UWAGA: Jest to głównie horror, nie pornol.
Piotr, Grzegorz i Zbigniew byli bliskimi przyjaciółmi. Wszyscy trzej mężczyźni pracowali jako nauczyciele w liceum ogólnokształcącym. Tego lata wszyscy umówili się, że razem wyjadą na wczasy. Miał to być dla każdego z nich zasłużony odpoczynek od wkurwiających ich żon oraz stresu związanego z pracą, której wszyscy nie cierpieli. Przez pewien czas zastanawiali się, gdzie dokładnie pojechać. Ostatecznie Piotr zaproponował Tunezję.
– Mój kumpel był tam zeszłego roku i podobno super jest, żarcie w opór, gorąco, nie żałują alkoholu. – powiedział Piotr.
I tak już zostało. Dwa tygodnie później odlecieli z Polski…
Nie pamiętam jak się w ogóle tutaj znalazłem… Ale zaraz, gdzie ja w zasadzie w ogóle jestem? Mam na imię Grzegorz i siedzę właśnie w całkowitej ciemności na zimnej posadzce jakiegoś magazynu lub piwnicy. Nie mogę wstać, bo nogi mam obwiązane łańcuchem. Nic zupełnie nie pamiętam z poprzedniego dnia. Byliśmy z kumplami w hotelu, potem poszliśmy na miasto, wróciliśmy gdzieś nad ranem i… Dalej pustka. Porwali mnie… Tylko po co jakiś Arabus miałby mnie porywać? A może nadal się jeszcze nie obudziłem?
– Kurwa, ratunku!! Niech ktoś mi pomoże!! – darłem się na cały głos.
Ciekawe, czy Piotruś i Zbyszek też tak skończyli. Oby to mi się tylko śniło, oby… Minęły od tego czasu może trzy minuty i usłyszałem otwieranie drzwi. Zapalono też światło w pomieszczeniu, które swoją intensywnością niemal wypalało mi gałki oczne. Do środka wszedł jakiś ciapaty. Chyba Arab. Nosił czarne spodnie oraz białą koszulkę. Na oko dałbym mu ok. 50-60 lat.
– Salem alejkum, kurwa, weź brudasie mnie uwolnij! – krzyknąłem roztrzęsiony.
On odparł mi coś w tym swoim bełkocie, po czym kopnął mnie w brzuch.
– Skurwysynu… – zakląłem.
To nie był sen, ani nawet koszmar. Naprawdę porwał mnie jakiś kozojebca. Podszedł jeszcze bliżej i popatrzył się wrednie. W oczach nie miał niczego dobrego.
– Good, good. You are my friend… – powiedział do mnie.
Z kieszeni spodni wyjął mały nóż.
– Zostaw mnie! Kurwa mać, nie rób mi krzywdy! – błagałem go.
Złapał moją lewą dłoń i szybkim ruchem odciął mi kciuk.
– Ja pierdolę! Aaa!! – jęczałem – Skurwielu jebany!!
Ból był potworny, a z uciętego fragmentu dłoni krew tryskała niczym woda z fontanny. Nim byłem w stanie się obejrzeć, chwycił moją drugą dłoń i tym razem ujebał mi następny kciuk. Poczułem mdłości oraz zawroty głowy, zaraz potem straciłem przytomność.
Gdzie jestem, do chuja?
– Ratunku!! Pomocy! – krzyczałem potwornie przestraszony.
Jestem Zbigniew, nie wiem co się ze mną stało, ale właśnie zupełnie nagi leżę przywiązany na jakimś stole operacyjnym. To chyba piwnica, ale nie jestem pewien, bo jedyne źródło światła w tym pomieszczeniu to mała lampa wisząca na suficie.
– Piotruś! Grzesiu! Pomóżcie mi!!
Usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi. Do środka wparowała dwójka mężczyzn. Obu było chyba tutejszych. Młodszy miał zarost na całej twarzy. Starszy był gładko ogolony i ubrany w wymiętą nieco białą koszulę. Poznaję go! To był na pewno Hadad – nasz rezydent w hotelu. Kiedy podszedł bliżej, nie miałem już wątpliwości. Drugiego nie potrafiłem rozpoznać.
– Skurwysynu, wypuść mnie i… – nagle z nerwów zabrakło mi języka w gębie.
– Ty jesteś dobry przyjaciel moje – parsknął do mnie Hadad w łamanej polszczyźnie – Ładne w ciebie mężczyzna.
Młodszy cały czas mi się przyglądał, wreszcie chwycił za mojego penisa.
– Puszczaj moją fujarę, ty zboku! – teraz Hadad także zaczął mnie obmacywać – Zostawcie mnie kurwa, wy arabskie pedały!! – krzyczałem, nic jednak nie mogłem zrobić.
– Ty to lubić. – powiedział do mnie Hadad.
Następnie wydał swemu towarzyszowi jakąś komendę w ich języku. Młodszy mężczyzna wyciągnął strzykawkę i wbił mi w szyję. Straciłem przytomność.
Ocknąłem się klęcząc na podłodze. Miałem związane nogi oraz ręce. Obok mnie stał Hadad i się śmiał, właściwie rechotał.
– Czas na trochę rozriwki dla ciebie, hehe.
Nie mogłem nic odpowiedzieć, bo nie zakneblowali. Po chwili przyszedł ten drugi facet. Był nagusieńki i także się do mnie wrednie uśmiechał.
– You are my sexual toy – powiedział.
Rozwarł z całej siły moją dupę, po czym wcisnął tam swoje przyrodzenie. Z bólu aż zacząłem się krztusić. Nie mogłem nic powiedzieć. Poczułem jak z anusa zaczyna cieknąć mi krew.
– Good, good. I just fuck you like a whore -sapał do mnie tym ohydnym głosem – You are my personal bitch, don’t forget about it.
Wyrył mi odbyt niczym pług. Ja tylko mogłem płakać i szlochać i modlić się, aby przestał wreszcie.
– I’m about to cum – syknął, a ja wiedziałem, że to nie oznacza nic dobrego.
– Let cum on his face – odezwał się teraz Hadad.
Arabus wstał i strzepał się prosto na mój ryj. Czułem się upokorzony jak nigdy w życiu.
– Sperm is good for your health – mówił do mnie rozmazując swoje nasienie po mej twarzy.
– Ty pierdolony zwyrodnialcu! Zajebię cię i tego pedała też!
– Powinieneś być wdzięczni Polaku, za to jak Ahmed cię potraktował. Ty lubisz takie zabawy, hehe.
Teraz ten cały Ahmed zaczął bezpardonowo oddawać mocz na mnie. Kiedy skończył, kopnął z całej siły w mój brzuch.
– All of this is for fun, your fun! – bełkotał do mnie.
Moje ręce i nogi były związane, więc nie mogłem wiele zrobić. Nim się spostrzegłem, zbliżył się do mnie Hadad, w dłoniach trzymając maczetę.
– Nie!!!! – krzyczałem roztrzęsiony, podczas gdy tamten gwałciciel trzymał mnie mocno.
Arabus zrobił szybkie cięcie i w sekundę rozpruł mi brzuch.
– Aaa!! Co za ból!
Zawartość moich bebechów zaczęła spływać na podłogę.
– Hold on, hold on. – mamrotał do mnie Młodszy.
Nim zszedłem z tego świata, słyszałem tylko jedno – parszywy chichot tej dwójki zwyrodnialców…
Poczułem na twarzy wylany kubeł zimnej wody. Mam na imię Piotr. Siedzę przywiązany do krzesła w ciemnym gabinecie. Nie jestem pewien jak w ogóle się tutaj znalazłem. Przede mną stał jakiś mężczyzna. Spocony, zaniedbany, śmierdzący. Ma chyba około 60 lat. Splunął na mnie. Śmierdzi od niego tak, że się chyba porzygam.
– Wypuść mnie, kurwa… Wypuść mnie do kur… – nim zdążyłem skończyć zdanie, on przywalił mi pięścią w twarz. Wyplułem trochę krwi.
– O kurwa… – wymamrotałem.
On zaś wstał i podszedł do stojącego obok biurka. Wyciągnął z szuflady jakiś termos. Termos? Ciekawe, po chuj mu jest teraz termos?
– Hehehe… – zaśmiał się i powiedział do mnie coś w tym ich języku, ale ja oczywiście niczego nie zrozumiałem.
Podszedł bliżej i wylał całą zawartość owego termosu na moje gołe jaja. Zrobił to z wrednym wyrazem uśmiechu na ustach. Ból był potworny, ale czułem go tylko krótką chwilę, gdyż zaraz zemdlałem….
Piotr nie wiedział, ile czasu był nieprzytomny. Odzyskał teraz świadomość. Czuł potworny ból. Leżał na podłodze i miał całe poparzone ciało. Największe bóle odczuwał pomiędzy nogami, jego narządy płciowe były w rozpaczliwym stanie.
– Jestem jebanym eunuchem… – skomentował. – Nie jestem teraz związany, muszę się wziąć w garść i spróbować jakoś stąd wydostać.
Piotr próbował się podnieść, jednak jego ciało było bardzo zmęczone i momentami odmawiało mu posłuszeństwa. Dopiero po chwili zdołał jakimś sposobem wstać, lecz na bardzo chwiejnych nogach. Pomieszczenie, w którym się znajdował było puste, ściany wydawały się bardzo odrapane. Nim mężczyzna zdążył pomyśleć, co robić dalej, nagle usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Do środka wparował ten sam stary śmierdziel, który znęcał się nad nim wcześniej. Rzucił się szybko na niego i obaj poczęli się szarpać. Tamten bełkotał jakieś słowa w języku arabskim. Piotr był wyczerpany, ale miał jedną tylko szansę na wydostanie się z tego piekła. Poczuł napływ adrenaliny i przewrócił Araba na ziemię.
– Kurwaaa!! – darł się na cały głos kopiąc jego twarz, chcąc w ten sposób wyładować całą agresję i ból jaki odczuwał.
Przestał dopiero, gdy tamten stracił przytomność. Piotr wybiegł z pokoju na korytarz. Wcześniej zamknął dokładnie drzwi. Starał się być cicho, bo nie wiedział, ilu jeszcze może się tu kryć podobnych psychopatów.
– Jeśli mnie porwali, to pewnie kumpli też. Grzesiu!! Zbyszek!!
Wszedł do kolejnego pomieszczenia. To, co tam ujrzał… Nie był gotowy na podobny widok.
W środku pokoju znajdował się stół operacyjny, na podłodze dostrzec można było zaschniętą krew. Nie to było jednak najbardziej przerażające. W róg ściany wyrzucone były wyjątkowo zmasakrowane zwłoki, które podgryzały dwa szczury. Piotr dość szybko rozpoznał ich tożsamość. To był… Zbigniew, jego bliski przyjaciel.
– O kurwa!!! Zbyszek!! – Piotr chciał podejść bliżej, jednak fetor był tak potworny, że nie był w stanie tego uczynić.
Mężczyzna wybiegł szybko na korytarz, cały roztrzęsiony.
– Kurwa!!! Co się tutaj dzieje, do chuja!! Grzesiu!! Grzesiek, słyszysz mnie! – krzyczał rozpaczliwie.
Wtedy usłyszał odgłos kroków. Jego oczom ukazali się Hadad i Ahmed. Ten pierwszy trzymał w dłoni maczetę.
– Nasz gość uciec. – powiedział Hadad – Ahmed, take him and bring to me.
– Zostawcie mnie, popaprańcy! Nie znam was, nic wam nie zrobiłem – jęczał Piotr.
Rzucił się do ucieczki, jednak Ahmed szybko go obezwładnił.
– Ahmed, give him to me! – odezwał się Hadad.
– KURWA!!! – krzyczał przerażony Piotr – Puszczajcie mnie, pojeby! Zamordowaliście mojego kumpla. Coście w ogóle za jedni?
– My się po prostu lubić opiekować turystami – odparł Hadad śmiejąc się.
Nagle cała trójka usłyszała kolejne krzyki gdzieś w oddali. Piotr rozpoznał, że to chyba głos Grzegorza.
– Chyba kolega też się obudził. Ahmed, go and find these guy.
– Okey. I go – powiedział tamten odchodząc.
Piotr wyczuł okazję do uwolnienia się. Teraz miał już przed sobą tylko jednego bandziora, w dodatku starszego faceta z brzuchem. Polak rzucił się na Araba i rozpoczęła się szamotanina. Piotr zacisnął pięść i uderzył napastnika w twarz. Udało mu się rozbić mu nawet nos, z którego ciekła teraz jucha.
– Skurwy… – nim skończył znowu coś przykuło jego uwagę.
Z oddali kolejny raz słychać było okrzyki, a właściwie to jęki czyjejś męki.
– Ahmed dorwać twojego przyjaciel… – warknął Hadad. – Zarżnie go jak kozę, hehe. A zaraz potem tutaj przyjdzie i zrobi ci to samo.
Piotr cały roztrzęsiony zostawił rannego Araba i rzucił się do panicznej ucieczki. Biegł na ślepo przez długie korytarze aż wreszcie udało mu się jakoś znaleźć wyjście na zewnątrz. Cały ten czas znajdował się w piwnicy jakiegoś opuszczonego budynku, chyba starego hotelu bądź zajazdu. Była noc, jednak powietrze było parne i gorące. Afrykańska pogoda nie odpuszczała.
– Muszę się jakoś… Coś muszę zrobić… Ale…
Wtem poczuł nagle silny ból w plecach. To było ukłucie maczety…
Leave a Reply