Zgodnie z zapowiedzią docieram spóźniony na urodziny ojca, ale lubię tak. Impreza już się kręci, żyje swoim życiem, nikt nie zauważa, że ktoś dotarł, a inny sobie poszedł. Składam życzenia, daję prezent i idę pod prysznic, bo jechałem osiem godzin. Wychodzę z łazienki i wpadam na młodszą siostrę ojca ciocię Martę. Jest 24 lata starsza ode mnie, ale ciała może zazdrościć jej trzy czwarte młodszych kobiet. Ubrana w wąskie dżinsy, białą koszulkę i martensy na nogach wygląda zjawiskowo. Jest wysoka, szczupła, wysportowana, piegowata i ma burzę rudych loków na głowie. Tak wyglądająca piękność przygląda się mi, gdy stoję przed nią w wąskim korytarzu owinięty jedynie ręcznikiem wokół bioder. Zapominam, że to ciocia, a mój penis nie daje się kontrolować. Ona patrzy. Mówię:
-Dobry wieczór ciociu.
Mówi:
-Może będzie dobry jeśli obiecasz mi najbliższy taniec.
-Umówieni.- kończę i ruszam się ubrać.
Już zapada zmrok. Już alkohol zbiera swoje żniwo. Wchodzę na taras i od razu widzę uniesione w górę ręce mojej cioci wołające mnie do tańca. Tańczymy. Jest miło. Rozmawiamy. To mądra kobieta, dobrze z nią rozmawiać. Pyta co robię. Czego chcę. Czy ktoś jest w moim życiu. Ja odpowiadam. Mówi:
-Napij się ze mną. Jeszcze z Tobą nie piłam.
-Jeszcze nie.- potwierdzam.
Pijemy sporo, pijemy szybko. Rozmawiamy dynamicznie. Rozmawiamy coraz bardziej czując alkohol w tętnicach. Po tym jak w trakcie nietrzeźwej rozmowy kilka razy trę palcem o nos, ciocia Marta pyta:
-Pocierasz tak o nos, bo masz alergię czy sugerująco?
A kiedy tym samym palcem bez wątpliwości pukam w tę małą kieszonkę dżinsów, jej twarz staje się twarzą dziecka obdarowanego wymarzonym prezentem. Pochyla głowę w stronę moich ust oczekując instrukcji, które przekazuję szeptem:
-Zostawię za lustrem toaletki w łazience rodziców.
Uśmiecha się jeszcze szerzej. Odchodzę. Wracam. Odchodzi. Dość długo nie wraca, a gdy już jest od razu wyjaśnia:
-Trochę mnie moc przerosła i musiałam chwilę posiedzieć.- oddaje mi zawinięty w srebrną folię proszek, obejmuję jej zaciśniętą w pięść dłoń swoją dłonią, trzymam tak przez kilka sekund i mówię:
-Proszę to zatrzymać i częstować się wedle uznania.
Znowu tańczymy. Tym razem bliżej siebie, choć coraz więcej miejsca na parkiecie, a kiedy wracamy do stołu, by się napić okazuje się, że jesteśmy tylko my i moi rodzice. Mówię:
-Idźcie spać, ja to ogarnę.
Ciocia:
-Idę pod prysznic.- nie rusza się z miejsca i dodaje.- Gdybyś miał ochotę na…
Nie kończy.
Idzie odprowadzam ją wzrokiem i patrzę w którym pokoju śpi. Jest cisza sierpniowej nocy. Siedzę chwilę. Biorę butelkę Porto i ruszam do łazienki, potem położyć się, chyba… Celowo mylę klamki drzwi do pokoi, naciskam lekko tę za którą jest rozbudzona kokainą ciocia Marta, ale nie wchodzę. Wiem, że zauważyła ruch klamki po jej stronie i wiem, że wie kto go wykonał. Mijam po cichu pokój cioci Marty, wchodzę na poddasze, gdzie od zawsze jest mój pokój. Siadam pod dużym oknem w suficie, na stoliku nocnym ustawiam butelkę i niemałą kasetkę wypełnioną białym puchem. Wdycham odrobinę puchu, wyłączam światło i patrzę przez okno z nadzieją. Nadzieję słyszę, gdy po trzech kwadransach ktoś stara się bezszelestnie wejść po schodach. Słyszę jak stoi pod drzwiami. Wstaję i sam otwieram. Wchodzi. Jest tak ciemno, że noc za oknem świeci.
-Proszę usiąść.- mówię i przysuwam drugi fotel do mojego stolika.-Nie będę pytać.- dodaję podając butelkę Porto, a gdy pije rozsypuję obietnicę nie-spokoju na blacie.
-Nie będę musiała w takim razie odpowiadać.- mówi i słyszę jak zaciąga substancję ze stolika. Ona słyszy jak ja to robię. Słyszy jak popijam mocnym winem, wyciąga rękę i dostaje butelkę. Słyszę jak jej spód dotyka powierzchni blatu i sunie w moją stronę. Patrzę w stronę odwiedzającej mnie późną nocą krewnej. Poblask nocy pada i odcina jej kontur od ciemności mojej sypialni. Wpół leży, a wychylona za oparcie fotela głowa uwydatnia naciągniętą szyję, zaczynającą się pod linią silnie zarysowanej żuchwy. Ma rozchylone usta o znacząco bardziej intensywnej barwie przez noc. Kości policzkowe aż żarzą się bladością odbijanego światła z zewnątrz zaś oczy niemal znikają za nimi przez noc. Ma prostą koszulkę o długości bardzo krótkiej sukienki na przykład do tenisa, a że gra w tenisa jej oparte o coś stopy kończą wyrzeźbione nogi ciągnące się niedorzecznie długo od umięśnionych ud, przez surową bryłę kolan po ostro zaznaczone łydki.
-I co widzisz?- pyta cichutko.
-Przyczynę pośpiechu w moich arteriach.- mówię normalnie głośno.
-Pośpiech tym milej dostarcza tę przyjemność aż po czubki palców u stóp, prawda?
-Wolę się nie spieszyć.- mówię.- Lubię poświęcać czas na obcowanie z pięknem.
-Jakże miłe słowa. Słowa też lubisz, poświęcasz im czas i myśli, to czarujące.- słyszę, ale nie widzę by uniosła głowę i zaczęła mieć kontakt wzrokowy ze mną.
-I słowa, i gesty, i zapachy, i obrazu.- wyliczam.-…najbardziej zapachy, odurzają nie słabiej od …- unoszę tułów i schylam się nad stołem.-…tego. Zapraszam.
Daje się zaprosić. Płyniemy przez moment osobno, wracam pierwszy. Mówię:
-Chodźmy na taras, jest naprawdę pięknie.
Idzie. Biorę co trzeba, otwieram małe drzwi balkonowe i wychodzimy na płaską powierzchnię na dachu, gdzie wcześniej wyniosłem materac i koc.
-Z ciotką do łóżka?- pyta i patrzy na miejsce do leżenia.
-Z bratankiem na nosy?- nie oczekuję odpowiedzi.
Siadamy. Podaję butelkę siostrze mojego ojca, by po chwili podać jej i lusterko z narkotykiem.
-Teraz mogę.- mówi.
Kładzie się i unosi koc zapraszając mnie. Korzystam. Obejmuje mnie ramieniem i czuje moje udo na swoim. Leżę tuż przy jej policzku z ramieniem pod linią jej biustu, przysuwam się jak mogę najbliżej. Mówi zapatrzona w niebo:
-Stoi ci. Tak działa na ciebie starsza ciotka czy koks?- obraca głowę w stronę mojej głowy i niemal się całujemy.- Co? Co bardziej pogania ci krew?
Napieram mocniej na jej biodro moim kroczem i moim wzwodem. Uśmiecha się.
Pytam:
-Doprawdy muszę odpowiadać?
-Nie musisz, ale chcę usłyszeć…- wiem, że kusi, co podkreśla obróceniem się na bok, twarzą w twarz ze mną i zarzuceniem nogi na mnie, tylko po to, by mnie przyciągnąć do siebie.
-W tej chwili, gdy poczułem cioci kroczę na moim twardym do granic kutasie, muszę przyznać, że straciłem kokainę z radaru…- stykamy się czubkami nosów.- Sam tylko bodziec jest dewastujący, a ja na dodatek nie mogę przestać myśleć o tym jaka jest ciocia tam między udami.- wykonuję kilka delikatnych pchnięć trafiając wzwodem prosto w łono mojej cioci.- Wiem tylko, że już nie mogę się doczekać, by nie tylko ją zobaczyć, ale przede wszystkim poczuć zapach i smak…
Przerywa mi jej ruch. Ma zamknięte oczy. Jej dłoń sunie w dół i nie widzę jej pod kocem. Wzdycha. Przystawia mi swoje wilgotne i pachnące nią palce do nosa. Obejmuję jej dłoń w swoją dłoń i zlizuję jej sok. Jęczy cichutko. Nabieram odrobinę białego puchu na opuszek palca i podaję jej wprost do ust. Bierze. Bierze mój cały palec do buzi i ssie go przez chwilę patrząc mi w oczy. Przestaje. Nabieram kolejną porcję. Unoszę jej koszulkę w górę, aż odsłaniam piersi, rozsmarowuję kokainę na sutkach mojej cioci i zlizuję ją z nich. Mówi głosem z trzewi:
-Między nogi też posyp.
Zgina nogi w kolanach i rozkłada je szeroko. Robię to czego sobie życzy i czuje jak mój język zbiera pastę, w którą zamienił się proszek, z jej warg sromowych, pachwin i łechtaczki, którą pieszczę choć nie czuję od dłuższej chwili ani krzty goryczy kokainy. Zaciska uda na mojej głowie i po kilku ruchach miednicy odpycha ją spomiędzy swoich ud. Przyciąga mnie do siebie. Patrzy na mnie. Chwyta mnie za kroczę. Mówi:
-Tutaj czy wolisz wejść do środka?
-Tutaj. Do środka jeszcze wejdę.
Gdy tylko czuję jej usta na moim drżącym instynktami kutasie, przestaję czuć gdzie i kiedy jestem, a staję się cały penisem pieszczonym wargami cioci Marty . Cały się trzęsę i cały pulsuję, całym sobą czuję orgazm, całym sobą rozlewam się spermą w jej ustach i spływam po jej twarzy. Teraz to ja ją przyciągam. Całuję ją. Mówię:
-Podnieca mnie smak i zapach mojej spermy w ustach tej którą pieprzę.
Powtarza pocałunek. Mówię:
-Teraz chodźmy.
Idziemy. Choć na moim tarasie sierpień grzał jeszcze powietrze, to miło wejść do bardziej bezpiecznej przestrzeni. Czuję się tak swobodnie ze względu na przestrzeń, ciocię Martę i atmosferę, że decyduję się na wyznanie:
-Kiedyś było blisko, a od kiedy pamiętam marzyłem, by przyłapała mnie ciocia na oglądaniu pornografii.
-Ja z kolei odkąd się dowiedziałam, że jako licealista zacząłeś uczyć angielskiego, fantazjowałam o tym jak dajesz mi lekcję jeden na jeden.- wzdycha i mówi szeptem.- Chcesz się przekonać co by się stało, gdybyś wpadł waląc sobie konia?
Jako odpowiedź podaję Jej dwie linie narkotyku w którym toniemy. Mówię:
-To ta sypialnia w której faktycznie to robiłem marząc o cioci, wskakuję pod kołdrę…
-Wejdę z tarasu.- słyszę gdy ciocia Marta wychodzi na taras.
Utrzymuję realia i włączam youporn na telefonie. Gina Devine uwodzi dojrzałą kobietę. Erekcja. Dotykam się. Wiem, że patrzy zza okna. Zsuwam z siebie kołdrę i przesuwam zaciśniętą dłoń po moim sterczącym penisie. Ruch. Dźwięk. Jest. Mówi:
-Wpadłam pożegnać się z moim ulubionym bratankiem.
Nerwowo naciągam kołdrę. Nerwowo mówię:
-To, to bardzo miło z cioci strony, ciociu Marto.- pauza, bezczelnie dodaję.- Moja ulubiona ciociu.
Podchodzi do łóżka w którym leżę. Siada. Mówi:
-Jutro wyjeżdżam i chciałbym, byś…- milknie, gdy obracając głowę w moją stronę Jej wzrok pada na wybrzuszenie w kołdrze. Pyta słodko.- Przeszkodziłam ci?
-Nie, absolutnie nie.- kłamię.
-Ok, ale pamiętaj, że mam swoje lata i niemałe doświadczenie i to…- wskazuje palcem na mój skryty pod pościelą wzwód.-… nie jest dla mnie niczym nowym, obcym czy szokującym.
Widzi jak się rozluźniam. Pyta:
-Pokażesz cioci co oglądasz?
Niepewnym ruchem wysuwam spod poduszki telefon i popycham w Jej stronę. Odtwarza. Unosi brwi. Mówi:
-Estetyczne. Niebanalne. Sama lubię oglądać dwie kochające się kobiety.- moje podniecenie jest w szczycie mimo świadomości, że gramy oboje.- Mogę?- pyta i pokazuje jak klika w okienko “Szukaj” serwisu youporn.com.- Znasz to?
Czytam opis pod klipem ” Milf Lisa Virgin shares a bed with her step son”. Zdobywam się na wypowiedzenie zadania:
-Nie, nie znam, ale wygląda kusząco.
Wsuwa się na moje łóżko i siada tuż przy mnie.
-Oglądamy?
-Proszę bardzo.
Unosi kołdrę i przykrywa się nią. Patrzymy jak piękna brunetka budzi się i widzi, że leżący obok niej młody mężczyzna rozpiął jej piżamę, patrzy na jej bujny biust i masuje sobie kroczę. Ja nie mogę tego zrobić, wytrysk byłby natychmiastowy.
-Nienajgorsza z niej suka, nieprawdaż?- pyta gdy po chwili protestu, penis młodzieńca wsuwa się do ust wspominanej nienajgorszej suki.
-Kawał dobrej, skundlonej samicy w rói.- odpowiadam pewnie.
-Lubisz patrzeć na takie?- pyta.
-Bardzo, choć podnieca mnie bardziej kiedy oglądana sucz ma filigranowy biust.
Kładzie się na boku. Sama rozpina guziki góry męskiej piżamy, którą ma na sobie, rozsuwa ją i pokazuje mi swoje nagie piersi.
-Takie?- pyta i zaczyna sięgać po moją dłoń.
-Nie.- odpowiadam stanowczo, powodując konsternację, ta mija, gdy dodaję.- Nie takie.- unoszę wzrok z biustu cioci Marty na twarz cioci Marty i aż bije pewnością siebie mówiąc.- Te właśnie.
Uśmiecha się i układa sobie moją dłoń na swojej piersi, przesuwa ją na drugą. Pyta cicho:
-Chcesz? Obciągnę ci.- swoją dłonią dotyka mojego podbrzusza.- Albo zrobię Ci dobrze dłonią jeśli wolisz.
-Wolę włożyć go w cioci pochwę, trzymać ciocię za tyłek, patrzeć na malutkie cycuszki cioci siedzącej na mnie okrakiem.
Siada na mnie bez zbędnej zwłoki. Obejmuje mnie udami. Unosi się na kolanach i ująłwszy palcami mojego kutasa, przytrzymuje go tak, że ten pewnie wsuwa się w mokrą cipkę mojej krewnej, która dociska go całym ciężarem swojego ciała siadając na mnie. Zdejmuje z siebie górę piżamy i wypręża piersi łącząc łokcie na plecach. Widzę Jej całą bladość i każdy pieg, ale obraz się rozmywa, gdy wprawia w ruch swoją miednicę. Obejmuję jej pośladki silnym chwytem, wbijam w nie palce i zaczynam nadawać rytm ruchom, którymi sunie kroczem w przód i w tył, nie tylko poruszając wbitym w nią członkiem, ale też trąc łechtaczką o skórę mojego podbrzusza. Opiera się dłońmi o moją klatkę piersiową i syczy ze złowrogą miną:
-Spuść się we mnie.
Obraz, dźwięk i narkotyk sprawiają, że wtłaczam nienaturalnie obfity wytrysk w jej pochwę, co doprowadza ciocię Martę do szaleństwa i zdaje się chcieć zasysać wargami sromowymi spermę, która wypływa spomiędzy nich. Ciocia opada w moje ramiona, tulę ciocię moimi ramionami.
-No już.- mówię po czasie bezruchu, zdejmuję z torsu zwiotczałą ciotkę, kładę ją obok siebie i przygotowuję porcje substancji.- Czy to nie było przyjemniejsze od ssania mojego kutasa i smaku nasienia w ustach, moja kochana Ciociu?- wciągam i podaję cioci, by wciągnęła. Wciąga, a moc narkotyku sadza ją prosto i krzyżuje nogi. Mówi:
-Lubię obciągać. Lubię posmak wytrysku w buzi…- wygląda jakby właśnie się obudziła, naturalnie piękna, bez makijażu, z włosami w nieładzie, jest olśniewająco pociągająca. Staje mi, a jej ostatnie słowa czytam jako zachętę i choć chce mówić dalej, nie może. Klękam tuż przed ciocią Martą, chwytam dłonią Jej potylicę, przyciągam do siebie głowę ciotki, a w usta pakuję sztywnego kutasa, którego ona zaczyna ssać od razu. Patrzy mi w oczy, w których widzę zachwyt i pozwolenie bez słowa. Wytrysk oblepia gęstą i ciepłą spermą jamę ustną obciągającej mi rudej krewnej, która nie wypuszcza mnie z ust i choć już mięknę ssie nadal chcąc połknąć każdą kroplę mojego nasienia, łącznie z tymi, które musi wyssać z nasieniowodów i wysysa. Wypluwa miękki całkiem mięsień z buzi, po czym przeciera wargi i podbródek małym palcem. Mówi:
-Sympatyczny przerywnik, dziękuję, czy zasłużyłam sobie na jeszcze odrobinę tego proszku?- pyta przytulając się.
-Kim ciocia jest, ciociu, że oczekuje zapłaty za zrobienie laski?- pytam prowokując, ale podaję jej o co prosi.
-A kim chcesz bym była?- odbija piłeczkę.
-Moją własnością, proszę cioci.- mówię beznamiętnie.
-Poproszę.- odpowiada, a mój pomysł wznieca w niej namiętność, gdy moja to zgliszcza, które trawi żar palący goręcej niż ogień hutniczego pieca.- W stopniu niezwykłym roznieca mnie bycie pozbawioną wolności, a jednocześnie czującą się bezpiecznie.
-Jest ciocia bezpieczną, jest ciocia w dobrych rękach.- mówię i chwyciwszy za biodra obracam całe Jej ciało i układam je na plecach. Siła, zdecydowanie i gwałtowność tego ruchu pogłębia oddech ładującej na wznak rudowłosej piękności, która odgarniając gruby lok z twarzy mówi:
-W mojej sypialni pokazałabym Ci teraz szufladę, otworzyłbyś ją i znalazł tam, kajdanki, sznurek i tej natury akcesoria.
Nie patrząc na nic innego poza twarzą mojej cioci Marty, sięgam do szuflady przy moim łóżku i wyjmuję z niej skórzane opaski złączone łańcuszkiem, maskę z piór i satyny przywiezioną z Florencji oraz zamszowy choker z przytwierdzonym metalowym kółkiem. Mówię:
-Gdybyśmy byli u mnie…- patrzę na nagi brzuch pode mną.- Wachlarz zawartości podobnego mebla zaparłby cioci dech w tych piersiach.
-I bez tego jestem pod wrażeniem.- mówi cicho i unosi podbródek, by ułatwić mi założenie sobie miękko zamszowej obejmy wokół szyi. Gdy już jest zapięta na karku, wsuwam palec w przytoczone kółko znajdujące się na środku z przodu i przyciągam ją do siebie. Siedzi pewnie. Obejmuję jej nadgarstki i zaciskam na nich czarne opaski, unoszę je za głowę grzecznie godzącej się na wszystko co robię, siedzącej kobiety, którą wsuwam ku wezgłowiu łóżka, a gdy dotyka plecami ramy, przytwierdzam łańcuszek łączący spętane dłonie, do jej szczytu. Tak upozowana ciocia Marta wygląda jakby podniosła ręce do góry, by się poddać, a Jej nagość dodaje tej scenie jaskrawości. Klękam między Jej nogi, które rozsuwam z gwałtownością równą ruchowi układającemu ją przed chwilą i przykładam do twarzy strojną maskę zawiązywaną na kokardę za głową. Kiedy unosi głowę zauważa podzielony na tafli proszek o który prosiła i słyszy:
-To kokaina, którą chciała Pani dostać w zamian za obciąganie.
Patrzy na mnie i powidok uśmiechu znika z Jej twarzy w ułamku sekundy. Mówi:
-Musi mi pan pomóc.
Pomagam i powoduję, że odchyla głowę w tył, gdy czuje jak narkotyk z Jej nozdrzy bije bezlitośnie po najdalszych zakamarkach ciała i umysłu. Po chwili ja czuję to samo.
-Proszę mi powiedzieć coś co spodoba się zarówno mojemu mózgowi jak i penisowi.- mówię trzymając ją za podbródek.
Mówi:
-Gdy teraz myślę jak wiele razy zostawaliśmy u mnie sami, moja wyobraźnia wpada w pęd nie do zatrzymania. Przecież całkiem niedawno gościłam Cię gdy jechałeś do Włoch…- spomiędzy ozdób maski widzę jak mruży oczy rozmarzona.-… teraz żałuję, że nie jestem bardziej odważna.
-To łechce tylko mój umysł, niestety kutas jest nieczuły na wyrzuty sumienia…- komentuję i unoszę chwyconego dłonią członka, by go zobaczyła. Patrzy. Mówi:
-Spotykałam się jakiś czas temu z mężczyzną, który poprosił mnie żebym pokazała mu części ciała nago w miejscu publicznym, kiedy on będzie oglądał je z daleka udając obcego…- zaczynam wyczuwać zainteresowanie w mojej dłoni.-… w związku z faktem, że rozpaliło mnie to co robiłam w kawiarni, potem spróbowałam bez niego na lotnisku i nie poczułam żadnej różnicy, ów człowiek szybko zniknął z mojego życia, a ja…
-Zaczęła się Pani obnażać publicznie?- wtrącam.
-…nie interesowała mnie publiczność, robiłam to z myślą o wyłącznie własnej przyjemności.- kontynuuje tak płynnie jakbym nigdy nie przerwał.- Kiedy siadałam samotna w restauracji, zamawiałam butelkę wina i jakąś przystawkę, czułam że moim podbrzuszem zawładnął rój szerszeni, zanim zdążyłam choć uchylić materiał, by pochwalić się nagą skórą nieproszona o to…
W sposób równie nie wymagający proszenia mój penis napływa ciepłą krwią, ta z kolei wprawia go w leniwe falowanie. Pytam przysuwając wargi do ucha opowiadającej tę historię, skrępowanej przeze mnie postaci:
-Miała Pani swoje ulubione miejsca, wyjątkowo stymulujące okoliczności, czy szczególnie lubiła Pani obnażać którąś z części Pani smukłego ciała?
-Zawsze lubiłam podróżować pociągami, kiedyś w przedziałach byłoby trudno skupić się na sobie samej, ale pociągi teraz są tymczasową społecznością podzieloną w zajmowane na czas podróży siedzenia, z których ja zawsze wybierałam ostatnie skierowane przodem do przestrzeni wagonu, przy oknie, wyposażone w mały stolik. Ubierałam butelkowo zieloną sukienkę z cienkiej dzianiny, skrojoną na wzór szlafroku…
Znowu jej przeszkadzam:
-Uwielbiam, gdy ma ją Pani na sobie na przyjęciach w Pani sadzie wiosną…
-… kładę na stoliku przed sobą książkę i po przewróceniu kilku stron…- snuje niezrażona moją impertynencją uformowaną w komplement.-…zahaczam kciukiem o brzeg materiału na wysokości dekoltu, powtarzam, powtarzam raz jeszcze i czuję, że moja pierś jest całkiem odkryta, i czuję jak szerszenie w moim podbrzuszu dostają szału, i czuję jak wszyscy, którzy mogą teraz na mnie patrzeć są nieistotni, jak zlewają się w masę, czuję rozkosz, szerszenie popadają w letarg, ja popadam w samozachwyt…
-Chcę kiedyś usiąść na miejscu vis a vis.- mówię.- Czy kiedyś wyszedł z tej perwersji jakiś romans?- pytam.
-Nigdy. Nawet jeśli ktoś widzi, chyba czuje lęk…- mówi coś jeszcze, ale nie słucham, bo czuję niespodziewaną ulgę, z którą podaję mojej cioci bardzo twardy narkotyk, a ciocia ten narkotyk zasysa w nos. Teraz mój nos. Pyta:
-Lubi pan być obiektem dla podglądaczy?
-Tylko fantazjowałem, że byłem, za to tę która była podglądaczką w mojej fantazji obejrzałem dokładnie nie jeden raz.- mówię rozmarzony.
-Tylko tę jedną udało się panu podejrzeć? Nic ekscytującego nie wydarzyło się poza nią?- dopytuje.
Zaczynam muskać opuszkami palców Jej twarzy, widzę jak rozchyla wargi, wsuwam między nie kciuka i mówię:
-Czekałem kiedyś na moją dziewczynę przed przebieralniami w sklepie z bielizną. Usiadłem na szezlongu i zdałem sobie sprawę, że za tymi cieniutkimi warstwami zasłon są nagie kobiety, bardzo to było podniecające.
-Tylko czekałeś?- pyta rozmarzona ciotka.
-…i to było niezwykle podniecające.- rozmarzony odpowiadam.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Zmysłowe Taboo
Leave a Reply