Jesienny dzien

Jesienny dzień (Prolog)
Dzień, jak każdy inny. Szaro za oknem deszcz pada i pojedyncze strugi światła padają na twój policzek. Z racji, że masz dzisiaj dzień wolny postanawiasz wyjść na spacer, bo czemu by nie. Bierzesz parasol i przechodzisz się wzdłuż miasta, patrząc na tych wszystkich ludzi, zastanawiając się jacy są co robią na co dzień i jacy się z charakteru. Idziesz przed siebie bez celu, słuchając odgłosu miasta i pobliskich głosów. Deszcze uderza o parasol, wyzwalając dźwięk, który lubisz sprawiać ci trochę dreszczy na ciele. Spacerujesz tak kilka minut, a wiatr staje się coraz bardziej chłodny postanawiasz wracać do domu by wypić ciepłą herbatkę pod kocem, oglądając swój nowo znaleziony serial. Wracając przez park, podziwiając jesienny dzień nagle czujesz intensywny zapach. Działa on w taki sposób na ciebie, że aż zwalniasz kroku, próbując zaanalizować wszystkie myśli oraz odczucia które w tej chwili czujesz. Z każdym zaciągnięciem zapach staje się coraz słabszy, a ty chcesz go coraz więcej i więcej, i aż pojawia się smutek w twoim sercu, że już go przestajesz czuć. Zastanawiasz się, skąd przybył, co się wydarzyło, że go czujesz. Nagle pojawia się przebłysk w głowie i wiesz, że to od osoby, która moment temu cię minęła. Odwracasz się i widzisz swój typ osoby pod względem fizycznym. Patrząc się doskonale wiesz, że wizja przed tobą ubiera się tak uwielbiasz, czyli elegancko, ale luźnie w pewien sposób seksownie ależ równie skrycie. W jednym momencie czujesz, że ktoś ci coś daje i odbiera przyciąga ależ równie odtrąca. Czujesz jak twoje serce przyspieszyło nie wiedząc, co się dzieje, a twoje myśli, walcząc, czy podejść i zagadać, czy tez nie. Niestety jedyne, co ci zostało po tej chwili to nadzieja, że znowu kiedyś spotkasz tę osobę. Wzdychając pod nosem ruszasz dalej tworząc w swojej głowie alternatywna wersje wydarzeń pt. „Co by było, gdybym zagadał”. Jakby potoczył się ten wieczór. Czy spodobalibyśmy się sobie nawzajem? Może ma kogoś i nic by z tego wyszło? Co jeśli by się zakochała we mnie. Wzdychając znowu pod nosem z racji braku odpowiedzi na nurtujące pytanie. Trzymając się planu wracasz na herbatę. Los chciał jednak inaczej i właśnie siadasz na pojedynczym fotel w kawiarni, która otworzyła się niedawno, ale tłumów jakoś nie porywała. Może to przez wystrój może to przez zakaz używania telefonów. Tobie to nie przeszkadzało, bo to jest miejsce, które dawno chodziło ci po głowie. Podoba ci się tu, ponieważ całe miejsce jest w stylu które chcesz mieć w swoim mieszkaniu. Z racji zakazu w oczekiwaniu na zamówienie podchodzisz do regałów aby wybrać książkę, która będziesz czytać podczas swojej cieplej herbaty. Bierzesz wdech nosem i czujesz to samo, co w parku… ten zapach… te uczucia… te… pragnienie. Rozglądasz się, ale nie widzisz, skąd przybył. Wybierasz książkę i lustrując pomieszczenie szukasz źródła zapachu. Siadasz na krześle wciąż spoglądając w rożnych kierunkach. Otwierasz książkę, a czytając pierwsze zdania uświadamiasz sobie, że coś się zmieniło. Ktoś siedzi naprzeciwko ciebie. Masz „gościa” myślisz. Na dodatek ta osoba przyszła sama wiec macie wspólny stolik. Nic zwyczajnego myślisz… do momentu, w którym uświadamiasz sobie, że zapach, który tak bardzo oddziałuje na twoje zmysły jest cholernie intensely. Unosisz powoli no wiesz, że źródło siedzi naprzeciwko ciebie i wiesz, że te ciuchy już dzisiaj pojawiły się przed twoimi oczami. Park… tak to ta sama osoba. Analizujesz sobie dokładnie twarz centymetr po centymetrze, uzupełniając sobie dane w głowie, bo było ci dane ujrzeć tylko plecy i nie wiedząc, że patrzysz się już tak kilka sekund kręcisz głowa, wychodząc z transu. Twój „gość” najwidoczniej to zauważył, bo skomentował najdelikatniejszym śmiechem, jaki było ci słyszeć od dawna. Sięgasz po herbatkę ze świadomością, że już tak trochę leży wiec masz nadzieje, że nie będzie aż tak zimna. Pochylacie się w tym samym momencie i w tym samym momencie patrzycie w sobie w oczy. Masz wrażenie, że ta chwila trwa wieczność, ale ta wieczność jest tak cholernie przyjemna, że nie chce by się kończyła. Patrzycie tak sobie w oczy bez slow. Zapomniawszy o tym, co się dzieje wokół was. Nagle otrzymujesz uśmiech… tak ciepły jak promyk ciepłego słońca na poliku w jesiennie pochmurny dzień. Serce bije ci szybciej i nagle słyszysz słowa, które są otulone tak milą barwą głosu, przez którą dostajesz dreszczy.
– Dzień dobry my się dzisiaj już chyba widzieliśmy prawda?…

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Taki Jeden Typ

To moje pierwsze opowiadanie wiec dajcie znac prosze co sadzicie jakie sa odczucia i co warto poprawic 

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *