Co mogę ci o sobie powiedzieć? Cóż, zacznijmy od tego, że jestem pedałem. Pedziem, gejem, ciotą. Zwał jak zwał. Druga istotna rzecz — lubię się jebać. Na serio. W każdej konfiguracji, w każdym możliwym miejscu. Byle z dobrym kutasem. Uwielbiam ciągnąć druta. Uwielbiam, gdy ktoś ciągnie druta mnie. Kocham wpychać fiuta w ciasne dupska i kocham, gdy fiuty są wciskane w moje dupsko. Taa, wiem. Nie dość, że pedał, to jeszcze seksoholik. W razie jakbyś nie wiedział, wzruszam teraz ramionami. W piździe to mam. Męski seks w pełnej krasie poznałem w liceum. Mając siedemnaście lat ojebywałem pały z wprawą godną profesjonalnej dziwki. Byłem nadziewany na soczyste, grube fiuty. Sam też nie raz nadziewałem samcze dupy na mojego kutasa. Ale prawdziwego jebania doznałem w okolicznościach dość niecodziennych. To właśnie wtedy odkryłem, że dobre pierdolenie to nie tylko mechaniczne wkładanie pały w różne dziury. Prawdziwe męskie jebanie to coś zupełnie innego. Prawdziwe męskie jebanie jest ostre, gwałtowne, jest mokre i śmierdzi różnymi wydzielinami. Nie ma w nim miejsca na delikatne gesty, pieszczoty i czułe słówka. Nie ma ochów i achów. Jest brud, smród i sperma. Mnóstwo spermy. Byłem wtedy krótko po osiemnastce. Pełen młodzieńczego wigoru. Niespożytej energii i tej niepowtarzalnej seksualnej werwy. W tamtym momencie mojego życia, mój chuj praktycznie nigdy nie opadał. Zawsze był pobudzony, zawieszony w przyjemnym stanie półwzwodu. Gotowy do działania. Wróciłem do domu po ustawce z gościem z neta. Dużo starszym, w wieku moich starych. Przelizaliśmy się. Zrobiłem mu loda i… to tyle. Gość doszedł mi w ustach, a po spuście opuściła go ochota na dalsze zabawy. Byłem nieco zawiedziony. Nie, byłem w chuj zawiedziony. Nawet mnie, kurwa, nie dotknął. A mnie chciało się jebać. Do domu wróciłem około drugiej w nocy. Zawiedziony. Wkurwiony. Napalony. Szare dresy pięknie opinały się na moim kroczu. Fiut ślinił się w bokserkach. Suty stały sztywno pod koszulką. Cały byłem pobudzony. W ustach wciąż czułem smak spermy tamtego starego pedała. A w piździe czułem niezaspokojone swędzenie. Szybko przeszedłem przez przedpokój. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Chciałem sobie zwalić. Bo jedyne co mogłem wtedy zrobić, to żałośnie zwalić konia w samotności. — Gdzie byłeś? Głos ojca tak bardzo mnie zaskoczył, że wyrżnąłem udem o blat kuchennej wyspy. Mrok rozświetlił rozbłysk światła. — Kurwa — syknąłem pod nosem. — Czemu nie śpisz? Ojciec siedział na wysokim barowym krześle przy wyspie. W opiętej białej podkoszulce i czarnych boksach. Ja pierdole, pomyślałem wtedy, to nie jest widok jaki powinienem teraz oglądać. Nigdy nie patrzyłem na mojego ojca jak na faceta. Oczywiście był atrakcyjny. Wysoki, dobrze zbudowany. Z cieszącym oczy zestawem mięśni, wypracowanych po latach pracy na budowie. Ale był moim ojcem. Jednak w tamtej chwili to straciło znaczenie. Byłem zbyt napalony. Przełknąłem ślinę. Stałem jak wryty, wpatrując się w ojca i czując jak całe moje ciało napina się. — Gdzie byłeś? — Powtórzył. Jego twarz przybrała groźny wyraz. — Na mieście — powiedziałem nienaturalnie wysokim głosem. Odchrząknąłem. — Z kumplami. Wstał. Podszedł bliżej. Nie mogłem nie zauważyć, że jego bokserki są całkiem nieźle wypchane. Wybrzuszenie poruszało się przy każdym kroku. Kolejna kropla śluzu spłynęła z mojej żołędzi. Dopiero wtedy, widząc ojca w bieliźnie, uświadomiłem sobie, jak bardzo jest pociągający. Mój własny ojciec sprawiał, że kutas twardniał mi w spodniach. To chore, ale… Nabawił się delikatnego piwnego brzuszka, który tylko dodawał mu męskości. Jego ramiona i nogi porastały gęste włosy. Miał kształtne pełne łydki. Silne uda. Krągłą dupę. Nawet nie zauważyłem, że bierze zamach. Nawet nie poczułem uderzenia. Najpierw usłyszałem głośny plask. Potem moją twarz przeszył ostry ból. Na monet straciłem oddech. — Nie kłam, gówniarzu. — Stał tak blisko mnie. Tak blisko. Czułem jego ciepło. Jego przyspieszony, pełen wściekłości oddech. Jego zapach. — Myślisz, że nie wiem, jak się zabawiasz?! — Nie wiem… — Kolejny policzek. Równie zaskakujący jak pierwszy. Ojciec chwycił mnie za bluzę i pociągnął do siebie. — Co to jest? — Ryknął, podciągając zwały materiału mojej bluzy. Oczywiście nie widziałem o co konkretnie pyta. Ale domyślałem się. — Ja nie wiem o czym mówisz! Niespodziewanie przytknął twarz do miejsca, które próbował mi pokazać. Tuż pod moim lewym sutem. Przeszył mnie dreszcz. Słyszałem jak się zaciąga. Jak wciąga do nosa ostatnie aromaty z mokrej plamki po spermie tamtego faceta. — Kurwa mać! Chłopcze, czy ty jesteś normalny?! Kurwisz się na prawo i lewo jak tania dziwka! I to jeszcze z facetami. Wiedział. Nie wiem skąd, ale wiedział. Nie tylko o tym, co robiłem dzisiaj. Wiedział, że robię to regularnie. Zaczerwieniłem się. Nagle zrobiło mi się jednocześnie zimno i gorąco. — Przychodzisz do domu ujebany spermą… — wziął głęboki wdech, ale nie kontynuował. Zamilkł. Odsunął się wyraźnie zrezygnowany. — Nie tak cię wychowałem. Usiadł ciężko. Rozłożył szeroko nogi. Spuścił głowę. Ja stałem jak wryty. Chciałem stamtąd uciec, ale mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Ojciec westchnął głęboko, uniósł głowę i spojrzał mi w oczy. — Podejdź do mnie — powiedział już dużo spokojniej. Powoli, pełen obaw, zrobiłem co kazał. To co działo się potem, wydarzyło się niewyobrażalnie szybko. Ojciec wstał. Zdjął boksy. Widok jego fiuta zapadł mi dech w piersi. Piękny, długi kawał mięcha zwisał swobodnie między masywnymi udami. Porośnięty był gęstym czarnym futrem, tu i tam posklejanym w grube strąki. Ogromne jajca w obwisłym worze poruszały się lekko. Z mojej pały znów uleciało. Tym razem była to już chyba sperma, bo na spodniach zaczęła powoli rosnąć mokra plama. Ojciec zaśmiał się złowieszczo. — Wystarczy pokazać wam penisa i już robicie się mokrzy, pierdolone pedały! Chodź tu! Jak zaczarowany, podszedłem bliżej. Nie potrzebowałem zachęty. Niczego nie potrzebowałem. No, prawie niczego. Pragnąłem jego kutasa. Chciałem wziąć go w usta, w pizdę. Uklęknąłem przed moim ojcem. Przed jego fiutem. Jebał ostro. Męsko. — No, bierz go, suko! Tatuś da ci nauczkę. Polizałem go. Był słony. Oblizałem jaja. Zdjąłem mu naplete i pocałowałem lśniącą gorącą żołądź. Zaczął stawać. Powiększał się, twardniał. Wziąłem go w usta. Głęboko. Aż sztywne włosy wchodziły mi do ucha. Ojciec odchylił głowę i jęknął. Chwycił mnie za głowę. Przycisnął. Trzymał. Jego fiut puchł mi w gardle. Dławił mnie. Brakowało mi oddechu. Popłynęły mi łzy. Przed oczami mi poczerniało. Świat znikł. Cały wszechświat rozpłynął się. W końcu ojciec zwolnił uścisk. Łapczywie wziąłem oddech, wypluwając gęstą mieszankę śliny i męskich soków. — Gdybyś tylko mógł się teraz zobaczyć, żałosny kundlu — syknął. — Lubisz takie zabawy, co? Lubisz jak cię jebią w te twoje śliczne usteczka? Znów mnie uderzył. — Odpowiadaj! — Tak — powiedziałem prawie niesłyszalnie. — Lubię. Kolejny raz zatkał mi przełyk coraz większą palą. Tym razem dłużej, mocniej przyciskając głowę do swojego ciała. Wytrzymałem. Dałem radę. — Rozbieraj się. — Tato — próbowałem zaprotestować, ale moje dłonie same zdjęły spodnie i przemoczone bokserki. Mój kutas wystrzelił twardy i oblepiony świeżą spermą. Wciąż z niego ciekło. — Wypnij pizdę. Wszedł od razu. Bez ostrzeżenia. Bez nawilżenia. Oczywiście bez gumy. Ból był ogromny. Przeszywał każdą komórkę mojego ciała. Jakby fiut mojego ojca wszedł nie tylko w dziurę, ale w całego mnie. To bez sensu, wiem, ale tego uczucia nie da się inaczej opisać. Ojciec jebał mnie ostro. Jak niewyżyty dziki ogier dosiadający klacz. Wpychaj, wysuwał, wpychał znowu. Po same jaja. — Ty… pieprzony… mały… gnojku — mówił w rytm uderzeń naszych ciał. — Ty… pedale… już… ja… ci… pokażę. Ojciec się pocił. Mocno. Czułem jego mokre dłonie, ściskające moje ramiona. Czułem mokre włosy na podbrzuszu, lepiące się do moich pleców. I czułem zapach. Ten ostry, męski zapach, którego nie da się z niczym pomylić. Nie jęczał. Nie wydał z siebie żadnego odgłosu poza zawziętymi krótkimi sapnięciami. Wtedy właśnie dotarło do mnie, że głośne jęki, urywane krzyki i dzikie wrzaski to bajki z pornoli. Prawdziwy mężczyzna jebie cicho. Nie wiem jak długo mnie rżnął. Równie dobrze mogło to być kilka sekund, jak i całe godziny. Bolało, ale było przyjemnie. Zajebiście przyjemnie. Nikt do tej pory nie wyjebał mnie tak, jak własny ojciec. Strzelił we mnie. Zalał mnie wrzącą falą spermy. I dopiero wtedy, i tylko wtedy, ten jeden jedyny raz, jęknął głośno. Przycisnął się do mnie całym ciałem. Ciałem mokrym i lepkim. Gorącym. Docisnął kutasa, upewniając się, że wszystkie jego potężne strzały trafią do mojego wnętrza. Przytrzymał tak chwilę, aż fiut nieco mu opadł. Wyszedł ze mnie tak, jak wszedł. Bez słowa. Szybko. Klęczałem na podłodze, choć mój kontakt z rzeczywistością był mocno ograniczony. Miałem wrażenie, że to wszystko to tylko sen. To tylko ostre porno, które oglądam do walenia. Ale nasienie mojego ojca płynące we mnie temu przeczyło. Przeczyła temu moją własna sperma ściekająca na posadzkę. Dyszałem ciężko. Drżałem. Kąciki ust uniosły mi się nieco w bezwolnym uśmiechu rozkoszy. Gdy w końcu zdołałem wstać, po ojcu zostały tylko porzucone na podłodze bokserki.
Leave a Reply