Wieczór w małym, prowincjonalnym miasteczku był cichy, przerywany jedynie odległym szczekaniem psów i szumem wiatru w koronach drzew. Wąska uliczka prowadząca do starego, kamiennego kościoła była niemal pusta, a latarnie rzucały ciepłe, złociste światło na bruk. Kacper, drobny dziewiętnastolatek o delikatnych rysach twarzy, stał przed ciężkimi, drewnianymi drzwiami świątyni, zaciskając dłonie na czarnej, koronkowej chustce, którą zawsze nosił w kieszeni. Jego serce biło szybko, a w głowie kłębiły się myśli, które jednocześnie go przerażały i ekscytowały.
Kacper był inny. Od dziecka czuł, że nie pasuje do sztywnych ram, które narzucało mu otoczenie. Miał smukłą sylwetkę, długie rzęsy i jasne, niemal platynowe włosy, które często zaplatał w luźny warkocz. W domu, w ukryciu, przymierzał sukienki i pończochy, malował usta szminką, którą kupił w tajemnicy w drogerii na drugim końcu miasta. To sprawiało, że czuł się sobą – wolny, piękny, prawdziwy. Ale nigdy nie odważył się pokazać światu tej wersji siebie. Aż do dzisiaj.
Wiedział, że w konfesjonale czeka wikary Mateusz, nowy wikary, który od kilku miesięcy budził w miasteczku szepty. Był młody, ledwie po trzydziestce, z ciemnymi, falującymi włosami i oczami, które zdawały się widzieć więcej, niż ktokolwiek chciałby ujawnić. Plotki mówiły, że wikary Mateusz nie jest taki, jak inni duchowni – że jego spojrzenie na mężczyzn bywa zbyt długie, zbyt intensywne. Kacper słyszał te pogłoski i choć próbował je ignorować, budziły w nim ciekawość. I coś jeszcze – gorące, nieokreślone pragnienie, które sprawiało, że jego policzki płonęły.
W końcu pchnął ciężkie drzwi i wszedł do kościoła. W środku pachniało kadzidłem i starą drewnianą politurą. Świecie migotały w bocznych ołtarzach, a cisza była niemal namacalna. Kacper poprawił na sobie luźny sweter, pod którym ukrył delikatną, koronkową bieliznę – jego mały sekret, który dodawał mu odwagi. Ruszył w stronę konfesjonału, czując, jak każdy krok odbija się echem w jego głowie.
W konfesjonale zastał go mrok i ciepły głos, który przeciął ciszę.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – powiedział wikary Mateusz, a jego ton był miękki, niemal melodyjny.
– Na wieki wieków, amen – odpowiedział Kacper cicho, siadając na drewnianej ławce. Jego głos drżał, a dłonie, spoczywające na kolanach, zacisnęły się mocniej na chustce. – Ja… chciałem się wyspowiadać.
– Słucham cię, dziecko – odparł wikary, a w jego głosie Kacper wyczuł coś, co sprawiło, że jego serce zabiło szybciej. Było to ciepło, ale i ciekawość, jakby Mateusz już wiedział, że ta spowiedź nie będzie zwyczajna.
– Ja… – Kacper przełknął ślinę, czując, jak gorąco rozlewa się po jego ciele. – Mam grzechy, które… które trudno mi wyznać. Boję się, że są… inne.
Zapadła cisza, ale nie była ciężka. Mateusz milczał, jakby dawał mu przestrzeń, by zebrał odwagę. W końcu wikary odezwał się, a jego głos był cichszy, niemal intymny.
– Nie bój się. Bóg słucha wszystkich, a ja jestem tu, by cię wysłuchać. Powiedz mi, co cię dręczy.
Kacper zamknął oczy, czując, jak jego tajemnica, ta najgłębiej skrywana, pcha się na powierzchnię. Wiedział, że to początek czegoś, co może zmienić wszystko.
Kacper siedział w konfesjonale, czując, jak drewniana ławka pod nim wydaje się niemal zbyt twarda, jakby chciała przypomnieć mu o jego niepokoju. Ciemność otulała go, a zapach kadzidła mieszał się z lekkim zapachem wody kolońskiej, który, jak podejrzewał, należał do księdza Mateusza. Serce biło mu w gardle, gdy próbował zebrać myśli, by wyznać to, co go dręczyło.
– Jakie grzechy nosisz w sercu? – zapytał Mateusz, jego głos był ciepły, ale w tonie czaiła się nuta zainteresowania, która sprawiła, że Kacper zadrżał. – Mówiłeś, że są… inne. Opowiedz mi o nich.
Kacper przełknął ślinę, wpatrując się w ciemną kratkę oddzielającą go od księdza. Wiedział, że nie ma odwrotu. – Ja… często myślę o rzeczach, które… nie powinienem. O tym, kim chciałbym być. I o… mężczyznach.
Cisza po drugiej stronie była krótka, ale wyczuwalna. Mateusz odchrząknął cicho, a kiedy się odezwał, jego głos był spokojny, niemal zachęcający. – Myśli same w sobie nie są grzechem, jeśli ich nie pielęgnujesz w zły sposób. Powiedz mi więcej. Jakie to myśli? Co czujesz, gdy o tym myślisz?
Kacper zacisnął dłonie na koronkowej chustce, czując, jak materiał ociera się o jego palce. – Czuję, że… chciałbym być kimś innym. Bardziej… kobiecy. Czasem, kiedy jestem sam, zakładam sukienki, maluję się. Czuję się wtedy dobrze, jakby to była prawdziwa wersja mnie. Ale potem… – urwał, czując, jak policzki mu płoną.
– Potem? – dopytał Mateusz, a jego głos był łagodny, ale w tle czaiła się ciekawość. – Co się dzieje potem?
– Myślę o… o tym, jak by to było być z kimś. Z mężczyzną. – Kacper zamknął oczy, próbując ukryć się przed własnym wstydem. – Wyobrażam sobie, że jestem kobietą, że… że ktoś mnie dotyka, że… – zawahał się, ale słowa popłynęły, jakby same chciały się uwolnić. – Że jestem w tej roli, że… że wypinam się dla niego. Że on mnie pragnie takiej, jaka jestem w tych fantazjach.
Zapadła cisza, ale nie była ciężka. Mateusz milczał przez chwilę, jakby analizował każde słowo. – Rozumiem – powiedział w końcu, a w jego tonie nie było potępienia. – Te myśli przychodzą często? Są intensywne?
– Tak – wyszeptał Kacper, czując, jak jego oddech przyspiesza. – Czasem nie mogę przestać o tym myśleć. O tym, jak by to wyglądało, jak by to było… czuć się tak w pełni sobą, z kimś, kto by to zaakceptował.
– A oglądałeś coś, co te myśli podsycało? – zapytał Mateusz, a jego głos stał się nieco głębszy, jakby chciał podejść do tematu ostrożnie, ale z zainteresowaniem. – Wiesz, o czym mówię. Filmy, obrazy… coś, co mogło wpłynąć na te fantazje?
Kacper poczuł, jak gorąco rozlewa się po jego ciele. Wiedział, że pytanie jest intymne, ale w tonie księdza nie było osądu, tylko coś, co sprawiało, że chciał mówić dalej. – Tak – przyznał cicho. – Oglądałem… filmy. Takie, gdzie są mężczyźni, którzy… no, są razem. I czasem… czasem wyobrażałem sobie, że to ja jestem jednym z nich, ale jako kobieta. Że jestem tą, którą oni… – urwał, czując, że jego głos drży. – To grzech, prawda?
Mateusz westchnął cicho, a Kacper usłyszał, jak przesuwa się po drugiej stronie kratki, jakby chciał być bliżej. – Grzech to życie w kłamstwie, w niezgodzie z tym, kim jesteś – powiedział powoli, a jego słowa brzmiały inaczej, jakby były bardziej osobiste niż kaznodziejskie. – Bóg stworzył cię z miłością, z intencją. Twoje pragnienia, twoje myśli… one są częścią ciebie. Pytanie brzmi, co z nimi robisz. Czy krzywdzisz innych? Czy ranisz siebie?
– Nie… nie krzywdzę – odpowiedział Kacper, czując, jak napięcie w jego ciele powoli ustępuje. – Ale czuję się winny. Boję się, że to, czego chcę, jest złe. Że to, kim chcę być, jest… nie do przyjęcia.
– A kim chcesz być? – zapytał Mateusz, a jego głos był teraz niemal szeptem, pełnym ciepła i czegoś, co Kacper mógłby przysiąc, że brzmiało jak fascynacja. – Opowiedz mi o tej wersji ciebie. Jak ona wygląda? Co czuje?
Kacper zaczerpnął powietrza, czując, jak jego serce bije szybciej. – Ona… jest delikatna. Nosi sukienki, koronki, czuje się piękna. Chce być widziana, pożądana. Chce… – zawahał się, ale słowa popłynęły same. – Chce być w ramionach kogoś, kto ją zaakceptuje. Kogoś, kto spojrzy na nią i nie zobaczy grzechu, tylko… ją.
– To nie grzech pragnąć być sobą – powiedział Mateusz, a w jego głosie było coś miękkiego, niemal czułego. – Bóg jest wyrozumiały. On widzi twoje serce, twoją duszę. A ja… ja słucham cię i próbuję zrozumieć. Powiedz mi, Kacper, co czujesz, gdy myślisz o tych ramionach? O tym, jak ktoś cię obejmuje, jak cię widzi?
Kacper zadrżał, czując, jak pytanie księdza trafia w sam środek jego pragnień. – Czuję… ciepło. Jakby wszystko we mnie ożywało. Jakby to było jedyne, co ma sens. Wyobrażam sobie, że ktoś mnie dotyka, że mówi mi, że jestem piękny… że jestem wystarczający. – Jego głos zadrżał, a w oczach zebrały się łzy. – Czasem oglądałem filmy, gdzie… gdzie mężczyźni są tacy czuli, ale też… dominujący. I myślałem, że chciałbym być na miejscu tej osoby, którą oni… którą oni kochają.
Mateusz milczał przez chwilę, a Kacper słyszał tylko jego oddech, spokojny, ale jakby nieco głębszy. – Rozumiem – powiedział w końcu. – A w tych filmach… co cię najbardziej poruszało? Co sprawiało, że wracałeś do tych myśli?
Kacper zacisnął usta, czując, jak granica między spowiedzią a intymną rozmową się zaciera. – To, jak… jak jeden z nich patrzył na drugiego. Jakby widział w nim cały świat. I to, jak… jak jeden z nich poddawał się drugiemu. Jakby oddawał mu kontrolę, ale z zaufaniem. To było… – urwał, szukając słów. – To było piękne.
– Piękne – powtórzył Mateusz cicho, a w jego głosie było coś, co sprawiło, że Kacper poczuł dreszcz na plecach. – Wiesz, Kacper, Bóg stworzył miłość we wszystkich jej formach. To, co czujesz, to pragnienie bliskości, akceptacji. Nie możesz żyć w niezgodzie z tym, kim jesteś. To byłoby większym grzechem niż jakiekolwiek fantazje.
Kacper poczuł, jak łzy spływają mu po policzkach, ale nie były to łzy smutku. To była ulga, jakby ktoś w końcu zobaczył go takim, jaki jest. – Dziękuję – wyszeptał. – Ale… co mam teraz zrobić? Jak żyć z tym wszystkim?
Mateusz zaśmiał się cicho, a dźwięk ten był ciepły, niemal figlarny. – To dopiero początek, Kacper. Spowiedź to nie tylko wyznanie grzechów, ale szukanie drogi. Powiedz mi więcej. Co jeszcze czujesz? Co chciałbyś, żeby się stało, gdybyś mógł być w pełni sobą?
Kacper czuł, jak jego oddech staje się płytszy, a słowa księdza Mateusza wciąż rezonowały w jego głowie. Ciepło konfesjonału, zapach kadzidła i intymny ton rozmowy sprawiły, że jego myśli stawały się coraz odważniejsze, jakby bariery, które przez lata budował, zaczęły pękać. Głos Mateusza, ciepły i zachęcający, sprawiał, że Kacper chciał powiedzieć więcej, otworzyć się całkowicie.
– Co chciałbyś, żeby się stało, gdybyś mógł być w pełni sobą? – powtórzył Mateusz, a w jego tonie było coś, co sprawiało, że Kacper czuł się widziany, jakby wikary patrzył wprost w jego duszę.
Kacper zacisnął dłonie na koronkowej chustce, czując, jak serce bije mu w piersi. Wziął głęboki oddech, a słowa, które wypowiedział, były niemal szeptem, ale brzmiały pewnie, jakby w końcu uwolnił coś, co zbyt długo trzymał w środku. – Chciałbym… chciałbym się przebrać. Założyć sukienkę, pończochy, być taką, jaką się czuję. I… – zawahał się, ale spojrzenie w ciemność kratki dodało mu odwagi. – Chciałbym być z kimś, kto by mnie tak widział. Chciałbym… robić rzeczy, o których myślę. Jak… jak lodzik. I… – jego głos zadrżał, ale nie cofnął się. – Chciałbym, żeby ktoś… żeby ktoś mnie… wyruchał. W pupę. – Ostatnie słowa wypowiedział niemal bez tchu, czując, jak jego twarz płonie, a ciało przechodzi dreszcz podniecenia i wstydu.
Cisza po drugiej stronie była gęsta, ale nie ciężka. Mateusz odchrząknął cicho, a kiedy się odezwał, jego głos był spokojny, ale jakby nieco głębszy, z nutą, która zdradzała, że słowa Kacpra nie pozostawiły go obojętnym. – To bardzo szczere wyznanie – powiedział powoli. – Twoje pragnienia… one są częścią ciebie. Nie możesz ich tłumić, bo to byłoby życie w kłamstwie. A Bóg chce, żebyś żył w prawdzie.
Kacper przełknął ślinę, czując, jak jego ciało drży z emocji. – Ale… co mam z tym zrobić? – zapytał cicho. – Czuję, że to wszystko jest we mnie, ale nie wiem, jak to… jak to zrealizować. Boję się.
Mateusz westchnął, a jego głos stał się bardziej intymny, niemal poufny. – Potrzebujesz bezpiecznego miejsca, Kacper. Miejsca, gdzie możesz być sobą, bez strachu, bez osądu. Gdzie możesz… odkrywać, kim naprawdę jesteś. – Zamilkł na chwilę, jakby dobierał słowa. – Plebania to spokojne miejsce. Jeśli chciałbyś… porozmawiać, naprawdę porozmawiać, mogę tam być. Za godzinę, jeśli czujesz, że jesteś gotowy.
Kacper zamarł. Zaproszenie było subtelne, ale w tonie Mateusza było coś, co sprawiało, że jego serce zabiło szybciej. Nie było w tym nic bezpośredniego, ale sposób, w jaki wikary wypowiedział słowo „porozmawiać”, brzmiał jak obietnica czegoś więcej. – Za godzinę? – powtórzył cicho, niemal nie wierząc, że to się dzieje.
– Tak – odpowiedział Mateusz, a w jego głosie Kacper wyczuł ciepły uśmiech. – Bez pośpiechu. Przyjdź, jeśli będziesz chciał. Możemy porozmawiać o tym, kim jesteś, czego pragniesz. Bez żadnych oczekiwań.
Kacper przygryzł wargę, czując, jak podniecenie miesza się z niepewnością. – Dobrze… spróbuję – powiedział w końcu, a jego głos był ledwie słyszalny. – Przyjdę.
Mateusz milczał przez chwilę, jakby chciał, by te słowa wybrzmiały. – Nie dam ci pokuty, Kacper – powiedział w końcu, a jego ton był łagodny, niemal czuły. – Twoja pokuta to żyć w zgodzie z sobą. Bóg nie chce, byś się ukrywał. Idź teraz, pomyśl o tym, co czujesz. I… jeśli zechcesz, spotkamy się na plebanii.
Kacper poczuł, jak jego ciało rozluźnia się, jakby ciężar, który nosił od lat, nagle stał się lżejszy. – Dziękuję, księże – wyszeptał, wstając z ławki. W głowie miał chaos, ale też dziwne poczucie ulgi i ekscytacji. Wyszedł z konfesjonału, czując na sobie spojrzenie Mateusza, choć nie mógł go zobaczyć. Drzwi kościoła zamknęły się za nim z cichym skrzypnięciem, a chłodne, wieczorne powietrze owiało jego rozgrzaną twarz.
Szedł szybko w stronę swojego mieszkania, które znajdowało się kilka ulic dalej. W głowie kłębiły mu się myśli – o tym, co powiedział, o zaproszeniu Mateusza, o tym, co może się wydarzyć. Wiedział, że musi się przygotować. W jego szafie, ukryta w starej walizce, czekała sukienka – czarna, obcisła, z delikatnym koronkowym wykończeniem. Obok leżały pończochy i szpilki, które kupił kiedyś w przypływie odwagi. Nigdy nie nosił ich poza swoim pokojem, ale teraz czuł, że to odpowiedni moment. Chciał być sobą – w pełni, bez wstydu.
Wchodząc do mieszkania, rzucił chustkę na stół i skierował się prosto do szafy. Jego dłonie drżały, gdy otwierał walizkę, a serce biło jak oszalałe na myśl o tym, co czekało go za godzinę.
Kacper stał przed drzwiami plebanii, czując, jak jego serce bije w rytmie, który zdawał się zagłuszać wieczorną ciszę miasteczka. W ręku ściskał małą, czarną torbę, w której ukrył swoje skarby – sukienkę, pończochy, szpilki i kosmetyczkę z podstawowymi rzeczami do makijażu. Powietrze było chłodne, ale jego ciało płonęło od środka – mieszanka ekscytacji, strachu i podniecenia sprawiała, że dłonie mu drżały. W głowie wciąż rozbrzmiewały słowa Mateusza: „Potrzebujesz bezpiecznego miejsca, Kacper. Miejsca, gdzie możesz być sobą.” Te słowa były jak magnes, który przyciągnął go tutaj, choć wciąż nie był pewien, co się wydarzy.
Zapukał cicho, a drzwi otworzyły się niemal natychmiast. Mateusz stał w progu, ubrany w czarną koszulę z rozpiętym górnym guzikiem, bez koloratki, co nadawało mu wygląd bardziej ludzki, mniej księżowski. Jego ciemne włosy były lekko rozwichrzone, a oczy, głębokie i przenikliwe, zatrzymały się na Kacperm z ciepłym, niemal badawczym uśmiechem.
– Cieszę się, że przyszedłeś – powiedział Mateusz, gestem zapraszając go do środka. – Wejdź, proszę.
Kacper wszedł do ciepłego, skromnie urządzonego holu, czując, jak jego oddech przyspiesza. Plebania pachniała drewnem i czymś delikatnym, może herbatą z cytryną, która stała na stole w salonie. Mateusz poprowadził go po wąskich, skrzypiących schodach na piętro, do niewielkiego pokoju z dużym oknem wychodzącym na ogród. W środku znajdowało się proste biurko, regał z wikary i wygodny fotel. Na końcu pokoju były drzwi do małej łazienki.
– Usiądź, rozgość się – powiedział Mateusz, wskazując na fotel. – Napijesz się czegoś? Mam herbatę, wodę… może coś mocniejszego, jeśli potrzebujesz się rozluźnić?
– Woda wystarczy – odparł Kacper cicho, siadając ostrożnie. Jego torba spoczywała na kolanach, a palce nerwowo skubały jej rączkę. Mateusz przyniósł szklankę wody i usiadł naprzeciwko, opierając się swobodnie o biurko. Przez chwilę rozmawiali o banalnych rzeczach – o pogodzie, o ciszy w miasteczku, o tym, jak Mateusz przyzwyczaja się do życia tutaj. Ale Kacper czuł, że to tylko preludium, że obaj czekają na coś więcej.
W końcu Mateusz pochylił się lekko, a jego spojrzenie stało się intensywniejsze. – Kacper, mówiłeś w konfesjonale o tym, kim chciałbyś być. O tej drugiej stronie siebie. – Jego głos był miękki, ale wibrujący, jakby każde słowo niosło ukryte znaczenie. – Myślałeś o tym, żeby… pokazać ją? Tutaj, w bezpiecznym miejscu?
Kacper zamarł, czując, jak krew napływa mu do twarzy. – Pokazać? – powtórzył, a jego głos zadrżał. – Chodzi księdzu o… o przebranie się?
Mateusz uśmiechnął się lekko, a w jego oczach błysnęło coś, co sprawiło, że Kacper poczuł dreszcz. – Tak, jeśli czujesz się na to gotowy. Tam jest łazienka – wskazał na drzwi. – Możesz się tam przebrać, jeśli chcesz. Nikt tu nie będzie cię osądzał. To miejsce, gdzie możesz być sobą.
Serce Kacpra zabiło szybciej. To była chwila, o której marzył, ale której się bał. Spojrzał na torbę, potem na Mateusza, który patrzył na niego z cierpliwością i czymś, co wyglądało jak zachęta. – Dobrze – powiedział w końcu, wstając. – Spróbuję.
Wszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Pomieszczenie było małe, ale czyste, z dużym lustrem nad umywalką. Kacper postawił torbę na podłodze i spojrzał na swoje odbicie. Jego jasne włosy opadały na ramiona, a oczy błyszczały ekscytacją i niepewnością. Czuł, jak jego ciało drży – nie ze strachu, ale z podniecenia, że w końcu może być sobą, że ktoś chce to zobaczyć.
Rozpiął sweter i zdjął spodnie, zostając w samej bieliźnie. Otworzył torbę i wyjął czarne, koronkowe pończochy. Powoli, niemal rytualnie, zaczął je zakładać, czując, jak delikatny materiał ślizga się po jego skórze. Każdy ruch był jak krok w stronę uwolnienia – najpierw jedna noga, potem druga, a pończochy ciasno otulały jego smukłe łydki i uda. Kiedy zapiął podwiązki, przesunął dłonią po nodze, czując dreszcz przyjemności. To było jak dotykanie innej wersji siebie, tej, którą zawsze chciał być.
Następnie sięgnął po czarne, koronkowe majtki. Były delikatne, z subtelnym wzorem, który sprawiał, że czuł się piękny. Zakładając je, wyobrażał sobie, jak wygląda, jak jego drobna sylwetka nabiera kobiecych kształtów. Serce biło mu coraz szybciej, a w głowie pojawiały się obrazy – spojrzenie Mateusza, jego ciepły głos, ta obietnica bezpiecznego miejsca.
Na koniec wyjął sukienkę – czarną, obcisłą, z delikatnym dekoltem. Kiedy ją założył, materiał przylgnął do jego ciała, podkreślając jego smukłą talię i biodra. Stał przez chwilę, wpatrując się w lustro, czując, jak jego oddech przyspiesza. W końcu sięgnął po kosmetyczkę. Nałożył cienką warstwę podkładu, by wygładzić skórę, a potem delikatnie podkreślił oczy czarną kredką i tuszem do rzęs. Szminka w odcieniu głębokiej czerwieni była ostatnim akcentem – malując usta, czuł, jak staje się kimś nowym, kimś, kim zawsze chciał być.
Spojrzał na siebie w lustrze i zadrżał. Wyglądał jak ona – dziewczyna, którą widział w swoich fantazjach. Delikatna, piękna, odważna. Jego serce biło jak oszalałe, a w głowie kołatała się myśl: Czy Mateusz to zaakceptuje? Czy to mu się spodoba?
Zebrał się na odwagę, poprawił włosy i chwycił klamkę. Wiedział, że kiedy wyjdzie z łazienki, nic już nie będzie takie samo.
Kacper wyszedł z łazienki przebrany, teraz nie był już chłopcem a dziewczyną o przybranym imieniu Julka – otworzyła drzwi łazienki i stanęła w progu, czując, jak jej oddech zamiera w gardle. Sukienka ciasno opinała jej ciało, podkreślając smukłe linie talii i bioder, a pończochy dodawały nogom elegancji. Czerwona szminka lśniła na ustach, a oczy, podkreślone tuszem, wydawały się większe, bardziej wyraziste. Stała przez chwilę, niepewna, ale jednocześnie podekscytowana, czując, jak każdy nerw w jej ciele wibruje w oczekiwaniu.
Mateusz siedział na brzegu łóżka, które stało w rogu pokoju, a jego spojrzenie natychmiast padło na nią. Jego oczy rozszerzyły się lekko, a na twarzy pojawił się subtelny, ciepły uśmiech, który sprawił, że Julka poczuła gorąco na policzkach. Wstał powoli, nie odrywając od niej wzroku, a w jego ruchach było coś niemal ostrożnego, jakby nie chciał jej spłoszyć.
– Wyglądasz… niesamowicie – powiedział cicho, a jego głos był pełen szczerego podziwu. – Jak masz na imię? Ta wersja ciebie… jak się nazywa?
Julka przełknęła ślinę, czując, jak jej serce bije jak oszalałe. – Julka – odpowiedziała miękko, a jej głos, choć cichy, brzmiał pewnie. To imię przyszło jej do głowy naturalnie, jakby zawsze w niej było.
– Julka – powtórzył Mateusz, a sposób, w jaki wypowiedział to imię, sprawił, że po jej plecach przebiegł dreszcz. – Pasuje do ciebie. Jesteś piękna, Julka. Naprawdę.
Te słowa były jak ciepły dotyk, który rozlał się po jej ciele. Czuła się widziana, pożądana, jakby w końcu ktoś dostrzegł tę wersję jej, którą tak długo ukrywała. Mateusz gestem zaprosił ją, by usiadła obok niego na łóżku. Julka podeszła ostrożnie, czując, jak szpilki stukają cicho na drewnianej podłodze. Usiadła, wygładzając sukienkę na udach, a jej dłonie drżały lekko z emocji.
Przez chwilę rozmawiali – o drobiazgach, o tym, jak Julka czuła się, zakładając sukienkę, o tym, jak Mateusz zawsze lubił wieczory na plebanii, gdy mógł być sobą, z dala od oczekiwań parafian. Jego głos był spokojny, ale w jego oczach błyszczało coś, co sprawiało, że Julka czuła się coraz bardziej ośmielona. Ich kolana niemal się stykały, a powietrze między nimi wydawało się naładowane elektrycznością.
W końcu Mateusz wyciągnął rękę i delikatnie dotknął jej dłoni, która spoczywała na łóżku. Jego palce były ciepłe, a dotyk lekki, ale wystarczający, by Julka poczuła falę gorąca rozlewającą się po jej ciele. – Masz takie delikatne dłonie – powiedział cicho, przesuwając kciukiem po jej skórze. – Jak cała ty. Wszystko w tobie jest… takie subtelne, ale jednocześnie… magnetyczne.
Julka zadrżała, czując, jak jego dotyk budzi w niej pragnienia, o których wcześniej tylko śniła. Jej oddech stał się płytszy, a w głowie pojawiły się obrazy – jego dłonie na jej ciele, jego spojrzenie, które zdawało się widzieć ją całą. – Dziękuję – wyszeptała, nie odrywając wzroku od jego oczu.
Mateusz pochylił się bliżej, a jego twarz znalazła się tak blisko, że czuła ciepło jego oddechu na swojej skórze. – Mogę? – zapytał cicho, a jego głos był niemal szeptem, pełnym wyczekiwania.
Nie czekając na odpowiedź, złożył na jej policzku delikatny pocałunek. Jego usta były miękkie, ciepłe, a Julka poczuła, jak jej ciało reaguje natychmiast – serce zabiło szybciej, a w brzuchu rozlało się przyjemne ciepło. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, pocałował ją znowu, tym razem bliżej kącika ust, a potem jeszcze raz, pełniej, na wargi. Każdy pocałunek był jak iskra, która rozpalała w niej coraz większe pragnienie.
Jego dłonie przesunęły się na jej talię, obejmując ją delikatnie, ale pewnie. – Jesteś taka piękna, Julka – wyszeptał między pocałunkami, a jego palce powoli przesunęły się w górę, po jej plecach, badając kształt jej ciała. – Nie masz pojęcia, jak bardzo mi się podobasz. Twoja odwaga, to, kim jesteś… to niesamowite.
Jego dłonie były ciepłe, a dotyk pewny, ale nie nachalny. Gładził ją po ramionach, po bokach, a każdy jego ruch sprawiał, że Julka czuła się coraz bardziej pożądana, coraz bardziej sobą. Jej ciało reagowało na każdy dotyk – skóra płonęła pod jego palcami, a w głowie wirowało od emocji. Czuła się jak w transie, jednocześnie przestraszona i podekscytowana, jakby świat poza tym pokojem przestał istnieć. Jego komplementy, jego spojrzenie, jego dotyk – wszystko to sprawiało, że czuła się piękna, akceptowana, upragniona. W jej piersi mieszały się euforia i podniecenie, a każdy kolejny pocałunek i muśnięcie jego dłoni tylko potęgowało to uczucie. Była Julką – w pełni, prawdziwie, i po raz pierwszy czuła, że to jest dokładnie to, kim chce być.
Julka siedziała na brzegu łóżka, czując, jak ciepło dłoni Mateusza na jej talii rozlewa się po całym ciele. Jego pocałunki, najpierw delikatne, teraz stawały się głębsze, bardziej intensywne, a każdy kontakt jego ust z jej skórą sprawiał, że jej oddech przyspieszał. Czuła się jak w wirze – serce biło jej jak oszalałe, a w brzuchu rozkwitało gorące, pulsujące pragnienie, które jednocześnie ją onieśmielało i ekscytowało. Mateusz patrzył na nią z taką intensywnością, że czuła się jednocześnie krucha i potężna, jakby jego spojrzenie odkrywało w niej coś, co zawsze chciała pokazać, ale nigdy nie miała odwagi.
– Jesteś taka piękna, Julka – wyszeptał Mateusz, odrywając się na chwilę od jej ust. Jego głos był niski, lekko chropowaty, a w oczach błyszczało coś, co sprawiało, że jej ciało drżało z oczekiwania. – Mogę cię dotykać? – zapytał, a jego palce, wciąż spoczywające na jej talii, zadrgały lekko, jakby same chciały ruszyć dalej.
– Tak – odpowiedziała Julka, niemal bez tchu, czując, jak jej głos drży. To jedno słowo było jak klucz, który otworzył drzwi do jej najskrytszych pragnień. Mateusz uśmiechnął się, a jego dłonie powoli przesunęły się w górę, po jej bokach, delikatnie muskając materiał sukienki. Jego palce były ciepłe, pewne, ale nie nachalne, jakby chciał, by każdy dotyk był zaproszeniem, a nie żądaniem.
Zaczął gładzić jej ramiona, a potem zsunął dłonie na jej plecy, przyciągając ją bliżej. Julka poczuła, jak jej ciało reaguje na jego bliskość – skóra pod sukienką była wrażliwa na każdy ruch, a ciepło jego dłoni przenikało przez cienki materiał, rozpalając w niej iskry. Jego palce zjechały niżej, na jej biodra, a potem na uda, gdzie delikatnie zacisnęły się na koronkowych pończochach. Czuła, jak jego kciuki przesuwają się po krawędzi podwiązek, a każdy ruch budził w niej falę podniecenia, która sprawiała, że jej oddech stawał się coraz bardziej urywany.
– Uwielbiam, jak to na tobie wygląda – powiedział Mateusz, pochylając się, by złożyć pocałunek na jej szyi. Jego usta były gorące, a lekki dotyk jego języka na jej skórze sprawił, że Julka westchnęła cicho, zamykając oczy. Czuła się jak w transie – każdy pocałunek, każde muśnięcie jego dłoni było jak pędzel malujący na jej ciele obrazy, o których marzyła w samotności. Była jednocześnie przestraszona i podekscytowana, ale przede wszystkim czuła się widziana – naprawdę, w pełni, jako Julka.
Jego dłonie powędrowały na jej plecy, a potem zsunęły się niżej, na krągłość jej pośladków. Delikatnie ścisnął ją przez sukienkę, a Julka poczuła, jak jej ciało reaguje natychmiast – gorąco rozlało się w jej podbrzuszu, a nogi drgnęły, jakby chciały się bliżej niego przesunąć. – Jesteś taka miękka – wyszeptał, a jego głos był pełen podziwu, jakby odkrywał ją na nowo z każdym dotykiem. – Taka idealna.
Julka czuła, jak jej ciało płonie pod jego dotykiem. Każdy ruch jego dłoni, każdy pocałunek na jej szyi, ramieniu, obojczyku, budził w niej pragnienie, które było niemal bolesne w swojej intensywności. Chciała więcej, chciała być bliżej, chciała oddać się temu uczuciu całkowicie. W końcu, ośmielona jego reakcjami, przesunęła dłonie na jego klatkę piersiową, czując twardość mięśni pod koszulą. To był jej pierwszy odważny gest, a ciepło jego ciała pod jej palcami sprawiło, że poczuła się pewniejsza.
– Chcę… – zaczęła, ale głos uwiązł jej w gardle. Spojrzała na niego, a w jego oczach zobaczyła zachęta. – Chcę ci sprawić przyjemność – wyszeptała, a jej policzki zapłonęły, gdy zdała sobie sprawę, co właśnie powiedziała.
Mateusz uniósł brew, a na jego twarzy pojawił się lekki, figlarny uśmiech. – Jesteś pewna, Julka? – zapytał, ale w jego tonie nie było wątpliwości, tylko ciekawość i ciepło.
– Tak – odpowiedziała, a jej głos był cichy, ale zdecydowany. Klęknęła przed nim, czując, jak jej sukienka unosi się lekko na udach. Jej dłonie drżały, gdy sięgnęła do jego paska, powoli rozpinając sprzączkę. Czuła się jednocześnie onieśmielona i podekscytowana – to była chwila, o której fantazjowała, ale teraz, gdy była prawdziwa, wydawała się niemal surrealistyczna. Mateusz patrzył na nią z góry, a jego oddech stał się głębszy, gdy rozpięła jego spodnie i delikatnie zsunęła je w dół.
Kiedy wzięła go w dłonie, poczuła, jak jej ciało reaguje na samą myśl o tym, co robi. Był ciepły, twardy, a jej palce, choć niepewne, poruszały się z ostrożną ciekawością. Pochyliła się, a jej usta delikatnie dotknęły jego skóry. Poczuła jego zapach – mieszankę wody kolońskiej i czegoś bardziej pierwotnego, co sprawiło, że jej serce zabiło szybciej. Zaczęła powoli, nieśmiało, ale każdy ruch jej ust budził w niej nową falę podniecenia. Czuła się potężna, widząc, jak Mateusz reaguje – jego oddech stał się urywany, a dłonie delikatnie wplotły się w jej włosy, nie naciskając, ale dając jej znać, że chce więcej.
– Julka… – wyszeptał, a jego głos był pełen napięcia. – Jesteś niesamowita.
Te słowa były jak paliwo dla jej pewności siebie. Jej ruchy stały się śmielsze, bardziej rytmiczne, a każdy dźwięk, który wydawał Mateusz, sprawiał, że jej ciało płonęło. Czuła się jak w transie – każdy ruch jej ust, każdy dotyk jej języka był jak spełnienie fantazji, które przez lata trzymała w ukryciu. Była Julką, była piękna, była pożądana, a to uczucie było niemal oszałamiające.
Po chwili Mateusz delikatnie odsunął ją, podnosząc ją z klęczek i przyciągając z powrotem na łóżko. Jego oczy błyszczały, a oddech był szybki. – Moja kolej, żeby cię rozpieszczać – powiedział cicho, a jego dłonie ponownie znalazły się na jej ciele. Pocałował ją głęboko, a jego palce zsunęły się na jej uda, delikatnie unosząc sukienkę. Julka zadrżała, czując, jak jego dłonie przesuwają się po koronkowych pończochach, a potem wyżej, na nagą skórę nad nimi.
– Mogę? – zapytał, a jego palce zatrzymały się na krawędzi jej majtek. Julka skinęła głową, czując, jak jej ciało niemal błaga o jego dotyk. Mateusz powoli zsunął jej majtki, a jego dłonie były ciepłe i delikatne, jakby chciał, by każdy ruch był dla niej przyjemnością. Kiedy jego palce dotarły do jej pośladków, delikatnie rozchylił je, a Julka westchnęła, czując, jak jej ciało reaguje na tę intymną bliskość.
Jego palec, zwilżony śliną, powoli zaczął eksplorować, delikatnie muskając najbardziej wrażliwe miejsce. Julka zadrżała, czując, jak fala gorąca rozlewa się po jej ciele. Każdy ruch jego palca był ostrożny, ale pewny, jakby wiedział dokładnie, jak sprawić, by czuła się dobrze. Czuła się bezbronna, ale jednocześnie bezpieczna – jego dotyk był czuły, a spojrzenie, którym ją obdarzał, pełne podziwu. – Jesteś taka wrażliwa – wyszeptał, a jego palec poruszał się powoli, badając jej reakcje. – Powiedz mi, czy to ci się podoba.
– Tak… – wyszeptała Julka, czując, jak jej głos drży. Każdy ruch jego palca budził w niej nową falę przyjemności, która sprawiała, że jej ciało napinało się i rozluźniało na przemian. Czuła się jak w środku burzy – podniecenie mieszało się z euforią, a świadomość, że jest w pełni sobą, że Mateusz widzi ją taką, jaką chce być, była niemal przytłaczająca. Jej oddech stał się szybki, a dłonie zacisnęły się na pościeli, gdy jego palec poruszał się głębiej, delikatnie, ale z wyczuwalnym rytmem.
Czuła się jak w centrum wszechświata – każdy dotyk, każdy pocałunek, każde słowo Mateusza sprawiało, że jej ciało i umysł były w harmonii. Była Julką, była pożądana, była wolna. I choć wiedziała, że to dopiero początek, że przed nimi jeszcze wiele do odkrycia, w tej chwili czuła się spełniona, jakby w końcu znalazła miejsce, gdzie może być sobą.
Julka leżała na łóżku, jej ciało wciąż drżało od intensywności dotyku Mateusza. Jego palce, które przed chwilą eksplorowały ją z taką czułością, pozostawiły w niej pulsujące pragnienie, które sprawiało, że każdy nerw w jej ciele był napięty jak struna. Mateusz patrzył na nią z góry, jego oczy błyszczały pożądaniem, a na ustach błąkał się lekki, niemal drapieżny uśmiech. – Chcesz iść dalej, Julka? – zapytał cicho, a jego głos, głęboki i lekko chropowaty, sprawił, że po jej plecach przebiegł dreszcz.
– Tak – wyszeptała, czując, jak jej oddech przyspiesza. Była gotowa, choć w jej sercu wciąż tliła się nuta niepewności, która tylko potęgowała podniecenie. Mateusz pochylił się, całując ją głęboko, a jego dłonie powędrowały do jej sukienki, unosząc ją jeszcze wyżej, aż materiał zebrał się wokół jej talii. Julka czuła, jak powietrze muska jej nagą skórę, a świadomość, że jest tak odsłonięta przed nim, sprawiała, że jej ciało płonęło.
Mateusz sięgnął po małą buteleczkę lubrykantu, która leżała na stoliku nocnym – drobny szczegół, który zdradzał, że być może przewidział, dokąd zmierza ta noc. – Chcę, żebyś czuła się dobrze – powiedział, a jego palce, teraz śliskie od lubrykantu, ponownie znalazły się między jej pośladkami. Tym razem jego ruchy były bardziej zdecydowane, a Julka westchnęła głośno, gdy jego palec wszedł głębiej, przygotowując ją z delikatnością, ale i pewnością. Czuła, jak jej ciało rozluźnia się pod jego dotykiem, a jednocześnie każdy ruch budził w niej falę gorąca, która rozlewała się od podbrzusza aż po czubki palców.
– Jesteś taka ciasna – wyszeptał Mateusz, a jego słowa, sprośne, ale wypowiedziane z czułością, sprawiły, że Julka zadrżała z podniecenia. – Powiedz mi, jak się czujesz.
– Dobrze… bardzo dobrze – odpowiedziała, a jej głos był niemal błagalny. Czuła się bezbronna, ale w najpiękniejszy sposób – jego dotyk, jego słowa, jego spojrzenie sprawiały, że chciała oddać mu się całkowicie. Kiedy uzł jego palce, zastąpiły je jego dłonie, które chwy Chwyciły ją za biodra, unosząc ją lekko. – Na kolana, Julka – powiedział cicho, a w jego tonie było coś, co sprawiało, że jej ciało reagowało natychmiast.
Julka uklękła na łóżku, opierając się na łokciach, a jej sukienka wciąż była podwinięta, odsłaniając pośladki i koronkowe podwiązki. Czuła, jak jej serce bije jak oszalałe, a podniecenie mieszało się z lekkim wstydem, który tylko potęgował doznania. Mateusz ukląkł za nią, a jego dłonie gładziły jej uda, pośladki, jakby chciał zapamiętać każdy centymetr jej ciała. – Jesteś taka piękna w tej pozycji – mruknął, a jego głos był pełen pożądania. Julka poczuła, jak czubek jego członka muska ją delikatnie, a potem, powoli, z ostrożnością, zaczął wchodzić.
Pierwsze uczucie było intensywne – lekkie rozciągnięcie, ciepło, które wypełniało ją od środka. Julka westchnęła, zaciskając dłonie na pościeli, ale ból szybko ustąpił miejsca przyjemności, gdy Mateusz poruszał się powoli, dając jej czas na dostosowanie. – Powiedz, jeśli to za dużo – wyszeptał, a jego dłonie ściskały jej biodra, jakby chciał ją jednocześnie uspokoić i possać bliżej.
– Nie… to dobre – odpowiedziała, a jej głos drżał z emocji. Każdy jego ruch, powolny i rytmiczny, budził w niej falę przyjemności, która sprawiała, że jej ciało napinało się i rozluźniało na przemian. Czuła się wypełniona, pożądana, a świadomość, że jest w tej pozycji, że oddaje się mu jako Julka, była niemal oszałamiająca. Jej oddech stał się urywany, a ciche westchnienia przerodziły się w miękkie jęki, które wypełniały pokój.
Mateusz przyspieszył lekko, a jego dłonie przesunęły się na jej talię, przyciągając ją bliżej. – Uwielbiam, jak reagujesz – powiedział, a jego głos był niski, niemal growl. – Jesteś taka chętna, taka… idealna. – Jego słowa, sprośne i pełne podziwu, sprawiły, że Julka poczuła kolejną falę gorąca. Czuła się jak w centrum jego świata, jakby każdy jej ruch, każdy dźwięk, który wydawała, był dla niego wszystkim.
Po chwili Mateusz zatrzymał się, delikatnie wycofując. – Chcę cię zobaczyć – powiedział, pomagając jej się obrócić. Julka położyła się na plecach, a jej nogi, wciąż w pończochach, rozchyliły się niemal instynktownie. Mateusz ukląkł między jej udami, a jego dłonie powędrowały do jej pośladków, unosząc je lekko. – Spójrz na mnie – wyszeptał, a gdy ich oczy się spotkały, Julka poczuła, jak jej serce zamiera. Jego spojrzenie było intensywne, pełne pożądania, ale też ciepła, jakby chciał, by czuła się bezpieczna.
Ponownie wszedł w nią, tym razem w tej nowej pozycji, a Julka westchnęła głośno, czując, jak jego ruchy trafiają w inne, jeszcze bardziej wrażliwe miejsca. Jej dłonie powędrowały na jego ramiona, zaciskając się na materiale koszuli, a jej ciało reagowało na każdy pchnięcie, każdy dotyk. Czuła się jak w transie – przyjemność była niemal przytłaczająca, a każdy ruch Mateusza sprawiał, że jej ciało śpiewało z rozkoszy. Jej pończochy zsunęły się lekko, a sukienka, wciąż podwinięta, odsłaniała każdy szczegół jej ciała, co tylko potęgowało uczucie bycia pożądaną.
– Jesteś taka niegrzeczna, Julka – powiedział z uśmiechem, a jego ręka zsunęła się na jej pośladek, dając jej lekkiego klapsa. Ten gest, choć delikatny, sprawił, że Julka westchnęła z zaskoczenia i przyjemności, czując, jak jej ciało reaguje na tę odrobinę sprośności. – Podoba ci się to, prawda? – zapytał, a jego głos był pełen figlarnego zadowolenia.
– Tak… – przyznała, a jej głos był niemal błagalny. Każdy jego ruch, każdy klaps, każde pchnięcie sprawiało, że czuła się coraz bardziej wolna, coraz bardziej sobą. Jej ciało poruszało się w rytmie jego, a przyjemność była tak intensywna, że momentami traciła oddech. Czuła się jak w centrum burzy – pożądanie, wstyd, euforia mieszały się w jedno, tworząc coś, co było niemal nie do zniesienia w swojej intensywności.
Julka poruszała się na Mateuszu, jej biodra unosiły się i opadały w rytmie, który był zarówno instynktowny, jak i prowadzony przez jego dłonie, mocno zaciśnięte na jej talii. Każdy ruch sprawiał, że przyjemność w jej ciele narastała, jakby fala gorąca, która miała zaraz ją pochłonąć. Mateusz patrzył na nią z dołu, jego oczy błyszczały pożądaniem, a oddech stawał się coraz bardziej urywany. – Julka… – wyszeptał, a jego głos był pełen napięcia, niemal błagalny. – Jesteś taka idealna.
Te słowa były jak iskra, która rozpaliła ją jeszcze bardziej. Czuła, jak jej ciało reaguje na każde pchnięcie, na ciepło jego skóry, na sposób, w jaki jego dłonie ściskały ją, jakby chciał zatrzymać ten moment na zawsze. Jej oddech stał się szybki, niemal chaotyczny, a miękkie jęki, które wydobywały się z jej ust, wypełniały pokój. Czuła się całkowicie oddana, ale jednocześnie potężna – była Julką, była pożądana, a każde jego spojrzenie, każdy dotyk potwierdzał, że jest dokładnie tam, gdzie chce być.
Mateusz nagle chwycił ją mocniej, a jego ruchy stały się szybsze, bardziej intensywne. – Chcę cię teraz – mruknął, a jego głos miał w sobie coś pierwotnego, co sprawiło, że Julka zadrżała z podniecenia. Pomógł jej zmienić pozycję, kładąc ją z powrotem na plecy, z nogami uniesionymi wysoko, opartymi na jego ramionach. Pończochy zsunęły się lekko, a sukienka, wciąż podwinięta wokół talii, odsłaniała każdy szczegół jej ciała. Mateusz wszedł w nią ponownie, tym razem z większą pewnością, a jego ruchy były szybkie, głębokie, niemal niecierpliwe.
Julka westchnęła głośno, czując, jak jej ciało dostosowuje się do jego tempa. Każdy pchnięcie było jak eksplozja przyjemności, która rozlewała się od jej pośladków aż po czubki palców. Jej dłonie zacisnęły się na pościeli, a nogi drżały, gdy Mateusz przyspieszał, jego oddech stawał się coraz cięższy, a mięśnie napinały się pod koszulą. – Jesteś taka ciasna, taka chętna – wyszeptał, a jego słowa, sprośne i pełne pożądania, sprawiły, że Julka poczuła kolejną falę gorąca. Jej ciało reagowało na każdy jego ruch, każdy dźwięk, każde spojrzenie, a przyjemność była tak intensywna, że niemal traciła kontakt z rzeczywistością.
Czuła, jak narasta w niej coś niepowstrzymanego, coś, co sprawiało, że jej oddech zamieniał się w krótkie, urywane westchnienia. Mateusz, wyczuwając jej napięcie, pochylił się bliżej, a jego dłoń zsunęła się między jej uda, delikatnie masując ją w miejscu, które potęgowało doznania. – Daj się ponieść, Julka – wyszeptał, a jego palce poruszały się w rytmie jego pchnięć, doprowadzając ją na skraj ekstazy.
Julka zamknęła oczy, czując, jak jej ciało osiąga punkt kulminacyjny. Przyjemność eksplodowała w niej jak fala, rozlewając się po całym ciele, od pośladków, przez podbrzusze, aż po czubki palców. Jęknęła głośno, jej ciało napięło się, a nogi zadrżały, gdy osiągnęła orgazm, który był jednocześnie intensywny i wyzwalający. Czuła się, jakby świat na chwilę przestał istnieć – była tylko ona, Mateusz i ta nieopisana rozkosz, która wypełniała każdy centymetr jej ciała.
Chwilę później Mateusz również doszedł do szczytu. Jego ruchy stały się gwałtowniejsze, a cichy, gardłowy jęk wydobył się z jego ust, gdy osiągnął orgazm. Julka czuła ciepło w sobie, a jego dłonie, wciąż zaciśnięte na jej biodrach, drżały lekko, gdy opadał z sił. Przez chwilę oboje dyszeli ciężko, ich ciała wciąż połączone, a pokój wypełniała cisza przerywana jedynie ich oddechami.
Mateusz powoli wycofał się, pomagając Julce opuścić nogi. Położył się obok niej, a jego dłoń delikatnie pogładziła jej policzek. – Jesteś niesamowita – powiedział cicho, a w jego głosie było coś ciepłego, niemal czułego. – Jak się czujesz?
Julka leżała na plecach, wciąż próbując złapać oddech. Jej ciało było rozluźnione, ale wciąż pulsowało od niedawnej przyjemności. Czuła się spełniona, ale też lekko oszołomiona – wszystko wydarzyło się tak szybko, a jednocześnie było dokładnie tym, czego pragnęła. – Czuję się… sobą – odpowiedziała, a jej głos był cichy, ale pełen ulgi. – To było… więcej, niż mogłam sobie wyobrazić.
Mateusz uśmiechnął się, przesuwając palcami po jej ramieniu. – Cieszę się, że mogłem być częścią tego – powiedział, a jego ton był szczery. – Wiesz, Julka, nie musisz się wstydzić tego, kim jesteś. To, co czujesz, co robisz… to część ciebie. I to jest piękne.
Julka spojrzała na niego, czując, jak jej serce znów bije szybciej, tym razem z innego powodu. – Myślisz, że to… w porządku? – zapytała, a w jej głosie była nuta niepewności. – To, co zrobiliśmy… to, kim jestem?
Mateusz pochylił się i złożył delikatny pocałunek na jej czole. – Bóg stworzył cię taką, jaka jesteś. Z twoimi pragnieniami, z twoją duszą. To, co zrobiliśmy, było szczere, było prawdziwe. Nie ma w tym grzechu, jeśli nikogo nie krzywdzisz. – Zamilkł na chwilę, a potem dodał z uśmiechem: – A ja czuję, że to dopiero początek naszej rozmowy.
Julka zaśmiała się cicho, czując, jak napięcie w jej ciele ustępuje miejsca ciepłej, spokojnej uldze. – Mam nadzieję – odpowiedziała, a jej dłoń znalazła jego, splatając ich palce. – Bo czuję, że w końcu znalazłam miejsce, gdzie mogę być sobą.
Mateusz ścisnął jej dłoń, a jego spojrzenie było pełne obietnicy. – Zawsze będziesz tu mile widziana, Julka. Zawsze.
Leave a Reply