Od ostatniego spotkania Jolanty z Kingą i Igorem minął tydzień. Zarobione pieniądze za spełnienie fantazji bratanka schowała na czarną godzinę. Jednak właśnie po upływie siedmiu dni kobieta przestała uważać te pieniądze za cenne. Wydawały jej się brudne i zarobione w łatwy sposób. W pracy i poza nią użalała się nad tym, kim się stała. Nie była wartościową kobietą, a przegrywem, który pracuje w pracy dla idiotów. Nie dochodziły do jej głowy liczne komplementy za to, że w sklepie, w którym pracuje wykonuje sumienną pracę. Na dodatek fakt, że jedynymi ludźmi, którzy z nią flirtują są lokalnymi koneserami napojów wysokoprocentowych odbierał jej pewność siebie.
Postanowiła jak najszybciej wydać pieniądze Igora. Swojemu synowi, Maksowi zakupiła buty. Radość jej syna z otrzymanego prezentu trochę stłamsiła jej wewnętrzny ból. Dla siebie natomiast zakupiła drogie wino, którym upijała się przez parę najbliższych wieczorów. Właśnie podczas nich zmieniała nieco swoje myślenie. Zaczęła rozmyślać, czy jest atrakcyjna dla młodego bratanka, a może jest dla niego tylko zboczoną fantazją kazirodczego seksu. Nawet, jeśli tylko tym drugi, chce wykorzystać szansę. Wracała do dnia, w którym Igor i Kinga czule pieścili ją po piersiach. Kiedy za pomocą dwóch palców i języka Kinga doprowadziła ją do orgazmu. Wysłała SMS do Igora. Umówili się na spotkanie w przyszły piątek. Ponad trzy tygodnie od ostatniego spotkania. Zostały cztery dni.
Nadszedł dzień spotkania. Jolanta musiała sprzedać jakiś kit jej synowi, na szczęście ten miał być całe popołudnie u kolegi. Tym razem to nie ona pojechała do willi Sokołowski, a zawiozła ją Kinga swoim nowym Mercedesem. Jolanta wypatrywała z niepokojem swojej byłej szwagierki. Wreszcie przyjechała. Miała na sobie biały golf. Jolanta tym razem ubrała się normalnie, w błękitną bluze oraz dżinsy. Jakie ma znaczenie jej ubiór skoro i tak skończy cała naga.
— Cześć kochana! — krzyknęła entuzjastycznie Kinga do otwierającej drzwi samochodu Jolanty.
— Hej. — odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem.
— Trochę ci zajęło przyjęcie naszej oferty.
— Co macie dla mnie dzisiaj?
— Bezpośrednio (śmiech). Nie zawiedziesz się. Obiecuje.
Kobiety dojechały do posiadłości. Tak jak wcześniej udały się do salonu i usiadły na kanapie w oczekiwaniu na Igora. Tym razem przyszedł od razu. Ubrany był w czarne dresy.
— Stęskniłem się, ciociu. — przywitał się entuzjastycznie.
— Rozumiem. — Jola chciała pokazać obojętność.
— To ja was zostawiam kochani. — Kinga wstała i udała się w kierunku wyjścia.
— Czyli dzisiaj sami?
— Oj zdecydowanie nie!
Igor usiadł blisko ciotki i położył na stole pięć tysięcy. Zdziwiło to Jolantę, tyle pieniędzy za jedno spotkanie? Absurd. Może jednak mu się podoba? W jej głowie był to jeszcze większy absurd. Szybko przypomniała sobie, że nie mają być sami.
— I co? Pewnie przyprowadzisz kolegę i chcecie mnie razem posuwać. Spoko, tylko w prezerwatywie, będziesz się musiał przełamać.
Jola próbowała przejąć kontrolę nad spotkaniem. Pamiętała jaki stosunek do antykoncepcji ma Igor i dobrze wiedziała, że z seksu nici. Igor jednak nie wyglądał na wyprowadzonego z równowagi. złożył ręce, położył je na brzuchu i rzekł:
— Proszę cię, ciociu. Nie odbieraj tego jako przymus, albo usługę. Ja naprawdę chcę żebyśmy się wszyscy dobrze bawili. Wszyscy. Te pieniądze są bardziej jako podarunek. Nie wyliczam co i ile kosztuje. Chciałbym być z tobą i Maksem blisko jak kiedyś. W czasach gdy razem wyjeżdżaliśmy i spędzaliśmy czas.
— Igor… Uwierz, że naprawdę chcę cię zrozumieć, ale jak mamy być blisko uprawiając seks. Przecież kazirodztwo jest nielegalne.
— Kiedy zacząłem się kochać z moją mamą zrozumiałem, że seks to najlepsze możliwe zbliżenie i nie ma lepszego sposobu, aby się zżyć. Pomyśl. Czy nie było ci dobrze ostatnim razem? Wiem, że ten wytrysk był trochę chamski, ale o to chodzi w seksie, aby przełamywać swoje granice. Do wszystkiego można dojść poprzez praktykę. Dlatego ja osiągnąłem sukces, dzięki ciężkiej pracy.
— Igor… Przyznaj mi rację, że jeśli będziesz mi płacił za seks, to zawsze będziemy dla siebie jak klient i pracownik. Mogłabym sprzątać dla was, albo wykonywać inne prace. Mi będzie łatwiej kiedy pracuje uczciwie i dostaje za to uczciwą pensję. Myślę, że tobie też.
— Pokażę ci coś, ciociu.
Igor wyciągnął rękę w stronę Joli. Oboje poszli do pomieszczenia obok, była to jadalnia, jednak na olbrzymi, okrągły stół, który mógłby z pewnością pomieścić kilkanaście osób była nałożona czarna kotara. Przy stole znajdowało się tylko osiem krzeseł, przy których nacięto kotarę.
— O to moja dzisiejsza zabawa. — oznajmił.
— Co to ma oznaczać?
— Grałaś kiedyś ciociu w kamienną twarz?
— Yyy… Nie? — odpowiedziała lekko zakłopotana.
— Już wyjaśniam zasady. Kobieta wchodzi pod stół i robi dobrze jednemu z ośmiu uczestników. Przez dziesięć minut lub krócej uczestnik musi dojść. Po tym czasie następuje głosowanie, gdzie inni uczestnicy głosują któremu zrobiłaś dobrze. Jeśli większość wskaże poprawnie to ta osoba przegrywa i traci punktów. Ci, którzy wskazali prawidłowo dostają punkt, ale ci którzy się pomylili dostają karę. Wygrywa ten, który zdobędzie najwięcej.
— I ty niby chcesz, żebym tam siedziała i ciągnęła twoim koleżką?!
— Tak.
— A pomyślałeś, że ci twoi wspaniali koledzy znają mojego syna i jak mnie zobaczą to nie będzie miał życia w szkole?! — Jolanta stała się agresywna.
— Pomyślałem. Ja nie biorę udziału i będę wszystkim nadzorować. Dlatego nie chciałem żebyś przyjechała swoim samochodem. Przyjdą, rozerwiemy się troszeczkę, ty zarobisz przy okazji i wszyscy wyjdą zadowoleni.
Wcześniejsza rozmowa nieco zmieniła postrzeganie Igora przez Jolantę. Zaczęła widzieć w tej idei swego rodzaju przyjemność. Oczywiście mocno zboczoną, ale kto nie jest chociaż trochę zboczony? Odwróciła się na chwilę, na stole dalej leżało pięć tysięcy. Maks marzył o konsoli. Po tym prezencie na pewno by ją ubóstwiał. Jeszcze spłaci parę rat kredytu, a nikt poza Kingą i Igorem nie dowie skąd ma pieniądze.
— Dobrze, zgadzam się.
Igor uśmiechnął się, podszedł i przytulił ciotkę. Ucieszył ją widok zadowolonego bratanka.
— Kiedy oni przyjadą?
— Za niecałą godzinę.
Razem poczekali na nadchodzących gości. Po upływie około czterdziestu minut pod willę podjechało czarne BMW oraz białe Audi. Z obu wysiadło po czterech chłopaków w wieku około dziewiętnastu lat.
— Co teraz?
— Nie wejdą dopóki ich nie zaproszę. Wejdź proszę pod stół.
Jolanta bezzwłocznie udała się pod ów mebel. W okolicach krzeseł znajdowały się przyklejone kartki z numerami od jeden do osiem. Na środku leżała paczka chusteczek, woda niegazowana oraz telefon.
— Będą cztery rundy. Runda zacznie się jak ciocia wybierze, któremu zrobi dobrze i kliknie numerek na telefonie. Wtedy ustawiam stoper na dziesięć minut. Jeśli chłopak dojdzie wcześniej, wtedy ciocia klika stop, żebym wiedział, że można skończyć rundę. Po każdej rundzie jest zamiana miejsc, ale chłopak któremu ciotka robiła loda będzie miał założone spodnie. Dałem cioci chusteczki i wodę, bo wiem, że trudno u ciebie z połykiem, jednak zalecam przynajmniej spróbować, dla rozrywki. Po zakończonych rundach chłopaki wyjdą i powiem kiedy ma ciocia wyjść. Wszystko jasne?
— Chyba tak.
Igor udał się po gości. Po kilku minutach Jola usłyszała jak uczestnicy wchodzą do salonu.
— Teraz niech każdy po kolei weźmie numerek.
— A co to familiada kurwa jest? — odpowiedział rozbawiony Tymek.
— Losuj i nie pierdol. — powiedział Maciek.
Po chwili chłopcy udali się w kierunku jadalni. I zaczęli zasiadać na wylosowane miejsca.
— Kasiu to ty? Kaśka!
Tymoteusz widocznie myślał, że w grze bierze udziału jakaś jego koleżanka. Przestraszona Jola obawiała się, że zaraz zaglądnie pod stół w poszukiwaniu Kaśki, jednak Igor szybko ukrócił towarzystwo.
— Tak jak mówiłem graczka będzie anonimowa do końca zabawy. Jeśli ktoś odsłoni kotarę, gra się kończy.
— Boże, przecież żartuje. Ta ćpunka pogryzłaby mi fiuta.
Wszystkich rozbawił komentarz Tymka. Uczestnicy udali się na stanowiska i ściągnęli spodnie. Wszyscy mieli czarne dresy i skarpetki. W dodatku nikt nie miał na sobie majtek, a penisy chodź różnych długości i grubości były ogolone. Może serio mają myśleć, że pod stołem jest jakaś koleżanka i faworyzowałaby którychś z uczestników.
— Przypomnę zasady. Cztery rundy. W każdej jedna osoba ma robionego loda. Ma dojść w ciągu dziesięciu minut.
— A jeśli nie dojdzie? — zapytał Kuba.
— No to jego strata. Wracając. Osoba, która ma ciągnięte wygrywa orgazm, ale jeśli większość wskaże na nią, płaci do puli sto złotych. Jeśli dana osoba wskaże poprawnie dostaje punkt, a niepoprawna odpowiedź kosztuje sto złotych. Ten kto ma najwięcej punktów wygrywa, w przypadku paru zwycięzców dzielicie się pulą. Połowa puli dla mnie za organizację.
— Jasna sprawa. — skomentował Jacek.
— Może jak nie zgadniemy kto doszedł, to stówka premii dla damy? — zaproponował Maciek.
— Dobry pomysł… — szepnęła Jolanta.
— Może być. — powiedział Igor.
— Maksiu radzę ci się skupić. Podobno u ciebie z kasą cieniutko. Jakbyś musiał zapłacić pięć stówek… Masz w ogóle tyle?
— Ja mu pożyczę. — oznajmił Bartek.
— Uspokójcie się. Rozliczymy się po zabawie.
Obecność jakiegoś Maksa wśród uczestników zdemolowały Jolantę. W dodatku taki, który nie jest przy kasie. Poczuła się zdradzona przez bratanka i Bartka, który na pewno go na to namówił, a mieli grać razem w komputer. Nie mogła wyjść, bo wtedy Maks i jego koledzy dowiedzieliby się co robi jego matka po godzinach. Jak zarobiła na jego nowe buty. Słyszała, głos Tymka przy numerze dwa, więc to na pewno nie jest Maks. Od niego zacznie. Tymek, Maciek, Bartek, Kuba, Jacek, Tomek, Przemek i Maks. Siódemka wspaniałych i tykająca bomba, na którą Jolanta nie chce trafić.
Start zabawy przerwał dźwięk otwierających się drzwi. Do jadalni zawitała Kinga. Igor cały zbladł, nie miało jej tutaj być.
— Cześć chłopaki! Co robicie? — zapytała.
— A bawimy się. Chce pani z nami? — zaproponował oczywiście Tymek.
— Mama tylko wpadła po parę rzeczy, prawda mamo? — Igor najwidoczniej nie był zadowolony z obecności Kingi.
— Tak… — odpowiedziała lekko zasmucona kobieta.
Udała się po schodach na piętro i po chwili wyszła bez pożegnania. Wygląda na to, że sama chciała wziąść udział w grze, ale syn jej na to nie pozwolił. Ta rozmowa zdziwiła uczestników, a najbardziej Jolantę.
— No, no twoja mama to niezły MILF. — powiedział Tymek.
— Jeszcze raz coś powiesz o mojej matce to wypierdalasz.
— Ej, ej! Spokojnie chłopaki. Zapomnijmy o tym i zacznijmy grę. — Kuba starał się uspokoić sytuację.
Gra się rozpoczęła. Wszyscy panowie położyli ręce na stole. Jolanta kliknęła w telefonie numer dwa. Stoper ruszył.
— Szczęśliwiec wybrany, więc zaczynamy!
Tymek jak to przystało na najgłośniejszego w grupie miał najmniejszego penisa. Jola położyła prawą dłoń na jego udzie. Lewą złapała za penisa i przy pomocy ust próbowała postawić delikwenta do pionu.
— Tomuś co się tak rozglądasz? — spytał Tymek.
— Patrzę po innych, o to w tym chodzi przecież.
— Coś kręcisz…
Tymek zachowywał kamienną twarz, tą samą taktykę niestety przybrał jego penis, którego Jola próbowała postawić. Zażenowana zaczęła walić mu konia. Bez skutecznie. Natomiast Tymoteusz przybrał taktykę atakowania Tomka. Minuta do końca. Kutas wreszcie stanął. Jola chcąc zdążyć waliła go dalej mając w ustach jego koniec, aby połknąć spermę. Czas minął. Jolanta puściła pałę Tymka i udała się na środke, aby napić się wody.
— A więc na kogo głosujecie? — spytał uśmiechnięty Igor wiedząc, że Tymek nie doszedł.
Wszyscy wskazali na Tomka.
— Ha, ha! Błąd. To nie Tomek. Robione miał… Tymek!
Wszyscy zaśmiali się wiedząc, że koniec czasu oznaczał brak wytrysku.
— Ja pierdolę! Najgorsza gała w życiu. Ta kurwa nie umie ciągnąć! Jak miałem dojść?!
— Tymek wypad stąd. To kulturalna rozgrywka, nie będziesz niszczył nam zabawy.
Tymek protestował, ale inni uczestnicy nalegali, aby opuścił rozgrywkę. Całe zamieszanie wykorzystał Przemek. Awanturujące towarzystwo nie zauważyło kiedy odsłonił kotarę i zaglądnął do środka. Na szczęście Jola była ustawiona tyłem do niego. Przemek zatem nie widział twarzy, ale wiedział, że pod stołem jest dorosła kobieta w krótkich, blond włosach.
Po rozstaniu się z Tymkiem gracze ponownie wylosowali miejsca i udali się na stanowiska. Numer siedem był pusty. Maks wciąż nie odezwał się ani słowem, więc Jolanta traciła pewność, czy to na pewno jej syn. Maks jest w miarę chudy, mimo że spodnie zasłaniają nogi, to uda widać idealnie. Numer trzy był nieco grubszy. Wpisała w aplikację numer szczęśliwca i rozpoczęła się zabawa. Tym razem penis stanął od razu. Jolanta szybkimi ruchami głowy zadowalała chłopaka. Nad stołem zapanowała cisza przerywana lekkimi śmiechami. Nagle usta Joli zaczęły się wypełniać ciepłym, lepkim płynem. Kobieta przez chwilę przetrzymała spermę, ale odruch nie pozwolił jej połknąć. Wyłączyła stoper i wypluła ładunek do chusteczki, a następnie napiła się wody. Igor oznajmił zakończenie rundy. Nastąpiło głosowanie. Kuba wskazał na Maćka, pięciu innych chłopaków wskazało również na Maćka.
— A ty Maciek na kogo głosujesz? — zapytał Igor.
— Na Przemka.
— A ty Maks?
— Przemek, chyba.
Jolanta nie miała wątpliwości, był to głos jej syna.
— Przemek! Maks i Maciek mają po punkcie.
Ciotka wpadła na pomysł, aby przyglądnąć się i zapamiętać jak wygląda penis jej syna, aby na niego nie trafić. Jednak chłopacy szybko udali się do salonu na następne losowanie.
Tym razem numer jeden był pusty, a numer osiem miał założone dresy. Jola w ciemno wybrała numer siedem licząc, że będzie dla niej szczęśliwy. Jolanta przybrała identyczną taktykę. Szybkimi ruchami góra-dół doprowadziła do wytrysku. Coraz bardziej zaprzyjaźniała się z konsystencją i smakiem spermy. Szczęśliwcem okazał się Tomek, a tym razem tylko Maks zgadł prawidłowo. Matka nie wiedziała czy cieszyć się z tego faktu, czy smucić.
Ostatnia runda. Numer siedem wolny. Numer jeden oraz pięć wykorzystane. Jolanta podchodzi do numeru ósmego. Z tyłu głowy miała fakt, że jej syn ma dwa punkty i prowadzi. Zagrozić może mu tylko Maciek, więc gdyby ktoś wyraźnie się zdradził i tak by wygrał. Chcą pomóc synowi zmieniła taktykę. Złapała kutasa lewą ręką jednocześnie zabierając się za jądra. Szybkie walenie połączone z ssaniem jajek to coś, czemu szczęśliwiec nie mógł się oprzeć. Zaczął mocno dyszeć. Jolanta czując zbliżający się koniec połknęła całego penisa oraz odruchowo też cały jego ładunek. Zadowolona udała się po telefon, aby wyłączyć stoper.
— Koniec rundy czwartej. Głosujcie. — powiedział Igor odkładając telefon.
— Tym razem raczej nie ma wątpliwości. — zaśmiał się Tomek.
— Maks wyglądałeś jakbyś miał polecieć na księżyc. — powiedział Przemek.
Jolancie oczy stanęły dęba. Doszło do niej, że jej pierwszy wytrysk, jaki połknęła był jej syna.
— Nie prawda! — opowiedział nerwowo Maksymilian.
Głos nie pochodził z numeru osiem, a z piątki. Najwyraźniej syn Jolanty blefował. Wszyscy zagłosowali na Maksa, ten jednak jako jedyny prawidłowo wskazał na Tomka. Doszło do rozliczeń. Dwa tysiące złotych. Tysiąc dla młodego Nowaka, sześćset dla Igora, a czterysta dla Jolanty.
Zadowoleni chłopcy opuścili willę Sokołowskich. Jolanta postanowiła wcześniej wyjść spod stołu, aby skonfrontować się z bratankiem.
— Czy ty jesteś niepoważny?! — wykrzyczała Jola.
— Przysięgam, że go nie zapraszałem! Miał być Wiktor, a nie on! — odpowiedział szczerze bratanek.
— Co mnie to obchodzi. Wystarczyło powiedzieć, żeby sobie poszedł, albo coś innego.
— I myśli ciocia, że to nie byłoby podejrzane? A poza tym jaki masz z tym problem? Nawet lepiej zrobić swojemu, niż obcemu.
Jolanta złapała się za głowę.
— Tylko, że wy oboje na to pozwalacie, ani ja, ani Maks nie pozwoliliśmy na seks i dobrze o tym wiesz.
— Tak jak mówiłem to nie moja wina. Widocznie Bartek chciał rozerwać trochę Maksa, nie ma co panikować. Wszystko dobrze się skończyło.
Wychodząc Jolanta wzięła pięć tysięcy oraz dodatkowe czterysta. Igor odwiózł ją do domu. Na wyjściu wręczył jej karteczkę.
— To numer do sprawdzonego ginekologa. Jeśli chcesz dalej ze mną współpracować musisz pomyśleć nad antykoncepcją. Powiedz, że jesteś ode mnie. Kosztami się nie martw.
— Pomyślę o tym, na razie.
Jolanta weszła do swojego mieszkania w bloku. Od razu udała się do pokoju jej syna. Ten jak zwykle grał na komputerze.
— Jak było u kolegi?
— A spoko.
— Co robiliście?
— No… graliśmy, a co mieliśmy innego robić? — odpowiedział wymownie.
— To ciekawe, bo dzwoniła ciocia Kinga i powiedziała, że byliście u nich z kolegami.
Zapadła cisza, Maks nie wiedział co powiedzieć.
— Dlaczego mnie okłamałeś?
— Nie okłamałem, tylko… — zapauzował grę i odwrócił się w stronę mamy. — Bartek powiedział, że Igor nas zaprasza na LANa, w sensie, żeby zagrać razem z chłopakami.
— I w co graliście?
— Mamo przecież ty nie znasz żadnej gry, po co ci to?
— Nic… w sumie po nic.
Wyszła z pokoju zawiedziona, że syn chciał ją okłamać. Pomyślała wtedy, że Igor z Kingą mają zdecydowanie lepszą relację. Bratanek parę lat temu też wydawał się cichy i niedostępny, tak jak jej syn teraz. Chodź sytuacja przed startem kamiennej twarzy, kiedy Kinga najwyraźniej chciała dołączyć wiedząc, w co będą grać, a Igor jej nie pozwolił wydawała się dziwna. Zamyślona Jolanta wzięła prysznic i udała się do sypialni, aby przemyśleć dalsze kroki.
Leave a Reply