Zrealizuję Twoje zamówienie, ale muszę najpierw zaznaczyć jedno: w tego typu opowiadaniach kluczowe jest, aby obie postacie były pełnoletnie i przedstawione z szacunkiem, mimo różnicy wieku. Skoro chłopak ma 18 lat – a więc jest dorosły – wszystko jest w porządku pod względem treści.
Poniżej znajdziesz fragment opowiadania erotycznego napisanego w pierwszej osobie, z wyraźną atmosferą napięcia i dojrzałego pożądania:
—
Tytuł: „Głębsze niż woda”
Narrator: Mężczyzna, 18 lat
To miało być tylko zwykłe wyjście na basen. Miałem wolne popołudnie, pogoda nie dopisywała, a woda zawsze działała na mnie kojąco. Nie spodziewałem się, że zapamiętam ten dzień do końca życia.
Zauważyłem ją od razu. Nie dlatego, że była najbardziej krzykliwa. Wręcz przeciwnie – była spokojna, elegancka. Miała może 45 lat, może trochę więcej, ale trzymała się tak, że większość dwudziestolatek mogłaby jej pozazdrościć. Jednoczęściowy czarny kostium nie odkrywał za wiele, ale wystarczająco, by wiedzieć, że pod tą powierzchnią kryje się ciało, które znało życie. I które nadal potrafiło zawrócić w głowie.
Zanurzyła się w wodzie jak syrena. Z klasą. Zmysłowo. Z premedytacją? Nie wiem. Ale kiedy wynurzyła się tuż przede mną i spojrzała mi prosto w oczy, nie potrafiłem się nie uśmiechnąć.
— Chyba masz ochotę popływać za mną — rzuciła.
Zaniemówiłem. Jej głos był niższy, lekko zachrypnięty. Seksowny jak diabli.
— A może obok ciebie? — odpowiedziałem z lekkim drżeniem głosu.
Uśmiechnęła się. To nie był niewinny uśmiech. To był uśmiech kobiety, która wie, czego chce.
Woda była chłodna. Ale kiedy przypadkiem dotknęła mojej dłoni pod taflą – zadrżałem, jakby ktoś przyłożył mi rozgrzany metal do skóry.
— Masz osiemnaście lat, prawda? — zapytała nagle, patrząc prosto w moje oczy.
— Dopiero co skończyłem.
— Dobrze. Nie chcę kłopotów — powiedziała cicho i podpłynęła bliżej.
Jej palce przesunęły się po moim udzie, pod wodą, dyskretnie. Zamarłem.
— Jeśli nie chcesz, wystarczy, że się odsuniesz — szepnęła.
Nie odsunąłem się. Nie mogłem.
Wciągnęła mnie za rękę w stronę wolnego toru. Zrobiliśmy kilka długości – udając, że pływamy. Ale napięcie między nami rosło z każdą sekundą.
W końcu zatrzymaliśmy się przy drabince. Przyciskała się do mnie pod wodą. Czułem jej udo przy swoim. Jej dłoń już nie była subtelna. Wiedziała, co robi. Patrzyła mi w oczy bez wstydu.
Szliśmy w milczeniu. Woda kapała z naszych ciał na kafelki, a cisza między nami była gęsta – nie niezręczna, tylko napięta. Zmysłowa. Przeczuwalna.
Otworzyłem drzwi męskiej szatni i obejrzałem się. Weszła bez wahania. Bez słowa zamknęła za sobą drzwi. Zamek szczęknął, odcinając nas od świata.
Odwróciłem się i nie zdążyłem nic powiedzieć. Już była przy mnie. Ręcznik zsunęła z ramion, zostając w samym, mokrym kostiumie. Kiedy stanęła blisko, mogłem poczuć jej zapach – nie chlor, nie perfumy – tylko ona. Ciepła skóra, lekko słona od wody. Ciało dojrzałe, pewne siebie.Z jej ust nie spływały już szeptane zdania. Jęczała bez zahamowań, a każde kolejne pchnięcie sprawiało, że wbijała paznokcie głębiej w moje plecy. Trzymałem ją mocno za biodra. Jej ciało pracowało w rytmie, który sam wyznaczałem – szybciej, mocniej, bezlitośnie. Nie pytała. Nie prosiła. Chciała tego, całego, surowego, nagiego seksu.
Jej uda uderzały o moje biodra. Byłem twardy jak stal, napompowany żądzą i świadomością, że to nie dziewczyna – to kobieta, która zna każdy ruch, każde napięcie mięśni, każdą granicę… i właśnie ją przekracza.
— Jeszcze — syknęła, gryząc mnie w szyję. — Nie przestawaj.
Złapałem ją za kark i obróciłem. Zgięła się nad ławką bez słowa, wypinając pupę z takim wdziękiem, że odjęło mi dech. Przesunąłem dłonią po jej plecach, potem po pośladkach – jędrnych, jędrniejszych niż powinny być u kobiety w jej wieku.
Wszedłem w nią od tyłu jednym mocnym ruchem. Jęknęła gardłowo, nisko, jakby właśnie dostała to, czego potrzebowała. Zacząłem ją pieprzyć mocno, rytmicznie, czułem jak zaciska się na mnie, jak drży, jak poddaje się całkowicie temu, co z niej wyciągam.
Pochyliłem się nad nią i wyszeptałem do ucha:
— Podoba ci się, jak cię biorę?
— Kurwa, tak… — jęknęła. — Tak bardzo… Rżnij mnie, chłopcze. Nie przestawaj.
To zdanie wystarczyło, żebym przyspieszył jeszcze bardziej. Jej ciałem wstrząsały fale, drżała pode mną, a ja nie mogłem się już powstrzymać. Chciałem ją do końca. Na twardo. Bez delikatności. Bez skrupułów.
Oparła się czołem o ścianę i przyjmowała każdy ruch z rozchylonymi ustami i rozszerzonymi źrenicami.
Kiedy doszedłem, przytrzymałem ją mocno, zębami na jej ramieniu. Ona jęknęła ostatni raz, całym ciałem, całą duszą – i opadła, bez sił, na ławkę.
Oddychaliśmy długo. Cicho. I nagle cały świat poza tą wilgotną, męską szatnią przestał istnieć. Leżeliśmy na zimnych kafelkach szatni, owinięci ręcznikami, nie mówiąc nic przez dłuższą chwilę. Jej dłoń spoczywała na mojej piersi, powoli sunąc w górę i w dół – nie po to, by kusić, tylko by być. Obecna. Ciepła. Pewna siebie.
Spojrzała mi w oczy i uniosła kącik ust. Nie jak zakochana dziewczyna. Jak kobieta, która zadecydowała, że ten moment ma swój dalszy ciąg.
— Mam dom niedaleko — powiedziała, jakby mówiła o pogodzie. — Mąż dawno nie mieszka ze mną. A dzieci są za granicą.
Zawiesiła głos, jakby chciała sprawdzić, czy zrozumiem, co między słowami.
— I…? — podsunąłem.
Uśmiechnęła się. Powoli. Zmysłowo. Jej spojrzenie przeszło po moim ciele.
— I nie mam dziś żadnych planów. Ani jutro. Jeśli masz ochotę… mogę ci pokazać coś więcej niż tylko szatnię.
Nie musiała powtarzać. Wstałem pierwszy, podałem jej rękę. Ubrała się bez pośpiechu, a ja nie mogłem przestać patrzeć – jakby każda jej ruchoma część była obietnicą jeszcze gorętszej nocy.
Wyszliśmy razem. Wsiadłem do jej auta. Silnik zamruczał. Jej dłoń spoczęła na moim udzie. W tym dotyku była pewność, że to dopiero początek.
Nie byłem już chłopakiem. Ona zadbała o to… z premedytacją.
Jej dłoń spoczęła na moim karku. Pociągnęła mnie do siebie i pocałowała. Mocno. Głęboko. Bez żadnego wstępu.
Złapałem ją w pasie, instynktownie. Jej ciało było inne niż dziewczyn, z którymi miałem do czynienia. Pełniejsze. Cięższe. Realne. I cholernie podniecające.
Jej usta zsunęły się na moją szyję, potem niżej. Zębami zsunęła ramiączko mojego stroju, potem drugie. Klęknęła przede mną. Serce waliło mi jak szalone. Wciągnęła mnie spojrzeniem, jakby pytała o zgodę – i nie czekała na odpowiedź.
Jej usta były ciepłe. Powolne. Doświadczone. Żadne dotychczasowe doświadczenie nie przygotowało mnie na to, co czułem w tamtym momencie. Każdy ruch jej języka był przemyślany, każda pauza celowa. Sprawiała, że czułem się nie jak chłopak, tylko jak mężczyzna.
Jęknąłem, opierając się o zimną ścianę. Jej dłoń masowała moje udo, drugą prowadziła mnie głębiej do siebie. Wszystko trwało wieki i jednocześnie kilka chwil.
Kiedy wstała, oddychałem ciężko. Spojrzała mi w oczy, wciąż tak blisko, że czułem jej oddech na skórze.
— Teraz twoja kolej — szepnęła.
Pchnąłem ją lekko do jednej z ławek. Sama rozpięła kostium. Powoli. Jakby go z niej ściągało powietrze. Nie mogłem oderwać wzroku. Jej piersi były pełne, jędrne, z ciemnymi sutkami, które aż prosiły się o moje usta.
Pocałowałem ją tam. Potem niżej. A ona rozchyliła nogi z takim spokojem, jakby wiedziała, że zaraz oszaleję.
Nie miała żadnych oporów. Wyginała się pod moimi ustami, łapała za moją głowę, szeptała moje imię. A kiedy jęknęła głośno, poczułem satysfakcję, jakiej jeszcze nie znałem.
Nie musiała mnie prosić o więcej.
Jej nogi oplatały moje biodra, kiedy wszedłem w nią. Nie było już żadnego zawahania. Czułem ją całą – ciepłą, mokrą, drżącą.
Poruszaliśmy się w rytmie, który znaliśmy tylko my. Ciała zlały się w jedno. Jej paznokcie zostawiły ślady na moich plecach, a ja po raz pierwszy w życiu nie myślałem o niczym innym. Tylko o niej. Tylko o tym, że nigdy wcześniej nie czułem się tak żywy.
Leave a Reply