– Idę na randkę! Idę na randkę! – nuciła wesoło Żaneta.
Leżałam na łóżku i obserwowałam ją ukradkiem. Moja współlokatorka swoim zwyczajem narobiła wszędzie bałaganu, choć ledwo co zwolniła łazienkę po dwugodzinnej kąpieli. Zdążyła osuszyć włosy i zgubić ręcznik, tylko jeszcze nie zdecydowała, co ma ubrać, krążyła więc po pokoju na golasa. Nie mogłam przez nią skupić się na książce i co rusz zerkałam na jej ciałko.
Żaneta, zwana Wisienką, nie miała kształtów modelki, mimo to nie narzekała na grono adoratorów. Rudowłosa i niska, ze swoimi krągłościami nie miałaby szans w najnowszej edycji Top Model. To nie tak, że była gruba, przeciwnie; jej figura była na tyle zaokrąglona, by ślicznie uwypuklać jej obfity biust, krągły tyłeczek oraz uda. Nic dziwnego, że wiele dałoby się pokroić, żeby być świadkiem rytuału, którym ja właśnie cieszyłam oczy.
Goła Wisienka rozrzuciła wszędzie swoje ubrania, gorączkowo poszukując czegoś, co nada się na romantyczną kolację w restauracji. Skakała, pochylała się, kręciła pośladkami, ciągle w ruchu. Wesoło nuciła i nie okazywała ani cienia zażenowania czy wstydu. Byłyśmy w końcu przyjaciółkami.
– Zośka, a co sądzisz o tym? – spytała mnie, pokazując mi czarną sukienkę bez ramiączek.
– Jest moja, o ile dobrze kojarzę. Pożyczyłabym ci ją, ale… wybacz szczerość, chyba będzie za mała.
– Tak sądzisz? – Wisienka zrobiła smutną minę.
– O ile się w niej nie udusisz, to twoje cycki mogą ją rozerwać – palnęłam.
Zachichotała uradowana i zafalowała swoim okazałym biustem. Ja tylko spłonęłam rumieńcem i wróciłam do książki. Moje piersi, w porównaniu z jej, były niestety malutkie. Widziałam kątem oka, jak bez żalu odrzuca moją sukienkę. Zrezygnowałam z przypominania jej, że powinna odłożyć ją do szafy, tam, gdzie wisiała. Próbować powstrzymać Wisienkę przed narobieniem bałaganu to jak prosić huragan, żeby odłożył dach twojego domu z powrotem na swoje miejsce.
Wisienka obejrzała jeszcze parę butów (w prawym ułamał się obcas), komplet koronkowej bielizny wątpliwej świeżości i wściekle różowy sweter, nim stanęła nade mną. Z początku zignorowałam ją, czytałam dalej monotonną i niezbyt ciekawą książkę na studia. Czułam mimo wszystko jej wzrok na sobie.
Sama byłam nudną, szczupłą brunetką, która nie mogła za nic w świecie dorównać jej zjawiskowej urodzie, za to w przeciwieństwie do niej miałam na sobie jakieś ubranie. Czarne majtki oraz luźną koszulkę w tym samym kolorze; niewiele, ale zawsze coś.
Podskoczyłam, gdy Wisienka uszczypnęła moje wystające spod koszulki drobne pośladki i zachichotała łobuzersko. Pochyliła się nade mną. Jej okrągłą, upstrzoną piegami buzię otaczała aureola płomieniście rudych, kręconych włosów. Z bliska nie traciła nic z piękna. Zwłaszcza jeśli spojrzeć w jej sarnie, niebieskie oczy.
– Będę dziś potrzebować sypialni, wiesz?
Tutaj tkwił największy problem. Wynajmowane przez nas mieszkanie miało jedną jedyną sypialnię. Oczywiście wspólne spanie czy rozmowy nocą, nawet wspólną masturbację, uznawałam za plusy dzielenia łóżka z Wisienką, w końcu byłyśmy biednymi studentkami i oszczędzałyśmy w ten sposób mnóstwo pieniędzy, bo najem tej klitki kosztował nas grosze.
Kłopoty zaczynały się, gdy któraś z nas przyprowadzała towarzystwo. Wtedy tej drugiej pozostawała kanapa w pokoju.
– Jasna sprawa – mruknęłam niechętnie.
– Dzięki, Zośka. Jeju… jak się cieszę! – pisnęła Wisienka, która ekscytowała się wszystkim (a randkami szczególnie), i zagrała obiema rękoma na moich pośladkach jak na bębenkach, zanim jej nie przegoniłam.
Kołysząc biodrami ruszyła z powrotem w stronę szafy. Odpuściłam sobie całkiem książkę i wodziłam za nią wzrokiem. Trudno mi było ukryć złość. Nie podzielałam jej radości. Dla mnie oznaczało to noc na niewygodnej kanapie, w najlepszym wypadku w towarzystwie wibrującego przyjaciela. Myśl, by znaleźć sobie kogoś na jedną noc, przespać się z nim w obcym mieszkaniu, jakoś mnie odrzucała.
Dlatego obserwowałam Wisienkę. Śliczną, nietuzinkową dziewczyną, której uroda i wesołe usposobienie przyciągały wielu, ale za której szalonym i beztroskim charakterkiem niewielu potrafiło nadążyć. Ja jedyna potrafiłam, nawet jeśli czasem doprowadzała mnie do szału.
Z tym że Wisienka była moją przyjaciółką! Nawet wspólna masturbacja nie czyniła z nas lesbijek. Zawsze zakrywałyśmy się kołdrą i nie dotykałyśmy nawzajem (pomijając jedną okazję po pijaku, gdzie wyręczyłyśmy się nawzajem), a jednoczesne szczytowanie uznałyśmy za formę przypieczętowania naszej przyjaźni. Przyjaźni, nic więcej.
– Ubierzesz się wreszcie? – burknęłam.
Wisienka pokazała mi język i wróciła do grzebania w koszu z bielizną. Jej piersi kołysały się w rozkoszny sposób… Zbyt często łapałam się na tym, że ślinię się na widok jej krągłości nie mniej niż ubiegający się o jej względy faceci.
Tak, będę dziś musiała sobie ulżyć. Wyobraźnia podrzuciła mi obraz mnie samej, z ręką między udami, jak wsłuchuję się w dochodzące z sypialni jęki, gdzie Wisienka bawi się o wiele lepiej ode mnie. I to z jakimś fagasem, który nie zasługuje choćby na jej splunięcie. Mimowolnie zacisnęłam zęby.
Moja samokontrola finalnie puściła, kiedy Wisienka, wybrawszy w miarę czystą bieliznę, szukała czegoś w stosie ułożonym pod szafą. Oczywiście nie uznała za stosowne ubrać przed chwilą wybranych majtek i stanika, zawiesiła je jedynie na brzegu kosza i najpewniej zdążyła już o nich zapomnieć.
Dlatego wciąż zupełnie goła wypinała w moją stronę swoje śliczne krągłe pośladki, między którymi świeciła jej kobiecość. Wisienka depilowała się raczej sporadycznie i zawsze zostawiała kępkę rudych włosów, obnosząc się dumnie ze swoim naturalnym kolorem włosów. Znalazła sobie grono adoratorów, którym to nie przeszkadzało i usiłowali tam wrócić nawet po tym, jak Wisienka z nimi zerwała. Czasem miewałam wrażenie, że to jakaś forma czarów.
Tym razem to ja padłam ofiarą tego uroku. Wbiłam wzrok w jej wypięty tyłek i muszelkę. Wisienka nie przestawała nucić i kołysać biodrami. I to był ten moment, w którym puściły mi nerwy i poszłam na całość.
Nie wiedzieć kiedy zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do niej w kilku krokach. Wykładzina maskowała dźwięk moich stóp. Z zaskoczenia trzasnęłam w wypięte pośladki, aż po pokoju poniosło się głośne plaśnięcie, któremu zawtórował pisk Wisienki.
Wyprostowała się, ale nie pozwoliłam jej się obrócić. Złapałam za jej nadgarstki i pchnęłam na szafę. Przywarłam do jej nagiego ciała. Ucapiłam za piersi i ścisnęłam z całej siły, aż z jej gardła dobył się zduszony jęk. Nie wyrywała się. Stała tylko dalej, z rękoma na drzwiach szafy.
– Zośka… Co ty wyprawiasz? – spytała rozbawiona. – Spóźnię się przez ciebie.
Złożyłam pocałunek na jej szyi, jeszcze mocniej do niej przywarłam i ocierałam się o nią. Z trudem nad sobą panowałam. Tak właściwie to w ogóle nie panowałam. Po prostu pozwoliłam, by długo skrywane fantazje wyskoczyły na wierzch. Ścisnęłam między palcami jej sutki, które zaczynały twardnieć.
– Nie. Idziesz. Na. Żadną. Pieprzoną. Randkę – wydyszałam jej do ucha.
Odwróciła głowę w moją stronę. Na jej piegowatej twarzy wypełzł uśmiech. Cholera… czy ona mnie celowo prowokowała? Chciała do tego doprowadzić?
– W takim razie będziesz musiała mi to zrekompensować. I z góry uprzedzam, na jednym razie się nie skończy.
Spojrzałam w jej śliczne niebieskie oczy. Na moich wargach również pojawił się uśmiech. Tego właśnie chciałam. Ujęłam jej podbródek i wpiłam w usta. Przeszyła mnie rozkosz, gdy odwzajemniła pocałunek, nasze języczki otarły się o siebie. Poddała się mojemu dotykowi, dłonie opierała o szafę, jakby zostały do niej przyklejone. Moje ręce zjechały z jej piersi, sięgnęły do łona.
Pojęłam nagle, jak bardzo jej pragnęłam, jak zawsze nastawiałam ją przeciw jej chłopakom, bo zwyczajnie im zazdrościłam. Ona należała tylko do mnie. Przerwałam na chwilę pocałunek, zdjęłam przez głowę koszulkę i odrzuciłam na bok. I tak panował wszędzie bałagan.
Wisienka tylko przelotnie spojrzała na moje malutkie spiczaste piersi, które lubiła komplementować, ilekroć miała okazję. Teraz jednak obróciła się w stronę szafy, wypięła swój dorodny zadek w moim kierunku, jakby wyczekująco. Ucapiłam pośladkami obiema dłońmi, znów przywarłam do niej. Nie obróciła głowy, więc pozostało mi złożyć pocałunek na jej szyi.
– Wisienka, ja…
– Nie, nie, cukiereczku – przerwała mi. – Czułe słówka będą później. Na kolanka proszę.
Zawahałam się, zamierając z rękoma na jej pośladkach. Nie po raz pierwszy odniosłam wrażenie, że Wisienka ze mną gra. Zawsze lubiła mnie podpuszczać lub żartować sobie ze mnie. Nigdy nie robiła tego złośliwie, po prostu taki miała charakter.
– Jeśli nie potrafisz mi zastąpić randki, to pozwól mi się ubrać – rzuciła Wisienka wobec mojego wahania. Nie zrobiła nic, by uwolnić się od moich rąk.
Powróciła na moment wizja nocy spędzonej na sofie, dogadzania sobie do jęków dochodzących z sypialni… Dziś musiałam się jej poddać. Powoli ugięły się moje kolana. Widziałam przed sobą jej gołe plecy (nawet na nich znajdowały się piegi!), wreszcie uklękłam pośród rozrzuconych na podłodze ubrań. Z oczami na wysokości jej tyłka.
Przez głowę przebiegła mi myśl, czy na pewno chce pakować nos między dorodne pośladki mojej przyjaciółki. Wisienka rozwiązała ten dylemat za mnie. Zdjęła rękę z szafy i sięgnęła do tyłu. Ucapiła moją czarną grzywę i przycisnęła ją, zanim zdążyłam zaprostestować. Wbiłam paznokcie w jej uda.
Szybko pokonałam obrzydzenie. Jej pupa była przecież świeżo umyta i nieraz fantazjowałam, by zbliżyć się bardziej do tej pary cudnych krągłości. Starałam się nie myśleć o tym, co wyrabiam. Wysunęłam języczek, przejechałam nim między jej pośladkami i musnęłam odbyt.
Wisienka jęknęła z rozkoszą i nie puszczała mojej głowy. Pozwoliła mi tylko schylić się jeszcze bardziej. Zasmakowałam jej muszelki, która już zrobiła się wilgotna. Na szczęście ogoliła się w tych okolicach, zostawiając frywolną kępkę jedynie na wzgórku łonowym. Co nie zmieniało faktu, że mój nos tkwił dalej w jej pośladkach.
Trzymając za jej uda, pieściłam zapamiętale jej waginę, a Wisienka wiła się pod moim dotykiem. Nie przestawałam nawet wtedy, gdy puściła moją głowę, i dalej łykałam posłusznie jej soki. Czułam i tak, że nie przyjdzie mi jej łatwo zaspokoić. Ale kto inny miałby to zrobić, jeśli nie ja? I ja sama robiłam się mokra, a miałam jeszcze na sobie majtki.
Na nieco wzajemność przyjdzie mi zasłużyć, to nie ulegało wątpliwości.
Przyjemne chwile przerwał dzwonek jej telefonu. Wbrew moim próbom zatrzymania jej Wisienka obróciła się od szafy. Spojrzałam na nią błagalnie z dołu. Nade mną zwisały jej piersi oraz pokryte rudymi włoskami łono.
– Błagam, nie idź – prosiłam i złożyłam pocałunek w okolicach jej łechtaczki. – Zrobię, co tylko zechcesz.
Uśmiechnęła się do mnie i zmierzwiła moje włosy.
– Niech będzie, ale i tak muszę mu odpisać. Chodź!
Złapała jedną dłonią za moje włosy i pociągnęła mnie w stronę łóżka. Ruszyłam za nią posłusznie na czworakach, niepomna na wstyd. Goła Wisienka siadła ze smartfonem na skraju łóżka. Posłała mi jeszcze jedno spojrzenie.
– Żal mi go spławiać, wiesz? Wydawał się miły.
– Wisienko…
– Lepiej, gdy nie mówisz – skarciła mnie żartobliwie – i dajesz mi powód, dla którego nie będę żałować zostania z tobą w domu.
Z tymi słowy ułożyła swoje uda na moich barkach. Początkowo ugięłam się pod ich ciężarem, ale postanowiłam nie pękać. Przesunęłam się w kierunku jej krocza. Mój świat ograniczał się do łona i ud zaciśniętych na bokach mojej głowy. Wisienka pisała coś na telefonie, ale mnie to nie dotyczyło. Zgięła tylko nogi w kolanach i piętami dźgnęła moje plecy, zachęcając do wysiłku.
Ucałowałam znów jej waginę, wróciłam do pieszczot. Nie przejmowałam się własnymi kolanami ani godnością. Liczyło się to, czym mogłam się rozkoszować. Lizałam, całowałam ją, należała tylko i wyłącznie do mnie. Wisience to odpowiadało.
– Obie dziurki – poprosiła i rozłożyła szerzej nogi.
Bez wahania przebiegłam językiem po jej odbycie. W tym stanie byłam gotowa na wszystko, byleby sprawić jej rozkosz.
Nie wiem, ile czasu spędziłam na kolanach, zadowalając ją ustami. Wisienka dawała mi czasem instrukcje, ponaglała, czasem chwytała za włosy lub zaciskała uda na mojej głowie. Pchałam język najgłębiej, jak umiałam, w jej różowiutkie wnętrze.
W końcu Wisienka odrzuciła telefon, obiema dłońmi przytrzymując mnie za włosy, trąc nerwowo udami. Szybciej i szybciej. Drętwiał mi język, mimo to wylizywałam jej kobiecość. Wisienka jęknęła przeciągle, nagle dochodząc. Posłusznie łykałam jej soki, byłam już zresztą cała brudna od nich.
Skrzyżowała kostki w nogach za moimi plecami, uda zaciskała mocno na mojej głowie, niemal dusząc. Musiałam poczekać, aż dojdzie do siebie, nosem dalej tkwiąc w jej kobiecości. I było mi z tym dobrze, zwłaszcza, że sama byłam rozpalona do czerwoności.
Wisienka zwolniła nogi i zaraz przyciągnęła mnie do ku sobie. Położyłyśmy się razem, całując raz za razem. Jej dłonie odnalazły moje piersi, tarmosząc je brutalnie.
– Nie brzydzisz się? – spytałam.
– A komu jeszcze lizałaś dzisiaj tyłek? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
– No… Nikomu.
– To co się głupio pytasz.
Przeszła niżej, wzięła do ust jeden z moich sutków. Zachichotała z zadowoleniem, gdy z mojego gardła wydobył się mimowolny jęk. Jej ręką sięgnęła w stronę moich majtek.
– Nie myśl, że jestem jakąś podła suką i zostawię cię bez niczego.
Położyła się na plecach i wskazała palcem na swoją twarz. Nie schodził z niej figlarny uśmiech. Szybko podniosłam się, odrzuciłam i tak już brudne i mokre majtki gdzieś w kąt. Z wielkim napięciem kucnęłam nad nią. Wisienka położyła dłonie moich biodrach i sama docisnęła je, aż nie usiadłam na jej twarzy.
Wnet jej sprawny języczek pokazał mi dobitnie, że moja przyjaciółka doskonale wie, co to znaczy wzajemność. Szybko odnalazła łechtaczkę, zaczęła doprowadzać mnie do rozkoszy. Ucapiłam za jej rudą grzywę.
Ujeżdżałam jej twarz, a Wisienka wylizywała mnie z pasją, nie znając odpoczynku. Pojękiwałam coraz głośniej, choć wątpiłam, by mogła to usłyszeć z moimi udami zaciśniętymi na jej uszach. Koniuszek jej języka tkwił głęboko we mnie, głębiej, niż mogłabym uznać to za możliwe. Czy ta dziewczyna nie musiała oddychać?
Mimo to wbijała paznokcie w moje uda. Zamiast próbować mnie odsunąć, dociskała biodra jeszcze bardziej do swojej twarzy. Jej języczek wyczyniał cuda głęboko w mojej muszelce. Niestrudzona nie ustawała w pieszczotach.
Zawyłam przeciągle i wygięłam plecy w łuk, doznając orgazmu tak intensywnego jak nigdy. Uniosłam się lekko. Wielce zadowolona Wisienka wylizała moje soki. Na koniec pocałowała mój srom, złączyła z nim swoje wargi jakby w romantycznym całusie.
Padłam obok niej, dysząc ciężko. Leżałyśmy nagie, czerwone na twarzy i mokre nawzajem od swoich soków. Odnalazłam jej rękę.
– Spławiłaś go? – spytałam między ciężkimi oddechami.
– Spławiłam – przyznała bez żalu. – I przypominam, że na jednym razie się nie skończy.
– Wylizałam ci już dupcię do czysta!
Wisienka ujęła moją twarz i obróciła ku sobie.
– Wiesz… zawsze mogę do niego zadzwonić.
– Nie, nie!
Wymieniłyśmy brudny pocałunek. Po raz pierwszy poczułam, jak musi smakować moja własna wagina. Nie przeszkadzało mi to ani trochę. Objęłyśmy się z Wisienką, całując i szepcząc czułe słówka.
– Zaplanowałaś to? – spytałam ją jeszcze.
– Co? Coś ty! – Wisienka zmieszała się nagle. Pogładziła moją pierś. – Mimo wszystko cieszę się, że tak się to skończyło.
Spojrzałyśmy sobie w oczy. Jasne, byłyśmy dwójką napalonych przyjaciółek, ale miałam wrażenie, a może bardziej nadzieję, że tkwi w tym coś więcej. Nim zdążyłam o to zapytać, Wisienka pocałowała mnie, tym razem wulgarnie wpychając języczek do ust.
– Runda druga – oznajmiła, gdy tylko oderwała się ode mnie.
Bez ostrzeżenia wskoczyła na mnie i obróciła się głową w drugą w stronę, tak że leżałyśmy w pozycji 69, ze mną na dole. Mój świat znów ograniczył się do pośladków, ud i dziurek Wisienki. Zabrałam się za nie bez słowa skargi, tymczasem jej języczek wpełzł we mnie, przynosząc mi powtórną rozkosz.
Leave a Reply