Nie trac glowy

⚠️!Achtung!⚠️

To jest mój dawny, nieprzyzwoity fanfik o postaci z jednej, starej, chińskiej czytanki. Historia była w oryginale pisana po angielsku i umieszczona na ao3. Na potrzeby tej strony opowiadanie zostało uproszczone i napisane od nowa, w polskim języku. Ma dziwaczne opisy.

Wszystkie postacie są pełnoletnie,

bo trudno, żeby nie były.

Takie jest prawo ludzkie i Boże.

Su zamiatał tył posesji rozbudowanego kompleksu dojo, gdy nagle podszedł do niego sam ”Wielki Nauczyciel” i jedyny człowiek, który kazał mu nazywać siebie ojcem.

Kazał, bo w rzeczywistości krew w ich żyłach nie była taka sama.

Su był młodym mężczyzną o zadziwiająco zjawiskowej urodzie. Był szczupły i średniego wzrostu, miał delikatną, gładką i uroczą twarz oraz średniej długości ciemno-brązowe włosy, zaczesane w przedziałek i opadające na kąciki jego obuch policzków.

W przeszłości, kiedy jeszcze był dzieckiem dorastał w niewielkim, skromnym baraku pod okiem swojej matki-eskorty, która go samotnie doglądała. Doglądała – bo tylko w taki sposób można było określić czynność, którą kobieta sprawowała nad swoim podopiecznym.
W każdym razie, kiedy udało jej się odchować swoje dziecko, przeżyć ,,macierzyńskie lata” i gdy chłopiec w miarę dorósł, zaczęła się droga ku jego edukacji. Był to niestety kolejny kłopot, który stanął na drodze jego matki. Tak, więc postanowiła ona zostawiać go samego na całe dnie w domu, powierzając tym samym w jego ręce opiekę nad prowizorycznym mieszkaniem.
Małe dziecko było wielkim ciężarem, a kiedy ciężar ten się zmniejszył, kobieta wróciła do pracy. Do tej samej pracy, która zapoczątkowała problem jej kuli u nogi.
Tak mijały kolejne dni, miesiące, lata.
Jednak nikt na tamten moment nie był w stanie przewidzieć jak drastycznie zmieni się życie Su.

Otórz w przeddzień jego 14 urodzin żywicielka nie wróciła.

Pozostawiony samemu sobie, chłopiec był zdezorientowany i przerażony.
Kiedy minęły pierwsze dni, po nich kolejne i następne, a jego matka wciąż nie wracała, dotarło do niego, że wydarzyło się najgorsze. Wiedział o tym doskonale, gdyż do ich domu często zapraszani byli dziwnie wyglądający, agresywni mężczyźni. Stałą rutyną było katowanie przez nich kobiety, kolejno po odbytych z nią sesjach.
Matka tłumaczyła kiedyś swojemu zrozpaczonemu dziecku, że wszystko to dzieje się tylko i dlatego, że tak pozwoliła… ale malutki jeszcze wtedy nie rozumiał znaczenia tych słów.
W końcu samotnym, brudnym i błąkającym się po przedmieściach chłopcem zainteresowali się lokalni mieszkańcy. Sam widok Su, nawet w towarzystwie jego żywej matki wzbudzał już mieszane emocje, gdyż lokalna społeczność doskonale wiedziała o kobiecie i świadczonych przez nią usługach.

I nagle, stało się niespodziewane.

Lokalny mistrz sztuk walki, posiadający własny, ogromny kompleks, przeznaczony do ćwiczeń i prawdziwych pojedynków oraz ściągający wielu ludzi z całego kraju, zainteresował się specyficznym dzieckiem ze swojego otoczenia.
Tak oto Su dostał od losu drugą szansę na wyleczenie i rozwinięcie własnych, połamanych skrzydeł.

-Od godziny wszędzie cię szukam. Co ty tu do cholery robisz? – zapytał starszy mężczyzna

Lecz młodzieniec milczał.

-To nie są twoje obowiązki na ten moment. Nie tak ustalaliśmy – kontynuował

– To ty sam je ustaliłeś! – wybuchł niespodziewanie Su.

Te słowa wystarczyły, żeby wzbudzić gniew starszego. Sensei gwałtownie chwycił ramię chłopca, a następnie je pociągnął, jak lalkę, by zmusić go do powrotu w środek kompleksu.

-To mnie boli! Puść mnie w tej chwili! Pozwól mi odejść.

-Odejść, Su? I dokąd niby zamierzasz pójść? -zakpił mężczyzna -Bez pieniędzy, bez zaplecza, bez perspektyw… jesteś bezwartościowym, haniebnym bachorem. W dodatku masz czelność przeciwstawiać się swojemu panu, któremu zawdzięczasz życie w dostatku. Jakie to żałosne z twojej strony. Poniżasz się, zupełnie tak jak pies.

Gdy rozlały się te gorzkie słowa, Su jakby uderzył twardo w ziemię wraz z nimi. Usiadł na wejściu, po czym schował głowę między swoimi kolanami.

-Po prostu, nie chcę już dłużej tego robić… – z trudem przełknął -Czuję się, jak gdybym… został czyjąś rzeczą. Poza tym… to ostatnio częściej mnie boli – odpowiedział, a w jego oczach pojawił się głęboki smutek.

Zdaje się, że w tym momencie dziadek został poruszony obrazem swojego podopiecznego w tym jakże żałosnym stanie. Jednak szybko opanował się, by sprowadzić swoje zmysły na ziemię i nie stracić poważnego wyrazu twarzy.

-Hah, co za bezsens. To co mówisz jest niczym innym, jak tylko świadectwem twojej durnej pychy. Nie tak cię przecież nauczyłem Su.

Po chwili, starszy człowiek podszedł bliżej młodzieńca i klękając przy nim, odsłonił go, ujmując następnie jego twarz w swoje dłonie.

-Posłuchaj, na świecie jest już nadto cierpienia i bólu, a jednak musimy dalej wszyscy razem się w nim męczyć… myślisz, że gdy tutaj przyszedłeś miałem lekko wychowując i ucząc cię przy moim boku przez te wszystkie lata? Czy wiesz jak bardzo moja reputacja została dotknięta, gdy w opinii publicznej zaczęto tworzyć pomówienia, że legenda i lokalny mistrz z Sasebo wychowuje syna brudnej kurwy z Okinawy? Oni mieli rację, Su. Zgadli, chodź nie wiedzieli co tak naprawdę przechodzi im przez usta. Mówiłem wszystkim, że jesteś moim podopiecznym, za którego ręczę i który przebył odległą drogę, by być tutaj razem ze mną i dbać o porządek całego dojo. A tak naprawdę Su, miałeś się nigdy nie urodzić.

Chłopak popatrzył na oczy swojego pana po czym zastygł, sparaliżowany rozpaczą. Wszystko trwało już tak długo, że nie miał nawet siły płakać.

 -Więc przestań użalać się nad sobą do cholery i zacznij mi się odwdzięczać Su, w taki czy inny sposób. Przydaj się w końcu.

Pod okiem senseia, Su zdawał się przeżywać najszczęśliwsze chwile swojego życia, gdy tylko został przez niego przyjęty. Mężczyzna zaakceptował go w całkowitym tego słowa znaczeniu, dając mu nieskończone pokłady miłości i akceptacji, których chłopak tak bardzo pragnął. Jednak, wraz z dniem, kiedy Su ukończył swoje 20 urodziny, jego relacja z senseiem uległa drastycznej zmianie. Nie był to już prawdę mówiąc, klasyczny model wspierających się nawzajem ojca i syna, a coś bardziej… intymnego i zakazanego.

Su, dojrzewając, stał się piękną istotą, o prezencji ze świata, którego nie jest dane nam poznać. Jego delikatna i wątła sylwetka mocno kontrastowała ze światem brutalności, wojowników, pokazów siły i walk, w jakim poruszał się na co dzień jego mistrz.
Su był również niezwykle pokorny oraz posłuszny wobec swojego jedynego życiowego autorytetu i z wielkim zapałem wykonywał każde, nawet najmniejsze jego polecenie.

Lecz granica przyzwoitości zaczęła się zacierać z nieubłaganym biegiem czasu.

Mężczyzna, który przez całe swoje życie egzystował w pustce i samotności, idąc własnymi, surowymi ścieżkami życia, zarówno jak i kariery, a do tego ten sam mężczyzna, którego młodzieniec tak bardzo podziwiał, stał się nagle nieprzewidywalny.
Od nieprzyzwoitego dotyku, rzekomo niewinnych nagród cielesnych, takich jak głaskanie czy proste obejmowanie, do nagłego, niespodziewanego obejmowania wąskiej talii Su, w odizolowanych częściach kompleksu, poza ciekawskimi oczami gapiów.

Ten człowiek zaczął oczekiwać od swojego podopiecznego czegoś, co wykracza za sferę wszelkiej moralności.

Gdy Su pierwszy raz odbył z nim rozmowę na ten temat, dowiadując się o jego ,,upodobaniach” wypowiedzianych przez tego samego człowieka bez żadnej najmniejszej kszty wahania oraz z otwartością dziecka, zastygł w szoku i nie mógł pozbierać wszystkich swoich myśli, a już tym samym złożyć je w całość. Jednak, gdy pierwsze emocje opadły, młodzieniec popełnił fatalny błąd.
Ten błąd, przez który jego życie stało się teraz nieskończonym pasmem wstydu, rozpaczy oraz wstrętu do samego siebie i własnego życia.

Su z roku na rok, manipulowany i wabiony przez własnego mistrza, zatracił się i pozwolił zdegradować do poziomu niczego więcej jak lalki. Powoli, stopniowo, ostrożnie… zupełnie tak jak jego matka.

Zbliżał się wieczór. Słońce w górze miało żywy odcień czerwieni, a niebo tonęło w gradiencie różnych, równie ciepłych jak ono kolorów.
Su po cichu wspinał się po schodach na drugie piętro kompleksu, do miejsca, w którym była wielka sypialnia, zrobiona w tradycyjnym stylu.
To jedno pomieszczenie było szczególną udręką i spędzało sen z obuch, szczęśliwych niegdyś oczu chłopaka. Bowiem to tutaj dochodziło do regularnych i brutalnych aktów pomiędzy młodzieńcem, a jego panem. Su od dłuższego czasu był również zmuszany by spać u boku mężczyzny każdej nocy, co miało być według tamtego ,,obowiązkiem” i ,,powinnością” młodszego.

-,,Co za bezsens…” – pomyślał Su.

Stojąc przed rozsuwanymi drzwiami sypialni, opuścił w dół swoją głowę, oczekując na znak pozwolenia od swego mentora, który siedział już wewnątrz.

-Wejdź Su -rozległ się szorstki głos, który przeciął tą wieczną ciszę.

Chłopak ostrożnie rozsunął drzwi i wszedł bezdźwięcznie do pokoju.
Mężczyzna czekał na niego od dłuższego czasu, wylegując się na swoim, zakupionym kilkanaście dobrych lat temu materacu, który był ogromny i zajmował 2/3 pomieszczenia.

Sypialnia była zaciemnionym i ustronnym miejscem dla ich obu. Była do prawdy niewielka, lecz stanowiła swojego rodzaju sanktuarium, do którego oprócz senseia, tylko Su miał możliwość wejścia. Po bokach materaca stały dwie małe lampki, stanowiące jedyne źródło światła.

Starszy zmarszczył brwi, po czym popatrzył na stojącego przed nim Su, ubranego jedynie w długi, sięgający do podłogi, ciemny szlafrok.
Materiał przepasany był w smukłej talii chłopaka i były na nim narysowane drobne, czerwone kwiaty, które przypominały z daleka krew.

-Piękny jak zawsze. – Odrzekł meżczyzna, zaraz po intensywnej sesji wpatrywania się w młodzieńca. -Czy przemyślałeś swoje dzisiejsze zachowanie, Su?

-Tak. Jest mi wstyd za to, co zrobiłem dzisiaj rano. – chłopak ponownie zawiesił głowę -Obiecuję, że to już nigdy nie będzie miało miejsca.

-Liczyłem na to, że w końcu sobie to uświadomisz i jak przepuszczałem, nie zawiodłem się. Dobrze cię nauczyłem… ale teraz nie pora na kontynuowanie zajęć. Podejdź do mnie bliżej, dostaniesz trochę relaksu po ciężkiej pracy. Nie bój się tego.

Su małymi krokami zbliżył się w stronę swojego nauczyciela, po czym usiadł koło niego na śliskiej pościeli. Mężczyzna powoli, ale stanowczo zmusił go do pocałunku, po czym sięgnął w dół jego ciała by rozwiązać uciążliwy pas, który go zasłaniał. Kiedy problem został rozwiązany i razem z nim spadło także jedyne okrycie podopiecznego, oczom starszego ukazała się szczupła, delikatna i blada sylwetka kruchego człowieka.

-Su, powiedz mi, jak to jest być bogiem miłości chodzącym po ludzkim świecie? – zapytał sensei, drażniąc jeden ze stwardniałych już sutków młodzieńca opuszkami palców.

-Uhhhh… jest… bardzo przyjemnie…

Po tych słowach mężczyzna roześmiał się.

-Przyjemnie? Ha! Twoje życie razem ze mną jest pasmem niekończących się przyjemności, Su!

Doprawdy obrzydliwe.

Mężczyzna po chwili skierował ręce do przerwy miedzy pośladkami swojego kochanka.

-Su, czy bawiłeś się już dzisiaj ze sobą w tamtym miejscu?

-Umm, nie… nie zrobiłem tego, chciałem tylko…

-Mówiłem ci, żebyś robił to przynajmniej raz dziennie, dowolną zabawką, którą masz w domu. W przeciwnym razie znowu całe posłanie będzie we krwi.

-przepraszam… chciałem cię w ten sposób bardziej zadowolić.

Starszy popatrzył w oczy chłopaka, po czym roześmiał się ponownie.

-Oh, jaki ty jesteś podatny na wszelkiego rodzaju uwagi, które ci zwracam… chciałeś się po prostu odwdzięczyć i naprawić swój honor po dzisiejszym incydencie? To takie urocze Su, sposób w jaki o mnie myślisz. Na szczęście nie musisz się już dłużej martwić… mam dla ciebie coś, co wynagrodzi twoje wszystkie przebyte dni krwawej męki.

Następnie mężczyzna pochylił się nieco i wyciągnął z pod materaca niewielkie metalowe pudełko.

-Trudziłem się w nieskończoność, żeby to dla ciebie załatwić Su, ale gwarantuję ci, będziesz po tym śliski, mokry… i bardziej chętny. Rozłóż teraz swoje nogi.

Inwestycja w środek nawilżający po tylu przebytych godzinach tortur nie brzmiała zachęcająco do podjęcia się ich dalszych sesji.

Ale to tylko kolejna noc, kolejne polecenie, kolejna brudna plama, której nie sposób usunąć żadnym możliwym sposobem.

Su, leżąc w poduszkach z szeroko rozstawionymi nogami patrzył jak jego pan przygotowuje się do całkowitego zawładnięcia nad jego duszą i ciałem. Robili to już tak często, a jednak za każdym razem młodzieniec czuł wszechogarniający niepokój. Dzisiaj bardziej niż zwykle.

Kiedy jego nauczyciel skończył nakładanie dziwnie wyglądającej substancji na swoje palce, przyszła pora zająć się główną sprawą. Wszedł pomiędzy nogi swojego miłego, po czym wkładając język do jego ust, zaczął w tym samym czasie powoli schodzić niżej i delikatnie masować dolne partie ciała drugiego swoją ręką.
Lecz gdy delikatnie głaskał przyrodzenie oraz resztę genitaliów swojego ulubieńca nie otrzymał jednak w odpowiedzi niczego poza cichymi, stłumionymi jękami.
Jednak, gdy zeszedł niżej i zaczął drażniąc różowe, obolałe wejście kochanka, tym samym coraz mocniej na nie napierając, jęki nasiliły się i przeistoczyły w krzyki.

-Jesteś taki sam jak twoja matka, Su. Jesteś po prostu zwykłą, małą dziwką, która pragnie mojej uwagi i dotyku. Oddałbyś za to własne życie.

-Nie wiesz niczego o mojej…

Jednak podopieczny nie zdążył dokończyć swojego zdania, gdyż wewnątrz niego znalazł się znienacka nieproszony gość, a następnie drugi oraz trzeci. Każdy jeden drażnił go teraz od środka, wsuwając i wysuwając się w celowym, powolnym tempie.

-Boli cię, Su? Czy jednak jesteś teraz w desperacji? A może wszystko na raz? W każdym razie, twoje oczy mówią mi, że jestem niegodziwym człowiekiem. Czy to prawda Su? Czy jestem dla ciebie aż taki zły? Odpowiedz mi. Karmię cię, daję ci schronienie, prowadzę cię i uczę jak własnego syna przez te wszystkie lata, a ty śmiesz mi się przeciwstawiać?

Młodszy próbował zaprotestować, ale jego głos został szybko przerwany.

-Skoro tak, nie pozostawiasz mi wyboru i będę musiał użyć na tobie drastyczniejszych metod, by zaprowadzić porządek.

Odsuwając się od chłopaka, mężczyzna chwycił poduszkę leżąca w pobliżu i umieścił ją pod jego pośladkami. Wracając do samego Su, przesunął go bezproblemowo bliżej siebie, po czym ujął swojego własnego członka i skierował go w stronę dziurki partnera.
Su płonął z cierpienia. Ból z niewyleczonych jeszcze ran nasilił się, kiedy tłusty i nabrzmiały członek jego partnera szturmował i naciskał bezlitośnie na zaczerwienioną dziurkę.
Młodzieniec próbował błagać o zaprzestanie i przerwę, ale został szybko uciszony poprzez kolejny pocałunek.

Ta chwila wydawała się nie mieć końca, aż do momentu, w którym przyrodzenie starszego przebiło się siłą przez ciasne wejście i znalazło w środku wnętrzności zagubionego 23-latka.

Su nie mógł już logicznie myśleć. Jedyne, co aktualnie odczuwał, to szybkie pulsowanie gościa, który znalazł się w całej jego głębokości i uczucie rozdzierania jego marnego ciała od środka. Sensei nie pozwolił mu się nawet przystosować do swojej objętości, tylko ruszył od razu, wyznaczając agresywne tempo.
Młodszy zaczął krzyczeć, lecz został drastycznie wyciszony, kiedy mężczyzna objął jego szyję dwoma rękoma, po czym zaczął go dusić.

-Przestań Su, przestań robić z siebie ofiarę. Zostałeś wybrany, by być przy moim boku i mi służyć. Powinieneś być bezgranicznie szczęśliwy, że bogowie w ogóle cię dostrzegli i zesłali ci z niebios taką szansę.

Jedynym, co w tamtym momencie zrobił podopieczny, było nagle odrzucenie swoich gałek ocznych do tyłu.
Sensei dziwnie zareagował na ten widok. Zmieszał się, lecz po chwili dotarła do niego powaga zaistniałej sytuacji i poluzował uścisk na szyi młodzieńca. Obie ręce zostawiły jednak po sobie widoczne ślady, w postaci intensywnego, ogniskowego zaczerwienienia. Po czasie te ślady z pewnością zmienią się w brunatne krwiaki, a następnie znamiona.

Lecz czyżby to zmieniło cokolwiek?

-Su, jesteś moim największym szczęściem, jakie mnie w życiu spotkało. Nie psuj tego. Nie niszcz wszystkiego, co udało nam się razem zbudować na przestrzeni tych wielu lat… doskonale rozumiem, co teraz czujesz. Jesteś w kwiecie swojego wieku i wszystko, co masz we wnętrzu samego siebie płonie… ale nigdy nie zapominaj, do kogo należysz, Su. To jest twój, już dawno przesądzony los. -mówił starszy, a z jego oczu zaczęły spadać łzy, które wsiąkały wprost na pustą, nieobecną i pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu twarz chłopaka.

-Chcę być z tobą, aż do momentu w którym przestanę istnieć, Su. Chcę patrzeć, jak starzejesz się przy mnie i dalej, nieustannie kochać cię, ale w podwojonym tego słowa znaczeniu… pomimo, że nigdy nie czułeś do mnie szczerze tego samego. Twoje oczy mówią mi wiele, ale nigdy nie żałowałem, że jesteś mężczyzną. To tak naprawdę nic nie znaczy. Pomimo tego, że chciałbym wziąć z tobą ślub i sprawić, żebyś zaszedł w ciążę i urodził moje dzieci, akceptuję cię tym kim jesteś. Czy nie chciałeś chociaż przez chwilę tego samego, Su? – mówił starszy

Nagle rozległ się ochrypły głos wyczerpanego, lecz wciąż przytomnego chłopaka:

-Pocałuj mnie… tak samo jak zrobiłeś to pierwszy raz w noc moich 20 urodzin… idealnie długo i mocno, aż przestanę protestować i wyrywać się, jak zrobiłem to tamtego dnia… wykonaj go w sposób, od którego zależałoby twoje życie.

Su tym razem nie skłamał.

To, co wypowiedział było najczystszą prawdą, którą już po chwili wyczuł sam jego mistrz.
Uradowany sensei, z nową nadzieją w sercu oraz poruszeniem wywołanym głębokimi słowami swojego ukochanego, po chwili ujął jego sine usta, by rozpocząć grzeszny taniec ich języków.
Kiedy spotkali się ponownie, a usta połączyły kolejny raz, młodzieniec zastygł pod wpływem tej intensywnej przyjemności.
Lecz nie zastygła jego prawa dłoń.
Mistrz bawił się młodszym, rozpromieniony tak samo jak niczego niespodziewające się, małe dziecko, a jego ściśnięty pod wpływem wilgotnego i gorącego miejsca penis wciąż nie opuszczał wnętrzności chłopaka.
Su natomiast udało się dostać końcówką dłoni do podszewki swojego szlafroku, z której po chwili wyciągnął mały, dziwnie wyglądający, zwinięty, metalowy element. Nosił go tam już przez dłuższy czas, jakby było to w jakiś sposób dopełnieniem jego nocnego, wierzchnego okrycia. W wielkiej ekstazie i wrzącym splocie ust, sensei nie był w stanie zauważyć, jak młodzieniec unosi swoje obie ręce nad jego szyją, trzymając w jednej tajemniczy przyrząd, po czym subtelnie rozwijając go.

Gdyby jednak starszy ocknął się w porę z miłosnego uniesienia, uświadomił by sobie, że nad jego jestestwem wisi druciana piła i w tym natłoku wydarzeń, to Su stracił by życie jako pierwszy tej nocy.
Jednak tak się nie stało.

Zamiast tego, Su, tańcząc w idealnej synchronizacji i harmonii ze swoim panem, zaczął jednocześnie mocno zaciskać swoją dziurkę pod wpływem jego pęczniejącego penisa.
Aż do momentu, w którym mężczyzna uwolnił białą, lepką substancje głęboko we wnętrzu ukochanego.
Lecz razem z tak długo oczekiwanym, głównym momentem tej nocy i błogim uczuciem osiągnięcia szczytowania, pojawiło się coś jeszcze… zaciskająca się, metalowa pętla na jego szyi. Zdezorientowany starszy człowiek, nie umiejąc przetworzyć i co najważniejsze, zrozumieć zaistniałej sytuacji oraz jednocześnie czując rozrywający zacisk na swojej szyi, zaczął odruchowo walczyć o życie i łapać wszystkie możliwe resztki tlenu, jakie znajdowały się w pokoju. Jednak było to daremne.
Kiedy dotarło do niego, że sposób ten nie uchroni go przed zgubą, zadziałał instynktownie.
Wciąż leżąc częścią swojej ciężkości na Su, ułożył własną rękę na twarzy chłopaka, po czym nakierował swój kciuk nad jego lewe oko.
Su doskonale wiedział, co się teraz stanie.
Jednak pomimo swojej niewielkiej siły, nie powstrzymał się, w próbie przecięcia wszystkich tętnic szyjnych swojego najgorszego koszmaru, jaki spotkał go w życiu.

,,Albo ja, albo ty” – pomyślał

Kciuk jego nauczyciela, autorytetu, samozwańczej największej miłości życia i ojca, którym zobowiązał się być, wbijał się głębiej i głębiej w oczodół Su, zadając młodemu mężczyźnie niewyobrażalne cierpienie i przyprawiając go o torsje.
Wystarczył ułamek sekundy, by zniszczyć powiekę razem ze źrenicą, tęczówką oraz pozostałymi częściami organu oraz setek kolejnych nerwów, które pozwalały młodzieńcowi na podziwianie tego pięknego, otaczającego go świata.
Pokój, w którym przebywali mężczyźni już dawno przestał przypominać bezpieczne i przytulne miejsce, w którym było można się schronić w nagłym niebezpieczeństwie. Bowiem sypialnia od tego momentu stała się pomieszczeniem tonącym w dwóch różnych rodzajach krwi, nieustannie mieszających się ze sobą.
Su trzymając obie swoje ręce w górze i zaciskając całą swoją siłą obskurny, metalowy drut pod wpływem zalewającego go szaleństwa i pustego umysłu, miał pozrywane ścięgna na obu dłoniach, a z ran w tak powstały ściekały stróżki krwi. Szyja mężczyzny, który cały czas górował nad nim jak i wewnątrz niego, była zmasakrowana na całej swojej objętości, zdobiąc co kilka chwil twarz Su nową wstążką czerwonej substancji.

Gdy dłoń mężczyzny przestała naciskać na lewą stronę twarzy młodszego, ten uświadomił sobie, że to już koniec.
Koniec poddaństwa, a wraz z nim początek nowych, wielkich przemian oraz nadchodzących konsekwencji.

Jednak Su nie myślał o tym w tej chwili.

Właściwie, nie myślał o niczym.

Nie czuł niczego. Niczego co doświadcza każdy przeciętny człowiek.

Młody mężczyzna postanowił przerwać zacisk swoich rąk na drucianej pile, jednak to sprawiło mu więcej zachodu niż w zwyczajnych, normalnych okolicznościach.
W skutek swojej niemocy zdobył się na ryzykowne przedsięwzięcie. Wiedział, z czym będzie się to wiązać, ale wiedział też, że chwila ta prędzej czy później nastąpi. Chłopak uspokoił się, po czym delikatnie uniósł swoją głowę ku górze, by zobaczyć coś więcej niż tylko obraz rozciętej szyi swojego byłego nauczyciela.
Gdy jego głowa wykonała pionowy ruch ku górze, z głębokiej dziury po jego lewym oku wylały się pozostałości krwi, skrzepów oraz zalegające części fragmentów gałki ocznej.
Wszystko to spłynęło po policzkach Su i dotykało jego ust, nim spadając, rozbiło się o ziemię.
Chłopak niezależnie od swojej woli, został skazany by posmakować tej mieszanki, jednak obraz który teraz widział przyćmił wszystkie pozostałe bodźce.
Puste oko Su patrzyło na swojego senseia, a jego martwa już twarz, pozostawiła po sobie wyraz, podobny do złości, spowodowanej tylko i wyłącznie przez młodego mężczyznę.

,,Będę czekał cierpliwie Su, do dnia, w którym spotkamy się ponownie, ja i ty, w tym samym miejscu”

Po tym jak głowa młodzieńca sama z siebie wyimaginowana te zdania, Su w przerażeniu wypuścił z rąk drut i rzucił się natychmiastowo do ucieczki. Rozłączył się z ciałem mężczyzny, które nawet w chwili śmierci w nim spoczywało, po czym pozwolił mu upaść na zabarwiony czerwienią materac, obok szlafroku w tym samym odcieniu. Nie było już widać na nim kwiatowych motywów. Był teraz jednolity.

Su stał w wielkiej kałuży krwi, która wpływają raz za razem w przerwy miedzy matami, na których stał. Wiedział to doskonałe, ponieważ miał gołe stopy i wszystko czuł.

Kiedy skupił się na tym doznaniu dostrzegł również inne, jednak w żaden sposób niezwiązane z podłogą czy innymi elementami pokoju, natomiast powiązane wyłącznie z jego osobą.

Su poczuł jak oddaje przyjemne ciepło, które spłynęło po jego nodze i udzie.

– ,,Co za bezsens” – pomyślał.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Man from Nowhere

Gorąco pozdrawiam Szanowną Moderację tej strony, która zepsuła mi opowiadanie i moja praca w postaci rozmieszczania akapitów i kopiowania symboli kwiatków poszła się jebać psu w dupę.

I tak was wszystkich kocham.

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *