Witam, dziś przedstawiam Wam akcję, która naprawdę miała kiedyś miejsce, ale po kolei, mam na imię Łukasz, mam 33 lata, spisałem już dla Was dwa opowiadania z serii “Przyłapany przez ojca i tego przyjemne konsekwencje.” Dziś podzielę się z Wami zupełnie inną i równie prawdziwą sytuacją, która wydarzyła się pod koniec 3 klasy gimnazjum, otóż był ciepły i słoneczny środek czerwca, uwielbiałem i do dziś uwielbiam jeździć na rowerze, w szkole miałem kolegę Piotra, który chodził do równoległej klasy, on również był zapalonym rowerzystą. Często wybieraliśmy się wraz z naszym katechetą na wycieczki rowerowe po okolicznych miejscowościach, robiliśmy bardzo długie trasy, wyruszaliśmy wcześnie rano, pokonywaliśmy trasę podczas której robiliśmy sobie przerwę by coś zjeść, rozpalaliśmy ognisko i piekliśmy kiełbaski, czasem pływaliśmy w rzece, krótki odpoczynek i wracaliśmy późnym wieczorem i tak również miało być tej czerwcowej ciepłej soboty, owy katecheta pracował w naszej szkole od dwóch lat, facet miał 36 lat, przystojny, lekko wysportowany, a za razem minimalnie przy kości. Dzień wcześniej umówiliśmy się, że wraz z Piotrem pojedziemy do sąsiedniej miejscowości w której mieszka nasz katecheta Andrzej, wypijemy u niego kawę i ruszymy w trasę. Niestety na 20 minut przed planowanym wyjazdem Piotr zadzwonił i oznajmił, że jednak nie da rady dziś jechać, ale dzwonił również do księdza, który powiedział, że rozumie sytuację i że ja jeśli chcę przyjechać to jak najbardziej wyjazd jest aktualny, podziękowałem za rozmowę i ruszyłem do niego sam. Gdy dotarłem na miejsce ksiądz Andrzej właśnie wyprowadzał z garażu rower, przywitaliśmy się i zapytał czy jestem gotowy do drogi, odparłem, że jak zawsze, na co on oznajmił mi, że dziś zrobimy nieco krótszą trasę, ale za to będzie to droga z wieloma wzniesieniami, po czym poszliśmy do jego mieszkania na wspomnianą wcześniej kawę. W mieszkaniu siedzieliśmy i gadaliśmy o wszystkim i o niczym, nadszedł czas wyjazdu, dopiliśmy kawę, wstaliśmy z foteli i udaliśmy się do przedpokoju, on jeszcze wstąpił do łazienki, jednak nie zamknął za sobą drzwi i gdy tak stałem w przedpokoju czekając na niego, nagle usłyszałem słowa, które zapadły mi w pamięci, słowa, które zmieniły naszą relację na zawsze, otóż bez ogródek zapytał “Czy chcesz może zobaczyć jak ksiądz sika? Jeśli tak, to chodź, bo to będzie jedyna taka okazja”, trochę mnie zamurowało, chwila zawahania po czym wszedłem do łazienki o ostentacyjnie stanąłem tak, że widziałem jego kutasa, kutasa, który był moim obiektem zainteresować od czasu w którym pierwszy raz przekroczył próg naszej klasy, kutasa o którym myślałem dniami i nocami, zaraz po kutasie ojca i szwagra, wreszcie, wreszcie mogę go zobaczyć, mogę się wpatrywać pożądającym wzrokiem, pożerać go, połykać w myślach, niestety jego oznajmiający głos “to byłoby na tyle” wyrwał mnie z transu, po czym schował go w czeluściach swoich spodni. I tyle go widziano pomyślałem. A jednak. A jednak ja nie dając za wygraną przejąłem inicjatywę, zbliżyłem się do niego bardzo blisko i dotykając jego krocza oznajmiłem, że zobaczyłem, a to, co mi się spodoba zawsze muszę mieć i zawsze dostaję to, czego chcę. A chcę właśnie jego, on trochę zmieszany cofnął się i odparł, że nie może, chciał po prostu tylko pokazać mi jak sika i to tyle, na co ja znów się do niego przybliżając i łapiąc za krocze powiedziałem, przecież to tylko lodzik, nikt się nie dowie, to będzie nasza (spoglądając na jego krocze) no nie taka znów mała tajemnica, tym razem już się nie odsuwał. Stał, a ja masowałem jego kutasa przez spodnie po czym klęknąłem przed nim jednocześnie ściągając swoje spodnie i bokserki w których stał już na baczność twardy i mokry kutas, powoli rozpiąłem jego guzik i rozporek, zsunąłem spodnie i moim oczom ukazały się czarne obcisłe bokserki z zarysem około 18cm stojącym, twardym kutasem. Zacząłem go pieścić ręką i ustami, lizałem, ssałem i lekko przygryzałem jego główkę, ks. Andrzej tylko wzdychał z rozkoszy, oderwałem się na chwilę i zapytałem czy mu się podoba, odparł, że nie powinien tego robić, ale jestem w tym zajebisty, po czym wstałem i udaliśmy się do jego sypialni. Siadając na brzegu łóżka ściągnął bokserki i rzucił w kąt, a ja mogłem zająć się jego kutasem, którego miałem przed twarzą w pełnej okazałości, kutas gruby, twardy i śliniący się, który miał pod sobą duże, nabrzmiałe jaja. Wypaliłem z tekstem, widać niezbyt często sobie ksiądz robi dobrze. Odparł, walić konia walę, ale to nie to samo co lodzik. Na początku delikatnie pieściłem jego mokrą od soków główkę po której delikatnie falowałem językiem, po cym delikatnie zacząłem brać go całego do ust aż po same jaja, dławiąc się przy tym, Andrzej co jakiś czas mocniej oddychał i jednocześnie wpychał mi go ruszając rytmicznie biodrami, a ja raz obciągałem go delikatnie i zmysłowo, a raz łapczywie, zachłannie. Mocno go ssałem poruszając rytmicznie okrężnymi ruchami ręką stykającą się z moimi ustami i tak na przemian, trwało to z dobre 20 minut. Nagle poczułem, że jest już blisko, jego kutas zaczął jeszcze więcej soków oddawać, a główka zaczęła pulsować, wtedy obciągałem jeszcze energiczniej jego dużego kutasa, jednocześnie waląc sobie 20cm byka. Doszliśmy w tym samym momencie, z jego chuja nagle trysnęła ogromna salwa ciepłej spermy, która zalała moje usta, wyciągnąłem go z buzi, by móc zobaczyć ten cudowny wytrysk, gdy następna silna porcja spermy zalała mi twarz i włosy na głowie, kolejna porcja wylądowała mi na klacie, następna była słabsza, ale równie obfita, która trafiła znów do moich ust i na twarz. Ostatni spust spływał już stróżką z twardego, pulsującego kutasa, którego dokładnie wylizałem do ostatniej kropelki, z wrażenia ksiądz położył się na łóżku i odparł “co ja właściwie robię”, po czym podniósł się i tak siedząc dodał, w sumie to nie mam czego żałować, było zajebiście, a ty też widzę, że miałeś wielki spust powiedział spoglądając na swoją łydkę, która była cała zalana moją spermą. Zapytałem czy kiedyś to jeszcze powtórzymy, ponieważ niestety ale w sierpniu wyjeżdżam do Krakowa do technikum, odparł, że jeśli tylko mam ochotę to nie ma problemu, tylko szkoda że tak późno do tego doszło, bo bardzo mnie lubi i szkoda, że nie mogę z nim zamieszkać, bo wtedy wspieralibyśmy się, spędzali ze sobą częściej i więcej czasu no i nie tylko jeśli wiesz co mam na myśli. Ja natomiast odparłem, że chyba się w nim zadurzyłem, bo bardzo mnie podnieca odkąd go tylko zobaczyłem. Chwilę tak siedzieliśmy, po czym poszliśmy się ogarnąć i wyruszyliśmy w trasę rowerową. Mam nadzieję, że się podobało i już teraz zapraszam na drugą z trzech sytuacji, które miały miejsce w niedalekim odstępie czasu.
Leave a Reply