Category: Uncategorized

  • Romantycznie 1

    Potrzebowałam go. Jak każdy człowiek potrzebuje powietrza tak ja potrzebowałam jego i wszystkiego co z nim związane. Jego spojrzenie, dotyk rąk, ust… Wszystko to było spełnieniem moich marzeń. Tak długo na niego czekałam, a teraz, gdy wreszcie tu był, nie wiedziałam co zrobić by był zadowolony.

    W jego mieszkaniu było chłodno, ale czekając na to co zaraz miało się wydarzyć nie miałam czasu się tym przejmować.

    Wreszcie wykonał pierwszy ruch. Złapał mnie za rękę, delikatnie przyciągnął i spojrzał na mnie swoimi cudownymi, tajemniczymi oczami w kolorze głębokiej zieleni. A potem? Potem mnie pocałował tak jak jeszcze nikt nigdy mnie nie całował. Najpierw delikatnie musnął moje wargi swoimi próbując sprawdzić czy faktycznie tego chcę (aż dziwne, że taki mężczyzna mógłby się w ogóle nad czymś takim zastanawiać po tym jak kobieta z własnej woli poszła z nim do jego mieszkania), ale już po chwili iskierka jaką wzbudził ten delikatny pocałunek zmieniła się w prawdziwy pożar. W pewnym momencie podniósł mnie i zaczął kierować się do sypialni. Na miejscu posadził mnie na komodzie i znowu mogłam się przekonać jak wspaniale całuje. Jego usta znalazły się na moich, a już po chwili nasze języki splotły się w zmysłowym tańcu. Jego ręce trzymały mnie jakby się bał, że zaraz zniknę. Ale moment później poczułam jak zaczyna rozpinać guziczki mojej bluzki. Chciał mnie dotknąć, poczuć miękkość mojej skóry, a ja chciałam by mnie dotykał. Chciałam też wreszcie dotknąć jego, wiec zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Już po chwili ja mogłam się cieszyć możliwością wodzenia palcami po jego umięśnionym i mocnym brzuchu, a on wreszcie miał dostęp do moich piersi. Zaczął więc je pieścić przez biustonosz, a ja poczułam kilka rzeczy: moje kolana zmiękły, sutki stwardniały, a ja zaczynałam być mokra. Po chwili mój stanik wylądował na ziemi, a jego usta na moim sutku. Odchyliłam głowę do tyłu i rozkoszowałam się tym doznaniem. Jego prawa ręka powędrowała w dół. Tego dnia zamiast rajstop miałam na sobie pończochy, więc pod palcami poczuł tylko koronkę moich majtek. Przejechał palcem po moim wrażliwym miejscu i mimo materiału, który je zakrywał był już pewien, że to jest to czego chcę. Podniósł oczy i spojrzał mi prosto w twarz, a na jego ustach, które chwilowo oderwały się od moich piersi, pojawił się ten piękny, lekko wredny uśmiech. Potem wrócił do pieszczenia moich piersi, a palec wskazujący jego prawej ręki pocierał moją łechtaczkę przez materiał. Bardzo mokry materiał. Kiedy zdjął ze mnie majtki i wreszcie bezpośrednia dotknął mnie palcami z moich ust wyrwał się cichy jęk. Rozszerzyłam nogi dając mu lepszy dostęp i cicho pojękując pozwoliłam mu całować się po szyi. Byłam gotowa, ale on nie zamierzał niczego przyspieszać, delikatnie wsadził we mnie palec co zaowocowało głośnym jękiem. Był z siebie dumny i wiedział, że ta noc dopiero się rozpoczęła…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Walc

    Mine

  • Trans Randka z Czatu

    Mam 25 lat, damskie ciuszki kręciły mnie od dzieciństwa. Odkąd pamiętam, lubiłem zakładać rajstopy mamy, szpilki, używać jej szminki itp. Kiedy zacząłem dorastać odkryłem swoją biseksualność. Choć dziewczyn mi nie brakowało, kręciły mnie filmy porno z trans/shemale. Czasami zdarzało mi się przymierzać zostawione u mnie pończochy i majtki.

    Z czasem zacząłem być jednak odważniejszy, i pomimo poważnego związku hetero zacząłem czatować w poszukiwaniu partnera. W sieci nie brakuje napalonych facetów gotowych się spotkać od zaraz. Kilku z nim zrobiłem laskę, jednego nawet dosiadłem na tylnej kanapie w aucie. Z przykrością stwierdziłem wtedy, że to nie dla mnie.

    Po kilku latach związku hetero, znowu zacząłem odczuwać potrzebę oddania się facetowi.
    Chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć o moim najlepszym seksie z facetem. Tak wspaniałym, że boję się z kimś innym spotkać żeby nie popsuć ostatnich wrażeń.

    Tomek, bo tak miał na imię chłopak poznany na czacie miał 31 lat, był wysoki ponad 195cm i solidnej wagi około 110kg. Bardzo mi się to podobało, był większy od moich 175cm wzrostu i 65kg wagi.

    Rozmawialiśmy kilka dni przed spotkaniem, jego zainteresowanie osobami tras było średnie. Mimo tego zaprosiłem go do siebie.
    Moja dziewczyna wyjechała, więc miałem do wyboru mnóstwo ciuszków i kosmetyków. Zacząłem od najgorszego, czyli lewatywy. Później kąpiel i wreszcie charakteryzacja.
    Makijaż zrobiłem bardzo mocny, oczy ciemne, usta krwisto czerwone. Wyregulowałem odrobinę brwi i całość wyszła bardzo ładnie. Jak wisienka na torcie, czarna peruka do ramion, klipsy i naszyjnik. Paznokcie również w kolorze czerwieni, a na ręce bransoletki.
    Ubieranie zacząłem od wciśnięcia się w czarny gorset, czarne stringi i pończochy. Z szafy wybrałem lekką brązową sukienkę do połowy ud, zakrywającą dobrze ramiona. Po założeniu, przepiąłem się jeszcze paskiem z dużą , złotą klamrą pasującą do reszty biżuterii.
    W Internecie oprócz peruki, zamówiłem też czarne szpileczki na 10cm obcasie. Po ich założeniu, wyglądałem jak niezła laska.

    Trochę dłużyło mi się oczekiwanie na Tomka, w nerwach cały czas poprawiałem make up. W końcu zapukał do drzwi. Wszedł do mieszkania ogromny facet, delikatnie miśkowaty, bardzo mi się spodobał. Usiedliśmy na fotelach, otworzyliśmy piwo. Po kilkunastu minutach, Tomek położył mi rękę na udzie i zaczął nią delikatnie masować.
    Chcąc pokazać swoją gotowość, położyłem się w zgrabnej, kobiecej figurze na łóżku. Tomek nie zwlekał i usiadł na nim koło mnie, dotykając mnie przez czarne pończochy. Zaskoczył mnie pochylając się nagle i całując mnie w usta. Spodobało mi się i zaczęliśmy się namiętnie całować. Jego ręce zaczęły szybko przemieszczać się po całym moim ciele. Objąłem jego szyję ramionami prosząc by położył się pomiędzy moimi nogami. Szybko to wykonał i teraz całowaliśmy się jeszcze mocniej, a ja obejmowałem go ramionami i nogami. Jego też to kręciło, za każdym razem jak przyciągałem go do siebie i przyciskałem dupką do jego krocza, całował mnie coraz szybciej, po szyi, uszach. Strasznie mnie to podniecało, moja fantazja żeby oddać się dominującemu aktywnemu bykowi zmierzała do spełnienia.
    Zdjął mi stringi i zaczął macać moje pośladki, dotykać dziurki.
    Zdjąłem mu koszule, kazałem rozebrać się z reszty. Pragnąłem poczuć dotyk jego ciała. Czułem jak penis mu twardnieje i ociera się o moją pupę. Szeptał mi do ucha, że jestem jego suczką i że żadna transka tak go nie kręciła.
     Po chwili położył się obok i dotykał moich nóg, bardzo podniecał mnie jego dotyk, szczególnie na udach i kiedy jeździł językiem po całych nóżkach.
    Zapragnąłem wziąć jego kutasa do buzi i odwdzięczyć się za wszystkie przyjemności. Przeszliśmy do pozycji 69, ja oczywiście na górze. Ogolony fiut i jajka bardzo mnie ucieszyły, od razu złapałem go w garść i wsadziłem sobie do ust 17cm jego sztywnego penisa. Tomek jęczał gdy obciągałem, mogłem więc sobie pozwolić na sprawdzenie co najbardziej lubi. Robiłem mu loda na sposoby ze wszystkich filmów, pewnie sam wymyśliłem dodatkowe trzy. Lizałem, połykałem w całości, masowałem dłonią i lizałem główkę. Czułem, że bardzo mu się podoba. Nie pozostał dłużny, cały czas mnie rozluźniał i wkładał mi w tyłek palce w żelu. Nie było to przyjemne, przypominało zatwardzenie ale i tak podniecało i nakręcało.
    Po kilkunastu minutach takiej zabawy, założyłem mu gumkę i zmieniliśmy pozycję. Znowu leżałem na plecach, a Tomek celował w moją dziurkę. Poczułem ból i skurcze lecz on nie przestawał. Zatrzymał się na chwilę kiedy wszedł już cały, po czym powoli zaczął bzykać. Ból ustąpił, zaczęło być przyjemnie. Co chwilę mnie całował i dotykał. Widok napalonego ogiera dymającego mnie w seksownym damskim stroju był niesamowity. Czułem się jak w ekstazie, było cudownie. Po chwili poczułem, że zaczynam się spuszczać bez dotykania mojej pałki. Za chwilę poczułem też niesamowity orgazm, zacząłem ściskać mięśniami odbytu jego kutasa.
    Tomek uśmiechnął się na ten widok, przestał mnie bzykać i położył się obok. Przywarłem ponownie do jego laski leżąc brzuchem na jego brzuchu, i obciągając jak w amoku. Połykałem tak głęboko, że brałem do buzi połowę jego jąder. Potem objąłem go dłonią i brałem do ust tyle ile się da. Robiłem to bardzo szybko i Tomek jęknął, że się spuści. Nie Przestawałem, obciągałem rytmicznie i mocno. W końcu zaczął zalewać mi usta i prężyć z podniecenia. Przez chwilę jeszcze zbierałem wszystko co wypływało, potem niestety wyplułem na chusteczkę.
    Leżeliśmy jeszcze przez chwilę łapiąc oddech i pijąc wodę.
    Niestety Tomek nie mógł zostać i po chwili poszedł.

    Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, nawet z kobietami nigdy nie czułem się taki szczęśliwy i zadowolony. Najlepszy seks ever.
    Szkoda tylko, że Tomek już się nie odezwał… 🙂

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Trans Wawa

    Historia życia w jednym artykule.

  • Pierwsza Milosc

    Weronika bała się swojego pierwszego dnia w nowej szkole…

    Kiedy ten dzień nastąpił był zmuszona jak zawsze iść z uśmiechem pełna nadzieji do szkoły .Okazało się , że nie jest aż tak źle . Szkoła spora ludzie też całkiem spoko wiedziała , że da rade ! . Kolejny dzień luźne lekcje rozpoznanie terenu nauczycieli . Weronika trafiła do klasy 1a dosyć żywi i szaleni ludzie . Nigdy się nie nudzili !

     

     

    Pani poprosiła Ją aby poszła do pokoju po dziennik . Lekcje mieli w 10 na piętrze a pokój nauczycielski mieścił się jakby w podziemiach . Schodząc ze schodów wpadła na NIEGO . Wysoki postawny blondyn w okularach fajnie ubrany , i nawet się uśmiechnął. Od razu poczułam , że to będzie głębszy temat . No ale okey . Dziennik dziennikiem … Minęło parę dni w końcu blondyn zaprosił ją na Fb . Okazałe się , że ma na imie Tomek ! Pomyślała IDEAŁ .Nie wiedziała jak trudne momenty ją czekają .

     

     

    Tomek chodził do 3 klasy . Miał 16 lat to bardziej jej imponowało …Zaczeły się zaczepki na Fb trwało to dosyć długo 🙂 Pewnego wieczoru to było już jakoś w grudniu . Weronika zebrała sie na odwage i pierwsza napisała “Hey 🙂 ” . W telewizji leciał tytanik co było ich głównym tematem rozmowy . Tomek był troszke zdziwiony tym , że Weronika odważyła się napisać . Ten facebookowy romans trwał prawie przez rok . Oboje byli nieśmiali i trudno było im zagadać w szkole .

     

    Weronika pełna honoru i pewności siebie postanowiła zerwać ten kontakt …Ponieważ okazało się. , że Tomek bajerował też inną no ale cóż. …Takie życie ! Nie spodziewała się jednak tego co czuła była w nim zakochana …Tak silne uczucie zdarzyło jej sie pierwszy raz !

     

    Przyszedł czas na wakacje:D Wtedy Weronika poznała Hubert na jej nieszczęście.. On był rok młodszy trochę odbiegał od normy 😉 I był kuzynem jej przyjaciela . Szczeniak zakochał sie mówił otwarcie o uczuciach :)Weeronika olewając go miała też. Nadzieję, że zapomni o Tomku . Wakacje pełne emocji wspomnień minęły . Przyszedł wrzesień nowy rok szkolny trzeba było się ogarnąć!

     

     

     

    Apel rozpoczynający Ona nie wierzy oczom … Kurde on nie zdał. Przypomniała sobie , że obiacela sobie koniec Tomka.Marlena najbliższa przyjaciółka wiedziała o wszystkim. Dla Weroniki z nowym rokiem szkolnym . Zaczął się bardzo trudny sercowy okres …

     

    Kochała go bardzo. Chciała mu powiedzieć… No ale on jego znajomi :/ .Nie nie nie ! Bolało ją to bardzo . Nie radziła sobie z tym . W szkole uśmiech na korytarzu otarcie się o jego rękę to już było coś . Często leżąc w łóżku myślała sobie historię z nim 🙂 Miała jego zdjęcie z Ig na tapecie była silna .. Do czasu kiedy zaczeła sobie uświadamiać , że żadna z historii nigdy sie nie spełnię . Często płakała wieczorami patrząc na jego zdjęcie . Marlena starała się pocieszać ale już też nie wiedziała jak . Koniec roku odejście 3klas Weronika świadoma straty ukochanego była załamana coraz bardziej… Chodziła nie wyspana nie mogła myśleć …wiedziała , że to przejdzie…kiedyś!!

     

     

     

    Któregoś pięknego letniego wieczoru jak Weronika była na spacerze spotkała Tomka NIGDY się tego nie spodziewała . Zaczął z nią rozmawiać…poszli na spacer zrobiło się chłodno i zaczeło kropić .Zaprosiła go do siebie dom był pusty rodzice u siostry . !Tomek w pewnym momencie powiedział jej wszystko, że wie co ona czuje on ma to samo . Też zdarzyło mu się płakać. Po czym wstał podszedł do roztrzepanej Weroniki .Pocałowała delikatnie czekając na reakcje . Zbliżyła sie zamknęła ooczy i zaczeła go czule całować. On powoli pilnując czy nie będzie sprzeciwu zaczął odpinać jej jeansowe szorty . Całował ją po ciele schodząc w dół.Kiedy dotarł do jej kobiecości zaczął działać czule językiem ona leżąc na kanapie jęczała nie kontrolowanie . Kiedy spowrotem zobaczyła jego twarz wzięła sprawy w swoje ręce zdjęła z niego szybkim ruchem spodnie i bokserki . Wzięła w ręce jego penisa i włożyła do buzi macała go ręcami działała językiem i głową. Czując jak twardnieje wyjęła go z buzi .Tomek jako chłopak wiedział co ma robić wziął Weronikę na rękę położył na łóżko i delikatnie zaczął zbliżać penisa do jej kobiecości , Była cała mokra i podniecona . Wkładając w lekkim szoku powiedział do niej ” Cieszę się. , że to właśnie ja jestem pierwszy . Po czym wkładał szybciej i głębiej i głębiej …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lena Zabłocka
  • Romantycznie 2

    Bawił się mną, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. W tym momencie byłam całkowicie zależna od niego i od tego co zechce ze mną zrobić. Jego palec, który chwilę wcześniej we mnie włożył, wciąż nie zaczął się poruszać, a ja zaczynałam się niecierpliwić. Nie wystarczyły mi same pocałunki i pieszczoty, chciałam, a raczej potrzebowałam więcej. Nie pozostało mi nic innego jak prosić go by przestał się mną bawić. Cicho się zaśmiał, ale posłuchał. Jego palec powoli zaczął się poruszać. Do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, a potem znowu do przodu i do tyłu. Nadal się mną bawił, chciał doprowadzić mnie do szaleństw jeszcze zanim zacznie się ‘danie główne’. Na szczęście wreszcie przestał mnie dręczyć i zaczął przyspieszać, jego palec wchodził we mnie, a wszystkie ruchy były dokładne i pełne wyczucia. Nie da się zaprzeczyć, że mój kochanek (bo wreszcie poczułam, że mogę go tak nazywać) wiedział co robi. Moje jęki stawały się coraz głośniejsze, a on nagle przestał. Gdy spojrzałam na niego pytającymi oczami, on ponownie się uśmiechnął i w tym samym czasie włożył do mojej waginy dwa palce i od razu zaczął nimi rytmicznie poruszać. O tak, zdecydowanie wiedział co robi. Byłam już bardzo mokra i więcej niż gotowa, więc wreszcie podniósł mnie i zaniósł na łóżko. Już po chwili mogłam znowu poczuć dwa palce w moim wnętrzu, ale on ku mojemu zdziwieniu nie zaczął znowu mnie całować, a przynajmniej nie w usta, ani nawet nie w ich okolice. Jego usta znalazły się TAM. Na mojej najbardziej wrażliwej części ciała. Najpierw kilka razy polizał łechtaczkę, a potem zaczął ją lekko ssać. Jego palce nadal się poruszały, a połączenie ich z jego ustami sprawiło, że byłam blisko, niebezpiecznie blisko. Gdy między jękami zaczęłam mu mówić, że już prawie dochodzę, zrobił to samo co zwykle- uśmiechnął się, ale po chwili powiedział, żebym cieszyła się doznaniami i nie liczyła orgazmów, bo zamierza sprawić, że nie będę w stanie tego robić. Jakby na potwierdzenie tych słów zaczął szybciej poruszać palcami i mocniej ssać, a już po chwili wygięłam się w łuk i doszłam. Doprowadził mnie do orgazmu, a sam nawet nie zdążył się do końca rozebrać! Czemu wcześniej żaden facet z moich facetów tego nie potrafił? Gdy zadowolony spojrzał na mnie od razu odgadł, że o czymś myślę i to o czymś innym niż to co się dzieje, więc znowu zaczął mnie całować. Poczułam, że to najwyższa pora, bym ja zrobiła coś dla niego. Zaczęłam więc odpinać jego spodnie. Od razu poczułam dowód na to, że nie tylko mi podoba się ta sytuacja. Po chwili zarówno jego spodnie jaki i bokserki znalazły się na ziemi. Sprawiłam, że usiadł na brzegu łóżka, a sama przyklękłam przed nim na podłodze. Byłam zachwycona jego penisem, był długi i gruby, a sama myśl, że już niedługo znajdzie się we mnie sprawiała, że wilgoć z mojej kobiecości zaczynała spływać po moich udach. Wzięłam go do ręki i powoli zaczęłam nią poruszać, chwilę później czubek mojego języka zetknął się z czubkiem jego przyrodzenia. Pierwszy raz robiłam loda, ale on zdecydowanie zasługiwał na każdy mój ‘pierwszy raz’, na który miałam się w przyszłości odważyć. Poruszając ręką zaczęłam równocześnie robić kółeczka językiem wokół szczytu jego penisa. Jego oddech zaczął przyspieszać. By przyspieszyć go jeszcze bardziej wzięłam jego członek do ust najgłębiej jak mogłam i zaczęłam drugą ręką pieścić jego jądra. Ruch moich ust i rąk zdecydowanie przypadł mu do gustu. Choć nie miałam dużego doświadczenia w robieniu loda, kiedyś wyczytałam, że pieszczenie jąder sprawi, że mój facet oszaleje z rozkoszy. Zaczęłam więc lekko pieścić je ustami, liżąc i ssąc doprowadzałam go do szaleństwa, a kiedy powiedział mi, zaraz dojdzie wzięłam jego członek do ust i nie przestając nimi poruszać doprowadziłam go do ekstazy. Jego oddech stał się urywany, na czole pojawiło się kilka kropelek potu, a z jego członka wystrzeliła sperma. Prosto do mojego gardła. Połknęłam ją co wprawiło go zdumienie, a jednocześnie dało mu niesamowitą satysfakcję. Wreszcie oboje stwierdziliśmy, że pora skończyć z gierkami i zacząć prawdziwą zabawę…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Walc

    m

  • Formula

    Stałam przy kasie numer siedem w markecie, czekając aż jeden z klientów skończy wylewać na Bogu ducha winną kasjerkę wszystkie swoje frustracje, nagromadzone najwidoczniej w ciągu całego tygodnia.

    Jest piątkowy wieczór, więc w facecie nazbierało się najwyraźniej dużo złości i teraz znalazł ujście, by komuś ją przekazać. W domu nie może, toteż wybrał najłatwiejszy cel, kobietę, która mu nie odda. Żona uodporniła się na niego, lub jest przyczyną całego zajścia. Wkurzyła go, więc on wyżyje się na innej babie. Jakiej? Bezbronnej, zobowiązanej umową do przyjmowania „razów” od idiotów.

    – Panie! – Wkurzył się wreszcie ktoś z kolejki. – Daj pan spokój! Co ta kasjerka jest winna, że się cena nie zgadza z tą na półce?!
    – A co? – obruszył się pieniacz. – Adwokat? W końcu ona tu pracuje!

    Faktycznie… Pracuje tu, to dla czego nie wykorzystać jej jako pisuaru dla własnego bólu egzystencjalnego?!
    No to sru! Spuści jej się na ryj całym kwasem, który mu ciąży.
    Dla czego? Dla tego, że nic mu za to nie grozi.
    W końcu to często stosowany zamiennik psychologa tyle, że w cenie zakupów.

    – Idź pan do kierownika – odważył się kolejny osobnik z kolejki. – Ten zarabia więcej.

    Kolejka zamruczała w poparciu. Pieniacz się uciszył i grzecznie, acz z lekką furią wciskał zakupy do toreb, zaciskając zbielałe usta w wąską linię.
    Wrzucał pełne reklamówki do wózka, nie bacząc na ich zawartość. Ze złośliwością stwierdziłam, że w jednej z nich były jajka. I dobrze, zapaskudzi sobie samochód.
    Taka karma…

    Szłam do samochodu planując weekend.
    Wezmę Pućkę, moją kundelkę w wydaniu mini i pojadę jutro do rodziców.
    Soboty od zawsze były wspólnym czasem. Jutro będziemy robiły z mamą marynowane papryki.
    Cały dzień spędzony na myciu warzyw i słoików, wyparzaniu ich, później dosmaczanie zalewy i odmierzanie przypraw, łzy przy krojeniu cebuli i… pogaduchy.
    Dzięki tym sobotom byłam coraz lepszą kucharką i mogłam opisać biografie wszystkich członków rodziny trzy pokolenia wstecz. Anegdoty śmieszne i pikantne, smutne i romantyczne, tragedie i wielkie chwile.
    Kochałam te weekendy. Wieczór przy winie i ogniu kominka, leniwa psina przy nogach i tata zasmradzający atmosferę fajką z tytoniem o zapachu końskiego łajna.
    Taka słodycz zwyczajności i stały element tygodnia, bez którego nie wyobrażałam sobie życia.
    Znów pośpię w niedzielę do południa, znów dostanę śniadanie do łóżka i wrócę wieczorem do siebie jak po najbardziej ekskluzywnym SPA.

    Czasami zastanawiałam się, jakby to było mieć mężczyznę, dzielić z nim czas, zabierać go do rodziców i z nim pić wino ze zdekompletowanych kieliszków, pamiętających jeszcze usta moich dziadków.
    Nikt sensowny się dotąd nie znalazł, a moi rodzice taktownie przemilczali temat. I dobrze.
    W końcu dwadzieścia pięć lat to nie deadline, mam jeszcze czas…
    Gdybym wiedziała, w jak złym czasie te myśli zagięły bieg mojej czasoprzestrzeni…

    O, jaki ładny człowiek, pomyślałam, mijając mężczyznę, na którego wcześniej zwróciłam uwagę w kolejce. Stał za mną i pachniał upojnie. Teraz przy popielniczce z odpalonym papierosem, spojrzał spod byka, przez co zrobiło mi się gorąco. Zacisnęłam dłonie na uchwycie wózka i pchnęłam go, by jak najszybciej umknąć z zasięgu jego wzroku. Idiotka ze mnie! Nie, dzikuska. Od tak dawna byłam bez faceta, że zdziczałam…
    Ze złością otworzyłam bagażnik i zaczęłam upychać w nim siatki.
    Nie będę się użalać nad sobą!
    Spieprzaj melancholio, jutro robię papryki!

    Wsiadłam za kierownicę i odpaliłam auto, wrzuciłam wsteczny i… krzyknęłam przerażona, gdy drzwi od strony pasażera otworzyły się, a do auta wsiadł człowiek.

    – Jedź – nakazał. – Nie hamuj!
    – Co pan? – Przeraziłam się nie na żarty.
    – Jedź mówię! – warknął, celując we mnie pistoletem.

    Zamarłam.
    W głowie przemykały mi wszystkie informacje o porwaniach, technikach samoobrony i wizje z seriali detektywistycznych, odbijając się od siebie jak pijane kury. Nic jasnego i konstruktywnego, tylko chaos i panika. Pierwszy raz widziałam broń na żywo.
    Siedziałam w bezruchu z rozdziawioną buzią i oczami jak pięciozłotówki. Nie potrafiłam się ruszyć.
    To ten facet z kolejki i z parkingu.
    Szczęk broni skutecznie wyrwał mnie z odrętwienia.

    – Jedź mówiłem – warknął przez zaciśnięte zęby.

    Było to na tyle groźne, że odblokowało mnie.
    Cofnęłam zbyt gwałtownie i prawie wjechałam w auto, które właśnie mnie mijało. Klakson znów włączył paniczną reakcję. Zahamowałam, silnik zgasł.

    – Uspokój się. – Mężczyzna zacisnął dłoń na mojej, wgniatając mi palce w kierownicę. – Spokojnie i posłusznie równa się bezpiecznie…
    Powoli, jak na egzaminie prawa jazdy cofnęłam i włączyłam się do ruchu na parkingu, a następnie z niego wyjechałam.
    – Co teraz? – Mój głos brzmiał piskliwie i drżąco.
    – Jedź w kierunku autostrady – odpowiedział zwięźle.

    Pojechałam więc, walcząc z chęcią zadania pytania o mój przyszły los. Bałam się odpowiedzi. Szukałam w głowie sposobu na ratunek. Zadzwonić nie zdążę, wyskoczyć z jadącego auta nie zdołam. Zabiję się, albo on mnie zabije, albo nas zabiję, lub zostanę kaleką. Ubłagać?…

    – Bardzo pana proszę… – zaczęłam.
    – Zamknij się! – Przerwał mi gwałtownie. – Jedź.

    I jechałam, zostawiając za sobą kilometry i bezpieczne życie. Mieszkanie z Pućką, papryki u rodziców… Umrę?
    Psychika znalazła ujście dla emocji w postaci gorących łez, które bez mojej wiedzy zaczęły wyciskać się z oczu rozmazując makijaż i kreśląc mokre ślady na policzkach. Wcale nie żegnałam się z życiem, zamierzałam wykorzystać każdą nadarzającą się sytuację i się uratować. To była zwykła reakcja organizmu na strach. Przy kontrolach policyjnych też zawsze płakałam bez udziału świadomości, dzięki czemu zawsze unikałam jakiejkolwiek kary ze strony służb mundurowych, które były zazwyczaj zaszokowane moją reakcją i puszczały mnie wolno, by pozbyć się psychicznie rozstrojonego babska, bądź nie wiedząc co z takim zjawiskiem zrobić.

    – Zjedź na stację. – Znów krótka komenda.

    Zjechałam, rozglądając się za najlepszym do ucieczki miejscem.

    – Tutaj. – Chwycił kierownicę lewą ręką i pokierował w najciemniejszą część parkingu, zasłoniętą uśpionymi o tej porze TIR-ami.

    Zaparkowaliśmy tak wespół. Zgasił silnik i wyciągnął ze stacyjki kluczyki.

    – Posłuchaj mnie uważnie. – Nie zabił mnie i mówił do mnie spokojnym głosem. – Uspokój się, nie skrzywdzę cię. Potrzebuję twojej pomocy i ty mi jej udzielisz. Nie masz wyboru.

    Zabrzmiało groźnie, ale dawało nadzieję.

    – Potrzebuję kobiety kierowcy i zmiennika za kierownicą – mówił dalej spokojnym głosem. – Zawieziesz mnie w kilka miejsc, a później będziesz wolna i o wszystkim zapomnisz.
    – Dobre sobie, zapomnę o uprowadzeniu i o broni w rękach takiego przystojniaka – pisnęłam znowu. – Chyba ocipiałeś.

    Nim wybrzmiał dźwięk z ostatnich wypowiedzianych przeze mnie słów, dotarł do mnie ich bezczelny sens i okoliczności ich zaistnienia. Włosy zjeżyły mi się na przedramionach i na karku. Czekałam na karę, a tymczasem usłyszałam śmiech.
    Zaczął się śmiać, uderzając bronią w prawe kolano.
    Nie wiedziałam co czuć, jak się zachować. Naturalną reakcją był uśmiech, którego nie potrafiłam powstrzymać, ale towarzyszył mu strach i płytki, urywany przerażeniem oddech.

    – No dobrze. – Uśmiech w jego głosie uspokoił mnie nieco. – Zamienimy się miejscami i jedziemy dalej. Zajmij moje miejsce. – Odchylił oparcie siedzenia pasażera do maksimum i przeszedł na tylną kanapę. – No już!

    Zdrętwiała od strachu przeszłam nieporadnie na miejsce pasażera, przyglądając się równocześnie, jak on zwinnie wśliznął się za kierownicę.

    – Usiądź prosto. – Nacisnął blokadę mojego oparcia, które z impetem walnęło mnie w plecy. – Pierś do przodu, będzie dobrze. Obiecuję.

    Zbił mnie z tropu tym stwierdzeniem. Przyjrzałam mu się. Był cholernie przystojny w swojej surowości. Wydatne kości policzkowe, krótko ostrzyżone włosy, duże oczy pod gęstymi brwiami i biały kołnierzyk pod zimowym płaszczem nienagannego kroju.
    Na pierwszy rzut oka, zadbany biznesmen, na drugi rzut oka, wprawny kochanek…
    Spojrzał na mnie, jakby usłyszał moje myśli. Odwróciłam się od niego speszona i wściekła na siebie kierunkiem, w którym pobiegły moje myśli. Kretynka!
    Poczułam się równocześnie brzydsza niż kiedykolwiek dotąd. Zbyt niska, zbyt okrągła w pupie i biuście i zbyt pyzata. Chociaż we włosach mi natura wynagrodziła trochę.
    Otarłam szybko twarz, mając nadzieję na zmazanie smug tuszu do rzęs, które pewnie artystycznie poznaczyły mi policzki czarnymi krechami.
    Co ja myślę?!
    Chcę mu się podobać?!
    Temu… złoczyńcy?!

    Przez najbliższe dwie godziny patrzyłam tępo przez okno pasażera.

    – Wiesz? – Błysnął mi w głowie pomysł, jak zapalenie się nieenergooszczędnej żarówki setki. – Jutro rano muszę być u rodziców. – Spojrzałam na zegarek. – Właściwie to dzisiaj rano.
    – Rozumiem. – Wbrew moim oczekiwaniom jego głos był spokojny. – O siódmej zadzwonisz do nich i się wytłumaczysz. Wymyśl coś bardzo wiarygodnego. – Ostatnie zdanie wypowiedział stanowczo i z ukrytą w skutkach groźbą. Sens słów podkreślił położeniem broni nad tablicą rozdzielczą przed sobą.
    – Ok. – Poczułam, jak żarówka setka gaśnie równie szybko, jak rozbłysła.

    Przez kolejne godziny to przysypiałam, to się budziłam z nerwowej drzemki.
    Przez sny przewijały mi się obrazy mózgu wylatującego z czaszki przy pomocy rozpędzonego wystrzałem pocisku i drobne, gorące usta współpasażera przesuwające się po mojej szyi w drodze do obolałych w oczekiwaniu sutków.

    Obudziłam się i stwierdziłam wyłączony silnik.
    Staliśmy pod jakimś uśpionym hotelem. Śnieg za oknem i w powietrzu przydawał temu miejscu bajkową poświatę. Migający zapraszająco neon przypominał ozdobę na choince.
    Tyle tylko, że było już dawno po świętach.
    Zaspanymi palcami zapięłam kurtkę pod szyję, naciągnęłam szal na głowę i założyłam rękawiczki, sięgając automatycznie po torebkę.

    – Ja wezmę. – Ubiegł mnie zabierając ją z tylnego siedzenia.

    Gdzieś przeczytałam, że nie należy wozić torebki na przednim siedzeniu, by nie narazić się na wybicie szyby pasażera w celu zwinięcia jej.
    Ot, taka szybka myśl w głowie, bez związku.

    – Bądź grzeczna dla swojego i innych bezpieczeństwa. – Pochylił się ku mnie, gdy szliśmy w kierunku recepcji.

    To obudziło mnie na dobre.
    Znów strach mnie usztywnił.
    Weszliśmy do minimalistycznie umeblowanego hotelu.
    Blat recepcji, białe ściany, komputer i blask neonów, oraz jedyny żywy element, zaspany recepcjonista i akwarium z rybką w bezruchu. Gdyby nie bąbelki z napowietrzacza i delikatne ruchy płetw korygujące pozycję rybki wewnątrz, pomyślała bym, że jest sztuczna.

    – Dobry wieczór. – Recepcjonista miał przekrwione zmęczeniem oczy. – A może, dzień dobry. – uśmiechnął się słabo.
    – Prosimy pokój. – Poczułam jak ujmuje mnie pod ramię, dłonią boleśnie ściskając nadgarstek.
    – Pierwsze piętro, pokój numer 107. – Recepcjonista sięgnął po klucz i podsunął coś do podpisania. Nie przyglądałam się temu nawet.

    Pierwsze piętro, plus wysoki parter zmartwiło mnie, nie wyskoczę raczej z okna…
    Poprowadził mnie do schodów i kiwnął głową, bym szła pierwsza.
    No tak, znów ma widok na mój tyłek. Muszę schudnąć, jeśli przeżyję…

    Pokój był jasny i przestronny. Duże okno, białe lampy, duże, białe… łóżko.
    Stałam w progu patrząc na nie i pozwalając obrazom przelatywać przez moje myśli.
    Ja i on w tym łóżku razem, nadzy i splątani kończynami. On szczupły, ja taka… okrągła.

    – Zamierzasz postać tu dłużej? – W jego głosie wyczułam kpinę.
    – Nie. – Wkurzył mnie tym. – Podziwiam pracę architekta wnętrz – odparłam sarkastycznie i weszłam do środka.
    – Po co ci jestem? – Odwróciłam się do niego twarzą, przybierając w miarę odważną minę.
    – Już ci mówiłem. Pomożesz mi. Później ci powiem jak. – Rzucił moją torbę na fotel. – Teraz trzeba się przespać.

    I znowu ta dwuznaczność. Z satysfakcją obserwował rumieńce, nad którymi nigdy nie panowałam.

    – Czy mogę skorzystać z łazienki? – Chciałam przerwać jakoś tą niezręczną sytuację i musiałam znaleźć się w osobnym pomieszczeniu.
    – Ok. – Sięgnął po moją torbę i zaczął w niej grzebać. – Pewnie ci się przyda.

    Oddał mi ją w końcu, nie stwierdziwszy najwyraźniej nic groźnego. Zatrzymał tylko portfel z dokumentami i telefon.

    Zamknęłam za sobą drzwi łazienki i wrzuciłam torebkę do umywalki. Muszę się uspokoić. Najlepsza była by kąpiel w gorącej wodzie. Wanny tu nie było, więc musi wystarczyć prysznic.
    Torebka… Dobrze, że jestem taką torebkową bałaganiarą i wszystko wrzucone do torby już w niej zostaje.
    Miałam kosmetyki i pastę do zębów, szczoteczkę. Ktoś kiedyś przeprowadził badania, z których wynikło, że z zawartością przeciętnej damskiej torebki w dżungli można przetrwać pół roku. Zawartość mojej wystarczyła by na dwa lata.
    Odkręciłam wodę pod prysznicem i szybko pozbyłam się ubrania, przewieszając je na oparciu fotela.
    Fotel w łazience? Nigdy o tym nie pomyślałam, ale też chcę mieć taki kiedyś.
    Jeśli przeżyję…
    Gorąca woda spłukiwała stres dzisiejszego dnia. Umyłam włosy, ogoliłam nogi i pachy. Wystarczy już, że jestem okrągła, nie muszę być przy tym owłosiona. Tak przynajmniej to sobie tłumaczyłam. Wyprałam bieliznę i zakręciłam wodę.
    Wyciskając włosy z nadmiaru wody, stopą otworzyłam drzwi prysznica i zamarłam.
    Siedział na fotelu na wprost prysznica, jak widz na przedstawieniu.
    Co za bezczel!
    W pierwszym odruchu chciałam się zasłonić, ale nie dam mu tej satysfakcji.

    – Podasz mi szlafrok? – Wyprostowałam się, odrzucając włosy na plecy.

    Nie zareagował, tylko siedział zaciskając palce na oparciach fotela.

    – Pognieciesz mi ubrania – dodałam bezczelnie.

    To go wyrwało z zapatrzenia.
    Wiem, że nie mam ciała modelki, ale dla amatora pulchniejszych dziewczyn, mogłam być ciasteczkiem. Duża pupa, duże piersi i wąska w talii. No może jeszcze brzuch mógłby być bardziej płaski, ale tak lubię pichcić.
    Podał mi szlafrok nie patrząc już na mnie, a ja stwierdziłam, że oczywiście nie domknę go w biuście.
    A co tam, niech się nie domyka, niech go prowokuje. Sam sobie zgotował ten los.
    Zaczęło się we mnie budzić coś ukrytego dotąd, prowokatorka. Miałam tylko nadzieję, że on nie jest psycholem i nie zgwałci mnie brutalnie, a później udusi i zakopie.
    Nie wygląda na takiego.
    Wygląda bardzo… smacznie.
    Z trudem zawinęłam włosy w ręcznik i umyłam zęby.
    Ok. Gotowa. Tylko na co?
    Wróciłam do pokoju, zabierając z sobą grzebień. Musiałam czymś zająć ręce, a rozczesywanie moich poplątanych loków bez użycia odżywki zajmie mi sporo czasu.
    Leżał na łóżku z rękami pod głową. W koszuli i spodniach i z gołymi stopami. Zatrzymałam na nich wzrok na dłużej.
    Kurczę, mam jakieś kuku na męskie stopy. Chora baba ze mnie.
    Otrząsnęłam się i usiadłam po przeciwnej stronie posłania plecami do niego.

    – Beata jestem. – Chciałam wprowadzić jakąś normalność w tą nienormalną sytuację.

    Zaczęłam szarpać włosy grzebieniem. Rozczesywanie mokrych włosów zawsze było dla mnie żmudnym i nudnym zajęciem. Nie należę do cierpliwych kobiet.

    – Feliks. – Poczułam, że zmienił pozycję. – Daj mi grzebień. – Był tuż za moimi plecami. – Wyrwiesz sobie wszystkie włosy.

    Podałam grzebień przez ramię, ciekawa rozwoju sytuacji.
    Najpierw rozdzielał pasma palcami. Po dłuższej chwili delikatnie, prawie pieszczotliwie zaczął je czesać. Od dziecka czynność ta zalewała mnie miodem, koiła i uspokajała. Mogę trwać tak godzinami, czesana leniwie.

    – Masz piękne włosy – mruknął.
    – Kiedyś ich nie lubiłam – odmruknęłam. – Walczyłam zaciekle prostownicą z każdym puklem, ale wilgoć w powietrzu była skuteczniejsza od prostownicy. – Zaśmiałam się na to wspomnienie. – Dałam włosom wygrać, niech się kręcą.

    Włosy były rozczesane, a on nadal bawił się nimi, przeciągając zębami grzebienia między wilgotnymi pasmami.
    Miałam ochotę dogryźć mu, podsuwając pomysł, by zdjął mi, jako swojej zakładniczce skalp i na nim zarobił, ale nie chciałam psuć tej czarodziejskiej chwili.
    Gdy przestał czesać, po prostu położyłam się na boku i podciągnęłam na materac stopy. Złapał mnie za kostkę stopy i zacisnął na niej… metal kajdanek!

    – Mam z tym spać?! – Usiadłam zszokowana.
    – Tak. – Drugą obrączkę zacisnął powyżej swojej doskonałej stopy.

    Nie mogłam od niej oderwać wzroku. Proste palce zakończone zadbanymi paznokciami i ten opływowy kształt…
    Chora na głowę jestem. Z impetem walnęłam głową na miękką poduchę, rejestrując mimochodem ruch piersi, które wyskoczyły prawie ze szlafroka. On też to zarejestrował.
    A masz, pomyślałam z satysfakcją.
    Poprawiłam poły kosmatego materiału i odwróciłam się od niego.
    Nie tylko ja będę miała sny.

    Obawiałam się bezsenności, ale dzisiejsze emocje wyczerpały mnie na tyle, że odpłynęłam w objęcia Morfeusza wyjątkowo szybko.

    We śnie atakował mnie fizycznie, dotykając rozpaloną skórą i penetrując moje wnętrze… pistoletem. Całował mnie mokro, wodząc po moim policzku zimnym metalem. Jego jęki miały podźwięk huku wystrzału. Czysta, senna abstrakcja. Skuł mi dłonie nad głową, przez co byłam kompletnie bezbronna i pieprzył z coraz większą mocą, wciąż patrząc mi w oczy. Każdy kolejny ruch był gwałtowniejszy i głębszy. Oczy lśniły mu jaskrawym błękitem i zwierzęcą dzikością. Uwięził mnie magnetyzmem spojrzenia i pchał coraz mocniej. Moja senna mara prowadziła mnie na skraj rozkoszy.
    Jęczałam i zaciskałam palce na zagłówku łóżka, aż w końcu z krzykiem eksplodowałam.

    Zdyszana i spocona usiadłam na łóżku. Chwilę po mnie obok usiadł Feliks.
    Spojrzeliśmy sobie w oczy. Czy on też śnił podobnie? Popatrzyłam w dół na jego spodnie, a w nich na imponujących rozmiarów namiot. Nie próbował nawet tego ukryć. Po prostu patrzył to na moją twarz, to na dekolt szlafroka, którego poły odsłaniały nadmiar kobiecości.
    Co z tym uczuciem zrobić?!
    Podniósł dłoń i przyciągnął moją głowę do swojej. Nie oponowałam, przyjęłam usta z ulgą wygłodzonej i rozpalonej kobiety. Nie włączyło mi się myślenie, działał instynkt.
    Spragnione usta i języki. Napierał na mnie wciskając dłoń pod szlafrok. Objął pierś i drażnił palcami sutek. Z gardła wyrwał mi się jęk, który odebrał jako zaproszenie i zachętę. Czułam materiał jego spodni, a w nich twardość. Objęłam go ramionami i nogą, wolną od kajdanek. Wcisnął dłoń między nasze ciała i zaczął uwalniać się z ubrania, nie tracąc kontaktu z moimi ustami. Gorąca i śliska męskość między udami i powolne pchnięcie, którym posiadł po centymetrze każdą komórkę skóry wewnątrz. Krzyknęłam od nadmiaru rozkoszy i rozpieranej jego penisem ciasnej i zaniedbanej tyle miesięcy kobiecości. Poruszał się we mnie i całował, a właściwie ssał mój język. Jęczałam, wbijając paznokcie w jego pośladki. Poruszał się szybciej, gwałtowniej i coraz głębiej. Nie słyszałam myśli, tylko czułam. Odbierałam fale rozkoszy z każdym pchnięciem wewnątrz. Objął moją głowę dłońmi i gwałcił mi usta językiem. Robił wszystko, czego w tej chwili pragnęłam. Gwałtowność z poślizgiem śluzu i potu, przy akompaniamencie zduszonych jęków. Eksplodowałam, po tysiąckroć mocniej niż we śnie. On nie chciał przestać. Każdy jego kolejny ruch napełniał mnie słodkim bólem, nadwrażliwego w tej chwili ciała. Przejęłam władzę nad jego ustami, a palcami brnęłam coraz dalej między jego pośladki, aż dotarłam do zaciśniętego zwieracza, na który delikatnie naparłam palcem. Nigdy dotąd nie robiłam takich rzeczy, nie czułam potrzeby. Teraz chciałam dotknąć go jak najdelikatniej, w jak najwrażliwszym miejscu. Zadrżał, wbił się we mnie mocno i z jękiem wystrzelił.
    To było wpół senne doznanie, pozbawione kontroli rozbudzonego umysłu.
    Zsunął się i ramieniem dociskając do siebie, usnął z twarzą w moich włosach.
    Leżałam tak jeszcze, odbierając ulotne aromaty, aż w końcu dołączyłam do niego.
    Usnęłam.

    Rano ocknęłam się okryta jedynie prześcieradłem od pasa w dół. Spojrzałam na obrzmiałe przeżyciami nocy piersi. Podobały mi się jak nigdy dotąd. Sterczące, zaczerwienione sutki.
    Popatrzyłam dalej, poza swoje ciało. Na krześle naprzeciw łóżka siedział Feliks i patrzył na mnie z jakimś dziwnie ciepłym wyrazem twarzy.

    – Cześć. – Podciągnęłam się na ramionach.

    Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. Byłam zadurzona, nie zakochana tylko zauroczona. Po raz pierwszy raz w życiu dobrze wydupczona i zdawałam sobie sprawę z reakcji chemicznych we własnym mózgu. Wiedziałam, że wyidealizuję go i się prawie zakocham. Postanowiłam z tym walczyć, ale teraz było mi po prostu błogo. Uwielbiałam go, był piękny i doskonały. Wspaniały.

    – Cześć. – Wstał i sięgnął do szafki. – Śniadanie po nocy. – Uśmiechnął się tak powalająco, że gdyby nie analiza mojego mózgu, mogła bym przysiąc, że już jestem zakochana.

    Na szczęście naczytałam się o tym wystarczająco dużo, by stwierdzić mimowolną reakcję umysłu.
    Podał mi talerz pełen potarganych dłońmi bułek z żółtym serem, które najwidoczniej wyjął z siatek w bagażniku auta.

    – I kawa.

    Kubek nie parującego już napoju, a nad jego krawędzią jego niebieskie oczy.

    – Dziękuję. – Nie zamierzałam nawet zakrywać się materiałem. Nie czułam wstydu, po prostu było mi dobrze.

    Wgryzłam się w kanapkę nie tracąc kontaktu z jego źrenicami. Nic nie mówił, tylko patrzył z lekkim uśmiechem.

    – Co teraz? – spytałam z pełnymi ustami.
    – Teraz ciąg dalszy – odparł zagadkowo. – Zjedz i ruszamy. Zadzwoń wcześniej do rodziców. – Wskazał na leżący obok mnie telefon.

    W łazience malując się, przygotowywałam co powiem mamie.

    – Cześć mamuś. – Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Oczy mi błyszczały, no i te rumieńce.

    Feliks stał za moimi plecami, bawiąc się puklem włosów. Przyjemna i uspakajająca pieszczota, wiedziałam jednak, że mnie pilnuje.
    Ot, skorzystaliśmy z siebie nawzajem. Żadna to podstawa dla zaufania, czy dłuższej znajomości.

    – Mamuś, wypadło mi coś i nie mogę być dzisiaj. – Było mi głupio, że ją okłamuję. – Nic się nie stało. Po prostu szef zadzwonił właśnie, że mam jechać na dwudniowe szkolenie za kolegę, który się pochorował.

    Mama zmartwiła się i ucieszyła zarazem, czym mnie zaskoczyła. Przyznała się, że byli zaproszeni do znajomych na ten weekend, ale nie chcieli mnie zawieść. Boroki moje. Obiecała, że wezmą z sobą Pućkę.
    Uściskałyśmy się przez słuchawkę, życząc sobie nawzajem dobrej zabawy.
    Prawie uwierzyłam w to co mówię.

    – Daj telefon – szepnął mi do ucha.

    Oddałam posłusznie, pobudzona już samym jego szeptem.

    – Będę czekał przy recepcji. – Uśmiechnął się i ubrał płaszcz. – Nie zgub proszę drogi.

    Zbierałam porozrzucane w łazience kosmetyki, zastanawiając się, czy dała bym radę uciec.
    Za oknem jest las, nie mam telefonu, ani pieniędzy.
    Mogę spróbować i pogorszyć swoją sytuację, jeśli mi się nie uda.
    Muszę poczekać na lepszą okazję.
    Tylko, czy ja chcę uciekać?

    Ruszyliśmy w milczeniu, Feliks prowadził.

    – Kiedy mi powiesz? – Wróciłam do tematu.

    Milczał przez chwilę, a po chwili zaczął szukać czegoś w wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wyciągnął długopis i podał mi go. Patrzyłam zdumiona z mało inteligentnym wyrazem twarzy.

    – Długopis?! – Tym wyrazem zadałam pytanie.
    – Rozkręć go ostrożnie – mówił cichym głosem.

    Wewnątrz długopisu była szklana fiolka z jakimś kolorowym proszkiem i chip, czy jakieś inne elektroniczne ustrojstwo.

    – To nowy lek i jego receptura. – Wyjaśnił. – Muszę to dostarczyć w pewne miejsce i dopilnować, by po drodze nie zmieniło właściciela.
    – I do tego ci jestem potrzebna? – Zdumiałam się.
    – Musiałem zgubić ogon, udało mi się to dopiero na parkingu. Ty wydałaś mi się do tego idealna i nie myliłem się. Jutro wrócisz do domu, a ja zniknę z twojego życia.

    Powinnam się uspokoić, ale w tej chwili nie chciałam, żeby zniknął z mojego życia, tak po prostu.

    – Pewien młody naukowiec wymyślił coś, co chce kupić kilka potężnych koncernów farmaceutycznych, ale on tego nie chce sprzedać. Chce to dać organizacji, która opatentuje lek, a za zarabiane, niemałe pieniądze pomoże chorym w krajach trzeciego świata. To taki młody świr z mega mózgiem i wielkimi ideami.
    – Wynajął cię do tego? – Chciałam wiedzieć więcej.
    – Nie – odparł z uśmiechem. – To mój dobry znajomy, poznaliśmy się na misji pokojowej w Ugandzie.
    – Też jesteś naukowcem? – Nie wyglądał na naukowca, ale pozory mogą mylić.
    – Nie, jestem tym, który organizuje przejazd misji i ją ochrania. – Wyjaśnił. – Dopiero w markecie udało się przekazać mi te materiały. – Ciągnął opowieść. – Chłopak jest pod stałą obserwacją, on i jego najbliższe otoczenie. Kilka osób chce zdobyć recepturę z użyciem niezbyt pacyfistycznych metod. Na szczęście jego narzeczona wpadła na pomysł jak mi je dostarczyć. Później musiałem tylko zniknąć. Ogon poszedł za nią, ale widocznie coś zauważyli, bo jeden z NICH przyczepił się do mnie. I tak znalazłem się w twoim samochodzie.

    Siedziałam zapowietrzona zaskoczeniem.

    – Jedziemy do Bratysławy. – Dodał po chwili ciszy. – Po drodze jeszcze jeden nocleg.

    Słowo nocleg włączyło w mojej głowie odtwarzanie obrazów z poprzedniej nocy.
    Jeśli ta noc ma być naszą ostatnią wspólną, to chcę ją zapamiętać jak najlepiej.
    Nie chcę później żałować.

    Większość drogi milczeliśmy, raz zatankowaliśmy, a w międzyczasie starałam się połączyć jakoś składniki moich wczorajszych zakupów w zjadliwe kompozycje.
    Na stacji nie przykuł mnie do kierownicy, przesłał mi tylko nieme ostrzeżenie.
    Gdyby on wiedział, jak dobrze mi tutaj i teraz.
    Krajobraz za oknami zaczął się wypiętrzać i wznosić. Wieczorem dojechaliśmy do przejścia granicznego Łysa Polana.
    Zaspy śniegu przy drodze sięgały metra wysokości, a gałęzie drzew uginały się pod ciężarem białego puchu. Ściemniało się coraz bardziej.

    – Przenocujemy tutaj. – Po kolejnej godzinie jazdy Feliks wskazał majaczący w oddali i częściowo osłonięty świerkami domek.

    Miał spadzisty dach, okryty pierzyną śniegu.
    Krajobraz przywodził na myśl opowieści Wigilijne.
    Zaparkowaliśmy, zabraliśmy siatki z auta i weszliśmy do domku.
    Wnętrze było drewniane i przytulne.
    Mała kuchenka, duże łóżko, kominek naprzeciw niego, a pomiędzy niska ława ustawiona na sporej płachcie futra, która miała pewnie zastępować krzesła.
    Coś ciepłego zacisnęło mi się wokół serca.
    Która z kobiet nie chciała by tutaj teraz być? Przystojny i fascynujący mężczyzna, domek z weekendowych marzeń w otoczeniu gór i ciszy i tylko okoliczności nie typowe.
    Chociaż swoją drogą, zawsze lubiłam romanse z sensacyjnym wątkiem w tle.
    – Rozpalę w kominku. – Feliks zatarł ręce. – Zimno tutaj, jak w psiarni.
    – To twoja chatynka? – Musiałam zaspokoić ciekawość.

    Nie odpowiedział, tylko zabrał się układanie szczap drewna.
    Ok, nie chcesz, nie mów. Po co miałbyś się zwierzać prawie obcej dziewczynie?
    Przygodny seks, wykonać zaplanowane zadanie i pa.
    Odpędziłam myśli, skupiając się na kuchence. Trzeba zjeść coś gorącego.
    Postawiłam na ryż z warzywami i kurczakiem. Brakowało mi moich przypraw, więc grzebałam w szafkach w poszukiwaniu choćby soli.
    „Kochanemu Feliksowi”. Stałam patrząc na kubek z takim napisem i czując zalewającą mnie żółć zazdrości. Feliksowi, kurwa!
    Zatrzasnęłam szafkę i ze złością szatkowałam warzywa.
    Kochanemu…
    Ciekawe, jak często przywoził tu dupy na romantyczne tete-a-tete.
    O czym ja myślę? Czy on mnie chociaż spytał o faceta, pracę czy cokolwiek z życia prywatnego? Nie! Więc ja też już nie zapytam.
    Ale i tak byłam wściekła.

    Pomieszczenie wypełniły mieszające się wonie potrawy i palonego drewna.

    – Smakowicie pachnie. – Objął mnie w pasie ramionami, kukając mi ponad ramieniem na patelnię.
    – Głodny? – zapytałam z uśmiechem.
    – Podwójnie. – Przygryzł mi płatek ucha, przez co część zawartości patelni znalazła się obok niej.
    – W jednej z siatek jest wino. Otworzysz? – Chciałam, by było perfekcyjnie.

    Już ja ci pomogę zapomnieć o francy od „Kochanego Feliksa”.
    Siedzieliśmy po turecku przy ławie zajadając niedosoloną potrawę i popijając wino ze szklaneczek. Swoją drogą, powinien mieć kieliszki jeśli przywoził tu dziewczyny. Choć pewnie nie potrzebował takich rekwizytów, by zrobić na kobiecie wrażenie.
    Zjadł i siedział w milczeniu, patrząc na mnie z zamyśloną miną.

    – Co? – Nie wytrzymałam.
    – Że twoi rodzice się nie martwią, to rozumiem. – Wypił łyk wina. – Ale, że twój facet…
    – Nie ma mojego faceta. – Poczułam, że znów się czerwienię.
    – Zjadłaś już? – spytał, choć widział, że mam jeszcze pół talerza jedzenia. – Chcę się z tobą kochać teraz.

    Nie przełknęłabym już ani kęsa. Zdjęłam golf w odpowiedzi. Feliks przesunął ławę, która jak się okazało była na kółkach. Pomysłowe.
    Zdejmowaliśmy z siebie ubrania, śpiesząc się coraz bardziej.
    Szło mu sprawniej niż mi.
    Siedział po turecku, przyglądając się moim zmaganiom z zapięciem stanika.
    Ręce mi drżały, wolała bym żeby zrobił to za mnie.
    Siedział spokojnie, choć widziałam, że był już podniecony. Na co czeka?

    – Przyjeżdżam tu w co drugi weekend – powiedział, patrząc mi w oczy.

    Czy to zaproszenie? Nie miałam odwagi zapytać.
    W końcu nie wytrzymałam, podeszłam do niego na czworaka i usiadłam na nim obejmując nogami. Włożył mi dłonie pod pośladki i kołysał mną. Penis ocierał się o cipkę i brzuch, potęgując podniecenie odwlekaną chwilą penetracji. Chciałam go pocałować, ale uciekł ustami.
    Chciałam, by był już w środku, potrzebowałam jego warg i języka, jego smaku.

    – Nie znęcaj się – mruknęłam, znów próbując go pocałować.

    I przestał się znęcać, unosząc mnie i nabijając na swój gorący pal. Odchyliłam głowę do tyłu i kołysałam się, wsłuchana w jego jęki. Nigdy dotąd, żaden mężczyzna nie wydawał odgłosów podczas seksu. Zrozumiałam teraz, co podnieca mężczyzn w „głośnych” kobietach. Mnie podniecał „głośny” mężczyzna. Jego mruki i jęki stawały się coraz głośniejsze, aż w pewnym momencie krzyknął dociskając mnie do siebie i chowając twarz w moich włosach. Byłam tak zafascynowana jego przeżywaniem rozkoszy, że zapomniałam o swojej.

    – Przepraszam, że się pośpieszyłem – szepnął mi we włosy. – Za bardzo się podnieciłem mając cię tyle godzin, tak blisko siebie. Zaraz ci to wynagrodzę.

    Nagrodą były jego dłonie i język. Teraz ja jęczałam, czekając aż dotrze do najczulszego miejsca. Nie śpieszył się.
    Gdy byłam już na skraju, wypełnił mnie sobą szepcząc mi czułe świństwa do ucha.
    Usnęliśmy na skórze przed kominkiem nakryci kocami ściągniętymi z łóżka.

    Rano znów on obudził się pierwszy i tym razem zaserwował mi śniadanie i herbatę w kubku z napisem „Kochanemu Feliksowi”. Znów zacisnęło mi się gardło. Fajnie, że coś zjem…
    Wzięłam kubek do ręki i odwróciłam go, by nie musieć patrzeć na napis.
    Po drugiej stronie był napis: „Kochająca Mama”.
    Ależ mi się zrobiło głupio, tym bardziej, że Feliks obserwował moją reakcję. Czyli zauważył wczoraj mój wkurw na kubek i z premedytacją podał mi w nim dzisiaj herbatę. Ha ha…

    Po śniadaniu musieliśmy się zbierać.
    Tym razem nie milczeliśmy w drodze. Opowiadał o swojej pracy, a ja słuchałam go coraz bardziej zafascynowana. Opowieści o niebezpiecznych przeprawach, przez dzikie, skorumpowane kraje, brzmiały jak scenariusze do filmów sensacyjnych na miarę Jamesa Bonda. Niebezpieczeństwo, poznawanie świata od strony niedostępnej dla turystów i… wyzierająca samotność z każdej z tych przygód. Poczułam, że to na mnie czekał. Nie! Ja to wiedziałam. Los zetknął nas w tych przedziwnych okolicznościach, wtłaczając mnie w jego życie, w jego pracę, by nie był już sam. Zagięcie mojej i jego czasoprzestrzeni zetknęło dwoje samotnych ludzi, którzy nie mieli raczej szans, by się spotkać w normalnych okolicznościach.
    Czar życia…

    Bratysława powalała pięknem i kontrastami. Zderzenie nowoczesności z historią. Nie sposób było nie poczuć się jak turysta, do czasu gdy Feliks przypomniał mi o celu podróży.

    – W holu hotelu Arcadia podejdzie do ciebie mężczyzna. – Mówił powoli. – Zadasz mu pytanie: „Czy pan w sprawie kontraktu?”.
    – Ale dla czego ja? – Wystraszyłam się nie na żarty. – Pomylę się, albo zapomnę co mam powiedzieć.
    – Nie pomylisz się. Twojej twarzy nie znają ci, do których nie powinna trafić formuła. – Ścisnął uspokajająco moje dłonie. – On ci musi odpowiedzieć: „Ten kontrakt, to początek owocnej współpracy”. Gdy wejdziesz, usiądziesz na którejś z wolnych kanap i wyciągniesz gazetę „Národnie nowiny”. Będziesz czekać, aż ktoś do ciebie podejdzie. Przekazujesz długopis i wychodzisz. I tyle. Dasz radę. – Widziałam, że w to wierzy.

    Jak mogła bym go zawieść?

    – Będę czekał w bocznej uliczce. Weź telefon, wpisałem ci mój numer. – Podał mi aparat.

    Nie chciałam tego robić, ale nie chciałam też wyjść na tchórza. Wzięłam telefon, kupiłam po drodze gazetę i poszłam do hotelu.

    Wejście było piękne, hol był piękny i recepcja była piękna. Biel marmuru, ciemne drewno i sufit zachwycający witrażowym przeszkleniem.
    Weszłam i usiadłam na kanapie, kładąc na kolanach gazetę.
    Starałam się rozluźnić węzeł, który zacisnął mi żołądek. Co mogło się stać? Przecież mam tylko przekazać długopis z cenną zawartością. Każdy to potrafi! W myślach powtarzałam zdanie, które mam wypowiedzieć. Jestem teraz agentką, biorę udział w akcji dla faceta, który mną owładnął i który jest zajebisty w łóżku… i na podłodze…

    – Jestem. – Dosiadł się do mnie mężczyzna w wieku około czterdziestu lat. – Masz to?

    Zaskoczył mnie odstępstwem od planu, który zakreślił mi Feliks.

    – Czy pan w sprawie kontraktu? – Wyrecytowałam wyuczoną rolę.
    – Nie mam czasu – odpowiedział zdenerwowany. – Daj mi to szybko, bo jestem śledzony!

    Oczami strzelał we wszystkie strony, przez co i ja poczułam się zagrożona. Już miałam mu dać długopis z fiolką, gdy w głowie zapaliła mi się kontrolka. Nie na darmo zaliczyłam tyle filmów i książek w tematyce sensacyjno-szpiegowskiej.

    – Już, już – szepnęłam z przejęciem. – Mam to w torebce.

    Wygrzebałam swoje ukochane pióro i podałam mu.

    – Fiolka i formuła jest w środku, w tłoczku i pod nim.

    Schował je szybko do kieszeni, wstał i wyszedł.
    I tyle.
    Zajebista jestem!
    Wybiegłam z hotelu i skierowałam się w boczną uliczkę.

    – Nie powiedział tego zdania – wydyszałam, gdy dobiegłam do Feliksa.
    – Dałaś mu długopis?! – W oczach miał przerażenie pomieszane z paniką.
    – No co ty?! – Oburzyłam się posądzeniem mnie o taką głupotę. – Dałam mu swoje pióro!
    – Mądra dziewczynka. – Przytulił mnie do siebie gwałtownie.
    – Wiem – mruknęłam, wciągając jego zapach.

    Jego pot pachniał tak seksownie…

    – Czas na plan B. – Pociągnął mnie za rękę.

    Szliśmy, a praktycznie biegliśmy w nieznanym mi kierunku.
    Zatrzymaliśmy się po kilkunastu minutach przed kawiarnią internetową i weszliśmy po trzech schodkach do środka. Ogarnął nas półmrok pomieszczenia rozświetlony białymi monitorami rzucającymi zimny blask na wpatrzone w jego tafle twarze. Boks, a w nim osoba z oczami wlepionymi w monitor, obok kolejny. Cisza rozpraszana jedynie kliknięciami palców w klawiaturę i pojedynczymi kaszlnięciami użytkowników.
    Feliks powiedział coś do chłopaka z dredami, który siedział przy mini bufecie, również zapatrzony w monitor. Ten wskazał jedno ze stanowisk, w którego kierunku udaliśmy się.
    Usiedliśmy w boksie numer siedem. Feliks zaczął gorączkowo stukać w klawiaturę. Otworzył jakąś grę on-line i w dymku nad swoją postacią prowadził dialog z inną postacią gry. Po kilku minutach wziął ode mnie długopis z fiolką i wcisnął go w skrytkę za monitorem.

    – Czekamy – szepnął mi do ucha.

    Powinnam czuć strach, zagrożenie, a tym czasem poczułam erotyczny dreszczyk, obudzony jego ustami przy moim uchu i ciepłym oddechem.
    Uśmiechnęłam się do niego, a on odgadnął moje myśli. Siedzieliśmy w tym upiornym oświetleniu, patrząc na siebie i nic nie mówiąc. Czułam się jak zakochana nastolatka. Zadurzona i z zatkanym z natłoku emocji gardłem. Sensacyjny wątek naszej znajomości dodawał dreszczyku. Byłam kompletnie zakochana. Wsiąkłam doszczętnie i bez odwrotu w tą piękną twarz z czułymi ustami.

    Facet z dredami podszedł do nas przerywając tą hipnozę spojrzeń i powiedział coś do Feliksa.

    – Idziemy. – Pociągnął mnie z ramię. – Wracamy do auta.

    Nie wiem jakim sposobem wiedział gdzie jesteśmy, ja do jutra nie znalazłabym swojej popierdółki w tym mieście.
    Szliśmy znów prawie biegiem, skręcając w boczną uliczkę, gdy Feliks zatrzymał się gwałtownie, a ja po prostu wpadłam na niego, hamując z impetem na jego plecach.

    – Gdzie to jest?!?! – Usłyszałam wściekły krzyk.

    Wyjrzałam niepewnie zza Feliksa.
    Przed nami stał mężczyzna z hotelu, któremu przekazałam swoje, dla niego bezwartościowe pióro.

    – Gdzie to jest?!! – Odbezpieczył broń podtykając prawie Feliksowi pod nos.

    Strach usztywnił mnie całą, zmieniłam się w słup soli.

    – Nie mam tego. – Feliks wyciągnął przed siebie dłoń, do której akurat nie byłam kurczowo przyczepiona. – Przekazałem to dalej.

    Po twarzy mężczyzny przebiegło zaskoczenie, wściekłość i niedowierzanie.

    – Oddaj mi to, albo ją zastrzelę! – Wycelował pistolet we mnie, dzięki czemu widziałam idealnie srebrny okrąg lufy, przez który mogła mnie za chwilę dosięgnąć śmierć.

    Reszta wydarzyła się zbyt szybko, bym mogła to dokładnie zarejestrować.
    Feliks odepchnął mnie błyskawicznie i wykonał jakiś dziwny taniec, w wyniku którego napastnik padł na plecy z rozkwaszonym nosem, wypuszczając broń z dłoni.

    – Mówiłem ci do kurwy nędzy, że nie mam tego! – Usiadł mężczyźnie na klatce piersiowej dociskając ramieniem gardło. – Powiedz swoim zwierzchnikom, że przekazanie nastąpiło na dworcu, a przesyłka została odebrana. Dziewczyna była tylko elementem odwrócenia uwagi. Zrozumiałeś?! Wiedzieliśmy, że mnie śledzicie! Już po wszystkim, teraz rozmawiajcie z nowymi właścicielami formuły. Moja praca skończona!

    Zszedł z oszołomionego, zakrwawionego i lekko przyduszonego faceta, zgarnął z chodnika jego pistolet i wygrzebał z kieszeni moje pióro.

    – Chodź. – Wyciągnął do mnie dłoń.

    I poszliśmy, a właściwie znów pobiegliśmy.

    Po kwadransie jechaliśmy już autem w ciszy, uspokajając rozdygotane emocje.
    Przynajmniej moje dygotały jak w febrze.

    – Byłaś bardzo dzielna – stwierdził po prawie godzinie milczenia, patrząc przez przednią szybę. – Jestem wściekły, że naraziłem cię na takie niebezpieczeństwo. To nie miało tak wyglądać! Mogło ci się coś przeze mnie stać! Kurwa mać!!!
    – Feliksie. – Musiałam mu wyjaśnić co czuję. Nie chciałam by czuł się winny. – To była najbardziej emocjonująca przygoda w moim życiu!
    Dziękuję za wyrzuty sumienia, ale są kompletnie nie potrzebne! Było super, a nawet lepiej!

    Widziałam zdziwienie w jego oczach, gdy odwrócił spojrzenie na mnie. Zdziwienie i niedowierzanie.

    – Nie jestem wariatką. – Wyjaśniałam mu dalej. – Ostatnie dwa dni były najwspanialszymi w moim życiu i dziękuję ci za nie. – Nie potrafiłam zgasić gorliwego tonu w głosie. – Jesteś… moim spóźnionym prezentem Bożonarodzeniowym! – nie umiałam wymyślić nic mądrzejszego.

    Nic nie mówił, tylko spoglądał na mnie jak na kosmitkę, ledwo pilnując drogi.

    W nocy dojechaliśmy pod mój blok. Pożegnaliśmy się mokrym całusem i bez słów wysiedliśmy z auta. Wzięłam tylko torebkę, olewając zawartość bagażnika. Feliks ujął moją twarz w dłonie, pocałował jakby mówił, że mnie kocha, albo żegna na zawsze i… odszedł.
    Zostawił mi w ręce kluczyki od samochodu i bolesny głód jego obecności.
    Nie potrafiłam zapanować nad łzami wyciskającymi mi się z oczu. Szłam i ryczałam.

    W mieszkaniu położyłam się na kanapie. Było mi dziwnie pusto, cicho i samotnie.
    Umyłam się i przeniosłam do łóżka.
    Rano do pracy, to już za kilka godzin.

    Po przebudzeniu, zobaczyłam w lustrze zmęczoną twarz z opuchniętymi oczami.
    Zamaskowałam się makijażem i pojechałam do firmy.
    Tego i następnego dnia życie toczyło się obok mnie.
    Skupiłam się na tęsknocie i własnym cierpieniu.
    Masochistka.
    Chciałam zadzwonić do Feliksa, ale co miała bym mu powiedzieć?
    Że tęsknię?
    A jeśli on nie tęskni?

    W środę rano obudziło mnie olśnienie.
    Nie będę dzwonić, zrobię coś innego.

    – Poproszę o urlop. – Podsunęłam wypisany wniosek Andrzejowi, mojemu szefowi. – Wiem, że to tak nagle, ale…
    – Rozumiem. – Przerwał mi Andrzej. – Widzę, że coś się z tobą dzieje. Idź i wróć poskładana do kupy.
    Podpisał mój papierek i oddał mi go, pochylając się znów nad papierami.

    Przed powrotem do domu zahaczyłam o market i obkupiłam się w jedzenie.
    W kuchni dostałam napadu gotowania, który przedłużył się na czwartek.
    Jeszcze tylko szybkie pakowanie i zmusiłam się, by usnąć.

    Piątek.
    Załadowałam się do auta, pojechałam na stację, zatankowałam do pełna i w drogę.
    Jechałam praktycznie bez przerw, czując jak każda komórka w moim ciele dygocze z podekscytowania.
    Mijały godziny, a wraz z nimi uciekały mi spod kół kolejne kilometry.
    Nie jadłam, prawie nie piłam, tylko jechałam do celu.
    Kto powiedział, że tylko mężczyźni mają wykonywać pierwszy ruch, a my kobiety czekać, by być zdobytymi?
    Głupcy.

    Wjechałam w ciemny las, odtwarzając w głowie drogę do chaty.
    Czy tam będzie? Nie umawiałam się z nim w końcu. Najwyżej pocałuję klamkę, prześpię się w aucie i jeśli do rana nie zamarznę, to wrócę do mojego zwyczajnego życia.
    Może wtedy odważę się zadzwonić.
    Dojeżdżałam.
    Światło w oknie uradowało mnie, ale momentalnie przyszły chochliki czarnych myśli.
    Może nie jest sam, a może właśnie chce być sam?
    Wygłupię się i będę musiała wycofać się rakiem do auta i wracać od razu do domu.
    Zatrzymam się wtedy w jakimś hotelu, a w pokoju będę walić głową w ścianę i wyć z bólu.
    Nie zaryzykuję, to się nie dowiem.
    Wystarczy!
    Odwagi!
    Durne myśli…

    Zaparkowałam, wyłączyłam silnik i zastanawiałam się, które powitanie spośród setek obmyślanych w drodze będzie najlepsze.
    Przed drzwiami myślałam nad tym dalej.
    Zastukałam.
    Cisza, żadnego ruchu w środku. Może to jakiś włącznik czasowy, by odstraszać włamywaczy?
    Bez sensu. W takiej głuszy można się włamać i nikt tego nie zauważy.
    Cofnęłam się, by spojrzeć na komin. Był dym, więc on był w środku.
    Ok, pukam dalej.
    Bolały mnie już kostki palców i głowa od obijających się w czaszce obrazów Feliksa, tarzającego się w seksualnym uniesieniu po podłodze z jakąś laską… Nie! Za cicho.
    W końcu coś zaszurało w środku.

    – Kogo licho niesie? – Usłyszałam zaspany głos.
    – Beata. – No i tyle z mojego poukładanego powitania.

    Skrzypnęły drzwi, w szparze zobaczyłam oko i część twarzy.

    – Czy ty mi się śnisz? – Oko zrobiło się większe.
    – Nie wariacie. – Głupio się czułam nie widząc wyrazu jego twarzy.
    – No ja nie wiem. – Oko mrugnęło. – Bo właśnie mi się śniłaś. Może to sen we śnie?
    – A czy to był przyjemny sen? – Zaczynałam podejrzewać, że jednak ma tam jakąś kobietę i daje jej czas na ubranie się, czy coś…

    Na szczęście otworzył drzwi i wciągnął mnie do środka.

    – Sama zobacz. – Wziął mnie za rękę i przycisnął do spodni pidżamy, a w nich twardy i sterczący kawałek mięska, na który czekałam.

    Nie brałam pod uwagę, że przywita mnie w takiej gotowości.

    – Chcesz śnić na jawie. – Uśmiechnęłam się zalotnie.

    Nie odpowiedział, tylko rozebrał mnie i pokazał w łóżku co mu się śniło, zaznaczając moment w którym mu ten sen przerwałam.
    To był naprawdę niezły sen.

    – Bałem się, że nie przyjedziesz. – Wyznał z twarzą w moich włosach, gdy padliśmy słodko zmęczeni. – Dziękuję, że jesteś.
    – Nie ma za co. Jesteś głodny? – Miałam nadzieję, że tak.

    Nerwy opadły i poczułam pusty żołądek, który nie dostał nic od rana.

    – Tak. – Przyznał. – A co ci zrobić? Niewiele mam tutaj jedzenia.
    – Ja mam pełny bagażnik. – Powiedziałam z dumą. – Wystarczy, że przyniesiesz.

    I przynosił pojemniki z potrawami, śmiejąc się co chwila i nie mogąc uwierzyć, że jedna osoba może tyle różności ugotować.

    – Gdy się denerwuję, albo mam burzę w mózgu, to muszę sobie pogotować. – Wyjaśniłam mu. – No i jeszcze, gdy jestem szczęśliwa i… tak właściwie to zawsze lubię coś ugotować. Taki nałóg.
    – Pani Beato. – Zaczął mnie karmić zawartością pierwszego pojemnika, który otworzył. – Gdy panią wypatrzyłem w markecie, przez myśl mi nawet nie przeszło, że dane mi będzie spotkać tak zaskakującą kobietę. Nie dość że piękną, to jeszcze odważną, sprytną, a w dodatku świetną kucharkę.
    – A kochankę? – spytałam z miną urażonego niewiniątka.
    – Sprawdźmy to…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    mika kamaka
  • Patologia i trzy wykorzystane nastolatki

       Zdzisław był pięćdziesięcioletnim mężczyzną, przedstawicielem typowej klasy robotniczej w Polsce. Płaca dość niska – dwa tysiące złotych miesięcznie a wydatki duże, ledwo koniec z końcem wiązał. Do tego był osobą mocno uzależnioną od alkoholu, który często wydawał się jedyną rzeczą trzymającą go przy życiu. Żył w Warszawie w starej i obskurnej kamienicy. Trzy miesiące temu w wypadku samochodowym zginęła jego żona, miała ona trójkę dzieci z pierwszego małżeństwa, pierwszy mąż uciekł za granicę po narobieniu sobie długów w kraju i od kilkunastu lat nie odzywał się ani do niej, ani do dzieci, nie wiadomo nawet czy jeszcze żyje.  Po śmierci żony opieka nad jej dziećmi przypadła mu, nie był z tego powodu zbyt zadowolony, nie przepadał za dziećmi, sam swoich nigdy nie miał i nie chciał mieć, a te od żony traktował po macoszemu. Przysparzały mu tylko problemów jego zdaniem, szczególnie finansowych, gdy żyła żona, która także pracowała, domowy budżet był dwa razy większy, teraz było to tylko 2 tysiące za które musiał wyżyć on, trójka dzieci, musiało starczyć na rachunki oraz na alkohol bez którego Zdzisiu nie umiał już funkcjonować. Nie było łatwo.

       Trójka dzieci to były same dziewczyny. Prawdę mówiąc bardzo atrakcyjne dziewczyny, przeobrażające się powoli w piękne kobiety. Pierwsza miała długie kasztanowe włosy, 165 cm, 47kg, zgrabne nogi, szczupłą sylwetkę i niesamowicie kuszące kobiece kształty, zmysłowe wcięcie w talii, jędrne pośladki (jak to mówią, było za co chwycić) oraz delikatny biust rozmiaru B. Buzię miała jak malowaną, promieniujący uśmiech oraz śliczne rysy twarzy. Miała 16 lat i chodziła do liceum. Nazywała się Ewa. Druga córka to była rok starsza Dominika, proste, lśniące blond włosy, duże zielone oczy, 170 cm wzrostu,  wysportowane ciało – trenowała siatkówkę. Ważyła 48kg a jej biust był w sam raz, nie za duży, nie za mały.  Wyróżniała ją anielska cera, bardzo gładka i delikatna. Miała zgrabne i dość długie nogi. W jej twarzy było to coś, co sprawiało że można było na nią patrzeć godzinami. Ostatnia córka to osiemnastoletnia Sylwia, maturzystka. Dojrzała, piękna, z powodzeniem u facetów, odważna – tak można ją w skrócie opisać. Gdy matka jeszcze żyła, to ona głównie niańczyła młodsze siostry, gotowała, sprzątała itp. Miała brązowe włosy i brązowe oczy, szczupła, z małymi ale bardzo zgrabnymi piersiami, które często lubiła eksponować nosząc dekolty. Tyłek także miała niezwykle seksowny, wiedziała o tym zakładając często obcisłe spodnie czy miniówki podkreślające jego perfekcyjne kształty. Miała cudownie gładkie ciało za którym nie jeden wodził wzrokiem. Po prostu – kipiała seksem. I chyba opisana wyżej uroda to jedna z niewielu dobrych rzeczy, którymi obdarował je los, codzienność w jakiej przyszło im żyć, zwłaszcza po śmierci matki, nie była godna pozazdroszczenia. Wszystkie trzy mieszkały w jednym małym pokoju, o wymiarach trzy na cztery metry, piętrowo łóżko i miejsca wolnego tyle co wcale. Ojczym mieszkał w pokoju obok, takim jakby „salonie” gdzie wiecznie pił z kolegami lub bez nich i oglądał telewizję. Zdzisław nie dawał im pieniędzy na nic, bo sam ich nie miał, a to co miał – przepijał. Nieraz nie miały co włożyć do garnka w domu, więc musiały coś podjeść u którejś z koleżanek. Bały się oczyma, wiedziały że gdy wypił, bywał nieobliczalny, nieraz uderzył je w stanie upojenia alkoholowego, krzyczał po nich, poniewierał nimi a czasem nawet zdarzyło mu się wyrzucić którąś z dziewczyn z domu na noc. W lato nie było z tym problemu, było ciepło, mogły się przespać w lesie czy gdziekolwiek, ale gdy była zima, tak jak teraz, strasznie obawiały się podpaść w jakikolwiek sposób Zdzisiowi, bo wiedziały, że musiałyby nocować albo na dworcu albo po piwnicach, wstydziły się powiedzieć koleżankom jaką sytuację mają w domu, więc dość niechętnie korzystały z ich pomocy. Takie nocki kończyły się zazwyczaj dość poważnymi odmrożeniem różnych części ciała. Rygor w tym domu panował niesamowity, dziewczyny chodziły jak w szwajcarskim zegarku, co powiedział ojczym – było święte. Żadna nie próbowała z nim dyskutować ani się sprzeciwiać. Musiały sprzątać, gotować, robić zakupy, prać, prasować, czyli w sumie to samo, co przed śmiercią matki, tylko teraz nawet w weekendy ich nikt w tym nie odciążał.

     

       Zdzisław wracał z pracy zawsze o 16:15, tego dnia była kolej Sylwii na przygotowanie obiadu, pech chciał że gdy wychodziła ze szkoły była straszna zamieć śnieżna i jej autobus miał ponad godzinne opóźnienie. Spieszyła się jak mogła by obiad równo kwadrans po czwartej był podany na stole idealnie ciepły (gdy Zdzisiu stwierdził że był letni lub zimny, to zawsze dziewczynom mocno się obrywało). Już prawie zdążyła, ziemniaki i mięso były na talerzu, surówkę już mieszała gdy do mieszkania wszedł ojczym. Widać było że był zły, był po nieprzyjemnej rozmowie z szefem, który znowu wyczuł od niego alkohol i dał mu ultimatum, że jeśli jeszcze raz przyjdzie w takim stanie to go zwolni. Dodatkowo obciął mu część wypłaty za ostatni miesiąc. Trzasnął drzwiami, w zabłoconych butach wszedł do kuchni i zasiadł do posiłku. Sylwia tego dnia miała na sobie krótką, obcisłą, czarna spódniczkę i grube lecz prześwitujące rajstopy, do tego koszulka na ramiączkach z lekkim dekoltem. Podawała właśnie surówkę do stołu, lecz pech chciał że w pośpiechu wsypała do niej trochę za dużo soli. Gdy Zdzisław jej skosztował natychmiast wypluł na podłogę i wrzasnął:

    -Ty mała po***ana dziwko !!! Co to ma być ? To po to haruje jak wół byś miała co jeść, byś spieprzyła ciężko zapracowany obiad ? Próbowałaś tego ? Przecież tego się jeść nie da ! Sama sól !!! – Krzyczał strasznie głośno, mocno wymachując rękami i zbliżając się do Sylwii. Prawa dłoń wylądowała właśnie z impetem na policzku Sylwii. Po chwili mocnym ruchem popchnął ją na ścianę, od której się odbiła i upadła na podłogę.

    -Wiesz jaka czeka cię za to kara, ty mała szmato ! Jazda po skórzany pasek do szafy! – krzyknął Zdzisław

    Ojczym miał w zwyczaju kary cielesne za każde, jego zdaniem, złe zachowanie swoich przybranych córek. One dobrze o tym wiedziały i trzęsły się ze strachu za każdym razem, gdy ojczym się denerwował obawiając się najgorszego – kary.  Zazwyczaj brał swój skórzany pasek i dostawały po pupie z niego tak długo – na ile sił starczało Zdzisiowi. Podobnie było tym razem. Sylwia wiedziała, że nie ma co dyskutować bo to może tylko pogorszyć sytuację, posłusznie poszła do szafy, wyjęła najgrubszy, skórzany pas ojczyma i położyła go na fotelu. Na oparciu tego samego fotela położyła się ona, wypięła mocno pośladki jak do seksu i czekała na karę, aż przyjdzie jej oprawca. Widok był bardzo ciekawy, jak już wcześniej pisałem, pośladki miała wspaniałe, a gdy leżała z wypiętym tyłkiem to czarna spódniczka fantastycznie eksponowała ich kształty. Po chwili do pokoju wszedł Zdzisław, podchodząc do dziewczyny krzyknął:

    -Dzisiaj nie będzie taryfy ulgowej mała gówniaro, ściągaj to wdzianko z siebie, dostaniesz na gołą dupę, będzie bardziej bolało to może nauczysz się nie marnować dobrego pożywienia !

    Podszedł co niej, mocnym ruchem ściągnął z niej spódniczkę, delikatnie ją rozrywając. Dziewczyna nie chciała by jej jedyne ciepłe rajstopy podzieliły ten sam los więc w pośpiechu sama zaczęła je ściągać. Stała teraz przed nim bardzo wystraszona, w bluzeczce i samych stringach. Cichym głosikiem spytała:

    -Tyle wystarczy ?

    -Nie ! – burknął Zdzisiu – Ściągaj  majtki, masz mieć porządne ślady na dupie, żebyś zapamiętała !

    Dziewczyna posłusznie ściągnęła majtki i ponownie zajęła tą samą co wcześniej pozycję na fotelu. Wypięta do swojego oprawcy, lśniącymi, gładkimi i bardzo delikatnymi pośladkami, które zaraz miał przyjąć grad ciosów od wkurzonego ojczyma. Była tak wypięta że było widać także jej różowy wzgórek, idealnie ogolony. Starała się spiąć pośladki w miarę możliwości by mniej bolało i żeby jej cipka nie oberwała. Zaczęło się. Pierwsze szalenie mocne uderzenie z paska na prawy pośladek i udo dziewczyny. Zawyła z bólu, łzy zaczęły jej spływać po policzku, ale nie zdążyły skapnąć na ziemię gdy na drugim pośladku wylądowało kolejne, mocniejsze uderzenie. Ojczym bił ją z całej siły, dziewczyna płakała, krzyczała, a jej tyłek był już czerwony niczym wino. Po kilku minutach mężczyzna opadł już chyba z sił, odłożył pasek, kazał się ubrać dziewczynie i przynieść mu piwo z lodówki. Sylwia trzęsąc się jeszcze z bólu zebrała swoje rzeczy, względnie szybko ubrała się, przyniosła piwo i zamknęła się w pokoju gdzie czekały dwie pozostałe siostry słyszące całą sytuację z zza drzwi.  Dominika od razu podbiegła do zapłakanej Sylwii i mocno ją przytuliła. Gdy minęła już chwila i uspokoiły się zaczęły cicho rozmawiać, tak by nie słyszał ich ojczym.

    -Ale miał dziś wyjątkowo zły humor, dawno nie pamiętam go tak nabuzowanego – powiedziała Ewa

    -Racja, ale spójrz na Sylwię, dzisiaj to przeszedł samego siebie – dodała Dominika.

    -Musimy coś z tym zrobić, nie możemy tak żyć, przecież on kiedyś w końcu nas na śmierć zatłucze – oburzyła się Ewa

    – Przestań ! – wtrąciła Sylwia – Przecież wiesz że nie możemy nic zrobić, w domu dziecka nie jest łatwiej a innych opcji nie mamy, z nim przynajmniej da się nauczyć żyć i jeśli w żaden sposób mu nie podpadniemy to jest jako tako – a w bidulu, tam przecież nigdy nie ma życia, nieważne jakbyś starała się unikać konfliktów i tak będzie gorzej. Poza tym, pamiętacie chyba co mówił nam niedawno, jeśli się gdziekolwiek poskarżymy to znajdzie nas choćby w rodzinie zastępczej i zatłucze na śmierć. Przecież oni nas nie ochronią przed nim, najwyżej zamkną go na kilka lat, a potem wyjdzie żądny zemsty i nas znajdzie, przecież wiecie do czego jest zdolny – wtedy naprawdę mógłby nas nawet zabić. To nie ma sensu, musimy przeczekać jeszcze z dwa lata aż będziecie pełnoletnie i się stąd wyniesiemy.

       Gdy Sylwia kończyła to zdanie, rozległ się dzwonek do drzwi. To byli Janek i Adaś, najlepsi kumple ojczyma, pił z nimi prawie codziennie. Weszli do „salonu” i rozpoczęli rytuał wlewania w siebie taniego alkoholu hektolitrami, aż któryś z nich pierwszy padnie. Byli głośno jak zawsze, zbliżał się już wieczór, rano szkoła, więc dziewczyny powoli myślały o spaniu. Wiązało się to z wyjściem do przedpokoju, gdzie była łazienka i wzięciem prysznica. Pierwsza na ten odważny krok zdecydowała się najmłodsza – Ewa. Gdy już się umyła, zarzuciła koszulkę, ubrała majtki i wyszła z łazienki w kierunku swojego pokoju. Pech chciał, że akurat Janek zobaczył jej próbę cichego przemknięcia do pokoju, wstał z fotela, gwizdnął w jej stronę i zawołał:

    -Nono, malutka a ty to dokąd, może uraczysz nas swoim towarzystwem, bo twój tatuś już wyzionął ducha – powiedział lekko sepleniąc i wskazując na leżącego i twardo śpiącego na kanapie Zdzicha.

    -Nie, ja niestety nie mogę, rano mam szkołę, muszę iść spać już – cicho i nieśmiało próbowała spławić natrętnego gościa Ewa

    W tym momencie podniósł się Adam i chwiejnym krokiem podszedł do młodej dziewczyny chwytając ją za rękę powiedział:

    -No chodź mała do nas, szkoła nie zając, nie ucieknie a sprzeciwu nie znosimy.

    Mówiąc to pociągnął ją za rękę tak, że znalazła się w „salonie”. Pociągnął ją dalej, w stronę stołu, usiadł na krześle i mocno przyciągnął ją do siebie, krzycząc:

    -Siadaj tu, pogadamy

    Dziewczyna nie miała ochoty spędzać czasu z tym pijanym towarzystwem, ale jako że Adam był mocno stanowczy a widziała co ojciec zrobił dziś z jej siostrą, to postanowiła nie stawiać oporu i na chwilę się przysiąść. Niestety, Adam tak pociągnął jej rękę, że zatrzymała się na jego kolanach a wtedy ją sobie na nich usadowił. Dziewczyna nie protestowała, milczała, siadła i dała objąć się Adamowi w talii. Czuła śmierdzący odór wódki od niego, jego spodnia aż kleiły się od brudu a ręce którymi ją dotykał były obleśnie przepocone. Do tego wszystkiego nie miała przecież spodni i siedziała na nim na gołych nogach, w samych majtkach i koszulce bez stanika. Była zaraz po kąpieli więc ciało było dość wilgotne, sutki szybko zmoczyły koszulkę i zaczęły lekko prześwitywać przy okazji seksownie uwypuklając swoje kształty. A jej piersi były idealnie jędrne, nawet bez stanika co zresztą przykuło uwagę stojącego obok Janka, który rozradowany rzucił w jej stronę:

    -Oj widzę panienko, że natura to hojnie cię obdarowała, oczęta to ty masz pierwsza klasa a i nogi zgrabniutkie, że pozazdrościć by ci moja żonka tylko mogła. – Powiedział to gapiąc się ostentacyjnie na jej biust i aż śliniąc się na jej widok.

    W tym momencie Ewa poczuła coś twardego, prężącego się na wysokości jej tyłka. Tak, to był stający na baczność kutas Adama, jakby tego było mało swoja prawą rękę skierował na jej prawy cycek, chwytając go mocno bez uprzedzenia, zgniatając i zadając jej przy tym ból.

    -Niech mnie pan zostawi – oburzyła się Ewa, próbując zejść z kolan mężczyzny.

    Niestety ten drugą ręką mocną ją do siebie przycisnął, utrudniając jej ucieczkę i szepnął jej do ucha:

    -Nie tak prędko słoneczko, to ja zdecyduje kiedy cię puszczę a jak będziesz mi się wyrywać, to zdzielę cię po głowie, tak jak to wasz ojczym nieraz robi.

    Dziewczyna się uspokoiła, nie chciała mieć tylu siniaków ile ma teraz Sylwia, stwierdziła że przemęczy się, posiedzi chwilę a zaraz alkohol zrobi swoje i pewnie skończą jak jej ojczym, a wtedy spokojnie będzie mogła pójść do pokoju spać. Niestety Adam stawał się coraz bardziej nachalny, prawa ręka dalej macała jej cycek sprawiając jej przy tym lekki ból, lewa natomiast zaczęła gładzić jej nagie udo, co chwila przesuwając się coraz bliżej jej wzgórka łonowego.  Janek zaczął dotykać jej twarz, głaskał policzki obsuwając powoli rękę na szyję nastolatki. Stamtąd po chwili powędrowała na lewą pierś, najpierw lekko niby się o nią ocierając, a potem dotykając coraz odważniej, aż zaczął macać obie, bo ręce Adama skupiły się na dolnych partiach ciała dziewczyny. I tak oto Ewa, otoczona przez dwóch obrzydliwych, dużo starszych mężczyzn była macana w jej własnym domu, obok leżącego ojczyma. Janek stał tak blisko, że czuła jego wstrętny oddech, Adam za to nachylił się i przyległ brzuchem do jej pleców. Jego obie ręce muskały teraz dziewczęce uda, rozchylając je tak, że przez delikatną koronkę stringów dotykał już jej cipki. Dziewczyna nie wiedziała co robić, widziała że sprawy idą w złym kierunku, ale nie miała praktycznie ruchu, bo każdy możliwy był ograniczony przez jej dwóch oprawców. Gdyby zaczęła się wyrywać, mogłaby zbudzić ojczyma, który powinien stanąć w jej obronie, ale równie dobrze mógł ją ukarać za to, że jest niemiła dla jego kolegów, nie widząc nic złego w ich zachowaniu. Nie wiedziała co robić, gdy rozmyślała nad jakimś wyjściem z tej sytuacji, jedna z rąk Adama przesunęła się w górę, tym razem pod koszulkę zmierzając powoli w stronę nagiej piersi nastolatki. Najpierw delikatnie dotykał tę dziewczęcą część ciała, ale potem zaczął coraz mocniej ściskać pierś, ugniatać, macać, aż zaczął bawić się jej sutkiem. Janek nie miał zamiaru mieć gorszej zabawy. Szybkim ruchem pociągnął koszulkę dziewczyny z dołu w górę, że zanim Ewa zdążyła się zorientować, jej ręce były podniesione ku górze a jej koszulka dyndała w ręce Janka niczym flaga zwycięstwa. Jego ręka szybko powędrowała na drugą pierś Ewy, zabawiając się z nią podobnie jak robił to Adam. Dziewczyna dalej nie wiedziała co robić, gwałtowny ruch Janka wprawił ją w osłupienie, a łzy zaczęły delikatnie spływać z jej policzków. Nie miała na razie żadnego mądrego pomysłu co zrobić, więc poddawała się zabawą dwóch rozpalonych mężczyzn po czterdziestce, dla których ciało tak młodej nastolatki było fascynującym doznaniem, a jego penetracji nie mieli zamiaru przerywać….

     

    GŁÓWNA CZĘŚĆ

     

       Adam odsunął kawałek materiału blokujący mu swobodny dostęp do dziewiczej muszelki dziewczyny, która siedziała na jego kolanach. Najpierw jeździł palcami wzdłuż jej rowku, by potem delikatnie zacząć wsadzać tam palec. Najpierw jeden dość płytko, wpychał go jej coraz głębiej, dołożył drugiego co dla dziewiczej cipki tej młodej nastolatki było już dużym obciążeniem, sprawiającym jej lekki ból. Adam poczuł, że nie jest tam tak wilgotno tak jakby chciał, wiec wyjął jeden palec i skierował go w stronę ust dziewczyny szepcząc jej do ucha odstraszającym głosem:

    -Poliż

    Dziewczyna posłusznie, aczkolwiek powoli otworzyła usta i polizała palec mężczyzny. Wsadził go z powrotem do cipki dziewczyny, wpychając go coraz głębiej i sprawiając, że dziewczyna mimowolnie lekko jęknęła. Wtedy odezwał się Janek:

    -Nie zamykaj tych ust ślicznotko, jeszcze coś innego possiesz, tym razem mi. – Zaśmiał się złowrogo Janek

    Dziewczynie nie było za to do śmiechu, gdy zobaczyła, jak stojący tuż przed nią facet, rozpina swój pasek i ściąga spodnie. Następnie pozbył się majtek i wyjął z nich około 15 centymetrową pałę, z obwisłymi i mocno zarośniętymi jajami. Przerażone oczy dziewczyny patrzyły na sprzęt Janka z wielkim strachem. Wtedy on się odezwał:

    -Albo obciągniesz go jak najlepiej umiesz, albo gdy tylko twój ojczym wstanie, opowiemy mu jak nas zwyzywałaś, jak się awanturowała i ogólnie jak okropnie się zachowywałaś. I jak myślisz komu uwierzy ? Tobie czy nam ? Jak myślisz, jaka kara spotka ciebie za to ? A może odbije się to także na twoich siostrach. Chcesz żeby tak było, a może wolisz byśmy opowiedzieli mu że byłaś niezwykle uprzejma, dotrzymałaś nam towarzystwa i przygotowałaś smaczną kolację ? Którą wersję wolisz ? – zapytał Janek

    -No odpowiadaj jak cię o coś pytamy – krzyknął Adam

    Przerażona dziewczyna wyszeptała strasznie cichym głosikiem:

    -Drugą

    -To teraz otwórz usta i zajmij się nim, tak jakby to była pała twojego chłopaka ! Rozkazał Janek i zbliżył swojego kutasa do buzi Ewy, tak, że dotykał już jej ust.

    Dziewczyna powoli otworzyła szeroko usta, długo nie musiała czekać, Janek wjechał w jej gardło z takim impetem, że zatrzymał się dopiero na migdałkach. Chwycił ją rękami za głowę i zaczął nią rytmicznie poruszać, ruchając małolatę w usta. Dziewczyna pierwszy raz w życiu komuś lodziła, co prawda rozmawiała nieraz z koleżankami, które już to robiły swoim chłopakom i wie na czym to polega, oglądała przecież także kilka pornoli ale mimo to nie szło jej to zbyt dobrze. Dławiła się penisem Janka, a on wpychał go coraz szybciej i dalej, dziewczyna zaczynała się dusić. Po chwili lekko wyciągnęła go z jego ust i oblizała by nie wpychał go tak głęboko, bo to utrudniało jej oddech. Janek wtedy krzyknął:

    -Albo się weźmiesz do roboty i zaczniesz używać języka albo inaczej pogadamy mała dziwko !

    Ewa zaczęła go pieścić swoim językiem, opatulając go nim z każdej strony. On rżnął ją w usta coraz szybciej, był coraz bliżej a jej głową poruszał jak oszalały, dziewczyna ledwo nadążała, tym bardziej że na dole Adam próbował wsadzić już trzeci palec do jej szparki nie dbając przy tym o delikatność. Janek pierdolił jej usta już bardzo szybko, aż Ewa w końcu poczuła eksplozje z koniuszka kutasa w jej ustach, sperma zaczęła zalewać jej całe usta a część od razu spłynęła do gardła, mężczyzna zatkał jej w tej chwili nos, Ewa szybko przełknęła ohydny ładunek Janka, by się nie udusić, a ten wyjął penisa z jej ust i kilka razy uderzył nastolatkę swoją pałą w policzki każąc jej go dokładnie wylizać. Dziewczyna uczyniła jak jej kazał.

       Teraz Janek odsunął się od niej i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Adam natomiast wstał, podnosząc Ewę ze swoich kolan i z uśmieszkiem na twarzy zwrócił się do niej:

    -Teraz moja kolej mała suczko

    Ewa chciała mieć to już za sobą, przecież jednego już zaspokoiła, rozsiadł się na fotelu, dał jej spokój i już prawie przysypiał. Stwierdziła, że zrobi to szybko drugiemu i teraz na pewno dadzą jej wreszcie spokój i ten horror się skończy. Sama więc klęknęła przed Adamem i zabrała się do rozpinania jego spodni. Gdy leżały razem z majtkami już na ziemi, zbliżyła swoje usta do kutasa mężczyzny, lecz ten wtedy odsunął go na bok i szepnął do niej:

    -Haha, chciałabyś mała tylko obciągnąć mi i po sprawie, tylko ja jestem troszkę bardziej wymagający niż mój kolega.

    Ewa nie wiedziała o co mu dokładnie chodzi, ale strach coraz bardziej ją paraliżował.

    -Widzisz moja droga, ja mam ochotę w Ciebie wejść, poczuć wilgoć twojej delikatnej cipki zaciśniętej na moim małym, nie wystarczy mi sam lód – kontynuował Adam

    -Nie, nie proszę nie ! – Krzyknęła śmiertelnie przerażona Ewa – Ja jestem dziewicą, nie możecie mi tego zrobić, ja chce to z kimś innym, nie dam wam się, przecież zaspokoję was ustami, będzie wam dobrze, przecież Jankowi się podobało, panu też się spodoba, proszę, naprawdę się postaram ! – Błagała klęcząca nastolatka a łzy spływały po jej ślicznych policzkach.

    Adam podszedł do dziewczyny, podniósł ją i popchnął na fotel, ten na którym wcześniej leżała Sylwia bita przez ojczyma, zresztą Ewa leżała teraz w ten sam sposób, wypięte pośladki błyszczące się w świetle lampy, mały paseczek stringów nie zasłaniający do końca, różowej, gładkiej cipki. Do tego jędrne cycuszki opadające nad fotelem sprawiały, że Adam był już tak podniecony, że ani myślał ustąpić. Dziewczyna jednak nie miała zamiaru dać się tak łatwo zgwałcić, krzyknęła by ją zostawił, wstała z fotela, próbowała podbiec do drzwi, ale wtedy Adam strzelił ręką w jej policzek i ponownie rzucił ją na fotel. Dziewczyna poddała się. Adam podszedł do niej, ściągnął jej majtki, powąchał, rzucił w kąt, spojrzał w oczy dziewczyny i powiedział:

    -Od dawna jak tu przychodziłem miałem ochotę cię wydymać, nie uwierzysz ile razy o tobie fantazjowałem a teraz, nie do wiary że wreszcie w ciebie wejdę maleńka, wypnij porządnie te pośladki albo ci je**e dwa razy mocniej w tą twoją śliczną mordkę. Dziewicy jeszcze nie ruchałem, więc chętnie popatrzę jak leje się z ciebie krew. – mówiąc to podszedł do dziewczyny, która z bezsilności wypięła pośladki jak kazał jej oprawca i była gotowa na przyjęcie jego członka.

    Uderzył ją otwartą dłonią w pupę, potem jeszcze raz w drugi pośladek i tak kilka razy. Każdy następny klaps był coraz mocniejszy, a dziewczyna z każdym coraz mocniej drgała.

    Mężczyzna zaczął kutasem ocierać się o cipkę dziewicy, szukając do niej wejścia. Gdy w końcu znalazł, do pokoju weszła starsza siostra Ewy – Sylwia. Obie dziewczyny, siedziały wcześniej w pokoju i dokładnie słyszały co się dzieje w salonie. Żadna z nich nie miała odwagi wtedy pomóc Ewie, bo obie wiedziały że nic to nie zmieni a dodatkowo jeszcze im stanie się krzywda. Lecz teraz Sylwia nie mogła już siedzieć cicho w pokoju, była przecież najstarsza, po śmierci matki czuła swego rodzaju odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo, więc gdy usłyszała rozpaczliwe łkanie Ewki o to, że chce swój pierwszy raz spędzić z kimś bliskim dla siebie, nie wytrzymała już. Wiedziała ile ten pierwszy raz znaczy dla dziewczyny, sama miała okazję go przeżyć pół roku temu z ukochanym chłopakiem i nie miała zamiaru pozwolić, by jej siostra nie miała takiej samej możliwości. Wiedziała że obydwoje są pijani i napaleni więc będzie dało się nimi łatwo manipulować. Postanowiła więc działać. I tak o to stała teraz w drzwiach salonu patrząc w zapłakane oczy młodszej siostry i widząc jej błagalne spojrzenie. Sylwia miała teraz na sobie obcisłe rurki, oraz lekko prześwitującą koszulkę z odrobiną koronki, zza której było widać czarny stanik. Oczywiście dekolt lekki także był i umiejętnie machała nim podchodząc do Adama i zwracając jego uwagę na swój biust. Wiedziała, że to jedyna realna szansa na oszczędzenie cierpienia Ewy, przecież oni swoje już jej zrobili. Teraz kolej na nią.

    -Mam propozycję, zostaw Ewę – mówiła Sylwia patrząc na Adama i nachylając się w jego stronę swoimi piersiami – A w zamian będziesz mógł ze mną zrobić co chcesz, będziesz mógł mnie wyruchać w każdą dziurę, oddam ci się tak, że będziesz miał z tego nieziemską przyjemność, na pewno większą niż z ruchania małoletniej, niedoświadczonej i przestraszonej dziewczyny – Sylwia mówiła to pewnym głosem, lekko uwodzicielskim, mimo że tak naprawdę w duchu była przerażona jak nigdy i bardzo zestresowana, wiedziała że musi być bardzo wiarygodna i uwodzicielska jeśli chce oszczędzić siostrze bólu – Zrobisz ze mną co zechcesz, wpuszczę cię do swojej cipki, ust, tyłka, gdziekolwiek zechcesz. Chyba nie mam gorszego ciała od siostry – mówiąc to zaczęła ściągać koszulkę i została w samy koronkowym, czarnym staniku i spodniach.  Widząc zastanowienie i zmieszanie na twarzy kolegi ojczyma, postanowiła pójść na całość i ściągnęła stanik. Małe, dwie okrągłe piersi sterczały wesoło tuż przed Adamem. Były idealnie jędrne, tak że Adam nie mógł się powstrzymać więc je dotknął. Ugniatając je powiedział do Sylwii:

    -Tylko widzisz moja droga, problem jest taki, że nigdy nie bzykałem dziewicy, a ona nią jeszcze jest

    -Też nią jestem – skłamała Sylwia, licząc na to że nawalony mężczyzna nie odkryje prawdy, w końcu oddała się swojemu chłopakowi tylko raz, więc wiedziała, że jej cipka na pewno jest dalej bardzo obcisła a pijany facet nie powinien widzieć różnicy, a krew przecież nie zawsze cieknie.

    -Zgoda – odpowiedział napalony Adam skuszony walorami  uwodzicielskiej nastolatki.

    -To znaczy, że ja, ja mogę sobie pójść ? – spytała nieśmiało Ewa

    -Tak, leć do pokoju – odpowiedziała Sylwia a na reakcję Ewy nie było trzeba długo czekać. Nie zabrał nawet swoich ciuchów z ziemi jak już była w swoim pokoju.

    Teraz Sylwia została sam na sam ( nie licząc dwóch śpiących pijaków w pokoju) z Adamem i zaczynała się najgorsza część jej planu uwolnienia siostry. Adam podszedł do niej bliżej, jedną ręką dalej macał pierś dziewczyny, drugą zabrał się do rozpinania rozporka osiemnastolatki. Potem rozpiął guziczek w spodniach i powoli zaczął je z niej zsuwać. Gdy dziewczyna miała na sobie same majtki kazał jej uklęknąć i otworzyć usta. Sylwia wiedziała co ma zrobić, miała nadzieję, że może uda się go zaspokoić tylko ustami, toteż zaczęła lizać jego penisa tak namiętnie, jak tylko umiała, łykała coraz głębiej starając się nie myśleć o tym co robi. On chwycił jej głowę rękami, zaczął bawić się jej włosami i rytmicznie potrząsać nią trzymając za włosy. Ruchał jej usta coraz szybciej. Sylwia ledwo nadążała z oblizywaniem jego męskości z każdej strony. Szczególnie, że miał naprawdę długą i grubą pałę. W pewnym momencie wyjął ją, spojrzał dziewczynie prosto w oczy i powiedział:

    -Chyba nie myślałaś że tylko tak mnie zaspokoisz. Wstawaj i na łóżko !

    Sylwia wstała, podeszła w stronę kanapy, Adam złapał ją za rękę, zaczął wodzić palcami po jej plecach zachwycając się co rusz jej wspaniałym ciałem.

    -Aleś ty jesteś ładna, masz takie piękne ciało że schrupałbym cię gdybym mógł – podnieconym głosem mówił Adam.

    Gdyby nie fakt, że mówił to obleśny podpity facet po czterdziestce z żoną dwa bloki stąd, zamierzający ją za chwilę zgwałcić, to pewnie tekst ten dziewczyna uznałaby za komplement. Ale było jednak inaczej, Adam macał ją coraz nachalniej, dotykał każdą część jej ciała, piersi, brzuszek, policzki, aż w końcu zbliżył swoje usta do jej i bez chwili zastanowienia włożył swój język do ust nastolatki. Dziewczyna obiecała sobie, że zrobi wszystko, czego będzie chciał ten zboczeniec, żeby przypadkiem nie wrócił do jej siostry, toteż odwzajemniła z wielką niechęcią jego pocałunek. Obie piersi gniótł tak mocno że dziewczyna zaczęła jęczeć z bólu, ale on nie przestawał, nie ruszało go to. Teraz jego ręce były na dziewczęcych pośladkach ugniatając je coraz mocniej co sprawiało cholerny ból Sylwii, bo przecież kilka godzin temu dostała potężne lanie. Jednym pociągnięciem zerwał z niej stringi i rozerwane rzucił na ziemię. Teraz palce skupiły się wokół jej cipki, powoli penetrując ją, najpierw jednym palcem, potem drugim aż w końcu wsadził trzy a dziewczyna zawyła z bólu. Po chwili zabawy wyjął je i popchnął dziewczynę na łóżko. Sylwia leżała na plecach i obserwowała jak Adam ubiera gumkę, wiedziała co teraz ją czeka, musiała dobrowolnie wpuścić do siebie kutasa tego obrzydliwego typa i oddać mu się w naturze by zostawił w spokoju jej siostrę. Gdy on założył już prezerwatywę, ona rozszerzyła lekko nogi i delikatnie je podkuliła. Adam nie mógł napatrzeć się na nastoletnią dziewczynę. Śliczna twarz, przerażone oczy, długie włosy, gładkie ciało, zgrabny biust i lekko rozszerzona różowiutka, dziewczęca cipeczka przed nim. Dotknął jej udo, potem drugie, przysunął dziewczynę do siebie, zbliżył do niej kutasa. Ocierał się nim o boki cipki, w końcu zlokalizował wejście do niej, jednym mocnym pchnięciem wszedł do samego końca rozrywając dosłownie dziewczynę od środka. Sylwia jęknęła tak głośno, że chyba dwa piętra wyżej ją słyszeli. Jej chłopak raz tylko w niej był, był delikatny i miał dość małego i chudego fiuta, ten był kilka razy większy i grubszy, toteż wchodząc do wąskiej cipki nastolatki sprawiał jej okropny ból. Ale nie przejmował się tym, a nawet go to podniecało, zaczął posuwać ja coraz mocniej, próbując wejść jeszcze głębiej. Dziewczyna jęczała za każdym razem jak wpychał w nią kutasa, mimowolnie jej cipka zaczęła nabierać soków. Była ruchana w bardzo szybkim tempie przez tego niewyżytego seksualnie typa już od kilku minut. Ciekła coraz bardziej, po chwili poczuła jak z członka zsuwa się pęknięta gumka lecz nie była w stanie wyrwać się z mocnego uścisku gwałciciela. Cipka rozszerzała się jej coraz bardziej zaciskając się bardzo mocno na penisie mężczyzny. Młoda, ciasna, wąska – była idealna dla niego do rżnięcia. Nie zamierzał tak szybko zakończyć swojej przyjemności, odwrócił dziewczynę nogi zrzucił z łóżka, tak że klęczała na ziemi, a tułów jej pochylił na łóżko. Rękami chwycił za cycki nastolatki, a w wypiętą pupę załadował swojego penisa. W drugą dziurę było dużo trudniej wejść, toteż mocnymi ruchami wpychał się powoli coraz dalej, nie zważając na krzyki gwałconej nastolatki. Gdy w końcu udało się upchać część kutasa w tyłku dziewczyny zaczął mocnymi, posuwistymi ruchami wchodzić w nią. Rytmicznie, coraz szybciej gwałcił dziewczynę. Piersi ściskał jej coraz mocniej, Sylwia czuła że nadchodzi kulminacja, ciało Adama przyległo do niej, a każdy jego ruch odczuwała coraz mocniej i wyraźniej.  W końcu dziewczyna poczuła jak jej wnętrze zalewa fala spermy wlewając jej się w każdy zakamarek dziurki, skapując także na łóżko. Adam opadł na nią, po czym po chwili zszedł z dziewczyny. Sylwia leżała bez ruchu, nie wiedziała co ma robić. Płakała z bólu psychicznego i fizycznego. Adam położył się obok i zasnął. Dziewczyna wstała powoli, zabrała swoje rzeczy i szlochająca wróciła do swojego pokoju. Tam czekała na nią Ewa z Dominiką. Ewa rzuciła się jej na szyję, wycałowała i dziękowała siostrze chyba z tysiąc razy. Radosną sielankę sióstr, które myślały że ten horror minął przerwały otwierające się drzwi pokoju. Stał w nich Janek, widocznie obudził się. Miał na sobie same majtki a na twarzy lubieżny uśmieszek. Odezwał się:

    -No chyba nie myślicie że tak sobie zaśniecie, czeka nas długa noc, więc w która z was odda mi się pierwsza ?

     

    Ciąg dalszy nastąpi …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Z pamietnika masochistki

    Od dziecka wiedziałam ze jestem inna. Pod wieloma względami. Zawsze wolałam co innego, a mój wybór czesto padał na rzeczy dziwne. Ból sprawiał mi niezrozumiałą radość, kiedy czułam go ja lub ktoś inny. Z mojego dzieciństwa najlepiej pamiętam jak związałam moją koleżanke skakanką i biłam po nogach brzozową witką. Koleżanka ta z czasem stała się moją pierwszą dziewczyną, moją wieżą z kości słoniowej. Niestety zły bądź też dobry los nas rozdzielił. Każda z nas wybrała inną drogę.

    Z upływem czasu odkryłam swoją seksualność, zauważyłam też że tylko odczuwając ból podczas zbliżenia jestem w stanie całkowitego spełnienia. Świadoma swej natury, jej uległych i dominujących aspektów zaczełam się obawiać, zadawać sobie pytanie gdzie biegnie granica pomiędzy normalnością a wyuzdaniem.

    Moje pierwsze zbliżenie z mężczyzną nie należalo do najbardziej udanych, zresztą bez urazy dla mojego byłego chyba było niewiele razów, które dałyby mi spełnienie. Tamten raz, i kolejne potem zniechecały mnie do mężczyzn. Od początku próbowałam pokazać mu kim jestem i czego chce.

    Zawsze podnieciała mnie myśl o seksie w miejscu publicznym. Kiedyś będąc postanowiłam odwiedzić go w pracy, byliśmy już razem rok. Mój apetyt seksualny jest bardzo wielki, a ja sama nie posiadam wielu zachamowań. Stał w okienku i wypatrywał klientów, było bardzo późno. Ukłekłam przed nim i zajełam się odpinaniem jego spodni. Delikatnie i z rozmysłem. Spojrzał się na mnie jak na wariatke i zapytał:

    -Miljo co ty do cholery robisz?

    Jestem oszczedna w rozmowie, wolałam mu pokazać. Był zbyt przerażony, ale jego kutas jak najbardziej gotowy. Zrobiłam tak jak prawie zawsze robie. Zaczełam delikatnie pieścić językiem żołądź, przesuwać jezykiem w góre i w dół po prąciu. Chciałam pierw smakować, nacieszyć się tym unikatowym smakiem ludzkiego ciała. Powolutku zeszłam niżej, do jąder i niższych parti, tych bardzo czułych pomiedzy nogami. Bardzo lubie pierw drażnić, doprowadzać do momętu aż ktoś będzie błagał lub bezceremonialnie zlapie mnie za włosy i zmusi do roboty. On nigdy nie miał na tyle werwy żeby mnie zmusić, tak naprawde to ja w tym związku byłam dominująca. Czekałam aż na czubku pojawi się moja ulubiona ambrozja, te pierwsze krople ktore sie pojawiaja sa niepowtarzalne. Dopeiro wtedy wiedziałam że czas pójść głębiej. Włożyłam go całego do ust, i ma na myśli absolutnie całego. A wierzcie mi lub nie było co wkladać. Tą część chciałam załatwić szybko. Ssałam mu fiuta i patrzyłam na jego twarz, na ten błogi wyraz wymieszany ze strachem. Te nerwowe spojrzenie i ukryta chęć odtrącenia mnie. Ale pragnienie przyjemnosci wygrywało. 

    W krótkich przerwach łapałam oddech i wracałam dalej do roboty. Coraz szybciej, ruszałam językiem tak by czuł to jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Czułam że już dochodzi. W ustach miałam posmak wymiocin, cena za penetracje migdałków. Byłam tak podniecona że nie wytrzymałam i wsadziłam ręke w spodnie. Poczułam siebie, gorąco i wilgotno. Pocierałam coraz szybciej nie zapominając o grzecznym ssaniu fiuta. Przed erekcją jest taki zabawny moment, penis lekko sie kurczy a potem napreża. Wtedy usta zapełniają się życiodajną ambrozją. Wyjątkowo doszliśmy razem, chciałam jęknąć i zakrztusiłam się. Wyleciało mi z ust, kapało po mojej brodzie na podłoge. Moj eks chciał to wytrzeć szmatką, ja wolałam to zlizać. Pamiętam jak wtedy na mnie patrzył, jak lizałam podloge i swoje palce. Smakowałam kązdy opuszek. Spojrzałam na niego i błagalnym tonem powiedziałam:

    -Uderz mnie.

    Nie uderzył, nigdy tego nie zrobił. Dwa lata byliśmy razem. Potem udawania normalnej wyszło mi bokiem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    None

    Moje własne doświadczenia życiowe. Jestem masochistką z sadystycznymi zapędami. Do tego mam bardzo wysoki próg bólu. Dla swojego Pana zrobie wszystko co bedzie mi tylko kazał.

  • Pierwszy raz z Milena

    Były to wakacje, parę lat temu. Spędzałem je u rodziny na wsi, daleko od domu. Rodzice zostawili mnie tam na 1,5 miesiąca, lubiłem przebywać na wsi. Wujek wraz z ciocią mieli trójkę dzieci, najstarszego syna oraz 2 córki, jedna była 5 lat ode mnie starsza, druga rok starsza. Opowiadanie będzie dotyczyło tej ostatniej-Mileny.

     

    Ze względu na jej wiek, z nią dogadywałem się najlepiej. Lubiłem z nią spędzać czas, chodzić z nią wszędzie. Miała ona wtedy 16 lat. Jak na swój wiek miała znakomite ciało, wydatne piersi, pociągający tyłek. Jak już wspominałem lubiłem z nią wszędzie chodzić, ona lubiła moje towarzystwo, ale codziennie był taki czas, w którym ona gdzieś znikała. Szukałem jej, nie udawało mi się jej znaleźć. Pytałem to unikała odpowiedzi.

     

    Więc któregoś dnia postanowiłem jej dokładniej pilnować, udało się, poszedłem za nią, okazało się, że moja kuzynka idzie na poddasze, gdzie trzymane było siano, poszedłem za nią, schowałem się i patrzyłem co robi. Wyjęła schowany koc, rozłożyła go, wzięła jakieś gazety i zaczęła je z uwagą oglądać. Postanowiłem wyjść. Wystraszyłem ją swoją obecnością, usiłowała schować, gazety, ale już wszystko widziałem. Powiedziała, że jeśli nikomu nie powiem co tutaj robi to mi wszystko pokaże. Zgodziłem się, usiadłem obok niej na kocu. Pokazała mi te gazety, które okazała się po prostu playboyami. Powiedziała, że zbiera je tu już od kilku miesięcy, ogląda je i zaspokaja swoje potrzeby.

     

    Chciałem ją zostawić, w końcu to kuzynka, ale złapała mnie za rękę i zaproponowała żebym został. Po chwili namawiania się zgodziłem, ponownie usiadłem obok niej, wzięła jedno pisemko i zaczęliśmy je oglądać, już po chwili miałem erekcje, co Milena zauważyła i o tym bezwstydnie powiedziała. Były zdjęcia penisów, zapytała, który najbardziej przypomina mojego, pokazałem jej. Taka sama sytuacja była ze zdjęciami cipek i jej dziurką. . Po jeszcze kilku minutach oglądania pisemek stwierdziła, że jest już bardzo podniecona i musi zdjąć koszulkę. 

     

    Tego dnia była ubrana w sportowe adidasy, czarne stopki, krótkie jeansowe spodenki i białą, przewiewnią koszulkę. Zdjęła ją, pokazała się jej płaski brzuch i biały stanik, nie mogłem oderwać oczu od kuzynki, moja erekcja stałą się jeszcze większa. Poprosiła mnie o pomoc w rozpięciu stanika. Podniecenie wygrało, pomogłem jej i go zdjęła. Zobaczyłem jej cudowne piersi. Nie mogłem już wytrzymać z podniecenia. Milena zaśmiała się, że ja też powinienem być bez koszulki, zdjąłem ją, położyła dłoń na mojej klatce piersiowej, pozwoliła mi to samo zrobić u niej. Bez wahania zacząłem dotykać jej piersi, przerodziło się to w masaż. W między czasie mnie pocałowała, pocałunki zeszły również na jej duże, jędrne piersi. Pisemka przestały być ważne. Milena całowała mój brzuch, bardzo zręcznie rozpięła moje spodenki i je zsunęła, przed tym zdejmując mi buty. Zostałem w samych bokserkach, które opinały mój wzwód oraz czarnych stopkach, których stwierdziła, że mi nie zdejmie, bo ją to podnieca. Na pytanie czy mam coś przeciwko temu, odpowiedziałem, że mnie też zawsze się podobała takie coś. Zapytała jeszcze czy już to robiłem, szczerze powiedziałem, że nie. Uśmiechnęła się mówiąc, że ona ma już jakieś doświadczenie i mnie poprowadzi. Usiadła obok mnie, kazała mi zdjąć swoje buty, posłusznie to zrobiłem, rozpięła swoje spodenki, zsunęła je, dokończyłem ich zdejmowanie. Milena dalej utrzymując kontrole kazała mi całować swoje skarpetki, Przystąpiłem do wykonania rozkazu, z wielką chęcią całowałem, lizałem, wąchałem jej delikatnie przepocone skarpetki. Ich zapach prawie rozrywał mi bokserki, jeszcze bardziej powiększając mojego penisa. Ona zaczynała głośniej oddychać, cichutko postękiwać. Stopami pokazała mi, że mam się położyć na kocu. Ona się uniosła z pleców i przyłożyła głowę do moich stóp ubranych, tak jak jej, w czarne stopki. Zaczęła je wąchać, całować. Nie wytrzymałem, odchyliłem bokserki, wziąłem go do ręki i chciałem zacząć się masturbować. Taka forma przyjemności była mi już znana. Milena gdy tylko to zobaczyła, kazała mi zabrać ręce. Zdjęła mi bokserki i zaczęła robić to o czym marzyłem. Wzięła go do ręki i zaczęła mi walić. Po jakichś 10 sekundach wzięła mały kawałek mojego kutasa do buzi i w momencie wytrysnął. Zalałem jej usta spermą, pokazała mi ją w buzi i połknęła. Byłem pod wrażeniem mojej kuzynki. Powiedziała, że takiego wytrysku do buzi jeszcze nie miała. Ale to było spowodowane moim wielkim podnieceniem.

     

    Milena ponownie wzięła go do buzi i wylizała do końca, można było wyczuć, że już miała kutasa w ustach. Ponownie mi stanął i znów moje podniecenie zaczęło być coraz większe. Trzymała go w buzi jeszcze chwile, cały czas mocno stając i energicznie ruszając głową. W końcu go uwolniła z ust, wylizała moje jądra i się położyła. Oznajmiła mi tylko, że jest mega podniecona i wskazała palcem na rozłożone nogi. Pocałowałem ją w usta, uświadamiając sobie, że smak spermy pozostał w jej ustach. Więc zszedłem do jej majteczek. Uniosła biodra, aby pomóc mi je zdjąć. W końcu zobaczyłem jej cipkę, była wygolona, różowa i bardzo wilgotna. Na początku przejechałem po niej palcem, zrobiłem to kilkukrotnie, za każdym razem coraz mocniej. Milena zaczęła coraz głośniej, oddychać, a nawet krzyczeć. Krzyknęła „język”, wiedziałem co mam robić. Pochyliłem się nad jej cipką i przejechałem po niej językiem, tak jak wcześniej palcem. Poczułem wspaniały smak jej soczków, jej cipki. Lizałem ją coraz zachłanniej, coraz głębiej, nawet ją rozszerzałem rękami i lizałem wnętrze, całowałem ją. Milena coraz głośniej i częściej krzyczała. Wygięła się w łuk i przeżyła swój pierwszy orgazm ze mną. Nie przestawałem lizać jej dziurki, gdy się uspokoiła wyszeptała, że nie sądziła, że prawiczek może tak dobrze robić minetę.

     

    Mój kutas cały czas był sztywny, Milena gdy to dostrzegła pociągnęła mnie na koc i ponownie wzięła go do buzi. Ssała go z wielką chęcią. Gdy skończyła złapała mnie za rękę uniosła mnie z koca, a sama się położyła szeroko rozkładając nogi. Wszedłem między jej nóżki, wziąłem z rękę swój sprzęt i w nią wszedłem powoli, czułem wtedy największą rozkosz w życiu. Ciepła cipka obejmowała mojego kutasa. Wchodziłem coraz głębiej. Milena miała na twarzy grymas bólu, a zarazem szczęścia, coraz głośniej oddychała. Wkładałem jej i wyjmowałem, czułem jak dochodzę. Jej cipka zaczęła pulsować na moim członku, w tym samym momencie powiedziała, a właściwie wyszeptała wraz ze swoim ciężkim, podnieconym oddechem, że za chwile dojdzie. Kilka sekund później strzeliłem w jej cipke, prawie w tym samym momencie ona również miała orgazm. Wkładałem jej dopóki całkowicie mi nie opadł.

     

    Gdy orgazm Mileny się skończył, wyjąłem miękkiego już penisa z niej, sperma zaczęła jej wyciekać z dziurki. Kazała mi ją wytrzeć moją skarpetką. Zdjąłem ją z siebie i wytarłem jej cipke. Na koniec ja jeszcze oblizałem kilka razy, za co podziękowała wyczyszczeniem mojego kutasa ustami. Młody chłopak, jak się okazało nie ma dość i znów pojawiła się u mnie erekcja. Milena stwierdziła jednak, że nie ma już siły. Położyła się tylko obok mnie i biorąc swoją skarpetkę, założyła ją na mojego sterczącego penisa i bardzo powoli, oglądając pisemka doprowadziła mnie do ostatniego już wytrysku.

     

    Leżeliśmy na poddaszu jeszcze jakieś pół godziny, przytulając się i całując. Każdego następnego dnia wracaliśmy na górę, z nową porcją sił, pisemek i ważnych dla nas skarpetek.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Edek junior

    Licze na pozytywne komentarze, choć nie wszytskim przypadnie do gustu przez wątek ze skarpetkami

  • Instrukcja dla siostrzenicy

    Mam dziewiętnaście lat i mieszkam sam. Kiedy skończyłem osiemnastkę chciałem jak najszybciej się wyprowadzić na swoje, a raczej na wynajmowane. Jakoś tak się złożyło, że za niewielką cenę mogłem wynająć kawalerkę. Długo nie musiałem czekać, żeby starsza siostra (niezła imprezowiczka) zaczęła podrzucać mi swoją córkę. Diana miała trzynaście lat i musiałem jej puszczać bajki i czasami dawałem jej zagrać na mojej konsoli.

    Tego dnia, konkretniej w piątek, siostra również wpadła (jak zwykle bez zapowiedzi). Była dosłownie chwilę. Weszła i przywitała mnie:

    – Słuchaj, Przemek, masz tu Dianę i zajmij ją jakoś. Ja będę jutro… – Chwila przerwy. – Pojutrze rano.

    Zanim zdążyłem zaprotestować, to już Amelii, mojej kochanej siostrzyczki, nie było.

    Spojrzałem na dziewczynkę, która akurat rozsiadła się wygodnie na kanapie i wzruszyłem ramionami. Puściłem jej po raz kolejny Krainę Lodu i poszedłem robić kolację. Razem zjedliśmy i ja poszedłem do swojego pokoju, który był małą klitką. Mieściło się tam co najwyżej łóżko i małe biurko.

    Diana była średniego wzrostu, jak na trzynastolatkę, miała blond włosy do ramion i powoli rosnący biust, czyli małe wzgórki na drobnej klatce piersiowej. Moja siostrzyczka nie inwestowała w jakieś dziecięce biustonosze, więc jak młoda się dłużej śmiała, to spod bluzki widać jej było stojące sutki. Przyznam, że mnie to kręciło, ale powtarzałem sobie, że to jest rodzina i w życiu bym tego nie zrobił.

    Po jakimś czasie upewniwszy się, że Diana śpi zamknąłem drzwi w pokoju i założyłem słuchawki. Włączyłem jedną ze stron porno i zacząłem się rozsiadać na fotelu, a ręka sama powędrowała w stronę kroku i przez materiał gładziła rosnącego rycerza. Przez jakiś czas szukałem odpowiedniego filmiku, aż nagle spojrzałem w stronę drzwi, które teraz były otwarte, a w nich stała moja siostrzenica wpatrzona w monitor. Dziewczyna miała na sobie bluzkę bez rękawów i luźne bokserki (Amelia chyba nie zwróciła uwagi, że kupiła córce męskie majtki).

    Ja szybko zdjąłem słuchawki i szybko zamknąłem stronę.

    – Nie śpisz? Od dawna tu jesteś? – spytałem się. Byłem nieco wystraszony, bo jeszcze nikt mnie nie przyłapał na oglądaniu pornoli, a głupio mi było, że zrobiła to moja siostrzenica.

    Diana spojrzała się na mnie i odparła:

    – Chwilę… co to było?

    – Nieważne. Idź spać, bo powiem mamie, że się mnie nie słuchasz.

    Zadziałało, ale po chwili trochę tego żałowałem. Sam również się położyłem i później byłem się z myślami, że jestem jakiś nienormalny, że kręci mnie ktoś z rodziny, a w dodatku taka młoda osoba.

    Po jakiejś godzinie drzwi znowu się otworzyły i weszła Diana.

    – Mogę z tobą spać? Ja się trochę boję.

    Rzeczywiście mogła się trochę bać, bo nie mieszkałem na spokojnej dzielnicy, co było powodem niskiej ceny wynajmu i czasami pijani ludzie chodzili i krzyczeli.

    – Mama by tego chyba nie chciała.

    Jak zaczęła mnie prosić, a ja w tle słyszałem głośniejsze zachowania, to w końcu jej pozwoliłem. Nie miałem wielkiego łóżka, więc nie było mowy i spaniu pod różnymi pościelami, bo dwie by się nawet nie zmieściły.

    Jak już imprezowicze się gdzieś przenieśli, to Diana się spytała:

    – Dlaczego mama by nie chciała, żebym z tobą spała?

    – Bo może by pomyślała, że coś ci zrobię…

    – A co mi zrobisz? – To brzmiało raczej jak prowokowanie, niż pytanie ze strachu, a ja po niedokończonej sesji przy kompie dałem się.

    – Jak nie powiesz mamie, to zapal światło i daj mi rękę.

    Diana spojrzała się na mnie i wstała. Zapaliła światło, odsłoniła kołdrę i zmierzyła mnie wzrokiem.

    – Znowu masz coś w majtkach, jak przy tym dziwnym filmie, co oglądałeś.

    Głupio mi się zrobiło, ale nie było na to czasu, bo dziewczyna podała mi rękę i powiedziała, że mam pokazać.

    Zamknąłem jej rękę w pięść i wyprostowałem jej palec wskazujący. Odsłoniłem lekko bluzkę, żeby było widać pępek i pojechałem nim w dół. Jako, że dziewczynka miała za duże majteczki, to nasze ręce bez problemu się tam zmieściły. Pokrążyłem jej palcem po wzgórku łonowym i wyczułem, że zaczynają jej włoski rosnąć. Diana zaczęła głębiej oddychać i trochę się wiercić.

    – Powiesz o tym mamie?

    – Nie – odparła bez namysłu.

    Wyjęła rękę z majteczek, a następnie je ściągnęła do kostek. Moim oczom ukazał się skarb Diany.

    – Dotknij – powiedziała.

    Nie musiała mnie namawiać. Mój palec ruszył podobną trasą i pogładził jej kilka włosków łonowych, które były bardzo jasnego koloru. Zjechałem trochę niżej, a potem wróciłem do pępka. I odsunąłem palec.

    – Bawiłaś się kiedyś w ten sposób?

    – Próbowałam, ale się trochę bałam i przestałam – odpowiedziała po chwili.

    – To daj palec, zrobię ci mały trening.

    – Ale potem pokaż co masz w majtkach.

    – Zgoda.

    Diana znowu dała mi swój palec. Zjechałem prosto do jej wzgórka łonowego i bardzo powoli jechałem coraz niżej.

    – Czujesz takie coś, co jest troszkę twardsze?

    – Tak.

    Uszczypnąłem ją delikatnie, a ona wzięła głębszy oddech.

    – To jest łechtaczka. Ona służy, żeby było ci dobrze kiedy się tak bawisz. – Diana przytaknęła. – A teraz rozchyl nogi.

    Jej szparka delikatnie się otworzyła i widać było małe wargi sromowe. Przejechałem po nich palcem siostrzenicy, która szybko oddychała. Spojrzałem na jej sutki, które teraz wyraźnie wystawały, jak naboje.

    – To są wargi – rzuciłem.

    – Co?

    – Wargi sromowe, otwierają się w takich sytuacjach jak dzisiaj.

    Z racji tego, że chwilę wcześniej zaczęły się z jej szparki wydobywać soki, to troszkę wziąłem na swoje dwa palce i jej pokazałem.

    – Jak jesteś podniecona, to zaczyna wypływać z ciebie taka ciecz.

    – Krew? Mama mówiła, że jak dojrzeję, to zacznę krwawić.

    – Nie. – Po chwili, ze zdziwieniem, się spytałem: – To nie miałaś jeszcze okresu?

    – Nie.

    Wziąłem znowu jej palec i bardzo powoli włożyłem do szparki.

    – A teraz sama wkładaj, ale bardzo wolno. Jak poczujesz opór, to nie wciskaj się tam.

    – Juz… a czemu mam tego nie robić?

    Spojrzałem na jej palec i był włożony do prawie drugiego więzadła jej małej (w porównaniu do mojej) rączki.

    – Bo wtedy będzie bolało.

    Po chwili Diana wyjęła palec i spojrzała na mnie.

    – Teraz ty zdejmij gacie.

    – Dobra, ale jak zdejmiesz bluzkę.

    Dziewczyna zdjęła bez wahania i ukazały mi się dwa niewielkie wzgórki. Jednym ruchem pozbyłem się majtek i Dianie ukazał się mój rycerz. W międzyczasie ona sama nogami wyrzuciła gdzieś na środek pokoju swoje bokserki.

    – Daj dotknąć – powiedziała. Po chwili dodała – wcześniej widziałam tylko takiego małego siusiaka Igora.

    Igor, to brat Diany, który ma siedem lat.

    Dziewczyna chwyciła mojego penisa i naciągnęła maksymalnie skórkę. Spojrzała na główkę i ją powąchała.

    – Dziwnie śmierdzi.

    – Spróbuj polizać – zachęcałem ją.

    Spojrzała się na mnie jakby dostała nietrafiony prezent, ale wykonała zadanie. Po chwili jeszcze raz to zrobiła i całą główkę włożyła do buzi. Nie ssała, po prostu tam trzymała przez kilka sekund i wtedy przełknęła ślinę i wyjęła.

    – Ma dziwny smak. Ani dobre, ani złe. – Spojrzała się na mnie. – Dziwne, ale przyjemne. Czuję ciepło w pisi.

    Jeszcze raz chwyciła mojego rycerza lewą ręką i kilka razy niezdarnie spróbowała nim poruszać, a drugą rękę położyła na piersi. Ja to samo zrobiłem z moją lewą i delikatnie ścisnąłem, jednocześnie drażniąc kciukiem sutka.

    – Muszę wytrzeć cię – powiedziałem.

    Ona spojrzała na dół i zobaczyła plamę na prześcieradle. Zdjęła rękę z mojego penisa. Spojrzała się na mnie i wyszeptała “przepraszam”.

    – Nic się nie stało, coś na to poradzimy.

    Wziąłem ją za jej chude nogi i rozłożyłem nieco bardziej.

    – Teraz cię trochę wytrę, jak nie będziesz miała nic przeciwko to tym. – Wskazałem na mój sprzęt.

    – Nie wsadzaj tam – powiedziała cicho.

    Zacząłem jeździć po całej szparce, która była naprawdę wilgotna i lał się powoli mały strumyczek.

    Wstałem i poszedłem do kuchni i szybko wróciłem. Wziąłem ze sobą kieliszek i ułożyłem tuż pod jej dziurką, żeby się napełniał jej soczkiem. Poczekałem chwilę i pokazałem jej do połowy pełny kieliszek.

    – Chcesz posmakować swojego soczku?

    Kiwnęła ochoczo głową i dałem jej kieliszek. Przechyliła go i stwierdziła, że to ma dziwny smak i jest słone. Oddała mi kieliszek, a ja położyłem go przy łóżku, a sam pochyliłem się i zacząłem jeździć po jej skarbie języczkiem. Zataczałem koła przy łechtaczce słysząc jak siostrzenica się kładzie z powrotem i dyszy. Rękoma trzymałem jej nogi w udach, które się wierciły. Zlizywałem jej nektar i podgryzałem lekko łechtaczkę, wjeżdżałem językiem do jej małej norki, aż w końcu Diana podniosła miednicę i wydała z siebie zduszone połączenie krzyku, westchnienia i nagłego, niespodziewanego wydechu powietrza. Jej małe wargi zaczęły się lekko poruszać i przez moment zaczęło wypływać więcej nektaru, który szybko zlizałem. Gdy się wyprostowałem, to Diana szybko złączyła nogi. Położyłem rękę na prawej piersi. Czułem jak jej serduszko szybko bije i powoli wraca do normalnego rytmu.

    – Miałaś teraz pierwszy orgazm, zgadza się?

    – Chyba… tak – powiedziała ciągle dysząc.

    Z racji tego, że u mnie ciągle rycerz był w gotowości, to znowu się pochyliłem i rozłożyłem jej nogi. Zacząłem ssać jej łechtaczkę i czasami delikatnie podgryzając. Prawa ręka była ciągle na piersi Diany, a lewa łokciem trzymała nogę, a palcem kręciła się przy mokrej szparce.

    Odsunąłem się od krocza Diany i przysunąłem bliżej swoje.

    – Co teraz zrobisz?

    – Powiesz jak będzie bolało?

    – Nie chcę, żebyś tam go całego włożył – powiedziała ze strachem w oczach.

    – Nie bój się, nie włożę go całego.

    Bez jej pozwolenia zacząłem jeździć rycerzem od, mokrych już, włosków do dziurki, ale jeszcze nie wkładając. Czekałem, aż dziewczyna się rozluźni i czułem, że tylko moment jest potrzebny, żebym doszedł. Przyłożyłem go do jej małej norki i powoli wkładałem główkę. Diana spojrzała się na mnie niepewnie. Pamiętając ile miała palca w środku włożyłem połowę główki i spytałem się czy boli, ona odparła, że nie, ale żebym uważał. Położyłem jej rękę na łonie i powiedziałem, żeby środkowym palcem szybko naciskała łechtaczkę. Ja włożyłem jeszcze troszkę, prawie całą główkę i powiedziała, żebym już przestał. Tak też zrobiłem. Kilka razy ścisnąłem mój sprzęt i zadziałało to jakbym odkręcił kurek. Doznałem najlepszego orgazmu na świecie i przez kilka sekund poleciało kilka białych strzałów.

    – Czuję ciepło w środku. – Uderzyła kciukiem w miednicę.

    Ja widziałem jak jej nektar miesza się z moim i szybko podłożyłem kieliszek, do którego zaczął się zbierać. Z mojego penisa przestała lecieć sperma i po chwili zaczął się kurczyć i wypadł z norki Diany. Ona jeszcze przez chwilę wykonywała szaleńczo szybkie ruchy ręką i rzuciła się na moje łóżko i tym razem wydarła się z całej siły. Kieliszek zaczął się przelewać więc go odłożyłem na biurko.

    Położyłem się obok młodej i objąłem ją.

    – Jak się czujesz?

    – Zajebiście.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Istota

    Dzień z życia Przemka.

  • Pragnienia – poczatek cz.1

    Czego spodziewasz się od życia? Szczęścia, bezgranicznej radości i wolności, czy całkowitego zniewolenia? W gruncie rzeczy, wszyscy jesteśmy zniewoleni. Tylko głupiec odczuwa swobodę w tym chorym świecie. Żyjemy w więzieniu formy.

    Dokładnie te myśli przewijały się przez jej brudny umysł. Próbowała utkać z nich grubą sieć, która właściwie przypominała pajęczynę. Nie potrafiła znaleźć w nich żadnego punktu odniesienia i gubiła się w każdej z nich. Czego tak naprawdę chciała? Przed komputerem oraz z Red Bullem w lewej dłoni starała się zapanować nad swoimi potrzebami.

    Nuda zabijała ją od środka. Nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić i ile poświęcić czasu na te głupoty, którymi się zajmowała. Przeglądanie idiotycznych zdjęć w internecie mogło stać się nudne. Zabawnym wydawał się jej fakt, że tak inteligentna osoba o tak skomplikowanych myślach przegląda właśnie w tym momencie wypociny internautów.

    W końcu podjęła poważną decyzję o wejściu na Chatroulette. Poczuła się, jak żałosna idiotka, która traci całe swoje życie na bezcelowe działania. Co z tego? Kto może jej tego zabronić? Nikt. I tak nie zapanuje nad swoim brudnym umysłem.

    To wszystko brzmi groteskowo, ale dokładnie takie samo jest jej życie. Odbierała sobie możliwość nakłonienia samej siebie do zrobienia czegoś praktycznego. Chatroulette niczym jej nie zaskoczyło. Kolejny raz przeglądała facjaty napalonych i brudnych mężczyzn, szalonych azjatek, czy rzuty na odrzucające męskie przyrodzenia.

    Miała już wychodzić, ale coś ją zatrzymało. Postanowiła włączyć lampkę, ponieważ w jej pokoju zapanowała przejmująca ciemność. Gdy skierowała kursor myszki na znak “x” zamykający okno przeglądarki, jej oczom ukazała się wyjątkowo interesująca twarz. Kości policzkowe znajdujące się na małym ekranie kamerki partnera przykuły jej uwagę. Wpatrywała się w nieskazitelnie błękitne oczy z otwartymi ustami. Wprawiały ją w rodzaj zakłopotania, a jednocześnie wywoływały strach. Mimo tego… Nie potrafiła przestać w nie patrzeć. Już teraz wiedziała, że chce się w nich zatracić…

    Z tej krótkiej zadumy, która wydawała się jej wiecznością, wyrwał ją dźwięk wiadomości.

    PARTNER:
    Witaj.

    Serce zaczęło jej przyspieszać. Była to zwykła wiadomość, która mimo wszystko wywołała u niej motylki w brzuchu. Jak to rozumieć? Przecież to tylko internet…

    ME:
    Witaj. Co tu robisz?

    Jej rozmówca chwilkę myślał nad odpowiedzią. W tym czasie na jego twarzy pojawił się nonszalancki uśmiech sprawiający, że uda dziewczyny zacisnęły się mimowolnie.

    PARTNER:
    Leczę chorobę zwaną nudą. A Ty?

    ME:
    Dokładnie to samo… Zapomniałam już, co to znaczy spotkać kogoś normalnego na Chatroulette.

    PARTNER:
    Czy normalnego, to się jeszcze okaże.

    Pewny siebie uśmiech wciąż nie znikał z jego twarzy. Czuła się zakłopotana i obserwowana przez głębokie, błękitne oczy. Odpowiedź ta wydawała jej się conajmniej dziwna. Chciała grać w jego grę, sięgnęła po następną kartę.

    ME:
    Jaka jest skala Twojego dziwactwa?

    PARTNER:
    Przeraziłabyś się, gdybym Ci powiedział. Ludzie nie lubią odmieńców.

    ME:
    Sama nim jestem. Już nic w życiu mnie nie zdziwi.

    Chłopak z kamerki w pewnej chwili odwrócił się. Spojrzał w kąt pokoju, w którym przebywał i podjął się pisania. Czy chce ją opuścić? Nie może poddać się tak łatwo…

    PARTNER:
    Wybacz, moja droga nieznajoma, ale muszę iść. Jednak chciałbym jeszcze mieć okazję popatrzeć na Twoje usta, są idealne. To mój numer Gadu-Gadu – 6573934. Odezwiesz się?

    ME:
    Tak, czekaj na wiadomość.

    PARTNER:
    Zatem… Do napisania.

    Zniknął. Ta sytuacja wydawała jej się okropnie dziwna. Pojawił się tak nagle, a odszedł jeszcze szybciej. Jedyną nadzieją był pozostawiony numer Gadu-Gadu. Szybko włączyła komunikator, aby wpisać dane, jakie jej pozostawił. Katalog zadziałał szybciej niż zwykle. Dowiedziała się, że nazywa się Adam i ma dwadzieścia pięć lat. Zosia uwielbiała starszych facetów. Czuła się przy nich bezpiecznie, jak mała dziewczynka. Przecież nią była… Miała zaledwie siedemnaście wiosen na swoim karku… Wiedziała, że chce zobaczyć jego kości policzkowe kolejny raz. Nie sądziła, że cokolwiek może ją powstrzymać przed napisaniem do niego. Podskórnie czuła jednak, że to może się źle skończyć.

    ZOSIA:
    Trafiłam na odpowiedni moment?

    ADAM:
    Tak. Musiałem odebrać ważny telefon. Dlatego tak szybko Cię opuściłem.

    ZOSIA:
    Zrobisz to następnym razem?

    ADAM:
    Jeśli będę mógł wciąż patrzeć na Twoje usta, to nigdy…

    Zosia poczuła się zdezorientowana. Nikt nigdy nie pisał o niej w ten sposób, a tym bardziej nie mówił. Nawet nie słyszała takich rzeczy od swojego byłego chłopaka, któremu oddała dziewictwo. Dlaczego pisał jej takie rzeczy?

    ZOSIA:
    Być może zdarzy się okazja. Opowiedz mi coś o sobie.

    ADAM:
    Pewnie jak już zauważyłaś, mam na imię Adam. Mam dwadzieścia pięć lat. Właśnie w tym roku uzyskałem tytuł magistra prawa. Pracuję aktualnie w jednej z kancelarii w Warszawie. I to chyba tyle, ile powinnaś wiedzieć.

    ZOSIA:
    Tylko tyle?

    ADAM:
    Aż tyle. Teraz to i tak za dużo.

    ZOSIA:
    Mieszkam w Warszawie. Dobrze się składa.

    ADAM:
    Czyli mam szansę zobaczyć Twoje usta w rzeczywistości?

    ZOSIA:
    To się okaże…

    ADAM:
    Zupełnie jak moja normalność… Biedactwo.

    ZOSIA:
    Dlaczego biedactwo?

    ADAM:
    Trafiłaś na nieodpowiedniego człowieka.

    ZOSIA:
    Skoro jesteś nieodpowiednim człowiekiem, to dlaczego mi na to pozwalasz?

    ADAM:
    Lubię deprawować ludzi. Zupełnie jak władza.

    Teraz już przestraszyła się nie na żarty. Sposób pisania Adama przerażał ją, a jednocześnie sprawiał, że odczuła delikatny skurcz w mięśniach ud. Nie było to podszyte erotyzmem, a jednak wywoływało u niej obślizgłe myśli, których i tak już miała w swojej głowie za dużo. Długo zastanawiała się nad odpowiedzią. Partner był zdecydowanie niecierpliwy.

    ADAM:
    A ty? Opowiesz mi coś o sobie?

    ZOSIA:
    Mam na imię Zosia, uczę się i staram odnaleźć swoje miejsce na świecie.

    ADAM:
    Widzę, że grasz w moją grę… Łatwo jest się Ciebie domyślać.

    ZOSIA:
    Oko za oko.

    ADAM:
    Na jakiej uczelni się uczysz, zagubiona duszyczko?

    ZOSIA:
    Nie studiuję… Chodzę do liceum.

    ADAM:
    Ugh…

    ZOSIA:
    Czy coś się stało?

    ADAM:
    Nic. Jesteś młodziutka.

    ZOSIA:
    Osiem lat różnicy…

    ADAM:
    A do tego mała matematyczka z Ciebie! Och, mam pewne pragnienie.

    ZOSIA:
    Jakie, Adamie?

    ADAM:
    Chciałbym poczuć Twoje piękne usta. I posłuchać, jak głęboko oddychasz. Miałem próbkę na Chatroulette. Chyba zapomniałaś wyłączyć mikrofon.

    Siedząc przed komputerem, oblała się rumieńcem. Cieszyła się, że tego nie widzi, chociaż wiedziała, że dokładnie tak teraz sobie ją wyobraża. To wzbudzało jeszcze większe pożądanie. Po tak krótkiej wymianie zdań wiedziała, że go pragnie.

    ZOSIA:
    Głupio mi…

    ADAM:
    Niepotrzebnie. Ładnie oddychasz.

    ZOSIA:
    Dziękuję…

    ADAM:
    Rozumiem, że jesteśmy umówieni?

    ZOSIA:
    Skąd ta pewność?

    ADAM:
    Wiem, że tego chcesz.

    ZOSIA:
    Umówieni, żebyś mógł poczuć moje usta?

    ADAM:
    Dokładnie tak.

    ZOSIA:
    I czego mogę się spodziewać?

    ADAM:
    Dreszczy na całym ciele, kotku…

    Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Chciał jej. On po prostu jej chciał. A ona chciała jego. Cała sytuacja była absurdalna. Zosia popatrzyła w dół. Dostrzegła, że jej dłoń zawędrowała zdecydowanie niżej niż brzuch. Dotykała się, wyobrażając sobie, jak on mógłby ją pieścić. Wyobraźnia podpowiadała jej obrazy gorącego seksu, a fakt, że poznała tego mężycznę w tak dziwny sposób, jeszcze wzbogacał pożądanie.

    ZOSIA:
    Chyba właśnie tego mi brakuje w życiu.

    Czekała na odpowiedź zdecydowanie za długo. Jego ikona zrobiła się czerwona, a ona nie była w stanie tego wytrzymać. Adam gdzieś zniknął. Być może celowo ją zostawił w tak niegrzecznym stanie. Zosia położyła się do łózka i resztę wieczoru spędziła na pieszczeniu swojego ciała. Dotykała się dopóki jej ciała nie przeszyła fala orgazmu. Zasnęła zmęczona z wyobrażeniem jego kości policzkowych i ust między jej nogami.

    Przed tym podjęła interesującą decyzję. Spotka się z nim i będzie się z nim pieprzyć. Aż do skrajnego wycieńczenia. Tego właśnie brakowało w jej życiu.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Kwiat

    asdfghjkl;