Jan nie czekał, aż dziewczyny skończą swe pieszczoty. Widząc wypiętą pupę Majki nachylonej na pipką Jowity nie zastanawiał się długo i wtargnął w cipę kelnerki. Jak zwykle zastosował metodę tłoka parowego. Na efekt nie czekał długo; drżenie szczupłego ciała dziewczyny, jęki, postękiwania i krzyk dowodziły, że jest jej bardzo dobrze. Przestał na chwilkę posuwać mokrą i nabrzmiałą pipkę, zanurzył kutasa w szklance, do której wcześniej nalał szampana. Podał go do spragnionych ust dziewczyny, ta wylizała dokładnie, do kropelki; powtórzył tą czynność jeszcze kilka razy, podobało się to obojgu. Na koniec złapał butelkę i resztę szampana wlał w gardło ślicznej kelnerki. Połykała łapczywie, podnosząc głowę w momencie, kiedy na jej cipce wylądował język Jowity. Ta lizała zapamiętale rozpaloną szparkę, wsuwała w nią język, palcami drażniła ciemniejsze słoneczko pupy, wypinając zachęcająco własną. Jan obszedł ją od tyłu i pomalutku, bez pośpiechu wpychał w ciasny tyłek swą sterczącą ciągle pytę. Jęki zadowolenia stłumione cipką Majki dowodziły, że daje swej kobiecie odpowiednią dawkę rozkoszy. Przyspieszył tempo, podniósł ją tak, że ledwo opierała się dłońmi o łóżko, zostawiając gościnną pipkę koleżanki. Ta po chwili klęczała przed mężczyzną liżąc jego nabrzmiałe, skaczące, odbijające się od krocza Jowity jądra. Przytrzymał mocniejszym chwytem biodra dziewczyny, okręcił się upadając plecami na łóżko, nabijając mocno pupę na twardą pałę. Jowita wrzasnęła i zaskoczyła z mężczyzny z groźnym wyrazem twarzy.
– Zwariowałeś? Chcesz mnie przebić tym swoim kutasem? Mają mi jelita popękać? – na pięknej buzi szalały błyskawice złości – tak nie możesz robić, zrobisz komuś krzywdę!
– Nie chciałem, przepraszam – Jan przyjął postawę obronną – tak jakoś przewróciłem się, dobrze, że obok było łóżko, bo byśmy walnęli na podłogę. A ty czego rżysz? – to było do śmiejącej się na cały głos Majki.
– Jesteście super! – nie mogła się opanować zanosząc się kolejną falą śmiechu – Rżniecie się jak króliki, eksperymentujecie, teraz w wielkim oburzeniu sprzeczacie się, jak stare, dobre małżeństwo z trzydziestoletnim stażem, ale piękna Jowitka nie puszcza z ręki twego nabrzmiałego, żylastego kutasa! Słoneczko, przyssałaś się, ma taką specyficzną, klejącą się spermę? – popatrzyła na siedzącą obok laskę, rzeczywiście cały czas trzymającą Jana za penisa.
– Odczep się, musiałam go opieprzyć, bo mnie trochę zabolało, niech wie, że jestem delikatną istotą!
– Kochanie, nikt nie jest doskonały! – Jan odetchnął z ulgą, że nie zrobił dziewczynie żadnej krzywdy. – Wiem, że jesteś bardzo delikatna, tylko niekiedy klniesz jak szewc, ale tylko w określonych, nie często występujących okolicznościach. A ty co tam majstrujesz? – to było już do Majki, która liżąc jego jajka pomału zbliżała się do odbytu, próbując wsunąć w tyłek mężczyzny zwilżone śliną i gęstą wydzieliną z pipki palce.
– Obiecałam wylizanie ciebie w tym miejscu, więc staram się dotrzymać obietnicy. Poza tym zrobię tobie delikatny masaż prostaty! Panowie w tym wieku muszą bardzo o nią dbać, a taki masaż to przecież rewelacyjny środek zapobiegawczy. – mówiąc to Majka wycofała się i nakładała żel na palce
– A ty patrz i ucz się, Jowitko, bo to naprawdę fajne rzecz.
– Zwariowałaś, nie będziesz mi gmerała w dupie! – Jan był w lekkim szoku – Nie pozwalam!
– Jasiu, nie masz nic do gadania. Ty rżniesz nasze pupy, aż iskry lecą, a sam nie chcesz delikatnego, zdrowotnego masażu? – to Jowita – Majka zrobi ci dobrze, a ja się nauczę czegoś nowego. A tak właściwie, to skąd wiesz, jak to robić – popatrzyła na Maję.
– Skończyłam medyka, a teraz jestem na studiach pielęgniarskich, miałam praktyki na oddziale proktologii, urologii i robiłam to już nie raz i nie dwa, właściwie robiłam to mężczyznom w różnym wieku dwa – trzy razy w tygodniu. A teraz proszę, nie ruszaj się i rozluźnij tyłek – szybkim ruchem wcisnęła dwa palce w odbyt Jana, który by podskoczył, gdyby druga z dziewczyn nie położyła się na nim.
– Jasiu, to tylko chwilka i poczujesz się w siódmym niebie – nie mogła ukryć śmiechu Jowita – To naprawdę fajne, będę też tak ci robiła, kiedy tylko zechcesz.
Leżał spokojnie, trochę wystraszony, ale po chwili zaczął odczuwać przyjemność, tylko zaczął odnosić wrażenie, że musi pójść do toalety wypróżnić pęcherz. Po chwili Majka cmoknęła Jana w pośladek.
– Już po wszystkiem – odezwała się, jak „będąca młodą lekarką” – może pacjent usiąść. A prostatę masz modelową, naprawdę super. To jednak prawda, że seks nie pozwala na jej przerost. Musisz Jowitko sama sprawdzić i spróbować, to naprawdę nie trudne, popatrz. Nakładasz żel na palce, rozcierasz, teraz rozgrzej lekko dłoń, żeby nie była zbyt chłodna, ponownie nabierz żelu i…
– Jesteście wariatki, obie! Muszę do łazienki! – przerwał zdezorientowany tym, co się dzieje mężczyzna.
Wychodząc z pokoju Jan przypomniał sobie o kamerze, która cały czas pracowała. Wyłączył ją i chciał zabrać ze sobą do toalety, żeby skasować ostatnie sceny, ale Jowita błyskawicznie wyskoczyła z łóżka i zabrała sprzęt.
– Co ty robisz, chcę sprawdzić, jak się nagrało!
– Tak, tak, chcesz wykasować ostatnie kilka minut, znam cię! – nie dała sobie zabrać kamery – Idź do tej łazienki, a my sobie popatrzymy. – To to wszystko było nagrywane? – Majka patrzyła na nich zdumiona.
– Tak, ale nie martw się, nie zamieszczamy naszych filmików nigdzie, tylko sobie oglądamy.
– Ja też chcę mieć ten film! Daję słowo, nigdzie go nie pokażę.
– Dostaniesz dopiero po obróbce. Naprawdę zależy nam na dyskrecji.
– Ale jak mi go dacie, przecież jutro wracacie do domu? – Majka była niepocieszona.
– Dostaniesz płytę z nagraniem, odpowiednio przetworzoną. Daj mi swój adres, Jan wszystko opracuje, a ja ci wyślę poleconym. Może tak być?
– Może być, ale chociaż cyknę nam fotkę telefonem, dobrze? Zgoda, ale bez naszych twarzy, sama możesz na nich być, to twój telefon.
Usadowili się na łóżku przed lustrem, dziewczyny złapały Jana za penisa, Jowita opuściła głowę tak, że zasłoniła włosami swoją i mężczyzny twarz, a rozradowana Majka zrobiła kilka zdjęć. Dopili swe drinki rozmawiając już o wszystkim, nie tylko o seksie. Dziewczyny opowiedziały sobie, co studiują, Jan o swej pracy. Wieczór praktycznie dobiegł końca… Poszli do łazienki, dziewczyny wskoczyły pod prysznic, Jan skorzystał z wanny. Cała trójka żałowała, że ich pobyt już jutro się skończy. Nie odwieźli Majki, podrzucą ją rano, wracając do domu. Położyli się grzecznie w łóżku, Jan na środku, one po bokach. Przytuliły się obie do torsu mężczyzny, on objął je ramionami i kilka sekund później już spali.
Ranek był piękny, żal było wracać, żal się rozstawać. Żeby Majka bardziej ich zapamiętała odbyli szybciutki seksualny seansik – Jan położył na siebie plecami kelnerkę, wszedł w jej pupę, Jowita najpierw zrobiła kilka zdjęć telefonem Mai, po chwili pracowicie wylizywała wypiętą cipkę, czekając, aż oboje osiągną orgazm, żeby potem też być należycie obsłużoną.
Droga do domu przebiegała spokojnie, zatrzymywali się dwa razy, pierwszy raz, kiedy otrzymał w lesie nieziemskie fellatio; drugi raz na ukrytej polanie zerżnął jej pupę i cipkę tak, że błagała, żeby skończył. Pod blokiem Jowity nie stanęli, obawiała się, że któryś ze sąsiadów zobaczy ją wysiadającą z auta faceta starszego niż jej ojciec; wolała uniknąć awantury. Poza tym koleżanki z którymi niby była nie miały auta…
W nagrodę za bardzo udany wyjazd Jan postanowił odwdzięczyć się dziewczynie. Przygotował dla niej niespodziankę. Wiedział, że bardzo lubi ozdabiać dyskretnie swe ciało, stąd kilka kolczyków w dziwnych miejscach. Mała perełkę w pępku, kolczyki w uszach i jeden w brwi, po jakimś czasie ich znajomości zafundowała sobie koralik w języku. Jan nie pochwalał takiego zdobienia ciała, choć lubił, kiedy tym koralikiem drażniła głowicę jego kutasa; bardzo ostro zaprotestował, kiedy chciała przebić kolczykami sutki swych pięknych piersi.
– Absolutnie nie pozwalam, mówię to z całą stanowczością i bardzo serio. Nawet nie próbuj, natychmiast powiem o tym twojej rodzinie, bez względu na konsekwencje!
– Ale ja tylko…
– Nie ma, że ty tylko, nie pozwalam – przerwał dziewczynie niespodziewanie energicznie, poważnie, niemal z wściekłością w głosie – ty chyba zgłupiałaś! Poprzerywasz gruczoły mleczne, uszkodzisz kanaliki w brodawkach; jak chcesz potem karmić dzieci? Powtarzam jeszcze raz – nie pozwalam, nie zgadzam się na to! Chcesz mieć dzieci? To pójdź do lekarza i dowiedz się, czym to skutkuje!
Dąsała się kilka dni, nie odzywała do swego kochanka, ale po jakimś czasie, po przemyśleniu problemu przyznała Janowi rację.
– Wiesz, chyba jednak zrezygnuję z tych kolczyków w brodawkach – oświadczyła obojętnym tonem – przestało mi się to podobać…
– No, widzę, że moje dziewczę z upływem czasu nabiera rozumu! – Jan uradował się decyzją dziewczyny. – Będziesz miała to wynagrodzone! A nagroda… Musisz troszeczkę poczekać…
Próbowała kilka razy dowiedzieć się, jak Jan chce wynagrodzić rezygnację z tego szalonego pomysłu, ale nie powiedział słowa. Okazało się, że umówił się ze znajomym tatuatorem, że przyprowadzi do niego swą dziewczynę na mały zabieg piercingu. W oznaczonym dniu zjawił się z Jowitą pod wcześniej wskazanym adresem; uspokajał podenerwowaną, nie wiedzącą, w czym rzecz, dziewczynę. Po kilkudziesięciu minutach opuścili gabinet, wiedzieli, oboje, że muszą prowadzić wstrzemięźliwość w obcowaniu z sobą, a to dlatego, że Jan zafundował Jowicie bardzo ładny kolczyk z kryształem Svarowskiego w… cipce! Kolczyk pięknie zdobił bardzo smakowitą pipkę dziewczyny; w żaden sposób nie przeszkadzał w miłosnych igraszkach. Krótko po tym Jowita sama zafundowała sobie dodatkową ozdobę w postaci dwóch złotych malutkich kolczyków, które wpinała sobie w wargi mniejsze. Z czasem stały się ulubioną ozdobą dla Jana, który liżąc pipkę swej dziewczyny lubił drażnić ją przez leciutkie szarpanie ustami za te kolczyki. Wydepilowana, gładziutka pizdeczka Jowity w tych ozdobach prezentowała się rewelacyjnie! Czas mijał pomału. Spotykali się z Jowitą najczęściej u Jana w domu, niekiedy w jakiejś knajpce wypijali lampkę wina, szli na spacer, do kina, czy na jakiś koncert. Jan nie zdradził swym dzieciom z kim się spotyka, oboje wiedzieli jedynie, że ma jakąś piękną, młodszą od siebie o kilka lat kobietę i mieli nadzieję, że w końcu ją poznają. Sami byli dorośli, mieli swoje rodziny i doszli do wspólnego wniosku, że ojciec nie może być tak długo sam; w związku z tym nie robili mu żadnych wymówek, ani przytyków. Absolutnie nie zdawali sobie sprawy z tego, że wybranka ojca jest młodsza od każdego z nich i to o kilka lat. Ważne, ze ich staruszek spotykał się z kimś i był bardzo szczęśliwy, co bardzo często okazywał im i ich dzieciom, wszak był już dziadkiem, bardzo młodym, ale już dziadkiem. Przecież córkę żona urodziła w wieku dziewiętnastu lat, Jan sam miał wtedy dwadzieścia. Córka poszedł w ślady swej mamy i urodziła pierwszą córkę mając dwadzieścia jeden lat, trzy lata później urodził się jej syn…
Sielanka Jana i Jowity trwała już ponad pół roku, układało się im doskonale. Zapewne trwało by to jeszcze znacznie dłużej, gdyby nie znamienne w skutkach zdarzenie. Miało to miejsce pewnego pięknego, słonecznego dnia, tego dnia…
Tego dnia Jan jak zwykle wracał samochodem z pracy. Zmuszony był co chwilkę przystawać w wolno posuwającej się kolumnie samochodów, a stojąc rozglądał się wokół. Na chodniku dostrzegł stojącą parę. Ona, śliczna, szczupła czarnulka, niezbyt wysoka, bardzo zgrabna, na oko dwudziestoletnia. On, facet w sile wieku, nawet przystojny, dobrze ubrany, znacznie starszy od dziewczyny. Początkowo pomyślał, że to ojciec rozmawia ze swoją córką, ale po kilku sekundach obserwacji zmienił zdanie. Para obejmowała się czule, on całował ją w kark, za uchem, ona, kiedy tylko mogła, patrzyła mężczyźnie zakochanym wzrokiem w oczy, uśmiechała się przy tym radośnie. Jan patrzył na dwoje szczęśliwych ludzi i uśmiechnął się ironicznie do siebie. „Facet – pomyślał – co ty robisz z tą młodą laseczką, mógłbyś być jej ojcem. Kiedyś i tak dorobi ci rogi i kopnie cię w dupę!”. Nagle spoważniał. To byli przecież on i Jowita! Między nimi była mniej więcej taka sama różnica wieku, jak w tej parze, której się przyglądał! Zrozumiał, że spotykając się z piękną, młodą kobietą, stanowi dla niektórych osób powód do uśmiechów, wskazywania palcem przez innych ludzi, mniej tolerancyjnych, przecież nie wszyscy są tak wyrozumiali, żeby zrozumieć! Przecież nawet on spoglądał chwilę temu pobłażliwie i z politowaniem na czule obejmującą się parę. No tak, przeniósł wszystko na swoją sytuację; jeśli nawet będą razem… Przecież Jowita będzie chciała mieć dziecko, może dzieci, a jemu nie spieszyło się do pieluch, uważał, że już wyrósł z roli młodego ojca, zajmującego się noworodkami… Za dziesięć lat będzie już mocno po pięćdziesiątce, w zasadzie przed sześćdziesiątką, ona około trzydziestki. Kolejne dziesięć lat później Jowita wkroczy w wiek „ryczących czterdziestek”, kobiet coraz bardziej znających swoją wartość, mających ciągle wielkie potrzeby w łóżku, a on dużo wcześniej przekroczy sześćdziesiąt, będzie dochodził do siedemdziesięciu; jego libido już dłuższy czas będzie szybowało nieuchronnie w dół. Znając obecne potrzeby swej kochanki nie wyobrażał sobie, co będzie później. „Jak to, co? Pójdzie w tango z jakimś przystojnym młodzianem – pomyślał – a ja będę miał rogi jak te piękne jelenie w Bieszczadach”. Nie, nie dopuści do tego! Koniecznie musi porozmawiać z dziewczyną. Zastanawiał się nad tym, jak jej to bezboleśnie powiedzieć, jak to zrobić, żeby nie czuła się mocno zraniona. Zajęło mu to tydzień… Rozmowa nie była łatwa. Po upojnym seksie przedstawił jej swe przemyślenia. Jowita co chwilkę wybuchała płaczem, nie docierały do niej żadne argumenty, rzucała mu się na szyję, błagała ze szlochem, żeby zmienił decyzję. Kochanie, pomyśl sama, jeśli się zwiążemy, to do końca życia, innej opcji nie biorę pod uwagę.
– Wyobrażasz sobie za ileś tam lat swą opiekę nad zniedołężniałym starcem? Jestem od ciebie starszy o dwadzieścia siedem lat, pamiętasz o tym? Teraz jest nam w łóżku rewelacyjnie, ale moje możliwości pomału dobiegają kresu, potem będzie tylko gorzej. A dzieci? Nie chcesz dzieci? Ja swoje już wygnałem z gniazda, są samodzielne, mają swoje rodziny, nie jestem w stanie zając się noworodkiem, nie chcę wracać do przeszłości, o tym też pomyślałaś?
– Ale ja cię kocham! – wyłkała zalewając się łzami.
– Też cię kocham nad życie, dlatego musimy się rozstać. Nie chcę cię unieszczęśliwiać i obciążać sobą, zasługujesz na piękne życie, z kochającym mężem w odpowiednim wieku, z dziećmi dającymi radość…
– Janie, przestań, chcę być tylko z tobą! Nie, nie będziemy razem, to był nasze ostatnie spotkanie, ostatni raz kochamy się. Tak, wiem, jestem okrutny, ale uwierz mi, robię to wszystko dla twego dobra, choć naprawdę, serce mi pęka z żalu…
Rozmowa trwała bardzo długo, w końcu wydawało się Janowi, że przekonał ją swymi argumentami. Odwiózł roztrzęsioną dziewczynę do domu, po powrocie do siebie dzwonił kilka razy, sprawdzając, czy nie zrobiła jakiegoś głupstwa. Jan już znacznie wcześniej wiedział, że Jowita dawno temu wpadła w oko koledze ze studiów, Tomkowi. Tomasz był asystentem na wydziale, chodził koło niej, uśmiechał się, usiłował zgadywać jej potrzeby. Podobało się to dziewczynie, lekko łechtało jej kobiecą próżność, ale nie wykorzystywała tej sytuacji bez potrzeby. Tomek był zawsze obok, zawsze wtedy, kiedy był potrzebny. Służył pomocą, radą, wspierał piękną studentkę na każdym kroku. Wysoki, wesoły, przystojny brunet o ciemnych oczach i ciemnej karnacji skóry podobał się wszystkim młodym pracownicom i studentkom, ale swą uwagę zwracał tylko na Jowitę, inne panie, nawet te najatrakcyjniejsze nie interesowały go w najmniejszym stopniu. Telefon Jana do Tomasza z prośbą o rozmowę był dla tego drugiego wielkim zaskoczeniem. Jan poprosił go o spotkanie i rozmowę na temat Jowity. Spotkali się w barze, rozmawiali przy szklaneczce whisky. Bez zbędnych wstępów, Jan oznajmił chłopakowi, że kilka dni temu zerwał z Jowitą i prosił, żeby Tomek otoczył ją swą opieką, ale żeby nie był nachalny, żeby nie narzucał się dziewczynie. Młodzieniec przyjął tę wiadomość jak dar z nieba, wreszcie nie miał konkurenta w osobie tego starszego mężczyzny, w którego zapatrzona była jego cicha miłość, jego ukochana. Cały wieczór zastanawiał się, co zrobić, żeby wykazała swoje zainteresowanie jego skromną, aczkolwiek atrakcyjną osobą. Kilka dni później jak wielkie było jego zdziwienie, kiedy na propozycję spotkania przy lampce wina nie usłyszał odmowy! Jowita zaskoczyła go chęcią natychmiastowego spotkania. Tomek doszedł do wniosku, że zraniona dziewczyna chce zrobić na złość swemu byłemu facetowi, che pokazać, że stać ją na wszystko i na każdego. Wieczór był bardzo ciepły, powietrze pachniało kwiatami rosnącymi w letnim ogródku, gdzie siedzieli. Rozmowa toczyła się wesoło, Jowita rozluźniła się zupełnie, trochę pomogła w tym butelka wina. Znała chłopaka znacznie wcześniej, widziała, że starał się być dla niej miły i pomocny, co jej bardzo pochlebiało, wszak interesował się nią najprzystojniejszy z asystentów na wydziale! Stwierdziła po namyśle, że Tomek to naprawdę sympatyczny i fajny chłopak, zrobił na niej bardzo dobre wrażenie…
–
Leave a Reply