Bezwstydny Miesiac – Dzien 2: Impreza

BEZWSTYDNY MIESIĄC – DZIEŃ 2: IMPREZA

Walnęłam głową w coś twardego. Zapomniałam, że spałam pod stołem na psim legowisku. W sumie lepiej się spało, niż na wycieraczce. Chociaż wciąż chłodno i niezbyt wygodnie. Poranek wyglądał zupełnie tak samo jak poprzedniego dnia. Wychodząc z domu, zajrzałam do skrzynki na listy. Faktycznie była tam jedna koperta. Zaadresowana do mnie, ale wiedziałam, że to dla mojego szefa – Tomka, więc nie otwierałam.

W pracy, koledzy dziwili się moim nowym “imidżem”. Wyglądałam jak smarkula pracująca w jakimś “porno-cyrku”, jeśli jest coś takiego w ogóle.

Pod koniec mojej zmiany Tomek przekazał mi wiadomość, którą wyczytał z listu. Dostałam zwolnienie z pracy do końca miesiąca.

Po pracy wybrałam się pod wskazany mi w mailu adres. Musiałam przejść kilka ulic. Oczywiście oczy wszystkich gapiów były zawieszone na mnie. Wszystkie telefony nagrywały i trzaskały zdjęcia. Nawet się tym nie przejęłam.

Po drodze wpadłam w wir rozmyślań. Zastanawiałam się, dlaczego dostałam zwolnienie z pracy. Ktoś ma poważniejsze plany wobec mnie? Byłam tym faktem zaniepokojona. Miałam przeczucie, że czeka mnie coś grubego. Wyobraźnia płatała figle, mogli przecież zrobić ze mną wszystko.

Odnalazłam adres. Była to kamienica. Wejście było na tyłach budynku, trzeba było zejść kilka schodków do drzwi. Zapukałam. Otworzyła mi ładna kobieta. Długie proste włosy, delikatny makijaż, czarna bluzka na ramiączkach, czarne legginsy i trampki. Zawstydziłam się, bo wyglądałam przy niej jak jakaś wariatka.

– Jesteś. Wchodź, wchodź…

Weszłam. Korytarz był jak w piwnicy. Brudny, zatęchły i zimny.

– Umyj stopy. – Kobieta wskazała na miskę z wodą leżącą na podłodze.

– I ubierz te buty. – Podnieciłam się. Będę miała buty! Taka mała rzecz, a cieszy. Szybko umyłam stopy i ubrałam różowe sandałki na wysokim obcasie. Jak zapinałam ostatnią sprzączkę, kobieta zapięła mi do obroży łańcuch i pociągnęła go informując, że musimy iść.

A to spryciula! W takich butach trudniej mi było stawiać opór. Złapałam tylko za łańcuch, żeby amortyzować gwałtowne szarpnięcia. Laska się nie pieprzyła i szła szybko do celu.

Zaprowadziła mnie do niewielkiego pomieszczenia, gdzie na środku stał rząd wysokich drewnianych skrzyń z jedną ścianą okratowaną, taką siatką jak na płotach.

Klatki!

Wepchnęła mnie do jednej z nich i zamknęła kratę. Klatki były ciasne. Nie mogłam kucnąć, musiałam cały czas stać. Kratka niemal wpijała się w moje piersi. Widziałam tylko to, co było przede mną. A przede mną wisiała czarna kotara. Przez chwilę nie działo się nic. W pewnym momencie kobieta otworzyła którąś z klatek i wyprowadziła z niej jakąś inną laskę. Wyglądała podobnie do mnie! To była też wybranka miesiąca! Ale była ubrana inaczej niż ja. Moim kolorem był różowy, a jej – złoty. Złoty makijaż, złote kolczyki, bransolety i buciki. Została wyprowadzona przez kotarę.

Co tam się wyprawia?

Następna była inna kobieta, a jej kolorem była zieleń i motywy roślinne. Wyglądała jak jakaś elfka z filmu fantasy. Później okazało się, że była jeszcze pani w bieli, stylizowana na królowę śniegu oraz pani pustyni – jako dzikuska albo buszmenka. Razem 5 kobiet o imieniu Maja.

Zza kotary słyszałam jakiś gwar. Oklaski? Chyba słyszałam brawa! Jakieś gwizdy? Okrzyki? O co chodzi? W końcu przyszła kolej na mnie. Kobieta, która nas “obsługiwała” otworzyła moją klatkę.

– Wyłaź. Idziemy.

– Co tam się dzieje?  zapytałam.

– Stul pysk. – Usłyszałam w odpowiedzi. –  Będziesz sobie robić dobrze…

Klepnęła mnie w tyłek, a potem złapała za kółko obroży i wyprowadziła mnie przez kotarę. Za kotarą był korytarz prowadzący do kolejnej zasłony. Tuż przed nią zatrzymała się i powiedziała:

– Wchodzisz tam i masturbujesz się najlepiej jak potrafisz.

Wybałuszyłam oczy. Nawet nie zdążyłam zareagować, kiedy nagle zostałam przez nią wepchnięta przez zasłonę do sali pełnej ludzi. Natychmiast się odwróciłam i napotkałam surowy wzrok tej, co mnie tu wprowadziła. Zrozumiałam w mig, wzięłam duży wdech i zwróciłam się do… publiczności.

Byłam na scenie. Ogólnie w tej sali panował półmrok. Snopy światła spadały tylko na mnie oraz na trójkę jakichś ważniaków siedzących między sceną, a publiką przed stołem. Publiczność była w cieniu, ale widziałam zarysy głów i twarzy. Było ich dużo, może setka? Albo i więcej. Oprócz jury na środku, były też kamery. Jakieś reality show się tu odstawia. Coś totalnie popierdolonego. “Mam porno talent”. Gdzie to się wgl puszcza i ogląda?

Jury zabrało głos. Mianowicie najstarszy z nich, siwy jegomość w eleganckim garniturze wyglądającym jak milion dolców.

– Cześć, Majka. – Odezwał się takim zawadiackim tonem. – Zanim przystąpisz do swojego występu, opowiedz proszę jak się czujesz w tym wdzianku?

Byłam totalnie zblokowana. Myślałam, że apogeum wstydu przeżyłam ostatnio na rynku stojąc, jako nagi pomnik. O nie, to było nic w porównaniu do tego, co czułam stojąc na scenie. Wybąkałam tylko:

– D-dobrze.

– Dobrze? Nic nie uwiera? Nie przeszkadza?

– N-nie, nie…

– Masz męża, chłopaka, dzieci? – zapytała blondyna siedząca pośrodku.

– Nie. Jestem sama.

– O! To jak często się dotykasz?

Jeśli na czerwonej zburaczałej facjacie, może się rozlać jeszcze bardziej płomienna barwa wstydu, to to się właśnie wydarzyło po usłyszeniu tego pytania. Spięłam się w sobie i odpowiedziałam, zgodnie z prawdą zresztą:

– Od czasu do czasu.

– Dobra, pinky winky. – Odezwał się ostatni z jury, przystojny brunet o anielskiej twarzy. – To pokaż nam co potrafisz.

Za jury przebiegł jakiś koleś z kartonem i publika nagle zaczęła bić gromkie brawa.

Ja.

Chcę.

Umrzeć.

Nie chcę tu być. Nie chcę nic robić. Nie chcę żyć. Ale zanim umrę…

Ostatni orgazm.

Mam szansę. Jebać ich. I tak moje życie się spierdoliło, ono już nie będzie nigdy takie same. Emocja powszechnie zwana wstydem wyryła mi się w korze mózgowej i nie zniszczę jej. Zawsze jak spojrzę w lustro, to będę widziała kurwę. Ale taką z najgorszych kurew, co odstawia show i nawet nie otrzymuje za to zapłaty.

Dłoń powędrowała na łono. W całej sali rozbrzmiała muzyka. Taka pikantno-romantyczna.

A więc to jest ta cała elita? To jest właśnie partia? Te wszystkie durne losowania i zadania z dupy, to ich zachcianka? Ci wszyscy ludzie siedzą w tym razem i są odpowiedzialni za ten cały burdel?

Ręka zaczęła masaż. Góra-dół. Góra-dół.

Ciekawe, czy ktoś z nich ma na imię Maja albo Karol? No właśnie. Czy oni też się liczą w losowaniach? Co wtedy robią? Poddają się temu, czy zmieniają nagle imię na miesiąc?

Czas na ruchy okrężne. Rozstawienie nóg. Będzie więcej miejsca.

Pewnie karmią się upokorzeniem biednych ludzi. A co by było, gdybym odstawiła im prawdziwe show? Może najwyższy czas, żeby się zabawić? Oni będą mieli zabawę, a ja przeżyję orgazm. Jebać to. Robię to. Wchodzę w to, całą sobą. Zaczęłam się poruszać po scenie. Odstawiłam taki pokaz, że szczęki to im zaczęły wiązać buty. Wydobyłam z siebie tyle gracji i tańca, ile umiałam. Podeszłam do tego przystojniaka w jury, postawiłam stopę w szpilce na stole tuż przy nim i rypałam się palcami, ile miałam sił.

W końcu czułam, że zbliża się upragniona nagroda. Wycofałam się na środek sceny i klęknęłam w rozkroku. Orgazm powali mnie na plecy i będę płynęła w rozkoszy. Niech się dzieje wszystko, byle przeżyć te cudowne spazmy.

I już prawie byłam na szczycie, kiedy nagle ktoś silny złapał mnie za ramiona i wykręcił mi ręce za plecy. Nie! Proszę! Przecież zaraz skończę! Kuuuuurwaa!

Rozbrzmiały potwornie głośne brawa, a ja byłam wyprowadzana ze sceny. Ostatnim rzutem oka w kierunku jury, zobaczyłam uniesione tabliczki z numerami 10, 9, 10.

Jakiś drab wepchnął mnie do pomieszczenia i przykuł mnie do ściany. Ochroniarz wsadził mi ręce i nogi  w obręcze tkwiące w ceglanej ścianie. Stałam teraz przy niej z wyciągniętymi rękoma i nogami tworząc kształt “X”.

Po chwili podeszła do mnie babka od “wyprowadzania”.

– Wow, Barbie! Na orgazm trzeba sobie zasłużyć! Wygraj w finale, a poruchasz sobie za wszystkie czasy. Obiecuję Ci to. Jak podejdziesz do następnej konkurencji z takim zapałem, to masz duże szanse… hihihihi…

Byłam wkurwiona. I zrozpaczona. Rozgoryczona. No kuźwa… stygłam. Znowu stygłam. Opuściłam głowę na dół i zobaczyłam swoje ciało. Odstające sutki rozpalonych piersi. Drgające jeszcze wargi sromowe. Spocony brzuch i nogi. Stopy układające się w kształcie seksownych sandałków. I te wszystkie śmieszne różowe falbanki, którymi byłam przystrojona. Kim ja się stałam? Próbowałam się jakoś oswoić ze swoją zdzirowatością. A trwało to całe wieki. Przynajmniej tak mi się zdawało…

Drugą konkurencją było robienie loda. Na scenie ustawiono pięć siedzisk, na których siedzieli jacyś mężczyźni. Wszystkie kandydatki wprowadzono na scenę naraz, ale w kajdankach na nadgarstkach. Tymi kajdankami przypinano ręce dziewczyn do siedzisk, tak by służyły jedynie do masowania jąder i fiutów. Zadanie było proste. Trzeba było jak najszybciej doprowadzić delikwenta do orgazmu. Pierwsza, która tego dokona wygrywa konkurencję i przechodzi do finału.

Żeby wygrać orgazm, ten koleś przede mną musiał się spuścić na mój ryj jako pierwszy. Pogodziłam się ze zdzirowatością. Wygram to.

Czas start!

Ruszyłam do ataku. Rozpięłam rozporek i wyciągnęłam takiego flaka, że prawie się załamałam. Dobra, Majka, do roboty! Zaczęłam masować, oblizywać, drapać jajka. Ułożyłam się też w najbardziej wyuzdanej pozycji, jakiej się tylko dało w moim położeniu. Wypięłam tyłek ku górze, plecy w łuk, tak żeby gościu widział moje krągłe wyeksponowane pośladki. Koniecznie nóżki szeroko w rozkroku, może typ ma fetysz szpilek.

Cholera, zadziałało. Stanął maszt, to ruszamy w rejs. Łyknęłam. Głęboko. Zakrztusiłam się, ale nic to… przytrzymałam. Zasiorbałam, splunęłam i pocisnęłam z koksem. Pomagałam sobie dłońmi, waląc mu trochę konia. Nie powstrzymywałam się przed niczym. Oblizywałam mu napletka, wpychałam język w jego cewkę. Raz cisnęłam bardzo szybko, a raz powoli i zmysłowo. Wszędzie wokół było słychać męskie jęki i sapanie.

Koleś nagle wstał, zmuszając mnie do odsunięcia się od siedziska na tyle, na ile pozwalały mi wyprostowane ramiona, i krzyknął:

– Kurwa! Nie wytrzymam! – Wtem wyciągnął kutasa z moich ust i spuścił się na moją twarz potężną erupcją mlecznej posoki. Wytarł swój instrument o moje włosy, a następnie chowając go wykrzyknął w stronę publiki:

– Nie ma co, ta suka jest tak dobra, że zasługuje na wejście do finału! Gratulacje dla Mai!

Byłam zalana spermą. Miałam wyjebane w brawa.

– Zdejmuj buty. – Dostałam polecenie przed wejściem do następnej sali, gdzie miał odbyć się finał. Posłusznie ściągnęłam sandałki i stanęłam bosymi stopami na betonie.

– Wszystkie ruchy dozwolone. Wejdź, walcz, przetrwaj, wygraj… a ten wieczór będzie twój. Powodzenia, barbie. – Ochroniarz przypiął mi łańcuch do obroży i pociągnął za sobą. Szłam długim korytarzem najpierw zbudowanym ze zwykłych ścian, ale potem już po wejściu do sali korytarz tworzyli rozentuzjazmowani ludzie. Podczas mojego pochodu wśród ogólnej wrzawy słyszałam głos komentatora:

– Droga publiczności! W lewym narożniku… stanie do walki, przeseksowna, przedzika, urocza barbieszmata! MAJA MIAŻDŻYJAJA!

Hałas. Harmider. Huk śmiechu. Wiwaty. Potężna fala dźwięku uderzała we mnie, a ja próbowałam zorientować się w sytuacji. Miałam walczyć. Miałam stoczyć z kimś pojedynek.

Wepchnięto mnie na arenę.

– A w prawym narożniku! Poznajcie rozjuszonego, cholernie napalonego, sukinkota! Oto KAROL PENETRATOR!

Naprzeciw mnie stanął mężczyzna średniej postury. Miał czarne skórzane kajdany na kostkach nóg i nadgarstkach. Uprząż w kształcie X na umięśnionej klacie. Obrożę podobną do mojej, ale chyba większą i cięższą. Maskę w kształcie psiego kagańca. Oraz gruby skórzany pierścień ściskający wielkiego nabrzmiałego kutasa i jajeczka.

Koleś był bardzo rozochocony, a ja totalnie przerażona. Nie miałam przecież absolutnie żadnych szans.

Zabrzmiał dźwięk dzwonu i rozpoczęła się walka. Pff, to nie była walka, to był knockout. Typ zaszarżował na mnie. Albo nie wiedział, co to jest show, albo bardzo chciało mu się ruchać. Próbowałam uciekać, uskoczyć, ale koleś szybko zmniejszył dystans. Chciałam go kopnąć w jego najczulsze miejsce, ale złapał moją nogę i sprowadził mnie do parteru. Leżąc próbowałam się bronić nogami. To był najprawdziwszy gwałt na oczach tych wszystkich pojebanych ludzi. Szybko traciłam siły, coraz słabiej się broniłam. Karol bez zbędnych ceregieli wsadził mi i zaczął posuwać. W miarę jak czułam znów to ciepło w podbrzuszu, wiedziałam, że mój orgazm ulatuje w cholerę. Przegrałam z obficie obspermioną twarzą.

– Karol Penetrator znokautował Majkę Cipodajkę. – Usłyszałam tylko, jak ochroniarz wyciągał mnie z areny.

Postawiono mnie na czworaka. Ściągnięto ze mnie wszystkie różowe falbanki. Założono mi czarne skórzane kajdany na ręce i nogi, oraz pas cnoty. Metalowy, bardzo ciasny. Wpijający się w moje krocze, podbrzusze oraz rów tyłka. Kazano mi zostać na czworaka, przypięto łańcuch do obroży i tak poprowadzono do kolejnej sali.

A tam odbywała się impreza. Dużo żarcia, dużo alkoholu. Kelnerkami były dziewczyny, które przegrały poprzednie konkurencje. Wszystkie były nagie i na bosaka. Na kostkach nóg miały czarne skórzane kajdany. Ręce były unieruchomione za plecami specjalnym rękawem. Pod piersiami zaś była umocowana taca, paskami do klatki piersiowej i na szyję. Majki usługiwały eleganckim mężczyznom ubranym na galowo oraz kobietom ubranym w przepiękne, cholernie drogie suknie i sukienki.

Dostałam rozkaz. Miałam robić wszystko co sobie tylko zażyczą goście. Nie wolno mi było wstać – mogłam leżeć, chodzić na czworaka lub na kolanach. To był długi wieczór. Ci ludzie byli bezwzględni.

Co chwilę musiałam robić loda, trzepać konia dłońmi, stopami albo nawet wszystko to jednocześnie. Kobiety podnosiły suknie, żebym robiła im minetki. Albo podsuwały stopy w sandałkach, żebym je lizała. Wszystkim lizałam buty. Moim zadaniem było też “zmywanie” podłogi, czyli musiałam zlizać cokolwiek znalazło się na podłodze – plamy spermy, kawałki jedzenia, kałuże rozlanych napitków, spluniętą specjalnie ślinę gości. Wszystko to było obrzydliwe na tyle, że mój mózg po prostu się wyłączył i robiłam wszystko machinalnie ze łzami w oczach.

Impreza skończyła się o północy. Ściągnięto mi pas cnoty, kajdany i dosłownie wyrzucono mnie z budynku. Leżąc w błocie oberwałam jeszcze po głowie kluczami od auta.

Byłam rozwalona psychicznie. Łkałam czując, że jestem niczym, skoro można mnie tak traktować. Byłam pewna, że nie wytrzymam całego miesiąca takich “zabaw”. To był dopiero drugi dzień. Obiecałam sobie, że się nie dam. Spróbuję wytrzymać ten miesiąc, a po wszystkim znajdę sposób by dokopać Partii. Będę jeździła po prasach, radiach i telewizjach i będę rozpowiadała o wszystkim co tu się wyprawia. Łamanie praw człowieka, nieludzkie traktowanie…

Rozdzwoniła się moja obroża. Cholerne maile… wstałam i ruszyłam do mojego auta, wyjąc tą syreną przez pół miasta. W aucie wyjęłam telefon ze schowka, zatwierdziłam zadanie i wróciłam do domu.

Standardowe kąpanko, suszenie się, kolacja i czytanie maila. Oto treść:

“Pani Maja %^&(*#$ska,

Zadanie nr 3:

Dzień (03.czerwiec):

Treść zadania głównego:

A. Rano: Śniadanie zjeść prosto z podłogi w kuchni.

B. Odebrać paczkę z urzędu pocztowego i udać się z nią pod niżej wskazany adres:

[TU ZNAJDOWAŁ SIĘ ADRES]

Przekazać paczkę urzędującej tam osobie. Na miejscu poddać się wszystkim instrukcjom.

C. Po wizycie w powyższym miejscu wrócić do domu. Otworzyć karton nr 2 i założyć na siebie wszystko, co tam jest. Potem wyjść przed furtkę swojej posesji i oczekiwać w takiej oto pozycji:

Klęknąć na kolanach, szeroko rozstawiając je na boki. Palce u stóp prostopadle do ziemi. Ręce na karku. Nie wolno siadać ani krzyżować nóg. Nie zdejmować rąk z karku. Cierpliwie czekać.

Z poważaniem.”

CDN.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

LoliPan

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *