Moja kariera w pornobranzy i erotyczne przygody

Nazywam się Dawid Wolan. Mam 24 lata. Od pięciu lat jestem aktywny w branży porno. Nie używam swojego prawdziwego imienia i nazwiska, raczej jestem znany pod różnymi pseudonimami – Król Jebaka (w Polsce) albo SemenKing (międzynarodowo). Uwielbiałem oglądać porno już od 14. roku życia. Jako 16-latek postanowiłem sobie, że zacznę działać w tej branży. Wyobrażałem sobie to jako łatwy zysk i dobrą zabawę. Swój cel zrealizowałem.
Mając 19 lat zacząłem pracę w pornobiznesie. Olałem maturę i nawet nie skończyłem zawodówki. Gdy moi koledzy ze szkoły pisali egzamin dojrzałości, ja robiłem pierwsze kroki w porno. Początki zawsze są trudne. Zadebiutowałem w dość mało profesjonalnym gejowskim filmie, gdzie robiłem głębokie gardło jakiemuś podstarzałemu zboczeńcowi. To było upokarzające, ale zniosłem je z dość dużym spokojem. Zaimponowało to reżyserowi, który zaprosił mnie na piwo. Miałem sporo szczęścia.
– Jesteś młody, chyba masz potencjał – powiedział do mnie – Jeśli chcesz się rozwinąć w branży, to mogę ci pomóc.
Zgodziłem się. Zaproponował mi wyjazd do Budapesztu, czyli europejskiej stolicy profesjonalnego porno. Nic jednak za darmo. Za ”wycieczkę” na Węgry musiałem mu odpłacić pracą dla niego – czyli występami na gejowskich kamerkach internetowych. Onanizowałem się, wsadzałem sobie różne rzeczy w odbyt i gadałem różne świństwa przed monitorem. W ciągu tygodnia zarobiłem tym sposobem 4 tysiące złotych. Wszyściutko oddałem mojemu ”mecenasowi”. Człowiek ten nie ujawnił mi bliżej swoich personaliów. Nic dziwnego – w tej branży pseudonimy i fałszywe nazwiska to norma. Mi powiedział tylko, że nazywa się ”Smykla”. Nie wybrzydzałem. Wiedziałem, że to moja szansa.
W Budapeszcie Smykla zabrał mnie to Studia X. Była to duża i bogata wytwórnia filmów pornograficznych. Oniemiałem, gdy się tam znalazłem. Poziom profesjonalizmu był niesamowity. Czułem się jak w Hollywood. Atmosfera była tam jednak bardzo luźna. Nikt nie krępował się. Zaproponowano mi udział w castingu do jednego z filmów.
– Powodzenia, mały – powiedział do mnie Smykla.
– Dziękuję za pomoc – odpowiedziałem.
Usiadłem więc w kolejce. Obok mnie było kilkanaście osób, w tym nawet jeden murzyn. Czekałem dosyć długo, ale w końcu przyszła moja kolej. Wszedłem do pokoju i usiadłem przy stoliku. Facet od przesłuchań zadał mi kilka pytań, po czym podał mi plastikowy kubeczek. Nasza rozmowa była całkiem serdeczna i przyjemna.
– Strzep się do pojemnika. Musimy zrobić badania na rzeżączkę, kiłę, syfilis, AIDS i inne choroby weneryczne. Wyniki będą od razu.
– Oczywiście.
Poszedłem za zasłonkę w pomieszczeniu i spuściłem się. Nie miałem zbyt wielkiego wytrysku. Zmartwiło mnie to, bo może nie zrobię na nich wrażenia i nie wygram castingu. Czekałem godzinę na wyniki. Byłem zdrowy. Dostałem się do filmu. Cieszyłem się bardzo. Dostałem 100 euro zaliczki i miałem być gotowy do kręcenia za dwa dni.
Scenę do filmu nagrywaliśmy w hotelu. Grać miałem z dziewczyną – drobną brunetką, z długimi włosami, wydziaraną na obu rękach. Używała pseudonimu Chihuahua i po zmienieniu z nią kilku zdań wydała mi się bardzo wyuzdana. Radziła mi, abym nie jadł mięsa i palił, a zamiast tego spożywał dużo owoców, bo wtedy moja sperma będzie miała lepszy smak. Trochę mnie to obrzydziło, ale nie miałem czasu za bardzo się nad tym zastanawiać, bo już mieliśmy kręcić.
Rozebrałem się i dokładnie umyłem pod prysznicem. Następnie zaczęliśmy kręcić. Wyciągnąłem penisa, a partnerka zaczęła mi go ssać. Po kilku ruchach językiem, wsadziła go sobie całego do buzi. Ręką ugniatała mi jaja. Potem przeszła do głębokiego gardła. Ciężko było mi to wytrzymać.
– Wsadź jej teraz ty – powiedział do mnie reżyser.
Wyciągnąłem siurka z jej ust. Splunąłem sobie na dłoń, po czym nawilżyłem kutacha śliną. Zacząłem ja posuwać od tyłu. Ruchałem tak przez dobre dwie minuty. Następnie reżyser kazał mi spuścić się partnerce na twarz. Chihuahua uklękła przede mną, a ja onanizowałem się. W końcu strzeliłem jej na twarz. Wymazała sobie cały ryj moim nasieniem. Tak mnie to podnieciło, że siur dalej był twardy.
Skończyliśmy nakrywanie sceny. Za całość otrzymałem 200 euro. Praca w Budapeszcie otworzyła przede mną nowe możliwości współprac. Występowałem głównie w produkcjach dla gejów. Poza udziałem w nagrywaniu filmów, występowałem także na kamerkach. Sam uważałem się wówczas za biseksualistę i nie miałem już problemów z uprawianiem seksu z mężczyznami, nawet najbardziej wyuzdanego. Po pewnym czasie zaczęło mi to nawet sprawiać przyjemność. Stałem się bardziej bezpruderyjny i otwarty.
Kilka miesięcy później, w klubie dla swingersów w Pradze, poznałem Wołodię, ukraińskiego aktora porno z Winnicy. Był to dość przystojny i wysportowany mężczyzna. Miał 27 lat, blond włosy, codziennie chodził na siłownię i posiadał lekki, brązowy zarost. Szyję oraz ręce miał wytatuowane. Okropnie mnie to podniecało, muszę się przyznać. Od 3 lat profesjonalnie zajmował się porno, wcześniej pracował jako żigolak w Odessie. Był biseksualistą. Nasza znajomość zaczęła się skromnie. Wypiliśmy dwa drinki, a potem zrobiłem mu handjoba. Kiedy powiedziałem mu, że jestem początkującym aktorem porno i mam zrobione wszystkie badania na syfysy, on w rewanżu zaprosił mnie do siebie, bo miał w mieście skromną kawalerkę. Umyliśmy się razem, a potem Wołodia najpierw wylizał mi odbyt, potem bawiliśmy się w obciąganie sobie nawzajem. Impreza była hardkorowa aż do przesady. Pierwszy raz coś takiego w życiu przeżyłem. Miałem niespełna 20 lat i to było dla mnie ogromnie wyuzdane. Po seksie zapaliliśmy razem skręta z marihuany.
– Fajny z ciebie chłopak – powiedział do mnie Ukrainiec.
– Z ciebie też spoko ziomeczek! – odparłem.
Pozwolił mi u siebie zostać. Chodziliśmy na całonocne imprezy. Wkrótce pomiędzy nami zrodziło się jakieś uczucie. Wołodia miał dość wyzwolony stosunek do świata i seksu – lubił wychodzić na huczne imprezy, uwielbiał także swingować i wówczas spełniać swoje liczne zboczone fetysze. Ale byliśmy razem, bo staliśmy się dla siebie najlepszymi ziomeczkami. Uprawialiśmy ze sobą seks, ale nie byliśmy zazdrośni wobec siebie nawzajem.
W końcu po paru miesiącach Wołodia namówił mnie do założenia profilu na Pornhubie. Chcieliśmy sami zarabiać na siebie. Filmiki kręciliśmy razem. Nagrywaliśmy je głównie w mieszkaniu Wołodii. Z interesu tego nie wyciągaliśmy jakichś astronomicznych kwot. Ale starczało to na utrzymanie się na porządnym poziomie. Przełom nastąpił dopiero po ponad roku.
Wołodia poznał na Tinderze niejakiego Ratka, biseksualnego chłopaka z Chorwacji. Facet był bardzo wyzwolony seksualnie. Najpierw wysyłał nam zdjęcia swojego kutasa w stanie erekcji, potem filmiki jak się masturbuje oraz nagrania z seksu analnego ze swoją partnerką.
– Chyba on jest trochę zbyt ostry… – powiedziałem do Wołodii – Ja nie wyobrażam sobie prowadzenia aż tak bujnego życia.
– On nas zaprasza do siebie. Jedziemy, Dawid?
– No nie wiem, kurwa… Nie boi się trochę, Wołodia?
– Eee… Jest nas dwóch, a on mówi, że pokryje koszty naszego przyjazdu. Chyba nas nie zgwałci, hehe? – zaśmiał się Ukrainiec.
Zgodziliśmy się. Przyjechaliśmy do Splitu, gdzie Ratko mieszkał. Chłopak odebrał nas z lotniska. Był chudy, miał nie więcej niż 24-25 lat. Po krótkiej rozmowie okazał się całkiem miłym facetem. Obiecał, że pokryje koszty naszego tygodniowego pobytu u niego, w zamian za co odpalimy mu część dochodów z filmów, które nagramy w Chorwacji. No i jeszcze jedno – mieliśmy godzić się na wszystko, co on zaproponuje. Mieliśmy trochę wątpliwości, ale uznaliśmy, że podobna przygoda może nas już nigdy nie spotkać.
– Zaplanowałem sporo atrakcji, hehe – zaśmiał się do nas w samochodzie – Nagrajmy coś może teraz? – dodał po chwili.
Popatrzyliśmy się z Wołodią na siebie.
– Czemu nie… W sumie… Ale w samochodzie? – zapytałem.
– Pewnie – odparł Ratko – Weźcie aparat, a ja zrobię któremuś z was loda, tylko stańmy na jakimś parkingu. Żeby nikt nas nie zauważył.
– Dobra – powiedział Wołodia i odjechał samochodem na pobocze.
Ukrainiec wziął kamerę. Ratko poszedł na tylne siedzenie, gdzie siedziałem i zaczął rozpinać mi zamek w spodniach. Wołodia już zaczął nagrywać. Rozglądał się też, czy aby nikt nas nie podgląda.
– Ale masz sprzęt! Zajebisty, wspaniały siurak! – powiedział do mnie Ratko, po czym wsadził sobie mój narząd do ust i zaczął go ssać.
Wołodia podśmiechiwał się. Na mojej twarzy widać było zadowolenie. Gość robił blowjoba po królewsku. Po dwóch minutach obciągania, powiedział żebym sam przejął inicjatywę i zaczął ostro ruchać jego gardło. Zrobiłem to. I szybko mi się spodobało.
– Weź go wyciągnął i mnie trochę nim potargaj po twarzy, dobra?
– Okej…
Wyjąłem penisa i zacząłem trzepać mu nim po twarzy. Taka perwersja widocznie go kręciła. Po kilku ruchać spuściłem się.
– Możesz mi to teraz wszystko rozmazać? – zwrócił się do mnie.
– No dobra… Ja pierdolę… Ale perwersja…
Nagraliśmy filmik. Wołodia odłożył kamerę i odjechaliśmy. Całą drogę do domu Ratka chichotaliśmy jak małe dzieci. Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Był to domek jednorodzinny leżący na obrzeżach miasta. Ratko mieszkał tam wraz z ojcem. Poznaliśmy go. Miał na imię Franjo. Podchodził do spraw własnej seksualności równie liberalnie, jak jego potomek. To było dość niespotykane, jak na 60-letniego mężczyznę.
Wieczorem wszyscy siedzieliśmy w domu i piliśmy wino. Byliśmy już trochę wstawieni, rozmowa więc stała się dużo bardziej frywolna. Franjo wypił chyba najwięcej i zaczął trochę odpierdalać.
– Poczekajcie! Zaraz wracam! – powiedział i wyszedł z pokoju.
– Co on chce? – pytał Wołodia.
– Pewnie ojciec coś fajnego wymyślił – powiedział Ratko.
Franjo wrócił po chwili. Nie miał już na sobie spodni, więc pomiędzy nogami dyndał mu siurak. W ręku trzymał szczotkę do czyszczenia kibla.
– Posłuchajcie, wsadźcie mi ktoś to w dupę, dobra? – odezwał się do nas.
Wszyscy byliśmy trochę skonsternowani. W końcu ja sam, lekko już podpity, wstałem od stołu. Wziąłem szczotkę i chciałem wykonać polecenie mężczyzny. Bardziej z ciekawości. Czegoś jeszcze tak dziwnego nie robiłem nigdy.
– Ale wsadzaj tą czyszczącą stroną.
– O kurwa! Odbyt ci pęknie, staruszku! – palnąłem z uśmiechem na ustach.
– Dawid, nie krępuj się! Ojciec tak lubi! – śmiał się Ratko – Oby się tylko nie zesrał z podniecenia!
– Nie ma obaw, opłukałem się! Hehehe! – zaśmiał się 60-latek.
– No dobra…
Następnego dnia ja, Wołodia i Ratko pojechaliśmy na specjalną plażę dla gejów oraz swingersów. Nigdy o czymś takim nie słyszałem. Podobno w całej Europie istnieją tylko dwie takie. W tym jedna w Chorwacji.
– Możecie tam nagrywać, ale będzie grubo. Tam wchodzisz i już się dzieje, co chce. Każdy dyma się z każdym – mówił Ratko.
Plaża była bardzo ładna, chociaż kamienista. Byczyło się na niej dużo osób, wszędzie leżały koce i powbijane były parasole. Pod jednym z nich wydziarany facet w okularach przeciwsłonecznych posuwał w pozycji na pieska swoją partnerkę. Wokół niego zebrało się około dziesięciu mężczyzn. Wszyscy oczywiście byli nadzy i walili sobie konia. Najstarszy miał pewnie z najmniej 70 lat, duży bebson, siwą brodę niczym Papa Smerf i bandanę zawiązana na głowie.
Wołodia i ja rozstawiliśmy kamerę na statywie. Rozebraliśmy się. Ukrainiec zaczął mi obciągać, a Ratko sprawdzał, czy wszystko się nagrywa. Nim się obejrzeliśmy, otoczyła nas cała grupka zaciekawionych ludzi. Było ich… No nie wiem, piętnastu? Wcześniej powiedzieliśmy, że będziemy nagrywać, ale chyba nikogo to nie odstraszyło. Zainteresowani mężczyźni masturbowali się i próbowali łapać z nami kontakt wzrokowy. Takiej hardkorowej akcji w życiu nie przeżyłem. Wołodia postanowił więc zaryzykować i nakręcić coś na spontanie. Też nie miałem nic przeciwko, bo byłem już bardzo wyluzowany. Ładna pogoda i spoko miejscówka też robiła swoje.
– Szukamy ochotników, którzy zechcą wziąć udział w nagrywaniu gang bangu. Ale pamiętajcie, że to się wszystko nagra i pójdzie w internet – powiedziałem.
Zgłosiło się 5 osób. Tego dnia nagraliśmy naprawdę ostry filmik z seksu grupowego…

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Jerzy Jaśkowski

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *