Świteź
Wtuliła się w jego ciało i przycisnęła swój policzek do jego policzka. Rozchyliła lekko usta i zbliżyła je do jego ust. Namiętnie całowała jego wargi. Obsypywała pocałunkami jego twarz
Nadal był w niej. Pulsował. Czuł jak jej wagina zaciska się na jego prąciu. Była coraz ciaśniejsza. Krew nie odpływała z penisa i wciąż był sztywny. Zamknął oczy i rozkoszował się jej ustami. Całowała go tak namiętnie, że znów zaczął mocno oddychać. Wzbierała w nim nowa fala rozkoszy. Zapragnął powtórzyć to, co chwilę temu się wydarzyło. Dziewczyna uniosła twarz i wyprostowała się na nim. Włosy odkryły jej ciało a on sięgnął dłońmi do jej piersi. Były tak piękne i delikatne w dotyku. Kciukami drażnił jej sutki. Patrzył na jej wargi sromowe, które otulały trzon penisa. Cóż to za piękny widok, myślał sobie. A ona unosiła się i opadała dając mu jeszcze więcej rozkoszy. Jej jędrne płatki waginy rozchylały się gdy z niej wysuwał penisa i zaciskały go, gdy w nią wchodził. Dotykał teraz jej cipki i rozchylał płatki okalające jego ciało. Szukał miejsca, które da jej więcej rozkoszy. Ślizgał po niej wilgotnymi od soków palcami, a gdy znalazł, poruszał tam sprawiając, że wiła się z rozkoszy. Uniósł się i teraz siedzieli wtuleni w siebie. Oboje poruszali się tak, by dać sobie jak najwięcej rozkoszy. Znów ich usta zwarły się w namiętności. Jej piersi ocierały się o zarost na jego torsie, co obojgu sprawiało niesamowitą podnietę. Jej delikatne małe dłonie dotykały jego twarzy. On trzymał ją teraz za biodra starając się nadać rytm tej rozkoszy. Była drobna i delikatna. Ważyć mogła z pięćdziesiąt kilogramów. Mimo to miał tyle sił w sobie, by bez trudu unosić ją i nabijać na penisa. Wiedział, że ona tego chce. Czuł to. Rozkosz w nich kipiała. Oboje wzdychali namiętnymi dźwiękami. Poruszał nią coraz szybciej, aż znów strugi nasienia tryskały w jej łono. Wzdychał głośno z rozkoszy. Wbijał się w nią. Gdy poczuł, że dla niej to również przyjemność, powalił się na nią i trąc całym ciałem o jej ciało napełniał ją nasieniem. Rozkosz trwała długo. Całował śliczne piersi. Lekko skubał zębami jej sutki, a ona drżała oddychając mocno.
Obudził się gdy słońce wschodziło. Czuł zadowolenie. Czuł się wypoczęty i spełniony. Nasycony był radością, jakby wrócił z bardzo udanej imprezy. Przeciągał się chwilę i zamarzył, by dziś wykąpać się nago. Popływać, ponurkować. W końcu to dzicz. Nikogo w pobliżu nie ma. Może nawet pobiega dziś nagi – rozmyślał. Klejnotom na pewno spodoba się taka swoboda. Gdy jednak zaczął wychodzić ze śpiwora, okazało się, że jest nagi. Był pewien, że poszedł spać w ubraniu. Bał się chłodu nocy i dlatego włożył dres. Tymczasem ten, leżał przed namiotem. Przypomniał sobie nocny sen. Penis stał sztywno, jak miał to w zwyczaju robić zawsze rano. Rozmarzył się. Pogładził go i dostrzegł, że na włosach łonowych były ślady spermy. Pomyślał, że to nocne polucje. Poszedł więc nagi do jeziora, by się umyć. To kolejny nagi spacer. Bardzo mu się to podobało. Taki luz bez skrępowania. To niezwykłe piękne miejsce i te niesamowite sny. Czy to jednak były sny? Ślady na ciele wskazywały na to, że coś ze sobą w nocy musiał jednak robić.
Do południa rozmyślał o tym co stało się w nocy. Myśli zaprzątały mu głowę, więc dla wyciszenia postanowił pobiegać. W butach i szortach, na wszelki wypadek. Biegł lekko wzdłuż brzegu Świtezi, choć rano plan był inny. Zerkał na wodę w jeziorze, bo wciąż miał wrażenie, że ktoś patrzy stamtąd. Nie było nikogo. Cała okolica jest pusta, ale odczucie czyjejś obecności nie znikało. Na wodzie widać było wiry, co mogło świadczyć o tym, że są tu duże ryby. Nie miał wędki. Nie łowił ryb. Nie sprawdzi więc, jakie sztuki tu się kryją. Biegł dość długo obserwując jezioro i rozmyślając. Smartwatch dał sygnał, że dystans został przebyty, czas zawracać. Zanim jednak to zrobił, zbliżył się do wody starając się zajrzeć w jej głąb. I znów miał niemal pewność, że na wodzie ktoś jest, kto patrzy na niego. Ale nie było widać nikogo. Ani łodzi, ani ptaków, ani nikogo pływającego w wodzie. Jedynie wiry sugerowały, że są tam ryby.
Zmęczenie opadło i oddech się unormował. Pobiegł więc w stronę obozowiska.
Przygotował śniadanie i siedząc po “turecku” zajadał zupę instant. Była smaczna i gorąca. W głowie słyszał myśli jakby innej osoby. Myśli te opisywały go. Jak wygląda. Jak się porusza. Jak je. Jaki ma zapach. Jak pachnie zupa. Ale ostatnia go zelektryzowała. Jaki jest piękny i pociągający.
Wstał i znów rozglądał się po okolicy. Nikogo jednak nie było. Ptaki śpiewały a jezioro było spokojne. Tego dnia, gdy zwiedził dokładnie okolicę, stwierdził ponad wszelką wątpliwość, że jest sam. Nigdzie nie znalazł śladów obozowiska. Żadnych śladów pieszych ani zmotoryzowanych, poza jego śladami. Nie było nawet tropów zwierząt. Teraz poczuł się bezpieczny. Gdy wrócił do obozowiska, zdjął wszystkie ubrania, które miał na sobie. Raptem bokserki i szorty. Zdjął buty i postanowił cieszyć się nagi, słońcem i wodą. Wchodził do wody i zanurzał się w niej cały. Potem płynął kilka minut. Nurkował próbując sprawdzić co jest na dnie jeziora. A gdy to robił jego białe jak śnieg pośladki, połyskujące od wody, niemal puszczały zajączki odbijając światło słońca. Gdy już nieco się zmęczył, wychodził na brzeg. Stał nagi twarzą do słońca i czekał aż spłynie woda z włosów i ciała. Potem kładł się na rozgrzanym piasku i tarzał. Gdy wysechł, znów wchodził do wody, by pozbyć się ziaren piasku z ciała. Pływał więc. I tak dzień minął do obiadu. Po obiedzie zaś leżał nagi na kocu i bezwstydnie, jak mu się wydawało, pozwalał słońcu zaglądać tam, gdzie nikt oprócz niego zajrzeć nie mógł. Gdy słońce zbliżało się do zajścia, siadł nagi w pozycji lotosu i oddał się medytacji. Myśli szybko znikły i zanurzył się w tym pięknym stanie niebycia. Jego świadomość jakby się wyłączyła, a on przebywał w stanie spokoju. Nie był to ani sen ani jawa. Poczuł jakby czyjeś myśli. Czyjś zachwyt nim i jego ciałem. A to wpłynęło na jego samopoczucie dodając mu pewności siebie. Ta poczuta moc wartości jego i jego ciała, była jak najwspanialsza pochwała. Jak pierwsze miejsce na olimpiadzie. Jakie to miłe, że ktoś tak się nim zachwyca. A po chwili tych myśli z uznaniem było więcej. Każda myśl należała do innej osoby. Z pewnością kobiety. Tak czuł. Radowało to go jeszcze bardziej, bo z nieśmiałości stronił szczególnie od kobiet. Taka bliskość na dłużej wiąże się ze zbliżeniem i intymnością spotkań. I tego się bał. To go przerażało. Lecz teraz, będąc wyciszonym tu i teraz, nie odczuwał napięcia, ani skrępowania. Cieszyły go, te chwalące jego ciało myśli.
Gdy otworzył oczy było ciemno. Pora była iść spać. Wyjął z kieszeni plecaka telefon i w notatniku zapisał. Jest 22:22 Jestem ubrany w dres. Idę spać do śpiwora. Ciekawe jaki będę miał sen? A dalej streścił krótko sen z ostatniej nocy. Potem włożył dres. Sprawdził wszystko, czy zostało pochowane, w razie deszczu. Sprawdził, czy żar z kuchenki Kelly Kettle wygasł, by nie zapalić lasu. Zasunął suwak namiotu. A za chwilę już spał w śpiworze.
Gdy tylko zasnął nadszedł sen. Śnił, że w śpiworze jest z nim bardzo młoda dziewczyna. Jej śliczny nosek, dotyka jego nosa. Patrzy na niego zielonymi oczyma. Jej rzęsy są długie i gęste. Brwi kształtne i delikatne. Uśmiecha się delikatnie. Pachnie jak przepiękne perfumy, ale subtelniej i delikatniej. On nie czuje niczego, co związane jest ze wstydem. Czuje podniecenie. Jego ciało pragnie miłości i namiętności. Boi się jednak robić cokolwiek, by nie spłoszyć dziewczyny. A czy to sen? A może jawa? Nie ważne! Pragnie zbliżenia.
W jego głowie słyszy myśli, które nie wybrzmiewają głosem. On wie, co ona myśli. A ona opowiada mu, jak z zachwytem patrzyła na niego, gdy biegł wzdłuż brzegu Świtezi. Jak harmonijnie porusza się jego ciało. Jak podniecało ją to, że patrzył na nią i jej nie widział. Ukrywała się, by zobaczyć go jak biegnie. Nurkowała z nim. Była obok. Podniecało ją jego ciało. Patrzyła jak medytował. Jak nieruchomy i nagi siedział skierowany w stronę słońca. Chciała podejść do niego, ale wiedziała, że nie powinna mu przeszkadzać gdy medytuje. Dziś to ona spędzi z nim noc. A teraz bardzo pragnie, by z nią współżył. By napełnił ją swoim nasieniem. I gdy tylko pomyślał, że też chce tego, odchyliła go na plecy i z wielkim tupetem nabiła się na stojącego sztywno kutasa. Tak jak poprzedniej nocy nie mógł ruszyć ciałem, ale rozkosz płynęła jak wielki strumień. Dziewczyna skakała na jego kutasie jak niewyżyta nimfomanka. Zmieniała pozycje. To przodem, to tyłem. Unosiła pupę wysoko. Wydawało mu się, że jego normalnych rozmiarów penis miał ponad 30 centymetrów długości. Podniecało go to. Czasem, gdy oglądał filmy porno, natrafiał na takie sceny. Chciał kiedyś znaleźć się w takiej sytuacji. I właśnie teraz to się dzieje.
Myślał jakby to było, tak ją od tyłu wziąć. Jak niezaspokojony samiec. Trzymać za biodra i spowodować, by jęczała i wyła z rozkoszy. I za chwilę ona wypinała mu jędrną pupę, a cipeczka wystawała pomiędzy udami zachęcając do wbicia się w nią. Jej włosy ścieliły się po bokach. Jej piersi tak jędrne, że wyglądały jak napompowane baloniki. A na nich twarde ciemne sutki sterczące jak antenki. Trzymał ją za biodra i długimi zamaszystymi ruchami wchodził w nią od tyłu klęcząc na kolanach. Na pieska! – pomyślał i ładował w nią swą maczugę gigantycznych rozmiarów. Patrzył jak zagłębia w niej swoje najtajniejsze narzędzie rozkoszy. Patrzył jak kolejne zakręty żył na penisie to chowają się w pochwie, to z niej wychodzą. To była rozkosz! Sycił się nią. Wbijał swą szpicę po jądra, aż podbrzusze ograniczało dalszą penetrację. Chwyć mnie za włosy, żeby wejść głębiej- usłyszał.
Bez namysłu zebrał garściami pęki grubych włosów i ciągnął niczym lejce, ruszając biodrami. Odchylał się i delektował się jej pupą, która wyglądała jak piękne serce. A w jej środek jak włócznia wbijał się on. Jego penis. Patrzył na młodą cipkę bez żadnych włosków, która nawilżała go sokami. Znów słyszał jak śpiewa. Jej głos otaczał go z każdej strony. Był w nim i na zewnątrz niego. Śpiewanie brzmiało jak fale wody, jak szumiące trzciny, jak wiatr pośród leśnych drzew. Było to romantyczne.
Wciąż nie umiał odróżnić, czy to jest sen, czy jawa. Radość która wypełniała jego ciało była tak wielka, a spełnienie tak mocne, że czuł ogromne szczęście i radość. Wbił się w nią i znieruchomiał. Jego jądra uniosły się ku górze, a miarowe i mocne skurcze wokół prostaty pompowały płyn. Każdy skurcz napełniał go radością i szczęściem. Ciało drżało. Z wolna opadał na nią wykonując co kilka skurczy ruch penisem w jej pochwie. Dyszał z rozkoszy. Dziewczyna uniosła nóżkę do góry i omijając jego ciało położyła ją za nim. Odchyliła się pozostając z nim nadal złączona. Patrzył teraz na obraz o jakim marzył. Ona piękna młoda leżała bezwstydnie pokazując mu się nagą w całości. Jej jasna cera stykała się z jego jasnym ciałem w miejscu, w którym wiły się kłębuszki ciemnych włosów. A jego penis był w niej. Z bliska przyglądał się jej pięknemu młodemu ciału. Jego penis wciąż twardy, jakby czekał na kolejne zbliżenie. Zerwał się wiatr słychać było dźwięki łamanych gałęzi i gdy odwrócił wzrok na chwilę dziewczyna zniknęła z namiotu. Miał wrażenie że to był sen i że właśnie się obudził. Zupełnie trzeźwo rozglądał się wokoło. Wejście do namiotu było rozsunięte, a jego ubrania porozrzucane. Leżał nagi na śpiworze ze stojącym mocno penisem. Pośpiesznie chwycił koszulkę bo leżała najbliżej i zakrył swoją męskość. Wyszedł z namiotu by rozejrzeć się wokoło. Księżyc świecił. Do pełni brakowało jeszcze kilku dni, ale i tak było jasno. Wyjął z namiotu latarkę i świecił po okolicy. Nic jednak nie wypatrzył. Ani zwierza ani człowieka. Odetchnął z ulgą bo bał się że mógł go ktoś przyłapać na seksie z obcą dziewczyną. A ta musiała być nieletnią. Jej rysy twarzy i ciało potwierdzały że nie mogła mieć więcej jak 18 lat. Nikt nie uwierzyłby że to ona go zwabiła. A może jednak to był sen i wszystko to śniło mu się. Co prawda nigdy nie miał zwyczaju rozbierać się do naga gdy szedł spać. Ale może teraz coś się w nim zmieniło. Jego genitalia były wilgotne. Powąchał dłoń. To nie był jego zapach. Ten pachniał podnieceniem. Namiętnością. Wzbudzał pożądanie.
Było bardzo ciepło. Szedł w kierunku jeziora. Rzucił koszulkę za siebie. Ciepło nocy to nic w porównaniu z gorącem jakie czuł w sobie. Pragnął kobiety. Czuł mrowienie w dole brzucha. Jego jądra naprodukowały dość nasienia, by zapłodnić co najmniej trzy kobiety. Szedł się umyć. Stąpał w wodzie i gdy ta sięgnęła do penisa, obmywał go wodami jeziora. Chlapał wodą po ciele i wyobrażał sobie, że to trzy młodziutkie dziewczątka dotykają jego ciała. A gdy ochłodził się i penis opadł, wrócił spać do namiotu.
Ranek obudził go gdy słońce dawno wstało. Ptaki śpiewały. Leżał nagi na śpiworze. Penis też nie spał. Pogładził go i przypomniał mu się wczorajszy wieczór i noc. Trzymał w dłoni kształtny kawałek ciała męskiego, który nie odbiegał od normy wielkości w kraju. W worku moszny wyczuwał dwie kule w kształcie jaj. Nic nadzwyczajnego. Wszystko to porośnięte wokół gąszczem włosów, których nigdy nie golił. Dlaczego w nocy miał wrażenie, że jego penis jest taki wielki? Więc to musiał być sen pomyślał. Włożył szorty i buty i poszedł pobiegać, a przy okazji sprawdzić, czy ktoś, lub coś kręci się gdzieś w pobliżu. A gdy wrócił do obozowiska, zdjął wszystko z siebie i postanowił być nagim cały dzień. Skoro ani na piasku, ani wokół namiotu nie znalazł żadnych śladów, to znaczy, że na pewno jest sam. A to co wydawało się jawą, musiało być snem. Może znów będzie miał taki fajny sen, rozmyślał. Może nocą przyśni mu się…. i wymyślał jaka to ona miała by być. Zielone oczy. Mały nosek. Mocno kręcące się włosy do ramion. Małe piersi ale nie malutkie. I zbliżenie w wodzie. Jak to jest, rozmyślał, kochać się w wodzie. Myślał nad tym. Czy gdyby zdarzyła się taka okazja, to dałby radę?
Nastała pora na obiad. Wyjął wojskową rację żywnościową i przygotował starannie. Bycie nagim na tym odludziu dawało mu niesamowitą radość. Nigdy tak się nie zachowywał. I może dlatego tak mu się podobało chodzenie nago. Zaraz po obiedzie postanowił przejść się po okolicy niczym Robinson. Może zamiast Piętaszka odnajdzie śliczną dziewczynę.
Marsz dodał mu werwy. Gdy wrócił do obozowiska, stwierdził, że pora wykąpać się w jeziorze. Wszedł do wody i płynął żabką w kierunku środka jeziora. Ponieważ był sam, nie odpływał zbyt daleko. Przypadkowy skurcz mógł spowodować utonięcie. Nie ryzykował. Zawrócił. Po chwili zauważył w szuwarach płynącą na plecach dziewczynę. Taką, jak sobie wymyślał rano. Dokładnie taką. Patrzył jak lekkimi ruchami utrzymuje swe ciało na wodzie. Cieszył się patrząc na jej nagie, zupełnie nagie ciało. Zapragnął jej. Zatrzymał się w miejscu i stwierdził, że woda sięga mu do szyi. Stał na dnie i patrzył na dziewczynę. Ona był bliżej brzegu. Gdy stanęła widać było jej głowę, szyję i biust. Jego penis usztywniał się coraz szybciej. A dziewczyna uśmiechała się i machała zachęcająco dłonią. Szedł w jej stronę a gdy był może metr od niej, wyciągnęła dłonie do niego. Przytuliła go do piersi i całowała w usta z namiętnością, jakiej pragnął. Zbliżył do niej penisa i pozwolił by go dotykała. Szli w kierunku plaży do chwili, aż woda sięgała mu do pasa. Wówczas ta piękna istota położyła się na wodzie, objęła go nogami. Jej gniazdko lekko nabrzmiałe rozchyliło się i czekało, na połączenie z nim. Trzymał ją za biodra a jej ciało unosiła woda, jak gdyby była z pianki. Nagiął penisa do dołu, by wejść w nią. Poruszał biodrami i wchodził coraz głębiej. Woda chlupała a ona wydawała z siebie dźwięki rozkoszy. Trzymała go za przedramiona dłońmi, a jej nogi oplatały go. Patrzył jak wchodzi w nią. Woda zniekształcała ten widok, ale i tak dawała mu rozkosz w postaci odczuć fizycznych i wizualnych. Puścił wodze fantazji i postanowił zaspokoić swe żądze, bez pohamowania. Ruszał biodrami coraz szybciej i widział, że jej też o to chodzi. Pomagała mu współgrając w tę grę. Dociskała do niego kroczem. A gdy zsuwał ją z penisa, ta zaciskała mięśnie, by powodować mocniejsze wypełnienie krwią jego ciał jamistych w penisie, przez co ten stawał się większy. W wodzie buzowało. To co robili, to szaleńcza zabawa pełna rozkoszy.
Nadział ją mocno na penisa i tuląc niósł w stronę brzegu. Kładł delikatnie jej ciało bacząc, by się z nią nie rozłączyć. Dolna ich część ciała leżała w jeziorze. Górna zaś, na ciepłym piasku. Teraz, gdy jej ciało miało mocne podparcie ziemi znów nacierał swą męskością. Cieszyło go i podniecało jak ona wzdycha, jak jęczy. Chwycił za jej kostki i uniósł kładąc sobie na ramiona. Odchylił się do tyłu i patrzył jak się w niej zagłębia. Mimo, iż nie było wiatru, wody jeziora co jakiś czas chlapały na ich ciała falą wody. Patrzył jak miejsce ich połączenia obmywa woda, która po chwili odpływa, pozostawiając przyjemność na ciele. I znów wydawało się, że słyszy jej przepiękny śpiew. Czuł, że to zachęta do dalszej zabawy. Miał w sobie tak wiele sił, by kontynuować i robił to z przyjemnością. Całował jej ciało, a szczególnie jędrne piersi i gorące usta. A gdy odwrócił na brzuch, gryzł płatki jej uszu i szyję. Zatapiał palce we włosach i wsuwał się w nią rytmicznie. Przypominało to galop dorodnego ogiera pełnego gracji i piękna. A gdy nadszedł orgazm, okolica słyszała i głośne westchnienia. Potem długo jeszcze leżeli wtuleni bawiąc się włosami i dotykając nawzajem ciał.
Igraszki musiały trwać długo, bo gdy otworzył oczy i wstał, jej już nie było, a słońce miało zajść za chwilę. Stał nagi na brzegu i zastanawiał się, czy to był sen, czy jawa. Przypomniał sobie o notatce w telefonie. Odczytał ją kilka razy i zastanawiał się, jak zinterpretować to co się stało. Na piasku nie było innych śladów, oprócz jego stóp. Ale gdy tylko zaszło słońce, ta piękna dziewczyna z lokami stała przed nim naga jak i on. Zrozumiał, że pragnie tego, co i on. Wyciągnął do niej dłoń a ona podała mu swoją. Poszli do namiotu. I znów zanurzyli się w rozkoszach dając je sobie nawzajem.
I takie były też kolejne dni. Co dzień przychodziła do niego inna piękna dziewczyna. Dokładnie taka jaką sobie wymyślił. Robił z nimi to na co miał ochotę. Przeżywał wspaniałe orgazmy kilka razy, albo kilkanaście w ciągu dnia. Raz był wielkim umięśnionym gladiatorem. Innym razem młodzieńcem z wielkim, ogromnym fallusem. A gdy nadszedł ostatni dzień, a po nim miała nastać Noc Świętojańska, zastanawiał się, czy dobrze będzie, jeśli zostanie tu sam. Lecz rozkosze, które wydawały się być prawdziwe, bo tak czuł, prosiły by został.
Dzień minął mu zwyczajnie. Nie było żadnych “gości”. Ale gdy nadeszła noc zamknął się w namiocie. Gdzieś daleko słychać było sowy. Wycie psów, albo wilków. Jakieś ryki i jęki. Słyszał wycie wiatru, choć wcale wiatr nie wiał. Postanowił złamać zasadę bezpieczeństwa i rozpalił ogniska przy namiocie. W sumie cztery. Po jednym na każdą stronę. Miał przygotowane gałęzie i szczapy na taką okazję.
Ogniska nie były duże, ale na pewno odstraszą wilki i jakieś dzikie zwierzęta. Nie wiedział jednak, że cztery ogniska w tę noc, oznaczają coś, czego nie wiedział. Gdy tylko ogień rozjaśnił ciemność wokół namiotu zaczęły się schodzić jakieś stwory. Namiot zamknięty. Nic nie widać. Ale słychać stąpanie i cichy śpiew. Różne głosy śpiewają jedną pieśń. Jak anioły. Jak nieposkładany utwór. W końcu tworzą chór, który pięknie brzmi. Przepięknie brzmi, jak chór aniołów. Uspokaja i podnieca. Przestał się bać. Siedział na śpiworze. Wyodrębniał z tych chórów pojedyncze głosy i przypominały mu się miłosne uniesienia. Radość ze współżycia. Namiętność. Otworzył suwak namiotu i wyjrzał. Wokół namiotu trzymając się za ręce tańczyły wszystkie dziewczęta, z którymi miał sen o współżyciu. Patrzyły na niego uśmiechając się. Czuł podniecenie na widok ich ślicznych nagich ciał. Zapragnął znów kochać się z nimi. I tak się stało. Światło ognisk nadawało przestrzeni pięknej ciepłej głębi. Namiot jakoś dziwnie zniknął. Dziewczęta zbliżały się do niego. Całował je w usta, po piersiach. Całował krąglutkie pupcie i nagie cipki. Lizał je. Cmokał i wysysał. One zaś całowały jego ciało. Całe ciało. Było ich tak wiele. Czuł ich usta wszędzie. Jego penis przechodził z ust jednej do drugiej. Takiej rozkoszy nigdy nie doznał jak teraz.
Cała noc stała się wielką orgią. Każda z dziewcząt nabijała się na jego pal i poruszała się na nim, puki nie wstrzyknął w nią nasienia. Dotykały go stymulując podniecenie. Każdy jego zmysł pobudzały, by wciąż był gotowy dawać im rozkosz. A on nie zawodził. Gwałcił je swą odwagą i napełniał nasieniem. Noc była krótka, ale każda została zaspokojona. Każda napełniona nasieniem. A gdy słońce przed wschodem rozjaśniało niebo na wschodzie żegnały go całując soczyście i prosiły by przyjechał nad Świteź za rok.
Obudził się nagi na piasku blisko wody. Jego myśli były szybkie i logiczne. Popatrzył w stronę namiotu. Ogniska wygasły. Las nie spłonął. Odetchnął z ulgą. Jego ciało pachniało pięknie i podniecająco. Włosy posklejały się. Mył się wodą jeziora i rozmyślał. Czy to co mam na włosach to moje nasienie? Może to soki tych dziewczyn? I zaraz poczuł w głowie odpowiedź. To jedno i drugie.
A czy to prawda, że mnie zapraszacie – pomyślał. Prawda, odczuł znów w głowie. Jesteś wspaniałym kochankiem. Zaspokoiłeś nas wszystkie. Dałeś nam rozkosz, której pragnęłyśmy. Zapłodniłeś nas wszystkie. Przyjedź tu sam za rok, aby to powtórzyć.
Obozowisko spakowane. Ślady zatarte. Śmieci zabrane. Patrzył wokoło, aby sprawdzić, czy o czymś nie zapomniał. Nie chciał naruszać tej równowagi dlatego tak starannie podszedł do sprzątania. Jeszcze raz czytał notatkę z telefonu i zastanawiał się, jak rozumieć to co się stało.
Wsiadł na motor i ruszył do najbliższego sklepu, by kupić coś na drogę. Miał 5 km.
Gdy podjechał pod sklep zaparkował motor. Kupił wodę i kiełbasę, oraz bułkę. Za sklepem był wygrodzony teren dla chcących wypić alkohol na miejscu. Siadł by zjeść. Z ławki obok odezwał się podpity starszy zarośnięty pan. Po wymianie kilku zdań dał wykład.
-Pan na pewno nie z okolicy. Dlatego powiem dla przestrogi, co u nas mówią. Dla przestrogi podkreślił. Tam za tym lasem, jest jezioro. Świteź je nazywamy. To miejsce ma straszne uroczysko. Przy samej wodzie jest polana, co nigdy na jej końcu nic nie urosło. To polana a na końcu plaża. Sam piach. Nikt tam nie chodzi a i tak piach trawą nie zarasta. Na tej polanie zbierają się okropne strzygi i leśne licha. I tak na niej harcują, że nic nie rośnie. A jak kto tam żywy pójdzie to zamordują, albo utopią. A nie daj Boże jakiś chłop młody, taki jak pan to na pewno. Ludzie mówią, że te strzygi, to młode dziewice, co chłopa potrzebują. A jak dorwą, to zamęczą. Lepiej tam nie jechać. Nie wiadomo co stać się może. My tam nie chodzimy ani do lasu na grzyby, ni po drewno, choć las stary i piękne drzewa rosną. Ale strach.
Słuchał w milczeniu i zastanawiał się, co też ten pan mówi. Przecież to takie piękne młode dziewczęta. Ale co do tego czy one są rzeczywiste, to nadal pewności nie miał.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Mam nadzieję, że jest mokro….
Napisz, jeśli tak.
Leave a Reply