Telefon zadzwonił, gdy malowałam ostatni paznokieć czarnym lakierem.
– Tak? – spytałam wrzucają Cię na tryb głośnomówiący.
– Słonko już jadę. Powinienem być za jakieś czterdzieści minut. No maksymalnie do godziny. Wiesz dziś piątek… Wszyscy nagle postanawiają wyjechać na weekend.
– Dobra, spoko… Ja właśnie kończę się szykować. Jeszcze się zastanawiam nad tym czy spódnice czy spodnie założyć, ale tak to jestem gotowa. Kurwa!
– Co się stało? – spytałeś.
– A malowałam właśnie paznokcie i lakier jeszcze nie zaschnął do końca a dotknęłam się o rękaw. Ale jest ok. Chyba.
– Dobra jadę. A i załóż mini – odpowiedziałeś i zakończyłeś połączenie.
Nie zostało mi nic innego jak zacząć się ubierać, zrobić makijaż i czekać. Po około pół godziny stoję przed lustrem i oceniam efekt. Blond włosy spięte w warkocz, kilka kosmyków opada wzdłuż policzka. Mocny makijaż podkreślający zieleń oczu. Zielona bluzka z głębokim dekoltem bez pleców, skórzana kurtka. Do tego ciemno bordowa mini i czarne rajstopy. Klasycznie szpilki na wysokim obcasie i platformie – na parapetówkę może być. Patrzę na telefon, powinieneś być za chwilę, więc schodzę do garażu pod blokiem. Winda zjeżdża na sam dół. Idę przez korytarz a światła zapalają się jedną po drugim oświetlając drogę. Zatrzymuje się koło naszego miejsca parkingowego i opieram się koło słup. Kurde nie wiem czy dam radę w tych butach. Może wrócić i wymienić. A dobra zdejmę w samochodzie a potem to przejść te kilka metrów pokazać się i zdjąć. Dasz radę Natalia – mówię do siebie w myślach. Przeglądam FB, sprawdzam stan konta, wiadomości. Nagle brama zaczyna się podnosić z łoskotem, patrzę z nadzieją, że to Ty. Serio zaraz nie wytrzymam w tych butach. Ale zamiast Twojego BMW wjeżdża czerwono- czarny Mustang naszego sąsiada z piętra – Pana Andrzeja. Dobra zaczekam jeszcze chwila. Burczący samochód przejeżdża wolno obok mnie jadąc na swoje wyznaczone miejsce. Gdy gaśnie silnik w garażu zapada cisza. Jak można czymś takim jeździć? Przecież to ogłuchnąć idzie myślę i wracam do scroolowania FB.
– Dzień dobry Pani sąsiadko – mówi mężczyzna wysiadający z samochodu.
– Dzień dobry Panie Andrzeju – odpowiadam machinalnie nie odrywając wzroku od telefonu.
– Pani Natalio, wie Pani gdybym był młodszy… Ech… A dokąd to Pani taka wystrojona idzie? Na Tomka Pani czeka? Piąteczek to może kino albo randka? Jakąś knajpka? Kolacja? Wypad ze znajomymi na miasto?
– Dziękuje Panu – uśmiecham się, gdy mierzy mnie swoim wzrokiem. Widzę błysk w jego oczach. Mam świadomość jak wyglądam i wiem, że się podobam facetom. On ma na oko jakieś 50-55 lat. Jasne włosy – chyba się farbuje żeby przykryć siwiznę – zaczesane w modny sposób. Delikatny zarost przetykany siwizną. Eleganckie buty, białe spodnie i czarna koszulka polo. W palcach bawi się kluczykiem od samochodu. Zapach drogich perfum unosił się w powietrzu.
– Mógłbym tak komplementować Panią, ale…
– Przepraszam na moment – dzwoni mój telefon, odbieram.
– Myszka słuchaj będę chwilę później. Był jakiś wypadek i cała Legnicka stoi – relacjonujesz a ja przewracam oczami.
– Ile Ci to zajmie? – pytam. On cały czas mi się przygląda.
– Nie wiem. Poszukam zaraz objazdu może przez osiedla. Zadzwonię jak już uda mi się wyrwać. Zejdź wtedy do garażu.
– Ja już jestem w garażu – odpowiadam lekko zirytowana.
– To idź do mieszkania. Będę dzwonił. Zadzwonię do Zuzy, że się spóźnimy. Trochę. Na razie Natka,
Pięknie! Wiedziałam, że jak ja się na szykuje, to u Ciebie coś się odwali. Kto tu na kogo wiecznie czeka?
– Jakiś problem sąsiadeczko? – głos sąsiada wyrywa mnie z zamyślenia, całkiem zapomniałam o tym gościu.
– Nie…W sumie to tak. Jesteśmy umówieni na parapetówkę do znajomych i mamy opóźnienie. Tomek stoi w korku, więc nie ma sensu żebym tu stała i na niego czekała. Wracam na górę. Pan chyba też w tamtą stronę?
– A to ja z przyjemnością dotrzymam Pani towarzystwa – Uśmiechał się wkładając ręce do kieszeni.
– To miło z Pana strony. Piękny ten pana samochód – próbuję narzucić jakiś temat.
– A od dawna na taki polowałem i w końcu się udało. Prawdziwa perełka. Kupiłem sobie, jako nagrodę za bardzo korzystny kontrakt. Udało mi się wejść z moją firmą na Niemiecki rynek. Co prawda przynajmniej raz w tygodniu muszę jechać do Berlina, ale pieniądze Pani Natalio z tego są kosmiczne. Kosmiczne!
– O! No to gratulacje! Super, jeśli naszym rodakom się udaje. – staram się nie ukrywać irytacji, że ja zapierdzielam na etacie w korpo za trochę ponad najniższą krajową a Ty ciągle masz nadgodziny w pracy.
– Dziękuję. Wygrałem życie. Ale mam kłopot. Potrzebuję kogoś, kto zna Niemiecki. Ale tak super.
Kurwa właśnie padła szóstka w totolotka. Spadająca gwiazdka. Fart stulecia. Garniec złota na końcu tęczy, złota rybka i trzy życzenia.
– Po filologia germańskiej może być? – spytałam z nadzieją w głosie.
– Może być nawet polakiem niemieckiego pochodzenia, nieważne. Ważne żeby mi pomógł się dogadać po niemiecku.
– To zgłaszam swoją kandydaturę – wyprostowałam się i dygnęłam z uśmiechem.
– Poważnie? – spytał.
– Jak najbardziej. Jestem po germanistyce. W pracy kontaktuje się bezpośrednio z naszymi niemieckimi odpowiednikami. Niemiecki w mowie i piśmie używam na co dzień.
– Pani Natalio jest Pani przyjęta, jako moja asystentka – podszedł i uścisnął dłoń.- Od kiedy może Pani zacząć?
– W umowie mam trzy miesiące, niestety.
– Potrzebuje Panią na za dwa tygodnie od dziś. Proszę się dogadać w firmie. A no i najważniejsze. Wynagrodzenie. Proponuję Pani skromne 8000 zł miesięcznie. Na rękę oczywiście. Za wyjazdy 500 Euro za dzień – taka dieta. Plus jakieś bonusy.
W myślach przeleciały mi cyferki w skali roku, plus przewalutowanie na złotówki po kursie z wczoraj… WOW!
– Nie śmiem prosić o więcej. – Ach ta skromna ja. Co za dzień.
– No to nasza umowa stoi. Jutro przyniosę Pani dokumenty, papiery i opowiem, czym się zajmujemy.
– Kurcze szefie – zaśmiałam się – jutro nas nie będzie. Wracamy dopiero w niedzielę wieczorem.
– A to spokojnie. Załatwimy sprawę w tygodniu. Nie ma problemu.
– No to muszę powiedzieć Pani, że zaczynam zazdrościć narzeczonemu. Taka piękna kobieta i jeszcze tak dobrze będzie zarabiać.
– To nie jest mój narzeczony. Będę miała okazję to za pierwszą wypłatę kupię sobie pierścionek zaręczynowy. Od niego się nie doczekam.
– Może Pani już dziś na niego mieć – odpowiedział wyciągając z kieszeni plik banknotów.
– Ale jeszcze nie zaczęłam pracować więc nie należy mi się?
– Nie chodzi o pracę. Jesteś młoda. Masz ofertę pracy. Dobrej pracy i płacy. A ja wiem… słyszałem, co się dzieje u Was wieczorami. Żona wcześnie chodzi spać i śpi jak kłoda. Z armaty można obok strzelać. Ale ja późno chodzę spać. Słyszę cię… – Odliczył banknot 100 Euro, 200 Euro 300 Euro 400 Euro 500 Euro. Ponad dwa tysiące złotych. Szpilki takie czerwone, ta niebieska sukienka, co widziałam w Magnolii z tym rozcięciem z boku. Może zostanie jeszcze może jakiś weekend z Tomkiem.
– Ale, ja chyba nie do końca rozumiem – chciałam się cofnąć ale trafiłam plecami na filar.
Odliczył 600 Euro, 700 Euro, 800 Euro – Ja mam pieniądze. A Ty masz coś, co ja chcę mieć. To kwestia ceny. A oferta nie będzie aktualna wiecznie. Tak samo jak propozycja pracy. Mogę się wycofać. Zastanów się. Minie jeszcze chwila zanim Twój chłopak będzie na miejscu. Możemy iść do mnie albo do Was. Powiedzmy, że to będzie taki drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej. Zrobisz co masz zrobić, przecież to nic takiego złego. Obojgu nam zależy na dyskrecji. Wyciągnął rękę z wachlarzem banknotów w moją stronę. Popatrzyłam na niego, uśmiechał się bo wiedział już, że chwyciłam haczyk. Zabrałam z jego ręki pieniądze.
-Tak. To tylko kwestia ceny – powiedziałam wkładając pieniądze do kieszeni kurtki. – Może do Pana. Żony jeszcze nie ma? – pytałam z nadzieję na odwleczenie w czasie tego co miało się stać.
– Nie bój się. Nie ma jej. Pojechała do pracy pół godziny temu. Rozmawiałem z nią przez telefon – szliśmy korytarzem w kierunku windy. Tysiące myśli przelatywało mi przez głowę. Sekundy oczekiwania na windę ciągnęły się niemiłosiernie. Gdy weszliśmy do windy poczułam jak strach chwyta mnie za gardło. A jeśli to jakiś zbok albo inny wariat. Potem będą mnie szukać i znajdą w kawałkach. W co ja się wpakowałam. Natalia ty kretynko jedna!
Zamek szczęknął otwierając drzwi do mieszkania. Robiło wrażenie już od samego progu. Czyste, zadbane, pachnące ciastem c- hyba szarlotką. Nasze wynajmowane mieszkanie przy tym wyglądało jak nora. Pomógł mi zdjąć kurtkę po czym odwiesił ją na wieszak. Przemogłam się w sobie – Więc…. Gdzie to zrobimy? – spytałam zbierając w sobie całą odwagę. Uśmiechnął się.
– Przejdź proszę do tamtego pokoju – wskazał na drzwi po prawej. – Do salonu lub jak mówi moja żona “do dużego pokoju”. Poczekaj na mnie. Wezmę tylko prysznic, jestem trochę nieświeży. To mówiąc poszedł do łazienki. Moje szpilki stukały o kafle gdy szłam przez przed pokoj i salon. Ogromny telewizor wiszący na ścianie. Zestaw głośników w każdym kącie pokoju. Fotele i duży narożnik – na mój gust trochę za duży na ten pokój. Wszystko w szarościach i bieli. Usiadłam na narożniku spięta jakbym faktycznie czekała na rozmowę kwalifikacyjną a nie na… Co ja wyprawiam. Przecież to paranoja. Gościu zaproponował mi kasę żeby mnie przelecieć. Jestem dziwką? – pomyślałam i miałam chęć zostawić pieniądze na stole i uciec gdy on wyszedł z łazienki. Całkiem nagi. Odwróciłam wzrok na co on zareagował śmiechem.
– Napijesz się czegoś? – spytał wchodząc do pokoju zostawiając mokre ślady stóp na podłodze.
– Nie, raczej nie. – odpowiedziałam zmieszana. – Wolę nie…
– Widzisz a ja wręcz przeciwnie. Zrobię sobie drinka. Wiesz mój ulubiony to whisky i trzy kostki lodu. Zapamiętaj – wyciągnął z szafki szklankę i Jacka Danielsa. Poszedł do kuchni po lód. Jak na 50-kilku latka trzymał się świetnie. Szeroki w barkach dobrze umięśniony bez tatusiowego brzuszka. Całkiem zgrabny tyłek – kurwa gapie się jego tyłek. Gdy wracał przyjrzałam się jego penisowi. Był ogolony tam na dole – chociaż tyle, że nie będzie włosów pomyślałam. Wlał alkohol do szklanki i usiadł w fotelu. Rozsiadł się wygodnie, pociągnął łyka i odstawił szklankę. Popatrzył na mnie. Zrozumiałam, że to znak. Zaczęłam rozpinać bluzkę po czym zdjęłam ją z siebie. Czarny stanik zakrywał mój niewielki biust. Wstałam by zdjąć spódnice i…
– Podejdź tu tak jak jesteś – mówił machając w moim kierunku ręką.
Ruszyłam niepewnie. Każdy krok szpilek odbijał się echem w mieszkaniu. To były najdłuższe trzy metry w moim życiu. Stanęłam przed nim. Patrzyłam gdzieś prosto w pustą ścianę, ręce miałam opuszczone wzdłuż ciała. Stałam prawie na baczność. Czułam, że do oczu napływają mi łzy.
– Na co czekasz? Klękaj!
Przełknęła ślinę i uklękłam przed nim. Nasze twarze były na tej samej wysokości. Patrzył mi prosto w oczy gdy wziął moja rękę w swoją dłoń i skierował ją na swoje krocze. Poczułam jego penisa pod dłonią. Przycisnął ja do niego. Był ciepły i zaczął twardnieć.
– Ma stać zanim weźmiesz go w usta – powiedział i wziął kolejny łyk ze szklanki. Masowałam go gdy twardniał. W pewnym momencie zacząć ruszać ruszać ręką w górę i w dół. Napletek odsłonił główkę jego kutasa.
-Mmmm tak. Teraz weź go w usta moja zabawko – rozszerzył nogi.
Nachyliłam się zatrzymując się kilka centymetrów nad jego penisem. Oparłam dłonie o jego uda. Na chwilę zastygłam.
– Ssij Mała. Ssij!
– Przepraszam kochanie – powiedziałem sobie w myślach. Nachyliłam się bardziej i otworzyłam usta biorąc jego przyrodzenie. Objęłam wargami cała główkę, lizać ją językiem.
– Aachh – syknąl
Drażniłam językiem dziurkę, ręką masują prącie. Stopniowo biorąc go coraz bardziej w usta. Był twardy, mniej więcej wielkości jak Tomka. Wystawiłam do przodu język starając się wziąć go głębiej.
– Tak Mała! Właśnie tak – powiedział a jego ręce zaczęły masować moje ramiona zsuwając ramiączka stanika. Przerwałam na chwilę zdejmując stanik. Opadł odsłaniając moje piersi. Natychmiast zaczął je dotykać, ściskać i masować.
– Podobam Ci się? – spytałam jakbym nie wiedziała jaka jest odpowiedź.
– Jesteś piękna, Skarbie – nachylił się całując mnie w piersi i nabrzmiałe z podniecenia sutki. Jego ręka zaczęła dotykać mojego pośladka. Złapał mnie za włosy odchylając głowę i całując w szyję kończąc na ustach. Nie puszczają lekko przyciskając w dół zasugerował co mam robić dalej. Jego penis wrócił w moje usta twardy i nabrzmiały.
– Liż jajka – jęknął gdy jego penis wszedł głębiej w moje gardło.
Ssałam je. Najpierw jedno potem drugie. Ssałam i lizałam na przemian. Ręką malowałam jego kutasa gdy znowu zacisnął mocno rękę na moich włosach abym ponownie do ust wzięła jego penisa. Kolana zaczynały mnie już boleć. Mocno trzymając u nasady warkocza przycisnął mi głowę aż jego penis wszedł do końca. Mój nos opal się o jego podbrzusze. Trzymał mnie a ja czułam że dłużej nie wytrzymam, zaczęłam się krztusić. Pociągnął moją głowę za włosy do góry a jego fiut wyskoczył z lepkim mlaśnięciem z moich ust.
Kaszlałam próbując złapać oddech. Czułam jak ślina leci mi po brodzie.
– Wiedziałem, że jesteś dobra w te klocki. Moja suczka! Ciekawe czy potrafisz tak jak na filmach. – to mówiąc mocnym ruchem w dół skierował moją głowę abym znowu zaspokajała go swoimi ustami. Silnie szarpiąc mnie za włosy ruszał moja głową w górę i w dół a jego penis raz za razem wchodził i wychodził z mojego gardła. Podnieciłam się. Chciałam jeszcze. Odciągnął moją głowę do tyłu – podoba Ci się moja asystentko ten zakres obowiązków? – spytał. Skinęłam głową, że tak. Łapiąc oddech powiedziałam – Bardzo. – Uśmiechnął się. Jego penis znowu trafił w moje gardło. Kilka pchnięć i oddech. Kilka pchnięć i oddech, kilka pchnięć i przytrzymanie głęboko w środku. Jego stękanie, moje mlaskanie i krztuszenie się przerywane rozpaczliwym łapaniem oddechu. Zaczęłam dotykać się przez rajstopy i majtki. Głaskałam swoją szparkę. Chyba to zauważył bo szarpnął mnie za głowę w górę.
– Ałaaa – zapiszczałam z bólu.
– Podoba Ci się? Spytał biorąc kolejny łyk alkoholu. Znowu zaczął ściskać moje piersi. Szczypał sutki. Jego ośliniony kutas dotykał mojej twarzy.
– Przeleć mnie! – rzuciłam dysząc ciężko.
Roześmiał się i puścił moje włosy a ja opadłam na podłogę. Leżałam chwilę starając się pozbierać. Miałam mętlik w głowie. Twarz lepiła mi się od śliny. On masturbował się patrząc na mnie. Powoli podniosłam się i poszłam na narożnik. Znowu długie trzy metry. Chwiałam się jak pijana. A jeśli mi coś podał a ja nie zauważyłam? Przynajmniej jest miękko. Położyłam się i zaczęłam się rozbierać. Zsunęłam rajstopy i majtki a on podszedł.
– Wypnij się Skarbie!
Posłuchałam. Podniosłam się i wypinając pupę do pozycji na pieska. Zsunął mi do kolan rajstopy i majtki, podniósł spódniczkę. Jego ręce zacisnęły się na moich biodrach. Penisem zaczął drażnić wargi. Sprawdziłam palcem – byłam mokra. Poczułam jak zaczyna napierać a penis delikatnie zaczyna wbijać się do środka.
Achhhhh – jęknęłam gdy wchodził powoli coraz głębiej. Wypełniał mnie swoim penisem. Gdy wszedł cały odpadłam wyginając się i wypinając tyłek. Zaczął ruszać biodrami nadając rytm, jego penis penetrował moja pochwę. Uścisk jego dłoni na biodrach, klaskanie naszych ciał, czułam jak każdym ruchem wypełnia mnie sobą. Popatrzyłam w dół. Widziałam swoje falujące piersi, majtki i jego nogi. Jęczałam z przyjemności. Prosiłam aby robił to szybciej gdy palcami zaczynałam drażnić swoja łechtaczkę. Moje ciało zaczynało drżeć pod wpływem zbliżającej się fali rozkoszy. Odpłynęłam, moje nogi trzęsły się. Płuca nie mogły złapać oddechu. Silny orgazm. Dawno takiego nie miałam. A on nie przestawał. Zmienił rytm zaczął dobijać go coraz głębiej. Mocne głębokie ruchy..
– Bierzesz tabletki? Chcę się spuści! – pytał. Jego uścisk na biodrach stał się silniejszy a ruchy coraz mocniejsze.
– Nie chce w środku… Ochhhhhh proszę… Biorę ochhhhh ale nie we mnie – jęczałam.
Wyszedł ze mnie – DAJ USTA! – podniosłam się a on złapał mnie za głowę w tej samej chwili wpychając mi penisa głęboko do ust. Jeszcze kilka ruchów i…
Ciepły płyn rozlał się w środku moich ust… Jego penis w środku pompował mililitry słono gorzkiego nektaru. Trzymał mnie mocno za głowę.
– Aaaaaa kurwaaaa – ruszał biodrami, penis wypuszczał kolejne fale spermy.
– mmmmm mmmmmmm mmmm – co mogłam powiedzieć więcej? Czułam jak powoli ustają skurcze jego prącia. Zwolnił uścisk i powoli zaczął wycofywać penisa z mojej buzi.
– Nie wypluwaj! – przełknęłam jego nasienie. – Pokaż! – otworzyłam usta. – Wyliż do końca. – ponownie jego kutas wylądował w mojej buzi a ja wylizałam go do czysta. – idź się ogarnij. Ręcznik jest na pralce.
Podniosłam się. Byłam zmęczona. Nie miałam już ochoty na żadną imprezę. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Poprawiłam makijaż chociaż lepiej powiedzieć, że zrobiłam go od nowa. Łazienka była mała ale mądrze zagospodarowana. Popatrzyłam w lustro. Blond włosy upięte w warkocz, Kilka kosmyków luźno puszczonych na policzek… Dobra wyglądam jako tako. Najwyżej poprawie makijaż w samochodzie. Czułam, że dalej jestem mokra. Wyszłam z łazienki. On siedziała przy tym samym stole. Ubrany. Jeansy, do tego biała koszula i krawat. Nawet buty miał na nogach.
– Pani Natalio. Zapraszam do stołu. – mówił w sposób jakby jeszcze kilka minut temu nic się nie działo. – Tutaj są dokumenty. – Podał mi plik papierów. – Proszę na spokojnie uzupełnić, przeczytać. Prosiłbym aby do niedzieli mi je dostarczyć, żebym w poniedziałek dał je kadrowej. Zaczynamy za dwa tygodnie. Czyli… – otworzył kalendarz w telefonie. – Dobra niech będzie za dwa i pół tygodnia. Akurat będzie pierwszy października. W razie pytań proszę o telefon. Tutaj ma Pani wizytówkę. – Wstał i wyciągnął w moją stronę rękę. – Witam na pokładzie. Odprowadził mnie do drzwi. Pomógł założyć kurtkę. Wyszłam z mieszkania. Czułam się obolała tam na dole. Szłam do windy pogrążona w ponurych myślach. Co ja właśnie odwaliłam? Telefon zaczął dzwonić.
– Hej Słonko jestem na dole. Możesz schodzić. – miałeś taki radosny głos.
– Yhmm. Już schodzę – odpowiedziałam i nacisnęłam przycisk przywołania windy.
Zjechałam na dół i odczekałam z dwie minuty w korytarzu między windą a wyjściem na parking. W głowie miałam totalny rozpierdol. Dobra! Nata dajesz. Będzie dobrze! Weź się w garść! Weszłam na parking. Stałeś przy aucie. Oczywiście maska otwarta a ty coś już tam grzebiesz, coś dolewasz.
– WOW – powiedziałeś gdy mnie zobaczyłeś. – Ale laska!
– No co ty? Ja? Starałam się jak mogłam – udawaj słodką idiotkę pomyślałam.
– Gdyby nie to że musimy jechać to bym cię…
– Wiem jak komornik meblościankę wytargał! Ojojoj, nie obiecuj – podeszłam i zaczęliśmy się całować na powitanie.
– Dzień dobry! – znajomy głos za nami. – Widzę, że miłość kwitnie.
Ja pierdole! Tylko jego tu brakowało teraz. Pan Andrzej wyrósł jak spod ziemi kilka metrów za nami.
– Witam Pana. – odpowiedziałeś witając się z nim. Ja pierdole co to się odwala? Gdzie jest kamera?
– Panie sądzie muszę przyznać, że Pana narzeczona to piękna kobieta. Naprawdę gratuluję! Bardzo inteligentna i z klasą. Miałem okazję zamienić z nią kilka zdań. Akurat wracaliśmy razem do góry. Naprawdę ma Pan niebywale szczęście mieć tak wspaniałą kobietę.
– Dziękuję bardzo. – szczerzyłeś się jak głupi.
– Nic lecę! Muszę załatwić jeszcze kilka spraw. Żona poprosiła żebym zrobił zakupy. Może wpadniecie wieczorem na drinka?
– Dziękujemy, ale właśnie jedziemy na spotkanie do znajomych. Kupili mieszkanie i robią parapetówkę – odpowiedziałam starając się jak najszybciej skończyć to dziwne przedstawienie.
– Nic nie szkodzi! Ale zapraszam serdecznie. Jeszcze raz Panu gratuluję – podał Ci rękę i poklepał po ramieniu śmiejąc się. – Nic tu po mnie, lecę. Trzymajcie się! – poszedł w kierunku swojego samochodu.
– Słyszałeś? Zostałam nazwana Twoją narzeczoną? Co ty zamierzasz z tym zrobić? – spytałam
– Spokojnie, już niedługo – odpowiedziałeś zatrzaskując maskę samochodu
– Pani Natalio! Niech Pani pamięta! To tylko kwestia ceny! – krzyknął debil przez cały parking wsiadając do swojego Mustanga.
Kurwa! Spierdalaj! Błagam jedziemy już. Wsiadamy do tego grata i jedziemy!
Mustang z głośnym warkotem przetoczył przez parking.
– O co mu chodziło? – zapytałeś siadając do auta.
– A o nic ważnego. Rozmawialiśmy o cenach nieruchomości – skłamałam – Kurde!
– Co się stało?
– Oczko mi poszło. – dopiero teraz zauważyłam że mam rozdarte rajstopy. – Dobra jedź, i tak musimy pojechać po jakieś wino czy coś to sobie kupię.
– Ale z Ciebie laska – złapałeś mnie za kolano i pocałowałeś w usta. Żebyś tylko Kochanie wiedział…
– Jedź już proszę, jesteśmy spóźnieni. Dam znać Zuzie, że już jedziemy – Włożyłam rękę do kieszeni i zamiast na telefon trafiłam na zwitek banknotów. Tysiąc Euro!
Leave a Reply