Dresscode

Informacje wstępne
Hej tutaj K0oma! Poniższe opowiadanie to pierwsza część, konieczny wstęp do fabuły. Nie ma tutaj dwuzdaniowych scen sexu oraz prostej fabuły. Skupiam się bardziej na przymuszonej feminizacji i procesach jakie są z tym związane. Tak więc jeśli szukasz czegoś “na szybko” gdzie co zdanie jest tylko stosunek to możesz się zawieść moim dziełem.

– Cholerna winda! Jakby nie mogła jeździć szybciej! – cedził przez zęby chłopak, przestępując z nogi na nogę. Nie dość, że nie było go w pracy przez trzy tygodnie, to jeszcze spóźniał się w dniu powrotu. Filip nie chciał stracić tej posady, ponieważ wiele jej zawdzięczał. Jego historia zaczęła się od praktyk – jeszcze jako uczeń technikum ekonomicznego zdobywał tutaj swoje pierwsze doświadczenie. Gdy już został wdrożony w struktury firmy, od razu otrzymał ofertę zatrudnienia. Dodatkowo udało mu się wynegocjować z prezesem firmy bezpłatny urlop na czas sesji oraz obrony licencjatu. Czy mogło być lepiej?
Drzwi windy otworzyły się, a absolwent uczelni ekonomicznej szybkim krokiem ruszył w kierunku gabinetu szefowej. Pomimo pośpiechu zauważył, że w biurach nikogo nie było. Monitory były czarne, nie dzwoniły telefony, a w powietrzu nie latały sterty papierów.

– Proszę – usłyszał w odpowiedzi na swoje pukanie do matowych, szklanych drzwi.
Ku jego lekkim zdziwieniu w środku czekała nie tylko pani prezes, ale także druga kobieta, która na dodatek siedziała na jej miejscu.
– Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie.
– Nic nie szkodzi – skomentowała z uśmiechem stojąca kobieta.

To był chyba pierwszy raz, kiedy widział prezes w swobodnym stroju – obcisłe dżinsy sięgające powyżej kostki, niewyprasowana, luźna koszula. Nawet oprawki okularów były inne – mniej oficjalne. Przeciwieństwem jej urlopowej aury była nieznajoma siedząca za biurkiem.
– Usiądź, proszę, i się nie stresuj – przyjaźnie zaproponowała szefowa. – Drogi Filipie, podczas twojej nieobecności, związanej z finalizacją licencjatu, w firmie zaszły zmiany. Zostaliśmy wykupieni przez Tomorrow Investment Bank, a jego przedstawicielem jest pani Kamila Mądzielewska.

Chłopak tym razem mocniej przyjrzał się kobiecie. Na początku jej obecność wydawała mu się nieistotna, ale teraz jego wzrok skupił się tylko na niej. Blond włosy z różowym połyskiem były mocno, wręcz brutalnie zaciągnięte w upięcie z tyłu głowy. Lekko koścista twarz dobrze współgrała z chudą szyją, która wyłaniała się spod torsu. Marynarka wydawała się za mała, ale taki był jej krój – nie można jej było zapiąć, a rękawy kończyły się między nadgarstkami a łokciami. Rozpięty górny guzik koszuli odsłaniał srebrny łańcuszek, który błyszczał wyjątkowo mocno, harmonizując z bladą cerą.

– Tak jak wspomniała Joasia, TIB wykupił waszą firmę wraz z zasobami i klientami.
– Czy to oznacza… – wtrącił się.
– Nie, nie zostajesz zwolniony… w pewnym sensie. Widzisz, dajemy ci propozycję: odprawa w wysokości półrocznego wynagrodzenia albo zostanie pracownikiem TIB. Joasia uznała, że jesteś godnym uwagi pracownikiem i faktycznie masz wysokie referencje – doświadczenie w bankowości, brak L4 i tak dalej.
– Mhm – mruknął, zaskoczony sytuacją. – Czyli to jakby renegocjacja umowy o pracę?
– Nie. Ja jestem tylko szefową wydziału w mieście. Tomorrow Investment Bank to olbrzymia korporacja o zasięgu globalnym. Kiedy przejmujemy coś dużego, nikt nie czuje różnicy. W przypadku lokalnych, małych banków jak wasz… po prostu wchłaniamy ich zasoby. Dlatego też musisz stać się naszym pracownikiem – na naszej umowie.
– Ale… – zaczęła Joanna głośniej – warunki są korzystne, no i nie trafisz do nas jako żółtodziób.
– Dobra – popatrzył chwilę na obie kobiety. – Jestem zainteresowany.
Kamila otworzyła cienką, białą teczkę, która przez cały czas leżała na biurku.
– Stanowisko, które proponujemy, to asystent ds. firm. Na co dzień nie będziesz siedział w okienku czy tylko przesyłał maile. W skrócie – do twoich obowiązków będzie należało opiekowanie się firmami, które już mają u nas konta, oraz zachęcanie nowych. Oczywiście od różnych transakcji otrzymujesz procent.
– Skoro dostaję procent, to pewnie płaca jest mała.
– W TIB nagradza się za pracę. Jako pracownik obsługujący firmy masz do czynienia z dużymi kwotami, więc za procentami kryją się duże liczby.
– Czyli typowe korpo – nadgodziny, żeby było mnie stać na życie.
– Oczywiście wkład w pracę jest istotny, ale w tym wypadku mogę zaoferować ci służbowy samochód oraz mieszkanie.
– Mieszkanie?!
– Tak, z tego, co pamiętam – salon połączony z kuchnią i sypialnia.
W oczach Filipa pojawiły się iskierki. Kolejny strzał w dziesiątkę! Oczami wyobraźni widział twarze wszystkich kolegów i wrogów, gdy zobaczą go na takim stanowisku. Natłok myśli na chwilę odłączył go od rozmowy. Parapetówka? Heh, zaprosiłbym tych nieudaczników! No i oczywiście jakieś zdjęcia na socjale! Najlepiej z delegacji!
– Wow… no to chyba nie mam nad czym się zastanawiać.
– Bardzo mnie to cieszy.
Mądzielewska ponownie zajrzała do białej, prostej teczki, wyciągając umowę – kilka kartek spiętych zszywką, a w środku prawnicza paplanina, jakieś RODO itp.
– Jest tylko jedna… dosyć kluczowa kwestia. Widzisz, w naszej firmie mamy specyficzny dress code.
– Och… to naturalne. Obiecuję, że będę ubrany odpowiednio do stanowiska, a wraz z kolejnymi wypłatami będzie tylko lepiej.
– W moim wydziale pracują same kobiety.
– To znaczy? Sądzicie, że będę odstawał?
– Nie, Joasia uznała, że w przeciwieństwie do innych mężczyzn twoja fizyczność nie stoi na przeszkodzie, by móc cię zatrudnić.

Była już szefowa słusznie uderzyła w jego budowę ciała. Rodzina od strony matki była pochodzenia tatarskiego i chociaż kultura, wierzenia i przynależność już dawno umarły, geny nadal pozostały. Filip miał zaledwie 166 cm wzrostu i ważył 47 kg, co czyniło go nawet niższym od niektórych koleżanek w klasie, a później na roku. Życie jako tak drobny mężczyzna nie było najłatwiejsze. Najgorsze i tak były jego oczy, które miały w sobie coś orientalnego – wystarczająco, by wyolbrzymiać to do wyzwisk typu „Chińczyk”.
– Chwila, chwila… chcecie, żebym udawał babę?
– Cóż… jeżeli chcesz u nas pracować, musisz spełniać wymagania. Sam rozumiesz, trzeba wszystkich traktować równo. Nie mogę ot tak zmieniać regulaminu tylko dlatego, że ma przyjść jeden pracownik, który się do niego nie wpasowuje – Kamila podniosła brew.
– Nie no… jak tak, to ja jednak podziękuję.
Kobiety spojrzały na siebie.
– W takim razie… – odpowiedziała jedna z nich, lekko wzdychając. – W przeciągu tygodnia zostanie wypłacona odprawa.

Nastała cisza. Nikt nie miał zamiaru się ruszać. Chłopak czuł się obciążony sytuacją, a każda sekunda coraz bardziej zwiększała jego niepewność co do decyzji, którą właśnie podjął.
– Cóż – odchrząknęła Joanna – powodzenia na rynku pracy.
– Taaa… ale raczej będzie łatwo. Z takim doświadczeniem.
– Doświadczeniem? – zapytała z sarkazmem Kamila. – Drogi Filipie, wasz bank już nie istnieje, Joanna nie ma żadnej władzy. Jak napiszesz, że pracowałeś tutaj już od technikum, to kto to potwierdzi? Byłaby wielka szkoda, gdyby okazało się, że twoje praktyki i wszystkie dokumenty na studia były wystawiane przez… widmo.
– Ej, to nie fair… Pani prezes – zwrócił się do opartej o ścianę kobiety.
– Ja już nie jestem prezesem. Dostałam swoją sumę za sprzedaż i oddałam wszystkie pieczątki.
– To ja jestem panią prezes.

Atmosfera zgęstniała, zrobiło się nieprzyjemnie i chłopak zdał sobie sprawę, że faktycznie siedzi przed nim bezduszna bankierka, która – jeśli tylko zechce – oskubie go i rzuci psom na pożarcie.
– No ale czy to jest konieczne? – zajęczał.
– No wiesz, musisz przestrzegać zasad. Możesz przecież nosić spódniczkę jako mężczyzna, ale czy to przyciągnie klientów? Czy będziesz istotny dla firmy? A co, jeżeli zaczną odchodzić przez takie… dziwadło?
– No ale co z dokumentami i tym podobnymi sprawami?
– Tak jak mówiłam, mieszkanie, samochód, a nawet dokumenty. Wszystko jest przewidziane. Joasia bardzo się starała.
– Filip… to dla ciebie taka szansa. – Joanna zbliżyła się do niego. – Żołnierze noszą mundur, budowlańcy kaski, a bardziej przewiewny dół od garnituru ma aż tak duże znaczenie dla ciebie?
– No nie – wyszeptał.
– Inne miejsce zamieszkania, inni ludzie, inne dokumenty. Kto cię rozpozna? Wiesz, ilu by chciało być na twoim miejscu? Wiesz, jak długo byś wchodził na to stanowisko? Pomyśl, kim możesz się stać! Chcesz, żeby to, co o tobie mówili, stało się prawdą? By siedzieć w okienku i wpłacać emerytury na konto? Na to zawsze będzie czas, a teraz… możesz udowodnić, że się mylili.
– To prawda, byłbyś najmłodszym pracownikiem na tak wysokiej pozycji.
– Dobra, dobra, dobra… już – podniósł głos. – Niech wam będzie.
Joanna z uśmiechem spojrzała na Kamilę, która podała chłopakowi długopis, by podpisał umowę.
***
Dwa dni później Filip chciał przewieźć swoje rzeczy z akademika do nowego mieszkania. Przed pójściem na studia mieszkał z rodzicami na obrzeżach miasta. Kiedy wyprowadził się do akademika, jego rodzice podjęli decyzję o sprzedaży rozpadającego się domu. Za otrzymane pieniądze spłacili zadłużenie i przeprowadzili się do Norwegii, gdzie ojciec zajmował się stolarstwem, a matka wiodła spokojne, domowe życie.Kiedy Filip zadzwonił do nich, bardzo się ucieszyli, co poprawiło mu samopoczucie. Kolejną sytuacją, która utwierdziła go w podjętej decyzji, była scena w akademiku. Z uwagi na różnych promotorów osoby z jego roku nie broniły swoich prac w tym samym czasie, więc wielu studentów leniwie czekało na swoją kolej.
Swój dobytek przewoził firmowym samochodem, który otrzymał zaraz po podpisaniu umowy. Był to trzydrzwiowy hatchback z logiem banku na bocznej karoserii.

– Filip? – usłyszał głos chłopaka wychodzącego z budynku.
– A… to ty.
– To twoje auto?
Za chłopakiem stanęło jeszcze kilka osób, za którymi Filip nie przepadał. Wyczuł swoją okazję.
– Ta… a co? Myślisz, że pakuję swoje rzeczy do cudzego samochodu?
– Nie no, nie wiedziałam, że masz znajomych w TIB – wtrąciła dziewczyna o nieco pulchniejszej sylwetce.
– Akurat to moje nowe służbowe auto, a nie żadnego kolegi.
– Czekaj, dostałeś pracę z samochodem służbowym?! TY?!
Filip z satysfakcją uśmiechnął się i trzasnął klapą bagażnika.
– I wiesz co jeszcze, złotko? Właśnie jadę do nowego mieszkania. Jak schudniesz, to może zaproszę cię na parapetówkę. A teraz wy tutaj sikajcie w jeden kibel, a ja zawijam, pajace.
Jadąc samochodem, serce mu dudniło. Wyrzucenie „znajomym” tego, co mu leżało na sercu, ponownie podbudowało go i poczuł, że teraz może być już tylko lepiej.
Największe wrażenie i tak zrobiło na nim mieszkanie. Jeszcze do niedawna płacił jak za złoto za stare łóżko w akademiku, a teraz miał nie tylko pracę i samochód, ale również własne lokum!

Lokalizacja była unikalna. Nie można było już nazwać jej ścisłym centrum – zabudowa była znacznie niższa, ale ten jeden konkretny budynek wyrastał niczym niezłomna roślina, sięgając około dwudziestu pięter. Duża ilość szkła nadawała mu wygląd hotelu albo biurowca. Klimat ekskluzywności nie znikał nawet po wejściu do środka – w holu znajdował się portier oraz ochroniarz.
Tak jak w opisie, lokum było niewielkie i miało jedynie oddzielną sypialnię oraz łazienkę. Krzątając się po nowym mieszkaniu, Filip nagle usłyszał pikanie otwierających się drzwi.
– Huh? Pani Kamila!?
– Tak, to ja – odpowiedziała, kładąc przy wejściu karton oraz mniejsze pudełko. – Widzę, że się zadomowiłeś.
– Jak pani weszła? Przecież mam kartę dostępu!
– No właśnie w tej sprawie – podniosła mniejsze pudełko do rąk. – Twoja karta jest tymczasowa i prawdopodobnie jutro się dezaktywuje. Budynek należy do TIB i działa tu system Face ID. Jako prezes jestem w systemie, więc mogę otwierać drzwi. Muszę zrobić ci zdjęcie, żebyś również miał pełny dostęp… no i do dokumentów ogólnie.
– A, okej… Może stanę na białej ścianie? Powinno być dobrze – podszedł do pustej ściany.
– Czekaj, czekaj – zaśmiała się. – Najpierw muszę cię trochę przygotować do zdjęcia.
Z pudełka delikatnie wyjęła perukę. Wyglądała tak naturalnie, że gdyby Filip nie wiedział, mógłby pomyśleć, że komuś odcięto głowę. Kamila podeszła bliżej i zaczęła nakładać mu ją na głowę. Długie, czarne włosy opadły na jego ramiona, sięgając łopatek. Grzywka, prosta i lekko przerzedzona, zasłaniała połowę brwi.
– Uuu… wygląda nawet lepiej, niż myślałam. Ale jeszcze coś.
Wyjęła z torebki pudełeczko z kilkoma przyborami do makijażu. Instruując chłopaka, by się nie ruszał, delikatnie podkreśliła mu rzęsy maskarą, nadając im bardziej kobiecy wygląd. Najważniejszą poprawkę zostawiła na koniec – eyelinerem zmieniła kształt jego oczu, nadając im bardziej azjatycki wygląd.
Kiedy poprawił postawę i zapalono mocniejsze światło, Kamila zrobiła kilka zdjęć najnowszym modelem telefonu.
– I co? – obróciła wyświetlacz w jego stronę. – Dziewczynka czy nie?
Faktycznie, coś w tym było. Filip zdziwił się, że jego rysy nie są aż tak męskie, jak myślał. Wystarczyła peruka i podkreślenie rzęs, by wyglądał zupełnie inaczej. Z jego perspektywy nadal widział siebie, ale dla kogoś, kto go nie znał, zdjęcie nie budziłoby żadnych podejrzeń.
– No, do identyfikatora to chyba wystarczy – odparł z lekkim zawstydzeniem.
– Dobrze, teraz ważne informacje na temat twojej nowej tożsamości – powiedziała, wyciągając z torebki teczkę z dokumentami i zakładając nogę na nogę. – Nazywasz się Izumi Minatozaki.
– Huh? – skrzywił się. – Czemu tak? Też się czepiacie moich oczu!?
– To skomplikowane – westchnęła. – Sama się w to nie zagłębiałam, ale chodzi o jakieś prawne kwestie związane z zatrudnieniem. Oficjalnie jesteś pracownikiem oddelegowanym do Polski. Dlatego budynek, w którym mieszkasz, należy do TIB i w dokumentach cały czas pozostajesz pod opieką pracodawcy. W innym przypadku nie moglibyśmy cię tak szybko zatrudnić na tak wysokim stanowisku bez przechodzenia przez całą procedurę rekrutacyjną i inne formalności.
– Ale ja nie znam chińskiego.
– Po pierwsze, to japońskiego. A po drugie, znasz polski, więc teoretycznie zostałeś tutaj wysłany jako delegat, co nie?
Filip nie drążył dalej tematu, widząc, że wszystko zostało dokładnie przemyślane.
– Wiek zostaje ten sam – 25 lat, miejsce urodzenia: Matsue. Potem sobie sprawdzisz, gdzie to jest – dodała. – Resztę rzeczy, czyli mail, hasła, karta SIM, masz tutaj w teczce. Zakupy robisz sam, pranie też.
Podniosła się i podeszła do większego kartonu, który przyniosła.
– Nie wiesz, jakie masz szczęście, że mamy ten sam rozmiar – zaśmiała się. – W środku znajdziesz kilka ubrań na jutrzejszy dzień w pracy. Dodatkowo jest też jakiś upominek od Joasi, ale sama nie wiem, co to jest. Jakieś pytania?
Charyzma Kamili i jej szybki sposób mówienia lekko przytłoczyły Filipa. Sam nie wiedział, czego nie wie.
– Yyy… chyba nie, proszę pani.
– W takim razie do jutra, Izumi – rzuciła, puszczając mu oczko, po czym wyszła.

Gdy został sam, ciekawość szybko wzięła górę i Filip otworzył karton. W środku znajdowało się kilka ubrań, ale jego uwagę od razu przykuł pendrive leżący na samej górze. Podpiął go do laptopa i odkrył plik PDF oraz kilka filmików instruktażowych. Okazało się, że jego była szefowa zostawiła mu szczegółowy poradnik… dotyczący „bycia kobietą”.
Nie przejrzał wszystkiego, bo już pierwszy filmik wywołał u niego lekką panikę – dotyczył rzeczy, które musi zrobić przed wyjściem z domu.
***
Filip wstał znacznie wcześniej, by odpowiednio się przygotować. Z notatek Asi wiedział, że nie wystarczy zwykły prysznic – musi się porządnie ogolić, zwłaszcza w miejscach, których wcześniej nawet nie dotykał ostrzem.Twarz ogolił całą, oszczędzając jedynie brwi. Nogi ogolił dwa razy, wraz z pośladkami i kroczem. Paradoksalnie, mimo że przywiózł wiele rzeczy z poprzedniego mieszkania, jedynym przydatnym narzędziem okazała się maszynka do golenia.Po wyjściu z łazienki krok po kroku zaczął nakładać makijaż. Nic skomplikowanego – podstawy, czyli podkład, eyeliner i delikatną szminkę. Mimo szczegółowych instrukcji z poradników wideo szło mu tragicznie. Mylił produkty, nakładał ich za dużo lub rozprowadzał nierównomiernie. Pomimo wcześniejszej pobudki, szybkie zerknięcie na zegarek uświadomiło mu, że czas nagli – musiał się ubrać.Zrzucił szlafrok z gładkiego ciała i sięgnął po stertę ubrań z kartonu. Rozłożył je na kanapie i szybko zauważył, że ma przed sobą dwa zestawy – jeden do pracy, a drugi bardziej domowy. Skrzywił się, gdy okazało się, że czeka na niego komplet czarnej bielizny. Nie była wyzywająca, lecz szykowna, z delikatnymi koronkowymi wykończeniami. Materiał był miękki i przyjemny w dotyku, zapewniając komfort przez cały dzień. Subtelne obszycia zapobiegały odkształcaniu się pod napiętą spódnicą. Następne w kolejności były rajstopy. Coś jednak mu w nich nie pasowało. Przybliżył nos do kroku i poczuł charakterystyczny zapach. Przejechał palcami wzdłuż nogawki, a potem powąchał część stopy.
– One są… noszone – wyszeptał pod nosem, lekko zdegustowany.
Przeglądając resztę ubrań, doszedł do wniosku, że Kamila nigdy ich nie wyprała. Było w tym coś dziwnie intrygującego – mieszanka lekkiego oburzenia i subtelnej ekscytacji. Tkaniny wciąż nosiły jej zapach, delikatną woń perfum i ciepło ciała, które zdawało się w nich zatrzymać, nadając im niemal intymny charakter.Założył cieliste rajstopy, które leciutko opięły jego nogi, a potem sięgnął po główną część stroju – butelkowozielony garnitur. Biała koszula, garsonka i spódnica lekko powyżej kolana – klasyczna, kobieca elegancja. Materiał był nieco szorstki, ale w lustrze odbijała się sylwetka, która niepokojąco przypominała kobietę. Efekt był aż nazbyt przekonujący, co wprawiło go w chwilowe zakłopotanie… było aż za dobrze.Ostatnim elementem były buty – zielone szpilki z lekkim wycięciem po bokach między obcasem a czubkiem. Tutaj ponownie przydały się porady Asi dotyczące chodzenia. Kilka próbnych kroków od ściany do ściany miało sprawdzić, który styl będzie najlepszy. Można było poruszać się sztywno, ale jak długo dałoby się tak wytrzymać? Bardziej naturalne było poddanie się postawie ciała – ciężar rozkładał się wtedy na stawach w pachwinach i biodrach, ale efektem ubocznym było charakterystyczne kołysanie biodrami przy każdym kroku. Czas wychodzić. Filip zgarnął z blatu klucze od samochodu i telefon. Chwila konsternacji – nie miał gdzie ich schować. Brak kieszeni, brak torebki. Problem, na który nie miał już czasu.
***
Parking dla pracowników był oddzielony szlabanem. Chociaż stały tam luksusowe samochody, na Filipie nie zrobiło to większego wrażenia. Jego skromność została zaspokojona przez auto, które dostał. Przed wysiadaniem musiał na nowo założyć szpilki – prowadzenie w nich samochodu było zwyczajnie niemożliwe. Nowe miejsce pracy wysokością przypominało budynek, w którym zamieszkał. Może był trochę bardziej oszklony. Wejścia były dwa – jedno prowadziło do holu z windami, skąd można było dostać się na wyższe piętra, których bank nie zajmował. Drugie było przeznaczone dla klientów i pracowników banku. Po wejściu uderzyło go kilka rzeczy. Pierwsza – specyficzny klimat wnętrza. Temperatura, wentylacja, wilgotność – wszystko było idealnie wyważone. Powietrze wydawało się niemal luksusowe, jakby ktoś celowo stworzył tu atmosferę dla „lepszych” ludzi. Druga – cisza. Mimo że stanowiska obsługi klienta były półotwarte, drewniane parawany zapewniały wystarczającą intymność, jednocześnie eliminując konieczność montowania drzwi i zamkniętych pomieszczeń. Nawet dywan wydawał się niezwykły – mimo szpilek i braku finezji w poruszaniu się Filip stawiał kroki niemal bezszelestnie. Przechodząc obok pierwszych stanowisk, został zatrzymany przez młodą pracownicę. Była jego wzrostu, ubrana w klasyczny szary uniform bankowy, z plakietką przypiętą do marynarki.

– Dzień dobry. Jak mogę pomóc?
– Dzień… – odchrząknął, by poprawić ton głosu na bardziej kobiecy. – Dzień dobry. Dziś zaczynam tutaj pracę.
– Rozumiem. W takim razie zapraszam za mną do kierownika.
Podążając za pracownicą, Filip próbował rozejrzeć się po wnętrzu, by lepiej zorientować się, co gdzie jest. Nie było mu to dane – chwilę później stanął już w drzwiach gabinetu Kamili.
– Dzień dob…
– Boże! – przerwała mu kobieta, ściągając okulary. – Jak ty wyglądasz?!
– To są ubrania od pani.
– No właśnie i widzę swój błąd.
Wstała, podeszła bliżej i zaczęła go oglądać, dotykając ramion i rękawów.
– Nie masz lustra w domu? Wyglądasz jak… jakaś stara bibliotekarka.
– Ale to te ubrania z kartonu – powtórzył z uporem.
– Wiem – zamyśliła się. – Brałam coś starszego, ale nie wiedziałam, że będzie to na tobie tak… wisieć. – Przez chwilę szukała odpowiedniego słowa. – Musisz sobie ogarnąć jakieś ubrania.
– Co? Ale… że ja? Jak?
– W sklepie?
– No tak, ale… na dziale kobiecym? Nie dość, że średnio się znam, to jeszcze wezmą mnie za jakiegoś zboczeńca czy geja.
– Ehhh… Gdybym wiedziała, że będą z tobą takie problemy, to bym się w to nie bawiła – westchnęła. – Dziś wieczorem coś ci ogarnę. Tymczasem piętro wyżej, biuro 004, jest twoje. W teczce znajdziesz kilka dokumentów do podpisania, identyfikator i hasła. Żebyś się nie nudził, jest też lista z numerami telefonów – przedzwoń i poinformuj ich, że jesteś ich nowym opiekunem.
– Dobrze.
– A teraz już idź.
Po skończonej pracy Filip wrócił do mieszkania. Nie musiał długo czekać – drzwi wejściowe otworzyły się same. W środku od razu usłyszał głos Kamili, wydającej komuś polecenia.
– Tak, tak, tutaj.
Po chwili do mieszkania weszło trzech mężczyzn. Dwóch pierwszych wniosło kartony, a ostatni wwiózł paczkę na wózku transportowym. Tak szybko, jak przyszli, tak samo wyszli, zostawiając Filipa i blondynkę samych.
– No co tak stoisz? Rozbieraj się – rzuciła ostro, odkładając torebkę na kanapę.
– Yyy… co to?
– Potrzebujesz ubrań, prawda?
– To wszystko dla mnie?
– Gdzie tam… – prychnęła. – Te, które nie będą pasować, wsadzisz z powrotem do kartonu i zabiorą je jutro.
Przesunęła stół, robiąc więcej miejsca, i usiadła na nim, jednocześnie zrzucając szpilki.
Filipowi nie umknęło to ponieważ jako mężczyzna posiadał moniejszą niż inni fascynacje kobiecymi stopami w rajstopach. Poczuł ciepło gdy kobieta bezwładnie zaczęła ruszać palcami owiniętymi w czarny, szeleszczący materiał.
– Co tak stoisz? No dalej.
– Tak tak – ruszył w kierunku sypialni.
– Ej… a ty gdzie?
– No rozebrać się
– Rozbieraj się tutaj
– Ale… – zająkał się zawstydzonym głosem.
– Przecież kobiety nie mają przed sobą tajemnic, prawda? – Kamila uśmiechnęła się chytrze. – Razem chodzą na zakupy, do toalety… Nie raz z koleżankami byłyśmy razem w przymierzalni. Jej spojrzenie jasno dawało do zrozumienia, że poza mieszkaniem, pracą i samochodem Filip ma też pewne zobowiązania.
W kierunku kanapy poleciała garsonka i koszula. Filip przez chwilę zastanawiał się, czy jednak nie powinien był sam pójść na zakupy. Teraz było już za późno na takie dylematy.
Zatrzymał się na moment, a potem zaczął powoli zsuwać spódniczkę wzdłuż nóg. Opadający materiał ocierał się o rajstopy, które miał na sobie. Coś go przymusiło, by znów spojrzeć na stopy Kamili, które zwisały swobodnie, jakby celowo go kusiły.
– Widzę, że posłusznie nawet moje majtki założyłeś – skomentowała, nie kryjąc rozbawienia. – A jak rajstopy? Podobają ci się, czy niewygodne? Nawet wśród kobiet zdania są podzielone.
– Nigdy nie uważałem ich za złe – odpowiedział wymijająco.
– To znaczy? – uniosła brew. – Spodziewałam się raczej negatywnej opinii.
– Yy… no… nie przeszkadzały mi.
– Nigdy nie uważałeś ich za złe? – powtórzyła z zaciekawieniem. – Czy to pierwszy raz, kiedy masz je na sobie?
– Tak – skłamał, zaczynając powoli rolować je w dół.
Kobieta wstała i zblżyła się do niego gdy miał rajstopy na poziomie kostek. Otwartą, szybką dłonią uderzyła w lekko nabrzmiałe krocze.
– Widzę że komuś się podoba ten “pierwszy raz” – chłopak został przybity do ściany – Powiedz, jarają Cię rajstopy Izumi?
– Ja…
– Pytam się, lubisz ten materiał co?
– Tak – wyszeptał
Zpapała go za ręke i położyła na swoim udzie.
– No dalej opowiedz mi. – chłopak był w szoku ale i podniecenie rosło
– Bo one są takie kobiece, teraz wiele rzeczy jest unisex. Kobiety chodza w spodniach i bluzach. Rajstopy to jedyna rzecz która należy tylko dla kobiet.
– Skoro je tak wielbisz to oznacza że wielbisz też kobiety. Uznajesz kobiecą wyższość? Jako mały mężczyzna chcesz się do nas upodobnić?
Filip nie wiedział co odpowiedzieć. Przytakiwał tylko dlatego że był zby przytłoczony ty co się dzieje. Zapewnie zaprzeczył by, zawalczył ale to wszystko było po prostu za dużo.
– Soro się nie mylę to nie będzie dla ciebie żadnego problemu żeby upaść na kolana i pocałować mnie w stopy jako znak uległości.
Kolejny tekst i kolejna dawka zwalającejgo z nóg szoku. Co ona właśnie powiedziała? Co niby teraz powinien zrobić?
Chłopak powoli zsunął się i zblizył do jej majestatu. Im bliżej stóp była jego twarz tym bardziej czół zapach który poczół gdy rano ubierał rajstopy szefowej.
– Dorze skoro hierarchię mamy już ustaloną czas zrealizować twoje pragnienie i ubrać Cię jakoś Izumi. – blondynka wróciła na stół
Z wielkim wstydem i lekko powiększonym penisem ostatecznie również zdjął majtki i według instrukcji otworzył pierwszy karton. Pierwsza rzecz to był cieniutki biały pergamin. Odkrywajac go można było zauważyć że każda rzecz jest odzielona od drugiej zapewnie żeby się nie zniszczyły.
– Co tam mamy pierwsze?
Nagi chłopak wolno uniósł pierwszy kawałek materiału.
– Nie, nie, to zaraz – skomentowała Kamila. – Najpierw te bieliźniane kartony.
– Bielizna?
– No tak… A co, chcesz nago biegać?
Niestety miała rację. Po chwili szukania Filip w końcu znalazł właściwy karton. W środku były pudełka wielkości opakowań na telefon, dobrze mu znane kartoniki na rajstopy oraz kilka rzeczy zawiniętych w czarny pergamin. Nie zwracając na to większej uwagi, wziął dwa pierwsze pudełka i podniósł je, pokazując Kamili.
– To jest to, szefowo?
– Tak. W tych kartonikach jest zestaw majtek i stanika. Powinny być tam też rajstopy, skarpetki i jakieś halki do spania. Wiesz, takie duperele.
– Dużo tego…
– Ehh, ale ty marudzisz – wywróciła oczami. – Nie dość, że pomagam, to jeszcze narzekasz, że za dużo! Wzięłam na zapas. Trzeba ci wyrobić jakiś styl pasujący do tej twojej małej, azjatyckiej buźki.
Filipa aż zagotowało od środka. Przypomniały mu się szkolne lata, kiedy wszyscy czepiali się jego lekko skośnych oczu. Nim jednak zdążył zareagować, Kamila lekko skinęła głową, sugerując, by otworzył pierwsze pudełko.
Po odklejeniu dwóch zabezpieczających naklejek jego oczom ukazał się zestaw bielizny. Wyciągnął go i przyjrzał się – kobaltowe stringi i bardotka. Charakterystyczną cechą był materiał – niby lekko prześwitujący, ale jednak jednolity. Miękki, lekko rozciągliwy. Założenie stringów było proste. Co ciekawe, boczne paski trzeba było wysoko podciągnąć, co nadawało im kształt litery V. Stanik był jednak inną historią – lekko przyciasny, zapewne by dobrze podtrzymywać biust, i to nieszczęsne zapięcie, które każdemu facetowi sprawiało problemy. Kamila westchnęła i opuściła stopy na podłogę.
– Ehh… pokaż to, miernoto.
Obróciła chłopaka i sprawnym ruchem zapięła bardotkę.
– Hm… no i lipa. Jednak bez tego się nie obędzie.
– Co ma pani na myśli? – zapytał Filip, widząc, jak zaczyna przeszukiwać kartony.
– Musisz być wiarygodną kobietą.
Z dna pudełka z bielizną wyciągnęła coś, z czym lekko się siłowała.
– Masz za mało u góry i za dużo na dole.
Pierwszą rzeczą, którą wyciągnęła, był sztuczny biust. Rozmiar nie był imponujący – Filip, choć się na tym nie znał, ocenił, że to okolice B. Piersi były rozdzielone i dopasowane do jego odcienia skóry. U dołu miały lekko spłaszczone krawędzie. Sutki były nieco przyciemnione i permanentnie sztywne. Kamila podała mu jedną pierś do ręki. Wprawienie jej w ruch przypominało coś dziwnego – jakby balon wypełniony półstężniałą galaretką. Filip zdjął stanik, a Kamila zaczęła tłumaczyć, jak należy je przykleić. Okazało się, że do tego właśnie służyły paski materiału, które miały pomagać w utrzymaniu odpowiedniej pozycji. Skupienie na słuchaniu Kamili sprawiło, że całkowicie przyćmiło to dla niego całą absurdalność sytuacji. Gdy piersi były już przyklejone, poczuł ich ciężar na klatce piersiowej – jakby nosił na torsie lekki plecak, i to dosyć wysoko. Na szczęście stanik stabilizował wszystko i odciążał skórę oraz klej.
– I jak?
– Dziwnie… ale nie aż tak, jak można by się spodziewać – nieśmiało pobujał ciałem, obserwując ich ruch.
– Okej, teraz druga część – Kamila sięgnęła po kolejne pudełko.
– Drugie? – ciągle nie rozumiał.
W jej dłoni znalazło się coś na kształt banana ale troche mocno wygiętego.
– Ściągni majtki.
– Po co? – jego odpowiedź wywołała chwilę martwej ciszy. Po chwili się ugiął i kobaltowe stringi wylądowały na posadzce.
– Cały czas widzę że twój penis jest lekko podjarany. Stringi i rajstopy nie zatrzymają takiego wybrzuszenia a co dopiero gdy się na prawdę podjarasz.
– Ale ja nie…
– Dobra dobra, oboje wiemy że jak bym kazała tobie wycałować moje stópki to byś się spuścił samoistnie czyż nie? Chyba że mi chesz udowodnić jak silny jesteś i odporny.
Jej komentarz i sugestia wystraszyły chłopaka. Oboje wiedzieli że ma racje. Nawet jak by się zgodził to co wtedy? Nawet jak by wygrał to co wtedy? Nic, jedyne co to może się tylko upokorzyć.
– Powinieneś być mi wdzięczny że nie mam w ręku pasa cnoty. – zachihotała. – To jest sztuczna vagina, wkłada się ją pomiędzy nogi. Twój penis ląduje w komorze niczym prezerwatywa i jest podciągniety pod ciebie do tyłu. Na końcu jest przewód przez który spokojnie się wysikasz. Mocz wylatuje jak u kobiety więc nie muszisz tego ściągać. Drugą częścią jest sztuczna pochwa. Jak widzisz te dwa płatki się rozchodzą i w środku jest druga komora. W środku są jakieś wypustki i takie tam.
Podczas gdy kobieta opisywała to faktycznie obraz coraz bardziej zaczął przypominać kobiece narzady. Wszystkie dziury na swoim miejscu, sztuczne niedoskonałości tylko dodawały realizmu i tak dobrze przemyślalemu patentowi.
Zimna ręka powędrowała w kierunku penisa chłopaka.
– Ej ej
– Co no, muszę wepchnąć tobie jądra.
– Co?!
– Ehhh nie wytrzymam z tobą.
Chłodna, koścista dłoń złapała chłopaka za moszne i kciukiem wepchnęła w jego ciało jądra. Filip był w szoku ponieważ nie wiedział że tak w ogólne można. Dotyk kobiety i stres był na tyle przytłaczający że nie powodował erekcji. Penis został włożony na miejsce i pociągnięty w tył. Następnie nałożenie kleju na płatki sztucznej skóry i dociśnięcie całości pomiędzy nogi chłopaka.
Obrócił się do ustra i nie mógł uwierzyć że to jego ciało. Pomimo tego że wiedział że jest to przykejne to jego mózg i oczy szalały z dezinformacji jaką przekazywało mu lustro.
– To niemożliwe!
– A jednak! – zaśmiała się kobieta.
Podczas gdy ten przeglądał się w lustrze Kamila wzięła palec i z ciekawości włożyła w jego szuczną pochwe. Środek był ciasny, lekko ciepły wyłożony rozmaitą fakturą.
– Czujesz mój palec?
– Tak, czuje. Ociera się o mojego Penisa.
– Ciekawe, zawsze byłam ciekawa czy to tak działa. – podsumowała. – A łechtaczka? – Podotykała jeszcze gumowe szczegóły jego nowego korcza.
– Nie, tylko nacisk palca.
Kolejne sekundy przed lustrem wywołały mase pytań w głowie chłopaka. Czy mieszkanie, samochód, praca jest tego warte? Co tu tak na prawdę się dzieje.
– Umm… Pani prezes a to nie jest troche za dużo? No wie Pani miałem po prostu przestrzegać norm dotyczących ubioru i tyle a teraz mam schowanego członka i biust.
– Za dużo? Przecież nie robię ci operacji plastycznej ani nie daję hormonów. Czy ty nie widzisz, że to dla twojego dobra?
– Dobra?
– Tak, kochanie. Pomyśl tylko o konsekwencjach, jeśli ktoś cię odkryje. Jak już wspominałam, utrata klientów to jedno, ale co z zatrudnieniem? Jak zareaguje urząd pracy, policja i tak dalej? W teorii podajesz się za kogoś innego. Dostęp do wrażliwych danych ma Izumi Minatozaki, a nie Filip. Jeśli ktoś cię wyda, to co powiesz? „Kazali mi chodzić w sukience, zmuszali mnie, żebym jeździł ich samochodem i mieszkał w ich mieszkaniu”? Kto w to uwierzy? Masz jakiegoś świadka?
Argumenty Kamili były miażdżące. Filip zdał sobie sprawę, jak głęboko w to wpadł – ale nie od razu, tylko kawałek po kawałku. Przecież sam chętnie przeprowadził się i ruszał z piskiem opon spod świateł. Najgorsze było to, że nikt nie zmuszał go do niczego pistoletem. Wszystko, co mówiła Kamila, miało sens i, tak naprawdę, im głębiej w to brnął, tym bardziej mu się to opłacało.
– Dobrze… Jest już późno, a nawet nie zaczęliśmy.
Zaczęła się miniparada mody. Najpierw bielizna – przewinęły się najróżniejsze kolory, ale dominowały stringi i tanga. Do zostawienia wybrano tylko te zestawy, które miały biustonosze podtrzymujące i modelujące piersi. Rajstopy, pończochy, pasy do nich i zwykłe skarpetki trafiły do garderoby bez przymierzania.
Marynarki i koszule wybierała Kamila – znała się lepiej i decydowała, co zostaje, a co nie. Filip nie miał wyboru, bo kompletnie się na tym nie znał, a nie chciał wyglądać śmiesznie. Kiedy zapytał o kryteria, usłyszał, że szefowa celuje w styl inspirowany modą azjatyckiej giełdy.
Myślał, że jego własne ubrania zostaną w szafach, ale się pomylił – na wszystko musiał znaleźć miejsce. Ku jego zaskoczeniu dostał również odpowiedniki męskich ubrań, takich jak jeansy czy trampki. Ucieszyło go to – przynajmniej w dni wolne nie będzie musiał chodzić w garniturze po mieszkaniu.
– To chyba wszystko. Kartony z ubraniami do zwrotu możesz zostawić przed drzwiami, ktoś je odbierze – powiedziała Kamila, otwierając drzwi. – Będę ci potrącać z pensji za ciuchy, regularnie.
Już miał odetchnąć z ulgą, gdy dodała:
– Jeszcze dwie rzeczy. Zaraz ci wyślę adres, gdzie jutro przed pracą ogarniesz sobie paznokcie. Druga – załóż sobie sociale. Codziennie przed pracą rób zdjęcie outfitu i wrzucaj na Instagrama, dobrze?
– Dobrze, pani prezes.
– Cieszę się.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

K0oma

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *