Schronisko dla fajnych dziewczyn

  Cześć, mam na imię Kuba, albo jeśli ktoś woli to Jakub. Skończyłem II klasę liceum, trwają wakacje. Razem z moim najlepszym kumplem Arturem zaplanowaliśmy wyjazd w góry, obaj to lubimy, więc pora w drogę a gitara w dłoń. W poprzednim roku spędziliśmy dwa tygodnie w Karkonoszach, na ten rok wybraliśmy Bieszczady. Rodzice dali nam kasę, część zaoszczędziliśmy w trakcie roku szkolnego, więc starczy na tydzień wędrówek i noclegów. Gdy dotarliśmy po wielu godzinach podróży do miejscowości, gdzie miała być nasza baza noclegowa, zaczęliśmy rozpytywać napotkanych ludzi o adres i drogę, potem  pozostało już niewiele, aby dostać się do naszego zarezerwowanego noclegu.
Była to mała chatka, którą gospodarze, starsi ludzie, wynajmowali turystom, a sami mieszkali w nowym domu, zbudowanym dla nich, przez ich dzieci.
Chatka super ! Widzieliśmy zdjęcia, gdy robiliśmy rezerwację, ale na żywo wyglądała naprawdę świetnie. Drewniany domek z dwoma pokojami, obok ogródek, całość otoczona płotem a w promieniu sto metrów były cztery inne domki. Zapłaciliśmy od razu, popytaliśmy o sklep, okoliczne szlaki, komunikację autobusową. Sprawdziliśmy jeszcze mapy, przeliczyliśmy ponownie czasy przejścia na następny dzień i po umyciu się wieczorem poszliśmy spać, każdy do swojego pokoiku.
   Na drugi dzień rano wyspani i wypoczęci zjedliśmy śniadanko, zapakowaliśmy plecaki i poszliśmy w trasę oszacowaną na w sumie pięć godzin. Ruszyliśmy szlakiem zielonym najpierw przez las, potem kilka polan i trafiliśmy po godzinie na rozwidlenie trzech szlaków. Sprawdziliśmy mapę.
— Jest OK — stwierdził Artur — teraz idziemy czerwonym do schroniska, to jakieś półtorej godziny.
Ruszyliśmy, po kwadransie spotkaliśmy w końcu innych turystów, były to dwie dziewczyny mniej więcej w naszym wieku, były lekko wystraszone.
— Cześć, przepraszam macie może mapę? — spytała blondynka o krótkich włosach — Zostawiłam naszą w schronisku i nie jesteśmy pewne czy dobrze idziemy.
— A gdzie chcecie dotrzeć? — spytałem i rozłożyłem mapę na pieńku. — Chętnie pomożemy.
— Idziemy od tego schroniska do innego schroniska, o tutaj, gdzie mamy kolejny nocleg — wtrąciła druga z dziewczyn o pięknych rudych włosach, zgrabnie pokazując paluszkiem kolejne punkty na trasie.
— Dobra, czyli jednak nie tędy droga — odparł Artur po zastanowieniu — teraz musicie iść czerwonym w dół, do rozwidlenia szlaków i tam skręcić na szlak żółty, dojście do schroniska zajmie wam około dwóch godzin.
Dacie radę ? Bo plecaki widzę macie spore.
— Damy radę, spokojnie, jesteśmy wysportowane i zmotywowane — odparł rudzielec — bardzo wam dziękujemy za pomoc, miłej trasy i fajnych widoków.
— Wiesz, widoki ładne już mamy — stwierdziłem, lustrując obie dziewczyny — też życzymy wam fajnej trasy i … może jeszcze się spotkamy, kto wie?
Pożegnaliśmy się i obie grupy poszły w swoim kierunku. Oglądnąłem się, patrząc, jak dwie zgrabne „sarenki”, oddalają się od nas.
— Niezłe laseczki, nie sądzisz? — spytałem. — Mnie się spodobała ta ruda, ma śliczne włosy i piękne oczka.
— Masz rację, ładne dziewczyny — usłyszałem — ja zwróciłem uwagę na tę blondyneczkę. Widziałeś jej białą koszulkę mokrą na biuście? Wiem jakiego koloru biustonosz miała.
— Ależ ty masz sokoli wzrok — podsumowałem — dobra idziemy do naszego celu.
Dotarliśmy do schroniska, zjedliśmy kanapeczki i owoce z plecaka, po czym wróciliśmy do naszej bazy.
Było już po południu, więc szybkie zakupy, potem obiad w chatce z tego, co przywieźliśmy z domu.
Po obiedzie zwiedziliśmy okolicę, posiedzieliśmy w ogródku, wyjąłem gitarę i pobrzdąkałem trochę dla wprawy, zaśpiewaliśmy kilka piosenek, potem kolacja, planowanie kolejnego dnia i spanie.
   Następnego dnia zrobiliśmy sobie krótką trasę, większość czasu spędziliśmy w chatce, bo pogoda była nieciekawa, padało co jakiś czas.
   Kolejnego dnia pobudka była wcześniej, bo na dzisiaj mieliśmy dłuższą trasę, około siedmiu godzin w sumie, duże kółeczko przez dwa wysokie szczyty. Śniadanie, przygotowanie prowiantu na drogę, potem wymarsz.
Tym razem trasa wiodła głównie przez las, nie było więc gorąco, ale widoków było mało. Nadrobiliśmy to, gdy zdobyliśmy pierwszy szczyt, z którego była świetna panorama na całe pasmo. Odpoczynek, potem wgląd na mapę i idziemy dalej. Oczywiście cały czas rozmawialiśmy trochę o szkole, trochę o muzyce, trochę o górach, o rodzicach i rodzeństwie. Po godzinie trasy usłyszałem głos Artura:
— Czy to nie są te dwie dziewczyny, które spotkaliśmy wczoraj ? Chyba idą w naszym kierunku.
Wskazał palcem w bok, skąd dochodził do naszego szlaku inny szlak.
— Taaaak, chyba masz rację — odpowiedziałem — może tym razem nie zgubiły mapy ?
Doszliśmy do słupka z tabliczkami z opisem szlaków i ich kolorami.
Dziewczyny chyba też nas zauważyły, bo pomachały nam już trzydzieści metrów wcześniej.
— Cześć, jak miło was znowu spotkać — zagaiłem, gdy dołączyły do nas — dzisiaj już macie pewnie mapę ze sobą i nie będziemy wam potrzebni.
Dziewczyny popatrzyły po sobie i roześmiały się.
— Cześć, tak mapę mamy nową, ale coś wymyślimy, żeby skorzystać z waszej pomocy — rezolutnie odpowiedział rudzielec. — Miło was znowu spotkać. Jak widzimy, lubicie to samo co my.
— Gdzie was dzisiaj te wasze zgrabne nogi prowadzą ? — spytał rezolutnie Artur.
— Dziękujemy za komplement — odpowiedziała z uśmiechem blondynka.
— Słuchajcie, trzeba uczcić nasze drugie spotkanie — rzuciłem — najpierw może poznamy swoje imiona.
— Ja jestem Iwona — powiedział rudzielec — a moja koleżanka ma na imię Paulina.
— Ja jestem Artur a kolega to Kuba — zaprezentował nas Artur.
Podaliśmy sobie dłonie na powitanie i uzgodniliśmy, że przejdziemy część szlaku wspólnie.
Dziewczyny okazały się bardzo rozmowne, wesołe i sympatyczne, obie jak się okazało 16-latki. Czas mijał tak fajnie, że nie zauważyliśmy, że już dotarliśmy do miejsca, gdzie nasze szlaki się rozchodzą.
— Fajnie się z wami rozmawia dziewczyny, miło było was poznać — stwierdziłem.
— I co zostawimy je tak po prostu, takie fajne dziewczyny? — zapytał zdziwiony Artur.
Popatrzyłem na niego, dziewczyny popatrzyły na siebie, potem na nas.
— Dziewczyny, do kiedy jesteście tutaj w górach? — spytałem. — My przyjechaliśmy na tydzień.
— Jesteśmy jeszcze do soboty, czyli cztery dni — odpowiedziała Paulina.
— Dziewczyny, może umówimy się na jutro na wspólną wycieczkę? — spytałem — Dostosujemy się do was, wybierzcie trasę.
— Super, jasne, fajne z was chłopaki — odpowiedziała szybko Iwona — może pójdziemy na najwyższy szczyt pasma? To wycieczka na około cztery godziny tam i z powrotem od przystanku autobusowego przy moście, wiecie pewnie gdzie?
— Tak, znamy to miejsce — odparłem — to w takim razie widzimy się jutro o dziewiątej na początku trasy, a potem, może dacie się zaprosić na obiad?
Dziewczyny chętnie przystały na propozycję, Iwona dała mi swój numer telefonu, a Artur dał swój numer Paulinie, na wszelki wypadek, gdyby plany się zmieniły.
Dalszy ciąg trasy przegadaliśmy wyłącznie o naszych nowo poznanych koleżankach, a po powrocie na dół,  szukaliśmy jakiejś knajpki, do której zaprosimy dziewczyny na obiad.
Potem tradycyjnie obiad, odpoczynek w ogrodzie, kolacja i spanko.
   Następnego dnia obeszliśmy z dziewczynami przy ładnej pogodzie zaplanowaną trasę, poszliśmy na obiad, który dziewczynom bardzo smakował.
— Paulina, może wpadniecie do naszej chatki na herbatkę, zobaczycie, jak mieszkamy — spytał Artur.
— Bardzo chętnie, co Iwona? — odparła Paulina. — Nigdzie nam się nie śpieszy, chętnie pobędziemy z wami jeszcze trochę.
Poszliśmy do naszej chatki, która bardzo się dziewczynom spodobała.
— Macie dobry gust — rzekła Iwona — Fajna lokalizacja, cichutko, czyściutko.
Rozmawialiśmy znowu na wiele tematów, dziewczyny były gadatliwe, wesołe i bez obciachu. Nawet tematy z lekkim erotycznym posmakiem nie były dla nich bulwersujące.
— Artur, brykaj szybko do sklepu i kup jakąś kiełbaskę na ognisko, dobrze? — wypaliłem nagle. — Mam ochotę na pieczoną kiełbaskę, a wy dziewczyny ?
— Nie jesteśmy na diecie, chętnie zjem coś smażonego z ogniska — odparła Iwona — może pośpiewamy sobie razem?
— Kuba, lecę do sklepu a ty nastrój Kaśkę — rzucił i wybiegł.
— Kaśkę, nastroić? – spytała zaskoczona totalnie, patrząc się na mnie. — Jesteście tutaj z koleżanką?
— Zaraz przedstawię wam Kaśkę — zarechotałem i pobiegłem do mojego pokoju.
Wróciłem, trzymając w jednej ręce gitarę.
— To jest Kaśka, tak ją nazwałem — powiedziałem.
Na twarzach dziewczyn widać było wyraźnie dużą ulgę, a potem parsknęły śmiechem.
Czyżby bały się, że mają konkurencję? — pomyślałem.
— Który z was gra na gitarze? — spytała podekscytowana Iwona.
— To moja Kaśka i ja gram, lubię grać i śpiewać — odpowiedziałem.
— Kocham gitarzystów! — krzyknął rudzielec. — Już cię kocham!
— Ale nie znasz mnie jeszcze — odparłem zdziwiony odważnym tekstem Iwony.
— Nieważne, już cię kocham ! — dodała szybko.
Po kwadransie wrócił Artur z zakupioną kiełbasą. Dziewczyny pokroiły chleb i kiełbasę na kawałki.
— W szafce na górze w kuchni w papierowej torbie są jeszcze cipeczki — rzucił Artur — tez można je wziąć na ognisko.
— Cooooo proszę? — spytała zaskoczona Paulina.
— Nooooo, takie bułeczki — odpowiedziałem — babinka, która nam sprzedawała w sklepie, tak je nazywała. Powiem wam, że babcia ma rację, patrzcie.
Wyjąłem bułkę i położyłem na stole. Dziewczyny zaśmiały się i zarumieniły.
— Ale heca, rzeczywiście, babinka ma rację — wybuchnęła śmiechem Iwona — A pewnie na bagietkę mówi duży kutasik!
Gromki śmiech naszej czwórki rozszedł się po wszystkich zakątkach chatki.
Poszliśmy w dobrych nastrojach do ogródka, Artur przyniósł drewno i rozpalił ognisko. Ja w tym czasie przyniosłem ławeczki i ustawiłem wokół ogniska. Po kilku minutach ognisko płonęło mocno. Dziewczyny zaczęły opiekać sobie kiełbaski. Zagrałem i zaśpiewałem pierwszą piosenkę turystyczną. Gdy skończyłem, obróciłem głowę w stronę siedzącej obok Iwony. Siedziała wpatrzona we mnie jak w obrazek.
— Uważaj na kiełbaskę, bo będziesz węgielek jeść — powiedziałem.
— O kurczę, rzeczywiście — skwitowała moją uwagę — Kuba, zahipnotyzowałeś mnie.
Potem zagrałem kilka kolejnych, wtedy dziewczyny zaproponowały inną im znaną, też ją zagrałem i zaśpiewaliśmy ją razem z Iwoną.
Jaki ona ma cudowny głos! — pomyślałem.
— Masz cudowny głos Iwona — podzieliłem się swoim zachwytem — zaśpiewajmy jeszcze kolejne piosenki.
I śpiewaliśmy, rozmawialiśmy, kiełbaski zostały upieczone i zjedzone. Nikt nie czuwał nad czasem, aż zrobiło się zupełnie ciemno, na dodatek zaczął padać deszcz.
— Iwona, chyba czas na nas — stwierdziła Paulina — mamy godzinę do schroniska.
— O kurczę, racja — odpowiedziała Iwona — Kuba, to przez ciebie, zahipnotyzowałeś mnie!
— Jako chłopak cieszę się, że taki mam wpływ na dziewczynę — odpowiedziałem — ale bardziej serio, pogoda jest kiepska na wędrówki po ciemku. Może zostaniecie u nas na noc, a jutro odprowadzimy was do schroniska? Tylko zadzwoń tam i powiedz, że zostajecie w dolinie, bo zaskoczyła was ciemność i pogoda, żeby nie szukali was po górach.
Dziewczyny spojrzały po sobie.
— Dobra, ja myślę, że to jedyny dobry pomysł — powiedziała Paulina — niebezpiecznie jest w taką pogodę chodzić po górach.
Iwona popatrzyła na mnie, potem na Artura w końcu na Paulinę i podsumowała z uśmiechem na twarzy:
— Dobra, to jeśli możemy się schronić w waszych ramionach to OK, zgadzam się.
Wyszły obie do kuchni, słyszałem, jak rozmawiają z osobą w schronisku, potem wróciły do nas.
— Dobra, załatwione, nie będą nas szukać po nocy — oznajmiła Iwona.
— Fajnie — odpowiedziałem. — Jesteście głodne? Może zrobimy jakąś małą kolacyjkę?
Po kiełbaskach i bułkach byliśmy najedzeni, dziewczyny zjadły więc po jogurcie, my po bułce z serkiem żółtym. Potem jeszcze kilka piosenek przed nocą i rozmowy nastolatków.
— Kuba, gdzie mamy spać? — spytała Iwona.
— Dla mnie najlepiej byłoby, gdybyś spała … ze mną — wypaliłem.
— Nie ukrywam, ja też tak pomyślałam — odpaliła błyskawicznie Iwona, uśmiechając się — wiem, że lubisz kształty Kaśki, jakoś postaram się dopasować.
— Super, a ja w takim razie zajmę swój pokoik z Pauliną, co ty na to? — spytał Artur, kierując wzrok
na Paulinę.
Paulina zarumieniła się troszkę, ale pokiwała tylko głową na zgodę.
— To proponuję teraz prysznic przed spaniem — rzuciła Paulina — może rzucimy monetą, kto z kim się kąpie?
Losowanie wskazało pary: Paulina Iwona oraz ja i Artur.
— Wiecie co, chrzanić losowanie, Kuba idziesz ze mną — zadecydował rudzielec.
Weszliśmy do łazienki, dziewczyna zaczęła od razu się rozbierać, bez skrępowania.
— Co tak stoisz, rozbieraj się — rzuciła — gołej dziewczyny nie widziałeś?
— Gołą dziewczynę widziałem, moją młodszą siostrę, ale takiej ślicznej nagiej, jeszcze nie — odparłem zgodnie z prawdą
— To ty prawiczek jesteś? — spytała, szepcząc mi do ucha. — Spokojnie, krzywdy ci nie zrobię
— Jesteś super zgrabna i te rewelacyjne rude włosy — odparłem — od razu mi się spodobałaś, przy pierwszym spotkaniu. Rozmawiałem z Arturem, jemu podoba się Paulina.
— To się świetnie składa, wiem, że Paulinie podoba się Artur, a ty zauroczyłeś mnie — powiedziała w strugach wody z prysznica — Gdy zaśpiewałeś i zagrałeś, to jeszcze nie wiedziałeś, że już jestem twoja, cudownie się ciebie słucha.
Pocałowała mnie i położyła swoje dłonie na moich pośladkach.
— Mogę położyć dłonie na twoich cycuszkach? — spytałem — Marzę o tym od pierwszego spotkania.
— Nie pytaj, tylko działaj — odpowiedziała i odsunęła się ode mnie troszkę.
Nalała mi żel na dłonie i mogłem teraz spełnić swoje ukryte marzenie — umycia cycuszków dziewczynie. Robiłem to długo i z taką pasją, że Iwona powiedziała:
— Milutko jest, ale obawiam się, że po dziesięciu minutach zetrzesz mi sutki, a czujesz, jakie są twarde.
— Są śliczne, mogę cię umyć całą? — wyszeptałem.
— Z przyjemnością pozwolę — wyszeptała.
Pierwszy raz myłem dziewczynę własnymi dłońmi, jej miękka, delikatna skóra, namydlona jeszcze dodatkowo dawała cudowne odczucia. Pozwoliła mi umyć nawet jej pupę i cipkę, byłem zachwycony.
Gdy woda spłukiwała jej ciało, zaczęła mnie myć od głowy w dół. Poczułem, jak chwyciła mnie za penisa, który prężył się do niej jak most zwodzony i zaczęła go myć delikatnie. Zamknąłem wtedy oczy, ale wyobrażałem sobie nagą Iwonę.
— Koniec pieszczot, myjcie się! — usłyszeliśmy głos Pauliny zza drzwi.
— Zazdrościcie? — odkrzyknęła Iwona. — Za chwilę wasza kolej.
— Potem zajmę się twoim kolegą z piętra poniżej, a teraz płuczemy się — zarządziła.
Po wytarciu się jednym ręcznikiem wyszliśmy na golasa z łazienki a tu niespodzianka ! Przed drzwiami do łazienki stała golutka parka.
— Bawcie się dobrze — rzuciła radośnie Iwona — tylko umyjcie się przy okazji!
Poszliśmy do mojego pokoju i wskoczyliśmy pod kołderkę. Słychać było dochodzące z łazienki radosne okrzyki i śmiech dwojga nastolatków.
— Twój przyjaciel wyraźnie domaga się mojej uwagi — wyszeptała mi do ucha — zajmę się nim.
Wskoczyła na mnie, po czym zsuwała się coraz niżej i niżej, aż jej twarz spotkała się z moim nabrzmiałym penisem.
— Jaki milutki w dotyku, a jaki napalony! — stwierdziła. — Zaraz mu ulżymy.
Widziałem takie zabawy na wielu filmach, ale pierwszy raz odczułem na sobie jakie to przyjemne. Iwona wsadziła penisa do buzi, a jej ruda głowa zaczęła się rytmicznie opadać i unosić. Sapała przy tym, raz na jakiś czas, wyjmowała go, żeby złapać oddech i ponownie wargami obejmowała go szczelnie. Czułem, jak moje podniecenie rosło błyskawicznie, a Iwona pracowała zawzięcie języczkiem, wargami i dłonią. Zacząłem stękać mocno, drgałem cały, a ona nie wypuszczała go z ust, nawet na moment. Poczułem, że finał blisko, położyłem dłoń na jej głowie i docisnąłem mocno, aż poczułem na koniuszku chyba jej gardło. Krzyknąłem i wystrzeliłem pierwszą porcję spermy, Iwona cofnęła lekko głowę, a ja wlewałem w jej gardło i usta kolejne porcje gęstego ciepłego „budyniu”.
Otworzyłem oczy, Iwona podniosła wtedy głowę i otworzyła usta, patrząc na mnie. W zagłębieniu zauważyłem dużą „kałużę” gęstej spermy, a Iwona patrząc na mnie wciąż, przełknęła całość i oblizała jeszcze języczkiem główkę penisa.
— Podobało się? — spytała.
— Oooooo, tak, było rewelacyjnie — odsapnąłem — bardzo dziękuję.
Zauważyłem wtedy, że w progu pokoju stoją Artur z Pauliną i biją brawo
— Brawo młodzieży! Widzę, że świetnie się bawicie — pochwaliła nas Paulina — my też już mamy ten etap za sobą, pewnie słyszeliście, jak Artur to przeżywał.
— Nic nie słyszeliśmy, skupialiśmy się na sobie — odpowiedziała spokojnie Iwona — trzeba dać teraz chłopakom z godzinę odpocząć, to może się odwdzięczą?
— OK, dajcie nam godzinkę, pokażemy, co potrafimy — rezolutnie odpowiedział Artur — przyniosę moją  kołderkę, to poleżymy sobie wspólnie, co?
Po chwili cztery golaski tuliły się pod dwoma kołderkami. Było tak cieplutko i milutko, że usnąłem i poczułem w pewnej chwili, jak ktoś mnie delikatnie budzi. Ocknąłem się i zobaczyłem uśmiechniętą twarz rudzielca. Szybko otrzeźwiałem, chwyciłem Iwonę w talii i przewróciłem na plecy.
Obok Artur właśnie zabierał się do pieszczenia Pauliny.
— No chłopaki, niech mamy dobre wspomnienia z gór — powiedziała Paulina i położyła się na plecach.
— Może zamieńmy się w pierwszym etapie? — zaproponowałem, patrząc na pozostałych.
— No dobra, niech tak będzie — skwitowała Paulina i dołączyła do Iwony.
Klęknąłem pomiędzy udami Pauliny i zwilżyłem palec prawej dłoni, po czym zacząłem okrężnymi ruchami masować jej cipkę, co po chwili już, wygenerowało szybszy oddech u dziewczyny. Obok Artur robił dokładnie to samo Iwonie. Po chwili pojękiwania i sapanie dziewczyn wypełniło pokój. Zwilżyłem drugi palec w lewej ręce tym razem i wsadziłem go delikatnie do mokrej już szparki. Skupiłem się teraz na zaspokojeniu Pauliny, schyliłem się nad jej cipką i zacząłem języczkiem lizać jej łechtaczkę. Działałem teraz już na trzy fronty, a Paulina wzdrygnęła się z rozkoszy, przymykając oczy. Posapywała coraz bardziej, jej ciało drgało delikatnie, a mięśnie pochwy zaciskały się na moim paluszku. Zacząłem poruszać paluszkiem i języczkiem wykonywałem ruchy okrężne lub z góry do dołu po różowych płatkach.
— Ooo, tak, tutaj — stękała Paulina — ależ ty masz sprawny języczek i paluszek.
— Świetnie ci idzie Artur — usłyszałem podnieconą Iwonę.
Zacząłem jeszcze bardziej intensywnie działać palcami i językiem, by po dłuższej chwili usłyszeć cudny orgazm Pauliny.
— Ooooch …… odpływam … chyba nie wytrzymam — krzyczała Paulina, a ja nie przestawałem jej pieścić — mamusiu, jak mi jest doooooooobrze!!
Jej ciało wpadło w konwulsje, podrzucała biodrami, ruszała głowa na boki i wykrzykiwała nieartykułowane dźwięki. Wtedy razem z Iwoną utworzyły erotyczny chór, słychać było wzdychanie, sapanie, okrzyki, błagania o jeszcze, o mocniej, o szybciej. Kanonada dwóch dziewczyn, które osiągnęły orgazm. Daliśmy im chwilę spokoju, żeby ich tętno powróciło do normy i usłyszeliśmy komplementy.
— Ale masz talent — stwierdziła Paulina, patrząc na mnie — gdzie się tego nauczyłeś, mistrzu? Iwona, już ci zazdroszczę!
— Spokojnie, Artur też ma wysokie kwalifikacje, słyszałaś pewnie moje okrzyki — dodała Iwona — ja do tego własnego paluszka nie przyłożyłam. Koniec z masturbacją, chcę cię mieć Kuba przy sobie, gdy będę w potrzebie.
Dziewczyny roześmiały się głośno, my dołączyliśmy do nich.
— Macie takie fajne, różowiutkie cipki, smaczne i mokre, po prostu cudowne — powiedziałem — dziękujemy wam, że mogliśmy połączyć nasze języki i paluszki z tymi wspaniałymi organami.
— Ale, ale — rzuciła Paulina — nasze „bułeczki-cipusie” są zadowolone, a jak tam wasze „bagietki”?
— Gotowe do penetracji! — wypaliłem i podszedłem do Iwony, dając jej całusa — Chętnie wsadzę ją do twojej “bułeczki”.
— A do której? — spytała zalotnie Iwona.
— No, do cipki — odpowiedziałem zmieszany — a co masz na myśli?
Dziewczyny bez słowa pobiegły do łazienki, by po paru minutach wrócić z uśmiechem na twarzach.
— Teraz możesz wsadzić mi, do której chcesz — wybuchnęła śmiechem Iwona — jesteśmy tak zadowolone, że w nagrodę możecie nas pieprzyć, jak chcecie.
Wtedy zrozumiałem dopiero, co Iwona miała na myśli.
— Artur, Paulina patrzcie się i uczcie — rzuciłem w ich stronę.
Ustawiłem Iwonę na czworaka na łóżku i poprosiłem, żeby opuściła głowę na kołdrę.
Widok wypiętej cudownie pupy był zniewalający. Mój kutas naprężył się, więc przystawiłem go do szparki i pchnąłem na kilka centymetrów. Nie napotkałem oporu, a Iwona stęknęła rozkosznie, więc pogłębiłem wsad, potem ponownie.
— Wal śmiało, na pewno nie jest już dziewicą — podpowiedziała Paulina.
Wsadziłem kutasa aż do oporu i zacząłem penetrację mokrej szparki. Ja wsadzałem i cofałem kutasa, a z dziurki kapało. Penetrowałem z coraz większą pasją, nie zwracając uwagi na obserwatorów.
— Trochę … nam … pomogę — usłyszałem Iwonę i poczułem, że paluszkiem zaczęła masować sobie łechtaczkę, a jej szparka zmniejszyła wtedy średnicę, ściskając mocniej mojego przyjaciela. Zrobiło mi się jeszcze cudowniej!
Zauważyłem wtedy, że Paulina zaczęła się masturbować, widząc seks na żywo, a to jeszcze bardziej mnie podnieciło. Po kilku minutach Iwona dysząc mocno, zarządziła stanowczym głosem:
— Teraz zerżnij mnie w pupę! Tam możesz zostawić swoją spermę!
Robiłem to pierwszy raz, byłem zafascynowany, ale trochę zestrachany.
— Śmiało, zapakuj go wreszcie — krzyknęła Paulina — nie martw się, to nie jest jej pierwszy raz, przeżyje na pewno.
Przystawiłem mokrą od soczków z cipki główkę do jej odbytu i naparłem lekko. Trafiłem na opór, ale postanowiłem go przełamać i pchnąłem mocniej, wtedy główka penisa schowała się wewnątrz, a Iwona zastękała. Pchnąłem mocniej, wysunąłem lekko i pchnąłem ponownie — po kilku pchnięciach większość kutasa schowała się w ciepłej dziurce. Zacząłem powoli penetrować jej odbyt, przyspieszając po chwili. Teraz nie klęczałem już, ale stałem na nogach i wsadzałem kutasa w górną dziurkę, sapiąc z podniecenia. Nie musiałem długo czekać, pierwszą porcję spermy zostawiłem w najbardziej odległym miejscu, potem ruszałem pupą i zostawiałem kolejne porcje „plemników w sosie własnym” w jej pupie. Nogi mi się uginały, bo mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Gdy ja wlewałem spermę w trzewia Iwony, dziewczyna osiągnęła orgazm i po chwili zsunęła się z kutasa i padła na łóżko. Z jej pupy wyciekała sperma, szybko skoczyłem po chusteczki i podcierałem pupę Iwony.
— Cudowne widowisko — krzyknęła Paulina — Artur, teraz scena należy do nas, masz tremę?
— Z tobą czuję się swobodnie i chętnie cię przelecę — odparł — w dupcię też ci chętnie wsadzę!
— Obiecanki cacanki — odpowiedziała humorystycznie — Pokaż, co potrafisz.
Usiadłem na łóżku, posadziłem sobie Iwonę na kolanach i patrzyliśmy na spektakl „seks na żywo”.
Artur postanowił najpierw uprawiać seks analny, podszedł więc do leżącej na plecach Pauliny, rozsunął jej nogi i podłożył jej pod biodra poduszkę. Chwycił Paulinę pod kolana, nacisnął, aby pupa uniosła się do góry, ukazując lepiej otworek analny, nasmarował palec przygotowanym wcześniej kremem, po czym wsadził do dziurki jeden paluszek i poruszał nim chwilkę, potem dwa a na końcu trzy paluszki zmieściły się w jej pupie. Gdy otworek był przygotowany na przyjęcie „gościa”, ustawił go na wejściu i pchnął. Natrafił na opór, ale nie przejął się tym zbytnio, bo ponowił atak, który okazał się sukcesem.
— No Artur, droga wolna — skwitowała Iwona — Daj jej kolejny już dzisiaj orgazm.
Gdy wepchał kutasa głębiej, Paulina stęknęła —„Ajjjjj”, ale więcej nie protestowała.
— Masz dużego, grubego kutasa — powiedziała — twój poprzednik miał mniejszego, stąd moje „Ajjjjj”, ale nie przejmuj się, dam radę.
Potem akcja potoczyła się szybko. Artur penetrował pupę Pauliny, potem przeszorował jej szparkę a finał był w pupie, gdzie przy okrzykach obojga, Artur wstrzyknął sporo ciepłej spermy do jej wnętrza. Ile jej było ? No sporo, bo widzieliśmy, ile wyciekło z jej odbytu, na przygotowane chusteczki.
— Super widowisko — zaklaskała Iwona — pierwszy raz widziałam seks na żywo, to bardzo podniecający widok.
Obie dziewczyny dostały od nas całusa, my też dostaliśmy od obu dziewczyn, po czym pobiegliśmy parami pod prysznic.
Noc była cudowna ! Gdy zasypiałem przytulony do ciepłego i delikatnego ciała Iwony, miałem miłe sny. Pewnie tak samo fajnie było w drugim pokoju.
Gdy się obudziłem rano, leżała obok mnie Iwona, podparta na łokciu i wpatrująca się we mnie.
— Cześć, fajnie wyglądasz, gdy śpisz, masz taką spokojną twarz — przywitała mnie — dziękuję za wieczorny seks, było cudownie.
— Może powtórzymy to teraz jeszcze? — spytałem.
Chętnie się na to zgodziła i spędziliśmy kolejny kwadrans na seksie w różnych pozycjach. Oboje zakończyliśmy igraszki orgazmem, ale tym razem wytrysnąłem całą spermę na jej cudowne rude włosy, na twarz i na cycuszki.
— Wyglądasz teraz, jakby ci talerz z budyniem eksplodował przed twarzą — zaśmiałem się.
— He he he, ale śmieszne — przekomarzała się ze mną. — Fajnie mi z tobą, wiesz?
— To mamy już coś wspólnego, bo ja też cię bardzo lubię — wyszeptałem — biegaj do łazienki mój ty lukrowany pączusiu.
Gdy Iwona była w łazience do pokoju wszedł Artur
— Ale nam się poszczęściło, co? — rzekł zadowolony. — Takie sympatyczne dziewczyny spędziły z nami dzień i noc. Wiesz co, wstawaj, zrobimy śniadanko, niech mają niespodziankę.
Wyskoczyłem z łóżka, pobiegłem do kuchni i szybciutko szykowałem śniadanie, a Artur poleciał po „cipeczki” i masło do sklepu. Po kwadransie w kuchni pachniało świeżym pieczywem, owocową herbatką, świeżym twarogiem, prosto z lokalnego sklepu i dżemikiem wiśniowym.
Po chwili do kuchni weszły dziewczyny.
— Cześć chłopaki, jak się spało? — spytała zalotnie Iwona. — Artur, dałeś pospać Paulinie?
— Raczej spytaj, czy Paulina dała pospać mnie? — odpowiedział, ziewając. — Ma duże potrzeby, ale nie narzekam.
Zjedliśmy śniadanie, a potem zebraliśmy się odprowadzić dziewczyny do schroniska. Oczywiście po drodze uzgodniliśmy, że resztę pobytu tutaj spędzą u nas w chatce, więc wymeldowały się w schronisku i zabraliśmy wszystkie ich rzeczy. Zjedliśmy obiad, a po obiedzie poszliśmy na krótką trasę w góry. Szliśmy jak starzy znajomi, za rączkę, tuląc się do siebie i wymieniając całusy. Druga para zachowywała się tak samo.
Spędziliśmy we czwórkę kilka kolejnych dni, chodząc razem w góry, jedząc wspólnie, śpiewając przy ognisku i wymieniając się poglądami i spostrzeżeniami na wiele tematów. Oczywiście uprawialiśmy seks, wspaniały, młodzieńczy, czysty i pasjonujący. Nawet jeden raz wymieniliśmy się partnerami, tak z ciekawości. Ale tylko raz, bo polubiłem mojego rudzielca już tak na całego i z nią chciałbym się spotykać.
To były cudowne wakacje, do dzisiaj wspominam je z uśmiechem na twarzy.
Zachęcam wszystkich do turystycznych wypadów, niekoniecznie w góry, spotkacie na pewno wielu sympatycznych ludzi, którzy mogą zostać waszymi przyjaciółmi na wiele, wiele lat, a tak stało się z naszą czwórką. Spędziliśmy przez kolejne lata mnóstwo czasu ze sobą, nie tylko w wakacje czy ferie, ale wiele weekendów zaliczyliśmy wspólnie, choć dzieli nas około 120 km. A ile ognisk zapłonęło na polanie czy w ogródku, ile gardeł zdarliśmy, śpiewając do upadłego, nie mówiąc o tym, że pewnie z pół wiaderka spermy poszło się zmarnować, bo uważaliśmy wszyscy, żeby młodość nam się za wcześnie nie skończyła.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

OsobaX

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *