Pewnego dnia po pracy, Jan poszedł na zakupy. Wychodząc ze sklepu dosłownie złapał przewracającą się dziewczynę. Potknęła się o wystający próg i gdyby nie zareagował – runęła by z impetem na chodnik. Łapiąc lecącą dziewczynę chwycił ją w pół i przytrzymał mocno. Jedna ręka wylądowała na jej piersi, drugą objął smukłą kibić.
– Masz szczęście, że tutaj byłem, inaczej skończyła byś na chodniku z wielkim guzem – uśmiechnął się szeroko
– Za ratunek należy się nagroda! Przecież gdybym cię nie chwycił była byś… upadłą kobietą!
– Dziękuję, rzeczywiście, gdyby nie ty to bym tu leżała z rozbitym kolanem, łokciem, albo głową – popatrzyła uważnie na chłopaka – A jaką nagrodę masz na myśli?
– Hmmm, niech się zastanowię… Już wiem – dasz się zaprosić na kawę i ciacho!
– Dlaczego nie, i tak nie mam dzisiaj żadnych planów. To gdzie idziemy?
– Może tutaj, do „Capri”?
– Ok, chodźmy. Aha, mam na imię Justyna, a ty?
Przedstawił się i przepuścił dziewczynę przodem. Stąpając z tyłu taksował jej figurę. Twarz widział, Justyna byłą bardzo ładną dziewczyną, w typie cygańskiej urody – ciemna cera, duże oczy, mały, zgrabny nosek dość wydatne, pełne usta. Widok, jaki miał przed sobą też był niczego sobie. Szczupła, długie nogi, kształtu pupy nie widział, zasłaniał ją krótki płaszczyk, ale domyślał się, że też jest zgrabna i foremna. Biust już czuł pod ręką, więc miał ogólny obraz ślicznej, młodej kobiety. Pomógł zdjąć płaszcz, jego przypuszczenia sprawdziły się. Pupa Justyny była bardzo szczupła, taka, jakie lubił najbardziej. Zajęli miejsce przy stoliku w głębi sali. Nie było zbyt wielu gości, mogli spokojnie rozmawiać. Justyna okazała się miłośniczką polskiego filmu, co było również jego zamiłowaniem; tematów do dyskusji więc nie zabrakło. Nawet się nie spostrzegli, kiedy minęły prawie trzy godziny ich przypadkowej randki. Dowiedział się, że dziewczyna jest studentką, mieszka razem z koleżanką w wynajmowanym mieszkanku w dużym mieście, a tutaj jest na feriach u mamy, zaliczyła sesję w terminie zerowym. Ojca nie miała, zostawił je, kiedy miała kilka lat, nawet nie pamiętała go za bardzo, po odejściu od rodziny nie interesował się nimi wcale. Dobrze im się rozmawiało, Jan zaproponował kolejne spotkanie. Umówili się na następny dzień, w tym samym miejscu, o tej samej godzinie. Tak jak wczoraj – czas mknął ekspresowo, nawet nie zauważyli, kiedy zrobiło się bardzo późno.
– Odprowadzę cię do domu, jest późno i ciemno.
– Nie widzę problemu, to spokojna ulica, ale jeśli chcesz?
– Chcę.
Na zewnątrz było bardzo zimno. Justynę przebiegł dreszcz chłodu, przytuliła się do chłopaka. Wsunęła rękę pod jego łokieć i pomalutku poszli w kierunku jej domu. Przed bramą jeszcze chwilkę rozmawiali, znowu umówili się na następny dzień. W pewnym momencie Jan nie wytrzymał. Ujął w dłonie twarz dziewczyny i przywarł do jej ust. Justyna odwzajemniła pocałunek, po chwili ich języki wykonywały szaleńczy taniec..
– Fantastycznie całujesz – wyszeptała – Ale muszę już iść.
– Też masz sprawny języczek, nie tylko w gadaniu!
– On ma jeszcze inne umiejętności – odparła, uśmiechając się tajemniczo
– Jakie?
– Na to musisz jeszcze trochę poczekać, może kiedyś się dowiesz… Ale naprawdę muszę już uciekać.
Spotykali się codziennie. Justyna coraz bardziej podobała się chłopakowi, jak sądził chyba ze wzajemnością. Wydawała się trochę tajemnicza, nie zaprosiła go nigdy do siebie, widywali się tylko na mieście; w końcu nadarzyła się okazja do bliższego poznania. Kolega Jana z roku, Antek, zaprosił go na urodziny, Jan miał być z osobą towarzyszącą. Impreza zaplanowana na dwa dni, nocleg w pensjonacie prowadzonym przez rodziców Antka. Jan nie zastanawiał się zbyt długo. Z Iloną praktycznie nie miał kontaktu, widział ją tylko kilka razy w mieście i po za zdawkowym „cześć” nie rozmawiali wcale… Poza tym miał też swój plan, dotyczący nowej znajomości, pomyślał więc o Justynie; no i tylko ją znał na tyle bliżej, że mógł zaproponować wyjazd. O dziwo, zgodziła się natychmiast.
– Ale wiedz, że będziemy spali w jednym pokoju, może nawet w jednym łóżku! – ostrzegł uradowaną dziewczynę.
– Chyba mnie nie zjesz, prawda? – uśmiechnęła się zalotnie – Poza tym nie jestem malutką dziewczynką.
– No to bądź gotowa w piątek, o szesnastej podjedzie znajomy i nas zabierze.
– To impreza oficjalna, czy taka bardziej na luzie?
– Sam nie wiem, bądź gotowa na każdą okazję.
W piątkowe popołudnie wsiedli do auta znajomego z pracy. Jan oniemiał na widok olbrzymiej walizy Justyny, sam miał małą torbę i garnitur w pokrowcu.
– Mówiłeś, że mam być gotowa na każdą okazję! Nie gap się tak, tylko wsadź bagaż do auta! – wydawała polecenia.
– Ale… – próbował oponować.
– Nie ma żadnego „ale”!
– No dobra, twoje górą – postękując załadował wielki bagaż do samochodu, ledwo się tam zmieścił.
Podróż nie trwała długo, już po godzinie byli na miejscu. Umówił się ze znajomym, ustalił porę, kiedy będzie mógł ich znowu zabrać wracając do domu. Antek rozradowany czekał w progu pensjonatu.
– Fajnie, że jesteście, możecie wybrać dowolny pokój na piętrze, jesteście pierwsi. – popatrzył z zainteresowaniem na Justynę
– Miło mi cię poznać, jestem Antoni, dla przyjaciół Antek.
– Justyna, dla przyjaciół Justyna, też mi miło i dziękuję za zaproszenie – uścisnęła wyciągniętą dłoń.
– Idźcie na górę, pokoje dla nas są na pierwszym piętrze. Impreza ma zacząć się o dziewiętnastej, macie więc trochę czasu dla siebie. Jeśli jesteście głodni – na dole w piekiełku czeka obficie zaopatrzony bufet. Tylko nie spóźnijcie się zbytnio! – puścił oko do Jana i poszedł zająć się następnymi gośćmi, którzy właśnie nadjechali. Wtaszczyli się z bagażami na piętro. Pokoje w zasadzie były bardzo do siebie podobne, ale jeden wyróżniał się bardzo dużym łóżkiem z lustrem na suficie.
– Co powiesz na ten? – Justyna stanęła w progu – Może być?
– Może być, mi to obojętne, chcę już gdzieś postawić tę twoją nieszczęsną walizkę!
– Mówiłam, że sama ją wniosę!
– Tak, chyba na pierwszy stopień, potem byś zemdlała z wysiłku.
– Tralala, nie wiesz, jaka jestem silna.
– OK, siłaczko, kto pierwszy do łazienki?
– Idź ty, ja muszę sobie wszystko poszykować i rozpakować walizeczkę.
Wyciągnął z torby przybornik z kosmetykami, wszedł do obszernej, jasnej łazienki. Prysznic z letniej wody dobrze mu zrobił. Co prawda puścił wodze fantazji, wyobrażając sobie, co będzie robił z Justyną, ale wolał zachować się z rezerwą, po co kolejny ból jąder i własnoręczne rozładowanie napięcia w razie niepowodzenia… Ubrany w gruby szlafrok wyszedł z mokrą głową z łazienki i oniemiał! Justyna stała na środku pokoju ubrana tylko w koronkową bieliznę, przykładała do siebie kolejną sukienkę.
– Co się gapisz? Lepiej powiedz, w której mam iść?
– Według mnie możesz iść nawet nago!
– Głupek! Żeby wszyscy patrzyli na gołą laskę, zamiast na jubilata?
– Ja bym mógł cały czas patrzeć.
– Spadaj, idę do łazienki.
Tak jak mówił – Jan gapił się z zachwytem na dziewczynę, która znikała za drzwiami toalety. Ona była zjawiskowo piękna! Usiadł na łóżku, pogładził powstającego przyjaciela. Rozsunął poły szlafroka i popatrzył na swe krocze – Co, chętnie byś się dobrał do tej dupci, prawda? Nie wiadomo, może się uda… Położył się na świeżej pościeli, przymknął oczy, jego wyobraźnia ruszyła… Leżał tak dłuższą chwilę, nie zdając sobie sprawy z upływu czasu. Justyna w szlafroku i zawoju z ręcznika na głowie szturchnęła go delikatnie.
– Śpisz?
– Nie, marzę…
– Nie masz nic lepszego do roboty?
– No jakoś nie.
– No to się odwróć, muszę się ubrać.
Przeturlał się na prawy bok, tyłem do dziewczyny. Podniósł głowę i uśmiechnął się radośnie. Wielkie lustro nad łóżkiem doskonale odbijało jej sylwetkę. Zaśmiał się cichutko, ale Justyna usłyszała i też podniosła głowę.
– Ty draniu podglądaczu! – stanęła nad nim goła, tylko z ręcznikiem na włosach
– A ja nie mam prawa widzieć?
– Co chcesz widzieć? – spytał niepewnie, czując, że penis podnosi mocno głowę – ja tylko…
– Co tylko? Zdejmuj szlafrok!
– A jak zdejmę, to co dalej?
– Ale jesteś niemota! Pokaż mi go w końcu! Uklęknęła przed łóżkiem, rozchyliła poły szlafroka skrywającego klejnoty Jana.
– Jaki on ładny, wielki! I jak pięknie stoi… Dasz mi go spróbować? – oblizała wargi z lubieżnym uśmiechem – Podoba mi się ten przystojniaczek…
Ostatnie słowo było mało zrozumiałe, bo już miała penisa w ustach. Złapała jedną dłonią podstawę sterczącego kutasa, drugą zaczęła go pomału masować. Językiem oplatała nabrzmiałą główkę, lizała jądra. Jan westchnął głośno. Nawet w najśmielszych marzeniach nie zakładał takiego początku imprezy. Zdjął ręcznik z głowy Justyny, mokre włosy rozsypały się poczuł je na brzuchu i udach. Położył dłoń na głowie dziewczyny i począł mocniej dociskać. Zakrztusiła się na chwilkę, ale zaraz wróciła do przerwanej czynności. Jan czuł niesamowity wzwód, kutas spęczniał i wydłużył się jak nigdy dotąd. A ona brała go prawie całego, zdawało mu się, że główka opiera się o jej migdałki. Nie przerywała, jeszcze bardziej próbowała wcisnąć go w usta. Nie mógł się powstrzymać, rozwiązał pasek szlafroka, zdjął go z siebie, wstał. Justyna nadal ssała olbrzymi organ. Patrzył na jej zgrabną pupę, niezbyt duże, ale bardzo kształtne i pasujące do jej postury piersi, patrzył na długie, szczupłe i bardzo zgrabne nogi. Podniosła wzrok, popatrzyła mu w oczy z niemym pytaniem. Wiedział, czego oczekuje. Schylił się, objął dłońmi jej pupę, pogłaskał i dał lekkiego klapsa. Westchnęła bezgłośnie, wstała z kolan. Pocałunek był bardzo długi i niezwykle namiętny. Położyli się na łóżko.
Jan całował jej oczy, zgrabny nosek, brodę… Pocałunkami posuwał się coraz niżej, z szyi na piersi, które lizał i delikatnie kąsał sutki, wywołując głośne westchnienie dziewczyny; lizał brzuch, rozsunął długie nogi, zgiął je w kolanach. Przed oczami miał samą słodycz – piękną muszelkę pipki pod małą kępką delikatnych, ciemnych włosków na łonie. Polizał cipkę, dłońmi rozchylił wargi. Nad dziurkami sterczał twardy guziczek łechtaczki, zaczął więc go ssać i dusić językiem. Ciało Justyny wycięło się w łuk, z ust wydobyło się ciche charczenie. Przyspieszył ruchy, przygryzał wargi sromowe, wsuwał język do środka pipki, spijał jej słodkie soki. Podniósł wyżej drżące biodra, zsunął się na odbyt, lizał drugą dziurkę, wibrował w niej językiem, w końcu w obie wsunął palce, zaczął nimi onanizować piękną dziewczynę. Justyna już nie charczała. Pojękiwała głośno, niekiedy głośniej krzyknęła. Jan podniósł się, sterczącą pałę pomalutku wsunął w kapiącą sokami i śluzem cipkę. Wbił się w nią po jajka, wycofał i znowu uderzył.
Jego ruchy były coraz szybsze, słychać było klaskanie jąder odbijających się od pupy dziewczyny. Nie panowała już nad emocjami. Twarz wykrzywiła w spazmie rozkoszy, rozchyliła usta i zaczęła głośno wrzeszczeć. Na szczęście pod ręką była… poduszka. Zakrył twarz podnieconej dziewczyny i kontynuował swoje dzieło. Poczuł, że sam zaczyna też dochodzić. Nie chciał jednak tego, więc wycofał się z pipki i odwrócił Justynę na brzuch. Splunął na jej kakaową dziurkę, rozchylił pośladki i pomału zaczął wchodzić w zgrabną, ciasną pupę. Znowu wrzasnęła, ale podniosła biodra, żeby mógł swobodniej i głębiej w nią wejść.
– Nie za ostro – wydyszała – dawno tam nikogo nie było.
– Jestem zawsze delikatny, ale twoja pupa jest cudownie gorąca…
Przepchnął łeb penisa przez zwieracze, poczuł, że kochanka zaciska je rytmicznie potęgując doznania obojga. Prawie położył się na dziewczynie, wsunął pod nią obie ręce. Prawą na wysokości biustu, dłonią ściskał i masował młode piersi, lewa ręka zawędrowała między nogi Justyny, objął dłonią jej cipkę i drażnił sterczącą ciągle, twardą łechtaczkę. Z całym impetem natarł na wypiętą pupę. Jego ruchy przypominały pracę tłoka parowego, pompował tyłek kochanki nie zważając na jej wrzaski stłumione pościelą. Czuł, że dochodzi. Jeszcze mocniej przycisnął ją do siebie i zamarł. Sekundę później sam schował głowę w poduszkę, nie potrafił opanować ryku wydobywającego się z gardła. Całe ciało drgało konwulsyjnie wpompowując w pupę Justyny potężną dawkę spermy. Leżał na niej jeszcze chwilę, potem przeturlał się na bok. Popatrzył na dziewczynę. Justyna miała nieprzytomne oczy, całym pięknym, zgrabnym ciałem rzucały dreszcze, pojękiwała cicho. Włosy w nieładzie, zamglone oczy, rozchylone usta, rumieniec na spoconej twarzy… Wyglądała zachwycająco pięknie.
– Jesteś piękna…
– A ty wariat – wydyszała – jak mogłeś mnie tak wykorzystać, biedną bezbronną istotę! – uśmiechała się, jeszcze podrygując.
– Ale masz kondycję, myślałam, że wyzionę ducha. No i ten twój koleś taki słodki… A gdzie on jest?
– Schował się przed tobą, boi się, że go zjesz.
– Pokaż mi go, chcę dać mu buzi.
Położył się na brzuchu, rozchylił uda. Justyna popatrzyła na sflaczały organ z litością w oczach.
– Biedaczek, trzeba przywrócić go do życia!
– Daj mu spokój, on już ledwo zipie, tak zresztą, jak ja. Po takich zapasach potrzebujemy trochę czasu.
– Ale my go nie mamy, popatrz, która godzina!
Wyskoczyli z pościeli, pod prysznic weszli razem. Namydlił dłonie, zaczął myć jędrne pośladki Justyny, przeniósł ręce na jej biust. Jeszcze podniecenie nie opadło z niej do końca, sutki sterczały dumnie otoczone małymi, brązowymi kółkami brodawek. Obrócił dziewczynę tyłem do siebie, przywarł do niej całym ciałem. Mył jej brzuch, potem dłonie zawędrowały między uda. Dotknął cipkę, wsunął w nią palec
– Auć, delikatnie, jest bardzo podrażniona. A ty masz trzecią rękę, bo czuję coś na swojej pupie?
– Sam jestem zdziwiony, że tak szybko powstał, widocznie masz na nas zbawienny wpływ.
– Dość tej zabawy, szykujmy się w końcu do wyjścia.
Do początku imprezy zostało już tylko pół godziny, ale zdążyli. Jan założył swój nieodłączny garnitur, Justyna była w długiej sukni z jakiegoś lejącego się, ciemnozielonego materiału, doskonale współgrającego z jej cerą i czarnymi włosami. Przez duże wycięcie na plecach widać było, że nie założyła stanika. Lekko opięta pupa też nie była niczym ograniczona – chyba nie miała na sobie żadnej bielizny. Pończochy na długich zgrabnych nogach prezentowały się rewelacyjnie – widać je było w długim rozcięciu na boku kiecki. Włosy upięła w koczek, dyskretny make-up uzupełniał całość. Ogólnie prezentowała się rewelacyjnie.. Wszyscy faceci, a i większość kobiet – z bardzo różnych przyczyn – nie mogli oderwać od niej wzroku. Jan znał większość towarzystwa, przedstawił Justynę jako swoją dziewczynę. Popatrzyła na niego nieco zdziwiona.
– Od kiedy tak jest? Dlaczego nic o tym nie wiem? – zapytała szeptem
– Oj, daj spokój. Jesteś moją dziewczyną przynajmniej dzisiaj, z inną nie przyjechałem.
Impreza pomału nabierała ferworu. Wraz z ilością wypitego alkoholu wzrastał gwar rozmów i śmiechu. Tańczyli, bawili się, opowiadali sobie dowcipy. Justyna była rozrywana w tańcu, praktycznie nie siadała do stolika. Na twarzy zarysowały się mocne rumieńce, na górnej wardze kropelki potu świadczyły o zbliżającym się zmęczeniu. Usiadła do stołu, nalała sobie wody, wypiła duszkiem uśmiechając się dookoła i odmawiając kolejnym danserom. W tym czasie Jan obejmował w wolnym kawałku dziewczynę któregoś ze znajomych. Beata, bo tak miała na imię, była lekko podpita, opierała się na nim całym ciężarem. Popatrzyła chłopakowi w oczy.
– Dobrze się rucha, prawda?
– CO??? – zdziwiony aż odsunął się od niej – co ty pleciesz?
– No jak to, przecież wszystkie baby tutaj opowiadają o tobie, jaki jesteś ruchacz – jebaka! A ona też nie cnotka.
– Skąd ci się to wzięło?
– A bo widzisz, znam Justysię dość dobrze i wiem, że święta to ona nie jest, tak jak one wszystkie – zatoczyła ręką dookoła – a i o tobie też trochę wiem, mam przyjaciółkę, opowiadała mi dużo o tym, co robisz z babami. Ma na imię Ilona!
– Ilona? A co takiego ci naopowiadała? – nie wiedział, czy ma być dumnym ze swoich osiągnięć łóżkowych, czy wręcz przeciwnie.
– Dużo. Między innymi powiadała o waszej nocy u znajomych, opowiadała, jak później nie mogła chodzić, ani siedzieć… Wiesz, też bym tak chciała! – widział w jej oczach coraz mocniejszy wpływ alkoholu – Wyruchaj mnie w dupę, jeszcze nigdy tego nie robiłam a mój Zbysiu brzydzi się moją dupką. Ale powiedz, zgrabna jest, prawda? – klepnęła się po pośladku, zsunęła na niego dłoń Jana
– Tak, zgrabna, ale usiądźmy już, patrzą się na nas. – chciał odprowadzić podpitą dziewczynę do stołu.
– Nigdzie nie idę! – wyrwała się – chcę tutaj być, tańczyć!
– I chcę, żeby mnie ktoś wyruchał w dupę – dodała już szeptem, spuszczając głowę – najlepiej by było, gdybyś to był ty…
Leave a Reply