie taki koniec miałam na myśli. Zapadał zmierzch w oknie pojawił się księżyc w pełni, który jeszcze nie swoim największym blaskiem ale dawał już o sobie znać, tak jak by mówił „Jestem tu i zostaną z Tobą przez chwilę”. Postanowiłam podjąć próbę uwolnienia się, podciągnęłam się na rękach i nagle moim ciałem wstrząsnął nieopisany ból, zawyłam jak wilk, w oczach pojawiły mi się biało szare plamy. Ból trwający wydawało mi się w nieskończoność powoli ustępował, to był skurcz mięśnia przedramienia. Krew zaczęła powoli i ociężale krążyć w obolałym mięśniu. Zasnęłam.

    Kiedy się obudziłam księżyc przesunął się już na drugi koniec okna i świecił pełnym blaskiem swojej okrągłej tarczy oświetlając pokój w którym byłam uwięziona.

    Powracająca świadomość przyniosła ze sobą ból i lęk, w domu panowała absolutna cisza, od strony łazienki nie dochodził do mnie żaden szmer. Adrenalina opuściła moje ciało i czułam nadchodzący przypływ paniki, do oczu cisnęły się łzy. Spojrzałam na drzwi wejściowe, wcześniej były lekko uchylone teraz na wpół otwarte, czy to wiatr je otworzył? Nie, bo pogoda była bezwietrzna, w takim razie kto to zrobił? W tym momencie, tuż przy drzwiach coś się poruszyło, to coś było zasłonięte częściowo komodą, zastanawiałam się chwilę czy to nie jest taniec cieni i odbić blasku księżyca. – Marek, czy to Ty? – zapytałam, jednak nawet gdyby to był on nie zrozumiał by pytania przez ten przeklęty knebel, dlaczego pozwoliłam go sobie założyć! Sekundy mijały a ja uspakajałam samą siebie, że to omamy spowodowane zmęczeniem, że to to tylko przywidzenie. Wtedy postać poruszyła się! – O Boże!- krzyknęłam. Jednak z moich zakneblowanych ust wydobył się tylko głuchy skowyt podobny do wycia starego basiora, którego lata młodości dawno przeminęły a mimo to próbuje jeszcze ostatkiem sił pokazać swoje miejsce w stadzie, choć wie, że z góry skazany jest na porażkę. W głowie pojawiały się pytania bez odpowiedzi „kto to jest?”, „jak długo mi się przygląda?”, „czego chce?”. Pomyślałam, że to drwal, którego słychać było w oddali, odruchowo szukałam w jego rękach piły łańcuchowej albo siekiery, nic jednak nie mogłam dostrzec. Zaczęłam się szarpać, musiało to wyglądać komicznie jednak nie potrwało to długo ponieważ złapał mnie potworny skurcz. Ból zajął całą moją świadomość, istniał tylko on i ja. Po chwili ból zelżał a ja opadłam z sił, kiedy odzyskałam je na tyle żeby spojrzeć w stronę gdzie wydawało mi się, że ktoś stoi, okazało się, że on dalej tam tkwi. Nie poruszony, milczący, dostrzegłam, że jego oczy świecą w blasku księżyca, taki sam blask dostrzegłam na jego prawym nadgarstku, albo w miejscu gdzie powinien być nadgarstek, a przynajmniej tam go sobie wyobrażałam, ponieważ cała postać zlewała się w ciemności pokoju i tylko kiedy skupiłam wzrok mogłam dostrzec zarysy postaci. Wpatrywałam się w jego oczy a on patrzył na mnie, zdałam sobie sprawę, że jestem prawie cała naga, przywiązana do łóżka i całkowicie bezbronna nie mogłam nawet krzyczeć. Poczułam przeszywający strach, moje myśli skupiły się na tym, że nie chcę umierać. Minuty mijały a w mojej świadomości zaczęło rodzić uczucie podniecenia. Czytałam gdzieś, że mózg poddany ogromnemu stresowi produkuje substancję przeciwdziałającą uczuciu zagrożenia, taki naturalny narkotyk. Postać poruszyła się, zaczęła zbliżać się do mnie bardzo powoli, ja nie reagowałam, wiedziałam, że gdy zacznę się szarpać poczuję straszny ból. Uczucie strachu zmieniło się w lekkie podniecenie, pomyślałam sobie „Niech się stanie cokolwiek, bylebym miała to już za sobą”. Przygotowana byłam na najgorsze, widziałam już w wyobraźni rzeźnicki nóż uniesiony w górę, który opada a moją klatkę piersiową. Postać zatrzymała się na wprost mnie, tuż przed łóżkiem, to był mężczyzna i nie miał na sobie zupełnie nic. Pochylił się w moją stronę, dłonie ułożył pomiędzy moimi rozwartymi nogami na wysokości kolan i pochylił się jeszcze bardziej tak, ze jego nos i usta znalazły się o kilka centymetrów od mojego futerka i tak zastygł w bezruchu. Chciałam się mu przyjrzeć dokładniej, ale każda z podjętych prób wytężania wzroku spełzła na niczym, tak jakby przybysz owinięty był jakąś aurą tajemnicy, do tej pory nie mogę tego zrozumieć, to tak jakby był tam ktoś był a jednak na pytanie jak wyglądał można o nim powiedzieć tylko że był wysoki, dobrze zbudowany i nic więcej, żadnych szczegółów, które mogłyby go zidentyfikować. Fragment raportu policyjnego brzmiałby pewnie tak „Mężczyzna, wysoki, barczysty, znaków szczególnych brak”. Być może sprawiła to noc i nikła blada poświata księżyca ale mężczyzna miał skórę w kolorze szarym a może to przewidzenie, teraz trudno mi sobie przypomnieć, a właściwie opisanie jego wyglądu wydaje mi się niemożliwe. Mężczyzna zbliżył się do mojej kobiecości z zaczął mnie lizać. Początkowo czułam strach wymieszany z podnieceniem. Marek leżący w łazience odszedł w zapomnienie, został zepchnięty na dalszy plan przez podniecenie, które narastało z każdą sekundą kiedy przybysz językiem delikatnie mnie pieścił. Jego pieszczoty z czasem stawały się bardziej natarczywe, kiedy włożył mi język do środka poczułam nagły przypływ pożądania, przemknęła mi myśl, że Marka ptaszek był krótszy jak język nieznajomego. Penetrował mnie od kilku minut wzbierało we mnie podniecenie i nagle dostałam orgazmu to było jak wybuch supernowej, energia która zbierała się we mnie przez ostatnich kilka lat eksplodowała i łóżko zapadło się, spadałam z ogromna prędkością w dół. Z moich ust wydobył się jęk rozkoszy, który nie miał końca a kiedy uczucie spadania dobiegało końca, znalazłam się na łóżku i zdałam sobie sprawę, że poruszam biodrami na tyle na ile pozwalały mi na to moje węzły. Tak przeżyłam pierwszy orgazm. Mężczyzna teraz przesunął się wyżej oparł się dłońmi na wysokości mojej głowy a swoimi kolanami oparł się na zewnątrz mnie a wysokości bioder. Pochylił się nade mną tak jakby chciał powiedzieć mi coś do ucha jednak nic nie usłyszałam. Poczułam jak jego potężnych rozmiarów penis wchodzi we mnie, na początku odczułam ból ale po chwili była tylko rozkosz. Kątem oka zarejestrowałam błyszczący element, który wcześniej przykuł moją uwagę to była bransoletka z jasnego metalu. Wchodził we mnie miarowo i spokojnie, byłam mokra w środku, więc jego ogromny członek wchodził bez oporu, czułam rozkosz, która po kilku chwilach eksplodowała po raz drugi. Orgazm przeniósł mnie na samo dno nieba. Moje ciało wyprężyło się do granic możliwości, mimowolnie zarejestrowałam, że nie złapał mnie żaden skurcz. Po drugim orgazmie byłam wyczerpana, chciałam odpocząć, zapragnęłam, żeby to już się skończyło. Przybysz nie przerwanie wchodził we mnie z każdą chwilą co raz głębiej, jego ruchy stawały się bardziej natarczywe, napierał na mnie z większą siłą. Chciałam krzyczeć jednak z zakneblowanych ust wydobył się tylko przytłumiony jęk. Ból, zmęczenie, rozkosz, strach, pożądanie te wszystkie uczucia kłębiły się we mnie z ogromną mocą. Miałam już dość a jednocześnie prosiłam, żeby trwało to dłużej, bałam się do granic świadomości ale pożądanie było silniejsze. Twarz przybysza lśniła w blasku księżyca tysiącem promieni i blasków, pomimo tego, że nie mogłam dostrzec jej rysów wiedziałam, że jest piękna.

    Obcy wyraźnie przyspieszył, wychodził we nie bardzo głęboko, zaczęłam jęczeć z bólu i rozkoszy. Ciało mężczyzny naprężyło się, jego biodra naparły na mnie z taką siłą, że rozkosz opanowała moje ciało ze zdwojoną mocą, czułam jak jego nasienie wypełnia całe moje wnętrze. Świat wokół mnie skurczył się do pojedynczego punktu, po czym wybuchł jak podczas stworzenia wszechświata, teraz byłam jego częścią, unosiłam się w próżni, grawitacja nie istniała, nie istniał czas i miejsce byłam tylko ja i rozkosz. Powrót do domku nad jeziorem trwał całą wieczność, zasnęłam.

    Rano obudziła mnie moja siostra, było mi strasznie wstyd ale byłam jej bardzo wdzięczna za uwolnienie mnie. Lekarz stwierdził, że Marek zmarł na atak serca, co nie było zaskoczeniem, leczył się już od jakiegoś czasu na serce. Wydarzenia tej nocy zostawiłam tylko dla siebie. Nie miałam złudzeń, że ktokolwiek uwierzy mi w to co się wydarzyło.

    Od tamtej nocy minęły już cztery lata, przeczytałam wiele książek na temat halucynacji, wizji pod wpływem panicznego strachu, przeczytałam nawet książki poświęcone okultyzmowi i wierzeniom dawnych kultur. Każdego lata od tamtej pory przyjeżdżam sama do domku nad jeziorem i spędzam tam kilka tygodni. W każdą noc zostawiam uchylone drzwi i nie czuję lęku, chcę żeby do mnie przyszedł. I pomimo tego, że wydarzenia tamtej nocy już lekko zatarły się i mogłyby wydawać się czystym urojeniem, pragnę ponownie tego spotkania. Nie wiem kto to był ale pragnę go bardzo mocno ujrzeć ponownie. Tak jak teraz, kiedy leżę naga na tym samym łóżku z uchylonymi drzwiami wejściowymi ściskając w dłoni bransoletkę z jasnego metalu…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Adamsky

    blank

  • Narzeczony

    Usłyszałam tylko jak wszedł do mieszkania. 

    Tego dnia wcześniej wrócił z pracy. Ja miałam wolne, dlatego cały dzień przeleżałam w łóżku jedząc czipsy i oglądając TV. Słyszałam jak szybko zdejmuje buty, rzuca teczkę na szafkę. Nagle pojawił się w moim pokoju. Miał juz prawie rozpiętą koszulę. Czułam, że jest napalony. Patrząc na niego przeszedł mnie dreszcz. Po chwili był już przy mnie. Nawet się nie odezwał. Szybkim ruchem ściągnął mój szlafrok, a ja byłam naga. Zaczął mnie całować, pieścić. Położył mnie na plecach, a sam zaczął się rozbierać. Sekundę później leżał już na mnie całując mnie w usta. Nie byłam przygotowana na taki przebieg zdarzeń ale czując jego pożądanie sama byłam już rozpalona, chciałam więcej. Błądziłam dłońmi po jego gorącym ciele, dotykając umięśnionych pleców i pośladków, których żaden facet by się nie powstydził. 

    Czułam na sobie, że jego penis twardnieje. Byłam już mokra. Nagle przestał mnie całować, spojrzał tylko głęboko w oczy i jednym ruchem wszedł we mnie. Krzyknęłam. Najpierw powoli, lekko okrężnymi ruchami posuwał się raz w przód, raz w tył. Później już tylko czułam jego ocierające się o mnie mokre ciało i jego penis, który jak szalony penetrował moją cipkę. Krzyczałam jak opętana, było mi strasznie dobrze. Jemu chyba też bo co chwilę stękał. W końcu zmieniliśmy pozycję. Teraz brał mnie od tyłu. Jego jądra drażniły moją łechtaczkę. Wiłam się z rozkoszy. Po jakimś czasie rzucił mnie znowu na plecy i zaplątał moje nogi na swoim karku. Teraz już wolniej wchodził we mnie cały czas patrząc mi w oczy. Nic się nie odzywał ale widziałam w jego oczach, że powoli będzie dochodził. Nagle przyspieszył i po kilku minutach wyszedł ze mnie i spuścił się na mój brzuch. 

    Wstał i poszedł do łazienki. Nic nie powiedział. Leżałam jeszcze jak w transie, nie miałam na nic sił. Po kilku minutach wyszedł wykąpany, podszedł do łóżka, nachylił się nade mną i szepnął tylko, że dziękuje i było wspaniale. Dał mi buziaka i poszedł do kuchni. Ja poleżałam jeszcze tylko chwilę i sama poszłam się wykąpać. Stałam pod prysznicem chyba pół godziny, myśląc o tym zajściu. Mario jeszcze nigdy się tak nie zachował. W głębi duszy podobało mi się to, że jest takim lwem.

    Gdy wyszłam z łazienki Mariusz był już ubrany i czekał na mnie z obiadem. To było miłe. Podczas jedzenia opowiadał mi co się wydarzyło w pracy- czyli jak co dzień. Spoglądając na mnie uśmiechał się wdzięcznie. Ja również się uśmiechałam przypominając sobie jego głęboki, szalony wzrok podczas gdy wchodził we mnie godzinę wcześniej. 

    To był najbardziej dziki sex w moim życiu. Czekam na powtórkę.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    caro slowik

    my