W oznaczonym terminie zjawił się w restauracji, jednej z najlepszych w mieście. Wiedząc, że na pewno wypije kilka kieliszków wina przyjechał taksówką. Rozglądał się po sali, ale nigdzie nie dostrzegł habitu zakonnicy. Wypatrzył wolny stolik, zajął miejsce, ciągle rozglądając się po sali, Marcjanny bardzo długo nie było. „No tak – pomyślał – myślałeś, że spotkasz się z fajną laską, ale nie brałeś pod uwagę, że to zakonnica, więc poległeś”. Postanowił jednak poczekać jeszcze kwadrans, potem zamówić jakąś kolację i – jeśli by nie przyszła – pojechać do domu. Zaczął uważnie przeglądać menu. Kilkanaście minut po umówionej godzinie dostrzegł kątem oka zbliżającą się do jego stolika jakąś kobietę.
– Dobry wieczór, panie Janie – pozdrowiła mężczyznę.
– Dobry wieczór – odpowiedział grzecznie, nie podnosząc głowy.
– Panie Janie, nie poznaje mnie pan? – głos wydal mu się znajomy, zerknął znad menu.
Patrzył na niewysoką, bardzo zgrabną dziewczynę z ładną twarzą okoloną czarnymi, długimi, prostymi włosami. Dopasowane do figury dżinsy opinały szczupłe biodra i niezwykle kształtną pupę. Na długich nogach miała buciki na niewysokim obcasie, rozpięta pod szyją koszula ukrywała biust, nie mógł określić jego wielkości. No i ten uśmiech! Tak uśmiechała się tylko jedna kobieta, którą poznał – siostra Marcjanna!
– Nie wierzę! Siostra Marcjanna!
– Tak, to ja. Nie poznał mnie pan?
– Hmmm, nie będę czarować, nie poznałem! Pięknie siostra wygląda w cywilu! – patrzył zachwycony na dziewczynę.
Miał kogo co i podziwiać. Marcjanna ubrana w koszulę i dopasowane dżinsy, rozpuściła swe długie włosy, do tej pory schowane pod welonem.
– Jesteś… Jest siostra jakaś inna! – Jan nie krył zakłopotania.
– Mam od dzisiaj kilka dni urlopu, mogę ubierać się tak, jak wszyscy. Niekiedy potrzebuję chwilę luzu – uśmiech nie schodził z jej ślicznej twarzy. – Ale zawsze trzeba zachować umiar, tak, jak we wszystkim!
– Siostro Marcjanno, zaskakuje mnie siostra na każdym kroku! Ale mam prośbę. Ponieważ jestem starszy od siostry, mam prawo zaproponować przejście „na ty”. Nie lubię tych konwenansów. Oczywiście, jeśli sobie siostra życzy – w oficjalnych spotkaniach nie zmieniamy formy zwracania się do siebie.
– Czekałam, Janku na tę propozycję! Ja też nie znoszę tego sztywniactwa.
– No to zamawiamy po lampce wina i pijemy „brudzia”! – Jan wiązał z tym pewne nadzieje. – Jakie wino lubisz?
– Nie mam pojęcia! Ale może być czerwone półsłodkie. – kiedy kelnerka podała pełne kieliszki, wypili.
Jan objął ramieniem Mariannę, cmoknęli się w policzki.
– Jestem Jan
– A ja Eliza!
– Eliza, a nie Marcjanna? – Jan był bardzo zdziwiony.
– Marcjanna w zakonie, a w domu Eliza, to moje prawdziwe imię. – Marcjanna – Eliza uśmiechała się z zażenowaniem – Nie podoba się tobie?
– Podoba, oczywiście, że podoba. Tyle, że mnie zaskoczyłaś! Cały czas Marcjanna, Marcjanna…
Stuknęli się kieliszkami, wypili do dna. Na stole stała już druga kolejka, wznieśli toast za tak długo oczekiwane przez mężczyznę spotkanie.
– Elizo, pozwolisz, że zadam osobiste pytanie? – Jan chciał rozwiązać jedną z tajemnic, a widząc potwierdzenie dziewczyny spytał – Powiesz, dlaczego zdecydowałaś się na klasztor?
– Oj, Janku, to długa historia. Ale mówiąc w skrócie – to niespełniona miłość…
– Nie żartuj, ktoś cię rzucił?
– Tak. Byłam z facetem trzy lata. Żyliśmy jak małżeństwo, mieszkaliśmy razem, prowadziliśmy normalny dom, tyle, że bez dzieci, niestety… Mieliśmy plany na przyszłość, chcieliśmy mieć dzieci, jak to w związku, ale on mnie zdradził! Zdradził mnie z kilkoma dziewczynami, a do mnie później wysyłał filmiki, na których mogłam oglądać go z innymi kobietami w sytuacjach bardzo intymnych. Nie będę ci opisywała, co na tych filmikach było, bo to uwłacza mej godności, ale musisz mi wierzyć, że było to momentami ostre porno…
– A ty załamałaś się i poszłaś za kratę!
– No nie do końca i nie od razu. Najpierw chciałam się na nim zemścić, ale potem ogarnęła mnie fala miłości i przebaczenia, więc stwierdziłam, że nie tędy droga. Później, po długich przemyśleniach, stwierdziłam, że klasztor to najlepsze rozwiązanie. Rozmawiałam wiele godzin z zaprzyjaźnionym księdzem, takim starszym, bardzo mądrym człowiekiem i on mnie w pewien sposób ukierunkował… No i jestem tutaj, gdzie jestem…
Jan przypatrywał się mówiącej kobiecie z coraz większym zainteresowaniem, jej twarz wyrażała wszystkie emocje, nie tracąc nic na urodzie, którą Jan był oczarowany. „Piękna kobieta – pomyślał. – Jak ją zahaczyć”…
– Możesz chodzić tak ubrana? W dżinsach i koszulce? Reguła nie zabrania tego?
– Nie jestem w zamkniętym klasztorze, przecież my codziennie wychodzimy do ludzi, pracujemy z nimi, a mój obecny ubiór świadczy, że mam urlop i mogę sobie pozwolić na więcej… Wiele dziewczyn z zakonów korzysta z takiej możliwości, nie wzbudzają sensacji swoimi ciuchami będąc na łonie rodziny.
– A’ propos łona… nie korciło cię, żeby poznać jakiegoś dyskretnego chłopaka?
– No coś ty, przysięgałam przecież, to …
– Złożyłaś już śluby wieczyste? – przerwał.
– Jeszcze nie, ale to już niedługo, jestem za furtą już pięć lat.
– I naprawdę nie ciągnie cię nic do świata zewnętrznego? Przecież możesz pracować jako pielęgniarka, znasz się na tym doskonale!
– Nie, nie wrócę już, choć niekiedy mam wątpliwości. Najgorsze są wieczory i nocki na oddziale. Patrzę na chorych, widzę cierpienie niektórych, ale widzę też ich rodziny, mężów, dzieci, żony, narzeczone; oni, ci pacjenci, choć teraz są w szpitalu, mają jednak perspektywę powrotu do domu, do ukochanej osoby, do… – zamilkła nagle.
– Wiesz – kontynuowała po chwili – bywają momenty, że mam ochotę przytulić się do kogoś, poczuć fizycznie jego bliskość… Może to jednak znak, że nie nadaję się na zakonnicę? Sama nie wiem…
– Sądzę, że musisz porozmawiać z jakimś kościelnym autorytetem, z kimś, kto pokaże tobie właściwą drogę w przyszłość. Nie znasz do końca życia za kratą, choć jesteś tam już długi czas.
– Masz rację, jak już wspomniałam, znam takiego mądrego, dobrego księdza, a i on mnie chyba lubi. Wspominałam o nim przed chwilą, to taki mój przewodnik duchowy… Ale dość o mnie, powiedz, co u ciebie, jak się czujesz, bóle nie powracają?
Rozmowa zeszła na tory neutralne, a czas biegł nieubłaganie. Żeby kelnerka nie musiała ciągle biegać do ich stolika, Jan zamówił całą butelkę wina, potem drugą… Pilnował, żeby kieliszki były ciągle pełne, ale wypite wino nie działało na Elizę-Marcjannę, przynajmniej nie okazywała żadnych znaków świadczących o tym. Zaskoczeniem było zakończenie wieczoru…
– Janku, nie mogę wstać, chyba mi nogi odjęło! – zakonnica zaczęła chichotać – Pomóż, proszę, bo naprawdę mam problemy.
– No tak, tak się kończy w zasadzie każdy wieczór, kiedy absolutna abstynentka wypije trochę alkoholu – Jan ze śmiechem objął dość mocno wstawioną dziewczynę w pół i podniósł z krzesła
– Napiłam się, chyba przesadziłam z tym winem, ale to przez ciebie, bo ciągle dolewałeś. Teraz musisz się mną zaopiekować. – popatrzyła mężczyźnie w oczy, ciągle się śmiejąc.
– Z największą przyjemnością.
Jakoś udało się normalnie wyjść z kawiarni. Podjechała zamówiona wcześniej taksówka, Jan posadził dziewczynę na tylnym siedzeniu i zapiął jej pas bezpieczeństwa. Sam usiadł z drugiej strony, kierowca włączył silnik, światła, ruszyli. Jan popatrzył na ciągle chichoczącą zakonnicę.
– Jedziemy do ciebie do domu?
– Nie! Coś ty, w domu bym miała piekło, wszyscy widzą we mnie zakonnicę Marcjannę, a nie córkę, czy siostrę.
– No to co proponujesz? Klasztor? Szpital?
– Nie, nikt nie może mnie widzieć w tym stanie…
– Pozostaje więc jedno miejsce, mój dom.
Marcjanna – Eliza jakby nagle wytrzeźwiała, popatrzyła na niego przeciągle z nagle poważnym wyrazem ślicznej buzi. Długo wpatrywała się w oczy czekającego niecierpliwie na odpowiedź mężczyzny.
– Ale gwarantujesz, że będziemy spali oddzielnie? – spytała, ciągle poważna i bez uśmiechu na twarzy. T
– ak, masz moje słowo!
Pojechali pod wskazany przez Jana adres. W drodze do domu wino jeszcze mocniej zaczęło wpływać na zachowanie dziewczyny, teraz wyraźnie było widać, że jest pijana. Poprosił kierowcę, żeby podjechał pod same drzwi domu, sam wcześniej otworzył bramę. Szofer popatrzył na płacącego za kurs mężczyznę i uśmiechnął się pod nosem.
– Niezła laska, będzie pan miał fajną noc, aż zazdroszczę. – w jego głosie Jan wyczuwał tę zazdrość.
– Nic z tego, słyszał pan…
– ak, tak, słyszałem, dobry bajer najważniejszy. Udanej nocy życzę, dobranoc. – kierowca uśmiechnął się szeroko, skinął głową i odjechał.
Jan prawie wyciągnął Marcjannę – Elizę z auta, wziął na ręce i wszedł do domu. Posadził zakonnicę na kanapie w salonie, wrócił do bramy, zamknął, zamknął drzwi wejściowe, pozapalał światła zewnętrzne. W kuchni wstawił wodę na herbatę, nalał sobie dużego drinka. Ze szklaneczką alkoholu w dłoni wszedł do salonu. Dziewczyna siedziała cały czas na kanapie, z zainteresowaniem rozglądała się wokół.
– Fajnie mieszkasz, podoba mi się twój dom, bardzo gustownie urządzony. Sam projektowałeś wnętrze?
– Tak, wspólnie z żoną… Ale jej już nie ma, jestem sam. Wstawiłem wodę, wypijesz herbatę?
– Ale ja też jestem wstawiona! Jak ta woda! – zachichotała – Tak, napiję się. A gdzie będę spała?
– Tu, w pokoju obok, zaraz przygotuję pościel.
– A ty?
– A ja w mojej sypialni. Jak chcesz i dasz radę to idź do łazienki. Herbata za chwilkę będzie na stole.
Kilkanaście minut później zaprowadził dziewczynę do pokoju, dał jej nawet piżamę, która od dawna leżała w szafie, sam wrócił do salonu, włączył telewizor, założył słuchawki, włączył film, którego oglądanie zaczął wczoraj, a nie obejrzał do końca. Po projekcji i wieczornej toalecie usnął w swoim łóżku. Przedtem przygotował szlafrok, w razie gdyby musiał zająć się dziewczyną. Spał jak zawsze nago, ale żeby nie kusić losu, nie chciał, żeby widziała go rozebranego. Śnił o jakiejś podróży łódką, gdy poczuł, że coś wsuwa się pod jego kołdrę. Otworzył oczy, zapalił lampkę nocną. Przed sobą miał spiętą buzię Elizy.
– Co ty robisz, zwariowałaś? – odsunął się od niej.
– Nie uciekaj, nie wyganiaj mnie proszę, potrzebuję ciebie. Muszę to zrobić!
– Dziewczyno, jesteś jeszcze wstawiona, nie wiesz, co robisz…
– Wiem, doskonale wiem – przerwała Janowi – nie spałam całą noc, myślałam o sobie, o swoim przeznaczeniu. Chcę się z tobą kochać, muszę się z tobą kochać, to jedyny sposób na znalezienie odpowiedzi, czego sama chcę…
– Ale…
– Nie ma żadnego „ale”, jeśli nie odpowiadam tobie jako kobieta to powiedz mi to! Jednak wiem jak na mnie patrzysz, w oczach masz pożądanie, chęć zerżnięcia niewinnej zakonnicy, już w szpitalu miałeś na to ochotę, prawda? Myślisz, że tego nie widzę, że jestem ślepa? Ale ja też chcę tego!
– Daj spokój, nawet prezerwatywy nie mam, a ty się przecież też nie zabezpieczasz, prawda?
– Nie muszę… – zamilkła, spuściła głowę. – To właśnie jeden z powodów, dla których ten facet, o którym ci mówiłam, mnie zostawił. To moja największa tragedia, nie mogę mieć dzieci… – rozpłakała się.
Jan przytulił dziewczynę, poczuł, że jest naga, dotyk chłodnego ciała sprawiał mężczyźnie niesamowitą radość; pogłaskał Elizę po głowie, zaczął scałowywać łzy z zapłakanych oczu.
– Już dobrze, ciiiicho, już dobrze, nie płacz.
Przylgnęła do niego całą sobą, pomału się uspokajała. Ujęła w dłonie jego twarz, zaczęła namiętnie całować, wpychała ruchliwy język bardzo głęboko. Jan odpowiadał na pocałunki poznając dłońmi geografię jej ciała. Co prawda chciał ją przelecieć, jednak takich okoliczności nie brał pod uwagę. Ale skoro nalegała! Ścisnął lekko nagą pierś, potem drugą, uniósł biodra dziewczyny, znowu pogłaskał po głowie. Zaskoczony patrzył na jej wygolone łono, ręką przejechał po wydepilowanych nogach. Myślał do tej pory, że zakonnice żyją w absolutnej zgodzie z naturą i nie depilują się, a tu taka miła niespodzianka. Położył dłoń na gładkiej cipce, wsunął w nią palec, poruszył nim ostrożnie. Głęboki wdech i cichy jęk były jedyną reakcją Elizy na jego poczynania. Położyła się na wznak, przymknęła oczy, rozłożyła szeroko nogi, podniosła i przytrzymała je rękoma pod kolanami.
– Zrób to, proszę, wejdź we mnie, chcę i potrzebuję tego.
Jan poślinił stojącego już rumaka i pomału zaczął zagłębiać go w ciasnej i bardzo już mokrej dziurce. Klęczał między nogami dziewczyny, podniósł jeszcze wyżej jej biodra, wszedł w nią. Zaczął swój normalny rytuał – miarowo, rytmicznie i do końca. Eliza zacisnęła zęby, puściła ciągle mocno rozłożone nogi, kurczowo zaciskała dłonie na pościeli. Oddychała bardzo głośno i szybko.
– Tak, tak, rób to, tak, mocniej, do końca, muszę cię czuć w sobie, rozpal, albo zgaś we mnie ten ogień, który…
Nie dokończyła, wyprężyła się cała, napięła i zaczęła podrygiwać w spazmach ogarniającego ją orgazmu. Jan opuścił ciepłą norkę, przytulił się do kochanki, zaczął całować i pieścić jej piersi ze sterczącymi sutkami, ręką drażnił łechtaczkę. Szał Elizy pomału mijał, oddech stawał się regularny, ciało uspokoiło się, pojękiwała tylko cichutko, kiedy podrażniał językiem nabrzmiały guziczek między wargami sromowymi. Szukała ręką penisa; kiedy go znalazła oplotła wokół niego palce i zaczęła go masturbować. Jan patrzył na nieskazitelnie białe ciało, gładkie jak alabaster, jedynie owal twarzy wskazywał, że jednak przebywała na słońcu. Eliza podniosła się, przesunęła w stronę jego krocza, oparła na łokciu i zbliżyła usta do czerwonej, pulsującej głowicy kutasa. Zaczęła zachłannie ssać ciągle twardy instrument, pomagała sobie dłonią. Jeszcze bardziej stwardniał, jeszcze odrobinę urósł do rozmiarów do tej pory nieznanych gołej zakonnicy. Nie wiedziała, czy bardziej go podziwiać, czy bać się takiego wałka w sobie, choć już go miała i było jej bardzo przyjemnie. Poczuła na swej cipce szorstki i ciepły język, wylizujący jej wnętrze. Jan lizał pipkę, ssał delikatne płatki warg wewnętrznych, całował łechtaczkę. Niepostrzeżenie jego język wylądował na kakaowej dziurce. Ewa odruchowo odsunęła się od mężczyzny i popatrzyła na niego zdziwiona.
– Tam nie chcę, nie lubię – wyszeptała
– Nie lubisz? A kochałaś się już w pupę? – Jan też szeptał do jej ucha. – Miałaś w tyłeczku penisa?
– Nie, nigdy! – w głosie dziewczyny słychać było zdziwienie i oburzenie. – Tym bardziej takiego, jak twój.. Chcesz mnie rozerwać?
– No to skąd wiesz, że nie lubisz? Ja tam bardzo lubię każdą ciasną dupkę, choć twoja pipka jest ciasna jak u dziewicy; widzę, że naprawdę bardzo dawno nie była używana – nie przestawał palcować pupy Elizy – Nie rozerwę cię, możesz mi zaufać, nawet nie wiesz, do czego pupa kobiety jest zdolna!
– Bardzo, bardzo dawno, kilka razy tylko pobudzałam się w pupie palcami i to płytko – westchnęła, bo naśliniony palec Jana ciągle wsuwał się i wysuwał z odbytu.
– Boli? – poruszał nim jeszcze kilka razy w obie strony.
– Nie, nie! Nie boli… Oooch, to nawet przyjemne! Nie zrobisz mi krzywdy, prawda?
– Prędzej bym sobie tego kutasa obciął, niż ciebie skrzywdził! – wsunął drugi palec – Tak dobrze?
– Tak, to bardzo przyjemne… Tak, nie przestawaj… tak,tak… Ooooo, tak…
Nie wiedział, czym się nasmarować, żeby nie bolało wdzieranie się jego wielkiej pały w ciasną i dziewiczą pupę. Nie miał w domu żadnego żelu, ani olejku intymnego, ale przypomniał sobie film z Marlonem Brando. Jak z procy wyskoczył z łóżka, wpadł do kuchni, zabrał ze stołu maselniczkę i wrócił do sypialni. Ułożył Ewę na brzuchu, pod biodra włożył zwiniętą poduszkę, żeby pupa była wyżej, nabrał masła na palce i posmarował ją. Dziewczyna obejrzała się zdziwiona i uśmiechnęła szeroko.
– Nie jestem tak urodziwa, jak Maria Schneider, ale za to ty jesteś przystojniejszy od Marlona Brando.
– Znasz ten film? – Jan nie krył zaskoczenia, nakierował kutasa na ciemną dziurkę w zgrabnej dupce.
– Oczywiście, przecież nie byłam całe życie zakonnicą. Auć! Zabolało?
– Przepraszam, będę…
– Nie, wszystko w porządku – przerwała tłumaczenie Jana – to było bardziej z zaskoczenia, niż z bólu. Ale proszę wkładaj go pomalutku, boję się jego rozmiarów!
– Siostrzyczko, on już cały jest w twojej dupci!
– Żartujesz? Rozdziewiczyłeś mnie, nikt tam przed tobą nie był. .. Jan wsuwał się i wychodził ze szczupłej pupci Elizy, za każdym razem dociskając coraz mocniej, w końcu rżnął ją tak, jakby całe życie dawała w dupę.
Eliza – Marcjanna tylko posapywała i pojękiwała, aż nadszedł kolejny orgazm. Targał całym jej ciałem, rzucała się, podrygiwała i wyła w poduszkę. Gdyby Jan nie leżał na niej i nie przyciskał jej do materaca – niechybnie spadła by z łóżka. Uspokoiła się w końcu, ale znowu zaczęła stękać, gdyż Jan już był w pulsującej pipce. Teraz nie zważał na dziewczynę, chciał wreszcie sam dojść do orgazmu, bolały go już jądra i bał się o swego przyjaciela. Położył się w typowej misjonarskiej pozycji na Elizie, jedną ręką objął jej ramiona, drugą biodra i przycisnął do siebie, oparty na łokciach, żeby nie zgnieść kochanki. Ta objęła nogami uda mężczyzny i poddawała się rytmowi jego uderzeń. Zwiększył tempo, w sypialni słychać było klaskanie o siebie nagich, spoconych ciał, mlaskanie ciężkich jąder odbijających się od pupy, sapanie Jana i wrzaski Elizy. Doszli oboje. Jan, jak zwykle zawył jak bawół, wytrysnął lawiną spermy w cipkę, kilka razy rzucił biodrami i bezsilny upadł na pościel obok łkającej dziewczyny. Odpoczywali, patrząc sobie w oczy. Eliza dotknęła pupy, popatrzyła w świetle nocnej lampki na dłoń mokrą od jego spermy i swoich soków.
– Dużo tego, – zauważyła.
– Oj, tak, będąc z taką dziewczyną w łóżku moje jądra produkują naprawdę dużo spermy.
– A ja chcę od tyłu…
– Nie widzę problemu, uklęknij proszę i podeprzyj się rękami – Jan chętnie instruował swą kochankę – masz fajną tę dupcię – stwierdził.
Nachylił się do wypiętej pupy, polizał cipkę i wsunął w nią swego drągala, który już osiągnął gotowość do działania. Zaczął znowu pracować biodrami, trzymając mocno dziewczynę, ale za chwilkę zmienił pozycję. Objął dłońmi jej zgrabne piersi, podniósł ją, tak, że mając w pipce twardego kutasa – klęcząc, opierała się plecami o jego piersi. Jan trzymał cały czas piękny biust, ruchał ją z szybkością błyskawicy. Nagle wyskoczył z cipki i wbił się w pupę. Jedyną reakcją Elizy na zmianę dziurki było głośne westchnienie i jęk rozkoszy. Zerżnął więc znowu jej dupsko, spuścił się w nią chwilę po tym, kiedy osiągnęła orgazm. Z wrzaskiem upadli na pościel, dysząc ciężko. Pogłaskał śliczną buzię, spoconą po miłosnych zapasach, znowu patrzyli sobie w oczy.
– Dość na dzisiaj, – wysapał w końcu Jan – jeszcze jeden taki numer i odjadę na serce, wykończysz mnie.
– To będę cię reanimowała, mam w tym wprawę.
– Dość, gaszę światło i śpimy. Albo śpisz obok mnie, miejsca jest dość; albo zmykaj do swego pokoju
Naga zakonnica przytuliła się do jego torsu, położyła głowę na piersi i zamknęła oczy.
– Śpię tutaj. – zdecydowała
Choć usypiali nie tak znowu późno, bo ledwo dwie godziny temu minęła północ – Janowi nie było dane wypocząć. Jeszcze dwa razy budziło go ssanie Elizy, która jakoś nie miała dość jego penisa. To ssała go namiętnie, pomagając sobie dłońmi, brandzlowała go, aż się spuścił w jej piękne usteczka, albo dosiadała go jak rumaka i cwałowała do swego orgazmu. Rankiem odwiózł dziewczynę do domu. Spotkał się z nią jeszcze raz, w szpitalu, kiedy przyjechał na kontrolę. Ucieszyła się na jego widok.
– Muszę się przed tobą wytłumaczyć – zaczęła rozmowę.
– Nie musisz, gdybyśmy oboje tego nie chcieli …
– Nie, to nie to. – przerwała – Myślałam wtedy, w nocy, bardzo długo, co ze sobą zrobić. Z jednej strony chciałam zostać w Zgromadzeniu, z drugiej ciągnęło mnie jednak do świata. Postanowiłam więc zrobić test. Jesteś fantastycznym mężczyzną, naprawdę niesamowitym kochankiem, co kilkakrotnie mi udowodniłeś tamtej nocy. Postanowiłam oddać się tobie cała, żebyś kochał się ze mną jak z normalną kobietą, żebyś mnie po prostu mocno – wybacz słowo – zerżnął. Jeśli po tym nocnym szaleństwie z najlepszym kochankiem pod słońcem nadal będę myśleć o habicie – wracam tam. Jeśli ponownie zauroczą mnie radości życia codziennego – zostaję. No i wiesz co? Rano, kiedy się obudziłam koło ciebie, nie myślałam już jak dziewczyna po upojnej nocy spędzonej z kochankiem, tylko zastanawiałam się, czy ten mądry ksiądz, o którym tobie wspominałam, zechce mnie wysłuchać i da rozgrzeszenie. Wyobraź sobie, że opowiedziałam mu wszystko, oczywiście bez szczegółów, a on… popłakał się. Nie z żalu nad mym występkiem, tylko z radości, że wróciłam. Teraz wiesz, dlaczego pragnęłam wtedy seksu z tobą, musiałam przeżyć taki wstrząs, choć nie ukrywam, że był on bardzo przyjemny. A niedługo przenoszą mnie do innego miasta, też do szpitala, ale nie powiem tobie gdzie. Nie pytaj o mnie, nie szukaj mnie, proszę. Mamy swoją wspólną tajemnicę, mamy swoje piękne wspomnienia. Żegnaj więc, panie Janku…
To był ostatni raz, kiedy widział siostrę Marcjannę, lub – jak kto woli – Elizę, jego namiętną, ognistą kochankę, która wybrała swoją drogę do przyszłości. Przyjął do wiadomości słowa pięknej kobiety w habicie i uszanował jej decyzję…
Leave a Reply