Wieczorna kolacja, siedzę przy stoliku i myślę. Patrzę czasami na Marka, który jednak nie zwraca na mnie uwagi gadając z Marcinem. Patrząc na nich czuje podniecenie. Biegnę do łazienki, gdzie wchodzę do toalety, siadam i zaczynam z namiętnością robić sobie dobrze. Zamykam oczy i myślę o Marku. Momentami myślę też o tym, co zdarzyło się z Marcinem i wtedy doznania są dużo większe. Strzelam na koszulkę i na swoją twarz. Próbuje spermy – pierwszy raz własnej – smak dziwny ale nie odrzuca, w końcu to moje… .
Wychodzę i idę do pokoju. Przed drzwiami stoi Marcin i z uśmiechem pyta:
– Chyba nie pojadłeś na kolacje?
Pochylam głowę, nic nie mówię. Patrzy się na mnie, chwila milczenia.
– Chodź – słyszę. Idę jak lekko zahipnotyzowany. Prowadzi mnie, ale nie do ubikacji, a na drugie piętro w skrzydle szkoły, gdzie nie było sal sypialnych. Zgaszone światło, z oddali słychać głosy innych. Patrzy się na mnie i zaczyna mnie dotykać rękoma, na zasadzie przytulania. Czuje jego oddech. Zaczyna mnie całować po szyi, jego ręce zaczynają mnie macać pod koszulką.
– Jesteś tylko mój – słyszę ciche słowa.
– Tak – odpowiadam, na co on z uśmiechem:
– To nie było pytanie.
Mimowolnie klękam i otwieram usta. On z uśmiechem wyciąga penisa ze spodni i wkłada mi w usta. Chce go wziąć w ręce, ale nie pozwala. Zaczyna mnie posuwać w gębę. Ostro i bez hamulców. Czuje go aż w gardle. Dławię się, oczy zalewają mi łzy. Próbuje kontrolować głębokość, ale nie umiem. Czuje, że zaraz zwymiotuje. Odpycham go. Wyciąga penisa i zaczyna sobie walić patrząc na mnie. Dochodzi. Strzał, jeden, drugi…. mam całą twarz w jego spermie. Patrzy na mnie i ciężko oddycha.
– Idź się umyj.
Idę do ubikacji, tak, aby nikt mnie nie widział. Myje twarz. Po chwili wchodzi Marcin i ze śmiechem mówi:
– Dobra kurwa z ciebie, możesz popatrzyć jak sikam.
Myślę sobie „na pewno” ale idę za nim. On sika ja patrzę. Jak skończył byłem już na kolanach: pierwsze kilka chwil z obrzydzeniem, ostry, słonawy smak. Potem już normalnie. Liże i ssam. Staje mu kilka minut po tym, jak strzelił mi na twarz. Teraz ja delikatnie liże główkę, a co chwila oblizuje go całego. Mijają minuty, a ja się bawię dobrze. Nagle strzał i czuje w ustach gęstą, słonawą ciecz. Połykam. Patrzy się na mnie i bez słowa wychodzi.
Przez cała resztę zimowiska kilka razy dziennie robiłem mu dobrze, kilka razy robiłem sobie dobrze myśląc o nim. Marek, który tak podobał mi się na początku stracił atrakcyjność.
Wyjazd z zimowiska. Marcin dał mi nr telefonu i adres. Katowice – Ligota. Blisko. Umówiliśmy się, ze przyjadę w jakąś sobotę. Przyjechałem, ale dopiero po miesiącu. Po powrocie do szkoły poznałem Monikę – starszą, bo 19 letnią dziewczynę. To na inną opowieść.
Koniec marca, sobota. Gdzieś koło 11 wysiadam na Ligocie. Czeka Marcin. Zaczynamy gadkę, idę za nim. Nie znam Katowic, wiec nie wiem gdzie idę. Wchodzimy do bloku, ale pierwsze kroki Marcin kieruje do piwnicy. Nawet dobrze nie zeszliśmy ze schodów, jak już miał wyciągniętego kutasa. Bez zbędnego marnowania czasu obciągnąłem mu z połykiem. W myślach zastanawiałem się tylko, czemu nie poczekał aż będziemy u niego.
Wchodzimy na 3 piętro, obskurna klatka. Wciąż czuje jego smak w ustach. Puka do drzwi, potem dzwoni. Otwiera facet, nie wiem, koło 40 lat. Duży, ale nie gruby. Wchodzimy i zaczynam się bać. Marcin widać zna się z nim, ale nie jest to jego ojciec. Wchodzę do przedpokoju a Marcin do starego:
– Zostawiam Ci go, wrócę po niego później.
Nim zdążyłem się zorientować byłem sam na sam w tym gościem.
– Mów mi Andrzej.
Nic nie mówię tylko patrzę, jak facet zaczyna szczerzyć zęby.
– Rozbierz się.
Ściągam buty i kurtkę.
– Kurwa, mówiłem rozbierz się.
Ściągam sweter.
– Kurwa, wszystko. Wiem, co lubisz.
Po chwili byłem nagi. Andrzej popatrzył, skrzywił się i powiedział.
– Zapłaciłem za to, że masz być miły.
Myślę sobie “o kurwa”. Wpadłem. Wchodzę do pokoju. Małe mieszkanie. Stare meble, rozwalający się tapczan. Jakiś fotel. Czuje ręce Andrzeja na pośladkach. Palca próbującego wejść mi w dupę. Chcę krzyczeć, ale nie umiem.
Rzuca mnie na łózko, wpada na mnie. Po chwili czuje jego usta na moim penisie. Liże namiętnie. Jego ręce pracują na moim torsie i na pośladkach. Gdyby to była Monika byłbym wniebowzięty. Ale nie facet w wieku mojego ojca, albo i starszy. Bez ostrzeżenia strzelam mu w usta. Andrzej podciąga się na mnie i zaczyna wymuszać na mnie pocałunek. Mam blokadę ale jest silniejszy. Obraca mnie na brzuch i zaczyna lizać mi tyłek. Czuje, że coś mi w niego wkłada, czuję ból. Zaczynam krzyczeć. Zatyka mi ręką usta i robi palcówkę. Zaczynam płakać. Poddaje się.
Długo chciałem zapomnieć, co się wtedy wydarzyło. Spory kutas w moim dziewiczym tyłku. Ból, zero przyjemności. Patrząc z dzisiejszej perspektywy ruchał słabo. Gdy wyciągnął kutasa z mojej dupy i wsadził mi go w usta byłem szczęśliwy. Obciągałem najlepiej jak umiałem. Nie przeszkadzał mi ani smak, ani włosy, ani fakt, że nie czułem żadnego podniecenia. Strzał i ohydna w smaku sperma zalała mi usta.
Andrzej leżał na tapczanie. Ja wstałem i mówię:
– Musze do ubikacji.
Na korytarzu pozbierałem ubrania i uciekłem z mieszkania. Ubrałem się na półpiętrze. Miałem gdzieś, czy ktoś mnie zobaczy. I tak nikt mnie tam nie znał.
Nigdy więcej nie zobaczyłem tego typa. Urwałem kontakt z Marcinem. Wróciłem z Katowic i pojechałem prosto do Moniki. Jej też nigdy nie powiedziałem, co się zdarzyło.
„Nigdy więcej z facetami” obiecałem sobie. Nie dotrzymałem słowa.
Leave a Reply